a572c651a88f56f834a7af5e763fa587.pdf

Media

Part of Bramy snu. O malarstwie Doroty Lampart, Bronisławy Piprek i Marii Muszał / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1984 t.38 z.1-2

extracted text
Aleksander Jackowski

BRAMY SNU

Są l u d z i e , d l a k t ó r y c h

sen jest d o z n a n i e m równie r e . i n y m

czynić, głosić, malowt.ć;

w e śnie d o z n a j ą

olśnień

mistycznych

j a k t o , c o p r z e ż y w a j ą w ż y c i u . Z d a r z a się n a w e t , ż e ś w i a t m a r z e ń

W e śnie o b j a w i a ł się B ó g p r o r o k o m , a z i e m s k i e p o k u s y r o z p a l a ł y

s e n n y c h m o ż e zawładnąć człowiekiem d o t e g o s t o p n i a , że odwró­

zmysły

c o n a z o s t a j e n o r m a l n a h i e r a r c h i a w a ż n o ś c i i s e n s t a j e się ź r ó d ł e m

wstrząsające

największych doznań. D o b r y c h i złych. Marzeń, które

w

uciec o d rzeczywistości realnego

życia, l u b —

pozwalają

gorzej —

lęków,

k t ó r e m o g ą zniszczyć, zdruzgotać siły o b r o n n e p s y c h i k i . O c z y ­
wiście

zupełne

dziennego

przeciwstawienie

s n u i rzeczywistości

dnia

n i e m a sensu, son jest przecież projekcją naszej

pustelników,
sny

pojaw-iały

Abrahama,

się

w

Jakuba,

które w s t ę p o w a ł P a n w e własnej
W

uroczej

cudowności

Józefa,

swojej

Mojżesza

sny

osobie."

k s i ą ż c e B r a n d s t a e t t e r a Prorok

z

Jonasz,

której

cytuję t e słowa: „Obecność Boża, nawiedzając w s n a c h śpiącego

co­

(Jonasza) nakładała n a niego

psy­

wiązki, któro w y b r a n y

jego boskie t r u d n e i ciężkie

d ź w i g a ł n a j a w i e , uginając

obo­

się p o d i c h

c h i k i , naszych lęków i obsesji, w n i m o r g a n i z m reaguje n a z b y t

b r z e m i e n i e m (...). I s t a ł o się, ż e P a n w e j r z a ł n a J o n a s z a i w s t ą p i ł

s i l n o s t r e s y , w e śnie d o c h o d z ą

do niego przez nie domkniętą bramę

wej,

genetycznej

szarem

życia,

spychane
w

Jungowskie

którym

ujawniają

oszołomienia

szczególnej

zdolny
się

w



zbioro­

„archetypy".

S n y są o b ­

się

wspomnienia

myśli

i

przez nas w podświadomość. W e snach, p o d o b n i e j a k

stanach

czy

(?)

d o głosu ś l a d y p a m i ę c i ,

halucynogenami, wielkiego

koncentracji —

przyjmować

sygnały,

s n y wyprzedzające

zmęczenia,

stajemy

się n i c z y m

odbiornik

dochodzące

z zewnątrz.

Zdarzają

fakty.

Za

mało

jeszcze

wiemy

t o l e p a t i i , p r e k o g n i c j i i t p . a b y stawiać u p r a w o m o c n i o n e

o

śnie,

hipotezy,

snu."

rozwiązuje

skomplikowane

równanie, k o m p o z y t o r

czością ? W i e m y o t y m n i e w i e l e , t r z y z n a n e m i p r z y k ł a d y m a l a r z y
nieuezonych,

to

za

mało

na

ukazanie

z p r z e s t r z e n i z e w n ę t r z n e j j a k i w e w n ę t r z n e j . D l a t e g o sen u j a w n i a

możliwości

r z e c z y , k t ó r y c h jeszcze n i e umieliśmy, c z y n i e mieliśmy

obraz

i w t y m p o d o b n y j e s t d o n a t c h n i e n i a , olśnienia,

w y k r a c z a ć p o z a n a s z e p r z e ż y c i a s p r a w i a , że n i e r z a d k o

się

traktuje

si? go j a k o w y r a z

i n t e r w e n c j i s i l n i e z n a n y c h , znajdujących

poza n a m i . Sprzyja

t e m u f o r m a w j a k i e j o b j a w i a j ą się s n y , i c h

język

trudny

do rozszyfrowania,

a przecież



czujemy

to

się


zwnązany z n a s z y m i p r z e ż y c i a m i . M o ż e t o właśnie s e n s t a n o w i
pierwszą inicjację w grę słów —

znaczeń —

toczą nasze popędy, myśli, m a r z e n i a
wych,

s y m b o l i , grę którą

z cenzurą n o r m

kulturo­

świadomością t e g o co m o ż n a i n i e m o ż n a , w y p a d a

w y p a d a . C e n z u r a d z i a ł a p r z y t y m w e śnie i n a c z e j n i ż w

i nie
proce­

odtwórczych

związki

między

semantycznie
w

ostre w obrazy

warstwie

symboli.

Język

snów zdaje

nacechowane

znaczeniami,

ukryte

n a naszych

się p r z y t y m z b l i ż o n y

do tego,

którym

wróżących

Cygankach

kończąc.

Symbol,

znak,

p o j a w i a j ą c y się w e śnie p r z e m a w i a d o n a s n i e w p r o s t , a p r z e z s w ą
aluzyjność.

Tłumaczymy

sobie,

mniej

i t r a f n i e sens z n a k ó w p r z y p o m o c y

czy

bardziej

wyraziście

metody

wolnych

skojarzeń

i i n t u i c j i . S y m b o l m o ż e b y ć w o śnie o d n i e s i e n i e m d o t e g o , c o m i a ł o
miejsce,

j a k też

i przeczuciem

(nadzieją,

obawą)

tego

co

się

m o ż e stać. T a właśnie g r a znaczeń, e l e m e n t y e k s p r e s j i , f a n t a z j i ,
wyobraźni zbliżają sen do twórczości a r t y s t y c z n e j . I w

jednym

i w d r u g i m w y p a d k u m a m y d o c z y n i e n i a z interpretacją rzeczy­
wistości
proces

widzianej i przeżywanej. Prof. Kępiński tłumaczy t e n

t y m , że w e

swobodniej

śnie

struktury

t w o r z y ć , n i e znajdują

p r e s j ą w y m i a n y ze ś w i a t e m

czynnościowe mogą

się b o w i e m

pod

otaczającym. Dlatego

się

redukującą
w

marzeniu

s e n n y m o b s e r w u j e się w i e l e o b r a z ó w o c h a r a k t e r z e a r t y s t y c z n y m ,
niezwykłych połączeń, które b y n i g d y n i e powstały n a j a w i e . "
Są l u d z i e ,

d l a których

doznań. Właśnie

też

nie

wypowiedzi

we

śnie

sen jest

w o śnie p r z e ż y w a j ą ,

źródłem

1

najważniejszych

wspaniałe wizje,

objawia

się i m P a n , s ł y s z ą g ł o s y z n i e b a , o t r z y m u j ą w s k a z ó w k i , c o m a j ą

widzi
dla

jeszcze

stylem

już

m ó w i ą c , c z y istnieją

namalowany

obraz ? Pytałem

co

prawda

Dorotę

L a m p a r t , c z y śnią s i ę j e j g o t o w e o b r a z y , j u ż t a k i e „ d o m a l o w a n i a " ,
a l e ze s ł ó w j e j n i e m o g ł e m się z o r i e n t o w a ć
które
w

prowokowały

obrazy.

jakie były te sny,

I d e n t y c z n e ? p o d o b n e ? Sądzę,

że

przyszłości w a r t o t e n p r o b l e m bliżej zbadać, sprawdzić, k t o

i k i e d y o t r z y m u j e konkretną,

„gotową"

wizję

o b r a z u , k t o zaś

i k i e d y t y l k o ogólny „ f i l m " w y d a r z e n i a który t r a k t u j e —
lując —

ma­

p o d o b n i e j a k w i d z i a n ą r z e c z y w i s t o ś ć c z y scenę w y i m a ­

ginowaną. Z t e g o , co m ó w i ł a m i D o r o t a L a m p a r t m o g ł o w y n i k a ć ,

o jednym

sny prorocze,

sny —

obrazie); sny —

z nich,

że widziała

wydarzenia

(które

wzniesiona
Niebo

później

z w i a s t u n y obrazów. M ó w i n p .

po prawej

stronie polany

w p n i u w b i t ą s i e k i e r ę , z k t ó r e j p o c h w i l i w y ł o n i ł a się

operują wróżbici, o d n i e j a s n y c h p r o r o c t w d e l f i c k i c h poczynając
a

czy

choć

syntetyzowała w

obrazy

malarza,

(charakterystyczną

że m i e w a ł a :

c z y nieświadomość, ale przekształca

wizji

a r t y s t y f o r m ą ) a w i z j ą s e n n ą ? C z y śni „ w i z j ę " c z y g o t o w y ,

spycha

pod —

(czy rysunek) d o

j e s t swoistą, w e r s j ą s n u w y r a ż a n ą n a m i a r ę

t a k i j a k i może namalować ? Inaczej

sach przebiegających w obszarze świadomości. N i e w y p i e r a , n i e
w

związków.

się n r . d i c h t w ó r c z o ś c i ą

w kontekście snów chciałbym i m zadać p y t a n i a o którycli w s w o i m
w e śnie ? C z y o b r a z

i n t u i c j i . W ł a ś n i e t o , że s e n p r z y n o s i i n f o r m a c j e , k t ó r e z d a j ą

możliwych

Co więcej, d o p i e r o teraz, zastanawiając
c z a s i e n i e p o m y ś l a ł e m . J a k się m a o b r a z

sformułować —

frazę,

m y o m a l a r z a c h . J a k i e b y w a j ą r e l a c j e m i ę d z y w i z j ą senną a t w ó r ­

b a r d z i e j p o d a t n a n a wszelkiego r o d z a j u bodźce, płynące

odwagi

słyszy

k t ó r e j b e z s k u t k u p o s z u k i w a ł z a d n i a , m a l a r z ... w ł a ś n i e , p o m ó w ­

n i o w y k l u c z o n e j e s t j e d n a k , ż e p s y c h i k a n a s z a w f a z i e s n u s t a j e się
zarówno

2

B r a m a s n u . . . W e śnie P a n p r z e m a w i a d o " w y b r a n y c h , u c z e ń

ręka. T e n sen oddała

dokładnie, bez

pień,

pionowo

transpozycji.

