-
extracted text
-
„Etnografia Polska", t. XLVIII: 2004, z. 1-2
PL ISSN 0071-1861
Część I I I
JANUSZ MUCHA
Katedra Socjologii Ogólnej i Antropologii Społecznej,
AGH, Kraków
„SUKCESJA ETNICZNA" W PARAFII KATOLICKIEJ W NIEWIELKIM
MIEŚCIE AMERYKAŃSKIM
1
WSTĘP
Celem tego tekstu jest analiza konkretnego przejawu „sukcesji etnicznej".
Ta problematyka teoretyczna pojawiła się w naukach społecznych na początku
XX wieku w ramach prac tak zwanej pierwszej „szkoły chicagowskiej" (szkoły
Roberta E. Parka). Od tego czasu powstało wiele mniej lub bardziej ogólnych
koncepcji sukcesji (nawiązujących do ekologii roślin, z której wkrótce wyrosła
ekologia społeczna; na ich temat por. McKee 1993). W artykule niniejszym cho
dzi mi o sukcesję w jednej szczegółowej dziedzinie i w jednym szczegółowym
miejscu. Przedmiotem tekstu jest nieukończony jeszcze proces przejmowania
parafii rzymskokatolickiej przez szybko rosnącą liczebnie ludność latynoską
od zmniejszającej się zbiorowości polonijnej w Zachodniej Dzielnicy średniej
wielkości miasta South Bend na północy amerykańskiego stanu Indiana, około
90 mil na wschód od Chicago. Ten proces oznacza jednak również zamknięcie
procesu sukcesji etnicznej eliminującej kulturowo grupę węgierską z „samodziel
nego" życia religijnego dzielnicy.
Warto tu przypomnieć, że w społeczeństwach kulturowo zróżnicowanych
religijność jest bardzo często ściśle związana z etnicznością (por. np. Posem-Zieliński [red.] 2003), a w znanej koncepcji autorstwa Miltona Gordona (1964,
s. 23-30) religia jest jedną z trzech możliwych podstaw etniczności w społeczeń
stwie amerykańskim. W prezentowanym tu przypadku dwie istotne dla tekstu
grupy etniczne w zasadzie nie różnią się przynależnością religijną. Co więcej,
historycznie rzecz biorąc katolicyzm jest ważną częścią tożsamości etnicznej ich
obu. Kulturowo rzecz biorąc natomiast, są to jednak nieco inne typy katolicy
zmu. Etniczna sukcesja, o której tu będzie mowa, ma znaczenie dla kulturowych
cech katolicyzmu w całym mieście.
W tekście przedstawię najpierw bardzo krótko miejscową Polonię oraz zbio
rowość Latynosów, a potem skoncentruję się na wspomnianej „sukcesji" . Na
2
1
Chciałby podziękować panu dr. Pawłowi Załęckiemu z Instytutu Socjologii U M K za uwagi
i sugestie.
Dzieje miasta i jego Polonii opisane są dokładnie w: Mucha 1996. Ludność latynoska mia
sta i teorie „sukcesji etnicznej" związane ze wspomnianą „szkoła chicagowską" przedstawione są
w: Mucha 2003.
2
162
JANUSZ MUCHA
tyle, na ile ma to sens (i istnieje odpowiedni materiał empiryczny), postaram się
wskazać elementy procesu „przejścia" i ceremonii „przejścia", tak jak analizo
wane są one w antropologii społeczno-kulturowej.
POLONIA W SOUTH BEND
South Bend istnieje pod tą nazwą od 1830 roku. Miasto ma dziś około sto
tysięcy mieszkańców. Do połowy X X wieku rozwijał się tu przemysł ciężki,
w tym maszynowy. Obecnie główni indywidualni pracodawcy to: prywatny, ka
tolicki Uniwersytet Notre Dame (założony przez Kongregację Świętego Krzyża
w roku 1842), szpitale oraz zarząd szkół publicznych. Przemysł (w tym maszy
nowy) istnieje, ale składają się nań głównie liczne, niewielkie zakłady.
Pierwsza większa grupa Polaków pojawiła się tu w roku 1865. W ciągu dekady
1870-1880 nastąpił wzrost ich liczby z około 160 do około 1600 osób. Przy
jeżdżali nadal, do I wojny światowej. Osiedlali się głównie w Zachodniej Dziel
nicy (West Side). Założyli w tym protestanckim mieście kilka parafii rzymsko
katolickich i jedną polskokatolicką. Te rzymskokatolickie (tylko one nas tu będą
interesowały) to: „świętej Jadwigi" (St. Hedwig, 1883), „świętego Kazimierza"
(St. Casimir, 1899), „świętego Stanisława" (St. Stanislaus, 1900) i w końcu,
w roku 1910, „świętego Wojciecha" (St. Adalbert). W 1913 roku powstała para
fia kościoła polskokatolickiego. W roku 1915 założono na południu tej samej,
szeroko rozumianej, dzielnicy rzymskokatolicką parafię „Our Lady of Hungary", skupiającą ludność węgierską i polską. Imigranci węgierscy utworzyli
w 1900 roku w północnej części dzielnicy parafię St. Stephen, która będzie jed
nym z „bohaterów" tego tekstu .
Przy parafiach powstawały rozmaite polonijne instytucje. Najważniejsze były
szkoły z polskim językiem wykładowym. Po I I wojnie światowej nauka od
bywała się tu już po angielsku. Od roku 1969 zaczyna się stopniowe zamyka
nie polonijnych szkół parafialnych. Do dziś pozostała tylko szkoła świętego
ST. Adalbert, którą z uwagi na zdecydowaną dominację uczniów latynoskich
trudno teraz określić jako polonijną. Od roku 1896 do roku 1964 ukazywało się
„ogólnomiejskie" pismo polonijne, najpierw pod tytułem Goniec Polski, a potem
Polish Messenger. Od roku 1929 do połowy lat osiemdziesiątych istniał w South
Bend polonijny program radiowy (por. Mucha 1996; Mucha 2003).
We wszystkich wspomnianych kościołach odbywają się nadal polonijne spot
kania religijne lub występują jakieś inne mniej lub bardziej silne polskie akcenty
(śpiewanie polskich pieśni podczas jednej z niedzielnych mszy, śpiewanie kilku
3
3
1
Warto pamiętać o tym, że gdy mowa w tym tekście o parafii, to tylko „historycznie ' chodzi
tu o jednostkę terytorialną. Amerykańska parafia katolicka (pomijam tu inne wyznania) to dziś
zbiorowość ludzi (rodzin) w dość formalny sposób („rejestracja", płacenie regularnych składek,
czynne i bierne prawo wyborcze przy wyłanianiu rady parafialnej, itp.) związanych z konkretną
podstawową jednostką organizacyjną Kościoła, niezależnie od miejsca zamieszkania.
163
„SUKCESJA ETNICZNA" W PARAFII KATOLICKIEJ
polskich kolęd w okresie Bożego Narodzenia, spotkania modlitewne, święcenie
koszyków z jedzeniem przed Wielkanocą). Uczestniczy w nich jednak obecnie
mała liczba starszych ludzi. Celebrowane są już tylko dwie msze w miesiącu,
odprawiane przynajmniej częściowo po polsku. Jedna z nich, odprawiana przez
księdza Polaka pracującego kilkanaście mil na północ od South Bend, ma
miejsce w kościele St. Adalbert. Msze, które tam obserwowałem, skupiały po
około 50 osób. Około jednej trzeciej tej liczby stanowili ludzie bardzo starzy.
