15f46daa585094fb8abc3c7ac1da032d.pdf

Media

Part of Lud hrubieszowski/ Lud, 1895, t. 1

extracted text


157



' Bezsprzecznie je d n a k ekonom iczne p rz y ć z y n y b y ł y i są najsil niejszą p o b u d k ą w ty m kieru n k u , chociaż nie w y kluczają one w s p ó ł­
działania in ny ch czynników . W pierw szych latach ich życia, w y ż y ­
wienie dzieci jest bardzo łatw em , w k ró tc e stają się one pom o cą w
wszystkich p racach m ających na celu p ozy sk a n ie pożyw ienia.
W wielu w y p a d k a c h po w stanie »snochactwa« datuje się za­
p ew n e jeszcze z czasów, g d y w szystkie w ym ienione wyżej prz y czy ­
n y m o g ły b y ć czyn nem i; b y ć może jednak, że w wielu w y p a d k a c h ,
szczególnie jeżeli n a p o t y k a m y »snochactwo« u ludów stojących n a
w y ższym stop niu cywilizacyi p ow stanie teg o zw yczaju przełożyć
należy na okres późniejszy.
G d y bądź to zaprow adzenie chrześcijaństw a bądź to inne czyn
niki sp o w o d o w a ły przejście z ustroju p oligam iczn ego do m onogam ii,
i to do przym usow ej m onogam ii, w te d y »snochactwo« m ogło b y ć
środkiem do pozyskania, ch oćb y ty lk o jednej jeszcze żony, k t ó r a b y
coram publico t. j. w obec władz d u c h o w n y c h i świeckich, uchodziła
za synow ą.
A ze stro n y k o b ie ty p rz y czy n ą do zaw arcia zw iązków n iestoso­
w n y c h często co do w iek u m ogła b yć chęć zapew nienia sobie by tu .
»U K o m a n sz ó w dziew częta m łode często w ychodzą za s ta ry c h m ęż­
czyzn jeżeli p ew n e s ą , że b ęd ą m iały co jeść«.
P rz y c z y n y takich zw iązków istnieją i u społeczeństw , stojących
na najw yższym sto pn iu cywilizacyi. W innej nieco formie n a p o t y ­
k a m y k u p o w a n ie żon z tą róż nic ą, że ekonom iczny czy nn ik »pozy­
skan ia siły roboczej« nie g r a tu żadnej roli.
A d o lf Strzelecki.



---

LUD HRUBIESZOWSKI.*)
— i» -® -« —

1.
Jeżeli należysz, czytelniku, do rzędu ty c h ludzi, k tó rz y intere­
sują się w łasny m k rajem i lubią p ozn a w ać naocznie różne jeg o o k o ­
lice, i jeżeli w w ędrów ce swej zawadzisz także, o p ow iat h r u b i e ­
s z o w s k i , a będzie to latem , — to n iew ątpliw ie przeklniesz sw ą
p o d ró ż o m a n ię , a to dla wielu względów. N a p rzó d nic nie zobaczysz,
bo niep rz en ik n io n y wzrokiem ob ło k k u rz a w y otoczy cię ze wszech
*) O lu d zie h ru b ie sz o w s k im zo b . ta k ż e : K o lb e rg a C hełm skie.

A. St.



158



stron i będzie ci w iernie to w arzy szy ł przez cały ciąg po d ró ż y , p y ł
zapcha ci nozdrza, w kręci się w e w łosy, będzie cię piekł i dusił
w g ard le , z oczu łzy w yciśnie i ca łego w a rstw ą p o p ielatą okryje.
Jeżeli p odróż tw a p rz y p a d n ie n a jesień, to w p ra w d zie od kurzu
będziesz w olny, ale przekonasz się, ja k mało ma w dzięku jazda
n o g a za n o g ą , i ja k ie g o uczucia doznaje to n ą c y w trzęsawisku. A le
oto lekki m rozik osuszył z ie m ię , d ro g a za m arzn ięta i mniej więcej
g ład k a, zdaje ci się, że będziesz.jechał, j a k po stole — nieszczę­
śliwcze, nie łudź się, czeka cię d ro g a ja k najfatalniejsza, g d y ż błoto
bynajm niej nie w yschło, ty lk o s k o ru p ą tw a r d ą się p o k ry ło , k tó ra
ustępu jąc p o d ciężarem koni, nogi im będzie k aleczy ła i stanie się
z a p o rą , k tó r ą ko ła tw e g o w ó zka muszą p rz eży nać . . . J e d n e m s ł o ­
wem, d rog i h ru bieszo w sk ie m ożliwe są ty lko zim ą, g d y śnieg leży
a m róz trzym a, i latem po niew ielkim deszczu.
A je d n a k k ą t to ciek a w y ten p o w ia t hrubieszo wski ! Znajdziesz
tu lasy liściaste, a w nich sta re d ęby, g ra b y , jaw o ry , k lo n y i buki,
obo k gonnéj sosny, ś w ierk ó w i jodeł. W gąszczach k ry je się w ilk
drap ieżn y, dzik,, s a r n a -- nie m ów iąc już o lisach, bo rsu k a ch i z a ­
jącach ; możesz zapoznać się z susłem, co w zbożach szk o d y w y rz ą •
dza . . . P o la złocą się nieprzejrzanym i łanam i pszenicy, k tó rą tu
sieję p ra w ie w yłącznie ze w szystkich zbóż i w ieśniak i szlachcic ').
K ą t to c ie k a w y ! W a r t o go zwiedzić,
wadzi cośk olw iek o nim się dowiedzieć.

