-
extracted text
-
P O L E M I K I
I
D Y S K U S J E
„Etnografia Polska",!. XXXV: 1991 z. 1
PL ISSN 0071-1861
Arnold Lebeuf, Mariusz S. Ziółkowski, Robert M. Sadowski *
(Zakład Antropologu Historycznej IAUW)
13 Grudnia, czyli rzecz o Słońcu, Skordiowie i Ludwiku Stommie
Każdy intelektualista wie przecież,
żc lepiej źle o nim niż wcale.
Ludwik Stomma
Struktura kalendarzy rytualnych, a szczególnie kwestia przetrwania wcześ¬
niejszego podłoża rytualnego np. w ludowych obrzędach chrześcijańskich jest
od dawna przedmiotem zainteresowania wielu dyscyplin badawczych, m.in.
historii, religioznawstwa i etnologii.
Na gruncie polskim uważano do niedawna za podstawowe opracowanie z tego
zakresu książkę p. dr hab. Ludwika Stommy pt. Słońce rocki się 13 grudnia, która ,
jest popularnonaukową wersją rozprawy doktorskiej tego badacza.
Napisana ze swadą i imponującą erudycją, publikacja ta stała się wnet jedną
z lektur obowiązkowych studentów etnografii i antropologii oraz kilku pokrew
nych dyscyplin humanistycznych, a tezy i argumenty w niej przedstawione stały
się znane nawet poza granicami naszego kraju.
Przybycie jednego z nas (A.L.) w 1987 r. do Polski, na zaproszenie Uniwer
sytetu Warszawskiego, stworzyło okazję do rozszerzenia programu badań z za
kresu archeoastronomii, prowadzonych od szeregu lat w Zakładzie Antropologii
Historycznej IA UW, a obejmujących dotychczas głównie analizę materiału
z obszaru andyjskiego i mezoamerykańskiego, o problematykę porównawczych
badań na materiale europejskim. Było więc rzeczą oczywistą, że sięgnęliśmy
w pierwszym rzędzie do wspomnianej książki L . Stommy, spodziewając się
znaleźć w niej nie tylko w miarę aktualny opis stanu badań nad interesującą nas
problematyką w Polsce, ale również istotne wskazówki i sugestie dla naszych
własnych przyszłych prac.
Zasadniczą tezę wysuniętą przez L. Stommę streścić można następują
co: •'Polska kultura ludowa dokonala spośród świąt chrześcijańskich doboru
tych, które zgodne byly z solarnym kalendarzem azyrnutowym, a więc ludową
obserwacją Słońca (miejsc wschodów i zachodów) i jej interpretację." (Stomma
1976: 112-113; 1981: 77-78). Dobór ten miał nastąpić już po wprowadzeniu
reformy gregoriańskiej kalendarza chrześcijańskiego, a więc w końcu X V I i na
początku XVII w., co dowodziłoby znaczenia pierwiastka pogańskiego w ów• Dr Arnold Lebeuf. francuski antropolog i lingwista, specjalizujący sic w badaniach reliktów archaicznych praktyk astronomicznych
i kalendarzowych w kulturze ludów Europy;
Or Mariusz S. Ziółkowski, archeolog i antropolog, prowadzi m.in. pn.ccbadawcze zz^kresu arcbcoaslronomii kultur obszaru andyjskiego;
Mgr Robert M. Sadowski, astronom, autor prac z zakresu archeoastronomii i historii astronomii.
p
194
ARNOLD LEBEUF, MARIUSZ S. ZIÓŁKOWSKI, ROBERT M. SADOWSKI
czesnej kulturze ludowej. Ws'ród ludności pozostającej pod wpływem obrządku
prawosławnego, który utrzymał kalendarz juliański, zachować się miał podobny
co do struktury cykl świąt o genezie solarnej, ale oparty na zmieniających się
zestawach świętych. Konieczność wprowadzania zmian do tego zespołu "świę
tych słonecznych" wynikała z faktu, że kalendarz juliański przesuwa się o jeden
dzień co 128 lat w stosunku do realiów roku słonecznego (Stomma 1976: rozdz.
IV i V: 92 - 148; 1981: 64n, 83n).
Jak wiadomo, teza o istnieniu podłoża pogańskiego w niektórych świętach
chrześcijańskich (i to nie tylko w ich ludowej wersji) jest nienowa, a jej uzasad
nienia szukać można choćby w samej praktyce nawracania. Już papież Grzegorz
Wielki zalecał odprawianie ceremonii chrześcijańskich w dniach odpowiadają
cych świętom pogańskim, a to w celu wykorzystania elementu przyzwyczajenia
i tradycji u nowo nawracanych. Na zalecenie to powoływali się później misjo
narze w różnych miejscach i okresach, np. jezuici w Peru w X V I w.; tematowi
temu poświęcona jest obszerna literatura.
W odniesieniu do obszarów słowiańskich, oryginalność koncepcji Stommy
polega więc (jak twierdzi sam jej Autor) na znacznym przesunięciu czasowym
tego procesu szczególnej synkretyzacji na przełom XVI/XVII wieku; Autor
ostro krytykuje tych badaczy, którzy fenomen ten sytuowali kilka wieków
wcześniej, w okresie funkcjonowania kalendarza juliańskigo (Stomma 1976:
119-123; 1981: 79-86) .
Argumentację na rzecz swej hipotezy L. Stomma wspiera na dwóch podstawach:
- po pierwsze, na imponującym, choć nieco nie uporządkowanym, zbiorze
informacji etnograficznych, historycznych, hagiograficznych itp., mających
wykazać istnienie ścisłej relacji symbolicznej pomiędzy konkretnymi świętymi,
występującymi we wspomnianym ludowym kalendarzu obrzędowym, a kwestią
podziału czasu, wiedzą o ciałach niebieskich, długością dnia itd. (Stomma 1976,
rozdz. II, III, V; 1981: 45n).
- po drugie, na obszernym zespole argumentów z zakresu astronomii, mających
wykazać, że daty tychże świąt (wg kalendarza gregoriańskiego) odpowiadają rzeczy
wiście pewnym szczególnym momentom w rocznej drodze punktów wschodów
i zachodów Słońca po horyzoncie i odpowiednim zmianom długości dnia i nocy.
Ponieważ wszyscy trzej interesujemy się szczególnie stroną praktyczną
dawnych metod obserwacji ciał niebieskich, przeto zwróciliśmy się najpierw ku
wspomnianej astronomicznej części wywodu L . Stommy.
W dyscyplinie tej porusza się on z dużą swobodą i jeśli nawet niektóre z jego
wstępnych konstatacji (np. ta, dotycząca zasad funkcjonowania gnomonu )
wzbudziły w nas niejaką konsternację, to uznaliśmy je za nieistotne dla całości
wywodu drobne przejęzyczenia czy potknięcia Autora, wyraźnie zniecierpli
wionego koniecznością tłumaczenia tak elementarnych, wstępnych zagadnień
laikom i pragnącego jak najszybciej przejść do prezentacji swych koronnych
argumentów. Te zaś opierają się na niezwykle interesujących aspektach pozor
nego ruchu Słońca, wykrytych przez L.Stommę:
"Za wschód lub zachód Słońca uważamy zjawisko zetknięcia się górnego
brzegu jego tarczy z linią horyzontu. Wyznaczanie wschodu i zachodu Słońca
2
3
1
;
4
w-
Ш
13 GRUDNIA, CZYLI RZECZ О SŁOŃCU. SKORDIOWIE I LUDWIKU STOMMIE
195
polega zaś na podaniu momentu czasu - kiedy; oraz azymutu, czyli punktu na
horyzoncie - gdzie zjawisko to ma miejsce; czas (t) pojawienia się lub zniknięcia
ciała niebieskiego obliczyć możemy na podstawie wzoru:
cost = -tgVx tgY
zaś azymut (m):
cosm = -sin Y: cosV
Z zestawienia tych dwóch wzorów wynika jasno, iż zarówno czas, jak
i azymut wschodu lub zachodu Słońca, sq dla stałego punktu obserwacyjnego
funkcją deklinacji (Y) i pozostają jednocześnie wprost proporcjonalne do siebie.
Ten bardzo skomplikowany wywód w przekładzie na język praktyki oznacza po
prostu, iż można empirycznie wyznaczyć dni przesileń słonecznych, posługując
się bardzo prosta zasadą: im blLj kierunku południowego znajdują się miejsca
wschodu i zachodu Słońca, tym - odpowiednio-późniejszy
wschód i wcześniej¬
szy zachód. I na odwrót: im bliżej kierunku północnego pojawia się wschodzące
i zachodzące Słońce tym wschód wcześniejszy, a zachód późniejszy Nie warto
zaś chyba przypominać że wcześniejszy wschód i późniejszy zachód równają się
dłuższemu dniu- późniejszy wschód i wcześniejszy zachód - dniu krótszemu Im
bliżej więc geograficznego punktu południa na horyzoncie wschodzi i zachodzi
Słońce tym krótszy dzień a co za tym idzie najdalsze na południe zasiezi
wschodu i zachodu SłoLwyzZzTa
dzień Zrószy
dZńZesilelda
V f í a z v w ^ ^
s i e w n a
metody o b s ^
TszeilZnc^^^^
i a c a Z e Z ^
pZVwidze7^^^
Pożądane, acz niekonieczne - można je wszakże tworzyć sztucznie - jest
występowanie na linii horyzontu trwałych i wyraźnych punktów orientacyjnych,
do których można odnosić wyniki obserwacji. Takie punkty orientacyjne, które
w gwarze artyleryjskiej określa się mianem dozorów, umożliwiają
zapamiętywa
nie uzyskanych namiarów i prowadzenie wieloletnich obserwacji, co w znacznej
mierze uniezależnia ich wyniki od sytuacji meteorologicznych. Jeśli chodzi
0 ostrość wzroku, to wymagania nie są tu nazbyt wygórowane. Każdy z nas
zetknął się w gabinecie okulisty z planszą, na której znajdujące się u góry
wielkie, drukowane litery przechodzą, w miarę spuszczania wzroku ku dołowi,
w coraz mniejsze i trudniej czytelne. Owe tablice Snellena - bo tak się właśnie
od nazwiska ich twórcy nazywają - służą do badania refrakcji naszych oczu,
czyli - potocznie mówiąc - ostrości wzroku. Otóż, wykorzystując
znajomość
zasad, na podstawie których tablice te zostały opracowane, możemy ustalić, iż
przeciętnym wzrokiem obdarzony obserwator może bez trudu postrzegać zmiany
azymutu wschodów i zachodów Słońca od rzędu 20-30, począwszy [tak w książ
ce, chodzi chyba o sekundy kątowe -Autorzy]; co odpowiada mniej więcej
1 minucie różnic terminów tych wschodów i zachodów.
