ab5b36c6b3442e6818f24cb90fe0fb5c.pdf
Media
Part of Recenzje / LUD 1989-90 t.73
- extracted text
-
Lud, t. 73, 1989 - 1990
III. RECENZJE
Wojciech B u l' S 7. t a, Język a kultura
w myśli etnologicznej,
Polskie Towarzystwo Ludoznawcze, seria: "Praee Etnologiczne", t. 11, Wrocław 1986, ss. 151.
Wydar,a w "Pracach Etnologicznych"
książka W. Burszty jest wartościową
interesującą
rozprawą z pogranicza teorii kultury, teorii badań etnologicznych
i dziejów myśli antropologicznej
(etnologicznej). Jej tytuł trafnie i zarazem lapidarnie ujmujący przedmiot studiów autora wskazuje, iż zawartość
książki poświęcona została krytycznemu przeglądowi etnologicznych koncepcji na temat wzajemnych związków między sferą kultury a obszarem języka. Ukazanie tych ob:.Jstronnych związków w ujęciu różnych szkół i orientacji nie byłoby w pełni mcżliwe i zrozumiałe, gdyby autor pominął relacje zachodzące między etnologią z jednej
strony a językoznawstwem
- z drugiej. Dzięki równoległemu ujęciu obu par tych
relacji (język a kultura versus językoz.nawstwo a etnologia) powstała pożyteczna
pr<:ca ukazująca jednocześnie zmienność i różnorodność opinii na temat kulturowego uwikłania
języka i językow'ego uwikłania
kultury
oraz wzajemnych
oddziaływań czy interferencji
lingwistyki i antropologii kulturowej
(etnologii).
Trzeba w tym miejscu zauważyć, iż problem obustronnych
związków między
językiem a kulturą należał zawsze do jednych z głównych zadań poznawczych
nauk etnologicznych, a współcześnie w związku z ekspansją takich orientacji jak
strukturalizm,
kognitywizm i semiotyka stał się on szczególnie ważny. Stąd też
należą się autorowi słowa uznania za to, iż podjął się tak trudnego zadania i przedstawił w sposób rzeczowy i kompetentny główne sposoby ujmowania języka i kultury w przebrzmiałych
już, ale istotnych także dla współczesności nurtach, ja;Z
i w nowszych orientacjach
etnologicznych. Wybrane tak trafnie do analizy tytułowe zagadnienie nie było dotąd w polskiej fachowej
literaturze
przedmiotem
rozważań. Dzięki temu autor wniósł istotny wkład do rodzimej myśli etnologicznej
i kulturoznawczej likwidując ważne obszary białych plam i wytyczając potencjalne
kierunki dalszych badań w podjętym przez siebie temacie.
Książka W. Burszty wychodzi naprzeciw trzem głównym potrzebom widocznym
wyraźnie we współczesnej refleksji kulturoznawczej.
Po pierwsze spełnia ważną
funkcję poznawczą przyczyniając
się do pogłębienia i usystematyzowania
wiedzy
na temat rozwoju myśli etnologicznej odnośnie do związków języka z kulturą.
Po drugie umożliwia ukazanie specyfiki etnologicznej
interpretacji
roli jęZykCl
w kL:.lturze, a po trzecie dostarcza materiału i refleksji przydatnych do doskonalenia programu podmiotowej interpretacji
języka jako formy kultury we współczesnych koncepcjach etnologicznych. ,Jest rzeczą oczywistą, iż wymienione tu cel""
nie mogły zostać spełnione w jednakowym stopniu. Pierwszy z nich zrealizow:1flY
został najpełniej, zgodnie zresztą z planowanym
zamiarem autora, dla drugiego
stworzone zostały solidne podstawy, które wykorzystane
być mogą w przyszłych
studiach o profilu komparatystycznym,
trzeci cel osiągnięty został jedynie w sferze
postulatów i świadomej refleksji na temat możliwych dróg i sposobów doskonalenia teorii kultury w obrębie etnologicznych nauk szczegółowych.
13 Lud t. LXXIII
194
Podstawowym
zadaniem W. Burszty było dokonanie przeglądu interpretacji
i koncepcji tych kierunków etnologicznych, które zajmowały się językowym aspektem kulturowej rzeczywistości, po to by w oparciu o krytyczną analizę różnorodnych podejść wyodrębnić najbardziej znaczące i istotne stanowiska. Tak określony
zamysł przybrał w tej książce udany kształt, dzięki czemu czytelnik niezorientowany w problematyce uzyskał dobre kompendium wprowadzające w sposób system<:tyczny w obszar etnologiczno-lingwistycznego
pogranicza teorii kultury, a specjalista - interesujące studium rzucające nowe światło na szereg kwestii i inspirujące do dalszych obiecujących badań i refleksji.
W obrębie zainteresowań
autora znalazła się przede wszystkim angloamerykańska antropologia społeczno-kulturowa
oraz francuska antropologia strukturalna,
a więc te szkoły, które w istocie najbardziej zaważyły na kształcie współczesnej
światowej myśli etnologicznej. Oczywiście możnaby zastanawiać się aad celowością
rozszerzenia tej interpretacji
na kierunki przez autora śVliadomie pominięte jak
np. poststrukturalistyczna
semiotyka francuska, czy postproppowska semiotyka radziecka, ale sądzić należy, iż dla postawionego przez W. Bursztę celu polegającego
na id·zntyfikacji głównych stanowisk w nurcie refleksji nad językiem a kulturą dokonany przez niego wybór był logiczny i adekwatny do potrzeb. Jasną i zrozumiałą argumentację
autorską wspiera bogata literatura
przedmiotu zawierająca
najbardziej
reprezentatywne,
a także i najnowsze prace antropologiczne, lingwistyczne i filozoficzno-teoretyczne.
Busolą ułatwiającą
krytyczną
wędrówkę po
meandrach różnorodnych koncepcji, idei, postulatów i konstrukcji, a jednocześnie
instrumentem
zapewniającym utrzymanie jednolitego kursu i interpretacyjnej
konsekwencji stała się socjoregulacyjna
teoria kultury .T. Kmity, której obecność na
kartach recenzowanej
książki zaznacza się przede wszystkim w formach aplikacyjnych, aniżeli przez bezpośrednie deklaracje i odwoływania się.
Praca jest skonstruowana logicznie, choć poszczególne rozdziały stanowią dość
samodzielne szkice, połączone ze sobą jedynie ideą przewodnią książki, tj. poszukiwaniem odpowiedzi na pytanie, w jaki sposób traktowano relację język/kultura w obrębie poszczególnych etnologicznych kierunków. Oprócz ciekawego wprowadzenia i zawierającego
naj istotniejsze elementy podsumowania
książka składa
się z pięciu rozdziałów, z których dwa - pierwszy i ostatni mają nieco odmienny
charakter od pozostałych. Otóż rozdział zatytułowany "Język jako jedna z dziedzin
kultury" traktuje o tych kierunkach etnologicznych, które nie czyniły z problematyki języka pola swej szczególnej refleksji teoriopoznawczej, choć dostrzegały
wagę tego zagadnienia. Rozdział piąty poświęcony antropologii kognitywnej zapoznaje nas ze współczesnymi próbami podmiotowej rekonstrukcji
kultury, których ważnym elementem strategii badawczej są studia nad komunikatami
językowymi. Znalazły się w nim także omówienia poglądów W. Goodenougha - wybitnego reprezentanta
"etnonauki", a także charakterystyka
tzw. analizy składnikowej tj. metody mającej na celu dotarcie do autentycznych zasad klasyfikacyjnych
tkwiących u podstaw badanej przez kognitywistów kultury.
Między tymi dwoma spinającymi całość rozdziałami pokazującymi punkt vvyjścia i stan osiągnięć w dziedzinie refleksji nad kulturą i językiem w czasach num
współczesnych znalazły się trzy bardzo ważne eseje poświęcone klasycznej etnolingwistyce amerykańskiej
Sapira i Whorfa, brytyjskiemu funkcjonalizmowi
Malinowskiego i francuskiemu strukturalizmowi
Levi-Straussa. Na przykładzie każ.dego
z tych kierunków W. Burszta ukazał specyfikę i odmienność trzech najważniejszych stanowisk w kwestii relacji wiążących język i kulturę. Lapidarnie ujmując pierwszy z nich to nurt zakładający pierwotność struktur językowych względem
195
kształtu kultury, drugi to nurt traktujący
język jako integralną
część kultury
powiązaną funkcjonalnie
z jej wszystkimi aspektami, oraz trzeci - to nurt zakładający wzorcowy charakter
modeli językowych dla organizacji rzeczywistości
kulturowej. Wybór tych trzech kierunków jako osi konstrukcyjnej
pracy był w pełni udany umożliwiając ukazanie w sposób chronologiczny zmienność etnologicznej
refleksji, przy jednoczesnym
uwypukleniu
typologicznej
odmienności poszczególnych propozycji.
Jest rzeczą całkowicie naturalną,
iż w tak pozytywnie ocenianej książce znalazły się również mif'jsca pobudzające
do krytycznych
lub polemicznych
uwag.
Nie wdając się tu w szczegółową polemikę merytoryczną, chciałbym jedynie wskazać na kilka takich punktów, które w mojej opinii mogłyby być potraktowane
w sposób c;cyniący tę interesującą
książkę jeszcze bardziej wartościową.
Na tle
napisanych z prawdziwym znawstwem przedmiotu rozdziałów poświęconych amerykańskiej
antropologii, nieco słabsze wydają się te części, które przedstawiają
stanowiska etnologicznego strukturalizmu
i to glównie klasycznego. Niepotrzebnie
powtórzone tam zostaly elementarne
zasady tego kierunku,
wyraźnie
kosztem
analizy rekonstruowanych
w tej orientacji
związków łączących język i kulturę.
Ze wzgh;du na niejednorodną
wewnętrzną
strukturę
poszczególnych
rozdziałów
dopasowaną głównie do specyfiki omawianych
w nim kierunków
uległy w niektórych miejscach zachwianiu
proporcje, w wyniku czego pewne kwestie ujęte
zostały zbyt skrótowo jak np. współczesna
angielska
antropologia
strukturalna
i semiotyczna. Także inne zagadnienia nie doczekały się glębszej analitycznej
dociekliwości. Dotyczy to np. słabego ukazania
historycznych
korzeni amerykańskiego kognitywizmu czy też niewystarczającego
naświetlenia
kontrowersji
między
podejściem typu "emic" a interpretacją
typu "etic" i jej praktycznymi
skutkami
dla warsztatu
współczesnego badacza. Dużą autonomiczność
poszczególnych
rozdziałów pogłębił niewielki stopień refleksji komparatystycznej
ukazującej
podobieństwa, nawiązania i rozbieżności między przedstawianymi
orientacjami.
Zadanie
to pozostawił autor jakby samemu czytelnikowi. Wreszcie wspomnieć można także
i o tym, iż autor większą wagę przywiązywał
do oceny teoretycznych
postulatów
i założeń analizowanych
szkół i kierunków, mniejszą zaś do praktycznych efektów
zastosowanych w ich obrębie dyrektyw badawczych.
Wymienione wyżej uwagi posiadają jednak znaczenie drugorzędne i nie umniejszają bezspornych walorów pracy W. Bu.szty. Podjęcie się tego tematu było przedsięwzięciem bardzo ambitnym, gdyż wymagającym
poruszania się po pograniczach
antropologii i językoznawstwa,
dużej kompetencji w zakresie dziejów myśli etnologicznej, dobrej znajomości
teoretycznych
podstaw
nauk o kulturze.
Książkę
W. Burszty uznać można za ważny wkład w dzielo rozpoznawania
teoriopoznawczych podstaw klasycznych i współczesnych nurtów etnologii. Bezspornym sukcesem jej autora jest wykazanie
istoty zróżnicowanych
podejść do problematyki
język/kultura,
umożliwiających
klasyfikację
tych ujęć i dających dobrą podstawę
do dalszych dociekaJ1. Ukazany przez W. Bursztę przedmiot
badań okazał się
nadzwyczaj interesujący dla historyka myśli etnologicznej, teoretyka kultury i każdego, któremu bliskie są kwestie podmiotowego
ujmowania
kulturowej
rzeczywistości. Książka ta, której lektura nie tylko wzbogaca naszą wiedzę, ale inspiruje
i pobudza do refleksji została napisana z dużą kompetencją.
Zastosowana interpretacja w większej lTlierze syntetyczno-typologiczna,
aniżeli analityczno-komparatystyczna dobrze wprowadza w meritum problematyki
wyznaczając jednocześnie
wyraźnie dalsze pole potencjalnych studiów.
Aleksander
Posern-Zieli71ski
196
Aron
G u r ie w i c z -
Problemy
średniowiecznej
kultury
ludowej,
Warszawa
1987, ss. 402.
Znamiennym
rysem współczesnej humanistyki
jest, jak sądzę, żywe zainteresowanie się Biblią, literaturą
mitologiczną, ludowymi eposami, literaturą
hagiograficzną itp., w głębokim przeświadczeniu,
że jest to nadal niewyczerpane
pole
ekspl:)racji i twórczych podniet.
Do niedawna literatura
ta traktowana
była jako barwne opowiastki dodające
historii pikanterii, dzisiaj sama stanowi niezwykle cenny material źródłozanwczy,
otwierający
przed badaczami coraz to nowe możliwości interpretacji
zjawisk kulturowych. Można zaryzykować twierdzenie, że w ikonografii o zabarwieniu folklorystycznym, traktowanej
czasami z pobła7.aniem, tlewi cala wielka tajemnica wiedzy o człowieku i nie trzeba jeździć daleko i szukać pierwotnych plemion, by się
o tym przekonać. Aron Guriewicz inicjuje badania tego właśnie typu próbując
spojrzeć na kulturę średniowiecza, o której mogłoby się zdawać, że napisano już
chyba wszystko, od strony ludowych wizji, wyobrażeil, przedchrześcijal1skiej
magii
i przeciw~tawia to \',;s7.ystko kulturze elitarnej.
Końcowy efekt wydaje się zaskakujący,
bo oto średniowiecze
jawi się nam
zupełnie w innych kategoriach, pozbawione mrocznego patosu, wyzule z wszelkich
generalizacji,
targane
licznymi sprzecznościami
w walce o zawładnięcie
ludzką
duszą.
Guriewicz zajmuje się wyodrębnianiem
rzeczy ukrytych pod płaszczem ludowej
mistyki, nadaje tym rzeczom rangę światopoglądu
w przekonaniu, że był on kamieniem węgielnym epokL Punktem
wyjścia swoich rozważań uczynił zderzenie
dwu światów: chrześcijaJ1skiego i pogańskiego, w dobie - jak pisali o tym historycy imperialistycznego
marszu tego pierwszego na zachód Europy.
Przebudowa
i chrystianizacja
społeczeństwa
wcze:mego średniowiecza
wcale
nie była tak oczywista i mimo trudu kościoła społeczeństwa
te przyjęły specyficzny synkretyzm
religijny, usprawiedliwione
przcz życie połączenie dogmatów
wiary chrześcijailskiej
z rytuałami
magicznymi Guriewicz podejmuje tym samym,
jakby na marginesie książki, sprawę prawdy historycznej,
jej zwodniczy rc~latywizm. Bada bowiem kulturę i mechanizmy jej funkcjonowania
w oparciu o unikalne, dosyć powściągliwie traktowane przekazy zakladając, że żaden z do tej pory
naszkicowanych
obrazów średniowiecza
nie jest do koilca prawdziwy,
bo jest
mocno fragmentaryczny
i na dodatek skażony licznymi niedoskonałościami.
Wracając do pytania zasadniczego:
jaką była ta kultura wicków średnich i ludzie.
którzy ją tworzyli? Machinalnie ciśnie się odpowiedź, że dosyć niespójna, amhiwalentna, bo niby chrześcijańska,
ale też j heretycka, !Josqpna w niekończącej si~
pokucie z wiecznym poczuciem grzeszności; ale też .i karr.3walowa
rozbawiona.
I tak moglibyśmy przeciwstawiać
jej cechy krańcowo odmienne i byłoby to zgedne
z prawdą, ale jaki jcst kontekst tych pa;:-;:;doksalnych połączeń? Po upadku świ"ta
klasycznego Europa stanęła na rozstajach.
Zwycięzcy powinni stać ~ię uczniami
pokonanych, którym w zakresie cywilizacji nie potrafili przeciwstawić nic, dlatego
swoją zaczęli nieudolnie wznosić od podstaw. Ludzi dziesiątkowały epidemie, głód,
szerzyło się bezprawie, rozbój, silnie akcentowany
pogromami inr:;owierców, masowo szerzyły się zabobeny i czary, wszyscy bali się wszystkich, strach był głównym dyktatorem
średniowiecznych
poczynań. Społeczeństwo
wyrosłe w takim
klimacie było klasowo ściśle zhierarchizowane,
pozbawione iluzji.
Nauka o predestynacji,
czyli o naturalnej,
przyrodzonej
kondycji k"źdego
człowieka, pozbawiała
jednostkę
możliwości manewru
w zakresie zmiany status
197
qu.o. Naturalnie, że nauka Kościoła wraz z całym arsenałem literatury adresowanej
do ludu przyjęta była z entuzjazmem,
ale jak się okazało później nie do
końca.
Ksi'lżkę Guriewicza można odczytywać rM.nie. Obok głównych wątków snuje
autor niejako mistern'l nić mówiącą o przebiegłości ludu, który w desperackich
staraniach o poprawę swego życia, jeżeli nie w tym, to świecie pozaziemskim,
tworzy swój p<1llteon osób, rzeczy, czy praktyk sacru.m na zasadzie domniemanej
skuteczności, czerpiąc z katolicyzmu. a jeszcze obficiej z pogaństwa. Kościół przyjmuje warunki tej gry i stara się być jeszcze bardziej przebiegłym, dopuszczając
w swym łonie istnienie np. magii. Ciekawe wydają się być koleje tego specyficznego dialogu, wzajemnego wymuszania na sobie coraz to dalszych ustępstw, ku
obustronnej korzyści. Jednak była to walka, ścierania się starego z nowym, raczej
przekora i kcmpromisy ze strony Kościoła niż szarża i, jak pisze autor, Kościół
był wtedy rzeczywiście siłą.
Odwzorowaniem ducha epoki i łącznikiem pomiędzy ziemskością a wiecznością
było zjawisko cudu. To najukochańsze
dziecko wiary miało sens rzeczywiście tylko
wtedy, gdy nic nie było zdeterminowane
ziemską przyczynowością.
Nawet odwieczne prawa natury wobec braku prób ich naukowej interpretacji
były dzielem
Wszechmocnego.
Istotnie więc średniowieczne
palące zapotrzebowanie
na cud czyniło cuda.
W tym świecie, tak okrutnym i beznadziejnym, lud za wszelką cenę pragnął cudu,
będącego iskrą nadziei, nawet za cenę częściowego porzucenia dogmatów wiary
chrześcijańskiej.
Co więcej, owo zapotrzebowanie
na akty magiczne cechowało
także duchowieństwo, bo jak pisze Grzegorz z Tours, zakonnicy nader często śpiewali pieśni pogańskie i chętnie przyglądali się czarnoksięskim
praktykom.
Bylo to więc zjawisko powszechne, nad którym kościół nie panował, ale wykorzystywał wian:; w cuda dla własnych interesów.
Obraz tej kultury, jaki wyłania się z żywotów świętych, penitencjałów,
kazań
czy kanonów, jest dosyć jednowymiarowy.
Słyszymy tego, który poucza, moralizuje,
rzuca gromy, strona przeciwna pozostaje przynajmniej
częściowo milcząca.
Paradoksalne, że lud, który tworzy tutaj historię najprawdziwszą,
jest dla niej
tylko tłem. Historia ta to popadanie z coraz to nowej skrajności w skrajność. Lud
nie tylko jest owładnięty ostrą melancholią dramatycznej
wizji końca świata, potrafi się także wspaniale bawić. Mówi o tym J. Huizinga: "Zycie było jaskrawe
i różnorakie, że jednym wciągnięciem powietrza wdychano woń krwi i róż. Pomiędzy piekielnym strachem i dziecinnym żartem, pomiędzy okrutną zatwardziałością i skorym do łez wspólczuciem lud chwiał się to w tę, to w inną stronę jak
olbrzym z głową dziecka. Wszystko się tutaj miesza, i fanatyzm religijny biczowników, któr:l:Y po odprawieniu swych wstrząsających
egzorcyzmów, wieczorem giną
w korowodzie karnawałowym
i jest także obok siebie miejsce na śmiech, bluźnierstwa, profanację
świętości i żarliwe modlitwy".
Historycy
twierdzą,
że ta
średniowieczna groteska była wentylem bezpieczeństwa
dla ludzi i kluczem do
zrozumienia epoki. Chyba jednak umysłowość ludzi tamtych czasów była mocno
skażona poczuciem winy, grzechu. ostatecznej
zagłady. Hieronim Bosch, wielki
malarz i moralista
schyłkowego średniowiecza,
dopisuje kolejne cechy już nie
tylko ludowej mentalności, takie jak: horrendalna
głupota, beztroska, rozwiązłość.
Swiat Boscha to jeden wielki kocioł w którym wre bezsensowne
życie. Bosch
całkiem na serio przestrzega: "patrzcie wszyscy co was czeka, jeżeli nie uporządkujecie swego życia", i roztacza apokaliptyczne
wizje mąk piekielnych. Ale czlowiek rozdarty pomiędzy sprawy doczesne a wieczne nie potrafi znaleźć dla siebie
198
właściwej płaszczyzny odniesienia. Można traktować
to wszystko jako fantasmagoryczne urojenie ludzi chorych, a można się tym wszystkim trochę przestraszyć.
Człowiek współczesny odbiera problemy średniowiecznej
kultury ludowej z odcieniem ironii jako jedno wielkie błazeństwo.
Guriewicz traktuje ją bardzo poważnie, choć konwencja w większości raczej
humorystyczna,
ale przez to problemy tamtych czasów stają się bardziej wiarygodne i ludzkie. Ostatecznie jednak wątpliwości pozostaną nadal wątpliwościami.
Jaka była ta epoka w całej swojej rozciągłości, bardziej elitarna, czy bardziej ludowa? Jeżeli bardziej ludowa, to dlaczego tak wiele wspaniałych treści przekazała
potomnym? Autor zdaje sobie sprawę, że odpowiedzieć na v.rszystko nie sposób,
ale przed mediewistyką - jak pisze - otwierają się nowe możliwości pełniejszego
poznania, bo pierwszy wspaniały krok już został dokonany.
SŁawomir
Władimir Jakowlewicz
wietstwiennyje
riedaktory:
ningradskogo Uniwersitieta,
Bździuch
P r o p p, Istoriczeskije
korni
wotszebnoj
skazki.
W. T. Jeremina, N. M. Gicnsimowa,
Izdatielstwo
Leningrad 1986, ss. 364.
OtLe-
Trzeba przyznać, że osiągnięcia
strukturalistów
rosyjskich
zyskały rozgłos
i uznanie w całym świecie. Ich prace uznały za interesujące i t'3 szkoły folklorystyczne, które dalekie były i są od podjęcia podobnej metody. Już do klasyki analizy strukturalnej
przeszły prace 1 jednego z najwybitniejszych
uczonych tego kierunku w Związku Radzieckim, jakim był Włodzimierz Jakowlewicz
Propp, profesor Uniwersytetu w Leningradzie. Jego Morfologia
bajki (Leningrad 1928; II wyd.,
Moskwa 1969) została przetłumaczona
na wiele języków obcych, w ostatnich zaś
latach wydano trzy jego książki: Folklor i diejstwitielnost'
(Moskwa 1976), Problemy komizma
i smiecha (Moskwa 1976), Russkaja skazka (Leningrad 1984>, a obecnie
wznowiono wydaną po raz pierwszy w 1946 roku jego kolejn'ł pracę, tj. Historyczne
korzenie
bajki
magicznej.
Zanim jednak przejdziemy do przedstawienia
nowej edycji pracy Proppa, przypomnijmy w skrócie pełną swady i rzetelnie udokumentowaną
wypowiedź prof. Kiriłła Wasilewicza Czistowa, jednego z największych
współczesnych folklorystów
radzieckich. Na szczególną uwagę zasługuje jego "rozprawa" z tzw. "legendami".
związanymi z nazwiskiem i pracą Proppa 2. W konsekwencji Czistow owych "legend" wyróżnił aż cztery, po kolei obalając każdą z nich. Rozprzestrzenienia
się
w świecie koncepcji badawczej Proppa upatruje on głównie w intensywnym rozwoju całej lingwistyki,
teorii informacji,
semiotyki, współczesnej teorii kultury
oraz innych pokrewnych
nauk, podważając tym samym mit o "barierze językowej" jako prze~zkodzie w znajomości metody Proppa.
Zastanawia się on przy tym, dlaczego tacy uczeni, jak C. Levi-Strauss, M. Luthi i inni, dopiero w latach 60 - 70 naszego stulecia uznali M oTfologię bajki. Czistow przypomina bowiem, że informacje o książce ukazały się w 1929 r. w między• Por.
dokładne
zestawienie
prac
uczonego:
Bibliogra/ija
trudow
W. J. Proppa. Sost.
B. N. Putiłow,
(w:) Tipologiczeskijc
iSstiedowanija po /olkloru.
Sbornlk staticj
pamjatl
Wladimira Jakowlewicza
Proppa (1895- 1970),Moskwa 1975.
, Por. K. W. Czistow,
W. J. Propp issliedowatlcl
skazki, (w:) W. J. Propp,
Russkaja
skazka. Olw. riedaklory
K. w. Czistow, W. 1. Jeremina,
Leningrad
1984, s. 3 - 22.
199
narodowej bibliografii etnograficznej Internationa!e
Vo!kskundliche
oraz w bibliografii slawistycznej Slavonic CoHection, a także opublikowano recenzje (w j. niemieckim D. K. Zielenina, w j. angielskim R. Jakobsona). Drugi mit, z którym rozprawia się Czistow, dotyczy wypowiedzi niektórych
uczonych zachodnioeuropejskich, w świetle których koncepcja Proppa cieszyła się większą znajomością i popularnością na Zachodzie aniżeli w ZSRR. Uważa on, że rosyjska nauka lat 20
naszego wieku w żadnej mierze nie może zasługiwać na miano prowincjonalnej,
odbiegającej od osiągnięć europejskich,
dokumentuje
jednocześnie
swe wywody
bogatą literaturą folklorystyczną
tamtych lat. Według trzeciej "legendy" przejście
Proppa od strukturalnych
("morfologicznych", synchronicznych) badarl w Morfologii
bajki
do problemów genezy i historii bajki (diachronii) w Historycznych
korzeniach bajki
magicznej
nastąpiło pod wpływem krytyki "formalizmu"
w historii
literatury. Czistow jednoznacznie uznaje, że podobna ,,legenda" wypacza nie tylko
proces kształtowania się i rozwijania Proppa jako uczonego, ale i samą istotę koncepcji bajki, jaką stworzył. Czistow ustosunkowuje
się również do wypowiedzi
w niektórych artykułach i nekrologach, w których to pisano, że Propp - mimo
iż zdobył międzynarodową popularność - zmarł jako nieznany w swojej ojczyźnie.
Owa czwarta "legenda" według Czistowa również nie może mieć racji bytu. W rezultacie przypomina on opublikowane w Związku Radzieckim prace Proppa oraz
przedstawia sylwetkę tego nie tylko znakomitego naukowca, ale i nauczyciela,
który jako kierownik Katedry Literatury Rosyjskiej w Uniwersytecie Leningradzkim przewodził dużej grupie uczonych. Spośród wychowanków Proppa wymienia
on m.in. takich folklorystów, jak Jeremina i Niekryłowa.
Dalszymi dowodami, w sposób bezpośredni podtrzymującymi obiektywizm sądów
Czistowa, są ciągle wznawiane staraniem jego uczniów książki Proppa. Zarówno
bowiem opublikowana ostatnio Bajka rosyjska, jak i nowe wydanie Historycznych
korzeni
bajki magicznej,
zostały opracowane i przygotowane do druku przez wychowanków Proppa, zachowujących wdzięczną pamięć o swym nauczycielu. A pozostawił ich Propp wielu, zarówno w Uniwersytecie Leningradzkim, jak i w Instytucie Literatury Rosyjskiej Akademii Nauk oraz w innych placówkach naukowych.
Właśnie dwie pracownice Instytutu Literatury
Rosyjskiej, a jego uczennice, Waleria Igorowna Jeremina (por. ostatnią jej pracę nt. Poetyckiej
kompozycji
ludowej
liryki
rosyjskiej,
Leningrad 1978) i recenzent książki Anna Fiedorowna Niekryłowa (por. Rosyjskie
ludowe
święta miejskie,
zabawy
i widowiska
końca XVIII
i poczqtku
XX w., Leningrad 1984) oraz Natalia Michajłowna Gierasimowa z Katedry Literatury Rosyjskiej Uniwersytetu w Leningradzie przygotowały nowe wydanie Korzeni ... Przypomnijmy w tym miejscu, że zasłużony dla kultury rosyjskiej
i radzieckiej
Instytut, tzw. "Puszkinskij Dom", powstał w 1903 r., a od 1930 r.
na skutek reorganizacji stał się placówką naukowo-badawczą 3.
Książka Proppa poświęcona Historycznym
korzeniom
bajki
magicznej
według
uczonych jest tym dla nauki rosyjskiej, czym Zlota gałqź J. Frazera dla zachodnioeuropejskiej. Obie bowiem prace wykazały owocność analizy wierzeń ludowych
i utworów folklorystycznych
na tzw. "interetnicznym
poziomie". IN Korzeniach
Propp traktuje
folklor jako zjawisko internacjonalne,
które nie sposób badać
w izolacji, wyłącznie w oparciu o jeden lud. Wypowiadając się na temat metody
, Przy Instytucie
jest Oddział rękopisów,
chroniący
unikalne
zabytki
piśmiennictwa
starej
Rosji oraz rękopiśmienne
dziedzictwo
pisarzy
rosyjskich.
