4940afa501402aa4a20aa6f5013ac3a4.pdf

Media

Part of Sprawozdania / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1955 t.9 z.6

extracted text
S

P

R

A

W

O

Z

D

A

N

I

A

ANDRZEJ
OPACIAN KUBIN

WANDA
Ryc,

1.

Andrzej Opacian Kubin z
Fot. Jan Swiderski.

Ratułowa.

Z wszystkich e n t u z j a s t ó w spośród polskiej inte­
ligencji, k t ó r z y w drugiej połowie X I X . wieku poczęli
się z a c h w y c a ć p i ę k n e m ludowej sztuki Podhala, jeden
tylko
Władysław
Matlakowski,
sam
pochodzący
z chłopów, zwrócił u w a g ę w swych pismach na nie­
s ł y c h a n i e ciężkie w a r u n k i bytowe p o d h a l a ń s k i e g o
ludu. Jako lekarz p o s t a w i ł on nawet nauce do r o z w i ą ­
zania pytanie: czym m o ż n a w y t ł u m a c z y ć fakt, iż po­
mimo n i e s ł y c h a n i e ubogiego i monotonnego odżywia­
nia się g ó r a l e p r z e j a w i a j ą
niezwykłą
żywotność,
twórczą inteligencję i zaradczość.
W idealistycznych zachwytach a r t y ś c i i naukowcy
nie zastanawiali się nawet, że ó w ż y w o t n y i zarad­
czy l u d w każdej wolnej od pastersko-rolnej gospo­
d a r k i c h w l i p a r a ł się l u d o w y m rzemiosłem ar'ystyczn y m — bo zbyt nikłe p r z y n o s i ł a plony kamienista
gleba p o d g ó r s k a , owiana na dodatek ostrym k l i m a t e m
górskim, że zatem w g r ę t u w c h o d z i ł y przyczyny
ekonomiczne, a nie wrodzony jakoby człowiekowi
artyzm, k t ó r y p c h a ć m i a ł k a ż d e g o górala do tworze­
nia arcydzieł p i ę k n a .
I l e k r o ć sama z a p y t y w a ł a m l u d o w y c h w y t w ó r c ó w ,
co też skłoniło ich do artystycznej twórczości, zawsze
o t r z y m y w a ł a m identyczna o d p o w i e d ź : „ P o t r z e b a , pa­
n i ! Bieda!"
Artyzm, urzekające piękno ludowych wyrobów pod­
h a l a ń s k i e g o l u d u rodziły s e potem, odruchowo jako
w y n i k artystycznej w r a ż l i w o ś c i ludowego t w ó r c y ,
a t a k ż e jego ambicji osobistych, by prześcignąć l u b
doścignąć p o p r z e d n i k ó w .
N e inna b y ł a droga twórczości Andrzeja Opaciana
Kubina z R a t u ł o w a , uchodzącego dziś na Podhalu za
największego z żyjących m i s t r z ó w w dziedzinie ob­
r ó b k i artystycznej metalu.
Ojciec jego. Józef Opacian, w y r a b i a ł z dziada p r a ­
dziada g ó r a l s k i e f a j k i .
Z małżeństwa z Wiktorią
:

,!

376

GENTIL-TIPPENHAUER

z Jarosu (osiedla nad N o w y m Bystrem i Zub Suchem),
w d o w ą po Kubinie, doczekał się na w s i przydomka
K u b i n oraz 3 s y n ó w .
Starszy brat Andrzeja wcześnie w y e m i g r o w a ł do
A m e r y k i w poszukiwaniu zarobku. P o n o ć , wedle
słów K u b i n a , „ u ł a p i w s z y kogoś, bo s^m je n i e p i ś ­
mienny", odezwał się po trzydziestu latach, że żyje
w Pittsburgu, z „ p e n s y i " po przepracowanych w ame­
r y k a ń s k i c h fabrykach długich latach. I Andrzej m i a ł
w y e m i g r o w a ć do A m e r y k i , gdzie b y ł b y niezawodnie
u t o n ą ł w bezimiennej masie p r a c o w n i k ó w fabrycz­
nych, gdyby nie wojna 1914 roku.
K t o s i a d y w a ł na „ p o s i a d a c h " w jakiejkolwiek w s i
p o d h a l a ń s k i e j l u b sypiał przy ogniu szałasisk na ta­
t r z a ń s k i c h halach, ten wyniósł p e ł n e uszy legendar­
nych opowieści o p a m i ę t n y m po dziś d z i e ń d l a l u d u
na Podhalu wydarzeniu, j a k i m b y ł a ta woina.
W ciszę zagubionych w lasach wiosek p o d g ó r s k i c h ,
targanych jedynie w i a t r e m h a l n y m , a p r z y t ł a c z a n y c h
czasem ś n i e g a m i , stale z a ś biedą, w życia G ó r a l ­
szczyzny pod austriackim zaborem, życie, k t ó r e g o mo­
notonię p r z e r y w a ł y jedynie m u z y k i wesel l u b w y ­
marsz najdzielniejszych jej s y n ó w po chleb do A m e ­
r y k i , w o w ą m o n o t o n i ę lat b i e g n ą c y c h jednako i po­
dobnie — pierwsza wojna ś w i a t o w a w t a r g n ę ł a jako
fala niezapomnianych w r a ż e ń , w s t r z ą s a j ą c y c h , no­
wych i nie znanych!
Zabrani do wojska ojcowie rodzin, k t ó r z y nie po­
wrócili j u ż nigdy... Synowie, bracia, mezow'e m d l i
nad A d y g ą , w T y r o l u , A l b a n i i , na polach Białorusi
czy K a r p a t Wschodnich... A niejeden z o c a l a ł y c h przy
życiu — w k i l k a n a ś c i e l a t po skończonej wojnie,
przezimowawszy lata na Syberii, uwolniony z niewoli
carskiej przez R e w o l u c j ę P a ź d z i e r n i k o w ą , poprzez
J a p o n i ę , Gibraltar, F r a n c j ę — p o j a w i ł się przed onie­
m i a ł ą m a ł ż o n k ą , k t ó r a zdołała w y j ś ć za m ą ż za kogo