Pozostali byli w średnim wieku; czasem przychodzili z małymi dziećmi. Pieśni
polskie zapowiadane były po angielsku przez zakonnicę, która grała na organach
i intonowała je w słabej polszczyźnie. Odprawiający mszę ksiądz apelował do
Polaków o uczęszczanie na tę (to znaczy w tym kościele, o tej godzinie, w daną
niedzielę miesiąca) mszę i na drugą w miesiącu mszę odprawianą po polsku
w inną niedzielę miesiąca w kościele St. Hedwig. Msza ta odprawiana jest
w intencji polskiego Radia Maryja (które faktycznie dociera tam do kilku osób,
mających anteny satelitarne). Liczba uczestniczących wiernych jest podobna
jak w poprzednio omówionym przypadku. Nadal aktywnie działają dwa para
fialne chóry polonijne. Jeden to chór parafii St. Adalbert, drugi związany jest
z kościołem polskokatolickim.
Leonard F. Chrobot zaproponował ostatnio interesującą typologię polonijnych
parafii w USA. Typ A to polonijna parafia lub misja, służąca świeżo przybyłym
imigrantom z Polski. Typ B - polonijna parafia w stabilnej dzielnicy polonijnej
danego miasta. Typ C - polonijna parafia w zmieniającej się (głównie pod wzglę
dem składu etnicznego) dzielnicy. Typ D - polonijna parafia w zmienionej już
pod względem etnicznym dzielnicy, typ E natomiast to parafia polonijna w sta
dium zamykania (Chrobot 2001, s. 85-89). W South Bend mamy do czynienia
wyłącznie z polonijnymi parafiami typu C i D. Jest jednak bardzo możliwe, że
niektóre z nich zostaną wkrótce zamknięte. Artykuł ten pokazuje, w jaki sposób
można uratować parafię rzymskokatolicką, przekształcając jej oblicze etniczne
(kosztem jest tu jednak zamknięcie innej etnicznej parafii rzymskokatolickiej).
Opisane dalej procesy nie doprowadziły jak dotąd (i prawdopodobnie w ciągu
najbliższych lat nie doprowadzą) do zamknięcia polonijnej parafii St. Adalbert,
ale do częściowego na razie przejęcia jej z rąk Polonii przez Latynosów .
Dwie doroczne imprezy mają skupiać Polonię miasta i okolicy. Jedna z nich
to obiad z okazji Miesiąca Dziedzictwa Polskiego, mający miejsce na ogół
w październiku. Druga impreza to styczniowy „Obiad Opłatkowy". Uczestniczy
w nich po około 250-300 osób.
4
4
Chrobot, który jest socjologiem religii i księdzem katolickim, aktualnie proboszczem dwóch
parafii (St. Hedwig oraz St. Patrick) w South Bend, był w latach 1991-1995 proboszczem parafii
St. Adalbert. Poświęca jej ważny przypis nr 10 swego artykułu (2001, s. 88). W roku 2001 Chrobot
uznał ją za należącą do typu C. Przypis kończy się słowami ówczesnego proboszcza: „jak długo
jeszcze ta parafia będzie polska?" W końcu następnego roku Chrobot też uważał omawianą parafię
za należącą do typu C (por. Chrobot i Trobaugh 2002). Dziś widzimy, że w krótkim czasie, „prze
skakując" typ D, zbliżyła się ona do zmodyfikowanego typu E.
164
JANUSZ MUCHA
LATYNOSI W SOUTH BEND. KRÓTKA CHARAKTERYSTYKA ZBIOROWOŚCI
Jak doniosły pod koniec stycznia 2003 roku wszystkie amerykańskie media,
liczba Latynosów nieznacznie przekroczyła w USA liczbę Murzynów (każda
z tych grup stanowi teraz około 12% społeczeństwa amerykańskiego). Ci pierwsi
stali się najliczniejszą w Stanach mniejszością (ogólna socjologiczna charakte
rystyka tej zbiorowości znajduje się, np. w: Marger 2002, s. 282-321). W stanie
Indiana mieszkało w 1999 roku (według oficjalnych statystyk, pomijających nie
legalnych imigrantów) niewielu Latynosów - 2,6% ludności stanu (w Kalifornii
prawie 30%). Według badań z połowy ubiegłej dekady, Latynosi mieszkający
w powiecie St. Joseph, na którego terenie leży South Bend, związani są głównie
z przemysłem i z rolnictwem. Ludność latynoska jest ogromnie zróżnicowana
pod względem takich zmiennych jak: kraj urodzenia, podtrzymywanie tradycji
(w tym języka), poziom edukacyjny, dochód. Większość (rozmaite źródła mówią
tu o 75 procentach) pochodzi z Meksyku. Latynosi mają na ogół wiele dzieci. Ich
populacja jest dwa razy młodsza niż ogólna populacja powiatu. Przeciętne
gospodarstwo domowe liczy dwa razy tyle osób, co średnia w powiecie. Młodsi
Latynosi chodzą na ogół regularnie do szkół, ale jedna czwarta osób w wieku
16-24 lata porzuciła szkołę przed jej ukończeniem (wiele cytowanych tu źródeł
podaje bardzo podobne informacje dotyczące niskich motywacji edukacyjnych
grupy latynoskiej). Wielu latynoskich mężczyzn jest samotnych - zostawili
rodziny w Meksyku i wysyłają tam pieniądze. Pełne rodziny mieszkające w South
Bend mają na ogół więcej niż jedno źródło utrzymania. Latynosi mają przeważ
nie stałe prace, rzadko biorą urlopy. Połowa z nich pracuje w przemyśle. Dochód
uzyskiwany przez indywidualnych Latynosów jest znacznie niższy niż przeciętny
w powiecie. Prawie 30% tej ludności żyje poniżej poziomu ubóstwa (jest to dwa
razy więcej, niż średnia amerykańska). Cztery piąte kobiet pracuje zarobkowo
poza domem. Przeciętny Latynos jest dwujęzyczny. Osiemdziesiąt procent Laty
nosów to katolicy, a dalsze szesnaście procent należy do różnych kościołów pro
testanckich (por. Shapiro 1996, s. 218-219).
Ludność latynoska nie jest równomiernie rozmieszczona na terenie całego
powiatu St. Joseph. Mieszka ona głównie w South Bend. I tu jednak zasadniczo
jest skoncentrowana w Dzielnicy Zachodniej (West Side) miasta (drugą taką
dzielnicą jest „Południe").
Popatrzmy teraz jak Latynosi z South Bend byli przedstawiani w latach 2002
i 2003 przez największą gazetę w okolicy, South Bend Tribune, oraz jak wyglą
dają w oczach „ekspertów społecznych", z którymi rozmawiałem - ich własnych,
miejscowych przywódców, księży, pracowników miejskich agencji zajmujących
się nimi, profesorów uniwersyteckich pochodzenia latynoskiego, zaangażowa
nych w życie tej społeczności.
