f661c7a1dfdd8bbc88d343c85439a9f3.pdf

Media

Part of Rośliny w wierzeniach ludu : bez / Lud, 1895, t. 1

extracted text
— 119 —

w iara«, zw rot zn a n y zarów no w Polsce, ja k i na R u si. Czy zwrot
ten b y ł s to so w an y do Orm ian — nie umiem powiedzieć. N a P o k u ­
ciu znaną jest piosnka, stosująca je do cy g a n ó w .
Oj cyhane, cyhanoczku,
P esia tw o ja wina :
T w o ja źinka u seredu
S olo n y nu jita !
R zecz zajmująca, że w N om o k an o n ie K o teleriu sza pow iedziano,
iż, post A rc y b u rio n zachowują ói Ap/iivtm xai Кат&^иру.т (Orm ianie i
Cyg'anie, zwani także Zinzarami). Źe p ó ź n ie j,, w czasach u p a d k u d u ­
cha publiczn eg o w P olsce w s k u te k u p a d k u o św iaty i rozwielmożnienia się fan aty zm u w drugiej połow ie X V I I . i pierwszej połow ie
X V I I I . wieku, k ato licy stosow ali nazwę »psia wiara« do p r a w o ­
sław nych, a p ra w o sław n i do k a to lik ó w i żydów (Lach, żyd i s o b a ­
ka, to w ira o dnak aj — to fa k t zn a n y i w ielo krotnie o p łak an y . Może
wyjaśnienie, źródeł teg o b rz y d k ie g o d ocinka przyczyni się do p o d ­
niesienia nas w te jasne i czyste sfery tolerancy i i wyrozum iałości,
w k tó ry c h f a k ty p o d o b n e stają się niemożliwymi.
Dr. Iwan Franko.

R o ś lin y

w

w ie rz e n ia c h
ИЗ З З

lu d u .

IZ Ľ

L u d uw aża drzew a i k w ia ty jako ty lk o czasową cielesną osło ­
nę duszy, ja k o ty lk o dalsze miejsce, ty m c z a s o w e g o z a trzy m an ia się.
W i a r a w łączność duszy z roślim^, iden tyfiko w an ie obu ty c h w y ­
ra zó w jest t a k rozszerzonem, że w k ró tk o ści ty lk o w sp o m n ieć o tem
jest p ra w ie niem ożebnem , bo to m a te r y a ł n ad e r obfity i n a d e r
wdzięczny. K a ż d e p ra w ie drzewo jest dla w ieśn iak a n aszego n ie­
jak o św ią ty n ią , bo m ieszkaniem jak ie g o ś ducha, jakiejś tajemniczej
siły, k tó r a m u już to korzyść, już to szkodę przynośi. Z u szan ow a­
niem i czcią s p o g lą d a w ieśniak na k w ia ty i drzewa, bo mniema,
że one są m ieszkaniam i duchów , bo m niema, że w yrząd ziw szy ja k ą
szkodę drzewu, obrazi na się i ducha zamieszkającego je, k t ó r y nań
k a rę za to zesłać może. K a ż d e drzewm w zbudza w nim otu chę lub
bojaźń, stosow nie do teg'o, w jakie w y o b ra źn ia jego p rz y b ra ła je
p rz y m io ty , jakim i zaludniła duchami, d obry m i czy złymi.
D o szereg u drzew7 i krzew ów , k tó re bojaźnią przepełniają w ie­
śniaczą duszę, n ależy ow a p ię k n a ozdoba naszych ogrod ów , w o n n y
bez. D laczego p rz y p a d ł mu zaszczyt ten w udziale, iż g o m ieszka­

