01ad3c3fbada157c151b6250a799457f.pdf
Media
Part of Między Wartą a Notecią / LUD 1989-90 t.73
- extracted text
-
Lud, t. 73, 1989
WOJCIECH ŁYSIAK
Instytut Historii
DAM Poznań
MIĘDZY
WARTĄ A NOTECIĄ
-
EFElVIERYCZNOŚĆ
FOLKLORU
Każda rzeczywistość z racji swojego istnienia przynosi wydarzenia,
które w mniejszym czy większym stopniu docierają do świadomości jednostki, stosownie do jej możliwości percepcyjnych. To właśnie na gruncie owych wydarzeń i z potrzeby chwili rodzą się treści folklorystyczne.
Tak było w przeszłości, tak jest i dzisiaj. Z racji szybszego obiegu informacji tradycyjna kultura o charakterze ludowym zatraciła swój pierwotny kształt odżywając wybranymi formami w postaci folkloryzmu.
Folklor, jak żaden inny integralny składnik tej kultury ulega przemianom w tempie tak zawrotnym, że niekiedy trudno w porę zreflektować
się, że jakieś zjawisko zatraciło już swą obowiązującą moc.
Mówiąc o efemeryczności folkloru mam tu na myśli oczywiście jego
warstwę repertuarową l, bowiem sam folklor w całej swej masie jest
organizmem niezwykle żywym, reagującym na wszystko to, co w otoczeniu człowieka ważne i niepokojące. Ową ulotność w przekroju gatunkowym spróbuję zilustrować materiałem, z jakim w ostatnich latach
zetknąłem się w osadach rozsianych w Puszczy Noteckiej.
Już w XIX wieku na oczach zbieraczy i miłośników "rzeczy ludowych" ubożały całe pokłady folkloru. Wysuwano stąd wniosek, że folklor jako zjawisko kulturowe ulega procesowi degradacji, co w końcu
doprowadzić musi do jego naturalnej śmierci. Wniosek ten był jednak
błędny, bowiem ówcześni badacze-kolekcjonerzy wyznający ortodoksyjną orientację odgrzebywania starożytności ludowych nie dostrzegali przemienności folkloru. Mimo to jednak uważali, iż celem polskiego ludoznawstwa "jest poznanie narodu polskiego we wszystkich jego warstwach
społecznych, we wszystkich prowincjach, powiatach, miasteczkach,
wsiach i przysiółkach" 2. Teza o niechybnym zgonie folkloru tak się
Na zjawisko takie zwróciła uwagę Dorota Simonides, O procesie zmian w folksłownym,
(w:) Tradycja
i przemiana.
Studia
nad dziejami
i współczesnq
kulturą
ludową, Poznań 1978, s. 267-274; taż, Zmiany
w gatunkach
współczesnych
I
lorze
opowiadań
ludowych,
z ogólnopolskiej
I
(w:)
naukowej
Literatura
sesji
"Wisła" t. 1. 1887, s. 4.
ludowa,
folklorystycznej
literatura
16-18.II.1973,
chłopska.
Lublin
Materiały
1977, s. 81-89.
182
z czasem upowszechniła, że do dnia dzisiejszego pokutuje w opiniach nie
tylko badaczy 3.
Wobec wszelakich teorii, koncepcji i sugestii badawczych skupionych wokół folkloru dzielących go generalnie na naturalny i sztuczny,
nie sposób pogodzić się z pomijaniem jego współczesnych przejawó·w.
A przecież już w roku 1924 Mark Azadowskij określił folklor jako komentarz bieżącego życia 4, a wkrótce po nim Jurij Sokołow uznał go za
żywy głos teraźniejszości 5.
Dlatego też, a czego będę się starał tu dowieść, kategorycznie odrzucam generalne przeświadczenie, iż w dobie obecnej cywilizacji zdominowanej przez tzw. kulturę masową, nie ma miejsca na folklor, czyli
spontaniczne uczestnictwo w kulturze. Bieżące spostrzeżenia natomiast
pozwalają identyfikować się z tezą Dionizjusza Czubali, że "kultura
masowa, tak jak religia i szkoła, dostarcza materiału dla przet\varzania
go w spontanicznym i naturalnym obiegu. Tylko tym a nie żadnym innym (... ) sposobem przenika kultura masowa do folkloru. Owo przenikanie ani nie hamuje rozwoju folkloru, ani nie grozi jego istnieniu, ani
nie obniża jego wartości" 6.