W Domu
Puszkina
znajduje
się
również
ogromna
ilość eksponatów
i rękopisów,
związanych
z zyciem,
działalnością
i twórczością takich
literatów,
jak np.: A. N. Radiszczewa,
M. J. Lermontowa,
N. W. Gogola.
1. S. Turgieniewa,
F. M. Dostojewskiego,
L. N. Tołstoja,
A. M. Gorkiego,
W. W. MaJaikowskiego i wielu innych.
200
i materiałów wykorzystanych
w książce (por. s. 32 - 35), podzielił on zgromadzony
materiał
na trzy grupy. Do pierwszej, tzw. "podlegającej
objaśnieniu",
zaliczał
taką bajkę magiczną, którą badacz winien znać doskonale, do drugiej zaś przydzielał "materiał
wnoszący objaśnienia".
Natomiast jako rezerwowy pozostawiał
tzw. "materiał kontrolny", który może być wykorzystany
później, m.in. do konir.retyzacji wcześniej ustalonych zasad. W konsekwencji "podstawą" Korzeni... stała
~ię bajka rosyjska. W wypadkach,
gdy nie dysponował on dostateczną ilością
materiałów
rosyjskich bądź słowiańskich, wykorzystywał
teksty innych narodów.
Owo porównawczo-historyczne
traktowanie
folkloru było zgodne z pojmowaniem
przez Proppa folklorystyki jako dyscypliny komparatystycznej,
o czym pisał w wielu
swoich pracach. Jak zwracają uwagę redaktorki
wydania Korzeni,
próba takiego
oglądu materialów folklorystycznych
przywiodła Proppa do - wydawałoby się całkowicie paradoksalnego
w jego czasach wniosku, iż najbardziej
cennymi mat~riałami okazały się nie te - terytorialnie
bliskie (europejskie i azjatyckie), ale
materiały amerykańskie,
częściowo również z Oceanii i Afryki. Propp traktował
bowiem Azję jako "kocioł", w którym to narody osiągnęły znacznie wyższy poziom
kulturowy aniżeli ludy Ameryki i Oceanii, kiedy to zastali je Europejczycy i zaczęli zbierać etnograficzne
i folklorystyczne
materiały"
(s. 29). W praktyce więc
Propp spożytkowywał owe materiały z wielką ostrożnością, nie dysponował w5zak
taką ilością zbiorów tekstów, jak współcześni folkloryści.
Jeremina we wstępie pt. Ksiqżka W. Proppa «Historyczne korzenie bajki magicznej»
i jej znaczenie
dla współczesnych
badań bajki
próbuje uporządkować
wnioski, do których doszedł w swej pracy Propp. Uznał on m.in., że w bajce znakomicie zachowały się ślady zanikających
form życia społecznego. Podobną tendencję można wykazać, dokonując oglądu bajki pod kątem funkcjonowania
w niej
obrzędów, obyczajów, mitów (jako różnych przejawów religii), motywów charakterystycznych
dla poszczególnych obrzędów, ich wzajemnych powiązań etc. W rezultacie Propp, traktując obrzęd i mit jako przejaw pierwotnego myślenia, doszedł
do jeszcze jednej przesłanki, "że formy pierwotnego
myślenia powinny również
być uwzględnione przy objaśnianiu genezy bajki" (por. s. 31). Uczony, rekonstru··
ując mitologiczne podstawy wątków, analizował późniejsze materiały, które praktycznie utraciły już bezpośredni związek ze swoją przeszłością historyczną. Jak
pisze Jeremina, ten kierunek badań znalazł w późniejszych latach odzwierciedlenie
w lingwistyce, folklorystyce i etnografii. Porównawcza zasada w badaniach folklorystycznych, osobliwe podejście metodologiczne do klasyfikacji i analizy materiału
pomogły uczonemu nie tylko ujawnić cały zespól prawidłowości charakterystycznych dla twórczości ludowej, ale i postawić nowe pytania na temat genetycznych
źródeł i oddzielnych motywów oraz gatunków,
jak i sztuki ludowej w ogóle.
Propp, nie ograniczając się tylko do porównywania
bajek, począł poszukiwać ich
źródeł. W konsekwencji
doszedł w "Korzeniach" do wniosku, że nie można rozgraniczać poszczególnych wątków. Niejednorodność i wielowarstwowość bajek stały
się bezpośrednią przyczyną badań Proppa nad wszystkimi motywami wchodzącymi
w ich skład. Taka analiza bajki jako całości pozwoliła mu wysunąć wniosek, że
poważna część motywów bajki magicznej odzwierciedla obrzędy inicjacyjne. W rezultacie naj starszych podstaw bajki (por. s. 353) upatrywał on w obrzędach inicjacyjnych (poświęcających).
Na konkretnych
przykładach
analizował przeobrażenia
owych tradycyjnych
form obrzędowych aż po współczesne religie. Propp bowiem,
podobnie jak jego popTZcdnicy, transformacji
bajki upatrywał
nie tylko w jej
"wnętrzu", ale i w zjawiskach
pozabajkowych:
w mitologii, rozmaitych wierzeniach, życiu itp.
Jak wiadomo, Morfologia
bajki
jest klasycznym przykładem analizy struktu-
201
ralnej bajki, w kolejnej pracy (Bajka rosyjska)
Propp przedłożył koncepcję pochodzenia, rozwoju i życia bajki rosyjskiej, zaś w Korzeniach
odwołuje się przede
wszystkim do źródeł bajki magicznej i jej historycznych
uwarunkowań.
Według
Czisiowa 4 Korzenie
są o.rganicznym przedłuźeniem
Morfologii..
W konsekwencji
uznaje on obie prace za jedną Z-tomową monografię, której nadaje - modyfikując
~łownictwo - tytuł "Struktura
i geneza bajki magicznej". Przypomnijmy
też za
tym uczonym, że "Korzenie" w folklorystyce
radzieckiej
spotkały się z żywym
oddźwiękiem. Obok recenzji W. M. Zyrmunskiego ("Sowietskaja Kniga" 1947, nr 5,
s. 97 - 103) ukazała się książka E. M. Mieletynskiego
Bohater
bajki
magicznej.
Pochodzenie postaci (Moskwa 1958). Czistow uważa książkę Mieletymkiego
za 1'0;';wijającą, a jednocześnie ograniczającą
uniwersalność
wywodów Proppa, poszerza
ona bowiem pytanie o historyczne warianty,
nie tylko w odniesieniu do typów
bohatera, ale i samej struktury bajki.
Propp, kończąc Korzenie
w latach wojny, nie miał możliwości powtórnego
sięgnięcia do źródeł w celu sprawdzenia
cytatów i uściślenia aparatu
bibliograficznego. Był zmuszony do wykorzystania
poczynionych
wcześniej notatek bądź
też podawał pewne dane źródłowe z pamięci. W konsekwencji w nowym wydaniu
Korzeni Mikaeła Jakowlewna
Mielc uzupełniła wcześniejsze "zaniedbania"
Proppa.
W Przedmowie
do drugiego
wydania
Jeremina
i Gierasimowa
wyjaśniają,
że
uściśliły również cytaty, sprawdziły i uzupełniły przypisy (opracowując je według
nowych norm wydawniczych).
Skontrolowane
zostały także liczne odsyłacze do
przeróżnych zbiorów bajek, poprawione błędy w cytowanych tekstach i numeracji
wątków bajkowych. Numery bajek ze zbioru A. N. Afanasjewa (Ludowe bajki rosyjskie) uzupełniono według wydania przygotowanego
przez Proppa (Moskwa 1957).
Tu drobna komplikacja: w 3-tomowym wydaniu bajek Afanasjewa z lat 1936 - 40,
jako tzw. białym kruku, nie sposób było przy cytowaniu wariantów
tekstu zachować ciągłej numeracji dla tekstów podstawowych
i tych z przypisów opracowanych przez Afanasjewa.
W przygotowanym
bowiem przez Proppa wydaniu
wprowadzona
została ciągła numeracja
wszystkich
tekstów, bajki zaś z Uwag
Afanasjewa
zostały oznaczone oddzielnymi
numerami.
Uwzględniając
założenia
Proppa, przedstawione
w Przedmowie
do I wydania
(dołączonej w omawianej
książce) redaktorki
nie przytaczają
numeracji
typów bajek według systematyki.
Odsyłacze do Złotej
gałęzi J. Frazera
przedstawione
zostały według ostatniego
wydania (Moskwa 1983). Sprawdzono ponadto słowa i nazwy uwzględnione p,rzez
Proppa, dokonując ich przekładu w tekście książki. Rozszerzone zostały i uściśłone
s!aóty, ukazano również późniejsze wydania przytoczonej przez Proppa literatury.
Drobne s!aóty, które zostały dokonane. według Jereminej
i Gierasimowej
nie
naruszają treści badań Proppa. Jak widać, otrzymaliśmy
nowe, poprawione, niezwykle starannie opracowane drugie wydanie kolejnej książki radzieckiego strukturalisty.
Teresa
Kiriłł
Leningrad
Wasiliewicz
C z i s t O w,
1986, ss. 303.
Narodnyje
tradicii
folklor.
Smolińska
Oczierki
tieorii,
Najnowszą publikację leningradzkiego
etnografa i folklorysty,
profesora Czi~towa, można traktować
jako pewną sumę jego przemyśleń, oscylujących przede
• Por.
K. W. Czistow,
W. J. Propp
-
tssltedowattel
.. "
op. cit., s. 12.
202
wszystkim wokół problemów związanych z przedmiotem badań folklorysty!d, aczkolwiek nie wolną od wielu refleksji na temat etnografii, jej historii i metody
badań oraz wzajemnych
stosunków między nią a folklorystyką.
Ten radziecki
uczony o bogatym dorobku naukowym z perspektywy lat oraz własnych doświadczeń i badań próbuje bądź to uzupełnić wcześniejsze swe sądy, bądź w oparciu
o nie podejmuje nowe tematy, imponując erudycją i rozległością zainteresowań.
Kiriłł Czistow, członek-korespondent
Akademii Nauk ZSRR, od prawie 30 lat
kieruje Sektorem wschodniosłowiańskiej
etnografii w Instytucie Etnografii Ak>.demii Nauk ZSRR w Leningradzie, jest nadto od 1981 roku redaktorem naczelnym
"Sowietskoj Etnografii". Ten uczeń Marka K. Azadowskiego, urodzony w 1919 r ..
jest autorem około 350 prac, w tym 13 książek 1. Przypomnijmy dla porządku choć
najważniejsze z jego pozycji zwartych: Oczierki litieratury
Ki" SSR (Pietrozawodsk
1954), Narodnaja
poetessa I. A. Fiedosowa.
Oczierki
żizni i tworczestwa
(Pietrozawodsk 1955), Russkije narodnyje
socialno-utopiczeskije
liegendy
XVII - XIX wiekow (Moskwa 1967) 2, Russkije
skazitieli
KareW. Oczierki
i wospom.inanija
(Piet!'ozawodsk 1980). Teoretyczne rozważania Czistowa uzupełniają opracowane naukowo
i opatrzone komentarzami
antologie tekstów. takie na przykład jak: My po nowomli
żiwiem,
piesni
nowy je pojem.
(Pietrozawodsk
1952), Pierstienek
Sborni1c
-
czastuszek,
dwienadcat
zapisannych
stawiesznikow.
w
Karelskoj
Izbra1myje
ASSR
russkije
Podgotowka tiekstow, wstup. statja i kommentarii ... (Pictrozawodsk
Podgotowka tiekstow. statja i primieczanija sowmiestno s B. E.
Czistowoj (Leningrad 1960), I. A. Fiedosowa. Izbrannoje.
Sost., wstup. st. i komment.
Podgotowka tiekstow ... sowmiestno s B. E. Czistowoj (Pietrozawodsk 1981), Russkaja
narodnaja
poezija. Obrjadowaja
poezija. Sost. i podg. tiekstow sowmiestno s B. E.
Czistowoj, wstup. sL .. (Leningrad 1984). Prace Czistowa tłumaczone i wydawane
były w wielu krajach
(Anglii, Czechosłowacji,
Bułgarii,
Finlandii,
USA. na
Węgrzech). W Polsce - jak dotąd - przetłumaczono we fragmentach dwie jego
rzeczy 8.
Bibliografia prac Czistowa dokumentuje jego wielokierunkowe
zainteresowania
kulturą ludową, które to znalazły swój wyraz również w najnowszej książce o tradycji ludowej i folklorze. W rezultacie książka składa siq z trzech części. w których
obrębie autor podejmuje szczegółowe zagadnienia. Niech nam bqdzie wolno przedstawić je kolejno, umożliwią one bowiem zorientowanie
siC; w bogactwie tematycznym myśli Czistowa, którego nie sposób oddać w niniejszym z natury rzeczy
ogólnym omówieniu: l. Folklor. Kultura etnosu. Folkloryzm (Etnos, świadomość
etniczna i problemy kultury ludowej; Folklor i kultura etnosu; Tradycyjne i wtórne formy oraz problemy współczesnej kultury; Aspekty etniczne folklorystyki słowiańskiej;
Bajarze północnorosyjscy
i świadomość bylin ogólnoetnicznym
dziedzictwem Rosjan), II. Tradycja. Stereotyp i wariantowość. Poetyka wariantu (Tradycja i wariantowość;
Wariantowość jako problem teorii folkloru; Wariantowość
i poetyka tekstu folklorystycznego),
III. Folklor i historia (Dokument historyczny
okresu feudalizmu
jako źródło folklorystyczne;
Z problemów zapisywania utworów folIdorystycznych;
Legenda o "Zbawicielu" i problem powt:uzalności wątkó\1!
skazki
KareW.
1958), Priczitanija.
1 Szczegółowy
wykaz
prac Czistowa
do 1960 r.: Spisak osnownych rabot po tolkłorlstikle
I etnogTaJii doktora
istorlczeskich
nauk professora K. W. Czistowa (k 60-1ietlju so dnja ,"ożdienija),
"Sowietskaja
Etnografija"
1980, nr 1, s. 166 - 189.
'Monografia
Czistowa
poświ<:cona
tegcndzie
zostanie
wydana
w najbliższym
czasie
w j. polskim przez Ludową Spółdzielnię
Wydawniczą.
, Por. K. W. Czistow,
Poezja lUdzkiej
potrzeby
czyli a zawodzeniach
ludowych;
Zawodzcnla, przeł. J. Litwiniuk,
"Regiony"
1976, nr 4, s. 5 - 18; 19 - 41; Tcnże,
Specyfika
tolkloru
w .~wietLe teorii informacji, przeł. E. Kosowska,
,.Literatura
Ludowa"
1977, nr 6, s. 42 - 52.
203
folklorystycznych;
Socjalno-utopijne
ruchy w kręgu zainteresowań
"wiedeńskiej
szkoły etnograficznej"; Legenda o Maksymie Zeleźniaku).
Punktem wyjścia dla teoretycznych
refleksji Czistowa jest współczesny stan
naszej wiedzy na temat zakresu bada!} i wzajemnego stosunku dwóch siostrzanych nauk społecznych etnografii i folklorystyki. W efekcie już we Wstępie formułuje on podstawowe pytania w tej mierze, na które w poszczególnych rozdziałach książki oraz w jej zakończeniu (por. Z historii etnografii radzieckiej 30 i 80
lat XX wieku; O niektórych
zagadnieniach
ogólnej teorii folklorystyki)
próbuje
dać odpowiedź.
Czistow opowiada się za dalszym zbliżeniem obu nauk. Rozwój ich bowiem
i wzajemny doń stosunek były na przestrzeni dziejów zróżnicowane i niejednolite,
a tak;;c w różnych krajach przez rozmaite szkoły etnograficzne i folklorystyczne
były one odmiennie interpretowane.
Autor uznaje, że problem tkwi nie w tym,
aby ustalić, którzy uczeni się pomylili, ale w tym, że etnograf i folklorysta jeden bez drugiego w swych badaniach obejść się nie może, A w Związku Radzieckim, jak podaje Czistow, sama sytuacja na rynku wydawniczym w tej kwestii
jest dość skomplikowana
i obrazuje tradycyjne
podziały. Filologiczne pisma nie
chcą publikować prac, w których widzą "etnograficzną
folklorystykę",
a etnograficzne "filologicznych". W k()nse!<wencji uczony leningradzki
postuluje, aby
folklorystyka w celu ostatecznego samookreślenia się przeskoczyła wreszcie "Scyllę
filologii i Charybdę etnografii" (s. 7). Jest ona bowiem nauką według niego jednocześnie i filologiczną i etnograficzną. Pogląd ten szczegółowo uzasadnia on w poszczególnych rozdziałach swej najnowszej
książki, dowodząc, że ani filologiczna
ani etnograficzna alternatywa
nie mają dostatecznie przekonujących
podstaw i argumentów teoretycznych.
Według Czistowa folklor tworzy specyficzny podsystem,
spełniający bardzo ważną rolę w systemie tradycyjnej
kultury ludowej, jest on
jej swoistym "językiem", wyróżniającym
się od innych .,języków" znakami umownymi i symbolicznymi informacjami, wspomagającymi
kulturę materialną. W konsekwencji folklor pełni funkcję integracyjną,
potęgującą i kształcącą tradycyjną
kulturę, wyrażając etniczne jej funkcje, którymi w sposób szczególny interesuje
się etnografia.
Czistowa w kreśleniu przedmiotu badań folklorystyki
i jednoczesnym akcentowaniu wzajemnych
zależności i związków między nią a etnografią
wspomagają - jak wspomniano - szczegółowe zagadnienia, które podejmuje on i analizuje w swej książce. W sumie seria teoretycznych
szkiców o zróżnicowanym
charakterze, które badacz leningradzki
proponuje czytelnikowi, korzeniami sięgają
do wcześniejszych jego prac, w sposób jednak zasadniczy uzupełniając je i wzbogacając.
Teresa Smo!ińska
N.
A.
Kry
n i c z n a j a, Russkaja
narodnaja
istoriczeskaja
Leningrad 1937, wyd. "Nauka", ss. 226.
proza.
Woprosy
genezisa i struktury,
Od czasu kiedy Aleksander Nikołajewicz Wiesiełowskij napisał pamiętną pracę pt. "Tri gławy iz istoriczeskoj poetyki" I, w folklorystyce rosyjskiej obserwuje
się tendencję do wiązania folkloru historycznie uprofilowanego z dziejami narodu
rosyjskiego.
I
A. N. Wiesielowskij,
Tri
glawy
Proswieszczenija"
, 1898, nr 4/5.
iz lstoriczeskoj
poetiki,
"Żurnal
Ministerstwa
Narodnogo
204
Stworzona tą drogą koncepcja rosyjskiej szkoły historycznej
w folklorystyce
zaowocowała dziesiątkami
opracowań. Daje się obserwować jej wzloty i upadki.
Historyczność folkloru fzczególnie w ostatnich latach stała się przedmiotem licznych publikacji. Temu właśnie zagadnieniu poświęciła uwagę Neonila Artemowna
Krynicznaja,
która obraz ludowej wizji przeszłości próbuje zarysować na gruncie
podań. Nie jest to zresztą pierwsza praca tej folklorystki z.
Już we wstępie określa swoje stanowisko wobec przedmiotu badań uznając.
że podanie, niezależnie od obecności w nim elementów fantastycznych, ze wzgl~du
na stosunek do rzeczywistości jest opowiadaniem o realnych faktach (s. 5). Analizując historyzm rosyjskiego folkloru autorka pomija byliny, legendy, pieśni historyczne, uznając, że to właśnie podania "zawierają w sobie całokształt historycznych wiadomości" (s. 6). Czyni tak, chociaż przyznaje, że "utwory tego gatunku
(tj. podall) stanowią nieodłączną część folkloru historycznego" (s. 6).
Autorka zadaje sobie pytanie, "jaki to aspekt historycznej rzeczywistości znalazł się na dnie podania?" (s. 9). Wydaje się, że bardzo słusznie uznaje, iż skoro
najpierw
bylina, a później pieśń historyczna
zorientowane
były na wydarzenia
o zasięgu ogólnorosyjskim,
to przedmiotem
podań były wyłącznic wydarzenia
lokalnej historii. Uważa ponadto, że "początkowym zadaniem podania bylo przechowanie historii konkretnego
rodu, następnie wspólnoty sąsiedzkiej, a w końcu
historii określonej miejscowości" (s. 10). Dalej autorka pisze, że w proce,;ie długotrwałego funkcjonowania
gatunku.
zawarte w opowiadaniach
wydarzenia
uformowały się jako ustna kronika jednej lub grupy wsi.
Czy na pewno była to ustna kronika? Mam co do tego poważne wątpliwości.
Otóż folklor spontanicznie reagujący na każdy wyraz rzeczywistości zajmował się
przede wszystkim tymi jej obszarami, które bezpośrednio dotyczyły lub głęboko
poruszały społeczność. Wiadomo, że podstawowym tworzywem folkloru historycznego były wydarzenia
o charakterze
lokalnym, nie mające wpływu na szeroko
rozumiany
proces dziejowy. A zatem przypadkowa,
zagadkowa śmierć bliskiego,
pożar, powódź, budowa domu, karczmy, kościoła. Pierwszy przyjazd lokomotywy
czy cyklisty. Jednakże
skala tych wydarzeń
okazywała
się niewielką. Szybko
o nich zapominano, a ,.puste" miejsce zajmowały nowe wydarzenia, które wpisane
w konwencję właściwą folklorowi trwały do kolejnej zmiany.
Ulotność ta zatracała
swoje obowiązujące
formy w przypadku
wydarzeń
o charakterze
regionalnym, czy znacznie poza region wykraczających.
Podkreślam.
że chodzi tu o "wydarzenia", a nie o ich odbicie w folklorze. I chociaż miały one
miejsce w określonych punktach, to wobec zakresu zjawiska st.awały się ogólnokrajowymi. Właśnie takim przykładem posługuje się Neoniła Krynicznaja mówiąc
o marszu Piotra I w roku 1702 przez Zaoneże, wsie dzisiejszej Karelii, przez jezioro
Onega, rzekę Swir i jezioro Ładoga ku zwycięskiej bitwie ze Szwedami. Fakt ten
przerósł skalę wydarzenia
lokalnego, stając się fakt.em ogólnorosyjskiej
historii.
Jednakże mówiące o tym przemarszu podania nie zatraciły swego lokalnego charakteru
i ich zakres występowania
ogranicza się do okolic tych miej~cowości,
które tak czy inaczej "uczestniczyły"
w danym wydarzeniu. Podobnie było z powstaniami
Stiepana Razina lub Jemieliana
Pugaczowa, które dalece wykroczyły
poza ramy wydarzenia lokalnego, ale ich odbicie w folklorze znalazło wyraz tylko
tam, gdzie się szczególnie zapisały. na obszarach byłego teatru działań powstańczych.
'Badania
przypomnieć
istoriczcskoj
Petrozawodsk
nad
historycznością
folkloru
prowadzi
Neoniła
Krynicznaja
od dawna,
by
lu jej artykuł
pl. Otraźenije
totemomifologiczeskich
predstawlcnij
w narodnoproze. K woprosu
o struklurie
i genezisie
predanija,
(w:) Folkloristika
Karelii.
1983, s. 4 - 22.
205
Myśl Neonily Krynicznej o stosunku gatunków folkloru do rzeczywistości historycznej, różni się od tej, jaka w przeszłości zakorzeniła się w rosyjskiej folklorystyce, a rozważania swe snuje na gruncie prawdopodobieństwa
z jakim wyraziły się lub mogły się wyrazić treści historyczne w poszczególnych gatunkach
(s. 11 - 12).
Zwraca też autorka uwagę na to, że często w omawianym
folklorze tzw. motyw historyczny, charakteryzujący
się wyjątkową wiarygodnością,
w rzeczywistości
wyrasta z pnia fantastycznego,
z natury mitologicznego. Te natomiast
motywy,
które nazwać wypada
"legendarnymi"
często po weryfikacji
okazują
się być
w pełni mitologiczne. I jest to zdaniem Krynicznej zupełnie zrozumiale, skoro
mitologiczne było pierwotnc
myślenie. Nie odrzuca przy tym sugestii wzajemnego przechodzenia
motywów
właściwych
różnym gatunkom
folklorystycznym,
tzn. do podań przenikały
motywy właściwe legendzie, np. prześladujący
Iwana
Groźnego święty Kornilo trzymający w n~ku swoją głowę obciętą z rozkazu cara.
Innym razem pojawiają się w opowiadaniach
motywy wlaściwe by1iczcc, np. gdy
Piotr I wchodzi w konflikt z wodnikiem. (Oczywiście wszystko to dotyczy specyfiki
folkloru rosyjskiego
i terminologii
stofowanej
w radzieckiej
folklorystyce).
A zatem tzw. motywy fantastyczne
w strukturze
podania posiadają mitologiczne
kopie, a VI innych, ich [)ojawienie się uwarunkowane
jest koegzystencją
różnych
gatu.nków: podań z legendami, byliczkami, a niekiedy bajkami i bylinami.
Orientacja podań na określony aspekt bytu społecznego warunkuje
nie tylko
treści, ale i strukturę gatunku. Swoistość tej struktury zdaniem autorki, jest jedną
z ważniejszych oznak gatunku, dlatego w każdym z folklorystycznych
gatunków
jest ona inna.
W dalszym ciągu swego wywodu Krynicznaja, dając przegląd dotychczasowych
osiągnięć na polu systematyzacji
folklorystycznej
(Sokołowa, Eliasow, Lazariew,
Krugliaszowa),
stwierdza,
że nie ma powszechnie
przyjętej
systematyki
pOd2ń.
Sama zaś w omawianej pracy stosuje klasyfikację
poda!'l o przeszłości ujmując
ją w następujijce grupy: 1) o zasiedleniu i zagospodarowaniu
kraju, 2) o aborygenach kraju, 3) o "panach", 4) o skarbach, 5) o olbrzymach, bohaterach oraz siłaczach, 6) o walce z wrogiem wewnętrznym,
7) o rozbójnikach, 8) o schizmatykach,
9) o postaciach historycznych.
Dalej autorka rozwodzi się na temat definiowania
motywu i wątku przytaczając cały szereg różnych na ten temat opinii. Sama zaś wydaje się przychylać do sugestii wyrażonych
przez Sokołową i Meletyflskiego.
Dochodzi tu
w końcu do przekonGlnia, że "dalsze badanie ludowej prozy historycznej bez rozpatrzenia jej struktury j,t!w jednej z ważniejszych cech gatunkowych i jako klucza
do odkrycia gc:nczy danego gatunku dzisiaj jest już niemożliwe" (s. 20) i dlatego
uznaje, że ów problem ..jest jednym z podstawowych
celów naszej pracy" (s. 20).
Ponieważ w folklo;-ystyce radzieckiej
jest to rzecz bez precedensu
toteż autorka
przyznaje, iż niektóre jej sugestie badawcze mogą się okazać dyskusyjne. Swoje
zadanie widzi w: l) aprobacie metody analizy strukturalnej,
opracowanej
do badania pc.dań, 2) wyjaśnieniu
podstawowych
motywów w systemie jakiegoś gatunku, 3) stwol'zeniu przybliżonych zarysów swego rodzaju systematyki
rosyjskiej
ludowej prozy historycznej.
Zrozumiałym siG zatem wydaje, :~e celem pracy jest wyjaśnienie genetycznych
źródeł gatunku i poszczególnych
jego motywów co w praktyce
jest paralelne
z badaniem
struktury
rosyjskiej
ludowej
prozy historycznej.
Prawdopodobnie
ze względu na te wzajemne
związki i wzajemne
uzależnienia
wspomnianych
faktów, Władymir Propp rozpatrując
strukturę
bajki pisał: "badanie formalnych
206
prawidłowości
predestynuje
badanie prawidłowości historycznych C.. ). Dopóki nie
ma właściwego metodologicznego opracowania nie może być prawidłowego opracowania historycznego" 3. Ale wcześniej zauważał, że "należy odpowiedzieć na
pytanie - skąd pochodzi bajka, a potem należy odpowiedzieć na pytanie - co
ona sobą wyraża" 4. Odpowiedziom na te pytania, oczywiście na gruncie podań
o treściach historycznych, poświęcona jest praca Neoniły Krynicznej.
Autorka po analizie podstawowych
dziewięciu grup tematycznych rosyjskiej
ludowej prozy historycznej stwierdza, iż wszystkie one sprowadz<:lją siC; do pewnej jedności i mogą się różnicować ku trzem systematycznym
kategoriom: gospoda,rczej, wojennej i kapłańskiej.
Zbliża to autorkę do "trójfunkcjonalnej
teorii"
zaproponowanej
przez francuskiego uczonego Georgesa Dumezila 6, który na system
mitologiczny
ludów indoeuropejskich
nałożył schemat struktury
społecznej ich
społeczeństwa we wczesnym etapie jego rozwoju. Ponieważ. zdaniem Krynicznej,
ważniejsze strukturalne
komponenty ludowej prozy historycznej
mają swój początek w mitologii, dlatego uważa, że wraz z podstawowymi
wydarzeniami
podanie otrzymało w spadku ich semantyczną
dyferencjację,
a tym samym trójfunkcjonalność
postaci. "Mało tego - pisze Krynicznaja - podanie otrzymało to
w spadku i przechowało w trakcie swego rozwoju, jako określony system gatunkowy. Przecież także w takich późniejszych przekazach, jak podania o Piotrze I
zasadniczy bohater występuje jako kapłan i mag, to jako wódz wojenny, to jako
twórca porządku w źyciu gospodarczym
swojego ludu. Gospodarcza działalność
Piotra w podaniach została ukazana w planie synchronicznym
i diachronicznym:
przedstawiony
został jako archaiczny
"bohater
kulturowy"
i jako budowniczy
konkretnych i zupełnie realnych obiektów" (s. 222).