niem d u ch ów zrobiono, tru d n o wiedzieć, ale że lud w to wierzy,
liczne na to m am y d ow ody, P rz e d d w om a la ty pisarz ty ch w ie r­
szy miał s p o so b n o ść p rz e k o n a ć śię o istnieniu tej w iary. Л¥ dom u
rodziców jeg o (półn. wsch. G alicya, pow. rawski) robiono p ew n e
zm iany w ogrodzie k w ia to w y m , do czego użyto k ilk a dziewczyn
wiejskich. P rze sad za n o z jed n e g o miejsca na d ru g ie najrozmaitsze
k w ia ty i k rz e w y bez najmniejszej trudności, g d y przyszła jed n ak
kolej n a przesadzenie bzu, żadn a z ro b o tn ic uczynić teg o nie chciała.
Z a p y ta n e o p rz y c z y n ę o d p o w ia d a ły jed nog łośnie, > że bzu w y k o p y ­
w ać nie m o żn a, »bo b u de bida«, choć na p y tan ie, ja k a to m a b yć
ta »bida« i za co, o dpow iedzi dać nie umiały. G d y mimo to bez
w y k o p a n o i przesadzono i wieść o tem po wsi się rozeszła, tw ie r ­
dzono pow szechnie, że musi się na tem obejściu zdarzyć jakiś w y ­
p ad e k , i g d y w k ilk a dni w istocie p ad ło bj^d lę, w szy scy jako
p rz y c z y n ę teg o w y p a d k u p o d a w a li w y k o p a n ie bzu. Mimo skrzę­
tn e g o w y p y t y w a n ia za przyczy ną, dlaczego bzu w y k o p y w a ć nie
można, nic w tej stronie dowiedzieć się nie m ogłem ; m ów iono mi
ty lk o , że już z dziada p ra d ziad a k rą ż y m iędzy nimi podanie, że
w y k o p y w a n ie bzu zawsze nieszczęście sprow adza.
W in nych okolicach je d n a k , umie lud p odać p rz y c z y n ę , dla
k tórej bzu k o p a ć nie wolno. W e d ł u g G ustaw icza w całej okolicy
b ob reck iej rozpo w szec h n io n ą jest w iara, że bzu k orczow ać nie w o l­
no, g d y ż grozi niebezpiecznem i chorobam i, k tó re sp ro w a d za bies
w nim mieszkający. T u zrobiono więc bez siedzibą biesa, a ch o ro ­
b y i nieszczęście, k tó re sp ro w a d zać m a w y rą b a n ie bzu, jest niczem
innem ja k ty lk o zem stą d ucha zam ieszkującego go. N a Podolu,
P o k u c iu i U k ra in ie istnieje taż sam a w iara i tu za w y k o p a n ie bzu
nasy ła duch go zam ieszkujący na bezbożnika, śm iącego podnieść nań
siekierę, d ług oletn ie cho ro by, gościec, p araliż lub śmierć nawet.
W p e w n y c h okolicach znajdujem y o d m iany teg o zabobonu.
W okolicy L w o w a w olno bez kop ać, ale ty lk o do południa, p o ­
p ołu dniu ani g o tk n ą ć nie wolno; w tarn o p o lsk iem w olno go r ą ­
b ać ale ty lk o na p ło ty lub paliw o,
w lubelskiem na lekarstw o, a
w m ch ilew sk iem ty lk o do przystro je n ia ołtarzy.
O wierze tej, że bzu jak o siedziby d u cha rą b a ć nie można,
znajd ujem y zapiski już w najdaw niejszych czasach. Jakiś, zda się,
ew angielicki p a s to r w dziele swem p. n. : »von der Bockheiligungder Litauer« w r. 1560 wydaneni, opow iad a, że L itw in i bzu b osk ą
cześć oddaw ali, drzewo jego jak o św ięte czcili, g"dyż wierzyli, że
p o d korzeniam i jeg o m ieszka b ó g P u s k a j t i s w raz z p o d w ł a d n y ­

