a6d594735c5823befb8a35b9795026ca.pdf

Media

Part of Mój życiorys/ Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1964 t.18 z.3

extracted text
Adam

M Ó J

Chętnik

Ż

Y

C

I

O

R

Y

S

Urodziłem się w Nowogrodzie 20 grudnia 1885 r.
Dzieje mego życia o p r a c o w y w a ł e m niejednokrotnie —
wojny zniszczyły wszystko. Życiorys, który teraz pi­
szę, jest najkrótszy, ale i najdokładniejszy.
Rodzina moja pochodzi z Kurpiów. Piszą już
0 niej od trzystu kilkudziesięciu lat w starych k s i ę ­
gach i aktach, które b y ł y po parafiach i miejscowych
urzędach do ostatnich wojen. Wśród miejscowych
rodaków („swojaków") był znaczny procent przyby­
szów z ziem północno-zachodnich: Warmii, Kaszub,
Prus a t a k ż e z Łużyc. Wielu ich pozostało na K u r ­
piach do dziś. Wszystko to drobni rolnicy, pszczela­
rze, rybacy, rękodzielnicy itp. W samym Nowogrodzie
było przed 1939 r. około 70 nazwisk Chętników, a
drugie tyle było po sąsiednich wioskach.
Rodzina Chętników pochodziła z Nowogrodu, tu
było g ł ó w n e ich „gniazdo", ojciec urodził się w s ą ­
siedniej wsi Mątwicy. W rodzinie mojej pełno bliżej
1 dalej Chętników, Flerów, Kisielów, Parzychów,
Florczyków, P i a ś c i k ó w itd. Do lat dojrzałych ojciec
i dziadek pracowali na roli, ciesiołki nauczył się ojciec
u stryja swego Walentego Chętnika, a potem stolarki
od dziadka Fliśkowiskiego, z którego córką, „piękną
Stasia" ożenił się. Gospodarkę prowadził jeszcze k i l ­
ka lat w Nowogrodzie, co dobrze pamiętam. Dzieci
miał dwanaścioro, z czego w y c h o w a ł o się siedem,
a pięcioro zmarło. Poza gospodarstwem zajmował się
w letnie miesiące różnymi rzemiosłami: ciesiołką,
stolarką, mularstwem, tokarstwem, blacharstwem i
in. (w czym p o m a g a ł e m mu, gdy dorosłem). Zimą
zaś naprawiał różne instrumenty muzyczne (nawet
organy), lub b u d o w a ł nowe, zwłaszcza skrzypce, na
ktÓTych grał po weselach i zabawach. Wraz z nim
grali także: G. Pardo na klarnecie, St. Lutrzykowski
na harmonii, a ja na basetli lub bębenku. Robił
wszystko dokładnie, a najlepiej to, co sam obmyślił;
nie lubił, gdy m u kto zaglądał do roboty przed jej
wykończeniem. J a śledziłem za wszystkim, co ojciec
robił, nauczyłem się wielu rzemiosł (w najcięższe
chwile wojenne p r a c o w a ł e m i pomagałem rodzeń­
stwu). Ojciec, matka i my — dzieci — należeliśmy
do chóru kościelnego, pomagaliśmy szykować groby
wielkanocne, ołtarze na B o ż e Ciało itp., ja zaś cho­
dziłem także po sąsiadach z „gwiazdą", w „Króla
Heroda" itd.
Oboje rodzice już nie żyją. Ojciec zmarł w 1935 r.
mając lat 75, matka umarła w wieku lat 97 w 1956 r.
Rodzice — prócz o g r o d ó w — posiadali w ł a s n y dom,
najpierw przy ul. Ł o m ż y ń s k i e j (stara chałupa z bel­
kami i „tranem", potem, po sprzedaniu starego domu,
w y b u d o w a ł ojciec przy kościele — nowy, gdzie miał
swoje pracownie, budynki gospodarcze itp. Zawsze
przy domu był sad owocowy i pasieka.
Co do mnie to chodziłem do szkoły początkowej
w Nowogrodzie (w 1892 r.), po kilku latach w mie­
siącach zimowych sam już byłem „nauczycielem",
ucząc dzieci w szkołach tajnych czytać, pisać i histo­
rii kraju. P r a c o w a ł e m w ó w c z a s , pomagając ojcu w