innego i troje z n i m m i e ć już dzieci... A zaginieni bez
wieści, na k t ó r y c h l a t a m i daremnie czekano...
Inaczej z n ó w b r z m i a ł y historie tych, k t ó r z y p r z y ­
jechawszy na urlop, nigdy j u ż do wojska nie p o w r ó ­
cili, lecz uciekli w Tatry, gdzie c a ł y m i bandami,
u k r y w a j ą c się. przed ż a n d a r m e r i ą , żyli z „polowacki",
nocując w kolebach, a zimą w o p u s t o s z a ł y c h s z a ł a ­
sach, wspomagani przez wieś, z k t ó r e j donoszono i m
chleb i naboje. Czasem (rzadko) zdradzeni przez
swojaka, z k t ó r y m znów przychodziło się potem po­
rachować.
Tak u r a s t a ł y p r z e w l e k ł e opowieści, istne sagi g ó ­
ralskie, k t ó r y c h w ą t e k , treść i sens p a m i ę t a w i e ś ,
z z a d u m ą p o w r a c a j ą c a do nich i r o z p a m i ę t y w u j ą c a
po dziś dzień k a ż d y szczegół tych
wstrząsających
spokojem codziennego życia w y d a r z e ń , w k t ó r y c h
k a ż d y b r a ł j a k i ś udział...
Spośród zaś tych nielicznych, k t ó r z y cało i zdrowo
powrócili do rodzinnych wiosek, k a ż d y mógł godzi­
nami o p o w i a d a ć r ó ż n e dziwne, n i e z w y k ł e przygody
i przeżycia, w n o s z ą c e posmak nieznanego i powiew
szerokiego ś w i a t a do spokoju odciętych od ludzi i po­
stępu górskich osiedli.
Miał i m ł o d y Andrzej, urodzony 1 sierpnia 1892 r o ­
ku w R a t u ł o w i e , n i e m a ł a garść w r a ż e ń i przeżyć
do wspominania po powrocie z wojny.
Miast do
A m e r y k i , w y r u s z y ł w ś w i a t z w o j s k a m i Jego Ces a r s k o - K r ó l e w s k i e j Mości Cesarza A u s t r i i , Lodomerii
i Galicji. Sześć lat „ m i l i t e r k i " przyszło m u o d s ł u ­
żyć za ojca i stryka, jak twierdzi, k t ó r z y wojska nie
widzieli, p a r a j ą c się jedynie wyrobem fajek i siano­
kosami, jako p o d s t a w ą górskiej gospodarki, na tej
p i ę k n e j ziemi p o d h a l a ń s k i e j , k t ó r e j n ę d z a nikogo do
podbojów nie kusiła.
Szmat Europy przyszło m u zwiedzić pod ogniem
szrapneli, w okolicach zalanych błotem, w o d ą i śnie­
giem, w Tyrolu, we Włoszech, Francji, a w k o ń c u
na Białorusi.
I choć w w y n i k u świadomości, j a k ą uzyskał w tak
r ó ż n y c h i dalekich stronach, w ż a d n y c h d i a b ł ó w nie
wierzy, „choć ich ta dość po świecie chodzi" — j a k
sam stwierdza — ż a d n e g o piekła się nie boi, „choć
zawdy cymsi cłowieka strasą, kie m a ł y dziadem, kie
w i ę k s y ziandarmem, a starego d i a b ł a m i i p i e k ł e m " —
jednako w w y n i k u dziwnych p r z y g ó d wojennych w y ­
niósł dziwne p r z e ś w i a d c z e n i e : że duchy to chyba ist­
nieją z a p r a w d ę !
Dogłębnie bowiem jest przekonany, że jeśli cało
i żyw z tej wojny wyszedł, zawdzięcza to interwencji

Ryc. г.

