8334acf160eb9b51509a255bb2ddf0e0.pdf
Media
Part of Po Drugiej w Nocy / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2001 t.55 z.1-4
- extracted text
-
Włodzmóm
WŁODZIMIERZ
Stsntewsfa * PO DRUGIEJ W NOCY. NOTATKI
Dokonują w nas natomiast pewnej alchemii.
Można powiedzieć - pozwalają nam czytać nas samych.
Warunkiem spełnienia takiego dzieła w nas jest jedna
kowoż nasza własna treść.
A co z tymi, którzy są „jako bęben brzmiący...".'
STANIEWSKI
Po Drugiej w Nocy
Notatki
Athos
W Wielkiej Ławrze
Deska, przywieszona do belki stropowej nazywa się semantron. Przy niej młotek drewniany.
Uderzanie w deskę zwołuje na modlitwę, na „New
A r k " (Nowa Arka) - na pamiątkę tego jak Noe zwoły
wał zwierzęta na arkę, uderzając w kawałek drzewa.
Ze wspinaczki na szczyt Athos zawrócił mnie gromo
władny Zeus, bijąc piorunami i waląc gradem wielkości
orzecha.
1988
N o w y Jork
Gesty - Mistyfikacje
Paul Winter, kultowy muzyk, w St. John the Devine
Cathedral w Nowym Jorku w zakątku wielkiego ołta
rza, po Awwakumie, mistycznym szeptem do mnie:
„Dwa tysiące lat ludzkiej kultury mówią w tym przed
stawieniu".
Moim przewodnikiem był farmaceuta z A t e n , który dwa
razy do roku odwiedzał tu swojego ojca duchowego.
Woził dary do Gdańska.
29.07.89 G r e c j a
Rekonesans i Przygotowanie do W y p r a w y
C h a l k i d i k i , nad Morzem Egejskim, skąd Jazon
wyruszał po złote runo.
METE O RA
Mamy tu do czynienia z przekroczeniem porządku
Wysiadam tuż za skrzyżowaniem Promirion - Plątania
(6 km przed Płatania),
Z punktu na szosie, z którego widać już Plątania (jezio
ro) schodzę w prawo w dół, „przejściem" uregulowa
nym spychaczem.
ziemskiego.
Nasuwa się głupia refleksja, „że to wszystko bez sensu".
Ale zaraz druga refleksja, że zjawiska, które mają naj
wyższy sens, sens przekraczający normalny porządek
rzeczy, jawią nam się jako bezsensowne.
W dole opuszczony dom. Wszędzie w okolicy zapach
rogacizny.
Niżej - piękny, naskalny ruczaj.
Woda spływa cienkim strumykiem.
Jest mały zbiornik, ręką ludzką zbudowany.
Wokół platany i inne drzewa liściaste.
Chłodny cień. Błogosławieństwo w tym skwarze.
W takim miejscu spotykać się mogli Dafhis i Chloe.
Najwybitniejsze dzieła ludzkiej wyobraźni są jakby po
zbawione sensu.
Nie mieszczą się ani w porządku pragmatycznym, ani
w przyjętych kanonach. Mają nadmiar treści.
Dzieł wybitnych się nie rozumie. Obcując z nimi po raz
pierwszy, mamy poczucie zagmatwania i chaosu oraz
bezcelowości.
Dalej - z kamieni ułożona ścieżka.
0 Meteorach można powiedzieć, że jest to wielkie
dzieło ludzkiego ducha i ludzkiego charakteru. Z niec
k i kotliny wyrastają strome formacje skalne o różnych
kształtach i w różnych konfiguracjach.
Mocząc się w ruczaju widzę fragment okien opuszczo
nego domu.
W rym układzie ruczaj-dom jest jakaś organiczna pra
widłowość, z zachowaniem geometrycznej harmonii,
wymiarów i układu w przestrzeni.
Przybył tu tysiąc łat temu człowiek, obszedł to dziwowisko
1 głośno rzekł: „oto jest dzieło Boga", dzieło Wieczności.
I kładąc na szalę wszystkie swoje moce dziełu Boga do
pisał parę kresek. Każda z nich to nasadzona na skalny
słup świątynia.
O t o czyn godny rodzaju ludzkiego.
Drzewa nie skrzypią od powiewów wiatru. Tylko koro
ny szumią.
Spalony gaj oliwny - straszny widok. Drzewa roztrza
skane od środka. Osmolone.
Pięć minut. O d ruczaju ścieżka z kamieni przechodzi
w „polną" drogę.
Takie dzieła nie odpowiadają nam na dydaktyczne
pytania.
12
WhéMtn Simiewsk * po DRUGIEJ W NOCY NOTATKI
Z innej strony ruczaju, okazały dom na zboczu. Za
mieszkany.
W dole, w wąwozie też zamieszkany dom. Osioł.
Krzyk jastrzębia nad wzgórzem przede mną.
Stąd (10 min.) od ruczaju słychać warkot samochodów
od szosy.
W sumie bardzo dobre przejście do wyprawy.
12 min. O d ruczaju następny strumień przecinający
drogę. Czarne osy.
Rynie w żlebie skalnym, między głazami. Pięknie obro
śnięty drzewami, trzcinami i palmami.
Za jakieś 15 minut, znów strumień, zupełnie w nizie.
Przy nim altanka..
Potem marsz nieco w górę i zaraz szosa (ok. 1,5 k m . O d
Plątania).
Tak, jak wyruszyłem znad szosy w dół do pierwszego
ruczaju o I I . 4 5 - tak tu jestem o 12.30.
T e n spalony gaj jeszcze gorzej wygląda z przeciwległe
go zbocza, z oddali. Widać bowiem wtedy, ile pracy
włożono w budowę tarasów i pielęgnację drzew. Obraz
pożogi.
Skwar.
most glorious to look on, and now she is scattered i n
a thousand pieces.
[Prawda przyszła na Świat tylko raz w całym swoim peł
nym i doskonałym kształcie, a teraz rozbita i rozsypana
jest w tysiącach, milionach kawałków.]
(Aeropagitica)
Zupełnie serio biorąc to wyznanie, wątpiłbym poważ
nie w poszukiwanie esencji; w akcie twórczym człowie
ka i poszukiwanie esencji w człowieku jako takim.
Próbowałbym raczej zbierać i ukazywać ..scattered frag
ments (okruchy) of truth that reside i n the actions and
beliefs of particular men and women".
Wątpiłbym w teatr poszukiwań, w artystę poszukiwa
cza ponieważ z jego badań jawi się ponura wizja.
Coś zanadto „pachnie" tu kulturową konkwistą, zdo
bywaniem, ideami globalnymi.
Wątpiłbym w dramat obiektywny, tak jak wątpić można
w obiektywną ideologię. Oprócz jednej - idei miłości.
Każdy dramat jest w końcu ostatecznie subiektywny.
Wątpiłbym też w jakiekolwiek posłanie artysty banity,
artysty tułacza.
Szosa Promirion-Platania; bardzo dobra jak na tutejsze
warunki i szersza (z góry).
Szosa Promirion- Lefkos; gorsza, węższa.
Artysta banita, Artysta bez Ziemi musi się stać kon
kwistadorem.
Pozbawiony własnego pejzażu zewnętrznego straci swój
pejzaż wewnętrzny. Będzie pieśniarzem, który kradnie
partytury, a nie umie ich wykonać.
Będzie wieszczkiem bez liry.
Szosa Lefkos - Milina; kiepska nawierzchnia, b. wąska,
kręta (z góry); ale atrakcyjna, z niezwykłym widokiem
w dół na zatokę i wyspy. Dobra do wyprawy.
Stagira 21.30
Wieczorem już (na 351-szym kilometrze) brałem wodę
ze źródła Arystotelesa Stagiryty.
T u ludzie ze Stagiry beczkami wodę nabierają.
I jedna i druga postawa niszczy oikos twórczości.
Tymczasem ekologu sztuki potrzebne jest osobiste do
świadczenie.
Trzy stare kobiety na ławce przy pomniku Mędrca rzeź
bionego w białym marmurze.
Czyli takie doświadczenie, które jest chyba najbliższe
dotykaniu poezji.
Kobiety gaworzą melodyjnie w innym już pewnie niż je
A rym samym doświadczeniu przyrody rzeczy.
go języku.
Arystoteles patrzy ze swego plateau na morze gór przed
sobą i na sierp wschodzącego księżyca.
Zastosowałbym do teatru zdanie Bacona o poezji:
„It is a branch of knowledge, and one of the principal
portions of learning, but i t doth raise and erect the
mind, by submitting the shews of things to the desires
of the mind, whereas reason doth buckle and bow the
mind unto the nature of things."
Submitting the shews of things to the desires of the
mind (... i serca i ciała...).
Piłem ze źródła Arystotelesa...
Notatki do wykładu w Cardiff kwiecień 94
J. M i l t o n miał powiedzieć
That
T r u t h come once into the world i n a perfect shape,
[Poezja „to pewna dziedzina wiedzy i jedna z głównych
L3
Wbdztm^rz Slcmewiki • PO DRUGIEJ W NOCY. NOTATKI
części wiedzy choć podnosi ona i buduje umysł poprzez
stłumienie pozorów rzeczy na korzyść pragnień umysłu,
podczas gdy rozsądek nagina umysł do natury rzeczy"]
Tak, w teatrze zostaną tylko słowa niczego nie ozna
czające.
Substancji nie będzie, jak zabraknie czucia i dotyku.
Osobiste doświadczenie
Ekologia teatru - D o m teatru
Osobiste doświadczenie jest możliwe wtedy, kiedy jest
się najpierw j a k turysta, przybywający na ową wyspę
Santoryn na Morzu Egejskim, zwaną też Terra, która jeśli wierzyć archeologom - miała być niegdyś Atlanty
dą. Ogarnia się ją całą wzrokiem, dziwi się, że taka nie
pozorna, pustynna, choć równocześnie podziwia jej
malownicze położenie. Potem jest się nieco jak piel
grzym, który przeciska się między zwałami skał i kamie
ni, błądząc bez celu, a przecież zmierzając ku jakiemuś
miejscu, które byłoby kresem pielgrzymowania na dziś.
Potem odkrywa się zejście do korytarzy wykopaliskowych.
Przebiega starożytnymi uliczkami, w niejakim pośpie
chu bo dzień ma się ku schyłkowi. Łowi się pospiesznie
wzrokiem formy, figury, zarysy malowideł.
Aż wpada się do jednego z pomieszczeń, ozdobionego
kolumnami i freskami.
Oikos - gr. - dom, środowisko
Badanie wzajemnych stosunków między organizmami
a otaczającym je środowiskiem.
