f44bc6bc66258a32c072dd4a9276e5d5.pdf
Media
Part of Recenzje i omówienia / ETNOGRAFIA POLSKA 1995 t.39
- extracted text
-
R
E
C
E
N
Z
J
E
I
O
M
Ó
W
I
E
N
I
A
„Etnografia Polska", t. XXXIX: 1995, z. 1-2
PL ISSN 0071-1861
Krystyna Romaniszyn, Świat gospodarek ludzkich, Kraków 1994, Uniwer
sytet Jagielloński, ss. 147
Antropologia społeczna jest dyscypliną, która w sposób wiążący, w nie
których przypadkach nawet decydujący, określiła zrąb naszej wiedzy o kul
turze i zachowaniach ludzkich. Wypowiedziała się nie tylko na temat „animale sociále" czy „zoon politicón" - człowieka społecznego i twórcy ustro
jów politycznych, tak jak socjologia, nie tylko o „homo religiosus" - istocie
0 transcendentnej wyobraźni, twórcy wierzeń i rytuałów religijnych i magicz
nych, ale także o przyziemnym (czy też, jak chcą niektórzy antropologowie,
nie tak bardzo przyziemnym) „homo faber" - człowieku twórcy narzędzi
1 dóbr materialnych, zaspokajających jego potrzeby materialne i związanych
z nimi formach współdziałania, tworzących w sumie system ekonomiczny
danego społeczeństwa. Ten aspekt życia ludów pierwotnych przyciągał po
czątkowo niewielką uwagę etnografów czy antropologów, których frapo
wały w pierwszym rzędzie niezwykłe przejawy kultury pierwotnej, otoczone
aurą niesamowitości obrzędy magiczne, pikanteria i ekscentryczność zwy
czajów seksualnych, niezwykłość i oryginalność pierwotnej sztuki i in. Bada
nia nad gospodarką ograniczały się początkowo do opisów wytworów kul
tury materialnej i technologii. W znacznie mniejszym stopniu przedmiotem
uwagi etnografów był sam system ekonomiczny jako powiązana całość rzą
dząca się sobie właściwym zespołem reguł i zasad. Stosunkowo późno wy
odrębnia się na Zachodzie rozwinięta już dziś poddyscyplina antropologii
społecznej, zwana antropologią ekonomiczną. Ma ona za sobą dość długi
okres sporów i dysput teoretycznych, ustaleń, które niewątpliwie wniosły
liczący się wkład do ogólnej teorii ekonomicznej, choć kwestia relacji antro
pologii ekonomicznej i formalnej ekonomii, choć kwestia relacji antropologii
ekonomicznej i formalnej ekonomii pozostaje po dziś dzień nie do końca
rozstrzygnięta. W Polsce osiągnięcia antropologów w tej dziedzinie znane są
głównie z dwóch przetłumaczonych na język polski prac Bronisława Malinow
skiego: Ogrody koralowe i ich magia (Dzieła, t. 4, Warszawa 1986) oraz
Argonauci Zachodniego Pacyfiku (Dzieła, t. 3, Warszawa 1987). Obie te prace
ukazują jednak raczej uwikłanie systemu ekonomicznego w szerszą strukturę
społeczną, jego powiązania i zależność od systemu pokrewieństwa, hierarchii
rangi czy też związek z rytuałami i wierzeniami magicznymi, sztuką i estetyką.
Ukazują raczej jak działa i funkcjonuje kultura społeczeństwa plemiennego
244
RECENZJE I OMÓWIENIA
jako całość, aniżeli zasady rządzące samym systemem ekonomicznym. Próbę
odniesienia danych etnograficznych dotyczących gospodarki pierwotnej do
ogólnej teorii ekonomicznej zawdzięczamy natomiast dwóm innym autorom,
których twórczość jest u nas mniej znana (z uwagi na brak przekładów)
- Amerykaninowi Johnowi Melville Herskovitsowi (1952) oraz Brytyjczy
kowi - wybitnemu uczniowi Malinowskiego, Raymondowi Firthowi (1939,
1946 a, b). Od momentu ukazania się ich pomnikowych dzieł antropologia
ekonomiczna rozwinęła się znacznie, przechodząc kolejne etapy teoretycznego
rozwoju od formalizmu, poprzez substantywizm, antropologię marksistowską
aż do antropologii symbolicznej. Są to jednak dzieje również w nikłym
stopniu znane czytelnikowi polskiemu. Dlatego też z dużym zadowoleniem
i zainteresowaniem należy przyjąć recenzowaną tu pracę Krystyny Romaniszyn,
dającą zarys dziejów tego problemu i stanowiącą kolejną próbę uprzystępnienia
czytelnikowi polskiemu zdobyczy klasycznej i najnowszej antropologii społecz
nej. Podobnego dzieła, w odniesieniu do koncepcji struktury społecznej,
dokonała Mariola Flis (1988) uprzystępniając nam mało znane osiągnięcia
socjologiczne brytyjskiej szkoły funkcjonalnej, a głównie jej strukturalno-funkcjonalnego odłamu, wywodzącego się od Alfreda Reginalda Radclife-Browna. Ośrodek krakowski, obok lubelskiego i poznańskiego, stanowi
dziś główną antroplogiczną placówkę uniwersytecką, kontynuując i uprzy
stępniając czytelnikowi polskiemu zdobycze zachodniej antropologii społecznej
i kulturowej (por. Literatura).
Zasadniczym zarzutem, jaki wysuwano pod adresem antropologicznych
koncepcji gospodarki - pisze autorka - był fakt, że niektórzy antropologo
wie zwykli byli sprowadzać istotę gospodarki do „zasady ekonomicznej
racjonalności", w myśl której człowiek wybiera zawsze taką strategię działa
nia, jaka zapowiada uzyskanie maksymalnych korzyści materialnych. Moż
na tu argumentować, że było to stanowisko w pierwszym rzędzie ekonomi
stów, a nie antropologów i że zarówno Malinowski, jak też może w mniej
szym stopniu Raymond Firth ostro z taką koncepcją polemizowali, dostar
czając licznych dowodów na to, że tzw. „człowiek ekonomiczny" kierujący
się w swych działaniach motywem czystego zysku ekonomicznego, jest iluzją
wymyśloną przez gabinetowych uczonych w nikłym stopniu znających realia
kulturowe i społeczne kontekst działań ekonomicznych. Ten ostatni w naj
większym stopniu decyduje o tym, jak będzie przebiegać działalność ekono
miczna, czy będzie ona nastawiona na maksymalizację zysku, czy głównym
jej celem będzie podtrzymywanie zasad i stabilności struktury społecznej
(por. np. trobriandzkie dary urigubu dla męża i rodziny siostry). W wielu
społeczeństwach pierwotnych istnieją specjalne mechanizmy wyrównawcze,
których celem jest utrzymanie stanu „demokratycznego ubóstwa" i zapobie
żenie nadmiernemu bogaceniu się jednostek (s. 41-42).
Dlatego poglądy niektórych autorów umniejszających różnice pomiędzy
gospodarką tradycyjną (plemienną czy chłopską), a rozwiniętą (społeczeństw
industrialnych) zostały później zakwestionowane przez wielu uczonych. Wśród
RECENZJE I OMÓWIENIA
245
nich na czoło wysuwa się Karl Polyanyi. Autor ten stwierdza istotną odmien
ność gospodarki tradycyjnej i rynkowej, i z zaangażowaniem przeprowadza
krytykę tej ostatniej. Jego uczniem i zagorzałym zwolennikiem był G. Dalton.
Według koncepcji „substantywistycznej", której Polyanyi jest twórcą
i głównym adherentem, istotą gospodarki tradycyjnej jest fakt uzależnienia
egzystencji jednostki od środowiska naturalnego i od pozostałych jednostek
(s. 47). Analiza w kategoriach podaży i popytu czy też w kategoriach rac
jonalnego ekonomicznego wyboru jest dla tych typów gospodarki nieprzy
datna. Takie jest stanowisko „substantywistów", podczas gdy „formaliści"
uważają reguły analizy wypracowane na gruncie ekonomii zachodniej za
przydatne dla analizy wszelkich typów gospodarki.
„Substantywiści" kładą przede wszystkim nacisk na badanie form wy
miany ekonomicznej, która, w ich przekonaniu, w pierwszym rzędzie konstytuje i scala system ekonomiczny. Polyanyi wyróżnia trzy podstawowe
typy wymiany: wymianę odwzajemnioną, redystrybucję i wymianę rynkową.
Ta ostatnia obca jest gospodarkom tradycyjnym lub występuje tam jedynie
w zalążkowej formie. Głównym zarzutem, jaki wysuwano pod adresem
„substantywistów", przede wszystkim ze strony antropologów marksistow
skich, było pomijanie w rozważaniach tych pierwszych całej sfery produkcji,
co prowadziło do koncentrowania się wyłącznie na problemach mikrogospodarczych (z pominięciem makrogospodarczych).
Według koncepcji „substantywistów", gospodarka tradycyjna zawieszo
na jest niejako w środowisku instytucji społecznych pełniących różnorodne
funkcje, nie tylko gospodarcze, ale także społeczne, magiczno-religijne,
estetyczne. Dlatego trudno jest tam wyabstrahować system ekonomiczny
z całokształtu działań społecznych, a gospodarka jawi się jako jeden z różno
rodnych aspektów kultury, niekoniecznie dominujący, a nade wszystko nie
koniecznie determinujący. W gospodarce „formalnej", rynkowej, system
gospodarczy wyodrębnia się natomiast w samodzielną w dużej mierze funkqonalna całość „atakującą" wszystkie pozostałe instytuqe społeczeństwa
(s. 49). Jest to różnica jakościowa i decydująca.
Równocześnie Polyanyi przeprowadza pewną idealizaqe gospodarki trady
cyjnej, w której motywowi zaspokajania potrzeb egzystencjalnych towarzyszyć
mają postawy altruistyczne, przeciwstawne egoistycznej pogoni za zyskiem
w społeczeństwach rozwiniętych (s. 51). Wysuwa on utopijną wizję „szlachetne
go dzikiego", zapoznając oczywisty skądinąd fakt, że zasada „do ut des"
(zasada wzajemności) nie wyklucza działań agresywnych i egoistycznych.
Poza tym Polyanyi nie uwzględnia faktu zróżnicowania gospodarek trady
cyjnych oraz ich zależności od środowiska naturalnego. Na pewno inne zasady
obowiązywać będą w społeczeństwach zbieraczy i łowców, a inne wśród pa
sterzy i rolników. Nie uwzględnia też faktu niepewności bytu, braku pożywienia,
zagrożenia głodem, nieumiejętności magazynowania i przechowywania żyw
ności. Czynniki ekologiczne wpływające na ograniczenia produkqi mogą tu więc
wywierać decydujący wpływ na charakter systemu ekonomicznego.
246
RECENZJE I OMÓWIENIA
Toteż wyidealizowana koncepcja „szlachetnego dzikiego" zarysowana
przez Polyanego spotkała się z ostrą krytyką. Szczególnie ostro rozprawił się
z nią Leopold Pospisil, który swoimi badaniami nad plemieniem Kapaul
z Nowej Gwinei udowodnił, że człowiek pierwotny może w równym stopniu,
co cywilizowany kierować się w swoich działaniach gospodarczych moty
wem czystego i maksymalnego zysku ekonomicznego. Wskazał na występo
wanie u tych plemion gospodarki pieniężnej, rynkowej i komercjalnej. Do
podobnych wniosków doszła Mary Douglas (1982) w swojej pracy na temat
systemów pieniężnych społeczeństw pierwotnych, udowadniając, że racjonal
ne kalkulacja nie jest obca społeczeństwom pierwotnym.
Substantywizm Polyanyego i Daltona określany jest często jako neofunkcjonalizm. Stanowisku temu zarzucano przede wszystkim przecenianie
znaczenia instytucji społecznych w określaniu gospodarki i niedocenianie
czysto ekonomicznych pobudek działalności, racjonalnych kalkulacji oraz
- co szczególnie istotne dla tych typów gospodarki - osadzenia ich w środo
wisku naturalnym, od którego są uzależnione.
Reasumując można powiedzieć, że spór pomiędzy substantywistami a formalistami sprowadzałby się, najogólniej rzecz biorąc do tego, że przyjęty przez
formalistów sposób analizy (np. Le Claire) ujmuje struktury gospodarcze jako
autonomiczne i niezależne od systemu społecznego i dąży do odkrywania
wewnętrznych praw rządzących funkcjonowaniem samego systemu ekonomicz
nego, podczas gdy w ujęciu substantywistów nie da się wyabstrahować
systemów ekonomicznych z całokształtu struktury społecznej.
Ten spór w łonie antropologii ekonomicznej należy już do jej historii.
Okazał się jednak instruktywny dla budowy teorii i oddziałał ożywczo na
rozwój antropologii, uświadamiając antropologom wagę uogólniania, wiążą
cych się z nim pułapek i niebezpieczeństw, ale także twórczych możliwości. Jest
to przykład szczególnie instruktywny dla sposobu budowy teorii, z którego
„teoretycy" mogą bez wątpienia wyciągnąć pouczające wnioski. Dlatego
rozważania autorki na temat podstawowych różnic w „strategii budowy teorii"
pomiędzy substantywistami a formalistami uznać należy za szczególnie cenne
(s. 65-70). Podkreśla ona komplementarność tych teorii poruszających się na
różnych poziomach rzeczywistości społecznej (substantywiści koncentrują się na
tym co empiryczne, formaliści na tym co logiczne), wskazuje też na potrzebę
pluralizmu w sferze teorii, który to fakt wielokrotnie podkreślałam w różnych
miejscach (patrz: Olszewska-Dyoniziak 1991, s. 260; 1994, s. 168).
Zarysowany powyżej spór ma już dziś charakter historyczny, także ze
względu na zmiany, jakim współcześnie zaczyna podlegać gospodarka trady
cyjna kiedy obserwuje się „chłopienie dzikich" i „proletaryzację chłopów",
a różniące pomiędzy odmiennymi typami gospodarek zaczynają się zacierać.
Próbą pogodzenia tych przeciwstawnych stanowisk jest tzw. „nowa antro
pologia ekonomiczna", wykorzystująca założenia materializmu historycznego
do analizy wszelkich typów gospodarki. Neomarksiści zarzucali poprzednim
stanowiskom brak wypracowania odrębnej teorii systemów ekonomicznych
r
RECENZJE I OMÓWIENIA
247
i ograniczanie się do przedstawiania empirycznych realiów mieszczących się na
poziomie opisu. By przezwyciężyć tę tendenqe antropologowie marksistowscy,
tacy jak Claude Meillasoux, Maurice Godelier, George Dupre, Pierre Ray czy
Emanuel Ferana wkraczają z gotową teorią, jakiej dostarczył materializm
historyczny. Interesuje ich „sposób produkcji", „formy produkcji", „stosunki
produkcji", problem wyzysku, „klas" etc. Podstawowymi pytaniami, na jakie
starają się odpowiedzieć, są: „kto pracuje?", „dla kogo?", „co dzieje się
z wytworzonym produktem?", „kto sprawuje kontrolę nad dystrybucją?" , jak
odtwarza się system gospodarczy?", etc. (s. 85).
Marksiści definiują gospodarkę głównie poprzez sposób produkcji (np.
społeczeństwa kapitalistyczne, lennicze, krewniacze, czy też zbieracko-łowieckie, pasterskie, rolnicze, przemysłowe), kładąc jednak główny nacisk na
badanie roli stosunków produkcji w określaniu charakteru systemu ekono
micznego. Podejmują problematykę przemian formacji społeczno-ekonomicznych i próbują zaadoptować pojęcia wypracowane na gruncie teorii
marksistowskiej do badania transformacji, jakim podlegają pod wpływem
dominującego sektora kapitalistycznego gospodarki niekapitalistyczne, „pe
ryferyjne". Dlatego głównym przedmiotem swych analiz czynią problemy
gospodarcze Trzeciego Świata oraz ekspansji zachodnio-europejskiego
i amerykańskiego kapitalizmu na tereny, którym dotąd właściwe były trady
cyjne systemy gospodarki. Proces ten opisują neomarksiści na ogół jako
prowadzący do eksploatacji, wyzysku i degeneracji tych społeczeństw. Jest
to tzw. peryferyjny kapitalizm z jego nędzą, degeneracją. Daleko bardziej
optymistycznie widzą ten proces moderniści zakładając, że jest to tylko
droga, etap przejściowy, do pełnej transformacji i pomyślnego rozwoju.
Na szczególną uwagę zasługuje fakt, że neomarksiści, tacy jak np. Maurice
Godelier, przykładają szczególną wagę do roli stosunków pokrewieństwa
w określaniu prymitywnych systemów ekonomicznych, co mieści się w tradyqi
antropologii społecznej. Znana jest np. teza Godeliera, że stosunki pokrewień
stwa stanowią zarówno bazę jak i nadbudowę. Godelier sytuuje zatem stosunki
produkqi poza domeną samej gospodarki w szerszej strukturze społecznej,
przez co nie uznaje gospodarki za jedyny czynnik determinujący i wyjaśniający
pozostałe aspekty społeczeństwa i kultury (Godelier 1973, s. 93).
Wreszcie całkowicie nową interpretację systemów ekonomicznych pro
ponuje S. Gudeman, który reprezentuje tzw. kognitywny czy symboliczny
nurt w antropologii ekonomicznej kładąc nacisk na to, że wszelkie wzory
działalności ekonomicznej, a więc produkcja, dystrybucja, wymiana i kon
sumpcja podlegają kulturowemu modelowaniu i są tworami społecznymi,
kulturowymi i historycznymi zarazem.
Stanowisko Gudemana jest na wskroś relatywistyczne, zakłada on fakt
kulturowego modelowania gospodarki i ogranicza jej interpretację do wska
zania jej kognitywnego i symbolicznego aspektu. Wprowadza kategorie
„modelu lokalnego" i „modelu uniwersalnego", których empiryczne desygnaty mają być przedmiotem badań antropologicznych. Ten kognitywny,
248
RECENZJE I OMÓWIENIA
wyobrażeniowy aspekt można byłoby uznać za najbardziej dynamiczny
i dynamizujący sferę gospodarki. Na jej kształt wpływają bowiem w decydu
jący sposób zmiany wzorów normatywnych, wiedzy, wyobrażeń, wierzeń
in. Józef Niżnik proponuje, aby te elementy nazwać „symbolicznym univer
sum gospodarki", które informuje zarówno o jej złożoności i wieloelementowości, jak też o jej swoistym uporządkowaniu.
Na „symboliczne universum gospodarki" składają się zarówno elementy
kognitywne - „co się wie", jak też elementy normatywne, aksjologiczne
- „co się uznaje za właściwe". J. Rosická w swojej pracy O wyobraźni eko
nomicznej Polaków (Kraków 1991) wskazuje właśnie, w jaki sposób i w ja
kim stopniu idee, wiedza, przekonania na temat gospodarki wpływają na
wybory i organizują działania gospodarcze. Zainicjowała ona w ten sposób
wart kontynuowania kierunek badań nad świadomością ekonomiczną jed
nostek i społeczeństw. Krystyna Romaniszyn natomiast wyodrębnia w hi
storii antropologii ekonomicznej cztery główne opcje teoretyczne: forma
lizm, substantywizm, neomarksizm i antropologię symboliczną.
Formalizm interpretuje gospodarkę w kategoriach działań jednostko
wych opartych na logicznym wyborze zmierzającym do maksymalizacji zy
sku rozpatrywanego zarówno z punktu widzenia jednostki jak i zbiorowości.
Substantywizm i marksizm, choć tak bardzo się różnią między sobą,
kładą nacisk na społeczny aspekt rzeczywistości gospodarczej. Substanty
wizm zmierza do ukazania wielostronnych powiązań gospodarki z innymi
dziedzinami kultury i osadzenia jej w całokształcie systemu społecznego.
Marksizm kładzie nacisk na stosunki produkcji i wiążące się pośrednio
z nimi zmiany formacji społeczno-ekonomicznych.
Analiza symboliczna ukazuje rzeczywistość gospodarczą poprzez pryz
mat funkcjonujących na jej temat idei i wyobrażeń, które w niemniejszym
stopniu określają ludzkie wybory niż zasada racjonalności czy wymogi
struktury społecznej.
Wielość stanowisk teoretycznych w kwestii gospodarki wskazuje niezbi
cie, z jak złożonym i wieloaspektowym typem rzeczywistości mamy do
czynienia. Można ją sobie wyobrazić jako przecinanie się czterech głównych
płaszczyzn: habitatu czyli środowiska naturalnego, płaszczyzny społecznej,
płaszczyzny symbolicznej i płaszczyzny jednostkowej. Nie jest ona z tych
elementów złożona, lecz wszystkie one na nią oddziaływują.
Proponowany przez autorkę model gospodarki nie jest budowany wokół
osi kultura - natura czy też wokół kategorii „potrzeb", jak w antropologii
funkcjonalnej Malinowskiego. W proponowanym modelu gospodarka jawi
się jako określona całość, w której przecinają się różne płaszczyzny. Dlatego
model ten wolny jest od wszelkiego redukcjonizmu. Nie absolutyzuje jed
nego wymiaru rzeczywistości lecz podkreśla współwystępowanie wielu
z nich. Dopuszcza też komplementarność i równoprawność różnych opcji
teoretycznych. Przyjmuje się tu, że odmienne teorie nie tyle „znoszą się" (jak
to na ogół chętnie przyjmują teoretycy), ale uzupełniają. Ten „programowy
RECENZJE I OMÓWIENIA
249
eklektyzm" nie jest czymś ujemnym - pozwala bowiem ukazać różnorod
ność i wielość problemów badawczych, co umożliwia wszechstronne i pełne
oświetlenie zagadnienia. I w tym, w moim przekonaniu, należy upatrywać
w pierwszym rzędzie walor tego typu podejścia.
Co dzieje się zatem z antropologią ekonomiczną współcześnie, gdy zani
kać zaczyna dotychczasowy przedmiot jej badań, jakim byly tradycyjne typy
gospodarek? Przemiany, jakim zaczynają one ulegać współcześnie rodzą
nową sytuację egzystencjalną, a w ślad za nią tworzą się przesłanki do
wyłonienia nowych stanowsisk teoretycznych. W dobie współczesnej zaczy
nają się rozwijać badania nad tzw. gospodarką nieformalną. Ich pionierem
był Karl Hart. Wprowadził on pojęcie gospodarki formalnej i nieformalnej.
Ten drugi nurt gospodarczy rozwijający się jako przejaw nieudanych do
końca prób transformacji gospodarki tradycyjnej w kapitalistyczną przycią
ga jego szczególną uwagę. Określa go jako „czarny", „drugi", „podziemny"
czy „alternatywny" sektor gospodarki - a jego przejawami są przede wszyst
kim: drobna wytwórczość i drobny handel (w tym także uliczny). Oba typy
działalności, które dokonują się niejako w kulturowej czy „legislacyjnej"
próżni, stanowią próbę wyrwania się różnych jednostek z zależności i rygo
rów obowiązujących w dotychczasowych miejscach pracy, a także próbę
wyrwania się z nędzy i ubóstwa i polepszenia własnej sytuacji materialnej.
