fc5729e1b4d695a7537a152156c3209d.pdf
Media
Part of Recenzje i noty recenzyjne / LUD 2001 t.85
- extracted text
-
Lud, t. 85, 2001
RECENZJE I NOTY RECENZYJNE
Etsuo Yo s h i n o, Polscy chłopi w XX wieku. Podejście mikro--deskryptywne, Wydawnictwo Naukowe Semper, Warszawa 1997.
Oto leży przede mną książka - nie waham się użyć tego słowa - doprawdy wyjątkowa. Autorem jest badacz japoński - Etsuo Yoshino - profesor ekonomii uniwersytetu
Hokkaido w Sapporo. Książka zaś nosi tytuł Polscy chłopi w XX wieku (na razie pominiemy podtytuł). Mamy więc jakby pracę o zacięciu podsumowującym. Przede wszystkim
musimy przyznać, że bardzo rzadko zdarza się taka sytuacja, abyśmy to my sami (Polacy)
stawali się obiektem badań naukowców z zewnątrz i to pochodzących jednak z innej kultury. A tutaj przyjeżdża japoński badacz i proponuje sumującą pracę o polskich chłopach
w XX wieku. I nagle zostaje odwrócona klasyczna sytuacja "my" - "oni". Teraz możemy
spojrzeć na siebie jako na "onych", czyli obcych. Na to, jak spostrzegają nas inni. I jest to
doświadczenie zupełnie zdumiewające. Bo okazuje się, że to, co oczywiste dla nas i proste,
staje się zaskakujące dła badacza z innej kultury. Oczywiście, to, że nie rozumie się tak
dokładnie obcej kultury, jest konstatacją tyleż prawdziwą, co banalną, ale Yoshino po prostu - poprzez odwrócenie sytuacji badawczej - unaocznia tę prawdę doskonałe. Proszę
bowiem chociażby spojrzeć na taki cytat: "Sergiusz urodził się w 1864 roku. Po ślubie
opuścił dom rodzinny Domańczyków, oddalony 30 km od wsi Toczonek, i zamieszkał
u swojej żony, Julianny. W Polsce w przypadku, kiedy mąż zamieszka w domu żony, zachowuje swoje nazwisko, natomiast w Japonii w takiej sytuacji pan młody przeważnie
przyjmuje nazwisko żony i staje się zarazem przybranym synem tej rodziny. Julianna Czajkowska, jako że została żoną Sergiusza, zmieniła nazwisko na Domańczyk, co w Polsce
jest normalne" (s. 41). Cytat ten pokazuje zarazem, że pewna oczywistość kulturowa
w oczach badacza z innej kultury urasta do rangi problemu, a dodatkowo doskonale okazuje się, że wysnute wnioski dalekie są od rzeczywistości. Bo przecież z przytoczonego fragmentu wynika, że w Polsce mężczyzna zachowuje swoje nazwisko, gdy przeprowadza się
do domu żony, gdy tymczasem zachowuje je bynajmniej nie z tego powodu. Miejsce zamieszkania nie ma tutaj absolutnie nic do rzeczy.
Tego typu dowodów na nieprzekładalność kultur jest w książce sporo. Są to bardzo
ważne doświadczenia, gdyż właśnie w ujęciu "my" jako "oni" możemy zobaczyć, jakie
pułapki czyhają na badaczy opisujących obcą kulturę. Nie ma żadnego powodu sądzić, że
nasze własne prace opisujące obcych, niekonsekwentnie wyjaśniające i analizujące zjawiska, są tego typu nieporozumień pozbawione.
Interesująca była dla mnie zawsze także sama sytuacja, jaką pozostawia po sobie badacz w obcej kulturze. Możemy użyć tutaj kolokwialnego zwrotu, że wieś, w której robił
badania Yoshino, nigdy nie będzie już taka sama jak przed nimi. Japoński badacz, wyglądający przecież inaczej (a więc tym bardziej postrzegany jako obcy) i zamęczający chłopów długimi żmudnymi rozmowami (o metodzie pracy napiszę poniżej), musiał pozostawić ślad po swojej obecności. Oczywiście, taka sytuacja dotyczy każdych badań w obcej
kulturze, ale w tym wypadku łatwo wyobrazić sobie badania w tej samej miejscowości na
temat tego, co sądzą ci sami chłopi o Japończyku. Jestem pewien, że byłby to niecodzienny
materiał.
Wróćmy jednak do samej książki. Powiedzieliśmy już, że tytuł sugeruje pewne całościowe spojrzenie na historię chłopów polskich w XX wieku. Nie wiem, czy którykolwiek
z polskich badaczy pokusiłby się obecnie o podobnie zatytułowaną syntezę. Zapewne dużo
łatwiej przyszłoby pisać podobne dzieło właśnie o obcych niż o nas samych. I dlatego Ja-
336
pończyk nie ma żadnych obciążeń w stosunku do tak zarysowanego tematu. Spójrzmy więc,
jak to wszystko zostało skonstruowane, a zapewniam - jest nad czym się zastanowić.
Wyjdźmy przede wszystkim od tego, że wbrew sugestii tytułu japoński badacz całość
wywodu oparł na badaniach jednej polskiej wsi, która według intencji autora miala być
"typową" polską wsią. A ta typowość zostala określona przez poniżej przedstawione warunki: skala gospodarstw indywidualnych tej gminy powinna być zbliżona do średniej krajowej; pod względem klasy gleb i warunków klimatycznych gmina ta nie mogła odbiegać
od poziomu przeciętnej gminy polskiej; rodzaj roślin uprawnych powinien być zbliżony do
przeciętnego; w pobliżu nie powinno być dużego miasta, ale nie mogła być to również
gmina leżąca w calkowitym odosobnieniu; do roku 1918 gmina ta miała znajdować się na
terenie zaboru rosyjskiego i w miarę możliwości - w bliskiej odległości od zaboru pruskiego. Już takie, a nie inne warunki wyboru mogłyby wzbudzić długą dyskusję nad ich
trafnością, zwłaszcza gdyby wziąć pod uwagę kategorie z różnych dyscyplin.
Rzeczywiście, polscy współpracownicy Japończyków wybrali taką gminę, która najlepiej spełniała te warunki. Z kolei z tej gminy wybrano jedną wieś, w której miały być
prowadzone badania. Aż ciśnie się na usta pytanie, która to wieś w Polsce jest najbardziej
typowa? Niestety, pytanie to pozostaje bez odpowiedzi. Autor używa co prawda nazwy
Toczonek, ale zaznacza, że jest to nazwa celowo zmieniona. Podobnie zostały zmienione
nazwy gminy (Gusztowa) i województwa (nazwanego po prostu Anonim!). W tym samym
duchu zmienione zostały wszystkie nazwiska informatorów i bohaterów książki (a jest ich
sporo). Także w pracy nie podano dokładnych danych statystycznych dla gminy Gusztowa,
m.in. odnośnie do ludności i powierzchni. Cale to zamaskowanie danych widoczne jest
także w doborze fotografii, na których zasłaniane są wszelkie napisy, a także przy sporządzonej mapie Polski z zaznaczonymi trzema województwami (tym razem z prawdziwymi
nazwami), na których to terenie dzieje się cała akcja (są to woj. sieradzkie, kaliskie i częstochowskie - badania prowadzono przed refoffi1ą administracyjną kraju, gdy było 49
województw). Z treści książki usunięto wszystkie informacje powalające Czytelnikowi na
ewentualne zidentyfikowanie omawianej wsi, dzięki czemu identyfikacja taka stała się
zupełnie niemożl.iwa. Autor nadal pracy anonimowy styl, czując się zobowiązanym wobec
mieszkańców wsi do zachowania dyskrecji (s. XII wstępu). Pojawia się więc tutaj - dodatkowo - bardzo ciekawy wątek zawodowej etyki badań terenowych, który stawia Yoshino. Na ile bowiem wolno nam upubliczniać wyniki badań, kiedy często pytamy - jak
w tym przypadku - o dość intymne sprawy? Taki problem łatwo zauważyć właśnie wtedy, gdy rzecz dotyczy własnej kultury, ale przecież nikt nie stawia w zasadzie podobnych
pytań, gdy idzie o kulturę obcą, np. badając Indian z Amazonii, bezceremonialnie opisujemy ich najbardziej intymne zachowania z podaniem pełnych danych osobistych. Odległość
w przestrzeni powoduje, że czujemy się zwolnieni od etycznych konsekwencji. Yoshino
zdaje się postrzegać problem całkowicie odmiennie. Może zresztą takie postawienie problemujest uwarunkowane jego własną sytuacją kulturową? Może kultury Dalekiego Wschodu wykazują większą pokorę wobec badanych "innych"? To jest następny ciekawy wątek
badawczy.
Wspomnęjeszcze o ostatecznym momencie wybrania wsi Toczonek. Otóż w gnunie najbardziej typowej w Polsce, jaką okazala się Gusztowa, wsi podobnych do Toczonka było
kilka. Wybór padł na Toczonek, ponieważ - co autor najzupełniej szczerze przyznaje leżała ona najbl.iżej miejsca, w którym zakwaterowany był zespół badawczy we wsi Wika
(nazwa oczywiście zmieniona). Czy często badaczom przytrafia się taka szczerość, pokazująca, ile jest przypadku w prowadzonych badaniach? Yoshino chętnie zaznacza także to, czego
nie udało mu się - pomimo prób - wyjaśnić.
Przyjrzyjmy się teraz metodzie pracy autora. W badaniach uczestniczyła cała grupa japońskich badaczy przy współudziale polskich partnerów z SGW (chyba SGGW?). Prowa-
337
dzone one były w kilku turach przy zmienionej metodzie badań. Początkowo był to kwestionariusz, od lat służący w Japonii do badań ekonomii rolnictwa opartego na założeniach
mechanizmów rynkowych gospodarki kapitalistycznej (a więc obowiązującej w Japonii od
kilkudziesięciu lat). Badania te w Polsce prowadzono w roku 1990, a więc w momencie,
gdy polską wieś obejmowała dopiero początkowa faza przechodzenia do gospodarki kapitalistycznej z socjalistycznej. Pikanterii sprawie dodaje fakt, że cały kwestionariuszjapoński oparty jest na podejściu metodologii marksistowskiej, uznającej siły wytwórcze i stosunki produkcji za czynnik determinujący funkcjonowanie gospodarki. Jednak po kilku przeprowadzonych wywiadach japońscy badacze uświadomili sobie nieprzystawalność tego
narzędzia badawczego do sytuacji w Polsce i zwrócili się ku innym metodom, preferowanym głównie przez autora niniejszej książki. Ustało no więc, że badania muszą wykazywać
cztery cechy: mają to być badania monograficzne, polegające na przeprowadzeniu kompletnego przeglądu wszystkich istniejących gospodarstw jednej wybranej wsi; nacisk ma
być położony na ustalenie korelacji rodzinnych poprzez zrekonstruowanie drzewa genealogicznego; oprócz gospodarstw przedmiotem badań są także instytucje z otoczenia wsi, jak
spółdzielnie rolnicze, urzędy publiczne, placówki oświatowe i religijne; podejście ma być
kompleksowe, uwzględniające aspekty ekonomiczne, historyczne i socjologiczne. Ażeby
te wytyczne zreałizować, posłużono się metodą swobodnego wywiadu, który określano jako
"historia życia". Yoshino przywołuje tutaj Oscara Lewisa jako najsłynniejszego badacza
korzystającego z takiej metody, i sam na niej się opierając, ,,z pomocą magnetofonu rejestrował luźno prowadzone rozmowy, głównie na temat osobistych losów, pracy i codziennego życia" (s. 25). Fakt, że rozmówcami byli rolnicy, spowodował, że metoda ta zamieniła się z "historii życia" w "historię rodzinną", gdyż ważnym elementem stawała się cała
historia samego gospodarstwa rolnego. Jakjuż zaznaczyłem, historie te opierają się na rekonstrukcji drzewa genealogicznego, które japoński badacz nazwał drzewem rodowo-biograficznym, pojmując je szerzej niż Lewis, którego drzewo można nazwać genetyczno-rasowym.
Zanim powiem o efektach tej rekonstrukcji, trzeba wspomnieć jeszcze o bardzo ważnym aspekcie metodologicznym, w jakim chce sytuować swoje dzieło japoński badacz.
Otóż opowiada się on - pozostając ciągle w granicach ekonomii jako swej głównej dziedzinie - za badaniem raczej jakościowym niż ilościowym. W tym celu wykorzystuje "podejście mikro-deskryptywne, polegające na bardzo szczegółowej i wnikliwej obserwacji
mikroświata, np. w rodzaju pojedynczego zakładu przemysłowego czy pojedynczej wsi"
(s. 3). Odwołuje się tutaj do dwóch słynnych badaczy, którzy - mimo że należą do innych
nauk - często przywoływani są razem. Są to Carlo Ginzburg i Clifford Geertz. Pierwszy
jest jednym z głównych twórców tzw. mikrohistorii, drugi opracował sposób antropologicznej interpretacji kultur, nazywając go thick description (tutaj muszę zaznaczyć, że
dwukrotnie nie popisali się redaktorzy książki - raz tytuł przywoływanej książki Ginzburga II formaggio e i vermi przetłumaczono jako "Ser i larwy", mimo istniejącego już
polskiego przekładu "Ser i robaki", drugi raz, gdy geertzowski termin tłumaczy się jako
"głęboka deskrypcja", a nie jako "opis zagęszczony", który od dawna funkcjonuje w polskiej literaturze antropologicznej. Odwołanie się tak bezpośrednie do tych dwóch propozycji jest jak najbardziej uzasadnione, gdyż rzeczywiście efekt ostateczny tych dwóch metodologii jest bardzo zbliżony. Co ciekawe, w polskiej literaturze etnologicznej, jak i historycznej metodologie te ciągle rzadko wykorzystywane są do badań nad konkretnymi
zjawiskami kultury. Istnieją tylko liczne ich analizy na płaszczyźnie czysto teoretycznej.
A niewątpliwie szersze wykorzystanie tego rodzaju metodologii może przynieść nowe, za·
skakujące poznawczo rezultaty. Takim przykładem jest właśnie książka Yoshino, mimo że
teorie Geertza i Ginzburga modyfikuje on na swoją modłę. Jego następnymi bowiem przywołanymi inspiracjami są prace socjologa Franciszka Bujaka i japońskiego ekonomisty
338
Kichiji Nakamury, którzy - oczywiście zupełnie niezależnie - "przeprowadzili wszechstronną analizę wyników intensywnych badań jednej wybranej wsi" (s. 8). Pierwszy z nich
stosował badania ilościowe, a drugi z kolei preferował podejście marksistowskie, uważając, że to właśnie gospodarstwo powinno być głównym elementem badań na wsi, a nie
np. pojedynczy rolnik czy małżeństwo.
Następną ważną cechą metodologiczną, którą uwypukla Yoshino, jest obiektywizm
w badaniach (s. 14-17). Japoński profesor uważa, że w wypadku, gdy tak naprawdę nie zna
się przedmiotu badań (tak jak on nie znał chłopów polskich), bardzo ważne jest nierobienie
żadnych wstępnych założeń i hipotez. Dlatego badania odbywały się w taki sposób, że przez
pierwsze 3-4 godziny badacze nie zadawali żadnych pytań ukierunkowujących na temat badań. Rozmowy były toczone zupełnie swobodnie i prowadzone bardziej przez badanych.
Yoshino zauważa jednak, że wtedy właśnie udało się zdobyć wiele ważnych informacji.
Intrygujące i kontrowersyjne jest jeszcze inne sformułowanie autora, który raz próbował badania ukierunkowywać, innym razem próbował patrzeć na nie "obiektywnie", jakby
z zewnątrz - "reprezentował podczas badań w Toczonku dwie postawy. Jednym razem
był socjologiem XX wieku, drugim razem - socjologiem XXI wieku. Obie te postawy
były przez niego w świadomy sposób ostro rozgraniczone" (s. 16). Jednak według wielu
antropologów takie założenie o możliwościach przechodzenia z jednej roli w drugą musi
prowadzić do swoistej schizofrenii i w zasadzie wydaje się pięknie brzmiącym założeniem,
ale niemożliwym do zrealizowania. Sam Yoshino ma jednak pełną świadomość kontrowersyjności takiego założenia i wręcz zachęca do dyskusji nad tak postawionym problemem
(s. 17).
Wszystkie te rozważania są zawarte we Wstępie (część l. Metodologia badań, część 2.
Metoda badania), po czym następuje Część I pracy podzielona na 13 rozdziałów, z których
każdy jest analizą życia jednego gospodarstwa. Początek każdego z nich to wydzielone
słowa kluczowe, charakteryzujące całość analizy. Są one bardzo zróżnicowane, np.: upadek bogatego gospodarstwa z ubiegłego wieku, pomoc od emigrantów ze Stanów Zjednoczonych, śmierć rodziny, opieka społeczna, wypadek utonięcia, tragiczny koniec miłości,
groźba gruźlicy płuc, poród co dwa lata, sprzedaż produktów rolnych w latach pięćdziesiątych (wszystkie dotyczą rozdziału l.). Następnie jest krótkie podsumowanie, jakby rozwinięcie słów kluczowych, dalej graficzna rekonstrukcja drzewa genealogicznego z dość
swobodnie traktowanymiinfomlacjanli (raz pojawiają się takie, innym razem zupełnie inne)
oraz mapy pól należących do danego gospodarstwa (często z bardzo szczegółowym opisem, którą część kto kiedy kupił i od kogo). Następnie pojawiają się dość dokładne, a więc
i długie, opisy histońi rodziny od początku XX wieku do czasu badań. Trudno jednak nie
zauważyć niekonsekwencji, gdyż nieraz pewien rodzaj infomlacji przy opisie jednej rodziny się pojawia, gdy przy opisie innej analiza swobodnie toczy się w zupełnie odmiennym
kierunku. Trudno więc nawet te histońe porównywać. Bardzo dokładnie tylko odtwarza
Yoshino historię poszczególnych pól uprawnych, to sprzedawanych, to dziedziczonych, to
dzielonych, tak dokładnie, że się to wszystko miesza i,jak mi się wydaje, niewiele to wnosi
do przybliżenia życia opisywanych ludzi. Autor opiera się na opowieściach członków rodziny (chociaż korzystał także z archiwaliów), w zasadzie nie weryfikując ich. A przecież
wiadomo, że procesy folkloryzacji i mityzacji rzeczywistości są wśród ludzi powszechne.
Yoshino nie bierze tego pod uwagę, więc opowiadane historie są - moim zdaniem bardziej opowieściami wspomnieniowymi niż obiektywnymi historiami tych gospodarstw
i rodzin. Nieraz (zupełnie inaczej nić u Ginzburga i Geertza) pojawia się podczas lektury
pytanie - "do czego właściwie to wszystko zmierza?", zwłaszcza gdy jesteśmy już po
lekturze historii kilku rodzin.
A zmierza to oczywiście do podsumowania, które znajduje się w części II książki (rozdziały 14-15.). Jednak być może te wnioski (dość skonwencjonalizowane) mogłyby fun-
339
kcjonować samodzielnie, bez opisywanych historii rodzin, gdyż wydaje się, że obie części
niezupełnie do siebie przystają.
Jakby tego było mało, największa niespodzianka czeka nas na pierwszej stronie przedmowy całego dzieła. Otóż Yoshino proponuje tam czytelnikowi - niczym Julio Cortazar
w Grze w klasy - inną kolejność czytania rozdziałów, niż wynika to z układu książki.
Żeby czytelnik mógł "przenieść się myślami do wydarzeń, jakie miały miejsce w gminie
Gusztowa w tym stuleciu", oraz "identyfikować się z bohaterami", powinien najpierw przeczytać rozdziały 1-12., a dopiero później wstęp. Trzeba przyznać, że przewrotne to słowa,
a sam sposób takiego układu książki także bardzo niecodzienny.
Czy rzeczywiście próba opisania przez Etsuo Yoshino polskich chłopów w XX wieku
powiodła się? Tego nie wiem i odpowiedź na to pytanie nie jest dla mnie istotna. Bardziej
ciekawi mnie to, że książka Yoshino jest lekturą fascynującą, ogromnie wciągającą, intrygująco poznawczą i stawiającą bardzo ważne problemy w niecodzienny sposób. Nie wyobrażam sobie lepszej lektury dla studentów zgłębiających tajniki metodologii i metodyki
badań terenowych. Polecam gorąco.
Hubert Czechowski
Zrozumieć biednego. O dawnej i obecnej biedzie w Polsce, red. E. Tarkowska, Wyd.
Typografika, Warszawa 2000, ss. 275.
"W dawnej Rzeczypospolitej znajdowało się sporo ludzi, których bardzo trudno byłoby
zaszeregować do któregokolwiek z istniejących stanów. W stosunku do nich mieszczanie
i chłopi uważali się za uprzywilejowanych i wyżej stojących w społecznej drabinie. Tamci,
najczęściej zwani ludźmi luźnymi, pozornie wolni od ciężkiego pańszczyźnianego jarzma,
nie posiadający często stałego miejsca zamieszkania, nie mieli jednak zbyt łatwego życia.
W zamian za dość iluzoryczną swobodę przypadała im w udziale nędza, głód, poniewierka". Tak o ludziach gościńca i biedzie w XVII i XVIII wieku napisał Bohdan Baranowski
w swej znanej książce pod tytułem Ludzie gościńca. Publikacja ta, choć wydana w 1986
roku, była do niedawna jedną z nielicznych pozycji naukowych opisujących i interpretujących problematykę ubóstwa w Polsce z perspektywy historycznej, społecznej i kulturowej.
Taki stan badań był przede wszystkim wynikiem ideologicznej cenzury utrzymywanej
w czasach PRL-u. Dopiero po roku 1989 nastąpiły istotne zmiany w tej kwestii. Bieda,
ubóstwo, żebractwo czy bezrobocie stały się najważniejszymi problemami społecznymi
współczesnych nam czasów. Tym bardziej więc na uwagę zasługuje wydana niedawno
książka Zrozumieć biednego pod redakcją Elżbiety Tarkowskiej.
Zrozumieć biednego to studium z pogranicza socjologii kultury, etnologii i historii. Składa
się z trzech zasadniczych części zatytułowanych: Bieda dawna i obecna, Strategie trwania
i radzenia sobie z biedą, Komentarz metodologiczny. W obszernym wstępie Elżbieta Tarkowska trafnie wysunęła tezę, że ubóstwo to zjawisko wielokontekstowe i złożone wewnętrznie. Zakorzenione jest ono między innymi w historii. Dobrym tego przykładem może
być bieda na obszarach popegeerowskich, omawiana szczegółowo w dalszej części pracy,
a która związana jest z przeszłością zarówno komunistyczną, jak i dawniejszą. Ponadto
ubóstwo to także proces zmieniający się w czasie, a zatem zróżnicowany pod względem
społecznym. Jak pisze Autorka, "zbiorowość biednych jest kategorią bardzo niejednorod-
340
ną". Niemniej istotny jest także kulturowy wymiar ubóstwa. Tutaj Elżbieta Tarkowska przywołuje antropologiczną koncepcję amerykańskiego uczonego Oscara Lewisa, tak zwanej
culture ofpoverty. Badacz ten, opierając się na analizach rodzin meksykańskich i portorykańskich, stwierdził, że kultura nędzy to coś więcej niż tylko upośledzenie ekonomiczne,
ale nade wszystko pewien niezmienny wzorzec egzystencjalny przekazywany w rodzinie,
z pokolenia na pokolenie. Należy tu zaznaczyć, że do podobnych wniosków doszedł również cytowany przeze mnie wcześniej Bohdan Baranowski, pisząc, że znaczna część ludzi
luźnych wchodziła do tej warstwy już z urodzenia. Konkluzja ta jest niezwykle ważna
w kontekście badań zjawiska nędzy na obszarach polskich. Cennym uzupełnieniem twierdzeń zawartych w całej książce jest omówiona we wstępie charakterystyka metod badawczych.
W części zatytułowanej Bieda dawna i obecna mieszczą się trzy teksty Elżbiety Tarkowskiej: O dawnej i obecnej biedzie w Polsce; Bieda dawna i nowa: historie rodzin; Bieda popegeerowska oraz tekst Justyny Laskowskiej-Otwinowskiej Człowiek stary w ubogiej rodzinie polskiej wsi współczesnej. Analizy te są retrospekcją biedy w ujęciu historycznym. Pierwsze opracowanie stanowi próbę krótkiego opisania zjawiska od wieków
średnich po współczesność, również z uwzględnieniem okresu PRL. Synteza ta została
wzbogacona licznymi porównaniami do sytuacji w krajach Europy Zachodniej, jak i do
krajów postkomunistycznych. Rozwinięciem tego stanowiska jest przybliżenie w następnym szkicu dziejów rodzin dotkniętych syndromem ubóstwa. Zastosowanie kryteriów socjologicznych pozwoliło na bardzo zróżnicowany dobór rodzin. Tym samym Autorka mogła
uwzględnić biedę wiejską, miejską, związaną z bezrobociem, niskopłatnąpracą, samotnym
rodzicielstwem, wielodzietnością, niepełnosprawnością itp. Wysokim walorem rozdziału
pracy, ale również całej książki, są także licznie cytatowane wypowiedzi respondentów.
Mówiąc o współczesnych wymiarach ubóstwa, nie sposób pominąć biedy na obszarach
popegeerowskich. Jak pisze Elżbieta Tarkowska, na tych właśnie terenach rysuje się niebezpieczeństwo powstania polskiej underclass. Ludzie, którzy stanowią tę grupę, skazani
są nie tylko na trwałą marginalizację społeczną, ale także na "uwięzienie w lokalnej przestrzeni". Po upadku gospodarstw państwowych załamał się bowiem cały dotychczasowy
sposób ich życia. Tym samym byłe PGR-y stały się "gettami biedy", które charakteryzują
się osobliwą kulturą. Składają się na nią m.in. tendencje do "dziedziczenia" biedy, izolacjonizm, brak perspektyw w sferze edukacyjnej, nadużywanie alkoholu i inne. Ta część
analiz kończy się tekstem Justyny Laskowskiej-Otwinowskiej, która porusza temat osób
starszych i ich rolę w ubogiej rodzinie polskiej wsi współczesnej. Autorka odwołuje się do
badań Amartya Sena, a w szczególności do problemu dobrobytu i ubóstwa w kontekście
funkcjonowania jednostki w rodzinie. Wykazuje także liczne podobieństwa do polskiej literatury socjologicznej. Zupełnie niepotrzebne sąjednak odwołania do odległych pod wieloma względami od kultury chłopskiej kultur pozaeuropejskich, tj. roli kobiet w afrykańskiej rodzinie poligamicznej. Ponadto brakuje wyraźnych odwołań do literatury etnologicznej wsi polskiej. Pomimo tych mankamentów opracowanie to zwraca uwagę na istotne
elementy, jak: zmiany kulturowe na wsi, rolę tradycji, mechanizmy walki z ubóstwem, rolę
więzi rodzinnych i osób starszych w rodzinie dotkniętej ubóstwem.
Druga część, czyli Strategie trwania i radzenia sobie z biedą, składa się z opracowania
Elżbiety Tarkowskiej Świat społeczny ludzi żyjących w ubóstwie i Hanny Palaskiej Ludzie
" w opiece". Przyjmowanie darów i zaciąganie kredytów jako element stylu życia ubogich.
Elżbieta Tarkowska przedstawia świat społeczny ludzi żyjących w ubóstwie, ich partycypację w społeczności lokalnej i instytucjach oraz formy uczestnictwa w życiu zbiorowym.
Zwraca też uwagę na zróżnicowanie roli środowiska lokalnego w życiu biednych rodzin.
Jest ona inna w środowiskach miejskich, jeszcze inna na wsi i w odizolowanych przestrzennie
oraz społecznie osiedlach popegeerowskich. Pomimo tych i wielu innych różnic, Autorka
341
opowiada się za ogólnym, powtarzającym się, wspólnym wzorem, polegającym na wyłączeniu członków biednych rodzin ze środowiska społecznego zarówno bliższego, jak
i dalszego. W wielu wypadkach bowiem jedynym oparciem w trudnej sytuacji jest rodzina
poszerzona. Dzieje się tak dlatego; gdyż ubóstwo dotyka najczęściej rodzin wielodzietnych
oraz tych, gdzie bieda jest "dziedziczona" z pokolenia na pokolenie. Należy pamiętać,
że równolegle następuje degradacja więzi sąsiedzkich, ograniczenie kontaktów rówieśniczych czy częsta samotność ludzi starszych. Ograniczona jest również rola instytucji społecznych. Do wyjątków należą ośrodki pomocy społecznej, szkoła, parafia
i sklep.
Z tymi wnioskami koresponduje założenie Hanny Palaskiej, która sformułowała tezę,
że dary i pożyczki dla wielu ludzi dotkniętych biedą są integralnym elementem ich stylu
życia. Jak zauważa Autorka, są to dwie społecznie akceptowane drogi zdobywania dóbr
i pieniędzy poza systemem pracy. Hanna Palaska odwołuje się przy tym do bogatej literatury z zakresu socjologii kultury i częściowo etnologii, m.in. koncepcji Marcela Maussa,
Georga Simmla, Claude'a Levi-Straussa, Zygmunta Baumana i innych. Okazuje się, że
takie elementy jak pożyczka i dar odgrywają istotną rolę w społecznościach dotkniętych
biedą. Wokół nich koncentrują się podziały na zadłużonych i niezadłużonych, na tych, którzy mogą udzielić pożyczki, i na tych, którzy nie pożyczają. Taka konceptualizacja przypomina kulturowe podziały na swoich i obcych, które warunkują zręby tożsamości grupowej
i indywidualnej. Autorka zwraca przy tym uwagę na różne formy zaciągania długów (wymiana koleżeńska, "branie na kreskę", czyli zadłużenie w lokalnym sklepie, długi opłat
czynszowych, dostaw gazu czy energii) i przyjmowania darów (dary przekazywane w rodzinie, pomoc koleżeńska lub sąsiedzka, dary z gminy, Kościoła, prezenty okolicznościowe). Być może więc - jak pisze badaczka - zaciąganie pożyczek i przyjmowanie darów
należy traktować jako trwały element polskiej kultury ubóstwa.
Na uwagę zasługuje Komentarz metodologiczny, który napisała Krystyna Lutyńska.
