fc9fdb196f44a024fd0e66fb69f6457d.pdf

Media

Part of Dawno temu w "Gardzienicach" / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1991 t.45 z.3-4

extracted text
Mariusz Gołaj

DAWNO TEMU W GARDZjENICACH
Do „ G a r d z i e n i c " , w roku 1 9 7 8 / 7 9 d o ł ą c z y ł o nas k i l k o r o —

i n n y m przestrzeń działania. I n a t y c h m i a s t „ u w o l n i e n i e " — bieg,

A n n a Zubrzycka, J a d w i g a R o d o w i c z , Krzysztof Czyżewski i niżej

o d d e c h , g r o m a d a , następnie „ ć w i c z e n i e " , w z a j e m n o ś ć . Żadne

p o d p i s a n y . Zespół — t w o r z o n y przez Włodzimierza S t a n i e w s -

psychologiczne

kiego o d 1 9 7 6 r o k u ,

g w i a z d a , która kiedyś zgasła i której ostatnie ś w i a t ł o d o t a r ł o t u

— miał już w t e d y

mocną

konstelację

konsekwencje,

żadne

„przeżywanie"



ot,

ludzką — byli t a m Tomasz R o d o w i c z , J a n Bernard, J a n Tabaka,

i teraz, ot, jak m ó w i ą Cyganie — ktoś ukradł konia i trzeba

W a n d a W r ó b e l , Elżbieta M a j e w s k a , Henryk A n d r u s z k o , Katarzy­

z a p o m n i e ć , aby g o nie w y d a ć .

na W i l s k a , W a l d e m a r
opracowany

Sidor;

miał Spektakl

przez S t a n i e w s k i e g o Program

miał

Bieg w i e c z o r n y zawsze był mi przygodą z w o l n o ś c i ą — u w o l ­

miał d o ­

nienie ciała, o d d e c h u , g ł o s u — ale zawsze też był w s ł u c h i w a n i e m

Staniewskiego

się w partnera, w j e g o o d d e c h , w rytm uderzeń j e g o p u l s u ,

Wieczorny,
wiejski,

ś w i a d c z e n i e w i e l u „ W y p r a w " . Z a ł o ż o n e przez

„ S t o w a r z y s z e n i e " , ciało o p i e k u ń c z o - p r a w n e , s k u p i a ł o p o w a ż ­

w g ł o s y natury, w c i e m n o ś ć , w s ł u c h i w a n i e m się każdą cząstką

n y c h s o j u s z n i k ó w w Lublinie; praca toczyła się w w y p o ż y c z o n e j

siebie, stopą, która p r o w a d z i bo oczy nie w i d z ą , w ł o s a m i t e g o ,

sali — lamusie w Gardzienicach. O d początku ś w i a d c z y l i też tej

który biegnie o b o k , w y s t a w i o n y m i na wiatr.

działalności, zapraszani przez S t a n i e w s k i e g o na „ F o r u m T e a t r u " ,
w y b i t n i specjaliści z c a ł e g o ś w i a t a . Profesor Masakatsu G u n j i o d
teatru K a b u k i , H i d e o Kanze o d teatru N o pojechali z naszą

Zmieniają się pory r o k u , zmieniają się ludzkie konstelacje —
w b i e g a m y na r o z ś w i e t l o n ą salę.
Trening, w

jakże p o t o c z n y m

rozumieniu

tego słowa,

był

w y p r a w ą na granicę ruską. Prof G u s i e w z L e n i n g r a d u , Z w i -

d o ś w i a d c z e n i e m w j a k i m przyszło m i dorastać. W szkole p ł y w a ­

- w e r b l o w s k i z J e r o z o l i m y , T e o d o r Kirby założyciel „ T h e Drama

ł e m , p o t e m rower, piłka, t r o c h ę j u d o . K o l o n i j n e w y ś c i g i , p o t e m

Rewiew".

w o j s k o . N a w e t po o d s ł u ż e n i u mszy, zapasy m i n i s t r a n t ó w w za­

