5ee3ae8456a234d1c1b68dd57aa910f6.pdf

Media

Part of Inni / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2002 t.56 z.1-2

extracted text
Aleksander Jackowski • INNI

W

k w i e t n i u tego r o k u miała miejsce w war­
szawskiej G a l e r i i Krytyków „Pokaz" wysta­
wa: Srało mi się, że wychodzę

za mąż- Wysta­

ALEKSANDER

JACKOWSKI

wę tę pokazano następnie (czerwiec) w krakowskiej
Galerii d ' A r t N a i f pana Leszka Macaka. I już w t y m

Inni

miejscu nasuwa się pytanie - co gdzie pokazujemy?
A u t o r z y wystawy: Zofia Bisiak i niżej podpisany, zebra­
l i prace, nazwijmy to, szczególne. A może trafniej to
nazwać - osobne, i n n e . O wysokich w a l o r a c h arty­
stycznych, a zarazem „inne", to znaczy takie, w któ­
rych na kształt dzieła składa się zarówno talent, jak i n ­
s t y n k t o w n e poczucie formy, kształtu, k o l o r u , ale też
i szczególne cechy psychiki. Jakie? Pamiętam pierwszą
rozmowę z Jeanem D u b u f f e t e m , w i e l k i m artystą f r a n ­
cuskim, a zarazem twórcą k o l e k c j i A r t B r u t . Byłem

ujawnienia się poza k o n w e n c j a m i , poza wysiłkami, aby

pod wrażeniem zobaczonych t a m dzieł, i n n y c h o d spo­

się podobać. Zdumiewające, ile człowiek powalony,

t y k a n y c h w muzach, a zarazem b l i s k i c h sztuce współ­

zdawałoby się, chorobą, bólem, samotnością ma do

czesnej. I n n y c h , a intrygująco b l i s k i c h w swej s t r u k t u ­

powiedzenia n a m , zdrowym „normalnym". Rację ma

rze, dostrzegających świat jakby na n o w o , przez pry­

Kępiński, kiedy widzi w tych ludziach głębiej czują­

zmat swej osobowości, nieuładzonej, wręcz obnażonej.

cych, mocniej przeżywających świat. Pewnie dlatego

Normalność?

Oto

właśnie

zapytałem D u b u f f e t a .

ta sztuka tak interesuje artystów. Sam D u b u f f e t czer­

Wściekł się, a co to pana obchodzi? Pyta się pan o to,

pał wiele inspiracji ze swej k o l e k c j i (dziś jest ona w L o ­

oglądając sztukę? C h o r y c h są miliony, malują z n i c h

zannie). Twórczości szalonej, niepokornej, ale i odkry­

tysiące, dziesiątki tysięcy, a M u n c h jest jeden, v a n

wającej świat na n o w o , w a r t o poświęcić uwagę. D l a t e ­

G o g h , Ensor. Miał rację, każdy wybrany przez niego do

go zorganizowaliśmy tę wystawę. Opatrzyłem ją wstę­

kolekcji był inny, był sobą. I w t y m rzecz. N i e wymyślił

pem

formy, sposobu pokazania swej „oryginalności", bo ona

nieznacznie zmieniając. A więc „inni" - mówi się sztu­

była w n i m , bo o n był właśnie sobą. W bolesny, czasem

ka taka, i n n a . D o b r a - zła, profesjonalna - amatorska.

o k r u t n y sposób.

A w n i e j : n a i w n a , art brut, ekspresja psychopatologicz-

Dlaczego o t y m mówię? Ponieważ teksty krytyków
piszących o wystawie bywały beztadne. Jak do tego po­
dejść? Jak opisać? Najprościej powiedzieć - schizofren i k , chory. Ciekawy, ale właśnie dlatego inny. Tak jak­
by nie dostrzegali, że choroba, czy to trawiąca umysł,
czy zniewalająca ciało, jest t y l k o wyzwaniem, szansą

odwołującym

się

do

tytułu.

