c545b14764b3e9bf9dde680ef06dc11d.pdf
Media
Part of Gwiazdy i grzyby w wierzeniach ludu (szkic etnologiczny)/ Lud, 1895, t.1
- extracted text
-
-
168
—
Gwiazdy i grzyby w podaniach ludu,
( S z l s i o e tu - o lö g r ic z iv y .)
Z licznych b a d a c z y na polu lu d ozn aw stw a żaden nie zwrócił
pilniejszej u w a g i na p o d a n ia mające związek z astrono m ią lub
g rz y b o zn aw stw e m ludow em , a przecież w po dan iac h ty ch cenne
i n a d e r w ażn e są m a te r y a ły do stu d y ó w p o ró w n a w c z y c h nad k u l
tu rą ludów.
Z po etó w , M i c k i e w i c z umieścił w » P anu T adeuszu« k ilk a
szczegółów z dziedziny astronom ii, zabarw io n y c h lekko ludowem i
tra d y c y a m i o gw iazdach, -— w ustępie zaś przy g rz y b o b ra n iu , n a d
m ienia w odsyłaczu o pieśniach, k rą żących m iędzy ludem o wojnie,
n a k tó rą w y c h o d z ą g rz y b y . — R . Z m o r s k i , w poemacie, » W ie
ża S iedm iu W odzów « w gw iaz d ach błyszczących widzi h ełm y b o h a
terów — i form ą wiersza zbliża się do lu d o w y ch utw o rów , lecz po d
w zg lędem d u cho w y m nic w sp ó ln eg o z nimi nie ma, bo treść po em atu
jest w ą tk iem sagi skan dy naw skiej. Jó z e f G r a j n e r t , w rozpraw ce
swojej »Gwieździsty S tr o p Nieba« — umieszczonej w je d n e m z peryod ycznych pism w arszaw skich r. 1867 lub 1868, p oru szy ł ze stro n y
filozoficzno - m oralnej g w iazdo znaw stw o ludowe, zostaw iając najracyonalniejsze k w e sty e teg o k ultu, bo początki jego, po za obrębem
swoich rozum ow ań. Zresztą ani K.. W . W ó j c i с к i w swoich
» K lec h d ach etc« — ani też G o ł ę b i o w s k i 1), — ks, L. A. J u с ew i c z 2), — A. N o w o s i e l s k i 3) (Marcinkowski), — J. R a d w a ń
s k i 4) etc. nie podali żad nych z teg o działu szczegółów. N a w e t g ło
śni b ad aęze p o czątkó w Słow iańszczyzny J. L e l e w e l , W. A. M ac i e j o w ś k i , K. J a r o c h o w s k i nie rozejrzeli się we w sk az an y m
k ie ru n k u — a co dziwniejsze, że i w m ate ry a ła c h do etnografii,
g ro m a d z o n y c h przez O. К o 1 b e r g a, p raw ie niem a wzmianki o p o
d o b n y c h podaniach.
Lecz p om in ąw szy ich w artość n a u k o w ą cenne są one jako czy n
niki, ułatw iające g run to w niejsze poznanie c h a ra k te ru tej milionowej
>) L u d p o lsk i i je g o zw y c z a je . W a r s z a w a 1830.
2) W s p o m n ie n ia Ż m u d zi eto. W iln o 1842.
8) L u d u k ra iń sk i. W iln o 1857.
4) R zecz o m itologii sło w ia ń sk ie j — K ra k ó w 1862.
—
1 69
—
m asy, której n adać ruch k u w y ż y n o m ośw iaty, jest zadaniem cza
sów obecnych.
L u d wiejski p rz e d s ta w ia n y nam b y w a ł bądź to zb y tn io upoety zow an ym , bądź znow u ze s tro n y m oralnie ja k najg'orszej. D opiero
w pracach um ieszczonych w w y d a w n ic tw a c h ludoznaw czych o sta
tnich lat, w »Zbiorze wiadom ości do a n tro p o lo g ii krajowej« w » W i
śle«, s p o ty k a m y się często z trafniejszą, chociaż w ciasnych g r a n i
cach geograficznych zam k niętą oceną c h a ra k te ru ludow ego.
Mimo to j e d n a k śmiało twierdzić można, że d otychczas d o k ła
dnie nie p oznaliśm y ludu wiejskiego, tern bardziej, że nie zw racam y
u w a g i n a p e w n ą dw ulicow ość jeg o charak teru , k tó ra nigdzie ta k
jask ra w o nie w y stęp u je jak w pojęciach w ia ry i wierzeń ludu, n a
polu religii i zabobonu. T u na p rz em ian y okazuje się chrześcijaninem
p ra w o w ie rn y m lub p o g an in em n a ju p artsz y m i zdum iew a tem etnologa.
