feda28d8acc40a8fe8e38e480204efae.pdf
Media
Part of Dzieje Polonii w książkach zawarte / LUD 1985 t.69
- extracted text
-
Lud,
t. 69, 1985
A:--.ITONI KUCZYNSKI
PTL Wrocław
DZIEJE POLONII W KSIĄŻKACH ZAWARTE
Problematyka zawarta w tytule artykułu jest tak rozległa, że kompleksowy jej obraz jest na obecnym etapie badań wręcz niemożliwy.
Pojawiło się wprawdzie w ostatnim okresie szereg wartościowych publikacji poświęconych różnym aspektom Polonii 1, wiele jednak temi1tó\v
wymaga dalszych pogłębionych studiów i ustaleń badawczych. Są to
problemy nie tylko natury historycznej, te bowiem mają akurat naj bogatszą literaturę, ale niezmiernie ważne dla właściwego oświetlenia tej
problematyki są kwestie natury socjologicznej, a w tym względzie zaznacza się wyraźny deficyt badań. Wprawdzie problem ten podejmowany był ostatnio przez Instytut Zachodni w Poznaniu oraz Instytut Bacarl Polonijnych Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie 2, są to jednak mało znaczące dokonania w skali istniejących potrzeb w tym względzie. Dodać do tego należałoby jeszcze szeroki temat wkładu Pobkóv,'
do kultury światowej, czy ważne dla historii etnografii zagadnienie
udziału Polaków w badaniach kultur pierwotnych i ludowych świata.
Są to tematy pierwsze z brzegu, a możnaby je jeszcze mnożyć. Skoro
więc nadal odczuwamy znaczny deficyt w lepszym oświetleniu niektórych problemów polonijnych, nic przeto dziwnego, że każda książka ukazująca się na temat Polonii jest szybko rozchwytywana. Jest to temat
uważnie śledzony nie tylko przez ludzi zawod'owo parających się tematyką polonijną. Również szerokie rzesze przedstawicieli różnych nauk
społecznych, pozbawione nieraz możliwości twórczego działania w wielu
obszarach naukowych naszej współczesności, interesują się nim j uciekają w przeszłość własnego narodu. Rzeczą niezmiernie ciekawą z socjo: Interes:ują'c-e publilkiacje z tego zakresu ukazują s'ię rw tz,w. BibUotece PoloI1!ijBada:I1!iaEoI.olniiZagranicznej ,PoI.siki,ejAik;ademii Nauk. Ponadto mamy
specjalne czasopisma uprawniające wyłącznie tę prohlematykę tj. "Przegląd Po:lonijay" i "Rocwik Polonijny", a bywa przecież i tak, że artykuły z tej dziedziny publikowane są na la,mach ,innych czasopism nauko,wych.
2 Do wyróżniających
siię publ:ikacjij .z tego za'krresuzaHczyć 'należy między innymi: G. Babiński, Lokalna społeczność polonijna
w Sta1wch Zjednoczonych
Ameryki w procesie przemian,
W,rocła:w-Wamzawa-Kraików-Gdańsk
11J.77; Andrzej Kapiszewski, Stereotyp Amerykanów
polskiego pochodzenia, WTocław- Walrszawa-'Kra!ków-Gdańsk 1978, QPu!blikawany'ch w ramach ws'piomnianej powyż:ej BiibU,otekii Polonijnej pod red. Hieronima Kubiaka.
:lCj Komitetu
198
Antoni
EILC,zUński
logicznego punktu widzenie jest ta ucieczka w przeszłość i pilne douczanie się historii ojczystego kraju .. J ednym z elementów
tej świadomoścl
historycznej
jest właśnie wiedza o dziejach i losach Polaków, którzy
przez stulecia wędrowali
po świecie, czesto z pobudek politycznych
l
ekonomicznych.
W przypadku
tego szkicu omówione w nim zostaną publikacje
poszerzające
w znaczny sposób naszą wiedzę o Polakach poza granicanll
kraju. Wchodzą one w skład cyklu "Z dziejów Polonii", stanowiącegc
tzw. Bibliotekę
Polonijną
wydawaną
przez Polonijne
Centrum
Kulturalno-Oświatowe
Uniwersytetu
Marii Curie-Skłodowskiej
w Lublinie,
które począwszy od 1975 roku - a więc od chwili powstania - prowadzi pożyteczną
działalność
edytorską
o tematyce
polonijnej.
Jak podkreśla Ireneusz .J. Kamiński
na łamach "Rocznika Polonijnego",
1980.
t. 1, s. 123, rozpoczęcie
"działalności
wydawniczej
przez Centrum
jur
w pierwszym
(1975) roku istnienia instytucji
nie było dziełem przYP:'ldku czy wygórowanych
ambicji, lecz realnych
konieczności
i potrzeb,
wynikających
zarówno z niedostatkow
piśmiennictwa
o tematyce polonijnej w kraju, jak i programowych
zobowiązań lubelskiej placówki w{)bec Polonii, realizowanych
w praktyce
m. in. przez organizowanie
\,'a
kacyjnych
kursów dla instruktorów
zespołów folklorystycznych
i db,
nauczycieli
szkół polonijnych,
sesji naukowych,
wystaw i innych imprez o charakterze
informacyjnym".
Początki tak rozwiniętej
dzisiaj działalności prowadzonej
przez naukowe środowisko lubelskie były skromne. Rozpoczęła się ona przed 10
laty kursem dla instruktorów
folklorystycznych
zespołów, a nieco póżniej kursem dla nauczycieli
szkół polonijnych.
Sprawom tym patronował Uniwersytetu
Lubelski, ale w tym samym czasie z inicjatywy
Katolickiego Uniwersytetu
Lubelskiego
zorganizowana
została tzw. Letni:)
Szkoła Kultury i Języka Polskiego, rozwijająca
się z każdym rokiem do
rozmiarów,
systematycznego
już dzisiaj, kursu
goszczącego
coroczni\
wielu uczestników.
Wraz z utworzeniem
Polonijnego
Centrum Kulturalnooświatowego
UMCS. którego mecenasem
jest Towarzystwo
Lącznosci
z Polonią Zagraniczną
"Polonia", lubelskiemu
ośrodkowi przypadła
roJa
szczególna,
zarówno w zakresie
badail naukowych
dotyczących
złożenych problemów Polonii, jak też organizatora
licznych imprez wakacyjnych dla przedstawicieli
Polonii z różnych krajów. Jedną z takich cennych inicjatyw
są zajęcia trzyletniego
Studium Folklorystycznego,
ktore go uczestnicy
otrzymują
licencję na prowadzenie
zespołów folklorystycznych w swoich krajach. Ponadto trzyletnie
Studium Nauki Język:;
Polskiego dla Nauczycieli Polonijnych
stanowi rozwiniętą
formę doskonalenia swojej wiedzy o języku polskim i jego kulturze.
Zajęcia prowadzone przez wybitnych
specjalistów
grupują
nauczycieli
tych kursóv/
DZIEJE
P::JLON!!
K5Ic\ŻKACH
\\i
199
ZAWARTE
dc'ikonalą teoretyczną
i praktyczną
znajomość
języka polskiego, poznaj~, praktycznie
metodykę,
zaznajamiają
się z wydawnictwami
i p,)mocc.:-:1idydaktycznymi
przydatnymi
w oświacie polonijnej.
Trudno tu prezentować
wszystkie działania Centrum
na rzecz przybb:enia Starego Kraju rodakom rozsianym
po całym świecie. Dopełniają~ jednak tych wiadomości należy podkreślić,
że te lubelskie spotkania
z ':-'olonią są ważkim elementem
\"'spomagania
Polonii na rzecz jej przekl,-ania. Te letnie spotkania
z Polonią nie są czego dowodzą przyk~:;dy - tylko epizodem bez dalszej historii. Z lubelskich
doświadczer.
w'.'nika np. fakt dobrej i pożytecznej
współpracy
z różnego rodzaju inst:nucpmi
polonijnymi,
między
innymi
Fundacją
Kościuszkowską
\v
S::;!1ach Zjednoczonych.
Stowarzyszeniem
Fracusko-Polskim
,,1'rzyjaźl1
- Lublin" z Forbach z Francji, Związkiem Polaków .,Strzecha"
w AuPodobną działalność: prowadzą
inne placówki naukowe
w Polsce, 8
de tradycyjnych
już spotkań należą tzw. szkoły języka polskiego organ:::owane przez Uniwer~;ytet Jagielloti.ski oraz liczne imprezy kulturaln~ którym
patronuje
Towarzystwo
Łączności
z Polonią
Zagraniczną
..f<,lonia".
W latach 1974 - 1984 Polonijne
Centrum
Kulturalno-Oświatowe
Uniw·: :'sytetu Marii Curie-Skłodowskiej
wydało 12 tytułów w ramach serii
pcpularno-naukowej
"Z Dziejów Polonii" oraz szereg innych pozycji dla
pc :onijnych
instruktorów-choreografów
i podręczniki
do użytku
naucz::cieli szkół polonijnych,
w tym również książki popularyzujące
Polsk>, i jej kulturę :1. Pozycje z serii popularno-naukowej
"Z Dziejów Poloni:', stanowią wartościowe
dopełnienie
publikacji
wzbogacających
wiedze:: Polonii o niej samej, a także dające czytelnikowi
krajowemu
możliwcsć: poznania
złożonej problematyki
polonijnej.
Każda z książeczek
te serii posiada obcojt~zyczne streszczenie,
często w językach tych kraje'.\', w których
znajdują
się opisywane
skupiska
polonijne.
Cykl ten
ni~ jest zamknięty
i każdy rok przynosi
nowe pozycje,
Wydawnicz<l
~ Tematy.ki ki
,k_.
TaJ'lce
I.l!łl~), a
dotYCI.'1 wydane
lubelskie,
Lubliln
na.o;lŁQpl1ie 'wo •.,ją
--
Il'ancu:ilkq
popra.wi:me
Opocz!llisk-ie
';lJkół
pO>'kiej
1939 - 1976, Lublin
1978: takż·e,
Obyczaje
J9.~9 ,i Obyczaje
polskie
uz.upclnione
nut<;
K()piń.'-.ki.
Na
ang.icbk'l
(koTllTalice
Lu bLn 1981. Oprócz
tego z k,;.iążek dl.a nat!wydalO'O: 8arba,'a
Gl'adZ'ik-Jedy,nalk,
Antal,ogia
ltcratnr!i
1,977; także, Obyczaje
polskie do kOika XVI wieku, Lubpol·skie XVII
i pierwszej
połowU
XVIII
wieku,
Lubh:~
XVIII
i pierwszej
ii'.
1981: Barbara
M·iahal·owska-RozhiiJl,
Wubór
tekstów
;. :
')J.([,
Lublin
cz. 2. Wiosna
Lublin
1980.
1'979i
\\'crc;ją
1978; tenże, Wiadomości
o muzyce
Ignacy
Wac.howia;k.
Wan-d,l Zach,
Kaz:imien~
i krakowiak,
pok1nijnych
c:z:,'~ieli
h,.
i
ludową
(1978);
(zb.ór pleśni i melodii
lndowych),
Lublin
pe'ld<ium), Lu,bhn
HJ80: A'ntemi Korly·ka,
ktF{}iowskie,
St'łH;.';law LCc'zczyń-
p,·z.ez Cen;rUlJ1pu-bJikacjc:
1976
drugiej
polowy
i lato.
po/OWU XIX
sceniczn!}ch
-
wieku,
cz.
L~lb-
1. Jcsiei!
200
Antoni
Kttczyński
działalność Centrum Polonijnego UMCS w Lublinie przyczynia się w
istotny sposób do podkreślenia wagi i znaczenia współpracy Polonii z
krajem - dla zachowania jej tożsamości kulturowej i znajomości języka
polskiego. Rozszerzające się kontakty Polonii z krajem, zarówno starszych jak i młodszych generacji, umacniają w świadomości tych skupisk przeświadczenie o dużej wartości kulturowej płynącej z kultywowania łączności z Polską. I jeśli obecnie jesteśmy świadkami jakiego,~
pełniejszego wyobrażenia Polonii o swym kraju ojczystym, to bez wątpienia jest w tym pewna zasługa Polonijnego Centrum Uniwersytetu
Marii Curie Skłodowskiej w Lublinie 4.
Ukazujących się w niewielkim bo tysięcznym nakładzie publikacji
z serii pod nazwą "Z Dziejów Polonii" brak jest w powszechnym obiegu społecznym. Stąd też bardzo mało miejsca poświęcono im dotychczas
w piśmiennictwie krajowym, nie na temat wszystkich ukazały się omówienia i recenzje. Ów mały nakład sprawia, że interesujący się tą problematyką nie mogą zdobyć publikacji wychodzących w ramach wspomnianej serii, zwłaszcza że część egzemplarzy przeznaczona jest dla od·
biorców zagranicznych. Dzisiaj gdy ukazał się 12 zeszyt ~ z tej serii, warto wrócić do pierwszej książeczki, która rozpoczęła tę serię, a potem
kolejno każdej z nich poświęcić nieco uwagi i powstałych z ich lektury
refleksji.
*
Henryk Zins, Polacy w Kanadzie,
Lublin 1975, ss. 33.
Autor książki jest profesorem Uniwersytetu Marii Curie Skłodowskiej w Lublinie, posiadającym na swoim koncie szereg publikacji o tematyce kontaktów polsko-angielskich, a ponadto jest autorem wydcmej
przez Ossolineum Historii Kanady (1975), jednej z pierwszych pozycji z
cyklu historii poszczególnych paIlstw, rozpoczętej przed laty przez to
Z. rSob()llewski, M. Zdr'c}Jew;;ki,
Lubl'in 1'982.
6 W ser:ii tej ukazały
się: Henryk Zins, Polacy w Kanadzie, Lublin 1975: Wladysław K-uc'ha,rski,ZibiJgnLew 'J:1oJmkowski, Poloni aw Austrii,
Lubhn 1976; Eugeniusz.