n a t o m i a s t ś n i ł o się j e j j a k o w i e l e s c e n , w i e l e

poszczegól­

n y c h s e k w e n c j i , które później przedstawiła w k o n s t r u k c j i jednego
obrazu.
P o d o b n i e j a k L a m p a r t malowała s n y M a r i a Muszał. Malowała
widziano

postacie,

ale w 'obrazie

wyodrębniała

je

z

akcji

po­

d o b n i e j a k w t e d y , g d y b y chciała n a m a l o w a ć H a m l e t a p o p r z e d ­
stawieniu

widzianym

w

teatrze.

snami a obrazami dostrzegamy
dręczyły

ją,

rysowała

więc

napastujące

s n o m , p o t o , a b y p r z e s t a ł y się
Różnice
inne —

między

Jeszcze

inną

u Bronisławy


relację

między

Piprekowej.
twarze

Sny

przeciwko

pojawiać.

opisywanymi

t u m a l a r k a m i były

również

L a m p a r t ( p o d o b n i e j a k jugosławiański „ n a i w n y " M a t i j a

S k u r j e n i ) ż y j e s n a m i ; są o n e s t a l e o b e c n ą częścią j e j ż y c i a , l u s t r e m
w k t ó r y m p r z e g l ą d a się r z e c z y w i s t o ś ć , z a p o w i e d z i ą i n n e g o ś w i a t a ,
innego życia. N a t o m i a s t P i p r e k o w a i Muszałowa t y l k o w p e w n y c h
okresach

swego

rysunków

i obrazów

życia

były

uzależniono

Piprekowej

powstało

od

snów,

większość

„samodzielnie",

bez

udziału marzeń c z y h a l u c y n a c j i s e n n y c h .
Po t y m wstępie przejdźmy do omówienia życia i twórczości
w s p o m i a n y c h już t u m a l a r e k ,

89

DOROTA

LAMPART

otoczeniem,

żyje

chora

w n ę d z y , t r u d n e j d o w y o b r a ż e n i a , w w a l ą c e j się c h a ł u p i e .

Idzie

głupstwa robiła. N o ale zmarła n a szczęście D o r o t a w y c h o w y w a ł a

się d o n i e j z b o c z e m

Jest

się p r z y d z i a d k u . T e ż m i a ł a t a k i e p o r y w y , n i o m i a ł j ą k t o w y c h o ­

Ma

tam

dziś

kilka

78 l a t .

Samotna,

3

Babiej

gospodarstw,

skłócona

z

G ó r y , o d Z a w o i aż n a s z c z y t .

ale D o r o t a n i g d y niczego

dobrego

od

sąsiadów n i e zaznała. Ż y j e o b o k n i c h , ale n i k t j e j n i e a k c e p t u j e .
Wpływa

na" to fakt,



jest

nio umie

ukryć złości. Co w y w i ­

dzicie w n i e j , przecież o n a głupia... T e r a z z i e m n i a k i s a d z i !
polowa

lipca). To

co, mądra

jest?

Pan popatrzy

(była

na joj pole,

p a n n a m i a ł a . P ó ź n i e j z a k i l k a l a t się p o s t a r z a ł a i z m a r ł a .

samo

chwasty,

perz,

tylko

wszystko

wać, robiła

co

trzeba

co chciała, d z i a d e k



było

wiązać,

wariowała

ją trochę karcił, ale za

mało.

S i e d z i a ł 12 l a t n a W i ś n i c z u w k r y m i n a l o , t o b y ł a p a n i e e d u k a c j a .
A l e c i o k a w e w j a k i s p o s ó b się o n a n a u c z y ł a p i s a ć , a p i s z e

inna.

, , P a n j e j s z u k a ? Sąsiad

n a umyśle, mało

zapaskudza..."

4

Mają

Była

joj

możliwie... W y c z y n y

robiła, t a k i e w y s k o k i , n i e n a

nawet

normalnego

c z ł o w i e k a i t e r a z t o s a m o r o b i , t y l e ż e się t r o c h ę u s p o k o i ł a , n o b o
s t a r s z a . . . L u d z i e ją c z a s e m

nawracają, m ó w i ą t a k t r z e b a robić,

t e k . . . а о п л s w o j o , j e s z c z e o d e t n i o się, że aż się c z ł o w i e k z d z i w i .

Nikomu

n i e p o m o ż e . . . Co p r o s z ę ? N o m y t e ż j e j n i e

pomaga­

za złe że j e s t n i e ś l u b n y m d z i e c k i e m . Sąsiad, Żurek, g d y p y t a ł e m

m y , s k ą d ! O n a u w a ż a się z a l e p s z ą n i ż ż o n a w ó j t a ! T a k

go o drogę d o m a l a r k i zaczął opowiadać o j e j p o c h o d z e n i u . T e g o

ubzdurała, żo lepsza

niż w s z y s c y

w

sobie

Zawoi."

n i k t n i o chce j e j zapomnieć. Cytuję zapis z taśmy m a g n e t o f o n u :
„ M a t k a b y ł a d z i e w c z y n a w i e j s k a , z w y c z a j n a . Ładna-. N o , z r o b i ł a

Prowadzą

n a pole

—-popatrz

p a n , d o czego t o

podobno!

t o d z i o c k o , D o r o t ę , poznała jakiegoś m a l a r z a z K r a k o w a . C z y j e j

Patrzę — r a c h i t y c z n e żyto, owies, między n i m i p o z i o m k i , c h a b r y ,

t a m z a p ł a c i ł , c z y t a k w z i ą ł , c z y się o d d a l a —

r ó ż n e p o l n e k w i a t y . „ O n a t o l u b i . S i ą d z i e se, k r o w i n ę m a j a k

że m i a ł a t o d z i o c k o . C h y b a

n i o w i e m , dosyć

t o był Żydek. Przyjechała

potem,

kozę, k o z y

też, małe, b r u d n e , wejdą

w

szkodę, a o n a

patrzy

p r z y w i o z ł a t o d z i e c k o s w o j e m u o j c u , o n się ź l e n a t o p a t r z y ł , b o t o

w c h m u r y , j a k b y t a m co z o b a c z y ć m o g ł a . " A l e j e s t r e l i g i j n a ?

była

p t y a m , , . A t a k ! D o k o ś c i o ł a c h o d z i , m o ż n a z o s t a w i ć i l e się c h c e

90

straszna

zbrodnia

mieć

takie

nieślubne

dziocko,

jak

go



I I . 1. D o r o t a L a m p o r t , w s w o i m o b e j ś c i u . Z a w o j a ; i l . 2. D o r o t a L a m p a r t Niebo,

akwarela-eollage/pnpior,

wym. 129x84

cm.

91

m o g ł a — r y s o w a ł a . M ó w i , ż o d z i a d e k się d z i w i ł : „ T y l k o
i \ ) b i , t y l k o r y s u n k i r o b i , co t o
Miała o s i e m

takiego?"

rysunki

5

l a t , g d y p r z y ś n i ł o się j e j n i e b o , „ c a ł e

ubrane

płaszczami i k o r o n k a m i " . Największa i najpiękniejsza k o r o n a
to

była

Matka

Boska.

Postacie widziała

ulecieć k u n i e b u . P o t e m
i widzenie

o d tyłu, j a k b y



miały

z a c z ę ł y b i ć p i o r u n y , r o z p ę t a ł a się b u r z a

znikło. „ T o

na pewno

ś n i ł o s i ę n a w o j n ę " —- m ó w i .

Wkrótce wybuchła I w o j n a światowa. W i d z e n i e

t o utrwaliła n a

kartce p a p i e r u , k i l k a k r o t n i e je później malowała.

Wszystko

6

we

śnie w i d z i dokładnie, a co w i d z i m o ż e n a m a l o w a ć . „ S ą s n y z w y k ł e
i

sny ważne"



mówi.

w dzień szesnastych

Wspomina

sen, który

przyszedł

święty,

strasznie

piękny,

a

Michał

Archanioł

i anioły.

Pokazał

wznosiła

to

był

trzymał w
ten

ręku. A

namalowała

j e j się

przyśnił

u r o d z i n . Spała, a t u nagłe o t w a r ł o się

poniżej

kilka

razy.

więc

Czasem

myślała,

że

niebo,

to

Bóg,

jej zegar,

który

się z p n i a k a r ę k a .

Temat

sen ostrzega.

jakby

Szła

do jakiegoś d o m u , g d y anioł zastąpił j e j drogę i pokazał
malutkich

dzieci

koło

d o m u . Sądzi,

że

troje

to była przestroga,

bo

za parę d n i b y ł a t a k cłiora, żo o m a l n i e umarła.
W e ś n i e w i d z i a ł a t e ż , „ j a k Św. M i c h a ł A r c h a n i o ł b i ł s m o k a ,
o b o k stał k r z y ż z P a n o m

Joznscm a Maria Magdalena

k r z y ż e m " . T a k ż e tę scenę w y m a l o w a ł a k i l k a

stała p o d

razy.

A k i e d y ś miała s o n , p o j a w i ł się w n i m św. M i c h a ł

„zupełnie

j a k w t y m r o k u , c o się w o j n a z a c z ę ł a , g d y j e s z c z e b y ł a m
kiem. Wyszłam wtedy

w p o l e , p a t r z ę "się, a o n s t o i —

miał aureolę, najpiękniejszą!
ale

zniknął." Po

dziec­

kolorową

Oczu n i e mogłam oderwać o d niego

t y m śnie g o

wymalowała.

7

„ Ż y j e s w o i m i s n a m i — ' p i s a ł J a n B u j a k . P r z e ż y w a j e ciągle,
choć ją przerażają.

M o ż e p o t o m a l u j e , a b y się o d t e g o s t r a c h u

uwolnić. U w a ż a j e za p r o r o c z e , ostrzegające. W i e r z y , że p o s t a c i e ,
które

w

joj wizjach

występują,

świata. Malując, chce
I I . 3. D o r o t a L a m p a r t . / Stacja
Męki
Pańskiej,
Jezus
skazany,
a k w a r e l a / p a p i e r , 03 x 45,S c m .

na

śmierć

postępowania,
Co k i l k a

ingerują

w

przestrogę,

pouczenio

l a t m a s n y szczególne,

moralne

któro

nią

potom maluje w niezliczonych w a r i a n t a c h . "
W

snach

jej życie, w

dać światu jakiś z n a k , jakąś

Doroty

Lampart

wizje

życie

wskazówkę

czy

religijne.

wstrząsają

i

które

8

tematów

„ d a n e " , ale zarówno f o r m a realizacji tematów



jej

niejako

w m a r z e n i u sen­

n y m , j a k i p ó ź n i e j w i n t e r p r e t a c j a c h m a l a r s k i c h , w i ą ż e się z j e j
d y s p o z y c j a m i , p o c z u c i e m piękna, w z o r ó w k u l t u r o w y c h . Pamięcią
nie
pieniędzy, t o p o w i e że nalazła, ale wziunść n i o w e ź m i o !

