-
extracted text
-
Plagi, żywioły, d e m o n y ,
Opatrzność i Święci Pańscy
albo próby poznawania siebie samego
Jacek Olędzki
Pytasz
W której kaście święci się rodzą?
W każdej (Bramin, kszatria) Czy kupiec
(Zawsze Bożymi być mogą) Święci
Z trzydziestu sześciu kast pochodzą
Świętym może być golarz i pracz
Świętym był Raidas (Był nim i śmieciarz)
Śwapać.
K a b i r (1440—1518), Kabir Bani
z hindi przełożył
Juliusz Parnowski
Po Vanitas vanitatum... 1994 (Murzynowo-Płock; Spich
lerz), wcześniej zaś Znakach istnienia oraz
Świadomości
miejsca, udało się zorganizować w Muzeum - Pracowni M O G
WGiSR U W w Murzynowie koło Płocka kolejną ekspozycję,
którą nazwałem Plagi, itd., jak w tytule tego szkicu. W 1996
roku ekspozycja poszerzona zostanie o miejsca gościnne we
wspomnianym Spichlerzu Muzeum Płockiego i Domu Kateche
tycznego przy kościele w Rokiciu (najczęstsza trasa wycieczek
z liceów Warszawy i województwa warszawskiego, z którymi
istnieje paroletnia j u ż współpraca).
Stałym założeniem owych aranżacji jest rejestrowanie (a
skromniej mówiąc, n o t o w a n i e - niczym w dzienniku)
narastających i zmieniających się - nieraz zasadniczo - d o
świadczeń z w i ą z a n y c h z procesem
badaw
c z y m , prowadzonym systematycznie, od powrotu z rozpo
znań w dalekim świecie (Azji i Afryce) w 1978 roku, po dziś;
celowo t y l k o w j e d n y m m i e j s c u . I c o jest dosyć
istotne, w przypadku struktury emocjonalnej piszącego te
słowa, notowanie doświadczeń, przy stanie wygasających po
kus zaciekawienia, ciekawości, innymi, odległymi światami.
Ostatnie, indyjsko-chińskie konwersacje w Muzeum - chcąc nie
chcąc - zdecydowałem się wyciszyć, z żalem wielkim oczywiś
cie, już osiem, lub siedem lat temu.
Przez wspomniane określenie, doświadczenie badawcze,
rozumiem - przede wszystkim - rozwój własnej, etnologicznej
świadomości poznawczej; nazywam to również, za Rousseau
i Levi-Straussem, p o z n a w a n i e m s i e b i e s a m e g o .
Niezbyt wdzięczne jest to zajęcie, wszelako stanowi - jak
wiadomo - jedyne usprawiedliwienie; czy mówiąc inaczej,
oczyszczenie moralne z niegodziwości wnikania w skryte
zakamarki ludzkich sumień, postaw, zachowań itd.' Zatem,
Przypomniane przez Levi-Straussa przesłanie moralne Rous
seau, stało się założeniem metodologicznym działań, związa
nych - tak czy owak - z nauką i dydaktyką, która obliguje
Muzeum-Pracownię, będącą instytucją szacownego Wydziału,
Jednego z najwyższych rangą Uniwersytetów w kraju.
Pomny tego zaszczytu zamontowałem onegdaj na ścianie
chałupy, niegdyś domu kamieniarza Konstantego Przybyls"^ego zwanego Europą, szyld stosowny. Bardzo się przejąłem
tym zabiegiem i oczekiwałem uznania, szczególnie od przed
stawiciela władzy lokalnej, bowiem sądziłem, że władza szyldy
szanuje. Były, wieloletni na swym urzędzie sołtys Murzynowa
wyznał mi jednak z rozbrajającą szczerością: ja nawet tego nie
czytałem... A był to czas, kiedy jeszcze leszcze i sandacze, parę
kroków od chałupy - Muzeum szły jak cholera, a sołtys
- zawołany wędkarz - dzień w dzień przemierzał ścieżkę koło
szyldu, na którym oprócz takich wzniosłych słów, jak Uniwer
sytet, pomieszczone zostało nazwisko: St. M U R Z Y N O W S K I
oraz daty ok. 1526 - ok. 1553.
Nowy sołtys, znacznie młodszy, odwiedza Muzeum, nawet
służy mu pomocą. Ostatnio, zwiedzając n o w ą ekspozycję
powiedział: to jest nasze muzeum. Wstyd powiedzieć, ale na
słowa te musiałem czekać aż 18 lat!
Plagi
Zbliża się zmierzch długiego dnia sierpniowego. Wpatruję się
w bezchmurne niebo nad lasem cabańskim. Nie ma chmur, lecz
niebo zasnuwają ciemnawe, ruchliwe tumany. Mają kształt
niebotycznych słupów, wyniosłych chyba na paręset, a szero
kich na kilkadziesiąt metrów. Stoję od strony wschodniej lasu,
mogę więc widzieć te zadziwiające, ruchliwe, monstrualne
formy podświetlone przez zachodzące słońce. To pęcznieją, to
znów kurczą się; opadają, aby za chwilę znowu wznieść się. Jest
tych dobrze widocznych nad lasem t u m a n ó w 3, ale za mną, nad
laskiem Rudzińskich, kotłuje się tuman rozciągnięty, pulsujący
horyzontalnie. Od północy, nad lasem siecieńskim znacznie
mniejsze zaciemnienia nieba. I wreszcie, patrzę nad siebie, aby
zobaczyć miliardy ruchliwych drobinek. Zejdę na dół, na
południe do Jeziora - dawnej Wisły - usiądę w ogrodzie przed
Muzeum i będę mógł do syta napatrzeć i nasłuchać się z bliska
istotom, które na bezchmurnym niebie zastępują obłoki.
Reprezentanci tej p l a g i (od kilkunastu j u ż lat nasilającej
się w miejscowościach takich jak Murzynowo, położonych nad
Jeziorem Włocławskim) przynależą do rzędu muchówek, czyli
dwuskrzydłych (Diptera), rodziny komarowatych (Culicidae),
których w Polsce jest 40 gatunków, a na świecie 2 tysiące.
Wyglądają podobnie jak przedstawiciele komara z rodzaju
Culex, ale nie Anopheles (pierwszy ssie krew cierpliwie w pozy
cji przysiadłej; drugi natomiast zadziera odwłok i wznosi tylne
nogi, w szybkim, zajadłym akcie nakłuwania). M o ż e są mutacją
ostatnich lat doskwiera pastwiskowego, lub widliszka. Najpew
niej jednak, coś ich łączy z komarem brzęczącym, komarem
niemalarycznym (Culexpipiens L.)\ brzęczą bowiem szczegól
nie doniosłe, wręcz spazmatycznie, jakby miały świadomość
swej rychłej śmierci j u ż nad ranem. Sędziwi, mieszkańcy wsi,
którzy j u ż odeszli, nazywali te zielone, komaropodobne owady
mucharami. Młodsi, pozbawieni - jak ludzie w miastach
potrzeby dokładnego rzeczy nazywania - zadawalają się okreś
leniami ogólnymi w rodzaju: plaga, zaraza zielonych, zielonych
świństwo, paskudstwo zielone itp.
Z nastaniem nocy, muchary obsiadają wszystko co się na
2
UJ
chmary mucharów. I będą dokazywały ponad lasami i polami telne choroby - jak właśnie komary - cieszyły się w Polsce
a tam - gdzie jak w murzynowskim Muzeum się nie zamyka n większym zainteresowaniem, niż chociażby krajowe, niejadonoc o k n a - b ę d ą rajcowały również pod powałą, aż do zgaszeni,'wite, nawet przyjazne człowiekowi poprzez chwytanie much,
świateł.
"pająki. Ale Polska to nie Francja. Znane francuskie: araignće au
M u c h a r y wprawdzie nie gryzą ale zapowiadają inne, poważ matin-chagrin, au soir-espoir,
zarówno ma swoje potwierniejsze zmartwienia. Któregoś bowiem dnia nadlecą niezliczom dzenie, jak i zaprzeczenie, bowiem szalenie inwersyjny jest
stada szpaków. Szpaki będą likwidowały wirujące słupy mucha model naszej kultury. A więc:
rów. W błyskawicznych nalotach na te owady rozprawią si( p j k
w rannej godzinie, kłopot, troska nie minie.
z nimi, po czym obsiada drzewa. I znowu, wszystko dookoŁ I oczywiście coś zupełnie odmiennego.
będzie rano zielone. Nieszczęsny ten, kto popranych ciuchów
Gdy się widzi pająka z rana, to radość,
bielizny itp. nie schował na noc przed tymi sraluchami. Lob gdy w południe - dobra nowina,
szpaków nad lasem i polami zwykł obserwować o zmierzeni
gdy wieczór nieszczęście.
pan Czarek Rudziński. Z ławki przed swoim domem i *
Nieszczęście, to znacznie więcej, gorzej, aniżeli tylko zmartwysoczyźnie z dala od Jeziora, ma znacznie lepszy ogląd świat
.....
, „
,
,
j • TV J •
•
wiente icnagriny.
aniżeli ja, na dołku, w chaszczach przy wodzie. Będzie więc щ
opowiadał: / nagle one robią samolot, rozciągnęły
się ici Wszelako:
chmary, na kształt skrzydeł olbrzymiego samolotu. Lecz już Ą Szczęśliwa chałupa, gdzie pająków kupa.
Szczęśliwy ten dom, gdzie pajączki som*
chwilę są balonem, aby nagle, całkowicie zmieniając kierunel
Uzupełnia te powiedzenia, na poczekaniu zebrane w czasie
lotu, zniknęły i to wszystkie na raz co do jednego.
W obawie przed ptasimi spustoszeniami w sadach, dbał P
P
" efonistka:
gospodarze... stroją drzewa. Sąsiad, z tytułu pracy w płockie
№
' ^
P ?J
stoczni, dysponował sporą ilością czerwonego płótna. Więc nit
8
* i e w c z y « a , bo w domu pajęczyna.
rozstawił strachów, jak jego rodzony brat, sołtys, zwykły rolnik,
Do tumanów muchatek i pajęczaków w okresach znacznej
lecz - niczym na święto 1 Maja - porozciągał w sierpniu na wilgotności, dołącza mrowie stonóg (Oniscus asselus L.),
wierzchołkami drzew czerwone transparenty. Natomiast, innjs prosionków (Porcellio scaber Latr. rodź. Oniscidae), skorków
młody gospodarz, zaniedbał podobnych działań. I stracił jedf czyli cęgoszy (Dermaptera) oraz ... biedronek dwukropkowych
nego dnia około 20 milionów starych złotych! Szpaki spuił (Coccinella =Adalia bipunctata L.), siedmiokropkowych (Coctoszyły mu ledwie co obsiane pole buraków cukrowych.
! cinella septem-punctata
L.) i biedroneczek (Cocinulla
ąuatuoMoi stali przyjaciele w perypatetyzmie w Ogrodach Krasińs- "dec impustulata).
kim i Saskim, jak się niespodziewanie pojawili w Murzynowie
wzniecając rozliczne resentymenty, tak podobnie nagle znikli
Boża k r ó w k a
Jeszcze wczoraj było ich tysiące, a dziś nie pozostała w całej ws
nawetjedna ich para. Oto wzór zorganizowania wielkiej liczb),
Chrząszcz ten, którego trzy rodzaje j u ż wymieniłem jest
osobników, wzór niedościgły ludziom. Po odlocie szpaków naszym ulubieńcem, wygląda przezabawnie więc pięknie,
przerzedzone muchary, jako niedobitki, będą obok innycl a najważniejsze żywi się naszymi wrogami, paskudnymi mszyowadów fruwających, codzienną strawą jaskółek z Afryki cami, a także pożera jaja stonki ziemniaczanej! Być może z tej
wiernych swemu wakacyjnemu osiedleniu. Niektóre z nici g °
J według nas niezależności wzięła się nazwa chrząszprzyspasabiają się... do drugiego j u ż w tym roku wylęgu'
j " У drapieżcy. Nazwa ta nie ma nic wspólnego z ubóstwem
Deszczowe, mokre miesiące lata, łagodne zimy, sprzyja*
P
- Przeciwnie, wiąże się z dostatkiem. Według
obfitości wszelkiego rodzaju muchatek z komarami na czele Brucknera rosyjskie bodryj 'krzepki na duchu' i bodrit'sia
'krzepić s i ę ' , tudzież w Krakowskiem biedroń 'nygus', co
W niektórych rejonach kraju, chociażby w sąsiedztwie Puszczj
wszystko może, chyba wyjaśnia nie najgorzej pochodzenie tej
Kampinowskiej, mieszkańcy tamtejszych wsi lękają się późn)
miłej uchu nazwy. Jeśli więc biedronka ma związek z biedjesienią i zimą wchodzić do swych piwnic, albowiem zimujt
roniem, co wszystko może, to dziecięca zamawianka-rymowanw nich tnące niemiłosiernie komary. Tylko z dymiącym na kiji . , .
J
, '
. • •
• .
,
.
,_• . . .
./
.
*a Kierowana do tego chrząszcza wydaje się nawet zrozumiała:
kwaczem można śmiało otwierać spiżarnię piwniczną.
•>• •
, , , ,
•,
„ ,.
•
Г
, ,
•
oiedroneczko lec do nieba
Klimatyczne anomalie, zanieczyszczone do cna środowisko,
„ „ • - - ,
, , ,, ,
przynieś mi kawałek chleba.
to główne czynniki niezwykłych zmian, jakie obserwujemy
Plaga tak nam życzliwych, przesympatycznych biedronek,
w ostatnich latach w życiu o w a d ó w , ptaków, czy ryb. Plada
łączy się każdorazowo w Murzynowie z masowym ... pomorem
muchatek, towarzyszą przemiennie - tak się dzieje w Murzyno
* Jeziorze ryb, raków, ślimaków i małży, a więc: szczeżuj,
w i e - p l a g i pajęczaków (Arachnida) czyli stawonogów, głównif
skójek, racicznic, groszówek, kruszynek, gałeczek, zagrzeb
takich, jak roztocze, pająki, kosarze oraz zaleszczotki. Bywaj)
iów, przytulików, zatoczków, błotniarek oraz innych jeszcze,
lata, jak tegoroczne (6-7 tygodni ciągłych opadów w sierpniu wyposażonych w muszle mięczaków rzecznych, których lud
i we wrześniu), kiedy każdy poranek z bogactwem pajęczy! ność miejscowa zwykła traktować jednym mianem, krówek;
najosobliwszych konstrukcji w najbardziej niezwykłych miejs dodając często - dobre dla kaczek.
cach, ujawnia rozmiary nowego całkiem zjawiska. W samym
Wyrzucone przez fale na brzeg gnijące ciała ryb, raków
tylko niewielkim pomieszczeniu Muzeum żyje sobie kilkaset:
mięczaków, pokryją z czasem niezliczone zastępy znanych
pająków (Aranei) tudzież, drugie tyle kosarzy (Opiliones).
I
m , i dwukropek, i siedmiokropek...