Ciuruś, Polacy w Brazylii,
Lublin li977; Mi'eczysław W,ie;JicZiko, Polacy na Węgrzech,
Lub1'in 19177 - wersja ta ukaZJała 'się talkże w języku węgiers.kirm jako: Lengyelek
Magyaroszagon,
Lublin 1978; Henryk Z:ins, Polacy w Afryce
Wschodniej,
LubHn
1978; ElIIgenius,z Ci'UTUŚ,Polacy w Argentynie,
LubHn 1\97'8; Marek Zmig,rddzk'i, Po·
Lonia w Belgii, Lublkl 1978; WlodzLmierz Hebna':l, Polonia w Jlustrali.i
i Nowej ZeLandii, Luiblin W19; Jerzy S. Łąbka, PoLacy w Turcji,
L1.lJbli:n1'980; Jan Lewandowski.
Polacy w Szwajcarii,
LubHn 11981; Mał,g'orzata WiHaume, Polacy w Rumunii, LubliJn
1981; Janusz All:b'in, Polacy w JugosŁawii, Lublim 1!9B3.
4
Szczegółowiej
PoLonijne
Centrum
,o dziaŁailności Centrum
wb.:
Uniwersytetu
SkŁodowskiej,
Marii
Curie
DZIEJE
POLONIl
W KSIĄŻKACH
ZAWARTE
201'
wydawnictwo, a tak imponująco rozwijającej się po dzień dzisiejszy 6.
W książce tej jest maleńki rozdział poświęcony Polakom w Kanadzie i
w gruncie rzeczy prawie to samo, tylko w zmienionym ujęciu, znalazło·
się w omawianej tutaj publikacji. Zawiera więc ona przypomnienie polskich kontaktów z Ameryką, rozpoczynające się rzekomym odkryciem
tego kontynentu przez legendarnego żeglarza Jana z Kolna, a także
pozbawionym naukowych dowodów przypuszczeniem, jakoby towarzyszem podróży Kolumba do Ameryki był również Polak ukrywający się
pod nazwiskiem Francisco Fernandez. Po tych fantastycznie
dzisiaj
brzmiących przypuszczeniach mamy jednak jednoznaczne dowody na to,
że na początku wieku siedemnastego (1608) wraz z kolonistami angielskimi przybyli do Jamestown w Ameryce Północnej pierwsi Polacy. PÓżniej kontakty te były częstsze i na pierwszych stronach omawianej publikacji wiele mamy informacji z tego zakresu. W odniesieniu zaś do
Kanady, historię emigracji polskiej do tego kraju dzieli autor na trzy
okresy. Pierwszy z nich, do schyłku XIX stulecia, miał charakter polityczny, drugi, od końca XIX stulecia do drugiej wojny światowej, posiadał podłoże ekonomiczne. Wreszcie trzeci, od czasu ostatniej wojny,
odznaczał się już odmieną strukturą polskiej emigracji, wyższym je] poziomem zawodowym i intelektualnym, przy czym należy do niego włączyć również współczesną emigrację do tego kraju 7.
Omawiając każdy z tych okresów podaje autor liczne fakty związane'
z tą emigracją, wymienia nazwiska, charakteryzuje
działalność wyróż6 W cykJu hisicwii
pow.szechny·ch wydawanych
przez Osso:1.ineum ukazały się dQ;ycho.as: W. Cz'a;pliń'siki, K. Górski, Historia
Danii, Wrocław
1965; W. Felczak, Historia Węgier, Wr'ocł'3;w 1900; J. Ochmański,
Historia
Litwy,
WrocłaJW 1'967; R. Becik,
:'vI. OrzechO'Wski, Historia Czechoslowacji,
Wrocław 196'9; L. Bazyłow, 1l<istol'i.a Rosji,
Wrocław Hl79; J. Demel, Historia
Rumu,nii, WIo'cla,w 1'970; T. Wa9ilewski,
Historia
l:ru.łgarii, Wrocław
1970; H. Katz, Histo7'lia Stanów
Zjednoczonych,
Wrocław
1971 ~
H. Zi.n.s, Historia
Anglii,
Wf'ocła'W 19'11; A. Ba'rtni'cki,
J. Ma'llltel-:NiiećJw, HistorUl.
EtiO]Jiii, Wrocław
Hr1l1; H. W'ereszydki,
Historia
Austrii,
Wrocław
11)72; J. ReychmaJrt
Historia T1Lrcji, Wroda!W 19713; A. Ker.%en, Historia
Szwecji, W'wcław
1973; .1. Ba.'>zkiewicz, Historia Francji, Wrocłew 1'9'74; W. Rodziń.s.k!i, Historia Chin, Wr,ocław 19'74;
H. ZinJs, Historia Kanady, Wroclaw
11975; J. WóH'owi'C~z, Historia
Szwajcar:ii,
Wr'oclaw 1976; J. Bali clk'i, M. BoguCika, Historia Holandii,
Wrocław
1976; S. G.r:zybows:k;,
Historw. Irland:ii, Wnoclaw
1i97'7; M. Z.aikrZJew.5<ka~Du;b3JSQl\Va,
Historia
Armelvii,
Wr'ocłmv 1977; M. Tymo'wsiJlji, Historia Mali, Wl'o'Claw 1'9'79; M, KO$man, Historia
Białorusi, WrodaJW 1979; W. A. Serczyik:, His,toria Ukrainy,
Wrod<liw 197:9; J. Kieniewicz,
Historia Indii, Wrocła'W 1'980; W. Cza1>l~ń,ski, A. Galas, W. Korria, Historia
Niemiec,.
W.rQ<:!aw 1981; L. Ba,zy.J.ow, Historia
Mongolii,
Wwc!a'w
1001; T. CieŚolak. Historia
Finlandii,
W'!'OIcłoaw1900.
7 O J'IoI1akach, ddórzy
po dru:g.iej wojnie światow-ej ~nalLeźHsię w Kanad'lie
l d:dsiaj pclm;ą tam OIdipowie.dzia1ne sta:n()lwisk.a, zob. O. Bud:rewicz, Rodacy spod klonoweao !iśoia. Wa,!'s.za,wa 198Q.
202
Antoni
KUCZ'U1iski
niających
się jednostek.
Do jednej z nich należał np. Kazimierz
Stani~ła\\' G7.0wski (1813 - 1898), porucznik
saperów
w powstaniu
listopadowym, którego los rzucił później do odległej Kanady,
Położył on duże
zasługi w dziedzinie rozwoju gospodarczego
tego kraju, był znanym budowniczym,
człowiekiem
powszechnie
szanowanym,
o którym
do dzisiaJ wspomina się z atencją i należnym
mu szacunkiem.
Przez karty tej
książeczki przewija si~ jeszcze wiele nazwisk Polaków, którzy tu w Kraju KIOll0\Vego Liściu uczestniczyli
w różnych
formach
jego społeczno-gospodarczego
życia i to zarówno w początkach
kolonizowania
tego kraJU, Jak też w czasach nam współczesnych.
Jest to więc publikacja,
która w ogólnych zarysach
orientuje
czytelnika o polskich drogach w Kanadzie.
Wymienione
w niej fakty z przeszłości '.\"Zbogacają naszą wiedzę o Polonii, a przykłady
jej kon taktó,'i
z krajcl~l ojczystym
ukazują dobry klimat, w jakim rozwija się w ostatnich latach współpraca
organizacji
polonijnych
z Polską. Publikaąja
ta,
wypływająca
z troski o zachowanie
języka, świadomości
narodowej
oraz
wiedzy o kulturze
i historii starej ojczyzny
wśród Polaków rozsianych
po całym świecie, dobrze włącza się do ogólnego nurtu tych prac ,Jakie
podejmowane
są współcześnie
w Polsce, między innymi przez Tow<lrzyst\yO LH.:zności z Polonią
Zagraniczną
"Polonia".
blin
Władysław
Kucharski,
Zbigniew
1976. ss. 108, ryc. 40.
Tomkowski,
Polonia w Austrii,
Lu-
Tak się składa,
że przede
wszystkim
za przyczyną
zaborów
staJa
się Austria obecna w świadomości
naszego narodu, zwłaszcza jego przedstawicieli
mieszkających
na tzw. południowych
rubieżach
byłej Rzeczypospahtej.
Ale już w okresie
Odrodzenia
wielu wybitnych
Polaków
przeby\\'alo
lub czasowo mieszkało
w tym kraju, przede wszystkim
zaś
w Wiedniu.
Później
natomiast
bywali tam koronowani
władcy,
uczeni
mężov:ie i pełniący swe posługi religijne
przedstawiciele
stanu duchownego. O sprawach
tych traktuje
pobieżnie
wstęp omawianej
publikacji.
która stanowi
zwarte
kompendium
wiedzy o kontaktach
politycznych,
kulturalnych.
gospodarczych
i handlowych
Polski z Austrią,
które rozwijały sit; i ksztalto,vały
na przestrzeni
stuleci.
Układ książki jest tak pomyślany,
że poszczególne
jej części są zwartymi całosciami ukazującymi
dany temat. Tak więc przedstawia
się monografi8
Związku
Polaków
w Austrii
.,Strzecha",
podobny
charulder
nosi rOldział książki poświęcony
stowarzyszeniom
i związkom
młodzieży polskej
w Auatrii
czy rozdział
omawiający
polskie stowarzyszenia
robotnicze
i związki samopomocy.
DZIEJE
POLONII
W KS1ĄZKACH
ZAWARTE
203
P:'zybliżając
niektóre ze zwartych
tam ustaleń wspomnieć
trzeb'l, że
na czoło polskich stowarzyszeń
i związków działających
w Austrii,
poCZą\VSl}
od XIX wieku, wysuwa się Związek Polaków "Strzecha",
założony \\' W95 roku. Jego statutowe
założenia ukierunkowane
na kształtowanie' sw iadol11osci narodowej,
umacnianie
zwartości
moralnej
i organizaCYJnej Polaków zamieszkałych
w Austrii, krzewienie
wiedzy o PolsCe. kulty\\'owClllie zwyczajów
i obyczajów
narodowych
oraz nauczanie
języka polskiego, realizowane
były przez różnorodne
akcje i działani"
programowe.
Obraz tych wielokierunkowych
form statutowej
działalności wynika wyraźnie z kart książki i sprawia,
że popularna
"Strzecha"
Jeszcze dzi,,; cieszy się dużym autorytetem
u Polaków zamieszkałych
w
:\uslrii. jak i \','śród szerokich kręgów społeczeństwa
austriackiego,
Ale
opróc/ ..:)lrzechy"
działały w Austrii, zwłaszcza w wieku XIX i początkach \\ieku YX. różne organizacje
polonijne.
Młodzież polska studiująca wc' \Viedniu grupowała
się w organizacjach
środowiskowych
emanującyeh swoją ży'A'otnością społeczną
i kulturalno-oświatową.
Podobnie
było z młodymi ludźmi zatrudnionymi
w różnych zakładach
przemysłowych. którzy grupowali
się w ramach Polskiego Stowarzyszenia
Chrzescijar'lskiego
Hobotników
i Robotnic
"Ojczyzna".
W publikacji
tu
omawiane]
jest wiele rzeczy doprawdy
ciekawych,
znajdujemy
wiek
nazwisk i stanowisk
zajmowanych
przez Polaków
w Austrii. W sumie
Jest to skromna i pożyteczna
książeczka.
Tak się bowiem składa, że do
tej pory "ielkie
ilościowo Polonie: amerykańska
i austrialijska
posiadają rozległą literaturę,
która orientuje
o złożonych problemach
kształtowania się tych zbiorowisk.
A tutaj, leżąca za przysłowiową
miedzą
Polonia austriacka,
stanowiła
jeszcze do niedawna
swoistą "terra incognita". Dobrze więc się stało, że w ramach
wspomnianej
już serii "Z
Dziejów Polonii' otrzymaliśmy
tę małą monografię
poświęconą
Polonii
w A ustrii. Całość dopełniają
interesujące
zdjęcia i szkoda, że jak ml ironię nakład tej pozycji wynosi 1.000 egzemplarzy.
*
Ew;eniusz
Ciurus.
Polacy
UJ
Brazylii,
Lublin
1977, ss. 54.
Hejestr nazwisk. spraw i problemów
związanych
z polskim wychodźstwem do Brazylii jest obszerny. Emigracja
ta wywodziła
się głównie z
elementu chłopskiego i nigdy, tak jak np. w Stanach Zjednoczonych,
nie
uległa \V swej masie przekształceniu
w tzw, proletariat
miejski wchłonięty przez przemysł. Do dzisiaj główny trzon polskiej emigracji w Brazylii jest nadal chłopski, zarówno przez swe pochodzenie,
jak też rolniczy charakter
gospodarki,
z którą jest związany.
O sprawach
tych pisze
między innymi autor omawianej
publikacji.
Oczywiście nie są to j~kieś
204
Antoni
Kuczyński
nowe ustalenia lecz powtórzenie powszechnie znanych faktów zaLZerpniętych z bogatej literatury przedmiotu. Rejestr Polaków, którzy przez
swe wybitne osiągnięcia związani są z historią Brazylii, otwiera generał artylerii i admirał Krzysztof Arciszewski, postać powszechnie znana w historii naszych kontaktów z tym krajem. Każdy bowiem piszący
na ten temat uważa za swój obowiązek przypomnienie tej barwnej postaci. Ale oprócz Arciszewskiego wspomina również autor Władysława
Konstantego Wituskiego, Józefa Szkopa i innych. Jest więc w książce
krótka prezentacja szczególnie wybijających się jednostek związanych
z różnymi formami działalności, w których osiągnęły one wyróżl1lające
się rezultaty. Do postaci takich należał Andrzej Przewodowski, uczestnik
powstania listopadowego, który po osiedleniu w Brazylii pracował tam
jako architekt-budowniczy i wybudował szereg okazałych gmachów. Jego
syn, Stanisław, był dowódcą grupy okrętów i wyróżnił się w ".:ojnie
Brazylii z Paragwajem. W dziedzinie ornitologii i botaniki zasłynęli Józef Warszewicz, Kon tan ty J elski i Tadeusz Chrostowski. Wśród tych
postaci był również Piotr Czerniewicz, związany z rozwojem medycyny
brazylijskiej, budowniczy fabryk i linii kolejowych Ludwik Malaiski, inżynierowie Bronisław Rymkiewicz i Stanisław Brodzki. I chociaż w swej
głównej masie polonia brazylijska wtopiona jest w puszcze dzikiej Parany i innych prowincji, gdzie głównie oddaje się rolnictwu, równiez w
innych dziedzinach życia społecznego, gospodarczego i intelektualnego
zaznaczony jest wkład Polaków do kultury dzisiejszej tego V·'Jju.