Autorka
zauważa
w podaniach
następujące
prawidłowości.
Otóż znajduje
w nich dwa wzajemnie połączone funkcjonalne
rzędy odnoszące się do postaci
w tych podaniach występujących.
Pierwszy z nich jest obrazem boskiego przodka założycieła rodu (później wodza, cara), w którym funkcje formałnych
postaci stanowią synkretyczną
jedność. Każda z tych funkcji może istnieć sama
dając liczne modyfikacje. Druga grupa funkcjonalna,
obrazuje postacie antagonistyczne, które przeszły ewolucję, od wszystkomogących
mitologicznych cudotwórców do zupełnie reałnych wrogów.
Opowiada dalej Krynicznaja o sposobach organizacji poszczególnych motywów
w konkretny
temat folklorystyczny.
Uznaje bowiem, że skoro "podanie wyrasta
na łonie mitologii, można być przekonanym,
że szczególnie w mitach o boskim
przodku należy szukać podstaw organizacji strukturalnych
składników w jedność.
W następstwie, w procesie funkcjonowania
podań motywy te rozwijają się i rozszerzają, podlegając określonej transformacji"
(s. 224).
Czym jest praca Neonily Krynicznej?
Otóż obok drobiazgowych rozmyślań
o gatunkowej
specyfice rosyjskiej historycznej
prozy łuaowej i problemach jej
badania oraz pewnych osobliwościach tematycznego formułowania się tejże prozy,
jest omawiana praca nowym spojrzeniem na folklor. Poprzez prace Levi-Straussa
i Dumezila autorka schodzi w głąb struktury
podań, by w końcu nadae swojej
myśli daleko idące uogólnienie.
Wojciech
Łysiak
du guewicr,
Paris
, w. J. Propp,
MOTfologija
skazId, Moskwa 1969, s. 20 - 21.
Tamże, S. 10 - 11.
• G. Dumezil, Mythe et epopee, Paris 1968; tenże, Hcur et molhcur
ł
1969.
207
Vaclav F r o l e c a kolektiv.
Vcinoce v ceske kulture,
Vysehrad
1988, ss. 439.
Przedstawiana
praca, pod redakcją i z duiym udziałem V. Fralca, jest wynikiem całościowego, wieloaspektowego widzenia zjawisk kultury. V. Frolec i jego
współpr2.cownicy postanowili bowiem pokazać z jednej strony jak jedno ze świąt
(czy lepiej cały ciąg zachowa/l związanych z okresem zimowego przełomu zwanych cyklem świąt zimowych) Boże Narodzenie przebiegało w różnych warstwach
czeskiego i morawskiego ludu. Z drugiej strony zaś pokazać odbicie tych świąt
w literaturze, muzyce i sztuce. Sam V. Frolec zajął się częścią etnograficzną
analizą niezwykle bogatego materiału zachowań kulturowych w czasie tego cyklu
świąt, przygotowując równocześnie wprowadzenie
i zakończenie. W książce znalazły się ponadto niezwykle ciekawe rozdziały Jitki Snizkowej o muzyce inspirowanej motywami świąt Bożego Narodzenia (Ceska vanocni hudba), Jana Cervenki
o motywach bożonarodzeniowych
w czeskiej literaturze
("Motiv v[moc w ceske
literature") i Very Davidowej - motywy bożonarodzeniowe
w sztuce ("Vanocni
motivy v ceskem vytvarnem um{mi"). Niezwykle jest też interesujący
esej Ladislava Dvorskego analizujący przemiany zwyczajów Bożego Narodzenia i ich dzisiejszy obraz ("Vanoce dnes").
Ze zrozumiałych względów, jako etnograf, chciałam nieco szczegółowiej omówić rozdział "Boże Narodzenie w tradycji czeskiego ludu" ("Vanoce v tradici
ćeskego lidu") autorstwa Vaclava Frolca, znanego i cenionego, o bogatym dorobku,
etnografa z Uniwersytetu
w Brnie. Już samo wyeksponowanie
w tytule tradycji
wskazuje, że będzie ona w pracy główną kategorią traktowaną
tak przedmiotowo
jak i podmiotowo. Myślą bowiem przewodnią
analizy jest obraz i znaczenie
wszystkich zachowałl ludzkich związanych z cyklem zimowych świąt. Zachowań
sacrum i profanum,
prastarych,
archaicznych
i współczesnych,
kontynuujących
przedchrześcijańskie
wierzenia i współczesne zachowania ludyczne. Autor eksponuje pochodzenie wielu z zachowań od przedchrześcijańskich
świąt związanych
z zimowym przelomem i nawiązujących
do analogicznych świąt w kulturze grecko-rzymskiej (np. Saturnalia).
Praca zawiera ogromny materiał opisowy (udokumel"ltowany w przypisach) dotyczący Czech i Moraw od czasów najdawniejszych
po dzień dzisiejszy, oraz nie mniej bogaty materiał porównawczy z całej właściwie
Europy. Odnajdujemy
tu też analogie do zwyczajów i obrzędów polskich. Autor,
podkreślając trwanie form tradycyjnych
aż po wiek XIX, próbuje wyodrębnić
kilka wyrażnych
warstw wskazując
na typowe dla nich zmiany jakościowe:·
1. warstwa przedchrześcijańska,
2. warstwa
od zderzenia się form pogańskich
z chrześcijaństwem
dająca w efekcie formy synkretyczne, 3. warstwa "mieszczańska" pod ogromnym wpływem reformacji i sekularyzacji,
ale również rewolucji
przem~nłowej. Za swoisty symbol tego czasu uważa V. Frolec przesunięcie obchodzenia świąt z plaszczyzny społecznej do rodzinnej. Stąd też wyprowadza
tworzenie się nowych zwyczajów powstających w środowiskach małomiasteczkowych,
szczególnie rzemieślniczych (cechach i rodzinach rzemieślniczych), a następnie roz:;zerzających się na inne warstwy (np. choinka wywodząca się z Niemiec, rozbudowana forma daru, czy rozkwit teatru ludowego typu Herodów, czy Jasełek).
Omawiając wpływ różnych wyznań na tradycję
i zmiany w obchodzeniu
świąt autor zwraca uwagę, ilustrując to przykładami empirycznymi, że typowymi
dla Kościoła Katolickiego był synkretyzm
i "oswajanie"
dogmatów kościelnych
wplatanych w tradycje ludowe, Kościół Prawosławny
uważa za najbardziej
tolerancyjny dla przedchrześcijańskich
wierzeń ludowych,
wreszcie Kościół Prote-
208
stancki reformacja
miała przenosić obchodzenie świąt Bożego Narod:~enia
ze społeczności do rodziny.
Cała rozprawa, bo chyba to najlepsze określenie dla tej liczącej ponad 120
stron pracy, składa się z 5 rozdziałów. Pierwszy - "Święto. Czas a kultura" jest
wprowadzeniem
do podejmowanej
problematyki
i usytuowaniu
Świąt Bożego Narodzenia w przedchrześcijańskim
rozumieniu
czasu wiążącym się z przełomami
roku słonecznego. Rozdział "Święte noce" to zarówno wskazanie
na początek
obchodzenia tych świąt oraz wzrost ich znaczenia, jak również próba etymologii
czeskiej nazwy "V[moce" (wyprowadzając
ją z formy niemieckiej
Weihnachten).
Rozdział "Czas przed bożonarodzeniowy"
zawiera zwyczaje i wierzenia dotyczące
adwentu z bogatym zestawem zwyczajów ("przebierańcy"
i "maszkary", wróżby
w dniu św. Barbary,
Łucji, Andrzeja, Mikołaja itp.). Rozdział "Czas Bożego Narodzenia" to szczegółowa analiza rozbita na podrozdziały: wprowadzający
,.Sacrum
i profanum",
w podrozdziale
"Chrześcijańskie
elementy
w BożY!1l Narodzeniu'
tytu; zapowiada treść. Podrozdział "Wigilie w dobie Karola IV" zawiera bogate
źródła i przekazy średniowieczne,
między innymi ogromnie ciekawy tekst teologicznego traktatu
Jana z Holesova z poł. XIV w. W 8 punktach średniowieczny
mnich analizuje
oobchodzenie
Bożego Narodzenia
w Czechach i na Morawach
!lrytykuj~1c, ale i dokladnie opisując ich elementy pogail:okie (jego rękopis znajduje się w bibliotece UJ w Krakowie). Następne podrozdziały to "Między średniowieczem a nowożytnością"
oraz .,Kolęda" - tu odnajdujemy
analizę i przykłady
kolęd, pastorałek, ale i znakomitą analizę pierwocin teatru ludowe£oo, jakimi były
jasełka i Herody. Uwypukla w niej autor ogromną rolę kolęd i form teatralnych
wyglaszanych
i śpiewanych
w języku narodowym,
czeskim, w podtrzymywaniu
świadomości
narodowej
wszystkich
warstw
w niesprzyjających
okresach historycznych. Podrozdział "Symbole powodzenia" nawiązuje do zachowań magicznych
stosowanych
w tym okresie w celu sprowadzenia
powodzenia
i zabezpieczenia
powodzenia i zabezpieczenia
w nadchodzącym
roku człowieka i dobytku (magi:l
wegetatywna
i apotropeiczna). Dalsze tytuły to "Bożonarodzeniowa
zieleń a choinka" oraz "Wigilijny dar". Część "Święto ludzkiej miłości" jest ostatnią częŚCirt
tej rozprawy.
Podkreślono
tu ogólnoludzkie
wartości świąt Bożego Narodzenia.
Z zestawionych
części i rozdziałów widać wyraźnie
zamierzenie
wskazania
kolejnych okresów historycznych. Ale równocześnie wyeksponowane
jest w każdym
z nich typowe zachowanie symboliczno-znaczące
(np. "maszkary"
symbol magii,
choinka i dar symbol przesunięcia
świąt ze społeczności do rodziny). Kończąc
omawianie tej części książki należy zatrzymać się na sprawach warsztatowych.
Szacunek budzi bogactwo zebranego materiału tak z Czech i Moraw, jak i pcrównawczego z innych krajów Europy. Przykłady te znalazły swe udokumentowanie w ponad 300 przypisach.
Kończący książkę esej Ladislava
Dvorskego "Boże Narodzenie
dzisiaj" jest
próbą spojrzenia
na Święta Bożego Narodzenia
w calej ich historii i ich rol:-!
w życiu ludzkim, Interesują
go również przeobrażenia
zachodzqce w zwyczajac;1
świątecznych
oraz ich perspektywa
i rola we współczesnym społeczeństwie i rodzinie. Tradycji i ciągłości świąt upatruje
L. Dvorsky w zespole wartości, jakie
niosą, eksponując
więzi rodzinne. ZWTaca uwagę, że poza znanymi czynnikami
zmian
należy
uwzględnić
cechujący
dzisiejszego
człowieka
pośpiec:,. Mówiąc
o współczesnych
formach obchodzenia
świąt stwierdza,
że najlepiej
zachowały
się choinka i dar, czasem pamięć o przodkach. I chociaż, jak uważa, współczesne
państwo kultywuje
niektóre elementy świąt: choinka w miejscach publicznych.
liczne audycje i artykuły w środkach masowego przekazu itp., jest to forma po-
209
\'iierzchowna. Zubożone, ale posiadające swe wartości święta obchodzone są w rodzinie i wzbogacane o formy ludyczne.
W interesującym
eseju jest też parę miejsc "przegadanych",
np. zbyt szczegółowe analizy tekstów audycji i artykułów o tematyce bożonarodzeniowej.
Kończąc omawianie tej książki należy zwrócić również uwagę na jej formę
edycyjną. Wydana jest niezwykle starannie z przemyślanymi
i służącymi tekstowi
ilustracjami i przerywnikami
rysunkowymi.
Na uwagę zasługuje też tok narracji,
szczególnie w części etnograficznej.
Napisana jest ona barwnie i dostępnie z pełnym jednak wykorzystaniem
warsztatu
naukowego.
Z pewnością jest pozycją,
którą warto polecić czytelnikowi
polskiemu-etnografowi
i miłośnikowi
tradycji.
Tym bardziej, że odnajdzie na każdym kroku analogie do zwyczajów w Polsce.
Anna
Viera
tendencie,
G a s p a r i k o va, Slovensk<l.
Bratislava 1986, ss. 359.
l'udomi
pr6za
a
jej
sucasne
Szyfer
vyvinove
Punktem wyjścia dla prac z zakresu historii folklorystyki, genologii folklorystycznej, a także komparatystycznych
ujęć szczegółowych problemów charakterystycznych dla kultury ludowej są narodowe opracowania
folkloru. Syntetyczno-analityczny
charakter
takich zindywidualizowanych
narodowo
monografii
dostarcza wiele cennego materiału zarówno badaczom zajmującym się historycznym,
jak i teoretycznym
oglądem tradycji folklorystycznej.
Do takich właśnie prac,
na które czeka wielu uczonych, można zaliczyć książkę dr Viery Gasparikovej,
wydaną przez Narodopisny Ustav SAV w Bratysławie.
Praca poświęcona słowackiej prozie ludowej i jej tendencjom
rozwojowym
jest kolejną pozycją Gasparikovej,
którą to dokumentuje
ona swoje wieloletnie
i zróżnicowane zainteresowania
słowackim folklorem słownym. Zainicjowane prze7
nią przed laty badania nad folklorem zbójnickim znalazły swój wyraz w dwóch
monografiach:
Zbójnik
Michat
Vdovec
v histórii
a fotkl6re
gemerskeho
l'udu
(Bratislava 1964) i Zbojnik
MiSo VdovCIk (Bratyslava
1966) oraz antologii tekstów
pt. Povesti o zbojnikoch
zo s!ovenskych
a pot'skych Tatier (polskie teksty wybrała
T. Komorowska, Bratislava
1979). W wydanej zaś ostatnio z okazji 300-letniej
rocznicy urodzenia Juraja Janosika epokowej edycji pn. Janosik. Obraz zbojnika
v ncirodnej kulture
(Bratislava 1988) Gasparikova przygotowała w oparciu a prace
zespołu słowackich i czeskich specjalistów
uwagi, komentarze
oraz wybór opowieści.
Efektem wieloletniej
penetracji
terenowej
i archiwalnej
tej słowackiej folklorystki są ponadto naukowo opracowane antologie prozy ludowej, takie, jak:
Ostrovtipne
pribehy
i velike cigcinstva a zarty. Humor a satyra v Tozprcivaniach
stovenskeho t'udu (Bratislava
1980), Zlata podkova, zlate pero, zlaty vIas. Carovne
rozprcivky
slovenskeho
l'udu
(t. I i II, Bratislava
1984- 85). Natomiast badania
nad interetnicznymi
związkami kulturowymi
prowadzone w krajach słowiańskich
zaowocowały wydanymi w Polsce antologiami tekstów, które autorka opracowala
wspólnie z folklorystami polskimi, czeskimi i łużyckimi (por. Słoneczny koń. Bajki
słowackie.
Wstęp, wybór tekstów, układ zbioru, posłowie, komentarz i indeks ...,
przekład T. Komorowska, Warszawa 1981; Zb6jnicki
dar. Polskie i słowackie
opo14 Lud \. LXXIII
210
wiadania
Humor
tatrzańskie
ludowy
(wespół z T. Komorowską), Warszawa 1976; Skarb w garncll.
Zachodnich
(pod red. D. Simonides), I wyd. Opo-Ie 1979,
Słowian
II wyd. Opole 1989).
Jak widać, książka posWlęcona słowackiej prozie ludowej i jej tendencjom
rozwojowym
ma wyjątkowo
solidną podstawę
materiałową.
Autorka
posiada
bowiem znakomitą orientację w zasobach materiałowych
folkloru słowackiego, zarówno tego pomieszczonego w archiwach, jak i funkcjonującego
w terenie. Gasparikova, zanim przystąpiła
do omówienia funkcjonowania
współczesnego folkloru
słownego, odwołała się do korzeni, z których wyrósł. W konsekwencji omawiana
książka składa się z dwóch podstawowych części i powiedzmy od razu - dokumentację
wywodów teoretycznych
stanowi oddzielny fragment
pracy Dodatek
tekstowy, w którym autorka pomieściła 50 opowieści.
W poprzedzającym
całość Wstępie słowacka folklorystka, pisząc o celach i za~ożeniach metodologicznych
książki, zwróciła uwagę na takie zagadnienia, jak
folklor a literatura,
folklor a kultura masowa, tradycje zbieractwa prozy folklorystycznej na Słowacji. W rezultacie już w tej części pracy Gasparikova przedstawiła swoje stanowisko badawcze, pisząc o stabilności literatury i wariantowości
folkloru, o odbieranych
przez przekaz ustny impulsach
przekazywanych
przez
środki masowego przekazu, o problemach związanych z tekstologią folklorystyczną,
o specyfice folkloru słowackiego po 1945 r.
W części I pracy pt. Tradycyjna
proza ludowa
do 1945 r. Gasparikova podzieliła folklor słowny na podstawowe rodzaje i gatunki, eksponując formę i elementy struktury
tradycyjnych
opowieści. Czyni to zgodnie z międzynarodową
typologią, wyróżniając
dwie podstawowe grupy tekstów: bajki (bajki zwierzęce.
właściwe, tj. magiczne, legendy, nowele, żarty i anegdoty) oraz podania (historyczne, demonologiczne lub wierzeniowe i lokalne). Podstawą typologii materiału słowackiego stały się systematyka
międzyrodowa Aarne- Thompsona oraz jej polska
mutacja
J. Krzyżanowskiego.
Autorka,
omawiając
tradycyjne
gatunki folkloru
słownego, wiele uwagi poświęciła ich nosiciełom oraz okazjom i okolicznościom,
które szczególnie sprzyjają
przekazowi ustnemu (obok wyszczególnionych okazji
według pór roku odwołała się ona do takich sytuacji, które funkcjonują
przez
cały rok, np. opowiadania przed snem, podczas drogi do pracy, podczas przerw
w pracy, podczas rodzinnych uroczystości, w trakcie spotkań mężczyzn w karczmie itp.).
W części II, traktującej
o funkcjonowaniu
opowieści ludowych we współczesności, Gasparikova
poddała wielostronnej
analizie słowacki folklor słowny
według następującego
planu: Uwarunkowania,
przesłanki i podstawy studiów r!ad
prozą folklorystyczną.
Rodzaje, gatunki i typy prozy ludowej (tu: bezpośrednia
konfrontacja
ze starszym stanem, rejestracja
na pcxistawie tematycznych i reg;onalnych badań szczegółowych, dodatek: badania kwestionariuszowe),
stylistyczna
strona współczesnych opowiadań, życie prozy folklorystycznej
we współczesności.
\vspółczesne tendencje rozwojowe i perspektywy opowieści ludowych.
Jak już wspomniano, słowacka folklorystka
swoje ustalenia dokumentuje
Dodatkiem
tekstowym,
w którym pomieściła zróżnicowane gatunkowo opowieści.
zapisane po 1945 r. Na szczególną uwagę zasługuje pięć pierwszych wariantów
opowieści, które zostały zarejestrowane
w odstępie 30-letnim bądź od tych samych narratorów,
bądź od ich krewnych lub sąsiadów. Gasparikova poszła bowiem śladem studentów F. Wollmana, którzy prowadzili prace zbierackie na Słowacji w latach 30 naszego stulecia. Zgromadzone w antologii teksty zostały skla-
211
syfikowane według katalogów A. Aarncgo-S. Thompsona oraz J. Krzyżanowskiego,
a także uwzględniono ich odzwierciedlenie w zbiorze J. Polivky.
Ambicją Gasparikovej, mimo wielu istotnych ustaleń, nie jest opis dziejów
prozy słowackiej, ale analiza uwzględniająca jej zmiany, trendy i tendencje rozwojowe. Autorka, realizując postawiony sobie cel, ustosunkowała
się do zebranych wcześniej materiałów oraz poczynionych ustaleń metodologicznych, oceniając
i rewidując dotychczasowe s~1dy słowackich folklorystów. W konsekwencji
jej analizę cechuje wiele cennych wartościowań komparatystycznych
(szczególnie w odniesieniu do folkloru czeskiego) oraz refleksji odwołujących się zarówno do najstarszych etapów zbieractwa folklorystycznego, jak i do jej własnych doświadczeń
terenowych. Można uznać, że refleksje na temat doświadcza!l i efektów pracy
zbierackiej Gasparikovej
przede wszystkim stanowią o wartości naukowej omawianej książki, bogato ilustrowanej tekstami.
Teresa
Smo!ińska
Rodna zeme. Sbornik k 100. vyroci Muzejni a V1astivedne Spolecnosti v Brne
a k 60. narozeninam Ph dr. Vladimira Nekudy esc .. pod red. V. Frolca, Brno 1988,
ss. 507., il.
Praca zbiorowa Hodna zeme zredagowana przez znanego czeskiego etnografa
V. Frolca, zasługuje na odnotowanie ze względu na powód, który spowodował jej
wydanie oraz ze względu na swoją zawartość. Powód wyszczególniony został w podtytule, jest nim stulecie Towarzystwa
Muzealnego w Brnie (zał. 1888 r.), a od
1979 roku działającego jako Towarzystwo Muzealne i Krajoznawcze. Drugi powód
to 60-lecie urodzin archeologa Vladimira Nekudy, prezesa TMK i redaktora Morawskiego Przeglądu Naukowego ("Vlastivedny vestnik moravsky"), a także innych
morawskich czasopism naukowych,
kierownika
historyczno-archeologicznego
oddziału Muzeum Morawskiego w Brnie.
O powstaniu i działalności Towarzystwa Muzealnego piszą A. Verbik i J. Jamik (s. 17 - 51). Powstało ono jako reakcja na działalność szowinistycznej części
niemieckiej kultury w dziejach Moraw. Przedstawiciele
inteligencji czeskiej pragnęli wykazać autochtoniczny charakter kultury slowiaó.skiej na tym terenie, jej
rolę i tym samym utwierdzić świadomość narodową czeskiej większości na Morawach, większości nie majqcej pełnych praw i swobody działania. Towarzystwo
podjęło prace naukowe z zakresu historii, archeologii i etnografii. Od 1897 roku
zaczęła się ukazywać w fOl'mie zeszytów encyklopedia morawska, pod ogólnym
tytułem Vlastiveda
moravska
(Morawskie krajoznawstwo).
O tym i innych wydawnictwach Towarzystwa pisze J. Kubicek (s. 52-70), tam też znajdziemy szczegółową bibliografię, doprowadzoną do roku 1987.
Wśród kilkudziesięciu mniej lub bardziej obszernych rozpraw zamieszczonych
w omawianym tomie, przeważają prace archeologiczne i historyczne, ukazujące
aktualny stan badaó. przeszłości Moraw. Mamy tu rozprawę o naj starszej mapie
tej krainy, o kulcie świętych w okresie wczesnego feudalizmu, liczne prace na
temat początków osadnictwa na Morawach, a także rozważania o humanizmie
morawskim, czy o sytuacji ludności wiejskiej w okresie wojny trzydziestoletniej.
Szereg przyczynków dotyczy budownictwa, zarówno z okresów archeologicznych,
212
jak i budownictwa
historycznego, w tym sakralnego. Niektóre rozprawy mówią
o działalności muzeum i jego zbiorach, jeszcze innc poruszają kwestie ustroju
terytorialnego
Moraw w XVIII wieku. Są i rozprawy o tematyce etnograficznej:
o budownictwie
i stroju morawskim. Bez wątpienia godna uwagi jest także rozprawa V. Svobodovej i M. Toncrovej na temat ludowej tradycji w życiu wielki('go
miasta (s. 498 - 507). Dowodzi ona, że badacze morawscy, a przynajmniej
etnografowie, nie zajmują się wyłącznie przeszłością rodzimej kultury, że interesuje
ich również teraźniejszość.
Nie sposób oczywiście omówić bliżej wszystkich zamieszczonych w tomie studiów, ze względu na ich wielki tematyczny wachlarz i z powodu ich często bardzo
przyczynkarskiego
charakteru.
Bez wątpienia jednak są one dowodem prężności
morawskiej nauki, a ich wartość docenią w peJni przcdstawiciele
poszczególnych
dyscyplin, zwła~zcza archeolodzy i historycy. Wydaje mi się, że opublikowanie
obszernego i cennego tomu prac, obok którego nie przejdzie obojętnie nikt, kto
interesuje
się kulturą Moraw, tak przecież znaczącą wśród kultur słowiańskich,
stanowi godny sposób uczczenia stulecia Towarzystwa
Muzealnego i Krajoznawczego w Brnie, organizacji, której wartości dla nauki morawskiej i w ogóle słowiańskiej,
ale także dla świadomości
Morawian nie sposób przecenić. Jest to
również godny sposób uczczenia zasług V. Nekudy, o którego pracy i dokonaniach
pisze na wstępie tomu J. Poulik (s. 13 - 16).
Ryszard
Momcilo
Z l a t a n o v i t, Epske
narodne
pesmc
jugozapadne
Kantor
Srbije,
Vranje
1987, ss. 104.
Profesor Wyższej Szkoły Pedagogicznej w Wranje MomcHo Zlatanović należy
dziś do czołowych folklorystów
jugosłowiab.skich l. Skwapliwie
zbiera on runo
twórczości ludowej na ziemiach południowowschodniej
Serbii. Jest także cenionym
badaczem poezji i prozy ludowej w obwodach Wranje. Leskowac i Nisz.
Omawiana książka zawiera ciekawe wątki epiki ludowej właśnie z tych terenów, które najdłużej
pozostawały
pod panowaniem
Turcji. Książka zawiera
37 utworów epickich. Autor poprzedził ją zwięzłym wsh;pem 2, w którym podaje
ogółne wiadomości o epice ludowej. Głównym jej tematem. to walka przeciwko
Turkom. Według Zlatanovicia,
pierwsze utwory epickie Słowian bałkańskich powstały na terenach, gdzie doszło do pierwszych starć zbrojnych zbuntowanej ludności przeciwko najeźdźcy azjatyckiemu, a mianowicie "w Macedonii. południowej
Serbii i na Kosowym Polu" 8. Słusznie podkreśla
on. że po IUGsce Wukaszina
i Ugleszy nad brzegiem Maricy zaczęła się emigracja ludności z południa na północ, która przeniosła tam także i epickie pieśni ludowe, powstałe pierwotnie na
ich ziemiach.
Autor omawia prace naukowo-badawcze
jego poprzedników - Svetislava Vulovicia (1847 -1898),
Svetislava
Simicia (1885 - 1911), M. Milicievicia OS:Jl - 1905)
współczesnej
badaczki
Vidosavy Nikolić-Stojancević.
Ta ostatnia
prowadziła
"Lud", t. 67, s. 295 - 304.
M. Zlatanović,
Epsl<e narodne
, Ibid., s. 7.
l
pesme jugoistocne
SrOlje.
VranJe
1987. s. 7 - 20.
213
badania etnograficzne
w latach 50. i 60. naszego wieku w obwodzie Wranje.
Ona, jak i Dragoljub Simonović, notowała tu utwory epickie, które są podobne
do motywów wydanych przez Vuka KaradZicia. Zlatanović zaznacza, że nosicielami epickich pieśni ludowych na ziemiach południowo-wschodniej
Serbii są przeważnie starsze kobiety, starsi mężczyźni natomiast pamiętają
jedynie fragmenty
tych utworów. Potwierdziły to i badania wspomnianej
Vidosavy Nikolić-Stojancević. Według Zlatanovicia
epika ludowa nadal żyje na ziemiach południowo-wschodniej Serbii. Można ją usłyszeć na weselach, podczas świąt i na zabawach.
Podoba się ludziom zarówno treść jak i melodia bohaterskiej
pieśni ludowej.
Jest ona, jak zaznacza autor, uodporniona na wpływy języka literackiego i w dużym stopniu zachowuje swe archaiczne cechy i dawne walory artystyczne. W porównaniu do zapisów z XIX wieku nowsze teksty są krótkie, sięgają od 100 do
150 wersów. Zdarza siG często, że mlodzież i kobiety skracają wykonywane epickie
pieśni ludowe. Jeden z informatorów
Zlatanovicia, stary pieśniarz ludowy Jovan
Lukić oznajmił, iż pieśń pt. Od Nićka i Novaka była kiedyś dłuższa, miała bowiem
około 360 wersów. Wśród tekstów występujących w zbiorach Karadzicia i aktualnie występujących
na terenie tej części Serbii, zdarza się często, że pierwotny
motyw zostaje zmieniony. Zauważył to w swoim czasie wspomniany
Stetislav
Vulović. Ulegają zmianie nawet te pieśni, których wykonawca nauczył się z wydanych dotąd zbiorów. Zlatanović przytacza informatorkę Milevę Jović (1893 -1986)
ze wsi Golemo Selo, która była niepiśmienną,
a utworu ze zbioru Karadzicia
nauczyła się słysząc jak go czytano, wykonując go potem zmieniała go. To samo
robi i wielu innych pieśniarzy ludowych, którzy zmieniają pieśni, których nauczyli
się ze zbiorów Vuka Karadżicia. Dotyczy to motywów o średniowiecznych bohaterach epickich.
Zlatanović pisze i o nowszych utworach bohaterskich,
poświęconych walce
narodowowyzwoleńczej podczas drugiej wojny światowej. Są to teksty ID-sylabowe
opiewające heroiczną walkę narodu serbskiego z terenów południowo-wschodniej
Serbii przeciwko okupantom. Gęślarz ludowy poświęcił tym bohaterom piękne
i oryginalne wątk.i oddające wiernie atmosferę niedawnych czasów, kiedy tereny
te były areną krwawych walk przeciwko hitlerowskim i bułgarskim okupantom.
