c595a23a771e36d9c534e9b6a43bed79.pdf

Media

Part of Przegląd czasopism / Lud, 1895, t. 1

extracted text
52



św iętego, zeby jém jesce choć trzy dni p rz ypu ścieł niezápustu, to
jest niedziele, poniedziałek i w torek, bo niémajo cem n iew o ln ik ó w
ugościć, ch to rz y przes k ilk a ro k ó w niezápustu nie odpraw iali. I Oj­
ciec ś w ięty przych ylę! sie do jéch p ro ś b y i n azw ał te trz y dni nie
n i e z á p u s t , ino z á p u s t , cyli s a l o n e d n i e .
T o tés téch n iew o lników zaprásali w téch dniach do sw ojéch
dom ów, dajali ’) jém nájlepse p o tra w y , biéli św ynie, byd lo, piéli
ró źn akie tronki, sprow adzali m u zyk ów , ażeb y jéch ja k nájlepi u g o ­
ścić i uciesyć, J a s w ostatni dziej 2) ześli sie ci niewołniki, to jest
w e w torek, do je d n y trach ty jern i, tam dobrze napiéli, jas sie zaceni
i bić, bo pijan y n ig d y lepi nie zrobi.
T o tés i m y na te p a m io tk e do dzisiednia to obchodzim y, bo
przez niezápust ja k chto może, ta k żyje, ale k ie d y p rzyjdo te o s ta ­
tn ie dnie, to w tencąs in acy zyjo, bo k o g o stać, to zabije na zápust
św ynie, albo przynájm ni staro k ro w ę i zaprásá sosiád sosiada, b ra t
b ra ta , k u m kum a, przyjaciel przyjaciela n a zápust. Młodzi s p ro w a ­
dzę sobie m uzy k an tó w , jędzo, pijo, g ra jo i tajcujo 3). A .w ostatni
dziej zápustu wiecór, to jest w e w torek, w szyscy m uso b y ć w kárcmie.
T ä m jak i ż y w y pije, co chto może, A k ie d y sie dobrze, popijo, od
sło w a do słowa, jas sie ji pobijo. J esc e u nás nie bélo zá p u stu
prżes bijatyki.«
Dr. K. Mátyás.
( Dokończenie nastąpi).

P r z e g l ą d

c z a s o p i s m .

Pamiętnik Towarzystwa Tatrzańskiego, R o k 1894. W y d a w n i c t w o
T o w a rz y s tw a tom X V . K r a k ó w , n a k ła d i w łasność T o w a rz y s tw a
T atrz a ń s k ie g o , d ru k W ł. L. A nc zy ca i S p . , 1894, w 8-ce, str.
L X .X X , 135 i II.
T o w a rz y s tw o T atrz a ń s k ie jest je d n ą z ty c h insty tuc y i, k t ó ­
ry c h działalność cicha i skrom na, do d atn ie w ydając owoce, p o z y ­
skuje u znanie całego społeczeństw a polskiego . D o w o d e m teg o co­
raz to pow iększająca się liczba członków , k tó ry c h w ro k u 1894
liczyło T o w a rz y s tw o 2029, ja k i cyfra dochodów , k tó r a w ty m że ro k u
w y n o s iła 14.635 złr. Z naszej stro n y m usim y zauw ażyć, że T o w a r z y ­
stw o T a trz a ń s k ie w w y d a w a n y m przez siebie P a m ię tn ik u u w z g lę ­
dniało zawsze ludo znaw stw o, chociaż w sk ro m n ych , powiedzieć m o ­
żna n a w e t z b y t sk ro m n y c h granicach.
!) dawali.
s) dzień.

3) tańcują.



