3f579dcdd413239b45cf4adfda3e2370.pdf
Media
Part of Recenzje i omówienia / ETNOGRAFIA POLSKA 1996 t.40
- extracted text
-
R E C E N Z J E
I
O M Ó W I E N I A
„Etnografia Polska", t. XL: 1996, z. 1-2
PL ISSN 0071-1861
Mitologie popularne. Szkice z antropologu współczesności, Dariusz Czaja
(red.), Kraków 1994
Zredagowana przez Dariusza Czaję książka to zbiór esejów, do których
inspiracją stały się teksty kultury masowej - seriale telewizyjne, teledyski,
literatura i film science-fiction, reklamy, pisma pornograficzne, teksty piose
nek. Są to więc „źródła zastane". Autorzy nie prowadzili badań terenowych,
nie dotarli do poziomu świadomości odbiorców kultury popularnej. W efek
cie można mieć wątpliwości co do proponowanych interpretacji opisywa
nych zjawisk.
Jaki cel przyświecał autorom zbioru? We „Wstępie" D. Czaja pisze
o próbie nawiązania do tzw. surrealizmu etnograficznego - prac G. Bataille'a,
M . Leirisa, R. Caillois, potrafiących „zadziwić się własną kulturą", która
w kontakcie z kulturami „dzikimi" straciła swą oczywistość. Tym tropem
starają się podążyć autorzy Mitologii..., lecz ich powinowactwo z surrealizmem
etnograficznym jest bardziej deklarowane niż realizowane. Postawa badawcza,
o której mowa, skłania do zadziwienia własną kulturą, nie tylko w sensie:
kulturą europejską, ale także: kulturą swojej warstwy społecznej. Autorzy
omawianych esejów biorą zaś na warsztat kulturę masową, która nie jest
do końca ich. I nie jest ważne, czy deklarują „niewartościujące podejście",
„odrzucenie arystokratyczno-inteHgenckich uprzedzeń", wreszcie, czy kul
tura masowa funkcjonuje w jakimś stopniu w sferze kultury „wysokiej". Już
samo potraktowanie jej jako przedmiotu badania, zdradza miejsce zajmowane
przez jej interpretatorów. Wyróżnienie kategorii „kultura popularna" i jej
analizowanie, budowanie metapoziomu interpretacyjnego jeśli nawet nie jest
wartościujące, to wyznaczające pewną barierę między niszami kulturowymi
inteligencji i „ludu".
W Mitologiach... fascynacja autorów względem przedmiotu badania zda
je się pozbawiać ich świadomości osadzenia we własnych ramach kulturo
wych, odmienności postawy pełnego uczestnictwa w kulturze popular
nej, od antropologicznego wyobcowania wobec świata, „stanięcia obok".
Wszystkie teksty mimo postulowanego „niewartościującego rozumienia kul
tury masowej", zdradzają pewien wartościujący dystans. Ich autorzy nie
„zadziwiają się" własną, a obcą kulturą, nie mając świadomości tej obcości.
Metaopisy seriali telewizyjnych, ujęcie reklamy w kategoriach eliadowskich,
336
RECENZJE I OMÓWIENIA
ikonograficzna analiza wydawnictw pornograficznych to przypisanie przez
interpretatora: wiedzącego lepiej, bo widzącego głębiej antropologa, pew
nych konstrukcji mentalnych kulturze masowej, zupełnie obcych uczestni
kom tej kultury. Taka optyka badawcza powoduje, że badacz opisuje jedy
nie stosunek do faktów spoza swojej kultury, nie starając się zrozumieć, jak
funkcjonują te fakty w swoim naturalnym kontekście, jak są postrzegane
przez swoich „autentycznych" odbiorców. Nie dowiadujemy się, jak widzi
reklamy przeciętny widz - ich adresat, oraz dlaczego je tak widzi, a jedynie:
jak je widzi antropolog.
W omawianej książce autorzy nie są tłumaczami, a komentatorami kul
tury masowej nie starającymi się zobaczyć jej inaczej niż wedle własnej
(często nieprzystającej) siatki znaczeń, nie rezygnując jednak z pretensji do
obiektywizmu, co prowadzi do nadinterpretacji i wszechskojarzeniowości,
chyba głównych wad publikacji. W większości zamieszczonych tekstów auto
rzy, niczym Frazer budujący koncepcję magii sympatycznej, na zasadzie
podobieństwa przypadkowych, arbitralnie wyznaczonych, często drugorzęd
nych cech szukają analogii między zjawiskami kultury popularnej i kultury
mitycznej, zatrzymując się jednak na zewnętrznych cechach tej pierwszej.
W ten sposób skojarzyć można na dobrą sprawę wszystko z wszystkim, tylko
czy jest to postępowanie płodne poznawczo, czy nadawanie zjawiskom no
wych znaczeń pomaga zrozumieć otaczający nas świat? Hołubiony ostatnio
H.G. Gadamer powiada wprawdzie, że wszystkie interpretacje są uprawo
mocnione, mówi jednak także, że nie wszystkie zbliżają nas do prawdy.
Na tle pozostałych esejów, pozytywnie wyróżnia się tekst Z. Benedyktowicza, prezentujący Pałac Kultury i Nauki jako eliadowski „środek
świata". Obecność budynku w mentalności licznych artystów, literatów,
polityków przedstawiona została w sposób interesujący, choć można się
zastanawiać na ile autor nadużył eliadowskich kategorii, stworzonych prze
cież dla opisania świata homo religiosus, a nie homo sovieticus. Rzeczowo
przygotowane zostały także artykuły Cz. Robotyckiego, pokazujący struk
turalne zależności pomiędzy użyciem heraldyki w reklamie i świadomością
zbiorową, oraz D. Ulickiej, dotyczący ewolucji literatury science-fiction
w kierunku fantasy.
Niestety, przeważają w Mitologiach... artykuły znacznie słabsze. Esej
„Bogowie amerykańskiego Olimpu" A. Helman to tyleż zabawne, co niewie
le wnoszące przyrównanie bohaterów serialu Dynastia do panteonu greckiej
mitologii, wzbogacone o niezbyt odkrywcze interpretacje w rodzaju: „nikt
z głównych bohaterów nie może umrzeć", „królestwo Mołdawii to odpo
wiednik despotycznie rządzonej, baśniowej krainy zła", czy: Bohaterowie są
personifikacjami naszych marzeń o życiu w luksusie". Podobnie banalne
są komentarze G. Stachurskiej, która w tekście „Seriale - opowieści telewi
zyjne" wylicza tytuły emitowanych w TVP soap - operas, pozwalając sobie
np. na takie objaśnianie popularności jednej z nich: „jedno jest wszelako
pewne. Niewolnica Isaura zaspokajała jakieś niezwykle ważne potrzeby
337
RECENZJE I OMÓWIENIA
odbiorców - zupełnie możliwe, że szczególnie nasilone w 1985 roku - skoro
obdarzona została tak powszechną miłością". Jakie były to potrzeby, dlacze
go były nasilone, autorka dociec się już nie stara.
Zamieszczone w Mitologiach popularnych prace poświęcone reklamie
z równą łatwością budują metapoziomy interpretacyjne oparte na archety
powym rozumieniu elementów ikonograficznych reklam, co żonglują strzę
pami koncepcji Eliadego, pozwolę sobie je więc pominąć. Zupełnym niepo
rozumieniem zaś jest artykuł M . Sznajderman, noszący tytuł „Teologia pięk
nych kobiet", w którym autorka szuka analogii między ikonosferą średnio
wiecznej Europy, a magazynami pornograficznymi. Kluczem do znalezienia
podobieństwa ma być modna kategoria: wizualność, dominująca tak w śred
niowieczu, jak i we współczesnej kulturze masowej. Pomysł i mało oryginal
ny, i krytykowany przez mediewistów, słusznie zauważających, że nawet
jeżeli analogia taka istnieje, nie świadczy jeszcze o mediewilizacji naszych
czasów. Książkę kończy tekst znanego literata, A. Stasiuka, któremu stałe
pozy kobiet w seks-pisemkach skojarzyły się z kanonicznymi pozami postaci
na prawosławnych ikonach. Czy można dokonywać takich porównań? Pew
nie można, tylko po co takie subiektywne wizje publikować w książce
z pretensjami do naukowego charakteru? Bo nie ku lepszemu zrozumieniu
świata przecież.
Bartosz Gomółka
Shamanism in performing arts, Tae-gon Kim, M . Hoppál, O.J. von Sadovszky (red.), Akadémiai Kiadó, Budapest 1995, Bibliotheca Shamanistica,
vol. 1, ss. 291
Książka jest zbiorem materiałów z drugiej światowej konferencji zor
ganizowanej z inicjatywy Międzynarodowego Stowarzyszenia do Badań Sza
manizmu, która odbyła się w dniach 11-17 lipca 1993 r. w Budapeszcie . Bez
tej pozycji trudno sobie, moim zdaniem, wyobrazić poważne studia nad
szamanizmem.
Jak poinformowano we „Wstępie", uczestnicy Konferencji obradowali
w następujących sekcjach: sztuka, elementy teatru, muzyka, pieśni szamańskie,
narracja, szamanizm a religia, szamanizm w Eurazji, uzdrawianie, taniec,
obrady jednej z sekcji poświęcono ponadto ogólnie zjawisku szamanizmu
w Korei, Japonii, Mongolii oraz w Eurazji. Dzięki pokonferencyjnej publikacji
większość zaprezentowanych tekstów stała sie dostępna dla szerokiego grona
1
1
Pierwsza konferencja zorganizowana przez to Stowarzyszenie miała miejsce w Seulu
w 1993 r. Jej efektem jest książka pt. Shamans and cultures, M . Hoppál, K . D . Howard (red.),
Akadémiai Kiadó, Budapest - Los Angeles 1993. Recenzję z tej pracy zamieściłam w „Etno
grafii Polskiej", t. 39: 1995, z. 1-2, s. 254-257.
338
RECENZJE I OMÓWIENIA
osób zainteresowanych szamanizmem. Zjawisko to wciąż przyciąga uwagę
badaczy, a także osób nie związanych zawodowo z nauką.
Jak widać, chociażby na przykładzie omawianej tu pozycji, badania nad
szamanizmem rozwijają się znakomicie. W wielu krajach następuje jednocześnie
gwałtowne odrodzenie praktyk szamańskich. Szamani wychodzą z podziemia,
a szamanizm staje się swoistą neo-religią. Jest on również podstawą identy
fikacji narodowo-kulturowej różnych społeczeństw. Zjawisko to występuje np.
wśród Jakutów (Republika Sacha) - szerzej na ten temat jest mowa w artykule
Marjorie Mandelstam Balzer - a także u wielu innych narodów byłego ZSRR,
które uzyskały własną państwowość i wyraźnie, na różne sposoby, manifestują
rodzime, nierosyjskie korzenie (analizą tego procesu zajął się m.in. Juha
Pentikainen) . Odradzaniu się praktyk szamańskich, np. uzdrowicielskich,
i pewnych elementów szamańskiego widzenia świata poświęcony jest natomiast
artykuł Eleanor Ott. Autorka zwraca m.in. uwagę na to, że wiedza kosmolo
giczna współczesnych szamanów jest najczęściej ograniczona, ich przygotowa
nie do pełnienia roli szamana - powierzchowne, a sami szamani nie mają
często tak dogłębnego związku z kulturą społeczności, w których praktykują,
jak miało to miejsce w przeszłości.
Można zadać pytanie, czy mówienie o szamanizmie jako religii jest
w pełni uzasadnione. Większość autorów tekstów zamieszczonych w Shama
nism in performing arts posługuje się tym terminem, należałoby więc chyba
przyjąć, że jest to zgodne ze współczesnym kierunkiem myślenia w bada
niach nad szamanizmem. Liu Gui-teng stwierdza nawet, że choć wielu
badaczy uważa szamanizm za religię prymitywną - patrząc na nią z punktu
widzenia ewolucjonizmu, jak też przez porównanie z religiami światowymi,
to jednak nie wszystkie społeczności ludzkie, wśród których występuje sza
manizm, można określić jako prymitywne. Należą do nich np. Mandżurowie
z północnych Chin. W zamieszkałych przez nich rejonach żyją ponadto
wyznawcy buddyzmu i taoizmu, te trzy religie przenikają się. Zdaniem tego
badacza, mamy tu do czynienia z równoległym występowaniem różnych
sposobów myślenia, które spełniają różne funkcje, uzupełniają się i oddziaływują na siebie, żaden z nich nie jest jednak dominujący. Według
J. Pentikáinena natomiast, szamanizm to raczej system widzenia świata niż
religia w całym znaczeniu tego słowa. Jest on związany z ekologią, ekono
mią, strukturą społeczną. Autor podaje propozycję definicji szamanizmu,
w której należy wziąć pod uwagę następujące elementy: techniki ekstatyczne
służące znalezieniu drogi do innych światów lub wymiarów rzeczywistości,
wierzenia o duszach, o trzech poziomach uniwersum, z szamanem jako
2
2
Por. też informacje o renesansie szamanizmu w Buriacji i jego związkach z tożsamością
kulturową zamieszczone przez E . Nowicką i R. Wyszyńskiego w książce Lamowie i sekretarze
[w druku], a także dane wskazujące na rolę szamanizmu w procesach narodotwórczych w kilku
innych republikach syberyjskich (Republika Sacha, Tuwińska, Ałtajska, jak też Buriacja),
zamieszczone w książce Współczesna Syberia. Procesy narodowościowe wśród rdzennych miesz
kańców Federacji Rosyjskiej, E . Nowicka (red.); książka ta ma się ukazać pod koniec 1997 r.
RECENZJE I OMÓWIENIA
339
mediatorem między nimi, wierzenia w duchy opiekujące się szamanem,
różnice w rytuałach między różnymi kulturami (w tym także różnice między
używanymi instrumentami muzycznymi, typami masek, odzieży i in.) Jak
sądzę, pytanie czy szamanizm jest religią, czy też - jak twierdzą niektórzy
badacze - jest to jakaś forma religii, jeden z wielu rodzajów wierzeń ludo
wych, będzie jeszcze wielokrotnie powracało w pracach poświęconych sza
manizmowi. Śledzenie tej dyskusji może być interesujące, przypuszczam
jednak, że nie prędko doczekamy się rozstrzygnięcia, które uzyskałoby
jednoznaczną akceptację badaczy. Będą natomiast z pewnością podejmowa
ne kolejne próby wyodrębnienia poszczególnych elementów rytuałów sza
mańskich, usystematyzowania ich opisu, syntezy poglądów na temat szama
nizmu, roli szamanów i ich zachowań itp. (por. artykuł Tae-gon Kima).
Większość tekstów zamieszczonych w zbiorze stanowi.efekt badań tere
nowych. Tego typu badania, a zwłaszcza bezpośrednie rozmowy z szamana
mi, stwarzają okazję do pogłębionego spojrzenia na szamanizm i podjęcia
prób wyjaśnienia tego fenomenu, jak też np. interpretacji elementów składa
jących się na szamańskie rytuały. Niezmiernie interesujące są, moim zda
niem, cytowane w tekstach wypowiedzi szamanów, wyjaśniające np. cele sza
mańskich zabiegów, pozwalające też spojrzeć na szamanizm w sposób rzad
ko stosowany przez badaczy w publikacjach - oczyma głównych bohaterów
rytuałów. (Według jednego z szamanów cytowanych przez M . Mandelstam
Balzer, cały bogaty system filozoficzny szamanizmu służy zachowaniu równo
wagi między dobrem i złem). Uważam, że oddanie głosu głównym bohaterom
rytuałów przez badaczy znakomicie przybliża czytelnikowi istotę omawianego
zjawiska, nadając mu rys indywidualizmu i znacznie wzbogaca, czyniąc to
w dodatku w atrakcyjny sposób, naszą wiedzę o nim.
Problemem, który wciąż jeszcze budzi kontrowersje jest relacja między
rytuałem szamańskim a sztuką teatralną, przedstawieniem. Niektórzy bada
cze, m.in. John A. Dooley, widzą przy tym daleko idące zbieżności i podo
bieństwa wzorów zachowań szamana i aktora, inni natomiast mówią o istot
nych różnicach. Według Roberte Hamayon пр., pewne zachowania szamana
i aktora są w istocie podobne, nie można jednak zapominać o tym, że ich
adresat jest różny. Czynności wykonywane przez aktora przeznaczone są dla
widowni, przez szamana zaś - dla istot nadprzyrodzonych. Jak pisze Carla
Corradi Musi, choć szamanizm jest rzeczywiście wydarzeniem teatralnym,
z jego regułami, widownią, oczekującą w napięciu na rezultaty działań
szamana, stanowi jednak - w przeciwieństwie do spektaklu teatralnego - akt
magiczny, osadzony zarazem w wierzeniach mitycznych. W dyskusji nad
owymi różnicami i podobieństwami na uwagę zasługuje artykuł Jonathana
Horwitza. Autor zadaje istotne pytanie o charakter relacji między aktorem
i publicznością. Relacja ta wyznacza granicę między widowiskiem teatral
nym a rytuałem szamańskim. Zdaniem autora, jeżeli widzowie stają się
uczestnikami widowiska, jak dzieje się to czasem we współczesnym teatrze,
nie ma już mowy o teatrze lecz o czymś, co przypomina szamańskie rytuały,
340
RECENZJE I OMÓWIENIA
podczas których zaciera się granica między światem duchów i światem
materii, szaman zaś nie może zapomnieć o pozostałych uczestnikach rytuału,
ani też myśleć o nich jak o publiczności, gdyż jest pośrednikiem między
widzami i duchami. Generalnie więc, funkcja widowni w teatrze i w szamań
skich spektaklach jest odmienna.
W badaniach nad szamanizmem często podejmowane są próby wyjaśnienia,
czym jest w istocie ekstaza i trans, tak charakterystyczne dla szamańskich
misteriów. Zjawisku temu poświęcony jest również artykuł R. Hamayon
publikowany w omawianym tomie. Autorka przytacza różne koncepcje doty
czące istoty szamańskiego transu i ekstazy, przypominając też m.in. ustalenia
R.I. Heinze, zgodnie z którymi to, co badacze określają jako „trans" może być
uznane za formę bezpośredniego kontaktu szamana z duchami.
Jak wiadomo, charakterystycznym elementem rytuałów szamańskich są
tańce w wykonaniu szamana lub/i towarzyszących mu osób, pieśni, a także
gra na instrumentach muzycznych, przede wszystkim na bębnie. Każdy
szaman ma własny styl, rodzaj wykonawstwa. Jak zauważył Guo Shuyun,
taniec jest specyficznym językiem, środkiem komunikacji, każdy gest szama
na ma określone znaczenie zrozumiałe dla widzów. Jeśli więc np. szaman
mandżurski zakrywa twarz rękoma, poruszając się wolno w lewo i w prawo,
klan może oczekiwać kłopotów i niebezpieczeństw, jeśli szaman wznosi ręce
do góry trzymając w nich bęben, to znaczy, że duchy pomogą grupie znaleźć
wyjście z dramatycznej sytuacji, jeśli nie czyni niczego, ale trzyma bęben
wysoko, znaczy to, że bóstwa nie akceptują próśb ludzi lub ceremoniał nie
został odpowiednio odprawiony. Autor zaprezentował wyniki swoich badań
nad tańcami szamanów mandżurskich podkreślając, że zachowało się w nich
wiele tradycyjnych elementów, mimo że sam rytuał poddano rozmaitym
innowacjom.
Na rolę tańca jako języka, środka komunikacji między szamanem a bóstwa
mi zwraca też uwagę Diana Riboli. Autorka podkreśla jednocześnie, że
bogowie mogą nie skorzystać z pośrednictwa tańca lub pieśni, by porozumie
wać się z szamanami, ale mogą użyć milczenia. Zdaniem szamanów nepalskich,
z którymi rozmawiała autorka, ten rodzaj porozumienia ( „odbiór fali") jest
dostępny tylko tym, którzy posiedli odpowiednią wiedzę, tj. wtajemniczonym.
Autorzy kilku tekstów zamieszczają interesujące wyjaśnienia dotyczące
roli bębna i jego dźwięków w rytuale szamańskim. Daniela Berti przytacza
np. informację uzyskaną od jednego z szamanów nepalskich, który powie
dział, że gdyby osoba grająca na bębnie przestała weń uderzać lub zgubiła
rytm, podczas gdy szaman wykonuje swój taniec, szaman mógłby nawet
umrzeć. Nic w tym dziwnego, skoro bęben uważany jest za alter ego szama
na lub uobecnienie jego samego. Z informacji szamanów wynika, że bicie
w bęben, podobnie jak udział w rytuale sprawia, że szaman ukazuje inne
oblicze. Jak powiedział jeden z szamanów nanajskich, informator
A.W. Smoljak, cytowany przez T. Bułhakowa: „kiedy gram na bębnie, mój
język staje się swobodny, wiem wszystko, co powinienem powiedzieć. Słowa
RECENZJE I OMÓWIENIA
341
płyną... Lecz kiedy nie biorę udziału w rytuale, mówię mało, wolno i źle".
Szaman, z którym rozmawiała Bułhakowa powiedział natomiast: „Skąd
przychodzą do mnie te wszystkie słowa? Siódmy [duch] wydaje je sam, ale
dla niego nigdy bym nie zaśpiewał tak dużo i dobrze". Ponadto, jak zauwa
żyła Carla Corradi Musi, rytm bębna koresponduje z rytmem krwi, a efekt
fizyczny jest tak silny, że ciało odczuwa to wprawiając stopy w ruch.
