7ceac92bbd86f916b59cc754d035884c.pdf

Media

Part of Medycyna komplementarna w Polsce i jej badanie / LUD 1991 t.74

extracted text
Lud, t. 74, 1991

DANUTA PENKALA-Gi\ WĘCKA
Instytut Etnologii
VA\!, Poznań

\IEDYCYNA KOMPLEMENTARNA W POLSCE I JEJ BADANIE
(na przykładzie badań w małym miasteczku wielkopolskim)

Artykuł składa się z dwóch części. Pierwsza omawia w zarysie
rozwój medycyny komplementarnej w Polsce w ciągu ostatnich kilkunastu lat oraz jej obecne status quo. Przedstawia także stan badań nad
tą dziedziną oraz pewne kontrowersje związane z etnograficznymi badaniami nad medycyną ludową. Druga część stanowi studium na temat
medycyny komplementarnej w małym miasteczku leżącym we wschodniej Wielkopolsce, Ślesinie, oraz w jego okolicy 1. Jest to próba realizacji
zarysowanych w artykule propozycji metodologicznych autorki.
Medycyna komplemen tarna 2 jest obecnie niezwykle popularna w Polsce. Pierwsza fala przypływu zainteresowania nią miała miejsce pod
koniec lat 70. co wiązało się z działalnością brytyjskiego uzdrowiciela
C. Harrisa, do dziś często przyjeżdżającego do Polski, oraz pojawieniem
się miejscowych bioenergoterapeutów, z których najszerzej znany był
nieżyjący już dziś S. Nardelli. W owym czasie zasłynął również o. A.
Klimuszko z Elbląga, zielarz, uzdrowiciel i jasnowidz, którego książki
również obecnie są bardzo popularne. Równocześnie rosło coraz bardziej
zainteresowanie akupunkturą, przede wszystkim dzięki wieloletnim, niestrudzonym wysiłkom prof. Z. Garnuszewskiego. Przyjmowało się coraz
szerzej ziołolecznictwo, propagowane przez szereg lekarzy i farmakologów, z prof. A. Ożarowskim na czele. Te dwie dziedziny doczekały się
przynajmniej częściowego uznania ze strony medycyny oficjalnej. W Pol1 Artykuł
powstał w oparciu o dwutygodniowe
badania terenowe przeprowadzone przez autorkę wraz z grupą kilkunastu studentów etnografii Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu latem 1990 roku. Studentom tym chciałabym wyrazić wdzięczność za solidną, pełną zapału i zaangażowania pra~. Mimo
dość krótkiego okresu badań udało się zebrać obszerne i interesujące
materiały.
! Termin
"medycyna komplementarna"
wydaje się być bardziej adekwatny
niż częściej używany termin "medycyna alternatywna".
Zgadzam się z tymi badacZ<lmi. którzy, jak np. U. Sharma (1990) z\\'Tacają uwagę na iakt, że ludzie nie
korzystają z niej zamiast, ale obok uciekania się do medycyny oficjalnej. Jest
zatem uzupeŁniająca a nie alternatywna.
Inne spotykane terminy: medycyna niecficjalna, niekonwencjonalna, nieortodoksyjna, są o tyle niezręczne, że zostały ukute
pn:C1!:przeciwstawienie medycynie oficjalnej.