Uczciwa

jest..."

W

koniecznie

świadomą.

namalowanego

Nieba,

powiada.

Przykładem

tego

jest

np.

schemat

przez L a m p a r t „ z w y r o z u m o w a n i a " — j a k

M a l a r k a t w i e r d z i , że obraz

t e n wymyśliła

sobie

przy­

Jest stara, zniszczona,

a l e czas n i e z a t a r ł p i ę k n a j e j r y s ó w .

p a t r u j ą c się p r o c e s j i , w k t ó r e j r z ę d a m i s z l i k s i ę ż a , a l u m n i , p a n n y

młodości

bardzo

musiała

być

ładna,

o

nieco

egzotycznej

w białych s u k n i a c h z l i l i a m i w rękach. T y l e , m ó w i , że w

obrazie

u r o d z i e . Żyje w dwóch, jakże różnych o d siebie światach. J e d e n ,

jest i c h więcej, „ale w

więcej

to

stanami

niż n a z i e m i . " T y m c z a s e m

ludźmi;

strzeni

bieda,

troski,

praca,

koszmar

życia,

potęgowany

lękowymi, jednak uzasadnionym strachem przed
drugi

to jej wizje

m a l a r s k i e , s n y i przeżycia

złymi

piękna

przyrody.

i strefowym

przedstawiające

n i e b i e jest przecież

p r z y p o m i n a w s t r u k t u r z e prze­

Niebo

układzie

Sąd

Ostateczny.

wszystkiego

słowackie

malowidła

Lampart

9

mogła

kościelne

je

widzieć.

Właśnie t e n świat daje j e j poczucie odrębności, zbliża d o n i e b a ,

N i e m a p o w o d u , a b y nie wierzyć, g d y mówi o procesjach,

w którym —

żeniu, j a k i e n a n i e j w y w a i ły, a l e n i e w y k l u c z a t o n a k ł a d a n i a się

a

wierzy w to mocno —

źli i b o g a c i

b i e d n i zostaną

poniżeni. A l e chciałaby

być doceniona

świecie, mieć pozycję w środowisku, lecz otoczenie
mie,

obrazów

nie ceni. Dziwią

kupuje,

alo uważają,

malując

o d rana do wieczora

się sąsiedzi, że

że s k o r o

już

t a k jest,

zamiast

wywyższeni,
i w

ktoś t e

lepiej

się m ę c z y ć

tym

jej nio rozu­

by
z

Kiedy

najsilniejszy

argument

świadczący

o

chałupę...

krzywdzonej

przez

dokupiła

ziemi!

los k o b i e t y ,

Nie

otoczonej

rozumieją,
niechęcią

dokupienie ziemi było s y m b o l e m , awansem

i

zapamiętania,

wyre­
że

dla

drwiną,

społecznym.

n a s t o k u g ó i y , patrząc w niebo. Przeżywała s t a n y
nieledwie

sąsiad), j a k kiedyś
w

kuchni,

Jezusa;

Wspomina

(potwierdza

to

ulepiła z g l i n y f i g u r k i ś w i ę t e i w y p a l i ł a

p o d blachą.

rzeźba

ekstazy.

Ważno

Dzieciątka

były

Jezus.

wśród

Modliła

nich:

Serce

się d o n i c h .

Z

je

Pana
gliny

lepiła też z a b a w k i d l a siebie i d l a d z i e c i sąsiadów. Chętnie, g d y

92

podświadomości.

Wy­

w a n i a o b r a z u , powtórzyła s c h e m a t tkwiący w j e j pamięci, choć

J e s z c z e k i e d y b y ł a m a ł a l u b i ł a się m o d l i ć . M o d l i ł a się w k o ś ciolo, modliła

w

nieuświadomiony.

Natomiast

jej

indywidualną

zasługą

świetne w y w a ż e n i e ciężaru f o r m , t a l e n t k o l o r y s t y c z n y ,

jest

umiejęt­

ność b u d o w a n i a n a s t r o j u k o l o r e m i r y s u n k i e m .

głupocie.

dostała z M i n i s t e r s t w a K u l t u r y pieniądze, z a m i a s t

montować

zakodowany

obrazy

gospodar­

jej

wrażeń n a schemat

d a j e m i się b a r d z o p r a w d o p o d o b n e , ż e p o d e j m u j ą c z a m i a r n a m a l o ­

zrobiła

s t w e m , z a m i a s t n i s z c z y ć z i e m i ę , k t ó r e j i t a k n i e m a sił u p r a w i a ć .
Wyciągają

tych

wra­

namalowała

Niebo

w

1 9 3 7 г.,

później

jeszcze

parę

1 0

ten

Seweryna

właśnie

obraz,

zakupiony

przez

zbiorów M u z e u m Etnograficznego

Tadeusza

My

razy

wracała d o tego t e m a t u p o r a z o s t a t n i p o w o j n i e .

znamy
do

w K r a k o w i e . Jest t o wspaniały

collage, j e d y n y j a k i z n a m w m a l a r s t w i e kręgu ludowego.

Lampart

nakleiła n a s y l w e t k i p o s t a c i d e l i k a t n i e m a l o w a n e klejową

farbą,

części s t r o j u

zrobione

Tylko

dalszą

przedstawiającą

strefę

bez t y c h d o d a n y c h

z

kolorowych
dusze

bibułek

i staniolu.

potępionych

pozostawiła

ozdób.

W z w i ą z k u z tą strefą o b r a z u c h c i a ł b y m z a c y t o w a ć f r a g m e n t
rozmowy

z

malarką

(z

1966 г.). Zapytałem,

czy

przedstawia

piekło.

Przelękła,

się, r o z e j r z a ł a

dokoła,

czy

nikt

nie

słuchu,

choć r o z m a w i a l i ś m y s a m i n a ląco: , , P a n i e ! pieklą n i e doją n a m a ­
lować, b o n i e wierzą w t o . N i o trzeba, mówią, d i a b l a m a l o w a ć " .
Ale

namalowała

Pani!

przedstawiającym

S t o i przecież

śmierć człowieka.

przy

drzwiach

w

obrazie

, , T a k , m ó w i , prosiła

mnie

z i e m i ę . T r u d n o t w a r z , ało n a j t r u d n i e j g d y m a p o k a z a ć c i e r p i e n i e
n a p i ę k n e j t w a r z y . T o j e j się n i e u d a j o .
M a l u j e dużymi pędzlami, k u p i o n y m i w sklepie i maleńkimi
w ł a s n e j r o b o t y , z sierści k o z i e j . J e s t d o b r ą k o l o r y s t k ą , c h o ć n i e
sądzę, a b y myślała świadomie o t o n a c j i o b r a z u . Proces

j e d n a k o b i e t a , ż e b y m zaszła d o j e j o j c a n a w s i . W s t ą p i ł a m t a m

w a n i a przebiega

u n i e j między świadomością,

a t e n m ó w i — chodźcie d o i z b y . A n i e p o t r z e b a m i ! A l e chodźcie

stosuje

d o i z b y , t e n m ó w i . P o s z ł a m i z o b a c z y ł a m t e n o b r a z , co go w y ­

nieświadomie

m a l o w a ł a m p o t e m , ż e c z ł o w i e k u m i e r a , a t u się k r ę c ą ,

płaczą,

p a n i e n t r z e b a białej f a r b y , d l a męczenników c z e r w o n e j ,

ścieżki

dwóeh

Przenajświętsza

się p a l ą

koło niego,

a t u d i a b e ł się p r z y c z a i ł ,

właściwy

kolor

określonej

potrzebuje

najwięcej

aniołów go odpędza. T a k t o w z i e n a m

p o d głowę i

zrobiłam!".

r o z m a i t y c h . " Zawsze znajduje

Widziała

i aniołów?

„Widziałam,

sytuacji,

Pani

widziałam".

naprawdę

Po

chwili

0 s t r e f ę d a l s z ą Nieba.

tego diabla
wróciła

do

mego

pierwszego

pytania

„ T o P a n i e n i e piekło, nie... t o czyściec!

A o piekle mówić nie trzeba." Dlaczego nie trzeba?



pytam.

Zasadą

budując

obraz

porządkującą

znakomicie

n i e b o , ale wolałabym,

żoby

człowieku. K a ż d y chce b y ć szczęśliwy,

że n i e m a t a k i e g o .

Kto

b y chciał, a b y g o paliło... K t o t o c h c e ? "

symetria,

obraz

farb,

srebrnych,

ale w

licznych

pustą płaszczyzną,

pracach

c z e g o się n p .

n i g d y n i e s p o t y k a w l u d o w y c h malowidłach. Szczęścia w
wała i patrzyła n a g o t o w y ,

piekło i w

złotych

lapidarny wyraz

„Człowiekowi

,,dla
Trójca

spokojny.

mówiąc

i w

stroju,

malowanej

n i e zaznała. T y l e ,

wierzę —

części

hieratyczny, zrównoważony,

bywa

równoważy

czy

kolorami. Mówi:

dla

„ B o teraz l u d z i e w piokło n i o w i e r z ą . " A P a n i w i e r z y ? „ P r a w d ę
piekła n i e było. K t o t o chce ż e b y go paliło... Skóra c i e r p n i e n a

postaci,

go h a r m o n i z u j e z i n n y m i

malo­

a intuicją i g d y

co w s t a n a c h o l ś n i e ń , c o w ó w c z a s
udany

jednemu

życiu

gdy malo­

obraz.

samotnie



mówi.

Ciężkie

życie,

j a k n i e m a a n i dzieci, a n i męża. A wszyscy o b c y n i c a nic dobrze
nie myślą o człowieku —

t y l k o z d r a d l i w i . (...)

Człowiek w życiu

L a m p a r t najchętniej m a l u j e k a ż d y t e m a t k i l k a r a z y .

Uważa

t o t y l k o s k a r b u s z u k a , ale go n i e z n a j d z i e , b o go n i e m a . J a też

b o w i e m , że za p i e r w s z y m r a z e m t r u d n o j e s t zrobić ładny

obraz,

t a k i e g o s k a r b u szukałam i pragnęłam, ale n i e m o g ł a m go znaleźć

1 dopiero

malując

zadowolona.

Łatwo

kolejne

wersje

osiąga

jest, sądzi, m a l o w a ć

II.

4.

efekt,

z którego

k w i a t y , szaty,

Śmierć

człowieka,

jest

niebo,

i n i e z n a j d ę , choć b ę d ę g o g o n i ł a . . . W s z y s t k o się s k o ń c z y . W g r o ­
bie s k a r b u nie m a . "

akwarela/papier,

1 1

w y m . ,38x28,5

cm.