Aby tekst ten nie stał się ekologicznym raportem, posłuchaj
Pierwszy i pewnie j u ż niepowtarzalny pomór stworzeń
my, co Nowa księga przysłów głosi o pająku. Od razu wypad*
wodnych w Jeziorze nastąpił dziesięć lat temu. Trzeba było
zauważyć, że nie ma w niej powiedzeń o pająku wiele (tylk° 6wczas zakopać stosy uśniętych, dorodnych leszczy, san
siedem) i nie starszych, aniżeli pochodzące z drugiej poło*/ daczy,
^
.
u^iejki, jazgarze, pozo
X I X w. Już taki sobie komar ma ich trochę więcej, a najważniej ^awiano swemu losowi, rozkładu na piaszczystych brzegach.
sze, najstarsze przysłowia z nim związane to początek wiek'
'ałaryb pokrywały spokojnie żerujące biedroneczki, wówczas
X V I I . Zdroworozsądkowa operacja badawcza, której ograni nA<° - '
y P 4 J ą c e , rojami czy chmarami. W dwa lata
czenia i jawne błędy są każdemu etnologowi doskonale znane, POżniej zjawisko umierania ryb się powtórzyło ale na mniejszą
- Zmniejszyły się zasoby ryb które giną z nastaniem
wskazywałaby na to, że owady dokuczliwe, roznoszące śmief'
a ą
i s a n i a
P
t o
B o
II. 1. Św. Agata.
powierzchni ziemi znajduje. Potrącona gałąź bzu powoduje
natychmiastowy wzlot tysięcy owadów. Natomiast najsłabsze
nawet światełko lampy naftowej z przykręconym knotem ściąga
w pobliże niezliczone rzesze wirujących osobników. Nie ude
rzają - jak oniemiałe ćmy w szkło lampy i nie giną spalone
w płomieniu świecy. Potrafią zachować bezpieczny dystans;
wirują stale brzęcząc w pobliżu źródła światła, pod stropem,
sufitem. Zapytasz szanowny Czytelniku, po co brzęczą? Otóż,
sygnalizują pobratymcom miejsce rozkoszy. Owe podniebne
słupy wirujące mucharów,
to stan ich zalotów i kopulacji.
Ponadto: (...) Kiedy w lecie przybliżymy się do wody - miejsca
wylęgania się komarów, w chwilę po spotkaniu
pierwszego
komara zlatują się do nas ze wszystkich stron następne. Jak
dowiedziały się o naszej obecności? Najnowsze wyniki badań
nad komarami dowodzą. Że komary przekazują sobie wzajemnie
informacje za pomocąfal elektromagnetycznych o milimetrowej
długości. Każdy gatunek komara wysyła specyficzne,
dokładnie
zakodowane sygnały. Może nas dziwić umiejscowienie tak
zminiaturyzowanej radiostacji w małym organizmie. Dla tech
niki, przy stosowanych obecnie układach elektronicznych i ten
dencji do miniaturyzacji, komary są odpowiednim wzorem do
naśladowania.
Nie powiedziałem, że komary wabi do wysysa
nia naszej krwi przez ich samice kwas mlekowy zawarty
w pocie... Natomiast komaropodobne muchary i to jest zdumie
wające, w ogóle nie interesują się naszym ciałem. Zapewne
żywią się substancjami pochodzącymi ze świata roślin. Zresztą,
kto to wie. Wiadomo, że rano zwały martwych mucharów
pokryją ziemię. Ścieżyny, ścieżki i drogi będą zielone. W po
bliżu Jeziora, warstwa zmarłych owadów może być gruba na
centymetr. Trzeba niezwykle ostrożnie korzystać z pojazdu
zwanego tutaj bzykiem, czyli motoroweru marki komar.
Pod wieczór pojawią się następne żywe, wylęgłe w Jeziorze
3
84
a n l
a
n
M
o
a
w
n
a
n
a
i
tel
i j a k a ś
w l a d o m o s
ć
d z i w c
к а
w
r o s t
b i e d a
J
v
a
l
e
to
l
e
w
w a n n , e
a , a
v
1
n a
w
o
Ze
a l e
k
m
n
e
k j e } b
w
s t e
D
r
o
b
n
i
c
ę
p t o t k i
II. 2. Dzwonek loretański. Drzeworyt z druczku odpustowego Pamiątka
z Kalwarii Zebrzydowskiej, nakład Stanisław Cyranowski, Zakliczyn
(bez daty)
upałów. W ubiegłym roku, w czasie suszy znaleźć j u ż było
można na brzegach Jeziora jedynie wyschnięte zewłoki drob
nych okoni i jazgarzy. Natomiast, ku radości rybaków roz
mnożyły się sumy (osobniki 20-40 kilogramowe, od połowy
kwietnia do połowy czerwca, łowiono dzień w dzień, wypróż
niając wiersze, i rano, i wieczorem). W znacznych ilościach
pojawiły się karpie, których wcześniej we Wiśle nie było.
Seweryn Małkowski zawołany rybak i potomek sławych na
Wiśle rybaków, sam sobie umiejący napleść każdą ilość wierszy
i wieraszek (oczywiście z chrustu, czyli w i k l i n y ) , z powodu
zmian w rybostanie Jeziora, dokonał rzeczy niezwykłej z za
kresu wynalazczości. Oto udało mu sę zmienić kształt wierszy.
Nie wtajemniczonym powiem od razu, że samołówka ta od
czasów starożytnych w takiej samej postaci przetrwała do
naszych dni. Identyczne, wydłużone, na końcu szpiczaste, przy
wlocie rozszerzone, przypominające rakiety swym kształtem
wiersze, używano w Starożytnym Egipcie, w całej dawnej
Europie i do niedawna również w Murzynowie. Kierując się
chęcią pomieszczenia potężnych ciał s u m ó w w zastawianych na
dnie pletni (9 wieraszy połączonych ze sobą sznurem) usunął
z tych samołówek część spiczastego końca i łącząc swymi
otworami dwa, lekko stożkowate kosze (wciąż tu wyplatane
i używane - kipy), uzyskał formę pękatego walca, w części
środkowej pogrubionego, na końcu - jak w koszach - prosto
padle ściętego. Od pięciu lat w Murzynowie i okolicach, dzięki
pomysłowości zawsze pogodnego pana Seweryna, łowi się ryby
wierszami wyłącznie - trzeba to śmiało powiedzieć - „nowej
generacji". Piszę o tym z podwójną przyjemnością; po pierw
sze, znajdując pierwszy raz w długiej praktyce badań tereno
wych przypadek, stwierdzający bezdyskusyjnie, że w kulturze
chłopskiej wynalazki tworzą konkretni ludzie oraz, po drugie, że
nie zapomniałem o swym etnograficznym piętnie.
Zaczęłem od szkicowania zadziwiających zjawisk środowis
kowych w Murzynowie, kiedy - jak w 1995 roku - po lipcowej
kanikule przez cały sierpień i część września padało. Ale w 1992
i 1994 roku, przez te trzy miesiące w ogóle nie było opadów.
Woda w leziorze, mimo włocławskiej zapory, opadała nawet do
dwóch metrów. Odsłaniały się w ó w c z a s , w zależności od
85
miejsca, ukształtowania nadbrzeży, mniej lub bardziej rozległe
plaże. Na Łęgu, najniższa część wsi, szerokość odsłoniętego
nadbrzeża dochodziła miejscami do ok. 70 m, w pobliżu
Muzeum, środek wsi, do kilku czy kilkunastu metrów. Wszyst
kie z tych odsłoniętych miejsc pokrywała warstwa muszli,
wcześniej j u ż wymienianych ślimaków i małży. Grubość
powłoki utworzonej przez muszle dochodziła nawet do kilku
dziesięciu centymetrów. Muszle wymarłych w Jeziorze stwo
rzeń zostały szybko potraktowane (przez przedsiębiorczych
murzynowiaków) jako dodatkowy surowiec do wyrobu ...
pustaków.
Wracajmy jednak do tematu tutaj głównego, jaki się wiąże ze
słowem plaga; jak współczesne plagi owadzie przybliżyć mogą
obraz nieszczęść trapiących ludzi przez stulecia. Zgodnie
z zapoczątkowanym tu opisem należałoby zacząć od najbliższej
mi grypy i malarii. Posłuchajmy, o czym mówią suche dane.
Morowe powietrze
„ G R Y P A [franc, od gripper 'chwytać ł a p a ć ' j , influenza
[wł.j, choroba zakaźna wirusowa.
U c z ł o w i e k a - wywoływana przez swoisty wirus
0 dwóch odmianach (A i B ) , atakujący szczególnie nabłonek
dróg oddechowych. G. jest b. zaraźliwa, przenosi się przez
zakażenie kropelkowe. Sporadycznie lub w postaci niewielkich
epidemii występuje stale i ma wtedy przebieg łagodny; jednak
co pewien czas wybucha w postaci epidemii większych,
niekiedy nawet ogarniających cały świat pandemii, i wówczas
przebieg jej jest b. ciężki. Pandemia g. wystąpiła m.in. 1889-91,
a największa (zw. hiszpanką - od kraju, w którym wybuchła),
z okresu 1918-20, pochłonęła ok. 20 min śmiertelnych ofiar;
tzw. g. azjatycka z 1957 rozprzestrzeniła się z Azji na cały świat.
Przyczyny występowania pandemii g. nie są dotąd dostatecznie
poznane."
5
Podaję dane z dzieła drukowanego między 1962 a 1969
rokiem, stąd nie ma w nim wiadomości o grypie azjatyckiej
szerzącej się po 1957 roku. Miałem jednak okazję od 1963 do
1976 roku doświadczać regularnie w stepie mongolskim na
własnej skórze czym jest interesująca nas zaraza. Dzisiaj nie ma
najmniejszych wątpliwości, że jej źródłem jest skażenie akwatyczne, czyli związane ze środowiskiem wodnym, a konkret
nie, gęsto zasiedlonymi i zanieczyszczonymi zatokami Morza
Żółtego (Zatoka Pohaj, Zatoka Liaotuńska, Zatoka Koreańska),
Morza Wschodniochińskiego (Zatoka Hangczou koło Szang
haju) nie mówiąc j u ż o Zatoce Tonkińskiej oraz wodach Morza
Południowochińskiego wokół Hongkongu. Zresztą, jak dobrze
wiadomo, grypę azjatycką nazywano również grypą Hongkong.
Nie zdziwiłbym się pojawieniu nazwy - czego sobie i nikomu
nie życzę - grypa Płock lub grypa Włocławek...
Bywało w stepie, że z dokładnością, co do dnia (21 września)
następowało skażenie. Jeszcze dwudziestego tegoż miesiąca do
późnego popołudnia chodziłem rześki i nawet wesoły. Ale pod
wieczór zaczął wiać wschodni wiatr, dzuu; w zimie, postrach
pasterzy, powodujący często pomór stad. Na drugi dzień j u ż nie
byłem, ani rześki, ani wesoły.
Złe powietrze; mala aria, czyli z włoskiego malaria, inaczej
febra, albo zimnica. U nas jej roznosicielem jest wspominany
już komar widliszek (Culex). Na świece malarię łączy się
z moskitami, również komarami (hiszp. mosquito; łac. mosca
'mucha'). Zachowanie pojedynczego widliszka z Murzynowa
1 moskita w Kamerunie albo Senegalu, jest identyczne! Czycha
aż człowiek uśnie. Kiedy j u ż uśnie na dobre, zarówno widliszek,
jak i afrykański moskit, brzęcząc zuchwale, atakuje ucho!
W taki sposób obudzony człowiek w swym przerażeniu staje się
ofiarą nawet paru ukąszeń, w innych, lepszych miejscach na
ciele niż okolice ucha... Komar syberyjski wybiera nieraz
piętę... Pozwala to owadowi długo i spokojnie ssać krew ofiary.
Aby po tym zabiegu można było chodzić w butach, trzeba z nich
86
wyciąć części tylne... Opuchlizna i skażenie obrzydliwą materią
jest gwałtowne, prawie natychmiastowe. W i e m coś o tym!
„Zimnica, malaria [wł. ] , gorączka błotna, choroba pasoży
tnicza człowieka, wywoływana przez pierwotniaka z rodzajt
Plasmodium (zarodziec); cechą charakterystyczną z. jest okre
sowe występowanie napadów gorączki. Z . należy do chorób
najgroźniejszych i najbardziej rozpowszechnionych, zwłaszcza
w krajach zwrotnikowych i podzwrotnikowych; szacuje się, że
w 1952 na z. chorowało na świecie 350 min ludzi, zmarło ok. 3,5
min, w 1959 - 150 min, zmarło 980 tys."
Jak kora wierzby i wierzbowatych stała się surowcem dc
uzyskania sulfamidy, tak kora chinowców, chininy, podstawo
wego leku w schorzeniach malarycznych. Chinowiec, albo
chinowe drzewo, Cinchona; ok. 30-40 gatunków. Rośnie na
stokach Andów, na wysokości 1200-3500 m, między 10 a 22
stopniem szerokości geograficznej, południowej. Drzewa tt
osiągają wysokość 15 m; mają liście skórzaste, eliptyczne,
wiecznie zielone, a kwiaty wonne, wiechowate. Owoce chinowca, torebki, zawierają liczne skrzydlate nasiona.
Na komarach i związanej z nimi malarii wyczerpuje się moji
potrzeba rozumienia pojęcia plagi, a tym samym zarazy
Zainteresowanych cholerą, ospą czy d ż u m ą odsyłam do niedo
ścigłych znawców przedmiotu: Camusa, Geremka a także
Moniki Sznajderman.
6
V?-
z
ŻYWIOŁY
Gdybym miał orzec, który z żywiołów uważam za najbardziej
II. 3. Cuda Jezusowe; unicestwianie żywiołów wiatru i wody. Cyprian Norwid, Łódź Chrystusowa na Jeziorze Genezaret, 1856
złowrogi uznałbym oczywiście trzęsienia ziemi, erupcje wul
kaniczne i tym samym o g i e ń . Jednakże zdając się na
stępuje na podobnym poziomie znaczenia, co żywioły wody
doświadczenia całkiem własne, tym najgroźniejszym wydaje raj chronić się przed zamoczeniem! Owo poszerzenie jest w sam
i ognia. Kosmogonia aztecka służyć tu m o ż e najbardziej chyba
się nie ogień i również nie w o d a (żywioły przed którymi raz, aby przy podwijaniu spodni objęło najgrubszą część nogi,
sugestywnym świadectwem.
można się ratować w porę przeprowadzoną ewakuacją), lea udo. Osobliwy kołnierz przy bluzie, jeśli ma chronić przed
w i a t r . Wzgórza i wyrosłe wysoko drzewa w pobliżu siedzib wiatrem marynarza, wymaga aby stał on zawsze do wiatru
A oto, pochodząca z Małopolski bajka o Macieju i żywiołach.
ludzkich, piorunochrony, wały przeciwpowodziowe, wcześniej tyłem! Wobec zaś samego wiatru wymagana jest całkowita
W reistycznej, spowitej pragmatyzmem rzeczywistości murzy zaś, starannie dobierane miejsce pod dom, czy stawianie go na pokora, a gwizdanie - które sprowadza nieporządany wiatr
nowskiej, dla bajki - mówiąc oględnie - większego zrozumienia
specjalnie utworzonym wzgórku, a ponadto:
nie ma. Dlatego więc, sięgam do skarbnicy chłopskich wyob
-jest, jak wiadomo, niezwykle surowo karane.
rażeń z odległej części kraju.
