edacf0e845e47dfc3c6d97a4df11489e.pdf

Media

Part of Indianie a miasto białych ludzi. Indiańska obecność w Chicago w XIX wieku / ETNOGRAFIA POLSKA 1992 t.36 z.2

extracted text
„Etnografia Polska", t. XXXVI: 1992, z. 2
PL ISSN 0071-1861

II

CZĘŚĆ

JANUSZ MUCHA
(Katedra Socjologii U M K , Toruń)

Indianie a miasto białych ludzi.
Indiańska obecność w Chicago w X I X wieku

1

Córce Marcie, w dziesiątą rocznicę
podczas pow-wow w Chicago

tańców

Wstęp
Dziewiętnastowieczną politykę rządu Stanów Zjednoczonych wobec In­
dian podzielić można na dwa okresy. Celem, który miał być realizowany
w pierwszym z nich, była segregacja. Polegać miała ona na zupełnym usu­
nięciu ludności tubylczej z ziem leżących na wschód od rzeki Mississippi,
a pożądanych przez białych osadników, oraz na ustaleniu wyraźnej granicy
między dwiema grupami „rasowymi". Po zachodniej stronie Missisipi In­
dianie mieli mieć prawo do życia zgodnego z własnymi tradycjami. Zasada
segregaqi zaprezentowana została w 1825 roku przez prezydenta Jamesa
Monroe. Pięć lat później ogłoszona została ona jako Prawo o Usunięciu
Indian (Indian Removal Act). W następnych dekadach pojawiły się jednak
inne idee. Zgodnie z nimi, Indianie mieli zostać, tak szybko jak to tylko
możliwe, włączeni do społeczeństwa amerykańskiego. Ich własnych dążeń
i zapatrywań nie brano wcale pod uwagę. Narzędziem tej przymusowej
asymilacji miało być Ogólne Prawo o Nadziałach Ziemi (General Allotment
Act) z 1887 roku wraz z uzupełnieniem (Curtis Act) z 1898 roku. Obie te
1

Tekst ten prezentowany był w trakcie posiedzenia grupy roboczej pt. The Victorian
Impact on the Native Image: War and Peace on the Road to Wounded Knee, będącego częścią
składową European Association of American Studies Biennial Conference, Londyn, kwiecień
1990 roku. Tekst jest znacznym rozszerzeniem trzystronicowego (ss. 100-103) rozdziału pt.
„Prehistoria. Początki miasta" mojego artykułu (por. Mucha 1985).

54

JANUSZ MUCHA

nowe ustawy były faktycznie kontynuacją i prawnym zalegalizowaniem po­
lityki prowadzonej nieco wcześniej przez Biuro do Spraw Indian, które już
od połowy lat siedemdziesiątych zmierzało do całkowitego wyniszczenia
odrębnych kultur indiańskich. Polityka ta zmieniona została nieco w latach
dwudziestych dwudziestego wieku. W roku 1924, mocą ustawy Kongresu,
obywatelstwo amerykańskie przyznano wszystkim Indianom, bez względu na
stopień asymilacji (por. Spicer 1982:176-77; Underbill 1971:324-31; Nowi­
cka i Rusinowa 1988:219-64).
Aż do lat dziewięćdziesiątych dziewiętnastego wieku, Indianie żyli przede
wszystkim na terenach wiejskich. Wspomniane już Ogólne Prawo o Nadziałach Ziemi, uchwalone w 1887 roku, miało na celu przekształcenie
tubylczej ludności Ameryki w „zwyczajnych rolników", gospodarujących
w taki sam sposób, jak biali farmerzy. Ziemie plemienne miały zostać
zasadniczo podzielone między indiańskie rodziny. Nadwyżki chciały władze
przekazać zainteresowanym białym osadnikom. Społeczności indiańskie, ist­
niejące dotąd jako zbiorowe podmioty i przedmioty działania, a w szczegól­
ności polityczna organizacja tych społeczności, zostały bardzo poważnie
osłabione, a w wielu przypadkach zupełnie wyeliminowane. Dziesiątki tysię­
cy Indian, którzy na ogół wciąż zupełnie nie rozumieli samej idei prywatnej
własności ziemi i nie chcieli (oraz nie umieli) gospodarować w sposób, w jaki
robili to biali ludzie, sprzedały wkrótce swe nadziały ziemi i przeniosły się do
miast i miasteczek (por. Spicer 1982:162-67, 187-84). Ogólne Prawo o Nadziałach Ziemi dotknęło przede wszystkim plemiona zachodnie. Ich człon­
kowie udali się jednak do miast całej Ameryki, w tym i Chicago. Okres
polityki asymilacj oni stycznej będzie częściowo należał do przedmiotu na­
szych rozważań, skupimy się jednak przede wszystkim na konsekwencjach
polityki segregacji.