Po dziś dzień wzdłuż linii kolejowej Belgrad-Nisz-Sofia
na terenie południowo-wschodniej części Serbii zachowały się bunkry, w których krył się okupant, by
uniknąć śmierci od kul partyzanckich. Tory kolejowe na tym odcinku były często
wysadzane w powietrze przez partyzantów serbskich, za co ludność zamieszkująca
te ziemie doświadczała okrutnej zemsty okupanta. Wiele wiosek spalono podczas
drugiej wojny światowej, zabito licznych niewinnych mieszkańców wiosek, które
pomagały partyzantom. Naoczni świadkowie represji, którzy przeżyli wojnę, ujęli
te tragiczne wydarzenia i okrucieństwo okupantów we wzruszających
balladach,
które rozbrzmiewają jak lamenty. Piszący te słowa był świadkiem wiosną 1968 r.,.
kiedy w Domu Młodzieży w stolicy Jugosławii Serbska Akademia Nauk zorganizowała wieczór gęślarzy serbskich i czarnogórskich. Wśród nich byli i tacy, którzy'
wywodzili ~;ię z obwodów Nisz, Leskowac i Wranje. Oni właśnie wykonywali
długie ballady i elegie opiewające czasy grozy i cierpień ludu serbskiego z tych
terenów Serbii. Odhvarzali bestialskie masowe mordy hitlerowców i ich sług kolaborantów bułgarskich.
Te tereny Serbii graniczą z Bułgarią i Macedonią. Szczególnie ścisłe więzi
kulturowe podcz2.s pięciowiekowej niewoli tureckiej istniały między południową
Serbią a Macedonią. Przedostawały
się motywy epickie z jednego do drugiego
obszaru geograficzn2go. I teraz jeszcze w pogranicznych regionach Serbii i Mace-
214
donii oraz Serbii i Bułgarii dialekty są mozaiką gwar mieszanych co może świadczyć jak duże były wzajemne wpływy kulturowe na przestrzeni wieków. Momcilo
Zlatanović nie tylko nie neguje, lecz przeciwnie popiera pogląd, że wraz z przemieszczaniem się ludności z jednego do drugiego obszaru przenosiła się i pieśń
ludowa. Widzi on wyraźny wpływ na południowo-wschodnią
serbską epikę ludową macedońskich tradycji ł. Szczególnie widoczne są te wpływy w cyklu o królewiczu Marku 6.
Ten region Serbii był dotąd obiektem badań, poza wspomnianymi
już, także
Vladimira Nikolicia 6, Risti T. Nikolicia 7 oraz Jovana Hadzi Vasiljevicia 6.
Pierwszy utwór z omawianej książki to ballada epicka pt. Bracia i siostra.
znana także w poezji greckiej, macedońskiej
i bułgarskiej
pt. Zmarły
brat prowadzi siostrę do matki. Zawarto tu znane utwory epickie cyklu kosowskiego (nr 4),
a królewiczu Marku (nr 5, 6, 7, 8, 9, 10, 11, 12), a Chorym Dojczinie (nr 14), ballad
a kazirodztwie pomiędzy bratem i siostrą (nr 17, 18). Momcilo Zlatanović włączył
także wątki występujące jedynie na ziemiach tej części Serbii (nr 13, 15, 19, 20, 21.
23, 32, 33, 34, 35, 36, 37). Większość tych utworów, to zapisy Zlatanovicia. Lokalny
charakter
posiadają utwory opiewające działających
i wywodzących
się z tych
terenów bohaterów walczących przeciwko Turkom do wyzwolenia (1878 r.) b'ldż
też znanych bojowników o wolność i niepodległość kraju podczas drugiej wojny
światowej. Wśród hajduckich pieśni ludowych są jednak i znane motywy ościennych ludów słowiańskich np. pieśń nr 22 opiewająca uschnit;ty las, który nie mógł
przeboleć prowadzonych i okutych w kajdany niewolników, lub nr 25 o grzechach
hajduka Jovana, który ze swoją drużyną spalił w zimie ikony, a igumenowi skrępował ręce i splądrował klasztor. Do wspólnych motywów południowosłowiańskich
należy utwór nr 26 pt. Jovan Popović i Koruna vojvoda oraz jego wariant nr 27
pt. Stojan Popović i jPgo tuba. Tu żona hajduka staje po stronie wroga za co
zostaje przez męża zabita, a jej rodzice dowiedziawszy się o tym nie karzą zabójcy za to. Również pieśń nr 28 posiada sporo odpowiedników
w hajduckich
pieśniach ludowych. Tu siostra i matka nie ujawniają kryjówki hajduka Dawida
chociaż tracą oczy i kończyny górne i dolne, natomiast żona wydaje męża w ręce
żołnierzy tureckich. Utwór z omawianej
książki posiada nowe elementy fantastyczne. Siostra hajduka prosi Boga, by przywrócił jej wzrok, ręce i nogi, a potem
przebrana za Turka dogania prowadzących brata wrogów i o7...0ajmia, że ma polecenie zabrać aresztowanego
i zaprowadzić do sądu. Uwolniony brat dostaje od
siostry szablę i wraz z nią zabija swych katów. Ten sam temat poruszają pieśni
nr 29 i 30, które są wiernym odpowiednikiem znanej pieśni hajduckiej 9.
Utwory nr 34 - 37 opiewają
tragedię południowoo-wschod!liej
wsi serbskiej
podczas drugiej wojny światowej.
Momcilo Zlatanović daje objaśnienia epickich piesni ludowych, podaje źr6dła
skąd pochodzą te utwory oraz słownik wyrazów obcych.
Omawiana książka jest ciekawa dla prac porównawczych i u;talcnia d,6g mi-
• Ibid., s. 18.
• Ibid., s. 19.
• V. Nikolić, Iz Luznice i Nisave, "Srpski Etnografski
Zbornik",
knjiga XVI, Beograd 1910.
1 R. T. Nikolic,
Kraiste i Vlasina, "Srpski Etnograiski
Zbornik",
knjiga VIII. Beograd 1912.
• J. Hadzi Vasiljević,
Juzna Stara Srbija, knjiga
II, Beograd
1913; J. Hadzi Vasiljevic,
Muzicke prilike
u Vranju
i okoloni za vreme oslobodjenja
(1878), "Muzicki
Glasnik",
Beograd 1922.
• K. Simiczijew,
pieśń hajducka
Słowian południowych,
Wroclaw-Warszawa-Krak6wGdańsk-Łódź
1965, s. 356 - 360.
215
gracyjnych pewnych wątków, wspólnych dla Słowiańszczyzny południowej z jednej
strony, a z drugiej ukazuje bogate tradycje epickie tego mało zbadanego regionu
Serbii.
Kole
Simo M ł a d e n o w s k i, Makedonskite
Skopje 1986, ss. 489.
narodni
pesni
za NOB
Simiczijew
rewo!ucijata,
Autor usiłuje przedstawić nowy rodzaj pieśni ludowych, poświęconych partyzantce macedońskiej, powstałych podczas II wojny światowej. Ruch oporu rozpoczął się tu 11 października 1941 r., kiedy w m. Prilep grupa śmiałków dokonała
zbrojnego napadu na posterunek policji bułgarskiej.
Na temat tych utworów ludowych pisano dotąd sporo. Autor omawianej pracy
po krótkim wstępie (s. 5 - 10) omawia w 11 rozdziałach właściwości walk narodowo-wyzwoleńczych do 1941 r., mówi o faszystowskiej
okupacji kraju, o rozwoju
i osiągnięciach ruchu oporu. Następnie jest mowa a ruchu oporu jako inspiracji
do powstawania utworów ludowych, z kolei omawia stan badań i zbieractwo pieśni
partyzanckich oraz zajmuje się ich charakterem.
Utwory te S. Mładenowski
słusznie traktuje
jako poetycką historię ruchu
oporu i rewolucji. Znajdujemy
tu zbieżność faktów historycznych
z opiewanymi
wydarzeniami w pieśniach ludowych. Opiewane są w tych wątkach wydarzenia
i postacie historyczne. Utwory nie są oderwane od tradycji ludowych. Łączy je
wiele wspólnego z pieśniami hajduckimi i powstańczymi. Autor podkreśla ich popularność wśród ludu.
Warto zaznaczyć, co pominął autor, że twórcami i nosicielami partyzanckich
pieśni ludowych byli partyzanci. Układali oni te utwory dla rozrywki oraz dla
pamięci poległych dowódców i kolegów, opiewali ich czyny bohaterskie,
znojne
czasy ostrych walk z okupantem, bestialskie czyny faszystów i cierpienia bezbronnej ludności.
W pieśniach tych zawarto zarówno elementy liryczne, jak też i epickie. Obszerny VIII rozdział autor poświęca poetyce tych utworów, która nie jest oderwana
od poetyckich tradycji ludowych. Różni się tylko tematyką. Centralną
postacią
jest przywódca Tito. W rozdziale tym jest mowa o stylu, języku, walorach estetycznych tych pieśni.
Mładenowski
omawia obszernie społeczno-polityczne
aspekty tych utworów
ludowych
oraz chronologię
powstania
poszczególnych
motywów, poświęconych
ruchowi oporu i rewolucji.
Monografię zamykają wnioski ogólne oraz bogata bibliografia i indeksy. Słabo
natomiast wypadła analiza wątków. Jest ona zbyt sucha i monotonna, nieciekawa.
Niezbyt udane są zestawienia tych utworów z motywami poświęconymi powstaniu
Ilindenskiemu z 2 sierpnia 1903 r. oraz z pieśniami hajduckimi.
Czytelnik oczekiwał informacji o poetach ludowych. Jest to co prawda sprawa
niełatwa, gdyż wielu z nich nie żyje, ale można było przeprowadzić badania i przy
pomocy żyjących byłych partyzantów
odtworzyć poczet autorów. Zabrakło też
podania jednostek partyzanckich w których szeregach powstały poszczególne wątki.
Nie ma ani słowa o rozprzestrzenieniu
tych utworów wśród ludności, o ich wychowawczym znaczeniu, mobilizującym
młodzież do walki z okupantem.
Poza
czynami bohaterskimi
partyzantów
zbyt mało miejsca poświęca się represjom
okupanta wobec bezbronnej ludności. Są częste powtórzenia. Czytelnik chciałby
się dowiedzieć jakie podobieństwa czy różnice istnieją miqdzy omawianymi pieśniami ludowymi a utworami pozostałych narodów Jugosławii. Wiadomo np.. że
\V Serbii
zanotowano dotąd ponad 20 tys. partyzanckich
pieśni ludowych, wśród
których jest wiele ballad i elegii.
Pieśń partyzancka
jest kroniką burzliwych
dziejów historycznych
z jednej
strony, a z drugiej nowym segmentem poezji ludowej.
Kole
Ryszard
ss. 235,
T o m i c k i, Tenochtitlan
1521,
Warszawa
Simiczijew
1984, Wydawnictwo
MON,
\V popularno-naukowej
serii pt. "Historyczne bitwy", omawiającej najsłynniejsze w historii bitwy, pojawiła się nowa praca autorstwa Ryszarda Tomickiego
"Tenochtitlan 1521". Autor tej książki już od wielu lat specjalizuje się w tematyce
hispanoamerykallskiej
a przedmiotem
jego zainteresowaIl
są przede wszystkim
problemy synkretyzmu religijnego u Indian Hispanoameryki.
Oddana czytelnikowi książka poświęcona jest XVI-wiecznej kampanii wojsk
hiszpańskich dowodzonych przez Hernan Cortesa, prowadzącej do zdobycia azteckiej stolicy - Tenochtitlanu. Kampania ta trwała dwa lata i zakoilczona została
opanowaniem
i zniszczeniem stolicy imperium,
na której gruzach wznosi się
obecnie Ciudad de Mexico. Celem autora było wyjaśnienie czynników które sprawiły, że w 1519 roku Hiszpanie zainteresowali
się Tenochtitlanem,
początkowo
zajęli to miasto bez walki, a następnie prowadzili długotrwałe zmagania zakończone oblężeniem i ostatecznym jego zdobyciem. Zdaniem Tomickiego tylko w takim kontekście ukazać można rolę jaką w tej walce odegrał: przypadek, specyfika polityczna i religijna imperium
azteckiego maz konflikt kulturowy.
Bez
uwzględnienia
tych czynników obraz dalekich wydarzeil byłby zdaniem autora jednostronny i bardzo uproszczony. Rozegrana w 1521 roku bitwa o Tenochtitlan
była bez wątpienia wydarzeniem epokowym, zarówno dla rozwiniętych cywilizacji
Meksyku jak i Hiszpanii. Dla imperium azteckiego oznaczało całkowitą zagładę
i hiszpańską kolonizację, natoIniast dla Hiszpanii początek ery dominacji na kontynencie amerykańskim.
Autor książki pisze, że wraz ze zdobyciem Tenochtitlanu
doszło do jednego z najbardziej
ważkich epizodów w historii ludzkości - zainicjowania "fuzji dwóch światów", długotrwałego procesu stapiania się ras i kultur, którego efektem jest swoiste oblicze społeczno-kulturowe
dzisiejszego Meksyku. Bitwa o Tenochtitlan
ze względu na swoją dramaturgię
i skomplikowany
przebieg do dziś jeszcze pasjonuje wielu badaczy i pisarzy.
Na naszym rynku czytelniczym
ukazywały
się już publikacje
omawiające
zarówno temat konkwisty jak i wczesną historię Meksyku. Można by tu przytoczyć nazwiska autorów zajmujclcych się tymi zagadnieniami jak: M. Leon-Portilla, G. C. Vaillant czy na gruncie polskim T. Milewski, T. Łepkow:iki. Jednak
jedynie praca Tomickiego daje nam tak wnikliwą i szczegółową analizę przyczyn
zdobycia przez Hiszpanów stolicy Azteków. Autor w swej książce powołuje się
na teksty źródłowe Herm'm Cortesa, Diaz deI Castillo (uczestnika konkwisty),
Bernardin de Sahaguna (franciszkailskiego zakonnika czasów podboju) oraz indiańskich kronikarzy (m.in. Fernando de Alva Ixlixóchitl). Różnorodność wykorzystanych w pracy zarówno tekstów źródłowych jak i współczesnych opracowail ba-
217
daczy meksykańskich
i hiszpańskich
pozwoliła autorowi nakreślić obraz
jak
powie historyk Charles Gibson .,jednego z najbardziej
pamiętnych
oblężeń
w historii".
Swoją pracę autor rozpoczyna od nakreślenia genezy konkwisty i opisu wyprawy kilkmet żołnierzy hiszpańskich ped wodzą Hernan Cortesa. Oficjalnie wyprawa Cortesa, jal~ pisze Tomicki, była jeszcze jedną wyprawą rozpoznawczo-handlową Rozmiary ck,pedycji były bez wątpienia zasługą zdolności organizacyjnych
i autorytetu
głównodowodzącego.
z drugiej jednak strony świadczą wymownie
o skali nadziei rozbudzonych ostatnimi odkryciami.
Następnym zagadnieniem,
któremu autor poświęca sporo miejsca, jest charakterystyka
imperium
azteckiego
jego władcy
Motecuhzomy
(Montezumy)
w przeddzień konkwisty. Tomicki zwraca szczególną uwagę na te fakty i wydarzenia, które odegrały ważną rolę w podboju Meksyku. W 1519 roku imperium
zamieszkiwało 9 mln ludzi, ale jak pisze Tomicki, było ono swoistego rodzaju
mozaiką językową,
etniczną i kulturową.
Kultury
środkowoamerykańskie
nie
\vyszły nigdy poza koncepcję miasta-państwa.
Ludy zamieszkujące
te tereny nie
miały, aż do czasów przybycia Hiszpanów, poważniejszych
wrogów, nie wytworzyło się wśród nich poczucie solidarności i jedności, którego źródłem jest wspólnie prowadzona walka obronna. Niezwykłym zjawiskiem opisywanym
przez Tor.1ickiego było istnienie w granicach imperium azteckiego suwerennego
państwa
Tlaxeallan. Przyczyny dla których Aztekowie nigdy nie opanowali tego państwa
są niejasne. Autor pisze, że od czasów, gdy zapoczątkowano
na wielką skalę
tzw. wojny kwietne służące zdobywaniu jeńców, których przeznaczano na ofiarę,
Tlaxcallan stało się niejako stałym dostawcą ofiar dla boga wojny Huitzilopochtli.
Państwo to nie pokonane, a rozdrażnione długoletnią wojną, w czasie konkwisty
stanęło po stronie Hiszpanów, co miało ogromne znaczenie strategiczne. Tomicki
jako podstawowe atuty Azteków w walce z Hiszpanami wymienia: ich liczebność
i nader korzystne położenie geograficzne w Dolinie Meksyku - z nieosiągalnym
wlaściv;ie Tenochtitlanem
na wyspie oraz podległymi miastami Tetzcoco i Tlacopan po obu stronach jeziora. Usytuowanie z kolei Doliny Meksyku w centrum
kraju ułatwiało Aztekom dostęp do różnych jego regionów, zaś otaczające je ze
\\'3zystkich stron góry przekreślały
szanse ewentualnego
agresora spoza doliny.
Wraz z pojawieniem
się ekspedycji Hernim Cortesa i buntem Totonaków dla
azteckiego kolosa nadszedł czas sprawdzianu.
Jego szanse Tomicki określa jako
bez porównania większe niż kilkusetosobowej
grupy przybyszów na których niekorzyść działały wszystkie wymienione czynniki. Autor w swojej książce wysuwa
hipotezę, że gdyby Moteeuhzoma zdecydował się wówczas na rozpoczęcie wojny,
hiszpańskie atuty uważane zazwyczaj za podstawę ich późniejszych
sukcesów,
a mianowicie broń palna, konnica i taktyka walki miałyby o wiele mniejsze znaczenie niż się na ogół sądzi. Decydujące znaczenie zyskałaby miażdżąca przewaga
liczebna, możliwość odcięcia dostaw żywności, a także warunlti geograficzne olbrzymie przestrzenie
dzielące wybrzeże Zatoki Meksykańskiej
od Doliny Meksyku o 3ilnie zróżnicowanej rzeźbie terenu uniemożliwiającej
często użycie koni
i armat.
Ryszard Tomicki porusza również najbardziej
chyba kontrowersyjną
kwestię
w histo~iografii podboju Meksyku, a mianowicie przyczyny niezwykłej pod każdym względem postawy Motecuhzomy wobec białych cudzoziemców. Toczone cd
lat dyskusje i spory oscylują pomiędzy absolutnie przeciwstawnymi
wyjaśnieniami.
Autor przytacza dwie skrajne teorie dotyczące tej kwestii. Pierwsza z nich to
interpretacja
tłumacząca
pasywność
Meksykanów
fatalizmem
indiańskiej
wizji
218
świata, która rzekomo zmuszała do pogodzenia się z każdym wyrokiem losu.
Natomiast druga interpretacja
odrzuca całkowicie udział czynników światopoglądowych czy ideologicznych w kształtowaniu postawy Indian, kładąc nacisk na szok
jakim był kontakt
z cywilizacją
europejską,
oraz mistrzowskie
wykorzystanie
przez Cortesa słabości imperium
azteckiego. Tomicki uważa, że obie krańcowe
interpretacje
zawierają w sobie ziarno prawdy, aczkolwiek praprzyczyny reakcji
Motecuhzomy na przybycie i poczynania Hiszpanów szuka w skomplikowanym
splocie uwikłań politycznych, religijnych i psychologicznych w jakim wladca Tenochtitlanu znalazł się w przeddzień konkwisty. Zdaniem autora zachowanie władcy stanowiło uboczny i mimowolny, przez nikogo nie przewidziany efekt konfliktów drążących meksykańskie państwa. Na kilka lat przed dotarciem europejskich
statków do brzegów Meksyku, Tenochtitlan stał się areną wydarzeń, które przybrały dość specyficzną formę. Mocarstwowa i absolutystyczna
polityka Motecuhzomy wywołała w pewnym momencie falę krytyki ze strony tzw. arystokracji plemiennej. Krytyka ta z czasem przerodziła się nieomal w wojnę psychologiczną
przeciwko władcy. Jak trafnie zauważył autor, pewną w tym rolę odegrał także
motyw "powrotu bogów", silnie zakorzeniony
w tradycji
ludów Mezoameryki.
Tomicki pisze, że władca uwierzył, iż przybysze (flotylla Cortesa) są istotami
boskimi, a sam Cortes zapowiedzianym
przed setkami lat Quetzalcoatlem, który
miał odzyskać utracone niegdyś panowanie nad ziemią. Taka jednoznaczna identyfikacja Cortesa, jak dalej wyjaśnia autor, była dziełem przypadku. Ten bowiem
sprawił, że lądowanie Hiszpanów nastąpiło ostatecznie w roku oznaczonym w kalendarzach indiańskich jako rok 1 - Acatl, który powtarzał się co 52 lata. Zgodnie z tradycją toltecką rok ten miał być datą powrotu Quetzalcoatla. Co więcej,
opuszczając Meksyk Quetzalcoatl oddalił się na wschód, z tego też Iderunku przypłynęli Hiszpanie. Sam wygląd cudzoziemców, ich broń, konie, duże psy, a także
wiadomość o łamaniu przez nich dawnych zwyczajów i praw, wywołały wśród
mieszkańców Meksyku prawdziwie apokaliptyczne
nastroje. Przedłużający się pobyt Hiszpanów sprzyjał jednak oswajaniu się Indian z ich obecnością.
Kolejne rozdziały pracy Tomicki poświęca kilkumiesięcznym
działaniom wojsk
hiszpańskich zmierzającym
do opanowania imperium. Autor kolejno relacjonuje:
najpierw wymarsz wojsk Cortesa w głąb kraju, dotarcie do stolicy, a następnie
zajęcie jej bez walki. Opisuje uwięzienie Motecuhzomy a póżniej jego śmierć,
oraz wydarzenia
nocy, którą Hiszpanie nazwali "la noche triste" (smutna noc).
W wyniku indiańskiego buntu, Hiszpanie tej nocy zostali wyparci ze stolicy i schronili się w Tlaxcallan. Nasuwa się w tym miejscu refleksja, jak inaczej potoczyć by
się mogły losy konkwisty gdyby Tlaxcallanie wtedy nie udzielili schronienia pobitym Hiszpanom, a zjednoczyliby się z Meksykanami. Ale stało się inaczej.
W dalszej części pracy autor opisuje przygotowania
Hiszpanów do ponownego podjęcia walki oraz oblężenie Tenochtitlanu.
Oblężenie stolicy trwało 67 - 68
dni. Walki toczono na groblach, na jeziorze i wewnątrz
miasta, które powoli
zmieniało się w zwalisko gruzów i ogromny cmentarz. Tomicki dzieli ten okres
na trzy zasadnicze etapy. Każdy z tych etapów cechował odmienny rytm wydarzeń i swoista dramaturgia.
Pierwszy etap to trwające przez czerwiec walki
toczone w centrum
Tenochtitlanu.
Drugi etap charakteryzował
się cyklicznym
niszczeniem miasta przez Hiszpanów, natomiast trzeci był okresem całkowitego
upadku Tenochtitlanu
i zakończył się 13 VIII 1521 roku wraz z ujęciem Cuahtemoca - nowego władcy imperium. Datę tę Tomicki uznaje jako umowny dzień,
w którym imperium azteckie przestało istnieć, a faktem stała się Nowa Hiszpania,
pierwsza wielka kolonia hiszpańska na kontynencie amerykańskim.
219
Omawiana praca wydana jest w ramach batalistycznej
serii i czytelnik interesujący się XVI-wieczną wojskowością zarówno hiszpańską jak i indiańską znajdzie w niej wiele cennych informacji. Autor książki z dokładnością historyka opisuje szczegółowo przyczyny i przebieg zdobycia przez Hiszpanów imperium azteckiego, oraz ukazuje również tło kulturowe
i społeczne rozegranych
wydarzeń.
Tomicki tą wnikliwą analizą obala wiele mitów i stereotypów m.in. takich jak ten,
że imperium azteckie zostało zdobyte w ciągu przysłowiowego
"jednego dnia".
Książka ukazuje jak trudne i krwawe były dwuletnie zmagania wojsk hiszpańskich o zdobycie stolicy azteckiej. Trzeba również dodać, że upadek Tenochtitlanu
nie zakOlIczył całkowicie hiszpańskiej
konkwisty. Opanowanie
innych głównych
polityczno-wojskowych
ośrodków Mezoameryki przypadło dopiero na lata 15211550. Autor w swojej pracy porusza również interesujące
zagadnienia historyczne - porównania dwóch światów, dwóch przeciwstawnych
światopoglądów: przeciwstawia wyobrażenia właściwe światu indiańskiemu, przesyconemu wierzeniami
magicznymi - praktycznej i przenikliwej mentalności Hiszpanów. Tomicki kreśli
również portrety
psychologiczne
"bohaterów"
tych wydarzeń a mianowicie
Motecuhzomy i Cortesa. Chciałabym podkreślić również znaczenie faktu, że autor
w swojej pracy cZGsto powołuje się na kroniki indiańskie. Bogactwo informacji
zawartych w relacjach indiańskich i sam sposób ich przedstawienia
otwiera niewątpliwie drogę do podjęcia badań nad wieloma nowymi problemami
dotyczącymi konh.-wisty. Wszechstronna ocena starcia dwóch światów indiańskiego i hiszpańskiego z którego to związku wywodzi się Meksyk, pozwala nam lepiej poznać
oblicze dzisiejszego narodu meksykailskiego
i jego kultury.
Książka dodatkowo
wzbogacona jest słowniczkiem i rycinami pochodzącymi z kodeksów indiańskich.
Iwona
Ghita El K h a y a t - B e n n a i, Le monde
L'Harmattan, ss. 325.
arabe
au
feminin,
Chmielewska
Paris
1985, cd.
Sytuacja kobiety arabskiej w wyniku różnorodnych ruchów społecznych uległa
zmianie, jednak owe przekształcenia
nie mają charakteru
radykalnego.
W wielu
krajach
nowoczesne ustawodawstwa
pozostają jedynie
dokumentem,
ustępując
miejsca obyczajom i szeroko pojętej tradycji. To zderzenie świata przeszłego z teraźniejszym
stało się podstawą
dociekań Marokanki
Ghita El Khayat-Bel"'.nai
w rozprawie pt. Le monde arabe au feminin,
(Kobiecy
świat arabski)
wydanej
w Paryżu w 1985 r. n::lkladem wydawnictwa L'Ha,rmattan.
Książka składa się z części wprowadzającej
i trzech rozdziałów. We wstępie
autorka definiuje pojęcie Arab i wymienia terytoria zamieszkałe przez tę nację.
Rozdział pierwszy zatytułowany L'Heritage substantiel du passe (Dziedzictwo przeszłości) ukazuje zagadnienie płci, struktury
rodziny arabskiej i pozycję kobiety.
W rozdziale drugim pt. La rupture (Przerwanie) przedstawiono problem kolonializmu i jego wpływ na styl życia, a także zaprezentowano
wyznaczniki charakteryzujące Maghreb i Machrek. W ostatnim rozdziale ograniczonym do formuły
Troisieme partie (Trzecia część) nakreślono źródła ruchów emancypacyjnych
w krajach arabskich oraz zaprezentowano
bojowniczki Arabki walczące o prawa
kobiet.
Swoje rozważania w rozdziale pierwszym autorka rozpoczyna od nakreślenia
220
wyróżników arabskiego świata kobiet. Analizuje zatem istotę zasłony na twarz,
haremu, niewolnictwa,
honoru i dziewictwa. Zagadnienia
te rozpatruje
w kontekście historycznym. W świetle przytoczonych argumentów dowodzi, iż zjawiska
te nie stanowią wyznacznika stylu życia Arabów i Muzułmanów, albowiem zostaly
przejęte z wcześniejszych cywilizacji (Grecja, Rzym). Podkreśla związek haremu
z klasami wyższymi uprzywilejowanymi.
Charakteryzując
zasłonę na twarz
akcentuje jej związek z miastem, ponadto sygnalizuje jej różnorodne formy i niejednolite nazewnictwo. Wymienia safsari tunezyjskie, adjer algierski I, purdah pakistański, chadri afganistańskie
i czador irański. Wspomina również a istnieniu
pojqcia wspólnego jakim jest hijab; termin ten ujawnia szeroką konotację. Oznacza
on nie tylko woalowanie, ale także ochronę przed tym co złe, perwersyjne lub
zakazane. Pierwotnie
hijab pełnił funkcję elementu sakralizującego
namiot nomada, następnie przeistoczył się w zwyczaj, który z kolei rozpowszechnił się symbolizując osłonę i najlepszy sposób zabezpieczenia duszy i ciała kobiety (s. 26).
Obyczaj zamykania kobiet w obrębie domostwa autorka tłumaczy niebezpieczeństwem jakie groziło ongiś kobiecie mieszkającej
w mieście. a zatem norma ta
genetycznie przynależy miastu, a podobnie jak zasłona, znalazał recepcję w środowisku wiejskim dopiero w naszej epoce.
Autorka analizuje powszechny w wielu krajach muzułmańskich, chociaż prawnie zakazany, obyczaj obrzezania dziewczynek. Zasięg "wycinania" i "zaszywania"
jest bardzo szeroki i obejmuję całą Afrykę. Spośród krajów Maghrebu występuje
jedynie na południu Algierii (s. 42.). Obecność tego zachowania autorka wyjaśnia
stałością obyczaju i świadomością konieczności jego praktykowania.
Ma on ścisły
związek z kultem dziewictwa. \V środowisku muzułmańskim
utrata błony dziewiczej przed ślubem powoduje skazę na honorze nie tylko dziewczyny, ale również jej rodziny, co w konsekwencji musi być pomszczone. Przypadki torturowania i morderstw młodych dziewcząt, które sprzeniewierzyły
honor, nie należą do
rzadkości.