- woda święcona,
Dodam na koniec (ale o tym będzie szczegółowo w ostatniej
- sól i chlebki św. Agaty,
Zimowym rankiem, ale słonecznym, wyszedł sobie Maciej
części tego szkicu) żywioły ognia i wody mają licznych
- zapalona gromnica,
przed chatę aby popatrzeć na świat boży. Wnet spostrzegło
świętych patronów. Żywioł wiatru świętego patrona nie ma. Nie
- gniazdo bociana w obejściu,
Macieja Słoneczko i go zapytało.
ma, jak się wydaje, między innymi dlatego, że z w o d- zaklęcia, modlitwy i pacierze,
- Prawda, Macieju, że jestem na świecie najważniejsze
n i с z o ś ć, differentia specifica tego żywiołu (mówimy wszak,
- poświęcone gałązki, wianuszki i
i nagroźniejsze?
daremnie szukać wiatru w polu, czy płochy jak wiatr, lecz nie
- palma, wreszcie
- Wcale nie, odrzekł Maciej.
jak burza, ulewa, rzeka, piorun) nie sprzyjałaby często dobremu
- dzwonek (loretański) i
- No to cię spiekę i wtedy przyznasz m i rację.
imieniu patrona świętego. Kościół - jak mniemam - rozwiązał
- dzwony
Do rozmowy wtrąciła się Chmura.
ten problem, można rzec, okrężnie. Wprawdzie wiatr powoduje
stanowiły, albo całkiem praktyczne i skuteczne zarazem zabez nieszczęścia, nieraz straszliwe, pustoszy domostwa, zatapia
- Masz rację Macieju. Przecież wiadomo, to j a jestem
pieczenie przed żywiołami ognia i wody, albo - co wcale nie jest statki na morzu, a najważniejsze rozprzestrzenia zarazy, jednak
królową na niebie. Kiedy tylko zechcę, przesłonię sobą to
mniej ważne - kształtowały poczucie bezpieczeństwa; bezcenpyszniące się świecidło. Powiedz, że to j a jestem najważniejsza
że dotyczy to życia i zdrowia; ludzi i zwierząt. Zatem,
nego stanu ducha, łatwo czy też naturalnie, przeradzającego sif
i najgroźniejsza.
odpowiedzialniejszym zabiegiem będzie powołanie patronów
z chwilą rzeczywistego nieszczęścia (pożaru, zalania itpj
- Wcale nie jesteś Chmuro najważniejsza i najgroźniejsza.
strzegących zdrowie (życie) ludzi i zwierząt; chroniących ich
w silną wolę przciwstawienia się mu, obrony, walki itd.
Odpowiedział bez namysłu Maciej. Na to Chmura pociemniała
przed morowym powietrzem, czy konkretnym schorzeniem.
Natomiast żywioł wiatru jest bezkarny... A n i w naszej kulturze,
ze złości i zakrzyknęła.
Takich też świętych patronów, tylko u nas, jest spora gromadka.
ani w innych mi znanych kulturach, nie zostały wykształcone,
- Dobrze Macieju, teraz cię moje deszcze z m o c z ą do suchej
Oto ci święci: Błażej, Roch, Jan Boży, Walenty, Benon,
stosowne praktyki przeciwhuraganowe, czy przeciwietrzne;
nitki, ulewa dom ci zaleje i wtedy zobaczymy co powiesz.
Wendalian. Będę jeszcze mówił o nich obszerniej przy końcu.
przypominające ó w dosyć bogaty rejestr przedstawiony^
Natomiast w wierzeniach przedchrześcijańskich, czy też póź
Mróz przysłuchiwał się pogwarce Chmury z Maciejem i też
sposobów chronienia się przed ulewami, gradobiciami, powo
niejszych, synkretycznych, nawiązujących do wyobrażeń głów
go zapytał.
dziami oraz porażeniem i zapaleniem od gromu. Tuarego*
nie chłopskich, odnajdujemy dosyć liczne istoty nieziemskie,
- Przyznasz Macieju, że to j a jestem najsurowszy, najgroź
w czasie burz piaskowych na Saharze pozostaje jako ochron)
wypada
nawet
powiedzieć,
niebiańskie
(aby
tylko
nie
było
niejszy
i wszechmocny.
jedynie zsunięty na twarz turban, a Berberom, kaptur burnus*
az,
demoniczne),
ściśle
związane
z
wichurami,
wiatrem,
Nie!
Wrzasnął Maciej.
Mongołowie z pustyni Gobi, gdzie szaleją podobne do saharyjswirami powietrznymi itd. Podobnie rzecz się przedstawia
I wtedy zaszumiał Wiatr.
kich burze piaskowe, ani turbanem, ani kapturem się chronić w
w mitologiach starożytnych, wszystkich światowych centrów
- A co o mnie sądzisz Macieju?
mogą... W odzieży jaką umiłowali, wykształciły się zabez
Kulturowych; Mezopotamii, Egiptu, Grecji i Rzymu, Dalekiego
Maciej pokłonił się wiatrowi i rzekł.
pieczenia dłoni (długie rękawy zastępujące rękawice), lecz n*
Wschodu z Chinami i Indiami na czele, a także w przypadku
- Ty Wietrze jesteś najważniejszy. Tylko ty wszystko
twarzy... Dosadniejszych jednakże kulturowych grzechów za
Ameryki Prekolumbijskiej. Wiatry mają swych bogów; wiatry
niedbania wobec wiatru dostarcza społeczność żeglarsko-maT?
możesz.
^ Personifikowane i deifikowane. Wreszcie, w prastarych
narska i to całego świata. Charakterystyczny uniform marynar
- M ą d r z e powiedziałeś Macieju. Jeśli cię M r ó z zmrozi, to cię
ski, a w n i m specjalnie poszerzone nogawki spodni, pozwala°smogoniach, wiatr - jako substancja kreacji świata - wy
ciepłym podmuchem ogrzeję. Gdy cię Słońce spiecze, to cię
7
zar
87
ochłodzę. No, a jak cię ta pyszałkowata Chmura zmoczy, to cię
osuszę.
Maciej ufnie powrócił do chaty i z lubością wsłuchiwał się
w poszumy wiatru, dochodzące z powały od strony komina."
Na Niżu Polskim, a więc w obszarze w którym znajduje się
Murzynowo, zdawać się by mogło, nie występują groźniejsze
wiatry. Tak jednak nie jest. Kujawa, to nazwa wiatru południowozachodniego, wiejącego najczęściej w naszej wsi, wieją
cego od strony Kujaw. W nazwie kujawa odkryć można związek
ze stroną świata kojarzoną z Kujawami, ale również z samym
sensem słowa, które Bruckner łączył z chujawą, chają, jako
'zawieruchą'.
Kujawa daje znać o sobie bez względu na porę roku. Równie
dokuczliwa może być na wiosnę oraz jesienią, jak też w środku
lata. Będzie się panoszyć na początku zimy, dopóki j ą morka,
wiatr północny, lub inny, wschodni nie zmorze. Najdokuczliwiej dawała się kujawa we znaki, kiedy się przebywało na
rzece i w jej pobliżu mieszkało. Ale po utworzeniu sztucznego
Jeziora, zmieniło się wiele. Zagrody przeniesiono w cichszy
rejon, w stronę tarasu pradoliny, a sama Wisła zamieniona
w sztuczny zbiornik cuchnącej wody, chociaż kiedyś wszyst
kich tu żywiła, stała się obszarem dla większości (poza osobami
z dwóch tylko rodzin) całkiem obojętnym. Zachowały się
jednak wspomnienia, jak onegdaj na wodzie bywało; kiedy
dopadła wodniaka czy rybaka kurzawa. Trzeba było nie raz
opuszczać łódź i szukać schronienia na łasze piasku kępy.
Powalić się plackiem na tym piasku i wyznając swe najcięższe
grzechy, modląc się żarliwie o przetrwanie, czekać. W czasie
tego czekania, jedna tylko myśl nękała nieszczęśnika: Poderwie, czy mnie nie poderwie do góry... Nie wszyscy zawołani,
dawni wodniacy bijali swoje żony... Ale ci, którzy to czynili,
byli - według zgodnej opinii - ofiarami uszkodzonych nerwów.
9
I winiono za to kujawę. Przypisywano jej również, czynieni dodeterminizmu geograficznego dwóch zamierzchłych totalitaczłowieka złośliwym i nadmiernie zemszczącym.
Obserwują; ryzmów (czerwonego i brunatnego, wschodniego i zachod
bacznie swoje zachowanie w Murzynowie, podzielam w pełn niego) traktować, jako zupełnie chybioną, chociaż całkowicie
istnienie ścisłej zależności między kujawą a zemszczenie^ zrozumiałą.
czyli przeklinaniem; wypowiadaniem nieprzyzwoitych wyra
zów. Bywają dni całkiem stracone, kiedy nic sensowneg
(wymagającego wysiłku umysłowego, a nie tyko fizycznego)
Zainteresowanych, wysoce uszczegółowioną, prawdziwą na
się nie udaje. I to również zasługa żywiołu wiatru, zwanegi turą żywiołów, odsyłam do niezastąpionych o nich danych,
kujawą.
literackich. Tylko pośród rodzimych, czy z Ojczyzną związa
Ale co tam znaczy kujawa, regionalny wiaterek, pośró; nych pisarzy, odnajdziemy prześwietne relacje, przy tym,
światowych wichur. Wspomnijmy tylko, globalne zamieszani odnoszące się do różnych zakątków ziemskiej ekumeny. Zatem,
sprzed zaledwie paru lat, którego sprawcą stał się iracko rekomenduję jako najlepszego znawcę wiatrów Josepha Con
kuwejcki, opóźniony podmuch chamsynu (arab. chamsin -4 rada, słońca Gustawa Herlinga-Grudzińskiego, opadów w tropi
- pięćdziesiąt; zapylony, gorący wiatr, wiejący przez pięć kach, Michała Choromańskiego i bezwzględnie Witolda Gomb
dziesiąt dni). Według znawców przedmiotu, wiatr ten pojawi rowicza."
Wszystkie żywioły mają to do siebie, że kiedy następuje
się w połowie marca, ale według oficjalnego komunikat!
dowództwa armii sprzymierzonych, liczono się, że będzie wiaj w nich przekroczenie granicy u m i a r u , stają się dobrodziej
j u ż w grudniu... Chodzi oczywiście o konflikt w Zatoct stwem nie do zniesienia czy mówiąc inaczej, dobrem prze
Perskiej w 1990 roku. Sprzymierzeni zawiadomili świat, żi klętym. Stąd nasze pomieszanie; z jednej strony błagania
uderzą na Irak przed świętami Bożego Narodzenia. Nie uderzy, kierowane do nieba aby spadł deszcz, a z drugiej, kiedy ulewy
l i . I również nie uczynili tego po świętach, przed Nowyrt niszczą cały dorobek życiowy, złorzeczenia w stronę niebios.
Rokiem, jak obiecywali. Ostatecznie, atak nastąpił w połowit W czasie skwaru prosimy Pana o odrobinę powietrza, o naj
skromniejszy powiew, a kiedy powiew przerodzi się w huragan,
stycznia 1991 roku. Przez kilka tygodni żyliśmy w nękającym
w tajfun lub - nie daj Boże - tornado, zapieramy się często
napięciu, albowiem psychoza możliwości konfliktu światowego
naszych przekonań.
nie malała, lecz się powiększała. Chamsyn, jak z czasem
Żywioły ognia, wody oraz wiatru, pod względem kryjących
ogłoszono, swym zapyleniem (ponoć, kiedy wieje nic 1
w
sobie
przeciwieństw (dobroczynności i złowrogości) nie mają
widać) miał stanowić naturalną zaporę maskującą, wcześniej
opanowaną przez siły powietrzne Sprzymierzonych... Ale one- w przyrodzie żadnego, porównywalnego odpowiednika. I dlate
go chyba też, tak łatwo nasza niefrasobliwa ufność wobec
go roku, chamsyn powiał inaczej niż zwykle. I mimo dyy
żywiołów przeradza się w straszliwą bojaźń. W najstarszych
ponowania satelitarno-komputerową prognozą, Sprzymierzeni
wierzeniach (pierwotnych) uzależnienie od chimeryczności
zmuszeni zostali do kapitulacji przed siłą wietrznego żywiołu.
żywiołów przyjmowane było z absolutną uległością w postawie
Tylko ten fakt z najnowszej historii wojen nakazuje, aby awersji
całkowitej pokory. K u naszemu wielkiemu zdumieniu, ślady tej
postawy odkrywamy nie tylko w płochych deklaracjach słow
nych, błąkających się w różnych przekazach ustnych, a wywo
dzących się z kultury chłopskiej. Istnieją poświadczenia trwało
ści tej postawy w konkretnych zachowaniach. Najdrastyczniej
wyrażają nie podejmowanie prób przywracania życia ludziom
porażonym gromem czy niesienia pomocy topielcom. Rejestry
cudownych zdarzeń z naszych narodowych sanktuariów, a jest
to regułą, nie stwierdzają przypadków stawiania przed obliczem
Osób Boskich i Świętych Pańskich ofiar utonięcia tudzież
trafienia piorunem. A przecież, wydawałoby się, że dobrze
znane, antropocentryczne przesłanie z Genesis, dotyczące czło
wieczej zwierzchności, panowania naszego nad wszystkim co
żywe w przyrodzie, w y w o ł a u chrześcijan całkowite wy
zwolenie z pogańskich przesądów. Ponadto, sam Nowy Tes
tament, w cudach Jezusowych, szczególnie w dwóch - uciszenia
wiatrów i chodzenia po morzu - jeszcze dosadniej wyraża
intencje niezależności, panowania człowieka w przyrodzie.
Unicestwienie dwóch straszliwych żywiołów - wiatru i wody
- to wyniesienie ponad ich moce siły, kryjącej się w żarliwej
wierze.
10
Demony
Napisałem to słowo kursywą, ale mogłoby znaleźć się w cudzy
słowie, albowiem wydaje mi się całkowicie niewłaściwym
II. 4. Martin Schongauer, №
określeniem wobec wielu istot niebiańskich i chtonicznych
szenie św. Antoniego, micdzj
z dawnych wierzeń, o których chciałbym tu mówić. Rodowód
1470 a 1475 r„ miedzioryt
go słowa jest zapewne kościelny, może nawet ogólnochrześDemoniczne monstra Schot
jański. Dla potrzeb badawczych, wyzutych z intencji wartoś
gauera to z reguły zwierz(
z ludzkimi członkami. (...) I "
ciujących, staje się też przez s w ą jednoznaczność nieprzydatne;
potworność (...) wzięła i<
iera różnice występujące między czczonymi niegdyś isz fantazmatycznego połączę
tami;
a najważniejsze, z góry je piętnuje, jako nieprzyjazne
nia zwierząt z ludzkim zamilO'
towiekowi. Jednym słowem, wskazuje wyłącznie na ponoć
waniem do okrucieństwa. W"
szard Przybylski, Pustelnifl
zatański, czy diabelski, a nawet upiorny aspekt owych istot,
i demony, Znak Kraków 199* P°mijając ich często opiekuńczą lub zdecydowanie dobroczyne
№
C1
е
ac
s
m&i
88
II. 5. Nowożytne wyobrażenia kosmogoniczne. Smok zasłania słońce.
Józef Muczkowski, Zbiór odcisków drzeworytów XVI-XVII w. Kraków
1894, nr 829. Z lewej strony ponad księżycem, wyobrażenie Ptanetnika
czyniącego powódź; z dużego gąsiora wylewa wodę. Według: Tadeusz
Seweryn, Ikonografia etnograficzna, „Lud", T. XXXVII: 1946, s. 293
ną rolę w wyobrażeniach swych niegdysiejszych wyznawców.
Dziś, kiedy każdy odkryty okruch zamierzchłych wyobrażeń
pobudza bicie serca i niezmiernie raduje, określenia - demon,
demoniczny, demonologia - pomijając ich j a w n ą symplifikację,
przyprawiają o mdłości, a nawet wywołują zbrzydzenie. Na
szczęście, czas zrobił swoje i najgroźniejsze słowa, jak Behemot, albo Lucyfer mogą, pospołu ze swym desygnatem szczerze
bawić. Wykorzystał to Michał Bułhakow prześwietnie w Mist
rzu i Małgorzacie.
Poczciwinę Rokitę, opiekuna stad, pośrednio zaś duchowego
dyspozytora mleka i sera; kochliwego przyjaciela dojarek,
zawodzącego nocami do nich z tęsknoty na swych przepastnych
dominiach, rokiciach i rokitnicach, potraktowano szczególnie
surowo. Miał bowiem wyłącznie dobrą opinię. Został włączony
do rzeszy diabłów. W Rokiciach, uroczyskach Rokity, ewan
gelizacja prowadzona była zapewne w sposób bezwzględny, na
pewno zaś z wykorzystaniem najkosztowniejszych i najbardziej
olśniewających ś r o d k ó w .
