bfb305816e1c942fcf71e2a7f2610023.pdf
Media
Part of Ewa Pape i jej kolekcja polskiej sztuki / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1975 t.29 z.1-2
- extracted text
-
Aleksander Jackowski
EWA
PAPE I JEJ KOLEKCJA POLSKIEJ SZTUKI
Kim jest E w a Pape ? Urodzona we Lwowie, chciała
studiować m e d y c y n ę , ale poszła na ekonomię, nie u k o ń c z y ł a
jej, przez pewien czas b y ł a w Wyższej Szkole Plastycznej
w Łodzi, potem robiła meble, c e r a m i k ę , fotele ze sznurków,
biżuterię. W 1962 r. w y j e c h a ł a do S t a n ó w Zjednoczonych,
tam studiowała s z t u k ę w N o r d West University (stan
Michigan). W Chicago wyszła za m ą ż za biznesmena, prezesa
koncernu żywnościowego. N u d z i ł a się, chciała coś robić.
Zaprosiła z Polski do siebie Adama Niemczyca, malował,
pomógł jej wiele w artystycznej edukacji, zrobiła m u w y s t a w ę
W Harwardzie, M i a m i . B y ł t o sukces Niemczyca, no i j e j .
Zaczęła działać jako menager.
Przyjęła obywatelstwo a m e r y k a ń s k i e , ale k o n t a k t ó w
z Polską nie zerwała. Zaczęła działać w środowisku polo
nijnym, powoli w g r y z a ć się w środowisko a m e r y k a ń s k i e .
Z Polski przywiozła t r o c h ę dzieł sztuki, 60 o b r a z k ó w N i k i
fora zbieranych jeszcze przed wyjazdem. W 1967 r o k u
urządziła w y s t a w ę akwarel Nikifora ze swoich zbiorów.
Miała wówczas t y c h akwarel 220 (dziś ma ok. 300). W no
wojorskiej Beadly Gallery p o k a z a ł a 180. J e d e n a ś c i e sprze
dała wytrawnym kolekcjonerom.
Ilekroć przyjeżdżała do rodziny, do Polski, k u p o w a ł a ,
brała w komis obrazy i rzeźby. Urządziła d r u g ą w y s t a w ę
Zbigniewę, Makowskiego, Tadeusza Brzozowskiego i Adama
Niemczyca. Zaczęła organizować wystawy mieszane, ale
zawsze z udziałem polskich a r t y s t ó w . W y s t a w i a ł a ich prace
w r ó ż n y c h galeriach. Jej zbiory zaczęły rosnąć.
Nie z n a ł e m dawnej, polskiej E w y Pape. Po k i l k u
nastu latach wydaje się j u ż bardzo a m e r y k a ń s k a . Myślę,
że bardzo jej na t y m zależy. G d y co r o k u przyjeżdża na
k i l k a tygodni, zajmuje stale t e n sam, najlepszy apartament
w hotelu „ E u r o p e j s k i m " , częstuje ciągle przewijających się
gości drinkiem, ma w y n a j ę t e g o Mercedesa, bezustannie
jeździ od pracowni do pracowni. J a k Amerykanka — na
rzeka, że Polska s t a ł a się droga, wykłóca się w B H Z „ D e s a "
0 cenę obrazów, wtedy przestaje i m p o n o w a ć s w ą amerykańskością — w k o ń c u kupuje od p l a s t y k ó w , t ł u m a c z y ,
że t o dla nich reklama, szansa startu.
W t y m r o k u w y s t ą p i ł a w telewizyjnym Tele-Echu,
1 bardzo było ciekawe oglądać obie panie: Pape i Dziedzic.
Mają coś wspólnego, pierwsza dama telewizji i a m e r y k a ń s k a
Ewa, zadająca w Polsce szyku, obwieszona ciężkimi wisior
k a m i , biżuterią, k t ó r ą przeważnie sama projektuje. Pani
Pape nie rozstaje się z m a l e ń k i m , rozczochranym pieskiem,
dla k t ó r e g o spacer wokół hotelowej palmy w doniczce jest
w y c z e r p u j ą c y m wyczynem. „ F y l y p " . Ale pani Dziedzic nie
zgodziła się na „ F y l y p a " . Patrzyliby na niego, a nie na
nas — powiedziała.
