ae203438dd56e627782bb68f14abfedb.pdf

Media

Part of Chłopskie obrzędy rodzinne na Oszmiańszczyźnie / ETNOGRAFIA POLSKA 1996 t.40

extracted text
„Etnografia Polska", t. XL: 1996, z. 1-2
PL ISSN 0071-1861

BEATA CZECH
„Wspólnota Polska", Warszawa

CHŁOPSKIE OBRZĘDY RODZINNE NA OSZMIAŃSZCZYŹNIE

Artykuł ten jest częścią pracy magisterskiej pt. „Chłopskie obrzędy ro­
dzinne na Oszmiańszczyźnie. Symbolika rekwizytów". Wybrałam z niej
jedynie część opisową, rezygnując - z uwagi na brak miejsca - z rozważań
na temat symboliki rekwizytów obrzędowych.
Materiały do pracy gromadziłam od czerwca 1994 do marca 1995 r.
w dawnym powiecie oszmiańskim (w granicach ustalonych w roku 1922).
Prowadzone badania upewniły mnie, że w tej okolicy, znacznie oddalonej od
dużych centrów przemysłowych, zachowane zostały obrzędy rodzinne nie
spotykane w tak rozbudowanej formie na bardziej zurbanizowanych tere­
nach. Jednocześnie poszukiwania w literaturze etnograficznej i historycznej
ujawniły, że nie istnieją publikacje zajmujące się chłopską obrzędowością
na tym obszarze.
Podstawą prezentowanego tu opisu są informacje zebrane w 27 wsiach
i małych miejscowościach. Moi rozmówcy urodzili się na Oszmiańszczyźnie,
pochodzili z chłopskich rodzin i uważali się za Polaków.Wywiady prze­
prowadzałam z ludźmi z rodzin „czysto" katolickich, tzn. takich, w których
obydwoje małżonkowie są katolikami i sakramenty święte przyjmują w koś­
ciele, a nie w cerkwi. Wybierając takich informatorów chciałam mieć pew­
ność, że ich obrzędy nie są związane z wyznawaniem prawosławia, a wyraź­
ny wpływ tej religii w niektórych zwyczajach związany jest przede wszystkim
z geograficzną bliskością cerkwi.
Oszmiańszczyzna zawsze była miejscem stykania się różnych kultur
i różnych narodów. W 1932 r. S. Wysłouch pisał: „Polak kresowy i Bia­
łorusin, zrodzeni ze wspólnego pnia etnicznego mają de facto tyle cech
wspólnych, iż można by ich uważać za wspólną narodowość «polsko-białoruską» lub białoruską w kulturze polskiej. Tego rodzaju wielowie­
kowego procesu dziejowego, jaką jest narodowość «połsko-białoruska»
należałoby traktować całkiem odmiennie od narodowości polskiej ziem
rdzennie polskich"(Wysłouch 1932, s. 14). W wypadku tych ziem roz­
strzygające jest samookreślenie się ludzi. Choć zamiast języka polskiego
w przeważającej mierze używają tzw. „mowy prostej" i stosują się do

190

BEATA CZECH

wielu zwyczajów białoruskich, litewskich lub rosyjskich, to jednak nazywają
się Polakami, a swe obrzędy uważają za tradycyjnie polskie. Należy ich więc
uważać za Polaków.
Najstarsi spośród moich rozmówców byli praktykującymi katolikami
i dobrze znali język polski. Uczyli się bowiem, jako obywatele Polski (do
1939 r.) w polskich szkołach. Osoby poniżej 60 lat kończyły już rosyjskie szkoły
i najczęściej ulegały ateizacji propagowanej przez władze radzieckie w ramach
walki z Kościołem. Podobnie jak w całym ZSRR, tak i na Oszmiańszczyźnie,
możliwość bezpłatnej nauki w miastach i odgórne nakazy pracy spowodowały
także, iż wiele osób, czasowo lub na stałe, opuszczało miejsce swego urodzenia.
Efektem tego było rozbicie dotychczasowej struktury rodzinnej. Stworzenie
sowchozów i kołchozów wpłynęło również na likwidację odległych wiosek,
kolonii i zaścianków. Do pracy na Oszmiańszczyźnie przybywali natomiast
ludzie ze wszystkich zakątków kraju, różnej narodowości i wyznania. Każdy
z nich zaszczepiał elementy własnej kultury. W pewnym stopniu wpłynęło to
także na zmianę obrzędów rodzinnych ludności polskiej.
Głównym organizatorem życia społecznego w zachodnich rejonach Biało­
rusi stał się w ostatnich latach Kościół Rzymskokatolicki. Wokół sakramen­
tów świętych skupiają się też wszystkie zwyczaje obrzędowe. Na badanym
przeze mnie terenie znajduje się 8 parafii Rzymskokatolickich. W 5 z nich
pracują księża z Polski. Pracują tu od roku 1991, czyli od zdobycia przez
Białoruś niepodległości. Nie zawsze rozumieją oni zastane zwyczaje. Niektóre
z nich traktują po prostu jak zabobony i pozostałość wiary pogańskiej.
Protestują przeciwko wystawności styp, rytualnemu piciu alkoholu. Niektórzy
księża nie biorą także udziału w pochówkach na cmentarzu, „nie chcąc
uczestniczyć w podejrzanych płaczach i praktykach".
W wyniku uchwał Soboru Watykańskiego I I (1962-1965) i wprowadzo­
nych wtedy uproszczeń w sprawowaniu liturgii, zanikły niektóre zwyczaje
obrzędowe (np. związane z wywodem położnicy i panny młodej). Ogólnie
jednak święta kościelne i sakramenty święte są najważniejszym punktem
wszystkich obrzędów rocznych i rodzinnych.
Polacy na Białorusi mieszkają często w pobliżu cerkwi prawosławnej.
W okolicach Oszmiany najważniejsze ze względu na swoje oddziaływanie są
cerkwie w Krewię, Holszanach i Smorgoniach. Czynna jest też cerkiew
w samej Oszmianie.
Współpraca między księżmi rzymskokatoUckimi a duchownymi prawo­
sławnymi nie układa się zbyt dobrze. Powodem jest m.in. zarzucanie pol­
skim księżom, że polonizują obywateli Białorusi. Istnieje jednak współdzia­
łanie w życiu religijnym wiernych. Zdarza się, że śpiewacy pogrzebowi
śpiewają (po polsku) na prawosławnych pogrzebach. Księża katoliccy uzna­
ją również sakramenty święte przyjęte w cerkwi. Często, zwłaszcza wśród
młodego pokolenia, można spotkać małżeństwa katolicko-prawosławne. Nie
są one jednak aprobowane przez starszych, którzy obawiają się wynarodo­
wienia swoich wnuków.