44
sce działa obecnie ponad 500 lekarzy-akupunkturzystów
przygotowanych
na specjalnych kursach, a w stolicy istnieje duże Centrum Leczenia
Akupunkturą. Homeopatia, wprawdzie mniej doceniana, ale także funkcjonująca na pograniczu medycyny oficjalnej, w całym okresie powojennym (jak i przed wojną) posiadała sporo zwolenników. Swiadczy
o tym nieprzerwana działalność kilku aptek homeopatycznych w kraju
i reaktywowanie w roku 1976 Towarzystwa Zwolenników Homeopatii,
o niemal stuletniej już tradycji, prowadzącego kursy homeopatii dla
lekarzy. Około połowy lat 80. mniej niż poprzednio pisze się o medycynie komplementarnej, a jeżeli - to w tonie bardzo krytycznym. Spadek oficjalnego zainteresowania wiązał się niewątpliwie z wydanym
przez Ministerstwo Zdrowia zakazem działalności leczniczej osób nie posiadających dyplomu lekarskiego 3, a także wszelkiej współpracy z nimi
lekarzy licencjonowanych. W praktyce zresztą nie stosowano wówczas
sankcji wobec leczących nieoficjalnie. Zahamowano jednak dobrze dotąd
rozwijającą się współpracę między lekarzami i niektórymi bioenergoterapeutami, którym uprzednio zezwolono na przyjmowanie pacjentów
w kilku spółdzielniach lekarskich. Ostatnie lata przynoszą znowu wzrost
popularności medycyny komplementarnej w Polsce, do czego przyczynia
się wyraźnie zmieniony ton publikacji prasowych, programów telewizyjnych i radiowych. Srodki przekazu wręcz popularyzują metody medycyny komplementarnej, czego najdobitniejszym przykładem może być
nadawany przez telewizję przez wiele miesięcy cykl seansów "teleterapii" rosyjskiego lekarza, psychoterapeuty Anatolija Kaszpirowskiego. Do
studia zapraszani są także polscy bioenergoterapeuci, tacy, jak np. propagowany przez "Telewizję Sniadaniową" Z. Nowak. Nie sposób wyliczyć tutaj nawet części spośród ogromnej liczby działań i incjatyw z interesującej nas dziedziny. Wspomnijmy tylko, że ukazują się rozmaite
publikacje specjalistyczne takie, jak "Akupunktura Polska", czasopisma
i biuletyny wydawane przez radiestetów, popularne miesięczniki, jak
"Szaman" czy "Nie z Tej Ziemi" i niezliczone broszury i książki. Polskę
odwiedzają mnisi tybetańscy leczący ziołami, hawajscy kahuni, rosyjscy
bioenergoterapeuci przyjmujący pacjentów w poznańskim hotelu "Merkury", uzdrowiciele ze Szwecji czy Ukrainy odbywający seanse terapeu-'tyczne w kościołach. Jednocześnie nadal toczy się walka części środowiska lekarskiego (prawda, że liczebnie mniej znacznej) i pokrewnych
specjalności o oficjalne uznanie "naturalnych metod leczenia" właśnie
8 Ministerstwo
wypowiedziało się oficjalnie w tej sprawie w 1985 roku. Zresztą
do dziś .obowiązuje ustawa z 1950 roku, według której karze podlega każdy, kto
zajmuje się rozpoznawilniem, .1eczęniem i. zapobieganiemchor6b,
a ·nie posiada
dyplomu lekarza.
,. , .

45
jako komplementarnych względem medycyny konwencjonalnej, w obliczu fatalnego stanu rodzimej służby zdrowia i ciągle pogarszającej się
kondycji zdrowotnej Polaków. Postuluje się między innymi akceptację
szeregu metod medycyny komplementarnej, utworzenie specjalnych przychodni i kliniki lecznictwa naturalnego, wprowadzenie, wzorem niektórych państw zachodnich, licencji dla osób bez dyplomu lekarza po zdaniu
przez nie odpowiedniego egzaminu 4. Spośród wielu postulatów tylko jeden, dotyczący reprywatyzacji części aptek, doczekał się realizacji i to
w szerszym zakresie niż przewidywano. Jednak brak oficjalnego uznania
nie ma wi~kszego wpływu na opisaną pokrótce powyżej działalność
przedstawicieli różnych gałęzi medycyny komplementarn.2j.
J'vIimoburzliwego wręcz rozwoju medycyny komplementarnej w Polsce, nie stała się ona dotychczas obiektem pogłębionych badań. Pierwsze
próby podejmują nieliczni socjologowie medycyny - wśród nich przede
wszystkim W. Piątkowski (1984, 1988). Analizy niektórych zjawisk z tego zakresu przeprowadzają psychologowie (przykładem L. Gapik badający "fenomen Kaszpirowskiego"). Etnologowie zdają się stronić od omawianych wyżej zagadnień. Ci, którzy interesują się zbliżoną problematyką,
koncentrują się z reguły na badaniu medycyny ludowej, poszukując
przy tym pozostałości tradycyjnych wyobrażeil i praktyk, które niejako
wyizolowują z całościowego kontekstu potocznych przekonań i działań
leczniczych. Nieliczni podejmują problemy bardziej ogólnej natury. Ale
podczas gdy w innych krajach, tych, w których antropologia medyczna
jest już dobrze rozwiniętą specjalnością, poszukuje się rozwiązań istotnych problemów teoretycznych i metodologicznych, u nas badacze wdają
się np. w dyskusje, czy można używać terminu "medycyna ludowa".
W. Piątkowski (1988, s. 6-9) twierdzi, że w odniesieniu do praktyk uzdrowicieli i lecznictwa ludowego nie można stosować terminu "medycyna",
bowiem nie spełniają one kryteriów naukowości. Proponuje więc dość
niezręczne określenie: "lecznictwo niemedyczne" . Jednak obiekc je powyższe z punktu widzenia etnologa nie wydają się uzasadnione; analogicznie, nie rezygnujemy przecież z używania takich terminów, jak
"prawo ludowe" czy "ekonomia społeczeństw pierwotnych". Z kolei zdaniem L. Stommy, tzw. "medycyna ludowa" jest wydzielana sztucznie,
bowiem wchodzi w skład ludowej wizji kosmosu, "wizji konstrukcji świata, z której wyciągane są, z dużą konsekwencją i logiką, «terapeutyczne»

4 Wśród
os6b od lat walczących o uregulowanie
sytuacji medycyny komplementarnej w Polsce warto wymienić nieżyjącą już prof. M. Sokołowską, socjologa
medycyny i lekarza oraz prof. A. Ożarowskiego, farmakologa, autora listu otwartego w tej sprawie do Ministra Zdrowia (z roku 1989), członka Rady Naukowej
przy Ministerstwie Zdrowia.