P o j a w i ł się Jerzy G r o t o w s k i , m i m o iż

Staniewski

j a w n i e d e k l a r o w a ł s p r z e c i w laboratoryjności i p a r a t e a t r o w i . P o ­
t e m n a w e t Krzysztof Penderecki i w i e l e i n n y c h nazwisk t w o r z ą ­
c y c h kulturę tamtej e p o k i .
Ś p i e w a ł o się w t e d y w „ G a r d z i e n i c a c h " : „ T o czas już, czas już

krystii.
I cóż dzisiaj m ó g ł b y m z t e g o w y s n u ć — przekraczanie p r o g u
zmęczenia, czasami radość w y s i ł k u , dobrze f u n k c j o n u j ą c y

or­

g a n i z m , koledzy, g r u p a , czy szloch

pod

opasłego

berbecia

obcych

prysznicem p ł y w a l n i , stres n i e u n i k n i o n e j porażki, p o l i g o n o w e ,

szukania, szukania miejsc, ludzi, d r z e w " . I dalej z N o r w i d a : „ B y

c i e m n e zmagania. M a j ą c d w a d z i e ś c i a parę lat, przed p r z y b y c i e m

nie zginęło żadne utęsknienie i żadna boleść nie przewiała marnie,

d o Gardzienic, n i e o b c e mi były sny o saltach i f i f l a k a c h , dzikie

w ę d r o w a n i a , za ptakiem

i za s n e m , s w o i c h w ś r ó d

i żaden u ś m i e c h , błahy nieskończenie

— jest taki A n i o ł , c o

i w y z y w a j ą c e treningi na granicy p o w a ż n e g o zagrożenia z d r o w i a ,
ale i mieszczańska i w r o c ł a w s k o - d e k a d e n c k a ospałość ciała.

skrzydłami garnie — i ś m i e c h , i żałość i t o N i e d o t k l i w e . . . "
Tak w i ę c przybyliśmy na W s c h ó d , jakoś w t y m s a m y m czasie —

T r e n i n g w G a r d z i e n i c a c h , „ p o r u s z a n i e " , jak się tu m ó w i , n i g d y

pobytu

nie był p o d p o r z ą d k o w a n y t y l k o t e a t r a l n y m e f e k t o m , n i g d y też nie

w J a p o n i i , Krzyś — o d s w o j e j recytacji poezji, ja — t o nie ma w tej

dążył d o w y k r e o w a n i a c h a m p i o n a - g w i a z d o r a . Był, jest prak­

c h w i l i znaczenia. Nie połączyły nas j e d n a k nasze osobiste his­

t y k o w a n i e m w z a j e m n o ś c i . Dążył d o p o w o ł a n i a b o g a t e g o ze­

torie — nie przeczę, były t o historie w a ż k i e , szczególnie dla nas,

s t a w u ć w i c z e ń , poruszeń, f e n o m e n ó w ciała i g ł o s u , które s t a n o ­

A n n a z Australii, Iga

— właśnie wróciła z rocznego

„zaczarowanie

w i ą obszerny materiał, związany najczęściej z fazą pracy przynale­

czarnoksięską mocą,, „ G a r d z i e n i c " , ja nie m a m złudzeń, przy­

żną k o l e j n e m u p r z e d s t a w i e n i u . S t a n i e w s k i zawsze stronił o d t e g o

dwudziesto-dwudziestopięcioletnich

— ale t o

szedłem g ł o d n y d o z a s t a w i o n e g o s t o ł u , d o s ł o w n i e , w Kruszynia-

rodzaju p r o f e s j o n a l i z m u , który s k r u p u l a t n i e d o z u j e w y s i ł e k i ł a t ­

nach, a przy n i m grali i ś p i e w a l i ludzie, i służyli m i , kiedy

w o zamienia g o na efekt. Dąży d o p o w o ł a n i a szerokiej „ p r z y r o d y

spożywałem.

spektaklu", otwartej

Praca w i e c z o r n a zaczynała się b i e g i e m — z b o c z e m w

dół,

g o ś c i ń c e m w z d ł u ż rzeki, jarem przez las, drogą polną, w ą w o z e m ,
łąką. Parą k i l o m e t r ó w

blisko siebie, w g r o m a d z i e , w

rytmie

ale oscylującej

wokół

kilku

wybranych

t e m a t ó w , m o ż l i w y c h , w s w e j uproszczonej f o r m i e , d o

prak­

t y k o w a n i a z każdym i zawsze. Zawsze też p o ś w i ę c a ł o się w tre­
n i n g a c h tyleż czasu asekuracji, c o w y k o n y w a n i u ć w i c z e ń . W ł a ś ­
c i w i e n i g d y nie ć w i c z y ł o się o s o b n o , zawsze czyjaś ręka p o d ­

w s p ó l n i e uderzających s t ó p , na w s p ó l n y m o d d e c h u .
Bieg w i e c z o r n y ma s w o j ą p o e t y k ę , s w o j e t e c h n i k i , które można