CHŁOPSKIE OBRZĘDY RODZINNE

191

Wielu Polaków uczestniczy w prawosławnych chrzcinach, weselach i po­
grzebach. W ten sposób, na ogół nieświadomie, przyjmują z prawosławia
niektóre elementy obrzędowe. Moi informatorzy twierdzili jednak stanow­
czo, że wiedzą, jakie są różnice w uroczystościach Polaków i Białorusinów.
Podkreślali przy tym „wyższość" polskich ceremonii, ich prostotę, a także
wyższą kulturę osobistą uczestników.
PRZYJĘCIE D Z I E C K A D O SPOŁECZNOŚCI

Obrzędy narodzinowe składają się z wielu etapów (w przeszłości były one
bardziej rozbudowane).
Obecnie kobiety rodzą dzieci w szpitalu („roddomie"). Przebywają tam
jeszcze kilka dni po porodzie. W tym czasie rodzina i znajomi przychodzą do
nich na „odwietki", przynosząc ze sobą torty, wędlinę, szampana i wódkę.
Czasem te przyjęcia odbywają się kilka dni później, tuż po powrocie matki
z dzieckiem do domu:
„Przed chrztem przychodzą kobiety odwiedzić matkę dziecka w szpitalu.
To nazywa się «odwietki». Na tę okazję pieką «ołatki» (placuszki). Kiedyś
one były specjalnie na tę okazję. Teraz głównie ludzie młodzi chodzą"
(kobieta, lat 55, Traby).
Kiedyś na „odwietki" szły jedynie starsze kobiety. Przynosiły położnicy
jedzenie: jajecznicę, „oładki", bułki drożdżowe, ser, kiełbasę. Nieraz daro­
wały płótno. Zaraz po przyjściu rozwiązywały płócienne chustki, w których
niosły - dary, tłumacząc, że ułatwi to dziecku szybki rozwój:
„Jak szła jaka kobieta odwiedzać [...] każda brała jakąś bułkę czy ciast­
ka. Jak jaka kobieta odważniejsza, to jeszcze dziś szybko odwiązują na
«odwietkach» węzełek z gościńcem, że dziecko szybko chodziło"(kobieta,
lat 65, Żuprany).
Ojciec narodzonego dziecka idzie do znajomych we wsi i do rodziny, by
zawiadomić ich o tym radosnym wydarzeniu. Bierze ze sobą butelkę wódki,
czasem cukierki. Kiedyś „rodziny" (powiadomienie o przyjściu na świat
dziecka) były jednocześnie zaproszeniem na „odwietki":
„Jak się urodziło dziecko, to ojciec albo babka niosła do znajomych
«rodziny» chleb z cukrem. Komu nie przyniesie, ten nie idzie odwiedzać na
«odwietki». Jak jaka kobieta idzie odwiedzać, to bierze kawałek chleba
z cukrem".
Do lat sześćdziesiątych obowiązywał położnicę nakaz izolacji towa­
rzyskiej do szóstego tygodnia po porodzie (przez 40 dni). Wynikało to
z powszechnej wiary w „nieczystość" kobiety. Jej fizjologia, jako niezro­
zumiała, budziła niepokój. Wierzono, że ciąża i poród mogą stać się
niebezpieczne także dla otoczenia położnicy. Po sześciu tygodniach kobieta
szła do „wywodu". Ceremoniał kościelny polegał na wyprowadzeniu jej
przez księdza z zakrystii do nawy kościelnej. Kobieta trzymała w ręku
zapaloną świecę. Obydwoje klękali przed ołtarzem i modlili się przez

192

BEATA CZECH

chwilę wspólnie. Następnie ksiądz błogosławił kobietę, która wychodziła
z kościoła głównymi drzwiami. Do tego dnia było to jej zabronione:
, , I po domach nie wolno było kobietom chodzić, ani do sąsiadów, ani do
sklepu. Taki był zwyczaj. Nie można było wywieszać pieluszek [na dwór
- przyp. B.Cz.] aż do chrztu. I po wodę chodzić do studni" (kobieta, lat 65,
Żuprany).
Dziś kobiety nie przestrzegają już izolacji towarzyskiej. Nie chronią też
nieochrzczonego dziecka przed „złym". Młode matki nie wiedzą, co znaczy
wyraz „wywód" (wsch. „wychod").
Na kilka dni przed chrztem rodzice dziecka spotykają się z przyszłymi
kumami i ustalają przebieg uroczystości. Termin chrztu uzależniony jest
jedynie od zdrowia dziecka i woU rodziców. Za najszczęśliwszy dzień w roku
uważana jest Wielka Sobota - czas święcenia wody. Wtedy też odbywa się
najwięcej chrztów. Rodzice chrzestni wybierani są spośród rodziny i bliskich
znajomych. Kiedyś mogli nimi zostać tylko ludzie żonaci lub zamężni, dziś
najczęściej wybiera się młodzież, przede wszystkim panny i kawalerów.
Muszą to być osoby o nieposzlakowanej reputacji, bo powszechną jest
wiara, że dzieci dziedziczą cechy po kumach. Odmowa pełnienia tej funkcji
może, według informatorów, przynieść nieszczęście dziecku i osobie pro­
szonej na kuma. Jeżeli w rodzinie umierają dzieci, rodzice wybierają na
chrzestnych ludzi obcych, bez uprzedzenia:
„U mojej sąsiadki tak było. Jej dzieci bardzo umierały i jak urodził się
Staszek, to ona mi nie powiedziała, że ja będę kumą. Jak przyszłam do niej
to podała mi dziecko przez okno. To jest takie «lapanie» kumów, żeby
dziecko nie umarło" (kobieta, lat 69, Zamościany).
Starsi rozmówcy pamiętają jeszcze zwyczaj uroczystej kąpieli dziecka
w dniu chrztu. Myła je matka z babką - „pawituchą" [biał. „pawitucha"-akuszerka], kuma z matką lub babka z matką. W trakcie kąpieli kum
wrzucał do wanienki monety na „mydło":
„Akuszerka przychodziła wcześniej i ona musiała to dziecko przed
chrztem wykąpać. Jak zobaczyli, że kum już jedzie, to tego dzieciaka szybko
do niecki wkładali. Jak kum szedł, to musiał wrzucić pieniądze do wody,
gdzie kąpią dziecko. Te pieniądze szły do babki" (kobieta, lat 70, Kleje).
Obecnie zwyczaj ten nie jest praktykowany;
„Mówią, że jak już jadą z dzieckiem do chrztu, to kuma nie powinna po
drodze sikać, bo dziecko sikliwe będzie" (kobieta, lat 65, Żuprany).
Dawniej do kościoła jechali z chrześniakiem rodzice chrzestni i babka
(pawituchą). Rodzice dziecka czekali na ich powrót na progu domu:
„Rodzice starali się jak najszybciej spotkać ich na progu. Teraz ksiądz
wymaga, żeby rodzice byli przy chrzcie" (kobieta, lat 55, Traby).
Do lat pięćdziesiątych X X w. rola babek-akuszerek w obrzędach naro­
dzinowych była ogromna. Były one najważniejszymi osobami na chrzcinach.
Towarzyszyły kobietom od momentu porodu. Obok pomocy medycznej,
stosowały także zabiegi magiczne mające pomóc przy narodzinach. Potem,