Przytoczę

go,

na. Podziały zachodzą na siebie, przenikają się. A l e
wszędzie można dostrzec dwie postawy: pierwszą

-

szukanie pokrewieństwa, uleganie jakiemuś t r e n d o w i ,
w z o r o m i drugą - szukanie własnej osobowości twór­
czej. Takiej, która przekracza granice. W t e d y ważna
się staje oryginalność, nawet ta niezamietzona. Spoty­
ka się ją wszędzie, u profesjonalistów i amatorów. A l e
świadomy artysta wybiera, odrzuca m u niepottzebne
umiejętności, natomiast „inny" jest t a k i j a k i jest, po­
nieważ nie p o t r a f i być i n n y m . Jeden dochodzi do swo­
jej prawdy, drugi jest w niej zakotwiczony o d początku.
Zwłaszcza wtedy, gdy bodziec twórczy u j a w n i a się
w późnych latach życia.
W i s i przede m n ą rysunek Jerzego Panka -

Koza.

Zdefiniowana jedną, nieomylną kreską, sprowadzona
przez wielkiego artystę do znaku, do formy tak prostej,
że aż zaskakującej. A na wystawie możemy zobaczyć
r y s u n k i A d a m a Dębińskiego. Też jedną kreską kreślo­
ne.

Tylko jak

gdyby z i n n e g o k o ń c a

„drabiny".

Z pierwszego szczebla. Również niezawodne, sformu­
łowane w sposób najprostszy z możliwych. A d a m D ę ­
biński rysuje, maluje z potrzeby swego życia, psychiki.
Beata Jaszczak, i n s t r u k t o r k a p l a s t y k i w

Płockim

Ośrodku K u l t u r y i Sztuki, tak pisze o n i m : „Mówi bar­
dzo źle, wyraża myśli całym ciałem, spojrzeniem, m i ­
miką, gestem. K i e d y opowiada, zapala się, wciąga słu­
chacza w krąg tematów najważniejszych, t a k i c h jak
Barbara C h ę c k a Śniło mi się, że wychodzę za

broń, wojna i wieś. A ta wieś to przede wszystkim ko-

mąz

249

Aleksander Jackowski • INNI

Aleksander

jad-.koivski • INNI

nie, i k r o w y z dużymi w y m i o n a m i . Ludzie-muzykanci,

b o w i e m wyciągniętą lewą ręką, leżąc na podłodze.

grajkowie żydowskiej k a p e l i " . K r o w y malowane nie­

R ę k a , k t ó t a ttzęsie się, gdy siedzi, gdy się w i t a , że­

bieskim k o l o r e m mają żółte, n i e m a l złote w y m i o n a .

gna. W s p o m i n a m t y l k o o k i l k u ptzykładach, ale to,

Jak słoneczko w rysunkach dzieci. Z w y m i o n a m i jak

że je znamy, że już się o n i c h mówi, pisze, zawdzię­

słoneczne p r o m y k i . Bo przecież wymię jest najważniej­

czamy k o n k u t s o w i i m . Teofila O c i e p k i , któty w byd­

sze! Daje m l e k o .

g o s k i m D o m u K u l t u r y zorganizowała Agnieszka So­
wińska. Już

A d a m Dębiński mieszka już ptawie o d cztetdziestu

istotę

ptzedsięwzięcia.

O c i e p k a - w i e l k i mag, o k u l t y s t a , w i z j o n e r świata.

w jego rysunkach to nawet nie tyle wspomnienie, co

W i ę c nie typowy przegląd d o r o b k u amatorów, lecz

matzenie. Kiedyś, gdy wyjechał z grupą n a d morze,

wyraźnie zaznaczony k i e r u n e k zainteresowania - n a

wyszedł o świcie z n a m i o t u . Z a n i e p o k o j o n y o p i e k u n

l u d z i „innych".

znalazł go na łączce, gdy pasł na ttawie swoje dwa

O

Dębińskim i C h ę c k i e j pisałem. T u chciałbym

d t e w n i a n e k o n i k i - z a b a w k i . A d a m tysuje z t r u d e m ,

jeszcze dodać obrazy G a r s t k i , Jezierzańskiego, Żarskie­

musi pokonać opór ciała, mięśni. Każda kreska po­

go, Świetlika, Głowali. W i e l u z uczestników k o n k u r s u

wstaje z wysiłkiem, ważna, ostateczna. O n nie wybie-

pracuje t a m , gdzie ptzebywa - w d o m a c h spokojnej

ta, lecz twotzy świat „od zeta". S w ó j . Potrzebny m u .

starości, o p i e k i społecznej. Właśnie z k i l k u tych do­
mów pochodziły ptace ptzysłane na k o n k u t s Oto Ja,

