8f6a3150de07dd3ea0c3fa81661c73c3.pdf
Media
Part of Najnowsze prądy w ludoznawstwie/ Lud, 1895, t.1
- extracted text
-
ch aty, wejrzeć do jej w nętrza, p rz y p a trz y ć się jej m ieszkańcom, p o
znać ich życie a p rz ek o n a się,- że p o d tą szatą g r u b ą jest serce,
któ re' bije: silnem życiem, że ta n iby n iek ształtna m o w a ludu s tw o
rzyła' pieśni, o k tó ry c h głębo kjem znaczeniu napisał M ickiew icz
ow e p am iętn e słow a :
O pieśni g-minna, t y ark o przy m ierza
Między, starem i i now em i la ty !
u
W tobie lud ch ow a b ro ń sw eg o rycerza,
S w y c h myśli przędzę i sw ych uczuć kwiaty..
i
.
Ľ e d a k c i/a .
Najnowsze prądy w Indoznawstwie.
Qdozy.t
m ian y
na
p ierw sze m . Z g ro m a d z e n iu m iesięc zn em T o w a rz y s tw a lu d o z n a w c z e g o
d n ia 28. lu teg o b. r.
. . . S k o ro mnie p rz y p a d ł ten zaszczyt, że m am rozpocząć szereg
odczytów n a Zgrom adzeniach n au k o w y c h T o w a rz y s tw a ludoznaw czego,
u w ażałem , za .rzecz najstosowniejszą za te m a t teg o o d cz y tu obrać,
.nie. co innego, ja k sam e ludoznaw stw o. C hciałbym k ró tk iem i słow y
określić i , sch a ra k te ry z o w a ć tę gałąź, wiedzy, której u p ra w ia n ie m
J p ielęg n o w a n iem wszyscy zajm ować się p r a g n ie m y ; chciałbym, dać
bodaj p o bieżn y p o g lą d na jej treść i m etodę a raczej te ró żn oro dne
. .metody, którem i się po słu gu je ta n a u k a dla osiągnięcia sw ych celów.
W y r a z »lúdoznawstwo« (po niem iecku V olk sk u n d e, po a n g ie l
sk u folklore) oznacza w łaściw ie coś więcej, niż to, co stan o w i za
k re s naszej nauki. B oć p oznać lud, to znaczy poznać ludzi z a m ie
szkujących p ew ne te ry to ry u m , a więc poznać ich stan o b ec n y
i przeszły, ich właściwości .fizyczne i um ysłow e, ich in s ty tu c y e
i stan ekonom iczny, ich stosunki h a n d lo w e i związki um y słow e
z in nym i naro dam i ; a więc w zakres lu d o zn aw stw a w cho d ziły b y
,.i takie nauki, ja k h is to ry a p o lityczna i h is to ry a rozw oju in sty tu c y i,
h is to ry a n a u k i h is to ry a przem ysłu, wszystko, rozum ie się w za. kresie szczuplejszym, o ile dotyczy p e w n e g o d a n e g o narodu. Bez
kw estyi, że w ostateczn ych w y n ik a c h n aszych b a d a ń i dochodzeń
. lu d ozn aw stw o o p ie r a się o te n auk i i ze swej s tro n y uzu pe łn ia je
sw ym i rezultatam i.
Ze , w zg lę d ó w p r a k ty c z n y c h m usim y o graniczyć nieco zakres
lu d oznaw stw a i to przez ściślejsze określenie pojęcia ludu. Przez
..lud, nie. rozum iem y tu całej m asy zaludniającej d a n y kraj, lecz
ty lk o te niższe, w arstw y, k tó re stosunkow o najmniej u le g ły prze
m ianom cyw ilizacyjnym , najwięcej zachowały śladów daw niejszych
e p o k rozwoju. R o zu m ie się, ścisłej g ra n ic y p o p r o w a d z ić . tu. nie,
można, g d y ż ś lad y tego rodzaju, szczątkowe o bjaw y cyw ilizacyjne
s p o ty k a m y nieraz i u wyższych, w ykształceńszych klas,"ludowych;
a zresztą to, co jest dziś przedm iotem wierzeń, przeko nań i z w y
czajów ty ch wyższjmh w arstw, po jakim ś czasie może się .stać w ł a
snością w arstw niższych, a więc także przedm iotem ludoznaw stw a.
J a k widzimy, z tej s tro n y zakres ludo znaw stw a nie jest ściśle o k r e
ślony. B ąd ź co bądź je d n a k pam iętać należy, że m am y -tu do c z y
nienia z jedną częścią tej wielkiej, na w sk roś nowoczesnej nauki,
k tó r a się nazyw a history ą cyw ilizacyi rodzaju ludzkiego i obejmuje,
w sobie, ściąga k u sobie i łączy w jedne całość organiczną w szyst
kie nauki, w szystkie gałęzie wiedzy ludzkiej.
Może nam się u d a lepiej oznaczyć zakres ludoznaw stw a, jeżeli
je p o ró w n a m y z innemi n au kam i pokre.wnemi. "Weźmy n a p rzy k ład
praw o. R zec z pew na, że to p ra w o rzym skie lub niemieckie, któregouczą na naszych uniw ersy tetach, o p ra co w an e system atycznie, k o
m e n to w a n e i w y k ła d a n e wT tysiączne sposoby, do zakresu naszego
lu d o zn aw stw a nie należy. Ale jeżeli z jednej stro n y z a p y ta m y o jeg o
początek, to niezaw odnie odnajdziem y g o w zwyczajach, p o g ląd ac h
p r a w n y c h i lu d o w y ch in s ty tu c y a c h R z y m i a n lub N ie m c ó w — a więc
źródła jbgo leżą w dziedzinie ludo znaw stw a, a z drugiej stro n y
śród naszego ludu znajdziem y analogiczne p o g lą d y i zwyczaje p r a
wne, odm ienne od tych, jakie dziś u nas panują, tem nie mniej
je d n a k żywe, silne, i trwałe, i również należące do dziedziny ludoznawstwa. W e ź m y inną naukę, np. geografię. P e w n a rzecz, że n o
wsze zdobycze g-eografii, pom iary, b ad a n ia g leby , teory e o w za
jem n y m związku m iędzy klim atem i dziejami ludów, mieszkających
w d a n y c h okolicach, muszą b y ć pozostaw ione, jak o dziedzina specyalnej, współczesnej nauki, geografii i do lu d o zn aw stw a nie należą,
chociaż z pośró d naszego ludu w yjść m ogli znakomici podróżnicy
i geografow ie. A le lud p ro s ty m a także swoje pojęcia o ziemi,
ląd ac h i morzach, rzekach i k ra ja ch — pojęcia może więcej zbli
żone do H om èrow skich, niż do współczesnych pojęć w a rstw y
w ykształconej ; ta lu dow a geo grafia bez najmniejszej wątpliwości
należeć będzie do dziedziny ludoznaw stw a.
