1b62eb0b8f69146d267b471e26a7ec8a.pdf

Media

Part of Rozważania w obliczu Św.Michała Archanioła, wyrzeźbionego w 1971 roku przez Władysława Chajca z Kamienicy Górnej / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1976 t.30 z.3-4

extracted text
udwig Zimmerer

ROZWAŻANIA W OBLICZU ŚWIĘTEGO

MICHAŁA

ARCHANIOŁA,

WYRZEŹBIONEGO W 1971 ROKU PRZEZ WŁADYSŁAWA CHAJCA Z KAMIENICY GÓRNEJ
Jak z samego tytułu wynika, praca ta ma być luźnym zbio­
rem dociekań, przypuszczeń i impresji, a nie rozprawą naukową.
Chciałbym to podkreślić nie dla uzyskania taryfy ulgowej, ale
aby zwrócić uwftgę na to, że amator, który nio jest przypadkiem
również uczonym speojalistą w dziedzinie swego zamiłowania, musi
sobie wypracować własny sposób, ażeby pomalutku pojąć to, co
mu jest drogie.
Istnieją w języku niemieckim trudno przetłumaczalne zwro­
ty związane z niewinnym słówkiem „dahinter". Powiedzenie
„Da steckt etwas dahinter" oznacza po prostu, że za samym feno­
menem kryje się jeszcze ooś, bez poznania czego nie można zro­
zumieć istoty zjawiska, coś, co trzeba wyśledzić, do czego trzeba
dojść, krótko mówiąc, „dahinterkommen".
Próbując wyśledzić, co tkwi w takiej figurze jak Śiv. Michał
Chajoa, usiłując wytropić świat wyobrażeń i wierzeń, którego
Wyrazem jest ta rzeźba, wiem dobrzo, iż ta moja próba pozostaje
kompletnie dyletancka, iż ta moja podróż w górę rzoki, ku źród­
łom, jest przedsięwzięciem z dość przypadkowym ekwipunkiem.
A l ) właśnie jako amator, jako „dilletante", nie mogę nie podej­
mować tej próby. Mam przy t y m woale nieskromną nadzieję, że
mimo wszystko właśnie takim sposobem da się ewentualnie wy­
kryć to. co łatwo ujdzie uwagi speojalisty.
I
Władysław Chajec {ur. 1904), wyrosły w niewiarygodnej galisyjskiej biedzie, wątły chłop bez roli, jak też za młodu bez szans
snalozienia stałej pracy u zamożniejszych gospodarzy, mężczyzna
bez powodzenia również w życiu osobistym, predestynowany,
udawałoby się, do tego, aby być piątym kołem u wozu, wyrzeźbił,
;dy dobiegał już siedemdziesiątki, św. Michała Archanioła walsząoego ze smokiem
Figura ta sprzeczna jest nie tylko ze znaną chrześcijańską
konografią, lecz i z życiowymi doświadczeniami rzeźbiarza. Św.
klichał Chajoa (ił. 2) jest człowiekiem wiejskim (ciekawe, że nie
viadomo—mężczyzną czy kobietą); ma skrzydła, lecz odziany jest
ylko w krótką koszulę i nie posiada żadnej broni. Siedząc okra­
kiem na smoku, lucyperze, wcieleniu zła, bez żadnych ceregieli
inieszkodliwia potwora gołymi rękami.
Archanioł, jakiego Kościół od stuleci ukazuje ludowi, jest
stotą zupołnio inną — jest silnym, nieugiętym bohaterem, wielim panem, wodzom niebieskich zastępów, rycerzem w kosztownej
broi (il. 1). Oficjalny Św. Michał wydaje się żołnierzem, rycerzem,
ficerem z zawodu i z zamiłowania. Gdy zwycięża smoka, wygląda
i k gdyby pozował u fotografa; rozkoszuje się walką, w której
rzeciwnik nie ma żadnych szans, i trochę ją przeciąga. Jest on
niewalającym niebieskim pięknisiem, który upaja się t y m , że
zięki świętej wojnie, dzięki walce z ciemnością t y m łatwiej
loże pokazać się w najlopszym świetle.
Św. Michał Władysława Chajoa nie posiada tego wątpliwego
owabu; nie jest żołnierzem — ani szeregowcem, ani generałem
- jest cywilem. Nie ma w sobie niczego z bohatera, nie odgrywa
idnej roli, załatwia co ma do załatwienia jak najprędzej, aby
lóc powrócić do swych zwykłych zajęć. Na czym mogą ono poleać? Raczej nie na śpiewaniu „hosanna" i wystawaniu obok bo3go tronu. Ten anioł nie jest dworakiem. Może ma pracę w polu,
racę nie znoszącą zwłoki i jedynie na krótko przerwaną, aby
rzepędzić zło ?
Oficjalnego świętego Michała można wykorzystać ideologicz16 w rozmaity, lecz zawsze* jednoznaczny sposób. Wódz niebiesioh zastępów, zajmujący jako archanioł, jako rodzaj księcia,

określone, wysokie stanowisko w drobiazgowo ustalonej hierar­
chii niebios, ukazuje małemu człowiekowi, że również w niebie
jest „góra" i „dół", aby ten nie skarżył się na nierówność istnie­
jącą na ziemi, aby nio myślał, że ziemska nierówność, która go
wścieka, sprzeczna jest z porządkiom bożym. Kościelny św. M i ­
chał ukazuje biednemu, jakim to trzeba być mężem, bohaterem
i panem, aby zwyciężyć smoka. Ten Św. Michał wyjaśnia malucz­
kim, że byliby zgubieni, gdyby niebieski książę nie stoczył za nioh
walki, tak samo jak byliby zgubieni, gdyby ziemski pan, rycerz,
nie wziął ich w opiekę przód złymi siłami, zbójami i hordami nie­
wiernych—i, jeśli to konieczne, przed złem w nioh samych, przed
duchem buntu i nieposłuszeństwa.
Wojowniczy anioł da się również wykorzystać przez różne
wojownicze ideologie. Identyfikująo wroga, którego pragnie się
pokonać, ze złym duchem, przeciwnika z ciemnością, staje się
automatycznie po stronie światła, można wówczas walkę we włas­
nych interesach przyrównać do walki ze smokiem i wybrać sobie za
patrona św. Michała .
1

Tę pańską ideologię Chajec demaskuje i odrzuca w sposób
zupełnie spokojny, mimochodem, można powiedzieć — nagimi
dłońmi, bez bitewnego krzyku i bicia w bębny. Tym, który po­
konuje smoka, jest zwyczajny człowiek, który jako dzieoko (syn)
Boga posiada skrzydła i , aby zwyciężyć zło, nie potrzebuje spe­
cjalnej broni ani t y m bardziej specjalnych pośredników. Rzeźbą
swoją Chajec pokazuje, że niepotrzebni mu panowie ani rycerze
ozy to niebiańscy, czy ziemscy, że sam jest dostatecznie pański
i męski, aby poradzić sobie ze smokiem. Takie przedstawienie
odpowiada poglądowi, w którym zaufanie do Boga wyraża się
zaufaniem do siebie.
Panująca ideologia zostaje odrzucona, lecz nie zastąpiona
przez inną ideologię, przez przeciwstawny system. Nie należy
tego wieśniaczego Michała rozumieć jako polemiki z Michałem
panów. Wywodzi się on z innego, pierwotniejszego świata wyo­
brażeń. Przy całej swojej oryginalnośoi św. Michał Chajca nie jest
bynajmniej odosobnionym odkryciem uzdolnionego świeckiego
teologa, lecz sąsiaduje z wszystkimi tymi (nie tylko polskimi)
ludowymi bajkami, w których chłop nie lęka się diabła, okazuje się
silniejszy od zła, nie robi sobie ceregieli z piekielnym pomiotem,
oszukuje szatana i wystrychuje go na dudka. Zgodnie z t y m krę­
giem wyobrażeń diabeł porywa pana, lecz nie chłopa.

II
Dzieła w rodzaju Św. Michała Władysława Chajoa nie są
częste w polskiej sztuoe ludowej. Niekiedy jednak trafiają się
tu prace, które, wydaje mi się, wywodzą się z podobnego ducha.
Taki np. Bartosz Głowacki Wincentego Krajewskiego, ukazany
w momencie zdobywania nieprzyjacielskiej armaty (il. 4). Praoa
pochodzi z 1963 r., powstała więc przed wejściem w modę kon­
kursów o tematyce historycznej. Możliwe, że Krajewski zna no­
welę Sienkiewicza, ale dla mnie ważne jest, że ten właśnie bohater -antybohater przypadł mu do gustu.
Bartosz Krajewskiego opanowuje armatę w taki sam sposób,
w jaki św. Michał Chajca przemaga diabła. Zło, niosące nieszczęście
i śmierć, smok i armata, przychodzące z zewnątrz i zagrażające
małemu, wiejskiemu światu, zostają pokonane, unieszkodliwione
gołymi rękami. Również ten drugi poskromiciel Złego nie jest żoł­
nierzem, lecz chłopem, który jak św. Miohał Chajoa występuje
przeciwko wrogowi środkami niekonwencjonalnymi, ohociaż sku­
tecznymi. Obydwie figury przypominają m i owego trzeciego brata

225

z

licznych

ludowych

dwóch mądrych

baśni:

pewien

ojciec

i dzielnych a trzeciego —

miał

trzech

synów,

p o z o r n i e niewydarzo-

nego p r o s t a c z k a . L e c z w i e l k i c z y n , n i e m a l n i e m o ż l i w e wyzwolenie
k s i ę ż n i c z k i , n i e u d a j e s i ę d z i e l n y m i z r ę c z n y m ; d o k o n u j e t e g o ten
nie-bohaterski,
i n i e m a l bez

Dalej

wieśniaczy

można

gadly. Ten

trzeci

syn

niesposobnymi

środkami

trudu.

tu

wymienić

Św.

Jerzego,

rzeźbę

święty również, w przeciwieństwie

do

Adama

Zo-

powszechnego

wzoru,

n i e jest o p a n c e r z o n y m r y c e r z e m , lecz z w y k ł y m

człowie­

kiem,

wyposażonym

j ą sobie

sporządził.

Odważnie

w

lancę, wyglądającą
jedzie

na

swym

jakby

sam

nieustraszonym

przeciw otwartej paszczy straszliwego p o t w o r a (il. na

koniku

str.

tytu­

łowej).
W i e j s c y r z e ź b i a r z e c z ę s t o m y l ą ś w i ę t y c h Jerzego i Michała,
Sam

C h a j o c , t a k o b e z n a n y w t y c h s p r a w a c h , w y k o n a ł k i e d y ś św

J e r z e g o , d o d a j ą c m u s k r z y d ł a a n i o ł a . T a k i e p o m y ł k i nie s ą istotne
b o w i e m z a r ó w n o u J e r z e g o , j a k i u M i c h a ł a w a ż n a j e s t w a l k a ze
złym

smokiem.

Zegadły,

Obie

figury,

„Michał"

Chajea,

są j a k b y same przedstawieniem t y c h

jak

i

„Jerzy'

rzeźbiarzy.