t r z y m y w a ł a najbardziej zagrożone miejsce, zawsze czyjś o d d e c h

p r a k t y k o w a ć , s w o j ą przestrzeń, d o w y p e ł n i e n i a za każdym razem

d o d a w a ł m o c y . T o się zawsze działo w partnerstwie, w bliskości

inaczej. S t a n i e w s k i zawsze zwracał u w a g ę

t e g o c o c h r o n i i w s p o m a g a , to p o z w a l a ł o l u d z i o m , o d o p r a w d y

na

„współzależ­

n o ś ć " — r y t m u , o d d e c h u , o b e c n o ś c i . T o b y ł o zadanie

pod­

s t a w o w e , d o p i e r o na t y m m ó g ł kreślić biegnący s w o j e „ z n a k i
napowietrzne", wyzywać innych swoim odczynianiem. Słowa,

przeciętnej s p r a w n o ś c i , mieć szansę, chociaż przez c h w i l ę , l o t u .
Później d o p i e r o zaczynała się praca aby to u t r w a l i ć .
Pamiętam, przy Gusłach,

noce spędzone na

wskakiwaniu

s f o r m i j i o w a n i a p o j a w i a ł y się rzadko, n i g d y w czasie b i e g u . O n

i z e s k a k i w a n i u z p l a t f o r m , s t a n o w i ą c y c h zasadniczy

i nami biegi, i n i c j o w a ł t o co noc.

scenografii. C h o d z i ł o o lotność, o zmianę p o z i o m ó w bez w y s i ł k u ,

Dane mi było po w i e l e k r o ć p r o w a d z i ć bieg w i e c z o r n y . Na s w ó j

element

lekko, o przemierzanie przestrzeni w taki s p o s ó b , aby w i d o c z n a

użytek myślę, że sprawa d o t y c z y w istocie s t o s u n k u d o spadają­

była j e d y n i e s m u g a , którą z o s t a w i a skaczący. Platformy s k o n ­

c y c h g w i a z d — o n e w Gardzienicach spadają o b ł ę d n i e . Kiedy się

s t r u o w a n e były c e l o w o tak, zeby s t a w i a ł y w y m a g a n i a ciału —

biegnie rozbijając piersią p o w i e t r z e , jakże ł a t w o p o c z u ć się w t e d y

zbyt w y s o k i e , zbyt w ą s k i e d o n o r m a l n e g o w c h o d z e n i a . G r a m o l i ­

w y b r a ń c e m , k o c h a n k i e m — ziemia pulsuje, spadają g w i a z d y —

liśmy się na nie, w c i ą g a l i niezdarnie, d ł u g o , d ł u g o za d ł u g o . Bo

mieć to za znak, ulec w y p e ł n i e n i u , szczęściu, przyjąć dar m o c y o d

czas mierzony był „ w i z g a m i " — zakrzykiem, szeptem, ś m i e c h e m ,

natury, g r u p y , p r o w a d z ą c e g o i mieć t o za s w o j e . Z a p o m n i e ć

z a ś p i e w e m , jeszcze szybciej, nie w i a d o m o skąd — z brzucha

o

i n n y c h , przeć d o

p r z o d u , lecieć, w y m a c h u j ą c

skrzydłami

partnera, z f l e t u , z rogu sali p o d s k l e p i e n i e m , znad p ł o m i e n i a

w c i e m n o ś c i . Zawsze ważniejszy o d w ł a s n e g o s a m o p o c z u c i a jest

w y d o b y w a j ą c e g o się z saganka. W s k a k i w a l i ś m y na p l a t f o r m y na

— jak to f o r m u ł u j e S t a n i e w s k i — „ g e s t n a p o w i e t r z n y " , s p r a w c z y

dziesiątki s p o s o b ó w — naskok na u d o , poniżej krzyża, prosty

w o b e c i n n y c h . W y w o ł u j e g o spadająca g w i a z d a a l b o kałuża na

k r ę g o s ł u p przy w y n i e s i e n i u w górę, w c i ą g n i ę c i e z z a w i r o w a n i a .

drodze, a l b o p o t k n i ę c i e partnera — z w r o t ciała, uniesienie g ł o w y ,