Codziennie, spontanicznie rodzą się nowe zjawiska folklorystyczne,
nowe repertuary, nowe fakty kulturowe, które właśnie z racji swej "nowości" i "inności" przez wielu badaczy nie są zauważane lub po prostu
ignorowane. Obok nich, tj. treści i wartości zupełnie nowych, powstają
też "nowe" aczkolwiek oparte na strukturze gatunków i przekonań,
które wypadły już z żywego obiegu. Od nich rozpocznf;.
Zdać by się mogło, że we współczesnym świecie, świecie zmaterializowanej i ztechnokratyzowanej
rzeczywistości, nie może być mIeJsca na
przekonania o charakterze wierzeniowym. Nic bardziej mylnego. Oto
bowiem uważna obserwacja życia codziennego potwierdza istnienie
olbrzymiej ilości różnorakich tematycznie \vierzeń. Komuż nie znana
jest wiara w pechową trzynastkę, ferelny piątek. Powszechna jest wiara
w siły magiczne przejawiająca się lękiem przed czarnym kotem lub zającem przebiegającym drogę. Częstokroć można się spotkać z fantastyczną ufnością w magię kamieni szlachetnych, mo\vę kwiató-,v, kolorów
itp. Niekiedy wierzenia stanowią wyraz doznań paranormalnych i ma8 Sugestię
taką przedstawił niedawno Dionizjusz Czubala, Opowieści z życia.
Z badań nad folklorem współczesnym,
Katowice 1985, gdzie obala powszech'1C
przekonanie o martwocie folkloru ilustrując swe przemyślenia bogatym materiałem współczesnego żywego folkloru.
·1 M. Azadowskij,
Besedy sobiratelja.
O sobiranii
i zapisyvanii
pamjatnikow
1Lstnogo tworczestwa,
Irkutsk 1924, s. 35.
5 J. Sokołow, Czto takoe folklor,
Moskwa 1935.
6 D. Czubala, op. cit., s. 15-16.
183
nifestują się w podaniach wierzeniowych. Przytoczę tu kilka przykładów
takich przekazów zawsze utrzymanych w konwencji relacji z przeżycia.
Oto jeden z mieszkańców Błot w samym centrum Puszczy Noteckiej
opowiadał: "W tym pokoju, w którym teraz śpię, w środku nocy, ogarnia człowieka taki pół sen, pół jawa, taki niepokój, nie potrafię tego dokładnie nazwać. Kiedyś zobaczyłem szarozieloną twarz kobiety, starej
kobiety, która usiłowała przeniknąć przez okno do pokoju. Zielona, dlatego że wydawało się, że jest oświetlona zielonym światłem. W kOl1cU
ta twarz przeniknęła i odniosłem wrażenie, że chce mi wyrządzić
krzywdę, że jestem w niebezpieczeństwie i wtedy się odwróciłem do
ściany, żeby nie patrzeć na to. Po jakimś czasie się uspokoiłem, potem
twarz zniknęła, już jej nie było. Kilka miesięcy później, może nawet
z pół roku później, w tym samym pokoju spali również moi znajomi:
Piotr, Maciej i Ania. Nagle w nocy obudził nas krzyk Ani i strach,
"laska" histeryzowała. Okazało się, że też zauważyła zieloną twarz pochyloną nad Piotrem, który spał na górnym łóżku. Mimo, że studiowała
medycynę i niejedno widziała, bardzo się wystraszyła".
Odnotować należy, iż we wszystkich przytoczonych tu przekazach
podań wierzeniowych (wszystkie zapisane latem 1987) nie ma miejsca
na wyszydzanie tego co się opowiada. Tu się po prostu wie, że otok
świata realnego, postrzeganego zmysłami, jest jeszcze jeden świat, ten
drugi, subiektywnie realny. To właśnie on w przekonaniu wielu ludzi
decyduje o ich losie, to on wbrew ludzkiej woli kreuje życie człowieka.
