a0ae81067670303420207e57b25ac10b.pdf

Media

Part of Paszyński ośrodek plastyki ludowej / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1975 t.29 z.1-2

extracted text
Antoni Kroh

PASZYŃSKI OŚRODEK PLASTYKI LUDOWEJ
W niewielkiej wiosce Paszyn, położonej około dzieHęciu kilometrów na wschód od Nowego Sącza,, tworzy
Urtualnie (tzn. w maju 1974 r.) 26 rzeźbiarzy ludowych.
Gdy artykuł ukaże się w druku, cyfra, ta, będzie już nie­
aktualna. Co miesiąc, co kilka tygodni, pojawia się w Pa­
szynie nowy „twórca ludowy".
Najpełniejszą dokumentację rzeźbiarskiej twórczości
Paszyniaków stanowi kolekcja, miejscowego proboszcze,,
ks. Edwarda Nitki. Kolekcja stale rośnie, aktualnie obej­
mując około pięciuset eksponatów.
Zarówno unikalna z wielu względów kolekcja, jak
i niesłychana aktywność plastyczna, mieszkańców Paszyna —
to fenomeny nie mająco odpowiednika w polskiej współczosnej plastyce wiejskiej.
Istnieją wprawdzie wsie, w których mieszka, kilkudzie­
sięciu twórców ludowych — na przykład Bukowina Ta­
trzańska, Koniaków, Bobowa z sąsiednimi miejscowościami
czy okolice Kadzidła i Tatar w Puszczy Zielonej. Jednak
zasadnicza, różnica między tymi miejscowościami a Paszy­
nom polega na tym, że gdzie indziej sztuka ludowa, mająca
długą i bogatą tradycję, traktowana jest przede wszystkim
jako „przemysł domowy", źródło dodatkowego dochodu —
słowem jako jedna z form działalności gospodarczoj. Ta dzia­

łalność gospodarcza nie mogłaby istnieć bez pozawiejskiego
ośrodka, pełniącego rolę organiza/tora i zleceniodawcy.
W Bobowej zajmuje się tym cepeliowska, spółdzielnia
„Koronka", na Podhalu — Zakopiańskie Warsztaty Wzor­
cowe, cepeliowski skup i w ogóle przemysł pamiątkarski.
W innych regionach Polski sytuacja wygląda podobnie.
Natomiast w Paszynie działają zupelnio inne mecha­
nizmy, dla których nie znajdziemy analogu w innych
ośrodkach kultury ludowej.
Nie ma w Pe,szynie ciągłej, nieprzerwanej tradycji
rzeźbiarskiej. Jeszcze kilkanaście lat temu nie działał w tej
wsi ani jeden plastyk. Piękne kapliczki — drewniane i kamionne, stojące przy paszyńskich drogach co kilkaset metrów,
powstały przoważnie przed I wojną światowi. Jeszcze
piętnaście lat temu miały one funkcję prawie, wyłącznie
kultową; bardzo zmalało ich znaczenie jako wzorca este­
tycznego. Obecnie, gdy porównamy figury wykonane przez
Mieczysława Piwkę czy Andrzeja Głoda z niektórymi kaplicz­
kami, stwierdzimy wyraźny wpływ dawnej rzeźby na
współczesną twórczość ludową.
Nie ma, w Paszynie instytucji o charaktorzo gospodar­
czym, zajmującej się zamówieniami i zbytem rzeźb. Mimo
to — a może właśnie dlatego — nie obserwujemy tu typo-

I I . 1. Młodzi rzeźbiarze paszyńscy ze swoimi rzeźbami.

95

96

frych, charakterystycznych zjawisk, towarzyszących nie­
stety— merkantylnie pojętej współczesnej plastyce wiej­
skiej. Dla przykładu: Paszyniacy prawie nie wykonują
replik swoich prac.
Czym można sobie wytłumaczyć powstanie i istnienie
tego unikalnego zjawiska, jakim jest ośrodek plastyki
ludowej w Paszynie? Odpowiedzią na to pytanie niech
będzie przedstawienie paru faktów z historii wsi oraz opi­
sanie dziejów kolekcji sztuki ludowej ks. Edwarda Nitki.
Paszyn, jak to stwierdzają zgodnie wszyscy informa­
torzy , był przez mieszkańców okolicznych miejscowości
uważany za wieś biedną i zacofaną. Gleby są t u o wiele
mniej urodzajne niż w sąsiednich wsiach. Powtarzano
w okolicy przysłowie „paszyńska bieda"; było prawie nie
do pomyślenia, aby Paszyniak ożenił się z dziewczyną
z którejś okolicznej wsi. Lekceważenie okazywane Paszyniakom miało także swoje źródło w fakcie, że była t u spora,
większa niż gdzie indziej, liczba ludzi upośledzonych:
głuchoniemych, chorych psychicznie, kalekich. Ludzie ci,
z natury rzeczy mniej wydajni w pracy, byli ciężarem dla
swych rodzin. Otoczeni pogardą, nie biorący udziału w życiu
społecznym wsi, stali także poza nawiasem życia religijnego;
Chrzest i Ostatnie Namaszczenie — to często jedyny insty­
tucjonalny ich kontakt z Kościołem.
Ten stan rzeczy trwał do wyzwolenia.
Po wojnie sytuacja zaczęła się szybko zmieniać. Prze­
ludnienie zostało zlikwidowane odpływem części ludności
do miast, na Ziemie Zachodnie. Obok rolnictwa doszłc
nowe źródło dochodów — przemysł. Obecnie prawie wszyscy
1

