9555fac0e05f3c09ad16ee0286f825fb.pdf

Media

Part of To nie stało się dzisiaj - rozmowa z Krzysztofem Gierałtowskim na wystawie "Twarz jako znak"Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2005 t.59 z.1

extracted text
ZBIGNIEW
BENEDYKTOWICZ

To nie stało się dzisiaj
- rozmowa z Krzysztofem
Gierałtowskim na wystawie
Twarz jako znak.
Królikarnią, czerwiec 2005 *

Zatrzymujemy się przy fotografii EwyPodleś
K r z y s z t o f G i e r a ł t o w s k i : To było w jej apartamen­
cie, gdzieś na W o l i i o d w a m e t r y o d nas w trakcie
dwugodzinnej pracy stał barek obficie zaopatrzony, ale
p r i m a d o n n a nie pomyślała, że napiłbym się chociaż
szklankę wody, więc po pierwszej godzinie zacząłem
polować na jej m i n k i . . . T o jest zdjęcie m n i e j więcej z ja­
kiegoś 8 1 . r o k u . Jak jej pokazałem p o t e m rezultat, t o
powiedziała, że ona zadzwoni gdzie trzeba i zostanę po­
uczony. A l e widocznie zgubiła n u m e r t e l e f o n u , bo nie
zostałem pouczony i to zdjęcie ukazało się w „Itd."
przy wywiadzie z nią jako t a k i , o d czasu do czasu, prze­
r y w n i k humorystyczny...
Z b i g n i e w B e n e d y k t o w i c z : A na t y m zdjęciu ks.
Tischnera czy t o już w t e d y rodziła się i miała początek
dziś realizowana przez Pana koncepcja robienia por­
t r e t u „bez twarzy"?
K . G . To powstało w t e n sposób, że o n mieszkał
w t y m d o m u księży profesorów w K r a k o w i e i posze­
dłem do niego, i jego t e n p o k o i k - k a j u t a był tak zawa­
lony papierami, że nie było t a m żadnego neutralnego
tła, wobec tego wyszliśmy na klatkę schodową, i to m i
się spodobało, że jednocześnie

to miasto było za

o k n e m , a t u t a j o n był w kontrze, a na dodatek t e n
krzyż z tego o k n a - i tak t o zrobiłem. Zresztą z tej se­
r i i , jest t a k i i n n y p o r t r e t już z twarzą, na okładce książ­
k i , która wyszła z zeszłym r o k u w „Znaku":
Z Tischnerem

Rozmowy

i t a m t o zdjęcie jest w tej książce...

Z . B . Po raz pierwszy na tej wystawie umieścił Pan
pod zdjęciami rozbudowane podpisy, komentarz, n o ­
t a t k i , okoliczności w j a k i c h powstały, pańską pamięć
o t y c h ludziach i zdjęciach jaka się z n i m i wiąże ale nie
umieścił pan dat, w których powstały...
K.G.

Powiem zupełnie szczerze, daty wynikają

z p e w n y c h kontekstów, wskazują na pewne konteksty,
natomiast ja niechętnie zdradzam k o n k r e t n e lata, po­
nieważ w t e d y ludzkość wymagałaby ode m n i e , aby
moja twórczość była krzywą wznoszącą się. A ponie­
waż moja twórczość jest sinusoidą, raz m i się udawało,
a raz „leciałem na mordę", wobec czego nie c h c ę , nie
c h c ę datować specjalnie, żeby nie powiedziano: „no
jak t o , a t o się cofnął w r o z w o j u " .

ks. Józef Tischner, Fot. Krzysztof Gierałtowski

135

T O N I E S T A Ł O SIĘ DZISIAJ - R O Z M O W A Z K R Z Y S Z T O F E M G I E R A Ł T O W S K I M N A W Y S T A W I E T W A R Z J A K O Z N A K .

Feliks Topolski, Fot. Krzysztof Gierałtowski
Z . B . Dlatego p y t a m o daty, że na tej wystawie, w i ­
dać jak te idee pańskie „Twarz jako znak" albo „ludzie
bez twarzy" rodziły się już wcześniej jeszcze na etapie
fotografii czarnej. N a przykład Czapski...
K . G . N o t a k , oczywiście. To jest zdjęcie m n i e j
więcej z połowy lat 80., chyba na d w a czy trzy lata
przed jego śmiercią. Już był bardzo zmęczony, bo d o ­
słownie po k i l k u m i n u t a c h , kiedy mogłem jeszcze zro­
bić zdjęcia twarzy o n po p r o s t u zasnął. Zasnął, głowa
m u opadła na ramię, ale zobaczyłem w t y m m o m e n ­
cie te ręce, które tak leżały, bardzo piękne, arystokra­
tyczne ręce i tak t o utrwaliłem. M a m również takie
zdjęcia z twarzą, ale uważam, że to jest dużo bardziej
wymowne.

Stanisław Lorentz, Fot. Krzysztof Gierałtowski

I Jonasz Kofta, Fot. Krzysztof Gierałtowski

Józef Czapski, Fot. Krzysztof Gierałtowski
136

T O N I E S T A Ł O SIĘ DZISIAJ - R O Z M O W A Z KRZYSZTOFEM G I E R A Ł T O W S K I M N A W Y S T A W I E T W A R Z J A K O Z N A K .

Z . B . Jak to doświadczenie (z t a m t y c h czarno-bia­
łych fotografii) m a się do tego, co obecnie p a n r o b i , do
tej ingerencji w obraz, jego przetwarzanie (kolor, k o m ­
puter, w y d r u k )

7

K . G . Ja traktuję zarówno moje zdjęcia nowe, j a k
i stare tak samo, ponieważ ja uważam, że negatyw jest
surowcem do tworzenia obrazu. Jeśli chodzi o sposoby
tradycyjne ja naświetlam - n p . t a k i m jest zdjęcie Fe­
liksa Topolskiego, które w sposób klasyczny robiłem,
naświetlam pozytyw w 12 fazach, t u rozjaśniając, t u
przyciemniając i t d . , i t d . . . . K o m p u t e r pomaga m i w t y m
niepomiernie, b o tak jak tutaj w przypadku Jonasza
Kofty negatyw jest negatywem k w a d r a t o w y m , a ponie­
waż ze względów organizacyjno-technicznych zdjęcia
p o w i n n y mieć j e d n ą wielkość, żeby się lepiej mieściły
w skrzyniach t r a n s p o r t o w y c h , to musiałem z k w a d r a ­
t u zrobić prostokąt, wobec tego odbiłem lustrzanie
dolną część twarzy K o f t y stwarzając obraz prostokątny.
A tutaj z k o l e i w stosunku do Ryszarda W i n i a r s k i e g o
zdjęcie samego m o d e l a jest klasyczne, z t y m że w pier­
w o t n e j wersji o n patrzył na nas, obecnie zrobiłem w y ­
d r u k ponieważ

chciałem

mieć c h m u r k i .