Problemy, o których wyżej wspomniano, ukazane są \'./ książce w
wielkim skrócie, bez wchodzenia w ich uwarunkowania socjologiczne,
jakie zazwyczaj towarzyszą procesowi wrastania Polonii w nową ziemię·
Mają.c zapewne na myśli te problemy pisze autor, iż "nierzadko pełne
rozpaczy, pierwsze lata kolonisty polskiego, uwiecznione w pamiętnikach Siemiradzkiego, Dygasińskiego, wierszach Konopnickiej, w których
prawie każdy kolonista chciał wracać do Polski, zostały przypieczętowane twardą rzeczywistością. Trzeba było pozostać mimo tęsknoty do
kraju, walczyć z różnymi przeciwnościami, aby utrzymać się przy życiu, tworzyć za wszelką cenę warunki dla swojego państwa".
I tak rok za rokiem wrastał polski osadnik w brazylijską ziemię. a
w okresie XIX i na początku XX wieku emigracja polska w tym kraju
była prawie całkowicie pozbawiona inteligencji. Z reguły osobą najbardziej wykształconą był ksiądz. On też bywał ostatecznym autorytetem
w wielu sprawach. To właśnie dzięki benedyktyńskiej wręcz pracy polskich książy chłop polski w Brazylii łatwiej wrastał w tę ziemię. Jest
bowiem faktem oczywistym, że kapłani towarzyszący emigrantom stanowili swoistego rodzaju autorytety moralne. A że byli to ludzie wykształceni, umiejący trzeźwo oceniać realia towarzyszące emigracji, zda-
DZIEJE
POLONII
W KSIĄ2KACH
ZAWARTE
205
wali sobie sprawę, że w tej nostalgii za krajem jaka towarzyszyła przybyszom do Brazylii, jedynym czynnikiem ją łagodzącym jest praca. Stąd
też ich działalność była zorientowana nie tylko na powinności duszpasterskie, lecz obejmowała zespół spraw natury społecznej. Organizowali
więc szkolnictwo, poradnictwo zawodowe, radzili gdzie i jak budować.
~łowem byli swoistego rodzaju "instytucją do wszystkiego". Szkoda, że
właśnie na ten temat tak mało mamy informacji w książce.
Kończąc podkreślić należy, że autor porusza najistotniejsze z historycznego punktu widzenia problemy Polonii brazylijskiej. Jest więc w
niej wyraźnie zarysowany okres emigracji polskiej, później mamy pokazany rozwój emigracji chłopskiej, wreszcie kreśli autor udział Polaków w
rozwoju ekonomicznym i kulturalno-oświatowym
południowych stanów
Brazylii. omawia odrodzenie się ruchu polonijnego po drugiej 'Hojnie
światowej. Całość dopełniają informacje o najważniejszych
współczesnych organizacjach polonijnych w Brazylii, pozwalające zorientować
się o rozmiarach i formach instytucjonalnej
żywotności tej emigracji.
Tak więc mała książeczka autorstwa E. Ciurusia, jakkolwiek bardzo
pobieżnie orientuje o Polakach w Brazylii, daje jednak pewne wyobrażenie o sprawach, które towarzyszyły emigracji. I chociaż wyrafinowany
znawca problemu może się do niej odnieść z pogardą, z całą pewr.ością
Jednak do lektury tej książki sięgną amatorzy. I to, co jest ważne: znajdą Vi niej podstawowe wiadomości z dziedziny polskiego wychodźstwa
do Brazylii.
*
Mieczysław Wieliczko, Polacy na Węgr.zech,
Lublin 1978, ss. 144.
Praca ta ukazała się jako czwarta w serii "Z Dziejów Polonii" prowadzonej przez lubelskie Centrum Polonijne, przy czym jednocześnie
zadbano o jej wydanie w języku węgierskim. Dobry to pomysł edytorski i wart szerszego upowszechnienia w praktyce wydawniczej Centrum.
Książka E. Wieliczki jest dobrym przykładem miniatury historycznej, w
której prostota ujęć i sumienny skrót wzajemnych relacji pomiędzy
dwoma państwami zostały konsekwentnie
zachowane.
Dzięki temu
otrzymaliśmy zwarty wykład o tym, dlaczego np. owo przysłowie "Węgier Polak, dwa bratanki ... " jest przywołaniem tej przyjaźni. Znajdu,-iemy w tej pracy wiele informacji naprawdę ciekawych, odnoszących
~'ię do czasów najdawniejszych a także i do prawie nam współczesnych,
szczególnie tych z okresu drugiej wojny światowej. Opracowanie E. Wieliczki ma charakter rzeczowy i obiektywny. Omawia i komentuje historię kontaktów polsko-węgierskich, i to zarówno tych na najwyższym
106
Antoni
K lH'ZlJliski
szczeblu,
tzn. królewskich,
jak również
znacznie
podrzędniejsz~'ci')
ale
mających
swoje miejsce we wspólnych
dziejach.
Udało się autorowi
p'Jlączyć dość harmonijnie
te dwa rodzaje
kontaktów.
Jeśli dodan,y:io
tego jeszcze
inne wiadomości
z szerokiego
tematu
.,Polacy
l1a
W~grzech",
to z caJą pewnością
ta maleńka
książeczka
wzbogaci wiedzl; n',ilośników
problematyki
polonijnej.
Wiele w niej faktów
znanych.
&ie
są też epizody
nowo oświetlone.
Wszystko
to ujęte kronikarsko,
ic!"ic
równo jednym
ciągiem,
co skutecznie
chroni czytelnika
przed mo:lO~)niL!. Nie ma też, jak myślę,
ta książka
aspiracji
wywodzących
:-:i~ z
:1ćiUki, a więc nie jest to tekst naszpikowany
datami.
historyczny::li
szczegółami
i szerszą analizą czynników
sprawczych
polskiego
przei):,'w3:1ia na Węgrzech.
Sądzę, że celem autora
było przybliżenie
tych ~pnw
\v możliwie
popularny,
przy czym nie męczący
czytelnika
sposób.
Czego więc dowiadujemy
się z tej książeczki?
Są w niej rzeczy LZDorodne, doprawdy
ciekawe, sięgające
XIV wieku oraz późniejszycl)
st'.',ieci. Przewija
się przez książkę lista nazwisk
i stanowisk
przez PoiClk;)w
zajmowanych
na Węgrzech,
ludzi nauki i kultury,
ludzi prostych
j w/bitnych
wojskowych,
z legendarnym
już dzisiaj generałem
Józefem
B,~memo Mamy wreszcie w niej interesujący
zapis dziejów Polaków n •• W--:,-'
grzech po 1939 roku, kiedy to przez kraj ten przewinl:;la
się wielka li,:':':.ba naszych
rodaków,
doświadczając
osobiście
iż rzeczywiście
.' V,,··~g,~r
i Polak, to dwa bratanki".
W kreśleniu
tych spraw opiera się autor ,',a
niezbędnych
źródłach,
wybierając
z nich to co najważniejsze
dla la:':l'~go wykładu.
Działanie
całego systemu
ówczesnej
władzy węgierskiej
v;;bee przybywających
do tego kraju Polaków
trzeba widzieć~ w obsz~njym
kontekście
politycznych
uwarunkowań,
a także i realiów
jakie pll.1aw,~y
się wówczas w społeczeństwie
węgierskim
wobec tych wychodżcóvv', SZ2rokie otwarcie
się społeczeństwa
węgierskiego
na rzecz pomocy
:>01,,kom stanowi
wyrażną
różnicę celów oficjalnej
władzy i rodzącej
',\' S1";łeczeństwie
węgierskim
naturalnej
potrzeby
włączenia
się w ~Drav;y
polskie.
Jest to jeden
z istotniejszych
epizodów
polskich
dróg prvz.
WGgry, które stanowiły
wówczas
w miarę bezpieczny
przystanek
", w~drówce do Zachodniej
Europy.
Tyle w zasadzie
o samej książce,
skromnej
ale pożytecznej,
której
lekturę
zalecam
wszystkim
interesującym
się dziejami
Polaków
na W~grzech. W tym sensie pozostanie
ona niewątpliwie
źródłem wiedzy, o ile
wiedzy tej ktoś zapragnie.
I na koniec pewna refleksja
zrodzona
z lektury tej książki. Wydaje się, że autor miał dane, by stworzyć
rzecz bardziej pełną poznawczo.
Sądzić jednak
należy,
że nie uczynił
tego ::e
względu
na ograniczenia
arkuszowe,
które postawiło
przed nim wydawnictwo.
•
DZIEJE
Henryk Zins, Polacy
POLON II W KSIĄŻKACH
w Afryce
Wschodniej,
ZAWARTE
207
Lublin 1978, ss. 74. ryc. 1:1.
Mając dostt:P do morza, nie przejawiała Polska jakiegoś SZczEbólnego
zainteresowania krajami zamorskimi w średniowieczu jak i w \","jekach
póżniejszych. Wprawdzie na zasadzie przysłowiowego zawieruszenia się
spotykamy w owym czasie Polaków w odległych krajach, są to jednak
podróże, których recepcja na gruncie krajowym nie miała szersz~go
odbicia. Polska, leżąca na peryferiach wschodniej Europy, oddalona była od szlaków wielkich wypraw, niewielu zatem wyszło z niej żeglarzy.
W kolonizacji Czarnego Lądu też nie mieliśmy szans uczestniczenia,a
i tak bywało, że mieszkańcy naszego kraju często nie z własnej woli
wkraczali na pokład, lecz w charakterze gcrlerników, jeńców czy zesłańców. Prawdę o tym polskim żeglowaniu po morzach i oceanach przedstawia w swym najnowszym dziele Jerzy Pertek 8, w którym afrykańskie peregrynacje Polaków również zerejestrowano.
Generalnie Jednak
nasza obecność w Afryce jest nader skromna, a tematyka afrykańska \v
piśmiennictwie polskim epoki Odrodzenia należała raczej do wyjątków.
Wiedziano wprawdzie w Polsce o istnieniu Czarnego Lądu, ale swiadomość ta nie wynikała z afrykańskich podróży Polaków, lecz byla odbiciem działalności Kościoła. Stary testament dostarczał bowiem informacji o Murzynach, egzotycznych owocach i afrykat1skich zwierzqtach.
Był to jednak świat nadal pełen tajemnic, bo gdy chodzi o Afrykę, to.
jeszcze w XVIII wieku znana ona była tylko z zarysu i w pedantycznych atlasach niemieckich oraz angielskich jej wnętrze nadal swieciło
bielą. Poznawano więc ją bardzo powoli, chociaż zawsze z fascynacją.
"Wśród różnych kierunków zaint.eresowat1 geograficznych i podróżnic.ozychPolaków w dawnych wiekach - pisze H. Zins - Afryka Wschod·
nia należała do najmniej popularnych. Tego rodzaju zjawisko nie stanowiło zresztą jakiejś polskiej specyfiki. Przez wieki całą uwagę oraz
interesy handlowe i polityczne państw europejskich pociągały przede
wszystkim skarby Orientu, a od epoki wielkich odkryć geograficznych
w .coraz większym stopniu Ameryka. Afryka bardzo długo leżała poza
zasięgiem eksploracji Europejczyków, którzy w istocie dopiero w XIX
w. zaczęli penetrować afrykański interior, chociaż już znaczniE wcześl1iej, bo od XV w., rozwijali kontakty handlowe z wybrzeżami CzarnegoLądu. Od tego czasu wybrzeża te stanowiły etap pośredni na drodze'
morskiej prowadzącej wokół Afryki do Indii oraz innych krajó\\' azjatyckich. bogatych w poszukiwane w Europie surowce i wyroby.
Te pierwociny zainteresowań Afryką omówione są w krótkim wstę-
5 J. Perlak,
Polacy
na morwch
i oceanach,
P.oZ'llań 1'981.
208
Antoni
Kuczyński
pie, w którym zawarto również staropolskie konteksty afrykańskie raz·
ciągające się na sztukę sakralną i obyczajowość. A gdy już chodzi o bezpośrednie kontakty Polaków z tym kontynentem, to omówiono je w
pierwszym rozdziale zatytułowanym Podróże XVI - XIX w. Znajdujemy tu informacje o czynnikach sprawczych tych podróży, jak również
prezentację określonych postaci, które w tym czasie zawadziły o Afrykę
I tak przegląd ten rozpoczyna autor przypomnieniem postaci potomka
poznańskiej rodziny żydowskiej, Gaspara da Gama, który był pierwszym
pochodzącym z Polski mieszkańcem Afryki Wschodniej. Przy okazji te]
podaje nieco nowych szczegółów wzbogacających naszą wiedzę o Gasparze, zaczerpniętych głównie z opracowań portugalskich i angielskich. W
dalszych partiach książki poznajemy innych polskich podróżników i obieżyświatów penetrujących Afrykę. Jest wśród nich jezuita, ojciec Michal
Piotr Boym, który w połowie XVII wieku zatrzymał się w Mozambiku
plynąc do Chin, Mikołaj Radziwiłł zwany "Sierotką", są póżniejsi podróżnicy o tak znaczących w kulturze polskiej nazwiskach jak Henryk
Sienkiewicz i angielski pisarz polskiego pochodzenia Józef Conrad Korzeniowski. Za szczególnie interesujące uznać należy zwrócenie uwagi
przez H. Zinsa na fakt afrykańskiej podróży J. C. Korzeniowskiego
(1890) i jego nowelę pt. Jądro ciemności stanowiącą swoistego rodzaju
posłanie przeciw kolonizacyjnej polityce. "Głoszona przez Conrada humanistyczna idea Afryki murzyńskiej, stawiała naszego rodaka w rZI::;dzie pierwszych pisarzy, tworzących nieeuropocentryczną literaturę .~wiatową. Do Jądra ciemności nawiązują współcześnie czarni pisarze afrykańscy i amerykańscy", podkreśla wyrażnie autor książki. Przekonywująco brzmią te stwierdzenia i aż dziwić się należy, że problem conrauO'vvskiej wizji murzyl1.skiego losu nie zwrócił dotychczas uwagi profe~ionalistów z uniwersyteckich katedr etnografii!