dorośli Paszyniacy, to chłopo-robotnicy. Zorganizowanie
dobrej komunikacji autobusowej z Nowym Sączem przy­
spieszyło ten proces.
A jednak mimo rewolucji społecznej, mimo znacznego
podniesienia stopy życiowej, mimo zniwelowania różnic
materialnych między Paszynem a jego najbliższą okolicą,
pozostał mieszkańcom z dawnych czasów paszyński kom­
pleks niższości.
W roku 1957 przyjechał do Paszyna nowy proboszcz,
Edward Nitka .
Urodzony w 1919 r. w Ropicy Dolnej, pow. Gorlice,
z racji swego chłopskiego pochodzenia dobrze rozumiał
sytuację ludności Paszyna. Znał psychikę ludzi biednych.
Okolica także nie była mu obca. Przed laty był wikarym
w sąsiedniej wsi, Ptaszkowej, a przez dłuższy czas jako
proboszcz przebywał w niedalekim Borzęcinie, pow. Brzesko.
Trudno powiedzieć, by przeniesienie do Paszyna było
dla niego awansem; fara chuda, teren z wielu względów
trudny, niewdzięczny.
Ksiądz Nitka, sprowadzając się do Paszyna, przywiózł
ze sobą trochę obrazów i starych rzeźb sakralnych. Nie
zamierzał kolekcjonować sztuki ludowej — był po prostu
przywiązany do tych przedmiotów, miał je dla upiększenia
mieszkania. Nie przypuszczał, że ten skromny zbiór może
stać się punktem wyjścia do powstania największego w Pol­
sce ośrodka rzeźby ludowej i — zaczątkiem wspaniałej
kolekcji plastyki wiejskiej.
Na plebanię zaglądał często Wojciech Oleksy, brat
kościelnego. Oleksy, zwany we wsi po prostu „Wojtkiem",
2

Andrzej Głód, (1. 15), Paszyn, pow. N . Sącz: i l . 2. Młody rzeźbiarz przy pracy.; i l . 3. Kopernik, drewno polichromowane,
wys. 17 cm. Mieczysław Piwko, Paszyn: i l . 4. Kopernik, drewno polichrom., wys. 32 cm.; i l . 5. Chrystus Frasobliwy, drewno
polichrom., wys. 35 cm.; i l . 6. Rzeźbiarz przy pracy.
5

б

97

Wojciech Oleksy z Paszyna (il. 7) : i l . 8. Chrystus przed Piłatem, drewno, wys. 36 сщ.

urodzony w 1903 г., głuchoniemy, pomagał czasem bratu
w jego kościelnych obowiązkach: dzwonił, robił drobne
stolarskie naprawy; z tego powodu zachodził często na
plebanię. Rzeźby i obrazy zgromadzone tam przez pro­
boszcza bardzo mu się podobały. Głaskał się wtedy po
sercu i mlaskał.
Po pewnym czasie, by zrobić księdzu przyjemność,
przyniósł pierwsze wykonane przez siebie „prace plastyczne".
Były to bardzo nieporadne i prymitywnie wykonane nie­
wielkie przedmioty z drewna, podpatrzone przez Oleksego
w kościele i na plebanii: monstrancje, kielichy mszalne itp.
Ksiądz nie traktował tych drewienek jako dzieł sztuki,
lecz jako swoistą formę modlitwy głuchoniemego.
Stosunek reszty otoczenia do „Dzieł" Oleksego nie­
trudno przewidzieć. Gospodyni używała na podpałkę skła­
dano przez księdza prezenty, dziwiąc się, że proboszcz
przyjmuje takie „paproki". Odwiedzający plebanię chłopi
także nie rozumieli dlaczego ksiądz Nitka cieszy się z przy­
niesionych przez Wojtka podarunków. Proboszcz tłumaczył,
że cieszy go w tych rzeźbach zaangażowanie autora, prag­
nącego wyrazić w ten sposób swoje religijne uczucia. Forma
zewnętrzna jest natomiast mniej ważna. Ksiądz Nitka
spostrzegał, że okazywanie radości z rzeźb, wylewne dzię­
kowanie i drobne datki w rewanżu sprawiają Oleksemu
wielką przyjemność, podnosząc jego poczucie własnej war­
tości. Po raz pierwszy może w życiu słyszał Wojtek komple­
menty na swój temat. Bardzo mu one były potrzebne.
Ksiądz, udzielając moralnej pomocy pełnemu kom­
pleksów człowiekowi, nie wiadomo kiedy polubił prymi­
tywną formę jego rzeźb. Zaczął je zbierać, przeznaczył
dla nich półkę w swoim pokoju. Nie myślał jednak o zbie­
raniu kolekcji w tym sensie, w jakim się to potocznie ro­
98

zumie. Pasja kolekcjonerska — mieć, posiadać, zebrać jak I
najwięcej — była, jak się wydaje, obca księdzu Nitce.
Doceniał wartość rzeźb Oleksego, lecz widział przede wszyst­
kim moralny, społeczny aspekt zagadnienia. Fakt ten j
sprawia, że kolekcja księdza z Paszyna zaczęła odgrywać
dużą rolę w życiu kulturalnym mieszkańców wsi, a siły
oddziaływania tej „instytucji" mogłoby pozazdrościć księdzu
Nitce niejedno muzeum.
W roku 1966 zaszedł ważny fakt w życiorysie Oleksego.
Przeszedł pierwszą w swym życiu systematyczną edukacje.
W wielu parafiach księża, posługując się językiem gestów,
uczyli głuchoniemych katechizmu, „mówili" kazania, egzaminowali z prawd wiary. Następnie głuchoniemi dostąpili
bierzmowania. Z okazji tej uroczystości przygotowano
wystawę ich prac w sądeckim kościele Jezuitów. Znalazły się
tam i nieporadne figurki Oleksego — była to pierwsza
ekspozycja jego rzeźb. Jedną z nich Wojtek wręczył biskupowi.
Druga „wystawa" nieporadnych Wojtkowych figurek
była na paszyńskiej plebanii, z okazji wędrówki po domach j
obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej. Na prowizorycznym f
podeście, poniżej obrazu, ksiądz ustawił kilka rzeźb Oleksego, któro miały symbolizować uczucia religijne prostych
ludzi. Nie udało mi się dowiedzieć, jakie wrażenie na miesz- I
kańcach Paszyna zrobiło to bardzo śmiałe zestawienie I
otoczonego kultem obrazu z „paprokami" głuchoniemego
Wojtka.
Wartości plastyczne rzeźb Oleksego docenił Bolesław
Nawrocki z Warszawy, który w połowie lat sześćdziesiątych
penetrował Sądecczyznę, zbierając eksponaty do swej |
kolekcji plastyki wiejskiej. Nawrocki wykupił wtedy wiele I