Chmurki

mógłbym pewnie o d biedy skopiować metodą trady­
cyjną i zrobić i n n e rzeczywiste c h m u r y a tutaj jest ta­
kie maskowanie chmur...zresztą to pomaga. A l e te
moje zdjęcia ciągle się zmieniają, bo n p . profesor L i ­
piński jeszcze n a mojej stronie i n t e r n e t o w e j m a całą
głowę, a t u t a j została przycięta, kadr został zbliżony

Ryszard Winiarski, Fot. Krzysztof Gierałtowski

ponieważ wtedy te oczy bardziej się jarzą. I tutaj też
m a m y do czynienia z ingerencją klasyczną, bo to jest
papierek na c i e n k i m d r u c i k u , który pozwolił rozjaśnić
okolice oczu, p r a w d a . To, że ja działając k o m p u t e r e m ,
przemieniam obraz, walor obrazu, to nie stało się dzi­
siaj. K o m p u t e r jest narzędziem, które pomaga m i to
dzisiaj zrobić. N a t o m i a s t nie ma takiego p r o b l e m u , że
to r a p t e m Gierałtowski chwycił się, jak Pana Boga za
n o g i , za k o m p u t e r . Przedtem to były papierki na d r u ­
c i k u , włożone ręce, wycięte maski z k a r t o n u w trakcie

1

kopiowania i t d . , i t d
A t u jest 100%,

9k

klasyczne zdjęcie - G i e r o w s k i .

Wydawało m i się po p r o s t u , że te jego pasy w jego m a ­
larstwie są ważne, więc poszedłem do niego z t a k i m
ścinkiem lustra i prosiłem go, żeby to trzymał. To jest
zupełnie klasyczne, więc właściwie widz wpuszczony
na te wystawę nie jest w stanie odróżnić t e c h n i k . To
zresztą jest nieważne jaką techniką to jest zrobione.
Ważny jest skutek.
Z . B . A to D u d a - Gracz...
K . G . A t o n o r m a l n i e położyłem Dudzie — Graczo­
w i autentyczne kawałki rozbitej szyby samochodowej.
Pamiętam, że wiozłem to do K a t o w i c jak relikwię d o ­
słownie, bo b a ł e m się, że m i się to rozsypie zanim m u
to położę na oczach. A l e to pozwala m i asocjować t o ,
co uważam za najprawdziwsze w twórczości D u d y -Gracza, a m i a n o w i c i e t o jego satyryczne malarstwo
p o d naszym adresem. I tak jak w tej bajce o źdźble l u ­
Profesor Edward Lipiński, Fot. Krzysztof Gierałtowski

stra w sercu chłopca, to tak ja tutaj odwołuję się, cią-

137

T O N I E S T A Ł O SIĘ DZISIAJ - R O Z M O W A Z KRZYSZTOFEM G I E R A Ł T O W S K I M N A W Y S T A W I E T W A R Z J A K O Z N A K .

gle zresztą, nie tylko t u t a j , do p e w n y c h archetypów
k u l t u r o w y c h . Tak jak n p . w t y m portrecie niedawno
powstałym - Waldemara Świerzego, gdzie t r u d n o jest
go zrozumieć jeśli nie zna się p l a k a t u Świerzego z lat
70.,

plakatu cyrkowego, prezentującego

klowna

w przezroczystym cylindrze, bo to są te nawiązania.
Ukazał się w „Pozytywie" teraz artykuł na mój temat,
który jest zatytułowany Problemy z Gieraltowskim.

Pro­

b l e m e m Gierałtowskiego jest również to, że te zdjęcia
związane są z naszym polskim „tu i teraz". Ze one znaj­
dują t u dodatkowe relacje wzajemne, że dopiero żyjąc
t u możemy te odniesienia odczytywać. Bo zarówno
wspaniałość jak i śmieszność naszych współczesnych
w y n i k a również z p e w n y c h kontekstów społecznych.
To jest właśnie Feliks Topolski, to jest to zdjęcie
o którym mówiłem. Jakbym pokazał Panu surową o d ­
bitkę tego, to to w ogóle było nie t a k . Były bardzo waż­
ne te książki, ta twarz tego niemowlęcia n i k n i e zupeł­
nie, dopiero ją trzeba było wyciągnąć maskując. Jak
byłem w L o n d y n i e w p r a c o w n i Topolskiego i robiłem
m u zdjęcia, o n malował taką grupę grajków irlandz­
Jerzy Gierowski, Fot. Krzysztof Gieraltowski

k i c h , i w przerwie tej sesji malarskiej, kiedy o n odpo­
czywał popijając koniaczek, zobaczyłem dziecko na
pierwszym planie, które ci Irlandczycy przynieśli ze so­
bą i t o wydawało m i się takie symboliczne: właściwie
nieświadome siebie dzieciństwo i doświadczenie czło­
wieka...
To zdjęcie właśnie pokazuje, że w momencie, kiedy
ja operowałem we wnętrzach n a t u r a l n y c h , na ulicach,
nie mogłem panować n a d światłem, wobec czego m u ­
siałem pomagać sobie p o t e m w opracowaniu obrazu.
Naturalnie

moim

zyskiem dziś, jeżeli

fotografuję

w p r a c o w n i jest to, że mogę precyzyjnie sterować świa­
tłem i k o l o r e m . A l e z k o l e i rozmawiałem wczoraj
z k o m p o z y t o r e m p a n e m Mikołajem Góreckim, który
Jerzy Duda-Gracz, Fot. Krzysztof Gieraltowski

