9e93eb294e171b4d66d436d1cb8cda97.pdf

Media

Part of Kronika / ETNOGRAFIA POLSKA 1993 t.37 z.2

extracted text
K

R

O

N

I

K

A

„Etnografia Polska", t. XXXVII: 1993, z. 2
PL ISSN 0071-1861

MUZEUM IM. OSKARA K O L B E R G A W PRZYSUSZE

W ramach jubileuszu stulecia śmierci Oskara Kolberga i zarysowanego
w 1983 r. programu obchodów jubileuszowych, w dniu 1 czerwca 1990 r.
dokonano uroczystego otwarcia Muzeum im. Oskara Kolberga w Przysusze.
Muzeum Ludowych Instrumentów Muzycznych w Szydłowcu uświetniło
jubileusz i fakt utworzenia nowej placówki wybiciem dwóch medali autor­
stwa art. rzeźbiarza Zygmunta Kaczora.
Otwarcie Muzeum w zabytkowym dworze Dembińskich zamknęło prze­
szło dziesięcioletni okres wstępny, od momentu formalnego przekształcenia
w końcu 1979 r. społecznego muzeum w oddział Muzeum Ludowych
Instrumentów Muzycznych w Szydłowcu ( M L I M ) . Społeczne Muzeum
im. Oskara Kolberga w Przysusze powstało w ramach obchodów 160-lecia
urodzin wywodzącego się z Przysuchy Kolberga: w dniu 8 czerwca 1974 r.
w jednym z pomieszczeń dworu otwarto wystawę biograficzną według
scenariusza Stefana Rosińskiego . W 1978 r. Danuta Paprocka dokonała
gruntownej przebudowy tej planszowej wystawy oświatowej, dodając m.in.
eksponaty etnograficzne pochodzące z okolic Przysuchy. Rok później Przysuskie Towarzystwo Kulturalne im. Oskara Kolberga przekazało M L I M
zgromadzone przez siebie materiały kolbergowskie i zbiory etnograficzne,
z myślą o muzeum, na którego siedzibę obrano ostatecznie zabytkowy dwór
Dembińskich . W 1983 r. wystawę przeniesiono do zabytkowego lamusa
dworskiego, który po podjęciu w 1987 r. remontu dworu, stał się magazynem
muzealiów.
1

2

3

1

Zarządzenie nr 40/79 Wojewody Radomskiego z dnia 23 listopada 1979 r. Od 1976 r. M L I M
sprawowało patronat nad przysuską placówką.
Do powstania społecznego muzeum doprowadziło utworzone 8 maja 1961 r. Przysuskie
Towarzystwo Kulturalne im. Oskara Kolberga, którego pierwszym prezesem był Stefan Kotlarczyk, dyrektor Liceum Ogólnokształcącego w Smcgorzowie. Przyczyniło się ono do spopularyzo­
wania postaci Kolberga oraz miejscowego folkloru, czego przejawem były m.in. Dni Kolbergow­
skie urządzane od 1960 г., połączone od 1977 r. z wojewódzkim przeglądem folkloru i sztuki
ludowej.
Akt przekazania na podstawie uchwały walnego zgromadzenia z dnia 18 lutego 1979 г.,
z załącznikiem obejmującym 154 pozycje.
2

3

122

KRONIKA

Charakter Muzeum określał statut M L I M z 1979 г.: „Muzeum im.
Oskara Kolberga gromadzi i udostępnia muzealia i materiały dotyczące
biografii Oskara Kolberga, historii badań folklorystycznych i etnograficz­
nych w Polsce, etnografii okolic Przysuchy" . Koncepcja ekspozycji, dy4

4

Muzeum im. Oskara Kolberga w Przysusze miało być integralną merytorycznie częścią
M L I M . Jeszcze w 1975 r. zamierzano urządzić w Szydłowcu Salę im. Oskara Kolberga, która
obok Sali im. Mariana i Jadwigi Sobieskich miała dokumentować badania folkloru muzycznego
w Polsce na tle folklorystyki europejskiej. Problematykę tę ograniczono w Szydłowcu z konieczno-

KRONIKA

123
5

skutowana m.in. na posiedzeniu Rady Muzealnej przy M L I M w 1985 r. ,
przybrała w czerwcu 1989 r. formę ramowego scenariusza autorstwa Janusza
Kuczyńskiego; w sierpniu tego roku powstała wersja scenariusza wykonana
przez Marię Jost-Prześlakowską.
Scenariusze zakładały stylową aranżację wnętrz dwóch pomieszczeń dwo­
ru i nowoczesną ekspozycję biograficzną, z podziałem na okresy życia i twór­
czości Kolberga, zawierały propozycje materiałów źródłowych i eksponatów.
Recenzenci (L. Bielawski, J. Stęszewski) postulowali zobrazowanie ówczesnej
sytuacji historycznej i kulturowej, uwypuklenie, w jaki sposób dzieło Kolber­
ga scala polską kulturę podzieloną przez zaborców; wskazywali na różno­
rodność kultur z jaką się kontaktował. Opowiadali się za obecnością muzyki:
zarówno ludowej, jak i własnych kompozycji Kolberga. Scenariusz zaktuali­
zowała w bardzo szczegółowej recenzji Agata Skrukwa z Redakcji Dzieł
Wszystkich Oskara Kolberga ( D W O K ) w Poznaniu. Aktualizacja, oparta
0 najnowszy stan badań nad życiem i spuścizną Kolberga, stała się podsta­
wą szczegółowego scenariusza autorstwa Danuty i Bogusława Paprockich
1 opartego na nim projektu plastycznego Andrzeja Grabiwody.
Scenariusz szczegółowy poprzedziły kwerendy materiałów źródłowych
odnoszących się do Kolberga i jego rodziny, dokumentujących środowiska
warszawskie i krakowskie, osoby i instytuqe zasłużone dla folklorystyki.
Wykorzystano przede wszystkim archiwum kolbergowskie Akademii Umie­
jętności zdeponowane w Redakcji D W O K , zbiory Instytutu Badań Litera­
ckich P A N , Biblioteki Narodowej, Warszawskiego Towarzystwa Muzycz­
nego, Towarzystwa im. F. Chopina, Archiwum Wojewódzkiego w Kielcach
oraz kilkunastu muzeów. Na szczególnie cenne materiały natrafiono w ro­
dzinie Kolbergów w Poznaniu, Warszawie i w Gdańsku oraz w materiałach
pośmiertnych Marii Turczyn owi czowej, współredaktorki D W O K . Źródła
przysuskie udostępniła Maria Dembińska z Warszawy. Wszystkie źródła
rękopiśmienne i drukowane oraz przekazy ikonograficzne udokumentowano
fotograficznie. Powstały tą drogą zbiór negatywów, który uzupełniano
współczesnymi fotografiami Przysuchy, Krakowa i Modlnicy, stał się pod­
stawą prac studialnych i wystawienniczych. Równolegle kompletowano dzie­
ła oryginalne, zabiegając o depozyty.
Urządzenie Muzeum natrafiło na poważne przeszkody wynikające
z przedłużającego się remontu dworu (na urządzenie ekspozycji pozostawio­
no dwa tygodnie). Prace remontowe prowadzono jeszcze długo po otwarciu,
a skutki niedbałego i niezgodnego z dokumentacją remontu doprowadziły
ści do ludowego instrumentarium muzycznego, przewidując jej zasygnalizowanie właśnie w Przy­
susze. Autorką koncepcji Muzeum im. Oskara Kolberga w Przysusze w jego przyszłej siedzibie
(zabytkowym dworze), realizowaną w latach osiemdziesiątych, była mgr Danuta Paprocka, dy­
rektor Muzeum Ludowych Instrumentów Muzycznych w Szydłowcu.
W skład Rady Muzealnej przy M L I M w 1988 r. wchodzili: doc. Jan Stęszewski - przewod­
niczący, prof. Ludwik Bielawski, dr Piotr Dahlig, dr Alojzy Kopoczek, doc. Bogusław Linette
i dr Jan K . Makulski - członkowie. (Do 1987 r. członkiem rady był prof. Józef Burszta).
5

124

KRONIKA

Rye. 2. Przysucha, Muzeum im. O. Kolberga
fot. M. Grychowski

rychło do poważnej awarii i zamknięcia muzeum na wiele miesięcy; otwarto
je ponownie w grudniu 1991 r. Okoliczności te, a także ambiwalentny stosu­
nek wojewódzkich i miejscowych władz do Muzeum w latach 1990-1992,
ograniczyły poważnie jego działalność .
Siedzibą Muzeum jest zabytkowy dwór Dembińskich, który powstał
prawdopodobnie około 1870 r. po rozbiórce XVIII-wiecznego dworu drew­
nianego, drogą adaptacji budynku gospodarczego (składu żelaza), a następ­
nie kilkakrotnej jego rozbudowy i przekształceń . Muzeum zajęło najstarszą,
parterową część dworu; w pozostałej, piętrowej - mieści się Sąd Rejonowy .
Skromnej, bezporządkowej architekturze odpowiadają takież wnętrza, po­
zbawione - po zmianie w 1945 r. użytkownika - wystroju i wyposażenia, jeśli
nie liczyć żeliwnego kominka i dwóch ceramicznych pieców poddanych
konserwacji przez Pracownię Konserwacji Dzieł Sztuki w Szydłowcu (od­
dział M L I M ) oraz częściowo zachowanej stolarki okien i drzwi. Dokonując
6

7

8

6

Na krótko przed otwarciem rozważano zasadność organizowania Muzeum w nowej siedzi­
bie, potem odmówiono mu wszelkiej pomocy.
M . Dembińska, Dembińscy z Przysuchy, mpis, b.d.
Do marca 1945 r. dwór zajmowała rodzina Henryka Antoniego i Marii z Gołuchowskich
Dembińskich, a po jej usunięciu - urzędy administracji państwowej, różne instytucje, partie
polityczne i biblioteka. Z dawnego zespołu dworskiego pozostało - prócz niefortunnie przekształ­
conego w 1978 r. lamusa i okrojonego parku - kilka wyeksploatowanych i zrujnowanych budyn­
ków mieszkalnych i gospodarczych, m.in. ruina pięknej podcieniowej kuźni (którą zamierza się
zresztą skopiować w Muzeum Wsi Radomskiej).
7

8

125

KRONUÍCA

urządzenia wnętrz dawnego salonu wykluczono jego rekonstrukcję (choć
zachowały się fotografie dworu z lat międzywojennych), poprzestając na
swobodnej aranżacji stylowej (autorstwa D . Paprockiej), z dominującym
w meblach biedermeierem. Jeszcze swobodniej potraktowano kredens dwor­
ski. Kierowano się nie autentyzmem miejsca, z którym Kolberg nie miał nic
wspólnego, a potrzebą stworzenia atmosfery - pewnego aluzyjnego obrazu
epoki, w którym niepoślednią rolę odgrywają symbole patriotyczne i roman­
tyczne: Kościuszko, Mickiewicz, powstania narodowe oraz „swojszczyzna":
krajobrazy ojczyste, motywy ludowe. Meble i inne przedmioty artystyczno-historyczne M L I M kompletowało przez kilka lat. D o najcenniejszych nale­
żą: późnobarokowa szafa elbląska z 1802 г., dywany i tkaniny, kufer podróż­
ny, polifon, zegarek podróżny, patera majolikowa z Pruszkowa, komplet
kąpielowy z fajansu, litografie barwne Walerego Eliasza przedstawiające
typy ludowe. Oprócz własnych eksponatów pozyskano wiele depozytów,
głównie rzemiosła artystycznego, grafiki i malarstwa (obrazy rodzajowe
T. Brzozowskiego, R. Kochanowskiego, J. Polkowskiego i J. Stockiego
z muzeów narodowych w Warszawie i w Kielcach). Ekspozycję w salonie
dopełniał użyczony przez Muzeum Okręgowe w Radomiu fortepian
z X I X w. warszawskiej firmy Krall i Seidler. Szczególne miejsce w ekspozycji
wnętrz zajęły portrety Oskara Kolberga (mai. Tadeusza Konopka ok.
1880 г., wł. P M E w Warszawie) i jego rodziców (mai. Antoni Kolberg
ok. 1850 г., wł. Krzystof Kolberg w Poznaniu) oraz mapy królestwa Pol­
skiego z lat 1827 i 1862 autorstwa Juliusza Kolberga.
Centralne miejsce w holu muzeum (sieni dworskiej) zajęło popiersie
Oskara Kolberga z krakowskiego nagrobka autorstwa Tadeusza Błotnickiego (gipsowa kopia wykonana w 1989 г.). Wystawiono tu również kopię
przywileju lokacyjnego dla miasta Przysuchy wydanego w 1745 r. przez
Augusta I I I . Materiały do historii Przysuchy stanowią reprodukcje fotografii
z albumu rodzinnego Dembińskich (widoki miasta i dworu, wnętrza dworu),
przetworzonego graficznie rysunku A . Kędzierskiego z 1880 r. przedstawia­
jącego fragment przysuskiego rynku oraz XIX-wiecznego planu miasta.
Główny trzon stałej ekspozycji urządzonej w dawnej jadalni dworskiej
- wystawa biograficzna - operuje nowoczesnym stelażem opartym o alumi­
niowe elementy, gabloty, ekrany i szyby, z wewnętrznym oświetleniem.
Konstrukcja poszczególnych segmentów pozwala na czytelne pokazanie te­
matu i jego rozwinięcie, np. tematowi określonemu na planszy środkowej
towarzyszy ikonografia na górnej planszy i eksponaty w gablocie. Autorem
opracowania plastycznego był Andrzej Zawada, fotografii - Henryk Pieczul.
Wystawę podzielono na dziewięć członów tematycznych: rodzina Oskara
Kolberga, dzieciństwo, okres nauki, młodość i lata dojrzałe w Warszawie,
pierwsze kroki etnografa, program baidawczo-edytorski, twórczość mu­
zyczna, późniejsze lata życia, realizacja programu „ L u d " . Dominującym
9

9

W 1991 r. zastąpiono je kopiami, które wykonał art. mal. Krzysztof Jackowski.

126

KRONIKA

Rye. 3. Muzeum im. O. Kolberga w Przysusze. Stała ekspozycja w salonie. Na ścianie portrety
Juliusza i Karoliny z Mercoeurów Kolbergów, mai. Antoni Kolberg, ok. 1850 r. Oryginał,
wł. Krzysztof Kolberg, Poznań
fot. H. Pieczul, 1990

materiałem wystawienniczym były z konieczności reprodukcje fotograficzne
i odbitki kserograficzne źródeł pisanych i drukowanych, np. metryki urodze­
nia , życiorysu, świadectw pracy i paszportów Kolberga, zapisów nutowych,
notatek i rysunków terenowych, listów, zawartości tek i tp. Towarzyszyły im
oryginalne dokumenty (potem kopie) dotyczące Oskara Kolberga (ręko­
pisy) i jego rodziny oraz ikonografia, grafika, obrazy, mapy, ludowe
instrumenty muzyczne i ubiory. Wystawiono wszystkie znane wizerunki
10

11

1 0

W 1992 r. umieszczono w ekspozycji oryginał księgi stanu cywilnego gminy przysuskiej,
zawierającej akty urodzin, małżeństw i zgonów z lat 1813-1814, użyczony przez miejscową parafię
rz.-kat. Pod nr 9 kolejnego zapisu urodzin i datą 23 lutego 1814 r. figuruje nazwisko Henryka
Oskara Colberga. Drugi, identyczny niemal egzemplarz księgi stanu cywilnego znajduje się w Ar­
chiwum Państwowym w Kielcach.
W posiadaniu Muzeum znajdują się cztery rękopisy Oskara Kolberga (zapis terenowy
szopki krakowskiej i opis wozu w krakowskiem wykorzystane w monografii Krakowskiego
w 1871 г., notatka w sprawie stroju krakowskiego z 1887 r. i list do Romana Konopki w sprawie
jubileuszu 50-lecia pracy literackiej K.W. Wójcickiego w 1876 r.) oraz korekta autorska z cz. I .
Krakowskiego.
11