Rzeźbił także Zdzisław Orleeki, autor statycznie po­
traktowanych, kamiennych, nie polichromowanych rzeźb.
Orleeki jest obecnie bodaj jedynym w Paszynie człowiekiem
znającym się na rzeźbie w kamieniu. Ongiś było więcej
specjalistów z tej dziedziny — świadczą o tym liczne ka­
mienne kapliczki zdobiące rozstaje dróg, znaczące granice
ról, upamiętniające różne wydarzenia. Wielka szkoda,
że Orleeki po niepowodzeniu na konkursie w 1972 r. za­
niechał dalszej pracy w tym coraz mniej popularnym two­
rzywie.
Ks. Edward Nitka, spiritus movens paszyńskiego
ośrodka rzeźbiarskiego, w trakcie swej pracy społecznej
nad podnoszeniem samoświadomości mieszkańców wsi
stawał się mimowolnie kolekcjonerem i znawcą plastyki
wiejskiej. Do szeroko pojętych celów dydaktycznych,
stawianych zawsze na pierwszym planie, dołączyły się cele
estetyczne. Na plebanii obok rzeźb Paszyniaków znalazły
się figurki wykonane przez twórców z dalszych okolic:
Władysława Chajca z Jasielskiego, Stanisława Hołdę z No­
wego Sącza, Nikodema Bołoza z Łomnicy, pow. Nowy Sącz
czy braci Stanisława i Jana Niewolów z Muszyny. Zebranie
dobrych przykładów współczesnej rzeźby ludowej z innych
okolic stanowiło znakomite uzupełnienie zestawu rzeźb
paszyńskich. Rozrastanie się kolekcji było odzwierciedle­
niem gwałtownego rozwoju paszyńskiego ośrodka plastyki
ludowej.
Na rozrastanie się kolekcji miała także pewien wpływ
znajomość proboszcza z red. Ludwikiem Zimmererem,
jednym z najwybitniejszych w Polsce kolekcjonerów sztuki
ludowej.
Pierwszym publicznym wystąpieniem rzeźbiarzy pa­

ll. 9. W. Oleksy Chrystus Zmartwychwstały, drewno, wys. 43 cm. I I . 10. Stanisław Hołda, N . Sącz - Cołąbkowice. Biczowa
nie, drewno, pakuły, wys, 39 cm.

rzeźb Oleksego z początkowego okresu jego twórczości.
Wywiózł je potem do Genowy, gdzie zamieszkał jako pra­
cownik UNESCO. Swoją kolekcję eksponował Nawrocki
w kilku miastach Europy Zachodniej, popularyzując polską
sztukę ludową, m. in. ośrodek paszyński. Dla mieszkańców
Paszyna nie miały jednak te wystawy większego znaczenia.
Rzeźbiarska działalność Oleksego, wykonywanie przez
niego form nie wypracowanych technicznie, powodowało
stale uwagi Paszyniaków w rodzaju ,,ja bym potrafił zrobić
to o wiele lepiej". — To nie gadajoie, tylko róbcie — odpo­
wiadał niezmiennie ksiądz. Jednak mało kto chciał spróbo­
wać; nie było jeszcze we wsi atmosfery dla rzeźby ludowej,
ludzie bali się narazić na pośmiewisko. Powszechnie uważano,
że rzeźbić mogą tylko „panowie po szkołach", a karyka­
turalne, nieporadne rzeźby wiejskich prymitywów obrażają
Boga.
Mieczysław Piwko, czterdziestokilkuletni rolnik i stra­
żak, odważył się. Trudno obecnie ustalić, w którym roku
przyniósł na plebanię pierwszą wykonaną przez siebie
rzeźbę.
Tematy brał Piwko z życia wsi współczesnej. Skaldowie
z Paszyna — wiejska kapela, grająca przy stole, na którym
stoi butelka. Spowiedź — gruby, dobroduszny ksiądz słucha
spowiedzi pary chłopskiej. Figurki te przypominają swą
formą zewnętrzną (wymiary, stroje ze szmatek) i humo­
rystycznym potraktowaniem tematu — kukiełki szopkowe.
Piwko, który przypomniał sobie zawartą przed laty
znajomość z mieszkającym w sąsiedniej Mszalnicy rzeź­
biarzem, Witkiem — postanowił wykorzystać zdobyte nieg­
dyś od niego informacje, wykonując kapliczki wzorowane
na przydrożnych kapliczkach z Paszyna.
9.9

szyńskich był konkurs rzeźby ludowej, zorganizowany
w 1971 r. wspólnie — przez Muzeum im. Władysława Orkana
w Rabce i Muzeum w Nowym Sączu. Chociaż rzeźbiarze
paszyńscy nie odnieśli na n m większych sukcesów, spełnił
on jednak doniosłą rolę — zaprezentował szerszej publicz­
ności twórców ludowych z tej do niedawna mało komu
znanej wioski, a Paszyniakom dał okazję do konfrontacji
własnych możliwości artystycznych z osiągnięciami innych
rzeźbiarzy. To ważne wydarzenie pozwoliło paszyńskim
plastykom przygotować się starannie do następnego kon­
kursu, który był dla nich tak pomyślny — Konkursu
Współczesnej Rzeźby Ludowej Karpat Polskich, zorganizo­
wanego latem 1972 r. przez Muzeum w Nowym Sączu.
Wiosną 1972 г., kiedy zbierano eksponaty konkursowe,
we wsi działało już pięciu rzeźbiarzy: Wojciech Oleksy,
Mieczysław Piwko, Zdzisław Orleeki i dwaj uczniowie
szkoły podstawowej: Marian Jasiński i Andrzej Głód.
Wszyscy wystąpili w konkursie sądeckim. U Jasińskiego
zresztą zainteresowanie rzeźbą wkrótce minęło. Natomiast
Głód, korzystając z rad swego bliskiego krewnego, Mie­
czysława Piwki, namówiony przez proboszcza zajął się
bliżej działalnością plastyczną.
Rzeźby paszyniaków, przedłożone na konkurs, były
bardzo zróżnicowane: prymitywne, toporne, malowane
kredkami rzeźby Oleksego; starannie wykonane, nawiązują­
ce do tradycyjnej rzeźby ludowej prace Piwki; poważne,
prawie monumentalne kamienne figury Orleckiego; figurki
Jasińskiego, zbliżone bardziej do sztuki dziecięcej niż
ludowej i wreszcie będące miłą niespodzianką rzeźby Andrze­
;