D ź w i ę k p o g a n i a ł r u c h , b i e g , skok w k o m p o n o w y w a ł się w par­

z a w o ł a n i e , t c h n i e n i e , t k n i e n i e , f e n o m e n g ł o s u , wskazanie ręką —

t y t u r ę muzyczną. G o d z i n a m i ć w i c z y l i ś m y t o , c o później, w spek­

piszę o rzeczach w i e l c e k o n k r e t n y c h . Gest n i e p o w t a r z a l n y , o s o ­

t a k l u , b y ł o d w u d z i e s t o s e k u n d o w y m działaniem, a p o t e m u t r w a ­

bisty,

laliśmy t o t y g o d n i a m i . Wreszcie t o się s t a w a ł o samo, juz bez nas:

przeciwny

wszelkiej

rutynie, w y z y w a j ą c y ,

otwierający

55

każdy ś w i s t w y w o ł y w a ł nas w i n n y m miejscu sali, na i n n y m

r o w e c h u s t k i . Tanie papierosy w s p r a c o w a n y c h rękach. Zmarsz­

p o z i o m i e , t o już była t y l k o opadająca ręka, która z a p o m n i a ł a , że

czki na t w a r z a c h , t w a r z e jak ziemia Polski „ B " . A t o szepczą, a t o

w y k o r z y s t u j ą c i m p u l s kręgosłupa, d ź w i g n ę ł a przed c h w i l ą part­

gwarzą, a t o klną. Kobiety

nera, bo już jest gdzie indziej, już o ś w i e t l a p ł o m i e n i e m z saganka

popijają, huczą, czasem p o p y c h a n k a , czasem n i e u m i a r k o w a n i e .

l e w e o k o i n n e g o partnera i za d r z w i a m i znika.

kołyszą się, śpiewają.

Mężczyźni

I my z M i ł o s z e m — „za t r u d n y c h y b a dla nas ten M i c k i e w i c z ,

Zdarza się k o m u ś p o w o ł a ć konstelacje w y j ą t k o w e . M y ś l ę , że ta

gdzież n a m d o pańskiej, ż y d o w s k i e j n a u k i " .

z 1 9 7 9 r o k u , d o c h o d z ą c d o „ G a r d z i e n i c " , w pełni zamanifes­
t o w a ł a się w Gusłach.

D o dziś nie m o g ę myśleć o t y m spektaklu

bez drżenia — Gusła

nie były dla nas t y l k o spektaklem, były

Oj, t o nie była p r z y g o d a , t o była w a l k a , inne ś w i a t y , inne
w a r t o ś c i , inne życia. T o c o przyciągało — kultura tradycyjna,
nasza jej indiańskość, jej f u n k c j o n a l n o ś ć , ż y w o t n o ś ć , c z ł o w i e c z e

inicjacją, p i e r w s z y m , g ł ę b o k i m zanurzeniem, w proces pracy ze

wartości -

S t a n i e w s k i m , w t w o r z e n i e , bez reszty.

Szło o t u i teraz — jak s p r a w i ć , nie ulec mistyfikacji, nie popaść

„ G a r d z i e n i c e " t o „ b o j o w a n i e — byt nasz p o d n i e b n y " . B o j o ­

to b y ł o ukryte, przysypane p o p i o ł e m , w o k r u c h a c h .

w c h ł o p o m a n i ę . Z a a k c e p t o w a ć na Z g r o m a d z e n i u kurę, pijaka,

w a ł e m o Siebie, o t e g o , który m n i e przerasta, ale też stałem

ś w i n i ę i o d c z y n i ć w o k ó ł nich „ a k t strzelisty", jak m ó w i S t a n i e w ­

w szeregu, biłem się o t o , c o dziś, za S z u l c e m -

Staniewski

ski. W i ę c rozpalały się oczy w ś p i e w i e i p o z w a l a n o n a m , o b c y m ,

n a z y w a naszą „ R e p u b l i k ą m a s z e ń " . I znałem w tej w a l c e s w o j e

z d r o g i , z bezświata, stroić kuglarskie d z i w y , przynosić w i e ś c i

miejsce, g d y ż nie była t o w a l k a na oślep. B y ł e m częścią k o n ­

i n n y c h rzeczywistości. A o n t o w s z y s t k o mierzył, sprawiał. Był

stelacji i był ktoś k t o ją p o w o ł a ł i spełniał bolesne o b o w i ą z k i

Zgromadzicielem

„ s z e f a " . Byliśmy p o d o c h r o n ą , u w o l n i e n i o d d o b y t k u teorii, bez

o d w r a c a ł , „ r o z d a w a ł g ł o w y c u k r u " , ż a r t o w a ł , p o p y c h a ł d o przo­

u m o w n o ś c i — cóż za k o m f o r t — d z i e w i c t w o ! Pamiętam j e g o

d u , mącił, n i e p o k o i ł , w y w o ł y w a ł , ś p i e w a ł , milczał, w y s t u k i w a ł

