60e128d43c2d97e7d4b8dd0866b1b666.pdf

Media

Part of Jedną kreską kreślone albo dlaczego w kwietniu wróble kąpią się w piasku? / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2002 t.56 z.1-2

extracted text
Jacek Olędzki » JEDNĄ KRESKĄ KREŚLONE ALBO DLACZEGO W KWIETNIU WRÓBLE KĄPIĄ SIC W PIASKU?

Czcigodna Osoba, która m n i e zaprosiła na w e r n i ­

JACEK

OLĘDZKI

saż, Aleksander Jackowski, ów niestrudzony t y t a n ani­
macji sztuki rozumianej nowatorsko, mądrze nie po
akademicku, siedział sobie skromnie p o d ścianą wpa­
trzony w rysunki A d a m a Dębińskiego, eksponowane

Jedną kreską kreślone
albo dlaczego
w kwietniu wróble
kąpią się w piasku?

przed n i m , ale też wyróżniające się spośród prezento­
w a n y c h na tej wystawie prac. W i e m , o czym myślał, bo
sam to ujawnił w tekście zatytułowanym Inni, jednego
z dwóch katalogów wystawy Śniło mi się, że wychodzę
mąż-

M a l a r s t w o i rysunek: Barbara C h ę c k a ,

Józef

Chełmowski, A d a m Dębiński, Tomasz Jezierzański,
D a m i a n Rebelski. Galeria Krytyków „Pokaz", Warsza­
wa, kwiecień-maj 2002:
Wisi przede mną - pisze Jackowski - rysunek
Panka

„Koza".

jedną

tak prostej, że aż zaskakującej.
zobaczyć

rysunki

Adam

kreślone.

Tylko

jak

Jerzego

nieomylną

kreską,

A na wystawie

Dębińskiego.

możemy

Też jedną

gdyby z innego końca

Z pierwszego szczebla.

Warszawa, kwiecień-maj 2 0 0 2

Również

kreską

„drabiny".

niezawodne,

sformuło­

wane w sposób najprostszy Z możliwych. A d a m
rysuje,

maluje z potrzeby swego życia,

Jaszczak,

o, co napiszę, będzie przede wszystkim o Beacie

Jaszczak, a następnie o Zofii Bisiak oraz A l e k ­

znakomita,

w Płockim
„Mówi

Ośrodku

ga słuchacza

Zacznę o d ostatniej postaci, papieża* sztuki naiw­
nej w kraju i poza jego g r a n i c a m i (pamiętamy działal­
Zgodnie z obyczajem, po wej­

Jego dłoń, p o t e m dłoń Zofii Bisiak. Wchodząc do tej

Kułtury

Dębiński

psychiki.

Beata

instruktorka

i Sztuki,

plastyki

tak pisze o nim:

myśli całym

ciałem,

spojrze­

gestem. Kiedy opowiada, zapala się,
w krąg tematów

najważniejszych,

wcią­

takich jak

broń, wojna i wieś. A ta wieś to przede wszystkim

konie.

1 krowy, z dużymi wymionami.

graj­

kowie żydowskiej

ściu do galerii Pokaz 4 k w i e t n i a tego r o k u ucałowałem

twórcza

bardzo źłe, wyraża

niem, mimiką,

sandrze Jackowskim.

ność wieloletnią Insita.)

Zdefiniowana

sprowadzonej przez wielkiego artystę do znaku, do formy

Śniło mi się, że wychodzę za mąż- Malarstwo
rysunek Barbara Chęcka, Józef Chełmowski,
Adam Dębiński, Tomasz Jezierzański,
Damian Rebelski. Galeria Krytyków Pokaz,

T

za

Adam Dębiński

Ludzie - muzykanci,

kapeli."
mieszka już prawie od czterdziestu

w Domu Pomocy Społecznej

w Brwilnie.

najważniejszej w Warszawie galerii, nic nie wiedzia­

sunkach to nawet nie tyle wspomnienie, co marzenie.

łem, że będę jeszcze całował B e a t ę Jaszczak i nie

Adam rysuje z trudem, musi pokonać

opór ciała,

w dłoń, lecz w Jej gladziutkie, śliczne policzki!

Każda

ważna,

kreska powstaje z wysiłkiem,

lat

Wieś w jego ry­
(...).
mięśni.

ostateczna.

