79a097f5a4c5e7540c541b8dc1623bf3.pdf

Media

Part of Barbarzyńca

extracted text
recenzje

140

Wakacje z kominem

Sztutowo I Stutthof to zbiór interesujących reportaży przygotowanych przez
studentów etnologii, polonistyki oraz politologii Uniwersytetu im. Adama
Mickiewicza w Poznaniu. Teksty, które składają się na niepozorną książeczkę,
mają ogromną silę przekazu, bowiem pomysłodawcy projektu - pracownicy
naukowi tegoż uniwersytetu - zdecydowali się świadomie zrezygnować z rosz­
czeń formy naukowej, będącej częstokroć barierą dla przeciętnego czytelnika.
Zabieg ten opłacił się z nawiązką. Dzięki temu książka nie tylko zyskała na
przystępności, lecz także za sprawą zmiany dyskursu nabrała miąższości i wy­
razistości rozpisywanej na liczne, często wykluczające się glosy, opowiadające
Natalia Bloch, A n n a Weronika
0 skomplikowanej relacji między ludnością wioski położonej u nasady Mie­
Brzezińska (red.)
rzei Wiślanej, burzliwą historią tego miejsca, a życiem codziennym w cieniu
Błażej Warkocki, M a ł g o r z a t a
obozowych kominów.
W o s i ń s k a (współpraca)
Warto wspomnieć, że ani dobór tematu, ani wybór miejsca nie jest dziełem
Sztutowo I Stutthof. Gdzieś
przypadku, ile raczej publikacja stanowi dowód wyjątkowej stanowczości
pomiędzy plażą a obozem
Wydawnictwo Naukowe
1 konsekwencji antropologów, szczególnie Anny Weroniki Brzezińskiej. Bo­
SCHOLAR, Warszawa 2013
wiem to właśnie ona stworzyła zespól badawczy w zależności od potrzeby
i badanego zagadnienia składający się z etnologów, architektów, architektów
krajobrazu, konserwatorów, czy archeologów, co było warunkiem przeprowadzenia regularnych i wyczerpujących
badań monograficznych Żuław i Kociewia - ziem, z którymi Brzezińska jest rodzinnie związana. Nie będzie
zatem tajemnicą, i Brzezińska takiej tajemnicy nie czyni, wskazując w licznych opracowaniach poświęconych
temu regionowi, że jest to obszar jej najbliższy, heimat, ojczyzna z wyboru.
Już to znamionuje szczególną znajomość opisywanej części Polski, a tym bardziej świadomość złożoności wystę­
pujących tam zjawisk społecznych i kulturowych, z którymi zapoznawano się podczas rokrocznych penetracji
terenowych prowadzonych od 2008 roku. Ich celem była diagnoza stanu kultury regionalnej, ujmowanej szeroko
i wieloaspektowo, tak pod względem demograficznym, historycznym, czy gospodarczym, jak z uwzględnieniem
aspektów krajobrazu kulturowego, wielokulturowości, zmienności życia społecznego, przekształceń obyczajowo­
ści, czy wreszcie historii oralnej związanej z migracjami ludności wymuszonymi ostatnią wojną czy burzliwym
okresem powojennym. Warto także podkreślić uczestnictwo w projekcie Małgorzaty Wosińskiej, zawodowo zaj­
mującej się tematyką w o j e n n ą - traumy i ludobójstwa. Wolno mniemać, iż właśnie ono zaważyło na ostatecznym
charakterze i przebiegu przedsięwzięcia realizowanego we współpracy z Muzeum Stutthof w Sztutowie. Wspólne
wysiłki mające na celu reorganizację polityki wystawienniczej zostały docenione przez środowisko muzealnicze,
czego wyrazem było przyznanie przez Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego nagrody Sybilla w konkursie
na Wydarzenie Muzealne Roku 2012. Zespół poznańskich antropologów, w oparciu o przeprowadzone badania
terenowe, walnie przyczynił się do sformułowania zwycięskiego programu wystawienniczego.
To właśnie burzliwe i tragiczne dzieje regionu zostały niejako podkreślone założeniem, funkcjonowaniem, a póź­
niej obecnością obozu koncentracyjnego KL Stutthof już pod postacią muzeum upamiętniającego poległych
i ofiary. Właśnie tę złożoną zależność między pamięcią, tożsamością, martyrologią a prawem do normalnego
życia obrali za przedmiot refleksji pomysłodawcy tomu. W dwóch obliczach jednego - jak mogłoby się wydawać
- miejsca odnajdują redaktorzy soczewkę ogniskującą bolączki przecinających się torów zakrzepłej przeszłości
i wartkiego nurtu teraźniejszości. Paradoks tego kurortu letniego polega na tym, iż codzienności opartej na
rozrywce czy wypoczynku towarzyszy niechętnie przyjmowana obecność krematoryjnych kominów.
Na Sztutowo I Stutthof, podobnie jak na opisywaną rzeczywistość, składa się wiele rozmaitych tematów, za nimi