a przynajm niej nie za­

P o w i a t hrub ieszow ski leży w porzeczu Buga,. k tó ry m o dgro dził
się ze w sch odu od W o ły n ia , z p o łu d n ia p r z y p ie ra p ra w ie do. g r a ­
nicy galicyjskiej. P o B u g u najgłów niejszą rzeką p o w ia tu jest H uc z w a, p o c z y n ająca się w pow iecie Tom aszo w skim a w chodząca do
B u g u w e wschodniej okolicy H ru bieszo w a. Są jeszcze inne rzeczki
pomniejsze, ja k W o l i с a należąca już do porzecza W ieprzu, B u ­
k o w a , wreszcie S t r y h a n k a i W e ł n i ą n к a.
Żyw ioł miejski, oprócz sam ego H r u b i e s z o w a , czyli R ub i e s z o w r a, liczącego około 8200 m ie s z k a ń c ó w 2) (z ty ch większa p o ­
ło w a żydów) i p o siad ają ceg o 2 cerkw ie p raw o sław n e, kościół k a t o ­
licki, 2 s y n a g o g i m uro w ane, pro g im n az y u m , m ły n piarowy, w iatraki; —
re p rez en tu ją jeszcze d w a m iasteczka : D u b i e n k a (3.1.00'mk.) i H o ­
rodło (2300 mk.) oraz o s a d y : U c h a n i e , G r a b o w i e c (2700 mk.
*) „C h ełm sk ie i H ru b ie sz o w s k ie , lekkiem i
czarn o z ie m iu ,

n ie z w y k łą

z a le c ą

się g ru n tó w

w z g ó rz a m i wzdçtè-, a o p ie ra ją c e się n a

u r o d z a jn o ś c ią “ . K olberg, C hełm skie, L, 2.

2) C yfry w y jm u ję ze „ S ło w n ik a G e o g ra fic z n e g o “.



159



i K r y t ó w (2000 mk.). Oprócz tych, n ad H u c z w ą , ale już w p o ­
wiecie Tom aszow skim , na samej z H rubieszow skim g ran icy, leży
p am iętne k o n fe d e ra c y ą r. 1655, miasto T y s z o w c e 1).
Ludność, zwłaszcza wiejska, jest p ra w ie w yłącznie ruska, p rz e ­
ważnie w yz n an ia p r a w o s ł a w n e g o , daw niej u n ickieg o ; katolickie
i polskie są d w o ry i pò części miasta. Żydzi stan o w ią większą, p o ­
łow ę ludności, miejskiej, gdzie, ja k wszędzie, tru d n ią się g łów nie
han d lem lub niczem, t. j. wszystkiem . P om im o przepisów, z a b ra n ia ­
jących żydom osiedlania się. po wsiach, niem a wiosczyny, g dzieb y
ich kilku nie siedziało, b e z . ok reślonego zajęcia, a je d n a k żyjących
i wcale nie źle 2).
Od niejakiego czasu zaczęła n a p ły w a ć tu ludność z Galicyi.
B o g atsi n a b y w a ją folw ark i i p arcelują je m iędzy so b ą; ta c y k o lo ­
niści galicyjscy osiedli w W ojało w icach, J a n k a c h , P e ra ty n ie , J a r o ­
sławiu. Biedniejsi, a takich najwięcej, najm ują się na robocizny,
a k o n ten tu jąe się bardzo niskim zarobkiem , robią silną k o n k u re n c y ę
miejscowemu wieśniakow i.
Chłop hrubieszow ski jest rosły, dobrze zb u d o w a n y i nosi na
sobie w y b itn e cech y t y p u ru sk iego . P o w ied ziałb y m jest nie rzadko
p ięk ny, ale ob aw iam s ię , b y czytelnik nie przeniósł tej cech y i na
płeć że ń sk ą, bo ta, acz .pospolicie »piękną« zw ana, tu żadn ą m iarą
na ten ep itet nie zasługuje. Zresztą ze w zg lędu na p iękno ść ludu
dzielą H rubieszow skie na dw ie części: p ó łn o c n ą , a raczej północnow schodnią i południow ą. W pierwszej z ty ch części, (nadbużne o k o ­
lice D u b ien k i i H o ro d ła aż po Hrubieszów), k o b ie ty m ają b y ć ła ­
dniejsze i niepo zbaw io ne pew nej elegancyi.
T e n sam podział m ożna zachować, m ówiąc o ubiorze. N a pó ł
no cy dziew częta noszą k ró tk ie spódniczki k re to n o w e lub p e rk a lik o w e
w zorzyste i b a r w k r a s n y c h , n a n ogach trzewiki, o b u te na białe
pończochy ; n a w łosy z ob ciętą g rz y w k ą z wdziękiem zarzucają
chusteczkę , szyję zdobią k o ra le lub k o lo row e paciórki. S u k m a n a
szara, p rz e p a s a n a czerw ony m p ask iem z kutasam i, służy dla ob u płci ;
w zimie su k m an ę zastępuje kożuch, ella k o b ie t k r y t y i p o d b ity
b ia ły m b a ra n k ie m z siw ym kołnierzem , dla m ężczyzn nie k r y t y ;
n ad to w ieśniak z okolic H o ro d ła i D u b ie n k i nosi n a g łow ie w y s o k ą
k ucz m ę , k tó rą już zarzucił chłop z p o łudn io w ych okolic. N a p o ł u ­
dniu w modzie u k o b ie t są o b rzyd liw e m alo w an k i i zielone fa rtu c h y ,
’) Z ob. K olb erg , 1. c., I., str. 12 — 14. A. St.
2) Z ob. K o lb erg , Г., 39— 40; A. St.