To samo zjawisko zauw ażyć się daje. i w inn ych naukach.
M ed y c y n ie współczesnej, naukow ej, wszechłudzkiej, t. j. w y t w o r z o
nej w sp ó ln ą p ra c ą licznych p oko leń i najceln iejszych. w ty m fachu
je d n o s te k wszystkich cyw ilizow anych n arodów , odp o w iad a u k a
żdego ludu m e d y c y n a ludow a, odm ienna od naukow ej i p o d w z g lę
dem m eto d y postęp o w a n ia , i p o d wzgdędem zasadniczych p o g lą
dów na istotę chorób
W sp ółczesnej literaturze arty sty czn ej o d p o
w iad a u k a ż d e g o ludu oso bna lite ra tu ra ustna, trad y c y jn a, o p a rta
na in nych p o g lą d a c h estetycznych i prz y sto so w a n a do zaspokojenia
in n y ch p otrzeb ducho w ych, niż nasze współczesne. T o sam o p o w ie
dzieć m ożem y o przem yśle, zaró w n o j a k i o zw yczajach to w a r z y
skich, o p o g lą d a c h etycznych, zarów no ja k i o w ierzeniach religij
nych. K a ż d y więc z ty c h wielkich działów naszego po znania ro z p a
da się niejako na dwie części odm ienne od siebie : jed n a część jest
w łasnością w a rs tw w ykszta łc o n y ch , p rz o dujących w rozwoju dzie
jo w ym , a d ru g a jest w łasnością gm inu. P rz y pow ierzchow nej obserw a cy i zdaje się nieraz, że m iędzy jed n ą i d r u g ą częścią nie
m a ż a d n eg o związku. Co w s p ó ln eg o może b y ć n. p. m iędzy w sp ó ł
czesną ch iru rg ią a zaklinaniem i za żeg n y w an iem boleści przez n a
szych wiejskich znachorów , lub m iędzy współczesną analizą s p e k tra l
n ą a w iarą w to, że czarow nica może u k ra ść czyjąś g w iazdę i p rze
ch ow ać ją w g a r n k u ? J a k a może b y ć a n a lo g ia m iędzy św ietnym i
i ściśle n a u k o w y m i opisam i o b cych k ra jó w i ludów, jakie nam p o
zostawali ta c y ludzie, ja k P rzew ałski, M ikłucha-M akłaj lub Schweinfurt, a op o w iad a n ia m i naszych lu d o w y ch g e o g ra fó w o szklanych
gó rach, o ludziach z pięciu g ło w am i i o o k ru tn y c h jedn ook ich ol
b rz y m a c h ? I jak ie wreszcie jest p o do bieństw o m iędzy potężnem i
ko n ce p cy am i d o g m a ty k i chrześciańskiej a religijnem i wierzeniam i n a
szego ludu z jeg o naiw n y m dualizmem, ró w no rzędnie tra k tu ją c y m
B o g a . i dyab ła, z jeg o d y ab łam i siedzącym i w błocie, w p ro w a d z a
jący m i p ijanych ludzi na bezdroża i dającym i się lada s p ry tn e m u
chło pu o kpić i o tu m an ić? Nie dziw, że specyaliści w k aż d y m z p o
w y m ie n ia n y c h tu i jeszcze in n y c h an a lo g ic zn y ch fachach, zajęci je
d ynie najnow szem i zdobyczam i i p ostępem w iedzy w d a n y m fachu,
w p a trzen i nap rzó d i rz adko ty lk o o g lą d a ją c y się wstecz, zbyt czę
sto skłonni są widzieć w ty ch szczątkow ych objaw ach dotycznej
wiedzy, zacho w a n y ch p o śró d ludu, je d y n ie szkodliwe, w s trę tn e lub
n a w e t grzeszne -zabobony, w y p ły w ciem noty i niew ykształcenia,
a więc rzecz, k tó rą ja k najrychlej i ja k n ajgrun tow niej usunąć i w y
korzenić należy.
Jeżeli się je d n a k p rz y p a trz y m y bliżej ty m szczątkom w iedzy i
sztuki, zachowanej dziś u p ro s te g o ludu, jeżeli spró b u jem y stu d y o w a ć
je w zw iązku z rozwojem tej dy scy p lin y , do której się one odnoszą,
to spostrzeżem y zjawisko, k tó re nas z początku przejmie m aleńkiem
zdziwieniem, a później trochę zaw stydzi i u tem p eru je naszą w’zg ard e
d la o w y c h zabob onó w , przesądów i bab ich bredni. Z obaczym y m ia
nowicie, że to, co m y dziś z dum ą p iętn u jem y nazwiskiem prz esą
dów, za b obo nów i bredni, dawniej p rzed w iekam i naz y w ało się
najnow szą zdobyczą cyw ilizacyi, b y ło przedm iotem w ia ry lub ży
w ym , p ra k ty c z n ie w y k o n y w a n y m zwyczajem ówczesnych przodu
jący c h i najoświeceńszych w arstw narodu.. W szakżeż nasza lu d o w a
m e d y c y n a w bard zo znacznej mierze p o le g a na tych zielnikach,
k tó re u nas w X V v X V I . i X V I I . w ieku pisali i d ruko w ali ów
cześni oświeceni śpecyaliści i uczeni. W sz ak że nasze współczesne
g u sła i zabobony, ludow e w znacznej mierze są resztkam i wierzeń
i p r a k t y k religijnych, p a n u jąc y ch niegdy ś w narodzie, a więc n a l e
żących w ów czas zarówno do książąt i k ap łan ó w , ja k i do p ro s ta
czków. W szak że ż nasza m y ty czn a geografia, an tro polog ia, fizyologia, astrono m ia lu dow a w bardzo znacznej mierze ma swe źródło
w średnio w ieko w ych dziełach tego rodzaju, w dziełach, k tó re w ó w
czas uw a żan e b y ł y za ostatnie słowa nauki.
