de54bd5eff6ba8e2cfe108bc6edaf97c.pdf
Media
Part of Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1970 t.24 z.3-4
- extracted text
-
istotne: co czynić, żeby po tych, którzy p r a c u j ą obecnie,
przyszli nowi. Jeżeli o t y m nie b ę d z i e m y myśleli, to za
20 lat będziemy mogli stwierdzić, że nie m a już sztuki
ludowej, bo nie ma t w ó r c ó w . P r z y c h o d z ą wprawdzie
nowi ludzie, ale liczba ich jest niedostateczna po prostu
dlatego, że n o w i młodzi ludzie m a j ą tak znaczne m o ż l i
wości zarobkowania gdzie indziej, uczenia się w szkołach,
awansowania, że nie k w a p i ą się do pracy na wsi, do
uprawiania wiejskich rękodzieł artystycznych. Co więc
należy robić? Z a s t a n a w i a l i ś m y się nad t y m i w i d z i m y
tutaj pewne wyjście. Jeżeli do szkoły, nawet ś r e d n i e j ,
na terenie wsi idą ludzie młodzi, to sądzę, że byłoby
wskazane, ażeby uczyli się tam r ó w n i e ż rękodzieł w i e j
skich. Mają oni doskonałe dodatkowe tło, o b s e r w u j ą c
pracę swoich matek i babek. Jeżeli zdobędą pewne
umiejętności, a przede wszystkim jeżeli n a b ę d ą pewnego
zamiłowania, w i d z ą c to, co w ich wsi było kiedyś robio
ne, to nawet jeżeli opuszczą tę wieś m o ż n a założyć, że
pewna ich liczba z czasem, kiedy nie b ę d ą już mogli
p r a c o w a ć w fabrykach czy innych z a k ł a d a c h , bo b ę d ą
za starzy, p o w r ó c i i osiedli się w swojej wsi z powro
tem. Potrzebne jest więc rozbudzenie zawczasu t w ó r
czych z a m i ł o w a ń , w d r o ż e n i e w m ł o d y m jeszcze w i e k u
właściwych umiejętności, potrzebne jest też wytworze
nie przekonania o randze tych umiejętności, przekona
nia, że jest to z a w ó d ceniony, a wyroby poszukiwane.
Czy artystyczne wyroby ludowe m a j ą przyszłość w
świecie, k t ó r y w tak kolosalnym tempie w tej c h w i l i prze
do tego, żeby były rzeczy coraz nowsze, coraz ciekawsze,
coraz piękniejsze na r y n k u ? W m o i m g ł ę b o k i m przeko
naniu tak — dlatego, że ludowe wyroby artystyczne na
leżą do grupy rzeczy p i ę k n y c h , a rzeczy p i ę k n e zawsze
b ę d ą poszukiwane. Rozwijający się p r z e m y s ł , k t ó r y k i e
dyś w p ł y w a ł na niszczenie rękodzieła, dzisiaj stwarza
podstawy dla zainteresowania się lmdzi w y r o b a m i p i ę k
nymi, wyrobami rękodzielniczymi.
MARCIN CZERWIŃSKI
Jestem socjologiem z zawodu — jeżeli socjologia jest
zawodem — i n t e r e s u j ę się problemami w s p ó ł c z e s n e j
kultury i od tej strony c h c i a ł b y m spojrzeć na poruszone
tu zagadnienia. Chcę prosić o k i l k a w y j a ś n i e ń i uściśleń,
p o n i e w a ż — być może na skutek n i e p o r o z u m i e ń czysto
słownych — wiele s f o r m u ł o w a ń , k t ó r e tutaj usłyszeliśmy,
wydaje m i się nie do przyjęcia. Wyłączę z góry specy
ficzne problemy Cepelii, k t ó r e ile są m i znane, z w y
j ą t k i e m w s z a k ż e jednego: czym m i a ł a b y Cepelia się zaj
m o w a ć . To bowiem zagadnienie, k t ó r e dotyczy zresztą
meritum, wiąże się r ó w n i e ż z problemem czy istnieje
jeszcze, czy będzie istnieć nadal sztuka ludowa.