127

KRONIKA

Kolberga powstałe za jego życia: trzy wyobrażenia malarskie, trzy graficzne
i pięć fotografii, m.in. mało znany portret-miniatura namalowany w 1875 r.
w Modlnicy przez Tadeusza Rybkowskiego (depozyt Zarządu Głównego
Polskiego Towarzystwa Ludoznawcze go we Wrocławiu). Obok pierwodru­
ków na wystawie pokazano wszystkie ^.vydané w reedycji dzieła Kolberga
oraz wielką mapę Europy środkowej (T. Chrzanowski, Paryż 1859) z nanie­
sionymi obszarami kolbergowskich monografii etnograficznych. Twórczość
kompozytorską Kolberga zaakcentowano materiałami do jego edukacji mu­
zycznej, reprodukcjami partytury opery, pieśni i utworów fortepianowych;
umieszczony w ekspozycji magnetofon odtwarza nagraną w 1966 roku operę
„Król pasterzy" oraz pieśni ludowe z nagrań archiwalnych . Materiały
kolbergowskie zilustrowano eksponatami etnograficznymi: instrumentami
muzycznymi z M L I M (dudy wielkopolskie i żywieckie, złóbcoki) i strojami
ludowymi z okolic Przysuchy (kompletne stroje: męski i kobiecy).
Najbliższą rodzinę Kolberga prezentowały oryginalne dokumenty i dzieła
związane z ojcem Juliuszem (nominacja na profesora Uniwersytetu War­
szawskiego z 1819 г., dyplom członkostwa Warszawskiego Towarzystwa
Przyjaciół Nauk nadany w 1822 г., Atlas Królestwa Polskiego z 1827 г.),
braćmi: Wilhelmem (świadectwo ukończenia Liceum Warszawskiego
w 1825 г., projekty mostu na Wiśle z 1864 r.) i Antonim (autoportret, portret
Karola Marconiego, szkic portretowy „Głowa Włoszki") - wypożyczone
przez żyjących obecnie potomków. Muzeum Narodowe w Warszawie
udostępniło obraz „Dwaj górale" Antoniego Kolberga (ok. 1880 г.), a M u ­
zeum Narodowe w Krakowie - „Studium głów" R.P. Chojnackiego
z 1844 г., z wizerunkiem portretowym Antoniego Kolberga.
Ekspozycji stałych nie traktuje się jako zamkniętych, przeciwnie
- w miarę pozyskiwania nowych eksponatów i materiałów są one uzupeł­
niane bądź wymieniane.
Powierzchnia wystawowa Muzeum liczy 214 m , z czego na wystawy stałe
przypada 175 m . W ekspozycji stałej wystawiono 123 oryginalne eksponaty
(w tym 24 depozyty z Kielc, Krakowa, Warszawy, Poznania, Gdańska
i Radomia) oraz 160 kopii, reprodukcji, reprintów i współczesnych pu­
blikacji. Ekspozycję zmieniono gruntownie w 1992 r. Ekspozycję zmieniono
gruntownie w 1992 r. w oparciu o depozyty Muzeum Wsi Radomskiej.
Pierwszą wystawę czasową urządzono na otwarcie Muzeum. Był to pokaz
instrumentów muzycznych nadesłanych na I I ogólnopolski konkurs na bu­
dowę ludowych instrumentów muzycznych, zorganizowany przez M L I M ;
wystawiono 98 instrumentów wykonanych przez 22 twórców.
12

13

2

2

1 2

Nagranie w Rozgłośni Polskiego Radia we Wrocławiu przez orkiestrę pod dyrekcją
Jerzego Kołaczkowskiego. Wykonawcami partii wokalnych byli m.in. Zdzisław Nikodem (Wojtek)
i Lidia Kobucka (Rózia).
Nagrania archiwalne z lat 1950-1974, Instytutu Sztuki PAN i PWSM w Warszawie oraz
ze zbiorów prywatnych Jadwigi i Mariana Sobieskich - na płycie „Grajcie dudy grajcie basy"
(Polskie Nagrania, Sx 1125-1126).
1 3

128

KRONIKA

Rye. 4. Muzeum im. O. Kolberga w Przysusze. Fragment stałej ekspozycji biograficznej
fot. H. Pieczul, 1990

1 czerwca 1991 r. otwarto wystawę (zaaranżowaną przez D . Paprocką)
„Oskar Kolberg w plastyce": 42 rzeźby i obraz ze zbiorów własnych i M u ­
zeum Wsi Radomskiej, pochodzące z dwóch ogólnopolskich konkursów
„Dzieło Oskara Kolberga w sztuce ludowej", zorganizowanych w 1984 r.
w 170 lecie urodzin oraz w 1989 r. na stulecie śmierci Oskara Kolberga.
Wystawa współczesnej plastyki nieprofesjonalnej była przyczynkiem do
ikonografii Kolberga rejestrowanej przez Muzeum; udokumentowano około
80 wizerunków pośmiertnych .
Równocześnie gromadzono materiały do wystaw poświęconych rodzinie
Kolbergów, współpracownikom i przyjaciołom Kolberga (np. Bliziński,
Gerson, Gloger, Konopkowie, Kopernicki, Lenartowicz, Wójcicki), dawnej
fotografii wsi polskiej (na bazie zbiorów I H K M PAN), kulturze ludowej
14

1 4

B. Paprocki, „Wizerunki Oskara Kolberga" - komunikat wygłoszony podczas Dni Kolber­
ga w Przysusze 1 czerwca 1991 r.

129

KRONIÍLA

okolic Przysuchy, historii miasta Przysuchy. Zamierzano kontynuować badania
kultury ludowej pogranicza kulturowego, jakim są okolice Przysuchy .
Oprócz sal wystawowych Muzeum dysponuje pomieszczeniem magazy­
nowym na muzealia (15,5 m ) wyposażonym w metalowe regały.
Muzeum posiada 309 własnych eksponatów (stan w 1992 г.), w tym
247 etnograficznych i 62 artystyczno-ltiistoryczne. W 1990 r. zakupiono
11 przedmiotów artystyczno-historycznych, w tym pierwodruki ośmiu to­
mów „ L u d u " , kopie portretów Antoniego Kolberga oraz XIX-wieczny
dywan. Wszystkie muzealia zostały w latach ubiegłych zinwentaryzowane
przez M L I M i mają pełną dokumentację; dokumentacja nabytków dokonuje
się na bieżąco. Niestety, stan większości eksponatów etnograficznych ze­
branych przez Przysuskie Towarzystwo Kulturalne im. O. Kolberga jest
- na skutek kilkuletniego przechowywania w nieodpowiednich warunkach
- zły, a część obiektów to destrukty. Były one częściowo zabezpieczone przez
Pracownię Konserwaqi Dzieł Sztuki w Szydłowcu .
W 1991 r. Muzeum zyskało bardzo cenny, długoterminowy depozyt od
Krzysztofa Kolberga z Poznania: zespół oryginalnych akt, dokumentów,
grafik, rysunków i fotografii dotyczących kilku pokoleń rodziny Kolbergów,
począwszy od Juliusza (1819 г.). Wraz z depozytem liczącym kilkaset pozycji,
Muzeum otrzymało od rodziny Kolbergów z Kanady darowiznę w wysoko­
ści 9 min. zł, którą przeznaczono - zgodnie z wolą ofiarodawców - na
konserwację tych pamiątek (wykonaną przez kons. Annę Reczko) .
Działalność oświatową rozwinęło Muzeum jesienią 1990 г., głównie
wśród miejscowej młodzieży dwóch szkół podstawowych, szkoły zawodowej
oraz Liceum Ogólnokształcącego i Studium Nauczycielskiego.
Zajęcia prowadzono na ekspozycjach stałych i czasowej, wykorzystując
także nagrania muzyki ludowej i opery Kolberga, film o Kolbergu
reż. Niewiadomskiego (WFO, 1984) oraz film video z otwarcia muzeum
w 1990 r. Rozwijającą się pomyślnie pracę z młodzieżą z Przysuchy i okolic
- ponad 40 lekcji dla około 1200 uczniów - przerwała awaria wodociągu
w lutym 1991 г.; do tego czasu Muzeum zwiedziło ponad 3000 osób.
15

2

16

17

18

1 5

Badania ankietowe w okolicach Przysuchy prowadzili w latach osiemdziesiątych studenci
Katedry Etnografii Słowiańskiej UJ; materiały rękopiśmienne znajdują się w posiadaniu Muzeum
w Przysusze.
W posiadaniu Muzeum są pierwodruki ośmiu regionów etnograficznych: Sandomierskiego,
Kujaw, Wielkiego Księstwa Poznańskiego, Lubelskiego, Kieleckiego, Radomskiego, Łęczyckiego
i Kaliskiego.
Wśród eksponatów przeważają stroje ludowe, głównie kobiece i dziecięce (kiecki, bluzki,
gorsety, zapaski, chusty, czapeczki), meble (kredensy, skrzynie), naczynia i narzędzia gospodarcze.
Do rzadkich obiektów należą: wasąg z półkoszkami, tokarka, warsztat tkacki i kołowrotek.
Z instrumentów muzycznych są basy, skrzypce i bębenek. Współczesną rzeźbę ludową reprezentują
głównie dzieła pozyskane z konkursów „Dzieło Oskara Kolberga w sztuce ludowej".
Życzliwy stosunek i pomoc rodziny Kolbergów towarzyszyły organizatorom Muzeum od
1990 г.; ich przejawem był m.in. zjazd rodzinny w Przysusze. Z podobną życzliwością spotkano
się ze strony rodziny Dembińskich, która również zjechała do Przysuchy.
1 6

1 7

1 8

130

KRONIKA

Działalność oświatowa miała przybrać nowe formy w 1991 г., m.in. poprzez
propozycje tematów monograficznych związanych z dziełem Kolberga,
np. literatury ludowej, zwyczajów i obyczajów, kultury materialnej i ducho­
wej. Planowane „Wieczory Kolbergowskie" miały przybliżyć także twór­
czość muzyczną Kolberga oraz współczesnych, a bliskich mu literatów,
muzyków i badaczy folkloru (np. Blizińskiego, Chopina, Dobrzyńskiego,
Glogera, Kraszewskiego, Lenartowicza, Moniuszki, Pola, Siarkowskiego,
Wójcickiego), a także historię i kulturę ludową Przysuchy i okolic. Impre­
zy te z konieczności odbyły się poza siedzibą Muzeum - w miejscowym
Domu Kultury. W 177 rocznicę urodzin Kolberga urządzono wieczór ze
wspomnieniami o Kolbergu, zaprezentowanymi przez uczennice Studium
Nauczycielskiego oraz odtworzoną z taśmy operą „Król pasterzy".
W ramach D n i Kolberga ( 1 - 2 czerwca) odbyło się prawykonanie estra­
dowe utworów wokalnych i fortepianowych Kolberga - przez uczniów
i pedagoga Liceum Muzycznego im. M . Karłowicza w Poznaniu (koncert
planowano w salonie Muzeum, z możliwością poszerzenia audytorium
w parku dworskim) . Kolejna prezentaqa utworów Kolberga - już w sie­
dzibie Muzeum - nastąpiła w rocznicę jego urodzin, 21 lutego 1992 r.
Pieśniom wykonanym przez uczennice Szkoły Muzycznej I i I I stopnia
im. Oskara Kolberga w Radomiu, towarzyszyły recytacje wierszy Teofila
Lenartowicza. Z kolei podczas D n i Kolberga 6 - 7 czerwca 1992 r. uczennice
Szkoły Podstawowej nr 2 w Przysusze, przygotowane przez J. Mazurka,
wykonały kilkanaście pieśni ludowych z okolic Przysuchy, pochodzących
z monografii kolbergowskich. Występy te udokumentowano na taśmie
magnetofonowej i video. Zamierzano doprowadzić do odtworzenia wszyst kich utworów muzycznych Kolberga, we współpracy m.in. ze szkołami
muzycznymi jego imienia.
W ramach „Wieczorów Kolbergowskich" w 1992 r. miały miejsce od­
czyty T. Osuchowskiej „Dni Kolberga, ich znaczenie dla Przysuchy" oraz
„Z dziejów Przysuchy"; B. Paprockiego „Pamiątki kolbergowskie w Przysu­
sze" i A . Penkalli „Społeczność żydowska w Przysusze". Cykl „Spotkania
z folklorem" zainaugurowały Zofia Miazek i Genowefa Wrzosek ze wsi
Radzice k. Przysuchy, opowiadając o zwyczajach wielkanocnych.
Ponadregionalny wymiar Muzeum im. Oskara Kolberga wymaga zgod­
nej ze statutem działalności dokumentacyjno-badawczej i wystawienniczo-oświatowej, dotyczącej zarówno Kolberga i jego dzieła, jak i problematyki
folklorystycznej i etnograficznej. Służy temu podjęta przez Muzeum kweren19

20

1

i g

Były to fragmenty wspomnień Antoniny Konopki z okresu pobytu Kolberga w Modlnicy
oraz Antoniny Kolberg-Brzozowskiej, córki bratowej Oskara, Karoliny, dla której Kolberg był
ojcem chrzestnym - według rękopisów udostępnionych przez córkę Marii Turczynowiczowej
z Poznania.
Pieśni: „Talizman", „Wiosna", „Kukułeczko moja siwa", „Młodo zaswatana" - Agnieszka
Cegłowska; utwory fortepianowe: Polonez As-dur, Mazur C-dur, Oberek A-dur, Etiuda As-dur
- Maciej Pabich; akompaniament - prof. Maria Służewska-Linette.
2 0

131

KRONIKA

da źródeł i bibliografia oraz udział w organizacji sesji naukowych podczas
corocznych D n i Kolberga. Na jubileuszowej sesji towarzyszącej otwarciu
Muzeum w 1990 г., której program opiniowała Rada Muzealna przy M L I M
w 1988 г., powołując komitet naukowy - wygłoszono 9 referatów, przy
obecności wszystkich ośrodków naukowych zajmujących się problematyką
kolbergowską: Poznania, Warszawy, Lublina, Olsztyna i Krakowa . M L I M
przyczyniło się do opublikowania materiałów poprzednich sesji . Radoms­
kie Towarzystwo Naukowe, kontynuując publikowanie materiałów kolber­
gowskich, zamierza wydrukować niektóre referaty sesji w 1991 i 1992 r .
Zarządzeniem nr 24a/92 Wojewody Radomskiego z dnia 9 kwietnia
1992 r. w sprawie wyłączenia oddziału Muzeum im. Oskara Kolberga
w Przysusze z Muzeum Ludowych Instrumentów Muzycznych w Szydłowcu
i włączenia go do Muzeum Wsi Radomskiej - stało się ono oddziałem
Muzeum Wsi Radomskiej. Kierownictwo Muzeum w dniu 1 maja 1992 r.
objęła etnograf mgr Katarzyna Markiewicz.
22 października otwarto wystawę jej autorstwa „Malarstwo Antoniego
Kolberga (1815-1882)", na której zgromadzono 5 oryginałów, kopie i re­
produkcje innych dzieł oraz materiały biograficzne. Była to pierwsza prezen­
tacja dorobku artystycznego zapomnianego malarza, ucznia A . Kokulara,
A . Brodowskiego i W,. Wacha, wybijającego się portrecisty (m.in. twórcy nie
zachowanych portretów Oskara Kolberga i Fryderyka Chopina), autora
kompozycji rodzajowych, obrazów ołtarzowych i polichromii ściennych,
towarzysza wypraw folklorystycznych brata Oskara, ilustratora Pieśni ludu
polskiego.
21

22

23

Danuta Paprocka, Bogusław Paprocki

2 1

B. Linette, „Miejsce Oskara Kolberga w polskiej kulturze narodowej"; A. Staniszewski,
„Materiały kolbergowskie na łamach prasy polskiej po 1840 roku"; W.Bieńkowski, A.Gruca,
„Krakowskie koneksje Oskara Kolberga"; A. Michalec, „Folklor religijny w «Dziełach Wszystkich» Oskara Kolberga a badania współczesne"; A. Skrukwa, „Dzieje i stan obecny spuścizny
rękopiśmiennej Oskara Kolberga"; D. Pawlak, „Oskara Kolberga metoda dokumentacji muzyki
ludowej"; W. Przewoźny, „Indeksy «Dzieł Wszystkich» Oskara Kolberga jako problem teoretycz­
ny i praktyczny"; S. Rosiński, „Rzeczywistość kolbergowską a współczesność w folklorze wojewó­
dztwa radomskiego"; A. Krzemiński, „Pieśni regionu opoczyńskiego".
Biuletyn Kwartalny Radomskiego Towarzystwa Naukowego, t. X X I V , z. 1 -4, Radom 1987
(wyd. 1990) zawiera 8 referatów autorstwa W.Bieńkowskiego, E . i P. Dahligów, A.Grucy,
K . Janczewskiej-Sołomko, W. Przewoźnego i A. Skmkwy.
Podczas Dni Kolberga w 1991 r. D. Idaszak wygłosiła referat „Twórczość kompozytorska
Oskara Kolberga" połączony z promocją tomu 68 Dzieł Wszystkich Oskara Kolberga Kompozycje
wokalno-instrumentalne (Poznań 1990). W 1992 r. przedstawiono cztery referaty: A. Skrukwa,
„Ikonografia etnograficzna w zbiorach Oskara Kolberga"; P. Dahlig, „Wpływ Oskara Kolberga
na polską etnografię muzyczną w dwudziestoleciu międzywojennym"; T. Osuchowska, „Odbicie
dziejów narodu w twórczości ludowej regionu przysuskiego według zbiorów Oskara Kolberga";
B. Paprocki, „Pamiątki kolbergowskie w Przysusze".
2 2

2 3

132

KRONIKA
ŹRÓDŁA D O DZIEJÓW R O D Z I N Y KOLBERGÓW
(1819-1939)

