0be01e35dd3f540ac565c689aa0bf28f.pdf
Media
Part of Dziennik w ścisłem znaczeniutego wyrazu / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1999 t.53 z.3
- extracted text
-
Dziennik w ścisłem znaczeniu
tego wyrazu
Bronisław M a l i n o w s k i
Od Redakcji
Tym razem prezentujemy początkowy fragment ostatniego zeszytu, który stanowi większość tomu opublikowanego
w 1967 jako A Diary in the Strict Sense of the Term, New York 1967. Tytuł angielskiego przekładu i wydania był wzię
ty z tego właśnie zeszytu. Malinowski zapisywał go w okresie od listopada 1917 do lipca 1918. Są to notatki dość syste
matyczne i służą w dalszym ciągu pracy nad sobą.
W zapiskach tych dochodzi jednak element nowy: pojawia się przyszła żona Elsie Rosaline Masson, która staje się
główną postacią, muzą i powierniczką młodego antropologa. Fragmenty korespondencji pomiędzy Elsie R. Masson
i Bronisławem wydane przez Helenę Wayne (Malinowską) w dwutomowej edycji: The Story of a Marriage: The Letters
of Bronisław Malinowski and Elsie Masson, Routladge 1995 publikowaliśmy na tych łamach (por. „Konteksty" 1997 nr 1-2; nr 3-4). Sylwetkę Elsie Masson przedstawiła też Helena Wayne w swoim artykule Wpływ kobiet na życie i dzie
ło Bronisława Malinowskiego („Konteksty" 1997 nr 1-2).
Malinowski wyrusza w swą trzecią i ostatnia wyprawę: spędza miesiąc w Samarai (na wschodnim krańcu Nowej Gwi
nei), by w końcu dostać się znów na Trobriandy, gdzie spotyka znane krajobrazy, znanych ludzi i ciągle jeszcze nie do
końca poznane problemy. Takim właśnie problemem okaże się wymiana kula.
W poniższym fragmencie odbijają się najlepiej wszystkie te cechy Dziennika, na które w swoim omówieniu zwracał
uwagę James Clifford - trudna sytuacja badacza antropologa, jego wyobcowanie, stany znużenia i zniechęcenia, a przede
wszystkim swoista polifoniczność, poliglotyczność i heteroglosja w samej strukturze tekstu : „»Polski« dziennik jest nie
zwykle wielojęzyczny. Mario Bick, którego zamiarem było zestawienie słownika i ogólne 'posortowanie tej lingwistycz
nej mieszaniny', precyzuje, że Malinowski pisał 'po polsku, często używając angielskiego, słów i zdań po niemiecku,
francusku, grecku, hiszpańsku i po łacinie oraz oczywiście terminów pochodzących z języków tubylczych' (były to czte
ry języki: motu, mailu, kirwiński i pidgin)." (Por. James Clifford, O etnograficznej autokreacji: Conrad i Malinowski,
„Konteksty" 1992 nr 3^1).
(Z.B.)
Dzień za dniem, bez wyjątku, będę tu spisywał zdarzenia
mego życia w historycznym porządku. - Co dzień, sprawdza
nie z dnia poprzedniego: zwierciadło zdarzeń, mozolna oce
na, wyodrębnianie sprężyn życia, plan na dzień następny.
Ogólny plan zależy przede wszystkiem od stanu zdrowia.
Teraz jeżeli będę silny, mam zamknąć się w pracy, wierności
dla mojej narzeczonej, i celu pogłębienia życiowego w teni
samem znaczeniu, w jakiem pracowałem dawniej.
Samarai. 10.11.17.
Wczoraj: rano wstaję koło 6 i 'A (poprzedniego dnia po
szedłem spać wcześnie); czytam dziennik (kawałek, który na
pisałem uprzednio), czytam nowelki O. Henry. Chwile gwał
townej tęsknoty za E.R.M. Przypominam sobie jej fizyczną
obecność, uczuciową atmosferę bezpośredniego wrażenia:
spotyka mnie na schodach Library, przychodzi do mnie rano
i budzi mnie itp. - Koło 12 wychodzę, idę naokoło wyspy,
droga błotnista, dzień deszczowy, chłodny, powiew od gór
(pokrytych śniegiem?). Jem lunch i gadam z Solomonem, po
1
96
południu drzemka, budzi mnie okrzyk KAYONA [nazwa stat
ku] - pomieszałem to imię z ITAKĄ. Idę do Banku,
B[urns]P[help]&B.N.G. (Mr. Wilkes, który mówił ze mną
o Thomasie i dał mi parę fotografii, zaprasza mnie na wieczór
któregoś dnia). Potem szpital; w myśli picuję się do „matrony" [siostra przełożona], która wydaje się przystojna i bycza.
Teddy [Auerbach] opowiada o kopalniach złota share'sach
[share - akcja] i claimsach [claim - działka], zabawny żar
gon. Idę znów naokoło (spotykam 2 chłopców z Mailu); ko
lacja, rozmowa z Salomonem i Capt. Hope, który advancuje
[advance - wysuwać] paradox, że all busines is gambling [ca
ły biznes jest hazardem], poczem ja definjuję socjalizm jako
usunięcie gamblingu z business'u. Wstrętne facety z tropikal
ną rozlazłością i [?]. Wieczór idę do szpitala, gdzie Teddy
opowiada historje o „holding court"(Comaia który przerywa
„you bloody liar" [przeklęty kłamca]; i inny facet, który
mówi Campbellowi [??] & potem oskarża go o to, że [?] bo
ys to get money). Mówimy o Sabaku i t.p. Przez ten czas,
podświadomie czekam, ażeby być przedstawionym nursie.
Idę o 9=tej z jakimś facetem. Siedzę do 10'A i picuję się do
Mrs. Cofton, która jest niegłupia, jakkolwiek bardzo niekul
turalna. W myśli macam ją i rozbieram, i rachuję, ile czasu by
mi zabrało, ażeby ją obłapiać. Przedtem jeszcze mam myśli
lubieżne o L.P W ogóle zdradzam złotko [Elsie] w myśli. Moralna strona: dodatnio notuję brak czytania powieści
i tendencję do skupiania się; ujemnie: picowanie się w myśli
do matrony: lubieżne powroty do L.P. Także fatalna tenden
cja do „karania" i parania się w myśli z wszystkimi tymi dra
niami, którzy mi tu dokuczają, zwłaszcza z Murrayem. To ka
ranie przybiera zwłaszcza formę ironicznych uwag
w przedmowie do Magn[um] Opus, w przemowie w Royal
Society po odczycie Murraya, w uwagach zwróconych do je
go brata. Poram się też i peszę Stronga, B.P, Campbell'a i.t.p.
- Z drugiej strony, jasno sobie zdaję sprawę ze śmieszności
tego i postanawiam tego już więcej nie robić. Dziś rano napróżno wyglądam Itaki. Zdaję sobie sprawę,
że jeżeli zdołam opanować moralną stronę mojej chwilowej
anarchii, wejść w głęboką samotność i rozpocząć nieugięte
pisanie dziennika, to czas mój spędzony tu nie będzie na dar
mo. - A więc na przyszłość E.R.M. jest moją narzeczoną
i więcej, istnieje dla mnie tylko ona i nikt inny; nie wolno mi
czytać powieści, chyba że jestem chory albo w stanie gwał
townej depresyi; oba stany należy przewidywać i vorbeugen
[zapobiegać]. Celem mojego pobytu tutaj jest praca etnologiczna; która musi mnie pochłaniać, za wykluczeniem wszy
stkiego innego. Nie wolno mi myśleć o „zemście" albo „ka
rach" i brać serjo Spencera, Murraya, albo którąkolwiek inną
świnię.
2
11.11.17. Niedziela.
Wczoraj: rano piszę trochę, trochę „myślę" i tracę czas.
Koło ll=tej idę do B.P. - brak jednej skrzyni. Potem do
B.N.G. Kupuję buty, soczek. Ted. A. jest „źle wychowany"
w stosunku do mnie. To mnie peszy i irytuje. Opanowuję to;
wracam do domu, piszę list do Bramella. Lunch; pokazuję
3
Tedowi i Captainowi moją broszurę ; potem drzemka; piszę
listy do Leily i do Taxacyi; idę do Spillera; Capt. siedzi tam
wracając żółć na mieszkańców Samary i. Potem sam idę nao
koło wyspy - lekkie zmęczenie, wątrobiastość; biegnę kawał
kami; jem mało wieczorem; czuję się byczo, idę do Hintona;
młody cokney, przystojny, z otwartą głową; opowiadający
świńskie historje dowcipnie; interesuje się muzyką + śpiewa
i komponuje karykatury sentymentalnych piosenek! Idę znów
naokoło, Wenus świeci nad Rogeją; skupiam się; pragnę my
śleć o przeszłości; zrobić syntezę roku przeszłego. Formułu
ję pierwotne uczucie dla E.R.M., głęboką wiarę w nią, wiarę,
że ma ona skarby do dania i cudowną moc rozgrzeszania
grzechów. Stąd moje spowiedzi, stąd mówię jej „najgłębsze"
rzeczy, które przeżywam. Pragnienie heroicznych i drama
tycznych przeżyć i zwierzeń ostatecznych. Potem myślę
0 niej intenzywnie i płonę namiętną miłością do niej. Meeresleuchten [fosforescencja]: tajemniczo, leniwie ogień zielony,
zimny rodzi się w fali gaśnie znowuż. Wracam, piszę do El
sie. - Moralnie trzymam się nieźle. Lubieżne myśli o Leili
tłumię wspomnieniem zasadniczo odmiennego stanowiska
w stosunku do L.P. i E.R.M. - (Silna fala uczuciowa dla Paw
ła i Jadwigi ). Nie myślę prawie całkiem o „prześladowaniu"
1 przyjmuję wszystkie ewentualności spokojnie i swobodnie.
Postanawiam dziś spisać wspomnienia z Melbourne dla sie
bie;
4
Poniedziałek 12.11.17.
Wczoraj: po napis[aniu] dziennika lecę na krótki spacer.
Dzień pogodny i chłodny powiew, ale mocny upał słońca.
Czuję się b. dobrze ze zdrowiem; potrzeba fizycznego ruchu,
biegnę drogą. Po śniadaniu pragnę się zabrać do retrospek
tywnego] dziennika. Trochę branzluję czas, przeglądam Syd
ney Mail, ilustracje. Biorę od „Capitaina" moje dzieła i niosę
97
do Hintona. Capt. robi uwagi o nieinteresującości tutejszych
nativow i ich niewdzięczności. - Potem z przerwami i odchy
leniami piszę retrospektyw schematycznie. Koło 12'A gimna
styka: czuję się po temu. Upał szalony. Po lunchu czytam
Swinoburego [Swinburne ]. Kładę się spać, leżę, ale nie śpię;
odganiam myśli lubieżne. Wstaję o 3=ciej z Tedem wygląda
my Itaki; Tedowi nawet za gorąco. Jestem wypuffowany, tak,
że nie mogę nic intenzywnie robić. Piszę listy: Mayowie, Boreniusy, Elsie. Idę do kąpieli; do Spillera, gdzie mówimy
0 statkach, które wrecnęły [wreck - rozbiły się] i o czarnej fe
brze. Potem naokoło: mnóstwo ludzi i boyów, którzy jedzą
coconuty [orzechy kokosowe] i grają na flecie. Native półcywilizowany, włóczący się po Samaryi, jest dla mnie czemś
apriorycznie wstrętnem i nieinteresującem. Nie czuję bynaj
mniej natchnienia, ażeby pracować nad niemi. Myślę o Elsie
1 przypominam fazy naszej ostatniej miłości, skojarzonej
z socjalistami. Obiad; rozmowa na werandzie z Capt. o poli
tyce angielskiej. Jego nerwowo namiętne inwektywy na
Asquitha; jego osobista znajomość ze Smithem, Botha etc.
etc. Jego obrona konserwatyzmu. Ja kiwam głową i zgadzam
się, potem ja wygłaszam antyniemiecką tyradę (właściwie to
jest głupie z mojej strony). Rozmowa z 3 córkami hotelu. Ich
wycieczka na mainland, ich orchideje i ich ideje: dama, która
maluje wszystkie kwiaty itp. itp. Wieczorem macam wątrobę
kelnerki i dostaję erekcyi, zamiast napisać parę wierszy do
Elsie. Zasypiam łatwo i prędko.
Morale: najważniejszą rzeczą jest eliminowanie stanu roz
prężenia, czyli pustki wewnętrznej, w których źródła wewnę
trzne nie wystarczają. Jak np. wczoraj popołudniu, kiedy nie
wiedziałem, do czego się zabrać; lub wieczorem, kiedy traci
łem czas poruszając się po linii najmniejszego oporu pod
świadomej lubieżności (gadanie z babami). Powinienem ja
sno i wyraźnie czuć siebie w oderwaniu od obecnych warun
ków życia, które same sobie nie istnieją dla mnie.