P a d ł y tutaj zdania, k t ó r e s t w i e r d z a ł y , że sztuka l u
dowa ma przyszłość. W znaczeniu, w j a k i m p o j m u j ę
ten termin, jest dla mnie rzeczą oczywistą, że sztuka
ludowa jest zjawiskiem z a m i e r a j ą c y m , bez ż a d n y c h per
spektyw dalszego istnienia. A l e teraz porozumiejmy się
co do słów. Sztuka ludowa istniała przez w i e k i jako pro
dukt artystyczny dość z a m k n i ę t y c h , chociaż nie izolo
wanych ś r o d o w i s k wiejskich. Sztuka l u d o w a m i a ł a swo
j ą filozofię i swój szeroki horyzont, szeroki dlatego, że
w niej w y r a ż a ł a się m ą d r o ś ć społeczeństw lokalnych,
k t ó r e k o m u n i k o w a ł y się wprawdzie z r ó ż n y m i grupa
m i stanowymi, ale k o m u n i k u j ą c się z n i m i były r ó w
nocześnie społecznościami niemal samowystarczalnymi.
P a d ł o tutaj określenie, k t ó r e wydaje m i się bardzo
trafne, że sztukę tę t w o r z y ł lud dla ludu.
Wszystko co robi nowoczesne społeczeństwo dla w y
r ó w n a n i a poziomu życia, dla upodobnienia typu pracy,
156
dla nasycenia pracy nawet 'manualnej problemami orga
nizacji, nowej techniki, wszystkie przemiany polegające
na urbanizacji, co oznacza nie tylko tworzenie miast,
ale r ó w n i e ż z m i a n ę stylu życia na wsi poprzez upodab
nianie go do życia miejskiego — wszystko to powoduje
zanik autentycznych wiejskich ś r o d o w i s k typu lokalnego.
Działa w t y m k i e r u n k u system ś r o d k ó w masowego prze
kazu, k t ó r y niewiele ma w s p ó l n e g o z p l a s t y k ą , ale k t ó
ry rzutuje na całość życia kulturalnego. Takich t w ó r
ców, którzy w o b r ę b i e społeczności lokalnej t w o r z y l i t y l
ko dla niej, dzisiaj już w ł a ś c i w i e nie ma. Twórcy, k t ó
rych p r z e c i ę t n a w i e k u wynosi lat 60 — to są relikty
przeszłości. W ą t p i ę czy działaliby jeszcze, gdyby nie za
interesowanie n i m i okazywane przez ludzi z z e w n ą t r z ,
z miast.
Nie będzie naboru t w ó r c ó w nowych, k t ó r z y by pra
cowali tak, j a k pracowali starzy t w ó r c y ludowi, ci co
jeszcze gdzieś w y p a l a j ą w starych piecach garnki czy
p r z e c h o w u j ą tradycje koronkarstwa. Myślę, że to jest
jasne.
Cóż więc z tego zostaje? Zostaje możliwość, dla k t ó
rej zrobiono bardzo wiele — wcielenia tradycji, wciele
nia p u ś c i z n y sztuki ludowej do p u ś c i z n y o g ó l n o n a r o d o
wej.
To się chyba stało w krajach socjalistycznych
w stopniu o wiele pełniejszym, niż gdzie indziej. Dzieła,
choć to jest rzadszym wypadkiem, ale przede wszystkim
style, wzory, inspiracje — to wszystko znalazło się w puściźnie narodowej obok i n n y c h dzieł czy w z o r ó w . W j a
kiej mierze owe wzory i inspiracje m o g ą żyć dalej?
W takiej mierze, j a k wzory dawne w ogólności. T r u d
no t u o d g a d n ą ć , co konkretnie z tej p u ś c i z n y będzie
adaptowane, co i kiedy z a p ł o d n i p r z y s z ł ą sztukę. Wzory
przeszłości ożywają w z u p e ł n i e innych, nowych u w i k ł a
niach, dla innych celów
praktycznych,
przeniesione
w inny m a t e r i a ł . W i d a ć j a k coraz to o ż y w a coś z prze
szłości na p r z y k ł a d we w n ę t r z a r s t w i e , czy w tkaninie.
Ogólnie m ó w i ą c , n a s t ę p u j e dezintegracja k u l t u r y l u
dowej, zanim jeszcze przychodzi w y g a ś n i ę c i e c a ł k o w i t e .