160



i tu s u k m a n a jest zwierzchnim ubiorem zaró w no mężczyzn ja k kobiet;
sięgająca do kostek, z ty łu od p asa marszczona, w różn y ch wsiach
odróżnia się b a r w ą к ł a p c i ó w (klap), k tó re raz b y w a ją g r a n a ­
towe, to znów czerw one i t. d., oraz ko lo rem sznurka, k tó r y m jest
w yszyta. Często s u k m a n a m a p o d w ó jn e w yszycie d w u ko loró w : np.
czerw o neg o i niebieskiego, niebieskiego i żó łte g o ; z p rzod u zapina
się n a haftki, na k tó re rów n ież sp in an e są rę k a w y . K o ż u c h y w tej
części p o w ia tu i chłopi i b a b y noszą jed n ak o w e, nie k r y t e ; tylko
te ostatnie, a zwłaszcza dziew częta uży w ają n a w ierzch obcisłego
czerw o neg o pasa. B u t y z długiem i cholew am i s tan o w ią ob uw ie obu
płci i na w szystkie p o ry roku.
W sposobie zaw iązy w an ia ch u stek na g łow ie pan u je w ielka
rozmaitość. Nie ty lk o inaczej zawiązują je m ężatki (m o ł o d y c e,
b a b y ) , a inaczej dziew częta (d o n i e), ale k ażda wieś niem al czyni
to w o d rę b n y sposób. W szędzie je d n a k d o s trz e g a m y z a s a d ę , źe m ę ­
żatki za k ry w a ją jedy n ie w łosy, związując wierzch g ło w y , dziewczęta
zaś noszą chusteczki, p o d brodę. D ziewiczy w i n о к (wianek) nie o d ­
znacza się z b y tn ią pięk no ścią : sk ład a się on z k o łp a k o w a te g o n a ­
czółka i m asy r u t y lub b a rw in k u , p o w ty k a n e g o w e w łosy ; z ty łu
n a ra m io n a s p ad a ją b a r w n e b e n d y (wstęgi).
U b ió r po wsiach zresztą szy bko się m odyfikuje ; m oda, ro z p o ­
ściera i tu w szechw ładn e swe rządy. P rz e d k ilku dziesiątkam i lat
jeszcze chłopi tutejsi zw yczajem kozack im golili g ło w y ') dziś i w s p o ­
mnienie o tem zginęło ; dawniej w y s o k a kuczm a b a r a n ia zdaleka
ch a ra k te ry z o w a ła rusina, obecnie tu i ówdzie zaledwie widzieć się daje.
K o b i e t y nie t a k d aw n o zaczęły nosić k a fta n y , a n a odzież u żyw ać
p erk alik ó w i barch an ó w , a dziś nie znaleźć b a b y , k t ó r a b y w łasn e g o
w y ro b u s p ó dn icy chodziła. W okolicach m iasteczek w y ra ź n y po d
ty m w zględem daje się odczuw ać w p ły w m iast 2).
W s ie w H rub ieszo w skiem zdaleka w y g lą d a ją mniej lub więcej
regula rn ie, za g ro d y o b o k siebie, nie rozrzucone; często wieś ma
kształt p o d k o w y . A le g d y już się znajdziesz w jej obrębie, u derzy
cię zaraz b ra k wszelkiej s y m e try i w u g ru p o w a n iu do m ostw i b u d y n ­
ków . S a m a chata, raz mająca p o stać p o d łużn ego czw oroboku, d ru g i
raz u p o d s ta w y k w a d ra to w a , zw róconą b y w a do ulicy to frontem ,
to ścianą s z c z y to w ą , to w ęgłem . P rz y te m raz stoi p rz y s am ejŁdrodze,
‘) K o lb erg I., 16. w p rz y p isk u . A. St.
a) 0 u b io rze lu d u w H ru b ie sz o w s k ie m p o d a je K o lb erg (I., 43 — 67) nieco o d m ien n e
s z c z e g ó ły .