Srebrna \ajktx góralska

ducha młodszego brata, k t ó r e g o przedwczesna ś m i e r ć
przed p o w o ł a n i e m do wojska u c h r o n i ł a .
Andrzej s p a ł w swojej ziemiance, gdy nagle w no­
cy ujrzał j a k b y na jawie, j a k wszedł nieżyjący j u ż
młodszy brat i z a b r a ł m u stojący w kącie karabin.
Gdy p r z e r a ż o n y k r z y k n ą ł : cóż pocznie bez broni na
wojnie — brat wymownie na niego s p o j r z a ł i z n i k n ą ł .
Na drugi dzień, podczas rozpoczynającej się w ś c i e k ­
łej ofensywy nieprzyjacielskich wojsk na austriackie
pozycje, w y b u c h szrapnela p o w a l i ł K u b i n a tak za^
s y p u j ą c go ziemią, że oślepł. Widziało, m u się, że
wzrok chyba p o s t r a d a ł .
Wtedy to nagle zrozumiał
gest ducha. P r a s n ą ł o ziem karabin, nie p r ó b u j ą c
nawet p r z e t r z e ć oczu, k a z a ł się wieść o s t a ł y m przy
życiu kolegom do polowego lazaretu. Lekarze jako
tako opatrzywszy ogłuszonego wybuchem K u b i n a
odesłali go na tyły o b a w i a j ą c się, że istotnie postra­
dał wzrok. Tak źle nie było.
Miał t y l k o źrenica
ubabrane piaskiem.
N i e d ł u g o potem o d e s ł a n o go
z powrotem na front. Lecz dzięki temu u n i k n ą ł śmier­
ci. Tego bowiem w ł a ś n i e dnia, gdy „rzuciwszy w pisrony karabin" k a z a ł się p r o w a d z i ć do szpitala, okopy,
w k t ó r y c h m i a ł walczyć, z r ó w n a n e zostały z ziemią
przez huraganowy ogień włoski, a cała załoga w y ­
bita w p i e ń w p r z e c i ą g u k i l k u godzin.
K i e d y ś później p o k r ę c i ł go reumatyzm w okopach
pod Dubnem, ale to tak, że z n ó w widziało m u się,
iż k a l e k ą do Wsi powróci. Na szczęście p o k r y ł y mu
nogi j a k o w e ś r o p i e j ą c e paskudnie wrzody, że chodzić
nie mógł, o b a n d a ż o w a n y przez lekarzy wojskowych
jak mumia... W ś c i e k a ł się szwabski komendant, w y ­
m y ś l a ł od s y m u l a n t ó w , posyłał go o r a ć na wieś, aż
go lekarze b r o n i l i , lecz w k o ń c u wraz z r o p ą wylazła
zeń choroba i ozdrowiawszy p o c z u ł się rześkim jak
wprzódy.
J e d n a k ż e h o ł d u j ą c starej g ó r a l s k i e j maksymie, „ze
i ojciec tyle nie naucy, co świat", choć rad był wo­
jennej włóczędze po świecie, i jemu zwidziało się
w końcu, że żyw do domu nie wróci.
U k r y w a ć się w Tatrach nie chciał, chociaż spo­
sobności nie b r a k ł o .
„Kie się przysięgło, d o t r z y m a ć trza słowa, choćby
austryjackiemu cysarzowi" — stwierdza honornie,
jako że ze zbójnickiego wiedzie się ponoć rodu.
Lecz szósty rok „ m i l i t e r k i " w z a p a d ł y m osiedlu
białoruskim, w k t ó r y m ugrzęźli, odbierał m u resztę
nadziei wydostania się ż y w y m .
P r z y g n ę b i o n y p o w l ó k ł się i on k i e d y ś do s ł y n n e j
na całą okolicę „ r u s k i e j prorocki", by ją z a p y t a ć
czy żyw wyjdzie z tej wojny.

wykonana przez Andrzeja

Opaciana Kubina, Fot, A. Wierzbic ku.

377

I

„ Ż y w wyjdziesz, ale — o d p a r ł a m u d r w i ą c o — kiedy
na wieś s w o j ą powrócisz, spotkasz przy drodze dziew­
czyną, z k t ó r ą się potem ożenisz. I już na tej w s i
pozostaniesz!"
Chciało się R u b i n o w i na wieś ż y w y m p o w r ó c i ć , ale
i chciało się jeszcze ś w i a t a s k o s z t o w a ć bez w o j n y !
J e d n a k ż e stało się, jako m u „ r u s k a prorocka" prze­
powiedziała. „Bo c ł o w i e k od losu się nie oderwie" —
fatalistycznie stwierdza R u b i n .
„ R i e po s k o ń c o n e j wojnie seł w R a t u ł o w i e d r o g ą
g r a j ą c y na h a l ę — zwidziało m i s i ę dziewce, co k r ó w ska przy drodze pasało..." I z n i ą się ożenił. Z M a ­
rią Słodyczką.
„ P a n i — filozoficznie dodaje R u b i n — ale to b y ł a
gorycka!"
Co do spraw pochodzenia rodu kobiecego ma R u ­
bin, j a k się okazuje, od dawna wyrobione zdanie, ±г
p r a w d ę m ó w i owa bajka t w i e r d z ą c a , jakoby A d a m
wygnany z Raju m i a ł spłodzić z E w ą siedmiu s y n ó w ,
a jedną tylko córkę.
Riedy przyszło c h ł o p o m baby d a w a ć , aby ród l u d z ­
k i nie w y g i n ą ł , r u s z y ł A d a m do Boga po r a d ę , j a k to
sprawiedliwie j e d n ą d z i e w k ą siedmiu chłopa obdzie­
lić. Lecz n i m doszedł, trafił w drodze na d i a b ł a , k t ó ­
r y m u powiedział, aby się zbytnio nie t u r b o w a ł . D o ­
radził m u siedem beczek „ n a r y c h t o w a ć i co j a k ą sa­
micę zwierza ułapi, w s u ć do beczki", a na ostatek do
s i ó d m e j w p a k o w a ć d z i e w k ę , po czym n a k r y ć szczel­
nie k a ż d ą b e c z k ę i k a z a ć c h ł o p o m na los szczęścia
wybierać!
S t ą d to na świecie talk s i ę s t a ł o , że jedna baba to
żmija, p r a w d z i w a gadzina! druga chytra jak liszka!
trzecia suka rozwleczona abo wilczyca j u r n a ! a t v l k o
od czasu do czasu do stworzenia boskiego — kobiety
podobna.
Wobec śmierci młodszego, a wyemigrowania star­
szego brata do A m e r y k i — przyszło R u b i n o w i siłą
rzeczy g o s p o d a r z y ć na ojcowiźnie. A że na Podhalu
taka to g a z d ó w k a , iż do niej stale t y l k o d o k ł a d a ć trzeba,
„bo inaczej nie w y ż y j e s z " — j a k twierdzi R u b i n ,
wziął się do w y r o b u fajek i „spinek, z b y r c a k ó w "
i ciupag. Od ojca to wiele nauczony nie b y ł , bo ten
tylko f a j k i robił, ale roiło się w R a t u ł o w i e za
austriackich czasów od chłopów, k t ó r z y się o b r ó b k ą
metalu parali. Jak dawno bowiem p a m i ę ć oiców się­
gała, b y ł R a t u ł ó w s ł a w n y m i n a j w i ę k s z y m o ś r o d k i e m
fajkarzy, spinkarzy i w ogóle c h ł o p ó w , k t ó r z y s i ę
najlepiej
„wyznawali"
na
obróbce
metalowych
ozdobnych części p o d h a l a ń s k i e g o stroju m ę s k i e g o .
S t a ł y tam „ n a oborach" piece do spawania „ t u r l i k ó w " ( „ z b y r c a k ó w k r ó w s k i c h i owczych"). Sam K u ­