* T e n czcigodny tytuł zasugerował z p r z e k o n a n i e m k o n t y ­

i nawet b l i k i reflektorów skierowane były na osobę zacnego

n u a t o r dzieła A l e k s a n d r a Jackowskiego Z b i g n i e w Benedyk -

Jubilata, i że pozostałe osoby, łącznie z b o h a t e r a m i ostatnie­

towicz. Nastąpiło to w r o k u 2 0 0 1 , k i e d y o b c h o d z o n y b y l j u ­

go n u m e r u „Kontekstów" - zespołem T e a t r u „Gardzienice" -

bileusz u r o d z i n dwóch k o c h a n y c h postaci, Jana Pawła I I

z należnym w takiej c h w i l i szacunkiem i respektem, podczas

w W a t y k a n i e oraz J A C K A w C e n t r u m S z t u k i Współczesnej

gdy wręczaliśmy zadedykowany J u b i l a t o w i n u m e r „Kontek­

na Z a m k u U j a z d o w s k i m . Sporządzone wówczas zdjęcia pa­

stów", starały się pozostawać w c i e n i u naszego

miątkowe ujawniły zjawisko zaskakujące - p r o m i e n i o w a n i e

i współ-bohatera tego wieczoru. A ż dziw bierze, że tak w y ­

Mistrza

zacnego Jubilata i n i e p r o m i e n i o w a n i e na t y c h samych zdję­

t r a w n e m u artyście f o t o g r a f o w i i p r a k t y k o w i fotografii, j a k i m

c i a c h t a k i c h bardzo ważnych osób, j a k L e c h S o k ó ł , Jan S t ę -

jest Jacek Olędzki, takie t r y w i a l n e , t e c h n i c z n o - oświetlenio-

szewski, Włodzimierz S t a n i e w s k i i Z b i g n i e w B e n e d y k t o w i c z .

w o - fotograficzne wyjaśnienie i . . . oświetlenie tego „niezwy­

Jako a u t o r t y c h niezwykłych d o k u m e n t ó w stwierdzam z ca­

kłego zjawiska" nie przyszło do głowy. „Zadziwiające." - j a k

łą odpowiedzialnością, że o d b i t k i fotografii nie były p o d d a n e

powiedziałby

żadnym zabiegom m a n i p u l a c y j n y m , w y k o n a n e zostały r u t y ­

z wdzięcznością ów fragment, nie t y l k o j a k o przykład m i r a k u -

n o w o przez sklep K o d a k a na K r a k o w s k i m Przedmieściu.

larnej wrażliwości i niezwykłej, zniewalającej nas j a k zawsze

nasz u l u b i o n y A u t o r .

Zachowujemy

zatem

[ T r u d n o pozostawić t e n f r a g m e n t bez komentarza. „Nie­

urody Jego pisarstwa, które obfitując w podobne fabulacje

zwykłe p r o m i e n i o w a n i e zacnego Jubilata" - A l e k s a n d r a Jac­

i dygresje, odznacza się rzadką i, nie do p o d r o b i e n i a m o c ą

kowskiego - i „niepromieniowanie" pozostałych osób u c h w y ­

twórczego k r e o w a n i a i n t e r p r e t o w a n e j przez a u t o r a rzeczywi­

cone na fotografii przez Jacka Olędzkiego, owe „zaskakujące

stości, ale i przede wszystkim z y/dzięcznością, jako że w tej

zjawisko" mogło n a j p r a w d o p o d o b n i e j , po prostu, być w y n i ­

dygresji zapisuje się choćby ślad ze w s p o m n i a n e j uroczystości,

k i e m takiego a nie innego oświetlenia, panującego w przy­

n a której t o opis, ze względu n a ciasno wypełnione lamy

c i e m n i o n e j sali C e n t r u m S z t u k i Współczesnej. W k o ń c u to

i przekroczoną, j a k zwykle, objętość bieżącego n u m e r u , nie

zrozumiałe, że wszystkie światła owego wieczoru, a p e w n i e

starczyło n a m już miejsca. - przyp. Redakcji]

252

lacek Olędzki • JEDNĄ KRESKĄ KREŚLONE ALBO DLACZEGO W KWIETNIU WRÓBLE KĄPIĄ SIĘ W PIASKU?