Swiadczy a tym mi(~dzy innymi konstrukcja tych przekazów. Wszystkie
opowiadane były jako osobiste doświadczenie, bądź doświadczenie kogoś
bliskiego. Nigdy zaś nie jest to utwór literacki zorientowany na artystyczne przetworzenie obrazu świata, jak ma to miejsce np. w bajce.
- "W zeszłym roku moją ciocię w Pęckawie zabił piorun. Jak ją pochowano, to następnego dnia wszystkie wieńce na jej grobie były spalone.
Mówiono, że ten prcld co w niej był spalił wszystko".
W przekazie tym, który powstał na gruncie konkretnego wydarzenia mamy do czynienia z wyrazem magicznego, mitycznego myślenia
odrzucającego jakąkolwiek realistyczną, rozumową próbę wyjaśnienia
zaistniałego faktu. Dzieje się tak zresztą w znakomitej większości wypadków:
- "Dawniej, jak żyła jeszcze pani Leciejewska, to ona opowiadała, że
jak szła wieczorem z Chorzępowa do Zatomia, to jej przez drogę przebiegł czarny koń ziejący ogniem. To zdarzyło się wielu innym ludziom".
- "Jak umarła moja babcia, to do mojej siostry często przychodziła.
Siadała na jej łóżku, gładziła jej włosy. Siostra się jej nie bała".
- "W Gogolicach rozebrano kiedyś cztery drewniane domy i zostały po
nich tylko klepiska i kilka fundamentów. Teraz jeszcze widać tam nocą
184
pojawiające się światła, które tam tańczą, a czasem słychać koński
tętent".
- "Dawniej byłam telefonistką w Wieleniu. Naczelnik poczty często
mówił, że tu straszy. Ja nie wierzyłam. Raz jednak zostałam na całą
noc na poczcie. Słyszałam chodzenie, przesuwanie mebli, otwieranie i zamykanie drzwiczek od pieca. Rano wszystko było w porządku".
Tego rodzaju podań i memoratów wierzeniowych przytoczyć można
by znacznie więcej. Wszystkie one tkwią w sferze tradycyjnego myślenia o zjawiskach "z nie tego świata". Jednakże na stare wartości wierzeniowe o charakterze półdemonicznym, demonicznym lub niedemonicznym nakładają się nowe, a struktura pozostaje niezmieniona. Przykładem takich tematów jest opowiadanie o "jadzie trupim", które we
wsiach Puszczy Notecldej pojawiło się prawdopodobnie w styczniu
1987, by szczyt rozwoju i popularności osiągnąć latem tegoż roku. Przekazy te oparte są na stosunkowo prostym schemacie, który w jednej
z sfabularyzowanych wersji przedstawia się następująco:
- "Jedna pani miała wziąć ślub. Ona rano ubierała suknię ślubną i gdy
zapinano jej zamek na plecach, została skaleczona. Zaraz po tym umarła.
Okazało się, że pan młody nie miał pieniędzy na kupienie nowej sukni
ślubnej i dlatego poszedł nocą na cmentarz i zdjął suknię ślubną ze
zmarłej dziewczyny. Suknia była zakażona jadem trupim i dlatego tak
się stało".
Nie na tym jednak koniec. "Jad trupi" zaznaczył swoją obecność nie
tylko w folklorze, ale wpłynął również na psychikę ludzi stymulując
zbiorową histerię. Otóż w lipcu 1987 roku w wielu wsiach położonych
we wschodnich partiach Puszczy Noteckiej pojawiła się pogłoska, że jezioro w Lubaszu zostało skażone "jadem trupim", który spłynął doń
z pobliskiego cmentarza. Lokalna społeczność kategorycznie zabraniała
komukolwiek się tam kąpać uznając, że "jakby się kto w tym jeziorze
wykąpał to by umarł". Opowiadano mi także, że tutejsi rolnicy przestali
w jeziorze poić bydło.
Niezależnie od zaistniałej w Lubaszu sytuacji spotkałem się tez
z przekonaniem, że "nie wolno zmarłego całować w usta, bo on jest już
zakażony jadem trupim i można od tego umrzeć".
Nowym tematem wierzeniowym, który w przekonaniach tutejszej
społeczności pojawił się w ostatnich latach jest tzw. "trójkąt śmierci".