Pierwsze rozdarcie
Artysta jako banita a artysta jako człowiek zakorzeniony
Drugie Rozdarcie
Podział na kulturę wysoką i kulturę niską.
Trzecie Rozdarcie
Podział na aktorstwo indywidualne i zbiorowość.
Przygląda i m się chwilę, po czym przymyka zmęczone
powieki i oto oczyma wyobraźni widzi się jak postaci
z fresków schodzą ze ścian, i jak niesione muzyką chó
rów wykonują swoje napowietrzne ruchy, gestykulacje,
wirowania, szarże, otwierają usta w grymasie płaczu,
i jasności śmiechu.
Teatr - dom, Itaka.
Pokaż m i mapę swojej malej ojczyzny, a powiem ci ja
kim jesteś twótcą.
Nie chciałbym być artystą banitą.
Administratorem dóbr.
Człowiekiem bez osobistego doświadczenia. Pozbawio
nym wewnętrznej topografii.
Wejdź w jego wnętrze i zgubisz się w gmatwaninie dróg
i drogowskazów.
Eksplorator i konkwistador.
Badacz, który dobija w końcu do granic, do przedproży
swoich wymyślonych Nambik warów... i zawraca, ucie
ka żeby nie stanąć twarzą wobec nędzy wymyślonej
idei. Z jego badań jawi się „ponura i jedyna badawcza
wizja" (D. G . James O królu Lirze)
Człowiek uprawiający konkwistę kulturową.
Poeta bez poezji.
Pieśniarz bez muzyki.
Wieszczek bez liry.
Rewelator (odsłaniacz, odkrywca) Prawdy, który zapo
mniał, że przyszła ona tylko raz na świat w całym swo
im pełnym i doskonałym kształcie, a teraz rozbita i roz¬
sypana jest w tysiącach, milionach kawałków.
I chociaż nie bardzo można nadać znaczenie t y m
wszystkim zjednywaniom, to czuje się w t y m nieprze
partą żądzę życia i miłości, ujętą wszak w jakieś niezwy
kle precyzyjne symetrie.
Momentami siła wyrazu postaci jest tak duża, iż mamy
poczucie, że stają one w zapasy ze śmiercią, a to jest
agon po grecku; stąd agonia. Przypominają nam się sło
wa Nietzschego: „Człowiek, który był w agonii stworzył
uśmiech" - i sami się uśmiechamy.
Jakby nastąpiło zawieszenie trwania. I czujemy, że od
nawia się w nas jakieś przymierze.
Może przymierze z Dźwiękiem i Rytmem, które wszak
były u początku Pieśni i Poezji.
Czujemy się w domu.
Dom po grecku znaczy Oikos. Stąd bierze się ekologia.
Za chwilę znów jestem turystą.
Skoro nie możemy przywrócić teatrowi jego powinności
religijnej - a nie możemy, zachowajmy (zwróćmy) mu
(u)czucie i dotyk, czyli to czym obdarowuje nas Natura.
Przenieśmy to doświadczenie Natury do doświadczenia
teatru.
I myślmy o tym, że degradacja Natury oznacza degra
dację czucia i dotyku.
Czy ktoś się domyśli o kim tu mowa?
K a l m a r , Szwecja
kwiecień 94
W y p r a w a - Muzyka przeciw Beznadziejności
Gdyby dane m i było pójść z wyprawą do piekła, gdy
bym wiedział, ze diabli śpiewają - poszedłbym.
Tak jak w Naturze, zostaną tylko zastępcze symbole,
rzeczy, które zginą.
14
wWtńronz Swraewdu • PO DRUGIEJ W NOCY. NOTATKI
Historie ptzyziemne, wątki bez puent, myśli nie donie
sione.
Czyż Piekło muzykantów nie ma piętna walki z bezna
dziejnością, godnej mów Zaratustry.
Jest więc wyprawa wyzwaniem postawionym bezna
dziejności.
I V . Dogmat czwarty, najcięższy; Lanzmanowski
Groza czerni
Nienawiść do obcego.
U początku mojej pracy była idea Wyprawy:
1. Za muzyką
2. Za ludźmi, pojedynczymi, którzy są kulturą.
Przeciwstawienie (były to lata siedemdziesiąte) pojęciu
kultury, której wyrazem są działania zbiorowości - jed
nostki jako kultury (Mogur z Karpat).
Nie sposób zakwestionować któregokolwiek z tych do
gmatów. Tak jak nie sposób zakwestionować orzeczeń
Dostojewskiego na temat ciemnej strony natury ludz
kiej.
Moje Wyjście na tamtą stronę, na stronę kultury tra
dycyjnej wzięło się (u początku) z próby znalezienia
jeszcze innej perspektywy.
Fałszywe mity:
Zespół, na prawach demokracji, wspólnoty, solidarno
ści, rozumienia się N I E ISTNIEJE.
1. Była to perspektywa Bachtina pokazująca wolność
wewnętrzną człowieka, nieokiełznany żywioł, świat
śmiechu, wieczne tworzenie się form, ich polifonię
i dialogowanie.
Konstelacja - na określony czas, na projekty.
2. Była to perspektywa teatralna
- czerpanie z wielkiego potencjału dynamizmu teatral
nego, drzemiącego w człowieku z rezerwatu
- do przebogatej mozaiki form ekspresji i sposobów wy
rażania swoich egzystencjalnych postaw.
Antropologia teatru - nie istnieje jako idea, jako wzór,
droga dla jakiejkolwiek praktyki w teatrze filozoficzno-artystycznym, ponieważ najpełniejszym i niedościgłym
wzorem antropologii jest telewizja.
Teatr alternatywny - jako zjawisko marginalne z ko
nieczności i z deklaracji popada w tę samą recydywę,
w jaką popada każdy margines: mistyfikację z braku
wiedzy i perspektywy historycznej, wykreowywanie po
dwórkowych idoli, namiętności i zawiści bardziej rozją
trzone, bo skumulowane w małym marginalnym środo
wisku, deklaratywna ideologia bez szans jej realizacji,
stąd krok do skundlenia.
3. Była to perspektywa ekologiczna ustawiona
w sprzeczności wobec etnograficznej czy antropologicz
nej.
Te dwie ostatnie nastawiają się na uchwycenie i syste
matyzację typowości. Perspektywa ekologiczna nasta
wiona jest na ujawnianie i wydobywanie z człowieka je
go różno-rodności. One stanowią o jego naturze i dają
szansę na przeżycie. Tak przynajmniej widziałem to
w latach siedemdziesiąte.
Teatr poszukujący - smaczny zakalec. Gordyjski węzeł
zawiązany na skutek ugizęźnięcia w sprzeczności; profanum - sacrum
Dlatego pewnie świat piekielny jest w ludowości tak
bliski Światu aniołów i tak lekko ze sobą współgtają.
Nade wszystko w potrzebie pogodzenia ambicji scjentystycznych. Dla zachowania wysokiego statusu społecz
nego, przewag intelektualnych i ewentualnie odgrywa
nia innych poza-teatralnych ról społecznych i politycz
nych, z utrzymaniem postawy naiwnie - artystycznej.
Dlatego pewnie tak płynne są tam granice tabu.
K a l m a r , Szwecja 23/24-04.94
Cztery dogmaty ludowości:
I . Dogmat modernistyczny - kultura ludowa Arkadią,
w której sztuka ma swoje źródła.
I I . Rezerwat ciemnoty, wstecznictwa, konserwatyzmu
obyczajowego, światopoglądowego. Lud jest formą jak
z bryły.
Jak u Buczkowskiego w „Wertepach".
I I I . Dogmat Mrożkowski:
Trywialność i niskość myśli u ludu - kopalnią humoru,
ale tylko w zestawieniu z błyskotliwością umysłu miej
skiego.
T e a t r - powinność
Wyprawa
Artysta - posłaniec do granic wyobraźni, sumienia,
uczucia.
Argonauta wysłany w nieznane.
Ślący notatki z podziemia.
Praca niebezpieczna, niewdzięczna.
Stawianie czoła ciemności.
15
Wbdómien Stórueiwk • PO DRUGIEJ W NOCY. NOTATKI
Zamykanie się wokół nas dziczy.
Tajemnicze, tętniące życie dziczy. Niepojęte.
Życie wśród niepojętego, które działa na nas jak czar.
Czar ohydy.
Raczej szukanie przejść ku wielkiemu nieznanemu właśnie przez rzeczy zakazane.
Z postacią Lucyfera wiąże się butna muzyka.
Muzykanci wg. Kościoła Średniowiecznego - to dwor
ska czeladź Lucyfera. Instrumenty u Boscha używane
podczas średniowiecznych nabożeństw to np. dziwacz
na „wynaturzona" harfolutnia.
Jan Szkot Eriugena wywiódł muzykę z trójdźwięku po
wiązał ją z teorią „powrotu wszystkiego". Nawet szatan
wróci do Boga.
Strzec się jednak końca Kurtza z jądra ciemności. Strzec
się ucieczki od życia, gdy ono jak ten nędzny wrak pa
rowca z Jądra ciemności przycumuje u wybrzeża twojej
idei, by cię z niewoli idei ewakuować.
Strzec się ucieczki, ale też strzec się pełzania na czwo
rakach, na powrót do swoich idei, do snów wtedy, kie
dy życie upomni się o swoje prawa.
Strzec się słowa: „ohyda" u kresu sił. Osobliwego połą
czenia żądzy i nienawiści.
Dysonans - jest to spotęgowanie odmienności wobec
tzw. czystego brzmienia i poprzez konieczne przejście
przez tą odmienność - szukanie harmonijnego rozwią
zania.
T a m gdzie idea sprzeniewierza się życiu, bo wzięta
jest z miłości siebie, ponad wszystko inne tam,
u kresu sił, jedynym słowem prawdy będzie słowo
„ohyda".
Świat wielości i sprzeczności tylko w szczegółach wyda
je się dysonansowy. Lecz jako całość jest harmonijny,
do swej praprzyczyny.
Eriugena włącza zło do harmonii Świata.
Grzech jest dysonansem w doskonałości planu stwo
rzenia.
Paryż, 15.09.1994
Konserwatorium teatralne
Szkic do wykładu
Grzech, jak dysonans jest zależny od harmonii.
Dysonans jest zagęszczeniem rzeczywistości a harmo
nia jest ideą nadrzeczywistości.
Słowo - jego wartość pozainterpretacyjna:
Język i słowo mówione nie wyczerpują, nie oddają tre
ści, którą chcą przekazać.
Poza zewnętrzną zasłoną języka istnieje coś (dziś mówi
my: struktura) co, paradoksalnie, dąży nie do tego że
by przekazać „możliwe do przekazania", lecz - „nie
możliwe do przekazania".