Z g ło w ą podniesioną wierząco k u gwiazdom , chłop odczytuje ze
sklepu niebieskiego g łęb okie d o w o d y istności B o g a, odnajduje w
g w iaz d ach pam iątki przyjścia i męki Zbawiciela,“ głosi leg e n d y o Ś w ię
ty c h P ańsk ich, zbiera wzniosłe p r a w d y i n auki m oralne, — lecz
nachyliw szy się w g ęstw in ę b o ru nad pniak am i drzew ściętych
i w y g rz eb u jąc z m chów i porostó w swoje b e d k i i h u b y 1), chrze
ścijanin ten p rz y b ie ra n a g le postać obcą : staje się istotą na w skroś
p o g a ń s k ą i — mimo wiedzy — n aw et k ap łan e m wierzeń, przed erą
K rz y ż a leżących.
T y siące lat przeszło pełnych zmian najrozmaitszej n a tu ry
i przeo brażeń p rz ek o n ań ludzkich, a teraźniejszość przez lud wiejski
mimo to tysiącem węzłów po została złączoną ze szarem przedporaniem epoki zbawienia. Z lu d ow ych obrządków , zw yczajów i o b y
czajów, z g u seł i klechd, z b a je k i po d ań rozchodzą się jeszcze zdu
miewające dźwięki i odgłosy, k tó re św iadczą o wielkiej sile nastroju
p ra sta ry ch w y o b ra żeń i niespożytej słabości ducha, w k tó re g o wnę-'
trzu znalazły schronisko.
N ajw yraźniej i najjaśniej od niezliczonych okruch ów przedawnioneg'0 życia, m rokiem p o g a ń stw a o m g lon ego , o d ryso w u je się,
cy k l p o d an io w y o gw iazdach. L e g e n d y te są złotem ziarnem chrze
ścijańsk iego siewcy, z pierw szych w iekó w ery pochrystusow ej.
N iezgodne tro ch ę z biblijnem i wiadomościami o stworzeniu
świata, (bo u leg ały różnym m odyfikacyom w ustach ludu), nie przeczą
je d n a k p o w adze pism a świętego.
8)O g ó ln a n a z w a g rz y b ó w ; — b ed k i u p o lsk ie g o , h u b y u ru sk ie g o lu d u ,
—
170
-
W e d ł u g ty c h p o d a ń : niebo za czasów ż y d o w s k i c h 10) zupełnie
b y ło ciemne. G w i a z d y d o p i e r o s i ę n a l e w a ł y — ale nie świe
ciły ziemi, ty lk o n a d rajem, i ty le o nich wiedziano, co przez sen.
Jeżeli B ó g chciał p row adzić ludzi po swojej woli, n a te d y z a
p a la ł im ognie n a obłokach. T a k b y ło za żydów, że n aw et dusze
zm arłych leciały przez ciemności do g ó r y i tam się b łąk ały .
D o ludzi u m ierający ch w łasce, przychodził anioł z pochodnią,
a b y ich dusze p rz e p ro w a d z ić przez noce. Z ziemi w idziano w te d y
o gnie o k rą g łe j a k koła, i rozumiano, że to w ozy ogniste, a na nich
dusze odjeżdżają p rz e d b ra m ę niebieską. T a s z c z o l u d y z n a ł y
p e r s z e n a ś w i t i , d o d ał z lekcew ażeniem o p ow iad a ją cy , s ta ry
pasiecznik.
Dzisiaj p o w szechn ie wiadom o, że g w ia z d y to są liczby i znaki
uczynione przez B o g a Ojca p rz y obliczeniu ludzi na ziemi. O b ra
ch u n e k ten zrobiono p rzed sam em n arodzeniem Zbawiciela, a b y
w iedział ile dusz odkupi. S k o ro człow iek się rodzi, zaraz taki jeden
znak p rz y b y w a ; dla k a ż d eg o b o w iem świeci ja k a ś gw iazda.
G w ia zd y raęhowa.ć to grzech i niebezpiecznie. M ożna b o
wiem p rz y tej rach u b ie n a t k n ą ć n a swoją gw iazdę, a w te d y n a
g łą śm iercią skończyć. — J e s t to w formie mistycznej w y p o w ie
dziana p rz estro g a, a b y na próżno czasu nie m arn o w ać twierdzi J.
G r a j n e r t 11).
G w iazd a C h ry s tu s o w a poczęła świecić od dnia Z w ia s to w a
nia, ale ludziom nie b y ła widoczną. G d y Zbawiciel na św iat p r z y
szedł, w yto czy li ją aniołowie na niebo. Ze b y ła jaśniejszą od in n y ch
znacznie, przeto dostrzegli ją p astuszk ow ie i Sw. Trzej kró lo w ie —
i poszli pok łon ić się dzieciątku Jezus.
Ze śmiercią cno tliw eg o człowieka, g w iaz d a je g o b yn ajm niej
nie gaśn ie — ani też spada. D usza lecąca do wieczności za
b ie ra ją sobie, a g d y g o d n ą teg o : p rz y stra ja nią C hw ałę B oską.
