5e39eea1da2ff860ffe7fc832c9b2839.pdf
Media
Part of Artykuły recenzyjne i omówienia / ETNOGRAFIA POLSKA 1985 t.29 z.2
- extracted text
-
A R T Y K U Ł Y
R E C E N Z J E
I
O M Ó W I E N I A
„ E t n o g r a f i a Polska", t. X X I X : 1985, z. 2
P L ISSN 0071-1861
RENATA HRYN
K A T A L O G WYSTAWOWY FORMĄ POPULARYZACJI WIEDZY O CYGA
N A C H : R ü d i g e r V o s s e n , Zigeuner. Roma, Sinti, Gitanos, Gypsies zwischen Ver
folgung und Romantisierung. Katalog zur Ausstellung „Zigeuner zwischen Roman
tisierung und Verfolgung •— Roma, Sinti, Manusch, Calé in Europa" des Hamburgi
schen Museums für Völkerkunde,
F r a n k f u r t / M 1983, ss. 351.
We w r z e ś n i u 1983 r. w h a m b u r s k i m Museum für V ö l k e r k u n d e została otwarta
wystawa p o ś w i ę c o n a Cyganom — „ Z i g e u n e r zwischen Romantisierung und V e r f o l
gung — Roma, Sinti, Manusch, Calé i n Europa" („Cyganie p o m i ę d z y r o m a n t y c z n ą
wizją a p r z e ś l a d o w a n i e m — Roma, Sinti, Manusze, C a l é w Europie"). Pod nieco
zmienionym t y t u ł e m , k ł a d ą c y m nacisk na fakt p r z e ś l a d o w a ń , u k a z a ł się jeszcze
przed otwarciem w y s t a w y jej katalog opracowany przez R ü d i g e r a Vossena przy
w s p ó ł u d z i a l e Wolfa Dietricha, Michaela Fabera, Michaela Petersa, A p a r n y Rao
i K a r l i Vossen. Został on w y d a n y w formie historyczno-etnograficznej monografii
europejskich C y g a n ó w , a nie jako album, i choćby już z tego w z g l ę d u w a r t jest
zainteresowania.
Część historyczna obejmuje okres od przybycia C y g a n ó w do Europy aż do cza
s ó w nam w s p ó ł c z e s n y c h . Autorzy katalogu d a t u j ą moment pojawienia się C y g a n ó w
na naszym kontynencie na w i e k X V . B y ć m o ż e przesunięcie w czasie, jakiego do
k o n u j ą w stosunku do chronologii podawanej przez innych a u t o r ó w *, w y n i k ł o z fak
t u , iż rzeczywiście „ m a s o w e " migracje c y g a ń s k i e to okres p r z e ł o m u X V i X V I w.
Wcześniejsze w z m i a n k i o „ w ę d r u j ą c y c h czarnych ludziach" p o j a w i a j ą się już w w i e
k u X I V (Kreta — 1322, B a ł k a n y — 1378). O ile w Europie Wschodniej część grup
c y g a ń s k i c h w y b r a ł a (czasem zmuszona do tego) osiadły t r y b życia, o tyle Europa Za
chodnia po okresie tolerancji przyjęła wobec nich z d e c y d o w a n ą p o s t a w ę niechęci, co
znalazło swój w y r a z w bardzo licznych ustawach a n t y c y g a ń s k i c h , np. w latach 15001800 w r ó ż n y c h p a ń s t w a c h ' niemieckich wydano ok. 148 e d y k t ó w n a k a z u j ą c y c h w y
mierzanie Cyganom schwytanym na danym terenie k a r y chłosty, karanie ś m i e r c i ą
l u b wygnaniem z k r a j u . Ponadto zalecano tworzenie gett, a w krajach p o s i a d a j ą c y c h
zamorskie kolonie przeprowadzanie deportacji. Nader w y m o w n y jest zapis w X V I I wiecznej niemieckiej kronice p o l o w a ń : „ustrzelono p i ę k n e g o jelenia, pięć saren, trzy
spore o d y ń c e , dzisięć mniejszych dzików, d w ó c h C y g a n ó w , j e d n ą C y g a n k ę i jedno
C y g a n i ą t k o " . Oczywiście p o m i ę d z y l i t e r ą prawa a życiem m o g ł y i z p e w n o ś c i ą
z d a r z a ł y się rozbieżności — czasami nie w y k o n y w a n o skrupulatnie poleceń zawar
tych w ustawach, ale zestawienie f a k t ó w podane przez R. Vossena nie pozwala
2
1
M . i n . w pracy M . G r o n f o r s a , Blood feuding among Finish
Gypsies,
Helsinki 1977.
Za: L . M r ó z , Martyrologia Cyganów
( m a t e r i a ł y z sesji „ H i t l e r o w s k i e ludo
b ó j s t w o w Polsce i Europie. 1939-1945" zorganizowanej przez G ł ó w n ą K o m i s j ę Ba
dania Zbrodni Hitlerowskich w Polsce, Warszawa 14-17 kwietnia 1983 r.), s. 3.
2
260
ARTYKUŁ R E C E N Z Y J N Y I OMÓWIENIA
mieć zbyt w i e l u z ł u d z e ń ; np. r o k 1471 — Rada Miejska miasta Lucerny wydaje
nakaz opuszczenia Szwajcarii przez C y g a n ó w ; r o k 1498 — Reichstag miasta F r e i burga stwierdza, iż na C y g a n ó w jako c z a r o w n i k ó w , roznosicieli zarazy i oszustów
„zezwala się p o l o w a ć i zabijać w imieniu prawa"; r o k 1583 — Portugalia: k a r y
więzienia, deportacje, niewolnicza praca na galerach; r o k 1560 — Ferdynand I ,
książę Rzeszy Niemieckiej, wydaje nader „ h u m a n i t a r n e " z a r z ą d z e n i e , aby zabijać
t y l k o C y g a n ó w - m ę ż c z y z n , kobiety i dzieci c y g a ń s k i e m o g ą żyć; w i e k X V I - X V I I I
przynosi masowe deportacje C y g a n ó w do A f r y k i , I n d i i , B r a z y l i i . N a j w i ę k s z e na
silenie a n t y c y g a ń s k i c h d z i a ł a ń legislacyjnych przypada na lata 1650-1750 (109 edyktów), kiedy to niepokoje m.in. w o j n y 30-letniej przyczyniły się do nadania Cyganom
miana „szpiegów". Na Węgrzech, w okresie panowania cesarzowej M a r i i Teresy
i Józefa I I , m i a ł a miejsce akcja „ c y w i l i z o w a n i a " C y g a n ó w , m.in. poprzez zakazy
w ę d r o w a n i a , odbieranie dzieci rodzicom, zakazanie przebywania w pobliżu lasów,
handlu k o ń m i , zakaz p o s ł u g i w a n i a się romanesz (językiem c y g a ń s k i m ) , noszenia
s t r o j ó w c y g a ń s k i c h , zawierania m a ł ż e ń s t w p o m i ę d z y Cyganami. Po ś m i e r c i Józefa I I
z a r z ą d z e n i a te s t r a c i ł y moc o b o w i ą z u j ą c ą . W Polsce w y s i ł k i idące w k i e r u n k u re
presyjnych d z i a ł a ń p r a w n y c h skierowanych przeciwko Cyganom zakończyły się nie
powodzeniem z powodu „ p o p u l a r n o ś c i , j a k ą cieszyli się Cyganie u części polskiego
s p o ł e c z e ń s t w a " . Jako s w o i s t ą c i e k a w o s t k ę dotyczącą tego problemu autorzy opraco
wania p o d a j ą eksperyment p o d j ę t y w Rosji na p o c z ą t k u X I X w i e k u . B y ł n i m p r o
jekt utworzenia c y g a ń s k i e g o p a ń s t w a na terenie Besarabii. Poniósł on ostateczne
fiasko w 1843 r.
„Od momentu przejęcia w ł a d z y w Niemczech przez h i t l e r o w c ó w Cyganie, po
dobnie j a k Żydzi, postawieni zostali poza nawias s p o ł e c z e ń s t w a i podlegali d y s k r y
minacji jako artfremdes Blut, obca krew, i jako obcy element stanowili jedynie
problem, k t ó r y należy rozwiązać. Zajęli się t y m hitlerowcy tacy, j a k komendant
Hans Globke od ustaw norymberskich, Rassenlehrer Hans Guenther, Robert K o e r ber i znawca spraw c y g a ń s k i c h profesor Robert Ritter. R S H A rozesłał organom
K r i p o wytyczne odnośnie do stosowania ś r o d k ó w przymusu wobec C y g a n ó w o k r e ś
lanych jako «nieosoby», pod zarzutem naruszenia prawa, a nie ze w z g l ę d u na se
g r e g a c j ę r a s o w ą . Uwięziono licznych C y g a n ó w , n i e k t ó r y c h j u ż na p o c z ą t k u r o k u
1936, obwinionych o uchylanie się od pracy i o prowadzenie aspołecznego t r y b u
życia (arbeitsscheu und asozial), i w y w o ż o n o do R a v e n s b r ü c k i Dachau.
C y g a n ó w ogłoszono Freiwild, to znaczy w y j ę t o spod ochrony prawnej, a ekster
m i n a c j ę ich powierzono indywidualnej odpowiedzialności i swobodnej decyzji m i e j
scowych d o w ó d c ó w SS. Te p r a k t y k i administracyjne pociągnęły za sobą masowe
egzekucje. P r z e p r o w a d z a ł y je plutony egzekucyjne SS.
Zabrano się do przymusowego osiedlania C y g a n ó w ; wprowadzono zakaz poru
szania się bez wiedzy w ł a d z , specjalne dowody tożsamości, o b o w i ą z e k wpisania się
na listę i poddania p r z e s ł u c h a n i o m w nowo ustanowionym urzędzie
Zigeunerdezernat, gdzie przy pomocy zawiłych k r y t e r i ó w rasowych «klasyfikowano» C y g a n ó w na
czystych, mniej czystych i nieczystych" .
Fale a r e s z t o w a ń objęły C y g a n ó w szczególnie w latach 1939, 1941 i 1943 na te
renie Niemiec, A u s t r i i , Czechosłowacji, Polski, J u g o s ł a w i i , ZSRR, Holandii, Belgii,
Norwegii, F r a n c j i , Węgier, B u ł g a r i i i Rumunii. Rok 1943 stanowi k u l m i n a c y j n y
moment eksterminacji C y g a n ó w — w O ś w i ę c i m i u powstaje Zigeunerlager, w k t ó
r y m w k r ó t c e znalazło się 12 tys. osób z całej Europy (najliczniejszą g r u p ę stano
w i l i Cyganie z Niemiec). 1 sierpnia 1944 r. Zigeunerlager został zlikwidowany —
zaledwie k i l k a godzin zajęło Niemcom zagazowanie i spalenie ok. 4 tys. kobiet,
mężczyzn i dzieci c y g a ń s k i c h . Odnaleziony rejestr obozu c y g a ń s k i e g o obejmuje ok.
21 tys. nazwisk. Czy są to wszystkie ofiary zbrodni — nie wiadomo.
s
8
J. Y o o r s, Przeprawa, K r a k ó w 1978, s. 20.
261
ARTYKUŁ R E C E N Z Y J N Y I OMÓWIENIA
Równocześnie, zgodnie z postulatem, iż t y l k o „eliminacja bez wahania tego
chorego elementu populacji" może r o z w i ą z a ć problem cygański, na terenie całej
okupowanej Europy t r w a ł y akcje wymierzone przeciwko Cyganom. Wielu z nich
przyłączyło się do p a r t y z a n t k i . Do tej sfery ich działalności w w y j ą t k o w y spo
sób odnoszą się słowa wypowiedziane przez jednego z b o h a t e r ó w książki J. Yoorsa:
„ p e w n e g o dnia na p o w r ó t nauczysz się o t w i e r a ć zaciśniętą dłoń. Jedynie życie ma
sens" .
B r a k jest d o k ł a d n y c h danych co do liczby C y g a n ó w , k t ó r z y zginęli w czasie
I I w o j n y ś w i a t o w e j — r ó ż n e źródła p o d a j ą r ó ż n e wielkości — od 300 do 600 tys.
Należy przy t y m p a m i ę t a ć , iż całość populacji c y g a ń s k i e j w przedwojennej Europie
oceniano na niewiele ponad 1 m i l i o n . Wniosek jest prosty — wymordowano 1/3
C y g a n ó w żyjących na naszym kontynencie (Polska: przed w o j n ą 50 tys. C y g a n ó w •—
wymordowano 35 tys.; A u s t r i a : ponad 11 tys. — zamordowano ok. 7 tys.; Niemcy:
20 tys. •— zamordowano 15 tys.; Holandia: 500 — zamordowano 500; J u g o s ł a w i a :
100 tys. zamordowano 90 tys.; L i t w a : 1000 — zamordowano 1000).
Z a k o ń c z e n i e w o j n y niewiele zmieniło w sytuacji C y g a n ó w . Poszła w zapom
nienie ich działalność w ruchu oporu, nie objęły ich ustawy odszkodowawcze dla
ofiar I I I Rzeszy. Dopiero w r o k u 1953 przyznano i m prawo do częściowych od
s z k o d o w a ń , ale wiele c y g a ń s k i c h w n i o s k ó w w tej sprawie zostało oddalonych z uza
sadnieniem, iż restrykcje przeciwko Cyganom nie w y n i k a ł y z pobudek rasowych,
lecz z powodu ich pasożytniczego t r y b u życia i n i e b e z p i e c z e ń s t w a szpiegostwa na
rzecz nieprzyjaciela. Wreszcie w r o k u 1965 wydano n o w ą u s t a w ę o d s z k o d o w a w c z ą ,
w k t ó r e j zdecydowano, iż Cyganie nie m u s z ą p r z e d s t a w i a ć d o w o d ó w , że ich prze
ś l a d o w a n i a w latach 1939-1945 m i a ł y podłoże rasowe. Wprawdzie wnioski o od
szkodowanie dla rodzin c y g a ń s k i c h są nadal rozpatrywane, ale jest to nowa forma
d y s k r y m i n a c j i i w wysokości, i w trybie przyznawania o d s z k o d o w a ń .
Współczesność c y g a ń s k a jest k o n s e k w e n c j ą okresu wojny, k t ó r a w nader d o t k l i
w y sposób w p ł y n ę ł a na zanik ś w i a d o m o ś c i p r z y n a l e ż n o ś c i do ś w i a t a Rom (Cyga
n ó w ) ; zostały rozbite tradycyjne s t r u k t u r y grupowe (wielka rodzina) i zaczęła fię
„egzystencja na marginesie" — j u ż nie „swoi", ale jeszcze nie „obcy". Jak sugeruje
R. Vossen obecnie zjawisko to w y s t ę p u j e w formie mniej r a ż ą c e j . Jako p r z y k ł a d
podaje m ł o d y c h C y g a n ó w Sinti, u k t ó r y c h ś w i a d o m o ś ć p r z y n a l e ż n o ś c i grupowej
jest w c h w i l i obecnej bardzo silna. Nie zmienia to jednak faktu, iż biologiczna, eko
nomiczna i intelektualna egzystencja C y g a n ó w jest z a g r o ż o n a : s p o ł e c z e ń s t w o i n
dustrialne odrzuca i s t n i e j ą c y dawniej swoisty u k ł a d symbiozy „ludność osiadła —
Cyganie", albowiem usługi, k t ó r e świadczyli ci ostatni (kotlarstwo, handel k o ń m i ,
w r ó ż e n i e ) , s ą p r z e ż y t k i e m . Na granicy m i n i m u m egzystencji d o ż y w a j ą swoich dni
starzy Cyganie, k t ó r y c h rodziny zostały wymordowane w czasie wojny. B r a k jest
tego zabezpieczenia, k t ó r e s t a n o w i ł autorytet ludzi starych w grupie Rom. Do tego
dochodzi problem analfabetyzmu, d y s k r y m i n a c j i (chociażby w postaci szyldów
„ C y g a n o m i w ł ó c z ę g o m w s t ę p wzbroniony"), przestępczości (zasada „ o d p o w i e d z i a l
ności zbiorowej" — Cyganie t r a k t o w a n i jako grupa, a nie jako jednostki dokonu
jące p r z e s t ę p s t w ) .
Okres powojenny to r ó w n i e ż p r ó b y tworzenia c y g a ń s k i c h organizacji. Ta pro
blematyka jest w Polsce m a ł o znana, dlatego też sądzę, iż informacje zawarte w k a
talogu w y s t a w y są dla nas bardzo cenne ze w z g l ę d ó w poznawczych.
Do c h w i l i obecnej o d b y ł y się trzy ś w i a t o w e kongresy C y g a n ó w (Romano K o n greso) w Londynie, Genewie i Getyndze. Sądzę, iż w a r t o przytoczyć słowa dr. J a r a
Cibuli, p r z e w o d n i c z ą c e g o prezydium I I Romano Kongreso:
4
5
8
4
6
6
Opisowi tej działalności p o ś w i ę c o n a jest cytowana praca Yoorsa.
Y o o r s, op. cit., s. 200.
D. K e n r i c k. Odszkodowania dla Cyganów
( m a t e r i a ł y z w / w sesji).
262
ARTYKUŁ R E C E N Z Y J N Y I OMÓWIENIA
„ J e s t e m lekarzem Cyganem (Rom). Pomagam ludziom — biednym, bogatym,
b i a ł y m i czarnym. Nie robię żadnej różnicy, k a ż d e m u daję lekarstwa, m o j ą w i e d z ę ,
moje serce. M ó j ukochany, biedny ojciec jest j u ż stary, żyje w Czechosłowacji i j e
szcze do tej pory gra na skrzypcach. Nie umie czytać ani pisać, ale pomaga ludziom
s w o j ą g r ą na skrzypcach. W domu, kiedy b y ł e m m a ł y m dzieckiem, m ó w i o n o m i
często: «Moje dziecko, t y p o w i n i e n e ś b y ć szczęśliwszy, aniżeli my, tobie musi się
lepiej powieść, będziesz panem, musisz b y ć lekarzem — ale nie możesz z a p o m n i e ć ,
że j e s t e ś Rom. Nie w s t y d ź się tego!» Wiele się n a u c z y ł e m , b y ł e m w wielu krajach [...],
ale nie z a p o m n i a ł e m c y g a ń s k i e g o życia. Nasze bajki, nasz język, p i ę k n e pieśni cy
g a ń s k i e , to jest nasza filozofia. Bóg p o k a r a ł C y g a n ó w [...] u w a ż a n o nas za gorszych
od p s ó w . W niemieckich obozach koncentracyjnych siedziało więcej niż pół miliona
Rom [...].
Rom nie m a j ą organizacji, nasz prastary język się zagubił, t a k ż e i nasza k u l t u r a
nie jest k u l t y w o w a n a . Nasze dzieci często się w s t y d z ą , że ich ojciec czy matka są
Cyganami. Asymilacja (tzn. k u l t u r o w e wtopienie z zagubieniem w ł a s n e j k u l t u r y )
p o s t ę p u j e nadal, czasem pod naciskiem p a ń s t w a . Czyż ci ludzie nie w i e d z ą , że do
p r o w a d z a j ą do zbrodni na narodzie? [...].
[...] nie wolno z a p o m i n a ć o j e d n y m : my, Cyganie, ż y j e m y na c a ł y m świecie, jest
nas więcej aniżeli 10 m i l i o n ó w . Nie jest n a s z ą w i n ą , że wcześniej wszyscy żyliśmy
jako nomadzi [...] Dzisiaj o b o w i ą z u j e nas zasada: K a ż d y Cygan jest obywatelem p a ń
stwa, w k t ó r y m żyje i musi a k c e p t o w a ć zasady tego p a ń s t w a . Taka jest prawda.
P r z y s z l i ś m y z I n d i i , ale woda nie p o p ł y n i e z powrotem. Nasze dzieci nie b ę d ą żyły
w Indiach [ . . . ] " ' .
K u l t u r a C y g a n ó w , podobnie j a k ich historia, nie n a l e ż y do najbardziej znanych.
Wielu m o ż e mieć w ą t p l i w o ś c i , czy w ogóle m o ż n a m ó w i ć o j a k i e j k o l w i e k kulturze
stworzonej przez t ę społeczność. Nawet, jeśli u z n a j ą C y g a n ó w za nosicieli pewnych
w a r t o ś c i k u l t u r o w y c h , to i tak o g r a n i c z ą je do sfery f o l k l o r u muzycznego. Dlatego
też sądzę, iż nie wymaga ż a d n e g o uzasadnienia konieczność przedstawienia syste
m a t y k i k u l t u r y c y g a ń s k i e j , co w ł a ś n i e uczynili autorzy katalogu. Poprzedzili j ą opi
sem n i e c y g a ń s k i c h grup w ę d r o w n y c h A z j i i Europy, np. G h u r b a t i z Afganistanu,
szwajcarskich Fecker, szwedzkich Tattare, irlandzkich Tinkers i t p .
Na terenie Europy żyją r ó ż n e grupy c y g a ń s k i e (m. i n . Roma, Sinti, Cale) ogólnie
o k r e ś l a n e przez gadźo (nie-Cyganów) mianem Cyganie. Różnią się one m i ę d z y sobą
chociażby dialektem romanesz — j ę z y k a , k t ó r y w X I X w . znalazł się w centrum
zainteresowania ówczesnego j ę z y k o z n a w s t w a . Wiek X X przyniósł opracowania dia
l e k t ó w c y g a ń s k i c h pióra m . i n . A . Barannikowa, T. P o b o ż n i a k a , J. Ficowskiego,
R. Uhlika, J.-P. Cleberta, G. A . Wolfa, M . K a r p a t i , T. W e n t c e l . Natomiast m a t e r i a l
n y m i bardzo spektakularnym wyznacznikiem o d m i e n n o ś c i Rom b y ł y ich wozy p o d
k r e ś l a j ą c e status C y g a n ó w j a k o grupy marginalnej.
Społeczna organizacja Rom stanowi f u n k c j ę poczucia tożsamości grupowej
(„Wir — Gefuhl" w nomenklaturze a u t o r ó w pracy). Instytucje t y p u natsia, vitsu,
familija d e t e r m i n u j ą zachowanie jednostki w sposób zdecydowany, z a p e w n i a j ą c jed
nocześnie zabezpieczenie ekonomiczne, s p r a w u j ą c k o n t r o l ę nad jej p o s t ę p o w a n i e m ,
k a r a j ą c za przekroczenie zasad kodeksu Romani. Graficzne ujęcie s t r u k t u r y spo
łeczności C y g a n ó w K e ł d e r a s z a , Sinti i Gitanos przedstawione w katalogu u ł a t w i a
zrozumienie zasad funkcjonowania t y c h społeczności i ich wzajemne p o r ó w n a n i e .
8
9
7
R. V o s s e n , Zigeuner. Roma, Sinti, Gitanos, Gypsies zwischen
Verfolgung
und Romantisierung, F r a n k f u r t / M 1983, s. 100-101.
M . i n . prace A . F. P o 11 a, Die Zigeuner in Europa und Asien, T. I , I I , Halle
1844-1845; F . M i k l o s i c h a ,
Uber die Mundarten und die Wanderungen der Zi
geuner Europas, Bd. 1-12, Wien 1872-1881.
Bibliografia prac j ę z y k o z n a w c z y c h tych a u t o r ó w jest zamieszczona w książce
T. W. W e n t c e 1, The Gypsy language, Moscow 1983.
8
9
ARTYKUŁ R E C E N Z Y J N Y I OMÓWIENIA
263
Religijność Rom zawiera, zdaniem a u t o r ó w , elementy w i e r z e ń hinduskich oraz
ś l a d y k o n t a k t u z g m i n a m i c h r z e ś c i j a ń s k i m i . To n a l e ż y do ich historii. Natomiast
obecnie działa p o w o ł a n e przez p a p i e ż a Piusa X I I (w 1958 r.) Duszpasterstwo Noma
d ó w p r o w a d z ą c e misje katolickie r ó w n i e ż dla C y g a n ó w . W i d o m y m przejawem tej
działalności są pielgrzymki podejmowane przez Rom w całej Europie. Najbardziej
znana jest pielgrzymka do St. Maries-de-la-Mer (24 i 25 maja), gdzie znajdują się
figury M a r i i Jakubowej i M a r i i Salomei — matek a p o s t o ł ó w Jakuba i Jana. Są to
z p e w n o ś c i ą fakty m a ł o znane, t y m cenniejsze jest w i ę c ich przytoczenie w t y m
opracowaniu w formie zestawienia c y g a ń s k i c h pielgrzymek oraz m i s j i np. p o w s t a ł e j
w 1906 r. fińskiej „ G y p s y Mission", angielskiej „ G y p s y Gospel Waggon Mission",
niemieckiej „ K a t h o l i s c h e n Zigeunerseelsorge".
Działalnością u z n a w a n ą za tradycyjnie c y g a ń s k ą jest w r ó ż e n i e otoczone a u r ą
tajemniczości, czemu w znacznym stopniu dopomogła w i e k i t r w a j ą c a izolacja spo
łeczności c y g a ń s k i e j i n i e c y g a ń s k i e j . „ S k w a p l i w a uległość w r ó ż b o m bierze się z nie
zdolności zwalczania w ł a s n e g o strachu, a folgowanie tej skłonności wyzwala nie
u s t a n n ą żądzę usłyszenia coraz to nowych „ p r z e p o w i e d n i " . A u t o r z y pracy opisują
a t r y b u t y magiczne wykorzystywane przez Cyganki podczas w r ó ż e n i a i czarowania —
rola w i e l u z nich jest bardzo niejasna.
P o j ę c i a m i w y z n a c z a j ą c y m i trwanie tradycyjnej społeczności c y g a ń s k i e j są k a
tegorie czyste — nieczyste (nieskalane — skalane). R. Vossen wskazuje możliwość
odnalezienia korzeni tej opozycji w wierzeniach starohinduskich l u b we w p ł y w a c h
żydowskich, starochrześcijańskich
lub manichejskich w s p ó l n o t . Podobnie, j a k
i w przypadku charakterystyki innych e l e m e n t ó w k u l t u r y Rom, o k r e ś l o n e kategorie
rzeczy i z a c h o w a ń w aspekcie czyste — nieczyste zostały ukazane w odniesieniu do
r ó ż n y c h grup c y g a ń s k i c h .
F o l k l o r s ł o w n y i folklor muzyczny Rom jest bardzo bogaty. W ą t k i w n i m repre
zentowane ś w i a d c z ą o ich w s p ó l n y m dziedzictwie z i n n y m i systemami k u l t u r o w y m i ,
0 czym m o ż n a się p r z e k o n a ć chociażby z l e k t u r y bajek c y g a ń s k i c h zawartych
w pierwszym tomie zbioru Zigeunermärchen
aus aller Welt opracowanym przez
H . Mode i M i l e n ę H ü b s c h m a n n o v a . Nie sposób oczywiście p o m i n ą ć milczeniem
w p ł y w u , j a k i Cyganie w y w a r l i na ś w i a t o w ą l i t e r a t u r ę i m u z y k ę s t a j ą c się ich bo
haterami. To jest w ł a ś n i e owa druga, skrajna postawa wobec Rom — romantyczna
wizja wolnego, niczym n i e s k r ę p o w a n e g o życia p ę d z o n e g o na łonie n a t u r y .