ciesiołce czy stolarce, w ogrodzie, ganiałem na paśnik
krowę, pilnowałem pszczół, chodziłem na ryby (z w ę d ­
ką i sieciami), grzyby itd. Ojciec oddał mnie później
na naukę do organisty, ale mi to nie odpowiadało,
zwłaszcza nie lubiłem ś p i e w a ć na cmentarzu „za nie­
boszczykiem". Poszedłem w i ę c na p r a k t y k ę do pisa­
rza gminnego, po paru miesiącach zaś do powiato­
wego geometry, ale kiedym raz omal nie utonął
w trzęsawisku — i ta praca przestała mnie zajmować.
Brałem już w ó w c z a s udział w robocie politycznej,
walcząc o polskość Mazur, o polski język i szkoły
w „Towarzystwie Oświaty Narodowej" i w „Ludowym
Z w i ą z k u Mazurskim." Ale przy różnych pracach
wciąż chciałem się uczyć, zacząłem w i ę c chodzić na
piechotę trzy razy na tydzień z Nowogrodu do Ł o m ­
ż y ucząc s i ę tam prywatnie, i tak, m a j ą c lat 20 u k o ń ­
czyłem 4 klasy gimnazjum. Zostałem w ó w c z a s na­
uczycielem gimnastyki. W 1908 r. w y j e c h a ł e m uczyć
się do Warszawy i uczyłem się dwa lata na Warszaw­
skich Kursach Pedagogicznych, prowadzonych przez
Macierz Szkolną. Nie m o g ł e m jednak znaleźć żadnej
pracy, musiałem w i ę c uczyć s i ę języka rosyjskiego
i pojechać do Petersburga, aby zdać tam egzamin na
nauczyciela (1911 r.). P o z n a ł e m w tym czasie trochę
północną Rosję, b y ł e m bowiem u brata w Kronszta­
dzie (wojsko), też na wystawie rolniczo-rybackiej w
Carskim Siole i in. miejscach. Po przyjeździe z po­
wrotem do Warszawy zapisałem się n a Wyższe K u r s y
Naukowe, na których b y ł e m 2 lata. Wykładali tam
tak wybitni ludzie jak prof. Krzywicki czy Szober.
P i s y w a ł e m już w ó w c z a s artykuły i książeczki jak
np. Z wycieczek po kraju — wycieczka w piotrkow­
skie i kieleckie (1908), Musztra zastępu
i plutonu
(1909), różne artykuły w prasie ludowej, zwłaszcza
„Zorzy". W 1912 r. uzyskałem koncesję na wydawa­
nie spółdzielczego pisma dla młodzieży wiejskiej.
Była to „Drużyna", pismo ilustrowane, które wyda­
w a ł e m z przerwami 13 lat (w tym parę lat z Rozalią
Brzezińską).
W 1913 r. ukazała się nakładem „Księgarni P o l ­
skiej" pierwsza moja większa praca Puszcza
Kur­
piowska, a w dwa lata później Chata
kurpiowska.
179