Jean D u b u f f e t tworząc pojęcie art brut - sztuki su­
rowej,

nieoktzesanej

przez kultutę, a więc wynikłej

z bezpośtedniej inicjacji - znajdował ją wśród ludzi
społecznego marginesu: włóczęgów, odludków, nędza­
rzy, więźniów, pacjentów

ztealizowany ptzez Beatę Jaszczak w Płockim Ośrodku
K u l t u r y i Sztuki.
Ciekawe ptzyciąga ciekawe. W Płocku dzieje się

k l i n i k psychiattycznych.

dużo, Beata Jaszczak ptacuje z dziećmi, a jest to odręb-

U niektórych rodziła się, zazwyczaj w późnym w i e k u ,

ny f e n o m e n - dzieci, któte walczą z dorosłymi o swe

pottzeba twotzenia. Realizowali swe obsesje, marze-

podwótko, sadzą na n i m kwiaty, żądając w regulami-

nia, wizje, teligijne ptzesłania. W krajach anglosaskich

nie, który wywiesiły, by być życzliwym i „nie szczać

nazywa się i c h outsiderami. U nas „innymi". Ponieważ

w bramie". Przedwcześnie dojrzałe, ale - pewnie dzię­

są i n n i o d typowych amatorów, naśladujących lubiane

k i Beacie - nie ustające w „wychowywaniu" ojców,

obrazy, utrwalających w i d o k lasu, zmierzchu słońca,

którzy często wracają do domów chwiejąc się na n o ­

pałacu na wodzie. Ponieważ są tak różni, że n a w e t

gach i „szczając w bramie". W Płocku działa galeria,

laik dostrzeże -

to N i k i f o r , a to O c i e p k a .

Barbara

muzeum. Zbigniew Chlewiński wydał katalogi rysun­

C h ę c k a , której obrazowi wystawa zawdzięcza swój ty­

ków Monsiela, sławne się stają obrazy - przerażające

tuł, w późnych l a t a c h życia malowała, pisała listy, wy­

twarze ludzi, nawet nie polityków, malowane przez Ry­

imaginowane - do Jasia Potockiego. Malowała to, co

szarda Koska. Bydgoszcz zaś to i konkurs t k a n i n y arty­

było dla niej ważne, o czym myślała, śniła. Była już o d

stycznej, i sztuka ludowa. A jeśli już o niej m o w a , to

dawna w B r w i l i n i e , gdy stwotzyła obraz - pokazany na

wspomnijmy o Józefie Chełmowskim. Mówi się o n i m

tej wystawie - Śniło m i się, że wychodzę

artysta ludowy, i do rzeźb określenie to dobrze przysta­

za mąż- A l e był

to tylko sen. W k r ó t c e p o t e m odeszła.

je. A l e Chełmowski to także ptzedziwne instalacje

Zupełnie i n n e w k o n c e p c j i , w charakterze

przestrzenne - jak maszyna do łapania w i a t r u : to dzie­

jest

m a l a r s t w o D a m i a n a Rebelskiego. Temat wydaje się
w n i m m n i e j i s t o t n y - ważny jest jako pretekst do
m a l o w a n i a , pięknego zestawienia kolorów czystych,
świetnie się d o p e ł n i a j ą c y c h w całości. To jest t a l e n t
ogromny, i n t u i c y j n y . Żywiołowy. Czuje się radość
tworzenia świata k o l o r e m , tak jakby bez wysiłku.
A przecież o g r o m n y jest to t t u d t w o r z e n i a , przejście
do innego świata. D a m i a n , nieszczęsny

chłopiec,

ła zmagające się z tajemnicą świata, z jego budową.
Myśli o świecie, czyta i pisze, snując śmiałe hipotezy
na podstawie znanych sobie faktów. Zajmuje go ko­
smos, tajemnice b y t u , studiuje obce języki. A l e naj­
ważniejsze - maluje. Koroną życia stała się dla niego
praca nad Apokalipsą według św. Jana. Stwotzył dzie­
ło w i e l k i e ,

wstęgę płótna

54-metrową,

na

której

przedstawił wizualną wersję A p o k a l i p s y wers po wer­
sie. M a ł ą wersję A p o k a l i p s y pokazujemy na wystawie.

skazany na i n w a l i d z k i wózek i opiekę ojca, maluje

251

i

tytuł okteślał

lat w D o m u Pomocy Społecznej w B r w i l i n i e . Wieś

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.