jest chory, gdzieś mieszka pod Zakopanem,.... a ja go
muszę mieć u siebie w studio, bo m a m nowy pomysł na
jego p o r t r e t . . . I wobec tego to jest zarówno dobrodziej­
stwo, jak i przekleństwo. Jak również to, że w kolorze
pracuję k a m e r a m i większego f o r m a t u , co

najmniej

średniego, co daje możliwość eksploracji materialności
ciała ludzkiego, co w t y m o s t a t n i m czasie, w o s t a t n i c h
sześciu latach kiedy tobie kolor, stało się szalenie istot­
n y m c z y n n i k i e m opisu ludzi. Bo n p . sięgając właśnie
do p o r t r e t u Lema widać całą wspaniałość jak i nędzę
naszej egzystencji. W i d a ć tutaj bezradność wspaniałe­
go starego człowieka, który się zaciął, a tutaj się nie
dogolił i t d . , i t d . . .
Bo proszę wziąć p o d uwagę to, jak ja operowałem,
tak jak tutaj w fotografiach czarnych, f i l m e m wysokoczułym, który rozbijał obraz ziarnem, poza t y m ostrość
była w j e d n y m planie. Proszę zobaczyć, kiedy byśmy
porównali ostrość tego zdjęcia ze współczesnymi zdję­
c i a m i k o l o r o w y m i , to z jednej strony nastąpiła szalona
zmiana warsztatu. Ja musiałem się nauczyć operowa­
nia dużo bardziej nieporęczną kamerą, ale z tego m a m
również zysk: właśnie ta notacja materialności, ale

Waldemar Świerży, Fot. Krzysztof Gieraltowski
138

T O N I E S T A Ł O SIĘ DZISIAJ - R O Z M O W A Z KRZYSZTOFEM G I E R A Ł T O W S K I M N A W Y S T A W I E T W A R Z J A K O Z N A K .

z drugiej strony ludzie się z m i e n i l i ! To jest ta podsta­
wowa trudność!...Otóż wymarła cała generacja, j a k ja
i c h nazywam: „tych starych szlachciców". Już dziś nie
mógłby powstać t a k i p o r t r e t jak profesora Kazimierza
Michałowskiego, który powstał dzięki t e m u , że po se­
sji profesor uznał za swój obowiązek odprowadzić m n i e
do granicy swojej posiadłości, to znaczy piętnaście me­
trów do f u r t k i i włożył w t y m celu specjalnie płaszcz,
kapelusz i dopiero w t e d y tak ubrany wyszedł ze m n ą .
Ponieważ wtedy padał śnieg, to był refleks o d śniegu
i zobaczyłem to oko, j a k oko rzeźby egipskiej, wypeł­
n i o n e czarnym hebanem. I wtedy to natychmiast asocjowałem.
I to jest właśnie bardzo ważne, że ludzie się zmieni­
l i . Ja mówię dzisiaj, że ja muszę dziś m o i m współcze­
snym pomagać, ja i c h muszę barwić charakteryzacją,
żeby dodać i m indywidualności...
Z . B . A l b o żeby czasem wydobyć taką istotna ce­
chę, rys, znak, czasem fragment... A czasem przy po­
mocy k o l o r u , jak w przypadku p o r t r e t u Karskiego. Ja
pamiętam tę poprzednią czerwoną wersję, z poprzed­
n i c h wystaw...
K . G . N o tak, właśnie. C h o d z i o t o , ze ja ciągle szu­
k a m . Ze t a m t o w czerwieni było już nawet wystawione
na wystawie, ale ciągle byłem niezadowolony. Potem
znalazłem taką klatkę, na której o n t a k i pełen nadziei
jakby, patrzy w górę. Też zrobiłem kopię wystawową
i...ciągle byłem niezadowolony. A to jest w y d r u k k o m ­

Kazimierz Michałowski, Fot. Krzysztof Gierałtowski

puterowy, ponieważ t r a d y c y j n y m i m e t o d a m i nie moż­
na było uzyskać tak zimnej gamy barwnej, tak jak t u ­
taj. I wobec tego poszedłem do k o ń c a zimna skali tra­
dycyjnego

powiększalnika

operującego

fotografią

barwną, wziąłem to zdjęcie, zeskanowałem, i p o t e m
już w komputerze dalej ciągnąłem w stronę z i m n y c h
odcieni. N a t u r a l n i e tej pierwszej wersji Karskiego t o ­
warzyszyła też pewna myśl: o n był tak, jak oświetlony
odblaskiem pożogi wojny. Wyobrażałem sobie, że go
pokazuję w o d b i c i u łuny, łuny pożaru, łuny holokaustu
i to też znajdowało jakieś wytłumaczenie, stwarzało ja­
kąś interpretację. A l e ja myślę, że i ta interpretacja ma
swoją moc. W końcu m a m y chyba już w tej c h w i l i pięć
lat po jego śmierci i o n wygląda t u tak j a k b y m go eks­
humował. Przy czym t o bardzo dziwna reakcja przy
t y m zdjęciu, ponieważ wielu ludziom to zdjęcie się po­
doba, ale n i k t nie chciałby go mieć...
Z . B . Dlaczego Głowacki w t y c h tonach?
K . G . Głowacki jako k o n d o t i e r literatury świato­
wej, jak t e n z p o m n i k a na dziedzińcu A k a d e m i i Sztuk
Pięknych w Warszawie. N o t a bene będę się starał zro­
bić t a m t e m u p o r t r e t , bo być może użyję go na okład­
kę katalogu, w każdym bądź razie będę próbował.
Kołakowski jest też w y d r u k i e m , ponieważ ciało sta­
rego człowieka jest sinofioletowe w rzeczywistości.
Wobec czego n a t u r a l i z m tej siności i f i o l e t u zarzynałby
każdą intencję obrazu, więc musiałem to znowu ska­
nować i znaleźć taką kolorystykę, która byłaby kolory­
styką praktycznie maksymalnie neutralną, żeby nie by-

Jan Karski, Fot. Krzysztof Gierałtowski

139

T O N I E S T A Ł O SIĘ DZISIAJ - R O Z M O W A Z K R Z Y S Z T O F E M G I E R A Ł T O W S K I M N A W Y S T A W I E T W A R Z J A K O Z N A K .

to tego odrzucenia.
Z . B . K i e r u n e k zwiedzania, oglądania tej wystawy
jest t a k i , że o d portretów najnowszych w kolorze, prze­
chodzimy do czarno-białych...
K G .