T o spostrzeżenie, k tó re stw ierdzono już tysiącam i sp ec y aln y ch
p rz y k ła d ó w , zadziwia nas, g d y ż pokazuje nam dosadnie, że rzeczy
wiście istnieje org a n ic zn y zw iązek m iędzy obecną n a u k ą a przesą
dami, m iędzy Czystą religią i zabobonam i, związek analog iczny, jak
m iędzy dębem a n aw p ó ł strupieszałą łupiną zeszłorocznej żołędzi.
Z aw stydza nas ona dlatego, g d y ż jest dla nas w yraźnem m em ento,
b y ś m y nie nadto dum nie i z g ó r y trak to w a li te p rzesądy i z a b o
b o n y , g d y ż przyjść może czas, k ie d y i nasze dzisiejsze »najświętsze«
w ierzenia i przekonania, przeh olo w ane przez rozwój dziejowy, s p a
dną na dno potężn ego strum ienia cyw ilizacyjnego i stan ą się w dzię
cznym m a tery ałem dla ludoznaw ców przyszłości.
Niech mi tu wolno będzie użyć jednego, choć może nieco k u
law e g o porów nania. P rz e d s ta w m y sobie armię idącą na zdobycie
k ra ju nieprzyjacielskiego. A rm ia to nieco staro m o dna i niezbyt do
brze zorganizow ana.
T y lk o m ała mniejszość armii posiada oręż
i p o s tęp u jąc przodem walczy i z d o b y w a kraj. O g ro m n a większość
ciągnie się z ty łu —: to ciu ry i m arodery. K u p y ich błądzą tę d y
i ow ędy, zachodzą na m anowce, odbiegają wstecz lub zostają na
miejscu. T o jest obraz naszej dzisiejszej cywilizacyi. J e s t ona
dziełem i zdobyczą mniejszości, je d n o stek w y b ra n y ch . W iększość
ciągnie się za tym i p rzodow nikam i w większej lub mniejszej
odległości, dochodzi o całe setki lat później
do e tap ó w pozosta
w io n y ch przez nich, przeżu w a tysiące lat to, co oni dawno
przetraw ili, lecz bądź co bądź idzie u ta rtą przez nich drogą, b ez
ładnie, raz zwolna, to znow u prędzej p rz e b ie g a różne jej stad ya,
lub zatrzym uje się na nich długo. P rzed nie szeregi w wielu w y p a d
k ac h daw no już zapo m niały o p unk cie wyjścia, o pierw szych e t a
p ac h o w e g o po ch o d u cyw ilizacyjnego, ztąd też b a d a n ie ow ych
ciurów i m aro d e ró w nieraz m a w arto ść dla odtw orzenia ty ch p ie rw
szych p u n k tó w wyjścia, a nieraz, g d y przednie szeregi zajdą w jakiś
g łu c h y kąt, tak ie oglądnięcie się na te pierw sze e ta p y może b y ć
—
8
—
korzystnetn, może w skazać inny, n o w y k ie ru n e k drogi, p ro w a d ząc y
do celu. Otoż właśnie s tu d y o w an ie tych ciurów i m aroderów p o
chodu cyw ilizacyjnego jest zaszczytnem zadaniem tej nauki, k tó ra
nas tu zajmuje, zadaniem ludoznaw stw a.
Jeżeli p o ró w n a n ie moje kuleje, to przedew szystk iem w ty m
pu nkcie, że mogdoby ono rozbudzić p e w n e lekcew ażenie dla tej
nauki. Nie zapom inajm y, że poznanie ew olucyi dziejowej pewnej
in sty tucy i, p e w n e g o wierzenia, p e w n e g o system u m yślo w eg o jest
pierw szym , p o d s ta w o w y m w aru n k iem zrozumienia tej rzeczy, jest
d o b rą p o ło w ą jej zrozumienia, k tó re bez teg o będzie zazwyczaj a b
stra k c y jn e i arb itralne. Nie zap om inajm y dalej, że te m aey zapóźnione w pochodzie cyw ilizacyjnym , to nasi ojcowie i bracia, k tó ry m
prócz obow iązku p ozn ania i ośw iecenia ich winni jesteśm y także
miłość bra tnią , k tó rzy prócz in teresu ludoznaw czego, histo ry czn e g o ,
arch eo lo g icz n eg o i lin g w isty c zn eg o m ają p ra w o do naszego p o ś w ię
cenia, do naszej wdzięczności za ich pracę, k t ó r a n am umożliwia
z d o b y w an ie św ietlan y c h k ra in cywilizacyi. A i tutaj, Spełniając,
to szczytne zadanie oby w a te lsk ie , znajd ujem y w lu doznaw stw ie p o
tężną p o d p o rę i n a w e t p od nietę i zachętę, boż p oznanie ludu z jego
m ow ą, zwyczajami, wierzeniam i i p o g lą d a m i uczy nas zarazem k o
chać go trw ale, i uczy p ra c o w a ć dla niego skutecznie i racyonalnie.
R zecz oczywista, że n a u k a obejm ująca t a k o g ro m n ą dziedzinę
a przytern początkująca, g d y ż zaledwie od k o ń c a zeszłego w ieku
mniej lub więcej s y stem aty cz n ie u p ra w ia n a , p o słu g iw ać się musi
rozm aitem i m etodam i, k tó re ostatecznie n a w e t nie zawsze prow adzą
d o je d n e g o celu.
