ab05bddd4015163e7c47e8eaf3e5f675.pdf

Media

Part of Twórczość plastyczna górników cz.II / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1951 t.5, z.3

extracted text
T W Ó R C Z O Ś Ć

PLASTYCZNA
С z.

GÓRNIKÓW

II

MARIA

ADAMCZYK KAROL
Urodzony w 1915 roku. Pracuje i mieszka w
Jaworznie. Maszynista przy pompach kopalnia­
nych.
Twórczość Karola Adamczyka jest zjawi­
skiem wyjątkowym. Jak pisze sam w swoim ży­
ciorysie, ukończył zaledwie 5 klas szkoły pod­
stawowej. Urodził się i wychował w tej samej
miejscowości, gdzie dotychczas pracuje. Wzra­
stał w bardzo ciężkich warunkach materialnych,
trzy lata, w okresie przedwojennym, był bez­
robotnym? Z natury wątły i chorowity.
Karol Adamczyk nie umie sam powiedzieć,
skąd po raz pierwszy obudziło się w nim prag­
nienie malowania otaczającego go krajobrazu
jaworznickiego. Było to w miesiącach wiosen­
nych 1949 roku. Nie miał wtedy farb, nie wie­
dział, gdzieby je kupić, nie miał zresztą na nie
pieniędzy. Pragnął jednak tego tak usilnie, że
pomówił z malarzem kopalnianym i ten dora­
dził mu wziąć zwykłą, ziemną farbę malarską,
rozrobić klejem stolarskim, czy dekstryną.
Adamczyk jeszcze tego samego dnia postarał się
o farbę w proszku, na kawałku deski ułożył je
obok siebie i do każdej wpuścił nieco kleju sto­
larskiego; następnie rozrobił farbę palcami i le­
wą ręką na zwykłym brystolu szkolnym nama­
lował pierwsze swoje pejzaże. Niektóry z nich
wykonał w ciągu nie całej godziny.
Adamczyk buduje swoją kompozycję bez żad­
nego pomocniczego rysunku; dla uzyskania
pewnych, jemu potrzebnych efektów fakturo­
wych, pomaga sobie palcami, zeskrobuje pa­
znokciem, czy drewienkiem, rozciera wreszcie
skrajem własnej marynarki.
Ponieważ farba nie była dostatecznie roztar­
ta, w obrazach Adamczyka widać płaszczyzny
prawie suchej farby, to znowu zbytnio rozrze­
dzonej. Nakłada jedną na drugą i przez swego
rodzaju lazerunek osiąga nieuchwytny, pełen
dziwnego uroku koloryt, który przy skrupu­
latnym nawet przebadaniu jego obrazów, trud­
ny jest do uchwycenia. Wszystko łączy się i
wiąże w przedziwną harmonię, (ryc. 2)

ŻYW1RSKA

W pierwszych 14 pejzażach, które przysłał na
I I Ogólnogórniczą Wystawę Plastyków-Amatorów uderza niezwykła, równowaga kompozycji,
a nawet pewna zdawałoby się wysublimowana
harmonia całości. Poszczególne obrazki możnaby uważać za konsekwentne, wyrozumowane
przeprowadzenie kolorystycznego zadania ma­
larskiego. W jednym z najlepszych pejzaży,
którego walorów kolorystycznych nie może od­
dać reprodukcja jednobarwna, daje on trzy —
jeden za drugim — rzędy drzew — jakieś, fan­
tastyczne aleje. Pierwszoplanowa zamyka łuko­
waty zakręt drogi; cienie od tych drzew kładą
się granatową smugą na zielonawą drogę. K o ­
rony drzew są ze sobą splątane i tworzą cały
amalgamat zieleni uzyskany drogą lazerowania kilku farb, dając w rezultacie bogactwo od­
cieni wręcz imponujące.
Drugi rząd — to drzewa o wiotkich konarach
przechylone podmuchem wiatru w lewo —
wszystkie utrzymane w jednym, ciepłym to­
nie — jasnozielonym. Wreszcie najdalszy rząd
— to znowu z innego odcienia zieleni zbudo­
wane, kuliste sylwety drzew. Na prawo zarys
świerku — granatowo-zielony.
Inny znów obrazek przeprowadza w tonacji
fioletowej — nie tylko budynki, ale i drzewa,
inny w tonacji ugrowej; malując kolonię fiń­
skich domków, umiał zestroić czerwień dachów
z przełamaną zielenią drzew na horyzoncie.
Geometryczność brył domków podświadomie
szematyzuje tworząc całość, najprawidłowiej
zbudowaną. Choć prawo perspektywy stosuje
względnie prawidłowo, to negliżuje światłocień
całkowicie pochłonięty kolorem.
Seria pierwszych obrazków Adamczyka d a ­
wała się zwiastować swoisty i n d y w i d v " / ta­
lent. Zachęcony do dalszej pracy nie tylko tro­
skliwą opieka i życzliwą krytyką, ale i poważną
subwencją pieniężną, Adamczyk kupuje olejne
farby, temperę potrzebne pędzle i kartony: jed­
nak -w następnych swych obrazkach, nie dał
nod żadnym względem nic nowego powtarzając
te same motywy i te same zestawienia barwne
dużo gorzej, niż za pierwszym razem. W na-

