3c3d699000b8920d08522e2305448221.pdf
Media
Part of Raporty studentów / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1995 t.49 z.2
- extracted text
-
Sejny
Związki pracowników
Katedry Kultury Polskiej z Krzysztofem Czyżewskim
Z którymi założył w Sejnach na początku
spolykcdiśmy się na różnych szlakach, w trakcie przedsięwzięć
„Pogranicze",
- a także z jego przyjaciółmi
1991 roku. Ośrodek „Pogranicze - sztuk, kultur, narodów''
poszukujących
i współpracownikami,
Wtedy to
żywych źródeł kultury i teatru. Gdy powstała
Fundacja
wśród członków jej Rady znaleźli się Michał Boni. Grzegorz Godlewski, Leszek Kolankiewicz, Zbigniew Osiński i
Sulima. O działalności
Ośrodka pisano na łamach „Kontekstów"
wraz
sięgają lat osiemdziesiątych.
(zwalnia to mnie od obowiązku
ich
R L.
OC
referowania).
Od roku 1993 Ośrodek „Pogranicze "jest jednym z głównych partnerów Katedry w realizacji programu „Animacja kultury". Podstawową
formą współpracy są organizowane rokrocznie staże studentów specjalizacji
w Ośrodku „Pogranicze".
1993 r.. drugi - w marcu 1994 r. Właśnie jego dotyczą zamieszczone tu fragmenty
Pierwszy Z nich odbył się w lut\
W stażu tym uczestniczyło dwudziestu sześciu studentów (pod opieką Rocha Sulimy i Grzegorza Godlewskiego).
działalności
„Pogranicza",
zwłaszcza
pogranicza, koegzystencji narodów,
i wymiany międzyregionalnej.
tych kierunków
działalności
m
raportów.
Celem jego było poznanie
Ośrodka, które dotyczą tradycyjnych postaci kultury w warunkach
kultur, religii - a także o przedstawienie
problematyki „małych
ojczyzn",
zagadnień
tolerancji
Obok standardowych form prezentacji (filmy, dokumentacja, spotkania z pracownikami Ośrodka i tak dalej),
studenci wzięli udział w specjalnie
zaaranżowanych
wyprawach do środowisk
i miejsc stanowiących
obszary bezpośredniej pracy
„Pogranicza".
Grzegorz Godlewski
Przez, cztery dni byłam jak gwiazda filmowa, dla której przygotowano
wspaniały program, precyzyjny co do minuty. Ciekawy i dający szersze
spojrzenie na rzeczy, o których wcześniej nie wiedziałam. Byłam
obserwatorką spraw ważnych, wyjątkowych. Byłam też obserwowana,
nic tylko przez babcie w kościele i mieszkańców Sejn. ale i przez
pracowników „Pogranicza". Polubiłam ich i chętnie znów przyjadę. (...)
cześnie przekraczać granice własnego kraju w dążeniu do rzeczywistego
zamieszkania w szerszym regionie, „dużej ojczyźnie".którą dla nas jest
Europa Środkowa. Jest to znakomite antidotum na kompleks prowincji
i zaściankowości, jedyne chyba lekarstwo na ksenofobię, postawy
nieufności, podejrzliwości wobec innych, „nie-swoich".
Paweł Piasecki
Kinga Lewińska
Pierwszy dzień stażu przeznaczony był na wyjazdy w teren. Uczest
nicy zostali podzieleni na trzy grupy. Jedna udała się do wioski Gabowc
Grądy, zamieszkałej przez starowierców. społeczność odseparowana od
świata zewnętrznego, rządzącą się dość absolutystycznic rozumianym
prawem religijnym (jej zwierzchnikiem duchowym jest wybierany
przez społeczność n a s t a w n i k ) . Druga grupa przebywała w Sej
nach, gdzie poznała krajobraz kulturalny miasta, między innymi,
spotykając się z młodzieżą z Klasy Dziedzictwa Kulturowego. Jest to
wspólna inicjatywa nauczycieli miejscowego liceum i „Pogranicza".