CHŁOPSKIE OBRZĘDY RODZINNE

193

w czasie połogu, pomagały matce w gospodarstwie i zajęciach domowych.
Miały obowiązek dostarczania i przygotowywania pożywienia, jechały
z dzieckiem do chrztu a na samej uczcie spełniały funkcję kierowniczą.
Rozdzielały potrawy i były głównymi bohaterkami wszystkich zabaw. Od
momentu wprowadzenia przez władze radzieckie obowiązku porodów
w szpitalach funkcje „powituch" przejęły rodzone babcie dziecka:
„Kiedyś najważniejsza na chrzcinach była «pawitucha». Teraz ważna jest
babcia dziecka" (kobieta, lat 65, Żuprany).
Matka chrzestna kupuje dziecku becik, ubranko do chrztu, pieluszki.
Przynosi też 1-2 metry białego płótna przewiązanego wstążeczką (różową
dla dziewczynki a błękitną dla chłopca). Materiał ten nosi nazwę „koszulki".
W czasie chrztu w kościele ksiądz kładzie ją na dziecko. Ojciec chrzestny ma
obowiązek zapłacić za chrzest. Najczęściej niesie na plebanię dary w naturze
(szampana lub wódkę i tort). Przynosi też słodyczy w prezencie dla kumy.
Rodzice chrzestni, podobnie jak dziecko, uważani są dziś za najważniejsze
postacie na chrzcinach. Na uczcie siedzą na honorowych miejscach, obok
siebie. Powinni „trzymać się razem" przez całą uroczystość i zachowywać
jak ludzie sobie bardzo bliscy. Powszechnie znana jest piosenka śpiewana
dla kumy „Kum do kumy zalecałsja, konopielki zasiewałsja [...]".
„Ja siedziałam blisko kuma całe chrzciny, żeby dziecko miało ładne,
gęste zęby" (kobieta, lat 17, Stacja Oszmiana).
Na omawianym terenie dzieci chrzczone są w sobotę. Do kościoła
przyjeżdżają z dzieckiem rodzice i rodzice chrzestni. Udzielanie sakramentu
trwa krótko, bez zbytniej oprawy, w zakrystii. Wszyscy zaproszeni goście
czekają w domu.
Uczta po chrzcie jest najczęściej bardzo rozbudowana i trwa około
dwóch dni. Goście jedzą, żartują, śpiewają, nieraz tańczą. Czynności ob­
rzędowe mogą odbywać się w różnej kolejności. Najczęściej jednak już
pierwszego dnia rodzice chrzestni „pokrywają" dziecko (ros. „pokrywało"
- przykrycie lub kawałek tkaniny, którą się coś przykrywa). Gdy kumowie
usiądą za stołem, babcia dziecka przynosi im zawiniątko. Jest to zawinięta
lalka, kogut lub kot. Śmiejąc się i żartując, kumowie odrzucają tobołek,
mówiąc że to nie jest ich dziecko. Babcia podaje je trzy razy. Dopiero za
trzecim razem przynosi im oczekiwanego chrzestniaka. Wtedy kuma uroczy­
ście kładzie na becik materiał przeznaczony dla matki dziecka, kum kładzie
pieniądze.W niektórych rodzinach wszyscy goście przekazują sobie dziecko
z rąk do rąk, oglądają je i kładą na becik prezenty.
Wieczorem w dniu chrztu (lub rankiem dnia następnego), babcia dziecka
układa na tacy ciastka i cukierki, będące często podarunkiem od kuma (do
czasów I I wojny światowej zwyczajowo czyniła to „powietucha"):
„Pieką takie ciasteczka różne: zwierzęta, grzybki, słońca, księżyce. Za te
ciastka babcia dostaje pieniążki. Jest dużo śmiechu. Każdy się przekomarza,
wybiera. Te pieniądze są potem dla dziecka. To jest dawny zwyczaj. Ja
widziałam to na każdych chrzcinach" (kobieta, lat 65, Nowosiółki).

194

BEATA CZECH

Babcia rozdaje ciasteczka wszystkim zebranym. Nieraz też nosi pod
pachą żywego koguta lub naśladuje jego głos. Każdy z gości kładzie na
talerz pieniążek w podziękowaniu za słodycze. Zabawę tą nazywają „sprze­
dawaniem pietuchów" (ros. „pietuch" - kogut, kur). Po obdarowaniu
gości, babcia jest wyprowadzana z domu i sadzana na wózek lub bronę
(w zimę na sanki). Rozpoczyna się „topienie babci". Wszyscy zebrani
wiozą kobietę nad rzekę lub staw. Babcia krzyczy i prosi, żeby ją puścili.
„Wykupuje się" wódką, cukierkami i zakąską, nieraz też pieniędzmi. Wszys­
cy przy tym żartują:
„Babcia musi się wykupić, bo inaczej wsadzają ją na bronę i do rzeki
chcą wieźć. Krzyczą: «Babcia po domach roznosi dzieci, a nie ma komu
chowac!» Za babcią idą wszystkie" (kobieta, lat 70, Dziewiniszki).
Obecnie zdarza się, że goście wywożą na bronie również dziadka dziecka
(powszechnie uważa się to za nowy zwyczaj).
W drugi dzień uroczystości chrzcin przychodzą przebierańcy - „Cyganie".
Są to przebrani sąsiedzi lub goście. Zdarza się również, że kobieta przebiera się
za mężczyznę, a mężczyzna za kobietę. Śpiewają, żartują, domagają się wódki:
„To są najczęściej ludzie z chrzcin. [...] Najpierw potańcują trochę,
potem chcą szucić. Trzeba im wódki dać, żeby weselej było" (kobieta, lat 56,
Łościszki). Ich przyjście najczęściej kończy chrzciny.
„Potem goście wiozą do domów te pietuchy, dla dzieci. One znają, że im
rodzice przywiozą z chrzcin" (kobieta, lat 60, Żuprany).

OBRZĘDY W E S E L N E

Od czasów I I wojny światowej obrzędy weselne na Oszmiańszczyźnie
uległy znacznemu skróceniu. Doszedł jednak obowiązkowy ślub cywilny.
Dawniej przejście dziewczyny do nowej rodziny rozpoczynały swaty.
W okolicach Oszmiany zwyczajowo jeżdżono w swaty w soboty:
„Jak przychodził swat to miał ze sobą chusteczkę, co u nas nosówka
nazywają. Kładł ją na stół w domu dziewczyny. Na tą chusteczkę stawiał
butelkę. Jak rodzice dziewczyny przyjęli butelkę, to siadali wszyscy za stół, jedli
zakąska, pili ta wódka i dogadywali się. Jak dziewczyna nie chciała iść [za mąż
- przyp. B. Cz.] to musieli odkupować butelkę. A czasem tak było, że wypili
wódkę, a młodego nie chcieli. Wtedy rodzice mówili: «Wasza harełka, nasza
tarelka!» I koniec, ślubu nie będzie" (kobieta, lat ok. 70, Symonówka);
„Za pierwszym razem przyjechali się dogadać i spytać o posag. Jak było
w porządku, to przyjeżdżali drugą razą, wódkę wypijali. A wieczorem tego
dnia młodzi jechali dać na zapowiedzi [...] Swata to wybierali bardziej
starszego, co język miał dobry. Tak trzeba było gadać, żeby ani młodmu
krzywdy nie zrobić, ani młodej" (kobieta, lat 65, Żuprany).
Obecnie młodzi nie poznają się przez swatów, rodzice zaś starają się nie
ingerować w wybór partnera życiowego swego dziecka:

CHŁOPSKIE OBRZĘDY RODZINNE

195

„Nie swatają już dziś młodych. Mój syn się z tego śmieje. Sami się
poznają młodzi" (kobieta, lat 55, Traby).
Od momentu wprowadzenia kolektywizacji wsi, nie praktykuje się też
„przeglądzin" (ros. „pieriegladiť " - przejrzeć). Polegały one na tym, że po
swatach ktoś z rodziny młodej jechał do chłopaka (jeśli mieszkał w innej wsi
i nie znano jego rodziny) oglądać dom i gospodarstwo. Odwiedziny takie
nazywano również „liczeniem świń". Rodzina młodego starała się oczywiś­
cie pokazać z jak najlepszej strony. Przyjezdnych częstowano wystawnym
obiadem. Następnym etapem były zaręczyny. Polegały one na spotkaniu
rodziców chłopaka i rodziców dziewczyny, swata i młodych w domu panny.
W trakcie uroczystego obiadu omawiano szczegóły uczty weselnej:
„Były zaręczyny przed wojną, ale teraz tego nie ma. Teraz są zmówiny,
jak ma wyglądać wesele. Przy tym przyjęcie robią dla rodziców młodych"
(kobieta, lat 70, Żuprany).
Według informatorów, różnica w przebiegu zaręczyn i dzisiejszych zmówin
jest niewielka. Tkwi jedynie w nazwie.
Ślub odbywa się po trzykrotnym ogłoszeniu zapowiedzi przez księdza
podczas niedzielnych mszy świętych. Terminy są dobierane przez młodych
dowolnie, poza czasem zakazanym przez Kościół, a więc poza Wielkim
Postem i Adwentem. W okolicach Oszmiany powszechne jest ponadto prze­
konanie, że nieszczęśliwe są małżeństwa zawarte w maju i czerwcu. Znane
jest powszechnie powiedzenie: „Ślub majowy, grób gotowy" i podobne:
„Ślub czerwcowy, grób gotowy".
Tydzień przedślubny nie wyróżnia się żadnymi czynnościami obrzędowy­
mi. Zdarza się niekiedy, że „przed ślubem młody przyjeżdża z asystentami
do młodej", ale są to odwiedziny „czysto towarzyskie". Asystentki nie plotą
wianuszka dla młodej (cały strój kupuje się obecnie na bazarze). Nikt nie
pamięta już pieśni, które towarzyszyły kiedyś - według starszych rozmów­
ców - temu wydarzeniu.
Dawniej, dwa dni przed ślubem, kobiety piekły korowaj:
„To matka piekła chleb z żytniej mąki. Szyszką makową wyciskali na nim
wzory i wsuwali do pieca. Potem zielenią stroili" (kobieta, lat 75, Łościszki).
Obecnie korowaj jest podstawowym pieczywem weselnym obok tortu.
Z różnych względów (brak dobrej mąki, dzieży, odpowiedniego pieca, itd.)
nie wypieka się go w domu, lecz zamawia w pobliskiej piekarni.
„Wesele trwa dziś sobotę i niedzielę. Kiedyś księża dawali śluby we
wtorki, to wesela były dłuższe. Powinny być w dwóch stronach, ale teraz
różnie się zdarzy" (kobieta, lat 55, Traby).
Główna uroczystość zaczyna się w sobotę rano. Wtedy zaproszeni goście
siadają do stołów przygotowanych w domu panny młodej i w domu młode­
go (rodzina chłopaka w jego domu, rodzina dziewczyny w jej domu). Gdy
nadejdzie czas wyjazdu do panny młodej, chłopak jest błogosławiony i żeg­
nany przez rodziców i krewnych (nieraz także obdarowywany prezentami).
Następnie ze swoimi swatami i asystentami jedzie do domu dziewczyny:

196

BEATA CZECH

„Przywozi jej bukiet. Potem rodzice ich błogosławią. Matka przypina
młodej wianek z mirtu do welonu. Młodemu przypina kwiat do marynarki,
po prawej stronie" (kobieta, lat 55, Traby);
„Jak nie ma już rodziców, błogosławią chrzestni. Musi być para na
szczęście. Błogosławią obrazem Matki Boskiej albo krzyżem. Bywa że ten
obraz zabiera potem młoda do nowego domu" (kobieta, lat 65, Żuprany).
Zdarza się, że asystentki ukrywają młodą w momencie przyjazdu mło­
dego. Przyszły mąż wykupuje ją pieniędzmi i wódką:
„Jak młoda podniesie się po błogosławieństwie, asystentki chwytają wte­
dy biały obrus spod jej nóg i rzucają na dach. Asystenci rwą wtedy na piec.
To dla śmiechu. Żeby szybko się żenili"(kobieta, lat 55, Traby).
Po błogosławieństwie dziewczyna żegna się z rodzicami i krewnymi.
Niekiedy jeszcze przychodzą z wioski stare kobiety i śpiewają dawne pieśni
weselne. Na ogół jednak zebrani śpiewają „Serdeczna Matko".
„Przed wyjazdem do ślubu młoda jest oprowadzona dookoła stołu.
Prowadzi ją asystentka" (kobieta, lat 56, Łościszki).
Przed odjazdem młodych ojciec lub matka (nieraz obydwoje) wynosi
z domu zboże lub chleb z solą i wraz z gośćmi obnosi wokół wszystkich
pojazdów na podwórzu. Potem obsypuje młodych zbożem, „żeby byli bogaci".
Młodzi jadą do ślubu oddzielnie, każdy ze swoimi asystentami i swatami.
Gdy dziewczyna wsiada do samochodu (autobusu), stara się nie siadać od
razu, żeby panny ze wsi „nie zasiedziały się" w staropanieństwie.
Rodzice i goście nie jadą do ślubu. W czasie nieobecności młodych
zastawiają stoły dla sąsiadów, tłumnie zebranych na podwórku weselnego
domu. Sąsiedzi są obecni przez cały czas trwania przyjęcia. Gospodarze
wynoszą im wódkę i zakąskę.
Młodzi jadą najpierw do „Sielsawietu" (tzn. do gminnego Urzędu Stanu
Cywilnego, żeby „się rozpisać" (podpisać się). Potem jadą do kościoła.
„Wianuszek młodej ksiądz święci w kościele razem z obrączkami i potem
drużka znów przypina go do welonu. Nieraz to go już w ogóle nie przypina­
ją po założeniu obrączek. Młodemu mirt przypinają do marynarki, po lewej
stronie. Po ślubie drużka przepina go na prawą stronę [...] Tak jest przyjęte,
że dziewczyna staje z lewej strony przy chłopcu, a kobieta z prawej strony
przy mężu"(kobieta, lat 65, Borany);
„W kościele młodzi patrzą, z której strony świece lepiej się palą, ten
dłużej będzie żył. Jak młoda zarzuci welon na nogi młodego [gdy klęczą
- przyp. B.Cz.], to ona będzie rządzić w domu" (kobieta, lat 65, Borany).
Z kościoła młodzi wracają razem:
„Teraz, jak wyjadą z kościoła, to młody przenosi młodą przez mostki. Ja nie
wiem, co to za zwyczaj [...] To już litewska moda. Trzeba przejechać 12 mostów
i przed każdym mostem zatrzymać się" (mężczyzna, lat 80, Dziewiniszki).
W rodzinnej wsi sąsiedzi i rodzina nowożeńców przystrajają „bramy"
(żerdzie, strojonego kwiatami i wstążkami, którymi przegradza się drogę).
Po każdym zatrzymaniu orszaku weselnego asystenci i swat wysiadają z sa-