12
Przypuszczać należy, że niektóre z istot niebiańskich i chtoni
cznych o mocach nadprzyrodzonych, istot przynależnych do
wyobrażeń przedchrześcijańskich, czy znacznie późniejszych,
synkretycznych, ludowych, mogły korzystać ze słabej o nich
orientacji wśród księży i osób związanych z nawracaniem
bezbożników na prawowitą wiarę. Płanetników, Chmurników,
Obłoczników, Trzymaczy tudzież G r a d o w n i k ó w odkryli zape
wne owi pierwsi, romantyczni badacze duszy ludu polskiego.
I nie jest wykluczone, że to oni, a nie księża, postrzegli pierwsi
(bowiem tego bardzo pragnęli), iż owe nieziemskie istoty mają
diabelską, (demoniczną) nautrę. Nastąpiło tu osobliwe spłyce
nie pojęć ZŁA, D E M O N Ó W Z Ł A , D E M O N Ó W , S Z A T A N A ;
89
definiowanych już w Starym Testamencie, a w Nowym - w cu
dach Jezusowych (choćby Uzdrowienie opętanego, M k 5,1-20)
i rozmowach z apostołami (choćby z Piotrem, Zejdź mi z oczu,
szatanie, bo nie myślisz o tym, co Boże, ale o tym, co ludzkie. M k
8, 33) - rozwijanych i przekonywująco egzemplifikowanych.
Ksiądz Jagódka, proboszcz kościoła w Podbinie (okolice
Mszany Dolnej, połowa X I X w.), wielkiej dobroci i zacności
osoba duchowna, nie analizował pojęcia Z Ł A w kategoriach
hermeneutyki, czy też wcześniejszych sposobów oswajania się
z Biblią. W Podobinie wystąpił przed stukilkudziesięciu laty,
poważny problem z zakresu występków Płanetników:
(...) wieś Podobin nawiedzały
często gradobicia.
Burze
nadciągały zawsze od strony Raby t.j. od południowego
zachodu
(niczym kujawa w Murzynowie, JO), przynosiły ze sobą ulewne
deszcze, grzmoty i pioruny i co najgorsze grad, który niszczył
wszystkie plony we wsi i powodował
potem głód i nędzę.
Zdarzało się to często, co kilka lat i doprowadzało
ludność do
rozpaczy.
Ks. Jagódka postanowił:
Ktoś we wsi, człowiek godny i piśmienny musi
przepisać
cztery ewangelje, jedną po drugiej, ale tak uważnie i wiernie,
żeby nie zmienił ani jednego słowa, nie opuścił kropki ani
przecinka. Trzeba także uwić cztery wieńce i zostawić
je
w kościele na ołtarzu przez całą oktawę Bożego Ciała. Następ
nie zawinąć każdy z nich z osobna do tekstu jednej ewangelji
i zakopać dość głęboko w polu. Muszą to wykonać czterej ludzie
zaufani w tajemnicy, aby ich nikt nie widział i wieńców nie
wykopał albo pługiem nie wyorał. (...). Nie zawiedli się ludzie,
słuchając tej rady. Od tego czasu burze i grady omijały z daleka
ich role, strzeżone przez słowo Boże i święcone
wieńce.
Nie wszędzie na Pogórzu posługi duszpasterskie znajdowały
się w rękach tej zacności osób, jakim był, zmarły w 1862 r. ks.
Jagódka. Korzystali wówczas gospodarze z pomocy swych
obłoczników, chmurników czy płanetników. Wypisałem te
słowa małymi literami, ponieważ występowała (a może nadal
się zdarza) na południu Polski instytucja zamawiaczy pogody,
których nazywano tak samo, jak owe istoty niebiańskie,
władające deszczem, śniegiem i gradem.' Ale znano również,
dostępne każdemu, sposoby odpędzania chmur ulewnych i gra
dowych choćby przy pomocy dzwonka loretańskiego.
W nie
których wsiach w okolicach Kalwarii Pacławskiej stwierdzono
z dzwonka tego wielkie pożytki jeszcze przed rokiem lub laty
dwoma.
13
4
15
Podoba mi się postawa buddystów wobec zastanych wierzeń
związanych z żywiołami oraz sachjuzami
(mong. 'duch',
'duchy'). Otóż mnichów, nawet tych wędrownych, niosących
posługę duchową i głoszących słowa swej wiary, nie zaprzątało
napiętnowanie, ani też walka z sachjuzami stepu, gór, rzek oraz
nieba. Życzyłbym sobie istnienia podobnie światłej obojętności
(nazywamy to tolerancją) w naszych wierzeniach. Czy są to
tylko marzenia ściętej głowy? Czy modlitwa G o m b o d ż a w a jest
odmawiana tylko gdzieś w Mongolii?
- Byłem (ateistą, JO), jak kołchozy
istniały.
Wszystkich pasterzy zapisali do ateistów, niektórych to nawet
do partii zapisali. Teraz to już nie jestem ateistą.
- Wierzysz w Boga?
- A nie, nie wierzę.
- To w ogóle się nie modlisz?
- Jakże nie? Modlę się. Żeby zaraza nie przyszła na bydło,
Żeby deszcz spadł, a w zimie nie było śniegu. Ciągle się modlę.
- Do kogo się modlisz?
- Ja się modlę, jak na górę wejdę, albo jak na rozstajach dróg
lub na przełęczy stanę ze stadem. Wtedy dokładam kamień na
stos (owoo, Ю), który tam stoi, leję ajryk w niebo, żeby dało
deszcz i w ziemie leję, żeby trawa dobrze
rosła.
16
90
Demony z którymi zmagał się Jezus, jak też demony, które wielbienie ale również bojaźń, szacunek i gorliwe okazywanie
prześladowały pustelników, chociażby św. Antoniego ( i l . ), tc czci, to najczęstsze składniki owej reguły. Jednakże, zdarzały
nie te same istoty jakie czci do dzisiaj pasterz mongolski, czy tej się od tej reguły odstęptwa. Za takie odstępstwo, uznać
stwory wobec których istnieje też do dzisiaj jakaś powściągliwa niewątpliwie należy chłostanie rózgą figury św. Jana Nepomu
bojaźń wśród jakiejś części mieszkańców niektórych polskich cena, jeśli zawiodły przyjęte powszechnie formy zachowań
wsi w pewnych tylko częściach kraju. W Murzynowie takiej kultowych... Kiedy, mimo błagalnych modlitw kierowanych do
bojaźni pewnie już od stulecia nie ma! Ale u Zawiślaków, po świętego, trwała porażająca susza, albo powódź niszczyła całe,
drugiej stronie Jeziora (oni nawet nie wiedzą gdzie wschód, posiadane mienie. T ę religijną desperację odkrył wśród mało
a gdzie zachód się znajduje...), pewnie jeszcze dzisiaj słyszy polskich chłopów (czasy końca X I X i początek X X w.)
niektórzy, dochodzące nocą z wody wołania Topielca: chod%\ nieoceniony Tadeusz Seweryn. Istotom towarzyszącym, które
choodź, choooodź ...! - wierzą - że jeśli ktoś tego wołania nie miały swych artefaktów, w rzeźbionych figurach czy
posłucha, a będzie w dodatku dziabnięty,
napewno już nie malowidłach, można było na podobnej zasadzie przygany, stan
powróci. Morał, jak najbardziej racjonalny, płynie z tego jeden, swych gorzkich uczuć wyrazić tylko w splunięciu i wypowie
Po pijaku różne się słyszy głosy i słuchać ich nie należy. dzeniu stosowanego przekleństwa. Łatwo tu o rekonstrukcję:
Obyś utopcu zdech, i taka twoja mać.
A ponadto, nocą lepiej do wody nie wchodzić...
Pani Joanna Tokarska-Bakir, zapewne postrzegając stry wializowanie pojęcia Z Ł A w nadużywanym przez etnografów słowie
demon itd., zaproponowała określenie - istota towarzysząca.*
Chodzi oczywiście o istotę towarzyszącą przede wszystkim
człowiekowi. A chyba można dodać, że towarzysząca w róż
nych, nieprzewidzianych okolicznościach;
towarzyszącą
a więc ubarwiająca (wzbogacająca sobą) rzeczywistość; towa
rzysząca, to również oswajająca czy określająca tę rzeczywis
tość. Zatem, czyniąca już z tego tytułu wiele dobrego... Takiej
istoty nie można nazywać po prostu demonem. A jeśli się jui
bardzo pragnie pozostać przy tej konfesyjnej terminologii, te
wypadałoby napomknąć o D E M O N A C H D O B R A , bowiem
samo słowo demon ma w powszechnym odczuciu wyłącznie
konotację ujemną.
3
Ponowoczesność
okolic Przemyśla,
Joanny Tokarskiej-Bakir, ekspozycja w Pałacu Kazimierzowskim U W , pomagając
w etnologicznych rozterkach; służąc przemyśleniami i pomys
łami wielkiego wdzięku - bez których, wydaje się, że nasz
zawód istnieć nie powinien - utrwaliła się j u ż w mej najlepszej
pamięci mocno i chyba dosyć głęboko. Z jednej strony po
krzepiające na duchu, wielkie przeżycie intelektualne w pałacu
rektorskim, a z drugiej, powiększające się z każdym rokiem
chmary mucharów w Murzynowie oraz marniejące na strychu
plebanii w Rokiciu, porzucone, osiemnastowieczne obrazy
Świętych Pańskich, to bezpośrednie bodźce mojej potrzeby
mówienia o Plagach, żywiołach itd., jak w tytule.
O p a t r z n o ś ć i Święci P a ń s c y
Przyjmuję, że zachodzi formalny - może też nieformalny
- związek między istotami towarzyszącymi (nazywanymi nie
zbyt odpowiedzialnie demonami) z prastarych, chłopskich
wierzeń, a wizerunkami w potocznej świadomości niektórych
postaci osób świętych z wierzeń u nas późniejszych. Korzystam
z wielosłowia, aby i w ten sposób swój respekt do świętych
wyrazić. Łączy te skądinąd odrębne byty, imaginacyjne z jednej
strony, a konkretne, osobowe z drugiej, nadrzędna kategoria
rzeczywistości, przypisywane tym bytom żywioły, czyli jedne
z najważniejszych zjawisk fizycznych w przyrodzie, tu - Я i
zrozumiałych względów - określane w sposób możliwie najbar
dziej zwięzły: ogień, woda, wiatr.
Zarówno istoty towarzyszące, i celestyczne, i chtoniczne, jak
też święci utożsamiani z żywiołami (chociażby św. Agata i ś*
Florian z ogniem, a św. Jan Nepomucen z wodą) są w wierze
niach dysponentami mocy, tak zbawczych (życiodajnych), j ^
też niszczycielskich, ukrytych w tych żywiołach. Kult (zaklęci*
modlitwy, ofiary, dary, wota itd.), albo mówiąc inaczej, praktyk
magiczne i religijne kierowane do jednych lub drugich patronó*
stanowią odwieczną formułę porozumienia (a mówiąc ogled;
niej, usłyszenia czy też zobaczenia, błagań, próśb, życzę"
tudzież podziękowań), mającego na celu pozyskanie przychyl'
ności, łaskawości, opieki. Porozumienie to podlegało też ustalo
nej regule: Nie spoufalanie się, należyty dystans, szczęt*
1
Przyjrzyjmy się interesującym nas świętym i błogosławio
nym. Na niesłychaną ich ilość (rejestr przedstawiony przez ks.
Wincentego Zaleskiego sdb, tylko wybranych postaci, zamyka
św. Zyta, służąca, ok. 1218-1272, jako pięćset sześćdziesiąta
siódma) zaledwie kilka lub kilkanaście - w zależności od części
kraju - łączyć m o ż e m y z opiekuńczym stosunkiem wobec
najgroźniejszych żywiołów. Starając się dochować wierności
tradycji związanej z miejscem przedstawianych tu spostrzeżeń,
Murzynowem i parafią Rokicie (20 km na zachód od Płocka)
poświęcę nieco uwagi świętym, Małgorzacie, Barbarze, Piot
rowi i Pawłowi, Onufremu i Mikołajowi, ważnym patronom
lokalnym o rozleglejszej roli w życiu religijnym, aniżeli sama
kuratela ukierunkowana na zagrożenia ze strony trzech żywio
łów.
Święta Małgorzata
Łacińskie słowo margherita znaczy tyle, co „perła".
Pod
tym imieniem zna Kościół 8 świętych i 11
błogosławonych.
Informację tę podaję za wspominanym już ks. Wincentym
Zaleskim, autorem dzieła najbardziej obecnie uznanego. W Ży
wotach Świętych
Piotra Skargi znajdujemy wiadomości
o dwóch świętych Małgorzatach, ale żadna z nich nie jest tą, pod
której wezwaniem występuje romański kościół w Rokiciu.
W Żywotach Świętych Pańskich o. Hugo Hoevera, rzecz się ma
tak samo, chociaż autor mówi o trzech świętych Małgorzatach.
U Zalewskiego znajduje się już 6 życiorysów, a jeden z nich
dotyczy, pierwszej w historii św. Małgorzaty z początku I V w.,
mającej przydomek męczennicy.
18
Stolicą Pizydii była Antiochia, założona nad górnym Meand
rem przez króla Seleukosa i Nikatora ku czci Antiocha i Sotera
(323-262 przed naszą erą), syna i przewidywanego
następcy.
Od tej Antiochi, leżącej w Malej Azji - pisze ks. Zaleski - należy
odróżnić Antiochię
syryjską, założoną również przez tegoż
Seleukosa i ku czci swojego syna, Antiocha, nad rzeką Orontes,
która miała się stać jedną z największych
metropolii
ówczes
nego świata.
Pierwszą gminę chrześcijańską
w Antiochii
pizydyjskiej
założył św. Paweł Apostoł podczas swojej pierwszej
podróży
latach 45-49. W czasie swojej drugiej podróży
apostolskiej
św. Paweł Antiochię tę ponownie nawiedził (Dz 13, 13-51; 16,
w
Patronką tegoż miasta jest św. Małgorzata,
męczennica,
'"lata być według podania córką pogańskiego
kapłana.
Po
Przedwczesnej śmierci matki została oddana pod opiekę pias>
która była chrześcijanką.
Ta ją doprowadziła
do po
znania nauki Pana Jezusa i do Chrztu świętego.
Wybuchło
'e prześladowanie,
najdłuższe i najokrutniejsze,
obejmują,5 ' imperium rzymskie, za panowania cesarza
Dioklecjana
UX4~305). To samo podanie głosi, że Małgorzata była bardzo
któ
' ^°S Zakochać się w niej miał namiestnik rzymski,
/У,
chciał ją pojąć za żonę. Ta jednak
stanowczo
°wiła, twierdząc, że ma już Oblubieńca, Jezusa
Chrystusa.
!unce
asn
c a
e
ata
t e z
п
m
Namiestnik kazał aresztować Świętą i usiłował ją skłonić do
odstępstwa obietnicami i groźbami. Kiedy te zawiodły,
nakazał
zastosować
wobec Małgorzaty
wyszukane tortury, by nimi
załamać dziewicę: szarpano jej ciało hakami i palono ją ogniem.
Następnie wrzucono do więzienia, grożąc jej jeszcze
większymi
mękami. Wtedy też miał się jej pojawić szatan w postaci smoka
i ją zaatakować. Odpędziła go jednak znakiem Krzyża
świętego.
Kiedy nadal obstawała przy wierze świętej, została
ściętą.
Bohaterska śmierć dziewicy nadała rozgłos jej imieniu. (...).
Sw. Małgorzata
z Antiochi należała do najwięcej
znanych
i popularnych świętych w średniowieczu.
Jej kult rozpowszech
nili zapewne krzyżowcy, widząc, jak wielkiej czci
doznawała
w Małej Azji i na całym Wschodzie. Należała na Zachodzie do 14
Wspomożycieli, do których pomocy uciekał się lud w szczegól
nych potrzebach. Podobnie jak ku czci św. Barbary i św.