Instrumentom muzycznym używanym przez szamanów poświęcony jest
artykuł Liu Gui-tenga oparty na materiałach z badań prowadzonych wśród
Mandżurów. Autor zwraca również uwagę na komunikacyjne znaczenie
muzyki i tańca. Jak wiadomo, szaman nie tylko tańczy i gra na instrumen
tach, lecz czasem także wykonuje specjalny rodzaj pieśni. Czy jednak zawsze
wiemy dlaczego szaman śpiewa? Interesującą próbę odpowiedzi na to pyta
nie podjęła T. Bułhakowa (jak już wspomniałam, prowadziła ona badania
wśród Nanajów). Autorka zadała także pytanie, czy możliwy jest rytuał
szamański bez śpiewu. Jej badania przyniosły odpowiedź twierdzącą. Oka
zało się bowiem, że profesjonalni szamani nanajscy nie potrzebują pośred
nictwa pieśni, ani też tańca, by rozmawiać z duchami. Mogą to uczynić
w milczeniu. Inni śpiewają jednak, by zrekompensować niedostatek swych
mistycznych zdolności przekraczania barier między światami. Dla wielu
szamanów śpiew jest jednak ważnym środkiem służącym penetracji innego
świata i porozumiewania się z duchami, ożywiania przedmiotów przy ich
pomocy. Służy on tym, którzy nie mają wystarczającej mocy własnej, by
uczynić to dzięki swym naturalnym zdolnościom.
Pieśni szamańskie są również przedmiotem interesującego artykułu Du
Yaxiong. W tekście tym ukazano jednak nie znaczenie tego rodzaju utwo
rów lecz historyczne związki między pieśniami szamanów z północnych Chin
a dawnymi węgierskimi pieśniami ludowymi. Izabella Horvath podjęła nato
miast próbę porównania 10 motywów szamańskich występujących w baj
kach węgierskich i tureckich, wyprowadzając stąd szersze wnioski dotyczące
etnogenezy badanych ludów i kierunków wpływów kulturowych.
Warto przypomnieć, że w myśl ludowych wierzeń, duchy mają swój własny
język. Próbę jego opisu, na przykładzie materiałów zebranych wśród Puyuma
z południowo-wschodniego Taiwanu, podejmuje Josiane Cauquelin. Według
samych Puyuma, język duchów jest jakimś starym językiem znanym tylko im,
nie jest to jednak język sekretny. Jego nieznajomość przez ludzi wynika po
prostu z ich ignorancji, jest też spowodowana upływem czasu i stopniowym
zapominaniem tego, co miało miejsce w odległej przeszłości.
Coraz większym zainteresowaniem badaczy cieszą się dziś teksty reprezen
tujące tzw. folklor szamański, związane z działalnością szamanów, ich postacia
mi, ukazujące wierzenia dotyczące wędrówki dusz, inicjacji i in., wyjaśniające
zarazem ich szczególną rolę i miejsce w poszczególnych społeczeństwach.
Tematyka ta jest przedmiotem interesującego artykułu Ake Hultkrantza. Autor
używa tu określenia „memory folklore", wzorowanego na terminie „memory
ethnography", w odniesieniu do folkloru szamańskiego. Zwraca też uwagę na
342
RECENZJE I OMÓWIENIA
to, że coraz częściej podejmowane są próby skorelowania różnych form
twórczości szamańskiej z rozmaitymi typami szamanizmu.
Na zakończenie wspomnę jeszcze o artykule Diany Riboli poświęconym
sztuce szamanów. Autorka przytacza unikalne materiały, jakie zgromadziła
podczas badań terenowych wśród stosunkowo mało znanej i słabo zbadanej
przez etnologów grupy etnicznej Czepang z Nepalu. Omawia również niektóre
elementy wierzeń szamańskich tej grupy, panteon bóstw i duchów, z którymi
sztuka ta jest nierozerwalnie związana. Interesujący jest też niewielki artykuł
Hitoshi Watanabe oparty na unikalnych materiałach zebranych wśród Ajnów.
Autor ukazuje tu szamana w roli akuszera i osoby łamiącej tabu.
Każdy z tekstów zamieszczonych w omawianej pracy zasługuje na uwa
gę. Uzupełniają one nie tylko znakomicie dotychczasową wiedzę na temat
szamanizmu, lecz także inspirują do dalszych poszukiwań i stawiania no
wych pytań badawczych.
Iwona Kabzińska
Shamanism in Siberia. Selected reprints, V. Diószegi, M . Hoppál (red.),
Akadémiai Kiadó, Budapest 1996, Bibliotheca Shamanistica, vol. 2, ss. 189
Wydawcy, wyraźnie zainteresowani problematyką szamanizmu, o czym
świadczą opublikowane ostatnio przez nich tytuły, sięgnęli tym razem do
pracy, która ukazała się na Węgrzech w 1978 r. i opublikowali reprint
tekstów wybranych z tej pozycji. W książce znalazły się artykuły badaczy
radzieckich, węgierskich, szwedzkich i fińskich zaliczanych dziś do czołówki
znawców szamanizmu. Jak podkreślił we „Wstępie" M . Hoppál, pierwsze
wydanie książki - w latach odległych od okresu „głasnosti", było punktem
zwrotnym w badaniach szamanizmu, zwłaszcza w sytuacji gdy w ZSRR
słowo „szaman" stanowiło tabu, samo zjawisko szamanizmu zaś postrzega
no w kategoriach polityczno-ideologicznych, traktując je zarazem jak nie
istniejącą już cząstkę tradycji małych grup etnicznych Syberii. W ciągu kilku
lat pierwszy nakład książki wyczerpał się, postanowiono więc przypomnieć
ją, biorąc - jak sądzę - pod uwagę duże zainteresowanie szamanizmem we
współczesnym świecie (nie tylko wśród naukowców).
W Shamanism in Siberia można m.in. znaleźć artykuł E.A. Aleksejenko
o kategoriach szamanów występujących u Ketów i tekst L.W. Chomicz,
ukazujący klasyfikację szamanów nienieckich. Nieńców dotyczy także tekst
P. Simoncsics na temat struktury magicznych pieśni szamańskich. O. Dołgich
pisze natomiast o bębnach i strojach - atrybutach szamanów nganasańskich.
Kostiumowi szamana poświęcony jest też tekst G.N. Graczewej, bębny sza
mańskie zaś są tematem artykułu L.P. Potapowa; autor analizuje je pod kątem
przydatności do badań etno-historycznych (jako źródło). W książce znalazł się
również tekst M . Ja. Żornickiej o tańcach szamanów jakuckich. Kilka artyku-
343
RECENZJE I OMÓWIENIA
łów poświęcono szamanom tuwińskim. M.B. Kenin-Lopsan pisze o rytuałach
pogrzebowych, S.I. Wajnsztejn o kulcie ongonów (w języku tuwińskim noszą
one nazwę eren; obejmuje ona zarówno samego ducha, jak i jego materialne
wyobrażenia). W.P. Djakonowa opisuje elementy stroju i instrumentów wyko
rzystywanych przez szamana podczas rytuałów.
Na szczególną uwagę zasługuje, moim zdaniem, artykuł Á. Hultkrantza.
Autor zadaje tu m.in. pytania: czy szamanizm jest dobrze udokumentowa
nym i opisanym kompleksem religijnym i czy sam szaman jest kluczową
postacią w prymitywnej religii? Pytania te wciąż jeszcze powracają w deba
tach uczonych, wśród których brak m.in. zgody co do uznania szamanizmu
za jedną z religii (por. recenzję z Shamanism in performing arts, zamiesz
czoną w tym tomie „Etnografii Polskiej"). Odwołując się do literatury
wydawanej od końca XLXw. do 1972г., autor zastanawia się ponadto nad
relacją między szamanem i światem nadnaturalnym oraz symboliką szamań
skich rytuałów. Wspomina też o różnorodnych funkcjach szamana i jego roli
mediatora między określoną społecznością a owym światem.
Nasuwa sie pytanie, czy można dziś uznać za zasadne wznawianie Sha
manism in Siberia, zwłaszcza wobec imponującego rozwoju współczesnych
badań nad szamanizmem. Moim zdaniem, dobrze się stało, że wydawcy
przypomnieli omawiane teksty po prawie dwudziestu latach, jakie minęły od
ich pierwszego wydania, choć część z nich znalazła się w późniejszych
pracach ich autorów. Porządkują one i podsumowują przecież pewien etap
badań nad szamanizmem syberyjskim, udostępniając zarazem klasyczne już
dziś dzieła nowemu pokoleniu czytelników. Książce nadano bardzo staranną
oprawę graficzną. Niezaprzeczalnym jej walorem jest też bogata bibliografia
stanowiąca część każdego z artykułów.
Iwona Kabzińska
Antoni Kuczyński, Polskie opisanie świata. Studia z dziejów poznania kultur
ludowych i plemiennych, tom I , Azja i Afryka, Wrocław 1994, ss. 433,
il. 205 + 2 mapy
„Impulsem do napisania tej książki były rozwijające się badania - ostat
nio wielostronne - nad dziejami Polonii. W nich od czasu do czasu, gdzieś
na dalekich peryferiach omawiających wkład Polaków w rozwój nauki świa
towej, zaledwie skromnie anonsowano osiągnięcia w zakresie badań etno
graficznych. Może warto wskazać na samym początku, iż nie jest sprawą
autora omawianie dziejów polskiej etnografii pozaeuropejskiej. Istota tej
książki tkwi raczej w ukazaniu tego ważnego problemu, który być może
podjęty zostanie kiedyś przez profesjonalistów." Tych parę zdań z „Wstępu"
ukazuje zamiar Autora i prowokuje do zadania pytania, czy i w jakim
zakresie zamiar ten udało mu się zrealizować.
344
RECENZJE I OMÓWIENIA
Polskie opisanie świata jest pomyślane jako wielka antologia prac pol
skich podróżników, którzy w swych wędrówkach zwrócili baczniejszą uwagę
na ludy, wśród których przebywali, i którzy podzielili się z czytelnikami
swymi obserwacjami. Dotychczas ukazał się pierwszy tom, obejmujący opisy
Azji i Afryki - a więc ziem, z którymi Europejczycy zapoznawali się już od
zarania swych dziejów (w drugim tomie znajdziemy opisy spostrzeżeń Pola
ków penetrujących obie Ameryki, Australię i wyspy Pacyfiku). Myślę jed
nak, że warto już teraz napisać recenzję tej książki, nie czekając na ukazanie
się drugiego tomu. Oba tomy z pewnością rozszerzą naszą znajomość hi
storii nauki, zaznaczając ogromny wkład Polaków w poznawanie ludów
i kultur świata. Są one również próbą ukazania panoramy opisów dokona
nych przez polskich podróżników i odczytania tych opisów na nowo,
w świetle współczesnych badań i pogłębionej znajomości kultur opisywanych
przez przypadkowych często podróżników.
Każdy dział omawianej książki („Azja" i „Afryka") składa się z roz
działu wstępnego i z pewnej liczby omówień sylwetek i prac polskich po
dróżników (28 w części azjatyckiej i 17 w części afrykańskiej); każde z nich
zawiera obszerną informację o autorze i wybrany fragment jego tekstu.
Przewaga części azjatyckiej jest zrozumiała; przecież najwięcej polskich po
dróżników zwiedzało Syberię, aczkolwiek na ogół nie dobrowolnie. Przy
czytaniu tekstów napisanych przez zesłańców z czasów carskich ogarnia
człowieka gorzka zaduma - nieporównywalnie liczniejsi zesłańcy z czasów
komunistycznych nie mieli możliwości prowadzenia badań naukowych
wśród tubylców Syberii, nie mogli też liczyć na złagodzenie kary w nagrodę
za odkrycia i prace naukowe.
Studiowanie podawanych przez Kuczyńskiego życiorysów licznych bada
czy ukazuje pewną prawidłowość polskiego losu. Rozrzucała ich po świecie
nie tylko żądza wiedzy, lecz także (a czasem przede wszystkim) umiłowanie
Ojczyzny i uparta walka o jej wolność. Za tę walkę pokutowali na Syberii,
ale także ta walka wygnała wielu Polaków do Afryki (jak np. Ludwika
Bystrzonowskiego, który swój pobyt w Algerii wykorzystywał do obserwacji
przydatności dla polskich walk powstańczych metod walki Arabów przeciw
najazdowi francuskiemu), czy na inne kontynenty.
Polskie opisanie świata jest antologią - i Kuczyński, jak każdy autor
antologii, musiał powziąć trudną decyzję, czyje teksty drukować, a czyje
odrzucić. Czy wybrał słusznie? Tu już trudno dyskutować. W tym przypadku
musi decydować wyczucie, jak też osobiste upodobanie. Myślę, że Autor
wybrał dobrze, aczkolwiek mnie osobiście brakuje niektórych nazwisk. Chętnie
tu bym widział barwny opis pielgrzymki do Ziemi Świętej Mikołaja Radziwiła
„Sierotki", wspomnienia z Indii i Cejlonu arcybiskupa Władysława Michała
Zaleskiego, z brzegów Afryki i z kolonii holenderskich w Azji Teodora
Anzelma Dzwonkowskiego, a z nowszych prac, materiały hotentockie Romana
Stopy. Przypuszczam jednak, że podobne obiekcje może mieć każdy z czytają
cych tę antologię, przy czym każdy wymieniłby tu inne nazwiska. Pracę czyta
RECENZJE 1 OMÓWIENIA
345
się lekko, książka zawiera ogromny ładunek informacji, ale równocześnie nie
nuży czytelnika, przeciwnie, zostawia pewien niedosyt.
Przy wyborze autorów Kuczyński kierował się trzema zasadami. Przede
wszystkim podawał fragmenty prac sztandarowych postaci spośród Polaków
opisujących różne ludy - a więc Benedykta Polaka, pierwszego Polaka,
który opisał świat mongolski, Michała Piotra Boyma, misjonarza, etnografa,
przyrodnika i dyplomaty w służbie chińskiego cesarza, generała Józefa
Kopcia czy Benedykta Dybowskiego - w części azjatyckiej, a Stefana Szolc-Rogozińskiego czy Jana Czekanowskiego w części afrykańskiej. Drugą
zasadą było odrzucenie całej współczesnej olbrzymiej literatury podróżni
czej, pisanej przez dziennikarzy, globtroterów, lekarzy czy misjonarzy, z po
zostawieniem tylko fragmentów prac pisanych przez autentycznych etnogra
fów. Najtrudniejsza była niewątpliwie trzecia zasada - spośród całego mate
riału wybrać pozycje najlepsze. Czy to się Autorowi udało? Na to pytanie
nikt nie odpowie tak dobrze, jak sam Autor, największy chyba znawca tej
literatury w Polsce. Czerpie on z prac pisanych przez zesłańców syberyj
skich, zawodowych naukowców, etnologów-obieżyświatów (do tej kategorii
Autor był łaskaw i mnie zaliczyć), myśliwych i misjonarzy. A że cytuje
zarówno autorów zmarłych, jak i żyjących, przeto chyba musi się liczyć
z licznymi pretensjami tych, których teksty w tej książce się nie zmieściły.
Właśnie te obszernie cytowane fragmenty tekstów licznych autorów są praw
dziwym bogactwem omawianej pracy. W porównaniu z oryginałem polskim,
jakże ubogie wydaje się streszczenie angielskie, obejmujące „Wstęp" i oba
rozdziały wprowadzające (do części azjatyckiej i afrykańskiej) lecz siłą rzeczy
- pozbawione opisów.
Polskie opisanie świata czyta sę w wielu przypadkach jak powieść po
dróżniczą. Napisanie tak wielkiej księgi o naprawdę dużej wartości nauko
wej, w sposób tak przystępny, nie jest sprawą prostą, toteż książki tej należy
pogratulować Antoniemu Kuczyńskiemu, a także Wydawnictwu Uniwer
sytetu Wrocławskiego, któremu zawdzięczamy tę piękną edycję.
Janusz Kamocki
Dziennik Józefa Kopcia, brygadiera wojsk polskich. Z rękopisu Biblioteki
Czartoryskich opracowali i wydali Antoni Kuczyński i Zbigniew Wójcik,
Polskie Towarzystwo Ludoznawcze - Biblioteka Zesłańca, Stowarzyszenie
„Wspólnota Polska", Warszawa-Wrocław 1995, ss. 408, il.
Dziennik, w istocie zaś pamiętnik Józefa Kopcia (1758?-1827), to kla
syczna już pozycja z zakresu „literatury zsyłkowej". Wspomnienia żołnierza,
uczestnika wojny polsko-rosyjskiej w 1792 r. oraz insurekcji kościuszkow
skiej, następnie rosyjskiego więźnia zesłanego na Kamczatkę, zwolnionego
stamtąd szczęśliwie po dwuletnim pobycie (1796-1798), publikowano w XLX
346
RECENZJE I OMÓWIENIA
i X X wieku wielokrotnie zarówno w tzw. wersji „małej" (skróconej; pierwsze
wyd. 1837), jak i „dużej" (pierwsze wyd. 1863), a także we fragmentach (od
1821). Dużą popularnością cieszyły się one zwłaszcza w minionym stuleciu.
Nobilitowane przez Adama Mickiewicza w jego wykładach w College de
France, przełożone na francuski i rosyjski, uznane zostały w historii litera
tury polskiej za „pierwszą wybitną pozycję w ogromnym łańcuchu polskich
pamiętników o Sybirze, choć nie pierwszą historycznie" (Krzyżanowski
1979, s. 505). Obecna edycja, pierwsza po bardzo długiej przerwie (jeżeli nie
liczyć przedruków fragmentarycznych), zawiera kompletny tekst Dziennika
wg rękopisu z Biblioteki Czartoryskich w Krakowie, ofiarowanego w 1821 r.
przez autora Izabeli Czartoryskiej (i nie całkiem identycznego z nieznaną
dziś podstawą wydań tzw. wersji „dużej"), opatrzony dodatkowo przez
wydawców - Antoniego Kuczyńskiego i Zbigniewa Wójcika - erudycyjnymi
przypisami oraz obszernym opracowaniem biobibliograficzno-krytycznym
(ze skrótem w językach angielskim i rosyjskim). W pięknie wydanym tomie
pomieszczono ponadto szkic Andrzeja Woltanowskiego o awansach woj
skowych brygadiera Kopcia, okolicznościowe listy Mieczysława Kopcia
i Pawła Czartoryskiego (potomków, odpowiednio, autora Dziennika i twór
ców puławskiej Biblioteki Czartoryskich), notę edytorską, zestawienie nie
których jednostek miar i innych oznaczeń występujących w tekście wspom
nień, indeksy nazwisk i nazw geograficznych oraz 29 ilustracji. Całość
otwiera przedmowa pióra Andrzeja Stelmachowskiego, prezesa Stowarzy
szenia „Wspólnota Polska".
Powód, dla którego ukazanie się tego dzieła warto odnotować w czaso
piśmie etnologicznym, wyjawił przed ćwierćwieczem z górą na łamach
„Etnografii Polskiej" Antoni Kuczyński w artykule sygnalizującym wartość
źródłową „relacji o ludach Syberii" Józefa Kopcia i postulującym wprowa
dzenie byłego zesłańca „na karty etnografii polskiej" (Kuczyński 1969).
Także w omawianej edycji wydawcy poświęcili sporo miejsca omówieniu
etnograficznych partii Dziennika, podkreślając z jednej strony ludoznawczą
wrażliwość autora, z drugiej zaś walory jego obserwacji poczynionych sto
sunkowo wcześnie wśród ludów słabo jeszcze znanych (nie tylko tzw. szero
kiej publiczności), a co ważniejsze - w niewielkim stopniu poddanych impaktowi cywilizacji rosyjskiej. W rzeczy samej, sporządzone przez Kopcia
opisy pierwotnych mieszkańców wschodnich krańców Syberii, w szczegól
ności Kamczatki, które zresztą najwcześniej wzbudziły zainteresowanie wy
dawców (fragmenty obszernego manuskryptu, poświęcone życiu i kulturze
„Kamczadali", ukazały się drukiem już w 1821 r. w warszawskiej „Gazecie
Literackiej" oraz w „Sibirskim Wiestniku"), powinny być wpisane do ze
stawu potencjalnych źródeł etnohistorycznych. Wiarygodność opisów,
w przeszłości niekiedy kwestionowana, nie ulega bowiem wątpliwości. Od
rębną sprawą jest natomiast szczegółowa ocena naukowej przydatności za
wartych w Dzienniku informacji, będąca kwestią przyszłości i zadaniem
specjalistów w zakresie etnografii Kamczatki oraz ziem przyległych. W ocze-
347
RECENZJE I OMÓWIENIA
kiwaniu na ów werdykt wypada jednak zauważyć, iż przypisywanie Kop
ciowi ambicji naukowych i dopracowania się, po okresie obserwacji amator
skich, „rodzaju warsztatu badawczego o wcale dobrych podstawach komparatystycznych" (co czynią wydawcy m.in. na s. 307) jest sporą przesadą,
niezależnie od tego, że podczas pobytu na Syberii zebrał on „nielichą kolek
cję etnograficzną", w części dowiezioną do kraju i podarowaną książętom
Czartoryskim, a pisząc po jakimś czasie wspomnienia, starał się nadać
etnograficznym spostrzeżeniom zwartą, usystematyzowaną postać . Nawia
sem mówiąc, można wręcz podejrzewać, iż Kopeć dopiero w Polsce docenił
w pełni atrakcyjność swych spotkań z „dzikimi i mało różniącymi się od
zwierząt narodami" (to jego słowa z listu do Katarzyny I I ) , albowiem
w niektórych przypadkach, gdy brakło mu własnych spostrzeżeń, sięgał po
prostu po istniejącą już literaturę i przepisywał z niej, co uznał za stosowne
(wydawcy zidentyfikowali jego źródła w odniesieniu do Tatarów mieszkają
cych między Tobolskiem a Kazaniem; s. 263, przyp. 45).