Metafizycznie: tendencja rozprężania się, gadania, robie
nia podbojów jest zwyrodnieniem tendencyi twórczej;
odzwierciedlania rzeczywistości we własnej duszy. Nie wol
no pozwalać na to zwyrodnienie. Myślę, jak sformułować Sa
marai dla Elsie i jej książki: sprzeczność między malowniczością pejzażu i poezją wyspy na oceanie a marnością tego
życia tutaj.
5
Wtorek 13.11.[ 17]
Wczoraj: idę naokoło wyspy i piszę dziennik na ławce.
Lekkie zmęczenie i ucisk na oczy i głowę (chinina?). W domu
piszę retrospektyw Melburnski. O 10 i Ъ idę do B.P. i proszę
Burtona, żeby mi poszukał zaginionej kiesy Stasia. Herbata
(morning tea) u Hendersonów; orchideje i paprocie. Wymoczkowata Mrs Smith mówi mi o P=t Darwin ja [o] Elsie - wy
mieniam jej nazwisko. Potem w domu; czytam folk tales
w Seligsie. Drzemię przed objadem. Drzemię po ob[jedzie]
0 3 i Чг showerbath [prysznic]; potem znów czytam. Brak mi
sprężyny do skończenia dziennika. O 5 = tej idę naokoło wy
spy. Po objedzie namiętna tęsknota z E. „Gdybym mógł wstać
1 iść do niej piechotą, tobym zaraz zaczął iść. Takaż tęsknota
popołudniu. - Koło 4 i 'A, kiedy kończę czytanie Seligsa, me
tafizyczna tęsknota, uwięzienie w istnieniu, symbolizowane
wyspą. Wstać, iść naokoło, szukać, co się kryje za węglem tylko uciekam przed samym sobą, zamiana jednego więzienia
na drugie. Wieczorem gadam z Tedem, decyduję się czekać na
Itakę - ażeby dostać boyów w Dobu. Idę z nim do szpitala.
Hartley, sympatyczny facet, opowiada o Nelsonie, który wy
grzebał się z nędzy i który na próżno oczekuje żony każdym
98
statkiem. Idę naokoło wyspy. Gwiazdy się jarzą; morze fosfo
ryzuje. Wracam do domu - myślę o E.R.M. cały czas, piszę do
niej. - Uczuciowo, moja miłość do niej - silna, głęboka, prze
nikająca wszystko - jest głównym elementem mego życia.
Myślę o niej jako o mojej przyszłej żonie. Czuję głęboką na
miętność - opartą na duchowem przywiązaniu. Jej ciało jest
jakby sakramentem miłości. Chciałbym jej powiedzieć, że jesteśmy zaręczeni, że pragnąłbym mieć wszystko otwarcie
i publicznie ustanowione. Ale doświadczenie z N[iną] Stir
ling], której oświadczyłem się zbyt impulzywnie i przedwcze
śnie, skłania mnie do umiarkowania w słowach. - Jestem
wciąż skupiony i spokojny. Upały nie męczą mnie zbytecznie.
Przyjmuję chwilowe uwięzienie w Samarai, jako rzecz nieu
niknioną i dobrą, o ile czas ten poświęcę na skupienie się i na
przygotowanie się do pracy etnolog. Wyeliminowałem lubież
ne rozproszenia myślowe, i popędy powierzchownej flirtacyi,
np. chęć zapoznania się z byczemi kobietami tutaj (zwłaszcza
matron); w ogóle staram się pokonać metafizyczny [?]: wsiech
nie pieriejebiosz! Myśli: pisanie dziennika retrosp. daje mi du
żo, refleksyje: dziennik jako „historya" faktów absolutnie do
stępnych obserwatorowi, jednak pisanie dziennika wymaga
głębokiej wiedzy i daleko idącego trainingu; zmiana teore
tycznego punktu widzenia; doświadczenie w pisaniu dopro
wadza do zupełnie innych rezultatów, nawet nie zmieniają[c]
obserwatora. Cóż dopiero u rozmaitych obserwatorów!
A więc nie można mówić o objektywnie istniejących faktach:
teorja stwarza fakty. A więc nie ma historyi jako wiedzy
odrębnej. „Historya" jest obserwacją faktów w myśl pewnej
teoryi; zastosowaniem tej teoryi do faktów, jak ją czas rodzi. Życie, które leży za mną, mieni się opalizującą różnorodno
ścią barw. Niektóre rzeczy uderzają i pociągają mnie. Inne są
martwe. Miłość do E., która podczas trwania była dość bez
władnym elementem, teraz mieni się różnorodnością barw.
Sprężyna intelektualnych interesów (praca naukowa; plany
socjologiczne; dyskusje z Pawłem) nie mają tego napięcia.
Ambicje i żądza działania i formułowania się, są jeszcze bar
dziej szare w retrospekcie.
Środa 14.11.[17].
Wczoraj: rano pracuję nieźle nad dziennikiem - piszę in
tenzywnie i nie tracę sprężyny. E.R.M. wciąż jest ze mną. Nie
czytam powieści; czytam Swinburna; umiem jej listy i telegra
my prawie że na pamięć i patrzę na jej fotografie. Popołudniu
drzemka, czytam Seligmana; dusz; idę na spacer. Czuję się
dość silny, wspinam się na górę, wciąż myśląc o Elsie. Po obje
dzie siedzę i rozmawiam z Truthful James i Mrs Young o plan
tacjach kokonutowych i o kauczuku. Potem idę do Leslie's Ho
tel, skąd zabieram młodego faceta i idę spacerem naokoło wy
spy. Pijemy ginger ale [piwo imbirowe]; potem idę do Hinto
na; oglądam jego szyldkret. Stamtąd wracam do domu i piszę
list do E.R.M. W nocy „biblja" na czysto fizjologicznej podsta
wie (zbyt dużo jem, zwłaszcza pieprznych rzeczy). Dziś. Wstaję o 6 i 'A; sail-o! [okręt na widoku!] Makumbo
o 7 i 'A jest już u warfu [wharf - przystań]. Idę na spacer po
cienistej stronie wyspy. Piszę list do E.R.M. i N.S., przeglą
dam resztę listów, dopisuję je, pieczętuję. Rekomenduję list
do E.R.M. Idę na statek. Capt. Hillman stawia mi claret & so
da. Dyskusja z komendantem Burrows o Niemieckiej administracyi. On chwali ich systematyczne, efficient [sprawne]
szpitale; ich troskę o dobrobyt nativow. Ja ganię i chwalę laissez faire. On rżnie na Sacre Coe[u]r w Niemieckiej]
N[owej] G[winei] i chwali Marist Mission. - Potem wracam
do miasta; ginger ale z Tedem i kapitanem Hillm[anem].
Wracam na statek. Oddaję paczkę [Mc] Crannowi i piszę list
do Khunerów. Rozmowa z Higginsonem i komendantem
0 naturalnych zjawiskach etc. - Potem lunch; mówimy o et
nografii. Patrzymy na chart [mapę] niemiecką, niemieckiej
Gwinei. Opowiada mi o swoich eksperiences [experiences doświadczenia], o różnorodności krajowców na różnych wy
spach; o niemieckich kolonistach, zwłaszcza o Doiły Parkin
son i jej matce, i ciotkach. O 3 i 'A wracam do domu, gawę
dzę z Ramsayem. Wracam na statek: rozmowa z Dr. Harse
1 komendantem o Niemieckiej administracyi, o Rosyi
i o wojnie.
Czwartek 15.1 Ц П ] .
Wczoraj: o 5=tej idę naokoło wyspy i czuję potrzebę exer
cise [ćwiczeń]; piszę dziennik na ławce. Jestem trochę pod
niecony i rozproszony dniem spędzonym na statku. Idę na cy
pel na górkę i patrzę na morze. E.R.M. jest ciągle ze mną.
(Ale zupełnie nie pamiętam, o czem myślę na tym spacerze!)
Aha: między innymi interesuje mnie przyroda. Poprzedniego
wieczora: jadowita verdigris Sariba wbita między morze ko
loru rozpalonej czy fosforyzującej magenty, z poolami tu
i tam zimno niebieskiego refleksu; odbłysk na wodzie różo
wych chmurek i elektric-green czy saxe-blu nieba. Wczoraj
wieczór: niebo i morze wyraźnie niebieskie, spokojnym, peł
nym błękitem; pagórki mieniące się głębokimi fioletami i intenzywnym kobaltem rudy miedzianej, a nad nimi dwie czy
trzy baszty spiętrzone chmur płonących skalą intenzywnych
pomarańcz, okier i róż. - Chciałbym ją tu mieć. Wracam, sły
szę na gramofonie „chłopcze ty, spełń me sny" i chwyta mnie
chandra za winem życia. Żal że E.R.M. nie tańczy w moim
stylu. Adage [przysłowie]: „kto tańczy ze sobą dobrze, ten nie
będzie żył w zgodzie". - Spotykam Mrs. Henderson, Baldie
i Annie. Rozmowa, staram się być interesujący. Zawsze baby!
- Po kolacyi rozmowa z Capt. Hopem, który mnie obdarowu
je swymi favours. Potem rysuję plany grzebieni. Szyldkretomania. Idę naokoło wyspy z młodym facetem, który przyje
chał ze mną i jest u B.P. Uskarżamy się na niegościnność Samarai; opowiada mi swoją historję. - Rozmowa z babami hotelowemi. Idę spać, myślę o Elsie. Sen: na rogu M.H. czekam
na tram idący do Brighton [przedmieście Melbourne]. Patrzę
i słucham, czy idzie. Łapię go na rogu. Żal, że jestem sam i że
nie ma E.R.M. Myślę o tym dniu, w którym wrócę do
Melb[ourne], ona spotka mnie na stacyi i będziemy znów ra
zem jechali na [?] front.
6
Myśli: dziś rano - teorja świadomej akcji narodowej.
A responsible collect 20 tys. zł ive action of a state [odpowie
dzialne działanie zbiorowe państwa]. Teorja tego, co mówi
łem E.R.M. w naszej 1. rozmowie, że nie ma sensu mówić
o ..Anglii", „Niemczech", które „chciały", które „źle racho
wały" i.t.p. Spiszę tę teorję dla E.R.M.!
Plan zorganizowania ściśle naukowych dyskusji w R[oyal] A[anthropological] Institute]. Usunięcie of the hybrid, se
mi popular meetings without any discussion; neither popula
rizing science, nor giving any definite results [hybrydalnych,
pół-popularnych spotkań bez żadnej dyskusji, ani nie popula
ryzujących nauki, ani nie dających żadnych określonych wy
ników]. Potrzeba: postawienia definitywnego zasadniczych
problemów i jednolitości w pracy; udziału wszystkich,
przynajmniej reprezentatywnych facetów w dyskusyi.
a
ma dzieci; wylany i ekskomunikowany; żeni się; krajowcy
robią dla niego plantację; staje się naprawdę bogaty; przyję
ty ponownie na łono kościoła (Father [?]) Także Miss Gofton
opowiada mi o planterze, który po pijanemu, gwałtem, bie
rze native girl [tubylczą dziewczynę] Chalfeart) 14 letnią;
trzyma ją przez 2 lata wbrew jej woli; kupuje jej mnóstwo
rzeczy; gramofon, maszynę i.t.p. Potem ona przywiązuje się
do niego. On jeździ na południe; żeni się z białą; czarna ro
bi awanturę; idzie do jego domu; zabiera maszynę etc. Biała
dowiaduje się i opuszcza go, idzie na południe. - Potem ja
idę do Higginsona, daję mu moje reprinty, rozmawiamy tro
chę; wydobywa rzeczy z Custom shed [magazyn celny].
Rozmowa z Burtonem o szalonych upałach w W[est]
Australia] i o jego secluded mode of living [samotniczy tryb
życia] w Samarai. Wysoki barczysty facet z dystyngowaną
twarzą i dobremi manierami. - Po lunchu przeglądam check
book [książeczka czekowa]; listy Elsie i układam chronolo
gię naszej znajomości. - Koło 4=tej ładuję kamerę, przygo
towuję się. Fotografowanie E. i Smithów. Spacer przez pa
górek, nieheroiczne zachowanie się w stosunku do psa. Wie
czorem idę do Hintona; szyldkret; potem do Wilkesa, który
pokazuje mi nieprzeliczone fotografje, nie daje mi nic do pi
cia! Ból zębów Teda. Akces zmysłowości niezdyferencjowanej, który postanawiam przezwyciążyć. Myślę o E.R.M., ale
gwałtowność tęsknoty stępiała. Prawie że pogodziłem się
z losem mieszkania w Samaryi, zresztą niewątpliwie nie tra
cę tu czasu!