93

BRONISŁAWA

U r o d z i ł a sio w 1 8 9 1 r. w W a r s z a w i e ,
nie. Dziadek

m i a l fabrykę porcelany,

w inteligenckiej rodzi­

duży, bogato

d o m . B r a t był psychiatrą i c h o m i k i e m . W
jej nie brakowało, rodzice
kształcenie, wpoić

kult

nauki

wrażliwym,

Dlatego

u c z y ł a się. w d o m u

i sztuki. Była

stroniącym

Ale stan zdrowia

od

niczego

jednak

rówieśników,

dzieckiem

towarzystwu.



do Szwajcarii.

zmiana

klimatu,

trochę egzaltowane,

ale nienaganne

bóle

głowy

wymyśliła

rodzaj

w

formie

G d y zaczęły ją

męczyć

autoterapii —

starała

się

pisać

w s t a n i e podświadomości, wsłuchana w k r e w , w e własny o r g a n i z m .
P o miesiącu bóle ustały. Oczywiście rysowała, węglem n a papierze
pakowym.

Najchętniej

brała

brudne

arkusze,

inspirowały



córki niepokoił i c h , t y m b a r d z i e j ,

wiedził

sny

w których pojawiały

Miału w ó w c z a s

otoczenia

listy —

l i t e r a c k i e j . U c z y ł a się p o z n a w a ć s i e b i e .

zacieki, p l a m y . Rysowała także p o u r o d z e n i u syna. K i e d y ś o d ­

B a l a się w i c e - o r u , a g r e s j i t w a r z y . W t e d y

zawieźli

wiersze,

rodzice n i e szczędzili środków n a j e j

że zaczęły ją m ę c z y ć k o s z m a r n e
różne twarze.

dziociństwie

s t a r a l i się z a p e w n i ć c ó r c e d o b r o w y ­

bardzo

edukację.

urządzony

PIPREK

znajomy

malarz,

przyniósł

swój

najnowszy

o b r a z . P o m y ś l a ł a , że i o n a b y t a l ; m o g ł a m a l o w a ć . P o w i e d z i a ł a t o .

rodzice

Spróbuj — powiedział. Masz t a l e n t . Kupiła pędzle, f a r b y , praco­

18 l a t . S ą d z o n o ,

p r z y wróci j e j z d r o w i e .

Pipreków

się
że

Rzeczywiście

wała j a k w t r a n s i e . O b r a z pochwalił, uznał z a c i e k a w y i zabrał. P o
k i l k u t y g o d n i a c h m o g ł a go już zobaczyć n a w y s t a w i e m a l a r z y eks­

p i ę k n o p r z y r o d y , p i e s z e w ę d r ó w k i d o wouos ?>i,dów p r z y n i o s ł y j e j

presjonistów.

ulgę,

M ó w i , żo w t a m t y c h o b r a z a c h d o m i n o w a ł s t r a c h i s m u t e k . J a c y ś

;

głos

miału

Schumamul,

ładny,

ballady

podszkolony,

Loewego,

znała

najchętniej

pieśni

Schuberta,

śpiewała

jej

przy

ludzie

w

To



pelerynach

zachęciło,

zaczęła

intensywnie

pędzili w przerażeniu,

malować.

na p u s t k o w i u stal

a k o m p a n i uncrieio dźwięków p r z y r o d y , s z u m u w o d o s p a d u , wietrze.

s t a r y człowiek z brzydką samotną dziewczynką. P r z e d

J e d n a k t w a r z e n a d a l p o j a w i a ł y się w j o j s n a c h . O j c i e c

zdecydował

n i o m tańczyła, r u c h w p r o w a d z a ł ją w t r a n s . P o z n a ł a w i e l e w y b i t ­

C a r l a G u s t a w a J u n g a , c i e s z ą c e g o się

n y c h artystów ekspresjonistycznej a w a n g a r d y : P a u l a Klee, K a t h e

się w ó w c z a s p r o s i ć o p o m o c
już

wówczas

dużym

uznaniem.

z a i n t e r e s o w a ł się m ł o d ą ,

Znakomity

utalentowaną

psychoanalityk

dziewczyną.

Zaintereso­

malowa­

Kollowitz, Kandinski'ego, Kirclinera, Schmidt-Rotlufa. Po 3 miesiącyeh m a l o w a n i a przyjęto ją d o M u n e h e n e r

Expressionistisclie

wały go s n y . sposób w j a k i j e o p o w i a d a . J u n g już w t e d y ( w 1910 r.)

W e r k s t a t t e . T o był w i e l k i sukces. A l e jeszcze w t y m s a m y m

pracował

(1920) wróciła z rodziną d o k r a j u . Z a m i e s z k a l i n a Śląsku. M a l o ­

niu

n u l koncepcją

twórczości

ponował

artystycznej,

dziewczynie

aby

czące ją we s n a c h . R a d a
stały

się

pojawiać.

przestawała
z Jungiem

p s y c h o tera pi i polegającej

rysować

—•

fantazji.

rysować

Zapro­

1 2

twarze,

o k a z a ł a się s k u t e c z n a , w i d z i a d ł a

Rysowała

codziennie

twarze

nie ograniczał

j e j ulegał p o p r a w i e

aktywizacji

spróbowała

na uprawia­

we

wracały.

wyśmiał ją, powiedział, że r o b i k i c z e i t y l k o w A k a d e m i i m o ż n a

prze­

n a u c z y ć się r y s o w a ć i m a l o w a ć . Czuła, się z d r u z g o t a n a ,

n a d ł u g i e l a t a m a l o w a ć . Z a j ę ł a się d o m e m . J e d n a k g d y m i a ł a c z a s

Kontakt

grała, śpiewała, pisała w i e r s z e . P o k i l k u l a t a c h zaczęły ją nękać

lekarskich, kiedy

stan

podjęła pracę w j o g o kłinico p o d Z u r i e h e m

najpierw

jako

pielęgniarka,

potem

asystentka.

poznała

swego

przyszłego

męża.

germanistę

W

Szwajcarii

Jana

Pipreka.

W 1 9 1 5 r . wyjechała do M o n a c h i u m , gdzie mieszkał i pracował, p o ­
b r a l i się. Z a r a b i a ł a p r o j e k t u j ą c

94

obrazy

mę­
tylko

ponieważ, g d y

snach

się d o p o r a d

w a ł a , ało m ł o d y a r t y s t a - p l a s t y k , k t ó r e m u p o k a z a ł a s w e

roku

s u k n i e , malując t k a n i n y . Pisała

przestała

a t a k i e p i l e p s j i . N a u c z y ł a się r o z p o z n a w a ć i c h z b l i ż a n i e . O d c z u w a ­
ła

wówczas

coraz

nieprzepartą

potrzebę

śpiewania,

coraz

smutniej,

głośniej.

Znów nawiązała k o n t a k t z J u n g i e m , z przyjaciółmi, których
miała w jego k l i n i c e . J u n g uważał j e j p r z y p a d e k za t a k c i e k a w y ,

1

Kiedy

w

połowie

l a t sześćdziesiątych

poznałem

malarkę

mieszkała s a m o t n i e , j a k a b n e g a t k a , w m a ł y m p o k o j u n a Saskioj
Kępie.

Oddaliła

się

od

zgiełkliwego

z całą ś w i a d o m o ś c i ą w y b o r u s w o j e j
stwa,

ciszy.

Wrażliwa

i

absorbującego

świata

drogi: kontemplacji, malar­

n a m u z y k ę , literaturę, sztukę żyła

sa­

m o t n i e z p o c z u c i e m odpowiedzialności za siebie i świat. R o d z i n a ?
„ W s z y s t k i e dzieci t o m o j e wnuczęta —
co

to zew k r w i .

Może

wiedziałabym,

powiedziała. N i e w i e m ,
gdybym

była

w

środku

ż y c i a , a l e t a k , b ł o g o s ł a w i ę , ż e się o d d a l i ł a m . Z d a l e k a j e s t c u ­
downie."
jej

Uważała,

że w s z y s c y

rodziną. Zarówno

ludzie którzy

coś s t w o r z y l i , są

c i uczeni j a k analfabeci. N i e

dowierzała

s ł o w o m , u n i k a ł a g r y p o z o r ó w . S ł o w a są p r z e w r o t n e ,

zauważyła

k i e d y ś , g d y d ł u g o m i l c z e l i ś m y . „ W a ż n a j e s t m y ś l . . . a l e k i e d y się
m a myśl n i e z książki, n i e z podręcznika 1 Może r a z n a r o k , r a z n a
dwa

lata... albo

wcale.

Myśl

to objawienie.

człowiek żyje a b y t y l k o jedną myśl

Czasem sądzę,

że

wypowiedzieć."

M ó w i ł a p o w o l i , z z a s t a n o w i e n i e m , szukając właściwego słowa
j a k c i , którzy mówią rzadko, t y l k o w t e d y , g d y naprawdę

mają

coś d o p o w i e d z e n i a . C z a s e m , n i e c i e r p l i w y , ż y j ą c y w i n n y m r y t m i e ,
chciałem podrzucić

j e j jakieś o b i e g o w e słowo, w t e d y

łagodnie

zaprzeczała r u c h e m g ł o w y , że n i e o t o j e j c h o d z i , jeszcze chwilę
z a s t a n a w i a ł a się i k o ń c z y ł a m y ś l t y m j e d y n i e t r a f n y m w y r a z e m .
Miała w sobie spokój, który daje przezwyciężenie

rozpaczy

a m o ż e o b c o w a n i e z nią n a co dzień. „ R o z p a c z , powiedziała kiedyś
t e ż m o ż e b y ć w i e l k ą r a d o ś c i ą . N i e t r z e b a się b a ć — ż y c i a , ś m i e r c i .
Trzeba

wisieć n a 1 włosku, b o P a n B ó g wciąga do r a j u

tych,

którzy

się n i e b o j ą . "

Ś m i e r c i się n i e b a ł a .

„Całe

mamy

ją w sobie, t r z e b a t a k żyć, a b y w każdej c h w i l i

tylko
życic
można

b y ł o g o d n i e u m r z e ć . " U m a r ł a w 1966 r o k u . Miała w ó w c z a s 75 l a t .
O
10

I t . 1 0 . Postacie,
r y s u n e k t u s z e m . I I . 1 1 . Prostytutka,
i pastele, w y m . 1 5 x 1 0 c m , 1952 r.

że p r o s i ł , a b y m u g o o p i s a ł a m o ż l i w i e s z c z e g ó ł o w o .

Maria

Do

malarstwa
przejść,

wróciła

które

w

odbiły

latach
się

Proponował

okupacji, pod

n a jej

wpływem

psycłiice.