Wspomnienia Józefa Kopcia, w lwiej części poświęcone sześcioletniemu
w sumie pobytowi w Rosji (wliczając w to podróż na Kamczatkę i powrót
stamtąd do kraju), mają jeszcze jeden aspekt mogący zainteresować etno
logów i antropologów. Są one mianowicie - acz nie stanowią pod tym
względem wyjątku w „literaturze zsyłkowej" - świetnym źródłem do studiów
ukierunkowanych zarówno na to, co i jak jest opisywane, jak i na samego
opisującego, w tym przypadku przeciętnego polskiego szlachcica (z właści
wym mu wyposażeniem psycho-kulturowym) rzuconego przez los na Sybe
rię, stykającego się z mozaiką społeczno-kulturową i cywilizacyjną euroazja
tyckiego imperium carów, obserwującego postępy i skutki kolonizacji,
odkrywającego „nowy świat" w każdym z możliwych do nadania temu
określeniu sensów, a jednocześnie - przez cały czas - współuczestniczącego
na swój sposób w tworzeniu owej syberyjskiej rzeczywistości schyłku
X V I I I wieku: najpierw w roli więźnia i zesłańca, potem człowieka wolnego,
wreszcie - już po powrocie do ojczyzny, pomiędzy „swoimi" - weterana
obarczonego bagażem zsyłki, opowiadającego i piszącego o swych prze
życiach. Takie spojrzenie (nb. mające bezpośrednią analogię w badaniach
nad wczesnymi relacjami Europejczyków o Ameryce, które od dawna
przestano postrzegać wyłącznie jako „cenne źródła etnograficzne") przy
niosłoby zapewne wiele nowych elementów wzbogacających naszą wiedzę
o samych sobie, a odpowiednio poszerzone - być może z czasem prze
kształciłoby się w swego rodzaju 'antropologię zsyłki'. Miejsce, jakie zajmuje
Syberia w historii Polaków i w polskim doświadczeniu narodowym, stanowi
1
1
Przecenianie kompetencji ludoznawczej Polaków stykających się w rozmaitych okolicz
nościach z egzotycznymi ludami, jak również znaczenia naukowego sporządzanych przez nich
opisów, jest zjawiskiem, z którym spotkać się można dość często w literaturze przedmiotu i to
bynajmniej nie tylko w odniesieniu do Syberii. Ciągle aktualne są w tej materii uwagi dotyczące
zasad i kryteriów oceny dorobku Polaków, którzy uczestniczyli w „opisaniu ludów azjatyckiej
części Rosji", poczynione przed laty przez S. Szynkiewicza (1976).
348
RECENZJE I OMÓWIENIA
wystarczającą rację, aby postulować uwzględnienie tak lub podobnie na
zwanej perspektywy badawczej czy to w klasycznej, choć antropologicznie
zorientowanej etnologii, czy też w ramach samodzielnej dyscypliny, jaką ma
szansę stać się w niedalekiej przyszłości syberystyka .
2
LITERATURA
K r z y ż a n o w s k i J.
1979
Historia literatury polskiej. Alegoryzm-preromantyzm, Warszawa.
K u c z y ń s k i A.
1969
Wkład polskich podróżników do historii etnografii. Relacje Józefa Kopcia o ludach
Syberii, „Etnografia Polska", t. 13, z. 1, s. 87-128.
M a ł a g o w s k a H.M.
1993
O syberystyce i antologii polskich tekstów syberystycznych, „Lud", t. 76,
s. 221-225.
S z y n k i e w i c z S.
1976
Z historii polskich badań nad ludami mongolskimi, [w:] Historia kontaktów polskorosyjskich w dziedzinie etnografii, J . Babicz, A. Kuczyński (red.), Wrocław-Warszawa-Kraków-Gdańsk, s. 163-190.
Ryszard Tomicki
Ogród spustoszony. Kontynuacja i zmiana w kulturze współczesnej wsi pol
skiej, Ryszard Kantor (red.), Kraków 1995, ss. 123
Na tle niebieskiego nieba ogołocone z Uści jedno drzewko, stojące przy
płocie i dominacja czarnej ziemi (roli?). Tak wygląda okładka książki o bar
dzo pięknym, metaforycznym tytule - Ogród spustoszony. Podtytuł dopełnia
treść: Kontynuacja i zmiana w kulturze współczesnej wsi polskiej. Jest to zbiór
materiałów z konferencji o takim samym tytule zorganizowanej w dniach
20-21 kwietnia 1995 r. przez Instytut Etnologii Uniwersytetu Jagiellońs
kiego, Zakład Filozofii Przyrody i Kultury Wsi, Zakład Socjologii i Roz
woju Wsi Akademii Rolniczej w Krakowie z pomocą krakowskiego Mu
zeum Etnograficznego i Orawskiego Parku Etnograficznego w Zubrzycy
Górnej. Jej celem, jak czytamy we „Wstępie", było „ukazanie współczesnej
kultury wsi - głównie wsi małopolskiej - z owej perspektywy, w której
kontynuacja i zmiana stanowią jakby dwa oblicza tego samego procesu,
a jest nim kształtowanie się oryginalnej i wartościowej współczesnej kultury
polskiej wsi." Zderzenie się dwóch światów treści i wartości: współczesnych,
bardzo nowoczesnych z tradycyjnymi będącymi wytworem pokoleń. Co
z tego wynika? Czy zupełnie nowa jakość, czy też raczej zmiany są dość
powierzchowne i „dotyczą bardziej formy niż treści"? Na te pytania próbują
2
Por. uwagi w tej sprawie H . M . Małgowskiej (1993).
RECENZJE I OMÓWIENIA
349
odpowiedzieć autorzy wystąpień, które można generalnie ułożyć w cztery
grupy problemowe: 1. Aktualna sytuacja kultury na polskiej wsi; 2. Twórca
ludowy i jego miejsce w społeczności lokalnej; 3. Zachowania mieszkańców
współczesnej wsi (konwenanse, świadomość ekologiczna, religijność itp.);
4. Współczesna Orawa.
Aktualną sytuację kultury na polskiej wsi, a konkretniej jej niektóre
psychospołeczne uwarunkowania, omawia R. Kantor. Podkreśla, że nie in
teresuje go tzw. kultura ludowa a raczej społeczność wiejska z jej kulturą;
Autor omawia też dotychczasowe ujmowanie tej kwestii w literaturze przed
miotu, polityce kulturalnej itp. dochodząc do wniosku, że bardziej one
zaszkodziły niż pomogły kulturze wsi. Współcześnie „wsi nie jest potrzebna
żadna polityka kulturalna państwa - nawet tzw. demokratycznego - lecz po
prostu nakłady na rozwój infrastruktury kulturalnej [...]" (s. 9). Tym samym
kwestionuje Autor cały dotychczasowy model funkcjonowania kultury na
wsi, zasadę sterowania ową kulturą i to centralnie (moda na ludowość, koła
gospodyń wiejskich, spektakularne imprezy typu dożynki itp.). Działania te
osłabiły kulturotwórczą rolę społeczności wiejskiej w ogóle. Nie jest to
proces w jednakowym stopniu obserwowany na terenie kraju, nie wszędzie
mamy do czynienia z degradacją cywilizacyjną i kulturalną społeczności
wiejskiej. Kultura współczesnej wsi jawi się więc Autorowi jako ów „ogród
spustoszony", względnie „ogród nie plewiony". Ratunkiem może być od
danie inicjatywy w ręce zorganizowanego i niezależnego od władzy central
nej samorządu terytorialnego oraz miejscowych animatorów.
J. Dębicki zastanawia się nad relacjami zachodzącymi między centrum
kulturowym a regionem, zwracając szczególną uwagę na problematykę ob
szarów peryferyjnych kulturowo („szkoła sądecka" czy sztuka Orawy przy
wołane zostały jako przykłady obszarów sztuki peryferyjnej).
W tym nurcie rozważań sytuowałabym również teksty B. Perepeczko
„Miejsce i rola telewizji jako źródła informacji społeczności wiejskiej" oraz
R. Zięzio „Z zagadnień wiedzy potocznej o zabawkach i zabawkarstwie".
W pierwszym z nich Autorka, wychodząc od badań realizowanych przez
Ośrodek Badań Opinii Publicznej i Instytutu Rozwoju Wsi i Rolnictwa PAN
na temat oglądalności programów telewizyjnych przez wieś, przedstawia
dominującą w swej funkcji informacyjnej, ale także i rozrywkowej, rolę
środków masowej komunikacji. Zastanawia się nad odbiorcą wiejskim, jego
zróżnicowaniem i przyzwyczajeniami („Nawyk oglądania tzw. dzienników
jest na wsi faktem"; s. 87). Z kolei R. Zięzio zarysowuje perspektywy nowe
go kręgu bardzo ciekawych zagadnień badawczych dotyczących zabawki
i zabawkarstwa. To właśnie „Zabawa i zabawka towarzyszy... człowiekowi
od początku jego historii i stanowi, poza pracą, podstawową formę jego
aktywności społecznej" (s. 89). Wydaje się, że wszyscy wiemy o tym, że
zabawa i rekreacja są konieczne i odgrywają ważną rolę w życiu człowieka
wpływając na jego samopoczucie, psychikę i kondycję organizmu. Jednak
nie wszyscy zdajemy sobie sprawę, że dobrze zaprogramowana zabawa
350
RECENZJE I OMÓWIENIA
przynosi wiele pożytku. Zabawa może być metodą pomocną każdemu:
wychowawcy, instruktorowi, animatorowi, który chce zintegrować grupę,
ośmielić, wzmocnić pozytywnie każdego z jej uczestników. Spełniając wiele
funkcji ułatwia wprowadzenie określonych treści, uczy demokratycznego
rozwiązywania problemów. To, obok nauki i pracy, jeden z podstawowych
typów działalności ludzkiej, podejmowanej ze względu na przyjemność
płynącą z samego jej wykonywania. A jak zabawa, to i zabawka, która wraz
z zabawkarstwem będzie przedmiotem zainteresowań grona badaczy sku
pionych wokół Muzeum Zabawkarstwa w Kielcach. Autor dokonuje
przeglądu stanu badań, charakteryzuje podstawowe źródła wiedzy o zabaw
kach i zabawkarstwie, wreszcie formułuje najbliższe zadania dotyczącej tej
dziedziny.
Drugą grupę problemów reprezentują trzy teksty: I . Bukraba-Rylskiej
„Twórca ludowy - między folkloryzmem a tożsamością kulturową", E. Fryś-Pietraszkowej „Portret ludowego artysty na tle wsi" oraz I . Butmanowicz-Dębickiej „Obcy wśród swoich. Społeczne podłoże twórczości samorodnej."
Uwarunkowania twórcy ludowego w rzeczywistości społeczno-politycznej
minionych lat i współcześnie to podstawowy problem tych rozważań.
Można w nich znaleźć jeszcze funkcje czy raczej powinności twórcy (tekst
Rylskiej), zagadnienia dotyczące kreślenia własnego wizerunku (Pietraszkowa)
oraz poszukiwania odpowiedzi na pytanie o genezę twórczości samorodnej
(Dębicka).
Trzecia grupa dotyczy zachowań mieszkańców współczesnej wsi.
Z. Szromba-Rysowa pisze tu o „Współczesnym konwenansie górali pod
halańskich", U. Janicka-Krzywda o „Przejawach i przemianach religijności
ludowej we współczesnej kulturze wsi podkarpackiej", wreszcie dwa opraco
wania związane ze stanem świadomości ekologicznej (St. Moskal, R. Kohut
„Postawy mieszkańców wsi małopolskiej wobec środowiska naturalnego"
oraz A. Kotala „Wpływ poszczególnych źródeł informacji na stan wiedzy
ekologicznej mieszkańców wsi").
„Konwenans [...] jest elementem tożsamości kulturowej, czyli poczucia
pewnej wspólnoty zachowań, a presja społeczna wobec uchybień w dziedzi
nie konwenansu bywa silniejsza w społeczności zamkniętej aniżeli w mieście"
(s. 65) - czytamy w tekście Rysowej, która śledzi na przykładzie grupy górali
podhalańskich słowa oraz pozawerbalne zachowania, gesty wyrażające właś
nie konwenans. Interesujący tekst przywołujący wiele, w innych regionach
kraju, nieznanych elementów zachowania, etykiety.
Religijność ludowa - „obok czysto zewnętrznych jej przejawów istnieje
tu również bardzo bogata warstwa duchowa, którą kształtują między innymi
skompolikowane mechanizmy psychologiczne" (s. 73), o których traktuje
kolejny tekst. Autorka przedstawia główne tendencje przemian religijności
ludowej oraz nowe formy w tym zakresie. Wyszczególnia dwa główne nurty:
1 - pojawienie się, po pewnym odejściu od tej formy religijności, przejawów
zapotrzebowania na religię jako elementu życia zbiorowego (wizyty obra-
RECENZJE I OMÓWIENIA
351
zów, zbiorowe modlitwy itp.) oraz 2 - ponowne zwrócenie uwagi na orga
nizację przestrzenną i kalendarzową kultu.
Skażenie środowiska naturalnego i zniszczenia w krajobrazie to jedne
z najważniejszych czynników wskazujących na konieczność kształtowania
postaw proekologicznych mieszkańców kraju w ogóle, w tym wsi. Kwestię
tę podnoszą dwa opracowania. Pierwszy („Postawy mieszkańców wsi mało
polskiej wobec środowiska naturalnego") ukazuje społeczność wiejską
w dwojakiej roh: z jednej strony jako producenta żywności zmuszonego
nadążyć za nurtem rozwoju rolnictwa, a z drugiej jako konsumenta za
spakajającego swoje codzienne potrzeby, a przecież „Szkody wyrządzane
w środowisku naturalnym przez mieszkańców wsi mogłyby być znacznie
mniejsze, gdyby ich zachowania uległy właściwej modyfikacji, co jednakże
poprzedzone być musi odpowiednią zmianą postaw i systemu wartości"
(s. 100). Autor podkreśla konieczność podjęcia systematycznej czasowej edu
kacji ekologicznej. Zakłada też poprzedzenie jej poznaniem obecnego stanu
świadomości i czynników mających na nią wpływ. Przedstawia wyniki prze
prowadzonych w roku 1994 badań na ten temat. Upoważniają one do
stwierdzenia, iż wiedza dotycząca środowiska naturalnego jest przypadko
wa, powierzchowna i , co się z tym wiąże, niekompletna. Jednak, przynajm
niej w postaci deklaratywnej, przeważają zdecydowanie postawy proekologi
czne. Są one - przedstawia to A. Kotala w kolejnym artykule - w dużym
stopniu kształtowane przez środki masowego przekazu. „Rozpowszechniane
przy ich pomocy treści nakładają się na opinie przekazywane przez poprze
dnie pokolenia, na wiadomości wyniesione ze szkoły, podlegają też modyfi
kacjom w wyniku rozmów prowadzonych w gronie sąsiadów i znajomych"
(s. 109). Jak kształtuje się ten wpływ i jakie mają znaczenie poszczególne
źródła dla stanu świadomości ekologicznej tego dowiadujemy się z dalszej
części tekstu.
Konferencja odbywała się w pięknym Orawskim Parku Etnograficznym
w Zubrzycy Górnej, nie mogło więc zabraknąć tekstów dotyczących właśnie
Muzeum (J. Pilch) oraz przemian kulturowych regionu w dobie transfor
macji ustrojowych (W. Kołodziej). Przybliżają one problematykę tego specy
ficznego miejsca, jakim jest Orawa. Mówią o wspaniałych animatorach
ruchu regionalnego, iniq'atywach wydawniczych itp. Sugerują, iż „bez cen
tralnego sterowania przez państwo wieś pozostawiona własnej inicjatywie
w perspektywie czasu winna odzyskać własną tożsamość" (s. 62).
Redaktorzy tomu piszą, iż jest to „skromny przyczynek do opisu kultury
współczesnej wsi polskiej" (s. 6) odwołujący się jednak do badań tereno
wych, do literatury przedmiotu. Jednocześnie zapowiadają kolejne konferen
cje w innych regionach Polski licząc, iż „prezentowany tomik [...] zapocząt
kuje serię wydawniczą poświęconą w całości tematyce kontynuacji i zmiany
w kulturze współczesnej wsi polskiej" (s. 6), czego Autorom i sobie życzymy.
Urszula Kaczmarek
352
RECENZJE I OMÓWIENIA
Kultura międzywojennego Wilna. Materiały konferencji w Trokach (28-30 V I
1993), Anna Kieżuń (red.), Biblioteka Pamięci i Myśli, t. 10, Białystok
1994, ss. 387
Biblioteka Pamięci i Myśli to seria wydawnicza Oddziału Białostockiego
Towarzystwa Literackiego im. Adama Mickiewicza, wielce już zasłużona dla
badań nad różnymi aspektami dziejów i kultury Wileńszczyzny. Kolejne
tomy serii, choć nierówne pod względem tematyki, tworzą w sumie znaczącą
poznawczo pozycję. Omawiany tom stanowi plon konferencji naukowej.
W jakimś sensie określa to zwykle charakter tego typu publikacji, trudno
bowiem zazwyczaj o jednorodność uzyskanych w ten sposób testów, zwłasz
cza gdy sama konferencja nie wymuszała pewnej w tym względzie dyscy
pliny. Kultura międzywojennego Wilna stanowi, niestety, tego potwierdzenie.
W tomie znalazły się bowiem teksty merytorycznie i formalnie bardzo od
siebie odległe. Da się w nim jednak wyodrębnić pewne bloki tematyczne. Do
pierwszego można zaliczyć teksty odnoszące się do dziejów Uniwersytetu im.
Stefana Batorego i jego roli kulturotwórczej. Blok ten otwiera wypowiedź
Wacława Dziewulskiego, zawierająca dość luźne impresje o charakterze
wspomnieniowo-historycznym dotyczące różnych elementów przeszłości wi
leńskiej uczelni, które z pewnym tylko trudem udaje się złożyć w pewną
całość charakteryzującą bardziej klimat Wszechnicy, niż jej losy czy rolę.
Tekst Haliny Bursztyńskiej, poświęcony humanistyce uniwersyteckiej, uznać
można co najwyżej za sygnał zainteresowań autorki. Poświęcając sporo
uwagi problemom egzystencji braci studenckiej, odnotowując udział słucha
czy Wydziału Humanistycznego w życiu kulturalnym Wilna, autorka tylko
zasygnalizowała pozaakademicką aktywność profesury, zupełnie natomiast
pominęła to, co wydaje się najistotniejsze w rozważaniach o wileńskiej
humanistyce uniwersyteckiej: osiągnięcia naukowe, kierunki badań itd.
Czyżby nie było o czym mówić? A może ten - podstawowy chyba - aspekt
aktywności wileńskich akademików nie miał nic wspólnego z kulturotwór
czą rolą Wszechnicy? Podobne refleksje wywołuje lektura referatu Aliny
Czapiuk o uniwersyteckim środowisku historycznym. Sporo w tym tekście
informacji o organizowaniu się tego środowiska, o tworzeniu Wydziału
Humanistycznego Uniwersytetu, o wybitnych postaciach uczonych. I zupeł
nie brak - poza czysto informacyjnym zapisem bibliograficznym - tego,
czym ludzie owi na trwałe wpisali się w polską historiografię: ich dzieł, tego
co stworzyli, o czym i jak myśleli, do jakich dochodzili ustaleń i jaki obraz
historii upowszechniali. Zasadnie zapytać by można, czym się więc zasłużyli
np. Stanisław Kościałkowski czy Teofil E. Modelski? Konia z rzędem temu,
kto na podstawie referatu Aliny Czapiuk potrafi na to pytanie odpowie
dzieć, a przecież stanowić to powinno klucz do prezentacji osiągnięć środo
wiska, poprzez nie bowiem wpisywało się ono w kulturę Wilna i w kulturę
Polski. Jak można to zrobić, przekonuje tekst Jacka Juliusza Jadackiego
o wileńskim środowisku filozoficznym i jego osiągnięciach. Referat całkowi-
RECENZJE I OMÓWIENIA
353
cie odmienny w formie od wymienionych poprzednio, stanowi solidny i in
teresujący zarys monograficzny, charakteryzując ludzi, instytucje i kierunki
badawcze.
Na uwagę zasługuje także tekst Radosława Cybulskiego - monograficz
ny zarys dziejów średniego szkolnictwa ogólnokształcącego w międzywojen
nym Wilnie, uzupełniony cennym zestawieniem tego typu szkół w 1938 r.