— n a d a w a ł w y m i a r , przemawiał, sypał s ó l ,

p o d p o w i e d z i , zaklęcia, w y b u c h y radości, g d y w z l a t y w a ć n a m się

rytm, wystukiwał rytm, wystukiwał rytm. „ T y l k o żywo, tylko

u d a w a ł o . Czyż t o nie o n k o r y g o w a ł nasze fałszywe, duszne fałsze

ś m i a ł o " . Pieśni cygańskie, t o działało zawsze. M a ł o . W s k o k na

m ł o d o ś c i , a ileż razy brał w p r o s t , w ramiona, w i r o w a ł , żeby d o lotu

barki, przerzut, o p a d a n i e — „ M a t k a Boska z n i e b a " , p o w i a d a l i

nas p o d p r o w a d z i ć .

ludzie. Pieśni ż y d o w s k i e — zapatrzyli się. Grajek p r z y p o m n i a ł

O d lat w s p o m i n a się t y c h , którzy z „ G a r d z i e n i c " odeszli —

sobie „ D i e r e g e l t " sprzed w o j n y , g d y g r y w a ł z ż y d o w s k ą kapelą

każdy zresztą inaczej. Niestety, towarzyszą t e m u d r o b n e prze­

p o w e s e l a c h . W i r o w a n i e — „ b u c h n ę ł o , zawrzało, z g a s ł o " . Cisza.

kłamania, mistyfikacje. T o tak j a k b y ktoś chciał d o r o b i ć legendę

Sześć, siedem, osiem s e k u n d . W i e c z n o ś ć . Dopaliła się ś w i e c z k a ,

schizmy, m a n i p u l o w a ć w a r t o ś c i a m i , k r e o w a ć sprzeniewierzenia.

z a k w i l i ł o d z i e c k o . I szczerbate babki się śmieją, a c h ł o p a k i , luźne

A przecież zawsze będą „ p r z e c h o d z ą c y m i m o " . Ci, którzy stąd

w

odeszli, nie byli n i g d y bardziej razem niż t u , w G a r d z i e n i c a c h , a tu

k o b i e t y odciągają p i j a n y c h m ę ż ó w d o c h a ł u p y . D o p o ł o w y nocy

byli j e d n y m i z w i e l u , p r a w d a , może szczególnie bliskimi paru

o p o w i e ś ć starego w o j a k a — „Przeszedłem w s c h ó d i zachód...

sercom. Przyszli i odeszli, w y n o s z ą c ile unieść zdołali. P r a w d a ,

i kto o mnie wspomni..."

r a m i o n a c h , t y l k o łyskają o c z y m a , d z i e w u c h y się wstydzą,

relacje w g r u p i e n i g d y nie s p r o w a d z a ł y się d o t e r m i n o w e g o

T o n a m już grało, p o c h o d n i e w n o c y , latarki, p a k o w a n i e w ó z k a

k o n t r a k t u — t o zawsze był teatr podróży, d r o g i , w y p r a w y — ale

d o w ę d r ó w k i . Droga lasem, t r e n i n g , próba na wcześniej w y b r a n e j ,

nikt też nie żądał małżeńskich zaklęć. Nie m ó w i ł o się o etyce —

polanie. D o r o b i l i ś m y

ludzkiej, aktorskiej

egzamin. Białe koszule, szerokie s p ó d n i c e , rozpuszczone w ł o s y ,

— ją się p r a k t y k o w a ł o na c o dzień. Przy­

się s p r a w n o ś c i , m o d e l i , które

zdawały

rządzanie p o s i ł k ó w , gorąca herbata dla t y c h c o pracują na sali,

m o c n e , ciepłe ręce. O d w a ż a l i ś m y się n a w e t na i n n e g o Z g r o m a -

muzyka przy stole dla t y c h c o jedzą, g o d z i n y milczenia, ciszy dla

dziciela.

t y c h c o śpią. Higiena w s p ó ł ż y c i a — w okresie pracy zakaz u ż y w e k

Ileż p o m y ł e k p o drodze, ileż r o z m y d l o n y c h o c z u , mistyfikacji —

i p r y w a t n y c h relacji. Przywilej służby — nie w ideach — w z m y ­

że coś się dzieje, pretensji

waniu

przyjechali p a n o w i e artyści i w i e ś ich o g l ą d a , w i ę c nie tak,

naczyń, w

szorowaniu

p o d ł o g i sali d o zapachu

słoi

w deskach.