Udział w zajęciach Klasy jest dobrowolny; chętni uczestniczą w dodat
kowych lekcjach w szkole, zajęciach w Ośrodku i podróżach (między
innymi do Siedmiogrodu), przybliżających im historię i kulturę szeroko
pojętego regionu, a także uczących tolerancji wobec Innego (w sensie
narodowym, wyznaniowym, kulturowym). Celem trzeciej wyprawy był
Puńsk, główny ośrodek mniejszości litewskiej w Polsce. W sprawy lej
lokalnej społeczności wprowadzało spotkanie z poetą Sigitascm Birgielisem. redaktorem pisma „Auśra".organu Stowarzyszenia Litwinów
w Polsce. Z rozmowy wynikało, że wielu mieszkańców Puńska zamyka
się w swym małym światku i jest przewrażliwionych na punkcie obrony
narodowej tożsamości. W tym. co mówił pan Birgielis, wyczuwałem lęk
przed obcymi, ludźmi z zewnątrz...
Pierwszego dnia wszyscy uczestniczyli w wernisażu prac artystycz
nych pacjentów szpitala psychiatrycznego w Suwałkach (kolejna próba
„oswajania" inności i przezwyciężania międzyludzkich barier, tym
razem między „chorymi" i „zdrowymi"), a wieczorem - spotkali się
z kantorem żydowskim z Łodzi, Simche Kellerem. Było to wspólne
śpiewanie pieśni chasydzkich, przerywane opowieściami o ich po
chodzeniu, o sytuacjach obrzędowych czy rodzinnych, w jakich są
wykonywane.
Drugi dzień rozpoczął się od pokazu filmów prezentujących prace
Ośrodka. Następnie zwiedziliśmy Centrum Dokumentacji Kultur Po
granicza. Po obiedzie odbyło się spotkanie z zespołem Teatru NN
z Lublina. Akcentem kończącym dzień było spotkanie z zespołem
„Muzyki" z Grodna, grającym białoruską muzykę ludową.
Przedpołudnie trzeciego dnia wypełniła dyskusja podsumowująca
nasz pobyt w Ośrodku. Stalą się ona okazją do szerszych refleksji,
dotyczących między innymi problemów narodowościowych (Polacy
- Litwini, antagonizmy, „wychodzenie z getta") i stosunku do folkloru
(„cepelia" czy żywa tradycja). Mnie utwierdziła w przekonaniu, że
dobrze jest mieć poczucie przynależności do „małej ojczyzny" i jedno
92
Miron Filipow niedługo umrze. Nie wiadomo, czy zdąży nauczć
swojego wnuka czytania nut. prowadzenia mszy, czy przekaże mu
wystarczająco dużo. by młody człowiek stał się jego godnym następcą
Czy wiara młodych w Gabowych Grądach jest lak samo silna jak
starców: tych. którzy nie musieli w y b i e r a ć między przeszloscbi
a przyszłością, między tradycją a nową kulturą, w klórej tak trudno
zachować tożsamość i odrębność? Może dlatego właśnie n a s t a w n i k zaprosił nas do swojego domu. jak gdyby mówiąc: „Patrzcie na to.
co jest - bo. być może, to nasza ostatnia szansa".
Słuchając tego osiemdziesięcioletniego z górą starca, klóry wciaz
uśmiechając się opowiadał, śpiewał, a przede wszystkim przedstawiał
się - próbowałem odgadnąć, ile w tym, co mówi. autentyczności, a ile
gry („prezentacji"), wynikłej z sytuacji, w jakiej się znaleźliśmy
Narzucił reguły, które musieliśmy przyjąć, by kontakt w ogóle mógł być
udany. Przez, cały czas jednak nie mogłem pozbyć się „kompleksu
turysty" oglądającego skansen - człowieka z. zupełnie innego świata
Nie mogłem oprzeć się natrętnemu uczuciu, że ten oto człowiek, i jego
rodzina, są dla mnie przedmiotem obserwacji para-antropologicznych.