Jednocześnie zaistniał w repertuarach współczesnych narratorów tworząc mozaikę niezliczonych realizacji. Jedna z moich stałych informatorek powiedziała: "Przed śmiercią każdemu człowiekowi pod nosem do
brody tworzy się trójkąt śmierci, taki siny plac. Tak siG stało mojemu
wujkowi na trzy dni przed śmiercią. Wtedy już wszyscy wiedzieliśmy,
że umrze".
185
Zrozumiałym jest, że w procesie zmian obok znanych już ze źródeł
zastanych tematów wierzeniowych, pojawiają się opowiadania, w których narratorzy dokonują daleko idących przewartościowań genologicznych, ukazując tradycyjną formę opowiadania w nowym kontekście semantycznym. Ilustracją takich przeobrażeń niech będzie dość powszechna opowieść a wydarzeniu, jakie prawdopodobnie miało miejsce w Białej:
- "Jedna taka, to panie miała iść przez cmentarz, nocą, a pan wie, że
to straszy tam a północy. Chciała iść, ale się boi, no bo kto by się nie
bał. Akurat, widzi pan, to szedł tam jakiś mężczyzna i ona go zapytała
czy on też pójdzie tą drogą. Panie, oni to tu tędy szli. On mówi, że tam
idzie i ona zapytała czy może pójść z nim, bo się tak bardzo boi. On
mówi, że może i poszli. Panie, poszli razem, a strach tak wielki, bo
północ. Jak już tak szli i szli, to ona się go pyta: »A wy się tak nic tero
nie boicie?« »Łe, jak żyłem, to też się bałem!«.
Przykład ten dowodzi w jakim stopniu dawne konstrukcje z powodzeniem przy odpowiednim spointowaniu mogą stanowić materiał
\vyjściowy dla nowego opowiadania, służącego zupełnie inym celom.
Nadmienić wypada, że dzisiaj już nie opowiada się tego przekazu.
Zupełnie nową wartością zaistniałą w repertuarach, przede wszystkim
dzieci i młodzieży, są makabryczne opowiadania osnute wokół AIDS.
Latem 1987 roku z podsłuchu zanotowałem:
- "Jedna dziewczynka miała ojca marynarza. On wszędzie pływał, a ta
dziewczynka była chora na białaczkę. Ten ojciec przyjechał do Polski,
ale coś mu nie poszło i musiał sprzedać swoją krew, a potem to już
zawsze handlował swoją krwią. Potem się dopiero okazało, że jest chory
na AIDS. Kiedyś jak już z tą dziewczynką było bardzo źle, to przetaczali jej krew ojca i tak ojciec zabił własne dziecko".
Przekazy te w części zorientowane na wywołanie sensacji, w części
oparte o schemat podania wierzeniowego, wyrażają zaskakującą, zdać
by się mogło, dążność do opanowania przez folklor najintymniejszych
stron życia codziennego. Okazuje się zatem, że dla folkloru nie ma tematów tabu, cenzurował się zawsze sam.
Wobec wszystkiego tego a czym wyżej, można uznać, iż tradycyjna
proza ludowa, ta jaką znamy z klasycznych dzieł folklorystyki polskiej,
jest już niemalże przeszłością. Lukę powstałą w ten sposób wypełniały
zawsze nowe treści wpisane niejako w stelaż form zamarłych. Wielką
rolę w ich kreowaniu pełnią środki masowego przekazu. Między innymi dlatego z górą dwadzieścia lat temu zaczęto mówić o "folklorze człowieka zindustrializowanego" 7.
7
1967.
M. Me Luhan,
The
mechanical
bride:
FolklOT
of industrial
man,
Londyn
186
Obok tych treści, które niejako tkwią w stereotypach myślowych
badaczy, pojawiają się stale nowe przekazy o charakterze humorystycznym. Humor ludowy to niezwykle obszerny rozdział folkloru, najżywieJ
reagujący na codzienność. W kuluarowych opiniach folklorystów panuje
zgodne przekonanie, że współcześnie anegdota, kawał czy facecja prawie zupełnie zdystansowały pozostałe gatunki folkloru. Niestety do ~zisiaj nie rozstrzygnięto kvvestii genologicznych humoru ludowego, co
oczywiście w przypadku tego omówienia nie jest kwestią najistotniejszą.