W 1991 roku Krzysztof Kolberg, należący do szóstego pokolenia tej
rodziny osiadłej w Polsce w początkach X I X wieku , przekazał w depozyt
Muzeum im. Oskara Kolberga w Przysus2:e oryginalne źródła pisane i dru­
kowane dotyczące Kolbergów: Juliusza (zm. 1831), jego syna Wilhelma
(1807-1877), wnuków Bronisława (1844-1900) i Henryka (1861-1935)
oraz prawnuka Oskara (ur. 1894). Dokumenty te nie były dotąd wykorzy­
stane, choć potwierdzają fakty zawarte w biogramach Juliusza i Wilhelma
Kolbergów w Polskim Słowniku Biograficznym . Życie i działalność pozo­
stałych Kolbergów nie zostały udokumentowane, choć wnieśli oni znaczący
wkład w rozwój techniki i przemysłu w Królestwie Polskim i w Rosji oraz
w okresie I I Rzeczypospolitej.
Wśród sześciu dokumentów dotyczących Juliusza Kolberga (1776-1831),
kartografa i geodety, znajduje się patent na profesora zwyczajnego mier­
nictwa praktycznego i rysunku w oddziale sztuk pięknych Królewsko-Warszawskiego Uniwersytetu, wystawiony 30 stycznia 1819 r . przez
Komisję Rządową Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego; z kolei
pochodzący z 1823 r. dokument (oba w formie rękopisów opatrzonych
pieczęcią płatkową) mianuje go profesorem radnym. Z 1820 r. pochodzi
drukowany na pergaminie i opatrzony wielką pieczęcią Uniwersytetu
Warszawskiego dyplom nadający Juliuszowi Kolbergowi stopień doktora
filozofii i magistra sztuk pięknych U W (za wynalazek przyrządu mier­
niczego, planimetru). Dokument podpisało pięciu profesorów, wśród nich
rektor Wojciech A . Szwejkowski i dziekan Fryderyk M . Szubert. W 1827 r.
(rękopis z 19 X I ) Juliusz Kolberg został członkiem Komisji Najwyższej
Egzaminacyjnej Królestwa Polskiego ( m i n . dla kandydatów na budow­
niczych i geometrów). Znanym i cytowanym jest rękopis przypisywany
poecie i profesorowi literatury polskiej na Uniwersytecie Warszawskim,
Kazimierzowi Brodzińskiemu - wspomnienie po zmarłym 8 września
1831 r. Juliuszu Kolbergu. Wspomnienie ma formę panegiryku, ale oddaje
atmosferę przyjaźni, w jakiej żyli Kolbeirgowie, Brodzińscy, Chopinowie,
Elsnerowie.
[W zbiorach rodziny (Zofii Marconi-Blizińskiej) znajduje się jeszcze dy­
plom członkowstwa Warszawskiego Towarzystwa Przyjaciół Nauk nadany
Juliuszowi w 1822 r. (druk opatrzony pieczęcią towarzystwa), zaś w Muzeum
im. O. Kolberga w Przysusze - jego Atlas Królestwa Polskiego wydany
w Warszawie w 1827 г.].
1

2

3

1

Zobacz tablicę genealogiczną Kolbergów, [w:] Dębicka 1989.
Z. Traczewska-Białkowa [Juliusz Kolberg], A.Drozdowska [Wilhelm Kolberg], Polski
Słownik Biograficzny, t. 13, z. 57.
Tamże. Jako datę powołania Juliusza Kolberga na profesora UW podano rok 1817.
2

3

KRONIKA

km: ÚÍ

Rye. 1. Nominacja Juliusza Kolberga na profesora Uniwersytetu Warszaw­
skiego, 30 stycznia 1819 r. Oryginał, wł. Krzysztofa Kolberga, Poznań, depozyt
w Muzeum im. O. Kolberga w Przysusze

133

134

KRONIKA.

30 różnego rodzaju przekazów dotyczy Wilhelma Kolberga, inżyniera
budownictwa lądowego i wodnego, kontynuującego dzieło ojca: w 1838 r.
ukazało się w Warszawie drugie wydanie książki o miarach i wagach
a w 1862 r. - szóste wydanie Mapy Królestwa Polskiego (w zbiorach
Muzeum w Przysusze). Oryginalnymi dziełami Wilhelma Kolberga są
sygnowane przez niego projekty mostu na Wiśle w Warszawie z 1864 г.,
będące przykładem ówczesnych upodobań estetycznych (nawiązanie do
gotyku i renesansu) oraz wykorzystania nowego tworzywa, żelaza. Pracami
ściśle inżynierskimi są projekty techniczne kafaru rzecznego (1872), kratow­
nicy mostu (1873) oraz obliczenia wytrzymałości mostu nad rz. Prosną
w Kaliszu. Podsumowaniem prac pomiarowych rz. Wisły (zachowała się
dokumentaqa techniczna sygnowana przez T. Wernera ) był wydany
w 1860 r. w Warszawie przez Wilhelma Kolberga Skorowidz do planów rzeki
Wisły i wykaz gmin odpowiedzialnych za slupy nadbrzeżne werstowe. Położenie
geograficzne i wykreślne niektórych punktów wzdłuż rzeki Wisły. Wykaz
miast, wsi i osad położonych nad Wisłą. Przebieg praktyki zawodowej
dokumentują: Wykaz dzieł własnych doprowadzony do 1870 r. oraz szcze­
gółowy przebieg służby - w wersji polskiej, obejmującej okres 1825-1865
i rosyjskiej (1825-1873).
Szczególnej wagi dokumentem jest oryginalne świadectwo ukończenia
przez Wilhelma w 1825 r. Liceum Warszawskiego, z podpisem dyrektora
Samuela B. Lindego. W tymże roku Wilhelm wstąpił do Korpusu Inżynie­
rów Wojska Polskiego, a o jego udziale w Powstaniu Listopadowym świad­
czy awans na podporucznika wydany drukowanym rozkazem dziennym
Naczelnego Wodza Siły Zbrojnej Narodowej Jana Z. Skrzyneckiego w dniu
9 marca 1831 r. Wśród akt osobistych znajdują się jeszcze rękopiśmienne
notatki i projekty pism, m.in. w sprawie planowanego odcinka drogi żelaznej
z Łowicza do Torunia i Bydgoszczy (1857) i regulacji Wisły i Sanu. Spośród
zachowanych dyplomów wyróżnia się dokument o nadaniu 27 X I 1857 r.
przez króla pruskiego Fryderyka Wilhelma orderu Orła Czerwonego 3 klasy,
w uznaniu zasług Wilhelma w układach o połączeniu dróg żelaznych Króle­
stwa Polskiego i Prus.
Podobną specjalizację zawodową obrał syn Wilhelma, Bronisław Kolberg,
absolwent Uniwersytetu w Gandawie (świadectwo z 1870 г.). Z 1873 r. po­
chodzi sygnowany projekt hydrotechniczny (umocnień brzegowych).
Karierę zawodową zrobił Henryk Kolberg, syn Antoniego z pierwsze­
go małżeństwa z Eleonorą Marconi, należący do trzeciego pokolenia tej
4

5

6

4

Porównanie... 1838. „Przez Kommisyę Rządową Spraw Wewnętrznych i Kom. Rz. Skarbu
zakupione w ilości 1000 Ex. i rozesłane wszystkim władzom w Królestwie" [Komentarz autora].
Opis postępowania przy obserwacji prędkości przepływu wody w Wiśle. Obrachowanie
przepływu wody na rz. Wiśle. Wykaz profilów Wisły.
Między innymi: „Wzór na słupy żelazne werstowe przy drogach bitych - 1842. Zatwier­
dzony przez Najjaśniejszego Pana, według którego ustawione są słupy żelazne w miejsce
drewnianych na drogach bitych w Królestwie".
5

6

135

KRONIKA

Rye. 2. Wilhelm Kolberg - projekt mostu na Wiśle w Warszawie, rys. tuszem, lanowany, 1864 r.
Oryginał, wł. Krzysztofa Kolberga, Poznań, depozyt w Muzeum im. O. Kolberga w Przysusze

rodziny. Zachowały się świadectwa szkolne i dyplomy za dobre wyniki
w nauce oraz świadectwo dojrzałości i ukończenia I V Klasycznego Gim­
nazjum Męskiego w Warszawie (1879). Naukę kontynuował w Instytucie
Górniczym w Petersburgu. Był twórcą nowoczesnego przemysłu metalur­
gicznego w Rosji .
W 1921 r. Henryk Kolberg założył w Warszawie Spółkę Akcyjną „ F a b ­
ryka Aparatów Optycznych i Precyzyjnych", której drukowany statut oraz
akta (odpisy aktów notarialnych, protokóły posiedzeń zarządu, korespon­
dencja, sprawozdania finansowe), dokumentacja techniczna i fotograficzna
znalazły się w Przysusze. Fabryka mieściła się przy ul. Grochowskiej 35.
W 1931 r. dała początek Polskim Zakładom Optycznym. Wyroby Fabryki
- szkła powiększające i mikroskopy, lunety, urządzenia pomiarowe i geo­
dezyjne - zyskały wiele nagród, m.in. na wystawie wynalazków w 1926 r.
w Warszawie i Powszechnej Wystawie Krajowej w Poznaniu (1929). Spółka
produkowała również sprzęt optyczny dla wojska, m.in. celowniki do armat
przeciwlotniczych produkowanych w Zakładach Starachowickich.
7

7

Zarys działalności ś.p. inż. H. Kołobrzeg-Kolberga,

mpis, b.a. i d.

136

KRONIKA

Rye. 3. Świadectwo ukończenia Liceum Warszawskiego przez Wilhelma Kolberga w 1825 r.
podpisane przez dyrektora Samuela B. Lindego. Oryginał, wł. Krzysztofa Kolberga, Poznań,
depozyt w Muzeum im. O. Kolberga w Przysusze

W spółce pracował syn Henryka i Stefanii z Głębickich, Oskar Kolberg,
urodzony 5/17 lutego 1894 r. w Warszawie (odpisy metryki urodzeniaz
1904 i 1912 г.). Był on inżynierem-konstraktorem, autorem chronionych
patentami wynalazków, kierował biurem konstrukcyjnym fabryki. Prze-

137

KRONIKA

chowywane w Muzeum patenty dotyczą urządzania do otwierania i za­
mykania sprężarki (1932) oraz urządzenia do przymocowywania lunet
celowniczych do ręcznej broni palnej (1937). Zachowane rysunki techniczne
jego autorstwa, to projekty lunety celowniczej do K b z 1935 r. i celowników
p-lot. do armaty 37 mm.
Wymienieni Kolbergowie pochowani są w Warszawie; na cmentarzu
ewangelicko-augsburskim (kw. 24) - Juliusz, Wilhelm i Bronisław; na cmen­
tarzu Powązkowskim - Henryk.
Bogusław Paprocki

LITERATURA
D ę b i c k a S.
1989
W starym gnieździe. Z sagi rodu Kolbergów, Warszawa.
Polski Słownik...
1967
Polski Słownik Biograficzny, t. 13, z. :57, Warszawa.
Porównanie...
1838
Porównanie miar i wag teraźniejszych i dawniejszych z zagranicznemi przez Juliusza
Kołobrzeg Kolbnerga... wydanie wtóre. Przerobił i powiększył Wilhelm Kolberg,
Warszawa.

I E U R O P E J S K A K O N F E R E N C J A MUZEÓW E T N O G R A F I C Z N Y C H
- M U Z E A I SPOŁECZEŃSTWA W E U R O P I E K U L T U R ,
PARYŻ, 22-24 L U T E G O , 1993 r.

Konferencja ta określona została odmiennie w sformułowaniu francu­
skim: I Spotkania europejskie muzeów etnograficznych, i angielskim: I K o n ­
ferencja europejska muzeów etnologicznych i muzeów historii społecznej. To
drugie określenie wynikło stąd, że obok dawnych, jakby klasycznych mu­
zeów etnograficznych,, wyrastają coraz liczniejsze muzea, przedstawiające
rozmaite dziedziny minionego życia oraz dziedzictwa kulturowego, łącznie
z muzeami techniki urządzanymi w dawnych warsztatach pracy i fabrykach,
stanowiącymi pewną całość z nowymi typami muzeów, o podobnych zada­
niach i możliwościach. Najnowszym tworem są coraz liczniejsze na zachodzie
tzw. ekomuzea, dążące do ukazania pewnych dziedzin życia i kultury w po­
wiązaniu ze środowiskiem społecznym oraz naturalnym. Tego rodzaju muzea
nazywane bywają ogólnie muzeami historii społecznej. Sposoby działania
oraz zadania tych muzeów, jak i muzeów etnograficznych są zbieżne, stąd
- potrzeba zbliżenia ich ku sobie i określenia najogólniejszych zasad działa­
nia w zmieniającej się rzeczywistości europejskiej.
Omawianą konferencję wsparły i sfinansowały cztery głównie instytuqe: Dyrekcja Muzeów Francji, Stowarzyszenie Dialog Między Kulturami

138

KRONIKA

A D E C , Międzynarodowy Komitet Muzeów przy UNESCO (ICOM) oraz
Muzeum Narodowe Sztuki i Tradycji Ludowej w Paryżu ( M N A T P ) , które
udzieliło konferencji gościny i prowadziło jej obsługę; komitetowi orga­
nizacyjnemu przewodniczyła pani Martine Jaoul, z zespołu konserwatorów
tego Muzeum.
Konferencja ta doszła do skutku dzięki staraniom niewielkiego, między­
narodowego gremium muzealników, które rozpoczęło swą działalność w po­
łowie 1991 r. od spotkania w Paryżu, a następnie kontynuowało ją na
spotkaniach w Wiedniu, Brukseli i Grenoble, doprowadziło do ustalenia
programu oraz podstawowych spraw organizacyjnych konferencji, w tym
uzyskania odpowiednich funduszy, głównie od instytuqi francuskich. W jed­
nym z tych posiedzeń (w Wiedniu, X I 1991) uczestniczył przedstawiciel
Polski, by potem zapoznać z ideą konferencji muzea etnograficzne w kraju
i u naszych wschodnich sąsiadów.
D u ż a sala widowiskowo-konferencyjna M N A T P mieściła na zebraniach
plenarnych ok. 300 uczestników z 30 krajów europejskich i 4 dalszych
(Kanada, Izrael, Algieria, Brazylia). Z Europy zachodniej zabrakło przed­
stawicieli Irlandii oraz Finlandii, ze wschodniej zaś - Litwy, Łotwy, Białorusi
i Serbii, przy czym warto odnotować obecność dwójki Mołdawian i trójki
Albańczyków, jak też zaledwie jednego Węgra. Około 275 osób zgłoszono
z Europy Zachodniej (w tym 45 zaproszonych przez organizatorów) i znacz­
nie mniej, około 55 ze wschodniej (w tym 31 zaproszonych na częściowy
koszt organizatorów). Najliczniej reprezentowani byli oczywiście Francuzi
(135 zgłoszonych osób), poza tym Hiszpanie (23), Włosi (19) i Niemcy (15).
Ze wschodniej Europy najliczniej przybyli Rumuni (15, w tym przedstawiciel
Ministerstwa Kultury z referatem), Bułgarów było 6, Rosjan 5 i Ukraińców
5 (w tym etnograf, poseł do parlamentu Ukrainy). Z Polski przyjechało
7 osób, reprezentujących 3 główne muzea etnograficzne i 1 skansen ( M B L )
oraz 1 muzeum regionalne.
Z ogółu uczestników muzea reprezentowało blisko 170 zgłoszonych
osób, około 80 - różne urzędy i instytucje kultury (przeważnie francuskie),
30 - uniwersytety i inne uczelnie lub szkoły, blisko 20 - instytucje badaw­
cze; osób o innych powiązaniach i prywatnych było ok. 40. Przedstawiono
ponad 50 referatów i przygotowanych wypowiedzi, w tym 9 z Francji, po
6 z Hiszpanii i Włoch, po 4 z Bułgarii, Chorwacji, Słowenii i Ukrainy,
1 z Polski.
W pierwszym dniu (tylko sesja popołudniowa, ogólna) omawiano zagad­
nienie miejsca muzeów etnograficznych we współczesnej Europie. Referat
wprowadzający wygłosił Krzysztof Pomian (profesor w EHESS, Paryż),
rozważając trwałość i zmienność kulturową Europy w związku z jej zróż­
nicowaniem regionalnym i etnicznym oraz znaczenie etnologicznego ujmo­
wania kultury europejskiej. Na sesji tej poruszono jeszcze sprawę roli mu­
zeów w wymiarze narodowym i regionalnym oraz statusu i „karty europej­
skiej" muzeów etnograficznych i pokrewnych. Wskazywano na rolę tych