Źe k a ż d a t a k a m etoda, sto so w an a mniej lub więcej je d n o s tr o n
nie, płodzi ca ły szereg teoryi, k tó re na jednem polu słuszne, na
innem przestają niemi być, to rzecz n atura lna. W ła ś n ie ta obszerność dziedziny ludozn aw stw a, wielość w chod zących w jej obręb
n a u k sp ec y aln y ch , w y m a g a ją c y c h też o sob nych m etod b adania, a
p rz y te m łatwość, z j a k ą m etod a d o b ra w jednej dziedzinie daje się
przenosić do drugiej, g'dzie już ta k sam o d o b rą b y ć nie może, jest
pow o dem największej części istniejących dotych czas sporów, jest m a tk ą
obec n y ch szkół ludoznaw czych, zwalczających się w zajem nie lub
szukających ze sobą słusznego ko m p ro m isu
W e ź m y n. p. sferę w ierzeń ludow ych. Ju ż s ta ro ż y tn a (jre c y a
w dobie u p a d k u w ia ry w d a w n y c h bog'ów w y tw o rz y ła trz y rodzaje
po jm ow an ia sta ry c h m y tó w i wierzeń. E uhem eros u w a żał b o g ó w
za u b óstw ione osoby, k tó re ży ły n ie g d y ś na ziemi; A n a k s a g o ra s
w idział w nich p e rso n ifik a cy e sił i zjawisk przyrody , a S toic y w i
dzieli w nich sym bo le c n ó t i p rz y w a r ludzkich, a więc uosobione
p ra w id ła etycznö-filozöficzne.: T e trzy rodzaje pojm ow ania wierzeiV
lud ow y ch widzimy też w p oczątkach rozrostu współczesnej nauki
ludoznawczej, p rz y końcu X V I I I . i w pierwszej połowie X I X .
wieku. R acy o n a liśc i niejednokrotnie powtarzali teo ry ę Euhem erosa,
m y to ló g o w ie szkoły (jrim m ów odnowili i rozszerzyli d aleko po za
granice słuszności p o g ląd A n a k sa g o rasa , a symboliści szkoły Greu
tzera odnowili p o g lą d y Stoików.
Już w tej pierwszej fazie naszej n au ki spostrze g am y też zaraz
ow e przerzucanie m eto d y i w niosków z jednej części naszej nauki
n a inne.
Jeżeli n. p, teo ry e so larne m eteorologiczne m og ły mieć pew ne
znaczenie w tłumaczeniu n iektó rych postaci m ytyczny ch, to już
c h y b a z najw iększą rezerwą można było stosow ać je do objaśniania
n. p. u tw o ró w literackich takich ja k powieści i baśnie ludowe, lub
n a w e t takich ja k Iliad a i Odysseja. Jeżeli symbolizm ety czn y m ógł
również mieć pew ne u praw nienie przy w yjaśnianiu p e w n y ch
k once p cy i religijnych, to w dziedzinę p o g lą d ó w p ra w n y ch , historyi
i form społecznych nie należało wcale wnosić g o przedwcześnie, tj.
przed nałeżytem zbadaniem p o cz ątk u i dziejowmgo rozwoju tych
zjawisk.
Nie mniej przeto obie te szkoły d ały po tężn y im puls do d a l
szego rozwoju nowej n auk i ludoznawczej. P o raz pierw szy tu,
zwłaszcza w m o n um entaln ych pracach braci Grim m ów, objęto cały
o g ro m n ag ro m a d zo n eg o i umiejętnie zg ru p o w a n e g o m atery ału j e
d n y m i to jed nolity m poglądem .
P ra w d a , m a te ry a ł już wówczas rozsadzał teoryę, nie wchodził
w jej ram y, n ac ią g an ie i atb itralno ść wniosków b y ły widoczne
i sta ły się jeszcze widoczniejsze w pracach uczniów i n astępców
G rim m ów, takich ja k M annhard, w R o s y i Afanasjew, B usłajew
i inni. Co je d n a k przedew szystkiem b yło p ociąg a jące g o w tych
pracach, to g o rą c a miłość przedm iotu, miłość do ludu, jeg o p r o
s to ty i siły moralnej, k tó rą p race te b y ł y przejęte.
R ó w n ocz eśnie z tym św ietnym początkiem n auki ludoznawczej
p rz y p a d a ją nadzwyczaj w ażne i doniosłe zjaw iska w rozwoju d u
cho w y m E u r o p y : rom antyzm p ły n ą c y z w ybujałości uczucia jako
r e a k e y a przecivv racyonalizm ow i i p seudoklasycyzm ow i X V I I I . w ie
ku, zw rot ku fantastyczności, k u w iekom średnim, k u tra d y c y o m
o ry e n ta ln y m i spłodzone lub s p o tę g o w a n e przez ten zw rot nowe,
niezm iernie ważne i doniosłe gałęzie wiedzy, takie ja k oryentalis ty k a i w y łan iają ca się z niej porów naw cza lin g w istyk a, o d n a le
z i e n ie zapom nianej w X V I I I . wieku średniowiecznej lite ra tu ry i w y
ła n iając a-się ztąd germ a n isty k a , ro m a n isty k a a dalej slaw istyka, a
wreszcie o p a r ta o te w szystkie gałęzie k ry ty c z n a h is to rio g ra fią .
—
10
—
ktorej n a d to p rz y s z ły w pom oc now e potężnie rozk w itające nauki
takie ja k archeolog ia i p re h isto ry a , ja k an tro p o lo g ia i etnologia,
tj. b a d a n ie i pozn a w an ie ludów, stojących na nizkich i najniższych
szczeblach rozwoju i zasto sow an ie re z u lta tó w ty ch b a d a ń do k r y
ty k i le g e n d i p o d a ń o p o c z ą tk a c h historyi cywilizowanej lu d z
kości.
W s z y s tk ie te n auki naraz, w oczach dw óch lub trzech p o k o
leń, niezmiernie rozszerzyły w i d n o k rą g naszej wiedzy, p og łęb iły
jej treść, w y k a z a ły nicość i pły tk o ść d a w n y c h a p rio ry sty c zn y ch
i na spekulacyi, n a ra cy o n alizm ie o p a r ty c h d o k try n i u to ro w a ły
d ro g ę now em u, ew olu c y jn e m u p o g lą d o w i n a św iat i na dzieje
ludzkie. P o g lą d ten, w sposób d o g m a ty c z n y jeszcze w y p o w ie d zian y
przez, idealistę H e g la i przez p o z y ty w is tę C om te’a, zjawia się jako
w y n ik m atery alistyczneg ’o z a p a try w a n ia u uczniów H e g la takich
j a k P 'euerbach i M arks, u zyskuje o g ro m n e w sparcie w g e n ialn y c h
p ra cac h p rzy ro d n iczy c h D arw ina, k t ó r e znow u d a ł y p o tę ż n y im puls
do rozw oju w ielu n a u k em pirycznych.
Źe i lu dozn aw stw o w ty m o g ro m n y m wzroście w iedzy f a k t y
cznej i prz y tak iem rozszerzeniu i pogłębieniu- w id n o k rę g ó w filozo
ficznych nie wyszło bez korzyści, to się rozumie samo przez się.