Rysowała

t u s z e m t w a r z e , p o r t r e t y , ale maleńkie, wielkości z n a c z k a

poczto­

wego. K i l k o m a c e l n y m i k r e s k a m i wydobywała charakter postaci.
P ó ź n i e j p o w y z w o l e n i u stosowała także i n n e t e c h n i k i —

krodkę,

sangwinę,

collage

węgiel

a

w

sześćdziesiątych

latach

nawet

( ł ą c z y ł a n p . c i e k a w i e k a d r o w a n e f r a g m e n t y i l u s t r a c j i z g a z o t ze
swymi rysunkami).
Ekspresja

gwałtownych

i dramatycznych prac

z

dawnego

o k r e s u ustąpiła m i e j s c a s t a t y c z n y m p o r t r e t o m l u d z i , przeważnie
k o b i e t — j a k b y zasłuchanych w siebie, kontemplujących

sprawy

ukryte

którymi

i pozornie

Piprekowa

niewidoczne

n a zewnątrz.

Twarze,

z a l u d n i a swój ś w i a t , n i e p o w t a r z a j ą się. K a ż d a

inną osobą, choć d l a n a s —

patrzących z zewnątrz —

jest

wyraźnie

r y s u j e się p e w i e n w s p ó l n y k l i m a t t y c h p o r t r e t ó w , i c h p o d o b i e ń ­
stwo w t y p i e u r o d y do t w a i z y z obrazów Botticellego czy

Rafaela.

Wyobraźnia m a l a r k i u f o r m o w a n a w l a t a c h p r z e d pierwszą wojną
światową,

każe

początku

w i o k u , ale n i e jest

n a m pamiętać

o t a m t y m czasie, o

malarstwie

to

świadome.

żadne

nawiązanie

N i e p r z e c i ę t n a w r a ż l i w o ś ć i w y o b r a ź n i ę , które t a k często

powo­

dują p r z o k r o c z o n i e p r o g u przystosowalności d o świata, P i p r e k o w a
w t o k u d ł u g o t r w a ł e j , ś w i a d o m e j i u p a r t e j p r a c y n a d sobą

uczy­

niła źródłami r o z w o j u s w e g o świata w e w n ę t r z n e g o , c z y n n i k a m i
ujawniającymi i potęgującymi j e j w y b i t n e uzdolnienia plastyczne,
„świat

i m a g i n a c j i , pisał o

pochłania,

że

zatraca

malarce

k o n t a k t ze

Henryk
światem

Stażewski,
realnym

t a k ją

żyjąc

na

i n n y m p l a n i e , n i e p r z y s t o s o w u j ą c się d o n o r m ż y c i a b i e ż ą c e g o . "

96

napisała

w katalogu wystawy

z

1960 r.

Rogoyska:

tusz

honorarium.

ciężkich

j e j twórczości

1 3

n

„Bogactwo

tajemniczego

świata

przeżyć

Piprekowa

wewnętrznych

s i a n o w i j a k g d y b y , luźno związane z czasem, d r u g i e d n o r z e c z y ­

tyków

wistości —

w

świat a , k t ó r y w j e j i n t e r p r e t a c j i p l a s t y c z n e j

ż o n y został p o p r z e z

wyra­

o d r o a l n i o n y i m a g i n a c y j n y w i z e r u n e k czło­

w

przyjęto

do

Związku

Polskich

1947 r. M i a ł a t r z y w y s t a w y

Warszawie

(1955 —

klub

Artystów

indywidualne w

SARPu;

1960 —

Plas­

Polsce,

Kordegarda

M K i S ; 1969 — Zachęta). D w i e o s t a t n i e z k a t a l o g a m i . S y n i B H Z

ekspresję j e g o t w a r z y , gest rąk i układ p o s t a c i .

„ D e s a " z o r g a n i z o w a l i p o śmierci m a l a r k i k i l k a w y s t a w

w

C e c ł i y t o s k ł a d a j ą się n a o b r a z t w ó r c z o ś c i j a k ż e t r u d n e j d o o c e n y

l a n d i i ( m . i n . 1971 — A m o s Andorsas A r t Galler i 1972 —

Waino

p o d k ą t e m u s t a l o n y c h k r y t e r i ó w f o r m a l n y c h . W y d a j e się b o w i e m ,

A a l t o s e n M u s e u m ) . S p o t k a ł y się t a m z w y j ą t k o w y m

że zarówno zadziwiająca

waniem,

wieka, poprzez

n i e r a z trafność r o z w i ą z a ń f o r m a l n y c h

j a k i i c h p e w n a naiwność uzalożniona j e s t o d siły z jaką
p l a s t y c z n a n a r z u c i ł a się g o r ą c e j w y o b r a ź n i

II.

artystki."

1 4

wizją

czego

dowodem

są m . i n . l i c z n e r e c e n z j e

Fin­

zaintereso­

zamieszczone

w p r a s i e . P r a c e a r t y s t k i z n a j d u j ą się w z b i o r a c h M u z e u m N a r o d o ­
wego w Warszawie

oraz M u s e u m o f M o d e r n A r t w N o w y m

1 2 . B r o n i s ł a w a P i p r e k w m ł o d o ś c i ; i l . 1 3 . Głowa

Jorku.

mężczyzny

W s z y s t k i e m o j e p r a c e , cała m o j a t w ó r c z o ś ć , w y w o d z ą się z o w y c h w s t ę p n y c h i m a g i n a c j i
i snów... W s z y s t k o , czego dokonałem w m o i m późniejszym życiu, t k w i w n i c h w zalążko­
wej f o r m i e e m o c j i czy obrazów. Te pierwsze imo,ginacje i s n y były n i b y
bazalt;

z n i c h w y k r y s t a l i z o w a ł się k a m i e ń , k t ó r y p o t e m

ognistopłynny

mogłem poddać

obróbce.

Gali Gustav

M a r z e n i e senne jest z a g a d k o w y m p o s e l s t w e m naszej n o c n e j sfery

Jung

psyche.
Carl Gustav

Jung

Э7

MARIA

Sny

odgrywały

w j e j ż y c i u ważna. r o l ę . D z i e ń

kłopoty, udręki, niepokoje
bliski

jej romantycznej



n o c przenosiła w

naturze.

Pojawiały

t w a r z e , ale zawsze

jakby

zwiastował

świat

się

w

z

innej

marzeń,

tych

postacie,

widziała

malowała

j e n a k a r t o n a c h . W y ł a n i a l i się z m r o k u

jakby

Ale

nietrafne

między

jej

malowała

zwornikiem
byłoby

„twarzami",

Bronisława

łączącym
a

tymi,

Piprekowa.

II.

98

strefę

doszukiwanio

dnia

się

które
Przede

ze

Obrazy

strefą

malowania

n i o wiązała

się

z

chęcią

uwolnienia

s e n n y c h w i z j i , jeśli n a w e t s n y b y ł y s m u t n e , M a r i a
je

z pokorą,

a nawet

masochistyczną

od

natręctwa

przyjmowała

wdzięcznością.

Cierpiała

w życiu wiele, ale w s w y c h c i e r p i e n i a c h znajdowała podnietę do
ż y c i a . M i e s z k a ł a r a z e m z siostrą, d r ę c z y ł y się n a w z a j e m

znajdu­

jąc w t y c h c o d z i e n n y c h

wielkich

konfliktach jakby

namiastkę

snów.

uczuć, namiętności. B y ł a d e l i k a t n a , w r a ż l i w a (o t a k i c h k o b i e t a c h

powiązań

m ó w i s i ę , ż e są j a k k w i a t ) s p r a g n i o n a u c z u c i a , j e d n o c z e ś n i e p o ­

pierwszym
wszystkim

1 4 . M a r i a M u s z a ł , Twarze



hiszpańscy

głębszych
w

snach

epoki

grandowie, d z i w n i młodzieńcy o w i e l k i c h oczach, starcy.
były

MUSZAŁ

okresie
potrzeba

ze snu,

olej

zbawiona

n a d z i o i , ż e się coś j e s z c z e p i ę k n e g o

życiu. P i p r o k o w a

w

jej

była powściągliwa, mądra, kontrolująca

swe

na tekturze, w y m . 4 5 x 8 0

c m , 1957 r.

wydarzy

U r o d z i ł a się w W a r s z a w i e l i i l i p c a 1 9 1 5 г. w r o d z i n i e i n t e l i ­
genckiej.

Ojciec,

w

gral na fortepianie.

domu

inżynier,

uczył sic w młodości m u z y k i , często
K o n s e r w a t o r i u m ukończyła

także

siostra. M a r i a p o ukończeniu g i m n a z j u m również podjęła s t u d i a
muzyczne,

dobrze

grała

na fortepianie.

Interesował



teatr,

p o e z j a , l i t e r a t u r a : . Życie zwichnęła w o j n a , ciężkie l a t a o k u p a c j i ,
aresztowanie
sposób

przez gestapo, k o s z m a r n e przeżycia, które w trwały

odcisnęły

się

na psychice

wrażliwej

i m w y r a z w w i e r s z a c h ( w y d a l a t o m i k Linie
w

8 dramatach —

bardzo

ekspresyjnych,

przejmujących. B y ł y nierówne —

dziewczyny.

Dała

a zwłaszcza

i barwy)

dalekich od realizmu,

nieudolne i zarazom

odkryw­

c z e . S z k o d a , że ż a d e n t e a t r n i e m i a ł o d w a g i i c h w y s t a w i ć . G d z i e ś
zginęły, t a k j a k i ślad p o
Po
szawą

wyzwoleniu

malarce.

pracowała

w

fabryce

uszczelek

pod

War­

(miała popuchniętc i p o r a n i o n e palee), p o t e m uczyła g r y

n a f o r t e p i a n i e , d y k c j i , e u r y t m i i , malowała. Życic miała
wrażliwość

dużą,

wyobraźnię

rozpaloną.