Dopełniając informacji o omawianej książce podać należy, że rozdział
drugi zatytułowany Wyprawy
uczonych i alpinistów przypomina wielezapomnianych a zasłużonych w badaniach Afryki postaci, jak choćby
Jana Czekanowskiego, antropologa i etnografa, zoologa Antoniego Jakubskiego, Bronisława Malinowskiego, który badał w Afryce społecznr:
i kulturowe stosunki wśród plemion Kikuju, Chagga i Masajów oraL jego
ucznia A.ndrzeja Waligórskiego, który w latach 1946 - 1948 prowadził w
Kenii badania terenowe nad plemieniem Luo. Jest to wykaz, który budzi pewne refleksje wynikające z faktu, że główne dzieło J. Czekanowskiego. będące rezultatem jego ekspedycji afrykańskiej, pozostaje de
dzisiaj mało znane polskiemu czytelnikowi, bowiem opublikowane zostało
w języku niemieckim jako Forschungen im Nil - Kongo - Zwis,-;hengebit, Leipzig 1917 - 1927. Podobnie ma się rzecz z rezultatami afrykal"lskich badań B. Malinowskiego, których wynikiem są książki The ilnlro-
DZIEJE
POLONII
W KSIĄŻKACH
ZAWARTE
209
po/agy and Changing African Cultures, London 1938, czy The Dynamics
and Culwml
Change: An Inquiry
into Race Relations
in AfTica (1945)
a naukowy dorobek A. Waligórskiego
czeka na pełniejszą
ocenę i Z'łsadne moim zdaniem
zbiorowe
wydanie
jego prac. Niezależnie
od tych
naukowych konstatacji
mamy w tym rozdziale mniej znaczące wiadomości dotyczące np. faktu, iż Stanisław
Nowicki syn chłopskiej
rodziny spod
K(')rnika w Wielkopolsce,
zasłużył się w tej części Afryki budowaniem
misji i szkół misyjnych,
a żydowska
rodziny
Blocków ze wschodnich
ziem polskich stala się w Kenii właścicielami
wielu wytwornych
hoteli
Wreszcie trzeci rozdział książki zatytułowany
Osadnctwo
w okresie
dTugiejlrojny
.~u;iatowej traktuje
o mało znanych dziejach Polaków na
tym kontynencie.
Ich droga z Sybiru do Afryki stanowi ten wątek naszeJ historii,
który
czeka na swego badacza.
Odnotowuję
już tylko
tcn fakt, iż hogactwo materiałowe
z tego zakresu ułatwia napisanie
pracy na tem temat. Polskie osadnictwo
w Afryce w okresie drugiej wojny
;iwiatowej rozpoczęło się we wrześniu
1942 roku, kiedy to w Tanganice
i ligandzie
rozlokowano
polską ludność, która wspólnie z armią generała :\ndersa.
na podstawie
porozumienia
zawartego
między Józefem
Stalinem i gen. Władysławem
Sikorskim,
opuściła tereny Związku Hadzieckiego. W zielonym
buszu pojawiły
się polskie osady. Atmosferę
tamtych dni odnajdujemy
na kartach
książki. Z cytowanego
przez autora
raportu
komisarza
brytyjskiego
Tanganiki
dowiadujemy
się o pomocy
jaką tubylcza
ludność afrykańska
świadczyła
na rzecz Polaków.
r tak
plC'mię Meru dostarczało
mięsa, plemię Waarusha
zaopatrywało
budujące
się osady w han<.lnowe liście do krycia domostw,
inne plemię, Chagga,
wydelegowało
400 mężczyzn do budowy polskich osiedli. Tutaj, w !\.fryceo nast<)piło zbliżenie ludności polskiej do tubylców.
Nie obciążeni nawykami kolonialnymi,
łatwiej nawiązywali
oni kontakty
w nowym środowisku. Z czasem wrośli w nic, stając się powszechnie
szanowanymi
obywatelami.
Autor pracy wskazuje
na szereg takich przykładów.
Wymienia n<.1zwiska Polaków,
którzy pracowali
jako lekarze,
urzędnicy,
a
wielu
rodzinom udało się nawet uzyskać: wysoki standard
życiowy. Interesujący
jest ten fragment
książki i aż szkoda, że nosi on charakter
nieomal że raport.u o sprawach
polskich w tej części Afryki. Wiele wątków tego "raportu"
wskazuje
na potrzebę przebadania
tych spraw umykajclcych dzisiaj z pola widzenia
badań problematyki
polonijnej.
'"Viele
pytań i problemów
staje przed tym, kto przyjąłby
na siebie zadanie
zgłębienia
tej problematyki.
Hzecz to warta uwagi, zwłaszcza
że m,sze
kontakty
z Afryką Wschodnią
stwarzają
takie możliwości.
Mam tu między innymi
na myśli możliwość
wykorzystania
polskich
specjalistów
pracujących
współcześnie
w tej części Afryki do tropienia
śladów swych
poprzedników
sprzed czterdziestu
lat. Jest to niezmiernie
ważne i cfek14 Lud,
t. LXIX
210
Antoni
I\: IICZ)J li.skż
ty tych badań nad polskim osadnictwem
w Afryce Wschodniej
mogłyby
być jeszcze pełnie.isze "gdyby nasze placówki - zagr<1niczne co słusznie
podkreśła autor pracy - miały lepsze rozeznanie w problematyce
polonijnej i służyły większą pomocą badaczom tych zagadnień".
Ja zaś dodam do tego, że przy różnego rodzaju kontraktRch
zagranicznych
dotyczących polskich inwestycji
w Afryce należałoby zadbać o to, aby jechali tam również przedstawiciele
nauk humanistycznych,
którzy z powodzeniem mogliby zajmować
się tam opieką socjalno-kulturalną
wśród
polskich załóg, a przy okazji gromadziliby
również materiały
o charakterze etnograficznym
oraz dotyczące spraw polonijnych,
jeżeli na dan':m
terenie występowałyby
takie.
*
Eugeniusz
Ciuruś,
Polacy
1[.
A7'geniynie,
Lublin
1978, ss. 44.
Argentyna
jest tym krajem
Ameryki
Łacińskiej,
w którym w różnych okresach XIX i XX stulecia osiedliło się wielu Polaków. \Vspólcześnie jest to drugie na tym terytorium
państwo - po Brazylii\\'
którym mieszka najwięcej
Polaków. Historia
tego wychodźstwa
nawiązuje do tego samego nurtu,
jaki był udziałem
Polaków
wędruj;lcych
do Brazylii i śmiało można powiedzieć,
że nie ma tutaj zasadniczych
różnic w motywach
wędrówki
za Ocean. Można nawet
zaryzykować
twierdzenie,
że emigracja
ta jest częścią tej samej fali emigraCYJnej.
która w większych
rozmiarach
napłynęła
do Brazylii.
W pierwszym.
okresie motywem
tym były rozbiory,
upadek
polskiej
państwowośc~.
okresy popowstaniowe
i konieczność wyjazdu z kraju dla uniknięcia
represji. Później,
tj. w okresie międzywojennym,
było to wychod'~stwo
typu osadnictwa
rolniczego i emigracja
w celach zarobkowych,
zwłaszcza z terenu Wołynia oraz z okolic Tarnopola
i Stanisławowa.
Wreszciepo drugiej
wojnie światowej
przybyło
do Argentyny
wielu Polakó\':
z Polskich Sił Zbrojnych
na Zachodzie. Wśród tej ostatniej
grupy znalazła się pokaźna liczba polskiej inteligencji,
przede wszystkim
technicz-·
nej.
Różnie w źródłach historycznych
przedstawia
się wrastanie
Polakó\v
w tę nową ziemię. Polityczna
emigracja wojskowa w XIX stuleciu zwiazała się przede wszystkim
z armią argentyńską.
Część imigrantów
walczyła z przysłowiową
bronią w ręku, inni natomiast,
wykorzystując
SWE:
inżynierskie
kwalifikacje,
budowali mosty, obiekty fortyfikacyjne
i zakłady zbrojeniowe.
Byli wśród tych emigrantów
i tacy, którzy związali
się ze służbą cywilną, pracowali
w szkolnictwie
i administracji,
dzialając najczęściej w rozproszeniu.
DZlEJE
POLONII
W K3IĄŻKACH
ZAWARTl';
211
Z historią polskiego osadnictwa
w Argen tynie łączy SIę działalność
misji jezuickich w tym kraju, i to u początków
kolonizacyjnej
dzialalności Hiszpanów. Wówczas bowiem na ziemiach należących
do plemienia
Indian Guarani utworzyli jezuici tzw. Republikę
Guarańską,
która przetnvała do 1768 roku. Pozostający
pod zarządem jezuickim
olbrzymi obszar dostarczał im znacznych dochodów, a wśród zakonników
znajdowali się również Polacy. SIady ich pobytu przetrwały
tutaj w postaci typowych imion słowiańskich
nadawanych
miejscowej
ludności oraz w zachowanym
do dzisiaj kulcie Sw. Stanisława
Kostki, uważanego
za patrona Paragwaju.
Po likwidacji
tego jezuickiego
"paIlstwa"
władze argentyńskie,
nie tyle ze względów ekonomicznych
ale ze względu na polityczne uwarunkowania,
zainteresowane
były szybką kolonizacją
tych
ziem. Nic zatem dziwnego, że gdy do Argentyny
zaczęli przybywać
osadnicy, kierowano ich w te rejony. Tutaj też trafiły grupy polskich chłopów w Galicji, których w roku 1902 było już okolo 5 tysięcy. Hi~;tori:l
tej emigracji podobnie jak dzieje poprzednich
związków z Argentyną byłu odbiciem sytuacji
politycznej
kraju i dziejów narodu
polskiego.
Po tej historycznej
analizie różnych uwarunkowań
polskiej emigracji
do Argentyny,
przechodzi autor do ukazania wybranych
elementów
położenia społeczno-gospodarczego
Polonii.
Zagadnienia
te ogniskuFl
się
wokól instytucji polonijnych
w tym kraju i udziału Polaków w różnych
dziedzinach
gospodarki.
Podaje
wyróżniające
się postaci
nauko'Nców,
inżynicróvl,
działaczy gospodarczych
i polonijnych,
kierując
się wsadą,
że roli społecznej Polonii w kraju osiedlenia nie da się odtworzyć
abstrahując od jednostek w niej działających.
Jest to interesująca
poznawczo część książki, szkoda jednak, że tak mało w niej wiadomości
z tego
zakresu. A przyznam się, że sprawy te ciekawiły mniej najbardziej.Kolejn<; \'. arstv,'ą problemową,
wielokrotnie
zresztą omawianą w literaturze
na temat polonijnych
skupisk w Argentynie,
jest społeczny awans Polonii. Urealnił się on w sporej liczbie postaci, które przypomina
autor
pełen zrozumienia
dla postaw i osobowości ludzi oraz ich społecznego
prestiżu. Oczywiście, jest to wybór selektywny
i sporo można jeszcze do
niego dorzucić.
Jeśli idzie o geografię skupisk polonijnych
w Argm tynie, to naj liczniejsze jest ono w Buenos Aires. Polonię tworzy tu przede wszystkim
środowisko robotnicze,
jest też tutaj sporo inteligencji,
rzemieślników
i kupców. Drugim pod względem
liczebności
jest prowincja
Misiones.
Mieszkają
tu przede wszystkim
potomkowie
dawnej
emigracji
chłopskiej, pracujący
w dalszym ciągu na roli. Ze środowiska
tego wyłoniła
się w drugim bądż trzecim pokoleniu spora ilość inteligencji,
rozsianej
14·
212
_4ntoni
Kuczyński
po całej Argentynie.
Z innych skupisk polonijnych
wymienia
autor prowincję Rosario, Tucuman, Santa Fe i Cordobę, gdzie przeważa inteligencja techniczna.
Kreśląc obraz Polonii argentyńskiej
nie pominął autor ważnych dla
tej problematyki
kontekstów
społecznych,
kulturalnych,
socjologicznych
i ekonomicznych.
Wszystko
to pokazane
w wielkim skrócie orientuje
najogólniej
o Polakach
w Argentynie.
I każdy, kto sięgnie po lckturE;
książki, z całą pewnością
wzbogaci swoją wiedzę o dziejach Polaków
w tym odległym kraju Ameryki Południowej.
*
Marek
Żmigrodzki,
Polonia
w Belgii,
Lublin
1978, ss. 118, ryt:.
14
Prawie nie zauważona została w polskiej literaturze
na temat PolGnii
maleńka książeczka Marka Żmigrodzkiego
poświęcona Polakom w J3dgii.
W porównaniu
ze społecznościami
polskiego pochodzenia
w innych krajach nie należy ona do najliczniejszych
i szacuje się nu 40 - 45 tySJ(~cy
osób. Praca składa się z krótkiego wsU-;pu i sześciu rozdziałów omawiających dzieje Polaków w Belgii w ukłudzie historycznym.
W rozvnżaniach wstępnych
typu konwencjonalnego
pisze autor o aktywnej
dzialalności Towarzystwa
Łączności z Polonią Zagraniczną
"Polonia",
podkreśla szczególnie intensywnie
rozwijające
siG ostatnio stosunki polsko helgijskie. Przywołuje
długie i bogate tradycje
tych kontaktów
tkwiących
korzeniami
w wieku X, kiedy to po przyjęciu przez Pols\«; chrztu tereny
naszego kraju
ogarnęło
swoimi wpływami
biskupstwo
w Liege, Stąd
wywodził się pierwszy
biskup polski imieniem Jordan, spruwujący
swe
rządy za panowania
Mieszka L Aktualność
v/stępu akcentuje
swoista
forma stosunku autora wobec określonej
rzeczywistości
polskiej lat siedemdziesiątych.
Bo oto za przyczyną
tej publikacji
nadarzył<.l się ol\.azja
do stosownego ukłonu wobec władzy. Czyni to autor p<.lrokrotnie I)l;:ząr
między innymi, że mówiąc o dialogu polsko-belgijskim
należy podkrcjlić'
"szczególnie
owocny
i intensywny
rozwój
kontaktów
polityc711ych,
a w ślad za nimi i w innych dziedzinach
życia, nastąpił od czasu wizyty w· Belgii I Sekretarza
Komitetu
Centralnego
Polskiej
Zjednoczonej
Partii Robotniczej
Edwarda Gierka w listopadzie 1973 roku", Oczywiścil:
tuż zaraz jest zdjęcie z podpisem
"Edward
Gierek z małżonką
",,'śród
przedstawicieli
Polonii belgijskiej
(1973 r.)", Kolejno
podkreśla
a'1tor.