Większość jej t w o r ó w u ż y t k o w y c h z d e f u n k c j o n a l i z o w a ł a
się dziś. Nie zachodzi j u ż np. b e z p o ś r e d n i z w i ą z e k po
m i ę d z y aspiracjami do stylu życia a t y m , czego dostar
cza w zakresie u r z ą d z e n i a domu tradycja ludowa. U ż y
tek z tego co dostarcza nam Cepelia jest podobny do
u ż y t k u ze starych lamp naftowych. Są to cytaty we
współczesnych w n ę t r z a c h .
Drewniana łyżka, skrzynia,
zydel. T r a f i a j ą się one najczęściej w mieszkaniach l u
dzi wysoko w y k s z t a ł c o n y c h , ludzi o charakterystycznym
relatywizmie estetycznym, k t ó r y
znamionuje
współ
czesnego „ o b l a t a n e g o " odbiorcę. Rzadkie są u ludzi, k t ó
rych zaliczylibyśmy do warstw ludowych we współczes
n y m sensie tego słowa.
Wiemy, że moda na l u d o w o ś ć m i a ł a swoje wzloty,
dzisiaj jest chyba zła koniunktura. Modniejsze stało się
rękodzieło miejskie, produkty wczesnego p r z e m y s ł u . Ma
j ą one też dobre racje za sobą. M ó w i ą o m a ł y m polskim
miasteczku. I one m o g ą b u d z i ć rzewne uczucia, nostal
g i ę za ojczyzną d z i e c i ń s t w a .
Tyle o ludowości.
Wydaje m i się natomiast, że istnieje zjawisko, k t ó r e
jest p o r ó w n y w a l n e z d a w n y m folklorem, ale o t y m m ó
w i ę dość n i e ś m i a ł o .
Twórczość folklorystyczna b y ł a
t w ó r c z o ś c i ą słabo s p r o f e s j o n a l i z o w a n ą . Wiemy, że b y l i
garncarze, były koronkarki, a w i ę c nie k a ż d a kobieta
u m i a ł a robić k o r o n k i i nie k a ż d y chłop u m i a ł lepić garn
k i . Z w i ą z e k jednak t y c h t w ó r c ó w z ich b e z p o ś r e d n i m
otoczeniem był silny, a b a z ą r e k r u t a c y j n ą b y ł a cała spo
łeczność lokalna. Przyuczanie o d b y w a ł o się w warszta-
cié, a nie w szkole, więc jeśli nawet w y s t ę p o w a ł a pew
na profesjonalizacja, to towarzyszyło jej głębokie zako
rzenienie całego procesu uczenia w tejże społeczności.
Otóż w obrębie nowoczesnej, dość już zintegrowanej k u l
tury, która ma piętno miejskie, r o d z ą się tendencje do
tego, ażeby — wprawdzie nie ś r o d o w i s k a lokalne — ale
pewne grupy bardzo szerokiej w a r s t w y szukały w ł a s
nego wyrazu estetycznego, w ł a s n e j ekspresji w t w ó r c z o
ści. Muzykowanie współczesnej młodzieży byłoby m o ż e
najbliższe tego, o co m i t u chodzi. Oczywiście profesjonalizuje się ono w swoich szczytach, ale poprzez muzy
kujących w różnych klubach, w y s t ę p u j ą c y c h ha amator
skich estradach, zjawisko to utrzymuje swój charakter
nieprofesjonalnego ruchu, w k t ó r y m impulsy idą od
dołu, „publiczność" jest aktywna, rekrutacja dokonuje
się z szerokiej bazy.
Są jeszcze inne zjawiska kulturalne, k t ó r e przedsta
wiają z wyżej cytowanym p e w n ą analogię. Jest to np.
lala p a m i ą t k a r s t w a , k t ó r a zalewa miasta. L u d , k t ó r y
przestał być ludem w znaczeniu t y m , że stracił wszel
kie cechy plebejskie i wyłonił swoją inteligencję — ta
masa ludzi ma skłonność do refleksji nad w ł a s n y m ży
ciem i do spisywania owych refleksji. Jest to bardzo
interesujący fakt k u l t u r a l n y . Telewizja p r ó b u j e d a w a ć
miejsce twórczości nieprofesjonalistów. Wydaje m i się,
że tutaj rodzi się j a k a ś nowa sprawa. Być może, pewne
tereny twórczości, przynajmniej w części, zdeprofesjonalizują się trwale i w b r e w oczekiwaniom w i e l u pe
symistów środki masowego przekazu d o p o m o g ą w ujaw
nieniu tego przed opinią społeczeństwa, zintegrowanego
w dużej mierze w ł a ś n i e przez owe środki.