Pierwsi Latynosi pojawili się w większej liczbie w South Bend w 1943 roku.
Byli to Meksykanie z Teksasu. Sprowadzono ich tu zarówno do prac przy budo
wie kolei, jak i do pracy w przemyśle. Zaoferowano im mieszkanie w Zachod
niej Dzielnicy miasta, w okolicach polonijnego kościoła St. Casimir. Tam też
„SUKCESJA ETNICZNA" W PARAFII KATOLICKIEJ
165
początkowo uczęszczali na msze. Nieco później przenieśli się do (również polo
nijnego) kościoła St. Stanislaus, w północnej części dzielnicy. Z tego kościoła
większość Latynosów przeniosła się później do dawnego węgierskiego kościoła
St. Stephen, również w północnej stronie Dzielnicy Zachodniej. Pierwsze msze
po hiszpańsku odprawiono tu w roku 1968 (Dits 2002a). Na początku 2003 roku
na jedną „hiszpańską" mszę w tygodniu uczęszczało tu tyle osób, co na wszyst
kie pozostałe („angielskie") msze razem.
Zdaniem pochodzącego z Porto Rico zastępcy burmistrza (jednego z czterech),
całą tutejszą zbiorowość latynoską można podzielić na cztery podstawowe grupy.
Pierwsza to Amerykanie meksykańskiego pochodzenia, mieszkający tu od dziesię
cioleci. Wszyscy znają doskonale angielski. Są dobrze zasymilowani w społecz
ności South Bend. Druga grupa to Amerykanie pochodzenia meksykańskiego,
którzy niedawno przybyli do miasta, głównie z Kalifornii i z Teksasu. Większość
z nich zna dobrze język angielski, ale są i tacy, którzy mówią prawie tylko po
hiszpańsku. Trzecia grupa to Meksykanie z Meksyku, którzy niedawno przyje
chali do miasta. Znaczna większość to nielegalni imigranci (choć są wśród nich
i tacy, którzy mają pozwolenie na pracę). Obie grupy Amerykanów pochodzenia
meksykańskiego nie żyją dobrze z grupą biednych, niewykształconych, nieznających angielskiego, na ogół nielegalnych imigrantów. Jest wreszcie czwarta
grupa Latynosów. Są to głównie ludzie z wyższym wykształceniem, zajmujący
wysokie pozycje w społecznej strukturze miasta. Niektórzy z nich to Ameryka
nie pochodzenia meksykańskiego, zasadniczo jednak pochodzą z Karaibów (np.
z Porto Rico) oraz z południowej Ameryki. Wielu z nich nie ma żadnych kontak
tów z miejscową społecznością latynoską z Zachodniej Dzielnicy. Jeśli chodzi
0 proporcje, to - zdaniem jednego z moich rozmówców - pierwsze dwie grupy
razem stanowią nieco ponad 40% zbiorowości Latynosów, najnowsi imigranci
z Meksyku - nieco ponad 40% i ostatnia wymieniona grupa - niecałe 20%.
Podczas rozmowy, odbytej jesienią 2002 roku, proboszcz dwóch parafii (będę
do jego osoby i parafii wracał): St. Casimir i St. Stephen, zwrócił mi uwagę na
różnice kulturowe między Polakami a Meksykanami, odnoszące się do sposobu
funkcjonowania organizacji kościelnej. Kościół katolicki w Meksyku był i jest sil
nie kontrolowany i finansowany przez państwo. Parafianie nie muszą ponosić żad
nych wydatków związanych z funkcjonowaniem parafii. Tymczasem w Ameryce
kościoły są odłączone od administracji państwa i utrzymywać je muszą parafianie.
Ludność polonijna rozumie to doskonale, gdyż w samym South Bend zbudowała
1 nadal w dużej mierze utrzymuje kilka parafii. Tutejsza ludność latynoska nie
rozumie tego, gdyż przyzwyczajona jest do innego systemu. Oczekuje raczej
wsparcia finansowego ze strony proboszcza, niż oferuje własny wkład finansowy.
Gdy płaci na kościół, nie ma faktycznie żadnego wyobrażenia o wielkości ko
niecznych wydatków na jego utrzymanie. Ludność polonijna aktywnie uczestniczy
w zarządzaniu parafią, ludność meksykańska - w znacznie mniejszej mierze. Per
spektywa połączenia parafii może, zdaniem proboszcza, wywołać poważne kon
flikty, gdyż ludność polonijna faktycznie musiałaby ponosić znacznie większe
niż dotąd nakłady. Ponadto nie wiadomo, jak rozwiązać problem mszy polskich
166
JANUSZ MUCHA
i hiszpańskich, innego typu nabożeństw odprawianych w językach etnicznych,
etnicznych tradycji parafialnych, rady parafialnej (w parafii St. Adalbert do rady
należeli prawie wyłącznie przedstawiciele Polonii). Inny problem, zdaniem pro
boszcza, jest taki, że wśród mówiących po angielsku katolików w USA (w tym
wśród tutejszych Polaków) 17% ludzi uczęszcza regularnie na msze, wśród Latyno
sów zaś odsetek ten wynosi tylko 10%. Im mniej ludzi chodzi regularnie do koś
cioła, tym mniej jest chętnych do finansowego i organizacyjnego wspierania go.
Warto w tym miejscu przypomnieć przedstawioną ponad 30 lat temu przez
Władysława Piwowarskiego (odnoszącą się literalnie do Polski, ale opartą na
szerszej literaturze przedmiotu) typologię zbioru parafian i ich relacji z parafią.
Wyróżnił on sześć typów ról pełnionych przez parafian. Typ A to „parafianin
- zwykły użytkownik", który jest przedmiotem a nie podmiotem działalności
parafii. Nie oczekuje się od niego inicjatywy, lecz przyjmowania usług świad
czonych przez parafię. Typ B to „parafianin-klient", „kupujący" poszczególne
usługi „sprzedawane" przez duchownych. Typ C to „parafianin-użytkownik",
od którego oczekuje się płacenia składek kościelnych, ale nie oczekuje się inicja
tywy w zakresie udziału w czynnościach parafialnych. Typ D to „parafianin-podległy", od którego żąda się stosowania się do przepisów kościelnych i wy
pełniania poleceń wydawanych przez administratorów parafii, ale nie oczekuje
się żadnej własnej aktywności. Typ E to „parafianin-mandatariusz", włączony
w czynności wewnątrzgrupowe parafii, od którego jednak nie oczekuje się włas
nej inicjatywy. Typ F to „parafianin-stowarzyszony", pełnoprawny, świadomy
i aktywny członek wspólnoty, odejmujący zadania z własnej inicjatywy i na
własna odpowiedzialność (Piwowarski 1971, s. 265-266). Mimo, że sam nie
prowadziłem na ten konkretny temat w South Bend dogłębnych badań empirycz
nych, chciałbym zasugerować hipotezę, że jeśli trzymać się powyżej przedsta
wionej typologii, to Polacy należą tam raczej do typu ostatniego, zaś Latynosi
są bliżsi typom z początku listy. Nie chodzi tu jednak o to, czego od parafian się
oczekuje, ale o to, jakie role są oni gotowi chętnie pełnić.