53

-

W tom ie X V . P a m ię tn ik a znajdujem y oprócz wiadom ości o d ­
noszących się do sp raw T o w a rz y s tw a : »Zapiski m eteorologiczne
z Tatr« zeb ran e przez L. Świerża, (str. i — 11), odnoszące się do c ie ­
p ło ty staw ów tatrzańsk ich i źródeł w T a tra c h i Z akopanem , jako też
d ru g ą część p ra c y D ra S ta n isła w a Eliasza R adzikorvsk ieg o p o d t y t :
» T a try bielskie«, (str. 12— óo). P ra c a ta, której część pierw sza
umieszczoną b y ła w X I V . tom ie P a m ię tn ik a (za r. 1893), zajmuje
się dokład nie i w yczerpująco opisem tej części T a tr, zwanej »Ta­
tram i bielskiemi« a g łó w n ą u w a g ę zw raca na zbadanie nazw sło­
wiańskich, nazw m iejscowych szczytóvy, dolin, p o to k ó w i t d , b y
je u ra to w a ć od zupełnej zatraty. A u to r o p a r ty na p o w a żny ch stud y ac h i źródłach, tra k tu je rzecz bardzo w yczerpująco i poważnie.
W dalszym ciągu umieszczony jest opis wycieczki »Przez Z aw rat
do M orskiego O k a w zimie« , przez J a n a G rz egorzew skiego (str.
85 — 107); życiorys K a r o l a К ofistki (str. 1 0 8 - 1 2 0 ) przez D ra Eliasza-R ad zik o w sk ieg o i » W y n ik i spostrzeżeii m eteorologicznych d o ­
k o n a n y c h staraniem T o w a rz y s tw a T atrz a ń s k ie g o wT ro k u 1893« o bli­
czone i zestawione przez D ra D. W ierz b ic k ie g o (str. 121 — 135)
K oń c ząc tę pobieżną w zm iankę, w y ra żam nadzieję, że T o w a ­
rzystw o T atrzań skie p o s ta ra się w k ró tc e o o b s z e r n ą , w y czerpu jącą
m onografię ludoznaw czą T a t r i P o d h ala, a . przynajm niej zechce
na lu do znaw stw o większą niż dotychczas zwrócić uw agę. A. Strzelecki.
Zeitschrift des Vereins für Volkskunde, N eue F o lg e der Zeitschrift
fü r V ö lk e rp s y c h o lo g ie u n d S prachw issenschaft, b e g rü n d e t von
M. Lazarus und H. S teinthal. Im A u ftr ä g e des V ereins h e r a u s g e ­
g e b e n vo n K a r l W e in h o ld . F ü n fte r J a h r g a n g 1895, H e ft I. Berlin.
Verlag" von A. A s h e r & Co. str. 120 i i tablica.
Czasopismo to jest o rg a n em T o w a rz y s tw a ludoznaw czego w B e r ­
linie i zarazem dalszym ciągiem zn ańego czasopisma, w y d a w a n e g o
daw niej przez L azarusa i S te in th a la p. t. Zeitschrift fü r V oelkerp sy cho log ie u n d Sprachw issenschaft. C ztery roczniki leżą już przed
nami a w ty m ro k u wyszedł 5-go pierw szy zeszyt, z k tó ry m chce­
m y C zytelników naszych zaznajomić.
M a x B a r t e l s : U e b e r Krankheits-B eschw -oerungen, (str. 1—40). •
W zajmującej tej rozpraw ie trak tu je a u to r o zażegny w aniu chorób,
k tó re u wszystkich ludów, od najdaw niejszych czasów aż podziśdzień,
w m e d y cy n ie ludowej w ażną o d g r y w a rolę. Z ażeg n y w a n ie stoi
w ścisłym zw iązku z pojęciem ch o ro b y i jej p rz y c z y n y przez lud,
k t ó r y źródła jej s z u k a w silach ż y w o tn y c h o ludzkiej, częściej de­
monicznej a 'n a w e t zwierzęcej .postaci, obejm ujących chorego w swe
objęcia, lub też dostających się do jego wnętrza, co lud oznacza
w y ra ż e n ie m : »złe go posiadło«. L eka rstw em na takie zło jest żyw e
Słówo, k tó re g o moc w ie lk ą , czarodziejską sławi się już w jednem
zaklęciu staroin d y jsk ieg o h y m n u w A t h a r v a V e d á c h .
F o rm u ły zaklęć są bardzo rozmaite, co w skazuje na długie
w ieki ich użycia ;, p o tem i w -tern leży teg o przyczyna, że nie na