Właśnie w anegdocie znajdował wyraz mi~dzy innymi każdy widoczny przejaw urzędniczej głupoty, indolencji czy niekompetencji. Niekiedy jeszcze przywołuje się dowcipy o kuratorze asystującym przy pienvszej powojennej maturze międzychodzkiego Gimnazjum - "Wówczas
padło pytanie z ust owego pana: »gdzie w hymnie Polski jest mowa
o przemyśle włókienniczym?".
Wszyscy kolejni maturzyści oblewali
egzamin. W końcu jeden z egzaminowanych zapytał o co chodzi i otrzymał następującą odpowiedź: »Przędziem Wisłę, przędzie m Wartę, będziem Polakami,,".
Charakterystyczną cechą anegdoty jest fakt ogniskowania się .jej wokół konkretnej osoby. Taką (folklorystyczną) popularnością cieszyli się
zawsze funkcjonariusze
administracji państwowej wszystkich szczebli,
etatowi pracownicy organizacji politycznych. Jeszcze dzisiaj przywołuje
się kuriozalne przykłady inteligencji takich postaci. Anonimowy informator powiada:
- "W roku 1946 w Międzychodzie ówczesny sekretarz PPR otrzymał
z województwa pismo z prośbą o charakterystykę
miejscowej fauny
i flory. Na pismo odpowiedział: »Flora to jeszcze jedna żyje w Lowyniu,
a fauny to w powiecie nie ma żadnej,,".
Pomysły humorystyczne podsuwa samo życie. Nie trzeba odwoływać
się do zbyt odległej przyszłości, by przedstawić z jednej strony żywotność folkloru, z drugiej zaś jego efemeryczność. Wystarczy wszak wydarzenie, które swoim rozmachem, skalą problemu lub po prostu konstrukcją budzi zdumienie, niepokój, refleksję, a już "dzieje się" lawina
kawałów, dowcipów reagujących na owe fakty. Mam tu na myśli np. wybory, referendum, etapy reformy gospodarczej itp. Wystarczy wezwać
społeczeństwo do zbiórki śpiworów i kocy dla bezdomnych Nowego
Jorku, a już następnego dnia, nawet tu, między Wartą a Notecią, pojawią
się dowcipy wymierzone w ów absurd, bowiem folklor to także papierek
lakmusowy nastrojów i opinii społecznych.
A zatem "wydarzenie" i to wydarzenie niepośledniej miary jest najefektowniej kreującym folklor słowny czynnikiem zewnętrznym. Przed
III Pielgrzymką papieża do Polski pojawiły się takie oto np. jego przejawy. Z nazwy papierosów "Popularne" odczytano: "Papież odwiedzi
187
Polskę, uzdrowi lud, a ruskich nawiedzi eids" 8. Rzecz w tym wypadku
oparta jest na tym samym schemacie, co ten, kiedy z nazwy papierosów
"Sport" odczytano: "Stalin prosi o resztę tłuszczu".
Wydarzeniem takim jest także popularny film telewizyjny. Tu spontaniczna twórczość ludowa zadziwia pomysłowością. Kiedy kilka laŁ temu
Telewizja Polska emitowała film pt. "Nie\volnica 1saura", w filmowym
ojcu tohaterki serialu tutejsza społeczność doszukała się cech "chojańskich". Przypadek to szczególny, kiedy na treści tkwiące w pamięci ludu
nakładają się inne, z jednej strony wywołujące nowe wartości, z drugiej
samorodnie reanimujące dawne. Żywot takich opowiadań nie był nigdy
dłuższy niż sam serial. Tak było w przypadku filmów: "Shogun", "Jak
zdobywano dziki zachód" czy też popularnej kreskówki o "Smurfach".
Nie ma takiego obszaru rzeczywistości, który nie byłby terenem penetracji folkloru. Po wyborach "Miss Polonia" w roku 1988 rocotnik
leśny opowiedział o rzekomej rozmowie finalistek turnieju: "To, że masz
dwie piersi, to widzimy, ale pokaż zęby, może też masz dwa!". Podobne
przykłady można by wymieniać bez końca.
Między Wartą a Notecią anegdota jest gatunkiem znanym i popularnym od bardzo dawna. Już Oskar Kolberg przytaczał w swoim dziele
kilka o mieszkańcach Chojna 9. Anegdoty o "poprzecznych Chojnach" są
czymś szczególnym w folklorze omawianego terenu. Nie wykazują żadnych cech regresu, a wręcz przeciwnie ,ciągle uzupełniane są nowymi
tematami.