Tak.

Z . B . Dlaczego mówiąc o tej wystawie „Twarz jako
znak" powiedział Pan: zapraszam na moją wystawę
„ludzi bez twarzy"? T u jest pewna dwuznaczność: raz
dotyczy to ludzi n o w y c h , których pokazuje Pan t a k i m i
j a k i m i są, ci współcześni, którzy często pojawiają się
na pierwszych stronach gazet. A i n n y m razem j a k
w przypadku p o r t r e t u ks. Tischnera chociaż pokazane­
go bez twarzy ale z wielką siłą...
K.G

działania. Tak, ale proszę spojrzeć na to

zdjęcie A x e r a , ponieważ ja chciałem osiągnąć efekt,
powiedzieć, że o n jest magiem t e a t r u , prawda, taką
wróżką, która patrzy w szklaną kulę. I wobec tego to
było ważniejsze o d pokazania twarzy simplicité.

Czy

proszę spojrzeć tutaj na t e n p o r t r e t Drzewieckiego,
nieważne jest t o czy o n był mały, rudy, istotne jest t o ,
że to jest p o r t r e t człowieka, który się bardzo stara, bo
ja go odwiedziłem dosłownie na k i l k a m i n u t przed pre­
mierą, kiedy już ludzie w c h o d z i l i do sali t e a t r u , a o n
jeszcze udzielał o s t a t n i c h i n s t r u k c j i s w o i m tancerzom.
To jest najważniejsze. Myślę, że moja świadomość t y c h
m o i c h dążeń wcześniejszych stała się bardziej oczywi­
sta dopiero w momencie pracy w kolorze, wcześniej to
były takie oderwane usiłowania, natomiast praktycz­
nie można powiedzieć, że o d m o m e n t u zdjęcia Czap­
skiego, dokładniej mówiąc, wyjęcia zdjęcia Czapskiego
z a r c h i w u m , bo nie o d m o m e n t u kiedy ja je zrobiłem,
bo trzeba t u rozróżnić m o m e n t pewnego spontanicz­
nego działania o d m o m e n t u świadomego kształtowa­
nia pewnego zbioru wystawowego i pewnego przekazu.
Twarz — proszę spojrzeć: to zdjęcie Wajdy, gdzie wszy­
scy mówią: „O nie widać, czy to na pewno Wajda?"
D l a m n i e istotniejsze w gruncie rzeczy było to, że to
jest człowiek naznaczony światłem. Bo ja to zdjęcie
zrobiłem na proscenium Teatru Starego w K r a k o w i e ,
kiedy w trakcie próby o n patrzył na scenę, a ja pobie­
głem, żeby rozsunąć kotary, mniej więcej trzydzieści
metrów, w tło pomiędzy jego twarzą a t y m światłem,
które powstało z rozsunięcia kotar na o k n i e . . . I ważne
jest światło i to przepływanie światła. Proszę zwrócić
uwagę, że tak naprawdę t o przepływanie światła jest
już wzięte z następnej k l a t k i - bo zrobiłem serię zdjęć,
dzięki t e m u to światło, „naznaczenie światłem". Ja dla­
tego nazywam to nie tyle p o r t r e t e m Wajdy, nazywam
t o „sytuacją W a j d y " , bo to był m o m e n t , kiedy o n robił
t a m Z biegiem lat, z biegiem dni...", kiedy o n był właści­
wie na zupełnym indexie. Czy dramatyczna sytuacja
Jerzego A d a m s k i e g o - do zrozumienia którego dopro­
wadziło m n i e t o , że kiedy przyszedłem do niego zoba­
czyłem n a ścianie zawieszoną, rozkwaszoną dosłownie
„Omegę", zegarek jego ojca. I o n m i powiedział: tak,
to jest „Omega" mojego ojca, którą N i e m c y przysłali
m i z Oświęcimia, po jego śmierci. I ja w t e d y zdałem

K o n r a d D r z e w i e c k i , Fot. Krzysztof G i e r a l t o w s k i

140

T O N I E S T A Ł O SIĘ DZISIAJ - R O Z M O W A Z K R Z Y S Z T O F E M G I E R A Ł T O W S K I M N A W Y S T A W I E T W A R Z J A K O Z N A K .

sobie sprawę, że t e n człowiek żył po w o j n i e w przera­
żeniu. I być może dlatego się niejako zaprzedał, dlate­
go chciał być m i n i s t r e m kultury, chciał działać i t d . ,
i t d . . . D l a t e g o przyszedłem do niego p o t e m d r u g i raz
z czarnym bandażem i powiedziałem: Panie Profesorze
proszę sobie zabandażować głowę. Zresztą o n bardzo
lubił t e n p o r t r e t .
Z . B . A t o Jarocki?
K.G.

Z Jarockim była taka sytuacja, że byłem

w K r a k o w i e i o n t a m pracował ze s t u d e n t a m i , i ja m u
zaproponowałem, że m u zrobię takie zdjęcie jak o n
idzie p l a n t a m i w m e l o n i k u i stosownym płaszczu. A o n
się żachnął, powiedział ależ ja jestem

człowiekiem

sportowo u b r a n y m , proszę spojrzeć. A ja m u na t o mó­

Erwin Axer, Fot. Krzysztof Gieraltowski

wię dobrze, dobrze, jak Pan jest ubrany t o nieważne.
A l e zupełnie nie chciał, nie chciał się na t o zgodzić.
Wobec tego ja poszedłem do niego do d o m u i zrobiłem
m u zdjęcie dosłownie na pół sekundy z ręki, co dało
t e n efekt takiego rozmazania a ja c h c i a ł e m wyrazić at­
mosferę rozedrgania.
Czy t u t a j m a m y Brzozowskiego. To jest świadectwo
właściwie przypadku ale też znowu odczytywania sytu­
acji. P o j e c h a ł e m do niego do Zakopanego i zobaczy­
łem r a p t e m amatorskie zdjęcie przedstawiające go ja­
ko króla w Balladynie