Po k i l k u latach p r z y j a z d ó w do Polski, k o n t a k t ó w
z c a ł y m naszym high-life'm artystycznym, niełatwych roz
m ó w w B H Z „ D e s a " — Ewa Pape ma w swoim domu
w Los Angeles prawdziwe muzeum polskiej sztuki — współ-
II. 1, 2. Ewa Pape i zorganizowana przez n i ą wystawa polskiej r z e ź b y ludowej i malarstwa naiwnego w galerii „ T h e Egg
and the E y e " w Los Angeles.
105
czesnej i ludowej. Ma wszystkich, k t ó r z y się liczą — Brzo
zowskiego, Gierowskiego, Dominika, Kobzdeja, z k l a s y k ó w
awangardy: najstarszy obraz Stażewskiego z 1924 r. i Jaremiankę, ma młodych, k t ó r y m rzeczywiście stwarza szanse
zahaczenia się o a m e r y k a ń s k i rynek, ma prace malarzy
i rzeźbiarzy, k t ó r z y u nas są poza g ł ó w n y m m i r t e m życia
artystycznego, jak np. Żechowski. Obrazy jego p o k a z a ł a
w 1973 r. na wystawie „ P o l s k a sztuka erotyczna". (Zna
lazły się t a m jeszcze m . i n . prace Berdyszaka i Zająca).
Z rzeźb ludowych ma K u d ł ę , Adama Zegadłę, K r a
jewskich, Lamęckiego, K o r p ę i wielu innych. Malarstwo
„ n a i w n e " r e p r e z e n t u j ą w jej kolekcji — Ociepka, Maria
Korsak, Płaskociński. Ociepki ma 12 obrazów, a więc
znacznie więcej niż Muzeum Etnograficzne w Warszawie.
W sumie domowa galeria E w y Pape przekracza już 700
pozycji. Mieszkanie jej jest jednocześnie w y s t a w ą polskiej
sztuki — profesjonalnej i nieprofesjonalnej.
Trzeba też dodać, że pomaga ona naszym plastykom
w a m e r y k a ń s k i m starcie, zaprasza co roku dwóch — trzech
do siebie, organizuje i m wystawy. Współdziała z F u n d a c j ą
Kościuszkowską, k t ó r a przyznaje naszym artystom sty
pendia, pomaga w zamierzeniach wystawowych, wydawni
czych.
T y l k o w ostatnim okresie w y s t a w i ł a w The Santa
Barbara Museum of A r t (w Kalifornii) Three polish
artists:
Józef Twirbutt, Zbigniew Makowski, Anna Güntner (30.111.—
28.IV.1974); w galerii The Egg and the Eye (Los Angeles,
13.XI.1973—6.1.1974) Naive Art of Poland z p o d t y t u ł e m
The Eva Pape Collection; w Esther — Robles Gallery (La
Cierega, 4—30.III.1974) Painted obiects by Witold Masznicz
oraz Naive Paintings Jan
Płaskociński.
Ewa Pape ma teraz pozycję. T u , u ne-s owiana m i t e m
bogatej Amerykanki, mecenasa sztuki i m ł o d y c h a r t y s t ó w .
Tam — nie ma co owijać w bawełnę — dzięki temu mece
nasowaniu, dzięki wystawom, k t ó r e organizuje — też jest
„ k i m ś " . Więc nie t y l k o żoną byłego bossa z p r z e m y s ł u
spożywczego (byłego, bo gdy skończył 40 lat, uznano,
że k t o ś młodszy będzie na jogo miejscu bardziej sprawny),
ale miłośnikiem i znawcą sztuki, p o s i a d a c z k ą domu-muzeum,
106
marchandem, organizatorem wystaw. Bardzo to „ a m e r y
k a ń s k i e " i j a k ż e inne od naszego modelu kolekcjonera.
U nas zbieracz jest idealistą, m a m y m u za złe, gdy
sprzeda coś, a zwłaszcza, gdy o t y m mówi. Ale Ewa Papo
ma kolekcję współczesnej sztuki, większą przecież niż
przeciętno nasze muzeum, a przy t y m traktuje j ą j a k salon
sprzedażny, co r o k u wiele prac idzie do m u z e ó w , prywat
n y c h galerii, na wystawy organizowane przoz p. Papo
(np. wielka wystawa, r z e ź b y ludowej w grudniu 1973 w San
ta-Barbara Museum, Los Angeles).
W Stanach nawet d u ż e muzea m u s z ą obracać dziełami
sztuki, mieć pieniądze na utrzymanie zbiorów i kupno
nowych prac. Ewa Pape nie l u b i , gdy k u p u j ą właśnie to,
do czego się przywiązała. Ale trudno... dzięki t e m u możo
znowu przyjechać po pół roku czy roku, znowu kupić kilka
dziesiąt nowych obrazów i rzeźb.