Chociaż owa „legislacyjna próżnia" stwarza dogodne warunki do szerzenia
się różnego rodzaju afer gospodarczych, stanowić może jednak równocześnie
dogodne warunki do wyzwalania się jednostkowych inicjatyw w zakresie
organizowania sobie pracy i środków utrzymania w warunkach przymuso
wych. Szczególnie instruktywnego przykładu dostarczają tu sytuacje, jakie
zrodziły się w okresie transformacji w krajach byłego obozu wschodniego,
świadczące też być może o przełamywaniu zrodzonych w warunkach real
nego socjalizmu wzorów „wyuczonej niezaradności". Problem to oczywiście
0 wiele bardziej złożony i wielowątkowy. Interesująco pisze na ten temat
autorka w zakończeniu pracy (s. 129-138) analizując sytuacje w Indiach,
Chinach, Ameryce Łacińskiej, byłym ZSRR i in.
Kończąc, należałoby pogratulować autorce. Na podstawie dobrze dobranej
1 reprezentatywnej literatury przedmiotu dokonała ona trafnej syntezy mało
znanej u nas problematyki, znakomicie, w klarowny i przejrzysty sposób,
przedstawiła historię problemu, ukazując antropologiczne korzenie jego ujęcia.
Jest to moment istotny, wskazuje bowiem na rosnącą rangę antropologii
społecznej i kulturowej w określaniu i interpretowaniu najbardziej węzłowych
i aktualnych problemów współczesnego świata. Ukazała, jak w analizie tego
szczegółowego problemu przełamuje się panorama zmieniających się para
dygmatów myśli antropologicznej, wnoszących nowe sposoby widzenia i ujmo
wania rzeczywistości. Świat gospodarek ludzkich zaś jawi się jako problem
bogaty, barwny, wieloaspektowy i złożony, nie mniej frapujący od preferowa
nych dotąd przez antropologów innych aspektów kultury. I choć antropologia
zmuszona jest dziś, podobnie jak inne dyscypliny, do rozstrzygania swoich
250
RECENZJE I OMÓWIENIA
problemów badawczych w toku współpracy interdyscyplinarnej, z przed
stawionych wywodów widać niezbicie, że wnosi ona swój własny, unikalny
sposób spojrzenia, oparty na szerokiej perspektywie poznawczej, łączącej
holistyczny, porównawczy i historyczny punkt widzenia, który oddziałuje
w najwyższym stopniu ożywczo na jednostronne niejednokrotnie interpretacje,
jakie rodzą się na gruncie innych dyscyplin szczegółowych.
LITERATURA
Broži K.J.
1994a
Antropologia wartości. Kategoria standardu kulturowego w badaniach nad warto
ściami, Lublin, U M C S .
1994b
Materializm kulturowy i etnokulturalizm Marvina Harrisa, Lublin, Antropologia
kulturowa 22, U M C S .
Buchowski M.
1986
Magia, jej struktura i funkcje, Poznań, U A M .
B u r s z t a W.
1986
Język a kultura w myśli etnologicznej, Wrocław, Ossolineum.
1992
Wymiary antropologicznego poznania kultury, Poznań, U A S M .
Douglas M.
1982
An Active Voice, London.
F i r t h R.
1939
Primitive Polynesian Economy, London.
1946a
Malay Fisherman. The Peasant Economy, London.
1946b
Themes in Economic Anthropology. A General Comment, [w:] Themes in Economic
Anthropology, R. Firth (ed.), London.
F l i s M.
1988
Teorie struktury społecznej w antropologii funkcjonalnej, Wrocław, Ossolineum,
PWN.
G o d e l i e r M.
1973
Rationality and Irrationality in Economies, London.
H e r s k o v i t s J.M.
1952
Economic Anthropology. A Study of Comparative Economies, N Y .
O l s z e w s k a - D y o n i z i a k B.
1991
Człowiek - kultura - osobowość. Wstęp do klasycznej antropologii kultury, K r a
ków, Universitas.
1994
Społeczeństwo i kultura. Szkice z antropologii kulturowej, Kraków, Universitas.
P a l u c h A.
1990
Mistrzowie antropologii społecznej, Warszawa, PWN.
Sławoj Szynkiewicz, Pokrewieństwo. Studium etnologiczne, Warszawa 1992,
Wydawnictwa UW, ss. 354
Książka Sławoja Szynkiewicza ma charakter podręcznikowy. Jest ona
jedynym, jak do tej pory, całościowym ujęciem problemu pokrewieństwa
w polskim piśmiennictwie etnologicznym.
Autor rozpoczyna od omówienia historii problemu. Przypomina tu m.in.
Johanna Jakoba Bachofena, który jako pierwszy dokonał rozdzielenia po-
RECENZJE I OMÓWIENIA
251
krewieństwa na matrylinearne i patrylinearne oraz wyprowadził ewolucyjną
tezę o pierwotności tego pierwszego. Następnie prezentuje znaczące dokona
nia innych ewolucjonistów: J. McLennana, H.S. Maine'a i L.H. Morgana,
przechodząc do bliższych nam, w sensie historycznym, badaczy: E. Durkheima, W.H.R. Riversa, A.L. Kroebera, B. Malinowskiego, A.R. Radcliffe-Browna, M . Fortesa, G.P. Murdocka, R. Needhama, C. Lévi-Straussa.
Omawia też szeroko spory teoretyków i badaczy dotyczące rozwoju i ewo
lucji systemów pokrewieństwa oraz jego terminologii. Przytacza również
wypowiedzi wyżej wymienionych osób, które uznaje za klasyków badań nad
pokrewieństwem.
W następnym rozdziale autor próbuje wyjaśnić istotę pokrewieństwa.
Przytacza różnorakie definicje, a przede wszystkim stara się wykazać różnicę
pomiędzy biologicznym i społecznym ujęciem tego zagadnienia. Poddaje
przy tym krytyce biologiczne podejście do problemu, wskazując na jego
niewystarczalność i , co za tym idzie, niemożność wyjaśniania istoty po
krewieństwa jedynie za pomocą koncepcji biologicznych. S. Szynkiewicz
poszukuje kulturowej definicji pokrewieństwa, by udowodnić, że nie da się
go sprowadzić wyłącznie do aspektu biologicznego. Jednocześnie zauważa,
że do dziś trwają spory dotyczące tego problemu. Nadal bowiem niektórzy
naukowcy, np. Schneider, utrzymują, że bez biologicznej podstawy pokre
wieństwo jest niczym (s. 56). Tezę o biologicznych podstawach pokrewień
stwa głosił również B. Malinowski. Uważał on m.in., że nazwy stopni po
krewieństwa odzwierciedlają ich biologiczne podłoże. Z tą koncepcją nie
godzi się S. Szynkiewicz. Pyta on mianowicie, dlaczego w społecznościach
matrylinearnych najbliższym krewnym ego, prócz matki, jest jego wuj, a nie
ojciec, skoro biologiczna koncepcja wyjaśniania zjawiska pokrewieństwa
wyraźnie wskazuje, że naszym krewnym jest człowiek o genotypie podob
nym do naszego własnego. To społeczeństwo poprzez kulturę definiuje kto
jest krewnym, a kto nim być nie może. Owszem, zdajemy sobie sprawę
z tego, iż pokrewieństwo jest czymś naturalnym, ale identyfikujemy je za
pomocą kultury, jej symboliki i języka. Pokrewieństwo funkcjonuje w ra
mach kultury i nie może być od niej oderwane. Pokrewieństwo jest dziełem
człowieka; jest ludzkim wynalazkiem. Przemawiają za tym formy artykulacji
bliskości więzów między krewnymi, które objawiają się w sposobie grupowa
nia, rangowania i przypisywania krewnym określonych ról, funkcji, statusu
społecznego, a także miejsca w grupowej stratyfikacji (s. 81).
Na podstawie wypowiedzi teoretyków etnologii oraz tezy o kulturowym
pochodzeniu pokrewieństwa S. Szynkiewicz buduje swoją własną definicję
tego zjawiska. Wydaje się, że jest ona dobrym podsumowaniem i wykładnią
jego stanowiska, które - jak przypuszczam - podziela większość współcze
snych etnologów. Stwierdza on mianowicie, że „pokrewieństwo to całość
więzi społecznych, zachowań oraz koncepcji podlegających ich kulturowemu
uogólnieniu, które powstają wokół szeroko rozumianego procesu repro
dukcji społecznej i stosują terminologię pokrewieństwa" (s. 93).
252
RECENZJE I OMÓWIENIA
Przedmiotem kolejnego rozdziału jest terminologia pokrewieństwa. Mówi
się tu m.in. o metodach zbierania informacji dotyczących terminów pokre
wieństwa - metodzie genealogicznej rejestracji terminów Riversa, metodzie
spisywania terminów „wyłapywanych" z bezpośrednich, swobodnych wypo
wiedzi, o tym skąd wzięła się terminologia pokrewieństwa, o typologii
i klasyfikacji systemów terminologicznych oraz kryteriach powstawania kate
gorii nazewniczych. W rozdziale dotyczącym źródeł pokrewieństwa autor
omawianej tu książki bardzo szeroko opisuje spory dotyczące kierunku
ewolucji form pokrewieństwa. Badacze zastanawiali się m.in. nad tym, co
było pierwsze: system matrylinearny czy patylinearny, ród czy rodzina?
Według autora, większość ewoluqonistów (za Bachofenem) uważała, iż pier
wszą formą był system matrylinearny. Po epoce ewolucjonizmu, na podstawie
wyników badań nad rdzennymi Australijczykami oraz Indianami amery
kańskimi, pierwszeństwo to przyznano jednak systemowi patrylinearnemu
(S. Szynkiewicz przytacza tu m.in. przykład plemienia Szoszonów, które
pierwotnie było grupą zbieracko-łowiecką o poligynicznym typie rodziny
i patrylinearnym systemie pokrewieństwa, a następnie przeszło do gospodarki
rolniczej. Spowodowało to zmianę systemu na matrylinearny i miało związek
z osiadłym trybem życia kobiet, do których dochodzili mężczyźni, spędzający
większość czasu poza rezydencją na polowaniu lub wojnie). Do dziś w etno
logii trwa spór o pierwotność jednego lub drugiego systemu. W ostatniej
części wspomnianego rozdziału Szynkiewicz szeroko omawia problem rezy
dencji małżeńskiej oraz grup pochodzeniowych (lineaże, grupy o domniema
nej genealogii, klany, gens, fratrie i moiety).
Lektura książki S. Szynkiewicza może nasunąć przypuszczenie, że cała
dzisiejsza etnologia stoi na gruncie ewolucjonizmu. I chyba tak jest w rzeczy
wistości (por. Buchowski 1993, s. 17). Autorowi nie udało się uniknąć opar
cia swego podręcznika na tej, nieco już podstarzałej (co nie znaczy, że
przestarzałej), teorii. Już sam układ rozdziałów w książce skłania czytelnika
do namysłu. S. Szynkiewicz rozważa bowiem w pierwszej kolejności pokre
wieństwo matrylinearne, w następnej zaś - patry linearne. Z lektury książki
wynika natomiast, że większość „pierwszych" ewolucjonistów tak właśnie
wyobrażała sobie linię rozwojową systemów pokrewieństwa - od matriar
chatu do patriarchatu. Pomiędzy tymi dwoma miało się plasować pokre
wieństwo podwójne jako równoważące obydwa te systemy w ramach jednej
konstrukcji. Na samym końcu tego continuum znajdować się miał system
bilateralny. Oczywiście później nauka zakwestionowała to spojrzenie zastę
pując je kolejnymi rozwiązaniami o ewolucyjnym charakterze (np. o pierwotności patriarchatu). Do dziś etnologia nie może się od takich rozwiązań
uwolnić. Dowodem tego może być np. przytoczona przez Szynkiewicza
teoria Divale z 1984 roku (s. 187).
W następnych rozdziałach książki omówiono bardzo szczegółowo: po
krewieństwo matrylinearne (pochodzenie dziedziczone po matce, sukcesja
władzy i dziedziczenie z reguły korporacyjnego majątku po bracie matki,
RECENZJE I OMÓWIENIA
253
matrylokalność, awunkulokalność, patrylokalność, mniejsza trwałość mał
żeństwa, konflikt emocjonalny na linii ojciec - syn - siostrzeniec), pokre
wieństwo patrylinearne (rezydencja patrylokalna, egzogamia, pochodzenie
dziedziczone w linii męskiej, trwałość małżeństwa, dziedziczenie władzy
i majątku w linii męskiej, reguła jedności lineażu), podwójny system po
krewieństwa (przynależność do patrylinearnej linii ojca i matrylinearnej linii
matki, dziedziczenie majątku ruchomego matrylinearne), pokrewieństwo
bilateralne (dowolny przekaz pochodzenia, wolny wybór krewnych ze strony
matki lub ojca, typy rezydencji małżeńskiej: bilokalny i neolokalny, duży
krąg krewniczy - familia, rodzina, kinred). Autor omawia również, tzw.
systemy marginalne, które jednakże, jak sam zaznacza, istnieją w zasadzie
tylko w umysłach badaczy (są to pozostałe możliwe teoretycznie systemy:
równoległy i przemienny; w pierwszym z nich kobiety dziedziczą po kobie
tach, a mężczyźni po mężczyznach, w drugim kobiety dzedziczą po mężczy
znach i odwrotnie).
W ostatnim rozdziale autor omawia m.in. przekształcenia polskiego sys
temu terminologicznego, a następnie - zmienność systemu pokrewieństwa.
Stwierdza też, że według etnologii ewolucja tych systemów jest faktem; nie
wiadomo tylko, który z nich ma być tym pierwszym. Próbowano np. na
kreślić linię przedstawiającą rozwój form pokrewieństwa od matrylinearnego, poprzez patrylinearny, do bilateralnego, ale teza ta została obalona.
Etnologowie zastanawiają się również nad przyczynami transformacji form
pokrewieństwa.
Książka Szynkiewicza rozszerza wiele wątków zawartych w definicji po
krewieństwa umieszczonej w Słowniku Etnologicznym (Penkala-Gawęcka
1987). Definicja ta jest ze zrozumiałych powodów (forma słownika nie
pozwala przecież na rozwinięcie tematu) niekompletna i nie wyczerpująca.
Poszukując dalszych śladów tematyki pokrewieństwa w polskim piśmienni
ctwie etnologicznym natrafiłem na nie m.in. w publikacji Ewy Nowickiej
Świat człowieka - świat kultury (Nowicka 1991) - nota bene książki o pod
ręcznikowym charakterze z zakresu całej antropologii społecznej. W pracy
tej odnaleźć można dość szczegółowe opisy struktur społecznych związanych
z pokrewieństwem, a więc form małżeństwa i rodziny, klanu i lineażu,
łącznie z egzemplifikacjami. Jednakże najciekawszym z pism dotyczących
problematyki pokrewieństwa, które ukazały się przed wydaniem książki
Szynkiewicza, jest - moim zdaniem - artykuł B. Malinowskiego pt. Zagad
nienie pokrewieństwa w świetle najnowszych badań (Malinowski 1930). Pod
daje on m.in. krytyce ewolucjonistyczną teorię pokrewieństwa i wprowadza
funkcjonalizm do rozważań nad tym zagadnieniem. Dla Malinowskiego
poszukiwanie genezy terminologii pokrewieństwa jest „fałszywym proble
mem". Pisze on: „Źródłem całego zła jest to, że poszukiwaliśmy genezy
pokrewieństwa, zanim zrozumieliśmy istotę samego pokrewieństwa" (tamże,
s. 21). I dalej: „Nowoczesny czyli funkcjnonalny etnolog stara się [...] zro
zumieć, czym jest w rzeczywistości pokrewieństwo dla krajowca; pragnie on
254
RECENZJE I OMÓWIENIA
pojąć, jakich terminology używa się na oznaczenie pokrewieństwa i co one
wyrażają [...]" (tamże, s. 21). Według Malinowskiego, istnienie pokrewień
stwa ułatwia funkcjonowanie małżeństwa - legalizuje rozrodczość, tworzy
struktury socjalizacji.
Czytając książkę S. Szynkiewicza można odnieść wrażenie, że etnologia
przetrwała okres naporu funkcjonalizmu i strukturalizmu powracając, choć
by na polu rozważań nad pokrewieństwem, do „starych i poczciwych"
koncepcji ewolucjonistycznych. Wydaje mi się, że w tej materii nie ma dla
ewolucjonizmu alternatywy - teorii równie jak on sam nośnej. W związku
z tym, długo jeszcze będzie znajdował swoich zwolenników pośród etno
logów, którzy na podstawie jego założeń tworzyć będą kolejne hipotezy.
Pozostaje nam mieć nadzieję, że doczekają się one równie udanego i warto
ściowego kompendium, jakim dla dotychczasowych hipotez i teorii stało się
Pokrewieństwo Sławoja Szynkiewicza.
Tomasz Szlendak
LITERATURA
M a l i n o w s k i B.
1930
Zagadnienie pokrewieństwa w świetle najnowszych badań, „Przegląd Socjologiczny",
Nr 1, s. 17-31.
1987
Pokrewieństwo, [w:] Seks i stłumienie w społeczności dzikich, Warszawa, PW^N,
s. 410-436.
Nowicka E.
1991
Koncepcje form pokrewieństwa, małżeństwa i rodziny. Struktury społeczne zwią
zane z pokrewieństwem, [w:] Świat człowieka - świat kultury, Warszawa, PWN,
s. 349-351 oraz s. 370-381.
P e n k a l a - G a w ę c k a D.
1987
Pokrewieństwo, [w:] Słownik etnologiczny, Warszawa - Poznań, PWN, s. 282-286.
Shamans and Cultures, M . Hoppál, K.D. Howard (eds.), ISTOR Books 5,
Akadémiai Kiadó Budapest, International Society for Trans-Oceanin Rese
arch, Los Angeles, ss. 302
Książka jest zbiorem referatów, które zostały wygłoszone podczas I kon
ferencji zorganizowanej przez The International Society for Shamanistic
Research w Seulu w lipcu 1991 r. Poszczególne teksty mają najczęściej cha
rakter case studies i nie wyczerpują zagadnień badanych i omawianych przez
ich autorów. Składają się jednak na całość, ukazującą różne, często mało
znane aspekty zjawiska, jakim jest szamanizm. Nie od dziś fascynuje ono
badaczy i wciąż jeszcze nie zostało do końca opisane ani wyjaśnione. Oma
wiana książka jest też znakomitym uzupełnieniem dotychczasowego stanu
wiedzy o szamanizmie - jego genezie, typologii, związanych z nim wie
rzeniach, rytualnych praktykach, wyobrażeniach na temat „wędrówek" sza-
RECENZJE I OMÓWIENIA
255
mana i „tamtego świata", sposobów działania szamana, jego miejsca w spo
łeczeństwie i in. Niektórzy autorzy wskazują też np. na wpływy różnych
kultur na lokalne odmiany szamanizmu.
Szczególnie interesujące są, moim zdaniem, teksty, w których ukaza
no „sposoby rekrutacji" szamanów, ich relacje z duchami-przewodnikami
i opiekunami. Zwrócono tu także uwagę na pewne specyficzne cechy osobo
wości szamana, uzdolnienia, dzięki którym może on pełnić swe funkcje.
Omawiane są też różne kategorie duchów, z którymi szaman nawiązuje
kontakty jako medium, pośrednik między światem żywych i zmarłych, ludzi
i sił kosmicznych, itp. Tego typu informacje pokazują, jak bardzo zróż
nicowany jest świat duchów - przewodników szamana. Reakcje między
duchami i szamanem nabierają też specyficznego, nieanonimowego cha
rakteru. Interesującym przykładem opisu jest w tym przypadku artykuł
J. Lemoine'a, oparty na materiałach zgromadzonych w Laosie i Tajlandii.
Autor, w zajmujący sposób przedstawia opisy wędrówek szamana w po
szukiwaniu duszy chorego. Trasy wędrówki (i podejmowane działania) zale
żą od postawionej diagnozy, tj. określenia, jaki rodzaj duszy ma kłopoty
i gdzie należy jej szukać, gdy zmierza ku reinkarnacji. W wędrówce szamana
bardzo ważna jest pomoc duchów, które wraz z nim szukają duszy chorego,
wspomagane przez dźwięki muzyki.
Kilku autorów podejmuje ciekawe próby odpowiedzi na pytanie, czym
jest właściwie trans, ekstaza lub odmienny stan świadomości szamana.
Warto tu zwrócić uwagę na artykuł S.A. Mousalimas (oparty na materia
łach z Alaski) oraz Kwang-iel Kim i Tae-gon Kim (dotyczący Korei).
Ci ostatni badacze określili np. trzy zasadnicze kategorie odmiennych
stanów świadomości, w czasie których szaman nawiązuje kontakt z du
chami: zawłaszczenie, trans i quasi-zawłaszczenie (possesion-belif). Autorzy
podkreślają, że klasyfikacja ta nie odpowiada interpretacjom samych sza
manów, przez których każdy stan ekstazy jest jednoznacznie rozumiany
jako zawłaszczenie.
Inna badaczka, R. Hamayon, próbuje natomiast wyjaśnić (na podstawie
materiałów syberyjskich), jakiego rodzaju siły są asocjowane z funkcjami
pełnionymi przez szamana i jaka jest ich natura. Autorka zwraca ponadto
uwagę na pewne symboliczne aspekty szamanizmu.
Z tekstów zamieszczonych w pracy jasno wynika, że szamanizm nie jest
dziś archaicznym i zapomnianym rytuałem, lecz należy do żywych zjawisk
o szerokim zasięgu. Co więcej, w niektórych krajach działają ruchy (sekty)
nawiązujące do szamańskich tradycji i wierzeń (mają one np. wielu zwo
lenników w Japonii - zagadnieniu temu poświęcony jest ciekawy artykuł
Sachiko Hatanaka). Wiele osób korzysta też na co dzień z pomocy sza
mana w przypadku choroby lub pyta go o radę w życiowych problemach
(jak zauważa Yoriko Kanda, nie ma wówczas mowy o odświętnym rytuale).
Szaman zajmuje też ważne miejsce w poszczególnych społecznościach. Jak
podkreśla np. Guo Shuyon, pełni on nie tylko istotną rolę w przekazywaniu
256
RECENZJE I OMÓWIENIA
treści kulturowych i tradycji społecznych lecz także - w kreowaniu kultury
klanu. Szaman jest bowiem twórcą literatury ustnej, tańca, wiedzy medycz
nej, polityki grupy i in. Znakomitym uzupełnieniewm informacji o roli
szamana w przekazywaniu treści kulturowych jest artykuł E. Helimskiego,
oparty na materiałach mandżurskich. Autor stawia przy tym interesujące
pytanie, czy język duchów ma wpływ na rozwój języka ludzi?