Sobota 17.11.[17]
Zupełnie nie myślę o jeździe do Trobr[iandów]. Tak jak
by tej możliwości nie było. Wczoraj: Dziennik retrosp.
o E.R.M. rano intenzywnie przeżywam przeszłość tej jesieni
kiedy ją poznałem. O ll=tej idę patrzyć na fotogr[afie],
które się suszą, i piję morning tea z babami. Przedtem je
szcze, biegam za Everettem i obstalowuję launch [szalupę]
na po południu. Rozmawiam z Mrs. Mahoney i z facetem,
Osborne z Rossell Ind. Zabawna ich niechęć do dania mi ja
kichkolwiek informacyi. Po prostu lenistwo i rodzaj pustki,
prawdopodobnie? Piję drink z Everettem i on mówi mi o ku
la twierdzi, że Misima nie była w kuli, tylko Panaiati i Panapompom; Tubetube i Wari; a także Rogea - [??]. Po obie
dzie jadę; poczucie „własności" i „rozbijania się" autom,
łódkami. Cudny widok. Tropikalna gęstwa, głębokie cienie;
jarzące się kwiaty hibisku. Siedzę przed native house [tubyl
czym domem], gdzie przygotowują soi. Uczucie zdezorjentowania, które mam zawsze, gdy jestem w nowej nieznanej
miejscowości między natywami. Zewnętrzne rzeczy, zagro
dy, budowa domu, przygotowanie do soi [święto]; zarośnię
te kawałki w wiosce, rozłożenie wiosek, to wszystko mnie
pobudza, ale czuję impotencję i bezcelowość badań, jeżeli
nie mam pozostać dłużej. Pejzaż, warunki, w których żyję to pobudza mnie niezmiernie do badań. W Samarai po pro
stu nie mogę nic robić. - Myślę, na czem polega najgłębsza
esencja moich badań: wykazać, jakie są jego [krajowca]
główne pasje, jakie są motywy postępowania i cele. [Dlacze
go boy „sign-onuje" [sign on - przyjąć się do służby]? Czy
każdy boy, po pewnym czasie, gotów jest sign-offować?} Je
go istotny, najgłębszy bieg myśli. Tu staje przed nami nasz
własny problem: co jest istotą w nas? Wracam do Adolfa Bastjana: Universalgedanke [myśl uniwersalna], Volksgedanke
[myśl ludowa] ect. 7
8
Piątek 16.11.[17]
Wczoraj: rano pracuję nad retrosp. dziennikiem. Miss
H.U. o 11 =tej herbatka, rozmowa o misjonarzu w [?], który
Wracam, mając małą nadzieję, że [?] przyjedzie. Spesze
nie 10/. szylingami Everetta. Niosę fotogrfafie] do Smitha. Po
99
kolacyi idę z turtleshell [skorupa żółwia] do Leslie's pub; po
tem wracam; rozmowa z Mrs Gofton, Charlie Leslie, piecho
tą [?]. Potem wszystkie baby; piłuję w tylnej werandzie. Wieczorem w łóżku silna fizjolog. zmysłowos'ć i [?'.'] - Po
spuszcz. się mys'le, że tylko E.R.M. kocham naprawdę fizycz
nie. Morał: zaczynam „osiadać się" w Samarai: szyldkret; ba
by; spacer, widok z mego okna - wszystko to przesiąknięte
myślami o E.R.M. wystarcza mi normalnie. Chwilami jednak
tęsknię za nią, chciałbym ją widzieć, powiedzieć jej jak ją ko
cham, ile czasu z nią zmarnowałem na pół-miłość. Parę dni
temu miałem rozpacz na myśl, że mogę nigdy jej, nie zoba
czyć. Wczoraj znowuż, staram się uprzytomnić moją apatję,
a nawet antypatję parę tygodni przed wyjazdem do Adelajdy.
- Jestem rozproszony; zbyt mało piszę dziennika; zbyt dużo
gadam i nie jestem sobą. Wczoraj po powrocie z Sariby
chciałem czytać powieść. - W takich chwilach mam ostrą
jakkolwiek powierzchowną tęskn[otę] za E.R.M. Gdyby ona
tu była byłbym szczęśliwy?
Skupić się, wrócić do pisania dziennika. Musisz się pogłę
bić. Zdrowie ci dopisuje. Czas zebrać siły i być sobą. Opu
szczaj chwile małych i marnych niepowodzeń, strat material
nych itp. i badź sobą!
Niedziela 1 8 . Щ 1 7 ] .
Wczoraj: rano przychodzi Ginger, namawiam, targuję
się; sign on; wydobywam papier fotograficzny; wracam, pi
szę dziennik; w B.N.G., kupuję papierosy i jelly [galaretka].
Potem piszę retrosp. E.R.M. Po lunchu strzygę się i czytam
głupi magazyn (który mi na każdym kroku przywodzi na
myśl E.R.M.). Potem znowuż piszę; alarm, że Ithaka przy
jeżdża; idę z Tedem na jatkę; pracuję nad grzebieniem; ko
lacja; rozmowa z Mrs Gofton; siedzę i myślę o E.R.M. Spa
cer naokoło wyspy; chwilami czuję się spokojny i szczęśli
wy; chwilami rozpaczliwa tęsknota za E.R.M. i „życiem".
Myślę o mojem przeznaczeniu; gdybym ja nie wrócił, ona
by zapewne znów kogoś znalazła; myślę o Charles i o tern,
że ja naprawdę mam przyzwoitą attitude [postawę] w sto
sunku do niego i do jej przeszłości. Siadam na chwilę na
ławce; gwiazdy; myślę o objektywnej rzeczywistości: gwia
zdy, morze, olbrzymia pustka wszechświata, w której czło
wiek się grzebie; chwile zlania się z objektywną rzeczywi
stością, chwile w kt[órych] dramat wszechświata przestaje
być stage [sceną], a staje się performance [przedstawie
niem], są to chwile istotnej Nirwany. Przez moment myślę
znowuż, że mogę jej nigdy już nie widzieć i rozpacz mnie
chwyta. Szepcę jej imię w ciemną noc; chciałbym jej powie
dzieć, że ją chcę za żonę; myślę o tern, jak zaanonsujemy to
starym Massonom, gdyby mnie oni chcieli wiedzieć na tych
warunkach, nie mógłbym żywić dla nich niechęci. Piszę do
niej bardzo miłosny list.
Postanowienie: spokojnie; bez zaciśniętych zębów; piszę
dziennik retrosp., jako pracę przygotowawczą. Istotą tego jest
spojrzenie w przeszłość, głębsze ujęcie życia (Wczoraj
na wieczornym spacerze staram się pogłębić te myśli). Ale
w tym celu musisz pisać dziennik i przypominać fakty w spo
sób nieco formalny.
Absolutnie wyeliminuj myśli zmysłowe; tylko miłość dla
E.R.M. istnieje (wczoraj wieczorem myślami z L.P. itp. i ja
sno uświadomiłem sobie, że z jednej strony piszę szczerze
płomienne listy do Rózi [Elsie Rosaline], a równocześnie
myślę o świństwach a la Casanova. Czytając mój list E.R.
nigdy by nie podejrzewała mnie. - Uświadamiam sobie to
i lubieżność odpada sama przez się).
100
Poniedziałek 19.11.[17].
Wczoraj: Deszcz rano, chłodny, chmurny dzień; w ogóle
jak dotąd nie czuję gorąca. Chwilami zapominam, że jestem
w tropikach, tak byczo się czuję subjektywnie. Niemniej
energja jest zmniejszona pokaźnie. Po śniadaniu (mam lekki
ból głowy z ciśnieniem od wewnątrz na gałki oczne) kładę się
na chwilę. Potem retrosp. E.R.M. 20 po 10=tej biorę (w chwi
li rozprężenia) magazyn i z obrzydzeniem i wbrew lepszym
instynktom, czytam go aż do 20 po 11. Zwichnięty, idę na
spacer, ażeby się skupić. Skupiam się i fala czułości do
E.R.M. Myślę też, że powinienem jej pisać b=ej objektywne
listy, zdając jej sprawę z moich wątpliwości (kiedy sobie sta
ram przypominać jej braki fizyczne i kiedy przypominam
i analizuję moją chwilową antypatję do niej; także opisać jej
odpływy uczuciowe, w których jestem względnie obojętny
i upadki moralne, kiedy picuję się do innych kobiet lub mam
lubieżne myśli. - Na spacerze czuję się byczo fizycznie, po
trzeba ruchu (rano zrobiłem dość dużo gimnastyki) i idę pod
górę potem schodzę na dół. Siedzę na ławce, spotykam
Osborne'a. Gadamy o Rossell Ind, facet podoba mi się lepiej
niż z początku; R[ossell] Ind pociąga mnie. Szczegóły, które
mi zdaje b. są interesujące. Ja „bragguję" [brag - przechwa
lać się] co do mojej zdolności językowej etc. Idziemy na Yela Gili. Po lunchu idę spać do 3=ej. Showerbath (pewna ocię
żałość, ból głowy wzrasta). Potem rozmowa z boyami
i Osbornem na Yela Gili. Idę do domu; naokoło wyspy; za
chód, piszę parę wierszy dla E.R.M. - Wieczorem karty; roz
mowa o polityce; bawi mnie z jednej strony zaciętość, z którą
ci faceci gadają przeciw Bruce'owi i Murray'owi. Z drugiej
podoba mi się bad language, który Ted używa, gdy z drugiej
strony przepierzenia leży Annie (mówimy o pokusach).
9
Moral: Fatalny upadek w czytanie magazynu. Jestem fi
zycznie dość silny, żeby pokonać wszystkie rozprężenia
i opanować stany, których nie uznaję. Także czas, żebym po
zbył się bezwładności, poruszania się po linii najmniejszego
oporu. Wczoraj 3 fatalne rzeczy: czytanie głupiego szmelcu;
bezwładność wieczorem w siedzeniu z draniami i piciu z ni
mi. A także zbyt zmysłowa postawa w stosunku do Mrs Go
fton i Baldie. Sypię im komplementy i mam ten ogólny
Schnitt, w którym spoczywają możliwości macania.
Postanowienie. Nie wolno ci lecieć na dno po linii naj
mniejszego oporu. Dość dużo już zepsułeś w najpiękniejszej
miłości twego życia. Teraz muszę skupić się na tern. Usunąć
potencjalną lubieżność z mojego interkursu z babami. Trakto
wanie ich z kantu jako special palls. Nic z tego i tak nie bę
dzie - a raczej byłoby fatalnem, gdyby coś było. Nie picuję
się. Gdyby ona tak samo się zachowywała, byłoby to dla
innie klęską.
Dodatek. Wczoraj idąc na spac[er] popoł[udniu| analizuję
przyczyny mojego Dostojewskiego stanu. Prawdopodobnie,
główną przyczyną było, że ulegając mi, stając w osobistym
stosunku do mnie straciła ona urok bezwzględnej wierności;
a także urok rzeczy niedostępnej i objektywnej. Z drugiej
strony tak nagle stanęła przede mną jako kochanka, że nie
mogłem jeszcze jej pożądać dostatecznie, kiedy ją miałem.
Myślę też o N.S. i mam wyrzuty sumienia. Niemniej widzę
jasno, że mój stosunek do niej byłby niemożliwy. Za nic bym
nie zamienił E.R.M. za nikogo.
Wtorek 20.11.17.
Jestem dziś i wczoraj wieczór roztrzęsiony, głównie na tle
robienia grzebieni i powodzenia w tern. Mam artystyczny
Rausch, trochę w stylu pisania wierszy. Także starałem się ro-
bić wrażenie na Smithie i na wszystkich, których tu widzę. Z drugiej strony chummyuję [chum - bratać się] z babami,
gram z nimi w karty 2. wieczór i jestem stanowczo pod-uczarowany Mrs Gofton, która jest niewątpliwie w stylu Mamie
Masson. Mysie o jej „duszy" i stanowczo ona jest „kobietą"
dla mnie przez jakie 2 godziny. Widać, że to musi być długi
i pracowity proces, zanim się wydobędę z tej kałuży!
Wczoraj: rano pogodne, lecz chłodne; gimnastyka, golę
się. Potem idę do Higgins[on]a [sędziego rezydenta Samarai],
gotów do wycieczki na Saribę. Odkłada do wtorku. Wracam
do domu, zawieszam pisanie retrosp. dziennika, tylko na
chwilę chcę robić szyldkret. Zaczynam o 9=tej i siedzę aż do
l=szej, idąc do Smitha, który mi daje doskonałe wskazówki.