Kolejny blok tematyczny to referaty poświęcone środowiskom arty
stycznym Wilna. Wśród nich chyba najciekawsza i najpełniejsza jest praca
Heleny Karwackiej poświęcona teatrowi na Pohulance. Autorka w sposób
systematyczny przedstawiła niełatwe losy tej sceny pod kolejnymi dyrek
cjami, jej znaczenie nie tylko dla społeczności wileńskiej, ale i na teatralnej
mapie I I Rzeczypospolitej, wydobywając zwłaszcza rolę J. Osterwy i sku
pionego wokół niego środowiska Reduty. Równie wartościowy pod wzglę
dem faktograficznym jest referat Józefa Poklewskiego o organizacjach
artystycznych i instytuq'ach opieki nad sztuką. Autor scharakteryzował
w nim działalność stowarzyszeń twórczych działających na terenie Wilna
i ich rolę w organizowaniu życia kulturalnego, przypomniał także niektóre
głośne w owym czasie sprawy, jak dyskusje na temat pomnika Adama
Mickiewicza, czy sprzedaży XVII-wiecznych gobelinów flamandzkich. Węż
szy zakres tematyczny ma szkic Tadeusza Bujnickiego o czasopiśmie „Środy
Literackie", wydawanym w latach 1935-1937. Nie umniejszając wartości
intelektualnej tego periodyku, można jednak poddać w wątpliwość przy
pisywane mu przez autora znaczenie. Było to pismo wąskiej elity, którego
odbiór poza tę elitę nie wykraczał i które nie odegrało w istocie większej
roli społecznej, w przeciwieństwie do publikujących w nim osób. Znacznie
większy rezonans wywoływało inne czasopismo wieleńskie, a mianowicie
słynne „Żagary". Niestety, poświecony związanemu z nim środowisku
tekst Andrzeja Lama należy do najsłabszych w całym tomie - nie wnosi
nic nowego w sensie faktograficznym, a także pozbawiony jest jasnej
myśli interpretacyjnej. Szkoda to wielka, czasopismo to bowiem nie tylko
zyskało stosunkowo znaczny rozgłos, ale skupiało grono niezwykle cie
kawych ludzi o najprzeróżniejszych opcjach ideowych i artystycznych,
stanowiąc szczególny wytwór kresowej kultury.
Kolejny blok to szkice poświęcone poszczególnym twórcom kultury wi
leńskiej. Bez wątpienia na czoło wysuwa się tu referat poświęcony Ferdynan
dowi Ruszczycowi (autorstwa Edwarda Ruszczyca), a dzieje się tak przede
wszystkim z uwagi na pierwszoplanowe znaczenie bohatera dla wileńskiego
życia kulturalnego i jego artystycznych osiągnięć. Autor referatu przez kolej
ne swoje publikacje konsekwentnie zmierza do przedstawienia pełnej bio
grafii swego przodka, postaci wybitnej, a dziś mało znanej poza wąskim
kręgiem specjalistów. Choć każda z postaci przypomnianych w pozostałych
referatach tego bloku bez wątpienia zasługuje na uwagę, to jednak w sumie
ich dobór wydaje się przypadkowy i wynika raczej z zainteresowań ba
dawczych referentów niż z dążenia do sportretowania twórców najbardziej
354
RECENZJE I OMÓWIENIA
znaczących w międzywojennym Wilnie. O ile przy tym Tadeusz Łopalewski
(o którym pisze Barbara Olech), Wanda Niedziałkowska-Dobaczewska
(szkic Anny Kieżuń) i Albin Dziekoński (tekst Barbary Noworolskiej) rze
czywiście swą aktywność twórczą rozwijali w Wilnie przynajmniej w pew
nym okresie, o tyle Zofia Bohdanowiczowa, której pisarstwu poświęciła
referat Violetta Wejs-Milewska, była pisarką wileńską bardziej przez wątki
swej twórczości emigracyjnej. Niemniej szkice te, bardzo zresztą odmienne
w sposobie traktowania omawianych postaci, są cenne, przypominają bo
wiem ludzi z Wilnem związanych artystycznie i emocjonalnie, a skazanych
na zapomnienie niekoniecznie z uwagi na wartość dokonań artystycznych.
Tom zamykają trzy teksty, które same w sobie ważne, nie mieszczą się
jednak w formule określonej tytułem tomu. Są to: Alicji Kisielewskiej roz
ważania o obrazie Wilna i Kresów w filmie A. Wajdy i T. Konwickiego
„Kronika wypadków miłosnych", refleksje Agaty Zwolan o dziedzictwie
„żagarystów" i tekst Wandy Boguskiej o recepcji twórczości pisarzy Wileńszczyzny w programach współczesnej szkoły polskiej. Zwłaszcza ostatni
z nich to niezwykle pouczający przyczynek do sposobu traktowania literatu
ry, a szerzej - kultury, w procesie edukacji młodych pokoleń, pokazujący
stopień i charakter zubożenia wiedzy młodzieży o ważnych elementach
i aspektach polskiego dziedzictwa kulturalnego.
Całość tomu dopełniona została esejem Elżbiety Feliksiak pt. „Wileńska
pamięć polskiej literatury powojennej". Jego autorka, odwołując się do
twórczości Zofii Bohdanowiczowej, Antoniego Gołubiewa, Tadeusza Kon
wickiego, Czesława Miłosza i Wojciecha Piotrowicza, starała się pokazać,
jak pamięć Ziemi Wileńskiej, czy szerzej kresów wschodnich I I Rzeczy
pospolitej, żyje w twórczości literackiej, jaką odgrywa w niej rolę i jakie
funkcje pełni. Przy okazji formułowania ciekawych poglądów analitycznych,
zostały w tym tekście zawarte mocno kontrowersyjne uwagi ogólniejszej
natury, dotyczące m.in. mechanizmu pamięci społecznej, pojęcia ojczyzny
i ziemi rodzinnej.
W tekstach nie brak pewnych, drobnych na ogół, błędów faktogra
ficznych, niekiedy jednak irytujących, jak kilkakrotne mylenie Mieczysława
Limanowskiego z jego ojcem Bolesławem. Wierzyć tylko wypada, iż wy
nikają one z redakcyjnych pomyłek i niedopatrzeń, a nie z poważniejszych
powodów.
Omawiany tu tom, objętościowo pokaźny, pozostawia jednak uczucie
pewnego niedosytu, związanego przede wszystkim ze słabością elementów
syntetyzujących. Rozumiejąc, że są to tylko materiały pokonferencyjne, a nie
zbiór studiów monograficznych, nie sposób jednak nie zauważyć, iż pomi
nięto w nim szereg problemów ważnych, a nawet bardzo ważnych. Szkoda,
że organizatorzy konferencji nie zdołali pozyskać autorów, którzy zajęliby
się choćby np. problematyką prasy wileńskiej, środowiska dziennikarskiego
i muzycznego, kulturą Żydów wileńskich, wreszcie miejscem Wilna na kul
turalnej mapie ówczesnej Polski. Czytelnik otrzymał pozycję godną uwagi,
RECENZJE I OMÓWIENIA
355
dostarczającą sporo wiedzy, będącą jednak dopiero krokiem - kolejnym,
jeśli zważyć na inne publikacje, m.in. w ramach serii Biblioteka Pamięci i Myśli
- ku powstaniu szerszej panoramy dziejów najnowszych Wilna i Wileńszczyzny.
Stanisław Ciesielski
Zdzisław Julian Winnicki, Szkice kresowe, Biblioteka Wschodnia, t. 1, Antoni
Kuczyński (red.), Stowarzyszenie „Wspólnota Polska" Oddział Dolnośląski,
Wrocław 1995, ss. 155 + 44 fot.
Słynące od lat z wielu cennych inicjatyw badawczych i wydawniczych
środowisko osób skupionych w Dolnośląskim Oddziale „Wspólnoty Polskiej"
wydało kolejną, godną uwagi pozycję. Jest ona interesującą próbą przybliżenia
polskiemu czytelnikowi wybranych kart z dziejów (minionych i obecnych)
Polaków na Białorusi. Jest też zapisem wędrówek po miejscach noszących ślady
polskości. Nie jest to jednak wędrówka o charakterze turystycznym, ani też
wyłącznie poznawczym. Autor, pełniący funkcję prezesa Stowarzyszenia „Straż
Mogił Polskich na Wschodzie", przebywał bowiem wielokrotnie na Białorusi ze
szczególną misją. Wraz z kilkoma innymi członkami Stowarzyszenia woził tam
żelazne krzyże, by stawiać je na mogiłach osób pomordowanych i poległych
w walce za Ojczyznę. Autor wyjaśnia, że działające praktycznie od 1991 r.
Stowarzyszenie nawiązuje do tradycji „Straży Mogił Polskich Bohaterów",
która powstała we Lwowie w 1919 r. dla opieki nad grobami obrońców miasta
oraz uczestników powstań narodowych. „Hekatomba ostatniej wojny i obu
okupacji przerwała [jednak] tę pracę. Przybyło mogił, ubyło opiekunów. Przez
całe dziesięciolecia nie tylko działania społeczne, ale i troska rodzin stanęły
wobec muru niemożności w wyniku odcięcia dostępu do drogich nam wszyst
kim miejsc pamięci" (s. 117). Jak wiemy, przez dziesiątki lat nie mówiło się
głośno o Polakach za naszą wschodnią granicą. Dopiero w ostatnim okresie ich
dzieje, warunki życia, kształtowania się tożsamości narodowej, zachowania
dziedzictwa kulturowego itp. stały się wręcz modnymi tematami badawczymi,
owocując setkami publikacji. Rozpoczęła też działalność „Wspólnota Polska"
oraz liczne fundacje i stowarzyszenia społeczno-kulturalne mające na celu m.in.
pomoc w reaktywowaniu polskiego szkolnictwa i ułatwienie dostępu do polskiej
kultury Polakom z Białorusi, Ukrainy, Litwy, Kazachstanu i innych państw
powstałych po rozpadzie ZSRR. Organizacje te współpracują z działającymi po
drugiej stronie granicy stowarzyszeniami skupiającymi przede wszystkim
miejscowych Polaków (należy do nich również Związek Polaków na Białorusi,
któremu poświęcony jest jeden z rozdziałów omawianej książki).
Autor w oszczędnych słowach informuje o realizacji zadań „Straży Mogił
Polskich na Wschodzie". Z podanych przez niego opisów trasy układa się
jednak nie tylko szczegółowa mapa ludzkich i narodowych tragedii, miejsc
chroniących szczątki bohaterów, którzy przeszli do historii (np. „Ponurego",
356
RECENZJE I OMÓWIENIA
„Łupaszki") jak i tysięcy bezimiennych ofiar. Można też nakreślić szczególny
obraz zbiorowej pamięci, współczesnych postaw miejscowej ludności wobec
przeszłości i własnych tradycji narodowych. Z. Winnicki niezwykle ciepło
pisze o ludziach, którzy uczestniczyli w uroczystościach stawiania krzyży,
0 ich gościnności, duchowej więzi z ojczyzną przodków i tą, którą pamiętają
z czasów dzieciństwa, o ich tęsknotach, marzeniach, wzruszeniu... Dochodzi
też do znamiennej konkluzji: „Byliśmy przekonani, że czynimy to, co czynimy,
dla poległych. Okazało się, że nasze uroczystości stały się lokalnym świętem
dla miejscowych Polaków" (s. 119). Można dodać, że członkowie „Straży"
pełnili swoistą misję kulturalną. Byli współuczestnikami Dni Kultury Polskiej,
podczas których prezentowali przywiezione z Polski wydawnictwa, prace
plastyków, fotografików, a także filmy. Towarzyszyły im zespoły śpiewacze,
muzycy i in.
Zasadnicza część książki poświęcona jest jednak, jak już wspomniałam,
zagadnieniom, bez których trudno byłoby zrozumieć dzisiejszą sytuację Po
laków na Białorusi, realia ich życia, czy też ocenić fenomen odrodzenia
polskości, który zaczął się przed paroma laty. Korzystając ze źródeł archi
walnych i Uteratury omawia więc np. Winnicki dane odnośnie do liczby
Polaków na Białorusi, przedstawia kontrowersje wokół oficjalnych statystyk
1 dokonywane manipulacje, ukazując jednocześnie uwarunkowania histo
ryczne, które w dużej mierze miały wpływ na charakter danych spisowych.
O sytuacji ludności polskiej, a także zmianach w radzieckiej polityce
narodowościowej informuje rozdział poświęcony polskiemu szkolnictwu na
Białorusi w latach 1944-1946. Rozdział ten ma dużą wartość dokumentacyjną.
Zostały w nim bowiem m.in. zamieszczone materiały będące efektem poszuki
wań autora w białoruskich archiwach. Ukazują one np. organizację i sieć
szkolnictwa w obwodzie grodzieńskim, liczbę oraz narodowy charakter szkół
(na podstawie języka nauczania), liczbę uczniów, sytuację kadrową i in.
Widoczna jest tu również rola szkół, a więc głównie nauczycieli, w realizacji
zadań polityczno-ustrojowych. Do dziejów odbudowy polskiej państwowości
po wojnie nawiązuje też autor w rozdziale pt. „Jeszcze jedna mapa - przyczy
nek o kształtowaniu się granicy polsko-radzieckiej w latach 1944-1945 (skory
gowana Linia Curzona)". Ukazano tu okoliczności wytyczenia wschodniej
granicy Polski. W rozdziale zamieszczono też unikalną mapę Polski, prawdopo
dobnie z połowy 1945 r. Mapa ta - jak podkreśla autor - „według wszelkiego
prawdopodobieństwa", publikowana jest po raz pierwszy (s. 70).
Z rozdziałem tym koresponduje część pracy ukazująca dzieje Kanału
Augustowskiego, niezwykłego dzieła inżynierskiego z X I X w. Z informacji
przytoczonych przez autora wynika, że Kanał ten stał się symboliczną ofiarą
stanu stosunków między sąsiadującymi ze sobą państwami, a jego losy są
m.in. efektem niedokładnej realizacji ustaleń dotyczących Linii Curzona.
Dwa rozdziały poświęcone są śladom polskości w dwóch miastach
- Mińsku i Grodnie. Autor wskazuje zarazem na próby niszczenia, zaciera
nia tych śladów przeszłości i zmian charakteru poszczególnych miejsc, bu-
RECENZJE I OMÓWIENIA
357
dynków, placów i in. Szkoda, że Z. Winnicki nie spróbował porównać tych
miast chociażby ze względu na odmienność losów ludności polskiej, realiów
jej życia, a co za tym idzie - także możliwości obecnego działania polskich
środowisk, ich specyfiki. Mam także uwagę odnośnie do fotografii katedry
(dawnego kościoła o. Jezuitów) zamieszczonej w rozdziale pt. „Mińskie
polonica" (s. 64). Ukazano tu tylko fragment frontowej części świątyni, gdy
- jak sądzę - bardziej interesująca byłaby fotografia katedry wraz z sąsied
nimi budynkami. Widoczne byłoby wówczas jej znamienne wtopienie
w przestrzeń miasta, zamaskowanie pogłębione jeszcze przez brak wysokich
wież, które zostały celowo zburzone na rozkaz władz radzieckich.
Odrębny rozdział, którego współautorem jest Mikołaj Iwanow, zatytuło
wany został „Katolicy na terenie b. ZSRR". Rozważana jest tu przede
wszystkim kwestia liczebności katolików, wśród których zdecydowaną więk
szość stanowi ludność polskiego pochodzenia. Autorzy publikują tu ciekawe
materiały archiwalne, ukazując zarazem szerzej sytuację wyznaniową
w Związku Radzieckim. W rozdziale tym znalazła się fotografia słynnego
kościoła (tzw. czerwonego - z uwagi na charakterystyczny kolor cegły)
stojącego obecnie w centrum Mińska (s. 83). Podpis głosi, że jest to Kościół
św. Szymona i św. Heleny, podczas gdy oficjalna nazwa powinna brzmieć:
Kościół św. Symeona i św. Heleny.
Książkę Z. Winnickiego należy z pewnością uznać za cenną pozycję
odsłaniającą wiele kart z dziejów Polaków na Białorusi, jak też ukazującą
ich sytuację na początku lat dziewięćdziesiątych. Pisząc o efektach działania
„Straży Mogił Polskich na Wschodzie" autor ukazuje zarazem jeden ze
sposobów nawiązywania łączności z tamtejszymi Polakami, tworzenia po
mostu między nimi i mieszkańcami Polski. Mam jednak pewne zastrzeżenia
dotyczące układu pracy. Każdy z rozdziałów wydaje się tu żyć własnym
życiem, stanowi odrębną całość. Wprawdzie autor wyjaśnia, że „niniejszy
zbiór powstał jako tematyczne zestawienie nowych oraz wcześniej publiko
wanych tekstów" (s. 155), jednakże - moim zdaniem - wyjaśnienie to zostało
podane zbyt późno (powinno się ono znaleźć na początku pracy). Należało
by ponadto dodać kilka zdań wprowadzenia do każdego z rozdziałów, by
zebrać w zwartą całość wątki poruszane chociażby w sąsiadujących ze sobą
częściach książki. Brak takich łączników powoduje wrażenie przypadkowości.
Zabrakło też merytorycznego podsumowania całości, zdarzył się nawet błąd
ortograficzny (s. 132). Trudno poza tym uznać za bibliografię noszący tę nazwę
wykaz prac i źródeł archiwalnych podany w rozdziale pierwszym. Jest on
bowiem dalece niepełny (proponowałabym termin: Literatura).
W książce zamieszczony został natomiast ciekawy materiał ilustracyjny,
mający charakter dokumentu - zapisu chwili, zmieniły się bowiem władze
zarówno w Polsce, jak na Białorusi, zmieniły się też wyraźnie realia życia
w obydwu krajach.
Odrębny dział poświęcił autor omówieniu niektórych książek związa
nych tematycznie z głównymi treściami pracy. Część tę nazwano „Regał
358
RECENZJE I OMÓWIENIA
z książkami". Nie wiadomo jednak, czy omówienia te były już gdzieś druko
wane (jeśli tak, to gdzie).
Mimo pewnych braków technicznych, wynikających - jak przypuszczam
- z pośpiechu autora i chęci jak najszybszego podzielenia się z szerokim
kręgiem czytelników efektami prac, z których część opublikowano wcześniej
w mało znanych lub/i nisko nakładowych tytułach, książka ta stanie się
zapewne interesującą i cenną lekturą, choćby z uwagi na zamieszczone w niej
unikalne materiały archiwalne, po którą sięgnie wiele osób zainteresowanych
Kresami. Dolnośląskiemu Oddziałowi Stowarzyszenia „Wspólnota Polska"
należy życzyć kolejnych tytułów, w tym także udanej kontynuacji serii
Biblioteki Wschodniej pod redakq'a prof. Antoniego Kuczyńskiego.
Iwona Kabzińska
Leszek Dzięgiel, Lwów nie każdemu zdrów, Polskie Towarzystwo Ludo
znawcze, Wrocław 1991, ss. 372
Lwów jest ważnym elementem naszej tradycji, nie tylko narodowej, ale
często również rodzinnej. Jest to szczególna tradyq'a. Składają się na nią
zazwyczaj nostalgiczne opowiadania o czasach dawnej, przedwojennej świet
ności, o niepowtarzalnym klimacie i duchu, owym genius loci „nadpełtwiańskiego" grodu, będące swoistą podróżą sentymentalną do miejsc młodości,
do utraconej małej ojczyzny. Niekiedy jednak zabrzmi wśród nich groź
niejszy akord, dzieło naukowe lub relaq'a sięgająca do najbardziej drama
tycznego, ostatniego etapu istnienia wielonarodowego, wielowyznaniowego
i wielokulturowego, a zarazem jakże polskiego Lwowa.
Właśnie w tym drugim nurcie mieszczą się wspomnienia L. Dzięgla,
profesora Katedry Etnologii UJ, którego losy wojenne sprzęgły ze Lwowem,
wydane przez PTL z inicjatywy niestrudzonego założyciela i animatora
„Biblioteki Zesłańca" A. Kuczyńskiego. Wspomnienia L. Dzięgla są tekstem
szczególnego rodzaju. Zawierają opis niedoli wojennych lat we Lwowie,
zapamiętany przez kilkunastoletniego chłopca. Uwaga Autora skupia się na
opisie realiów codziennego życia, przyziemnych, wydawałoby się, proble
mów, które jednak w znacznym stopniu determinowały zachowania, po
stawy i nastroje mieszkańców miasta.
W wielu wspomnieniach, pisanych po latach, poruszane są jakże często
sprawy ogólne, ważne z punktu widzenia losów całej zbiorowości, narodu,
umykają w nich z pola widzenia natomiast te nieistotne, niewiele znaczące
z pozoru problemy dnia powszedniego. Pisze się o terrorze i oporze a zapomina
o tym, że aby walczyć trzeba było najpierw żyć. We Lwowie w okresie П wojny
światowej równie groźna i przerażająca dla ludności polskiej była zarówno
obawa przed wywiezieniem, aresztowaniem czy nawet śmiercią z ręki okupan
tów (lub z ręki sąsiada Ukraińca), jak i wizja śmierci głodowej, konieczność
RECENZJE I OMÓWIENIA
359
nieustannej, wyczerpującej walki o zdobycie żywności, odzieży, opału, lekarstw.
Wspomnienia L. Dzięgla nie zawierają jednostronnej, jedynie heroicznej wizji
trudnych czasów. Autor opisuje i charakteryzuje fragment rzeczywistości często
pomijany jako (ale tylko dla piszących) zbyt oczywisty i nazbyt trywialny.
A przecież w przeważającej większości polskich domów to właśnie codzienne
kłopoty, a nie kwestie ogólne, problemy światowej lub europejskiej polityki
i wielkiej strategii, były głównym przedmiotem troski.