KRONIKA

139

muzeów jako instytucji badających, interpretujących i pośredniczących w po­
znawaniu i popularyzowaniu narodowego i lokalnego dziedzictwa.
W drugim i trzecim dniu obrad zajęto się kolejno tematami: dokumentaqa zbiorów, programy badawcze muzeów etnograficznych i pokrewnych,
publiczność muzeów, ich środki oddziaływania, muzea wobec współczesności
oraz zagadnienie przyszłości tych placówek. Spotkania odbywały się na
sesjach plenarnych oraz w mniejszych zespołach „okrągłego stołu" (razem
19 posiedzeń). Oprócz francuskiego i angielskiego dopuszczono także rosyj­
ski jako niezbędny dla niektórych delegacji ze Wschodu, przy czym dokony­
wano równoczesnych tłumaczeń (wszystkie miejsca na sali były zaopatrzone
w niezbędne dla tych celów słuchawki). ELeferaty i przygotowane wypowiedzi
były z reguły zwięzłe, podobnie jak wypowiedzi w dyskusji. Główną zaletą
tej wymiany doświadczeń, spostrzeżeń i pomysłów była możliwość dokona­
nia przeglądu spraw nurtujących środowiska muzealne w różnych krajach
europejskich i na tym tle jakby lepszego zrozumienia własnych problemów,
a także uzgodnienia stanowisk.
Na ostatnim plenarnym posiedzeniu konferencji przyjęto uchwałę na­
stępującej treści (według tekstu angielskiego):
„Uczestnicy Europejskiej Konferencji Muzeów Etnologicznych i Historii
Społecznej, która odbyła się w Muzeum Narodowym Sztuki i Tradycji
Ludowych (w Paryżu) od 22 do 24 lutego 1993 r. zdecydowali się rozpocząć
rozważanie spraw dotyczących:
a) Europejskiej Karty Muzeów Etnologicznych i Historii Społecznej.
b) Statutu Europejskiego Zrzeszenia Muzeów, afiliowanego przy I C O M .
A b y d o k o n a ć tego, postanawiają niniejszym stworzyć grupę robo­
czą, złożoną z członków Komitetu, który przygotował Konferencję 1993 г.,
otwartą też dla tych profesjonalistów - muzealników, którzy chcieliby się do
tej grupy przyłączyć.
Czyniąc pierwszy krok dla przygotowania Karty postanowiono, że
Zasady Karty będą rozpowszechniane i stosowane przez członków Stowa­
rzyszenia na wszelkich poziomach zróżnicowania terytorialnego (ponad­
narodowe, narodowe, regionalne, lokalne) przez wszystkich specjalistów,
których ona dotyczy. Karta powinna określać deontologię ich głównych
celów, którymi są:
1. Propagowanie wiedzy i zrozumienia innych narodów w celu promo­
wania postaw akceptujących ich różnice i stworzenia warunków dla pokojo­
wego współistnienia i czynnej tolerancji.
2. Praca nad zachowaniem, zbieraniem, dokumentowaniem i rozumie­
niem przyrodniczego oraz kulturowego dziedzictwa materialnego (osobi­
stego, majątków ziemskich, nietrwałego), jak i dziedzictwa niematerialnego.
3. Zachowanie czujności i gotowości do ochrony zarówno interesów
narodu, jak i kultur mniejszościowych grup etnicznych.
4. Wspieranie i zabezpieczanie przys2:łości instytucji i zawodów muzeal­
nych, ich osiągnięć i wkładu w rozwój społeczeństw.

140

KRONIKA

Osoby podpisujące tę Kartę proszone są o respektowanie zasad wymie­
nionych w Konwenqi Haskiej, dotyczących ochrony dziedzictwa kulturo­
wego jak i odpowiednich zasad ICOM-u.
Grupa robocza będzie informować o swych postępach w pracy, wyniki
zostaną przedstawione i poddane akceptacji uczestników następnej europej­
skiej konferencji, która będzie miała zarazem charakter ogólnego zgroma­
dzenia konstytutywnego".
Tekst ten wzbudził zastrzeżenia niektórych uczestników, gdyż nie odnosi
się wcale do spraw europejskich i jest tak ogólny, że mógłby być przed­
stawiony np. na kongresie ICOM-u. Uzgodniono więc możliwość stosow­
nego uzupełnienia.
Delegacja rumuńska przedstawiła potwierdzoną przez swe Ministerstwo
Kultury propozycję, aby następna, I I Konferencja Muzeów Etnograficznych
odbyła się w Bukareszcie wiosną 1998 r. Na niej zostałaby przyjęta wspom­
niana wyżej Karta oraz powołano by Europejskie Stowarzyszenie Muzeów
Etnologicznych i Historii Społecznej. Polskie muzea etnograficzne mają
możność skierowania przynajmniej jednego przedstawiciela do pracy we
wspomnianej wyżej grupie roboczej, która będzie dążyła do przygotowania
statutu Stowarzyszenia i Karty. Możliwe jest też, że rozpoczną się przygoto­
wania do otwarcia pierwszej wystawy europejskiej sztuki ludowej, której
pomysł przedstawili przed dwoma laty dyrektorzy muzeów etnograficznych
w Wiedniu i Budapeszcie. Wzięłyby w tym udział muzea z różnych krajów
europejskich, w tym oczywiście z Polski. Otwarcie takiej wystawy jeszcze
u schyłku tego stulecia byłoby dużym wydarzeniem i osiągnięciem europej­
skiego muzealnictwa etnograficznego.
*
Warto w tym miejscu przypomnieć kilka danych o M N A T P . Istniejące
od 1937 r. Muzeum mieści się od 20 lat w specjalnie zbudowanym dla jego
potrzeb gmachu przy północnym skraju Lasku Bulońskiego. Jego zbiory
liczą ponad 87 000 muzealiów (1991 г.). Zatrudnia ponad 60 osób, w tym
9 konserwatorów, tj. kustoszy.
Dyrektorem jest konserwator pierwszego stopnia, pani Nicole Garnier.
Przy Muzeum istnieje od 1966 г., współpracujący z nim ściśle ośrodek
badawczy, Centre d'Ethnologie Francaise, podlegający Narodowemu Cent­
rum Badań Naukowych (CNRS) i pozostający od 1987 r pod kierownictwem
Martine Segalin (poprzednio kierował nim Jean Cuisenier). W 1991 r.
zatrudniano 22 osoby o statusie kwalifikowanych badaczy (charge de
recherche 1 i 2 stopnia, directeur de recherche 1 i 2 stopnia, maitre
de recherche) i 18 osób w pomocniczej pracowni; ponadto było tu 8 badaczy
stowarzyszonych i 3 doktorantów. Ośrodek ma własną radę zarządzającą
oraz komitet naukowy, któremu przewodniczy profesor College de France
Maurice Agulhon.

141

KRONIKA

Organem CEF i M N A T P jest kwartalnik „Ethnologie Francaise". Obie
instytuqe mają wspólną bibliotekę, której zbiór liczy ponad 80 000 tomów
i otrzymuje około 560 tytułów czasopism. O działalności badawczej i pu­
blikacjach obu tych instytucji za okres 4-letni 1987-1990 informuje obszerne
sprawozdanie (260 stron), opublikowane w 1991 r.
Edward Pietraszek

EKOLOGIA I FOLKLOR

W dniach 9-12 września 1992 r. odbyła się w Łodzi międzynarodowa
konferencja naukowa „Ekologia i Folklor" („Ecology and Folklore"). Zo­
stała ona zorganizowana przez nowo utworzony Zakład Folklorystyki
Uniwersytetu Łódzkiego, jedyną tego rodzaju placówkę uniwersytecką
w kraju. Komisarzem Naukowym konferencji była prof, dr hab. Violetta
Krawczyk-Wasilewska, Kierownik Zakładu Folklorystyki i Katedry Wy­
chowania Muzycznego, Sekretarzem Naukowym - mgr Maria Łukowska.
Szeroko zakrojona problematyka konferencji koncentrowała się wokół
wiodących tematów, które sformułowano następująco:
1. Relacja Człowiek-Natura w kulturze tradycyjnej i współczesnej;
2. Sytuacja folkloru wobec zmian społecznych, politycznych i kul­
turalnych;
3. Folklor wobec ekologicznych zagrożeń współczesnego świata.
Uroczystą inaugurację obrad, która odbyła się w Katedrze Wychowania
Muzycznego przy ul. Smugowej, zaszczycili goście honorowi, reprezentujący
Urząd Miasta Łodzi oraz władze uniwersyteckie z Jego Magnificencją
Rektorem, prof. dr. hab. Michałem Seweryńskim na czele. Uczestników
i gości konferencji powitała prof, dr hab. Violetta Krawczyk-Wasilewska,
która w swym wystąpieniu przedstawiła główne założenia i merytoryczny cel
konferencji:
„Najnowsze pojęcia: ekologia społeczna czy ekologia kulturowa są wy­
nikiem reakcji nauk humanistyczno-społecznych na niebezpieczeństwa
współczesnej cywilizacji. Do niedawna, zwłaszcza w Europie Wschodniej,
pojęcie ekologii utożsamiano z ochroną środowiska naturalnego przed za­
grożeniami cywilizacyjnymi i ich konsekwencjami dla życia i zdrowia czło­
wieka. Nie dość jednak wyraźnie uwypuklano aspekt kulturowy, moralny
i psychologiczny zagrożeń cywilizacyjnych. Ich wynikiem jest rozpad tra­
dycyjnych społeczności, w których jednostki mogły odnaleźć swoją kul­
turową tożsamość i moralny punkt odniesienia wobec zagrożeń współcze­
sności. K a ż d a bowiem grupa społeczna posiada swoją tożsamość, społeczne
i kulturowe korzenie, wierzenia, religię, obyczaje i rytuały, sposoby tra­
dycyjnych zachowań oraz folklor zwany również kulturą tradycyjną lub

142

KRONIKA

popularną. Folklor odzwierciedla społeczną i kulturową tożsamość grupy;
jest przekaźnikiem jej standardów i wartości poprzez przekaz słowny,
naśladownictwo lub inne środki. Istnieje więc w formie języka, literatury
ustnej, muzyki, tańca, gier i zabaw, mitologii, obrzędów i zwyczajów,
wierzeń i przesądów, a także rękodzieła, architektury oraz innych faktów
artystycznych. Dlatego też folklor - jako forma wyrazu kulturowego - musi
podlegać ochronie na rzecz tych, których tożsamość wyraża, ale także folklor
powinien być chroniony przez samych zainteresowanych, a więc grupy
połączone więzami rodzinnymi, zawodowymi, narodowymi, regionalnymi,
etnicznymi, religijnymi itp. Ten aspekt ochrony i obrony folkloru przed
zniszczeniem i dewastaqa, a także nieuc2:ciwą eksploatacją przybiera dziś
wymiar międzynarodowy, czego wyrazem jest dokument «Polecenie Ochrony
Kultury Tradycyjnej i Folkloru» podpisany przez kilkadziesiąt państw
członkowskich UNESCO podczas 25 konferencji Generalnej w Paryżu,
w 1989 r. Tak więc, z jednej strony mamy do czynienia we współczesnym
świecie z uniformizacją kultury i rozpadem społeczności tradycyjnych,
a także ze zjawiskami nietolerancji kulturowej, z drugiej zaś - folklor
tradycyjnych społeczności odzwierciedla ich lęki i niepokoje cywilizacyjne.
Dlatego też ekologiczne aspekty badań nad kulturą, tradycją i tożsamością
mają dziś istotne znaczenie."
Podczas uroczystości inauguracyjnej przedstawiono dwa referaty - Jana
Diehla, dyrektora Wydziału Ochrony Środowiska („Raport on Environmen­
tal Protection Problems of Łódź") oraz dr. Konrada Waloszczyka z Katedry
•Ekofilozofii Politechniki Łódzkiej („Biocentrism against Anthropocentrism:
Three Eco-philosophical Interpretations", który za przyczynę postępującej
w naszej cywilizacji degradacji środowiska naturalnego uznał antropocentryczną filozofię życia i przeciwstawił jej filozofię biocentryczną.
W trwających cztery dni obradach wzięli udział reprezentanci wielu
wiodących ośrodków naukowych, zarówno polskich jak i zagranicznych. Ci
ostatni, reprezentujący różne dyscypliny naukowe, przybyli m.in. z Chor­
wacji, Danii, Finlandii, Grecji, Izraela, Szwajcarii, Szwecji. Na siedzibę
obrad wybrano Ośrodek Wypoczynkowy w Dobieszkowie k. Łodzi, miesz­
czący się w obrębie wspaniałej strefy klimatycznej rezerwatu przyrody pod
nazwą „Struga Dobieszkowska". Usytuowanie obiektu w leśnym krajobrazie
sprzyjało obradom i dobrze współgrało z ich tematyką.
Popołudniowa sesja pierwszego dnia obrad poświęcona była ekologicz­
nym aspektom egzotycznych kultur. Obszerny wykład dotyczący tych właś­
nie problemów wygłosił prof, dr Juha Pentikainen z Uniwersytetu w Helsin­
kach („Shamanism as Ethnic Response to National and Ecological Crisises:
A Case of Khanty in Northen Russia"). Ten niezwykle interesujący wykład
ilustrowany był filmem i przeźroczami. Marjut Huuskonen z Uniwersytetu
w Turku (Finlandia), specjalizująca się w problematyce archaicznej i orygi­
nalnej kultury tradycyjnej Laponii, przedstawiła referat pt. ,,Mythical
Aspects in the River - Saami Tradition". Na podstawie materiałów doku-

KRONIKA

143

mentacyjnych pochodzących z badań w fińskiej części Laponii referentka
przedstawiła niektóre aspekty złożonej problematyki stosunku człowieka
do innych istot, natury, świata nadzmysłowego, przejawiające się w folk­
lorze słownym. Kwestią wierzeń kosmologicznych wybranych plemion
zachodniej Amazonii zajęła się w swoim wystąpieniu dr Magdalena Śniadecka-Kotarska z Katedry Etnologii U Ł („Ecological Aspects of Cosmology
in Western Amazonian Tribes"). Wierzenia, o których mówiła tworzą
zwarty system magiczno-religijny. Ich rdzeniem jest, jakże potrzebne
i w naszej cywilizacji, przekonanie o potrzebie zachowywania równowagi
ekologicznej.
Drugi dzień obrad rozpoczął referat prof. dr. Bengta af Klintberga
z Uniwersytetu w Sztokholmie, specjalizującego się w problematyce ludo­
wych legend szwedzkich, a także w zagadnieniach związanych z folklo­
rem współczesnym. Jego referat („Modern Dangers and the Creation of
Legends") dotyczył obaw wyrażanych w podaniach związanych z rzeczywi­
stymi czy wyimaginowanymi zagrożeniami współczesnego świata, takimi jak
np. naruszanie norm, ale także z kataklizmami natury technologicznej
jak Czarnobyl lub niebezpieczeństwo A I D S . Punktem wyjścia następnego
referatu był również problem związany z poglądami na temat A I D S . Autorki
referatu pt. „Popular Word-View on A I D S Problems in Poland" - prof,
dr hab. Violetta Krawczyk-Wasilewska i mgr Maria Łukowska zarysowały
antropologiczny model widzenia problemu A I D S przez społeczność Rudy
Pabianickiej. Reakcje owej lokalnej społeczności na projekt budowy domu
dla chorych pozwoliły autorkom wysnuć wniosek o izolacji świadomo­
ściowej, tradycyjnym wciąż światopoglądzie i tworzeniu mitów (na wzór
społeczności tradycyjnych), zastępujących źródłową wiedzę. Referat ilustro­
wany był filmem. Folkloru słownego, świadomości społeczności tradycyj­
nych dotyczyły również wystąpienia prof. dr. Dov Noya z Uniwersy­
tetu w Jerozolimie („Space in Jewish Folk Tales and Legends") oraz
Michele Simonsen z Uniwersytetu w Kopenhadze („Ecological Awarnees
and Holistic Word-View of Traditional Societies in Denmark").
W kolejnym dniu debat zaprezentowano teksty poruszające problemy
ekologii z punktu widzenia specjalistów różnych dziedzin. I tak, prof,
dr Anna Papamichael - dyrektor Hellenistycznego Centrum Badań Folkloru
w Atenach - w referacie pt. „Agricultural Tools and Machinery and
Their Economical and Ecological Parameters" zajęła się wpływem, jaki
na środowisko naturalne i gospodarkę lokalnych regionów wywiera użycie
narzędzi i maszyn rolniczych. Mgr Violetta Przerembska z Katedry Wy­
chowania Muzycznego U Ł w referacie „New Tendencies to the Traditional
Folk-instruments Production in the Contemporary Polish Village" mówiła
o zmianach w budownictwie ludowych instrumentów muzycznych, wy­
nikłych z procesu przemian społeczno-kulturowych wsi polskiej w ostatnich
latach. Zagadnienie to, ściśle związane z ekologią kulturową, uwidacznia
tendencje destrukcyjne połączone z degradaqa tradycyjnego środowiska

