9d87631b0b27d8c97e65f954297c702c.pdf

Media

Part of Pasterstwo i wierzenia pasterskie u Hucułów / Lud, 1896, t. 2

extracted text
— 201 —
dom ość o tem w dziele R einsberg-D üring-sfelda : T r a d i t i o n s et
l é g e n d e s d e l a B e l g i q u e (I., 164— 166).
D zień św. G rzegorza najsolenniej obcho dzony b y w a w oko­
licach w alońskich, p o w ia d a ten autor. C h ło pcy uczęszczający do
szkół, chodzą dnia teg o kolędując, śp iew a ją przed dom am i i zbie­
rają jaja, m ąkę, m asło i t. d. na naleśniki. K o ło D in a n t i H u y
p rz e b ie ra ją je d n e g o z pośród siebie za b iskupa, k t ó r y ma w y o­
bra żać św. Grzeg'orza. W in n y ch o kolicach przeb iera się czterech :
jed en za św. Grzegorza, d rug i za k a p e la n a papieskiego, trzeci za
piekarza, a czw arty za p olicy anta. Po uzbieran iu zapasów , w r a ­
cają do szkoły, jed zą i tańczą
W Leodjum d n ia teg'O ogłaszają, w szkole, kto z o stał ..pry­
m u s e m “, p ro w a d zą go, ustrojoneg-o w w ieniec w a w rzy now y do
kościoła, a koledzy k rz y czą ciągde : viv at prim us h e !
W n ie k tó ry c h m iasteczkach F la n d ry i w dzień św. G rzegorza,
uczniow ie m ają praw o zw iązania b a k a ła rz a (m ee ste r binden), poczem musi on u raczy ć dziatw ę słod ką jalow ców ką ; wieczór spędza
się za m iastem n a za baw ach i ucztowaniu.
N a le żało b y dalej s zuka ć paraleli i źródeł naszych g x e g o ry anek ; niech sk ro m n y p rz y czy n e k mój posłuży za podnietę i po
bud kę.
Jan Karłowicz.

G ió w n e m zatrud nien iem H u c u łó w jest p asterstw o . Bydlo
zatem stanow i najw ażniejszy dział ich m ienia. P o d łu g liczby w o ­
łów, koni i owiec, jakoteż k u r i św iń obliczają swój m ajątek ; na
o b szar g ru n tu mniej się uważa, poniew aż w arto ść jeg o stosunkowo
jest nieznaczną. P rz e d d w udziestu la ty jeszcze, gdzie ra d a guninna
re p a rty c y e p o d a tk ó w przep row adzała, oznaczano w ysokość ich
nie w e d łu g p o siad an e g o gruntu, lecz p o d łu g wielości b y d ła. K to
mało, lub ża dnego nie p o siad a bydła, ten u w a ża się za b iednego.
Ż eb rak ów w rozum ieniu naszem nie m a u H u c u ł ó w , c h y b a
w bardzo nieznacznej mierze, k tó ry c h się w s p ie ra ch ę tn ie i otacza
p ew n em p o sza n o w an iem i w spółczuciem jako n aw ie d zo n y ch przez
B oga. Z p rz y ch ó w k u rocznego w bydle, sprzedają t y l k o tyle, ile
z p ow o d u niedostatecznej paszy sp rz e d a ć są zmuszeni. B r a k paszy
może stać się z g u b n y m n ie ty lk o dla b ydła, ale tak że dla jego
właściciela, ja k to pośw iadczyć może n astę p u ją c y w y p a d e k , k tó ry
się w y d a rz y ł w g ó ra ch n a d Suczawą. K i e d y z po lece nia an tro -