Autorzy katalogu o p r a c o w u j ą c go w formie monografii wyszli z założenia, iż
z a r ó w n o postawa nietolerancji, jak i zachwytu w r ó w n y m stopniu p r z y c z y n i ł y się
do wytworzenia stereotypu Cygana, k t ó r a to wizja zrodziła się na podstawie z w y
czajowych o s ą d ó w i o c z e k i w a ń , a nie na podstawie znajomości c y g a ń s k i e j k u l t u r y
1 samych C y g a n ó w . „ M a m y t y l k o j e d n ą szansę, aby przeżyć jako S i n t i z n a s z ą k u l
t u r ą , j ę z y k i e m , obyczajami — jest n i ą otwarcie się, zezwolenie na to, aby p r z y j
rzano się naszemu życiu. Nasz sposób życia, nasza k u l t u r a nie jest ż a d n ą t a j e m
nicą"
Czy wiedza rzeczywiście może p o k o n a ć stereotypy? Czy zezwolenie na to,
aby k u l t u r a w ł a s n e j grupy stała się obiektem poznania dla u c z e s t n i k ó w innego sy
stemu kulturowego jest w y r a ż e n i e m zgody na a s y m i l a c j ę ? W książce nie ma roz
w a ż a ń tego t y p u i b y ć nie mogło, albowiem nie takie b y ł o jej założenie. Istotne jest
jednak to, iż tego t y p u pytania r o d z ą się podczas jej lektury. Odpowiedzi na nie
katalog nie udzieli, ja zresztą r ó w n i e ż nie, gdyż to z kolei nie jest celem tej re
cenzji. Natomiast sądzę, że nader istotnym walorem recenzowanej pracy jest rze10
1 1
1 2
1 0
Y o o r s , op. cit., s. 38.
Zigeunermärchen
aus aller Welt, Erste Sammlung,
u n t e r Mitarbeit von Milena H ü b s c h m a n n o v a , Leipzig 1983.
V o s s e n , op. cit., s. 12.
11
1 2
Hrsg. von Heinz Mode
264
ARTYKUŁ R E C E N Z Y J N Y I OMÓWIENIA
telne przedstawienie f a k t ó w , bez ich interpretacji, k t ó r ą pozostawiono czytelnikowi.
A b y m u j ą u ł a t w i ć , autorzy zamieścili obszerną bibliografię, bardzo p o m o c n ą
w znalezieniu odpowiedzi na pytania r o d z ą c e się podczas l e k t u r y katalogu b ę d ą
cego kompendium wiedzy o przeszłości i dniu dzisiejszym Rom. Niezbyt liczny
m a t e r i a ł ilustracyjny nie rozprasza uwagi i nie p r z e s ł a n i a treści pracy kolorem
i m a l o w n i c z o ś c i ą cygańskiego życia. Może to b y ć u w a ż a n e za z ł a m a n i e konwencji
katalogu wystawowego, ale jest przecież k o n s e k w e n c j ą p r z y j ę t e g o przez a u t o r ó w
założenia: „lepsze poznanie, to lepsze zrozumienie".
N a l e ż a ł o b y sobie t y l k o życzyć, aby podobne opracowania p o j a w i a ł y się częściej
(również w j ę z y k u polskim), a recenzowany katalog w a r t jest m o i m zdaniem tego,
by został p r z e t ł u m a c z o n y ; przemawia za t y m z a r ó w n o jego treść, jak i forma.
A D A M P R A N D A , Ignac Bizmayer,
ss. 149.
Tatran Profily, zvazok 57, Bratislava 1983,
W dziedzinie p u b l i k a c j i naukowych etnografia czechosłowacka posiada bogaty
dorobek w y r a ż a j ą c y się z a r ó w n o d u ż ą ilością w y d a w a n y c h czasopism, w y d a w n i c t w
ciągłych, j a k i o p r a c o w a ń monograficznych. R ó w n o c z e ś n i e n a l e ż y podkreślić, że
poszczycić się ona może t a k ż e osiągnięciami w zakresie w y d a w n i c t w albumowych.
Można z a r y z y k o w a ć twierdzenie, że większość prac s t a n o w i ą c y c h przedmiot rozwa
ż a ń . naukowych (przede w s z y t k i m odnoszących się do k u l t u r y materialnej) zostaje
przedstawiona szerokiemu k r ę g o w i o d b i o r c ó w — z a r ó w n o w kraju, j a k i zagra
nicą — w formie publikacji o charakterze artystycznym, r e p r e z e n t u j ą c y c h n a j w y ż
szy ś w i a t o w y poziom wydawniczy. Pakt, że o p r a c o w a ń tych p o d e j m u j ą się w y b i t n i
specjaliści p o s i a d a j ą c y niejednokrotnie duży dorobek naukowy w zakresie prezen
towanych dziedzin k u l t u r y ludowej, gwarantuje obok znakomitego doboru m a t e r i a ł u
ilustracyjnego wysoki poziom opracowywanych w s t ę p ó w i o m ó w i e ń d o s t a r c z a j ą c y c h
czytelnikowi w y c z e r p u j ą c e g o kompendium wiedzy o danym temacie. Ten rodzaj
działalności wydawniczej stanowi jeden z bardzo w a ż n y c h sposobów przekazywania
szerokiemu ogółowi wiedzy o dorobku k u l t u r o w y m społeczności chłopskiej i jej
udziale w tworzeniu k u l t u r y o g ó l n o n a r o d o w e j . Przedstawienie w bogatej szacie gra
ficznej całego bogactwa, różnorodności i p i ę k n a k u l t u r y ludowej pozwala czytelni
k o w i u ś w i a d o m i ć sobie wszechobecność e l e m e n t ó w tej k u l t u r y w o t a c z a j ą c y m go
świecie. Wydaje się, że ten sposób realizowania powszechnego i w naszym k r a j u
h a s ł a : p o m n i k i k u l t u r y — dobrem narodu, odnoszącego się do spuścizny k u l t u r o w e j
wszystkich w a r s t w społecznych, winno znaleźć w ł a ś c i w y wyraz i w naszej polityce
wydawniczej.
W ostatnim okresie etnografia s ł o w a c k a wzbogaciła się o n o w ą pozycję o cha
rakterze a l b u m o w y m p o ś w i ę c o n ą twórczości zasłużonego artysty ludowego Ignaca
Bizmayera (ur. w 1922 r.). Praca ta p r e z e n t u j ą c a bogaty dorobek artystyczny r z e ź
biarza — figuralisty, t w o r z ą c e g o swe dzieła w glinie, jest szczególnie czytelnym
p r z y k ł a d e m tak często p o d k r e ś l a n e g o faktu, że narodowa sztuka s ł o w a c k a t k w i
głęboko swoimi korzeniami w kulturze ludowej. Z niej wyrasta i na jej bazie t w ó r
czo się rozwija k o r z y s t a j ą c z bogatego dorobku artystycznego wsi i czerpiąc z życia
wiejskiego inspiracje tematyczne.
A u t o r e m pracy o Bizmayerze jest A d a m Pranda. Wydaje się, że badacz tej
miary, p o s i a d a j ą c y w swoim dorobku n a u k o w y m prace z w i e l u dziedzin k u l t u r y
ludowej oparte na bogatym, gromadzonym od w i e l u lat materiale terenowym, j a k
i autor rozpraw teoretycznych p o ś w i ę c o n y c h m . i n . zagadnieniu t r a d y c j i ludowej
i jej r o l i we w s p ó ł c z e s n e j kulturze, z całą ś w i a d o m o ś c i ą p o d j ą ł ten temat. Nie jest
to pierwsza publikacja Prandy o m a w i a j ą c a t w ó r c z o ś ć tego artysty. U k a z u j ą c e się
ARTYKUŁ R E C E N Z Y J N Y I OMÓWIENIA
2G5
od 1956 r. jego a r t y k u ł y o Bizmayerze j a k i słowackiej ceramice ludowej i jej
g ł ó w n y m o ś r o d k u M o d r e j — m . i n . publikowane w Slovensky Narodopis (1956, 1983),
Krasy Slovenska (1957), U m e n i i remesla (1959), j a k r ó w n i e ż w katalogach w y s t a w
i osobnych rozprawach — świadczą, że nie t y l k o śledził drogą rozwoju artystycz
nego Bizmayera, ale posiada dużą znajomość tej gałęzi w y t w ó r c z o ś c i ludowej w jej
historycznym rozwoju. Pozwala to a u t o r o w i p r z e d s t a w i ć s y l w e t k ę artysty w szero
k i m k o n t e k ś c i e zjawisk k u l t u r o w y c h , k t ó r e t o w a r z y s z ą jego życiu i działalności.
Szuka źródeł i n s p i r u j ą c y c h jego twórczość z a r ó w n o w ś r o d o w i s k u , w k t ó r y m w z r a
stał i do k t ó r e g o t r a d y c j i k u l t u r o w y c h ś w i a d o m i e n a w i ą z y w a ł , j a k i w inwencji
t w ó r c z e j artysty-plastyka r o z u m i e j ą c e g o swe cele i zadania, ale stale p o s z u k u j ą c e g o
nowych f o r m i ś r o d k ó w w y r a z u .
Jak pisze Pranda w zamieszczonej na w s t ę p i e k r ó t k i e j charakterystyce artysty:
„Twórczość narodowego artysty Ignaca Bizmayera ma w s ł o w a c k i e j w s p ó ł c z e s
nej ceramice swoje specyficzne miejsce: czerpie z fajansowej rzemieślniczej techno
logii n a w i ą z u j ą c jednocześnie do z a c h o d n i o s ł o w a c k i c h t r a d y c j i r z e ź b y figuralnej.
Chociaż o ż y w i a tradycje ludowe nie kopiuje przeszłości [...] Integrowanie t r a d y cyjności z nowoczesnością i ludowości z p r o f e s j o n a l n o ś c i ą pozwoliło Bizmayerowi
znaleźć nie t y l k o t r w a ł e miejsce w słowackiej nowoczesnej sztuce ceramicznej, ale
t w ó r c z o wcielić stale ż y w e formy ludowej w y t w ó r c z o ś c i do krwiobiegu naszej naro
dowej k u l t u r y " .
Przed autorami o p r a c o w a ń albumowych, k t ó r e zgodnie z celami, j a k i m m a j ą
służyć, z a w i e r a j ą bogaty m a t e r i a ł ilustracyjny, znacznie p r z e k r a c z a j ą c y swoimi roz
m i a r a m i o m a w i a j ą c y go tekst, stają zawsze bardzo trudne zadania. Jest to z jednej
strony sprawa w y b o r u m a t e r i a ł u reprezentatywnego dla omawianego zagadnienia,
z drugiej sposób jego opisu i analizy. Dotyczy to szczególnie o p r a c o w a ń monogra
ficznych p o ś w i ę c o n y c h jednemu a r t y ś c i e . Często bowiem nie jest m o ż l i w e ukazanie
w materiale ilustracyjnym wszystkich dzieł prezentowanej postaci. W a ż n y m zada
niem autora jest więc przyjęcie określonej koncepcji w przedstawieniu twórczości
artysty nie zubożając r ó w n o c z e ś n i e całości obrazu jego dorobku artystycznego. T ę
rolę u z u p e ł n i a j ą c ą w i n i e n pełnić tekst, k t ó r e g o opracowanie ze w z g l ę d u na jego nie
wielkie zazwyczaj rozmiary wymaga dużej znajomości tematu i zwięzłości w spo
sobie f o r m u ł o w a n i a myśli. W przypadku omawianej pracy autor doskonale w y w i ą
zał się z tego zadania. Jako etnograf z a p r e z e n t o w a ł w materiale ilustracyjnym
przede wszystkim dzieła artysty, w k t ó r y c h najbardziej czytelne są n a w i ą z a n i a do
tradycyjnych f o r m ludowej sztuki ceramicznej na Słowacji. W wyborze t e m a t y k i d a ł
p i e r w s z e ń s t w o rzeźbie figuralnej u k a z u j ą c e j życie, p r a c ę , zwyczaje i o b r z ę d y l u d
ności wiejskiej. Przedstawienie ich w p o r z ą d k u chronologicznym ukazuje czytelni
k o w i proces artystycznego dojrzewania Bizmayera z a r ó w n o w zakresie techniki w a r sztatowej, j a k przede wszystkim siły artystycznego w y r a z u , bogactwa prezentowa
nych f o r m i coraz bardziej indywidualnego i pogłębionego sposobu widzenia czło
wieka w s i w jego codziennym życiu. Wydaje się, że tak p r e z e n t u j ą c m a t e r i a ł autor
pragnie zwrócić u w a g ę czytelnika, a szczególnie etnografa, na w a r t o ś ć dokumenta
cyjną tych prac w y n i k a j ą c ą nie t y l k o ze znajomości ś r o d o w i s k a wiejskiego, z k t ó
rego się wywodzi, ale t a k ż e z jego wiedzy o n i m ś w i a d o m i e gromadzonej w ciągu
całego życia. Służyć ma ona nie t y l k o wzbogaceniu artystycznego w y r a z u modelo
wanych postaci, ale przede w s z y s t k i m ukazaniu p r a w d y o otaczającej go rzeczywis
tości.
O m ó w i e n i e życia i działalności artystycznej Bizmayera z a w a r ł Pranda w trzech
k r ó t k i c h r o z d z i a ł a c h opatrzonych w s t ę p e m i z a k o ń c z e n i e m : 1) lata n a u k i i pracy
w Modrej, 2) tematyka i sposoby j e j realizowania, 3) perspektywy t w ó r c z e .
A n a l i z u j ą c s y l w e t k ę artysty autor zwraca u w a g ę na r o l ę t r a d y c j i rodzinnych
Bizmayera, k t ó r e w p ł y n ę ł y na w y b ó r k i e r u n k u jego z a i n t e r e s o w a ń artystycznych.
Urodził się on w Kośolnej w rodzinie w y w o d z ą c e j się z p r z y b y ł y c h w X V I w. z po-
266
ARTYKUŁ R E C E N Z Y J N Y I OMÓWIENIA
ł u d n i o w y c h Niemiec i k r a j ó w alpejskich grup ludności należącej do sekty religijnej
a n a b a p t y s t ó w osiadłych w zachodniej Słowacji i tam nazwanych habanami. J a k k o l
wiek b e z p o ś r e d n i e związki rodzinne w i ą z a ł y Bizmayera z r z e m i o s ł a m i drzewnymi,
to jednak g ł ó w n y m zawodem rodzin h a b a ń s k i c h było garncarstwo, k t ó r e g o znajo
m o ś ć przynieśli z ojczystych k r a j ó w . Na terenie d o m ó w i siedlisk w s p ó l n o t h a b a ń
skich, k t ó r e r o z p a d ł y się w X V I I w., m. i n . w Kośolnej z a c h o w a ł o się szereg zabyt
k ó w dawnej produkcji garncarskiej. Te w y t w o r y gromadzone przez w i e l u kolekcjo
n e r ó w , w t y m t a k ż e z n a w c ę ceramiki h a b a ń s k i e j Hermana Lansfelda p r a c u j ą c e g o
od 1913 r. w Modrej, p o b u d z a ł y — j a k stwierdza Pranda — w y o b r a ź n i ę Bizmayera
i z d e c y d o w a ł y w d u ż y m stopniu o wyborze zawodu. Po u k o ń c z e n i u w 1939 r. szkoły
ceramicznej w Modrej związał się z t y m o ś r o d k i e m aż do 1952 r. Opanowawszy
kunszt produkcji garncarskiej zajął się malowaniem w y r o b ó w u ż y t k o w y c h , a na
s t ę p n i e w y k o n y w a n i e m w formach r z e ź b y figuralnej zyskując s ł a w ę najbardziej
utalentowanego czeladnika. P r z y j ę t e w tej dziedzinie wzory o g r a n i c z a ł y jednak
możliwości jego indywidualnego rozwoju, zaczął więc p o s z u k i w a ć ś w i a d o m i e i syste
matycznie nowego sposobu artystycznego wypowiedzenia się w tworzywie, k t ó r e g o
tajemnice doskonale p o z n a ł — w glinie. Nie chciał iść d r o g ą garncarzy p r a c u j ą c y c h
w Modrej, k t ó r z y powielali postacie w y k o n y w a n e w formach, ani o g r a n i c z a ć się
do odtwarzania postaci l u d u wiejskiego najbliższych okolic, j a k to czynił osiągając
zresztą duże sukcesy Narodowy Artysta F e r d i ś Kostka (1878-1951) ze Stupavy. Wzo
rem bliższym jego zamierzeniom artystycznym stał się w t y m czasie Józef Baluśik,
entuzjasta i kolekcjoner sztuki ludowej, k t ó r ą p o z n a w a ł i k t ó r e j w y r o b y g r o m a d z i ł
podczas licznych w ę d r ó w e k terenowych. T o w a r z y s z ą c e g o m u często w tych w y p r a
wach Bizmayera uczył p a t r z e ć i d o s t r z e g a ć bogactwo f o r m życia wiejskiego. Szcze
gólne znaczenie dla twórczości Bizmayera m i a ł y — j a k stwierdza Pranda — jego
terenowe studia na Słowacji, a po 1945 r. t a k ż e na Morawach, jak r ó w n i e ż zetknięcie
się b e z p o ś r e d n i o z r ó ż n y m i rodzajami sztuki ludowej (np. malarstwem na szkle,
haftami, koronkarstwem, tkaninami) i jej t w ó r c a m i . W warsztatach w Modrej do
k o n y w a ł B a l u ś i k p r ó b ręcznego modelowania postaci znacznie w z b o g a c a j ą c dotych
czas produkowane formy. I . Bizmayer p r z e j ą ł od niego k u l t dla artystycznych t r a
dycji S ł o w a k ó w , j a k r ó w n i e ż zrozumienie w a r t o ś c i i szacunek dla w y k o n y w a n y c h na
w s i r o d z a j ó w prac. Był urzeczony p r o s t o t ą kolorystycznej harmonii i i n d y w i d u a l
nością "kompozycyjnego w y r a z u sztuki ludowej, j a k r ó w n i e ż w i e l o a s p e k t o w o ś c i ą ży
cia wiejskiego. I n s p i r o w a ł o ono zdaniem autora nie t y l k o wiele t e m a t ó w późniejszej
jego twórczości, ale poszerzyło warsztat techniczny. P r z y k ł a d e m tego m o g ą być m. i n .
tematy z w i ą z a n e z l u d o w y m i opowieściami o Janosiku, w komponowaniu k t ó r y c h
k o r z y s t a ł z p r z e k a z ó w s ł o w n y c h , t a ń c ó w i m u z y k i ludowej s t o s u j ą c w przedstawia
n i u tego tematu r ó ż n e techniki i formy artystyczne: rzeźbę f i g u r a l n ą , relief i rycie.
W omawianej działalności t w ó r c z e j Bizmayera od samego jej p o c z ą t k u w i d z i
Pranda jeden zasadniczy cel. Odkrywanie specyficznych cech ludowej i narodowej
tradycji S ł o w a k ó w , p o r ó w n u j ą c jego osiągnięcia w t y m zakresie z poczynaniami
takich w y b i t n y c h a r t y s t ó w , j a k malarze M a r t i n Benka i L u d o v i t Fulla czy fotogra
fika — K a r o l P l i ć k a .
Wymienione przez autora liczne funkcje, jakie p e ł n i ł i pełni Bizmayer, odzna
czenia i t y t u ł y , j a k nadany m u w 1982 r. t y t u ł Narodowego A r t y s t y , liczne nagrody
na wystawach k r a j o w y c h i zagranicznych ś w i a d c z ą o jego pozycji w sztuce s ł o w a c
k i e j . Wydaje się w i ę c słuszne prezentowanie dorobku tego artysty w momencie,
kiedy znajduje się on w p e ł n i sił t w ó r c z y c h . Pozwoli to bowiem czytelnikom śledzić
jego dalsze osiągnięcia artystyczne i ś w i a d o m i e p o s t r z e g a ć jego dzieła w otaczającej
rzeczywistości.
Jedynym zarzutem, j a k i czytelnik może s t a w i a ć autorowi i w y d a w n i c t w u , jest
brak w materiale ilustracyjnym szeregu bogatych w jego twórczości c y k l ó w tema-
ARTYKUŁ R E C E N Z Y J N Y I OMÓWIENIA
267
tycznych, j a k np. r z e ź b y i p ł a s k o r z e ź b y sakralnej, dzieł monumentalnych w zakresie
sztuki dekoracyjnej s t a n o w i ą c e j ostatnie dzieła Bizmayera i o b r a z u j ą c e jego udział
w tworzeniu nowoczesnej a r c h i t e k t u r y . Jest jednak w i e l k ą zasługą autora, że z d a j ą c
sobie s p r a w ę z ograniczonych możliwości wydawniczych konsekwentnie zaprezento
w a ł t ę t w ó r c z o ś ć artysty, k t ó r e j poświęcił n a j w i ę k s z ą część swojej dotychczasowej
•działalności, k t ó r a b y ł a n i e w ą t p l i w i e jego w i e l k ą p a s j ą i d o p r o w a d z i ł a go do obec
nych osiągnięć.
Wanda Paprocka
T L A L O C A N . R E V I S T A D E FUENTES P A R A E L C O N O C I M I E N T O D E L A S
C U L T U R A S I N D Í G E N A S DE M É X I C O , v o l . V I I : 1977, ss. 404; v o l . V I I I : 1980,
ss. 492; v o l . I X : 1982, ss. 404
Tlalocan to w mitologii l u d ó w Nahua raj boga Tlaloca, mityczna kraina o b f i
tości. T ę s y m b o l i c z n ą n a z w ę w y b r a l i w 1942 r. Robert H . B a r l o w i George T. Smisor
dla planowanego czasopisma, k t ó r e w zamierzeniu w y d a w c ó w stać się m i a ł o „ T l a locanem" m e k s y k a n i s t ó w , s k a r b n i c ą d o k u m e n t ó w i m a t e r i a ł ó w służącą coraz lepsze
m u poznaniu j ę z y k ó w , k u l t u r i dziejów i n d i a ń s k i e j ludności Meksyku. P r o f i l „ T l a locanu" w y r a ź n i e o k r e ś l a p o d t y t u ł m ó w i ą c y , że czasopismo poświęcone jest przede
w s z y s t k i m p u b l i k o w a n i u źródeł.
Historia p o w s t a ł e g o z i n i c j a t y w y p r y w a t n e j czasopisma nie b y ł a ł a t w a , gdyż od
samego p o c z ą t k u b o r y k a ł o się ono z o g r o m n y m i t r u d n o ś c i a m i finansowymi. P i e r w
szy zeszyt pierwszego t o m u (a k a ż d y t o m o b e j m o w a ć m i a ł 4 zeszyty o objętości
96 stron) u k a z a ł się w 1943 r. w Sacramento, K a l i f o r n i a . USA i nosił angielski t y
t u ł — „ T l a l o c a n : A Journal of Source Materials on the Native Cultures of M é x i c o " .
Wprawdzie w y d a w c y założyli, iż czasopismo nie będzie m i a ł o s t a ł y c h t e r m i n ó w
ukazywania się, jednak w y d ł u ż a j ą c y się z t o m u na t o m c y k l wydawniczy ś w i a d c z y ł
w y m o w n i e o r o s n ą c y c h k ł o p o t a c h . C a ł y pierwszy t o m opublikowany został w latach
1943-1944, t o m drugi w latach 1945-1948, t o m trzeci w latach 1949-1957 ».
Ś m i e r ć Roberta H . Barlowa w 1951 r. (od 1945 r. m i e s z k a ł on już w M e k s y k u
i w y d a w a ł ponadto „ M e s o a m e r i c a n Notes" oraz tygodnik w j ę z y k u n á h u a t l „ M e x i h k a t l Itonalama") s p r a w i ł a , że redakcja „ T l a l o c a n u " przeszła w r ę c e Ignacia Bernala
i w s p ó ł p r a c u j ą c e g o z B a r l o w e m od 1947 r. Fernanda Horcasitasa. Czwarty, p i ą t y
i szósty t o m czasopisma u k a z a ł y się odpowiednio w latach: 1962-1964, 1965-1968
i 1969-1971, dzięki pomocy ze strony Instituto Nacional de A n t r o p o l o g í a e Historia
(który j u ż w 1945 r. u m o ż l i w i ł ukazanie się drugiego tomu, w y k u p u j ą c część jego na
k ł a d u ) oraz fundacji Wenner-Green. Potem n a s t ą p i ł a wieloletnia przerwa, w czasie
k t ó r e j — po rezygnacji w 1975 r. przez I . Bernala z o b o w i ą z k ó w w y d a w c y — „ T l a
locan" p r z e j ę t y został przez dwa i n s t y t u t y z Universidad Nacional A u t ó n o m a
z Meksyku, a mianowicie Instituto de Investigaciones H i s t ó r i c a s i Instituto de Inves
tigaciones A n t r o p o l ó g i c a s . R e d a k c j ę objęli Miguel L e ó n - P o r t i l l a i Fernando Horcasitas, p u b l i k u j ą c w 1977 r. t o m siódmy, a w 1980 r. t o m ósmy. J e d n a k ż e w tomie
d z i e w i ą t y m odnotowujemy k o l e j n ą z m i a n ę , gdyż po śmierci F. Horcasitasa w 1980 r.
jego miejsce zajęła K a r e n Dakin, natomiast I n s t i t u t o de Investigaciones A n t r o p o
lógicas wycofał się z wydawania „ T l a l o c a n u " i z a s t ą p i o n y został przez Instituto de
Investigaciones Filológicas .
2
1
Trzy pierwsze t o m y doczekały się w 1972 r. reedycji n a k ł a d e m Johnson Re
p r i n t Corporation z Nowego J o r k u .
D o k ł a d n i e j dzieje „ T l a l o c a n u " przedstawia F. H o r c a s i t a s w a r t y k u l e Para
la historia de la revista Tlalocan (1943-1976), pomieszczonym w tomie V I I , s. 11-19.
2
268
ARTYKUŁ R E C E N Z Y J N Y I OMÓWIENIA
Można m i e ć nadzieję, że po czterdziestu z g ó r ą latach istnienia sytuacja „ T l a l o canu" u s t a b i l i z o w a ł a się i to cenione przez specjalistów w y d a w n i c t w o będzie sią
u k a z y w a ć w m i a r ę regularnie. P o c z ą w s z y od siódmego t o m u zmieniło ono s w ą for
m ę , wydawane jest bowiem w postaci jednego w o l u m i n u . Nadal nie ma stałych ter
m i n ó w publikowania, lecz jego n a k ł a d wzrósł do 2000 (fakt ten w a r t o o d n o t o w a ć
z zadowoleniem, gdyż poprzednie t o m y „ T l a l o c a n u " trudno znaleźć nawet w w y
specjalizowanych bibliotekach, o czym piszący te s ł o w a mógł się p r z e k o n a ć podczas
s t u d i ó w prowadzonych w Hiszpanii). Nie uległ zmianie p r o f i l „ T l a l o c a n u " i zgodnie
z ideą założyciela pozostał on czasopismem nastawionym na p u b l i k a c j ę : a) m a t e r i a
ł ó w i d o k u m e n t ó w w j ę z y k a c h i n d i a ń s k i c h , bez w z g l ę d u na czas ich powstania,
wraz z t ł u m a c z e n i a m i na hiszpański, angielski lub francuski; b) wszelkiego rodzaju
źródeł d o t y c z ą c y c h społeczności i n d i a ń s k i c h (takich jak relacje, opisy, akta p r o c e s ó w
s ą d o w y c h , dokumenty kolonialne itd.); c) k r ó t k i c h s t u d i ó w p o ś w i ę c o n y c h samym
ź r ó d ł o m albo historii, etnologii i lingwistyce Indian m e k s y k a ń s k i c h ; d) bibliografii
ź r ó d e ł z zakresu w y ż e j wymienionych dziedzin. D o d a ć należy, że choć „ T l a l o c a n "
z założenia ogranicza się do i n d i a ń s k i e j l u d n o ś c i Meksyku, od czasu do czasu poja
w i a j ą się w n i m t a k ż e źródła p o c h o d z ą c e z innych r e j o n ó w A m e r y k i Ś r o d k o w e j .