Katarzyny, tak i ku czci św. Małgorzaty
wystawiono
na
Zachodzie wiele kościołów. Wspomnienie jej przypada 20 lipca,
gdyż tego dnia miała ponieść śmierć męczeńską
w latach
303-305.
Imię św. Małgorzaty było zawsze w Polsce popularne.
Dzisiaj
stało się nawet modne. Spotykamy je w różnych odmianach, jak
пр.: Małgorzata, Małgosia, Gosia, Gośka itd. Podobnie liczne
odmiany tego imienia spotykamy w innych również językach, co
świadczy o powszechnym jej występowaniu.
I tak w języku
niemieckim - Margaret, Margarete, Margrit, Margret,
Greta;
w języku angielskim - Margaret, Meg, Peggy; w języku
francuskim - Marguerite, Margot; w języku włoskim - Marg
herita, Marita, Rita.
Ku czci św. Małgorzaty, męczennicy,
wystawiono w Polsce
ponad 70 kościołów. Jej ołtarzy i obrazów jest znacznie więcej.
Wizerunek naszej Świętej figuruje w herbie
następujących
miast: Nowy Sącz, Ożarów, Przysucha, Szczekocin,
Sawin,
Tomaszów Mazowiecki, Tuchola i Golub-Dobrzyń.
Z dniem św.
Małgorzaty czy też Z jej imieniem lud łączył szereg przysłów, jak
np. „Św. Małgorzata zapowiada środek lata". Ks. Wincenty
Zaleski podaje tylko to jedno, zatem dodam: Dobrze ojcu było
z matką, dobrze też i mnie z Małgorzatką. Małgorzata - idź do
kata. A ponadto, bardzo stare bo j u ż występujące w X V I w.,
nawiązujące do upałów lipcowych, grożących udarem słonecz
nym. Bo choć jeszcze Małgorzaty świętej daleko, ale on i bez
Małgorzaty fantazyi zawsze dziwnej. Słuchajmy jednak dalej ks.
Zaleskiego. Także pierwsze gruszki lud zwykł nazywać
„małgorzatkami". Topografia polska zna 7 miejscowości
które
zapożyczyły swoją nazwę od mienia
Małgorzaty.
Ikonografia zwykła przedstawiać
Świętą ze smokiem lub
krzyżem w ręku, którym miała odpędzić szatana. Dla podkreś
lenia jej pochodzenia ze szlachetnej rodziny przedstawiać się ją
zwykło, podobnie jak św. Barbarę i św. Katarzynę - męczennice
- z koroną na głowie, chociaż nigdy nie była
królową.
Tyle o świętej dowiadujemy się z najbardziej aktualnej
lektury hagiograficzrjej. Jak już mówiłem, wspaniały, romański
kościół w Rokiciu jest pod wezwaniem naszej śwętej. Wydaje
się, że to wezwanie mogło zostać wybrane z wielkim rozmys
łem. Kościół był fundowany przez ziemian i rycerstwo Ziemi
Dobrzyńskiej. Dla tych ostatnich, osoba świętej mogła sym
bolizować dzielność i niezwykły hart ducha (mimo tortur, a na
koniec wyroku śmierci przez ścięcie, nie uległa życzeniom
zaślubin ze strony wysokiego dostojnika rzymskiego). Ponadto,
w ikonografii, częściej aniżeli z krzyżem - o którym mówi
Zaleski - przedstawiana jest z mieczem. Trzyma go oparty
ostrzem o ziemię w prawej ręce. Miecz ten symbolizuje śmierć
świętej, ściętej zapewne mieczem. Taki sam atrybut towarzyszy
św. Katarzynie męczennicy, torturowanej kołem i również
ściętej; św. Pawłowi i wielu innym męczennikom zamor
dowanym w ten sposób ( i l . 9). Na szczególną uwagę zasługuje
herb Golubia-Dobrzynia, miasta o znanej sławie rycerskiej. Św.
Małgorzata w tym herbie ukazana jest w pozie czuwającego
rycerza, który wspiera się na mieczu, trzymanym dwoma
19
91
rękoma. Jest jeszcze inny szczegół istotny w ikonografii świętej,
smok, symbolizujący szatana. W przedstawieniach świętej,
pochodzących z Rokicia (obraz ołtarzowy z 1905 г., współczes
na chorągiew procesyjna wykonana w Częstochowie) mon
strum nazwane przez ks. Zaleskiego smokiem, nie ma nóg! Jest
to dosyć nietypowe wyobrażenie szatana ( i l . 6). Bardziej
przypomina węża, aniżeli smoka. Nie ulega kwestii, że fundacja
wspaniałego kościoła w zapadłej wioszczynie łączyła się ze
wzniosłymi intencjami rozprawienia się z istniejącym w tym
miejscu uroczyskiem poczciwiny Rokity, wspominanym j u ż
wcześniej (patrz Demony), którego sława mogła sprowadzać do
Rokicia znaczne rzesze wyznawców z dalszych nawet okolic.
Wybranie św. Małgorzaty na patronkę rokickiego kościoła to
okazja do ukazania nie tylko samej świętej, ale również szatana,
owego d e m o n a , którego łatwo było skojarzyć właśnie
z Rokitą. I może z całym rozmysłem wybrany został jako
symboliczne wyobrażenie owego szatana, demona, nie smok,
lecz każdemu znany wąż. I rzecz charakterystyczna, na wszyst
kich znanych mi przedstawieniach św. Małgorzaty z owym
wężem czy smokiem (jak w herbie Tucholi), gad nie jest
zabijany (jak w wyobrażeniach św. Jerzego), lecz tylko uśmie
rzany, pokonany gestem wysuniętej w jego stronę gołej dłoni
(chorągiew procesyjna), albo samą pozą, wyniosłej, o wielkiej
urodzie osoby, zniewalającej swym łagodnym, dziewczęcym
spojrzeniem (wspomniany obraz ołtarzowy). Dodać jeszcze
należy, że w jednym przypadku monstrum o cechach potężnego
węża, spoczywa - jakby leniwie - za sylwetą świętej, w drugim
znów, wije się obok, niczym w paroksyzmie konania, leżąc na
grzbiecie z rozwartą paszczą i wysuniętym jęzorem. Wreszcie
i takie istnieje ujęcie, w którym smok, albo czarny (lub
przynajmniej bardzo ciemny) niedźwiedź służy za... siedzenie
(„panna na n i e d ź w i e d z i u " ) względnie za... podnóżek ( i l . 7).
Przyznasz szanowny Czytelniku, że wszystkie z tych wyobrażeń
ukazujących zwycięstwo świętej nad szatanem - P O K O N A N I E
Z Ł A - pomyślane zostały niezwykle odpowiedzialnie, bo
niedosłownie. Św. Jerzy, godzący piką w smoka, to ujęcie
dosłowne... Takie też symboliczne wyobrażenie Z W Y C I Ę S T
W A N A D Z Ł E M (szatanem, demonem, kojarzonym z wierze
niami pogańskimi), mogłoby głęboko ranić uczucia nawraca
nych. I kto wie, może dlatego nie wszędzie w katolicyzmie
polskim wczesnych dziejów św. Jerzy cieszył się tym uznaniem,
które zdobył sobie w czasach późniejszych. Istnieją też wyob
rażenia tego świętego pomijające całkiem akt walki ze smokiem
(herb Ostródy). I rzecz niezmiernie charakterystyczna, Piotr
Skarga w swym opisie życia świętego pomija również tę
walkę. "
2
II. 7. Św. Małgorzata w herbach;
w herbie Rawicz („panna na nie
dźwiedziu"); herb miasta Rawicz
(sam niedźwiedź) oraz herby miast:
Przysucha, Tomaszów Mazowiec
ki, Tuchola.
4%
7^
II. 6. Wyobrażenie szatana w kościele w Rokiciu. Z lewej, szatan u stf
św. Małgorzaty, przerys z obrazu ołtarzowego świętej M. Trautman
1903 г., z prawej szatan obok św. Małgorzaty, przerys ze współczesii
chorągwi procesyjnej.
Rozstając się ze św. Małgorzatą, przypomnę że była zaliczał
do czternastu w s p o m o ż y c i e l i czyli patronów „szczt
gólnych potrzeb", a więc wymagających niezwykłego miłosii
rdzia, jak też niezwykłej pomocy.
Przyswojony katolicyzm w Rokiciu
dawniej i dziś
Kościół w Rokiciu pod wezwaniem św. Małgorzaty korzyrf
również do dziś z patronatu świętych Piotra i Pawła. Wielu tt
parafian rokickiego przybytku jest głęboko przekonana, żet
święci są głównymi jego opiekunami przed św. Małgorzat
Jedną z przyczyn tej dezorientacji stało się zniesienie pol
Soborze Watykańskim odpustu w dniu 20 lipca (dzień upamiej
niający śmierć męczeńską św. Małgorzaty), a zachowam
odpustu w dniu 29 czerwca; święta obydwu świętych. Poza tyn
znaczenie kultu św. Małgorzaty - jako pogromczyni szatai
- z upływem czasu malało, a świętych Piotra i Pawła wzrastał
i to daleko poza granice parafii. Świątynia rokicka miał
przydomek kościoła orylskiego, czyli flisackiego, nawiedza*
go często przez brać spławiającą drewno Wisłą. Natorni*;
obydwaj święci uchodzili za patronów wodniaków, w tyi
również rybaków, do których przez wieki zaliczała się spoć
część parafian (przede wszystkim z Murzynowa).
Kościół w Rokiciu sławił swych patronów w trzech ołtarzacl
W głównym (niektórzy wierni twierdzą, że w jednym z boo
nych) św. Małgorzatę (ostatnie jej przedstawienie wykom
w 1903 roku M . Trautman) i w jednym z bocznych świętyd
Piotra i Pawła (obraz również z 1903 r„ pędzla T. Adamskiego)
W trzecim ołtarzu znajdowało się wyobrażenie Przemienieni'
Pańskiego. Zapewne, tak jak w innych naszych kościołacl
wiejskich, uznawane nie tyle za objawienie apostołom swt
boskiej natury przez Jezusa, ile ukazanie w najszerszym tefl
słowa znaczeniu nadziei przemiany; poprawy na lepsze, speł
nienia próśb, życzeń, oczekiwań i t d . Ponadto, w tych trzeci
ołtarzach zamontowanych było 5 mniejszych, lecz znaczni
21
II. 8. Św. Jerzy w herbach miast: Milcz i Ostróda.
starszych, osiemnastowiecznych obrazów, ukazujących: św.
lana Nepomucena (wspominanego już, niezwykle popularnego
patrona, związanego z żywiołem wody), św. Mikołaja i św.
Onufrego (pośród swych rozlicznych świętych pełnomocnictw,
również strzegących przed niebezpieczeństwami pracy na wo
dzie), św. Piotra dzierżącego przed sobą dwoje kluczy (na tym
przedstawieniu tylko samego popiersia, artysta ukazał łzy
w oczach świętego, a w tle, na kolumnie, piejącego koguta) oraz
drugie wyobrażenie Przemienienia Pańskiego.
Obecnie, szanowny Czytelniku, żaden z tych obrazów,
przyjmujących latami niezliczone życzenia wiernych - użyję
i tego zwrotu - „dźwigających brzemię troszczenia się o swych
wyznawców", nie znajduje się w murach świątyni.
Usunięto z niej 5 obrazów, przewspaniałych obraźników
z wieku X V I I I , 3 obrazy, pokaźniejszych rozmiarów, malarzy
z początku naszego stulecia, znanych z nazwiska; zdemon
towano boczne ołtarze oraz ambonę. Aktu tego dokonano
w doniosłym procesie, paroletniego działania renowacyjnego,
mającego na celu przywrócenie kościołowi surowego wyglądu
świątyni romańskiej. M o ż n a by nawet przystać na taką zbożną
koncepcję dbałości o nasze dziedzictwo kulturowe. Ale rodzą
się przed badaczem pytania zasadnicze. Dlaczego zastąpiono
świętych patronów, mocno zrośniętych z lokalną, rycerskowodniacką tradycją, wizerunkami Najświętszej Marii Panny
- kopią obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej, a na jej
ruchomej zasłonie, pięknym obrazem Matki Boskiej Różań
cowej? Na pytanie to, próżno szukać odpowiedzi... Chociaż,
jakieś skromne wyjaśnienie, przypuszczenie, udałoby się sfor
mułować. Otóż renowacja kościoła przypadła na czas, kiedy
w całej Polsce witano po domach wędrującą kopię obrazu Matki
Boskiej Częstochowskiej. Obserwowałem w Murzynowie z jak
wielkim namaszczeniem adorowano ów obraz. Były lata sie
demdziesiąte. Opiekę duszpasterską sprawował wówczas nad
murzynowiakami proboszcz Rokicia, nie żyjący j u ż ś.p. ks. Jan
Degowski, osoba niezwykłej energii, bez reszty oddana spra
wom powierzonej mu parafii. To dzięki ks. Degowskiemu
sprawnie przeprowadzono renowację kościoła, pokryto kostką
granitową ścieżkę biegnącą przez cmentarz kościelny, ogrodzo
no solidnym kamiennym murem cmentarz i wybudowano
okazały przybytek, nazwany Punktem Katechetycznym. Ks.
Degowski zadbał również o nowy wystrój wnętrza kościoła.
Dopilnował sprowadzenia do Rokicia wizerunku Matki Boskiej
Częstochowskiej... Przy tych rozmiarów przedsięwzięciach
- przyznasz szanowny Czytelniku - m o ż n a zapomnieć było
o wizerunku świętej dziewicy męczennicy, Małgorzacie, jak też
o innych świętych patronach, których malarskie wyobrażenia
uległy poważnym przyniszczeniom; uszczerbkom dotykającym
nawet samego płótna. W paru obrazach istniały wygryzione
przez myszy dziury.
I tak, po blisko dwudziestu latach nieobecności świętych
patronów w kościele rokickim, niełatwo odnaleźć osoby pamię
tające powinności św. Onufrego, św. Mikołaja, a także św. Jana
Nepomucena. Przy narastającej z każdym rokiem grozie, jaką
przynosi Jezioro Włocławskie, wszyscy ci trzej święci zapobie
gający nieszczęściom przychodzącym
z wodą i dziejącym się na
wodzie, mogliby wspierać na duchu. Dzięki życzliwości i peł
nemu zrozumieniu intencji towarzyszących piszącemu te słowa,
aktualny proboszcz w Rokiciu, ks. Włodzimierz Maruszewski
wypożyczył omawiane tu obrazy na wystawę w roku ubiegłym
Vanitas vanitatum... i w tym roku, na jej kontynuację pod
poszerzonym tytułem Plagi, żywioły itd. Obrazy zostały zakon
serwowane, oprawione i wspierają na duchu gości Muzeum
w Murzynowie.
Św. Agata
na łez otarcie
W najnowszej historii nieszczęsnych losów, jakie spotkały
Świętych Pańskich z parafii rokickiej, ale też sąsiedniej,
siecieńskiej, jest to krzepiące, że ożywiły u wrażliwszej re
prezentacji wiernych kult niektórych - niezbędnych w życiu
- patronów domowych. Należy do nich, przede wszystkim, św.
Agata. Ku memu zaskoczeniu, udało się bez większego trudu,
w krótkim czasie odnaleźć kilka d o m ó w , w których pośród stale
powtarzających wyobrażeń (jak chociażby Pana Jezusa z Ser
cem Gorejącym) znajdował się obraz św. Agaty (różnego
formatu litografia odpustowa zakupiona w okresie między
wojennym, lub tuż po wojnie we Skępem). Na tych litografiach
ukazuje się świętą jako pełną wdzięku dziewczęcego osobę,
trzymającą w prawej ręce palemkę, symbol czystości dziewi
czej, a w lewej ręce czarkę trybowaną na stopce w kształcie
odwróconego kielicha. Nad czarką wznosi się coś w postaci
stożka i mało kto wie, że jest to sól (było, a gdzie niegdzie nadal
jest w zwyczaju święcenie w kościołach w dniu świętej
- 5 lutego - soli, środka przeciwogniowego). Nikt z posiadaczy
wizerunku św Agaty nie chciał go podarować do Muzeum!