Może

i

ciężkie,

dlatego

tak

ważna była d l a n i e j sfora snów. U m a r ł a 6.06.1966 r.

l' U Z Y P I S Y

A n t o n i K ę p i ń s k i , Schizofrenia,
Warszawa
1 9 8 1 , s. 1 8 5 .
0 s y m b o l i c e snów pisze również E r i c h F r o m m ,
Zapomniany
język,
Warszawa 1951
R o m a n B r a n d s t a e t t e r , Prorok
Jonasz,
W a r s z a w a 1983,
s. 2 6
D o r o t a L a m p a r t u r . 6.02.1906 r. w K r a k o w i e . N o t a o niej
w katalogu wystawy „Inni", C B W A — „Zachęta"
Warszawa
1965
1

2

3

W y w i a d y z sąsiadami przeprowadziłem w łipeu 1966 r .
R o z m o w a z malarką 1976 r.
Z w y w i a d u przeprowadzonego przez E w ę Fryś-Pietraszkową w 1948 r. P r a c o w n i a D o k u m e n t a c j i S z t u k i L u d o w e j I S P A N
w K r a k o w i e , n r i n w . 34829/T.452/279
J a k zanotowała E w a Fryś-Piotraszkowa „ p i e r w s z y , jeszcze
n i e ł a d n y " o b r a z wziął ksiądz S w i e n d e r (?), z K ą t k . B i e l s k a .
J a n B u j a k , Malarka
snów — Dorota
Lampart,
„Przekrój",
23.02.1969
F o t o g r a f i e o b u o b r a z ó w z a m i e ś c i ł e m w a r t . : Obrazy
na
płótnie
i papierze,
„ P o l . S z t . L u d . " , R . X X X I , 1977 n r 4
P r z e d 1939 r. powstały p r a w d o p o d o b n i e 3 wersje
Nieba.
Jedną kupił ksiądz z Czańca, drugą ktoś koło A n d r y c h o w a , n a
Śląsku.
W y p o w i e d z i m a l a r k i w f i l m i e Mirosławy Marcinkiewicz,
Dziwni
artyści po obu stronach
Babiej
Góry, W F O , Ł ó d ź 1 9 7 0
P o r . J o l a n d e J a c o b i , Psychologia
C. G. Junga,
Warszawa
1 9 6 8 , s. 1 7 9 , 1 8 0 a z w ł a s z c z a a r t . J . P r o k o p i u k a , z a m i e s z c z o n y
w t y m numerze „Polskiej S z t u k i L u d o w e j "
H e n r y k S t a ż e w s k i , Wstęp
do katalogu.
Wystawa
prac
Bronisławy
Piprek
(1891—1906),
Z P A P , „Zachęta",
Warszawa
1969
M a r i a R o g o y s k a , w s t ę p d o k a t a l o g u : Wystawa
prac
Bro­
nisławy Piprek,
Z P A P , kordegarda gmachu Ministerstwa K u l t u r y
1 S z t u k i , W a r s z a w a 1960
4

5

15

II.

15.

M a r i a Muszal,

1965

r.

6

7

8

zachowanie,

ona —

egzaltowana,

sentymentalna. Po

k o n t a k t a c h z w i ą z a n y c h z w y s t a w ą , napisała d o
z

nią

człowieka:

...Jestem

k r a b e m , który czeka

t y m samym

n a C i e b i e (...)

niewidzialną w m o i m liście —
jest

najważniejsze".

pisząc: pisałem,
zdecydowanie

zwierzątkiem,

siebie

różą,

poszedłem, chciałem. Jeszcze

od Piprekowej

małym

Przeżyliśmy r a z e m taką noc

a w i e s z p r z e c i e ż , żo

Nazywała,

pierwszych

rozmawiającego

niewidzialne

krabem,
jedno

zawsze

różniło

..- s k a l a t a l e n t u . M a l o w a ł a

zawsze w z i m n y c h t o n a c j a c h c i e m n e j , b u t e l k o w e j



dużo,

zieleni,

prze­

chodzącej

w

ale m i m o

artystycznych

pre­

dyspozycji

była n i e m a l zupełnie p o z b a w i o n a

świadomości

plas­

t y c z n e j . Miała kilka, portretów świetnych, inne b y ł y raczej

pro­

pozycją

żółcienie i g r a n a t y ,

obrazu

niż j e g o realizacją. •

F o l . : S . Dpptuazp.wski,

9

1 0

1 1

1 2

1 3

1 4

i l . 13, 1 4 ; S . Stępniewski, i l . 1 5 ; J . Świderski, i l . 5, 8, 11

M a r z e n i e senne, ponieważ niezależnie o d w p ł y w ó w świadomości, p r z e d s t a w i a

wewnętrzną

p r a w d ę i r z e c z y w i s t o ś ć t a k ą , „ j a k ą o n a j e s t , a n i e t a k ą . j a k i e j się s p o d z i e w a m ,
taką, jaką chciałbym

a n i nie

mieć."
Jolande

Jacobi

99

I I . 1 6 . M a r i a M u s z a ł , Twarz

ze snu,

w y m . 4 7 x 1 8 c m , 1957 r.

C z y w o g ó l e m o ż n a d o w i e d z i e ć się c z e g o ś o t y m , c o n i e j e s t „ ś w i a d o m e " , c z y l i n i e z n a n e
świadomości ? Odpowiedź b r z m i : t a k ! Jednakże n i e bezpośrednio, ale t y l k o n a p o d s t a w i e
j e j działania l u b

z j a w i s k

kompleksy, obrazy

i symbole

pośrednich d o s t r z e g a n y c h
w

snach,

przez nas j a k o s y m p t o m y l u b

f a n t a z j a c h

i

w i z j a c h .
Jolande

Marzenie

senne s t a n o w i w y r a z przejścia z j e d n e j

Jacobi

s t r e f y d o d r u g i e j i równocześnie

jest

s y m b o l e m . Czego j e s t s y m b o l e m ? D l a s t r e f y niebiańskiej — s y m b o l e m t e g o , c o z i e m s k i e ,
dla strefy ziemskiej



symbolem

t e g o , co niebiańskie. T e r a z zrozumiałe s t a j e się, że

m a r z e n i e s e n n e p o j a w i a się w ó w c z a s , g d y ś w i a d o m o ś c i n a s z e j d a n e są o b a b r z e g i ż y c i a ,
choć w r ó ż n y m s t o p n i u wyrazistości. Z a c h o d z i t o , ogólnie rzecz biorąc, p r z y

przecho­

d z e n i u z jednego b r z e g u n a d r u g i , a być może i wówczas, g d y świadomość t r w a n a g r a ­
n i c y m i ę d z y o w y m i s t r e f a m i i niezupełnie obca jest j e j percepcja

podwójna, t o

wówczas, g d y człowiek

s n u l u b drzemiącego

czuwania. Wszystkie

znajduje

się w

stanie powierzchownego

znaczy

i s t o t n e z n a k i w w i ę k s z o ś c i p r z y p a d k ó w d a n e n a m są b ą d ź z a p o ­

średnictwem m a r z e n i a sennego, „ w jakimś d e l i k a t n y m śnie", bądź też w
spadająoych n a nas w y r w a c h w świadomości zewnętrznej

niespodziewanie

rzeczywistości.

Paweł Florenski

x x x

SNY

Jestem wyznania rzym-kat. wielkiej wiary i praktykujący.
Ten pokoik szklany robiłem 6 lat, jak skończyłem ofiarowałem
Panu Jezusowi, ponieważ Pan Jezus w czasie swojego żywota
nie miał żadnego domu i powiedział, ptaki mają gniazda, lisy
jamy, a Syn Człowieczy nie ma gdzie głowy położyć. Pomimo to,
że upłynęło 1950 lat po śmierci Pana Jezusa ja ten pokój prze­
znaczyłem dla Pana Jezusa. Pan Jezus ze mną mieszka z całą
Świętą Rodziną i Trójcą Przenajświętszą.
Poprosiłem Pana Jezusa czy nie przyjął by mnie na ucznia
swego Nr 13. Po kilku dniach otrzymałem odpowiedź. Jak to
wyglądało ? Śni mi się że jestem w kościele, cały kościół oświetlony,
jest noc, na środku kościoła było sześciu Biskupów i ja przy nich
stałem, cały kościół napełniony ludem. Pan Jezus Eucharystyczny
stoi przed ołtarzem żywy, prawdziwy, odległość 7 m, po prawej
stronie ołtarza i mówi na głos: nr 13-ty niech przyjdzie do Mnie.
Biskupi to słyszą i jeden z nich powiedział na głos, że on nic
będzie wiedział co to znaczy. Pan Jezus odpowiedział: On dobrze
wie co to znaczy. Wtedy opuściłem tych Biskupów i przyszedłem
do Pana Jezusa. Pan Jezus powiedział, żebym podszedł do
ołtarza Głównego i powiedział do mnie: tu jest Twoje miejsce.
Umówiłem się z Panem Jezusem, że moja nauka będzie we śnie.
Śni mnie się że rozmawiam z ludźmi i pierwsze moje pytanie
było jako ucznia, ile waży nasza kula ziemska ? Odpowiedź była —
zero kg. Wtedy się przebudziłem, rozważałem nad tym i przeszedł
mnie do głowy Św. Wojciech jak go zabili Prusacy, to ciało oddali
wiernym a głowę sobie zabrali. Ciało spoczywało w Gnieźnie
bez głowy. Po jakimś czasie domagali się Polacy ażeby Prusacy
oddali głowę Św. Wojciecha, zgodzili się, ale ile będzie ważyć
głowa tyle złota trzeba dać. Zgodzili się Polacy, przyszło do
wagi a głowa nic nie ważyła, ani jednego grama i oddali za darmo.
Ponieważ jestem przy planecie opiszę swój lot na księżyc
w I960 roku latem.
Śni mi się że wzniosłem się w powietrze i coraz szybciej
lecę w górę na księżyc, leciałem bardzo szybko nie do opisania,
leciałem 3 minuty. Między ziemią a księżycem w połowie drogi
widziałem ścieżkę popielatą, krętą, podobną do litery Z. Ta
droga prowadziła na księżyc, można iść pieszo, widziałem dwóch
panów w czarnych smokingach i w cylindrach na głowie jak
szli do góry na księżyc. Ja leciałem bardzo szybko, blisko tych
panów, w odległości 100 m, minąłem ich i wylądowałem na
księżycu. Jak przyleciałem była noc. Pobyłem trochę, pomyślałem,
co tu sam będę robić trzeba wracać na ziemię.
I z powrotem wystartowałem z księżyca na ziemię, też
leciałem 3 minuty, z bardzo wielką szybkością, jak przyleciałem
też była noc i wylądowałem w Cz. na ulicy Kolejowej godzina 2 2
w nocy. Miasto było oświetlone, akurat spotkałem mego kole­
gę (...) i powiedziałem mu dlaczego nie uciekał jak lądowałem
na ziemię z tak wielką szybkością, od samego wichru mojej szyb­
kości to byłby zabity. Nic na to nie odpowiedział.
Następne pytanie: pytam jednego Pana ile kilometrów od
mojego pokoju jest do Waszyngtonu? Pokazał mnio, zrobił
3 kroki w moim pokoju, jest już w Waszyngtonie, nawet nie było
dwóch metrów.
Moja matka umarła w 1953 r. w lutym. Po śmierci mojej
Matki, matka mnie pouczała i tak mnie się śni: jesteśmy na
ganku naszego domu, który rodzice zostawili; mówi do mnie:
czy widzisz to wszystko, odpowiedziałem tak, pola, lasy, ogiody,
drzewa, domy, tor kolejowy, krzewy. To wszystko co ty widzisz
to są dueze, które przedstawiają, pamiętaj. Wtem się obudziłem.
Mnie dużo dusz poucza.
J O