46
wnioski" (1986, s. 193). Ale dlaczegóż by nie wyodrębnić "medycyny
ludowej" z owej całościowej wizji kosmosu (pamiętając oczywiście o jej
ścisłych związkach z religią, magią, mitem), skoro reguluje ona specyficzny, odrębny typ praktyki społecznej? Ponadto L. Stomma atakuje
użycie terminu "medycyna ludowa" z innej jeszcze pozycji, wskazuje
mianowicie, że w przeciwieństwie do medycyny naukowej nie opiera się
ona na "racjonalnej analizie reakcji i skutków" (s. 195). Przytacza równeiż drastyczne przykłady takich działań ludowych adeptów "medycyny", które nie mają nic wspólnego z tym, co rozumie się przez praktyki
lecznicze w medycynie oficjalnej. Nie dowodzi to jednak niczego poza
faktem, że lecznicze praktyki ludowe i oficjalne różnią się, bo oparte
są na różnych systemach wiedzy, czy też, jak powiedziałby L. Stomma,
wizjach kosmosu. Zarówno A. Paluch, który odszukuje w medycynie
ludowej "jądro racjonalne" (1979, s. 86-88), jak i L. Stomma, który ostro
krytykuje to podejście (1986, s. 193), traktują medycynę oficjalną jako
punkt odniesienia, do którego przyrównują wiedzę medyczną i terapię
ludową. "Racjonalne" jest tu ujmowane jako zgodne z paradygmatem
biomedycznym. Takie postawienie problemu nie odbiega daleko od tradycyjnego, nadal spotykanego (np. Tylkowa, 1990) rozróżnienia "racjonalnych" i "irracjonalnych" przekonań i praktyk ludowej medycyny 5.
Natomiast jeżeli zgodzimy się przyjąć założenie o racjonalności działarl
ludzkich (por. np. Topolski, 1973, s. 212-214), według którego jednosb:a
dąży do osiągnięcia rezultatu maksymalnie preferowanego zgodnie ze
swoim systemem wiedzy, zrezygnujemy z oceniania czynności i motywujących je przekonań z perspektywy zupełnie innego systemu wiedzy.
Zostawmy zatem ocenie specjalistów-farmakologów, chemików, psychologów i innych - kwestie skuteczności leków i praktyk medycyny iudowej. Nas powinno interesować badanie jej - i szerzej, medycyny
komplementarnej - jako zjawiska kulturowego.
Terminem "medycyna komplementarna" bądź "alternatywna" określa
się zwykle takie dziedziny, jak wymieniane wyżej: homeopatia, akupunktura, bioenergoterapia i szereg innych, spoza lecznictwa ludowego. Opracowania na temat medycyny komplementarnej koncentrują się z regdy
na tych właśnie jej składnikach 6. Tymczasem, moim zdaniem, współczesna medycyna ludowa również mieści się w ramach medycyny komplementarnej, tworząc wraz z innymi jej formami zestaw uzupelniaj1{cy

5 Gwoli
sprawiedliwości
należy dodać, że w innym mIeJSCU A. Paluch (LibC'r;"
Paluch, 1988, s. 151) dobitnie przeciwstawia
się temu podejściu, wywodzącemu "ię
z paradygmatu
pozytywistycznego.
a Mowa o opracowaniach
ukazujących
się w krajach zachodnich (np. Sern!l'us,
1987).