Jej kolekcja ma z naszego, krajowego p u n k t u widzenia
niezaprzeczalną w a r t o ś ć . Jest to nasze „ o k n o na ś w i a t " —
w Stanach Zjednoczonych, k t ó r e są t r u d n y m rynkiem,
i gdzie trzeba mieć d u ż o szczęścia, aby s t a ć się „ k i m ś " .
Jest t o w i z y t ó w k a naszej k u l t u r y , nareszcie nie tej Polski
wiejskich strzech i s z u m i ą c y c h łanów, ale Polski, która
jest krajem o żywej, bogatej kulturze współczesnej. Nic
dziwnego, że od lat m ó w i się o stworzeniu na bazie tej
kolekcji polskiego muzeum sztuki w Stanach. Może pod
egidą Fundacji Kościuszkowskiej ? Sądzę, że sprawa jest
w a ż n a i realna, i warto, aby włączyły się w n i ą : Ambasada
nasza w Waszyngtonie, Towarzystwo „ P o l o n i a " , Minister
stwo K u l t u r y i Sztuki.
Kolekcja E w y Pape jest p o ż y t e c z n a i z całkiem pro
zaicznego powodu. Jest „ r y n k i e m z b y t u " dla naszych
twórców.
Słyszałem jednak obawy o o d p ł y w rzeczy najlepszych —
bo trzeba p r z y z n a ć , że p. Pape w y b i e r a ć umie. Nie po
dzielam t y c h obaw. Ostatecznie najlepsze prace sami artyści
de.ją na wystawy, na komisje z a k u p ó w . A jeśli czasem
muzea coś przegapią, a E w a Pape weźmie — nie stanie się
nieszczęście. Jej kolekcja ma sens dla naszej k u l t u r y , dla
ugruntowania rangi naszej sztuki.
Jan Pluciński
LUDOWE ZBIORY W C H O C H O Ł O W S K I E J SZKOLE — SMUTNE WSPOMNIENIA
Gdy rozwiązano w Culichowie (pow. grodkowski)
Uniwersytet Ludowy, k t ó r e g o przez t r z y lata byiem dyrek
torom, proponowano m i r ó ż n e posady na Śląsku, chciałem
jednak powrócić na Podhale, aby b y ć bliżej Spiszą. D o tego
też przyczyniła się moja żona, k t ó r a zaczęła tęsknić ogromnie
za górami. Po wielu k ł o p o t a c h o t r z y m a ł e m p o s a d ę kierowni
ka szkoły w zasłużonej i sławnej w s i Chochołowie.
Szkoła b y ł a stara, z pokrzywionymi ścianami, j e d n ą
klasą do nauki i mieszkaniem kierownika. Drewniany
budynek otaczał z jednej strony zbiornik gnoju sąsiada,
z drugiej — u s t ę p y szkolne, a z trzeciej — droga publiczna.
Już po raz trzeci Gromada zbierała m a t e r i a ł na b u d o w ę
nowej szkoły. Szlo t o wszystko ociężale, bo zgromadzony
materiał dwa razy znikał, a w starej ruderze, ciemnej,
w niezdrowym otoczeniu dzieci siedziały n a d k s i ą ż k a m i —
wdychając wyziewy z obory. Niestety budowy nie wprowa
dzono do Planu 6-letniego.
Zacząłem więc s z u k a ć przyjaciół we w s i , chodzić po
chałupach, n a w i ą z y w a ć k o n t a k t y z l u d ź m i dobrej woli,
by jej b u d o w ę uwzględniono w Planie. P o c z ą t k o w o wszystko
szlo bardzo opornie, ludzie przestali j u ż wierzyć, że uda się
doprowadzić do wybudowania nowej szkoły. A l e nasze
wysiłki zaczęły w k o ń c u d a w a ć rezultaty.
„ R o k 1962/53 — W t y m r o k u n a s t ą p i ł o ożywienie
w związku z b u d o w ą szkoły, kilkakrotnie wyjeżdżała dele
gacja z Prezydium Gminnej R a d y Narodowej do W y d z i a ł u
Oświaty przy Prezydium Pow. R a d y Narodowej, do Woje
wódzkiej R a d y Narodowej, do K u r a t o r i u m Okręgu Szkol
nego w Krakowie, do Ministerstwa O ś w i a t y w Warszawie.