Trzy ostatnie tomy c h a r a k t e r y z u j ą się ogromnie z r ó ż n i c o w a n ą z a w a r t o ś c i ą , po
dobnie zresztą j a k wszystkie poprzednie (co m o ż n a s t w i e r d z i ć p r z e g l ą d a j ą c spis
z a w a r t o ś c i t o m ó w I - V I , zamieszczony w tomie V I I , s. 381-404). Nie sposób zaprezen
t o w a ć wszystkie publikowane w nich m a t e r i a ł y i nie ma chyba takiej potrzeby.
Z d e c y d o w a n ą większość s t a n o w i ą różnego rodzaju teksty w j ę z y k a c h i n d i a ń s k i c h ,
wydobyte z a r c h i w ó w l u b zarejestrowane podczas b a d a ń terenowych, w t y m ostat
n i m w y p a d k u zazwyczaj łączące walory j ę z y k o z n a w c z e z folklorystycznymi, etno
graficznymi czy etnohistorycznymi. Jak już w s p o m n i a ł e m , tekstom oryginalnym
towarzyszy z r e g u ł y t ł u m a c z e n i e (nierzadko jednocześnie t ł u m a c z e n i e filologiczne
i p r z e k ł a d wolny) oraz mniejszy l u b w i ę k s z y komentarz. W tomie V I I znajdujemy
teksty w j ę z y k a c h n á h u a t l , otomí, mixteca, trique, mazateca, chontal, t z u t u j i l , tarahumara i paipai (yumano), w ś r ó d nich cztery wersje m i t u o pochodzeniu słońca
i księżyca zapisane u Indian Trique z Oaxaca (Elena E. d e H o l l e n b a c h , E¡
origen del Sol y de la Luna — cuatro versiones en el trique de Cópala, s. 123-170).
Z p u n k t u widzenia etnohistorii najbardziej i n t e r e s u j ą c e są dwa dokumenty w n á
huatl. Pierwszy z nich, to spisana w 1595 r. skarga Indianina Miguela H e r n á n d e z a
przeciwko miejscowemu k s i ę d z u u w o d z ą c e m u m u żonę ( M . L e ó n - P o r t i 11 a,
Una denuncia en náhuatl, 1595, s. 23-30). Ten kolejny p r z y k ł a d epistolografii w j ę
zyku n á h u a t l jest t a k ż e n o w y m ś w i a d e c t w e m XVI-wiecznych s t o s u n k ó w społecznych
i m e n t a l n o ś c i prostych Indian (autor skargi sam określa siebie jako macehual)
w okresie wczesnokolonialnym. D r u g i dokument to genealogia i n d i a ń s k i e j szlach
cianki z Xochimilco, spisana w 1610 r., sięgająca X I V w . i o b e j m u j ą c a m . i n . w ł a d
ców Tenochtitlanu (L. R e y e s G a r c í a , Genealogía de doña Francisca de Gúzman,
Xochimilco, 1610., s. 31-35). Xochimilco dotyczy r ó w n i e ż dokument w j ę z y k u hisz
p a ń s k i m , podany do d r u k u przez P. C a r r a s c o (Los señores de Xochimilco en
1548, s. 229-265), z a w i e r a j ą c y b o g a t ą i n f o r m a c j ę na temat s t o s u n k ó w s p o ł e c z n o - p o
litycznych i gospodarczych z a r ó w n o w okresie przed k o n k w i s t ą , j a k i po niej.
8
W dziale s t u d i ó w monograficznych t o m V I I przynosi cztery szkice, w t y m opu
blikowany p o ś m i e r t n i e a r t y k u ł J. Erica S. T h o m p s o n a p o ś w i ę c o n y narkotycz8
Piszę o kolejnym p r z y k ł a d z i e , gdyż znanych jest dość dużo listów z X V I i po
c z ą t k ó w X V I I w . pisanych przez Indian w s w y m r o d z i m y m j ę z y k u l u b po h i s z p a ń
sku. Autorzy b y l i zazwyczaj przedstawicielami i n d i a ń s k i e j szlachty. Część tych lis
tów b y ł a parokrotnie publikowana i omawiana; por. np. G. Z i m m e r m a n n ,
Briefe den indianischen Nobilität
aus Neuspanien an Karl V und Philipp II um
mitte des 16. Jahrhundert, „ B e i t r ä g e zur mittelamerikanischen V ö l k e r k u n d e " , H a m
burg 1970.
ARTYKUŁ R E C E N Z Y J N Y I OMÓWIENIA
269
n y m w i z j o m w ś r ó d nizinnych M a j ó w (Hallucinatory Drugs and Hobgoblins in the
Maya Lowlands, s. 295-308). D r u g i m godnym odnotowania studium jest w n i k l i w a
analiza j ę z y k a zaklęć magicznych zebranych w X V I I - w i e c z n y m traktacie Hernanda
Ruiza de A l a r c ó n , dokonana przez W i l l i a m a H . F e l l o w e r s a (The Treatises of
Hernando Ruiz de Alarcón, s. 309-355).
Kolejny, V I I I t o m „ T l a l o c a n u " zawiera teksty i n d i a ń s k i e w j ę z y k a c h n á h u a t l ,
p a r u odmianach j ę z y k a maya, totonaco, otomí, mixteco, chatino, tarahumara.
M . L e ó n - P o r t i l l a prezentuje n a s t ę p n y p r z y k ł a d epistolografii n a h u a t l a ń s k i e j ,
p u b l i k u j ą c list I n d i a n — zaniepokojonych p o g ł o s k a m i o zmianie lokalnego u r z ę d n i
ka — do w i c e k r ó l a Nowej Hiszpanii (Carta de los indios de Iguala a don Luis de
Velasco — circo 1593, s. 13-19). Niezwykle ciekawy dokument prawny, odbiegający
c a ł k o w i c i e od s t a n d a r d ó w h i s z p a ń s k i c h (zredagowany w formie relacji z dialogami)
i d o s t a r c z a j ą c y w i e l u informacji na temat szczególnej r o l i kobiety w kontaktach
I n d i a n ze ś w i a t e m z e w n ę t r z n y m , p o d a ł do d r u k u J. L o c k h a r t (Y la Ana lloró:
cesión de un sitio para casa, San Miguel Tocuilan, 1583, s. 21-33). S p o ś r ó d t e k s t ó w
zebranych współcześnie w y m i e n i ć n a l e ż y dwa m i t y C h a m u l ó w z Chiapas, dotyczące
potopu i pierwszych ludzi, opatrzone obszernym komentarzem przez G. H . G o s s e n a (Two Creation texts from Chamula, Chiapas, s. 131-165) oraz m i x t e c k i tekst
mitologiczny k o r e s p o n d u j ą c y z piktograficznym przedstawieniem z Códice V i n d o bonense m ó w i ą c y m o genezie l u d u M i x t e k ó w (T. J. I b a c h, The Man born of
a tree: a Mixtee Origin Myth, s. 243-247).
Aczkolwiek w o m ó w i e n i u t y m odnotowuje się jedynie m a t e r i a ł y ważniejsze,
k t ó r y c h w a r t o ś ć nie ogranicza się w y ł ą c z n i e do aspektu j ę z y k o w e g o , to jednak t r u d
no nie w s p o m n i e ć o n i e w ą t p l i w e j ciekawostce, j a k ą jest n a h u a t l a ń s k i e t ł u m a c z e n i e
czwartej eglogi Wergiliusza, dokonane przez księdza Apolonia M a r t í n e z a y Aguilar
z San Luis P o t o s í i wydane w 1910 r. z okazji stulecia niepodległości M e k s y k u (Poilion napa huicale in Virgilio Maron. Égloga ąuarta de Virgilio, traducida al mexica
no de la Huaxteca Potosina por Apolonio Martínez y Aguilar, s. 35-42).
W ś r ó d d o k u m e n t ó w w j ę z y k u h i s z p a ń s k i m znajduje się m . i n . testament Alonsa
de A x a y a c a t l , potomka w ł a d c ó w Tenochtitlanu, i t o w a r z y s z ą c e m u pisma z w i ą z a n e
z f u n d a c j ą u s t a n o w i o n ą przez z m a r ł e g o (J. M o n j a r á s - R u i z ,
Sobre el testa
mento y la fundación de una capellanía por parte de don Alonso de Axayacatl ca
cique de Iztapalapa, s. 289-321) oraz zespół d o k u m e n t ó w dotyczących działalności
Hernanda Ruiza de A l a r c ó n na polu w a l k i z b a ł w o c h w a l s t w e m w p o c z ą t k a c h
X V I I w. (N. Q u e z a d a, Hernando Ruiz de Alarcón y su persecusión
de
idolatrías,
s. 323-354). Cennym ź r ó d ł e m — p u b l i k o w a n y m już, ale trudno d o s t ę p n y m •— jest
etnograficzny opis Indian A c a x é e ze stanu Durango s p o r z ą d z o n y przez jezuitę ojca
S a n t a r é n na p o c z ą t k u X V I I w . (L. G o n z á l e z R., La etnografía
acaxée de Her
nando de Santarén, s. 355-394).
W tomie V I I I dział s t u d i ó w monograficznych zawiera trzy prace, dwie p o ś w i ę
cone okresowi przedkolonialnemu — identyfikacji postaci w Codex Colombino-Becker i zachodnim granicom I m p e r i u m Azteckiego — oraz obszerne studium w i e r z e ń
i w y o b r a ż e ń mitycznych Indian Trique z Oaxaca z w i ą z a n y c h ze z w i e r z ę t a m i (E. E.
d e H o l l e n b a c h , El mundo animal en el folklore de los triques de
Cópala,
s. 437-490).
T o m I X otwiera a r t y k u ł M . L e ó n - P o r t i l l a p r e z e n t u j ą c y s y l w e t k ę zmar
łego w s p ó ł r e d a k t o r a „ T l a l o c a n u " Fernanda Horcasitasa i jego w k ł a d w wydawanie
czasopisma (Fernando Horcasitas Pimentel (1925-1980) en la historia de Tlalocan,
s. 11-23; wersja ang., s. 25-37). W bloku t e k s t ó w i n d i a ń s k i c h , o b e j m u j ą c y c h t y m r a
zem n á h u a t l , pimana, języki maya, zapoteca i chinanteca, o d n o t o w a ć n a l e ż y przy
najmniej trzy publikacje. Pierwsza to kolejne wersje s ł y n n e g o udramatyzowanego
dialogu m i ę d z y Tepozteco i jego r y w a l a m i , odgrywanego w Tepoztlan w stanie M o -
270
ARTYKUŁ R E C E N Z Y J N Y I OMÓWIENIA
relos, zarejestrowane i podane do d r u k u przez F. K a r t t u n e n i G. W a r a C é s p a d e s (The Dialogue oj el Tepozteco and his Rivals, September, 1977, s. 115-141).
D r u g ą p u b l i k a c j ą jest nowe opracowanie i t ł u m a c z e n i e na angielski zbioru poezji
w j ę z y k u maya z Jukatanu, znanego pod n a z w ą „Pieśni z Dzitbalche", b ę d ą c e g o nie
t y l k o w s p a n i a ł y m zabytkiem literackim, ale j e d n o c z e ś n i e w a ż n y m ź r ó d ł e m wiedzy
o r e l i g i i i mitologii M a j ó w ; autorem p r z e k ł a d u i komentarzy jest M u h r o S. E d m o n s o n (Tfie Songs oj Dzitbálche:
A Literary Commentary, s. 173-208). Trzeci
tekst ma zupełnie odmienny charakter, jest bowiem tyleż opisem synkretycznego
fenomenu — zapoteckiego t a ń c a - p r z e d s t a w i e n i a „ G ł o w a W ę ż a " z p o ł u d n i o w e g o
wschodu Oaxaca — i p r ó b ą w y j a ś n i e n i a jego symboliki, ile r e l a c j ą o b r a z u j ą c ą t r u d
ności, jakie napotyka etnograf w kontaktach z i n f o r m a t o r a m i i l o k a l n y m i w ł a d z a m i
podczas b a d a ń terenowych (Cayuqui E s t a g e N o e l , Danza dialogada huave Olmalndiük, s. 229-248).
DziaT s t u d i ó w monograficznych połączony został w tomie I X z działem d o k u
m e n t ó w w j ę z y k u h i s z p a ń s k i m ze w z g l ę d u na charakter prac, j a k i m i dysponowali
redaktorzy. Faktycznie jednak ż a d n a z p u b l i k o w a n y c h tam prac nie jest t y p o w y m
studium, w y k r a c z a j ą c y m poza komentarz do tekstu ź r ó d ł o w e g o . I tak N . Q u e z a d a
prezentuje dokument i n k w i z y c j i z 1743 r. dotyczący k u l t u M a t k i Boskiej z Cancuc
w ś r ó d I n d i a n Tzeltal, p a t r o n k i a n t y h i s z p a ń s k i c h p o w s t a ń w p o c z ą t k a c h X V I I I w .
(La virgen de Cancuc, s. 303-312). C. N a v a r r e t e podejmuje bliski temat, p o d a j ą c
wykaz d o k u m e n t ó w z w i ą z a n y c h z rebeliami Majów, z n a j d u j ą c y c h się w A r c h i v o
General de Centro America w G w a t e m a l i (Documentos guatemaltecos, s. 314-338).
Warto dodać, iż — j a k podaje autor — spis ten s t a n o w i ć ma część bibliografii wszel
k i c h , a nie t y l k o t y c h n a j s ł y n n i e j s z y c h , w y s t ą p i e ń , rebelii i p o w s t a ń M a j ó w . Prace
nad t y m ogromnie potrzebnym dziełem t r w a j ą w Escuela Nacional de A n t r o p o l o g í a .
Rebelii i n d i a ń s k i e j m a j ą c e j miejsce w Tehuantepec w X V I I w . dotyczą r ó w n i e ż
trzy dokumenty podane do d r u k u przez G. M ü n c h a (Lo rebelión
de Tehuante
pec en 1660, s. 385-395).
A r c h i w a l i a p r e z e n t u j ą jeszcze dwie publikacje, a mianowicie akta procesu
o czarownictwo w ś r ó d Indian Zoque w Chiapas w k o ń c u X V I I I w „ z a w i e r a j ą c e cie
kawe dane na temat s t o s u n k ó w p o m i ę d z y księżmi i i n d i a ń s k i m i czarownikami-cwranderos ( L . M i l l e t C. y G. E s p i n o s a P., Proceso de hechicería formado a los
indios de Sayula y Ostuacán, Chiapas, año de 1798, s. 339-365) oraz tekst L . H . F e 1 d m a n a z w r a c a j ą c y u w a g ę na znaczenie spisów ludności jako w a ż n e g o źródła etnohistorycznego (Counting People: The Late Colonial Padrones of Central America,
s. 397-404).
Bogactwa m a t e r i a ł ó w ź r ó d ł o w y c h , jakie p r z y n o s z ą poszczególne t o m y „ T l a l o canu", nie m o ż n a nie docenić, chociaż w naszym k r a j u fakt ten ma znaczenie t y l k o
dla stosunkowo nielicznej grupy ludzi zainteresowanych i n d o m e k s y k a n i s t y k ą . A l e
wydaje się, że nawet p o b i e ż n y p r z e g l ą d z a w a r t o ś c i ostatnich t o m ó w tego specjalis
tycznego w y d a w n i c t w a , poza f u n k c j ą czysto i n f o r m a c y j n ą , ma t a k ż e walor o g ó l n i e j
szy. Otóż „ T l a l o c a n " jest j e d n y m z w i e l u j u ż dziś p r z y k ł a d ó w czasopisma inter4
4
Do niedawna istniała w ą t p l i w o ś ć , czy Majowie nizinni stosowali ś r o d k i halucy
nogenne w celu w y w o ł y w a n i a proroczych w i z j i , tak j a k to czyniło (i nieraz czyni
nadal) wiele l u d ó w Mezoameryki. Thompson w a r t y k u l e p r z e s ł a n y m do „ T l a l o c a n u "
w 1973 r. wskazuje, że w i z e r u n k i k a r ł o w o t y c h postaci-zjaw p o j a w i a j ą c y c h się w nar
kotycznych transach i na w i e l u zabytkach archeologicznych z Jukatanu świadczyć
m o g ą o stosowaniu h a l u c y n o g e n ó w przez klasycznych i postklasycznych M a j ó w . J u ż
po napisaniu a r t y k u ł u , a częściowo t a k ż e po ś m i e r c i tego wybitnego badacza
(w 1975 r.), opublikowane zostały nowe m a t e r i a ł y (przede wszystkim m a l o w i d ł a na
ceramice) p o t w i e r d z a j ą c e w pełni jego wnioski. Ostatnio i n t e r e s u j ą c ą a n a l i z ę m a
lowideł na ceramice p r z e d s t a w i ł a A . A . B o r o d a t o v a , Proricateli i
żrecy
u drevnich majn, „ S o v e t s k a j a Etnografija", 1: 1984, s. 72-89.
271
ARTYKUŁ R E C E N Z Y J N Y I OMÓWIENIA
dyscyplinarnego, łączącego na swych ł a m a c h z a r ó w n o źródła, j a k i podejścia badaw
cze, u nas (ale przecież nie t y l k o u nas) ciągle jeszcze rozdzielane wedle matuzalem o w y c h s c h e m a t ó w na historyczne, etnograficzne, j ę z y k o z n a w c z e , socjologiczne czy
archeologiczne. Nie chodzi jednak o to, by dyscypliny l i k w i d o w a ć (tak one, j a k
i „ d y s c y p l i n a r n e " czasopisma m a j ą zapewne swój głęboki sens), lecz by ś w i a d o m i e
je p r z e ł a m y w a ć m a j ą c na uwadze w y ł ą c z n i e cel — coraz lepsze poznanie o k r e ś l o n e j
sfery rzeczywistości s p o ł e c z n o - k u l t u r o w e j . A takich sfer i p r o b l e m ó w , gdzie np. et
nograf powinien o p e r o w a ć tzw. ź r ó d ł a m i historycznymi albo archeologicznymi, jest
n i e m a ł o . Nie t y l k o zresztą w amerykanistyce. Sam „ T l a l o c a n " oraz bardzo w i e l u
z p u b l i k u j ą c y c h tam a u t o r ó w d o s t a r c z a j ą d o w o d ó w , j a k iluzoryczne są w gruncie
rzeczy granice wyznaczane przez a k a d e m i c k ą t r a d y c j ę .
Ryszard Tomicki
T H E S H A P I N G OF N A T I O N A L A N T H R O P O L O G I E S ,
nr 1-2, Stockholm, Etnografiska Museet
„ E t h n o s " , v o l . 47:
1982,
C E N T R U M I P E R Y F E R I E : D Y S K U S J A O KSZTAŁTOWANIU A N T R O P O L O G I I
NARODOWYCH
Jak u k s z t a ł t o w a ł y się antropologie w rozmaitych krajach ś w i a t a — p y t a j ą na
ł a m a c h czasopisma „ E t h n o s " Tomas Gerholm i U l f Hannerz, obaj z Departamentu
Antropologii Społecznej Uniwersytetu w Sztokholmie. O o d p o w i e d ź zwrócili się do
a n t r o p o l o g ó w i e t n o g r a f ó w z I n d i i , Polski, Sudanu, B r a z y l i i i Kanady. Jeden z or
g a n i z a t o r ó w dyskusji n a ś w i e t l i ł problem od strony S z w e d ó w . Podsumowanie n a p i s a ł
natomiast antropolog a m e r y k a ń s k i , George W. Stocking Jr. Z uwagi na specyfikę
tego k r a j u , na temat Kanady w y p o w i e d z i a ł o się aż d w ó c h a u t o r ó w .
Ideą, jaka p r z y ś w i e c a ł a szwedzkim organizatorom dyskusji, b y ł o sprowokowanie
wypowiedzi nie tyle o charakterze k r o n i k a r s k i m co analityczno-krytycznym. We
w s t ę p i e Tomas Gerholm i U l f Hannerz w y s u w a j ą dość p r o w o k a c y j n ą tezę, że po
ś r ó d antropologii uprawianych przez uczonych r ó ż n y c h k r a j ó w i n a r o d ó w m o ż n a
w y r ó ż n i ć tak zwane centrum i peryferie. Centrum na antropolog! czno-etnologicznej
mapie ś w i a t a n a u k i to uczeni Wielkiej B r y t a n i i , S t a n ó w Zjednoczonych i Francji,
skupieni w o k ó ł swoich wielkich, obrosłych t r a d y c j ą i d y s p o n u j ą c y c h szeregiem a t u
t ó w o ś r o d k ó w b a d a ń i d y d a k t y k i . Wokół tego potężnego centrum, j a k w o k ó ł oblanego
oceanem l ą d u , rozsiane są archipelagi wysepek pomniejszych antropologii narodowych.
N i e k t ó r e z nich z n a j d u j ą się w pobliżu centralnego kolosa i nawet połączyły się
z n i m mniej lub bardziej t r w a ł y m i mostami k o n t a k t ó w naukowych. Inne n a w i ą z u j ą
z „ k o n t y n e n t e m " k o n t a k t y sporadyczne. Są wreszcie i takie, k t ó r e t r w a j ą w izolacji.
Rzecz jednak charakterystyczna — d o d a j ą skandynawscy uczeni — że kontakty
peryferyjnych antropologii k i e r u j ą się zawsze t y l k o k u centrum, natomiast w ł a ś c i
wie nigdy nie obserwuje się trwalszych w i ę z ó w m i ę d z y poszczególnymi n a r o d o w y m i
antropologiami peryferyjnymi. W k a ż d y m razie k o n t a k t y takie nie m a j ą p o w a ż n i e j
szego znaczenia naukowego. T y l k o w wypadku, gdy jedna z peryferyjnych antro
pologii zostanie z a u w a ż o n a w centrum i jego uczeni z a i n t e r e s u j ą się t y m o d l e g ł y m
o ś r o d k i e m n a u k o w y m , inne antropologie peryferyjne zaczynają t a k ż e k o n c e n t r o w a ć
u w a g ę na swoich prowincjonalnych kolegach zza miedzy. W znakomitej większości
w y p a d k ó w jednak stosunki naukowe m i ę d z y centrum a peryferiami m a j ą kierunek
jednostronny: centrum oddziałuje na peryferie. Nigdy nie dzieje się na o d w r ó t .
Antropolodzy z jednej metropolii centralnej pochłonięci są bowiem przede wszyst
k i m t y m , co dzieje się w ich ś r o d o w i s k u , a n a s t ę p n i e t y m , o czym m ó w i się i pisze
w innej metropolii centralnej. Antropolodzy z peryferii natomiast albo s p o g l ą d a j ą k u
metropoliom centralnym, albo ograniczają się do rodzimych, krajowych p r o b l e m ó w .
W p ł y w y naukowe centrum na peryferyjne antropologie w ę d r u j ą k i l k o m a zasad-
272
ARTYKUŁ R E C E N Z Y J N Y I OMÓWIENIA
niczymi k a n a ł a m i . Przede wszystkim za p o ś r e d n i c t w e m czołowych czasopism, takich
j a k „Man", „ A m e r i c a n Anthropologist", „ A m e r i c a n Ethnologist", „Ethnology",
„ L ' H o m m e " czy nawet „ C u r r e n t Anthropology". Ta ostatnia, m i m o ambicji prezen
towania m i ę d z y n a r o d o w e g o ś r o d o w i s k a , jest •— zdaniem d w u S k a n d y n a w ó w —
w gruncie rzeczy czasopismem a m e r y k a ń s k i m . I n n y m k a n a ł e m w p ł y w ó w s ą po
d r ę c z n i k i pisane i wydawane w centrum, k t ó r y c h antropologie peryferyjne u ż y w a j ą
przez długie lata, n i m d o p r a c u j ą się w ł a s n y c h , co zresztą czasami nigdy nie n a s t ę
puje. Niezmiernie w a ż n y m k a n a ł e m jest z kolei język. Anglojęzyczni i francuscy
antropolodzy, s t u d i u j ą c j a k i e ś zagadnienia, d y s k u t u j ą c i pisząc nie s t a j ą nigdy w o
bec dylematu, j a k i jest u d z i a ł e m ich k o l e g ó w p o c h o d z ą c y c h z n a r o d ó w m a ł y c h l u b
nie m ó w i ą c y c h j ę z y k a m i o zasięgu ś w i a t o w y m . Dla kogo bowiem wtedy pisać? Czy
dla nielicznej grupy w ł a s n y c h r o d a k ó w czy t e ż — r e z y g n u j ą c z m o w y ojczystej —
p r ó b o w a ć w y c h o d z i ć na f o r u m m i ę d z y n a r o d o w y c h ś r o d o w i s k naukowych? Zdarza
się zatem, że w peryferyjnej antropologii rodzimy język przeznacza się dla celów
popularyzatorskich, a dzieła akademickie t ł u m a c z y się od razu na k t ó r y ś z j ę z y k ó w
ś w i a t o w y c h . W t a k i m języku zaczyna się t e ż w y d a w a ć czasopisma naukowe
Pod
czas gdy zatem cała naukowa i popularyzatorska l i t e r a t u r a z metropolii antropolo
gicznego centrum jest d o s t ę p n a reszcie w y k s z t a ł c o n y c h ś r o d o w i s k a ś w i a t a , m a ł e
antropologie peryferyjne w a l c z y ć m u s z ą d r o g ą mozolnych nieraz t ł u m a c z e ń o to,
by czytano ich chociażby n a j w a ż n i e j s z e publikacje. I tak zresztą — j a k z a u w a ż a j ą
zgryźliwie szwedzcy autorzy w s t ę p u — zdarza się, że p r z e t ł u m a c z o n e na j ę z y k ś w i a
t o w y dzieło nie jest wolne od prawie nieuniknionych p o t k n i ę ć j ę z y k o w y c h . J u ż
w s z a k ż e ten t y l k o jedyny fakt s k ł a n i a nieraz r e c e n z e n t ó w z centrum do l e k c e w a ż e
nia danej publikacji.
Powszechna znajomość j ę z y k a angielskiego czy francuskiego u ł a t w i a uczonym
z o ś r o d k ó w peryferyjnych k o n t a k t y z metropoliami centrum. Nie ma natomiast c z ę
s t o k r o ć wzajemnej możliwości swobodnego skontaktowania się w k t ó r y m ś z j ę z y
k ó w peryferyjnych m i ę d z y dwoma m a ł y m i o ś r o d k a m i n a r o d o w y m i . Dodajmy od
siebie, że jeżeli nawet sam kontakt osobisty n a u k o w c ó w z o ś r o d k ó w peryferyjnych
jest m o ż l i w y przy użyciu j ę z y k a trzeciego, znanego powszechnie w obu krajach, to
wzajemne p i ś m i e n n i c t w o naukowe jest na ogół m a ł o przyswajane. Nawet w ó w c z a s ,
gdy w czasie oficjalnych s p o t k a ń obie strony nader kurtuazyjnie usiłują siebie za
p e w n i ć , że jest inaczej .
W kontaktach metropolii centralnych z peryferiami rysuje się z r e g u ł y ta sama
sytuacja: uczeni z centrum w y r u s z a j ą do peryferyjnych o ś r o d k ó w i u n i w e r s y t e t ó w ,
a ż e b y t a m n a u c z a ć . Natomiast przedstawiciele peryferii u d a j ą się do centrum w y
łącznie po to, aby się czegoś n a u c z y ć . Po powrocie do swojej ojczyzny c h ę t n i e nie
raz o d g r y w a j ą u siebie rolę założycieli czy i n i c j a t o r ó w b a d a ń w danym k i e r u n k u .