Stanowi on wnikliwą analize metod użytych w badaniach terenowych przez Autorów niniejszego zbioru. Ponadto zawiera on ocene i opis materiałów empirycznych - wywiadów i kwestionariuszy, a także zachowań emocjonalnych badanych. Krystyna Lutyńska
bada również stopień uwikłania ankieterów w swoją własną kulture, odmienną od stylu
życia ludzi partycypujących w "kulturze ubóstwa".
Rozprawę zamyka ZakOliczenie oraz Alleks; "ywiady i historie rodzin opracowane przez
Elżbietę Tarkowską.
Adam Pomieci/lski
Grażyna Ewa Kar p i ń s k a, Miejsce wyodrębnione ze świata. Przykład łódzkich kamienic czynszowych, Łódź 2000, Polskie Towarzystwo Ludoznawcze, Łódzkie Studia
Etnograficzne, t. 38, ss. 200.
Obszarem zainteresowań G. E. Karpińskiej jest miasto, rozumiane jako zjawisko społeczne i kulturowe. Badaczka koncentruje się na środowisku robotniczym, jego historii
i współczesności, obowiązujących tu zwyczajach, sposobach życia. Szczególnie interesuje
ją stosunek członków badanej grupy do przestrzeni, sposób jej organizacji, wartościowania, znaczenie miejsc takich jak ulica, dom, wnętrze mieszkalne, targowisko, brama.
Najnowsza książka G. E. Karpińskiej składa się ze Wstępu, części I, zatytułowanej Przestrzeń w kulturze, części II - Przestrzeli miejskiej kamienicy cZyllSzowej, Zakończenia oraz
wykazu cytowanej literatury, spisu ilustracji i streszczenia w języku angielskim.
342
Część I poświęcona jest stosunkowi człowieka do przestrzeni, jej waloryzacji, organizacji, kategoryzacji i sposobom zagospodarowania. Autorka prezentuje tu liczne przykłady
zaczerpnięte z kultur ludowych, zwłaszcza dawnych, tradycyjnych, oraz z kultury miasta:
przedindustrialnego i zmieniającego swoje oblicze wraz z postępem przemysłu, także pod
względem stosunku do przestrzeni.
G. E. Karpińska w przekonujący sposób ukazuje podziały przestrzeni na obszary kwalifikowane w różnych kulturach jako "swoje" (wewnętrzne, zorganizowane) i "obce" (zewnętrzne, kojarzone z chaosem). Trafnie podkreśla, iż sposób kwalifikacji pewnych obszarów przestrzeni w tej samej kulturze może ulegać zmianom. Zauważa też, że niektóre
elementy przestrzeni mogą być postrzegane w sposób niejednoznaczny lub cechują
się "szczególną intensywnością znaczeń" (s. 28, por. s. 47). Dotyczy to np. obejścia i podwórka.
Należy podkreślić, że omawiając sposoby organizowania i waloryzowania przestrzeni
w różnych kulturach świata i w różnych środowiskach, Autorka sięgnęła do prac mało znanych polskiemu czytelnikowi, jak też do literatury historycznej oraz należącej do dziedziny
określanej jako "geografia humanistyczna". To wyjście poza etnologię jest niewątpliwie
jednym z walorów recenzowanej tu książki.
Walorem pracy jest także ukazanie przestrzeni w szerszym kontekście kulturowym. Karpińska uczyniła to, wykorzystując materiały ilustrujące poszczególne tezy, pochodzące
z różnych kultur świata, jak też omawiając związki między przestrzenią i czasem, rytmem
pracy w cyklu dobowym i rocznym, codziennym i świątecznym, między "swojskością",
dniem powszednim, a "obcością", czasem nieludzkim (nocą).
Autorka zwraca szczególną uwagę na miejsce i rolę centrum oraz granic wyznaczonych
w przestrzeni, na ich funkcjonowanie w życiu codziennym i w obrzędowości. Przypomina
też, że pewne elementy krajobrazu (np. kopce, miedze, drogi, łąki) stają się znakiem granicy. Noszą cechy orbis exterior i orbis interior, nie przynależą jednak do żadnego z tych
światów. Karpińska słusznie podkreśliła, że granice, podobnie jak obszary kwalifikowane
jako centrum, są częścią systemu porządkującego przestrzeń wartościowaną kulturowo, organizują także określone działania człowieka. Granice funkcjonują w ludzkiej świadomości, człowiek próbuje je oswoić, uczynić bezpiecznymi, przyjaznymi (s. 65). Myśl ta jest
dobrze ilustrowana przykładami zaczerpniętymi z różnych kultur świata.
Bardzo ciekawe są podane w I części książki informacje o zasadach planowania miast
w różnych okresach, np. w średniowieczu, ich socjotopografii, o związkach między architekturą, środowiskiem naturalnym, funkcjami poszczególnych ośrodków i organizacją przestrzeni miejskiej (s. 34--40). Kwestie te stosunkowo rzadko poruszane są przez etnologów.
Autorka porównała także przestrzeń miasta przedindustńalnego i z okresu rozwoju przemysłu, wskazując na odmienne sposoby jej organizacji, zmiany związane z powstawaniem
nowych zakładów pracy, tworzeniem infrastruktury, rozwojem budownictwa mieszkalnego, przemianami w sferze stosunków własnościowych.
W pierwszej części omawianej tu pracy zabrakło mi informacji o specyficznym stosunku do przestrzeni cechującym osoby, które - często w dramatycznych okolicznościach
- zostały zmuszone do opuszczenia rodzinnych stron, miejsca, gdzie upłynęło ich dzieciństwo i młodość: ekspatńantów, zesłańców, emigrantów, przymusowych robotników
z okresu II wojny światowej. W ostatnich latach ukazała się bogata literatura pamiętnikarska obrazująca tę kwestię. Powstały też opracowania naukowe oparte np. na wynikach badań
przeprowadzonych wśród ekspatńantów z Kresów Wschodnich, prezentujące różnego rodzaju więzi łączące członków tej grupy z rodzinną ziemią, miejscem urodzenia, miastem,
miasteczkiem, wioską l . Myślę, że informacje o stosunku ekspatriantów, oraz innych wymienionych tu kategorii osób (niezwykle rzadko obejmowanych badaniami przez etnologów) do przestrzeni i wyodrębnionych z niej miejsc wzbogaciłyby znacznie I część pracy.
343
Mamjednak zastrzeżenie do tytułu tej części. Moim zdaniem, jest on zbyt szeroki. Przestrzeni w kulturze dotyczy bowiem także część II, w której - na przykładzie łódzkich
kamienic czynszowych - ukazana została przestrzeń miasta. Tak więc problem przestrzeni w kulturze jest motywem przewodnim całej omawianej tu książki. Różne są tylko źródła
wykorzystane przez Autorkę w poszczególnych częściach.
Jednym z efektów XIX-wiecznych procesów industrializacyjnych jest powstanie kamienic czynszowych, wznoszonych na niewielkich działkach z przeznaczeniem dla dużej liczby
rodzin. Tym właśnie formom budownictwa, określanym przez Karpińską (według mnie niezbyt szczęśliwie) temlinem "architektonicznego tworu" (s. 9,21) poświęcona jest, jak wspomniałam, II część recenzowanej tutaj pracy. Autorka zwraca m.in. uwagę na takie cechy kamienicy czynszowej jak: pionowa stratyfikacja społeczna mieszkańców, hierarchizacja przestrzeni, podział na obszary zajmowane głównie przez kobiety i przynależne mężczyznom
(s. 40-41 ). Wskazuje jednocześnie na przemiany, jakim podlega przestrzeń kamienicy: "była
[ona] tak zaprojektowana i uporządkowana, by uwzględnić hierarchię społeczną. Dziś nie ma
to żadnego znaczenia, często nie odpowiada nawet zamożności lokatorów" (s. 79).
W II części prezentowane są wyniki badań terenowych przeprowadzonych w latach 1997-1999 na terenie Łodzi przez Autorkę i współpracujących z nią studentów etnologii Uniwersytetu Łódzkiego. Autorka zaznacza, iż "polscy etnolodzy nie interesowali się taką formą przestrzenną, jakąjest kamienica czynszowa. Badania i publikacje na temat kamienicy
mają za sobą etnolodzy czescy, ale dotyczą one «kamienicy historycznej». Również polscy
socjolodzy omijali to zjawisko, zajmując się przede wszystkim odczuwaniem i poznawaniem świata manifestującym się w zachowaniach przestrzennych mieszkańców osiedli mieszkaniowych, składających się z wielkich bloków" (s. 79). Istotnie, w polskiej etnologii,
a także - na ile mi wiadomo - socjologii brakowało dotychczas prac poświęconych mieszkańcom kamienic czynszowych, ich stosunkowi do przestrzeni i sposobomjej organizowania, tworzenia przestrzeni społecznej w tym specyficznym miejscu zamieszkania.
Podstawę II części pracy stanowi 77 wywiadów. Prezentując wyniki badań terenowych
Autorka posłużyła się zabiegiem meganarracji, polegającym na połączeniu zebranych materialów w jedno opowiadanie, "deklarację zbiorową". Uczyniła to, jak wyjaśnia, by odzwierciedlić "treść i specyfikę kamienicznego [??? - IX.] świata" i odtworzyć ,jego
wspólne przeżywanie" (s. 22). Przyjęta metoda została zrealizowana z dobrym skutkiem.
Uściślenia wymagają natomiast kryteria doboru rozmówców. Jednym z nich jest "zasiedziałość" (s. 23). Kryterium to jest zrozumiałe w świetle przyjętej metody i celów pracy,
nasuwa się jednak pytanie: od jakiego momentu można mówić o zasiedziałości? Co to
znaczy, iż "do rozmów wybierano osoby długo mieszkające w kamienicy" (s. 23)? Autorka
pisze też, iż ,,każda z osób wybrana do badań musiała [...] mieć fizyczny kontakt z przestrzenią kamienicy, czyli być obecna na podwórku, chodzić na strych czy do piwnicy, a nie
jedynie przechodzić wydeptaną ścieżką z mieszkania poza bramę i z powrotem. Kontakt
ten musiał być stały, codzienny, trwający wiele lat, a nie przypadkowy" (s. 23). Istotny był
także osobisty stosunek osób wybranych do badań do przestrzeni, która "musiała być przez
nie zaakceptowana i uznana za swoją" (s. 23). Oczywiście, Autorka miała prawo zawężenia badanej grupy do osób spełniających powyższe kryteria. Nie wiadomo jednak, ile osób
pozostalo poza tak określoną grupą i jaką część mieszkańców badanych kamienic stanowią. Nasuwa się też pytanie, jak wygląda świat kamienicy, jej przestrzeni, z perspektywy
osób reprezentujących grupę nie objętą badaniami? Wydaje się, że porównanie wypowiedzi członków badanej grupy i tych, którzy znaleźli się poza nią, umożliwiłoby pełniejsze
poznanie świata łódzkich "czynszówek", ukazanie innych stron ich oblicza, innych rodzajów więzi, relacji międzyludzkich, odmiennego stosunku do przestrzeni.
Badania przeprowadzone przez G. E. Karpińską pozwoliły na wydzielenie w przestrzeni kamienicy czynszowej miejsc o szczególnym znaczeniu dla jej mieszkańców, budzą-
344
cych - mimo upływu lat - emocje i oceny. Ukazały też wpływ relacji między osobami
mieszkającymi w kamienicach i miejscami wyodrębnionymi z przestrzeni na kształt tożsamości i więzi międzyludzkich oraz na odkrycie sensu wielu miejsc, często głęboko ukrytego. Przykładem są wypowiedzi pozwalające interpretować schody, korytarze czy klatki
schodowe jako drogi, mające zarazem status granicy. Strychy i piwnice przeniknięte są
natomiast atmosferą tajemniczości. Potwierdzają to znakomicie wypowiedzi badanych osób.
Wskazują one również, że miejsca te funkcjonują jako "odmienne światy", "państwa
w państwie", należąc jednak do tego, co "swoje", wspólnotowe (s. 92-94). Są też specyficznym zapisem pamięci, wywołują emocje, lęki, ale i ciekawość.
Cytowane w książce wypowiedzi mieszkańców kamienic sprawiają, że poszczególne
miejsca ożywają, funkcjonując nie tylko w świadomości związanych z nimi osób, lecz także czytelnika. Miejsca te żyją dzięki ludzkiej obecności i zdarzeniom, jakie się z nimi wiążą, dzięki wspomnieniom i emocjonalnemu przeżywaniu teraźniejszości. Autorka podkreśla np., jak ważne znaczenie dla istnienia poszczególnych miejsc w przestrzeni kamienic
ma zjawisko tak wydawaloby się ulotne, jak zapachy, a jednak zostające w pamięci, powracające nieoczekiwanie w różnych sytuacjach, zawsze identyfikowane z określonym
miejscem w kamienicy (s. 89-90, 147). Ukazuje też specyficzną organizację przestrzeni
w domu, którego "okna wychodzą na podwórko" zamknięte ze wszystkich stron ścianami
budynku, umożliwiając podpatrywanie życia mieszkających naprzeciw siebie sąsiadów
i tworzenie specyficznych więzi między nimi.
Bardzo ciekawa jest koncepcja, zgodnie z którą okno "z widokiem na podwórko" staje
się "wewnątrzświatem", "przejściem w granicy między różnymi sferami" (s. 123). Znajduje ona potwierdzenie w cytowanym materialne.
Karpińska znakomicie ukazuje mechanizm przekształcania się przestrzeni (w sensie
fizycznym) w przestrzeń społeczną (miejsca). Należy podkreślić, że pisząc o miejscach
wyodrębnionych z przestrzeni, Autorka wykorzystala nie tylko bardzo często cytowane przez
etnologów dzieło Vi-Fu Tuana, lecz prqwołala także mniej znane w naszym środowisku
nazwiska, m.in. Martina Heideggera, Edwarda Relpha, Hanny Libury i Marca Auge.
Ukazani w książce mieszkańcy czynszowych kamienic żyją w świecie specyficznych
więzi, tworzą wspólnotę opartą na bezpośredniej, często wymuszonej bliskości, a także na
słowie. Cytaty z wywiadów oraz fotografie zamieszczone w książce doskonale ukazują
funkcjonowanie owej podwórkowej wspólnoty, pozwalają określić jej specyfikę. Dowodzą też, jak trwale są więzi nawiązywane na podwórku przez najmlodsze pokolenie.
W przytoczonych wypowiedziach wyczuwalna jest również nostalgia dorosłych już osób
za magiczno-mitycznym miejscem, jakim jest podwórko z czasów dzieciństwa.
Wspólne podwórko, o wyraźnych granicach, które stanowią ściany domu, jest szczególnym łącznikiem dla mieszkańców czynszowych kamienic. Z badań wynika przy tym, że
jest ono pojmowane odmiennie niż podwórka na terenie tzw. blokowisk. Autorka znakomicie uchwyciła zmienność i zróżnicowanie sensu terminów, jakimi posługiwali się Jej rozmówcy, np. wlaśnie owego 'podwórka'. Zdaniem badanych osób, w przypadku bloków
można mówić jedynie o "wychodzeniu na powietrze", przed blok, na dwór. Nie ma tu w przeciwieństwie do kamienic - zamkniętej przestrzeni, wyraźnie wyodrębnionych granic "swojskości". Badania wykazują, że granice te muszą być jednoznaczne, nieprzenikalne dla wzroku. Dlatego też nie stanowi ich np. plot z siatki (s. 129).
Karpińska podkreśla, że podwórko jest obszarem przynależnym przede wszystkim dzieciom i dzieciństwu (s. 137). W innym miejscu wskazuje jednak, iż miejsce to ma duże
znaczenie także dla wielu osób dorosłych, zwłaszcza starszych (s. 142-143, ISO). Młodzież natomiast znacznie częściej niż w przeszłości korzysta "z propozycji przedstawianychjej przez miasto". W związku z tym, rzadko można ją spotkać na podwórku (s. 142).
Zdaniem Autorki, "struktura miejskiego podwórka nie jest stała - kaźdorazowo wyzna-
345
czana jest przez uczestników określonego typu kultury" (s. 155). W pracy brak jednak
wyjaśnień, o jakie typy kultury chodzi. Czy reprezentują je mieszkańcy łódzkich "czynszówek"? W przekonujący sposób natomiast Autorka pisze o ogródkach, stanowiących część
podwórka, a zarazem "przedłużenie domu". Ogródki są też - Jej zdaniem - dowodem
ludzkiej aktywności "w kontakcie z przestrzenią" (s. 153) i specyficzną formą własności.
Cytowane w książce materiały z badań terenowych doskonale ukazują funkcje bramy,
jej związki z granicą, oddzielającą różne światy - "swój", własny oraz należący do nieoswojonej przestrzeni miasta (występującej poza domem). Rozmówcy Karpińskiej nadają
bramie cechy ludzkie, personifikująją (s. 174). Ich wypowiedzi świadczą o tym, że miejsce to staje się ważną częścią życia mieszkańców kamienicy. Tu przecinają się drogi wszystkich lokatorów, tu koncentruje się życie towarzyskie niektórych spośród nich. Autorka
znakomicie przedstawia zróżnicowanie stosunku badanych osób do bram, wskazuje również na znliany, wynikające m.in. z coraz częstszego pojawiania się "obcych", ludzi nieznanych mieszkańcom kamienicy, w ich obszarze - pijących tu alkohol, nieletnich prostytutek i ich klientów. Ich obecność sprawia, że brama przestaje być obszarem "swoim",
zaczyna budzić niechęć, strach. Należałoby zastanowić się, czy powtarzająca się obecność
"obcych" w bramach kamienic nie narusza dotychczasowych funkcji tego miejsca, zwłaszcza sposobu postrzegania go jako granicy?
W ZakOllczeniu pracy G. E. Karpińska wraca m.in. do kwestii wyznaczania centrum
i granic w przestrzeni. Jej zdaniem, stanowi to "naturalną skłonność człowieka, jest [ponadto) swoistą kreacją kosmosu, w którego centrum chce on żyć zawsze" (s. 184). Ta kilkakrotnie przytaczana w pracy teza o odwzorowywaniu koncepcji budowy kosmosu, wszechświata, w mikrokosmosie domu, zagrody, wsi i miasta (np. s. 13, 15, 19) - spopularyzowana w literaturze głównie przez Mirceę Ełiadego - została zilustrowana przez Autorkę
jedynie w I części książki, nie znalazłam natomiast jej potwierdzenia w części II, poświęconej przestrzeni kamienic czynszowych. Zabrakło mi też podsumowania łączącego obydwie części pracy, w którym ukazane by zostały najważniejsze podobieństwa i różnice
w sposobie organizacji przestrzeni w rozmaitych kulturach i środowiskach, o których pisze
Autorka.
Niektóre sformułowania zamieszczone w książce nie wydają mi się trafne. Brak również krytycznego komentarza do wiełu publikacji przytaczanych przez Autorkę; dotyczy to
zwłaszcza Wstępu. Można się np. zastanawiać, czy codzienność jest zawsze światem uporządkowanym. Czy - jak twierdzi Karpińska, za Peterem L. Bergerem i Thomasem Luckmannem - jest ona istotnie nieuświadamiana i "przyjmowana bez zastrzeżeń przez zwykłych członków spoleczeństwa w ich życiowym, subiektywnie znaczącym postępowaniu"
(s. 7)? Z pewnością nie. Wskazują na to zresztą m.in. niektóre wypowiedzi mieszkańców
łódzkich kamienic przytaczane w książce (np. na s. 156). Co to znaczy, że codzienność jest
światem "podstawowej i normalnej [...) rzeczywistości" (s. 7)? Czy to, co istnieje poza nią,
nie jest ani podstawowe, ani - co ważniejsze - normalne? Co to znaczy wreszcie, że
codzienność jest "światem ukonstytuowanym wcześniej w konstrukcjach kulturowych, który
wyznacza style przeżyciowego doświadczenia" (s. 7)? Czym jest owo "przeżyciowe doświadczenie" i czy w działaniach człowieka nie ma miejsca na inwencję, na odstępstwo od
"ukonstytuowanych wcześniej konstrukcji kulturowych"?
Autorka nie ustrzegła się też zbitek pojęciowych takich np. jak "patrzenie na kulturę
oczyma" mieszkańców kamienic, domowników, badanych osób, rozmówców (np. s. 9, 23).
Kwestia ta była już wielokrotnie poruszana przez etnologów i antropologów. Jest rzeczą
wiadomą, że nie istnieją mechanizmy pozwalające badaczowi na wcielanie się w badane
osoby, na zamianę ról, która unlOżliwiłaby mu ogląd badanych zjawisk "oczyma innych".
Możemy wnioskować o rzeczywistości wyłącznie na podstawie subiektywnych informacji, patrząc na nią nie cudzymi oczyma, lecz przez pryzmat wypowiedzi zanotowanych
346
podczas badań, prowadzonych tu i teraz, często niemożliwych do zweryfikowania. Badań,
na których zawsze odciska piętno osobowość badacza i badanych (z czego Autorka dobrze
sobie zdaje sprawl().
W pracy znalazłam błędy polegające np. na pominięciu w spisie literatury niektórych
prac cytowanych przez Autorkę (np. Nurek 1985; cyt. s. lll; Samsonowicz 1983; cyt.
s. 129 i in.). Kilkakrotnie występują także rozbieżności między datami prac cytowanych
w tekście i w ich zapisie bibliograficznym. Na s. 24 cytowana jest np. praca K. Kaźmierskiej z 1997 roku, w "Literaturze" natomiast widnieje data 1996. Na s. 12 i 16 Autorka
cytuje pracę M. Auge z 1995 roku, w spisie publikacji natomiast podano datę 1997. Książka E. Hałas (cyt. s. Ill, 112) z 1988 roku widnieje w wykazie prac pod datą 1998, książka
P. Peachey z 1986 (s. 115) podana jest tam jako dzielo wydane w roku 1980. Kolejnym
przykładem jest praca 1. Maisonneuve, cytowana m.in. na s. 160, 171, przyp. 23, 176, pod
datą wydania 1995, w spisie literatury natomiast podana jest data 1996. Należałoby też zadbać o konsekwentne uszeregowanie "Literatury cytowanej" w kolejności alfabetycznej. Na
przykład praca E. Dardela występuje przed pracąZ. Dalewskiego (s. 187), praca 1. Maisonneuve - po B. Malinowskim (s. 191), a artykuł E. Nowickiej znalazł się przed książką autorstwa Ch. Norberg-Schulza.
Wielkim walorem książki są natomiast znakomite fotografie, wykonane w latach 1999-2000 przez G. E. Karpińską i jej męża, Marka. Ukazują one stosunkowo aktualny stan
łódzkich kamienic czynszowych (nie tylko tych, które objęto badaniami), rejestrują sceny
z życia ich mieszkańców, świetnie korespondują z tekstem cytowanych wypowiedzi. Uzupełnieniem bogatego materiału ilustracyjnego, będącego szczególnym dokumentem epoki,
jest fotografia pochodząca ze zbiorów Archiwum Państwowego w Łodzi. Według spisu
ilustracji, przedstawia ona plan sytuacyjny i orientacyjny posesji przy ul. Piotrkowskiej
135, z 190 l roku, według podpisu pod ryciną natomiast jest to "sposób zabudowania działki i kwartału ulicznego" (s. 78). Szkoda, że Autora nie wspomniała o zasobach łódzkich
archiwów oraz o możliwościach wykorzystania ich zbiorów w pracach poświęconych kamienicom czynszowym miasta i organizacji ich przestrzeni.
Książka G. E. Karpińskiej jest - moim zdaniem - ważną pozycją w polskiej etnologii. Pozwala zrozumieć szczególne związki między człowiekiem - jednostką i grupą a przestrzenią i wyodrębnionymi w niej miejscami, w ciekawy sposób ukazuje przestrzeń
jako element codzienności. Nasuwające się uwagi krytyczne dotyczą głównie kwestii technicznych, sposobu formułowania pewnych myśli, zbitek pojęciowych oraz zagadnień mogących być przedmiotem dyskusji. Nie umniejszają one merytorycznej wartości książki,
zwłaszcza jej walorów dokumentacyjnych. Omawiana tu praca - mieszcząca się w nurcie
badań określanych jako etnologia miasta - znakomicie uzupełnia naszą wiedzę o Łodzi
i jej mieszkańcach. Przedstawiona w niej koncepcja stanowi dobry przykład badania relacji między człowiekiem, miejscem i przestrzenią. Może też być wzorem do realizowania
w innych aglomeracjach i grupach społecznych.
Iwona Kabzińska
l Patrz np.: K. KaŻffiierska,Doświadczenia
wojenne Polaków a ksztaltowanie tożsamości etnicznej. Analiza narracji kresowych. Warszawa 1999; I. Kabzińska, Przestrzeń - Pamięć - Tożsamość. Elementy przestrzeni (miejsca) we wspomnieniach ekspatriantów z byłych Kresów Wschodnich, "Literatura Ludowa", nr 2: 2000, ss. 3-23.
347
Przestrzeń kulturowego współistnienia, red. Irena Bukowska-Floreńska, Studia Etnologiczne i Antropologiczne, t. 4. Wydawnictwo Uniwersytetu Śląskiego, Katowice 2000,
ss. 178.
Kolejny, czwarty już tom śląskich Studiów Etnologicznych i Antropologicznych przynosi szereg interesujących szkiców na temat rozumienia przestrzeni we współczesnej kulturze - czym jest przestrzeń w wyobrażeniach zamieszkujących dany teren ludzi, jaki jest
sposób jej odczuwania i wartościowania? Przestrzeń pojmowana jest tu nie jako zbiór izolowanych faktów (jak w badaniach atlasowych), lecz jako system kulturowy, składający
się z elementów wzajemnie powiązanych i od siebie zależnych. Przestrzeń pojmowanajest
tu jako miejsce kulturowego współistnienia ludzi, jako przestrzeń kreująca ich zachowania
i postawy (L Bukowska-Floreńska, Wstęp, s. 9).
Szkice zawarte w recenzowanym tomie wskazują na interesujące zjawisko, świadczące
o tym, że w obliczu globalizacji i unifikacji kultury europejskiej nie przestaje maleć,
a nawet wzrasta przywiązanie do tradycji rodzimych, religijnych i regionalnych, które dają
ludziom poczucie tożsamości i oparcia psychicznego. Przestrzenie ideowa, mityczna i symboliczna odgrywają wciąż ważną rolę w życiu ludzi, czemu dają niekiedy symboliczny
wyraz, np. upiększając ogrodzenia dawnym sprzętem gospodarstwa domowego, drobnymi
narzędziami rolniczymi czy częściami uprzęży koni, które to przedmioty mają podkreślać
kultywowanie miejscowych tradycji, są wyrazem aprobaty wspólnego miejsca zamieszkania i wiążących się z nim tradycji i wartości. Jest to wyrazem nieprzemijającej tendencji do
wyróżniania się, do zachowania odrębności, która nie znika wraz z procesami globalizacji
i unifikacji kultury. Źródłem wspólnoty jest zasada odrębności - tworzy ją nie tylko to, co
nas łączy, ale i to, co nas rozdziela. Ożywienie regionalizmów w dobie współczesnej jest
bez wątpienia wyrazem obawy czy lęku przed nadmiernym ujednoliceniem i przejawem
zdrowej tendencji natury ludzkiej.
Tak jak integracja psychiczna jednostek może nastąpić jedynie wówczas, gdy ma ona
poczucie odrębności od innych, ale także świadomość swojego z innymi podobieństwa, tak
samo współwystępowanie tych dwóch momentów niezbędne jest dla normalnego funkcjonowania społeczeństw ludzkich (B. Olszewska-Dyoniziak, Zarys antropologii kulturowej.
Zachodnie Centrum Organizacji, Zielona Góra 2000, s. 156).
Całość tomu podzielona jest na trzy części: 1. Przestrzeń ideowa, 2. Przestrzeń miejska
a tożsamość, 3. Przestrzeń pogranicza.
Część pierwszą rozpoczyna szkic Krzysztofa WieczorkaPrzestrzeń w nowejjaskini Platona. O wielospójności wyobrażeń przestrzeni w kulturze współczesnej. Autor wskazuje na
znamienny fakt, że w każdej kulturze przestrzeń jest inaczej zorganizowana i w jej obrębie
człowiek może się inaczej zachowywać (s. 18). Podkreśla także, że we współczesnym świecie
wzrasta zainteresowanie najbliższym otoczeniem, że potęguje się tendencja do dostrzegania w tym otoczeniu specyficznych wartości - zarówno pozytywnych, tych, które cieszą,
jak też negatywnych, budzących niechęć i tendencję do poszukiwania zmian na lepsze.
Takie zjawisko ma wiele pozytywnych skutków: sprzyja odkrywaniu wartości znajdujących się w najbliższym zasięgu, zarówno przyrodniczych, jak i kulturowych, uczy odpowiedzialności za wartości przestrzenne, sprzyja odradzaniu się samorządności terytorialnej
(s. 18).
Z drugiej jednak strony zamykanie się we "własnym podwórku" niesie za sobą niebezpieczeństwa partykularyzmów (będących niejednokrotnie zarzewiem krwawych wojen),
utraty zainteresowania szerszymi przestrzeniami - kraju, kontynentu czy nawet planety,
które winny być przecież źródłem głębszego współczesnego człowieka. Autor przywołuje
rozróżnienie Platona, który wyróżnił w siódmej księdze Państwa dwie różne postawy: tych,
którzy tkwią w "podziemnym pomieszczeniu" na kształt jaskini i obserwują grę cieni na
348
ścianach groty w zadowoleniu z własnego losu, oraz postawę filozofa, który pokonuje liczne przeszkody, by z owej jaskini się wydostać na światło słońca i napawać oczy widokiem
świata Bożego (s. 20). Model wszechświata przepojonego Duchem Bożym obowiązywał
przez kilkaset lat. Odkrycia geograficzne i astronomiczne spowodowały jego zanik i nowoczesny model świata przestał już odwoływać się do bezpośrednich związków z rzeczywistością nadprzyrodzoną; miejsce jego zajęło myślenie scjentystyczne, które powołało do
życia matematyczno-mechanistyczny model wszechświata; świat stał się podobny do wielkiego mechanizmu, w którym zjawiska czasoprzestrzenne wyrażane są w języku matematyki. I ten model świata nie wytrzymał jednak próby czasu. Zakaz przekraczania prędkości
światła oraz zakaz równoczesnego pomiaru pędu położenia cząsteczki i spowodował przejście od oświeceniowego modelu praw ściśle deterministycznych do opisu probabilistycznego (s. 23). Stąd już tylko jeden krok do przekonania, że wszystkie nasze sądy są nieuchronnie subiektywne, co znalazło wyraz w postmodernizmie, określającym klimat naszej epoki i wyrażającym się w pesymizmie, sceptycyzmie i minimalizmie, jeśli chodzi
o pojmowanie prawdy. Dziś można już, jak wskazuje autor, głosić, że prawdy w ogóle nie
ma (s. 25). Istnieją tylko prawdy partykularne - moje prawdy wypływające z wiary i osobistego zaangażowania. Obserwować można zjawisko świadomego zacierania różnic pomiędzy rzeczywistością a fikcją; przeżywamy ulotne, bezwymiarowe chwile; w coraz większym stopniu tracimy z pola widzenia potrzebę zintegrowanej wizji całości.