T u zaczyna się wiara w stwórczą moc słowa.
I tu się sięga do dźwięku słowa, z przekonaniem, że
w dźwiękowej strukturze słowa zawarte są wartości m i
styczne. Że mistycyzm dźwięku odpowiada mistycy
zmowi litery. Tak jest stawiana sprawa u mistyków ży
dowskich. U kabalistów.
W Awwakumie zajmowałem się harmonią.
W Carrninie dałem pierwsze próbki dysonansu.
W następnej pracy zajmę się wyłącznie dysonansem
czyli rzeczywistością zagęszczoną.
Nietzsche
Narodźmy tragedii z ducha muzyki
- „Tragedia grecka - wyraz dwóch splecionych ze so
bą popędów artystycznych; apollińskiego i dionizyjskiego".
Tak więc biblijne hebrajskie słowo dabar (używane na
oznaczenie Boga) odnosi się zarówno do dźwięku, sło
wa samego, jak i rzeczy, którą nazywa, (za Zwi Werblowskim, którego zapraszałem w 1987 r.)
Głos i medycyna:
Każde istnienie rozwija się według zespołu wspólnych
prawideł, które może ustalić np. nauka. Można je na
zwać obiektywnymi.
- „Dytyramb dionizyjski pobudza człowieka do najwyż
szego spotęgowania wszystkich swych zdolności symbo
licznych; potrzeba nowego świata symbolów, całej sym
boliki cielesnej, nie tylko symboliki ust, wzroku, słowa,
ale pełnego, poruszającego rytmicznie wszystkie człon
ki - gestu tanecznego. Wtedy wszystkie inne siły sym
boliczne, siły muzyki rosną w rytmice, dynamice i har
monii nagle, gwałtownie."
- „tragedia powstała z chóru tragicznego i była począt
kowo chórem i tylko chórem"
pierwotnie jest trage
dia tylko chórem, a nie dramatem"
- „chór na jego pierwotnym szczeblu pratragedii jest
samoodzwierciedleniem człowieka dionizyjskiego".
- „Śpiewając i tańcząc objawia się człowiek jako czło
nek wyższej społeczności. Z ruchów jego przemawia
oczarowanie... z jego głębi dźwięczy coś nadprzyrodzo
nego; bogiem się czuje, on sam kroczy teraz tak zachwy-
Ale każde istnienie podlega uwarunkowaniom, osobno
i niezależnie od innych, które czynią to istnienie - su
biektywnym. W jakiś sposób patologicznym.
Sztuka to sprawa całkowitego subiektywizmu.
Głos to sprawa sztuki,
Sztuka to sprawa patologii.
Więc nie może być obiektywnych nakazów i zakazów,
jak w ruchu drogowym.
16
Wbdzwm Stanieu/jfó • PO DRUGIEJ W NOCY. NOTATKI
WkàémïcK Swnœwsfci • PO DRU0IĘ) W NOCY. NOTATKI
Pocztówka z K o r n w a l i i . For. M . K i n g (rekonesans w ramach przygotowań do Carmina Burana,
Aktorzy Ossetyńskiego, 1987
19
1988)
WlodvmiLTz Stantewski * PO DRUGIEJ W NOCY. NOTATKI
Włodzimierz Slaniewiki * PO DRUGIEJ W NOCY. NOTATKI
eony i wyniosły, jak we śnie bogów widział kroczących.
Człowiek już nie jest artystą. Stał się dziełem sztuki; ar
tystyczna moc całej przyrody objawia się tu wśród dresz
czów upojenia, ku najwyższej rozkoszy Prajedni".
ków wyrazu teatralnego, w których realność i siłę
sprawczą już dawno zwątpiliśmy.
Gardzienice 14.02.96
- „... chór dytyrambiczny jest chórem odmieńców, któ
rzy zgoła zapomnieli o swej obywatelskiej przeszłości (?!
- W.S.) o swym społecznym stanowisku; stali się bezczasowymi poza wszelką społeczną sferą żyjącymi sługa
mi swego boga..."
- chareia - choreuta („religia dramatyczna")
- „etnodrama"
- „tragedię grecką rozumieć jako chór dionizyjski,
który ciągle na nowo wyładowuje się w apollińskim
świecie obrazowym".
- „Występy chóralne, którymi przepleciona jest trage
dia są... w pewnej mierze macierzyńskim łonem całego
tak zwanego dialogu, to jest zbiorowego świata scenicz
nego właściwego dramatu".
Biało-szara w dole i szaro-biała w górze ponurość zimy.
Zimno w pomieszczeniach, zimno u mnie.
38 milionów złotych na dwa, ba! na półtora miesiąca
ostatniej opłaty za energię w oficynie jest kwotą niebo
tyczną i rujnującą budżet.
Zimno pomieszane z ciszą, z martwą badylowatością
drzew dookoła, z liszajowatym kołchoźnictwem ekspo
nującym się za oknem jest trucizną zbyt gorzką.
Coraz bardziej zniecierpliwione czekanie na wiosnę.
N a słońce.
Większość strof w Carmina Burana to strofy o wiośnie.
Parę o zimowej drętwicy, bezradności, zapaści, braku
woli.
Rozumiem ten stan oczekiwania u mnichów średnio
wiecznych na pierwsze promyki wiosny. Oczekiwanie
jak na... jak na cud, jak na łaskę.
(Z czasem dialog zaczął wypierać chóry. Sporo u A j schylosa w Agamemnonie 525-456 r., mniej u Sofoklesa 496-406 i Eurypidesa 480-407).
K a i r 6.09.96, późny wieczór
Druidstone, W a l i a
Obrzęd Z A H R , wyimki z nagrań szeptem na magneto
fon.
18.09.94
W statej książce o lucznictwie, opublikowanej po raz
pierwszy w 1792 r ( A n Essey on Archery by Walter Mi¬
chael Moseley; EP Publishing limited East Ardsley,
Wakefield Yorkshire, England) wyczytałem, że dawny
mi czasy strzelano z łuku napinając go również stopą.
A u t o r książki, referując ten fenomen, powołuje się na
starożytną literaturę, nie dając zjawisku wiary.
Daje czytelnikowi do zrozumienia, że opisy strzelania
stopą można traktować z przymrużeniem oka, kładąc je
między opowieści niesamowite.
Zamówiony prywatnie można powiedzieć, prywatny
zahr. Zamawia osoba, kobieta, w celach leczniczych do
siebie do domu.
Muzyków i inne kobiety.
Jakaś potworna dzielnica, jakieś zagubione miejsce,
najpośledniejsze z poślednich, ostateczne uroczysko.
Na dachu domu odbywają się rzeczy przekraczające
wszelkie wyobrażenie.
Muzykujący w tej chwili śpiewają, kobiety tańczą.
Dzieci siedzą w niezwykłym zasłuchaniu jakby słuchały
jakiejś starej historii mówiącej o czymś, co dotyka głę
bi i c h duszy.
T a k jest w rozdziale książki, komentującym historycz
ne źródła.
W następnym rozdziale jednakże autor stwierdza, Że
wiedziony ciekawością sam zechciał sprawdzić, czy
członki ludzkie są w stanie wykonać taką akrobację,
osiągając przy tym strzałą cel.
T o widać po ich twarzach, po tym, jak siedzą u stóp mu
zyków, na powale, podczas gdy muzycy na krzesłach.
Z dziećmi - parę kobiet. W medytatywnym zasłucha
niu, jakby słuchały prawdy o sobie samych.
Muzyka przypomina m i klimatem zawołania, falowania
nastroju i ukrytym, ledwo słyszalnym, z głębi krtani
płynącym łkaniem - przypomina m i to fragmenty
K U T , a właściwie fragmenty zawołań szamanki.
Ku swojemu zdumieniu stwierdził zupełną realność zja
wiska.
Uznał ponadto, że przy odrobinie treningu osiągnąć
można zupełnie niezwykle wyniki.
A teraz o teatrze.
Moje podejście do teatru bierze się z tego samego i m
peratywu.
Jest sześciu muzyków.
Teraz ona śpiewa (ta co gra na bębnach) do kobiet
i dzieci. Wprost.
M a m poczucie, że to jest opowiadanie historii.
Wnioskuję patrząc na twarze i oczy dzieci.
Pozostawione do dzisiaj ślady zapomnianych bądź za
rzuconych praktyk - jeśli je tropić - prowadzą do środ
21
Włodzimierz Stamewski • PO
W muzyce, w zdarzeniu człowiek (ja) zupełnie się roz
pływa, do tego stopnia, ze trudno m i formułować sło
wa do magnetofonu.
O d dłuższego czasu jedna z kobiet (ta kobieta, która
zamówiła zahr), która siedziała przez cały czas na krze
śle, była namawiana przez inną do ruchu.
Ta pierwsza (gospodyni) była przez cały czas w stanie
katatonii, spowodowanej głębokim smutkiem. O n i tu
mówią o smutku.
Ta druga podchodziła do niej, masowała jej plecy, pró
bowała kołysać jej ramionami, tak żeby zachęcić do
tańca. Nie pomagało. W pewnym momencie wzięła
kaczkę do góry za skrzydła. Kaczka dreptała w kącie ta
rasu. Czarna.
Dała kaczkę gospodyni do ręki, podniosła gospodynię
z krzesła i znów próbowała przez chwilę z nią tańczyć.
Ptaka poświęca się na ofiarę z krwi. Tego nie sposób już
opisywać swoimi słowami.
Matka Ahmeda też odczyniała. Patrząc na nią, jak
wchodzi w stan owładnięcia, myślałem o swojej matce.
Czy mógłbym uratować jej życie, gdybym oddał ją ta
kiemu doświadczeniu.
I chociaż jest to niewyobrażalne - coś ze środka mówi
mi: „mógłbym".
Sakkara
Mastaba Mereruki, wezyr faraona T e t i Mastaba T i
Niedziela, 9 listopada 97
W jakiejś szwedzkiej pipidówie, w przerwie jazdy auto
busem z Kalmar do Sztokholmu
U Kotta w Zawale serca na stronie 173 o Osetyńskim.
Pisał się przez dwa «s», Ossetyński. Dudariew - Ossetyński.
IUGIEJ W NOCY. NOTATKI
Zdarza się rzadko, aby jeden chciał wyjawić drugiemu
źródło dojenia.
Ossetyński polubił mnie od pierwszego wejrzenia, cze
go nie potrafiłem odpowiednio mocno pewnie odwza
jemnić.
Z przerażeniem dziś myślę, ile szczerych Życzliwych
uczuć nie potrafiłem odwzajemnić.