Grzegorz Sobaszek
Litwini. Jest ich dwóch - przedstawiciele Stowarzyszenia Lirwino»
w Polsce i Towarzystwa św. Kazimierza. Wylewają na nas swe tikChcą mieć szkołę litewską, bo dzieci polskie szykanują dzieci litewskie
Te lekcje po litewsku w polskiej szkole odbywają się po siedemnaste)
dzieci nie mają już sił na naukę Nic mają własnego radia i tylko my
minuty miesięcznie w lokalnej telewizji. I pomnika im burmistrz t*
chce postawić. A chyba im się należy. Chcą. aby miał pięć metro*
M
Profesor Mencwel w filmie Tomasza Lengrcna Pogranicze wspom>
swój pobyt w Puńsku, miasteczku, gdzie Polacy stanowią dziesieo*
procentową mniejszość: „Stoję oparty o ścianę i obok mnie
człowiek, który jest Litwinem. Dosłownie cała praca, którą myW
wykonywali, to było to, żeby nam się dłonie w pięści nie zaciskały Ij
I tak obaj tajaliśmy przy sobie". Pan ze Stowarzyszenia Litw""'
w Polsce twierdził, że konfliktów tu nie ma i rozdmuchuje je
A pan od św. Kazimierza dodawał: „Tak! Tylko ta spalona
Nasza grupa w burzliwej dyskusji w drodze do Klasy Dzi«
Kulturowego doszła do wniosku, że Litwini mają syndrom 8*"*^
pytanie, czy utrzymują kontakty z. Wielką Litwą, odpowiedzieli "
nic dostajemy od nich pieniędzy".
- Ale ci Litwini nic byli szczerzy!
- A widziałaś kiedy szczerego Litwina?!
Klasa Dziedzictwa Kulturowego bardzo nam się podobała. Naujjyciel nie lubił nowoczesnej muzyki młodzieżowej, reprezentowanej
tej klasie przez osobę niejakiego Igora. Nasza grupa wyraziła Igorowi
jgzere poparcie. Uczniowie powiedzieli nam, że „Litwini to normalni
Ipdzie. Zależnie od sytuacji". Jedna z dziewcząt powiedziała, że pod jej
blokiem dziecko litewskie wyzywa dziecko nielitewskie: „Ty Lit
winie!"w
Monika Purzycka
wraca do tego punktu: historia sobie, zagadnienia tożsamości sobie,
a śpiewanie podąża drogą zupełnie własną, zagarnia niedozwolone
obszary i wszystko nagle zaczyna się zgadzać, choć umysł nic tu do
rzeczy nie ma. Doświadczenie pewnej umysłowej niemocy wobec
sytuacji, które są realne, naprawdę mają miejsce - jest niesłychanie
cenne. Zwłaszcza jeśli za o w ą niemocą nie stoi pustka, ale radość nie
podlegająca falsyfikacji. Po prostu - albo się chce brać w niej udział,
albo nie.
Małgorzata Litwinowicz
Działo się dużo i szybko. Uczestnicy stażu, studenci, którzy w znako
mitej większości znaleźli się na Wigrach trochę przypadkowo, trochę
jnudów-. a trochę z ciekawości, najpierw zostali p r z e p r o w a d z e \ p r z e z p e w i e n r o d z a j d o ś w i a d c z e n i a . Trochę było
tym może etnografii - jak w przypadku wyprawy do Gabowych
Gradów, wioski starowierców; trochę socjologii - gdy trzeba było
namawiać o Puńsku czy Sejnach z Litwinem. Chodziło chyba o to. by
dotknąć świata, o którego istnieniu naprawdę niewielu ludzi wie.