196
ARNOLD LEBEUF, MARIUSZ S. ZIÓŁKOWSKI, ROBERT M. SADOWSKI
т
Podsumowując: metoda wyznaczania terminów solstycjów drogą obserwa
cji miejsc wschodów i zachodów Słońca opiera się na niezwykle prostym rozu
mowaniu, nie wymaga żadnych specjalnych przyrządów i dostępna jest bardzo
szerokiemu gronu ludzi, znajdujących się w nader nawet różnych warunkach
topograficznych. Przyjąć więc wolno, iż mogła być szeroko i powszechnie sto
sowana. Szeroko ipowszechnie...czemuż
więc i my nie mielibyśmy spróbować?
Niestety - nie mamy możliwości zaproszenia Cię, czytelniku, do wspólnej obser
wacji w terenie. Spróbujmy więc odtworzyć wyniki, jakie taka obserwacja mu
siałaby przynieść, analizując tabele zmian terminów wschodów i zachodów
Słońca. Oto np. dane dla miasta stołecznego Warszawy z przełomu grudnia 1927
roku i stycznia 1928 roku, opracowane przez Obserwatorium Astronomiczne
Uniwersytetu Jagiellońskiego:
dzień
1X11
2X11
3X11
4 XII
5 XII
6 XII
7 XII
8 XII
9 XII
10X11
11X11
12X11
13X11
14 XII
15X11
16X11
17X11
18X11
19X11
20X11
21X11
22X11
23X11
24X11
25X11
26X11
27X11
28X11
29X11
Uli
wsch.
zach.
wsch.
zach.
łącznie
(godz.) (godz.) (różnica) (różnica) (różnica)
7.21
7.23
7.24
7.25
7.27
7.28
7.29
7.31
7.32
7.33
7.34
7.35
7.36
7.37
7.38
7.39
7.40
7.41
7.41
7.42
7.43
7.43
7.44
7.44
7.44
7.45
7.45
7.45
7.45
15.28 • -1
-2
15.27
15.26
-1
-1
15.25
-2
15.25
15.24
-1
15.24
-1
-2
15.24
-1
15.24
-1
15.24
-1
15.24
-1
15.24
-1
15.24
-1
15.24
-1
15.24
-1
15.24
15.24
-1
15.24
-1
0
15.24
-1
15.25
15.25
-1
15.25
0
15.26
-1
15.27
0
0
15.27
15.28
-1
15.29
0
15.29
0
15.30
0
-1
-1
-1
-1
0
-1
0
0
0
0
0
0
0
0
0
0
0
0
0
+1
0
0
+1
+1
0
+1
+1
0
+1
-2
-3
-2
-2
-2
-2
-1
-2
-1
-1
-1
-1
-1
•1
-1
-1
-1
-1
0
0
-1
0
0
+/
0
0
+7
0
+1
13 GRUDNIA, CZYLI RZECZ O SŁOŃCU, SKORDIOWIE I LUDWIKU STOMMIE
30X11
31X11
11
21
31
41
51
61
7.45
7.45
7.45
7.45
7.45
7.45
7.45
7.44
15.32
15.31
15.33
15.34
15.35
15.37
15.38
15.39
0
0
0
0
0
0
0
+1
+1
+1
+1
+1
+1
+2
+1
+1
197
+1
+1
+1
+1
+1
+2
+1
+2
[Tabela 1, wg Stomma 1981: 70-71]
/ chociaż podobne dane znaleźć można w większości kieszonkowych kalen
darzyków, choć figurują one w każdym "Roczniku Astronomicznym", trudno
oprzeć się w pierwszej chwili głębokiemu zdumieniu. Oto "historia" wschodów
Słońca, coroczna historia przebiegu zjawisk, które każdy z nas może obserwo
wać na horyzoncie różni się zasadniczo od odpowiedniej "historii" zachodów.
Punkt zachodu Słońca przemieszcza się szybko i wyraźnie w stronę południa do
około 5-7 grudnia, następnie zwalnia, omal zamiera -jak się to wydaje obser
watorowi o przeciętnie ostrym wzroku; jeszcze jakby prawem rozpędu przesuwa
się nieco na południe, by okolo 12-13 grudnia ruszyć - zrazu wolniutenko, potem
coraz szybciej w drogę powrotną, na północ. W tym czasie i aż do około 20-24
grudnia, punkt wschodu podąża wciąż, konsekwentnie i zdecydowanie, na po
łudnie, 24-26 grudnia "hamuje" i dopiero od 31 grudnia -1 stycznia powolut
ku, a od około 6 stycznia pewnie i prędko zawraca na północ.
CZY TO MOŻLIWE ?ТАК, I CO WIĘCEJ - ZROZUMIAŁE DLA ASTRONO
MÓW, I ZNANE." (Stomma 1981: 68-72 - podkreślenie w ostatnim zdaniu
pochodzi od Autorów).
Podobną "asymetrię" wykrywa Autor w okresie przesilenia czerwcowego,
opierając się, oczywiście, na takiej samej tabeli wschodów i zachodów (Stomma
1976: 104-107).
Ten "asymetryczny" ruch Słońca i daty "punktów zwrotnych" stanowiły
osnowę "dramatu niebieskiego" - walki dnia z nocą, który zdecydował o dobo
rze świętych ludowego roku obrzędowego: "/ tak oto wyjaśnia nam się zagadka
Dies Natalis Solis Invicti, dowiadujemy się o przypuszczalnej genezie natrętne
go terminu 25 grudnia w obrzędowości społeczeństw plemiennych i ludowych.
Na tym jednak nie koniec. Jak łatwo zauważyć, również i pozostałe daty kluczo
we zimowych zmagań nocy z dniem są jednocześnie datami ludowych obrzędów
przejścia! Dzień 6 grudnia to wszakże święto św.Mikołaja; 13 grudnia - św.Łucji; 31 grudnia/1 stycznia - św.Sylwestra i Nowego Roku (Obrzezania); 6 stycz
nia - Epifanii. Nie wchodząc w nużące szczegóły astronomiczne i nie pokrywa
jąc kolejnych stron książki tabelami terminów wschodów i zachodów Słońca,
powiedzmy od razu, że również pozostałe dwanaście świąt, którym kultura
ludowa nadała walor obrzędów przejścia, wyznacza charakterystyczne punkty
kalendarza opartego na obserwacji miejsc wschodów i zachodów Słońca na
horyzoncie. I tak, na przykład dzień 15 czerwca - św. Wita - odpowiada w "dra-
198
ARNOLD LEBEUF, MARIUSZ S. ZIÓŁKOWSKI, ROBERT M. SADOWSKI
macie przesilenia letniego" momentowi A cyklu zimowego [wg wcześniejszych,
na str.76 ustaleń Stommy: 6 grudnia - przyp.Autorzy], 24 czerwca - śwJana
Chrzciciela - zimowym momentom В i D [12/13 grudnia oraz 25/26 grudnia.
- przyp. j.w.], jednocześnie zaś 29 czerwca - momentowi F [6 stycznia - przyp.
j.w.] (moment E [31 grudnia/l stycznia - przyp.j.w.], "wprasowany" między
bliskie sobie D i F, traci oczywiście na znaczeniu)" (Stomma 1981: 77).
Aby lepiej unaocznić te zdumiewające zaiste ustalenia, niestety, wbrew
sugestiom ich Autora, zupełnie nieznane astronomom, sporządziliśmy odpo
wiedni schemat rysunkowy (rys.l).
Wnioski z lektury tego fragmentu ( i reszty wywodu, czyli np. całego I V
rodziału rozprawy doktorskiej - Stomma 1976: 92 - 117) narzucają się same:
- po pierwsze, jest absolutnie ewidentne, że, prawdopodobnie z powodu
innych pilniejszych zajęć, p. dr. hab. L. Stommie nie było nigdy dane obserwo
wanie wschodów i zachodów Słońca (zwłaszcza tych pierwszych) w okresie
solstycyjnym. Trudno może wymagać tego w grudniu, ale przecież można
przeprowadzić to interesujące, doświadczenie w czerwcu, chociaż faktem jest,
że należałoby wówczas wstawać o absolutnie "niechrześcijańskich" godzinach.
Trudniej nam natomiast zrozumieć, dlaczego umknęły również uwadze Autora
zachody Słońca. W każdym razie dość prostym wyjściem byłoby np. odwiedze
nie któregokolwiek planetarium udzie w ciągu kilku chwil można obejrzeć
bardzo przejrzystą i zrozumiałą rekonstrukcję rocznej drogi Słońca np po ho
ryzoncie Warszawy;
'
:
- po drugie, stwierdzamy zc smutkiem, że uwadze L.Stommy musiały także
umknąć pewne istotne komentarze do wzorów i tabel, tak przekonywująco
i przystępnie referowanych przez niego na użytek mniej zorientowanych czy
telników.
