f3a77d58856025cb9e7d3aaf21f24f7a.pdf
Media
Part of Herody.Wielkanoc / LUD 1980 t.64
- extracted text
-
MATERI'AŁY
Z teki korespondentów
terenowych
Lud, t. 64, 1980
STEFAN SIOORUK
HERODY*
KuŹin~'a na.sza stała ;na :ni'ewielki,ej stromiin:i'e prawi,e w środku wsi,
a nasz ojciec, będąc wiejskim kowalem,
kuł z czeladnikiem
okolicznym
chłopom wO'zyżelażniJaJki, ;nabijał :do df!e'W:nianych bron śpiezastezęby,
rychtował
pługi, motyki i 'inny gospodarski
sprzęt. Zaś zimą podkuwał
wielkie, m'ocne sanie do wywózki budulca
z lasu, albo dłubał mozolnie
przy ,czyichś wyjazdowych
'sanka,ch, ozdabiając
je w różne żelazne wywijasy i upiększenia,
pociągnięte
na 'gorąco do połySku cz~nną smołą.
Niekiedy,
jeśli to bylo l'ato, szli z ezeladnik:i'em
i inszymi ohłci~kami
d<Jpobliskiego
Bugu, by po sk,ońe:nonej rohocie niec'o się oplu!kać. Bywało że 'chłopaki 'ciągnęli 'ZesiCQ>ą nowy, diC'pi,ero 'C'O 'oku'ty WÓZ ,który
z wi'elką 'uoi'echą przeprawiali
przez bród na drugą .stronę rze,ki drra
oc'zekują'ce.go właś'Ciciela. Uciechy byloprzy
tym 00 niemiara,
jedynie
właś6ciel
'w'C'zu trzymają'c
'k'onia za ,uzdę trwc'żni'e spoglądał,
ezy chlopa:ki przYipadJkiem na:pmwdę go nie utclpią 'W głębinie.
Zimą, -ż'e to rchoty !było nieco 'illlnJi:ejw gospodar:$tWli'e, k'a:żdy kto ino
szedł drogą pnzez wieś, wstępował
do kUŹlni to lpl(łjpierlOlsawypahć,to
ręce
nadogni'em
'ogrmć, o('Z'as€lm to OIt tak, bctdajby gorące ż:e1a'z:o mł'o'tern
stuknąć lub .miechem !nieoo pcdymać,
a pogada'ć lO tym i 'owym. Był
w nasz'ej 'Wsi joeden :ta!ki osiłek, ,k'tóry niera'z próhował
tr2iQZo:m 'Spory
klo~ na ,lwzły wło'żyć 1u.b dwulebniego
Ipcdj1e'zdJm :z;a ogon 'Złapawszy
utrzyma'ć. Otó'ż ów mocarz często iPI1zychorlziił do kużnii
jeśli tyrko
* Na:p~sal 'Stefan
17 "Lud"
-
tom 64
Sidoruk,
rolnik,
lat 59, wieś Stawki
n/Bugiem,
woj. Chełm.