47

względem propozycji medycyny oficjalnej. W opracowaniach na temat
medycyny ludovvej często zwraca się uwagę na rozmaite kanały informacji (np. dwory, klasztory, szkoły, literatura popularna), poprzez które
dokonywał się w ciągu wieków przekaz nowych idei z zewnątrz. Zapomina ~ię jednak nieraz, że jest to proces ciągły, w dodatku wskutek
rozwoju środków masowego przekazu i większej mobilności ludności
ciągle przybierający na sile. Do mieszkal'lców miasteczek i wsi docierają
zarówno, przekształcone w rozmaity sposób, idee i koncepcje medycyny
oficjalnej, jak i nowinki na temat modnych w mieście metod leczenia
komplementarnego. Trudno jest zatem "wypreparować" medycynę ludową z całości medycyny komplementarnej. Możemy starać się wydzielić
elementy tradycyjne dla celów analitycznych, np. zastanawiając się nad
pochodzeniem poszczególnych składników medycyny komplementarnej.
N ależy jednak pamiętać, że są one ze sobą ściśle powiązane, składając
się, w różnych proporcjach, na potoczną wiedzę i praktykę medyczną
w rozmaitych środowiskach kulturowych.
Przejdźmy teraz do omówienia stanu medycyny komplementarnej
w Slesinie i okolicy. Jest to wstępne, ogólne opracowanie na podstawie
obszernych materiałów, które są przedmiotem dalszych, wnikliwych badań.
Slesin jest niewielkim miasteczkiem położonym 23 km na północ od
Konina, na skraju rozległego Konińskiego Obszaru Przemysłowego, w
pobliźu odkrywkowych kopalń węgla brunatnego, eksploatowanych od lat
60., elektrowni i huty aluminium. W związku z tym występuje tu daleko
posunięta degradacja środowiska naturalnego. Duża część mieszkailców,
szczególnie mężczyzn, jest zatrudniona w kopalniach i innych zakładach.
Część ludności Slesina, a przede wszystkim okolicznych wiosek, zajmuje
się rolnictwem, w samym Slesinie wiele osób trudni się handlem, usługami i rzemiosłem. Bliskość miasta i dojazdy do pracy sprzyjają nawiązywaniu szerszych kontaktów. Dawniej w takich kontaktach pośredniczyli
głównie handlarze 9ierzem (Slesin był ważnym ośrodkiem handlu pierzem), w mniejszym stopniu również wędrowni sprzedawcy leków, jak
mówiono, "jeżdżący z medycyną" po okolicznych wsiach.
W ramach medycyny komplementarnej
można z grubsza wydzielić
medycynę "domową" praktykowaną w kręgu rodzinno-sąsiedzkim oraz
segment reprezentowany przez rozmaitych specjalistów. Jednak w praktyce i w tym wypadku granice między wyróżnionymi działami są płynne. W Ślesinie np. na pograniczu między nimi praktykują kobiety zajml\jące się tzw. "mierzeniem", o czym będzie mowa niżej.
W zespole potocznych przekonań medycznych ważne miejsce zajmują wyobrażenia na temat etiologii chorób. W znaczący sposób wpływają
one na postawienie diagnozy i wybór metody leczenia. Do najczęściej

48
przywoływanych etiologii naturalistycznych 7 należy zbytnie ochłodzenie
organizmu ("przeziębienie" traktowane zarówno jako przyczyna choroby,
jak i jako sama choroba), zawianie ("zacugowanie"), dżwiganie ciężkich
przedmiotów, złe uchwycenie dziecka, przelęknięcie (przyczyna padaczki), zakażenie (wskutek ukłucia jakimś brudnym przedmiotem), zarażenie
się (powszechnie znane są różne choroby zakażne, ale raczej nie mówi
się o bakteriach czy wirusach). Często wymienia się również zanieczyszczone powietrze ("złe", "zatrute") wskutek bliskości przemysłu, a także
awarii w Czarnobylu ("promienie z Czarnobyla powodują raka"), a także
nawozy sztuczne i skażoną przez nie żywność. Znacznie rzadziej spotyka
się etiologie personalistyczne - tu należy przede wszystkim wiara w rzucanie uroków. Zazwyczaj twierdzi się, że dawniej spotykano wiele czarownic ("ciot") rzucających uroki, a teraz już ich nie ma; jednak część
informatorów nadal wierzy w urok jako przyczynę niektórych chorób.
Spośród wyróżnianych chorób warto wymienić kilka nie posiadających bezpośrednich odpowiedników w klasyfikacji biomedycznej, a więc
należących do tzw. "chorób kulturowo zdeterminowanych". Są to między
innymi "przełamanie" czy "przegibnięcie", o którym będzie jeszcze mowa; "oberwanie" spowodowane dżwignięciem ciężkiego przedmiotu, a objawiające się bólami brzucha i gorączką; "żganie" (kłucie w boku);
"spadnięcie" czy "przeskoczenie" żyły (od nadwyrężenia); "wilk", który
ma dotykać tylko mężczyzn, objawiający się krostami i bólami w odbycie i odbytnicy, spowodowany siedzeniem na czymś zimnym; kołtun dziś już nie spotykany, ale dobrze pamiętany, powodowany "ociotowaniem" 8. Niektóre z tych terminów, np. oberwanie albo przełamanie, używane są zarówno na określenie choroby, jak i jej przyczyny.
Do najpopularniejszych
domowych sposobów terapeutycznych należy
leczenie ziołami. W każdym domu znanych jest przynajmniej kilka najpospolitszych ziół, jak lipa i rumianek (stosowane na przeziębienie), dziurawiec, mięta i siemię lniane (używane przy dolegliwościach przewodu
pokarmowego). Jest to domena kobiet, które niekiedy jeszcze same zbierają zioła, choć w ostatnich latach coraz częściej kupowano je w aptece 9. Informacje o ziołach i ich stosowaniu uzyskuje się najczęściej od
sąsiadek i znajomych, niekiedy od lekarzy albo z popularnych czasopism.
Niektóre kobiety posiadają znacznie lepszą niż przeciętna znajomość ziół