bin dopiero rozwalił k i e d y ś piec, co na „oborze" u nich
się wznosił, kiedy z a b r a k ł o stalowej blachy, z k t ó r e j
się k u ł o „ t u r l i k i " .
Bacowskie pasy wyrabiano pierwotnie ze wspa­
n i a ł y c h skór p a s ą c y c h się po słowackiej stronie w o ł ó w
w B a ń s k i e j Bystrzycy, j a k to on sam z lat dziecięcych
dobrze p a m i ę t a . A l e przynoszono je do R a t u ł o w a do
okucia m e t a l o w y m i ozdobami, j a k guzy, k l a m r y
i sprzączki.
Dzielili się też r a t u ł o w s c y w y t w ó r c y dawniej na
s p e c j a l i s t ó w od fajek, od spinek, od ł a ń c u s z k ó w do
kapeluszy, „ t u r l i k ó w " , a t y l k o najznamienitsi w y r a ­
biali wszystko bez różnicy.
T a k i Molek Laska robił same ł a ń c u s z k i ; Hujawa
łańcuszki do kapeluszy, dubeltowe i pojedyncze.
Najstarszym w y t w ó r c ą spinek, k t ó r e g o znał R u b i n
jeszcze b ę d ą c dzieckiem, b y ł w R a t u ł o w i e stary
S t r z ę p , z a m i e s z k a ł y na pograniczu R a t u ł o w a i N o ­
wego Bystrego.
Jasiek Skulis od P r ę d z i a k ó w , przezwany R a m i e ń carzem, bo na R a m i e ń c u R a t u ł o w s k i m przemieszkiwał,
był to s t a r o ś w i e c k i spinkarz i fajkarz, ale t a k i „od
siekiery", j a k go K u b i n o k r e ś l a . Znany b y ł ród f a j ­
karzy S z e l i g ó w i P i ę t k ó w . W czasach młodości K u ­
bina słynęli szeroko trzej bracia Magdziarze, co
się pisali Prokopi. Oprócz J a ś k a
w y d a ł ten r ó d
najbardziej chyba w ś r ó d „ p a n ó w " znanego fajkarza
i spinkarza: starego Ignacego Prokopa, k t ó r y nie t y l ­
ko fajki i spinki robił dla wsi, ale i „ w Zakopane"
stale je nosił „ p a n o m " na s p r z e d a ż . Był on ponadto
z a w o ł a n y m m u z y k i e m w s i a ń s k i m . G r a ł jako p r y m i ­
sta we w ł a s n e j kapeli g ó r a l s k i e j . W ogóle, j a k
stwierdza z d u m ą K u b i n , „był to chłop do rzecy, bo
stary".
Jak tylko j a k i zbieracz czy amator staroświecczyzny
ludowej p r a g n ą ł n a b y ć a u t e n t y c z n ą
staroświecką
s p i n k ę czy fajkę, j u ż m u Prokop obiecywał, że „kajsi
takom n a ń d z i e " .
W r a c a ł tedy spokojnie od R a t u ł o w a z zadatkiem
w kieszeni (o ile go nie p r z e p i ł po drodze „ w k a r c y mie") i b r a ł się do p o s z u k i w a ń ż ą d a n e g o przedmiotu.
Ale że t a k bez k o ń c a starych spinek nie s t a ł o na wsi,
a po cmentarzach szukać nie chciało m u się ani nie
w y p a d a ł o , p o d r a b i a ł ż ą d a n ą „ l a n k ę " czy „ k u t ą " na­
d a j ą c jej s t a r o ś w i e c k i znany sobie w y g l ą d , u b a b r a ł j ą
w sadzy i b r u s i ł o s k a ł ę , „co telo piknie do cudu
starom s p i n k ę wyzdajał, co by n i k po wierchu nie po­
znał, ze niedawno co dopiero odlana cy w y k u t a " .
A że j a k o ś z l a t a m i coraz to więcej m u s i ę c h c i a ł o
popić do syta „ k i e zaseł w Zakopane", puścił on nie-

Ryc. 4. Stalowa głowica

ciupagi „dla panów"

opatrzona miedzianą

nakładką

na ostrzu. XIX w. Fot. A.

