ecdad6555fdda33062a0225b3220df2c.pdf

Media

Part of My trzej bracia. Urywek ze studyów nad podaniami ludowymi / Lud, 1896, t. 2

extracted text


9

-

n a si „ludzie w o ln i“ u zn an i zostali za t. ż. „w o ln o -sk a zk o w y ch “.
O tóż w śró d ty c h p o ło w n ik ó w — w edle p. M ary i O sińskiej —
m ają istn ie ć g o d ła ro d zin n e ; p o słu g u ją się oni niem i dla ozna­
czen ia p rzy n ależn o ści rzeczy, tudzież w um o w ach i zobow iąza­
n iach w zajem nych, n ie k ie d y n a w e t w sto su n k ach h a n d lo w y c h
z Z y ry an am i. G o d ła ow e zw ane „k lejm am i“ lub „ z n a k a m i“, s k ła ­
d ają się z k re s e k rozm aicie uło żo n y ch . Ś la d y p o d o b n y ch g o d e ł
s p o ty k a n o w p o w. P ow ien ieck im , gub. O ło n eck iej, o raz w p ó łn o ­
cn y c h — g u b e rn ii W o ło g o d z k ie j, w śró d w ło ścian m iejscow ych.
T ru d n o p rzy p u ścić, b y lu d n o ść ro s y jsk a p rz y ję ła je od sw oich
sąsiad ó w , d ro b n y c h ludków fińskich, chociaż one też p o s:ad ają
sw e g o d ła ro d o w e ; p raw dopodobniejszem jest, że koloniści n o w o ­
g ro d z c y p rz y n ie śli je z so b ą z n a d b rzegów Ilm en u i W o łchow a. Z an o to w ać też w arto , że ludność m iejscow a d o tą d zach o ­
w a ła tra d y c y e W ie lk ie g o N ow gorodu.
Jan Witort.

Л І? у

trzej

U ry w e k ze studyów n ad podaniam i ludow em i podał J . P olívka.

W W y ższej B re ta n ii op o w iad a sobie lu d n astęp u ją ce p o ­
d an ie ’) : B y ło razu pew n eg o trze ch b ra c i, k tó rz y p o stan o w ili
so b ie pójść do P a ry ż a , ażeby n au czy ć się m ów ić. K ie d y przyszli
do m iasta, rz e k ł je d e n z n ic h : „Z ostańcie w y tutaj, a ja pójdę n a
zw iad y i po w iem p o tem , com s ły sz a ł“. S ły sz a ł ludzi z P a ry ż a
m ó w iący c h : „C ’est nous a u tre s, m e ssie u rs“. W ró c ił i pow iedział
to sw oim to w arzy szom . P o sz e d ł d ru g i n a zw iady i s ły sz a ł: „C ’e st
p a rc e q u e nous le v o u lo n s“. T rz eci w reszcie s ły sz a ł: „ S a c ré d ié ,
c’e st d e ta n t m ie u x “.
M y śleli w ięc, że już d o sy ć nauczyli się i szli dalej. Idąc,
zn aleźli n a drodze zab iteg o cz ło w iek a i zaczęli m odlić się przy
tru p ie . T y m czasem nad eszli żan d arm i, za sta li ty c h trzech b ra c i
p rz y tru p ie i zap y tali ich : „ K to zabił te g o c z ło w ie k a “ ? O d p o w ie­
d z ia ł p ie rw sz y : „To m y p a n o w ie “. „A d la c z e g o “ ? „P o n iew aż ta k
') P . S éb illo t: L itté r a tu r e orale de la H a u te B retag n e. P a ris 1881,
str. 110 n ast