L. Dzięgiel wplótł w tok wspomnieniowej narracji fragmenty prowa
dzonego w okresie wojny dziennika. Możliwość wykorzystania zapisów
198-stronicowego dziennika wyraźnie podniosła walor autentyczności i wiarogodności opisywanych faktów. Ułatwił on Autorowi rekonstrukcję po
latach szeregu wydarzeń. Jednak, jak zaznacza we „Wstępie", notatki
w dzienniku - odczytywane rodzinie - stanowiły wersję „oficjalną", złago
dzoną, ocenzurowaną. Wiele zdarzeń, które nie mogły zostać odnotowane,
zachowało się w pamięci Autora i trafiło dopiero do jego wspomnień.
Niektóre sprawy doczekały się pogłębionej refleksji z perspektywy lat.
L. Dzięgiel niezwykle ciekawie opisuje środowisko, w którym przez pra
wie 6 lat żył i dorastał. A przyszło żyć Autorowi na opiewanym wielokrotnie
i stanowiącym już nierozerwalną część mitu Lwowa Łyczakowie. Wizja jego
różni się jednak pod wieloma względami od tej powszechnie dominującej.
„Batiarnia" łyczakowska nie składała się tylko, a nawet nie przede wszyst
kim, z chłopców takich jak L. Dzięgiel, A. Hollanek, czy W. Szolginia, była
to autentyczna „batiarnia" w pierwotnym tego słowa znaczeniu. Był tu
reprezentowany prawdziwy przekrój społeczeństwa od zwykłych chuliganów
i łobuziaków z przedmieścia, którzy nie stronili od wchodzenia w podejrzane
interesy handlowe z okupantem, po ludzi takich, jak zapamiętany przez
L. Dzięgla „Kajo" (Kazimierz) Berdak, więziony przez NKWD, cudem
uratowany z masakry na Brygidkach, żołnierz AK, aresztowany, bestialsko
torturowany i powieszony publicznie przez oprawców z Gestapo.
Wspomnienia zawierają mnóstwo interesujących, bezcennych często szcze
gółów i informacji - od spraw okupacyjnego menu, sposobów zdobywania
żywności i opału, poprzez opis świata młodego chłopca - rozrywek jego i jego
rówieśników, po opis pierwszych „intelektualnych" fascynacji, lektur, zaintere
sowań „naukowych" i „archiwalnych". Szczególnie cenną jest możliwość
porównania warunków życia w trzech różnych okresach - pod pierwszą
okupacją sowiecką, w latach okupacji niemieckiej i pod „drugimi sowietami".
Niemniej zajmujące są te strony wspomnień, na których Autor opisuje
swoje doświadczenia szkolne, zarówno ze szkoły radzieckiej, jak i szkoły
polskiej pod okupacją niemiecką oraz tajnych kompletów. Charakteryzując
nastroje L. Dzięgiel sporo miejsca poświęcił relacjom polsko-ukraińskim
i stosunkowi Polaków, mieszkańców Lwowa, do Żydów.
Ostatnia część wspomnień dotyczy lat 1945-1948, pobytu na Górnym
Śląsku, z którego autor wyjechał do Lwowa w 1939 r. L. Dzięgiel przedstawił
obraz skomplikowanych pierwszych powojennych lat, widziany oczyma ucznia
360
RECENZJE I OMÓWIENIA
gimnazjum. Porusza w nim problemy istotne i kwestie tak wówczas aktualne na
Śląsku, jak stosunek przybyszów z innych terenów Polski,wysiedleńców
z Kresów Wschodnich do„ziem odzyskanych" i ich relacje z miejsową
ludnością. Wiele miejsca zajmuje opis realiów życia codziennego, powszednich
trosk i radości. Ten fragment wspomnień wyraźnie dowodzi, jak bardzo
odbiegała lansowana usilnie przez propagandę i wypełniającą funkqe propagan
dowe dworską historiografię, optymistyczna wizja lat powojennych od przeży
wanej i zapamiętanej przez ludzi rzeczywistości. Rzekoma radość i entuzjazm
dla nowych władz była jedynie elementem kreowanego świata przedstawień,
a ulga odczuwana po zakończeniu okupaqi niemieckiej była (nie tylko na
Śląsku) tłumiona przez represje aparatu bezpieczeństwa, zachowanie zdobyw
ców, nędzę codziennej egzystencji, bezpardonową walkę polityczną.
Wspomnienia L. Dzięgla zamyka, jako swoista klamra, relacja z wyjazdu
do Lwowa w 1990 r. Podróż ta, będąca swego rodzaju powrotem po latach
do świata dzieciństwa i młodości, jest zarazem próbą szukania pozostałości
polskiego Lwowa, który w znacznej mierze przeszedł jednak do historii - nie
tylko wskutek wyjazdu ludzi tam mieszkających i tworzących jego oblicze,
ale także na skutek zniszczenia lub zrujnowania wielu charakterystycznych
lwowskich budowli i zakątków. L. Dzięgiel ukazuje współczesne oblicze
zaniedbanego miasta, które straciło wiele ze swojego dawnego uroku i czaru,
w momencie kolejnego przełomu politycznego, gdy radziecki Lwów zaczyna
się przekształcać w Lwów już ukraiński.
Nieprzypadkowo na tytuł wspomnień z dramatycznych lat I I wojny
światowej zostało wybrane przez L. Dzięgla lwowskie porzekadło „Lwów
nie każdemu zdrów". Choć doświadczenia Autora nie były jednoznacznie
negatywne, wyraźnie dostrzec można, że jego wizja jest bardziej krytyczna
od wspomnień rdzennych Lwowian. Nuta sympatii nie wpłynęła na ostrość
spojrzenia i oceny. A niestety, wśród wielu osobistych tekstów z Kresów
Wschodnich kojący i mitygujący wpływ nostalgii i upływającego czasu na
obraz wydarzeń jest niekiedy aż nadto widoczny.
Wspomnienia L. Dzięgla są ogromną skarbnicą wiedzy o codziennym
życiu mieszkańców Lwowa podczas ostatniej wojny. Będąc jednak nie
ocenionej wartości „źródłem" historycznym, pozostają na szczęście także
znakomicie, barwnie i żywo napisaną książką, nie tylko do „badania" ale
przede wszystkim do czytania.
Grzegorz Hryciuk
Grzegorz Hryciuk, „Gazeta Lwowska" 1941-1944, Wrocław 1992, Wydaw
nictwo Uniwersytetu Wrocławskiego, Historia LXXXIX, ss. 160, streszcz. ang.
Praca Grzegorza Hryciuka na temat wydawanej przez okupanta niemie
ckiego gazety codziennej we Lwowie jest tylko z pozoru studium historyczno-prasoznawczym. W rzeczywistości ta praktycznie nieznana etnologom polskim
RECENZJE I OMÓWIENIA
361
książeczka zawiera mnóstwo cennych informacji obyczajowych z codziennego
życia Polaków, zamieszkałych w czasie I I wojny światowej w Małopolsce
Wschodniej i jej stolicy.
Autor wykorzystał niemal wszystkie numery wydawanej w latach
1941-1944 „Gazety Lwowskiej", znajdujące się w zbiorach Zakładu Naro
dowego „Ossolineum" we Wrocławiu. Pozwoliło mu to na drobiazgową
analizę oblicza pisma „gadzinowego" przeznaczonego dla polskojęzycznych
mieszkańców „Dystryktu Galicyjskiego". Jak dowiadujemy się ze wstępnego
rozdziału, problematyka „gadzinowej" prasy okupacyjnej podejmowana
była po wojnie wielokrotnie. Tym niemniej przypadek „Gazety Lwowskiej"
nie doczekał się wcześniej właściwego opracowania.
W rozdziale pierwszym Hryciuk szkicuje politykę informacyjną okupan
ta niemieckiego w Generalnej Guberni w latach 1939-1945. Przedstawia
meandry socjotechników narodowo-socjalistycznego aparatu propagandy.
Linia postępowania hitlerowskich propagandzistów wiła się między dyrek
tywami utrzymywania Polaków w niedorozwoju cywilizacyjnym a wymoga
mi kształtowania opinii zgodnie z interesami I I I Rzeszy. Poznajemy więc
rozbudowywany aparat niemieckiej propagandy i głównych jego animato
rów, a także pozyskiwanych do współpracy Polaków. Autor omawianego
studium kreśli zarazem galerię tytułów czasopism, wydawanych przez
okupanta w różnych miastach GG. Hryciuk wzmiankuje także krótko parę
periodyków w swoim przeznaczeniu dywersyjnych, imitujących prasę kon
spiracyjną i realizujących tajny plan „Berta".
W rozdziale drugim dowiadujemy się o charakterystycznych nastrojach
antypolskich, jakie zaczęła głosić wydawana tuż po wkroczeniu do Lwowa
Niemców ukraińska gazeta „Ukraiński Szczodenni Wisti", nawołująca do
zemsty na Polakach. Wcielenie przez I I I Rzeszę „Galicji" do GG położyło
kres nadziejom na utworzenie Wielkiej Ukrainy i zarazem chwilowo roz
ładowało napięcie w tej części okupowanych obszarów. Równocześnie zary
sował się charakterystyczny brak konsekwencji państwa hitlerowskiego wo
bec potencjalnych sojuszników w konflikcie zbrojnym ze Związkiem Sowie
ckim, jeszcze drastyczniej manifestowany później na obszarach Rosji. Tak
czy owak przejawem ambiwalentnej polityki etnicznej Niemców było wyda
wanie również i we Lwowie „gadzinowego" pisma codziennego dla Pola
ków, obok zresztą publikowanej po ukraińsku gazety „Lwiwśki Wisti".
Generalnie rzecz biorąc, podobnie jak w pozostałych okupacyjnych czaso
pismach, ster redakcji dzierżyli Niemcy lub związani z przedwojennym
dziennikarstwem polskim folksdojcze, a polscy współpracownicy byli tylko
wykonawcami ich poleceń. Chodziło o wpajanie nastrojów niewiary we
własne siły, zwątpienia w możliwość odmiany na lepsze i utwierdzanie obra
zu niezwyciężonej armii niemieckiej, broniącej cywilizacji europejskiej.
Tragiczne lata okupacji sowieckiej Lwowa w okresie od 1939 do 1941
stanowiły żelazny repertuar antybolszewickiej publicystyki „Gazety Lwow
skiej" przez wiele miesięcy. Równocześnie starano się utwierdzić czytelników
362
RECENZJE I OMÓWIENIA
w mniemaniu, że teraz, pod skrzydłami Wehrmachtu i niemieckiej administracji
okupacyjnej, nareszcie Lwów „wraca do Europy". Usiłowano nawiązywać do
żywych jeszcze wspomnień ustabilizowanych stosunków cywilizacyjnych „Gali
cji i Lodomerii" z okresu autonomicznego przed I wojną światową.
Dużo miejsca poświęca Hryciuk Stanisławowi Wasylewskiemu, czoło
wemu współredaktorowi „Gazety Lwowskiej", odpowiedzialnemu przede
wszystkim za dział kulturalny pisma. Przedwojenna działalność publicy
styczna Wasylewskiego w Poznaniu oraz jego okupacyjna karta pracy kon
spiracyjnej w kontrwywiadzie lwowskiego A K stawia tę postać poza podej
rzeniami o kolaborację. Wasylewski został, jak wiadomo, całkowicie zreha
bilitowany w czasie procesu sądowego po wojnie. To właśnie jemu za
wdzięczała „Gazeta Lwowska" cechy odróżniające to pismo od szeregu
innych wydawnictw „gadzinowych". Skąpe szczegóły z biografii dziennika
rza pozwalają zrozumieć osobistą tragedię Wasylewskiego mimo sądowej
rehabilitacji.
Można żałować, że G. Hryciuk nie usiłował chociażby w sposób skrótowy
przedstawić dalszych, powojennych losów ludzi związanych z Wasylewskim
i „Gazetą Lwowską". W ogóle dzieje nielicznych Polaków, którzy otarli się co
najmniej o kolaboraqe z hitlerowskim okupantem to temat zadziwiająco skąpo
omawiany w istnej lawinie pookupacyjnego piśmiennictwa.
„Sprawa polska" to trzeci rozdział rozprawy Hryciuka. Autor wyróżnia
tu dwa okresy. Pierwszy, między wrześniem 1941 a lutym 1942, miał uraczyć
czytelnika ponurym obrazem państwa polskiego okresu międzywojennego.
„Judeo-Polski", którą przy pozorach niepodległości całkowicie rządzili Ży
dzi wespół z masonami i międzynarodową plutokracją. Ten bezsensowny
twór polityczny sam sobie zgotował haniebny koniec. W drugim okresie,
poczynając od wiosny 1943, ton zmienił się z arogancko-pogardliwego na
nieszczerze współczujący. Znajdujące się w stałym odwrocie na wschodzie
armie niemieckie miały teraz bronić sprzedanych Stalinowi przez Zachód
biednych Polaków przed nadchodzącym barbarzyństwem „czerwonego
Dżyngis Chana". W gruncie rzeczy jednak nie pojawiały się w tej drugiej
fazie jakiekolwiek wyraźniejsze propozycje czynnego współdziałania okupo
wanej ludności polskiej z „niemieckimi obrońcami". Hasło tworzenia lwow
skiej ochtoniczej straży obywatelskiej tuż przed ponownym wkroczeniem
Armii Czerwonej do miasta było pomysłem, którego przypuszczalnie nawet
niemieccy mocodawcy nie traktowali poważnie.
W czwartym rozdziale autor zajmuje się obszernie propagandą antysemicką
i antysowiecką. Zarzucano więc społeczeństwu polskiemu „brak konsekwencji
w antysemityzmie", przejawiający się w „nadmiernej pobłażliwości". Mnożyły
się pogróżki wobec „Polaków-żydolubów" i ich „cielęcej delikatności". W owej
publicystyce posługiwano się chętnie obiegowymi stereotypami i sięgano do
argumentów z nader odległych epok. Charakterystyczne, że w roku 1943, gdy
wymordowano zamkniętą w lwowskim getcie ludność żydowską Lwowa,
propaganda antysemicka zniknęła z łamów „Gazety Lwowskiej".
RECENZJE I OMÓWIENIA
363
Zbrodnie systemu stalinowskiego, jakich dopuścił się on w Małopolsce
Wschodniej w stosunkowo krótkim okresie 1939-1941 służyły jako jeden
z zasadniczych argumentów propagandy antysowieckiej. Drugim, ważnym
elementem tej kampanii stał się Katyń. Trzecim wreszcie fakt oddania naro
dów Europy Środkowej do dyspozycji nacierających armii Stalina. Autor
opracowania zwraca uwagę na bardzo prymitywne formy polemiki z komu
nizmem jako takim, bez analizy owego systemu. W gruncie rzeczy nie
chodziło o wzbudzenie w czytelniku polskim głębszej refleksji nad zwal
czającymi się ideologiami. Również po początkowych, krótkotrwałych
próbach nie usiłowano upowszechniać w „Galicji" zasad ustroju narodowo-socjalistycznego, ograniczając się do drukowania przemówień Hitlera.
Najciekawszy z punktu widzenia badacza-etnologa wydaje się rozdział
piąty, zatytułowany „Dzień powszedni Lwowa pod okupacją niemiecką".
Hryciuk zamieszcza w nim m.in. tabelę oficjalnych miesięcznych przydzia
łów kartkowych żywności na osobę. Zjawisko głodzenia ludności miast
rysuje się tu dobitnie i konkretnie. W komentarzu autor zaznacza, że te
nominalne przydziały nie zawsze można było w danym miesiącu wykupić.
Pod sklepami ustawiały się kilometrowe kolejki w oczekiwaniu na przywóz
towaru. Hryciuk pisze o coraz powszechniejszym zjawisku kradzieży kartek
żywnościowych, a także dokumentów, które same w sobie stawały się cen
nym towarem w nielegalnym obiegu. Dział ogłoszeń „Gazety" zawiera więc
nierzadko rozpaczliwe apele do „uczciwego złodzieja", który przywłaszczył
sobie portmonetkę wraz z bezcennymi kartkami żywnościowymi...
Na podstawie publicystyki „Gazety" dowiadujemy się o próbach zapobiega
nia kryzysowi żywnościowemu. A więc czytamy wywody na temat pożytecznej
hodowli królików i kóz, a także apele o zakładanie ogródków działkowych na
nieużytkach. Koresponduje to zresztą z analogicznymi sytuacjami i posunięcia
mi administracji okupacyjnej w innych miastach Polski i Europy, w Warszawie,
Paryżu czy Brukseli. Identycznym trudnościom co ówcześni paryżanie, czy
mieszkańcy Oslo lub Kopenhagi musieli stawiać czoła lwowianie w obliczu
braku obuwia i odzieży, opału i niejednokrotnie dachu nad głową. „Gazeta
Lwowska" zamieszcza więc praktyczne porady jak przerabiać starą odzież.
Nieszczerze biada nad masową wycinką okolicznych lasów i zarośli, a za głód
mieszkaniowy obwinia „rządy bolszewików" i działania „spekulantów".
Dowiadujemy się także, iż większość lwowskich lekarzy-specjalistów zo
stała zamknięta w getcie, a groźbę epidemii tyfusu plamistego usiłuje zażeg
nać niemiecki Instytut Behringa. Szkolnictwo dostępne dla Polaków wy
profilowane zostało po okupacyjnej reformie tak, by „sprostało celom prak
tycznym". Ciekawe, że sumiennej analizie Hryciuka umknęły ciepłe w tonie
artykuły na temat przymusowego poboru polskiej młodzieży do niemieckiej
służby budowlanej „Baudienst".
Ubogie życie kulturalne Polaków okupowanego Lwowa płynęło w cieniu
ukraińskiego i niemieckiego. Główną formą rozrywki miał być film, przy
czym dla ludności polskiej dostępnych było 6 kin. Wyświetlano w nich do
364
RECENZJE I OMÓWIENIA
pewnego momentu polskie filmy przedwojenne, by następnie zastąpić je
niemieckimi. Mimo zakazów uczęszczania do kina, kolportowanych przez
polską prasę podziemną, frekwencja na seansach bywała do ostatka wysoka.
Odmawiając polskim mieszkańcom Lwowa prawa do utworzenia włas
nego teatru, okupant urządzał wystawy objazdowe, jak chociażby okrzycza
na ekspozycja „Cud życia" z Muzeum Higieny w Dreźnie, czy propagan
dową „Światową zarazę żydowską". Uwadze Hryciuka umknęły szeroko
reklamowane w prasie „gadzinowej" występy niemieckiej trupy linoskocz
ków, organizowane na lwowskim rynku. Odnotował natomiast fakt, że tylko
raz zezwolono na występ polskich piłkarzy, rezerwując ten rodzaj widowisk
sportowych wyłącznie dla zawodników ukraińskich.
Nędza okupacyjna tysięcy lwowian, podobnie zresztą jak trwający terror
policyjny, nie gościły na łamach okupacyjnej prasy urzędowej. Obraz „Gali
cji" odbiegał jaskrawo od rzeczywistości. W pewnym momencie wstrzymano
nawet druk nekrologów, świadczących wyraźnie o tym, że zmarli padli
ofiarą mordów ze strony band ukraińskich. Z drugiej strony redaktorzy
„Gazety" udzielali miejsca akcjom charytatywnym Polskiego Komitetu
Opiekuńczego, przyczyniając się nieraz do popularyzacji tych przedsięwzięć.
Praca i jej kult miały być ważnym elementem swoistej pedagogiki spo
łecznej, narzuconej gazecie przez okupanta. Użalano się nieszczerze nad
plagą bezrobocia w mieście i regionie, by już niebawem zaproponować
radykalny program rozwiązania tej bolączki: wyjazd do pracy w Rzeszy!
Jedynie chyba w tym nurcie działań okupanta w roku 1943 padają zdania
pojednawcze pod adresem lwowian: „Zapomnijmy o tym co było. Będziemy
ze sobą współpracować". Fakty przeczą szczerości owych wypowiedzi.
Bazarowe oszustwa, spekulacja, wybryki zdemoralizowanych uliczników,
a wreszcie kontrolowana przez Policję Kryminalną prostytucja z rzadka były
tematami poruszanymi w „Gazecie". Hryciuk nie zwrócił w swoim studium
uwagi na osobliwe nagłaśnianie afery francuskiego lekarza-zwyrodnialca,
niejakiego Petiot, który zwabiał do swego gabinetu ukrywających się pary
skich Żydów, mordując ich następnie w sadystyczny sposób i grabiąc z mie
nia. Dziennik lwowski rozpisywał się o tym szczegółowo i z nieszczerym
oburzeniem, gdy równocześnie władze niemieckie przygotowywały masową
rzeź miejscowych Żydów, zamkniętych w getcie...
Niepewność jutra, rosnąca w miarę zbliżania się frontu do Lwowa, rodziła
wzrost praktyk religijnych, co dziennik odnotowywał sumiennie. Równocześnie
trwała koniunktura na usługi wszelkiego rodzaju wróżbitów, ogłaszających się
w „Gazecie Lwowskiej". W obliczu nadchodzącej armii sowieckiej raz jeszcze
ujawniała się chwiejna postawa okupanta. W roku 1944 uporczywie usiłowano
przeciwdziałać nastrojom paniki wśród mieszkańców miasta, z braku sensowniejszych argumentów zalecając szukania pociechy w... beztroskiej piosence
ulicznej. Nagle jednak postanowiono pozbyć się części ludności polskiej
z miasta, oferując „pociągi ewakuacyjne" do Krakowa. Zachwalano wygodę
podróży i roztropność tych, co „czasowo" postanowili przeczekać trudny okres
r
365
RECENZJE I OMÓWIENIA
militarnego kryzysu w zachodnich połaciach Generalnej Gubernii. Autor
omawianej książki nie informuje nas, niestety, ilu ówczesnych lwowian zdecy
dowało się na opuszczenie miasta. Osobiście pamiętam kawały na temat tanich
futer szytych w Krakowie ze lwowskich tchórzów, najprawdopodobniej
kolportowane przez lwowskie AK. Część z prac Hteracko-wspomnieniowych na
temat Lwowa czasów ostatniej wojny wyszła zresztą spod pióra ludzi, którzy
właśnie wtedy, w obliczu nadchodzącego frontu, opuścili miasto. Dla nich
polski, wojenny Lwów skończył się zatem w roku 1944, podczas gdy w rzeczy
wistości trzon ludności polskiej tego miasta przeżyć musiał powrót władzy
sowieckiej ze wszystkimi jego konsekwencjami.