L u b t e ż jako „młodzi gniewni", przyjeżdżają z metropolii n a ł a d o w a n i n o w y m i ide
ami, stając w absolutnej opozycji do wszystkiego, co u siebie w domu zastali. Gerholm i Hannerz złośliwie p r z y r ó w n u j ą rozmowy, jakie niekiedy p r o w a d z ą m i ę d z y
sobą antropolodzy z r ó ż n y c h o ś r o d k ó w peryferyjnych do w s t ę p n y c h k o n t a k t ó w t r a
dycyjnych t u b y l c ó w australijskich. Jak s p o t y k a j ą c y się wzajemnie aborygeni u s i ł u
j ą wzajemnie z i d e n t y f i k o w a ć p r z y n a l e ż n o ś ć k l a n o w ą obcego, tak d w u przedstawio2
1
„ E t h n o s " publikowany jest w y ł ą c z n i e po angielsku. Autorzy w s t ę p u zauwa
żają, że w p r z e c i w i e ń s t w i e do a n t r o p o l o g ó w szwedzcy historycy nie o d c z u w a j ą
b r a k u f o r u m naukowego, gdy p u b l i k u j ą w swoim j ę z y k u ojczystym.
Dość t y p o w y m p r z y k ł a d e m są t u pozornie ożywione k o n t a k t y e t n o g r a f ó w
polskich i w ę g i e r s k i c h . Ale tak samo wzajemna wiedza o publikacjach i w y n i k a c h
b a d a ń e t n o g r a f ó w Polski i NRD bywa z a s k a k u j ą c o nieraz uboga, mimo że obsza
r y Europy Ś r o d k o w e j są wprost stworzone do w s p ó l n y c h b a d a ń uczonych z s ą s i a
d u j ą c y c h ze sobą k r a j ó w .
2
ARTYKUŁ R E C E N Z Y J N Y I OMÓWIENIA
273
nych sobie uczonych z miejsca stara się określić swoje p o g l ą d y naukowe w y m i e
n i a j ą c nazwiska zamorskich, w s p ó l n y c h m i s t r z ó w .
Nie ulega w ą t p l i w o ś c i , że na antropologie narodowe pewnych o b s z a r ó w w sensie
poszczególnych* szkól i k i e r u n k ó w centrum w y w a r ł o w p ł y w p r z e m o ż n y . M ó w i się
o w p ł y w i e „szkoły manchesterskiej" na a n t r o p o l o g ó w społecznych' w Izraelu lub —
generalnie — o w p ł y w a c h brytyjskich uczonych na wszystkie kraje Commonwealthu.
Ale nawet o konkretnych uczelniach, jak w w y p a d k u Sudanu, gdzie ostatnio i s t o t n ą
r o l ę o d e g r a ł y uniwersytety z d w u k r a j ó w europejskich: angielski z H u l l i norweski
z Bergen. Powszechnie stwierdza się np., że anglofońscy antropolodzy z Kanady
pozostają pod silnym w p ł y w e m USA, natomiast frankofońscy Kanadyjczycy wpatrze
n i są w P a r y ż , że Francja oddziałuje na o ś r o d k i s t u d i ó w antropologicznych w B r a
zylii i t p . Czy jednak ma r a c j ę jeden z indyjskich a n t r o p o l o g ó w , k t ó r y uskar
ża się, że brak tzw. ś w i a t o w e j społeczności naukowej w antropologii. Taka w s p ó l
nota łączyć m o ż e jakoby t y l k o uczonych n a r o d ó w bogatych, a nauka n a r o d ó w bied
nych musi się bogatym partnerom p o d p o r z ą d k o w a ć . Autorzy w s t ę p u i zarazem
inicjatorzy dyskusji u w a ż a j ą , że nie n a l e ż y d e m o n i z o w a ć u k ł a d u centrum-peryferie
w antropologii. Ostatecznie centralne ośrodki naukowe d a j ą s w o j ą m y ś l o ś r o d k o m
peryferyjnym, a od tych ostatnich zależy, jak w y k o r z y s t a j ą obce idee. Przeniesione
na inny g r u n t nowości m o ż n a istotnie n a ś l a d o w a ć w sposób niewolniczy i p o w i e l a ć
w stylu z a ś c i a n k o w y m . Lecz m o ż n a t a k ż e t w ó r c z o p o ś r e d n i c z y ć m i ę d z y r o d z i m y m
ś r o d o w i s k i e m uczonych a o ś r o d k a m i za g r a n i c ą . Prowincjonalizm zresztą m o ż e prze
j a w i ć się w peryferyjnym ś r o d o w i s k u narodowej antropologii poprzez rozdymane
przesadnie i zmistyfikowane p o s ł a n n i c t w o „ w ł a s n e j " drogi, pozostającej w opozycji
do reszty ś w i a t a , najczęściej wskutek poczucia w ł a s n e j niższości.
Dziś nadal prowadzenie b a d a ń terenowych przez uczonych centrum na obsza
rach n i e k t ó r y c h k r a j ó w peryferyjnych bywa płaszczyzną n a p i ę ć m i ę d z y cudzoziem
skim antropologiem a miejscowymi ś r o d o w i s k a m i n a u k o w y m i . Ale przecież stan ten
nie musi t r w a ć wiecznie. Może z czasem obcy badacz zrozumie potrzeby peryferii.
Dość dużo u w a g i poświęcają dalej autorzy w s t ę p u zagadnieniu, czy m o ż n a m ó
w i ć o j a k i c h ś typowych cechach narodowych danej antropologii. Na pozór ł a t w o
o to w w y p a d k u Wielkiej B r y t a n i i czy Francji, trudniej już będzie z A m e r y k a n a m i .
Lecz w rzeczywistości u poszczególnych uczonych czy grup n a u k o w c ó w m o ż n a za
o b s e r w o w a ć cechy p o s t ę p o w a n i a badawczego i interpretacji takie, jakie z w y k ł o się
k o j a r z y ć z z u p e ł n i e i n n y m etnicznie ś r o d o w i s k i e m . Tak zwane „cechy narodowe"
poszczególnych ś r o d o w i s k naukowych w y n i k a j ą często po prostu ze specyfiki po
litycznej, w jakiej dana grupa uczonych działa. Są jednak pewne rysy charakteru,
k t ó r e trudno sobie t ł u m a c z y ć b e z p o ś r e d n i m i u w a r u n k o w a n i a m i politycznymi czy
historycznymi. Na p r z y k ł a d o ile we Francji m i ę d z y d y s c y p l i n a r n e podejście do
przedmiotu b a d a ń wydaje się nader popularne, w Szwecji m i ę d z y poszczególnymi
dyscyplinami u t r z y m u j ą się nadal sztywne bariery.
Zjawisko centrum i peryferii daje się z a o b s e r w o w a ć t a k ż e i w poszczególnych
antropologiach narodowych. Centrum w danym k r a j u to będzie w a ż n y , stołeczny
uniwersytet, j a k np. Jawaharlal Nehru University w New Delhi, seminarium w y b i t
nego profesora, czy wreszcie o ś r o d e k naukowy, k t ó r y ma szczególnie dobre p o w i ą
zania i u k ł a d y z centralnym aparatem w ł a d z y .
Co jednak oznacza dla nas t e r m i n antropologia? Gerholm i Hannerz r y z y k u j ą
twierdzenie, że klasyczna, X I X - w i e c z n a koncepcja rodem z Londynu i P a r y ż a , obej
m u j ą c a a n t r o p o l o g i ę fizyczną, archeologię, j ę z y k o z n a w s t w o i studia nad dzisiejszą
rzeczywistością k u l t u r o w ą wyznawana jest obecnie t y l k o w sposób deklaratywny.
Ostatnim jakoby w y b i t n y m uczonym, k t ó r y rzeczywiście w sposób kompetentny
działał swobodnie w tych wszystkich dziedzinach n a u k i , był Franz Boas. W pozosta
ł y c h ś r o d o w i s k a c h europejskich utrzymuje się nadal w y r a ź n y podział na e t n o g r a f i ę ,
a n t r o p o l o g i ę społeczną lub k u l t u r o w ą oraz na archeologię, j ę z y k o z n a w s t w o i an
ią — Etnografia Polska 29/2
ARTYKUŁ R E C E N Z Y J N Y I OMÓWIENIA
tropología fizyczną. Do tradycji europejskiej nauki kontynentalnej n a l e ż y t a k ż e po
dział na to, co Niemcy n a z y w a j ą Volkskunde, i to, co o k r e ś l a j ą jako V ö l k e r k u n d e .
0 ile u źródeł V ö l k e r k u n d e znalazły się odkrycia podróżnicze, to Volkskunde jest
produktem nacjonalizmu kulturowego. Niezbyt k l a r o w n a pod t y m w z g l ę d e m sytua
cja panuje w ś r o d o w i s k a c h naukowych szeregu k r a j ó w postkolonialnych. Klasyczna
antropologia europejska miesza się t u z socjologią. Czasami ciąży na niej zarzut
n a u k i ery kolonialnej. W takich krajach, j a k Brazylia, Sudan czy Indie, przedmio
tem b a d a ń są w ł a s n e ludy. Uczeni l o k a l n i nie p r o w a d z ą eksploracji antropologicz
nych poza granicami swoich p a ń s t w . Wobec tego charakter nauki, j a k ą się tam
uprawia lub p r ó b u j e u p r a w i a ć , zbliżony jest czasem do socjologii, a niekiedy w r ę c z
do dawnego, europejskiego ludoznawstwa, Volkskunde. Dodajmy od siebie, że na
przeszkodzie badaniom ludoznawczym rodzimych uczonych czy k r a j o z n a w c ó w obsza
r u postkolonialnego stają silne kompleksy niższości, wstyd wobec rodzimej „nędzy
1 zacofania", j a k ż e przecież typowe t a k ż e i dla w i e l u bardziej przez los u p o ś l e d z o
nych ś r o d o w i s k europejskich.
W krajach centrum ś r o d o w i s k i e m t w o r z ą c y m a n t r o p o l o g ó w b y ł a tradycyjnie
r z e c z y w i s t o ś ć kolonialna. Dotyczyło to nie t y l k o A n g l i i . W Holandii z d a w n y m i m
p e r i u m kolonialnym w i ą z a ł a się tak zwana szkoła lejdejska. A l e ponadto — rzecz
ciekawa — dobrymi antropologami są przedstawiciele lokalnych grup mniejszościo
wych. Autorzy w s t ę p u p o d a j ą t u jako p r z y k ł a d w i e l u a n t r o p o l o g ó w pochodzenia
ż y d o w s k i e g o . Przypomnijmy ze swej strony B r o n i s ł a w a Malinowskiego, człowieka
d w u rzeczywistości k u l t u r o w y c h , a t a k ż e w i e l u e m i g r a n t ó w z Europy ś r o d k o w o -wschodniej. B y w a j ą jednak kraje, w k t ó r y c h praktycznie kończyli studia z r e g u ł y
niemal t y l k o przedstawiciele miejscowych w a r s t w uprzywilejowanych. W Indiach
znane jest jakoby pojęcie „antropologii b r a m i ń s k i e j " , k t ó r a z obfitością r o z w a ż a ń
teoretycznych łączy zwykle minimalne d a w k i opisu konkretnej sytuacji k u l t u r o w e j .
Pewne analogie m o ż n a dostrzec r ó w n i e ż pod t y m w ę g l ę d e m w k r ę g a c h naukowych
n i e k t ó r y c h k r a j ó w latynoskich.
O ś r o d k i antropologiczne o d n a w i a j ą i o d m ł a d z a j ą swoje szeregi poprzez studia.
Istnieje t u znaczna r o z m a i t o ś ć w systemach szkolenia m ł o d y c h a d e p t ó w . A u t o r z y
w s t ę p u z w r a c a j ą u w a g ę na dystans m i ę d z y muzeami a o ś r o d k a m i uniwersyteckimi
w y n i k a j ą c y z odmiennych celów badawczych i funkcji. Z a u w a ż a j ą , że w ś r ó d metro
p o l i i centralnych muzea we Francji m a j ą duży udział w tworzeniu oblicza antropo
logii. W k r a j u t y m zdarza się też, że uniwersytety u s t ę p u j ą czasem w a ż n i e j s z y m od
nich o ś r o d k o m badawczym, subsydiowanym przez r z ą d . W ś r ó d antropologii i etno
logii peryferyjnych, omawianych w dyskusji „ E t h n o s u " autorzy szwedzcy w s k a z u j ą
na P o l s k ę , gdzie pozycja m u z e ó w jest niezaprzeczalnie w a ż n a .
Wokół b a d a ń terenowych a n t r o p o l o g ó w n a r o s ł o sporo kontrowersyjnych p o g l ą
dów. Autorzy w s t ę p u nadal jednak s k ł o n n i są u z n a w a ć je za rodzaj probierza, czy
dana antropologia narodowa jest silna czy słaba. P r o p o n u j ą poszczególnym ś r o d o
w i s k o m n u k o w y m , by same sobie z a d a ł y k i l k a p y t a ń , a mianowicie:
Czy u w a ż a m y badania terenowe za n i e z b ę d n e , czy też t y l k o za co n a j w y ż e j
godne zalecenia? A może sądzimy, że są zbyteczne i że w r ę c z r o z p r a s z a j ą u w a g ę
uczonego? Jak oceniamy p o s ł u g i w a n i e się cudzymi w y n i k a m i b a d a ń terenowych t y p u
etnograficznego? Czy m o ż n a czegokolwiek d o k o n a ć w antropologii bez etnograficz
nych b a d a ń terenowych?
Przy u w z g l ę d n i a n i u r o s n ą c y c h t r u d n o ś c i w docieraniu do pozaeuropejskich
o b s z a r ó w b a d a ń , k ł o p o t ó w finansowych i zastrzeżeń przeciw zbyt ciasno pojmowa
n y m badaniom w terenie autorzy w s t ę p u p r z e s t r z e g a j ą przed p u ł a p k a m i czysto gabinetowo-bibliotecznych s t u d i ó w . Zwłaszcza w w y p a d k u odległych, egzotycznych k u l
tur. O s t r z e ż e n i e m niech będzie fragment recenzji pióra T. Turnera, k t ó r y na ł a m a c h
„ A m e r i c a n Anthropologist" bezceremonialnie rozprawia się z zachodnioniemieckim
275
ARTYKUŁ R E C E N Z Y J N Y I OMÓWIENIA
studium r e l i g i i p o ł u d n i o w o a m e r y k a ń s k i c h Indian grupy Tukano. Pisze on, że k s i ą ż k a
Die Religion der Tukano zmusza do głębszej refleksji nad n i e p o k o j ą c y m stanem
antropologii k u l t u r o w e j w Niemczech i w pewnych krajach Europy Ś r o d k o w e j . B r a k
w nich z r e g u ł y f u n d u s z ó w na w y s y ł a n i e a b s o l w e n t ó w oraz m ł o d y c h p r a c o w n i k ó w
naukowych w teren, co w rezultacie pozwala w y ł ą c z n i e na pisanie tego rodzaju
„ s t u d i ó w bibliotecznych". Cóż, kiedy aparat naukowy — kontynuuje recenzent —
w j a k i uniwersytet w y p o s a ż y ł swoich a b s o l w e n t ó w , jest tak p r z e s t a r z a ł y , p r o w i n
cjonalny i reakcyjny w p o r ó w n a n i u z w y m o g a m i francuskiej, brytyjskiej czy ame
r y k a ń s k i e j antropologii, że ludzie ci nie są w stanie później n a k r e ś l i ć jakiegokolwiek
problemu naukowego na podstawie danych, k t ó r y m i d y s p o n u j ą . Młodzi uczeni nie
m a j ą możliwości prowadzenia b a d a ń terenowych w t y m okresie, w k t ó r y m formuje
się ich osobowość naukowa. Brakuje i m k o n t a k t u z n a j n o w s z ą l i t e r a t u r ą antropolo
giczną a m e r y k a ń s k ą , a n g i e l s k ą czy f r a n c u s k ą . Owe b r a k i w p o ł ą c z e n i u z „ p r o w i n
c j o n a l n ą jałowością niemieckiej szkoły kulturowo-historycznej" skazują większość
m ł o d y c h e t n o l o g ó w niemieckich na pisanie takich w ł a ś n i e prac, j a k owe studium
r e l i g i i Tukano. A m e r y k a n i n wskazuje, że jest to wielka strata nie t y l k o dla niefor
t u n n y c h a u t o r ó w , ale i dla całej m i ę d z y n a r o d o w e j społeczności a n t r o p o l o g ó w .
Szwedzcy autorzy w s t ę p u u w a ż a j ą w k a ż d y m razie, że najlepsi z gabinetowych
t e o r e t y k ó w mieli zazwyczaj za sobą t a k ż e okresy solidnych, w ł a s n y c h b a d a ń tere
nowych.
P r z e g l ą d wypowiedzi przedstawicieli antropologii peryferyjnych uszeregowali or
ganizatorzy dyskusji dość dziwnie, p r z e p l a t a j ą c a r t y k u ł y napisane przez a u t o r ó w
z k r a j ó w Trzeciego Ś w i a t a z w y s t ą p i e n i a m i d y s k u t a n t ó w w y w o d z ą c y c h się ze ś r o
dowisk o starej kulturze europejskiej. Być może chodziło o zaakcentowanie, iż to,
co wszystkich łączy, jest na d o b r ą s p r a w ę w y ł ą c z n i e stosunkiem do antropologicz
nego centrum.
W swoim o d w a ż n y m i szczerym artykule o stanie antropologii i socjologii w I n
diach Satish Saberwal z Jawaharlal University w New Delhi w y j a ś n i a , że rodzime,
stare tradycje cywilizacyjne P ó ł w y s p u Indyjskiego nie o d e g r a ł y ż a d n e j r o l i w t w o
rzeniu się w pierwszym 25-leciu naszego w i e k u s t u d i ó w socjologicznych i antro
pologicznych w tej części A z j i . U ich podłoża z n a j d o w a ł y się potrzeby B r y t y j c z y k ó w
s p r a w u j ą c y c h nad I n d i a m i w ł a d z ę . Orientaliści, misjonarze i administratorzy b r y
tyjscy sprawili, że obie dyscypliny uprawiano na trzech kolonialnych uniwersy
tetach, w Kalkucie, Bombaju i Lucknow. Ich personel akademicki niekiedy nawet
osiągał pewien p r e s t i ż naukowy z a g r a n i c ą już z samego t y t u ł u s t u d i ó w nad spo
łecznościami subkontynentu owianego w Europie a t m o s f e r ą egzotyki. W rzeczywi
stości jednak przy raczej skromnych ś r o d k a c h finansowych prowadzono dość przy
padkowe badania terenowe drobnych społeczności plemiennych pod k ą t e m osobli
wości ich p r y m i t y w n y c h k u l t u r . A l e po uzyskaniu niepodległości w y d a w a ł o się,
że indyjska antropologia i socjologia n a b i o r ą niespotykanego impetu. P o c z y n a j ą c
od lat 50-tych impulsem burzliwego rozwoju s t a ł y się wielkie badania amery
k a ń s k i e prowadzone nad złożonymi społecznościami chłopskimi A z j i P o ł u d n i o w e j
i z w i ą z a n e z n i m i stypendia udzielane m ł o d y m naukowcom i n d y j s k i m przez USA,
A n g l i ę i A u s t r a l i ę . P o c z ą t k o w o j e d y n y m wzorem b y ł y uniwersytety brytyjskie. Te
raz do I n d i i p o w r a c a j ą absolwenci u n i w e r s y t e t ó w w Chicago i Canberze. W r o k u
1977 na 50 uniwersytetach indyjskich i w szeregu szkół t y p u college nadawano
t y t u ł y m a g i s t r ó w socjologii i antropologii. N a p ł y w p i e n i ę d z y z zagranicy rozbu
dził nadzieje na awans poprzez studia. A m b i t n i , ubodzy rodzice m i e l i przed ocza
m i stereotyp biednego, pilnego młodzieńca, z d o b y w a j ą c e g o w i e d z ę i uczącego się
wieczorami przy świetle l a t a r n i ulicznej. Lecz nie starczyło teraz już miejsc na
s
3
T. T u r n e r , Review oj Bódiger,
thropologist", v o l . 72: 1970, s. 418-420.
Die Religion
der
Tukano,
„American A n
276
ARTYKUŁ R E C E N Z Y J N Y I OMÓWIENIA
wielkomiejskich uniwersytetach. Poszczególne o k r ę g i prowincjonalne d o m a g a ł y się
w ł a s n y c h uczelni. Tworzono zatem prowincjonalne uniwersytety i ośrodki badaw
cze. Z a p a ł ich t w ó r c ó w w y c z e r p y w a ł się najczęściej na budowie g m a c h ó w i w y
p o s a ż a n i u ich biur w nowoczesny s p r z ę t techniczny. Nie dbano o biblioteki, na
k t ó r e z r e s z t ą nie s t a r c z a ł o f u n d u s z ó w . Tak w i ę c w p r z e c i w i e ń s t w i e do w i e l k i c h
u n i w e r s y t e t ó w w metropoliach indyjskich, gdzie studia w dużych, nieźle w y p o
s a ż o n y c h bibliotekach u z u p e ł n i a ł a ogólna atmosfera t ę t n i ą c e g o życiem w i e l o m i l i o
nowego skupiska ludzkiego, na uczelniach prowincjonalnych student s t a w a ł przed
mniejszymi m o ż l i w o ś c i a m i i w y m o g a m i . W sennym, n i e w i e l k i m o ś r o d k u wszyscy
się znali i p o w i ą z a n i b y l i l o k a l n y m i u k ł a d a m i . Do uzyskania absolutorium w y
s t a r c z y ł o w y k u ć p a r ę d o s t ę p n y c h p o d r ę c z n i k ó w . Gromada tych prowincjonalnych
socjologów znalazła zatrudnienie w m n o ż o n y c h w nieskończoność agencjach r z ą
dowych, lecz n i k t nie dbał o j a k o ś ć pracy, j a k ą w y k o n y w a l i . Ci z nich, k t ó r z y
w y s t ę p o w a l i z a g r a n i c ą , nazywali siebie antropologami, b a d a j ą c y m i b ą d ź co b ą d ź
egzotyczne dla reszty ś w i a t a społeczności w ł a s n e j ojczyzny. Po powrocie do I n d i i
stawali się na p o w r ó t socjologami. Absolwenci s ł y n n y c h u n i w e r s y t e t ó w zagranicz
nych koncentrowali się na sprawach administracyjnych, organizowaniu swoich
katedr, n a w i ą z y w a n i e m s t o s u n k ó w z w ł a d z a m i i a u t o r e k l a m ą . Na ogół nie s t a r c z a ł o
i m już czasu na spokojne wypracowywanie metod badawczych i łączenie zdobytej
z a g r a n i c ą wiedzy z realiami ojczystego k r a j u .
Pozornie n a ś l a d o w a n o najlepsze wzory Zachodu, lecz w sposób r ó w n i e m a ł o
efektywny, co wygodny dla ś r o d o w i s k naukowych. I tak np. wzorem antropologii
zachodnich zaczęto p r o w a d z i ć badania w ł a s n y c h społeczności na p r o w i n c j i . Zda
niem Saberwala nie zastosowano tutaj — wzorem o ś r o d k ó w zachodnich — za
sady poddawania w y n i k ó w surowej krytyce i dyskusji. W r ę c z przeciwnie, takie
badania społeczności prowincjonalnych przez w y w o d z ą c e g o się z danego o k r ę g u
wiejskiego czy miasteczka antropologa k o ń c z y ł y się na opisie krajoznawczym, bez
szerszego tła kulturowego, bez głębszej refleksji, bez p r ó b p o r ó w n a ń . U s i ł o w a n i e
natomiast przenoszenia z Zachodu zasady, że „ w y g r y w a najlepszy", raz po raz
koliduje z p o l i t y k ą promowania k a n d y d a t ó w , k t ó r z y l e g i t y m u j ą się d a w n ą przy
należnością do kasty o tradycyjnie n i s k i m statusie. A u t o r zarzuca antropologii
i socjologii indyjskiej, że powierzchownie p r z e n o s z ą te wzorce n a u k i zachodniej,
k t ó r e są wygodne dla miejscowego establiszmentu i p o m a g a j ą w robieniu kariery,
przy ł a g o d z e n i u k r y t e r i ó w jakości. Nie bez racji daje zatem swojemu a r t y k u ł o w i
p o d t y t u ł „ N i e p e w n e transplantacje".
N a s t ę p n y autor, A b d a l Ghaffar M . A h m e d z uniwersytetu w Chartumie, w ar
tykule p r z e d s t a w i a j ą c y m dzieje rozwoju b a d a ń antropologicznych w Sudanie i ich
stan obecny, ma znacznie mniej samokrytycyzmu. W gruncie rzeczy zarzuty k i e
ruje w y ł ą c z n i e pod adresem dawnych w ł a d z kolonialnych w Sudanie, a ponadto
atakuje e u r o - a m e r y k a ń s k i c h a n t r o p o l o g ó w działających w t y m k r a j u oraz kolejne
s u d a ń s k i e ekipy r z ą d o w e . Jego w y w o d y w y m a g a j ą od czytelnika uprzedniej znajo
mości r e a l i ó w tego k r a j u , rozległego terytorialnie, lecz stosunkowo słabo zaludnio
nego i bardzo zacofanego cywilizacyjnie. P ó ł n o c n a , zarabizowana i zislamizowana
część Sudanu żyła od w i e k ó w w cieniu Egiptu tak pod w z g l ę d e m politycznym, jak
i k u l t u r o w y m . P o ł u d n i o w e obszary, zamieszkane przez pierwotne, c i e m n o s k ó r e ludy,
b y ł y t r a d y c y j n y m terenem r a j d ó w niewolniczych z północy. Oba te obszary w spo
sób dość sztuczny weszły w s k ł a d k o n d o m i n i u m anglo-egipskiego, w k t ó r y m —• rzecz
jasna — o wszystkim ostatecznie decydowali Brytyjczycy. A u t o r s u d a ń s k i w ogóle
o t y m nie wspomina, p o s t a n a w i a j ą c r o z p a t r y w a ć a n t r o p o l o g i ę w swoim k r a j u
z p u n k t u widzenia e t y k i i ideologii badacza.
Nie bez r a c j i dowodzi Abdel Ghaffar, że w okresie 1910-1956 brytyjska a d m i
nistracja kolonialna albo sama p o s i a d a ł a uniwersyteckie przygotowanie antropolo-
ARTYKUŁ R E C E N Z Y J N Y I OMÓWIENIA
277
giczne, albo też k o r z y s t a ł a z pomocy takich w y b i t n y c h a n t r o p o l o g ó w , j a k Seligman, Evans-Pritchard, Nadel i Lienhard. Uczeni ci badali przede wszystkim ple
miona p o ł u d n i o w e , j a k Azande, A n u a k i Nuer, i autor przyznaje, że spod ich
p i ó r a wyszły w ó w c z a s dzieła o w y b i t n y c h walorach naukowych.
Równocześnie
jednak S u d a ń c z y k z a u w a ż a , że p o ł u d n i e stało się niejako poligonem dla wypraco
wania n a j w ł a ś c i w s z y c h metod r z ą d z e n i a k r a j e m przez k o l o n i z a t o r ó w .