Popołudniu znowu pracuję i piszę list do E.R.M. na dole,
podczas gdy Ginger skrobie. Idę do Smitha o 5=tej, planuje
my narodziny nowego Papuańskiego stylu. - Wieczorem ry
suję nowe desenie, potem do Smitha, potem karty z babami.
Mówię komplimenty Mrs Gofton i ulegam jej niewątpliwemu
urokowi. Potem rozmawiamy, jedząc kraba, ona ignoruje alu
zje, gdy Ted mówi proffesional bar-maid style [stylem profe
sjonalnej barmanki]; idę spać, rozmowa z Tedem. Pod moskitierą myślę o nowych deseniach.
Środa 21.[11.17].
W ogóle jestem całkiem at home [w domu] w Sam[arai].
Nie czuję najmniejszej tendencyi wyjechania, jakkolwiek, je
śli wyjadę, będę bardzo szczęśliwy. Kiedy idę sam, w księży
cowy wieczór, na 'wharf', I enjoy [cieszę się] tropicalny na
strój, morze ze statkami na niem, plany szyldkretowania, idee
w kwestyi retrosp. dziennika. - W ostatnich paru dniach tęsk
nota za E.R.M. prawie że mnie nie nachodzi. Czuję się byczo
i odpornie. Facety, a la Ted, Capt. etc. bawią mnie i lubię ich.
Lubię rodzinę Mrs Young i czuję się at home w tym hotelu tu
taj. Dają mi tu morning tea i afternoon tea. Mrs G. opowiada
mi różne historie o swoim hotelu itp. Grywam w karty z ni
mi. Niemniej wiem, że E.R.M. jest jedynym człowiekiem,
który mnie naprawdę rozumie i bezinteresownie kocha rów
nocześnie. Kiedy wydobywam humor z sytuacyi albo formu
łuję głębsze myśli co do dziennika, podświadomie ona jest
wizualnie ze mną.
Wczoraj: rano wstaję dość późno; piszę dziennik bez sku
pienia. Po śniadaniu niechęć (bezwładność!) jechania na Sa
ribę; spotykam Harrisona [kupca]; planuję jazdę z nim do
Dobu. Potem idę do Higginsona i urządzam tak, żebym mógł
jechać i zostawić rzeczy dla Teda. George Harris[on] mówi
mi, że nie mogą mnie wziąć. Au fond jestem kontent. Potem
pracuję nad turtleshell, zbieram papiery. Kupuję [?] papier. Po lunchu leżę i całe prawie popołudnie spędzam nad stwo
rzeniem nowego deseniu na grzebień dla Elsie. Popołudnio
wa herbata. Mrs Osborne. O 5=tej idę naokoło wyspy. Staram
się skupić; otrząsnąć Rausch powodzenia artystycznego. My
ślę o (?) uświadamiam sobie że E.R.M. jest moim najlepszym
przyjacielem. Wieczorem przy kolacyi jem papaye i pineaple,
Ted mówi o kula. Twierdzi że Panayati i Panapompom nie
były w kuli. - Po kolacyi wykańczam i kalkuję rysunek. Idę
do Smitha. Osborne czyta na głos rozdział z Zanoni [Bulwer]
Lyttona (Osborne: 1. wrażenie mały, szczurowaty, podejrzli
wie patrzy z podełba; oczy krwią zaszłe; wrażenie, że pił po
przedniej nocy. De facto teozofita; co dzień patrzy nieruchomie na wschodzące słońce, wegetarjanin; wierzy w mistycz
ną wiedzę niggersów [nigger - pogardliwie negr].) Potem
Smith wycina mi comb [grzebień]. Jestem dumny z mego
dzieła. O 10=tej wracam, siedzę z Mrs Baldic i patrzę na bil-
102
lard. Capt. Storch. - Idę na wharf. W moim pokoju Ted
i Capt. H. dyskutują o niewdzięczności krajowców.
Morał: Jestem w epoce dobrego zdrowia i rozprószenia.
Znoszę upał wyśmienicie.
Czwartek 22.Г11.17.1
Wczoraj: wstaję dość późno. Rano trochę czasu tracę na
szyldkret; pisze dziennik dość rozlazłe. O 10=tej gonię za
szyldkretem i narzędziami. Morning tea z babami; o ll=tej
dostaję szyldkret od Buntinga b. tanio. Mówię z nim o kuli.
Potem piszę retrosp. Popołudn[iu] drzemka w parlor bar. Sie
dzę w upale w pustym barze; cane chairs [krzesła wyplatane
trzcina]. Joie de vivre niezróżniczkowana: oczyszczona rze
czywistość, możliwość wciągania atmosfery życia pełną pier
sią. Rano już tendencja otrząśnięcia się z szyldkretomanii.
Popołfudniu] piszę retrosp. ale przerywam o 4=tej gonię tro
chę za grzebieniami. Podczas pisania tęsknota za E. O 5=tej
naokoło [wyspy], Gubernfator] przyjechał i Leo. Murray gra
w tennisa. Chwilka speszenia, potem I draw myself up [wy
ciągam się] i idę, ażeby się skupić. - Idę raz jeszcze naokoło;
cudny, przekolorowy Zachód. ROGEA ciemna zielenią i gra
natem, obramowana w złoto. Potem mnóstwo różowego
i fiołku. Sariba nad rozpaloną Magenta; fringe [obramienie]
palm z różowymi pniami nad niezgłębionym modrym mo
rzem. - Podczas tego spaceru wypoczywam myślowo. Do
znaję barw i kształtów jak muzyki, nie formułując ich ani
przetwarzając. E.R.M. zawsze obecna jako współwidz. Ka
wałkami biegnę czując się atletycznie. Po kolacyi, muzyka
mnie kusi; idę i tańczę. Zmęczenie na pełny żołądek. Idę zno
wuż naokoło. Zasadnicze problemy techniki życia. Księżyc
i Wenus nad Rogeą. „Obecność niektórych osób otwiera objektywną istotę wszechświata; innych zamyka" Typ ludzi a la
Elsie, których obecność zstępuje na pejzaż jak głębokie mil
czenie; innych, którzy wypełniają go bezsensownym tumul
tem lub, najlepiej, lepką i sentymentalną parandą. - (Sylwet
ka Aumiillera i zrozumienie, jak on może lubić Samarai). Po
tem staram się być sam z przyrodą zmącić lepkie i bezsen
sowne myśli - gadaniny - Mrs Weigall - siedzę na ławce ko
ło Powder magazine [prochownia] i staram się zdobyć „mil
czenie duszy". - Przeszkadza mi [?], gdyby Higginson mnie
taszczył za pójście na Makambo (Verrbelyi dostał 3 miesiące
ula). Dyskusje polityczne apropos tego. Idę 2 razy naokoło
wyspy. Myślę o E.R.M. gwałtowny ból i żal o N.S. Myślę, że
ja teraz także mam tę joy of small things [radość z małych
rzeczy], którą ona, biedactwo, odczuwała. Żal mi jej szalony,
że ją straciłem, ale wiem, że inaczej być nie mogło. - Formu
łuję tę sprawę dla Elsie. N.S. = C.E.M. albo Ernest PK. jak
by ona czuła? Gdyby ona tu chciała być ze mną, an humble
outsider [skromny laik]? Poprzednio już chcę jej napisać
o moich odpadnięciach. O tern, że wciąż piszę dziennik. Że
chciałbym, żeby on[a] pisała i żeby uzmysłowiła sobie pro
blemy istotności życia, samokrytycyzmu. Dziś rano w kąpie
li łapię się na dorywczym myśleniu (reforma kondonów
w Australii) i formułuję, że główną wadą Anglików jest, że
oni nie znają „uwarstwowienia życia" their life flows in
a simple current. One thing comes and goes and is replaced
by another and there you are [ich życie płynie zwykłym nur
tem. Jedna rzecz przychodzi i odchodzi i jest zastępowana
przez inną i to wszystko]! Nie mają tej refleksyi, tego ciągłe
go systematyzowania. Rozbudzić te problemy w E.R.M.
Piątek 23.[11.17]
Miesiąc od dnia embarkacji w Sam[arai]. Byłem super
energizowany koło Poniedziałku, Wtorku i przestałem brać
arsz[enik]. Wczoraj wieczór pewna ociężałość, senność; dziś
także; z drugiej strony mam lekkie zapalenie gardła. Dziś
czuje, tę ciężkość głowy i ciała tropical increase in specific
gravity [tropikalny przyrost specjalnej grawitacji], tak cha
rakterystyczną dla moich dawnych stanów w tropikach [7]
biorę arsz[enik] znów dziś rano, [7] wieczór i inhalacja na
gardło (dziś w nocy prawdopod. się przeziębiłem, bo miałem
wiatr nawet pod tajmanem, a spałem nago).
Wczoraj: wstaję o 6=tej M[7] Bernier; przenoszę się do
pokoiku obok Capt. Hope. Gimnastyka intenzywna. Śniada
nie, dziennik. O 9=tej do Buntinga. Zaczynam mu tłomaczyć, o co mi chodzi; przykre uczucie banalizowania profa
nowania mojej pracy. Potem zaczynamy rozmowę o KULA
z jego boyem. KULA w Dobu, Tubetube, Panagali. Charak
terystyczna rozbieżna informacja, która jednak w świetle
moich uprzednich wiadomości jest całkiem użyteczna.
O 1 l=tej jadę na herbatkę; konstrukcja grzebieni. Potem
sam trochę pracuję nad grzebieniem w potwornym upale.
O 12 'A odpoczywam przed lunchem. - Po lunchu canoe
z NUA'ATA; 2 facetów taszczy ku plaży; mierzę z Gingerem; badam wnętrze; baba z obwisłemi piersiami i elefantiasis. Opanowuje mnie apatja w środku pracy. Robię dość po
wierzchownie i nie intenzywnie. - Wracam koło 4=tej (Ra
no dostaję marki z Pt Moresby i załatwiam grzebienie Teda).
Częściowo myślę o pisaniu do E.R.M., ale grzebień i gada
nie zabierają czas. Spacer. H[is]E[xelency] Murray. Wita
mnie uprzejmie. Ja daję mu historję mojej choroby. Gadam
trochę zbyt prędko i nachalnie. Nie jestem sobą. Nie mam di
gnity [godności]. Zbyt po przyjacielsku. Nie wspomina mej
pracy ani niczego poważnego, oprócz mego zdrowia. Leo
nard; czyta moją pracę, chwali uprzejmie. W tonie jest b.
uprzejmy, prawie pochlebny co do pracy. Ja mu mówię
0 zdrowiu. O przyjaciołach w Melbourne, i palę mu komple
menty o Australczykach. Potem wracamy razem, ja mu
mówię o kuli, on przytacza szczegóły z Hiri" i innych form
trade'u [handlu]. Ja mówię o doniosłości ekonomicznych
funkcyi. - Przedtem on wspomina o artykule Capt. Barto
na". Także mówi, że jak będę w Trobr[iandach] odwiedzą
mnie może. Ja na wszystkie te awanse odpowiadam uprzej
mie i kordyalnie, jakby „nigdy nic". Jestem elated [dumny];
1 usuwa to bądź co bądź nieprzyjemną tensję [tension - na
pięcie] osobistą i daje mi pewne zaufanie, że jeżeli się po
dam o przedłużenie pozwolenia, to mi je dadzą. - Jestem
rozwydrzony i prowadzę urojone rozmowy z Leon[ardem]
M. o doniosłości mojej pracy. Szybko jednak staram się opa
nować to rozwolnienie: przypominam sobie, że stary
M[urray] szczerzy zęby do wszystkich drańców, nawet do
'ych, którym nogę podstawia. Leon[ard] Mfurray] prawdop.
jest przyzwoitszy, ale nie warto o niego dbać. Staram się
opanować i przypomnieć, że ja pracuję z wiecznością na oku
i że zwracanie uwagi na tych draniów banalizuje po prostu
moją pracę. - Wieczorem spaceruję i gadam z Tedem. - Śpię
nieźle, ale prawdopodobnie podziębiam się - ut supra. Dziś: wstaję o 6=30; czuję się marnie. Nie robię gimna
styki intenzywnej, bo ociężałość. Idę na krótki spacer i na
ławce piszę dziennik. Po śniadaniu, rozmowa z Francuzem
M. Bernier, o matematycznem wykształceniu, o jego znajo
mym Malinowskim z Paryża. On z Nowej Kaledonii, dużo
Podróżował, blagier, sympatyczny i cywilizowany. Charges
[liczy] mnie 15/. za worek orzechów betelowych. O 9=tej do
Higginsona; przygotowanie dojazdy. O 10=30 jadę malutką
'odką na [?]. Cudne morze, pomarszczone; tuż nad burtą łód
1
ki; wieniec pagórków naokoło. Prąd i wiatr z nami. Nerwowa
trzcina, którą się staram opanować. Myślowo przygotowuję
się do pracy w Rogei. Zgromadzenie krajowców, czekających
na Toreka. Idziemy ku Kwatou. Parę łódek. Robię rysunki
z ornamentów. Interes naukowy i artystyczny (szyldkretomanja) połączone. Pomiary dużej łódki. Deszcz. Siedzę i ga
dam. Lekkie zmęczenie i apatja w pracy. Niewdzięczność ta
kiej dorywczej pracy. Brak charakteru tamtych wiosek. Powinienbym zrobić parę zdjęć z tych parszywych wiosek dla mo
jej pracy opisowej o N.Gwinei. - Siedzę w zmisjonaryzowanym domku i gadam z bandą drani. Jazda z powrotem. Czuję
się byczo; chłodny, wilgotny dzień. Niebo, morze szare; góry
granatowe, obwieszone mgłami. Elewara wraca od Miss
Grimshaw (7). Rozmowa na podwórzu jailu [jail - więzienie]
z Mr Headon. Objecuje mi lepszą łódkę na następny dzień
a także pozwolenie gadania z prisonerami [prisoner - wię
zień]. Wydobywam grzebienie dla Teda (15/.!) i otrzymuję
poradę co do mojego grzebienia. Po kolacyi rozmowa [z] Aumullerem o Verebelym, ja deklaruję moje uczucia i usprawie
dliwiam postępowanie władz. Potem gadam chwileczkę
z draniami (Hinton, Davis i Annie); układam się z Tedem
o betel nut i zabieram się do pisania listu do E.R.M. - Jestem
trochę zanadto zmęczony i piszę dziennik instead [zamiast te
go]. Pójdę spać.