Jak wcześniej pisałem, parafia St. Adalbert od dziesięcioleci prowadzi
podstawową szkołę katolicką. Według wspomnianego proboszcza, jest w niej
123 uczniów (choć możliwości lokalowe i edukacyjne istnieją dla około
400 uczniów), w tym prawie połowa to Latynosi, a ok. 30 to dzieci polonijne.
Tych drugich, jego zdaniem, będzie ubywać, tych pierwszych będzie przyby
wać. W jego obecnej parafii St. Casimir (te dwa kościoły leżą od siebie około
pół kilometra) zlikwidowano niedawno szkołę. Proboszcz kończył negocjacje
z Uniwersytetem Notre Dame w sprawie otwarcia w pustym budynku szkoły
St. Casimir początkowo przedszkola, potem pełnej szkoły podstawowej z języ
kami angielskim i hiszpańskim. Znaczna część społeczności lokalnej, na której
terenie znajduje się kościół, jest bowiem latynoska (ludzie ci należą jednak na
ogół do nieco dalej na północ położonej parafii St. Stephen). Projekt ponownego
otwarcia szkoły St. Casimir wzbudzał jednak kontrowersje wśród osób związa
nych ze szkołą (i z parafią) St. Casimir, która mogła, jak wspominałem, pomieścić
znacznie więcej uczniów, a stale była niedoinwestowana.
„SUKCESJA ETNICZNA" W PARAFII KATOLICKIEJ
167
Protestanccy Latynosi zbudowali sobie wiele małych świątyń w Zachodniej
Dzielnicy, przede wszystkim przy głównej jej arterii, alei Western. Jak się wy
daje, różnice religijne nie są szczególnie istotnym czynnikiem dzielącym lud
ność latynoską w South Bend.
Dziś Latynosi mieszkający w South Bend pracują głównie w przemyśle. Część
z nich pracuje w sektorze tradycyjnie w Ameryce ich zatrudniającym, czyli
w rolnictwie. Jest to zasadniczo praca sezonowa, jednak poza sezonem niewielu
z nich wraca do Meksyku, starając się raczej znaleźć jakieś inne zatrudnienie
na zimę. Jak podała miejscowa gazeta, oficjalnie szacuje się, że w stanie Indiana
pracuje sześć do ośmiu tysięcy robotników rolnych. Spośród nich tylko dwa
procent to nie-Latynosi (Dits 2002c). Pracownicy sezonowi zatrudnieni w rol
nictwie to na ogół mężczyźni bez najbliższej rodziny, posiadający jednak
w South Bend krewnych, u których często mieszkają. Na ogół wysyłają oni
pieniądze do Meksyku, a także starają się sprowadzić żony i dzieci. Jest to przed
sięwzięcie nielegalne, możliwe wprawdzie do zrealizowania, ale coraz droż
sze i bardziej niebezpieczne (rośnie liczba przemycanych osób, które giną lub
umierają po drodze).
Bardzo szybko wzrasta w Zachodniej Dzielnicy South Bend liczba małych
firm latynoskich. Na ogół zakładane są w lokalach, w których kiedyś mieściły
się firmy polonijne. Wzbudza to pewną niechęć Polonii, ale z drugiej strony
otwieranie nowych przedsiębiorstw powoduje, że dzielnica jest wciąż „żywa".
W nowych firmach trudno czasem się porozumieć w języku innym niż hiszpań
ski, a towarami sprzedawanymi w sklepach (zwłaszcza spożywczych) Polonia
nie jest, z powodów kulturowych, zainteresowana.
Latynosi w South Bend mają własną prasę. Główna gazeta to rozprowadzany
za darmo miesięcznik pod tytułem El Puentę. Publikuje on, tak samo jak „nor
malne" gazety amerykańskie, przede wszystkim wieści z najbliższej okolicy
(kilku powiatów w stanach Indiana i Michigan, znajdujących się wokół South
Bend), ale także wybrane wiadomości z całych Stanów, z Meksyku i w małej
mierze z reszty świata. Zamieszczane są też w nim wiadomości o lokalnych
latynoskich organizacjach i o mszach oraz innych wydarzeniach religijnych
odbywających się w języku hiszpańskim. Poza nim istnieje lokalna (nadająca
z South Bend) stacja latynoska w ramach jednej z kablowych sieci telewizyj
nych, prezentująca częściowo własne programy, a częściowo seriale latynoame
rykańskie i edukacyjne programy meksykańskie, a także lokalna, mająca siedzibę
w Zachodniej Dzielnicy miasta, latynoska stacja radiowa, nadająca po hiszpań
sku muzykę („latynoską" i ogólnoamerykańską), wiadomości („amerykańskie"
i meksykańskie) oraz programy edukacyjne przez 24 godziny na dobę. Przy
zakładaniu tej stacji radiowej współpracowały oba miejscowe uniwersytety
(Uniwersytet Notre Dame i Indiana University South Bend) oraz lokalny oddział
stowarzyszenia latynoskich obywateli USA (LULAĆ). Chociaż większość prac
wykonywana jest przez ochotników za darmo, stacja na razie sama nie jest w sta
nie się utrzymać. Jak dotąd, korzysta z grantu jednej z fundacji (por. Redding 2002).
I stacja radiowa, i telewizyjna nadają reklamy miejscowych firm latynoskich.
168
JANUSZ MUCHA
Jednym z problemów społeczności latynoskiej w South Bend (podobnie zresztą
jak w całych Stanach) jest prawny status znacznej jej części. Status nielegalnych
imigrantów z Meksyku był bliski uregulowania latem 2001 roku. Po 11 września
tego roku (i narastającej, potocznej i zinstytucjonalizowanej, obawie przed
cudzoziemcami) rozmowy zostały jednak przerwane i nie wiadomo, kiedy zostaną
wznowione. Zdaniem miejscowych działaczy latynoskich, a także wcześniej
wspomnianego latynoskiego zastępcy burmistrza South Bend, urzędy imigracyjne
w Indianie patrzą jednak „przez palce" na obecność nielegalnych meksykańskich
pracowników, gdyż bez nich miejscowy przemysł i miejscowe rolnictwo bardzo
by ucierpiały (na temat znaczenia Meksykanów dla tutejszego rolnictwa patrz:
Dits 2002c). W Ameryce początku X X I wieku bardzo trudno się żyje bez właści
wych dokumentów, nawet jeśli tolerancyjność urzędu imigracyjnego nie grozi
natychmiastową deportacją przy ewentualnym ujawnieniu statusu nielegalnego
imigranta. Nie można zrobić prawa jazdy, kupić nieruchomości, otworzyć konta
w banku, bezpiecznie przelać pieniędzy do kraju pochodzenia.
Aby częściowo rozwiązać problem, konsulaty Meksyku w Ameryce (w tym
konsulat w „pobliskim" Chicago) podjęły latem 2002 roku akcję wydawania
wszystkim chętnym obywatelom Meksyku, również tym, którzy nie mają ważnej
amerykańskiej wizy i zezwolenia na pracę w USA, czegoś w rodzaju dowodów
osobistych (kart identyfikacyjnych). Akcja ta spotkała się z życzliwością miejs
cowych władz administracyjnych. Kilka miejscowych banków, chcąc pomóc
Meksykanom, ale też skorzystać z ogromnych zasobów gotówki, jaką oni w su
mie posiadają, postanowiło honorować te dokumenty przy otwieraniu kont.