258
STEPAN
SlDORUK
chłopa[{U 'zdoła'Li go 1P0dtmówić,sz'edł ~zkililllŚlO2lakład, i'e 'dŹWl1g'llIie
stukilowe ~o'wald!łona wysokość głowy lub dźw:i;ginli'ena grzibiecie masywny wóz. Śmiechu !było przy tym, ':?Jechoć ty za brz,ueh się trzymaj, jak
ów osiłek właził na czworaka'ch pod nowo okuty parokonny wóz i z pół
g>od'Z'iilly
'wiercił tyŁbem to w j'OOną,:to w drugą stronę, za.num uda,ło mu
się :z wOIzem llIa grzbiecie nl'ooo się wYiPJ'osto'wać.CZIa:semów "Pelo", jak
glo po wsi,awelmu wszyslcy nlazy'Wali, bywał 'WInieo() gor:s:z1ej'kondycji
i nile chciał próibo'WIa'ćIswej siły. Ogra:niczałsię
WÓW'CZiaIS
do lżejlszych
p'o~a:zów i ć'Wliclz'eń,m.ilarnlQlwicie
do trąbi'enlia. T.rąbieni'e topoł'egałlO na
zalCięcliuw :pustą buksę (lId wozu itaik gło'śno, aby na drug.im końcu wsi
sły,ch:a<:było. Więc trąhiJJi, :a 'raczej dęlichłqpaki
w bu:ksy,kitórych
w ikJużnliIni'e brok'uWIało, a:ż się ~on:iJe,pł'oszyły przy studni gailolpując po
wsi z Tieszt'ką karnlta'm,rn:apysku. No'wo oiku'te :p;rzez ojc1a saU1li'e
nigdy nie
s'tały długo Iprzed kuŹJnią. Jeśli był tylko silaiki t:a'kiiśllIieg, oiągnęły 'je
wymstlki i ,dOII'lOlstlkii,
czyli kaw,a'lerlka, .IlIadpoiblhS:ką'stromiznę l zj>eźdżali
całą ikUiPą,ni'e!kl~edypo dzi'esięaiua Iilloż'e i po :piętnastu .na r'alz, laż hen,
na bł(lrnue,czasem nla tmesZC'zący 'lód płytlki~ej w,odzie, która napebruiała
~m 'bulty :pO'wyż~j lcholew, ,a:le kto iby Itam na t,c>zwa:żał. DopieI'lo ,gdy
ściemn:iało, a dymy 'z 'klomirnów :zaczęły Ipachllli'eć go'rą'cą ,ko~lacją, zmęc'z'eni 11eczWlese1lipddiciąoga,lisa'lli~epod l~uźnię li rOZrChod'zilisię po swoich
damostwalc:h.
Oz'el'acirIllikMichał, ldóry uC'zył się u ojca ik'()Iwals!Jwa,p(llchodZJiłz :sąsi'edln:~ejwsi Ż·U:ków.Mi'eszJlmł Im'tem i j'adia'ł 'li na,s. Ja:kOŻZiaDaZ\po 'zapUlstJa,chów Mi'dhał 'Z1acząłlugadywać .IlIais:ze'g(l
,ojtca, aby 'zezwolił chłopakom, któryoh on Iso:bl'e'dobierz.e, wyrytChtO'wa'ć naświę'ta
w naszym
dOlIIlu tak zwane "Herody". Ma~a 'z początku to Inawet :i ,słudmćo tym
nie ohc'ia'~a, że to niby diaibła, ozy na'wet samego lucy£'ern będą odslJaw.ia'ć. Dopiero j'aik j,ej 'zaezął dok~adJnie klarować 00 li ja'k, :Ż·eqprócz
di'abła hęlci'zu.'e
irÓiwniJeż:i ICłJn1oił,
i 'tI'!ZJejkróilo'W'ie,.i Maryjoa, i JÓ'z'ef,l Boża
Dzieoirna, j:aktaś ItaJm,się :Z;god!z:ił:a
i 'Wlięoejsprz-eoeiwurui-e'8'tawia!ł'a.Ojciec
też z początku twierdził, ż'e nic z tego nie będzie, ale jak chłopaki przez
klilka wiec'zorów przysiedli sobie po,rządnie fałdów li kapot, jak zaczęli
spisy!W,ać'takie ISiobieróżne gadania i historyj e, co jeno poniektórzy starzy luaz'ie skądś jeszc.ze je słysizeH i pamiętali, jak zaczęli podśpiewywać
ni to jakieś kolędy, ni to insze bajani'a, sam zapalił się do całego przedsięwzięcia i począł chłopakom to i o!wo doradzać a pOIIIlagać. Pos.zły więc
słuchy po wsi, że w :ko/wa,lowej irzbie parobczaki żywą szopkę na gody rychtują. Za'Częło się do:bieranie osólb: anioła, Żyda, Żytdówki, którą jakoś.