54



w szystkie ch o ro b y p o m a g a j e d n o zaklęcie, lecz k a ż d a w y m a g a
osobnej form uły, bo d em o n y nie ła tw o u stęp u ją : je d n e g o m ożna
tenu d ru g ie g o innern odpędzić słowem zaklęcia. M atery ał, n a k tó ry m
o p arł a u to r swoje badania, pochodzi z P ru s w schodnich i zacho­
dnich, P om eranii, Szwabii, od S asów siedm iogrodzkich, z W ę g ie r
i . od C y g an ó w , z Bośni, Estonii i L iw lan dyi, F in la n d y i, z W sc h o d n ic h
w y s p m álajskich, od In d y a n ó w A m ery k i, z staroindyjskich A th a rv a V e d ó w sięgających czasu m iędzy 1500— óoo lat przed Chr., z f o r­
m uł stary c h S um erów , zacho w an ych na tablicach g lin ia n y ch w b i ­
bliotece S a r d a n a p a l a — m a te r y a ł b o g a ty , k t ó r y obejm uje w ielkie
obszary różnych części św iata i sięg-a w d alek ą przeszłość ludzkości.
N a p o d staw ie tego m a te ry a łu stara się a u to r dowieść, czy i w e d łu g
jakich m o m en tó w i z a p a try w a ń form uły zaklęć i z a ż eg n y w ań zo­
s ta ły ułożone i całą ich rozmaitość zestaw ia w n a s tęp u ją ce g ru p y .
1). P o m o c B o g a przeciw duchom nieczystym i dem onom , bę
d ącym spraw cam i choroby, przed k t ó ry m moc ich u s tę p o w a ć musi
T o są w łaściw ie m o d litw y do B o g a i rozm aitych św iętych, k tó ry c h
p o m o cy w z y w a człow iek w ro zm aitych dolegliw ościach i niemocach,
lub też w jeg o im ieniu i zastępstw ie zn achor lub znaehorka. Od
ro zm a ity c h chorób są rozmaici święci p a tro n i i p atro n k i, do k t ó ­
ry c h się udaje ch o ry w modlitwie. O b o k ty ch są czynne także
isto ty i m ocy nadziem skie, u k r y t e w otaczających n as przedm iotach
n a tu ry , zamiast k tó ry c h w y s tę p u ją także sam e p rz ed m io ty i żyw ioły,
j a k ziemia, g w iazdy , księżyc, pow ietrze, ogień, n a w e t drzew a, p t a ­
ki itp. Bóstw’o może n ie ty lk o odpędzić dem ona, ale ono jest także,
w m o cy cho ro b ę uśmierzyć, szko dy przez nią w yrządzone napraw ić.
W ró ż n y ch czasach w y s tę p o w a ły różne isto ty w charak terze b ó ­
stw a, przed k tó rem d u ch y nieczyste, jak o s p ra w c y choroby , m usiały
u s tę p o w a ć ; w czasach, chrześcijańskich miejsce ich zajmuje C hrystus
i święci a na czele ich Najśw. M a ry a P a n n a . P rz y tern c h a rak tery stycznem jest to, że fo rm u ły z a ż eg n y w ań im starsze, tem b y ł y dłuż­
sze i więcej' s k o m p lik ow ane, z biegiem czasu stają się k ró tk ie mi
i niezrozum iałem i sen ten c y am i lub p ro sty m i w yrazam i.
ají O b o k p om o cy B o g a lub b ó s tw a s ta ra się człow iek pozy-,
sk ać także sam y ch d em o nó w i siły nieczyste uczynić sobie p ow o i
némi lub nieszkodliwemi. Dlateg'o udaje się w p ro s t do nich z p o ­
k o r ą i uszanow aniem , sta ra się p o z y s k a ć ich przy ch y ln o ść i w z g lę ­
dy, do czego u ży w a rozm aity ch sposobową p ocząw szy od p o c h le b ­
stw a, próśb i p ersw azyi, a g d y to nie p o m ag a, uciek a się do p o ­
strac h u lub wreszcie okazuje im swmje lekceważenie.
3). G d y w szystkie te środki są bezskuteczne, g o tu je się czło­
w iek do w alki z ducham i nieczystymi. Zaczyna więc, zw yczajem
c h ło p a k ó w wiejskich, w czem m a j ą , d o sk o n ały ch p o p rz e d n ik ó w i
nauczycieli w b o h aterach g re ck ich w walce z Troją, od w y z w isk
i gróźb, k tó re m iota n a dem o n y i choroby, nie oszczędzając n a w e t
istot św iętych. W sposób e n e rg iczn y w z y w a on d em onów do карі-