Szczególne miejsce na omawianym terenie zajmuje folklor robotników leśnych, im tylko właściwy, przez nich tylko zrozumiały. Jeden
z przedstawicieli tej grupy zawodowej opowiadał:
- "Ja roz ide przez las, piłe mom, a tu pacze, leci caa watacha dzików.
To jo za drzewo żeby mnie nie zauważyły. Odpalam te piłe i pierwszemu
co koło mnie przeleciał obcinom głowe. Inne uciekły".
Taki tekst mógł siG <:rodzić tylko w środowisku robotników leśnych
i tylko tu mógł z powodzeniem funkcjonować. Podobnie jest z opowiadaniami o "zielonych" myśliwych, którzy po raz pierwszy przyjeżdżają
na polowania. O jednym takim opowiadano, że gdy kiedyś przyjechał
do lasu, całą nos przechodził nie strzeliwszy żadnej sztuki. Rano zdenerwowany powiedział, że po tym lesie biegają tylko same psy, bo słyszał
jedynie szczekanie. Tutaj, podobnie jak w przypadku innych tekstów,
jego istnienie możliwe jest tylko w właściwym sobie środowisku, bowiem
8 Wszystkie
pielgrzymki Papieża do Polski odbiły się tak
w folklorze, że, jak się wydaje, zasługują na osobne omówienie.
9 DWOK,
t. 9, s. 55.
szerokim
echem
188
nigdzie indziej nie zostanie zrozumiany, a wśród robotników leśnych
zawsze wyzwala salwy śmiechu.
Folklor robotników leśnych Puszczy Noteckiej to ważny rozdział kultury duchowej mieszkańców Zachodniej Wielkopolski, zasługujący na
osobne studia i szerokie omówienie. Ongiś kilka miesięcy spędziłem
wśród tej grupy zawodowej, poznając fascynujące przejawy kultury
"ludzi lasu". Zaistniałem wówczas w zupełnie naturalnych warunkach
sytuacji folklorotwórczej. Mogła nią być np. przerwa śniadaniowa, czy
też ucieczka w ostęp, by tam w ciszy "obciągnąć butelkę dykty". W sytuacjach takich rodziły się opowiadania przeróżnego autoramentu. Mówiono o duchach leśnych, miejscach tabu, czasach okupacji, o "życiu" Radusza i szeregu innych spraw, których przelotność jest równa czasowi,
jaki je warunkuje.
W wielu osadach rozsianych po Puszczy Noteckiej folklorystyczna
realizacja najczęściej jednak skupia się wokół "ogniska domowego".
Małe możliwości komunikowania się między domostwami sprawiają, iż
w wielu sytuacjach rodzina jest jedynym nosicielem repertuaru folklorystycznego. Zwraca uwagę, że repertuar kreowany też jest przez porę
roku. Inne treści dominują podczas długich zimowych wieczorów, inne
wiosną. Co innego opowiada się w sezonie polowań, co innego podczas
najazdu grzybiarzy. Komizm słowny i sytuacyjny wyrażony w opowiadaniach o sobotnio-niedzielnych zbieraczach grzybów równać można jedynie z humorem górników śląskich. Wszystko to bowiem nacechowane
jest swoistą terminologią, właściwą gwarą oraz przekonaniem, że "kto
w lesie drogi prostuje, ten w lesie nocuje".
Gatunkiem folkloru, który na gruncie zaistniałej rzeczywistości jest
szczególnie mocno reprezentowany, a cechuje się największą ulotnością
jest plotka. Ta w przeciwieństwie do absolutnie fałszywej pogłoski może,
lecz nie musi być oparta na faktach. Charakteryzuje się jednak niezwykle stabilną strukturą. Posiłkowana nowymi realiami odżywa i bez
przeszkód krąży jakiś czas w ustnym obiegu, by po kilku, kilkunastu
dniach umrzeć śmiercią zapomnienia. Szczególne tylko sytuacje pozwalają żyć plotce nieco dłużej.