żadna z !dJ2Jiewczynnie chciała zostać, a którą w końcu musiał odegrać
Stasiek Szepela. Na'tomi'ast na diabła każdy z chłopaków aż się rwał
,i. pra:wie kIa'roy się nadawał. Mieli także być paste!riZe i Józef z Maryją,
maI'szabkQwie, l'iu['e<kz krzywą szaiblą i ułan na siwym koniu. Zaczęło się
1()
Herody. Wielkanoc
259
klejenie koron dla Heroda i trzech l~rÓl1i,a po tygodniu czy po dwóch
już odbywała się jedna !po drugiej próba, na którrej Żyd czyń:ał biblię od
początku świata i czocJhoołsię o futrynę drzwi. Śmierć ostrzyła drewnianą Ikosę szmulając nią po spasionym kariku Heroda. Żydówka zbiedzony:m gto'oom ta~gował:a u naszej ma'1:Jkijajlka i celbulę na szabas dla Żydziąt. Ułan pląsał na pięknym koniu, zaś diabeł, jakby wlaizł IW niego sam
Belzebub, ,skakał po ,izbie brzęc;ząc łańcuchami i waląc widłami 'o sufit, aż
się prochy ludziom za kołnierz sypały, wykrzyk1wał piekielnym głosem:
"Moja dusza, twoje ciało, bo mi się tak spodohało" i wszyscy orzekali, że
właśnie tak powinno być, a diabeł starał się jeszcze bardziej szaleć. Przed
samymi świętymi spadł w nocy niewielki deszcz, a już po południu nagle'
się wyjaśniło i złapał spory mróz. Wszystkie drogi i ścieżki pcJlkryły się
skorupą lodową,śliJSką, nie ,do utrzymania się na nogach. Gospodarze
chcąc przynieść wody ze studni przywiązywali do nóg taik zwane ti:abki,
czyli raki, ai to poniektóry zjeidżał po pochyłości na wywróconych ;wiadrach, zaś a wypędzeniu żywiny do Ik'oryta to i mowy być nie mogło. Jedynie herodniiki najmni'ej się tym martwiH: E tam, wie1lkarzecz się wykopyrtnąć.
Jakoż w samą wigilię, nie czekając aż .w domu podadzą lWiec,zerzę
z tradycyjną kutią z miodem i gryczany kisiel okraszony suto lnianym olejem, każdy z chłopaków chwytał !po !kryjomu 'czapkę a IW .ga\fŚćkilka ;racuchówi pędził :na zbiórkę do herOidników, którzy szykowali się już do
wyjścia na wieś. 'Psiaki, które ich chciały z początku obsZJCzekiwać,przerażone rwały łańC'uchy i uciekały gdzieś hen, aż na pozastodola, skąd tylko
od czasu do czasu nieśmiałym szczeknięciem dawały a ,sobie :znać. A oni
szli od chaty do chaty nie omiajają'c niczyj-ej i lnie baridzo dlba'ją'ca poz_.
wolenie 'wejścia. Nie wybie['ając drogi przeskakiwali przez pŁoty li przechodzili prz'ez przełazy, przecinali 'OikóLnik'ii wybiegi, prąc przez sady
i ogrody i hurmą ,wtłaczali Isię do izby. Hej kolęda, kolęda!
Zza byle jak zaimprowizowa:nej kur'tyny wychodzili pasterze, bieżąc
do stajenki. Potem trzej królowie dążyli do szopy betlejemsIkiej, !by złożyć swe dary. Herod wydawał rozkaz \vycięcia ;wszystkich dziatek. Potem
chuda śmierć "tłukła się 'PO górach, po la'sach, po różn)'lch wykrętasa'ch,
aż króla Heroda w tym domu :zdybała". Żydówka molestowała g,oopodynię a pa'rę jajek na Sizebes dla Żydziąt, a ,diabeł poza ku'11tynąsta;rał $liCi
ukradkiem na'dziać na widły suszące się nad piecem, pachnące czosnkiem
kiełbasy.
!Weselmy się, radujmy się,
pożądany narodzlił się, hej-nam hej!
Anieli się w niebie oieszą,
pasterze do szopy śpieszą, hej-nam hej!
17·
260
STEFAN SIDORUK
Na to Boże NaiI'odze'll'ie
wesel się każde 'stworzenie,
hej~nam
hej!