A. St.



161



k ry ją c po za sobą sto d o łę, chlew y, szopę itd., to znów sam a poza
tyłam i tychże się chowa. O in n y ch zabud o w an iac h g o sp o d arsk ic h
m ożna powiedzieć to samo. Ś ciany chat b u d u ją z desek osadzanych
na mech, ale k ie d y n iek ied y m ożna spotkać chałupę z o k rą g la k ó w .
Zew nątrz chata, b y w a bielona, chociaż nie zawsze ze w szy stkich
stron, często ogran iczają się na d w u ścianach w idzialnych od drogi.
W s z y s tk ie b u d y n k i k ry ją słom ą; stodoły, chlew ki i inne z a b u d o w a ­
nia g o sp o d arsk ie mają nie rzadko Ściany plecione z chrustu i obie
piane błotem ; p ło t ch ru ścieny ok ala całe obejście. T u i ówdzie
przed ch a tą znajduje się m aleńki o g ró d e k , w k tó ry m g'ospodyni lub
dziew czyna dorosła sieje słonecznik, ja sk ra w e maki, r u t ę , kasztelanki,
barw inek, zimowe ziele itd.
P on ie w aż zazwyczaj je d n a ty lk o połow a c h a ty jest zamieszkałą,
a d r u g a jest spiżarnią i składem różnych rupieci, przeto na zimę
» o p a t r u j ą « ty lk o część m ieszkalną. W odległości i lub i 'g sto p y
od ściany wbijają ró w n o le g łe tyki, sięgające strzechy, i przestrzeń
mrędzy ścianą a ty k a m i w y p e łn ia ją chrustem , mchem, g roc h o w in am i
lub słomą. T a k »opatrzona« c h a łu p a zdala m a pozór jak ie g o ś grzyw iasteg o p o tw o ra , zwłaszcza o zmierzchu, k ied y ośw ietlone o k ien ka
w y d a ją się ślepiami, błyszczącemi pośród kudłów . Á le w ejdźm y do
chaty. W idzim y dużą i z b ę , w której po lewej (najczęściej) stronie
znajduje się kom in albo n aw et i k u ch n ia a n g ielsk a z blacham i. Naw p rost drzwi, po d oknem — stół, doko ła ścian ławy. P o prawej
Stronie, naprzeciw k o m in a półki lub sza fk a na g arnk i. N a ścianach
m nóstw o pochyło pozaw ieszan ych obrazów , p rz ed staw iając y ch św ię­
tych, zawsze pulch nych i rum ianych, g d y ż b la d e g o św iętego chłop
hrubieszow ski zadarm o n a w e t nie weźmie. R u m ia n o ś ć oblicza, w e ­
d łu g niego, zawsze chodzi w parze ze świętością. O p o w ia d an o mi
o zm artw ieniu pewnej wieśniaczki, której M a tk a B o sk a straciła po
niejakimś czasie żyw e rum ieńce, jak ie ją zdobiły w chwili nabycia.
O b razy ubierają g o s p o d y n ie w k w ia tk i i zioła.
D o spania dla g o sp o d a rz y (bo p a r o b c y i w o g óle służba śpi
na piecu lub za piecem) służyły dawniej t. zw. p a ł a t k i , t. j. p o ­
m ost z desek, o p a r ty na czterech w b ity c h w ziemię rososzkach ;
deski p r z y k ry w a n o na noc g roch o w in am i — i pościel b yłk g o to w a .
Dziś już p a ł a t k i są rzadkie, i n a p o ty k a ją się w y ją tk o w o u bard zo
bied n y ch ; zasobniejsi uży w ają łóżek ’). Ś c ia n y w izbie bielone, ty lk o
po n a d ła w ą zostaw ia wielu do pewnej w y sok ości gołe deski, a b y
') Zob. Kolberg, I., 57.

11



162



usiadłszy, plecó w w a p n em nie p o w a la ć ; ta część niebielona b y w a
m ytą. Zwyczaj ten najbardziej zachow uje się w północno-w schodniej
części p o w ia tu i u t o w a r y s z ó w, t. j. ch ło p ó w osiadłych we
wsiach, w c hod zących n ieg d y ś w sk ład stworzoneg'o przez S taszyca
T o w a rz y s tw a hrubieszow skiego. I urządzenie izby tam bardziej
p o rządne : u zamożniejszych zawsze znajduje się s z a fk a oszklona,
na k tó rej p ó łk a c h w idać pięk nie p o u s ta w ia n e talerze, szklanki itp.
p rz ed m io ty »zbytkow ne«. D o d o b re g o to n u należy o b o k półki
z g a r n k a m i zaw ieszać rzędem n a g w oź d ziach m alow ane k u b k i, d z b a ­
nuszki kwieciste, uderzające jask ra w o ścią barw . P o d o b n ie ja k pole
szucy grodzieńscy, m alują w ieśniacy z okolic H o ro d ła i D ub ien k i
f u t r y n y u okien na niebiesko i czerwono, czego na p o łu d n iu p o w ia tu
nigdzie nie widać.
O b o k naz w isk a ro d o w e g o k a ż d y chłop p ra w ie m a jak ieś p rz e ­
zwisko, k tó re niek ied y i dzieciom w s p a d k u się dostaje i ty m s a ­
m y m w nazw isko się przem ienia. Oto niek tó re z ty c h nazw isk ;
H a p o n , Gadaj, M irczuk, P ie tru ch , S iw ak, G u ra k , H ul, D u d a , M iel­
nik, Nazar, S aluk, B u lb ak , S ere da, K ra w c z u k , B ara n , P a w ło ś C ho­
ma, P a n a s iu k , S am u lak , Mielniczuk, P a n e k , Skoć, K o w a lc z u k , Najbuk, K o z y ra , B iniak, S obczuk, H łyń sk i, D rala, T u p a k , Sadło, P an iu ś,
G ard jan , W e ły c z k a , W r o n a , Gwóźdź, S y n iu k i t d. Z przezw isk
świeżo n a d a n y c h zn a m : K u rn ij, К uszny l, B ekas, B e n e d y k . . . G d y
z a p y ta m y w ieśn iak a o nazwisko, odpow ie, że »z ojca p i s z e s i
np. Nazar, Curaj P r o ń . . .« k ie d y tym czasem t a k z a g a d n ię ty g ó ra l
tatrz ań sk i od pow iad a, że » w o ł a s i ę « ta k i tak . Najczęściej,.spoty­
k a n e im iona chrzestne s ą : I w a n ,'S t e f a n , C hw ędko, Andrij, W a s y l,
H ry ć , Siemion, H n a t, T y m k o , D aniło, Ł u k a, Ilko, F ilip, A ntoni,
Michał, P ro k o p , M atwij, P io tr, Osip, Ja k im , Mikołaj, S em k o ;
z imion żeńskich: H a n n a , K a ta r y n a , H a p k a , Zofia, T a ty ja n a , T eresa,
d o r y s z k a , M ary na, M ałaszka, T ek la , P a ra s k a .