Podział na etiologie naturalistyczne
i personalistyczne
stosuję za G. M. Fo(1976).
8 Wyczerpujące
informacje o kołtunie i jego analizę strukturalno-semiotyczną
zawiera artykuł Z. Libery i A. Palucha (1988).
9 W ostatnich
latach lekarze coraz chętniej zapisują leki ziołowe.
7

sterem

49
(twierdzą, że nauczyły się tego od matki czy od babki) i chętnie udzielają rad znajomym. Natomiast nie ma obecnie w Ślesinie i okolicy zielarzy-specjalistów, prowadzących działalność na szerszą skalę.
Z innych metod szczególnie szerokie zastosowanie ma stawianie baniek w wypadku przeziębienia i innych chorób układu oddechowego.
Metoda ta zresztą od pewnego czasu doczekała się ponownego uznania
i jest zalecana przez lekarzy, także w Ślesinie. Dawniej stosowano również bańki cięte, służące ściągnięciu z organizmu "popsutej" krwi. Nadal
jeszcze spotyka się przystawianie pijawek dla usunięcia "złej" krwi przy
bólach zębów, dziąseł, puchnięciu nóg (pijawki można podobno kupić
na targu w Koninie). Na bóle nerek i dolegliwości reumatyczne przykłada się kocią skórkę, przy tych ostanich stosuje się również zewnętrznie nalewkę ze spirytusu lub denaturatu na mrówkach. Na odmrożenia
zaleca się smarowanie naftą i ogrzewanie nad ogniem miejsca odmrożenia, terpentyną smaruje się liszaje. To tylko kilka przykładów z dość
obfitego zestawu metod domowych. Wspomina się takie, które wyszły
już z użycia, np. odkażanie ran moczem ludzkim albo picie psiego sadła
na gruźlicę. Wchodzą natomiast do repertuaru domowych środków nowe
leki. Wydaje się, że okresowo występuje moda na pewne metody i środki
lecznicze, pojawiająca się najpierw w mieście, później przenikająca także, różnymi kanałami informacji, do środowisk małomiasteczkowych
i wiejskich i stopniowo zanikająca. W Ślesinie taką niemal już przebrzmiałą modą było stosowanie tzw. "grzybka chińskiego", hodowanego
na mleku, zalecanego "na krążenie", "na żołądek". Nieco mniej znane
były "kryształki japońskie", hodowane na wodzie z rodzynkami, stosowane między innymi na nadciśnienie i dolegliwości wątroby. Zaleca się
także kit pszczeli (na serce, na przeziębienie), napój z soku z aloesu
z winem i miodem (na wzmocnienie), nalewkę bursztynową (na serce).
Za wskazane uważa się również noszenie ozdób z bursztynu, między
innymi na bóle głowy i choroby tarczycy, oraz, mniej popularne z miedzi. Napotkano nawet w Ślesinie parę osób na własną rękę stosujących akupresurę, o której dowiedziały się od znajomych z miasta
i z broszur.
W 1990 roku, kiedy prowadzono badania, niezwykle popularne stały
się w Polsce telewizyjne seanse terapeutyczne Anatolija Kaszpirowskiego. Również w Ślesinie wiele osób oglądało te seanse. Większość informatorów wierzyła w skuteczność i sensowność takiego leczenia ("lepszego
niż operacje, trucie lekami"), nawet jeżeli im samym nie pomogło. Kilka
osób potwierdziło przypadki wyleczenia siebie czy kogoś z rodziny z takich dolegliwości, jak bóle serca, bóle reumatyczne, niepłodność, moczenie się dziecka.