I my dzisiaj się weselmy,
wy.pijmy po szklance pełnej,
hej-n'am
hej!
Niosło się wesołe śpiewanie, a kolorowa gWiazda, którą zagarnęli po
drodze razem z kolędnikami,
siała po izbie różnokolorowe
blaski wyczarowując iście ibetlejemski nastrój. Sypało się grosiwo, gdyż mało w ,której
chacie gospodarz nie sięgnął do wypchanej 'kalety. Poniektórzy
to i okowitą częstowali, a sZJcZ'Odregospodynie wtykały im do rąk to k.a.wał słodkiego placka, to struolę z makiem, luib chooia:żJby tych mc'uchów pa'chnących olejem. Odchod:z2.c życzyli gOSlpodar1z'Om:
Oby wam się darzyło i mnnżyło rw komorze i oborze,
we woreczku, na k'Oł'eczku, w 'każdym kątku po dzieóątku,
a na piecu troje na to wie'llls:z::rwan'iem.oje.
Ażebyście tego roiku jesQ:C'zelepiej mieli,
iebyście co 'Posiali, to MI sipoikoju zżęli.
Żeby !wasze dzie(;l były jak klusec,zki
i jako gnłąbki spokojne żoneczki.
Ażebyście jak pączki w maśle się płalwili,
nic się nie kłócili, dobrze jedli, pili.
Tego wam życzymy, na to przychodzimy
i kolędę swoją dla was przynosimy.
Po drodze na skutek zdradzieckiej
ślizgawicy ten i ów rypnął zadkiem o ziemię. Czasem któryś z kolędników haniebnie poniżał swój majestat, aż mu ikorona z głowy spadała, 'a wierni rycerze musieli go podnosić pod rękę. Tylko diabeł z kos,tuchą trzymali swój fason, biorąc bowiem widły czy kosiSIka między n;:;gi zjeż'dżali po najbardziej
obl::dzonej
pochyłości
i wstępując
do następnej
chałupy, za:pow'iadali odw:edziny
herodn'ików. Nie ominęli nawet księżej plebanii, skąd ich gospodyni miotłą chciała przegonić, dopiero sam proboszcz słysząc jakąś awa'niurę zaprosił ich do kuchni. Odwiedzili nawet jaśnie pana dziedzica, któremu
wystraszyli
małą Brygidikę i wątłego Jacusia. Coś im tam na o'achodne
pewna chudapalJ1Ji sZJwaiI':gc!tała'po niemieeku ezy francusku,
a coś się pytała, z czego nie mogli nić pojąć. Zapamiętali
tylko to jakies powtarzane
przez nią ,pewno niemieckie nazwisko herodowego Żyda - "folklor, folklor".
Obładowwni rozmai,tymi pTlzysmak'ami wracali z k::Jńca wsi do naszej
chaty, aby się podzielić uzbieranym
'grosiwem i wiktuałami
oraz wynagrodz'ić kolędników,
któcr'zy im towa,rzySlzyli. Wesehi
pełni wrażeń I'OZ.chodzili się do swoi!ch ,domów, w który1ch czekała na ni0h - choć już wy-
Herody.
Wielkanoc
261
stygła - wigilij,na kutia i 'śledzie 'obmac1zane w mące, a smażona kapusta
z grzy!bami i duszona drobna ryiba, a na'de w~szYlStJko
wielklie niecki g'ryczanego kisielu.
Hej! Kolęda, kolęda, b<Jdajby zawsze 'była.
Szczęśbwe to domostwo, gdzie gwiazdka zaświeciła.