„Prehistoria" Chicago
Pierwszymi białymi, których obecność na południowym brzegu obecnego
jeziora Michigan została odnotowana przez historię, byli dwaj francuscy
badacze, Louis Jolliet i ksiądz Jacques Marquette. Pojawili się oni tam w roku
1673. Dopiero w 1803 roku wybudowany został w tej okolicy pierwszy fort.
Dopiero w latach trzydziestych dziewiętnastego wieku Chicago stało się
miasteczkiem, a potem miastem, w prawnym rozumieniu tych terminów.
Region ten był jednak zasiedlony znacznie wcześniej. Pierwszymi jego
mieszkańcami, jakich odnotowuje historia, było plemię Illinois. Jezioro,
obecnie zwane Michigan, nazywało się wówczas Jeziorem Illinois. Obecna
nazwa pochodzi najprawdopodobniej od jednej z grup plemienia Illinois,
a mianowicie grupy Metch-i-ga-mi. Niektórzy wodzowie tej grupy nosili
imię Chicagou. W 1725 roku, pewien młody wódz o tym imieniu spędził
prawie cały rok we Francji jako gość zakonu Jezuitów. Wedle niektórych

INDIANIE A MIASTO BIAŁYCH LUDZI

55

historyków, osada Chicago nazwana została tak właśnie dla uczczenia
któregoś z wodzów.
Plemię Illinois zostało odsunięte z regionu Chicago prawdopodobnie
przez jakąś grupę Irokezów. Już w drugiej połowie siedemnastego wieku
Illinois mieszkali po zachodniej stronie rzeki Missisipi. Kolejni mieszkańcy
tej okolicy, którzy wypędzili Irokezów, to Miami z grupy Algonquian. Oni
z kolei odepchnięci zostali około roku 1680 na południe przez Potawatomi,
którzy wówczas zaczęli przesuwać się od zatoki Green Bay w kierunku
południowym, wzdłuż wybrzeży Jeziora. Plemię Potawatomi było od końca
siedemnastego wieku aż do roku 1835, gdy przeszło na zachodnią stronę
rzeki Missisipi, najpotężniejszą tubylczą społecznością żyjącą nad Jeziorem
Michigan. Po 1835 roku nigdy nie powróciły tu znaczniejsze ich grupy, choć
małe zbiorowości żyją tu do dziś dnia. W czasie trwającej w latach 1812-1814
wojny między Stanami Zjednoczonymi a Wielką Brytanią, Potawatomi przy­
łączyli się do Anglików. W 1812 roku dokonali oni słynnej później masakry
amerykańskiego garnizonu w Forcie Dearborn (powstałym jesienią 1803 ro­
ku na terenie obecnego śródmieścia Chicago), mimo, iż wcześniej obiecali, że
bezpiecznie odprowadzą żołnierzy amerykańskich do Fort Wayne (w dzisiej­
szym stanie Indiana). Po wojnie, zgodnie z traktatem zawartym w 1821 roku
w Chicago, Potawatomi oddali Amerykanom pięć milionów akrów ziem po
wschodniej stronie Jeziora Michigan (por. np. Winslow 1946:11).
Na początku dziewiętnastego wieku osada Chicago była bardzo mała. Jej
mieszkańcami byli Indianie, Francuzi, „mieszańcy" francusko-indiańscy,
oraz Amerykanie. Skład ludności był więc złożony, ale złożoność ta nie
okazała się cechą trwałą (bardzo dobrą analizę składu ludności Chicago
w tym czasie znaleźć można na przykład w pracy: Petersen 1977). Osada stale
rosła; zwiększało się też jej ekonomiczne znaczenie w całym regionie. Pierw­
sze lokalne wybory odbyły się w roku 1830. Uprawnione do głosowania były
tylko 32 osoby. Czwartego sierpnia tego samego roku zaprezentowana zo­
stała publicznie pierwsza oficjalna mapa osady (por. Farr 1973:30, 34;
Masters 1933:55).
W 1832 roku rejon Chicago przeżył kolejny konflikt. Była to nowa wojna
z Indianami, tym razem z plemienia Sauk and Fox. Społeczność Potawatomi
nie przyłączyła się do żadnej ze stron. Wojna nie trwała długo. Wódz Sauk
and Fox, Black Hawk, poddał się w sierpniu. We wrześniu amerykański rząd
federalny oraz rząd stanu Illinois zawarły traktaty z plemionami Winnebago
i Sauk and Fox. Indianie przekazali Stanom Zjednoczonym ogromne tereny.
Dla zagwarantowania, iż tubylcy będą wiernie przestrzegać warunków umo­
wy, Black Hawk, jego dwóch synów, prorok Wabokieshiek i sześciu innych
przywódców zostało najpierw zakutych w kajdany i uwięzionych, a później
zatrzymanych w charakterze zakładników. W tym samym miesiącu inny
traktat podpisano w tym samym regionie. Plemię Winnebago przekazało
Stanom Zjednoczonym wszystkie swoje ziemie znajdujące się na terenie
stanu Wisconsin.