E k o n o m ia m ate ry a lis ty c z n a w y p o w ie d ziała gło śno i m o ty w o w a ła
znakom icie tę tezę, że in s ty tu c y e społeczne i polityczne są z e w n ę
trzn y m objaw em , czyli, j a k się w y ra żan o obrazow o, n ad b u d o w ą
(Ü berbau) stosun ków i form p ro d u k c y jn y c h d a n e g o społeczeństwa,
że więc o sn ow ą in sty tu c y i a w dalszym rzędzie i p o g lą d ó w p r a w
ny ch daneg'0 ludu są nie ty le s y m b o le etyczne, ile raczej sp o so b y
p ro d u k c y i i c y rk u la c y i d ó b r ekonom icznych. M a te ry alisty c zn a history o g ra fia ustam i B u c k le ’a w y po w ie d ziała zdanie, że rozwój d zie
j o w y n a ro d ó w więcej b y ł rozw ojem ludu niż rozwojem klas p a n u
jący ch i o św ieconych, ą rozwój ludu zależał więcej od p rz yczyn
stałych, takich ja k klim at, ra sa (względnie mieszanie ras), konfigura c y a geograficzna i b u d o w a geo log iczna kraju, sąsiedztw o innych
ludów i tp., niż od p rz y czy n przem ijających tak ich j a k w ojny, k r ó
lowie d obrzy lub źli, większa lub mniejsza ilość sław n y c h i w y b i t
nych mężów itp. L u d o z n a w s tw o nab ierało w ob ec tych p o g lą d ó w
o g ro m n e g o znaczenia. Tym czasem ciągłe gro m ad zen ie m atery ałó w
ludoznaw czych zarów no ja k i rozwój lin g w isty k i i p re h isto ry i w y
s u w ały nap rzó d nowe, doty chczas nieznane zjaw iska i zagadnienia.
Spostrzeżono, że p o g lą d y , wierzenia, prz esąd y i obyczaje, k tó re
dawniej uw ażane b y ł y za rdzenne właściwości i cećhy p e w n y c h
naro d ó w rom ańskich, germ a ń sk ic h , słow iańskich — o d najd ujem y u
najrozm aitszych n aro d ó w i plem ion w najrozm aitszych p u n k ta c h
k uli ziemskiej. L in g w is ty k a p o ró w n a w cz a w y k a zała, że u p a try w a n e
—
11
już i dawniej, lecz niewyjaśnione p o d ob ieństw a językow e m iędzy n a
rodam i europejskimi sięgają daleko dalej w g łąb Azyi, do Indyi,
i niezmiernie g łęb o k o w przeszłość i że n a podstaw ie b a d a n ia tych
w łaściw ości jesteśm y w stanie odtw o rzy ć nie tylko stopnie p o k r e
w ie ń s tw a licznych plem ion indoeuropejskich, ale w przybliżeniu
w y r o b i ć sobie możem y w ie rn y obraz ich pierw otnej cywilizacyi.
A rc h e o lo g ia preh isto ryczna niespodzianym, cu d o w n ym niem al s p o
sobem rozjaśniła nam zamierzchłe fazy dzikości rodzaju ludzkiego,
czasy, o k tó ry c h poznaniu przedtem nikt ani m arzyć się nie ośm ie
lał. I k aż d e takie odkrycie płodziło całe szeregi now ych zagadek.
O d nalezio no w Europie, w k raja ch dziś najwyżej ucyw ilizow anych,
ślad y istnienia człowieka o organizacyi niezmiernie nizkiej, żyją
c e g o w jaskiniach, zaledwie um iejącego używ ać ognia, pożerającego
o b o k m am u tów i niedźwiedzi skaln y ch także ludzi ta k jak to dziś
jeszcze robią n iek tóre dzikie plemiona.
B u d o w le n aw o d n e, palow e, znane dotychczas u niektóry ch
dzikich plem ion w od leg ły ch zakątk ach A m ery ki, odnaleziono
w przedhistorycznej Europie. Lecz równocześnie w bezludnych dziś
stepach i sk alistych p aro w ach A m ery k i i na w ybrzeżach A fry k i
południow ej, na w y s p a c h A rc h ip e la g u m alajskiego i O ceanu spokoj
n e g o odnaleziono szczątki i ślady cywilizacyi mniej lub wdęcej w y
sokich a dziś od n iep am iętn y ch już czasów zaginionych. P rz e k o
nan o się, że rozwój rodzaju ludzkiego b y ł nierów nie dłuższy i b a r
dziej sk o m p lik o w a n y , niż o tern nasze pisane źródła dają w y o
brażenie. Nie ty lk o bow iem odnaleziono ślady sto sun ków E u ro p y z Am e ry k ą n a d łu gie wieki p rzed K olu m b em , ale skon stato w an o też
p o d o b n e stosunki Azyi wschodniej z. A m ery k ą, sk on stato w an o liczne
i d łu g o w iek o w e w ę d ró w k i ludów p rzedh isto ry czny ch z A zyi do E u
ro p y , z p ołud nia na północ i z pó łn o cy na południe. Jed n e m sło
wem, dla w yjaśnienia z a g a d e k ludoznaw czych, d la w y tłum aczenia
p odo bieństw w wierzeniach i obyczajach, w sposobie życia i produkcyi, w in s ty tu c y ach i twórczości duchowej uzyskano tło niezmiernie
głęb o k ie i szerokie.
R ó w n o cz eśn ie z tem rozszerzeniem naszego w id n o k rę g u n a u
k o w e g o w g łąb zam ierzchłych w ieków i w y m arły c h plem ion o c y
wilizacyi pierw otnej, inni uczeni pogłębiali naszą wiedzę o czasach
daleko bliższych nam, lecz rów nież niedokładnie znanych a bardzo
często ze w zg lę d ó w d o k try n ersk ic h fałszywie ocenianych. Szcze
gó lnie s tu d y u m w ielkiego przełom u w dziejach E u ro p y , czasu
przejścia ze św iata k lasycz neg o grecko-rzym skiego do now oczes
n e g o b y ło tu niezmiernie płodnem w skutki. Dawniej, g d y s tu d y a
h is to ry c z n e k iero w an e b y ł y upodob aniam i estetycznem i i patryo-
—
12
—
tycznerni, pom ijano milczeniem lub z b y w an o ' czczymi frazesami
rozm aite »epoki u padku *, ciem ne p u n k ty w -history!, pom ijano r o z
m aite »m artw e organizm y«, takie ja k bizantynizm itp.