-

10 —

c h c ie liśm y “, rz e k ł d ru g i B ędziecie od d an i w rę ce spraw iedliw ości,
rzek li żan d arm i. „T em le p ie j“, rz e k ł trze ci b ra t.
P o d o b n a, ty lk o nieco od m ien n a jest w e rsy a w ło sk a w T o ­
sk a n ii ’). P o śm ierci rodziców poszli trzej b ra c ia , k tó rz y nie
u m ieli m ówić, (che n o n sa p e v a n o d isco rrere). K ie d y p rzy szli n a
trz y d ro g i, ro złączy li się. P ie rw s z e m u b y ło dosyć, k ie d y u sły szał,
ja k dw oje ludzi ro zm aw iało ze so b ą na cm e n ta rz u i n a u c z y ł się od
nich „ S i“ (ta k ); d ru g i sły szał, ja k m ów iło dw óch w ieśn iak ó w
„è v e r o “ (jest p raw d a), trze ci zaś zadow olnił się, g d y od pew nej
p a s te rk i n a u c z y ł się „è g iu s ta “ (jest dobrze).
K ie d y się ta k d o statec zn ie nauczyli, zeszli się znów i szli
raźem dalej w św iat. N a p o tk a li p sią bu d ę, p rz en o co w ali w niej,
ra n o zaś szli dalej i znaleźli n a g o ściń cu m a rtw e g o człow ieka.
Z robiło im się żal je g o i p o sta n o w ili o tem donieść sądow i. N a
p y ta n ia sąd u o d p o w iad ają słow y, k tó ry c h się w y u czy li, zostali
do w ięz ie n ia w sad zen i i n a g a le ry zesłani (lip o rta n o in g a le ra ).
J e d n a k k ie d y p rz y p rz esłu c h a n iu sta le o d p o w iad a ją ty lk o w ty ch
sło w a c h nau czo n y ch, zostali w ypuszczeni, ja k o b ard zo g łu p i !
(D u n q u e d o p o ch é ce l ’e b b e ro te n u ti ta n to e ta n to , li levarono,
p e rc h è si c a p i che eran o d eg li sciocchi). N a jstarszy p rz ecie o d ­
n ió sł ja k ą ś k o rzy ść, g d y ż p o jął so b ie żonę, k tó ra u m ia ła m ów ić
(che s a p e ra b e n e d isco rrere ). O lo sach je g o dw óch b ra c i p o ­
w ia s tk a n ic nie w spom ina.
O p o w iad a się jeszcze in n a p o d o b n a w e rsy a w „W yższej B re ­
ta n ii'1) “ : D ziw nym sposobem rod zo n i b ra c ia w 20 ro k u nie um ieli
m ów ić an i jed n y m języ k ie m . P o sz e d ł p re cz p ierw szy uczyć się po
fra n c u s k u : sły szał, ja k ludzie, k tó rz y zabili p ro się, m ów ili: „N ous
l ’av o n s tu é e n tre n o u s “ ! D ru g i sły szał, ja k ludzie w lew ając w ino
do flaszki, m ów ili : „A coup d es b o u teille s". T rz eci sły szał, ja k
k u p iec, s p rz e d a ją c y p łó tn o , m ó w ił: „ P o u r de la to ile “. P oszli
w ięc w św ia t z tą w iedzą. N a p o tk a li za b ite g o człow ieka, a g d y
g o ta k o g ląd ali, n a d e sz ła w ładza są d o w a : „K to z a b ił te g o cz ło ­
w ie k a “ ? „M yśm y g o zabili m ięd zy n a m i“. „Jakim s p o so b e m “ ?
„U d erzen iem flasz k i“. „D la c z e g o “ ? „D la p łó tn a “. P . S óbillot, w u w a ­
dze do p o w ia stk i n a m iejscu p ierw szem p rzytoczonej, w spom ina o p o ­
dobnej w e rsy i k reo lsk iej, w k tó rej m u rzy n i p o d słu c h u ją ludzi m ó ­
w iąc y ch po fran cu sk u , przy czem k a ż d y z n ich p o ch w y ci jed n o
słow o, k tó re źle u żyte, za p ro w ad z i ich do w ięzienia.
2) N ovelle popolari toscane. I llu s tra te da G iuseppe
1885, N r 71, str. 305 n a st
3) R ev u e des T ra d itio n s populaires IX ., str. 342.

P itrè .

F ire n z e

-

11 -

T en m otyw , m niej lub w ięcej w sp o só b p o d o b n y , służy za
p rz ed m io t po d ań , zn a n y ch szero k o i d aleko n a zachodzie, p o łu d n iu
i w schodzie, ty lk o z d alek o w ięk szą p rzy m ieszk ą b ajeczn y ch d o ­
d atk ó w . W e rs y e znane zestaw im y tu taj ze sobą.
W w e rsy a c h n iem ieck ich n a p o ty k a m y już w znaczniejszej
m ierze za stą p io n e m o ty w y bajeczne. W ię k sz ą p ro s to tą odznacza
się jeszcze w ersy a, k tó rą podaje M iillenhoff *) : T rzej synow ie b y li
od ojca, k tó ry b y ł k ró lem , w y słan i w św iat n a n aukę, n asa m p rzó d
p ierw szy , p o tem dru g i, w reszcie trzeci. W s z y s c y trzej uczyli się,
b ę d ą c w służbie, u starej czarow nicy. T a n au c zy ła p ierw szeg o
m ó w ić: „ W ir B rü d er, alle d r e i“, d ru g ieg o : „um ein B isc h en K ä s “,
trzecieg o : „und d as ist re c h t u n d b illig “. P o te m idą w szy scy trzej
razem w d ro g ę. W lesie znajdują w isielca, p rz y k tó ry m zdybani,
o d p o w iad a ją n a za d an e p y ta n ia ow ym i w y razam i i ja k o zb ro d n ia­
rze, k tó rz y się p rz y zn ali do zbrodni, zostali pow ieszeni.
W H a rc u o p o w iad a się co k o lw iek odm ienna p o w ia stk a 5).
B ie d ą zm uszeni, zeszli trzej b ra c ia z g ó r, b y się n a m uzy k an tó w
w yuczyć. A le do n a u k i tej nie rrieli och o ty , w ięc ze sm utkiem
poszli z w io sek do lasu n a nocleg. T am p rz y stą p ił do n ic h zie­
lony m y śliw y z tą p ro p o zy cy ą, ażeb y m u za p isa li swoje dusze,
a ta k b ęd ą p rzez ca łe życie m ieli p o d d o -ta tk ie m pieniędzy. B ra ­
cia je d n a k odm ów ili ta k p o n ę tn ą p ro p o zy cy ę. N a d ru g i dzień nie
p oszczęściło im się lepiej, a k ied y znów no cow ali w lesie, zjaw ił
się ów m y śliw y , p o w tó rz y ł sw oje p ro p o z y cy ę, a g d y b ra c ia s ta ­
tecz n ie o p arli się, p rz ed ło ży ł im in n y w niosek. D aje im m ieszek,
w k tó ry m n ig d y nie u b y w a pieniędzy, pod w arunkiem , że m uszą
ty lk o m ów ić p ie rw sz y : „m y b ra c ia w szy scy trzej “, d ru g i : „ow szem
za p ien iąd ze", a trz e c i: „tak b y ło d o b rz e “ ; m iędzy sobą zaś m ogą
m ów ić o czem kolw iekbądź.
B ra c ia zgodzili się n a tę p ropozycyę, k ie d y strz e le c ich za­
p ew n ił, że n a d u szy żadnej sk az y nie doznają. N a d ru g i dzień
zao p atrzen i p o d d o sta tk ie m w pieniądze, przyszli do porządnej
k arczm y , w k tó re j zam ów ili sobie obficie ja d ła , ale w y m aw iali
ty lk o ow e zd an ia. K a rc z m a rz ch c ia ł w y z y sk a ć g łu p o tę i o g ra n i­
czoność ty ch trzech b ra c i i o b m y ślił p lan złoczyńczy.
W ła ś n ie w ów czas w tej sam ej k arczm ie n o co w ał b o g a ty
k u p ie c i sąsiad o w ał z izbą trzech b raci. W drzw iach m iędzy
o b iem a izbam i b y ło ok ien k o , przez k tó re w idzieli b ra c ia , ja k
*) Sagen, M ärchen u n d L ie d er d er H erzogthüm er S chlesw ig, H o l­
ste in u nd L au en h u rg . K iel, 1845 s tr. 4 57 nr. 22.
5) H ein rich P rö h le : M ärchen fü r die Ju g e n d . H alle 1854 nr. 42.