Róż

n i c a p o l e g a n a t y m , ż e u C h a j c a c h o d z i o w y z n a n i e w i a r y , o auto
portret duchowy, u Zogadły natomiast —

o fragment

ziomskiej

autobiografii.
Św. Jerzy Zegadły

dosiada konia p r z y p o m i n a j ą c e g o

drew­

n i a n ą z a b a w k ę . Z a r z u t , i ż a r t y s t a n i e p o t r a f i ł b y w y r z e ź b i ć innego
konia,
i,

nie

gdyby

jest

tego

uzasadniony.

chciał,

Zegadło

potrafiłby

ma

wyrzeźbić

bujną

wyobraźnię

potężnego

rumaka,

s t w o r a m i t y c z n e g o , b ę d ą c e g o p r z e c i w w a g ą p o t w o r a . Lecz prosty

Człowiek siedzi na nie w z b u d z a j ą c e j

s t r a c h u szkapie. J e ź d z i e c

i k o ń p a s u j ą do siebie. O n i , maluczcy, niewojowniczy, d a d z ą sobie
r a d ę ze z ł y m p o t w o r o m . Podobnie j a k u Chajca, lecz w s p o s ó b
ś w i e c k i , przejawia się t u pewna d i a l e k t y k a l u d o w a , wedle k t ó r e j
m a ł e m o ż e s t a ć się w i e l k i m , z a ś p o t ę ż n e o k a z a ć się nagle*strachem
lub papierowym tygrysem.
N i e m o g ę p o z b y ć się w r a ż e n i a , że t u t a j jedzie na swoim kon i k u - h o b b y sam Z e g a d ł o , z y s k u j ą o w ten s p o s ó b siły dla p o k o n a n i a
g r o ź n e g o p o t w o r a , k t ó r y o g l ą d a n y z s i o d ł a takiego pegaza, oka­
zał się nagle z w y k ł y m s t r a s z y d ł e m , z d o l n y m w y s t ę p o w a ć j a k o
p o ż e r a j ą c y l u d z i domon t y l k o t a k d ł u g o , d o p ó k i s p o g l ą d a się n a ń
o k r ą g ł y m i ze strachu oczami.
Dawniej, kiedy był biedny i lekceważony, strugał Zegadło
drewniane z a b a w k i , przede w s z y s t k i m dziecinne k o n i k i , na w i e j ­
skie i m a ł o m i a s t e c z k o w e j a r m a r k i .

T e n d u ż y , silny

mężczyzna

b y ł dziwnie l ę k l i w y . Zawsze g d y j e c h a ł n o c ą do lasu, b y k r a ś ć
drzewo, b y ł p o d s z y t y strachem. Drzewa w y d a w a ł y m u się w ó w ­
czas p o t w o r a m i , ś w i a t ł o k s i ę ż y c a — blaskiem l a t a r k i

leśnego

s t r a ż n i k a , a w ł ó c z ą o y się pies — s a m y m d i a b ł e m .
G d y s y t u a c j a na r y n k u z a c z ę ł a się z m i e n i a ć , g d y miejscowy
z b y t coraz bardziej się k u r c z y ł , n a t o m i a s t w w i o l k i c h miastach,
a przede w s z y s t k i m za g r a n i c ą p o w s t a ł a k o n i u n k t u r a na s z t u k ę
l u d o w ą , Z e g a d ł o p r z e s t a w i ł się z c h a ł u p n i c z e j d ł u b a n i n y na t w ó r ­
czość a r t y s t y c z n ą . R z e ź b i e n i e , p o c z ą t k o w o w y n i k a j ą c e z koniecz­
ności m a t e r i a l n o j , s t a ł o się d l a ń w e w n ę t r z n ą p o t r z e b ą . J a d ą c na
swoim k o n i k u , Z e g a d ł o o s i ą g n ą ł sukces. Dzisiaj jest szanowanym
o z ł o w i e k i e m , k t ó r y nie t y l k o nie m u s i k r a ś ć drzewa, lecz w ogóle
nie m a się czego o b a w i a ć .
3

I I . 1. Św. Michał Archanioł, ol./pł., pochodzi z p ł d . - w s c h . Polski. X V I I I / X I X w. I I . 2. W ł a d y s ł a w Chajec, K a m i e n i c a G ó r n a , g m . Brzostek,
w o j . tarnowskie. Św. Michał, drewno p o l i c h r o m . , 29,5 x 34 c m . Ok. 1972 r. I I . 3. Chrystus Pantokrator, m o z a i k a w katedrze, Monreale
X I I w . I I . 4. W i n c e n t y K r a j e w s k i , Zawidz K o ś c i o l n y , w o j . p ł o c k i e . Bartosz Głowacki, drewno p o l i c h r o m . , wys. 26 c m . O k . 1965 r. I I . 5
W ł a d y s ł a w Chajec, Frasobliwy, drewno p o l i c h r o m . , wys. 62 c m . O k . 1971 r.
i
'
,
i

227

6

ii. 6. W ł a d y s ł a w C h a j e o , Upadek
pod
Lutomia, woj. wałbrzyskie,
Upadek

krzyżem,
d r e w n o p o l i e h r o m . d ł . 3 1 c m . ; O k . 1972 r . : ił. 7 J ó z e f L u r k a , B y s t r z y c a G ó r n a , gm.
pod krzyżem,
d r e w n o p o l i e h r o m . . d ł . 42 c m . N a p i s : „ M i ł o ś ć C h r y s t u s o w a p r z y c i s k a mnie,
a b y m w y t r w a ł do k o ń c a " .

W y d a j e m i s i ę , ż e za t ą h i s t o r i ą k r y j e się jeszcze i n n a rzeczy­
wistość.

Zegadle

unieszkodliwić

przy

p o m o c y sztuki u d a ł o się

wszystko

t o , co d a w n i e j

przezwyciężyć,

napawało

go

strachem

u d a ł o m u się złowić a n i jednej

d u s z y c z k i , p o t ę g i n i e b i e s k i e nie

m u s z ą s t a c z a ć w i e l k i c h b i t e w . B i e d n y d i a b e ł K o r p y , jego diabeł
frasobliwy, m a r t w i się, p o n i e w a ż nie zdołał w y p e ł n i ć

wyznaczonej

— co w i ę c e j , j a k p r a w d z i w y c z a r o w n i k z d o ł a ł z m u s i ć do s ł u ż e n i a

m u p r z e z p l a n p i e k i e l n y k w o t y d o s t a w . D i a b e ł t e n b u d z i n i e strach,

sobie w s z y s t k i e d u c h y , k t ó r e p r z e d t e m

lecz w s p ó ł c z u c i e .

groziły pokonaniem

go,

które

z

Podobnie

ma

ponurą

twarzą

się rzecz

z diabłami

a wszystkie te diabelskie strachy przekształcił w z a b a w ę , w rodzaj

Zegadły,

teatru, k t ó r e g o d y r e k t o r e m i w s z e c h w ł a d n y m p a n e m jest on sam,

uprowadzają

A d a m Zegadło.

— i znudzone oczekują na koniec sabatu, na

c h ę t n e zakonnice,

Johannes Gerson, w i e r n y K o ś c i o ł o w i reformator z p r z e ł o m u
średniowiecza i czasów nowożytnych, człowiek o umyśle

otwar­

z

obowiązki,

nagimi hrabinami —
fajrant.

Chajec,

rys.

urodzeni

aniołów

czytanie i pisanie

sprawia

ogromne

trud­

W

dwóch

znanych

m i wersjach

Chajec

ledwo

wspomina

stróżów.

Kto

o sztuce, m i m o iż r z e ź b i ć z a c z ą ł w c z e ś n i e i u p r a w i a ł t o z namięt­

jest k i m ś l e p s z y m , o t r z y m u j e k t ó r e g o ś z lepszych a n i o ł ó w .

Pros­

n o ś c i ą . W a u t o b i o g r a f i a c h t y c h , w k t ó r y c h c i ą g l e pisze o głodzie,

cha­

r z a d k o p o j a w i a s i ę B ó g , K o ś c i ó ł , r e l i g i a . A l e w p e w n y m miejscu

rakter takiej religii. P r z y p a d k o w o ś ć biologiezno-społecznych uro­

w s p o m i n a o sposobie, w j a k i uczono go r e l i g i i : j a k o chłopiec mu­

t a k musi się zadowolić

potężnych

któremu

n o ś c i , t r z y k r o t n i e , o i l e m i w i a d o m o , n a p i s a ł o b s z e r n i e s w ó j życio­

t y m , u w a ż a n y n a w e t za p o s t ę p o w e g o , b y ł z d a n i a , ż e l u d z i e w y s o k o
szczególnie

figlują

dyżurnymi

swoje

*

III

dostają

wypełniają

aniołkiem.

chłodzie, trudzie życia i ciężarach,

Z n i e z w y k ł ą w y r a z i s t o ś c i ą u j a w n i a się t u ideologiczny

dzin

posiada

świata

t u znaczenie metafizyczne.

dochodzi hierarchizacja

nieba;

Do

zhierarchizowania

więcej, niebo

do w i a d o m o ś c i p o r z ą d e k ś w i a t a i dostosowuje
W
Piotr

przyjmuje

się do niego.

swoich „ Ż y w o t a c h ś w i ę t y c h " na dzień św. Aniołów
Skarga

o organizacji niebieskiego

samej j a k organizacja

d w o r u na ziemi.

dworu, zupełnie

siał

chodzić

ośnieżoną

drogą

do

j a k i e s p a d ł y n a jego

odległej

parafialnej

n a u k ę przed Pierwszą K o m u n i ą — po to tylko, „ a b y

barki,

wioski

na

dowiedzieć

się, j a k w y g l ą d a p i e k ł o " . Ocena z w i ę z ł a i m i a ż d ż ą c a . Absurdal­
pisze

ność owych nauk, k t ó r e zamiast prastarych r y t ó w

takiej

miały

T a m , t a k samo j a k t u ,

młodzieńca

j e d n y m zaledwie

wtajemniczać

inicjacyjnych

w m i s t e r i a , Chajec

sygnalizuje

myśl

po

zdaniem.

są wysoko i nisko postawieni, wielkie, bliskie Boga anioły i skrom­
ne

aniołki, pełniące

funkcję

posłańców,

przekazujące

dalej

to,

co z a l e c ą i m z n a j d u j ą c e się b l i s k o B o g a i p r z e s ł a n i a j ą c e go a n i o ł y .
Dworowi

niebieskiemu

odpowiada

z kolei

dwór

piekielny,

z hierarchią szarż i stopni, z diabłami i diabełkami. Biednemu, po
którego prawicy stoi niedużo potrafiący

aniołek-stróż,

towarzy­

szy po l e w i c y j e d y n i e d i a b e ł e k o b y l e jakiej m o c y , z k t ó r y m
c z ł o w i e k zawsze sobie

szary

poradzi

wszystkie

Z takim

zabiedzonym

skraju drogi

228

diabły,

jakie rzeźbił,

to

diabły

nieboraki.)

stworzeniem, żałośnie p r z y c u p n i ę t y m

i o b a w i a j ą c y m się wrócić

nie przychodzi na

lamentować

drobno-

jeszcze raz p o ś m i e r c i . Chajec n i o j e s t z a r o z u m i a ł y i b e z k r y t y c z n y
w o b e c s i e b i e ; c z u j e s i ę b i e d n y m g r z e s z n i k i e m , k t ó r y z n a j d u j e się
w ł a s c e B o g a i m a p o p r o s t u w r a ż e n i e , ż e p i e k ł o n i e jest stworzone
dla niego.
B a ś n i e l u d o w e s t a l e p o d k r e ś l a j ą n i e k o m p e t e n o j ę d i a b l a wobec

Takiego biednego d i a b ł a w y r z e ź b i ł S t a n i s ł a w K o r p a . (Ściślej
mówiąc,

Chajcowi

m i e s z c z a ń s k u , ż e m a j ą c j u ż z a ż y c i a p i e k ł o , n i e z a s ł u g u j e n a nie

do p i e k ł a , bo z n o w u

szarego c z ł o w i e k a . W a ł ę s a j ą c e s i ę p o z i e m i d i a b ł y niższego rzędu
m a j ą za z a d a n i e z a j m o w a ć się p a n a m i , k u s i ć i p o w o l i przygoto­

na

w y w a ć i c h d l a p i e k ł a . D i a b e ł n i s k i e j r a n g i , k t ó r y p o ż a r ł biednemu

nie

c h ł o p u ś n i a d a n i e , z o s t a j e u k a r a n y p r z e z p i e k i e l n e g o k s i ę c i a , musi

:owi s ł u ż y ć p r z e z l a t a j a k o p a r o b e k .
r

ch

odbijają

się raczej

życzenia

Oczywiście w baś-

szarego c z ł o w i e k a ,

niż

b ą d ź razie b ę d z i e m u s i a ł s t w i e r d z i ć , że siła

szatana

jest niezmierzona. I w ł a ś n i e nasz b o g a t y , dobrze ż y j ą c y

W

każdym

biskup

iowe d o ś w i a d c z e n i a . L e c z i t o d o ś w i a d c z e n i e , g d y c h o d z i

z konieczności b ę d z i e w i e l k i m p e s y m i s t ą i — ś w i a d o m i e czy nie

3t z u p e ł n i e i n n e n i ż d o ś w i a d c z e n i e



Jle c h r z e ś c i j a ń s k i e g o
Stwierdzając

przekazu,

to, kaznodzieje

bogacza.

panem

tego

oczywiście

świata

jest

zapominają,

że

>zie w i d z ą ś w i a t z u p e ł n i e i n a c z e j o d t y c h s p o d w o z u . Z ł o ,

wyznawcą

pewnego

d u a l i z m u teologioznego.