56

JANUSZ MUCHA

Po podpisaniu tych traktatów, prawie w pełni osiągnięty został cel, jakim
było usunięcie wszystkich plemion indiańskich ze Środkowego Zachodu
i osiedlenia ich na Zachodzie. Problemem były wciąż jednak plemiona
Chippewa, Ottawa i Potawatomi, które nadal władały ziemiami w północnowschodniej części stanu Illinois, włączając w to szeroki pas wzdłuż wy­
brzeża Jeziora Michigan. Kolejnym zadaniem białych osadników oraz władz
amerykańskich stało się odebranie tych ziem Indianom, udostępnienie ich
białej cywilizacji i umożliwienie szybkiego rozwoju miasta Chicago (Masters
1933:55-58).
Następny rok był bardzo ważny dla historii miasta. W sierpniu Chicago
otrzymało prawa miasteczka oraz urzędową pieczęć. Wybrano nowy zarząd
miasta. Jesienią 1933 roku, gubernator stanu Illinois zaprosił Zjednoczone
Plemię Potawatomi oraz plemiona Chippewa i Ottawa do zebrania się
w Chicago i do rozważenia przekazania władzom amerykańskim pozostało­
ści ich terenów, leżących na wschód od rzeki Missisipi. Większość spośród
zgromadzonych „gości" stanowili Potawatomi. W sumie pojawiło się około
pięć tysięcy Indian. Według Mastersa, a raczej jego informatorów, podczas
Wielkiej Rady wodzów indiańskich „...Indianom sprzedawano w znacznych
ilościach whisky... Indianie wiedzieli, ze są właśnie połykani przez białych...
Pijaństwo wśród Indian było ogromne... Tańczyli oni, walili w swe bębny,
maszerowali dookoła, zatrzymując się przed domami białych mieszkańców
miasta po to, aby stroić miny i pokazywać, jak okropnie pokrywała farba
ich usta; strasznie przewracali oczami... Wyglądali jak błazny i faktycznie
błaznowali własną tragedię... W ten sposób mówili o tym, że ich serca
przestały bić. Wszystko to ciągnęło się z dnia na dzień, a żadnego traktatu
nie udało się wynegocjować. Ranek po ranku, strzał z karabinu w Forcie
(Dearborn - JM) był sygnałem, który miał wezwać radę do podjęcia obrad.
Ale było wiele opóźnień. Jednego dnia jakiś wódz indiański był chory i nie
mógł uczestniczyć w posiedzeniu rady; innego dnia niebo było zbyt za­
chmurzone, a Indianie odmawiali naradzania się w warunkach innych niż
bezchmurne. W końcu, 21 września, Indianie zgodzili się na spotkanie
z komisarzami rządowymi... Po tym dniu spotkali się kilka razy. Dwudzies­
tego piątego września traktat był uzgodniony, został on podpisany dwu­
dziestego szóstego... Pewne sumy zostały przekazane dla opłacenia roszczeń,
na edukację, na młyny dla Indian i na inne rzeczy. Siedemdziesięciu siedmiu
wodzów indiańskich podpisało dokument. Po tym akcie Indianie wycofali się
do swych namiotów. Po kilku dniach już ich nie było. W roku 1923 ustawio­
no na terenie ich istniejącej kiedyś wioski... głaz i tablicę..., które miały
upamiętniać lud Potawatomi (1933; 62-64). W traktacie, plemię Potawatomi
zrezygnowało ze wszystkich swoich roszczeń do jakichkolwiek terenów leżą­
cych na wschód od Missisipi i zgodziło się na przeniesienie do rezerwatu.
Indianie obiecali opuścić Środkowy Zachód w ciągu trzech lat.
Mieszkańcy nowego, „białego" i „ucywilizowanego" Chicago mieli tylko
jedną jeszcze okazję oglądnięcia „u siebie" znacznej liczby tubylczych miesz-