W d r u g i m okresie, w latach 1956-1971, a więc już po uzyskaniu niepodległości,
nadal u t r z y m y w a ł się w p ł y w na życie naukowe k r a j u uniwersytetu w Oksfordzie,
a a n t r o p o l o g i ę w Chartumie w y k ł a d a l i cudzoziemscy profesorowie na wydziale
ekonomiki i nauk społecznych. W t y m czasie r o ś n i e zainteresowanie t a k ż e i luda
m i p ó ł n o c y Sudanu, powstaje k i l k a i n t e r e s u j ą c y c h o p r a c o w a ń na ten temat. T y m
niemniej angielscy antropolodzy nadal p r a c u j ą jakoby w d a w n y m , kolonialnym
stylu, nie p o t r a f i ą się w ł ą c z y ć do p r o g r a m ó w p o l i t y k i rozwojowej, nie znają arabszczyzny na tyle, by m ó c śledzić n u r t dyskusji, jakie toczą się w s u d a ń s k i c h śro
dowiskach inteligenckich i w l o k a l n y m świecie p o l i t y k ó w .
N a l e ż a ł o b y zatem oczekiwać, że okres po r o k u 1971, t r w a j ą c y do dziś, daje
autorowi a r t y k u ł u w i ę c e j satysfakcji. Dowiadujemy się bowiem, że na samym t y l k o
uniwersytecie w Chartumie w departamencie antropologii i socjologii pracuje 11 su
d a ń s k i c h a b s o l w e n t ó w uczelni Zachodu, że liczba s t u d e n t ó w tych dyscyplin do
chodzi do 200 osób, a departament u m o ż l i w i a i m uzyskanie t y t u ł ó w magistra i do
ktora antropologii w zakresie rozwoju i socjologii wsi. A n t r o p o l o g i ę w y k ł a d a się
t a k ż e w chartumskim oddziale Uniwersytetu Kairskiego i na Uniwersytecie M u z u ł
m a ń s k i m , a ponadto na uczelniach Juba i Gezira. Dawnych w y k ł a d o w c ó w z Oksfor
du zastąpili ich koledzy z Cambridge, a ponadto n a w i ą z a n o kontakty z uniwersy
tetem w H u l l i w Bergen, konkretnie zaś z t a m t e j s z ą szkołą Fredrika Bartna.
Rozpoczął się o d w ó r t od analizy strukturalno-funkcjonalnej. P o d j ę t o p r ó b y w p r o
wadzania marksizmu. W miejsce obserwacji t o w a r z y s z ą c e j postanowiono w p r o w a
dzać o b s e r w a c j ę i n t e r w e n i u j ą c ą . A u t o r nie pisze niestety, na czym polegają te
elementy marksizmu w pracy a n t r o p o l o g ó w , ani też po czyjej stronie i n t e r w e n i u j ą
oni o b s e r w u j ą c p o l i t y k ę w ł a d z r e a l i z o w a n ą wobec ich w s p ó ł r o d a k ó w na wsi. T w i e r
dzi t y l k o , że antropologia w Sudanie, n i e g d y ś n a r z ę d z i e kolonializmu, została przez
rodzimych a n t r o p o l o g ó w p r z e m y ś l a n a na nowo i zmodyfikowana.
Cóż, kiedy kolejne ekipy r z ą d z ą c e Sudanem n i e p o d l e g ł y m zdają się zupełnie
n i e d o c e n i a ć w a l o r ó w moralnych i kompetencji merytorycznych rodzimych antropo
logów z Chartumu-. A u t o r y t e t e m w ich oczach nadal się cieszą w y ł ą c z n i e obcy
eksperci, przede wszystkim zaś ci, k t ó r z y są c z ł o n k a m i wielonarodowych agencji
rozwojowych ONZ. Zdaniem Abdela Ghaffara część tych obcych e k s p e r t ó w to
młodzi pracownicy naukowi, k t ó r z y w ten sposób u z y s k u j ą zezwolenie na bada
nia terenowe w Sudanie, o t r z y m u j ą d o s t ę p do poufnych d o k u m e n t ó w p a ń s t w o
w y c h (pilnie s t r z e ż o n y c h wobec a n t r o p o l o g ó w rodzimych) i n a s t ę p n i e piszą swoje
dysertacje naukowe, d b a j ą c o w ł a s n e kariery, a nie troszcząc się zbytnio o faktycz
ne doradztwo. Drudzy, bardziej perfidni, p r z y b y w a j ą do Sudanu niekiedy po raz
pierwszy w życiu, lecz z miejsca o d g r y w a j ą r o l ę e k s p e r t ó w . Na pobyt w Sudanie
p o ś w i ę c a j ą zwykle zaledwie p a r ę tygodni, d o k o n u j ą p o b i e ż n y c h o b j a z d ó w tereno
wych, c h ę t n i e w y p o ż y c z a j ą od swoich s u d a ń s k i c h k o l e g ó w m a n u s k r y p t y prac. by
w k r ó t c e po w y j e ź d z i e do ojczyzny p u b l i k o w a ć w y n i k i swoich domniemanych ba
d a ń . Z r e g u ł y l o j a l n i w y ł ą c z n i e wobec a n g a ż u j ą c y c h ich agencji m i ę d z y n a r o d o
wych, są zupełnie obojętni na interesy ludności lokalnej, w sprawie k t ó r e j zabie
r a j ą autorytatywnie głos. S u d a ń c z y k przyznaje, że dla owych zagranicznych ekspert ó w - a n t r o p o l o g ó w udział w m i ę d z y n a r o d o w e j ekipie b y w a nawet l u k r a t y w n y , acz
z drugiej strony trudno od nich nawet oczekiwać, by ich głos liczył się w sprawie
takiego czy innego p r o j e k t u rozwojowego. M i ę d z y n a r o d o w e organizacje a n g a ż u j ą
278
ARTYKUŁ R E C E N Z Y J N Y I OMÓWIENIA
w s k ł a d swoich ekip antropologa społecznego t r a k t u j ą c go raczej jako element
dekoracyjny, a nie by w y s ł u c h i w a ć jego opinii. J e d y n ą korzyścią z p r z y j a z d ó w cu
dzoziemskich uczonych b y ł o spopularyzowanie przez nich u m i e j ę t n o ś c i działania
w zespołach m i ę d z y d y s c y p l i n a r n y c h oraz p o d k r e ś l e n i e wagi p r o b l e m ó w rozwojo
w y c h jako pola d o c i e k a ń antropologicznych.
Pozornie jednostronne i utrzymane w przesadnie g w a ł t o w n y m tonie w y s t ą p i e
nie Abdela Ghaffara zawiera niestety dużo autentycznych spostrzeżeń, m i m o że
autor p o t r a k t o w a ł bardzo tolerancyjnie swoich s u d a ń s k i c h k o l e g ó w . Jego w y s t ą
pienie łącznie z poprzednim a r t y k u ł e m d o t y c z ą c y m I n d i i tworzy kompleks zagad
n i e ń t r u d n y c h do r o z w i ą z a n i a w Trzecim Świecie: niedomogi pospiesznie wyszko
lonej, rodzimej k a d r y naukowej i niezbyt fortunne poczynania badaczy-obcokrajowców, nie zawsze zgodne z interesami k r a j u , w k t ó r y m prowadzi się te eksploracje.
K o l e j n y m , ostatnim w dyskusji przedstawicielem k r a j ó w r o z w i j a j ą c y c h się jest
Otavio Guilherme Velho z brazylijskiego Universidade Federal do Rio de Janeiro.
Z a t y t u ł o w a ł on swój a r t y k u ł Przez okulary Althussera: najnowsza antropologia spo
łeczna w Brazylii. Z n a k o m i t ą w i ę k s z o ś ć swego w y w o d u poświęca on w p ł y w o w i
Louisa Althussera, francuskiego lewicowego antropologa na brazylijskie ś r o d o w i s k o
naukowe p o c z y n a j ą c od lat 60-tych. A u t o r a r t y k u ł u wspomina co prawda, że już
w r o k u 1933 napisano w B r a z y l i i liczącą się w literaturze ś w i a t o w e j p r a c ę antro
pologiczną G. Freyre, Casa Grandę e Senzala, lecz Brazylijskie Towarzystwo A n
tropologiczne jeszcze w r o k u 1954 liczyło zaledwie 41 członków. W r o k u 1979 licz
ba ich w z r o s ł a do 408. Nadal na uniwersytetach brazylijskich antropologia społecz
na tworzy dodatek do w y k ł a d ó w z nauk społecznych i politycznych, natomiast nie
stanowi ona o d r ę b n e g o przedmiotu s t u d i ó w . Do p o c z ą t k u lat 60-tych k s z t a ł t tej
dyscyplinie w B r a z y l i i nadawali uczeni z USA oraz antropolodzy pochodzenia nie
mieckiego. "Wśród nich Curt Nimuendajii, k t ó r e g o prawdziwe nazwisko b r z m i a ł o
K u r t Unkel. Velho podaje zestaw ilościowy i j a k o ś c i o w y p r o j e k t ó w badawczych
o charakterze antropologicznym, jakie realizowane są dziś w Brazylii przez poszcze
gólne instytucje. 34 dotyczy społeczności plemiennych, 19 m i ę d z y e t n i c z n y e h stbsunk ó w w ś r ó d grup i n d i a ń s k i c h , a dalszych 18 traktuje na temat takich s t o s u n k ó w
p a n u j ą c y c h m i ę d z y n i e i n d i a ń s k i m i grupami n a r o d o w o ś c i o w y m i . Dalej 5 p r o j e k t ó w
dotyczy zjawiska przesuwania się granic k u l t u r o w y c h , a dalsze 14 brazylijskiego
c h ł o p s t w a . 3 projekty realizuje się b a d a j ą c miejskie ruchy społeczne, a 28 z w i ą z a
nych jest z r o b o t n i k a m i zurbanizowanych obszarów. 7 p r o j e k t ó w łączy się ze spra
w ą symboliki narodowej i r y t u a ł u , a 15 poświęcono rozmaitym grupom r e l i g i j n y m .
K w e s t i i reprezentacji w społeczeństwie służyć ma 12 p r o j e k t ó w , 9 dotyczy w a r s t w
ś r e d n i c h oraz p r o b l e m ó w patologii społecznej, 2 w i ą ż ą się z e t n o d e m o g r a f i ą h i
storyczną, 9 natomiast ma za temat a n t r o p o l o g i ę twórczości intelektualnej. Antropo
logii zdrowia przypisano 4 projekty badawcze, a antropologii o ś w i a t y i w y k s z t a ł
cenia 5. Tyleż, to jest 5 p r o j e k t ó w , ma służyć zagadnieniom teorii antropologicz
nej.
4
Autor, wraz z i n n y m i uczonymi brazylijskimi, k r y t y k u j e tę p r z e s a d n ą d y w e r
syfikację t e m a t y c z n ą b a d a ń . Na marginesie tego niezbyt ciekawego w y s t ą p i e n i a ,
4
Nie tyle jednak w i n i ć n a l e ż y w takich wypadkach m i ę d z y n a r o d o w e agencje
rozwojowe, co miejscowe elity w ł a d z y , nieraz skorumpowane i usiłujące w y k o
r z y s t a ć programy rozwojowe dla w ł a s n y c h korzyści. Chodzi o zaspokojenie l o k a l
nych ambicji tego czy innego notabla l u b po prostu o użycie zagranicznych ś r o d
k ó w finansowych na rzecz p r y w a t n y c h , w p ł y w o w y c h osób. Najczęściej spotyka się
jednak sytuacje, w k t ó r e j r z ą d p o s ł u g u j e się zagranicznym ekspertem, aby ten
u z a s a d n i a ł takie czy inne sposoby wydatkowania p a ń s t w o w y c h pieniędzy na w ą t
pliwe projekty rozwojowe. Z tego rodzaju p r a k t y k a m i stykali się t a k ż e polscy eks
perci, p r a c u j ą c y z a r ó w n o w Afryce, jak i na B l i s k i m Wschodzie.
ARTYKUŁ R E C E N Z Y J N Y I OMÓWIENIA
279
o p e r u j ą c e g o m n ó s t w e m aluzji do lokalnych w y d a r z e ń politycznych i n a p i ę ć społecz
nych, wypadnie z a u w a ż y ć , że w ł a ś c i w i e brak tu jakichkolwiek a k c e n t ó w w obronie
brazylijskich społeczności i n d i a ń s k i c h , b ę d ą c y c h ostatnio przedmiotem w y z y s k u
i w y w ł a s z c z a n i a . Ten d r a ż l i w y temat dziwnie m a ł o interesuje a n t r o p o l o g ó w b r a
zylijskich, s k ą d i n ą d — w ujęciu Velho — r e p r e z e n t u j ą c y c h jakoby bezkompromi
sowo lewicowe p o g l ą d y społeczne.
Zasadniczym problemem, j a k i zdaje się t r a p i ć w s p ó ł c z e s n y c h a n t r o p o l o g ó w
z m ó w i ą c e j po angielsku części Kanady, jest b e z p o ś r e d n i e s ą s i e d z t w o ś r o d o w i s k
naukowych S t a n ó w Zjednoczonych. I dlatego Gordon Inglis, r e p r e z e n t u j ą c y M e
m o r i a ł University of Newfoundland, z a t y t u ł o w a ł swój a r t y k u ł : Ze słoniem w łóżku.
Wprawdzie pierwsze regularne w y k ł a d y z antropologii zaczęto j u ż jakoby w r o k u
1857 p r o w a d z i ć na Uniwersytecie w Toronto, lecz jeszcze dziś Kanada żyje w cie
n i u p o t ę ż n e j metropolii antropologicznej z p o ł u d n i a . Inglis t ł u m a c z y , że p r ę ż n e
i atrakcyjne o ś r o d k i antropologiczne S t a n ó w Zjednoczonych, a zwłaszcza u n i w e r
sytet w Chicago, p r z y c i ą g a ł y zawsze najaktywniejsze i n d y w i d u a l n o ś c i kanadyjskie
w tej dyscyplinie. Do Kanady przybywa na w y k ł a d y w i e l u uczonych a m e r y k a ń
skich. Kanadyjscy antropolodzy w o l ą p u b l i k o w a ć w czasopismach a m e r y k a ń s k i c h ,
p o s i a d a j ą c y c h szerszy zasięg. W k o ń c o w y c h partiach swego w y s t ą p i e n i a Inglis
bardzo sceptycznie ocenia przyszłość kanadyjskich o ś r o d k ó w uniwersyteckich i w y
k s z t a ł c o n y c h przez nie a n t r o p o l o g ó w . W o wiele trudniejszej niż to sobie w y o b r a
ż a n o przed 20 l a t y sytuacji ekonomicznej k r a j u i ś w i a t a antropolodzy m u s z ą w y
r a ź n i e określić swoją pozycję w nauce, w s p o ł e c z e ń s t w i e i na r y n k u pracy, by
istotnie znaleźć zastosowanie dla zdobytych w trudzie stopni naukowych.
T y c h skomplikowanych p r o b l e m ó w zdają się nie p o s i a d a ć antropolodzy K a n a
dy f r a n k o f o ń s k i e j , działający w n a j w i ę k s z e j terytorialnie p r o w i n c j i Q u é b e c . Gerald
L . Gold z Y o r k University w Toronto i M a r c - A d é l a r d Tremblay z U n i v e r s i t é L a v a l
w Q u é b e c t w i e r d z ą , że antropologia w ich części k r a j u rozwija się harmonijnie.
N a r o d z i ł a się w latach 50-tych naszego stulecia, w cieniu socjologii. K o l e j n y i m
puls rozwojowy o t r z y m a ł a po r o k u 1960, kiedy to zwyciężyła w Kanadzie wschod
niej idea r ó w n o u p r a w n i e n i a dla ludności m ó w i ą c e j po francusku. W latach 70-tych antropologia w k r o c z y ł a na uniwersytety f r a n k o f o ń s k i e . Obok tradycyjnych
z a i n t e r e s o w a ń k u l t u r ą Indian p r o w i n c j i Q u é b e c i t r a d y c y j n ą k u l t u r ą francuskich
K a n a d y j c z y k ó w , z a c h o w u j ą c y c h sporo r e l i k t ó w z dawnej Europy kontynentalnej,
z w r ó c o n o u w a g ę na problemy współczesne, z w i ą z a n e z tak zwanym budowaniem
ś w i a d o m o ś c i narodowej. T r o s k ę a u t o r ó w budzi nie tyle problem zatrudnienia a n t r o
p o l o g ó w w przyszłości, co w c i ą ż zbyt m a ł y ich w p ł y w na p o l i t y k ę społeczną i go
s p o d a r c z ą p r o w i n c j i Q u é b e c . W sferach politycznych antropolodzy nadal bowiem
d a j ą się d y s t a n s o w a ć l o k a l n y m socjologom...
W y s t ą p i e n i e w dyskusji polskich e t n o g r a f ó w , Józefa Burszty i B r o n i s ł a w y K o p
c z y ń s k i e j - J a w o r s k i e j , z a t y t u ł o w a n e jest po prostu Etnografia polska po H wojnie
światowej.
W swoim a r t y k u l e z w r a c a j ą szczególnie u w a g ę na okresy 1948-1950,
1954-1956 oraz na lata po r o k u 1970. Chodzi t u bowiem nie o k r o n i k a r s k i w y w ó d ,
lecz o zasygnalizowanie p u n k t ó w zwrotnych. Autorzy k r e ś l ą w i ę c najpierw realia
powojennej odbudowy dyscypliny, k t ó r ą t a k ż e d o t k n ę ł y liczne straty w w y n i k u
w o j n y i okupacji. N a s t ę p i e p r z e d s t a w i a j ą okres narzucania nowego podejścia do
b a d a ń i nowej interpretacji. T ł u m a c z ą konsekwencje zmian organizacyjnych dla
całej n a u k i polskiej w p o c z ą t k a c h lat 50-tych, a szczególnie dla etnografii i dyscyp
l i n pokrewnych. Nie cofając się przed k r y t y k ą zjawisk zdecydowanie negatyw
nych, s t a r a j ą się dostrzec t a k ż e pozytywne efekty nowego podejścia badawczego.
P o d k r e ś l a j ą walory szeregu p o w s t a ł y c h w latach 50-tych prac, a r ó w n o c z e ś n i e i stra
t y w y n i k a j ą c e z okresowych izolacji etnografii polskiej w z g l ę d e m zagranicy. Ob
szernie o m a w i a j ą zmiany, jakie zaszły w dziedzinie b a d a ń krajowych po r o k u
280
ARTYKUŁ R E C E N Z Y J N Y I OMÓWIENIA
1956, oraz odnowienie k o n t a k t ó w zagranicznych, przede wszystkim z antropologicz
n ą m y ś l ą Zachodu. W s k a z u j ą na p r ó b y reorganizacji k i e r u n k ó w b a d a ń etnogra
ficznych jako całości, w y m i e n i a j ą n a j w a ż n i e j s z e dziedziny k u l t u r y ludowej w P o l
sce, k t ó r e z n a l a z ł y się w centrum uwagi e t n o g r a f ó w . Pisząc o instytucjach zajmu
j ą c y c h się w naszym k r a j u szkoleniem e t n o g r a f ó w , p o d k r e ś l a j ą w a g ę s t u d i ó w tere
nowych, m a j ą c y c h zawsze u nas poczesne miejsce. C h a r a k t e r y z u j ą c okres po r o k u
1970 autorzy p r z e d s t a w i a j ą t a k ż e polskie osiągnięcia na polu etnografii pozaeuro
pejskiej w postaci z e s p o ł o w y c h w y p r a w i b a d a ń indywidualnych. Wreszcie piszą
0 najnowszych sporach teoretycznych, s t a n o w i ą c y c h odbicie dyskusji, jakie toczyły
się i toczą w antropologicznych i etnograficznych ś r o d o w i s k a c h innych k r a j ó w ,
przede wszystkim na Zachodzie. Nie o p o w i a d a j ą c się po czyjejkolwiek stronie w tych
sporach autorzy k o ń c z ą w y w o d y przypuszczeniem, że najbliższe lata z w e r y f i k u j ą
szereg postaw i p o g l ą d ó w , ambicji i p o m y s ł ó w badawczych .
Dla nas szczególnie i n t e r e s u j ą c y może b y ć a r t y k u ł o antropologii szwedzkiej.
K r a j nam geograficznie bliski, chociaż żyjący od p o k o l e ń w odmiennych w a r u n
kach historycznych i politycznych, ma jednak — podobnie j a k i Polska — stare
tradycje życia u m y s ł o w e g o .
Tak j a k u nas, r ó w n i e ż w Skandynawii z k u l t u r ą
l u d o w ą w i ą z a n o w i e l k i e nadzieje i u w a ż a n o j ą nieraz za źródło inspiracji w t w ó r
czości narodowej.
A u t o r e m a r t y k u ł u 20 lat szwedzkiej antropologii społecznej: 1960-1980 jest pro
fesor uniwersytetu sztokholmskiego, jeden z i n i c j a t o r ó w dyskusji, U l f Hannerz.
Okazuje się, że jeszcze w latach 20-tych naszego w i e k u zaledwie 7 e t n o g r a f ó w pra
cowało w Szwecji na p e ł n y c h etatach. D y s c y p l i n ą t ą i n t e r e s o w a ł a się t y l k o garstka
ludzi. W y k ł a d y z etnografii prowadzili pracownicy muzeum w Sztokholmie i Goteborgu. Jeszcze w latach 60-tych nadal na uniwersytecie sztokholmskim etnografię
w y k ł a d a l i muzealnicy, na ogół o g r a n i ą c z a j ą c się do obszernego komentarza w czasie
demonstracji o b i e k t ó w zabytkowych. Obecnie, w połowie lat 80-tych, dyscyplina
ta zatrudnia na p e ł n y c h etatach lub w n i e p e ł n y m wymiarze godzin 25 pracowni
k ó w naukowych. Na czele o ś r o d k ó w uniwersyteckich w Sztokholmie, Goteborgu
1 Uppsali stoją profesorowie. P a r ę inych u n i w e r s y t e t ó w , a w ś r ó d nich uniwersytet
w L u n d zaczęło oferować regularne studia z zakresu antropologii społecznej.
Pierwotnie p o s ł u g i w a n o się wymiennie t e r m i n a m i „ e t n o g r a f i a " i „etnologia",
przy czym popularniejszy był ten pierwszy. Ł ą c z y ł on zagadnienia rodzimej k u l
t u r y z podobnymi problemami k u l t u r pozaeuropejskich oraz zjawiskami badany
m i przez a r c h e o l o g ó w nie i n t e r e s u j ą c y c h się ś w i a t e m antycznym. Niekiedy sto
sowano też o k r e ś l e n i e „folk l i v " na etnografię k r a j o w ą i w y r ó ż n i a n o e t n o g r a f i ę
„ogólną", p o r ó w n a w c z ą . Z dala trzymano się od socjologii, k t ó r a z a j m o w a ł a się za
gadnieniami współczesnego s p o ł e c z e ń s t w a szwedzkiego. Po I I wojnie ś w i a t o w e j na
f a l i licznych w y j a z d ó w S z w e d ó w do k r a j ó w anglosaskich r o ś n i e fascynacja t a m
tejszą a n t r o p o l o g i ą społeczną, a zarazem rodzi się sprzeciw wobec dotychczas u p r a
wianej etnografii, k t ó r a i n t e r e s o w a ł a się bardziej w y t w o r a m i r ą k ludzkich niż sa
m y m człowiekiem. Lata sześćdziesiąte to wzrost z a i n t e r e s o w a ń problemami w s p ó ł
czesnego Trzeciego Ś w i a t a , rozluźnienie w i ę z ó w łączących o ś r o d k i akademickie z m u
zeami i modyfikacja s t u d i ó w uniwersyteckich. Wtedy wprowadzony zostaje t e r m i n
„antropologia społeczna" l u b „ k u l t u r o w a " .
Ferment w naukach społecznych nie o g r a n i c z a ł się zresztą t y l k o do etnografii
i antropologii. Pod w p ł y w e m a m e r y k a ń s k i c h w z o r ó w r o z w i n i ę t o badania socjolo
giczne. A l e stosunkowo r y c h ł o pojawia się k r y t y k a k w a n t y t y w n y c h metod socjo5
5
Autorzy szkicu opolskich ś r o d o w i s k a c h badawczych nie mogli u w z g l ę d n i ć
Z a k ł a d u Antropologii Społecznej I n s t y t u t u Socjologii na Uniwersytecie J a g i e l l o ń
skim w K r a k o w i e , gdyż jednostka o tej nazwie została wydzielona j u ż po napisa
niu artykułu.
ARTYKUŁ R E C E N Z Y J N Y I OMÓWIENIA
281
logów, k t ó r y m zarzuca się zbyt male zainteresowanie realiami życia. Na p r z e ł o
mie lat 60-tych i 70-tych młodzi badacze w studiach nad s p o ł e c z e ń s t w e m szwedz
k i m w p r o w a d z a j ą coraz szerzej m e t o d ę obserwacji t o w a r z y s z ą c e j . Coraz popular
niejsze s t a j ą się t a k ż e h a s ł a populistyczne w z y w a j ą c e do „spojrzenia z dołu",
czyli z perspektywy szarego obywatela. T a k ż e i „folk l i v " rozszerza swoje zain
teresowania na zjawiska współczesne. Antropologia szwedzka z kolei oprócz spo
ł e c z e ń s t w pozaeuropejskich zajmuje się problemami r o d z i m y m i . Wciąż jednak
w i ę z y z socjologią s ą l u ź n e . F a k t u t r z y m y w a n i a się barier m i ę d z y poszczególnymi
dyscyplinami autor a r t y k u ł u t ł u m a c z y dążnością do możliwie d o g ł ę b n y c h s t u d i ó w .
Szwedzcy antropolodzy w pierwszym rzędzie i n t e r e s u j ą się k r a j a m i Trzeciego
Ś w i a t a , b a d a j ą ich procesy rozwoju, lokalne u k ł a d y sił, n i e r ó w n o ś c i społeczne, za
leżności w strukturach społecznych, politycznych i gospodarczych. Z a j m u j ą się czę
sto m n i e j s z o ś c i a m i n a r o d o w y m i . W problematyce krajowej nieraz pasjonuje ich
zjawisko n a p ł y w u do Szwecji mas obcych r o b o t n i k ó w i ich rodzin, co rodzić za
czyna nie znane dawniej w t y m k r a j u uczucia ksenofobii. S p o ś r ó d k r a j ó w r o z w i
j a j ą c y c h się Szwedzi m i e l i swój najliczniejszy udział jako konsultanci p r o j e k t ó w
rozwojowych i badacze w Afryce Wschodniej.
Nie p o s i a d a j ą c w i e l k i c h , starych t r a d y c j i antropologicznych r o z w i n ę l i Szwedzi
zainteresowania społecznościami c h ł o p s k i m i i m i e j s k o - p r z e m y s ł o w y m i , stosunkowo
mniej z a j m u j ą c się a n a l i z ą k u l t u r m a ł y c h , izolowanych grupek etnicznych. Hannerz
polemizuje z zarzutami pod adresem uczonych szwedzkich, że w sposób ciasny
t r z y m a j ą się f a k t ó w , s t r o n i ą od w a r t o ś c i o w a n i a i najlepiej czują się w suchej,
sformalizowanej metodologii. Dowodzi, że w ł a ś n i e antropolodzy w jego k r a j u chyba
w y ł a m u j ą się z tego stereotypu. Oni w k a ż d y m razie p r z e j a w i a j ą o wiele więcej
indywidualizmu niż uczeni innych dyscyplin, p e n e t r u j ą c tematy obce, dla innych
nowe, a nawet nieco ryzykowne.