Omawiana praca ukazuje wyraźnie, jak niejednorodne i złożone jest
zjawisko szamanizmu, jak wiele można tu wyróżnić lokalnych wariantów,
specyficznych odmian. Należy do nich np. japoński kuchiyose, koreański
tan* gol i kut (w tym rytuale bardzo ważną funkcję pełni śmiech, komizm,
jest on ponadto elementem magii płodności). Można ponadto wyróżnić
kilka wariantów szamanizmu buriackiego. Jak zauważa D. Dugarow, wy
stępują tu m.in. różnice w sposobie wyboru tzw. białych i czarnych szama
nów. Biali szamani np. wybierani są przez Niebo, Stwórcę, Gromowładcę
a nie przez duchy, jak się to zwykło przyjmować do tej pory. Niektórzy
badacze ukazują ponadto podstawowe różnice między lokalnymi odmiana
mi szamanizmu, np. japońskim i koreańskim (artykuł Yoriko Kanda). Inni
natomiast, jak np. M . Hoppál, podejmują próbę zsyntetyzowania badań
dotyczących różnych regionów świata. Autor ten - na podstawie materiałów
z obszaru Syberii - dokonuje również przeglądu definicji szamanizmu. Zde
cydowana większość z nich ma charakter opisowy. Rodzi się więc - moim
zdaniem - pytanie, czy jest w ogóle możliwa inna niż opisowa definicja,
która choć w przybliżeniu określiłaby istotę szamanizmu. W omawianej
książce znajdujemy ponadto np. próby typologizacji szamanów (Yoriko
Kanda wyróżnia m.in. następujące typy: kapłan, mediator, uzdrowiciel,
artysta, wróżbita. Możliwy jest też podział na typ ekstatyczny i nie-ekstatyczny i in.) Niektórzy badacze (np. Gabor Vargyas) ukazują strukturę
ceremonii szamańskich, sekwencję stałych elementów, wzorów zachowań;
tekst oparty jest na materiałach z Wietnamu. Większość tekstów bazuje
na wynikach najnowszych badań terenowych i literaturze oraz źródłach
archiwalnych. Warto również zwrócić uwagę na zachowane gdzieniegdzie
unikalne księgi szamańskie. Jeden z takich zabytków - manuskrypt z 1884 r.
spisany przez szamanów Sibe (Chiny) i zawierający teksty modlitw oraz
zaklęć mających służyć określonym celom, w zależności od sytuacji - przed
stawia Giovanii Stary.
Właściwie każdy z 30 tekstów (nie licząc „Wstępu") zamieszczonych
w Shamans and Cultures... zasługuje na oddzielne omówienie. Mam jednak
nadzieję, że nawet ten pobieżny z konieczności przegląd zachęci Czytelników
do sięgnięcia po sygnalizowaną pozycję. Nie mogą jej, moim zdaniem, po
minąć nie tylko badacze szamanizmu, lecz także etnolodzy zajmujący się
innymi dziedzinami kultur ludów Azji i Ameryki Północnej.
Iwona Kabzińska-Stawarz
RECENZJE I OMÓWIENIA
257
Piotr Eberhardt, Przemiany narodowościowe na Białorusi. Warszawa 1994,
ss. 182
Piotr Eberhardt podjął się analizy bardzo trudnego problemu w dzie
dzinie europejskich studiów narodowościowych tj. ustalenia białoruskiego
obszaru etnicznego i w miarę ścisłego określenia liczby Białorusinów w la
tach 1897-1989, biorąc za podstawę dostępne spisy ludności, polskie i ro
syjskie. Autor daje w swojej pracy obraz zmian i tendencji w sferze przemian
narodowościowych, na konkretnym, stałym terytorium, dla którego przyjął
określenie „Ziemia Białoruska". Twierdzi, że zasada stałości terytorialnej,
chociaż nie przynosi optymalnych konsekwencji merytorycznych to zde
cydowanie ułatwia dokonanie analizy. Uważa też, że zwłaszcza w tej pracy
jest celowe odnoszenie się do stałego terytorium, ponieważ na pograni
czu strefa etniczna bezustannie „falowała" w zależności od koniunktury
społeczno-politycznej. Z tych samych względów zawodne były kryterium
językowe. Najbardziej wiarogodne jest natomiast, zdaniem Autora, kry
terium wyznaniowe.
P. Eberhardt, w swoim studium ukazuje poprzez cyfry proces likwidowa
nia supremacji polskiej, walkę Rosji z polską kulturą, ograniczanie wpływów
katolicyzmu na rzecz prawosławia i likwidowanie polskiej własności mate
rialnej z jednej strony, a także postępującą rusyfikację tego terenu z drugiej.
Jako jeden z nielicznych porównał on charakter polonizacji i rusyfikacji.
O ile polonizacja wynikała z ewolucji, o tyle, zdaniem Autora, rusyfikacja
była zaprogramowana. Kolejne spisy ludności przeprowadzane od 1931 ro
ku po rok 1989 miały udowodnić na ile udało się zrealizować założenia w tej
dziedzinie. P. Eberhardt stwierdza, że mimo natężonej akcji antypolskiej,
przesiedleń, migracji ludności, urbanizacji a także rusyfikacji Białorusinów,
nie udało się zniszczyć polskości na pograniczu litewsko-białoruskim, ani też
w zupełności zrusyfikować narodu białoruskiego. Obydwa narody przetrwa
ły i dotrwały do momentu upadku imperium sowieckiego, chociaż naród
białoruski u progu swej niepodległości znalazł się na granicy utraty tożsamo
ści narodowej wraz z zanikiem języka białoruskiego; obecnie po podpisaniu
układu z Rosją sytuacja będzie się zmieniać na korzyść języka rosyjskiego.
P. Eberhardt zaznacza, że najtrudniejszym zadaniem było zebranie wiarogodnych materiałów statystycznych, zwłaszcza rosyjskich i radzieckich,
dla X X wieku. Poprzez niejednorodność i rozpiętość ocen dla różnych grup
narodowościowych utrudniły one ocenę merytoryczną całości materiału sta
tystycznego w ujęciu przestrzennym. Zestawienie materiałów radzieckich
spisów ludnościowych lat 1959, 1970, 1979, 1989 nie mogło być mechanicz
ne, ponieważ spisy obejmują niezupełnie te same, a z reguły inaczej rozbite
terytoria a także operują kategoriami nie całkiem tożsamymi. Wiele danych
Autor zmuszony był na nowo analizować, stosując przeliczenia, opatrywać
nowymi wyjaśnieniami, aby można je było poddać pod rozwagę czytelnika
jako materiał do porównań czy wniosków. Biorąc powyższe pod rozwagę,
258
RECENZJE I OMÓWIENIA
P. Eberhardt, stosując oszczędność słowa, trudną do przyjęcia dla historyka,
z rzeczowością wydobywa z kruchego materiału, jakim są dane z oficjalnych
spisów ludności, kamuflujące często kłamstwa i fałsz, historyczną rzeczywi
stość. Kłamstwa spisowe (np. o braku Polaków w Wilnie) często pozbawio
ne są konsekwencji i w tym miejscu jest pole dla dociekliwego badacza, by
je skompromitować. Udało się to w wielu przypadkach Autorowi, zajmują
cemu się problematyką narodowościową Białorusi, Litwy i Ukrainy.
Prezentowana tu praca, to 12 rozdziałów, zilustrowanych 24 mapami
sporządzonymi przez autora i 55 tablicami. Pierwszy z rozdziałów jest ro
dzajem wstępu, drugi zaś krytycznymspojrzeniem Autora na rosyjski spis
ludności przeprowadzony w 1897 roku, poprzez fachowe polskie opracowa
nia demograficzne okresu międzywojennego.
Spis ten za jedyny wyznacznik narodowości przyjął język, co nie spraw
dzało się jednak na pograniczu polsko-białoruskim a nawet białorusko-rosyjskim. W tym przypadku, dodatkowym, i często decydującym czynnikiem,
było wyznanie religijne (potwierdzają to wyliczenia Edwarda Czyńskiego,
sporządzone wg rubryceli Kościoła Rzymskokatolickiego, użyte do zilustrowa
nia problemu przez Autora studium. Zarówno polska opinia publiczna jak
i niemiecka uznały spis ten za tendencyjny i zniekształcający rzeczywistość.
Stąd też stał się on przyczyną dokładnych analiz statystycznych i merytorycz
nych przeprowadzonych przez polskich i niemieckich demografów. Przy swoim
stanowisku zostali jednak badacze rosyjscy, którzy obliczyli, że np. powiat
Sokółka liczył jedynie 1,2% ludności polsko-języcznej; przywołane przez
Eberhardta dane Czyńskiego wykazują w tym rejonie 75,5% Polaków i tyleż
samo katolików. Jest to brak konsekwencji w fałszowaniu ilości Polaków na
ziemiach litewsko-białoruskich, na co Autor znalazł dowód w źródłach
rosyjskich. Źródła te bowiem dowodzą, że władze administracyjne wszystkich
szczebli imperium rosyjskiego utożsamiły Kościół Katolicki z polskością
i stosowały w celu jego zniszczenia wszelkie metody, zwłaszcza w okresie
powstań. Tabela Nr 4 (s. 25) uwidacznia obniżenie się liczby katolików
w okresie dyskryminacji i likwidacji Kościoła Unickiego.
Badania socjologiczne przeprowadzone przez Leona Wasilewskiego
i Edwarda Maliszewskiego ujawniły, że prawie wszyscy wyznawcy katoli
cyzmu deklarowali narodowość polską. Niewielu wśród katolików było zde
klarowanych Białorusinów. Włodzimierz Wakar, demograf i statystyk polski
żyjący w okresie międzywojnia wyliczył szacunkowo, że na analizowanym
terytorium mieszkało łącznie 6 424,2 tys. stałej ludności cywilnej, w tym
4 356,2 tys. Białorusinów tj. 67,8%, co znaczy, że różnica między kryterium
językowym a narodowościowym wynosi 400 tys. mieszkańców. Spis rosyjski
wykazał 156,5 tys. ludności polsko-języcznej, Wakar natomiast wykazał
838,9 tys., tj. niewiele mniej niż wyznawców Kościoła Rzymskokatolickiego
- 879,7 tys. Tylko 40,8 tys. katolików nie zostało zaliczonych do narodo
wości polskiej. Eberhardt stwierdza zatem, że kryterium językowe zastoso
wane w spisie rosyjskim doprowadziło do błędnych stwierdzeń i uogólnień.
RECENZJE I OMÓWIENIA
259
Najbliższe prawdy, jego zdaniem, byłoby nałożenie wyników analizy kryte
rium językowego i wyznaniowego po odliczeniu od ogólnej liczby poszcze
gólnych narodowości.
Rozdział I I I to analiza danych statystycznych przeprowadzonych w roku
1909 pod kontrolą administracyjną władz rosyjskich przez Warszawski Ko
mitet Statystyczny w sposób fachowy, nie budzący zastrzeżeń nawet ze
strony Rosjan. Autor dodaje jeszcze analizę dwóch spisów ludności - nie
mieckiego z 1916, który zna we fragmentach, oraz spisu polskiego z 1919
roku, opublikowanego w całości przez Romera. Te ostatnie dane ujawniły,
że spis polski przeprowadzony przez Zarząd Cywilny Ziem Wschodnich
w 1919 roku zawyżył nieświadomie dane dotyczące polskości, a przyczyną
były sukcesy militarne zjednej strony, z drugiej ograniczenie geograficzne do
centralnej i zachodniej Białorusi (wschodnia część była opanowana przez
bolszewików). Dane te tym samym zaniżyły liczbę Białorusinów (tab. Nr 10
i Nr 11 na s. 51-53).
Rozdział IV rozpatruje warunki demograficzne i narodowościowe na
obszarze zachodnim i częściowo centralnym bezpośrednio po zakończeniu
działań wojennych na podstawie polskich spisów z 1919 i 1921 roku. Autor
wykazuje duże ubytki ludności wywołane wojną i rewolucją i ich charakter
selektywny bardziej jakościowy niż ilościowy. Zdaniem Eberhardta, mimo
założonej przez stronę polską obiektywizacji, w spisie odzwierciedliła się
zmiana warunków politycznych po 1920 roku, co wpłynęło na zmianę na
strojów wśród ludności o nieskrystalizowanej świadomości narodowej. Duża
część Białorusinów i część Żydów zadeklarowała narodowość polską, utoż
samiając narodowość z państwowością. Dane spisowe zaniżyły w sposób
sztuczny liczbę Białorusinów wykazując ich tylko na Polesiu, podnosząc
pozornie tym samym liczbę Polaków. Wszystko to zmusza badacza do
zweryfikowania ostatecznych wyników dotyczących statystyki narodowoś
ciowej na podstawie kryterium religijnego (tab. Nr 13, s. 61 i 64-65). Mapę
Nr 11 (s. 60) wykreśloną w Atlasie Mira z 1964 roku, ukazującą rozmiesz
czenie ludności polskiej wg spisu z 1959 roku na Zachodniej Białorusi.
Eberhardt zauważa tu dużą zbieżność, a różnice wynikają z akcji repat
riacyjnej w latach 1944-1948 i 1956-1959.
Rozdział V ukazuje strukturę narodowościową w świetle spisów z 1926
i 1931 roku. Autor stwierdza, że chociaż wystąpiły deformacje w stosunku
do liczby Polaków, to ogólnie rok 1926 był korzystnym dla rozwoju po
szczególnych narodowości, ponieważ rusyfikacja carska nie została jeszcze
zastąpiona stalinowską. Spis brał pod uwagę język, który w łączności z kry
terium narodowościowym umożliwił badaczowi wyjaśnienie zagadnień et
nicznych. Z tabeli Nr 16 (s. 74) i z mapy Nr 13 (s. 75) daje się wyczytać
początek rusyfikacji językowej, która przybierze potężne rozmiary w latach
czterdziestych, co jest omówione w rozdziale V I I . Analizując dane spisu
polskiego z 1931 roku Eberhardt uważa, że mimo wszelkich prób obiek
tywizacji, wyniki nie oddały w pełni rzeczywistości, ponieważ duża część
260
RECENZJE I OMÓWIENIA
Białorusinów i Żydów a także Ukraińców podała język polski jako ojczysty.
Podobnie jak wyniki spisu z 1921 roku materiały spisowe z 1931 roku
wymagają, zdaniem autora, krytycznej oceny i tylko w łączności ze statystyką
wyznaniową mogą stanowić punkt wyjścia do oceny merytorycznej. W próbie
porównania spisu radzieckiego z 1926 roku ze spisem polskim z 1931 roku
autor wypełnia 5-letnią lukę czasową szacunkiem ludności BSRR w 1931
i doprowadza do zbieżności ze spisem polskim (s. 83-84).
Rozdział V I ilustruje przemiany narodowościowe na Ziemi Białoruskiej
w latach trzydziestych. Spis z 1937 roku nie został zaakceptowany przez
ówczesne władze ZSRR, ponieważ ujawniał olbrzymie straty ludności wy
wołane kolektywizacją i głodem. Spis z 1939 roku natomiast zafałszował
dane. Mimo tych różnic dla ogólnego rozeznania w tendencjach zmian
demograficznych Eberhardt wykorzystał wyniki, porównując je z danymi
spisowymi z 1926 roku i z szacunkami z 1931 roku. Należy podkreślić, iż
Rosjanie nie udostępnili danych dotyczących spisu z 1937 roku, lecz tylko
dane spisowe wg obwodów dla roku 1939 (tab. 21, s. 92). Dostępne dane
radzieckie odkryły totalną i bezwzględną eksterminację ludności polskiej
w wyżej wymienionych latach. Tabela 21 np. wykazuje spadek ludności
polskiej wg spisu z 1937 z 119,9 tys. na 58,4 tys. w 1939 roku i są to straty
ludności polskiej poniesione z rąk aparatu stalinowskiego.
W drugiej części rozdziału P. Eberhardt analizuje sytuację Białorusinów
w granicach I I Rzeczypospolitej, która w swej polityce dążyła do integracji
ziem wschodnich z resztą kraju. Zdaniem badacza opcja inkorporacyjna była
bardzo szkodliwa dla stosunków polsko-białoruskich, spowodowała nastroje
antypolskie a także wzbudziła sympatie do Moskwy, która w początkach lat
dwudziestych była przychylna narodowym aspiracjom białoruskim. Autor
stwierdza, że dyskryminacja ludności białoruskiej w Polsce zaciążyła na
wzajemnych stosunkach i przyczyniła się do skomunizowania licznych działa
czy białoruskich. Zaznacza też, że polscy Białorusini nie przewidywali zmiany
stanowiska Moskwy wobec narodowości w ZSRR, która doprowadziła w kon
sekwencji do zniszczenia i tak niewielkiej elity białoruskiej.
Rozdział V I I ilustruje przemiany narodowościowe na Ziemi Białoruskiej
w okresie I I wojny światowej, sprowadzające się do ujawnienia strat lud
ności polskiej z rąk Stalina i żydowskiej z rąk hitlerowskich.
Rozdział V I I I poświęcony jest strukturze narodowościowej, ujawnionej
w spisie z 1959 roku z uwzględnieniem dwóch cech etnicznych: narodo
wości i języka ojczystego. Spis ten ujawnił dwie mniejszości narodowościowe
- Polaków i Rosjan oraz poważne zmiany w strukturze narodowości w la
tach 1937-1959. Dotyczy to głównie ludności żydowskiej, wymordowanej
w latach 1942-1943, której liczba zmniejszyła się o 520,9 tys. Liczba ludności
polskiej w 1937-1939 zmniejszyła się o 61,5 tys., a w latach 1939-1945
o kolejne 200-300 tys.
W odniesieniu do ludności białoruskiej z kolei spis wykazał wzrost
o 200 tys. w latach 1937-1959. Dane tego spisu obalają mit o dużych stra-
RECENZJE I OMÓWIENIA
261
tach ludności białoruskiej w latach 1939-1945, były one kilkuprocentowe.
W dalszej części rozdziału Autor wykazuje zapoczątkowanie rusyfikacji języ
kowej ludności miast a następnie całej Białorusi. Rozpatruje też relacje
między Rosjanami a Białorusinami. Ci pierwsi sięgnęli po władzę we wszyst
kich niemalże stanowiskach w administracji, przemyśle, szkolnictwie na
Białorusi i uczynili język rosyjski językiem urzędowym. Nastąpiła rusyfika
cja całego terytorium białoruskiego w latach 1959-1989, chociaż dane ze
spisu 1959 roku jeszcze nie wykazały zagrożenia dla tożsamości narodowej
Białorusinów. Dane tego spisu jeszcze raz potwierdziły badania polskie, że
przeważająca część ludności katolickiej na pograniczu litewsko-białoruskim
ciąży ku polskości i stała się świadomie ludnością reprezentującą narodo
wość polską i przetrwała mimo wielu strat.
Rozdział DC obejmuje okres rządów Chruszczowa i Breżniewa, w którym
widoczny jest napływ ludności rosyjskiej, przy równoczesnym wynarada
wianiu mniejszości. Przybiera zdecydowanie na sile rusyfikacja Białorusi.
Ludność polska została poddana wynaradawianiu niejako dwutorowo.
Najpierw poddano ją białorutenizacji, później rusyfikacji. Widoczny jest
duży ubytek ludności polskiej, sięgający 29%, co Autor tłumaczy presją,
zwłaszcza przy wydawaniu dowodów radzieckich, w których wpisywano
Polakom narodowość białoruską, W rezultacie w latach 1959-1970 na
stąpił spadek ludności polskiej z 538,9 tys. do 382,6 tys. Równocześnie
Ebehrhardt wykazuje wzrost liczby ludności używającej języka rosyjskiego
0 540,1 tys.
W kolejnym rozdziale badacz wykazuje szybki wzrost ludności rosyjskiej
przy równoczesnym obniżaniu się liczby ludności białoruskiej. Ze spisu
w 1979 roku wynika, że został on przeprowadzony bardziej liberalnie, ponie
waż wzrosła liczba Polaków. Różnice te ujmuje tabela Nr 40 (s. 139). Z ana
lizy danych spisowych wynika, że przemiany etniczne były sterowane, a ich
wyniki zgodne z oczekiwaniami Moskwy. Spis z 1970 roku wykazał udział
ponad 20% ludności polskiej aż w siedmiu rejonach obwodu grodzień
skiego, a spis w 1979 ujawnił w 10 rejonach więcej niż 20% Polaków.
Rozdziały X I i X I I podsumowują w pewnym sensie rezultaty 92 lat
rządów rosyjskich na Białorusi. Relacje ludności białoruskiej i rosyjskiej są
korzystne dla tej drugiej. Rosjanie równomiernie zamieszkują całe teryto
rium Białorusi, koncentrując się w najważniejszych punktach strategicznych,
miastach przemysłowych. Mają w swych rękach aparat administracyjny
1 partyjny, kadry techniczne, garnizony wojskowe; to wszystko pozwoliło
Rosjanom odegrać ,rolę dominującą na Białorusi. Cała Białoruś, jak wyka
zuje P. Eberhardt nabrała charakteru rosyjskiego. Jak widać w chwili
obecnej, rozpad ZSRR nie uratował Białorusi przed utratą tożsamości.
Stwierdzenie badacza, że przyszłość Białorusi zależy od lojalności Rosjan
wobec nowego państwa białoruskiego straciła więc na aktualności. Na
zakończenie należy zadać pytanie czy są jeszcze szanse, żeby Białorusin
poczuł się Białorusinem?
262
RECENZJE I OMÓWIENIA
W podsumowaniu można stwierdzić, że książka autorstwa P. Eberhardta
ukazała się w decydującym momencie dla przyszłości Białorusi. Chociaż
studium to jest przeznaczone dla wąskiego grona czytelników, z racj braku
szerszego komentarza historycznego, to w zupełności ukazuje tendencje po
lityki rosyjskiej względem Białorusi.
Maria Wojnicka
Piotr Eberhardt, Przemiany narodowościowe na Białorusi, Warszawa 1994,
ss. 182
Książka P. Eberhardta, stanowiąca efekt niezmiernie żmudnej i rzetelnej
pracy badawczej, napisana jest z pozycji geografa i demografa. Jak wyjaśnia
autor, jest ona „poświęcona kwestiom ilościowym" i „mówi jedynie o liczeb
ności, czyli potencjale demograficznym wyszczególnionych narodowości"
(s. 41). Ponadto: „niniejsze ujęcie zostało zawężone głównie do oceny zja
wisk i procesów demograficznych, i to też z uwypukleniem aspektu jedynie
geograficznego" (s. 157). P. Eberhardt formułuje jednak szereg twierdzeń,
które wybiegają poza ów sygnalizowany zakres. Moim zdaniem, nie można
ich pozostawić bez komentarza. Uwagi historyka odnośnie tej pracy sfor
mułowała tu Maria Wojnicka. Ja natomiast chciałabym zrecenzować tę
pozycję, korzystając z doświadczeń, jakie dały mi prowadzone od kilku lat
badania etnohistoryczne nad problematyką stosunków etnicznych i kwestią
wyznaczników tożsamości narodowej ludności mieszkającej w kilkunastu
wybranych miejscowościach na zachodzie Białorusi.
W zakończeniu książki prof. Eberhardt stwierdza пр.: „Powrót ludności
do własnych korzeni białoruskich będzie procesem niezmiernie złożonym
i długotrwałym, wymagającym przełamania ukształtowanych przyzwyczajeń
i stereotypów obyczajowych" (s. 172-173). Zgadzam się całkowicie z pierw
szą częścią tego twierdzenia. Uważam natomiast, że we wspomnianym pro
cesie nie chodzi wyłącznie o „przełamywanie przyzwyczajeń i stereotypów
obyczajowych". Jeśli bowiem mówimy o powrocie do białoruskich korzeni,
to o wiele ważniejszą sprawą jest, jak mi się wydaje, kształtowanie tożsamo
ści i samoświadomości narodowej samych Białorusinów, poszukiwanie od
powiedzi na pytania: Kto jest Białorusinem i jakie są wyznaczniki tej iden
tyfikacji? Zasadniczym problemem jest ponadto reaktywowanie - w znacz
nie szerszym zakresie niż ma to miejsce obecnie - białoruskiej kultury i języ
ka oraz rozwój rzetelnych badań nad historią Białorusi i jej społeczeństwa.