Niedziela 25.[11.17.]
Wczoraj nie napisałem dziennika (very bad [bardzo źle]!)
Ale to może być usprawiedliwione tern, że w Piątek spisałem
zdarzenia Piątkowe. Teraz muszę zdać sprawę ze wczoraj.
Wczoraj: Sobota 24. Czuję się dobrze wstając, ale zaraz
potem dość marnie. Nie robię gimnastyki; idę na spacer i na
ławce, patrząc na Rageę pisze list do E.R.M. Higginson prze
chodzi. Moskity mi dokuczają. Uczuciowo nie jestem zbyt tę
go. Myślę o planach na ten dzień: skończenie wagi [waga trobriandzka łódź] w Rogei; badania nad porównawczymi
canoes; ale czuję, że moje myśli się trochę gmatwają. Także
myślę, że powinienbym przy pisaniu dziennika brać rzeczy
głębiej. Tak np. jak wracam z Rogei w Piątek, mam akces
zmysłowości co do M[7] Peck i co do Leily. Tłumię to w imię
monogamicznych uczuć dla E.R.M. - Zasada: obok zewnę
trznych zdarzeń; podać bieg uczuć i kojarzeń instynktow
nych; poza tern uprzytomniać sobie metafizyczną istotę ist
nienia. Tu oczywiście trenowanie się w uprzytomnianiu sobie
dziennikowego ujęcia w przebiegu aktualnym życia zmienia
technikę życiową. - Po śniadaniu zbieram się. Jadę z Charlie,
jego synkiem, 2 prisonerami, Derb. i Gingerem. Wiatr, żeglu
jemy szybko; staram się trochę gadać z Charlie'm. Równo
cześnie rozkoszuję się wrażeniami płynięcia. Niespokojnie
szare i niebieskie morze - there is a touch of lavish noncha
lance about the dark blues and grays of a choppy sea [jest
odrobina hojnej nonszalancji w granatach i szarościach burz
liwego morza]. Zieleń pagórków. Rogea omszona głęboką,
puszystą zielenią schodzi w stromych slopach [slope - po
chyłość] ku płaszczyźnie pokrytej palmami sagowymi, koko
sowymi i betelowymi; pomiędzy nimi szare domki. Jedziemy
akontre naprzeciw Kwatou; fotografuję małą łódkę, potem
wagę; potem idę do tego samego domku, gdzie byłem dnia
poprzedniego. Gadamy z Charliem o kuli i handlu między
wyspami. - Potem ja jem lunch, robię pomiary wagi; fotogra
fuję ją; deszcz się zbliża; klnę na Gingera, który poszedł bez
pozwolenia. Idę na Wschód; oglądam wagę Panayati i jej ar
tystyczny charakter. Wracamy; boye wiosłują; sympatyczne
wrażenie, jakie Ginger na mnie robi. - Wracam b. zmęczony.
103
Piszę list do E.R.M. Obiad. - Czuję się distinctly feverish
[wyjątkowo febryczny]. Gadam z Mrs Gofton, pokazuję jej
grzebienie, Mr&Mrs Catt. Saville. Idę do Smitha, który daje
mi lekcje w gięciu grzebieni. Potem dyskutuję z nim desenie,
wracam, siedzę i zbieram się do spania: obojętny, zmęczony,
feverish. Prawie bez „uczuciowego" tonusu. (Ale na myśl, że
listy przyjdą z południa, serce moje się cieszy!) - Przychodzi
Ted i zaciąga mnie na dół. Pijemy Ginger, ale i idziemy na
spacer na wharf. Planujemy jazdę do Simsim etc. Także do
Iwa, Gawa etc. Idę spać b. późno, mam chwilowe napady lubieżności, ale jej odpieram. Myślę o deseniach, ale nie dużo
0 E.R.M.
Poniedziałek 26.[11.17.]
Wczoraj mam to, co zwykle nazywamy an attack of feverishness [atak febryczności], a touch of fever [dotyk febry].
Ociężałość fizyczna i umysłowa. Wczoraj np. nie czuję tendencyi ani sił pójścia na spacer nawet naokoło wyspy. Nie
mam też energii do zabrania się do pracy, nawet do pisania li
stów do E.R.M. lub do przeglądania moich notatek etnogra
ficznych. Z drugiej strony jestem niezmiernie irritable [draż
liwy] i krzyki boyów i inne hałasy dają mi okropnie na ner
wy. Moralny tonus jest też znacznie niższy. Uczuciowo - tę
pość, o E.R.M. myślę mniej intenzywnie niż zazwyczaj.
Oporność przeciw myślom lubieżnym zmniejszona. Ogólna
jasność metafizycznego ujęcia świata zupełnie przyćmiona:
nie mogę wytrzymać z samym sobą, myśli spełzają po po
wierzchni świata. Nie jestem w stanie panować nad rzeczami
1 odnieść się twórczo do świata. Tendencja czytania rubbishu
[brednie]; przeglądam magazyn. Szukam towarzystwa róż
nych drjani.
Zdarzenia wczorajsze. Wstaję o 6=30 niewyspany obvio
usly [oczywiście]. Golę się; myśląc o opracowaniu materiału,
o liście do E.R.M. i o dzienniku. Przed i po śniadaniu dzien
nik. Niezbyt intenzywnie. Capt. Hope przerywa mi (rozmowa
0 zabronieniu przesyłania pieniędzy z Anglii, jego antyangielskie tyrady i antyaustralskie). Potem postanawiam iść na
około wyspy i posłać list do E.R.M., ale czuję się feverish
1 idę do Smitha. On mówi o posłaniu tych rysunków do bra
ta, mnie peszy myśl, że ja będę robił desenie. Dałem mu po
mysł, a on będzie finansowo eksploatował. Ale przezwycię
żam to. Wracam do domu, po lunchu siadam i rysuję. Launch
odjeżdża nie biorąc mnie. Jest wyraźnie speszony, jakkolwiek
sam zdecydowałem, że lepiej zostać, rysować i pisać. Dzień
słoneczny na Zach. ciemno niebieskie chmury. Annie i Mrs
W. zostają w domu. Jakkolwiek przed paru minutami miałem
„istotne" i „głębokie" uczucia dla E.R.M., macam dziwki jak
Pan Bóg przykazał. Chwilowy Kazenjammer. Nie mogę pisać
do E.R.M. pod tym wpływem. Czytam magazyn, Saville
idzie z Ramsay'ami. - Poobiedzie (z pewnem zakwaszeniem
mówimy o launchu Teda). Potem siedzę na werandzie, [idę
na wharf, odprawiam Gingera na Saribę i patrzę na bajeczne,
ciemnoatramentowe morze, przypalone brązowym ogniem
z jednej strony] gadam z drjaniami: facet McCrow o głosie
dość kultywowanym, mówiący z akcentem clergymena [cler
gyman - duchowny], ale klnący jak wieprz. Opowiada
o wściekłej bijatyce w Southern Cross między dwoma face
tami; potem mówi o Wernerze i o jego zamordowaniu; o re
cruiting trips [poborze rekruta] między Cape Nelson i Banyara. Mówimy o religii; wszyscy ci faceci są ateistami, nie
wierzą w Boga, krytykują racjonalnie biblję i mają og[ólnie]
mówiąc zdrowy outlook [pogląd]. Poprzedniego dnia rozma
wiam o religii z Tedem Auerbach, który cytuje [Joseph] Mc12
104
Cabe'a i [Robert G.] Ingersolla. - Dlaczego niektórzy faceci
popularyzatorowie mają powodzenie, a inni nie mają'' tern rozmowa w grupie, gdzie siedzi Mrs Young, Annie, [?j
Idę na górę, siedzę na werandzie. Lubieżne myśli. Staram si»
je odpędzić: „zatopić się w głębszym, metafizycznym nurci
życia, tam gdzie prądy nie szarpią i fale nie kołyszą. Tam, t»
rzeczy nie istnieją. Tam jestem sam sobą, posiadam się i j
stem wolny." Niestety, to hasło - potężne samo w sobie - ni»
wystarcza. Mam myśli lub. co do Leila P. i N.S. Myślę o tech..
nice rozprawiczania styczniowego. Małżeństwo /. N.S. [?7]
przechodzące w prawdziwą kop. w której - moment namyshj
dokonywa reszty. Defl. nie musi być tym brutalnym aktem
jakim go robi Maupassant. - Myślę o E.R.M., jeżeli ja sobie
pozwalam na lub. wybryki wyobraźni i chuci cudzołożnee
jakiebym miał uczucia gdyby ona...? Wyobrażam sobie naglą
chuć do Resident, [?], potem Charles. Ta ostatnia rzecz [?]
moich uczuć. Chwila istotnego żalu, że on jej nie miał,
w myśl zasady Leben zu leben lassen. Potem myśli lub. odr
padają. Zmęczony: feverish idę spać, śpię lekko i kiepsko Л
często się budzę. Dziś rano wstaję z charakterystycznym]
otumanieniem chininowym: dzień szary, miękki i lepki. Pła
ty płaskich, poziomych chmur leżą nad mainlandem. - Posta
nawiam dziś rano wytężyć wszystkie siły ku opanowaniu feverishness. Nie czytać powieści, ani zbijać bąków. Zorjentować się, co mam do zrobienia i zrobić to: przygotować rzeczy
i skompletować je; napisać listy indispensable [konieczne];
wykroić jeden lub dwa grzebienie, poza temi, które już zrobi
łem.
t
f r
Wtorek 27.[11.17.]
Dziś dzień ostatni niewoli Samarajskiej. Muszę być b.
energiczny: przenieść rzeczy i spisać listę pakunków; skoń
czyć parę listów itp. Nie jestem b. rozprężony, ale myśl
oklapnięcia i czytania powieści pociąga mnie nieco. O E.R.M. myślę często, ale bez tego absolutnego oddania się.
Uważam ją wciąż za przyszłą żonę, ale staram się uprzyto
mnić sobie, że ona jest naprawdę najodpowiedniejsza. Po
wroty myślowe do Tośki; przypominam sobie sceny z 16, Fitzroy St. i z 6, Mecklenburgh St. i uzmysławiam sobie, że ja
ko kochanka ona była niezrównana. Oczywiście E.R.M. had
not the fair chance to develop into one [nie miała najmniej
szej szansy, żeby stać się taką]. Niemniej, zmysłowo ona
prawdopodobnie nigdy nie będzie na mnie tak działała jak
T.R.- Dziś nad ranem śnię o T.R. Wielki hotel, automobile.
[?] jadę po schodach pod górę. Ja jej szukam po różnych po
kojach; w czarnej kwiatkami usianej bluzce; ona urocza i b.
pociągająca. Ona mnie nie chce i ucieka i wymyka się z sie
ci mojego wooing [napastowania]. Byłem we śnie b. w niej
zakochany: dotąd to persistuje [persist - trwać].