t
w
Dwudniowa wizyta gdziekolwiek - a w miejscu takim jak Sejny czy
Puńsk szczególnie - nie może nawet w założeniu służyć dowiedzeniu się
Btgoś. zrozumieniu czegoś. Ludzie, którzy wpadają gdzieś jak po
ogień, są obcy i inaczej być nie może. Należą do innego świata i to. co się
dzieje na pograniczu, to w ogóle nie jest ich problem. Spotkania
organizowane przez „Pogranicze" to rodzaj r z e c z y w i s t o ś c i
miłowanej. Całość jest chyba tak pomyślana, żeby w momencie wyjścia
wszyscy zostali „zwróceni" swojej rzeczywistości po przejściu pewKgo doświadczenia. Po pierwsze jest to dotknięcie świata bogatego
itklębioncgo. do rozumienia którego niewiele się przydają uniwersytec
kie nauki: po drugie - doświadczenie ś w i ę t a , w którym wszystkie
odmienności przestają mieć znaczenie, bo wszystko należy do wszyst
kich, melodie żydowskie mieszają się z ukraińskimi, a w tańcach biorą
udział mieszczuchy o niejasnym pochodzeniu.
Poczuciu rzeczywistości izolowanej sprzyja miejsce, w którym
spotkanie się odbywało, nasza „rezydencja". Kamedulski klasztor stoi
IU górze specjalnie usypanej, chciałoby się powiedzieć - w połowie
drogi między niebiem a ziemią, bo jest to świat poza światem. Cicho tam
jest.jak mało gdzie. Nie ma w tym miejscu żadnych głosów, prócz tych.
które się ze sobą przywiozło. Można więc się w siebie wsłuchiwać bez
żadnych zakłóceń, a zdaje się, że dobra „słyszalność wewnętrzna" jest
warunkiem jakiejkolwiek czułości na świat. Miejsce takie doskonale
służyć może spotkaniu, które mniej służy poznaniu, bardziej - doświad
czeniu.
Działalność Ośrodka „Pogranicze" nie ma charakteru mediacyjnego.
Można chyba powiedzieć - na szczęście, bo i tak nie byłoby to
postrzegane inaczej, jak wtrącanie się w nie swoje sprawy. Pracują
'dziećmi, z młodymi ludźmi. Spotkanie Innego. Dialogi o tolerancji.
Przedstawienia, przedsięwzięcie Dom - bardzo, bardzo piękne... Dla
Wzi stamtąd może to wszystko jest naprawdę ważne.
Powrót do tradycji nie jest możliwy. Zresztą nikt w „Pograniczu" nic
ujmuje sią reanimacją przeszłości. Od mojej nowej znajomej z Klasy
"Ziedzictwa Kulturowego dowiedziałam się. że kiedyś czytała „PoPcorn" i „Dziewczynę" i słuchała prawie wszystkiego. A teraz słucha
*zyki chasydzkiej.
Simche Keller, kiedy śpiewał, zawsze tłumaczył przedtem, co śpiewa
J»kie to ma znaczenie. Żadna z tych melodii nie była przypadkowa.
Suwana „kiedy się komu przypomni". Znał ich pochodzenie i prze
czenie.
Ktoś powiedział - kiedy Krzyś Czyżewski tańczy chasydzkie tańce,
/zyż nie jest on chasydem? Nie wiem tego. A kiedy wszyscy śpiewają
•fińskie dumki, to czy są Ukraińcami? A może chociaż śpiewają jak
Ukraińcy?
Na tym pograniczu kulturowym usadowiła się ostatnio jeszcze jedna
kultura - antropologiczna. Młodzi ludzie z różnych stron kraju przyje
chali, by stworzyć Ośrodek „Pogranicze", by badać, obserwować
i interweniować. Przyciągnęła ich tu ciekawość i chęć służenia nauce.
Z zaciekłością właściwą uczestnikom kultury wyznają słuszność
własnych wartości, a co gorsza - ich uniwersalizm. Niosą innym
kulturom własną ideę tolerancji (presuponując, że winna ona być
uniwersalna). Zachęcają do zachwytu nad starociami i przeżytkami, do
ich świadomego kultu. Szukają autentyku (to, rzecz jasna, c o ś omszałe
go), tożsamości - ale głównie własnej.
Nie są jednak niebezpieczni - są stowarzyszeniem hobbistów, którzy
kilku wciągną do wspólnej zabawy. Określają się kroplą w morzu, lecz
wierzą, że tak nie jest. Jak wiadomo - wiara nadaje sens.