stępnych swych obrazkach, nie dał pod żadnym
względem nic nowego powtarzając te same mo­
tywy i te same zestawienia barwne dużo go­
rzej, niż za pierwszym razem. W następnych
jego obrazach przejawia się wyraźne zachwia­
nie jego wewnętrznej równowagi twórczej. Mo­
głoby się zdawać, że nagromadzone zdawna do­
znania artystyczne wyładowały się jednorazo­
wo i nie dadzą się więcej rozbudzić.
BUBAŁA WOJCIECH
urodzony w 1900 roku. Jest górnikiem-rębaczem na kopalni Michał w Michałkowicach.
W przeciwstawieniu do Adamczyka, Bubała
maluje już od 1928 roku. Przyczyną do rozpo­
częcia pracy malarskiej była chęć posiadania
dużych rozmiarów obrazów, które pragnął sko­
piować z widzianych reprodukcji. Specjalnie
lubował się w Rubensie. Malował przeważnie
olejno, mając duży zasób farb. Prace swe ofia­
rowywał członkom rodziny.
Kiedy rzucone zostało hasło opieki nad amatorami-plastykami, Wojciech Bubała był jed­
nym z pierwszych, który pragnął jak najprę­
dzej zetknąć się z tymi ludźmi, którzy zechcą
z nim pomówić o sztuce, obejrzeć jego prace,
służyć radą. Był bardzo zdziwiony, gdy dowie­
dział się, że kopiowanie nie daje mu pełnej moż­
liwości wypowiedzenia się twórczego. Z mło­
dzieńczym zapałem, rzucił się do rysunku z mo­
dela. Jedną z pierwszych jego prac samodziel­
nych jest niezmiernie sugestywna martwa na­
tura: ,,Po szychcie" zostawiona przez niego
w domu, a reprodukowana w „Polskiej Sztuce
Ludowej" w numerze 1—2 z 1949 roku. Musi­
my wziąć pod uwagę, że w t y m momencie Bu­
bała miał 48 lat.

opowiadał wykładowca. I tutaj dopiero obja­
wił się „naiwny realizm" naszego artysty. Weź­
my jeden z pierwszych, przedstawiających pra­
cę w kopalni. Całość kompozycji jest dobrze
rozmieszczona. Jednak rysunek postaci posia­
da wszelkie charakteryzujące twórcę ludowego
cechy, zaznaczone, choćby przesadnie skrócony­
mi proporcjami ciała i szematyzowaniem po­
szczególnych partii całej postaci, co szczególnie
wyraźnie występuje w rysunku twarzy obu
górników (rye. 1).
Podobną indywidualnością artystyczną jest
TEOFIL GAWEŁ, górnik dołowy z kopalni
Rozbark w Chorzowie. W t y m samym, mniej
więcej wieku, co Bubała, też maluje dość daw­
no i z takim samym młodzieńczym zapałem
próbuje innych, nieznanych mu technik. Jego
rysunki tuszem przedstawiające wnętrze kopal­
ni, zwłaszcza obrazek: „Sprzed 40 laty" są naj­
lepszym sprawdzianem jego intuicyjnej dążno­
ści do uproszczenia postaci górnika i konia
(ryc. 3). Jednocześnie brak proporcji podkre­
śla naiwność ujęcia. Gdy próbuje malować
krajobrazy z nad morza, bądź też pejzaże ro­
dzinnego miasta, zdecydowanie trzyma się jas­
nych, różowych tonacji. Jego linoryty posiada­
ją te same walory, które znajdujemy w pracach
Bubały.

Przez swoje długoletnie obcowanie z repro­
dukcjami, Bubała zatracił możność rozumienia
sztuki na płaszczyźnie swego środowiska. Był
niezmiernie chłonny na wszelkie nowe dlań
wiadomości z zakresu technik plastycznych.
I tu przeszedł całkowicie na rysunek. Jego
pierwsze szkice robione patykiem wykazują
pewność ręki przy miękkości linii.
Będąc po raz pierwszy nad morzem, od razu
zrezygnował z prób rozwiązania kolorytu mo­
rza. Brak mu było w t y m wypadku bezpośred­
niej śmiałości, tak charakterystycznej dla dzie­
ci, czy twórców prymitywnych.
Kiedy na terenie świetlicy znaleziono kawał­
k i bezużytecznego linoleum, Bubała był pierw­
szym, który pragnął spróbować nieznanej dla
niego techniki graficznej, o której niedawno

Ryc.

3. Gaweł

Teofil.

Sprzed

40 laty. Fot. Kalus

Stanisław.

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.