Ks. Józef Budniak w artykule Ekumenizm w przestrzeni religijnej na Śląsku Cieszyńskim wskazuje na religijny wymiar przestrzeni, w jakiej żyją mieszkańcy Śłąska Cieszyńskiego. Różnorodność religijna (luteranie, rzymscy katolicy, baptyści, metodyści i inni)
znajduje swój wymiar przestrzenno-terytorialny. Autor omawia przejawy życia religijnego
tych grup, tworzenie miejsc kultu i modlitwy, reperkusje przemian społeczno-politycznych
w środkowej i wschodniej Europie dla życia religijnego na Śląsku Cieszyńskim, a także
wpływ ekumenizmu Śląska Cieszyńskiego na ruch ekumeniczny w całym kraju.
Ryszard Kantor w szkicu Kulturowe aspekty sporu o przestrzeń ideową wskazuje na
symboliczny wymiar czasu i przestrzeni w życiu ludzi. Wiążą się z nią emocje, uczucia,
wartości, które mogą się kształtować spontanicznie, bądź mogą być narzucone odgórnie.
Nazwy ulic, placów, zakładów pracy, szkół, uczelni, klubów sportowych wiązały się najczęściej z "szatą ideologiczną", której były wyrazem. Taka "szata ideologiczna" jest zwykle czymś narzuconym (przez nazistów, faszystów, komunistów czy obce mocarstwo); np.
pomnik cara Aleksandra II został po odzyskaniu niepodległości przez Polaków zburzony,
współcześnie burzy się pomniki Stalina, zmienia nazwy ulic na dawne (np. Bohaterów Stalingradu w Krakowie na Starowiślaną etc.). Nazwy te miały przypominać Polakom, w ramach jakiego ustroju żyją, podobnie jak napisy obcojęzyczne w zaborze rosyjskim miały
uświadamiać Polakom, że ich obszar kulturowy nie należy do nich. Wraz z upadkiem komunizmu jednym z pierwszych zadań nowych władz była zn1iana szaty ideologicznej polskiego miasta. Spór o przestrzeń ideologiczną trwajednak po dziś dzień i proces odideologizowania przestrzeni publicznej na pewno się jeszcze nie zakończył.
Kolejny szkic Dariusza Rotta Ikonosfera Leszna w latach 1628-1656 jako przestrzeń
kulturowego współistnienia. Zarys problematyki ukazuje ikonosferę Leszna: fortyfikacje,
ratusz, pałac, budynki mieszkalne, kościół, obiekty sztuki sakralnej, które stanowiły symboliczny wyraż, niestety, dawno i bezpowrotnie minionej świetności tego miasta.
Część drugą pracy rozpoczyna artykuł Konrada Górnego i Mirosława Marczyka Obraz
miasta jako przestrzeni kreowanej i przestrzeni kreującej tożsamość kulturową jej mieszkańców. Przyczynek do antropologii Wrocławia. Przesuwając się po ulicach i placach miasta, wśród domów, pomników i kościołów ocieramy się o przeszłość, o historię, o przestrzeń, której zazwyczaj nie znamy, ale której wagę odczuwamy. Po okupacji przystąpiono
do powtórnego kształtowania przestrzeni społecznej Wrocławia, co polegało na wysilkach
349
w kierunku przywrócenia temu miastu piastowskiego charakteru. Niemcy świadomie niszczyli przejawy polskości na terenie miasta, toteż nawet w okresie indoktrynacji komunistycznej zaczęto pieczołowicie odbudowywać kościoły i budynki w stylu gotyckim i romańskim, uznając je za świadectwo polskości. Nowy obraz miasta, jego historię i mitologię tworzyli ludzie, którzy stali się wrocławianami z przypadku. Byli to ludzie z różnorodnym
bagażem kulturowym, niekiedy prymitywni, którzy zrywali parkiety, by uzyskać materiał
na opał do zainstalowanych na prędce piecyków (s. 78). Przez miasto przetoczyła się niezliczona rzesza szabrowników, którzy bogacili się, ogałacając ocalałe domostwa. Mimo to,
dzięki zaangażowaniu mieszkańców, wykształcił się z czasem specyficzny etos miasta, właściwy mu sposób zachowania, rodzaj humoru, mądrości życiowej, mody, etc. Dzisiejszy
Wrocław nie jest już więc tym, czym był dawniej - Breslau, ani też tym, czym nigdy nie
był, tzn. Lwowem. O specyficznej atmosferze miasta decydują nie tylko ludzie, ale też
symbole, które wiążą się z mitami określającymi tożsamość miasta.
Izabella Bukraba-Rylska w szkicu Lokalne zasoby kulturowe w świadomości mieszkańców gminy -przypadek Białowieży wskazuje na współczesną rewitalizację idei lokalności
i pojęcia lokalizmu, podważa częste obecnie twierdzenie o wytworzeniu się "sfery pustej"
czy "próżni ideologicznej" pomiędzy obszarami zagospodarowanymi przez rodziny, a obszarami identyfikacji narodowej. źródeł renesansu lokalności upatruje autorka w ogólnych
przemianach ustrojowych, jakie nastąpiły po upadku komunizmu: poddanie kultury oddziaływaniu mechanizmów rynkowych, wycofanie się państwa z roli jedynego mecenasa
kultury (pluralizm życia kulturalnego), ograniczenie centralnie planowanej polityki kulturalnej i ustanowienie kilku poziomów uprawnionych do zarządzania kulturą - szczebla
lokalnego, wojewódzkiego, ogólnokrajowego. Odpowiedzialność za znaczną część życia
kulturalnego przekazano samorządom lokalnym, co przyczyniło się bez wątpienia do odrodzenia się konkretnych wspólnot łokalnych. Autorka wskazuje, że przy opisie wszelkiego
typu rzeczywistości powinno się uwzględniać następujące elementy:
- treści miejscowe (tradycje kultury ludowej, ważne wydarzenia i zabytki danego terenu);
- treści kultury masowej, popularnej;
- treści zaczerpnięte z tzw. kultury wysokiej, elitarnej (z kanonu narodowego i światowego).
W oparciu o ten postulat autorka przeprowadziła badania ankietowe wśród młodzieży
i jej rodziców w gminie Białowieża w województwie białostockim. Ogólny wynik jej dociekań okazał się sprzeczny z pierwotnie podniesionym założeniem o rewitalizacji lokalności. Badania wykazały, że wśród respondentów maleje wiedza na temat własnej miejscowości, w każdym zaś razie na temat związanych z nią wydarzeń historyczno-kulturowych.
Dominującą rolę w wyposażeniu pojęciowym młodzieży w Białowieży odgrywa uniwersalna kultura młodzieżowa oraz pojęcia związane z funkcjonowaniem w nowoczesnym
świecie (Internet, bankomat,fast food, etc.). Młodzież zna doskonale nazwy obcojęzycznych zespołów i modnych solistów. Poziom znajomości kanonu narodowego sytuuje się na
przedostatnim miejscu, zdecydowanie najgorzej wypada wiedza na temat własnego, wiejskiego świata, wydawałoby się najbliższego respondentom. Na zjawisko to wskazywał
George Simmel, pisząc, że w miarę rozwoju kulturalnego współczesny człowiek coraz
bardziej dystansuje się od tego, co mu bliskie, natomiast zaczyna ciążyć ku temu, co znajduje się najdalej. Rezultatem jest rozrywanie więzi symbołicznych - z żadnym bowiem
z tych światów - i z tym bliskim, i z dalekim - człowiek nie może czuć się w pełni
zintegrowany.
Maria Z. Pulinowa w artykule O kształtowaniu tożsamości kulturowej młodzieży w przestrzeni miejskiej omawia wyniki badań, jakie przeprowadziła wśród młodzieży Sosnowca.
Dochodzi do podobnych wniosków co autorka poprzedniego szkicu, że przestrzeń codzienna
350
- rodzinne miasto, region, zaczyna być niedoceniane i gubi się niejako w powodzi informacji, jakie otrzymują uczniowie, i że brak jest ogniwa spajającego wiedzę ucznia o dalekich obszarach z wiedzą o własnej przestrzeni doświadczaną na co dzień. Prowadzony przez
autorkę Zakład Dydaktyki Geografii przy Wydziale Nauki o Ziemi Uniwersytetu Śląskiego
realizuje specjalny program nauczania młodzieży w zakresie edukacji regionalnej - ma
on kształtować świadomość historyczną w postaci wiedzy o własnym środowisku geograficznym i kulturowym, o przeszłości regionu, miasta. Ta świadomość jest zbyt mała z punktu
widzenia postulatu rewitalizacji regionalizmu.
Z kolei Anna Brzozowska-Krajka w szkicu Przestrzenie tradycji etnicznej w strukturze
amerykańskiej metropolii (na przykładzie regionalizmu podhalańskiego) omawia problem
utrzymywania się fenomenu góralszczyzny w centrum chicagowskiej metropolii i czynniki, które sprawiają, że procesy asymilacyjne postępują tam powoli. Jest to wynik aprobowanej w USA wolności etnicznej ekspresji - akceptacji różnorodności i prawa do utrzymywania przez ludzi własnej etniczności. Autorka wskazuje na pewne tradycyjne cechy
i wartości kultury góralskiej (cechy architektury i wystroju wnętrz, trójpokoleniowy model
rodziny, silna religijność), które sprzyjają utrzymywaniu się odrębności. Podtrzymują ją
także wydawane w Ameryce pisma regionalne, takie jak np. "Tatrzański orzef', "Podhalanin w Ameryce" itp.
Bronisława Kopczyńska-Jaworska w szkicu Ewangelicy łódzcy w przestrzeni miasta
wskazuje na odrębnvść kulturową tej grupy religijnej, która znajduje także swój przestrzenny
wyraz w samym mieście. Ewangelicy łódzcy rekrutowali się przeważnie z cudzoziemców
- Niemców, rzadziej z Czechów, sporadycznie Francuzów, Anglików (w 1850 r. stanowili
oni aż 4 l ,8% ogółu mieszkańców Łodzi - potem proporcje te nieco się zmieniły na rzecz
katolickiej ludności polskiej). Z czasem grupa ewangelików łódzkich powiększyła się
o ludzi polskiego pochodzenia i nasiliły się też dążenia do polonizacji życia kościelnego,
które spotkały się z oporem ewangelickiej, niemieckiej ludności Łodzi.
Część trzecią tomu zatytułowaną "Przestrzeń pogranicza" otwiera szkic Haliny Rusek
Pogranicze etniczne - wielokulturowa przestrzeń, w którym autorka omawia dotychczasowe koncepcje pogranicza (G. Babiński, A. Sadowski, T. Popławski). Podkreśla rolę religii jako podstawowego czynnika identyfikacji narodowej na terenach pogranicznych (Polak-katolik, Ruski-prawosławny). Pogranicze to przestrzeń wielokulturowa, ale w ostatnim ćwierćwieczu obserwować można odradzanie się więzi etnicznych nawet na tych
pogranicznych obszarach - w stosunkach wielokulturowych wyraża się to w nieporozumieniach, antagonizmach, często konfliktach. Wszędzie tam obserwujemy ścieranie się
różnic na różnych płaszczyznach życia politycznej, ekonomicznej, religijnej, oświatowej, kulturalnej, przy czym kryterium stanowi przynależność etniczna, innym razem religia, ugrupowanie polityczne etc. Każdy człowiek pogranicza żyjący na styku co najmniej
dwóch kultur nosi znamiona podwójnej tożsamości. Na koniec więc autorka określa pogranicze jako "niespokojną wielokulturową przestrzeń" (s. 153).
Urszula Swadźba w szkicu Przestrzeń pogranicza a wartości w życiu młodzieży. Próba
porównania ukazuje, jak sytuacja wielokulturowego. pogranicza odbija się w świadomości
młodzieży, tym razem Opolszczyzny (przykład Głogówka), a więc pogranicza polsko-niemieckiego. Przywołuje, podobnie jak poprzednia autorka, ustalenia A. Sadowskiego, J. Mańańskiego i M. Misztal, że życie na pograniczu i przynależność do różnych grup lokalnych
różnicuje system wartości młodzieży i w jakimś stopniu je zmienia (s. 158). Młodzież,
która wyrastała w autochtonicznym środowisku, wykazywała duże przywiązanie do tradycyjnych wartości, dotyczących życia rodzinnego, stosunku do pracy, poczucia obowiązku.
Konfrontacja z Niemcami, którzy reprezentują i kultywują inne wzorce zachowania, w zasadzie umacniała ich przywiązanie do wyznawanego systemu norm moralnych, choć rodziła też podatność na zachowania negatywne i patologiczne - jak dążenie do łatwego zarob-
351
ku, szybkiego bogacenia się, niekoniecznie w legalny sposób i z pominięciem norm moralnych.
Barbara Kołodziejska w szkicu Region lubuski - nol1.J'obszar kulturol1.J'omawia tworzenie się nowej rzeczywistości kulturowej na Ziemi Lubuskiej, które to miano, przywrócone po fi wojnie światowej (dawniej obejmujące terytorium pomiędzy Śląskiem a Pomorzem oraz Wielkopolską a Brandenburgią), zaczęło obejmować województwo zielonogórskie. Ta nowa jednostka administracyjna
stała się z czasem punktem wyjścia dla
kształtowania się nowego regionu kulturowego, który tworzył się na podłożu kultur wniesionych przez powojennych przybyszów (osadników z obecnego terenu Polski, repatriantów z byłego Związku Radzieckiego i reemigrantów). Wszystkie te grupy ludnościowe
reprezentowały odmienne dziedzictwo kulturowe, różne wzory zachowań i postaw. Kształtowanie się nowej przestrzeni kulturowej okazało się procesem długotrwałym -ludzie nie
czuli się u siebie - mieszkali w poniemieckich domach, gospodarowali na cudzej ziemi,
mieli poczucie niepewności. Mimo to autorka ukazuje narastanie procesów integracyjnych,
wyciszanie konfliktów międzygrupowych, z czym łączył się wzrost tolerancji dla odmienności kulturowych. Do kształtowania się nowego oblicza regionu przyczyniła się twórczość
artystów ludowych i rzemieślników (garncarstwo, tokarstwo ręczne, niektóre techniki plecionkarskie, pisankarstwo, wielobarwna wycinanka etc.). Nie wszystkie te wytwory akceptowano od razu, niektóre z nich wręcz odrzucano. Wzrastanie młodego pokolenia, któremu
obce były dawne konflikty między grupowe, przyczyniło się do szybszej integracji mieszkańców Ziemi Lubuskiej - zaczęło wzrastać zjawisko identyfikacji z nowym miejscem
zamieszkania, powstała nowa twórczość folklorystyczna wynikająca z poczucia więzi
z nowym regionem (pieśni o własnej wsi i regionie, stroje własnego pomysłu, zwyczaje
i obrzędy i tym podobne przejawy nowej kultury ludowej). Nowa kultura nie jest tylko
wypadkową dawnych kultur wniesionych przez ludność napływową, ale stanowi nowąrzeczywistość -tradycyjne
elementy są wzbogacane nowymi treściami, które niesie dzień
dzisiejszy (s. 176).
Kolejny tom śląskich Studiów Etnologicznych i Antropologicznych przynosi opracowania, których walor stanowi silne oparcie w realiach, niepoprzestawanie na gołosło~
nych ustaleniach teoretycznych, lecz zaprezentowanie ciekawego i bogatego materiału
faktograficznego i ukazanie ważkich procesów związanych z kształtowaniem się przestrzeni
kulturowej i społecznej na różnych terenach. Z przestrzenią wiążą się określone ludzkie wartości i przekonania, jest ona równie wartościowana i przewartościowywana, dając ludziom
poczucie zakorzenienia i tożsamości, a także poczucie odrębności niezbędne (wobec coraz
silniejszych procesów unifikacyjnych) dla zachowania pełnej integracji społecznej i psychicznej.
Barbara Olszewska-Dyoniziak
Śląsk. Schlesien. Slesko. Przenikanie kultur, red. Zygmunt Kłodnicki, Muzeum Narodowe we Wrocławiu, Wrocław 2000, ss. 167.
Przedstawianemu wydawnictwu towarzyszyła wystawa zorganizowana przez Muzeum
Etnograficzne (Oddział Muzeum Narodowego) we Wrocławiu. Poszczególne artykuły tomu
poszerzają prezentowaną na wystawie problematykę, bądź w sposób syntetyczny wskazując na ważne problemy, bądź aktualizując szczegółowe źródła.
352
Nie pierwszy raz muzeum to podejmuje ważną tematykę, że przypomnę Polskie opisanie świata z lat 1995-1996, (również z publikacją). Tym razem wystawa i tom dotyczy
obszaru pozornie wąskiego, ale jakże ważnego dla całościowego obrazu kultury Polski.
Zajmuje się Dolnym Śląskiem jako obszarem poddanym przez wieki różnorakim wpływom, zasiedlanym przez różne nacje. Problem przenikania się i współżycia kultur stanowi
główny leitmotiv u wszystkich autorów.
Artykuły-eseje można podzielić na dwie grupy: mówiące o losach kultury tradycyjnej
(w poszczególnych aspektach) pióra autorów polskich i dwa szkice dotyczące losów grupy
niemieckiej i czeskiej.
Wprowadzenie do tomu Mariusza Rermandorfera (dyrektora Muzeum Narodowego we
Wrocławiu) oraz wstęp Elżbiety Berendt (Muzeum Etnograficzne) zapowiadają tematykę
tomu, podkreślając "przechodniość" i pograniczność obszaru Dolnego Śląska i ważność
wskazania na zbieżności i podobieństwa w zakresie kultury wysokiej i rustykalnej z sąsiadującymi krajami oraz innymi ziemiami Polski. Dolny Śląsk bowiem był ze względu na
swe położenie i historię najlepszą drogą oddziaływań prądów cywilizacyjnych i kulturowych z Zachodu. Autor wprowadzenia podkreśla ponadto konieczność oparcia się o dokumentację kultury, znajdującą się w muzeach (korzystano również ze zbiorów muzeów niemieckich i czeskich - stąd połączenie wystawy i publikacji).
We wstępie Elżbieta Berendt (Muzeum Etnograficzne, Oddział Muzeum Narodowego
we Wrocławiu) uzasadnia ważność obszaru leżącego na styku kultur oraz przedstawia zagadnienia z kultury tradycyjnej, które znalazły się na wystawie (choć nie zawsze w tomie).
Cztery kolejne artykuły, różne w charakterze, dotyczą dokumentacji kultury ludowej.
Henryka Wesołowska (Katedra Etnologii, Uniwersytet Wrocławski), przedstawiając Dolny
,
Sląskjako region etnograficzny, wskazuje na duże bogactwo treści i form, uzasadniając to
uwarunkowaniami geograficznymi i historycznymi (teren nizinny i górski, losy historyczne). Trzon artykułu zajmuje charakterystyka poszczególnych działów kultury, tak materialnej, jak i mentalnej oraz sztuki. Na szczegółowych przykładach autorka pokazuje pochodzenie, drogi zapożyczeń, obecny obraz.
Zygmunt Kłodnicki (Zakład Etnologii, Uniwersytet Śląski, filia w Cieszynie) jest autorem dwu tekstów: Kultura duchowa i społeczna wsi dolnośląskiej w świetle map ,,Atlas der
deutschen Volkskunde" - ADV oraz Dolny Ślą.~k na tle ziem Polski w świetle tradycyjnej
kultury materialnej. Łączy je typ źródła - mapy z atłasów etnograficznych. Zmapowane,
a więc umiejscowione w przestrzeni i czasie fakty kulturowe. Pozwala to na wyciąganie
wniosków i uogólnienia, oraz porównania przestrzennego występowania zjawisk.
W pierwszym artykule, dOtyCząCynlkultury duchowej i społecznej, autor opiera się głównie na atłasie niemieckim, którego pierwsza część powstała w latach 1936-1939, a po II
wojnie w latach 1958-1979 druga. Atlas ten poza obszarami Niemiec i Austrii obejmuje
ludność niemiecką, zamieszkującą wsie czeskie, węgierskie, rumuńskie i polskie (grupom
mniejszościowym rozesłano ankiety), w tym z kilkuset miejscowości dolnośląskich. Dostarczają nam one unikatowego materiału sprzed II wojny. Materiał zebrany na terenie Polski
dotyczy głównie ziem byłego zaboru pruskiego.
Zmapowany materialodnoszący się do wielu elementów kultury duchowej i społecznej
dotyczy I połoXX wieku i pozwala Zygmuntowi Kłodnickiemu na wyciągnięcie wniosków
o heterogeniczności kulturowej terenu, licznych podobieństwach do terenu Europy i dużych zbieżnościach z krajami ościennymi.
Artykuł drugi tego autora (tylko czemu rozdzielony innym), również oparty jest o materiał atlasowy - tylko że tym razem dotyczy zjawisk z kultury materialnej i służy porównaniu Dolnego Śląska z innymi regionami Polski. Podstawą jest Polski Atlas Etnograficzny. Podstawowe pytania dotyczą specyfiki kulturowej Dolnego Śląska, podobieństw z ziemiami Polski i reliktami słowiańskimi oraz sąsiednimi państwami. Synteza (i analiza) wielu
---
353
elementów kultury materialnej pokazana jest na ciekawej mapie (na konturze map PAE)
i daje odpowiedzi na główne pytania.
Autorka wstępu Elżbieta Berendt zajmuje się ponadto dwoma zagadnieniami (w dwu tekstach). W artykule Sztuka ludowa jako ~yraz etnicznego zróżnicowania regionu wskazuje na
wieloetniczne pochodzenie fonn sztuki ludowej tego regionu. Wiążąc sztukę ludową z formami ludowej religijności, wędrówkę wzorów ściśle wiąże z tradycją pielgrzymowania
i licznymi ważnymi ośrodkami kultowymi Dolnego Śląska. Bardzo interesująca jest np.
infonnacja dotycząca Barda Śląskiego o osobnych drogach pielgrzymowania nazywanych
"czeską", "polską" i "białą", czyli niemiecką, pątników tych nacji. Widać tu przenikanie
się pograniczy.
W artykule zamykającym tom Powojenny ksztalt dolnośląrkiej tradycji ludowej zajmuje
się autorka współczesnością regionu. W części historycznej charakteryzuje powojenne fale
osadnicze, podkreślając znaczenie "przetrwania zakorzenienia" w przekazie i trwałości "bagażu kulturowego".
W artykule znajdują się ponadto typowe opisy procesu adaptacji i integracji kulturowej,
ze zwróceniem uwagi na rolę stroju ijęzykajako wyróżników pochodzenia we wczesnych
latach. Poruszane w tekście zagadnienie ilustruje mapa pokazująca zasięg dolnośląskiej,
a więc specyficznej "mieszanki" tradycji kulturowych.
Osobną jakby część stanowią artykuły autorów obcych. Martin Dohnal (Instytut Etnologiczny Czeskiej Akademii Nauk w Pradze), zajmuje się mniejszością czeską na Ziemi Kłodzkiej i jej związkiem z krajem. Zbieżności i różnice, jak i powiązania, pokazuje na przykładach bogatego folkloru tej grupy, a głównie - opowiadań historycznych i wierzeniowych.
Polemizuje też z teorią wątków "wędrownych" i znaczeniem migracji Bernd Schone w artykule Śląrka tożsamość w Saksonii (Saski Instytut Historyczno-Ludoznawczy w Dreźnie) wysuwa tezę, że ludność północnej Saksonii bardziej jest związana kulturowo i tożsamościowo
ze Śląskiem niż z Saksonią. Łużyce, gdyż o nich tu mowa, z racji słowiańskiego pochodzenia miały swoją specyfikację, oscylując między słowiańskim a niemieckim etnosem. Autor
wskazuje na dawność badań nad tą problematyką (od XVIII wieku) i konieczność jej kontynuowania.
Kończąc omówienie treści poszczególnych artykułów, chciałam zwrócić uwagę na jeden, w moim mniemaniu, mankament. Każdy tekst stanowi autonomiczną całość, nawet te,
które mają tego samego autora, a więc rys historyczny i charakterystyka regionu powtarza
się kilkakrotnie. Czy nie można by tego uniknąć, tworząc osobny artykuł. Z pewnością
można było chociaż tak postąpić z tekstami Z. Kłodnickiego.
Książka przygotowana jest niezwykle starannie graficznie. Zawiera wiele interesujących fotografii oraz spis ilustracji, nazw geograficznych i etnicznych. Można sądzić, że
dobrze się przysłuży poznaniu problemów kulturowych regionu Dolnego Śląska.
Anna Szyfer
Jerzy C z aj k o w s k i, Studia nad Łemkowszczyzną, Wydawca twa Ludowego w Sanoku, Sanok 1999, ss. 227.
Muzeum Budownic-
Studia nad początkami poszczególnych ludów i narodów wciąż przyciągają uwagę badaczy reprezentujących różne dyscypliny, głównie jednak historyków, językoznawców, a także
archeologów. Do grona tych badaczy od dawna już należy Jerzy Czajkowski - etnograf
i etnolog, znawca tradycyjnego budownictwa w Europie i tradycyjnej kultury wiejskiej
354
w południowo-wschodniej Polsce. Tym razem daje się nam poznać jako historyk i po trosze
językoznawca. Operując materiałami i metodami charakterystycznymi dla obu tych dyscyplin, 1. Czajkowski podjął kolejną próbę zarysowania genezy Łemków na północnych stokach polskich Karpat, a w szczególności "czasu i pochodzenia różnych grup ludzkich, przechodzących przez obszary Beskidów, koczujących tu niekiedy lub przybywających z określonymi celami zasiedlenia, ludzi opierających swój byt na pasterstwie i hodowli zwierząt
domowych i zdających sobie sprawę z konieczności wykonania ciężkiej pracy przy trzebieży pierwotnych puszcz od momentu, gdy podejmą decyzję osiedlenia się w wybranym
miejscu. Byly to decyzje swobodne, nie wymuszone przez właścicieli ziemskich" (s. 5-6).
Autor omówił dokładnie zasiedlenie Beskidu Niskiego i Sądeckiego, zwracając baczną
uwagę na przekroje chronologiczne. W rozdziałach II i III zajął się pograniczem łemkowskim od strony zachodniej i północnej, i uksztaltowaniem się granicy łemkowskiej. Rozdziały IV i V 1. Czajkowski poświęcił kolejno etnogenezie Łemków oraz obszarowi i zaludnieniu Łemkowszczyzny.
Nader cenna jest mapa pierwsza, na której autor ukazał proces zasiedlania Łemkowszczyzny i przyległej części Słowacji. Okazuje się, że obszary górskie są zasiedlane dopiero
od XVI wieku, podczas gdy tereny podgórskie (poza granicami Łemkowszczyzny) były
zasiedlone już od połowy XIV wieku. Mapa byłaby jeszcze lepsza, gdyby nie pewne niekonsekwencje; otóż wsie slowackie są opisane, natomiast polskie tyłko ponumerowane.
W legendzie mapy przydalby się odsyłacz do s. 12-16, gdzie czytelnik znajdzie wykaz wsi
łemkowskich ze stosownymi numerami (wsi polskich w tym wykazie nie ma, choć na mapie
naliczyłem ich 55). Na mapie tej po polskiej stronie zaznaczono rzeki (ułatwia to orientację), po słowackiej natomiast tylko drogi.
Szukając analogii dla niektórych nazw, wzorem F. Miklosicha (brak w pracy) i K. Dobrowolskiego, autor sięga na Półwysep Bałkański. I tak np. dla Sopotnicy (dopływ Grajcarka) odnajduje analogie w nazwach tego typu określających tu i ówdzie mniejsze cieki,
częściej nazwy miejscowości, od wsi Sopotnice koło Usti n. Orlicą w Czechach i potoku
Sopotnica (dopływ Hronu blisko Banskiej Bystrzycy) poczynając, aż po Sopot (nazwa
dwóch wsi) w Albanii i Sopotón - miejscowość na Peloponezie (s. 48).
Na mapie drugiej (po s. 100) autor pokazał "pogranicze wyznaniowe Łemkowszczyzny
w końcu XVIII wieku". Okazuje się, że na odcinku od Popradu do Wisłoka pogranicze
wyznaniowe pokrywa się z późniejszymi granicami etnicznymi Łemkowszczyzny. Jerzy
Czajkowski przypomina, że "granicę polsko-rusnackąprzed póltora wiekiem omówił Dionizy Zubrzycki, opracował pod względem etnograficznym przed drugą wojną światową
Roman Reinfuss i powtórzył to w 1990 roku. Zupełnie inną drogą poszedł Zdzislaw Budzyński, który oparł się o źródła kościelne i przyjął wyznacznik wyznaniowy: "z jednej
strony wyznawcy obrządku rzymsko-katolickiego,
z drugiej obrządku wschodniego"
(s. 103).
W rozdziale IV poświęconym etnogenezie autor zaznacza, że pierwszymi osadnikami
na interesującym nas obszarze byli przybysze z Powiśla (s. 112). Od końca XI wieku obszary na wschód od Jasiołki były terenem osadnictwa ruskiego, natomiast przyległy od
zachodu obszar Beskidu Niskiego stanowił wówczas pustkę osadniczą.
Z mapy trzeciej (po s. 112) wynika, że najstarsze fale osadnictwa wołoskiego napływały od strony Karpat Wschodnich i terenów przyległych (Maramuresz, Zakarpacie, Ruś Halicka), gdzie stwierdzono Wołochów od schyłku XIII wieku. W Karpatach Północnych
stwierdzono ich w drugiej połowie XIV wieku: w 1359 roku właścicielem Rybotycz jest
Szczepan (Stefan) Wołoszyn (Węgrzyn) Rybotycki, w źródle z 1373 roku wspomniana
jest wieś Wolosz(e) (Wolodź) koło Dynowa, w 1377 roku założono już na prawie wołoskim Hodle Pole, a jego właścicielem był Ładomir Woloszyn. Od pierwszej połowy XV
wieku ślady wołoskie na Łemkowszczyźnie sąjuż częste.