Wierzbicka

dziło i m o n a j t a ń s z e okazy, o t a n d e t ę — j a k i r o ­
mało „do ś w i a t u " t a k i c h „ b a b r a c e k " , z czasem z w r o ­
nicznie stwierdza K u b i n . Rozmaite bowiem b y ł y ga­
dzonego niedbalstwa a g ł u p o t y p a n ó w , coraz to nie­
t u n k i fajek i r ó ż n e ceny, zależnie od jakości mate­
chlujniej i gorzej podrabianych.
r i a ł u (grubość blachy) i rodzaju wykonania. B y w a ł y
Nie b y ł a to bowiem nowina dla r a t u ł o w s k i c h c h ł o ­
już fajiki za „szóstkę", za 30 i 50 halerzy. Najlepsi
p ó w „eosik" p o d r o b i ć . C h w y c i l i się nawet k i e d y ś za
wytwórcy
osobiście sprzedawali swój towar
na
austriackich c z a s ó w p o d r a b i a ć z cyny
„szóstki"
czwartkowych targach w „mieście" (Nowym Targu).
(10 halerzy).
Sam K u b i n , j a k to dziś z d u m ą stwierdza, nigdy Ż y ­
A i potem za czasów sanacji r ó ż n i e b y w a ł o . Nawet
dom do w o r k a fajek „nie s u ł " . Miał dość n a b y w ­
i granatowa policja po R a t u ł o w i e chodziła. A l e cóż
ców. A takie sztuki potrafił w y k o n a ć , że m u za
mogła „ n a j ś ć " ? !
j e d n ą i po 5 d o l a r ó w płacili rodacy z A m e r y k i .
„ M a s i n y do ś t a n c o w a n i a nie n a ś l i " , bo fajkarze
i spinkarze bez niej się obywali. W y s t a r c z a ł y r ę k a
Gdzie m o g ł a iść taka ilość fajek, K u b i n nie orien­
i oko oraz sztanca!
tuje się. P r a c o w a ł o p i ę t n a s t u fajkarzy co najmniej,
On sam,
K u b i n , niejeden s t a r o ś w i e c k i kaganek
dzień w d z i e ń wieczorami siedząc przy p r y m i t y w n y m
podrobił do „ m u z e u m ó w " : „Kie się kuniecnie o stare
warsztacie.
napierali, to kie się wzion i takom starom ś t u k ę po
G ł ó w n y m dostarczycielem m a t e r i a ł u dla
ratułow­
s t a r o ś w i e c k u w y k u ł , o b r u s y ł przy watrze, opalił,
skich w y t w ó r c ó w b y ł Ż y d Singer w N o w y m Targu.
opucył i do muzeumu zaniósł — to w n e t k i j ą powie­
On to hurtowo s p r o w a d z a ł z Wiednia a l p a g o w ą b l a ­
sili na k o ł k u i n a j m ą d r z e j s i panowie gęby rozdzia­
c h ę i różnej g r u b o ś c i d r u t alpagowy, z k t ó r e g o
w i a l i , kiele to stare a p i k n e ć "
z łatwością specjaliści w y k o n y w a l i pojedvncze lub
p o d w ó j n e ł a ń c u s z k i do spinek czy kapeluszy.
Od
„Cego by c h ł o p dla chleba nie zrobił... — filozo­
Singera detalicznie k u p o w a l i r a t u ł o w i a n i e potrzebny
ficznie stwierdza K u b i n . — K i e stryka Andrzeja T o n i m surowiec.
sagę z w ó j t o s t w a zrzucili, chycił się i on f a j k i robić.
By z głodu nie s k ą p i e c ! "
Tej na w i e l k ą s k a l ę zakrojonej, j a k na wiejskie sto­
sunki na Podhalu, w y t w ó r c z o ś c i ludowej kres p o ł o ­
To syn jego, Józef Ż o ł n i e r c z y k Tonsaga, dziś ucho­
żyła wojna 1914 roku.
dzi na Podhalu za najsłynniejszego fajkarza. A l e choć
to zięć Kubina, ten stwierdza, że Żołnierczyk p o j ę ­
Z n i k n ę l i liczni w y t w ó r c y fajek i spinek. W i e l u pa­
cia nie ma, j a k to n a p r a w d ę fajka w y g l ą d a ć powinna
dło na wojnie. I n n i w y e m i g r o w a l i do A m e r y k i . Starsi
i j a k i e to się f a j k i rozmaite za austriackich czasów
pomarli, a m ł o d s i nie k w a p i l i się do roboty. Z a b r a k ł o
robiło! Chciał m u K u b i n p o k a z a ć , aby się przy n i m
tradycyjnego m a t e r i a ł u . Z odciętego g r a n i c ą Wiednia
nauczył, cóż, gdy starcza m u to, czego s i ę od ojca
przestano s p r o w a d z a ć a l p a g o w ą b l a c h ę i d r u t y . Singer
n a u c z y ł i na co ma zbyt.
przewoził teraz z Bielska b l a c h ę m i e d z i a n ą i od tej
pory zaczęły się p o j a w i a ć miedziane spinki I f a j k i
Do wojny 1914 r o k u h u c z a ł wieczorami R a t u ł ó w od
r u g u j ą c e stary „ b a k f o n " .
u d e r z e ń u w i j a j ą c y c h się po skończonej dziennej p r a ­
cy w p o l u górali, k t ó r z y ślęczeli przy kagankach
Guziki do koszul i papierosy w z ę b a c h zrobiły
i lampach naftowych do p ó ź n a w noc nad w y k o n y ­
swoje. Zapotrzebowanie na f a j k i m a l a ł o . S p i n k i stały
waniem fajek czy spinek.
K a ż d y s t a r a ł się p a r ę
się jedynie n i e d z i e l n ą ozdobą przy koszuli.
groszy dorobić fajkarstwem.
Dziś zaledwie d w ó c h czy trzech c h ł o p ó w znaleźć by
G ł ó w n y m i odbiorcami owych fajek b y l i Żydzi,
m o ż n a w R a t u ł o w i e , k t ó r z y potrafiliby jeszcze w y ­
k t ó r z y z w o r k a m i łazili po wsi i zakupywali całą p r o ­
k o n a ć r ó ż n e f a j k i , j a k i e za austriackich c z a s ó w na­
d u k c j ę , ile t y l k o R a t u ł ó w m ó g ł 2robić. J e d n a k ż e cho­ gminnie produkowano.
B r a k i blachy miedzianej,

37»

Hyc. Л.