— że o t o ś p i e w a m y . A t o t y l k o

S t a n i e w s k i w y ś m i e w a i krzyczy, w i ę c w a l k a , p o h u l a n k a , rozpacz.
Ulego

Rozpacz zagrała, ludzie u w i e r z y l i w rozpacz. „ H e j , k r u k i , s o w y ,

Hardta z Niemiec — w t e d y zaczęła się moja przygoda d y d a k t y c z ­

orlice... w salach, gdzie te o d złota ś w i e c ą c e pijaki przy g o d o w y m

na w „ G a r d z i e n i c a c h . " T o t r w a ł o kilkanaście t y g o d n i . Materiał

huczą stole, ja, w tej rozdartej s u k n i , z t y m listkiem na czole, w n i d ę

W a ż n y m etapem był okres w p r o w a d z a n i e d o Guseł

był b o g a t y : krok ciżby w y p r o w a d z o n y z d o l n e j części kręgosłupa,

i stanę przy stole... Całe piekło z m y c h piersi p r z y w o ł a m d o o k a . . . " .

ciżby „ z a w i e w a n i e "

— uniezależnienie ciężkiej, d o l n e j części

Zagarnięcie d ł o n i ą w ł o s ó w A n n y , przy skórze, aby nie b o l a ł o .

ciała, n ó g i krzyża, o d części g ó r n e j , „ l e k k o p i j a n e j " , w i r o w a n i a ,

Z a w i r o w a n i e , przechył w łuk nad s a g a n k i e m — ś w i a t ł o . O d s k o k

p o m y k a n i a , loty, s k o k i . „ T u p a l i ś m y " c a ł y m i n o c a m i — jak m ó w i l i

na d o t y k k o n i u s z k ó w p a l c ó w , w y g i ę c i e kręgosłupa, lewa noga na

na w s i — „ k y c a l i ś m y " . T o była podróż przez w i e l e p o z i o m ó w

granicy ś w i a t ł a i cienia. Jej lament — rozwarte oczy i usta, łzy,

zmęczenia, szukanie źródeł energii — o z m i e r z c h u , w

mokra t w a r z . Przytrzymanie, przytrzymanie, zniknięcie. Jakże

połowie

nocy, p o trzeciej, przemoczonej koszuli, o ś w i c i e , p o ś w i c i e , p o
masażu ł a g o d z ą c y m b ó l mięśni, na n o w o , inaczej, p o w y b i e g ­

p r a w d z i w a , ludzka, ta rozpacz musiała być.
T o n a m już grało

— w y p r a w y , miasto, w i e ś . D w a ś w i a t y ,

nięciu w łąkę nocą. Pamiętam tę e t i u d ę , w g ó r n y m r o g u sali,

„kultura niska", „kultura w y s o k a " . Miejsce styku, pogranicze. To

u sklepienia kaplicy, którą wcześniej p r ó b o w a ł e m z Krzysiem.

się d o t a r ł o w Awwakumie.

„ P o c h y l i ł e ś g ł o w ę w krzaczek" — z Dziadów,

„ P o p a t r z , jaki tu żar

k i e w w Czarnej. Ludzie t a m przyszli p o dziesięciu latach, p o

Ł e m k o w s z c z y z n a . Z a d r u t o w a n a cer­

p ł o n i e , m i m o deszczu, m i m o c h ł o d u , zawsze p ł o n i e (...) Ty m n i e

dziesięciu latach o t w a r t o d r z w i . Stali na gołej ziemi, bo roz-

zabiłeś, ty m n i e nauczyłeś czytać, w p i ę k n y c h k s i ę g a c h , w p i ę k ­

k r a d z i o n o p o d ł o g ę ; przed ikonostasem w w i e l u miejscach śle­

n y m p r z y r o d z e n i u , czytać, ty dla m n i e ziemię piekłem zrobiłeś

pym, bo w y w i e z i o n o ikony. Światło świec w p r a w i a ł o m a l o w a ­

i rajem. A t o jest t y l k o z i e m i a . " A p o t e m ja te s ł o w a słałem d o

nych świętych w ruch. Pochylone kręgosłupy — „pokajanie",

U l e g o , który nie znał M i c k i e w i c z a , ani Miłosza, ani ś w i s z c z ą c y c h ,

w z n i e s i o n e ręce, żegnające się „ t r z e m a czy pięcioma p a l c a m i " ,

p o l s k i c h głosek i k t ó r e g o „ r o m a n t y z m " — jakże inny o d Krzysio-