ja Głoda — wprawdzie wyraźnie inspirowane stylom Piwki,
ale oryginalne, świeże.
Relacjonując przygotowania do konkursu, Telewizja
Krakowska nadała krótki program z Paszyna, prezentując
Wojciecha Oleksego i jego prace rzeźbiarskie. Ten parominutowy reportaż zrobił wrażenie, jakiego prawdopodobnie
nie przewidywali realizatorzy. Po raz pierwszy Telewizja
pokazała Paszyn — a to za sprawą Wojtka! Trudno opisać
zaskoczenie i zdziwienie mieszkańców wsi w tym dniu.
Oleksy z głuchoniemego „bejdoka" wyrósł w niedługim
czasie na „sławnego ziomka". Audycja telewizyjna była
dalszym, ważnym elementem „robiącym atmosferę" w Pa­
szynie wokół rzeźby ludowej.
Na początku lipca 1972 r. odbyło się posiedzenie Sądu
Konkursowego. Oleksy i Piwko otrzymali pierwsze nagrody,
Głód — nagrodę drugą. Sukces Paszyniaków, a szczególnie
zdobycie drugiej nagrody przez czternastoletniego Andrzeja
Głoda (dwa tysiące złotych i zakup rzeźb) miało wielkie
znaczenie propagandowe. Moralny sukces i intratne nagrody
rzeźbiarzy — to przyczyny wybuchu zainteresowania Pa­
szyniaków rzeźbą ludową w 1972 r.
Zainteresowanie to nie zrodziło się, rzecz jasna, auto­
matycznie. Proboszcz namawiał swoich parafian do rzeź­
bienia, a konkurs dał mu w rękę dodatkowy, bardzo ważny
atut: można było mówić o intratności plastyki ludowej,
a także o ogólnopolskiej popularności, jaką można zdobyć
rzeźbieniem. Czternastoletni chłopiec zarobił kilka tysięcy
złotych, był chwalony, opisywany w gazetach, składano
zamówienia na dalsze jego prace! Od tego czasu jego ko­

ił. 11. Grób Chrystusa w kościele paszyńskim, zdobiony rzeźbą ludową. Wielkanoc 1974.

• P T

,

II, 12. Chrystus Frasobliwy. Dawna rzeźba, na której wzorowali się M . Piwko i A. Głód. I I . 13. Kapliczka z Ukrzyżowanym,
Mszalnica, pow. N . Sącz.

ledzy zaczęli nosić w tornistrach nie tyle buławy marszał­
kowskie, ile dłuta rzeźbiarskie albo zwykłe koziki.
W salach sądeckiego muzeum czynna była jeszcze
wystawa pokonkursowa, kiedy ks. Nitka wpadł na nowy,
świetny pomysł. Rzeźby ze swojej kolekcji poustawiał
w prostych kapliczkach wokół kościoła, tworząc jedyną
chyba w swoim rodzaju plenerową wystawę współczesnej
rzeźby ludowej. Okazją do zorganizowania tej ekspozycji
stalą się wizyta biskupa tarnowskiego w parafii, zapowie­
dziana na koniec sierpnia.
Nie był to pierwszy przypadek „żywego" wykorzysta­
nia paszyńskiej kolekcji rzeźby ludowej.
Od kilku lat, z okazji Wielkanocy, pod kierunkiem
księdza Edwarda Nitki montowany jest grób Chrystusa,
złożony z ustawionych na krzyż, w formie jakby szałasu,
kilkumetrowych palm wielkanocnych. Pod t ą konstrukcją
ustawione są na postumentach najciekawsze eksponaty
ze zbioru proboszcza.
Grób symboliczny na cmentarzu, pomnik Paszyniaków,
którzy oddali swoje życie w czasie I I wojny światowej,
także zdobiony jest rzeźbą ludową: na cmentarnym miejscu
ustawiona jest kamienna figura Chrystusa Frasobliwego,
roboty Zdzisława Orleckiego, zaś na mniejszych postu­
mentach — drewniano aniołki Wojciecha Oleksego.
Co innego jednak rzeźba jako „sprawa wewnętrzna",
a co innego jako powód do dumy, wystawiana z okazji
wielkioj gali. Mimo działających we wsi sześciu rzeźbiarzy
(latem zaczął rzeźbić rówieśnik Andrzeja Głoda, Augustyn
Pogwizd), mimo propagandy prasowo-telewizyjnej, mimo

długoletniej działalności ks. Nitki, wielu jeszcze mieszkań­
ców wsi nie było pewnych; czy wypada pokazywać biskupowi
rzeźby ludowe.
Biskup na szczęście okazał zadowolenie, chwalił pro­
boszcza i parafian za ten oryginalny pomysł, przyjął kilka
figurek i przekazał je do Muzeum Diecezjalnego w Tarnowie,
gdzie zaprezentowano je na ekspozycji.
Nie znaczy to bynajmniej, by rzeźby paszyńskich
plastyków obracały się wyłącznie w kręgu tematyki sakralnej.
Twórcy ludowi z Paszyna podejmują także chętnie sprawy
świeckie: trud dawnych rolników, sprawy wsi współczesnej.
Nie omijają ich także — rzecz jasna •— zjawiska charakte­
rystyczne dla całej współczesnej polskiej rzeźby ludowej,
np. ostatnio — zainteresowanie
postacią
Kopernika.
„Andrzej Głód ustawił na podstawce rzeźbę Kopernika
z biczykiem w dłoni, popędzającego planety i księżyc,
które biegną na cienkich nóżkach-patyczkach wokół wiel­
kiego słońca zakutego w dyby" . Prastara konwencja
rzeźby ludowej, dopuszczająca w zasadzie tylko tematykę
sakralną, została przełamana.
Szczęśliwym zbiegiem okoliczności wszystkie czynniki
niezbędne do animacji sztuki ludowej wystąpiły prawie
jednocześnie: wewnętrzna akceptacja, spowodowana uro­
czystością wizytacji biskupiej, splotła się w 'paradoksalny
sposób z dowodami uznania z powodu pomyślnych wyników
konkursu, notatkami prasowymi, nie mniej ważnym czyn­
nikiem merkantylnym. Jednak najważniejsze były: ogólno­
polski prąd animacji sztuki ludowej, związany z polityką
kulturalną Państwa, i systematyczna praca dydaktyczna
3