Niezmordowanymi pracownikami okazali się ob. ob. J a c k ó w niak Józef sołtys, Mola Mikołaj, K r u p a Leopold, Wilczek
Jan i Wetulowa Julia. Ludzie ze w s i często manifestowali
swe wypowiedzi na temat budowy szkoły. N i e chcieli
uwierzyć, aby t o marzenie żyjące od 50 l a t miało się spełnić.
Znczęto realnie p r a c o w a ć . Ob. Mola Mikołaj wyjechał na
Zachodnie Ziemie, gdzie k u p o w a ł stare b u d y n k i , rozbierał je
i cegłę posyłał do Chochołowa. Sołtys Jackowniak pilnował
lasu, gromadził drzewo. I cegłę i drzewo zwozili ofiarni
chłopi. Dużo k ł o p o t u sprawiła n a m wymiana odpowiedniej
parceli pod b u d o w ę szkoły... ale i t u t a j dokonali ludzie
dobrej w o l i zwycięstwa. — N a napisany list do Biura
Zażaleń i Skarg przy C K - Z S L u w Warszawie przyjeżdża
specjalna Komisja do zbadania naszych k ł o p o t ó w . W i d z i m y ,
że czynniki rządowe i partyjne z a c z y n a j ą się interesować
n a s z ą b u d o w ą . Komisja widzi j u ż drzewo, cegłę i wysiłek
ludzki. Staramy się o włączenie do planów inwestycyjnych.
Wszyscy architekci oddalają n a m wykonanie planów na
nieograniczony czas. Pierwszy plan w y k o n a ł architekt
z Nowego Targu. Jednak planu jego nie zatwierdzono. —
Po wielu szukaniach i k ł o p o t a c h natrafiliśmy na młodziut
kiego, energicznego inżyniera architekta ob. Freyera Andrze
ja, k t ó r y podjął się wykonania planu". („Kronika, szkolna").
„ R o k 1953/54—(...) Plan inżyniera-architekta ob.
Freyera zostaje zatwierdzony. Dzięki pomocy Polski Ludo
wej p r z y s t ę p u j e m y do budowy naszej szkoły, której od
„ P o r u s e ń s t w a Chochołowskiego nie m o ż n a było ruszyć
z miejsca".
(...) Praca ruszyła z miejsca, a b y ł a bardzo ż m u d n a
i powolna, bo ściany zewnętrzne układało się z kostek
kamienia piaskowca. K a ż d a kostka musiała b y ć dokładnie
obrobiona i d o p a s o w a n ą , a t y l k o w e w n ę t r z n ą stronę ścian
w y k ł a d a n o cegłą. Kamienie wożono najpierw z Chocho
łowa, potem p r ó b o w a n o dobierać w Witowie, piasek znad
Czarnego Dunajca. Pierwsze wapno z Rogoźnika — a na
s t ę p n e z kamieniołomów od Krakowa... Trawersy przy
b y ł y z Ziemi Zachodniej, żelazo na sklepienie z Gliwic.
A ponieważ rozpoczęto b u d o w ę sposobem gospodarczym —•
t r u d n o ś c i wielkie b y ł y przy nabywaniu m a t e r i a ł u budowla
nego, jednak dało się t o wszystko w y k o n a ć przy pomocy
P Z P R , Pow. R a d y Narodowej, PZGS i GS.
(...) Nasza szkoła m a ł a — o 4 klasach, sali gimnastycz
nej, kancelarii, gabinecie fizycznym, bibliotece, świetlicy,
pokoju nauczycielskim. N a piętrze, a raczej poddaszu —
ma b y ć mieszkanie kierownika szkoły i nauczycieli.
Budynek o stylu p o d h a l a ń s k i m (dach k r y t y gontem),
parterowy, z pomnikiem p o w s t a ń c ó w chochołowskich na
froncie, z boiskiem sportowym, ogródkiem doświadczalnym
i b u d y n k a m i gospodarczymi...
(...) Z k o ń c e m czerwca 1956 r. urzędowo oddano naszą
szkołę miejscowemu K o m i t e t o w i Budowy Szkoły. Przy
oddawaniu b y ł obecny przedstawiciel ref. inw. przy Inspek
toracie szkolnym, ob.ob. Jackowniak Józef, Mola Mikołaj
i kier. szkoły Pluciński Jan.
(...) W drugiej połowie sierpnia odbyło się uroczyste
oddanie nowej zbudowanej szkoły ludności."