Każdą inną rzecz z domowego inwentarza, chociaż starą lecz
wciąż przydatną udałoby się wycyganić,
ale nie obraz św.
Agaty...
Oto budujące świadectwo stałości uczuć okazywanych tej
świętej, znanej w Kościele katolickim od połowy I I I w. To
II. 9. Herby miast: Golub-Dobrzyń; św. Małgorzata wspar
ta na mieczu; Działdowo, św.
Katarzyna (atrybuty, miecz
i koło tortury); Nowy Targ,
św. Katarzyna (atrybuty,
miecz, lilia, koło tortury):
Dzierżoniów, św. Jerzy.
92
93
również zniewalające świadectwo ufności w niezwykłe moce
świętej w czasach bezprzykładnego krytycyzmu i powszech
nego dezawuowania uznanych wartości. Domy w których
odnalazłem interesujący nas obraz nie należą do jakichś
szczególnych, przeciwnie, żyją w nich ludzie podobni do
innych, mający swoje o wszystkim wyrobione zdanie...
Jak wiadomo, św. Agata oraz św. Florian, są patronami
bezpieczeństwa przed żywiołem ognia. Warto też od razu
powiedzieć, że dwoje tych świętych strzeże od pożogi z powo
dów zasadniczo odmiennych, czy mówiąc inaczej, ich życiorysy
0 zupełnie odmiennych zdarzeniach, do podobnych skłoniły
mniemań o ich mocach. Warto przyjrzeć się żywotowi św.
Agaty.
I posłuchać wzruszającej w swej urodzie mowy ojczystej.
Za czasów Decjusza cesarza a starosty Sycylii
Kwincjana
- pisał Skarga - żyła panienka w Panormie mieście, w ziemi
Sycylii, na imię Agata, rodu zacnego i majętności
wielkiej,
wychowana od rodziców w wierze świętej
chrześcijańskiej;
urody była takiej, iż jej w piękności żadnej równej nie było. Gdy
on okrutny przeciw wierze chrześcijańskiej
od Decjusza
cesarza
wyrok wyszedł, aby chwalcy Chrystusowi do ofiar brzydkich
diabelskich
przymuszani byli karaniem, utratą
majętności
1 zdrowia, ona światem wszystkim i jego dochodami wzgardziw
szy, a ciało swe na czystość swemu Oblubieńcowi
Jezusowi
oddawszy, w cnoty duszę swoją ubierała, a do męczeńskiej
się
korony przyprawowała.
Tedy Kwincjanus jej urodą i bogact
wami pobudzony, chcąc ją tym, iż była chrześcijanką,
zniewolić
a ku swym myślom niepoczciwym przywieść do siebie z Panormu
do Katany miasta przyzwać
rozkazał. Gdy słudzy do niej
przybieżeli
mieniąc: „Jeśli gotowa będziesz cesarski
dekret
przyjąć, a bogom się ukorzyć, z wielką czcią
prowadzona
i przywitana będziesz",
ona do komórki swej
wszedłszy,
a prosząc, aby mało poczekali, ręce w niebo podniosła i z pła
czem mówiła: „Ty wiesz, Panie, serce moje i wiarę moją ku
Tobie; posilże mię, niechaj się ten czart i sługa jego nie chlubi,
jakoby zmazać miał ciało moje, Tobie poświęcone.
Umocnij
duszę moją, abych głowę jego starła słabością płci mojej, mocą
Twoją pokrzepiona. Przyjmij ofiarę tę moją i łzy moje, boś Ty
jest sam Bóg mój na wieki wieków chwalebny. Amen."
I tak, aby zniszczyć ducha czystości w Agacie, Kwicjan kazał
umieścić j ą w domu rozpusty.
Gdy do Katany przyjechała,
starosta ją prowadzić
kazał
w dom jednej pani pogańskiej,
na imię Afrodyzji, która pięć
młodych córek miała, prosząc ją, aby Agatę świętą
słowami
i postępkami łagodnymi tak zmiękczyła i serce jej odmieniła, aby
na ofiarę bogom przyzwoliła, a w tych się świeckich a cielesnych
rozkoszach kochać poczęła. Tedy rozmaitymi
pochlebstwami,
obietnicami, ubiorem, złotem, potrawami, towarzystwem, tań
cami, muzyką, śmieszkami, widokami i błazeństwami, i wszystką
świecką a cielesną łagodnością
wkraść się czart w jej serce
przez oną niewiastę chciał. Ale ona jako mur nieprzebity stała
w tym, co przedsięwzięła,
mówiąc: „Słowa wasze i rozkosze
a obietnice wasze jako wiatry liściom tylko szkodzić mogą, ale
drzewa dobrze wkorzenionego nie obalą. Dom mój na mocnej
skale zbudowany jest; rzeki wasze gruntów jego nie
pobiorą".
I dalej, w niczym nie hamując swej fantazji, przedstawia
Skarga prowadzone przez Kwincjana przesłuchania. Ponieważ
nic mu one nie dają, święta zostaje uwięziona.
Tedy Kwincjanus rozgniewany wieść ją do ciemnego i smrod
liwego więzienia kazał. Szła do więzienia, jako drugie idą do
tańca i do rozkosznego obiadu, polecając Panu swemu wojnę
swoją. (...). Tedy ją na palach zawiesić i bić srodze kazał. A ona
w onych mękach mówiła: „Męki te skarbem mi są; rozkaż dobrze
ciało moje jako plewę od ziarna odbijać; jeśli tym katom nie
rozkażesz dobrze ciała mego zmęczyć, dusza moja wnijść do raju
z zwycięstwem męczeńskim nie może". Tedy upominał starosta
katów onych, aby mocno przykładali, a siekli i drapali
prętami
i żelazami rozmaitymi. A gdy stateczną widział, kazał jej piersi
94
niewieście żelaznymi kleszczami targać tak długo, iż po jednej
stronie wytargane były. Ona cierpliwie
okrucieństwo
ono
znosząc, a Pana Boga chwaląc, tak na starostę woła: „Niezbożny okrutniku, nie wstyd ci tego niewieście obcinać, czegoś san\
u matki pożywał? Wszakże ja mam cale piersi na duszy mojej
którem ja z młodości
Chrystusowi poświęciła".
Gdy tak
zmęczona była, złożyć ją a do więzienia prowadzić
kazał.
Tam będąc w więzieniu, o północy, gdy chwałę Bogu czyniła
Przyszedł do niej Piotr św. w osobie starej a statecznej, lekarskit
słoiki niosąc; a przed nim pacholę z pochodnią. I mniemali, ab)
jaki lekarz do niej przyszedł. I rzecze jej Piotr Św.: „Ten tyran
zmęczył cię, a tyś go swoim męstwem zwyciężyła; obcinać ci
okrutnik piersi twoje kazał, a patrząc na to i ciebie żałując,
przyszedłem cię zleczyć".
(...)
A ona ku sobie przyszedłszy,
a wielką radością
seret
napełniwszy,
modlić się poczęła mówiąc:
„Dziękuję,
Jezu
Chryste, iżeś wspomniał na mnie a posłałeś ku mnie Piotra
Twego Apostoła, który mnie posilił i odnowił ciało moje",
I obaczy, iż jej piersi zleczone a całe zostały.
We wszystkich znanych m i żywotach św. Agaty (gr. agatht
'dobra, wspaniała')
nie pomija się pozbawienia męczennicy
piersi. I we wczesnych przekazach ikonograficznych często
przedstawia się świętą z tacą, którą trzyma przed sobą. Na taq
tej leżą dwie odcięte piersi, jak dwoje oczu, także na tacy,
w wizerunkach św. Łucji z Syrakuz, wielkiej adoratorki swej
poprzedniczki św. Agaty, i jak ona okrutnie torturowanej, a na
koniec zamordowanej. Natomiast, nie wszyscy hagiografowie
- tak jak Skarga - przejmująco opisują cud przywrócenia św.
Agacie piersi przez św. Piotra. Zatem, wracajmy do naszego
narratora; bacząc, co postanowił Kwincjanus, ujrzawszy pierś
jej wszystkie całe:
1
I rozgniewany kazał ogień naniecić, rozpaliwszy skorup]
ostre; na nich i na onym ogniu ciało panieńskie rozpiąć i palić.
W ogniu panienka czysta, prawie wedle imienia Agata, swem
Oblubieńcowi swoją mękę polecała. Iw net że trząść
siu
ziemia
poczęła
(podkreślenie, JO) i wszystko miastu
trwożyć. (...) A lud wszystek zszedł i na starostę wołał prze.
bojaźń onego ziemi trzęsienia, aby panny nie męczył. I przeląkł
szy się Kwincjanus trzęsienia ziemi i ludu, kazał Świętą z ognia
zdjąć a do więzienia prowadzić. A panna chwalebna wchodzą
do ciemnicy, ręce podniosła mówiąc: „Dzięki i chwała Tobie,
Jezu Chryste, iżeś mi dał mężne dla imienia Twego po
stępowanie w tych mękach, a iżeś ode mnie odjąć raczył chuci
świeckie i ciału memu takie dałeś
wytrwanie''.
Długo jeszcze święta dziękowała swemu Panu, nim duszę
swoją w ręce Tego, którego miłowała, oddała. Skarga opisuje
dalej szczegółowo pogrzeb świętej. W e d ł u g kaznodziei, kon
dukt prowadził anioł Boży - pod postacią młodzieńca, mającego
z sobą sto pacholąt pięknie ubranych, którego żaden z опер
miasta (Katanii JO) nie znał. Ponadto Kwincjusz
łakomsW
przeklętemu
dosyć uczynić chciał. Udał się do Panormu, aby
swej ofiary wszystkie majętności pobrać...
Ale spotkała go
sprawiedliwa
pomsta Boża. Przeprawiając się przez rzek?
Psemitę utonął przeklęty łakomca i okrutnik... A tak kończy nasz
hagiograf swą, wstrząsającą opowieść:
Gdy się w rok (po roku) ten dzień, którego umęczona jt&\
wracał, góra ognista Etna wielki puściła ogień, iż płomień*
jako rzeki szły do miasta Katany, a kamienie wielkie jak kuk
ogniste wypadały; i już się wszyscy o spalenie i zgubę mius®
wszystkiego bać poczęli. Tedy nie tylko chrześcijanie, o*
ipogaństwo wszystko do grobu św. Agaty bieżało, przyczynie *
Świętej i obronie się poruczając. I wziąwszy chrześcijanie 0*
płaszcz jej panieński, w którym za żywota pokornie i ubop
chodziła, który na jej grobie dla pamiątki położony był, szlizn^
za mury miejskie i zakładać nim miasto od ognia pocztj
l uczynił
Pan
Bóg
cud.
(piąty już w kolejność '
dopisek i podkreślnie JO). Wnet się ogień, onym płaszcz**
przestraszony, do góry wrócił a nazad uciec
musiał.
1
22
И. 10. Czapla siwa (Ardea cineres L.); rys. Jindrich Krejca, w: Zwierzęta świata, op. cit.,
s. 250 oraz fragment tabl. 102.
Kult św. Agaty we wsiach Ziemi Dobrzyńskiej żywy jest do
dzisiaj. Na co dzień, wizerunki świętej wiszą w miejscach dla
nich wyznaczonych. Ale kiedy zagrzmi w pobliżu, obrazek
świętej zostaje zdjęty ze ściany i wystawiony w oknie. Jeśli się
grzmoty potęgują, kto ma gromnicę, zapalają i też przed oknem
ustawia. Natomiast, gdy gdzieś ogień powstanie, obrazek
świętej wędruje natychmiast na miejsce zdarzenia, by wiatr
odwrócił pożar w kierunku przeciwnym?
To samo źródło
wskazuje na ... podobne znaczenie wrzuconej w ogień soli
i chlebka, poświęconych w dniu świętej, 5 lutego. A miano też
w tym dniu dawać owe specyfiki bydłu do zjedzenia. Mniema
no, że tak, jak zdolne są zmieniać kierunek ognistych pod
muchów wiatru, tak również przeciwdziałać zarazie bydła,
pojawiającej się z wiatrem. Odkąd zarazy przestały nękać bydło,
zanikł obyczaj święcenia chlebków i soli św. Agaty. Rad więc
pozostaję, że ostały się obrazki sławiące naszą świętą i że
utrzymuje się wiara w ich cudowne moce.
Co zaś się tyczy mocy cudownych; miraculum, które spowija
żywoty świętych i które zarazem definiuje ich świętość, to
-chcąc nie chcąc - staję zawsze przed obowiązkiem odwołania
się do światłych i najświatlejszych na ten temat sądów.
Ponieważ najczęściej w tych operacjach objaśniających sens
niraculum, sięgałem do Carla Gustawa Junga albo Mircea
Eliadego, pozwolę sobie obecnie zacytować słowa polskiej
uczonej, której wkład w badanie żywotów świętych nie da się
Prost przecenić:
nie chodzi mi o prawdę
historyczną
ukrytą w lege- „Prawda", jako fakt
historyczny,
interesuje
tylko drugorzędnie.
Natomiast na plan pierwszy wysuwa
? dążenie do odnalezienia tych nasion, z których wyrósł „mit''
w Cecylji, choćby one nic wspólnego nie miały z życiem
nent. Nieprawda
bowiem świata realnego staje się
' raz w wyobraźni ludzkiej prawdą
o napięciu o wiele
jszem, niż wszelkie prawdy niezbite i oczywiste, ale nie
Wtodniające twórczo
fantazji
1
w
z,e
m n i e
Sl
n
£
e
24
X ) r n i u a i e m
Dr? ? '
j u ż wcześniej, że patronem zabezpieczającym
ofi ' , ^ ' ° '
ognia jest u nas obok św. Agaty, św. Florian,
J 'ny sprzymierzeniec niebiański strażaków. Wprawdzie
j ' f i i > którą tu omawiam, nie natrafiłem na ślady tak
czne - jak chociażby na niedaleko położonej Kurpiowszz
)ara
W
w
e r n
czyźnie - popularności tego świętego, to pragnę parę słów
powiedzieć o n i m gwoli wyjaśnienia sobie, jakie w grę wchodzą
(w przypadku świętych patronów związanych z żywiołem ognia
i wody) owe nasiona mitotwórcze, wskazywane przez Cezarję
Baudouin de Courtenay-Erenkreutz-Jędrzejewiczową.
Otóż w żywocie św. Floriana odnajdujemy coś, co można by
uznać za owo nasienie. Wydaje się, że jest nim, podobnie jak
w żywocie św. Jana Nepomucena, okrutny mord, odbiegający
od rytuałów wykonywania w starożytności i średniowieczu
wyroków kary śmierci, a przeprowadzony z zachowaniem
wszystkich, najważniejszych w tym mordzie reguł. Oto one:
- prowadzenie ofiary pod strażą na most,
- na moście, umieszczenie ofiary w worku,
- zawiązanie owego worka,
- wrzucenie go do głębokiej rzeki.
Albo inna wersja stopienia, jak mówią do dziś w Murzyno
wie, mając na myśli topienie we Wiśle psów, kotów oraz...
ludzi:
- prowadzenie ofiary pod strażą na most,
- wiązanie dużego kamienia do szyi ofiary,
- spychanie jej do nurtu rzeki.
Egzekucję poprzedzają tortury. Torturze ognia; przypalania,
poddana została ze skutkiem śmiertelnym, ś w . Agata i bez
takiego wyniku, święci Florian oraz Jan Nepomucen. Zatem,
związek świętej z ogniem jest jednoznaczny i potwierdzają go
cuda uśmierzające ten żywioł. Natomiast w przypadku świę
tych, Floriana i Jana Nepomucena, tej jednoznaczności nie ma...