II.
Dzięki wielkiej w ydajno ści ziemi, k tó ra s tosunk ow o nie wiele
w y m a g a p racy , zamożność ludu jest tu większa, niż w i n n y c h , o k o ­
licach kraju. M a się rozumieć, że i tu j a k wszędzie, są b o g a ts i
i biedniejsi, ale nędzarzy p ra w ie niema, bo ta c y n aw et, k tó rz y
więcej n ad m ó rg o g ro d u p rz y chacie nie p o sia d a ją , żyją jako -ta k o ,
prz y n ra cy , najm ując się n a robocizny. T o ż samo k om ornicy. Co
do obszaru p o jedy ńczych własności chłopskich, to przyb liżo ne wy-

163



obrażenie o tem d a n astęp u ją cy w y ka z z tabeli likw idacyjnej wsi
M odrynia. W chwili uwłaszczenia na 62 go spo d arzy , by ło p o ­
siadających
od
i —
3 m o rg ó w
31, czyli 5o°/0
1 2 — 15

15I, czyli około 15%
»

22

:2 5

з?

25

»

»

3 5 lo

Dziś stosu nek ten nieco inaczej się przedstaw ia. Najliczniejszą
pozostała własność pierwszej k a te g o ry i, po niej najwięcej włościan,
m ających od 1 0 — 15 m orgów , za nimi id ą , posiadający 20 — 25
m org ów i po w stała czw arta k a te g o r y a , włościan, m ający ch p o n a d
30 m o rg ó w ziemi.
C h a ra k te ry sty czn e m jest, że we wsiach, w chodzących n ie g d y
w skład d ó br H rubieszow skich, w k tó ry c h uwłaszczenie do ko nane
zostało przez S taszica (Dziekanów, S zpikołosy, W o lica , Czerniczyn,
C zerniczynek i inne), ziemia niedłu go się u trzy m a ła w rę k u u w łasz­
czonych i w m niem aniu, że m o g ą p ra co w ać mniej, niż o d ra b ia ­
ją c y pańszczyznę sąsiedzi, oddali się próżniactw u, — i ziemia p rz e­
szła w obce r ę c e 1).
J a k o najem nik mężczyzna d oro sły w lecie zarabia około 30 kop.,
w jesieni i zimie około 20; k o b ie ta lub w yro stek, w lecie zarabia
1 0 - 25 kop ., zimą zaledw ie y 1^ - - 15, albo jeszcze mniej. P ła c a ta
byłaby- w y ż s z ą , g d y b y nie k o n k u re n c y a najem n ikó w galicyjskich,
k tó rz y p rz y w y k łs z y w »ojczyźnie nędzy * do nadzwyczaj oszczędne­
go życia, g o dzą się »za psie pieniądze«. S tą d pochodzi n a w e t nie­
chęć, j a k ą lud hrubieszow ski żywi ku p rz y b y szo m z za kordonu.
Zdarza s i ę , że z w iosną chłopi zabierają się w g ro m a d k i po
10— 15 ludzi i w ędru ją po wsiach i m iasteczkach, najm ując się do
rą b a n ia sąg ów , do b u dow li chat i t. p. T a c y mają nieraz zaro bk i
wcale nie złe, dochodzące do 75 kop. dziennie.
T a k zw. przem ysłu w łościańskiego niem a zgoła, gdzieniegd zie
ty lk o zajmują się w y p la ta n ie m k o s z y k ó w i k obiałek, a jeżeli znaj­
dują się po wsiach rzemieślnicy, j a k b ednarze, k o w a le , stelm achy,
tkacze, to ci p ro d u k u ją w y łącznie na p o trze b y wsi. P łó tn a w dom u
4 „ Z a rz ą d ó w a u s try a c k ic h

k tó ry s z la c h e tn ą w ie d z io n y m y ślą

nabyt

s ta ro s tw o

h ru b ie sz o w s k ie

u c h y le n ia p o d d a ń s tw a

S ta n isła w

d a ł in ic y a ty w ę

S taszic,

w u w o ln ie n iu

w ło ś c ia n i ca łe te d o b ra z a p is a ł n a g m inę t j. n a ich i m ie sz c z a n h ru b ie sz o w s k ic h k o ­
rz y ść , z obow dązkiem z a w ią z a n ia to w a r z y s tw a ro ln ic zeg o h ru b ie sz o w s k ie g o dla d o s k o ­
n a le n ia ro ln ic tw a i p rz e m y słu , o ra z
p r z y s z ło d o sk u tk u , ja k

z a ło ż e n ia

n a jp o m y śln ie js z e

k ilk u

p rz y n io s ło

in sty tu cy j d o b ro c z y n n y c h ,
o w o ce i d o b ro b y t

ich

co g d y
u s ta liło “ .