Naszemu

b i e d n e m u c h ł o p u t a k i p o g l ą d do niczego nie jest

p r z y d a t n y . Owoce z n a j d u j ą c e się w jego zasięgu s ą t a k
że nawot nie m o g ą posiadać u r o k u

skromne,

zakazanych.

n musi się ścierać c h ł o p , nie jest p o t ę ż n y m s m o k i e m , w ę 3yperem. P a n

tego ś w i a t a w s w o i m blasku, w i e l k i

otumaniający

dusze,

babilońska

nierządnica

liającoj p i ę k n o ś c i , u k t ó r e j s t ó p l e ż ą p o t ę ż n i —

w

swej

wszystkie

icie s ą m u o b c e . W r o g i e m w i e ś n i a k a j o s t p a n t e g o

Dobra,

Anty-

świata

radosna

nowina,

którą

Kościół

miał

zwiastować

maluczkim, mocno ucierpiała pod w p ł y w e m problematyki, w któ­
rej

żyła warstwa

rządząca

Kościołem;

z konieczności

zagubiła

się r a d o ś ć , i coraz więcej b y ł o m o w y o s ą d z i e i w i e c z n y c h karach.

i władca biedy, nieurodzaju i niepowodzenia. Jest to zła

W y s t a r c z y p o m y ś l e ć o roli g ł o d u w życiu biednego, a b y

}ra p o w o d u j e w a r z e n i e s i ę m l e k a , i p l u j e c h ł o p u d o z u p y .

ze z d z i w i e n i e m n a o g r o m n e z n a c z e n i e p o s t ó w i w s t r z e m i ę ź l i w o ś c i

w r ó g siedzi m u na k a r k u , d r ę c z y go, m o ż e go d o p r o w a d z i ć

w

laczy, n i e s t a j e s i ę j e d n a k p r z e z t o w s p a n i a ł y i k u s i e i e l s k i .

p r z y s z ł o do g ł o w y , że nie przystoi w y m a g a ć postu o d głodującego,

50 ż a ł o s n e g o , n ę d z n e g o ś w i a t a p o z o s t a j e

żałosnym i nędz-

nakazach

kościelnych.

że n ę d z a r z nie potrzebuje

Widocznie

rzecznikom

spojrzeć

ćwiczeń ascetycznych

Kościoła

i że

niezbędne

i m s a m y m lekarstwo w n i c z y m nie p o m o ż e w i e r n e m u ludowi.

mem.
sięciu K o ś c i o ł a

z czasów, gdy ukształtowały

się wyobra-

Umartwienie potrzebno było bogatym, wysoko postawionym,

którymi się t u z a j m u j e m y , sprawa p r z e d s t a w i a ł a się zgoła

aby dzięki największym wysiłkom mogli osiągnąć stan

: najpiękniojsze

w j a k i m biedny i t a k się z n a j d o w a ł ,

.ajbardziej

nie

owoce tego ś w i a t a wiszą w zasięgu

apetyczne

kobietki

czekają

na

jego

skinienie,

lanialsza k a r i e r a s t o i d l a n i e g o o t w a r t a , j e ż e l i b ę d z i e
1 bezwzględny. M a on wielkie, prawie wszelkie

jego

dosta-

możliwości

jo, że w ś w i e t l e f u n k c j i p e ł n i o n e j przez niego i n a u k i przez
głoszonej, n i e m a l wszystkie z w p y c h a j ą c y c h m u się do ust
w są dla niego

owocami zakazanymi.

Musiałby

on

mieć

wanie

cierpiącego

Chrystusa,

niezwykle uciążliwym

i wręcz

obnażenia,

slmitatio Christk,

będące

dla

bogacza

naślado­

twardym,

wyrafinowanym ćwiczeniem,

dla

b i e d a k a s t a n o w i ł o j e g o » c o n d i t i o h u m a n a « , b y ł o l o s e m , k t ó r y zos­
tał m u

przeznaczony.

Ponieważ

prosty l u d nie m a

do

czynienia z

szatanem, jego s p i r y t u a l n o ś ć m o ż e b y ć bardziej

przemożnym

optymistyczna,

zko s i l n ą w o l ę , a b y i c h n i e s k o s z t o w a ć . J e ś l i n i e j e s t z u p o ł -

ale t e ż i b a r d z i e j z m y s ł o w a n i ż p o b o ż n o ś ć m o ż n y c h i w y k s z t a ł c o ­

lynikiem, m u s i o d czasu do czasu p r z y n a j m n i e j

n y c h . W y c h u d ł y asceta, j a k t e ż dobrze o d ż y w i o n y K s i ą ż ę

spróbować

ić s w o j e p o s t ę p o w a n i e , u c i e c o d ś w i a t a , z a c z ą ć n o w e ż y c i e .

Koś­

cioła m u s z ą składać na szalę złego o wiele więcej wartości ziem-

229

2S

°

skich a n i ż e l i w i e ś n i a k . Z m y s ł o w a p i ę k n o ś ć , d l a t a m t y c h m a j ą c a

Okazuje się w t e n s p o s ó b , ż e p r z e l e w a j ą c e się rogi obfitości

w sobie zarodek pokusy, s k ł a n i a j ą c a i c h do grzechu, d l a biedaka,

starożytnych,

dla c z ł o w i e k a na s k r a j u rozpaczy staje się p o m o c ą do

usacre d u p r i n t e m p s « w tej ludowej k a t o l i c k i e j

wiary

kulty

urodzaju

ludów

pierwotnych,

pogańskie

p o b o ż n o ś c i cał­

k i e m s ą jeszcze ż y w e . W t y c h obrazach stara p o g a r i s k o ś ć jest

w bożą dobroć.

r ó w n i e n a i w n i e , j a k i ś m i a ł o t ł u m a c z o n a na j ę z y k c h r z e ś c i j a ń s k i .
W p r z e c i w i e ń s t w i e do l ę k l i w y c h p r ó b analogicznego

IV
W

przetwarza­

nia, p o d e j m o w a n y c h przez K o ś c i ó ł , z m y s ł o w o ś ć w tej c h ł o p s k i e j

twórczości Rozalii Barańskiej-Dzięciolowskiej

przejawia

s p i r y t u a l n o ś c i zostaje ocalona.

się z m y s ł o w o ś ć , o p t y m i z m , w i t a l n o ś ć i r a d o ś ć tej ludowej religij­

W s z y s t k o to nie w y p ł y w a z j a k i e j ś osobistej filozofii Rozalii

ności. Rozalia B a r a ń s k a , urodzona w 1909 r. w Z a l i p i u , j a k o dzie­

B a r a ń s k i e j . Chrzestnymi r o d z i c a m i jej k w i e t n y c h orgii s ą polne

w c z y n a m a l o w a ł a k w i a t y , t a k samo j a k j e j r ó w i e ś n i c e we w s i .

o ł t a r z e , n a k t ó r y c h k r z y ż n i e m a l tonie w m o r z u k w i a t ó w , s t a j ą c

B y ł zwyczaj, ż e kupione ś w i ę t e obrazy, z w y k l e o l e o d r u k i , w ł a s n o ­

się drzewem Ż y c i a i s y m b o l e m u r o d z a j u .

podaje

W tej k w i t n ą c e j s e n s u a l n o ś c i grzech p i e r w o r o d n y , upadek

Tadeusz Seweryn, podczas p o r z ą d k ó w przed ś w i ę t a m i W i e l k a n o c ­

i n ę d z a c z ł o w i e k a s c h o d z ą na dalszy p l a n . N a s t ę p u j e t u , zdaje się,

n y m i r a m y te odnawiano. T a k więc o k a z a ł o się pewnego razu, ż e

coś j a k b y zniesienie czasu; jest b o w i e m wspomnienie o r a j u

i same obrazy b y ł y j u ż zniszczone przez d y m i m u c h y . P o n i e w a ż

i uprzedzenie Nowego N i e b a i N o w e j Z i e m i , a j e d n o c z e ś n i e , g d y

w d o m u b r a k ł o p i e n i ę d z y na k u p n o n o w y c h , w i ę c Rozalia zdecy­

chodzi o t e r a ź n i e j s z o ś ć , twierdzenie, że zbawienie j u ż się d o k o n a ł o ,

r ę c z n i e ozdabiano r a m a m i z m a l o w a n y c h k w i a t ó w . J a k

d o w a ł a się n a m a l o w a ć nie t y l k o r a m y , lecz i same obrazy. T e n po­

że P a n r z e c z y w i ś c i e z m a r t w y o h w s t a ł , i przez to n a s t a ł a nieusta­

c z ą t e k jest i s t o t n y , bo m a l a r k a u w a ż a ł a od p o c z ą t k u , i u w a ż a do

j ą c a wiosna. W » h o r t u s conclusus«

tej p o r y , że sam obraz nie m o ż e b y ć jej p o m y s ł e m , lecz p o w i n i e n

z czasem z o s t a ł zniesiony p o d z i a ł m i ę d z y t y m a t a m t y m ś w i a t e m .

tej wiejskiej m a l a r k i wraz

w m i a r ę m o ż n o ś c i do z ł u d z e n i a p r z y p o m i n a ć „ p r a w d z i w e " , k u p n e

Owe ogrody na obrazaoh s ą p r a w d z i w y m i c h ł o p s k i m i ogrodami,

ś w i ę t e obrazy ( i l . 17). W y o b r a ź n i a m a l a r k i w y ł a d o w u j e się w cią­

a j e d n o c z e ś n i e o d n o s z ą się do wieczności. R e l i g i j n o ś ć staje się t u t a j

gle n o w y c h , i n n y c h , coraz bogaciej m a l o w a n y c h k w i e t n y c h ra­

wyrazem

mach. Ł a d n i e , lecz konwencjonalnie malowane obrazy, przede

tego ś w i a t a i zatraca s w ó j charakter pociechy na p r z y s z ł o ś ć p o ś ­

w s z y s t k i m r ó ż n e postacie ś w i ę t y c h , w p r o s t g i n ą w tej o r g i i k w i a t ó w ,

m i e r t n ą , k t ó r a to pociecha s ł u s z n i e u w a ż a n a jest za rodzaj o p i u m .

niepodzielnej

zmysłowo-duchowej

radości

w

środku

w tej u p o r z ą d k o w a n e j d ż u n g l i , w t y m w y b u j a ł y m r a j s k i m o g r ó d k u .
K w i e t n a r a m a staje się t u » h o r t u s c o n c l u s u s « , p r a s t a r y m

sym­

bolem p ł o d n o ś c i dziewiczego ł o n a , a j e d n o c z e ś n i e a u r e o l ą otacza­
jącą i spowijającą

ś w i ę t y c h . Ciekawe, że wcześniejsze

s p r a w i a j ą jeszcze w r a ż e n i e , że święci z n a j d u j ą

obrazy

się na ł ą c e l u b

w p r a w d z i w y m ogrodzie, a element spowijania nasilił się w obra­
zach z ostatnioh l a t .