Wnioski te wynikają z faktu, że cały tak szczegółowy i sugestywny opis
"asymetrycznego" ruchu grudniowego Słońca po horyzoncie nie odpowiada ani
postrzeganej zmysłami rzeczywistości, ani żadnej znanej dotychczas teorii
astronomicznej.
Wyjaśnijmy rzecz pokrótce:
Ponieważ główną tezą L.Stommy nic jest chyba założenie o powszechności
użycia zegarków w XVI-wieczncj kulturze Słowian. Zachodnich tylko to, że
ówcześni wieśniacy byli w stanic określić momenty krytyczne w rocznej wę
drówce Słońca po horyzoncie, więc zostawmy na razie tajemniczą tabelę z go
dzinami i minutami, a zajmijmy się "ruchem Słońca", takim jaki obserwują
i dziś mieszkańcy wsi, wstający zazwyczaj nieco wcześniej od badających ich
kulturę i obyczaje Uczonych Mężów.
Otóż, jak wspomina sam Autor, azymut pozycji Słońca o wschodzie i o za
chodzie jest związany z jego deklinacją dla miejsca obserwacji na danej szero
kości geograficznej, co wyraźnie podaje cytowany przez L.Stommę przybliżony
wzór. W okolicy solstycjum grudniowego deklinacja maleje zarówno rankiem,
jak i wieczorem. W związku z tym azymut Słońca tak wschodzącego, jak i za
chodzącego stopniowo się zmienia, aż Słońce osiągnie swą ekstremalną pozycję,
na której zatrzyma się i z której to pozycji po przesileniu będzie stopniowo
г
I
13 GRUDNIA, CZYLI RZECZ O SŁOŃCU, SKORDIOWIE I LUDWIKU STOMMIE
199
wracało w kierunku północnym. Tak więc twierdzić, że azymut Słońca o wscho
dzie może się zmieniać w jednym kierunku, a o zachodzie w drugim, to nic
innego jak sugerować, że ekiiptyka ma kształt sinusoidalny, po którym Słońce
wykonuje rodzaj slalomu.
Tymczasem prawdziwy ruch grudniowego Słońca po horyzoncie jest syme
tryczny i przebiega w tym samym kierunku, tak o wschodzie, jak i o zachodzie,
co przedstawiamy na rysunkowym schemacie (rys. 1). Jak widać, rzeczywistość
różni się dość zasadniczo od postulowanej przez L . Stommę sytuacji (rys. 1);
przede wszystkim 13 grudnia nie jest żadnym "momentem zwrotu" ruchu
zachody
22.XII.
13.XII.
Rys. 1. Położenie Słońca na horyzoncie w okresie 10 dni przed i 10 dni po solstycjum
grudniowym na szerokości geograficznej Skordiowa (51° 05,9' szer. geogr. północnej) wg
przybliżonego wzoru (cytowanego przez Stommę), tzn. bez uwzględnienia efektu refrakcji
horyzontalnej (efekt ten powoduje niewielkie przesunięcie wszystkich pozycji Słońca, bez zmia
ny ich położeń względnych). Dolne daty podają sytuację prawdziwą, górne - wg hipotezy Stommy.
Liczby na osi oznaczają azymut liczony od północy.
200
ARNOLD LCBEUF, MARIUSZ S. ZIÓŁKOWSKI, ROBERT M. SADOWSKI
zachodzącego Słońca ku Północy, a najdalszy południowy zasięg pozycji Słońca
wypada, tak dla wschodu jak i dla zachodu, tego samego dnia, 22 grudnia.
Co zatem podaje tabela 1, na której oparty jest cały wywód Stommy ?
Otóż wszystko wynikło, jak się wydaje, z tego, że zamiast bezpośrednio
obserwować Słońce, lub obliczać pracowicie azymuty wschodów i zachodów
w kolejnych dniach (z wzoru, który sam podaje), Autor postanowił ułatwić sobie
pracę gabinetową, wykorzystując gotową tabelę czasu wschodów i zachodów
dla odtworzenia ruchu azymutalnego Słońca, wg zasady, którą szczegółowo
opisuje (patrz wyżej). Metoda ta jest nieco zawiła, ponieważ zupełnie niepo
trzebnie wprowadza dodatkowe obciążenie matematyczne polegające na konie
czności przeliczania zmian czasu na zmiany azymutu, ale ostatecznie można ją
zastosować pod jednym warunkiem: trzeba się posłużyć właściwą tabelą, to jest
taką z tzw. "prawdziwym czasem słonecznym".
Natomiast to, co prezentuje nam L.Stomma to zupełnie inna tabela tzw.
"średniego czasu słonecznego" (odpowiadającego w przybliżeniu czasowi stre
fowemu), który jest pewną wielkością umowną, akurat niezbyt pomocną dla
określenia pozycji Słońca z postulowaną w tym przypadku dokładnością, a już
na pewno nie w okresach solstycyjnych. Po to aby przejść do prawdziwego
czasu słonecznego (nic jest to ten, który podają nasze zegarki), należy do czasu
średniego dodać lub odjąć tzw. "poprawkę równania czasu", która w ciągu roku
zmienia się w przedziale około 30 minut i jest różna na każdy dzień.
I tak w interesującym nas okresie grudzień/styczeń wynosi ona odpowie
dnio: na Świętego Mikołaja (6 XII) = + 9 minut 55",na Świętą Łucję = + 6 minut
25", na 22 XII=+ 1 minutę 51", i na Nowy Rok (1.1.)= - 3 minuty 3", czyli
zmienia się w zakresie 12 minut 58" (Rocznik Astronomiczny na rok 1991,
Tabela Słońce: 10-17).
liwschód
i -
Ó
Г?Г
potadme
Rys. 2. Diagram momentów wschodu i zachodu Słońca (z przybliżeniem do pełnych minut)
w okresie wokół solstycjum grudniowego wyrażonych w czasie średnim, czyli strefowym
(punkty) oraz w czasie słonecznym prawdziwym (krzyżyki). Różnica momentów południa w obu
czasach jest tzw. „równaniem czasu".
201
13 GRUDNIA, CZYLI RZECZ O SŁOŃCU, SKORDtOWIE I LUDWIKU STOMMIE
Gdyby L . Stomma ją wprowadził (a przecież "figurują one w każdym "Ro
czniku Astronomicznym"...), tak jak to my zrobiliśmy w oparciu o jego własne
dane (patrz poniżej Tabela 2 i rys. 2), zauważyłby równie zasadniczą zmianę jak
ta, którą pokazaliśmy na rysunkowym schemacie azymutów (rys. 1): cała
postulowana przez niego asymetria, polegająca na tym że Słońce o wschodzie
ma się przesuwać w jedną stronę (na Południe) a o zachodzie w drugą (na
Północ) stronę i tak przez 18 dni, od 13 XII do 31 XII/1.I., po prostu nie istnieje.
Tabela 2
czas strefowy
wsch
zach
1927 XII
1 7 21
2
23
3
24
4
25
27
5
6
28
7
29
8
31
9
32
33
10
34
11
12
35
13
36
14
37
15
38
16
39
17
40
18
41
19
41
20
42
43
21
22
43
23
44
24
44
25
44
26
45
27
45
28
45
45
29
30
45
31
45*
15 •28
.27
:26
:25
:25
:24
:24
•24
•24
.24
:24
:24
:24*
:24
:24
.24
:24
:24
:24
:25
:25
:25
:26
:27
:27
:28
:29
:29
:30
:32
:31
czas prawdziwy
wsch
zach
1927X11 1
2
3
4
5
6
7
8
9
10
11
12
13
14
15
16
17
18
19
20
21
22
23
24
25
26
27
28
29
30
31
7 32
33
35
35
36
37
38
39
40
40
41
41
42
43
43
44
44
45
45
45
45
45*
45
45
45
45
44
44
43
43
42
15 39
37
36
35
34
33
33
32
32
31
31
30
30
30
29
29
28
28
27
27
27
27*
27
27
27
28
28
28
28
29
29
Czasy podane w zaokrągleniu do pełnych minut, obliczone dla Warszawy. Dla porównania
i odpowiadającymi im pozycjami azymutalnymi Słońca patrz rys.l.
Gwia2db (<) oznaci, momenty, kiedy godziny wschodu i actodu Słońca osi^jąekstremum: z lewej strony,
vg koncepcji LStommy na podstawie Ubeli czisu średniego słonecznego, z prawej wg prawdziwego czasu
łoWczneg^czyli tego,,....] który naprawdę odpowiada pozycjom azymutalnym Słońca na ta)7onde."
Ь
202
A R N O L D L E B E U F , MAKI USZ S. ZIÓŁKOWSKI, R O B E R T M. SADOWSKI
Stąd oczywiście upada cała argumentacja, że te właśnie momenty "zmiany
kierunków" ruchu Słońca, a szczególnie kluczowa dla wywodu data 13 XII
(patrz tytuł książki...), "zorganizowały" cykl świąt ludowych; ewentualnego
astronomicznego znaczenia tych dat szukać trzeba gdzie indziej. Rzecz jasna,
z tych samych powodów nie istnieje również podobna "asymetria" w okresie
przesilenia czerwcowego,która miałaby stanowić uzasadnienie "letniego" zesta
wu świąt (Stomma, 1976: 104 -107).
Konsekwencje tego są niestety smutne, bowiem cały IV i znaczna część
V rozdziału rozprawy doktorskiej L . Stommy, czyli około 1/4 całości, w tym
cała "podstawa astronomiczna" jego wywodu, zawalają się tym samym, jak
przysłowiowy domek z kart. No cóż, po raz kolejny sprawdza się, tym razem na
przykładzie negatywnym, słuszność ludowego porzekadła, że "Kto rano wstaje,
temu Pan Bóg daje".