355
Istniejąjednak toponomastyczne przesłanki o wcześniejszym pojawieniu się żywiołu
wołoskiego na terenach łemkowskich, trudno jednak je jednoznacznie zinterpretować np. nazwa alpes Beschad na byłej granicy węgiersko-polskiej w dokumencie z 1269 roku
i niewiele później zanotowana nazwa góry i wsi Cergowa.
Jerzy Czajkowski bada nie tylko naj starsze wiadomości o wsiach i ich ludności, ale
także nazwiska i toponimy, zwłaszcza typu Wołoch, Vlach, Olah (mapa 4.), Orosz, Rusk
(mapa 5.), Other (mapa 6.) i (I)zwor (mapa 7.).
W zakończeniu autor zwraca uwagę na wielki wkład wołoski (pasterski, po części też
rycerski) w kolonizację tego obszaru. Kolonizacja pasterska przesuwa się wzdłuż pasma
hal i połonin aż po Bieszczady. Dalej pasterze weszli w lasy Beskidu Niskiego i Sądeckiego, dochodząc aż na polską Orawę i Żywiecczyznę, a ich coroczne wędrówki odbywały się
raczej na linii północ-południe. "W XV wieku zwiększył się napływ Wołochów, i to pasterzy z silną domieszką żywiołu ruskiego. Oprócz możliwości wypasu ważne stało się pozyskiwanie ziemi pod uprawy rolne i zakładanie wsi. Oczywiście, nie wyklucza to dalszego
istnienia i peregrynowania grup czysto wołoskich, które w lasach żywieckich latarni koczowały ze swoimi stadami, wypalając polany na potrzeby zwierząt. (...) Członkowie grup
wołosko-ruskich w Beskidzie Niskim i na Słowacji - zauważa 1. Czajkowski - noszą
niekiedy imiona wołoskie, ale najczęściej mają imiona ruskie. Być może powodowało to,
że w otoczeniu obcym zacierała się różnica między Wołochami i Rusinami, którzy sami
zwali się «Rusnakarni». Odrębność etniczna Wołochów z czasem musiała zanikać, czemu
sprzyjała jedna religia" (s. 194-195). W konkluzji autor stwierdza: "bez osadnictwa wołoskiego, później wołosko-ruskiego, nie byłoby Łemków jako grupy etnograficznej. Tak samo
nie byłoby Bojków i Hucułów" (s. 196). I dalej: "Przodkowie Łemków wnieśli cechy wieloetniczne do ukształtowania się kultury całej grupy, że wszyscy przyszli w Beskidy i osiedlili się przede wszystkim w dolinach, co rzutowało na charakter osadnictwa. W drugiej
połowie XVII wieku, po stopniowej stabilizacji gospodarczej, zaczął się masowy rozrost
rodów i wsi. Grupa rozciągnięta wzdłuż długiego jęzora Beskidów musiała dojrzewać,
musiała kształtować wspólną mowę i inne ogólne cechy. Nic nie wskazuje na to, aby przed
XIX wiekiem doszło do ustalenia jednolitych cech etnograficznych, stanowiących wyróżniki grupy" (s. 197).
Dodajmy na koniec, że oprócz imponującej ilościowo literatury polskojęzycznej autor
uwzględnił w niewielkim stopniu prace badaczy ukraińskich, słowackich i czeskich. Nie
wszyscy cytowani autorzy znaleźli się w bibliografii i czytelnik musi się niekiedy nabiedzić, aby odnaleźć interesującą go pracę w przypisach (zapisu bibliograficznego pracy
L. Wyrostka nie udało mi się znaleźć). Książka zaś K. Moszyńskiego O sposobach badania kultury materialnej Prasłowian ukazała się nie w 1952, a w 1962 roku.
Autor nie ustrzegł się drobnych nieścisłości: oto o wsi Jasionka raz pisze, że pojawia
się w źródłach dopiero w 1665 roku (s. 14, tak samo na mapie nr 1.), gdzie indziej zaś, że
już w roku 1386 (s. 100). Zapewne chodzi o dwie różne wsie tej nazwy, bowiem podaje
autor stan ludności grekokatolickiej w Jasionce w 1785 - 210, w 1928 - 249 (s. 178).
Nie może to być Jasionka koło Dukli, bo ta, o ile pamiętam, jest polska. W rzeczy samej
na reprodukowanych w książce mapach znajdujemy raz Jasionkę koło Gładyszowa (ił. 8 na
.s. 42), drugi raz pod Duklą (Jasiąka, ił. 1 na s. 8). Frycowa, którą autor odnajduje po raz
pierwszy w źródłach już w roku 1379 (s. 97), nie trafiła do wykazu ani na mapę zapewne
z tego powodu, że była (i jest) wsią polską; na próżno jednak szukać informacji o niej na
s. 83, do czego zachęca indeks geograficzny (ukłony od chochlika drukarskiego!).
Recenzja historyka ijęzykoznawcy byłaby z pewnością po części odmienna, może bardziej krytyczna. Z pewnością też usłyszelibyśmy zarzut o braku krytycznego podsumowania prac historyków zajmujących się tym zagadnieniem, zwłaszcza czeskich i słowackich,
np. J. MacIirek, V. Prasek, V. Chaloupecky (dawniejsze prace na ten temat omawia skróto-
356
wo w swej recenzji A. Nyrek w 46. t. "Ludu"). Jednak ani historycy, ani językoznawcy
takiej wyczerpującej pracy nie napisali, chociaż wciąż jej brakowało.
Etnolog podniesie tu kwestię innej natury: w recenzowanej pracy są zaznaczone powiązania między procesami historycznymi i językowymi, brakuje natomiast poważniejszych odniesień do materialów etnograficznych. Zaskakuje to u autora, który często, chętnie i z dużym wyczuciem posługuje się w swych pracach etnologicznych materiałem historycznym.
Tym bardziej, że literatura etnologiczna jest nader bogata. Warto tu przypomnieć pracę zbiorową Viehwirtschaft und Hirtenkultur, red. L. FOldes, Budapest 1969. Zabrakło znaczącej
książki B. Kopczyńskiej-Jaworskiej, Tradycyjna gospodarka sezonowa w Karpatach Polskich, Biblioteka Etnografii Polskiej nr 20, Wrocław 1969, oraz kilku publikacji A. Kowalskiej-Lewickiej, zwłaszcza Hodowla ipasterstwo w Beskidzie Sądeckim, Wrocław 1980,książki W. Jostowej Pasterstwo na Polskiej Orawie, Biblioteka Etnografii Polskiej nr 26, Wrocław
1972, W. Kubijowicza, Życie pasterskie w Beskidach wschodnie/l, Kraków 1926 i cennych
artykułów L. Sawickiego, dotyczących szałaśnictwa na Wołoszczyźnie Morawskiej, Śląsku Cieszyńskim i w górach żywieckich ("Materiały Antropologiczno-Archeologiczne i Etnograficzne", t. 14, 1919).
Nie można jednak zrzucić na barki autora obowiązku napisania wszystkiego na ten temat. Otrzymaliśmy cenne i nader interesujące studium traktujące o genezie Łemkowszczyzny. To dużo.
Zygmunt Kłodnicki
Justyna Kur c z a k, Historiozofia nadziei. Romantyczne słowianofilstwo polskie, Wydawnictwo Uniwersytetu Łódzkiego, Łódź 2000.
Książka Justyny Kurczak, będąca pewnego rodzaju synteząpolskiej, romantycznej myśli słowianofilskiej, jest publikacją niezwykle istotną, gdyż od roku 1926, tj. od czasu ukazania się pracy Zofii Klarnerówny pl. Słowianofilstwo w literaturze polskiej lat 1800 do
1848 (Warszawa), temat ten nie doczekał się kompleksowego opracowania. Nie należy
jednakże traktować Historiozofii nadziei jako podręcznika, kompendium słowianofilstwa
polskiego, zbioru dat, nazwisk i faktów, lecz jako próbę - uważam, iż udaną - charakterystyki epoki, a przynajmniej jej wycinka, w której Polakom pozostała jedynie nadzieja.
"Wiek XIX był wiekiem słowiańskiego odrodzenia narodowego" (s. 3) - tymi słowami Autorka rozpoczyna książkę. We Wstępie do swojej pracy kreśli tło filozoficzno-historyczne słowianofilstwa polskiego, odwołując się także do innych słowiańskich narodów,
które od początku wieku XIX poszukiwały własnej tożsamości narodowej i kulturowej.
Cechą charakterystyczną słowianofilstwa jest brak jedności ideologicznej pośród różnych słowiańskich szczepów. Jednakże Autorka wskazuje na szerokie kontakty między
słowianofilami, np. jeden z czołowych czeskich "budzicieli", JosefDobrovskY, odbywał podróże do Rosji, był recenzentem słownika Lindego, członkiem Warszawskiego i Krakowskiego Towarzystwa Przyjaciół Nauk, itd. Justyna Kurczak mnoży przykłady podobnych związków. We Wstępie przytacza również kilka koncepcji pochodzenia nazwy Słowianin, od lingwistycznej do historyczno-eschatologicznej (s. 13-17). Nie braknie tutaj również refleksji
nad samym terminem słowianofilstwo.
Dla rozprawy naukowej - a taką niewątpliwie jest książka 1. Kurczak - bardzo ważne jest przedstawienie dotychczasowego stanu badań, a także uwag natury metodologicznej, a takich punktów we Wstępie niestety brakuje. Brak zdefiniowania podstawowych pojęć,
357
jakimi Autorka się posługuje (historia, historiozofia, historiografia - te pojęcia omawiane
są dopiero w części III), a także brak wyznaczenia granic chronologicznych, powoduje niespójność całego tekstu. Należy zadać pytania: kiedy rozpoczyna się tytułowy Romantyzm,
a co ważniejsze, kiedy się kończy? Justyna Kurczak chronologicznie kończy swoją pracę
na latach 30. XIX wieku lub na roku 1848, natomiast Romantyzm w Polsce trwał dłużej.
Jeśli tak, to podany w tytule temun wprowadza trochę niejasności do tekstu i wydaje się,
iż cezura wprowadzona przez Z. Klarnerównę we wspomnianej już wyżej pracy wydaje się
bardziej odpowiadać omawianemu zagadnieniu.
W części pierwszej 1. Kurczak przedstawia tezy takich autorów jak Brodziński, Mickiewicz, Maciejowski czy Dołęga Chodakowski. Wymienieni autorzy, będący słowianofilami, chętnie sięgali do współnoty prasłowiańskiej, przedchrześcijańskiej, wskazując na pierwotną jedność, myśleli o współczesności i odrodzeniu się owej wspólnoty. Uważali, za
Herderem, iż Słowianie są ludem ze swcj natury pokojowo nastawionym do innych, zakorzenionym głęboko w .,glebie", tak przyrodniczo, jak i kulturowo - w tradycji.
W nie istniejącym państwie - Rzeczpospolitej - słowiańska utopia miała za zadanie
natchnąć nadzieją społeczeństwo pod zaborami, dlatego też dopuszczano się różnorakich
niedomówień, przemilczeń itp. Twórcy tego okresu dopuszczali się nawet fałszerstw (por.
w Czechach Rękopis królowo dworski, Rękopis zielonogórski V. Hanki), by osiągnąć swój
cel, wymyślali fantastyczne teorie, chyba nie tylko z powodu niewiedzy, lecz kierowani
"wyższymi pobudkami", odrodzeniem narodu, odzyskaniem wołności państwa.
1. Kurczak porównuje sytuację społeczeństw slowiańskich na początku XIX wieku ze schyłkiem wieku XX i zagrożeniami takimi jak: "cywilizacja przemysłowo-techniczna, zacierająca granice odrębności kulturowych, homogenizująca społeczeństwa dotąd wyraźnie odróżniające się od siebie" (s. 55). Dziś moglibyśmy nazwać ów proces modnym terminem
- globałizacja.
Sięgnięcie do historii prawodawstwa (Maciejewski, Rakowiecki), powiązanie historii
z prawodawstwem, pozwoliło Autorce pokazać istotę zmian na różnych płaszczyznach:
etycznej, politycznej, społecznej.
Uważam, iż cała filozofia słowianofilstwa graniczyła z mitologią, częstokroć ją przekraczając. Owa mitologizacja (pra-)historii, własnych dziejów, przodków, mitologizacja
cech narodowych, osiągnięć itd., tak charakterystyczna dla okresu romantyzmu, była nieodłączną cechą słowianofilstwa nie tylko polskiego (np. por. 1. Rapacka, Spory o kształt
tradycji chorwackiej, [w:) Godzina Herdera. O Serbach, Chorwatach i ideijugosłowiańskiej, Warszawa 1995, s. 52-72). 1. Kurczak doskonale tę cechę uchwyciła. Przedstawia
koncepcje autorów - poza wspomnianymi już - takich jak: Woronicz, Surowiecki, Safatik,
które częstokroć były wyrażane w tekstach literackich, pretendujących do literatury naukowej.
Słusznie Autorka zauważa, iż upadek powstania listopadowego, terror, który zapanował
tuż po tym, doprowadziły do zachwiania wiary w braterstwo słowiańskie. W myśli słowianofilskiej następuje zn1iana: od wspólnoty kulturowej narodów słowiańskich, do idei federacyjnej, która pojawia się w latach 30. XIX wieku. Owa idea federacyjna nawiązuje do
pomysłu H. Dąbrowskiego z 1797 roku, utworzenia wspólnoty Polaków, Słowaków, W ęgrów i Chorwatów pod berłem Napoleona. Podobne postulaty wysuwał K. Libelt na zjeździe słowiańskim w Pradze w 1848 roku.
J. Kurczak kończy swoją pracę spojrzeniem z perspektywy końca XX wieku, zastanawiając się, jaki ślad słowianofilstwo pozostawiło w Europie, w szczególności zaś w Polsce.
W omawianej tu pracy można zauważyć, iż niektóre analizy j interpretacje tekstów
źródłowych zupełnie wydają się nie uwzględniać aspektu pozatekstowego, dlatego też bywają zbyt jednostronne. Wynika to być może z niedookreślenia przez Autorkęjasnych metod
postępowania badawczego. Bibliografiajest stosunkowo obszerna, jednakże brakuje w niej
358
np. prac Andrzeja Walickiego pl. Aleksander Hercen. Kwestia polska i geneza pewnych
stereotypów (Warszawa 1991) oraz Leszka Kuka Orientacja slowiallska w myśli politycznej Wielkiej Emigracji (do wybuchu wojny krymskiej), Toruń 1996, który porusza wybrane zagadnienia z tej tematyki. Pewną niedogodnością jest również brak indeksu nazwisk.
Historiozofia nadziei, pomimo iż może sprawiać w niektórych miejscach wrażenie fikcyjnej opowieści z XIX wieku, tak naprawdę okazuje się doskonałym opisem i komentarzem całego zjawiska słowianofi lstwa polskiego, ze wszystkimi jego koncepcjami, nurtami
itd. Justyna Kurczak niejako "oddaje głos" autorom tamtej epoki, przemawia ich słowami,
co ważne, ich językiem, by przybliżyć nam "historiozofię nadziei". Historiozofię pisaną
pod zaborami, także intelektualnymi. Duch nadziei, który towarzyszył pracom Lelewela
i Maciejowskiego, Dołęgi Chodakowskiego i Rakowieckiego, obecny jest na stronach omawianej książki i jest to mocna strona tej publikacji.
Adam Kola
Riepriessirowanyje etnograf y, praca zbiorowa pod red. D. D. Tumarkina, Wostocznaja
Litieratura RAN, Moskwa 1999, ss. 344.
W XX wieku w Rosji najpierw czerwony terror w czasie rewolucji, a potem reżym
stalinowski zebrały obfite krwawe żniwo wśród inteligencji. Żadna dziedzina nauki nie
została pominięta - etnografia nie była wyjątkiem. Nauce wyznaczono rolę narzędzia
mającego wzmocnić ideę socjalizmu-komunizmu w Związku Radzieckim. Miała udowodnić, że przejście od stosunków rodowych lub feudalnych do socjalizmu stanowi wielką
szansę dla opóźnionych w rozwoju ludów ZSRR. Podjęte badania nad etnicznością miały
wskazać, że narodowe kultury można rozwijać w ramach wielonarodowego państwa. Szukano cech łączących ludy Związku Radzieckiego, aby pokazać zarówno całemu światu, jak
i wszystkim obywatelom radzieckim, że to państwo nie jest sztucznym tworem, a powstało
w sposób naturalny - wolą wszystkich ludów ZSRR. Tych uczonych, którzy nie zamierzali realizować wyznaczonych im przez państwo komunistyczne zadań, karano na różne
sposoby: pozbawiano możliwości pracy, więziono, rozstrzeliwano, zsyłano na Syberię. Wiele
projektów i idei naukowych nie zrealizowano, a ich twórców zapomniano. Poddanych represjom badaczy wymazywano z literatury, niszczono ich zdjęcia i usuwano ich postacie
z fotografii zbiorowych, aby na zawsze zginęła o nich pamięć.
Po rozpadzie ZSRR zainteresowano się ofiarami komunizmu. Ludzie zaczęli opowiadać o swoich represjonowanych krewnych, w archiwach udostępniono tajne dokumenty
śledcze. Masowo pojawiły się publikacje i dzieła zapomnianych naukowców. W końcu
i etnografia doczekała się książki o poddanych represjom badaczach. Riepriessirowanyje
etnograf y to pierwsza publikacja zbiorowa dotycząca pracy naukowej i losu rosyjskich etnografów. Zawiera ona 12 opracowań, z których każde opowiada o jednej postaci. Wszystkie opracowania bardzo się różnią stylistyką i stosunkiem autora do osoby opisywanej, ale
ukazują w jasny sposób życie i twórczość etnografów. Co ważne, w opracowaniach i załączonych do nich bibliografiach podane są wszystkie prace omawianych naukowców, a także informacje o archiwach, gdzie można znaleźć ich nie wydrukowane pozycje oraz notatki
z badań terenowych. Teraz chciałabym przedstawić bliżej postacie naukowców
z tej książki opracowane kolejno przez M. A. Dewleta, A. A. Siriną, A. M. Rieszetowa,
N. G. Wołkową i G. A. Siergiej ewą, Ju. D. Anczabadze, B. Ch. Karmyszewą, M. M. Kie-
359
rimową, O. B. Naumową, R. Sz. Dżarylgasinową i M. Ju. Sorokiną, Ju. W. Iwanową,
N. S. Polisiuk, S. I. Wajnsztejna, G. Ju. Gagien- Tom.
Aleksander Wasyljewicz Adrianow (1854-1920). Zajmował się obszarem Syberii. Interesował się folklorem, szamanizmem i obrzędami u takich ludów jak Telengici, Czelkańczycy. Selkupowie, Ewenkowie i Szorowie. Uczestniczył w kilku wyprawach terenowych
na terenie Chakasji i Tuwy. W 1902 wydał książkę Rosyjskie bajki ipieśni Syberii. Ponadto opublikował pracę Ornament u ludów syberyjskich i jeszcze kilka innych artykułów
o szamanizmie Ałtaju. Niestety inne dzieła zostały albo zniszczone, albo nie dokończone.
W marcu 1920 roku A.W. Adrianow został stracony za drukowanie w gazecie "Syberyjskie
Życie" antybolszewickich artykułów;
Bemgard Eduardowicz Pietri (1884-1937). Przedmiotem zainteresowania Pietriego byli
przede wszystkim Buriaci. Zaczynał pracę jako pracownik Muzeum Antropologii i Etnografii w Sankt-Petersburgu i później objął stanowisko profesora na Uniwersytecie Irkuckim. Prowadził badania na terenie Wschodniej Syberii. Zajmował się Buriatami, Tunguzami
(Ewenkarni), Sojotarni (Tuwinczykami), Tofalararni. Podczas badań terenowych wykonywał
antropologiczne pomiary, zbierał eksponaty, zajmował się wykopaliskami archeologicznymi. Największe jego dzieła to Szkoła szamanów u północnych Buriatów i Stopnie poświęcenia szamanów mongolsko-buriackich. Został rozstrzelany w listopadzie 1937 roku jako
domniemany szpieg niemiecko-angielski;
Nikołaj Nikołajewicz Kozmin (1872-1938). Zasłużył się rosyjskiej nauce raczej jako
historyk. Badał Chakasów, głównie ze strony ustroju ekonomicznego i społecznego. Jego
najważniejszą pracą, jedyną budzącą zainteresowania etnologów, jest książka Chakasowie
z 1925 roku, w której to opisuje m.in. etnogenezę tego ludu. Aresztowany w sierpniu 1937
roku jako szpieg japoński, rok później zmarł w szpitalu więziennym;
Anatolij Niestorowicz Gienko (1896-1941). Jest to zasłużony językoznawca. Pracował w Muzeum Azjatyckim, a także w Instytucie Wschodoznawstwa w Moskwie, w którym prowadził Gabinet Kaukaski. Gienko jako pierwszy badał Abazinów, Ubychów, Cachurów, Chinalusów. Także jako pierwszy opisał kubiński dialekt języka lezgińskiego. Prowadził intensywne badania terenowe na całym Kaukazie, na podstawie których wydał kolejne
prace: Ojęzyku Ubychów, Z kulturowej przeszłości Inguszy, Język arabski i kaukazoznawstwo. W 1941 roku aresztowany pod zarzutem działalności antyradzieckiej. W styczniu
tego samego roku zmarł w szpitalu więziennym;
Georgij Aleksandrowicz Kokijew (1896-1955). Badał tereny Osetji i Kabardii na Kaukazie. Wykładał na Uniwersytecie Moskiewskim etnografię i historię Osetyjczyków i Kabardyjczyków. Napisał takie dzieła jak Szkice z historii Osetyjczyków, Historia osetyjska
na przełomie I-II tys. n.e., Domki pogrzebowe Osetyjczyków. W 1949 roku aresztowany
i wysłany do łagru za działalność antyradziecką. W 1955 roku zmarł w łagrze;
Fiodr Arturowicz Fijelstrup (1889-1933). Domeną tego etnografa była Azja Środkowa, a konkretnie Kazachowie i Kirgizi. Zajmował się kulturą materialną, obrzędami rodzinnymi, hodowlą bydła u tych ludów. Uczestniczył także przed rewolucją pażdziemikową w wyprawie do Południowej Ameryki, gdzie prowadził badania pośród Indian Brazylii.
Niestety, nie wydał żadnej pracy, zachowały się tylko notatki z badań terenowych. W listopadzie 1933 roku Fijelstrup został aresztowany i kilka dni później podczas przesłuchania,
jak informowano, zachłysnął się wrzątkiem;
Aleksiej Nikołajewicz Charozin (1864-1932). Był etnografem i antropologiem fizycznym, specjalizował się w badaniach ludów tureckojęzycznych. W tym zakresie wydał monografię Kirgizi (Kazachowie) Bukiejewskiej ordy; napisał kilka artykułów o etnogenezie
Kazachów i typach antropologicznych Tatarów. W późniejszych latach swojej działalności
Charuzin zainteresował się południowymi Słowianami. Uczestniczył w wielu wyprawach
360
badawczych. W jego dorobku znalazły się artykuły porównawcze na temat budownictwa
austriackiego, bośniackiego, morawskiego, halickiego, litewskiego. Jego ostatnim dziełem
jest Słowia/I.skie budownictwo w Kraju Północno-Zachodnim. które poprzedzały 6-letnie
badania terenowe wśród Białorusinów, Wielkorusinów, Małorusinów i Polaków. Aresztowany w 1932 roku za działalność antyradziecką. Dwa miesiące później Charuzin zmarł
w więzieniu;
Nikołaj Josificz Konrad (1891-1970). Jest uważany za największego japonistę Rosji.
W zasadzie nie zajmował się etnografią. Jedyne jego dzielo, które może zainteresować etnologów, to Szkice o organizacji społecznej i kulturze duchowej Koreańczyków na przełomie XIX-XX wieku. Opisał w tej monografii system pokrewieństwa, obrzędowość rodzinną, religię i zabawy Koreańczyków. W 1939 roku został skazany na pięć lat łagrów za
zdradę ojczyzny. W 1941 roku został zwolniony i wrócił do pracy naukowej;
Piotr Fiodorowicz Prieobrażenskij (1894-1941). Byl znaczącą postacią etnografii rosyjskiej. Próbował patrzeć na historię całego świata przez pryzmat etnografii. Sformułował
pojęcie areału techniczno-gospodarczego - jednostki badawczej kultury związanej zjednym zwartym obszarem. Zajmował się także wczesnymi formami religii. Był profesorem
Wydziału Etnografii Uniwersytetu Moskiewskiego. Jako pierwszy w Rosji napisał podręcznik dla studentów - Kurs etnologii. W 1937 roku został skazany na osiem lat łagrów
za działalność kontrrewolucyjną, a w 1941 roku rozstrzelany w łagrze za działalność antyradziecką;
Natalia Iwanowna Lebiediewa (1894-1978). Specjalista w dziedzinie kultury mateńalnej Słowian wschodnich, zajmowała się także folklorem, obrzędami, wierzeniami. Na podstawie badań terenowych wydała monografię obwodu ńazańskiego i Polesia. Najbardziej
interesowała się strojem ludowym Rosjan. Opublikowała następujące prace - Strój ludowy obwodu riazallskiego, Przędzenie i tkanie Słowian wschodnich i inne. Osądzona w 1933
roku za członkostwo w nie istniejącej Rosyjskiej Partii Nacjonalistycznej na trzy lata zesłania. Pod koniec 1934 roku została zwolniona z powodu choroby, ale niestety już nigdy
nie wróciła do pracy naukowej;
Borys Osipowicz Dołgich (1904-1971). Zajmował się ludami północnej Syberii. Pierwszy jego wyjazd w tundrę Tajmyru związany był ze spisem ludności w latach 1926-1927.
Później niejednokrotnie uczestniczył w badaniach terenowych na Tajmyrze, w Kraju Ewenków. Badał kulturę materialną i duchową takich ludów jak Ketowie, Nganasanie, Eńcy,
Dołganie, Jakuci, Ewenkowie. Został aresztowany w 1929 roku za krytykę kolektywizacji
i zesłany na cztery lata nad rzekę Lenę. W 1933 roku wrócił do pracy naukowej. Wydał
takie opracowania jak Ketowie, Skład rodowy i plemienny ludności północy Syberii Środkowej i swoje największe dzieło - monografię Skład rodowy i plemienny ludów Syberii
w XVII wieku;
Nina Iwanowna Gagien-Tom (1900-1986). Zainteresowania tego etnografa były szerokie, ale najwięcej uwagi badaczka poświęcala kulturze mateńalnej ludów nadwołżańskich. Zajmowała się także strojami i obrzędami Wielkorusinów. Uczestniczyła w wielu
wyprawach terenowych na obszarach rosyjskiej północy, Republiki Czuwaskiej, rzeki
Angary. Była pracownikiem Instytutu Antropologii i Etnografii ZSRR. W 1937 roku osądzona na pięć lat zesłania w łagrze nad rzeką Kołymą, w 1942 roku wróciła do pracy naukowej, ale w 1948 roku znów zesłano ją na pięć lat do łagru w Mordowii za działalność
antyradziecką. W 1954 roku wróciła do nauki. Spodjej pióra wyszły opracowania na temat
znaczenia włosów i czapek w obrzędach i życiu ludów Europy Wschodniej, opisywała stroje
badanych ludów, ornamenty, ozdoby. Napisała kilka artykułów o L. Ja. Sztembergu,
D. K. Zieleninie, którzy byli jej nauczycielami.
Oczywiście, jak to często bywa w pracach zbiorowych, poziom poszczególnych artykułów jest bardzo różny. Chciałabym zwrócić uwagę na to, że dwie osoby - Konrad
361
i Kozmin, nie były etnografami. W swojej działalności pośrednio związani byli z etnologią, byłoby zatem lepiej, gdyby miejsce tych dwóch, bez wątpienia zasłużonych w swoich
dziedzinach naukowców, zajęli zapomniani etnografowie. Na tle innych gorzej prezentują
się, moim zdaniem, opracowania dotyczące Adrianowa, Fijelstrupa i Charuzina. Zawierają
zbyt wiele niepotrzebnych infornlacji, materiał nie jest uporządkowany chronologicznie.
Pozostałe szkice zawierają wiele faktów, dobrze jest w nich przedstawiona twórczość etnografów - streszczenia ich prac, co pomaga czytającemu wybrać odpowiednie dzieła,
a także w niektórych przypadkach umieszczone są wskazówki, gdzie można znaleźć materiały pozostawione przez poddanych represjom etnografów. Są też dwa artykuły, które wyróżniająsię spośród pozostałych. Są to eseje o B. O. Dołgichu i N. I. Gagien-Torn umieszczone na końcu książki. Autorzy tych dwóch opracowań znali osobiście i cenili omawiane
przez siebie postacie. W tych dwóch artykułach nie zapomniano między innymi o tym, że
każdy naukowiec jest przede wszystkim po prostu człowiekiem ze swoimi radościami
i tragediami.
Książka Riepriessirowanyje
etnografy pełni bardzo ważną rolę. Przypomina 12 spośród około 500 etnografów w ZSRR, którzy poddani zostali represjom. Ujawnia zapomniane
teorie i dzieła etnografów, pomaga dotrzeć do ukrytych z powodów politycznych i ideologicznych materiałów. Wskazuje na losy nauki i mechanizmy postępowania z nauką w państwie totalitarnym. My, współcześni etnologowie, mamy obowiązek pamiętać zarówno
o zagrożeniach dla nauki w warunkach totalitarnego państwa, jak i o postaciach represjonowanych badaczy.
Veronika Beliaeva
The Small Indigenous NatiollS of Northern Russia. A Guide for Researchers,
Ed. by
Dmitriy A. Funk, Lennard SilIanpiiii, Abo Akademi University: Social Science Research
Unit, Publication No. 29, Vaasa 1999, ss. 184.
KOpeHHble MaJlO'lUCJleHHble Hapoobl Ce8epa
u Cu6upuu.
PYK080ocm80
OJlR
UCCJle006ame.neu, peJl. ,l(MJiTpJłiiA. c1>yUK,
neHHapJl CHJlJlaHIDIH,
YHHBepcHTeT
AKa,1leMHH
A60: CeKUHHCOllHOJlOmqeCKHX
I1cCJleJlOBaHHR,
BbmycK 29, Baaca 1999, c. 173.
Odsłoniła się żelazna kurtyna, etnolodzy ze świata zachodniego ruszyli na Wschód.