o d w r ó c o n e g ł o w y o d reszty ciała, w skręcie, gdzieś d o nieba, „ w

w e g o — musiał w s p ó ł b r z m i e ć i po miesiącach p r ó b , p o miesią­

ś w i a t ł o czy w m r o k ? " . Ludzie stali i patrzyli, patrzyli. M y ś m y

cach „ b o j o w a n i a " ,

ś p i e w a l i . T y l k o tyle. Ktoś płakał. Ś w i ę c i na i k o n a c h , w m i g o t a n i u

współbrzmiał

przez n a s t ę p n y c h

kilka

lat

ś w i e c , o d c z y n i a l i s w o j e „ p o r u s z a n i a z krzyża", na pieśni. T o b y ł o

z moim wołaniem.
Wyprawy

— ileż ich było? M o ż e sześćdziesiąt

— tych po

jedno z najmocniejszych Zgromadzeń.

wie­

S t u d i o w a l i ś m y p o t e m t y g o d n i a m i te ruchy, gesty, p o c h y l e n i a .

ze z g r o m a d z e n i o w ą przyrodą Guseł. O b s k u r n e „ r e m i -

Ikony R u b l o w a w p r a w i a l i ś m y w r u c h . S t a w a ł o się t o t r e n i n ­

z j e " , rozpadające się c h a ł u p y . Ciżba w d r z w i a c h — rozkołysana,

g i e m — k r ę g o s ł u p , d ł o n i e , g ł o w a , skręty ciała, przejścia. U p o ­

dysząca — ludzie starzy, k o b i e t y z dziećmi na ręku, g o s p o d a r z e .

c z ą t k ó w Awwakum

Wiejski d z i w a k , grajek. G u m i a k i , kufajki, czapki, w y b l a k ł e , k o l o -

ukazującą esencję pracy — „ o d c z y n i a n i e w z a j e m n o ś c i pieśnią."

„ N a t u r a l n e ś r o d o w i s k o t e a t r u " . W y p r a w y ze Spektaklem
czornym,

56

p o p r z e d z o n y był częścią z g r o m a d z e n i o w ą ,

T o t r w a ł o kilkanaście m i n u t , d o b r y c h kilka pieśni. R u c h z k r ę g o ­
słupa w y p r o w a d z o n y d ź w i ę k i e m , s k ł o n i e n i e ku p a r t n e r o w i , głos
ś p i e w a n y d o środka, d o w e w n ą t r z , w siebie, aby d r u g i e g o
usłyszeć, aby z n i m w s p ó ł b r z m i e ć , aby jeszcze w s p ó ł b r z m i e ć
z trzecim g ł o s e m . Przejście w strefę cienia, skłonienie się ku
i n n e m u , w ś w i e t l e ś w i e c . T o p ł y n ę ł o nieustannie, na pieśni, t o
paliło ś w i a t ł o , grzało. Najprostsze „ g e s t y w z a j e m n o ś c i " , n a j w i ę k ­
sza w s p ó ł c z u l n o ś ć partnerska.
Nasza p o d r ó ż w Carmina burana, w y p r a w a . Trafiliśmy d o
S t i n c h e w rejonie C h i a n t i , t a m gdzie po raz pierwszy p o k a z y w a ­
liśmy Gusta. Pagórki, w i n n i c e , o l i w k i . Osiołek towarzyszył nam
w drodze. S ł o ń c e piekło. P o w y ż e j kaplicy, nad rzeką, przysiedliśmy. Pieśni łacińskie, s ł o w a Pieśni nad pieśniami,
„na wielu
j ę z y k a c h " . Kamienna kaplica, przyszli ludzie, przysiedli. U c h y l o n e
d r z w i . Teraz organy, teraz inna muzyka. Cień Padre G i o v a n i e g o .
Tam gdzie kiedyś p o s t a w i o n a w d w i e g o d z i n y konstrukcja d o
Gusei, z żerdzi ł ą c z o n y c h s z n u r a m i , t a m gdzie w i r o w a n i a , p o h u k i ­
w a n i a ciżby, w i z g i , t a m gdzie ja — „ i d ę z daleka, z piekła czyli
z raju..." — teraz t y l k o szepty, delikatne przejścia, pieśni o k l e j ­
nocie d z i e w i c t w a , u t r a c o n y m , p o n o w n i e . „ W t e d y nie w i e d z i a ­
ł e m , nie w i e d z i a ł e m , nie w i e d z i a ł e m . . . Co wiesz dzisiaj i c o ciebie
dręczy... A c h , w s z y s t k o dręczy m n i e . . . " — laska Józefa z A r y m a t e i
i p o d z i e m n e labirynty G l a s t o n b u r y , M e r l i n w klasztorze T a s h i d i n g
w S i k k i m , w o ł a n i a i śmiechy w n o w o g w i n e j s k i m H i g h l a n d z i e ,
T i n t a n g e l , skała z której skoczył Tristan. I tamta harmonia,
szatańska, z Pieklą muzykantów.
S ł o w a co brzmią z o d d a l e n i a ,
przez e c h o , t o jest w y p r a w a przez moreński las, po j e d n o s ł o w o ,
j e d n o j e d y n e , n i e w y p o w i e d z i a n e , z z a ś m i e c h u , w milczeniu —
krzyk. W y p r a w a k a ż d e g o z nas, k a ż d e g o inaczej. Po ja. Po ja —
które b y ł o b y p o s ł a ń c e m w y r z u c o n y m przez c h ó r falą pieśni. Ja —
p o w r a c a j ą c e d o c h ó r u . J a k ten ptak w p a d a j ą c y d o rozgrzanej,
r o z ś w i e t l o n e j k o m n a t y w o p o w i e ś c i Bedy C z c i g o d n e g o , z zimy