K a n t o r a w czasie wojny. Ja m u

na t o mówię: dla m n i e t o jest Pan co n a j m n i e j księ­
c i e m p o l s k i c h malarzy. O n wziął nożyczki sztrach,
sztrach, sztrach i zrobił koronę, i koronował się. A t u
znów - w przypadku Brzozowskiego - m a m y bardzo
ciekawą sytuację, m i a n o w i c i e m a m y swoistość f o t o ­
grafii. Bo t a k i c h k l a t e k , że o n w tej k o r o n i e patrzy m i
do kamery m a m chyba sześć i dopiero szóste zdjęcie
jest dobre. Dlaczego? Ponieważ o n na p o p r z e d n i c h pa­
trzy m i do kamery, a t u patrzy m i niby z jednej strony
do kamery, a z drugiej strony jakby zapadał się w sie­
bie, bo o czymś pomyślał...I t y l k o fotografia właśnie
potrafi t e n m o m e n t bezwzględnie złapać.
Z . B . A Kantor?
K . G . To było zdjęcie na tydzień przed jego wygna­
n i e m z K r a k o w a . , jego w latach osiemdziesiątych na
trzy lata wygnano do W ł o c h . W i e Pan, zachowując
wszystkie proporcje moja sytuacja jest analogiczna. N i e
Andrzej Wajda, Fot. Krzysztof Gieraltowski

w i e m czy t a wystawa nie jest moją ostatnią wystawą.
Jeśli ktoś m n i e zechce to ja pojadę, bo ja t u w tej c h w i ­
l i już więcej nie mogę nic zrobić. Praktycznie żeby zro­
bić tę wystawę zabrnąłem w takie długi, że za chwilę
m n i e rzeczywiście zlicytują. K a n t o r wtedy był w takiej
dramatycznej sytuacji: właściwie w y g o n i o n o go z K r a ­
kowa i o n był w t a k i m napięciu przed t y m wyjazdem.
Właściwie tutaj nie m a nic specjalnego, t o jest obiek­
tyw standardowy 55 m m , na tle o k n a w jego d o m u .
W i ę c praktycznie nic t u nie ma, t y l k o jest to właśnie,
że c i ludzie, u m a r l i , ludzie którzy już dziś nie żyją - o n i
emanowali swoją osobowością. I dlatego, gdybym ja i c h
sfotografował bardzo zwyczajnie, n o r m a l n i e , gdybym
i m robił zdjęcie legitymacyjne t o o n i też by się do nas
przebili. N a t u r a l n i e ja dodawałem swoje sztuczki, ale

Jerzey Adamski, Fot. Krzysztof Gieraltowski

141

T O N I E S T A Ł O SIĘ DZISIAJ - R O Z M O W A Z KRZYSZTOFEM G I E R A Ł T O W S K I M N A W Y S T A W I E T W A R Z J A K O Z N A K .

o n i b y l i t a k silni i e m a n o w a l i sobą, że t o nas uwodzi,
porusza do dzisiaj. Młodzież mówi do m n i e : Gieraltow­
ski t o p o w i n i e n robić zdjęcia czarno-białe, tak jak po­
przednio. A t o jest niemożliwe! Bo już t y c h ludzi nie
m a . T a k i c h ludzi nie m a ! Przecież skromność tej sytu­
acji - proszę spojrzeć na t o zdjęcie Gustawa H e r l i n g a
Grudzińskiego - w t y m d o m k u ogrodnika w Maisons-Lafitte, gdzie o n mieszkał w p o k o i k u 2 na 3 metry, tak,
że ja w ogóle nie miałem gdzie światła postawić, bo
jeszcze t e n m a l u t k i p o k o i k był zastawiony paczkami
z „Zeszytami H i s t o r y c z n y m i " , które były przykryte jakąś
materią. I ta skromność, normalność zachowań t y c h
Jerzy Jarocki, Fot. Krzysztof Gieraltowski

ludzi w t a k i c h sytuacjach - t o dowodzi i c h wielkości,
której w tej c h w i l i d a r m o szukać!
Z . B . Maksymiuk?
K.G.

N o , M a k s y m i u k , to jeden z największych

komplementów j a k i m i ktoś k i e d y k o l w i e k powiedział.
Ja dzwoniłem do niego i t u t a j trzeba podkreślić, jak
ważny jest t e n pierwszy k o n t a k t , żeby nawiązać k o n ­
t a k t na płaszczyźnie partnerstwa. Bo ja zadzwoniłem
do niego i powiedziałem proszę Pana m a m zlecenie na
pański p o r t r e t , ale jest p e w i e n p r o b l e m : Pan ma twarz,
jak kartofel...ale ja Pan bardzo lubię...I zapadła cisza,
długa cisza. A l e wie Pan u k r y j e m y tę Pańską kartofla­
ną powierzchowność i proponuję, żeby Panu namalo­
wać maskę k l o w n a na twarzy. I w telewizji, kiedy była
m u m a l o w a n a ta maska, jakiś ważniak przyszedł i mó­
w i : Panie Jerzy co Pan robi?! A M a k s y m i u k mówi tak:
Pan Gierałtowski uważa, że t a k trzeba, a ja m u wierzę.
W i e Pan jeżeli te relacje są właściwe, bo samo zdjęcie
powstało w windzie h o t e l u V i c t o r i a , gdzie wówczas by­
ło j e d n o z n i e w i e l u tak w i e l k i c h luster i ta atmosfera
powstała stąd, że jeździliśmy tą windą, nie można jej
było zatrzymać, bo wtedy dzwonił dzwonek szalenie
donośnie, wobec tego jeździliśmy tą windą, w c h o d z i l i
ludzie z walizkami, myśmy j e c h a l i z n i m i dalej i o n i
mówią: Panie M a k s y m i u k , co Pan robi?! l t d . , i t d . , W i e
Pan - takie sytuacje, prawda....
T u t a j , przy t y m portrecie L w a Starowicza znowu
widać do czyjego malarstwa ja się t u t a j odnoszę. W i a ­
d o m o , że p o r t r e t w zbroi, z muzą i t d . Przy czym cieka­
we jest t o , że Malczewski malował albo w zbroi, albo