Zamknięte do tej pory państwa byłego ZSRR stanęły przed nimi otworem, kusząc obrazem
tubylczych kultur nie zmienionych przez globalizację, za to z piętnem polityki kulturowej
okresu radzieckiego. Tematyka to bardzo zachęcająca, gdyż aktualna sytuacja niestabilności politycznej i gospodarczej w Rosji i innych krajach postradzieckicb stawia te kultury
w obliczu nowych przemian, czyniąc je naturalnym laboratorium dla badań etnologicznych. Jednocześnie naukowcy rosyjscy coraz chętniej nawiązują współpracę z kolegami po
fachu z Zachodu. Otwarcie Rosji na świat zachodni zaczyna przynosić pierwsze efekty
także na polu etnologii, takie jak wspólne publikacje i projekty badawcze. Owocem takiej
właśnie współpracy jest opisywany przewodnik dla badaczy - napisany głównie przez
Rosjan, wydany w Finlandii, przeznaczony dla etnologów z całego świata zainteresowanych
tematyką rosyjskiej Północy.
Autorami pracy są przede wszystkim etnolodzy rosyjscy ze specjalizującej się w opisywanej tematyce jednostki badawczej, Oddziału Ludów Północy i Syberii Instytutu Etnologii
i Antropologii Rosyjskiej Akademii Nauk w Moskwie, instytucji o wielkiej tradycji i kluczo-
362
wyro znaczeniu dla etnologii w Rosji. PielWszy z redaktorów, Dmitrij A. Funk, kieruje tym
właśnie Oddziałem. Drugi, Lennard Sillanpiili,jest docentem nauk politycznych na Wydziale
Nauk Społecznych na uniwersytecie w Vaasa w Finlandii. Poszczególne rozdziały dotyczące
konkretnych ludów napisali etnolodzy specjalizujący się w badaniu kultury tych właśnie ludów, z których można wymienić np. T. W. Lukjanczenko (Saamowie), M. I. Nowikową (Chantowie i Mansowie) czy samego D. A. Funka (Teleuci).
Przewodnik dla badaczy wydany został jako wydawnictwo dwujęzyczne, w języku rosyjskim i angielskim. Tekst obu wersji biegnie z przeciwnych kierunków i w środku rozdzielony jest rozkładanymi arkuszami map. Ponieważ mamy do czynienia z publikacją dwujęzyczną, autorzy zdecydowali się na zamieszczenie streszczeń aż w pięciu wersjach: angielskiej, rosyjskiej, fińskiej, szwedzkiej i francuskiej.
Już okładka książki, identyczna dla obu wersji językowych, sugeruje nam, co będzie jej
tematem. Fotografia przedstawia rodzinę syberyjskich autochtonów w strojach europejskich,
siedzących z niewesołymi minami wewnątrz domostwa. A więc - współczesna trudna sytuacja ludów Syberii. Tytuł publikacji: Małe tubylcze ludy Północy i Syberii nawiązuje do
pewnej prawnej kategorii ludów stworzonej w czasach ZSRR, obejmującej niewielkie autochtoniczne grupy, nie przekraczające swą liczebnością 35 tysięcy, które zamieszkują olbrzymie obszary Syberii, niegdyś stanowiące ich terytorium, dziś będące na nim mniejszością
w wyniku intensywnej kolonizacji rosyjskiej. Mottem książki jest wiersz poetki Mansi,
A. F. Kopiewej, przeciwstawiający dawne życie autochtonów Północy w ich bogatym środowisku naturalnym sytuacji obecnej, zniszczonej przyrodzie i odejściu młodych pokoleń od
tubylczej kultury, której nie sposób podtrzymywać w warunkach katastrofy ekologicznej. Celem
tego przewodnika jest, według autorów, ocena współczesnej sytuacji tubylczych narodów
Sybeńi i Północy i ich praw jako grup mniejszościowych na swoich terytońach. Drugimjego
zadaniemjest dostarczenie szerokiej perspektywy dla spojrzenia na histońę ekspansji i kolonizacji rosyjskiej na terenach ludów tubylczych i polityki narodowościowej okresu radzieckiego.
Przed przejściem do właściwego tekstu przewodnika możemy zapoznać się wstępnie
z bohaterami całego wydarzenia. Umożliwia nam to tablica przedstawiająca liczebność
wszystkich dwudziestu sześciu "małych tubylczych ludów Północy i Syberii" na przestrzeni ostatniego półwiecza. Na końcu publikacji znajdujemy natomiast krótką charakterystykę
dokonań naukowych autorów i redaktorów publikacji oraz mapę obrazującąrozmieszczenie opisywanych ludów.
PielWszy rozdział jest ujęciem ogólnym, dotyczącym całej rosyjskiej Północy. Autorzy
(E. P. Batjanowa, T. W. Lukjanczenko, A. N. Kałabanow) przedstawiają histońę polityki
państwa rosyjskiego i radzieckiego wobec ludów tubylczych Północy, Syberii i Dalekiego
Wschodu od xvrr do XX wieku. W jego zakończeniu opisany jest aktualny status prawny
ludów rosyjskiej Północy, które w ostatnich latach zaczynają walczyć o swoje prawa, tworząc różne organizacje, domagające się adekwatnego dla autochtonów prawodawstwa oraz
przestrzegania międzynarodowych konwencji dotyczących ludów tubylczych, a także rekompensaty poniesionych w wyniku zniszczenia środowiska szkód.
Kolejne rozdziały poświęcone są poszczególnym rodzinom językowym: uralskiej,
ałtajskiej, paleoazjatyckiej i eskimosko-aleuckiej. Ponieważ w ramach danej rodziny językowej narody uszeregowane są geograficznie, a klasyfikacja językowa w przypadku Sybeńi odpowiada w przybliżeniu także regionalizacji geograficznej, układ książki pozwala nam
na podróż z zachodu na wschód: od ludów żyjących na półwyspie Kolskim aż do autochtonów wschodnich krańców Półwyspu Czukockiego oraz Wysp Komandorskich. Drugi rozdział dotyczy ludów uralskich, a wśród nich kolejno: Saamów, Chantów, Mansów, Nieńców,
Eńców, Nganasan i Selkupów. W kolejnym, trzecim rozdziale możemy się zapoznać z charakterystykąi bibliografią dotyczącą ludów ałtajskich: Ewenków, Ewenów, Nanajów, Ulczów,
363
Udehejczyków, Oroczan, Negidalczyków, Oroków, Dołgan, Teleutów i Czuwańczyków.
W czwartym rozdziale omówione zostały ludy paleoazjatyckie: Ketowie, Jukagirzy,
Czukcze, Koriacy, Itelmeni i Niwchowie. Ostatnia, piąta część poświęcona jest Eskimosom
i Aleutoml•
Każdemu z dwudziestu sześciu "małych tubylczych ludów Północy" odpowiada jeden
podrozdział składający się z krótkiej charakterystyki oraz z wykazu bibliografii dotyczącej
przedmiotu. Charakterystyki ludów przedstawione są w powtarzającym się porządku:
etnonimy, liczebność, rozmieszczenie, język, tradycyjna i współczesna gospodarka. Dalej
pojawia się miejsce na historię badań etnograficznych w okresie rosyjskim, radzieckim do
II wojny światowej, radzieckim po II wojnie światowej oraz współczesnym - lata 80.
i 90. Omówienie kończy się opisaniem współczesnych procesów etnicznych oraz regulacji
prawnych związanych z danym ludem. W bibliografii, obok typowych publikacji etnologicznych, znalazło się, w formie oddzielnego akapitu, miejsce dla aktów legislacyjnych,
dotyczących opisywanej grupy, od prawodawstwa państwowego aż po rozporządzenia na
poziomie lokalnym. Bibliografia w wersji angielskiej oprócz tłumaczenia tytułu zawiera
także transliterację łacińską tytułu rosyjskiego.
Wszystkie charakterystyki poszczególnych ludów napisane są w sposób jasny i czytelny, według opisanego powyżej schematu, co ulatwia porównywanie. Wyłamują się z niego
jedynie niektórzy autorzy, w tym paradoksalnie redaktor publikacji D. A. Funk w rozdziale
dotyczącym Selkupów. Te drobne odstępstwa nie psująjednak wrażenia dobrej organizacji
tekstu i przydatności do porównań.
Dwujęzyczność publikacji dobrze koresponduje z rolą przewodnika bibliograficznego.
Wersja angielska ulatwia poruszanie się w literaturze badaczom znającym słabo język rosyjski, wersja rosyjska ulatwia ostateczne dotarcie do źródeł, napisanych przecież w tym
właśnie języku (i alfabecie, co nie jest bez znaczenia przy poszukiwaniach literatury).
Forma książki dwujęzycznej łączącej syntetyczne omówienia poszczególnych narodów
z obszerną bibliografią wydaje się pomyslem nowym w piśmiennictwie dotyczącym etnologii Syberii. Przewodnik dla badaczy zawiera może mniej informacji o kulturze poszczególnych ludów niż na przykład encyklopedia Narody Rossii (1994) czy przewodnik encyklopedyczny Krasnaja lazigajazykov narodov Rossii (1994), ale za to przedstawia znacznie bogatszą bibliografię. W przeciwieilstwie zaś do zwykłego wykazu bibliografii, daje
możliwość zapoznania się z ogólnym zarysem wiedzy na temat danego ludu i z krótką
historią powstawania przedstawianej literatury.
Ciekawostką ułatwiającą poruszanie się po bibliografii może być wydzielenie w odrębny blok prac zbiorowych. I byloby to rzeczywiście korzystne posunięcie, gdyby nie fakt, że
pojawia się tylko w wersji angielskiej, co nieco zmniejsza równorzędność obu wersji.
Zastosowana w pracy klasyfikacja według kryteriów językowych jest jak najbardziej
odpowiednia w stosunku do ludów Syberii. Podział przeprowadzony według typu gospodarki byłby tu raczej trudny do zastosowania ze względu na znaczne przemiany w tradycyjnej gospodarce, zaś klasyfikacja językowa powiązana jest także z regionalizacją geograficzną - ludy należące do tej samej rodziny zamieszkują w większości sąsiadujące ze
sobą obszary.
Ważną zaletą książki jest położenie nacisku na zagadnienia prawne. Dla zachowania
kultury ludów Syberii odpowiednie regulacje prawne są kwestią kluczową. Jedynie odpowiednie prawa tubylców do ich ziemi i zasobów środowiska naturalnego mogą zapewnić
I Polskie nazewnictwo podaję za: A. Fuńer, Z. Jasiewicz, Europa Wschodniaoraz Azja Pólnocna i Zachodnia, w: Wielka Encyklopedia Geografii Świata, t. 17. Świat grup etnicznych; red.
A. Posem-Zieliński, Poznań 2000, s. 65-68.
364
podstawy kulturze syberyjskich autochtonów. Istotne jest też przestrzeganie tych praw,
o co w Rosji dzisiaj nielatwo. Dlatego zwrócenie uwagi świata naukowego, a przez to całej
światowej opinii publicznej, na to zagadnienie wydaje się bardzo ważnym i godnym podkreślenia pomyslem.
Niestety, publikacja nie jest wolna od błędów i niedopowiedzeń. Pierwsze wątpliwości
nasuwają się już, gdy oglądamy obie strony okładki. W wersji rosyjskiej dowiadujemy się,
że książka dotyczy małych tubylczych ludów Pólnocy i Syberii, a w wersji angielskiej małych tubylczych narodów północnej Rosji. Tytuł powinien być raczej jednolity, choćby
dla porządku bibliograficznego. Pojawiają się też niekonsekwencje w stosowaniu klasyfikacjijęzykowej. I tak na przykład w rozdziale dotyczącym rodziny uralskiej Saamowie zostają
zaliczeni do rodziny ugrofińskiej, a Nieńcy do rodziny samojedzkiej, które musiałyby być
sklasyfikowane raczej jako podrodziny lub grupy. Można by też zadać pytanie, dlaczego zabrakło w zestawieniu grup zaliczonych oficjalnie do "małych ludów tubylczych" w latach
90.: Kumandyńczyków, Szorów i Tuwińczyków-Todżyńczyków, podczas gdy znaleźli się
w nim na przykład Teleuci, również uwzględnieni w spisach tych ludów dopiero w 1993
roku2• Szkoda, że w wykazach bibliografii prawie wcale nie znalazły się wyniki nowych
badał} etnologów zachodnich oraz Rosjan publikowane na Zachodzie. Jest ich w ostatnich
latach coraz więcej, a niewątpliwie odmienne spojrzenie w nich zawarte mogloby wzbogacić przewodnik. W książce cytowane są właściwie tylko dwie pozycje, w tym/n the Soviet
House of Culture (1995) B. Granta. A przecież powinno znaleźć się miejsce dla tak istotnej
publikacji jak Arctic Mirrors: Russia and the Small Peoples of the North Y. Slezkine'a
(1994). Być może autorzy uznali, że badacze zachodni mają do nich łatwy dostęp i dlatego
skoncentrowali się na publikacjach rosyjskojęzycznych? Tym niemniej zubożyło to wartość książki jako szczegółowego i aktualnego przewodnika po bibliografii.
Zastanawiać mogą także różnice w obu wersjach językowych. Obok wspomnianego już
tytułu można by tu wymienić podkreślanie tytułów w tekście, samo w sobie korzystne dla
przejrzystości tekstu, ale występujące nie wiadomo czemu tylko w części angielskojęzycznej. Dziwi skrócenie streszczenia rosyjskiego w stosunku do pozostałych, jak gdyby czytelnicy rosyjskojęzyczni nie potrzebowali wszystkich informacji. Drobne różnice pojawiają się niestety także w samej treści niektórych rozdzialów. I tak na przykład w tekście angielskim dotyczącym Teleutów brakuje około pół strony informacji zawartych w wersji
rosyjskiej.
Układ tekstu (fakt, że poszczególne wersje językowe rozpoczynają się z przeciwnych
stron) może nieco utrudniać porównywanie obu wersji, gdyż książkę trzeba nieustannie
odwracać. Ale być może to kłopot tylko dla recenzenta ... Myślęjednak, że każdy zainteresowany tą tematyką naukowiec z Zachodu będzie znał lub staral się poznać język kraju
badań i dlatego będzie zaglądał również do wersji rosyjskiej. Stąd lepszy byłby chyba układ
tekstu w jednym kierunku.
Wszystkie opisane powyżej cechy Przewodnika dla badaczy pozwalają ocenić książkę
jako pozycję o wysokiej wartości merytorycznej, której nie obniżają pewne drobne blędy
i różnice pomiędzy obiema wersjami językowymi. Na pewno chętnie skorzystają z niej
wszyscy zainteresowani tematyką rosyjskiej Pólnocy. Książka ma dużą szansę spełnić swoją
rolę informatora dla naukowców oraz tych wszystkich, którzy chcą pogłębić swoją wiedzę
na temat ludów Syberii.
Tomasz Biela
2
A. Furier, Z. Jasiewicz, op. cit., s. 68.
365
Wanderer und Wanderinnen zwischen zwei Welten? Zur kulturellen Integration russlanddeutscher Aussiedlerinnen und Aussiedler in der Bundesrepublik Deutschland. Referate
der Tagung des Johannes-Kiinzig-Instituts
fiir ostdeutsche
Volkskunde vom
7/8 November 1996, hrsg. Hans-Werner Retterath, Freiburg 1998.
Omawiana książka zawiera teksty 12 referatów, dotyczących przesiedlania się do RFN
i integrowania z niemieckim społeczeństwem ludności niemieckiej z terenów Rosji azjatyckiej (Syberii) i Kazachstanu w drugiej połowie XX wieku, zwłaszcza zaś w latach 1989-1996. Przedstawione zostały te referaty wcześniej na konferencji, zorganizowanej przez
Instytut Ludoznawstwa Wschodnio-niemieckiego im. 1. Kiinziga we Freiburgu Bryzgowijskim. Prawie wszystkie oparte zostały w całości lub głównie na własnych badaniach
terenowych (wywiadach, obserwacjach) ich autorów, bądź na badaniach zespołowych,
a także, w różnym stopniu, na dość bogatej już literaturze przedmiotu. Osiem z tych referatów opracowali badacze niemieccy z RFN, dwa Rosjanie, jeden Polka (z Uniwersytetu
Warszawskiego) i jeden zamieszkala we Freiburgu od blisko 30 lat Ślązaczka, absolwentka
Uniwersytetu Wrocławskiego (etnograf), pracująca w Instytucie 1. Kiinziga.
Losy ludności niemieckiej w Rosji i potem w ZSRR były w pewnej mierze podobne do
losów polskiej ludności, która się tam znalazła, pod pewnymi zaś względami różne. Ze
względu więc na to,jak i na (prawdopodobną) aktualność sprawy przesiedlenia się do Polski
części Polaków z Kazachstanu, przedstawione w tej książce fakty i problemy zasługują na
uwagę tak ze względów ściśle poznawczych, jak i ze względu na możliwość i nawet potrzebę wyprowadzenia z nich praktycznych wniosków ważnych dla spraw przesiedlania,
rozmieszczenia na terenie Polski, adaptacji i przyszłej integracji naszych rodaków z głębi
Azji. Podkreślić tu wypada, że tamtejsi Polacy to faktycznie prawie tylko potomkowie
polskich chłopów (wyjątkowo też drobnej szlachty), osiedlonych głównie w pierwszej
połowie XVIII wieku w licznych wsiach oraz osadach śródleśnych (tzw. rodniach) wschodniego Wołynia oraz Podola. Znaczna ich część wysiedlona została stamtąd przez władzę
sowiecką w latach 30. do Kazachstanu, podobnie jak znaczna większość potomków niemieckich osadników, która wywieziona została z początkiem wojny w 1941 roku z europejskiej części Rosji do środkowej Syberii i Kazachstanu. Liczba wysiedlonych do Kazachstanu Polaków była wielokrotnie mniejsza od liczby wysiedlonych wkrótce potem
Niemców, liczba zaś branych pod uwagę polskich potencjalnych repatriantów stanowi niewiele ponad 2% dotychczasowych niemieckich repatriantów z Rosji i Kazachstanu do RFN*.
Autor wstępu do omawianej książki, H. W. Retterath przypomniał, że pojęcie integracji kulturowej jest komplementarne w stosunku do pojęcia asymilacji i oznacza w tym przypadku wzajellUle oddziaływanie zbliżających się ku sobie, scalających się zbiorowości ludzkich. Zasadnicze znaczenie ma tu obustronne zainteresowanie się partnerów integracji "światem tych drugich", powstawanie między nimi styczności kulturowych, wymiana myśli,
zbliżanie poglądów i upodobań, przystosowywanie zachowań. Integracja kulturowa odnosi
się w analizowanym tu przypadku zwlaszcza do podstawowego zasobu kultury, a więc do
zasad życia codziennego, umiejętności w zakresie pracy i zdobywania środków do życia,
organizacji domu i życia rodzinnego, ujawnianych zasad światopoglądowych, upodobań
i zachowań towarzyskich, świętowania, ubierania się itp. W tym przypadku mamy problem
integrowania się ludzi wyrosłych w dwu różnych systemach kulturowych - gospodarzy
określonego terenu oraz jakby gości, dalekich rodaków wyrosłych w bardzo odmiennych
* O Polakach w Kazachstanie patrz zwłaszcza: Z. Jasiewicz, Polacy z Ukrainy w Kazachstanie.
Etniczność a historia, "Lud", t. 75, ł992, ss. 11-53 oraz: Apel w sprawie ludności polskiej w Kazachstanie, red. S. Ciesielski i N. Kaczyński, Wydawnictwo Uniwersytetu Wrocławskiego, Wrocław 1996, ss. 625.
366,
warunkach geograficznych i cywilizacyjnych, z których większość nie zna nawet języka
swych gospodarzy - rodaków, najwyżej posługuje się zapomnianą tu już gwarą swych
dawnych przodków. Dla ogółu przesiedleńców z Rosji i Kazachstanu niezbędne jest więc
stosunkowo szybkie, choćby częściowe przetworzenie wcześniej nabytych zasad, nawyków i upodobań, wyzbycie się wielu z nich, opanowanie nowych, a to nie może przebiegać
łatwo. Podobne "zderzenie kultur" nastąpiłoby w przypadku osiedlenia u nas potomków
polskich wychodźców sprzed 2-3 stuleci, dziś Polaków ,,rosyjskich" względnie "ukraińskich" lub "kazachskich".
Określenie "Niemcy rosyjscy" pochodzi jeszcze z czasów Rosji carskiej, później powstało określenie "Niemcy sowieccy", które zanikło po rozwiązaniu ZSRR, zaś "Niemcy
kazachscy" rzadko bywa uźywane. Inne możliwe określenie: "Niemcy syberyjscy" jakby
nie zaistniało, nie zostało w tej książce wymienione. To pierwsze określenie uźywane jest
nadal, w tym przez przesiedlonych Niemców w odniesieniu do samych siebie, choć ogromna większość z nich przybywa z syberyjskiej części Rosji lub z Kazachstanu. W jego ogólności zatarte zostaje ich bardzo duże zróżnicowanie, wynikłe z odmiennego już pochodzenia regionalnego i wyznaniowego ich przodków, z dużych różnic gwarowych między nimi,
jakie przetrwały do drugiej połowy XX wieku, z geograficznego zróżnicowania ich późniejszych siedzib, wykonywania różnych zawodów itp. Ogółem było Niemców rosyjskich
w ostatniej ćwierci XX wieku ponad 2 miliony. Ich przodkowie, niemal wyłącznie ludność
wiejska, osiedlali się w Rosji (wcześniej nad środkową Wołgą, później na Ukrainie
i w Besarabii) w ciągu ponad stu lat, do końca XIX wieku, nakłonieni do tego rozległymi
udogodnieniami, z jakich mogli korzystać tam niemal do wybuchu I wojny światowej.
Niektóre aspekty źycia rosyjskich Niemców na Syberii i w Kazachstanie w 3 i 4 ćwierci XX wieku przedstawione zostały przez dwójkę badaczy rosyjskich. Lew W. Malinowskij przedstawił referat pt. Poziom życia ijego ludoznawcze aspekty u Niemców rosyjskich.
Ten dziennikarz i socjolog przeżył w zachodniej i środkowej Syberii swe dorosłe źycie,
a zainteresował się tamtejszymi Niemcami jeszcze w latach 60. Po chwilowej odwilźy
i pewnym rozkwicie nauk społecznych, w tym etnografii i socjologii za czasów Chruszczowa (tj. do 1965 r.), nasiliły się ograniczenia w zakresie tematów badawczych i publikowania ich wyników. Nie mógł więc Malinowskij ogłosić swej dysertacji kandydackiej o Niemcach syberyjskich, a pewne fragmenty wyników swych badań ogłaszać mógł tylko w lokalnej prasie niemieckiej. Swe studia nad Niemcami prowadził w ramach ogólnych badań nad
ludami Syberii, w tym nad codziennym używaniem języka niemieckiego w różnych wsiach
syberyjskich; obejmowało ono od 1/3 do 2/3 rodzin, pozostałe zaś były już zasymilowane
językowo. Co najmniej 90% rodzin Niemców syberyjskich tworzyli deportowani tam na
Syberię od 1940 roku i ich potomkowie, a nieco ponad 8% stanowili potomkowie Niemców osiadłych tam do 1914 roku, przybyłych zwłaszcza z Ukrainy. W badaniach swych
porównywał M. sytuację materialną Niemców z sytuacją zamieszkałych w ich sąsiedztwie
Ukraińców, Tatarów i Czuwaszów. Między innymi w nowych domach, zbudowanych po
roku 1955, mieszkało pod koniec lat 60.70,5% Ukraińców i 67% Niemców. Wśród starych
ludzi sporo jeszcze znalazło się analfabetów, w tym 11,6% wśród Niemców, 20% Ukraińców, 21% Tatarów, 36% Czuwaszów. Szkołę średnią ukończyło 7,7% badanych przez M.
Ukraińców, 4,6% Tatarów i tylko 3% Niemców.
Po 1969 roku poziom źycia, wykształcenia i zatrudnienia zawodowego zmieniły się
znacznie na lepsze, wiełu Niemców przeniosło się do miast. Autor podkreślił ich duże nadal
zróżnicowanie kulturowe, wyznaniowe, także językowe, które tworzyło z nich słabo zintegrowaną, rozproszoną w setkach miejscowości swoistą masę etniczną. Wyniki tych badań
przedstawił L. W. Malinowskij w Niemczech po raz pierwszy przed kilku laty.
Larysa Moskaluk, Tradycja i zmienność w leksyce dialektów rosyjsko-niemieckich.
Temat ten przedstawiła autorka na podstawie badań przeprowadzonych przez siebie wśród
367
trzech pokoleń mieszkańców w trzech typach niemieckich wsi dwujęzycznych, leżących
u podnóża gór Ałtajskich. Okolica tamta już od ponad stu lat była wielojęzyczna, gdyż
chłopi ze wsi niemieckich mówili po niemiecku, gdy w innych wsiach dominował rosyjski.
Od 1890 roku przeniosło się tu wielu Niemców z ich starych osiedli nad Wołgą i w południowej Ukrainie, gdzie żyli względnie izolowani od wpływów zewnętrznych. Na Syberii
zachowali oni swą dawną zasadę - różne wyznania osobno zakładały swe wsie, a z tym
wiązała się też odrębność dialektów: północnobawarskiego katolików, górnofrankońskiego
protestantów i mieszanego dialektu dolnoniemieckiego menonitów. Dialekty te utrzymywały się w życiu codziennym we wsiach jednorodnych, o nie zmienionym składzie mieszkańców. Literackiego języka niemieckiego i rosyjskiego uczono w szkole, ale na co dzień
używany był w domu i we wsi stary dialekt. Jego znajomość słabła w ostatnim półwieczu
wśród młodej generacji, która doskonaliła znajomość języka rosyjskiego.
Do wsi pod Ałtajem wysiedleni zostali w 1941 roku liczni Niemcy znad Wołgi, a później, do końca lat 60., likwidacji uległy liczne małe wsie, których mieszkańców połączono
z innymi w większych wsiach. Tam rolę języka kontaktowego przejął jeden z ich niemieckich dialektów lub język rosyjski. Były też miejscowości dawniej jednolicie niemieckie, do
których później przybyli Niemcy z Kazachstanu, którzy słabo już znali język niemiecki lub
wcale, a w niektórych osiedlali się także Rosjanie. Dominować tam zaczął język rosyjski.
W tych trzech typach społeczności dialekty niemieckie odgrywały różną rolę w życiu tamtejszych Niemców aż do ostatniej ćwierci XX wieku. Były to społeczności jednolite językowo,
bądź o różnych dialektach lub językach, tj. posługujące sięjęzykiem niemieckim i rosyjskim.
Wewnątrz każdej z nich wytworzyła się swoista homogeniczność społeczno-kulturowa,
a język rosyjski był postrzegany jako nadrzędnie użyteczny i posiadający większy prestiż.
Kontakt z nim wpływał na tworzenie się w języku niemieckim odchyleń od podstawowej
normy językowej. Niemieccy członkowie tych społeczności byli przecież przywiązani do swej
niemieckiej warstwy kultury i cenili ją. Ostatecznie prawie wszyscy Niemcy ałtajscy stałi się
dwujęzyczni, przy czym u kolejnych pokoleń ta dwujęzyczność różnie była zaawansowana.
Niewielujuż zostało jednojęzycznych, głównie starszych, którzy posługiwali sięjednak licznymi zapożyczeniami z rosyjskiego. Na poziomie rozmów wewnątrz społeczności wioskowych najliczniejsi posługiwali się jeszcze jakimś dialektem niemieckim i literackim językiem rosyjskim, natomiast prawie wszyscy umieli przynajmniej czytać w jakiejś mierze po
niemiecku. W dostępnych tam mediach (prasa, radio, TV) spotykali się Niemcy z językiem
rosyjskim i niemieckim, w szkole z rosyjskim i niemieckim, w kościele z niemieckim, ale
i z rosyjskim, w lecznictwie z rosyjskim głównie, lecz używali tam również dialektu. Do
wyrażania pojęć naukowych, technicznych używano z reguły języka rosyjskiego.
Większa część owych Niemców rosyjskich zdołała przenieść się do połowy lat 90. do
Niemiec, z całym swym zasobem umiejętności i nawyków kulturowych i językowych.
Ulrike Kleinknecht-Strahle, Niemcy z by/ego ZSRR. Trzy fazy migracji i integracji
w RFN w ujęciu porównawczym. Otwarcie granic byłych państw komunistycznych spowodowało gwałtowny wzrost chętnych pośród Niemców do ich opuszczenia, którzy liczyli na
przyjęcie w RFN i odpowiednie przy tym wsparcie finansowe. Od 1991 roku przybywało
do RFN ponad 220 tys. przesiedleńców rocznie, w tym ponad 95% z byłego ZSRR.
Z uwagi na postępujące demokratyzowanie się tamtych państw oraz problemy gospodarcze
RFN zrewidowano od stycznia 1993 roku dotychczasowe podstawy prawne tych przenosin. Pomoc finansowa została mocno zredukowana, a krąg osób chętnych do przeniesienia
się tak zdefiniowany, że imigracja ich ze wschodu do RFN może się przeciągnąć jeszcze na
okres 20 lat.
Dokonana przez autorkę analiza oparta została na 70 wywiadach biograficznych z Niemcami rosyjskimi, którzy w latach od 1944 do 1995 osiedlili się w Badenii Wirtembergii.