Szósty i ostatni zarazem rozdział książki Hryciuka traktuje o problema
tyce kulturalnej, choć autor poświęcił jej niemało miejsca także w rozdziale
piątym. Obok miernych utworów pióra trzeciorzędnych poetów i prozaików
współpracujących z „gadzinówką", pod koniec niemieckiej okupacji decydo
wano się na zamieszczanie w „Gazecie Lwowskiej" fragmentów klasyków
literatury polskiej. Rozbudowywano dział historyczno-krajoznawczy, popu
laryzujący dzieje cywilizacji polskiej we Lwowie i w całym regionie. Coraz
częstsze stawały się akcenty tradycji walk z dawnymi najazdami ze wschodu
i aluzje do jedności z zachodnią cywilizacją. Nieśmiałe nuty pojednania
z Ukraińcami miały koić nastroje wywołane rzeziami Polaków na Wołyniu
i Podolu. Aluzje te wspierano elementami rehgijnymi. Brak miejsca nie
pozwala na szerszą analizę tych aspektów działalności „Gazety", chociaż to
właśnie one przyczyniły się walnie po wojnie do rehabilitacji Wasylewskiego.
W zakończeniu Hryciuk przedstawia ewolucję oceny pracy Polaków
w „Gazecie Lwowskiej" przez ówczesne polskie władze podziemne. Ogólny
bilans oddziaływania na polskie społeczeństwo okupowanych Kresów
Wschodnich ocenia dodatnio, mimo ewidentnie manipulacyjnych, propa
gandowych celów, jakim przyświecała idea wydawania „gadzinówki".
Praca Hryciuka jest rozprawą magisterską i jako taka musi budzić sza
cunek swoją rzetelnością oraz obfitością materiału informacyjnego, usyste
matyzowanego logicznie i przejrzyście. Dla badacza życia codziennego
i kultury Polaków ery okupacyjnej wydaje się nieodzowna. Można mieć
nadzieję, że w przyszłości doczekamy się podobnej analizy wydawanego we
Lwowie przez władze sowieckie „Czerwonego Sztandaru", zarówno w okre
sie 1939-1941 jak i po roku 1944.
Leszek Dzięgiel
Jacques Heers, Święta głupców i karnawały, Oficyna Wydawnicza Volumen,
Wydawnictwo Marabut, Warszawa 1995, ss. 224
Znany historyk francuski podjął się trudnego zadania uporządkowania
pojęciowego wiedzy o różnych świętach obchodzonych czy to z inicjatywy
możnych, czy też z oddolnego zapotrzebowania społecznego. Bibliografia
366
RECENZJE I OMÓWIENIA
odnosząca się nieraz do szczegółowych opisów tych świat była obfita. Grze
szyła ona jednak dość uproszczoną interpretacją tych zjawisk społecznych
i dotyczyła różnych krajów zachodniej Europy. Autor opublikował już
w 1971 г., wznowioną w 1982 г., książkę o średniowiecznych świętach, grach
i zapasach rycerskich w Europie zachodniej. Tu jednak uwzględnił daleko
szersze zagadnienie zabaw ludowych, określanych ogólnie mianem świąt
głupców i , organizowanych przez warstwy wyższe, karanawałów. Autor nie
uległ uproszczonej wizji zagadnienia, że z okresem znikania świąt głupców
u progu ery nowożytnej zaczęto się wyżywać w inscenizowaniu karnawałów.
„Święto kleryków utrzymuje się, przynajmniej na północy Francji, aż do
pierwszych dziesięcioleci X V I I wieku; karnawał, w Italii na przykład, ale
również w Niemczech, sięga korzeniami czasów bardzo odległych, do często
kroć bardzo starych świąt, w każdym razie odnajdujemy go w pełni roz
kwitu w Rzymie i innych dużych miastach włoskich w XIV wieku" (s. 210).
Autor uważa, że należy odrzucić pojęcie średniowiecznego święta w od
niesieniu do pokazów głupców, czyli odwrócenia ról społecznych funk
cjonujących w społeczeństwach miejskich.
Oba te typy zabaw i pokazów urządzano w miastach. Ludność wiejska
stawała się głównie widzami, jakkolwiek w świętach głupców stawała się
także raczej przedmiotem kpiny aniżeli ostrej drwiny. Niezdarnego i zahuka
nego chłopa przeciwstawiano sprytnemu przedstawicielowi biedoty miej
skiej. Ośmieszać należało przede wszystkim tych możnych, z którymi orga
nizująca święta głupców młodzież stykała się na co dzień, a więc duchow
nych różnych kategorii i zamożnych świeckich, głównie przedstawicieli
władz miejskich. Wieśniak nie był ani obcym, odmieńcem, ani szczególnie
śmieszną postacią. Dopiero w fantastycznych postaciach karnawałowych
z końca XV w. wieśniak tańczy z Maurem, obaj w ustalonych tradycją
maskach: „Oblicze wieśniaka odzwierciedla ten rodzaj pogardy czy przy
najmniej dobrotliwego rozbawienia, jakie mieszkańcy miast, nawet ci naj
prostsi, z ulicy, odczuwają wobec prostaków ze wsi: rysy z grubsza ciosane,
włosy zmierzwione, ubranie niezbyt zadbane, buty wielgachne, wysokie,
całość utrzymana w nader żywych kolorach, niekiedy tych tradycyjnie za
strzeżonych dla głupców i błaznów". Towarzyszący wieśniakowi Maur nosił
czarną maskę i miał kędzierzawą czuprynę (s. 168).
Szczegółowa analiza charakteru świąt głupców ukazuje skomplikowane
korzenie tych zabaw. W głębszej warstwie chodzi o odwrócenie ról społecz
nych, kilkudniowe zwycięstwo słabych, ubogich, maluczkich a także dzieci.
Zarazem jednak kościół katolicki odegrał niemałą rolę w ich inscenizacji.
Chcąc przyciągnąć wiernych do świątyń organizowano procesje, tańce,
przedstawienia sakralne, całe dramaty liturgiczne. Związane one były ze
świętami religijnymi, głównie zimowymi, pomiędzy Bożym Narodzeniem
a świętem Trzech Króli, lecz także w okresie karnawału i święta wiosny.
Dochodziło do świąt „na opak", gdy duchowni, nawet dostojni kanonicy,
stawali się na ten krótki okres błaznami ludu, zdarzało się wyśmiewanie
RECENZJE I OMÓWIENIA
367
obrządków religijnych, wybierano papieża głupców. Te ekscesy doprowadzi
ły do surowych zakazów i usunięcia nawet dziecinnych rozrywek młodych
ministrantów inscenizowanych w obrębie zabudowań kościelnych i cmen
tarzy. Jednakże w początkowym okresie to odwrócenie ról na jeden lub
kilka dni pozwalało na pośmianie się z możnych i przyczyniało się do
rozładowywania napięć społecznych.
Autor zwalcza przekonanie o ignorowaniu i zaniedbywaniu dzieci w okre
sie średniowiecza. Podkreśla znaczenie chrztu, wprowadzenia dziecka w społe
czeństwo, jako symbolu niewinności. Zarazem instytucje charytatywne spra
wowały skuteczniejszą nieraz ochronę porzuconych dzieci aniżeli w później
szym okresie. Święta Bożego Narodzenia czy Niewiniątek stawały się pretek
stem do zabaw kościelnych, w których brały udział dzieci wychowywane
w przytułkach przy kapitułach. Bardziej złożone jest zagadnienie święta
maluczkich. Tu wyśmiewano głupców, czyli debilów, chorych psychicznie
a także ludzi obciążonych poważniejszym kalectwem fizycznym. Obłąkani byli
niekiedy uważani w dawnych społecznościach za naznaczonych piętnem
nadprzyrodzonym. Dotyczyło to jednak raczej jasnowidzów. Natomiast w za
bawach święta głupców czy osła wszelkie odchylenia od normalności były
nieraz traktowane jednakowo. Statek głupców, który miał ich wywieść na
dożywotnie wygnanie, nie mieścił tylko obłąkanych lecz także ludzi obciążo
nych różnymi przywarami, maniami i śmiesznostkami. Wyszydzano ich nieraz
bezlitośnie. Tylko umiejący błaznować cieszyli się społecznym uznaniem.
Jednak i oni byli napiętnowani odpowiednim ubiorem. Zarazem ludzie
o niespotykanym wyglądzie, określani jako „dzicy", występowali w pierw
szych szeregach pochodów i maskarad. Inny charakter miały widowiskowe
występy goliardów czyli wagabundów, cieszące społeczności miejskie i wiejskie
w ciągu całego roku niewymyślnymi przedstawieniami. Te spontaniczne
pochody związane ze świętami głupców podkreślały wszelkie inności uważane
za śmieszne w danym społeczeństwie. Otwierało się pole do wyszydzania
odrębności etnicznych, zwłaszcza znanych wszystkim Żydów, ale też bardziej
egzotycznych Maurów, Murzynów i później Indian.
Korowody i karnawały były zorganizowaną formą rozrywki. Zamiast
duchownych organizowali je świeccy, np. bractwa i towarzystwa literackie,
różne kompanie. Zdarzające się zakłócenia porządku społecznego, zarówno
bójki i zamieszki, jak zbyt otwarta krytyka władz, doprowadzały do zakazu
tych zabaw. Miasta stawały się gwarantem i strażnikiem uporządkowanych
a nawet moralizujących zabaw. Autor stwierdza, że ludowe początkowo
karnawały zostały skonfiskowane. Zamiast kontestacji święta zaczęły glory
fikować ludzi i całe grupy sprawujące władze. Defilady na wozach ukazy
wały w okresie baroku alegorie i moralizujące pouczenia. Były to już święta
mędrców, a nie głupców, często arystokratyczne święta dworu.
Autor dokonał ogromnego wysiłku w sensie pojęciowego uporządkowa
nia barwnych opisów materiałowych. Odczuwa się jednak brak rozróż
nień charakteru tych świąt i czasu ich trwania w różnych krajach. Widać
368
RECENZJE I OMÓWIENIA
szczególną ostrość antykościelnych drwin w południowej Francji. Niemie
ckie przepisy miejskie są świadectwem zamiłowania do porządku. W sumie
jednak w omawianej książce zaciera się olbrzymia różnorodność tych ludo
wych czy miejskich zabaw, a dążenie do uogólnień ujednoliciło zbyt mocno
różnorodność związaną z charakterem narodowym. Odczuwa się brak po
dobnego syntetycznego opracowania zabaw, jakie odbywały się w środkowej
Europie. Nie sprzyjała im silna władza państwowa a także ostrzejsze wymogi
porządkowe władz miejskich. Jednakże szlacheckie zabawy Rzeczypospolitej
Babińskiej, podobnie jak bogata Uter atura sowizdrzalska, mogłyby tu do
starczyć porównawczego materiału. Na Zachodzie absolutyzm i bardziej
czujna po okresie reformacji władza kościelna ukróciły te jedynie z pozoru
niewinne zabawy. W środkowej Europie miasta były słabsze a rządy szlachty
nie lubiły krytyki choćby słabej władzy. Wielkie widowiska barokowe były
jednak przez nią organizowane. Zagadnienia te wymagają bUższego zbada
nia sytuacji w naszej części Europy.
Irena Turnau
Karol Daniel Kadłubiec, Górniczy śmiech (komizm ludowy pogranicza czesko-polskiego), BibUoteka „Literatury Ludowej", t. 1, Czesław Hernas (red.),
Wrocław 1995, ss. 307
Książka D.K. Kadłubca ukazała się w ramach nowej serii Biblioteka
„Literatury Ludowej", której patronuje Polskie Towarzystwo Ludoznawcze.
Zanim przejdę do jej omówienia wypada powiedzieć kilka słów o samej serii.
Powstała ona z inspiracji prof. Czesława Hernasa - wieloletniego Redaktora
„Literatury Ludowej". Na łamach tego czasopisma już kilkakrotnie, obok
artykułów i rozpraw publikowano również prace zwarte (np. R. 12-15, 34),
wiązało się to jednak z koniecznością rezygnacji z wydawania kolejnych
zeszytów. To właśnie brak odrębnej serii poświęconej badaniom wychodzą
cym poza tradycyjne rozumienie folkloru, promującej teksty traktujące
o współczesnych jego przejawach i konieczność odciążenia czasopisma legły
u podstaw powołania do życia Biblioteki „Literatury Ludowej". Nieprzy
padkowo nową serię otwiera praca Karola D. Kadłubca, badacza od lat
zajmującego się problematyką Śląska Cieszyńskiego, poświęcona problema
tyce komizmu ludowego pogranicza czesko-polskiego, napisana na podsta
wie współczesnej prozy ludowej, anegdoty i kawału. Książka składa się
z dwóch części: tekstów źródłowych pochodzących z badań terenowych
prowadzonych na Zaolziu, zwłaszcza na obszarach zagłębiowskich, oraz
warstwy teoretyczno-anaUtycznej. Wyniki badań mogą być uznane za repre
zentatywne, ponad 1450 tekstów (z tego w książce zamieszczono 185) zebra
no bowiem w miejscu ich funkcjonowania w obiegu pierwotnym. Autor
podkreśla przy tym, że konsekwencją przyjętej techniki badawczej była łańcuchowość procesu folklorystycznego polegająca na „powstawaniu makro-
RECENZJE I OMÓWIENIA
369
struktur fabularnych, wielosegmentowych ciągów narracyjnych, których
łącznikiem jest bardzo często postać, typ bohatera, rzadziej tematyka czy
gatunkowość" (s. 10-12). Doskonale zdając sobie sprawę z problemu inter
ferencji gatunkowych, konieczności systemowego podejścia do badań nad
prozą ludową K.D. Kadłubiec wybrał za przedmiot analizy angedotę i ka
wał. Dokonanie takiego zabiegu motywuje następująco: „1 - nie sposób
ogarnąć w jednym tomie całości folkloru narracyjnego, 2 - kawały i anegdo
ty są obecnie [...] najproduktywniejszym, a zatem najbardziej reprezentatyw
nym gatunkiem prozy ludowej, szczególnie w środowiskach uprzemysłowio
nych, toteż mają dla nich podstawowe znaczenie także w zakresie śledzenia
relacji sub- lub interetnicznych" (s. 17). Autor zrezygnował również z trady
cyjnego, tematycznego układu zebranego materiału na rzecz układu według
miejscowości, aby w ten sposób przedstawić chronologię badań, lokalny
zasób, specyfikę i profil gatunku oraz procesy folklorotwórcze, chociaż, jak
sam przyznaje, nie zawsze i nie do końca było to możliwe. Precyzując pojęcie
folkloru górniczego uzasadnia również jego syntetyczny charakter, omawia
procesy adaptacji i asymilacji wątków. Wiele uwagi poświęca cechom komi
zmu północnocieszyńskiego w kontekście problemów interetniczych, wska
zując na ich związki z facecjonistyką górnośląską zwłaszcza w warstwie
poetyki, języka czy zasadach modelowania świata przedstawionego. Pod
kreśla znaczenie funkcji familiarnej i integracyjnej komizmu i humoru, rolę
humoru jako niezmiernie skutecznego narzędzia kontroli społecznej, co wy
nika z jego podstawowej cechy, jaką jest wartościowanie rzeczywistości
społecznej i sprawia, że ma on również swój wymiar kulturowy, jest bowiem
manifestacją tożsamości, poczucia odrębności. Istotne miejsce w rozważa
niach K.D. Kadłubca zajmuje analiza segmentacji narracji folklorystycznej,
znaczenia cząstki inicjalnej (jej modalności, funkcji kodowania fabuły)
i finalnej (sens, istota), struktury wątków w anegdocie i kawale. W omawia
nych tekstach dostrzega wewnętrzny, dychotomiczny układ świata, modelo
wanego w oparciu o dwie przeciwstawne płaszczyzny, mogące przebiegać
horyzontalnie (eksponując ideę etniczną, kulturową) i wertykalnie (eksponu
jąc ideę socjalną i społeczną). Delimitacja horyzontalna może być również
istotą komizmu rozgrywającego się na jednej płaszczyźnie socjalnej, społecz
nej czy kulturowej, gdy postacie nie są zantagonizowane. Humor górniczy
bazuje na opozycjach swój - obcy, kobieta - mężczyzna i innych binarnych
układach postaci. Często obiektem komizmu staje się także osoba z we
wnątrz grupy łamiąca obowiązujące zasady, lub której cechy odbiegają od
homogenicznego, jednorodnego obrazu akceptowanego przez środowisko.
Na podstawie przeanalizowanych tekstów autor dochodzi do wniosku,
że obiektem wartościowania w humorze górniczym są: cechy psychiczne
(47% wątków), cechy charakteru (30%), obcość i jej pochodne (17%),
opozycja płci (6% wątków!. Z drugiej strony wskazuje na cechy preferowa
ne: spryt (przebiegłość, chytrość) - ujawniające się w komizmie sytuacyjnym
(53% wątków), umiejętność posługiwania się słowem - komizm słowny
370
RECENZJE I OMÓWIENIA
(38% wątków), reszta to kontaminacje dwu powyższych sposobów. Poprzez
wartościowanie świata, immanentną cechę humoru górniczego, dokonywana
jest analiza świata. Wśród metod tejże analizy zasadnicze znaczenie, zda
niem K.D. Kadłubca, mają: „degradacja", „kontrast", i „niespodzianka".
Zakres tych pojęć, ich miejsce w płaszczyznach horyzontalnej i wertykalnej,
w odmianie sytuacyjnej i językowej określa autor bardzo precyzyjnie.
Wiele miejsca w formie szczegółowych rozważań poświęca autor pro
blematyce czasoprzestrzeni w omawianych tekstach folkloru. Akcja rozgry
wa się w przestrzeni niejednolitej ale tworzącej spójną, zamkniętą całość.
W jej skład wchodzą: kopalnia, kolonia z domami górniczymi i miejscem
zamieszkania oraz droga pomiędzy nimi ze znajdującymi się przy niej gospo
dami, sklepami, mostami itp. „Czas zdarzeniowy komizmu przylega do
czasu rzeczywistości realnej, do czasu empirycznego, toteż rozwija się linear
nie, syntagmatycznie, podobnie jak czas historyczny, fizyczny" (s. 83). Prze
strzeń i czas tworzą nierozerwalną całość, warunkują się wzajemnie „rea
lizują artystyczną jedność utworu". Według autora, komizm różnicuje
Śląsk Cieszyński na część południową i północną. Komizm frantowsko-sowizdrzalski, urwisowski jest charakterystyczny dla górniczo-przemysłowej
części północnej, dla środowiska górniczego, zdemokratyzowanego, zinte
growanego, skłonnego do żartobliwego spojrzenia na siebie. Stąd „najbar
dziej charakterystyczne dla komizmu tego środowiska są te wątki, które
eksponują komizm jednopłaszczyznowy, wynikający z jednorodności statusu
socjalnego, zawodowego i kulturowego bohaterów - jego nosicieli".
Na koniec tego pobieżnego z konieczności omówienia pracy dodać nale
ży, że autor uzupełnił ją o dokumentację zamieszczonych tekstów, krótkie
noty na temat gawędziarzy - informatorów oraz słownik wyrazów gwaro
wych i zapożyczonych, który stanowi ważną pomoc dla czytelnika,
Mirosław Marczyk
Zbigniew Libera, Wstęp do nosologii, Wrocław 1996, Wirydarz, ss. 122
W wydawnictwie Wirydarz ukazał się niedawno niezwykły traktat o nie
jednoznacznej i wielowarstwowej treści, bo taki też jest jego bohater, uwik
łany w cały szereg zależności od praktyk dyskursywnych, w jakich przyszło
mu funkcjonować. „Uogólnionym autorem" najnowszej książki Zbigniewa
Libery jest NOS.
Nos? Dziwny to bohater. Niepoważny, nieznaczący?! Potrafi jednak
znaczyć, choćby poprzez moc różnicowania: godnych i niegodziwych, mądrych
i głupich, pięknych i brzydkich. Temat do wyśmiewania, pogardzania, wytyka
nia, a więc niewątpliwie zauważany, temat wokół którego narósł już znaczny
materiał do poważnej dyskusji. Jednak któż odważyłby się na poważną o nim
opowieść, aby nie narazić się środowisku naukowemu na śmieszność?
RECENZJE I OMÓWIENIA
371
Oto jest. Nos doczekał się odważnego - Zbigniew Libera, autor wzbu
dzającej niepewny uśmiech książki Rzyć, aby żyć, książki wielowątkowej
i zmuszającej do refleksji wykraczającej poza zakres wąsko pojętego tematu.