55

-

tulacyi, nakazuje im ucieczk ę, przeznacza im n a w e t miejsce, d o k ąd
m ają się schronić przed jeg o gniew em . A g d y to nie p o m aga, za­
czy na w a lk ę z nimi, godząc zawsze w najsłabszą ich s tro n ę , skąd
spodziew a się p e w n e g o zwycięstwa. Zatem nasy ła na nich dyabłów ,
p okazuje im w łasną b a r d ó t e ubierając s i ę 'w szkaradne maski, p o ­
m alow ane rozmaitemi farbam i. Z teg o w y łan ia się pojęcie o ści­
słym zw iązku ch o ro b y i znam ienującego ją koloru, np. r ó ż a jest
c z e r w o n ą , po do b n ie k r w i.o t o k i b ó l e o c z u ; s u c h o t y żółte
itp. R_ozmaitość formuł tego rodzaju staje się powoli p rostszą , луіеlo fak o ść ko lo ró w przem ienia się w św iętą liczbę t r z y , „w której
k o lo r czarny, b ia ły i czerw ony przew ażną o d g ry w a rolę.
Do śro d k ó w skutecznych przeciwko dem onom należy także
i ten, a ż eb y znać ich właściw e im ię, na k tó re g o w spom nienie t r a ­
cą moc swoją. S tą d też w form ułach ty ch zachodzą najdziwaczniej­
sze nazw y, k tó re w wierzeniu ludow em oznaczają możliwe zjawiska
p ato lo giczne pewnej choroby. Przy7 zażegnaniach p o s ł u g u j ą ’ się
zn a ch o ry często różnymi tajem niczym i i m istycznym i znakam i i s y m ­
bolicznym i przedm iotam i, k tó re stoją w n a tu ra ln y m lub n a d p r z y ro ­
dzonym zw iązku z sym p tom am i choroby.
W a ż n y m środkiem, u ży w an y m chętnie przy zażegn yw aniach,
jest słowo magiczne, k tó re g o siła nadzw yczajna p o leg a n a tern,
żeby czy tane z przodu lub z k o ń c a ró w n o brzmiało, lub k tó re g o
lite ry w zm ienionym p o rz ąd k u dają dopiero myśl zrozum iałą, albo
żeby wreszcie całkiem było niezrozumiałe. N iek ied y choroba, czyli jej
dem on, w y s tę p u je w postaci uosobionej, k tó re g o s p o ty k a zwyczajnie
jaka osoba święta, i p y ta , do k ąd idzie. D em on o po w iad a o sw ych
zamiarach ; zamiast dem ona może także ch o ry o po w iad a ć swoje cier­
pienia, dla! k tó ry c h zwyczajnie znajduje w jej słowie uzdrowienie.
M H a r t m a n n : S c h w ä n k e und S ch n u rren im islamischen Orient,
(str. 40— 67). A u to r trak tu je o zbiorach fraszek i facecyi, jak ie znane
są w literaturze tureckiej i arabskiej. W literaturze tureckiej g r u ­
pu ją się one około im ienia N a s r e d d i n a , (żył około X I V . wieku),
k tó re g o zbiory i e d y c y e w rozpraw ie tej przy taczają się.. W ia d o m o ­
ści o fraszkach w literaturze arabskiej sięgają p o cz ątku X I. w ieku ;
je d n a k zbiory teg o rodzaju doszły do nas dopiero z po czątku
X I I I . wieku. A u to r przy ta cza różne m o ty w y , k tó rè obracają się
około stere o ty p o w y c h postaci, stano w iący ch tło tych h u m o ry s ty ­
cznych an e g d o t, t. j m ą d ry i głupi, Z. k tó ry c h m ą d ry nie zawsze
osięga cel sw y ch w y ra c h o w a n y c h i chytrze ułożonych zabiegów ,
a głu pi często okazuje się m ędrszym od niego.
Dr. G a e t a n o A m a l f i : Zwei orientalische E p iso den in V oltaires
Zadig (str. 7 1— ßo). W rozpraw ie tej podaje a u to r źródła, z k tó ry c h
V o lta ire czerpał w swoim rom ansie -p. t. Zadig, ou le, destinée, hi­
stoire orientale. Źródła tè są pochodzenia wschodniego, w yjęte z »ty­
siąc i jed en dzień« L es Mille et un jours, k tó re V o ltaire n a śp ik o w a ł
hum orem i dow cipem gry z ący m .