P. Eberhardt formułuje także pewne prognozy dotyczące kształtu stosun
ków narodowościowych. Jego zdaniem, „w przypadku pozytywnego procesu
ukształtuje się w przyszłości narodowe państwo białoruskie". Natomiast „przy
nasilaniu się tendenqi dezintegracyjnych [...] kwestia narodowościowa nie tylko
może stać się obiektem zadrażnień i konfliktów zagrażających spoistości
RECENZJE I OMÓWIENIA
263
państwa, ale i stabilności geopolitycznej całej Europy Środkowo-Wschodniej"
(s. 173). Nie ulega wątpliwości, iż realizaqa tej drugiej prognozy byłaby raczej
niepożądana. Nasuwa się tu jednak pytanie, jakimi drogami musiałaby
zmierzać Białoruś, by stać się państwem narodowym, a także - jaki będzie
status mniejszości narodowych w tym państwie? Dodam tu, że np. zdaniem
A. Sadowskiego, społeczeństwo Białorusi długo jeszcze nie będzie wolne od
konfliktów etnicznych. Utrzyma się tam znaczenie podziałów religijnych, a co
za tym idzie - narodowościowych. „W potocznej świadomości [bowiem]
przynależność religijna utożsamiana jest z narodową". Podziały te (i sprzecz
ności) będą narastać „w związku z dążeniami do nadawania określonym
wyznaniom funkcji narodowych" (Sadowski 1994, s. 234).
Moje zastrzeżenia budzi również inne stwierdzenie P. Eberhardta, doty
czące kwestii tożsamości narodowej. Otóż, na s. 155 autor, komentując wy
niki spisu ludności z 1989 г., pisze: „Tożsamość narodowościowa nie jest
wartością, którą można narzucać, określić z zewnątrz. Jest ona wynikiem nie
pochodzenia czy języka, lecz samodzielnego samookreślenia pewnych grup,
a nawet każdego pojedynczego człowieka. Należy to uszanować i przyjąć do
wiadomości". Postulat autora jest oczywiście słuszny, trudno jednak zgodzić
się z wywodem jakoby tożsamość narodowa nie miała związku z pochodze
niem poszczególnych osób oraz językiem, jakim się one posługują. To wła
śnie - jak wynika m.in. z moich badań prowadzonych wśród Polaków na
Białorusi - na tej podstawie formułuje się samoidentyfikacja narodowa, owo
„samookreślenie się", o którym wspomina autor. Podstawowym wyznacz
nikiem tożsamości jest wprawdzie najczęściej przynależność do określo
nego wyznania, jednakże znajomość języka polskiego oraz świadomość
posiadania polskich przodków ma w wielu przypadkach równie ważne zna
czenie (szerzej na temat wyznaczników polskości piszę w swoich pracach:
Kabzińska-Stawarz 1992/93; 1994a; 1994b).
Kolejne zagadnienie, na które chciałabym zwrócić uwagę dotyczy granic
międzywyznaniowych. We „Wstępie" (s. 7) autor stwierdza, iż „nie było ścisłej
granicy oddzielającej ludność katolicką od prawosławnej [...]" Tymczasem
z jego dalszych wywodów wynika, iż tego rodzaju granica może być jednak
wyznaczona. Interpretując wyniki spisu z 1897 r. autor wymienia np. powiaty,
w których grupowała się ludność wyznania rzymskokatolickiego. Są to: Lida,
Oszmiana, Dzisna, Wilejka, Wołkowysk i Grodno; w Lidzie i Oszmianie
katolicy byli ludnością dominującą (s. 26). Wspomina też o powiatach z bez
względną przewagą ludności polskiej (co najczęściej oznacza - katolickiej)
1
1
Podobne pytanie nasunęło mi się przy lekturze wywiadu udzielonego przez Tadeusza
Konwickiego Teresie Zaniewskiej, w którym pisarz powiedział m.in.: „Musi w pełni zagrać
nacjonalizm, żeby umożliwić funkcjonowanie Białorusi jako państwa z historią, z pewną
własną cywilizacją. Nacjonalizm Białorusinów musi się stawać coraz bardziej agresywny, dyna
miczny, może nawet w jakiś sposób zaborczy, ponieważ jest to szansa uformowania się do
końca tożsamości białoruskiej, która jest z wielu względów ciągle słaba" (Moje oczy pełne
Białorusi... 1995, s. 4).
264
RECENZJE I OMÓWIENIA
analizując wyniki spisów z lat 1921 i 1931. Są to: Lida, Oszmiana, Brasław,
Szczuczyn, Wołożyn i Postawy (s. 97). W innym miejscu, gdzie omawiane są
wyniki spisu ludności z 1921 r. (s. 64-66) P. Eberhardt przytacza rezultaty
badań A. Krysińskiego, który dość dokładnie wyznaczył granicę między
ludnością prawosławną i katolicką. Była to zarazem granica między ludnością
polską i białoruską, jak już bowiem wspomniałam, mieszkańcy Białorusi
dziś jeszcze najczęściej utożsamiają wyznanie z narodowością. Badania te
wskazują na istnienie jednolitego obszaru katolickiego, na którym nie wyróż
niono ani jednej gminy w większości prawosławnej. Na obszarze zamieszkałym
przez ludność prawosławną istniały natomiast liczne enklawy ludności kato
lickiej. Fakt istnienia takich enklaw świadczy również, moim zdaniem, o moż
liwości wytyczenia granic między strefami zamieszkałymi przez ludność rożnych
wyznań, np. na obszarze powiatu czy gminy.
Dodam tu, że granice między ludnością katolicką i prawosławną funkcjonu
ją do dziś w świadomości mieszkańców niektórych obszarów Białorusi. Znako
mitym przykładem jest tu teren Puszczy Nalibockiej, gdzie od 1993 r. pro
wadzone są przez D. Demskiego i niżej podpisaną badania etnohistoryczne
(Naliboki zostały zaliczone przez Krysińskiego do enklawy iwienieckiej obok
Pierszajów, Iwieńca, Wołmy, Rubieżewicz i Derewna). Ludność Nalibok i oko
licznych wiosek (Jankowicze, Prudy, Kleciszcze, Rudnia Pilneńska, Pilnica,
Terebejno i in.) dziś jeszcze podkreśla, że na tych terenach zawsze mieszkali
katolicy. Prawosławni zaś żyli „za Niemnem", „w kierunku Mińska i Nowo
gródka" (mieszkańcy tych miast w większości również wyznawali prawosławie).
Do prawosławnych wiosek zaliczano natomiast m.in.: Lubcze, Korelicze,
Mir, Turec, Szaszki, Szczorse (szerzej na ten temat patrz: Demski 1994).
W rozdziale poświęconym wynikom spisu z lat 1921 i 1931 r. P. Eber
hardt użył sformułowania: „obszar etnicznie białoruski", zaliczając do tej
strefy m.in.: powiat Słonim, Nowogródek i Nieśwież (s. 97). Z powyższego
stwierdzenia można by wnosić, iż mieszkańcami tych powiatów byli wyłącz
nie Białorusini. Tymczasem, np. zgodnie z wynikami spisu z 1931 г., w pow.
nieświeskim 27, 9 tys. osób, tj. 24,4% mieszkańców podało język polski jako
ojczysty, 22, 4 tys. osób, tj. 19, 6 % reprezentowało wyznanie rzymskokato
lickie, w pow. nowogródzkim - 35,1 tys., tj. 23,5 % mieszkańców wymieniło
język polski jako ojczysty, a 28,8 tys. osób, tj. 19, 3% było wyznania rzym
skokatolickiego, w pow. stołpeckim zaś - 51,8 tys., tj. 52,1 % podało język
polski jako ojczysty; katolików było 37,9 tys., tj. 38, 1% ludności powiatu
(tab. 17, s. 79, tab. 18, s. 81). Jak sądzę, we wspomnianym przypadku nale
żałoby mówić raczej o obszarze zdominowanym przez ludność białoruską
nie zaś „etnicznie białoruskim".
Przykładem nazbyt ogólnego sformułowania jest też - według mnie
- informaqa dotycząca etnicznego składu ludności Białorusi. Na s. 146 autor
pisze, że w latach 1979-1989 na wsi mieszkała ludność białoruska, podczas gdy
w miastach wysoki był udział ludności rosyjskiej. Tymczasem, jak wiadomo,
wieś białoruska nie jest jednolita etnicznie. W wielu wioskach obok Białorusi-
265
RECENZJE I OMÓWIENIA
nów mieszkają bowiem również Polacy i Ukraińcy, są też małe grupy Ormian,
Tatarów i in. Także z informaqi podanych dalej przez autora (s. 149) wynika
niezbicie, że istnieją na Białorusi wsie polskie lub polsko-białoruskie. Leżą one
nie tylko na zachodniej Białorusi, tj. na terenie o zwartej koncentraqi Polaków,
lecz również na wschodzie i południu kraju. Starsze pokolenie mieszkańców
tych wiosek zna język polski (aczkolwiek jest on najczęściej ograniczony do
sfery religijnej) i wyznaje katolicyzm (por. cytowane przez autora wyniki badań
białoruskiego językoznawcy W. Werenicza, który wyróżnił m.in. cztery typy
polskich osiedli na Białorusi; Werenicz 1991, s. 207).
P. Eberhardt wielokrotnie zwraca uwagę na znaczny stopień rusyfikacji
ludności Białorusi. Pisze również o specyficznej taktyce, której celem było
wynarodowienie ludności polskiej. Polegała ona na jednoczesnej białorutenizacji i rusyfikacji Polaków, co miało prowadzić do ich pełnej sowietyzaqi
(s. 128). Problem ten zasługuje, moim zdaniem, na dogłębne zbadanie. Na
suwa się tu bowiem pytanie, w jaki sposób możliwa była daleko idąca
białorutenizacja Polaków przy jednoczesnej silnej rusyfikacji samych Biało
rusinów? W jakich dziedzinach, poza językiem (i to głównie w rejonach
wiejskich), była ona widoczna i jakie były jej mechanizmy? Podobne uwagi
odnośnie do twierdzenia o białorutenizacji Polaków poczynił białoruski hi
storyk A. Smolenczuk w recenzji z książki prof. Eberhardta .
Na zakończenie - uwaga dotycząca nazewnictwa. W pracy kilkakrotnie
(m.in. na s. 90 i 149) na określenie autonomicznego narodowościowego
rejonu polskiego, założonego 23 I I I 1932 r. i zlikwidowananego 31 VII 1937 г.,
zwanego Dzierżyńszczyną (i jego stolicy), została użyta nazwa: Kiejdany, rejon
kiejdanowski. Jest to ewidentna pomyłka. Właściwe nazwy brzmią bowiem:
Kojdanów, Kojdanowszczyzna, rejon kojdanowski, Kojdanowo.
Przedstawione przeze mnie uwagi nie odnoszą się, jak widać, do podstawo
wych zagadnień, będących przedmiotem - niezmiernie cennej dla badaczy
stosunków narodowościowych na Białorusi - książki P. Eberhardta, lecz tylko
pewnych, najczęściej nazbyt ogólnie sformułowanych, stwierdzeń. Nie umniej
szają one ogromnego wkładu pracy tego badacza w wydobycie, analizę i inter
pretację źródeł, jakimi są pochodzące z różnych okresów ostatniego stulecia
spisy ludności mieszkającej w granicach dzisiejszej Białorusi. Będą natomiast,
być może, pomocne przy opracowywaniu kolejnych wydań tego dzieła.
Jestem przekonana, że książka prof. P. Eberhardta stanie się podsta
wowym źródłem dla badaczy reprezentujących różne dyscypliny (history
ków, etnologów, socjologów, językoznawców) i zajmujących się rozmaitymi
aspektami dziejów Białorusi, jej kulturą i społeczeństwem. Umożliwia ona
bowiem nie tylko dostęp do wyników materiałów spisowych, lecz także
ukazuje pewne fakty historyczno-polityczne, pozwalające zrozumieć okolicz
ności, w jakich prowadzone były spisy ludności w różnych latach i cele,
2
2
Za udostępnienie maszynopisu tej interesującej recenzji serdecznie dziękuję Prof. P. Eberhardtowi.
266
RECENZJE I OMÓWIENIA
jakim miały służyć ich rezultaty. (Bez tego typu informacji trudno byłoby
wyjaśnić wiele zjawisk, których jesteśmy obecnie świadkami. Łączą się one
m.in. z pozycją poszczególnych grup etnicznych i kształtem stosunków naro
dowościowych cechujących społeczeństwo Białorusi). Stwarza ona zarazem
warunki do interdyscyplinarnej i interetnicznej dyskusji o problemach naro
dowościowych naszego wschodniego sąsiada. Z wielu względów kwestie te
nie mogą być dla nas obojętne.
W tym miejscu chciałabym oddać głos wspomnianemu już A. Smolenczukowi. Badacz ten wysoko ocenia pracę P. Eberhardta podkreślając, że jest ona
pierwszą próbą analizy złożonych problemów związanych z przemianami
struktury narodowościowej społeczeństwa mieszkającego w granicach obecnej
Białorusi na przełomie X I X i X X w. W przeciwieństwie do P. Eberhardta
uważa jednak, że kryterium językowe jest bardziej obiektywnym wyznaczni
kiem świadomości narodowej niż wyznanie. Jego zdaniem, społeczeństwo
białoruskie było zawsze wielowyznaniowe. W umocnieniu etnicznej jedności
Białorusinów przeszkadzała natomiast działalność Kościoła Rzymskokato
lickiego (o orientaqi propolskiej) i cerkwii prawosławnej (o orientacji prorosyjskiej). Autor twierdzi również, że katolicy-Białorusini wywodzący się ze wsi
stykali się z kulturą i językiem polskim głównie w kościele albo w majątkach
szlacheckich. Rodzi się więc pytanie, czy jest to wystarczający powód, by
osoby te uważać za Polaków? Zdaniem Smolenczuka, kościół katolicki
kształtował stereotyp katolika-Polaka (ten sam stereotyp lansowała władza
carska i komunistyczna), protestował ponadto przeciwko wprowadzaniu
białoruskiego do liturgii, bo przeszkadzałoby to polonizacji Białorusinów.
A. Smolenczuk ustosunkował się negatywnie do tezy P. Eberhardta o polskim
charakterze ludności południowo-wschodniej Wileńszczyzny twierdząc, że
ludność ta uważała się wprawdzie za Polaków, ale mówiła „po prostu".
Badacz oparł się tu na kryterium językowym, podczas gdy dla P. Eberhardta
podstawowym wyznacznikiem tożsamości narodowej mieszkańców Białorusi
jest - jak już wspomniałam - wyznanie. A. Smolenczuk głosi następnie
popularyzowaną dziś na Białorusi tezę, zgodnie z którą ludność uważająca się
obecnie za Polaków należy do potomków spolonizowanych Białorusinów.
Dodaje jednak, że ludności tej - jako mniejszości polskiej - powinno się
zagwarantować swobody i w żadnym wypadku nie może być mowy o prowa
dzeniu polityki antypolskiej. A. Smolenczuk podkreśla, że P. Eberhardt
- uznając fakt polonizacji Białorusi przez Kościół i państwo polskie w okresie
międzywojennym (w zachodniej części Białorusi) - odchodzi od polonocentryzmu. Zgadza się też z wieloma stwierdzeniami prof. Eberhardta dotyczącymi
procesu rusyfikacji społeczeństwa Białoruskiego.
Przytoczyłam tu obszerne fragmenty recenzji A. Smolenczuka. Uważam
bowiem, że dyskusja o problemach narodowościowych Białorusi wymaga
udziału nie tylko przedstawiciele różnych dyscyplin, ale też reprezentantów
wszystkich grup etnicznych mieszkających na badanym obszarze. Umożliwia to
bowiem rzeczową wymianę argumentów, co może rodzić nadzieję na łagodzę-
RECENZJE I OMÓWIENIA
267
nie istniejących urazów, przełamanie stereotypów, a co za tym idzie - kształto
wanie obiektywnego spojrzenia na procesy, które niezmiernie głęboko dotykają
pojedynczego człowieka, podstaw jego tożsamości, więzi społecznych, psychiki
i in. Wymagają więc od badaczy, jak może żadne inne zagadnienia, nie tylko
gromadzenia i analizy źródeł, lecz także taktu i odpowiedzialności.
Książka prof. Eberhardta stworzyła właśnie warunki do takiej inter
dyscyplinarnej i interetnicznej dyskusji.
LITERATURA
D e m s k i D.
1994
Naliboki i Puszcza Nalibocka - Zarys dziejów i problematyki, „Etnografia Pol
ska", t. 38, z. 1-2, s. 51-78.
K a b z i ń s k a - S t a w a r z I.
1992/93 Polacy na Białorusi. Relacja z badań etnologicznych nad współczesnym procesem
kształtowania się świadomości etnicznej, „Przegląd Wschodni", t. I I , z. 3 (7),
s. 681-195.
1994a
„ / po co ta granica?", „Etnografia Polska", t. 38, z. 1-2, s. 79-105.
1994b
Kościół w Nałibokach, „Więź", nr 12, s. 199-205.
K r y s i ń s k i A.
1929
Liczba i rozmieszczenie ludności polskiej na Kresach Wschodnich, „Sprawy Naro
dowościowe", nr 5.
Moje oczy pełne Białorusi
1995
Moje oczy pełne Białorusi, z Tadeuszem К on wiekiem rozmawia T . Zaniewska,
„Głos znad Niemna", nr 4 (142) z dn. 30 stycznia - 5 lutego 1995 г., s. 4-5.
S a d o w s k i A.
1991
Narody wielkie i małe. Białorusini w Polsce, Kraków.
1994
Białoruś - Odrodzenie narodowe - przejawy nacjonalizmu, [w:] Nacjonalizm. Kon
flikty narodowościowe w Europie Środkowej i Wschodniej, Toruń, s. 226-235.
W e r e n i c z W.
1991
Historyczne i kulturalne podstawy świadomości narodowej Polaków w Związku
Radzieckim (na przykładzie Republiki Białoruskiej), [w:] Polacy w Kościele kato
lickim w ZSRR, E . Walewander (red.), Lublin, s. 197-212.
Iwona Kabzińska-Stawarz
Adam Walaszek, Światy imigrantów. Tworzenie polonijnego Cleveland 1880-1930, Kraków 1994, Zakład wydawniczy „Nomos", ss. 231
Cleveland końca X I X wieku: „w dzikiej puszczy buduje się dom po
domu, gdzie wszystko dopiero wytyczone i nie wykończone. Tu bowiem
wkrada się dziki bór lub dziewicza preria między ulice i domy, a pyszne
gmachy, pełne nowoczesnego zbytku graniczą bezpośrednio z nieokiełznaną
puszczą" (s. 19). Do takiego Cleveland, podobnie jak i innych miast Ame
ryki, ściągali pod koniec X I X i na początku X X wieku emigranci z różnych
krajów Europy. Wśród nich byli także Polacy. O ile jeszcze w 1870 roku
w Cleveland było 77 Polaków urodzonych w Polsce, to już w 1900 było ich
8592, a w 1930 - 36668, co stanowiło 4,07% wszystkich mieszkańców tego
268
RECENZJE I OMÓWIENIA
miasta (s. 28). Do „Clewelandu", jak o tym mieście mówili ówcześni polscy
imigranci, przybywali chłopi z Galicji, Prus i zaboru rosyjskiego. Również
w dwudziestoleciu międzywojennym wielu Polaków przeprawiało się przez
Ocean „za chlebem". O początkach i kształtowaniu się społeczności Polonij
nej w Cleveland pisze Adam Walaszek w omawianej tu pracy. W przeciwień
stwie do najbardziej rozpoznanych skupisk polonijnych, istniejących np.
w Chicago, Pittsburgh, Milwaukee i in., praca A. Walaszka jest pierwszym
studium poświęconym Polonii w Cleveland. Autorowi udało się w obrazowy
i dynamiczny sposób ukazać narodziny oraz powstawanie polskiego świata,
towarzyszące temu różnorodne procesy społeczno-kulturowe a także przeo
brażenia świadomości narodowej Polaków. Wszystko to, przedstawione jest
na tle dynamicznego rozwoju miasta i jego wieloetnicznej społeczności.
Z książki możemy dowiedzieć się jak wyglądał napływ imigrantów,
jak tworzyły się sąsiedztwa oraz jak przekształcały się one w społeczności.
Ówczesna migracja miała charakter „łańcuchowy", była organizowana,
a i często dofinansowywana przez krewnych lub znajomych, którzy już
wcześniej wyjechali do Ameryki. W ten sposób, do Cleveland były przeno
szone polskie rodziny, a nawet wiejskie sąsiedztwa, które tworzyły zalążki
przyszłych, polonijnych wspólnot. Stwarzało to imigrantom większe poczu
cie bezpieczeństwa i swojskości. Te małe społeczności dawały początek pol
skim parafiom. Budowa kościoła i zakładanie parafii była zazwyczaj jednym
z pierwszych, wspólnych przedsięwzięć, które realizowali imigranci. Rola
parafii polegała nie tylko na zaspokajaniu potrzeb religijnych, ale także na
pomocy materialnej, szukaniu pracy, integracji. Książka przedstawia począ
tki najważniejszych społeczności polonijnych w Cleveland („Warszawa",
„Poznań", „Kantowo", „Kraków", „Jackowo", „Józefatowo") oraz pro
cesy integracyjne Polonii związane z powstawaniem parafii, polonijnych
instytucji i organizacji. Ciekawy jest opis codziennego życia: mieszkań,
„saloonów", pracy, spędzania wolnego czasu. Warunki życia przybyszów
z Europy były początkowo bardzo trudne. Zła sytuacja mieszkaniowa, nis
kie płace, brak pracy i bieda stanowiły chleb codzienny imigrantów'. Wspól
ny materac i służąca za szafę skrzynka to wszystko, na co mógł liczyć
przybysz zza Oceanu. Jednak wspólne mieszkanie, jedzenie i wzajemna po
moc łagodziło tęsknotę za ojczyzną, zaspokajało potrzebę afiliacji.
Polski świat opisywany jest jako integralna część wieloetnicznej, imigracyjnej zbiorowości. Polacy są przedstawiani w kontekście sąsiednich grup
narodowych istniejących w Cleveland, przede wszystkim: Niemców, Żydów,
Węgrów, Jugosłowian i in. Z opisu wyłaniają się różnorodne relacje interetniczne - relacje między światami imigrantów oraz podobieństwa i odmien
ności wynikające z odrębności kulturowej, religijnej i społecznej grup et
nicznych. Widać tu dążenia Polaków do zaznaczenia swej obecności wśród
innych grup etnicznych (manifestowanie polskości z okazji różnych świąt
państwowych). Społeczność polonijna, mimo wszelkich działań mających
na celu etniczną integrację, nie była grupą jednolitą. Wewnętrzne podziały
RECENZJE I OMÓWIENIA
269
ekonomiczne, polityczne i społeczne rzutowały na sposób postrzegania etniczności, stosunku do Polski, co stanowiło przyczynę konfliktów wewnątrz
zbiorowości polonijnej oraz trudności w wypracowaniu jednolitej strategii
(niepowodzeniem okazały się czynione przez niektórych liderów próby zrze
szenia różnorodnych stowarzyszeń polonijnych w jedną organizację).
Adam Walaszek ukazuje także związki między „starym" światem (krajem
pochodzenia) oraz nowym, przysposobionym i oswajanym przez imigrantów
z Polski. Widać tu wpływ „starego" świata na postrzeganie i adaptację w nowej
rzeczywistości, przeniesione nawyki społeczne, stereotypy i uprzedzenia, sposób
życia, stosunek do przeszłości. Na tym tle rysuje się również obraz dwu pokoleń
Polaków, pokolenia pochodzącego z Polski i pokolenia urodzonego już
w Ameryce oraz konfliktów związanych z preferencją różnych stylów życia
- polskiego i amerykańskiego. Autor ukazuje wpływ amerykanizacji i konsumeryzmu na kształtowanie tożsamości narodowej, a także opisuje różnorodne
działania społeczno-kulturalne Polaków, mające za zadanie przyciągnąć polską
młodzież, a ponadto zaprezentować polską kulturę na zewnątrz. Aktywność ta
zaznaczyła się szczególnie wyraźnie w latach dwudziestych i trzydziestych
naszego wieku, gdy oprócz licznych stowarzyszeń, związków, w mieście działało
kilka towarzystw śpiewaczych, funkcjonował teatr, wychodziła polska prasa.