D r o g a m l e c z n a to gościniec do nieba p ro w a d ząc y . I Zba
wiciel szedł nim w stępu jąc w niebo — i M a tk ę B o s k ą aniołow ie w ie
dli ty m gościńcem ; zresztą k aż d a dusza w stęp uje n a niego, g d y
z chm ur zejdzie. T rz e b a je d n a k wielkiej przezorności do tej p o ś m ie r
tnej podróży, bo d ro g a rozdziela się w d w a k i e r u n k i , z ty ch jed en
wiedzie w »zatracenie«. — A b y tą d ro g ą jechał L u c y p e r do w alki
z B ogiem , o tem ani lud polski ani ru ski nic nie wie. Może być,
10) L u d w iejsk i u w a ż a ż y d ó w z a n a jp ie rw ś z y c h n a św iecie.
Od
n ich .p o c h o d z ą
d o p iero w s z y s c y in n i p o g a n ie , a n a w e t N iem cy, tjd k o ci o sta tn i s ą ch rzczen i żydzi.
■11) G w ie ź d z isty S tro p N ieba. — W a rs z a w a .
—
171
—
że pom iędzy ludem n a L itw ie utrzym uje się to podanie, przytoczone
przez M ickiewicza w astronom ii W ojskiego .
Komety
czyli g w ia z d y z g r z y w ą , r ó z g ą , m iotłą lub
w arkoczem o gnistym , uw aża gm in zawsze za przepow iednie wojen,
ciężkiego głodu lub pom oru. G d y się je d n a k ludzie u ko rz ą i szcze
rze b ła g a ją B o g a , n a t e d y odw ra ca się nieszczęście.
Na Księżycu
w ieśniacy w idzą dwóch braci. W n ie k tó
ry c h okolicach dodają, że to jest K a in i A bel — gdzieindziej skazka mówi tylk o o dw óch braciach, k tó rz y sobie w y d z ie rają palicę
(w Złoczowskiem), albo widły, (w Grodeckiem). — W bocheńskim
pow iecie lud zamiast K a in a i A bla, mieści na księżycu czarow nik a
T w a rd o w s k ie g o . S z a ta n m usiał go tam porzucić, chociaż do piekła
miał b y ć p o rw a n y . T w a rd o w s k i bow iem począł śpiew ać g o d z i n k i ,
a śpiew aniem tem osłabił moc złego ducha. N a księżycu T w a r d o
wski p o k u to w a ć będzie do sąd n e g o dnia.
G w iazdy niecn otliw y ch ludzi ciemnieją i kopcą. N a d niemi
św. W a w rz y n ie c m ęczennik płacze — a m a tę łaskę od P a n a
Jezusa, iż łzami swemi może przyćm ion e zruiki (t. j. gw iazdy) ro z
jaśnić. G d y więc łza św. W a w r z y ń c a u p ad n ie na gw iazdę te d y ona
się c z y ś c i — a dusza ludzka będzie zbaw ioną. — Gorzej je d n a k
z gw iazdam i, k tó re p ociem niały do szczętu. N a d niemi Ś w ię ty łez
nie wyleje, ale się o d w ra c a ; więc sp ad a ją one do »bani P iotrow ej« —
k tó ra jest szklaną, a w niej się palą »roztopione żary«. — Nie jest
to piekło, bo do niego duszę p o ry w a ją ty lk o czarci. — G d y b y
w szystkie g w ia z d y poczerniały i w p a d ły do tej — bliżej n ie o k re
ślonej bani, wrącej ogniam i (ta ban ia oznacza zapew n ie k u lę n ie
bieską i słońce?) n a te d y b y łb y koniec świata. Ziemia zostałaby
w cią g n ię tą do przepaści, ale teg o nie dopustu Bóg. D uch Ś w ięty,
k t ó r y dusze wiąże do gw iazd jasnych ; one ludzi i ziemię ciągn ą
w górę. L e g e n d a o ł z a c h Ś w W a w r z y ń c a jest rozpow sze
ch nioną ogólnie pom iędzy ludem ruskim i polskim. N a w e t na B u k o
winie,. w okolicach W a rn y i K im p o lu n g u
(Dłuhopole) p o w tarzają
ją R u m u n i i koloniści N ie m c y ; p o d a n ą im została zapew nie przez
lud ruski zam ieszkujący wsi sąsiednie.
O dm ien ny nieco w a r y a n t opowieści o ł z a c h ś w i ę t y c h
słyszałem w N o w o - Sądeczyźnie. R ó ż n ic a ty czy się je d n a k tylko
imienia. Zam iast św. W a w r z y ń c a staw iają tam Św. Piotra. On rzew nem i łzami płacze i p łak ać będzie po koniec św iata z żalu, że
się b y ł z a p arł Zbawiciela.
—
172
—
O prócz gw iazd, u w a ż a n y c h za znaki liczbowe i oprócz łez
św iętych, w y s tę p u ją w astronom ii ludowej tak że i inne ciała niebie
skie. W astronom icznej k o n s te la c y i Oriona, w sam ym pasie, je d n y m
szeregiem błyszczące trzy g w ia z d y pierwszej wielkości, to w e d łu g
ludu są K o s a rz e św. Izydora. O b o k nich trzy stop niow o zmniejszające się gw iazdk i, to N o s i a c z e , bo przy no szą p ożyw ienie
pierw szym . O dnosząca się do ty c h k onfig u ra cy i le g e n d a w sp om ina
o czasach, k ie d y n a ziemi z a p a n o w a ł p o m ó r taki, że om al cała zie
mia nie w y lu d n iła się. B yło to po wojnie. N a niej w y g in ę ła moc
ludu — i w dom u ludzie m arli j a k muchy. D ziatw ie mniej to szk o
dziło, ty lk o starym . S a d y b y liczne i wsi zam ieszkiw ała już pra w ie
t y lk o dziatw a d rob na, a rzad ko b yło o k o b ietę starszą, k t ó r a b y się
zaop iek ow ać chciała niemi. W k o ń c u p rz e p a d a ła już i g a d z i n a 12),
bo nie b y ło k o m u zająć się sp rzętem i grom adzić pasz y na zimę.