Głowica

ciupagi z mosiądzu,

wykonana

przez Andrzeja

Opaciona Kubina, Fot. Л.

Wierzbicka

Hyc. 7 a i 7b. Stalowa

głowica

ciupagi z nakładką na ostrzu mosiężną.
Fot. Jan Swiderski

Wyk.

Andrzej Opacian K u b i n .

381

nie m ó w i ą c o alpadze. Ze starej amunicji, przywo­
żonej p r z e w a ż n i e ze Śląska, wydobywa się potrzebny
surowiec i przekuwa na m i e d z i a n ą b l a c h ę . P r z e w a ż ­
nie jednak rozkuwa się na b l a c h ę w ł a s n o r ę c z n i e stare,
srebrne monety lub z nich kręci potrzebny drut.
S t ą d niezmiernie wzrasta cena samej robocizny.
„ K i e by płacili, to my by i ze złota r o b i l i s p i n k i " —
śmieje się K u b i n .
Stara w y t w ó r c z o ś ć r a t u ł o w s k a
podupada.
W okresie m i ę d z y w o j e n n y m zaczęli się
r a t u ł o w i a n i e p o d r e p e r o w y w a ć finansowo haftem tan­
detnych pantofli „ z a k o p i a ń s k i c h " z j e d w a b n ą sza­
r o t k ą czy ostem, zamawianych masowo przez produ­
centów p a m i ą t e k z a k o p i a ń s k i c h .
Dopiero ostatnimi czasy, w z w i ą z k u z rozwojem
zespołów t a ń c a i pieśni na p o d h a l a ń s k i e j wsi, wzrosło
zapotrzebowanie na tradycyjne spinki, pasy czy c i u ­
pagi. K a ż d y m ł o d z i k stara się ookompietowac s t r ó j
tradycyjnymi ozdobami z metalu.
Konkursy sztuki
ludowej k i e r u j ą u w a g ę na stare u m i e j ę t n o ś c i i wzory.
Sam K u b i n przyznaje, że p o c z ą t k o w o i on nie miał
ochoty uczestniczyć w konkursach sztuki ludowej.
Dlatego to na Konkurs P o d h a l a ń s k i e g o P a m i ą t k a r ­
stwa w 1953 roku nie n a d e s ł a ł w terminie swoich
w y r o b ó w i dopiero p o j a w i ł się z n i m i przed s a m ą
w y s t a w ą , wskutek czego, mimo wysokiego poziomu
Ich j a k o ś c i technicznej i artystycznej, o t r z y m a ł t y l k o
d r u g ą n a g r o d ę , i to w drodze w y j ą t k u , a nie p i e r w ­
szą, jaka by m u słusznie p r z y p a d ł a , gdyby p r z y s ł a ł
swe w y r o b y w terminie.
Stare wzory srebrnych fajek w y k o n a ł dopiero na
Ogólnopolską W y s t a w ę Sztuki Ludowej w z w i ą z k u
z Dziesięcioleciem Polski Ludowej.
Najgorzej działo się z t r a d y c y j n ą w y t w ó r c z o ś c i ą l u ­
dową za c z a s ó w okupacji niemieckiej.
W y w ó z k a ludzi przez arbeitsamty, akcja „góralenvolku", z u p e ł n y brak surowca — zniechęcały do j a ­
kiejkolwiek pracy, a o spinkach i fajkach
nikt
w ogóle nie m y ś l a ł , całą e n e r g i ę w y t ę ż a j ą c na w a l k ę
z g ł o d e m i okupantem.
Andrzej K u b i n wziął się wtedy do w y r o b u ciupag
oraz, co było popłatniejsze, do wyrobu w ł a s n e g o po­
m y s ł u „ m i n c e r z y " (rodzaju wagi rzymskiej).
Prostej konstrukcji te „ m i n c e r z e " , o d w a ż a j ą c e z do­
k ł a d n o ś c i ą do g r a m ó w , c h ę t n i e nabywane są przez
p o d h a l a ń s k i c h b a c ó w . Ł a t w o je bowiem, i to bez l ę k u
0 uszkodzenie, w y w i e ź ć na wozie, czy też przytroczo­
ne do konia, na g ó r s k i e hale, gdzie s ą n i e o d z o w n ą
częścią pasterskiej gospodarki przy o d w a ż a n i u s e r ó w
1 bryndzy.
„ M i n c e r z e " te z a p e w n i ł y K u b i n o w i s ł a w ę na ta­
t r z a ń s k i c h halach. Gdziekolwiek latem
spacerem
zajdzie, w i t a go n a r ó d pasterski, ł a d u j ą c na p o ż e g n a ­
nie serki i „ b u n c " do torby.
Specjalnie z a s ł y n ą ł t e ż na Podhalu typ ozdobnej,
ciężkiej ciupagi, opracowany przez Kubina i obecnie
już rozpowszechniony na c a ł y m Podhalu, od R a t u ­
łowa po Morskie Oko.
Nie masz szanującego s i ę bacy, k t ó r y by z okazji
redyku nie p a r a d o w a ł z p o d o b n ą c i u p a g ą — c i u p a g ą
Kubina.
Toporzysko ciupagi z twardego drzewa opala K u b i n
w jasnociemne p r ę g i , p o l i t u r u j ą c całość, po czym
okuwa stylisko na tradycyjnie spłaszczonej z e w n ę t r z ­
nej stronie „ z b y r c ą c y m i " k ó ł e c z k a m i (rzadziej ć w i e ­
kami). Ozdobnie w y k o n a n y m i miedzianymi ł a p k a m i ,
o b e j m u j ą c y m i z trzech stron drzewce, osiąga efekt
bogactwa i siły toporzyska.
Sama metalowa „ r ą b a n k a " opracowana bywa dwo­
jako: albo zwyczajnie odlana z jednolitej masy me­
talowej (ze stali lub m o s i ą d z u ) — ozdobiona jest t r a ­
dycyjnie sztaneowanymi wzorami gwiazdek, p ó ł k s i ę ­
życów i g a ł ą z e k r o ś l i n n y c h ; albo odlana ze stali —
zostaje dodatkowo zaopatrzona w m i e d z i a n ą o z d o b n ą
p o c h w ę , p r z y k u t ą t a k ż e ozdobnymi ć w i e k a m i do ż e ­
laza. Tak bogato w y g l ą d a j ą c a ciupaga służy jedynie
do parady, a nie nadaje się w zasadzie do r ą b a n i a ,
j a k stara g ó r a l s k a „ r ą b a n k a " , p i e r w o w z ó r obecnych
ciupag.
!