Książki te stanowiły rezultat współpracy z ojcem
przy budowlach wiejskich i wieloletnich w ę d r ó w e k
po Kurpiach, w czasie których robiłem zapiski i r y ­
sunki różnych obiektów.
Była wojna. Pracowałem w ó w c z a s w Bibliotece
m. st. Warszawy. W t y m ż e 1914 r. o ż e n i ł e m się w
Grodnie z córką lekarza Zofią Klukowską, dawną
koleżanką z Wyższych Kursów Naukowych, pobudo­
w a ł e m się. Przyszedł czas niespokojny przygotowań
do plebiscytu na Mazurach, w i ę c brałem udział w tej
pracy. W y d a w a ł e m w ó w c z a s (od 1916 r.) dla Kurpiów
pismo „Gość Puszczański", a potem dla Kurpiów i M a ­
zurów „Goniec Pograniczny". W 1919 r. opublikowa­
łem książeczkę Jak się lud budził — 1904/1906 nakł.
Księg. Ludowej oraz w wyd. M. Arcta O Kurpiach.
Pracy nad utwierdzaniem świadomości narodowej
ludu, zwłaszcza w okresie plebiscytu, zawdzięczam
chyba, ż e w latach 1923—1927 zostałem wybrany g ł o ­
sami
Związku
Ludowo-Narodowego,
stronnictwa
„Wyzwolenie" i miejscowego „Związku Puszczańskie­
go" — posłem na Sejm. Broniłem tam interesów
ludu kurpiowskiego, pomagając w przeprowadzeniu
planu reform gospodarczych. P o m a g a ł e m też przy
szacunku strat wojennych w pow. łomżyńskim, kolneńskim i w mieście Nowogrodzie.
T

Nie zaniedbywałem swoich zainteresowań ludo­
znawczych. Po wojnie podjąłem pracę u prof. E . F r a n ­
kowskiego w warszawskim Muzeum Etnograficznym
(żona pozostała z dwojgiem dzieci w Łomży), mu­
zealnictwo zajmowało mnie coraz bardziej, studiowa­
łem różne jego zagadnienia tak w kraju, jak i pod­
czas zagranicznych w o j a ż y do Rumunii, Czechosło­
wacji, Bułgarii, Turcji, Finlandii i Szwecji. W tym
ostatnim kraju szczególnie interesowała mnie orga­
nizacja tzw. skansenów. Czynnie p o m a g a ł e m też w
utworzeniu (pracując bezinteresownie wraz z ojcem
i członkami rodziny) Muzeum w Nowogrodzie. Otwar­
to je w 1927 r. jako „muzeum na wolnym powie­
trzu" — czyli taki właśnie „kurpiowski skansen",
a ponieważ Polskie Towarzystwo Krajoznawcze nie
dawało samo rady utrzymać placówki, w i ę c pomagały
w tym zarówno sejmiki łomżyński i ostrołęcki, jak
też ja i żona moja, która pracowała jako kustosz
(ja byłem kierownikiem). O założeniu i losach tego
Muzeum pisałem zresztą w książeczkach: Muzeum
w Nowogrodzie (1934) i Prawda o Muzeum w Nowo­
grodzie (1937).
W latach 1928-30 zakończyłem studia etnograficzne
na Uniwersytecie Warszawskim u prof. Frankow­
skiego.
Przed drugą w o j n ą — pracując w Muzeum mog­
łem wiele jeździć, a ściślej m ó w i ą c przeważnie cho­
dzić po ziemi kurpiowskiej, w wyniku czego zebra­
łem obfite materiały dotyczące historii i etnografii.
Ukazują się w i ę c moje prace: Kurpie (1924), Kościół
i parafia w Nowogrodzie (1927), Bursztyniarstwo
na
Kurpiach (1927), Z kurpiowskich
borów (1931), Spław
na Narwi (1935) oraz Pożywienie
Kurpiów
(1936).
Przed samą w o j n ą w z n o w i ł e m studia na Uniwersy­
tecie Warszawskim, a w czasie okupacji studiowałem
na tajnym Uniwersytecie, jednocześnie pracując spo­
łecznie. Musiałem ukrywać się przed Niemcami, w i ę c
nosiłem przybrane nazwisko Antoni Chojnowski.
180