Udział Polonii w okolicznościowych defiladach, paradach i wystawach miał na
celu prezentaqe tego, „co Polska wniosła do cywilizacji światowej" oraz „w
rozwój Ameryki" (s. 146). Wszystko to miało budować poczucie dumy narodo
wej i eksponować polskie wartości innym grupom etnicznym.
Interesujące są także spostrzeżenia dotyczące przekształcania się świado
mości społecznej imigrantów. W pracy ukazany został proces przemiany
polskiego chłopa w robotnika, do czego przyczyniły się jego doświadczenia
wyniesione z uczestnictwa w związkach zawodowych, strajkach, walki o pra
wa robotników. Można tu także zaobserwować jak kształtowały się postawy
imigrantów wobec państwa amerykańskiego oraz jak stopniowo przeobra
żali się oni w obywateli Stanów Zjednoczonych.
Praca Adama Walaszka jest ciekawą próbą rekonstrukcji zamierzchłego
świata. Został on przedstawiony ewolucyjnie, dynamicznie i na różnych
płaszczyznach. W studium można znaleźć dużo trafnych spostrzeżeń socjo
logicznych. Praca ta - w pewnym sensie - demitologizuje amerykańskie
Eldorado. Przedstawia trudy, wyrzeczenia, a czasami nawet cierpienia Pola
ków decydujących się na zmianę świata swego życia. Z drugiej jednak strony
ukazuje ona, że mimo wszelkich negatywnych konsekwencji, wyjazd do
Ameryki był dla wielu imigrantów swoistą szansą na awans społeczny (ów
czesne realia amerykańskie oferowały im większe możliwości emancypacji
społecznej i ekonomicznej aniżeli rodzinny kraj). Rekonstrukcja dokonana
przez Autora jest ogromnie bogata w fakty. Wielość dokumentów archiwal
nych, wspomnień, relacji czyni tę historię barwną i żywą.
Tomasz Biernat
270
RECENZJE I OMÓWIENIA
Arkadiusz Żukowski, W kraju złota i diamentów. Polacy w Afryce Połu
dniowej XVI-XX w., Warszawa 1994, Wydawnictwo Naukowe PWN, ss. 312
Badacze Polonii otrzymali pracę, która wypełnia lukę w poznaniu za
morskich zbiorowości polonijnych. Omawiana publikacja jest monografią
historyczną. Jej autor dąży do całościowego ujęcia zagadnienia sprecyzowa
nego w podtytule, korzysta z wielu polskich i obcych źródeł i z informacji
w nich rozproszonych buduje całość polskich losów na odległym kontynen
cie. Bogactwo materiałów źródłowych często powoduje trudności w zsyntetyzowaniu wiadomości - momentami praca przypomina encyklopedię,
w której wyliczane są kolejne osoby i ich osiągnięcia. Autor ze skrupulatno
ścią archiwisty odnotowuje nazwisko każdego Polaka - podróżnika, księdza,
zakonnika - który postawił stopę w tej części świata bądź miał kontakt
z wybrzeżem południowej Afryki. Często brak przekazów historycznych lub
ich zaginięcie nie pozwala na dokładne odtworzenie losów wymienianych
osób. Niekiedy czytelnik odnosi wrażenie, że autor przedstawia nie tylko
postaci prawdziwych Polaków, ale i osób o nie dowiedzionej polskości.
Praca składa się z pięciu rozdziałów. Pierwszy jest poświęcony przed
stawieniu Afryki Południowej, jej osobliwości przyrodniczych i bogactw
naturalnych, a także struktury ludnościowej i społecznej, osiągnięć nauko
wych i literackich. W ten sposób autor rysuje tło, na którym pojawią się
Polacy - najpierw jako podróżnicy, w następnych wiekach jako osiedleńcy.
W rozdziałach I I i I I I skupiono się na przedstawieniu losów polskich w tym
kraju od początku X V I w. do wybuchu I I wojny światowej. W części doty
czącej współczesnego obrazu Polonii południowoafrykańskiej (rozdziały IV
i V) informacje są szczegółowe i udokumentowane wieloma źródłami pisa
nymi, w tym także wywiadami z przedstawicielami tamtejszej Polonii.
Za początki kontaktów Polaków z ziemią południowoafrykańską autor
przyjmuje czas rozpoczęcia tam kolonizacji europejskiej, którą zapocząt
kowali Portugalczycy w X V I stuleciu. W wyprawach Portugalczyków brał
udział Żyd urodzony w Poznaniu - Gaspar da Gama, wymieniany także
jako: Gaspar da India, Gaspar d'Almeida lub Gaspar de las Indias.
W XVII w. do wybrzeży Afryki docierali misjonarze; był tam także jezuita,
o. Michał Boym. Pozostawił on pierwszy polski opis południa Afryki, który
wyprzedził o ponad 150 lat publikacje angielskie o Kafrarii i Kafrach.
Pierwsi osadnicy polscy na ziemi południowoafrykańskiej w XVIII w.
rekrutowali się spośród żołnierzy i marynarzy, będących w służbie ho
lenderskiej.
Emigracja polska do Afryki Południowej nasiliła się na początku X I X w.
Osiedlali się tam przede wszystkim wychodźcy z ziem zaboru pruskiego.
Podlegali oni szybkiej asymilacji z ludnością burską. Źródła południowo
afrykańskie podają, że wśród przodków rodów afrykanerskich znajdo
wali się Polacy, np. Jan Latsky, Antoni Sewasowicz (Sevascowitz), Mateusz
Abagostus i Jan (Johann) Sowietski[y].
RECENZJE I OMÓWIENIA
271
Polacy, którzy przybywali do Kafrarii Brytyjskiej po 1857 г., szybko
zatracali odrębność językową i kulturową na rzecz języka i kultury angielskiej.
Odkrycie złóż diamentów (1867 r.) i złota (1886 r.) spowodowało nowy
napływ emigrantów. Z tego okresu przywołuje się nazwę organizaqi „Polish-Russian Union". Grupowała ona jednak przede wszystkim Żydów polskich,
litewskich i rosyjskich.
Ogólnie na przełomie X I X i X X w. emigracja polska do Afryki Połu
dniowej nie miała charakteru stałego; poza osadą Kimberley, „stolicą dia
mentów", emigranci przebywali w Johannesburgu i okolicach oraz w Kap
sztadzie i okolicach. W końcu XIX stulecia polski jezuita wspominał o stu
Polakach mieszkających w Kapsztadzie.
W latach 1910-1918 nieliczne polskie wychodźstwo rekrutowało się spośród
mieszczaństwa i inteligencji. W okresie międzywojennym w Unii Południowo-Afrykańskiej zamieszkiwało ok. 1900 Polaków. Zdaniem badaczy, przed
I I wojną światową parę tysięcy osób liczyła grupa żydowska, Polacy stanowili
jednostki. Według szacunków konsulatu RP w Kapsztadzie w 1934 r. liczbę
Żydów polskich określano na 10 do 15 tysięcy osób. Starali się oni jak najszyb
ciej zasymilować z tamtejszą białą społecznością, włączali się również w działal
ność żydowskich organizacji religijnych. Ich aktywność wyrażała się dużą liczbą
organizacji charytatywnych, społeczno-kulturalnych i gospodarczych.
Zupełnie inny charakter miały kontakty Polaków z Afryką Południową
w czasie I I wojny światowej. Rozpoczęły się od hospitalizacji rannych żoł
nierzy i ich pobytów w obozach wojskowych. Fale wychodźców rozpoczęła
grupa „cypryjska" (1941 r. - ok. 400 osób starannie wykształconych),
następnie w 1943 r. przybyły dzieci polskie, którym zapewniono zamiesz
kanie w Oudtshoorn (Dom Dzieci Polskich „Krzyż Południa" funkcjonował
w latach 1943-1947).
Spośród żołnierzy Polskich Sił Zbrojnych, uchodźców z osiedli afrykań
skich (w Rodezji i Tanganice), wychowanków domu w Oudtshoorn rekruto
wali się emigranci, którzy pragnęli pozostać w Afryce Południowej po za
kończeniu I I wojny światowej. Jesienią 1949 r. liczba uchodźców wynosiła
ok. 5 tys. osób. Spis powszechny z 1951 r. podawał, że w Afryce Połu
dniowej mieszało 4898 osób urodzonych w Polsce (w tym 1503 osoby posia
dały obywatelstwo polskie). Ta fala emigracyjna dała początek współczesnej
Polonii południowoafrykańskiej.
Dane liczbowe obrazują wzrost Polonii: 1970 r. - 1 tys. (wg innych źródeł
5 tys. osób); 1985 r. - 13-15 tys. osób. Polonia południowoafrykańska jest
społecznością zurbanizowaną - zamieszkuje w dużych ośrodkach miejskich:
Johannesburg, Kapsztad, Durban, Pretoria, Pietermaritzburg, Port Elizabeth.
Wyróżnikiem Polonii południowoafrykańskiej jest wysoki poziom wykształce
nia większości jej przedstawicieli, co decyduje o jej najwyższym poziomie
finansowym i kulturalnym ze wszystkich Polonii świata. Najliczniejszą grapę
zawodową stanowi kadra techniczna, nie brakuje też przedstawicieli humani
stów i artystów: rzeźbiarzy, literatów oraz sportowców.
272
RECENZJE I OMÓWIENIA
Różnorodna aktywność Polonii południowoafrykańskiej jest udokumen
towana: przejawia się w organizacjach polonijnych (największa i najliczniej
sza to Zjednoczenie Organizacji Polskich w Afryce Południowej, przemiano
wane w 1973 r. ze Zjednoczenia Osadników Polskich), obchodzeniu i upa
miętnianiu wydarzeń z historii Polski, w działalności kulturalnej (teatr,
chór), a także w wydawaniu prasy.
Prasa polonijna w tym kraju osiedlenia ma charakter lokalny - ogranicza
się do biuletynów i komunikatów wydawanych przez poszczególne stowa
rzyszenia. W latach osiemdziesiątych w czasopiśmiennictwie zaszły przemia
ny polegające na profilowaniu wydawnictw - z komunikatów Zjednoczenia
Polskiego w Południowej Afryce wyodrębniły się „Wiadomości Duszpaster
skie", jako dodatek do komunikatu Zjednoczenia wychodzi informator
„W naszej szkole".
Ze względu na swój charakter prasa uwzględnia problemy i sfery życia
zbiorowości, w której powstaje. Wiadomości na ten temat, zaprezentowane
w recenzowanej pracy, nie upoważniają do wniosków odnośnie do czytelni
ctwa prasy w skupiskach polonijnych, a także jej funkcji. Brak materiału
empirycznego uniemożliwia sformułowanie jakiejś konkluzji.
W pracy natomiast znajdujemy dużo wiadomości o kościele katolickim
w RPA. W początkowych rozdziałach wymienione przede wszystkim misjona
rzy polskich, którzy docierali do Afryki Południowej jako wysłannicy różnych
zakonów. Po wojnie powstał klasztor w Lyndhurst założony przez Siostry
Służebniczki NMP ze Starej Wsi, do którego zgłaszały się polskie dziewczęta
z afrykańskich osiedli polskich. Opiekę duszpasterską nad Polonią (od lat
osiemdziesiątych) sprawują księża ze Zgromadzenia Księży Chrystusowców.
Rozdział dotyczący obecności kościoła katolickiego w RPA gubi się
w szczegółach - brakuje syntezy wiadomości. W wielu zbiorowościach polo
nijnych (np. USA, Anglia) parafia jest synonimem polskości, miejscem sku
piającym emigrantów-Polaków, staje się czynnikiem spójności etnicznej
(Mostwin 1991, 86; Sękowska 1994, 131-132). Zagadnienie, w jakim stopniu
kościół katolicki integruje skupiska polonijne w RPA, wymaga badań so
zologicznych. Teraz musimy zadowolić się informacją, że z wyznaniem
rzymskokatolickim utożsamia się 60-70% tamtejszej Polonii (s. 210).
Podobnie ogólne są uwagi o języku Polonii południowoafrykańskiej:
„osoby urodzone w Polsce używają często niektórych form standardowej
polszczyzny" (s. 211). Jest to z punktu widzenia językoznawcy stwierdzenie
nieprecyzyjne: albo posługują się polszczyzną ogólną, albo jest to język
mieszany, w którym obok warstwy zgodnej z polszczyzną występuje warstwa
zgodna z językiem kraju osiedlenia (cytaty) oraz warstwa skontrastowana
z dwiema podstawami porównawczymi, tzn. formy językowe charaktery
styczne dla dialektu polonijnego, np. semantyczne kalki wyrazowe i frazeo
logiczne: medycyna 'lekarstwo' (ang. mediciné), dostać niepodległość 'zdo
być niepodległość' (ang. to get independence), wziąć język angielski 'uczyć się
języka' (ang. to take language) itd.
RECENZJE I OMÓWIENIA
273
W RPA istnieje teoretyczna możliwość interferencji języka polskiego
i języków afrikaans i fanakolo, ale stwierdzenie wzajemnych wpływów wy
maga badań.
Dostępne mi nagrania idiolektów przedstawicieli różnych fal emigracji
i pokoleń polonijnych w RPA pokazują, że poziom znajomości języka pol
skiego jest zróżnicowany i zależy od wielu czynników: czasu przebywania
na emigracji, statusu społecznego, tematu rozmowy itd. Uogólnienia można
by formułować po przebadaniu przedstawicieli Polonii z różnych skupisk,
fal emigracyjnych i polonijnych.
Końcowe rozdziały pracy dowodzą, że konieczne są badania inter
dyscyplinarne nad stanem polskiej świadomości etnicznej wśród Polonii
w RPA, obejmujące takie zagadnienia, jak: znajomość i używanie języka
polskiego, uczestnictwo w organizacjach polonijnych, uczęszczanie do kościoła
i przynależność do polskiej parafii, wybór przyjaciół i znajomych, stosunek do
kraju pochodzenia itd. W tych badaniach jako wzory, odpowiednio zmodyfiko
wane, mogą służyć materiały z Anglii, Australii, USA (patrz пр.: Żebrowska
1986, s. 148-168; Smolicz, Secombe 1990; Kocik 1990, s. 169-203).
Lektura omawianej monografii skłania do zastanowienia się nad usytuo
waniem metodologicznym pracy wśród opracowań polonijnych. W rozdzia
łach I I i I I I praca A. Żukowskiego przypomina faktograficzne publikacje
typu: wkład Polaków w życie kraju (tu: odpowiednia nazwa). W tej części
można ją porównać do takich prac, jak: Jerzego S. Łątki Polacy w Turcji,
Marii Paradowskiej Polacy w Meksyku i Ameryce Środkowej. W następnych
rozdziałach autor zastosował układ chronologiczny, a w jego ramach pro
blemowy i przedstawił właściwy etap kształtowania się zbiorowości polonij
nej w RPA; w tej części pracę można porównać do studiów zawartych
w publikacji zbiorowej Polonia w Europie.
Recenzowana praca daje solidne podstawy do kontynuowania badań nad
Polonią w RPA. Następny ich etap powinien uwzględniać metody soqologiczne
i dotyczyć kształtowania się tożsamości etnicznej pokoleń polonijnych, stopnia
identyfikaqi oraz stosunku do swego pochodzenia. Z kolei badania soqolingwistyczne mogą zilustrować stan znajomości języka polskiego i zmiany jego
funkqi w różnych skupiskach polonijnych. Wyniki badań interdyscyplinarnych
powinny ukazać aktualny wizerunek Polonii w Republice Południowej Afryki.
LITERATURA
Kocik L.
1990
Polski farmer w Ameryce. Studium na przykładzie stanu Wisconsin, Wrocław.
Ł ą t k a S.
1980
Polacy w Turcji, Lublin.
M o s t w i n D.
1991
Emigranci polscy w USA, Lublin.
P a r a d o w s k a M.
1985
Polacy w Meksyku i Ameryce Środkowej, Wrocław.
274
RECENZJE I OMÓWIENIA
S z y d ł o w s k a - C e g l o w a В. (red.)
1992
Polonia w Europie, Poznań.
Sękowska E.
1994
Język zbiorowości polonijnych w krajach anglojęzycznych. Zagadnienia leksykalno-slowo twórcze, Warszawa.
S m o l i c z J. S e c o m b e M.J.
1990
Zostać Australijczykiem*!, Warszawa.
Ż e b r o w s k a A.
1986
Czy dzieci polskiej emigracji wojennej 1939-1945', urodzone w Wielkiej Brytanii,
uważają się z Polaków? Paszkiewicz M . (red.), Prace Kongresu Kultury Polskiej,
Londyn, t. VIII, s. 148-168.
Elżbieta Sękowska
Warszawa egzotyczna. O społecznościach narodowych i wyznaniowych stolicy
w przeszłości i współcześnie, Warszawa 1995, Muzeum Woli, ss. 86, tab. 6
Ten niewielki tomik materiałów z sesji popularnonaukowej uczniów klas
maturalnych X I I Liceum Ogólnokształcącego im. H. Sienkiewicza w War
szawie, zorganizowanej w Muzeum Woli 23 marca 1995, jest plonem nie
zwykłego eksperymentu dydaktycznego. Eksperymentu będącego efektem
owocnej współpracy obu instytuqi - Szkoły i Muzeum. Współpracy daleko
wykraczającej poza doraźne, związane z konkretną ekspozycją, odwiedziny
Muzeum przez młodzież szkolną.
Pomysłodawcą zorganizowania cyklu wykładów poświęconych „proble
mom społeczności narodowych i wyznaniowych kraju i Warszawy w prze
szłości i współcześnie" był Kurator Muzeum Woli Karol Morawski. Pomysł
wsparła Urszula Domańska, Dyrektor Liceum im. H. Sienkiewicza wraz ze
swym zespołem pedagogicznym i młodzieżą klas maturalnych.
Temat cyklu wykładów i zamykającej go sesji - piszą autorzy wstępu (Od
Wydawców) w omawianym tomiku - „wybrała w pewnym sensie właśnie
młodzież, podejmując w dyskusjach i postulatach lekcyjnych problematykę
narodowościową i wyznaniową na ziemiach polskich w przyszłości po to, by
łatwiej zrozumieć skomplikowane jeszcze wciąż jej współczesne uwarunkowa
nia. W ciągu sześciu miesięcy, od października 1994 r. do marca 1995 г.,
zorganizowanych zostało sześć spotkań, podczas których jako wykładowcy
wystąpili najlepsi specjaliści z danej dziedziny, pracownicy nauki, często
w randze profesorów. Każdy wykład uzupełniony był zajęciami terenowymi
prowadzonymi przez pracowników Muzeum (nierzadko przy współudziale
wykładowców), w toku których zwiedzano rejony miasta i obiekty zabytkowe
związane z omawianym środowiskiem narodowościowym czy wyznaniowym."
Wśród wykładowców znaleźli się pracownicy Katedry Etnologii i An
tropologii Kulturowej UW, Chrześcijańskiej Akademii Teologicznej, Żydo
wskiego Instytutu Historycznego, Instytutu Historii PAN, Instytutu Archeo
logii i Etnologii PAN.
RECENZJE I OMÓWIENIA
275
W sześciomiesięcznym cyklu wykładów mówiono o historii i kulturze
Żydów w Polsce, o ewangelikach augsburskich i reformowanych w War
szawie, o grekokatolikach i o Cyganach, a także o grupie tak dla Warszawy
egzotycznej jak Gruzini.
Wykłady odbywały się w ostatni czwartek miesiąca, a zajęcia terenowe
w ostatnią sobotę i należy podkreślić, że cieszyły się frekwencją, mimo że miały
miejsce w godzinach popołudniowych, a zajęcia terenowe odbywały się w wolne
soboty. Świadczy to wymownie o potrzebie tego rodzaju przedsięwzięć.
Na zakończenie cyklu zajęć zorganizowano w Muzeum Woli sesję popu
larnonaukową, a jej uczestnicy, uczniowie klas maturalnych, mimo zbliżają
cych się egzaminów dojrzałości zdołali przygotować dziesięć referatów. Na
wiązywały one wprawdzie niekiedy do tematów wykładów, nie były jednak
ich powtórzeniem lecz „indywidualnym przetworzeniem wątków w nich
zawartych". Po wygłoszeniu referatów odbyła się dyskusja, podsumowanie
i jako finał - wręczenie dyplomów, nagród książkowych i pamiątkowych
medali z fundacji Ewangelicko-Augsburskiej Parafii Św. Trójcy.
W czerwcu staraniem organizatorów tego udanego eksperymentu oraz
Urzędu Dzielnicy Wola Gminy Warszawa Centrum wydany został pamiątkowy
tomik zawierający materiały z sesji. Jego wydawcy tak o nim piszą we wstępie:
„Są to prace uczniów - maturzystów stojących dopiero na progu swej drogi
życiowej i jako takie noszące na sobie wszelkie znamiona i wady prymicjów
naukowo-badawczych, przynależnych wiekowi i przygotowaniu naukowemu
Autorów. Nie można o tym zapominać, a Czytelnik tego zbioru musi mieć
pełną świadomość kompilacyjnej formy przygotowanych referatów na poziomie
szkoły średniej. Biorąc to pod uwagę referaty tu prezentowane poddane zostały
tylko kosmetycznej obróbce redakcyjnej. Wedle bowiem założeń organizatorów
sesji i zarazem wydawców, taki a nie inny kształt referatów jest nie tylko
uszanowaniem charakteru i stylu obrazowania Autora, ale też pewnym signum
szerszego wizerunku stopnia zaawansowania nauki i wiedzy."
Jak już wspomniano oprócz cytowanego wstępu (Od Wydawców) pióra
Urszuli Domańskiej i Karola Morawskiego tomik zawiera dziesięć wygło
szonych w czasie sesji referatów piętnastu autorów: Doroty Czajki i Anny
Gontkiewicz (o społecznościach narodowych i wyznaniowych Warszawy na
przełomie X I X i X X wieku), Joanny Germak i Katarzyny Stanisławiak
(o strukturze narodowościowej i wyznaniowej międzywojennej Warszawy),
Pawła Korulczyka i Łukasza Zielińskiego (o wyznaniowych nekropoliach Woli
od schyłku X V I I I do połowy X X wieku), Katarzyny Kursa (o Lesznie,
ewangelickiej enklawie Warszawy), Marcina Dryzka (Pamiątki Żydów war
szawskich), Marty Kaczyńskiej i Danuty Murzynowskiej (Szpitale i ośrodki
opieki społecznej na Woli od polowy XIX w. do końca lat trzydziestych
XXstulecia [ze szczególnym uwzględnieniem szpitali i ośrodków żydowskich
- A.W.], Michała Sikorskiego (Getto - dzielnica Warszawy w latach 1940-1943),
Małgorzaty Wernickiej (Grekokatolicy w Warszawie), Pawła Krupińskiego
i Ireneusza Smółki (Świątynie i cmentarze ewangelicko-augsburskie w Warszawie
276
RECENZJE I OMÓWIENIA
od połowy XVIII w.) oraz Agnieszki Pudłowskiej (Mniejszości narodowe
w I I Rzeczypospolitej).