Z jednego prostego powodu; poczucia głębokiego, przy
rodzonego zawstydzenia.
Ossetyński zrobił podróż po Polsce ze swoją trupą. Pospotykał się z całym mnóstwem aktorów i reżyserów
z polskiego panteonu gwiazd, ale naprawdę szczęśliwy,
on i jego ludzie byli w Gardzienicach.
Ułożyli o nas piosenkę.
Gardzienice, piątek 12 X I I 97
N a wyjazdach byliśmy teatrem pełną gębą.
W Gardzienicach zaś - grupą nędzarzy, żyjących pry
mitywnie w błocie, pośród społeczności wiejskiej jakże
często zdekomponowanej, wśród zliszajowanego krajo
brazu.
O miejscu pracy, o waninkach życia nie wspomnę bo
krwawymi łzami płakać się chce nad tymi dwudziestoma
latami codziennej ciemięgi, gdzie bydlęce warunki i in
stynkt ptzeżycia zaczęły z czasem tak przeżerać duszę, że
tylko najwyższy wysiłek ku „uroczystemu, wzniosłemu,
świętemu" (Apobgia) ochronił przed szaleństwem.
Czy ochronił? Czuję dziś w ohydzie listopadowo-grudniowego błota po kostki, zmieszanego z odchodami,
w gnilnym zapachu bużańskiego stepowego ziąbu, w l i
szajach ruin trujących wzrok swoją brudną degrengola
dą...
Czuję - czai się szaleństwo, dopada mnie w nocy
o 24-tej, pierwszej, drugiej kiedy wydzieram się na ak
torów, czując jednocześnie jak ten krzyk rozdziera fibry
mojej duszy i jak z n i m razem wysączają się, a chwilami
Miał w swoim hollywoodzkim teatrzyku - studio suk
ces z Matką Witkacego z Czyżewską w roli głównej. By rozlewają moje siły.
Znów krzyczałem i znów umarłem.
łem u niego, w Kalifornii zaraz po trzęsieniu ziemi.
Zawsze szczegół, detal, płonka.
Wszystkie sprzęty i książki leżały jeszcze na podłodze.
Ten właśnie gest, to brzmienie, ta nuta, ten moment,
Chciał m i przekazać w spadku swoje studio.
ten zwrot, ten ruch, ta gwałtowność, to wezbranie, to
ściszenie, to pytanie, ta odpowiedź, ten dotyk, ta miara.
Jego przyjazd do Polski, z całą, przeuroczą grupką stu
dentów zasponsorowała rodzina jednej z wychowanie,
która bardzo chciała zostać aktorką.
Szeptał mi, w konfidencjonalnym, acz poważnym to
nie, że jeszcze może uda się z niej coś wydoić.
T o n taki, trzymanie pod łokieć, jest oznaką najszczer
szego braterstwa między chudymi artystami.
Dla Słowian to pedanteria, czepianie się, psychiczna
przypadłość, nadużycie, kopanie artysty bo „gdzie Bóg
a gdzie paznokieć?".
Dla Skandynawów to prawidło, to maestria, to sens, to
właściwość sztuki, to ostateczna odpowiedź.
My - rodem z lupanaru myślowej i uczuciowej fanta
smagorii.
Włodzimierz Sumiewski • PO DRUGIE] W NOCY. NOTATKI
O n i - intelektualni murarze, wytresowani w przekona
niu, iż z cegły do cegły stawia się gmach sztuki.
Moja teza - szansa na układ z Ukrainą.
O n nie wierzy w porozumienie na poziomie natutalnych układów międzyludzkich i między organizacja
mi.
Czai się szaleństwo o piątej, szóstej rano. Nie mogę za
snąć. Za oknem bielejąca zawiesina, zlepiona z szarości,
brudu, zaciętych wiejskich twarzy, kaprawych oczu,
wyjących brudnych psów, błota skraplającego się w gó
rę i bryzgającego niebiosa.
Ja daję przykłady takich kontaktów i istotnych kroków
w stronę leczenia ran, n p . działalność Instytutu Kłoczowskiego.
Dziwię się jego ocenie bo - mówię - możemy odnieść
wrażenie, że Ameryka roztacza parasol nad Polsko¬
-Ukraińskim porozumieniem.
Wsącza się ta plwocina na wyziębione wilgocią moje państwowe poddasze, wsącza się do bólu mojej - pań
stwowej głowy.
17 maja 1999 Gardzienice
Święto narodowe kraju mojej córki. Dzień wyjątkowo
ważny, nie mający nic wspólnego z naszymi orłami,
sztandarami, pomnikami, krwią, kiełbasą, pochodem
i ropiejącą raną.
Czai się szaleństwo przed południem, kiedy z pokręco
nej kanapy przychodzi m i zwlec pokręcone członki.
Ponury półmrok. Odsłaniam zasłonki. Z cherlawych
badyli obnażonych drzew skapują krople błotnistej ma
zi, wyszczerbiony murek prosi o litość, dalej, na pochy
łości wzniesienia - kołchoz, wielki komunistyczny czy
rak.
Dla Norwegów, mimo, że wywijają swoimi chorągiew
kami od ciast tortowych, jest to dzień, kiedy źrenice
oczu otwierają się szerzej na ich góry, na czystą wodę,
na fiordy i radość życia. Cieszą się sobą.
Zalągł się na tym skrawku urodziwej niegdyś ziemi.
Pękł. Zieje pustką. Ropieje, śmierdzi. W jego ziejącej
czeluści ludzie mrówki walczą o resztki ochłapów
z ludźmi trutniami.
Tego dnia nie mogę zadzwonić do córki, bo znów czu
ję się jak ośmiornica, której stąpnięto na wszystkie ra
miona i ktoś tłucze ją w czerep cepem.
Cep wziął się pewnie od tego za gardło od miesięcy
trzymającego poczucia, że wróg nasz i prześladowca to,
Ten obraz, ta upadłość - to szaleństwo.
Co rano kęsy grzęzną w gardle.
Uciekam do innego okna, do przetrąconego przez pio
run świerka.
„Mimo deszczu mimo chłodu".
Jak to się dzieje, że t u , w tym miejscu tyle ciągle we
mnie muzyki, śpiewu, namiętności, potrzeby układania
rzeczy pięknych i dobrych?
Jak to się dzieje? T o szaleństwo?
0 ironio, rządząca t u partia chłopska.
(Ośmiornica - zwierzę wyjątkowej łagodności, płochli
we, wstydliwe, szukające miejsc odosobnionych, unika
jące towarzystwa, w sytuacji zagrożenia zieje dymem
1 jadem, wtedy niebezpieczne.)
Czym się na miłość boską zajmuję od rana?!
Warszawa, w kawiarni „Czytelnika", 4 I I I 9 8
Nieprzeczyszczonymi rynnami, kanałami ściekowym,
opadającą podłogą na sali pracy, nie daj boże grzybem
tam, kosiarką do reperacji, niezorganizowaniem ekipy
technicznej w Gardzienicach. A do tego podszyte
strachem rozmowy z księgową o kończącym się już
o tej porze roku budżecie, niezrozumienie i wrogość
poczynań miejscowej władzy. Muszę odtwarzać dzie
siątki idiotycznych szczegółów z zaprzeszłych papie
rów. Horror.
Przeglądając E. H Gombricha O sztuce
K t o w Polsce wiedział cokolwiek o Hildegardzie z Bin¬
gen, kiedy zajmowałem się nią przy okazji Carmina Bu¬
rana; kto znal Żywot... Awwakuma, kto kodeks Carmi
na Burana do dziś nie przetłumaczony, kto czytał A p u lejusza?
Maine, U S A
10-12.08.98
Wczoraj wieczorem, przy obiedzie dość długa dyskusja
z Alfredem, ojcem Amely, byłym ambasadorem w Bu
kareszcie na tematy polityczne. Starcie. Krótkie oschle
pytania. Takie same daję odpowiedzi.
Jego teza - Polska nie odegra większej roli w Europie
Wschodniej.
23
Stworzyłeś instytucję, pobudowałeś domy. Pilnuj tego
teraz jak Bryś z bajki Mickiewicza. Masz czego chciałeś.
Rozdarcie między rwaniem się do wolności a spełnia
niem powinności.
Żyć z t y m porażającym poczuciem, że n i k t nie dopro
wadzi sprawy do końca, ze ugrzęźnie, zaśnie w pół dro
gi, że nie doniesie, nie dourodzi, nie domyśli?
Wiratómierj Swntfiwki • PO DRUGIEJ W NOCY. NOTATKI
Czegóż t u brak, do cholery?!
Wyobraźni?
Stanu skupienia?
Pada, przejaśnia się, przez chwilę rozsnuwają się chmu
ry, odsłaniają błękit nieba ze słonecznym żarem, wyno
szę rzeczy do odświeżenia, ale to oszustwo bo wiatr spę
dza zaraz chmury i robi się jesień.
W i a t r gwiżdże, świszczy, wali w domek, zanosi desz
czem. Nigdzie już dzisiaj nie pójdę. Tylko w dół do cy
wilizacji.
A może my Polacy jesteśmy niedostrojeni, może nie ma
w nas rytmu, pulsu. Spójrzcie na tę fałszywą w tonacji
ogładę zachowań. Słyszycie to „dziękuję", „rączki cału
ję", „kłaniam się nisko", i t d . itp.., obślinionych pijacz
ków kupujących kolejną flaszkę siarczanego wina.
Myślę o Heideggerze. O jego domku w górach, gdzie
pisał. Myślę o Tomaszu Mannie, o jego domku na od
ludziu. O Jungu i jego domu z wieżą w Bollingen. Żeby
dostać się tam - skakałem przez płot. Tak, t u można
myśleć. Czy Niemcy potrzebują przyrody, natury, Mat
k i Ziemi żeby potrącać o struny duszy świata?
Czy umiałbym być Niemcem?
Taka sama dokładnie tonacja w kulturze niższej jak
i wyższej.
Tego samego dnia, w tym samym ciągu, bez chwili wy
tchnienia, wypisy z paidei platońskiej na sympozjum
krakowskie.
6 marca 2000 Druidstone, W a l i a
Zaraz później, w nocy, o 22-giej, praca nad spekta
P
W Londynie byłem od środy do niedzieli w południe.
Pierwszego wieczoru, w środę, prosto z lotniska poje
chałem metrem do stacji Waterloo, a stamtąd, w kilka
minut marszu, do Royal National Theatre.
klem.
O d rana do rana.
Tak dłużej się nie da.
20 lipca 1999, Andalsnes, Norwegia
Zaraz pojawiła się Katie, z biletem na jej Oresteję
w wersji (a nie tylko tłumaczeniu) Teda Hughs'a.