Ta szczególna wrażliwość
wyrasta
z nakazów
obyczajowych,
gdyż
w świetle tradycji honor stanowi klucz cementujący rodzinę arabską. Dlatego też,
aby zapobiec tragediom, już od wczesnego dzieciństwa dziewczynkę wychowuje się
w atmosferze kultu dziewictwa, skromności, poczucia wstydu. Z uwagi na obowiązującą separację płci jej edukacją zajmują się kobiety w podeszłym wieku.
Mężczyźni ingerują jedynie w okolicznościach zawierania związku małżeńskiego,
bądź wówczas, gdy zachowanie
panny narusza przyjęte normy. W niektórych
krajach w momencie redagowania
kontraktu
ślubnego odnotowuje się na podstawie zaświadczenia lekarskiego stan fizyczny narzeczonej (s. 49).
Wiele uwagi autorka poświęca specyficznej strukturze
rodziny arabskiej. Jej
istotę rozpatruje
w aspekcie pokrewieństwa,
które z kolei cechuje system patrylinearny. Z tego punktu widzenia podstawę stanowi nie para małżcllska, lecz grupa
krewnych
odpowiedzialna
za kobiety przynależne do rodu. Preferencją
obejmowane są małżeństwa endogamiczne, gwarantujące
trwałość społeczności wiejskich,
osiadłych i miejskich. Chronią one nie tylko sferę majątkową, ale również utrwalają więzy krwi. Oddanie kobiety lub dziewczyny obcemu czyni skazę na honorze.
Koncepcja honoru wynika z uczucia niesłychanej zazdrości mężczyzn.
Model rodziny arabskiej, podobnie jak europejskiej,
ulega ewolucji. O zmianach świadczy m.in. zachwianie autokratycznej
pozycji ojca. Fakt ten należy tłumaczyć powszechnością nauczania i ingerencją środków masowego przekazu.
1 W Algierii
odpowiednikiem
tunezyjskiej
safsarii
jest haik.
dekoracyjna
chusteczka
koloru
białego lub ecri okrywająca
dolną
Natomiast
adjer
to malutka
część twarzy - głównie usta.
221
Sledząc pozycję kobiety w łonie rodziny tradycyjnej,
autorka
stwierdza,
iż
mimo pojawiających
się zmian, życie Arabki od narodzin do śmierci jest twarde,
pełne bólu i cierpienia. Zmu~za się ją do ukrywania własnego ciała, wdzięku, kobiecości, pozwala się jej "królować" dopiero w wieku bardzo dojrzałym, a zatem
w momencie, gdy minęła młodość, urok i czar (s. 69 - 70). Swoją argumentację
wzmacnia maksymą: "La femme n'a que trois sorties dans Ie monde, du ventre
de sa mere, vel'S san mari et vers Ie cimetiere" (Kobieta trzykrotnie ogląda świat,
w momencie morodzin, zamążpójścia
i w drodze na cmentarz
(s. 74). Zgodnie
z przyjętym k;:nonem przeznaczeniem
kobiety jest maEeństwo
i macierzyństwo.
Ten nakaz tradycji funkcjonuje w wielu środowiskach do dzisiaj.
Wiele kontrowersji
wywołują
praktykowane
współcześnie
tzw. małżeństwa
wymuszane. Opierając
się na najświeższych
badaniach
socjologicznych
autorka
stwierdza, iż w rejonie Marrakech
(Maroko) w końcu lat 70 zarejestrowano
75%
związków tego typu (s. 74). Przyczyny takiego stanu dopatruje się w trudnej sytuacji materialnej rodzin, a także lęku o honor córek. Najbardziej groźne w skutkach są małżeństwa
młodziutkich
dziewcząt, niekiedy nawet niepełnoletnich,
ze
starcami.
Wprawdzie
w Kodeksie
Rodzinnym
określono
wiek zezwalający
na
zawarcie małżeństwa, jednak nakazy te nie zawsze są przestrzegane.
Rozdział pierwszy zamyka autorka rozważaniami
o pracy kobiety. W świetle
tradycji zatrudnienie
kobiet poza ogniskiem domowym pozbawiało
je prestiżu.
Wyjątek stanowiły akuszerki,
masażystki
w hammam
(łaźnia), osoby czuwające
nad ceremoniałem weselnym oraz trudniące
się myciem ciała po śmierci. Szacunek wynikał z lęku, gdyż przypisywano
im moce magiczne. Kobiety te pochodziły
z nizin społecznych, zarówno w mieście jak i na wsi. W Maroku określa się je
pojęciem "Qabla", a w Egipcie "Daya" (s. 108).
W rozdziale drugim, charakteryzując
Mauretankę,
autorka
podkreśla
wysoki
procent analfabetyzmu
wśród dziewcząt, a także powszechność zawierania
przedwczesnych związków małżeńskich.
SIedząc ruchy emancypacyjne
dostrzega wiele
elementów zbieżnych między Tunezyjką
a Marokanką.
Uważa, że w Maghrebie
najsłabiej zmienia się pozycja Algierki. Akcentuje duży przyrost naturalny
wśród
populacji arabskich, co zgodnie z mentalnością
społeczeństwa
ma symbolizować
uprzywilejowaną
funkcję kobiety i rzeczywistą
witalność
mężczyzny oraz spełnienie obowiązku religijnego.
Swoje poszukiwania
autot"1m zamyka prezentacją
historii
emancypacyjnego
ruchu kobiet arabskich.
Przywołuje
z nazwiska
postać May Ziyade, pierwszej
Arabki, która podjGla się opracowania
problemu
kobiety arabskiej.
Sygm<1izuje
działalność zajmuj<jcej sip' polityką Flory Tristan, urodzonej w Egipcie w arystokratycznej rodzinie muzułmańskiej.
Wiele uwagi poświęca Hoda Chaaraoui,
zwanej
Ceres Wis,ea-Was,ef. Ukazuje jej osiągnięcia w dziedzinie ekonomii, polityki i problemów społecznych Egiptu oraz świata arabskiego. Przypominając
o jej wkładzie
w prace organizacji
kobiecych, uznaje ją za jedną z n~1jwiększych w swoich
czasach.
W XX w. walka feministek przybrała charakter
narodowy i międzynarodowy.
Ich zasługą są utworzone w wielu krajach związki narodowe kobiet. Niewątpliwie
dużą niespodziankę stanowią obejmowane przez kobiety stanowiska w wielu rządach, jednak te przedsięwzięcia
nie mają charakteru
powszechnego.
Sygnalizuje
różnice w uposażeniu między mężczyzną a kobietą za tę samą pracę. Równieź
często pod byle jakim pretekstem
pozbawia się je zatrudnienia
(s. 293). Prawo
równości płci ogłoszone w niektórych konstytucjach
nie zawsze znajduje odbicie
w praktyce.
222
Uogólniając
autorka
podkreśla
nierówne
traktowanie
kobiet w zestawieniu
z mężczyzną. Dyskryminacja
ta tkwi zwłaszcza w społeczeństwach
konserwatywnych, w których eksponuje się niebezpieczeństwa,
jakie czyhają na dziewczynę czy
kobietę po opuszczeniu obrębu domostwa. Przypomina
się, że świat zewnętrzny
to "królestwo" podłości i opętania. W tym kontekście zrozumiałe stają się protesty
zwalczające prawa kobiet. Ortodoksi uważają, że "kobieta przynależy do płci słabej; jej posłannictwem
jest macierzyństwo,
a jej temperament
podporządkowany
jest bardziej uczuciu niż rozsądkowi" (s. 297). Tę trudną, a niekiedy wręcz bolesną
sytuację kobiety, autorka tłumaczy obyczajami, które przekazywane
przez babki
i wiekowe ciotki młodym dziewczętom, konstytuują
trudny do przełamania światopogląd. Współcześnie problem kobiety arabskiej uchodzi za jecie!'! z najtrudniejszych. Odsłania on głęboki kryzys społeczeństwa arabskiego, ujawnia ciągle niedostateczną komunikację wzajemną między mężczyzną a kobietą.
Polecana książka zawiera wiele cennych uwag i spostrzeżeń, które niesposób
przedstawić
w krótkiej
recenzji. Zainteresuje
ona zapewne socjologa, etnologa,
politologa, a także miłośnika kultury arabskiej.
Celia
sidential
H a i g - B r o w n,
School, Vancouver
Resistance
and
Renewal.
Surviving
Anna
Barska
the
Indian
Re-
1988, ss. 164.
Celia Haig-Brown,
pracownik University
of British Columbia, podjęła interesującą próbę przedstawienia
dziejów szkół z internatem, które od początku XIX
wieku aż po lata sześćdziesiąte XX wieku, stanowiły podstawową formę instytucjonalnego
oddziaływania
białych kolonizatorów
na ludność tubylczą Kanady.
Autorka (od 1976 r. koordynator
programu dla nauczycieli pracujących z tubylcami - "Native Teacher Education"), posiadająca bogate doświadczenia w pracy
pedagogicznej z młodzieżą indiańską, zaproponowała
nowatorskie ujęcie podjętego
problemu. O ile bowiem dotychczasowe
opracowania
dotyczące szkolnictwa dla
ludności tubylczej Kanady (i inne prace związane ze zjawiskiem "zderznnia się"
kultur - białej i indiańskiej - na terenie tego kraju) oparte były przede wszystkim o badania archiwalne 1, to Celia Haig-Brown założyła, iż podstawowym źródłem wiedzy o funkcjonowaniu
szkół z internatem będą dla niej informacje uzyskane w toku wywiadów z ich byłymi wychowankami.
W związku z tym, 13 tubylcom, wychowankom Kamloops Residential School,
głównie (w 11 przypadkach) - przedstawicielom
plemienia Shuswap (którzy przebywali w szkole od roku do dwunastu lat, najstarszy - w latach 1907- 1908, najmłodszy - w latach 1965 - 1967) zadano dziewięć pytań, dotyczących m.in. adaptacji do kulturowo obcego środowiska szkolnego, codziennego życia w szkole i zasad je regulujących,
stosunków
między wychowawcami
i wychowankami
oraz
wśród wychowanków, a także wpływu, jaki pobyt w szkole wywierał na świadomość indiańskiej młodzieży.
Wypowiedzi uzyskane w toku wywiadów zainspirowaly
autorkę do wyeksponowania dwóch kategorii pojęciowych, stanowiących
nie tylko oś konstrukcyjną
1 Jedynym
wyjątkiem
jest praca J. Redforda,
Attendance
at Indian
Residential
Schools
tn British
Columbia 1890- 1920, British
Columbia
Studies,
No 44, Winter
1979-1980, jednak wyniki badań przedstawione
tam są wyłącznie
w formie wykresów
l tabel.
223
jej pracy, ale również swoistą antynomię teoretyczną:
"kulturowa
inwazja białych" "kulturowy
sprzeciw tubylców" (skorzyst.ała ona przy tym świadomie
z dorobku brazylijskiego pedagoga, jednego z twórców współczesnego modelu pedagogiki antyautorytarnej
P. Freire, dla którego "kulturowa
inwazja" jest "prz2nikaniem kulturowego kontekstu" danej grupy przez kulturę "najeźdźców", którzy
narzucają jej własny pogląd na świat i świadomie powstrzymują
jej t\'Ilórczość
i ekspresję 2).
Przedstawiając
specyfikę "kulturowej
inwazji", w kontekście funkcjonowania
szkoły z internatem,
autorka
ukazuje przekonywająco
genezę tego typu szkół.
Z jednej strony złożyło się na nią dążenie chrześcijaliskich
misjonarzy
(prowadzących
szkoły) do chrystianizacji
i "cywilizowania" ludności tubylczej, przy czym
wprowadzenie katolicyzmu było procesem relatywnie łatwym z uwagi na częściowe podobieństwo wie;-zeil tubylców z wiarą katolicką (m.in. duchowe podobieństwo
Boga-ojca i Chrystusa-syna
do "Old-one" i "Coyote"). Z drugiej strony rząd federalny widział w szkołach z internatem środek przystosowania
migrujących plemion
Indian do agrarnego stylu życia - jako wstępu do ich asymilacji w euro-kanadyjskie społeczeństwo. Oficjalni przedstawiciele
rządu wyrażali więc wprost swoje
przekonanie, iż edukacja Indian powinna przyczynić się do "wyleczenia" ich z "nałogów i uczuć ich przodków", w związku z czym wszystkie realne problemy
w ciągu ponad stuletniej historii szkół z internatem redukowano w polityce oświatowej do jednego: konieczności "zmiany istniejącej społeczności indiańskiej w społeczność kanadyjską"
(wypowiedzi odpowiednio z 1847 r. i z lat pięćdziesiątych
XX wieku, podaję za: C. Haig-Brown, op. cit., s. 25, 69).
Z kolei autorka przedstawia życie codzienne w szkole z internatem, ilustrując
swoje tezy licznymi cytatami
z wypowiedzi
wychowanków.
Czytelnikowi
wyłania się obraz totalnie represywnego środowiska, w które z dnia na dziel'! "wrzucano" oderwane od rodziców, kilkuletnie
dzieci, dążąc świadomie do destrukcji
wyniesionych przez nie wzorów zachowania i systemów wartości, przy czym najistotniejszymi elementami
"kulturowego
szoku", któremu poddawano dzieci były:
bezzwłoczny zakaz używania rodzimego języka, segregacja wiekowa i separacja
płci.
Autorka książki sugestywnie
ukazuje wspomniane
zjawisko "zderzenia się"
kultury wnoszonej przez dzieci do szkoły z narzuconymi przez białych misjonarzy
wzorami i normami. Niezależnie od odrzucenia tej podstawy każdej kultury, jaką
jest język, dążono także do eliminacji
wszystkich
wcześniejszych
doświadczeń
życiowych dzieci, m.in. swoistego rozumienia zjawiska wladzy, wierzeń, obyczajów
w zakresie świętowania oraz okazywania dowodów uznania, a także rytów "przejść".
Edukacja
Shuswap,
opierająca
się o odpowiedzialność
całej
społeczności
(a szczególnie dziadków) za wychowanie, o udział w codziennych pracach domowych, o uczucia rodzinne i związki z naturą, a przede wszystkim O kultywowanie
poczucia wolności każdego członka plemienia (przy minimum stosowania przemocy
fizycznej przez dorosłych) zastąpiona została przez wychowanie
sformalizowane,
u którego podstaw leżało przekonanie, iż najlepsze efekty wychowawcze przynosi
kara (ze szczególnym upodobaniem
stosowano publiczne upokarzanie
w kulturze Shuswap uważane za najgorszy rodzaj kary). "Redukowano" przy tym dzieci
do wypisanego atramentem
na przegubie ręki numeru, a dziewczętom
ścinano
fantazyjnie
ułożone. długie włosy, odgrywające
znaczącą rolę w wydarzeniach
I
Par.
P. Freire,
Pedagogy
of Oppressed,
New
York
1970, s. 150.
224
związanych z dojrzewaniem płciowym (w kulturze Shuswap ścinanie włosów bylo
z kolei karą za cudzołóstwo).
Jednocześnie w system pojęć moralnych dzieci, jasny
prosty, wprowadzono
"obce i straszliwe" - jak pisze autorka - pojęcia winy, grzechu, ognia piekielnego etc. Prowadzący szkołę misjonarze "w systematyczny i nie ustępliwy SpOSÓi)
demonstrowali, iż wzory kulturowe Shuswap nie są akceptowane" (s. 52). Poczucie
frustracji u wychowanków miało być więc wstępem do odrzucenia wzorów kulturowych ich plemienia i przyjęcia systemu wartości białych. W tym kontekście
szczególnie destruktywny
wpływ na psychikę dzieci miało zastąpienie typowych
dla Shuswap stosunków międzyludzkich, opartych o współpracę, rywalizacją i dążeniem do zwycięstwa w celu uzyskania nagrody (z jednej strony przyczyniało się
do wzrostu napięcia w grupach, z drugiej, zwiększało kontrolę misjonarzy nad
wychowankami).
W drugiej części pracy autorka przedstawia wspomniane zjawisko "kulturowego sprzeciwu" dzieci indiańskich
wobec represywnego
oddziaływania kultury
białych w szkole z internatem. Autorka dokonuje tu znacznej idealizacji przebywających w szkole dzieci, motywów ich postępowania oraz stopnia świadomości
plemiennej (przykładem tej idealizacji jest przekonanie, iż "uczniowie w swojej
mądrości uświadomili sobie niesprawiedliwość
systemu, który próbował ich kontrolować i przekształcać", dzięki czemu "mimo bólu, głodu i cielesnych kar", "pozostali potomkami swoich przodków" (s. 114 i 115).
Wyraźnie emocjonalne
podejście autorki do problemu "kulturowego sprzeciwu" powoduje, iż ta część pracy pozbawiona jest rzeczowych analiz, zawiera
natomiast wiele mało wiarygodnych uogólnień. Podane przez autorkę przykłady
"kulturowego sprzeciwu" dowodzą jednak, iż w szkołach z internatem tworzyły
się, w oparciu o wartości wyniesione z domu rodzinnego, subkultury młodzieży,
których celem był m.in. opór wobec represywnych działań misjonarzy (ale także
walka o dominację w międzygrupowej rywalizacji). Uczniowie używali więc w kontaktach między sobą rodzimego języka, wyrażali swój sprzeciw poprzez bierność
i milczenie, łamanie zasad separacji płci i segregacji wiekowej, a także uciccz':i
ze szkoły.
Celia Haig-Brown
uważa, iż opór wobec systemu wartości
narzucanego
w szkołach z internatem
przyniósł sukces, bowiem plemię Shuswap oparlo się
procesowi asymilacji i przetrwało do dzisiaj. \V stwierdzeniu tym uderza, charakterystyczne
dla prowadzonej
przez kanadyjskiego
pedagoga narracji, izolowanie
zjawiska konfrontacji
rodzimej i obcej kultury na terenie szkoły z internatem
od analogicznego zjawiska, występującego
w środowisku pozaszkolnym (fakt, iż
autorka nie konfrontuje działalności szkoły z innymi płaszczyznami ekspansji kulturowej "najeźdźców" powoduje, iż otrzymujemy obraz jednostronny i statyczny).
Występuje więc tu podwójna absolutyzacja roli szkoły.
Z jednej strony czytelnik odnosi wrażenie, jakoby najważniejszą
(a nawet
jedyną) płaszczyzną represywnego
oddziaływania
kultury
białych była szkoła
z internatem, a jednocześnie - z drugiej strony - jakoby swoista kontrkultura,
którą tworzyła w szkole młodzież indiańska, stanowiła główny czynnik kulturowego oporu plemienia Shuswap. Jednocześnie brak informacji na temat zmia.n
w populacji Shuswap na przestrzeni dziesięcioleci nie pozwala na wyciągnięcie
jakichkolwiek wniosków na temat możliwego, wynaradawiającego
wplywu szkół,
tym bardziej że autorka nie podaje też żadnych danych liczbowych, dotyczących
zasięgu obejmowania przez szkoły ich wpływem "wychowawczym" dzieci indiańskich.
225
Z kolei niewątpliwym
walorem pracy są rozważania autorki na temat wpływu
szkół z internatem na psychikę ich wychowanków, choć i tu trudno nie zauważyć,
że szkola nie była jedynym czynnikiem zmian w tym zakresie. Ludność tubylcza
odrzucila swój tradycyjny
styl życia na rzecz swoistej "mieszanki" kulturowej
-europejsko-indiai1skiej.
W sferze religii wierzenia
Shuswap
oparte są zarówno
na tradycjach
katolicyzmu, jak i s[)irytualizmu,
jednocześnie duża część wychowanków szkół z internatem
utraciła wiarę całkowicie. W sferze języka zaakceptowano język angielski jako podstawowy (wielu wychowanków
szkół z internatem
uniemożliwiło
swoim dzieciom naukę języka rodzimego aby nie były one
w przyszłości narażone na kary w związku z jego używaniem w szkole), choć
język tubylczy nie wyszedł całkowicie z obiegu. Dezorganizacja
życia społecznego
Shuswap, w związku z rozbiciem przez szkoły z internatem
tradycyjnych
struktur rodzinnych, spowodowala też wystąpienie zjawiska alkoholizmu i liczne samobójstwa.
W rezultacie oddziaływania
szkoły z internatem
całe pokolenia, jak twierdzi
Celia Haig-Brown
(wbrew swojemu, wielokrotnie
w różnych miejscach książki
wyrażanemu
optymizmowi)
utraciły swoją tożsamość plemienną,
nie przejmując
jednak w pełni wzorów kultury białych. Stąd znaczna część współczesnych Shuswap nie jest już Indianami, lecz nie jest też jeszcze zeuropeizowanymi
Kanadyjczykami.
I w związku z tym, w swojej części postulatywnej,
jest książka Celii Haig-Brown wezwaniem do "odrestaurowania"
kultury indiańskiej.
Głównym źródłem
tworzenia poczucia identyfikacji
z własną grupą etniczną ma być w tym kontekście szkoła, której organizacja,
oparta o autentyczny
dialog międzykulturowy
ma pozwolić Indianom
na "kontrolę"
edukacji
swoich dzieci (autorka ukazuje
\V tym
miejscu kontrowersje
wokół problemu zdefiniowania
pojęcia owej "kontroli", bowiem część teoretyków
i działaczy oświatowych
redukuje
ją do zgody
władz na umieszczenie w programie nauki języka rodzimego, podczas gdy inni
domagają się oparcia nauki niemal wyłącznie o "program indiański").
Sama autorka w pełni podziela wyrażone przez R. Freda we wstępie do jej
książki przekonanie, iż ksztalcenie Indian powinno opierać się o zasadę "edukacja
wewnątrz kultury", a nie - "kultura wewnątrz edukacji" (s. 20). Celia Haig-Brown
wprowadza też, za P. Freire pojęcie "kulturowej
syntezy" (jako przeciwieństwa
..kulturcwej inwazji"), która ma miejsce wówczas, gdy przybyli kulturowo odmienni aktorzy nie zachowują się jak "kulturowi najeźdźcy", lecz próbują "uczyć się
z ludźmi o ludzkim świecie" (s. 148).
Punktem wyjścia i podstaw<1 realizacji idei "kulturowej
syntezy" jest, zdaniem autorki, właściwe kształcenie nauczycieli, którzy pracują z ludnością tubylczą i wykształcenie w nich umiejętności rozpatrywania
edukacyjnych
problemów
tej ludności przede wszystkim z punktu widzenia wzorów miejscowej
kultury.
Autorka postawiła sobie za zadanie przedstawienie
edukacji w szkole z internatem i jej wpływu na świadomość "oczyma" ludności tubylczej. Wydaje się, że
mimo nikłej liczby respondentów,
książka spełnia to zadanie. Jednocześnie jednak
trudno nie zauważyć, że wbrew wyrażonej opinii, iż w związku z tym że "natura
g.up (uczniów przyp. mój Z. M.) zmieniała się przez lata", "Uogólnienia
opierające się na jakimś poszczególnym odcinku czasu mogą być niedokładne"
(s. 97) autorka bardzo dowolnie ilustruje
poszczególne tezy wypowiedziami
wychowanków szkoły z internatem z początku XX wieku, a także z lat sześćdziesiątych, co sprawia wrażenie, jakby sposób funkcjonowania
szkoły i jej kulturowe
15 Lud t. LXXIlI
22G
oddziaływanie
na przestrzeni całego XX wieku miały charakter
jednorodny. Jest
to poważny brak książki.
Na zakończenie warto dodać, że książka Celii Haig-Brown stanowi nie tylko
próbę przedstawienia
jednego z aspektów problemu indiańskiego na terenie Kanady, ale jest także ona ciekawą egzemplifikacją antyautorytarnych,
humanistycznych tendencji we współczesnej myśli pedagogicznej - w zastosowaniu do tego
problemu. I jest to bez wątpienia jedna z najbardziej godnych podkreślenia wartości omawianej pozycji.
Zbyszko
Irena
w
B u k o w s k a - F lor
społecznościach
industrialnych
Sląskiego nr 909, Katowice
e ń s k a,
Społeczno-kulturowe
Górnego
Śląska,
Prace
Melosik
funkcje
Naukowe
tradycji
Uniwersytetu
1987, ss. 175, tab!.
Mimo dużego zainteresowania
tradycją wśród etnografów polskich, pozostają·
cych pod wpływem ważnej pracy J. Szackiego z roku 1971, niewiele jest dotąd
badań, które wykorzystują
rozwiniętą teoretycznie koncepcję tradycji jako kategorię etnograficznych
badań empirycznych. Niewiele jest także studiów nad kulturą społeczności industrialnych
podjętych ze świadomością jej odrębności. ,}edną
z takich prac jest książka Ireny Bukowskiej-Floreńskiej.
Celem tej pracy jest
przedstawienie
roli tradycji w tworzeniu specyfiki kultury Górnego Słąska, poprzez wskazanie na tradycję jako na silę postawotwórczą i czynnik sprawczy funkcjonowania
społeczności okresu zarówno preindustrialnego
jak i industrialnego
tego regionu. Książka obejmuje zatem długi okres czasu, którego opracowanie
wymaga wykorzystania
nie tylko źródeł etnograficznych
ale również innych rodzajów danych. Pojawia się ponadto cel dodatkowy, jakim jest przygotowanie założeń badań tradycji w społecznościach industrialnych.
Przystępując
do lektury pracy zainteresowany
byłem uzyskaniem odpowiedzi
na następujące pytania: 1. W jaki sposób autorka analizuje i jak przedstawia rozwój i charakter
społeczności i kultury śląskiej; 2. Jak radzi sobie z połączeniem
w jednym studium czasów odległych i bliskich; 3. W jaki sposób godzi regionalne
i uniwersalne
cele pracy; 4. Jaką przyjmuje koncepcję tradycji i w jaki sposób
przekształca
dyrektywy
teoretyczne dotyczące tradycji w narzędzie badań empirycznych; 5. Jak rozumie funkcje tradycji.
Przedmiotem
monografii
są rodzime społeczności i kultura
Górnego Śląska
traktowane
w ich historycznej zmienności, poczynając od XVIII wieku. Autorka
przyjmuje założenie, że właśnie \V historii, w procesach długiego czasu mających
miejsce na tym terenie, należy szukać przyczyn odmienności kulturowej regionu.
Poszukuje ich przede wszystkim w długotrwałych procesach industrializacji
i urbanizacji, przekształcających
stopniowo dawny kształt społeczności i kultury ludowej tego terenu, a jednocześnie
zachowujących
wiele elementów
tej kultury.
Jako ważny dla badanego zjawiska kształtowania
się odrębności kulturowej regionu uznaje ponadto związany z industrializacją
proces migracji, powodujący
napływ ludności z zewnątrz, w tym ludności niemieckiej, i tworzący u Ślązaków
mechanizm obrony własnej tożsamości kulturowej. Uwzględnia również znaczenie
~tosunków politycznych, a mianowicie fakt pozostawania
Górnego Śląska, przez
długi olcres czasu, w granicach państwa pruskiego i niemieckiego.
227
Przedstawienie
zmi;:n spowodowanych
industrializacją
i urbanizJ.cją pozwala
autorce skoncentrować
się na warunkach
pracy i życia powstałych
w spoleczno~ci3ch zindustrializowanych
i uznać niektóre spośród nich za ważne dla kształtowania się specyfiki kulturowej Śląska. Są to m.in. warunki pracy w kopalni~ch
lub innych zakbdach
przemysIowych
oraz warunki życia w osiedlach miejskich,
przed~ wszystkim
w osiedlach przy fabrykach.
VIspółzależność tych waru.n" Ó\v
i innych sfer kultury, m.in systemu wartości, organizacji życia rodzinnego i sposobu spędzania wolnego czasu. bardzo intere~ująco ukazana VI dołączonej do pra,::y
tabeli nr 3, ś\viadczy o przyjGtym założeniu o systemowym a zarazem adaptacyjr.ym charakterze
kultury. Świadczy także o umiejętności
idealizacji badanej rzec::ywistości i syntetycznego
jej ujmowania.
Rezygnacja
z kolei z udowadniania
twierdzell. dotyczących specyfiki kulturowej
regionu, np. przy pomocy materiałów
statystycznych, choć nie przeszkadza w zrozumieniu tych twierdzeń i ich przyjęciu,
to jednak każe my:Heć o możliwościach sprawdzenia przyjętych sądów.
Zajęcie się długim okresem czasu spowodowalo konieczność poslugiwania
się
różnymi rodzajami żródeł. Czasy odlegle omówione zostały przy pomocy danych
zaczerpniętych
z prac historycznych,
natomiast
czasy nam bliskie przy pomocy
literatury etnograficznej, socjologicznej i ekonomicznej, a także na podstawie własnych badań terenowych. Autorka pragn(~ła. jak się wydaje, w różnych poziomach
chronologicznych stawiać źródłom te same pytania i rozpatrywać
te same zagadnienia. Nie można bylo tego jednak zrobić ze względu na inne możliwości zawarte
w materiałach.
Pamir~tać należy o tym, że autorka nie przeprowadziła
własnych
badań archiwalnych.
Przyjęty uklad chronologiczny
pracy służy zatem nie tyle
r6wnomiernemu
omówieniu różnych okresów dawnej i bliż~zej przeszłości co odnalezieniu w przeszło~ci przyczyn kształtujących
współczesność
i przedstawieniu
modelu zmienności kultury.
Książka I. Bukowskiej-Floreńskiej
jest monografią regionalną. Odrębność historyczna i gospodarcza regionu jest, zdaniem autorki, przyczyną jego odrębności
kulturowej.
W granicach
badanego obszaru wyróżnia
zresztą dwa podregiony:
Górnośląski OKręg Przemysłowy i Rybnicki Okręg Węglowy, o nieco odmiennym
przebiegu historii i intensywności
procesów industrializacji
i urbanizacji.
Porównanie tych dwóch podregionów służy gdzieniegdzie w pracy formułowaniu
wniosków na temat wspólzależności między industria!iz2.cją a kulturą. Regionalny charakter monografii nic obniża jed:1ak jej walorów uniwersalnych.