INDIANIE A MIASTO BIAŁYCH LUDZI

57

kańców Ameryki. Dwa lata po podpisaniu traktatu, w sierpniu 1835 roku,
pięć tysięcy Indian, przede wszystkim z plemienia Potawatomi, przybyło do
miasta, aby odebrać ostatnią ratę należnych im dóbr, głównie pieniędzy
i alkoholu. „I tam tańczyli oni - już po raz ostatni. Tańczyli oni swą
tragedię... Rankiem rozpoczęła się wędrówka. W chwili, gdy ostatni Indianin
odszedł na zawsze z tej ziemi, biały człowiek odczuł ulgę... i zapomniał
o nim" (Hayes 1944:75-78). Jest rzeczą interesującą, iż na Zachód, razem
z plemieniem Potawatomi, udali się również niektórzy ludzie zasadniczo
z nimi nie utożsamiani przez ogół białych. Mam tu na myśli z jednej strony
mieszkających na stałe w Chicago i silnie, jak się wcześniej wydawało,
powiązanych z „białą cywilizacją", „mieszańców" francusko-indiańskich,
a z drugiej strony białych mężów kobiet z plemienia Potawatomi. Niektóre
z tych osób były bardzo dobrze znanymi, zamożnymi, posiadającymi własne
przedsiębiorstwa, wpływowymi i szanowanymi obywatelami miasta. Jak się
ocenia, ponad połowa osób uprawnionych do głosowania w roku 1830
przebywała w ciągu następnych dekad w „kraju Indian" (to znaczy na
zachód od rzeki Missisipi) (por. Petersen 1977:62).

Indianie jako „ludzie estrady" dziewiętnastowiecznego Chicago
Jesień 1835 roku oznacza kres wczesnej historii („prehistorii") Indian
w Chicago. W 1837 roku miasteczko uzyskało pełne prawa miejskie. Według
statystyk municypalnych (por. Mucha 1983:339), w 1837 roku miało Chicago
4170 mieszkańców, w 1843 roku - 7580, w 1850 roku - 29375, a w 1860 roku już
109260. Szanowany historyk miasta, Bessie Louise Pierce, twierdzi, iż w ciągu
całego tego okresu Indianie stanowili jeszcze mniejszy ułamek ludności miasta
niż Murzyni (trzeba przypomnieć, iż mowa tu o czasach poprzedzających
masową imigrację Murzynów z Południa Stanów do wielkich, przemysłowych
miast Północy). Statystyki nie odnotowują żadnych w ogóle Indian w mieście
pomiędzy 1835 rokiem a 1860 rokiem. Dopiero w tym właśnie roku, w obrębie
granic miasta, mieszkać miało sześciu Indian. W 1870 roku pozostało ich tylko
pięciu (oczywiście nie wiemy, czy byli ci to sami ludzie). Tubylcy byli jednak
wciąż widoczni, do pewnego przynajmniej stopnia. Już w 1851 roku grupa
Indian Potawatomi, która rozbiła obóz nieco na północ od granic miasta,
stanowiła tak interesujący obraz, że organizowano wycieczki dla miejskich
uczniów, aby ich oglądały. Wspomniana autorka pisze, że w połowie lat
pięćdziesiątych dziewiętnastego wieku, „dzicy mieszkańcy puszczy" wydawali się
zarządcy wędrownego cyrku obiektem godnym reklamy w społeczności, która
znała ich całkiem dobrze jeszcze niewiele lat wcześniej (1940:12, 13). To
zainteresowanie Indianami ze strony przedsiębiorców rozrywkowych miało
utrzymywać się w Chicago jeszcze dość długo.
W ciągu całej drugiej połowy dziewiętnastego wieku, Indianie przybywali
do Chicago wielokrotnie. Byli to na ogół członkowie plemienia Kickapoo,