144

KRONIKA

kulturowego. Wystąpienie dr Marii Bjórkroth z Uniwersytetu w Uppsali
(„ Achieving Future through the Past: Cultural and Environmental Recy­
cling") wiązało się z rolą kulturowego dziedzictwa i tradycji w rozwoju
nowoczesnego szwedzkiego społeczeństwa. Autorka ustosunkowała się do
wpływów owej tradycji na infrastrukturalną technologię w społecznym
i kulturowym kontekście. Odrębny nurt zainteresowań zaprezentowała
w swym tekście prof, dr hab. Maria Ławrynowicz z Instytutu Biologii U Ł
(„Use of Hallucinogenic Mushrooms as a New Social Problems in Poland").
Prof, dr hab. Teresa Dunin-Karwicka z Uniwersytetu w Toruniu mówiła
0 znaczeniu drzew w wierzeniach i kulcie, praktykach magicznych i pieśniach
różnych ludów („Trees in Slavonic Folklore").
Ostatniego dnia konferencji wysłuchaliśmy trzech referatów. Doc. dr hab.
Irena Bukowska-Floreńska z Uniwersytetu Śląskiego w referacie ,,Customs
and Rites as Value Stabilizing Social Bonds in the Changing Circumstances
of Contemporary Life" zwróciła uwagę, że istota zwyczajów i obrzędów,
zawarta w ich wartościach symbolicznych i powtarzającym się rytmie reali­
zowania przez następujące po sobie pokolenia, ma walor wartości stałej,
ciągle społecznie pożądanej i uważanej za wspólną dla różnych grup społecz­
nych. Dwa kolejne referaty dotyczyły tematyki muzycznej. D r Zdenka We­
ber z Zagrzebia omówiła patriotyczne pieśni jako nowo komponowany
folklor w pozostającej w stanie wojny Chorwacji, Bośni i Hercegowinie
(„Musie Cries for Peace and Freedom"). Wystąpienie dr. hab. Lucjana
Cieślaka z Katedry Wychowania Muzycznego U Ł dotyczyło natomiast pro­
blematyki polskiej muzyki ludowej („Polish Folk Music and 20th Century
Civilization"). Autor opierając się na dwóch źródłach - pieśni popularnej
1 folklorze z Kaszub - próbował dowieść, że folklor muzyczny jest wciąż
żywy, chociaż ma inny kształt i jest bardziej nowoczesny na skutek zapoży­
czenia pewnych elementów z muzyki artystycznej.
Bogata i zróżnicowana tematyka prezentowanych referatów prowoko­
wała do licznych i ożywionych dyskusji. Referaty zostaną opublikowane
w przygotowywanym obecnie pokonferencyjnym wydawnictwie.
Warto też wspomnieć, iż w czasie konferencji zorganizowana została
wystawa książek i publikacji, na której uczestnicy i zaproszeni goście mieli
możliwość zaprezentowania swego dorobku.
Miłą atrakcją była też z pewnością wycieczka do gotyckiego zamku
w Oporowie, gdzie w stylowych, zabytkowych wnętrzach odbył się koncert
muzyki dawnej w wykonaniu studentów i wykładowców Katedry Wychowa­
nia Muzycznego U Ł . Z dużym uznaniem spotkał się również występ Akade­
mickiego Zespołu Pieśni i Tańca „Kujon", jaki miał miejsce pierwszego dnia
konferencji w Muzeum Historii Miasta Łodzi.
Konferencja „Ekologia i Folklor" była znaczącym wydarzeniem nauko­
wym, o czym świadczą m.in. opinie jej uczestników. Organizatorzy otrzymu­
ją obfitą korespondencję, w której podkreśla się wysoki poziom merytorycz­
ny obrad i sprawną organizację.

145

KRONIKA

Wymieńmy na koniec głównych sponsorów, dzięki którym przedsięw­
zięcie mogło być zrealizowane: Wydział Ochrony Środowiska Urzędu Miasta
Łodzi, Ministerstwo Edukacji Narodowej, Krajowe Centrum Edukacji Eko­
logicznej, „Papier Service", „Adaldan", „ D o m - M a t " .
Violetta Przerembska

II M I Ę D Z Y N A R O D O W A SESJA
„DUCHOWOŚĆ N A R O D Ó W E U R O P Y ŚRODKOWO-WSCHODNIEJ.
E R O S I T H A N A T O S " , CZĘŚĆ I ,
Lublin, 30 marca - 2 kwietnia 1993 r.

To niepowtarzalne w klimacie Spotkanie zorganizowane zostało przez
lubelską Fundację „Muzyka Kresów. Ośrodek Badań Muzykologicznych
i Kulturowych Europy Środkowo-Wschodniej". Sądzę, iż działalność tej
Fundacji zasługuje na szczególną uwagę badaczy kultury.
Po ubiegłorocznych warsztatach etnomuzykologicznych, poświęconych
różnorodnym aspektom muzyki towarzyszącej obrzędom cyklu wiosenno-letniego, w tym roku zorganizowano interdyscyplinarną sesję, której głów­
nym celem było poszukiwanie odpowiedzi na uniwersalne pytanie dotyczące
postaw wobec życia, miłości i śmierci oraz sposobów ich wyrażania. D o
szczegółowych rozważań posłużył zróżnicowany materiał - od rozmaitych
form literatury ludowej, narodowej i światowej, pieśni, muzyki, wierzeń
i obrzędów po sztukę, film i in. Ta różnorodność materiałów i wielość
dziedzin, obszarów kultury, w których funkcjonują pojęcia „eros" i „thanatos", ukazała jednocześnie, jak różne mogą być sposoby wyrażania, przed­
stawiania pewnych fundamentalnych, odwiecznych kwestii, wobec których
nikt nie może pozostać obojętnym i które najbardziej sprawiedliwie dotykają
każdego człowieka niezależnie od miejsca, czasu i przynależności do okre­
ślonej wspólnoty.
Jak podkreślił dyrektor Fundacji, Jan Bernad, otwierając Spotkanie
- dyskusja o tak ważnych problemach, głębszych niż zagadnienia polityczne
czy ekonomiczne, jest zapowiedzią normalności, podobnie jak liczny udział
w Sesji naukowców-intelektualistów z Polski, Litwy, Białorusi, Rosji,
Ukrainy, pragnących trwale współpracować ze sobą i spotykać się bez
przeszkód.
Poszczególne wystąpienia poprzedzone zostały krótkim filmem Vytautasa
Urbanawicziusa z Wilna, pt. „Oj, koło, koło". Była to artystyczna wizja
piętnastowiecznego, litewskiego obrzędu pogrzebowego. Reżyser-archeolog
dostępnymi sobie środkami ożywił dawne zwyczaje i przedmioty wydobyte
podczas wykopalisk, przeplatając obraz motywem pieśni: „Oj, kołem, kołem
wschodzi słoneczko, oj, ubierają piękną dziewicę".

146

KRONIKA

D o innego obrzędu litewskiego - wesela (z okresu bliższego współczesno­
ści) sięgnął Algirdas Patackas z Wilna („Nykti-nokti - życie i śmierć w kul­
turze litewskiej") rozważając na tym przykładzie szczególne związki między
życiem, które - jak dojrzewanie przyrody, jest zapowiedzią śmierci i śmiercią,
która niesie obietnicę nowego życia. Weselna obrzędowość Litwinów, wraz
z charakterystycznymi dla niej motywami: płaczu, przysiadywania młodych
na ławeczce i in., pozwala - zdaniem badacza - traktować wesele jako
symboliczne „słodkie zamieranie", czas przejścia do nowego życia.
O symbolice życia i śmierci w obrzędowości weselnej oraz ich aspekcie
magicznym mówił także Roman Kiś ze Lwowa („Podstawowy aspekt semiotyczny magii ślubnej u Hucułów. Eros i żywioł wodny"). Referat oparty był
głównie na materiale zebranym podczas badań terenowych na obszarze
Huculszczyzny. Autor poświęcił szczególną uwagę znaczeniu wody (obmy­
wanie, kąpiel) jako symbolu spotkania początku i końca w magii weselnej,
miłosnej i agrarnej oraz wierzeniom w jej związek z oczyszczaniem, witalnością, płodnością i rozmnażaniem. Huculszczyźnie poświęcony był też referat
Natalki Biłocerkiwec z Kijowa („Miłość i śmierć w Cieniach zapomnianych
przodków Michała Kociubińskiego"). Jak zauważyła autorka, realna i sym­
boliczna bliskość życia i śmierci, erotyki i umierania, aktu poczęcia i zgonu,
śmierci i zmartwychwstania, przedstawiona została przez Kociubińskiego
niezwykle plastycznie. Główni bohaterowie jego dzieła: Iwan, Jura i Mariczka, mają nie tylko wymiar ludzki, swój własny eros, witalność i zamierające
wobec utraty obiektu kochania życiodajne siły, lecz także personifikują
potężne moce natury. Jak w archaicznych wierzeniach, tak w powieści
Kociubińskiego życie człowieka i przyrody splata się w jedną, niepodzielną
całość. (Można tylko żałować, że temu niezwykle interesującemu referatowi
nie towarzyszył pokaz filmu opartego na analizowanej powieści pod tym
samym tytułem).
Szczególnym przypadkiem pojednania instynktu życia (eros) i instynktu
śmierci (thanatos) jest ludowe święto Kupały oraz charakterystyczne dlań
wierzenia i obrzędy. Zagadnienie to stało się przedmiotem interesującej
analizy przedstawionej w nieszablonowy sposób przez Halinę Tawłaj
z Mińska („Eros i thanatos w białoruskim święcie Kupały"). Badaczka
skoncentrowała się przede wszystkim na melodii i treści kupałowych pieśni
z przełomu X I X i X X w., które oddają istotę święta, jego związek z kultem
przodków, a zarazem wyrażają ideę śmierci prowadzącej do życia, którego
demonstracją jest m.in. wesele, zawarcie małżeństwa, narodziny dzieci i in.
Referat zdobył szczególne uznanie słuchaczy nie tylko ze względu na treść.
Należy bowiem podkreślić, że podając przykłady pieśni H . Tawłaj nie po­
służyła się prezentacją nagrań dokonanych w terenie, lecz samodzielnie
wykonała omawiane utwory, opatrując każdy z nich celnym, zwięzłym ko­
mentarzem. Wzbogaciła też wiedzę o święcie Kupały informacjami o mało
znanym, a występującym w niektórych rejonach Białorusi zwyczaju polega­
jącym na wprowadzaniu do grona uczestników święta osób przebranych za

KRONIKA

147

starego dziada i babę (noszą one specjalne stroje i maski z drewna). Ich
zachowania w czasie święta przypominają o trwałym związku życia i śmierci.
Kwestii realizacji pozamuzycznych treści, związanych z logiką życia
i śmierci, w muzyce ludowej poświęcone było niezwykle ekspresyjne wy­
stąpienie Ihora Macijewskiego z St. Petersburga („Motyw śmierci w drama­
turgii muzycznej liryki miłosnej"). Zwrócił on m.in. uwagę na następstwo
symboli oraz sposób wyrażania określonych idei za pomocą odpowiedniego
rodzaju rytmiki, ruchu, dynamiki, struktury melodii, dźwięków wykorzy­
stania określonych instrumentów (m.in. bicie w bęben jako znak falliczny,
podobnie - flet, dmuchanie w trąbkę oznaczające pocałunek, smyk krzyżu­
jący się ze skrzypcami - znak śmierci) itp. Szczególne znaczenie ma też forma
kompozycji muzycznej, w której eros i thanatos najczęściej występują łącznie:
śmierć rodzi życie, po którym znów sama dochodzi do głosu.
O bliskości życia, miłości i śmierci (która to bliskość powoduje stałą
zmienność Natury) w obrzędach i zwyczajach białoruskich mówił też Wło­
dzimierz Wasilewicz z Mińska („Eros i thanatos w wyobrażeniach i przesą­
dach ludowych") prezentując interesujący materiał terenowy. Autor celowo
nie wykroczył poza informacje dotyczące Białorusi. Można było jednak
znaleźć wiele podobieństw omawianych zachowań w kulturach innych ludów
(nie tylko europejskich), a także kolejny raz zastanowić się nad fenomenem
uniwersaliów, takich jak np. sposób chowania zmarłych niezamężnych
dziewcząt i kawalerów, nawiązujący do symboliki wesela, różne formy magii
miłosnej, mające na celu zatrzymanie lub przyciągnięcie do siebie miłego,
albo też odrzucenie niechcianego partnera i in.
Jak zauważył w dyskusji Jan Bernad, uogólniając zarazem tezę wyrażaną
w większości wystąpień, siły życia i śmierci nie są wobec siebie opozycyjne
lecz łączą się w pewną całość. Jest to właściwie jedna siła życia-śmierci
przetwarzana na różnych poziomach przez procesy biologiczne, psycholo­
giczne i in. Odmienną siłą, rządzącą się własną logiką, zbudowaną z innej
materii, jest natomiast siła erosa.
Interesujący referat dotyczący „Problemu afirmacji życia w kulturze
białoruskiej" przedstawił Igor Uglik z Mińska. Jedno z postawionych przez
niego pytań, poprzedzających szczegółowe rozważania, dotyczyło m.in. po­
szukiwania życiowego potencjału etnosu i jego przejawów. Pytanie to można
odnieść m.in. do aktualnej sytuacji politycznej świata. Zdaniem Uglika,
introwersyjna energia libido prowadzi do rozwoju instynktu samozachowaw­
czego, etnocentryzmu, thanatos zaś oznacza rozpad i dezintegrację. Wiado­
mo przy tym, że miłość (eros) łatwo przechodzi w nienawiść, agresję i sadyzm
(sfera thanatos), w historii etnosu ta właśnie sfera jest najczęściej dominują­
ca. Eros powoduje samorealizację etnosu, np. przez asymilację, podczas gdy
thanatos prowadzi do zagłady. Historia, etnosu może być też rozpatrywana
m.in. jako wybuch potencjału życiowego oraz zamieranie. Charakteryzując
pewne cechy sposobu myślenia Białorusinów, ich mentalność, I . Uglik po­
święcił m.in. uwagę ikonom, będącym wyrazem duchowego stanu człowieka

148

KRONIKA

a zarazem bliskości Boga i ludzkości. Wskazał też na takie rysy kultury
białoruskiej jak: antropocentryzm, introwersyjność, tolerancja, racjonalizm,
dodając jednak, że mogą się one zmieniać w konkretnych okolicznościach.
(Ciekawe, czy w taki sam sposób postrzegani są Białorusini przez przed­
stawicieli innych kultur?).
Zrozumienie szczególnego ducha kultury, narodu, grupy etnicznej i in.,
nie jest łatwe, zwłaszcza dla człowieka z zewnątrz. Przyjmuje się też m.in., że
trudna do przekroczenia bariera oddziela - najogólniej mówiąc - ludzi
Wschodu i Zachodu. Kwestii tej poświęcone było wystąpienie Mykoły Riabczuka z Kijowa. Według niego, myślenie Zachodu charakteryzuje przede
wszystkim tendencja do przeciwstawiania sobie szeregu kategorii: istnienia
i nieistnienia, dobra i zła, swoich i obcych, wiedzy i etyki, itp. bez po­
szukiwania i dostrzegania związków między nimi. W mentalności Wschodu
natomiast kategorie tego typu (i nie tylko one) łączą się ze sobą i uzupełniają
nie negując. O odmienności pojmowania świata przez człowieka Wschodu
i Zachodu świadczy m.in. wyrazisty przykład różnego rozumienia terminu
„maja". Europejczyk np. tłumaczy go najczęściej jako „iluzja" sprowadzając
do imperatywu kategorycznego, podczas gdy dla wyznawcy filozofii Wscho­
du nie ma on przeważnie nic wspólnego z iluzją. Jest obszarem zjawisk
rozpatrywanych oddzielnie, niezależnie od całości, a zarazem - całością:
„Nasza codzienna etyka jest mają. Ktoś zabija, kogoś zabijają... nie myśl
o tym jak o różnych rzeczach". M . Riabczuk, analizując jedno z opowiadań
Borgesa, stwierdził, że świadomość zachodnią cechuje egocentryzm połączo­
ny ze strachem przed utratą swego „ja". Przykład twórczości H . Hesse
natomiast dowodzi, iż mogą być podejmowane udane próby zrozumienia
filozofii Wschodu przez Europejczyka, pozwalające zarazem uniknąć jej
profanacji. Wspomniane wystąpienie, choć niezwykle interesujące, niepo­
koiło jednak pewnym - być może koniecznym w tym miejscu - schematyz­
mem i tendencją do nadmiernego uogólnienia. Wydaje się też, że generalne
mówienie o filozofii Wschodu i Zachodu jest ogromnie niebezpieczne. Nara­
ża bowiem autora na zarzut ogólnikowości, nieuwzględniania wielości i roz­
maitości kierunków myślenia, charakterystycznych przecież dla obydwu ob­
szarów. M . Riabczuk wspomniał wprawdzie o różnicach w etyce Kriszny
(charakterystycznej dla społeczeństwa kastowego) i Ardżuny (bardziej ar­
chaicznej) podstawowa część wykładu dotyczyła jednakże wyraźnie opozycji:
Wschód - Zachód. M o i m zdaniem, autor referatu poszedł zbyt daleko
zwłaszcza gdy wypowiadał się na temat filozofii chrześcijańskiej (m.in. sto­
sunku do bliźnich, granicy między sacrum i profanum itp.)
Dwa referaty (Jarosława Kolczyńskiego z Warszawy i Jadwigi Mizińskiej
z Lublina) poświęcone były problematyce ofiary. Wystąpienie J. Kolczyń­
skiego nosiło tytuł „Ofiara człowieka w kulturze ludowej. Opis trzech przy­
padków". Przed paroma laty podczas badań terenowych na Pogórzu Sąde­
ckim zanotował on informacje o rytualnych zabójstwach, jakie miały miejsce
w tych stronach około 100 lat temu oraz w okresie I wojny światowej.