BARBARZYŃCA

1 (19) P019

recenzje

141

zaś szereg często nieoczywistych punktów widzenia pociągających za sobą różne historie życiowe. Czasem lekkie,
czasem na pierwszy rzut oka całkiem błahe i banalne, częściej jednak przepojone smutkiem, czy swoistą nostalgią
za światem „sprzed" - sprzed wojny, obozu, wypędzenia, przesiedleń, komunizmu, chaosu doby transformacji,
czy współczesności opowiadającej się za amnezją tego, co się działo na tym obszarze. W polowie jest to zasługa
rzeczywistości jako takiej; w połowie to sprawka siedemnastu rozmaitych wrażliwości, osobowości i temperamen­
tów zachłannie chwytających się życia i świata. Na książkę składa się bowiem szesnaście reportaży poprzedzonych
popularnonaukowym wstępem. Ten naddatek stanowi wartość dodaną wynikaj ącą ze spojrzenia z zewnątrz - nie
z opisywanego świata. Właśnie czujne i przewrotne antropologiczne spojrzenie pozwoliło wydobyć senne ob­
razki nadmorskiej wioski z marazmu tego, co zostaje po sezonie, gdzie pozornie nic się nie dzieje i wydarzyć nie
może. Pomocna w tym była również odrobina antropologicznej ironii, o którą zabiegał niedawno zmarły Czesław
Robotycki, przestrzegając jednocześnie przed łatwą drogą wiodącą ku banałowi. Dystans ten widać nie tylko
w dalekim od łatwowierności podejściu do podejmowanej tematyki, lecz również w jakże żartobliwym a przy
tym niezbędnym traktowaniu siebie z przymrużeniem oka, o czym świadczą nie tylko arcykomiczne biogramy
autorów wiodących prym w sztafecie między „balem pierwszoklasistów" a brakiem czasu wolnego. Najdobitniej
widać to w zamykającym tom, metarefleksyjnym i autoironicznym tekście Małgorzaty Wosińskiej, od którego
warto zacząć lekturę, gdyż w nienachalny sposób, przeglądowo pokazuje on, o czym właściwie traktuje książka.
W trakcie czytania odbiorca raz po raz przekonuje się, że i na peryferiach, poza główną sceną życia publiczne­
go może się dziać bardzo wiele i nie jest to bynajmniej blade odbicie wielkiej polityki, lecz świat równoległy,
równoważny co do znaczenia, jeśli nie ciekawszy. Zamknięto w nim wiedzę o tym, czym jest Polska, czym się
stała, jaką chciała być, kto ją tworzy. Jeśli pozwolić sobie na wolne skojarzenia, to z jakiegoś powodu nasuwa
się zbiór etiud filmowych Solidarność, Solidarność z 2005 roku, próbujący dopomnieć się o rzeczywistość prze­
słoniętą mitem wielkiej narracji. Dla mieszkańców Sztutowa takim mitem jest właśnie obóz ze swą przemożną,
milczącą i niezatartą obecnością. Wbrew ich woli organizuje im życie.
Najpożyteczniejszą rzeczą, jaką może zrobić czytelnik, to zdać się na los i przystąpić do lektury, wybierając na
chybił trafił któryś z reportaży. Po pierwszym będą następne. Materiał zaprezentowany w książce ma bowiem
nieliniowy charakter, to jakby wiele punktów widzenia starających się naświetlić niepoddający się łatwym
klasyfikacjom obraz miejsca i sytuacji. Jest w tym coś z wrażliwości i zagadkowości Georgesa Pereca, bowiem
z kolejnych rozdziałów czytelnik dowiaduje się, co stanowi o specyfice tej przestrzeni. Są to dawno temu zbu­
rzone dwory, domy i gospodarstwa, po których ślady zostały w pamięci żyjących mieszkańców Sztutowa, czy
bolesne historie tęsknoty tych, którzy po wojnie zmuszeni zostali opuścić swoje „małe ojczyzny". To także pole
przecinania się praktyk mniej lub bardziej codziennych - zwiedzania muzeum, wypoczynku i chodzenia na
plażę, zamieszkiwania zabytkowych domów, sprzątania pieców krematoryjnych czy nielegalnego poszukiwania
„skarbów", to jest pozostałości wojennych.
Znaczna część zawartych w publikacji reportaży prezentuje wysoki poziom warsztatu pisarskiego oraz świado­
mości antropologicznej, przez co z powodzeniem można by je zestawiać z książkami Anny Bikont o Jedwabnem,
Renaty Radlowskiej o mieszkańcach Nowej Huty, Adama Leszczyńskiego opisującego współczesną Afrykę, czy
z pracą Mateusza Marczewskiego opowiadającą złożoności wykluczenia Aborygenów. Jak to w pracy zbiorowej,
kilka tekstów nie osiąga tego poziomu, wydają się one niedopracowane koncepcyjnie lub narracyjnie. Drobiazg
ten nie przesłania jednak zasadniczego tematu książki ani nie odbiera przyjemności płynącej z lektury.
Za to zawód sprawia tekst otwierający tom. Umiejętności warsztatowych i dziennikarskiego obycia nie sposób
odmówić Natalii Bloch, jednakże odmienna gatunkowo forma wstępu sytuującego się bliżej formy (popular­
nonaukowej, wydaje się nie korespondować z całością książki. Dzieje się tak za przyczyną wskazanego braku
harmonii gatunkowej, lecz co ważniejsze, w przeciwieństwie do szesnastu reportaży tekst ten pozostaje suchą
relacją teoretyczną. Jego autorka odmawia czytelnikom prawa zapoznania się z jej perspektywą oglądu rodzi­
mej rzeczywistości, oferując w zamian za to wyimki z własnego doświadczenia zaczerpniętego na innych kon­
tynentach. Szkoda, bo wzmiankowane Indie to jednak nie Polska, której badaniem zajmowała się także Bloch
w ramach opisanego wcześniej projektu. Niewątpliwym pożytkiem płynącym z lektury tak przygotowanego
wstępu jest systematyczna rekapitulacja tych strategii narracyjnych, jakich etnolog powinien unikać podczas