Czy sprawy te m a j ą a n a l o g i ę w plastyce? Wydaje m i
się, że p. Wanda Telakowska m i a ł a z dawna ś w i a d o m o ś ć
tego. Mówiła ona, że m o ż n a z dobrym skutkiem zasa
dzić do malowania g a r n k ó w najbardziej nie podejrzanych
o to ludzi, Przecież coś podobnego jednak się dzieje.
Istnieje twórczość „ n a i w n a " , k t ó r a jest zjawiskiem sze
rokim i bardzo i n t e r e s u j ą c y m . C h c i a ł b y m zwrócić u w a g ę
na to, że w Cepelii, tak j a k j ą znam, a znam w y ł ą c z n i e
z jej salonów, nie z a ś z p o s i e d z e ń Rad Artystycznych —
otóż w Cepelii jest coraz w i ę c e j takich w ł a ś n i e o b i e k t ó w ,
natomiast coraz mniej p r z e d m i o t ó w sztuki ludowej sen
su stricto. Więcej twórczości „ n a i w n e j " , czasem n i e s ł y
chanie i n t e r e s u j ą c e j , mniej ludowej. Czym więc w dal
szej swej działalności ma się zająć Cepelia? Trudno na
to odpowiedzieć postronnemu, ale wydaje m i się, że sa
ma weszła ona na drogę, k t ó r ą t u sugeruję.
Jeśli chodzi zaś
o
ż y w e muzeum sztuki ludowej,
o ostatnich jej t w ó r c ó w , to trzeba ich p i e l ę g n o w a ć i pro
pagować, póki jest co p i e l ę g n o w a ć i p r o p a g o w a ć .
A L E K S A N D E R MAŁACHOWSKI
Nie zajmuję się specjalnie
uważnie
poruszanymi
w dyskusji sprawami,
ale jako dziennikarz p r a c u j ą c y
w radiu, w redakcji poświęcającej wiele czasu na ante
nie popularyzacji sylwetek t w ó r c ó w ludowych, m u s z ę
czasem stykać się z t ą p r o b l e m a t y k ą .
Zgadzam się z opinią Marcina C z e r w i ń s k i e g o . Sztuka
ludowa jest m a r t w a , ta sztuka o k t ó r e j dyskutujemy. Ale
istnieje inna, nie dostrzegana przez specjalistów, czy też
nie u w a ż a n a za sztukę. Sądzę, że j e d y n ą ż y w ą s z t u k ą
ludową jest sztuka jarmarczna, ta z t a r g ó w i o d p u s t ó w ,
owe słynne paskudy, jelenie na r y k o w i s k u . Powtarzam:
jedyną a u t e n t y c z n ą , polską s z t u k ą l u d o w ą jest sztuka
straganiarska, sztuka brzydoty — masowo produkowana
nie wiadomo bliżej przez kogo, nabywana zaś r ó w n i e ż
masowo przez -środowiska wiejskie i proletariackie. Na
dodatek sprzedawana po cenach absurdalnie wysokich.
M a k a t k i , na pluszu malowane, idą w setki, a czasem
i w tysiące złotych. P o d o b a j ą się bowiem z w y k ł y m l u
dziom, z a s p o k a j a j ą skutecznie potrzeby estetyczne środo
wisk plastycznie niewyrobionych, jak je w uproszcze
niu nazywamy.
Nie zawsze zresztą są to ludzie nie wykształceni ogól
nie. M a k a t k i i jelenie m o ż n a spotkać w mieszkaniach
ludzi ze ś r e d n i m , a bywa, że i z wyższym wykształce
niem. P a m i ę t a m t a k ż e o p u b l i k o w a n ą w prasie przed k i l
k u laty fotografię Jurija Gagarina, siedzącego z rodziną
w domu na • tle takiej makatki. Trudno więc o w y r a ź
niejszą sprzeczność p o m i ę d z y
naszymi
wyobrażeniami
0 t y m co l u b i nowoczesny c z ł o w i e k a t y m co on na
p r a w d ę lubi.