KRONIKA

149

Wszystkich zabójstw dokonano w czasie zarazy, tj. w czasie który - zdaniem
J. Kolczyńskiego - można uznać za totalną katastrofę, stan chaosu burzące­
go równowagę w świecie. Na podstawie relacji mieszkańców wsi, badaczowi
udało się m.in. określić pewne elementy składające się na swoistą „mitologię
zarazy", takie jak: znaki zarazy, jej wygląd, miejsce i sposób mordu, wreszcie
-cechy kwalifikujące człowieka do roli ofiary, mającej przywrócić zaburzoną
równowagę. Są to m.in.: ułomność (kulawość), bełkotliwa mowa, starość,
sieroctwo. D o roli ofiary szczególnie predystynowani byli żebracy, którym
przypisywano funkcję łącznika między „tym" i „ t a m t y m " światem. Inter­
pretując uzyskane materiały, J. Kolczyński odwołał się do koncepcji kozła
ofiarnego, sformułowanej przez R. Girarda, przypominając, iż mechanizm
ofiary w tym przypadku polega m.in. na doprowadzeniu wspólnoty do
pojednania przez dokonanie wspólnego mordu. Referat J. Kolczyńskiego,
podobnie jak pozostałe, wywołał ożywioną dyskusję. Była ona jednak szcze­
gólnie interesująca dla etnologów. Dotyczyła bowiem m.in. swobody i ogra­
niczeń interpretacji materiału terenowego przez badacza, kwestii odpowied­
niego dokumentowania i uzasadniania teorii przy pomocy materiału etno­
graficznego, pojęcia rytuału jako elementu porządkującego, rozróżnienia
mordu ofiarnego (ofiary będącej rytuałem przywracającym ład) od zabójstwa
noszącego cechy aktu kryminalnego. Zastanawiano się także nad trwałością
tradycji (przeżytków) i jej mocy, silniejszej niekiedy (jak w omawianych
przypadkach) od określonych przykazań kościelnych. Z pewnością dobrze
się stało, iż w spotkaniu uczestniczyli przedstawiciele różnych dyscyplin.
Pozwoliło to na wymianę myśli, wykraczającą poza ramy jednej dziedziny
nauki, jak też wielopłaszczyznowy i wielce interesujący ogląd tego samego
zagadnienia.
Wspomniana już J. Mizińska, w referacie zatytułowanym: „Miłość jako
przezwyciężenie śmierci: Kain i Abraham", przedstawiła interesującą inter­
pretację biblijnych wydarzeń, których bohaterami były właśnie wspomniane
postacie. Według niej - losy Kaina i Abrahama reprezentują różne przy­
kłady kresu ludzkich doświadczeń, sytuacji wyboru między miłością do ojca
i brata/syna, dramatu miłości i zbrodni, miłości i śmierci w trójczłonowej
relacji, gdzie jednym z członów jest sam Bóg. Badaczka stwierdziła ponadto,
że Kain reprezentuje naiwną, bezrefleksyjną postawę człowieka zaślepione­
go, nie dostrzegającego bliźniego. Abraham natomiast, wychodząc zwy­
cięsko z próby miłości, a nie - jak zwykło się przyjmować - posłuszeń­
stwa [ ! ] jest przykładem postawy świadomej. Generalna konkluzja autorki,
zgodnie z którą człowiek jest bohaterem i dysponentem swego życia uwi­
kłanym w kontakty z innymi, które może rozwiązywać na sposób Kaina lub
Abrahama - skłania do głębokiego zastanowienia.
D o biblijnego tematu grzechu pierworodnego nawiązał Taras Wozniak ze
Lwowa („Grzech istnienia"), wskazując m.in., że nieposłuszeństwo pierw­
szych rodziców ukształtowało pewien porządek symboliczny, wprowadziło
nowy podział na dobro i zło, życie i śmierć, niewiedzę i wiedzę (znak śmierci),

150

KRONIKA

jedność i wyłączenie z pierwotnej jedni z Bogiem (cecha człowieczeństwa),
płodność i bezpłodność. Szczególny udział w akcie nieposłuszeństwa pierw­
szych rodziców ma wąż, który - w przeciwieństwie do człowieka zyskuje
nieśmiertelność, a zarazem pośrednio uczestniczy w przedłużeniu rodu
ludzkiego.
Widzialnym, rzec by można, znakiem śmierci są cmentarze i określone
sposoby postępowania ze zmarłymi. Zagadnieniu temu poświęcone było
wystąpienie Alfredasa Szirmulisa z Wilna („Cmentarze na Litwie") ilustrowane
interesującymi przezroczami. Analizując zabytki archeologiczne i współczesne
sposoby chowania zmarłych A . Szirmulis zwrócił m.in. uwagę na rolę drzew
w obrzędzie pogrzebowym oraz powszechną na Litwie, jeszcze w połowie
X I X w., wiarę w ich cudowną moc, udział w powtórnych narodzinach, związek
z kultem przodków, itp. Odpowiednio obrobione pnie drzew z wyrzeźbioną
ludzką głową stawiano m.in. nad wodą po spaleniu zwłok, a następnie
oddawano im cześć. Drewniane słupy nakryte daszkami, przypominające nieco
znane m.in. z polskiego pejzażu kapliczki, stawiano też na mogiłach, zdobiąc
bogato ornamentem o archaicznej, kosmicznej symbolice. Z czasem dołączono
do niej symbolikę chrześcijańską. Dopiero w okresie romantyzmu drzewo
zaczęto stopniowo zastępować kamieniem. Rzeźbione kolumny i krzyże długo
jednak przypominały kształtem drzewa. Szczególnie interesujące okazały się
podane przez A. Szirmulisa informacje o litewskim zwyczaju umieszczania żaren
u podstaw krzyży nagrobnych. Jak zauważy] (w dyskusji) J. Kolczyński, koliste
żarna stawiano m.in. na grobach gockich, na kurhanach. Uważano je, podobnie
jak koła młyńskie, za pradawny symbol kamiennego nieba, model kosmosu.
Unikalne zabytki z litewskich cmentarzy pozwalają więc mówić o żywym
trwaniu liczącej blisko 6000 lat tradycji.
Poszukując symbolicznych, obrzędowych, folklorystycznych i in. aspek­
tów życia, narodzin, miłości i śmierci nie sposób zapomnieć o pewnych
„prozaicznych" realiach, chociażby takich jak dane statystyczne ilustrujące
zagadnienie przyrostu naturalnego, struktury etnicznej i wyznaniowej okre­
ślonych grup itp. Tego typu dane, dotyczące Grodna z końca X I X w.,
przedstawił Aleksander Gostiow („Miejsca i rytuały związane z narodzinami
i śmiercią w końcu X I X i na początku X X w. na podstawie materiałów
grodzieńskich"). W referacie zaprezentowano m.in. materiały statystyczne
wydobyte przez A . Gostiowa z archiwów miejskich oraz z opracowań daw­
nych historyków. Na podstawie tych danych można nie tylko odtworzyć
etniczny i wyznaniowy skład ludności miasta, lecz także wnioskować o miej­
scach kultu religijnego, cmentarzach itp. Materiały zachowane w archiwach
Grodna pozwalają też mówić o takich zagadnieniach jak przestępczość
i problem samobójstw. W referacie zaprezentowano również interesujące
informacje o miejscu szczególnie związanym z początkami życia - szkole
akuszerek i funkcjonującym w grodzieńskim szpitalu oddziale położniczym.
Odrębny blok tworzyły referaty poświęcone różnym zagadnieniom litera­
ckim, m.in. twórczości polskiego baroku. Jak powiedział Antoni Czyż, lite-

KRONIKA

151

ratura tego okresu jest cząstką żywej i trwałej przeszłości, którą na równi
z innymi trzeba zachować, odkrywać i upowszechniać. D o takich stosun­
kowo mało znanych cząstek naszej tradycji należą m.in. omówione przez
A . Czyża pisma mistyków, ukazujące chrześcijaństwo jako wewnętrzną moc
osoby, jej doświadczenie graniczne, szczególny sposób obcowania z Bogiem,
poszukiwania Go i otwarcie się ku prawdzie. Wystąpienie nosiło tytuł:
„Dotyk ożywczy. Duchowość polskiego baroku wobec Innego". Laikowi
nasuwa się jednak pytanie, jak pogodzić fenomenologiczną koncepcję Innego
z dążeniami mistyków, którzy - jak to vyynikalo z przedstawionego referatu
- próbowali zatrzeć granicę między Bogiem a człowiekiem. Czy wobec takich
dążeń i odczuć można jeszcze mówić o Innym?
Interesujący nurt literatury barokowej - żałobne elegie i panegiryki
- znakomicie scharakteryzowała Alina Nowicka-Jeżowa z Warszawy, wska­
zując na szczególne zainteresowanie polskiego sarmaty śmiercią i rzeczami
ostatecznymi. Przybierało ono formę swoistego teatru śmierci, rozgrywanego
w scenerii kościoła, domu rodzinnego, wspólnoty sąsiedzkiej lub na polu
bitwy, tworząc zarazem niepowtarzalną sztukę umierania, kreując i upow­
szechniając wzory osobowe oraz wzorce dobrego życia i śmierci. Mówiąc
0 wzorach śmierci rycerza sarmackiego A . Nowicka-Jeżowa wskazała przy
tym m.in. na kolizję norm rycerskich z chrześcijańskimi i próby ich po­
godzenia.
Mało znany, jak sądzę, poza wąskim gronem specjalistów rys literatury,
określonej jako ukraińska szkoła romantyczna, scharakteryzowała z kolei
Danuta Sosnowska z Warszawy ( „ F a t u m miłości i pokusa śmierci w kręgu
ukraińskiej szkoły romantycznej"). Zwróciła ona m.in. uwagę na szczególną
bliskość miłości i śmierci w utworach reprezentujących ten krąg literacki oraz
na sposób postrzegania Ukrainy jako kraju o wyraźnej fascynaqi śmiercią,
beznadziejnego pesymizmu, ciągłego zmagania się zła i dobra, świata przed
zbawieniem, „leżącego na metafizycznej krawędzi, gdzie nie sięga już łaska
Boga". Taki obraz Ukrainy wykorzystywany był przez wielu pisarzy do
stawiania ogólniejszych pytań. Dotyczyły one m.in. sensu śmierci, wyższości
ducha nad ciałem, wyzwolenia przez okrucieństwo itp.
Dopełnieniem „bloku" wystąpień poświęconych literaturze baroku był
referat Jurija Andruchowicza z Iwano-Frankowska zatytułowany: „Miłość
1 śmierć po rycersku - na podstawie ukraińskiej poezji barokowej". Naczelną
dla tematyki Spotkania kwestię relacji między „eros" i „thanatos" w twór­
czości współczesnych poetów poruszyli natomiast: Lubow Turbina z Mińska
(„Miłość i śmierć we współczesnej literaturze białoruskiej") oraz Eugenijus
Aliszanka z Wilna („Odtworzenie sacrum w tekście poetyckim na podstawie
współczesnej poezji litewskiej").
Część zaproszonych gości z różnych powodów nie mogła wziąć udziału
w Spotkaniu. Pozwolę sobie jednak przytoczyć tytuły zapowiedzianych
w programie, acz nie zaprezentowanych tekstów. Były to m.in.: „Kategoria
miłości i śmierci w antropozofii" Jerzego Prokopiuka, „Spirala w obrazie

152

KRONIKA

świata u dawnych Litwinów" Elviry Usacziovaité, „Powtórna śmierć
w religii dawnych Bałtów" Gintarasa Beresnevicziusa, „Problem erosa i thanatosa na pograniczu literatury i muzyki" Józefa Kona, „Wesele i śmierć
- aspekt intonacyjny od Bałtyku do Karpat" Izalija Ziemcowskiego, „Rola
akuszerki w litewskich obrzędach ludowych związanych z narodzinami"
Rasy Pauksztyte, „Etnograficzne aspekty erosa i thanatosa w folklorze
białoruskim" Olega Łysenko, „Eros i thanatos w kulturze Cyganów"
Andrzeja Mirgi, „Narodzenie i śmierć w paremiologii białoruskiej" Dymitra
Sańko, „Narodzenie i śmierć w warunkach żydowskiego getta na Zachodniej
Białorusi (1941-1942)" Mariny Sawaniaka, „Narodzenie i śmierć o obrzę­
dach etnograficznych Słuczaków i Poleszuków" Łarisy Bojka, „Współzależ­
ność między lokalnym, regionalnym i ogólnoeuropejskim w badaniu historii
etnosów Europy" Walentina Hryckiewicza. Sądzę, że tytuły te mówią same
za siebie. Można tylko żałować, że zapowiedziane referaty nie zostały za­
prezentowane podczas Spotkania.
Organizatorzy Sesji wyrazili nadzieję, że udało się stworzyć fundament
pod przyszłoroczne spotkanie i kontynuację dyskusji m.in. o nierozerwalno­
ści pojęć „eros" i „ t h a n a t o s " oraz ich trwałej obecności w kulturze tradycyj­
nej i współczesnej. Myślę, że o jego celowości nie trzeba nikogo przekony­
wać. Spodziewam się też, że ranga i uniwersalność poruszonej problematyki
przyciągnie liczne i nie mniej interesujące grono uczestników.
Na zakończenie chciałabym jeszcze wspomnieć o niezwykle trafnej, moim
zdaniem, uwadze A . Patackasa dotyczącej pilnej konieczności ratowania
i utrwalania tradycji słowiańskiej i bałtyjskiej, m.in. literackiej, która stanowi
równie ważną część europejskiego dziedzictwa kulturowego, jak np. tradycja
anglosaska. Wnosi ona przy tym do kultury Europy pierwiastek metafizycz­
ny, równoważący anglosaską racjonalność i materializm.
Iwona

Kabzińska-Stawarz

S Y M P O Z J U M K U U C Z C Z E N I U 500-LECIA E W A N G E L I Z A C J I
A M E R Y K I ŁACIŃSKIEJ, PIENIĘŻNO

Obchody związane z rocznicą 500-lecia odkrycia Ameryki objęły cały
świat. Podjęto wiele wysiłków, by uczcić powstanie nowego świata, oraz
wielowiekowy trud ewangelizacji. Bez wątpienia owocny okazał się wysiłek
w sferze kultury, w efekcie którego ukazało się wiele publikacji. Zebrano
i uporządkowano wiele dokumentów. Obchody rocznicy były huczne: Hisz­
panie wydali na nie około miliarda dolarów, a cały świat około dwóch.
Polska zabrała się do przygotowań dość niemrawo. Jednak odbyło się kilka
sympozjów i spotkań poświęconych tej doniosłej rocznicy. Ostatnim chyba
akcentem tych obchodów w naszym kraju było sympozjum zorganizowane

KRONIKA

153

przez Referat Misyjny w Pieniężnie w dniach 27-29 X I 1992. Mocną stroną
tego spotkania był fakt, że większość spośród jego prelegentów zetknęła się
osobiście z krajami Ameryki Łacińskiej, żyjąc i pracując tam kilka - kil­
kanaście lat. Szczególnym gościem i zarazem wielką atrakcją Sesji był udział
w niej ks. Segundo Galilei z Chile, który jest jednym z wybitniejszych
teologów latynoamerykańskich.
Wydarzenia, które miały miejsce 500 lat temu są bardzo różnie oceniane.
Powszechny u nas termin „odkrycie" dla wielu ludzi, zwłaszcza za oceanem,
ale nie tylko, jest nie do przyjęcia. Liczni są ci, co nawołują nie do szumnych
obchodów, ale do pokuty i zadośćuczynienia. Próbę przybliżenia tej swoistej
mozaiki różnych opinii związanych z 500-leciem podjął dr Janusz Wojcieszak
z Warszawy. Jego zdaniem, w istocie dominowały dwa punkty widzenia.
Jeden z nich, reprezentowany przez tradyqonalistów, ocenia podróż Kolum­
ba i jej konsekwencje z pozycji historycznej. Zwolennicy drugiego poglądu,
ogłoszonego przez badaczy określających siebie mianem „rewizjonistów",
uważają, że mamy to do czynienia z okrutnym starciem się dwóch światów.
Tradycyjna ocena uważa rok 1492 za działanie Opatrzności (Prost). Wyda­
rzenia te stanowiły jakby rekompensatę Reformacji, która miała wkrótce
skłócić starą Europę. Utrata wpływów Watykanu w krajach tradycyjnie
katolickich znalazła wynagrodzenie za Oceanem. Jest to teoria kompensacji.
Z kolei niektórzy spośród współczesnych myślicieli starają się patrzeć na te
wydarzenia pozytywnie. Uważają, że obchody są okazją do nowego przeży­
cia skądinąd tragicznej historii i doznania dzięki temu uczucia jedności
świata. M a to prowadzić do jednej ojczyzny ojczyzn (Doser). Tak więc rok
1492 ma łączyć, a nie dzielić ludzi. Wielu filozofów (m.in. M . Casada z Peru)
podkreśla antyhumanistyczny charakter konkwisty, nie do pogodzenia z du­
chem Ewangelii. Są jednak i tacy, którzy usprawiedliwiają minione wydarze­
nia pewną dziejową koniecznością, dającą początek erze nowożytnej. Lau­
reat nagrody Nobla, Peruwiańczyk O. Paz uznaje nawet obraz dzisiejszego
świata za rezultat odkrycia Ameryki. Jednak w ogólnej ocenie zdarzeń
sprzed pięciu wieków dominują głosy traktujące inwazję Hiszpanów i Por­
tugalczyków w kategoriach ludobójstwa. Słowa krytyki padają też pod
adresem Kościoła, który według pewnych środowisk, jako instytuqa upra­
womocnił podbój. N i k t rzecz jasna nie twierdzi, że duchowni byli iniqatorami owej, absolutnej potworności". Jednak wysiłki osamotnionego
B. de las Casas do końca nie rozgrzeszają książąt Kościoła.
Wniosek, jaki się narzuca jest jeden - ocena całościowa jest niezwykle
trudna. Ideologiczne zacietrzewienie nie sprzyja tolerancji i pojednaniu,
którymi winny zaowocować obchody 500-lecia. Wystąpienie J. Wojcieszaka
było niezbędnym wprowadzeniem w całą problematykę, choć można to było
zrobić w bardziej przystępny sposób. Zabrakło też, jak się wydaje, szerszego
przeglądu opinii co do roli Kościoła. W omówionej tu pokrótce prezentaqi
zabrakło też głosów ludzi o indiańskim rodowodzie. Skądinąd przecież
wiadomo, że ich osąd podboju jest zdecydowanie negatywny.