Zdarzenia wczorajsze. Rano piszę dziennik. Po śniadaniu
staram się zebrać w kupę: spisuję, co mam zrobić, postana
wiam przejrzyć moje notatki dorywcze etnologiczne; napisać
list do E.R.M. Ale jestem dość marnie fizycznie: kończę parę
rysunków; branzluje czas, potem o 11 kiedy się staram za
brać do pisania, morning tea, spotykam Saville'a. Planowa
łem list do niego; ale widzę jego tył. Witam się; wyraźne
skrępowanie i przesadna uprzejmość z obu stron. Idziemy do
ich domku ([?] Mrs Mahony). Tam mówimy o mojej broszu
rze Mailują deprecjonuję, on chwali bez wielkiej szczerości.
Potem wytłumaczenie: ja mówię o moim zdrowiu, o manii
prześladowczej itp. i tłomaczę, że może nie byłem tak miły,
jakbym mógł być. Oni starają się zatuszować to, ale rozstaje
my się zdaje mi się - w dobrych stosunkach. Obiecuję mu dać
broszurę. Po objedzie zmęczenie, czytam trochę powieści,
drzemka. O 3=ej wstaję, idę do Higgins[ona], Smitha; paku
ję grzebienie dla ERM, wracam zmęczony. Idę naokoło wy
spy, myśli? Po herbacie idę do Saville'a, Smitha, nie zastaję
ich. Piszę list do P&H. B. zmęczony, głowa nie funkcjonuje.
Charakterystyczna] z Savillami była moja generosite w de
precjonowaniu mojej pracy, w krytyce mojego zachowania
się. On jest mniej szeroki; ale zapewnia mnie, że mi nie mógł
pomóc więcej, niż pomógł mi. - W ogóle cały dzień dość pu
sty umysłowo - tendencja do, just sits" [siedzenia po prostu].
Cackam się przesyłką dla ERM. Myślę o Saville'u i chcę mu
pokazać list od Frazera.
Środa 28.[11.17.]
Wczoraj zdrowie polepsza się. Czuję się lepiej zwłaszcza
popoł[udniu], lekki ból głowy, którego się pozbywam gimna
styką. Potem, pod wieczór znacznie lepiej. W[ieczorem]
mam gwałtowne poty (?) Dziś nie będę pił dużo i dalej zacho
wam djetę. Zdarzenia wczorajsze: Rano załatwiam interesy (Higginson, Aumiiller) potem Mrs Mahoney i Saville. Pokazuję photogr. Mrs M . interesuje się i objecuje mi pomoc jaką tylko bę
dzie miała w swej mocy. Saville chwali moje fotografje; ja
chwalę jego, trochę bezwstydnie. Ale ma dobre canoes nie
wątpliwie. Po lunchu drzemka krótka. Ted mówi mi o łado
waniu. Ładuję z [?] Ginger, Bonegai. Ted rozdaje calico [perkal] na statku. Potem przenoszę rzeczy z B.P. Burton i ship
ping note [list przewozowy]. Wydobywam mój(?) camp owen
[piec obozowy]. Odnajduję „zgubioną" bieliznę i , prawdopo
dobnie, nogi od stołu. Ubiubi. Jazda z Savilleami do Kwato
i plany z Savillem o obrobieniu Mailu. Raduje mi się serce ja
zdą znowuż na Dąbie; także absurdity of it [jej absurdalno
ścią] - Czytam Pembertona i robię gimnastykę przed obia
dem. Po kolacyi (Solomon się zjawia) do Smitha; false alarm
[fałszywy alarm] „sail'o!" Rysujemy, on niewątpliwie robi
postępy i ogarnia go szał twórczy. Wracam, śpiący i zmęczo
ny. Myślę lub. o L.P. i o jej potencjalnem uwiedzeniu Biblia.
Zasypiam pomimo pijackich krzyków. Ted i Hope dyskutują
0 istnieniu Boga i „worship the alligator" [czczenie krokody
la].Dziś rano czuję się stanowczo lepiej, serce trochę zmęczo
ne. Chłodny pogodny ranek, wiatr Płn.Zach. - Wczoraj pod
czas dnia, staram się uprzytomnić Stimmung i zanalizować
inflagranti stan psychologiczny podczas feverishness: natu
ralna pustka i ociężałość, brak ujęcia rzeczywistości; płytkie
1 lekkie kojarzenia lub brak myśli, zupełny brak metafizycz
nych stanów.
Czwartek 29.11.[17.]
Dziś, zdaje mi się, będę się czuł całkiem dobrze ze zdro
wiem: widocznie organizm mój potrzebuje stałego dowozu
arszeniku! Ranek chłodny, wiatr zachodni, pogoda. Statek
czeka, słyszę, jak puszcza parę nad ranem. Z naszej werandy
zasłonięty drzewem. Idę na [?] wharf i patrzę: Marsina, szara
olbrzymia; moja kabina sprzed 30 miesięcy, assocjacja z Ni
ną Stir[ing]. Ted przesuwa nasz wyjazd na dziś w nocy
o 12=tej.
Zdarzenia wczorajsze: spisuję zapisane w Tabanie.
O 10=tej do Smitha. Potem gadam z Mrs Gofton, której fun
duję drink. O 1 l=tej Saville - przeglądamy ustęp o Bara'u.
On dość przyzwoity tym razem, opowiada mi całkiem intere
sujące szczegóły. O l=ej lunch. Potem upał, ociężałość; tro
chę leżę. O 3=ej odnoszę measuring glass [menzurka] do
106
Grahama. Patrzę na kąpiącą się half-[?] girl Mary. Gad
z Billi Priest o Campbellu. Idę na werandę dolną, rysuję. I
do Smitha, niepowodzenie i irytacja na „głupotę Anglikó
którzy nie mają odpowiednich narzędzi i urządzeń laubzeg
wych. Po obiedzie gadam z Mrs Gofton, którą dyskontu'
uczuciowo, ale która mi się podoba jako „glorified [wychw'
lana] Marnie Masson". O 7 i 'A do Savilla. Heckles me abo
„filthy rags"[nęka mnie plugawymi szmatami]. Pokazuje
moje notatki. On to bierze jako osobistą obrazę. Mówim
0 wojnie; on b. nietaktownie mówi I wonder that you h
ven't been interned [dziwię się, że nie zostałeś internowany
Ja mu dość ostro odpowiadam na to. - Ona jak zwykle prz
zwoitsza i zachowuje się mniej nietaktownie. - Wracam tr
chę podirytowany. Realizuję [realize - uświadamiać sobie]
że S. jest bydlęciem, które może mi dać na nerwy jak tylk
wylizie ze skorupy. Że ja nie jestem w stanie traktować go ja
ko przyrząd pure & simple [czysty i prosty]. On, jako akcesorjum, jako skojarzenie tych wrażeń tropikalnych i illuzyi
wydobywa ze mnie pewne uczucie przyjacielskie. Jako
osobistość jest czemś wstrętnem i godnem pogardy: a petty
greengroser blown up by his own sense of importance into
a caricature of a petty sovereign [drobny sklepikarz nadyma
jący się w poczuciu własnej ważności w karykaturę drobne
go monarchy]. Myślę o E.R.M. i jej atmosfera, naturalnie [?]
fur Sich tak harmoniczna z moją, jest dla mnie jak ziemia
obiecana. - Deszcz leje, wiatr z Płn.Zachodu chłodny uderza
całą szerokość werandy. Śpię dobrze.
Poniedziałek 3.12.[17.]
Sinaketa. Weranda George'a. Na lewo parę palm, bana
nów i papai. Dom native, sagowy dach, ściany z kijów mangrowych. Parę mebli zdelopidowanych, litter [miot] of Sapisapi. Cała menażerja psów i kotów. Dziś nad ranem, budzi
mnie hałas astmatycznego psa i gadających krajowców.
Zdarzenia dni przeszłych:
Czwartek 29.11. Przyjazd statku. Po śniadaniu piszę do
E.R.M., z pewną trudnością; staram się transkrybować dzien
nik dla niej. Trudności w opisywaniu moich erotycznych lapsów [lapse - odstępstwo]. Idę parę razy, patrzę, czy listy
rozdzielone. Koło 1 l=tej dostaję listy: Paul; [?] mnie telefon;
ściska mi się serce, że E.R.M. chora. Mimi W. list trochę non
szalancki. E.R.M. czytam prędko, bez wielkiego skupienia.
N.S. - ciężki problem, co napisać. Nie obrażają „hint" [przy
tyk] w liście z Sydn[ey], Po lunchu, piszę do N.S., Paula
(krótko) i gadam z różnymi ludźmi. Pod wieczór, zbieram
rzeczy i posyłam na Itakę. O 9=tej Ted mówi mi, że jest go
tów. Kończę list do E.R.M. krótko, potem via steamer [paro
wiec] łapię Teda. Port oblany księżycem; Marsina wielka
1 szara. Idę na przód, leżę na żaglu; China Straits. Śpię.
[dopisek:] Dobu
Piątek 30.11. Budzę się o brzasku koło East Cape. Nad
modrą, ocienioną wodą szereg palm i skałki. Sakan śpiewa.
Cudne wrażenie przyrody i atmosfery prawdziwej: widok
[wyspy] Normanby z czapką doży [góry] Bwebweso. Wraże
nie nieopisanego brudu i obrzydliwości na tym stateczku.
Śpię. Pokrzepiony budzę się koło UBUI. - Czytam ostatni list
E.R.M. Zaczynam pisać. Szkicuję sylwetki gór i wysp. Ga
dam z boyami o etnografii Normanby i Dobu. Dawson Stra
its [cieśnina]; korygują moje pierwotne wrażenie. Dojeżdża
jąc tam, naprzeciwko stromy brzeg Ferguson, z tej strony ma
ła wysepka i knoll, porosły drzewami. Zakręcamy między
wysepką i knollem [knoll - pagórek]. Otwiera się półka ni
ska, na niej ogrody i jungla; małe wejście jakby do laguny.
13
14
Potem szerszy widok: po tamtej stronie z początku stromy
brzeg potem góry cofają się, niska płaszczyzna, daleka i sze
roka po prawej ręce wysoka ściana z wieloma kanonami i cy
niami - Potem nowy zakręt: Dobu, ścięty wulkan; Bwavo'u po lewej ręce i dalekie pasma na Normanby poza Dobu.
Włażę na drabinkę i patrzę z radością na cudny krajobraz.
Słońce zachodzi. Schodzę, myję się, ubieram. Jadę do Scriven - Efekt roztopionego złota w chalcedonowej misce. Ga
damy o piękności Dobu, o etnologii. On wspominania o 2 ka
mieniach, którym oni składają ofiary podczas kuli. Kupuję
gramatykę. Wracamy na statek. Uwiedzenia OGISI. Jazda
do Bwayo'u - ja znowuż na drabince. Potem jadę na brzeg;
Ginger z lampą i inne boys, idziemy ku końcowi. Księżyc
wśród gajów palm, lemonów i breadfruits [drzewa chlebo
we] Wioski nieregularne; domki na słupach, ale marne.
Oglądam domy - mówią mi, że każdy nowy dom ma święto
zrobione dla niego. - Canoes tego samego typu jak w Boyowej; ale nie ma KALIPOULO. Wracam i śpię.
Sobota 1/12. Rano śliczny wyjazd z Dobu passage [prze
prawa]: tamta strona cieśniny z wysokimi górami po obu stro
nach wygląda byczo. Słońce powoli wschodzi. Gadam z bo
yami; zbieram geograficzne szczegóły o [wyspach] Good-e
nough & Ferguson. Zbliżamy się do Koyatabu, okrytej
chmurami. Amflety przed nami wyłażą z morza. Ja steruję
przez chwilę. Piszę czytam listy E.R.M. Jemy obiad. O 4tej
Gumasila. Zachwyt nad pięknymi formami. Cudna ściana po
kryta cienistą zielenią o puszystych formach; poprzerywana
skałkami. Na dole, wysokie palmy, długie jeszcze pnie, pa
trzyłem na cienistą wodę. Radość: słyszę Kirivine. Zbieram
się: małe chatki szare różowawe. Fotografuję. Poczucie wła
sności, że ja je opiszę czy „stworzę". Na brzegu: kamienne
obmurowania; domki b. marne na słupkach, ([?] się pomiędzy
morze i obsuwającą się ziemię) Kobiety uciekły. Pod każdym
domem urządzenie do robienia potów [pot - garnek]. Żółte,
okrowate poty leżą pod każdym domem. - Staramy się trochę
gadać. Uciekają i łżą. Canoes: 4 czy 6 masawa [duża morska
łódź] i małe, zbudowane jak kalipuolo [duża łódź rybacka na
Trobriandach], ale nazywają je kewo'u. - Jedziemy do Watobo'u. Kojatabu odsłonięta: bajeczne kształty. Wawima i Watobo powoli posuwają się ku północy, zachodząc za Koyata
bu. Ciemne chmury. Tylko nad kojatabu fantastyczne kumullusy w grupie wieńcem, a wewnątrz oświetlono jakby jarzą
cym się płomieniem, like witches around a kettle in which
there glows some demonical fire [jak wiedźmy wokół kotła,
w którym jarzy się demoniczny ogień]. Bajeczne wrażenie
czegoś rzeczywistego. Tutejsza grupa taka sama jak najpięk
niejsze partje Queensland coast [wybrzeże], ale ja nie mam
tego uczucia nieokreślonej pustki - pociągającej, ale nie de
finiującej. Tu mam określoną formę życia wpakowaną: myślę
15
16
17
0 osiedleniu się tutaj sack and pack. - Patrzę na bajeczną po
łudniowo Zach. ścianę Gumasili. Potem oglądam Nabwageta
1 Bilibaloa i staram się zorientować skąd będzie ładny widok.
- Przyjazd do Bilibalo'a - ściana, fale biją o nią; zbliżamy się
powoli, coraz wyraźniejsze formy; coraz głośniejsze fale;
spuszczamy kotwicę. Jemy. Jadę dingą, zmęczony. Mijamy
wioskę; żartujemy o Werbana. Księżyc wschodzi. Wracamy:
skały, ciemne formy drzew. Wioska opuszczona. 1 masawa.