T ym czasem nowsza h istory ografia ze stud yu m w łaśnie tak ich
przejściowych, ro z k ła d o w y c h form po lity c zn y ch i cyw ilizacyjnych
czerpie najwięcej cenny ch w skazów ek. Otóż o żyw ien ie, s tu d y ó w
średniow ieczczyzny miało też p o tę ż n y w p ły w na rozwój ludoznaw stwa, g d y ż w y k a zało o rg a n ic zn y zw iązek m iędzy m nóstw em legend,
wierzeń, zw yczajów i po d ań , średniow iecznych a temi, jakie do dziś
zach o w a ły się w łonie ludów europejskich. W m iarę b a d a n ia sta
ry c h lite ra tu r a z y a ty ck ich o d k ry w a n o literackie źródła w ielu u st
n ych p o d a ń i powieści żyjących w ustach naszego ludu, o d k ry w a n o
drogi, jakiem i one do nas doszły, a. w s k u te k te g o k o n sta to w a n o
związki m iędzyplem ienne i w p ł y w y cyw ilizacyjne, k tó r e w p ra w d zie
m iały miejsce w czasach tzw. historycznych, ale o k tó ry c h m im o
to ze źródeł p isan y ch niczegośm y dotychczas nie wiedzieli. T o
dało p o cz ątek nowej teorýi, nowej szkole lu doznaw czej,( tzw. m i
g ra cy jn ej,' k tó rą b y dziś właściwie daleko słuszniej nazw ać m ożna
historyczną.
T w ó rcam i tej szkoły b yli h isto ry c y lite ra tu ry : D unlo p, L i e b
recht, L o iseleur-D eslo ngcham ps i lingwiści, ja k B enfey. W y s t ą
pili, oni z p o cz ątku jak o re a k c y a przeciw ko jed n o stro n n y m w n io s
k o m sy m bo listów i m eteorolog istów szkoły G rim m a i C reutzera,
w cale nie odm aw iając im zupełnej racyi b y tu , lecz podnosząc, że
w n ie k tó ry c h gałęziach ludoznaw stw a, zwłaszcza tych, k tó re się
odnoszą więcej do twórczości literackiej, niż do zakresu wierzeń
i in sty tu c y i, te o ry e sym bo listy czn e i solarno m eteo ro logiczn e nie
m ają racyi b ytu, że u tw o ry te (pieśni, baśnie, klechdy, bajki zw ie
rzęce itp.), należy stu d y o w a ć w bezpośrednim zw iązku z inn ym i
an alo g ic zn y m i utw o ra m i literackim i m eto d ą poró w n a w cz o literacką.
U derzające p o d o b ień stw o m n ó stw a ty c h u tw o ró w u różn ych n a r o
dów, różnorodn ość i pstro k ac iz n a kom b in acy i przy w zględnie n ie
wielkiej liczbie m o ty w ó w zasadniczych w oczach ty c h u czon ych
b y ł y niezbitem św iad ectw em przenoszenia, w ędrów ki ty ch m o ty w ó w
z k r a ju do kraju, od naro d u do narodu. W św ietny ch studyaćh,
w k tó ry c h za p u n k t w yjścia służyły w z g lę d n ie najdaw niejsze p r o
t o t y p y bard zo wdelu naszych o p o w ia d a ń ustn ych , odnalezione w d a
lekiej Indy i, M ongolii lub Chinach, ci uczeni k r o k za k ro k iem śle
dzili w ę d ró w k ę i p rzetw arzan ie się d an y c h m o ty w ó w od ludu do
ludu, w y k a zu jąc przytem , ja k owe u tw o ry n iejednokrotnie b y ł y
nosicielami pew nej p r o p a g a n d y religijnej, sekciarskiej, społecznej
łub politycznej.
—
13
—
Nie n ależy je d n a k sądzić, że ci uczeni uważali sw ą te o ry ę
m ig rac y jn ą za. je d y n y klucz do rozw iązania w szystkich za g a d e k
dudoznaw stw a, a tem mniej, że w ypro w ad za li w czam buł w szystkie
nasze ludow e powieści, k lech d y i bajki z Indyi. W p ro w a d z ili
oni h istory czn ą m etodę tam jedynie, gdzie ta k o w a dała się zasto
sow ać i-g d zie dla jej zastosow ania był już n ag ro m a d zo n y m a tery ał ;
co do innych działów lud oznaw stw a w y ra żali się z większą rezerwą,
ostrzegając jedy n ie przed w nioskow aniem ap rio ry sty c zn em lub zbyt
pospiesznem w rodzaju n. p. takiego, ja k identyfikow anie trojańskiej
H e le n y z księżycem (Selene) i w ykład a n ie m całej epopei trojańskiej
jak o sym bolicznego p rzedstaw ienia w alki zimy z latem i tp. Ze
w zg lędó w m etodologicznych radzili oni p racow niko m na in nych p o
lach ludoznaw stw a, b y zamiast bujania w świecie hipotez i teo ry i
za p u n k t wyjścia brali bad a n ie stosunków fa k ty c z n y c h to w a r z y
szących d anem u zjawisku ludoznawczemu, b y p rz y zestaw ianiu
analogii i paraleli zw racali ta k ą sam ą u w a g ę na różnice jak i na
po d o b ień stw a i t. d. Ze swej stro n y sami tw ó rc y teoryi m igracyjnej
dalekim i b y li od nac ią g an ia całej naszej, że się ta k w yrażę, belletry s ty k i ludowej do p ochodzenia indyjskiego. Sam B e n fe y zazna
czał niejednokrotnie, że n. p. bajki zwierzęce indyjskie są p o c h o
dzenia zachodniego, p ra w d o p o d o b n ie g re ck ieg o ; późniejsze odk rycia
w yk a zały , że p ro to ty p y bardzo wielu b ajek g reckich t. zw. ezopicznych
istniały w E gipcie, a zwłaszcza w B abilonie i że ten rodzaj tw ó r
czości jest p ra w d o p o d o b n ie pochodzenia sem ickiego. W E gipcie
też o d k ry to pierw sze znane nam p r o t o t y p y niek tó ry c h baśni c ud o
w nych, k tó ry c h odrośle dotychczas w niezliczonych odm ianach żyją w
Ustach ludów, w obec czego teo ry a B en fe y a o pochodzeniu n ajw ięk
szej części naszych baśni cu d ow nych z In d y i bądź co bądź musi
b y ć nieco zm odyfikowaną, zwłaszcza że same dzieje i początki l i
te ra tu ry indyjskiej dotychczas osłonięte są g r u b ą m g łą n ie
pewności.