Następnie śni mi się, że stoję na kuli o średnicy 70 cm ale
tym razem równo z gwiazdami jestem na sklepieniu niebieskim
tak wysoko, z tą kulą latałem między gwiazdami. Był dzień
bardzo jasny ale słońca nie widziałem, pomyślałem ażeby z góry
zobaczyć jak wygląda ziemia, jak spojrzałem na dół, ziemię nie
widziałem bo było jasno przy mnie, ale zląkłem się tą wysokością
i na głos powiedziałem Matko Święta mnie się głowa zawróci
i spadnę. Wtem się przebudziłem.
Następne pytanie: jak daleko ode mnie z pokoju do Nieba ?
Odpowiedź była z miejsca, jak od mojej głowy do sufitu. Wtem
się przebudziłem.
Niedługo czekałem, śni mnie się że jestem w swoim pokoju
i stoję przy tapczanie, patrzę się w kierunku szyby i nagle zoba­
czyłem od sufitu w dół 15 cm wzdłuż ściany widzę niebiosa
otwarte, idą Biskupi i Papieże w ornataoh, w ręku trzymają
pastorały i kłaniają się Trójcy Przenajświętszej. Widziałem ich
jak szli, około dziesięciu. Przez ten mały otwór zobaczyłem
piękno Nieba i pomyślałem: jest u mnie podobnie, jasno, sre­
brzysty — złocisty kolory. Ponieważ jestem przy Niebie, napiszę:
Śniło mnie się, że jestem w Niebie, przy mnie jest Anioł Stróż
i mnie prowadzi w niebie, obejrzałem się i widzę wzdłuż jakby
to ulica miała być, Ołtarze złote, wysokie i szerokie wchodzimy
do budynku gdzie mieszkają dusze szczęśliwe, które z ziemi
przyszły do Nieba. Były same niewiasty, każda miała swój pokój
osobny, ale przedpokój był wspólny, były trzy ściany, urządzenie
było bardzo ładne, każda miała swój tapczan, stół, krzesła, dy­
wany, każda była ubrana w długie suknie w różnych kolorach,
białe, różowe, zielone, żółte, pomarańczowego tylko nie było
i nic czarnego. Obejrzałem dziesięć pań, przyglądały mnie się co
to za pan przyszedł je odwiedzić. Jednymi drzwiami weszliśmy
a na końcu tych pokoi były drugie drzwi, wróciliśmy do tyoh
drzwi, którymi przyszliśmy, ta pierwsza przy nas położyła się
na tapczanie, majteczek nie miała i nie miała płci żeńskiej ani
męskiej, jak lalki.
Następnie: jestem w kościele w dzień, przy mnie jest około
pięftiu osób, kościół był pełny, teraz mnie przypadło że muszę
przejść przez Tabernakulum na wylot na drugą stronę. Byłem
w kapeluszu, bez marynarki, w kożuszku, na nogach miałem
stare obuwie. Nagle widzę, że Tabernakulum jest już otwarte,
trzeba mnie już wchodzić i weszła moja głowa z kapeluszem ale
były też kielichy, kielichy mnie nie przeszkadzały, wycisnąłem
jedną ścianę złotą, tą naprzeciw która jest, widzę Raj piękny
nie do opisania. Jak to zobaczyłem z powrotem głowę wyciąg­
nąłem, zdjąłem kapelusz i ściągnąłem to obuwie, dlatego że mnie
w Raju to jest niepotrzebne.
Z tego wywnioskowałem, że po mojej śmierci jak b ę d ę iść
do Raju to przez Tabernakulum, tzn. przez bramy Pana Je­
zusa.
Następnie: czy Święty wszystko wie. Jestem na wysokiej
górze i na tej górze stoi szklany pokój, wielkość tego pokoju była
3 m ze szkła przeźroczystego, jak normalne szyby, w tym pokoju
był tylko stół i ławka, nic więcej. Przy stole na ławie siedział
święty. Był ubrany w habit biały, ja stałem przy świętym po
prawej stronie, tuż przy samym ramieniu. Przez te szklane ściany
było widać cale miasto i jeszcze dalej poza miastem. Miasto
było w dole i z góry była ścieżka kręta, ażeby łatwo wyjść na
górę, widzę z góry jak jedna kobieta zawinięta szalem tą ścieżką
śpieszy do tego świętego ażeby się coś zapytać, a miała trzy
3

101

T

j ) i i n 11 in.; a z l u b a r d z o s z y b k o m i m o t a k i e j s t r o m e j g ó r y i o t w i e r a

między

szklane

schowane

trzy

drzwi, wtem

święty

pytania, kobieta

i odeszła z

odpowiedział

n i c n i e pytała

a

jej

od razu

odpowiodź

na

te

otrzymała

powrotom.

Poprosiłem

Jezusa-

ażeby

umie

d n i a c h zobaczyłem

J e s t e m w K r a k o w i e , w kościele p r z y g r o b i e
m o d l i ł e m się. W

Narodzenia

pokazał

Świętego

Świętego

Szczepana.

Świętego

Szczepana

czasie m o d l i t w y spojrzałem

w lewo j a k b y na

miejsce

m n i e Święty Szczepan, jest t o młodzieniec p r a w i e dziecko,
około

14 l a t , ładny

chłopczyk,

n a d głową

mógł

miał j a k t o

opisać r o g a l i k złoty, przystąpił d o m n i e i zaczęliśmy

rozmawiać

od grobowca

cały

w k o ś c i e l e aż m n i e

odprowadził

używam,

co
i

przez

swoim

metrów

bo

c h o d z ą ze s z o p k ą . M ó w i d o m n i e , ż e j e s t

metry

kierunku.

jeżeli

W

wejść, j a

dalej.

L u d z i e k r z y c z ą , ż e j a p o s z e d ł e m , a t e n p a n co p i l n o w a ł z b l i ż y ł się
O n jest

Błogosławiony,

jemu

w o l n o . L u d zamilkł, j a idę dalej, widzę w i e l k i k r a j o b r a z z góry(...)
S e n z d n i a 2 9 . V I . 1 9 7 3 r . piątek. J e s t o m w z a k r y s t i i w koś­
Św. Mikołaja w Gdańsku. W i d z ę

diabła licząc l a t

około 16 wielkości naszego młodzieńca chłopca. M i a ł w ręku b a t
batem,

zwierząt

ale m n i e

w

C y r k u i nademną

n i e udorzył. W

wymachiwał

t y m czasie j a k

tym

wymachiwał

b a t e m n a d e m n ą w odległości 6 m . powiedział m n i o , T y

Święty

i n a d głową moją t y m b a t e m zarysował n a d głową t a k i r o g a l i k
j a k świętych malują. Oprócz tego nade mną zarysował potrójnie
kapliczkę.

wyglądało.

Wtem

się

spalę o d p o w i e d z i a ł m n i e : t y n i e m a s z .
poproszę P a n a

Jezusa,

ogniem

Odpowiedziałem:

to ja

miał

aparat

fotograficzny

N a s t ę p n i e ś n i ą m i się
na

wysokości

czteru

dwaj

metrów,

i

robił

zdjęcia.

i zauważyłem Anioła

A n i o ł o w i e , są ż e w
mieli

maleńki

s e k u n d a c h z t e g o k o t a z r o b i ł się c z a r n y

pies, z n o w u p o

kilku

s e k u n d a c h z t e g o p s a p r z e m i e n i ł się w c z a r n ą ś w i n i ę w a g i o k .
5 0 k g i w s z e d ł p o d ł ó ż k o i n a s t ę p n i e p r z e m i e n i ł się w
16 l a t . Z g r a b n a

kobietę

była i ładna, podeszła

m n i e i pocałowała m n i e w usta. J a przez ciekawość

do

obmacałem

c z y miała n o r m a l n e ciało, była n o r m a l n a j a k nasz

człowiek. W i e d z ą c dobrze jaką przemianę przechodziła t a osoba,
o d e p c h n ą ł e m j ą z całą siłą-. W t e m
Następne:

przyśnił

mnie

przy

powietrzu

stoliczek,

s p o ż y w a m środy, piątki i soboty. W

wagę

t y c h d n i a c h j a wcale

n i e jadłem za w y j ą t k i e m s m a l c u do g o t o w a n i a

w

Napoleona

p r z y s z e d ł d o m n i e , p r z e d s t a w i ł się i m ó w i :

Generałem za N a p o l e o n a

czasie

się p r z e b u d z i ł e m .

wojny

pod

Paryżem

Bonapartego,
i

jestem

zostałem

t a m spoczywam,

zabity

powiedział

s w o j e imię i n a z w i s k o , ż o b y m sobie zaraz zapisał t o b y m wiedział,
myślałem

że z a p a m i ę t a m

a jednak

zapomniałem, mówi

dalej:

j a m a m t y l k o czasu jedną minutę n a 100 l a t i w

tej minucie

przyszedł

się

do mnie

ażebym

j a m u pomógł. W t e m

przebu­

dziłem.
Sen

z d n i a 9.1.1977 r . n i e d z i e l a .

Ś n i ł o m n i e się ż e t o b y ł o

n a K a d ł u b i e , w n a s z y m d o m u n a p o d w ó r k u , żo s t o j ę p r z y ł a w c e
i

widzę

małego

ptaszka

k o l o r u popielatego.

Przyglądałem

do p o k o j u t r z y kobiety, po prawej

mnie

s t r o n i e diabła stała

n o r m a l n i e wyglądała, d w i e k o b i e t y stały p o l e w e j

jedna,

po c h w i l i z n o w u go pogłaskałem i powiedziałem do togo p t a s z k a :
t y m n i e się n i e b o i s z ? p t a s z e k o d p o w i e d z i a ł — n i e . P o m y ś l a ł e m
z r o b i ł się t r o s z k ę w i ę k s z y
był troszkę k o l o r o w y
Zapytałem
czy

ptaszek

n i e m a żadnej

kobiety

małego

do papużki i

już

się t e g o p t a s z k a

a h a ! bo t o papużka t o mówi.

z a n i m się p r z e m i e n i ł w

zachowujecie

papużkę,

czystość t z n . życie

bez

O d p o w i e d z i a ł : t a k s a m o . W t y m r o k u d o 1-go w r z e ś n i a

w o j n y n i e b ę d z i e , w o j n a b ę d z i e z a 10 l a t . T a w o j n a t e r a z b ę d z i e
T y zginiesz ( c z y l i j a zginę) jest t a k wskazane. Więcej m ó w i ć n i e
m o g ł a , b o się ś p i e s z y ł a j a k b y m i a ł o r o b i ć się

ciemno.