CHŁOPSKIE OBRZĘDY RODZINNE

197

Ryc. 1. Wesele - „darowanie młodych" przez gości
Fot. Beata Czech

mochodu rozdając zebranym wódkę i cukierki. Najładniejszą bramę ustawia
się zawsze przed domem weselnym. Na progu domu witają młodych rodzice,
którzy wychodzą z chlebem i wódką:
„Sypali nas owsem na pomyślność. Ten chleb stał potem na weselnym
stole. W dalszych wioskach, słyszałem, że młodzi przechodzili przez prze­
wrócony kożuch"(mężczyzna, lat ok. 70, Zarzecze);
„Na progu domu czeka na młodych matka z ojcem. Spotykają ich
korowajem. Do tego na talerzycku stoją kieliszki z winem i sól. Młodzi
muszą tego skosztować. Rodzice stoją na kożuchu [...] To na bogactwo dla
młodych" (kobieta, lat 80, Kuszlany);
„Po powrocie z kościoła, panna młoda kładzie ręcznik na samochód,
którym przyjechała. Ten ręcznik jest dla szofera. (Kiedyś narzucała go na
konia). Zawiesza też ręcznik swatu" (kobieta, lat 65, Żuprany).
Uczta weselna trwa dwa dni. Tańce urządzane są przeważnie w miejs­
cowym klubie, a jeśli go nie ma - w domu, na podwórzu, albo u sąsiadów.
Do pierwszego tańca młodą wyprowadza pierwszy asystent albo swat. Bywa,
że potem tańczą z nią po kolei wszyscy asystenci. Każdy dostaje za to od
niej krawat albo chusteczkę:
„Jak się zaczyna wesele, młoda musi zatańczyć najpierw ze swatem.
Wtedy daje mu prezent. Potem idzie pierwszy drużbant - jemu młoda wiesza
ręcznik na szyi. Potem młoda tańczy z drużkami. Każdej po kolei kładzie
wianek na głowie. Jak ze wszystkimi dziewczynami przetańczy, one biorą się

198

BEATA CZECH

za ręce, a młoda tańczy w kole. Ona podrzuca swój welon i która go złapie,
ta pierwsza pójdzie za mąż" (kobieta, lat 55, Dociszki).
Na weselu młoda powinna być smutna. Dawniej matka przestrzegała ją,
żeby nie śpiewała i nie śmiała się. „Nie wiadomo przecież, na jakie życie się
zgodziła".
Weselna noc nie obfituje w żadne czynności obrzędowe. Goście krążą
między weselnym domem, gdzie się posilają i piją, a klubem w którym
tańczą. Młodzi także się bawią, a nieraz dyskretnie wymykają się, przez
nikogo nie kontrolowani. Bywa, że wszyscy weselni goście zbierają się o pół­
nocy, aby symbolicznie spalić wianek panny młodej:
„O północy wianek młodej zdejmują i palą, welon młodej zdejmują,
zawiązują chustkę i już babina jest" (kobieta, lat 70, Zułów).
Zwyczajem oszmiańskich Polaków jest przynoszenie jedzenia na wesele
przez gości. Robi tak każdy zamężny człowiek. Kawalerowie - asystenci
przynoszą cukierki dla swych asystentek. Inni dają tort i butelkę szampana
lub wódki. Na weselnym stole stawia się bardzo dużo potraw. Żadna z nich
nie jest jednak określana przez informatorów, jako typowo weselna. Wyjąt­
kiem jest korowaj:
„Kiedyś na weselu podawali zupę, kapustę, mięso, kwaszeninę, galaret­
kę. Nie tak wymyślnie jak teraz. Jedna miska była i każdy widelce z jednej
miski jadł. Dwa kieliszki krążyły naokoło stołu, «po kolejce»" (kobieta,
lat 70, Zułów).
Najładniejszy i największy tort powinna przynieść na przyjęcie swacia.
Najczęściej tort taki jest trzypiętrowy, zdobiony lukrem i cukrem:
„Teraz jest moda na cukrowe obrączki, wcześniej stawiali na tort grzybki
- «borowiki», w latach siedemdziesiątych - łabędzie z cukru" (kobieta,
lat 35, Bujwidze).
Zwyczajowo torty jada się w drugim dniu wesela. Nieraz jest on nawet
nazywany „słodkim dniem".
Niedziela zaczyna się od gorącego śniadania, po którym muzykanci grają
dla każdej pary „marsze". Zbierają za to symboliczne opłaty. Ranek ten
obfituje w obrzędowe zabawy:
,,Na drugi dzień zawsze jest dużo żartów. Kradną młodą. Młody musi ją
wykupować wódką. Nieraz zabierają pościel albo pantofle młodego i in­
strumenty grajków. To najczęściej kradną kucharki. Jak młodzi jeszcze śpią,
to zawiązują im spodnie na supły, ubrania, wynoszą rzeczy. Potem młodzi
długo szukają swego. Kiedyś był taki zwyczaj, że matka młodego słała łóżko
dla młodych i zaścielała je na drugi dzień, żeby sprawdzić, czy panna młoda
jest dziewicą. Potem młody szedł do teściów i dziękował im za wychowanie
córki, za jej urodę. Wtedy wszyscy goście rozumieli, że ona była dziewicą.
Teraz to nie ma już takiego znaczenia" (kobieta, lat 55, Dociszki).
Drugiego dnia goście „darują" państwa młodych (jeśli nie zrobili tego
tuż po błogosławieństwie, przed ślubem). Nowożeńcy siadają na honoro­
wych miejscach, przy nich starsi asystenci, nieraz swacia. Obok stawiają tort

CHŁOPSKIE OBRZĘDY RODZINNE

199

Ryc. 2. Powitanie młodych przez rodziców w domu weselnym po ślubie
Fot. Beata Czech

(korowaj) i kieliszek szampana lub wódki. Najpierw podchodzą do młodych
rodzice, potem dają prezenty swat i swacia, a następnie inni krewni.
„Kiedyś Ojciec przynosił korowaj i sól na nowy dom. Potem podchodziła
matka i darowała cały zwój płótna. Kobiety śpiewały, żeby każdy padał
młodym do nóg i darował" (kobieta, lat 70, Kleje).
Dziś goście nie śpiewają przy darowaniu pieśni, ale grają muzykanci.
Goście podchodzą po kolei, podają młodym prezenty i składają życzenia.
W zamian każdy otrzymuje kawałek tortu (korowaja) i kieliszek szampana.
Często wszyscy piją z jednego kieliszka.
W niedzielę rano na wesele przychodzą także „Cyganie". Zajmują miejs­
ce młodych za stołem, „wróżą". Młodzi „wykupują" swoje miejsca wódką
i cukierkami. Na niektórych weselach „przebierańcy" pojawiają się tuż po
przybyciu młodych z kościoła, tj. pierwszego dnia.
„Siedzą inni «rnlodzi», starzy przebierają się za młodych. Przebierali chłopa
jakiego za młodą, albo babę starą za młodego. Nakładali korale z cebuli, welon
nakładali, wpinali kwiatek" (mężczyzna, lat ok. 60, Krakuny);
„Na swadbie za niedźwiedzia przebierali się [...] Na koniu do chaty wjeżdżali
[...] To muzyka taka. Wejdą: wałek, kaczałka, blacha. Wejdą, grają, krzyczą. To
niedawno było, a ten zwyczaj od dawna" (kobieta, lat 70, Dziewiniszki).
JeżeU wesele jest urządzane w „dwóch stronach", po przyjęciu u młodej
goście jadą na przyjęcie do domu pana młodego. Na progu wita synową
świekra:

200

BEATA CZECH

„Jak młoda idzie do młodego [mieszkać - przyp. B. Cz.] to kładzie
ręcznik na obraz. Do mnie teściowa wyszła z chlebem i solą na próg witać.
Pokryć to musiałam ręcznikiem. Dla matki dałam materiał na sukienkę,
a ojcu koszulę" (kobieta, lat 60, Żuprany);
„U nas tak jest, że jak młoda idzie mieszkać do młodego, to przynosi
ze sobą święty obraz. Wiesza go i narzuca ręcznikiem" (kobieta, lat 56,
Łościszki).
Przestrzega się zwyczaju kupowania przez młodą prezentów dla całej
rodziny męża. Najczęściej są to ubrania lub materiały:
„Młoda, jak przyjdzie do młodego [...] daruje matce, ojcu, braciom,
siostrom. Daje głównie materiał na koszule dla mężczyzn, chustki dla matki,
dla siostry co ma" (kobieta, lat 69, Zamościany);
„Młody kupuje tylko pierścionek dla młodej i podarek dla teściowej"
(kobieta, lat 56, Łościszki).
Obrzędy weselne kończą „podchmiełki" („podwesełki", „okrągły stół").
Urządzane są najczęściej w tydzień po ślubie. Uczestniczy w nich para
młoda, rodzice i najbliżsi krewni. Są ubogie obrzędowo. Jest to uczta urzą­
dzana głównie po to, aby zjeść i wypić potrawy pozostałe po weselu.
Jak już wspomniałam, do lat sześćdziesiątych istniał zwyczaj „wywodu"
panny młodej:
„Po ślubie, mówią, kobieta nie może przejść przez kościół, tylko przez
zakrystię. Ludzie by się śmiali" (kobieta, lat 68, Murowana Oszmianka).
Podobnie jak po urodzeniu dziecka, młoda zobowiązana była (nakazem
kościelnym) do „oczyszczenia".

ZWYCZAJE POGRZEBOWE

Zwyczajowo zmarły powinien leżeć w domu dwie doby. Nieraz czas ten
przedłuża się ze względu na daleko mieszkającą rodzinę. Przy zmarłym
czuwają krewni i sąsiedzi, a także pogrzebowi śpiewacy:
„U nas śpiewa się na pogrzebach i płacze. U was nie płaczą, a u nas
płacze cała rodzina" (kobieta, lat 69, Zamościany).
Śpiewacy modlą się i śpiewają przy nieboszczyku całe noce, nieraz także
w dzień. Śpiewają tylko po polsku. Korzystają z polskich Kantyczek:
„U nas, w Sołach 10 osób śpiewa na pogrzebach. To są starsi ludzie. Młodzi
nie potrafią śpiewać po polsku, a śpiewa się tylko po polsku. Nie płaci się
śpiewakom i nie daje podarków. Kiedyś też tak było" (kobieta, lat 70, Soły).
Domownicy są zobowiązani przyjąć śpiewaków poczęstunkiem i wódką.
Jeszcze do niedawna rytualna uczta odbywała się tuż przy trumnie. Ostat­
nio, ze względów estetycznych (bliskość nieboszczyka), jedzenie podaje się
w innym pomieszczeniu lub u sąsiadów:
„Modlą się proszeni ludzie, którzy potrafią śpiewać i na głos odmawiają
modlitwy, różaniec, litanie, bo muszą mieć głos. No i przychodzi kto może,

CHŁOPSKIE OBRZĘDY RODZINNE

201

Ryc. 3. Wyprowadzenie zmarłego z domu w otwartej trumnie
Fot. Beata Czech

kto chce pożegnać zmarłego. Później są proszeni przez cały miesiąc, żeby
przychodzić i modlić się za niego" (mężczyzna, lat 66, Krakuny).
Rodzina sprząta dom, zasłania wszystkie lustra i szklane przedmioty,
zaznacza też dom, w którym leży zmarły z zewnątrz.
„W domu zasłaniają lustra. Na ścianie koło głowy zakładają dywan,
jeśli okno blisko zmarłego - też zakrywają. Zmarły leży na środku pokoju.
Otwiera się drzwi od chlewa, zatrzymują zegary [...] Do domu wyściełają
dróżkę z gałązek sosny, sypią dróżkę piaskiem" (mężczyzna, lat 60,
Krakuny).
Specjalnie na tę okazję rodzina zmarłego przynosi z kościoła czarne
chorągwie, które zatyka się na domu i bramie wejściowej. Sąsiedzi nie są
zawiadamiani o zgonie. Sami się dowiadują, chociażby dzięki oznaczeniu
domu zmarłego. Telegramy są wysyłane do krewnych mieszkających w od­
ległych miejscowościach.
Zmarłego przygotowuje do trumny starsza osoba ze wsi albo najbliższy
członek rodziny. Nieboszczyka myje się i ubiera. Zakłada mu się też czyste
ubranie i buty na ostatnią drogę. Mężczyźnie rodzina kupuje garnitur
w sklepie, kobiety najczęściej za życia jeszcze wybierają dla siebie material
na „śmiertelną suknię" (szyje ją miejscowa krawcowa):
„Ubranie dla nieboszczyka musi być czyste i wyprasowane. Wszystko
dają nowe. Wszystkie «dozyle» kobiety mają już gotowy strój do trumny.
Kolor: malinowy, ciemny raczej, czarny" (kobieta, lat 60, Kamionka);

202

BEATA CZECH

„Śmiertelna suknia nie jest wykańczana. Szyją byłe jak. Ja sama szyję
sukienki na pogrzeby. Nic za to nie biorę. Nie robi się supłów na nitce"
(kobieta, lat 56, Łościszki). Panny i kawalerów chowają w ślubnych strojach:
„Kawaler ma nowy kostium i bancik z kwiatkiem. Dziewczyna obowiąz­
kowo jest w białej sukni z welonem" (mężczyzna, lat 70, Ciechany).
Do I I wojny światowej ludzie zamężni byli chowani w koszulach ślub­
nych. Dziś o tym zwyczaju pamiętają tylko niektórzy:
„Kiedyś ludzie zatrzymywali swoje koszule od ślubu, żeby ich w nich
pochować. Może to za to, że były błogosławione. Tak nasze babcie robiły"
(kobieta, lat 40, Cudzeniszki).
Nieboszczyk leży na środku pokoju na ławie, potem w trumnie, którą
kupuje się w zakładzie pogrzebowym w Oszmianie lub w Smorgoniach, albo
dostarcza się z kołchozu. Nie ma dziś we wsiach stolarzy, którzy by wyra­
biali trumny.
U szczytu trumny domownicy stawiają kościelny krzyż. Obok, na stole
zasłanym białym obrusem, stawiają mały krucyfiks, dwie zapalone świece,
talerzyk. Na talerzyku zwyczajowo kładą kawałek chleba i szczyptę soli:
„Świecę stawiali, dwie w końcu głowy, nie koło nóg. A teraz bywa, że
stawiają po osiem i dwanaście świec" (kobieta, lat 60, Krakuny).
Pod poduszkę leżącą w trumnie, ktoś z rodziny wkłada święcone zioła.
Zmarłemu daje się do ręki obrazek z podobizną świętego patrona, różaniec,
chusteczkę do nosa, nieraz monety. Przed zamknięciem trumny ktoś kapie
świecą w jej cztery rogi „na krzyż":
„Mówi, że na pogrzeb powinno się trzymać świecę z Pierwszej Komunii
Świętej, ale mało kto ma" (kobieta, lat 70, Murowana Oszmianka).
Zdarza się, że przed wyniesieniem, trumna jest obsypywana zbożem:
„Jak kto umrze to nieraz obsypują trumnę dookoła zbożem, trzy razy.
To stary, polski zwyczaj" (kobieta, lat 69, Zamościany).
Przy wyprowadzeniu trumny z domu zmarłemu nie towarzyszy ksiądz.
„Jak wynoszą trumnę, stawiają tam (na jej miejscu) chleb. Bywa że w ten
moment przekręcają śpiewacy stół. Nie wiem, dlaczego" (kobieta, lat 60,
Zamościany).
Pościel z łóżka zmarłego wynoszą na podwórze i tam zostawiają. Pod­
noszą także zwierzęta w oborze, pukają w ule, aby obudzić pszczoły. Gdy
pogrzeb idzie przez wieś, budzi się ludzi w wiosce. Wszystkie te działania
informatorzy tłumaczą ochroną przed „upadkiem gospodarstwa". Jeśli
w rodzinie jest brzemienna kobieta, wychodzi z domu przed trumną, a po­
tem idzie przed konduktem pogrzebowym.
„Brzemienną kobietę zawsze puszczają przed trumną, żeby dziecko się
żywe urodziło" (kobieta, lat 56, Łościszki).
Zmarły jest niesiony w otwartej trumnie aż do wioskowego krzyża,
a jeżeli w pobliżu jest kościół, to do kościoła:
„Jak pogrzeb spotka na drodze człowieka, to znaczy, że niedługo będzie
drugi pogrzeb w wiosce" (kobieta, lat 56, Łościszki).