12



k a rc z m a rz z po m o cą żony i sy n a u d u sili k u p c a i o b łu p ili, ciało
zaś w o g ro d zie za k o p ali. K ie d y ludzie s tra c ili k u p c a i szu k a li go,
znaleźli je |ro ciało w ogro d zie. K a rc z m a rz w inę z a b ó jstw a rz u cił
n a ty c h trz e c h b ra c i, k tó rz y oczekując s k u tk u zb ro d n i, zab aw ili
jeszcze w k arczm ie. S ęd zia b a d a ł ich, a k ie d y ich o d p o w ied zi
tyziął za p rz y zn an ie się, za sąd ził ich n a śm ierć. W no cy , p rz ed
w y k o n a n ie m w y ro k u , p o k a z a ł się im w w ięzieniu ów m y śliw y
i p o cieszał ich, że w szy stk o do b rze się skończy. K ie d y już stali
p o d szu b ien icą, zjaw ił się jeździec, t. j. zielo n y m y śliw y i o zn aj­
m ił w szystkim ludziom o b ecn y m , iż b ra c ia są n iew inni, a zb ro d n ię
p o p e łn ił k arczm arz ze sw y m i ludźm i. B ra c ia przez c a łe życie
m ieli d o sy ć p ien ięd zy , o trz y m a li n a p o w ró t m ow ę ludzką. K a rc z ­
m arz, żo n a i sy n sk o ń czy li sam obójstw em .
P o d o b n a je s t in n a w e rsy a n iem ieck a , k tó rą p rz y to c z y li b r a ­
cia G rim m o w ie6). T rzech rz em ieśln ik ó w nie znajdując ro b o ty , s p o t­
k a ło się W sw ej b ied zie z ja k im ś p anem . T e n o św iad c zy ł im się
z p om ocą, o b ie c a ł ro b o tę i p ien iąd ze, ále ci się w z d ry g ają, b o jąc
się o sw e dusze. S p o strz e g li, że ów p a n m a je d n ą no g ę k o ń sk ą
a zgodzili się n a je g o p ro p o z y cy ę do p iero w tenczas, k ie d y ich
up ew n ił, że n ie ch ce ich duszy, ty lk o in n ą duszę, k tó r a już i ta k
je s t p ra w ie ja k b y je g o w łasnością. K o n ie c je s t p o d o b n y . K u p ie c
ze stra c h u p rz e d g łu p im i rzem ieśln ik a m i p o w ierzy ł sw e p ien iąd z e
k arczm arzo w i. R z e m ie śln ic y n o co w ali n a dole, a k u p ie c m iał
sw oje łóżko n a g ó rz e w osobnej izbie. R ze m ie śln ik ó w p o sąd zili
o zabójstW o n ie ty lk o k a rc z m a rz , ale i re s z ta gości. N a m iejsce
s tra c e n ia za je ch ała k a r e ta za p rzę żo n a w cz te ry , ja k k re w czerw o n e
k o n ie ; z d k n a p o w ie w a ła b ia ła ch u steczk a, zn ak m iłości. W yszedł
Z niej p an , djab eł, i rz e k ł rzem ieśln ik o m : jeste śc ie n iew inni, m u­
sicie też pow iedzieć, coście w idzieli i sły szeli. K a rc z m a rz z o sta ł
zasądzony,
P o d o b n a je s t w e rs y a sz w a b sk a 7). P o d ró ż n i sk o ro p o d p isali
k rw ią sw oją cyrog'raf, s tra c ili m ow ę, nie m e g li juź nic inneg'o
m ów ić, ja k zd an ia um ów ione (w ir alle drei, urn’s G eld, u n d so
is t’s rech t). K u p ie c n o co w ał o b o k n ich w sąsied n iej izbie. K a rc z ­
m arz sam ozn ajm ił zb ro d n ię sąd o w i i rz u c ił p o d ejrz en ie n a p o ­
dró żn y ch . K ie d y m ieli b y ć już ścięci, za w o łał n iew id zia ln y g ło s
„stó jcie!“ (h a lt) i w n e t poczuli w ęd ro w n i, że m o g ą m ów ić i o p o ­
e) Kinder, und Hausmärchen gesammelt durch die Brüder Grimm,
nr. 120.
7) E m st Mayer. Deutsche Volksmärphen. Dritte Auflage. S tutt­
gart Nr. 64,