— 121 -

mi m u ducham i »parstukam i i m arkopolam i«. P od bzem składali
L itw ini chłeb, alus i inne p o tra w y i n apoje na ofiarę Puskajtisow i
i zanosili doń m odły, a b y posłał do stodół ich parstu k ó w , k tó re
z e b ra n y p lon p om nażać miały. P o złożeniu tej ofiary i od pra w ien iu
m odłów, s taw ian o jadło i n a p ite k po stodołach dla p arstu k ó w , a
g d y n ad ra n em wiele z zastaw iony ch p o tra w uby ło, cieszono się
nad zieją, że P usk ajtis próśb ich w ysłu chał i w ysłał p a r s tu k ó w do
pom no żenia plonów.
H a rtk n o c h ró w nież o wierze tej w sp om ina pisząc: sub sambucco etiam déos’ h ab itare credidit coeca P ru ssaru m gens, sed et
nostris tem p o rib u s quibusdam in locis v a n a haec persuasio m entes
h om in um occu pav it u t cred an t sub saťnbucco m orari hom únculos
illos subterráneos. (Ślepy lud pruski wierzył, że poci bzem mieszkają
b og ow ie, lecz i w naszych czasach istnieje m iędzy ludem wiara,
że p o d bzem podziem ne człowieczki mieszkają).
Zrobiwszy bez m ieszkaniem duchów , zidentyfikow ał go n a s tę ­
pnie lu d z duchem g o zamieszkującym , zrobił go ciałem ducha,
złączył życie ducha z życiem drzewa, śmierć drzew a m iała b y ć i
śmiercią ducha. Zm uszony n iek ied y bez w y ciąć w ieśniak, prosił go
p rzed tem o pozw olenie i wierzył, że m odlitw a do drzew a u w alnia
g o n astępnie od zem sty d uch a je zam ieszkującego i że tenże nie
ponosząc żadnej szkody, przenieść się może n a inną roślinę. G d y
k to bez w y c ią ł bez poprzedniej p ro ś b y o pozw olenie, zsyłał demon
bez zam ieszkujący na b ezbożnika najrozm aitsze słabości i trzeba do­
piero b y ło składać bzu liczne ofiar}’, prosić g'o o przebaczenie, p o ­
lew ać korzenie m lekiem, nim duch zagniervany się u d o b ru c h ał i
słabościom przez się zesłanym człow ieka opuścić kazał. W ia r a , że
w bzie duch mieszka, doszła ta k daleko, że n ie k tó rz y o bujniejszej
fa n tazy i widzieli naw et, ja k on opuszczał bez, sp a c e ro w ą ł po
wiosce, z a g lą d ał w o k n a izb, gdzie b a w iły się dzieci, a n astępnie
wróciwszy n a p o w ró t w k o rę bzu się przyodziewał.
J a k o m ieszkanie ducha, a więc na w p ó ł nad przyro dzo ny, obe­
cnością ducha p o d n iesio n y n ad inne rośliny, u ż y w a n y m b y ł bez
bard zo często jak o p o m o cn y w wielu nieszczęściach i chorobach.
On może, w ysław szy ze siebie duchy, sprow adzić na lud zarazę, lub
p o w o ław sz y d u c h y złe n ap ow rót, uw olnić go od niej. G d y na R u s i
w y b u c h n ie zaraza, k o b ie ty ze wsi oborują pola, śp iew ając prz y te m
pieśń następnej treści: »Z oceanu, z g łę b o k ieg o m o r z a ,w y s z ło d w a ­
naście bardzo b rz y d k ic h dziewic. D r o g a ich nie m ała prow adziła
przez strom e g ó ry , do trzech stary c h drzew bzow ych. »Przygo tuj-



1.22 -

cíe — rz e k ły oné do bzów — białe dębow e stoły, naostrzcie s t a l o ­
w e noże, podłóżcie o g n ia p o d k otły, gotujcie, zabijajcie, niszczcie
wszelkie życie ludzkie na tej ziemi«. B z y p rzyzw oliły życzeniom
sióstr d w u n a stu i o d tąd w szystkie istoty żyjące są na śmierć s k a ­
zane: »bo w tych k ip iątk ie m n ap e łn io n y c h kotłach, w ty m ogniu
nienasyconym , zgoreje wszelkie życie na ziemi«. Lecz litość prze­
jęła b zy stare i p o s ta n o w iły ocalić ró d ludzki od zag łady . »N aokół
k ipiących k o tłó w stoją trzy stare bzu drzew a i rzew ne piosn ki za■wodzą. Ś p ie w a ją o życiu, nucą i o śmierci, n ucą o całym ludzkim
rodzie. B zy stare użyczają długieg-o życia całej zierni, à śmierci
złej k re ślą d ł u g ą , bardzo d łu g ą drogę. B zy stare p rz y rz e k a ją ciągłe
życie całem u ro d o w i ludzi«.
N ie ty lk o je d n a k chroni bez od zaraz, w słabościach innych
rów nież jest on pom ocn ym . G d y zasłabnie dziecko niebezpiecznie
tak , że i p o ra d a »mądrej« nic mu nie p o m o g ła, wierzą wieśniaczki,
że dziecko m a suchoty, na k tó r ą to słabość jed en jest ty lk o środek.
Zanosi m ianow icie m a tk a chore dziecko p o d krzew roz k w itłe g o bzu,
a sam a p o w ra c a do dom u Д w y k o n y w a trzy ro b o ty , w czasie k t ó ­
ry c h o d m aw ia zalecone m odlitw y. Nie w olno jej przez cały ten
czas do n ik o g o ni słó w k a przem ówić, ani n a z a p y ta n ia o d p o ­
wiadać. P o w y k o n a n iu r o b ó t i odm ów ieniu pacierzy, bierze m a tk a
w yzdrow iałe dziecko i p rz y n o si do ch aty . G d y b y i ten śro d e k
dziecku nie p om ógł, są d z ą , że śm iertelnem i są już u dziecka te su ­
c h o ty i że nic już jeg o od śmierci nie w y b a w i, boć od śmierci nie
m a ra d y ni d o k to ra (Busk, R akoniew icze).
H e r b a t a z k w ia tó w b z o w y ch pow szechnie u ży w a n ą jest jako
śro d e k przeciw kaszlowi ; ból zębów i febrę m a on także leczyć.
Chce k to p o zbyć się bolu zębów, musi idąc w tył, w yjść z izby i
dojść do k rz a k u bzow ego. D oszedłszy doń ob ra ca się nagle, zdej­
m uje k o rę nie odcinając jej jedn ak, a z ta k oberw an ej g ałąz k i w y ­
cina kaw ałeczek drzew a, z k tó ry m znów w ty ł idąc p o w ra c a do
izby. T u zm ów iw szy pacierz p rzed obrazem M atki B. n a k łu w a b o lą c y
ząb w yciętem drzew em ta k długo, póki ono k rw ią się nie zabarwi.
U c zyniw szy to, w ra ca znów w ty ł idąc do k rzak u, w k ła d a w y ­
cięty k aw ałecz ek bzu w d aw n e miejsce, u k ła d a k o rę ta k j a k ona
pierw ej by ła, przyw iązu je ją n itk ą , a b y wcięcie prędzej się zrosło.
Jeśli k aw ałecz ek w y c ię ty n a p o w ró t z drzew em się zrośnie, to ból
zębów już n ig d y teg o choreg o nie nawiedzi. (Powszechnie na Rusij.
K o r a bzu rów nież pow szechnie jak o śro d e k lekarski u ży w an ą
b y ła. S k u tk i jej są dw ojakie a przęciw ne sobie, stosownie do tego,