że w tym sprzyjającym
klimacie stosunków
poli tycznych łc)czących Belgię i Polskę urealnia
się współpraca
gospodarcza
między obu krajami.
potwierdzając
to wizytą ówczesnego premiera
PRL Piotra Jaroszewicza.
jaką w 1976 roku złożył on w Belgii. Wzmiankowane
zagadnienia,
ogniskujące się wokół władzy, stanowią w tym krótkim
wstępie zasadniczą
jego część. Funkcjonują
one same w sobie jako tzw. aktualny
sposób
DZIEJE
POLONII
W KSIĄŻKACH
213
ZAWARTE
wypowiedzi
autora wobec spraw ważnych w owym czasie. Uwagi powyższe nie mają oczywiście
na celu deprecjacji
autora,
dla pełności
obrazu książki warto było o nich wspomnieć.
Oprócz tej konwencjonalnej
laurki jakich było wiele w latach
siedemdziesiątych
przedmiotem
zainteresowania
autora są naprawdę
sprawy polskie w Belgii. Mamy więc w książce zwięzły ich opis Pl)czynając gdzieś od wieku XIII, kiedy to w Lewanium
na ziemi belgijskiej
osiddł ów Jan z Polski, obywatel ziemski, jak został zapisany w księgach
miejskich. Te dawne epizody przypomina
nam autor tworząc krąg postaci, których pominięcie znacznie uszczupliłoby
poznawczą wartość książki. Odnosi siC; to zarówno do czasów naj dawniejszych,
jak też do XIX
i XX wieku. Skoro już mowa o XIX stuleciu, to znanym w naszej historii szlakiem
popowstaniowym
wyemigrowało
wielu Polaków.
Część
z nich osiadła między innymi w Belgii. Tę emigrację po powstaniu
listopadowym uważa M. 2migrodzki
za początek polskiego wychodźstwa
do
tego kraju. Byli to głównie oficerowie i ich rodziny oraz ideowo związana z nimi inteligencja.
Przy okazji wspomina
o stosunkach
belgijsko-rosyjskich,
pisząc mi(;dzy innymi, iż za cenę uznania państwa
belgijskiego przez Rosję, musiała Belgia w 1852 roku przenieść
w stan spoczynku wszystkich
polskich oficerów służących
w jej armii. Są te interesujące konteksty
historyczne,
które utwierdzają
nas w przekon;'l"'liu.
że XIX stulecie to dId narodu polskiego intensywny
okres zesłań i emigracji. W odniesieniu do Belgii zaznaczyć należy, że również po powstaniu styczniowym
napłynęła
tutaj w znacznej liczbie studencka
młcdzież
polska, która studiowała
na Uniwersytecie
w Gandawie,
w Instytucie
Handlowym
w Antwerpii,
na Politechnice
w Mons, Instytucie
Agronomicznym w Gembloux, najliczniej
natomiast
na Uniwersytecie
w Liege,
sprawy połączyły się w spójny elementarz
wiedzy o pierwszym
okresie
który w latach 1880 - 1914 ukończyło
1025 Polaków.
Te oraz podobne
sprawy połączyły się w spójny elementarz
wiedzy o pierwszym
okresie
emigracji polskiej do Belgii. Drugi bowiem okres prezentowany
w biążce przypada na lata 1900 - 1945, przy czym emigracja
ta nie miała charakteru
politycznego,
ale prawie wyłącznie
ekonomiczny 9. Omawiając
tę emigrację ukazuje autor jej wewnętrzną
strukturę,
miejsce w strukturze klasowej społeczeństwa
belgijskiego, życie organizacyjne
i kulturalno-oświatowe. Wiedzę tę przekazuje
w sposób uporządkowany
i przejrzysty.
podobnie jak czyni to w odniesieniu
do sytuacji
oPlonii w tym kraju
w okresie II wojny światowej.
Dotarłszy
9
do kresu
O "prawach
tego historycznego
tych traktuje
okresu
Polonii
w Belgii
zaj-
art)'ikuł Wiesbwy E,der zatytuł'(}wany: Ruch wyw okresie mi<;dzywojennym
1'919 - 193>8, "Pne-
chorlźc:::U lurlllo.~ci
)Jolskiej
do Belgii
gl<:jd Polo11ijny",
1931: 4, s. 79 - 95.
214
.1ntoni Kllczynski
muje się autor jej obrazem po II wojnie światuwej.
Jest to więc obra;:
współczesny, swoistego rodzaju historia naj nowsza, przedstawiająca
dzieje
powrotu części Polaków do kraju, a także wrastania
przedstawicieli
nowej emigracji w ziemię belgijską. Wiele miejsca poświęcono problemom
organizacyjnym
określonych
przedstawicielstw
polonijnych,
szkolnictwu.
liczebności i rozmieszczeniu
Polonii, jej ewolucji oraz kontaktów
z knjem. Jest to więc książka o ukształtowanym
przez kataklizm historii naszej ojczyzny egzodusie jej mieszkańców,
którzy w wielu kra.i~'.ch świata
tworzą określone skupiska poloniJne. Jest to historia trwania polskości
daleko poza granicami współczesnej
Polski i trudnych doświadczeń, których nie da się uschematyzować.
Mamy więc w niej nie tylko problemy
czasu minionego. ale i czasu współczesnego.
Warto więc sięgnąć po lekturę tej książki.
*
W. Helman,
Polania w Australii
i Nowej Zelandii, Lublin
1979, ss. lOg.
Nasze dzieje tak się powikłały,
że nie ma właściwie strony świata.
w której przy wnikliwości
badawczej
nie odnajdziemy
Polaków. Stale
gdzieś wędrowaliśmy,
częściej z musu aniżeli wskutek
przemyślanych
decyzji. Były to wędrówki rzadziej za przygodą czy zapomnieniem,
determinowała
je bowiem niewola, częste wojny, a także i wewnętrzne
polityczne spory. Można więc spotkać Polaków w najdziwniejszych
zakątkach ziemi, którzy robią tam czasem najbardziej
zdumiewające
kariery.
Mamy też całe skupiska Polaków na obczyźnie, bliżej bądź dalej leżące
od kraju nad Wisłą, ciekawe swą prężnością
organizacyjną,
dbałością
o własny interes, mniej lub bardziej
zintegrowane
ze społecznościami
tych krajów, w których
wypadło im żyć i umierać.
Do stron takich
należy
właśnie
Australia
i Nowa Zelandia,
a omawiana
tu książka
W. Helmana stanowi próbę "szkicowego wprawdzie, lecz kompleksowego
ujęcia polonijnej problematyki"
dotyczącej Antypodów.
Praca składa się z czterech
rozdziałów
poprzedzonych
wprowadzeniem orientującym
czytelnika
o jej zakresie i zasobie materiałowym,
jaki i',bieje
w odniesieniu
do tego tematu. H,ozdział pierwszy zatytułowany Dzieje Polonii australijskiej
do 1939 roku poświecony jest omówieniu genezy polskich konh:któw
z tym kontynentem.
Jest to w gruncie rzeczy rejestr faktów dotyczących
obecności nielicznych
Polaków na
tym terytorium.
Owi pionierzy i podróżnicy, to Jan Jerzy Forster, uczestnik drugiej wyprawy odkrywczej Jamesa Cooka na Pacyfiku, która dotarła do Nowej Zelandii, Ksawery
Karnicki,
Paweł Edmund Strzelecki
czy badacz Oceanii Jan Stanisłavv Kubary.
Przypomina
też autor po-
nZlićJE
POLONII
W KSL~ŻKACH
ZAWARTE
215
czą tki emigracji
polskiej
do Australii,
przypadające
na pierwszą
połowę
XIX stulecia,
kiedy
to w okolice
Sevenhill,
położonego
w odległości
okojo 120 km od Adelaide,
przybyło
kilka rodzin
polskich,
a miejsce
i(~1 osiedlenia
zaczęto nazywać
Polish Hill River. Przyjęta
przez autora
lorma prezentacji
polskiego
wrastania
w australijską
ziemię
u początków jej kolonizowania
przez świat zachodnioeuropejski
pozwala
prześledzić różne Jazy lego procesu,
a zarazem
dostrzec,
że droga na Antypody lo wynik zaborów,
rozbiorów,
powstań
i innych
nieszczęść,
które
z'.\·alily się na nasz kraj. Jest to zjawisko,
któremu
podlegała
cała polska emigracja
dziewiętnastowiecznn
oraz ta, która miała miejsce w dwudziestym stuleciu.
Omawiany
rozdział opracowany
został według kryterium
chronologicznego, a dopiero
w Jego obrębie
zastosowano
podejście
problemowe.
Tak więc oprócz prezentacji
owych początków
polskich kontaktów
z Australiq
i Oceanią.
mamy
w nim informacje
o Polonii
australijskie.1
w okresie
międzywojennym
oraz ewolucję
emigracji
polskiej
do 1939
roku. Generalnie
rzecz biorąc, ewolucja
ta przebiegała
w trzech ela pach
i nosila pierwotnie
charakter
polskiego
getta, póżniej przechodziła
przez
proces asymilacji,
i w końcu charakteryzowała
się dą7.eniem do zrZCf'zania się i odgrywania
określonej
roli przez połską grupę etniczną
w środowisku
australijskim.
Wybuch
drugiej
wojny
światowej
przerwał
ów
rodz<jcy się proces społecznej
konsolidacji
Polaków
w Australii.
Fo jej
zakOllczeniu wszystko
zaczęło układać się od nowa. Australijskie
"otwarte drzwi" spowodowały,
że na kontynent
ten przywędrowało
ponad 180
tysięcy jellców z obozów koncentracyjnych
i przesiedleńców
z okupowaneJ przez Niemcy Buropy. Wśród tych przybyszów
znajdowało
się około
6u tysi£,'cy osób, które podały, że są narodowości
polskiej.
Sprawom
statystyki
polskiej
grupy
etnicznej
i jej rozmieszczenia
poświęcony
jest
mi~dzy innymi drugi rozoz·i:::ł pracy zatytułowany
Zmiany
w strukf.urzE'
Polonii
c~ŁstTalijskiej
po IIU;O]I!ie
światowej.
Autor przeanalizował
sporo ,',iaterialu,
na podstawie
któreg')
scharakteryzował
też strukturę
sp 0jeczno-zawodową
tej Polonii, rejony
jej zamieszkiwania
i tendencje
zachowawcze
w obszarze
języka
or,;z świadomości
narodowej.
Ogólnie
rzecz biorąc, pO\'iojenni
emigranci
polscy w Australii
zdołali
zmienić
w sposób zasadniczy
dotychczasowy
styl życia Polonii.
Zmiany
te rozc:~.2nęiy się na wiele dziedzin
życia społecznego,
gospodarczego,
kulturalnego
i politycznego.
Polonia
zróżnicowała
się pod względem
klasowym. jak i war...;twowym,
co nie występowało
tak wyraźnie
w okresie
miE;dzywojennym.
Dzisiaj Polonia
ta tworzy
mieszaną
i osobliwą
zbiorowość, której
rodowody
odnoszące
się do kraju
nad Wisłą wywodzą
sie nieraz z dworów ziemiańskich,
środowisk
inteligenckich
i chłopo-robotniczych.
Odsłonięcie
tej strony
rzeczywistości
dzisiejszych
Polaków
216
.4ntoni KUCZY11.Ski
w Australii, to tylko pobieżny rzut oka jej strukturę
społeczną. Stru;dura ta determinuje
w pewnym stopniu współczesny
charakter
działalności
polonijnej
na terenie Australii,
którą autor omawia w rozdziale
trzecim. Tu mamy zarysowany
obraz organizacji
polonijnych,
oświatę polonijną, życie kulturalne
i naukowe,
prasę, wydawnictwa
i programy
radiowe, ruch turystyczny
i sportowy,
duszpasterstwo
wśród Polonii i jej
kontakty
z krajem.
Zakres
podjętych
problemów
zmuszał
<Jutora de
wielu skrótów i pominięć. Odczuwa się to wyraźnie przy czytaniu pracy
i chciałoby
się wiedzieć
więcej
o niektórych
problemach.
Podkrc~lić
jednak należy, że prezentacja
tego tak zróżnicowanego
materiału
ma
dobry tok wykładu,
odznacza się zwięzłymi
charakterystykami
problemów i potwierdza
dużą wiedzę autora o przedmiocie.
Ale zanim przejdziemy
do recenzyjnej
rekapitulacji
wspomnieć
jeszcze należy o czwartym
rozdziale książki zatytułowanym
Polonia/i'
;'10wej Zelandii.
Obszar ten, leżący na bocznym trakcie polskiej emigracji
zarobkowej
z XIX i początków XX stulecia, nie stał się czymś w rodzaju argentyńskiej
prowincji
Missiones,
chociaż wiele tu uprawnej
roli.
Przybyło
tu wprawdzie
z końcem XIX w. nieco emigrantów
polskich
z zaboru pruskiego,
z czasem jednak
ulegli oni procesowi
asymiL,cji
w farmerskiej
społeczności
Nowej Zelandii.
O sprawach
tych rnamy
zwięzły zapis na kartach
książki, co ma niewątpliwie
swoje znaczenie
poznawcze
wynikające
z jej lektury.
Zwłaszcza,
że temat to mało zna-ny do dzisiaj. Jest nim również wielce wzruszające
w swej istocie :-::determinowane
wydarzeniami
drugiej wojny światowej
przybycie
do Kowej Zelandii 755 dzieci polskich w 1944 roku. Tutaj zakończył się b'es
ich tragicznej
wędrówki,
przyjęte serdecznie przez rząd i nowozelandzką
społeczność
''.,Tosły w tę ziemię, zdobyły zawód i wykształcenie.
Dziś
zalicza się ich do "czołówki"
działaczy polonijnych
w swym środowic;ku.
Licząc szacunkowo,
Polonia
w Nowej Zelandii
ma około 3.500 osób.
Mieszkają
oni głównie w Wellingtonie
i zachowują,
aż po dzień dzisiejszy, pełne sentymentu
nastawienie
do ojczystego
kraju.