Co więcej, niektóre banki ogłosiły, że wkrótce otworzą w Zachodniej Dzielnicy
oddziały z dwujęzyczną obsługą (por. Dits 2002b; 2002c). Przy okazji warto
wspomnieć, że liczne miejskie, powiatowe i stanowe urzędy w South Bend
oferują obsługę w języku hiszpańskim, na ogół nie pytając o formalny status
(obywatelstwo, pozwolenie na pracę) klienta.
W KIERUNKU „SUKCESJI ETNICZNEJ" W PARAFII ST. ADALBERT
Jak wspominałem, polonijna parafia St. Casimir i latynoska parafia St. Stephen
miały do końca maja 2003 roku wspólnego proboszcza. Był on Amerykaninem
irlandzkiego pochodzenia, znającym doskonale język hiszpański i odprawiają
cym w tym drugim kościele msze po hiszpańsku. Według planów diecezji South
Bend-Fort Wayne, ogłoszonych publicznie latem 2002 roku, nastąpić miało
wkrótce połączenie parafii St. Stephen z polonijną parafią St. Adalbert (kościół
St. Adalbert miał być centrum nowej parafii; od wielu miesięcy nie było tam
proboszcza, był tylko liczący ponad 80 lat administrator). Wspomniany pro
boszcz miał więc przynajmniej przez jakiś czas kierować trzema parafiami
(według ówczesnego stanu): dwiema polonijnymi i jedną latynoską.
Ordynariusz diecezji przedstawił osobiście swe plany podczas zebrań pa
rafian i wszystkich księży (których dotknąć miała reorganizacja) w niedzielę
„SUKCESJA ETNICZNA" W PARAFII KATOLICKIEJ
169
25 sierpnia w kościele St. Adalbert, zaś następnego dnia w kościele St. Stephen.
Powodem połączenia parafii był - jak stwierdził biskup - brak księży, powodujący
w całej diecezji łączenie kilku parafii osobą jednego proboszcza (przykładem
w South Bend są wspominane tu parafie St. Casimir i St. Stephen, a także
St. Hedwig i St. Patrick). Biskup podał też inne przyczyny, specyficzne dla
sytuacji w omawianych parafiach. Miały one charakter techniczny (zły stan ma
jącego 100 lat kościoła St. Stephen i przyległego budynku wykorzystywanego
kiedyś jako szkoła, a w tym momencie jako świetlica dla dzieci pod nazwą
„El Campito") oraz edukacyjny. Parafia St. Adalbert dysponuje (jak pisałem już
wcześniej) szkołą, w której w dobrych warunkach można prowadzić kształcenie
ogólne i religijne znacznie większej liczby dzieci, niż jest ich tam obecnie (por.
Trobaugh 2002), a także obszernym ośrodkiem kulturalnym (Trobaugh 2003),
nawiasem mówiąc nazwanym „Ośrodkiem Dziedzictwa Polskiego". Plany te
zostały natychmiast po opublikowaniu otwarcie „oprotestowane" przez Laty
nosów, a nieco ciszej przez ludność polonijną (głównie z powodów, o których
dalej będzie mowa). Jak podała cytowana autorka, uczestnicy spotkania z bisku
pem sugerowali też (trzymając się głównego, podanego przez biskupa argumen
tu) połączenie dwóch polonijnych parafii - St. Casimir i St. Adalbert. Biskup
kładł wówczas nacisk na konieczność opieki duszpasterskiej nad społecznością
latynoską (która liczebnie dominuje w okolicy, w której mieści się kościół
St. Casimir) oraz konieczność przeciwstawienia się prozelityzmowi małych
kościołów protestanckich, szybko rozwijających się w Zachodniej Dzielnicy,
w szczególności przy jej centralnej alei.
Interesujące są opinie na temat połączenia obu parafii, wyrażane przez kilku
członków obu społeczności, z którymi rozmawiałem (podobne były komen
tarze prezentowane w artykułach prasowych). Polonijni członkowie parafii
St. Adalbert (jedna „zwykła" parafianka z wykształceniem uniwersyteckim,
jeden członek rady parafialnej, emeryt ze średnim wykształceniem) zauważali,
że wśród Polonii wyraźne są (choć nie są „większościowe") głosy tych, którzy
chcą się przenieść do innych miejskich lub podmiejskich parafii, aby uniknąć
nowej sytuacji podzielania parafii z Latynosami. Moi rozmówcy byli zdania,
że bardzo ważne jest zachowanie polskich pieśni i zwyczajów religijnych, ale
Polonia powinna raczej powitać z zadowoleniem nowych członków parafii,
którzy mogą ożywić życie religijne, przyczynić się do rozwoju miejscowej szkoły,
a może i całej dzielnicy. Problemem jednak było, ich zdaniem, to, że dominują
cym językiem stanie się w parafii na długo (dla rozmówców, do końca ich życia)
język hiszpański. Tuż przed połączeniem toczyła się debata o „msze angielsko
języczne", gdyż język angielski (jako stale używany i nie-hiszpański) stał się
wyróżnikiem kulturowym Polonii i innych dawnych imigrantów europejskich
w ich „konfrontacji" z katolickimi Latynosami.
Innym problemem, raczej organizacyjnym, ale mającym konsekwencje kultu
rowe, miało być to, że licząca siedmioro członków prawie wyłącznie polonijna
rada parafialna miała przyjąć dwunastu latynoskich członków, kompletnie tym
samym zmieniając układ sił. Nawiasem mówiąc, wedle wspomnianych artykułów
170
JANUSZ MUCHA
prasowych, indywidualnych członków parafii St. Stephen było 6500, podczas gdy
parafii St. Adalbert - 1300 (w pobliskiej polonijnej parafii St. Casimir - 500).
Latynoskie członkinie parafii St. Stephen (były to wyłącznie kobiety, za
trudnione w lokalnych agencjach zajmujących się opieką nad latynoskimi dzieć
mi), z którymi rozmawiałem, wyrażały żal, iż ich społeczność wiele zainwe
stowała w dotychczasową parafię, przyzwyczaiła się do niej, wielu Latynosów
tutaj się żeniło, chrzciło i bierzmowało dzieci, tu realizowała wiele innych
swoich wartości kulturowych, a teraz będzie musiała „zmagać się" z Polonią,
mającą również tradycje rzymskokatolickie, ale jednak zupełnie inne. Wskazy
wano też „techniczne", łatwo jednak dające się rozwiązać problemy, dotyczące
ulokowanych w opuszczanym kościele obiektów materialnych, takich jak figury,
obrazy, meble, księgi, mających dla Latynosów wielką wartość symboliczną.
Wszystkie rozmówczynie wyrażały nadzieję, że problemy zostaną rozwiązane
szybko i pozytywnie.