W lipcu 1987 roku w jednej z wsi w Puszczy Noteckiej położonej
między Sierakowem a Międzychodem zmarła kobieta. Ponieważ była
to postać szczególnie barwna, a okoliczności jej śmierci tajemnicze, już
następnego dnia w okolicy mówiono, że umarła ponieważ:
a. "stary zaciukał ją toporkiem",
b. "stary rzucił w nią zupą w puszce, półtora kilograma, a potem walił
ją po głowie tłuczkiem do mięsa",
c. "zapaliła się wewnętrznie, bo wypiła duszkiem butelkę denaturatu".
d. "połknęła odbezpieczony granat".
189
Mimo, iż w sytuacjach nawet tak makabrycznych ustna twórczość
nie pozbawiona jest humoru, który niejako winien stymulować czy też
reanimować żywot takich plotek, to już w październiku 1987 roku niewiele o tym wydarzeniu mówiono, zaś w styczniu 1988 roku fakt folklorystyczny przestał istnieć.
Plotki tego rodzaju w obiegu ustnym funkcjonować mogą dłuższy
czas oczywiście tylko w przypadku niewielkiej konkurencji innych plotek. Ich żywot jest znacznie krótszy w okresie niepokojów społecznych,
kiedy pełnią funkcję pierwszego, nie zawsze prawdziwego źródła informacji wywołującego sensację. W kulturze ludowej plotka i pogłoska
pełnią funkcję informacyjną, zaś jako "faktoidy" mogą stymulować
emocje i zaburzenia społeczne 10.
Plotki orientowane na wywołanie niepokoju społecznego są w naszej
rzeczywistości zjawiskiem powszechnym. Z dzieciństwa przypominam
sobie rozpowszechniane niepokojące wieści o mającej wybuchnąć wojnie
światowej, o nadchodzących klQskach głodu, o niechybnym końcu świata. Informacje takie, co dziwne, aczkolwiek charakterystyczne,
łatwiej
znajdowały posłuch w środowiskach małomiasteczkowych niż wiejskich.
O przemijaniu treści w folklorze niech świadczy jeszcze jeden fakt
folklorystyczny, jaki tuż przed koMem okupacji hitlerowskiej pojawił
się w niektórych wsiach Puszczy Noteckiej w pobliżu Sierakowa. Wówczas leśnictwem Jeziorno administrował Sylwester Kośmider, człowiek
niezwykły, bo jak wszyscy ludzie zżyci z lasem rozumiał go na wskroś
i pięknie o nim opowiadał. W tym czasie w południowej części lasu pojawił się dziwny jeleń. Dawno już nie był przodownikiem stada, a w olbrzymie poroże tuż przy samej nasadzie wplątany miał łańcuch. Wyglądał jakby mu ze łba wyrastał, zwyczajny łańcuch, taki od krów.
Kiedy biegał dzwonił nim, a ludzie opowiadali cuda, że diabeł w nim
siedzi, zaczarowany król lasu, jak się komuś pokaże to już po nim. To
drwale początkowo roznieśli wieść, że czart po lesie biega i straszy.
Ludzie nie wierzyli. Dopiero gdy kiedyś podszedł do wsi, zobaczyli go,
posłyszeli dzwonienie, zaraz zaczęto mówić, że to polski jeleń, zerwał
niemieckie kajdany, znaczy koniec okupacji bliski. Dowiedział się o tym
sierakowski Kreisamtleiter, stary jeleniarz, który postanowił ustrzelić
sztukę zadając kres patriotycznym gadkom. Podobno kilka dni i nocy
leśniczy Kośmider prowadził Niemca po tych rozległych lasach nie wystawiwszy zwierzęcia na cel. Przypłacił to ciężkim pobiciem, ale wieść
o "polskim jeleniu", zwiastunie polskości i leśniczym Kośmidrze jeszcze
kilka lat funkcjonowała we wspomnieniach. Później zniknęła. Dziś już
nikt jej nie pamięta.