Należy mieć nadzieję, że to ze wszech miar interesujące przedsięwzięcie
dydaktyczne i wychowawcze znajdzie naśladowców, a znane już z wielu
cennych inicjatyw Muzeum Woli będzie kontynuować swoje nowatorskie na
naszym gruncie doświadczenia popularyzatorskie.
Andrzej Woźniak
Jonathan Boyarín, Polish Jews in Paris, The Ethnography of Memory,
Bloomington-Indianopolis, 1991, Indiana University Press, ss. X I I -f 195
Książka J. Boyarina, amerykańskiego antropologa społecznego, przypomi
nać musi polskim czytelnikom nieprześcignioną wciąż Społeczność wiejską
Kazimiery Zawistowicz-Adamskiej (1948). Praca poświęcona imigrantom
wywodzącym się z ziem polskich przekazuje czytelnikowi historię życia tej
grupy ich własnymi słowami. Boyarín zajmująco opowiada historię żydowskich
imigrantów mieszkających we Francji. Wspomina także, choć marginalnie,
o stosunkach polsko-żydowskich. Może ta książka zainteresować poprzez
możliwości porównań, jakie niewątpliwie stwarza. Jednocześnie stanowi ona
osobistą (i wielce barwną) opowieść obserwatora życia wychodźców, historię
jednego roku, który Jonathan Boyarín spędził wśród nich w Paryżu. W tym
właśnie przepomnieć może Społeczność wiejską czy, by pozostać przy dziełach
dotyczących żydowskich imigrantów, Świat naszych matek (Weinberg 1988) .
Książkę otwiera rozdział dotyczący landsmanshaftn - stowarzyszeń żydow
skich organizowanych i złożonych z wychodźców z tej samej miejscowości lub
regionu . Stowarzyszenia te stwarzały ramy dla społecznych i przyjacielskich
stosunków pomiędzy ich członkami. Oferowały im pomoc i wsparcie. Landsmanshaftn istnieją także w innych krajach i na innych kontynentach ; w Paryżu
stanowią trzon społeczności polskich Żydów. Są pozostałością historii ich życia.
Nie tylko służą rekreaqi, pomagają lub troszczą się o pochówki, lecz są także
pomostem, który łączy pamięć o przeszłości z doświadczeniem późniejszych
losów. Pomagają wreszcie utrzymywać tożsamość, którą autor nazywa „pan-jidisz". Przy tym nie starają się one bynajmniej odtwarzać, ani kopiować we
Francji, nawet w miniaturze, miejsca urodzenia imigrantów.
W rozdziałach pierwszej części książki imigranci opowiadają o własnym
życiu i o rozmaitych problemach, z jakimi musieli walczyć, na które musieli
1
2
3
1
Recenzję tej książki zamieściłem w „Przeglądzie Polonijnym", nr 2:1994.
Tym bardziej uzasadnione wydaje się zatem przywołanie K . Zawistowicz-Adamskiej.
Zaborowianie w Chicago stworzyli bowiem kluby własnych wsi. Na ten temat por. także
Kantor (1990).
Por.: Milamed (1986, s. 40-55), KaganofT (1986, s. 56-66), Klinger (1986, s. 35-39), Soyer
(1986, s. 5-24), Weissner (1985).
2
3
RECENZJE I OMÓWIENIA
277
reagować, zarówno w Polsce, jak we Francji. Są to relacje na temat dzieciń
stwa, emigraq'i, koszmaru okupacji, lat odbudowy w powojennej Francji.
Poszczególne opowieści różnią się między sobą, rozmaite bowiem były: czas,
powody, okoliczności wyjazdu. Niektórzy bohaterowie Boyarina przeżyli
okupację we francuskim ruchu oporu, inni to uchodźcy ze Związku Radzie
ckiego. Jest jeden wątek tych opowieści szczególnie frapujący (choć nie
w pełni konsekwentnie poprowadzony przez autora): bardzo wielu spośród
emigrantów żydowskich to sympatycy lewicy lub wręcz aktywiści lewicowi .
Ich opowieści na temat dochodzenia do radykalnych przekonań w Polsce,
do Poalej Syjonu czy członkostwa partii komunistycznej przynoszą wiele
fascynujących szczegółów, przybliżając nam ten fragment historii między
wojennego okresu. Dowiadujemy się m.in., co czytali i jak wyglądała praca
lewicowych grup młodzieżowych.
Część druga pracy Boyarina ma pokazywać, w jaki sposób biografie
emigrantów określają ich stosunek do wydarzeń współczesnych i bieżących.
Najpełniej ukazuje to rozdział na temat stosunku Żydów do izraelskiej inwazji
na Liban w 1982. Rozdziały kolejne to klasyczny, antropologiczny opis życia
codziennego emigrantów. Są one także próbą odpowiedzi na podstawowe
pytania literatury historycznej czy soqologicznej, dotyczącej grup etnicznych,
konsekwencji migracji itp., takie jak: W jaki sposób cykliczne obchody
kulturalne winny integrować przeszłość i współczesność? Na ile pozwa
lać intelektualistom na zmiany i aktywizowanie grup? Rozdział „Dejeuner
Solennel" traktuje o dorocznych balach organizowanych przez landsmanshaftn,
podczas których spotykają się członkowie rozmaitych grup i towarzystw.
Rozdział „Kultura wysoka i folklor" dotyczy świeckiej kultury jidisz, która
istnieje w tych społecznościach. Mówi się tutaj również o tym, iż coraz trudniej
przychodzi emigrantom i ich dzieciom godzić standardy estetyczne kultury
jidisz z wymaganiami estetycznymi współczesnej europejskiej kultury miesz
czańskiej. Rozdział „Przywódcy i intelektualiści" pokazuje typy przywódców
społeczności (intelektualistów, aktywnych polityków, także krytycznie nasta
wionych); w równym stopniu, pisze autor, wszyscy są potrzebni dla funkqonowania grup. Rozdział „Żałoba" koncentruje się na kompromisach, których
muszą się dopuszczać emigranci, pomiędzy prawem żydowskim i tradycją
zjednej, a rzeczywistością i możliwościami, jakie istnieją we Francji, z drugiej.
Wreszcie, Boyarín pisze, w jaki sposób opowieści i dzieje imigrantów wpływają
na sytuację ich dzieci, a także o międzypokoleniowych konfliktach i trud
nościach porozumiewania się wynikających z różnych kultur.
Oczywiście w książce można znaleźć znacznie więcej. Jest ona także ciekawa
jako prezentacja pewnej postawy i techniki badawczej. Boyarina interesuje
pamięć o wydarzeniach oraz to, w jaki sposób wpływa ona na współczesne
zachowanie emigrantów i ich dzieci. Autor powiada: problemy postmodernizmu
pojawiają się i wyrażane są nie tylko na seminariach, w tekstach, lecz także
4
4
Dodać tu można, że podobną w zamyśle jest praca Leviatina (1989).
278
RECENZJE I OMÓWIENIA
w doświadczeniu, świadomości grup, które w postmodernistycznym świecie
żyją. Stara się on też pokazać tę „żyjącą historię". Dyskretnie wykorzystana,
współczesna metodologia nie przeciąża książki. To konstrukcja i sposób
prowadzenia opowieści zaświadczać mają o warsztacie autora. Boyarín prze
konany jest bowiem, że narracja, nawet (a może właśnie) pełna powtórzeń,
przemawiać może lepiej do publiczności niż analiza strukturalna.
LITERATURA
K a g a n o f f N.
1986
The Jewish Lansmanshaftn in New York City in the Period Preceding World War
I, „American Jewish History", vol. 76, nr 1, s. 56-66.
K a n t o r R.
1990
Między Zabórowem a Chicago. Kulturowe konsekwencje istnienia zbiorowości imig
rantów z parafii Zaborowskiej w Chicago i jej kontaktów z rodzinnymi wsiami,
Wrocław.
Klinger H.
1986
Tradition of Grass-roots Organization and Leadership: the Continuity of Landsmanshaftn in New York, „American Jewish History", vol. 76, nr 1, s. 25-39.
L e v i a t i n D.
1989
Followers of the Trial. Jewish Working-Class Radicals in America, New Haven-London: Yale University Press.
M i l a m e d S.
1986
Proskurover Landsmanshaften. A Case Study in Jewish Communal Development,
„American Jewish History", vol. 76, nr 1, s. 40-55.
Soyer D.
1986
Between Two Worlds: The Jewish Landsmanshaftn and Question of Immigrant
Identity, „American Jewish History", vol. 76, nr 1, s. 5-24.
W e i n b e r g S.S.
1988
The World of Our Mothers. The Lives of Jewish Immigrant Women, New York:
Schocken Books.
Weissner M.
1985
A Brotherhood of Memory. Jewish Landsmanshaftn in the New World, New York.
Z a w i s t o w i c z - A d a m s k a К.
1948
Społeczność wiejska. Doświadczenia i rozważania z badań terenowych w Zaborowie, Łódź, wyd. 1; wyd. 2 - Warszawa 1958.
Adam Walaszek
„Rocznik Muzułmański", R. I , Т. 1:1413 h (1992), s. 123; R. I I I , T. 2:1414
h, (1994), Warszawa, Wydawca: Stowarzyszenie Jedności Muzułmań
skiej, ss. 111
Mahdyści polscy - mistyczna wspólnota szyicka, istnieje w Polsce od
1937 roku. Obecnie szyici skupieni są w Stowarzyszeniu Jedności Muzuł
mańskiej działającym w Warszawie, Kielcach, Radomiu, Gdańsku, Łodzi
i Kaliszu. Wspólnota liczy ponad 100 wyznawców, a jej najwyższą władzą
jest Naczelny Imamat składający się z Naczelnego Imama jako przewód-
RECENZJE I OMÓWIENIA
279
niczącego, sekretarza, skarbnika oraz czterech członków. Wspólnota utrzy
muje się ze składek wiernych.
W 1989 roku Stowarzyszenie powołało Instytut Muzułmański z siedzibą
w Warszawie (02-679, W-wa, ul. Pieńkowskiego 4/91). Jego celem jest pro
wadzenie badań z zakresu teologii islamu oraz osadnictwa muzułmańskiego
w Polsce i na Litwie. Instytut gromadzi wszelkie materiały dotyczące muzuł
manów polskich, niezależnie od ich miejsca zamieszkania.
Organem Stowarzyszenia Jedności Muzułmańskiej jest wychodzący od
1992 roku „Rocznik Muzułmański", jego redaktorem zaś - imam Mahmud
Taha Żuk. Celem „Rocznika", jak czytamy w nocie Od Redakcji w pierw
szym jego tomie, jest „inspiracja badań nad dziejami ludności muzuł
mańskiej zamieszkującej obszar dawnej Rzeczypospolitej, wydawanie źródeł
archiwalnych i zbieranie materiałów etnograficznych "(s. 5).
Redakcja „Rocznika" pragnie aby stał się on kontynuacją wydawanego
w latach 1932-1938 „Rocznika Tatarskiego", czasopisma wielce zasłużone
go dla badań „nad historią i etnografią polsko-litewskich wyznawców is
lamu", na którego łamach publikowali swoje prace historycy i orientaliści tej
miary, co Olgierd Górka, Ananiasz Zajączkowski, Stanisław Dziadulewicz,
Stanisław Kryczyński. »Rocznik Muzułmański« ma szansę, czytamy nieco
dalej, stać się czasopismem naukowym, skupiającym wokół siebie orientalistów, etnografów i religioznawców, zainteresowanych badaniami dziejów
polsko-litewskich Tatarów, a także stosunków Polski ze Wschodem muzuł
mańskim".
Tom 1 „Rocznika Muzułmańskiego", który otwiera - podobnie zresztą
jak i tom 2- inwokacja z Koranu do Boga Miłosiernego, Litościwego w ję
zyku polskim i arabskim i krótki artykuł programowy (Od Redakcji), wy
pełniają materiały dwu autorów: Piotr Borawski, znany badacz dziejów
Tatarów polsko-litewskich pisze o społecznościach orientalnych w Wielkim
Księstwie Litewskim (Tatarach, Żydach i Karaimach), Tatarach-kozakach
w Wielkim Księstwie oraz o służbie wojskowej Tatarów-ziemian w dobrach
Radziwiłłów w X V I - X V I I w.; imam Mahmud Taha Żuk zamieszcza krótką
informację o mahdystach polskich, rozprawkę Dźwięk i znaki graficzne
w islamie oraz artykuł o idei państwa islamskiego. Tom zawiera również
przemówienie przewodniczącego delegacji palestyńskiej na konferencji poko
jowej w Madrycie w 1991 r. Zamykają go, tak jak i tom 2 - hadisy, przeka
zywane przez tradycję wypowiedzi Proroka.
Tom 2, znacznie bardziej zróżnicowany tematycznie, zawiera m.in. prze
słanie od Redakcji o zadaniach muzułmanina we współczesnym świecie,
komentarz imama Mahmuda Taha Żuka do sury Al-Fatiha (Otwierającej)
z Koranu, artykuł Rafała Ahmeda Bergera o jedności muzułmańskiej i Ewy
Siwierskiej o Koranie i hadisach jako źródła inspiracji w poezji hausańskiej.
Ibolya Takacs pisze o zabytkach islamu na Węgrzech, a T. Nowakowski
o muzułmanach w armii austro-węgierskiej, Anna Sulimowicz o życiu spo
łeczności karaimskiej w Polsce, Aleksander Dubiński zaś - o historii języka
280
RECENZJE I OMÓWIENIA
karaimskiego. P. Borawski zajmuje się dziejami szwadronu tatarskiego
Lekkokonnego Pułku Gwardii Napoleona i Pułkiem Tatarskim Ułanów
imienia Mustafy Achmatowicza. Ten drugi artykuł uzupełnia imam M . Taha
Żuk listą poległych pułku. Tenże autor pisze o sytuacji Tatarów krymskich,
a W. Buszakow z Ukrainy - o pochodzeniu tytułu kalga w Chanacie Krym
skim, J. Jaworski o Polakach w Syrii i Libanie, a F. Brendle o muzułmanach
w Niemczech.
Z zainteresowaniem oczekujemy na trzeci tom „Rocznika", który - jak
informuje Redakcja, powinien ukazać się w najbliższym czasie.
Andrzej Wożniak
Wiesława Korzeniowska, Codzienność społeczności wsi rejencji opolskiej
w aspekcie zachodzących przemian (1815-1914), Opole 1993, Państwowy
Instytut Naukowy - Instytut Śląski w Opolu, ss. 282, nib. 1
Autorka określiła omawianą pracę jako „historię wiejskiej codzienności
terenów rejencji opolskiej X I X i początków XX w. ujętą w rytmie jej stawania
się" (s. 7), a za główny jej cel uznała ukazanie odmienności wsi górnośląskiej,
systemu wartości jej mieszkańców i miejsca w nim tradycji. Publikaqa - według
słów Autorki, z wykształcenia historyka - nie jest pracą etnograficzną. Ze
wszech miar jednak zasługuje na uwagę etnologa, któremu szczególnie bliskie
jest widzenie górnośląskiej kultury poprzez człowieka, mieszkańca tych ziem,
jego zachowań oraz postaw wobec własnego dziedzictwa kulturowego. W prze
mianach zachodzących w X I X w. to tradycja kulturowa właśnie była najistot
niejszym motywem „w trwaniu górnośląskich wspólnot lokalnych i regional
nych" (s. 213). Czytelnika „Etnografii Polskiej", zawsze otwartej na problema
tykę górnośląską, winna zainteresować recenzowana publikacja, oparta na
sumiennie zebranych źródłach archiwalnych, prasie codziennej i urzędowej,
kronikach parafialnych, gminnych i szkolnych w większości - co zasługuje na
uwagę - nie publikowanych i nie wykorzystywanych, których obszerny zestaw
zamieszcza Autorka na końcu pracy. Sięgnęła też ona po literaturę etnograficz
ną, stwierdzając iż po I I wojnie światowej etnografowie „opracowywali
przeważnie najbardziej barwne elementy kultury materialnej i duchowej wsi"
(s. 9), z czym niekoniecznie można się zgodzić.
Zgromadzony materiał faktograficzny służy Autorce nie tylko do ukaza
nia codziennego życia mieszkańców, ale także do analizy przyczyn i skutków
zachowań ludzkich oraz przemian społeczno-kulturowych mieszkańców wsi
rejencji opolskiej. Godne podkreślenia jest i to, że Autorka szczególną uwa
gę poświęca tematyce dotąd pomijanej lub wręcz bagatelizowanej w historio
grafii Śląska.
Książka, poza wstępem i zakończeniem, składa się z czterech obszernych
rozdziałów (podzielonych na podrozdziały), a mianowicie: I . „Specyfika
RECENZJE I OMÓWIENIA
281
społeczności wiejskiej"; I I . „Praca i jej efekty"; I I I . „Edukacja. Życie pub
liczne"; IV. „Sacrum i profanum codzienności". Rozprawę zamykają,
oprócz wspomnianego już wykazu najważniejszych źródeł, bibliografia oraz
indeksy: osobowy i nazw miejscowych. W pracy zamieszczono 1 mapkę
przedstawiającą rejencję opolską w X I X w. wraz z granicami powiatów
(ustalonymi w 1815-1820) i późniejszymi ich zmianami.
W pierwszym rozdziale Autorka omówiła działalność wspólnoty gmin
nej, funkcje i znaczenie sołtysa, pisarza, stróża gminnego i in., prawa i obo
wiązki mieszkańców, do których m.in. należało „nocne wachowanie", tj.
pilnowanie domów i gminnych budynków kolejno przez gospodarzy po
sługujących się specjalną laską. Reguły współżycia między mieszkańcami
ujęte były w przepisy ustalające powinności i konsekwencje niestosowania
się do nich. Podsumowując podrozdział pt. „W gminnej wspólnocie",
Autorka stwierdziła: „społeczność wiejska umiała rozsądnie korzystać z sa
morządowych uprawnień i rozsądnie kształtować swoje życie zbiorowe, cha
rakteryzowała się przy tym [...] znaczną odpowiedzialnością społeczną
i umiejętnością współżycia społecznego" (s. 30). Społeczność wiejska tam
tych czasów była rozwarstwiona na siodłaków, zagrodników, chałupników,
komorników oraz czeladź. Pisząc o tej ostatniej Autorka wspomina o zwy
czajowym godzeniu służby w dzień św. Szczepana, wręczaniu jej „kolędy",
obowiązku odpracowania - w przypadku opuszczenia pracodawcy - poczy
nionych szkód (np. złamanie biczyska, stłuczenie misek i garnków) itp.
Autorka w tym miejscu poświęca też uwagę żebrakom, sierotom, biedocie
wiejskiej, złodziejom, oszustom a także karczmarzom i księżom. Kolejny
podrozdział - „W chłopskiej zagrodzie" - ukazuje budownictwo mieszkalne
i gospodarcze, rozplanowanie wnętrza, piece i sprzęty. Jest on wprowadze
niem do następnego podrozdziału, zatytułowanego: „Rodzina i jej podsta
wowe potrzeby", a w tym m.in.: pożywienie, odzież, higiena, lecznictwo,
przynosząc wiele interesującego etnografa materiału.
Drugi rozdział pracy poświęcony jest zajęciom ludności wiejskiej, takim
jak: rolnictwo i hodowla, rzemiosło, usługi i handel wraz z jarmarkami
i targami. Autorka nie pominęła tzw. marginesu społecznego, tj. przemyt
ników, oszustów, koniokradów itp.
Oświata jest przedmiotem następnego rozdziału. Omówiono w nim ro
dzaj pobieranej na wsi nauki, pory nauczania zależnie od prac rolnych,
absencję w szkole oraz kariery dzieci chłopskich (młynarze, księża, nauczy
ciele). W tym rozdziale Autorka poświęciła też uwagę działającym na wsiach
bractwom i stowarzyszeniom, w tym Towarzystwu Trzeźwości wraz z za
początkowanym w latach 1846-1848 ruchem abstynenckim. Ostatni pod
rozdział pt. „W obronie swych praw" porusza zagadnienie polskości miesz
kańców tych ziem, ich świadomości odrębności narodowej oraz przedstawia
sylwetki niektórych działaczy walczących o polskość.
Pracę zamyka rozdział ukazujący zwyczaje rodzinne i doroczne, odpusty,
dożynki, pielgrzymki, rolę karczmarza i karczmy itp. Dowiedzieć się można
282
RECENZJE I OMÓWIENIA
z niego o wielu wydarzeniach z życia mieszkańców wsi, a w tym np. o poja
wiających się mniej więcej od lat pięćdziesiątych XIX w. fotografach, z których
usług korzystała również ludność wiejska. Życie codzienne nie było wolne
od dramatów i nieszczęść: pijaństwa, epidemii, klęsk żywiołowych, głodu,
pożarów. Autorka poświęca im uwagę na końcu tego rozdziału.
Z analizy omówionych w pracy materiałów wysuwa też ogólniejsze wnio
ski dotyczące mieszkańców Górnego Śląska, dla których poszanowanie cza
su i pracy było ważnym elementem współżycia i porządku świata. Ślązacy
mieli duże poczucie godności, z którym związana była tolerancja, „gdyż na
tych obszarach wiecznej penetracji różnych państw była ona podstawą
współegzystencji. Wynikała z szacunku dla ludzkiej integralności" (s. 212).
Omawiana praca, będąca rozprawą habilitacyjną Autorki, przynosi ma
teriał niezbędny etnografom dla interpretacji zjawisk kulturowych rejestro
wanych przez nich na współczesnej wsi górnośląskiej.
Zofia Szromba-Rysowa
Róża Godula, Od Mikołaja do Trzech Króli. O roli daru w obrzędzie, Kra
ków 1994, Wydawnictwo Wawelskie, ss. 147, il. 7 + 48
Książka ta jest kolejną propozycją ośrodka krakowskiego, a ściślej rzecz
biorąc zespołu, który od lat prowadził systematyczne badania nad teorią
daru obrzędowego. Ta pozycja jest podsumowaniem dotychczasowych ba
dań autorki w zakresie analizy daru w czasie Bożego Narodzenia i w obrzę
dach kolędniczych.
Niewątpliwie na temat daru i blisko z nim związanej teorii wymiany,
zasady do ut des, napisano w etnologii (i nie tylko) już wiele. Autorka (jak
i cały zespół) wychodzi od obchodzącej właśnie swoje siedemdziesięcio
lecie klasycznej teorii Marcela Maussa, którą umieszcza w centrum swoich
rozważań. Myślę, że w kontekście tej pracy można postawić pytanie, czy
we współczesnej etnologii zasadne jest wykorzystywanie jako wiodących
teorii tak starych i wielokrotnie eksploatowanych. Tym bardziej, że z dru
giej strony R. Godula opiera się na jeszcze starszej teorii rites de passage
Arnolda van Gennepa, powstałej na kilkanaście lat przed teorią Maussa.
W swojej pracy autorka stara się połączyć obie teorie, co jest tym ciekawsze,
że czyni to jakby wbrew intencjom samego Maussa, który nie cenił zbytnio
pomysłów van Gennepa (s. 8). Ciekawy to trop i problem dla historyków
myśli etnologicznej.