Po lewej, i l . d o artykułu Siedzi baba..., str. 242-248:

W i k t o r Gajda Dlaczego poranki warszawskie uwzięły się na
nas, d r e w n o b u k o w e , żaba, r o k 2000

W i k t o r Gajda Pomnik 78 Międzynarodówki wg. Tadina,
jeszcze bardziej modem, dedykowany prof. M. Porębskiemu,
który, loco citato, ujął byl modernizm w punkty (!?)
uwydatniając topos i logos, d r e w n o b u k o w e , żaby r o k 2001
Po prawej: M a t k a Boska i wyobrażenia żab spotykanych
w petroglifach Kordyliery Wschodniej Andów. Nawiązanie do
legendy o współczuciu udzielonym na Golgocie
NajwiętszejMańi Panny przez żabę, akryl 1998,
Fot. St. Stępniewski
Ewa Z y d e k , maluje Jezusa i M a t k ę Boską z żabami.

6 ш ше 'п^,,,:,, R y / I

M u r z y n o w o 1997.

253

Jacek Olędzki * JEDNĄ KRESKĄ KREŚLONE ALBO DLACZEGO W KWIETNIU WRÓBLE KĄPIĄ SIĘ W PIASKU?

Po l e w e j : U c z e s t n i k p l e n e r u Rafał Piekarski

Po p r a w e j : Beata Jaszczak, Tak pracujemy

(obecnie s t u d e n t I I I r. H i s t o r i i ) .

jak odpoczywamy a k r y l , 1996.

Beata Jaszczak w czasie гшкшатиа M a t k i Boskiej z żabami.

U c z e s t n i k p l e n e r u ze s w o i m i p r a c a m i , f o t . Stępniewski

A d a m Dębiński r y s u n k i , f o t . St. Stępniewski

J ó z e f C h e ł m o w s k i Aniołowie, f o t . St. Stępniewski

254

Jacek Olędzki • JEDNĄ KRESKĄ KREŚLONE ALBO DLACZEGO W KWIETNIU WRÓBLE KĄPIĄ SIĘ W PIASKU?

O n nie wybiera,

lecz tworzy świat „od zera". Swój.

i okolice. To jest katalog, a zarazem o d początku do

Po­

k o ń c a wizytówka Beaty Jaszczak. N i m ośmielę się mó­

trzebny mu.

wić o tej niezwykłej Osobie, staje przede mną, zapo­
Postrzeganie znaku równości między t y m , co się l o ­

wiedziana, poważniejsza przeszkoda. Zofia Bisiak.

kalizuje na szczytach i dołach k u l t u r y , j a k o potrzeby
istnienia artystycznego, a ostatecznie osiąganie przez

N i e byłoby w i e l u wspaniałych dokonań A l e k s a n ­

twórców o zasadniczo o d m i e n n y m przygotowaniu,

dra Jackowskiego, gdyby nie ofiarna p o m o c tej prze­

u w a r u n k o w a n i a c h życiowych i t d . zbieżnych f o r m a l ­

uroczej p a n i - psycholoa, grafika, r e d a k t o r a , sceno­

nie i nie t y l k o rezultatatów, nie jest czymś n o w y m .

grafa i niestrudzonej a n i m a t o r k i sztuki (zawsze do­

W i e m y o t y m o d czasów chociażby Jeana D u b u f f e t a -

b r e j ) . Czuje się i t u niezawodną rękę Z o f i i Bisiak

którego Jackowski przywołuje - oraz t a k i c h w i e l k i c h

w karkołomnym zadaniu umieszczenia w n i e w i e l k i e j

kontynuatorów, jak A n d r e M a l r a u x . Wszelako nasza

sali prac aż pięciu artystów. Pełni w c h w i l i wchodze­

tutejszość to nie Francja i podanie przykładu z Kozą

nia gości h o n o r y p a n i d o m u . N a j z n a k o m i t s z y c h gości

Jerzego Panka w kontekście sposobu prowadzenia po­

coraz więcej. N a samym środku rozprawia sam R o c h

dobnie kreski przez A d a m a Dębińskiego, to rodzaj

Sulima. Postrzegłem, że z kąta za kotarą jakaś dłoń

wytrwałej

r o b o t y r e d a k t o r a „Kontekstów.