10
R. L. Rosnow, O pogtosce,
"Literatura
Ludowa"
R. 20: 1976, nr 2, s. 33-43.
190
Z pamięci mieszkańców tutejszych wsi zniknęły wieści o wielu niezwykłych wydarzeniach ubranych w ramy folkloru słownego. Któż dziś
bowiem pamięta o przemarszu przez lasy Puszczy Noteckiej wojsk
szwedzkich i pozostawionej przez nie w pobliżu Chojna olbrzymiej kasie
wojennej. Któż pamięta o wojskach francuskich, które zatrzymały się
tu w czasie odwrotu z Rosji, a stąd przecież "Francuskie Góry" koło Sierakowa. Któż mógłby opowiedzieć dzisiaj jeszcze o tajemniczym pustelniku z Mnisiej Góry, o duchach pokutujących na Rzecińskich Górach,
o dzikim polowaniu pod Sierakowem lub Obrzyckiem, o osadzeniu
pierwszych kolonistów w Raduszu, o zapadłych wsiach i kościołach,
o "jeziorze dzwonów" i szeregu innych. Mało kto potrafi jeszcze opowiedzieć o komicznej sytuacji w Rosku podczas powstania wielkopolskiego, która spowodowała opuszczenie wsi przez Niemców. Te "historie"
pozostały jedynie w zapisach.
Obok folkloru słownego bezpowrotnie zniknęły całe obszary folkloru
rodzinnego, obrzędowego. Jeszcze w 1939 roku w malowniczo położonym Gulczu odbywały się interesujące zwyczaje żniwne, jakich nie spotykano w innych regionach Wielkopolski. Dzisiaj nie pamięta się już
o przybranych kolorowymi wstążkami żeńcach. Przemianom uległo domowe świętowanie Bożego Narodzenia, inaczej wygląda sylwestrowa zabawa. W okresie wielkopostnym nie noszą już Rosku "Smierciska" i nikt
nie zaśpiewa:
Smiercisko
ze wsi, nowe lato
Kto nie pójdzie za Smierciskiem
Tego rzepa zajdzie.
do
wsi
W Wielkanoc nie chodzą już z "Niedźwiedziem", a w Zapusty nikt nie
oczekuje "straszków".
Nigdzie w Wielkopolsce wesele nie wyglądało tak jak w Chojnie.
Szczególnie jego zakończenie. "Wymiatanie" gości weselnych po kilkudniowych uroczystościach było charakterystyczne tylko dla tej miejscowości. Pijani parobcy wyciągali z ukrycia długie cienkie żerdzie, do których końców przywiązane były małe snopki słomy. Maczając je w błocie, wypędzali odjeżdżających z zagrody wołając: "Wy zgłodniałe psy,
przyjechaliście namu tutaj wszystko wyżreć i wszystką wódkę wypić,
teraz w domu cały miesiąc nie będziecie potrzebowali jeść i jeszcze dłużej byście żarli, ale my wam damy na zapęd!" 11. Nie spotkałem się z informacją w żadnej innej wsi w Puszczy Noteckiej o podobnym zwyczaju. Dzisiaj nawet w Chojnie o nim zapomniano.
11 L. Skrzypczak,
Zycie w dawnym
Instytutu Etnologii UAM, nr 81, s. 25.
Ch oj nie,
1981, maszynopis
w Archiwum
191
W tym krótkim tekście chciałem pokazać, że życie folkloru wpisanego w życie każdej ludzkiej zbiorowości, jest przejściowe, ulotne, pozostawiające jedynie po sobie schemat, rusztowanie, wypełniane w sprzyjających okolicznościach przez nowe wartości.
Wojciech Łysiak
BETWEEN THE WARTA RIVER AND THE NOTEĆ RIVER THE EVANASCENCE OF FOLKLORE
(summary)
Folklore, as an integral component of the folk type culture, easily submits
to the process of constant exchange
of content and qualities fitted into the
framework characteristic
of it. The observation
of the everyday manifestations
of folklore proves that this process is a spontaneous
one and the life span of
particular forms may be only a few days or weeks. It seems that subject to that
mutability are all kinds of texts from gossip and rumour through belief tales and
nursery rhymes to political folklore texts. New folklore phenomena are being born
every day, all rich with form and content. There arise new reportoirs, new cultural
facts which because of their "novelty" and "difference",
because they deviate
from the conventional understanding
of folklore remain commonly unnoticed by
those professionaly dealing with it. The notification
of the ephemeral character
of folklore contradicts the common belief that folklore is absent from the contemporary reality. The article has been ilustrated
with materials
collected during
last few years in the region between the two rivers Warta and Noteć.