A u t o r a r t y k u ł u przyznaje, że n a j w i ę k s z y w p ł y w na a n t r o p o l o g i ę s z e w d z k ą m a
j ą kraje anglosaskie, aczkolwiek ostatnio szybko r o ś n i e zainteresowanie „ a l t e r n a t y
w ą f r a n c u s k ą " . Z n a j o m o ś ć francuzczyzny była w Szwecji zbyt znikoma, a ż e b y po
przednio Francja mogła d o s t a r c z a ć w z o r ó w . Twierdzi dalej, że szwedzkie o ś r o d k i
naukowe s t a r a j ą się u t r z y m y w a ć k o n t a k t y bynajmniej nie w y ł ą c z n i e z k r a j a m i
„ c e n t r u m " . Wymienia p r z y b y s z ó w z K e n i i , I n d i i , Meksyku, w s p o m i n a j ą c o najnow
szych stosunkach n a w i ą z y w a n y c h z P o l s k ą i T u r c j ą . Zwraca u w a g ę na k o n t a k t y
z uczonymi innych k r a j ó w skandynawskich, chociażby pod k ą t e m z a i n t e r e s o w a ń
społecznościami w i e j s k i m i . Przyznaje, że nowoczesna antropologia S k a n d y n a w ó w
zrodziła się wcześniej w Norwegii, w Bergen, acz p o g l ą d y Bartha nie z d o b y ł y
w Szwecji zbyt w i e l u n a ś l a d o w c ó w .
K o ń c z ą c swoje w y s t ą p i e n i e Hannerz —• podobnie j a k jeden z K a n a d y j c z y k ó w —
pesymistycznie ocenia możliwości k a r i e r y dla m ł o d y c h a n t r o p o l o g ó w . W i d z i szereg
t r u d n o ś c i ekonomicznych. Ponadto przewiduje, że pozaeuropejskie kraje Trzeciego
Ś w i a t a coraz częściej zaczną się z a m y k a ć dla europejskich a n t r o p o l o g ó w jako pole
obserwacji naukowych. Przypuszcza, że w przyszłości antropologia musi zająć
się j u ż chociażby z tej przyczyny s p o ł e c z e ń s t w a m i w ł a s n y c h k r a j ó w .
W p o s ł o w i u z a t y t u ł o w a n y m Widok z centrum George W. Stocking Jr. z U n i
versity of Chicago usiłuje u s y s t e m a t y z o w a ć to, co powiedzieli autorzy poszczegól
nych w y s t ą p i e ń . Stara się też w sposób ogólny n a k r e ś l i ć e w o l u c j ę sytuacji, w k t ó
rej działała i działa antropologia ś w i a t o w a . Jego zdaniem e u r o - a m e r y k a ń s k i e fascy
nacje k u l t u r a m i „ i n n y c h " m i a ł y zawsze ideologiczny charakter. „ I n n i " b y l i przecież
eksploatowani, w i ę c uczonych X V I I I i X I X w . niejednokrotnie obciążał b a g a ż rasis
t o w s k i : „ w i a r a w niższość i n n y c h " . Lecz stopniowo w i e l u a n t r o p o l o g ó w poczęło się
u w a ż a ć za przyjaciół „dzikich", k t ó r y c h m a ł e , izolowane skupiska badali jako ele
menty tworzonego n a s t ę p n i e obrazu k u l t u r y . Ta liberalna, reformistyczna, antyeu-
282
ARTYKUŁ R E C E N Z Y J N Y I OMÓWIENIA
ropocentryczna antropologia była a l t e r n a t y w ą w i e l k i c h p r z e w r o t ó w . Nie kwestiono
w a ł a dominacji kolonialnej, a nawet ją p o n i e k ą d p o p i e r a ł a . Kres temu położyła
epoka dekolonizacji. Wtedy h a m l e t y z u j ą c y m antropologom zadano obcesowe p y t a
nie, po czyjej w ł a ś c i w i e stronie działają. N a s t ą p i ł zmierzch b a d a ń m a ł y c h , izolowa
nych grup. Zaatakowano synchroniczny funkcjonalizm s t r u k t u r a l n y . Zaczęto bada
nia w i e l k i c h , licznych społeczności, m a j ą c y c h ambicje tworzenia n a r o d ó w . Wzrosło
znaczenie historii. W antropologii anglosaskiej pojawia się marksizm. K r y z y s do
tychczasowej antropologii rodzi pytania: czym antropologia jest i czym b y ć p o w i n
na.
A m e r y k a ń s k i uczony twierdzi, że zasadniczą cechą antropologii peryferyjnych
jest rola „ b u d o w n i c z y c h narodu". Antropologie te, w p r z e c i w i e ń s t w i e do o ś r o d k ó w
centralnych, w c i ą ż obcinających kupony z kolonialnej przeszłości, nie m a j ą jeszcze
ustabilizowanej pozycji we w ł a s n y c h s p o ł e c z e ń s t w a c h . O d r z u c i ł y one statyczny mo
del synchronicznych b a d a ń na rzecz dynamicznego, prognozującego, utylitarnego.
Charakteryzuje te antropologie bliskie s ą s i e d z t w o z socjologią, nawet wtedy, gdy
z n i ą nie k o n k u r u j ą o status społeczny i poparcie r z ą d o w e . Antropolodzy z k r a j ó w
Trzeciego Ś w i a t a b a d a j ą swoich „ i n n y c h " p a t r z ą c na nich z góry, a nie p r z y j m u
jąc ich p e r s p e k t y w ę „od d o ł u " drabiny społecznej. M a j ą c na ogół mocne p o w i ą z a
nia z n o w y m i s t r u k t u r a m i w ł a d z y gotowi są „ i n n y c h " nie t y l k o o b s e r w o w a ć , ale
i zmieniać. Ta nowa, i n t e r w e n i u j ą c a postawa zmienia zasadnicze założenia badaw
cze antropologa peryferyjnego obszaru.
Konkluzja jest jednak dość z a s k a k u j ą c a . Stocking twierdzi, że mimo bardziej
relewantnych n i ż dawne b a d a ń uprawianych przez antropologie peryferyjne ich ś r o
dowiska naukowe nadal nie u z y s k a ł y zbyt mocnej pozycji w swoich społeczeń
stwach i w oczach swoich r z ą d ó w . W gruncie rzeczy cierpią one na te same bo
lączki, na jakie u s k a r ż a się w i e l u uczonych z „ c e n t r u m " .
Dyskusja „ E t n o s u " , j a k k a ż d a dyskusja o tak szerokim zakresie tematycznym
i zasięgu ś w i a t o w y m , może budzić szereg zastrzeżeń. Rodzi się w i ę c zarzut repre
z e n t a t y w n o ś c i . Stocking g o t ó w jest nawet t w i e r d z i ć , że dyskutanci w y w o d z ą się
z lokalnego establiszmentu naukowego, co daje obraz jednostronny. Takie zarzuty
jednak do niczego nie p r o w a d z ą , gdyż zawsze ktoś k a ż e nam d o m y ś l a ć się j a k i e j ś
„milczącej większości", k t ó r a będzie miała rzekomo zdanie odmienne. Natomiast
z a s t r z e ż e n i e musi chyba w z b u d z i ć z u p e ł n y b r a k w dyskusji a n t r o p o l o g ó w i etnogra
fów niemieckich. P o m i n i ę c i e c a ł k o w i t e w dyskusji tego ś r o d o w i s k a stwarza sytua
cję niemal k a r y k a t u r a l n ą . Nie inaczej w y g l ą d a brak — oprócz P o l a k ó w — i n
nych e t n o g r a f ó w i t e o r e t y k ó w k u l t u r y z Europy ś r o d k o w o - w s c h o d n i e j . N a l e ż y się
o b a w i a ć , że zestaw d y s k u t a n t ó w dobierano przypadkowo. Ciekawy s k ą d i n ą d model
„ c e n t r u m - p e r y f e r i e " niezbyt chyba nadaje się do zademonstrowania na p r z y k ł a d a c h
t a k przemieszanych geograficznie i kulturowo. Inaczej będzie rzecz w y g l ą d a ł a w k r a
jach, gdzie z przyczyn z r o z u m i a ł y c h ś r o d o w i s k a uczonych są cienką, niemal za
l ą ż k o w ą w a r s t e w k ą w społeczeństwie, a z u p e ł n i e inaczej tam, gdzie k r a j posiada
stare, ugruntowane t r a d y c j ą k r ę g i uniwersyteckie. Sztuczne łączenie wypowiedzi
z o b s z a r ó w Trzeciego Ś w i a t a z w y s t ą p i e n i a m i E u r o p e j c z y k ó w czy K a n a d y j c z y k ó w
co n a j w y ż e j obraz zaciemnia. Widzimy to w y r a ź n i e w wypowiedzi autora posłowia,
k t ó r y zdaje się nie dostrzegać, że idea „ b u d o w a n i a n a r o d ó w " ma w Europie k o n
tynentalnej stosunkowo s t a r ą t r a d y c j ę w ś r ó d badaczy k u l t u r y , aczkolwiek nie na
zywali oni w t e d y siebie „ a n t r o p o l o g a m i " . Z a u w a ż m y jednak, że organizatorami
dyskusji b y l i Szwedzi, k t ó r z y od w i e k ó w nie mieli p o w o d ó w do obaw o s w ó j byt
narodowy, a podsumowanie zaproponowano A m e r y k a n i n o w i . Uderza pewien k o n
trast m i ę d z y a r t y k u ł e m P o l a k ó w , a r e s z t ą d y s k u t a n t ó w . W ł a ś c i w i e wszyscy prócz
naszych r o d a k ó w p r e z e n t u j ą okres, w k t ó r y m albo w ogóle r o d z ą się badania a n
tropologiczne w ich krajach niejako „ n a surowym korzeniu", albo też w sposób
283
ARTYKUŁ R E C E N Z Y J N Y I OMÓWIENIA
zdecydowany w y o d r ę b n i a się swoisty rodzaj podejścia badawczego i interpretacji,
zwany „ a n t r o p o l o g i c z n y m " . W w y s t ą p i e n i u polskim czytamy t y l k o o tragicznej, bo
lesnej przerwie w u p r a w i a n i u etnografii w okresie I I w o j n y ś w i a t o w e j . A r t y k u ł
m ó w i o podjęciu działalności po wojnie, o w i e l u zmianach, o dyskusjach, lecz nie
o j a k i m ś kategorycznym zerwaniu. Uogólniające wnioski, j a k i c h d o k o n a ł w z g l ę d e m
sytuacji polskiej etnografii S t o c k i n g , są raczej w y n i k i e m nieporozumienia, acz
k o l w i e k s t a n o w i ą dla nas s y g n a ł ostrzegawczy, że tak nas „ c e n t r u m " widzi. A przy
najmniej widzieć może. J e d n ą z mocniejszych stron dyskusji — oprócz przedstawie
nia prowokacyjnego modelu centrum i peryferii oraz n a k r e ś l e n i u a u t o r ó w antro
pologii centralnych — jest chyba zestaw p r o b l e m ó w , j a k i m i żyją uczeni w r ó ż
nych ś r o d o w i s k a c h ś w i a t a . Dla mnie osobiście najbardziej i n t e r e s u j ą c y m b y ł d w u
głos Hindusa i Araba s u d a ń s k i e g o . Musimy sobie jednak u ś w i a d o m i ć , że czas,
przynajmniej w n i e k t ó r y c h częściach naszego globu, p ł y n i e szybko i że to, o czym
czytamy w dyskusji sprzed 3-4 lat, już staje się t u i ówdzie zaledwie h i s t o r i ą
nauki.
Leszek
Dzięgiel
6
J O H N S. M B I T I , A F R Y K A Ń S K I E R E L I G I E I F I L O Z O F I A (tytuł o r y g i n a ł u :
African Religions and Philosophy), Warszawa 1980, I n s t y t u t Wydawniczy P A X ,
t ł u m . K r y s t y n a W i e r c i e ń s k a , ss. 363
John S. M b i t i — profesor teologii, a jednocześnie rdzenny A f r y k a ń c z y k uro
dzony i wychowany w K e n i i , autor Concepts of God in Africa (London—New Y o r k
1970), w pracy Afrykańskie
religie i filozofia przedstawia obraz duchowej k u l t u r y
m i e s z k a ń c ó w Czarnego L ą d u , t r a k t u j ą c człowieka jak homo religiosus . Dzięki te
m u pogłębia n a s z ą z n a j o m o ś ć samego człowieka, a zarazem — w i e d z ę o faktach
i przeżyciach religijnych. Zadaniem autora jest „nie t y l k o badanie w i e r z e ń doty
c z ą c y c h Boga i istot duchowych, lecz t a k ż e religijnych dziejów jednostki od okresu
p o p r z e d z a j ą c e g o moment urodzenia do okresu po jego fizycznej śmierci oraz bada
nie ludzi odpowiedzialnych za formalne r y t u a ł y i ceremonie" (s. 18).
1
6
W e d ł u g Stockinga „ a n t r o p o l o g i a polska" r e p r e z e n t o w a ł a cechy „ h e g e m o n i c z n y c h " w p ł y w ó w radzieckich w okresie forsowania ortodoksyjnego marksizmu lat
50-tych, podobnie j a k inne z omawianych w dyskusji k r a j ó w p o z o s t a w a ł o pod hegemonicznym w p ł y w e m n a u k i USA, A n g l i i i Francji. Dalej dowiadujemy się, że
z a r ó w n o Szwedzi, j a k Polacy u t w o r z y l i ś r o d o w i s k a naukowe „ w t ó r n i e metropoli
talne". A m e r y k a n i n zastanawia się, czy polskiej „ a n t r o p o l o g i i " (naturalnie w c i ą ż
myśli o naszej etnografii) nie zaliczyć do „ k o l o n i a l n e j " z uwagi na w y ż e j wspo
mniany okres b ł ę d ó w i w y p a c z e ń . Polskie ś r o d o w i s k o badawcze dlatego wydaje
m u się p o n i e k ą d bliskie szwedzkiemu, że ani u nas, ani u nich nie prowadzili ba
d a ń terenowych jacyś obcokrajowcy. Oraz dlatego, że i Szwedzi, i Polacy za
interesowali się badaniami zamorskimi. Etnografia polska służy dalej Stockingowi
t y l k o po to, by t r a k t o w a ć j ą jako p r z y k ł a d o w y w y j ą t e k od r e g u ł y : nigdzie m a r k
sizm nie zapuścił p o w a ż n i e j s z y c h korzeni w dociekaniach antropologicznych z w y
j ą t k i e m p r ó b jego forsowania w naszym k r a j u do r o k u 1956. Potem zresztą, już
to na f a l i liberalizacji k o n t a k t ó w naukowych, a już to d r o g ą fascynacji o ś r o d k a m i
Zachodu, n a s t ą p i ł o u nas skierowanie uwagi na a n g l o - a m e r y k a ń s k i e i francuskie
centrum. Polacy nie okazali się zatem zbyt oryginalni i poszli ś l a d e m innych
o ś r o d k ó w peryferyjnych. T a k ż e ich utyskiwania na zbyt m a ł ą „rolę e t n o g r a f ó w
w p a ń s t w o w e j polityce k u l t u r a l n e j " w p o r ó w n a n i u z socjologami s t a n o w i ą t y l k o
głos w chórze n a r z e k a ń a n t r o p o l o g ó w r ó ż n y c h nacji peryferyjnych, sfrustrowanych
sukcesami i koneksjami ich k o l e g ó w u p r a w i a j ą c y c h socjologię. A m e r y k a n i n
nie
usiłuje b y ć j a k o ś szczególnie uszczypliwym w z g l ę d e m naszych ś r o d o w i s k nau
kowych. Co n a j w y ż e j posądzić go m o ż n a o u p r o s z c z o n ą wizję. A t a k ż e podejrze
wać, że jego s ą d y m o g ą być r ó w n i e ż i wobec innych k r a j ó w niezbyt trafne.
Por. np. Z. J. Z d y b i c k a, Człowiek
i religia, L u b l i n 1978, s. 16.
1
284
ARTYKUŁ R E C E N Z Y J N Y I OMÓWIENIA
M b i t i u w a ż a , że w Afryce nie ma ludzi pozbawionych życia religijnego ponie
w a ż : „ K a n o n y r e l i g i i a f r y k a ń s k i c h wpisane s ą wszędzie w życie w s p ó l n o t y [...],
a p r z y n a l e ż n o ś ć ta wymaga uczestniczenia w wierzeniach, ceremoniach, r y t u a ł a c h
i uroczystościach tejże w s p ó l n o t y . Jednostka nie może o d e r w a ć się od r e l i g i i swojej
grupy, bo w ten sposób o d d z i e l a ł a b y się od w ł a s n y c h korzeni, w ł a s n e g o podłoża,
w ł a s n e g o u k ł a d u b e z p i e c z e ń s t w a , od więzi k r w i i od całej grupy tych, k t ó r z y u ś w i a
d a m i a j ą m u jego w ł a s n ą egzystencję. [...] T a k w i ę c wyzbycie się religii to w y ł ą c z e
nie się z całego życia społecznego" (s. 16-17).
A u t o r w i d z i różnicę p o m i ę d z y spojrzeniem na problem r e l i g i i i filozofii afry
k a ń s k i e j w e w s p ó ł c z e s n y c h tendencjach n a u k i propagowanych przez ludzi b i a ł y c h
a A f r y k a ń c z y k ó w . P o d k r e ś l a , że „ i n n y sposób badania r e l i g i i i filozofii A f r y k i r e
p r e z e n t u j ą uczeni a f r y k a ń s c y , k t ó r z y p o d e j m u j ą jeden temat i b a d a j ą go d o g ł ę b
nie w k o n t e k ś c i e ludu, do k t ó r e g o należą. To r ó w n i e ż ma o g r o m n ą w a r t o ś ć , ponie
w a ż badania s k u p i a j ą się na danym temacie, k t ó r y jest opisywany przez d o ś w i a d
czenie i rozumienie A f r y k a n i n a . W t y m w y p a d k u jedna z g ł ó w n y c h korzyści w y
nika stąd, że uczeni znają j ę z y k i ludzi od w e w n ą t r z , a nie z e w n ą t r z " (s. 29).
K s i ą ż k a ta stanowi studium u m y s ł o w o ś c i i w i e r z e ń l u d ó w A f r y k i . A u t o r wska
zuje w n i m , że religia dla A f r y k a ń c z y k a jest cechą najistotniejszą, n a l e ż ą c ą do jego
natury. Pojawia się ona nie t y l k o ze w z g l ę d u na okoliczności n a t u r y biologicznej,
ale przede wszystkim — na u w a r u n k o w a n i a społeczne, t r a d y c j ę oraz o k r e ś l o n e
m i e s z k a ń c o m Czarnego L ą d u stanowisko w przyrodzie i z w i ą z a n e z t y m zagrożenie.
„Dla l u d ó w a f r y k a ń s k i c h w s z e c h ś w i a t ma charakter religijny. Natura w najszer
szym rozumieniu tego słowa nie jest pustym, bezosobowym przedmiotem l u b zja
w i s k i e m — ma znaczenie religijne. [...] Dla l u d ó w a f r y k a ń s k i c h ten r e l i g i j n y cha
rakter w s z e c h ś w i a t a nie jest a k a d e m i c k ą tezą; jest empirycznym d o ś w i a d c z e n i e m ,
k t ó r e osiąga swój szczyt w aktach k u l t u " (s. 81).
Z w y w o d ó w autora w y n i k a , że życie religijne p r z y s ł u g u j e człowiekowi z na
t u r y . Nie m o ż n a się z t y m zgodzić, życie religijne bowiem nie jest czynnikiem k o n
s t y t u t y w n y m człowieka, ale t y l k o jego p r e d y s p o z y c j ą .
J. S. M b i t i ujmuje zagadnienie ukazane w książce w sposób opisowy i w y j a ś
niający, z e s t a w i a j ą c i p o r ó w n u j ą c ze sobą elementy reprezentatywne dla r e l i g i i
a f r y k a ń s k i c h z obszaru całej A f r y k i . P o s t ę p o w a n i e badawcze Mbitiego jest k o n
sekwentne w stosunku do przyjętej tezy, że religia u A f r y k a ń c z y k ó w t k w i w ich
c a ł y m systemie istnienia. „Religijność A f r y k a n ó w jest powszechnie znana, a k a ż d y
l u d a f r y k a ń s k i ma swój w ł a s n y system religijny, u k ł a d w i e r z e ń i p r a k t y k . Religia
tak bardzo przenika wszystkie dziedziny życia, że nie zawsze jest ł a t w e l u b m o ż
l i w e j e j w y o d r ę b n i e n i e . Tak w i ę c , badanie a f r y k a ń s k i c h s y s t e m ó w religijnych sta
je się ostatecznie badaniem samych l u d ó w i całej złożoności ich życia tradycyjnego
i w s p ó ł c z e s n e g o " (s. 15). M a j ą c to na uwadze, autor r o z w a ż a r ó ż n e religie w kate
goriach p o d o b i e ń s t w i różnic, by w ten sposób p o k a z a ć ogólny obraz tego zagad
nienia w Afryce. P r z y j ę t a przez Mbitiego metoda jest trafna, tak obszerny m a t e r i a ł
trudno bowiem p o r z ą d k o w a ć inaczej, by nie w d a r ł się chaos.
Istotne dla w y j a ś n i e n i a religijności A f r y k a ń c z y k ó w jest pojęcie czasu. Odpo
wiednie pojmowanie tego słowa przez czytelnika jest dla Mbitiego bardzo w a ż n e ,
gdyż stanowi ono klucz do zrozumienia r e l i g i i i filozofii a f r y k a ń s k i e j . „Mój sposób
ujęcia w tej książce polega na t r a k t o w a n i u r e l i g i i jako zjawiska ontologicznego
z pojęciem czasu jako p o j ę c i e m k l u c z o w y m dla choć częściowego zrozumienia r e
l i g i i i filozofii A f r y k i . Nie u t r z y m u j ę , że pojęcie czasu w y j a ś n i a wszystko, ale jes
tem przekonany, że przyczynia się do zrozumienia przedmiotu, i jeśli zrozumiemy
go choć w części, to rezultat naszych w y s i ł k ó w i t a k przekroczy nasze oczeki
w a n i a " (s. 30).
2
2
Por. np. E. G i 1 s o n, Elementy
s. 37-78.
filozofii
chrześcijańskiej,
Warszawa
1965,
ARTYKUŁ R E C E N Z Y J N Y I OMÓWIENIA
285
Autor p o d k r e ś l a w a g ę czasu, p o n i e w a ż : „Pojęcie czasu może b y ć pomocne
w w y j a ś n i e n i u w i e r z e ń , postaw, p r a k t y k i w ogóle sposobu życia l u d ó w a f r y k a ń
skich nie t y l k o w u k ł a d z i e t r a d y c y j n y m , ale i t a k ż e w sytuacji w s p ó ł c z e s n e j "
(s. 33).
Czym w i ę c jest czas? W koncepcji klasycznej (np. arystotelesowskiej) — m i a
r ą zmian. Podobnie dla A f r y k a ń c z y k ó w , jest on „ u k ł a d e m w y d a r z e ń , k t ó r e m i a ł y
miejsce, k t ó r e dzieją się teraz, i tych, k t ó r e m a j ą n a s t ą p i ć w najbliższej przy
szłości" (s. 33).
J. S. M b i t i u w a ż a , że problem r e l i g i i w Afryce nigdy d o t ą d nie b y ł badany
w ł a ś c i w i e , a to ze w z g l ę d u na niedostrzeganie znaczenia czasu w tej kulturze.
Czas jest dla autora „ t y m , co jest teraźniejszością, i co jest przeszłością. Jest on
ruchem raczej «do t y ł u » niż «do przodu», a ludzie z w r a c a j ą swe m y ś l i nie k u rze
czom p r z y s z ł y m , ale głównie k u temu, co się już w y d a r z y ł o . Ta orientacja czasu,
u j ę t a dwoma g ł ó w n y m i w y m i a r a m i — teraźniejszości i przeszłości — dominuje
w a f r y k a ń s k i m rozumieniu jednostki, w s p ó l n o t y i w s z e c h ś w i a t a , k t ó r e tworzy pięć
kategorii ontologicznych" (s. 33-34). Wspomniane kategorie to: 1. Bóg, 2. Duchy,
3. Człowiek, 4. Z w i e r z ę t a i rośliny, 5. Zjawiska i przedmioty pozbawione życia.
Autor k o n c e n t r u j ą c się na tych kategoriach omawia n a t u r ę religijną, k u l t y , f u n k
cje ż y w y c h i u m a r ł y c h oraz znaczenie z w i ą z a n y c h z n i m i r y t u a ł ó w , p o d a j ą c jedno
cześnie ciekawe p r z y k ł a d y . Pokazuje r ó w n i e ż zmiany zachodzące we w s p ó ł c z e s n e j
kulturze a f r y k a ń s k i e j . „Współczesne zmiany w Afryce n a ł o ż y ł y się na społeczności
z n a t u r y religijne i same ulegają w p ł y w o m owej tradycyjnej religijności" (s. 268).
J. S. M b i t i zwraca głównie u w a g ę na r e l i g i j n y aspekt zmian, przy czym z m i a n ę
rozumie jako wkroczenie nowego p o r z ą d k u w stary, a f r y k a ń s k i — już zaakcepto
w a n y ład.
Prezentowana k s i ą ż k a jest pozycją g o d n ą uwagi z a r ó w n o ze w z g l ę d u na poru
s z a n ą p r o b l e m a t y k ę i sposób jej ujęcia, j a k i na jej solidne przygotowanie. K a ż d y
rozdział zawiera obszerne przypisy, w k t ó r y c h autor podaje g ł ó w n e źródła swoich
informacji. Zamieszcza r ó w n i e ż b o g a t ą bibliografię z a w i e r a j ą c ą p r a c ę w i e l u auto
r ó w zagranicznych. Zamieszczono też w k s i ą ż c e n i e w i e l k i wykaz prac a u t o r ó w p o l
skich. Na k o ń c u k s i ą ż k i jest t e ż indeks nazw i nazwisk, indeks l u d ó w i j ę z y k ó w
a f r y k a ń s k i c h oraz lista plemion i grup plemiennych cytowanych w tekście.
J. S. M b i t i jest w swej pracy na w p ó ł teologiem, a na w p ó ł etnologiem. Sto
suje t e r m i n o l o g i ę z pogranicza tych d w ó c h dyscyplin. Teologia jednak — rozumia
na jako refleksja nad r z e c z y w i s t o ś c i ą n a d p r z y r o d z o n ą — jest zasadniczym sposobem
patrzenia autora na problem religijności a f r y k a ń s k i e j . A u t o r stara się przy t y m
p a t r z e ć na omawiany przez siebie problem w sposób obiektywny, a nie przez p r y z
mat w ł a s n y c h p r z e k o n a ń .
M b i t i bada rzeczywisty stan religijności a f r y k a ń s k i e j w aspekcie k u l t u r o w y m ,
u w z g l ę d n i a j ą c jednak w d u ż y m stopniu znaczenie f a k t ó w społecznych. Dzięki temu
u m i e j ę t n i e potrafi p o w i ą z a ć fakty k u l t u r o w e w z r o z u m i a ł e dla czytelnika całości.
Z k s i ą ż k ą t ą w a r t o się zapoznać, gdyż wzbogaca n a s z ą w i e d z ę o Czarnym L ą
dzie, zwłaszcza zaś — o jego duchowości. Warto ją polecić w szczególności t y m ,
k t ó r y c h interesuje religia i k u l t u r a a f r y k a ń s k a .
Maria
Idźkowska
WALERIAN
z n a ń 1983.