Jak iek o lw ie k b ąd ź p o p ra w k i
i m odyfikacye o k a z a ły b y się
jeszcze koniecznem i w teo ryach m igracyonistów , — to przecież p o
zostanie ich zasług-ą, że podnieśli oni p o n a d wszelką w ątpliw ość
ściśle historyczn y c h a ra k te r b e lle try s ty k i ludowej, usunęli n a b o k
tra k to w a n ie jej jak o pozostałości prastarej przeszłości, lub resztek
s k a rb ó w w y n iesiony ch przez naszych prz o d k ó w z ich pra-aryjskiej
kolebki.
I jeżeli n iek tó re rodzaje twórczości ludowej, n. p. pieśni,
przysłow ia, za gad ki już z pow od u swej form y artystycznej w y k l u
czały bezpośrednie zastosow anie teory i m igracyjnej, inne zaś o k a
z y w a ły się bezpośredniem odźwierciedleniem b y t u i sto su n k ó w d a
n e g o ludu, to przecież i tutaj teo ry a m ig racyjna o kazała się bardzo
—
14
—
pom ocną, pozw alając n. p. na w ydzielenie obszernego c y k lu le g e n d
i pieśni o m o ty w ach b a llad o w y c h , p o d le g a ją c y c h m igracyi, a więc
takich, k tó r e w żaden sposób nie n a d a w a ły się ani do k om b in acy i
m y to logiczn ych , do ja k ic h dawniej nieraz b y ły u żyw ane, ani n aw et
do ilu stracy i sto su n k ó w i c h a ra k te r u d a n e g o ludu.
P r a w i e równocześnie z rozk w item szk oły m igracyjno-historycznej, zwłaszcza w Niemczech i w e F ra n c y i, pojaw iło się w A ng lii
i A m e ry c e północnej k ilk a p rac m ających nadzw yczaj doniosłe
znaczenie w dziejach rozw oju naszej umiejętności. W szed łszy w bez
p ośre d n ią styczność z m nóstw em plem ion b arb arzy ńsk ich, a także
posiadłszy In d y e wschodnie, A n g lic y zmuszeni b yli w sw y ch k o lo
niach i posiadłościach zam orskich obznajam iać się ze sposobem
życia, in s ty tu c y a m i i tra d y c y a m i ty ch plem ion. T o już nie b y ły
p rz y g o d n e zapiski p o dró żn ików no tu jący c h to, co p rz y p a d k ie m
udało się sp o tk a ć ; to b y ł y b a d a n ia p ro w adzo ne dla celów p a ń s tw o
w yc h, a więc z cały m a p a ra te m p a ń stw o w y m . P o c z ą te k do takich
b a d a ń dali A m ery k an ie, k tó rz y jeszcze w 30-tych latach zarządzili
b yli w ielką an k ietę co do plem ion c z e rw o n o sk ó rn y ch ży jących na
te ry to ry u m S ta n ó w Zjednoczonych. K o m is y a ta zebrała olbrzym i
m atery ał, z re d a g o w a n y n astępnie przez Scoolcrafta w p o m n ik o w e m
l o t o m o w e m dziele » Indy an Tribes«. W In d y a c h wschodnich, prócz
l ite ra tu ry sanskryckiej i filozofii bramińskiej, zw róciły n a siebie
u w a g ę b ad a czy angielskich przedew szystkiem in s ty tu c y e p ra w n e
g ru n to w n ie odm ienne od tych, jakie A n g lic y p rz y w y k li widzieć
u siebie. B y ła to g m in a k o lle k ty w n a , po łączona węzłem k o rp o racy i.
M ło d y urzędn ik angielski H e n r y S u m n e r M aine zajął się stu d y am i
nad urządzeniem tej g m in y i swem dziełem »Ancient Law «, jako też
późniejszemi p racam i z te g o zakresu, d ał po cz ątek niezm iernie zaj
m ującym i w ażn ym w skutki stu d y o m in sty tu c y i i obyczajów u l u
dów cyw ilizow anych.
K w e s ty e poruszone w p racach M ain e’a b y ły zby t w a
żne, b y nie m iały w w y sok im stopn iu po ruszy ć ciekawości b a d a
czy; wszakżeż d o ty c z y ły one pierw ocin tak ich form społecznych
j a k gm ina, rodzina, m ałżeństw o, ród, plemię, państw o. U czo n y
am ery k a ń s k i M o rg a n spędza cały szereg lat pośród dzikich Irokezów, a spostrzeżenia jeg o n ad form am i rodziny u ty ch dzikich stają
się p o d s ta w ą now szych b a d a ń socyolögicznych. P rz e d te m już uczo
ny niem iecki Bachofen, na p od staw ie olbrzymiej eru d y c y i i ścisłe
go b a d a n ia stary ch pisarzy, doszedł do teo ry i m a try a rc h a tu , k t ó r y
zdaniem jeg o p a n o w a ł u ludów s taro ż y tn y c h przed p a try a rc h a te m
a i później pozostaw ił po sobie dużo śladów. R u ty n iś c i n a u k o w i
odrzucili jeg o w y w o d y , lecz b a d a n ia M o rg a n a, M ain e’a, M ak Lea-
—
15
—
n an a i licznych in n ych uczonych stwierdziły je stanowczo, o d
k ry w s z y nadto k ilk a in ny ch form rodziny, k tó re poprzedziły matry a rc h a t. O m ig racyi ty ch form b y tu z jednej k r a in y do drugiej,
z A m ery k i do Indyi, Sybiru, A ustralii i E u ro p y przedhistorycznej
nie b yło oczywiście ani m ow y; tutaj ok azy w ało się ko niecznem
przypuszczenie, że te pierw o tn e form y ustroju społecznego, t a k p o
do b n e do siebie w rozm aitych kra ja ch i u rozm aitych plemion,
b y ł y w y p ły w e m je d n a k o w e g o ustroju n a t u r y ludzkiej.