ł Lud t. LXXIV

50
Leczenie magiczno-religijne, dawniej zajmujące bardzo ważne miejsce
ludowej terapii, ma obecnie mniejsze znaczenie. Wspomina się czasem
kobiety zajmujące się niegdyś zamawianiem, odczynianiem uroków
(umiały to robić także "cioty", które same rzucały uroki). Spotyka się
jeszcze sporadycznie informacje, że w przypadku uroku, kiedy np. bardzo boli głowa, należy otrzeć czoło rąbkiem koszuli. Ale generalnie resztki wiary w uroki manifestują się jedynie w zabiegach profilaktyo:nych zawiązywaniu czerwonych wstążek na płocie, przy łóżeczku
niemowlęcia czy przy uprzęży konia. Rzadko już okadza się chorych, np.
cierpiących na ból zęba, spalanymi wianuszkami z ziół, choć nadal jeszcze
starsze lwbiety noszą te wianki do kościoła do poświęcenia w oktawę
święta Bożego Ciała. Ze względu na bliskość słynnego sanktuarium J\'Iatki Bożej w Licheniu, mieszkańcy Ślesina i okolic często odwiedzają to
miejsce pielgrzymkowe. Szczególnie chętnie jeżdżą tam na odpust w
święto l\tlatki Boskiej Zielnej, 15 sierpnia. Odbywają również pielgrzymki
do Częstochowy. Brak jednak informacji o konkretnych przypadkach
wyleczenia chorób w miejscach pielgrzymek. Informatorzy twierdzą, że
dawniej często zdarzały siC; cudowne wyleczenia. Większość nie wątpi
w ich możliwość, jeżeli tylko chory gorąco się modli. Natomiast woda
z cudownego źródła w pobliżu licheńskiego sanktuarium, czerpana przez
wielu pielgrzymów, nie cieszy się prawdopodobnie szczególną popularnością wśród mieszkańców Ślesina. Większość twierdzi, że jest to zwykła
woda i raczej nie może pomóc chorym. Bardziej popularna jest wiara
w leczniczą moc św. Walentego, patrona chorych na padaczkę. 14 lutego
wielu wiernych przybywa na odpust do kościoła w Ślesinie, gdzie jest
ołtarz poświęcony św. Walentemu. Informatorzy utrzymują, że uzdrowił
on już wielu chorych na padaczkę.
Wśród lokalnych praktyków działających na polu medycyny komplementarnej najliczniejszą grup(~ stanowią wspomniane już kobiety zajmujące się "mierzeniem" (inaczej "namierzaniem"). Praktykują one w większości w kręgu rodzinno-sąsiedzkim, ale są i takie, nieliczne, które można
uznać za specjalistki. Są one szerzej znane, z ich usług najchętniej się
korzysta. "Mierzenie" to nazwa, którą określa się zarówno czynności
diagnostyczne, jak i lecznicze, wykonywane jeżeli stwierdzi się tzw. "przełamanie" (inaczej "przegibnięcie" , "wywichnięcie"). Choroba ta występuje
przede wszystkim u niemowląt i małych dzieci, ale może się zdarzyć i u
osób dorosłych. Objawami rodzącymi podejrzenie o przełamanie u małego
dziecka są: ciągły płacz, brak apetytu, podwyższona a nawet wysoka
temperatura, niekiedy wymioty. Według informatorów lekarze często
diagnozują taki stan jako przeziębienie albo zapalenie oskrzeli. Tymczasem nieleczone przełamanie, którego istotą jest to, że "kości w kręgosłupie ulegną przestawieniu lub wyleci dysk" (według słów jednej ze
specjalistek), prowadzi w konsekwencji do kalectwa, powstania ga;·bu.
VI

51

Mierząc stwierdza si~ naJplerw, czy dziecko jest rzeczywIscle "przegibnięte". Stosuje się trzy podstawowe sposoby. Pierwszy polega na zmierzeniu za pomocą bawełnianej chusty złożonej w pasek odległości między
łokciami przy rozprostowanych ramionach. Następnie tą samą chustką
sprawdza się, czy zmierzonej długości odpowiada obwód ldatki piersiowej
dziecka. Jeżeli jest większy, dziecko jest przełamane. Leczenie polega
na stopniowym, delikatnym dociąganiu chustki w celu wyróv,;nania obu
odległości. Czasem wystarcza jeden zabieg, czasem powtarza siE;go przez
kilka kolejnych dni. Drugi sposób mierzenia przeprowadza się sp;-awdzając,
czy osobie mierzącE:~juda się u leżącego na plecach dziecka dotknąć lewy
łokieć do prawego kolana i prawy łokieć do kolana lewego. Jeżeli nie -trzeba stopniowo, bez użycia siły dociągnąć. Stosując trzeci sposób próbuje
się u dziecka leżącego na brzuchu dotknąć piętą miejsca zgięcia rączki w
nadgarstku, również "na krzyż" (według innej wersji: piętą do łokcia). Dociągnąć należy bardzo delikatnie, bo jeśli ktoś "nie ma czucia w rękach",
może zaszkodzić dziecku, które nie ma jeszcze twardych kości. U dorosłych "wywichnięcie" występuje rzadziej w kręgosłupie albo w łopatce,
wskutek urazu, przewrócenia, dŹ\vigania. Stosuje się wówczas namierzanie w pozycji siedzącej, tak by chory dotknął prawym okiem lewego
kolana i odwrotnie. Informatorzy powszechnie wierzą w skuteczność opisanego leczenia przełamania. Twierdzą, że leczenie stosowane przez lekarzy jest nieskuteczne. Według jednej ze specjalistek, zajmującej się
od 25 lat mierzeniem, jest ono obecnie bardzo popularne w miasteczku
i okolicznych wsiach, przy czym wciąż poszerza się krąg kobiet znających tę technikę. Dawniej było ich znacznie mniej, ale były to znakomite specjalistki, o dużym autorytecie, przekazujące swe umiejętności córkom albo synom. Teraz coraz więcej matek uczy się podstaw
mierzenia u specjalistek i same stosują tę metodę u swoich dzieci. Mierzenie można uznać za rodzaj fizykoterapii, pośredni między nastawianiem kości i masażem (przy stosowaniu pierwszego z opisanych sposobów). W niektórych przypadkach po zabiegu przeprowadza się oddzielnie masaż.
Specjaliści od nastawiania kości cieszą się szczególną popularnością
wśród ludności. Zwani są na ogół kręgarzami. Informatorzy wspominają
kilkoro, już nieżyjących, ale najsłynniejszy był niewątpliwie zmarły przed
kilku laty Matusz spod Konina. Nastawiał złamania, zwichnięcia, wstawiał wypadnięte kręgi. Jego działalność kontynuują obecnie syn i wnuczka. Wielu informatorów (w różnym wieku) i członków ich rodzin leczyło
się u Matusza. Niemal wszyscy wypowiadają się pozytywnie o jego umiejętnościach, twierdzą, że nastawiał lepiej niż lekarze 10.
10 Tylko
j2dna informatorka
powołała się na odmienn;ł opinię swojego kolegi
pracującego na oddzi?le fl'habiliti',cji szpitala w Koninie. Twierdzi on. że wi:,,3a