Były to głównie kobiety, urodzone między rokiem 1902 i 1985, przybyłe z różnych regio-
368
nów ZSRR. Na podstawie ich losówopisala autorka sposoby integrowania się różnych
grup przesiedleńców w Niemczech. Przodkowie tych infonnatorów osiedlili się niegdyś
nad Wołgą, Morzem Czarnym i pod Kaukazem. Gdy nad Wołgą postępowalo ubożenie
gospodarstw rolniczych, nad Morzem Czarnym prosperowały one dobrze. W 1924 roku
została przez władze ZSRR utworzona nad Wołgą Niemiecka Autonomiczna Republika
Socjalistyczna, którą tamtejsi Niemcy zaakceptowali. Po 22 czerwca 1941 roku około 600-700 tys. Niemców zostało deportowanych znad Wołgi i spod Kaukazu do Kazachstanu
i na Syberię; z nich ok. 114 poddana została różnym represjom. Blisko lI2 miliona Niemców, którzy już wcześniej osiedlili się na Syberii, nie uległo deportacjom. Niemców ~
z Ukrainy nie zdążyły władze sowieckie deportować i pod koniec 1943 roku zostali oni
w liczbie ok. 350 tysięcy przesiedleni przez władze III Rzeszy do polskich miejscowości
w Wielkopolsce, później zaś ewakuowani zostali dalej w głąb Niemiec. Na mocy wcześniejszej decyzji zwycięskich mocarstw prawie wszyscy zostali oni w 1945 roku odszukani i "repatriowani", jako obywatele radzieccy, do ZSRR, lecz nie do dawnych swych wsi,
lecz na Syberię, jako "zdrajcy". W 1956 roku dano tym Niemcom możność osiedlenia się
tam, gdzie znajdą miejsce, lecz nie tam, gdzie żyli dawniej, tj. na Ukrainie. Ich sytuacja
poprawiła się stopniowo i w latach 80. mieli podobne szanse jak inni w zakresie pracy
i wykształcenia, choć na wyższych uczelniach było Niemców proporcjonalnie mniej niż
Rosjan i Kazachów. Po 1991 roku pogorszyla się znacznie sytuacja ogółu Niemców w Kazachstanie jako "obcych", więc z obawy o przyszłość swą i swych dzieci masowo zwrócili
się ku emigracji do Niemiec, ojczyzny swych przodków.
Pierwsza faza migracji do Niemiec, jak określa autorka, miała miejsce jeszcze w 1945 •
roku, gdy około 50 tysiącom przesiedleńców z Ukrainy udało się ukryć w zachodnich prowincjach niemieckich i uchronić przed przymusową repatriacją do ZSRR. Druga faza trwała
przez ok. 30 lat, od 1956 roku, gdy w ramach łączenia bliskich krewnych wyjechało do
Niemiec 93300 osób. Około 2/3 z nich stanowili Niemcy niegdyś ukraińscy lub ich potomkowie. Podejmowano decyzję wyjazdu głównie przez wzgląd na przyszłość dzieci, starania trwały nawet do 8 lat. Wyjeżdżający spotykali się z dezaprobatą znajomych, nie tylko
Rosjan, lecz także krewnych, wymyślano im nawet od faszystów. W 1987 roku zaczęła się
trzecia, masowa faza migracji, która objęła do 1995 roku 1,4 miliona osób, w tym nie tylko
Niemców, lecz także nieniemieckich członków ich rodzin, jak małżonkowie czy teściowie
Rosjanie. Wielu Niemców uważało się wcześniej przede wszystkim za obywateli ZSRR,
a skłoniło ich do wyjazdu znaczne pogorszenie warunków życia. O RFN wielu nie wiedziało prawie nic; do 1990 roku dominowały w mediach negatywne infonnacje o tym państwie. Emigrowanie z Rosji wiązało się czasem z rozrywaniem rodzin, rozwodami, gdy np.
mąż był Rosjaninem i nie chciał opuścić swej ojczyzny. Upowszechniła się teraz pozytywna identyfikacja z Niemcami.
Omawiając sprawy integracji rosyjskich Niemców w RFN, skupiła się autorka na gospodarczym i społecznym jej aspekcie. Ci, co przybyli w I fazie, stanowili niewielką część
spośród ośmiu milionów uchodźców i wypędzonych, którzy znaleźli się w trzech zachodnich strefach okupowanych do 1948 roku Niemiec. Niektórzy z nich wyemigrowali dalej
za Ocean. W ITfazie przybywało niewielu, ok. 3000 osób rocznie, znajdujących wsparcie
ze strony tutejszych swych krewnych. Asymilowali się oni indywidualnie, uzyskiwali pracę, mieszkania socjalne, dorabiali się mieszkań własnościowych. W III fazie masowo zaczęły przybywać rodziny nie mające na ogól w Niemczech żadnego oparcia wśród krewnych, nie znające panujących tu stosunków, bez znajomości aktualnie obiegowego języka
ani zwyczajów. Dla opanowania podstaw języka miały posłużyć organizowane masowo 6-miesięczne kursy. Przygotowano im pomieszczenia przejściowe na ogół w większych skupiskach, np. w blokach mieszkalnych zajmowanych poprzednio przez wojsko, w starych
hotelach, po kilka nawet rodzin razem - l rodzina w l pokoju, wspólna kuchnia, łazienka.
369
Między owymi przesiedleńcami a miejscową ludnością niemiecką ujawniały sięjuż od
lat powojennych postawy niechętne, dystans, a także widoczna też w II fazie krytyczna
postawa przybyszy wobec nadmiernej ich zdaniem swobody, wygodnego, konsumpcyjnego życia tubylców. Wobec zaś najnowszych przybyszy powszechne jest nazywanie ich
"Ruski", co podkreśla ich inność, nawet obcość. Wielu traktuje ich nawet jako nie-Niemców - "Przecież ci wszyscy są zmieszani". Nawet niektórzy starsi, przybyli znacznie wcześniej, w IT fazie, uważają, że i oni będą tu długo jeszcze uważani za imigrantów, a swobodniej czują się w towarzystwie tych nowych Niemców z Rosji, których uważają za "swoich". Ujawniły się niechętne, konfliktowe postawy między Niemcami z Rosji a licznymi
w RFN Turkami. Co najmniej połowa Turków jest niechętna, przeciwna tym imigrantom
z Rosji, czując zagrożenie z ich strony w walce o miejsca pracy.
Autorka określa jako ogólnie pozytywną obecną ocenę swego życia tych Niemców
z Rosji, którzy przybyli do RFN w I i II fazie, a ich samychjako zadowolonych z tego, "że
się tu trafiło we właściwym czasie". Wśród przybyszy najnowszych panuje raczej postawa, że musi się być zadowolonym, a "grzechem byłoby nie". Umacniały to zadowolenie
zdarzające się niekiedy wyjazdy do Rosji tych, co mieli wątpliwości. "Gdy się zobaczy to,
co się tam teraz dzieje, to tu jest się całkiem zadowolonym". Trzeba tylko oswoić się
z nowymi warunkami życia i z językiem.
Postulaty w zakresie nauczania języka dla przesiedleńców omówiła Nina Berend. Przesiedleńcy mają swoisty dla nich, niemiecki zasób językowy, określający ich możliwości
myślenia w tym języku i poznawania zewnętrznego świata wynikłe z dawniejszych doświadczeń w innych całkiem środowiskach. Trzeba to uwzględnić przy wdrażaniu tych ludzi
do poprawnego posługiwania się językiem niemieckim, a także rozumienia i nazywania
rzeczy i zjawisk w nowym dla nich świecie. W omawianym tomie zostało zamieszczone
tylko streszczenie referatu N. Berend, który ogłoszony został w "Studien zur deutschen
Sprache", Bd 14, Tiibingen 1998.
Jako ciekawostkę metodologiczną można określić referat Klausa Brake, Opowiadanie
jako katharsis. Funkcjonalny ~vpopowieści biograficznych. Obrazuje on wartość poznawczą biograficznych badań ludoznawczych,jakje
określa, dla wydobywania swoistych postaw ludzkich wobec szczególnych wydarzeń przeżytych i przeżywanych przez opowiadającą osobę. "Dzialanie oczyszczające oznacza, ...że (wydobyty zostaje) poziom opowiadania o tym, co codzienne i co dotyczy pewnej historii, a ulega zatarciu (...). Opowiadanie
funkcjonalne odbija nie tylko świadomość opowiadającego, lecz także słuchającego. Opowiadania biograficzne rosyjskich Niemców przedstawiają różne ich typy, gatunki i toposy,
które znamy nawet wtedy, gdy ich nie nazwaliśmy". Jedno z takich opowiadań, przytoczone tu przez autora, odnosi się do przeżyć opowiadającej Niemki jako młodej dziewczyny,
osadzonej z siostrą i matką w obozie pracy w 1947 roku.
Na szczególną uwagę zasługuje referat Anny Wróblewskiej, Integracja Niemców rosyjskich z oglądu badaczki z innej. trzeciej kultury. Badania swe nad integracją niemieckich przesiedleńców z Rosji w RFN prowadzila autorka w lipcu 1994 roku i w lutym 1996
roku, drogą obserwacji i wywiadów z 34 przesiedleńcami i 2 pracownikami socjalnymi,
lącząc w nich formę roznlOWYsterowanej, swobodnej i zapis magnetofonowy najważniejszych stwierdzeń informatora. Prowadziła je w czterech skupiskach dla przesiedleńców na
południu RFN. Uwzględniła 3 generacje rozmówców: powyżej 65 roku życia, od 40 do 60
roku życia i poniżej 35 roku życia.
Ludzie z najstarszej generacji, pytani o swą małą ojczyznę (Heimat), wskazywali na
tę, gdzie się urodzili i spędzili dzieciństwo, np. nad Wołgą. Ludzie średniej generacji
deportowani byli jako dzieci. Przeżywane ograniczenia i szykany wzmocniły ich poczucie
narodowe, choć brak im było szkolnej nauki niemieckiego. Ich dzieci, pod wpływem szkoły,
przechodziły na język rosyjski, a narodowość nie była już dla nich tak ważna. Dla ich rodzi-
370
ców Syberia i Kazachstan były miejscem zesłania, lecz dla nich, ich dzieci, to była ich mała
ojczyzna.
Dla generacji młodej liczą się głównie lata 70. i 80., stabilizacji i względnego dobrobytu, przeżyte w ZSRR; ten wielki kraj traktowali jako swą ojczyznę. Mówią: "Nie miałem
problemów jako Niemiec"; "Dumny jestem, że jestem Rosjaninem"; "W paszporcie jestem
Rosjaninem i czuję to, choć ojciec i dziadek to byli Niemcy". Mają teraz problemy językowe, trudne kontakty z tubylcami. Lepiej mówią po rosyjsku, odważają się mówić po rosyjsku także na ulicy, choć niektórzy tutejsi zwracają na to uwagę, przygadują: "Du, Russe"
- ty Rosjaninie. "Ale co, Turcy mówią po turecku, a my tu nie możemy po swojemu?".
Rozmawiają więc po swojemu, zachowują swe zwyczaje i obrzędy religijne, świętują nawet dzień 8 marca i 9 maja. Młodzi przybysze uważają zwykle, a podobnie i starzy, że
tutejsi ludzie nie są zdolni do szczerej przyjażni. Mężczyzna 25-letni, od 6 lat w Niemczech: "Nie mam niemieckich przyjaciół, nie lubię i nie rozumiem Niemców. Są nieprzyjemni. Oni myślą chyba podobnie o nas". Mężczyzna l8-letni, od 6lat w Niemczech. Rozczarowany niemieckimi przyjaciółmi: "Nie są dobrzy, są wygodni, w razie potrzeby nie ma
ich, inaczej nasi, zawsze są blisko". Kobieta lat 79, od 2lat w Niemczech: "Dzieci nasze są
znacznie lepiej wychowane, tu są bezczelne i grubiańskie, głośne. Także Kazachowie
są lepsi, oni nikogo nie obrażają". Przybyszy starszych zwłaszcza razi sposób życia i moralność tubylców, którzy "są wyrachowani, powierzchowni, zimni, liczy się dla nich forsa".
"U nas gość był zawsze mile widziany, ale nie tu". Kim są, jak się określają ci przybysze?
Raczej jako Niemcy z Rosji lub jako Rosjanie, także jako Niemcy ze Związku Radzieckiego.
Autorka podkreśliła, że w uzyskiwaniu szczerych wypowiedzi indagowanych pomocna była wydatnie jej socjokulturowa bliskość wobec nich, znajomość realiów ustroju,
w którym żyli przedtem. Stawali się odprężeni, dowiadując się, że nie jest Niemką, że tak
samo nie jest tutejsza, jak oni, a wzajemne rozumienie ułatwiała jej także znajomość języka rosyjskiego.
Poczucie bliskiej ojczyzny (Heimat) u późnych przesiedleńców badała Ortun Irene
Martini; w omawianym tomie przedstawiła wyciąg ze swej wcześniejszej pracy magisterskiej na ten temat. Gdy kilka lat wcześniej rozpoczynała swe badania, niewiele jeszcze
napotkała publikacji na temat integracji kulturowej i integrujących się zbiorowości. Do
badań swych dobrała 16 osób z ZSRR i z Rumunii w wieku powyżej 60 lat. Uwydatnia
znamienną wypowiedź: "Gdyby tam zostało tak, jak było przed wojną, to żaden z nas by tu
nie był". Kraj dziecinnych lat, mimo ówczesnych wstrząsów, pozostał nie tylko dla tej osoby
czymś bliskim. "Tutaj znaleźliśmy dom, ale nie swą ojczyznę". Ktoś inny dodał: "Nie czuję
bólu za swoją tamtą bliską ojczyzną, lecz czasem jakąś tęsknotę". Tylko niektórzy młodzi
odczuwają pojęcie swej bliskiej ojczyzny za nieistotne, mówiąc: "Ważne, że jest mi dobrze
tu, gdzie żyję". Na tle tych rozmów rozwinęła autorka swe rozważania nad znacżeniem bliskiej ojczyzny (niem. Heimat), oznaczającej oswojoną dla człowieka przestrzeń i ludzi
w niej, jasne stosunki międzyludzkie, kulturę opartą na tradycji, bezpieczeństwo.
Młodych niemieckich przesiedleńców z Rosji w opinii ich starszej generacji przedstawił H. W. Retterath, ukazując na wstępie zróżnicowanie tej zbiorowości i zróżnicowanie
jej otoczenia. Ci młodzi ludzie mogli się usamodzielnić i osobno zamieszkać tylko po zawarciu małżeństwa, stosownie do obowiązujących zasad w ich środowiskach rodzinnych,
a małżeństwa ich były na ogół wczesne. Obowiązywało tam wychowanie religijne, szacunek młodych dla starszych, poważne, zdyscyplinowane traktowanie nauki szkolnej, solidne traktowanie obowiązku pracy, zakaz palenia i picia, ekstrawagancji. Zachowanie się
natomiast młodzieży miejscowej w RFN uważają starsi za nazbyt swobodne, egoistyczne,
nieobyczajne, kryminogenne, więc swoją wniesioną tu kulturę ze Związku Radzieckiego
mają za lepszą, wyższą, bardziej obyczajną. Tymczasem sytuacja wrastania w tutejsze środowiska wymaga, aby się nie wyróżniać od nich, być takimi jak inni. Towarzyszy temu
371
nadzieja, że młodzi przybysze będą dobrymi Niemcami i mimo wszystko nie stracą swych
dobrych zasad. Integracja będzie wymagać szeregu lat, aż się wszyscy staną "Niemcami
jak my".
Dwa teksty dotyczą szczególnych sytuacji i roli rosyjskich Niemek w scalaniu się obu
społeczności niemieckich. Sprawy przesiedlonej młodzieży żeńskiej na przykładziejednego
z powiatów przedstawiła Teresa Jacobi. W 1994 roku aż 26,3 % przesiedlonych stanowiła
młodzież w wieku szkolnym, ogółem zaś w wieku do 25 lat znajdowało się 45,4% przybyszy. Autorka oparła się głównie na wywiadach z przedstawicielami instytucji opiekujących
się przesiedlonymi, nauczycielami i paru młodymi dziewczynami. Stwierdziła, że miejscowych partii politycznych temat przesiedleńców nie interesował.
We wrześniu 1996 roku przebywało w badanym przez autorkę okręgu około 1000 przesiedleńców, umieszczonych w starych hotelach oraz w domach w kilku miejscowościach;
czuwało nad nimi 3 opiekunów socjalnych. W tych przepełnionych pomieszczeniach żyli
oni w swoim środowisku. Do 1988 roku pobyt w takich warunkach trwał do pół roku,
później przeciągnął się do 3-4 lat. Dzieci zapisywano do szkół stosownie do kryterium
wieku, z reguły po parę dzieci przesiedleńczych w jednej klasie. Nauczyciele i miejscowe
dzieci mało wiedzą o histońi Niemców rosyjskich. Na lekcjach, odbywanych oczywiście
w języku niemieckim, dzieci z Rosji milczały, na pauzach rozmawiały ze sobą po rosyjsku.
Dzieci te były przyzwyczajone do tradycyjnych form uczenia się, przy tym bardziej zdyscyplinowane. Dziewczęta zwłaszcza źle odczuwały swobodne zachowanie się tutejszych,
wyśmiewanie ich jako "ruskich". Rosyjski jest tu uznawany jako egzotyczny w szkole,
obowiązkowy jest angielski, bez znajomości którego nie można zdać matury. Część dzieci
mieszka już w normalnych mieszkaniach, te mają lepsze warunki do nauki. Badane dziewczęta nie mają tu w szkole przyjaciółek, tylko koleżanki w klasie, z którymi kontakt po
szkole urywa się. Korespondencji z dawnymi koleżankami w Rosji już zwykle nie utrzymują. W języku niemieckim nadal nie czują się dość pewnie, lecz po 3-4 latach opanowały
go dość dobrze. Myślą czasem o dawnej ojczyźnie, lecz nie czują tęsknoty, bo tam się już
wszystko bardzo zmieniło, ale chciałyby kiedyś udać się tam w odwiedziny. Są w M. kluby
młodzieżowe przeznaczone dla przybyszy, pozostające pod honorową opieką studentek
z pobliskiego uniwersytetu; wyjątkowo zajdzie tam ktoś z miejscowych.
Wedle miejscowego urzędu pracy oczekiwania zawodowe dziewcząt rosyjsko-niemieckich są podobne jak miejscowych, preferują one jeden z 15 popularnych tu zawodów, jak
sprzedawca, kosmetyczka, fryzjerka, przedszkolanka, pomoc w aptece lub lekarska itp.
Wzrastaj ąj ednak wymogi rynku pracy, kreatywności, elastyczności, wytrwałości, umiejętności współpracy, które nie każda potrafi spełnić. Wykształcenie i posiadane umiejętności
uzupełniają kursy zawodowe, z których przybysze nie bardzo umieją i chcą korzystać, tym
bardziej, że widoki odpowiedniej pracy nie są optymistyczne. Stąd częste bywają psychosomatyczne dolegliwości uczennic. Chętnie bywają przyjmowane jako praktykantki, ałe
bywa to nieraz wybór między marną pracą a bezrobociem. Dorastające dziewczęta po szkole
zawierały małżeństwa tylko wśród swoich, zamykając się w swym domowym otoczeniu.
Rolę kobiet w procesie integracji przedstawiła Felicitas Drobek na podstawie mateńałów
zebranych w ramach projektu badawczego Instytutu Kiinziga w rejonie Freiburga. Wykorzystała 40 wywiadów przeprowadzonych głównie z kobietami, które przybyły do RFN ze swymi rodzinami po roku 1990 i mieszkają nadal w przejściowych mieszkaniach. Większość
z nich pochodziła ze wsi i pracowała dawniej w rolnictwie. Przybysze dosadnie kreślili obraz
zmian, jakie się dokonały z upadkiem ZSRR, stwierdzając np.: ,,Dla Niemców i innych Europejczyków nie ma tam miejsca"; cenna dla Niemców wartość pracy uległa tam deprecjacji
na rzecz spekulacji i oszustw, pogorszyły się bardzo stosunki międzyludzkie.
Jeśli chodzi o tryb życia w domach zamieszkiwanych przez przesiedleńców, to utrzymał się w nich porządek życia rodzinnego i sąsiedzkiego podobny do tego, jaki istniał na
372
wsi północnego Kazachstanu. Przybysze mniej się już wyróżniają zewnętrznym wyglądem
od tubylców, zdążyli się wyzbyć niektórych dawnych elementów ubioru, lecz nosili się
nadal tradycyjnie, wyraźnie rozróżniając ubiór codzienny od świątecznego. Ostoją życia
rodzinnego były tu, tak jak dawniej w ZSRR, kobiety matki. Znamienne, że kobiety szybciej opanowywały język niemiecki, rozmawiając z uczącymi się w szkole dziećmi i wykorzystując codzienne kontakty związane z zakupami itp. Mniej wstydziły się słabo mówić
po niemiecku od swych mężczyzn. Wiele kobiet zaczęło szukać prostej pracy dla siebie
i możliwości zarobku, zwłaszcza w roli sprzątaczek. Podejmowały się tej pracy nawet kobiety z wyższym wykształceniem i zawodem takim, jak lekarki, nauczycielki. Cenione są
jako dokładne, sumienne. Bywając choćby w tej roli w tutejszych domach, nauczyły się
wykorzystywać pewne poczynione tam spostrzeżenia u siebie.
Gorzej znajdują się w tej całkiem nowej sytuacji mężczyźni, którzy nie mogąc wykonywać swej pracy wyuczonej lub podobnej, tracąc możność stałego zarabiania na utrzymanie rodziny, stają się często bezradni, tracą swą pozycję w rodzinie i społeczności, a stąd
częste są wśród nich przypadki alkoholizmu, samobójstwa. Kobiety, nie mając stałej pracy
zarobkowej, bardziej angażują się w utrzymanie domu, pomoc dzieciom. Okazują się bardziej elastyczne i wielostronne od mężczyzn w tej trudnej dla wielu rodzin sytuacji.
Szczególnie wyróżniającą się zbiorowość niemieckich emigrantów przedstawiła Elisabeth Wisotzki w tekście Rosyjsko-niemieccy menonici - swoistość ich integracji.
Menonici byli najbardziej wyróżniającą się grupą wyznaniową i kulturową wśród osiadłych w Rosji kolonistów niemieckich. Stanowią oni odłam baptystów, utworzony około
połowy XVI wieku przez kaznodzieję Menno Simonsa. Nie mają oni wyodrębnionego stanu kapłańskiego. Ich podstawowe zasady to bezwzględna wierność prawdomówności,
a stąd nie składanie żadnych przysiąg, wyrzeczenie się służby wojskowej i jakiegokolwiek
udziału w wojnach. Unikając prześladowań, przenieśli się już w XVI wieku nad ujście
Wisły, gdzie uzyskali zapewnienie od królów polskich swobodnego bytu. Zagospodarowali Żuławy, znani byli jako doskonali rzemieślnicy. Po zagarnięciu Pomorza przez Prusy, źle
widziani przez Fryderyka II jako antymilitaryści, skorzystali z możliwości osiedlenia się
na Ukrainie, gdzie od Katarzyny II uzyskali podobne swobody, jak dawniej w Polsce, mieli
swój własny samorząd, szkoły. Posługiwali się od dawna dolnoniemieckim dialektem plattdeutsch w ich swoistej adaptacji, znali też literacki język niemiecki. W Rosji byli lojalnymi obywatelami tego państwa, ale w przededniu I wojny światowej wydano im zakaz posługiwania się językiem niemieckim w publikacjach i zgromadzeniach, a w 1915 roku
ograniczono swobodę w dysponowaniu posiadaną ziemią. Część z nich przeniosła się już
wcześniej, w 2 poł. XIX wieku, do Kanady i do Paragwaju. Pod panowaniem sowieckim
spadły na nich nowe represje, w 1927 roku wysiedlono dużą ich część na Syberię, gdzie
musieli karczować lasy, budować drogi. Pozostali na Ukrainie zostali w liczbie ok. 35 tysięcy przesiedleni przez władze niemieckie w 1943 roku do Rzeszy, skąd ok. 2/3 z nich
,,repatriowano" do ZSRR i osiedlono na Syberii. Po 1955 roku uzyskali możność zmiany
swych siedzib, więc osiedlili się w Azji środkowej w licznych małych osiedlach.
Od 1972 roku przeniosło się do RFN około 125 tysięcy, w tym 11000 do 1990 roku.
Przybywający w ostatnich latach krytycznie oceniają tych współziomków, którzy się wcześniej tu przenieśli, podobnie jak całe niemieckie społeczeństwo w RFN, wytykając im złe
wychowanie młodzieży, nieprzyzwoitość, zanik przyjaźni, biurokratyczną oschłość. Bardzo pracowici i aktywni menonici przywykli do samodzielności i współdziałania wśród
swoich, łatwiej przy tym uzyskują pracę w RFN, ale tylko mężczyźni. Pomagają sobie
w ramach swych gmin. Prowadzący życie pracowite, zdyscyplinowane, napotykają prostolinijni menonici w RFN inne wzory życia, postawy konsumpcyjne, swobodę moralną, a te
stają się ważną przeszkodą w integrowaniu się ich z tutejszymi Niemcami; młodzi jednak
ulegają nowym wzorom postępowania. Starsi z goryczą przyjmują osłabianie swych więzi
373
grupowych i krewniaczych na skutek rozproszenia ich miejsc zamieszkania w RFN.
W Rosji wytworzyły społeczności menonitów swoiste zasady współżycia zbiorowego, gdzie
zasady religijne, społeczne i kulturalne przenikały się i silnie oddziaływały na kształtowanie sięjednostek. Trwają one w RFN, możnaje rozpoznać w funkcjonowaniu menonickich
rodzin, gmin, grup wiernych. Ich wiara ma siłę zobowiązującą ludzi do tego, by mieć swą
godność, być rzetelnym, sprawiedliwym, pilnym, godnym zaufania. Młodym wpajano podstawowe wskazanie: być cichszym od (spokojnej) wody i mniejszym od trawy, ale pozostać sobą. Nie są rozrzutni, ich podstawowa inwestycja to własny dom. Możliwość kontynuowania w RFN życia w oparciu o swe dawne zasady oceniają pesymistycznie.
E. Wisotzki badała przez dłuższy czas dzieje menonitów, napisała wcześniej rozprawę
doktorską o strategiach przeżycia ich rosyjsko-niemieckiej zbiorowości; referowana praca
ukazuje ostatnią fazę ich wędrówek, adaptację do życia we współczesnym państwie niemieckim i w nowoczesnym społeczeństwie europejskim.
Nieco zbliżony jest temat artykułu Reginy Loneke: ••Spraw Panie, aby nikt nie opuścił
tego świata nie zbawiony". Przekazywanie wartości przez ewangelizację. Dotyczy on praktykowanych w Kościołach protestanckich w XX wieku akcji misyjnych, rozwijanych również przez menonitów. W czasie I wojny światowej menoniccy sanitariusze utworzyli
w Rosji "Chrześcijański Związek Żolnierski", prowadząc ewangelizację wśród żołnierzy
i także wśród ludności rosyjskiej, kontynuując ją też krótki czas po wojnie. W czasie niepogody wykorzystywali w tym celu duże namioty, skąd wzięło się określenie "misje namiotowe". W drugiej polowie lat 20. zakazały ich ostro władze sowieckie, więc odtąd organizowano takie ewangelizacyjne spotkania tylko w swym wąskim kręgu.
Autorka przedstawiła tego rodzaju akcje, prowadzone obecnie w RFN we wschodniej
części Westfalii dla niemieckich przybyszy ze Wschodu, lecz dostępne dla wszystkich: dwie
misje namiotowe i dwie ewangelizacje w gminach menonickich. Zródłem są tu zapisy magnetofonowe z przebiegu kilku takich spotkań misyjnych oraz wywiad z przełożonymjednej z gmin menonickich. Misje namiotowe trwały od 7 do 10 dni, ewangelizacje 4-5 dni,
przez mniej więcej półtorej godziny co wieczór. Zaczyna się od powitania przybyłych przez
przedstawiciela gminy, potem następuje chóralne odśpiewanie paru pieśni religijnych, krótkie
informacje o sobie osób pozyskanych dla wiary (czasem po rosyjsku), a potem kazanie
trwające od ok. 40 do 70 minut, z fragmentami powtarzanymi przez niektórych kaznodziejów po rosyjsku. Całość kończy śpiew chóralny i końcowa modlitwa kaznodziei. Po spotkaniu mają miejsce indywidualne rozmowy z kaznodzieją.
Kaznodzieje ci nie mają specjalnego wykształcenia, studiów, decydujące są ich osobiste predyspozycje, ,jakiś dar Boży". Jest ich na tym terenie około dziesięciu, wyjeżdżają
w sprawach misyjnych także do innych krajów niemieckich. Znają oni różne środowiska
i wielu ludzi osobiście. Niektórzy wygłosili już po parę tysięcy kazań. Zwracają się oni
przede wszystkim do uczuć słuchaczy, " z sercem do Boga". W kazaniach są także wskazania dla Niemców przybyłych z Rosji,jak żyć tutaj właściwie, w zgodzie z nauk:ąJezusa.
Całość kończy Sprawozdanie z wycieczki proseminaryjnej pięciu studentów ludoznawstwa pod kierunkiem H. W. Retteratha do M Lahr w Badenii, w lipcu 1996 roku, gdzie
zapoznawali się z warunkami życia osiedlonych tam przybyszy z Rosji i Kazachstanu. Osadzono tych przybyszy głównie w opuszczonym przez Kanadyjczyków osiedlu wojskowym
na obrzeżu miasta. Na blisko 42 000 mieszkańców było w Lahr 6-7000 imigrantów z Niemiec. Połowę z nich stanowili tzw. późni przesiedleńcy, wśród których blisko 113stanowiły osoby innej narodowości niż Niemcy. Wiele z nich nie znało języka niemieckiego. Stosownie do tego, jak się obie strony nazwały, byli teraz w Lahr Reichsdeutsche (Niemcy
z Rzeszy) i Russdeutsche (Niemcy z Rosji). Jest (1996) tam paru pracowników socjalnych
oraz nauczycieli łączników, tj. znających oba języki, którzy udzielają młodzieży z Rosji
Domocv w nauce. w rozumieniu iezvk~ niemi""ki""n
nl"ll7 nntl1i,,""n~I'i <:V<:t"tl111
"""1'7"_
374
nia. Okazuje się, że zasób wiadomości niektórych uczniów przybyszy był nawet większy
niż tutejszych. W rodzinach przybyszy jest około l/3 dzieci więcej niż w rodzinach miejscowych. Młodzież przesiedlona ma na osiedlu swój klub czynny 3 razy w tygodniu; rozmawiano tam głównie po rosyjsku. Jest na osiedlu też minimarket "Bieriozka", z którego
korzysta ludność rosyjsko-niemiecka. Miejscowi na ogół źle oceniają przybyszy, wymieniają wszystkie możliwe ich wady. "Pracujemy, aby ci Ruscy mogli lepiej żyć. Inni wyrzucają takie śmiecie". Ich zdaniem ci przybysze są niedbali, kradną, są "leniwi lub głupi"
i wszędzie słychać "ich rosyjskie gadanie". Trzeba więc zmieniać ich postawy i zachowania, skoro już muszą zostać.