Żył w te d y Św. I z y d o r 13) n a świecie, roln ik i oracz, — i ten
użalił się bardzo n a d ciężką dolą ludzką. P orzucił b r o n y i p łu g swój
w skibie, a p rz e b ie g a ł kraj wszersz i wzdłuż, a b y znaleźć ro b o tn i
ków . Znalazł zaledwie dw óch i z nimi s tan ął do k o ś b y dla miłości
bliźniego bezpła tn ie — a n a w e t s tra w y ze wsi n ik t im nie p r z y n o
sił, lecz posilali się chlebem anielskim, k t ó r y im przynosili a n io ło
wie, zlatujący jeden po d ru g im ; — ślad ich pozostał pom iędzy
gw iazdam i,
d o k ą d cudem boskim wzięci zostali także kosarze.
P ł u g i B r o n ę Św. Iz y d o ra po kazuje lud w pobliżu T a r c z y S o
b i e s k i e g o , lecz o tej ostatniej nic nie wie. P ł u g ten j a k na ziemi
tkw ił jed n ą częścią w skibie ornej, t a k u tk w io n y jest w niw ę n ieb ie
s k ą — a d opiero g d y się niebo p rz y b liż y do ziemi, będzie w id o
czny całkiem. Niebo, n ieustan nie b ow iem choć powoli, zbliża się do
ziemi.
W L ub elskiem znane są w ieśniakom g'wiazdy K a s t o r i Poluks, k tó re zowie B i s k u p k a m i ; w K r a k o w s k ie m dają im n a
zwę : B l i ź n i a c z k i . D aw niej u Słow ian zw ano je p o d o b n o L e l e
P o l e l e , . a na L itw ie — ja k poety czn ie Mickiewicz p o w ia d a w » P a
nu Tadeuszu«,
...w zodjaku g m in n y m ich przechrzczono
J e d e n zowie się Litw ą, a d ru g i K o ro n ą .
Co do n a z w y »Biskupki« ża dnego p o d a n ia zebrać nie m ogłem ,
n azw ę zaś »Bliźniaczek« n adano ty m g w iazdom dla je d n a k o w e g o
ia) G a d z in a o z n a c z a tu w szelk i in w e n ta rz ż y w y w g o s p o d a rs tw ie :
ko n ie, k ro w y ,■'
w o ły , ow ce, trz o d ę ch lew n ą, n a w e t p s y i k o ty .
l3) W L u b elsk iem , w sio ła c h do o rd y n a c y i
p rz e z lu d n a z y w a n y b y w a „ W iz y ta .“
Z am o y sk ich
n a le ż ą c y c h , św . Izy d o r
—
173
—
św iatła i równej wielkości, w jakiej się p rzed staw iają patrzącem u.
F ig u r ę astronom iczną K o r o n y , n az y w a lu d K o ł e m ś w.
K a t a r z y n y . B y ła w plecioną w to koło Ś w ięta i toczoną z g ó ry
skalistej, po której dzw ona się p o p s u ły , j a k dow odzi lud, p o k a z u
jąc pom iędzy gw iazd am i próżne odstępy, i zw ąc je s z c z e r b a m i .
Najjaśniej K o ło św. K a t a r z y n y m a świecić w listopadzie, bo w ty m
miesiącu św. m ęczenniczka weszła do nieba.
W rę k u astronom icznej P a n n y , n a u k a umieściła kłos. O p a n
nie gw iazdow ej, nigdzie nie słyszałem po dania, lecz g w iaz d y
Kłos u
pszenicznego
znane są p om iędzy ludem, k t ó r y
o p o w iad a o kłosie n astępującą leg en d ę :
D aw niej pszenica nie rosła z takiem i m ałemi kłósiami, ja k dzi
siaj, ale źdźbła od samej ziemi już b y ł y ziaren pełne. Obfitość
t a k a i szczodrość P a ń s k a zaczęła psuć ludzi i już im nieprzyjem nie
było jad ać chleb b ia ły i czysty, lecz mieszali do n ieg o różne o k ra sy
tak, że s am y m chlebem się karm iąc, łam ali już posty. D użo też zboża
szło na zepsucie i gniło, bo ludzie p o p a d li w g rzech lenistwa.
W te d y za g n ie w ał się P a n B ó g — i om al że pszenica zu p e ł
nie nie zniszczała na ziemi. M a tk a B o s k a jeno widząc za g niew an ie
Boże, zbiegła n a św iat, gdzie się już za tracen ie ziarna spełniało.