W z i ą ł e m t e g o p t a s z k a d o r ę k i a t o się p r z e m i e n i ł o w
papużkę. W
ptak,

dalszym

ciągu

stary, mniejszy

mieszkaniu

około

z

z

tej papużki

zrobił

o d gołębia, przyniosłem

tego p t a k a

65 l a t n i e z n a n a

zrobiła

się

do

małą

większy

mieszkania,

się k o b i e t a , m o g ł a

d l a m n i e . C h c i a ł e m się w i ę c e j

liczyć

wypytać

a l e n i e d a ł o m n i e i p o o l i w i l i p r z e b u d z i ł e m się.
Z

tego snu w i a d o m o

mnie

i

zginę.

w

dużym mieszkaniu, były

diabeł a t a d r u g a jeszcze większe, t a k nakręcone j a k b a r a n y .
P r z e m ó w i ł d o m n i o diabeł. D l a Ciebie

podobny

j a k n o r m a l n i e papużka z t y m d z i o b k i e m

u w a s też u p t a k ó w

grzechu?

s t r o n i e diabła,

t a p i e r w s z a p r z y d i a b l e wstała t o miała t a k i e same r o g i j a k t e n

się

j e m u j a k j a d ł . P o c h w i l i z b l i ż y ł e m się d o n i e g o i g o p o g ł a s k a ł e m ,

w

się d i a b e ł , p r z y p r o w a d z i ł

mięsa

i to malo.

N a s t ę p n i e : ś n i ł m n i e się G e n e r a ł P o l s k i z a c z a s ó w

zakręconym. I dalej pomyślałem:

to m i da.

P o c h w i l i p r z e m i e n i ł się w k o t a s z a r e g o , n a s t ę p n i o p o k i l k u

młodą liczącą około

kosą

przebu­

co t o z a p t a s z e k k t ó r y m ó w i ? P o c h w i l i z t e g o p t a s z k a

Odpowiedziałem diabłu żeby ode m n i e odszedł b o go

ją s p e c j a l n i e

i

żyrandolu.

Pjlskim

b y ł o . T e n p a n n i c n i o powiedział że j a idę

j a k do

j a k to wszystko

żyrandolem,

bo niewolno

długi

grzeszna t o u b i e r a m maskę

t y m czasie leżałem n a t a p c z a n i e

Bonapartego,

n a głos:

jost

P o dwóch d n i a c h miałem t a k i s a m sen powtarzający.

widzę, że p i l n u j e j e d e n p a n , ażeby z togo tłumu n i k t n i e wyszedł

i powiedział

dusza

głowę.

wiedziałem

t e g o n i e wiedziałem w c a l e . J a k już odszedłem 3 m o d t e g o tłumu

ciele B a z y l i c e

śmiercią

apteczną i r o b i l i b a d a n i a m o i e l i p o k a r m ó w — i l e tłuszczu i mięsa

J a k wyszedłem z t e g o tłumu t o l u d z i e zaczęli krzyczeć, że j a

tłumu

miała
Bożego

dziłem.

pomyślałem

się p r z e z t o t r z y

wyszedłem i podnieśli ręce d o g ó r y a n i o było w o l n o

do

roślinami

W y c i ą g n ę ł a kosę i maskę śmierci i m n i e pokazała i ubrała

plac

jest w i e l k i plac i jest

z tego tłumu m n i e . Chwilę postałem,

t u b ę d ę stać p o co i przecisnąłem
sobie w

tymi

N a s t ę p n i e : ś n i ł m i się A n i o ł ż e j e s t u m n i e w p o k o j u , s t o i

dużo l u d z i , j a toż b y ł e m w t y m tłumio, a t r z y

idę

za

t ę m a s k ę n a g ł o w ę , b y ł a b a r d z o s t r a s z n a . J a się w c a l e n i e b a ł e m ,

nad
N a s t ę p n i e : j e s t e m z a m i a s t e m w e (...)
ażeby wyjść

i

przeznaczenia.

ścinam

k o ś c i e l n y d o b r a m y , p r z y b r a m i e p o ż e g n a l i ś m y się.

bardzo

przegradzały

Jeżeli d u s z a jest c z y s t a t o j a maskę n i e zakładam i kosę n i c

ściany, t o już n i e b y ł a ściana a n a d w o r z e , i w i d z ę j a k i d z i e d o
liczyć

rośliny

k o s y i maskę śmierci j a k o t o w czasie świąt

i c h o d z i p o świecie i z b i e r a dusze n a furę i w i e z i e dużo d u s z n a

Pana

Szczepana, po trzech

nami

że b ę d z i e w o j n a

w

roku

Sen z d n i a 2 7 . X I I . 1983 r . W t o r e k . Śni m n i e się, że
ławki szkolne

1987
jestem

i były d w a pianina,

n a ś w i e c i e , a t e t r z y k t ó r e c i p r z y p r o w a d z i ł e m są z p i e k ł a , z t y c h

trzeba było z k o r y t a r z a przyciągnąć do k l a s y gdzie były ławki.

trzech masz

N a s z n u r k u p r z y c i ą g n ą ł e m d w a p i a n i n a . W t y m czasie już b y ł e m

sobie jedną

wybrać.

Pomyślałem o d r a z u : ponieważ d l a m n i e n i e m a k o b i e t y n a
świecie, t o i n i e p o t r z e b a .
m n i e niepotrzebne,
Następnie:

A c o d o t y c h t r z e c h k o b i e t r ó w n i e ż są

b o są z p i e k ł a . W t e m

jestem

w

kostnicy,

była

się p r z e b u d z i ł e m .
otwarta

i

wszedłem

odwiedzić. W i d z ę d w i e t r u m n y z a k r y t e , o b o k siebie leżały
osoby

nieżyjące.

Pomodliłem

(...)

się z a t ą p i e r w s z ą , k t ó r a

dwie

leżała,

w p l u s z o w y m z i e l o n y m u b r a n i u . W t e m wszedł jeden p a n i m ó w i
d o n a s : żadne k r a j e n a t o n i e zwTacają u w a g i t y l k o w y .
Proszę

się d o m y ś l i ć

We

śnie w i d z i a ł e m

wysokości. Te
światem

p o w o l i i całkiem zeszło, w s t a j e
do mnie i zaczyna

102

t a młoda k o b i e t a i

rozmawiać. Przedstawia

przystąpiła

się, ż e j e s t ś m i e r c i ą ,

czego

ten p a n lo

powiedział:

to

cztery

światy,

jest jeden

nad drugim

i n a d d r u g i m t r z e c i i n a d t r z e c i m c z w a r t y . Odległość była co 20 m

była t o k o b i e t a młoda około 20 l a t z w y g l ą d u j a k b y pochodziła
się

do

do nas.

ze w s i . J a , k s k o ń c z y ł e m się m o d l i ć w i d z ę j a k w i e k o

zsuwa

Wtem

się p r z e b u d z i ł e m .

światy

co w i d z i a ł e m

wszystkie

piękne. J a

d u c h o w y m , a t e n świat- na- k t ó r y m o b e c n i e żyję.

m n i e nie interesuje

i nic obchodzi.

d o b r e g o i n i e m a , -się o co

ubiegać,

żyję
wcale

N.i t y m świecie nic m a nic

SEKTA HRUSZKI

O Sekcie, i n f o r m u j e n o t a t k a p r a s o w a
Antropologicznej
którogo

prof.

z posiodzonia

Komisji

2 8 . 1 . 1 9 1 4 г.,

podczas

A k a d e m i i Umiejętności

L.

Wachbołz

przez

członków

Sekty.

dzony

i zamieszkały

demonstrował

„Wacław

n a Śląsku

rysunki

wykonane

H r u s z k a , 45 l a t liczący,
a u s t r i a c k i m przybył

w

uro­

jesieni

1912 r o k u d o Błędowic D o l n y c h koło G h r z c n o w a n a z a p r o s z e n i e
Kaszki i Adamczykowej,

a b y szerzyć z a s a d y u t w o r z o n e j

siebie

zebraniu

nowoj

roligii

na

prywatnym.

obecnie

sporo

prozelitów

między

ludnością

ważnie

czeską

na. Ś l ą s k u , M o r a w a c h ,

w

przoz

Hruszka.

liczy

robotniczą,

prze­

Czechacłi

i

Wiedniu.

N o w ą w i a r ę p o c z ą ł g ł o s i ć z n a t c h n i e n i a b o ż e g o n a p a t r z y w s z y się
błędów zakonników z Jasnej
braciszek.

N i o uznaje

głosi b e z w z g l ę d n ą
w

seksualną,

n a w p r a w i a n i u się w s t a n t r a n s u

pomocą
i

czystość

odprawia

podniosłych

t y m stanie

drgawek

m a l o w a n i a akwarelą
cych

śpiewów

z

prozelitami
pole­

ich nazwa)

i

modłów.

Niektórzy

a nadto

uzyskują

zdolność

zwykle

n a Ma.rsie

alegorycznycłi f i g u r i ornamentów. W

za

doznają

1

rysowania

symbolicznych kwiatów, rzekomo

na innych planetach,

innych

(własna

jako

kościelnych,

p r y w a t n y c h m i e s z k a n i a c h wspólne nabożeństwa, któro

gają
w

Góry, gdzie bawił l a t k i l k a

o n i jego prozelici obrazów

rosną­

i Jowiszu

oraz

t y m stanie

piszą

religii,

a prof.

Waehholz

badał i c h s t a n umysłowy z polecenia

także „pismem m a r s o w y m " , którego j o d n a k nie mogą

odczytać

Sądu K r a j o w e g o

poza

stanem transu.

popraw­

wszyscy

oni byli

obarczeni

ność

i nieraz

t a k co d o w y k o ­

ciężkiej

histerii.

Byli

Przedstawione

uderzające

zacięcie

r y s u n k i wykazują
artystyczne

d n i a 31-go m a r c a

n a n i a r y s u n k u j a k i jego barwności. Hrnszkę, Raszkę i Ada.m-

i „pismo m a r s o w e "

czykową obwiniła c.k. P r o k u r a t u r a Państwa o zbrodnię

Unwiorsytetu

obrazy

zaś

1913 r . i przekonał się, że

zwyrodnieniem
płciowymi

umysłu

abstynentami.

w

formie
Rysunki

m i e s z c z ą się w z b i o r a c h m e d y c y n y s ą d o w e j

Jagiellońskiego."

103

II.

3. Dusza

szczęślhua,

akwarela/papier, wyra. 5 0 x 8 0

o m . I I . 4 . Zle

F o t . : J . Świderski

104

duchy,

akwarela/papier, w y m . 5 0 x 8 0

cm

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.