52
Wśród innych praktyków należy wymienić kilku specjalistów łączących zdolności różdżkarskie, bioenergoterapeu tyczne i znajomość ziół.
Jeden z nich, mieszkaniec Ślesina, zmarł przed 6 laty, ale nadal jest
dobrze pamiętany. Był z zawodu ślusarzem, a odkrył swe zdolności dzięki zajmującemu się leczeniem niekonwencjonalnym ksiqdzu z Izbicy Kujawskiej. Wykrywał choroby posługując się wahadełkiem, leczył dotykiem, zalecał różne zioła. Od księdza z Izbicy zapożyczył przepis na
leczenie raka hubą brzozową, korzystał również z książek na temat leczniczych właściwości ziół. W okolicy Ślesina (Sompolno, Przystronie) działają nadal specjaliści tego rodzaju, jeden od 15, drugi od 4 lat. Ten ostatni
twierdzi, że pacjenci przyjeżdżają do niego z całej Polski, a nawet z zagranicy. Utrzymuje, że jest w stanie wyleczyć wszystkie choroby, łącznie
z rakiem i potrafi zatrzymać postępy AIDS. Podkreśla jednak kluczowe
znaczenie wiary chorego w wyleczenie.
Ponadto w wiosce tuż pod Ślesinem praktykuje radiesteta (z zawodu
mechanik), zajmujący się od 2 lat produkcją żywej i martwej wody.
Nauczył się tego z rozmaitych książek i broszur, sprzedaje wodę ludziom
z okolicy i udziela porad. Inny specjalista, ślusarz ze Ślesina, od niemal
20 lat zajmuje się pszczelarstwem i leczy produktami pszczelimi - miodem, kitem i mleczkiem pszczelim 11. Ponadto na niewielką skalę leczy
schorzenia reumatyczne ukłuciami pszczół, przeprowadzając długotrwałą,
3-6 miesięczną kurację.
Podsumowując, dla lokalnych specjalistów medycyny komplementarnej leczenie jest zajęciem dodatkowym, nie są oni pełnymi profesjonalistami. Za swoje usługi na ogół nie biorą pieniędzy (na przykład kobiety
zajmujące się mierzeniem) albo biorą "co łaska" (jak Matusz), bądź pobierają tylko opłaty za produkty lecznicze (żywa i martwa woda, produkty pszczele). Jeżeli któremuś szczególnie zależy na pieniądzach, opinia mieszkańców ocenia go bardzo krytycznie. Interesujące są drogi, które prowadzą specjalistów do rozpoczęcia praktyki. W wypadku umiejętności raczej technicznych, manualnych, jak mierzenie czy kręgarstwo,
mamy do czynienia z przekazem międzypokoleniowym w ramach rodziny. Inaczej jest ze specjalnościami, które wymagają posiadania specjalnej "mocy" (jak różdżkarstwo czy bioenergoterapia). Momentem kluczowym jest tu odkrycie, zwykle nagłe i przypadkowe, posiadanej siły przez
samego praktyka lub kogoś z zewnątrz. Interesujący jest jeden przypadek
objawienia we śnie i nakazu leczenia ze strony istoty nadprzyrodzonej ludziom Matusz zaszkodził. Podobno na oddziale rehabilitacji
często przeprowadza
się operacje poprawiające "robotę" Matusza.
11 Mleczka
pszczelego pozyskuje tak mało, że leczy nim tylko żonę chorą na
serce.