Warto zwrócić uwagę na to, że reorganizacja miała mieć pewien wpływ na
problemy leżące poza bezpośrednimi zainteresowaniami parafian, ale istotne dla
stosunków władzy w obrębie diecezji. Proboszcz i wikary parafii St. Casimir
i St. Stephen mianowani byli zawsze przez potężny zakon, Kongregację Świętego
Krzyża (J g° własnością jest np. Uniwersytet Notre Dame), zaś proboszcz
St. Adalbert był zawsze księdzem diecezjalnym. Obecnie Kongregacja miała
przejąć dodatkową parafię.
e
CEREMONIA „PRZEJŚCIA"
Nawiązuję tu oczywiście do pojęcia „rytuałów przejścia" Arnolda van Gennepa
(1960), a może raczej ceremonii, niż rytuału przejścia (por. Buchowski 1993,
s. 141-143), ale, jak pokażę dalej, i do ceremonialnego przejścia z zam
kniętego i zdesakralizowanego kościoła do kościoła będącego nową siedzibą
„nowej" parafii.
Przez rok sprawa połączenia parafii była w pewnym sensie uśpiona, przynaj
mniej z punktu widzenia niezaangażowanych w nią bezpośrednio osób (w tym
Polonii i Latynosów). Działały jednak „komitety integracyjne" w obu parafiach,
działał wspólny, międzyparafialny komitet przygotowujący proces łączenia struk
tur kościelnych i (w ramach specjalnego podkomitetu) zajmujący się możliwymi
do przewidzenia problemami kulturowymi. Od jesieni 2002 roku organizowano
w parafii St. Stephen spotkania, podczas których Latynosi i Węgrzy debato
wali nad tym, co - w szczególności, w sensie materialnym i duchowym - trzeba
przenieść do nowego kościoła. Trwały dyskusje o tym, jak będzie wyglądała
przyszłość dzielnicy. W miejskich środkach masowego przekazu panowała
jednak cisza. Została ona przerwana w niedzielę 27 kwietnia 2003 roku, kiedy
ordynariusz diecezji ogłosił na konferencji prasowej, że zamknięcie kościoła
i parafii St. Stephen nastąpi za miesiąc. Rozpoczęły się ostatnie przygotowania.
Jednym z nich było umieszczenie w biuletynie parafii St. Stephen ogłoszeń parafii
171
„SUKCESJA ETNICZNA" W PARAFII KATOLICKIEJ
St. Casimir oraz St. Adalbert, zapraszających Latynosów do kościołów. Infor
mowały one też, że w obu tych polonijnych kościołach co najmniej jedna msza
w tygodniu odprawiana będzie wkrótce po hiszpańsku (por. Trobaugh 2003a).
Jak wspomniałem wcześniej, debaty dotyczyły między innymi tego, co zrobić
z wyposażeniem kościoła St. Stephen. Było dość oczywiste dla wszystkich, że
droga Latynosom figura Matki Boskiej z Gwadelupy zostanie przeniesiona do
kościoła St. Adalbert. Rozważano, czy piękny drewniany ołtarz, przedstawiający
węgierskiego króla Świętego Stefana dającego swoją koronę Matce Boskiej, po
darować zniszczonemu niedawno przez pożar kościołowi w San Juan w Nowym
Meksyku. Okazało się jednak, że nie będzie on tam potrzebny (inne „powęgierskie" przedmioty kultu być może zostaną tam jednak wysłane). Przyszłość ołta
rza nie była (i nie jest) jasna. Zrezygnowano też z przeniesienia do kościoła
St. Adalbert figury Świętej Teresy, innego przedmiotu bardzo ważnego dla węgier
skiej ludności South Bend. Nie było jasne, co zrobić z pięknymi, starymi, drew
nianymi ławkami, z rzeźbami stacji drogi krzyżowej — w kościele St. Adalbert
znajdują się równie stare, malowane stacje (por. Trobaugh 2003b; 2003c). Można
powiedzieć, że to, co cenne dla Meksykanów miało zostać przeniesione do no
wego dla nich kościoła, a to, co cenne dla Węgrów miało niejasną przyszłość.
Jak widać, proces etnicznej sukcesji miał znacznie poważniejsze konsekwencje
dla społeczności węgierskiej South Bend, niż (na razie) dla społeczności polonij
nej i latynoskiej. Nie ma się więc co dziwić, że w opiniach przedstawianych
cytowanej tu dziennikarce znacznie większy procent (skądinąd już nielicznej)
zbiorowości węgierskiej, niż społeczności polonijnej i latynoskiej deklarował
chęć zmiany parafii. Węgrzy mogli się przenieść do „zwyczajnych" angielsko
języcznych parafii albo do wspomnianego kościoła „Our Lady of Hungary",
gdzie wszystkie ceremonie religijne odprawiane są wyłącznie po angielsku.
W niedzielę 25 maja 2003 roku rano odbyła się zapowiedziana wcześniej
ostatnia msza w kościele St. Stephen. Odchodząc nieco od wcześniejszego
programu, celebrował j ą osobiście ordynariusz diecezji South Bend-Fort Wayne,
który potem dokonał uroczystej i dramatycznej „dekonsekracji" świątyni. Tym
samym dokonał się ważny akt rytualny, akt jednak, można powiedzieć, częściowy,
gdyż kościół St. Adalbert (przejmujący religijną i etniczną schedę) nie przeszedł
podobnego procesu. Rytuał (w ścisłym sensie) dotyczył więc w większej mierze
społeczności węgierskiej i latynoskiej, niż polonijnej.
Ostatni akt dramatu (choć nie całego „procesu przejścia") odbył się w następ
ną, piękną, niedzielę, 1 czerwca. Wcześnie rano wokół budynku „dawnego"
(bo tydzień wcześniej zdesakralizowanego) kościoła St. Stephen i na przyległych
ulicach zaczęli się zbierać parafianie, prawie wyłącznie Latynosi . Inni, a także
mieszkający w tej okolicy Murzyni , siedzieli na gankach domów i przyglądali
5
6
5
Przedstawiony dalej opis oparty jest przede wszystkim na osobistej obserwacji, a częścio
wo na relacjach prasowych.
Murzyni katolicy należą na ogół do parafii odległego o około sto metrów kościoła
St. Augustin.
6
172
JANUSZ MUCHA
się. Powoli formował się, na razie „statycznie" (w postaci zorganizowanej, cze
kającej na wymarsz, kolumny), pochód. Większość ludzi była odświętnie ubrana.
Wiele osób robiło zdjęcia małymi, automatycznymi aparatami. Lokalni przywódcy
parafialni wygłaszali przez megafon komunikaty, przechodząc płynnie z języka
angielskiego na hiszpański. Wokół kręcili się z wielkimi aparatami fotograficz
nymi dziennikarze miejscowego dziennika i operatorzy kilku lokalnych stacji
telewizyjnych. Porządku pilnowało kilka aut policyjnych. Około godziny dzie
wiątej pojawił się burmistrz miasta, który przywitał się z księżmi, przywódcami
prawie już sformowanego pochodu, i z policjantami. Nie przybyli (a przynaj
mniej ja ich nie widziałem, ani nie odnotowały ich przybycia prasa czy telewizja)
księża z innych parafii, ani katolickich, ani protestanckich, Zachodniej Dzielnicy.