Bardziej ogólną
wartość mają przede wszystkim
twierdzenia
dotyczące związków między pracą
i st05unl~ami ~polccznymi a pozostałymi
dziedzin::lmi kultu.ry w społecznościach
indu:"trialnych.
Wyjaśnienie funkcji tradycji to główny cel omawianej pracy. Autorka przy jmuje tu koncepcję .J. Sz<,ckiego, tak pożyteczną i inspirującą
w obrębie etnologii
i socjologii pol"kicj, mówiącą o trzech aspektach
i znaczeniach
tradycji. Koncepcja ta pozwala na posługiwanie się alba uogólnionym pojęciem tradycji albo
na podkreślenie autonomii trzech wyodrębnionych
jej aspektów. I. Bukowska-Floref1ska, zainteresowana
przede wszystkim
podmiotowym
aspektem
tradycji,
1".1dycją jako \o\'artością, tradycją "po prostu" - używając określenia J. Szackiego,
,i~ga także elo pozostałych jej wymiarów. nie zawsze podkreślając
ich odrębność,
tak wyr3źną w materiale empirycznym. Nie przekształciła bowiem w spo~ób konsekwentny ogólnych dyrektyw
teoretycznych
przyjętych oel J. Szackiego WZałożenia empirycznyeh
badań nad kultuf<l, W których odróżnienie
tego co zostało
przejęte z prze:'z!ości od mechanizmu przekazu i od sposobu warto~ciowania,
ma
zasadnicze znaczenie. Pewnym
tu usprawiedliwieniem
jest przyjęty
cel pracy,
228
jakim jest wYJasmenie funkcji (roli) tradycji, szczególnie dobrze czytelne w :ipOłecznościach industrialnych
przede wszystkim wówczas, kiedy zajmiemy się tradycją jako wartością, Oczywiście badania tradycji ujmowanej
przedmiotowo dziedzictwa kulturowego,
wymagałoby
innych metod pracy terenowej i prezentacji materiału,
Tradycja w pracy L Bukowskiej-Floreńskiej
przedstawiona
została jako v,cartość o dużym znaczeniu dla badanych społeczności, Interesująco
zaprezentowane
zostały historyczne warunki uzyskiwania przez tradycję wysokiego miejsca pośród
innych wartości cenionych przez ludność Górnego Śląska. Autorka jednocześnie
jest świadoma tego, że tradycja
jako wartość nie ma waloru autonomicznego
(choć może się tak niekiedy wydawać) a instrumentalny.
Służy bowiem realizacji
innych ważnych celów zbiorowych i indywidualnych.
Określenie tych celów, jakimi w kulturze ludności śląskiej była adaptacja
do warunków
życia i pracy
w regionie uprzemysłowionym
oraz kontestacja
wobec treści i formom wnoszonym z zewnątrz i zagrażającym tożsamości kulturowej i wartościom grupy, należy
do ważnych osiągnięć pracy. Cenne ponadto jest stwierdzenie
nie tylko konserwatywnych ale i kreatywnych,
stymulujących
tworzenie nowych rozwiązań, skutków wysokiego wartościowania
tradycji, Orientacja
autorki nie tylko ku przeszłości lecz również ku teraźniejszości, wyraźna także w innych jej publikacjach,
pozwoliła jej ponadto na dostrzeżenie specyfiki współczesnych potrzeb kulturalnych ludności Górnego Śląska, związanych z warunkami
życia i właśnie z wysokim wartościowaniem
tradycji,
Wśród kilkakrotnie
powtarzanych
wyjaśnień
funkcji (roli) tradycji zabrakło jednak stwierdzenia, że funkcja ta polega na wypełnianiu pewnego zakresu kultury (tradycja - dziedzictwo) oraz na chronieniu
i selekcjonowaniu
dziedzictwa, a także na takim doborze innowacji, aby zgodne
były z ważnymi celami i wartościami grupy.
Wybór tradycji i jej funkcji jako głównej dziedziny obserwacji i analizy okazał się interesujący
i trafny. Rozważania nad miejscem tradycji i stosunkiem do
tradycji w kulturze ludności rodzimej Górnego Śląska pozwoliły uzyskać nowy
i bardziej pełny obraz tej kultury i procesów dokonywujących
się w niej. Książka L Bukowskiej-Floreńskiej
jest jednocześnie kolejną interesującą
próbą, choć
nie było ich zbyt wiele, zastosowania tradycji jako kategorii etnograficznych badań terenowych, uzupełniającą dotychczasowe prace w tym zakresie.
Zbigniew
Jacek
przykładzie
B e d n a r s k i,
Seria Etnografia
Zróżnicowanie
rodzinnych
Uniwersytet
nr 13, Poznań 1987, ss. 124.
rodzin
w
Poznańskiem,
środowisk
Jasiewicz
kult.urowych.
im. A. Mickiewicza
Na
w Poznaniu,
Rodzina stanowi zawsze żywy problem zainteresowań
różnych naukowych
dyscyplin, a zwłaszcza socjologii, psychologii, pedagogiki i etnografii . .Jest to z,'oZllmiałe z racji jej miejsca w życiu społecznym i kulturowym,
w którym ja:;o
podstawowy
element struktury
społecznej odzwierciedla
szereg proccsów o szerszym zasięgu, wykraczającym
poza jej ramy i jednocześnie skupia je w sobie.
Będąc ponadto jednostką
twórczą, oddziaływuje
na te procesy wpływając
na
jakość i kierunek zmian.
W pracy Jacka Bednarskiego
rodzina rozpatrywana
jest z pozycji ksztalto-
wanego przez nią środowiska kulturowego.
Zakres omawianego zagadnienia wyznacza przyjęte przez autora pojęcie środowiska, które rozumiane jest jako całość
obiektywnych warunków, w jakich przebiega życic zbiorowe i kształtują się praktyki i świadomość jednostek. W przypadku środowiska kulturowego
wyznacza je
kultura.
Srodowisko kulturowe rozpatrywane
jest w swoich trzech wymiarach:
- materialnym, rozumianym
przede wszystkim jako mikrośrodowisko
mieszkalne
w aspekcie materialnym, przestrzennym i społeczno-kulturowym;
- społecznym, obejmującym interakcje
członków rodziny, ich role, pozycje, statusy;
kulturowym, węziej pojętym, pod czym autor rozumie te czynności kulturowe
i ich rezultaty, "które mają charakter autoteliczny i są związane ze sferą kultury symbolicznej i uczestnictwem w niej" (s. 5).
Materialny i społeczny wymiar środowiska kulturowego z uwagi na cel pe:rspektywiczny pracy, potraktowane
są marginalnie, raczej jako wstępna charakterystyka warunków w jakich ksztatłuje
się środowisko kulturowe
węziej pojęte.
Głównym zainteresowaniem
autora są te aspekty środowiska kulturowego,
które
ściśle wiążą się z funkcją kulturalną
i enkulturacyjną
rodziny, z uczestnictwem
w kulturze jej członków i kulturową transmisją.
Przyjęte przez autora selektywne
rozumienie uczestnictwa
w kulturze, wyznaczające ramy analizowanych
potrzeb i zachowań kulturowych,
nie jest jednoznaczne z uczestnictwem
w kulturze symbolicznej
(koncepcja A. Kłoskowskiej),
nie wyczerpuje go, ale jednocześnie przekracza. Wykracza także poza nurt kultury
masowej i zinstytucjonalizowanej,
które w analizie tworzą raczej ramy odniesienia dla ukazania organizacji życia kulturalnego
rodziny. Ponadto łączy się z kategorią czasu wolnego i czasu pracy i ze wszystkimi układami kultury (wyróżnionymi przez A. Kłoskowską). Ma charakter domowy i pozadomowy, zaś jeśli chodzi
o uczestnictwo w treściach - polikulturowy.
Drugi z rozpatrywanych
aspektów środowiska
kulturowego
węziej pojętego,
jakim jest transmisja kulturowa, związany jest z funkcją enkulturacyjną
rodziny.
W pracy odnosi siG głównie do kształtowania
rodzinnego świata wartości, zwyczajów i tradycji i do pośrednictwa rodziny i rodziców w tym procesie.
Te wstGpne założenia teoretyczne znajdują odzwierciedlenie
w układzie pracy,
która poza wprowadzeniem
określającym
przedmiot pracy i procedury badawcze
zawiera trzy zasadnicze rozdziały poświęcone w kolejności charakterystyce
środowiska mieszkalnego i społecznego rodziny, uczestnictwa
rodziny w kulturze, rodzinie jako czynnikowi kulturowej transmicji oraz podsumowanie.
Dla pokazania zróżnicowania kulturowych
środowisk rodzinnych autor przyjmuje dwojakie kryteria:
obiektywne, zewnętrzne, jakimi są środowisko zamieszkania, przynależność społeczno-zawodowa, struktura rodziny, poziom wykształcenia:
inuywidualne,
wewnętrzne,
czyli uznawane normy, wartości, zachowania różnicujące środowisko kulturowe wewnątrz danej kategorii.
Podstawowym celem tej analityczno-porównawczej
pracy jest charakterystyka
środowiska kulturowego
wyróżnionych
kategorii rodzin w zakresie, jaki został
wyżej sformułowany,
określenie różnic międzyśrodowiskowych
i ustalenie obszarow homogenizacji i dyferencj3cji.
Ponieważ czasem przyjętym
dla omawianego
zagadnienia jest współczesność, zmiana pokazana jest poprzez pokolenia wewnątrz
poszczególnych rodzin. Wydobyciu tej zmiany służył celowo skonstruowany
kwestlonari~lsz kierowany do rodziców i do dz:cci.
230
Podstawą opracowania
zagadnienia
są materiały
z badań terenowych przeprowadzonych przez pracowników (w tym również autora) i studentów Instytutu
Etnologii DAM pod kierunkiem prof. dra hab. Z. Jasiewicza, w ramach projektu
"Kultura"
(badania porównawcze
o zakre3ie europejskim
llad aktywnością kulturalną i przekazem kultury w rodzinie) oraz badarl uzupełniających,
zrealizowanych w obrębie problemu węzłowego W.1L9 do tematu "Hodzina jako środowi;ko
kulturowe", również kierowanym przez prof. dra hab. Z. Jasiewicza. Badania podstawowe prowadzone były na obszarze woj. poznaJlskiego w latach 1979- 1980,
uzupełniające w latach 1982 - 1984.
\V doborze próby badawczej uwzględniono nastc;puj'lce kryteria:
typ strukturalny
rodziny - rodziny podstawowe lub p03zerzone, wspólnie zamieszkałe, z pracującym ojcem, niekoniecznie Jnatk;-ł, z dwojgiem dzieci, w tym
z jednym w wieku szkolnym;
miejsce zamieszkania - środowisko wielkomiejskie, zurbanizowane, małe miasto
urbanizujące się lub tylko male miasto oraz wieś;
przynależność
społeczno-zawodowa
rodziny chłopskie, robotników rolnych,
robotnicze, zatrudnionych
w prywatnym i uspołecznionym sektorze usług i inteligenckie.
W badaniach
podstawowych
(w ramach projektu
"Kultura")
posłużono się
kwestionariuszem
ankietą dla rodziców i dzieci, które zrealizowano w 300 rodzinach, a następnie, przy pomocy kwestionariusza
o wybranym zestawie tematycznym, przeprowadzono badania pogłębione w 79 rodzinach. Badania uzupełniające,
mające charakter
pogłębionych, przeprowadzono
w 35 rodzinach, używając kwestionariusza o postaci ogólnyCh wskazówek dla swobodnego wywiadu.
Badania wielkomiejskie
dotyczą Poznania, konkretnie
dzielnicy Wilda, najbardziej
uprzemysłowionej,
robotniczej
dzielnicy tego miasta. Jako środowisko
urbanizowane wybrano miasteczko Oborniki i kilka wsi podmiejskich oraz w badaniach uzupełniających
- miasteczko Nowy Tomyśl i Srem. Środowisko wiejskie
reprezentuje
w sumie 13 wsi położonych na obszarze gminy Czempiń, Kuślin
i Kórnik.
Wstępnej charakterystyki
badanej populacji autor dokonuje poprzez o~ueślenie
przynależności spoleczno-zawodowej
rodzin o różnych typach środowiska zamieszkania, określenia typu strukturalnego,
cech demograficznych,
wykształcenia i pochodzenia terytorialnego.
Następnie - zgodnie z wcześniej wyłożonymi racjami omawia wybrane
cechy środowiska
materialnego
i społecznego rodziny, któI'e
bezpośrednio
warunkują
jej funkcję kulturową.
Wśród tych cech interesuje go
stan techniczny i ogólne aspekty użytkowania mieszkania (co dotyczy środowiska
mieszkalnego) oraz układ ról i pozycji wewnątrzrodzinnych,
a także rytmika dnia
codziennego (wyróżnionych
w charakterystyce
środowiska
społecznego).
Charakterystyka
środowiska kulturowego w przyjętym prze:'. autora węi:szym
znaczeniu obejmuje co powtórzmy uczestnictwo w kulturze oraz przekaz
kulturowy w rodzinie. Pierwsze z zagadniell rozpatrywane jes~ w domowym i pozadomowym układzie
kultury.
W domowym układzie kultury
interesuje
autora
uczestnictwo poprzez masowe środki przekazu, w czym najpoważniejszą
rolę odgrywa telewizja, a dalej radio ze swoją informacyjno-muzyczną
funkcją Of2Z
czytelnictwo prasy. W dalszej kolejności autor omawia zainteresowania
i upodcbania kulturalne
członków rodziny, co dotyczy czytelnictwa
książek, upodobań
muzycznych i upodohaJ} teatralnych.
Na koniec zaś informuje a indywidualnych
praktykach
i zajęciach kulturalnych
członków rodziny analizując ich użytko¥r.r
i artystyczrJy sens.
Pozadomowy układ uczestnictwa
kulturalnego
rodziny, to udział w kulturze
poprzez wybrane instytucje
kulturalne.
Spośród instytucji
o tym znaczeniu, ale
je nazywa "wyższego rzędu", autor wybiera kino, teatr, filharmonię
i muzea.
Natomiast aktywność kulturalną
w środowisku lokalnym (zamieszkanie) rozważa
w oparciu o działalność domów kultury, świetlic i szkół poprzez udział członków
rodzin w różnego rodzaju zespołach amatorskich czy kołach zainteresowań.
W podsumowaniu
analizy uczestnictwa
w domowym układzie kultury
znalazły się także rozważania autora o stopniu identyfikacji
z trzema wyróżnionymi
nurtami kultury masowej, tradycyjnej
ludowej i tzw. "kultury wyższej".
Prowadzą one do interesujących
wniosków o niezróżnicowanym
poziomie identyfikacji z treścią kultury masowej i o zróżnicowaniu tego poziomu z treścią "kultury wyższej" i tradycyjnej.
Owo zróżnicowanie tworzy w wymiarze środowiskowym kontinuum
wielkomiejsko-wiejskie,
zaś w wymiarze społeczno-zawodowym
kontinuum inteligencko-chłopskie.
Rolę kulturowej transmisji w rodzinie autor analizuje w trzech różnych sferach speretrowanych
wybiórczo: sferze rodzinnych
wartości i postaw, roli rodziny w procesie przekazu kulturowego oraz kontynuacji
"małej" tradycji rodzinnej. Wśród wyróżnionych wartości interesują go między innymi takie, jak szczęśliwe życie rodzinne, pokój, wywkie zarobki, interesująca praca, czas wolny, bardziej
równe i sprawiedliwe społeczeilstwo, możliwość udziału w decydowaniu w miejscu pracy, możliwość udziału w decydowaniu
w życiu społecznym oraz ocena
tych wartości w różnych kategoriach
rodzin. Odpowiada także na pytanie pod
czyim wpływem kształtuje się świat warlości dzieci i jaką rolę w tym procesie
można przypisać rodzicom i rodzinie. To ostatnie zagadnienie
wiąże się bezpośrednio z pośrednictwem
kulturowym
w rodzinie, rozważanym
w następnym
podrozdziale i odnoszonym do sfery polityki i spraw społecznych, sfery religii
i sfery wąsko rozumianej kultury.
Kontynuację
tradycji
"małej" wiąże autor ze świadomością
posiadania
tradycji rodzinnych i z chęcią ich podtrzymywania.
Ta samoświadomość
dotyczy
posiadania pamiątek rodzinnych, określonych prac domowych, specjalnych umiejętności, hobby, umiejętności
artystycznych,
ustnej tradycji i zwyczajów rodzinno-domowych.
Nawet to syntetyczne
omówienie zawartości pracy ukazuje bogactwo tematyki, która służy autorowi do analizowania
i prezentowania
środowiska kulturowego rodziny. Możliwość korzystania z obliczeń komputerowych
dodatkowo wzbogaca ją o ukazanie rozlicznych zależności i przekrojów, a zastosowanie metody
analizy skupień i "największego
rozpiętego
drzewa"
pozwoliło ustalić pewną
typalogię rodzin jako środowisk kulturowych.
Potwierdziła
ona wstępną hipotezG
o bardzo istotnych dla owego zróżnicowania obiektywnych cechach położenia społecznego rodzin. Z pozycji przyjętych
obiektywnych
kryteriów
zróżnicowania
tworzą one kontinua od środowiska wiełkomiejskiego
do wiejskiego i od rodzin
inteligenckich do chłopskich i robotników rolnych. Podobnie stopień wewnętnnej
dyferencjacji
czy homogenizacji tworzą także kontinua w wymiarze środowiskowym od rodzin wielkomiejskich
do rodzin wiejskich i w wymiarze społeczno-zawodowym od rodzin inteligenckich
do rodzin chłopskich i robotniczych.
Poza bogactwem analizowanej
treści zaprezentowanej
w pracy, na uwagę zasługuje wnikliwość analizy i bardzo głęboka penetracja
życia rodzinnego, mająca
na celu ukazanie przyczyn i wewnętrznych
uwarunkowań
omawianych
zjawisk.
Podobnie dużą wartością jest też precyzja, z jaką autor określa zakres swoich
zainteresowań i ramy pracy oraz konsekwencja wobec postawionych celów pracy,
a w związku z tym także jasność myśli. Omawiane w pracy zo.gadnicnia przemyślane są przez autora do końca i dlatego porusza się wśród nich swobodnie
zdradzając
jednocześnie
gruntowną
znajomość problematyki
związanej w ogóle
z rodziną. Praca ma więc dużą wartość w sensie pok:E<lIJia bogatego war:;ztatu
naukowo-badawczego
oraz w sposób znaczny wzbogaca nurt badarl nad rodziną.
Trochę żal jednak, że jako etnograf tak mało miejsca przeznaczył na analizę
treści owej "małej" tradycji, a zwłaszcza ustnej tradycji rodzinnej i zwyczajów
rodzinnych. \-Vobec innych ważkich form i treści, które charakteryzują
kulturowe
środowisko rodzinne, te oczywiście mogą mieć marginalne znaczenie. Lecz tak się
jakoś dzieje, że coraz częściej podejmowane
są tematy badawcze, którc coraz
bardziej odsuwają w cień zjawiska zajmujące wcześniej poważne miej,~ce w etnograficznych badaniach.
Bożena
Janine
P o n t y, Polonais
meconnus.
Histoire
des
France dans l'entTe-deux-quenes,
"Serie Internationale"
Pantheon Sorbonne, Paris 1988, ss. 474.
Beba
travai([enTs
immigres
en
34, Universite de Paris L
Z dużym zainteresowaniem
francuskie środowiska historyków, etnologów i socjologów przyjęły, wydaną w końcu 1988 roku przez wydawnictwa
Sorbony, pracę
Janine Ponty ,'polacy nieznani" 1. Przyczyn zainteresowania
było wiele.
Po pierwsze publikacja wypełnia lukę w badaniach społeczności polskiej we
Francji. Problem polskiej imigracji analizowany był dotychczas wycinkowo 2. Praca Ponty jest pierwszą monografią badacza francuskiego poświęconą polskim robotnikom we Francji w latach 1919 - 1939. Zauważmy również, że książka odpowiada współczesnemu zainteresowaniu
Polską, wagą spraw rozgrywanych w kraju oraz polskością w szerszym pojęciu, a więc także polską diasporą. I wreszcie
studium polskiego wychodźstwa robotniczego we Francji ciekawi z obecnego punktu widzenia narodowych kultur państw zachodnich. To przecież zagadnienia integracji czy asymilacji, kulturowych
wpływów, zadań i wyzwań stawianych państwom przyjmującym
imigranta, budzą coraz to większe emocje nie tylko etnologów i socjologów ale również polityków. Dlatego też "Polacy nieznani" są ciekawym głosem w dyskusji nad migracjami, w czasie coraz większych i łatwiejszych ruchów ludności i zderzeń kulturowych na szeroką skalę.
We wstępnej części pracy Ponty przedstawia polską emigrację zarobkową poprzedzającą
"wielką falę lat dwudziestych".
Lata 1907- 1918 są okresem spontanicznych, choć liczebnie mniej ważnych, sezonowych ruchów migracy jnych. przede
wszystkim z Galicji do południowo-wschodnich
krajów Cesarstwa Niemieckiego.
Do rangi symbolu urastają,
organizowane
przez niemieckie
agencje najemeze,
1 Polacy
pisaną
pod
tutu
Hi"torii
nieznani
są wydan"t
z nieznacznynli
znlianami
pracc1 dokt.orską
Janine
Ponty
kierunkiem
nestora
francuskich
historyków
Jean:J-Bap1.iste
Duroscllc'a
z InslyWspółczesnych
Stosunków
Międzynarodowych
(I.H.H.I.C.)
w Paryżu
i obromoną
\V 1985 Toku.
2 Przykładenl
mogą być prace
prowadzone
nad polskilTIi górnikarni
z;:1głl,'biu pOlaSO\Vego
Miluzy
przez socjologów
i etnologów
Uni\vcrsytctu
w Strasburgu
(Genevieve
Hcrberich-Marx
i Freddy
Raphael
publilzujących
w "Revue
Sciences
Sociales·')
oraz przez Ecotllus00C de la
Mine ct de la Potassc
en Alsace.
233
wyjazdy ,.na Saksy", to jest do słynącej z przemysłowej
uprawy buraka cukrowego Saksonii.
Hok 1908 przynosi powstanie trzech instytucji galicyjskich 3, które za sprawą
posłów lwowskich próbują ukierunkować
emigrację w stronę Francji. Ma to stanowić remedium na germanizację,
czy też w stosunku do poddanych carskich,
rusyfikację Polaków. Mimo silnej akcji propagandowej
Skołyszewskiego,
Stapińskiego, Bupki i innych rezultaty są znikome. Przeważa emigracja do Niemiec gdzie
bliżej, łatwiej i lepiej 4. W przededniu wybuchu wojny pracuje we Francji, według
Ponty, niespełna 10 tysięcy Polaków, przeważnie obywateli państwa austro-węgierskiego.
Przełomem w historii polskiego wychodź~;twa jest przybycie do Francji pierwszych robotników wykwalifikowanych
(rok 1909). Dotyczy to zwłaszcza górników
i hutników polskich pracujących
do tej pory w Zagłębiu Ruhry, tak zwanych
.,Westfalczyków". Znajdują oni zatrudnienie
na północy kraju lub we francuskiej
części Lotaryngii. Nie bez znaczenia jest tu działalność księcia Witolda Czartoryskiego. deklarowanego
obroilcy polskości, ale również dużego finansisty, mającego silne udziały we francuskim przemyśle wydobywczym.
Czteroletni
konflikt światowy zasadniczo zmienia polityczną
mapę Europy.
Polska niepodległa staje przed problemami narodowościowymi,
społecznymi, a ponad wszystko ekonomicznymi.
Z wyjątkiem
Wielkopolski, Pomorza i polskiego
Sląska, wieś polską charakteryzuje
przeludnienie, zacofanie i bieda.
Analizując fenomen emigracji, Ponty przedstawia mapę stopnia analfabetyzmu
w Polsce w roku 1921. W Poznańskiem
obowiązkowe
szkolnictwo podstawowe
obniżyło poziom analfabetyzmu
do 3"/0. To właśnie Poznaniacy stanowili trzon
.,Wesfalczyków" - wykwalifikowanych
robotników z Nadrenii i Westfalii. Wschodnia Polska z ponad 600/0 analfabetów na Polesiu i Wołyniu jest strefą wyjątkowej
nędzy, pogłębionej działaniami
pierwszej wojny i wojny polsko-radzieckiej.
To
stąd oraz z Polski południowo-wschodniej
(województwa
lwowskie, tarnopolskie
i stanisławowskie) emigruje się najwięcej, do obu Ameryk, do Niemiec i od 1908
do Francji.
W tym samym czasie francuski rynek pracy dusi się z nadmiaru ofert. Wojna
jest katastrofalna
dla kraju. Zołnierze zabici, zaginieni i wojenni inwalidzi poważnie obniżają francuski potencjał siły roboczej. Zaznaczająca się od dziesięcioleci silna denatalizacja
oraz poszukiwanie życia łatwiejszego i lepszego w mieście
("exode rural") nie pozostają bez wpływu. "Prawodawstwo
pracy rozszerzające
ośmiogodzinny dzień pracy na wszystkie zawody drugiego sektora oraz opóźnienie
w mechanizacji w dobie przemy:':łowego rozwoju lat dwudziestych
zmuszają do
nieustannego poszukiwania imigranckich rąk do pracy" 5.
Jest to moment, w którym polska emigracja okresu "brazylijskiej
gorączki"
należy już do przeszłości. Stany Zjednoczone Ameryki Północnej poprzez "Literacy
Test" ograniczają napływ nowej siły roboczej, a Niemcy pogrążone we własnych
problemach politycznych
i gospodarczych
państwa pokonanego
nie chcą i nie
mogą odpowiedzieć polskim potrzebom. Pozostaje Francja. Motywacja ekonomiczna skierowania wielkiego ruchu migracyjnego w tę stronę przysłaniana
jest coraz
'Galicyjski
Komitet
Emigracyjny,
Polskic
Towarzystwo
Emigracyjne,
Office
central
cle placement;
J. Panty,
PolonaLe;
mćconnus
...
, s. 8 - 10.
• Niemieckie
statystyki
graniczne
z roku 1907 mówią o 300 tysiącach
Polaków
galicyjsl<ich
l 50 tysiącach
Ukraiilców
pracujących
sezonowo
w Niemczech;
tamże, s. 7 - 31.
li
Tam,że,
s. 35.
234
bardziej oficjalną frazeologią polityczną i patriotyczną. "Polska woli wysłać swoich
do sprzymierzonego narodu i chciałaby widzieć swoich robotnik6w na ziemi, na
kt6rej przelała się krew za polskie wyzwolenie i niepodległość." 6 Rozpoczynają się
polsko-francuskie negocjacje uwieńczone konwencją z 3 września 1919 roku "o emigracji i imigracji", uzupełnione konwencją z 14 października 1920 roku "o opiece
i ubezpieczeniach społecznych".
Najciekawszą
dla nas, etnolog6w, jest dalsza część studium Janine Ponty
poświęcona położeniu i życiu codziennemu polskich robotników rolnych i przemysłowych we Francji. Liczne wywiady z byłymi robotnikami pochodzenia polskiego, z ich francuskimi towarzyszami pracy, publikacja rodzinnych listów, zarządzeń administracji
państwowej
i regionalnej, dokument6w pracodawców, czy
też związków zawodowych sprawiają,
że mamy do czynienia z pr;:lcą rzetelną
i jedyną w swoim rodzaju.
Autorka uwagę swoją skupia kolejno na samym procederze rekrutacji w Polsce, na transporcie i przybywaniu
grup do Francji. Bliżej analizuje największe
skupiska robotnicze w Pas-de-Calais, w Nord, w Lotaryngii i we Francji środkowej, dużo pisze o wysiłkach
rekonstytucji
narodowego
środowiska
polskiego
w tych regionach. Mowa tu o narodowych aspektach kościoła katolickiego, religijnych praktykach
Polak6w, o konfliktowej
kwestii pol 'kiego szkolnict'w'a we
Francji, o ruchu stowarzyszeń harcerskich, sportowych i innych, o polskiej działalności wydawniczej.
W tej ostatniej sprawie Ponty podkreśla niepowodzenia polskiej prasy paryskiej i rozkwit dwóch wielkich dzienników północy: "Wiarusa Polskiego" i "Narodowca". Obie te gazety założone zostały w Zagłębiu Ruhry i z grupą "Westfalczyków" przywędrowały do Francji. To właśnie polscy górnicy i hutnicy przybyli masowo z Niemiec do Francji po zakończeniu wojr;y nadali, twierdzi autorka,
ksztalt polskiemu życiu kulturalnemu.
"Westfalskie dziedzictwo" zaznaczyło się
również w działalności związków zawodowych i ograniczonej aktywności politycznej środowiska polskiego.
Druga wielka część pracy opisuje okres od 1926 do 19:39 roku, "erę niepewności",
Jeszcze koniec lat dwudziestych, mimo poprzedzającego je kryzysu gospodarczego z lat 1926 - 27, jest momentem najliczniejszej obecności polskiej we Francji.
W pięciu latach społeczność polska w tym kraju rozrasta się o 64,21l/o; oficjalnie
w 1926 przebywa we Francji 309312, a w 1939 roku 507811 obywateli polskich
Taj.: znaczny wzrost nie jest tylko rezultatem
napływu nowych robotników aL
spowodowany jest również łączeniem rodzin (imigracja kobiet i dzieci) i niezwykle
wysokim przyrostem naturalnym pracujących we Francji Polak6w.