Ów exodus
wojenny dzieci polskich na ten kraniec świata oraz późniejszy
przyjcizd
byłych żołnierzy Polskich Sił Zbrojnych
na Zachodzie złożyły się na te
specyficzne
ciążenie ku polskiej kulturze.
Nic więc dziwnego,
że owa
Polonia żywo reaguje na wszelkie inicjatywy
polskie na polu popular~'zacji kultury i sztuki, podejmowane
przez Ambasadę
PRL w Wellingtonie. Tworzy
własne stowarzyszenia
polonijne
organizujące
życic kulturalno-oświatowe
oraz tzw. Domy Polskie utrzymujące
kontakt
z Towarzystwem
Łączności z Polonią Zagraniczną
"Polonia"
w Warszawie",
Kończąc
stwierdzić
należy,
że wiele refleksji
budzi w czytelniku
lektura
tej książki.
Dużo w niej wprawdzie
rzeczy
potraktowanych
marginesowo,
w sumie jednak otrzymaliśmy
pracę wartościową
pozr~aw-
DZIEJ E POLONII
W KSIĄŻKACH
2IT
ZA WARTE
czo, zwłaszcza
że tematyka
polonijna
dotycząca
Antypodów
jest u nas
mało znana.
Na plus omawianej
książki
zapisać
należy
zestawione
w aneksach
organizacje
polonijne
z adresami
oraz polonijne
placówki
duszpasterskie
i instytucje
kościelne.
Oczywiście,
dla czytelnika
interesującego się etnografią
zabrakło
w niej chociażby
pełniejszego
omówienia wkładu
Polaków
w badania
kultur
ludowych
i pierwotnych
tych
obszarów,
bowiem to, co napisano
na ten temat, jest tylko anonsem
problemu.
*
Jerzy
S. Lątka,
Polacy w Turcji,
Lublin
1980, ss. 103, ryc.
6.
Nic można powiedzieć,
że autor omawianej
tu pracy zajął się tematem nic tkniętym
przez badaczy.
O sprawach
tych pisali bowiem wcześniej J. Rcychman,
K. Gałczyńska-Kilańska,
K.. Dopierała,
częściowo
S. Piotrowski
i inni. Niektóre
pozycje
tych autorów
cytuje
J. Lątka
w swej pracy i można śmiało zaryzykować
twierdzenie,
że nie wyszedł
on wcale poza fakty i ustalenia
znane dla piszących
wcześniej.
':::'r-;mat
ten, sam w sobie interesujący,
został więc powielony,
a mały nakład
publikacji
-- 1000 egz. - w zasadniczy
sposób zdeterminował
jej ubieg
społeczny.
Zanim
z recenzyjnego
obowiązku
przejdziemy
do mehium
już na wstępie podać trzeba, że autor zdecydował
się na niezbyt
pogłębiony opis dziejów
Polaków
w Turcji,
jak i na próbę
naszkicow,mia
złożonych kontekstów
wią~ących
się z opuszczaniem
oj~yzny
i wędrówką do Kraju Półksiężyca.
Zal, że opis ten nie został wŹbogacony
głębszą
analizą dotyczącą
owych procesów,
bo w dotychczasowej
lekturze
tego
właśnie najbardziej
brakuje.
Ujmując
rzecz najkrócej,
można by sprowadzić
problematykę
0l~.1awianej
książki
do kilku zagadnień:
1) oblicza
Imeprium
Osmańskiego
i jego stosunków
z Rzeczypospolitą;
2) czynników
sprawczych
polskiego trwania
nad Bosforem;
3) obecności
Polaków
w życiu politycznym,
społecznym
i kulturalnym
Turcji;
4) antycarskiej
działalności
Polaków
na ziemi tureckiej;
5) sprawy
Polaków
i Polski w okresie drugiej
wojny światowej.
Podział
ten posiada
w książce
swoje
odpowiedniki
będące
jakoby
rozdziałami
zatytułowanymi:
W haremach
i na galemch,
Uchodźcy
i emisa7'i71sze, W agenc.1i naszej, Z ziemi tU7'eckiej do Polski, Kęs Ojc:::y?:ny, KH nowej Turcji, Za republiki. Próba lojalności, Wnukowie os~nańskich Kozakóvl. Powiedziawszy
tyle o spisie treści, trzeb.:! też w,;pomnieć o tym, że w naj ogólniejszych
zarysach
wyraża
on to, co istotnie
wiąże się z pobytem
Polaków
w Turcji.
Siłą rzeczy ta wielość
problemów zaciążyła
na ich fragmentarycznym
nieraz przedstawieniu.
Nie to
218
AntoIti
Kuczyński
jest jednak mankamentem
omawianej
książki. Każdy bowiem pi.~zący
ma swoisty sposób wartościowania
przetwarzanej
tematyki,
dając ni~raz
więcej światła tym kwestiom
czy problemom,
które w opinii odbi\)fcy
czyli czytelnika
mogą okazać się mało istotne. Takie jest prawo piszącego i jest to pewnego
rodzaju
prawidłowość.
Gorzej natomiast,
jeśli
piszący, korzystając
z tego prawa, czyni dość istotne błędy w swych autorskich
uogólnieniach.
A takich spraw jest w książce J. Łątki dosyć
dużo. Wymieniając
niektóre
z nich podajemy
np., że nie prawd q jest
jakoby po pokoju karłowickim
(1699) nastąpił okres pełniejszych
związków polsko-tureckich,
co miało być zdeterminowane
urastaniem
do znaczącej roli na arenie polityki międzynarodowej
Rosji i Austrii, natomiast
powolnym
chyleniem
się ku upadkowi
Polski i Turcji.
,,1 tak Turcja
stała się sprzymierzeńcem
Polaków i krajem,
gdzie szukać zaczęli poparcia i azylu" pisze J. Łątka na str. 20. Jest to twierdzenie
zbyt
śmiałe, zwłaszcza iż nic nie wskazuje
na to, aby na jego poparcie posiadał autor mocne argumenty
żródłowe.
Osobiście bardziej
mi odpowiada opinia jaką w tym 'Względzie wyraził znakami ty znawca problemów polsko-tureckich,
J. Reychman,
pisząc w swej kapitalnej
książce
poświęconej
życiu polskiemu
w Stambule '0, iż w owym czasie z<"1'ysowały się "między
Polską a Turcją
płaszczyzny
zbliżeń".
Błędem jest
także stwierdzenie,
że w okresie wojny krymskiej
wielu Polaków z Francji przybyło
do Turcji, aby być bliżej teatru działań wojennych.I\lyli
się również autor podając, że Osman I panował od 1291 roku, bowiem
rządy jego przYIiedały
na lata 1299 - 1300. Popełnia
również
błąd pisząc, iż istniał jaRTŚ'przywilej sułtański z dnia 3 lipca 1856 r. "zwalniający od podatku
żołnierzy ,Zamoyskiego
chcących osiedlić się w Turcji".
Według
K. Dopierały 11, który
szczegółowo
wyspecyfikował
mniejsze
i większe błędy zawarte w recenzowanej
pracy, przywilej
taki ni,~ jest
znany.
Są jednak w książce J. Łątki, napisanej
ladnym
językiem,
większe
partie w sposób znaczący pogłębiające
naszą wiedzę o sprawach pobkich
w Turcji. Jest to wynikiem kompilacji,
jednak mimo tak ogromnej zwięzłości opisy te nie tylko nie rażą, lecz wydają się, w ramach kon"trukkcji całości, celowe i uzasadnione.
Bo oto już od pierwszego
rozdziału
czytamy
zajmujące
partie o Polkach
w haremach
i ich współbraciach
przykutych
do galer. Dalej prowadzi
nas autor poprzez meandry
poEtycznY'ch motywów
polskiego wychodźstwa
do Turcji, pisze o ::ntycar-
J. Reychma,n, Zycie poLskie w StambuLe w XVIII wiektt, Warsz.awa 19;)9.
K. Dopi'era!a, recenzja z ks·iązkii: Jerzy SE. Łątka. PoLacy w Turcji. f'Iol(~njjne
Cenlrum
KuHur.alno-Oświat-awe
UMCS, Lublin 1980, ss. 105. nbl. 1, zdjqć 3. Zob:
"Przegl<ld Polonijny", 1'982, 4, S. 1:21- 1!2'5.
10
11
DZIEJE
POLONII
W KSIĄZKACH
ZAWARTE
219
:sklej działalności Polaków na ziemi tureckiej,
przedstawia
dzieje Adampola I~, charakteryzuje
sylwetki wybitniejszych
Polaków przebywających
\,' państwie osmańskim,
kończąc książkę rozdziałem
traktującym
o vmuk2.ch osmańskich
Kozaków,
Całość obejmuje
szmat czasu, bo zClczyn;:;
sie od XV wieku, a kończy na czasach nieomal że współczesnych.
Są
v,it;c w omawianej
książce wszystkie
charakterystyczne
dla poiskich
dZlejów porozbiorowych
wydarzenia,
pełne dramatyzmu
losy tych. któ1'z:,' uv;iklani w walkę narodowo-wyzwoleri.czą
narodu polskiego szukali
rożnych dróg pomocy Rzeczypospolitej.
W tej sytuacji
zrozumiak
jesi
lamtcrcsowanie
tematykc1 książki. Wiele w niej spraw ciekawych
i zajmujących
i to zarówno tych siedemnastoi osiemnastowiecznych
oraz
poświt;conych
okresowi
dziejów
zaistniałych
w dwudziestym
',ol/ieku.
Przewija
sit; przez książkę lista fascynujących
postaci, które zajmowały znaczelce miejsce w Turcji omańskiej
oraz republikańskiej.
Ciekawie
wreszcie przedstclwione
są dzieje Adampola .
..Po burzliwych
dziejach Polaków nad Bosforem - pisze autor w za··
kOllczeniu już pewnie niezadługo
pozostanie
jedynie trochę nagrobk(~\\'
na stambulskich
cmentarzach,
a przede
wszystkim
wieś lEżąca
\'; pobliżu tego miasta, wyróżniająca
się od otoczenia zabudową,
budynInem nieczynnego
kościoła oraz nazwą przypominającą,
że w tej wsi
przez 130 lat mieszkali nasi rodacy. I może trochę sympatii
wśród narodu tureckiego
dla mieszkańców
Lechistanu,
którzy dla Turków
walczyli .i pracowali".
I na koniec rzecz zupełnie
nowa. NieomaIże
nieoficjalna.
Otóż ów
..n;cczynny kościół" wymagający
remontu,
który ostał się po dzierl dzisiejszy
w Adampołu,
zostanie
wyremontowany.
Pracujące
bowiem
w Turcji zespoły polskich robotników
budujące dwie elektrownie
w Yataganie i Yenikay w czasie wolnym od zajęć postanowiły
pomóc adampolanom w jego naprawie.
Dzieje się to z potrzeby
serca, a i materiał
na ten cel ZOSl<\jcwygospodarowany
tzw. polskim sposobem.
W sumie ta maleńka książeczka
J. Łątki jest pożyteczna
i dopełnia
wilrlościowo
ową serię polonijną
wydawaną
przez Polonijne
Centrum
Kulturalno-Oświatowe
Uniwersytetu
Marii Curie-Skłodowskiej
w Lublinie. Szkoda jednak,
że autor zdeprecjonował
trochę siebie poprzez
prawie dosłowne
przepisanie
większych
partii
z prac J. Reychrnana
i J. Pajewskiego,
co nosi charakter
ewidentnego
plagiatu.
Naganna
to
praktyka
autorska!
Mankamentem
jest także fatalna
wręcz !'c::l::~::::~::.,
.., O tcj W's'i Z)obacz: Jerzy S. Łąbka, Aclam,pol polska
wieś nad Bosforem,
K"a~,ów 1981. ReCCn7;.l tej k~iążki ukazała 'Się na łl1mach "Ludu" autorstwa RY's.7.:arda
Ka:1:(}r., ,,;:"ud", 1'982" 64, s. 331 - 332. 09tarni'o natomiaslt
utka.zala siG prat::<l: Kazr:'<,"cL Dopicrała, Aclompol - Polonezkóy.
Z dziejów
Polaków
w Turcji,
P.oznań
1983.
220
Llntoni
f{uczYli~ki
pełno bowiem błędów w tekście, nawet pominiętych
w erracie. Bi) oto
np. Mariana Langiewicza
mianowano
na s. 68 "byłym dyrektorem
powstanczym",
a podany w spisie treści wykaz źródeł i bibliografia
znajdują się nie na stronie 98, lecz na nienumerowanej
karcie poprzecizającej ilustracje na koncu książki.
Jan Lewandowski,
stracji 4.
Polacy
w Szwajcarii,
Lublin
1981, ss.
139, ilu-
W polskiej
literaturze
na tematy
polonijne
brakowało
dotychczas:
opracowania
odnoszącego się do tego wątka historii, który związany jest
z dziejami Polaków w Szwajcarii.
Była to znacząca luka w naszcj historiografii
i wypełniały
ją w pewnym stopniu nieliczne prace cząstkowe
i wspomnieniowe.
Całość problemu
wymagała
jednak
uporządkowClnia
i systematycznego
opracowania.
Pracy tej podjął się Jan Lewandowski.
a w omawianej
tu książce zawarta została, naj pełniejsza jak do tej pury,
panorama
naszych kontaktów
z tym krajem. Sięgają one daleko v,·slecz.
bowiem zdaniem autora już w tzw. czasach rzymskich, jedno z odgałęzien
drogi bursztynowej,
wiodącej z Italii, łączyło miasta szwajcarskie
z Kaliszem. Oczywiście,
były również i póżniejsze
związki sięgające CZ,łSÓW
wczesnego
średniowiecza
aż po Oświecenie.