Wszystkie te kardynalne błędy w astronomicznej części wywodu nie mogą
rzecz jasna umknąć uwadze żadnego astronoma, można więc zadać sobie pyta
nie, jak to się stało, że osoby oceniające pracę nie odesłały jej do oceny
specjalisty, a następnie Autorowi do dość zasadniczych przeróbek. Otóż, ów
czesny Doktorant usilnie zapewniał wszystkich, że część astronomiczna jego
pracy konsultowana była przez wybitnego astronoma, Profesora Włodzimierza
Zonna, któremu zresztą wylewnie dziękuje, m.in. dedykując Jego pamięci
rozdział IV (astronomiczny ) swej rozprawy. Autorytet lego znakomitego uczo
nego, na którego z naciskiem powoływał się L.Stomma, okazał się dla wymie
nionych Osób wystarczającą gwarancją merytorycznej poprawności astronomi
cznej argumentacji Doktoranta.
Warto tu jednak może przypomnieć, że Profesor W. Zonn zmarł 28 lutego
1975 r. czyli około 16 miesięcy przed obroną rozprawy doktorskiej L . Stommy
(19 czerwca 1976); co więcej, śmierć Profesora nastąpiła po wielomiesięcznej
ciężkiej chorobie. Jest więc rzeczą wysoce mało prawdopodobną, aby mógł on
widzieć i zaakceptować ostateczną wersję tekstu, która powstać musiała po
kluczowych dla całego wywodu badaniach terenowych z maja 1975 (patrz
dalej). Zresztą sam Autor we wspomnianej dedykacji mówi o konsultacji przez
profesora Zonna "wstępnego szkicu" rozdziału astronomicznego (Stomma
1976: 92).
Swoją drogą ciekawą, dość subtelną ewolucję przechodzi we wzmiankowa
nych formułach podziękowań zakres wkładu znakomitego astronoma do pracy
L.Stommy; w tekście rozprawy czytamy bowiem: "Chciałbym w tym miejscu
złożyć najgłębszy hold pamięci ś.p. prof. Włodzimierza Zonna, który byl łaskaw
służyć mi Swoją pomocą konsultując wstępny szkic niniejszego rozdziału."
(loc.cit.). Ale już w kilka lat później udział Profesora Zonna znacząco wzrasta:
"Chciałbym w tym miejscu dożyć najgłębszy hołd pamięci prof. Zonna, który
był łaskaw służyć mi swoją pomocą, konsultując astronomiczne partie niniejszej
1
1
13 GRUDNIA, C Z Y L I R Z E C Z O SŁOŃCU. S K O R D I O W I E I L U D W I K U STOMMIE
203
pracy. " (Stomma,1981: 64). To chyba dlatego że, jak powiada sam Autor, "lata
pamięć mącą"...
Spójrzmy teraz na stronę etnograficzno-historyczną wywodu. Jak już wspo
mnieliśmy, oryginalność koncepcji Stommy, w stosunku do wielu jego poprze
dników i współczesnych, zasadza się na twierdzeniu, że dobór świąt pod kątem
ich zgodności z istotnymi dla kalendarza słonecznego datami nastąpił po refor
mie gregoriańskiej, na przełomie XVI i XVII wieku, czyli co najmniej dwa
- trzy wieki później niż to dotychczas przyjmowano.
Koronnym argumentem, który znakomicie podbudowałby tezę wysuniętą
przez L.Stommę, a nawet częściowo osłabiłby krytykę wynikającą z wykazanej
powyżej błędności astronomicznych założeń jego rozprawy, byłoby odkrycie
funkcjonującego jeszcze współcześnie na wsi polskiej systemu obserwacji azymutalnych Słońca, w którym odnotowywano by przynajmniej niektóre z postu
lowanych przez Autora dat (oczywiście ze względu na inne astronomiczne
przyczyny niż te, które on sam podaje, ale zawsze...).
Teoretycznie odkrycie takie nie było całkiem niemożliwe, jako że podobny co
do zasad system obserwacyjny opisany został (co prawda na podstawie informacji
"z drugiej ręki" i bez podania żadnych dokładnych dat) przez Kazimierza Moszyń
skiego jako funkcjonujący jeszcze w końcu XIX wieku "na halach pod Nowoszynem w Karpatach ruskich" (Moszyński ]967,t.II, cz.l: 161).
"Apetyt rośnie w miarę jedzenia. Po odnalezieniu tak licznych przysłów,
wierzeń, wypowiedzi itd., które mogą być interpretowane jako związane z kalen
darzem "azy matowym",łatwo było zamarzyć o czymś więcej, o czymś namacal
nie dosłownym, o kropce nad i. A gdyby tak udalo się odnaleźć kogoś, kto
prowadzi jeszcze obserwacje miejsc zachodów i wschodów lub choćby o kimś
takim bezpośrednią i wiarygodną relację..." (Stomma 1981: 93). Chodzi więc,
jak widać, o ostateczną podbudowę tezy, przeciw której istnieją jednak istotne
kontrargumenty: " Nie czas jednak na obalanie genetycznych konstrukcji Autora
Kultury ludowej Słowian (prosimy czytelników o uwierzenie na słowo, że są one
bezpodstawne) gdy zazdrość zżera, gdy inna perspektywa przed nami. Mogła J.
Cieszyńska [informátorka K.Moszyńskigo - przyp. Autorów] odnaleźć "kalen
darz z kijów ",
(i ffiy — czyż mamy być gorsi! "(ibid: 96).
Nic zrażając się tedy przeciwnościami losu, L.Stomma podjął wyzwanie
i kontynuował poszukiwania w "najbardziej zapoznanych zakątkach
kraju"
(ibid: 97), uwieńczone w końcu zasłużonym sukcesem:
Szczęście uśmiechnęło się wreszcie w Skordjowie - małej wiosce nad bag
nistą rzeczką Udal. Mieszkający na skraju lej wsi gospodarz potrafił nie tylko
poprawnie zreferować zasady obserwacji wschodów i zachodów, lecz - naresz
cie! - odszukał wśród wybujałego zielska cztery wbite "jeszczeprzed
wojną"
paliki: trzy służące ongiś do pomocy w obserwacji (z okna sypialni) wschodów
Słońca, a jeden (z okna kuchni) zachodów. (Stomma 1981: 98). W rozprawie
doktorskiej znajdujemy nazwisko tego lak istotnego informatora:
"[...] w chełmskim posiłkowano się często wbijanymi w ziemię palikami
(informatorzy Bolesław Lałik z Andrzejewa, Stefan Kostrzanowski ze Skordiowa i Wojciech Uchymianz Uchańki).... Szczególną uwagę chcielibyśmy tu po11
204
ARNOLD LEBEUF, MARI USZ S. ZIÓŁKOWSKI, ROBERT M. SADOWSKI
święcić "kalendarzowi" S.Kostrzanowskiego, z którego pozostały 4 "przed woj
ną" jeszcze wbite paliki, w czym 3 służące ongiś do pomocy w obserwacji
wschodów a 1 - zachodu Słońca. Paliki "wschodnie" wbite są na jednej prostej
prostopadłej do osi: punkt obserwacyjny (O) - kierunek wschodni (E). Odcinek
O -punkt (Z) przecięcia osi OE z prostą palików, ma ok.41,10 m długości. Dwa
paliki (B i C) wbite są po północnej stronie punktu Z, jeden zaś (A) po stronie
południowej. Odcinek AZ wynosi ok. 46,70 m, BZ ok.1,65 m. zaś CZ ok.14,60
m (dokładność pomiarów do ok. 5 cm). Takie usytuowanie palików oznacza, iż
przy stałym punkcie obserwacyjnym O wskazują one miejsca wschodów Słońca
w dniach: palik A - 28X11 -21, B- 24 - 26 III, zaś С-23 -26IV (uwzględniono
zmienność refrakcji promieni słonecznych), co zgodne jest w pełni z wypowie
dziąS. Kostrzanowskiego, opatrującego odpowiednie paliki imionami: "nowo-
"'
'
:
Rys. 3. Usytuowanie Skordiowa (<p = 51°05,9' szer. geogr. północne, X = 23°45,8' dług.
geogr. wschodniej) na tle Polski.
rocny", "wiesienny" i "jurski". Informator twierdzi, że "ongiś" palików było j
więcej, nie potrafił jednak określić jakim miałyby odpowiadać świętom." (Stom
ma 1976: 136-137).
Na szczęście: "Brak ten uzupełnili jednak w pewnej mierze inni informatorzy
z Ksawerowa, Turki i Siedliszcz, dzięki którym ustalić można było z pewnością
ustawienie jeszcze co najmniej oznaczeń: "michałowych" (około 29 września),
"kupalnocnych " (24 czerwca) i "uspennych " (od: Uspenie Bohorodyci - Wnie*
bowzięcie NMP 15 sierpnia). Jak to się jednak stało - ma czytelnik prawo
zapytać - iż po długich bezowocnych poszukiwaniach powołujemy się na
gle, obok przypadku skordjowskiego, na uzupełniające informacje z trzech dat-
13 GRUDNIA, CZYLI RZECZ O SŁOŃCU, SKORDIOWIE I LUDWIKU STOMMIE
205
szych wsi? Czyżby po "odkryciu" [tak w tekście - Autorzy] w Skordjowię
rozwiązał się nagle worek obfitości ?" (Stomma 1981: 99).
Zostawiając na razie kwestię odpowiedzi na to celne pytanie Autora, zwró
ciliśmy uwagę na fascynujące odkrycie terenowe, żałując tylko, że L.Stomma
nie przedstawił ani w swej rozprawie doktorskiej, ani w książce, choćby szki
cowego planu lub fotografii tak istotnego znaleziska, stanowiącego, wg jego
słów, relikt ludowej tradycji obserwacyjnej o wielowiekowym rodowodzie
(patrz pogańscy Słowianie) i będącego tym samym tak oczekiwaną i poszuki
waną "kropką nad i" jego wywodu.