WIELKANOC*
Zbliżały się święta Wielkanocne. Jakaś radość tajemna przenikała
ludzkie serca i myśli. Szła z chaty do chClity WfalZ'z tymi cieplejszymi,
słonecznymi, padmącymi :wiosną dniami. Poniektóry :z goopooarzy, nie
mając - jak to .na :przoowiośniu - :pilnie'jszej roboty w obejściu, zachodził do chlewikJa, gidzie stał kamniony wieprzaJk i obmacywał go ze znawstwem ze wszystkich stron, czy już dość mu sadła pod skórą przyrosło na
to świąteczneświno'b'icie. Zaś gospodynie baczniej poczęły śledzić kury,
gdzie się niosą i 'od\kładać :po ty:ch kilka jaj na kraszanki dla dzieciaków,
a i dla dorosłych. A dziewuchy, jak to dziewuchy - biegały na bosaka
to do tej, tamta do innej. Chichotały po kątach jak te głupie. A gdy i to
się im sprzykrzyło, brały się do ocierania łupin z cebuli lub ,zbierania
pokazują'cego się zie'la ka1czeńlca,,szylkując to wszY'stk<Jdo kras,zenia.
Przy zapłocia'ch, gdzie słońce silniej nagrz.ewał<J ziemię, można było
znaleźć zielOinka1wedzioby wyłaniającego się chrzanu, ,za którym ze szpadlami uganiały poniektóre dzieciska. No bo 'co teź to by 'było za święto
bez chnanu po tylim głodowaniu w poście? Toteż, gdy nadszedł tydzień
wielkanocny, gdy zaczęło się wędzenie, piecze,nie i ISlffiażenieróżnych różnoŚ!ci,kiedy przys'zła Wielka Sobota, a ksiądz poikfOlpiłświę:conlkę, to choć
ty z domu uciekaj od tych zapachów, od smaków, które dopiero nazajutrz
można było spróbować.
Hej! Już niedaleczko czel'wone jajeczko.
Hej! Rano raniusieńko czerwone jajeczko.
Paweł Teterak stanął w kośCiele niedaleko proga, bo to po rezurekcji
i wyjść będzie łatwiej, i do domu prędzej 'zdąży. Zawsze ono pfalwda czy
nieprawda, ale jaką mówią, ten pierwszy z każdą robotą w gorspodarstwie
się upora, co pierwszy w Wielkanoc 'z k'ościoła wróci. To i dzJiśwolał tego
się trzymać, a po drugie, miał w kieszeniach ffi\<łrynar1kidwie pary pisanek, które chciał oddać ,po .wyjściu tym łobuzom chrześniakom (tylko czy
ich dojrzy w tłumie?), a oddać !pr~zecież'trzeba, bo !niby taki zwyczaj. Rozglądał :się po ludziach nucąc óchym basem: "Łukasz z Kleofasem, 'oha
jednym czasem, szli do miasta Em'aus". Tylk<J czy oni - 'plątała mu się
* Napisał Stefan SidoI'u1k, rollnik lat 59, wieś Staw'ki nABugiem, !Woj. Chelm.
262
STEFAN SlDORUK
myśl -zaśpiewaniem
szli do tego miasta ot tak sobie,.czy może na targ,
a może to bylli kUlPCYi szli za kupn€Ull koni - medytował ,dalej po gospoda'T:sku. AHeluja - ,koń~'zył kJa'Żdązwrotkę razem z inny:mi. Przy wychDdzeniu w oka mgnieniu zaczął tworzyć się zator, bo taki:::h jak on, skorych do wyjścia było wielu. Wsadził więc obie ręce do kieszeni, starając
się palcami poprzegradzać nieszczęsne pisanki i jął posuwać się powoli ku
drzwiom, ale już po paru 'krokach poczuł, że go ciżba niemal niesie przez
całą kościelną sień, a w jednej kieszeni nowej marynarki robi się klejąca,
lepka ciecz. Za rpał'kanem przyśpieszył kroku i dopiero mijając zabudowania Klimka wyrzucił niemiłą zawart,ość z kieszeni i otarł ręce o starą
trawę. Do domu prawdopodobnie doszedł pierwszy 'Od innY'ch.
W pierwszy dzień świąt, wedle zWy1Czaju,to nie ty!llko że nie wY'pad.ało wychodzić do sąsiadów czy ot tatk gdzieś, ale człowiek był taki ociężałyod t'ego jadła i n3lpitk'll, ż'e i ruszyć się po prostu nie cheiałlO.Ot tylko
byś się wylegiwał i popijał co :nieco. Za to na drugi dzień już z samego
rana ruch w [kra'Żdymdomu pano'wa'ł n iemrały. Fra:rhowa:no jaja kurze,
gęsie, kacze, a kto miał, t'O i od "afrykanek" czy też "komperliczelk".