Z przedstawionych tu opracowań wynika m.in. ten istotny fakt, że kategorię "swoich",
rodaków stanowią tak dła Niemców z RFN, jak dla Niemców z byłego ZSRR, takie osoby
z obu tych zbiorowości, które akceptują i posiadają wspólny im zespół podstawowych wartości, wzorów myślenia i postępowania, więc posługują się też mniej więcej sprawnie tym
samym językiem (odpowiednio niemieckim lub rosyjskim!) i posiadają świadomość tego,
kto jest dla nich swój, a kto obcy. Istniała (i zapewne nadal istnieje) u tych zbiorowości
stopniowalność obu tych cech w odniesieniu do różnych osób, ale wśród jednych i drugich
przeważało raczej poczucie wzajemnego dystansu, co najmniej półobcości. Bliska ojczyzna to dla starszego i średniego pokolenia głównie ,,kraj lat dziecinnych" i młodzieńczych,
jeśli zwłaszcza jest on kojarzony z jego pozytywną oceną. Jest to widoczne zwłaszcza
u przesiedleńców z ZSRR, co wydać się może swoistym paradoksem. Tam jednak żyli oni
w warunkach, które bardziej przypominały tradycyjną organizację życia społecznego, jaka
istniała kiedyś i w Niemczech, niż tę radykalnie zmienioną w społeczeństwach zachodnioeuropejskich pod wpływem zglobalizowanej kultury masowej. Wzrasta przecież nieuchronnie liczba takich wśród masy niemieckich "repatriantów" z Rosji, u których owo tradycyjne rozumienie ich bliskiej ojczyzny (Heimat) oraz związanych z nią, tradycyjnych, bliższych ludziom nonn życia społecznego zaciera się i coraz mniej znaczy, zwłaszcza wśród
młodszych, wypierane przez aktualnie użyteczne wzory życia we współczesnym, zmodernizowanym świecie.
Podobne "zderzenie kultur" wystąpić może i w Polsce, choć na mniejszą skalę, w wypadku przesiedlenia tu choćby kilkunastu tysięcy potomków polskich emigrantów z Kazachstanu. Wydaje się, że państwo nasze (zwłaszcza jego zbiurokratyzowane władze admi·
nistracyjne) jest dziś niestety gorzej przygotowane do przyjęcia swych repatriantów ze
Wschodu niż Niemcy i gorzej nawet, niż przed pół wiekiem administracyjne władze
w PRL. W każdym razie niemieckie doświadczenia w zakresie adaptowania ich repatriantów z Rosji i Kazachstanu dostarczyć mogą nam niewątpliwie sporo wniosków cennych
poznawczo i praktycznie.
Edward Pietraszek
Alice G a b o rj ił n, Cifrasziirok, Budapest 2000, ss. 175.
Otwarta w lecie od 24 czerwca do 24 września 2000 roku wystawa A cifrasziir w Neprajzi Muzeum w Budapeszcie prezentowała fonny i bogactwo dekoracyjnych elementów
tego tak charakterystycznego dla Węgrów tradycyjnego męskiego okrycia. Jego genezę,
historię oraz regionalne odmiany ukazała również w swym obszernym katalogu Alice Ga-
375
borjfm, długoletnia pracownica tegoż muzeum, a równocześnie znana autorka wielu opracowań na temat ludowych strojów i ich historii. Wspomniana publikacja jest piątą z kolei
w serii katalogowych wydawnictw muzeum, jak zwykle starannie przygotowana i bogato
ilustrowana (poprzednie: T. Horvath, Gyiiriik, 1999).
Cifrasziir używane jako wierzchnie okrycie, szyte jest z grubego sukna-fryzu i bogato
zdobione haftem z wełnianych nici i aplikacją ze skóry. Służył wieśniakom i pasterzom,
nie był natomiast okryciem mężczyzn innych grup społecznych. Jego prostokątny krój (podobny do łemkowskiej czuhanii) warunkował bieg nici wątku i osnowy, i przypomina niektóre starożytne formy okryć wierzchnich i koszul występujące na terenie Środkowo-wschodniej Europy, Afryki Północnej, Małej Azji, przechodząc swym zasięgiem daleko
na wschód. Nie należy jednak mylić tego kroju okrycia z innym podobnym, stosowanym
od czasu renesansu jako peleryna, a określanym przez Węgrów mianem szuba. Wyróżnia
się dwa rodzaje cifrasziir. Jeden, starszy - z odchylonymi prostymi rewersami sięgającymi do dołu po obydwu stronach rozcięcia przodu, z kwadratowym kołnierzem opadającym
na plecy i ozdobiony haftami; drugi, który przyjął się pod koniec XIX wieku, ma rewersy
również szerokie, lecz zwężające się ku dołowi, szwy na ramionach i mały stojący kołnierz, łączący się z kwadratowym kołnierzem opadającym na plecy, zdobiony jest przede
wszystkim aplikacjami o motywach kwiatów i bukietów. Motywy roślinne charakterystyczne
są także dla haftów stanowiących dekorację starszego typu cifrasziir.
Szycie i zdobienie jest wyłącznym zajęciem męskim i tylko wyjątkowo, w rejonie
Hajdusag, pomagają im w tym kobiety. Wyróżniającymi się tutaj kolorami jest zielony
i czerwony, a kompozycje kwiatowe nie układają się w bukiety. Taką kompozycję w narożnikach przodów i kołnierza mają natomiast cifrasziir z regionu Kansag. Tutaj też głównymi motywami zdobin są: róża, tulipan i liść rozmarynu. Najstarsze przykłady z regionu
Bihar i Transylwanii odznaczają się drobnymi haftami, a po 1870 roku zaczęły się pojawiać bukietowe aplikacje. Cifrasziir z Górnych Węgier i Wielkiej Niziny jest długi i szeroki, a z Transdanubii raczej krótszy i z krótkimi, zaszytymi, sterczącymi rękawami, natomiast duży kołnierz ma podszycie tak jak krawędzie przodów i dołu - czerwonym suknem. W regionie Jaszkunsagi-Alfóld dominuje cifrasziir z białego sukna o przewadze ozdób
w kolorze czerwonym, w Kiskunsag - z sukna ciemnego z czerwonymi i lila ozdobami,
w B6k6s - z sukna białego i ozdobami czerwonymi, w Szeged - z sukna białego i ozdobami w zielonym i czerwonym kolorze. W regionie Debreczyn cifrasziir jest biały z czerwonymi ornamentami, ale też z brązowymi i żółtymi, a w okolicy Hajdu ozdoby o drobnych motywach pokrywają mniejsze powierzchnie, natomiast w HajdubOszormeny same
okrycia są ciemne, obszyte żółtym suknem i żółto--<:zerwonymi ornamentami. W tych stronach nie brak też połączeń z zielonym suknem lub z suknem czarnym. Okazuje się więc, że
kombinacji co do ozdób i obszyć jest bardzo dużo, przy czym swą ciemną kolorystyką
sukna i szarymi ozdobami wyróżnia się cifrasziir z okolic Bihar, a czerwonym suknem
o bardzo krótkich zamkniętych rękawach i czerwono-biało--<:zarnymi ozdobami - krótki
cifrasziir z Veszprem w regionie Felfóld. W katalogu, tak jak na wystawie, ukazano specyfikę około 80 okazów wyróżniających poszczególne regiony, tj. Jaszkunsag-Alfóld, Debreczyn-Hajdusag, Bihar-Erd6ły, Felfóld i Dunantul. Najstarsze pochodzą z drugiej połowy XIX wieku, a najnowsze z drugiej połowy XX wieku. Wszystkie zasługują na uwagę
ze względu na charakterystyczne motywy zdobnicze i kompozycję oraz niepowtarzalność
formy.
Barbara Bazielich
376
Jozefas P er k o v s k i s; Zemaićilł liaudies meno omamentas: forma ir simbolika, red.
naukowa Auksole Cepaitiene, Vilianus Dailes Akademios Leidykla, Vilnius 1999, ss. 287,
ilustracje.
W 1999 roku Litewska Akademia Nauk postanowiła przypomnieć, poprzez wydanie
pracy o ornamencie oraz sztuce ludowej Żmudzi, postać zapomnianego grafika, malarza
i etnografa Józefa Perkowskiego. Józef Perkowski urodził się i wychował w wybitnej polskiej rodzinie. Jego ojciec, Seweryn, był słynnym chirurgiem urologiem, członkiem wielu
naukowych towarzystw medycznych. Z racji aktywnego uczestnictwa w powstaniu styczniowym w oddziale gen. Antoniego Jeziorańskiego w 1863 roku zmuszony został do opuszczenia kraju i wyemigrowania do Francji, gdzie na Sorbonie kontynuował rozpoczęte już
wcześniej w Polsce studia medyczne. W 1869 roku uzyskał tam dyplom doktora nauk
medycznych. Jak wielu współczesnych mu emigrantów, w czasie wojny francusko-pruskiej zaangażował się w konflikt po stronie francuskiej - był lekarzem ambulatorium ruchomego. Za zasługi wojenne przyznane mu zostało obywatelstwo francuskie. Jednakże po
ogłoszeniu amnestii w 1874 roku powrócił do Polski. Matka Józefa - Wanda Górska,
pomagała słynnemu archeologowi Tadasowi Daugirdasowi, który podróżował przez Żmudź,
gdzie zbierał materiały do pracy o wzgórzach zamkowych. W. Górska, jako znawczyni
terenu, przekazała archeołogowi wiele żmudzkich podań i legend. Niektóre z tych opowieści publikowane były w "Wiśłe". Perkowscy pobrał i się w 1890 roku.
JózefPerkowski urodził się 23 listopada 1896 roku jako jeden z bliźniaków w rodzinnej
posiadłości w Dżuginianach na Żmudzi. Ich dzieciństwo nie było łatwe. Gdy mielijedenaście lat, zmarł im ojciec, a siedem lat później matka. J. Perkowski wraz z bratem bliźniakiem (Tadeuszem) podjął naukę w Warszawie w Gimnazjum Emiliana Konopczyńskiego.
W czasie pobytu w Polsce bardzo tęsknił do żmudzkiego rodzinnego krajobrazu. Wówczas
to właśnie zainteresował się żmudzką sztuką ludową i następnie zaczął ją kolekcjonować.
Pierwszy jego list dotyczący sztuki ludowtti Litwy ukazał się w "Tygodniku Ilustrowanym" w 1901 roku. Jego zainteresowanie Litwą oraz jej kulturą było wieloaspektowe.
Poznawał oraz obserwował ludzi zarówno przy ich codziennej pracy, jak i w czasie dni
świątecznych. Wędrując z notesem, zapisywał swe spostrzeżenia, jednocześnie robił wiele
zdjęć, które stały się zalążkiem niezwykle cennej kolekcji przedstawiającej życie Żmudzinów w początkach XX wieku. Jego zainteresowaniu nie umknęła niezwykła przyroda rodzinnych okolic. Aby lepiej zrozumieć kulturę, sztukę oraz aby poznać mentalność okolicznych mieszkańców, podjął się nauki języka litewskiego.
W 1922 roku rozpoczął studia w Warszawskiej Szkole Sztuk Pięknych, gdzie studiował
grafikę w klasie wybitnego polskiego grafika- Władysława Skoczylasa. Wówczas to wstąpił do Stowarzyszenia Polskich Artystów Grafików "Ryt", którego jednocześnie, wraz ze
Skoczylasem, był zalożycielem. Był również członkiem Związku Połskich Artystów Płastyków. Po powrocie w 1928 roku na Żmudź do rodzinnego majątku w Dżuginianach, J. Perkowski nadal utrzymywal ścisły kontakt z polskimi artystami, czego dowodem było wzięcie
udziału w Pierwszej Międzynarodowej Wystawie Drzeworytu Współczesnego, która odbyła
się w 1933 roku w Warszawie. W owym czasie grafiki Perkowskiego ukazywały się w wielu
czasopismach ówczesnej Europy. Wymownym tego przykładem jest "La Revue modem e illustree des arts et de la vie", czy też "Gazeta Polska". Również prace jego autorstwa ilustrowały książki, między innymi tomik poezji Pranasa Genysa Dzwony Dziugas. JózefPerkowski jako grafik uprawiał różne techniki: suchą igłę, litografię, lecz najczęściej drzeworyt.
Nie zapomniał on o swym młodzieńczym zainteresowaniu twórczością ludową. Jako
etnograf debiutował w 1922 roku w czasopiśmie "Przemysł - Rzemiosło - Sztuka" artykułem pod tytułem Uwagi o malarstwie ludowym w północno-zachodnim skrawku Żmudzi. W 1929 roku ukazują się dwa cykle artykułów w "Dniu Kowieńskim", w których Per-
377
kowski omawia architekturę i rzeźbę ludową Żmudzi. W 1930 roku, w liście do profesora
Galaune, Perkowski czyni aluzję, iż posiada jeszcze nie ukończony manuskrypt pracy Ornament w żmudzkiej sztuce ludowej. w rzeźbie i wyrobach kowalskich. Manuskrypt został ukończony rok później, lecz mimo licznych starań Perkowskiego nigdy nie ukazał się drukiem.
W 1933 roku ukazują się w "Ziemi" jego niezwykle cenne artykuły uwypuklające podobieństwa istniejące pomiędzy polską a żmudzką sztuką ludową. Wskazywał w nich wówczas na jej europejski charakter, co było ewenementem w tamtych czasach, bowiem jeśli
pisano o litewskiej czy żmudzkiej sztuce ludowej, to jedynie wskazywano na jej archaiczność. Dwa lata później ukazał się cykl artykułów w żmudzkim czasopiśmie "Mosy Tautosaka" dotyczących tego samego zagadnienia. W sumie, od czasu powrotu na Żmudź, Perkowski ogłosił około 20 artykułów omawiających zagadnienia związane ze sztuką ludową
Litwy i Żmudzi. Zajmował się również krytyką artystyczną. Przede wszystkim publikował
w "Zemaiciu. Prietelis", "Tygodniku Ilustrowanym", "Ziemi" oraz w "Pionie". Ostatnie
lata życia Józefa Perkowskiego były pełne pracy i kreatywnych pomysłów. 24 lipca 1940
roku Perkowski, nie zgadzając się na sowiecką okupację, odebrał sobie życie.
Józef Perkowski pozostawił po sobie imponującą, jak na owe czasy, kolekcję zdjęć (około
400), przedstawiających życie codzienne na Żmudzi. Prace jego znajdują się w zbiorach
Muzeum Narodowego w Warszawie, w Bibliotece Jagiellońskiej oraz w Muzeum Krajoznawczym w Auśra w Szawlach. Również Muzeum w Teleszach jest w posiadaniu bogatego zbioru dzieł Perkowskiego. Pozostawił również po sobie kolekcję rysunków, z czego
ok. 700 zostało zamieszczonych w omawianej pracy. ZemaićitJ liaudies meno ornamentas:
forma ir simbolika jest niezwykle staranie wydanym albumem, poprzedzonym obszernym
wstępem dr Vacysa Valvada, w którym przypomina on zarówno osobę oraz dorobek naukowy i artystyczny Józefa Perkowskiego. Praca niniejsza sklada się z dwóch, wzajemnie uzupełniających się części. Pierwsza część przedstawia bogactwo żmudzkich ludowych ornamentów, usystematyzowanych wedle fonny na geometryczne, kwiatowe, figuratywne czy
religijne. Druga część pracy stanowi komplementarny komentarz do prezentowanego materiału ikonograficznego. Przedstawiając niezwykle bogactwo ornamentyki żmudzkiej, Perkowski wykazał się dużym zmysłem obserwacyjnym, zauważał zarówno wzory znajdujące
się na łyżnikach, na ceramice, jak i ozdobne detale architektoniczne. Nie ominął w swych
dociekaniach barwnych krzyży przydrożnych znanych z pracy Bronisława Piłsudskiego czy
Michała Bernsteina, sprzętów gospodarstwa domowego czy też mebli. Z taką samą wnikliwością przyglądał się pazdurom, szparogom, nadokiennikom, kominom domów, jak i zawiasom przytrzymującym drzwi wiejskich chat. Jego rysunki zachwycają starannością
wykonania oraz dbałością o szczegóły. Praca Perkowskiego jest cennym zbiorem przedstawiającym zaginiony świat żmudzkich ornamentów. Ukazanie się niniejszej pracy wskazuje
również na coraz silniej uwidaczniającą się na Litwie tendencję do podkreślania polsko-litewskich związków kulturowych.
Katarzyna Marciniak
Religia w świecie współczesnym. Zarys problematyki religiologicznej, red. Henryk
Zimoń SVD, "Studia Religiologiczne" I,Towarzystwo Naukowe Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, Lublin 2000, ss. 653.
Prowadząc od wielu lat zajęcia z antropologii religii dla studentów etnologii, ze zrozumiałych powodów przeglądam wszelkie nowości wydawnicze dotyczące religii. A zatem
sięgnąłem także po obszemą pracę zbiorową, zredagowaną przez Henryka Zimonia, pod
378
tytułem Religia w świecie współczesnym. Zarys problematyki religiologicznej, która stanowi inicjalny tom planowanych "Studiów Religiologicznych". Zapoznając się z nią, zastanawiałem się oczywiście, czy polecić ją swoim studentom. A w takim razie, jakim celom
dydaktycznym mogłaby ona służyć.
Pierwsza refleksja, jaka mi przyszła do głowy podczas wertowania tego tomu, ma związek z dziejami nauk o religii w Polsce. Ta książka bezsprzecznie jest wynikiem takiego,
a nie innego rozwoju tychże nauk, a uprawianie ich nigdy w tym kraju nie należało do
zajęć łatwych. Działo się tak z powodu rozmaitych uwikłań ideologicznych, w jakich się
one znajdowały. Szczególnie dotkliwe były one w okresie peerelowskiego czterdziestopięciolecia. Wówczas to badania nad religią zazwyczaj tkwiły korzeniami w jednej z dwóch
konkurencyjnych ideologii: marksistowskiej bądź katolickiej. W związku z tym ukonstytuowało się religioznawstwo marksistowskie oraz katolickie. To pierwsze de facto było lub
przynajmniej miało być krytyką religii, drugie zaś jednym z nurtów tematycznych teologii
fundamentalnej (apologetyki) czy też jej nauką pomocniczą. Między jednym a drugim działało bardzo wielu badaczy, którzy poznanie religii starali się nie uzależniać od jakichkolwiek ideologii. Wśród nich znajdowało się niemało zajmujących się religią etnologów.
Dziś po religioznawstwie marksistowskim nie ma śladu. Za to jego adwersarz z czasów
PRL-u nie przestał się rozwijać, o czym świadczy omawiane dzieło. Mógłbym więc pokazać studentom niektóre numery "Euhemera" i podręczniki religioznawstwa dla uczniów szkół
średnich z połowy lat osiemdziesiątych, a ponadto - będące reakcją na nie - podręczniki
pisane przez katolickich autorów. I wreszcie Religię w świecie współczesnym będącą dojrzałym owocem konsekwentnych badań prowadzonych przez katolickich specjalistów.
Książkę tę wypełniają prace czołowych badaczy religii związanych z Katolickim Uniwersytetem Lubelskim. Czytelnik znający działalność naukową tego środowiska nie znajdzie w niej wiele nowego, lecz nie służy ona prezentacji najnowszych osiągnięć tych uczonych, a stanowi - jak można przeczytać we "wprowadzeniu" - "obszemy i tematycznie
zróżnicowany podręcznik problematyki religiologicznej".
Co to jest zatem religiologia? - mógłby zapytać dociekliwy student. Otóż mianem
religiologii badacze KUL-u opatrują złożony kompleks nauk zajmujących się religią,
w skład którego wchodzą humanistyczne nauki o religii, filozofia religii i teologiczne nauki o religii. Najbardziej zróżnicowane są te pierwsze, które łącznie określa się jako religioznawstwo. Wyróżnia się religioznawstwo - dość bliskie filozofii religii, a poza tym
religioznawstwo szczegółowe, dzielące się na cały szereg dyscyplin: historię religii, socjologię religii, psychologię religii, etnoreligioznawstwo, fenomenologię religii oraz geografię i ekologię religii. Pro domo mea wytknąć tutaj muszę brak antropologii religii, która
rozpatruje religięjako zjawisko kulturowe. Pewnie ta stosunkowo młoda dyscyplina jeszcze nie znalazła sobie miejsca pośród pozostałych.
Omawiana praca składa się z trzech części. Pierwsza, zatytułowana ,;Z problematyki badań
nad religią" (autorzy: A. Bronk, Z. Zdybicka, M. Rusecki, Z. Chlewiński, 1.Mariański, Z. K.rzysztowski), ujmuje religię w aspekcie ogólnym. Odmienny charakter ma część druga, pod tytułem
"Religie pozachrześcijańskie" (H. Zimoń, M. Zięba, Z. Wesołowski, R. Małek, M. Melanowicz, R. Rubinkiewicz, S. Grodź, W. Kowalik, S. Wargacki). Składające się na nią artykuły
prezentują głównie wielkie systemy religijne: ich historię, doktrynę, kult oraz strukturę społeczną. Wreszcie trzecia, "Wybrane zagadnienia z teologii religii" (M. Rusecki, K. Kaucha,
I. Lewoń, Z. Pawłowicz, 1. Urban, A. Bronk). Jej autorzy zastanawiają się nad swoistością
chrześcijaństwa, a poza tym nad relacjami łączącymi je z innymi wyznaniami.
Niewątpliwie ta ostatnia partia książki jest najważniejsza. Nic w tym dziwnego, skoro,
jak napisano we "Wprowadzeniu", książka jest podręcznikiem przeznaczonym między innymi czy wręcz przede wszystkim dla "alumnów wyższych seminariów duchownych diecezjalnych i zakonnych, studentów teologii, duszpasterzy, katechetów", a więc dla osób,
379
których zadaniem jest lub niedługo będzie nawracanie na wiarę katolicką albo też jej utrwalanie. N a pewno potrzebują oni narzędzi, za pomocą których będą mogli intelektualnie ustosunkować się do pluralizmu religijnego w świecie i wykazać tezę, że pełnia prawdy objawionej znajduje się w chrześcijaństwie, zwłaszcza w jego wersji katolickiej.
Adept etnologii natomiast ma tylko zapoznać się z owym pluralizmem, gdyż jest on
istotnym aspektem kultury. Musi przyswoić sobie wiedzę zawartą w drugiej, religioznawczej części tej pracy. Czy w takiej sytuacji część trzeciajest mu zupełnie niepotrzebna? Na
to pytanie trudno dać jednoznaczną odpowiedź. Na pierwszych zajęciach mówię studentom, że jeśli mają jakieś wątpliwości dotyczące ich własnej wiary, nie powinni zbyt wiele
spodziewać się po religioznawstwie. Żadna ze składających się nań dyscyplin, z antropologią religii włącznie, nie zastanawia się, czy istnieje Bóg. Każda jedynie przyjmuje za fakt
obiektywny, że ludzie w Niego wierzą i bada rozliczne przejawy owej wiary. Poczyniwszy
takie zastrzeżenie, bynajmniej nie eliminuję na dalszych zajęciach ostrych niekiedy dyskusji właśnie na tematy wierzeniowe. Spierają się studenci o poglądach katolickich z antyklerykałami, do głosu dochodzą też sympatycy flew age i buddyzmu. A zatem, choć próbuję
ograniczyć dyskurs do ram religioznawstwa, uczestnicy zajęć sami wprowadzają w nie
kwestie teologiczne. Być może uznać to należy za argument proreligiologiczny: filozoficzno-humanistyczna i w dodatku teologiczna religiologia zdaje się najpełniejszym ujęciem
zjawiska religii. Być może z podręcznikiem pod redakcją Zimonia powinni się zapoznać
również studenci etnologii.
Grzegorz Pelczyński
Anna Z a d r o ż y ń s k a, Targowisko ,.6żflości. Spojrzeflie f1a kulturę wsp61czesflą,
Wydawnictwo Książkowe Twój Styl, Warszawa 2001.
Czytelnik książki zostaje zabrany w dociekliwą podróż po świecie współczesnej kultury. Za pośrednictwem autorki ma możliwość skonfrontowania swoich poglądów i odczuć
dotyczących najbardziej aktualnych spraw i problemów życia codziennego, a więc wyzwań,
z którymi musi sobie poradzić każdy z nas. Z całej różnorodnej masy zjawisk kultury popularnej Anna Zadrożyńska zwraca uwagę na takie zagadnienia jak: wpływ gier komputerowych na mentalność i psychikę graczy, uniseks - jako przejaw zacierania się różnic
pomiędzy płciami, problemy równouprawnienia płci i związane z tym faktem zagadnienia
coraz szerszej emancypacji kobiet przy jednoczesnym zagubieniu w nowej sytuacji mężczyzn, problem cielesności ciała - jego wyglądu i związanej z tym mody na młodość
i zarazem desperackie bronienie się przed starością, udawanie, że ona nie istnieje - czyli
zaburzenie normalnego, biologicznego rytmu życia: dzieciństwa, młodości, dorosłości
i starości, która dawniej kojarzyła się z rozwagą, mądrością i szacunkiem.
Kolejnym zagadnieniem jest pustka emocjonalna przejawiająca się w kontaktach międzyludzkich, opartych nie na dogłębnych, mocnych fundamentach porozumienia i wzajemnej
akceptacji, lecz na powierzchowności, pośpiechu, często niskich pobudkach wykorzystania
znajomości w celu załatwienia swoich interesów. Konsekwencją tego jest pokaźna ilość anonsów informujących o chęci znalezienia partnera bądź partnerki, połączonych jednocześnie ze
strachem przed stałymi związkami. Prostsze i łatwiejsze wydaje się czytanie książek o miłości lub oglądanie seriali o tej tematyce niż obdarzanie uczuciami ludzi, z którymi spotykamy się w codziennym życiu.
W drugiej części swojej książki autorka wywodzi tradycję chamstwa od zdarzenia biblijnego, zapisanego w Księdze Genesis, mianowicie od przewinienia Chama wobec swo-
380
jego ojca - Noego. Zobaczywszy nagość swojego rodzica upojonego alkoholem, Cham
opowiedział o tym swoim braciom, tym samym nie uszanował słabości i wykorzystał bezbronność swojego ojca. Tak postępując, Cham naruszył społeczne normy postępowania.
Również dzisiaj chamstwo to sprzeniewierzenie się normom kulturowym. Współczesne
społeczeństwa otwarte, pozbawione więzi, rodzin, religii są szczególnie narażone na powstanie dogodnych warunków dla rozwoju nieodpowiedzialności, wręcz poczucia bezkarności za swoje postępowanie. Kolejnym zjawiskiem bardzo widocznym, a zarazem niepokojącym we współczesnej kulturze, jest narastająca agresja. Autorka wspomina o dawnym
sposobie godzenia zwaśnionych stron konfliktu, jakim była wróżda, która stanowiła kodeks karny dla wielu społeczeństw. Niemożliwość rozładowania napięć i frustracji prowadzi do działań wojennych, które sygnalizują kryzys norm wypracowanych przez cywilizację. Przyczyn obecnego stanu kultury autorka szuka w przeszłości. Analizując historię zjawisk poprzedzających wydarzenia aktualne, wywodzi z nich obecny stan kultury popularnej.
Anna Torobińska - ODIE PTL
Monika S z naj d e r m a n, Współczesna Biblia pauperum. Szkice o wideo i kulturze popularnej (Current Biblia Pauperum. The Outlines ofVideo and Popular Culture), Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, Kraków 1998, ss. 117.
Praca jest próbą namysłu nad istotą treści kultury popularnej, postrzeganej w obszarze
przestrzeni obyczajowej i świadomościowej mieszkańców polskiej wsi końca XX wieku.
Empirycznym punktem odniesienia autorki są amerykańskie filmy wideo, które nazwane
są "trzecim wymiarem kina", to jest kina bez przypisanej mu szczególnej atmosfery sali
kinowej, pozbawionego także krytycznej oceny treści ze strony widzów tworzących jedynie specyficzne wspólnoty wideomanów, przeżywających ekranowe historie w wymiarze
życia domowego i wiejskich prywatek.
Ów trzeci wymiar kina nabiera kolorytu właśnie w kontekście polskiej prowincji, gdzie
na początku lat dziewięćdziesiątych objawiła się nowa filozofia życia związana z rynkiem
wiejskich sklepików i wypożyczalni kaset wideo. Monika Sznajderman prowadziła swoje
etnograficzne obserwacje tworzenia się nowej fom1Ykulturowej na terenie wiosek i osad
Beskidu Niskiego. Mieszkając w jednej z górskich wsi, była świadkiem niezmiernie szybkiego wzrostu popularności sposobu spędzania czasu polegającego na grupowym oglądaniu
filmów na kasetach wideo. Główny repertuar tych ostatnich zawierał się przy tym głównie
w trzeciorzędnych pod względem artystycznym produkcjach obejmujących takie gatunki filmowe jak: horrory, s.f., fantasy, thriIlery czy filmy akcji.
Zastanawiając się nad postawieniem poprawnej tezy tłumaczącej fenomen popularności, a więc także akceptowalności treści eksponowanych na wideokasetach, autorka uznała,
iż świat budowany podług amerykańskich wzorców wyobrażeniowych, dopuszczających
istnienie fantastycznych postaci i akcesoriów, bliski jest, na pewnym poziomie, rzeczywistości polskiej kultury ludowej. przywolać można tutaj bogaty w znaczenia dawny folklor
z ważnym dla niego przykładem bajki ludowej.
Wielka popularność filmowych opowieści o wspomnianej proweniencji ma również inne
źródła. Otóż w składające się na nie egzotyczne obrazy ich twórcy włączyli stare, rzec
można, odwieczne tematy i motywy stale obecne w kulturze europejskiej. Dziś uważny
obserwator-egzegeta napotykaje choćby w filmach wideo. Monika Sznajderman, odwołując się do szeregu z nich, zestawia listę tytułów, wybierając grupy filmów reprezentatyw-
381
nych dla danego gatunku, aby następnie przystąpić do ich analizy, przyjmując za punkt
wyjścia organizujące je tematy. We wszystkich tych filmach autorka odnajduje wielkie motywy raju, eschatologiczne, apokaliptyczne i angelologiczne. Wszystkie one, rozwijane na
przestrzeni wieków przez literaturę i sztukę tzw. kultury wysokiej, aktualnie stanowią swoisty opad treści przynależny kulturze popularnej (ludowej). Odkrywając i poddając interpretacji wspomniane wyżej tematy i motywy, przypisuje się filmom wideo rolę specyficznej Biblii pauperum dla współczesnych odbiorców.
Marcin Andrzej Kafar -
ODIE PTL
Dominika Jaź w i e c k a - B u j a l s k a, Między magią a religią, czyli zabobony i przesądy wśród ducllOwiellstwa katolickiego we współczesnej Polsce, Towarzystwo Autorów
i Wydawców Prac Naukowych Universitas, Kraków 2000, ss. 123.