Norwegia pachnie. T a k jak: Polska pachnie.
Rzec tak naiwnym się wydaje dopóki nie wiemy, że A n
glia, na przykład, nie pachnie. Nie pachną też Stany
Zjednoczone Ameryki, przynajmniej w Stanach Nowy
Jotk, New Jersey, Massachusets i Oregon.
W A n g l i i wziąłem ludzi z zespołu do pięknych ogrodów
w Dartington i pytam: „czujecie zapach? to tylko cieszy
oczy". W Ameryce, w Oregonie zatrzymałem samochód
wśród bezkresnych pól i łąk i mówię do Grieggsa „po
wąchaj, czujesz coś?". Nic nie czuł. Zapach to czucie.
Po rosyjsku „czujesz" znaczy „czy czujesz zapach".
Spektakl zaczął się źle. „Źle" - pomyślałem przy pierw
szej scenie, w której wartownik oczekujący znaku spod
T r o i na dachu pałacu Atrydów w Argos, mówi o swo
jej mitrędze.
Dalej rozwijało się dobrze, coraz lepiej, logiczne, spój
ne, zdyscyplinowane.
Raczej w stylu epickim niż lirycznym.
Coś na kształt - uwaga! - teatralnego eseju (co powie
działem Katie), tyle, że w zupełnie innej manierze niż
moje Metamorfozy, które ona widziała rok wcześniej.
Można wskazać na „zakażenie się Katie" tą ideą.
Aktorzy mówili tekst jakby tłumaczyli go widowni, jak
by wykładali zagmatwane i odległe dziś od nas racje.
Było to coś w rodzaju „story telling" z próbą przybliże
nia publiczności problematyki, skądinąd egzotycznej.
Belgia nie czuje. Czy czuje Francja?
Sobota, 24.07.99, Norwegia
w górach nad Eresfjorden, miejscu zwanym Setra,
w kolibie zwanej Tomta
Noc niespokojna. Czy to z bólu mięśni i „czucia w ko
ściach" po wspinaniu się na szczyt Nanste, czy z wycia
i gwizdów wiatru? Budziłem się kilkakrotnie. O 3.30
było już jasno. Raz obudził mnie ryk jelenia. A osta
tecznie, o 9.30 trzaskanie futryny.
Ciemno, pochmurno, a góry, po których głowach
wczoraj deptałem, w zupełnej mgle. Szczytów nie w i
dać. Palę w piecyku, sprzątam, robię pajdki na śniada
nie grzane na patelni, z resztką dżemu, kawioru z tub
k i . Krzątam się.
Partie emocjonalne były świadomą próbą łamania kon
wencji, zdecydowanie dla dobra spektaklu. Wyszły do
brze. Szczególnie scena zabójstwa Agamemnona i Kassandry, powitanie Agamemnona przez Klytajmnestrę
(podobała m i się aktorka Helen), cała partia finalna
Kassandry.
Woda ze studzienki źródlanej, przywalonej kamieniem,
żeby zwierzęta nie zanieczyściły.
Następnego dnia wieczorem pojechałem na część dru
gą Orestei. Była gorsza.
Długo w noc dyskutowaliśmy z Katie. Dziwiłem się, że
krytyka ją zjechała.
24
Włodzimierz Sumietitki * PO DRUGIEJ W NOCY. NOTATKI
odpowiada. Nie to, żeby sam patrzył na nią. Odpowia
da jej patrzeniu.
Ciepłem.
Radziłem Katie skrócić do 45 minut i dać to w zupeł
nie innym stylu, dążąc do emocjonalnego apogeum tak
żeby uzyskać katharsis.
Dłonie, niewidoczne, gdzieś w dole, nad kolanami wy
czarowują Mozarta.
Całe przedstawienie nie było jednak przegrane.
Zrobione inteligentnie. O d początku do końca.
Dźwiękom mocnym, dźwiękom muskającym, gwał
townym, obfitym odpowiada ciepła obojętność twa
rzy.
Raczej jakby ustawił przed oczyma tej kobiety piękny
obraz, i będąc pewien wrażenia jakie wywoła, z pogod
nym uśmiechem przyglądał się z boku.
Jego obojętność i strugi dźwięków spod niewidocznych
dłoni.
Gadaliśmy do drugiej albo trzeciej w nocy.
Puszczałem jej nagrania z Metamorfoz.
W piątek okazało się, że do Druidstone jadę w niedzie
lę, a nie w sobotę.
W sobotę wstałem późno. Marudziłem. Około lótej
pojechałem na miasto.
I boska akustyka.
20.03.00 C h i m a y o , N o w y Meksyk, U S A
Jechałem do National Gallery. Było późno. Trafiłem
do St. Martin - i n the Field Church
Tuż przed wieczornym koncertem Mozarta. Mozart by
Candlelight. Fortepian. Wprawki. Strużki oczyszczają
cego deszczu dla duszy.
Gołębie.
W Sanktuarium.
Otworzyłem książeczkę z ławy kościelnej.
God's Promises © by J. Countrymen, publ. Etc. N a
shville, Teneesee.
T e n kościół to Przybytek, a kościoły Przybytkami być
przestały.
na str. 29 cytat z 1 Corinthians 15: 55-58
z linijką
Bóg jest już tylko w dzwonach kościołów.
Ale kto dziś potrafi odlewać dzwony.
Dzwony fałszują - ludwisarze nowej ery jeszcze się nie
urodzili.
O Hades, where is your victory!
Nie zdajemy sobie sprawy jak silnie greckość formowa
ła Pawiowe chrześcijaństwo.
Pianista gra Mozarta. Kobieta w śtednim wieku, o ja
śniejącym aprobatą i ciepłem, rzymskim obliczu, patrzy
na niego jak w obraz.
Siedzi na wprost pianisty, w ławkach, kilka rzędów
przed n i m .
Gęste miejsce w środku
Otoczenie jarmarczne, tak jak przystało na miejsce
pielgrzymek i uzdrowień.
Budy jarmarczne jak z Kalwarii Zebrzydowskiej.
Dwaj panowie przetoczyli wcześniej fortepian ze środ
kowej nawy, spod ołtarza właśnie tam na wprost lewe
go rzędu ław kościelnych, właśnie dlatego, właśnie po
to, żeby ta Salome mogła w nich usiąść i patrzeć w nie
go jak w obraz.
Prawdę o t y m miejscu gruchają gołębie. Kiedy siądziesz
w ławach, zamkniesz oczy i zamkniesz się w sobie, usły
szysz znad sklepienia rozgruchane i tuptaniem nastają
ce na siebie gołębie.
Patzą się.
Ja siedzę na klęczniku, przy ołtarzu i . . . płynę (... a mnie
Nad sklepieniem czyli w niebie parzą się gołębie.
Gołąb jest atrybutem Ducha i symbolem Zwiastowa
nia.
płynąć, płynąć, płynąć...)
Powinienem mieć gołębie w Gardzienicach.
W tylnej kaplicy sanktuarium (obwieszonej wotami),
z wgłębienia na środku polepy, wybiera się uzdrawiają
cy piasek. Schylającej się po piasek kobiecie ugięły się
chrome nogi, upadła. Podnosiliśmy ją z Joe.
Pianista gra...
Postawa, twarz niewzruszona, prosta, buddyjska, ale
nie sztywna, jakby wpół żartu zgodził się pozować (zapozować) przez chwilę - nie, nie do zdjęcia - a do ob
razu.
Pozowanie do zdjęcia usztywnia, pozowanie do malo
wania użartobliwia nasze ciało.
Mijaliśmy Tijeras, S. Antonio.
Nie igra się z kaktusami, szczególnie z cholla, gdy kwit
nie.
Więc ta kobieta patrzy na niego i on jej patrzeniu sobą
25
Włodzimierz Staxiiewski * PO DRUGIEJ W NOCY. NOTATKI
Mijaliśmy ranczena spowite medytacyjną ciszą. Przy
stawaliśmy. Szosa pusta. N a zboczu dwa gorejące
w słońcu krzaki. W górze jastrząb.
Ślepota oczu sprawia że błądzimy, ślepota duszy niszczy.
W proch zostaną rozbite profile Fidiasza, żaden nowy
Benedykt nie uratuje resztek Colosseum, kropiąc je
wodą święconą.
Powieka nie drgnie tym, co wetrą w piasek freski z mastaby w Sakkarze.
Te freski, na których przed naszymi oczami przechodzą
korowody istnień. Z istotą ludzką pomiędzy nimi. Znak
chwały i wdzięczności za Dzieło Stworzenia.
Z Madrid już żabi skok do Santa Fe.
Madrid jest fikuśną, hippisowską osadą po-górniczą.
Piękne wtaki domów, wtaki samochodów zamiast koni
w indiańskich zagrodach. Jak w Meksyku.
Artyści naturalni, robiący w drzewie, w turkusach,
w metaloplastyce (oryginalny George Manus), w plastoplastyce, w starych meblach, w gadżetach.
Piazza San Piętro i n Montorio.
Słynny kościół pod tą samą nazwą i Akademia Hisz
pańska.
Wróciliśmy o zmroku.
Tej nocy nikt nie strzelał.
Poprzedniej, w sąsiedztwie, przez plot, pięć strzałów re
wolwerowych. Po jazgotliwej kłótni na głos męski
i damski.
W g nieprawdziwej legendy tu ukrzyżowano Św. Piotra
za nogi.
Pod schodami, cztery stopnie, wiodącymi na ołtarz po
chowana jest Beatrice Cenci.
Medytowałem za ołtarzem na siedzisku o wsparciach
wysokich aż pod brodę, pod kopią obrazu krzyżowane
go Piotra, na wprost grobu Cenci.
Dopiero rano nalot policji.
R z y m , 4.04, 2000, rano
Nie piszę, popijam z B., trzeźwieję i chodzę. Czytam
przewodnik, Dzieje Rzymu Max Cay, Wędrówki po Wło
szech Gregoroviusa, Obrazy Włoch.
Nie czytam, podczytuję między 2-gą a 3-cią tano.
Z tarasu placu widok na południową część Rzymu
z Zamkiem Aniołów po lewej i Kapitolinem, z ohyd
nym Emmanuełem w kwadrydze, po prawej.
Lubię domy z drzewami w nich rosnącymi. Jak Villa
Medici.
Drzewo wrastające w D o m . Mój sen.
Kościół na Montolio z regularną fasadą harmonijnie
wpisującą się ogromnymi rozmiarami w rozmiary Piazza.
Rozeta na frontonie spina jak nit układ obejścia.
Piękne dźwierza, kilkuczęściowe, z drzewa pełnego wy
razu swoją starością.