NajlPiękniejlS'z:eto ohyibta wy'chorcbiły t'e e'zerwone :z łupin eebulowych,
z ,pJ.'e'Wyo'WlSliranej
były 'żółte-mieco 'zi'€lonlka'We,a :gotowane 'w 'zielu kaczeńca miały Ikolor trawiasty, mdły. Pisanki trzelba było umieć zrobić, tot,eż nie ka'żda brrala się dio tej I'oho,ty. Za ito jrarkju'ż Iktóm wy:pisara, to
choć ty na wystawę poślij. Ta!kie były piękne, jaik żywe. Paweł ostrożnie
wyjmQwał jeszcze gorące z s'agana i {)dikładał w wodę, oddzielnie te, które
mu się wi(łz:iały ImocnriejSlzedo kurnka1nira, a te sh::.hsze no 'zjedz'enri'e.Potem, gdy już ,ostygły, bra-ł 'po jednym 'i leci'utk,o a droibnie stUikał o swój
jedyny przedni 'ząb, który mu po'ziO:stałi S'prawk:l:załIktóre były mocne,
które :na'jmo'Cniejsze, a któ.re do n1C'wgo. A takie już w tym miał wyC'z:U1cie,ż'er'Z;a'dlk<o
,llub praw1e w:ca'le :się nie myllił. Wlięc kurzych ładował
pól przetaka, w kapelusz 'brał trochę gęsich i kil'ka kaczych i wychodził na
wieś, gdzie już c.ze'k1aliinni amatorzy kumkania: starsi, młodsi i O'czywiście d'zlieci,pełnIOdzieci.
Ku:mkai!1liepolerg,ałrona tym, 'ż,e chętni 'rrart,ne:trzy swo'im najmocnri'ej'Szym jajkiem uderzali l~k'kQ w jajiko pfzerciwni1ka i czyje jajlko zDstało
'Zbite 'z ohu lk'oń'cÓ'w,byk} 'Przegrane i Iprz,ech:odzHon:a włrasmośćz'wycię:zey, nadając się już oczywiś'cie tylko do zjedzenia. Czasami :partnerzy
wymieni,a'lrj mięk:i'zy'SiObąswe jaja i id1o;pi'€ro
PQ taki'ej 'Wym'ianie zaczymali
'się kumać. N1eiki!edypo:zwalra1i,'5we jrajo pomocować, oozytw'iścńena 'Zębach przedw:ni.'k:a i 'Wtedy ryzy:k-fi'zyk. Ktoś odnosił 'zwycięstwo, a inny
porażkę. Był je:sz'Czeinny sporsóibg,ry, może tylko barld'ziej lubiany przez
dzi'eei, mi!a:nowidre, 'Wybi:ar,aŁosię n!iew:i,eikistoik, ,pochyl,enlie gruntu i po
prostu ,pusZrC'z'ało
.się 'z n;.isegojajko, które t~ząc się w końou się 'Zratrzy-
Herody. Wielkanoc
263
mywalo. Z kolei rohił to samo przeciwnik i 'tak na zmianę, aż czyjeś toczące się stuknęło o to na dole. Wygry'Walro to, które stuiknęło.
Przy :kumlkJa'Il'iu nal€<Ż'ało hyć !Ostrożnym, iPTZ€bi'eglym li l11ile'kiedy
z twarzy li miny ;PT'zlooiw,nilkawy,czyta'Ć, j.aką "siłą" 'Staje do· pojedynku.