Celem pracy jest poznanie mechanizmu myślenia współczesnych duchownych katolickich na temat magii i zabobonów. Autorka zbierała materiał w połowie lat 90., ale z powodu szczególnie trudnej pozycji polskiego duchowieństwa na forum społecznym w tym czasie (okres transformacji kulturowo-ekonomicznej), opublikowała go dopiero po upływie
kilku lat. Nie chciała - jak sama podkreśla to we wstępie - by jej książka została wpisana w nurt antyklerykalny.
Zgromadzony materiał obejmuje 10 wywiadów z księżmi w różnym wieku (od 25 do
75 lat) pełniącymi różne funkcje w Kościele (np. wikary, wiejski proboszcz, biskup). Autorka podczas opracowywania wywiadów posługiwała się metodami jakościowymi. Wynikało to z charakteru przeprowadzonych rozmów - swobodnych i pogłębionych. We wstępie odkryła także "tajemnicę" swojego warsztatu: jak udało sięjej nakłonić księży do zabrania głosu na tak drażliwy dla nich temat jak Kościół a przesądy. Posługiwała się
kwestionariuszem problemowym dotyczącym zagadnień z historii Kościoła i jego współczesnego stanowiska wobec zjawisk magii, parapsychologii, jasnowidzenia, wróżbiarstwa,
opętania, wydarzeń cudownych, uzdrowień itp. Starała się wtedy sprowokować rozmówców
do bardziej osobistych wynurzeń i ocen, a to było dla niej najważniejszym celem tych rozmów. Autorkę najbardziej interesowało zderzenie ze sobą oficjalnego podejścia Kościoła do
szeroko rozumianej sfery nadprzyrodzonej oraz to, jaki efekt przynosi ono na poziomie świadomości i zachowań jednostkowych. Na ile księża utożsamiają się faktycznie z oficjalną
doktryną kościelną, a na ile jednak hołdują pewnym przesądom potępianym przez Kościół.
Autorka podzieliła materiał na siedem części, poświęconych: pojmowaniu magii i religii w antropologii kulturowej, mentalności pierwszych chrześcijan w świecie pogańskim,
Świętej Inkwizycji, zabobonom i magii, egzorcyzmom, talizmanom i medalikom oraz cudom i energoterapii.
Każdy rozdział zawiera na początku rys historyczny danego zjawiska, jego interpretację kościelną oraz naukową i charakterystykę kontekstu społecznego, w jakim dane zjawisko rodziło się i z jakim odbiorem spotkało. Następnie autorka konfrontuje to z wypowiedziami indywidualnymi. Komentuje i interpretuje wypowiedzi księży na poruszany temat,
a dzięki metodzie jakościowej udaje się jej wydobyć sprzeczności w wypowiedziach i sądach swoich rozmówców. Pragnie dotrzeć do motywów ich poglądów, bardzo zróżnicowanych ze względu na wiek, funkcję i osobowość. Opisany przez nią na początku-każdego rozdziału obiektywny kształt danego zjawiska zderza się z indywidualnym sądem każdego
z księży i z jego osobistym rozumieniem danego fenomenu.
382
Autorka dochodzi do konkluzji, że zajęcie wybrane przez jej rozmówców niewiele wpływa na racjonalizację i unikanie przez nich "zabobonnego" sposobu myślenia. Księża nie są
od niego wolni, ale zdobyta przez nich wiedza teologiczna pozwala na podejście krytyczne
i oczyszczanie swojej świadomości z przesądów. Zauważa, że ambicją duchownych jest
pogodzenie głębokiej wiary z wiedzą teoretyczną na poziomie osobistych poglądów. Ich
wypowiedzi sąjednak pełne sprzeczności, tym bardziej, że wielu rozmówców wychowało
się na wsi, gdzie myślenie magiczne wolniej się dewaluuje. Dlatego autorka stawia tezę, że
dla kształtowania się naszego typu myślenia najważniejszą rolę spełniają nawyki nabyte
w domu rodzinnym, choć każdy z nas ma skłonności do myślenia mitycznego i racjonalnego.
Zadanie, które próbowała przeprowadzić, to znaczy zaklasyfikować poglądy księży (jako
szczególnej grupy zawodowej) do pewnego specyficznego typu myślenia o religii i przesądach, nie powiodło się. Konkluduje, że można tylko próbować odtworzyć pewne mechanizmy myślenia ludzi i koleje ich umysłowości. żaden typ zajęcia nie eliminuje całkowicie
uprzednio nabytych nawyków i poglądów.
Inga Kuźma -
ODIE PTL
Dorota Ś w i t a ł a - T r y b e k, Święto i zabawa. Odpusty parafialne na Górnym Śląsku,
Polskie Towarzystwo Ludoznawcze, Wrocław 2000.
Praca dotyczy różnych sposobów świętowania odpustów obchodzonych na cześć patronów danej parafii na Górnym Śląsku. Autorka, opierając się na swoich badaniach terenowych, omawia formy obchodów tej uroczystości w dwóch aspektach: jako wydarzenia kościelnego (tutaj koncentruje się na czynnościach mających na celu oddawanie czci świętym i błogosławionym patronom, które przejawiają się w uczestniczeniu w nabożeństwach
odpustowych, śpiewaniu pieśni, w których parafianie zwracają się bezpośrednio do swoich
patronów z określonymi prośbami, jednocześnie oddając im cześć. Zwraca uwagę na odświętny strój osób uczestniczących w uroczystych mszach i towarzyszących im procesjach,
opisuje charakter odpustowych kazań, które nawołują wiernych do naśladowania patronów).
Drugi aspekt pracy związany jest z ludowymi tradycjami odpustowymi. Podstawowym
jego elementem jest biesiadowanie i związane z nim spotkania rodzinne, goszczenie gości
specjalnie na tę okazję przygotowanymi posiłkami, tworzenie miłej, radosnej atmosfery,
dającej poczucie bezpieczeństwa i odprężenia. Drugim motywem przewodnim tradycji ludowej, związanej z odpustami, jest nieodzowna obecność kramów (tzw. bud) z różnymi,
przypisanymi zwyczajowo do tych okoliczności towarami. Badania autorki wykazały, iż
64% stanowią stoiska z zabawkami, 16% - stoiska ze słodyczami, 20% zarezerwowane
jest dla innych artykułów, takichjak: kasety i płyty kompaktowe, artykuły szkolne, owoce
sezonowe, dewocjonalia. Autorka zwróciła również uwagę na formy haseł reklamowych
i okrzyków zachwalających sprzedawane produkty i zachęcających do ich kupna. Obowiązkowymi elementami odpustów były niegdyś karuzele, strzelnice, zabawy taneczne oraz
festyny. Autorka zwraca uwagę na fakt, iż te formy zabawy towarzyszące odpustom nie
zawsze są obecne w dzisiejszej rzeczywistości świąt związanych z patronami danej parafii.
Anna Torobińska - ODIE PTL
383
PRL z pamięci, red. Czesław Robotycki, "Prace Etnograficzne", z. 36, Wydawnictwo
Uniwersytetu Jagiellońskiego, Kraków 2001, ss. 214.
PRL jest już okresem zamkniętym, ale budzącym ciągle żywe spory, ocenianym niejednoznacznie, zdaje się, że nierzadko, wraz z upływem lat, idealizowanym. Przytoczone we
Wstępie tomu PRL z pamięci, przez jego redaktora Czesława Robotyckiego, słowa Piotra
Wojciechowskiego trafnie chyba ujmują istotę rzeczy: "Każdy, kto choćby kawałkiem świadomego życiorysu zahaczył o tę przedziwną hybrydalną między epokę, do końca życia będzie miał z nią rachunki, będzie wspominał jej krzywdy, będzie nosił w pamięci jej łatwe
słodycze". Z jednej strony wiadomo, i pamiętamy to dobrze (czy wszyscy?), że życie
w PRL nie było sielanką, a z drugiej strony jakże trudno nieraz przyznać, że zmarnowało
się aż tyle lat. I nie chodzi tu o zasadnicze kwestie, jak np. zakres autonomii PRL-u
w stosunku do ZSRR, które są przedmiotem polemik historyków i również polityków,
i długo pewnie jeszcze pozostaną. Te w gruncie rzeczy należą do wielkiej histońi, która
niekoniecznie musi budzić emocje u zwykłych obywateli. Minioną epokę oceniamy przede
wszystkim przez pryzmat tego, jak się nam w niej żyło.
I właśnie odpowiedzieć na to pytanie chcą autorzy poszczególnych artykułów, składających
się na omawianą tu pracę. Przedmiotem ich zainteresowania jest więc życie codzienne w Polsce
Ludowej - to utrwalone w pamięci samych piszących, jak i w pamiętnikach i wspomnieniach innych. Sądzę, że zrozumieć PRL najlepiej można, przyglądając sięjego codzienności.
Już pierwszy artykuł, Andrzeja Delorme'a pl Szarość komunistycznej codzienności. Percepcjajakości życia w PRL-u, przynosi tegoż życia wielce interesujący opis. Autor sięga po
dzienniki Tyrmanda, Kisielewskiego, Dąbrowskiej, Proroka i innych pisarzy, których okres
twórczości przypada na lata Polski Ludowej. Z wszystkich jednoznacznie wynika, że ich
autorzy mieli przygnębiające poczucie mieszkania w kraju zapaści cywilizacyjnej.
Drugi tekst, Leszka Dzięgla Miasta w filozofii władzy PRL-u i społecznej praktyce.
Wyzwania dla badacza kultury, podnosi jeden z najbardziej aktualnych do dziś problemów
w Polsce. Jak żyło się (i żyje) w miastach, w domach z wielkiej płyty? Jaki wpływ ma
życie w blokach na psychikę człowieka? Na marginesie wspomnieć można, że postulat
poświęcenia temu zagadnieniu odrębnych studiów znalazł, przynajmniej częściowe, spełnienie w wydanej niedawno pracy Andrzeja Basisty, Betonowe dziedzictwo. Architektura
w Polsce czasów komunizmu.
Nie mniej interesujące są kolejne artykuły poświęcone zagadnieniom bardziej szczegółowym. Jacek Chrobaczyński odtwarza, sięgając do własnej pamięci, atnl0sferę panującą
w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych w Sanoku, w niewielkim mieście, ale szczególnie ciekawym, bo "uwikłanym w historię", pamiętającym "polsko-ukraińską wojnę".
Helena Duć-Fajfer i Anna Skalik w swoich artykułach przedstawiają losy Łemków i grekokatolików w PRL-u. Teksty te uzmysławiają, jak mało znany jest to fragment naszych
dziejów najnowszych, a przecież i bolesny, i wstydliwy. Obie autorki udowadniają, że Polska
Ludowa nie była zainteresowana rozwojem kultury mniejszości narodowych, często wręcz
zaprzeczając istnieniu takowych.
Janusz Goćkowski, ks. Tadeusz Ślipko SJ i Kazimierz Bujak piszą o edukacji w PRL-u,
poświęcając swoją uwagę kolejno: życiu codziennemu uczonych w realnym socjalizmie,
możliwości odbywania studiów uniwersyteckich przez jezuitów i wychowaniu w szkole
socjalistycznej. Wyjątkowo ciekawy jest tekst Goćkowskiego - zwłaszcza dla pracownika uniwersytetu - skłania on do refleksji nad współczesnym stanem nauki polskiej.
Ostatni artykuł, Aleksandra Matyukhina, Uśmiech Peerelu. O micie Polski w sowieckim
Lwowie (/944-1990), stanowi optymistyczny akcent na zakończenie tego tomu. Optymistyczny, bo okazuje się, że PRL była postrzegana przez Ukraińców ze Lwowa jako kraj
cieszący się znaczną swobodą i relatywnym dobrobytem.
384
PRL z pamięci należy do najciekawszych pozycji poświęconych Polsce Ludowej, jakich
zresztą sporo ukazuje się w ostatnich latach. Stanowi ambitną próbę odpowiedzi na pytanie:
jak się wówczas żyło? Taki właśnie, w gruncie rzeczy antropologiczny opis życia w PRL-u,
ma niepoślednie walory. Z upływem lat zdobędziemy być może pewien dystans do tej epoki, ale teraz mamy wciąż jeszcze do dyspozycji jej naocznych świadków. Potem badacz
tamtych czasów będzie skazany już tylko na materiały źródłowe.
Dorota SIwtarczak - ODIE PTL
Ludwik S t o m m a, Słownik polskich "J'zwisk. inwektyw i określell pejoratywnych,
Oficyna Wydawnicza Graf-Punkt, Warszawa 2000, ss. 260.
Ludwik Stomma to etnolog i antropolog kultury, uczestnik europejskich forum naukowych, a od 1983 roku profesor Ecole Pratique des Hautes Etudes (Sorbona). Czytelnikom
dał się poznać jako autor 14 książek - historycznych, biograficznych i innych, ale także
dwóch pozycji dla dzieci.
Pracując nad Słownikiem ..., autor przewertował kilkaset książek. Prezentując poszczególne hasła, powołuje się na ich konkretne użycie w tekście przez takich autorów jak: Marian Hemar, Stefan Kisielewski, Waldemar Łysiak, Józef Piłsudski, Mikołaj Rej, Julian
Tuwim i Tadeusz Żeleński-Boy. Autor posługuje się cytatami ze słowników języka polskiego, polskich przekleństw i wulgaryzmów, słownika pijackiego, gwar przestępczych;
zagląda też do księgi przysłów polskich oraz do jednej ze swych wcześniejszych prac Antropologii kultuly wsi polskiej. O źródle cytatu czytelnik informowany jest odpowiednim skrótem literowym umieszczonym przy haśle.
Autor w swej pracy zawarł wyłącznie określenia pejoratywne występujące w formie
rzeczownikowej. Słownik zawiera określenia używane dziś powszechnie - dlatego pominięto tu na przykład regionalne wyzwiska ludowe czy obrażliwe określenia staropolskie.
Warto wspomnieć, że przystępujących do lektury Słownika ... Ludwik Stomma ostrzega we
wstępie: "Niniejszy słownik nie jest dziełem filologicznym. Uczeni w piśmie znajdą w nim
dość luk i braków, żeby nie pozostawić na autorze suchej nitki...".
Robert Kornacki - ODIE PTL
Bogusława B u d r o w s k a, Macierzyństwo jako punkt zwrotny w życiu kobiety, Wydawnictwo Funna, Wrocław 2000, ss. 420. Monografie Fundacji na Rzecz Nauki Polskiej,
Seria humanistyczna.
Praca składa się z trzech części. Pierwsza poświęcona jest analizie macierzyństwa, traktowanego jako podstawowa rola kobiety. W części tej autorka uwzględnia stanowiska nurtów feministycznych, zawierających zarówno krytykę macierzyństwa, jak i jego aprobatę.
Druga część prezentuje społeczno-kulturowe wzorce macierzyństwa. Autorka omawia
wzorce funkcjonujące w kulturze zachodniej (amerykańskiej), jak również uwzględnia specyfikę polską.
W trzeciej części, najobszemiejszej, autorka stara się pokazać, co dzieje się w życiu
kobiety, gdy zostaje matką. Podstawowym pytaniem, na które poszukuje odpowiedzi, jest
385
to, czy macierzyństwo w życiu kobiety jest punktem zwrotnym przynoszącym jakieś zmiany, czy może nie?
Dla uzyskania materiału badawczego Bogusława Budrowska posłużyła się kwestionariuszem oraz wywiadem. Badaniem zostały objęte kobiety, które urodziły pierwsze dziecko
i w chwili badania było ono w przedziale wiekowym między 6 a 12 miesiącem. Głównym
założeniem badania było dotarcie do indywidualnego postrzt>gania przez kobiety
doświadczenia macierzyństwa. Badania zostały przeprowadzone w dwóch środowiskach: wielkiego i małego miasta - w Warszawie i Sokółce - miejscowości w b. woj. białostockim.
Przy omawianiu zebranego materiału autorka wzięła pod uwagę polską sytuację społeczno~emograficzną.
Do tej pory w polskiej literaturze przedmiotu nie zajmowano się macierzyństwem postrzeganym z perspektywy kobiety. Pod tym względem jest to praca nowatorska.
Katarzyna Chojnacka -
ODIE PTL
Adam Kra w i e c, Seksualność w średniowiecznej Polsce, Wydawnictwo Poznańskie,
Poznań 2000, ss. 280.
Przedstawione i zinterpretowane w książce fakty dotyczą okresu od tworzenia się zrębów państwowości Polski (koniec X w.) po początek wieku XVI.
Powodem powstania książki jest brak w zagranicznych publikacjach naukowych dotyczących seksualności odniesienia do kultury polskiej, a w rodzimych pracach - pozycji,
które obejmowałyby w sposób całościowy życie seksualne w Polsce. Celem pracy jest więc
próba holistycznego ukazania ewoluujących społecznych i kulturowych fonn, w jakich
manifestowały się zachowania seksualne Polaków. Autor przedstawiaj e w poszczególnych
rozdziałach, którym nadaje tytuły łacińsko-polskie. Są nimi:jornicatio - stosunki seksualne osoby niezamężnej; matrimonium - małżeństwo; concubinatus - konkubinat; adulterium - cudzołóstwo; stuprum/raptus virginae - zgwałcenie, uprowadzenie panny; castitas laicorum - czystość (abstynencja osób świeckich); meretricia - nierząd; superstitiones - przesądy (magia miłosna, płodnościowa itp.); peccatum contra naturam - grzech
przeciw naturze (wszelkie stosunki uniemożliwiające prokreację).
Baząpracy są cztery rodzaje źródeł pisanych: narracyjne - kroniki i roczniki (np. Kronika Anonima zwanego Gallem, kronika Jana Długosza, kronika Thietmara); prawne przepisy prawa zwyczajowego, miejskiego (np. księgi proskrybowanych), ziemskiego, kościelnego (np. księgi sądów kościelnych); moralizatorskie - przede wszystkim kazania,
a także literatura świecka (np. wiersze miłosne); etnograficzne - prace naukowe opisujące
kulturę ludową (autor wyraźnie podkreśla, że są zapisem faktów z przełomu XIX/XX w.).
Ze względu na skąpą ilość i rozproszenie zachowanych do dziś źródeł ikonograficznych
autor świadomie z nich rezygnuje.
Większa część pracy (dotycząca przestępstw seksualnych) podporządkowana jest jednej z dwóch głównych metod badawczych stosowanych w historii. Autor pomija, z racji
fragmentaryczności i nieciągłości zapisów źródłowych, metodę statystyczną na rzecz "impresjonistycznej", przy czym modyfikuje jąna potrzeby pracy - obok zdarzeń nietypowych
bierze również pod uwagę przeciętne.
Wśród tych, od których autor czerpie inspiracje i myśli, znajdują się osoby reprezentujące różne dziedziny naukowe: religioznawstwo, teologię, etnologię, filozofię, socjologię,
seksuologię, językoznawstwo itd. Są to między innymi: Michael Foucault, James Brundage,
386
Hubertus Lutterbach, Jean Delumeau, Fritz Keren, Eve Levin, Kazimierz Moszyński, Ludwik Stomma, Ryszard Tomicki, Anna Zadrożyńska, Roman Jakimowicz, Jacek Banaszkiewicz i inni.
Ogólne konkluzje autora dotyczą rosnącego wraz z upływem czasu wpływu Kościoła
katolickiego na sferę seksualną społeczeństwa polskiego, wyrażającego się w zawłaszczaniu coraz większej ilości praw do egzekwowania zasad życia seksualnego zgodnych z doktryną religii. Tendencja do rozszerzania obszaru zachowań seksualnych, poddanych
np. kontroli miast, widoczna też jest w prawie miejskim schyłku średniowiecza.
W zakończeniu autor zwraca również uwagę, iż: "przeprowadzona analiza dostępnych
źródeł nie potwierdziła pierwotnych przypuszczeń, dotyczących znikomej liczby pochodzących z polskiego średniowiecza informacji na temat zagadnienia seksuałności. Na stan
taki mógł wskazywać wcześniejszy brak zainteresowania tą tematyką ze strony polskich
historyków. W rzeczywistości w niemał każdej kategorii źródeł: dziejopisarstwie, moralistyce, źródłach z dziedziny prawa świeckiego oraz kościelnego itp., można odnaleźć informacje pozwalające odtworzyć obraz seksualiznlU mieszkańców państwa polskiego w wiekach średnich, w jego poszczególnych aspektach".
Piotr Polewski - ODIE PTL
Marek B u dz i arek, Łodzianie, Wydawnictwo Literatura, Łódź 2000, s. 269, ił. 53,
bibliogr. Seria: Lodziana.
Książka Marka Budziarka daleka jest od naukowego obiektywizmu, o czym autor informuje nas już we wstępie: "Chcę zabarwić ją moim osobistym postrzeganiem tego miasta.
Wydobyłem więc z niego to, co sam uważam za właściwe, słuszne i reprezentatywne. To
jest moje oglądanie tego miasta".
Czytelnik otrzymuje zatem historię Łodzi - miasta w centralnej Polsce; zapis dwóch
ostatnich stuleci widzianych oczami Marka Budziarka, a ukazanych przez pryzmat jej mieszkańców - przedstawiciełi różnych warstw społecznych, narodowości i religii. To lokalna
historia, dzieje tworzenia miasta - jego potęgi przemysłowej, intelektualnej i artystycznej
- przez ludzi dziś określanych często mianem Lodzermensche, Polaków i Niemców, katolików, żydów i protestantów.
Autor prezentuje 55 biografii zgrupowanych w trzech działach charakteryzujących pole
działania opisywanych osób: są to duchowni łódzcy różnych wyznań, burmistrzowie i prezydenci, czyli lokalne władze, oraz przedstawiciele przemysłu.
Autor próbuje zbadać, w jaki sposób działalność tytułowych "łodzian" wpływała na
rozwój społeczny, duchowy czy też polityczny mieszkańców miasta, jak kształtowała się
ich mentalność i zmieniały warunki bytowania.
Początkowym zamysłem Budziarka były szkice o Łodzi i łodzianach prezentowane
w dzienniku .,Gazeta Wyborcza", jednak materiał zebrany w trakcie prac okazał się duży
i zaowocował prezentowaną książką.
Autor korzystał w pracy ze źródeł znajdujących się w archiwum Archidiecezji Łódzkiej
i Muzeum Historii Miasta, relacji ustnych oraz szeregu prac drukowanych, traktujących
o Łodzi i jej mieszkańcach.
Robert Kornacki - ODIE PTL
387
Zofia T r a c e w i c z, Oświata a procesy asymilacyjne wśród mniejszości ukraińskiej,
Wydawnictwo Adam Marszałek, Toruń, 2000, ss. 227.
Tematem pracy autorki jest badanie procesów asymilacji mniejszości ukraińskiej na gruncie polskim, a w szczególności wpływu szkolnictwa na tenże proces. Książkajest skróconą
i poprawioną wersją pracy doktorskiej obronionej przez nią w styczniu 1998 roku. Terenem, na którym przeprowadzono badania były ziemie zachodnie i północne Polski,
a w szczególności istniejące tam trzy licea z ukraińskim językiem nauczania: w Legnicy,
Białym Borze, Górowie Iławieckim oraz liceum z polskimjęzykiem nauczania w Lidzbarku Warnlińskim. Badania prowadzono na przestrzeni lat 90. XX wieku. Autorka podkreśla,
iż dotychczas sprawa procesów asymilacji i desynulacji (desymilacja - proces hamowania asymilacji) na gruncie polskim nie doczekała się wystarczających opracowań, nUmo iż
społeczeństwo polskie jest w swej istocie wielonarodowe. Praca ta jest próbą prześledzenia wpływu szkolnictwa na procesy asymilacji mniejszości ukraińskiej, która aktywnie
uczestniczy w życiu społecznym, kulturalnym i gospodarczym Polski, a jednocześnie wciąż
kształtuje poczucie własnej, narodowej tożsamości. Celem pracy jest odpowiedź na pytanie, w jakim stopniu zorganizowana oświata dla mniejszości wpływa na procesy asymilacji wśród młodzieży ukraińskiej. Tezą, którą próbuje udowodnić autorka na podstawie swych
badań, jest przekonanie o hamującym, niekorzystnym wpływie zorganizowanej działalności oświatowej na procesy asymilacji. Proces ów rozumie się tu jako proces wzajemnego
przenikania i zlewania się wartości, wzorów społeczno-kulturowych dwóch sąsiadujących
grup społecznych. W konkluzji, do jakiej dochodzi, prócz podtrzymania tezy o desynlilacyjnym wpływie działalności liceów ogólnokształcących na zachowania i postawy młodzieży, pojawia się refleksja natury ogólniejszej nad asymilacją w ogóle. Autorka postuluje, by na to zjawisko spojrzeć z szerszej perspektywy, nie tylko w wynliarze akulturacji
i integracji. Podkreśla, że asymilacja jest zjawiskiem wieloaspektowym i jako wielowymiarowe winno być traktowane szczegółowiej zwłaszcza w kontekście badań empirycznych. Autorka w swych badaniach posłużyła się metodą sondażu diagnostycznego, wykorzystując trzy techniki badawcze: ankietę, wywiad i analizę dokumentów. W części empirycznej przyjęła koncepcję amerykańskiego antropologa i socjologa J. V. Vander Zandena. Ważnymi odniesieniami teoretycznymi były prace Pierre'a Bourdieu, R. Collinsa
i M. S. Archera. Najważniejszymi źródłami, na których oparła pracę, to materiały z przeprowadzonych osobiście badań.
Justyna Tomaszewska -
"Orbis Interior", Pismo Muzealno-Humanistyczne,
2/2000 r., ss. 210.
ODIE PTL
Muzeum Miejskie w Zabrzu,
Spośród 12 artykułów składających się na ten zeszyt szczególnie cztery zasługują na
omówienie ze względu na poruszane przez nie kwestie, analizowane z punktu widzenia
antropologii społecznej oraz kulturowej. Są to następujące artykuły:
l. Dorota Simonides, Przeobrażenia kulturowe w śląskim środowisku wielkoprzemysłowym, ss. 7-35.
Artykuł dotyczy przemian zachodzących na przestrzeni ostatnich 50 lat XX wieku
w sferze obyczajów na Górnym Śląsku. Autorka charakteryzuje wspólnotę kulturową Górnego Śląska, która wyrasta z odrębnej kultury zawodowej górniczo-hutniczej. Przywołuje
388
nazwiska najwybitniejszych polskich badaczy kultur grup zawodowych: M. Żywirskiej,
J. Ligęzy, A. Dygacza i M. G. Gerlicha. Definiując pojęcie obyczaju, powołuje się na
J. S. Bystronia, którego teorie ocenia jako najprzydatniejsze do analizy kultury środowisk
wielkoprzemysłowych. Opisuje, na czym bazował dawny typ więzi lokalnych i pod wpływem jakich czynników zanika i wykształca się nowy. Podkreśla rolę systemu wartości
i podzielaną wizję świata. Opisowi dawnych form życia wspólnotowego (rytuały, ceremonie rodzinne, zachowania sąsiedzkie, kamrackie, w pracy, wobec obcych itp.) towarzyszą
przykłady zmian i wysuwane są hipotezy dotyczące przyczyn tych zmian.
2. Marian Grzegorz Gerlich, "Ludowa historiografia n, czyli potoczna wizja losu własnej grupy w czasie. Przypadek Zabrski, ss. 36-70.
Autor wykorzystuje relacje mieszkańców Zabrza, pochodzące z lat: 1988, 1992 i 1998.
Podaje zasadnicze cechy budujące postrzeganie od wewnątrz historii własnej grupy (rozumienie własnej specyfiki, kondycji, pozycji, roli i funkcji w dziejach). Podkreśla wagę historii
żywej, często interpretowanej na sposób mityczny, spotykanej najczęściej na pograniczach
lub na tych terenach, na których dochodziło do licznych konfrontacji etnicznych, wyznaniowych i politycznych, między innymi takich jak Górny Śląsk. Centralnym pojęciem pamięci zbiorowej mieszkańców Zabrzajest tzw. śląska krzywda, nad której genezą zastanawia się autor, przywołując wydarzenia sprzed Iwojny światowej aż po zakończenie IIwojny.
Takie rozumienia dziejów własnej grupy, jaką prezentują wypowiedzi zabrzan, autor ocenia jako przyczynek do historii typu oralnego, bazującej przede wszystkim na emocjach
i wnioskach wyciąganych z doświadczeń osobistych.
3. Adam Regiewicz, O średniowiecznym rodowodzie estetyki i wyobraźni ludowej
w podaniach i legendach Górnego Śląska, ss. 163-168.
Analiza najpopulamiejszych wątków mitologii górnośląskiej. Autor wpisuje odnawiające się zainteresowanie tą mitologią w nurt poszukiwań swoich korzeni i "małej ojczyzny". Szuka paraleli między umoralniającymi historiami średniowiecznymi, posługującymi się często alegorią i efektywną fantastyką, a legendami, również stawiającymi sobie za
cel sprowokowanie przemiany wewnętrznej. Na tym poziomie wyróżnia dwie główne cechy folkloru: jest on szczególną wizytówką "małej ojczyzny", z drugiej strony przekazuje
uniwersalne prawdy o dobru i złu.
4. Ewa Szczotka, Przyczynek do badań nad społecznością Romów w Zabrzu, ss. 169-181.
Artykuł ma na celu przybliżenie teorii i hipotez dotyczących kształtowania się narodu,
jego cech, mniejszości narodowych i grup etnicznych. Autorka prowadziła badania w latach 1997-1998. Poświęcone były one sytuacji społeczno-kulturalnej Romów w Nowym
Sączu, a ostatnio także w Zabrzu. W tym opracowaniu powołuje się na nazwiska takich
teoretyków wyżej wymienionych zagadnień, jak między innymi: Florian Znaniecki, Zygmunt Bauman, Stanisław Ossowski, Antonina Kłoskowska, Clifford Geertz.
Pozostałe artykuły dotyczą problematyki historycznej. Opisują zdarzenia, które miały
miejsce w Zabrzu od drugiej połowy XIX wieku do czasów współczesnych, np.: strajk
górników, losy Muzeum Miejskiego w Zabrzu czy zabytki architektury przemysłowej zabrzańskiej oraz przedstawiają szkice biograficzne o wybitnych działaczach politycznych
i kulturalnych Górnego Śląska, jak Wojciech Korfanty i ksiądz Andrzej Hauptman.
Inga Kuźma -
ODIE PTL