R ę k ą w te d y ujęła źdźbło za czubek — a ile zdołała objąć między
palce, na t a k ą dłu go ść —- a b y b yło ziaren w pszenicy n a przyszłość,
w y m o d liła u P a n a B o g a , składając przed Nim kłos w y r w a n y z roli.
S p ojrzał P a n w zrokiem zmiłowania, a światło teg o spojrzenia p o z o
stało na kłosku ; t a k g o też w idać n a niebie teraz, ludziom dla p r z e
strogi. — W b o b re ck im powiecie dodają, iż N. P a n n a uprosiła
ty le pszenicy w kłosku, żeby w ystarczyło dla piesk a i k o tka.
Nie bez le g e n d o w y c h upiększeń lud w K ra k o w s k ie m (wieś
Śmierdząca) w spom in a o W a r s t a c i e Ś w, J ó z e f a , mieszcząc go
w k onstełac y i M a ł e j N i e d ź w i e d z i с y. P ow ieści g m inn e p r z e d
staw iają Ś. Jó zefa raczej jak o stolarza, a nie jak o cieślę. R o b i ł on n a
w e t tro n dla H e ro d a — ja k lud o p o w iad a — lecz tu w y d a rz y ła mu
się rzecz n a d e r niemiła. P r z y b ra n iu m iary ze s ta re g o tron u, m u
siała zajść p o m yłk a, albow iem n o w y o kazał się za wysoki, a co g o r
sze, także za w ązki czyli ciasny. Św. J ó z e f b y ł przeto w niem ałym
kłopocie, bo H e ró d b y ł srogi ja k zbójca. C hrystus P a n z a tru d n io n y
zawsze Iw latac h swej m łodości o bo k sw ego opiekuna, w y b a w ił go
cudem z kłop otu . D a ł Św. Józefow i ująć krzesło tro n o w e za je d n ą
poręcz boczną, a sam za d r u g ą boczną pochw ycił. C iągnąc k a ż d y
w przeciw ną stronę, tron, j a k g d y b y b y ł sk órzany , rozciągnęli do
—
174
—
p ożądanej szerokości, przez co Lakże o d p o w ied n o go obniżyli. W ten
sposób zm ieniony tron, H e ro d a zadowolnił.
G o e t h e w swoich p i s m a c h 12) p rzy tacza tę sam ą le g en d ę
w o p o w ia d a n iu »Sanct J o s e p h d er Zweite«. W ido czn ie n iek tóre p o
wieści gm inne, szczególnie o życiu Św. P ańskich, szły od narod u
do naro d u w p ierw szych w iek a ch chrześcijaństwa, przy nosząc now iny
o cudach — i u trz y m a ły się po m iędzy ludem naszym.
P o m ię d zy R u s in a m i w S an ock iem utrzym uje się p o d a n ie
o R y b i e z g r o s z e m . P o k a z u ją ją w siatce gwiazd, sta n o w ią c y c h
w e d łu g astronom ii figurę O r ł a ' . M a to b y ć ow a r y b a ułow iona
przez Św. P io tra, z której w y d o b y ł pieniądz na d a te k k ościeln y za
siebie i za P an a. Dalèj lud p ra w ie wszędzie na R u s i zauw ażył dwie
g w iazd y, k tó ry m dał n az w ę: Ż e r n y ć z k i . (Źrenice). — J e d n a
z nich dzień zam yka, a d ru g a go odm yka. — W m niem an y ch tych
dw óch zorzach odnajduje się św ietn ą gw iazdę W e n u s, św iecącą
ja k w iadom o — zawsze ty lk o w kró tc e po zachodzie albo przed
w schodem słońca. L u d polski zowie ją stosow nie do p o ry dnia,
w k tórej świeci : J u t r z e n k ą l ub Z o r z ą w i e c z o r n ą .
Jeżeli astro n o m ia W o js k ie g o , (w P anm T adeuszu), przez gm inn e
p o d a n ia o gw iazdach nie znajduje p o p a rc ia w szechstronnego, to
przecież m a z niemi p ew n e p u n k ta styczne. Nie jest tw orem ty lk o
fantazyi lub po ety cz n em zmyśleniem, ale z g o d n ą zap ew n e z p o d a
niam i ludu na Litwie.
O braz W a g i znają nasi wiejscy gwiaździarze, lecz a b y na
niej B ó g w dniu stw orzenia
» W a ż y ł z kolei w szystkie p la n e ty i ziemię,
»Nim w p rzepaściach p o w ie trz a osadził ich brzemię«,
o tem nie wiedzą. N a szalkach ty ch w ażone b y w a ją złe i dobre
cz y n y człow ieka po zgonie. Św. M ichał p rzeznaczony jest do tego.
Z darzyło się — m ówi p o d an ie — że niejaki człowiek z kup czen ia
chlebem, b o g a ty , odwoził na t a r g p e łn y wóz b o c h n ó w (b o c h en
k ó w chleba). S p o tk a ł g o dziad i p ro sił o jałm użnę, ale nic nie wyprosił. D r o g a b y ła błotna, na drodze w y b o je i dziury, a wóz za
p a d a ł i p rz e c h y la ł się tak, iż jeden b o c h e n e k sp ad ł do błota. P o
w ożącem u nie chciało się zejść z woza, więc zaw ołał na dziada:
w y c i ą g n i j s o b i e t e n c h l e b z b ł o t a , co też dziad uczynił.