— 202 —
polog iczn eg o T o w a rz y s tw a w W ie d n iu i ck. n a d w o rn e g o M u zeu m
histo ryczno - p rzy rodn iczego (k k. n a tu rh is to ris c h e s H ofm useum )
zajm ow ałem się b a d a n ia m i n a d b u d o w ą d o m ó w h u cu lsk ich i zbie­
ra n ie m m a te ry a łó w i p rz ed m io tó w dla ty c h z a k ła d ó w i z teg o p o ­
w odu b aw iłem w sierpn iu 1895 r. w Seletinie, w ów czas p o w iesił
się p ew ie n H u c u ł n a g ó rze J a r o w i c a p o d S zipo tem (Cam erale). D o
teg o czynu p o p c h n ę ła go o b a w a o p aszę dla b y d ła . Z a p raw d ę
p o w ó d do sam o bójstw a c h a r a k t e r y s ty c z n y u człon ka plem ien ia,
k tó re g o całe b o g a c tw o i najw ięk sz ą dum ę p r z e d s ta w ia b y d ło !
R ó w n ie ż zasługuje n a w spom nienie, że w S a d e n n a d S uczaw ą,
g d y w ko ściele b y ła m o w a w k a z a n iu o papieżu, p e w ie n H u c u ł
zw rócił się z p r o ś b ą do księdza, ażeb y w y p ro s ił dla n iego ja k ą
parcelę, p o n iew a ż p o s ia d a ł za m ało p as tw isk a .
Ze w zględu n a c h a r a k t e r H u c u ła ja k o w łaściciela b y d la , zro ­
zum iałem jest, dlaczego w je g o p r z y s ło w ia c h ta k często w y stęp u ją
zw ierzęta dom ow e. T a k np. dla u n ie w in n ie n ia b łę d ó w i słabości
ludzkich m ów i się: „kiń ne czołowik, m aje cz te ry noh y, taj szcze
sy s z p o ta je “ ; dla cz egóżby więc człow iek, k t ó r y m a dw ie nogi,
nie m iał się p o tk n ą ć ? p rz y cze m za u w aż y ć trzeba, że do p o r ó ­
w n a n ia użytem zostało najszlachetniejsze zwierzę, k tó re zna H u ­
cuł. C hcąc w yrazić, że czyn n o ść cz ło w ie k a o d p o w ia d a jego c h a ­
ra k te ro w i, u ówi się: „jak b y k zw yk, t a k r y k “. M a k s y m ę ż y ­
c io w ą : L e b e n u n d leb en lassen, w y ra ż a s e n te n c y ą : „i w o w k
sytyj i k o z a c i ł a “, a s e n te n c y ą : „ k o h u t jejce zneset i b y k ty le nos y t “, daje poznać, j a k ła tw e m je s t pow odzenie b o g a t e g o C hcąc w y ­
razić chęć zajęcia i zapłaty, albo zw yczajnego zatrud nienia, m ów i
się: „ k u rk a h re b e t, a b y szo w i h r e b ła “. A ż e b y s c h a ra k te r y z o w a ć
u p ó r kobiecy, m ów i H u c u ł: „leksze w id jałow oj k o ro w y m o ło k a
nadojity, j a k z w idm y p r a u d y w i d o b y t y “.
J a k dalece H u c u li k o c h a ją zw ierzęta, w idać także z teg o,
że d a w an ie p a s z y b y d łu oznaczają ty m i sa m y m i w yrazam i, ja k
j a d ł a ludziom, np. „ o b id “ n a p o łud nie, „weczera* n a w ieczór itp.
N a B oże n aro d zen ie i W ie lk a n o c nie z a p o m in a H u c u ł o tern»
aż eb y dać b y d łu ta k ż e coś z p o t r a w św iątecznych.
P o niew aż b y d ło dla H u c u ła p rz e d s ta w ia n ajw ięk szą wartość,
dlateg o zrozumiałem, jest, że b y d ło u ży w a się bardzo często p rz y
daw an iu lub o trz y m y w a n iu p o d a rk ó w . T a k rodzice chrzestni dają
sw em u chrześnięciu prz y „ k o la c z y n a c h “ s to so w n ie do s ta n u m a ­
ją tk o w e g o cielę, owcę, jag nię lub świnię, a p rz y d a w a n iu p o s a g u
o d g ry w a ją k r o w y i ow ce b ard zo w a żn ą rolę, k tó re n ie ty lk o r o ­
dzice dają swej córce, ale tak że u cz e s tn ic y w eselni młodej p a r z e
małżeńskiej. T o sam o p o w ta r z a się ta k ż e w zapisach p o ś m ie rtn y c h ,

-

20В —

w k tó ry c h u m ierający H u c u ł przekazuje b y d ło k re w n y m , p rz y ja ­
ciołom lub księdzu. I t a k op ow iad a n o mi, że w J asien o w ie n a d
Czeremoszem, po śmierci b o g a te g o g az d y To ki, następujące d a r y
b y ł y rozd an e: ksiądz o trzy m a ł g o tó w k ą 100 złr. i p a r ę wołów,
w a rtości mniej więcej 150 złr.; k o ścieln y do stał 25 złr. i k ro w ę
w a rtości 30— 35 złr. ; pom iędzy ubo g ich rozdan o 11 s ztu k wołów
i 25 o w iec ; rogi rozd any ch zw ierząt b y ły złocone. W e wsi P lo s k a
n a B uk o w in ie np p astu cho w i, w y g ry w a ją c e m u na trąbie, k tó ry
bierze udział przy pogrzebie, daje się jak o n a g r o d a ja g n ię
B yd ło p o s ia d a niejedną tajem nicę. I t a k np. uw aża się przed ew sz ystkie m na w yrocznię przy b u d o w a n iu domów, k tó re zanim
H u c u ł zacznie b ud ow ać, u ży w a w szelkich środk ów , ażeb y dowie­
dzieć się, czy g r u n t pod b u d o w ę został szczęśliwie w y b ra n y .
W tym celu śpi na tem miejscu, a jeżeli we śnie zjawi mu się
p ię k n e bydle, wóczas w dom u ty m p rz e b y w a ć bę Izie zawsze
szczęście. G d y cztery przyciesie dolne zostały założone i jeżeli
daje się słyszeć r y k b y dła, w ów czas u w a ża się to także za znak
pom yślny.
Szczególniejsze szczęście oznacza, jeżeli gospodarzow i k ro w y
i cielęta chow ają się m aści czarnej. Jeżeli p ierw sze cielę, k tóre w zi­
mie się urodziło, je s t czarne, wówczas n a s tę p n y ro k będzie urodzajny.
Jeżeli k ro w a ma bliźniaki, w tenczas u w a ża się to za znak n a d z w y ­
czajnego szczęścia, g d y znów dzieci bliźnięta, oznaczają k a rę B oga.
P o n ie w aż by dło stan o w i najw iększe dob ro H u c u ła , dlatego
m usi b y ć strzeżone p rzed złymi, zaw istnym i ludźmi, przedewszys:k iem zaś p rzed czarow nicam i. A ż e b y u chron ić b y d lę p rz ed złym
wzrokiem , obwięzują mu około szyi lub ogo na czerw one nitki
w ełn ian e, lub w stążki tak ieg o ż koloru. Jeżeli g az d a lub pasterz
p osiada zły wzrok, wówczas przy zbliżaniu się je g o do bydła,
k to ś z d o m o w n ik ó w sk rycie daje mu jdkie w y zw isko: „ c z a rta “ lub
„h ajd am ak!“, co m a chronić od złego uroku. P rz e d i po ocieleniu
k ró w zachowują p e w n e zwyczaje
W dniu tym w k tó ry m się
k ro w a ocieli, nie m ożna niczego z domu wydać, gd y ż p r z y n io ­
sło b y to szkodę d o m o w i1). P r z y pierw szem dojeniu po ocieleniu
p o w inno się dojić w szystkie cycki przez p ie rś c io n e k ślubn y,
w takim razie k ro w a będzie zaw sze obficie d aw ać m leka. N a ten
sam cel solą tak że pierw sze w ydojone m leko i dają pić krow ie,
zm ieszane z jak im napojem
A ż e b y uchronić cielę od chorob y
z po w od u złego uroku, bierze się węgle i gnój kurzy, zawiązuje
’) Podobny zwyczaj panuje także przy narodzeniu
Kaindl : „Die Huzulen“, Wien, 1894 , str. 5 .