-

iS

-

w ied zieli zaraz, ja k i przez k o g o zb ro d n ia zo stała dokonaną.
K a rc z m a rz zo stał zasąd zo n y , a podróżni z ra d o śc ią u d a li się d a ­
lej, m ając d o sy ć p ien ięd z y n a całe życie.
P o w ieść o chciw ym a zbrodniczym k arczm arzu je s t b ard zo
s ta ra . W y p is a ł ją G rim m z ró ż n y ch p iśm ie n n y ch z a b y tk ó w n ie ­
m ieck ich p o cząw szy od X V I. w ieku. P e w ie n la n d s k n e c h t p rz e ­
ch o w y w ał u k a rc z m a rz a pieniądze. K ie d y ten że zap rzeczy ł, że b y
co od niego otrzym ał, n a p a d ł g w a łto w n ie n a dom karczm arza.
K a rc z m a rz z a sk a rż y ł g o i la n d sk n e c h t z o sta ł w rzucony do w ięzie­
nia. T am odw iedził g o czart i p rz y rz e k ł m u pom oc, jeże li m u
zap isze ciało i duszę. L a n d sk n e c h t b ro n ił się, a c z a rt ra d z ił mu
je d n a k , a b y ty lk o w sąd zie o b sta w a ł za tern, że d a ł p ien iąd ze
k arczm arzo w i i żeby za żąd a ł sobie ob ro ń cy . P rz e d sądem , g d y
k arczm arz u p o rczy w ie z a p ie ra ł się, o d ezw ał się o b ro ń c a : „nie
zap ieraj się, p ien iąd z e są w tw ej p o ścieli p o d p o d u s z k ą “. Z ap rzy ­
s ią g ł się k a rc z m a rz : „jeślim p ien iąd ze o d eb rał, niech m ię cz art
p o rw ie “. P o szli tam p rz ek o n ać się i znaleźli rzeczyw iście p ie n ią ­
dze, tu rz e k ł o b ro ń c a : „w iedziałem , że je d n e g o d o stan ę, k a rc z m a ­
rza lub g o ś c ia “; sk rę c ił k a rk k arczm arzo w i i o d le c ia ł z nim .
P ra w ie zu p ełn ie p o d o b n e ja k w H a rc u op o w iad a się to p o ­
d an ie w K ra in ie w D o le ń sk u 9). T rzej bracia, k tó rz y przez złą
g o sp o d a rk ę zubożeli a ty lk o po g o sp o d ac h się tu łali, p rzy szli na
n o c w las. S p o tk a li się w nim z zielonym m ężczyzną, w czerw'onej czap ce n a głow ie. T en że w ziął ich n a służbę i zad ał im je d n ę
le k k ą ro b o tę : n ie śm ieli nic in n eg o m ów ić, ty lk o p ierw szy : „m y
w szy scy trz e j“, d ru g i „za p ie n ią d z e “, trz e c i „to je s t d o b rz e “.
W pierw 'szej g ospodzie, do k tó rej p rzy szli b ra c ia pić, o d e g ra ła się
ta sam a scen a, ja k w p o w ia stc e niem ieckiej ; n ie m ów i się ty lk o
o tem , czy b ra c ia i b o g ac z znajdowmli się w sąsied n ich izbach,
a n i o owem o k ien k u w drzw iach. O dm iennem je s t w słow eńskiej
w e rsy i to, że sędziow ie k a rc z m a rz a zasądzili, poniew aż n ie p rz y ja ­
ciele b y li w je g o dom u a sam sn ać b r a ł u d ział w zabójstw ie.
K a rc z m a rz z a k lin a się, niech sto d jab łó w go w eźm ie, jeśli zabił
p an a . „Je d en sta rc z y " , rz e k ł m ąż zielony, k t ó r y . p rz y je ch ał n a
b iały m k o n iu i w z ią ł go do sieb ie n a k o n ia.
„D o b rzeście m i służyli i p am iętali, ażeb y m te g o w ro g a do­
s ta ł do p ie k ła , teraz m ó w cie“, rz e k ł b racio m a z k arczm arzem i к j-

’) D eu tsch e Sagen. H erau sg e g eb e n von
den B rü d e r G rinim ,
B erlin 1816, nr. 210.
9j S lovenski G lashik. L epoznansko-poučen list. X . V Celovou 1 864,
s tr. 314.