101

miejscowego autorytetu — ks. Edwarda N i t k i , bliskiego
Paszyniakom z raeji swego chłopskiego pochodzenia, tego,
że jest ich krajanem.
W ciągu k i l k u miesięcy rzeźbiarze paszyńscy odnieśli
dwa wielkie sukcesy: „ z e w n ę t r z n y " — na Konkursie Współ­
czesnej R z e ź b y Ludowej K a r p a t Polskich w N o w y m Sączu
i „ w e w n ę t r z n y " — na uroczystości przyjazdu do parafii
biskupa tarnowskiego. Obie imprezy b y ł y t a k ż e wielkim
osiągnięciem proboszcza. Jego argumenty znalazły potwier­
dzenie z k i l k u stron jednocześnie, a jego kolekcja, d o t ą d
uznawana przez n i e k t ó r y c h t y l k o mieszkańców wsi, stała się
powodem do lokalnej dumy. A m b i c j ą P a s z y n i a k ó w stało się
uzupełnienie tej ekspozycji.
P r z y k ł a d e m — historia starego już człowieka, Marcina
Kożucha, ur. 1904 г., od lat ciężko chorego. K o ż u c h przy­
jechał z odległego przysiółka zobaczyć biskupa. Zapoznał się
wtedy z w y s t a w ą plenerową kolekcji księdza Edwarda
N i t k i i oświadczył: „ j a w a m p o k a ż ę j a k się r z e ź b i " . Zdążył
mimo ciężkiej choroby w y k o n a ć k i l k a bardzo interesujących
prac. Zmarł 7 lutego 1973 r. Rzeźbieniem zajęli się dwaj
jego synowie: Jan i Piotr K o ż u c h o w i e , zachęceni p r z y k ł a ­
dem ojca.
Rzeźbi cała rodzina Orleckich. Zdzisław Orleeki, bardzo
zdolny kamieniarz, inspirował do działalności plastycznej
swego brata Józefa Orleckiego. R z e ź b i t a k ż e Helena Orlecka,
córka Józefa i jej brat Stanisław, uczeń czwartej klasy.
Ciekawą postacią w Paszynie jest Stanisław Mika,
zwany „ S t a s i c e k " albo „ D z i a k o n " . Oryginał, znany jest
we wsi z tego, że l u b i nosić chorągiew na pogrzebach.
Z lekceważeniem oglądał kolekcję proboszcza, twierdząc,
że on sam potrafi w y k o n a ć znacznie lepsze prace. W mię­
dzyczasie zaniemógł i b y ł bliski śmierci. K s i ę d z u , odpra­
wiającemu Ostatnie Namaszczenie oświadczył, że nie umrze,
ponieważ nie zrobił jeszcze żadnej rzeźby. Rzeczywiście
po pewnym czasie wyzdrowiał i z d u m ą przyniósł pro­
boszczowi swe pierwsze prace plastyczne.
Zaczął rzeźbić ponad 70-letni Andrzej Drożdż. R z e ź b i
także Jan Skrzypek — sołtys paszyński. Janina Mordarska — t a k ż e utalentowana rzeźbiarka — wstydziła się przy­
znać do autorstwa swych prac, bojąc się ośmieszenia —
przekonana, zgodnie z wioskowym zwyczajem, że rzeźbienie
jest zajęciem wyłącznie m ę s k i m . Jej prace firmował syn
Wiesław, uczeń I V klasy. Mistyfikacja szybko się w y d a ł a ,
obecnie rzeźbi z a r ó w n o * m a t k a , j a k i syn.
Oprócz dorosłych, zaczęli masowo rzeźbić chłopcy
ze szkoły podstawowej. Jednym z najciekawszych jest
Augustyn Pogwizd, k t ó r y obecnie (maj 1974) stara się
o przyjęcie do zakopiańskiego Technikum Plastycznego
i m . Antoniego Kenara. W y b i j a się t a k ż e Alfred Miczołek,
Józef Damasiewicz i i n n i . W 1973 r. w kolorowym filmie
telewizyjnym „Złoto polskich K a r p a t " , realizowanym przez
Telewizję K r a k o w s k ą w reżyserii Zbigniewa Swięcha,
wzięło udział ośmiu rzeźbiarzy — dzieci paszyńskich. W t y m
samym roku chłopcy-rzeźbiarze zrobili sobie p a m i ą t k o w e
zdjęcie, na k t ó r y m widnieją: Piotr P o r ę b a z „ G ó r " , Marian
Głód z „ R z e k " , Marek Szczurek z „ P i ą t k o w e j " , Teofil
Oleksy z „ Z a g ó r z a " , W a c ł a w Gajdosz z „ P o t o k " , Józef
Damasiewicz z „ J o d ł o w e j G ó r y " , J a n Pogwizd z „ P o d mystkowa", Alfred Miczołek z „ Z a g ó r z a " , Augustyn Po­
gwizd z „ R z e k " , A l b i n J a s i ń s k i z „ P o d g ó r " , Eugeniusz
Oleksy z „ G r a n i c " .
W ostatnich miesiącach pojawiają się nowi rzeźbiarze.
Ciekawą, dopiero rozwijającą się indywidualnością artystycz­
n ą jest Tadeusz Setlak, szwagier Augustyna Pogwizda.
Urodzony w Jadamwoli, pow. Limanowa, do Paszyna
sprowadził się z powodu zawarcia m a ł ż e ń s t w a , w 1969 r.
Wiosną 1974 r. przyniósł księdzu swe pierwsze prace rzeź­
biarskie. W y k o n a ł je, b y zaznaczyć s w ą przynależność do
paszyńskiej społeczności wiejskiej. Ta motywacja wskazuje,
102