Nota
M i t mówi o czasach, kiedy człowiek żył w symbiozie ze
światem roślin i zwierząt. O takim świecie śnię. Śmie
jecie się widzowie kiedy mówię to na głos? Mówicie
0 naiwności? A co chcecie zrobić z Wilczycą Romulusa i z Osłem Anaksagorasa?
Co chcecie zrobić ze snami rodzaju ludzkiego zawarte
go w bajkach, którymi karmicie swoje pociechy, wpaja
jąc i m w ten sposób wiarę, nadzieję, miłość?
W kościele piękne marmurowe figurynki cherubinów.
Przy lewej bocznej, bliskiej ołtarzowi kaplicy. Przysło
nięto im przyrodzonka gipsowymi liśćmi.
Po prawej zdjęto te prezerwatywy, znaczy się odkuto,
odkuwając też przyrodzonka.
Po części lub w całości.
Bolesne ślady kalectwa.
Świat idzie ku zagładzie. Cyber kartunowe kohorty
wświdrowują się w naszą podświadomość, unicestwia
jąc Pinokiów, Sindbadów, Piotrusiów Panów, Szare
Wilczyce i Czarne Pantery.
Palatyn
Umiera Drzewo Baobabu z jego zbawczym cieniem.
N i e odrodzi się Kwiat Paproci, nie rozświetli mro
ków puszczy i nie rozpromieni drogi dla błąkającej
się duszy.
O d 16-tej raj dla zbłąkanej, w ciemnych labiryntach
duszy.
Biegam jak pies, z nosem przy kamieniach, raz to od
najdując, raz to gubiąc trop.
Fizycznie niszczyć zaczniemy całą naszą protoflorę
1 protofaunę, nasze budowle z marmuru i cegły, nasze
sny o zaraniu.
Kiedy oczy duszy ślepe juz będą na obraz źdźbła trawy,
kropli wody na płatku róży, złota na kaktusie cholla, ła
nów zbóż kołyszących się w najwymyślniejszych skło
nach od powiewów lipcowych wiatrów...
Jeszcze raz więc V i a Sacra pod łukiem Tytusa, którą jak głosi wieść - Żydzi omijają z daleka.
Nie idę w górę, pod łuk Domicjana, po którym tylko
wyrwa w cielsku statecznych mutów. Idę w prawo, na
26
i
WTtxferniien Suminuski * PO DRUGIEJ W NOCY. NOTATKI
schody niegdyś Domu Tyberiana, dziś resztek rezyden
Wspaniała pinia wysokopienna, na wzgórku gdzie kie
cji Famesich.
dyś Świątynia Słońca, z koroną, jak upięta fryzura A n
I resztek wiszących ogrodów, jakże kojących, ze strużka
mi wody, obmywających rośliny. Zieleń i strużki spływa
ją do przecudnej sadzawki, w której ryby jednako skrzą
się w słońcu złotem grzbietów i bielą brzuszków.
ny Norweżki.
U góry, na tarasie klomby, sadzawki, zagajnik palmowy
spowity bluszczem, w którym wylegują się dziesiątki
kotów (zdjęcie). Wpelzam. Jedne wyleniałe, inne łyskliwe acz chude.
Nocą buszują w Colosseum.
Dalej gaje pomarańczowe, całe dziś w złote kule ubra
ne. Wszędzie soczysta zieleń, biel, fiolet, złoto.
Natura kwitnie.
Wedrę się potem na jedno z drzew zrywając owoc wia
domości.
Ewa skosztowała pomarańczę, nie jabłko.
T o pewne.
Domus Flawia. Domus Augustiana.
Stadium z resztką siedziska cesarskiego.
U szczytu dwukondygnacyjnego (różnica poziomu
dwanaście metrów) kompleksu Augustiana, przy m u
rach w dole, wzdłuż ruchliwej szosy, klarowny ciągle
obrys Circo Massimo.
A l e nie to, na pewno nie to i nie tam było ważne. Waż
ny był zaczarowany sad i zakazana pomarańcza.
Część terenu była ogrodzona, z zakazem wstępu. Nie
ciekawa.
Szukałem domu Liwii.
Wdarłem się przez zasieki, płoty i rusztowania do zaka
zanej zony. Nikłą drożyną pobiegłem w dół, w górę,
jeszcze raz w dół i jeszcze w górę.
Widzę raptem, na murku przy drożynie napis - Via
Caccia.
A więc t u ! Tędy Romulus i najstarsi Germanikowie
wspinali się na Palatyn, stąd zbiegali gromiąc kohorty
Latyńców.
wToefeWm Sumiewski • PO
Po lewej, idąc w dót, świątynia Apolla, a po prawej...
RUGIEJ W NOCY. NOTATKI
Najpewniej Epikur.
Według jednej z hipotez autorem może być Alkamene,
uczeń Fidiasza.
(urwane do 11 maja 2000) Ljubljana, hotel
.... po prawej Zakamarek. Półmroczny, pod budowla
nym zadaszeniem dla osłony prac archeologicznych.
Przedzieram się przez plątaninę rur od rusztowań od
gradzających Zaułek od via Caccia.
I I I piętro, malarstwo
Antonello d i Messina
Malarstwo z X V w.
T u Ukrzyżowanie tytuł: San Girolomo - poprzeczne
dwie deski na drzewie, do których przybity Zbawiciel.
Ukrzyżowany na drzewie.
T o nie zaułek, to ostęp, to matecznik. Matecznik cywi
lizacji Europy i połowy Świata.
Kamienie, żleby w sypkim podłożu i płytka grota. Duża
płyta, zadaszająca ułożona na dwóch pionowych,
ściennych płytach. T u wilczyca karmiła braci.
San Girolomo klęczy patrząc na Ukrzyżowanego.
Drugi obraz de Messiny:
Przekonanie i wiarę o tym żywiła Republika, Imperium,
rzesze, władcy, bogowie, z Juliuszem Cezarem włącznie.
Trzej Aniołowie
kuje).
i Abraham (części z Abrahamem bra
W innej sali: Mattio Preti - najważniejszy malarz z Kalabrii.
A m b i t o Bolognese, m. i n . Zuzanna i Starcy (Suzanna
e Vecchoni).
Reggio di Calabria
Reggio 5.04.2000
D i Luca Giordano - szkoła neapolitańska
Bernardino Siciliano
Museo Nazionale Archeologico delia Calabria
Dwa pierwsze zdjęcia z gabloty dot. eksponatów z Locci Epizefiri 470-370 a. c.
T u waza z dwoma figurami w ruchu obrotowym jak
w Metamorfozach (!) Likurg atakujący Menadę (z topo
rem w ręku): obok Menada z obnażoną piersią.
N a innych wazach przepięknej urody układy tańca
i gry na tamburach.
W innej sali obrazy lokalne m. i n . :
Z krajobrazem Aspromonte (dowiedzieć się o tej oko
licy)
W tym regionie - Oppido Mamestina.
T u : wiele wykopalisk.
T u też: ośrodek kultury średniowiecza.
W innej sekcji mamy fragment płaskorzeźby w gipsie
(clay) figur kobiecych w ruchu w prawo (z okolic G r i so-Loboccetta V I w. p.n.e).
Gablota z płaskorzeźbami ceramicznymi (matryca ro
biona była w żelazie, kopie w argillu). „Lomaggio del
ie divinita a Persefone; Hermes, Dioniso".
T u m . i n . Hermes w charakterystycznym kapeluszu raz
z kogutem na dłoni raz z barankiem na ramionach przed Persefona na tronie.
Jeszcze raz wazy
N p . fragment górnej partii z Locci, Manella CoUo à Cratère a Figure Nero, d i produzione Attica 540-535 a. c
T u : układy tańczących mężczyzn (biesiada?). Jednego
z nich pies szarpie za udo;
Dionizos z kielichem w ręku (kantharos) i gałęzią z gro
nami, przerzuconą przez ramię. Grona zwisają do ziemi,
przed Persefona na tronie.
Dwa szezlongi z mężczyzną i kobietą. Jeden z mężczyzn,
zwrócony do tańczącego przy n i m . Żywo zwrócony.
Śpiewa?
Inne gabloty: Locci Epizefiri - Santuario di Persefone m
Contrada Manella. Deposit V o t i v o Arcaico V I w. a. c.
Robię zdjęcia.
T u : figurynki wotywne.
Płaskorzeźby były włożone w tabliczki kafli.
Kolorowane. Widoczne resztki ochry.
Sala ze słynnymi Figurami z Brązu I w p.n. e.
Robię zdjęcia, c h o ć robić nie wolno.
Nieskończone, nieopisywalne piękno.
Ostateczne spełnienie idei człowieka w harmonii.
Muzyczność.
Stanąłem tak żeby T e n Pierwszy patrzył na mnie.
Figury są dwie. Obie wyzbyte zbroi, do której dzierże
nia ułożone mają ramiona.
T u też głowa Filozofa.
Rozumiem lepiej fragment z Apulejusza dot. obowiąz
ku składania figur wotywnych i oddawania czci świę
tym kamieniom.
W a r t o byłoby odwiedzić Santuario delia Manuella
(miejsce świątyni Persefony).
M i n i a t u r k i kształtów waz, owoców, figut zwierząt, sta
tuetek świętych postaci
28
Wodomierz Starmvski • PO DRUGIEJ W NOCY. NOTATKI
Zbadać dokładniej motyw koguta; b. często pojawiają
cy się przy Persefonie.
Przed oczyma na Sycylii połyskują w słońcu bielą bu
dowle Messyny.
W gablocie z 1-szego szeregu.
Przecudowna kolekcja filiżanek (z dwoma uszkami)
różnych rozmiarów
Federico klepie lekcję na temat kościoła.
Federico zabawne stworzenie.
Najokropniej parkujący kierowca z jakim jeździłem, ty
le samo ciśnie pedał gazu co pedal hamulca.
(Kotylai di immzione corinzia. Fine V I - V a. c ) .
I miniatur waz.
Zamek.
Nie był zniszczony przez trzęsienie.
Zniszczyli restaurujący go robotnicy w 1923.
Piazza Castello, po lewej Tribunal!.
Inna gablota:
45 figurynek, z których część to Attori comici, seconda
metaWsecob
a. c (!)
Robię zdjęcia.
Villa Nesci.
Ze schodów przy tej budowli, na wysokim stoku miasta,
niemal u szczytu wzgórza - wspaniały widok na wzbu
rzoną dziś cieśninę i na strome wzgórza Sycylii, u stóp
których, na całej rozciągłości wybrzeża rozłożyła się
Tremestieri a dalej w prawo - Messyna.
Okolice Reggio (samochodem)
Villa Zerbi - ważny budynek dla okresu wyzwolenia,
zbudowana pocz. X I X w.