Polskiej

c i c h c e m podaje jakiemuś wybrańcowi katalogi. Zwró­

S z t u k i L u d o w e j " , który gnębił t a k i c h jak ja autorów,

ciłem się więc d o Z o f i i Bisiak i również dostałem ka­

aby przy swej zawiłej charakterystyce artysty nie zapo­

talogi. W i ę c e j , obietnicę, że jakaś p a n i z Płocka, jeśli

m i n a l i o F O R M I E D Z I E Ł A . O owej zbieżności for­

będę sobie życzył d o d a t k o w y c h i n f o r m a c j i , przyjdzie

malnej zaświadczają prace i n n y c h jeszcze, najwięk­

i m i i c h udzieli.

szych p o l s k i c h artystów, H e n r y k a Tomaszewski ego
czy A n d r z e j a Strumiłły.

T ł u m napierał, znalazłem się więc na klatce scho­
dowej. M i a ł e m już zaczerpnąć powietrza, kiedy stanę­

A l e k s a n d r o w i Jackowskiemu nauka i k u l t u r a Polski

ła przede m n ą piękna jak wiosna, stonowana w guście

zawdzięcza t e r m i n „inni". Wydaje się, że w stosunku

dyskretnych b i e l i i żółtości z niewielką dozą czerni

do art brut, t e r m i n t e n , zarazem

(jak okładki Jej o b y d w u katalożków) Beata Jaszczak.

niejednoznaczne

określenie, to prawdziwa łaska pańska dla dojrzałej

Z przyczyn o d nas niezależnych nie widziałem tej

percepcji sztuki nieoficjalnej. Pamiętamy n i e p r a w d o ­

Beaty p o n a d 3 lata. A łączyła nas wcześniej przez k i l ­

podobny sukces ekspozycji I N N I

stworzonej przez

ka sezonów l e t n i c h i jesiennych niezwykła przygoda.

A l e k s a n d r a Jackowskiego na początku lat sześćdziesią­

Plenery artystyczne z młodzieżą w M u r z y n o w i e , kie­

t y c h w „Zachęcie".

rowane przez Jaszczak. 2'ałączam parę zdjęć z t y c h

Po blisko półwieczu pojęcia inny, i n n i , inność zabar­

zdarzeń. Zdjęcia ukazują B e a t ę Jaszczak j a k o artyst­

wiły się n o w y m i znaczeniami i odczuciami. O s w o i l i ­

kę, a nie j a k o „znakomitą, twórczą instruktorkę pla­

śmy się z n i m i , a jednocześnie przyjęły one -

styki."

może

słusznie - szersze skojarzenia, sensy. Bycie i n n y m stało
się w a r u n k i e m dla w i e l u artystów oficjalnych, w a r u n ­
k i e m bycia sobą. Zarazem twórczym,

niezależnym,

Dlaczego magnolie zakwitają
przed wypuszczeniem liści

osobnym.
Z n a k o m i t e wyczucie wartości przekazu artystyczne­

N a straszliwej pustyni i n t e l e k t u a l n e j i artystycznej

go i towarzysząca tkliwość, rodzaj charakterystycznego

uniwersyteckiego ośrodka w M u r z y n o w i e (po śmierci

ciepła kieruje o d lat Jackowskim w poszerzaniu naszej

mędrca i malarza, prześmiewcy Alojzego Piekarskie­

o r i e n t a c j i w bezkresnym obszarze sztuki, którą nazy­

go), gdzie spędziłem 22 lata schyłkowego czasu mego

wał również nieprofesjonalną. Określenie to, jak wie­

życia, pojawianie się Beaty Jaszczak z jej „dziećmi"

my, nie jest adekwatne w stosunku do licznych przy­

(nazywała tak również pojedynczych ćpunów), stawa­

padków inności czy naiwności artystycznej. Niezlicze­

ło się prawdziwym Ś W I Ę T E M .

n i artyści zwani n a i w n y m i bywają w kraju rzadziej,

Ekspresyjna, żywiołowa, bezpośrednia, po prostu

a na świecie częściej, zawodowcami. Nasz mistrz ujaw­

szalona. Umiejętnie panowała nad g r o m a d a m i liceali­

nia swoją wrażliwość i wiedzę w charakteryzowaniu

stów, jak też artystów dorosłych z K u t n a , Płocka,

twórczości Barbary C h ę c k i e j . Wyłowił z jej twórczości

Sierpca, Łęczycy, Gostynina, K o n i n a i l i c h o wie skąd

wzruszający tytuł dla tej ważnej wystawy: Snilo mi się,

jeszcze. Wiedziałem co nieco, że równolegle prowadzi

Że wychodzę

warsztaty zwane Integracją,

za mąż-

Określenia sztuka naiwna Aleksander Jackowski

a więc takie, w których

inaczej sprawni ze sprawnymi malują, lepią, dłubią i t d .