SOBISIAK,
Kultura
rodzima
Polonii
zachodnioeuropejskiej,
Po
K s i ą ż k a W. Sobisiaka jest owocem n i e z w y k ł e g o przedsięwzięcia badawczego,
nie m a j ą c e g o analogii we w s p ó ł c z e s n y m dorobku etnografii polskiej, j a k i nauk
pokrewnych. A u t o r jej rozpoczął w 1968 r „ na w ł a s n ą r ę k ę i przy użyciu w ł a s n y c h
ś r o d k ó w finansowych oraz pomocy osób p r y w a t n y c h z a g r a n i c ą , badania nad k u l -
286
ARTYKUŁ R E C E N Z Y J N Y I OMÓWIENIA
t u r ą zbiorowości polonijnych w Europie Zachodniej i k o n t y n u o w a ł je systema
tycznie przez 15 lat, nadal w p o j e d y n k ę , choć później j u ż przy finansowej pomocy
macierzystego uniwersytetu oraz K o m i t e t u B a d a ń Polonii P A N . W ciągu t y c h l a t
d o t a r ł do r ó ż n y c h ś r o d o w i s k w y c h o d ź c ó w polskich i ich p o t o m k ó w w 12 p a ń s t w a c h
(Austria, R F N , B e r l i n Zach., Szwajcaria, Włochy, Francja, Belgia, Holandia, L u k
semburg, W. Brytania, Dania i Szwecja), p r z e p r o w a d z i ł około 600 w y w i a d ó w z do
b r a n y m i osobami, w e d ł u g kwestionariusza z a w i e r a j ą c e g o kilkaset p y t a ń , a w k i l
kunastu miejscowościach p r z e p r o w a d z i ł badania ankietowe. W ciągu kilkudziesięciu
tygodni swych b a d a ń terenowych d o k o n y w a ł obserwacji setek r ó ż n y c h sytuacji
i zdarzeń, uczestnicząc w zebraniach i uroczystościach, w imprezach k u l t u r a l n y c h
i lekcjach szkolnych, w p r y w a t n y c h przyjęciach i rozmowach. M u s i a ł się p o s ł u g i
w a ć pomocniczo k i l k o m a j ę z y k a m i obcymi, w t y m zwłaszcza niemieckim, francus
k i m i angielskim, a w paru innych przynajmniej biernie się o r i e n t o w a ć . Szczęśliwie
s p o t y k a ł wszędzie, j a k p o d k r e ś l a we w s t ę p i e , ż y w e i życzliwe zainteresowanie ze
strony badanych ś r o d o w i s k i osób, k t ó r e „chętnie i w bardzo rzetelny sposób dzie
liły się swoimi s p o s t r z e ż e n i a m i " (s. 10), u d o s t ę p n i a ł y też źródła pisane i fotografie.
P r z e w e r t o w a ł też dziesiętki r o c z n i k ó w r ó ż n y c h pism polonijnych.
W pracy tej nie m i a ł w ł a ś c i w i e p o p r z e d n i k ó w . Wprawdzie literatura dotycząca
polskiego w y c h o d ź s t w a w Europie, przytoczona w książce, może uchodzić za obfitą,
ale dotyczy ona głównie historii tego w y c h o d ź s t w a , jego p r o b l e m ó w organizacyj
nych, ekonomicznych, społecznych, politycznych. Nieco publikacji odnosi się do
spraw o ś w i a t o w y c h i religijnych, duszpasterskich. Z zakresu p r o b l e m a t y k i najbar
dziej istotnej dla autora, b ę d ą c e j g ł ó w n y m przedmiotem jego b a d a ń terenowych,
o d n o t o w a ć m ó g ł d o s ł o w n i e t y l k o jeden a r t y k u ł dotyczący P o l a k ó w w Danii i dwie,
niewielkie publikacje dotyczące polskiej osady pod S t a m b u ł e m , w T u r c j i , nie licząc
drobnych raczej f r a g m e n t ó w w opracowaniach innych z a g a d n i e ń . Osobno w y m i e
n i ć trzeba nieliczne r ó w n i e ż , p o w a ż n i e j s z e publikacje na temat z a g a d n i e ń pracy,
działalności o ś w i a t o w e j , z w i ą z k o w e j i i n . w zbiorowościach polonijnych.
Jest to w i ę c w sumie opracowanie oparte przede wszystkim na w ł a s n y c h m a
t e r i a ł a c h autora, zebranych w trakcie b a d a ń terenowych, przy pomocniczym w y k o
rzystaniu informacji z prasy i n i e k t ó r y c h danych u r z ę d o w y c h , a w najmniejszym
zakresie u s t a l e ń innych badaczy. Podjęcie się syntetycznego opracowania zjawiska
tak bogatego i złożonego, j a k k u l t u r a ś r o d o w i s k polonijnych, jej stan i zaszłe zmia
ny w k i l k u n a s t u krajach Europy, na podstawie takiej bazy ź r ó d ł o w e j , było aktem
p o d w ó j n i e o d w a ż n y m i pionierskim, gdyż jest to t y l k o pierwsza tego rodzaju
p r ó b a opracowania k u l t u r y w i ę k s z e j części Polonii europejskiej, lecz i pierwsza
w ogóle w naszej nauce p r ó b a opracowania tak złożonego zagadnienia na bazie
w ł a s n y c h przede wszystkim, t j . przez siebie w y w o ł a n y c h , m a t e r i a ł ó w terenowych.
P o w s t a ł a w t a k i sposób k s i ą ż k a , przy jej n i e w ą t p l i w i e dużej w a r t o ś c i poznaw
czej, nie mogła być dziełem d o s k o n a ł y m , bez zarzutu, j a k to s u g e r o w a ł jeden z jej
wcześniejszych, a znakomitych r e c e n z e n t ó w . Ś w i a d o m jest tego sam autor, k t ó r y
daje we w s t ę p i e wyraz swej w ą t p l i w o ś c i , czy jego dzieło może dać ,Avystarczającą
o r i e n t a c j ę na temat stanu dziedzictwa kulturowego naszego w y c h o d ź s t w a " (s. 11).
O r i e n t a c j ę t a k ą daje ono n i e w ą t p l i w i e k a ż d e m u , kto poszukuje j a k i e j ś całościo
wej wiedzy o życiu polskich w y c h o d ź c ó w na zachodzie i p o ł u d n i u Europy. Nic m u
tej książki nie z a s t ą p i . W ą t p l i w o ś c i m o g ą dotyczyć pewnych szczegółów raczej
d r u g o r z ę d n y c h , m . i n . sposobu ujęcia n i e k t ó r y c h spraw, n i e k t ó r y c h interpretacji
lub sformułowań.
K s i ą ż k a W. Sobisiaka jest n i e d u ż a , j a k na rozległość tematu. Obejmuje nie
wiele ponad 200 stron w ł a ś c i w e g o tekstu (z 60 ilustracjami i m a p k ą ) oraz k i l k u stronicowe streszczenia w jęz. angielskim, francuskim i niemieckim. Zwraca t e ż
u w a g ę obszerny, blisko 8-stronicowy indeks miejscowości wspomnianych w tekście
287
ARTYKUŁ R E C E N Z Y J N Y I OMÓWIENIA
i nieco mniej obszerny indeks osobowy. Zasadnicza t r e ś ć dzieli się, poza w s t ę p e m ,
na 5 r o z d z i a ł ó w i k r ó t k i e podsumowanie.
A u t o r rozpoczął od dokonania p r z e g l ą d u zbiorowości polonijnych w zachodniej
Europie. O m a w i a j ą c dość obszernie ich rozmieszczenie daje r ó w n i e ż k r ó t k ą cha
r a k t e r y s t y k ę i c h z r ó ż n i c o w a n i a kulturowego. W rozdziale t y m (I), podobnie j a k we
w s t ę p i e , zwraca u w a g ę u j a w n i a j ą c a się i w tej książce t r u d n o ś ć w jednoznacznym
o k r e ś l a n i u p r z y n a l e ż n o ś c i do zbiorowości polonijnych, dotycząca głównie potomstwa
polskich w y c h o d ź c ó w . We w s t ę p i e autor p o d k r e ś l a , że „członkowie zbiorowości po
lonijnych... [są] w swej p r z e w a ż a j ą c e j masie de facto A n g l i k a m i , Belgami czy W ł o
chami polskiego pochodzenia" (s. 9), na p o c z ą t k u zaś rozdziału I piszę, iż „liczba
osób z n a j d u j ą c y c h się na w y c h o d ź s t w i e w krajach zachodnioeuropejskich wynosi
ponad 2,0 m i n " (s. 13). Pojęcie w y c h o d ź s t w a zostało t u u ż y t e jednak n i e w ł a ś c i w i e ,
gdyż nie sposób u z n a ć za w y c h o d ź c ó w l u b za „ z n a j d u j ą c y c h się na w y c h o d ź s t w i e "
p o t o m k ó w polskich e m i g r a n t ó w , k t ó r z y na ogół od urodzenia m a j ą obywatelstwo
k r a j u zamieszkania i , j a k to autor sam stwierdza na str. 9, „uczestniczą przede
wszystkim w kulturze miejsca zamieszkania". Wcześniej autor przyjmuje za A . K .
Paluchem jako k r y t e r i u m p r z y n a l e ż n o ś c i do Polonii ś w i a d o m o ś ć polskiego pocho
dzenia i zainteresowanie dla k u l t u r y polskiej, niepotrzebnie raczej zmienione dwa
zdania dalej na „ a k c e p t a c j ę rodzimych w a r t o ś c i k u l t u r o w y c h " (s. 7). Szkoda, że
autor nie u s t o s u n k o w a ł się t u do sugestii G. B a b i ń s k i e g o \ opartych wprawdzie
na analizie Polonii p ó ł n o c n o a m e r y k a ń s k i e j , ale m a j ą c y c h n i e w ą t p l i w i e bardziej
ogólne znaczenie. M o ż n a sądzić, że W. Sobisiak optymistycznie określił liczebność
polonijnych zbiorowości w Europie Zachodniej, p r z y j m u j ą c faktycznie najbardziej
liberalnie p o j m o w a n ą ś w i a d o m o ś ć pochodzenia i j a k i e ś zainteresowanie dla nie
k t ó r y c h e l e m e n t ó w polskiego dziedzictwa kulturowego, a t a k ż e dla Polski. W z w i ą z
k u z t y m nasuwa się też uwaga, iż trzecia z w y r ó ż n i o n y c h przez autora grupa po
lonijnych (ze w z g l ę d u na s t o p i e ń społecznej a k t y w n o ś c i k u l t u r a l n e j , s. 39), powinna
być o k r e ś l o n a raczej j a k o z a c h o w u j ą c a
jeszcze n i e k t ó r e
elementy
przywiezionego z Polski b a g a ż u kulturowego.
Druga w ą t p l i w o ś ć w i ą ż e się ze zbiorem k r a j ó w , ujętych przez autora pod
w s p ó l n e miano Europy Zachodniej. Włączenie do tej Europy Grecji i T u r c j i mogło
w y n i k n ą ć t y l k o z bardzo uproszczonego, dychotomicznego podziału naszego k o n
tynentu na E u r o p ę Z a c h o d n i ą — k a p i t a l i s t y c z n ą i W s c h o d n i ą — socjalistyczną.
Włączenie J u g o s ł a w i i u w a ż a m za nieuzasadnione z d w ó c h p o w o d ó w . Po pierwsze
J u g o s ł a w i a nie n a l e ż y do Europy Zachodniej (choć aspiracje w t y m k i e r u n k u m a j ą
S ł o w e ń c y i Chorwaci — podobnie j a k my), a po drugie emigracja skierowana na
obszar tego p a ń s t w a od s c h y ł k u X I X w . zdecydowanie różniła się od emigracji do
innych k r a j ó w Europy, gdyż była to emigracja c h ł o p s k a z w y r a ź n y m od p o c z ą t k u
celem osadnictwa rolniczego, a osiedlano się na w s i w grupach przynajmniej k i l k u
rodzin. Podobne rolnicze osadnictwo polskich c h ł o p ó w znajdujemy t y l k o na tere
nie Bukowiny, dziś w R u m u n i i P ó ł n o c n e j , k t ó r a do I w o j n y ś w i a t o w e j n a l e ż a ł a
r ó w n i e ż do A u s t r i i , podobnie j a k Bośnia. W obu wypadkach chłopscy osadnicy
pochodzili z podlegającej w ó w c z a s A u s t r i i Galicji. Dodajmy, że przynajmniej k i l k a
z d a ń w omawianej książce n a l e ż a ł o się t a k ż e I r l a n d i i , gdzie m i e s z k a j ą j a c y ś nie
liczni, polscy w y c h o d ź c y . Wymienione usterki (jeśli istotnie są n i m i ) nie zaszko
dziły przecież zasadniczej t r e ś c i książki.
Rozdział I I , n a j w a ż n i e j s z y i najobszerniejszy w tej książce (obejmuje 2/5 w ł a
ściwego tekstu), przedstawia rodzinę, dom i zwyczaje w zbiorowościach polonijnych.
Jest t u scharakteryzowane, z konieczności ogólnie i na w y b r a n y c h p r z y k ł a d a c h
' G . B a b i ń s k i , Zachowanie tradycji kulturowej
polonijnych, „ P r z e g l ą d Polonijny", z. 1: 1978, s. 72-73.
i narodowej
w
rodzinach
288
ARTYKUŁ R E C E N Z Y J N Y I OMÓWIENIA
(zwłaszcza z n a j w i ę k s z y c h skupisk polonijnych), zawieranie m a ł ż e ń s t w , d o b ó r p a r t
n e r ó w i obyczajowość weselna, stosunki i zwyczaje rodzinne, dom i mieszkanie,
tradycje kulinarne, s t r ó j ludowy, „inne formy p i e l ę g n o w a n i a k u l t u r y
rodzimej"
oraz o b r z ę d o w o ś ć doroczna.
Jest to rozdział najcenniejszy, w a r t rozwinięcia w całą osobną k s i ą ż k ę . A u t o r
potrafi z a w r z e ć w n i m s y n t e z ę swych s p o s t r z e ż e ń i udzielonych m u informacji na
temat n a j w a ż n i e j s z y c h , a t a k ż e mniej w a ż n y c h p r z e j a w ó w prywatnego życia ludzi
z rozmaitych zbiorowości i k r ę g ó w polonijnych k i l k u n a s t u europejskich k r a j ó w .
Jest t u wiele setek zwięźle podanych informacji, szczegółowych i u o g ó l n i o n y c h ,
b u d z ą c y c h czasem swoiste odkrywcze zdumienie czytelnika, j a k stwierdzenie „ p ł y t
k i e j " p a m i ę c i historycznej e m i g r a n t ó w (s. 79), czy u n i k a t o w o ś c i i o d m i e n n o ś c i licz
nych polskich z w y c z a j ó w i o b r z ę d ó w dorocznych (w t y m w i g i l i i , o p ł a t k a , w i e l k a
nocnego ś w i ę c e n i a potraw, n i e k t ó r y c h f o r m zabaw), czasem niedowierzanie, j a k
przy charakterystyce specyficznie polskich potraw, w ś r ó d k t ó r y c h są p o t r a w y o nie
zbyt dawnej i niekoniecznie polskiej proweniencji. Cześć dla z m a r ł y c h mylnie na
zwał autor kultem z m a r ł y c h (s. 58), ale takich p o t k n i ę ć jest t u bardzo niewiele.
P o p r a w i ć n a l e ż a ł o w a d l i w e zapisy fonetyczne w y r a ż e ń gwarowych (jak np. „ciłotka" na s. 54). Rozdział ten istotnie przekonuje, iż Polacy w krajach osiedlenia
raczej integrowali się do k u l t u r y tych k r a j ó w , n i ż asymilowali, że w y t w a r z a l i swo
istą d w u k u l t u r o w o ś ć , m o ż l i w ą do w y k r y c i a jeszcze w d r u g i m i trzecim pokoleniu.
Rozdział n a s t ę p n y ( I I I ) o pracy e m i g r a n t ó w , oparty dla odmiany w znacznej
mierze na ź r ó d ł a c h publikowanych, przedstawia zwięźle przemiany w strukturze
zawodowej (a w ł a ś c i w i e w składzie zawodowym) polskich w y c h o d ź c ó w i i c h po
t o m k ó w , rodzaje w y k o n y w a n y c h z a w o d ó w od robotniczych po zawody wolne
i t w ó r c z e , dalej prace i zajęcia pozazawodowe oraz udział P o l o n u s ó w w życiu
z w i ą z k o w y m . T u r ó w n i e ż w ł a s n e badania autora d o s t a r c z y ł y
najważniejszych
i najbardziej i n t e r e s u j ą c y c h danych. Można n a d m i e n i ć , że nieuzasadnione stwier
dzenie o ł a t w y m uzyskiwaniu pracy przez polskich i n t e l i g e n t ó w w niepolskich k r a
jach monarchii a u s t r o w ę g i e r s k i e j (s. 116) przytoczone zostało za przedwojennym,
popularnym a r t y k u ł e m , ubocznie p o r u s z a j ą c y m ten temat. Rozdział ten n a l e ż a ł o ,
j a k sądzę, umieścić raczej jako drugi w kolejności.
A k t y w n o ś ć społeczna, o m ó w i o n a w rozdz. I V , obejmuje p r z e d s t a w i o n ą obszer
nie i z licznymi p r z y k ł a d a m i p r a c ą organizacji polonijnych, amatorski ruch artys
tyczny i krzewienie k u l t u r y fizycznej. A u t o r p o d k r e ś l i ł t u d ł u g o t r w a ł ą , o w o c n ą
działalność licznych m a ł y c h organizacji polonijnych, f u n k c j o n u j ą c y c h
zwłaszcza
w ś r o d o w i s k a c h robotniczych polskiego w y c h o d ź s t w a we Francji, Belgii, Holandii
i RFN.
Niejako p r z e d ł u ż e n i e tematu stanowi t r e ś ć r o z d z i a ł u V , p r z e d s t a w i a j ą c e g o k o n
t a k t y z p o l s k ą szkołą, p r a s ą i k s i ą ż k ą , a w t y m k r ó t k ą c h a r a k t e r y s t y k ę polskiego
szkolnictwa na obczyźnie, p r a c ę k u l t u r a l n o - o ś w i a t o w a , czytelnictwo prasy i książek
oraz księgozbiory polskie.
W podsumowaniu p r z y p o m n i a ł autor główne, pierwszoplanowe zagadnienia r o
dzimej k u l t u r y Polonii zachodnioeuropejskiej, a k c e n t u j ą c trwanie, a nawet o ż y w i a
nie się licznych e l e m e n t ó w k u l t u r y duchowej, u w y d a t n i a j ą c y c h związki z polskością.
„W trakcie b a d a ń z a o b s e r w o w a ł e m jedno z bardzo pozytywnych zjawisk, miano
wicie, że w ł a ś n i e mniejszości narodowe pochodzenia polskiego, w o d r ó ż n i e n i u od
innych grup narodowych żyjących na emigracji, najlepiej w y t r z y m u j ą p r ó b ę czasu
i najwierniej t r w a j ą przy swojej rodzimej k u l t u r z e " (s. 207). To stwierdzenie w y
m a g a ł o b y jednak w e r y f i k a c j i poprzez r ó w n i e d o k ł a d n e badania owych innych
grup narodowych.
K s i ą ż k a W. Sobisiaka, w r ę c z f a s c y n u j ą c a dla polskiego historyka, etnografa
czy socjologa, zainteresowanego r ó ż n o r o d n o ś c i ą , z m i e n n o ś c i ą i t r w a ł o ś c i ą polskiej
289
ARTYKUŁ R E C E N Z Y J N Y I OMÓWIENIA
k u l t u r y , nasuwa t a k ż e k i l k a istotnych, ogólniejszych p y t a ń , na k t ó r e sarn czytelnik
s t a r a ć się m o ż e o odpowiedź. A u t o r nie p o s t a w i ł ich w y r a ź n i e , nie z d e c y d o w a ł się
t a k ż e na skonfrontowanie ogólniejszych w n i o s k ó w , w y n i k a j ą c y c h z jego pracy,
z w y n i k a m i innych b a d a ń oraz z bardziej ogólnymi problemami b a d a ń nad zbiorow o ś c i a m i polonijnymi, poruszanymi już w publikacjach lub d o t ą d jakby omija
n y m i . Być może, że p o z o s t a w i ł to do o m ó w i e n i a w osobnym studium. S p r ó b u j m y
w s p o m n i e ć przynajmniej o n i e k t ó r y c h z nich.
Dla u z u p e ł n i e n i a czy wzbogacenia przedstawionego przez autora obrazu rodzi
mej k u l t u r y skupisk polonijnych zachodniej Europy w a ż n e znaczenie posiadają
realizowane w t y m ż e czasie badania i publikacje J. G r u s z y ń s k i e g o , dotyczące p r o
cesów integracyjnych Polonii francuskiej w 3 pokoleniach, od 1919 do 1978 r .
Podobnie jak W. Sobisiak, p r o w a d z i ł G r u s z y ń s k i swe badania głównie w terenie,
na obszarze całej Francji. W szeregu spraw relacje i wnioski obu a u t o r ó w są ude
rzająco
zbieżne, mniej uchwytne są zaś, bez d o k ł a d n i e j s z e j analizy, różnice.
Szczegółowe p o r ó w n a n i e w y n i k ó w obu tych b a d a ń b y ł o b y bardzo wskazane. Istotne
zwłaszcza w y d a j ą się stwierdzenia J. G r u s z y ń s k i e g o dotyczące subkultury polskich
e m i g r a n t ó w we F r a n c j i P ó ł n o c n e j i jej w p ł y w u na lokalne ś r o d o w i s k a francuskie
oraz integrowania się drugiego pokolenia tych e m i g r a n t ó w z k u l t u r ą f r a n c u s k ą , lecz
z zachowaniem pewnych cech k u l t u r y polskiej, co powoduje d w u k u l t u r o w o ś ć rodzin
i ś r o d o w i s k polonijnych .
Jak stwierdzono przed k i l k u laty, badania nad ś r o d o w i s k a m i
polonijnymi
w Europie są słabo zaawansowane, a w szczególności badania nad ich k u l t u r ą .
N a s t r ę c z a j ą one, w b r e w pozorom, w i ę k s z y c h t r u d n o ś c i niż modne w r ę c z przez sze
reg lat badania nad P o l o n i ą p ó ł n o c n o a m e r y k a ń s k ą . W odniesieniu do b a d a ń et
nicznych w Stanach Zjednoczonych stwierdzono zresztą, że przy dużej liczbie pod
j ę t y c h t e m a t ó w (w t y m przez a u t o r ó w a m e r y k a ń s k i c h ) znamionuje je jeszcze „nie
d o w ł a d teoretyczny i metodologiczny" . P o z n a ń s k i o ś r o d e k b a d a ń
polonijnych,
utworzony w 1974 r. i m a j ą c y dość liczną obsadę p e r s o n a l n ą , k t ó r y m i a ł s k u p i ć
się na badaniach w Europie, nie w y k a z a ł się d o t ą d widocznymi osiągnięciami w pra
cach empirycznych, terenowych, poza niezależnie p o d j ę t y m i badaniami W. Sobisiaka. W katedrach etnografii prawie nie podejmowano empirycznych b a d a ń nad k u l
t u r ą naszych w y c h o d ź c ó w i ich p o t o m k ó w poza j e d n y m w y j ą t k i e m — b a d a ń nad
n i e w i e l k ą zbiorowością c h ł o p s k ą na W ę g r z e c h « . Ogólny program b a d a ń nad Po
lonią, przedstawiony w 1975 r., u w z g l ę d n i a r o d z i m ą k u l t u r ę zbiorowości polonijnych
ogólnie w p. 14. 1: „ P r z e m i a n y w z o r ó w i w a r t o ś c i k u l t u r o w y c h w zbiorowościach
polonijnych", a p r o b l e m a t y k ę etnograficzną j a k b y redukuje do jednego tematu
w p. 14. 2: „ T r w a n i e i przemiany f o l k l o r u polskiego w zbiorowościach polonij
nych" — na ogólną liczbę 93 t e m a t ó w ogólnych i s z c z e g ó ł o w y c h . Nad f a k t a m i
t y m i w a r t o się z a s t a n o w i ć .
2
8
4
5
7
2
J . G r u s z y ń s k i , Społeczność
polska we Francji, 1918-1978, Warszawa 1981.
J . G r u s z y ń s k i , Aktywność
zawodowa Polaków we Francji w latach 19221972, „ K u l t u r a i S p o ł e c z e ń s t w o " , nr 2: 1974; t e n ż e , Integracja emigrantów
pol
skich ze społeczeństwem
francuskim w latach 1919-1975, [ w : ] Stan i potrzeby badań
nad zbiorowościami
polonijnymi, K r a k ó w 1976, zwłaszcza ss. 568-571 i 577; t e n ż e ,
Integracja religijna Polaków we Francji, „ S t u d i a Polonijne", nr 4, L u b l i n 1981.
A . K w i l e c k i , Polonia w Europie, [ w : ] Stan i potrzeby badań..., s. 531 n.
E . M o r a w s k a , Współczesne
tendencje w amerykańskich
badaniach etnicz
nych, „ P r z e g l ą d Polonijny", z. 2: 1977, s. 47.
• Por. R. K a n t o r , E. K r a s i ń s k a , Potomkowie osadników
z Polski we
wsiach Derenk i Istvanmajor na Węgrzech. Monografia etnograficzna, Zeszyty Nau
kowe Uniwersytetu J a g i e l l o ń s k i e g o , K r a k ó w 1981.
H . K u b i a k , O koncepcję
badań polonijnych w kraju, „ P r z e g l ą d Polonijny",
nr 1: 1975, s. 23-26.
8
4
5
7
19 — Etnografia Polska 29/2
290
ARTYKUŁ R E C E N Z Y J N Y I OMÓWIENIA
Z książki W. Sobisiaka m o ż n a w y p r o w a d z i ć dwa w a ż n e wnioski dla całości
b a d a ń polonijnych. Po pierwsze, że trzeba znacznie więcej niż d o t ą d uwagi po
święcić terenowym, empirycznym badaniom zbiorowości polonijnych w Europie,
gdyż p r z e o b r a ż a n i e się i trwanie odrębności k u l t u r o w y c h tych zbiorowości nie
t y l k o ukazuje nowe aspekty k u l t u r y polskiej i polskiego obyczaju, lecz t a k ż e u m o ż
l i w i a lepsze poznanie innych s p o ł e c z e ń s t w i k u l t u r Europy, a t a k ż e — bardziej
ogólnych p r a w i d ł o w o ś c i zmian k u l t u r o w y c h i s k u t k ó w zderzenia k u l t u r we w s p ó ł
czesnym świecie. Po drugie, że n a l e ż a ł o b y w z w i ą z k u z t y m z r e w i d o w a ć dotych
czasowy program badawczy i szerzej u w z g l ę d n i ć w n i m w ł a s n e , samorzutnie k s z t a ł
towane treści k u l t u r y w y c h o d ź c ó w , a zwłaszcza ich obyczaju, szczególnie w ś r o d o
wiskach robotniczych. Dla tego celu n a l e ż a ł o b y odpowiednio d o b i e r a ć i kształcić
badaczy, zwłaszcza w zakresie etnografii, a t a k ż e historii i socjologii k u l t u r y . Po
chodzące sprzed blisko 10 lat uwagi W. Sobisiaka o zakresie i potrzebach etnogra
ficznych b a d a ń nad polskimi skupiskami emigracyjnymi są nadal w pełni a k t u
alne .
E d w a r d Pietraszek
8
T O M A S G E R H O L M , Market, Mosque and Mafraj — Social Inequality
meni Town, Stockholm 1977, Stockholm Studies i n Social Anthropology
in a
Ye
T r z y t y s i ę c z n e miasteczko Manakha w Jemenie P ó ł n o c n y m było w latach 19741975 obiektem b a d a ń szwedzkiego antropologa społecznego, Tomasa Gerholma,
a n a s t ę p n i e tematem jego pracy doktorskiej. Plon eksploracji wydano w Departa
mencie Antropologii Społecznej Uniwersytetu Sztokholmskiego pod t y t u ł e m Targ,
meczet i mafradż.