Przyjechali tu nie tylko po to, by wiedzieć. Chcą też działać w obronie
kultur. By choć trochę zapobiec waśniom, pogodzić, nauczyć współ
życia. By dawne przetrwało i mogło żyć obok innych dawnych. W tym
celu organizują spektakl. Działalność teatralna to tylko jedna z jego
form. Dzieci polskie i litewskie grają przed Cyganami Cyganów. Dzieci
różnych kultur budują wspólny dom - prawdziwy, drewniany! Polacy
spotykają się z Litwinami w dyskusji.
Dyskusje o tolerancji to forma działalności, do której „Pogranicze"
przywiązuje ogromną wagę. W dyskusjach tych wspaniale objawia się
nietolerancja. Zaogniają się animozje, ludzie gotowi są pobić się za
słowa. Jeśli zaś dojdą do porozumienia - wydaje mi się to jeszcze
bardziej niebezpieczne. Kompromis zawsze oznacza pewną rezygnację.
Rozpoczyna się dyfuzja. Tu antropologiczna szkoła przetrwania osiąga
swój cel. Ludzie przeżyją razem, dogrzebią się swych korzeni, pomie
szają je i stworzą nową jakość.
Antropologowie uśmiechną się, witając nowych uczestników swej
kultury. Spotkają się w spektaklu i wspólnej zabawie (nic daj Boże
mizantropa - tego tolerować nie będziemy), w odtwarzaniu i pokazywa
niu świadomym tego, że jest pokazywaniem. Stworzą nową osobowość,
świadomie czerpiącą z siebie i z innych, z teraz i przedtem. Nie
sformułują jednak tego w ten sposób, bo to trochę przeczy ich zasadom
Sens w tej rozbieżności założeń i efektów, w dialektyce, którą godzi
spektakl.
Chętnie leż zadyskulują się na śmierć, merytorycznie nie dochodząc
do niczego, ale mając poczucie spełnienia intelektualnego, które mylą
z emocjonalnym.
Lecz nie miejsce tutaj na zastanawianie się nad metodami humanis
tyki. Tutaj metodą jest spektakl.
Marta Zimniak
l
* może nie ma to tak naprawdę znaczenia, bo w atmosferze święta
'tystko staje się jednością, wspólnością i radość łamie wydumane
T * * - Otwartość i przeplywowość stają się możliwe w stopniu
^yobrażalnym i - wszystko należy do wszystkich. Nie ma „cu™ ' i „swoich".
0
C
)
C
e s l
ewa<
n
ż
m
I * * * * ' ' ' -' '
- * P ' ^ ' y ś l e ć . Wtedy wszystko przychodzi
"J. a wspomniane wątpliwości wydają się rzeczywiście niesłychaT^myślne
Jncńskic doświadczenie, któremu nas poddano, na tym chyba leż
*e stawia przed sytuacjami „pozaumysłowymi". Wiele myśli
Pogranicze to nie tylko „oddzielenie jednego państwa od drugiego"
(wypowiedź celnika w filmie o Środkowoeuropejskim Forum Kultury),
ale możliwość „spotkania z Innym". W ramach cyklicznego projektu
Ośrodka pod tym tytułem realizowana jest idea porozumienia. „Inny" to
ktoś żyjący odmiennie, ktoś innej narodowości, wyznania, ktoś o odręb
nej kulturze, ktoś myślący inaczej: Litwin, Polak. Białorusin. Cygan,
Żyd, pacjent szpitala psychiatrycznego, również animator kultury
przybyły na staż. Zrozum go, poznaj. Jest inny, niech taki pozostanie
Świat i ludzie nie mogą być tacy sami...
Tolerować? Tolerancja zakłada bierność, eliminuje aspekt uczestnict
wa, zawsze ktoś lepszy toleruje gorszego. Tolerancja nie stanowi więc
właściwej drogi.
Spotkaj się. pomów o tym, może twój dialog z innymi będzie miał
jakąś wartość i przyniesie rozwiązanie, zrozum „odmieńca" - taką ideę
popularyzuje ośrodek sejneński.
Agnieszka Mioduszewska
93