Lata 1931 - 36 to czas wielkiego kryzysu światowego, który z pewnym op6źnieniem opanowuje francuską gospodarkę. "I,Vielki kryzys, wielki dramat" to tytuł rozdziału, w którym Ponty przedstawia położenie pierw:;zych ofiar gospodarczego kataklizmu - robotników obcokrajowców we francuskim przemyśle. Mnoż~i
się konflikty w ruchu związkowym i samym środowisku robotniczym. Wybuchowe stają się stosunl<.i między pracodawcą
i zatrudnionym.
Autorka ilustrUje
sytuację opisem strajku w Leforest w sierpniu 1934. I oczywiście, sprawa masowych repatriacji
robotników do Pols!d, kwestia, która przez dzicsiGciolecia był:'
tematem tabu, starannie omijanym przez badaczy francuskich. Ponty nie operuj2
• C. Kaczmarek,
L'emigration
J. Panty,
op. cit., s. 50.
polonaise
en France
apres la guerre,
Paris,
1927, s. 96, za
235
tutaj samymi tylko liczbami ale podaje szczegóły przymusowych
wyjazdów, rodzinnych tragedii, cytuje wzruszający
fragment
Terre
des Hommes
Antoine'a
de Saint-Exupć-ry, literackie odbicie tamtych wydarzeń.
Ost:ltnim analizowanym
okresem ~ą lata 1936 - 39. Front Ludowy z entuzjazmem przyjęty zostaje przez polską społeczność robotniczą. Zaznacza się gwałtowna aktywizacja Polaków w związkach zawodowych. Krótko trwa jednak polski
optymizm przygaszony nowymi dekretami
i represjami,
kontrowersyjną
kwestią
słu;;:by wojskowej, napiętą sytuacją międzynarodową
w przededniu drugiej wojny
światowej.
JanirlC Panty we wstępie do swojej książki pisze: "Niniejsza praca poddaje
w wątpliwość różową legendę polskiej imigracji ulegającej łatwej asymilacji, dobrze przyjętej przez robotników francuskich, dobrze widzianej przez władze państwowe, jednym słowem imigracji bez problemów" 7. Autorce niewątpliwie
udało
się osiągnąć wytyczony cel.
Przede wszystkim Panty udowadnia,
że Polacy czujący dużo sympatii dla
Francji, kraju sprzymierzonego
z ich własną ojczyzną, kraju który ich przyjął
i dał im pracę, skutecznie stawiaj<l opór wszelkim próbom romanizacji.
Błędem jest dla Panty częste, szablonowe i ogólniające porównywanie
we
Francji Polaków do Włochów. Daje ona liczne przykłady
zasadniczych
różnic
dzielących obie grupy imigrantów.
Zachowanie Polaków jest dla autorki szczególne, uformowane przez doświadczenia rozbiorów i walki o zachowanie narodowej
tożsamości. "Od czasów rozbiorów Polacy, których trudności polityczne, czy też
bieda zmuszały do opuszczenia ziemi ojczystej, zabierają
ze sobą umiłowo.nie
ojczyzny i wolę kultywowania
narodowych wartości na obczyźnie, w oczekiwaniu
chwili powrotu" 8.
Pielęgnacja
tego co polskie przyczynia się do prawdziwego
rozkwitu życia
społeczno-kulturowego.
Jego instytucjonalnym
kośćcem są: polski kościół, szkola
i harcerstwo, chóry i zespoły taneczne, kłuby sportowe, spółki wydawnicze itp.
Srodowisko polskie, kulturowo
samowystarczalne,
odcina się wyraźnie, nie tylko
językowo, od społeczności lokalnej. Polacy wydają się wyobcowani, a kulturowa
wymiana między nimi a otoczeniem prawie nie istnieje; kontakty z sąsiadami
francuskimi, a nierzadko włoskimi czy belgijskimi, ograniczone są do koniecznego
minimum.
Ponadto Panty na podstawie szczegółowej analizy statystycznej
gminy SalI aumines kolo Lens stwierdza, że środowisko polskie ma charakter
wybitnie endogamiczny. Autorka podaje przykład
częstej "endogamii podwójnej".
Polacy nie
tylko że żenią siG miqdzy sobą, ale wewnątrz grupy "Westfalczyk" żeni się z Polką
z Zagłębia Ruhry, "Ukrainka"
wychodzi za "Ukraitlca",
a nierzadko
chłopak
poślubia dziewczyn(~ z tej samej wsi w Polsce.
Grupę polską charakteryzuje
powolny awans społeczny JeJ członków. Typowo
polski jest zawód górnika: trudny, niebezpieczny i źle płatny. Oferuje on ograniczone możliwości kariery i stanowi kategorię z której trudno wyjść, by polepszyć
swoją pozycjq społeczną. Wyjątkiem
są przedsiębiorczy
"Westfalczycy",
którzy
wykazują mrjwiGkszą dynamikę zawodową wśród francuskich Polaków. Otwierają
oni małe sklepik.i, zakłady rzemieślnicze:
rzeźnicze, wędliniarskie,
piekarnicze,
krawieckie i inne.
Z braku innych perspektyw
częsty jest awans społeczny przez sport. Wiele
J. Panty, op_ cit., s. 1.
s Tamźe, s. 1.
7
236
mówiącym przykładem są zawodowe kariery czterech "Westfalczyk6w" grających
przed drugą wojną we francuskiej ekipie repn'zcntacyjncj
piłki nożnej. Dembicki,
Kowalczyk, Nowicki i Wawrzyniak zdobyli nie tylko pieniądze ale również silną
pozycję społeczną, uznanie swoich rodaków i zainteresowanie
francuskiej
opinii
publicznej.
Integracja polskich robotników z ich otoczeniem we Francji jest powolna i jej
rezultaty w przededniu wojny są znikome. Jeśli można mówić a pewnej integracji grupy polskiej, to wykluczyć należy pojęcie jej asymilacji.
W odróżnieniu
od asymilacji, p{)legającej na całkowitym wchłonięciu imigranta przez przyjmujące
go środowisko, integracja
zasadza się, według Ponty, na harmonijnym
przystosowaniu się do nowych warunków, bez wyrzekania się własnych wartości. Tacy też
byli polscy robotnicy okresu międzywojennego
- wierni swojej szczególnej polskości i "nieznani" francuskiemu społeczeństwu g.
Kończąc prezentację pracy Janine Panty należy wyrazić
nadzieję na możliwe
naj szybsze tłumaczenie
i wydanie "Polaków nieznanych"
w Polsce. Stworzy to
czytelnikowi w kraju doskonałą okazję do spojrzenia na problemy polskiej emigracji chłodniej,
trzeźwiej,
mniej emocjonalnie
oczyma rzetelnego badacza
francuskiego, jakim jest pani Ponty.
J<;drzej
Adam
Wal a s z e k,
Zjednoczonych
Ameryki,
Polscy
robotnicy,
praca
i związki
zawodowe
Kośmicki
w Stanach
1880 - 1922, Wrocław 1988, ss. 250.
Dwudziesty już tom Biblioteki Polonijnej, serii znanej szeroko nie tylko wśród
badaczy Polonii, stanowi praca A. Walaszka o polskich robotnikach
w Stanach
Zjednoczonych,
ich udziale w ruchu
związkowym, ale także pośrednio, acz
nieuchronnie
- a przemianach
Polonii w tym kraju, przemianach, których kierunek jawi się wyraźnie. Od 1880 roku, data ta przyjmowana
jest w nauce jako
początek masowego, głównie chłopskiego wychodźstwa z ziem polskich do USA,
do roku 1922, kiedy to załamała się powojenna fala strajków, wiele się zmieniło
zarówno pod względem sytuacji ekonomicznej
i społecznej polskiego imigranta
w Ameryce, jak i pod względem poziomu narodowego, etnicznego a i do pewnego
stopnia także klasowego uświadomienia.
Polonia amerykańska
przebyła w tym
czasie długą drogę, od amorficznej
grupy wychodźców, w ogromnej przewadze
robotników niewykwalifikowanych,
do grupy etnicznej, obecnej i liczącej się w życiu wieloetnicznego społeczeństwa amerykańskiego.
W procesie przyspieszania
i ukierunkowywania
tych przemian wielką rolę
odegrało miejsce pracy imigranta. Los jego był właściwie od początku zdeterminowany dynamicznym rozwojem Stanów Zjednoczonych w latach 1870-1929, w którym to okresie produkcja przemysłowa
wzrosła tam 14-krotnie, nastąpił niebywały rozwój miast, a kraj odczuwał wielkie zapotrzebowanie
na siłę roboczą.
Częściowo było ono zaspokajane
przez ludność przenoszącą się ze wsi do miast,
jednakże w pełni mogło być zaspokojone dopiero przez przybyszów spoza granic
państwa. Także z ziem polskich. Szacuje się maksymalnie,
że z tych terenów
do roku 1914 wyjechało co Stanów Zjednoczonych 4 miliony osób. Ci - w przeII
Ta1nże. s. 351.
237
wadze - chłopi z zapóźnionych terenów europejskich,
po kilkutygodniowej
podróży przez Ocean trafili w sam środek najbardziej
dynamicznego, nowoczesnego
przemysłu, przenosili się z feudalizmu
(nieomal) w kapitalizm. Rzecz jasna, nie
bez poważnych konsekwencji.
Pozycja robotnika niewykwalifikowanego
była w tym okresie w Stanach Zjednoczonych plynna. Dziś zarabiał, jutro podlegał redukcji,
nie miał praktycznie
ż::!dnych praw, był jednak niezbGdny w systemie produkcji. Jeszcze pod koniec
XIX wieku 90% Polaków w Chicago należało do tej kategorii pracowników. Z czasem jednak rytuacja zaczęła się zmieniać, wzrastająca
liczba Polaków zatrudnionych w char;:;kterzc robotników p6łwykwalifikowanych,
czy nawet wykwalifikowanych, była dowodem stabilizacji
części imigrantów,
faktu, iż pozostawali na
dłużej (bądź już na ~tałe) w USA. Wyko'rzystując możliwości podnoszenia kwalifikacji w postaci licznych kursów, polepszali swoją pozycję wśród własnej grupy,
ale także wchodzili w obręb społeczeństwa
amerykańskiego,
stawali
się jego
częścią·
Praca A. Walaszka ukazuje rozmaite a~pekty życia imigrantów,
owej masy
niewykwalifikowanych
robotników polskiego pochodzenia, żyjących w etnicznych
gettach dynamicznie
rozwijających
się amerykańskich
miast przede wszystkim
w Chicago. Drobiazgowy opis warunków pracy, stosunków robotnik-majster,
problemów językowych, które trapiły imigrantów i utrudniały mu egzystowanie w społeczeństwie amerykańskim,
wreszcie analiza różnic między pracą na emigracji
a pracą w kraju, przede wszystkim na roli, zajmuje w omawianym dziale wiele
miejsca i są to fragmenty godne uwagi, podobnie jak te, które mówią o życiu
rodzinnym imigrantów, o ich mieszkaniach
w etnicznej dzielnicy, o kontaktach
sąsiedzkich i towarzyskich, o działających wśród imigrantów instytucjach
i organizacj;::ch polonijnych.
Jednakże
najbardziej
rewelacyjne
są te stronice pracy,
które ukazują Polaków w konflikcie z pracodawcą,
ukazują ich nie jak to
dotychczas przyjęło się w nauce jako "potulnych
przybyszów",
lecz jako
"krnąbrnych" robotników, wałczących nie tylko o poprawę warunków pracy i płacy, ale - może przede wszystkim o wejście w charakterze
równoprawnego
partnera w obn;b społeczeństwa amerykaIlskiego,
poprzez, między innymi, udział
w amerykańskim
ruchu związkowym, ruchu o charakterze
ekskluzywnym.
Walka
ta niejednokrotnie wymagała krwawych ofiar.
Temu zagadnieniu
poświęcona jest zasadnicza część studium A. Walaszka,
oparta na poszukiwaniach
archiwalnych,
prasie i wspomnieniach
uczestników
walk, i ona nadaje pracy oryginalność, stanowi o jej pierwszorzędnej
wartości.
Ona też może budzić pewne wątpliwości, gdyż - na przykład - autor nie jest
w stanie określić, czy aktywna postawa wobec ruchu związkowego i jego walki
charakteryzowała
na tyle liczącą siG część Polonii, by w istocie stanowisko takie
moglo w procesie przemian
polskiej grupy etnicznej
odgrywać rolę impulsu.
W ka±dym razie nie były to zjawiska marginalne i dla grupy obojętne. Już ta
kon~tatacja ma znaczenie.
Sytuacja Polaków w Stanach Zjednoczonych
nie różniła się zasadniczo od
sytuacji innych grup etnicznych wywodzących
się z Europy Środkowej, Południowej czy Wschodniej. Wiele uwag autora może zatem odnosić się także do Słowaków, Litwinów, Ukraińców czy Włochów tym bardziej, że przytoczone przez
niego fakty świadczą, iż Polacy niejednokrotnie
występowali
z nimi solidarnie
w walce klasowej, łączyły ich bowiem zarówno problemy jak i aspiracje.
Ukazanie krzepnącej
świadomości polskiego imigranta-robotnika
w USA na
tle zmieniającego się kapitalizmu
w tym kraju, na tle przemian w organizacji
238
pracy, na tle walki związków zawodowych o prawa, to w rzeczywi' tości ukazanie
jednego z aspektów procesu asymilacji, asymilacji wychodźcy poprzez prace;, być
może aspektu najistotniejszego w tym pl'occsie.
Praca A. Walaszka to studium pionierskie,
u!caL:ujące zjawiska dotychczas
bardzo słabo znane. Forma pracy zasługuje na uznanie, wyvvód przeprowadzony
został rzeczowo, a jednocześnie atrakcyjnie
dla czytelnika, jasno i ~- na ogół przekonywująco.
Można stwierdzić, że literatura
na temat Polonii amerykallSkiej
wzbogaciła się a pozycję niezwykle wartościową.
Ryszard
Kantor
Zofia G r a d e c k a, Stroje ludowe LV dawnym i współczesnym
Poznaniu, Poznań 1936, Monografie Muzeum Narodowego w Poznaniu t. XVIII. red. H. Kondziela, ss. 146, il. 115.
Odległe wydają się czasy, kiedy wśród etnografów toczyły się dyskusje czy
w obręb badań prowadzonych przez tę dyscyplinę należy włączyć miasto. Termin
"ludowy" rezerwowali
niektórzy tylko dla kultury chłopskiej. Trzeba tu je:::lnak
wspomnieć, że już w latach międzywojennych
taki pogląd nie był powszechny;
i tak np. znany historyk kultury i etnolog Jan St. Bystroń w swym podręczniku
"Wstęp do ludoznawstwa polskiego" wskazywał etnografom również kulturę miejską jako pole badawcze. Trudno się temu dziwić - przecież znaczna część mieszkańców miast od XIX wieku poczynając rekrutowała
się spośród warstwy chłopskiej, a to z dwojakich przyczyn: 1. w miarę rozwoju przemysłu fabrycznego
i gospodarki towarowej wkraczającej
także na wieś, chłopi przybywali do miast
w poszukiwaniu
zarobku. 2. miasta rozbudowując
się poszerzały swe granice
i obejmowały swym zasięgiem dotychczasowe wsie. Ewidentnym przykładem obu
tych faktów był Poznań przełomu XIX i XX wieku, może jedyne miasto poza
Lowiczem, w którym tradycyjny
strój ludowy posiada swój walor do dnia dzisiejszego. Tcgo właśnie zagadnienia, tak interesującego
nie tylko dla etnografów
ale także dla socjologów i historyków
kultury dotyczy książka Z. Grodeckiej.
Autorka we wstępie słusznie zauważa, że tematyka strojów winna być be',dana
w kontekście społeczno-kulturowym,
gdyż to pozwala na wyjaśnienie
mechanizmów powodujących
trwanie lub zanik tradycyjnych
ubiorów na określonym terenie. Konieczne jest spojrzenie na stroje od strony ich funkcji w określonym
środowisku i zmienności tych funkcji, tak jak to czynił VI swych badaniach Piotr
Bogatyrev rozpatrując
zagadnienie
przede wszystkim od jego strony znakowej.
Tak też uczyniła w swej pracy autorka stosując w swych badaniach model Bogatyreva przetwarzając
go jednak i uzupełniając, by w ten sposób dostosować go
do konkretnej
sytuacji. Omawiane przez autorkę zagadnienie jest ostrzeżeciem
przed tworzeniem pewnych stereotypów zmian zachodzących w strojach ludowych.
jak np. pogląd, że w środowisku l'niejskim zanikają ono :';~ybko. Tymczasem, jak
pisze autorka, omawiane przez nią stroje "są przykładem pozornej niezmienności
i w długim czasie, nawet w innym środowisku niż wiejskie, odporności na dyktat
mody miejskiej". Stroje o jakich mowa, to: 1. strój bamberski, który do końca
XIX wieku utrzymywał się i rozwijał VI podmiejskich wsi2ch w okolicach Poznania zamieszkałych
przez Bambrów zamożnych rolników i ogrodników pochodzenia niemieckiego i częściowo polskiego. 2. strój tzw. poznański wprowadzony
239
do Pozn2.nia przez kobiety ze wsi. które przybywały
do miasta w poszukiwaniu
pracy i zatrudniały
sic: głównie j.:lko pomoce domowe. Same nosicielki określały
go je',:-;cz(; po n wojnie światowej jako .,wiejski ubiór poznarlski". Podstawę jego
stunowil ubiór ludowy środkowej
Wielkopolski
okresu schyłkowego.
O ile strój
bamberski
ja.ko bardziej
dekoracyjny
został zauważony
w pracach badaczy, to
poznal1ski jako mniej efektowny nie doczekał się opracowania
aż do ukazania się
niniejszej
książki.
Autorka
wykorzystała
wszystkie
publikacje
wzmiankujące
a ~:troju bamberskim
poczynając
od Kolberga aż po opracowania
współczesnych
etnologów, jak M. Paradowska
(autorka monografii Bambrzy - mieszkańcy
dawnych wsi miasta Poznania i innych artykułów
na temat tej grupy etnograficznej)
czy S. Chmielowski.
Korzystała
również z maszynopisów
prac doktorskich
pisanych w Katedrze Etnografii
UAM w Poznaniu, przewertowała
prasę poznańską
z lat międzywojennych
i po II wojnie światowej a także literaturę
pamiętnikarską.
Przeprowadziła
również kwerendę
w Archiwum
Państwowym
Miasta Poznania
i Województwa
oraz w Archiwum
Arehidiecezjalnym
w Poznaniu. Uzyskała te;:~
nieco danych liczbowych dotyczących pomocy domowych w międzywojennym
Poznaniu. Wykorzystała
teki Krystyny Klęsk znajdujące
się w Archiwum Polskiego
Tcwarzystwa
Ludoznawczego
we Wrocławiu.
Podstawę
do prac analitycznych
i ~·tw();·;:enia typologii omawianych
strojów dała autorce przede wszystkim unikatowa kolekcja licząca około 500 okazów i zbiór przekazów ikonograficznych
znajdujące się w Muzeum Narodowym w Poznaniu. Kolekcja ta została zgromadzona
głó'.vnie przez autorkę podczas jej poszukiwań
terenowych
w ostatnim 20-leciu
i obejmuje Elementy ~·trojów od końca XIX wieku po czasy współczesne. CZ(~Ść
eksponatów i fotografii pochodzi ze zbiorów Heleny i Wiesła"wy Cichowicz - inicjatorek kolekcji etnograficznej
w Poznaniu. Uwzględniła również autorka eksponaty znajdujące
się w kolekcji Muzeum Archidiecezjalnego
w Poznaniu, jć,k też
w rękach prywatnych
a także znajdujące
się w rękach prywatnych
pocztówki
i fotografie.
Do ustalenia
funkcji społeczno-kulturowych
posłużyły dane z wywiadów przeprowadzanycl1
między innymi w domach pomocy społecznej i ośrodkach parafialnych
oraz źródła ikonograficzne
i literatura.
Dla pełniejszego zrozumienia funkcji strojów konieczne było omówienie pochodzenia,
środowiska,
wa·"
runków życia użytkowników
obu rodzajów stroju. Teren badawczy został ogranjczony do obszaru Poznania. Dość szczegółowo omawia więc autorka
początki
i dzieje osadnictwa bamberskiego
\v okolicach Poznania. (Z czasem wsie te zostaly
włączone w obrqb miasta). Podkreśla
przy tym, że za wsie bamberskie
należy
uznać nie tylko te, które zostały zasiedlone przez kolonistów
niemieckich,
ale
również osadzane przez Polaków na tym samym specyficznym
prawie czynszowym. Zachodzi tu podobna sytuacja jak w tzw. wsiach "olenderskich",
w których
mieliśmy do czynienia
początkowo
z osiedlaniem
się Holendrów,
ale póżniej
także i Polaków. Polacy a szczególnie kobiety - Polki we wsiach bamberskich
przejqły także reprezentacyjny
strój od Niemek. Nawet niemiecki autor z końca
XIX wieku :ótwierdza, że większość ubranych "po bambersku"
kobiet na ulicach
?ozriania - to Polki. Jeszcze b::n-dziej stało się to widoczne w wieku XX. Było to
róvmie;: rezultatem
polonizowania
się niemieckich
Bam.brów, często na skutek
P.1ałżehstw mieszanych,
które umożliwiało
w;;pólne wyznanie
katolickie.
Rzecz
godna podkrdlenia,
że w ciągu 150 lat spolszczyli się Bambrzy do tego stopnia.
że występowali
przeciw polityce germanizacyjnej
w szkołach. Można więc już
w E połowie XIX wieku traktować
ich jako polską grupę etnograficznę
z wyraźnym jednak poczuciem swej odrębności i pewną niechęci<.~ do obcych - nie-Bambrów. Podtrzymywała
to poczucie stosunkowo
duża zamożność. Zostali oni
240
stosunkowo wczesrue uwłaszczeni a specjalizując się w ogrodnictwie zn::l!eźli w Poznaniu chłonny rynek zbytu. Wyraz "bamber" stał się z czasem synonimem bogacza wiejskiego. Tak więc trój bamberski trwał do lat międzywojennych
w prawie niezmienionym środowisku a po odzyskaniu niepodległości na czoło wysunqła
się jego funkcja
stroju uroczystego. głównie podczas uroczystości
kościelnych.
Taki charakter
miał juź zresztą w czasach zaborów, gdy noszenie go przez kobiety podczas uroczystości
kościelnych
miało charakter
manifestacji
narodowej
i było podkreślaniem
polskości. Po II wojnie światowej,
kiedy wymarły już
autentyczne
Bamberki,
stał się strojem a właściwie kostiumem
noszonym na
uroczystościach
przez starsze poznanianki.
Autorka bardzo szczegółowo omawia
poszczególne fragmenty
stroju Bamberek (kobiet i dziewczynek) oraz mężczyzn.
Oczywiście ze względu na bogatszy materiał
i dłuższe jego trwanie bardziej
szczegółowo został omówiony strój kobiecy w różnych jego odmianach tj. jako
ubiór do pracy, codzienny-wyjściowy,
półodświętny, odświętny. Omawia też wykonanie, konserwację
i zdobienie stroju, jego fazy rozwojowe i funkcje w nich
dominujące.
W fazie wstępnej, lata siedemdziesiąte,
osiemdziesiąte
XIX wieku,
dominowała funkcja praktyczna stroju. Nie był on jeszcze wtedy tak dekoracyjny.
W fazie szczytowej (lata osiemdziesiąte, do I wojny światowej) ubiór coraz bardziej przekształca się w strój uroczysty i pełni funkcję przynależności narodowej.
W fazie pośredniej
(lata międzywojenne)
na czolo wysuwa się funkcja stroju
odświętnego,
noszonego podczas uroczystości
religijnych.
Strój podkreśla przynależność regionalną użytkowniczek. W fazie schyłkowej (po II wojnie światowej)
(w okresie okupacji strój Bamberek
zniknął z ulic Poznania) stroje pozostają
w tradycyjnym
kręgu obrzędowości kościelnej. Od lat pięćdziesiątych XX wieku
można już właściwie mówić o fazie kostiumowej, która w latach siedemdziesiątych cechuje się wzmożeniem zainteresowania,
przebieraniem się w ten strój kobiet
i dziewczynek,
przy czym należy tu podkreślić stymulującą
rolę źsięży z niektórych poznańskich parafii. Dużą rolę odgrywa obecnie funkcja estetyczna. Autorka
uważa ją w tej fazie za decydującą, na następnym
miejscu wymienia funkcję
podtrzymywania
tradycji. Bodźce te są jak widać dość silne, gdyż przygotowanie
strojów, jak i ubieranie się w nie wymaga wiele wysiłku. Autorka próbuje też
znaleźć analogie stroju bamberskiego
z innymi strojami regionalnymi. Nie wgłębiając się w to zagadnienie zwraca uwagę na podobieństwo stroju poznańskiej
Bamberki
do pewnych
elementów
kobiecych strojów ludowych występujących
w paśmie od Górnej Frankonii
przez południową Saksoniq i Dolne Lużyce do
Ziemi Lubuskiej. Za najbardziej
zbliżony do ubioru Bamberki uważa autorka kobiecy ubiór dolnołużycki.
Obszerny wstęp społeczno-historyczny
otwiera również część drugą książki
dotyczącą stroju wiejskiego poznańskiego, który w odróżnieniu od bamberskiego
charakteryzował
uboższą część mieszkanek Poznania. Rekrutowały się one spośród
małorolnego i bezrolnego chłopstwa, które od połowy XIX wie1<::unapływało do
Poznania w poszukiwaniu pracy. Mężczyźni podejmujący
pracę w mieście porzucali prędko swój ubiór wiejski, natomiast większość starszych kobiet, niepracujących mężatek i dziewczyn pełniących funkcje słuźących zatrzymywała ubiór wiejski. Nawet robotnice pracujące
w fabrykach
nosiły często nadał ubiór łudowy.
Autorka podaje fragmentaryczne
dane łiczbowe dotyczące służących domowych
w łatach przed i po I wojnie światowej. Omawia równieź ich zarobki i warunki
pracy a także stowarzyszenia
roztaczające nad nimi opiekę. Byly one zwykle inicjowane i prowadzone
przez instytucje
kościelne. Przynależność
do niektórych
z tj-ch stowarzyszeń nakładała obowiązek sprawiania odpowiednich strojów obrzę-
241
dowych. Instytucja pomocy domowych zaginęła po II wOJrue światowej. Przyczyniło się to również do zaniku ludowego stroju poznańskiego. W latach międzywojennych był on jednak jeszcze żywy, do czego przyczyniał się fakt, że panie
domu sprzeciwialy się nieraz ubieraniu się służących po miejsku. Nosiły ten strój
również sprzątaczki w urzędach, salowe i kucharki w szpitalach i przytułkach.
Był to już jednak ubiór szczątkowy pozbawiony ozdób. Natomiast w odświętnych
strojach poznańskich, podobnie jak Bamberki, występowały kobiety na procesjach.
Strój ten został przez autorkę omówiony z podobną dokładnością i według tego
samego schematu, co bamberski. Podkreśla też autorka, ile trudu i pracy musiały
kobiety włożyć w jego przygotowanie
i konserwację
(pranie, prasowanie), na co
miały przecież tak mało czasu. Ubiór ten był kwintesencją
ubiorów środkowowielkopolskich z okolic samego Poznania, Śremu, Środy, Szamotuł, Obornik czy
Wrześni. Można w nim było zauważyć, mimo cech wspólnych, pewne zróżnicowanie.
Jednak
przekształcanie
się go w ubiory
procesyjne
powoduje
ujednolicenie.
W strojach noszonych na procesjach wzrasta funkcja estetyczna - rozbudowuje
się zdobnictwo, zwłaszcza haft. Kolorystyka stroju stawała się uzależniona od statusu danej osoby w procesji. Jednakowo musiały być ubrane kobiety niosące wstęgi sztandaru, jak i te, które niosły feretron. Kolor ubioru uzależniano
też od
barwy sztandaru lub zdobiących go wstęg. Zależał też od pory roku (jaśniejsze
barwy latem, ciemniejsze zimą) i od wieku nosicielek. Najważniejszą
rolę odgrywały kolory maryjne
to jest biały i niebieski. Strój świąteczny
pełnił też
niekiedy funkcje obrzędowe (czarny - żałobny, brązowy - pokutny). I tu również stara się autorka ustalić dominacje funkcji w poszczególnych fazach rozwoju
stroju. Za dominującą w fazie pierwotnej i szczytowej to jest od połowy XIX w.
do II wojny światowej uważa funkcję wyróżnienia grupy zawodowej czy przynależności regionalnej a na następnym miejscu stawia funkcję praktyczną
i dopiero po niej - stroju uroczystego. W fazie schyłkowej (od II wojny światowej
do lat osiemdziesiątych XX wieku) mamy do czynienia z reaktywowaniem
strojów uroczystych. Na zakończenie daje autorka zestawienie porównawcze kobiecego
stroju bamberskiego i poznańskiego oraz ich funkcji. Całość pracy stanowi ilustrację uzależnienia przemian stroju w czasie, w zależności od zmiany jego funkcji.
Opisy wzbogacają bardzo dobre ilustracje - fotografie poszczególnych elementów
stroju, jak również ich użytkowników w różnych okolicznościach, niektóre oparte
na dawnych rycinach i zdjęciach, kopiach dawnych obrazów. Książka jest cenna
nie tylko jako przyczynek do wyjaśnienia mechanizmów rządzących zmianą kulturową w dziedzinie stroju, ale także może służyć pomocą przy rekonstrukcji
stroju bamberskiego i poznańskiego.
Teresa
Karwicka
Jadwiga
P a w low ska.