G d y przyszło po śmierci do o b ra c h u n k u przeti Św. Michałem, nie
m iał ów b og ac z co położyć na w ag ę, a choć w grzechu ciężkim
I2) G ö th e’s sä m tlich e W erk e, t. 18. str. 16.
175
—
nie pom arł, bo nie k rzy w d ził bliźnich, to przecież ż a d n y ch nie miał
także zasług. A ż dziadow ina nadszedł i ów chleb, już nie z a b ło
c ony ale św iecący położył na w ag ę, —■ i za ten dar, b og ac z do
stąp ił zbaw ienia.
S i t o gwieździste widzi lud w ko nstelac y i zwanej w ł o
s a m i B e r o n i k i . Mickiewicz p o w ia d a : »przez o k rę g gw iaździ
stego sita« — B ó g przesiał ziarn ka żyta,
K i e d y je ,z n ieb a zrzucał d la A d a m a ojca
W y g n a n e g o zà g rz e c h y z rozkoszy o g r o jc a “.
Może być, że na L itw ie tak ie istnieje podanie, lecz ani w K r ó
lestwie polskiem, ani w G alicyi pom iędzy ludem p o d o b n e g o nie s p o
tkałem.
Sito znane ludowi, pochodzi od Trzech K ró li. S y p a li oni owies
tem sitem sw o im koniom , a zostawili go P a n u Jezusowi wraz z d a
rami, k tó re do niego p ow kładali. P o s łu g iw a ła się tem sitem M a tk a
B oska, a po w niebow zięciu zawiesiła je p o m ięd zy gw iazd y. B yło ono
znacznie większe, ale czarci w ażąc n a p ite k tj. pierw szą w ódkę, p o r
wali je, a b y o d w a r przecedzić — i prz y tej sposobności część sita
spaliła się. S\V. M a r e k odzy sk a ł znow u sprzęt z rą k szatańskich,
nie m ało się tłu k ąc po piekle — i zawiesił sito n a daw n em miejscu.
P ow szechnie też znan ą jest pom iędzy w ieśniakam i g ro m a d a
gwiazd, k tó rą n az y w ają K w o c z k a z k u r c z ę t a m i . U R u s in ó w
n az y w a się K u r y c z к a. M a to b y ć p o d a r u n e k od p astu szk a ofia
ro w a n y p rz y N arodzeniu P a ń s k ie m
- n astępn ie kw o czkę um ie
szczono p om iędzy gw iazdam i na p am iątkę.
W ó z D a w i d o w y — a w e d łu g astronom ii W o j s k i e g o :
W ó z a n i e l s k i — »na k tó ry m przed czasy jechał L u c y p e r, B o g a
g d y w z y w ał w zapasy« zapew nie także u L itw in ó w znatiy b y ć musi
w pow yższem znaczeniu. L u d ru ski i polski zna W ó z z e z ł a
m a n y m d y s z l e m — i w skazuje jako tak i k o n s te la c y ą W i e l
kiej Niedźwiedzicy.
N a wozie ty m — w e d łu g p o d a n ia — sýn b o g o b o jn y wiózł m atk ę
swoją, w ielką grzesznicę do piekła. C hry stu s P a n nie dopuścił je
d n a k tego, bo posłał archanioła, a b y za trz y m a ł zap am iętałego sy na
i pouczył, że dziecku nie p rz y sta ło sądzić i p o tę p ia ć rodziców. Za
nim archan ioł św ięty spra w ił poselstw o, sy n z m a tk ą pędząc k u
piekłu, ud erzył dyszlem o r ó g p i e r w s z e j b r a m y , złam ał go
w połow ie i t a k go widzieć m ożna teraz n a niebie. O św iecon y n a
stępnie przez p osła niebieskiego, sy n zaw sty dzo ny, k on ie odciął
—
176
—
i rozpuścił. P o te m o d b y w sz y p o k u tę w raz z m atk ą, d o stąp ił zba
wienia.
Smok
z o d y a k o wy,
W ą ż — lub w e d łu g M ickiewi
cza » R y b a , k tó ra L e w ia ta n się zowie« — żadna z ty c h nazw nie
jest znaną w astronom ii gm innej. N a miejscu węża lud w K ra k o w skiem, L u belskiem i S ando m ierskiem pokazuje S z n u r e k z g u
z a m i . P o d a n ie odnośne do tego szn urk a p o w iada, że m a tk a Św.