Tadeusz Brzozowski, Fot. Krzysztof Gieraltowski

z muzą, nigdzie nie znajdziemy u niego zbroi i muzy ra­
zem. A wszystko t o zostało zrobione po t o , żeby poka­
zać t e n pierścień herbowy L w a Starowicza. A l e t o
zdjęcie też na przykład przeżywało swoje przemiany.
Pamiętam, jak przy pierwszych prezentacjach - o n ma
taką kurtkę dżinsową - pamiętam, jak ja się strasznie
mordowałem, żeby te szczegóły oddać. A p o t e m rap­
t e m opadło t o ze m n i e , t e n realizm. I wszystko zaciem­
niłem — i jest dużo lepsze zdjęcie.
Z . B . Zapasiewicz?
K . G . Z Zapasiewiczem to było t a k , że ja po prostu
uważam, że m a m y do czynienia z z a n i k i e m elit. Ze eli­
ty w Polsce wymarły. Ze polska inteligencja właściwie
wymarła. N i e d a w n o p a n prezydent Kaczyński przeglą­
dając spis tej wystawy, powiedział: „No nie wszyscy

Jerzy Maksymiuk, Fot. Krzysztof Gieraltowski

142

T O N I E S T A Ł O SIĘ DZISIAJ - R O Z M O W A Z K R Z Y S Z T O F E M G I E R A Ł T O W S K I M N A W Y S T A W I E T W A R Z J A K O Z N A K .

z n i c h należą do i n t e l i g e n c j i , chociaż niewątpliwie
wszyscy skończyli studia wyższe." I coś w t y m jest,
szczególnie w przypadku m o i c h bohaterów zdjęć b a r w ­
n y c h . N a t o m i a s t Zapasiewicz był dla m n i e

takim

przedstawicielem tej wymierającej polskiej i n t e l i g e n ­
cji, z dobrej, tej najlepszej rodziny, wobec czego dałem
m u tę papierową maskę śmierci, która o n chciał ograć
jak maskę z Hamleta. Ja musiałem m u ją wyrwać i d u ­
żo t r u d u m n i e kosztowało, żeby go właśnie namówić,
żeby pozwolił sobie założyć maskę śmierci na potylicę.
T u jest najnowszy mój wynalazek, m i a n o w i c i e :
w książce zdjęcie powstało inaczej, a t u t a j to zostało
zrobione w t e n sposób, że najpierw jest Ważyk a p o t e m
wywołany, wypłukany, a p o t e m jest ostrzykiwany w y ­
woływaczem i zapalone na sekundę światło, i p o n o w ­
nie wywołany, więc stąd powstają te smugi ognia pie­
kielnego... ( ś m i e c h ) . Ja chciałem wyrazić tę sytuację
Ważyka, który był w p e w n y m m o m e n c i e „niczyj", po­
nieważ komuniści się o d niego odwrócili, pozwolili m u
jeszcze mieszkać w A l e i Róż, ale n i c więcej, a opozycja
go nie przyjęła jako swojego, wobec czego o n tak ist­
niał, jak w piekle, czy właściwie w czyśćcu, w

Nie-

mandslandzie.
Jan K o t t sfotografowany w K a m i e n n y m P o t o k u ,
Stony B r o o k , t a k to się bodajże nazywało, p o d N o w y m
Jorkiem. Postawiłem go p o d zawieszona lampą i rap­
t e m zobaczyłem, że K o t t ma wąsy, i t e m u s t u d i u m się
poświęciłem.
Jerzy Grzegorzewski. Grzegorzewski c h c i a ł

Tadeusz Kantor, Fot. Krzysztof Gierałtowski

być

człowiekiem niewidzialnym. O n był na tyle świadom
jako malarz, że jego obraz jest obrazem „ugly" i że w o ­
bec tego odrzucającym więc o n właściwe nie lubił się
fotografować. To zdjęcie uwielbiał. Muszę powiedzieć,
że jak je zobaczył na wystawie w H o l a n d i i , a nie wdział
go przedtem w Polsce, to przybiegł do m n i e i pocało­
wał m n i e w rękę, co było dla m n i e szokującą sytuacją.
A l e t o zdjęcie kochał, bo właściwie o n o było syntezą
Grzegorzewskiego a nie materialnością Grzegorzew­
skiego. I t o n a t y m polegało. Nalegał, żeby zdjęcie zna­
lazło się na plakacie podsumowującym jego dorobek
w Teatrze N a r o d o w y m .
Z . B . Ewoluują też tytuły Pańskich wystaw, k o l e j ­
n y c h edycji w których widać ewolucję Pańskich p o ­
szukiwań: „Gry z portretem" „Twarz jako znak", jeszcze
nie tytuł ale: „ludzie bez

twarzy"...

K . G . N i e , generalnie kolekcja nazywa się o d lat
Polacy, portrety współczesne,

Gry z portretem t o nazywa­

ła się sama dokumentacja, w y d a w n i c t w o , ta książka
tekstowa. W y s t a w a w Poznaniu, w M u z e u m N a r o d o ­
w y m już nazywała się Twarz jako znak, z t y m t y l k o , że
t a m były prezentowane tylko zdjęcia k o l o r o w e . Rów­
nież t a m usiłowaliśmy znaleźć odniesienia łacińskie
i ciągle nie jestem p e w i e n bo była taka wersja: Facies
significat, albo Facies signum,

t a k m i ktoś dzisiaj przy­

szedł i powiedział, że tak się t o p o w i n n o nazywać Fa­
cies signum, uczyłem się wprawdzie łaciny ale ciągle je­
stem niepewny, i sadzę, że chyba to Facies significat jest

Gustaw Herling Grudziński, Fot. Krzysztof Gierałtowski

143

T O N I E S T A Ł O SIĘ DZISIAJ - R O Z M O W A Z K R Z Y S Z T O F E M G I E R A Ł T O W S K I M N A W Y S T A W I E T W A R Z J A K O Z N A K .