11

P r z y o g l ą d a n i u Sio. Michała,

w y r z e ź b i o n e g o przez

stale p r z y c h o d z i m i na m y ś l niestosowne

Chajca,

t u , m o g ł o b y się z d a w a ć ,

powiedzenie: „ D o i t y o u r s e l f " . Chajec w y r a ż a s w o j ą r z e ź b ą (ce.
Iowo, czy toż m i m o w o l i ) , że nie o d s t ą p i zadania u n i e s z k o d l i w i ę ,
nia Złego specjaliście, zawodowemu

smokobójoy.

12

231

P o j a w i a się t u c h y b a , j a k w obrazach p a n i B a r a ń s k i e j , p o d ­

wiek,

który

w

odosobnieniu od

wiejskiej

s p o ł e c z n o ś c i staje się

ś w i a d o m o ś ć , dla k t ó r e j grzech p i e r w o r o d n y nie gra

decydującej

c o r a z b a r d z i e j j e d n o s t k ą ( i p r z e z t o , c h o c i a ż p ó ł a n a l f a b e t a , coraz

roli,

pierwotnego

bardziej

podświadomość

sięgająca

wstecz,

do

sprzed p o d z i a ł u prac i f u n k c j i , znaczy do

stanu

czasu, g d y

nie

istniał

źródeł

człowiekiem

sięga

nowoczesnym), w

poszukiwaniu

znacznie dalej wstecz, o wiele głębiej

własnych

w

zbiorową

jeszcze p o d z i a ł s p o ł e c z e ń s t w a n a p a n a i p o d d a n e g o , k a p ł a n a i p r o ­

p o d ś w i a d o m o ś ć , n i ż n o r m a l n i , n i e o s a m o t n i e n i c z ł o n k o w i e wiej­

fana, a r t y s t ę i filistra, m ę d r c a i g ł u p c a . W z w i ą z k u z t y m należało­

s k i e j w s p ó l n o t y . T a k o t o p o w s t a j e o s o b l i w y p a r a d o k s , ż e właśnie

by, b y ć m o ż e , w s p o m n i e ć o obojnaczym charakterze

samotnik

anioła.

Czyż

w

licznych

mitach

nie

nawiązuje

się

ehajcowego
do

dawnego

stanu, gdy na p o c z ą t k u b y ł człowiek, k t ó r y dopiero później
rozdzielony na m ę ż c z y z n ę i k o b i e t ę ? W

został

jest najlepszym

i odczuć. Więc —

wyrazicielem

pradawnych

nastrojów

s p i r y t u a l n o ś ć l u d o w ą w y r a ź n i e j w i d a ć w twór­

c z o ś c i C h a j c a , n i ż w p r a c a c h t r a d y c y j n e g o r z e ź b i a r z a s p r z e d 70

k a ż d y m razie m o g l i ś m y

ozy

j u ż s t w i e r d z i ć , że ś w . M i c h a ł s p r e p a r o w a n y dla p o t r z e b ideologicz­

ność

80 l a t , m i m o i ż w m i ę d z y c z a s i e w r z e c z y w i s t o ś c i
ta

uległa

szybko

postępującym

procesom

spirytual­

rozpadowym.

n y c h stracił swój l u d z k i charakter i s t a ł się k i m ś w r o d z a j u super­

M o ż n a n a w e t p o w i e d z i e ć , ż e d o p i e r o d z i ś , d z i ę k i w i e l k i m rzeźbia­

mana.

r z o m t e g o „ b a b i e g o l a t a " s z t u k i l u d o w e j , t a z n a j d u j ą c a s i ę w sta­

Oddolne r u c h y religijne, o b o j ę t n e czy dochodzi do o t w a r t e g o
konfliktu,

czy

ofiojalnego

kościoła.

Kościół

t e ż nie,

jest

zawsze m a j ą

Rzecz

akurat

nie

znowu

mnóstwo

dostępna

dla ludzi z i n n y c h k r ę g ó w k u l t u r o w y c h ,

dawniej,

prawie

nie

przekształcony

uchodziła

uwagi

zajmujących

polega w y ł ą c z n i e

skorumpowany

w i n s t y t u c j ę p a ń s k ą . T o , ż© o f i c j a l n y

i

n i e z a n i k a n i a m i s t y c z n a r e l i g i j n o ś ć s t a j e s i ę w p e w n y m stopniu

czy

zarzutów
na

wobec

tym,

K o ś c i ó ł ulega degeneracji,

przenikając

na

zewnątrz,

się k u l t u r ą

ludową.

ten

zgodny

z duchem

ludowym

święty,

mógł

stwarza dla tej religijności j e d y n i e p o ż ą d a n ą o k a z j ę do a t a k o w a n i a

w

momencie

takiego

sięgnięcia

wstecz,

w

s a m y c h zasad. Przez te r u c h y p o d w a ż o n e z o s t a j ą

w

mentalności

życia duchowego i twierdzenie, że biedny, chcąc b y ć w
swojego

Zbawiciela,

potrzebuje

pośrednictwa

bliskości

funkcjonariuszy

gdy

zupełnie

J e ś l i c h o d z i o n a s z e g o Ś w . M i c h a ł a , t o m o ż n a p o w i e d z i e ć , iż

ż e j a w n i e p o s t ę p u j e sprzecznie z g ł o s z o n y m przez siebie s ł o w e m ,

hierarchizacja

podczas

niemal

wieśniaczej

stracił

już

powstać

którym

znaczenie.

dopiero

sam

anioł

Ponieważ

nie

b y ł o w s z t u o e l u d o w e j s p e c j a l n e g o , o d b i e g a j ą c e g o o d n o r m y wy­
obrażenia

św.

Michała,

każdy

z

tradycjonalnych

świątkarzy,

k o ś c i e l n y c h . B u n t s k i e r o w a n y jest p r z e c i w t e m u , że K o ś c i ó ł chce

gdyby

biednemu B o ż e m u dziecku o d e b r a ć bezpośredniość wobec Boga,

f i g u r ę ś w . Michała., w z i ą ł b y za w z ó r

ż e t r a k t u j e go j a k o n i e k o m p e t e n t n e g o , n i e p e ł n o l e t n i e g o ,

— n a c o a n i o n , a n i k t o k o l w i e k i n n y n i e z w r ó c i ł b y u w a g i — Św.

b u j ą c e g o p r o w a d z e n i a za
Podając

w

potrze­

rączkę.

wątpliwość

Michała

słuszność

podziału

na

nierówności

społeczeństwa

klasowego.

i przez to

symbo­

Uświadomiwszy

to

sobie, ł a t w o m o ż n a d o s t r z e c n o s t a l g i ę za s p o ł e c z e ń s t w e m

ludzkim

i

mówiąc,

braterskim

ich utopijny

tych

ruchów

religijno-ludowych,

inaczej

komunizm.

oficjalnego, a t y m

gami,

czasem

zaś

zaledwie

charakterystyczny

jego p r a c ę od t y p o w y c h w z o r ó w l u d o w y c h . W
krzyżem

można

z łatwością rozpoznać,

powstała w

M a ł o p o l s c e . Co d o t e g o w z o r u , m o ż n a , j a k m i s i ę z d a j e , rozróżnić
podstawowe

typy:

wytwornego

i

Chrystusa upadłego

jednocześnie

niezwykle

pod

krzyża

ciężarom

załamania,

czworakach pozostaje k r ó l e m

na

Chrystusa,

i najwyższym

ka­

rarchizacji K o ś c i o ł a znajduje najbardziej p r z e k o n y w a j ą c y i prze­

j u ż s i ł , a b y i ś ć d a l e j . C h a j e c r z e ź b i t e n d r u g i t y p ; p r z y c z y m po­

m y ś l a n y w y r a z w r z e ź b i e d r w a l a J ó z e f a L u r k i (ur. 1927). Ciekawe

s u w a się jeszcze o d r o b i n ę

b y ł o b y w y ś l e d z e n i e z m i a n w zakresie religijności ludowej

czonego do

Lurki.

Uprzedzając

dzieć,

że

i

w

tych

równocześnie

nych.

Chajca

wynik

takich

zmianach

rozkładu

i

o

jedno

rozważań,

przejawia

starych

Stare, ogólnie p r z y j ę t e ,

ale

pokolenie

się

dałoby
proces

zbiorowych

się

pod

ta

p ł a n e m — o r a z p r a w d z i w i e z a ł a m a n e g o Z b a w i c i e l a , k t ó r y n i e ma

twórczości

sprzeciwianie

dzieli

hie­

porównanie

ich

drobiazg

j e g o Upadku

iż f i g u r a

k o l a n a , ale m i m o tego nie z d r a d z a j ą c e g o

warstw,

na

samym

C h a j e c j e s t t w ó r c z y . C z a s e m c h o d z i z u p e ł n i e w ł a s n y m i dro­

k t ó r y nawet na
niższych

zamówienie

W p r z e c i w i e ń s t w i e do r z e ź b i a r z y t r a d y c y j n y c h , ikonograficz­
nie

dwa
VI

gospodarza

panów.

ornamentacyjnego

Spirytualność

proboszcza lub

*

kapłań­

stwa. P o d z i a ł na k a p ł a n a i l a i k a w zakresie religii jest z j a w i s k i e m
t o w a r z y s z ą c y m podziałowi na pana i sługę —

od

kapłanów

i z w y k ł y c h w i e r n y c h , religijność ta zmierza do o g ó l n e g o

lem

otrzymał

przez

(i przez t o

zbiorowej).

Tradycyjny

przypłasz­
znokauto­

koresponduje z t y m i miejscami autobiografii, w k t ó r y c h

powie­

nastrojów

religij­
prze­

indywidualnością,

świątkarz

ukazując

się

dojrzewania

trzymał

się,

Chrystusa

przegranego

(i).

6).

Figura

ta

najwyraźniej
Chajec

o p i s u j e , j a k z b y t d ł u g o m u s i a ł d ź w i g a ć w i e l k i c i ę ż a r i z a ł a m a ł się
pod

nim.

Figura św. Michała przedstawia archanioła

i również

Chajoa, silnego w swojej w ł a s n e j s ł a b o ś c i c z ł o w i e k a . U p a d ł y
k r z y ż e m C h r y s t u s p a t r z y z b ó l e m i r o z p a c z ą , a l e i ze
ciem na

a b y m o ż n a go b y ł o jeszcze w p e ł n i z a s z e r e g o w a ć do s z t u k i l u d o ­
wej

dalej,

wany,

często mgliste poglądy

j u ż Chajec jest z b y t w i e l k ą

upadłego,

Chrystusa, k t ó r y został wyliczony,

młodszego

k s z t a ł c a j ą się w coraz bardziej osobiste p r z e k o n a n i a i w y z n a n i a .
Przy t y m —

ziemi

rówtiież u p a d ł e g o

pod

współczu­

brata.