K olberg, I, 12. A. St.



164

-

b a b y nie ro b ią ; len i k o n o p ie p rz ęd ą w czasie długich zim owych
wieczorów, ale nici od dają do tkaczy. Zresztą g o s p o d y n ie i t a k
więcej m ają do ro b o ty , niż ich mężowie. U biedniejszych zwłaszcza
k o b ie ty zamęczają się p r a c ą , g d y ż n ie ty lk o same muszą się trudn ić
g o s p o d arstw e m dom owem , o b o r ą , chlewem, — ale n adto najm ują
się do ro b ó t w p o lu ; d o dajm y do te g o tr u d y m acierzyństw a, a nie
zdziwi nas, źe k o b ie ty króciej zazwyczaj żyją od sw ych mężów. Do
go spo darza, a j a k g o żona n a z y w a c z o ł o w i k a należy jed y n ie g o ­
sp o d arstw o rolne, obsłużenie koni, k tó ry c h k a ż d y s ta ra się mieć
j a k najwięcej, choć lich ych i nie silnych, — a dużo w o ln eg o czasu,
k t ó r y m u od ty ch zajęć zbyw a, o b ra ca n a p o g a d a n k ę w karczm ie
lub, co najwięcej, n a w y ró b beczek ze słomy, szytych p rę ta m i łozo
wym i. W y j ą t k o w o ty lk o , g d y kob ieta z b y t często w ó d k ą się zalewa,
mąż w obawie, b y p o ło w ica nie opróżniła spiżarni, -7 bó pieniądze
są zawsze w rę k u g o spo darza, (naw et zarobione przez żonę n a robociźnie do niego należą) — pilnuje sam g o s p o d a r stw a d om o w eg o
i żonie k ru p y , m ą k ę , słoninę w y d z ie la 1).
S tr a w ę g o s p o d y n i g o tu je d w a ra z y dziennie : raz p rz y g o to w u je
ś n iad anie i o biad jednocześnie, (bo p o t r a w y na śn iadan ie u g o to w a n e
służą tak że i n a p o ł u d e ń), d ru g i raz — wieczerzę. Najczęściej
g o tu ją następ u ją ce p o traw y .
N a śn iadanie i o biad:
1) Barszcz z chlebem i j u s z k a (k ru pn ik);
2) j uszka i k a p u s ta ;
3) barszcz i p y r o h i ;
4) k a p u ś n ia k i p iro g i ;
5) k asza ja g la n a i kluski.
Oprócz teg o codziennie ziemniaki, na śniadanie pieczone (tak
przyrządzone nie p otrzebują okrasy), na obiad g o to w a n e i o b ie ra n e .2)
W iec zerza sk ład a się albo 1) z zacierki, albo 2) z j u s z k i
k a r t o f l a n e j (zupa kartoflana), albo 3) z j u s z k i in nego r o ­
dzaju. I znow u ziem niaki pieczone.
h 0 g o s p o d a rs tw ie s z c z e g ó ły p o d a je K olberg, I, 91. A. St.
2)

Z ob. K olberg, I, 57. „ L u d od H ru b ie s z o w a n ie m a w s trę tu do je d z e n ia lub p icia

z n a c z y n ia , z k tó re g o ja d ło i p iło b y d ło ro g a te ;

ozuje zttś o b rz y d z e n ie de tak ic h ż e n a ­

c z y ń p o p sa c h , św in ia c h , k o n ia c h i in n y c h z w ie rz ę ta c h . W s trę t m a ró w n ie ż do z d z ie ra n ia
s k ó ry z p a d ły c h

k o n i i w szelk iej

p a d lin y , a n a w e t

n e g o ja d ła (o so b liw ie z je d n e j m iski) czło w iek a,
s k ó r ę “ . T am że, z o b . tak że, str. 57 — 67.