Lew Starowicz, Fot. Krzysztof Gieraltowski

Piotr Skrzynecki, Fot. Krzysztof Gieraltowski
jakieś szmery z łazienki, więc t a k rozkładam swoje rze­
czy ale oczekuję, że za chwilę przyjdzie t e n Białoszew­
ski. I dopiero jak z tej łazienki wychodzi druga kobie­
ta, n o to zaczynam się przyglądać t e m u k o r p u l e n t n e ­
m u i konstatuję, że to m u s i być Białoszewski...Zaczy­
n a m go fotografować. Tak więc t o zaskoczenie....
Z . B . Piotr Skrzynecki .
K . G . N o , mój Boże, z P i o t r e m tośmy i trochę wó­
deczki w y p i l i . . . i trochę kawy. T u t a j , kiedyś spotkałem
się z n i m na R y n k u i posadziłem go na lwie. M a m ta­
kie zdjęcie, jak o n ujeżdża takiego l w a przy tej Wieży
Ratuszowej. A p o t e m weszliśmy napić się kawy do Su­
k i e n n i c i ja wybiegłem na zewnątrz, i sfotografowałem

Zbigniew Zapasiewicz, Fot. Krzysztof Gieraltowski

go przez szybę, w której j a k widać odbija się filar Su­

być może taką k u c h e n n ą łaciną, ale kojarzyć się może

k i e n n i c , jakiś i n n y człowiek...I to wydaje m i się, że ta­

Polakowi, który liznął trochę łaciny z p o l s k i m o d n o ­

kie przemieszanie stanowi pewną parabolę Piwnicy,

śnikiem.

gdzie o n tak sklejał spektakl z różnych fragmentów.

A t u , chciałbym zwrócić Pana uwagę na p o r t r e t

N a przykład Stern,. To jest zdjęcie na k i l k a miesię­

Białoszewskiego, znowu p e w i e n kontekst, pewna sytu­

cy przed jego śmiercią. Fotografowałem go parę razy,

acja psychiczna dała t e n p o r t r e t . B o dostałem zlecenie

bo bardzo lubiłem go w K r a k o w i e odwiedzać. O n mó­

z P i W - u , żeby zrobić p o r t r e t Białoszewskiego. Poje­

wił, że o n jest panem, który mieszka u kota... (śmiech)

c h a ł e m gdzieś daleko do takiego b l o k u z płyty. W c h o ­

— bo tak m u kiedyś dziecko powiedziało. I o n koniecz­

dzę, o t w i e r a m i drzwi zażywny, starszy p a n . Zdjęcie

nie chciał, żeby jeden znajomy zawiózł nas p o d K r a ­

Białoszewskiego t o ja widziałem j a k o średnio-zaawan-

ków, bo powiedział, że chce m i pokazać swoją katedrę.

sowanego w i e k i e m człowieka i wobec tego ja tak

I cóż m i pokazał? Wzgórek w a p i e n n y ! A l e jego imagi-

wchodzę, zaczynam ostrożnie rozkładać rzeczy, atmos­

nacja czyniła z tego katedrę. Pamiętam t a k i obraz,

fera jest bardzo dziwna, bo szyby pomalowane są na

który bardzo chciałem mieć, ale nigdy nie miałem pie­

czarno, w j e d n y m p o k o j u stoi ślepa kobieta ale słyszę

niędzy, który o n zrobił. To był kawałek błękitnego kar144

T O N I E S T A Ł O SIĘ DZISIAJ - R O Z M O W A Z K R Z Y S Z T O F E M G I E R A Ł T O W S K I M N A W Y S T A W I E T W A R Z J A K O Z N A K .

T O N I E S T A Ł O SIĘ DZISIAJ - R O Z M O W A Z KRZYSZTOFEM G I E R A Ł T O W S K I M N A W Y S T A W I E T W A R Z J A K O Z N A K .

t o n u w skrzyneczce z pleksiglasu - b y l wygięty - na do­
le był p u c h łabędzi i parę ziarenek piasku...i to stwa­
rzało takie poczucie wieczności, człowieka rozstrzela­
nego w czasie wojny, który się wyczołgał spod zwałów
trupów. Wszystkie te d r a m a t y widać na twarzach „tych
starych szlachciców".
Tak, to papież awangardowego t e a t r u - Grotowski.
Miał t e n order chyba dwie czy trzy m i n u t y . Zrobiłem
je na X X lecie t e a t r u , kiedy o n go dostał we Wrocław­
s k i m Ratuszu, złapał go dziennikarz radiowy, i on
udzielał w y w i a d u , a ja strzeliłem i o n w p e w n y m mo­
mencie się zorientował, schował natychmiast order do
kieszeni. Tak to nie pasowało do jego obrazu papieża
biednego t e a t r u , bo n a t u r a l n i e w kącie gdzieś pleca­
czek pielgrzyma czekał. T a k że, j a k mój przyjaciel Get-Stankiewicz poszedł d o niego przy następnej okazji,
kiedy o n był we Wrocławiu i chciał, żeby o n m u udzie­
lił autografu na t y m zdjęciu, to G r o t o w s k i z wściekło­
ścią podarł je. W i ę c z prawdziwą satysfakcją mogę od­
notować, że obecny prezydent miasta Wrocławia za­
kupił t e n p o r t r e t do I n s t y t u t u Grotowskiego.
M n i e zawsze bawią te przewrotności, jak na przy­
kład sytuacja, kiedy po mojej wystawie dwa lata temu
w M u z e u m N a r o d o w y m Litwy, w Pałacu Radziwiłłów
w W i l n i e , L i t w i n i bardzo c h c i e l i dostać jakieś moje
portrety. I n a t u r a l n i e , nasz ambasador poprosił, żeby
M S Z kupił trzy portrety. W i ę c proszę sobie wyobrazić,
kogo wybrałem?... -

Tomasza Niewodniczańskiego,

Czesława Miłosza i Tadeusza K o n w i c k i e g o . I w t e n

Miron Białoszewski, Fot. Krzysztof Gierałtowski

146

T O N I E S T A Ł O SIĘ DZISIAJ - R O Z M O W A Z KRZYSZTOFEM G I E R A Ł T O W S K I M N A W Y S T A W I E T W A R Z J A K O Z N A K .

sposób na życzenie Litwinów bezkrwawo wróciliśmy
do W i l n a . . . ( ś m i e c h )

Czy t e n p o r t r e t mojego synka, jako uniwersalny
p o r t r e t dziecka.