dziecka,

zob.

-

204 —

w e łn ą cz erw o n ą w szm atę i obwiązuje cielęciu około szyi; oprócz
teg o robi się cielęciu czosnkiem na czole znak krzyża. P o ż y te c z n ą
je s t rów nież rzeczą, znalezione stare p o d k o w y s k ła d a ć n a podw órzu,
przez k tó re g d y przechodzi by dło , chroni się tem sam em od złych
s k u tk ó w oczarow ania. J e s t także w zwyczaju, a ż e b y ło żysko
pło d u z a k o p y w a ć w oborze n a miejscu, na k tó re m k ro w y tylnem i n o g a m i stoją, w ów czas k r o w y dają wiele m leka, a cz aro ­
wnice nie m ają żadnej m ocy n a d niemi. N a p a s tw is k a c h w g ó ­
rach, przepędzają k ro w ę n a ten sam cel przez po pió ł w iecznego
ognia, o k tó ry m niżej jeszcze będzie m ow a.
O spo sob ach , w jakie czarow nice k ro w o m o d b ie ra ją m leko,
um ie wiele o p o w iad a ć lu d o w e podanie, z k tó ry c h p rzy to c zę tutaj
ty lk o n iektó re. J e d n i utrzym u ją, że czarow nice doją k r o w y w s p o ­
sób zw yczajny, w e d łu g zd a n ia innych, o d b ie ra ją one w dzień w iel­
k ieg o święta, szczególnie św. J e rz e g o i J ana, tro c h ę m leka, k t ó ­
rem p om azują w y m io n a w ła s n y c h k ró w , z k tó ry c h p ły n ie m leko
w obfitości, p odcz as g'dy w y m io n a krów , z k tó r y c h udojono m leka,
zasychają, lub dają ty lk o k re w . Jeszcze in n y śro d e k służy n a ten
cel, k t ó r y p o le g a n a tem , że cz aro w n ic a n a miejscu, n a k tó re m
zw ykle k ro w y się doją, z drz ew a w ystruż e sobie k ro w ę a nóż,
u ż y ty do tej ro b o ty , w e tk n ie , w ziemię, w ów czas ow a d re w n ia n a
k ro w a daje czarow nicy m leko w s z y stk ich k ró w , k tó re n a tem
m iejscu się doją, a ich w łaścicielom ty lk o krew .
A ż eb y k ro w ę o cz aro w a n ą o dczarow ać, n a to jest wiele s p o ­
sobów. P o m ię d z y in n y m i dają b yd lęciu święconej w ody, do której
m ieszają pączki p a lm y święconej w p a lm o w ą niedzielę i siarkę,
albo ro b ią m aść z czosnku tu rec k ieg o , u ry n y i sm o ły i tą n a ­
cierają krow ę.
W Jaw orn iku , wsi położonej n ied ale k o Czarnej H o ry , o d ­
cz aro w a n ie k ro w y zostało d o k o n an e w sposób n astępu jący. W ę ­
g lem zrobiono jej krzyż n a grzbiecie, p o k ro p io n o św ięconą w o dą
i dojono przez p ierśc ie ń ślubny, p rz ycze m w y m a w ia n o n a s t ę p u ­
jące sło w a : „Ile kro p li w od y święconej, tyle łez niech w yleje
ten, kto k ro w ę o c z a ro w a ł“ . Jeszcze op ow iad a ją inni, że c z a ro ­
w nica nosi ze s ob ą w orek, k t ó r y n a p e łn ia się n a ty c h m ia s t m le ­
kiem , g d y spojrzy n a j a k ą k r o w ę ; w o re k cz aro w n ic a zasznuruje
i m a w nim m leko k ro w y , a ta n a to m ia s t usycha. ' N a d m ie n ić
jeszcze w ypada, że czarow nice w y w ie rają szczególnie w p e w n y c h
dn iach ro k u swój w p ływ zg u b n y na kro w y , o czem n a innem
miejscu obszernie tr a k t o w a ć będę. T a k n a Boże N a ro d z e n ie daje
się b y d łu pom iędzy innem i także p o t r a w św iąteczny ch, ażeb y je
u ch ro n ić od o czaro w a n ia ; w dzień p ie rw s z y św ięta nie pow in ien