-f
Sam K u b i n dla siebie odlał srebrne toporzysko,
ozdabiając je spotykanym ongi naturalistycznym r y towaniem, p r z e d s t a w i a j ą c y m Giewont, regle i . . . sza­
r o t k ę — w y m y s ł daleko późniejszy, jak wiemy!
!

382

P o m y s ł zaopatrzenia „ r ą b a n i c y " w m i e d z i a n ą po­
c h w ę , c h r o n i ą c ą dłoń przed skaleczeniem o ostrze
z żelaza czy stali, znany b y ł już zasadniczo i dawniej,
j a k w i d a ć to z posiadanych przez Muzeum T a t r z a ń ­
skie o k a z ó w .
Wydaje się, że p o w s t a ł on pcd w p ł y w e m w y m a g a ń
„ p a n ó w " w X I X jeszcze wieku, pierwszvch entuzja­
stów Góralszczyzny i sztuki ludowej Podhala, k ó r z y
wprowadzili m o d ę zakupywania sobie ciupag do cho­
dzenia na wycieczki w Tatry. Lecz że nie przvzwyczaj o n y m do obchodzenia się z „ r ą b a n k ą " g ó r a l s k ą k a ­
leczyło w i d a ć dłoń ostrze stalowe toporzyska, po­
mysłowi w y t w ó r c y l u d o w i Podhala zaczęli o k u w a ć
ostrze
w miedzianą
pochewkę,
przvmocowana
ć w i e k a m i do stali, w y k o r z y s t u j ą c naturalnie z w r o ­
dzonym sobie poczuciem artystycznym owe okucia
celem w y w o ł a n i a zdobniczego efektu. P r z y z n a ć trze­
ba, że i m to w p e ł n i u d a ł o ! Andrzej K u b i n jest zda­
nia natomiast, że ciupaga z o p r a w k ą na ostrzu to t y p
ciupagi „zbójnickiej". Typ drugi nazywa on „ s a b a łówką".
J u ż za czasów S a b a ł y s ł y n ą ł jego brat, Józek, z w y ­
robu ciupag dla „ p a n ó w " . R ó w n i e ż znanym w tych
czasach jako w y t w ó r c a podobnych ciupag był niejaki
Stanik. Podana przez nas na fotografii ciupaga da­
tuje się z tych czasów, choć nie wiadomo d o k ł a d n i e ,
kto był jej autorem.
M e t o d ę opalania drzewa w pasy spotykamy w bar­
dzo p r y m i t y w n e j formie na starych laskach paster­
skich Podhala. Lecz dopiero K u b i n z p r y m i t y w n y c h
tych p i e r w i a s t k ó w zdobniczych o p r a c o w a ł ów 1yp
bogatej, technicznie d o s k o n a ł e j pod k a ż d y m w z g l ę d e m
ciupagi ozdobnej, że j ą tak nazwiemy. Toteż po c i u ­
p a g ę do Kubina chodzą wszyscy, c h o ć cena jej jest
n i e m a ł a , r ó w n a się cenie owcy i waha się — z a l e ż ­
nie od opracowania i modelu — od 250 do 400 zł.
R ó w n i e ż srebrne f a j k i Kubina pokazanego przez
nas typu ceni sam w y t w ó r c a od 200 do 300 zł. Dla
p o r ó w n a n i a dodamy, że z w y k ł a fajka np. u Józefa
Żołnierczyka kosztuje 40 zł, ozdobniej sza z kogucikiem do 80 zł. O cenie decyduje t u nie tyle sam m e ­
tal, ile wykonanie precyzyjne, bogate — wypieszczo­
ne. K u b i n tandety robić nie chce, zbyt d u m n y ze
swej u m i e j ę t n o ś c i i zbyt z a m i ł o w a n y w swej sztuce
odziedziczonej po dziadach. Zna on wszystkie t a j n i k i
swego kunsztu, wszystkie sposoby i metody, k t ó r e
s p r a w i a j ą , że p a t r z ą c na jego w y r o b y ma się czasem
w r a ż e n i e , iż robił je j u b i l e r czy j a k i majster f r a n ­
cuskich brązów, k t ó r e g o l e k k o ś ć dotknięcia zniewala
metal do w y r a ż e n i a wszystkiego, co mistrz zechce.
N i e s ł y c h a n i e prosty jest przy t y m warsztat pracy
Kubina. Izdebka „na oborze", koło mieszkalnego do­
m u całej rodziny, opatrzona j e d n y m oknem i w e j ­
ściowymi drzwiami.
Ł a w a pod oknem, oczerniona
od d y m u p ó ł k a — niewielka, na niej leżą p i l n i k i ,
d ł u t k a , sztance i blachy. Stół — warszlat, na k t ó r y m
ludowy majster wykonuje swój z a w ó d .
Narzędzia
to k i l k a r o d z a j ó w p i l n i k ó w , d ł u t e k , m ł o t k ó w , nóż,
metalowe k o w a d ł o i niezawodny wzrok oraz pewna
siebie r ę k a g ó r a l a . P i l n i k i — kupowane, gdy m o ż n a
było je dostać, ale i wykonywane samemu, gdy zaj­
dzie tego potrzeba. Nóż w y k o n a n y z hartowanei stali,
wyklepany w ł a s n o r ę c z n i e , po czym n i m ryzuje się nie
z a h a r t o w a n ą s z t a b k ę metalu w karby p i l n i k a i har­
tuje metal.
l