niech ętn ie

p rz y p u s z c z a do w s p ó l­

k tó ry n ie d a w n o z d z ie ra ł ze z w ie rz ę c ia



165



P iją tak że s e r w a t k ę , jedzą ser, śledzie ; do p ie ro g ó w u ż y w a ­
nej t. zw. m ą c z k i z twTaro g u . Zw yczajną p rz e k ą s k ą po wódce
jest chleb z cebu ią lub czosnkiem. A p ro pos w ó d k i muszę w y ­
znać, H rubieszow ianie. piją jej dużo, uw ażając ją jak o rzecz n ie­
zb ę d n ą , ale poniew aż g ło w y m ają tęgie, przeto pijaków , o dchod zą­
cych od przytom ności, niewielu. S łyszałem ty lk o o jednej wsi, k t ó ­
rej m ieszkańcy m ają sław ę pijaków. W ó d k a u w a żan a jest także
jako skuteczne lekarstw o przeciw m nogim chorobom i p rz y p a d ło ­
ściom ; nied o m ag a ją cy m i położnicom dają w ódki, śledzia i cebuli
»żeby w ygryzło« — i zdarza się, że ten t r ó j m e d y k a m e n t
w y g r y z a biedaków . . . na ta m te n świat.
K i e d y już m o w a o chorobach, w spo m nijm y i o znachorach.
L eka rzo w i chłop nie wierzy, niem a doń zaufania, opierając się na
argum encie, że » d o k t o r n i c n i e z n a j e « . S m u tn e to, ale
zdaje mi się, że nie po stronie ch ło p a jest cała w in a ; nasi lekarze
nie um ieją czy nie chcą zniżyć się do pojęć ludu i z b y t i m p o ­
n u j ą w ieśniakow i, k t ó r y nieraz i nie śmie trudzić »takiego pana« —
z drugiej stro ny , stanow czo chłop b y się zrujnował, g d y b y
przez czas dłuższy m usiał k u p o w a ć dro g ie le k a rs tw a w aptece, j a ­
kie m u »pan doktor« zajDisze. Z w raca się więc do znachora lub
znachorki, k tó ra m u c h o r o b y po łacinie nie będzie nazyw ała, ani do
a p te k i nie pośle, jeno albo z a ż e g n a , albo da co na w y g r y ­
z i e n i e — i b a s t a 1). S ły n n ą z n a ch o rk ą w H ru bieszów skiem jest
b a b a z P ereso łow ic (w ok olicy G rabow ca), a także p ew ien żyd
w U ściłu gu . Ż y d ek ów dziecko, m ające ko n w u lsy e, leczył w ten
sposób, że roz top iw sz y p ó ł fu n ta w osku , w y la ł n a g le nad b ie d a ­
ctwem, żeby ( j a k , objaśnił m atce m aleństw a) p e r e s t r a s z y ł o ś .
W ie ś n ia k hrubieszow ski jest — j a k k a ż d y in n y — wielce przesądn y,
w sny święcie w ierzy ; to też, g d y bab ie się przyśni, że ten lub
ów ch ło p a jej albo ją sam ą może wyleczyć, po czytuje to za ob ja­
wienie boskie, udaje się do »objawionego« lekarza, k t ó r y ani p o ­
jęcia o leczeniu niema, i zmusza go, b y jej co kolw iek polecił w y ­
k o n a ć ; co ? — to jej w szy stk o jedno, bo wierzy, że k a ż d y środek,
b y le od przyśnionej oso by pochodził, niem oc w m i g u le c z y 2).
Z p o śró d w szystkich przesądów , n ajciekaw szym jest w iara
w d yabła. S łow iański czart, bies złym nie jest, je s t co najw iększa
złośliwym, zresztą pełni zawsze obow iązki w y k o n a w c y spraw iedłi») Z o b . K o lb erg , I, 33, II, 2 0 1 - 2 1 3 .
2) P rz e p o w ie d n ie ze sn ó w , zob. K o lb erg , II, 2 0 0 -^ 2 0 1 .



166

-

w y c h w y ro k ó w B o g a. K u si, bo ty m sposobem w y s ta w ia cnotę na
p r ó b ę , ale k to z p r ó b y w yjdzie zwyciezko, tem u nic złego nie czy­
ni. N a w e t od p o k u s y — w e d łu g m niem ania rusina hrubieszowskie-'
g o — zabezpieczyć się można, trzeba ty lk o położyć k rz y ż y k p o ­
św ięc o n y na l e w e m ram ieniu, bo ty lk o od tej stro n y z ł e ma
p rz y stę p do człow ieka (przy p r a w y m b o k u stoi anioł). D y a b ę ł może
p rz y b ie ra ć różne postaci ; — k to chce go p o d w łaściw ą jeg o p o ­
stacią zobaczyć, niech w y w ie rci dziurę we drzw iach karczm y, o tw ór
sęczkiem zabije: spo jrza w szy przezeń do w nętrza, ujrzy »czarną p o ­
tw orę« z p ro s ty m i ro g a m i na giowie, og o n em z ty łu i k n u t e m
w ręku. W chacie d y a b ła nie ujrzysz, bo ś w ięty ch obrazów się l ę k a ’).
P o d w zględem religijnym , chłop hrubieszow ski odznacza się
in deferen tyzm em , o cźem i ks. L ik o w sk i w sw y ch »Dziejach k o ­
ścioła unickiego« w spom ina. L u d w ierzy w B o g a , m odli się do
krz y ża, bez w zg lęd u na to, ja k ie g o on kształtu, obwiesza go czę­
ściami u b ra n ia chorych, zwłaszcza fartuszkam i dzieci, k tó re ma
nadzieję w ten sposób uzdrowić lub od nieszczęścia zachow ać — boi
się n ad to o g n ia p iek ielnego, ale jest to w iara p o w ierzch ow n a, nie
przeszła w organizm , w k re w te g o ludu, i w życiu p ra k ty c z n e m
chłop jest n ajko m letniejszym m aterjalistą.
O własności m a ' on wcale o ry g in a ln e pojęcie. N ajw iększym
grzechem przeciw własności jest kradzież pierza. P ierze nie zużyw a
się prędk o, może służyć p aru n a w e t pokoleniom , więc kradzież
pierza jest grzechem śm iertelnym . U k ra ść pieniądze jest grzechem,
ale nieco od p o p rz e d n ie g o mniejszym : m ożna w pra w d zie za nie n a ­
b y ć rzeczy trw ałe, ale z drugiej stro n y m o g ą także i rozejść się
rych ło, ta k że śladu z nich nie zostanie. Złodziej, co sąsiadowi
sw em u u k ra d ł pieniądze, nie ś ciąg a n a siebie ta k w ielkiego o b u ­
rzenia, ja k b ab a , co kum ie h ł a d y s z k ę z pierzem zabrała. A już co
do k radzieży ja b ł k a w ogrodzie, drzfewa w lesie chłop sk ru p u łu
w cale sobie nie robi, a od p rz estęp stw teg o rodzaju p ow strzym uje
go jedy n ie o b a w a odpowiedzialności p rzed praw em . J a b łk o się zje,
drzewo się spali, a zresztą (rozumuje sobie), czy to nie n a tu ra p o ­
u m ieszczała j a b łk a n a drzewie bez w spółudziału właściciela? a drze­
w o w lesie czy właściciel s a d z ił ? .. . W p r a w d z ie ten sam chłop,
g d y zostanie właścicielem k a w a łk a ziemi lub lasu, rozumuje inaczej,
zasady etyczne u stę p u ją m iejsca w zględom eg o istycznym , czatuje
n a szko dnika i s k arży go do sądu, albo sam d oraźną spraw iedli­
>) Zob. Kolberg, II, 1 2 8 -1 3 6 .