ja k b y ła ona sk ro b a n ą z g ó r y n a dół, cz y -z dołu do góry. W s p o ­
m inają o ťem W ójcicki, 'Zieleniewski. S ie n n ik -w Zielniku sw ym
pisze (str. 373) »we dnie k o ra bzowa, g d y się na dół skrobie, dołem
w yw od zi w ilgoci wodne, a g ó rą s k ro b a n a wywodzi, przez wracanie.«.
Później p o w tó rz y ł to samo i S y r e n i u s z -(1566) dodaw szy, jeśli k to
chce stolcem i w ym iotam i ch orobę ciągnąć, te d y tę k o rę na dół i
k u g órze sk ro bać należy. W L ubelskiem u żyw ają skórki ze świeżo
u k o p a n e g o korzenia, sk ó rk a ta sk ro b a n a k u górze sp ra w ia w y m io ­
ty, n a dół rozwolnienie. W P ozn ańsk iem zbierają zeń także m iazdrę
i sk ro b ią po tem do g ó ry , o sk ro b in y te moczą w tęgiej w ódce i
piją n a kołtun. G ałązki z liśćmi i k w iatem k ła d ą na spodzie zasie­
k a jak o o chronę przeciw ko m yszom i wołkom. W Kieieekiem św ię­
cą go w dzień św. J a n a i ta k i bez w ło żon y na strzechę, chroni od
chorób, a z a tk a n y na śro dku pola, chroni je od n aw ałn ic i gradu.
E. Kolbiiszo'wski.
■—

L ud o w e n a z w y miejscowe
w powiecie Brzeskim w G&lieyi.

N iew ątp liw ie ciek a w y m p rzedm iotem b a d a ń są n az w y m iej­
scowości, w większej części przez lud stworzone, miejscowości n a ­
dane, a p ra w ie z a w s z e 'tr a fn ie ją charakteryzujące, lub w e . wdzięcz­
nej p am ią tc e przechow ujące jej dzieje' Dziw ić się nieraz trze ba nad
m istrzow skiem jedno sło w nem określeniem miejscowości lub stresz­
czeniem jej p am iątkow ej przeszłości. J a k b y w opoce, co prz etrw a
wieki, w y ry te w p a m ięc i ludu nazwisko, przem aw ia do nas w y ­
mowniej, niż dziesiątki słów, określających jej położenie, kształt,
^ у .....
wielkość, treść, b o g a c tw o lub ubóstw o, w o g ó le różne właściwości.
Je d n o słowo — nazw isko — schow ało w sobie najstarszą jej p rze­
szłość, dzieje jej po w stan ia i przeszło przez długi szereg pokoleń
niezm ienione ;.G.: całe. W y z ie ra z niego nieraz ta k jaw nie i szczerze
całe podanie, i e ktoś o b d arzo n y fantazyą z łatw o ścią m ó g łb y w y ­
snuć zeń leg en d o w ą opowieść, czego nie uczyni sum ienny badacz,
k t ó r y za p u k a do trą d y c y i ludu i zadowolili się cho ćby ty lk o najskąpszą wiadomością.
S ta rz y — to trzecie w g'óre pokolenie — piastują jeszcze t r ą ­
dy cy c , ra d z ib y ją może sy nom i w n u k o m przekazać, ale ci oboje-

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.