W ten sposób pow stała szkoła t. zw. antropologiczna, k tórej
najznakom itszym i reprezentantam i, prócz w ym ienionych już uczonych,
są L ub bo ck, T y lo r i Spencer. P o d o b ie ń stw a w ustroju, instytucyach, wierzeniach, zw yczajach i zajęciach rozm aitych plemion
p ierw o tn y c h w yjaśn iąją ci uczeni jednolitością n a tu ry ludzkiej, k t ó
ra n a p e w n y m stopniu rozwoju w y le w a się w tak ie właśnie form y
b y tu p odo b n ie j a k n. p. z ku l ty lk o ta k ą a nie in ną piram idę
ustaw ić można. Co p ra w d a, najostrożniejsi uczeni tej szkoły, T y lo r
i S p e n c e r staw iają dość szerokie gra n ic e tej jednolitości, przyznają
znaczną dozę różnokształtności w ty ch zasadniczo je d n a k o w y c h
formach, przyznają wreszcie i to, że w szy stk ich p odobieństw , jakie
s p o ty k a m y w tej sferze, pod jeden strychulec b ra ć nie m o żn a, g d y ż
b y w a ją m iędzy niemi po dob ień stw a pozorne i p o d o b ień stw a p rz y
pad k o w e, zw ane darw in isty cz n y m term inem k o in cydenc yam i rozwoju,
tj. pod ob ieństw am i w y w o ła n em i przez po d o b n e p rz y c z y n y ale wychodzącemi z różnych podstaw .
Szkoła an trop ologicz na m a ogrom n e zasługi w b ad a n iu p i e r
wocin cyw ilizaeyi ludzkiej i n a zawsze pozostanie w sw em p ra w ie
w tej dziedzinie. Niechęć, z ja k ą niektórzy, zwłaszcza młodzi p r z e d
stawiciele tej szkoły (A nd rew L ang) w y s tę p u ją przeciw szkole migracyjno-historycznej, da się w y tłó m aczy ć c h y b a tem, że ci uczeni
zapomnieli o n a tu ra ln y c h g ra n ic ach swej m etod y i chcą ją sto so w a ć
tam, gdzie o na nie może w y d a ć żadny ch rezu ltató w po zyty w n y c h .
I ta k L a n g tłó m aczy m ytolo gie a z niemi razem po dania, b a llad y
i cudow ne baśnie jak o rem iniscencye sto sun ków ludzkich w dobie
przedhistorycznej (K ronos p o żerający swe dzieci — ślad an trop ofagii, E d y p żeniący się z w łasną m a tk ą — ślad familii kazirodczej
itp.). D o p e w n e g o stopnia może to mieć słuszność zwłaszcza tam,
gdzie chodzi o w yjaśnienie pierw szego p o w stan ia tego rodzaju
m y tó w i legend. A le odrzucenie teoryi m igracyjnej, i co zatem idzie,
od rzu cen ie historyczno-literackiej m eto dy w b a d a n iu w ielo w iek o w eg o
rozw oju ty ch utw orów , prow adzi za sobą konieczność p rz y pu szcze
nia, że p o d o b n e m y ty i le g e n d y p o w s ta w a ły niezależnie od siebie
w ró ż n y ch p u n k ta c h i w różnych czasach. Ze to przypuszczenie
-
1í)
—
w największej części w y p a d k ó w musi w yłuszczyć d ane p o d a n ie
z całego teg o cyw ilizacy jnego łoży sk a, w k tó re m ono po w stało
i bez k tó re g o należycie zrozum ianem b y ć nie m ôže, teg o szkoła
A. L a n g a zdaje się niezauważać.
Oto są te dwie wielkie szkoły ludoznawcze, k t ó r e p a n u ją
obecnie — k a ż d a w swej specyalnej dziedzinie. U w ażam je za r ó w
norzędne ; w ojnę m iędzy niemi uw ażam za zbyteczną; przeciwnie,
w p e w n y c h w y p a d k a c h , n. p. p rz y s tu d y o w an iu obrzędó w i pieśni
w eseln ych itp., tj. pieśni ściśle zw iązanych z obrzędam i a obrzędów
zw iązanych z pieśniami, k o m b in acy ę obu m etod uw ażam za k o
nieczną.
Dr. lwem Franko.
„ D E S K A
(5 R O . B O W
Ä “ .
M nóstw o z a b y tk ó w przeszłości k ry je się w ziemi, w starych
g robach, p ap ie ra c h i k sięgach ; lecz nie mniej przechow uje ich żyw a
m o w a nasza. W y r a z y pojedyncze, zw roty, p rzenośnie i p rzy sło w ia
obfitują w p rz eży tk i; trze b a się ty lk o chw ilę zastanow ić, a z p o t o
cznego, u ta rte g o frazesu w y jrz y n am daw n o zap o m n ia n y i prze
b rzm iały zwyczaj, sta ro d a w n e jakieś pojęcie lub wierzenie.
. W e ź m y k ilk a przy k ła d ó w . M ów im y »daj mi ś w i ę t y s p o k ó j ! «
D laczego ś . w i ę t y ? D lateg o , że m im ow iednie w spom in am y tu ową
p ra s ta rą t r e u g a D e i , ow o k ilk u d n io w e zawieszenie broni, za
w a rte n ie g d y ś pom iędzy n a p a stn ik a m i a ofiarami ich chciwości.
O b c h o d z i m y św ięta i uroczystości ; o b c h o d z e n i e to
dziś już jest skam ieniałą p rz en o śn ią, ale p rzed w iekam i w y rażano
cześć właśnie o b c h o d z e n i e m isto ty lub przedm iotu czczonego.
P o w ia d a m y , iż k o g o ś należy p o s t a w i ć p o d p r ę g i e r z e m
opinii i nie m yślim y już o p raw dziw ym , d o ty k a ln y m p r ę g i e r z u ,
u ży w an y m , jak o k ara, jeszcze na p o cz ątk u w ieku bieżącego w A n
glii. U ż y w a m y o przeczytan iu książki w yrażen ia o d d e s k i d o
d e s k i , rozumiejąc przez to poznanie jej od p oczątku do k o ń ca
i najczęściej zapom inam y, że przed kilk u w iekam i istotnie o p ra w ian o
k sięg ę w duże d e s k i , oklejone skórą. M ó w im y z b l a d ł j a k
c h u s t a . . albo j a k ś c i a n a , ale dziś już i . c h u s t y i ś c i a n y
m iew am y najczęściej nie b i a ł e i u żyw ając p o ró w n a n ia tego, mi
m ow iednie p o trą c a m y słowem o czasy, k ie d y i c h u s t y i ś c i a n y