154

KRONIKA

Kraje Ameryki Łacińskiej są obecnie areną wielkich przemian. Rewolu­
cyjne wręcz zmiany, jakie zaszły także i w naszym kraju dają podwaliny pod
zupełnie nowe stosunki Polski z państwami zza Atlantyku. Uczestnikom
spotkania pieniężnieńskiego sprawy te przybliżył ambasador Jan Janiszew­
ski. Przedstawił on ogólną sytuację społeczno-polityczną Ameryki Południo­
wej w kontekście polskiej polityki zagranicznej. Kraje, do których niegdyś
dotarli Hiszpanie i Portugalczycy porzucają dziś izolację gospodarczą, silny
interwencjonizm i paternalizm swych rządów. Wiele z nich zaaplikowało
sobie drastyczne kuracje ekonomiczne, które zaowocowały już 4,5% dyna­
miką rozwoju gospodarczego oraz zahamowaniem odpływu kapitału. Polska
na drodze intensywnych zabiegów dyplomatycznych dokonała już nor­
malizacji stosunków z wieloma krajami Ameryki Południowej. Dyrektor
Janiszewski podkreślił istotną rolę misjonarzy pomagających w odnowie
naszych więzi z omawianymi krajami. Stanowią oni środowisko opiniotwór­
cze m.in. przy powoływaniu konsuli honorowych. Sukcesy naszej polityki
zagranicznej są bezdyskusyjne. Zniesienie wiz w znakomity sposób ułatwia
pracę naszych misjonarzy. Bardzo cieszy fakt, że mogą oni liczyć na pomoc
i współpracę ze strony oficjalnych polskich przedstawicielstw w krajach ich
pracy misyjnej. A jeszcze nie tak dawno było to zupełnie nie do pomyślenia.
Przy okazji takiego sympozjum jak to zorganizowane w Pieniężnie
wprost prosiło się o dobry rys historyczny dramatu sprzed pięciu stuleci.
Jedyny referat o charakterze historycznym nie spełnił jednak tej roli. Profe­
sor Kukier w swym wystąpieniu zajął się bowiem związkami osadniczymi
i kulturowymi obszaru pd-zach. Bryzylii z pograniczami Argentyny, Urug­
waju i Paragwaju w X V I I - X I X w. Podjął przy tej okazji temat różnic
w podejściu do kolonizacji pomiędzy Hiszpanami, a Portugalczykami. Ci
pierwsi byli świetnie zorganizowani, zaledwie dwumilionowa Portugalia była
natomiast znacznie mniej zaradna. Zaangażowała ona w podbój najwyżej
200000 kolonizatorów. Warto tu wspomnieć, że Hiszpanie wykazali się też
większym bestialstwem niż ich rywale. Sytuację próbowali łagodzić ówcześni
biskupi oddani dziełu wykupu Indian Guaraní z niewoli w Sao Paulo.
W czasie relacjonowanej tu sesji mieli też swój głos praktycy. Jednym
z nich był o. Janusz Dzieniszewski svd, który podzielił się swą wiedzą na
temat historii i obecnego stadium ewangelizacji wśród Indian Guaraní. To
waleczne plemię aż trzynaście razy występowało zbrojnie przeciwko najeźdź­
com zza Oceanu. W efekcie liczebność Indian spadła z 1,5 min do 130 tys.
w 1730 r. Kłopoty Guaraní nie skończyły się z rokiem 1848, kiedy to
przywrócono im wolność. Albowiem nawet w X X w. ma miejsce skandalicz­
na inwazja na tereny Indian, których kupuje się wraz z ziemią, by następnie
ich z niej eksmitować. O. Dzieniszewski, który pracował przez kilka lat
wśród Guaranów opisał dramatyczne losy ewangelizacji Indian Ache. Ma­
lowniczo przedstawił wydarzenia z grudnia 1985 г., kiedy to misjonarze wraz
z czterema nawróconymi spośród rodzimych mieszkańców, udali się do
Indian. Pierwsza ich reakcja była wroga. Nauczeni przykrymi doświadczę-

KRONIKA

155

niami tubylcy zabili pięciu, a ranili czterech przybyszów. Jednak w rezultacie
dalszych ofiarnych wysiłków doszło do wspólnego spotkania, rytu pojed­
nania i wspólnego pogrzebu. W styczniu 1987 r. Indianie przybyli do stacji
misyjnej, gdzie odbyła się dziękczynna liturgia, na którą przyniesiono także
rannych. Tak rozpoczęła się ewangelizacja wśród dzielnych i miłujących
wolność plemion. Praca misyjna wśród Indian to wyzwanie dla całego
Kościoła paragwajskiego. Referujący zapewnił, że nie chodzi tu o nagłą
zmianę religii tych ludzi, ale o ich integralne zbawienie. Wymaga to tolerancji
i szacunku dla mniejszości etnicznych. Na tej podstawie można dopiero
wybrać metodę i właściwy czas ewangelizacji. Ciągłym problemem misji
wśród G u a r a n ó w jest brak rodzimych kapłanów. Misjonarze wciąż borykają
się z trudnościami natury językowej. Niełatwo jest im bowiem wyrazić wiele
pojęć ze sfery duchowej. Budujący jest natomiast fakt, że Kościół kato­
licki nie postępuje wzorem sekt. Ofiaruje bowiem pomoc w ramach akcji
charytatywnych nie tylko dla swych wyznawców, ale dla wszystkich będą­
cych w potrzebie. Wystąpienie O. Dzieniszewskiego było barwne i ciekawe,
i mówiąc szczerze, stanowiło dobrą przeciwwagę dla wcześniejszego referatu.
W dalszej kolejności zaprezentował się mgr Janusz Jaskulski z Poznania
mówiący o misjach wśród rodzimej ludności Ameryki Pd. Mogąc pochwalić
się tylko krótkim pobytem w Ameryce, prelegent odwołał się do poglądów
Pablo Suessa, misjologa rodem z Niemiec, a pracującego w Brazylii. Misjo­
narz przebywający wśród Indian zawsze jest przedstawicielem świata białych.
Prawda ta miewa tragiczne konsekwencje. Warto tu choćby przytoczyć
przypadek śmierci biskupa i zakonnicy, którzy przybyli do Indian awionetką, a więc w taki sam sposób, jak kolonizatorzy odbierający tubylcom
ziemię. A ziemia ma dla nich ogromne znaczenie. Nie jest to sprawa tylko
własności i ich codziennego utrzymania, to kwestia jej religijnego charakteru.
Pan Jaskulski przekonywał, że misjonarz powinien opanować swoisty
kod kulturowy tamtych ludzi porzucając swój własny. W tym miejscu budzi
się pewne zastrzeżenie. Nie chodzi chyba o wyzucie się swej własnej kultury,
ale o jej głębokie przeżycie, docenienie jej roli, a dalej otwarcie się na nową
kulturę. Tylko w ten sposób można przecież pojąć jak wielką wartością jest
ona dla Indian. Prelegent wspomniał też o słabym przygotowaniu misjonarzy
do ich pracy, mówiąc że tylko ok. 10% spośród zaangażowanych w dzieło
ewangelizacji zna języki tubylcze. Ta rażąco mała liczba wydaje się mocno
przesadzona. Padło też wiele słów o godności człowieka mimo jego material­
nego ubóstwa, o konieczności jego integralnego zbawienia; to sprawy znane,
ale chyba nigdy dość je przypomnieć.
Jedno z ciekawszych wystąpień pierwszego dnia sesji należało do
o. Jerzego Palki z Paragwaju, mówiącego o środkach masowego przekazu
w służbie ewangelizacji. Roztoczył on przed słuchaczami obraz bardzo trud­
nej sytuacji Kościoła katolickiego, który staje w obliczu agresywnej propa­
gandy wielu sekt. D o dnia dzisiejszego przeszło do nich około 35 min
katolików. W ciągu godziny czyni to w Ameryce Pd. podobno 400 osób.

156

KRONIKA

Wielkie sukcesy nowych ruchów religijnych, które biskupów i misjonarzy
katolickich przyprawiają o bezsenność, to rezultat propagandy prowadzonej
drogą mass mediów przez majętnych sekciarzy. Kościół, a w tym także,
werbiści nadrabiają stracony czas organizując radio katolickie. Celem tych
przedsięwzięć jest nie tylko bezpośrednia ewangelizacja, ale też obrona praw
ludzi, szczególnie ubogich, ochrona tożsamości kulturowej i obrona mniej­
szości etnicznych. W budowie są zatem trzy stacje o zasięgu do 500 km.
Katolicka radiostacja w Paragwaju nadaje program w siedmiu językach
indiańskich. To jednak wciąż zbyt mało. Sekty mają bowiem swe prywatne
stacje telewizyjne, czym jeszcze nie mogą poszczycić się katolicy. Zawstydza­
jące jest także i to, że członkowie sekt są lepiej przygotowani do pracy
w środkach masowego przekazu. Otrzymują też znaczną pomoc z zagranicy,
co jest w istocie źródłem ich powodzenia. O. Palka, jak się wydaje, przekonał
uczestników sympozjum o ogromnej roli mass mediów w dziele ewangeliza­
cji. Tam, gdzie diecezje są 3-4 razy większe niż w Polsce, a pracuje tylko
dziewięciu księży (!!!) wiele spraw można załatwić tylko korzystając z radio­
stacji. W ten sposób prowadzi się dla przykładu katechezy przedsakramentalne. Trzeba przyznać, że referat ten był bardzo cennym i jednym z ciekaw­
szych. Bo może w Polsce, jak i w Paragwaju, brak jest dostatecznego
poparcia i uczestnictwa duchownych w zorganizowaniu katolickich roz­
głośni. Jednym słowem, wystąpienie było bardzo na czasie.
W drugim dniu sympozjum referat prcedstawił ksiądz Segundo Galilea
z Chile. Przedstawił on sytuację Kościoła latynoamerykańskiego w świetle
konferencji w Santo Domingo, 1992. Galilea omawiał końcowy dokument
tej konferencji, którego główna część zatytułowana jest „Jezus Chrystus
- Ewangelizator swojego Kościoła". Podkreśla on rolę promocji człowieka,
walki o sprawiedliwość, opcji na rzecz ubogich. Ksiądz Galilea ocenił doku­
ment jako bardzo ugodowy, ale nie w sensie negatywnym. Choć trzeba
przyznać, że nie wspomina on ani słowem o teologii wyzwolenia. W ogóle
mało jest w nim kwestii dyskusyjnych. Trzeba zaznaczyć, że co do konferen­
cji w Santo Domingo nie było wielkich oczekiwań. Miała ona charakter
bardziej okolicznościowy i podyktowana była głównie pragnieniem uczcze­
nia 500-lecia ewangelizacji kontynentu. Z pewnością konferencja w Santo
Domingo nie odegra takiej roli jak ta w Medelin czy Puebla. Co do samego
dokumentu, to na jego kształt miał też wpływ pośpiech i słaba organizacja.
Odnosiło się wrażenie, że temat wystąpienia ks. Galilei został nie­
szczęśliwie wybrany. Już wcześniej było jasne, że dokument nie jest rewe­
lacyjny. Tymczasem wszyscy oczekiwali wypowiedzi w kwestii teologii
wyzwolenia (szczególnie po odejściu od kapłaństwa Leonardo Boffa)
i innych palących problemów Ameryki Pd. Sposobność ku temu była
idealna. Po prostu szkoda.
S. Galilea podzielił się też refleksją na temat sekularyzacji. Zarażone są
nią głównie wielkie miasta. Trydycyjna struktura oparta na systemie diecezji
i parafii nie zdaje już, jego zdaniem, egzaminu. Otóż jedyną skuteczną formą

KRONIKA

157

zaradzenia tej sytuacji wydaje się być praca w ramach wspólnot bazowych
oraz metoda ewangelizacji od drzwi do drzwi. Dla przykładu w Santiago de
Chile w ciągu dwóch miesięcy przygotowano 80 tys. ludzi świeckich. Osoby
te dobierały się parami i chodziły po domach głosząc Ewangelię. Zdaniem
prelegenta, jest to jedyna rada na wzrastającą wciąż obojętność religijną
i inwazję sekt. Owocne może też być pełniejsze zaangażowanie się w szkol­
nictwo. Nawiązując do teologii wyzwolenia Galilea przypomniał, że istnieje
wiele jej kierunków. Niemniej nikt, jego zdaniem, nie wierzy już w Ameryce
Łacińskiej w możliwość rozwiązania wielu nabrzmiałych problemów chwy­
tając za broń.
W wielu wystąpieniach sesji w Pieniężnie przewijał się problem sekt. Sprawa
ta wypłynęła także w następnych prezentacjach, w których M . Józefczuk,
A . Pietrzak oraz J. Brzozowski (wszyscy S»VD) opisywali sytuację w Argentynie,
Brazylii i Urugwaju. Otóż motywy, dla których wielu ludzi przechodzi do sekt
mogą być dla nas zaskakujące. Trudno uwierzyć, ale okazuje się, że w Brazylii
95% spośród nowych członków różnych związków religijnych zdecydowało się
na ten krok, ponieważ spodobał się im osobisty, bezpośredni kontakt z pasto­
rem czy liderem sekty. Stanowi to spory kontrast w stosunku do rosnącej
anonimowości w wielkich katolickich parafiach miejskich.
W samej Brazylii sytuacja nadal jest trudna. W niektórych rejonach jest
30% analfabetów; 1/3 narodu żyje w ubóstwie. Kościół brazylijski szuka
ratunku i dróg wyjścia, zachęcając do rozwoju wspólnot bazowych. Warto
pamiętać, że wspólnoty te nie są żadnynii bojówkami komunistycznymi, ani
nie mają na celu kontestacji hierarchii kościelnej. Ale nie jest to też zbioro­
wość realizująca jedynie zadania zalecane im przez proboszcza. Taka wspól­
nota to ikona Trójcy Świętej, to impuls do sięgnięcia po nową koncepcję
parafii pojętej jako wspólnota wspólnot. To co może stanowić trudność to
fakt, że autorytarny w swym charakterze proboszcz nie jest w stanie prowa­
dzić takiej wspólnoty. W parafii, gdzie pracował o. A . Pietrzak działały aż
53 takie grupy bazowe, a zaangażowanych w nich było ponad 1200 osób.
Z pewnością doświadczenia Kościoła latynoamerykańskiego są cenne dla
tych wszystkich, którym leży na sercu przyszłość Kościoła w Polsce. Nasz
Kościół szybko powinien pozbyć się szlachetnej, ale obecnie krępującej ruchy
patyny, jaką zdobył w walce z komunizmem. Winien sięgnąć po zdobycze
innych Kościołów lokalnych, które od lat borykają się z falą sekularyzacji.
We współczesnym dziele misyjnym chce uczestniczyć obecnie każde zgro­
madzenie zakonne. O zaangażowaniu franciszkanów i salwatorianów na
terenie Ameryki Pdn. przekonywał swych słuchaczy m.in. P. Bielenin O F M .
W obu jednak wygłoszonych na ten temat referatach więcej było statystyki
i suchej faktografii niż osobistej refleksji nad pracą misyjną. Stąd też wy­
stąpienia te należy uznać za mniej udane.
Znacznie bardziej ekscytujące były natomiast doświadczenia, jakimi
podzielili się Dariusz Pielak SVD i O. Kazimierz Grabowski SVD. Oba
ich wykłady dotyczyły odnowy życia zakonnego w krajach, do których