Z b u d o w a l i ś m y szkołę piękną, okna duże, sale widne,
w salach wszędzie parkiet, przy drzwiach — k l a m k i ręcznej
roboty, centralne ogrzewanie, elektryczne oświetlenie,
107
w hallu żyrandole kowalskiej roboty, t a k samo krata przy
drzwiach szklanych, a sufit we wszystkich salach na tragarczykach ze świerkowych desek, a p o w a ł a w hallu —
tragarczyki ułożone w kwadraty. Pod p o w a ł ą umieszczono
ozdobne listwy, a za n i m i niewidoczne z z e w n ą t r z r u r y
centralnego ogrzewania. P r z y p o m i n a ł o to c h a t ę wiejską.
U p r z y t o m n i ł e m sobie w czym było to p o d o b i e ń s t w o . L i s t w y !
Przecież w y g l ą d a j ą podobnie j a k p o d h a l a ń s k i e „ l i s t w y "
czy spiskie „ r ó m y " . T a m gazdowie stawiali obrazy malo
wane na szkle, t a m t e ż przed obrazami były' białe „szajb i c k i " ozdobione „ k o h u t k a m i , rózyckami, lelujami i inksymi
kwioteckami" a nieraz postaciami ludzi i zwierząt. Obrazy
pochylano do podłogi, b y święci mogli w s p o m a g a ć w pracy
i w ogóle w życiu „ g a z d ó w " , a „szajbicki" (talerze) —
by mogły siać swoimi „ m a l u n k a m i " radość wśród żyjących.
Poniżej rzeźbionych k r a ń c ó w listwy b y ł y powbijane rzeźbio
ne kołki, na k t ó r y c h „ g a ź d z i n y " lubiły wieszać garnuszki,
dzbanuszki a gazdowie „ f l i n t y " , t o r b k i strzeleckie, rogi
na proch i na kule.
Przypadkowo znalazłem się w szkole w J a b ł o n c e ,
gdzie na ścianie korytarza wisiała stara, piękna, ryzowana
„ p ó ł e c k a " i łyżnik. Przyszła m i na m y ś l moja szkoła.
Koniecznie trzeba wypełnić p u s t ą przestrzeń l u d o w y m i
zabytkami.
Zaapelowałem do uczniów całej szkoły, b y zwrócili
uwagę na stare przedmioty, nieraz zawadzające w domu
albo wyrzucane do sieni, na strych, czy wręcz gnijące pod
gołym niebem. Młodzież prośbę m o j ą przyjęła z z a p a ł e m .
Zaczęto przynosić z d o m ó w różne stare, j a k je nazywano —•
„ g r a t y " . A ja t y l k o z a p i s y w a ł e m nazwiska t y c h , k t ó r z y
je znosili. Zorganizowałem nawet konkurs, k t o więcej
przyniesie t y c h okazów dawnego rzemiosła chłopskiego.
Zachęcone t y m dzieci zaczęły znosić najprzeróżniejsze
narzędzia, naczynia, sprzęty, a nawet części strojów ludo
wych. W konkursie zdobyli pierwsze miejsce Tokarscy—•
synowie miejscowego garncarza. Ojciec ich toczył miski,
garnuszki, dzbanki, garnki, wazoniki, a matka ozdabiała je
p i ę k n y m i wzorami.
Wszystko t o g r o m a d z i ł e m w pokoju nauczycielskim.
Jedne władze szkolne chwaliły mnie za to, inne nie ganiły,
ale zarządziły, a b y m t o u s u n ą ł z pokoju nauczycielskiego.
Nie chciałem się z t y m pogodzić, znalazłem więc takie
miejsce, gdzie m o g ł y te uzbierane przedmioty w spokoju
p o z o s t a w a ć . W s a d z i ł e m je wszystkie do tej pustej prze
strzeni za listwami. W izbie chłopskiej najdroższe i naj
piękniejsze przedmioty przechowywano za listwami, niech
więc t o samo dzieje się i w szkole. Po wszystkich klasach
i innych izbach ś m i a ł y się uzbierane przedmioty do dzieci.
Naturalnie najwięcej ich było t a m , gdzie uczył się Tokarski.
D y r e k t o r Muzeum T a t r z a ń s k i e g o w Zakopanem —
Juliusz Zborowski b y ł kiedyś moim profesorem. Miałom
wielki szacunek dla jego pracy, często u niego bywałem.
W s p o m n i a ł e m m u o moich poczynaniach w związku z ra
towaniem z a b y t k ó w . Nic m i nie odpowiedział. Wyglądało
j a k b y nie pochwalał tej działalności. Okazało się później,
że m i a ł rację. W późniejszych rozmowach wyjaśnił mi,
że zbiory m u s z ą mieć odpowiednie miejsce, w którym
m o ż n a je spokojnio oglądać, gdzie są zabezpieczono i nie
n a r a ż o n e na zniszczenie. N a d zbiorami musi b y ć stała
opieka, a szkoła nie nadaje się na to.