Bywah niernz i ltacy 'spece, k'tóI1zy tak :precyzyjnri.·e przez dzi'U'rikę przekłutą igłą w surowym jajku 'potrafili je spreparować,
zalać smołą lub
wos'kiem, ·ż·ei sam diabeł by się na tym nie poznał. No i było mocne, niezwycięż,cme. Nii'eM;órzy :mi'e1Jijaj,~ 'WybocZlOne:z drewnIa, ryohtY'k j·alk kurze, piękJnie furoowalIlJe, które nielkti.'edy tylJko IPO cięŻiar.ze (jeż1eJi chóano ci dać ido rą,k) lilliOŻJlIa
Ibyło DOZJpOZlIlJać.
Za'Cię'ta,wal!k'3 trwałia cały dz'i'eń
na ka'żdym 'Plac ykiu, IPI'la'wieprzed ikJażdym domem. Ws:zędzi1e się wid:zlialo IUma:z~meżółtkiem uls1Ja dzieci, na drodze, na ścieŻ/klach - skorupy,
różnok'olrolPolweskorupy jaj.
P'aweł :otoczolllY tłUlmem !kibiców, wśród !który,ch 'także dochrQId:zih do
lokalnyrch Ipertmktacji i kumania, pm~emiesZlczał się powoh z jednego koń_
ca WSlina drUrgi, 'Poszukując nowych palT'tJllerÓ'wli świ'eżych emocji. Sito
naipeł1oiał,o'się IPoSlalill,c'zlub.WY1grywał.
Tl"Z'€tcidZJień - ~to już niby święto i rn:ieświęto, a w Sta'w'kJach ii olk,olicznych 'wsia'c;h wliaJśnie VI. tym dOliu wYipa'C1ałooblewanie. Gdzieś tam
ponoć nazywa się to ina'czej, ś<m~gU'sczy dyngus, lecz u nas tak WISiowo,
zwycz,aj;OIi'e IQlbilew13iOJie.
A .i 'bylo 'to oblewa;rui'e takiJe wsilo'we, solidine,
z ·Vvliaderka. Bywało, ':ZJew każdej wsi 'Zlllalazła Slię j'akaś harda dziewoja,
lktó:r:ana ,chł'Q1pa1ków'pl3'Lrzy1.az góry. N'D to w ohlelWani'e odwdzięczyh 'się
jej za t{), że wyglądała jak zmo,cz.ona !kura. A jeśli tak'a "hona" próhowała !Się ,odgryz:a'Ći ,pys:k'o'W13ć,to 'chłolpa'k:i p<>tTafi1iz'a'p,powad!z.ićją do
płynącego tuż pod wsią Bugu i nie tylko wykąpać po sarną szyję, ale i wypławić w tą i ową strornę. Dostawało się i chłiolpalkom przy ohlewaniu,
dostiawało. Ni,e:kiedy za'gonione na strych przez chłopaków dz.i'e'wezYlny
wciągały 'z'a 's"b'ł drabinę i stamtąd lały chło'paków na łeb najpierw wrodę, a gdy tej nie starczyło 'W domu, wszystko co było mokre. Pomagały
im w tym nawet matk'i, cio~kli i w ogóle wszelka płeć niewieścia, dosttarczając na stry!ch sobie tyLko 'Zllltanym pTlZ,emytrem slef'wa'tkę, :malślcmkę,
kwas chlebowy, a nawet odwar z łupin cebulowych, 'który się znaloazł na
'Podorędzliu.
Nikt potem na nikogo się nie gniewał, nikt nie stroił fochów. Fanaheri,e i dą'sy 'z'a.':ltępow'ał 'sz,cz,eryi zldT10lwyś:mi,ech om'Z 'llcire,cha.
Przewodnia 'niedziela była jak gdyby zakończ,eniem wes'oł'o spędzonych
ś'wią t. Jesz'c'z.e .~późlI'N'eOli
.crhrze'stni 'Oddia'wali 'chrześlniaikJo'm "woloczoeiblllę" ,
to 'z;Ola,czy'parę C'zy iileś mm jaj. J,e.szcze kumy om'3.wi1aly skutlkJi osba'tmiego oblewania. A ksiądz ponoć w tę niedzielę przyj'mował na zapowiedzi
wła&ni'e od tych ,par, które na 'Si'elbieInajwięcej w ob~ewanie wyllały wody