158

KRONIKA

Ewangelia dotarła na hiszpańskich korwetach. Wyzwania, jakie niesie współ­
czesny zsekularyzowany świat wymagają poszukiwania nowych form życia
konsekrowanego. Ten nowy model został nazwany życiem w insercji. Polega
ono na wcielaniu się wspólnot zakonnych w środowiska ludzi ubogich.
Inspiraqe do poszukiwań w tym zakresie stanowiła konferencja w Medelin,
a w sposób szczególny spotkania zakonników w ramach C L A R . Jak się
jednak okazuje, sami biskupi latynoamerykańscy nawołują zakonników do
tworzenia małych wspólnot, które żyłyby i pracowały wśród ubogich stano­
wiących przecież większość tamtych społeczeństw. Otwarcie trzeba powie­
dzieć, że pierwsze doświadczenia nie były sukcesem.
Opcja na rzecz ubogich jest aktualna w całym Kościele. Różnie jednak
jest realizowana. W Azji katolicy próbują dotrzeć jak najwyżej w drabinie
społecznej, aby stamtąd przemieniać wadliwy ustrój. W Europie podejmuje
się wysiłki zmierzające do utworzenia sprawiedliwych struktur życia społecz­
nego. Natomiast w Ameryce Łac. pomoc ubogim polega na zejściu w objęte
wielką nędzą środowiska.
Rozsądnie brzmiało zapewnienie, że insercja jest powołaniem. Nie obej­
muje zatem wszystkich,. K t o je podejmie, nie może kłaść nacisku na trady­
cyjne formy życia zakonnego - na regułę, czy porządek dnia. Akcentuje się
bardziej braterstwo i wspólne poszukiwatnie dobra. W takiej wspólnocie
nie ma dzwonków, ale też nie wszystko błyszczy.
To co było szczególnie istotne to problem formacji zakonników w inser­
cji. Otóż, jak się okazało, taka formacja nie zdała egzaminu. Domy for­
macyjne usytuowane w ciężkich warunkach nie sprawdziły się. Formacja
intelektualna ma swe prawa, których pogwałcenie musi się zemścić. Wniosek
narzuca się jeden: nie wszyscy muszą być formowani w insercji, ale wszyscy
winni być formowani do insercji. Insercja narzuca jednak wysokie wymaga­
nia i domaga się radykalizmu. Zakłada jednocześnie to, że osoba duchowna
pracująca wśród świeckich nie jest chętnym do dyrygowania liderem, ale
kimś solidarnie pracującym z ludźmi.
Przyznać wypada otwarcie, że insercja do dziś powoduje napięcia we­
wnątrz zgromadzeń, czy też negatywne reakcje hierarchii kościelnej. W toku
doświadczeń popełniono błędy, ale też i z pokorą przyjęto upomnienia. Oba
omówione tu pokrótce referaty stanowiły solidny impuls dla wszystkich,
którym bliska jest problematyka życia zakonnego, a nie skostnieli na tyle, by
nie zauważyć wokół siebie ubogich.
Przykładem radykalizmu i zaangażowania do końca na rzecz ubogich była
działalność polskich franciszkanów w Peru: Zb. Strzałkowskiego i M . Tomasz­
ka. Ich śmierć relaqonowal P. Bielenin O F M . Oskarżeni o „usypianie świado­
mości rewolucyjnej ludu" i służalczość względem imperialistów" musieli zginąć.
Raport z tej tragedii stanowił przejmujące zwieńczenie całego spotkania.
Potwierdziło to prawdę, że ewangelizacji nie da się oddzielić od krzyża.
Michał Krzyżagórski

SVD

KRONIKA

159

T H E X I N J I A N G Ol R A D I N T H E 1990s:
A PRELIMINARY REPORT
1

The Oirad M o n g o l population of present-day Xinjiang is made up of
Toryoud, Xošoud, Ólód and, in the Altai region, some Uriangxai. The
Borotala Chahar are also regarded as Oirad in some of the Chinese litera­
ture, possibly because it is thought better for ethnic harmony in the province
not to distinguish them from the other Mongol groups there. I n the early
20th century the Borotala Chahar women were in fact wearing Oirad dress,
very similar to that of the Toryoud. I was told that many of the Chahar men
had taken Oirad wives at the time of their arrival in the 18th century, when
the slaughter of the Zóünyar by the Manchu had left many widows; I do not
know whether this is factually true.
There is no doubt over the identity of the Toryoud and the Xošoud,
but the ethnonym Ólód (Mo. Ógeled, corrupted to Eleuth in the European
literature) occurs with different referents at different periods. I n the
older Western literature it was used, confusingly, as a synonym for
Oirad. Okada has shown that it was, indeed, the name of a grouping
of closely associated Oirad tribes (Okada 1987, p. 210-211). Since the
term Ólód excludes the Toryoud it is not an equivalent for 'Oirad'.
After the Manchu occupation of Dsomgaria in the 18th century the
Xošoud also came to be excluded, although they were regarded as belonging
to the Ólód at the time of the Dzungarian confederation when they
were closely allied with the Zóünyar. The Manchu rulers manipulated
ethnonyms, which in any case had referred to groupings which tended
to be fluid and constantly evolving, as part of a 'divide-and-rule' policy
in Dzungaria.
The name Ólód had referred primarily to the Zóünyar and the D ó r b ó d
(the two branches of the Coros) together with the Xoyid, and another Oirad
group which needjiot concern us, as it broke up at an early date, the Bátud.
The present-day Ólód of Xinjiang must therefore be the descendants of the
remnants of Zóünyar and Xoyid which survived the bloodshed of the 1750s,
together with those D ó r b ó d who did not join the emigrations to the Volga
or to KhaUcha (and ultimately to lake Ubsu in north-west Mongolia). The
Xinjiang Ólód are now regarded, and regard themselves, as a single tribe;
the name is no longer collective.
The present status of the Xinjiang Oirad is reflected as follows in an
English-language guide-book to the Bayangol Autonomous Region, which
includes most of the Mongol areas of the Tien shan:

1

The Oirad, or Western Mongols, of whom the Kalmucks originally formed part, live
chiefly in Xinjiang (Sinkiang) in western China, and in the western provinces of Mongolia
(Outer Mongolia, subsequently the Mongolian People's Republic). The Ch'ing hai and Alashan
regions in China also have significant Oirad populations.

160

KRONIKA

The people of Bayangol, armed with the heroic spirit of Ghengiz Khan and the persistence
of Wobax, are spurring their horses and ready with their bows and arrows aiming a modern­
ization as their target [...] How refreshing are the multi-ethnic family of peoples and the
unsophisticated yet exotic customs!

Quaint, archaic, picturesque; the identity of the Oirad, their 'Mongolness', is relegated to the status of tourist-fodder, without relevance to real
life in the present day. After some research it emerged that 'Wobax' is
a Chinese translator's attempt to render in English the Mongol religious title
ubasi; Wobax is none other than the Toryoud (Kalmuck) leader Ubasi who,
tiring of Russian pressures, led his people from the Volga back to Asia in
1771. About half died on the journey; the remainder, resettled by the
Manchu, became the ancestors of the Toryoud of today. I n the words of the
same guide-book, they 'came back to the motherland'. I n this scenario
Wobax emerges, on a par with Činggis Xan, as the founding father and
culture hero who 'reunified' his people with the Chinese nation.
I t might be instructive to see what the popular oral tradition of the Oirad
of Mongolia has to say about this Oirad 'hero'. The answer seems to be
- nothing; the departure from the Volga was brought about by a piebald colt
(alaq dáyan), not by a human leader. But while Ubasi is unknown to the
popular tradition, the memory of the tragic return journey from the Volga
remains alive. The best known of the Oirad tatalyan melodies, the 'call of
the four Oiraď (dórbón oyiradiyin uriya), is supposed to have evolved from
the lament of the women, the bleating and lowing of the herds as they were
compelled to leave their pastures for that terrible journey.
I had been invited to Xinjiang to give a paper at the 3rd Conference on
Oirad History, held in Korlo in July 1992 . The opening speech of the
conference, given by a Mongol, went as follows:
2

Oirat is a component of the Chinese nation, and it also has its own cultural tradition [...]
we should have a right comprehension of the rich content of our nationality culture,
and [...] endow it with new ideas and enliven it so to build a new nationality culture.

Here 'nationality culture' is seen as something which does not only
belong to the past, but which is to be consciously developed and improved
in the future, always within the overall framework of the 'Chinese nation'.
The conference was, inevitably, dedicated to Wobax; every participant
received a huge golden medallion depicting him in heroic garb. His status
seemed to be accepted unquestioningly by the Mongol intellectuals, who
photographed each other standing in front of the impressively heroic monu­
ment which has been erected to him near Kara Shahr. The organization of
the conference left no doubt as to its real purpose, which was not scholarly
2

My visit to China and Mongolia was supported by the Stein-Arnold Fund of the British
Academy and the Ling Roth Fund of the University of Cambridge.

KRONIKA

161

(no programme, no list of papers, no list of participants, no name badges for
participans to wear, little concession to those who did not know Chinese). I t
was designed as a demonstration of the status of the Oirad. The presence of
foreing participants was necessary to enhance this status; whether we gained
anything from attending (at great cost to ourselves) was immaterial, we were
symbolic, to the extent that participants from within China, including the
organizers, were not willing to take the risk of being seen talking to me, as
the only Westerner present, or even standing near me.
One was left with the impression of a blank wall of indifference turned
towards the outside world, and towards the work and publications of foreign
mongolists. That normal contacts seem,, for the time being, to be impossible
is particularly sad given the interest of the material contained in the papers
written for the conference. Fortunately Mongol translations of the papers in
Chinese were circulated afterwards, and although many were so badly
reproduced that they could not be read, the rest showed that Oirad studies
in China are an active field.
Vast sums were reputedly spent on celebrations surrounding the confer­
ence. Three goblets were commissioned specially for the toasts to be drunk
at the opening banquet, one cased in solid gold, one in silver, and one carved
from jade. The contrast with the living standards of the population of
Xinjiang needs no comment; more telling perhaps is the fact that mongolists
in China are unable to publish their valuable materials because there is no
money available.
I t was a shock to me to find that the Oirad script (todo üzüq) is no longer
taught in the schools in Xinjiang, and that younger people cannot read or
write in written Oirad. Children are taught the standard Mongol script and
written Mongol language which is used in Inner Mongolia, and which is now
being reintroduced in Mongolia itself. This move has unleashed the fury of
Oirad intellectuals, who feel that their culture is being deliberately sup­
pressed. Some Mongols from Inner Mongolia take the opposite view: that
Mongol culture can only survive Chinese pressures i f the Mongols in China,
both Oirad and eastern Mongols, present a united front. The use of a com­
mon written language is seen by them as a desirable unifying measure - but
then the language in question is their own.
Books and journals are being published now in Oirad script, however,
and some postcards on sale in the hotel in Korlo had tri-lingual legends in
Oirad, Chinese and English. Judged by the standards of mongolist scholar­
ship, the written Oirad in use now has spelling 'mistakes', and it is heavily
contaminated by written Mongol (as indeed was often the case in the past),
for example 'Bayangol hotel' as bayanyol-yin giyičidiyin yazar. The effect of
present policies will be, inevitably, that written Oirad becomes a dead
language, known only by a few scholars.
M y invitation had been to do fieldwork in the Oirad areas of the Tien
shan and Hi. I n the event I was allowed to do no fieldwork, but the

162

KRONIKA

conference participants were taken by coach into the Tien shan. The material
which follows refers to the Toryoud on the upper Yulduz, a wide grassland
valley at over 10,000 ft, north-west of Kara Shahr, hemmed in by high snow
peaks. I t is the traditional Toryoud summer pasture; they winter on the
mountain slopes at even higher altitude. I think that until the 1930s or 1940s
these Toryoud wintered at low altitude at the foot of the Tien shan, near the
Bagrash kol, an area which is now entirely Uighur and Chinese; but I could
not get confirmation that it was in fact one and the same group. The region
is closed to foreigners and the population is exclusively Mongol; some
Kirghiz visitors had made the long ride from Hi for the festival held after the
summer obo sacrifice, as their fathers had been doing for at least the last
hundred years.
Mongol dress is no longer worn here at all; it has become a 'costume',
in garish colours, to dress up in for stage performances and festivals.
European dress is universal, with the women generally wearing trousers.
I saw only one, very old, Toryoud woman in a Chinese Мао-suit. The
situation must be different in winter, one could not survive in European
clothes at this altitude; but no concession is made to the fact that everyone
goes everywhere on horseback. Women in smart trouser-suits, fashion
shoes and summer hats jump easily into their saddles and dash off, their
clothes protected by brightly embroidered cloths strapped on top of the
saddle, Kazakh-style. This type of saddle-cloth is unknown in M o n ­
golia, except (in more elaborate form) for the saddle of a D ó r b ó d bride
at her wedding. I was told that some of the Xobuq sayiri Toryoud in
N.W. Dzungaria do still wear Oirad dress.
Some variants of European dress seem to have been adapted to specifi­
cally Mongol purposes. Race-horses are ridden, as in Mongolia, by children,
but the Toryoud nádun festival on the Yulduz had additional races for
trotters ridden by men. They wore what seemed to be a uniform of European
trilby, city shoes and suit, topped with a fawn poplin mac worn unbuttoned
so that it flapped wildly behind the rider, complementing the showy gait of
his mount.
I n spite of the people's outward appearance, the old Oirad cultures
have survived here to a far greater extent than they have in western M o n ­
golia. The reasons are probably to be found in the relative isolation of the
Oirad Mongols in the vast distances of Xinjiang, where their neighbours are
ethnically and culturally foreign, and in deliberate isolating policies, both
under the Manchu and more recently. None of these factors played a part
in western Mongolia, where the Oirad groups have been heavily influenced
both by each other and by their Khalkha Mongol neighbours. From the
1930s until 1990 they were officially expected to assimilate to a 'norm'
of undifferenciated Mongolness which was based on the Khalkha culture;
many people now believe that in the 1930s the suppression of the Oirad as
such was a matter of deliberate policy. By 1945, a group of Xobuq sayiri

KRONIKA

163

Toryoud who fled from China to the Toryoud in Mongolia found 'a more
developed society' there, by comparison with their own traditional culture

(Szynkiewicz 1987).
I refer to Oirad cultures in the plural intentionally; the expression 'Oirad
culture' does not have a precisely definable referent, and in the context of
Xinjiang one cannot even really speak of 'Toryoud culture', 'Ólód culture',
because within these peoples each local group had its own distinct customs,
and to some extent still has today. This is hard to appreciate for someone
whose experience of the Oirad comes from Mongolia, where expressions like
' D ó r b ó d customs' are now used both in the literature and by the people
concerned when speaking about themselves; although in the past the situ­
ation must certainly have been the same as in Xinjiang.
Szynkiewicz, working with the Toryoud in Mongolia, found that cul­
tural differences do still exist between the Toryoud sub-groups which
correspond to administrative units (banners) established by the Manchu in
the late 18th century (Szynkiewicz 1987, p. 12). The material from Xinjiang
suggests how this differentiation may have come about. Cultural differences
between the different sections of the Toryoud certainly existed before their
organization into banners. The segments of this fluid tribal aggregate
whose members shared an entirely homogenous culture may well have been
local groups much smaller (lower-level) than the eventual Manchu baner.
'Local' must be understood here in the sense of being made up of camps
which are spatially related to one another (not to a fixed geographical
location) as a function of their tribal allegiance and perhaps, though
not necessarily, of clan affiliation. Membership in the larger but closed and
geographically fixed unit of the banner over a long period not only pro­
duced a new group identity, but must also have reduced cultural differences
between the constituent groups. I n other words the cultural differentiation
which is discernible today may be what remains of a former much greater
diversity, rather than something which was created by the division into
separate banners.
The tents of the Toryoud on the Yulduz are the old Oirad tent with
the high, steeply-pitched roof, which has now disappeared in Mongolia.
A l l , without exception, have felt door-flaps with quilted ornamentation. The
orientation of the door is not constant, varying from south through to east.
The wall-felts are secured by a single very wide tent-girth, instead of the two
or three ropes or narrow bands used in Mongolia. On the summer pastures
most people were living in cone-shaped shelters (zolom) consisting of a com­
plete tent roof set directly on the ground, without walls, but with the normal
tent door set into one side.
I n the Tien shan at least there are no signs that the nomadic herding way
of life of the Oirad is dying out. A t this altitude agriculture is impossible,
and there are no Chinese settlers. I n that respect the region presents a con­
trast to Inner Mongolia, where the pastures can be ploughed, and there is

164

KRONIKA

relentless pressure from the Chinese population. Oirad intellectuals are
nevertheless pessimistic about the future; they say that in other Mongol areas
of Xinjiang the herds are dying out, because the excessive use of water for
irrigation agriculture has dried up the rivers and is turning the pastureland
into desert.
Krystyna Chabros
(Cambridge)

LITERATURE
Okada H.
1987
Origins of the Dorbon Oyirad, "Ural-Altaische Jahrbücher, vol. 7, pp. 181 -211.
S z y n k i e w i c z S.
1987
Ethnic boundaries in western Mongolia, "Journal of the Anglo-Mongolian So­
ciety", vol. 10, pp. 11-16.

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.