53
TlTatkiBoskiej. Warto podkreślić otwarcie tych specjalistów na kontakty
zewnętrzne - związki z kołami radiestetów, udział w kursach, korzystanie z różnych publikacji.
Lekarze medycyny oficjalnej w Ślesinie 12 są nastawieni pozytywnie,
przynajmniej do niektórych metod medycyny komplementarnej, w szczególności do stosowania ziół i do rnierzenia. Jedna ze specjalistek od namierzania twierdziła, że spotyka się nawet z pochwałami ze strony lekarzy. Mieszkańcy z kolei chętnie korzystają z usług miejscowej służby
zdrowia, którą oceniają na ogół pozytywnie, postulując jedynie zatrudnienie lekarzy o pewnych nie reprezentowanych
tu specjalnościach.
Ludność nie widzi sprzeczności między systmem medycyny oficjalnej
a medycyną komplementarną, nie traktuje ich alternatywnie. Ta druga
jest faktycznie komplementarna w stosunku do pierwszej. Korzysta si(~
po prostu z całej gamy możliwości poprawienia stanu zdrowia. Sama medycyna komplementarna jest złożoną, synkretyczną całością, w której
można dostrzec z jednej strony kontynuację tradycyjnych, ludowych
przekonań i praktyk, z drugiej - nowe, w różny sposób przetworzone
elementy pochodzące z rozmaitych źródeł, przekazywane przez wiele kanałów informacyjnych. Jest zatem zmienna i dynamiczna.

LITERATURA
Foster G. M.
etiologies
in non-Western
medical
systems,
"American Anthropologist", vol. 78, no. 4, s. 773-782.
Libera Z., Paluch A.
1983 Ethnomedicine
and
the
plica,
w: S. Szynkiewicz [ed.], Poland at the
12th Congress of Anthropological
and Ethnological Sciences, Wrocław,
s. 149-160.
Paluch A.
1976 Disease

1979 Badania

nad

lecznictwem

w: Z. Jasiewicz
W.

nie,

Piątkowski

ludOWym

[red.], Funkcje

1984 Naturalnc

sposoby

1988 Lecznictwo

niemedyczne

społeczne

Wrocław,

leczenia,
11)

Polsce

Polsce

U)

11)

i ich

współczesne

etnologii,

Poznań,

znacze-

s. 85-92.

Nauka dla Wszystkich, nr 384.
XX wieku, Wrocław, Nauka dla

Wszystkich, nr 418.
Sermeus G.
1987 Altcrnative

medicine

in Europe,

Brussels.

Sharma U.
1990 Complemcntary

medicine

and

medical

social

anthropology

niepublikowancgo referatu wygłoszonego podczas I Konferencji
Association of Social Anthropologists w 1990 r.l,
12 W Ośrodku Zdrowia
i w Slesinie przyjmuje
nekolog, 2 stomatologów i 1 felczer.

3 internistów,

(maszynopis
European

2 pediatrów,

] gi-

54
Stomma L.
1986 Antropologia

kultury

wsi polskiej

w., Warszawa.

XIX

Topolski J.
1973

Dyrektywa
menty

racjonalizowania

marksistowskiej

Tylkowa D.
1990 Medycyna
czesność,

ludowa

Wrocław,

w

działań

ludzkich,

metodologii

h1LmanistlJki,

kulturze

Karpat

Biblioteka

wsi

Etnografii

w: J. Kmita [red.]. ElePozna,'l, s. 222-236.
Tradycja
nr 42.

Polskich.

Polskiej,

i wspót-

Dunuta Penkala-Gawęcka
COMPLEMENTARY

MEDICINE IN POLAND A;\~D ~TS RE:SEARCH
(Summary)

The article consists of two parts. The first presents the development and
status quo of complementary medicine in Poland and the beginnings of its research.
The second part is an initial account of the research on complementary medicine conducted in 1990 by the author and a group of ethnography students in
Slesin, a small town in eastern Wielkopolska, and in the vicirilty of Slesin.
The author presents popular medical knowledge and practice which make
part of the "domestic" complementary medicine, practised by families and their
neighbours. It consists of the traditional folk elements as well as new. elements
which are transformations
of certain ideas of official medicine or borrowings
from trends of complementary medicine fashionable in towns.
The article also discusses another branch of complementary medicine represented by different specialists: chiropractors (traditional specjalization) as well as
dowsers, bioenergetics
therapists
and other persons who practise treatment
forms that are new in the community under study. Women dealing in the so-called
"measuring", part of whom can be regarded as specialists, are on the borderline
of these domains.
Complementary
medicine is very popular and, at the same time, it makes
no alternative
to the official medicine. People willingly avail themselves of
both. Furthermore,
doctors have a positive attitude to, at least, some types at
complementary medicine.

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.