j a k bardzo w Paszynie popularna jest ostatnio rzeźba
ludowa, j a k wielkie efekty przyniosła działalność ks. N i t k i .
Działalność ta nie ogranicza się do t w ó r c ó w paszyńskich.
Proboszcz u z u p e ł n i a stale s w ą kolekcję pracami rzeźbiarzy
spoza swojej parafii: Stanisława Radzika z Grybowa,
Michała Gurby z G r ó d k a , pow. Gorlice, Stanisława Hołdy
z Nowego Sącza i innych.
Dotychczasowe uwagi na temat socjologicznej ekumeny
paszyńskiego ośrodka p l a s t y k i ludowej trzeba uzupełnić
informacjami o artystycznych efektach p a s z y ń s k i c h rzeź­
biarzy.
Ogólną cechą wszystkich prawie p a s z y ń s k i c h twórców
ludowych jest wielka zdolność do improwizacji, brak —
że się t a k w y r a ż ę — „ a r t y s t y c z n y c h k o m p l e k s ó w " . Twórcy
p a s z y ń s c y (z w y j ą t k i e m Mieczysława P i w k i i Zdzisława
Orleckiego) nie m a j ą właściwie pojęcia o właściwościach
tworzywa, nie m a j ą żadnej wiedzy rzeźbiarskiej, nie dyspo­
n u j ą odpowiednio przygotowanym m a t e r i a ł e m i odpowied­
n i m i n a r z ę d z i a m i . Ten stan rzeczy jest źródłem ich przewag
i klęsk jednocześnie. B r a k artystycznego balastu rodzi
odwagę porywania się na trudne tematy. Mierzenie siły
na zamiary, warunek jakiejkolwiek twórczej działalności,
doprowadza t a k ż e niekiedy do sytuacji nieco groteskowych,
nie zamierzonych przez a u t o r ó w ; grozi ryzykiem przece­
niania swych sił. Granica m i ę d z y świeżością prymitywu
a artystycznym niedołęstwem jest przecież niesłychanie
ł a t w a do przekroczenia.
Świeżość, n i e p o r a d n o ś ć , oryginalne traktowanie tematu,
t o najważniejsze ogólne cechy charakterystyczne rzeźbiar­
skiego ośrodka paszyńskiego. Ogromna większość twórców
ludowych z tej wsi, t o ludzie u p r a w i a j ą c y działalność
a r t y s t y c z n ą zaledwie od roku, d w ó c h lat, od przypadku
do przypadku; jasne, że nie m a j ą żadnego doświadczenia,
że nie orientują się we współczesnych tendencjach i modach,
j a k i m podlegają pozawiejscy animatorzy p l a s t y k i ludowej.
Nie u m i e j ą więc — na szczęście! •— i m się podporządkować.
Trudno powiedzieć, czy t e n stan rzeczy u t r z y m a się długo.
Tak j u ż jest we współczesnej sztuce ludowej, że w miarę
rosnącej sławy, w m i a r ę coraz częstszego uczestnictwa
w wystawach, konkursach, kiermaszach, p r z y j m u j ą c liczne
odwiedziny — amator zamienia się w zawodowca, który
chcąc nie chcąc w mniejszym l u b w i ę k s z y m stopniu za­
czyna się p o d p o r z ą d k o w y w a ć ogólnej modzie. W miarę
powodzenia zmienia się motywacja twórczości — coraz
bardziej dochodzi do głosu czynnik m e r k a n t y l n y .
Prawie wszyscy t w ó r c y p a s z y ń s c y są jeszcze na tym
p o c z ą t k o w y m etapie, gdzie brak w i a r y we w ł a s n e siły,
w w a r t o ś ć a r t y s t y c z n ą swych d o k o n a ń nie pozwala na
traktowanie swej twórczości jako źródła zarobku. Między
i n n y m i dlatego ich r z e ź b y s ą t a k świeże i oryginalne.
Prace rzeźbiarskie uczniów szkoły podstawowej w Pa­
szynie m a j ą charakter odmienny niż prace dorosłych. W gru­
pie młodzieżowej obserwujemy silne wzajemne wpływy.
Jest k i l k u chłopców o silniejszych indywidualnościach
(Andrzej Głód, A u g u s t y n Pogwizd i in.) i cała plejada
rzeźbiarzy słabszych, chłopców, k t ó r z y nie m a j ą c wystar­
czającej w y o b r a ź n i wzorują się na cudzych pracach, Przy­
k ł a d e m Aniołek
Augustyna Pogwizda. Oryginalna forma,
osiągnięta bardzo p r o s t y m i ś r o d k a m i , skłoniła wielu chłop­
ców do n a ś l a d o w n i c t w a — aktualnie w kolekcji ks. Nitki
jest j u ż kilkadziesiąt aniołków wzorowanych na rzeźhie
Pogwizda. K s i ą d z N i t k a stara się wprawdzie pilnować,
b y r z e ź b y b y ł y wykonywane samodzielnie, „z głowy".
Jest to jednak niewykonalne; w p ł y w y m o ż n a nieco ogra­
niczyć, jednak nie da się ich eliminować całkowicie.