K i e d y i n d z i e j o p r a c o w a ł C h a j e c z u p e ł n i e n o w y t e m a t . Pewne­
go

dnia

rozmyślał

nad

słowami

Ewangelii:

„Lisy

mają

norę,

jeżeli chodzi o ikonografię, ściśle w z o r ó w z n a n y c h w s w o i m śro­

p t a k i z a ś g n i a z d o ; l e c z s y n c z ł o w i e c z y n i e m a g d z i e g ł o w y schro­

dowisku

nić".

(identycznym

z

jego

rynkiem

zbytu)



natomiast

Chajec j u ż o d p o c z ą t k u nie p r a c u j e d l a swojej wsi, k t ó r a ,

jeśli

Potem

wyrzeźbił

odpoczywającego

Chrystusa.

Dla

pod­

k r e ś l e n i a , ż e J e z u s r z e c z y w i s c i e ^ h i e m a , g d z i e z ł o ż y ć g ł o w y , Cha­

w ogóle i n t e r e s o w a ł a b y się jego s z t u k ą , ż ą d a ł a b y od niego n o r m a l ­

jec

nego ś w . M i c h a ł a , takiego jakiego zna z k s i ą ż e k i k o ś c i o ł ó w . Cha­

ramion, na

szczególnie

wyraźnie

zaznaczył

k t ó r y c h Zbawiciel

oparł

horyzontalną

limę

przed­

głowę.

jec t w o r z y d l a m u z e ó w i z b i e r a c z y , k t ó r z y n i e t r z y m a j ą się r y g o ­
r ó w i k a n o n ó w społeczeństwa wiejskiego, a przeciwnie —
cają

rzeźbiarza

do

rozwijania

własnych

Po

świątkarz.

Jako chłop —

rzeźbiarz

z e m M u z e u m O ś w i ę c i m s k i e . C z ę s t o c h o w a n i e z n a l a z ł a odzwiercie­
d l e n i a w j e g o s z t u c e . M a t k ę B o ż ą z a w s z e p r z e d s t a w i a j a k o po­

szukanie

własnej drogi.

świado­

całkiem

mie, a nawet programowo twierdzi: „ T r z e b a b y ć s o b ą " . ) W
procesie i n d y w i d u a l i z a c j i

Chajec d w i e wielkie p o d r ó ż e . Obie miały

zdziwieniem,

z n a l a z ł się on w odosobnieniu i jest przez to skazany na
(Dwadzieścia lat młodszy L u r k a

r. p o d j ą ł

c h a r a k t e r p i e l g r z y m e k . O d w i o d z i ł C z ę s t o c h o w ę , a z a d r u g i m ra­

nie-chłop, jako

f i g u r p r z y j m o w a n y c h p r z e z w i e j s k ą s p o ł e c z n o ś ć ze

1945

kiedyś

Chajec s ł a b i e j t k w i W s w o i m w i e j s k i m ś r o d o w i s k u n i ż
tradycyjny

zachę­

pomysłów.

tym

p r z e j a w i a się z n o w u to zniesienie czasu,

s t a ć ze s t a j e n k i , p o d k r z y ż e m a l b o j a k o P i e t ę . M a d o n n a z Dzie­
c i ą t k i e m j e s t m u d z i w n i e o b c a . N a t o m i a s t O ś w i ę c i m b y ł d l a niego
wstrząsem. W

czasie k i e d y nie b y ł o jeszcze p o ś w i ę c o n y c h

temu

t e m a t o w i k o n k u r s ó w , p o w s t a ł y z togo liczne k o m p o z y c j o , w któ­

jakie znaleźliśmy w obrazach p a n i B a r a ń s k i e j ; to zmieszanie się

r y c h p r z e t w o r z y ł d r ę c z ą c e go w r a ż e n i a . M i ę d z y i n n y m i

zamierzchłej

k r e m a t o r i u m , k t ó r e z a o p a t r z y ł w b l a s z a n ą t a b l i c z k ę z wytłoczo­

przeszłości

z

teraźniejszością

i

z

pełnym

nadziei

oczekiwaniom na n i to z i e m s k ą , n i to n i e b i a ń s k ą przyszłość. Czło­

232

nym

na

niej

przez

siebie n a p i s e m :

„dziej

i Noc

wykonał

palili

Ludzi

I I . 13. J. Lurka, Chrystus ukrzyżowany

na drzewie życia, płaskorzeźba,

wym. 34x23,5 cm. Ok. 1975 r.
w Krematoriom". Następnie — monumentalne, jakby wykuto
w kamieniu, mimo iż zaledwie o wysokości 29 cm, postacie dwóch
nagich więźniów, z których jeden obejmuje ramieniem drugiego,
upadającego z wycieńczenia. W czasie gdy jeszcze nio znał his­
torii ojca Kolbego, wyraził kształtem właśnie tę podstawową za­
sadę: słabemu podaje dłoń człowiek sam potrzebujący pomocy .
2

Dokładnie w ten sam sposób i Lurka przedstawia prawdę
tej ludzkiej i zbawiennej solidarności między cierpiącymi. W ma­
łym jakby pomniku, wykonanym przezeń na cześć Brata Alberta,
słaby i ułomny człowiek o kuli obejmuje wspierając bezsilnego
kalekę. Uczcił on Adama Chmielowskiego, ciężko kulejącego po
zranieniu w Powstaniu Styczniowym krakowskiego malarza,
który w środku życia doznał pewnego rodzaju nawrócenia i stop­
niowo rezygnując z malarstwa, poświęcił się biednym i opuszczo­
nym starcom.
Chajec przedstawia obraz mówiący sam za siebie. Lurka
natomiast daje wraz z nim dokładnie sformułowaną historię albo
ideę. Chajec ma pewne trudności w wyrażaniu swoich pomysłów
inaczej niż w drzewie. Dla Lurki nawet rzeźbienie jest czymś
w rodzaju kazania. Sens swojej pracy artystycznej określa pre­
cyzyjnie — jako „głoszenie Dobrej Nowiny w drzewie".
Chajec daje migawkowe ujęcia (jak swojego św. Miohała)>
formułuje czasem niezwykle zwięzłe i celne opinie (jak cytowane
zdanie o bezsensownej nauce przed Komunią); równocześnie zda­
ny jest na zastaną, odziedziczoną, wpojoną mu do głowy religij­
ność, od której próbuje się zdystansować, ale z którą jest mimo
wszystko zrośnięty. W 1974 r., gby był chory i czuł się zbyt słaby,
aby rzeźbić, wykonał dla mnie szereg rysunków, a wśród nich wielki
arkusz ukazujący sposoby karania grzeszników i nagradzania
sprawiedliwych. Rysunkom towarzyszył obszerny tekst. Czytamy

tam między innymi: „kto używał Ankocholu Djabły leją zezbana
do ust siarkę i kwas solny". Jeden z rysunków przedstawia, jak
grzesznik na łożu śmierci doznaje takiej kary. Po opisie jednego
z dalszych podobnych rysunków następuje uwaga: „Tak mówiono
i nauczano zaczasów Ałstryjackich, Juzefa Franoiszka I , się­
gało ta nauka dosanacji". W ten sposób Chajec nie wypowiadając
własnego zdania, okazuje swoją rezerwę wobec takich wierzeń.
Lecz kilka wierszy dalej, po opisie błogosławionej śmierci spra­
wiedliwego, czytamy: „A taki ktury Bluźni przeciw Bogu i nauczy­
cielom Religii chociasz Ksiądz, jedzie to on Grześnik umze niedoczeka Księdza, tom zaopserwowal nawłasne oczy". Wręczająo
mi te rysunki, Chajec był w okropnym nastroju. Powiedział, że
nie chciałby wykonywać jeszcze raz takiej pracy, że jest nie­
wykształcony, na niczym się nie zna, nie bywał w świecie, niczego
nie widział i dlatego nie ma co rysować. Gdy rzeźbi, przedstawia
to, oo odczuwa; natomiast gdy pisze lub rysuje, zawsze ma wra­
żenie — tak było, gdy pisał pierwsze dwio ze swoich autobiografii
— że żąda się odeń sprawozdań dla etnologów o zwyczajach i wie­
rzeniach ludowych. Chajec zaczyna taką pracę z pewną dumą,
bo rzeczywiście jest dobrym kronikarzem, mającym wspaniałą
pamięć; ale nagle uświadamia sobie przerażony, że wcale nie wie,
gdzie kończy się to, co tylko zasłyszane i ogólnie bezmyślnie przy­
jęte, a gdzie zaczynają się jego własne przekonania. Dużo dał mi
do myślenia głęboki niesmak Chajca wobec nieładu w swoich wie­
rzeniach, wobec już nigdy nierozwiązalnego zmieszania się włas­
nych rozpoznań, własnej instynktownej wiedzy z prefabrykowa­
nymi z góry bajkami dla prostego ludu.
Lurka natomiast jest już definitywnie emanoypowany, wie
dokładnie, w co wierzy, a w co nie. Wykonał na przykład płaskrzoźbę, która pokazuje jak stworzenie Nowego Nieba i Nowej
Ziemi w wiecznej wiośnie następuje przez ostateozne zmartwyoh-

233

wstanie

Chrystusa.

W

popękanym

grobie,

z

którego

wyrasta

Chrystus, pozostaje t r u p i a czaszka, k r z y ż i m a r t w y , t y m r a z e m
raz n a zawsze z w y c i ę ż o n y

diabeł. L u r k a

twierdzi, że w

świata, b y ł y b y zupełnie nio na miejscu. Diabeł, m ó w i L u r k a ,
w

nicość,

wiecznego ż y w o t a

piekło

przestanie

istnieć.

nie jest

t u wieczno p o t ę p i e n i e

po­

Przeciwieństwem

moje pytanie

wyjaśnił,

K o ś c i ó ł jest i n s t y t u c j ą

iż u c z y n i ł

to umyślnie,

ciągle zdradzającą

bo

właśnie

Chrystusa.

W k w e s t i a c h i k o n o g r a f i c z n y c h Chajec jest w y j ą t k o w o

nowym

świecie krzyż, śmierć i diabeł, j a k o r e k w i z y t y minionego p o r z ą d k u

padnie

Na

samo­

d z i e l n y . P r z y t y m jego o d k r y c i a nie r o b i ą w r a ż e n i a czegoś wy­
dumanego.

Wyrzeźbiony

przezeń

odpoczywający

C h r y s t u s , nie

m a j ą c y g d z i e s c h r o n i ć g ł o w y , w y g l ą d a n a m o t y w z n a n y o d dawna,
z okresu w i e l k i c h r u c h ó w r e l i g i j n y c h w X V w i e k u . L u r k a w tych

i męka,

lecz

wieczna, ostateczna ś m i e r ć . T r u d n o sobie w y o b r a z i ć , c i ą g n i e

da­

s p r a w a c h p o s m v a s i ę jeszcze dalej — u n i k a p o w t a r z a n i a w z o r ó w

lej, a b y wieczysta szczęśliwość b y ł a pomniejszana w i d o k i e m

wie­

i k o n o g r a f i c z n y c h od d a w n a s p o w s z e d n i a ł y c h , k t ó r e nie wywołują
j u ż w p a t r z ą c y c h n a n i o ż a d n y c h d o z n a ń . P r z e t w a r z a p o swojemu

czystych m ą k piekielnych.
C ł m j e c u k a z u j e , iż z p o m o c ą B o g a m o ż n a , n a g i m i d ł o ń m i po­

znr n i t e m a t y t a k , a b y m o g ł y d z i a ł a ć n a p a t r z ą c e g o j a k nowina,

k o n a ć d i a b l a , i u w a ż a za z u p e ł n i e n i o n a m i e j s c u , g d y grozi się

a b y m o g ł y w s t r z ą s a ć i wzruszać. T a k samo j a k nowe formy

biedakowi s t w o r z o n y m nio dla niego p i e k ł e m . L u r k a

graficzno Chajca n i g d y nie s p r a w i a j ą w r a ż e n i a czegoś wydumane­

idzie

krok

d a l e j : w caloj jego bogatej t w ó r c z o ś c i nie znajdzie się d i a b ł a p r ó c z

go, t a k i z a s k a k u j ą c e , a r c y o r y g i n a l n e k o m p o z y c j e L u r k i

tego jednego, j u ż wspomnianego, m a r t w e g o . (Nie trzeba p o d k r e ś ­

tylko

lać,

że

martwego,

pogrzebanego

diabła

ikonografia

w ogólo nie zna.) O b a j , Chajec i n s t y n k t o w n i e a L u r k a
ś w i a d o m o ś c i ą , znacznie niżej oceniają
znaczenie

kościelna

zaś z pełną

p o t ę g ę z ł a (a t y m s a m y m

doktryny i

ukazują

spirytualności.