[?] domki; pnie drzew z wcięciami, jako drabinki. Oglądam
wnętrze domu: 2 lagimy. Jedziemy poprzez wodę do Watobo'u. Tam ja czekam; domek opuszczony między magrowami. Duży bęben. Biję go. Wracamy.
Niedziela 2.[XII.17] Wstaję, czuję się marnie. Szary
dzień. Sprawling forms of [rozwaleni] Watobo'u & Wawima.
Szkicuję sylwetki. NABWAGETA. Niski łagodny pagórek,
nad sandbeach [piaszczysta plaża] wioska, dość duża. Także
obmurowana, kamienna. Domki rozrzucone wśród drzew,
kobiety mi uciekają. Ciemny dzień. Kupuję 3 kurje. Stara ba
ba pod domkiem robi małą kurję. Wiatr i deszcz. Wracam
morze wzburzone. Jedziemy. Patrzę ponad niskiem pagór
kiem zachodnim, szare morze. Chmury lecą. Jestem dość
zbahgaryzowany. Ciemna chmura w kierunku Bojowy. Ra
dość, że plany przybierają ciało. Potem leżę [?]; drzemię;
deszcz (po rozwinięciu żagli i zwinięciu awning [zasłona]).
Ginger zbiera moje łóżko. Siedzę na żaglu, obwiązany liną.
Trochę przyćmiony, nie tracę ducha i odporności co do czy
tania powieści. Amflety usuwają się. Kości mnie bolą szka
radnie. - Jemy obiad frugalny. Ted pracuje nad maszyną
i jest niezbyt rozmowny. Łapiemy ryby. - małe wysepki się
pojawiają. Pragnę dojechać, ale czuję się nieźle. - Morze
staje się głęboko zielone. Wyraźna, subtelna linia horyzontu
łamie się i grzebie, jakby ktoś określił ją tępym ołówkiem.
Potem ta linia nabiera wymiaru i barwy: jasno szaro zielone.
Boje wymieniają [nazwy]: Nanola, Yabuanu (?), Muwa. Pal
my i drzewa jakby rosły z wody: Vakuta; Giribua; jesteśmy
na lagunie. Szeroka linia Kalilauli. Cała wyspa przedemną.
Gadam z Tedem o różnych rzeczach, między innymi o Waite, o antygermanach, Osborne i Stead's Review. - Myję
się i ubieram. Przygotowuję się na spotkanie George'a. Whaleboat [statek wielorybniczy] Campbella. - Admirujemy
plantację na MUWA. - 3 domki na brzegu. Jedziemy dingą.
George w żółtej koszuli khaki portkach. Domek tuż nad wo
dą. Kupa krajowców i bab w kaliko na przedniej werandzie.
Tylna (bez widoku na morze!) zarezerwowana dla George'a!
George b. uprzejmy dla mnie bezlitośnie [?] w mojej obe
cności: stracenie okrętów, niekupienie rzeczy w Samarai etc.
Opowiada mi historie. Brudo, " który underestimuje [unde
restimate - zbyt nisko oszacować] jego perłę. Czytam bulletyny; jestem b. śpiący.
18
19
2
Poniedziałek 3.[XII. 17.] Gomaya; daję mu trochę tytoniu;
on cadges [żebrać] więcej. Wiadomości: Gilayviyaka
i M'tabalu umarli. Toulufwa] i Bagido'u żyją. Tańce się
skończyły w Bojowej. O Vakucie on nic nie wie. Bawi mnie
i pociąga Gomaia ze swym psim pyskiem. Jego uczucie dla
mnie utylitarne raczej niż sentymentalne. - Piszę dziennik;
George gada wciąż. Po śniadaniu jedziemy Itaką. Gadam
z Georgem. Jestem znowu na zielonej lagunie i tak dobrze
znane widoki: wygląd ten KAILEULA z Karibedą; laguna
z kanałem, biegnącym wzdłuż; Kavataria, Losyuja idziemy
na brzeg: jetty [molo], na którą chodziłem z uczuciem pustki
i chandry i patrzyłem na południe; skałki, w których prizonery pracują; palmy betelowe, „plantacja" drzew owocowych,
[?] przed domem. Campbell robi na mnie mniej wstrętne wra
żenie teraz niż poprzednio (niż oczekiwałem). Sądzi sprawę
Wiliama; ja czekam nerwowo i niecierpliwie. - Przyzwoity,
choć robi małostkowe trudności, ale sign-onują [sign on - an
gażować] mojego boya bez guarantorów [guarantor - porę
czyciel]. - Jedziemy do Gusavety, włazimy na błoto. Canoes
z Tejawy biorą moje rzeczy; jedziemy w nocy ku dobrze zna
nemu zakrętowi. Billi pojechał do Kiribi. Kontroluję rzeczy;
wracam na statek i znowuż na brzeg.
Wtorek 4.[XII. 17.] Rano dostaję śniadanie tutaj w Gusawecie; jadę na statek; biorę resztę rzeczy; planuję spotkanie
Teda w Lobucie; jadę na brzeg. Idę przez Teyawę. Cały ten
czas, od przyjazdu, aż do dziś dnia (Piątek) nie jest bardzo
silny i pierwsze wrażenia krajowców są b. blade. Jakgdyby
uczuciowa letargja: 1. noc słyszę dalekie walam [krzyk]
21
22
23
24
25
107
26
w wiosce. Potem widzę ich mordy na werandzie Billiego;
znajomi z tych wiosek i z wnętrza. Ale ja nie bardzo reaguję.
- Po przyjściu do Gusawety, zaczynam sortować moje rzeczy.
Koło 4'Л przyjeżdża Billi, to co mi powiedział o nim George
- jakkolwiek to jest oczywista kalumnja, psuje radość 1. wra
żenia. Nosowy głos - wygląda b. zdrowo i młodo. Mówimy
0 fotografii, o perłach, Verbellim, o wojnie. - Wieczór siedzi
my i gadamy.
Środa 5.[XII.17.] Cały dzień czuję się b. podle i czytam
powieścidła. Ani nie pakuję, ani mnie nie interesują krajow
cy; nawet z Billem nie mam ochoty gadać wieczorem. Nie idę
nigdzie do wiosek. Czytam.
Czwartek 6.[XII. 17.] Rano: głos Camerona, rozmawiam
z nim. Oglądam jego camerę. Potem kończę (z pewnym Kacenjamerem) czytać Brewster's Millions [powieść George'a Barra McCutcheona]. Potem pakuję. Billi idzie do Nor
mana Campbella. Popołudniu grzebię się. Rozmawiam wie
czór z Billem. Potem idę do wioski Tukwa'ukwa. Pewien
opór: nie mogę sobie wyobrazić, co tam będę robił. Zaczy
nam rozmowę z jednym człekiem, potem siadam, grupa dryani zbiera się naokoło mnie. Gadam; staram się rozumieć ich
mowę. Potem proponuję kukwanebu [bajkę]. Stara baba za
czyna mówić. Gadają poprzez się. Hałas potworny. Potem je
den facet gada głośno - krzyczy prawie i gada nieprzyzwoite
rzeczy na głos. Cała wioska ryczy ze śmiechu. Żarty wciąż
kursują i wszyscy śmieją się. Czuję się trochę wulgarycznie;
wracam do domu. Gadamy z Billem. Biorę znów chininę
1 kalomel.
Piątek 7.[XII. 17.] Rano (w nocy potworny deszcz) łódki
łowią ryby koło Boymapo'u; widzę trójkanciaste siatki. Po
tem słyszę ta'uya [koncha używana jako trąbka w wielu uro
czystych okazjach]. 3 łódki wracają z Wakuty. Idę do wioski.
Oglądam s[u]olavę [naszyjnik z muszli spondyllusa]. Speku
lacje, czy ja jestem ja czy też moim młodszym bratem. Roz
mowa o kuli. - Śniadanie. Grzebię się z pakowaniem. Wie
czorem do Tukwa'ukwy; idę drogą ku Olivilevi. Gimnastyka.
Ogisa trzyma lampę; ma tremę. Wracam; w górnej wiosce natiwy pokazują mi sieci i mówią o rybołówstwie. Kukwanebu.
Mniejsze poczucie absurdności. Silne wrażenie, że moja in
formacja o rybołówstwie b. mi adekwatna. Wracam, gadamy
z Billem. On mi mówi o błędach w moim artykule
Sobota 8.[XII. 17.J Rano wstaję późno. Czuję się podle.
Biorę lewatywę. Około ll=tej idę, słyszę krzyki. Kapwapu
przynoszą uri [taro] do Tejawy. Siedzę, gadam, fotografuję.
Wracamy. Billi poprawia i uzupełnia moje notatki o WASI
[wymiana płodów rolnych na ryby między wsiami na wy
brzeżu i w głębi lądu]. Idę do Tejawy znowuż. Staruszek ga
da dużo o rybach, czego ja dobrze nie rozumiem. Potem prze
nosimy się do jego bwaymy [trobriandzki spichlerz]. Gada
[o] liii'u [mity Kiriwinian]. Ciągle mnie pytają o wojnie. Wieczorem z policemanem gadam о В waga'u [czarownik
praktykujący czarną magię], liii'u i Jojowa [yoyova - wiedź
my]. Irytują mnie śmiechy. Wracam. Billi mówi mi mnóstwo
interesujących rzeczy. Biorę chin[inę] i kalomel.
Niedziela 9.[XII.17.] Śpię dobrze, ale mam mokry sen.
Czuje się nieźle. Billi anonsuje, że lepiej wybierzemy się od
razu do Kiribi i pojedziemy tegoż dnia, popołudniu. Pakuje się
szybko (interesuje mnie rysowanie ken bardziej niż etnografja,
a zwłaszcza pakowanie). Rzeczy klasyfikuję w petach. Robię
spis bielizny. Spisuję to, co mi będzie konieczne w życiu koczowniczem. Po lunch koło l=szej pakuję się galopem, koło
3=20 wyjeżdżamy. Jestem zmęczony i nie intensywny, ale
mam rezydualny joi[e] de vivre. Patrzę na trawiasto zieloną
108
wodę. Las mangrowy nad nimi z miękiemi cieniami wśród
tenzywnej zieleni. Ryby skaczą, jedziemy wśród tr
podmorskich. Przyjazd: domek, wśród palm - głębokie jas
niowe cienie pomiędzy pniami charakteryzują prze
w mangrowach. Koło domku bwaimae; potem shithouse z b
chy. Mieszanina, mam ochotę fotografować. [?] Ilume
mnie ignoruje. Idę nad brzeg, na piaszczystą plażę i piszę
do E.R.M., ale bez wielkiego napięcia. Wracam na jedzeni
Potem gadam z Billim o (?). - Wieczorem siedzę z Ilume
i Moliasi, który pokazuje mi swoją nogę z potwornym w
dem. Mówimy o Bwagau i Ioyowa; o tym, że żony Mtab
uciekły i że teraz nikt nie rządzi w Kasanai; o grzebaniu g
bów, o [?] odila [busz]. - Rozumiem tylko przez pół co Mi
liasi gada. - Nie mogę spać z powodu ciągłego gadania.