CHŁOPSKIE OBRZĘDY RODZINNE

203

Ryc. 4. Rytualne zawodzenia i pożegnanie zmarłego na cmentarzu. Młody człowiek ubrany jak
do ślubu - w klapie marynarki tzw. „bancik"
Fot. Beata Czech

Przy krzyżu zamykają trumnę i ustawiają na odkrytej ciężarówce, przy­
branej zielonymi gałęziami. Tak wiozą do kościoła. Na żałobnej mszy trum­
na jest zamknięta, zgodnie z wyraźnym nakazem księży. Po nabożeństwie
pogrzeb udaje się na cmentarz. Ścieżkę przed konduktem wysypuje się
zieloną jedliną. Najczęściej ksiądz nie idzie z konduktem. „Synowie albo
rodzina może nieść trumnę" (kobieta, lat 65, Żuprany).
Na cmentarzu krewni znów otwierają trumnę i żegnają się ze zmarłym.
Kobiety głośno lamentują, zwracając się do nieboszczyka w zdrobniałej
formie. W tymczasie mężczyźni z wioski kopią dół i wysypują go zielonymi
gałązkami. Na dnie wyciskają szpadlem znak krzyża. Rodzina rozwiązuje
wszystkie supły na ubraniu zmarłego. Trumna zostaje zamknięta i spusz­
czona na sznurach („wierówkach") do mogiły. Nieraz do tego celu są
używane ręczniki. Sporadycznie się zdarza, że rodzina rzucana trumnę kapę,
na której stała trumna w domu i na ciężarówce. Znajomi rzucają na trumnę
grudki ziemi, rodzina się tego wystrzega:
„Kiedyś był taki zakon, że rodzina nie mogła sypać. Teraz ksiądz powie­
dział, że wszystkim można sypać" (kobieta, lat 60, Boruny).
Po usypaniu grobu, rodzina prosi wszystkich zgromadzonych na „żałobny
obiad". Urządza się go w domu zmarłego. Zawsze jest obfity i trwa kilka godzin:
„Na cmentarzu rodzina prosi wszystkich na żałobny obiad. Taki obowią­
zek, żeby wszystkich przyjąć. Dużo ludzi przychodzi. Dużo wódki piją na

204

BEATA CZECH

pogrzebie. Zawsze dają wódkę tym, co kopią grób" (kobieta, lat 60, Szumieliszki Małe);
„Mówią też, że trzeba zaciąć na żałobny obiad chociaż kurę. Jak się
nie da «głowy za głowę» to gospodarka upadnie. Najczęściej u nas zacinają
kabany (prosiaki - przyp. B.Cz.], bo dużo ludzi przychodzi" (kobieta,
lat 65, Borany).
Przed poczęstunkiem śpiewacy odmawiają modlitwę za duszę zmarłego.
Na stole stawia się krucyfiks i dwie zapalone świece. Chleb i sól, które stały
przy trumnie spala się w piecu.
„Zup nie ma. Nie ma tortów. Zieleni na stół nie stawiają. Kotlety robią,
kury, wódkę dają. Jak się wódki nie da, to ludzie nie przyjdą na pogrzeb"
(kobieta, lat 64, Holszany).
Obiady żałobne, połączone z modlitwą za zmarłego, urządza się jeszcze
co najmniej trzy razy: w 30 dni po śmierci, po 6 miesiącach i po roku.
W rocznicę śmierci rodzina zamawia w kościele mszę. Potem krewni udają
się na grób. Po krótkiej modlitwie idą do domu na poczęstunek. W tych
uroczystościach biorą również udział zaproszeni śpiewacy. Na zastawionym
stole znów pojawia się krucyfiks i dwie zapalone świece.

PODSUMOWANIE

Zajmując się obrzędami rodzinnymi na Oszmiańszczyźnie natrafić można
na przypadki łączenia wierzeń w jeden chrześcijańsko-magiczny system.
Tamtejsi Polacy wykonują szereg praktyk, nawet nieświadomie, przywodzą­
cych na myśl przedchrześcijańskie obiaty dla bóstw solarnych, lunarnych,
dla Matki Ziemi. Szczególnie silnie zachowała się wiara w opiekuńczą moc
duchów przodków. Świadczy o tym chociażby zostawianie dla nich poży­
wienia i sypanie zboża w czasie wesela, przeprowadzki młodej do domu
młodego, w czasie pogrzebu. Chrześcijaństwo, szerzone tam od kilkuset lat,
wyparło wiele obrzędów. Zatarło się również znaczenie wielu obrzędów
magicznych. Pomimo to wciąż się je wykonuje. Informatorzy tłumaczą to
przywiązaniem do tradycji, kojarzeniem z polską kulturą, walorami estetycz­
nymi. Przedstawiciele Kościoła nie zawsze są im przychylni. Świadczy o tym
chociażby nieuczestniczenie księży w trakcie pochówku na cmentarzu.
Najczęściej oszmiańscy chłopi są praktykującymi cłirześdjanami. Uczestni­
czą w nabożeństwach i są pobożni. Pozwalają sobie jednak wykonywać
czynności całkowicie sprzeczne z chrześcijańskim systemem wiary. Robiąc to,
rzadko są świadomi, że charakter tych zachowań jest sprzeczny. Chodzenie „ze
słońcem" lub „pod słońce", składanie obiat, przebieranie się za płcie przeciwne
w czasie wesela czy chrzcin (co ma podkreślać wejście w inny czas i odwrócenie
porządku), itd. jest dla nich czynnością zupełnie naturalną i pożądaną.
Część zachowań obrzędowych jest kultywowana ze względu na swój
zabawowy charakter. Tak stało się w przypadku „sprzedawania koguci-

205

CHŁOPSKIE OBRZĘDY RODZINNE

ków", „topienia babci" czy weselnych „kradzieży" ubrań. Nie oznacza
to jednak zaniku wiary w cudowną moc przedmiotów i przeświadczenia
o konieczności wykonywania określonych czynności, aby zapewnić sobie
przychylność sił nadprzyrodzonych.
LITERATURA
Etnografia
1989
Etnografia Biełarusi - encyklopedia, Mińsk.
K u r z o w a Z.
1993
Język Wileńszczyzny i kresów północno-wschodnich XVI-XX
W y s ł o u c h S.
1932
Ziemia oszmiańska na rubieży dwóch kultur, Wilno.

w., Warszawa-Kraków.