L u r k a n i e l u b i n i e u s t a n n i e p o w i e l a n e g o w i z e r u n k u Chrystusa
Frasobliwego. N i e porusza
gdy

o n tego t e m a t u , a przecież

r z e ź b i starego w i e ś n i a k a w pozycji

porusza,

F r a s o b l i w e g o . N i e pro­

Chajec

d u k u j e o n ż a d n y c h k r u c y f i k s ó w . A m i m o t e g o k r z y ż z n a j d u j e się
w c e n t r u m jego t w ó r c z o ś c i . C i ą g l e n a n o w o o p r a c o w u j e i przerabia

o l b r z y m i a p o t ę g ę zła, a b y t y m ła.twiej m ó c biednego t r z y m a ć

za

ten

sam symbol. Oto

Upadek

pod

Kościołem

po

prostu

belką,

ogromnym ciężarem

Chajec

w y c z u w a , że b y ł y

konszachty

Kościół.

chrześcijańskiej

daje do z r o z u m i e n i a , a L u r k a t o w y r a ż a w p r o s t , że K o ś c i ó ł w y ­

uzdę.

grzechu pierworodnego), niż to robi

i s t o t ę starej

ikono­

między

olbrzymią

krzyżem;

ale k r z y ż jest tutaj
przygniatają­

a P a n a m i ; L u r k a z a ś o ś w i a d c z a celnie, bez w a h a n i a , ale t e ż i bez

cym

f a n a t y z m u , iż d l a K o ś c i o ł a n a j w i ę k s z y m n i e s z o z ę ś c i e m b y ł o u z n a ­

przedstawienie

nie

k t ó r e L u r c e n i e b y ł o z n a n e . W i n n e j p r a c y , r ó w n i e ż Upadku

przez

Konstantyna

chrześcijaństwa

za

roligię

państwową

i przez t o p r z e m i a n a religii p r z e ś l a d o w a n y c h w roligię r z ą d z ą c y c h .
Chajec

unika

krytykowania

Kościoła.

Kto

wie, może

to

p r a w d a , iż t e n k t o b l u ź n i p r z e c i w „ n a u c z y c i e l o m r e l i g i i " , s k a z a n y
jest

na

śmierć

bez

pociechy

sakramentu.

w płaskorzeźbie przedstawiającej

pocałunek

wielkiego

skrycie

kapłana

żydowskiego,

Natomiast
Judasza

Lurka

przyodział

wciskającego

w

dłoń

z d r a j c y w o r e c z e k ze s r e b r n i k a m i , w m i t r ę b i s k u p a k a t o l i c k i e g o .

U . 1 4 . J . L u r k a , Chleb życia,
w y s . 33 c m .

krzyżem,

do

Chrystusa

Chrystus

dźwiga jak swój

ziemi

( i l . 7). U j ę c i e

p r z y p o m i n a gotyckie

w

tłoczni,

załamuje

mistycznej

się p o d

ciężarem

wyobrażenie,

ludzkości,

pod
którą

krzyż.

K i e d y i n d z i e j z n o w u z n a k k r z y ż a s t a j e s i ę d l a L u r k i drogo­
wskazem. Z a p ł a k a n e j , zrozpaczonej M a r i i Magdalenie,

obejmują­

cej k r z y ż i u c z e p i o n e j d o n i e g o , U k r z y ż o w a n y w s k a z u j e

wyoiąg-

n i ę t y m r a m i e n i e m , i ż n i e t u t a j j e s t j e j m i e j s c e , ż e n i e n a ł o ż y teraz
rozpaczać,

ale iść i n i e ś ć m i ł o ś ć

w

świat,

aby

dać

świadectwo

d r e w n o p o l i c h r o m . , w y s . 33 c m . O k . 1 9 7 5 r . I I . 1 5 . E d w a r d K o ł a c z , S z c z e c i n . Chleb, d r e w n o p o k o s t o w a n e ,
1 9 7 4 r . U . 16. W ł . C h a j e c , Syn
człowieczy,
d r e w n o p o l i c h r o m . , w y s . 20 c m . O k . 1974 r .

14

234

Chrystusa

t e m u , co p o z n a ł a ( i l . 10). I n n y m razem, c h c ą c p r z e d s t a w i ć b i b l i j ­
n y werset „ J e s t e m w i n n y m drzewem, a w y l a t o r o ś l a m i " , w p a d ł
na z u p e ł n i e m u nie znany, ale c z ę s t o w y k o r z y s t y w a n y w ś r e d n i o ­
wieczu

m o t y w Chrystusa

ukrzyżowanego

na

drzewie

żyoia.

Podobne w y o b r a ż e n i e w y b r a ł , g d y c h c i a ł p o k a z a ć , iż Chrystus
jest p o t ę ż n ą o s t o j ą b r o n i ą c ą l u d z i przed u p a d k i e m w o t c h ł a ń .
Z n o w u jest t u Chrystus u k r z y ż o w a n y n a drzewie ż y c i a , k t ó r e g o
gałęzi t r z y m a się l u d z k o ś ć ( i l . 13). T o , że d ź w i g a n i e k r z y ż a nie
jost wydarzeniem j e d n o r a z o w y m , że s ą r ó ż n e rodzaje
przedstawia

Lurka

w rzeźbio ukazującej

krzyża,

Zbawiciela n i o s ą c e g o

k r z y ż , k r o c z ą c e g o n a czelo u t r u d z o n y c h l u d z i , k t ó r z y

dźwigają

różne oiężary życia ( i l . 8).
W y d a j e m i s i ę , iż n a j w a ż n i e j s z a przemiana m o t y w u k r z y ż a
zachodzi u L u r k i t a m , gdzie p r z e n i k a j ą się nawzajem

symbole

k r z y ż a i kielicha. T a k samo j a k k r z y ż — kielich jost w c h r z e ś c i j a ń ­
s k i m p o j ę c i u s y m b o l e m cierpienia i zbawienia. T o k w ł a ś n i e w y rzoźbił L u r k a Upadek pod krzyżem,

w k t ó r y m Chrystus pada p o d

z b y t c i ę ż k i m k i e l i c h e m cierpienia ( i l . 11). Z u p e ł n i e nowego sensu
nabiera u L u r k i scena n a G ó r z e O l i w n o j . M o d l i t w a Jezusa, a b y
Ojciec, jeśli to m o ż l i w e , o d d a l i ł od niego „ t o n k i e l i c h " , nie z o s t a ł a
w y s ł u c h a n a . U L u r k i Jezus wziął j u ż na siebie o g r o m n y kielich
cierpienia i w y o i ą g a r ę k ę k u ś p i ą c y m uczniom, w z y w a j ą c darem­
nie ich pomocy.
W związku z t y m na uwagę zasługuje fakt, że w średniowie­
czu, g d y p o w s t a ł y r u c h y d ą ż ą c e do zniesienia hierarchicznych
r ó ż n i c m i ę d z y k l e r o m a l a i k a m i i ż ą d a j ą c e k o m u n i i p o d obiema
postaciami, „ w z i ę c i e k i e l i c h a " s t a ł o się s y n o n i m e m b u n t u przeciw
kościołowi

papieskiomu, o d m a w i a j ą c e m u

ludowi

bożemu

doj­

rzałości. L u r k a nie z n a ł tej h i s t o r i i a n i togo o k r e ś l e n i a , m u s i a ł y
one j e d n a k od samego p o c z ą t k u z n a j d o w a ć się w jego p o d ś w i a d o ­
m o ś c i . J u ż od pierwszych prac kielich zajmuje w jego t w ó r c z o ś c i
w a ż n e miejsce j a k o s y m b o l cierpienia i zbawienia, lecz r ó w n i e ż
j a k o t o , co Chrystus chce p r z e k a z a ć k a ż d e m u
aby

ów, wspóldźwigając,

partnerem

współzbawiając,

chrześcijaninowi,

stał

się

Boga. J e d n a z pierwszych prac L u r k i

dojrzałym
przedstawia
16

bardzo smutnego Chrystusa t r z y m a j ą c e g o o l b r z y m i k i e l i c h . Czy
nio p o z o s t a ł on sam z t y m kielichom, bo c h r z e ś c i j a n i e , zadowala­
j ą c się t y m , co K o ś c i ó ł i m ł a s k a w i e daje, nie chcieli „ w z i ą ć kielioha" ?
O c z y w i ś c i e kielich

jest d l a L u r k i t a k ż e

przypomnieniem

E u c h a r y s t i i , znakiem biesiadnej w s p ó l n o t y z Panom i przez to
stwierdzeniem s e n s u a l n o ś c i p o b o ż n y c h u c z u ć . N o r m a l n ą k o ś c i e l n ą

S p o s ó b , w j a k i kościół ukazuje z w y k ł e m u człowiekowi jego

p r a k t y k ę k o m u n i i L u r k a u w a ż a za g o r s z ą c ą . M d ł a , prawie ama-

Zbawiciela, nie m o ż e go z a d o w o l i ć . Z b y t w i o t k a i pozazmyslowa

terialna hostia gniewa tego c z ł o w i e k a l u b i ą c e g o posilny chleb

jost d l a ń o b e c n o ś ć Jezusa w Sakramencie na o ł t a r z u , niewystar­

i g a s z ą c y pragnienie n a p ó j . W i e l k i szacunek L u r k i dla rzeczy

c z a j ą c e p r z y p o m n i e n i e o ziemskiej w ę d r ó w c e Chrystusa, dokona­

materialnych, będących symbolami prawd duchowych, świadczy,

nej n i e w y o b r a ż a l n i e dawno, n i e w y s t a r c z a j ą c e r ó w n i e ż ukazywanie

iż w p r z e c i w i e ń s t w i e do o p i n i i k o ś c i e l n e j , u w a r u n k o w a n e j przez

nieba, w k t ó r y m , jeśli b ę d z i e ż y ł godziwie, znajdzie n a g r o d ę za

ż y j ą c y o h w colibacio m ę ż c z y z n , najnormalniejsza z m y s ł o w o ś ć nie

swojo ziemskie t r u d y . K o ś c i ó ł p r z e d s t a w i a j ą c niebo j a k o calko-

musi się z n a l e ź ć w s p r z e c z n o ś c i ze s p i r y t u a l n o ś c i ą

mistyczną.

wicio nieziemski t a m t e n ś w i a t , nie z a ś j a k o wspaniale k r ó l e s t w o

P o u c z a j ą o e b y ł o b y t u p o r ó w n a n i e ś w . Teresy Berniniego, u k t ó r e j

b o ż e , czyni wszystko, aby p r z o k s z t a ł c i ć je w ideę m o ż l i w i e naj­

m i s t y c z n a ekstaza jest p e ł n a daremnie p r z y t ł u m i o n e j i s k r y t e j

mniej a t r a k c y j n ą dla normalnego c z ł o w i e k a . Z p e w n o ś c i ą zgadza

s e k s u a l n o ś c i , z c z ę s t o p r z e d s t a w i a n ą przez L u r k ę ś w i ę t ą grzesz­

się z powszechniejszym odczuciem t o , co m i p o w i e d z i a ł (z l o k k i m

n i c ą M a r i ą M a g d a l e n ą , k t ó r a po p r o s t u kocha Pana Jezusa j a k o

u ś m i e c h e m k p i n y ) A d a m Zegadlo, że m a n a d z i e j ę , iż w p o ś m i e r t ­

kobiota — c i a ł e m , sercom i d u s z ą .

n y m ż y c i u zostanie d i a b ł e m . Obiecuje sobie po t y m p r z y n a j m n i e j
mniej n u d y . N i o odpowiada m u wioczne ś p i o w a n i e w niobiosach.