W r. 1908 zattzęsła się ziemia i zaraz potem rozpoczęto
pierwsze wykopaliska. Z tego nieszczęścia:
a. fragment murów greckich, o imponującej podstawie,
szerokość ok. 12 metrów, z V w. p.n.e
b. fragment łaźni rzymskich otoczonych palmami róż
nych gatunków i z różnych stref klimatycznych I I I - I I
w p.n.e
c. Samotna kolumna na rogu chodnika przy szosie.
Chciałbym własnoręcznie zerwać pomarańczę lub cy
trynę z drzewa. Dojrzewają w lutym i marcu.
Tawerna degli O l i w i i na wzgórzach, z pięknym wido
kiem na morze.
Zamknięta.
Kolejne knajpki - zamknięte. Biedny Federico rozkła
da ręce (I am not a good organizer). Nie przeczę.
Wszystko to skromne, szczątkowe między dwoma szo
sami.
Zielone jaszczurki.
Grande Albergo Miramare.
Olbrzymi pokój, wysoki na dwa piętra. Za oknem mo
rze i Sycylia.
D A n n u n z i o przejęty był tymi okolicami. Używał per
fum stąd pochodzących, wyrabianych z cytrusów zwa
nych bergamot.
Zegary w Reggio wskazują każdy inną godzinę.
Stoją.
W r o c ł a w 28.05.00
Do Zgromadzenia
Najlepiej oddają klimat i charakter miasta.
W poważnie traktowanej sztuce teatru musi być mar
gines na:
Katedra. Zburzona podczas trzęsienia ziemi w X V I I I w.
i 1908 r. Odbudowana eklektycznie. Tablica upamięt
niająca wizytę Jana Pawła I I , 7 X 1984.
Katedra zamknięta. N a jej schodach, Federico, 190
wzrostu, dyskoordynacja totalna, nie czujący odległości
więc „leży ciągle na mnie" - zanudza skrupulatnym od
czytywaniem z pliku internetowych wydruków i z prze
wodnika - tuzinem informacji odległych, obcych, para
fialnych.
1. naiwność,
2. żart,
3. nieudane, które wszelakoż wynika z bez reszty uda
nego.
Śmiertelna powaga wykonywania powinności w sztuce
teatru i rytuału musi mieć swoje kulisy, zza których wy
ziera „uśmianie się", czyli „maska od wewnątrz".
W rytuale stanom owładnięć, kontaktowania się z bó
stwami towarzyszy zawsze uśmiech Erosa.
Wiatr ze styku mórz jońskiego i tyrreńskiego znad cie
śniny Scylli i Charybdy.
Wiatr Odysa, pognał przez ciężkie, deszczowe chmury
poranka.
W pociągu W r o c ł a w - Warszawa 4.06.00
Znów nie piszę, nie piszę i nie piszę!
Rekonesans do Niemiec umknął, zwinął się.
Błękit nieba, żar słońca, senne trwanie południa.
29
Włodzimierz ŚtlttlfelMM • PO DRUGIEJ W NOCY. NOTATKI
Przeloty, Hannover, Bielefeld, Düsseldorf.
Wielce osobliwe doświadczenie, jakim była turystyczna
podróż teatralna po Zagłębiu Ruhry.
Autobusem, przez kilkanaście godzin od miasta do
miasta, od „szklanego" megacentrum kulturalno-konferencyjnego po zawilgocony tunel pod torami kolei.
Głos do organów
Głos z klawisza dyszkantu
Głos z klawisza dytyrambu
Głos z klawisza płaczu
Głos łkający
Głos śmiech
Głos o litość
Turistpublika, to mieszczaństwo od kiełbachy z kapuchą i perfum Channel 5,
Skąd przychodzę?
Działalność, drążenie, kopanie studni, drążenie do prekopalin, do bylin, do kości prarodziny, do płonki.
Itak:
Nie pisałem w Ljublianie.
A powinienem. Przynajmniej o Krżwnicka Cerkiev,
gdzie dawaliśmy Metamorfozy, o parku gdzie biegałem
pod górę, o wystawie Dürera.
- plemię, które m i dało obywatelstwo, imię, nazwisko,
pajdę chleba ze smalcem, rozdzierającą tęsknotę za po
marańczą, której smak poczułem w Święta Bożego N a
rodzenia, późno, kiedy już umiałem bić, kiedy już
pierwszy raz pobity byłem do krwi, kiedy poznałem
smak nienawiści i żądzę zemsty,
Nie pisałem o Rumunii, do której... no tak... odwołałem.
Nie pisałem o Wrocławiu.
Hannover 11.06.00 niedziela
kiedy umiałem kląć i lamentować, „módl się za n a m i "
wtedy dopiero napoiłem oczy słońcem południa
i wschodu, odbitym w pomarańczy
Śniadanie w hoteliku. Posiedzenia z Hoffmanem.
Dyskusja z Katrine na temat zaświadczeń, jakich po
trzebuje dla szwedzkiego urzędu pracy.
topiłem spierzchłe usta w soku....
rozdartymi chrapami wwąchiwałem się w biały kożuch
podszewki rajskiego owocu.
Piękne śpiewania w kościele (Christus Kirche).
Ładne słowa.
Balladą plemienną była ballada o ludzie i wszystkich
ludach
-RabelaisiGusła.
Kiedy na ołtarzu kości szkieletu Metamorfoz stawiamy;
brzęk kluczy o Śruby dźwięczących
uderzenia deski w deskę, blatu w blat
kiedy rozgwar pracy prostej i radosnej
Ruś, Bizancjum. Droga na Wschód. Droga do Rosji.
- Auwakum
Mariany palce na organach Oremus grają
Średniowiecze... początki chrześcijaństwa. Chrześci
jaństwo we mnie...
-Carmma
A głos-duch Katrine w sklepienia skrzydłami jak gołąb
bije
Tańczy, kręgi zatacza, pikuje i wzbija się
W witraże ślepą główką uderza i jak martwy w dół spa
da
1 wreszcie starożytność, Grecja
-Metamorfozy
cuci się w locie
pióro zgubione w dziób chwyta
i znów się wzbija
łaskę niosąc
Dusseldorf
9.09.00
pióro na nasze głowy puszczając
Przed spektaklem otwierającym.
Po posiłku na łóżku szerokim, w przestronnym pokoju,
prześwietlonym przez olbrzymie okno blaskiem przed
wieczornego słońca.
Na Goethestrasse.
Fascynował mnie zawsze i pobudzał ten blask przed
zgonem słońca.
ok. 19.00
Głos-duch Katrine
Głos pióro gołębia
Napowietrzne znaki kreślące
Głos skrzydło
Głos - skrzydła łopot o witraż
Głos - serce gołębia pękające
w trwodze zamknięcia
Na łóżku szerokim, wygodnym i bez sensu pustym. N a
poduszkach czerwonej, niebieskiej i czarnej.
30
I
Włodzimierz Sumiewski * PO OJGIEJ W NOCY. NOTATKI
Przyjechałem tu już na rowerze, po drodze kupując
obiad na wynos w greckiej restauracji.
Co za frajda. Jechać na rowerze przez najbogatsze mia
sto świata.
Kupować obiady na wynos i dziwić się ilości kościołów
zza każdej przecznicy.
Teraz, 19-ta, rozdzwoniły się dzwony.
Któraż to powieść zaczyna się od bicia popołudniowych
dzwonów? Wybraniec?
A i „Z Maryjenburskiej bramy zadzwoniono."
Słuchałem staccaty Bacha na organach w Lion Kirche.
Przed próbą naszą grał muzyk.
Bywałem tam w parę lat po tewolucji 1968 roku. Ale
jeszcze w feerii dogasających pożarów i ostatnich
bomb.
W Bolonii oglądałem jeszcze demonstrujące pochody
studentów. (I w Rzymie też.) Pogorzelisko wysadzone
go przez Brigade Rosa dworca.
Zawsze, wszędzie w Historii byłem u końca lub tuż po...
ganach.
W 1968 w Krakowie, na studia przyszedłem w paź
dzierniku. W szafach pokoju akademika były jeszcze
cegły, którymi rzucano z okien w milicję.
Koleś - wieczny student tłumaczył m i , że trzeba je trzy
mać, bo rozruchy powtórzą się jesienią.
Po graniu na organach w Hannoverze i Bielefeld wiem
W Moskwie bytem w ttzy dni po zgaszeniu puczu.
już, że organy i dzwony to najgłębiej w moje rojsty wpi
M a m zdjęcia z barykadami.
Poprosiłem go o Bacha na tych wielkich i pięknych or
sany instrument.
A Kościół to - ostateczne dla mnie - zwieńczenie ar
chitektury teatru. Kościoły wszak budowano w oparciu
o Witruwiusza i jego architektoniczne wzory teatru an
tycznego.
Więc teraz w tym pokoju na Goethestrasse.
Za oknem, z ogródka, pięć pięter niżej - szczebiotanie
dzieciaków.
Zamykam oczy i jestem wieledziesiąt lat wstecz.
Senny, letni podwieczór. Powietrze, które stało - za
czyna się poruszać.
Za oknem szczebiot dzieci układający się w muzyczkę
jak szmer potoku.
Poczucie wieczności. Słyszę to i wiem, że wielkie wy
prawy przede mną.
A dziś? Dziś miłe głaskanie w sercu na wspomnienie
tamtego uczucia.
9/10 I X Po Drugiej w N o c y
Po premierze w Dusseldorfie.
Zupełnie przyzwoicie zagrany spektakl. Niels, szef
teatru, rozentuzjazmowany. Twierdzi, że od kiedy
jest w Dusseldorfie to nie widział takiej gorącej re
akcji.
Brawa, tupania, wywoływania. Księżna Irina W i t t g e n
stein.
Potem kantyna teatru. Rozpacz goła. Nie ma miejsc
mniej sensownych na świecie niż kantyny teatralne.
Wahadełko, które już niegdyś czytałem znów podoba m i
się coraz bardziej.
Wywołuje wspomnienia.
I Bolonia, Mediolan, Piemont.
W Laponii zaraz po demonstracjach w Aalto.
W Irlandii w Derry jeszcze załapałem się na pocisk
moździerzowy, który I R A strzeliła w ogródek hotelu,
w którym spałem, zamiast w oszańcowany pobliski po
sterunek policji.
W Central Parku, w 1979 już dogasało pokolenie Hair,
ale jeszcze grano, tańczono, rozbierano się i skakano do
jeziorka.
N a Grabarce sypiałem zimą na werandzie starej, drew
nianej cerkwi. Długo przed jej spaleniem. Z zagranicz
ną częścią obsady Awwakuma poddawaliśmy się flu
idom prawosławia.