BEATA CZECH
PEASANT RITUALS OF T H E L I F E C Y C L E
IN T H E R E G I O N O F OSZMIANA (BYELORUSSIA)
Summary
The article is a part of the author's M.A. dissertation "The rituals of the life cycle by the
peasants in the region of Oszmiana - symbolic meaning of the ritual requisites". The fieldwork
was conducted in the years 1994 and 1995 on the areas which had been the district of
Oszmiana in the Polish state administration system before 1939 (within the boundaries estab­
lished in 1922). Nowadays it belongs to the Byelorussian state territory.
The description has been made basing upon data colleted in 27 villages and settlements.
All the respondents were born in their localities and came from peasant families. They identify
themselves as Polish. The author interviewed only „purely" Roman Catholic families i.e. those
in which both spouses are Catholic and receive sacraments in Catholic church.
The choice of the region was not without grounds and for two reasons. It is remote from
bigger industrial centres and traditional folk customs have remained there in a more developed
form than in other, more urbanized places. Moreover, there are hardly any ethnographic
records of the folk rituals from that part of Western Byelorussia in the literature. The detailed
description includes three main ritual events: birth, wedding and death and funeral. All the
rituals have till a fairly developed form with several distinguishable stages following each other.
Birth customs start soon after the birth of the baby. Nowadays women give birth to
children in infirmaries ("roddom") not at home. While staying there the mother is visited by
her friends and relatives who come with obligatory food gifts: cakes, sausages, champagne and
vodka to celebrate. I n some other cases the celebration takes place at home after the mother is
back. The father is expected to visit his neighbours in order to announce the joyful event. He
also brings the treatment - a flask of vodka, some sweets.
A few days before christening the parents met their friends and relatives and the godparents-to-be to discuss the plans for the ceremony. How soon the christening will take place depends on
the baby's health and on the parents' decision. Holy Saturday, the day of the blessing of water is
believed to be the most fortunate day of all to be christened. Godparents are chosen from among
friends and relatives. It is believed that refusing to the parents' proposal to be a godparent may
bring bad luck both to the infant and to the person refusing. Families where babies die in infancy
may ask strangrs, odd persons chosen at the last moment to be godparents.

206

BEATA CZECH

Up to the 50ties the most important role in birth customs was that of midwife ("babka").
She not only delivered the baby and looked after the mother but also performed magical acts
believed to secure luck and good health to the newborn. Nowadays these functions have been
taken over by grandmothers and godparents.
Only parents and godparents go to church with the baby for church baptism ceremony. All
the invited guests wait at home. As soon as the parents and godparents with the baby are back
the feast begins which is usually held up for two days. The participants, eat exchange jokes,
sing ritual songs. They sometimes dance "so that the baby would walk soon". The most
important acts are "giving gifts to the baby" (obligatory gifts are given by all the present) and
another gift-giving ceremony called "selling the cock", by which the child's grandmother
(previously it was the midwife) treats all guests to sweets and gets small money in return.
Walking from guest to guest she sometimes carries a real cock or unities the cock's crowing.
Abother entertainment (with ritual meaning) is "the drowning of grandmother" when the
frolicking guests take the grandmother on the cart to a nearby pond or stream and, jokingly
demand "ransom". Sometimes persons disguised as "Gypsies" appear.
Wedding ceremonies have been considerably reduced in recent years. There is no match­
making any more, all young people choose their mates themselves.
Before the wedding a party called "zmówiny" - bethrotal - should take place. The parents
of the bride and the bridegroom meet to discuss the organization of the future ceremony. After
the banns have been called on three successive Sundays the main ceremony comes on a Satur­
day in the morning. Two parties of guests are invited to the treatment separately to the bride's
and the bridegroom's homes. Then the bridegroom receives the "farewell blessing" from his
family and leaves to go to the bride accompanied by his relatives and the best men. On arriving
he is welcomed by her family. The bride's parents fix a small myrtle wreath to the girl's veil.
The young couple's departure to church is accompanied by jokes and magical acts. The bride
and bridegroom travel in separate vehicles, first to registry office then to church. After the
sacrament they leave the church together. On their way home they are stopped at decorated
"barriers" at which their young neighbours are waiting for vodka and sweets.
At the treshold of the bride's house the newly married are greeted by her parents who bless
them holding a loaf of bread, some salt and two glasses of spirit. Next, the young couple are
strewn with handfuls of grain "for good luck".
The feast lasts for two days and nights. According to the custom it should be held in the
family homes of both spouses. The most important points of the celebration are: giving gifts
to newly married, playing "marches" (special wedding tunes) and appearing of masquerade
groups who sometimes take the seats of the young couple at the table. Characteristic for the
customs of the region is, that the bride is expected to buy gifts to all the bridegroom's family,
usually clothes and textiles.
Burial is the third important ritual event discussed here. According to customs the
deceased's body should remain at home for two days and nights. During all this time relatives
and neighbours sit up at him together with persons playing the role of "funeral singers". The
house is cleaned, mirrors and other objects of glass are covered. The house of the mourning is
marked by black flags or by fir needles scattered in front of it.
The deceased's body is dressed in new garments; by making them knots on threads should
be avoided. Young unmarried men and women are buried dressed in their wedding garments.
Beside the coffin on a table covered with white tablecloth they put a small crucifix, two lit
candles and a plaste with a piece of bread and a little salt.
The carrying-out of the coffin is usually not accompanied by priest. Sometimes the coffin
is strewn with three handfuls of grain by the relatives. On the place where the coffin was
standing they put some salt and bread. Bedclothes from the deathbed should be removed and
carried to the yard. Another ceremony is called "walking up the livestock". When the funeral
procesión is passing through the village all the neighbours should be woken up too. All those
acts are meant to protect against the "downfall of the farm and househols". I f there is

CHŁOPSKIE OBRZĘDY RODZINNE

207

a pregnant woman in the family she should leave the house before the coffin is carried out and
walk in front of the procession. The body is carried in the open coffin to church or to cross on
the border of the village. After the church service the procession goes to the cemetery.
The path to cemetery is strewn with green for branches. At the grave the coffin is opened
again so that the relatives could bid the last farewell to the deceased.
The women break into loud wail addressing the dead cordially and throw small green
branches onto the coffin. On the bottom of the grave the sign of the cross is made with
a spade. Then the coffin is closed and let down into the grave. The deceased's family invite all
the participants of the ceremony to the "funeral dinner". The treatment is generous and lasts
for several hours.
The rituals of the life cycle in the region of Oszmiana have still a developed form. They
belong to the system incuing Christian and magical elements. Numerous rites can be derived
from very old, pre-Christian Slavonic culture. The peasants however are not aware of primary
meanings of many ritual acts. For them the only reason for following the customs is their
attachment to their Polish tradition and aesthetic values of the ceremonies.
Translated by Anna

Kuczyńska-Skrzypek

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.