Przy dokładniejszej lekturze cytowanego opisu zastanowiły nas pewne nie
jasności dotyczące samego usytuowania tego wyjątkowego obiektu oraz prze
prowadzonych przez Autora weryfikacji obliczeniowych i analizy krytycznej.
Wymieńmy w punktach te drobne, ale chyba istotne wątpliwości:
1 - Autor podaje, że obserwatorium złożone było z szeregu palików wbitych
"przed wojną" na łące, z których pozostały w momencie prowadzenia badań
(maj 1975) cztery: 3 na wschodzie i 1 na zachodzie domu Informatora, p.
Stefana Kostrzanowskiego ze Skordiowa; o zachodnim paliku więcej nie wspo
mina ani go nie dokumentuje pomiarowo (dlaczego ?)*. Nie wspomina też nic
0 wysokości, średnicy, ani o stanie zachowania wbitych przed przeszło 35 laty
("przed wojną") palików. Ze sformułowania "odszukał wśród wybujałego ziel
ska" (Stomma,1981: 98) wynikałoby, że chodzi raczej o resztki (ułamane?),
inaczej powinny chyba wystawać ponad łąkowe "zielsko" (nawet wybujałe),
jeżeli rzeczywiście służyły niegdyś do śledzenia ruchu Słońca na horyzoncie,
a obserwacja prowadzona była z okna domu, położonego w odległości ponad
40 metrów. Szczególnie palik A był chyba pierwotnie dość znacznych rozmia
rów, albowiem jeśli, jak twierdzi Informator (i co potwierdzają obliczenia L .
Stommy - patrz p. 5), określał on pozycję Słońca na przełomie grudnia i stycznia
1 był wbity na łące, to musiał jeszcze sporo wystawać ponad dość grubą zazwy
czaj na tych terenach pokrywę śniegu...
2 - Jako formę dokumentacji Autor przyjął dość szczególną i niezbyt pre
cyzyjną w praktyce terenowej metodę: najpierw wyznaczył z punktu obserwa
cyjnego O (dopiero z książki dowiadujemy się, że chodzi o okno sypialni infor
matora) kierunek wschodni (jak i o jaki wschód tu chodzi ? - patrz dalej p. 3),
po czym ustalił, że ta oś wschód-zachód przecina się z prostą, na której leżą
paliki, dokładnie pod kątem prostym (tak na marginesie, nie jest to takie łatwe
do stwierdzenia zwłaszcza wśród "wybujałego zielska") a następnie pomierzył
odległości (taśmą ?) od punktu Z (przecięcia się obu osi - arbitralnego, ponie
waż nie wyznacza go żaden z trwałych punktów obiektu) do palików i punktu
obserwacyjnego.
Ponieważ brak jakiejkolwiek triangulacji, nie możemy przyjąć z całą pew
nością, że istotnie był to dokładnie kąt prosty, co jest bardzo ważne dla dalej
rozważanego problemu i co może być źródłem dodatkowych błędów oblicze
niowych. Gdyby badacz ten podał nam również pomiary odległości ОС, OB i
OA (a czemu by również nie CB, BA i AC dla sprawdzenia?), dawałoby to
206
ARNOLD LEBEUF, MARIUSZ S. ZIÓŁKOWSKI, ROBERT M. SADOWSKI
podstawę do oceny dokładnej wartości tego kąta oraz wzajemnej relacji prze
strzennej palików;
3 - W jaki sposób wyznaczony został tak istotny "kierunek wschodni" i о ja
ki wschód, geograficzny czy magnetyczny, tu chodzi? Pamiętajmy, że do nie
zbędnych w takim przypadku obliczeń weryfikacyjnych (na które zresztą powo
łuje się Autor - patrz p. 5) konieczne jest ustalenie dokładnej orientacji obiektu
wg współrzędnych geograficznych; busola jest w tym przypadku stanowczo
zbyt mało dokładna. W opisanej konkretnej sytuacji, przy podanych z dokład
nością do 2 dni datach (obliczonych chyba przez Autora? -patrz p.4 i 5), konie
czne byłoby zastosowanie teodolitu, dla zorientowania linii OZ (lub dowolnej
innej) albo względem pozycji Słońca w dokładnie podanych momentach dnia,
jak to zrobiliśmy sami 15 marca 1991 (patrz dalej), albo przez wykonanie
triangulacji w nawiązaniu do punktów osnowy geodezyjnej o znanych współ
rzędnych. O żadnej z tych dość pracochłonnych procedur L.Stomma nie wspo
mina ani w swej rozprawie, ani w książce.
4 - Autor nie podaje kątowej wysokości horyzontu w kierunkach obserwa
cyjnych, choć wymienia daty, do których obliczenia ta informacja jest niezbęd
na. Przyjęliśmy więc, do naszej rekonstrukcji (patrz rys. 4), horyzont matema
tyczny (płaski), co zresztą okazało się dość bliskie rzeczywistej sytuacji tereno
wej;
i
5 - Odnośnie dat, L . Stomma pisze: "Takie usytuowanie palików oznacza, iż
przy stałym punkcie obserwacyjnym O wskazują one miejsca wschodów Słońca
w dniach: palik A-28X11-21,
B-24 -26 III, zaś С-23 -26IV. (uwzględniono
zmienność refrakcji promieni słonecznych), co zgodne jest w pełni z wypowie
dzią S. Kostrzanowskiego, opatrującego odpowiednie paliki imionami: "nowo
roczny"," wiesienny" i "jurski"."(Stomma 1976: 137). Nie jest całkiem jasne,
czy wymienione daty podał mu, wraz z nazwami palików, sam Informator, czy
też ograniczył się on do podania samych nazw, a daty obliczył Autor na podsta
wie cytowanych pomiarów. Na tę ostatnią możliwość zdaje się wskazywać
odwołanie się do refrakcji oraz sformułowanie użyte w odpowiednim fragmen
cie wersji książkowej: " Można łatwo obliczyć..." (Stomma 1981: 98).
Wobec tylu problemów i niepewności zdecydowaliśmy się obliczyć raz
jeszcze wszystkie możliwe daty słoneczne oraz deklinacje wyznaczane przez
wspomniany system palików, opierając się na obliczeniach i informacjach etnograficznych z terenu, podanych przez Stommę w jego pracy i oczywiście biorąc
;
poprawki na wszelkie zastrzeżenia i wątpliwości podane powyżej (rys. 4).
{
1
Otóż, o ile jeszcze kierunki wskazywane przez paliki В i С (przyjmując
założenia L.Stommy, tj. dokładny Wschód geograficzny wyznaczony przez linię
O-E i kąt prostý z linią palików) leżą w granicy możliwych do przyjęcia błędów
terenowych, to całkowita sprzeczność między naszą weryfikacją a danymi
Stommy występuje w odniesieniu do linii OA. Jej kierunek wyznacza azymut
odległy o ponad 1 Г na południe od pozycji wschodu Słońca w przesileniu
grudniowym (ta różnica azymutów odpowiada tu różnicy deklinacji rzędu 5°).
Aby lepiej zobrazować skalę tej różnicy, przeliczyliśmy ją z azymutów na
odległości, tj. na wielkość ewentualnego błędu w pomiarach odległości między
j
j
j
j
•
i
!
i
j
207
13 GRUDNIA, CZYLI RZECZ O SŁOŃCU, SKORDIOWIE I LUDWIKU STOMMIE
palikami i punktem obserwacyjnym, jaki musiałby popełnić L . Stomma i jego
grupa badawcza.
Wyniki podaje poniższa tablica:
Tabela 3.
Odległości "idealne"
dla dat Stommy [m]
AZ
BZ
CZ
31.58
2.07
15.83
Odległości rzeczywiste
Różnice
wg pomiarów Stommyfm]
[m]
46.70
1.65
14.60
15.12
0.42
1.23
Widać tu, że o ile różnice w odniesieniu do CZ i BZ są jeszcze do przyjęcia
jako ewentualne błędy pomiaru taśmą mierniczą, o tyle w wypadku AZ różnica
wynosi ponad 15 metrów!
A zatem albo daty podane przez informatorów są prawdziwe, ale wtedy nie
bardzo wiadomo, dlaczego palik A jest o około 15 metrów dalej na południe niż
powinien (z czego wynikałoby, że Stomma popełnił kolosalny błąd w pomiarze
odległości ), albo też Stomma się nie pomylił w pomiarze i paliki są rzeczywi
ście w podanych przez niego odległościach, ale zą to miejscowi informatorzy
zapomnieli o właściwej funkcji palika A, a Stomma, zasugerowany tym, że
powinien on odpowiadać pozycji wschodu Słońca w okolicach Nowego Roku,
popełnia "błąd" (?) w obliczeniach tak, że wychodzi mu "właściwa", okołonoworoczna deklinacja Słońca, mimo że jest to absolutnie niemożliwe przy poda
nych przez niego samego wartościach odległości.
Zakładając, że prawdopodobieństwo popełnienia tak znacznego błędu przy
pomiarze taśmą mierniczą jest jednak mniejsze niż w wypadku operowania
niezbyt dobrze zrozumianymi wzorami matematyczno-astronomicznymi (i przy
wszelkich zastrzeżeniach podanych powyżej, a odnoszących się do orientacji
planu Stommy oraz kwestii kąta między liniami OZ i AC) stwierdzamy, że
patrząc z punktu O palik A wskazuje deklinację równą około -28.64°, która jako
się rzekło nie może odpowiadać żadnej pozycji Słońca na horyzoncie.
Gdyby wynik ten był z punktu widzenia astronomii nieistotny, prawdopo
dobnie na tym zakończylibyśmy naszą weryfikację, uznając po prostu, że
niedokładności w opisie terenowym Autora są zbyt wielkie, aby można było
wyrokować o prawdziwości lub błędności twierdzeń jego informatorów .