Wieś warmińska
Brqswald
w województwie
otsztvit1945- 1967, Wrocław 1986, ss. 199; Maria Z i e n t a r a - M a l e w s k a,
Wieś nad łąkami, Olsztyn 1988, ss. 235.
skim
w latach
Brąswałd, położony około 10 kilometrów na północ od Olsztyna, przechodził
w związku ze swoim geograficznym
umiejscowieniem
różne koleje losu, dzięki
czemu stał się bardzo interesującym
obiektem badań zarówno dla etnografów jak
i historyków czy socjologów. Historia Brąswałdu
jest nierozerwalnie
związana
16 Lud t. LXXIll
242
z dziejami Warmii, stanowi w mikroskali
odbicie złożonej przeszłości tego regionu.
Wieś została założona w roku 1337, na prawie chełmińskim, jako osada kościelna należąca do dóbr kapituły warmińskiej. Przywilej lokacyjny otrzymała w roku
1363, wtedy też zwiększono ilość przynależnych
jej gruntów do 50 włók.
Poważniejszy
napływ osadników polskich na te tereny odbywał się w XIV
wieku i związany był z działalnością biskupów kapituły warmińskiej pochodzących
przeważnie ze Śląska. Wielkość osadnictwa
nie była stała, zmieniała się periodycznie. Ważną cezurą określając'l jego wzrost jest przejście Warmii z rąk Krzyżaków pod zwierzchnictwo
polskie po roku 1466. Osadnictwo polskie na War'mii,
rozpoczęte w pierwszej połowie XIV wieku przez Krzyżaków, dosiedlających często przybyszów do istniejących
jeszcze wsi pruskich. kontynuowane
było przez
biskupów warmińskich. Osadzano na prawie chełmińskim; proces zasiedlania przebiegał w kilku falach do końca XVI wieku. Najliczniejsze grupy osadników przybyły z Ziemi Chełmińskiej, Pomorza i Mazowsza.
Po roku 1772, na mocy traktaków rozbiorowych, Warmia (i, siłą rzeczy. Brą·
swałd) włączona zostaje do Prus, ponosząc wszystkie konsekwencje
tego faktu.
Brąswałd do końca XIX wieku pozostaje wsią zamieszkałą prawie wyłączniE"
przez Polaków, stanowi jeden z najbardziej czynnych ośrodków walki o polskość
Warmii. Znajduje to odzwierciedlenie
w głosowaniu plebiscytowym. Spośród okolicznych wsi właśnie Brąswałd oddał najwięcej głosów za przyłączeniem Warmii
do Polski. Z tego też powodu wieś została objęta długotrwałymi,
ostrymi represjami.
Obie wojny nielitościwie
obeszły się z Brąswałdem.
Masowe, przymusowe
wcielenia do niemieckiego wojska, częste rekwizycje i rabunki, przyczyniły się
do zaburzenia równowagi demograficznej i prawie kompletnej ruiny ekonomicznej
wsi. Nielekkim okresem były pierwsze powojenne lata w granicach Polski. Nieprzemyślana, dyskryminacyjna
polityka realizowana w stosunku do ludzi okreśłonych nieszczęsnym mianem "autochtonów" wielu z nich wręcz zmusiła do wyj2Zdu
za granicę, głównie do RFN. Część Warmiaków wysiedlono wcześniej za Odrę,
inni wywiezieni zostali przez Rosjan do pracy w kopalniach na Uralu, skąd niewielu powróciło.
\V czasie masowego napływu osadników na Ziemie Odzyskane dokonywały się
bardzo złożone procesy przemian, mieszania się elementów kulturowych, asymilacji, tworzenia zupełnie nowych wartości, ostatecznego zanikania innych.
Brąswałd zawsze leżał w bezpośrednim zasięgu procesów kształtujących
obraz
Warmii, tkwił w środku aktualnych
przemian. W jego historii i teraźniejszo~ci
odbijają się skomplikowane zjawiska społeczne, gospodarcze, polityczne, które były
udziałem ziemi warmińskiej,
nic więc dziwnego, że właśnie ta wieś stała l'ię tematem szeregu prac o charakterze
popularyzatorskim,
czy też ściśle etnograficznym. O dwóch z nich, wymienionych w tytule, chciałbym napisać.
Jakkolwiek obie prace dotyczą tego samego obiektu i za temat mają coś. co
bardzo ogólnikowo można określić jako szeroko pojęty opis miejscowości, to jednak różnią się od siebie zasadniczo, mogą być przykładem
dwóch skrajnie odmiennych ujęć tematu, dostosowanych
do celu, który w tych pracach nie jest
jednakowy.
Książka Marii Zientary-Malewskiej
jest pracą o charakterze
osobistym. Nic
cziwnego, Brąswałd to wieś rodzinna autorki, tutaj pod wpływem atmosfery rodzinnego domu, miejscowego
środowiska,
ukształtowała
siq osobowość pisarki.
Osobiste zaangażowanie
autorki
w sprawy, o których pisze, znajduje
odbicie
243
w charakterystycznym
toku narracji,
chwilami
beletryzowanym,
wzbogaconym
elementami pieśni i baśni warmińskich,
momentami
mającym cechy pamiętnika
lub autobiografii. Wspomnienia (bo na osobistych wspomnieniach
autorki głównie
oparte są opisy) nie dotyczą jakiegoś określonego
czasu, często obok zupełnie
realnych i ściśle osadzonych w rzeczywistości
faktów spotykamy
opisy zdarzeń
z zamierzchłej, nieokreślonej przeszłości. Jak już wspomniałem, wiadomości o życiu wsi, jej folklorze, autorka czerpie ze wspomnieil własnego dzieciństwa, z opowiadań zasłyszanych od rodziców, od babki. Duży dystans czasowy wygładz::l co
ostrzejsze krawQdzie davmej rzeczywistości, a często osobisty udział w opisywanych zdarzeniach z jednej strony sygnalizuje autentyczność
faktów, z drugiej powoduje ich oglądanie przez pryzmat własnych uczuć, prowadzi do zarysowania
subiektywnego, czasem wręcz wyidealizowanego
obrazu wsi swojego dzieciństwa.
Ale czy można to uznać za wadę tego typu pracy?
Wyłania się więc pytanie o cel i sposób jego realizacji oraz kwestia w jakim
zakresie ksiqżka Wie.~ nad łąkami
może służyć jako źródło informacji
etnograficznych.
Celem ksiqżki jest przedstawienie
folkloru, tradycyjnej
kultury Warmii, przybliżenie zwykłemu czytelnikowi
piękna warmińskiej
ziemi, miejscowych
obyczajów i obrzędów, których w większości obecnie już się nie spotyka. Nie jest to
praca ściśle naukowa i nigdy nie miała taką być, jednak mimo to można ją uznać
za źródło interesujących,
rzetelnych informacji etnograficznych,
przydatnych
amatorom jak i znajdujących
wykorzystanie
w pracach naukowych. Dzięki temu
praca nie ma charakteru
naukowej
rozprawy,
który zawsze nakłada określone
rygory, zwłaszcza co do stylu i języka, można ją czytać jak powieść, odnosząc
nie tylko korzyści poznawcze ale i ciesząc się ciepłym, przystępnym stylem pracy.
Stronę poznawczą książki wzbogacają rozdziały traktujące
o brąswałdzkim
kościele, szkole, oraz zamieszczony słowniczek gwary warmińskiej.
Zupełnie in!1.Ycharakter ma praca Jadwigi Pawłowskiej. Jest to profesjonalna,
wielodziałowa monografia wsi, napisana według metodycznie
ułożonego, klarownego planu. Dotyczy dokładnie określonego przedziału czasu; są to lata 1945 - 1967.
Jej celem jest wszechstronne,
dokładne zdjęcie etnograficzne
stanu społeczności
wiejskiej Brąswaldu
z ujęciem zachodzących
w3półcześnie procesów. Jednak ze
względu na zastosowany schemat podziału atomizujący w znacznym stopniu obraz
kultury wiejskiej, należy ją zaliczyć do prac typu tradycyjnego.
Mamy więc do czynienia z dwoma publikacjami,
dotyczącymi tej samej mIeJscowości, różni;,!cymi się między sobą w zasadniczych kwestiach. Różny jest cel
tych prac i sposoby jego realizacji. Maria Zientara-Malewska
w swojej osobistej,
zawierającej
elementy biograficzne
ksiqżce przekazuje
informacje
na temat folkloru, obrzędów, ogólnie życia ludzi w dawnym Brąswałdzie. Styl jest chwilami
zbeletryzowany, w tekście zawarte są wiersze poetki bliskie omawianym zagadnieniom. Problemem.
któremu
autorka
poświęca wiele uwagi jest sprawa
walki
o polskość Warmii i o jej powrót w granice naszego państwa.
Inny jest cel publikacji Jadwigi Pawłowskiej. Jest to określona w czasie naukowa praca ujmująca aktualny obraz kultury wsi Brąswald i procesy zmian zachodzących w społeczności wiejskiej.
Zadania, w układzie
charakterystycznym
dla wielostopniowych
monografii
typu tradycyjnego,
są konsekwentnie
realizowane za pomocą takich metod jak wywiad etnograficzny czy metoda statystyczna
zastosowana w opisach i analizie procesów demograficznych.
Rzeczowe przedstawienie faktów, połączone z ich ścisłym udokumentowaniem,
stanowi o wartości
pracy jako źródła.
244
Sposób traktowania
czasu jest kolejną cechą różniącą te prace. W książce
Wieś nad łqkami trudno niekiedy ustalić okres do jakiego odnoszą się opisy,
dotyczą "przeszłości" i mają niejednokrotnie
charakter
swobodnych rekonstrukcji
historycznych.
Jadwiga Pawłowska natomiast pisze o współczesnym obrazie wsi.
wprowadzając
jednocześnie
elementy opisów historycznych
dostarczających
podbudowy omawianym faktom. Styl jest zwięzły i rzeczowy, podporządkowany
charakterowi publikacji.
Prace, choć mówią o jednej miejscowości, dotyczą właściwie dwóch różnych
formacji
społecznych:
tradycyjnej,
należącej
już do przeszłości i współczesnej,
ukształtowanej
między innymi przez powojenne warunki Ziem Odzyskanych.
Publikacje należą do dwóch różnych typów opracowań, niemożliwe jest więc
ich porównanie na zasadzie lepsza - gorsza. Można je oceniać jedynie w ramach
kategorii, do których należą.
Aby uzyskać całościowe spojrzenie na Brąswałd. ujmujące zarówno stan obecny jak i formy tradycyjne,
należące już do przeszłości, trzeba przeczytać obie
prace. Dopełniają się one w wielu płaszczyznach, chociażby czasowej. Konfrontacja rzeczowego, naukowego opisu współczesnego Brąswaldu z osobistą, zawierającą
elementy biografii, czasem subiektywną
lub zbeletryzowaną
relacją o przeszłości,
umożliwia stworzenie sobie wszechstronnego,
pełnego i w rezultacie prawdziwego
obrazu warmińskiej wsi.
Wojciech
Tabor
Helmut
O t t e n j a n n, Lebensbilder
aus dem !ći.ndlichen
Biedermeier,
seumsdorf Cloppenburg - Niedersiichsisches Freilichtmuseum,
1984, ss. Ill,
tab!. 21.
Muił. 57,
Obrazy z wiejskiego biedermeieru, czyli odświętne ubiory na wsi północno-zachodniej Dolnej Saksonii przedstawione
w wyciętych i malowanych
sylwetach
Caspara Dilly, to nie tylko w oryginalny sposób urządzona wystawa w Muzeum
'Wsi Dolnosaksońskiej
w Klopenburgu, ale także albumowa książka przygotowana
przez dr. Helmuta Ottenjanna
dyrektora
tegoż Muzeum. Książka oprawiona
w czarną obwolutę frapuje już umieszczoną na niej ilustracją z wyraźnie widocznym podpisem artysty i datą ,,18 August 1818". Artysta w swoim "obrazowym"
pamiętniku
utrwalił stroje różnych regionów Dolnej Saksonii, które są odbiciem
czasów empiru (1790 - 1815) i biedermeieru
(1815- 1848). Ponadto w niekonwencjonalny sposób prezentuje
szczegóły dnia codziennego na wsi oraz funkcjonujące
w tym środowisku zwyczaje, odnosząc je do poszczególnych osób czy rodzin znanych z nazwiska i dokładnie przez niego opisanych.
Autor książki podaje mapę Dolnej Saksonii (graniczącej od północy z Morzem
Północnym, a na zachodzie z Holandią), na której zaznaczył okręgi i miejscowości,
gdzie przebywał artysta podczas swoich podróży w latach 1815- 1839. Nie są jednak znane daty urodzin i śmierci Caspara Dilly. Prawdopodobnie
jego śmierć
przypadła
na lata pełnej dojrzałości
twórczej. .Jego podróże koncentrowaly
się
zasadniczo w trzech rejonach
pomiędzy rzeką Ems i Wezerą, tj. w okolicach
Osnabrock nad rzeką Hase, w rejonie oldenburskiego Ammerlandu i we wschodniej
Fryzji.
Twórczość artystyczna
w postaci sylwet nie była w tamtych czasach odosob-
245
nionym przypadkiem. Z takiej działalności znany byl np. Ferdinand Trumpelmann
z Hannoveru, czy inne osoby, lecz nie wszystkie nazwiska się utrwaliły. Jednak
sylwety Dilly'ego mają największą wartość ze względu na charakter
niezwykle
cennych i wiernych realiów. Składają się na nie przedmioty codziennego użytku,
autentyzm scenerii i zachowań różnych postaci, reprezentujących
bogatych chlopów i rodziny pastorów wschodnio-fryzyjskich
i dolno saksońskich.
Szczególnie
interesująco
przedstawiają
się tutaj wnętrza mieszkalne, meble i iIU1e sprzęty
domowe oraz odzie2, które prawie niczym nie różniły się od mieszczańskiego
wzoru kultury w tym czasie.
Dla potwierdzenia autentyczności
tych faktów, autor książki konfrontuje
ilustracje Dilly'ego z eksponatami
muzealnymi datowanymi na początkowe i środkowe lata XIX w. Są to więc przykłady dwuczęściowych i kulistych czepców haftowanych złotem i ozdabianych koronkami oraz inne oryginalne części odzieży,
jak jupy, jaki, zapaski, skórzane spodnie, trójkątne
i cylindrowatc
kapelusze,
przedmioty galanteryjne
w postaci grzebieni do włosów, lasek, parasolek, nadto
portrety mężczyzn i kobiet z tamtych czasów oraz późniejszych, np. z przełomu
XIX i XX w. Stanowią one dowód, jak dalece w czasie i w terenie i w jakiej
formie wszystkie te fakty się utrwaliły.
Poza częścią wstępną z szerokim komentarzem, obejmującym
połowę książki,
drugą jej część stanowią kolorowe tablice, reprodukujące
oryginalne ilustracje
Dilly'ego. Są to, oprócz całościowych przedstawień
także ich fragmenty. Obrazują
one bądż same postacie lub detale ich stroju, czy fryzury, bądź przedmioty albo
zwierzęta z najbliższego otoczenia człowieka. Sceny rodzajowe, już to kilku- już
wielosobowe, przedstawione
są we wnętrzach pokoi wcale niebanalnie
urządzonych, lub na tle krajobrazu w różne dnie tygodnia. Są to nie tylko pary: mężczyzna i kobieta, lecz często całe rodziny o trzech generacjach. Charakterystycznym strojem dla mężczyzn jest frak i koszula o stojącym kołnierzyku, spodnie
do kolan i przeważnie buty z cholewami, lub płytkie obuwie z klamrą oraz skarpety do kolnn, a na głowie cylinder. Niemal każdy trzyma w ręce długą fajkę
lub laskę. Stosunkowo rzadko występują oni we fraku, żabocie, w koszuli z żabotem czy tzw. Vatermorderze
i długich spodniach. Jak się okazuje, w ten sposób
ubierali się pastorowie. Długie spodnie nosili także chłopcy w różnym wieku. Natomiast ich odkryte głowy prezentują
fryzury z różnego okresu: z warkoczem jeszcze z samego początku XIX w., a la Titus - z około lat dwudziestych ubiegłego
wieku, sczesane gładko wokoło głowy - z nieco późniejszego czasu, czy w lokach
opadające na kark - z lat trzydziestych.
O wiele bardziej urozmaicone są stroje kobiet i dziewcząt oraz małych dziewczynek. Noszą one długie. podwyższone w stanie sukienki w stylu Empire, z delikatnych bawełnianych
tkanin w pionowe, wzorzyste pasy i naramienne,
spięte
z przodu chustki "Fichu", w białym lub ciemniejszym kolorze. Mężatki mają na
głowie złotem haftowane czepce, wykończone koronkową białą krezą, albo czepce
z delikatnej
białej koronki z ozdobnym stroikiem.
Z gołą głową występują
tylko dziewczęta, przy czym włosy mają albo krótko, po męsku ścięte, albo
w lokach w dół sczesane, czasem ozdobione stroikiem. Ewidentnymi
przedmiotami
dekoracyjnymi
płci żeńskiej są koliste lub elipsowate, zwisające kolczyki i naszyjniki, a u mężczyzn - sprzączki u nogawek spodni i breloki przy zegarkach.
Pod koniec lat trzydziestych
ubiegłego wieku młode kobiety mają również odsłonięte głowy, a wlosy w skomplikowany sposób sczesane do góry w czub. Zona
pastora ma do tego wymyślny, koronkowy stroik. Innym często powtarzającym
się elementem są długie, stosunkowo wąskie zapaski, zawiązywane na linii pod-
246
wyższonego stanu i nierzadko przytrzymywane
paskiem. Również białe krezy lub
szerokie, ozdobne kołnierzyki są nierzadkim zjawiskiem zarówno u starszych, jak
i młodszych. Wszystkie przy tym kobiety i dziewczęta mają białe pończoszki, widoczne spod sukienki i czarne pantofelki,
podobnie jak mali chłopcy, noszący
przeważnie długie spodnie.
W prezentowanych
obrazach ciekawym szczegółem wszystkich postaci są ich
zajęcia i przedmioty trzymane w ręce. U mężczyzn są to przeważnie długie fajki,
laski, nakrycia
głowy, strzelba,
bukiecik
kwiatów,
który ofiarowują
kobiecie,
modlitewnik lub owoc podawany dziecku. U kobiet są to dzieci trzymane na ręku,
naczynie lub pożywienie, gdy siedzą przy nakrytym
stole, chusteczka, otwarty
modlitewnik, bukiecik kwiatów, torebka, ciastko bądż precelek podawane dziecku.
Dziewczęta trzymają zazwyczaj igły do robienia dzi:min - poczwórne przy robieniu pończoch, czy inną robótkę z igłą i nitką, bukiecik kwiatów, koszyczek, albo
ciastko, czy owoc. Natomiast chlopcy mają także otwartą książkę, bacik, ptaszka.
Ludziom towarzyszą psy, koty, ptaki, a także upolowane zwierzęta.
Prezentowane
postacie i sceny, poza licznymi detalami, związanymi ze sferą
materialną
codziennego życia, oddają również klimat i atmosferę stosunków międzyludzkich. Odnoszą się one nie tylko do kręgu rodziny i wnętrza mieszkalnego,
w których uczestniczy także służba, ale i do tego, co działo się poza nimi, głównie
w obrębie obejścia i ogrodów. To barwne i bardzo swojskie tło dodaje całości
szczególnego uroku. Warto podkreślić, że autor książki zadał sobie niemało trudu,
aby objaśniającym
komentarzem
ułatwić zrozumienie treści obrazów i życia ludzi
minionej epoki.
Barbara
S. K.
botanists,
J a i n, P. E. M i n n i s, N. C. S h a h. A World
Society of Ethnobotanists, Lucknow 1986, ss. 52.
Directory
Bazie/ich
of Ethno-
Opracowanie niniejsze nie pretenduje do miana recenzji. jest jedynie abstraktem, informacją
o pozycji, która trafiła
do polskiej biblioteki etnograficznej,
a której istnienie pov.rinno być zasygnalizowane
nie tylko badaczom pracującym
na pograniczu m.in. etnologii i botaniki.
Tego rodzaju pomysl edytorski nie jest zamierzeniem nowatorskim. Wydawanie ksiąg adresowych
ma już swoje tradycje
w etnologii/antropologii
(w tym
miejscu trzeba wspomnieć np. o Fifth International
Directory
of Anthropologists
wydanej
w serii "Current
Anthropology
Resource Serie:;" pod r~d. Sol Taxa,
Chicago i London 1975). Niemniej jednak w etnobotanice jest to rzecz prawie nowa.
Pomimo, że etnobotanika
jest ju.ż subdy~cypliną obrosłą tradycją i literaturą,
to ostatnie dziesięciolecia przynoszą szczególny wzrost zainteresowań
jej przedmiotem badań w wielu krajach. Świadczy o tym chyba zalożenie w 1981 r. Society of Ethnobotanists
z siedzibą w Lucknow (Indie), z którego to inicjatywy
wydano prezentowaną księgę adresową.
Punktem wyjścia dla realizacji podjętego zadania była przygotowana. powielona i puszczona w obieg w 1976 r. Directory
Of Ethnobotanists,
której twórcą
był P. E. Minnis (Ann Arbor, USA). Obejmowała
ona około 150 nazwisk etnobotaników
świata z ich adresami
i zainteresowaniami
badawczymi. Kiedy powołano do życia Towarzystwo Etnobotaników
okazało się, że naukowców pracu-
247
jących na tym polu jest o wiele więcej. Dało to asumpt do zweryfikowania istniejącej księgi oraz uzupełnienia jej o nowe nazwiska.
Omawiana publikacja zawiera 488 nazwisk etnobotaników
świata, ich imiona,
ponadto nazwę kraju, z którego pochodzą, miejsce pracy wraz z adresem (czasami
jest to tylko adres prywatny),
dalej wskazano dyscyplinę, którą reprezentują,
po czym wymieniono szczegółowy przedmiot
badań z podkreśleniem
obszaru
zainteresowań pod względem etnicznym lub geograficznym. Wśród zarejestrowanych etnobotaników
zdecydowanie
przeważają
naukowcy indyjscy (245), drugą
najbardziej
liczną grupą są badacze ze Stanów Zjednoczonych
(151). Pozostali
naukowcy wywodzą się głównie z krajów europejskich
(61), w tym księga zamieszcza nazwiska trzech etnobotaników polskich.
W opublikowanym wykazie etnobotaników znaleźć można przedstawicieli wielu
dyscyplin: antropologii fizycznej, medycznej i społecznej, archeologii, botaniki,
ekologii (kulturowej), etnografii, farmacji, folklorystyki, psychiatrii i in. oraz subdyscyplin: etnobiologii, etnofarmakologii,
etnolingwistyki,
etnomedycyny,
mykologii, paleobotaniki i in. Jeżeli chodzi o zainteresowania
badaczy, to są one najróżniejsze, żeby wymienić dla przykładu: taksonomie (ludowe) roślin, rekonstrukcja środowiska prehistorycznego, archeologiczne pozostałości roślinne, rośliny lecznicze, psychotropowe, halucynogenne,
aromatyczne, ekonomiczne, folklor "roślinny", systemy ogrodnicze, medycyna ludowa, ceremonialne
i lecznicze używanie
roślin, rośliny w praktykach
żałobnych, leksykografia
etnobotaniczna,
lekarstwa
ziołowe, narkotyki i in. Zwraca się także uwagę na badanie poszczególnych gatunków roślin, np. palm czy grzybów. Natomiast lokalizacja wymienionych zainteresowań pod względem etnicznym i geograficznym obejmuje niemalże wszystkie
zakątki kuli ziemskiej.
Twórcy A World Directory
of Ethnobotanists
zdają sobie sprawę z niedoskonałości swojego dzieła. Niedoskonałość ta polega nie tylko na bardzo skromnej
szacie graficznej wydawnictwa,
ale także na różnych niekonsekwencjach
w zapisach, skrótach, w nierzadkim braku ich objaśnień, błędach w nazwiskach czy
adresach, czasem w braku podania zainteresowań
wymienionego
etnobotanika.
Autorzy omawianej księgi adresowej zapewniając, że niedociągnięcia zostaną usunięte, a wykaz etnobotaników
zweryfikowany
i uzupełniony
w przewidywanej
następnej edycji, mają nadzieję jednak, że przygotowana publikacja będzie pomocna w komunikacji międzyetnobotanikami
na świecie.
Irena
Dialog
serdeczny.
Korespondencja
do druku przygotował,
Warszawa 1988, ss. 184, ił.
skiej,
Władysława
przedmową
Kabat
i Katarzyny
Smreczyńopatrzył Franciszek Ziejka,
arkana
i przypisami
W ogromnym archiwum po Władysławie Orkanie, przechowywanym
w Bibliotece Jagiellońskiej, wśród kilku tysięcy listów jego autorstwa i jeszcze liczniejszej
korespondencji, którą podczas swego krótkiego przecież życia otrzymał, jest zespól
stosunkowo niewielki, ale godny szczególnej uwagi. Są to listy arkana do matki,
Katarzyny Smreczyńskiej i listy od niej do syna, dyktowane różnym krewnym
i sąsiadom, gdyż nie umiejąc pisać (ale czytać potrafiła), musiała Smreczyńska
korzystać z ich pomocy.
248
Przypomnijmy,
Franciszek
Ksawery
Smaciarz
(Szmaciarz)
tak bowiem
nazywał się człowiek, który do historii polskiej literatury wszedł pod pseudonimem
Władysław Orkan, urodził się w ubogiej wsi w Gorcach, w Porębie Wielkiej,
w roku 1875. Był młodszym synem, tym samym. zgodr,ie z tradycją, przeznaczonym na "dziedzica" ojcowskiej zagrody. Jego starszy brat Stanisław poszedł do
szkół, by mogły się urzeczywistnić nadzieje rodziców, widzących w nim przyszłego
księdza. Marzenia te nie spełniły się jednak, Stanisław został nauczycielem, z czasem dyrektorem gimnazjum w Krakowie. W ślad za starszym bratem ruszył także
w świat po nauki Franciszek. To bez wątpienia matka wyczuła w nim zdolności,
pokonała upór męża niechętnego kształceniu syna i Franciszek skończył najpierw
ludową szkołę w Porębie, potem uczył się u 00. Cystersów w Szczyrzycu, aby na
koniec trafić do Gimnazjum św. Jacka w Krakowie. Matury jednak nie uzyskał,
pociągnęło go mocno środowisko
literackie,
odkrył w sobie talent prozatorski
i oddał mu się na usługi z takim sukcesem, że wiele lat później wydawca jego
dzieł zebranych, profesor Stanisław Pigoń napisał, iż Orkan: "zjawił się na tle
swego czasu jako fenomen wysoce odrębny... miał życie trudne, warunki pracy
wyjątkowo ciężkie ... z tyloma musiał się mocować zawadami, zanim przyrodzoną
siłą dźwignął się na jaką taką wyżynę - drugiego (pisarza) nie umielibyśmy takiego pokazać".
Do historii literatury
przeszła również matka arkana,
o której tenże sam
Pigoń napisał, iż "była indywidualnością
ze wszech miar niepospolitą, odcinającą
się wyraźnie od otoczenia i czasu". Posiadała naturalny talent narracyjny, o czym
świadczą dyktowane
przez nią listy oraz drobne opowiadania
i wspomnienia,
z których część została ogłoszona drukiem, a część spoczywa w zbiorach archiwalnych. Matka arkana stała się ponadto symbolem wszystkich chłopskich matek,
których wyrzeczenia i hart ducha, finansowe i przede wszystkim moralne wsparcie
umożliwiło ich synom wybicie się, wyrwanie
z nędzy, zajęcie często wysokiej
pozycji społecznej, czasem osiągnięcia znaczącej rangi w polskiej kulturze. Tym
matkom złożył hołd popularny w XIX wieku pisarz Sewer (Ignacy Maciejowski),
w szeroko znanej, choć zdaniem historyków
literatury
niezbyt udanej powieści
Matka.
Pierwowzorem
postaci tytułowej
była właśnie Katarzyna
Smreczyńska,
matka arkana.
Zostawmy na uboczu powieść Sewera, zresztą protektora i przyjaciela arkana,
skoncentrujmy
się na listach pisarza do matki i jej odpowiedziach, pięknie wydanych ostatnio przez Ludową Spółdzielnię Wydawniczą z rzeczową przedmową
i komentarzami
Franciszka Ziej ki. Z listów tych, na ogół krótkich, w dużej części
poświęconym
materialnym
i rodzinnym
kłopotom, których życie nie szczędziło
Orkanowi
i jego rodzicielce, pełnych drobnych, lecz niezmiernie
wartościowych
szczegółów, przyczynków
do orkanowej
biografii, emanuje niezwykły czar, czar
moralnego ładu. Matka arkana,
świadoma iż syn miota się i łamie pod ciosami
życia, w piekle niezrealizowanych
ambicji i nadziei, że gubi się w obcym sobie
świecie, nie skąpi mu rad i duchowego wsparcia. Czyni to z niezwykłą subtelnością, z iście matczyną intuicją. Jej przewodnikiem
jest Bóg, mocna i szczera
wiara. Z niej wynika jasny i niewzruszony
system wartości, wskazujący drogę
życiową matce i synowi, jednocześnie budując między nimi więż daleko wykraczającą poza związek biologiczny. Lektura korespondencji
między matką a Orkanem pobudzić może do wielu refleksji, może zadziwić i wzruszyć, dobrze się
zatem stało, że listy te zostały wreszcie opublikowane.
W ich świetle jawi się
godny uwagi i najwyższego
szacunku portret kobiety-matki,
góralki z zapadłej
wsi galicyjskiej,
"wizerunek kobiecy - jak pisze Franciszek Ziejka - która zna
249
wartość macierzyńskiej
miłości, która wie, w jaki sposób można pomóc swemu
dziecku w życiu". I trzeba się zgodzić, że jest to "portret wszystkich matek-chłopek, które nie tylko na przełomie XIX i XX wieku oddały narodowi to, co miały
naj cenniejszego: własne dzieci". Pamiętajmy
i o tym czytając "serdeczne listy"
Orkana i jego matki.
Ryszard KantaT