Chociaż obaj giną utopieni w wodzie, ich role opiekuńcze stają
się różne; jak ogień i woda. Jasność, jaka rozgorzała nad Pragą,
kiedy świętego zrzucano z mostu do Wełtawy, mogłaby również
kierować uwagę na żywioł ognia, jednakże, męczennikowi
powierzono troskę o żywioł wody oraz... stan mostów. Nie
istnieje więc jakaś stała reguła łączenia świętego protektoratu
z rzeczywistością realną.
Przenikanie od niespełna 3^1 lat, głównie do naszych
zamerykanizowanych subkultur młodzieżowych, zwyczaju
przesyłania w dniu św. Walentego, 14 lutego, kartek miłosnych,
walentynek, pozwala przyjrzeć się, interesującemu nas nasieniu
mitotwórczemu
całkiem z bliska i dokładnie. Oto w Polsce,
w kraju o starszych i znacznie bardziej okrzepłych niż w USA
95
praktykach czczenia katolickich Świętych Pańskich, pojawia się
nagle - ni z gruszki, ni z pietruszki - propagowany przez
niedouczonych dziennikarzy w radio, T V , prasie zimowy hit,
walentynki. Wielkiej zacności święty, kapłan męczennik, ścięty
w 269 r. w czasach prześladowań chrześcijan za panowania
cesarza Klaudiusza I I Gota; orędownik wytrwania w okolicz
nościach najcięższych, śmiertelnego zagrożenia (od powietrza,
głodu i wojny zachowaj nas Panie, por. wyżej), opiekun
cierpiących ludzi i zwierząt (u nas nie tylko chorych na
padaczkę), lekarz niebiański wszelkich chorób; czczony w Pol
sce od niepamiętnych czasów (święty patron diecezji przemys
kiej, mający swoje relikwie i sanktuarium w Krobi w ar
chidiecezji poznańskiej), ni stąd, chociaż zowąd, z poręki
animatorów życia na luzie, staje się, po prostu rajfurem!
I zapewne, za jakiś czas, nikt j u ż tu, w tej biednej Polsce, nie
będzie inaczej patrzał na św. Walentego, jak na tego, który
sprzyja schadzkom, zalotom itp.; czyli, na słodkiego stręczycie
la, lest to całkiem możliwe (zasadnicza zmiana orientacji
w kulcie świętego), ponieważ ostała się u nas o nim pamięć
tylko w ośrodkach prowincjonalnych, szczególnie - niestety
łasych - na wszelkie nowinki. Wszak to również w nich - jak
w Rokiciu - przedkłada się nad prastare, lokalne zwyczaje,
nowe fascynacje. Nie zdziwiłbym się wcale, odwiedzając
bardzo mi bliski kościół gotycki w Krzynowłodze Wielkiej,
gdybym w jego głównym ołtarzu zastał, nie ciemny obraz
stareńki męczennika, kapłana z uniesionymi ramionami w geś
cie błogosławienia, lecz lśniącą świeżością kopię obrazu Matki
Boskiej Częstochowskiej. Rodzi się jednak pytanie, czemuż to
św. Walenty stał się już dawno temu w Anglii, powiernikiem
spraw sercowych, a u nas przypadło mu troszczyć się o coś
zupełnie innego. Otóż jedną z odpowiedzi na to zapewne trudne
pytanie jest mniemanie, że niegdyś również w Anglii uchodził
św. Walenty za opiekuna chorych. I , że zmiana pełnomocnictw
świętego nastąpiła w czasie, gdy w kościele anglikańskim
osłabło, a nawet zanikło znaczenie sanctorum, a jednocześnie
- rozwijało się dynamiczniej niż w naszej części Europy,
piśmiennictwo, oświata czy, mówiąc najogólniej styl życia.
Z powodu walentynek wywoływane są takie słowa, jak...
Szekspir, Hamlet i . . . oszalała Ofelia! Chodzi o tę jej piosenkę,
śpiewaną po śmierci swego ojca, Poloniusza (zabitego tragi
cznie przez Hamleta). Ofelia śpiewała stare piosenki o śmierci,
ale też o miłości:
25
Dzień dobry, dziś święty Walenty.
Dopiero co świtać poczyna,
Młodzieniec snem leży ujęty,
A hoża doń puka dziewczyna,
Podskoczył kochanek, wdział szaty,
Drzwi rozwarł przed swoją jedyną!
1 weszła dziewczyna do chaty,
Lecz Z chaty nie wyszła
dziewczyną.
Przekład J. Paszkowskiego.
Chwalebny ludyzm, czy nawet zniewalająca frywolność
proponowana jest (adresatem staje się przede wszystkim mło
dzież) nie tylko w stosunku do zapoznanego, pojedynczego
świętego, ale również wobec dnia Wszystkich Świętych.
W przeddzień tego szczególnego dnia w roku, w I I I programie
PR - 1995, zaproponowano słuchaczom rodzaj komparatystycznej refleksji, „dzielenia się uwagami i własnymi spostrzeżenia
m i " o Halloween (głównie w Anglii, USA i Kanadzie) oraz
o naszym Święcie Zmarłych. Już po pierwszych głosach
słuchaczy, telefonujących do trójki, dowiadujemy się od osób,
którym dane było przez jakiś czas mieszkać w Stanach
Zjednoczonych Ameryki Północnej lub w Kanadzie, że tam
ludzie umieją się bawić i nie przeszkadza im to, iż zabawa
łączona jest z dniem pamięci o zmarłych. Natomiast my
96
Ośmieliłem się po raz
jesteśmy z natury ponurzy i uwikłani w stereotyp zachowań juj Wszystko w rękach Opatrzności...
dziś staroświeckich... Nie ulega kwestii, że zdolności ludycznt pierwszy od tytułu wywołać to przenajświętsze słowo, bowiem
Opatrzności,
mych rodaków budzą wiele zastrzeżeń. Wszelako niezaleczont chodzi o (jej) wyroki. Wszak powiadamy: wyroki
rany po holokauście oraz innych jeszcze rodzajach ludobójstWj tak jak, boskie wyroki, czy Boże wyroki. M ó w i m y również:
tylko dzięki Opatrzności,
wszystko dzięki
z najnowszej tylko historii kraju, jakoś u s p r a w e d l i w i a j ą - t a k si( dzięki Opatrzności,
przynajmniej wydaje - pewne nasze ograniczenia ludyczne, Opatrzności, tylko Opatrzność mnie uchroniła itd. Wyznania te
szczególnie w dniu 1 listopada oraz 2 listopada, Zaduszek; redukują powinności przypisywane świętym, ujmują im ową
święta, niczym dzielenie się opłatkiem, istniejącego tylkt patronacką rolę w ochronie przed nieposkromionymi żywioła
w Polsce!!! Dodajmy, że Halloween jest wigilią właściwego AU mi. Istniał czas przejmowania w wierzeniach od istot towarzy
Souls'Day czy Hallowmas, czyli dnia Wszystkich Świętych. Tt szących, utożsamianych z żywiołami ich mocy przez Świętych
zupełnie odmienne w nastroju - jak Wielki Piątek i Wiellcj Pańskich. Ale nastał też czas by mówiono nie o wyrokach
a tylko
opatrznoś
Sobota na Wielkanoc - kategorie czasu rozdziela pora snu. I щjanowych, agatowych, florianowych,
Porażeni gromem, topielcy, jako też pewnie
nic tu się zdadzą uwagi czołowego ludysty, Johana Huizingi, że; ciowych.
Pojęcia zabawy i świętości zawsze są ze sobą związane}** Nieco przestudzeni wiatrem, to według kołaczących się - tu i ówdzie
konkretniejsze i ściślejsze, chociaż nie egzemplifikowane Świę. -przekonań, ofiary Samej Opatrzności, której tajemnicy nigdy
tern Zmarłych, jest postrzeganie przez A n n ę Zadrożyńską zi nie poznamy.
R. Calillois, w świętach współczesnych stałej obecności czte
rech elementów: ryzyka, aż po granice ludzkich możliwości,
Asenizatorzy niebiańscy
czyli igranie ze śmiercią, agon; zdawania się na los szczęścia
(czaplińce, gęsińce, kormorańczyska i łabędziska)
przypadek, alea; naśladowania, aż po zachowania stadne
mimicry oraz oszołomienia, illinx. O istnieniu, jako zupełnit
Oto jeden z jesiennych poranków w świecie samej wilgoci,
nadrzędnej kategorii, w stosunku do wymienionych elementów, przenikającej do szpiku kości. W y c h o d z ę przed chatę i wnet do
czy nawet znaków; spełnieniu, poczuciu świętości itd. wymie niej wracam sprawdzić, czy czegoś przy ogniu nie dopatrzyłem,
nieni autorzy nie mówią nic. Istnieją jednakże oprócz homt bo mgły nad dachem niczym dym przy pożodze się kotłują.
ludens takie określenia, jak homo viator lub homo religiosut, I znowu wchodzę przerażony aby sprawdzić. No, nic się nie pali.
które umożliwiają uzyskanie perspektywy nieco rozleglejszej Ale ponad strzechą nadal się kotłuje, jakby dym się spod niej
aniżeli to, co się kojarzy ze słowami zabawa, zabawny. Chybi wydostawał. To jednak nie dym lecz mgły, ruchome mgły. Idę
również Huzinga był bliski takiemu pojmowaniu rzeczy, kiedj nad brzeg zobaczyć, czy jest jeszcze w Jeziorze woda. Bo skąd
w swym sławnym dziele, dostrzegł świętych, wprawdzie tylko jej się wzięło tyle dookoła i wysoko ponad mną. Dochodzę do
dwóch, a wśród tych dwóch św. Franciszka z A s y ż u . . .
brzegu i widzę - tam gdzie była jeszcze wczoraj woda - zwały
muszli, same muszle. Jednak coś zamajaczyło. W porządku, tam
Przy końcu omawianej tu rozmowy radiowej, zabrał głos
dalej widać pomarszczoną krawędź wody. Jezioro jeszcze
słuchacz, który parę lat spędził w Kanadzie. Mówił o osob
całkiem nie wyschło. Cisza. Wszystkie Aves, czyli ptaki, milczą.
liwych sposobach nie akceptowania nachalnych wizyt po
A przecież Jezioro całkiem nie wyschło. Również od strony wsi
domach wesołych przebrańców w wieczór Halloween. Otóż ab)
nie dochodzą żadne odgłosy. To zrozumiałe, jest niedziela.
przyjąć nieproszonych gości, przygotowuje się jakieś, tamtejsze
Mijają godziny, coraz jaśniej, coraz więcej widać wody.
szczodraki, ciasteczka. Zamiast jednak rodzynków są w nich.,
Otwiera się nad nią przestwór nieba, ale nie dzieli go od wody
pinezki.
linia horyzontu; las, domy, kościół w Duninowie, codziennie
Wkrótce po tej radiowej próbie oswojenia się z czekającym
widoczne. Tam, gdzie powinien być horyzont, białawo błękit
nas, polskim Halloween, telewizja wznowiła głośny film Ton)
nawa łagodna całość, odległa, nieskończona jak ów niebiański
Richardsona The Hotel New Hampshire. W filmie tym możni
przestwór. Odrealniony, nie całkiem mając pewność, że jestem,
obejrzyć scenki z Halloween w Nowej Szkocji (Kanada). Jak
zawracam znad brzegu, staję na wzgórku przed tą chatąu nas w okolicach Mławy albo Płocka, w czasie adwentu lub
Muzeum i spoglądam w dół, wciąż w stronę sprawcy tego
zapustów, kanadyjscy psotnicy przyspasabiają się do Hallowe
zamętu, wód Jeziora, żywiołu wciąż zaskakującego...
en, robiąc strachy z wydrążonych dyń podświetlanych świecz
I nagle - kiedy blisko południa, poprzez mgły przebiły się
kami. Różnica jedynie taka, że oni drążą dynie rozumnie od
góry. I dzięki temu jest na czym ustawić świeczkę w dyni- promienie słońca, i się zazłociło, i się zaróżowiło, słysząc bicie
Natomiast nasi, uparcie drążą dynie od dołu i na koniec maja dzwonów na Anioł Pański w kościele duninowskim - zobaczy
kłopot z zamocowaniem świeczki. Ale owe strachy z dyń, to łem je... Zaczęłem je od razu liczyć. O rany, jest ich pięćdziesiąt,
idealnych między sobą odstępach, mniejszych niż metr, nie
tylko niewinna zapowiedź prawdziwej grozy. Richardson
odważył się ukazać, uświęcony przez Halloween obyczaj, płyną, siedzą łukowatym rzędem na wodzie, tuż tuż przy brzegu.
stawania się z wyrostka mężczyzną. Gromada uczniów gwałci Łabędzie! Widywałem je wcześniej nad Jeziorem, kiedy ciężko
w lesie swą koleżankę. Poczekajmy do najbliższego ŚwieU sapiąc leciały na swe łabędzisko, żerowisko na Skrwie w poblis
Zmarłych, może - tym razem - Radio dla Ciebie, lub Radio Z, kim Cierszewiu. Raz ich było 18, innym razem tylko 13.
dzisiaj, jest ich tu 50. Jest ich tak wiele, ale żaden z tych
zarysuje perspektywę wesołego Halloween, jako jedni życia
i śmierci, wszak miłość, to śmierć. A pojęcie zabawy i świętoło Ptaków nie wygląda tak samo. Jeden wyciąga prosto szyję do
8°ry, a obok niego drugi ma szyję skręconą do dołu i dziobem
zawsze
są ze sobą związane. M o ż e jednak nie zawsze?
gmera w wodzie dookoła siebie. Trzeci, wygiął szyję za siebie
glebie dziobem w piórach, aż do kupra, pod łapę, którą tam
obie położył. Co drugi lub trzeci w taki właśnie charakterysyczny dla łabędzi sposób siedzi na wodzie, tylko j e d n ą łapę
Zbliżamy się do końca tego szkicu i wypada sięgnąć d°
I
J mając. Co za przepiękny widok. Widzą mnie te
jakiejś konkluzji. Ta, która się naprasza, nie jest niestety
^ edziska i nic nie zamierzają. Jedne z tych łabędzi tkwią
pogodna. Nic nie wiadomo, co nas jutro w wymiarze zachowali
zupełnym bezruchu, a inne coś czynią skrzętnie, to w swych
zbiorowych spotka. Całkiem jest prawdopodobne, że nasion*
bt u - '
° d z i e . Nadal łączy się ona z niebem w jedną,
mitotwórcze zza oceanu przemodelują naszą wyobraźnię i oby
itnawą całość. Rozdzielenie tych odrębnych światów naczajowość w takim wymiarze, iż zapomnimy o sensie Wszy*
y Pewne za czas jakiś. M o ż e pod wieczór? Na razie więź tę
kich Świętych i relacjach między niektórymi z nich a żywioł";
^ j Z y m u j ą również ptaki. Ich białe pierze promienieje złotom i ; od czasów starożytnych, zawsze czteroma, rudymentarnУ
mi i różowościami przenikającymi z nieba.
składnikami natury - ogniem, wodą, ziemią oraz wiatrem21
28
29
w
A
1
n i e
t 0
-
?
2a
I1l,1
w
w
Nadszedł wieczór. Łabędzie odpłynęły na drugi, duninowski
brzeg. Dołączyły do swych braci i sióstr. Jak paciorki z pereł
- naszyjnika, siedzą na wodzie w równych odstępach. Dobra
widoczność pozwala policzyć ptaki. Jest ich tam pewnie
z dwieście. Ponad nimi, lekceważące wszystko, krążą wrzask
liwe mewy.
Wart dawnej Wisły skierował pod duninowski brzeg zasoby
wszelkiego pożywienia, spływające z naszych miast wciąż bez
oczyszczalni ścieków. Tu na środkowej części Jeziora wytraciły
swą prędkość, tworząc niewyczerpaną spiżarnię. Biała piana,
stwardniała jak w... ciasteczkach zwanych bezami, okalająca
łachy muszli, żwiru i piasku, może się kojarzyć z oddali
z lagunami raf koralowych, tych miejsc na świecie do których
już nigdy nie wrócę.