Ezeźby dzieci p a s z y ń s k i c h s ą ciekawym s k r z y ż o w a n i e m
sztuki ludowej i dziecięcej. Ludowe s ą t u wzory ikono­
graficzne, z k t ó r y c h niekiedy k o r z y s t a j ą młodzi rzoźbiarze.
Natomiast rozwiązania plastyczne s ą raczej z k r ę g u sztuki
dziecięcej — ze s w ą nieporadnością połączoną z l a p i d a r n ą ,
często bardzo celną formą rzeźbiarską.
Na prace p a s z y ń s k i c h p l a s t y k ó w ludowych istnieje
spory popyt. Jednak, j a k j u ż w s p o m n i a ł e m , ż a d n a z i n ­
stytucji nie zajmuje się handlem t y m i dziełami sztuki
na większą skalę. R z e ź b y nabywane są do kolekcji m u ­
zealnych (szczególną a k t y w n o ś c i ą odznacza się t u muzeum
sądeckie, z racji swych z a i n t e r e s o w a ń rzeźbą i bliskiego
położenia), a t a k ż e przez zbieraczy i h o b b y s t ó w , bezpośred­
nio od ich twórców. K s . N i t k a zawsze służy r a d ą i p o m o c ą .
Przybywający do Paszyna amatorzy sztuki ludowej w y ­
bierają interesujące ich prace, b ą d ź d o k o n u j ą zamówień.
W Paszynie często k u p u j ą r z e ź b y cudzoziemcy. Jednak,
jak się wydaje, czynnik merkantylny, aczkolwiek istotny,
nie jost t u najważniejszym impulsem do rzeźbienia.
Ta idylla przypuszczalnie nie będzie t r w a ł a długo.
Jeden z rzeźbiarzy o t r z y m a ł np. w zeszłym roku zamówienie
na serię „ K o p e r n i k ó w " . I n s t y t u c j a z a m a w i a j ą c a oriento­
wała się dobrze, że ma do czynienia z kilkunastoletnim
chłopcem, k t ó r y chodzi do szkoły i nie jest w stanie w y k o n a ć
w krótkim czasie sporej ilości r z e ź b ; b y ł a t o instytucja,
któroj przedstawiciele deklarowali wielokrotnie, że w rzeźbie
nie preferują produkcji seryjnej. Cóź, teoria i piękne słówka
sobie, a życie sobie. Pecunia non olet.
Ciekawe będzie prześledzenie historii m ł o d y c h rzeźbiarzy
paszyńskich, k t ó r z y niedługo u k o ń c z ą szkołę p o d s t a w o w ą .
Jak ułożą się ich dalsze „rzeźbiarskie losy"? Można przy­
puszczać, że większość z nich zaniecha pracy artystycznej.
Istnieje jednak uzasadniona nadzieja, że przynajmniej
kilku będzie k o n t y n u o w a ć twórczość rzeźbiarską. Intere­
sujące będzie prześledzenie ewolucji ośrodka paszyńskiego.
Dlatego napiszemy o n i m z n ó w za k i l k a lat.
Kontakty ks. N i t k i z m ł o d y m rzeźbiarzem z Nowego
Sącza, Franciszkiem P a l k ą , s ą szczególnego charakteru.
Znajomość ta t r w a j u ż k i l k a lat. K s i ą d z zainteresował się
twórczością tego młodego mężczyzny, z zawodu technika
skórzanego, k t ó r y od 1969 r. zajmuje się prawie wyłącznie
działalnością a r t y s t y c z n ą , osiągając bardzo ciekawe efekty.
Prócz rzeźby figuralnej zajmuje się Palka rzeźbą ceramiczną,
meblarstwem artystycznym i malarstwem na szkle. Trudno
już powiedzieć, k t o pierwszy w p a d ł na pomysł, b y Palka
wyrzeźbił do kościoła paszyńskiego a m b o n ę i D r o g ę K r z y ­
żową. W k a ż d y m razie b y ł t o p o m y s ł bardzo śmiały, bu­
rzący ustalone kanony plastyczne. N a t o , b y m o ż n a się
zdecydować na t a k ryzykowne przedsięwzięcie, trzeba było
mieszkańców wsi odpowiednio p r z y g o t o w a ć . Rzecz jasna,
Droga K r z y ż o w a w kościele musi spełniać podstawowy
warunek, n i e z b ę d n y do osiągnięcia odpowiedniego efektu —
artystycznego i moralnego. R z e ź b y m u s z ą b y ć komuni­
katywne, zrozumiałe dla P a s z y n i a k ó w .
Najważniejsza
przecież w t y m w y p a d k u jest ich funkcja kultowa.
Ks. N i t k a przygotowuje ludność wsi do tego artystycz­
nego wydarzenia w sobie właściwy, inteligentny sposób.
Namówił m ł o d y c h rzeźbiarzy, b y w y b r a l i się do Palki
obejrzeć jego prace. Wrócili przejęci i zachwyceni — ksiądz
zyskał w ten sposób k i l k u n a s t u zwolenników swego przed­
sięwzięcia.
Franciszek Palka cieszy się coraz większą s y m p a t i ą
w Paszynie, ponieważ został przez ks. N i t k ę zaproszony
jako instruktor na kursie malarstwa na szkle, zorganizo­
wanym przy parafii. K s i ą d z chce, b y Paszyniacy spróbowali
nowej techniki plastycznej. K u r s jest przeznaczony przede
wszystkim dla dziewcząt, k t ó r e (z kilkoma w y j ą t k a m i )
nie chcą b r a ć się do „męskiej r o b o t y " — rzeźbienia. N a kurs

I I . 14. K s . E d w a r d N i t k a , proboszcz
N . Sącz.

z Paszyna, pow.

chodzą jednak t a k ż e c h ł o p c y ; w sumie około dwadzieściorga
dzieci. Dotychczas o d b y ł o się k i l k a lekcji. Palka nie narzuca
swym m ł o d y m uczniom kompozycji, maniery stylistycznej,
sposobu potraktowania tematu. Ogranicza swe zajęcia
do spraw technicznych: sposób robienia k o n t u r ó w , roz­
rabianie farb, przygotowanie pędzli i t p . Kolekcja księdza
wzbogaciła się wiosną 1974 r. o kilkadziesiąt obrazków
malowanych na szkle. B y ć może, gdy a r t y k u ł ten u k a ż e się
w d r u k u , Paszyn będzie ośrodkiem nie t y l k o rzeźby, ale
i malarstwa na szkle.

*
Z historii paszyńskiego ośrodka plastyki ludowej
animator życia kulturalnego na wsi może wyciągnąć dla
siebie szereg bardzo pouczających wniosków. Nasuwa się
t u przede wszystkim k i l k a z n i c h :
— aby możliwy b y ł rozwój sztuki ludowej na wsi
współczesnej, potrzebne jest nie t y l k o zapewnienie jej
egzystencji od strony materialnej, lecz i „zrobienie atmo­
sfery". B r a k odpowiedniej atmosfery wokół twórczości
ludowej w środowisku wiejskim powoduje degenerację,
skostnienie, oderwanie od życia. Wyłącznie merkantylna
motywacja ze strony t w ó r c ó w ludowych jest oskarżeniem,
rzuconym animatorom współczesnej plastyki wiejskiej;
jest sygnałem ostrzegającym, że w tej dziedzinie dzieje się
źle, że obrane metody są niewłaściwe b ą d ź niewystarczające.
Budzenie twórczości ludowej wyłącznie m e t o d ą fiskalną,
to nie reaktywowanie dawnej k u l t u r y w nowych warunkach,
lecz galwanizowanie nieboszczyka;
— gdy chcemy p o b u d z a ć twórczość l u d o w ą o p a r t ą
o dawne tradycje, nie m o ż e m y tego robić m e t o d ą narzu­
cania ludziom (przy pomocy tzw. bodźców ekonomicznych)
103