56



M a r i e R e h s e n e r : Die W eber-Zenze. E ine T iroler D orffigur nach
dem L e b e n (do tego fig u ra T abi. I.) (str. 80 93). J e s t to o b razek
żyw cem w zięty z n a tu ry , n a k re ś lo n y b a rw n ie i wiernie, k t ó r y p rz e d ­
staw ia je d n ą z ty c h postaci ludow ych, (K resce n cy a H olzm ann), na
k tó ry c h ząb czasu k ruszyć się zdaje i k tó re są ja k b y upostacieniem
żywej trad y c y i, wiążącej starsze z now szem pokoleniem. A u to rk a
szkic ten, p r z y b ra n y w k o lo ry t ludo w y , o p a rła n a tle histo ry czn y m
a m a te ry a łu do n iego dostarczyło jej o p o w iad a n ie samej Zenze,
przez co o b ra zek ten nab iera interesu dla ludo znaw stw a.
M. L e h m a n n-F i IH é s, po d aje k ilk a p rz y k ła d ó w w ierzeń lu d o ­
w y c h w czarow nice z okolicy A rn s ta d t i Ilm enau w T u ry n g ii (str. 93 — 98).
Czarownice, w e d łu g ty ch wierzeń, m o g ą zadać wszy b yd lęciu, k t ó ­
re g o nie może w y leczyć w ete ry n arz. G d y b y d lę zdechnie, w yrzynają m u ję z y k i zawieszają w ko m in ie a g d y się uwędzi, uschnie
tak że ję z y k tej osoby, k tó ra o czarow ała bydlę. C zarow nik pew ien,
b ie d n y rębacz, stał się b o g a t y m w ten sposób, że pieniądze, k tó re
in n y m płacił, w ra c a ły doń n a p o w ró t. Zdrowńe chorem u m ożna n. p.
w ten sposób przyw rócić, że się w rodzinie je g o nie w y m ó w i p e ­
w nych w y ra z ó w np. »tak« lub »nie«. W wiliję o 11-stej w nocy
w różą o p o g o d zie lub urodzaju p rzy szłego ro k u ; w n o cy przed n o ­
w y m rok iem m ożna zobaczyć tych, k tó rz y w ty m ro k u u m rą , je
żeli się stanie na drodze rozstajnej, lub n a cm e n ta rz u ; dziew czyna
dowie się o sw ym przyszłym k o c h a n k u i o je g o zawodzie, G d y kto
m a um rzeć w e wsi, w tenczas ło p a t y i m o ty k i g ra b arz a, k tó re staw ia
osobno w kącie, po cz y n ają dzwonić. P o d o b n ie g d y g ra b a rz niesie
m a ry do dom u u m arłe g o i s p o tk a w drodze m ężczyznę lub n ie w ia ­
stę , z pew n ością w tej rodzinie um rze tej samej płci osoba
D ro b n e w iadom ości z zakresu lu d o z n a w stw a i recenzye dzieł
lud oznaw czych, p o m ięd zy którem i mieści się' tak że p r o f B ru c k n e ra
A d a lb e r g a K sięg i przysłów , sk ła d a ją się na p ierw szy zeszyt teg o
w a żn eg o czasopisma.
A . K.


A -4 + —

P O SZU K IW A N IA I K W E S T I O N A R I U S Z .
P y ta n ia i odpowiedzi.
H.

Шесепіе ognia za pomocą krzesania luk tarcia, D o p ę d z e n ia (p alen ia) d zieg ciu

w y k o p y w a n o d ó ł k s z ta łtu le jk o w a te g o i u k ła d a n o w nim w a rstw a m i b ia łą k o rę b rz o z o w ą (tak zw . b rz o stę ).

D zieg ciarz

z a ję ły i z a p a la ł niem i k o rę

ta rł o siebie d w a k a w a łk i d rz e w a

z g ó ry .

ta k d łu g o ,

aż się

P o s tę p o w a n ie to w id z ia łe m w la s a c h b y ł. o b w o d u

z ło c z o w s k ie g o i ż ó łk ie w s k ie g o w latach p rz e d r. 1848. C zy i d z iś w ten s p o s ó b p o s tę ­
p u ją , nie w iem .
IV.

H e n r y k S tr z e le c k i.

J e s t ro z p o w sz e c h n io n e m n ie m a n ie p o m ię d z y n ie k tó ry m i n a ro d a m i, że do im io n

ę h z e s tn y c h p rz y w ią z a n e j e s t sz c z ę ś c ie lub też n ie s zczęście. S tąd w n a d a w a n iu ich n o w o ­

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.