w swym wprowadzeniu do wystawy nie używa. N a t o ­

1 zapewne z tej o r i e n t a c j i ukształtował się zdumiewają­

miast pojawia się to określenie w d r u g i m uroczym ze­

cy znaczeniem, a nawiązujący do Jungowskiej koncep­

szyciku, katalogu, już na okładce. N a tej okładce znaj­

cji Ego p r o g r a m O T O J A . W świetle założeń tego pro­

dują się obok, pośrodku, Sztuki zwanej naiwną

na sa­

gramu i jego efektów, o d początku do k o ń c a autorstwa

mej górze O T O J A (nazwa p r o g r a m u pracy z artysta­

Beaty Jaszczak, zaczęłem również przychylniej myśleć

mi)

o sobie, o robocie M u r r y n o w o . Znaki istnienia i tożsa-

oraz napis najbardziej

wyeksponowany: Płock

255

Jacek Olędzki * JEDNĄ KRESKĄ KREŚLONE ALBO DLACZEGO W KWIETNIU WRÓBLE KĄPIĄ SIĘ W PIASKU?

mości. Nastąpił b o w i e m m o m e n t refleksji, nakazujący

t y w n y sens tego słowa, t a k j a k t o czują znawcy sztu­

oderwanie się całkowite o d tutejszości, o d t y c h nerwic

k i , wciąż w niedokształconym społeczeństwie ocze­

naszych, cierpień i niepojętych aspiracji.

kuje rodzaju o c h r o n y . Z a w a r t a w t y m słowie treść d o ­

Przy n i e p r a w d o p o d o b n i e w i e l u obciążeniach orga-

maga się stałego p r z y p o m i n a n i a , że jest n i e w i n n a ,

z prowadze­

szczera, prawdziwa, wewnętrzna, refleksyjna, lirycz­

n i e m gromady plenerowiczów, włączała się radośnie

na, tajemnicza, piękna i d o b r a . . . Bez t y c h ostrzeżeń

do programów, prowadzonej przeze m n i e w M u r z y n o ­

rodzą się kretyńskie wpisy d o wyłożonych ksiąg pa­

wie Ekspozycji

miątkowych na w y s t a w a c h (vide, wpis p o d datą 5 I V

nizacyjno-dydaktycznych

pod wiosłem

związanych

ziełonym.

Miała swoje l u b

p o d o p i e c z n y c h prace na w y s t a w a c h : Po tej

stronie

chmur, 1995; Plagi, żywioły, demony, Opatrzność,

Świę­

ci Pańscy,

1996; Ranidae,

Świat

1997; Ułotna sztuka niewinności,

wspiera

się na

w Kordegardzie).
N a prezentację Śniło mi się, że wychodzę

za mąż nie

żabie,

przybył d y r e k t o r I n s t y t u t u E t n o l o g i i i A n t r o p o l o g i i

1998 (artystami g r u ­

K u l t u r o w e j W H U W prof. L e c h Mróz, a przecież d o

u c z e s t n i k a m i tej wystawy, zaopiekowała

zadań tejże placówki należy troska o najważniejszą

się po m a t c z y n e m u , pokazując i c h d o r o b e k u siebie

rzecz w życiu. A jak w i a d o m o , o d zarania ludzkości tą

w P ł o c k u ) , Śuidae,

rzeczą jest gest-słowo, malarstwo, rzeźba i pieśń, a na­

py Pinokio,

1999. Z n a k o m i t e szkice prosiąt

z c h l e w u Barbary i Cezarego Rudzińskich, które sta­

stępnie pochodne rodzaje sztuk z - f i l m e m na końcu.