58

JANUSZ MUCHA

którzy reklamowali na specjalnych pokazach swe różnorodne środki lecz­
nicze. Tubylcy z rozmaitych plemion uczestniczyli też w rozrywkowych
pokazach, organizowanych przez Buffalo Billa i Pawnee Billa. Wywołując
zachwyt i przerażenie zgromadzonych tłumów „napadali" na dyliżansy.
Chicago było miastem rosnącym bardzo szybko. W 1870 roku miało
prawie trzysta tysięcy mieszkańców, w 1880 roku - pół miliona, w 1890 roku
- milion sto tysięcy, w 1900 roku - milion siedemset tysięcy. Stawało się też
ono bardzo znanym i ważnym ośrodkiem politycznym, ekonomicznym i kul­
turalnym, podziwianym przez niemal cały świat. „Szkoda, że nie mogę
pojechać do Ameryki, choćby tylko po to, aby zobaczyć to Chicago', po­
wiedział w 1870 roku Bismarck amerykańskiemu bohaterowi, generałowi
(Philipowi - JM) Sheridanowi... Królowa Wiktoria i (Thomas - JM) Carlyle
mieli również wyrażać podobne pragnienia, o czym mówiło się w Chicago"
(Lewis and Smith 1920:113).
W niedzielę, 8 października 1871 roku, nadeszła tragedia: Wielki Pożar.
Znaczna część miasta została zniszczona. Wielu przyjaciół miasta, bez wzglę­
du na to, czy kiedykolwiek widzieli je na własne oczy, chciało pomóc, „...gdy
wiadomość o nieszczęściu miasta dotarła do Anglii, ...najwybitniejsi brytyj­
scy autorzy podarowali książki, aby uruchomić bibliotekę publiczną w leżą­
cym w gruzach mieście. Idąc za przykładem znanych przedstawicieli wiktorianizmu, w tym samej królowej, angielska publiczność wysłała ponad
osiem tysięcy tomów, które miasto wykorzystało w maju 1872 roku jako
zawiązek swej pierwszej biblioteki publicznej (tamże: 136).
W tym okresie, Indianie jako zbiorowość uczestniczyli w życiu Chicago
dwukrotnie, z okazji wydarzeń o historycznym znaczeniu. Pierwszym z nich
była Światowa Wystawa Kolumbijska, zorganizowana w 1893 roku, a dru­
gim była setna rocznica budowy Fortu Dearborn, obchodzona w 1903 roku.
Indianie, o których teraz mowa, nie byli mieszkańcami miasta, lecz sprowa­
dzonymi speq'alnie „aktorami". Wedle statystyk, w 1880 roku stale miesz­
kało w Chicago tylko 37 Indian, w 1890 roku ich liczba spadła do czternastu,
a w 1900 roku nawet do ośmiu.
Jak mówią cytowani wyżej Levis i Smith, kiedy zaczęły krążyć plotki
o organizowaniu przez USA ogólnokrajowej Wystawy Światowej, mającej
upamiętnić czterechsetną rocznicę odkrycia przez Kolumba Ameryki, rzecznicy
Chicago w praktyce „zaatakowali" Kongres, którego Komisja analizowała
propozycje różnych miast, które złożyły oferty, ubiegając się o honor zorganizo­
wania Wystawy Kolumbijskiej. Chicago wygrało. Wiele było tego powodów.
Miasto było unikalnym tyglem, w którym stapiały się różne rasy i grupy
etniczne, tyglem, który uczynił Stany Zjednoczone tak wspaniałym krajem.
Znajdowało się ono znacznie bardziej niż jakiekolwiek inne wielkie miasto
w centrum ludności kraju. Miało ono bardzo wiele pokoi hotelowych, a także
wiele bogactwa i przedsiębiorczości. Do tego, co okazało się może nawet
ważniejsze, dysponowało ono obszernym wybrzeżem Jeziora Michigan, wybrze­
żem, które pozwalało na prawie nieograniczone zagospodarowanie.

INDIANIE A MIASTO BIAŁYCH LUDZI

59

Bardzo daleko na południe od centrum miasta (czyli od „Loop"), znaj­
dowały się dwie „dzikie" strefy w których, na samym początku lat dziewięć­
dziesiątych dziewiętnastego wieku, zaczęto wznosić wspaniałe budowle. Jed­
ną z tych stref był Jackson Park, gdzie przygotowywano Wystawę Światowa.
Drugą, położoną mniej więcej o jedną milę na zachód, był Hyde Park, gdzie
stawiano właśnie nowy uniwersytet, czy raczej gdzie dokonywała się reinkar­
nacja nieudanego poprzednio przedsięwzięcia podobnego typu. Obie wielkie
inwestycje były bardzo ważne dla miasta i miasto było bardzo z nich dumne.
Pierwszego października 1892 roku pierwsi studenci wkroczyli na piaszczysty
teren nowego kampusu Uniwersytetu Chicagowskiego w dzielnicy Hyde
Park, kampusu z częściowo tylko wykończonymi budynkami. Otwarcie uni­
wersytetu było czymś w rodzaju próby generalnej: mieszkańcy Chicago
oczekiwali teraz poświęcenia budynków Wystawy Światowej (por. Lewis and
Smith 1920:192-97).
Światowa Wystawa Kolumbijska z 1893 roku była sama w sobie wspa­
niałym wydarzeniem. My jesteśmy tutaj jednak zainteresowani tylko jednym
z jej licznych ciekawych aspektów. Niezależnie od „regularnych" budynków,
na Midway Plaisance wzniesiono „wioskę indiańską". W pokazie wystąpili
przedstawiciele plemion Potawatomi, Winnebago, Chippewa i Sioux. Za­
praszali oni do swoich wigwamów, ale także demonstrowali tkanie dywa­
nów i косу, zabawy dzieci i dorosłych, oraz tańce wojenne. Oficjalny prze­
wodnik po wystawie zwracał uwagę na grupy Potawatomi i Winnebago,
jako te, które powinny być szczególnie interesujące dla zwiedzających. Po­
wodem było oczywiście to, że reprezentowały one plemiona, które niecałe sto
lat wcześniej dominowały na terenach, na których obecnie znajdowało się
Chicago (por. Winslow 1946:167).
Nie wszyscy zachwyceni byli sposobem, w jaki Indianie prezentowali się
(czy byli prezentowani) białym Amerykanom, zwiedzającym Światową Wy­
stawę. Jeden z przywódców Potawatomi, Simon Pokagon, był bardzo zawie­
dziony w swych oczekiwaniach, iż jakaś część czy aspekt imprezy pokaże
„postęp", dokonany przez Indian, którzy zaakceptowali cywilizację białego
człowieka. Pokagon ostro zaprotestował przeciw położeniu nacisku na
etnograficzne, tradycyjne elementy życia indiańskiego. Wioskę na Midway
Plaisance uznał za jedną z form eksploatacji Indian i za narzędzie utrwalania
niekorzystnych stereotypów. Na korze brzozowej spisał i wywiesił „Pozdro­
wienie Czerwonoskórego" dla białej publiczności uczestniczącej w Wystawie.
Kilka lat później Pokagon opublikował (jako autobiograficzną) książkę pod
tytułem The Queen of the Woods, ze wstępem i dodatkiem napisanym przez
wydawcę, Cyrusa H. Englesa. Książka stała się dość głośna, ale zdaniem
historyków jest mało prawdopodobne, aby Indianin faktycznie sam był jej
autorem. Zachowały się jego autentyczne listy, które dowodzą, że pisał
bardzo kiepsko. Wydaje się, że żona wydawcy co najmniej bardzo pomogła
mu w przygotowaniu książki (por. Clapsy 1966:23; Beck 1989:8; Clifton
1984:103^1).