Wymarsz poprzedziły kilkunastominutowe tańce młodzieńców, poprzebie
ranych w kolorowe kostiumy Indian meksykańskich (szli oni później na czele
procesji), przemówienia księży (proboszcza i wikarego) oraz przywódców
społeczności latynoskiej, wygłoszone w języku hiszpańskim. Potem procesja
ruszyła. Prowadzili j ą (za policyjnymi samochodami ze święcącymi „kogutami")
ministranci i ministrantki zlikwidowanej parafii, niosący krzyż z dawnego
kościoła. Za nimi szli wspomniani księża i burmistrz. Dalej na specjalnej przy
czepie samochodu jechała figura Matki Boskiej z Gwadelupy. Jeszcze dalej
szli działacze parafii niosący księgi, obrazy, figurki świętych oraz chorągwie,
czyli te wszystkie przedmioty, które miały znaleźć miejsce w owym kościele.
Gdy procesja ruszyła, brało w niej udział około dwustu osób, prawie wyłącz
nie Latynosów. Cały czas dochodzili jednak nowi ludzie, tak że do kościoła
St. Adalbert doszło ponad trzysta osób. Po około pół godziny, po przejściu gra
nicy parafii, do czoła procesji dołączyła kilkuosobowa delegacja rady parafialnej
z kościoła St. Adalbert (w tym, znany działacz polonijny) z wielkim transparen
tem „Witamy", w języku hiszpańskim.
Tymczasem niedaleko „nowego" kościoła (na którym, w miejscu przezna
czonym dla ogłoszeń parafialnych, nie było zresztą nadal mowy o mszach
w języku hiszpańskim, ani żadnego napisu w tym języku) stało około trzydziestu
osób (liczba ich rosła, ale nie przekroczyła pięćdziesięciu osób), w większości
Polaków, rozmawiających częściowo po polsku, a częściowo po angielsku.
Czekał tam też biskup i kilku innych księży. Byli najpierw w garniturach, roz
mawiali ze sobą i z ludźmi świeckimi, a potem przebrali się w kościele w stroje
liturgiczne. W nich dołączyli do czoła procesji, gdy ta była jakieś dwieście
metrów od kościoła. Przywitali się z idącymi księżmi, burmistrzem, przywód
cami latynoskimi, delegacją nowej parafii. Gdy procesja doszła do kościoła,
biskup i inni księża weszli na szczyt schodów do wielkiej bramy, a pozostałe
osoby zgromadziły się wokół nich.
Biskup wygłosił po angielsku przemówienie, tłumaczone na hiszpański przez
jednego z księży. Nawoływał do jedności w wierze katolickiej i do budowy
jednej, zwartej parafii z dwóch dotychczasowych. Wyraził też nadzieję, że włą
czenie się młodej i dużej zbiorowości latynoskiej do parafii St. Adalbert doda
jej, tak potrzebnej, energii. Odmówiono modlitwy w językach angielskim, hisz-
„SUKCESJA ETNICZNA" W PARAFII KATOLICKIEJ
173
pańskim i polskim. Z tym ostatnim poszło najgorzej. Ani biskup, ani księża nie
znali języka polskiego. Modlitwy znało tylko kilka starych już osób. Tłumacze
nie zwrotów religijnych z języka angielskiego na język hiszpański szło świetnie,
na język polski - kiepsko.
Gdy modlitwy przed wejściem się skończyły, biskup, a za nim reszta procesji
(z mężczyznami niosącymi Matkę Boską z Gwadelupy na czele), weszli do koś
cioła. Po chwili był on pełny do granic możliwości. Nie widziałem nigdy tego
kościoła tak pełnego, nawet podczas pasterek. Odprawioną przez biskupa mszą
zakończył się ogromnie ważny etap w życiu społeczności polonijnej, latynoskiej
i węgierskiej w South Bend.
KONSOLIDACJA
Proces restrukturyzacji parafii znany jest mi jedynie z przekazów prasowych
i z korespondencji z wieloletnim członkiem rady parafialnej St. Adalbert. Mie
siące letnie roku 2003 nie przyniosły spełnienia się pesymistycznych prognoz
dotyczących współpracy między niechętnymi sobie dotąd partnerami - spo
łecznościami polonijną i latynoską, powiązanymi teraz przynależnością do
jednej parafii. Ta niechęć, podkreślanie tego, iż trzeba się pogodzić z faktami,
ale że nie jest to rozwiązanie, jakie indywidualne osoby i rodziny uważają za
właściwe, jest widoczna w wielu rozmowach, referowanych w cytowanych tutaj
relacjach prasowych. Jak napisał mi wybitny członek rady parafialnej: „Konso
lidacja wydaje się przebiegać znacznie lepiej, niż się spodziewaliśmy. Każda
grupa etniczna próbuje być wrażliwa na potrzeby drugiej. Na przykład, podczas
mszy, przy wymienianiu 'znaku pokoju', widać ludzi z każdej strony wycho
dzących z ławek po to, aby podać rękę sobie nawzajem. Widać znacznie więcej
uśmiechów oznaczających akceptację i wzajemne pozdrowienie tak przed
mszami, jak i po nich" . Choć wcześniej sądzono, że Latynosi natychmiast zdo
minują radę parafialną, do końca sierpnia nie było tam ani jednego z nich
(w parafii St. Stephen rada parafialna zbierała się raz na kwartał, podczas gdy
w St. Adalbert raz w miesiącu ). Proboszcz powiedział radzie, że nie należy
pospieszać Latynosów. Rozmawiał z nimi o potrzebie wydelegowania przed
stawiciela i poinformował o tym radę. Spodziewał się pierwszych latynoskich
członków rady wczesną jesienią .
W kościele St. Adalbert odbywają się dwie hiszpańskojęzyczne msze w każ
dą niedzielę. Ponadto, w mszach odprawianych po angielsku uczestniczy wielu
(głównie, choć nie tylko) młodszych Latynosów, którzy lepiej rozumieją język
7
8
9
7
List od Louisa Ciesielskiego z 29 sierpnia 2003 roku, przechowywany w archiwum domo
wym autora.
List od Louisa Ciesielskiego z 1 września 2003 roku, przechowywany w archiwum domo
wym autora.
List od Louisa Ciesielskiego z 29 sierpnia 2003 roku.
8
9
174
JANUSZ MUCHA
angielski niż hiszpański. Cotygodniowy biuletyn parafialny wydawany jest
w dwóch językach - angielskim i hiszpańskim. Już widać ożywienie życia ko
ścielnego. Jest teraz znacznie więcej ślubów i chrzcin. Jesienią zacząć się miały
kursy językowe - hiszpańskiego, dla tych parafian, którzy chcą poznać język
hiszpański i związaną z nim kulturę, oraz angielskiego dla Latynosów .
Przejmowanie parafii przez Latynosów jest procesem potencjalnym (gdyż
jeszcze się nie zrealizował) i powolnym. Jak mi się wydaje, na razie restruktury
zacja odbywa się częściowo „na polskich warunkach", choć dużo jest wciąż
resentymentu i niektórzy (jak się spodziewano) opuszczają parafię. Nie wiadomo
jeszcze na pewno, jak wielu członków Polonii opuści ją. W kościele St. Adalbert
nie ma dotąd klimatyzacji, która działa w kilku niepolonijnych kościołach oko
licznych. Wielu ludzi „przenosiło się" już wcześniej na lato do tamtych kościo
łów i wracało jesienią. Inni próbują „na własną rękę", bez wcześniejszego infor
mowania o tym proboszcza i biskupa, sprowadzić do parafii księdza z Polski .