dawnych wzorów z muzealnych gablot. Piwko i Głód nie
dlatego zaczęli wzorować się na dawnych kapliczkach,
że jest to ostatnio p o p ł a t n e , lecz dlatego, że b y ł y t o naj­
bliższe i m wzory rzeźby. P o s z u k u j ą c oparcia, plastycy ci
siłą rzeczy zwrócili się do dawnych wzorów. Korzystali
z nich, ale przecież stworzyli prace własne, oryginalne,
nie martwe kopie. Gdyby ks. N i t k a polecił kopiować ka­
pliczki, a nie rzeźbić z głowy, nigdy b y nie uzyskał takich
efektów pedagogicznych;
•— j e d n ą z przyczyn powstania paszyńskiego ośrodka
plastyki wiejskiej jest właściwe, inteligentne podsycanie
ambicji twórców. Służy temu kolekcja ks. N i t k i . F a k t ,
że znajduje się ona w Paszynie, ma pierwszorzędne zna­
czenie — k a ż d y p o c z ą t k u j ą c y rzeźbiarz ma okazję kon­
frontacji, ma nadzieję, że jego prace b ę d ą się w kolekcji
wyróżniać. Zbiór proboszcza ma sens t y l k o przez swoje
istnienie na miejscu, w Paszynie. Gdyby go gdzieś wywieźć,
umieścić w k t ó r y m ś muzeum, p r z e s t a ł b y oddziaływać

bezpośrednio na mieszkańców wsi — kolekcja zmieniłaby się
z Akademii Sztuk P i ę k n y c h w zbiór p i ę k n y c h może, ale
m a r t w y c h klocków. K s i ę d z u Nitce u d a ł o się u n i k n ą ć pier- ;
worodnego grzechu wszystkich m u z e a l n i k ó w i kolekcjo- I
n e r ó w — wyrwania eksponatu ze swego kulturowego коп- i
tekstu;
— najważniejszą jednak p r z y c z y n ą powstania pa­
szyńskiego ośrodka plastyki wiejskiej i d o k u m e n t u j ą c e j ją
kolekcji księdza Edwarda N i t k i jest uparta, konsekwentna,
prowadzona z ogromnym wyczuciem psychologicznym
i t a k t e m praca człowieka, k t ó r y nie bawi się klockami,
j a k n i e k t ó r z y i n n i „miłośnicy sztuki ludowej", lecz w ani- X
mowaniu plastyki wiejskiej widzi jeden ze sposobów dy- 1
d a k t y k i społecznej. Dlatego ksiądz N i t k a , sam chłopskiego
pochodzenia, z n a j ą c y świetnie chłopską psychikę, osiągnął I
rezultaty, k t ó r y c h wypada m u bardzo gorąco pogratulować,
a jego doświadczenia w y k o r z y s t a ć w możliwie największym
stopniu.

LITERATURA PRZEDMIOTU
1. Rocznik Diecezji Tarnowskiej za rok 1967. T a r n ó w 1968.
2. J. Kurkiewicz. Swiątkarz powsinoga, „Głos Młodzieży
Wiejskiej", 1968, nr 7/129 (O Wojciechu Oleksym —
zawiera fotografię i k i l k a danych biograficznych).
3. ,.Berliner Morgenpost" (Berlin Zachodni), 1968, brak
bliższych danych. Fotografia szopki wykonanej przez
Mieczysława P i w k ę , z podpisem: „ B o t s c h a f t der Weihnaeht Friede auf E r d e n " .
4. J. Kurkiewicz, Ludowi
rzeźbiarze beskidzcy, „ P o l s k a
Sztuka Ludowa", R. X X V I , 1972, nr 2, s. 113—121.
6. Zb. Święch, Skrzydlate złoto, „ D z i e n n i k Polski", nr 192
z dn. 13—14 V I I I 1972.
6. Współczesna Rzeźba Ludowa Karpat Polskich,
Katalog
wystawy pokonkursowej. W y d . Muzeum w N o w y m
Sączu, N o w y Sącz 1972. Red. i opr. A n t o n i K r o h . Fot.
Jan Świderski.

7. A . Bujak, Rzeźbiarze ziem karpackich,
„ T y g o d n i k Pow- I
szechny", 42 (1238), 15 X 72. ( K r ó t k i e sprawozdanie |
z konkursu sądeckiego. Liczne b ł ę d y w nazwach miej- I
scowości i w nazwiskach.).
8. E . Nowakowska, Żółty ptak z zielonymi skrzydłami, |
„ K i e r u n k i " , 51/62 (861/862) z dn. 17—24 X I I 1972. i
9. (AS), Konkurs plastyków amatorów zakończony,
„Dzień- I
n i k Polski", nr 81 z dn. 5 I V 73 (wzmianka o wynikach I
konkursu zorganizowanego z i m ą 1973 r. dla plastyków- I
- a m a t o r ó w z pow. N o w y Sącz.).
10. Zb. Święch, Skarby
z d n . 22 I V 1973.

Polskich

Karpat,

„ W i e ś c i " , nr 16 I

11. Zb. Święch, Złoto Polskich Karpat,
„ P o l s k a " 12/232, I
grudzień 1973. T a k ż e k i l k a wersji j ę z y k o w y c h .

PRZYPISY
1

W y w i a d y autora a r t y k u ł u z m i e s z k a ń c a m i Paszyna.
Tekst w y w i a d ó w w posiadaniu autora.
Rocznik Diecezji Tarnowskiej
za rok 1967, T a r n ó w
1968, s. 270.

3

A . Jackowski, Kopernik
w ludowej rzeźbie, „Polska
Sztuka L u d o w a " , R . X X V I I I , 1974, n r 1, s. 40.

2

Tot. A. Kroh — i l . 1, 11—14; J . Świderski — U . 2—10

104

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.