60

JANUSZ MUCHA

Następną historyczną okazją, z jakiej Indianie uczestniczyli w zorganizo­
wany sposób w życiu miasta, były obchody stulecia budowy Fortu Dear­
born, mające miejsce od 26 września do 2 października 1903 roku. Jak sobie
przypominamy fort ten został zniszczony przez wojowników Potawatomi
w 1812 roku i odbudowany cztery lata później. Teraz, po stu latach, In­
dianie, w tym Potawatomi, odgrywali rolę swych przodków' i przedstawiali
tańce wojenne ku rozrywce białego człowieka. Około czterystu tubylców
z sześciu plemion przywiosłowało na południe Jeziora Michigan do rzeki
Chicago i rozbiło obóz w Lincoln Park. Tutaj odgrywali oni życie wioskowe
i handel skórami z fortem. Było to ostatnie znaczące wydarzenie w Chicago,
w którym aktywnie i w zorganizowany w grupy plemienne sposób uczest­
niczyła pewna liczba Indian.
Początek XX wieku
Pierwsze lata dwudziestego wieku były okresem bardzo gwałtownego
rozwoju przemysłu rozrywkowego. Chicago stało się szybko ważnym cen­
trum kina niemego. Tu właśnie ulokowane były najnowocześniejsze w Ame­
ryce studia. Kręcono w nich liczne westerny. Dlatego też niezbędni byli
indiańscy aktorzy, których sprowadzano z pobliskiego Michigan. Indianie
grali też w teatrach i rewiach (por. Jahant 1974). Zatrzymywały się w Chi­
cago wędrowne trupy. Przykładem jest słynny „cyrk Euffalo Billa.
W 1904 roku rozbił się w pobliżu Chicago pociąg, w którym jechał jego
zespół. Osiemnastu indiańskich aktorów, pochodzących z odległego rezer­
watu Pine Ridge w Południowej Dakocie było rannych i hospitalizowanych
potem w Chicago. W akcji ratunkowej brał zaś udział znany chicagowski
lekarz, dr Carlos Montezuma (por. Beck 1989:1).
Jak się wydaje, najbogatsze i najważniejsze źródła do badania dziejów
Indian w Chicago w dziewiętnastym wieku i na początku dwudziestego
wieku zawarte są w archiwum wspomnianego wyżej lekarza. Trzy zbiory
dokumentów złożone zostały w chicagowskiej Newberry Library.
Carlos Montezuma zdobył wykształcenie medyczne w 1899 roku w Chi­
cago Medical College. Kilka lat pracował jako lekarz w zarządzanym przez
władze federalne systemie szkół indiańskich. Później otworzył prywatną
praktykę w Chicago, gdzie szybko zdobył reputację wybitnego chirurga
i gdzie mieszkał aż do śmierci w 1923 roku. Doktor Montezuma, „czystej
krwi" Apacz, był wielkim obrońcą sprawy indiańskiej w USA. Utrzymywał
kontakty z przywódcami plemiennymi z całej Ameryki. Na przełomie wie­
ków działało w Chicago Biuro do Spraw Indian, ale miasto było też ważnym
węzłem kolejowym, w którym przesiadali się wodzowie podróżujący z rezer­
watów na Zachodzie do Waszyngtonu. Delegacje zatrzymywały się na ogół
po to, aby naradzać się z doktorem Montezuma.
W ciągu całego swego życia doktor Carlos Montezuma występował
bardzo ostro przeciw wszystkiemu, co jego zdaniem oznaczało ucisk tubyl-