S ł o w o m a f r a d ż oznacza specjalny pokój gościnny, w k t ó r y m
s z a n u j ą c y się mieszkaniec j e m e ń s k i e j mieściny u r z ą d z a co p o p o ł u d n i e dla znajo
mych, k l i e n t ó w i służby wielogodzinne spotkania polegające na paleniu fajek, po
pijaniu w o d y r ó ż a n e j i żuciu gatu, ł a g o d n i e o d u r z a j ą c e j r o ś l i n y (Catfia edulis).
Zasadniczym tematem obserwacji Gerholma prowadzonych w Manakha b y ł y
mechanizmy u t r z y m u j ą c e system tradycyjnej hierarchii społecznej, k t ó r y zamyka
się w t r ó j k ą c i e trzech pseudokast: sada, kabil i nagi. Przedstawiciele sada, t r a d y
cyjnie cieszący się n a j w y ż s z y m autorytetem, obsadzają stanowiska w życiu r e l i
g i j n y m i administracyjnym. Kabilowie natomiast, w y w o d z ą c y się z rolniczych i za
razem wojowniczych plemion okolicznych, są dostarczycielami zboża i t w o r z ą siłę
z b r o j n ą , b r o n i ą zatem reszty s p o ł e c z e ń s t w a . Wreszcie nagi to ponoć potomkpwie
dawnych n i e w o l n i k ó w . D o s t a r c z a j ą oni p o z o s t a ł y m d w u „ k a s t o m " siły roboczej,
służą i m , a zarazem o t r z y m u j ą opiekę, posługi religijne i zboże. O t y m , j a k funkcjo
n o w a ł ten system w połowie lat 70-tych, w j a k i sposób o d n a w i a ł się i zarazem prze
ż y w a ł swoje kryzysy, opowiada autor 207-stronicowej k s i ą ż k i , opatrzonej s ł o w n i c z
kiem terminologicznym, przypisami, o b s z e r n ą l i t e r a t u r ą przedmiotu, fotografiami,
wykresami i mapkami. K r o k za k r o k i e m wprowadza nas Gerholm w rozmaite dzie
dziny życia miasteczka, k r e ś l ą c przy okazji jego dzieje, opisując w y g l ą d , s y t u a c j ę
e k o n o m i c z n ą , lokalny u k ł a d sił, o m a w i a j ą c wreszcie rolę tego prowincjonalnego
centrum na tle całego regionu. Zasadniczy problem n u r t u j ą c y autora nie przesłonił
m u w i ę c reszty i n t e r e s u j ą c e g o nas wycinka k u l t u r y współczesnego Bliskiego Wscho
du. A rzecz jest j u ż chociażby dlatego ciekawa, p o n i e w a ż osiadłe od n i e p a m i ę t n y c h
czasów społeczności z p o ł u d n i o w e j A r a b i i odbiegają w w i e l u wypadkach od beduińskiego stereotypu Araba, do jakiego przyzwyczaiło nas naukowe i popularne p i ś
miennictwo. Tak więc np. dowiadujemy się z omawianej t u pracy, że osiadłe od
8
W. S o b i s i a k , Emigracja
g l ą d Polonijny", z. 1: 1975.
jako przedmiot
badań
etnograficznych,
„Prze
ARTYKUŁ R E C E N Z Y J N Y I OMÓWIENIA
291
w i e k ó w , plemienne wioski rolnicze stoją w hierarchii społecznej masywu Haraz
w y ż e j niż m i e s z c z a ń s k a l u d n o ś ć Manakha, w zasadzie nie m o g ą c a się l e g i t y m o w a ć
p r z y n a l e ż n o ś c i ą do jakiegokolwiek plemienia. To rolnicy okoliczni niegdyś m i e l i
w pierwszym rzędzie prawo do ostentacyjnego noszenia strzelb, niezależnie od w i e l
kich, k r z y w y c h noży dżanbija, b ę d ą c y c h symbolem męskości. W ś r ó d mieszczańskich,
kupieckich i r z e m i e ś l n i c z y c h rodzin natomiast n a l e ż y do dobrego tonu p o d k r e ś l a n i e ,
że osiedliły się one w mieście zupełnie niedawno i bynajmniej nie na stałe, gdyż
łączą je jakoby — w rzeczywistości mniej l u b bardziej z m y ś l o n e — w i ę z y szcze
powe z o k r ę g a m i wolnych, wojowniczych r o l n i k ó w . Samo o k r e ś l e n i e arab pierwot
nie odnosiło się tutaj do osiadłej w mieście, zdetrybalizowanej ludności. Nie ozna
czało zatem n a r o d o w o ś c i i wcale nie było dla swoich posiadaczy powodem do dumy.
Osobliwości lokalnej k u l t u r y , jakie opisuje k s i ą ż k a Gerholma, m o ż n a b y ł o b y przy
t a c z a ć m n ó s t w o . T u jednak z w r ó ć m y u w a g ę na sprawy pozornie marginesowe, lecz
w istocie z w i ą z a n e z p r o b l e m a t y k ą bardzo w a ż n ą . Jak mianowicie i w jakich
warunkach, a dalej, j a k i m i metodami autor dochodził do tematu swoich b a d a ń ? Co
sam sądzi o w y n i k a c h swej pracy terenowej? Na jakie n a t r a f i a ł przeszkody?
Z a n i m rozpoczął studia antropologii społecznej w Sztokholmie, m i a ł Gerholm
stosunkowo długi staż pracy dziennikarskiej. P o d r ó ż o w a ł , spędzając pewien okres
w Brazylii. W ł a d a paroma j ę z y k a m i europejskimi. Jego dziennikarska przeszłość
raz po raz przebija z k a r t studium o Manakha. Tekst jest k l a r o w n y , styl dowcipny,
u k ł a d prosty i z r o z u m i a ł y . A u t o r nie obawia się, że jego w y w ó d może stracić
z powodu i n t e r e s u j ą c e j formy, z a c h o w u j ą c e j zasady dziennikarskiego eseju. Osch
łość i l ę k l i w a pedanteria, j a k ą n i e k t ó r y m Szwedom zarzucają i n n i autorzy na Za
chodzie, to cechy, k t ó r y c h na szczęście nie znajdziemy w prezentowanej t u książce.
Trzeba r ó w n o c z e ś n i e n a d m i e n i ć , że Gerholm prowadzi swój w y k ł a d precyzyjnie
i dba o d o k u m e n t a c j ę nader skrupulatnie. C h w a l ą c styl, n a l e ż y chyba oddać spra
wiedliwość angielskiej konsultantce j ę z y k o w e j , Carol Fred, k t ó r e j Gerholm d z i ę
kuje na w s t ę p i e .
A u t o r p r o w a d z i ł obserwacje terenowe w dość cieplarnianych warunkach, jeżeli
p o r ó w n a m y je z s y t u a c j ą , w jakiej zazwyczaj przychodziło działać w krajach po
zaeuropejskich polskim etnografom doby powojennej. Włączył się w program ba
dania r ó ż n y c h k u l t u r ś w i a t a , realizowany przez swój departament uniwersytecki.
Obserwacje terenowe w Jemenie P ó ł n o c n y m , a n a s t ę p n i e ich opracowywanie
i wydanie w Szwecji, f i n a n s o w a ł o pięć instytucji: Bank Szwedzki, Szwedzka Rada
do Spraw B a d a ń Społecznych, Fundacja Vega, Skandynawski I n s t y t u t S t u d i ó w
Azjatyckich oraz Szwedzka Rada do Spraw B a d a ń Humanistycznych.
Praca Gerholma nosi wyraźne, p i ę t n o osobistych przeżyć autora w ś r ó d miesz
czan j e m e ń s k i c h . P r a g n ą ł b o w i e m ocalić coś z otaczającego go ś w i a t a i z t r u d n o ś c i ,
j a k i m m u s i a ł codziennie s t a w i ć czoła. R ó w n o c z e ś n i e k r y t y k u j e we w s t ę p i e t y c h
a n t r o p o l o g ó w i e t n o g r a f ó w , k t ó r z y po powrocie do domu poddali swoje m a t e r i a ł y
ptzesadnie surowej cenzurze n i m zdecydowali się na ich p u b l i k a c j ę . W rezultacie
bowiem p o w s t a j ą pedantyczne, monotonne zestawy f a k t ó w i ich interpretacje, bez
całego kontekstu codziennych b a d a ń , w ą t p l i w o ś c i , niespodzianek i lokalnego k o
lorytu.
Przyznaje się zatem Tomas Gerholm na p o c z ą t k u , że w sposób t y p o w y dla
w i e l u m ł o d y c h badaczy (miał w ó w c z a s 30 lat) p o d j ą ł temat w k r a j u raczej o m i
j a n y m przez innych a n t r o p o l o g ó w , co — j a k sądzi — jest w gruncie rzeczy t r o c h ę
t c h ó r z l i w ą p o s t a w ą . Miał też — j a k z a u w a ż a — n a i w n ą nadzieję, że jego praca
przyczyni się do zrewidowania u p r z e d z e ń , jakie żywi w z g l ę d e m ś w i a t a arabskiego
w i e l u ludzi Zachodu. No i ostatecznie u r z e k ł y go krajobrazy Jemenu, jego p o s t r z ę
pione ł a ń c u c h y górskie i osady-fortece, wzniesione przez w o j o w n i c z ą ludność.
Wiedząc, że Jemen P ó ł n o c n y zamieszkiwany jest przez względnie h o m o g e n i c z n ą
292
ARTYKUŁ R E C E N Z Y J N Y I OMÓWIENIA
pod w z g l ę d e m etnicznym l u d n o ś ć , r o z w a ż a ł przez chwilę port Hodeida nad Morzem
Czerwonym jako najbardziej urozmaicony p u n k t obserwacji, p e ł e n k o n t r a s t ó w
narodowych, plemiennych i zawodowych. Jednak gorący, niezdrowy k l i m a t nizinny
s t a w i a ł b y pod znakiem zapytania zaplanowany przez Gerholma d w u m i e s i ę c z n y po
byt w Jemenie jego dzieci. Nadto niepokoje polityczne, jakie w y b u c h ł y w porcie,
u n i e m o ż l i w i ł y b y swobodne prowadzenie w y w i a d ó w . K r a j w t y m okresie m i a ł j u ż
co prawda za sobą d ł u g ą w o j n ę d o m o w ą i stacjonowanie oddziałów egipskich,
lecz nadal m o ż n a się było liczyć z podejrzliwością w ł a d z administracyjnych. W y b ó r
zatem p a d ł na Manakha, stolicę górskiego o k r ę g u Haraz, niegd3 ś słynnego z pro
dukcji k a w y , a obecnie gatu. Położona w pobliżu g ł ó w n e j szosy łączącej port H o
deida ze stolicą kraju. S a n ą , miała Manakha ponadto w a l o r y miasteczka r ó ż n o r o d
nego etnicznie i religijnie. Do lat 50-tych m i e s z k a ł a t a m starodawna społeczność
Ż y d ó w jemenickich. Trzy sekty m u z u ł m a ń s k i e r y w a l i z o w a ł y ze sobą w okolicy,
a lokalne sanktuarium izmaelickie przyciągało p i e l g r z y m ó w z A f r y k i i P ó ł w y s p u
Indyjskiego. K l i m a t tego górskiego miasteczka b y ł w z g l ę d n i e chłodny, zdrowy
i przyjemny w p r z e c i w i e ń s t w i e od otaczających je p o s ę p n y c h dolin.
J u ż w r o k u 1972 w Stanie Gerholm poznał francuskiego zakonnika, ojca Etienne
Renaud, k t ó r y umożliwił m u wejście w ś r o d o w i s k o mieszczańskie Manakha. W t y m
czasie Szwed w zaledwie niewielkim stopniu o p a n o w a ł czynną znajomość arabszczyzny. Mógł jednak w t y m j ę z y k u czytać. Dowiadujemy się, że k o r z y s t a ł
z aktywnego poparcia ambasady szwedzkiej, a później nawet na miejscu odwiedził
go ambasador. T a k ż e i wielu innych E u r o p e j c z y k ó w , z a r ó w n o n a u k o w c ó w d z i a ł a
jących w Jemenie, jak i z w y k ł y c h t u r y s t ó w , w s t ę p o w a ł o do Manakha, by porozma
w i a ć ze sztokholmskim antropologiem. Nie czuł się on zatem osamotniony i odcięty
od rodzimego ś r o d o w i s k a . Przeciwnie, daje do zrozumienia, że ten s t r u m i e ń gości
chwilami b y w a ł nawet kłopotliwy. Zresztą w p e w n y m okresie do Gerholma przy
b y ł a jego żona z dwoma c ó r k a m i oraz teść, co w z m o c n i ł o autorytet naszego badacza
pośród miejscowej ludności. Samotny dziwak bez rodziny nie w z b u d z a ł bowiem
u n i e k t ó r y c h zbytniego zaufania. Co miesiąc autor relacji w y r u s z a ł do stolicy, by
z banku w Sanie podjąć p e w n ą k w o t ę na swoje bieżące w y d a t k i . Przez w i ę k s z ą
część pobytu w Manakha k o r z y s t a ł z samochodu w y p o ż y c z o n e g o m u przez znajo
mego eksperta szwajcarskiego. To nie t y l k o u ł a t w i a ł o poruszanie się po okolicy,
lecz przede wszystkim p o z w a l a ł o na świadczenie arabskim przyjaciołom usług,
drobnych u p r z e j m o ś c i , k t ó r e z y s k i w a ł y Szwedowi p o p u l a r n o ś ć . Z t y m cudzoziem
cem opłacało się b y ć w dobrej komitywie'. P r e s t i ż badacza z m a l a ł dość g w a ł t o w n i e ,
gdy pod koniec pobytu właściciel wozu wrócił i trzeba było o b y w a ć się bez sa
mochodu. Opacznie i na niekorzyść Gerholma opinia miasteczka oceniła fakt odjaz
du jego rodziny do Szwecji. U w a ż a n o , że najbliżsi go po prostu porzucili, a zatem
jest co n a j w y ż e j politowania godnym rozbitkiem życiowym, k t ó r y u t r a c i ł poparcie
swojaków.
r
Opis pierwszej audiencji u gubernatora Manakha i p o s z u k i w a ń mieszkania w t o
warzystwie miejscowego szeicha jest z a r ó w n o n i e s ł y c h a n i e zabawny, j a k i dostarcza
m n ó s t w a r e a l i ó w k u l t u r o w y c h . I tak np. szwedzki badacz ostatecznie m u s i a ł zre
z y g n o w a ć z k w a t e r y n ę d z n e j i p r y m i t y w n e j , j a k i z wygodnej, i o k a z a ł e j , znajdu
jącej się w domu bogacza. Pierwsza była poniżej nawet najskromniejszego stan
dardu życia Europejczyka. Druga n a r a ż a ł a antropologa na bojkot ze strony m i e j
skiego p o s p ó l s t w a , u r a ż o n e g o , że obcy chce z a m i e s z k a ć w izolowanej rezydencji.
Dalej Gerholm pisze, że z a a n g a ż o w a ł s ł u ż ą c e g o - p o m o c n i k a , niejakiego Hassana.
Widzimy zatem, że fundusze badacza p o z w a l a ł y na tego rodzaju t r w a ł y wydatek,
o k t ó r y m polski etnograf-stypendysta w podobnej sytuacji nie może nawet m a r z y ć .
Hassan, wygadany i w ł a d a j ą c y angielszczyzną w y c h o d ź c a z Adenu, z miejsca nie
co z m a j o r y z o w a ł swego c h l e b o d a w c ę , s t a j ą c się t ł u m a c z e m , p o w i e r n i k i e m oraz i n -
ARTYKUŁ R E C E N Z Y J N Y I OMÓWIENIA
293
terpretatorem n i e z r o z u m i a ł y c h obyczajów i zjawisk. W rezultacie s t a ł się subtelnym
f i l t r e m , przez k t ó r y docierały do Szweda realia miasteczka. W y r a ź n i e j wyszło to
na j a w pod koniec pobytu Gerholma, kiedy Hassan p o d z i ę k o w a ł za służbę i gdy
przyszło p r o w a d z i ć w y w i a d y bez pomocy totumfackiego interpretatora. Szczęściem
nasz antropolog poczynił w ciągu miesięcy duże p o s t ę p y w potocznej arabszczyźnie,
aczkolwiek — j a k przyznaje — nie b y ł w stanie w y ł a w i a ć wszystkich n i u a n s ó w
z r o z m ó w na bazarze, czyli nie mógł •— wedle zaleceń jednego z badaczy amery
k a ń s k i c h — „słuchać trzecim uchem".
Gerholm jest ś w i a d o m faktu, że jego obraz Manakha to wizja n i e p e ł n a . Nie
mógł p r z e p r o w a d z a ć w y w i a d ó w z kobietami. Nie uczestniczył w kobiecych posiadach żucia gatu, analogicznych do s p o t k a ń m ę s k i c h . Nie ustosunkowuje się do tego
problemu, j a k ż e istotnego dla eksploracji k u l t u r m u z u ł m a ń s k i c h . T u wszelako w y
padnie z a u w a ż y ć , że indywidualne prace terenowe w takich ś r o d o w i s k a c h , p r o w a
dzone w y ł ą c z n i e przez mężczyzn, powoli zaczynają się m i j a ć z celem. Dostarczają
one — rzecz jasna — coraz to nowych szczegółów z życia tych społeczności, ale
nie dają obrazu pełnego, p o z w a l a j ą c e g o na p o w a ż n e p r ó b y interpretacji gromadzo
nych f a k t ó w .
Nigdy nie u d a ł o się wejść Szwedowi do meczetu. Co prawda jako przedstawiciel
k r ę g u cywilizacji c h r z e ś c i j a ń s k i e j , lecz zarazem człowiek n i e w i e r z ą c y , autor studio
w a ł zasady islamu i nawet niejednokrotnie p o b i e r a ł n a u k i religijne z ust miejsco
w y c h uczonych w p i ś m i e m u z u ł m a n ó w . Część społeczności Manakha oczekiwała
lada dzień jego „ n a w r ó c e n i a " . Gerholm nie chciał jednak d e c y d o w a ć się na tego
rodzaju m i s t y f i k a c j ę , z a d o w a l a j ą c się mianem „ p ó ł m u z u ł m a n i n a " . Jego status b y ł
zresztą dla mieszczan przez całe miesiące z a g a d k ą . P o d a w a ł się za uczonego, k t ó r y
pragnie n a p i s a ć k s i ą ż k ę o obyczajach miasteczka. Lecz ten uczony nie m i a ł —
wzorem miejscowych nauczycieli — grona uczniów. Z faktu, iż u ż y w a ł samochodu
zagranicznego p r z e d s i ę b i o r s t w a , m o ż n a było przypuszczać, że jest ekspertem. Ale
p r a w d z i w i eksperci rzadko b a w i l i dłużej w miasteczku, a ponadto Szwed niczego
nie d o r a d z a ł . Nie b y ł jednak osobistością t u z i n k o w ą , bo kiedy zaraz na p o c z ą t k u
z a a r e s z t o w a ł a go miejscowa policja, najprawdopodobniej w celu wymuszenia ła
p ó w k i , w y s t a r c z y ł jeden w y c i ą g n i ę t y przez cudzoziemca dokument, by komendant
s t a ł się jego przyjacielem...
Szwed podaje t y p o w y r o z k ł a d dnia. Rano praca w domu, studia w y b r a n y c h
z a g a d n i e ń obyczajowo-religijnych, a przed p o ł u d n i e m w ę d r ó w k a po bazarze i przy
siadanie się w kawiarenkach ulicznych na p o g a w ę d k i . Chwytanie atmosfery wza
jemnych zależności, k o n t a k t ó w i k o n s z a c h t ó w towarzyskich, zdawkowych manifes
tacji uległości k l i e n t ó w w z g l ę d e m p a t r o n ó w . Antropolog nie uczestniczył w ż a d n y c h
pracach manualnych nie m a j ą c do nich k w a l i f i k a c j i . Z n a j d o w a ł się zresztą nolens
volens w tej kategorii ludności, k t ó r e j status m a j ą t k o w y i społeczny w r ę c z zabra
n i a ł parania się p r a c ą fizyczną. Gerholm z a u w a ż a , iż liczba takich ludzi była
w miasteczku z a s k a k u j ą c o wielka. Po obiedzie s p ę d z o n y m w restauracji z Hassanem
i j a k i m ś zaproszonym informatorem szedł na k o l e j n ą sesję żucia gatu do k t ó r e g o ś
z z a p r z y j a ź n i o n y c h d o m ó w . Uzyskiwanie codziennie zaproszeń na posiady p o p o ł u d n i o
w e ze strony w p ł y w o w y c h ludzi l u b też w ł a ś c i w e dobieranie sobie p a r t n e r ó w do żucia
n a r k o t y k u w g o ś c i n n y m mafradżu to zdaniem Gerholma probierz statusu w Manakha
i ś w i a d e c t w o sztuki życia w oczach J e m e ń c z y k a . Wieczory u p ł y w a ł y Szwedowi na
mozolnym p o r z ą d k o w a n i u
i uzupełnianiu
notatek, spisywaniu
całodziennych
obserwacji, wypoczynku, s ł u c h a n i u europejskiej m u z y k i z t a ś m , czytaniu.
Ś w i a d o m swoich o g r a n i c z e ń cywilizacyjnych Gerholm przyznaje, że do k o ń c a
trudno m u było w e j ś ć w ton lokalny, polegający na p o b ł a ż l i w y m t r a k t o w a n i u jed
nych przedstawicieli miasteczkowego społeczeństwa, a przyjaznym i u p r z e j m y m i n nycK, k t ó r z y stoją w y ż e j w tradycyjnej h i e r a r c h i i . Z n a t u r y rzeczy u s t ę p l i w y , clawał
się niekiedy ś w i a d o m i e nieść fali w y d a r z e ń codziennych. Z p e w n o ś c i ą m u s i a ł się
294
ARTYKUŁ R E C E N Z Y J N Y I OMÓWIENIA
różnić swoim zachowaniem od otaczających go J e m e ń c z y k ó w , k t ó r z y od dziecka
przyzwyczajeni b y l i do stałej dążności, by z d o m i n o w a ć drugiego człowieka i a ż e b y
dominację tę manifestować.
Nie n o t o w a ł niczego w trakcie r o z m ó w i w s p ó l n y c h s p o t k a ń z i n f o r m a t o r a m i .
Drobiazgowe n o t a t k i r o b i ł w domu, opisując osobno k a ż d e wydarzenie, zjawisko.
Rozmowy — w m i a r ę możności — s t a r a ł się z a p a m i ę t y w a ć i p r z e l e w a ć na papier
w ich autentycznym przebiegu, a nie w streszczeniu. Z a j m o w a ł o m u to m n ó s t w o
czasu. W ś r ó d uczniów miejscowej szkoły p r z e p r o w a d z i ł test prosząc, by napisali
wypracowanie na temat Manakha i jego m i e s z k a ń c ó w . Najlepsi autorzy w y r ó ż n i e n i
zostali w r ę c z e n i e m i m wiecznych piór. Nieoczekiwanie ta szkolna uroczystość na
b r a ł a pompatycznego charakteru z u d z i a ł e m gubernatora. Teraz l u d n o ś ć przyjęła do
w i a d o m o ś c i , że obcy istotnie interesuje się obyczajami m i e ś c i n y . Zapraszano w i ę c
Gerholma na wszystkie ważniejsze uroczystości rodzinne oraz na s ą d y rozjemcze
m i ę d z y z w a ś n i o n y m i rodami. Nie u d a ł a się natomiast zdecydowanie p r ó b a policze
nia poszczególnych rodzin i r o d ó w d r o g ą w r ę c z a n i a i m odpowiednich formularzy do
w y p e ł n i e n i a . Spaliła też na panewce p r ó b a ustalenia, ile n i e g d y ś płacono t u po
datku. Obie akcje w z b u d z i ł y podejrzliwość i opór. Sfera podatkowa b y ł a — j a k się
okazało — szczególnie niebezpieczna do indagacji, p o n i e w a ż t u od dawna dopusz
czano się licznych n a d u ż y ć .
Czy m i a ł e m prawo opisać w książce to, co w i d z i a ł e m , i co m i opowiadano
ufając mojej dyskrecji — pyta autor r o z w a ż a j ą c s k r u p u ł y , k t ó r y c h brak tak w i e l u
badaczom. Dochodzi do wniosku, że zjawiska, jakie p r z e d s t a w i ł przede wszystkim
z m y ś l ą o e u r o - a m e r y k a ń s k i m czytelniku, są m i e s z k a ń c o m Jemenu P ó ł n o c n e g o do
skonale znane. C h ę t n i e o p o w i a d a j ą oni o r ó ż n y c h nieuczciwych poczynaniach a d
ministracji oraz ludzi ze sfer z a m o ż n y c h i w p ł y w o w y c h . Obyczaje p o d k r e ś l a j ą c e
d o m i n a c j ę jednych grup ludzi nad i n n y m i s ą w t y m społeczeństwie p r a k t y k ą j a w
n ą i u z n a n ą . T y m niemniej Gerholm sądzi, że jego p r a c ę n a p r a w d ę ocenić m ó g ł b y
dopiero k t ó r y k o l w i e k z m i e s z k a ń c ó w Manakha, o ile naturalnie d o t a r ł a b y do jego
r ą k i jego ś w i a d o m o ś c i . J e m e ń c z y k z Harazu m ó g ł b y dopiero stwierdzić, czy r e
fleksja szwedzkiego antropologa wnosi cokolwiek do ś w i a t a zjawisk i pojęć, k t ó r e
on, mieszkaniec A r a b i i P o ł u d n i o w e j , zna od dzieciństwa. P o n i e w a ż jednak taka
ocena jest m a ł o prawdopodobna, przeto szwedzki antropolog żyje m i ę d z y d u m ą
z dokonanego dzieła a o b a w ą , że jest ono i n t e r e s u j ą c e t y l k o dla ludzi naszego k r ę
gu cywilizacji. Dla mieszczan z Manakha b y ć może b y ł a b y ta relacja powierzchow
na i banalna...
Praca Gerholma została opublikowana t e c h n i k ą tak zwanej m a ł e j poligrafii,
lecz na z n a k o m i t y m papierze, p o z w a l a j ą c y m nie t y l k o na ilustracje kreskowe, ale
i na fotografie. W tej samej serii w y s z ł o szereg innych prac doktorskich, napisa
nych i obronionych w sztokholmskim Departamencie Antropologii S p o ł e c z n e j . T r a k
t u j ą one o zjawiskach k u l t u r o w y c h w s p ó ł c z e s n e j A f r y k i , A n t y l ó w , Nepalu, szwedz
kiej L a p o n i i czy wreszcie życiu r o b o t n i k ó w tureckich, osiedlonych wraz z rodzinami
w Sztokholmie. Seria tych s t u d i ó w jest u nas raczej nie znana, chociaż zasługuje
na pilniejszą u w a g ę polskiego czytelnika. Rzecz charakterystyczna, iż Szwedzi de
c y d u j ą się od dawna w y d a w a ć swoje prace doktorskie z zakresu antropologii spo
łecznej po angielsku, by od razu w k r a c z a ć na możliwie szerokie f o r u m naukowe
w skali ś w i a t o w e j .
Nasze współczesne p i ś m i e n n i c t w o etnograficzne nie jest zbyt obfite z a r ó w n o
pod w z g l ę d e m oryginalnych, polskich prac, j a k i pozycji t ł u m a c z o n y c h . Może b y
łoby w przyszłości pożyteczne r o z w a ż e n i e przełożenia i wydania u nas k s i ą ż k i T o masa Gerholma, napisanej p i ę k n y m stylem i z d u ż ą k u l t u r ą n a u k o w ą .
Leszek
Dzięgiel