P r z e k o n a ł e m się zresztą o t y m osobiście. U n o s z ą c y się
w szkole kurz osiadał na eksponatach. Trzeba było je
często wycierać. R ą c z k i dziecinne skrzętnie t o wykonując,
nieraz przy czyszczeniu u p u s z c z a ł y przedmiot, przez co
go niszczyły. Wysokie i odległe ułożenie p r z e d m i o t ó w pod
s a m ą p o w a ł ą nie sprzyjało dokładnej obserwacji, umiesz
czenie o b i e k t ó w — zwłaszcza drewnianych — koło rur, po
wodowało rozsyehanie się n a c z y ń , przez co obrączki spadały,
a „ b e d n a r k i " się r o z l a t y w a ł y .
W 1958 r o k u zaczęto organizować w N o w y m Targu
w y s t a w ę sztuki ludowej. Zaproszono mnio na członka
K o m i t e t u przygotowującego w y s t a w ę .
Artystka-plastyczka Wanda Widigerowa (Tippenhauerowa) z Zakopanego, k t ó r a współpracowała przy organi
zacji wystawy, n a m ó w i ł a mnie, aby p o k a z a ć również zbiory
szkoły. Pisała w liście: „ S z a n o w n y Panie! A k u r a t miałam
pisać do Pana, gdy doręczono m i list p a ń s k i . Nie mogłam
dojechać — j a k d o t ą d do Chochołowa, bo m a m tysiące
niespodziewanych, w a ż n y c h spraw. B y ł a m w Warszawie
w Ministerstwie i prosili mnie t a m , aby Pan dostarczył
na konkurs w N o w y m Targu wszystkie zebrane przez
dzieci rzeczy, t a k j a k k a ż d a klasa zebrała. Dzieci dostaną
odpowiednią n a g r o d ę . Co będziecie chcieli sprzedać kupią,
dając W a m pieniądze na kupno, czego W a m trzeba w szkole."
(list z listopada 1958 г.). Pani Widigerowa przyjechała
w k r ó t c e potem do nas, p o m o g ł a w y b r a ć eksponaty. Nie był
I I . 2. Nowa szkoła w Chochołowie i m . P o w s t a ń c ó w Chochołowskich.
208
to jednak koniec pracy. P r z y t o c z ę fragment listu z polowy
listopada 1958 r. od pani Bialońskiej z D o m u K u l t u r y
w Nowym Targu.
„Kochany Panie J a ś k u ! (...) przed chwilą p r z e c z y t a ł a m
list od Pana. Wszystko jest dobrze, co Pan załatwił, czy
komu coś przyobiecał. K o n k u r s zapowiedziany jest na
4—5 grudnia i w y s ł a ł a m j u ż zaproszenia. Pod koniec mie
siąca przyjedzie wóz ciężarowy i będzie wszystko zabierał,
co będzie do zabrania. (...) M a m szalone t r u d n o ś c i i wiele
kłopotów. (...) Proszę nie u p a d a ć na duchu, j a k o ś dopro
wadzimy do k o ń c a wszystko. Ł ą c z ę pozdrowienia..."
Z różnych świstków i notatek s p r ó b o w a ł e m o d t w o r z y ć
sobie co dostarczyłem ze swojej szkoły na w y s t a w ę : drajfus,
świder do wiercenia, ozdoba ze starych sanek, strug do
kopyt, 2 korby drewniane, strug dwuosobowy, 2 piszczałki,
5 łyżników, k ł ó d k a , k ł a p a e e , 2 lampaski, 2 krzesła, kocioł
na wodę, 2 pary kierpców, waga, m o t o w i d ł o , giby, 2 bioty,
faifa, deska na rękawice, hospinki, kołowrotek, solniczka,
2 oselniki, krążel, toporka do kierniczki, cepy, 2 ocydzarki,
pucek, łapka na myszy, t ł u c z k a do ziemniaków, 8 dzba
nuszków, 9 misek, 7 g a r n k ó w , wazonik, w i d ł y drewniane,
oparcie do krzesła, rzeźba — głowa chłopa z K o b y l i c y ,
12 oboniek, 6 stępek, 2 konewki, 2 rajtocki, 3 dzieżeczki,
redykałka, forma na oscypki, 4 czerpaki, 1 czółenko.