INDIANIE A MIASTO BIAŁYCH LUDZI

61

czej ludności Ameryki. W szczególności występował przeciw federalnym
urzędom zajmującym się sprawami Indian, które znał najlepiej i z dzieciń­
stwa i z pierwszych lat praktyki lekarskiej. W latach 1916-23 redagował
i wydawał miesięcznik zatytułowany Wassaja. To małe czasopismo (cztery
strony) nie zajmowało się szczególnie miastem Chicago, w którym mieszkał
jego redaktor. Miało ono raczej charakter ogólnoamerykański (por. Beck
1989:1). Archiwum Montezumy wciąż czeka na historyków i antropologów,
którzy zajęliby się jego opracowaniem.
Interesującym rysem „indiańskiego Chicago" są pomniki. Dwa z nich są
szczególnie ciekawe, gdy zajmujemy się dziewiętnastym wiekiem. W 1886 ro­
ku wzniesiony został w Lincoln Park posąg zatytułowany Alarm. Autorem
był John Boyle. Statua reprezentuje rodzinę indiańską, której ojciec zdaje się
wypatrywać czegoś w oddali. W 1894 roku, również w Lincoln Park, po­
stawiony został pomnik autorstwa Cyrusa Dallina, zatytułowany Sygnał
Pokoju. Indianin siedzi tu na koniu i pozdrawia kogoś, przypuszczalnie
białego człowieka (por. Gridley 1966:6). Jak widać, w obu przypadkach
Indianie przedstawieni są przez rzeźbiarzy w sposób „życzliwy". Liczne inne
posągi Indian wzniesione zostały w Chicago w dwudziestym już wieku.

Zakończenie
Lata 1835 i 1903 to lata odpowiednio końca „prehistorii" indiańskich
społeczności plemiennych na terenie Chicago i końca zorganizowanego
uczestnictwa Indian w szeroko rozumianym życiu miasta. Społeczność
indiańska pojawiła się ponownie w tym wielki mieście po pięćdziesięciu
latach. Była to już jednak społeczność ponadplemienna, faktycznie zupełnie
nie związana z opowiedzianą tu historią'. „Nowi" Indianie pojawili się
w Chicago jako jedna z dziesiątek społeczności etnicznych i w takim
charakterze funkcjonuje nadal.
Literatura
Beck D.
1989

The Chicago American Indian Community 1893-1988. Annotated Bibliography and
Guide to Sources in Chicago, Chicago: N A E S College Press.

Claspy E .
1966
The Potawatomi Indians of Southwestern Michigan, Dowagiac, Michigan:
E . Claspy Publisher.
C l i f t o n J.A.
1984
The Pokagons, 1683-1983. Catholic Potawatomi Indians of the St. Joseph Valley,
Lanham, New York, London: University Press of America.
Farr F.
1973
Chicago. A Personal History of America's Most American City, New Rochelle,
N Y : Arlington House.

62

JANUSZ MUCHA

G r i d l e y M.
1966
America's Indian Statues, Chicago: Towertown Press.
H a y e s D.B.
1944
Chicago. Crossroads of American Enterprise, New York: Julian Messner Inc.
J a h a n t C.A.
1974
Chicago: Center of the Silent Films Industry, [w:] Chicago History. The Magazine
of the Chicago Historical Society, vol. I l l , Spring-Summer, no. 1, ss. 45-53.
L e w i s L . and S m i t h H . J .
1920
Chicago. The History of its Reputation, New York: Harcourt Brace & Company.
Masters E.L.
1933
The Tale of Chicago, New York: G.P. Putman's Sons.
M u c h a J.
1983
From Prairie to the City. Transformations of Chicago's American Indian
Community, [w:] Urban Anthropology 12, 3 - 4 , ss. 337-71.
1985
Z prerii na ulice. Przemiany indiańskiej społeczności Chicago, „Lud", t. 69,
s. 95-137.
Nowicka E.i Rusinowa L.
1988
Wigwamy, rezerwaty, slumsy. Z dziejów Indian w Stanach Zjednoczonych, War­
szawa: Książka i Wiedza.
Peterson J.
1977
„Wild" Chicago: The Formation and Destruction of a Multiracial Community on
the Midwestern Frontier, 1816-1837, [w:] M . G . Holli and P.d'A. Jones (editors),
The Ethnic Frontier. Essays in the History of Group Survival in Chicago and the
Midwest, Grand Rapids, Michigan: EErdmans Publishing Co.
Pierce B.L.
1940
A History of Chicago, vol. П. From Town to City, Chicago aod London: The
University of Chicago Press.
P o k a g o n S.
1893
The Red Man's Greeting. The Newberry Library Special Collecvions # 320, [w:]
World Columbian Exposition Bibliography.
1899
The Queen of the Woods, Hartford, Michigan: C . H . Engles Publishing.
Spicer E.H.
1982
The American Indians, Cambridge, Mass. and London, England: The Belknap
Press.
U n d e r b i l l R.M.
1971
Red Man's America. A History of Indians in the United States, Chicago and
London: The University of Chicago Press.
W i n s l o w C.S.
1946
Indians of the Chicago Region, C.S. Winslow Publisher.