Prażmowski. Z Prażmowskim było tak, że ja znalem

W i ę c właściwie, te p o r t r e t y bez twarzy to powsta­

twórczość Prażmowskiego, natomiast nie znałem jego

wały ciągle. N a t o m i a s t te, takie zdjęcia ludzi, które

samego. Poszedłem n a spotkanie w Z a m k u Ujazdow­

wpisuję w moją prywatność zaczęły się w tej c h w i l i po­

skim, zobaczyłem takiego „Mena", duży chłop m o c n y

jawiać, i jeżeli zdążę to może jeszcze coś z t y m zrobię...

z twarzą jak należy. I myślałem sobie: co jest antytezą
takiej męskości, takiej męskiej urody, wiec pomyśla­
łem sobie, że ha, ha, h a taka kokarda, „gapa" dziecka,

* Twarz jako znak. Wystawa Fotografii Krzysztofa Gierattowskiego,

dziewczynki przedszkolnej, to jest symbol tej kobieco­

Warszawa, Królikarnią, czerwiec 2005. Wystawa prezentowana w ra­

ści rodzącej się i wobec tego zaproponowałem m u ta­
ka kokardę, jako d r u g i b i e g u n męskości.
W sześćdziesiątym trzecim r o k u miałem wystawę

mach Roku Polsko -Niemieckiego 2005/2006 przygotowana we
współpracy z Instytutem Adama Mickiewicza, prezentowana będzie
w Niemczech pt. Das Gesicht aus Zeichen w: Abgeordnetenhaus, Ber­
lin (wrzesień 2005), Statliche Kunstsammlungen, Dresden (luty 2006)

Kompozycje fotograficzne 63, która była prywatną wypo­

przy współpracy Auswärtiges A m t ; Deutsch-Polnische Gesellschaft

wiedzią o życiu. Gdyby nie klęska tej wystawy, która się

Bundesverband e. V ; Deutsch-Polnische Gesellschaft Berlin e.V.

zaczęła o d tego, że najpierw towarzysz sekretarz we
Wrocławiu pozrywał m i połowę prac ze ścian i w prasie
miejscowej druzgocąca krytyka się rozległa. A p o t e m
przeniesiona do K l u b u Książki i Prasy M P i K w Warsza­
wie właściwie nie spotkała się z żadnym odzewem. — Je­
d y n y m śladem po niej jest pół zdania w miesięczniku
„Fotografia". To spowodowało moje załamanie się, w o ­
bec klapy jaką się zakończyła. Zmuszony przez życie za­
cząłem być fotografem o d przecinania wstęg, uścisków
dłoni i t d . I właśnie w tej sali teraz jest dopiero jakby
powrót, część, kawałeczek p o w r o t u do t y c h subiektyw­
n y c h sytuacji. Tak, j a k t a m pokazałem t a k i tryptyk
0 miłości, w którego środkowej części były ręce kobie­
ty i mężczyzny splecione ze sobą na tle takiego m u r u ,
sztucznego m u r u z atelier filmowego, i dookoła był ta­
k i wianek zrobiony: prezerwatywa, kwiatek, prezerwa­
tywa, kwiatek, i t d . , to tak tutaj jest t a k i portret k u czci
m o i c h wszystkich sympatii. Bo przed zaśnięciem kiedyś
pomyślałem sobie: a jakby wyglądało moje życie, gdy­
b y m b y l z Małgosią, Kasią czy Jadzią, i wobec tego zro­
biłem takiego syntetycznego ducha.
A l b o , tutaj jest obraz Jacka Żakowskiego, który
właściwie mógłby być m o i m a u t o p o r t r e t e m . Byliśmy

Fot. Krzysztof Gierałtowski

bardzo zaprzyjaźnieni w l a t a c h 80. Byliśmy bardzo za­
angażowani w „Solidarność" i to „V" pełne zwątpienia,
to takie: „Co n a m pozostało z t y c h marzeń..."
Czy, t a m p o r t r e t pana Czesława Bieleckiego, był
t a k i U B - e k w stanie w o j e n n y m , przesłuchiwał m n i e
1 mówił tak: Panie Gierałtowski, Pan to musi wiedzieć
k t o t o jest t e n Poleski, który pisze do „Kultury", b o
Pan wszystkich zna. ( N a t u r a l n i e , wiedziałem.) - A ja
na t o : „Ja, proszę Pana??? Skąd mógłbym wiedzieć?"
I proszę zobaczyć zrobiłem takie zdjęcie w lustrze,
w którym jest atmosfera przesłuchania.
Czy t o zdjęcie w jeziorze, które pokazuje moją sy­
tuację, że topią m n i e , ale ja się jeszcze nie daję.
Czy t o zdjęcie o chuciach, które było zdjęciem
czarno-białym i zostało jaskrawo rozkolorowane.
Czy t e n wspaniały tors... jest taka piosenka - „Ja
jestem Kaśka, Kaśka z obrazka, k t o na m n i e spojrzy za­
raz by głaskał..." (śmiech). Każdy z nas m a tęsknotę za
kobiecością uniwersalną.

Fot. Krzysztof Gierałtowski

147

T O N I E S T A Ł O SIE DZISIAJ - R O Z M O W A Z KRZYSZTOFEM G I E R A Ł T O W S K I M N A W Y S T A W I E T W A R Z J A K O Z N A K .

Konwicki, Fot. Krzysztof Gieraltowski

Tomasz Niewodniczański, Fot. Krzysztof Gierałtowski
148

NIE STAŁO SIĘ DZISIAJ - ROZMOWA Z KRZYSZTOFEM GIERAŁTOWSKIM N A WYSTAWIE TWARZ JAKO ZNAK.

T O N I E S T A Ł O SIĘ DZISIAJ - R O Z M O W A Z KRZYSZTOFEM G I E R A Ł T O W S K I M N A W Y S T A W I E T W A R Z J A K O Z N A K .

Fot. Krzysztof Gierałtowski

150

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.