-

205 —

go spo d arz iść do kościoła, ażeby czarow n ica w ty m czasie nie
n a s ła ła w ilkó w do domu. W dzień W ie lk a n o c n y stara ją się cza­
ro w n ic e szkodzić b y d łu w postaci p s ó w ; ta k sam o są one szko­
dliwe k ro w o m w noi; Zielonych św iątek, w dzień św. Jerzeg'o,
śwr. O nu freg o i św. J a n a W te d nie s ta ra ją się w szelkim i m o ­
żliwym i śro d k a m i uch ron ić bydło od szk o d y czarownic. W szędzie
za ty k a ją p o n a d oddrzwiami, albo staw iają p rzed drzw iam i obory
zielone g ałązki, do k tó ry c h dodają g a łą z k i p alm ow e, pośw ięcone
w niedzielę palm ow ą, albo też g a łą z k i osiny, szczególnie p o m o ­
cne p rzeciw k o czarom. N a b ra m a c h i drzw iach m alują sm ołą
krzyże, okad z ają k r o w y kadzidłem , albo sk ó rą wężową, p o sy p u ją
m ierzw ą itp. P o d o b n ie jak czarownice, t a k też i ich w ładzcy,
d y a b ły szkodzą b yd łu . M ianow icie na Boże N arodzenie prz y ch o d zą
do o bó r i jeżdżą na b ydlęciu ta k długo, aż n ie k tó re z nich tej
samej n o cy ze znużenia nie p a d n ą na miejscu, albo przynajm niej
b ardzo schudną.
I n n ą siłą, szk od liw ą dla bydła, są dzikie zwierzęta. N a jm o ­
cniejszy z ty ch niep rzy jaciół, niedźwiedź, n a z y w a się z p ew n em
u w a żan iem „ w u j k o “, albo „w eły k ij“, ażeby przez to uczynić go
sobie nieszk o d liw y m ; z teg o sam e g o w zględu w ilk n a z y w a się
„ m a l e j “. Oprócz teg o szkodliw em i są jeszcze b y d łu łasice i węże,
k tó re czarow nice posyłają im na zgubę. U k ą sz en ie łasicy uw ażają
H u c uli zawsze za szkodliwe. W ie ś n ia k z H e p p y oznajmił mi, że
mięso u k ąszo neg o zwierzęcia je s t czarne i nie m a żad n eg o ś ro d k a
p rz eciw k o tem u ukąszeniu, pod czas g d y p rz eciw ko u k ąsz en iu węża
czosnek i zaklęcia s k utecz nym i są środkam i. W P lo s c e n a u k ą ­
szenie łasicy (prostri!, postril) używ ają znachory n astęp u ją ceg o
sposobu. U k ą sz o n e b y d lę ciąg n ie znacho r za ogon, n a c ie ra mu
grzb iet, z a ż eg n y w a je odpo w ied niem i słow y, pluje n ań i kadzi
ziołami i s k ó rą wężową. Zabijać łaski nie można, a ż eb y jej „ k r e ­
w n i“ mszcząc się, nie zniszczyli w szystkieg o b y d ła ; je d n a k n ależy
się łasice w y p ę d z a ć z o g ro d z en ia g o s p o d a rsk ie g o . P o d o b n ie i węże
n az y w a ją H ucu li w y ra zam i opisującym i, ażeby ich nie u rz ec; n a j­
częściej używ ają w y razu „ d o u k a “ lub „ d o u k a u k a “, t. j. d łu g a
(żmija).
A ż eb y zw ierzęta szkodliw e uczynić p rz yjaznem i sobie, o b ­
chodzą n a ich cześć różne ś w ięta i uroczystości. U ro c zy sto ść ł a ­
sicy święcą H uc u li albo w dzień św. M ateusza (Mafteja, 9 s ie r­
p n ia st. st., 21 w rześnia n st.), albo w dzień św. K a ta r z y n y (K a te ryna, 25 listop.). D n ia teg o nie ro b i się żadnej ro boty, ażeb y ł a ­
sica b y d łu nie szkodziła. W święto m ęcz en n ik a L u p a lub L u p u la
(na Lupa, 23 sierp nia st st.) nic się nie robi, aż eby w ilk trzodom