Ich charakterystykę
wajdzie czytelnik
na kartach
książki. A są to sprawy zajmujące,
olwjmujące szeroki wachlarz
zagadnień,
wskazujące
na kontakty
dyplomatyczne państwa polskiego, związki handlowe,
rycerskie
i duchowne peregrynacje, wreszcie ożywione kontakty naukowe z Genew;:l i Bazyleją. Hóżny
więc był charakter
tych naj starszych kontaktów,
a iloś~ podj(~tych puez
autora wątków wymagała
skrótów. Mimo to całość wypadła bez za::.aclniczych pominięć,
jest cenna poznawczo
i bogata faktograj'icznit'
oraz
wskazuje na ewentualny
kierunek
przyszłych
badań. Konkretyzujc\C'. ten
pierwszy okres obecności Polaków na ziemi szwajcarskiej,
przypad<:l.l'~cy
na epokę Renesansu
i Oświecenia,
związany
jest ze sprawami
sZero)~o
rozumianej
kultury,
ohejmującej
także naukę i religię. Erazm z Rotterdamu, Kalwin, natomiast później Wolter, Rousseau i Pestalozzi byli najsławniejszymi
z tych, z którymi Polacy nawiązywali
kontakty,
prz:l.leżdżając do Szwajcarii.
Ale przyjeżdżali
tu także studenci z Polski, :~ynowie magnackich
i szlacheckich
rodów z Korony
i wielkiego
Księstwa
Litewskiego,
studiowała
też w Bazylei mieszczańska
młodzież z Gdallska
i synowie szlachty śląskiej. Ważne i cenne poznawczo jest wyeksponowanie tych spraw przez autora, bowiem uwidaczniają
one czytelniko\\'i
różny charakter
kontaktów
polsko-szwajcarskich
na pierwszym
etapie
ich kształtowania
się, Z tych przyjaźnie
układających
się kontaktów
wy-
DZIF.JE
POLONII
W KSIĄŻKACH
ZAWARTE
nikał zapewne
fakt, że po klęsce Konfederacji
Barskiej
przybyło
do Szwajcarii
i byli pierwszymi
emigrantami
z Polski.
22L
wielu b~)rzan
politycznymi
Po upadku TIzeczypospolitej
Szwajcaria
znalazła
się na szlaku polskich emigrantów,
udających
się przeważnie
do Francji.
Była to więc
emigracja, której dzieje są szczególnie dramatyczne,
a jednak mimo tych
przeciwności
podejmowała
ona w swych dążeniach
polityczny
interes
kraju. Pod znakiem Legionów i Kościuszki
pozostaje
więc ten pierwszy
okres emigracji do Szwajcarii,
którego obraz jest niebywale
uproszczony
na kartach książki, na tyle jednak spójny merytorycznie,
że można sobie wyrobiĆ' orientacj<; o politycznym
charakterze
ówczesnych
jej działal1. mających stanowić szansę dla Polski. Pisze więc Lewandowski
o zagicgach Kościuszki
i Kniaziewicza
na rzecz utworzenia
Legionów
Polskich i o meandrach
ówczesnej polityki europejskiej
wobec naszego kraju. Ta różna problematyka
historyczno-wojskowa,
dotycząca
pierwszego
okresu polskiej emigracji
do Szwajcarii,
przedstawiona
została w 'l.więzłym stylu i idzie w parze z przejrzystością
ujęcia zasadniczych
spraw
ważnych dla tematu książki. W podobnym
ujęciu traktuje
autor okres
tzw. Wielkiej
Emigracji
i wychodźstwo
po Powstaniu
Styczniowym.
Oprócz poprawnego
zrelacjonowania
zdarzeń
i faktów,
jakie składały
się na histori(~ stosunków
polsko-szwajcarskich
w opisywanym
okresie,
słusznie wyakcentował
autor sprawę
szerokiego
kontekstu
społecznego
i politycznego,
w jakim rozwijała
się działalność
polskich
środowisk
emigracyjnych.
Były to bowiem lata dużej aktywności
zwolenników
poglądu ,.Białych" i Hotelu Lambert
oraz tzw. "Czerwonych".
W Zurychu
działało Towarzystwo
Wzajemnej
Pomocy pod przewodnictwem
byłego
Sybiraka.
Agaton<1 Gillera. Działały również inne ugrupowania
i związki polityczne,
które reprezentowały
różniące się nieraz między sobq poglądy dotyczące rozvv:iązania kwestii polskiej. Są to poprawnie
zest:.:lwione przez autora fakty, a z lektury
książki wynika,
że nie posta',ovil on
przed sobą bardziej zasadniczych
problemów
badawczych.
Takie ich potraktowanie
wymagałoby
dotarcia do archiwaliów,
tymczasem
autor tych
możliwości nie mial i z konieczności
opierał się na istniejących,
bynajmniej niepełnych,
opracowaniach.
Dotyczy
to zarówno
całego wieku
XIX. jak również polskich
spraw w Szwajcarii
w okresie pierwszej
i
drugiej wojny światowej,
zwłaszcza
tych, które ze swej istoty dotyczą
spraw politycznych.
Zresztą
na fakt ten zwraca
uwagę autor p~sząc,
iż ..zróżnicowanie
i bogactwo przejawów
działalności
Polaków w republice alpejskiej
nie mogłoby pozostać bez wpływu
na stan badań nad tą
częścią dziejów Polski i Szwajcarii.
Obok spraw powszechnie
zncmych
i stosunkowo
dobrze opracowanych,
w historii Polaków w tym zakątku
Europy wiele jest jeszcze białych plam, do których
materiał
źródłowy
222
Anto!!!
J<.!lczYliski
jest nierzadko
skąpy i fragmentaryczny,
a prawic zawsze niesłychanie
rozproszony
i trudno dostępny.
Nie magIo to pozostać bez wpływu na
prezentację
przeszlości Polaków w Szwajcarii
także w niniejszym
zarysie, z natury rzeczy dalekim od pelnego i wyczerpującego
przedsta\v:enia panoramy polskich losów w tej części Europy".
Mimo tak zarysowanych
trudności materiałowych
udało się autoro'.\'i
w miarę kompleksowo
potraktować
problem Polonii szwajcarskiej.
i to
zarówno w przeszlości jak i obecnie. Z książki wynika wyraźnie, ŻE: Polonia ta nigdy nie nosiła charakteru
chłopsko-robotniczego
i rzec można, że tworzyła ją zbiorowość, w której tzw. inteligencja
wiodła i Wi0dZle prym. Dyli to politycy, wybitni wojskowi, ludzie nauki i kultmy.
Często wymienia
autor ich nazwiska, czyniąc pelniejszym
obraz te.! Polonii i jej roli w kraju osiedlenia
się. Ale przy okazji uwidaczni2
s,ę
także fakt, że wiele problemów
zaledwie zasygnalizowanych
przez autora, pozostało do opracowania.
Istnieje więc pilna potrzeba opracow;:mia
monografii
mieszczącej
się w temacie historia kontaktów
polsko-szwajcarskich w dziedzinie nauki i kultury.
*
Małgorzata
Willaume,
Polacy w Rumunii,
Lublin
1981, ss. 102.
Książka
pOswlęcona
jest Polakom
w księstwach
Moldawii
i 'vY'Jłoszczyzny, od roku 1859 tworzących
Rumunię.
Temat to naprawdę
i:~teresujący,
choćby nawet z tego względu, że wiele napisano u nas a Polonii na terenie obu Ameryk, a tak mało o bliskich przecież związkaci,
w ramach Europy, jakie łączyły Polskę i Rumunię.
Wprawdzie
w latach międzywojennych
oraz po drugiej wojnie światowej
powstało part'~
opracowań
dotyczących
polsko-rumuńskich
stosunków
politycznych
,,'
XVI - XIX stuleciu, jest to jednak literatura
tego wymiaru,
że jej obie'~
społeczny dotyczy raczej wąskiego grona specjalistów.
Tym większa wi;::c
zasługa autorki, że wydobyła z .tych specjalistycznych
opracowań interesujący temat, jakim jest historia Polaków przebywających
na ziemiaeJ-,
rumuńskich
od XIV wieku po lata II wojny światowej.
Trudno wpr,a\':dzie zakwalifikować
jednoznacznie
tę książkę do dzieł naukowych
lu iJ
popularyzatorskich,
w każdym bądź razie można ją śmiało umieścić 113
pograniczu
tego rodzaju publikacji,
z wyraźnym
ciążeniem ku tej drugiej formie pisarskiej.
Mamy więc w niej zgrabnie
opracowany
mat,,riał historyczny
składający
się na rozdział W kręgu zainteresowań MOidawią na przestrzeni
XI i XVIII wieku, w którym realia z przeszłoś-~i
odnoszą się do stosunków dyplomatycznych,
związków handlowych
i kulturalnych,
wreszcie i pól bitewnych.
Polska obecność w Mołdawii wy-
DZIEJE
POLONU
W KSIAŻKACH
ZAWAR'lE
223
nikała
w owym
czasie z ogólnej
polityki,
jaką
państwo
nasze
prowadziło
wobec tych ziem. Tło tych kontaktów
jest zajmujące
i ukazano je z różnych
stron
na tle szerszych
kontekstów
historycznych.
W sumie wiele tu staropolskiego
realizmu
politycznego,
ale jest też
romantyka
i sarmacka
fantazja
okraszona
wojaczką
i związanymi
z nią wydarzeniami.
Przemieszczali
się więc
w owym
czasie
Polacy przez Mołdawię.
Nie zatrzymywali
się jednak tutaj na długo. Hzadko też osiedlali się na stałe i dopiero pod koniec XVIII wieku pojawiła
się na tych ziemiach
polska
emigracja
polityczna.
Były
to jednak
uwarunkowania
zrodzone
rozbiorami
i należą do tych rozdziałów
l18.szej
hisstorii,
które zwykło
określać
się mianem
walki
"Za wolnoś~
n~szą
i Waszą". Taki też tytuł nosi druga część -książki, nie pozbawiona
kolorytu churakterystycznego
dla tej tematyki,
dla wynikających
z niej powikłell'! losów prostych
żołnierzy,
ich dowódców
i różnego
rodzaju
spiskowców. Myślę, że tylko za sprawą
przypomnienia
czytelnikom
podaje
autorka informacje
o schronieniu
się na Wołoszczyźnie
i w Mołdawii wielu
Polaków
po upadku
powstania
kościuszkowskiego.
Jest
to fakt powszechnie
znany. Ale już inne sprawy
wynikające
z niego są zajmujące
i \vprowadzają
nas w złożone problemy
uczynienia
z Mołdawii
bazy wypadowej
dla polskich
akcji zbrojnych
oraz bezpiecznej
drogi przesyłania do kraju emigracyjnej
"bibuły".
Działalność
ta nasiliła
się po przegranych
powstaniach
listopadowym
i styczniowym
i wręcz zdumiewa czytelnika
rozmaitość
akcji podejmowanych
w owym czasie na t.erenie Mołdawii,
mających
w konsekwencji
dopomóc
walce z zaborcami.
Sterowano
tymi sprawami
z Paryża,
a ich obraz budzi określone
refleksje mieszczące
się w temacie polskich
dróg do niepodległości.
Dróg pełnych rozczarowań,
najeżonych
osobistymi
tragediami
i poplątanyrni
życiorysami zrodzonymi
z niewoli.
Wszystko
to spowodowało
powstanie
na terenie Rumunii
dużej grupy
polonijnej.
Zaczęło się to w 1792 roku. W Kaczyka
- po rumuńskl:
Cacica - zamieszkało
25 rodzin górniczych
z Bochni. Przybyli
tutaj sl:uszeni obetnicą dużych zarobków
w kopalni
soli. Do nich dołączyło
kilka
rodzin z Wieliczki.
Kopalnia
ta czynna jest do dzisiaj. Tutaj wydobywa
się najczystszą
sól jadalną
w Rumunii.
W roku 1803 przyjechali
na Bukowinę w poszukiwaniu
chleba osadnicy
znad Górnej
Kisucy,
czyli tzw.
Kotliny
Czadeckiej,
z dzisiejszej
Słowacji.
Byli to potomkowie
ludności
polskiej
ze Sląska Cieszyńskiego
i Orawskiego,
górale z Zywiecczyzny,
a nawet z Ziemi Raciborskiej.
Nie od razu trafili oni do miejsc dzisiejszego rozsiedlenia.
Początkowo
znaleźli
zajęcie
w majątkach
ziemskich
na południowej
Ukrainie,
w północnej
Bukowinie,
koło Czerniowiec
Z chwilą przyłączenia
Bukowiny
do Austrii
zwerbowani
oni zostali na
grunty
w górach
wśród
lasów, opuszczone
przez
ludność
mołdawską_
224
Antoni
Kuczyński
Nowy Soleniec zasiedlili om w 1834 roku, Pleszę w dwa lata p();~meJ.
natomiast
w Polana Micului osiedlili się w 1842 roku. W Polana Micului śpiewa się do dzisiaj stare pieśni przywiezione
z rodzinnych
stron.
Jedna z nich brzmi: syćko se mi widzi, syćko se mi zdaje, że moje nozecki podo w cudze kraje. W późniejszych
latach nastąpił duży napływ
inteligencji
polskiej do Rumunii,
która znajdowała
tutaj zatrudnienie.
Rozproszeni
niemał po całym jej terytorium
przyczynili
się Polacy do
rozwoju
gospodarczego
i kulturalnego
tego kraju. Rozwijali też swoje
instytucje
kulturalno-oświatowe:
kluby, czytelnie,
bIblioteki.
Powstała
prasa polska, zespoły artystyczne,
związki pomocy i szkoły, a tzw. PC11ska
Macierz SzkolGa, jak i Polski Związek Szkolny, odegrały
ważną rolę
w utrzymywaniu
i rozwijaniu
świadomości
narodowej
wśród polskiej
młodzieży.
Oczywiście, różnie przedstawiala
si~ to organizacyjne
zycie
Polonii rumuńskiej
w określonych
rejonach tego kraju. Były środowiska
aktywne,
np. Czerniowce,
Bukareszt,
ale były też miejscowości,
gdzi<,
tego rodzaju
działalność
należała
do sporadycznych.
Najmniej
z tych
organizacyjnych
form utrzymywania
świadomości
narodowej
korzystClli
oczywiście Polacy osiedleni w zapadłych wioskach. Oni jednak san:oistnie kultywowali
tam swoją polskość religi~, język i obyczaje. I to
jest ciekawa warstwa
książki, szkoda jednak, że właśnie a tych sprawach tak mało zostało w niej napisane.
Wybuch I wojny światowej
przyniósł istotne zmiany w życiu 1'olaków zamieszkujących
Rumunię.