- U—
niem z a p a d ł się do ziem i. W tej sło w eń sk iej w e rsy i je s t w ięc n a j­
w ierniej zach o w an a s ta ra p o w ieść n iem iecka.
B liższą do p ierw o tn ej w e rsy i je st p o w ia stk a sło w eń sk a , k tó ra
się o p o w iad a w p o łudniow ej S ty r y i10). B y ło trze ch b ra c i i ci szli
się u czy ć po niem iecku, n a jp rz ó d szedł n ajstarsz y , za nim d ru g i,
a w reszcie najm ło d szy. N a p o tk a li je d e n p o d ru g im sta rc a , k tó ry
ich u czy ł po n ie m ie c k u : p ierw szy m a o d p o w iad a ć n a k aż d e p y ­
ta n ie „m y trz e j“, d ru g i „dla te g o s é ra “ , trz e c i „d o b rze b y b y ło “;
w ięc p o d o b n ie ja k w w e rsy i M üllenhoffa. T e n starz ec zab ił w ła ­
śnie p rz ed tem w lesie człow ieka. S zli w szyscy dalej, p rz y szli do
o w eg o lasu i w ieczerzali tam ch leb i sér. P rz y s z e d ł p e w ie n czło­
w iek i p y ta ł ich, k to z a b ił teg o . O d pow iedzieli n a to w yrazam i,
k tó ry c h się w y u czy li. O d alszy ch s k u tk a c h te g o p rz y z n a n ia się
z a p o m n ia ł o p o w iad acz sło w e ń sk i i p rz y c z e p ił w sp o só b całkiem
m e ch a n iczn y p o w ia stk ę o tem , ja k b o h a te r z po m o cą z w ie rzą t:
w ilk a, n ied źw ied zia i je le n ia u w o ln ił d ziew icę o d sm oka.
P o k re w n a je s t w e rsy a w ę g ie rsk a 11). Z biednej g ó rsk iej ziem i
sło w ack iej zstąp ili trzej b ra c ia do b o g a te j, m lekiem i m iodem
p ły n ące j ziem i w ę g ie rsk ie j, ale m u sieli się p rz e c ie n a te n cel n a ­
u czy ć po m a d ia rsk u . L edw o przeszli przez g ra n ic ę, n a p o tk a li
czło w iek a, k tó ry ich p y ta ł o d ro g ę i za m ia ry i d o w iedziaw szy się
zo b o w iązał się, że ich za trz y d n i n au c zy p o m a d ia rsk u . W c iąg u
te g o czasu n a u c z y ł rzeczyw iście p ierw szeg o m ów ić: „ m y w szyscy
trz e j“, d ru g ie g o „ d la s é r a “, trz e c ie g o „ ta k , to je s t p ra w d a “. S ło ­
w a cy u ra d o w an i, nie chcieli się w ięcej uczyć i u d ali się dalej
w d ro g ę. P rzy sz li w las, a n a śro d k u d ro g i leżał tr u p ; p o zn ali
w nim sw eg o n au c zy ciela . J a k p rz y nim sta li i b iad ali, n a d sz e d ł
żan d arm i p y ta ł ićh, k to za b ił te g o człow ieka. O d p o w ied zieli
zd an iam i n au czo n em i. P a n d u r za p ro w ad ził ich do sądu, a ów
m n iem an y u m a rły w ty m czasie w y sk o cz y ł, p rz y b ra ł p o sta ć r z e ­
cz y w istą to o sła, to w ilka, to d jab ła i śm iał się ze S ło w ak ó w , że
d la swej g łu p o ty p o p a d li w ta k ie sidła.
W in n y ch w e rsy a c h zach o d n io -sło w iań sk ich , n ie id ą b ra c ia
\v św iat d la w y u c zen ia się ja k ie g o ję z y k a , ale do słu żb y , p o d o ­
b n ie ja k w w e rsy a o h n ie m ie c k ic h ; p rzy jm u ją służbę u c z a rta lub
innej is to ty m ity czn ej. T a k je s t w w e rsy i m oraw skiej z o k o licy

10) K re s IV . 1884, str. 611 n ast. Ze zbioru rękopiśm iennego M.
V aljavca p rzełożył n a ję z y k niem iecki P r . Kra-uss : S ag en u n d M ärchen
d e r S iidslaven. I n r. 40.
U ngarische M ärchen u n d S agen aus d e r E rdélyi*schen Sam m ­
lu n g , ü b e rse tz t von Gl. S tie r 1850, s tr. 25 n ast. nr. 3.