206



szk o d y nie w yrządzał. P o c z ą tk u teg o św ięta trz e b a szu kać u R u ­
m unów , w k tó ry c h ję z y k u w ilk n a z y w a się „ lu p “, „ l u p u l “, w czem
leży źródło p o łącz enia dnia, p o ś w ięc o n eg o wilkowi, z dniem św.
L upula. D z ie ń podw yższen ia św. K rz y ż a (14 w rześnia) p o ś w ię ­
c ony je s t wężom, a n a dniu św. S p ir y d io n a (14 g ru d n ia ) w szelka
ro b o ta ustaje, ażeby dzikie zw ierzęta w sta d a c h szko dy nie robiły.
J a k o o b ro ń c a b y d ł a u w a ż a się t a k letni (litnyj) św. M ikołaj
(21 maja), ja k o te ż b is k u p M ikołaj (6 g ru dnia), p ie rw sz y szcze­
g ó ln ie b y d ła n a p o łon inach, k tó re ok o ło tego czasu jeg o św ięta
w y p ę d zają w g ó ry . Z asługu je tak że na szczególniejszą u w a g ę, że
w oły m ają tak że swoje ś w ię to ; w dniu św Ł u k a s z a e w a n g e lis ty
(18 października) nic się nie p o w in n o robić wołam i.
W o b e c k ró w p rz e s trz e g a się p e w n y c h w y ra zó w , j a k to m a
się rzecz tak że z niedźw iedziem , wilkiem , wężem, d y a b łe m i g r a ­
dem. T a k n a w yrażenie, że m lek o g o tuje się lub „k ip i“, nie u ż y w a
H u c u ł o g ó ln o -s ło w ia ń s k ie g o w y ra z u „ k y p y t “, ale „bojit“. W y r a z u
„ k y p y t “ u n ik a się z te g o pow odu, p o niew aż oznacza on także
„sprzeczać się, kłó cić się, b y ć n i e z g o d n y m “, więc u ż y ty o b y d le
m ó g łb y sta ć się p rz yczyn ą , że te b o d ły b y się wzajem nie. R ó w n ie ż
nie m ożna p ow iedzieć o m leku, że g otu je się, „ w a ry t s i a “, ty lk o że
grzeje się „ h ry t s i a “ ; nie m ów i się więc n ig d y o g o to w a n e m ty lk o
0 grz an em m leku, g d y ż p ierw szy w y ra z m ó g łb y p o c ią g n ą ć za sob ą
te n skutek, że w y m io n a k ró w p o k r y ł y b y różne w rzody. T o może
1 w ó w c zas n astąpić, jeżeli m leko prz y g o to w a n iu się sk ip i ; chcąc
o dw ró c ić zły sk u tek , trz e b a og n isk o solą p o s y p ić. R ó w n ie ż nie
m ożna mówić, że w e łn a p arzy się ( p a ry t siai, lecz ty lk o że grzeje się
(h r y t sia), g d yż ow ce t a r ł y b y się do krw i w śród s k w a r u letniego.
P a s t e r s t w o w g ó ra c h jest w o gólności g o s p o d a rstw e m koczowniczem . W y p ę d z a n ie b y d ł a n a p o ło n in y o d b y w a się w czerw cu,
g d y ś n ie g stopnieje. U bożsi od d ają sw e b y d ło b o g a ty m gazdom
n a u trz y m a n ie ; to sam o cz y nią n ie k ie d y w ieśn iacy z ró w nin, że
trz o d y swe p rz y p ę d z a ją do nich n a p astw isko . G o s p o d a r s tw e m
m lecznem w g ó ra c h t r u d n i ą się mężczyźni. W to w a rz y s tw ie w iel­
k ic h p só w p a s t e r s k ic h i konia, k tó ry niesie p o trz e b n e n arzęd z ia
i m iech m ąk i kuku rud zian ej, w y ru sz a p a s te rz w śród życzeń k r e ­
w n y c h z s tad em w g ó ry . P rz e ło ż o n y p a s te r z y zowie się w a t a s z,
w a t a s z k o , w a t a c h l ub w a r t a r , dru d z y są n a je g o ro z k azy
i w inn i m u p osłuszeństw o, z k tó r y c h p a s te rz e ow iec zow ią się
w i u c z e r i , a w ołów b o u h a r i . W a t a s z zajmuje się m lecznem
g o s p o d a r s tw e m i w y z n acz a p a s tw is k a d la b y d ła . N ie o d łą c z n y m
to w arzy sze m p a s te rz a je s t jeg o t r e m b i t a , k torej p rz eciąg łe m i
to n am i z w y k ł już z d a le k a w ita ć podró żn ego .