Czynnie
włączyli
się oni do walki,
zwłaszcza w ramach
II Brygady
Legionów Polskich pod dowództwem
płk. Józefa Hallera. Przyłączenie
Bukowiny
do Rumunii
spowodowało
zdecydowanie
korzystniejszą
sytuację
miejscowej
Polonii. W nowej sytuacji politycznej
po 1918 roku zmieniło się również centrum życia Polonii. Dawne ośrodki w Jassach i Sucza wie, Batoszanach,
a nawet w Bukareszcie, zostały zdominowane
przez Czerniowce. Tutaj ogniskowitly się
wszystkie
ważniejsze
działania
programowe,
dotyczące
ludności polskiej osiadłej w Rumunii.
Okrzepły
organizacje
polonijne.
Dążor.o do
utrzymania
własnej kultury
narodowej,
rozwijało
się harcerstwo
polskie, wygłaszano
prelekcje
dla Polaków
mieszkających
w mniejszych
miejscowościach,
zakładano
polskie szkoły powszechne.
Obszar problemowy tej działalności
był więc bardzo szeroki i przerwana
ona z;)stała
z chwilą wybuchu II wojny światowej. Wówczas problem Polaków w Rumunii nabrał
charakteru
politycznego
co nie oznacza bynajmniej,
że
całkowicie
ustała
dzictłalność środowisk
polonijnych.
Był
to j2dnak
okres silnych i głębokich zmian w sferze tradycyjnej
działalności
polonijnej. Ta nowa jekościowo sytuacja
zrodziła nowe potrzeby.
Z jednej
strony były to potrzeby
internowanej
armii, z drugiej natomiast
ludności cywilnej.
Przegląd
tej sytuacji
zawiera
ostatni rozdział książki.
T~Z[[:,l E POI.ONI
j
W K51:\.ZKACIi
225
ZA WARTE
[kicn
inlct'('sujq('ych
faktów,
wzbogacających
naszą
wiedzę
o PoloniI
rumu:1ski{'j
czasu ostatniej
wojny. Jest to \vięc książka
ze wszech miar
P'jżyt(:czn~l. Bogata faktograficznie,
wskazująca
na pilną potrzebG
pełnii.;jszego
wyczerpania
bogactwa
zasygnalizowanych
zaledwie
w nie]
probl~mów.
Do zalet pracy należy wielość wątków.
Już one same mogą
być przewodnikiem
po problemach,
którymi
należałoby
się zajc1ć w przysz!osci.
*
.J,:tnusz
Albin,
j)o[acyw
J11goslawii, Lublin
1983,
ss,
124.
mapa
1.
o ile dzieje polskiego wychodźstwa
zarobkowego
do krajów
obu
Ameryk
i Europy
Zachodniej
posiadają
u nas bogatą literaturę,
a tyle
dzieje emigracji
na Bałkany
są znacznie
mniej
znane. Tę dość: istotną
lu]\:(; wypełnia
właśnie J. Albin, co wydaje
się tym ważniejsze,
że poja\\-ienie siG jego książki może stać się przysłowiowym
zaczynem
do bardziej szczegółowego
opracowania
tego zagadnienia,
zwłaszcza
że wiele
w nic'j spraw tylko zasygnalizowanych,
nie zgłębionych
do k011ca, ciekawych z punktu
widzenia
historyczno-socjologicznego.
Recenzowana
tu
książka jest odbiciem
coraz żywszego
u nas nurtu
badań nad problematyką polonijną
i chociaż daje ona skrócony
zapis dziejów Polaków
w Jugosławii, to z całą pewnością
przyznać
należy, iż z morza różnorodnych
faktów wydobył
autor i wyselekcjonował
te, które czynią pełniejszym
na dzi:~ obraz naszych kontaktów
z tym bałkańskim
krajem.
Poczynając
od podstaw
teoretyczno-metodologicznych
pracy,
czytełnik
zwróci
zapewne uwagę na to, że sposób, w jaki autor podchodzi
do postawionego
w niej zagadnienia,
jest przede wszystkim
podejściem
historyczno-socjologicznym.
Innymi
słowy,
mamy
tutaj
skondensowany
zapis dziejów
Polaków
w Jugosławii
połączony
z przejawami
aktywności
narodowej
'W kraju
osiedlenia,
takimi
jak szkoły, biblioteki,
zespoły
pieśni i tańców ludowych,
religia
itp. Inaczej
mówiąc,
trwanie
w polskości
było
stałym
udziałem
świadomościowym
tej emigracji,
która jak wiemy
- po drugiej
wojnie światowej
zniknęła
prawie
całkowicie
w Jugosławii. Powojenna
reemigracja
tej ludności
zamknęła
w zasadzie
trwającą
prawie pół wieku kartę stałej obecności
Polaków
na terytorium
Jugosławii.
Książkę poprzedzoną
wstępem
autorskim
rozpoczyna
rozdział
O Polakach na t.eryt.orium Słowian Południowych
do I Wojny Światowej. Do
końca XVIII w. obecność
ta miała charakter
epizodyczny
i przypadkowy. Dopiero wraz z rozwojem
polskiego
słowianofilstwa
wzrosło
u nas
zainteresowanie
kulturą,
językiem
i warunkami
życia Słowian
południowych. Peregrynował
więc w tamte
strony
dyplomata
i podróżnik
Jan
15 Lud, t. LXIX
226
..l ntoni
J{ ltc:yli:;ki
Potocki
w 1783 roku, póżniej Aleksander
Sapieha,
Michal Bobrowski
i inni. Podróże te przyczyniły
się do wzrostu zainteresowania
polskiej
opinii publicznej
problematyką
Słowian poludniowych.
Stąd też czasy
póżniejsze
i występująca
w nich złożoność polityczna
na tych ziemiach
spowodowały
powstanie
nowych
związków
polsko-jugosłowiań"kich.
Wszystko
to znalazło dokładne
odbicie w problematyce
tego rozdziału.
Mamy więc w nim omówienie dążeń politycznych
Serbów, którzy \v lBOl
roku wywołali
powstanie
antytureckie
i wspierani
byli w tej,\alce
przez polskich ochotników,
są tu również kwestie polityki Hotelu Lam··
bert na Bałkanach
i zwiężle zapisane losy Polaków po powstaniu
listopadowym
oraz styczniowym.
Autor nie pominął
też roli polskich emigrantów
pozostających
na slużbie
tureckiej,
którzy
byli w wojskach
Gmera-paszy,
tlumiącego
powstanie
w Bośni w latach 1850 - 1852. Służba w tym wojsku zaprowadziła
wielu z nich do bezpośredniej
\l:alk1
z ruchem narodowowyzwoleńczym
Bośni i Serbii. W tych warunkach
politycznych
dochodziło więc tutaj do paradoksalnych
sytuacji. w ktorych
część Polaków
odwiedzała
tereny Słowian południowych
w celach badawczych,
niektórzy
przyjeżdżali
tu szukając miejsca pracy, inni na tomiast związani z Turcją pacyfikowali
wsie i miasta powoduj<.Jc rnzle".·
bratniej
słowiailskiej
krwi. Czyta się o tym wszystkim
z wielką u\\agą
w książce i nie jest to tzw. tania popularyzacja,
lecz wicIową tko\H~
ujęcie tematu poświadczające
dużą wiedzę autora a tym silą rzeczy złożonym zagadnieniu.
Zwraca uwagę
bardzo zwięzly charakter
ujęcia teJ
problematyki,
co ma 8woje znaczenie w lekturze,
obraz zaś c:kładil si(;
w mozaikową panoramę dziejów.
Jest to zaleta całej książki, której drugi rozdział zatytułowany
En,igracja zarobkowa
i osadnicza
PoLaków lO Bokni i Hercegowinie
w ;;:CJIICLL
XIX i na początku
XX wieku uznać należy za żródło wiedzy cZyl1ió\ccJ
wydarzenia
minione bliskimi. Mamy więc tutaj szczegóło\vo zarys(;\\-anE:
motywy wędrówki
Polaków w te strony, które najogólniej
mówiąc w:-'nikały z pobudek czysto praktycznych.
Bo chłopi otrzymywali
nadział
ziemi, zaś przedstawiciele
inteligencji
lekarze, in7.ynierowie
i urzf::dnicy znajdowali
intratne
zajęcie. Obraz tych emigracyjnych
problemów przedstawia
się względnie wyczerpująco.
Mam tu na myśli nic tylko dokładne zestawienie
osad polskich i ukraińskich
powstałych
w Lio:~l1l
w latach
1889 - 1905, lecz również
wyrażnie
nakreślony
los polskich
wychodżców,
których
był początkowo
bardzo ciężki. O tych spr;JwacI
traktuje
szczegółowo rozdział trzeci pt. Wanl11ki życia poLskich
ch/apelu:,
w którym wprowadził
autor szeroką skalę spraw i problemów
t\vorzących jakoby tło do tematów
związanych
z przejawami
aktywności
narodowej Polaków.
Przejawiała
się ona tworzeniem
ośrodków naucz:ll1ia
języka
ojczystego,
czytelnictwa
polskich
k'O;c:ż~:+, (,':'::i' :-';:::-:::;::
~·::.::~.:.jil
DZTEJE
POLONU
W KSL,\2KACH
ZAWARTE
227
towarzystw
i stowarzyszeń.
Bogactwo form i inicjatyw
z tego zakresu
zawiera rozdział piąty zatytułowany
Przejawy
aktywności
naroduwej,
który jest wszechstronnym
wizerunkiem
emigracyjnych
zmagań na rzecz
trwania
w polsko~ci. Zawarte
w książce wiadomości
z tego zakre;,;u są
przedstawione
w sposób zwięzły, logicznie spójny i dają czytelnikowi
tę
korzyść oprócz wiedzy, że napisane
są ładnym
językiem
zachęca jącym
do lektury. Kreśląc ten problem wydobył autor nie tylko szereg dokumentów z różnych archiwów,
lecz także mnóstwo ciekawych
prasowych
artykułów
wypowiadających
się o zróżnicowanych
formach
działalności
polskiej emigracji w Jugosławii.
Dopełniając
informacji
o zakresie
tematycznym
książki wspomnlec
należy o jej szóstym rozdziale
noszącym
tytuł Polacy
w wojnie
narodowowyzwolcitczej
Jugosla1.t'ii.
Autor obszernie
przedstawił
w nim te
fakty i zdarz.enia, które w sposób ewidentny
dowodzą wcale nie malej
roli Polaków w walce z hitlerowcami.
Przewijają
się więc tutaj najbardziej aktywni w tej walce. Działalność ta w miarę upływu lat od zakończenia wojny jest najlepiej
dostrzegana
i znajduje
mtjpełniejsze
odbicie
w różnego rodzaju
źródłach
historycznych.
Źródła te skrzętnie
wykorzystał J. Albin, który, obok ukazania
postaw i zachowań
indywidualnych, stworzy ciekawe ujęcie w odniesieniu
do całej zbiorowo~ci
polskieJ mieszkającej
w owym czasie w granicach
Jugosławii,
która v; sposób zdecydowany
wspierała
walkę narodowowyzwolellczą
narodów
tego
kraju. Omówiono
tu także problematykę
organizacji
oddziałów
party··
zanckich, rekrutacji,
kadry dowódczej.
Zajęto się ważniejszymi
akcjami.
taktyką,
walorami
moralnymi,
dyscypliną,
starając
się dać jak najpełniejszy obraz. A potem przyszły dni wolności. W sierpniu
1945 roku na
żądanie amhasady
polskiej w Belgradzie
Ministerstwo
Obrony
Narodo
wej FRJ wydało zarządzenie
w sprawie
natychmiastowego
zwolnienia
z Armii Jugosłowiańskiej
i Marynarki
Wojennej
wszystkich
oficerów.
pocioficer''';w i szeregowców
obywateli
polskich,
którzy
mieli być
repatriowani
do kraju.
Rozpoczął
się powrót
do kraju.
W końcO'.vym
rozdziale ksi<jżki zatytułowanym
właśnie Powrót
do Ojczyzny
przedstawia autor związane z tym fakty i wydarzenia.
Pokazano
ten problem
od strony organizacyjnej,
podano informacje
o transportach
i warunkach
powrotu do kraju, ilo~ci przybyłych
reemigrantów
i miejscach
ich rozsiedlenia w Polsce. Szacuje się, że na powrót do Polski nie zdecydowało
się około 5% ludności polskiej w Bośni. Urzędowy
spis ludności z 1901
r. wykazał
na terytorium
Jugosławii
obecność
około 3000 Polaków.
Mieszkają oni przede wszystkim
na terenie Bośni i Hercegowiny.
Są to
w większości ludzie starzy zajmujący
się uprawą roli. Młodzież emigruje Z <.l gr<mi(;ę lub cio większycn
miast
Jugosławii.
Wkomponowani
w wielkie aglomeracje
miejskie
zagubili się potomkowie
dawn:'ch
pol-
228
Antoni
Kw.:z1}l!ski
~kich emigrantów wśród nowych spraw i problem(')w jakie sl.\Vi.lrza
industralizacja i wynikający z niej rytm życia. Tylko w micjsc:owo';c:ic,l'i1
Jazovec, Crnviec i Lcpovec, w pobliżu miasteczka Bosanska Cradiskci
usłyszeć można jeszcze dzisiaj polską mowę. I jedno jest pewne. że
z biegiem lat tylko w świadomości miejscowej ludności pozostani('~lac!
pobytu Polaków w tych stronach.
Na marginesie tak zarysowanej problematyki książki warto może
wspomnieć jeszcze i o tym, że uzupełnia ją dokładna mapa Roz7:'),ies:::c::::enia Polaków
na
obszarze
Bośni
i Hercegowiny
'w
1919 FokE
on1Z
streszczenie w jGzyku serba-chorwackim.
Bez wątpienia jest to Jedn<i
z lepiej napisanych pozycji tzw. Biblioteki Polonijnej wyclawanej przez
Polonijne Centrum Kulturalno-Oświatowe
Uniwersytetu
Marii Curie~
-Skłodowskiej w Lublinie. I jeśli z każda z wydanych do tej pory książeczek w t.ym cyklu wpływała na kształtowanie się naszej wiedzy o złożonych problemach polonijnych w różnych krajach świata, to bez wątpienia opracowanie autorstwa J. Albina jest w tym przedmiocie solidne
i odbiega od konwencji książki popularno-naukowej,
z wyraźnym ciążeniem ku historyczno-naukowej monografii zjawiska.