d o zimy, na c h w i l ę , na życie. J a k d y t y r a m b p r z y w o ł y w a n y
nieustannie przez S t a n i e w s k i e g o . T u już nie ma ciżby. Chór jest
muzyką. Nie w i d a ć g o — słychać. W s z y s t k o w y c h o d z i o d niego
i w r a c a , ci z Breugla, ci z Boscha, ci p i ę k n i i przetrąceni,
„ w s z y s t k i e myśli, wszystkie p r a g n i e n i a " , w y r z u c o n e na plac
„ j a " — ja, m o j e , s w o j e , ja, o d c z y n i a n i a . J a k o c h r o n i ć , jak nie
z a p o m n i e ć , jak nie s p r o w a d z i ć t e g o „ j a " — części każdego z nas,
na m a n o w c e , zapominając o innych? „ J a b y ł e m w w i e l u kształ­
t a c h z a n i m m n i e u w o l n i o n o . Ja b y ł e m s m u k ł y m z a c z a r o w a n y m
m i e c z e m , ja b y ł e m kroplą deszczu w p o w i e t r z u , b y ł e m p r o m i e ­
niem g w i a z d y . J a b y ł e m S ł o w e m w literach, ja byłem Księgą u jej
p o c z ą t k u . M n i e s t w o r z y ł w i e l k i M a g , z zaczarowanej laski,
z pięciu p i ę ć d z i e s i ą t k ó w nauczycieli i c z a r o d z i e j ó w , jak M a t e m a ­
tyka ja b y ł e m s t w o r z o n y . J a p r z e b y w a ł e m ś w i t y , ja spałem
w purpurze, ja byłem na w i e ż y b o j o w e j . J a b y ł e m z a c z a r o w a n y m
w ę ż e m na w z g ó r z u . J a uczynię pole k r w i a na n i m stu w o j o w ­
n i k ó w , d ł u g i e i białe są moje palce, o d d a w n a nie b y ł e m
pasterzem. Ja żyłem jak w o j o w n i k zanim nie stałem się c z ł o w i e ­
kiem I iter. J a w ę d r o w a ł e m , ja krążyłem, ja spałem na stu w y s p a ć h,
ja b y ł e m w stu t w i e r d z a c h . J a b y ł e m b ł ę k i t n y m ł o s o s i e m , ja b y ł e m
psem, o g i e r e m , r o g a c z e m na w z g ó r z u . J a b y ł e m p n i e m , t r z o n ­
k i e m , siekierą w ręce. J a b y ł e m z m o i m Panem w niebiesiech, ja
nosiłem sztandar, ja b y ł e m w T w i e r d z y , ja b y ł e m w T e t r a g ramaton".
M i j a spektakl jak w i o s e n n a burza. W r a c a m d o c o d z i e n n e ­
g o c z u w a n i a , p r z y g o t o w y w a n i a a k c e s o r i ó w . Pieśni, ć w i c z e n i a ,
książki. Z m i e r z c h . Ruszamy na b i e g .
Pracujemy teraz nad n o w y m spektaklem. A jest t o spektakl
o miłości. I z n o w u bojowanie.
T u na w s c h o d z i e jest d o m z u c h y l o n y m i d r z w i a m i . Dla d z i e d z i ­
c ó w i tych marnotrawnych.

W y p r a w a 1 9 8 0 r. Zgromadzenie na w s i . W środku T o m a s z R o d o w i c z i A n n a Zubrzycka-Gołaj

57

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.