nowiły część owej ostatniej ekspozycji, przedstawiam

U d a ł o się jednak nakłonić uczonego antropologa, za­

w niniejszym szkicu. Każdy w i d z i , że Jaszczak to

razem wybitnego ornitologa Lecha Mroza, aby zaist­

prawdziwy w i r t u o z kreski, czarnej i „tak sobie", dla

niał, chociażby w t y m tekście. Otóż, uczony potwier­

okraszenia, czerwonej.

dził, że z nastaniem wiosny - kiedy odmarznie g l e b a -

N i e zdążyłem się nacieszyć nieziemskim zjawiskiem

wróble kąpią się w piasku. Potwierdził też, że wróble

Beaty Jaszczak w ponurej scenerii k l a t k i schodowej

wyróżniają się spośród naszych p a r k o w y c h przyjaciół,

w pobliżu wejścia do ostatniej łaźni miejskiej w naszym

sikorek, szpaków, kosów, kowalików. Dodał, że kąpią

mieście, kiedy z b u k i e t a m i tulipanów wszedł sam Zbi­

się w piachu również kuropatwy i przepiórki. N a ko­

gniew Benedyktowicz. N i e było już możliwości k o n t y ­

niec ujawnił, że w t y c h zachowaniach u t r w a l o n y jest

ZWA­

k o d genetyczny t y c h ptaków. A zatem, każdy k t o są­

okolicach.

dzi, że wróble to najbardziej rodzime nasze ptaszki, jest

Nazajutrz dowiedziałem się o d Jackowskiego (dzięko­

w w i e l k i m błędzie. Wróble to przybysze z Bliskiego

wałem za zaproszenie), że nasz wróbelek po kąpieli

Wschodu, z terenów p u s t y n n y c h . . . Nasz wróbelek Be­

n u o w a n i a dyskursu o O T O JA oraz o S Z T U C E
NE]

NAIWNĄ,

a t y m bardziej o Płocku

i

ata Jaszczak odleciała do Płocka, ale pozostawiła t u

wernisażowej wrócił do siebie, d o Płocka.
Znakomicie się stało, że wystawa w Pokazie zbiegła
się z prezentacją w Kordegardzie dzieł Zbigniewa M a ­

część siebie w pracach artystów z Jej prywatnej kolek­
cji O T O J A .

kowskiego. A r t y s t y „listy", „księgi", pisane jak dziennik

W trzecim haśle okładki, Płock i okolice, zawarta jest

przez lata do siebie, to zapewne ogólnoludzka potrzeba

słuszna sugestia, że o w y c h o k o l i c nie stanowi B r w i l n o ,

wewnętrzna poznawania siebie samego i otaczającego

Zakrzewo czy Miszewo M u r o w a n e (miejscowości D o ­

świata. Dlaczego kwitną magnolie nim..., to jedno z wie­

mów O p i e k i Społecznej), ale również, jak powiada i n ­

lu pytań-spostrzeżeń, jakie widz odczytuje na tej przej­

na a n i m a t o r k a ważnych dla k u l t u r y wydarzeń, ongiś

mującej prezentacji swego ja w kosmicznym uniwer-

ściśle związana z Płockiem Ewa Baczyńska, „najdłuższa

sum. U Makowskiego, jak u artystów, których n a m

wieś w k r a j u " , czyli dzisiejsza Warszawa. Płock to w y ­

udostępniła Jaszczak, pojawia się najszczersze wyzna­

lęgarnia niezwykłych ludzi, ongiś L u d w i k a Krzywickie­

nie, bez j a k i c h k o l w i e k osłon, O T O JA.

go, a dziś chociażby Zbigniewa Zbycha

Chlewińskiego

Próba nazywania t y c h zbieżnych zjawisk artystycz­

(w tekście Jackowskiego obecnego jako Z y g m u n t ) , f i ­

n y c h sztuką naiwną wydaje się dziś już niezasadna.

lozofa, który poświęcając się poznaniu twórczości t y l ­

Dlaczego? Powodów jest krocie, szczególnie w ojczyź­

k o jednego artysty, E d m u n d a Monsiela, zorganizował

nie, w której słowo „naiwny" ma najczęściej k o n o t a ­

własne badania na Zamojszczyźnie, a najważniejsze

c j ę u j e m n ą , w najlepszym razie kojarzy się z t o l e r o w a ­

-

ną niedojrzałością, a w najgorszym z dewiacją. Pozy­

próbę rozumienia sztuki...

256

zgromadził pokaźny t o m tekstów

podejmujących

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.