Aby zebrać więcej e k s p o n a t ó w w ę d r o w a ł e m po okolicz
nych wioskach, j a k Z ą b , Czerwienne, Czarna Góra, J u r g ó w ,
Ratułów, Ciche, Miętusowo, W i t ó w , Nowe Bystre, Międzyczerwienne, Dzianisz. Przyjmowano mnie chętnie, goszczono,
wyciągano ze s k r z y ń odzież, pokazywano r ó ż n e posiadane
przedmioty. Wiele z nich w y s ł a n o na w y s t a w ę . Kierpce
damskie i męskie, pasek na zegarek, gorsety, poszewki,
formy na oscypki, 4 cyrpoki, gelety, t o r b y bacowskie,
mieszki na t y t o ń , Jadwigę, spinki, k o t l i k i , oposki, ciupagi,
parzenicę czarnogórską, p a r o b s k ą , chłopską, m o t o w i d ł o ,
kądziel w a r t k ą , „ P o n i e z u s a Frasobliwego", fajki, spodnie
góralskie, zawiasy, r ó ż n e hafty, dzbanki, u p r z ą ż k o ń s k ą ,
pługi, okucia do dyszla. Nie zawsze b y ł y t o zabytkowe
egzemplarze, b y ł y t e ż nowe, artystycznie i stylowo wykona
ne. Ile ich zakupiono, i l u a r t y s t ó w chłopskich obdarowano
wysokimi nagrodami — tego nie p a m i ę t a m .
„Po wystawie zastanawiano się nad t y m , j a k b y mnie
wynagrodzić, bo wszystkie moje eksponaty chciano z a b r a ć
do nowo powstającego Muzeum Etnograficznego w War
szawie. Poprosiłem o telewizor. Chętnie na t o się zgodzono.
Zaznaczyłem, aby go przydzielić nie mnie, lecz dzieciom
i ich rodzicom, gdyż dzieci zbierały z a b y t k i a rodzice je
dawali. I dnia 28.1.1959 r. przywiozłem sam z K r a k o w a
telewizor m a r k i „ O r i o n " . Co to nie było ? Cafe wieś uczęszcza
ła na seanse telewizyjne, jakie o d b y w a ł y się w szkole.
Powstało wielo zamieszania, straty czasu. Obowiązywało
uczestniczenie w kapciach, a nie w t y m obuwiu w j a k i m
ludzie przyszli. W y b i t o m i k i l k a szyb. Ciężko to przeżywałem,
cle ludność zbliżyłem do ś w i a t a . " (Odpis z k r o n i k i szkolnej).
Tak więc z kilkuset zabytkowych p r z e d m i o t ó w arty
stycznych i k u l t u r y materialnej (ile ich było ? — na jednej
z kartek znalazłem za/pis: Dach Zofia, klasa V , garnek
gliniany nr 485) — część poszła do warszawskiego muzeum,
część zakupiło Muzeum T a t r z a ń s k i e , a część pozostała
w szkole, zdobiąc jej w n ę t r z e .
Zbiory nasze bardzo się zmniejszyły. Smuciło mnie t o ,
ele zauważyłem, że podobnie stało się i w innych szkołach,
gromadzących z a b y t k i góralskiej k u l t u r y . A zbierano
w niejednej szkole. W i e m na p r z y k ł a d , że wiele p r z e d m i o t ó w
zgromadziła w Witowie kierowniczka szkoły Gizela Maj
chrowicz, a w Podczerwonem — Jan Możdżeń, umieszczając
je na półkach w przedsionku szkoły. D u ż y zbiór stworzył
w 1959 r. dr Mieczysław Adamczyk w kierowanej przez
siebie szkole w Cichem. Przedmioty umieszczał na ścianach
b u d y n k u , na p i ę k n y c h półeczkach (ciekawe, co się dzisiaj
dzieje z t y m zbiorem, jalde s p o t k a ł y go losy?). Najpiękniej
szy i najlepiej zinwentaryzowany zbiór stworzył k o l . Jawor
ski w Dzianiszu, wiosce leżącej na uboczu i rzadko odwie
dzanej przez t u r y s t ó w . Dzięki temu osiągnął wiele rzadkich
i dawnych e k s p o n a t ó w . Umieścił je w hallu szkoły, na
wszystkich ścianach, g r u p u j ą c przedmioty działami, t a k
że od razu wiadomo było, do czego służą.
K i e r o w n i k szkoły w Rabie W y ż n e j , W i k t o r Piasecki,
r o z m i ł o w a n y w historii, zbierał wszelkie wiadomości oraz
książki o historii regionu, rńiał t e ż d u ż y zbiór dawnych
monet — nie licząc p r z e d m i o t ó w k u l t u r y materialnej.