VII

W legendach uwidacznia się, j a k sobie l u d w y o b r a ż a d a l s z ą

Ciekawo b y ł o b y m ó c p r z e ś l e d z i ć wstecz gniow L u r k i przeciw­

o b e c n o ś ć Zbawiciela na ziemi. Najczęściej Jezus ( p r z e w a ż n i e ze

ko u r z ę d o w e m u K o ś c i o ł o w i , poprzez Chajca, a ż do starej polskiej

ś w . P i o t r e m l u b „Św. P i o t r i p a w ł e m " ) w ę d r u j e jeszczo po świe­

religijności ludowej. W polskich b a ś n i a c h l u d o w y c h klecha d o ś ć

c i e W opowiadaniach t y c h staje się jednak c z ę s t o z Pana i M i s t r z a

c z ę s t o jest p o s t a c i ą n e g a t y w n ą . W r a z z dziedzicem i ż a n d a r m e m

— w ł ó c z ę g ą , ż e b r a k i e m i „ d z i a d o m " . Bw. P i o t r , k t ó r e m u nio po­

s t a n o w i ą oni t r ó j c ę w ł a d z y . N a tło ludowej z m y s ł o w o ś c i pozbawio­

m o g ł o t o , żo jest czczony j a k o piorwszy p a p i o ż , że spoczywa na

nej k o m p l e k s ó w i nie p o t r z e b u j ą c e j s u b l i m a c j i — celibat u w a ż a n y

n i m c a ł y a u t o r y t e t u r z ę d o w e g o K o ś c i o ł a , p o j a w i a się w

jest raczej za s k a z ę i p o w ó d do d o w c i p ó w , n i ż za r e k o m e n d a c j ę .

h i s t o r y j k a c h j a k o człowiek m a ł e j w i a r y , egoistyczny, ż a r ł o c z n y ,

tych

Proboszcz jest k o ś c i e l n y m funkcjonariuszem, k t ó r y za odpowied­

m ś c i w y . N a t o m i a s t Zbawiciel

n i ą o p ł a t ą (najczęściej o d c z u w a n ą za w y g ó r o w a n ą ) udziela ko­

i r o z s ą d e k w y ż s z o g o rodzaju. N i e k i e d y jednak, j a k c h o ć b y w le-

niecznych s a k r a m e n t ó w . W i e r n y l u d b y n a j m n i e j nie w n i m w i d z i

gendzie o zamienionej w k u k u ł k ę córce strzolca, w y s t ę p u j e on

B o ż e g o c z ł o w i e k a , p r z e w o d n i k a w misteriach, Zbawiciela w ę d r u j ą ­

j a k o demon m s z c z ą c y się na t y c h , k t ó r z y nie o d d a j ą m u czci.

ucieleśnia zasadę

sprawiedliwości

cego dalej po ziemi, s z u k a j ą c o g o s o l i d a r n o ś c i i s o l i d a r n o ś ć prze­

Kiedy

k a z u j ą c e g o , ale w p i e l g r z y m i e i dziadzie.

k t ó r e g o p a n d o m u zaprasza do s t o ł u i ugaszcza z szacunkiem

indziej z n o w u jost zabiedzonym, c u c h n ą c y m

żebrakiem,

23.5

— o n z a ś p ó ź n i e j r e w a n ż u j e się za t o , z a p r a s z a j ą c swojego
darza

na

wspaniały

obiad

w

raju.

Solidarność

skromnym, szarym człowiekiem ledwo uwidoczniona w
w legendzie zostaje m o c n o

gospo­

Zbawiciela

VIII

ze
Średniowieczna

kościele,

wyjaśnia

podkreślona.

*
rezerwie ludowej p o b o ż n o ś c i wobec oficjalnego

i jego ideologii t k w i ą ,

co m o ż n a

Kościoła

spostrzec w t w ó r c z o ś c i

Lurki,

zarodki wszystkich wielkich heretyckich r u c h ó w ludowych. W y ­
daje m i się ciekawe, ż e w Polsce t e r u c h y n i g d y się nie, r o z w i n ę ł y ,
m i m o iż b y ł y k u t e m u p r z e s ł a n k i . M o r d e r c z a d i a l e k t y k a t y c h r u ohów, które

wychodząc

od żądania

kapłaństwa,

prowadziły

w

bratorstwa

bezlitosnym

i

powszechnego

z

kościołem

sporze

ze

swojej s t r o n y r ó w n i e ż do f a n a t y z m u i nietolerancji, z o s t a ł a Polsce
i w ł a ś c i w i e t y l k o Polsce o s z c z ę d z o n a . ( R u c h y te i s t n i a ł y w

Rosji,

a t a k ż e w Czechach, N i e m c z e c h , A n g l i i , F r a n c j i , I t a l i i , H i s z p a n i i ) .
Może

właśnie

dlatego

duch

buntowniczy pozostał

w

rzeźbach

L u r k i t a k ś w i e ż y , n a i w n y i a k t u a l n y , p o n i e w a ż w Polsce n i g d y się
nie s k o m p r o m i t o w a ł , nie d o s z e d ł do zaprzeczenia
nym

jest c z y m ś

stworzenie

i

w rodzaju

historię

katechizmu,

człowieka,

dzieło

z b a w i e n i a , i s t o t ę Ś w . T r ó j c y , b o ż y p o r z ą d e k w n i e b i e i n a ziemi.
Dominującym

W

katedra

kosmogonię,

s w y m pierwot­

obrazem

w

Monreale koło

Palermo

(koniec X I I

w i e k u ) j e s t w y o b r a ż o n y n a a b s y d z i e o g r o m n y P a n t o k r a t o r ( i l . 3).
Pod

n i m widnieje o wiele mniejsza

Madonna

z

Dzieciątkiem,

1

z a n i o ł a m i i ś w i ę t y m i . Z a ł o ż e n i e k a t e d r y p o d k r e ś l a z a r ó w n o nie­
b i a ń s k ą , j a k i z i e m s k ą hierarchię. M a r m u r o w a bariera

oddziela

k o ś c i ó ł l a i k ó w o d k o ś c i o ł a k l e r u . Z e w z g l ę d u n a t o , ż e k l e r jest
w y ż e j p o s t a w i o n y o d zwyczajnego l u d u , o d n a w y do prezbiterium
p r o w a d z i k i l k a s t o p n i . T a h i e r a r c h i a j e s t p o d k r o ś l o n a p r z e z spo­
sób,

mozaiki wyobrażające

wędrówkę.

Chrystusa po ziemi. Przedstawienia wielkich misterii,

w

jaki



umieszczone

Przemienie­

nia Pańskiego, Ostatniej Wieczerzy, W n i e b o w s t ą p i e n i a ,

znajdują

s i ę w p r e z b i t e r i u m — n i e d o s t ę p n e d l a p r o f a n a . Z w y k ł y l u d musi
z a d o w o l i ć s i ę p r o s t s z y m i c u d a m i , t a k i m i j a k u z d r o w i e n i e parali­
t y k ó w i ślepców.

hasłom.
W
Na

pierwszy rzut oka m o ż e

wydać

się p r z e s a d ą

mówienie

0 aktualności takich e l e m e n t ó w b u n t u , jako że w w y n i k u
niałych po drugiej wojnie światowej

przekształceń

k t ó r y w ostatnich

p r e z b i t e r i u m p i ę ć d a l s z y c h s t o p n i w i e d z i e d o t r o n u bis­
po

prawej

stronie, k t ó r a

znajdując

się po lewicy

Panto-

zaist­

k r a t o r a , jest s t r o n ą g o r s z ą . P o s t r o n i e lepszej s t o i t r o n k r ó l a , ku

społecznych,

k t ó r e m u p r o w a d z i r ó w n i e ż p i ę ć s t o p n i . T o , ż e z a p a n o w a n i a Nor­

Kościół po prostu utracił możliwość bycia Kościołem
J e d n a k ż e K o ś c i ó ł w Polsce,

kupa

możnych.

dziesięcioleciach

m a n ó w n a Sycylii, k r ó l t a k ż e w hierarchii kościelnej m i a ł wyższą
rangę

od

biskupa,

zostało

wyrażone

w

wyrafinowany

sposób:

stracił resztki świeckiej w ł a d z y , t y m bardziej p r ó b u j e — j a k się

l i c z b a s t o p n i j e s t t a k a s a m a , lecz s t o p n i e w i o d ą c e d o t r o n u króla

zdaje — z a c h o w a ć w ł a d z ę we w ł a s n y m d o m u . Z tego w y n i k ł o ,

s ą w y ż s z e , t a k iż siedzi o n w y ż e j n i ż b i s k u p . N a d t r o n e m królew­

ku

zdziwieniu w i e l u k a t o l i k ó w z Z a c h o d u , ż e w okresie w i e l k i c h re­

s k i m w i d n i e j e m o z a i k a p r z e d s t a w i a j ą c a k o r o n a c j ę przez Chrystu­

form kościelnych — polski katolicyzm b y ł wyraźnie

sa

zachowawczy

1 p r z y w i ą z y w a ł wielkie znaczenie do u t r z y m a n i a ścisłego r o z d z i a ł u
Kościoła k a p ł a ń s k i e g o i laickiego. Wiejski'proboszcz,

odmawiają­

króla

Normanów

Wilhelma

I I , założyciela

katedry.

w a n i e cesarzy i k r ó l ó w b e z p o ś r e d n i o przez Chrystusa
od

X

wieku

dosyć

często

w

sztuce

Korono­
występuje

wschodniochrześcijańskiej.

cy Lurce p r a w a do posiadania w ł a s n e g o zdania w kwestiach życia

W y m o w a tego jest o c z y w i s t a — z w i e r z c h n o ś ć jest przez

duchowego,

n i e t y l k o t o l e r o w a n a , lecz u s t a n o w i o n a ; za k r ó l e m s t o i Chrystus.

występuje

zgodnie

z linią generalną

Kościoła

tego

kraju.

Katedra

*
Dopiero gdy

Chajec

stał

w

Monreale jest

i d e a l n y m o d p o w i e d n i k i e m ziem­

skiego ś w i a t a . Ś w i a t n i e b i a ń s k i wzoruje się n a w i d z i a l n y m ,

się bardzo

znanym

rzeźbiarzem,

niezaprzeczalnym

uzasadnieniem

istnienia

na

ziemi

g d y m u z e a w Polsce i za g r a n i c ą z a c z ę ł y sobie w y d z i e r a ć j e g o p r a ­

i „ d o ł u " . P a n t o k r a t o r nie jest Z b a w i c i e l e m z N o w e g o

ce, g d y w j e g o c h a c i e p o j a w i l i s i ę z b i e r a c z e

wzywającym

i okipy telewizyjno,

dopiero w ó w c z a s jego s ł a w a w t a r g n ę ł a , o k r ę ż n ą d r o g ą przoz A m e ­

projekcją

r y k ę , a ż do własnej parafialnej wioski. W ó w c z a s dopiero, m i m o

rym

iż o d boz m a ł a t r z y d z i e s t u l a t r z e ź b i ! n i e m a l w y ł ą c z n i e
u z y s k a ł Chajec

pierwsze zlecenie o d proboszcza

stajenki betlejemskiej. T a k przeto



dla własnego

śro­

wikłane

i n n e zlecenie

nie sprawiło

mu

i

tyle r a d o ś c i , ż a d n e g o innego nie t r a k t o w a ł z t a k ą p o w a g ą .