— 15 —
O le sz m c k ie g o 12), w k tó re j ro z e b ra n y przez n as m otyw , sp o jo n y
z o sta ł z ro zszerzo n ą p o w ieścią o kow alu, k tó ry z a p isa ł się djabłu,
ale w y d o b y ł się z je g o m ocy przez cudow ne d ary , od P a n a mu
użyczone. D ja b e ł zem ścił się n a nim w te n sposób, że trze ch jeg o
sy n ó w p rz y p ro w a d z ił do zg u b y . P ie rw sz y z nich, w y u czo n y k o ­
w al, szed ł n ajp ierw szy w św ia t n a n au k ę, d łu g o chodził, nie m o ­
g ą c znaleźć ro b o ty i ch ciał się już u w ieśn iak a w y n ająć do ro b o ty , g d y się s p o tk a ł ze staru sz k ie m (czarow nikiem ), k tó ry m u
z a p ro p o n o w a ł służbę, w k tó re j m u będzie dobrze, nie będzie m iał
n ic do ro b o ty , ty lk o c iąg le m ó w ić: „M y trzej b ra c ia “. T a k słu ż y ł
sied m la t i zap o m n iał przez te n czas całkiem m ów ić, oprócz
o w y ch trze ch w yrazów .
P o sied m iu latac h szedł d ru g i sy n k o w a la w św iat, w 'stąpił
rów nież do o w ego sta ru sz k a ; przez siedm la t nie m ów ił nic ty lk o
,,dla jed n eg o m ie c h a “, w reszcie z a p o m n ia ł m ówić.
N a k o n ie c po siedm iu la ta c h p o sz e d ł znów trzeci sy n w św iat,
d o sta ł się do słu żb y ow ego c z a ro w n ik a i przez siedm la t m usiał
m ó w ić: „to b y b y ło d o b rz e“, re sztę ję z y k a zapom niał.
W y p ę d z ił te ra z w szy stk ich trzech . N a drodze znaleźli tru p a,
z a trzy m ali się i przy^patry w ali jem u. W te m n a d je c h a ł król, z a trz y ­
m ał się u trzech m łodzieńców i z a p y ta ł, k to te g o czło w iek a zabił.
O d p ow iedzieli tem i trzem a w y u czo n em i zdaniam i, przez co w inę
ściąg n ęli n a siebie. P rz e d śm iercią sw ą, w k ró tc e po zasądzeniu
b ra ci, p rz y z n a ł się czarow nik, że ich p rz y p ra w ił ô życie z póduszczen ia d jab elsk ieg o .
W w e rsy i słow ackiej, z k o m ita tu G em erskiegO , p rz y ją ł d ja­
b e ł sam trzech ch łopaków , sy n ó w b ie d n e g o w ieśn iak a , do swej
słu żb y , k aż d eg o n a ro k je d e n ; m usieli ty lk o w jed n y m k o tle trzy
dusze w arzy ć, m ieszać, a p rz y te m ciąg le m ó w i ć : pierw szy ,,m y
trzej b r a c iá “ , d ru g i „za m iech p iep rz u “ , trzeci ,,i tam nam dobrze
.będzie“. P o w ró cili w szy scy jed en po drug im do dom u, sow icie
złotem, i sre b re m o b d arzen i. P o ro k u , k ie d y najm łodszy ze
służby: -wrócił) ud ali się znów' w szyscy trzej w - d r o g ę .'' Na d ro ­
dze zd y b a li jeszcze ; je d n é g ó !’IS' Człowieka, w k ró tc e p rz y łą czy ł :się
ta k ż e d ja b e ł i szedł z n im i N a pew nej łące p rz en o co w ali, W nocy
z a b ił c z a rt ow ego czło w iek a i z n ik n ą ł z całein b o g ac tw em b ra i.
O m o rd erstw o to zostali b ra c ia obw inieni, zasądzeni i p o w ie ­
szeni.
12) B. M. K u ld a. M oravské n áro d n i pohád k y a pověsti I I I . z okoli
P lešn ického. Y P ra z e 1892 nr. 5.