Przypatrzmy się pokrótce, w jaki sposób R. Godula zbudowała swoją
pracę. Podstawowe dla całej książki założenia oraz „rozprawienie" się z de
finitywnym bałaganem terminologicznym zawarte są w „Uwagach wstęp
nych". Mamy więc tutaj definicje obowiązujących w tej pracy terminów,
takich jak: dar, obrzęd, symbol, stan, tekst kultury. Rozdział pierwszy przy-
RECENZJE I OMÓWIENIA
283
nosi natomiast próbę uzasadnienia rozpatrywania cyklu zimowych obrzędów,
rozpostartych pomiędzy dniem św. Mikołaja aż do święta Trzech Króli,
jako jednego dramatu „przejścia" (zawierającego w sobie wiele „mniejszych"
rites de passage). Mamy tutaj liczne przykłady dowodzące trafności tak
postawionej hipotezy. Mogą jednakże zrodzić się pytania, czy np. „graniczność" zimowych obrzędów nie zaczyna się razem z „Andrzejkami", czyli
0 kilka dni wcześniej niż dzień św. Mikołaja. Wskazywałyby na to zarówno
same wróżby, powtarzane przecież dokładnie w Boże Narodzenie, jak i roz
poczynający się wtedy Adwent. A przecież czas przejścia - co podnosi sama
Godula - cechować powinna wyraźna odmienność w stosunku do etapu
poprzedniego, jak i następującego po nim (s. 26).
Przekonywający jest drugi rozdział, zatytułowany „Dramatyzacja czasu
przejścia w obrzędzie". Interesująco przedstawione są tutaj kategorie postaci
kolędniczych oraz cechy ich „inności" lub przynależności do stanu po
średniego, sytuującego się pomiędzy porządkiem naturalnym i ponadnaturalnym. Struktura i dramatyzacja obrzędów zimowych powoduje, iż mo
żliwa jest - poprzez powrót do prapoczątku i zburzenie starego porządku
- odnowa świata i człowieka. Całość zamyka rozdział poświęcony darowi.
R. Godula pisze: gdy „na obrzęd spojrzeć jako na dramatyczną formę
(rozdz. II), to okazuje się, że osnową akcji są sytuacje, w których dokonuje
się obdarowywania" (s. 65). Mało tego, bez daru obrzędy te nie mogłyby
się zrealizować. Krążenie darów odzwierciedla i potwierdza raz jeszcze
porządek i ustalone więzi społeczne. Autorka pomija tutaj konsekwentnie
pozostałe aspekty zimowej obrzędowości, trzymając się analizy roli daru
w obrzędach.
R. Godula czerpie obficie z ogromnej literatury na temat obrzędowości
zimowej z całego terenu Polski, zarówno z dawnych jak i współczesnych
opracowań, próbując znaleźć w nich jeden sens i podobną dramaturgię.
Wiele informacji uzyskała ona podczas badań przeprowadzonych w połu
dniowej i wschodniej Polsce w latach 1976-1982.
Zastanówmy się teraz nad zasygnalizowanym już problemem celowości
stosowania klasycznych teorii etnologicznych we współczesnych interpre
tacjach. Czy obecnie, gdy często kwestionuje się modernistyczne sposoby
wyjaśniania, a do takich niewątpliwie należą wyżej wymienione teorie, może
dać to pozytywny rezultat? (Oczywiście Godula wzbogaca swoje widzenie
Maussa i van Gennepa ich antropologicznymi rozwinięciami, np. uwagami
E. Leacha i V. Turnera, dodając do tego jeszcze prace M . Eliadego czy
M . Bachtina). Myślę, że konsekwencja autorki, precyzja w sformułowaniu
głównych założeń, a także jasność wywodu i wyważona w proporcjach
umiejętność posługiwania się odpowiednimi przykładami wyraźnie wskazuje,
że są to teorie, które - umiejętnie stosowane - zawsze zachowują świeżość
1 stwarzają dobre możliwości interpretacyjne, zwłaszcza w odniesieniu do
tzw. „tradycyjnej kultury ludowej". Obie teorie być może dlatego nie tracą
na aktualności, że nie rościły sobie pretensji do całościowego tłumaczenia
284
RECENZJE I OMÓWIENIA
świata, a jedynie mówiły o pewnych (ważnych) jego fragmentach. Inaczej
wypadłaby zapewne ocena współcześnie pisanych analiz, opierających się
w dużej mierze na propozycjach ortodoksyjnego funkcjonalizmu czy struk
turalizmu w duchu samego Lévi-Straussa.
Praca R. Goduli pokazuje, że można jeszcze ciekawie pisać na temat tzw.
„tradycyjnej kultury ludowej", czyli tematu, który posądzano o całkowite
wyeksploatowanie. Nie jest to książka, która wytycza nowe drogi w polskiej
etnologii (bo i taką pewnie nie miała być), ale stanowi ona jakby wypełnienie
jej „białych plam". Główne znaczenie tej niewielkiej objętościowo książeczki
upatruję w fakcie, iż może ona stać się doskonałym materiałem dydaktycz
nym dla studentów etnologii. Daje bowiem możliwość zapoznania się z dob
rym zastosowaniem owych klasycznych teorii antropologicznych na polskim
materiale etnograficznym. Dodajmy - takich prac nie było do tej pory wiele
(por. np. Brencz 1987; Maj 1986; Kulturowa funkcja daru..., 1992).
Dobrym punktem książki są liczne i bardzo ciekawe ilustracje oraz zdję
cia, dawne i współczesne, kolorowe i czarno-białe. Daje to poszerzoną per
spektywę całej analizie. Dydaktycznego charakteru tej pozycji dopełniłoby
z pewnością zamieszczenie kwestionariusza, którym autorka posługiwała się
podczas swoich badań.
LITERATURA
B r e n c z A.
1987
Polska obrzędowość pogrzebowa jako obrzęd przejścia, „Lud", t. 71, s. 215-223.
Maj M.
1986
Rola daru w obrzędzie weselnym, Wrocław.
1986
Kulturowa funkcja daru, A. Zambrzycka-Kunachowicz (red.), Zeszyty Naukowe
UJ. Prace Etnologiczne, z. 25, Kraków.
Hubert Czachowski
Piotr Kowalski, Samotność i wspólnota. Inskrypcje w przestrzeniach współ
czesnego życia, Opole 1993, Wyższa Szkoła Pedagogiczna, Instytut Filologii
Polskiej, ss. 133
Wszyscy, którzy znają dotychczasową twórczość Piotra Kowalskiego nie
będą zapewne zaskoczeni jego nową książką. Konsekwentnie bowiem tropi
on już od dłuższego czasu folklorystyczne marginalia dziejące się gdzieś na
obrzeżach życia i różnych kultur: tradycyjnej, popularnej, potocznej, magicz
nej, cywilizacji, młodzieżowych subkultur, czyli tego wszystkiego, z czego
składa się kultura współczesna. Te - wydawałoby się - pozornie niewielkie
i nieważne sprawy mogą jednak odkryć wiele ciekawych szczegółów z całej
kultury, w której istnieją. Dlatego też nie są wcale marginaliami meryto
rycznymi, a wręcz przeciwnie - stają się podstawą do interpretacji więk-
RECENZJE I OMÓWIENIA
285
szych całości. Można nawet pokusić się o stwierdzenie, że bez właściwego ich
odczytania straci się wiele ważnych, a często podstawowych, informacji.
Tym razem Kowalski zabrał się za „inskrypcje w przestrzeniach współ
czesnego życia". Zainteresowały go dwie ich grupy: wpisy w kościelnych
księgach intencjonalnych oraz dziecięce graffiti na murach i ścianach. Wy
dawałoby się, że mamy tutaj do czynienia z dwoma zupełnie odmiennymi
sprawami, których jedynym łącznikiem jest fakt, że obie są „zapisywane".
Poza tym wszystko inne wydaje się je dzielić. Takie zestawienie może,
oprócz zdziwienia, budzić nawet protesty, wszak pierwsze zjawisko związane
jest z sacrum, drugie zdecydowanie ciąży ku profanum. To, co dzieli, często
z innej - antropologicznej - perspektywy ukazuje podobieństwa i tłumaczy
jedno przez drugie. Wszak i sacrum i profanum istnieją dzięki sobie. Podob
nie więc mogą zaistnieć współczesne inskrypcje.
Najpierw kilka słów o metodologii Samotności i wspólnoty. Kowalski
sięga obficie do myśli religioznawców, historyków, semiotyków, folklory
stów i etnologów, wyłuskując z ich prac tezy potrzebne mu do rozwinięcia
podstawowej kwestii metodologicznej, którą przytacza za Wojciechem
J. Bursztą. Brzmi ona tak: „etnologia zmierzać ma do odsłonięcia niejawnej
strony oczywistych czynności dziejących się wokół nas". To zdanie jest
jakby leitmotivem całej pracy. Wielokrotnie powraca, uzasadniając hipotezy
i sądy autora. Ten sposób nowoczesnej interpretacji antropologicznej wpi
suje Kowalski w szerszy plan kontekstu, przywołując koncepcję „sposobów
bycia" W. Pawluczuka. Wszystko to prowadzi do stwierdzenia, iż „analizu
jąc konkretne zdarzenia komunikacyjne, należy docierać do obrazów świata,
które są bardziej rudymentarne niż ich racjonalizacje. [...] Analizując prag
matykę tekstową, zbliżyć się mamy do poznawania kształtów obrazu świata
oraz zasad jego budowania, waloryzowania, obdarzania go sensem" (s. 19).
Rozważania te zawarte są w pierwszym rozdziale pracy „Antropologia
współczesności i sposoby bycia".
Drugi rozdział przynosi opis i interpretacje wpisów do kościelnych ksiąg
intencjonalnych. W trzecim rozdziale Kowalski analizuje „Dziecięce pisane
po ścianach", czyli „Inskrypqe w przestrzeni zawłaszczonej". Oba rozdziały
zbudowane są na podobnej zasadzie - na początku hipoteza, pokazanie
problemów interpretacyjnych, wykazanie podobieństw i znalezienie odnie
sień, wreszcie opis sytuacji i tekstów. Na koniec rzecz najważniejsza - owo
ujawnianie „niejawnej strony oczywistych czynności". Całość napisana jest
rzeczywiście porywająco. Tekst na pewno przyciąga uwagę swadą, skojarze
niami, szerokością spojrzenia, czyli tym wszystkim do czego już nas autor
Samotności i wspólnoty przyzwyczaił.
I tutaj czas na małą dyskusję. Może nawet nie polemikę, gdyż - jak
dowodzi nowoczesna humanistyka - równouprawomocnione są różne punkty
widzenia, ambiwalencja poglądów czy - jak mówi Zygmunt Bauman - wielość
projektów. Nie znaczy to, że odmawiam interpretacji Kowalskiego prawa do
istnienia. Sądzę, że jego książka stanowi świetną okazję do nowych, innych
286
RECENZJE I OMÓWIENIA
spojrzeń. Oczywiście wiele racji jest w owym poszukiwaniu „niejawnej strony
oczywistych czynności", jednak - jak myślę - Kowalski zapomina o jednej
ważnej rzeczy, mianowicie o tym, że nie wszystko na świecie musi tę niejawną
stronę posiadać. Więcej - ta jawna strona jest często również bardzo ważna.
Autor pisze w uwagach wstępnych, że „powierzchowne sądy (o graffiti)
wyczerpują się w sądach o wandalizmie, agresji, bezmyślności. Te oczywistości
nie są warte dłuższego roztrząsania" (s. 5). A dalej, że „stosunkowo mało
istotną rolą dziecięcych graffiti jest podstawowa funkcja komunikatu języko
wego, czyli jej referencyjność". W zamian Kowalski widzi w graffiti funkcję
magiczną i integracyjną. Bardzo ważne jest dla niego oswajanie przestrzeni
oraz budowanie wspólnoty znającej właściwe kody graffiti. Nie twierdzę, że
rozważania te nie mają wiele racji. Wydaje się jednak, że wandalizm i bez
myślność (a może - przeciwnie - konkretny zamysł) nastolatków jest również
ważnym - i chyba pasjonującym - dla antropologa tropem i zjawiskiem,
wymagającym większego namysłu, a nie tylko wzruszenia ramionami. Kowalski
dużo pisze o magicznej funkcji współczesnych napisów. Twierdzi m.in.,
iż „nawet gdy [...] są to tylko eksklamacje gniewu, to sprawa w niczym się
nie zmienia. Oznajmienie, nominalne stwierdzenie, iż »Zdzicha to k...« [...]
jest przecież zabiegiem, który ma doprowadzić do zmiany stanu rzeczy, bądź
też stan ten ustabilizować" (s. 116). Kowalski - podobnie jak np. strukturaliści
- wierzy, że wszystko na świecie ma swój ukryty głęboki i niezmienny sens,
odmawiając prawa do istnienia przypadkowi, bezmyślności czy zwykłej głu
pocie. Wystarczy zastosować antropologiczny klucz a rzeczywistość pokaże
się jako usystematyzowany porządek i ład. Gdy w kulturach pierwotnych
świat rzeczywiście podmiotom owej kultury jawi się jako całość usyste
matyzowana i uporządkowana, to zupełnie inaczej wygląda to przecież w cywi
lizacji nowożytnoeuropejskiej, gdzie nastąpił rozpad kultury na wiele nie
zawsze powiązanych sfer.
Podam jeszcze dwa inne przykłady. Współczesne życzenia przesyłane na
kartach świątecznych, mimo iż w bezpośredni sposób wydają się wywodzić
z dawnych życzeń przesyconych magią, trudno - według mnie - posądzać
obecnie o magiczny charakter. Przynajmniej nie można zbytnio tego uogól
niać. Przesyłanie życzeń jest dziś bardziej zwyczajem towarzyskim, właśnie
okazją do kontaktu, komunikatem. Podobnie jest z napisami na transparen
tach kibiców piłkarskich. Osobiście nie podejrzewałbym ich o magiczne
funkcje. Jest w tym bardziej zakład, doping, oczywiście także znak wspól
noty zarówno dla „naszych", jak i dla rywali. Gdyby można tutaj w tak
bezpośredni sposób mówić o magii (mimo dużych podobieństw, rzecz jasna,
do magicznych zaklęć, zamawiań, formuł, czyli tego wszystkiego, co składa
się na magię werbalną), to magiczne byłyby także zakłady piłkarskie orga
nizowane przez Totalizator Sportowy, a dalej Toto-Lotek. Tropienie przeja
wów magii we współczesnej kulturze jest na pewno pociągającym tematem.
Często jednak może lepiej mówić o podobieństwach, o bezpośrednich od
niesieniach lub odkrywać magiczną genezę wielu współczesnych zachowań
RECENZJE I OMÓWIENIA
287
i zjawisk, niż kategorycznie twierdzić, że coś pełni magiczną funkcję. Więcej,
można postawić tutaj pytanie czy możliwa jest magia nieuświadamiana?
I nie chodzi mi np. tylko o stwierdzenie, że w magicznym myśleniu mylone
są związki metaforyczne i metonimiczne, ale czy ma ono rzeczywistą moc
oddziaływania na rzeczywistość (oczywiście dla podmiotów owego magicz
nego myślenia).
Jak sądzę, ważniejsza niż sugeruje to Kowalski jest także strona referen
cyjna graffiti, również tych dziecięcych. Czy dwunastoletni chłopak piszący
zapamiętale na murze bloku „Kocham Jolkę" oswaja przestrzeń, buduje
wspólnotę czy może po raz pierwszy - tak po prostu - zachwyca się dziew
częcą urodą? Taka forma wyrazu daje możliwość publicznej wypowiedzi,
puszczonej w świat poza lekqami, poza rodziną, poza sformalizowanymi
rygorami. Jest rodzajem nieskrępowanej publicystyki, szybkiej wypowiedzi
o sprawach ważnych, fascynaqach prawdziwych, pierwszych miłościach,
o muzyce. Nie jest też tak do końca obojętne czy młodzież pisze na murach
np. „punki to świnie", czy „Czerwone gitary", gdyż - należąc do różnych
subkultur - odwołuje się do zupełnie innych wartości, mimo że obydwa
napisy w równym stopniu mogłyby spełniać z powodzeniem te funkcje,
o których pisze Kowalski. Nie jest to więc tylko oswajanie przestrzeni, ale
możliwość publicznego wyrażenia osobistej wypowiedzi za pośrednictwem
czystej ściany bloku lub szkoły. Graffiti pompejańskie - żeby odwołać się do
początków zjawiska - są rewelacyjnie ciekawe właśnie poprzez swoją refe
rencyjną stronę. Opowiadają bowiem historie, które gdzie indziej w ogóle
mogłyby nie zaistnieć.
Kowalski kładzie nacisk na społeczny aspekt opisywanych zjawisk. Wi
dać to jeszcze wyraźniej w części poświęconej inskrypcjom z ksiąg kościel
nych. Autor rozpatruje je jako współczesne wota, które są bezpośrednią
kontynuacją wot o charakterze plastycznym. Jednak sama sytuacja „aktu
pisania" odsłania inne możliwości i predyspozyqe wotantów. Dlatego też
realizują one odmienne scenariusze zachowań (inne sposoby bycia). Znowu
jednak więcej mamy w książce rozważań o budowaniu „wspólnoty zgry
zoty" pomiędzy wpisującymi, o dominującej wśród nich postawie „intereso
wności", o stawianiu „znaków istnienia", a niewiele na temat roli, jaką
pełnią owe wpisy w indywidualnych rozmowach człowieka z Bogiem czy
wyobrażeń na jego temat. Kłania się więc tutaj stara krytyka fenomeno
logów dotycząca redukowania zjawisk religijnych do innych poziomów.
Analiza tych inskrypcji z takiej perspektywy z pewnością byłaby przydatna
antropologom zajmującym się badaniem polskiej religijności.
Trochę w analizach Kowalskiego za mało znajduję dowodów potwier
dzających słuszność stawianych hipotez. Wnioski pojawiają się może zbyt
arbitralnie (jak choćby skojarzenie palących się świec przed ołtarzem Matki
Boskiej Opolskiej z rytuałami prawosławnymi).
Książka Kowalskiego zapewne będzie ważną pozycją nie tylko w do
robku autora. Poruszając ciągle mało eksplorowane tematy, pokazuje on
288
RECENZJE I OMÓWIENIA
ogromne możliwości ich interpretacji, które stanowić mogą źródło poważ
nych dyskusji nad współczesną kulturą, egzystencją człowieka oraz nad
samą antropologią.
Hubert Czachowski
Zbigniew Libera, Rzyć aby żyć. Rzecz antropologiczna w trzech aktach z pro
logiem i epilogiem, Tarnów 1995, Wydawnictwo Liber Novum, s. 263
W 1989 r. w odpowiedzi na ankietę rozpisaną przez redakqe „Polskiej
Sztuki Ludowej" pt. Czy w etnografii występują białe plamy? Ludwik Stomma
pisał między innymi: „eliminowano z tematyki badań i skazywano na prze
milczenie całe szerokie sfery życia". Wśród przyczyn takiego zachowania
środowiska etnograficznego autor wymieniał przede wszystkim pruderię skła
niającą do dyskwalifikacji tematów „nieeleganckich", czyli „niestosownych",
zacofanie metodologiczne dyscypliny, swoisty brak otwartości. „Stąd przymus
solidarności i kategoryczny zakaz kalania gniazda" . Słowa Ludwika Stommy,
mimo niewątpliwie głębokich przemian, jakie miały miejsce w polskiej etnografii
w ostatnich latach, mimo pojawienia się kilku nowatorskich publikacji, nie
uległy dezaktualizacji. Tym bardziej więc ukazanie się książki Zbigniewa Libery
Rzyć aby żyć... należy uznać za wydarzenie warte odnotowania. Jest to bowiem
pierwsza tak całościowo ujmująca problematykę skatologiczną i obscenicz
ną publikacja w etnologii polskiej. Autor - doskonale zdając sobie sprawę
z tego, że porusza się w sferze objętej kulturowym tabu, z wielką ostrożnością,
ale za to „wprost" oraz z dużą konsekwencją metodologiczną analizuje
problematykę przejawiania się w kulturze tematyki skatologicznej. Książka
Z. Libery nie tyle jest opowieścią o „rzyci", co o języku i mowie ciała, czyli
0 kodzie kulturowym i kulturowej komunikacji, które w rzeczywistości społecz
nej mogą przejawiać się w różnych formach.
Jednym z języków ciała jest język obsceniczny, który jako środek przeka
zu treści nieprzyzwoitych bazuje „na rozlicznych i nieraz skomplikowanych
sieciach skojarzeń elementów skatologicznych, koprofagii i seksu z różnymi
rejonami i czynnościami ciała, z całym niemal otaczającym światem". Tym
językiem daje się - według autora - „modelować człowieka, ciało i duszę,
wytwory umysłu i rąk ludzkich, społeczeństwo i cały świat". Ten niechciany
1 pomijany obraz świata przedstawia Z. Libera w swojej pracy posługując się
konwencją zaczerpniętą z klasycznego dramatu. Rzyć - tę „najgorszą",
„najbardziej grzeszną i wstydliwą" część ciała opisuje w trzech aktach,
w szeregu kolejnych odsłon. Z drobiazgową wręcz dokładnością, przy wyko
rzystaniu często unikalnych źródeł, autor wyjaśnia w jaki sposób , język
1
1
Ludwik Stomma, Antoni Kroh, Czy w etnografii występują „białe plamy"'?, Polska
Sztuka Ludowa, nr 4, 1989, s. 205.
RECENZJE I OMÓWIENIA
289
i kultura decydują o obrazie ciała w całości i jego poszczególnych części, jak
wyznaczają co jest daną częścią ciała i ustalają stosunki zależności między
tymi częściami oraz jak ustalają związki ciała z otaczającym światem". Wraz
z kolejnymi odsłonami ukazane zostają kolejne teksty kultury, w których
obecna jest tematyka skatologiczna. Są to m.in. liczne dokumenty folkloru:
pieśni, opowieści komiczne, zagadki, dziecięce rymowanki, latrinalia itp.
Obok bardzo licznie cytowanych materiałów etnograficznych (zwłaszcza do
tyczących medycyny ludowej, magii, religijności ludowej) pojawiają się źród
ła z zakresu psychologii i psychoanalizy, filozofii, historii medycyny, historii
obyczajów itd. Przykładów dostarczają autorowi także liczne teksty litera
ckie i historyczne oraz np. parodystyczne trawestacje starych i popularnych
koncepcji mitologicznych i filozoficznych. Zestawienie ze sobą tak różnych
źródeł znajduje uzasadnienie m.in. w niezwykłej trwałości postaw względem
zachowań ciała mimo zmieniających się obyczajów. Poszczególne odsłony
skłaniają czytelnika do ujrzenia własnej cielesności, do zaakceptowania tre
ści obscenicznych własnej kultury. W szczególnej sytuacji są tu etnologowie,
którzy akceptując równie obsceniczne obyczaje w kulturach obcych, nie
dostrzegają ich w swoim „zaścianku". Tymczasem elementy obsceniczne,
czy się tego chce, czy nie, występują w bardzo wielu sferach kultury i nie da
się ich ukryć. W folklorze właśnie humor skatologiczny należy do najbardziej
żywotnych. Z lektury omawianej pracy dowiadujemy się więc o znaczeniach
wielu gestów związanych z rzycią. Ich prawidłowe odczytanie i zrozumienie
polega przede wszystkim na umieszczeniu kolejnych gestów w kontekście
sytuacyjnym i kulturowym, rozpatrzeniu towarzyszących im zachowań wer
balnych i pozawerbalnych. Autor, poruszając się w świecie kulturowych
konwencji i symboliki, nie poprzestaje na cząstkowych interpretacjach, które
mogłyby narzucać dokumenty etnograficzne. Często sięga więc m.in. do
dorobku freudyzmu. Jednak i w tym przypadku moc wyjaśniającą oddaje
kulturze, poza którą antropolog nie powinien szukać rozwiązań dla badanych
problemów: „Wyłącznie w kulturze należy poszukiwać związków rzyci, od
bytu z ustami i genitaliami, wiatrów z oddechem, skatologii z erotyką,
tłumaczeń tego co i jak mówi się o rzyci i o ciele w ogóle".