D o k t o r W a ł a c h , zakochany w dawnym świecie, pra
cujący obecnie w P y z ó w c e , zgromadził t e ż wiele przedmio
t ó w starych, t a k samo i dyrektor szkoły w J a b ł o n c e na
Orawie, Andrzej Ffaniaczyk.
Zbierano i chroniono z a b y t k i t a k ż e w Kiczorach,
w Hajkabuzie, L i p n i c y Małej i innych miejscowościach,
k t ó r y c h j u ż dziś nie p o m n ę . Cieszyło mnie to, podziwiałem
p r a c ę m y c h kolegów, a jako kierownik Szkolnego Powiato
wego O ś r o d k a Krajoznawczo-Turystycznego przy W y
dziale O ś w i a t y m o g ł e m ich zachęcać do zbierania i chronienia
śladów przeszłości.
Nasze zbiory wielce się pomniejszyły, ale stało się t o
nie t y l k o w Chochołowie •— lecz i Cichem, jako t e ż i w Dzia
niszu.
Co się dziś dzieje z t y m i zbiorami ? K t o zakupił zbiory
w Cichem? K t o w Dzianiszu? Nie wiem. W której szkole
są jeszcze zbiory ? T e ż się nie orientuję. Wiem, że do szkół
zgłaszało się wielu c h ę t n y c h nabycia dawnych przedmiotów
góralskich.
P o ż e g n a n i e z m o j ą szkołą bardzo ciężko przeżywałem.
Po oddaniu inwentarza szkolnego — zaczęto p o r z ą d k o w a ć
resztki zbiorów. Część ich została uznana przez nowe władze
szkolne za godne pozostawienia w szkole, resztę — posta
nowiono u s u n ą ć . Te same rączki, k t ó r e gromadziły zabytki,
wynosiły na korytarz przed m o i m mieszkaniem resztki
wycofanych części zabytkowych rzeczy. K a ż d y t a k i stuk
u p a d a j ą c y c h części n a c z y ń , czy sprzętów, słyszałem i k a ż d y
t a k i odgłos wbijał m i się w serce. A kiedy j u ż wszystko
ucichło, z d o b y ł e m się jeszcze na t o , że k a ż d ą deseczkę,
ucho, dno, obrączkę, „ b e d n a r k ę " p r z y t u l a ł e m do siebie
i wynosiłem na strych, gdzie u k ł a d a ł e m pod strzechą. Coś
mnie t a m zabolało, coś m i serce ścisnęło, boć to było po
żegnanie z t y m , co t a k bardzo ukochałem.
Po przejściu na e m e r y t u r ę nie z a p o m n i a ł e m o resztkach
zbiorów szkoły w Chochołowie. Część, t ę ze strychu przejęło
Muzeum w N o w y m Targu, powstaje t a m bowiem izba
regionalna w zagrodzie Błaszyńskich. Ale innych okazów,
k t ó r e b y ł y za listwą, nauczycielstwo nie wydało. Chcąc
jeszcze i t ę część r a t o w a ć , pozbierałem różne zapiski z moich
pcpierów, pojechałem do Chochołowa, bardzo prosiłem
by jedna z p a ń zajęła się spisaniem tego, co jeszcze zostało.
Pani tej, aby p o m ó c w tej pracy, o d d a ł e m moje zapiski.
Niestety i to zakończyło się klęską, bo zaufana od
jechała, a n o t a t k i razem z n i ą wyfrunęły, a proszona listownie
o zwrot zapisków — nie raczyła nawet odpowiedzieć.
Dzisiaj, gdy mnie zaproszą dzieci do szkoły w Cho
chołowie, o g l ą d a m w hallu resztki „ m u z e u m " , k t ó r y m się
t a k dzieci, j a k i cały personel nauczycielski mógł pochwalić.
B y ł y t o zbiory piękne, sczerniałe od d y m u w kurnych
chatach, wypoliturowane przez długie lata, p a m i ą t k i po
prapradziadach, no i „rozeszły s i ę " , poszły w szeroki świat...
A m o ż e to dobrze? A m o ż e właśnie dostały się do
dobrych r ą k , k t ó r e je z miłością pieszczą, szanują, na hono
r o w y m miejscu s t a w i a j ą ? A m o ż e t a k ą drogą uniknęły
rozbicia .siekierą i spalenia?
Fot.: I . Butkiewicz — il, 1; J . Pluciński — il. 2
109