-

і6 -

P o d o b n ie o p o w iad a się w B e s k id a c h 1®). Z ad an ą b y ła synortt
ty lk o in n a ro b o ta ; m ają o cierać k sią ż k i n a stole, izbę zam iatać,
ale śm ieci nie w y rz u cać , ciąg le zaś w y m aw ia ć p ie rw sz y : „ n a s
trze ch b ra c i“, d ru g i
г p ie n ią d z e “, trze ci „ d o b ra b y to rzecz
b y ła “. R a z u p ew n e g o , g d y w szy scy o b sy p a n i zło tem p o w ró c ili
do dom u, poszli n a sp ac er, n a d ro d z e znaleźli czło w iek a za b ite g o ,
m ó w ią ze so b ą ow em i słow y, p o n iew aż w szy stk o in n e zap o m n ieli.
J e d n a k p rz y sz ło im n a m yśl, żeb y m ogli b y ć p o sąd z en i o z b ro ­
dnię, w ięc poczęli u ciek a ć. W te m sp o strz e g ł ich p e w ie n p an , d o ­
g o n ił i w ró c ił ich k u za b item u i t. d.
P o d o b n ie ja k w w e rsy i m ad iarsk ie j, w sp o m in a się w polskiej,
że o w eg o tru p a p rz e d sta w ia ł czart, k tó r y m iał ich u siebie
w słu żb ie, a ż e b y ich z g u b ił
W e rs y a p o z n a ń sk a zg ad za się p ra w ie zu p e łn ie z p o w ia s tk ą
u P ro h le g o , E. M eiera i G rim m ów ; o d m ian y zachodzą ty lk o n a s tę ­
p u jące . T rz ech w ę d ro w n y c h cierp iało b ard zo w ielką b ie d ę ta k , że
p o stan o w ili sobie, iż lep iej zrobią, jeżeli się sp rzed ad zą. N ie m ają
n ic in n eg o m ów ić, ty lk o te trz y sło w a : p ierw szy „m y trzej b r a c ia “
d ru g i „m y za p ie n ią d z e “, trze ci „ ta k je s t r y c h ty k “. W k arczm ie
n o c u ją w tej sam ej izbie, w k tó rej ta k ż e ów bogacz. K a rc z m a rz
p o sze d ł sam po so łty sa , p o n iew aż w ę d ro w n i zabili p an a . A le nie
b y ł to p an , lecz i tu tę sztu k ę zro b ił d iab eł. S ied zieli w ciężkiem
w ięzien iu c a ły ro k i ta k m in ął czas oznaczony, p rzez k tó ry n ie
śm ieli inaczej m ów ić. K ie d y już zo stali w y p ro w ad ze n i n a m iejsce
stra c e n ia , chcieli w szystko w yjaw ić, a le k arc z m a rz m io ta n y w y ­
rz u ta m i su m ien ia, n ie cz ek ał, lecz sk o czy ł do najbliższej g łęb o k iej
stu d n i.
W ta k i sam sp o só b p o m y śln y k o ń czy się p o w ia stk a n ie ­
m ieck a ze S ie d m io g ro d u 15), chociaż z resztą ró żn i się od p rz y to c z o ­
n y c h w e rsy i. P e w ie n b ie d a k p o s y ła sw oich trz e c h sy n ó w w św iat.
K ie d y szli lasem , s p o tk a li s ta re g o człow ieka w szary m płaszczu,
te n d o w ied ziaw szy się o celu ich p odróży, o strz e g a ł ich ty lk o p rz ed
ru d o w ą sy m i. M im o to p o dłuższem w z d ry g a n iu się w stą p ili do
słu żb y u trz e c h ru d o w ą sy ch . Za m ieszek p e łe n p ien ięd z y , m ieli
p rzez c a ły ro k obchodzić w ieżę i c ią g le w y m a w ia ć : p ie rw sz y
„m y trzej b r a c ia “, d ru g i „za s é r “, trze ci „to je s t d o b rz e “ ; więc
15) Zbiór wiadomości do antropologii krajow ej' XV., oddź. 3,
str. 24, Nr. 8.
“ ) 0 . Kolberg, Lud. XIV., str. 227 nast., nr. 52.
,! ) Jos. Haltrich: Deutsche Volks-Märchen aus Siebenbürgen,
str. 8 nast., nr. 2.

— 17 ja k w w e rsy i u M üUenhöffa, w p o łu d n io w o sty ry jsk iej i m ad iarsk iej.
P o ro k u zap o m n ieli całk iem m ow ę i poszli w drogę. W drodze
n adeszli w łaśn ie na to, ja k ro z b ó jn ic y n a p a d li n a p o d ró żn eg o i zbili
do k rw i; p rz y b y li czem prędzej n a pom oc, ale b y ło już za poźno,
ro zb ó jn icy już uciekli, a ciężko ra n n y u m arł. N a to p rz y sz ła w ła ­
śnie stra ż sądow a. K ie d y już stali p o d szu b ien icą a o p o d a l cze­
k ali trzej ru d o w ąsi, zjaw ił się n a ra z ów starz ec w szarym p łaszczu
i p rzem ó w ił do b ra ci, że w łaściw ie z a słu ż y lib y n a k a rę za n ie p o ­
słuszeństw o, ale p rz ecie chce ich zach o w ać za ich d o b re serce,
n iech w ięc ty lk o p rzem ów ią. N a to b ra c ia razem g ło śn o zaw ołali :
„ch w y tajcie trzech ru d o w ą sy c h “ . Ci p rę d k o zniknęli. P o zn ał n aró d ,
że to b y li czarci, starz ec zaś w szary m płaszczu P an Bóg'.
N a L itw ie u B iało ru sin ó w 10) o p o w ia d a się p o d an ie to w sp o ­
sób p o d o b n y ja k w B esk id a c h i g'dzie indziej. Za 100 ru b li służą
u p ew n eg o p a n a (djabła) po sobie trzej b ra c ia , nie m ają innej
ro b o ty , lecz n a ja k ie k o lw ie k p y ta n ie odpow iadać.: p ierw szy „ m y “,
d ru g i „n i za to ni za o w o “ , trzeci „ ta k też b ęd zie“ (albo „jak
chcesz ta k b ę d z ie “). M atk a w y g n a ła ich z dom u, k ie d y ta k pog łu p ieli, chociaż z p ien ięd zm i po w ró cili do dom u. W lesie zn a le­
źli tru p a (w isielca), zo stali zasąd zen i i śm iercią u k a ra n i.
P ie rw o tn y m otyw , że nieznajom ość obcego ję z y k a z a p ro w a ­
d ziła b ra c i lu b to w arzy szy do nieszczęścia, k tó ry n a p o tk a liśm y
w w e rsy a c h g ó rn o -b reto ń sk iej, d o ln o -sty ry jsk iej i m adiarskiej,
zn ajd u jem y jeszc ze w dw óch w e rsy a c h w schodnich i to w w e rsy i
m ałoruskiej.
W g u b e rn ii Je k a te rin o sła w sk ie j o p o w iad a się :1.7) S zło trze ch
R u sin ó w u czyć się po „c h o ch lack u " ; p ierw szy p rz y b y ł p o d okno
i sły szał, ja k m ów iono „ m y “ ,, p o b ie g ł tam d ru g i i sły sz a ł „ n i za
t e ni za o w o “ (p o d o b n ie ja k w w e rsy ach b iało ru sk ich ), trze ci zaś
„ ta k m u się n a le ż a ło “. Id ą dalej d ro g ą i n a p o tk a li tru p a . S ta n ę li,
p rz y p a tru ją się, w tem n ad sz ed ł żandarm i p y ta ich: „ K to g'o z a b ił“ ?
T u je d e n trą c ił d ru g ie g o ; „m ów z nim po ch o c h la c k u “. T a k w ięc
je d e n o d p o w ied z ia ł: „ m y 4. D la czeg'o? N a to d ru g i „ni za to, ni
za o w o “ . Ja k ż eście to śm ieli? „ T a k m u się n a le ż a ło “, od p o w ied ział
trzeci. Z am k n ięto ich.