Po wojnie na podstawie książki Pożywienie
Kur­
piów uzyskałem na Uniwersytecie w Poznaniu u prof.
Frankowskiego stopień doktorski. W tym samym
1946 r. habilitowałem się też tamże na docenta na
podstawie pracy Bursztyniarstwo
na Kurpiach oraz
Zycie
leśne Kurpiów
(dawni strzelcy). Rozprawę
0 bursztynie w y d r u k o w a ł e m później pt.
Przemysł
1 sztuka bursztyniarska nad Narwią w „Ludzie" (nad­
bitka wyd. P T L — Wrocław 1952). Dla P T L opraco­
w a ł e m też w serii „Atlasu strojów ludowych" —
Strój kurpiowski Puszczy Zielonej. W sumie, w ciągu
swego życia w y d a ł e m — poza wymienionymi tu —
kilkadziesiąt książek i broszur oraz napisałem kilka­
set artykułów w prasie.
Wiele czasu, energii i zdrowia poświęciłem organi­
zacji m u z e ó w na Kurpiach i w ogóle zagadnieniom
muzealnictwa. Tak w i ę c pomagałem w powstaniu
i organizacji:
1. Muzeum w Nowogrodzie — (kurpiowski skansen),
9 różnych budynków, ok. 3.000 eksponatów (znisz­
czyli Niemcy w czasie I I wojny).
2. Muzeum w Ostrołęce
(„puszczańskie"), zwiozłem
do niego ok. 200 eksponatów, przyczyniając się do
jego powstania. Muzeum spaliło się w czasie I woj­
ny (było w nim w ó w c z a s blisko 2 tys. eksponatów).
3. Muzeum w Łomży — w latach 1910—1914. Zwio­
złem z terenu ok. 100 okazów muzealnych. Zbiory
rozkradziono w 1915 r.
4. Muzeum Kultury i Sztuki Ludowej w
Młocinach
(Warszawa), pracowałem tam po 1945 r. półtora
roku organizując działy: kurpiowski i mazowiecki.
5. Muzeum w Łomży — organizacja na nowo, od po­
czątku (1947 r.). Otwarcie 1949 r. Urządziłem dział
bursztyniarsbi i w y s t a w ę „jantaru" w 1950 r.
6. Muzeum Ziemi w Warszawie (geologiczne). Współ­
pracowałem przy organizowaniu działu bursztyniarstwa i wystawy „Jantar w Polsce" (1956-57).
Pod tym tytułem urządziłem samodzielnie 3 wy­
stawy — w latach 1951, 1956 i 1957-58, przygoto­
w u j ą c po raz pierwszy mapy i prowadząc spec­
jalne badania terenowe, a także kursy doszkala­
jące dla bursztyniarzy.
7. Muzeum w Nowogrodzie — po wojnie organizacja
od nowa, na zgliszczach dawnego skansenu. Teren
zadrzewiono, zwieziono z terenu „Puszczy" zabyt­
kowe budynki. Dotychczas postawiono ich cztery,
inne są zwożone w miarę posiadanych środków.
P o n i e w a ż sam nie miałbym sił prowadzić budowy,
zgodziłem się k i e r o w a ć pracą jako rzeczoznawca —
robię w i ę c tylko to, czego inni już, albo jeszcze
nie potrafią. (Od 1958 r. jestem na emeryturze).
W 1950 r. zmarła moja żona. Ożeniłem się w kilka
lat później powtórnie, a obecnie żona moja — Jadwi­
ga jest kierownikiem Muzeum w Łomży oraz w No­
wogrodzie. Młodsza ode mnie, ma jeszcze siły, aby
placówki te z powrotem postawić na nogi. Pomagam
jej, ile mogę, u w a ż a m bowiem s p r a w ę m u z e ó w za
ważną, i to nie tylko dla rozwoju wiedzy, ale i dla
samego ludu, który winien tu jak w zwierciadle w i ­
dzieć swoją przeszłość.

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.