Poniedziałek 10.[XII.17.] Rano kończę list do E.R.Nfl
Przeglądam moje papiery i notatki o Kayasa i spisuję pro^ I
bierny. Siedzę z paroma drjaniami z Louya i Bwadela i gadaj
z nimi o Kayasa, o jebaniu w Okayaulo. Ale ich informacji
ogólnikowa. Gadają bez skupienia i nieokreślenie, „zbywaj;
mnie". Popołudniu gadam (?) Potem czytam narkotycznif
Wheels of Anarchy [powieść Маха Pembertona] i nabieran
wstrętu do tych drjani. Rozmowy z Mickiem: " sympatj:
śródziemnomorska, kiedy siedzi skulony jak Achilles w ry
sunku Wyspiańskiego. Kuchnia grecko-turecka. ,,Smell th
bloody hotel two miles away" [czuć ten cholerny hotel ni
dwie mile]. Kosmopolitańskie ideje Micka. „Bloody Germai
he no finish war" [cholerny Niemiec nie skończy wojny]. Mick pomaga mi w studyach etnograficznych. „Kayasa all
same bloody market". Kiedy mówię z Ilumedoą o Mułu
kwausi [latające wiedźmy]: „they do not eat the insides, they
only smell them" [one nie jedzą wnętrzności, one je tylko wą
chają]. - Wogóle lubimy się z Mickiem, ja mam pewną sym-,
patję do niego: szaro niebieskie morze; sirocco, ciepły wil
gotny zapach morza; nagie żółte skały; różowe pastelowe d
mki na skałach z wypłowiałemi dachówkami. - W Poniedzia
łek wieczór kończę powieść, gadam z Billim. Siedzę chwilk
z Ilamedoją i gadatliwą babą i rozmawiam o (?) - Słucha
ich gadaninę i niezbyt dobrze rozumiem ich mowę. (Biorę 3
kalomele i epsom salts)
27
28
29
1
Wtorek 11.[XII. 17.] Przychodzi gijopeulo. Oglądam i ry
suję Pwatai. Gadam z Tubowadami. Bycze facety: od razu
czuję różnice jakości ich informacyi. Potem po śniadaniu roz
mawiam z grupą facetów z Vakuty o Milamala - przedtem
Gijopeulo recytuje swoje liliu o Tudavie. Ale informacja
idzie kiepsko, jak po grudzie. Popołudniu spisuję historję
Marjanny na werandzie. Potem, koło 5=tej jadę łódką, ażeby
wiosłować. Po kolacyi gadam z synami Giyopeula i uderza
mnie doskonałość ich informacyi. Poważnie, skrupulatnie
i logicznie objaśniają mnie co do istoty kayasy, komunalnych
robót; poprawiają moją gramatykę. Potem jeden z nich opo
wiada Liliu Dokonikana, tak dobrze jak nikt nigdy mi jeszcze
nie opowiadał. Postanawiam pojechać do Tubowady zaraz po
powrocie z Amphletts. - Gadam trochę z Billem i idę spać.
Rozmowy z Billem: Brudo nie ma kaloma; jedzie do Sama
rai; kupił marną perłę i przepłacił. Norman Campbell zupeł
nie „broke" [bez grosza] nawet statek jego Quinn skonfisko
wał, przyjęty w partnership [spółkę]. Bill as a buffer: Brudo
affraid to leave Kavataria & cannot lie in wait at Boymap'ou
[Bill jako zderzak: Brudo boi się opuścić Kavataria i nie mo
że trwać w oczekiwaniu w Boymap'ou]. Camp[bell] nie umie
kupić porządnie za tabac. Billi posłał mu kilka vidu; zamiast
je wszyć w pasek, on je daje bezpośrednio. N.C. pogodny,
bez rancour [uraza], kontenty jak ma betel. Ciągnie się na
31
32
33
34
rzyci z jednego końca werandy na drugi. Jego żona kradnie
ile wlezie. Fallows pamięta go jak strapping youth, strong and
energetic, [?] [wysokiego młodzieńca, silnego i energiczne
go]. Mam pewne rozczulenie: przypomina mi się co E.R.M.
mówiła o [?]: like a large Scotish terrier [jak duży terier
szkocki] - Myślę o jego możliwościach. - Ja mam wciąż na
myśli zasadniczy problem Billa: jego małżeństwo z Marjanną: jego miłość dla dzieci. Marjannę on traktuje jako native,
akcentując w niej brązowy kolor. Dziś reflektuję, że to może
jest b. mądre z jego strony, że przewiduje najgorsze możliwo
ści. Czasem staram się - a raczej mam elan - czuć w nim od
dźwięk moich tęsknot za cywilizacją, za białą kobietą. Sta
ram się wydobyć, co go tu przywiodło: jest w railway servi
ce; retrenchment; worked on mines with 2 Victorians; touch
and go; Broken Hill [Australia południowo-zachodnia] or
Charles and Towers; from С Т . comes to N.G. to gold ft
loses 1 600 pounds on store in Yodda Cross South, sp
460. Returns with 140. Sets up this place, [jest w obsłu
kolei, zredukowany, pracował w kopalniach z dwoma wf
riańczykami; ryzykowny; Broken Hill czy Charles i Tow
z C.T do Nowej Gwinei na pola złotonośne, traci 1600 f
tów na wyposażenie w Yodda Cross South, wydaje 460. W
ca z 140. Zakłada to miejsce]. B.H. wyraża się niepochleb
o George Auerbach. Mówi o swych 60 funtach tytoniu, kt
G.A. mu nie chciał oddać, przypuszczając ze W.A. j
w trudnościach finansowych. Także, historje że G.A. pow~
dział, że otworzy stację beche-de-mer w Tejavie i Tukw
kwie, jako zemstę za to że Mick kupił koprę w Sinakecie.В
li grozi mu osiedleniem się w Kanubumekwa.
Transkrypcja i opracowanie Grażyna Kubica-Hell
ISY
' E.R.M. to inicjały narzeczonej Malinowskiego Elsie R. Masson,
córki Sir Davida Orme Massona, profesora chemii na Uniwersytecie
w Melbourne. Była ona wówczas pielęgniarką w Melbourne Hospital.
Pobrali się roku 1919, zmarła w 1935
Lila lub Leila Peck, najprawdopodobniej pielęgniarka.
Może chodzić o The Natives of Mailu: Preliminary Results of the
Robert Mond Research Work in British New Guinea, ..Transactions and
Proceedings of the Royal Society of South Australia" 1915, t.39, s.494-706 lub Baloma: The Spirits of the Dead in the Trobriand Island, „The
Journal of the Royal Anthropological Institute of Great Britain and Irleand" 1916, t.46, s.353-430
Chodzi о Paula i Heddy Khuner z Wiednia, przyjaciół Malinow
skiego.
Algernon С. Swinburne (1837-1909), angielski poeta, dramatopisarz i krytyk literacki.
Malinowski własnoręcznie robił dla swej narzeczonej grzebienie
z szylkretu do upinania włosów.
Kula to rozbudowany system wymiany między mieszkańcami
wschodniej Nowej Gwinei i sąsiednich archipelagów, który stał się
przedmiotem Malinowskiego Argonautów Zachodniego Pacyfiku. Sama
wymiana kula była złożonym i uregulowanym systemem darów między
konkretnymi partnerami w różnych wioskach. Główne dary były dwoja
kiego rodzaju: naramienniki (mwali) wytwarzane z muszli konusa i no
szone przez mężczyzn i naszyjniki (soulava) dla kobiet zrobione z muszli
spondyllusa. Ogólnie rzecz biorąc artykuły te poza znaczeniem w kula
nie mają żadnej wartości, lecz posiadanie mwali czy soulavy, z ich wła
sną nazwą, historią podnosiło prestiż właściciela i jego wioski. Artyku
łów tych nie posiadano na zawsze, lecz wcześniej czy później wymienia
no je na artykuły podobnej wartości.
2
3
4
5
6
7
8
Adolf Bastian (1826-1905) - etnolog niemiecki, badający psycho
logię krajowców, rozwinął koncepcję „folk-ideas", które według niego
leżą u podstaw podobieństwa zwyczajów, które zaobserwował w swoich
licznych podróżach.
W.C. Bruce, komendant uzbrojonej tubylczej policji.
Hiri były to handlowe wyprawy między Motu wokół Port Mores
by i plemionami Zatoki Papuańskiej. Motu wypływali w swych łodziach
(lakatoi) z ładunkiem glinianych garnków i wyrobów z muszli, które wy
mieniali z Papuasami na sago i ciężkie dłubanki, których używali do kon
struowania swoich łodzi.
" F.R. Burton, C.M.G., współpracownik C G . Seligmana w TheMelanesians of British New Guinea, jego opis hiri Malinowski cytuje w Ar
gonautach Zachodniego Pacyfiku.
Był statek misji katolickiej o tej nazwie.
George Auerbach, kupiec z Trobriandów, przyjaciel, który poma
gał Malinowskiemu na wiele sposobów. Ted Auerbach był zapewne jego
krewnym.
Malinowski opisał tę podróż w rozdziale dotyczącym okręgu kula
w Argonautach Zachodniego Pacyfiku.
Zgodnie z tradycją dwa kamienie Alu'a'inc i Aluramo'o to ludzie
w nie zamienieni.
Ogisa - tubylec, który towarzyszył Malinowskiemu podczas jego
ekspedycji.
9
10
1 2
11
14
15
ы
110
17
Duża góra w północnej części wyspy Fergusona, którą można
baczyć nawet z Trobriandów. Była uważana za świętą górę.
Theodor Waite, niemiecki antropolog, wczesny (1821-1864)
dacz myśli pierwotnej, który wierzył w równość rasową i złe wpły
środowiska. Jego najważniejszą pracą była Anthropologic der Nat
volker.
Review of Reviews Williama Thomasa Steada (założone w 1890
Raffael Brudo i jego żona, francuscy handlarze pereł z Trobri
dów, stali się przyjaciółmi Malinowskiego.
Gilayviyaka, syn wodza, którego romans z jedną z żon ojca był
wodem poważnego skandalu.
M'tabalu, stary wódz Kasana'i.
To'uluwa, wódz okręgu Kirivina, a przez to najwyższy rangą w
naTrobriandach, mieszkał w Omarakanie i był przyjacielem i cennym i
formatorem Malinowskiego.
Bagido'u był najstarszym synem siostry To'uluwy, czyli prawny
spadkobiercą funkcji wodza. Dramatyczne wypędzenie przez niego ulu
bionego syna wodza dwa lata wcześniej zostało opisane w Życiu seksu
alnym dzikich.
18
19
2 0
21
2 2
2 3
2 4
25
Gomaya z Sinakety, który byl jednym z pierwszych informatorów
Malinowskiego, opisany w Życiu seksualnym dzikich jako notoryczny
łotr.
Billy Hancock, handlarz na Trobriandach, był bliskim przyjacie
lem Malinowskiego, w którego domu w Gusavecie często się zatrzymy
wał. Zniknął w zagadkowych okolicznościach w Samarai pod koniec lat
dwudziestych. Jego żona mieszkała tam aż do 1951 roku.
Moliasi był wodzem drugiej rangi, kierującym prowincją Tilataula
i według tradycji wrogiem i głównym rywalem głównego wodza prowin
cji Kiriwina To'uluwy. Malinowski opisał go w Argonautach Zachodnie
go Pacyfiku jako „starego łajdaka".
2 6
2 7
2 8
Kayasa - zabawa polegająca na obowiązkowym współzawodnic
twie w tańcu i zabawie, w których biorą udział kobiety, nie przeprowa
dzane w okresie tańców.
Jedna z trzech wsi południowej części Boyowy, gdzie podobno ko
biety praktykowały orgiastyczną formę kayasa w okresie weselnym.
Z powodu tych opowieści mężczyźni z innych wiosek nie ryzykowali
wtedy odwiedzin w tym rejonie.
Mick George, grecki kupiec, długoletni mieszkaniec Trobriandów.
Malinowski często zatrzymywał się w jego domu.
Pwata'i - duże pryzmowate zbiorniki na żywność, wypełnione ma
łymi kuvi (duży yam) przykrytymi orzechami betelowymi i trzciną cu
krową.
Milamala - coroczne święto i powrót duchów, miesiąc, w którym
Trobriandczycy cieszą się dobrobytem; także nazwa robaka paolo, który
pojawia się przy pełni kiężyca i służy do wyznaczania daty święta; poja
wienie się tego robaka łączy się czasami z pojawieniem się duchów.
Tudava jest bohaterem cyklu opowieści przytoczonych i zanalizo
wanych w Ogrodach koralowych i ich magii.
Kaloma - małe kółeczka z dziurką robione z muszli spondyllusa,
z których wyrabia się naszyjniki używane w kula; kaloma dekoruje się
prawie wszystkie wartościowe i artystyczne przedmioty w dystrykcie ku
la.
2 9
3 0
3 1
3 2
3 3
3 4