-

207 —

K ie d y pasterze ze sw erai trzo d a m i p rz y b y li n a g ó ry , ro z­
niecają, pod o b n ie ja k w w igilią B o żeg o Narodzenia, ży w y ogień
(żywa w atra, żywyj wohoń). N a ten cel rozszczepiają na jednym
ko ń cu k a w a ł e k d re w n a i k ł a d ą w to rozszczepienie hu b k ę, k tó ra
zap ala się przez tarcie o d ru g i k a w a ł e k d re w n a i zaniecają zapom o cą jej o gień w szałasie (staja). O gień ten nie może zagasn ąć
aż do spęd zen ia trzó d do do m u; w razie, jeżeli to nastąp i, u p a ­
trują w tem zły zn a k dla w łaściciela połoniny. P rzez popiół o g n i ­
sk a przepędzają, j a k wyżej pow iedziałem , trzody, żeb y je u chronić
p rzed złem i m ocam i i czarami. W p ierw szy ch dniach p o b y tu na
po ło n in ach -odbyw a się dojenie „n a m ia r ę “. K a ż d y z g o sp o d arzy ,
k tó rzy swe ow ce lub k ro w y w g ó ry n a p a s tw is k o posyłają, doji
je w obecności w a ta ch y w łasną ręk ą, ażeb y oznaczyć ilość m lek a
sw e g o d o b y t k u ; stosow nie do teg o otrzym uje przy spędzeniu
z połonin trzód swój udział w w y ro b a c h m lecznych. N ie potrze b a
do daw ać, że pasterze pilnie b ac zą n a to, ażeb y g o s p o d a rz e przez
do d an ie w o d y lub n a w e t własnej u ry n y do m leka nie pom nożyli
sobie w ięk szy ch do chodów ze szk o d ą w a ta c h y . J a k ą k w o tę m ają
g o sp o d a rz e o trzy m a ć z m lecznych w y ro b ó w od swej trzody, to
oznacza się za pom ocą p rę c ik ó w („ ra w a s z i“) ’), k tó re od w a ta c h y
otrzym ują. J a k o je d n o s tk a m iary bierze się m i r t u k , k tó ry rów na
się jednej szesnastej lub ośm nastej b e r b e n i c i , k t ó r a zaw iera
około 23— 25 litrów.
N a noc spędzają byd ło do z a g ro d y (zahoroda). S załasy są
bard zo nieschlujne ; statk i, służące do m leka, p o k ry w a często
g r u b a w a rs tw a b rudu , od k tó re g o nie jest w olny także sam p a ­
stu ch w czarnej zakopconej koszuli, napojonej tłuszczem dla o p ę ­
d zenia się od ro b a c tw a . G łó w n y m i w y ro b a m i m le k a s ą : b r y n ­
d z i a, u r d a albo w u r d a , ż e n t y c i a i h u ś l e n k a . B ry n d z a
w y ra b ia się w sp osó b n astę p u ją c y : Św ieże udojone m leko owcze
w lew ają w w ielkie n a c z y n ia d re w nian e (pu tyn a) i zakw aszają za
p o m o c ą g l a g i lub r y n d z y , t. j. m le k a z żołądk a ja g n ię c ia lub
cielęcia, k tó re ty lk o ssa ły m leko s w y c h m a te k ; ser, k t ó r y się
usad za w naczyniu, zb iera się w w ielk ą b ry łę i zawija w płótno,
aż e b y odciekł. N a stę p n ie b o c h n y s e ra (buk) u k ła d a ją po większej
części w sza łasach n a d e s k a c h dla kiśnięcia ; ser k w a sz o n y zowie
się b u d z . Tenże ro z d rab ia się następnie, soli i ubija w w ysokich,
w ązkich n ac zy n iach (berbenyci) i to je s t b r y n d z i a. S e rw a tk a ,
k tó r a odchodzi od b r y n d z y prz y jej w y ra b ia n iu , gotuje się i z niej
w y d o b y w a się ser, ale już nie t a k tłusty, k tó ry n az y w a się u r d a
1) Porówn. Kaindl: Die Huzulen, str. 64 .