Na szczęście (lub niestety, to zależy od której strony na to spojrzeć...)
uzyskany wynik (deklinacja -28.64°), choć przybliżony, z dość dobrą dokładno
ścią wskazuje wschód Księżyca w tzw. dużym lunistycjum, czyli maksymalnie
południowy punkt wschodu Księżyca w 19-letnim cyklu lunarnym.
Jeśli tak było w rzeczywistości, to informacja ta miałaby zupełnie kapitalne
znaczenie dla badania ludowej wiedzy astronomicznej nie tylko w Polsce, ale
i w Europie. Znaczyłoby to bowiem, że znaleziony przez L . Stommę w Skordiowie system pali jest świadectwem istnienia procedury (częściowo zapomnianej,
5
7
208
ARNOLD LEBEUF, MARIUSZ S. ZIÓŁKOWSKI, ROBERT M. SADOWSKI
o czym świadczyłyby nieprecyzyjne informacje na temal funkcji palika A),
służącej nie tylko do obliczeń kalendarzowych w ramach roku słonecznego, ale
również (a może przede wszystkim) do śledzenia przesuwania się węzła wstę
pującego orbity Księżyca po ekliptyce w wieloletnim cyklu .
Stanęliśmy przed fascynującą możliwością: czyżby L . Stomma znalazł, nie
zdając sobie z lego sprawy, coś znacznie ważniejszego niż zwykły "kalendarz
z kijków", a mianowicie relikt skomplikowanej tradycji obserwacyjnej, której
korzenie sięgałyby, być może, kilku tysiącleci, kto wie,czy nie do praktyk
kultowo-astronomicznych kultur megalitycznych Europy Zachodniej i Północ
nej ?
Wobec takiej ewentualności, o rewolucyjnych wprost konsekwencjach dla
naszej dyscypliny (oraz paru innych), postanowiliśmy pojechać do Skordiowa
(gmina Dorohusk, woj. chełmskie), mając nadzieję że pozostały jeszcze choćby
ślady po "wbitych przed wojną" palikach i że przy pomocy informatorów
cytowanych przez L.Stommę uda nam się wyjaśnić sprawę i ustalić: czy chodzi
tu naprawdę o czcigodny relikt dawnej wiedzy astronomicznej, czy też np.
0 efekt działalności lokalnego astronoma-amatora; tej ostatniej możliwości Au
tor zdawał się nie brać pod uwagę.
Pierwszy rekonesans terenowy odbył się 25 lutego 1989 r. ( A . L . ) . Skon
taktowaliśmy się z ówczesnym sołtysem Skordiowa, p. Józefem Zorukiem (ur.
w Skordiowie LVI.1918), który doskonale pamiętał badania etnograficzne pro
wadzone na terenie wsi w 1975 r. (część grupy etnografów kwaterowała w jego
gospodarstwie) oraz samego L.Slommę. Pokazał nam też parcelę (nr 253 wg
planu katastracyjncgo Skordiowa), i resztki domu należącego niegdyś do p.
Stefana Kostrzanowskicgo. Niestety, ten ostatni sprzedał swe gospodarstwo
1 wyjechał ze wsi, a dom został rozebrany na budulec. Fundamenty były jednak
dobrze widoczne, a p. Zoruk potrafił nawet dokładnie odtworzyć dawny rozkład
wnętrza domu. Sytuacja budynku i układ parceli, poza jednym faktem, że jest
to krańcowa parcela we wsi Skordiów (patrz wyżej: "mieszkający na skraju lej
wsi gospodarz " - Stomma 1981: 98) absolutnie nie pasowały do opisu podanego
przez L . Stommę, nawet przy wzięciu znacznej poprawki na stopień zniszczenia
domostwa, z którego okien miałyby być prowadzone obserwacje: paliki
wschodnie musiałyby bowiem znajdować się na ornym polu sąsiada, za rowem
granicznym oddzielającym grunta Skordiowa od Michałówki. P. J.Zoruk, daw
niej bliski sąsiad p. S.Kostrzanowskiego, absolutnie nie przypominał sobie
istnienia takich palików, ani wzmianek o nich, ani tym bardziej ich odkrycia
przez L.Stommę* .
Choć przez 14 lat wiele się mogło zmienić, a w badaniach weryfikacyjnych
ostrożność w formułowaniu wniosków jest wskazana, to jednak pierwsza konfrontacja z sytuacją w Skordiowie mocno nas zaniepokoiła: czyżby nie tylko
strona astronomiczna wywodu Autora ale nawet ustalenia z badań terenowych
miały się okazać nieporozumieniem ?
Po powrocie do Warszawy przystąpiliśmy więc do poszukiwania w archiwum Katedry Etnologii i Antropologii Kulturowej Uniwersytetu Warszawskiego raportów z badań terenowych L.Stommy ze Skordiowa. Nic nie znaleźliśmy,
8
9
10
1
]
j
1
j
]
j
j
j
j
:
j
13 GRUDNIA, C Z Y L I R Z E C Z O SŁOŃCU. S K O R D I O W I E I L U D W I K U S T O M M I E
209
poinformowano nas zresztą, że nigdy ich tam nie było, jako że stanowiły one
część prywatnego archiwum Autora; potwierdzają to jego własne adnotacje
w rozprawie doktorskiej
Jeden z nas (M.Z.), w czasie swego dłuższego pobytu we Francji w 1989/90
roku, zwrócił się więc osobiście do L.Stommy informując go o naszych bada
niach i wątpliwościach: czy moglibyśmy uzyskać dostęp do dokumentacji z ba
dań terenowych? Nasz Kolega oświadczył, że powinny się one znajdować
w archiwum Katedry Etnologii UW w Warszawie! No cóż, wszystko się zdarza,
mogły przecież zaginąć np. w czasie przeprowadzki, zaproponowaliśmy tedy L .
Stommie napisanie wraz z nim wspólneeo artykułu prostuiacceo przynajmniej
niektóre błędy zawarte w książce bedacci wszak jako sic rzekło do niedawna
lekturą obowiązkową dla studentów L Stomma przekazał nam wiadomość, że
możemy sobie pisać, co nam się żywnie podoba.
12
W tej nieco patowej sytuacji, albowiem pamiętamy, że "brak dowodu nie jest
dowodem braku", pozostawiliśmy na czas jakiś dalsze roztrząsanie sprawy
"skordiowskiego obserwatorium" poprzestając na sporządzeniu, na życzenie
Kolegów z Katedry Etnologii UW, korekty astronomicznej części wywodu
L.Stommy.
Jednakże, wobec ponawiających się pytań i wątpliwości, tak studentów, jak
i wykładowców odnośnie tej sprawy, zdecydowaliśmy się ostatecznie wyjaśnić
zagadkę "obserwatorium z palików". Tak tedy, 15 marca 1991 r. udaliśmy się
(A.L. i M.Z.) ponownie do Skordiowa, tym razem wyposażeni w teodolit, apa
raty fotograficzne, szczegółowe mapy okolic oraz plan kataslracyjny wsi, aby
sporządzić dokładnie zorientowany szkic terenowy z zaznaczeniem postulowa
nej przez L.Stommę sytuacji i raz jeszcze przepytać w tej sprawie innych mie
szkańców wsi \
Niestety, potwierdziły się wszystkie wątpliwości z pierwszej wizyty rekone
sansowej: opisany przez Autora system palików musiałby się znajdować po
drugiej stronic rowu granicznego między wsiami Skordiów i Michałówką, na
ornym polu innego gospodarza (patrz rys. 4), czego żaden z sąsiadów sobie nic
przypominał.
W tej sytuacji dla ostatecznego wyświetlenia sprawy nie pozostawało nam
nic innego, jak spróbować odnaleźć p. Stefana Kostrzanowskiego, głównego
informatora cytowanego przez Autora w kwestii Obserwatorium.
Ustaliliśmy, że p. Stefan Kostrzanowski, syn Wojciecha, urodzony 25 grud
nia 1909 r. w Skordiowie, sprzedał swe gospodarstwo i wyjechał do swego syna
Mieczysława na Pomorze Zachodnie w lipcu 1975 г., czyli w około półtora
miesiąca po badaniach terenowych L.Stommy
Po uzyskaniu jego nowego
adresu i wstępnym kontakcie listowym udaliśmy się 21 czerwca 1991 do miej
scowości Bieniczki (gmina Nowogard, woj. szczecińskie) gdzie spotkaliśmy
znakomicie się mającego, mimo swych 82 lat, p. Stefana Kostrzanowskiego.
Ustaliliśmy najpierw, że pamięta on p. L.Slommę i prowadzone przez jego
grupę badania w Skordiowie, że we wsi lej nie było innej rodziny o nazwisku
Kostrzanowski, że jego dom to ten, którego ruiny mierzyliśmy na parceli 253
i że nie bylo innego w innym miejscu, ild.. P. S. Kostrzanowski oraz obecny przy
L
1 4
210
ARNOLD LEBEUF, MARIUSZ S. ZIÓŁKOWSKI, ROBERT M. SADOWSKI
rozmowie jego syn Mieczysław potwierdzili te dane oraz lokalizację swego
dawnego domu w Skordiowie na podstawie przedstawionych przez nas fotogra
fii i planu katastracyjnego.
1
grunty wsi Mkhtlówka
Ci
SKORDIÓW
1-400
sytuacja
1-10000
8.-
A,/
Rys. 4 Plan sytuacyjny hipotetycznego, „obserwatorium" w Skordiowie na podstawie danych
Stommy i własnych pomiarów terenowych. Oznaczenia: 1,0,2 - naroża fundamentów obecnie
iego. Obserwacje mogły być prowadzone jedynie z
nie istniejącego domu p. S.
okien na ścianach 1-0, 0-2, co determinuje odpowiednio graniczne położenia palików Л, В i C.
oznaczone tymi samymi indeksami.
13 GRUDNIA, CZYLI RZECZ O SŁOŃCU, SKORDIOWIE I LUDWIKU STOMMIE
211
Następnie odczytaliśmy p. S.Kostrzanowskiemu cytowany wyżej opis "ob
serwatorium z palików", które miał pokazać i objaśnić p. L . Stommie.