Tematy skatologiczne i obsceniczne dla wielu etnografów znajdowały
i znajdują się poza ramami obowiązującego naukowego dyskursu. Być może
i współcześnie, podobnie jak 100 lat temu, praca na ten temat wzbudzi wiele
emocji. Wypada jednak przypomnieć, że nie obowiązuje już postanowienie
Komisji Antropologicznej Polskiej Akademii Umiejętności z 1884 r. ograni
czające możliwość publikacji i rozpowszechniania tego typu problematyki,
co więcej - istnieje konieczność jej podjęcia, jak bowiem pisze Z. Libera:
„Rzeczy należy nazywać po imieniu. Inaczej rzyć zostanie upupiona jak
dzieci przez dorosłych (w Ferdydurke Witolda Gombrowicza), jak niegdyś
lud przez ludoznawców".
Konrad Górny, Mirosław Marczyk
290
RECENZJE I OMÓWIENIA
Ubiory w Polsce. Materiały III Sesji Klubu Kostiumologii i Tkaniny Arty
stycznej przy Oddziale Warszawskim Stowarzyszenia Historyków Sztuki,
Warszawa, październik 1992, Warszawa 1994, ss. 216, ryc. 80
Po raz pierwszy udało się opublikować w książce, a nie w rozproszonych
artykułach, materiały z I I I sesji istniejącego od 1965 r. Klubu Kostiumo
logii. Należy tu podkreślić wytrwałe starania redaktorek naukowych: Anny
Sieradzkiej i Krystyny Turskiej. Szesnastu autorów artykułów zajmowało się
głównie zagadnieniami powstawania i rozwoju ubioru narodowego dawnej
Rzeczypospolitej. Ich badania przynoszą niejednokrotnie ważne ustalenia
oparte na źródłach pisanych, jak też na szczegółowej analizie zabytków.
Uzupełniają one moją książkę pod tym samym tytułem. Poza głównym
nurtem tematyki sesji inne artykuły ukazują zakres zainteresowań z kręgu
historyków sztuki, językoznawców i badaczy kultury materialnej. Odczuwa
się brak udziału etnografa zajmującego się ubiorem ludowym. Dziewiętna
stowieczny świąteczny strój różnych regionów Polski nawiązywał przecież
do wcześniejszego, głównie męskiego, szlacheckiego i mieszczańskiego, ubio
ru narodowego.
Zdzisław Żygulski, w referacie o stroju jako formie symbolicznej, słusznie
podkreślił różnicę pomiędzy odzieżą a strojem, który jest komunikatem
wizualnym identyfikującym nosiciela na podstawie ustalonego kodu. Poru
szył też sprawę zmiany treści symbolicznych polskiego stroju narodowego,
który z noszonego na codzień ubioru stawał się stopniowo w końcu
X V I I I w. symbolem patriotycznych idei i świątecznym przebraniem. Pro
blem ten porusza kilku uczestników sesji. Przemysław Mrozowski np. uważa
ubiór polski za wyraz świadomości narodowej szlachty w X V I - X V I I I w.
Autor obiecuje opracowanie pełnego korpusu wizerunków polskich
z X V I w. Pozwoliłoby to na lepsze uchwycenie zjawiska rozpowszechniania
się ubioru narodowego. (Na podstawie inwentarzy ruchomości dostrzegałam
ten proces przebiegający już niemal od początku XVI w.). Autor sądzi, że
komunikacyjne znaczenie ubioru narodowego rozwinęło się w społeczeń
stwie szlacheckim ostatniej dekady XVI w. i na początku następnego stulecia
w związku z jego zamknięciem się na obce wpływy. Mogę się zgodzić z auto
rem w tych ustaleniach datacyjnych. Jednakże wybór określonych typów
ubiorów noszonego, co ważne - tak przez szlachtę, jak i mieszczan, nastąpił
we wcześniejszym okresie i dalsze badania archiwalne i ikonograficzne
mogłyby te daty sprecyzować.
Wstęp do dalszych studiów nad powstawaniem i rozwojem ubioru naro
dowego dał Tadeusz Majda w artykule o kaftanie na Bliskim Wschodzie,
jego historii i funkcji. Powiązania polskiego ubioru z różnymi kaftanami
i innymi okryciami noszonymi w Azji, zwłaszcza zaś na Bliskim Wschodzie,
są oczywiste, jakkolwiek powierzchowne. Dlatego to studium z bogatą do
kumentacją ikonograficzną jest bardzo ważne, choć można by bardziej uwy
datnić prostokątny krój kaftanów, który miał ogromne znacznie w różnych
RECENZJE I OMÓWIENIA
291
rozwiązaniach kwestii rękawów. Ich najkrótsza forma wynikała z szerokości
krojonej tkaniny.
Reszta referatów w znacznym stopniu dotyczy ubiorów narodowych lub
innych, nowych zabytków polskich. Przynoszą one ważne uzupełnienia do
moich ustaleń. Poruszając ten temat autorzy opierali się albo na nowej
interpretacji źródeł pisanych, albo na zabytkach i ikonografii. Do pierwszej
grupy należy przede wszystkim artykuł Andrzeja Pośpiecha. Dał on szkic do
portretu Sarmaty na podstawie wielkopolskich szlacheckich pośmiertnych
inwentarzy mobiliów z drugiej połowy X V I I w. Ważne jest ustalenie, że
Wojciech Konstanty Breza, wojewoda poznański, posiadał w inwentarzu
z 1698 r. ubiory „niemieckie", czyli szyte według mody francuskiej. Nie
każdy magnat nosił się w tym okresie po polsku.
Krystyna Turska omawia inwentarz ślubnej wyprawy królewny Anny
Jagiellonki z 1491 r. (jedenaste dziecko Kazimierza Jagiellończyka wydano za
Bogusława X, księcia pomorskiego). Charakterystyczne cechy mody polskiej,
jakie zauważyli Niemcy to пр.: podwójne rękawy i haftowane perłami wysokie
kołnierze sukien, bramowania perłami i złotolitymi tkaninami sukien, oraz
przewaga w barwach strojów księżniczki czerwieni, złota i bieli. Tak więc
bogactwo wyprawy królewny świadczyło o upodobaniach górnych warstw
społeczeństwa polskiego w tym okresie. Maria Borejszo zajęła się staropolskimi
ubiorami w świetle XVI-wiecznej literatury satyrycznej. Dała ona dobre
syntetyczne ustalenia co do kierunku tych krytycznych uwag naszych pisarzy.
Ważne ustalenia przynosi także artykuł Anny Sieradzkiej przedstawiający
świąteczne i ceremonialne użytkowanie polskiego stroju narodowego w końcu
XIX i w pierwszej połowie XX w. przez „Ostatnich Sarmatów". Zachowały się
ubiory różniące się znacznie krojem, kolorystyką, tkaninami i dodatkami od
noszonq powszechnie w XVII i XVIII w. odzieży. Skrócono župany i kontusze,
inaczej wiązano pasy, buty miały obcasy a czapki uzyskały znaczne rozmiary
i wysokie kity. Dawny ubiór narodowy stał się symbolem patriotyzmu i zacho
wania tradycji narodowych po upadku państwowości.
Uzupełnieniem tej tematyki jest nowy opis ubioru Stanisława Daniłowicza,
datowanego ok. 1630 r. i określonego jako pierwszy polski kontusz. Autorka
zbytnio podkreśliła jego orientalne cechy, co spowodowało słuszne dodatkowe
ustalenia Krystyny Turskiej, dotyczące kroju kontuszy w porównaniu z turecki
mi entari. Lilia Tompos ukazała wykroje węgierskich dolmanów i mente
z X V I I w. na podstawie ksiąg krawieckich i zabytków przechowywanych
w budapesztańskich muzeach. Jadwiga Chruszczyńska dała nowe ustalenia co
do atrybucji pasów przechowywanych w Muzeum Narodowym w Warszawie
a pochodzących prawdopodobnie z nieświeskiej persjarni. Wreszcie Alina
Barbara Mrozowska przedstawiła wyniki badań językoznawczych, dotyczących
znaczenia szkarłatu i karmazynu, podkreślając upodobanie do tych barw
w polskim ubiorze szlacheckim. Można także wiązać z tą tematyką przedsta
wienie na podstawie portretów mundurów orderowych i sposobu ich noszenia
w Polsce w X V I I I w. (Ewa Orlińska-Mianowska).
292
RECENZJE I OMÓWIENIA
Wśród pozostałych opracowań znalazły się dwa referaty poświęcone opi
sowi i zagadnieniom konserwacji strojów książąt Pomorza Zachodniego
przechowywanych w Muzeum Narodowym w Szczecinie. Barbara Januszkiewicz ukazała cztery prawie kompletne stroje pochodzące z okresu od
końca XVI w. po 1637 r. Przygotowuje ona obszerny katalog tej bogatej
kolekcji strojów i klejnotów. Helena Hryszko zajęła się problemami związa
nymi z rekonstrukcją tych strojów; zachowały się one w różnym stanie. Dwa
ostatnie referaty ukazały ubiory służące dworskiej Potockich, przechowywa
ne w Muzeum w Wilanowie, a pochodzące z końca X V I I I i z X I X w. oraz
uniformy służby Zamku Królewskiego w Warszawie z drugiej połowy
X I X w. Zestawiono opisy tych liberii z zabytkami. Pierwszy referat opraco
wała Maria Żukowska, wieloletnia przewodnicząca Klubu Kostiumologii,
drugi - Joanna Zarzycka.
Książka ta oddaje dobrze tematykę i stopień opracowania różnych dzie
dzin historii polskiego ubioru. Zagadnienie powstawania, rozwoju i zaniku
ubioru narodowego wzbudza największe zainteresowanie, jakkolwiek wyma
ga jeszcze wielu badań ikonograficznych i archiwalnych. Brak opracowań
dotyczących ubioru polskiego wczesnego średniowiecza a także X I X wieku.
Rozproszeni badacze podejmują na ogół tematy szczegółowe. Z uwag zgła
szam tylko, że jedna reprodukcja barwna mogłaby przedstawiać zacho
wany strój narodowy z okresu, w którym szeroko był on użytkowany lub
wcześniejszego, nie zaś - obraz Jana Matejki z 1887 r. Poza tym liczne
zastrzeżenia terminologiczne wzbudzają tłumaczenia streszczeń obcojęzycz
nych, zwłaszcza na język angielski. Znalazły się także pomyłki w podpisach
pod ilustracjami np. nr 21 i 28.
Irena Turnau
Tamás Hofer, Edit Fel, Hungarian Folk Art, Budapest 1994, Corvina,
ss. 208, ryc. 269, w tym barwnych 207
Książka ta składa się z obszernego wstępu teoretycznego i katalogu
253 wybranych zabytków węgierskiej sztuki ludowej z ostatnich dwóch stu
leci. Przygotowali ją przedstawiciele dwóch pokoleń znawców tej sztuki:
zmarła już Edit Fél i obecny dyrektor Muzeum Etnograficznego w Buda
peszcie. Temu ostatniemu zawdzięcza się nowoczesne ujęcie teoretyczne
pojęcia sztuki ludowej. Chodzi o zdobnictwo całego świata przedmiotów
otaczających wieśniaka. Nie należy przeciwstawiać twórczości chłopów i rze
mieślników, mocno związanych z kulturą wiejską. Sztuka ludowa istnieje
jeszcze na wsi węgierskiej, a w połowie dwudziestego wieku trzy czwarte
narodu mieszkało na wsi; w poprzednim pokoleniu - jeszcze około połowa
ludności. Węgierska kultura narodowa w literaturze, muzyce i sztuce sięga
korzeniami do wiejskiej tradycji. Dlatego badania nad charakterem narodo-
RECENZJE I OMÓWIENIA
293
wym prowadzą do tej tradycji. Wybrane obiekty pochodzą głównie z X V I I
i X V I I I w. Chodziło też o wybór przedmiotów wykonanych przez dawnych
mistrzów, a nie ich naśladowców.
Spośród zabytków sztuki ludowej zajmują się tymi, które zostały szcze
gólnie bogato ozdobione i służyły głównie do świątecznego użytku. Podano
przykłady haftowanych poduszek zdobiących małżeńskie łoże, koszul prze
znaczonych na wesele i następnie do pochówku zmarłych czy specjalnie
rzeźbionych lasek pasterskich. Tak więc, wybrano przede wszystkim przed
mioty mające odświętne, a niekiedy rytualne lub ceremonialne znaczenie.
Rozważa się znaczenie tych przedmiotów w życiu wiejskim. Autorzy starali
się o chronologiczną charakterystykę tej twórczości ludowej, podkreślając
tradycyjne rozwiązania kościelnego budownictwa, elementów bogato zdo
bionych strojów i haftów sięgających do tradycji XVII i X V I I I I w. Starannie
ukazano zmiany wiejskiej mody, tak w ludowej rzeźbie drewnianych przed
miotów, jak i w kształcie tradycyjnego obuwia czy haftowanych płaszczy
pasterskich. Znaczna produkcja tych zdobionych przedmiotów istniała jesz
cze w końcu ubiegłego stulecia. Przyjmowano w nich i twórczo przetwarza
no fabryczne wyroby, takie jak: barwne tkaniny jedwabne czy pasmanterie.
Znaczniejsza liczba zachowanych zabytków pozwala na ściślejszą periodyzację rozwoju węgierskiej sztuki ludowej w ciągu ostatnich stu pięćdziesię
ciu lat. Mianowicie w pierwszym ćwierćwieczu X I X w. w odświętnym stroju
ludowym wykorzystano elementy ubioru narodowego. Następnie w latach
1860-1870 różnica pomiędzy mieszkańcami miast i wsi zarysowała się
ostrzej i coraz bardziej charakterystyczne były rozwiązania sztuki ludowej
poszczególnych regionów wiejskich. Wzrosła znacznie liczba twórców ludo
wych. W tym wstępnym omówieniu odczuwam pewien brak staranniejszej
analizy wpływów węgierskiej kultury szlacheckiej na tradycyjną twórczość
ludową zarówno w ubiorach jak i innych elementach zdobniczych. Ta zaś
w pewnym stopniu czerpała z azjatyckich korzeni pasterskich nomadów
i z wpływów tureckich, sięgających XV w. Zdaję sobie sprawę, że tego typu
analiza nie była łatwa. Jednakże należy pamiętać, że w drugiej połowie
X V I I I w. 4,4% ludności tego kraju stanowiła szlachta, a tylko 1,5 do 2%
mieszczanie. Zamiłowanie do szczególnie bogatego zdobnictwa w węgierskiej
sztuce ludowej ma chyba różnorodne i sięgające daleko w przeszłość korze
nie. Sztuka ta znacznie różni się od otaczających Węgra krajów słowiańskich
czy też Mołdawii i Wołoszczyzny.
W katalogu ukazano budownictwo kościelne, rzeźbę w drzewie i kamie
niu, zdobnictwo mebli, naczyń ceramicznych i innych elementów wyposaże
nia wnętrze mieszkalnych oraz niezwykle urozmaicone stroje świąteczne
wykonane z wzorzystych tkanin, zdobione haftem i pasmanteriami. Wybór
zabytków doskonale charakteryzuje bogactwo węgierskiej sztuki ludowej.
Warto zwrócić uwagę na częste występowanie wyobrażeń figuralnych, za
równo postaci ludzkich, jak syren, zwierząt i ptaków. Poza rzeźbami i ma
larstwem religijnym figury postaci ludzkich stanowią interesujący materiał
294
RECENZJE I OMÓWIENIA
do historii odzieży. Na skrzynkach poszczególnych cechów ukazano rzemieśl
ników w ich roboczym ubiorze. Chętnie przedstawiano także wojskowych
w narodowym stroju czy też pary młodych w tym ubiorze. Podobnymi
wyobrażeniami zdobiono np. skrzynie i oprawy luster.
Stylizowany ubiór narodowy, mało już rozpowszechniony w codziennym
życiu w X I X w., nosili także konni rozbójnicy. Pary wieśniaków z różnych
regionów Węgier noszą nieraz podobnie stylizowane stroje. Obok zdo
bionych mebli należy zwrócić uwagę na liczne wyobrażenia tego typu na
naczyniach ceramicznych. Omawiane opracowanie stanowi najlepsze z do
tychczasowych przedstawienie węgierskiej sztuki ludowej.
Irena Turnau
Alice Gáborján, Szürujjasok, A Néprajzi Muzeum Tárgykatalógusai, t. 1,
Budapest 1993, ss. 132, ryc. 26 + 97 tab. wykrojów + 16 barwnych
Ten pierwszy z planowanej serii katalogów zbiorów Muzeum Etnografi
cznego w Budapeszcie stanowi dzieło życia najwybitniejszej specjalistki
w dziedzinie węgierskich ubiorów ludowych. Tytuł należy tłumaczyć jako
„sukienne płaszcze pasterskie". Na temat prowiniencji tych bogato zdobio
nych okryć, noszonych od średniowiecza, istniały liczne polemiki pomiędzy
specjalistami. W tej książce autorka ukazuje tylko skromniejszy wariant szür
noszony przez uboższych wieśniaków i pasterzy i wykonywany przez najniż
sze warstwy rzemieślników, a także przez samych wieśniaków i ich żony.
Muzeum Etnograficzne posiada w swych zbiorach 97 okryć tego rodzaju.
Autorka zajęła się szczegółową klasyfikacją ich kroju i rodzajem regional
nego zdobnictwa. Wyróżniła ona trzy rodzaje kroju: 1) prostokątny, bez
dodatkowych naszyć, lub też z szerszą prawą połą, zachodzącą na lewą;
2) również o kroju prostokątnym, ale z uzupełnieniem dwoma pionowymi
pasami sukna z przodu, oraz z poziomym naszyciem w pasie. (Ten drugi typ
okryć był najbardziej rozpowszechniony); 3) Najnowsze okrycia szyte naj
wcześniej w końcu ubiegłego stulecia, posiadające krój o skomplikowanych
krzywiznach, bez wymienionych powyżej naszyć. Te trzy typy kroju autorka
omawia, uzupełniając zbiory Muzeum Etnograficznego, pochodzące głównie
z X I X i X X w. starszymi zabytkami z innych muzeów z X V I I i XVIII w.
Ustala ona różne formy kołnierzy, linii ramion, klinów i kieszeni. Krój tyłu
w tzw. słup, uważa za polski, gdyż pochodzi od naszych kontuszy. Rozróż
nienia pozwalają na szczegółową regionalizację tych okryć.
To opracowanie wykracza poza schemat zwykłych katalogów mu
zealnych kolekcji ubiorów. Szczegółowe analizy wykrojów poszczególnych
płaszczy ukazują rozległe możliwości rozwiązań krawieckich opartych na
podstawie prostokąta. Naszycia z pasów sukna i kliny z licznymi ozdobami
pasmanteryjnymi i haftami stanowiły o odrębności tych okryć szytych przez
295
RECENZJE I OMÓWIENIA
wiejskich rzemieślników lub wieśniaczki. Nigdy jeszcze elementem codzien
nej odzieży nie poświęcano tyle uwagi.
Zarazem w obszernym wstępie autorka dala syntetyczne omówienie roz
woju form historycznych męskich okryć węgierskiego ubioru narodowego
zwanych menie, wiążąc ich krój, typy kołnierzy, rozcięć i klinów, rozsze
rzania prawej poły i rękawów z okryciami ludowymi, głównie pasterskimi
typu sziir. Pomimo ostrożności sformułowań, podkreślono wyraźnie wpływy
azjatyckie i późniejsze tureckie, powiązania z Bałkanami a nawet półncną
Afryką. Masowa produkcja rzemieślnicza tych haftowanych płaszczy, tak
modnych na wsi węgierskiej w X I X w., miała swe historyczne uwarunkowa
nia w tradycjach ludu oraz szlachty węgierskiej, noszącej przez trzy wieki
najbardziej barwny i urozmaicony ubiór narodowy ze wszystkich tego typu
strojów krajów środkowej i wschodniej Europy. Zastrzeżenia wzbudza
jakość tłumaczenia streszczenia angielskiego. Nie są to np. „felt jackets" lecz
lepiej „frieze coats". Felt oznacza filc, a nie sukno folowane. Zastrzeżeń tych
nie wzbudza tłumaczenie streszczenia niemieckiego.
Irena Turnau
Ludmila Ivanovna Malenka, Belaruskae narodnae adzenne. Metadyčny dapamožnik, Minsk 1992, Belaruski Instytut Prablem Kultury, ss. 64, 57 czarno
białych tablic rysunków i wykrojów
Niewielka ta książeczka, zatytułowana - „poradnik metodyczny", ma
na celu ukazanie ubiorów ludowych różnych regionów Białorusi w X I X
i X X w. Przerysy i wykroje zostały dokonane głównie na podstawie materia
łów z naszego stulecia. Tradycyjne to ujęcie ukazuje wyłącznie niemal stroje
świąteczne z uwzględnieniem ozdobnych kobiecych nakryć głowy, pasów
z barwnych krajek i bogato zdobionych haftami części odzieży i futrzanych
okryć. Wymieniono około dwudziestu wariantów regionalnych pochodzą
cych ze środkowej i wschodniej części Białorusi, oraz wschodniego i zachod
niego Polesia. Ten ostatni region wyróżnia się tradycyjnymi rozwiązaniami
zdobniczymi. Autorka włożyła wiele pracy w przedstawienie różnych roz
wiązań krawieckich, opartych zawsze na bazie prostokątnego czy koszulo
wego kroju. Także przerysy, głównie geometrycznych, lecz także mniej licz
nych roślinnych rozwiązań zdobniczych, utrwalają tradycyjną ornamentykę
białoruską. Warto więc zwrócić uwagę na ten skromny poradnik, stresz
czający ustalenia dotyczące białoruskich strojów regionalnych ze starszych
opracowań.
Irena Turnau
WARUNKI PRENUMERATY - „RUCH" S.A.
1. Wpłaty na prenumeratę przyjmowane są na okresy roczne. Cena prenume
raty krajowej na 1996 r. wynosi 9.00 zł., a cena prenumeraty ze zleceniem
dostawy za granicę jest o 100% wyższa od krajowej.
2. Wpłaty na prenumeratę:
- na teren kraju -przyjmują jednostki kolportażowe „Ruch" S.A. właściwe
dla miejsca zamieszkania lub siedziby prenumeratora.
- przyjmuje „Ruch" S.A. Oddział Warszawa 00-958 Warszawa, ul. Towa
rowa 28, Konto: PBK X I I I Oddział Warszawa 370044-1195-139-11,
zapewniając dostawę pod wskazany adres pocztą zwykłą w ramach
opłaconej prenumeraty.
- na zagranicę - „Ruch" S.A. Oddział Warszawa, 00-950 Warszawa,
ul. Towarowa 28, Konto: PBK X I I I Oddział W-wa 370044-1195-193-11.
Dostawa odbywa się pocztą zwykłą w ramach opłaconej prenumeraty
z wyjątkiem zlecenia dostawy pocztą lotniczą, której koszt w pełni
pokrywa zleceniodawca.
Dokładniejsze informacje o warunkach prenumaraty i sposobie zamawiania
podaje: „Ruch" S.A. Oddział Warszawa, tel. 620-10-39, 620-10-19, 620-12-71
w. 2442, 2366.