P io tr a (P iotro w a mać), p o tęp io n a za g rz ech y do piekła, g d y się do
wiedziała, iż jej sy n jest klucznikiem nieba, zaczęła w zyw ać go o w y
baw ienie. Św. P io tr w staw ił się za nią i w yp rosił łask ę Bożą. R z u
cił te d y m atce sznur, na k tó ry m p o ro b ił g u z y czyli węzły, a b y
w spinając się po nim, łatwiej się trzy m a ć mogła. In n e du szyczki
widząc . sposobność w y d o sta n ia się z m ąk piekielnych, czepiały się
do M atki Św. P io tra, a b y w spólnie z nią dostąpić zbawienia. O na
ob ruszyła się je d n a k i zazdrości pełn a rz e k ła : »Mnie sy n u P a n a
w y p ro s ił a nie was!« Szam ocząc się i strząsając dusze, p rzerw ała
sznur i w p a d ła jeszcze głębiej w ognie, z k ą d żaden głos do nieba
już nie dochodzi. P rz e rw a n a część sznura wisi na niebie, jeszcze
i w idać go z guzam i św iecącym i n ib y gw iazdy.
Znaną jest nakoniec pom iędzy
g m in em figura K r z y ż a .
L u d do tej figury zalicza pięć gw iazd drugiej wielkości, a wierzy,
że ich tam w przestrzeni więcej jest, lecz stają się w id o c z n e m i tylk o
w tedy, g d y C hrystus P a n krzyż ujmie w sw ą r ę k ę ; w tenczas jaśnieje
ca ły gwiazdam i. K i e d y S y n B o ży zasiądzie n a sąd ostateczny,
w te d y k rzy ż ten będzie trzy m a ł nib y berło. P rze d te m je d n a k krzyż
ogn iem spadnie na ziemię i spali w szystkie na niej g ó r y i zrobi
się J o z a f a t a d o l i n a , na której sąd się odbędzie. (P o w ia t g r ó
decki). S ą też ta c y na ziemi, k tó rz y wcale nie widzą figury krzyża,
szczególnie czarow niki i z a t r a c e ń c y .
T a k ie p odan io w e g w ia z d y k rą ż ą przed w zrokiem g m in u na
nocnem niebie. Są to ja k b y jaśniejsze o g n isk a e ta p o w e dla w y o
b raźn i ludowej i p ro m ienne w spom nienia je g o d u ch a ospałego. J a
kim spo so bem um ysł ta k n a p e łn io n y le g en d o w em światłem , cudami
boskiej wszechm ocy i p ra w d ą n a u k o b yczajow ych n a g le zanurzyć
się potrafi w g r u b y m ro k zabobonu, to isto tn ą stan ow i zagadkę.
P o znajm yż to k rólestw o czarnej wiary.
Już sam e sn y o g rz y b ach , wieśniaczki uw ażają za zapowiedź
nieszczęścia, »...sen mi przyszedł - w y rz e k a stara m a tk a nad chorą
có rką — ja k o b y m po lesie czystym chodząc, g rz y b k i brała. A n a
zbieraw szy fa rtu ch pełen, poczęłam je n a g rz ędac h sadzić — a wy-
-
177
—
sad/.i wszy — do dom u idę, aż patrzę w fa rtu ch u jeszcze jed en ostał
tak i m alu tki ; t a k się zaw róciłam do tej grzędy, żeby i te g o p rz y
ta m ty c h zostaw ić — i zasadziłam -go — na końcu.
M ów iłam ja sen b ab o m — a one rz e k ą : Nie dohodujesz się
ty dziatek — nie dohodujesz... B ialutk ie moje dziatki, cichutkie,
czyściutkie; ino — że pożyczone — do czasu — aż je złe moce
wezmą !« ‘)
W okolicach lesistych lud przy g rz y b o b ra n iu p rz estrze g a p e
w n y c h p ra w id eł za b o b onn ych , g d y w ieśn iac y .in n y ch wsi w y ś m ie w a ją
p o d o b n e p ra k ty k i, n azy w ając je »ni do czego«.
W L u belsk iem (koło T u ro b in a i T arn aw y ), zw ażają na to, a b y
idąc na g rz y b y , nie przeżegn ać się, ani modlić, bo h u b y p o c h o
w ają się pod ziemię.
T rz eb a się je d n a k koniecznie umyć. — N iek tó rz y ludzie wcale
g rz y b ó w znaleść nie m ogą, bo o n o ich omroczy, ta zniewidzi —
a śmiać się do nich b ę d ą ty lk o psiuki. (G a tu n ek trujący ch g rzybów .)
Najlepiej posyłać dzieci na g rz y b y , bo o n o nie m a żadnej do
nich mocy, c h y b a b y g r z y b y p ie k ły na ogniu w lesie, lub p o m ie
szali K o ź l a k i z K o z i e r o ż k a m i . — O w a n ijakiego rodzaju
figura baśni, k tó rą gm in określa przez O n o, jest n ieu ch w y tn e m
jakiem ś złem, p osiadającem tajem niczą siłę do szkodzenia ludziom ;
to złe m a je d n a k p ew n e zakreślone granice, po za któ rem i szko
dliwie działać nie może.
O brzęd g rz y b o b ra n ia w »P anu Tadeuszu« skre ślo n y jest przez
Mickiewicza bez przymieszki lu d o w y ch zabobonów , albow iem w p o e
macie lud nie bierze w g rz y b o b ra n iu udziału. M im ochodem ty lk o
wieszcz nasz nadm ienia, że lu dow e pieśni litew skie m ó w ią o g r z y
bach w ychodzących na w ojnę po d w odzą b o r o w i k a , k tó r e g o zowią
g rz y b ó w pułkowmikiem.