— .208 albo w u r d a . Ž e n ty c ia je s t p o z o s ta ła w o d a po oddzieleniu u rdy,
k tó r ą dają ja k o k a r m trzodzie chlew nej, a cie p ła służy za l e k a r ­
stw o chorym n a płuca. H u ś le n k a je s t to w reszcie m leko k ro w ie
lub owcze, k tó re n ajprzód g o tu ją a p otem d olew ają do niego
troch ę k w a śn e g o m le k a lub k w aśn ej ś m ietany , w s k u te k czeg'o
staje się k w aśn em . H u ś le n k i w y r a b ia się bardzo wiele, n a w e t na
zapas n a zimę, po n iew a ż o n a sta n o w i g łó w n e poży w ienie H u ­
cuła. D o d a ć trzeba, że H u c u li su ro w e g o m le k a nie k w a s z ą i takieg'o m le k a kwaśneg'0 (mrus. kiślek) nie ch ętnie uży w ają ; r ó w ­
nież nie u ż y w a ją sera nie solonego. O m aśle (masło, pina), k tó re
w nieznacznej m ierze tylko się spożywa, to za u w ażyć muszę, że
w y ró b jeg o o d b y w a się nie w zn a n y ch n a c z y n ia c h zw yczajnych,
lecz w te n sposób, że k w a ś n a ś m ie ta n a w lew a się w faseczk ę
i ta zaw iesza u belki na sznurze, a przez h u śta n ie otrzym uje się
m a s ło W mniejszej ilości ro b ią m asło w flaszkach lub d z b a n u ­
s z k a ch za p o m o cą kłócenia.
P o d ko n iec tej ro z p ra w y uw a żam za konieczne, ażeby w sp o ­
m nieć jeszcze o ra sie ko n i w p ra w d z ie małej, ale pięk n ej i silnej,
k t ó r ą hodu ją H uculi, a o d k tó ry c h sw ą n az w ę mają, „ H u c u ł y “
są cenio n e i p o sz u k iw a n e n ie ty lk o w g ó rach , ale tak że n a nizi­
n a c h ; j e d n a k w a rto ść ich m ożna dopiero w całej p ełn i ocenić
w g ó rach, gdzie ich pojętność i zręczność często ma się sposob ność
podziwiać. P o najbardziej s tro m y c h ścieżkach niesie on sw eg o
jeźdźca, p ró bując p rz ed n iem i n o g a m i k a ż d y kam ień , czy m ocno
i p e w n ie leży ; w śró d rozszalałej b u rz y i strasz n y ch n ocy ciem ny ch
p ostęp u je p ew n ie i spo kojnie i jeżeli się prz ytrafi czasem , że jeździec
s p ad n ie z niego, w ów czas czeka spokojnie, aż podróż dalej o d b y w a ć
się może. K o ń ten służy tak że H u c u ło w i ja k o cierp liw e i silne
zwierzę juczne do n o sze nia ciężarów. Oprócz worów, k tó re przez
g rz b ie t jeg o przewieszają, nosi jeszcze z każdej s tro n y po jednej berben yci, a w łaściciel je g o p row ad zi g o za lejce. W o statn ich latac h
zauważono wszędzie, niestety, w ielki u b y t e k ty c h u lu b io n y c h koni
t a k / z e w zględu n a ich ilość, jakoteż dobroć, co stąd pochodzi,
że najlepsze k on ie sp rz ed ają się na niziny. O becnie przez za ło­
żenie stajni za ro d o w y c h (ta k n, p w 1894 r. w U ścieputilla)
i p re m io w a n ie pien iąd zm i i m ed ala m i d o b ry c h koni, za ch ęc a się
więcej g o s p o d a rz y do staranniejszej ho dow li tej rasy.
T y le o p a s te rs tw ie i życiu w górach. S p ęd za n ie b y d ła z p o ­
łonin n a s t ę p u j e . p o d k o n ie c sierp n ia, w k tó r y m to czasie o d b y w a ją
się tak że w ielkie j a r m a r k i n a b y d ło . W dom u oczekują t a k m ę ż ­
czyźni, j a k i k o b ie ty p o w ro tu sw y ch trzód. O b o ry dla b y d ł a (kolesznia do m arżen y) p r z y ty k a ją do domu, zw yczajnie do jeg o tyl-

-

209 -

nej ściany, lub ścian p o p rz e c z n y c h i połączone są z dom em w tym
razie dachem ru ch om ym . P o w ó d , dla k tó re g o o bo rę p rz y b u d o w u ją
do dom u, jest ten, ażeby ją od zim na uchronić, i z tego w zględu
ten sposób b u d o w a n ia jest r e g u łą u domów osobno stojących.
W m iejscow ościach o zab u d o w an iac h ścieśnionych, o b o ry b u du ją
się często oddzielnie od dom ów, prz ew aż n ie stajnie, p ra w d o p o d o ­
bn ie dla tego, a ż e b y je m ożna wyżej wznieść, aniżeli p rz y p rzy bu dowie do dom ów b y ło b y to m ożebnem . W i ę k s z a część zw ierząt
d o m o w y c h pozostaje także w zimie n a polu. W reszc ie dodać
muszę, że ten zasób m o w y H ucu łów , k t ó r y stoi w zw iązku z h o ­
do w lą b y d ł a i m leczarstw em , jest p rzew ażn ie ru m u ń sk ie g o p o c h o ­
dzenia, ja k n. p . : w a t r a , b u h a r , b u k itd. zostały w zięte - z j ę ­
zy k a rum un. ; rów nież i święto w ilka, o k tó re m wyżej b y ła mowa,
ob chodzone przez p asterzy , weszło w życie za p o śre d n ic tw em
Rumunów.
Z p a s te r s tw e m stoi w zw iązku u p ra w a łąk, k tó ra w g ó ra c h
ważniejszą jest, aniżeli u p r a w a roli lub o g ro d n ictw o . H u c u li p o ­
siadają stosunkow o w iele łąk, z k tó ry c h s ta ra n n ie oddzielają p rz e­
znaczone n a kośbę od tych, któ re służą n a p astw isko . N a tych
pasie H u c u ł by d ło swe ty lk o do św. Jerzeg o , p o tem sta ra n n ie
n a p r a w ia ogrodzenie, aż e b y t ra w a i zioła bez szk o d y ro sn ą ć m o ­
gły. S ia n o kosi się zw yczajnie raz ty lk o do roku, n a żyz n y ch ł ą ­
k a c h tak że d w a razy, raz s i a n o (sino) n a św. Jan a , a p o tra w
(otawa) we wrześniu. D o k o ś b y jako też do zbiorów p ro d u k tó w
rolnych, zaprasza się sąsiadów do b ezpłatnej pom ocy. Częściej j e d n a k
najm ują ko siarz y do koszenia, a k o b ie ty i dziew częta do g ra b ie n ia,
do k tórej to ro b o ty p rz ych odzą tak że ludzie z równin. W g ó ra c h
n a B u k o w in ie ro b o tn ic y ci najm ują się przew ażnie w św ięto św.
E liasza (i sierpnia) w Szipot C am erale n a d Suczaw ą, poniew aż
na ten dzień p r z y p a d a tam że w ielki kierm asz, n a k t ó r y schodzą
się ludzie ze w szystkich okolic. W żad nym czasie w całej Huculszczyźnie nie p ra c u ją t a k pilnie, ja k podczas sianożęcia ; w ty m
czasie tru d n o m ożna H u c u ła p o zy sk a ć do innej roboty. Siano s k o ­
szone, leżące n a łące, n a z y w a się „ p o i i h “', k tó re rozw ieszają n a
św ie rk o w y c h d rą g a c h (ostryw a, o streunyci) w b ity c h w ziemię,
w celu w y suszen ia go. N a s tę p n ie sk ład ają sian o częścią po d dach
słom ian y (oborich), częścią n a łą k a c h w stogi, ok oło k tó ry c h s ta ­
w iają p łoty (oplity). Z łąk , w ysoko n a g ó ra c h położonych, znoszą
siano, na p le c a c h za p o m o cą w ęzełków (petelki), lub t a k zw any ch
„ k lu cz y “, k tó re k ształtem sw y m są p o d o b n e do k o tw ic y lub kołotuszki. O ko ło g ałęz i zawieszają siano p rz y w iąza n e do d rą żk a, do
k t ó r e g o p rz y m o c o w a n y je s t kij, za p o m o c ą k tó r e g o c a ły ciężar
14