Można powiedzieć, że „nosologia" kontynuuje tę niezwykle interesującą
podróż po ciele człowieka i nauki. Autor traktuje nos jednocześnie jako
tekst i pretekst, bo przecież analizując wszelkie możliwe relacje, w jakie
uwikłana jest ta „najbardziej wystająca środkowa część twarzy", demaskuje
przy okazji mit przeźroczystej etnografii, etnografii zajmującej się „poważ
nymi sprawami" oraz mit etnograficznego gatunku pisania. Czyż naukową
może być książka na tak „niepoważny" temat? Naukowe opowieści przy
zwyczaiły nas do tego, że powtarzają zaklęcia/pojęcia określonych mód
naukowych, nieustannie przypominając nam o autorytetach stojących za
„tymi słowami". Przyzwyczaiły nas także do tego, że nudzą długimi, skład
niowo skomplikowanymi zdaniami, słownictwem, które ma uwiarygodnić
autora jako „naukowca", a więc człowieka, który wie jak jest naprawdę, bo
przecież „prawda nie jest łatwa". Jeśli więc książka jest inna, jeśli czyta się
ją z przyjemnością, jeśli lektura bawi, gorzej - jeśli wzbudza śmiech, to jest
to najwyraźniejszy dowód jej nienaukowości. W tym sensie książka Libery
nie jest „konwencjonalną" opowieścią naukową, dlatego bez przeszkód mo
że po nią sięgnąć zarówno czytelnik niezaznajomiony z tajnikami wiedzy
antropologicznej, jak i „poważny naukowiec".
Konstrukq'a opowieści przypomina szkicefizjonomicznewczesnego rea
lizmu, których kalejdoskopowa forma i przepych miały zawładnąć czytel
nikiem raz go bawiąc, raz wprawiając w zdumienie czy w końcu ucząc.
U Libery, obok formy takiego szkicu, pod płaszczykiem XLX-wiecznej konwenq'i, istnieje druga narracja, która konsekwentnie ukazuje strukturalny
związek między nosem a mikrokosmosem ciała i makrokosmosem kultury.
Nos jest tu częścią całego systemu odpowiedniości anatomiczno-funkcyjnych
ciała. Ciało w obrębie systemu podobieństwa jest systemem znaków - nos
stanowi element gramatyki tego systemu i w powiązaniu z innymi elemen
tami, kontekstem, który Libera szczegółowo w swej książce omawia, tworzy
„obraz", jest źródłem wiedzy o wnętrzu, odbija cechy charakteru, skłonno
ści, namiętności na zasadzie podobieństwa: to co wewnętrzne uzewnętrznia
się w fizjonomii nosa. Godną zainteresowania ilustracją tego problemu jest
rozdział poświęcony katalogowi nosów. Okazuje się пр., że nosy duże mają
ludzie wysoko urodzeni, monarchowie - tu nos uwierzytelnia ich mądrość
i wielkość, małe natomiast mają ludzie służalczy, niestali, oraz piękne kobie
ty. Ludzie grubiańscy, lud („grube obyczaje") ma na ogół nosy grube,
mięsiste, choć „ludy wybrane", np. górale tatrzańscy, mają nosy kształtne,
smukłe jak „strome stoki górskie". Fizyczna inność nosa jest rzutowana na
inność społeczną. W obrębie mikrokosmosu ciała, symetrie i odpowiedniości
nosa i członka są notowane zarówno w starożytnym Rzymie, jak i we
współczesnej polskiej kulturze ludowej. Na podstawie wielkości nosa (także
ust) ocenia się wielkość narządów płciowych. Autor krótko tłumaczy te
372
RECENZJE I OMÓWIENIA
zależności: „w wielu językach i kulturach dostrzega się liczne podobieństwa
anatomiczne i funkcyjne pomiędzy głową, mózgiem, twarz, w tym i nosem,
i jeszcze myśleniem, jedzeniem, kichaniem, smarkaniem, itd., a pośladkami,
odbytem, ekskrementami, defekacją oraz genitaliami, życiem seksualnym.
W efekcie tego, tyłek bywa ujmowany jako «lewa gęba», «twarz na орак»,
odbyt - «antypody ust», mózg i umysł przedstawia się jako «pojemniki»
ekskrementów, wielkości narządów płciowych odpowiadają rozmiarom nosa
czy ust itd., itp. Toteż kiedy nie chcemy powiedzieć «mam cię w dupie»,
możemy użyć powiedzenia: «mam cię w nosie», zamiast «pocahxj mnie
w dupę/chuja» - «pocałuj mnie w nos», mamy prawo do takiego przekładu
«gówniarz-smarkacz»" (s. 62-63).
Interpretacja wyobrażeń kulturowych związanych z nosem sięga znacznie
głębiej, wciąż dalej. Nos ma tendencje ekspansjonistyczne, „ambicje im
perialistyczne", jednak konsekwentna dyskusja wokół nosa próbuje ten ży
wioł opanować, nie zredukować, lecz wytłumaczyć przez pryzmat określonej
praktyki dyskursywnej, która operuje na granicy dwóch porządków: zjednej
strony nauki o ambicjach demiurgicznych, a z drugiej - myśU mitycznej.
Analizując „dylemat nosa" autor pokazuje niemożność rozdzielenia tych
porządków, jednocześnie ukazując moment słabnięcia i nieustającej obecno
ści tej praktyki, podobnie jak czyni to Foucault w stosunku do myśli
nowoczesnej. Ta formacja dyskursywna, która pozwoliła tak długo fizjonomice (od Arystotelesa) funkcjonować w oficjalnym obiegu myśli nauko
wej, wyczerpując się oddała ducha kulturze masowej i kulturze ludowej,
gdzie, według autora, nos dopiero się „rozgadał".
Pierwsze rozdziały charakteryzują myśl fizjonomistów, m.in. Arystotelesa
i Lavatera, która ukształtowała na długo pojmowanie części ciała jako
metaforycznych i metonimicznych odpowiedników charakteru, stanów ducha
czy kondycji moralnej. Co ciekawe, nawet współczesny zupełnie Słownik
antropologiczny próbuje znaleźć w tym niezwykłym fenomenie nosa wyróżnik
człowieka, wysuwając przy tym iście arystotelesowskie argumenty, przypomina
jąc raczej tradycje hermetyczne niż pokartezjańską „naukę". Po drodze
zamieszcza autor oryginalny, jeden z licznych w literaturze XIX-wiecznej
traktatów pt. Rozprawa o nosach. Kolejne rozdziały przybliżają sposoby
funkcjonowania wyobrażeń związanych z nosem w ramach kultury masowej
i ludowej, zarówno obecnej jak i dawnej. Rozszerzają się też konteksty
kulturowe wiążące się z nosem, jak пр.: wróżby z nosa, wyobrażenia związane
z oddychaniem nosem, z zapachami, kichaniem i smarkaniem, tworząc
niezwykle przejrzystą ramę dla wcześniejszych ustaleń. Okazuje się, że wiele
z wierzeń dotyczących nosa opiera się z jednej strony na jego medialnym
charakterze, na tym, że jest jedną z granic ciała, z drugiej na wartościowanych
relacjach przestrzennych (góra-dół, prawo-lewo).
Język nosologii, język ciała, sposoby przedstawiania świata za pomocą
metafor cielesnych były i są szeroko praktykowane, co więcej wciąż mają
niezwykłą moc oddziaływania na „zbiorową wyobraźnię". Pomimo znacz-
RECENZJE I OMÓWIENIA
373
nego wyciszenia „myśli mitycznej" i związanej z nią struktury podobieństwa,
współczesna „myśl nowożytnoeuropejska" nie zdołała uniknąć myślenia za
pomocą ciała, ze wszystkimi stąd wynikającymi konsekwencjami, a więc
przekładaniem odpowiedniości cielesnych na rzeczywistość społeczną, poli
tyczną czy naukową. Autor kończy swą nosologic wymownym tego przy
kładem, który pojawia się jakby niechcąco, na marginesie, a tak naprawdę
„wieńcząc dzieło" zgrabną klamrą. Przedstawia bowiem „Polityczny dyle
mat nosa". Nos Kleopatry, Jelcyna stają się elementami gry politycznej,
wplatają się w historię kształtując pośrednio przebieg wydarzeń. Wynik
dylematu jest oczywisty - do dziś wielkie debaty polityczne czy historyczne
można komentować i komentuje się w języku nosologii, nie narażając się na
niezrozumienie. Nos ma wciąż znaczną siłę perswazji, potrzebny jest jednak
ktoś, kto pozwoliłby mu na powrót do nas przemówić. Z całą pewnością
Zbigniew Libera otwiera przed każdym taką możliwość.
Marcin Brocki
John Van Maanen, Tales of the Field. On Writing Ethnography, The Univer
sity of Chicago Press, Chicago and London 1988, ss. 144, indeks nazwisk
John Van Maanen jest profesorem w Sloan School of Management
w Massachusetts Institute of Technology. Od lat zajmuje się teorią orga
nizacji a w szczególności etnografią współczesnych organizacji. W recen
zowanej książce zajmuje się przede wszystkim rolą badacza w zbieraniu
i opracowywaniu danych terenowych oraz charakterystyką form literackich
używanych przez badaczy do przedstawiania wyników swoich badań. Van
Maanen przedstawia również krótką charakterystykę ograniczeń, z jakich
należy sobie zdawać sprawę pisząc prace etnograficzne (opisy etnograficzne
są dokumentami z pogranicza dwóch kultur: kultury obserwowanej i kultury
obserwatora tak więc należy wziąć pod uwagę, że opis etnograficzny to tylko
interpretaba jakiejś kultury a nie jej „doskonały" zapis).
Autor twierdzi, że opisy/prace etnograficzne są dziełami literackimi,
w których badacze usiłują nie tylko przekazać, to co zaobserwowali lecz
również zrobić to w sposób, który najlepiej będzie służył ich celom (cele
te mogą być różne: od zaciekawienia czytelnika po spełnienie wszystkich
kryteriów formalnych wymaganych przez przełożonego, profesora itd.).
W związku z tym autorzy uciekają się do różnego rodzaju konwencji litera
ckich i chwytów retorycznych, co powoduje, że wynik ich pracy bardziej jest
podobny do opowieści, bajki (tale) niż do pracy naukowej w tradycyjnym
tego słowa znaczeniu.
W rozdziale pierwszym „Fieldwork, Culture, and Ethnography" autor
zawarł opis roli, jaką w etnografii odgrywają badania terenowe oraz reflek
sje nad możliwością poznania badanej kultury. W rozdziale drugim „In
374
RECENZJE I OMÓWIENIA
Pursuit of Culture" przedstawiona została krótka historia etnografii i jej
miejsca wśród nauk społecznych, główne rodzaje modelowych czytelników,
do których raporty z badań terenowych są kierowane (czytelnik-etnograf,
czytelnik-naukowiec zajmujący się naukami społecznymi, czytelnik popular
ny) oraz wpływ modelowego czytelnika na formę opisu wyników badań.
W kolejnych rozdziałach przedstawione zostały najważniejsze i najczęściej
występujące rodzaje narracji.
Rozdział trzeci „Realist Tales" to charakterystyka sposobu narracji na
zwanego „opowieści realistyczne". Jest to opis formalny, narracja prowa
dzona jest w trzeciej osobie liczby pojedynczej; w tekście brak wzmianek
o działaniach i myślach autora, występują tylko członkowie badanej kultury,
a badacz decyduje o tym, jak dana kultura będzie interpretowana i prezen
towana. Rozdział czwarty „Confessional Tales" jest charakterystyką typu
narracji stosowanego w „opowieściach-spowiedziach". W tym typie narracji
uwaga skupiona jest w większym stopniu na badaczu i jego przeżyciach,
badana kultura opisywana jest natomiast niejako przy okazji. Duży nacisk
kładzie się na zaangażowanie autora w prowadzone badania.
Rozdział pt. ,,Impressionist Tales" to próba opisu narracji „impresjo
nistycznej". Ten typ narracji ma przedstawić wybrany moment, migawkę
z życia przedstawicieli opisywanej kultury. Opis jest sporządzany z perspek
tywy bardzo osobistej i ma za zadanie przedstawić raczej zdarzenia nie
zwykłe niż normalny bieg życia. Opisywane jest działanie przedstawicieli
danej kultury a nie oni sami czy też wynik ich działań. W wyniku za
stosowania tego typu narracji modelowy odbiorca ma przeżyć opisywany
świat razem z autorem, a nie „na zimno" analizować dane.
W ostatnim rozdziale „Fieldwork, Culture, and Ethnography Revisited"
autor zastanawia się nad faktem współwystępowania różnych typów narracji
oraz nad konsekwencjami, jakie z tego faktu wynikają. Na zakończenie po
krotce charakteryzuje inne, mniej popularne rodzaje opowieści: opowieść
krytyczna, formalna, literacka, wspólnie-opowiedziana (jointly-told).
Przemysław Hensel
Kultura przedsiębiorczości, Brigitte Berger (red.), tłum. Kazimierz Frieske,
Oficyna Literatów „Rój", Warszawa 1994.
Czy istnieje jakaś kultura, społeczeństwo nie znające pojęcia i znaczenia
słowa „przedsiębiorczość"? W polskim społeczeństwie słyszy się ten termin
do znudzenia w mediach i od znajomych, ale czy wszyscy rozumiemy to
słowo tak samo, czy zastanawiamy, co się pod nim kryje? Co kształtuje
zjawisko zwane przedsiębiorczością, co ma na nie wpływ?
Tym problemem zajęli się autorzy omawianej książki. Pracę wydano
niedawno, prezentuje więc aktualne spojrzenia i opinie na ten temat.
RECENZJE I OMÓWIENIA
375
Autorzy stanowią zespół profesjonalistów, przedstawicieli różnych dzie
dzin nauki - od ekonomistów poczynając, poprzez psychologów i socjolo
gów, na antropologach kończąc. Wielki to walor, gdyż dzięki temu nie
rozpatrywali oni zjawiska jednopłaszczyznowo, pokusili się też o jego szer
szy kontekst kulturowy. W przeciwieństwie do wielu jednostronnie patrzą
cych ekonomistów, postanowili poruszyć tak ważną sprawę, jak wpływ na
przedsiębiorczość czynników społecznych - przekonań moralnych, wartości,
norm, jakie cenią sobie ludzie pochodzący z różnych kultur. Dotąd pomija
no je, uważając przedsiębiorczość za zjawisko samo w sobie, jednorodne,
jednoznaczne i łatwo definiowalne. Autorzy wykazali, że tak nie jest. Przed
siębiorczość kształtowana jest przez „bagaż" kulturowy przyniesiony przez
przedsiębiorców, co więcej - tworzy ona swoją własną kulturę. Jest to ważne
spostrzeżenie, bo - jak sugerują autorzy - może ona stanowić przeciwwagę
dla kultury biurokracji, przenikającej (o czym chyba wszyscy wiemy z włas
nego doświadczenia) większość instytucji i organizacji.
Kultura przedsiębiorczości nie jest arbitralna, jako że nie cytuje definicji
- ani przedsiębiorczości, ani kultury. Tę ostatnią rozpatruje globalnie „jako
coś ogólnego, obejmującego całość ludzkich sposobów życia", skupia się na
fakcie kulturowego zróżnicowania świata, uznaje też zmienność kultury. Nie
podaje także jednej wspólnej definicji przedsiębiorczości. Autorzy szukają
raczej wspólnych jej cech konstytutywnych jako zjawiska występującego
w ramach każdego społeczeństwa, istniejącego w ramach kultury i jedno
cześnie ją tworzącego. (O swą własną definicję pokusiła się jedynie redaktor
ka). Dają oni jednak obraz zagadnienia, możliwość głębszego spojrzenia na
przedsiębiorczość, dzięki poszerzeniu horyzontu i punktu widzenia na nią.
Przedsiębiorczość może być różna, bo tworzą ją ludzie różnych kultur,
zróżnicowani w swych poglądach, przyzwyczajeniach i obyczajach. Pozwala
ją ujrzeć tło i warunki kształtujące, pozwalają więc też na lepsze rozumienie
i definiowanie słowa. Cenny jest też fakt, że autorzy popierają rozważania
teoretyczne prezentowanymi porównawczo przykładami przedsiębiorczości,
a także jej śladami w różnych społecznościach. Pozwalają przy tym reprezen
tantom różnych nauk na ukazanie w swych esejach właściwego tylko ich
dziedzinom punktu widzenia. Tworzy to więc interesującą mozaikę opinii.
Przedstawiają oni elementy kultury, które przyczyniają się do powstawania
nowych form przedsiębiorczości, opisują „proces odkrywania i interpreto
wania rzeczywistości gospodarczej, właściwy przedsiębiorczości", ukazują
kulturowe zakorzenienie instytucji gospodarczych, związanych z określony
mi grupami etnicznymi, wreszcie opisują odmienne tradycje przedsiębior
czości w różnych grapach etnicznych (Hindusi, Afrykanerzy, Murzyni).
Ważne jest przy tym, że swe tezy i obserwacje popierają bezpośrednimi
rozmowami z przedsiębiorcami, co pozwala na spojrzenie „od wewnątrz",
na opisanie problemu niejako w dwóch wymiarach. Dają też szansę swoim
przeciwnikom. Przedostatni głos w książce krytykuje podejście badawcze
uwzględniające rolę kultury w przedsiębiorczości.
376
RECENZJE I OMÓWIENIA
Książka wciąga. Napisana stosunkowo prostym językiem ukazuje bogac
two tematu, jej wartość polega na zwróceniu uwagi na rolę czynników
kulturowych w kształtowaniu współczesnego przedsiębiorcy, „stającego się
nową siłą społeczną". Styka się z nią przecież każdy z nas, lepsze jej
zrozumienie może więc mieć także znaczenie praktyczne.
Lubomira Trojan
Bronisław Baczko, Wyobrażenia społeczne, Warszawa 1994, PWN, ss. 275
Książka Bronisława Baczki jest zbiorem esejów zainspirowanych bada
niami wyobraźni utopijnej, które doprowadziły autora do podjęcia szerszych
analiz wątku tworzenia przez społeczeństwo wyobrażeń o sobie samym jako
o tworze przejrzystym. Jak twierdzi Baczko, w ten właśnie sposób powstają
pewne idee-obrazy, które nie są prostymi odbiciami rzeczywistości społecz
nej, lecz wyobrażeniami, za pomocą których społeczeństwo postrzega swoje
wewnętrzne podziały, legitymuje swoją władzę, wypracowuje modele - wzo
ry do naśladowania.
Refleksję metodologiczną, od której wychodzi w swych rozważaniach
autor, stanowi przypomnienie podejścia do problematyki wyobrażeń spo
łecznych - począwszy od przemyśleń Machiavellego, Rousseau, Micheleta,
przez klasyczne pole badań opierające się przede wszystkim na ideach
Marksa (nacisk na pochodzenie i funkcję wyobrażeń społecznych w konflik
tach klasowych), Durkheima (problem korelacji między strukturami społecz
nymi a zbiorowymi wyobrażeniami), Maxa Webera (problematyka funkcji
wyobrażeń społecznych w tworzeniu sensu działań społecznych) do now
szych koncepcji rezygnujących z pomysłu uniwersalnej koncepcji społeczeń
stwa a odwołujących się do zróżnicowania społeczeństw i kultur. Należą tu
m.in. koncepcje szkoły Annales, teorie wykorzystujące dorobek psychoana
lizy i antropologii strukturalnej.
Celem rozważań metodologicznych jest pokazanie wieloaspektowości
problemu wyobrażeń społecznych, jak również umiejscowienie przez autora
własnego pola badań. W swoich esejach Baczko pragnie bowiem zaakcen
tować miejsce, jakie posiada wyobraźnia społeczna w całym systemie sym
bolicznym (mity, rytuały, utopie, ideologie, wierzenia) określającym toż
samość zbiorowości i regulującym życie zbiorowe. Autor przywołuje kon
krety historyczno-kulturowe dotyczące różnych społeczeństw oraz teksty
pisane - nośniki pewnych idei, jednocześnie kształtujące, jak i odzwiercied
lające tendencje wyobraźni zbiorowej.
Jednym z podstawowych problemów pokazanych w tej pracy staje się
zatem kwestia konstruowania wyobrażeń społecznych jako wypadkowych
doświadczeń, pragnień interesów i dążeń społeczeństwa. Na pierwszy plan
wysuwa się tu właśnie kwestia utopii i wyobraźni utopijnej, w najbardziej
RECENZJE I OMÓWIENIA
377
klarowny sposób ujmującej pragnienia społeczeństwa, aby być tworem spój
nym i przejrzystym. Analizując różnorodne teksty utopijne (począwszy od
czołowej pozycji - Utopii Thomasa Moore'a, a skończywszy na 1984 Orwel
la) Baczko pokazuje niezwykłą przydatność tego wyobrażenia do konstruo
wania całego repertuaru mitów politycznych i konstytuowania określonych
zjawisk (bunty społeczne, totalitaryzm).
Przedstawiając nam rytuały buntu chłopskiego we Francji X V I I w.,
symboliczne tło Rewolucji Francuskiej oraz czasów terroru stalinowskiego
(tworzenie nowych symboli, produkowanie obrazów charyzmatycznego przy
wódcy lub „duchowego przodka") autor chce ukazać, w jaki sposób wyobraź
nia społeczna staje się symboliczną osnową procesów i zjawisk historycznych.