167



wość wym ierza,... S to p ie ń zamożności p o k rz y w d zo n eg o także w inę
zmniejsza lub p o w ięk sz a: u k ra ść co dziedzicowi, p a n u — to grzech
o wiele mniejszy, niźli p o k rz y w d zen ie takiego , na k tó re g o d o b ro ­
b y cie szk o d a w dotk liw y sposób się odbije. W id z im y zatem, że
z p u n k t u w idzenia ludu, rzecz, b ęd ą ca w p osiad aniu czyjemś, jest
0 ty le je g o w łasno ścią, o ile p rzy czyn ił się on do jej w y p r o d u k o ­
wania, i kradzież tem większem będzie przestępstw em : i) im bardziej
szkoda odbije się na o g ó ln y m d o b ro b y c ie p o szk o d o w a n eg o i 2) im
w iększą trwTałość p o siad a rzecz przywłaszczona.
Co się ty c z y t. zw. m oralności w pospolitém teg o słow a zna­
czeniu, to p o d o b n o ć nigdzie u ludu nie jest ona zbytnio wysoką.
P a ro b c y w cale nie robią sobie s k ru p u łu z w s tęp o w a n iem w niele­
g a ln e związki płciowe, a i cn o ta dziewcząt nie jest »murowana«.
S tą d te o statn ie dość często zostają m atkam i, pom imo, że z takim i
p a r o b c y nie chętnie się ż e n i ą , w yjąw szy, g d y k tó r a odznacza się
w y ją tk o w ą u ro d ą lub znaczny p o s a g p o s i a d a 1). D aw niej p r a k t y k o ­
w ał się tu b a rb a rz y ń sk i zwyczaj w y p ra w ia n ia dziew czętom u p ad ły m
p e w n e g o rodzaju kociej m uzyki. "W yprow adzano nieb o g ę z c h a ty
1 p rz y zgiełku zgrai wiejskiej, k tó ra na d e lik w e n tk ę rzucała błoto
i kam ienie, wiedziono ją przez wieś do k rzyża ; tam zdejm ow ano
o sten tac yjnie . z g ło w y w i n о к — i w y m ierz ano k a rę cielesną.
Zwyczaj ten już dziś ustał zupełnie skutkiem su ro w y c h kar, w y znacza­
n y c h przez w ładze n a e g z e k u to ró w te g o obrzędu. W y p a d k i zabi­
jan ia n o w o n a ro d zo n y ch dzieci n ie p ra w y c h zdarzają się niezmiernie
rz adko d lateg o, że rodzice m atk i ch ę tn ie 4w y c h o w u ją ta k ie g o w nuka,
k t ó r y ty lk o przez k ilk a p ierw szych lat jest darm ozjadem i p o trz e ­
b u je .o p ie k i, a rychło przem ienia się w ro b o tn ik a i, począw szy od
s tan o w isk a gęsiopasa, aw an suje szybko, a p ła c y żadnej nie pobiera.
W ty m znaczeniu dzieci są w o g ó le u ludu uw ażan e jak o b ło g o s ła ­
w ieństw o boże. S ta łe pożycie m ałżeńskie bez ślubu kościelneg'0 też
się zdarza, ale p r a k ty k u je się przew ażnie przez osiadłych w śró d tu
tejszej ludności g aliey a n .
(Dok. nast.)

t) .K o lb erg , z a ś pow iada.:, „ S k o z a c z o n ą z w ła s z c z a u ro d z iw ą i p ra c o w itą p o j­
m ie najlep iej -we w si u w a ż a n y g o s p o d a rz , w d o w iec i t. d. Z ob. I, 24.

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.