Odpowiedź Pana Stefana, potwierdzona przez innych członków jego Rodziny
(patrz Aneks 1), była jasna, prosta i nie pozostawiająca żadnych niedomówień:
"Pierwszy raz w życiu słyszę o czymś takim.". Cała rozmowa z p. S. Kostrzanowskim została, za jego zgodą, nagrana na taśmę magnetofonową, oryginał
nagrania znajduje się w Zakładzie Antropologii Historycznej IA UW (sygn. 1/2
-67), kopia została przekazana do archiwum Katedry Etnologii i Antropologii
Kulturowej UW (sygn.M-22); w Aneksie 1 prezentujemy transkrypcję obszer
nych fragmentów tego wywiadu .
Oczywiście, w duchu dobrze pojętej etyki zawodowej, stanowczo odrzuca
my możliwość popełnienia przez L.Stommę tego, co można oględnie określić
jako "intencjonalne przeinaczenie danych terenowych celem stworzenia pozo
rów dowodu naukowego" (są na to zresztą inne, nieco bardziej dosadne okre
ślenia...).
Pozostaje nam więc tylko jedno możliwe do przyjęcia wyjaśnienie: musie
liśmy wszyscy paść ofiarą zbiorowej halucynacji. Bylibyśmy więc niezwykle
zobowiązani naszemu Wybitnemu Koledze za udzielenie nam pomocy w prze
zwyciężeniu tego niepokojąco podobnego do jawy stanu, pomocy polegającej
na udostępnieniu dokumentacji terenowej z badań w 1975 w Skordiowie oraz
wyjaśnieniu, na jakich to właściwie soiidnych podstawach merytorycznych
opiera się Jego rozprawa, za którą uzyskał na Uniwersytecie Warszawskim tytuł
doktora nauk. Wierzymy, żc to dla niego drobiazg i czcza formalność, albowiem,
iak sam pisze w swei ostatniej książce- "1 1 co wvmvšla Profesorowie Sorbonv
słusznym jest".
1 5
PRZYPISY:
1
- Patrz Bibliografii): Slomma 1976.1981.
2
- Patra choćby Saintyves 1907; Gaignebct 1972; Lebeuf 1987, Mac Cluskcy 1989.1991.
3
- Sama teza jest bardzo interesująca, wypada tylko wyrazić żal, że Autor wybrał laka a nie inną drogc jej dowodzenia (patrz
I
dalejj.
I
\
- L.Stomma zdaje sie twierdzić, żc cień gnomonu skraca sie wraz z przesuwaniem jego lokalizacji w kierunku kól podbiegunowych (Slomma 1981: (,7). Oczywiście jcsl dokładnie na odwrót; Sionce góruje coraz niżej nad horyzontem, wiec cień jest coraz dłuższy.
4
5
- Wobec braku szczegółowych danych nie można nic dokładnego na lemal tego palika powiedzieć, warto jednak wspomnieć, że
horyzoni zachodni (patrząc od strony domu p. Koslrzanowskiego) zasłonięty jest zabudowaniami sąsiadów.lj. rodziny Hajduków.
6
- patrz następny przypis.
7
'
,
.'
•
«
i
- Zastanawialiśmy sic; poważnie nad możliwym źródłem tej 15-metrowej pomyłki (?), której konsekwencje okazały sic tak
brzemienne w skutkach. Wyjaśnienie może być dość proste: w swych pracach rysunkowych, L.Stomma chyba pomylił sie o jedną literę
i zamiast "odcinek.AC", napisał "odcinck.-lZ". Istotnie, w jego danych AZ mierzy 46,70 m, a po to, by ра11Ы wskazywał proponowane
przez niego daty okołonoworoczne, odległość la musiałaby wynosić ok. 31.50 m, czyli 15 m mniej, prawie tyle, ile wynosi podana przez
niego odległość CZ (14.6 mj.Gdyby nie to. wszystko by sie (w obliczeniach! mniej więcej zgadzało, a my nie mielibyśmy powodów do
wyjazdu do Skordiowa: wszak przekonanie o rzetelności danych terenowych podawanych przez kolegów po fachu jest podstawa
wszelkiej działalności naukowej w naszych (i nie tylko naszych) dyscyplinach...
8
- О znaczeniu lej obserwacji do przewidywania przypuszczalnych dal zaćmień Księżyca patrz np. Lebeuf 1989.
9
1 0
1 1
•
i
- palrz np prace A.Thoma i C. Rugglcs'a (Bibliografia).
- A.L., w towarzystwie p. Anny Dąbrowskiej, studentki etnografii na Uniwersytecie Warszawskim.
- Ciekawe, że L. Stomma nic cytuje żadnego innego informatora ze samego Skordiowa. który wiedziałby coś o "palikach
Kostrzanowskiego-. nawet mieszkającej z Koslrzanowskimi "płot w plol" p. Anny Hajduk (1911 - 1985). która w czasie badań
212
A R N O L D L E B E U F . MARIUSZ S. ZIÓŁKOWSKI. R O B E R T M. SADOWSKI
terenowych w 1975 r. liczyła sobic 64 lata. byla więc prawic rówieśniczka p. Kostrzanowskiego. Jest to tym dziwniejsze że, jak
wspomnieliśmy, palik A musiałby być dość znacznych rozmiarów aby móc służyć do obserwacji zimowych ponad pokrywa, śniegu,
trudno wiec zrozumieć jak mogło to umknąć uwadze sąsiadów... (patrz przypis 14;
1 2
- Wywiady terenowe dotyczące kwestii "skordiowskiego obserwatorium" nie są załączone do rozprawy, a jedyną referencją
archiwalną jest adnotacja "MW" oznaczająca "Materiały Własne" L.Slommy (Stomma 1976: 148, przypisy 82-90, 93; 142, przypis 2).
1 3
- Chcielibyśmy w tym miejscu serdecznie podziękować wszystkim osobom i instytucjom, które pomogły nam w czasie naszych
badań terenowych. Szczególne podziękowania należą się p.mgr Stanisławowi Golubowi. Kierownikowi Działu Archeologii Muzeum
Okręgowego w Chełmie, wójtowi gminy Dorohusk, p. mgr Zbigniewowi Goldzie, pracownikom Urzędu Gminnego w Dorohusku, oraz
mieszkańcom Skordiowa.a zwłaszcza odzinie Zoruków, za ich życzliwość i cierpliwość.
1 4
- Jak wiadomo, sprzedaż gospodarstwa i przeprowadzka na drugi kraniec Polski są zamierzeniami planowanymi z niejakim
wyprzedzeniem, można więc zasadnie przypuszczać, że LSlomma powinien być poinformowany o tak zasadniczych planach życiowych
swego informatora, jeśli przebywał u niego okolo półtora miesiąca przed faktem. Tym większe zdumienie wzbudza brak dokładnej
dokumentacji tego w yjąlkowego odkrycia, jakie dzięki p. Koslrzanowskiemu miał poczynić; z faktu, że główny informator, już podeszły
wiekiem, wyjeżdża na drugi kraniec kra ju.a jego gospodarstw o zostaje sprzedane, jasno wynikało, że w krótkim czasie wszelkie rzeczowe
dowody istnienia "obserwatorium" mogą zniknąć i wówczas pozostanie, jako jedyny material źródłowy, relacja Autora na ten temat...
1 5
- Chcielibyśmy jak najserdeczniej podziękować rodzinie Kostrzanowskich, a zwłaszcza Panu Stefanowi, za życzliwe przyjęcie
w Bieniczkach oraz za czas jaki nam poświęcili.
LITERATURA
A v e n i Anthony
1981 Archaeoastronomy, in: Advances in Archaeological Method and Theo
ry, vol. 4, (M.B.Schiller, ed.), Academic Press, New York
G a i g n с b e t Claude
1972 he combat de Carnaval et Cúreme. Annales E.S.C. Nr 2, Paris
1974 Le Carnaval, Payol, Paris.
198.5 Art profane et religion populaire an moyen - age, PUF, Paris.
G i с у s z t o r Aleksander
1962 Mythologie slave, in: Mythologie des peuples lointains ou barbares,
Paris, pp.82-97.
L a u r e n t Donalien
s.d. Le juste milieu .reflexion sur un riluel de circumambulaion, „ la Troménie
de Locronan" (maszynopis)
L c b e u f Arnold
1987 Des éveques et des ourses, Etimología Polona,Nrl3, Ossolineum,
Poznań,
1989 L'observatoire asironomique de la calhédrale Saint-Lizier de Couserans. Publications de l'Obscrvaloirc Aslronomiquc de Strasbourg, Série Astro
nomic et Sciences Humaines, Nr 3
L o w m i a ń s k i Henryk
1979 Religia Słowian i jej upadek, PWN, Warszawa
S
13 GRUDNIA, CZYLI RZECZ O SŁOŃCU, SKORDIOWIE I LUDWIKU STOMMIE
j
I
j'
i
213
M а с С 1 u s к e у Stephen C.
1989 The Mid-Quarter Days and the historical survival of british folk
astronomy. Archaeoaslronomy Nr 13, Supplement to the Journal for the History
of Astronomy,Cambridge
1991 Astronomy and ritual in latin Christendom (AD 400-1100)(manuscrit.preprinl)
i
1
M o s z y ń s k i Kazimierz
1967 řCultuKct lądowa iS'/ow¿íí/2,Ossolincurti Wtlгszíl^vз.