JANUSZ M U C H A
American Indians and an American City. "Indian" Chicago in the 19th Century
Summary
Until the 1830s, Chicago had been neither a city nor even an incorporated town. However,
the region was very well known to the Indians. The Illinois nation was the first to occupy the
area. What is called Lake Michigan now, was, in fact, known first as the Lake of the Illinois.
Its later and present name came from the Metch-i-ga-mi tribe of the Illinois nation. Some of
its chiefs bore at different times the name of Chicagou. The Illinois were driven from the

INDIANIE A MIASTO BIAŁYCH LUDZI

63

Chicago area probably by an Iroquois tribe. The next group after the Iroquois were the Miami.
They, in turn, were pushed southward by the Potawatomi about 1680. During the war of
1812-14 the Potawatomi joined the British. In 1812 they massacred the American garnison at
Fort Dearborn. After the war, in the Chicago treaty of 1821, the Potawatomi gave the
Americans five milions acres of land on the eastern side of Lake Michigan.
At the beginning of the 19th century the settlement of Chicago was very small. Its
inhabitants were Indians, the French, French-Indians and Americans. The first local elections
took place in 1830. Only 32 persons were eligible. In the same year, the first official
map of the settlement was publicly presented. In August 1833, Chicago was incorporated
as a town. In the Fall, the Governor of Illinois requested the United Potawatomi, Chippewa
and Ottawa nations to gather in Chicago and to consider the cession of the last of their
lands east of the Mississippi. In the resulting treaty, the Potawatomi nation gave up
all its claims to any territory east of the Mississippi and accepted a reservation. The
Indians agreed to leave the Midwest within three years.
The inhabitians of the new, white and "civilized" Chicago had only one more opportunity
to see a large number of Native Americans. Two years after the treaty had been signed, in
August 1835, five thousand Indians, mostly Potawatomi, came to collect the final payment that
was due to them. A large number of settled and established in Chicago French-Indians, as well
os non-Indian husbands, went West with the Potawatomi. Among them were some well known
and respected citizens of the town.
The Fall of 1835 marks the end of the early history of Indians in Chicago. I n 1837 the
town was incorporated as a city. There were no Indians registered in Chicago between 1835
and 1860. In that year, within the city limits, six Indians lived, but in 1870 there remained only
five. However, Native Americans were still visible to some excent. In 1851, a group of
Potawatomies, who encamped a short distance south of the city limits, was so unusual a sight
that school children were taken to pay them a visit.
During the second half of the 19th century. Indians came to Chicago at various times with
medicine shows. Native Americans of various tribes also helped entertrain vast crowds as they
attacked stage coaches in Buffalo Bill's shows or the similar shows of Pawnee Bill.
Chicago as a city was rapidly growning. It was also becoming a very famous and important
political, economic and cultural center, admired throughout the world. In this period, Indians
as a group participated in Chicago life on two historic occasions. The first of them was The
World's Columbian Exposition in 1893, and the seconds was the Centennial of the building of
Fort Dearborn, celebrated in 1903. These Indians were not Chicago's inhabitants but rather
imported entertainers. In 1880 there were only 37 Indians living here permanently; in 1890 their
number decrassed to 14, and in 1900 again to eight.
The very beginning of the 20th century was a period of rapid development from the
entertainment industry. Chicago very quickly became an important center of the silent films
industry. The most modern studios in America were located in this City. Many Westerns were
being produced, so American Indians were necessary as actors and were drawn there from the
state of Michigan. Indians acted in many theatres and shows, too. There were also travelling
groups passing through and stopping in Chicago.
An interesting feature of "American Indian Chicago" are the Indian statues. Two of them
are particular interest when considering the nineteenth century. In 1886, the "Alarm" statue by
John Boyle was erected in Lincoln Park. It represents a Native American family. In 1894, the
"Signal of Peace" statue by Cyrus Dallin was dedicated, again in Lincoln Park. A n American
Indian man is sitting on his horse and greeting somebody, presumably a white man. Many
other statues were erected in the 20th century.
Translated by the Author

Wi-jun-jon w klasycznym ubraniu indiańskim (z lewej) i w mundurze, podarowanym mu
prawdopodobnie przez prezydenta (z prawej), wg: Catlin 1844, vol. 2, tabl. 271-272

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.