Czynniki demograficzne, takie jak młodość zbiorowości Latynosów, starość
zbiorowości polonijnej, coraz większa liczba Latynosów w dzielnicy i coraz
mniejsza liczba przedstawicieli Polonii (por. Mucha 2003) powodują, że należy
się, moim zdaniem, spodziewać pojawienia się interesujących zjawisk
etnicznych. Społeczne centrum zbiorowości latynoskiej przesunie się w okolice
historycznie „należące" do Polonii. Aktywizacja szkoły St. Adalbert, spodziewane
ponowne otwarcie szkoły St. Casimir oraz silny nacisk proboszcza na znaczenie
edukacji, mogą przyczynić się do wzmocnienia jej roli w życiu Latynosów. Nie
którzy przedstawiciele Polonii, w szczególności ci, którzy ze względów społecz
nych i finansowych będą mogli sobie na to pozwolić, wyprowadzą się z okolicy
lub przeniosą się do innych parafii. U innych przedstawicieli Polonii wzmocnić
się może, pod wpływem prawdopodobnego konfliktu kulturowego, poczucie
tożsamości etnicznej. Może ono oznaczać wzmocnienie istniejących organizacji
polonijnych i przezwyciężenie obecnego kryzysu przywództwa. Koszt w postaci
wspomnianego konfliktu międzygrupowego może być jednak wysoki.
10
11
LITERATURA
B u c h o w s k i M . 1993, Magia i rytuał, Warszawa, Instytut Kultury.
C h r o b o t L.F., Rev. 2001, Typologies of Polish American Parishes: Changing Pastoral Struc
tures and Methods, Polish American Studies, t. LVIII, 2, s. 83-94.
C h r o b o t L. F., Rev., J e s s i c a T r o b a u g h T e m p l e . 2002, A Place for Differences.
Spiritual Leader Helping Churches Move Forward to Rhythm of Diversity, South Bend
Tribune, 29 December, s. F3.
D i t s J. 2002. Just a Touch of Home. Newcomers to US Hold to Their Language, South Bend
Tribune, 20 January (http://www.southbendtribune.com/stories/2002/01/20/local).
D i t s J. 2002a, Credit Union to Cater to Latinos, South Bend Tribune, 25 June (http://www.
southbendtribune.com/stories/2002/06/25/local).
10
11
List od Louisa Ciesielskiego z 1 września 2003 roku.
List od Louisa Ciesielskiego z 29 sierpnia 2003 roku.
„SUKCESJA E T N I C Z N A " W PARAFII K A T O L I C K I E J
175
D i t s J. 2002b, Hungry for Work, South Bend Tribune, 22 July (wydruk komputerowy; tekst
dostępny w archiwum internetowym pod adresem: www.southbendtribune.com).
D i t s J. 2002c, Well Documented Mexicans Get Redesigned ID Cards from Consulate, South
Bend Tribune, 11 October (http://www.southbendtribune.com/stories/2002/10/ll/local).
G e n n e p A. v a n . 1960, The Rites of Passage (1909), Chicago, The University of Chicago
Press.
G o r d o n M . M . 1964, Assimilation in American Life. The Role of Race, Religion and national
Origins, New York, Oxford University Press.
M c K e e J a m e s B. 1993, Sociology and the Race Problem. The Failure of a Perspective,
Urbana and Chicago, University of Illinois Press.
M a r g e r M . N . 2000, Race and Ethnic Relations. American and Global Perspectives, Fifth
Edition. Belmont, CA, Wadsworth.
M u c h a J. 1996, Codzienność i odświętność. Polonia w South Bend, Warszawa, Oficyna
Naukowa.
- 2003, Nowe zjawiska, stare ujęcia. Polonia i Latynosi w niewielkim mieście amerykań
skim na początku X X I wieku, Przegląd Polonijny, R. X X I X , nr 3, s. 39-68.
P i w o w a r s k i W. 1971, Religijność wiejska w warunkach urbanizacji. Studium socjologiczne.
Warszawa, Więź.
P o s e r n - Z i e l i ń s k i A. [red.]. 2003, Etniczność a religia, Poznań, Wydawnictwo Poznań
skie.
R e d d i n g A. I . 2002, Hispanic Group's Leader Takes Radio's Power to the People, South Bend
Tribune,\4 April (wydruk komputerowy; tekst dostępny w archiwum internetowym pod
adresem: www.southbendtribune.com).
S h a p i r o S. 1996, Hispanics, [w:] Robert M . Taylor, Jr. Editor, Peopling of Indiana. The Ethnic
Experience. Indianapolis, Indiana Historical Society, s. 198-222.
T r o b a u g h T e m p l e J e s s i c a . 2002, St. Stephen Church Told it May Be Closed, South
Bend Tribune, 27 August, s. A1-A5.
- 2003, St. Stephen to Merge with St. Adalbert, South Bend Tribune, 28 April, s. A 1 - A 8 .
- 2003a, Holding on While Letting Go. Parishioners Face Momentous Mission in Joining
Their Distinctive Traditions, South Bend Tribune 8 May (http://www.southbendtribune.
com/stories/2003/05/08/faith).
- 2003b, Like its Parishioners, Icons and Artifacts of St. Stephen's Headed for New
Homes, South Bend Tribune, 29 May, s. C1-C2.
- 2003c, Memories Recall Times Spent with Loved Ones, South Bend Tribune, 29 May,
s. C1-C2.
JANUSZ M U C H A
„ETHNIC SUCCESSION" I N A ROMAN CATHOLIC PARISH
IN A N AMERICAN TOWN
Summary
The aim of this article is to analyze a specific case of "ethnic succession". This topic emerged
in the social sciences in the early 1900s, within the first Chicago school (the Robert Park school).
Since that time, many models of succession (drawing upon biological ecology) have been pre
sented. In this paper, I analyze a succession in one specific field and one specific place: an unfin
ished process of takeover of a Roman Catholic parish by the rapidly growing Hispanic population
from the shrinking Polish American population in the West Side of South Bend in northern
Indiana. This process meant also the cultural elimination of the Hungarian Americans from the
"independent" religious life in the town's quarter.
176
JANUSZ MUCHA
In the multicultural contexts, religion is often closely related to ethnicity, and in the wellknown theory authored by Milton Gordon, religion is one of three possible bases of ethnicity in
American society. In the case discussed here, the two ethnic groups, Hispanics and Polish Americans, belong to the same religious denomination. Moreover, historically speaking, Roman
Catholicism has been a very significant element of their ethnic identities. From the recent cultural
point of view, however, these are two quite different types of Catholicism. Ethnic succession
discussed in this text has important consequences for the cultural features of Catholicism in the
whole town.
In the article, I briefly present the local Polish American community and the Hispanic community, and then concentrate on the "succession". To the extent it makes sense (and the empirical
material is available), I present the elements of the "process of passage" and the "ceremony of
passage" which are important for socio-cultural anthropology.
J.M.