l (19) P019

BARBARZYŃCA

recenzje

142

przygotowywania własnych tekstów i opracowań. I choć jest to nadzwyczaj przydatny zestaw przestróg, który
powinien wejść do podręcznego przybornika zarówno dziennikarzy i antropologów, to jednak wskazana praca
- ujmowana jako całość - pozostaje przełamana, w jakiś sposób niedomknięta. Co gorsza, tego wrażenia nie
sposób nijak ułagodzić.
Niewątpliwą zasługą pomysłodawców książki jest popularyzacja tematyki lokalnej, będąca przy tym próbą wy­
korzystania narzędzi krytycznych i konceptualizacyjnych oferowanych przez antropologię. To wreszcie udana
próba popularyzacji tej dyscypliny naukowej. W moim przekonaniu Sztutowo I Stutthof stanowi interesujący
i wart uwagi przykład realizacji postulatów antropologii zaangażowanej bez konieczności deklarowania i opo­
wiadania się za tą orientacją. Nie jest to być może praca konkluzywna, lecz nie takie też były zamierzenia jej po­
mysłodawców. Jak się wydaje, zależało im bardziej na dowodnym przedstawieniu wieloplaszczyznowości Żuław,
jak również przedstawieniu powikłanych losów zamieszkujących je ludzi, czy przyjezdnych. Równie ciekawego
przykładu otwarcia na szerokie grono czytelników nie znajduję w publikacjach antropologicznych ostatnich lat.
Filip

BARBARZYŃCA

Wróblewski

l (19) P019

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.