— 210 —
zarzuca się n a p le c y i znosi do domu. Jeżeli g o s p o d a rz p o siad a
wiele sia n a i ł ą k n a p o ło nin ach, w tenczas p o zostaw ia p e w n ą
część siana n a miejscu i spasie b y d łe m w jesien i lub wiosna.
Dr. R ajm und F ryderyk K aindl
docent Uniw . w C zerniowcach.

Przeżytki starożytnego światopoglądu
u Białorusinów.
P r z e d k ilk u m iesiącam i opuściła p ra s ę d r u k a r s k ą w G ro d n ie
k s ią ż k a p. t. : „ P rz e ż y tk i starożytneg-o św ia to p o g lą d u u B iało ru u in ó w “ ; jest to s tu d y u m etnograficzne, n a p is a n e przez p. A. B o h ­
d ano w icza w ję z y k u rosyjskim . N a dzieło to złożyło się 8 a r t y ­
ku łó w , d ru k o w a n y c h w „P rzegląd zie n a u k o w y m “ (piśmie rosyjskiem ) w r. 1894. W p rz ed m o w ie a u to r zaznacza, że jego b a d a n ia
o g arn ia ją prz ew aż n ie B iało ru ś c e n tr a l n ą ; zaznacza też i tłó m a c z y
p rz y czy n y , k t ó r e w y w o ła ły dzisiejszy s ta n ludności miejscowej,
t a k d aleki od id eałó w k u ltu r y w spółczesnej ; ubolew a, że B i a ł o ­
rusini nie poczuw ają się do żadnej łączności z R o s y a n a m i, n a z y ­
w a ją c ich albo b u rłak a m i, alb o ruskim i. A u to r ze zgrozą pisze, że
m iejscow i B iało rusini n a za p y ta n ie o ich n arod ow ość, o d p o w ia ­
d a ją : „My ludzie tu te js z y je “ ; zaznacza też on, że p lem ię b i a ł o ­
ru s k ie zajmuje szczebel k u ltu ra ln y o wiele niższy, niż wielkorosyjskie i m ałoruskie. T łó m acz en ie p. B o h d an o w icz a jest w z n a ­
cznym stop niu ten d en c y jn e i history czn ie fa łs z y w e ; to tłóm aczenie
stale s p o t y k a się w e w szy stk ich p ra c a c h rosyjskich , d o ty c z ą c y c h
L itw y i R u si.
T re ś ć k s ią ż k i s k ła d a się z 8 rozdziałów : pierw sze 4 o m a ­
wiają p rz e ż y tk i fetyszyzm u, anim izm u, u o so b ień i k u ltu s ło ń ca ;
rozdział 5 tra k tu je o u oso bien iu zła, a szó sty o w s p ó ln ik ach „siły
n ie c z y s te j“ ; sió dm y — o m aw ia m e d y c y n ę lu d o w ą o tyle, o ile
o p a r tą je s t ona n a p rz e s ą d a c h Ї czarach, osm y zaś — różne d r o ­
b n e p rz esąd y . W a r t o p o d kreślić, iż a u to r przew ażnie u w z g lę d n ia
tę o ry e nieco p r z e s ta rz a łe ; ta k je s t on zw olenn ikiem p o g lą d u tłóm a c z ące g o p o d a n ia i w ierzenia lu do w e zjaw iskam i p rz y ro d y ;
m niejsza j e d n a k z tem , bo a u to r p rz y ta c z a dużo faktó w , n ie k ie d y
b ardzo ciek a w y ch . D o tą d n a Białej R u s i o gień je s t św ię ty ; k a ż d a
ro d z in a m a „swój o g i e ń “, k t ó r y przenosi, zm ieniając m ieszkanie ;
p lw ać n a ń nie godzi się, albo w iem w s k u t e k teg o zjaw ia się
„w o g n ik “, k t ó r y m ożna w yleczyć ty lk o ogniem . O g n ia też o b a ­

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.