P od obn ej pieśni nie słyszałem nigdzie, ale istnieją po dania,
iż g rz y b y sam e um ieją śp iew ać i gw izd a ć — a niek ied y ca ły las
nap ełn ia ją tajem niczym gw a rem , piskiem i kwikiem . S ta w io n e dalej
w pieśniach litew skich b y w a ją L i s i c e , zw ane przez P o la k ó w
L i s z k a m i , a przez R u s in ó w T y s z k a m i . Twderdzą wieśniacy,
że je d w a r a z y z j e ś ć m o ż n a , ta k tru d n e do straw ienia,
choć. smaczne. S z a fran o w e g o są k o loru, ro s n ą na w a łk o w a ty c h
p ie ń k a c h z n a k ry c ie m przypłaszczonem , k tó re lud zowie g u z i
k i e m , D ru g i ich g a tu n e k , nieco jaśniejszej b a rw y , m a k ształt maP H ry w d a — p o w ie ś ć p rz e z M ary ę R o d z ie w iczó w n ę. W a rsz a w a 1891.
13
—
178
ły ch tulipanów , listki mięsiste, k a rb o w ane wierzchem. W g rz y b a c h tych
rzeczywiście n ig d y rob a ctw o się nie zalęgnie — i w e d łu g słów p o e ty :
»Godłem są p a n ie ń s tw a — bo czerw ich nie zjada
I dziwno, żaden ow ad n a nich nie usiada.«.
Istnieje jeszcze in n y g a tu n e k g rz y b ó w , k tó re wieśniaczki zowią
P a n n a m i . S ą b a r w y k a n a rk o w ej, k o ro n a ich tarc zo w a s fa łdow an a
bardzo, sym etry czn ie n ib y kry z y .
S ą to ostatnie g r z y b y przed
zimą. R o s n ą na p a g ó rk a c h piaskow ych, rzadkim m chem okry ty ch .
Z p o d pierw szego — ziemię p rzyprószającego śniegu, słom ianą sw ą
b a r w ą żółcieją k u p k a m i, n ib y m a to w a n e złoto.
Złośliwe to je d n a k g rz y b y , zaczarow ane jakieś wiedźmy, są
ow e P a n n y . — »P ew n e g o czasu p aro b c z a k już stateczny, zbierając
te b edki, spostrzegł, że mu rę k a n a g le zczerniała ja k smoła. Zalę
k n io n y rzucił w szystko i p o b ie g ł do domu. T a m o b k ład an o mu
rę k ę w a p n e m i tłuczonym i pająkam i, ale nic nie pom agało. B a b a le
k a r k a uznała, że to d o p u s t , k tó re g o tru d n o przem ódz za m a w ia
niem , dłoń n a p u c h ła i w p rzeciągu jednej d o b y p aro b c z a k umarł.«
(K rain a, w Opatow skiem ).
Szczególniejszem jest, iż. pierw szem i ostatniem og n iw em
w szeregu g rz y b ó w stan ow i rodzaj, żeński. N a czele stoją ta k zw ane
B a b k i , pierw szy owoc leśn y i p ierw io sn k i bo rów , — o statn ie są.
P a n n y , późnej jesieni dary. A jedn e i dru g ie uzy sk a ły złośliwe
przym ioty, n ib y o b y w a te ls tw o niezäszczytne w k rólestw ie guseł.
J a k ie zaś B a b k i w y rząd zają p s o ty kobietom , g d y sam e do lasu
idą, to p o z n a m y z n astęp nej skazki :
— » R a n k ie m w czesnym po pierw szy m deszczu w io sen nym w y
b ra ła się m łoda n iew iasta za grzyb am i. W lesie słych ać było jeszcze,
n ib y w rzaw ę p isk liw ą po za pniakam i, gdzie B a b k i rosły k upą.
P o d e s z c z u na w i o s n ę , to o n e się r o j ą j a k pszczoły.
G d y k o b ie ta B a b k ę urwała, zapaliła się jej ja s n y m płom ieniem
w rę k u — a inne szczezły pod p niakam i, w rzasn ąw szy ja k stado
gęsi. Cały ro k owej kobiecie ją trz y ła się ręka, aż dopiero znachor
ze wsi sąsiedniej zamówił jej oparzeliznę — a oraz odgadł, że idąc
do lasu, k o b ie ta b y ł a nieczysta, tj. nieumyta.«
Z ap aln e
ow e
B a b k i - g rz y b y ,
m ają k s z ta łty sto ż k ó w ; u
wierzchu ciem noszarem i k a rb a m i urozmaicone, łodyżki czyli nóżki
m ają d ługie i białe. D rz e w k a w z a b aw k a ch dla dzieci, ow e top olki
z w ió ro w y m liściem, są zupełnie p o d o b n e do B abek , n a d e r d elika
tn y c h i sm acznych.
(Dok. nast)