IS) P o d an ia i b a jk i ludow e zebrane na L itw ie staran iem J a n a K a r ­
łow icza 1887, str. 12 m ast. nr. 8. P o d an ia biało ru sk ie zebrane przez
W ła d . W e ry h ę. Lw ów . 1889, str. 65 n ast. 19.
I7)
Skazki, posłow icy i t. p. za p isan n y ja w E k aterin o sław sk o j i C h a r­
kow sko) gub J . J . M anżuroju. C harkow 1890, str. 118 n ast.
2



18



W ró w n y sp o só b o p o w ia d a się w p ó łnocnej części C h erso ń ,
skiej g u b e rn ii18) o trz e c h d u d ziarzach , k tó rz y nie u m ieli ,.b a ła k a ć “
p o naszem u. P o d słu c h iw a li trz e c h m użyków , ja k oni m ów ią. S ły ­
szeli, ja k je d e n m u ży k rz e k ł „ m y “, d ru g i zaś „za m iark ę g ro c h u “,
к trz e c i „ ta k nam te ż trz e b a “ . S zli te d y dalej, sp o k o jn ie so b ie
m ów iąc, już u m iem y m ów ić po „ ru ś s k u “. N a drodze n a p o tk a li
tru p a , p rz y p a tru ją się mu, nad eszli n a to m u ży k i i p y ta ją s ię :
K to z a b ił te g o cz ło w ie k a? D u d ziarze o d p o w iad a ją : .M y “. — D la
czeg o ? — „Za m iark ę g ro c h u ". Z ap ro w ad zili ich do są d u a oni
rz e k li: „ ta k n am też p o trz e b a “.
T a k ie sam o p o d an ie zn an e je s t jeszcze n a K a u k a z ie w stan n ic y n a u rs k ie j19) n a d rz e k ą T e re k o trz e c h K a łm u k a c h , k tó rz y
ch cieli u czy ć się po rusku. P o s ta n o w ili sobie u d ać się w ty m celu
do m ia sta i rozeszli się. G dzie i ja k dług'o się uczyli, nie je s t w ia ­
dom o, a le g d y się znów zeszli, o p o w iad a li sobie, czego się n a u ­
czyli, zatem p ierw szy „ m y “ , d ru g i „ni za to ni za ow o“, trze ci
„ ta k też trz e b a “. R e s z ta je s t p o d o b n a ja k w p o p rzed n iej w ersyi.
G o d n em u w a g i je s t p o d o b ień stw o w e rsy i w y su n iętej n a jb a r­
dziej n a zach ó d w W yższej B re ta n ii z tą, k tó ra się o p o w iad a n aj­
d alej n a w sch o d zie n a g ra n ic a c h a z y a ty c k ic h . B ra k nam m a te ry a łó w , a ż eb y śm y m o g li ro z strz y g n ą ć p y ta n ie , d o ty czą ce ź ró d ła te g o
p o d a n ia i d ro g i je g o ro z szerz en ia się, ale u d e rz a ją c e p o d o b ie ń ­
stw o p rz e m a w ia za tem , że p ie rw o tn ie b y ła to zw y czajn a a n e g ­
d ota, p ra w d o p o d o b n ie z a c h o d n io -e u ro p e jsk ie g o pochodzenia, k tó ra
w śre d n io -e u ro p e jsk ic h w e rsy a c h p rz y ję tą b y ła do b aśn i o czarcie,
ta rg u ją c y m się o dusze lu d zk ie i że n a stę p n ie p rz y c z e p io n e zo­
s tało p o d a n ie o ła k o m y m karczm arzu .

U z u p e łn ia ją c zam ieszczony w p o p rz e d n ic h n u m e ra c h „ Ludu“ ’)
szkic e tn o lo g ic z n y p. t. „G w iazdy i g rz y b y w w ierzen iac h lu d u “,
p o d aję p o niżej k ilk a n o w y c h szczegółów .
18) M a teria ły po etnografii now orosijsskago k raja , so b ran n y e w E lisa w e tg rad sk o m i alek sa n d rijsk o m u je zd a ch C hersonskoj g u b ern ii W . N.
Jast,rębow ym , str. 24 4 . L etopiś istoriko-filogiozesk ag o obszczestw a p ri
im p. now oross. u n iw e rsit. I I I . O dessa 1894.
19) S bornik m ateriałów dlja opisanija m iestn o stej i plem en K ay k a za .
X V . Tiflis 1893, str. 177 nast.

1) Zob. „L ud“ I. str. 168, 197.

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.