Już dawno zaszło słońce, pociemniało. Spuszczam łódkę na
wodę i płynę na środek Jeziora. Przestaję wiosłować i kładę się
na dnie tej łajby brzuchem do góry. Z pozycji tej, mogę
zobaczyć to, czego wcześniej w najlepszych nawet filmach
ornitologicznych nie widziałem. Oto na tle bezmiaru nieba,
stosunkowo blisko, zaledwie kilkadziesiąt metrów, podziwiam
lot czapli siwej (Ardea cinerea L). Lecą pojedynczo, albo
nielicznymi grupami, to 3, to 5, to paręnaście. Jak one pięknie
wyglądają. Ich długie szyje nie są w locie - jak u wielu innych
wielkich ptaszorów - wyciągnięte z potężnym dziobem do
przodu, lecz osobliwie do tyłu podkurczone. W i d z ą mnie te
ptaszyska i lekceważą z całą bezwzględnością. Ich kraknięcia,
niczym głośne odkaszlnięcia, odbieram niczym splunięcie na
widok niegodziwca. Jakże inaczej te przepiękne ptaki będą się
zachowywały za dnia na widok człowieka...
Po pracowitym dniu wracają do swych czaplińców. W po
bliżu Murzynowa znajdują się dwa. Największy, na Kępie
Biskupickiej. Zaanektowały j ą nie kiedyś dawno temu, lecz
przed niewielu laty, w czasie stanu wojennego w kraju!
Wówczas dopełnił się bezmiar naszych nieczystości w Jeziorze
i pierwsze klęski żywiołowe; śniecie wielkich ławic ryb. Stało
się to w miejscu, gdzie jeszcze przed kilkudziesięciu laty
płynęła woda, którą pito i nie wszyscy wieśniacy w swych
obejściach musieli mieć studnie. Niebywała kolekcja w Muze
um Murzynowa nosiłek do wody - szundów oraz żelaznych
kolców - szkrabaów, wiązanych pod buty, aby o każdej porze
roku można było korzystać z rzeki, tak, z NASZEJ N I E
GDYSIEJSZEJ U K O C H A N E J , OPIEWANEJ PRZEZ POE
T Ó W W I S E Ł K I , poświadcza niezbicie ten niewyobrażalny dziś
dla nas fakt.
Nastał kolejny dzień. Jeszcze zaspany, wychodzę na brzeg.
Czaple natychmiast oderwały się od swych stanowisk. Nawet te,
które w swoim buddyjskim spokoju trwały gdzieś na podwod
nych karpach, oddalonych na blisko... kilometr. Dlaczego?
Odpowiedź jest chyba najprostsza. Nasi chwaccy myśliwi
strzelają do nich... dla wprawy. Udaje się to i m tylko w stosunku
do młodych! To są szkodniki. Zjadają ryby, argumentował mi
jeden ze światlejszych łowców, selekcjonerów, elektronik
z zawodu. Boże ty mój na wysokościach oświeć naszych
barbarzyńców, dzikusów. Tych szalonych Indian. Oto nasi
dawniejsi i dzisiejsi Indianie. Listę sporządziłem dzięki łas
kawości, nieocenionego znawcy przedmiotu, Lecha Mroza.
Zaznaczam, że chodziło będzie wyłącznie o ... pióra ptasie
- symbole kulturowe! A nie o zwykłe żarcie. Mięsa orła, sokoła
oraz naszej zacnej czapli (...chodzi czapla po desce,
opowiedzieć
ci jeszcze?) nie jadano kiedykolwiek.
- S Z L A C H E T N O Ś Ć lubo tylko przynależność do szlachty,
czaple pióro przy jakimści nakryciu nobilitowanej łepetyny.
- W Y T W O R N O Ś Ć lub tylko pospolita damska elegancja,
kapelusiki z rajerami; puch czapli białej (niem. Reiher czapla).
- W A L E C Z N O Ś Ć , kapelusze górali podhalańskich, kapelu
sze formacji wojskowej, Strzelców Podhalańskich, pióra orle,
sokole; dziś indycze, uzupełniane gęsim puchem.
97
"1
- C H E Ł P L I W O Ś Ć , P R Ó Ż N O Ś Ć , ale również POSZANO
W A N I E T R A D Y C J I ; P O L S K O Ś Ć N A O B C Z Y Ź N I E , krakus
ka z piórem pawim. A w ogóle z powodu tego tylko pióra pisać
można by w nieskończoność. W oświeconej Europie jest
symbolem N I E S Z C Z Ę Ś C I A (wszystko z powodu trwałej pa
mięci o losie Argusowych Oczu); w Chinach, A z j i , S Z C Z Ę Ś
CIA...
Pominę tu sójcze piórka i inne, łącznie z pióropuszami stroju
paradnego górniczego stanu.
Stroić się w piórka..., to powiedzenie, mówiące o próżności
ludzkiej nie towarzyszyło m i , kiedy zbierałem do Muzeum,
niczym myśliwskie trofea, wyliczam: porzucone w krzaki przez
naszych myśliwych skrzydła ubitych kaczek; pióra i całe
skrzydła pewnego bocianka (wychowywał się w gnieździe na
słupie telefonicznym, kiedy zaczął już latać, pomylił słupy,
usiadł na pobliskim, lecz innym); skrzydła sowy i łabędzia,
które się zatruły powietrzem skażonym wyziewami z płockiej
petrochemii; skrzydła młodej czapli zastrzelonej dla wprawy.
Trofea te moje zamocowałem u wejścia do Muzeum, a z naj
większą czułością wyeksponowałem, resztki czapelki, zabitej
o zmierzchu na moich oczach.
To czym dla nas jest czapla, nie było tym samym dla innych.
Czapla w Egipcie niekiedy uważana za świętego
ptaka;
również ptak Benu (feniks) czasami przybiera postać czapli. Ze
względu na jego długi dziób spotykamy czaplę
niejednokrotnie
jako symbol zgłębiania
ukrytej
mądrości,
z dru
giej zaś strony - ciekawości
(która wszędzie wtyka swój
długi dziób). W średniowieczu,
podobnie jak inne zwierzęta
niszczące węże, czapla była symbolem Chrystusa. Szara czapla,
ze względu na jej popielate upierzenie, uchodziła za symbol
pokuty.
Ponieważ wg Pliniusza czapla może płakać z bólu,
przeto symbolicznie łączono ją także z Chrystusem na Górze
Oliwnej.
W zasadzie mogłyby dane te wystarczyć dla wyobrażenia
sobie dzielącej nas (światłych) odległości od mrocznych wyob
rażeń ludzi niecywilizowanych. Ale, spełniając ewentualne
zaciekawienie ptakiem, którego nasi myśliwi odstrzeliwują dla
wprawy, wprowadzę jeszcze i tę wiadomość.
Feniks u Egipcjan ptak święty (Benu lub Boinu), przed
stawiany pierwotnie jako pliszka, później jako czapla
lub
złoty sokół z głową
czapli;
uchodził za ucieleśnienie
boga słońca (który przy powstawaniu świata miał osiąść щ
prawzgórzu), codziennego obiegu słońca i dorocznego wzbiera
nia Nilu. To odniesienie do ciągłej
odnowy.
Grecy,
Rzymianie i w końcu chrześcijańscy
Ojcowie Kościoła (przede
wszystkim w związku z Fizjołogusem;
księgi przyrodoznawcze,
mające swój początek w piśmiennictwie
z Aleksandrii)
przenie
śli na szeroko rozpowszechniony
symbol ptaka, który po
określonych odstępach czasu (co 500,1000 lub 1461 lat) sam się
spala i powstaje na nowo z popiołów.
W tym znaczeniu jest
symbolem Chrystusa, jak też ogólnie przezwyciężającego
śmierć
zmartwychwstania i
nieśmiertelności.
Cóż więc pozostaje? A no zamknąć księgę Świętych Pańs
kich. Kończy j ą św. Zyta. I co? Okazuje się, że od dwunastego
roku życia była przez 42 lata (ok. 1230-1272) w Lucca
u zamożnej rodziny Fatinellich tylko służącą.
30
31
PRZYPISY
Por. Claude L e v i Strauss, Jan Jakub Rousseau, twórca nauk humanistycz " Por. K s . Wincenty Zaleski sdb, Święci na każdy dzień, wydanie uzupeł
nych, przekład Leszek Kolankiewicz, „ T w ó r c z o ś ć " , R. X L , nr 6(463), 1984, s.
nione, Wydawnictwo Salezjańskie Warszawa 1995, s. 408-409
83-84
Por. Piotr Skarga, Żywoty Świętych, wybrał, opracował i w s t ę p e m opatrzył
Aleksander Bruckner, objaśnia tak to s ł o w o : 'rana, uderzenie, kara', z łac.
Marian Kozielski, wybór I, Wydawnictwo P S B & Perfekt Kraków 1994, s. 171
płaca. I w e d ł u g t e g o ż , drugie znaczenie s ł o w a łacińskiego plaga, 'strefa,
Skrajne przejawy tego synkretyzmu m o g ł e m poznać w kurpiowskiej wsi
okolica'. Stąd franc.plage, czyli nasza 'plaża'. I kto by pomyślał, że mucharów
Brodowe Łąki. W miejscowym k o ś c i e l e pod wezwaniem Przemienienia
plaga na plaży s i ę - pod w z g l ę d e m s ł ó w pochodzenia - r ó w n o w a ż y . Słownik
Pańskiego przetrwał obrządek wotywny, w którym mistyczne przemienienie
etymologiczny języka polskiego, W P Warszawa 1970 s. 280
zostało przetworzone w z m i a n ę na lepsze... hodowanych zwierząt, wyłączając
tylko świnie. Por. Jacek Olędzki, Ofiara, zapis filmowy 1961, Archiwum
' Por. Świat zwierząt, praca zbiorowa, przekład ze s ł o w a c k i e g o Małgorzata
P a ń s t w o w e g o Muzeum Etnograficznego w Warszawie; tenże, Wota woskom
Cymerman, P W R L Warszawa 1983, s. 194
4
ze wsi Brodowe Łąki i Krzynowłoga Wielka, „Polska Sztuka Ludowa'', R. XIV
Por. Nowa księga przysłów i wyrażeń przysłowiowych polskich pod
1960, nr 1, s. 3-22
redakcją Juliana K r z y ż a n o w s k i e g o , P I W Warszawa 1970, t. I I , s. 770
1
2 0
2
21
5
1
7
8
Por. Wielka Encyklopedia Powszechna P W N , Warszawa 1964, t. 4, s. 465
Por. T a m ż e , t. 12, s. 717
Por. Maria Frankowska, Mitologia Azteków, W A i F Warszawa 1987, s. 206
Zanotowane przez panią dr Jadwigę Tomalkiewicz; serdecznie dziękuję.
* Por. Aleksander Bruckner, op. cit.
2 2
2 3
2 4
Por. K s . Wincenty Zaleski, Święci..., op. cit. s. 7 8 - 7 9
Por. T e n ż e , tamże, s. 79
Por. Cezaria Baudouin de Courtenay-Ehrenkreutz, Święta Cecylia. (Przy
czynek do genezy apokryfów), „Lud", t. X X I : 1922, s. 104
2 5
Nasi duchowni autorzy najnowszych opracowań ż y w o t ó w świętydi
dostarczają niekiedy d o w o d ó w mylnego, czy też ograniczonego rozumienia
Sprzymierzonym: Danuta Martyn,
rodzimej tradycji kultu ś w i ę t y c h . W przypadku Św. Walentego - chcąc nie
Wiatry miejscowe i regionalne, nazewnictwo i charakterystyka, „Prace i Studia
chcąc - włączają się do niezbyt z b o ż n e g o dzieła, jakim jest w świecie,
Instytutu Geograficznego Uniwersytetu Warszawskiego", zeszyt 22, War
a w dodatku masowe, rajfurzenie. Zapewne, panuje tu spore zamieszanie. S«<l
szawa 1977, s. 244
" Por. Joseph Conrad, Zwierciadło morza, przekład Aniela Zagórska, P I W i modlitwy proponowane na ten dzień, zdają s i ę b y ć nieco dziwne: Wszechmoc
1 0
O wietrze, który p o m i e s z a ł szyki
ny i miłosierny Boże, dzięki Twojej pomocy Św. Walenty zwycięsko opad Я
Warszawa 1963
C e g ł y nawet nie najprzedniejszej jakości (kopciatka, niedopałka), jakich torturom. Pomóż nam, którzy świętujemy jego triumf, zwyciężyć podstęp
działania naszych wrogów. Amen. Por. O . Hugo Hoever, Żywoty..., op. cit. s.
użyto przy budowie k o ś c i o ł a w Rokiciu, w wiekach X I I I i X I V stanowiły
Por. Johan Huizinga, Homo łudens. Zabawa jako źródło kultury, przeklą
materiał, skromnie m ó w i ą c luksusowy. Por. J. Olędzki, Znaki istnienia, „Polska
Maria Kurecka i Witold Wirpsza, Czytelnik Warszawa 1967, wydanie 1985,1
Sztuka L u d o w a " , R. X X X I X : 1985, nr 1-2, s. 3-21.
Sebastian Flizak, Notatki etnograficzne z okolic Mszany Dolnej, „ L u d " , t.200
33: 1935, s. 24-25
Por. Anna Zadrożyńska, Homo faher i homo ludens. Etnologiczny sz
12
2 6
0
2 7
14
Pod koniec lat siedemdziesiątych w Łapszach N i ż n y c h kolo Nowego
Targu, przebywając w tej wsi trzykrotnie, miałem okazję w i d z i e ć o s o b ę , której
przypisywano tę o s o b l i w ą rolę. M ę ż c z y z n a niepokaźnego wzrostu, mający
mniej niż pięćdziesiąt lat; błąkał się po wsi i rzucało się w oczy, ż e kryje w sobie
n i e s z c z ę ś c i e . Istotnie, w młodości stracił narzeczoną. Zginęła w tartaku
przecięta piłą.
" Joanna Tokarska-Bakir, Ponowoczesność okolic Przemyśla, Wystawa
w Pałacu Kazimierzowskim Uniwersytetu Warszawskiego. Materiały z K a l
warii Pacławskiej i okolic.
" Por. Jacek Hugo-Bader, Modliwa Gombodżawa, „Gazeta - Magazyn", nr
41 (137), październik 1995, s. 8
Wystawa, Ponowoczesność, Warszawa 1994.
" Por. O. Hugo Hoever, Żywoty świętych pańskich, Warmińskie Wydawnic
two Diecezjalne Olsztyn 1989.
17
98
0 pracy w kulturach tradycyjnej i współczesnej, P A N Warszawa 1983, s. l
1 nasi.
Por. Gabriel Marcel, Homo viator. Wstęp do metafizyki nadziei, przek
Piotr Lubicz, I W Pax Warszawa 1984; tenże, Być i mieć, przekład tegoż, tam*
Warszawa 1986
a
2 9
J . Huzinga, op. cit. s. 199-200 ( ś w . Franciszek z A s y ż u ) , s. 219 ( i *
Augustyn).
Por. Marianne Oesterreicher-Mollwo, Leksykon symboli, przekład Jera
Prokopiuk, Wydawnictwo R O K Warszawa 1992, s. 26
" Por. M. Oesterreicher-Mollwo, op. cit. s. 41^12
W cytowanym Leksykonie symboli jesl o c z y w i ś c i e hasło Ł a b ę d ź ; obszefl
i poruszające podobnie g ł ę b o k o jak hasło C z a p l a . Nie ma zaś o ptaku, ktfr!
pojawił się gromadnie po łabędziach i czaplach, panosząc się zawzięcie. I**
ptak, to kormoran...
3 0