í
R u g g 1 e s Clive
1984 Recumbent stone circles, Archaeoastronomy,J.H.A., vol.8, Cambridge,
R u g g 1 e s Clive and Aubrey B U R L
1985 Recumbent stone circles. Archaeoaslronomy, J.H.A., vol.9, Cambridge
pp.25-60
S a d o w s k i , Robert, Mariusz Z i ó ł k o w s k i and Karol P i a s e c k i
1982 Stone circles of Northern Poland, in: Archaeoaslronomy in the Old World,
D.C.Heggic (ed.), Cambridge University Press, Cambridge, pp. 215-224
S a i n t y v e s Pierre:
1923 Les comes de Perrault et les récits par alleles (leurs origines), lére
édition,Nourry
1930 En marge de la Legendě Dorée, Songes, Miracles et Survivances, lére
edition, Nourry
1912 Les religues et les images légendaires, lére edition, Mercure de France
1987 (rćed.)R.Laffont, Paris
1907 Essais de mythologie chrétienne, Les Saints succésseurs des dieux,
Nourry, Paris.
S e b i l l o ! Paul
1.9ťS8
Le jollclo/с dc Fiance
^^ídisonncuvc, Pons
S t o m m a Ludwik
1976 Ceremonie kalendarzowe cyklu dorocznego rozprawa doktorska Ka
tedra Etnografii Uniwersytetu Warszawskiego, Warszawa (maszynopis)
1981 Słońce rodzi sie 13 grudnia, LSW, Warszawa
T h o r n Alexander
1967 Megalithic sites in Britain and Brittany. Clarendon Press.Oxford.
1971 Megalithic lunar observalories,Umvershy Press, Oxford.
214
ARNOLD LEBEUF, MARIUSZ S. ZIÓŁKOWSKI. ROBERT M. SADOWSKI
V a n G c n n e p Arnold:
1946-1988 Manuel de folklore frangais coniemporain, Paris
1
Z i ó ł k o w s k i Mariusz:
1989 El calendario metropolitano Inca, in: Time and calendars in the Inca
Empire, M.S.Ziółkowski et R.M.Sadowski (ed.), B.A.R. International Series
479, Oxford, pp.129 -166.
ANEKS 1
Fragmenty wywiadu przeprowadzonego ze Stefanem Kostrzanowskim, za
mieszkałym do 1975 r. w Skordiowie, gmina Dorohusk, woj. chełmskie i wy
mienionym w pracach dr hab. Ludwika Stommy (Stomma 1976,1981) jako
główny informator w kwestii tzw "obserwatorium ze Skordiowa".
Wywiad zarejestrowany w całości na taśmie magnetofonowej, kopie nagrania zdeponowane w Zakładzie
Antropologii Historycznej Instytutu Archeologii U W (sygnatura 1/2-67) oraz Katedrze Etnologii
i Antropologu Kulturowej Uniwersytetu Warszawskiego (sygnatura M-22).
Osoby uczestniczące w wywiadzie:
S - Stefan Koslrziínowski, syn Wojciecha, ur. 25 XII 1909 w Skordiowie.
M - Mieczysław Kostrzanowski, syn Stefana, ur. 27 VIII 1952 w Skordiowie.
G - Grażyna Kostrzanowska z domu Denis, żona Mieczysława, ur. 20 X 1955 w Ostrówki, gm. Dorohusk,
woj. chełmskie.
A - Autorzy wywiadu. Mariusz Ziółkowski i Arnold Lebeuf, pracownicy naukowi Zakładu Antropologii
Historycznej 1Л UW.
Miejsce: dom p. Kostrzanowskich, Hieniczki 7, gmina Nowogard, woj. szczecińskie,
czas: 21 czerwca 1991.
Tekst spisany z taśmy, bez poprawek stylistycznych, skróty zaznaczone sa (
). Całość nagrania liczy
około półtorej godziny. (Transktypcja z taśmy: Anna Dąbrowska).
(....)
A - Zaraz Panu wyjaśnię dlaczego my tak Pana przepytujemy i dlaczego tak
nas ciekawi ta kuchnia.
S - O właśnie, komu na tym zależy ?
A - To jest do pracy naukowej, którą robimy porównawczo. Zaraz Panu prze
czytam fragment z pracy i wyjaśnię Panu. dlaczego lak bardzo nam zależy
na informacji, gdzie była ta kuchnia i gdzie byly do niej okna (...)
Czyli kuchnia byla w rogu południowo-wschodnim. A okna do tej kuchni byly
tylko od strony południowej czy byly dwa od południa i od wschodu ?
S - Na wschód i południe.
A - A zabudowania byly tyłko od strony północnej czy jeszcze od południa?
S - I od południa. Tu jest podwórze, od lego rogu tutaj byla stodola(...)
A - Czyli zasłaniała całą część od południa (...) A z tej strony strony był
zarośnięty rów (...) Ten rów byl był taki sam czy mniejszy (A pokazują
zdjęcia wykonane w Skordiowie w marcu 1991) ?
S - Rów był duży (...) jakieś trzy, cztery metry.
A - Ależ Pan znakomicie pamięta, myśmy nawet mierzyli taśmą...
S - I głębokości jakieś dwa metry...
(...)
A - To jest właśnie la książka, o której Państwu mówiłem. Chodzi o wyzna
czanie pór roku przez obserwowanie Słońca za pomocą wbitych patyków,
które się ogląda z danego miejsca. Jak Słońce zaczyna wschodzić za jakimś
1
j
j
|
13 GRUDNIA CZYLI RZECZ O SŁOŃCU, SKORDIOWIE I LUDWIKU STOMMIE
215
patykiem, to się wie, że jest jakieś święto. Tak to przynajmniej pisze dr
Stomma i może dalej: „W Chełmskiem posiłkowano się często palikami
(...) do obserwacji wschodu i zachodu Słońca." I dalej jest podane (cytat
z doktoratu, Stomma 1976:136-137)
S - Ja o tych palikach, to ja nic nie pamiętam i takich palików to ja nic
spotykałem. Czy to chodzi o miedzę?
A - Ale na pewno? Bo tu jest nawet taki opis, że jeden z tych palików nazywał
się noworoczny, drugi wiesienny, a trzeci jurski. Coś Państwo wiedzą
0 tym?
G - My to nie (...) Może to było dawno.
S - To jeszcze może przed moją pamięcią.
Л - Ale czy nie zostało coś z tego? Nie wiemy, skąd ten opis jest. Bo tu jest
podane Pańskie nazwisko.
S - Ja pierwsze słyszę. Ale cokolwiek w mojej wiadomości jest, toja takie coś
pod taką to nazwą, to ja o tym nie słyszałem(...) Juzem tyle lat przeżył
1 ojciec też przeżył 86 lat, ale o takich rzeczach nie opowiadał. Ja o tych
palikach - wcale nie rozumiem - pierwsze słyszę.
(...)
S - O takich rzeczach to ja pierwsze słyszę (...) Żadnych palów nie było (...)
Skąd oni znaleźli takie coś, chyba gdzieś z planu (...)
A - Z tej mapy? Ależ nic, oni tu pisza., że właśnie Pan im powiedział (...) Zaraz
przeczytam Panu fragment z książki (...) Tu jest o Panu mowa dalej, o panu
Kostrzanowskim:"Szczęścic uśmiechnęło się w Skordiowie, wiosce nad
bagnistą rzeczką Udal. Mieszkający na skraju tej wsi gospodarz" - chodzi
0 Pana - "potrafił nie tylko poprawnie zreferować zasady obserwacji
wschodów i zachodów, lecz odszukał wśród wybujałego zielska cztery
wbite" - tutaj cytuje Pana, że Pan to powiedział - "...'jeszcze przed wojną'
paliki. Trzy służące niegdyś do obserwacji z okna sypialni - wschodów,
a jeden z okna kuchni - zachodów Słońca. Paliki ułatwiające obserwację
azymutów wschodu Słońca są wbite najednej prostej linii, prostopadłej do
osi...". I dalej opisuje w jakiej odległości stały te paliki; jeden w odległości
46 metrów, drugi 14 i podaje odległości i wreszcie pisze: "jak się patrzyło
z lewej strony okna sypialni, kijek A wskazywał miejsce zetknięcia siębrzegu tarczy wschodzącego Słońca między 28 grudnia a 2 stycznia, palik
В od 24 do 26 marca, natomiast ostatni, trzeci palik od 23 do 25 kwietnia
1 nazywano je: ten pierwszy noworoczny, drugi wiesienny, a trzeci jurski".
S - Ja pierwszy raz takie coś słyszę. Może tam kto inny tłumaczył (...)?
A - Tu jest napisane, że to Pan.
S - Że ja to opowiadałem?
A - Stefan Kostrzanowski.
S - Tam innych Kostrzanowskich nie było.
A - Na pewno nie było?
S - No, ojciec...
A - "Szczególną uwagę chcieliśmy poświęcić kalendarzowi S. Kostrzano
wskiego, z którego zostały jeszcze 4, przed wojną wbite paliki...". I tutaj
dalej opis, który już czytałem.
S - Ale nie wiem, w którym miejscu.
A - Czyli Pan nie pamięta lego?
S - Ja takie coś to dopiero pierwsze słyszę o tych palikach. No, pale byli...
A - Ale te graniczne.
S - Te graniczne tylko. Ale co chodzi jako wskaźne północ, południe, czy
wschód, czy zachód, toja o tym nie pamiętam.
216
ARNOLD LEBEUF, MARIUSZ S. ZIÓŁKOWSKI. ROBERT M. SADOWSKI
Л - Л panowie też nic nie wiedzą? Bo specjalnie byliśmy w Skordiowie dwa
razy.
S - Ja też ciekawie to słucham (...).
A - A Pan nigdy nie miał tej książki w ręku? Nigdy Panu Stomma tej książki
nie przysłał, którą wydał...
S - Nie.
A - 1 to był główny powód naszej wizyty u Państwa (...) W każdym razie Pan
pamięta te badania? Chodzili...
S - Tak. Wiem, że chodzili i coś spisywali. Ale co oni spisywali, to ja tego się
ich nie pytałem i oni mi nic nie powiedzieli.
(...)
ii