Natomiast to co sprzedaje Cepelia niczyjej potrzeby
na wsi nie zaspokaja. Potrzeba posiadania takich przed
m i o t ó w z a c h o w a ł a się w k i l k u zaledwie malutkich regio
nach, kto zresztą wie, czy nie jako odbicie miejskiej
mody na te przedmioty. Cepeliowska sztuka ludowa jest
przede wszystkim produkowana dla miejskich środowisk
inteligenckich. Warto jednak rozważyć, czy to jest sztu
ka p o w s t a j ą c a w naturalnym spontanicznym procesie
tworzenia, czy też mamy do czynienia raczej z rzemio
słem, p o s ł u g u j ą c y m się gotowymi wzorami i znajdującym
popyt na swe wyroby. Znam p e w n ą liczbę w a r s z t a t ó w
p r o d u k u j ą c y c h s z t u k ę l u d o w ą dla Cepelii. Często pro
dukcja wykonywana jest m e t o d ą n a k ł a d c z ą . Producent,
a nie artysta, zleca wykonywanie różnych f r a g m e n t ó w
dzieła i n n y m ludziom, sam zaś tylko w y k a ń c z a przedmiot
1 sprzedaje Cepelii. Proceder ten jest skrzętnie ukrywany
przez Cepelię. Znam dużą w y t w ó r n i ę ś w i ą t k ó w , dobrze
z m e c h a n i z o w a n ą , p r o d u k u j ą c ą seryjnie. P r z y k ł a d y moż
na m n o ż y ć .
Tak zwani t w ó r c y ludowi, masowo dostarczający swe
dzieła na rynek, nie t w o r z ą już dzisiaj autentycznej sztu
k i . Oni po prostu w y r a b i a j ą przedmioty, k t ó r e p a ń s t w o ,
etnografowie, muzealnicy, członkowie rady artystycznej
Cepelii zgodzili się u z n a ć za sztukę l u d o w ą , gdyż odpo
wiada to j a k i m ś schematycznie p r z y j ę t y m w y o b r a ż e n i o m .
Była t u m o w a o bardzo złej wystawie sztuki ludowej
w Wejherowie. Obawiam się, że brzydactwa tam wysta
wione b y ł y w ł a ś n i e p r o d u k c j ą a u t e n t y c z n ą . Może gust
tych ludzi został spaczony, ale czy aby nie stworzyli
oni tych p o t ę p i o n y c h p r z e d m i o t ó w spontanicznie?
Nie chcę oczywiście powiedzieć, że w sklepach Cepelii
nie spotyka się już zupełnie p r z e d m i o t ó w artystycznych.
Skądże, nadal jest tam wiele prześlicznych rzeczy, w y
konanych przez zdolnych r z e m i e ś l n i k ó w i sprzedawanych
po w z g l ę d n i e niskich cenach. Nie widzę tu powodu do
zmartwień.
Sądzę natomiast, że warto się z a i n t e r e s o w a ć innym
zjawiskiem. Mówiło się tu, że t w ó r c y ludowi to ludzie
starzy i w y c i ą g a n o z tego opaczne i smutne wnioski.
Ja b y m w t y m w ł a ś n i e u p a t r y w a ł powód do optymizmu.
Zdolności artystyczne są dosyć powszechne. Nie zawsze
jednak m o ż n a w życiu znaleźć okazję do ujawnienia
tych zdolności. Wiek emerytalny daje t a k ą okazję. L u
dzie wychowani pod w p ł y w e m żywej jeszcze kilkadzie
siąt lat temu sztuki ludowej zaczynają na starość, ma
j ą c wolny czas, tworzyć, o d n a j d u j ą w sobie te umiejęt
ności w sposób naturalny. M a m y tu chyba do czynienia
ze zjawiskiem sztuki p r y m i t y w n e j w umownym znacze
n i u tego słowa. I , jak sądzę, to będzie przyszłość tego
ruchu przez najbliższych k i l k a n a ś c i e lat. Na tych ludzi
warto stawiać. Warto i m d o p o m a g a ć , jeżeli chcemy m ó
wić o sztuce ludowej, p o p i e r a ć ją i dbać o jej r o z w ó j .
157