Pierwotnie ponoć radzili sobie, j a k moglj, n o ż e m
i siekierą, j a k twierdzi K u b i n . A l e to dolyczy za­
m i e r z c h ł e j przeszłości.
S t ą d to naiwne, niezdarne
t r o c h ę p r y m i t y w y , j a k i e w i d z i m y w dziedzinie spi­
nek i fajek w naszych muzeach etnograficznych. Ro­
bota Kubina zdradza wiekowe udoskonalenia kunsztu.
O spinkach lanych twierdzi K u b i n , że robiono je
raczej na Słowacji i że k t o by się dziś baw ł w t a k ą
d ł u g ą robotę, jeśli p r ę d z e j przychodzi b l a c h ę w y k l e ­
p a ć i w y s z t a n c o w a ć a obrobić, choćby n a d a j ą c za­
k o ń c z e n i o m spinek f o r m ę g ł o w y zbójnika, j a k to czyni
K u b i n , miast łby kogucie sadzić.
Aczkolwiek jednak sama nauka techn'cznej o b r ó b k i
metalu zgodnie z t r a d y c j ą l u d o w ą Podhala nie na­
leży do zbyt skomplikowanych, K u b i n uparcie t w i e r ­
dzi, że potrzeba około 10 lat pracy, aby w p e ł n i opa-

Ryc. 8. Spinki

góralskie.

Ryc. 9. Srebrne spinki góralskie

Boczne mosiężne,
Fot. Jan

wykonane przez

środkowa srebrna. Wyk. Andrzej Opacian K u b i n .
Swiderski.

Andrzeja

Opaciana Kubina. Fot. Jan

Swiderski

u o w a ć wszystkie tajemnice kunsztu i tak w y r o b i ć
sobie r ę k ę i oko, aby d o r ó w n a ć robotom najlepszych
m i s t r z ó w l u d o w y c h u b i e g ł y c h lat.
Z a p y t y w a n y przez nas, czy pozostawi synowi ta­
j e m n i c ę swego kunsztu, wzrusza ramionami. Jak
trzeba, starszy syn m u pomaga, i owszem, cóż, kiedy
,,nie widzi tako, jako ja w i d z ę " ! Nie dostrzega sub­
telnych różnic uderzenia dłuta, nie ma wyczucia f o r m
i ich zestawu. To trzeba czuć okiem, j a k zestawić
kółka, serca (parzenice) i klucze w spince. D o b ó r
proporcji w y c i ę ć do k o n t u r u całości — o t y m musi
k a ż d o r a z o w o d e c y d o w a ć sam w y t w ó r c a , aby s t w o r z y ć
w ł a s n y t y p spinki czy fajki, w ł a s n y , chociaż oparty
na tradycyjnych motywach zdobniczych. Samo ślepe
kopiowanie daleko nie doprowadzi. Trzeba k a ż d ą
s z t u k ę czuć. Starszego jego syna cieszy motoryzacja,
m u s i a ł m u motor k u p i ć .
P r z e d w c z e ś n i e z m a r ł y m ł o d s z y syn — o, ten b y ł b y
w i e l k i m majstrem. Jako dziecko uparcie p o d p a t r y w a ł
ojca i kiedyś podczas jego nieobecności dorwawszy

się sam do warsztatu, w y k o n a ł t a k ą spinkę, że Rubi­
nowi trudno było o d r ó ż n i ć r o b o t ę syna od swojej.
Z niego b y ł b y majster, cóż
z tego, kiedy m u się
zmarło...
Sam K u b i n uczył się przez podpatrywanie najlep­
szych m a j s t r ó w i ścisłe n a ś l a d o w n c t w o n a j p i ę k n i e j ­
szych prac, a ż zdobył p e ł n i ę swobody twórczej i m ó g ł
k o m b i n o w a ć samodzielnie, j a k zechciał! Gnanv am­
bicją, p e ł e n u p o r u i cierpliwości, p r z e w y ż s z a ł swych
majstrów.
Gdy nawet teraz jeszcze ż y c e stawia
przed n i m nowe zadania, rad p r ó b u j e swych sił. On
to w y m y ś l i ł przy swoich spinkach с ężko kowane ł a ń ­
cuszki, z a k o ń c z o n e t r ó j k ą t n y m wisiorkiem z metalu,
bo go mierziły tradycyjne w i s i o r k i z czerwonej w e ł ­
ny, gdyż zbyt p r ę d k o się t a r g a j ą i b r u d z ą . D l a ..fra­
j e r k i " w y k o n a ł b r o s z k ę o p a r t ą na robociźnie staro­
ś w i e c k i c h guzów do p a s ó w bacowskich. C i u p a g ę też
sam w y m y ś l i ł i „mimcerz". Cieszy go twórczość,
k a ż d e nowe trudne zadanie, nad k t ó r y m trzeba s.e nogłowić, by je rozwiązać zgodnie z t r a d y c j ą i nową
potrzebą.
:

E r r a t a
cja

384

W n r 4/1955 r. na str. 195 przestawiono
rycin p o z o s t e j ą bez zmian.

klisze (ryc. 3 i ryc. 4). Podpisy

i numera­

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.