Kolejnym problemem pojawiającym się w tej pracy będzie kwestia pod
stawowej funkcji wyobrażeń społecznych, jaką ma być organizowanie i opa
nowywanie na poziomie symbolicznym czasu zbiorowego. Baczko przenosi
nas zatem do polskich realiów okresu „Solidarności" (1980/81) i śledzi
procesy modelowania przez społeczeństwo tzw. pamięci zbiorowej działają
cej przez sieć określonych wyobrażeń, rytuałów, świąt i stereotypów od
noszących się do pewnej szczególnej przeszłości, która to przeszłość staje się
integralnym składnikiem walki politycznej w teraźniejszości oraz zbiorowej
nadziei dotyczącej przyszłości.
Autor podejmuje również problem strategii panowania nad wyobrażeniami
społecznymi jako czynnika, który, według koncepcji utopijnych (Huxley,
Orwell) daje całkowitą władzę nad społeczeństwem. Na tle wydarzeń Rewolucji
Francuskiej, okresu stalinowskiego, ruchu solidarnościowego w Polsce ukazuje
mechanizmy propagandy, terroru, tworzenia charyzmatycznych obrazów
realnych i „duchowych" przywódców, podaje mniej lub bardziej jaskrawe
przykłady strategii opanowywania przez władzę sfery wyobrażeń społecznych.
B. Baczko w swej pracy pokazuje zatem, w jaki sposób wyobraźnia
społeczna reguluje i kontroluje życie zbiorowe, dostarczając schematu inter
pretacji różnorodnym doświadczeniom jednostkowym, w jaki sposób przy
czynia się zarazem do konstruowania, ale także i rozpadu pewnych typów
świadomości społecznej.
Agnieszka Pokropek
Bill Devall, Georges Sessions, Ekologia głęboka, Warszawa 1995, wyd.
„Pusty Obłok"
„Jedno wiemy z pewnością. Ziemia nie została stworzona dla człowieka,
to człowiek został stworzony dla Ziemi" - słowa wypowiedziane przeszło sto
lat temu przez indiańskiego wodza Seattle wyrażają pogląd diametralnie
różny od biblijnej zachęty: „czyńcie sobie Ziemię poddaną". Biegunowe
przeciwstawienie dwu koncepcji widzenia świata, relacji człowieka ze wszyst
kim, co go otacza, stanowi fundament, dziś już klasycznej, książki pt.
378
RECENZJE I OMÓWIENIA
Ekologia głęboka. Jej autorami są dwaj kalifornijscy myśliciele: Bill Devall
(wykładowca na stanowym uniwersytecie Humboldta w Kalifornii i działacz
ruchu ekologicznego) oraz Georges Sessions (filozof z Sierra College, Kali
fornia). Książka zawiera kompletną wiedzę na temat genezy, założeń i prak
tyki filozoficznego nurtu ekologicznego, nazwanego ekologią głęboką.
Termin ten pojawił się w literaturze po raz pierwszy w 1973 r. w artykule
Arne Naessa (filozofa, działacza i teoretyka ruchu ekologicznego) pt. The
Shallow and the Deep. Long Range Ecology Movement. „Duchowo głębokie"
podejście do Natury ma wynikać, według Naessa, z większej wrażliwości
i otwartości człowieka na siebie samego i na otaczające go inne formy życia.
Jego istotą ma być nieustanne stawianie dociekliwych pytań natury filozo
ficznej i religijnej. Pytania te doprowadzić powinny do „norm ostatecznych"
(prawd już nieredukowalnych), będących warunkiem człowieczej samoreali
zacji i przekonania o biocentrycznej równości gatunków. Tak rozumiana
głębia ekologii staje się drogą kształtowania równowagi wewnętrznej i har
monii między jednostkami i wspólnotami a naturą. Jej jądrem jest poszano
wanie wszystkich form życia. W tym ujęciu człowiek nie jest ani panem, ani
rządcą Świata. Jest tylko jednym z wielu równoprawnych składników eko
systemu wszechświata. Każdy z nich ma sobie właściwą wartość immanentną, niezależną od ludzkich antropocentrycznych ocen.
Inspiracją tez teoretyków ekologii głębokiej była przede wszystkim prak
tyka tzw. wspólnot alternatywnych, definiowanych jako grupy zorganizowa
ne demokratycznie, w odróżnieniu od scentralizowanych społeczeństw świa
ta zachodniego. Autorzy recenzowanej książki mają na myśli głównie społe
czeństwa plemienne, a także grupy realizujące ruchy kontestatorskie, wspól
noty nieortodoksyjnych wyznań religijnych oraz powiązane ze wschodnimi
tradycjami duchowymi. Ekologia głęboka czerpała również inspiracje z filo
zofii europejskiej (np. od M . Heideggera), z naturalistycznej literatury ame
rykańskiej i z doświadczeń działaczy ekologii (np. J. Muir'a). Punktem wyj
ścia koncepcji autorów Ekologii głębokiej jest przekonanie o poważnym
i stale się pogłębiającym światowym „kryzysie kulturowym i osobowym".
Utożsamiają go z kryzysem ekologicznym. Nie precyzują jednak ani pojęcia
„kryzysu kulturowego", ani nie charakteryzują relacji między ekologią
a kulturą. W polu ich zainteresowań pozostaje ogólny kryzys ekologiczny,
którego przyczyn upatrują w świecie współczesnym, zdominowanym przez
konsumpcyjny światopogląd jednostek i społeczeństw oraz bezkrytyczną
wiarę w nieograniczony postęp cywilizacji i drapieżny antropocentryzm za
chodniej kultury. Ekologia głęboka ma się stać wyjściem alternatywnym.
Ekologia głęboka ma się więc stać sposobem na życie. W żadnym przy
padku nie może się przekształcić w „wyspecjalizowane lobby" (jak to się
stało z ruchem na rzecz ochrony przyrody i jej zasobów). Jest to po prostu
radykalna filozofia kontestacji i sprzeciwu wobec panującego porządku,
która się domaga odrzucenia nadmiaru techniki i rezygnacji ze sztucznie
rozbudzanych potrzeb konsumpcyjnych.
RECENZJE I OMÓWIENIA
379
W dziedzinie życia społecznego ekologia głęboka proponuje zastąpienie
„scentralizowanych wspólnot narodowych" przez taki rodzaj wspólnoty,
który by umożliwił „prawdziwą pracę" (tym terminem określa się w litera
turze ekologicznej wysiłki zmierzające do rozbudzenia powszechnej świado
mości ekologicznej). Autorzy są zdania, że naturalnym sposobem spoleczno-ekologicznego zorganizowania są bioregiony, w których największe zna
czenie przywiązują do harmonijnie zestrojonych systemów naturalnych (tzn.
do równowagi środowiskowej) oraz do ich możliwości samoregulowania
(tzn. funkcjonowania bez kontroli zewnętrznej). Bioregiony mają być także
ośrodkami kultywowania „ducha bioregionu", rozumianego jako bliska re
ligii kontemplacja i doświadczanie przestrzeni.
Koncepcje B. Devall'a i G. Sessions'a nawiązują do tradycji odległych
kultur plemiennych, w których wzorce zachowań wyrastały przez tysiąclecia
z doświadczeń łowieckich, zbierackich czy kopieniaczych, przetwarzanych
rozwagą na normy chroniące Ziemię, ludzi i życie. Są zdania, że to cywiliza
cja spustoszyła naszą planetę w pogoni za... Za czym? - pytają, i pytanie to
staje się jądrem filozofii ekologii głębokiej. Wokół niego narastają w książce
rozmaite odpowiedzi, a ich sens niekiedy wkracza w dziedzinę science fiction,
niekiedy też staje się marzeniem o powrocie do sytuacji rajskiej. Przeważa
jednak - mimo pozorów naiwności i sentymentalizmu tej filozofii - stanowi
sko mądre i racjonalne, krytyczne i futurologiczne, które ukazuje możliwości
pokonania barier kulturowych w świecie ludzi i zachowania wartości natury.
Ukazuje się prawdziwa głębia odmiennych rzeczywistości.
Paweł Kalinowski
Deborah Tannen, Ty nic nie rozumiesz! Kobieta i mężczyzna w rozmowie,
Warszawa 1995, wyd. W.A.B.
Deborah Tannen jest profesorem socjolingwistyki na Uniwersytecie
Georgetown w Waszyngtonie. Zajmuje się głównie problemami komunika
cji, a więc podstawami stosunków międzyludzkich. Popularność zdobyła
książką pt. Nie o to mi chodziło! W jaki sposób styl konwersacypiy powoduje
nawiązanie bądź zerwanie stosunków z innymi ludźmi. Autorka przedstawiła
w niej własne obserwacje i badania, pokazujące style konwersacji między
ludźmi w różnych częściach Stanów Zjednoczonych, w różnych grupach
etnicznych, w obrębie płci. I właśnie ten ostatni materiał (któremu po
święciła zaledwie jedną dziesiątą tekstu książki) spotkał się z żywym od
biorem czytelników i z największym ich zainteresowaniem. Fakt ten stał się
powodem napisania następnej książki, tu omawianej. D. Tannen rozwinęła
i wzbogaciła w niej materiał ukazujący odmienność stylów konwersacyjnych kobiet i mężczyzn, leżącą na ogół u podstaw nieporozumień w ich
codziennych kontaktach. Pokazując, analizując i interpretując odmienności
380
RECENZJE I OMÓWIENIA
w sposobie formułowania i wyrażania myśli przez obie płci proponuje, by
uznać, że także w tym przypadku mamy do czynienia z odrębnymi kul
turami, choć obydwie należą do tej samej cywilizacji.
Założenie odmienności kultur konwersacyjnych pozwala D. Tannen spoj
rzeć na sposoby rozmawiania kobiet i mężczyzn tak, jak antropolog spogląda
na odmienne kultury. Pokazuje więc sens w pozornie bezsensownych nieporo
zumieniach małżeńskich, towarzyskich, koleżeńskich, domowych. Odkrywa też
kobiece i męskie interpretacje wspólnych rozmów, podobnych sformułowań,
identycznych wyrażeń. Wynika z nich istota nieporozumień, tkwiąca w odmien
nie wypowiadanych intencjach. Kobiety i mężczyzn dzieli bowiem wcale
niemała przepaść nie tylko w sposobie odbierania rzeczywistości, lecz także jej
opisywania. Kobieta w „swoim świecie" uważa za najważniejsze więzi z innymi
ludźmi, oparte na wzajemnym wsparciu. Mężczyzna skupia się przede wszyst
kim na informacji i własnym miejscu w społecznej hierarchii. Cele ich
komunikatów we wspólnych rozmowach nie są więc zbieżne: on ustala
„pionowe" zależności hierarchiczne, ona - „poziome" relacje wspomagania.
Bardzo często zatem zdarza się, że rozmawiając, zachowują się tak, jakby każde
mówiło inną gwarą, choć język pozostaje ten sam.
Dużą zaletą książki jest jej żywy język, humor, bogactwo przykładów
z codzienności i literatury.
Aleksandra Sadowska
Andrzej Zajączkowski, Elity urodzenia, Warszawa 1993, Semper, ss. 96
Elity urodzenia są próbą syntetycznego ujęcia problematyki elit w społeczeń
stwie. „Cała książka ma za zadanie ujawnienie pewnych prawidłowości
ogólnych, nie zaś opis procesów zachodzący w wybranych krajach i epokach"
(s. 14). W tym celu autor dokonuje przeglądu różnych form organizacji
społecznej i państwowej: od tych, które uznaje za najprostsze. Społeczności
plemienne Afryki pozwalają mu uchwycić moment pojawienia się instytucji
pod względem funkcji zbliżonych do elit; jest to także miejsce - przy
omawianiu innych kultur pozaeuropejskich - by zaproponować swoje definicje
stanu, klanu i kasty, a także istotne dla całej idei książki rozróżnienie między
statusem osiągniętym a przypisanym; autor dodaje, że będzie go interesował
tylko ten ostatni (s. 6). Poprzez duchowo i geograficznie bliskie kulturze
europejskiej cywilizacje starożytnej Grecji i Rzymu autor podkreśla rolę
1
2
1
W tej dziedzinie można Autorowi zaufać, Zajączkowski jest bowiem także znanym
i uznanym afrykanistą (por. A. Zajączkowski 1970; Obrazy 1973).
Ponieważ książka ta jest bardziej esejem niż publikacją stricte naukową, autor nie
przedstawia swojej metodologii na wstępie (choć później powołuje się na inspirację myślą
V. Pareto i innych socjologów). Wydaje mi się jednak, że najbliżej byłoby mu do metodologii
funkcjonalnej.
2
RECENZJE I OMÓWIENIA
381
przejścia od organizacji plemiennej do polis i pojawienie się zróżnicowania
klasowego: po raz pierwszy wyrażana jest także myśl, która będzie towarzyszyć
analizom do końca książki - elity urodzenia to nie tylko prestiż i przywileje, ale
także funkcja kulturowa, polityczna i gospodarcza (s. 13). Zajączkowski
przygląda się także procesom zamykania elit i jednocześnie przenikania do nich
bardziej aktywnych jednostek z niższych warstw społecznych. Książkę kończy
analiza struktur społecznych czterech krajów Europy średniowiecznej i nowoży
tnej: Anglii, Francji, Polski i Rosji. Nie moim jest tu zadaniem przytaczanie
treści książki. Chcę natomiast podkreślić, że Zajączkowski, dzięki niesłychanej
erudycji oraz umiejętności doboru i syntetyzowania faktów, w sposób przejrzy
sty i zrozumiały przestawia charakterystykę i strukturę elit wyżej wymienionych
krajów. Zwraca też uwagę, że differentia specifica polskiej szlachty to jej
podwójna struktura - klasowa i stanowa (s. 35).
W kolejnym rozdziale pt. „Zmiana i ciągłość" omawiane są dzieje elit
społecznych w X I X w. Powiada Autor, że Wielka Rewolucja „w miejsce
elity urodzenia wprowadziła elitę zasług, często faktycznie elitę pieniądza"
(s. 46), i ukazuje, że podobne procesy otwierania się granic stanów, aż do ich
prawnego zniesienia, mają miejsce we wszystkich czterech krajach (choć
geneza, przebieg i znaczenie tych procesów są w każdym kraju inne).
W rozdziale „Wielka rewolucja przemysłowa" analizowany jest proces
powiązań kulturowych i kapitałowych pomiędzy burżuazją i elitami szlache
ckimi: szlachta przedstawiana jest jako rezerwuar zachowań i postaw trak
towanych jako wzorce, jest też siłą społeczną akulturującą „nowych boga
tych". Autor ukazuje nam „proces zlewania się w jedną całość dwu elit
urodzenia, jednej - silnie zakorzenionej w kapitalistycznej rzeczywistości,
drugiej - pod tym względem znacznie słabszej, ale wyposażonej w atrakcyjną
dla pierwszej mitologię" (s. 61). W przypadku Polski wskazuje na powstanie
inteligencji jako warstwy społecznej i jej podstawowego wyznacznika jako
elity: prestiżu społecznego.
Zajączkowski dociera ze swoim projektem do dnia dzisiejszego, omawia
jąc problem elity (w tym elity urodzenia) Polski i Rosji w okresie władzy
komunistycznej, a także wyższej biurokracji francuskiej (jako grupy społecz
nej genetycznie i funkcjonalnie nawiązującej do szlacheckich i wielkoburżuazyjnych elit urodzenia). Jednak najciekawszą i najbardziej inspirującą
częścią książki są dwa ostatnie rozdziały: refleksja nad myślą sozologiczną
zajmującą się tą problematyką (Pareto, Veblen, Bourdieu) i podsumowanie
snutych w książce rozważań. Autor twierdzi, że „każda elita jest w gruncie
rzeczy elitą urodzenia" i uściśla: „każda elita pragnie się utrwalić jako elita
urodzenia, ale członkom wielu z nich udaje się to na krótko" (s. 87).
Książka ta zasługuje na uwagę, ponieważ jest jednym z niewielu wy
ważonych i przemyślanych głosów w dyskusji trwającej od początku lat
osiemdziesiątych , mających na celu ustalenie sensu, funkcji społecznych,
3
3
Zob. przypisy do artykułu A. Jawłowskiej (1995).
382
RECENZJE I OMÓWIENIA
uwarunkowań i przyszłości polskiej inteligencji (tu używam tego terminu
w rozumieniu zbliżonym do prezentowanego w Elitach urodzenia). W latach
ostatnich (po 1989 r.) pojawiła się popularna koncepcja naturalnej śmierci
inteligencji i stworzenia klasy średniej (Zieliński 1993), niemniej istnieją też
poglądy wydające się trafniej interpretować skompolikowaną rzeczywistość
transformacji ustrojowej (Mokrzycki 1995).
Na koniec oddajmy głos samemu Zajączkowskiemu: (procesy demokra
tyzacji, zmiany w obiegu informacji czy też] „przekształcanie się życia spo
łecznego zgodnie z modelem mass society [...] nie grożą eUminacją elit z życia
społecznego. Liczne i specyficzne, o krótkiej kadencji istnienie i działania,
szybko wymieniane na inne, istnieć będą zawsze" (s. 88).
LITERATURA
J a w ł o w s k a A.
1995
Producenci kultury, [w:] Powroty i kontynuacje. Zygmuntowi Baumanowi w darze,
E . Tarkowska (red.), Warszawa, IFiS P A N , s. 71-95.
Mokrzycki E.
1995
Nowa klasa średnia?, [w:] Powroty i kontynuacje. Zygmuntowi Baumanowi w da
rze, E . Tarkowska (red.), Warszawa, IFiS PAN, s. 54-70.
Obrazy...
1973
Obrazy świata białych, A. Zajączkowski (red.), Warszawa, PIW.
Z a j ą c z k o w s k i A.
1970
Muntu dzisiaj, Warszawa, PIW.
Z i e l i ń s k i M.
1993
Pożegnanie z inteligencją, „Res Publica Nowa", nr 9 (60), s. 49-51.
Witosław Klembowski
Mija już 11 lat od ogłoszenia konkursu pod tytułem „Fotografia
chłopów polskich" przez redakcje dwóch pism „Nowej Wsi"
i „Fotografii". W konkursie wzięło udział kilkaset osób z całej
Polski, a jego efektem była wystawa, będąca wydarzeniem kultural
nym roku.
W ten sposób powstał dość pokaźny, bo liczący ponad
5000 sztuk zbiór fotografii polskiej wsi. Przeważają portrety ro
dzinne, liczne są także fotografie upamiętniające np. szczególnie
ważne w życiu chłopa ceremonie rodzinne, jak wesele i komunia,
pogrzeb i inne ważne uroczystości w życiu całej społeczności
lokalnej: dożynki, odpusty, przyjazd biskupa, itp. Pozostałe tematy
zdjęć tego zbioru to praca codzienna, a więc np. żniwa, kopanie
kartofli, międlenie lnu, ale również praca na obczyźnie - w Niem
czech, Francji, służba wojskowa, itp.
Fotografie pochodzą z obszaru całej Polski, chociaż największy
stosunkowo zbiór stanowią zdjęcia z zachodniej części kraju
(Śląska, Pomorza i Wielkopolski), zdecydowanie mniej jest zdjęć
z dawnych polskich Kresów wschodnich.
Najstarsze zdjęcie pochodzi z 1860 roku. Najnowsze natomiast
są fotografie z czasów drugiej wojny światowej. Najwięcej jest zdjęć
z okresu międzywojennego i pierwszych lat wojny.
Cały zbiór znajduje się obecnie w Zakładzie Etnologii IAE PAN
w Warszawie, gdzie został opracowany i uporządkowany, by
umożliwić zainteresowanym sprawniejsze korzystanie z jego za
wartości. Podstawowe dane dotyczące każdej fotografii - format,
data, autor zdjęcia lub zakład fotograficzny (jeśli jest znany),
miejscowość, region, nazwisko i adres nadawcy - umieszczono
w komputerowej bazie danych. Zbiór został również uporząd
kowany tematycznie, co powinno znacznie ułatwić dostęp do niego.
Zbiór ten jest udostępniany na miejscu w Zakładzie Etnologii
IAE PAN w Warszawie.
Nasz adres:
Zakład Etnologii, Instytut Archeologii i Etnologii PAN,
00-140 Warszawa, Al. Solidarności 105
tel. 20-28-81, w. 136, 137, 145
opr. Dagnosław Demski
WARUNKI PRENUMERATY - „RUCH" S.A.
1. Wpłaty na prenumeratę przyjmowane są na okresy roczne. Cena prenume
raty krajowej na 1997 r. wynosi 12.00 zł., a cena prenumeraty ze zleceniem
dostawy za granicę jest o 100% wyższa od krajowej.
2. Wpłaty na prenumeratę:
- na teren kraju - przyjmują jednostki kolportażowe „Ruch" S.A. właściwe
dla miejsca zamieszkania lub siedziby prenumeratora.
- przyjmuje „Ruch" S.A. Oddział Warszawa 00-958 Warszawa, ul. Towa
rowa 28, Konto: PBK X I I I Oddział Warszawa 370044-1195-139-11,
zapewniając dostawę pod wskazany adres pocztą zwykłą w ramach
opłaconej prenumeraty.
- na zagranicę - „Ruch" S.A. Oddział Warszawa, 00-950 Warszawa,
ul. Towarowa 28, Konto: PBK X I I I Oddział W-wa 370044-1195-193-11.
Dostawa odbywa się pocztą zwykłą w ramach opłaconej prenumeraty
z wyjątkiem zlecenia dostawy pocztą lotniczą, której koszt w pełni
pokrywa zleceniodawca.
Dokładniejsze informacje o warunkach prenumaraty i sposobie zamawiania
podaje: „Ruch" S.A. Oddział Warszawa, tel. 20-12-71, tlx: 813-462, 817-921,
fax: 20-95-01, 20-39-05