W 1956 tym czołgi ruskie szły na Warszawę, przez moje
miasteczko, bruk krawężników poniemieckich zrywając.
My dzieciaki biegliśmy za nimi krzycząc wniebogłosy.
W niebo krzyczy się aniołom, a ci byli z piekła rodem.
Umorusani jak nieboskie stworzenia.
W kotlinie koło Nimbeen w Australii Grot, ja, Zbynio.
W mateczniku hippizmu Oceanu. Setki a może tysiące
nagich ciał. Ogród Rozkoszy Boscha.
T o zaraz potem zgasło.
N a przedmieściach Sydney grupa czytająca Biblię,
przez d n i i noce bez spoczynku.
Festiwal rockowy na Wembley. W 1972, Nash, Still
and Crosby.
W oparach marihuany i w odorze piwa..
Wcześniej, przed Wembley, wielki festiwal w Windsor,
europejskie Woodstock na królewskich lęgach. Rozpę-
Wbédtnien Sumiewski * PO DRUGIEJ W NOCY. NOTATKI
dzone przez policję. Byłem pędzony przez szwadrony,
czarne szwadrony angielskiej policji.
Bileterka, ale przecież i ktoś bez reszty inny. T o baba¬
-historia, baba-Rosja.
Głosem rozkazującym, groźnym, zirytowanym, przygo
towanym (bo mnie przecież studiowała jak się po scho
dach ku niej wspinałem, lepsze jej oko niż oko kame
ry) baba ta każe m i sumkę zwrócić do szatni.
Dziwię się bo inni z torbami wchodzą. Baba zirytowa
nym stacatto żąda nie dyskutować, pozwolenie jest na
25 cm, przeczytajcie, kartkę rozmiarową z szuflady wy
ciąga, ja chcę przymierzać, mówię, że tu pisze czterdzie
ści, ona kartkę chowa, rozkazuje, ciało jej coraz gwał
towniej rusza się, kręci, wierci na krześle, oponuję de
likatnie, ludzie przechodzą, baba wstaje, skandal zaraz
będzie, baba widzę wojenna, jak wszystkie one.
Rezygnuję. Schodzę w dół. Staruchom w szatni torbę
oddaję.
Warszawa 1973 (?), Święto „Trybuny Ludu", wieczorem
pod Pałacem zadyma. Gonitwy z milicją. Przechodzę ze
Zbyniem pod Domami Centrum a tam już łapią. Jutro
0 świcie mamy lecieć do USA. Łapią i mnie. Biorą pasz
port. Niosą do Pałacu. Ja za SB-kiem do sztabu łapaczy
w Pałacu na piętrze wysłanym czerwonymi dywanami.
T a m facjaty tępe, zacięte. Każą m i się cieszyć, że nie
siedzę w suce. Wracam do Europejskiego. Budzimy
Grota. Panika. O n , swoimi kanałami do Tejchmy,
Tejchma umawia go z wiceministrem M S W .
Odzyskują rano mój paszport. M a m szczęście, bo przez
noc zrobili ze mnie prowodyra. Siedziałbym.
A l e też życiorys miałbym bohaterski.
Wracam. Mówię babie: „Kontrol u was kak w Sowietskom Sojuzie...".
Babie w to graj: „Zdzies Sowietskij Sojuz"
Ja: „Kak to? - Sowietskij Sojuz upal".
Ona: „Nie upał, nie upał - głos podnosi - O n jeszczo
budiet... T o szto tiepier zdiełali z narodom eto krymi
nał. Eti Bieriezowskije i drugije..."
Ja: „Diemokracji wam nado".
M o s k w a 2-5 listopada 2000
„A przyjechać do niej nudno, a odjechać od niej trud
no..." D o Moskwy.
Moskwa 4 listopada 2000, w Muzeum Puszkina, do
greckich waz.
Ona: „Diemokracji? Takoj szto by naród unicztożyć?
Oddać wsio Clintonom, Bieriezowskom i drugim ło
trom. W a m etoj diemokracji u nas nado. Nie nam. Tak
płocho jeszczio nie było nikogda. Sowietskowo Sojuza
nada i on wozwrotit!"
Ja: „Eto był płochyj system"
W Moskwie za dużo życia. Za dużo. Pętane i rozpęty
wane życie. Z trwogą w oczach, jak to jagnię dławione
przez lwicę.
Tutaj na przykład. Rząd bab, babci, babuszek i staruch.
Wszędzie ich pełno.
Na Arbacie, jedne leżą wciśnięte w mury domów,
z psami w nie wtulonymi, okutane i baby i psy w reszt
ki brudnych katan. Inne (też wczoraj na Arbacie) śpie
wają pieśni operowo-błatne, przy akompaniamencie
stanka na harmoszce, bez wieku i bez płci, kadłubek
wtulony w harmoszkę jak w ostatni płomyk ciepła.
Inne baby pilnują teatru i ludzi, intruzów tzn. widzów.
Powiedziałem F.:
Ona: „Sowietskowo Sojuza,... nie w takoj formie no
w drugoj on wozwratit!"
Ja: „Politiki sowsiem gangstery. Spasibo za liekcju.
Grieckije wazy gdzie?"
Ona: „Pażałujsta. Iditie w liewo i podnimajetsa na wtoroj etaż".
- Nagle jakoś łagodnie, nie wrogo, wręcz ciepło, przy
jaźnie, uprzejmie i usłużnie.
„Teatt to grzech. Ale grzech młodości. Staremu grze
szyć nie można. Stary grzeszący to przestępstwo wobec
życia wiecznego, wobec zoe. Jeśliby teatr zachował
swoją terapeutyczną rolę mógłby uchować i starość."
I tak zawsze. Boże, ileż t u bólu! Nie dotykać tego bólu,
nie taniĆ tych ludzi, tego narodu. Współczuć, rozu
mieć, rozmawiać.
Być surowym i szczerym w prawdzie, ale nie drażnić,
nie ironizować a już - broń Boże - nie wywyższać się.
Inne baby staruchy w metro, w hotelach. Wszystkie na
posterunkach.
Rosja zachowała swoje posterunki, te mniej jawnie
groźne, bo na ulicach i szosach nie ma już bud zandarmno-wojennych.
A na posterunkach - baby-staruchy.
Jacyż głupi Polacy, co na Rosjan z wyżyn patrzą. Choć
naród nasz niziny, płaski i większy o tyle, o ile Europa
go legitymizuje. „A głupi! A głupi!..."
Sekcja Antyczna, Rzeźby, wszystko kopie.
1 tutaj, w Muzeum Puszkina. Baba u szczytu schodów,
przy stoliku na posterunku, za kratą, z okiem na ruch
w hollu.
Przestudiować jeszcze raz:
Metopę Świątyni Zeusa w Olimpii, 486-53 p.n.e, dwa
naście czynów Herkulesa (oryg. w Muzeum w Olimpii)
32
Whdiimieri Sumiewski • PO DRUGIE] W NOCY. NOTATKI
Czarne, za szkłem, z A t t y k i :
Szczególnie te grupę z Wenus (?) w kąpieli, obnażoną
do pasa, z piersiami kładącymi się na strony...
Fragment of Krater Neck - Perseus (biegnący), ca.
560 B. C
Potter Ergotimos, Painter Kleitias
Olpe - Dionysos, late V I B C
Circle of the Red - Line Painter
Neck Amphora - Apollo, Artemis, Leto ca. 520 B. C.
Wszystko tu jest. Wszystko. Skopiowane. Imponu
jące.
Jak Piotr I skopiował całą Europę, budując Peters
burg.
Jest t u oczywiście cała Amazonmachia z Partenonu.
Jest Scytyjski niewolnik, ostrzący nóż na kaźń Marsjasza (kopia z I I I - I I w., z galerii Uffici z Florencji, nie ta
z naszych Metamorfoz, T e n jest z wąsikami i baczkami,
wygląda jak noworuski).
Circle of the Artimenes Painter
Kylix - Menades, Silenos and Magic Eyes, late V I B. C.
The leafless Group (tu; piękne układy taneczne)
Lid of Neck - Amphora - Battle Scene - 540-30 B. C.
Neck - Amphora - Amazonmachia late V I B. C.
Hydria - Herakles and Lion, and Quadnga,
Circle of the Swing Painter, 520-10 B. C.
Sala 7, Muzeum Puszkina w Moskwie, kilkadziesiąt
waz, w tym czarnofigurowe i czerwonofigurowe, z V I - V w p.n.e.
Czy oddałbym duszę za wazę? Duszy bym nie oddał, ale
jakże rozumiem tych, co oddają fortuny i poświęcają
(lub odbierają) życie.
Jest w wazach tchnienie, które... nie potrafię tego
ująć.
I n n a gablota, red, south of Italy I V B . C .
Hydria - Scene of Tragedy, 360-40 B. C.
Lucaria, The Sydney Painter
Bail Amphora - W o m a n (tańcząca) 360-70 B. C.
Camponia, The Capra Painter
W i ę c te za szkłem, czerwone:
Gablota, Attic R e d figures I V B . C .
Nolam Amphora - Silenos, Hermonaxa, ca. 470 p.n.e.
Cup - Silenoi Dancing, Circle ofDouris, ca. 480 p.n.e.
Hermes with In/ant Dionisos, The Villa Gullia Painter
460-450 B. C.
Aegina: Stater V - I V B. C.
Skyphos with Dionysos and Silenos, The Lewis Painter,
460 B. C.
2. Lekanis with Lid - Eros and Women
Attica, the Otchet Group (?)
I . Bell- Krater - Dionisiac Scene 360-40 B. C.
Attica, The Black - Thyrsus Painter.
I I . Kylix -Silenos Dancing
Attica the Q Painter (tu; kształty klasycznego mło
dzieńca, żadnych przejaskrawień, jedynie ogon).
Bez szkła, na dotyk:
W hotelu Moskwa, noc ostatnia 4/5 X l
Amphora - Herakles fighting Tńton, Attica, The Chiusi Painter, ca. 510 B. C.
Amphora - Herakles and Cerberus, Attica, The Lissippides Painter, ca. 530 B. C.
5.08.1988 w Gardziemcach, przed wyjazdem
„Lipy w tym toku nie grały" - powiedział pan Stacho
Staszczyk, na moją uwagę, że nalot na liściach i coś
pszczół nie słychać.
Czerwone, na dotyk:
Pelike (amfora) Youth Italy, Apulia, The Painter of
the Copenhagen Dancer, 330-10 B. C.
(Wyboru notatek dokonał autor. Tekst spisała
i opracowała Paulina Brzezińska)
33