„Gdy

się

już od dawna b ę d ę leżał w grobie

c o ś ze

dziego

d o w i s k a . I co w a ż n i e j s z e ,

żadne



powiedział

ziemskiego

utrudzonych

panowania,

Testamentu,

i uciemiężonych;

kwintesencją

jest

władcy,

on

w któ­

król.

wyrzeźbienie

pracującym

ludowym

sobie

odzwierciedla się ziemski

k r e s u swej

artystą

ku

jest

„góry"

świątki,

dobiegając

s t a ł się Chajec

Chrystusa

mi

drogi,



mnie będzie przecież żyło w mojej w s i . " D l a niego liczy się

ślad

Byłoby

to bardzo

i splątane

Kościoła

c i e k a w e , g d y b y s i ę u d a ł o o d t w o r z y ć za-

dzieje

cierpiącego

prześledzić

drogę

ludzkich

dwóch

razem
od

uczynków

z

nurtów:
ludem

niedostępnego


Frasobliwego, nie królującego

Kościoła
bożym;
i

Pantokratora

tronującego

gdyby

udało

bezwzględnego


sę­

do

Chrystusa

j u ż , lecz s i e d z ą c e g o n a

twardym

własnego życia i twórczości t u , w rodzinnej wsi i parafii, a nie byle

k a m i e n i u n a p r z e c i w s z a r e g o c z ł o w i e k a , w g e ś c i e f r a s u n k u i soli­

gdzie n a

darności z t y m właśnie

świecie.

L u r k a daremnie
nie czeka. W s k a z u j ą c

czeka n a t a k i e zlecenie. A m o ż e n a w e t

już

na biskupią m i t r ę wielkiego k a p ł a n a

wrę­

czającego zapłatę Judaszowi, powiedział m i , że w gruncie

rzeczy

nie m o ż e

wyraża

wymagać

od kościoła, aby

w swoich r z e ź b a c h t a k niestosowno

popierał

go, p ó k i

poglądy.

D l a obserwatora z z e w n ą t r z zakrawa na paradoks, że w t y m
socjalistycznym kraju

wielkie teologiczne t a l e n t y w ś r ó d

rzy, t w ó r c y l u d o w e j s z t u k i sakralnej nie spotykanej
Polską

s ą przez

Kościół

ignorowani bądź

rzeźbia­

nigdzie

nie uznawani,

a

p a r c i a d o z n a j ą j e d y n i e ze s t r o n y ś w i e c k i e g o , a t e i s t y c z n o g o
stwa,

które

umie

uszanować

nieprzemijające

wartości

Ł a d z M o n r e a l e n a d ł u ż s z ą m e t ę n i e b y ł d o u t r z y m a n i a . Wiele
rzeczy

złożyło

się n a

to, że wstąpiwszy

do

niebios,

Zbawiciel

jeszcze r a z b y ł p o t r z e b n y n a z i e m i i m u s i a ł j a k b y p o w r ó c i ć . Wed­
ług katolickiej

w i a r y , h i s t o r i a z b a w i e n i a o d b y w a s i ę w konkret-

nyrn

jako rzeczywista historia. Jedyny

czasie —

się ciałem, w określonej
ukrzyżowany

s y n B o g a stal

chwili został zrodzony z Panny

pod Poncjuszem

Piłatem

i pogrzebany

p i e k i e ł , t r z e c i e g o d n i a z m a r t w y c h w s t a ł , w s t ą p i ł d o n i e b i o s , siedzi

po­

p o p r a w i c y B o g a O j c a , s t a m t ą d p r z y j d z i e s ą d z i ć ż y w y c h i umar­

pań­

poza

łych. Lecz w t y m ciągu w y d a r z e ń coś się zacięło.
Gmina

chrześcijańska

nastawiona

była

na

rychły

p o k o j ą c y s p o s ó b . G m i n i e , a przede w s z y s t k i m szaremu

oddzielić

kowi,

humanistycznych

od

religijnych.

Poglądy

-— t a k j a k i r z e ź b y — z j e d n e j s ą b r y ł y . S p i r y t u a l n o ś ć
cały

jego

dorobek,

jest

jego

jego

przenika

nierozdzielnym składnikiem.

Ale

powrót

C h r y s t u s a , a t y m c z a s e m j e g o p o b y t w n i e b i e p r z e d ł u ż a ł s i ę w nie­

w ą s k o p o j ę t e r a m y religijności. Z r e s z t ą w rzeźbie L u r k i nie da się
treści

Marii,

z s t ą p i ł do

poza

zawarte

w symbolach c h r z e ś c i j a ń s k i c h , k t ó r y c h znaczenie w y k r a c z a

człowiekiem.

zdanemu

na

skąpą,

przydzieloną

mu

strawę

człowie­
duchową,

o d s u n i ę t e m u o d u c z e s t n i c t w a w w i e l k i c h m i s t e r i a c h , czas z a c z ą ł
się d ł u ż y ć . Z a c z ą ł się o n r o z g l ą d a ć za z n i k n i o n y m

s w o i m Zbawi­

s p i r y t u a l n o ś ć t a , n a co s t a r a ł e m s i ę z w r ó c i ć u w a g ę , n i e j e s t o d b i e ­

c i e l e m , z a c z ą ł o p u s z c z a ć w y z n a c z o n e m u m i e j s c e n a s a m y m dole

g a j ą c ą o d spraw tego ś w i a t a p o b o ż n o ś c i ą , nie jest p o c i e c h ą — nar­

k o ś c i o ł a i u s u w a ć b a r i e r ę o d d z i e l a j ą c ą K o ś c i ó ł k l e r u o d Kościoła

kozą.

l a i k ó w . W t y m s a m y m czasie k i e d y z o s t a ł o w z n i e s i o n e Monreale,

236

I I . 17. R o z a l i a B a r a ń s k a - D z i ę c i o ł o w s k a , G r ę b o s z ó w , w o j . t a r n o w s k i e . Św. Kinga
w falach
morza,
X 5 0 c m . 1 9 3 7 r. I I . 1 8 . M a r i a W i ś n i o s , R a t a j e , g m . W ą c h o c k , w o j . k i e l e c k i e . Przebicie

f a r b a k l e j o w a n a p a p i e r z e , w y m . 65 X
boku, a k w a r e l a , 1 0 0 x 7 4 , 5 c m .

:

Piotr W a l d o , b y ł y b o g a t y k u p i e c L y o n u , zlecił p r z e k ł a d b i b l i i n a

t a k i t u w y o b r a ż e n i e wyrosłe z rozmaitych, czystych jak i też

język l u d o w y .

pogmatwanych

.

. "

ź r ó d e ł jest

dopasowane do konkretnej

potrzeby

p o b y t w niebie i nie z j a w i a się

d u c h o w e j . K o ś c i ó ł j u ż p o d koniec X V w i e k u z a b r o n i ł przedstawia­

w swojej w s p a n i a ł o ś c i , a b y nareszcie d o k o ń c z y ć d z i e ł a z b a w i e n i a

n i a tego t e m a t u , k t ó r y w ś r o d k o w y c h N i e m c z e c h przez k i l k a po­

i założyć, t a k j a k obiecał, k r ó l e s t w o b o ż e , zostaje

przednich

Chrystus,

który

na z i e m i ę , a b y
uzewnętrznia

przeciąga

znowu cierpiał. Zmiana,

się

w

sposobie

jaka

tu

przedstawienia

Wedle w c z e s n o ś r e d n i o w i e c z n e g o

sprowadzony
się

dokonuje,

Ukrzyżowanego.

ujęcia, ofiara j u ż się

Cierpienie,

strach

i

śmierć

zostały

i ukazywanie ich j u ż nie było potrzebne.
krzyżu

romańskim

nie

był

umierającym,

lecz

0 dzikim, nieokiełznanym

się o g r o m n ą

się p o c h o d z ą c e

popularnością.

ze W s o h o d u

Za

podanie

jednorożcu, którego schwytać

można

j e d y n i e w ó w c z a s , g d y n a t r a f i n a d z i e w i c ę i o s w o j o n y j u ż schowa

znakiem

swój r ó g w jej łonie. Wcześniej widziano w jednorożcu z dziewicą

przezwyciężone

Chrystus

cieszył

t y m kryje

dokonała;

krzyż tego o k r e s u n i e b y ł p r z e c i e ż k r z y ż e m m ę k i , lecz
zbawienia.

dziesięcioleci

wyobrażeniem

wiszący

na

tryumfatorem

symbol

Chrystusa

z Maryją.

chyba sformułował

D o m n i e m a n i e t o po raz

pierwszy

A l b e r t M a g n u s ; „ Ó w j e d n o r o ż e c jest

Chrys­

t u s e m , k t ó r e g o w ł a d z y , w y o b r a ż o n e j j a k o r ó g , n i k t się nie oprze...
za

i władcą. D o p i e r o w sztuce g o t y k u jego m ę k a i opuszczenie z o s t a ł y

Jednorożec

reaktualizowane i uwiecznione.

s a m ą m y ś l o w y w y ż s z e n i u s i ę s t r ą c i ł L u c y p e r a z n i e b i o s i za u g r y ­

ten

wydawał

się d z i k i m

i nieokiełznanym,

zienie j a b ł k a w y p ę d z i ł A d a m a z R a j u . P i e r w o t n y ś w i a t
potopem,

I X

Sodomitów

gdy

zniszczył

zaś piekielnym ogniem i siarką. Tak

sro-

ż y ł s i ę j e d n o r o ż e c w n i e b i e i n a z i e m i , a ż go p e ł n a c h w a ł y dziewica,
Po w s t ą p i e n i u do nieba, Chrystus ł a t w o rozwiewa się w ideę,
coraz b a r d z i e j t r a c i c i e l e s n o ś ć i o d d a l a s i ę o d s z a r e g o

człowieka

g d y w s z e d ł d o j e j z a m k u , p r z y j ę ł a d o s w e g o ł o n a i u c i e l e ś n i ł a go.
D z i ę k i t e m u , wedle boskiego postanowienia,

nieuchwytny

mógł

— a czystą ideę ł a t w o m o ż n a przerabiać na ideologię. T y m i , któ­

z o s t a ć s c h w y t a n y przez m y ś l i w y c h , to znaczy przez pogan i ż y d ó w '

rzy g o d a r e m n i e w y c z e k u j ą , s ą m a l u c z c y , s p r a w i e d l i w i i p o b o ż n i ,

1 zgodził się u m r z e ć

czyli c i , k t ó r y c h
Natomiast

dotyczą

panowie,

błogosławieństwa

książęta

Kościoła

Kazania

i świata

na

Górze.

(przedstawieni

w wizerunkach S ą d u Ostatecznego najczęściej w ś r ó d p o t ę p i o n y c h ,
podczas g d y n i e m a t a m b i e d a k ó w )
przebywa n a razie w niebiosach

są zadowoleni, że

Chrystus

i nie przeszkadza i m w

doglą­

B i e d a k , k t ó r e g o w i a r a n i e jest ś l e p a , lecz p r z y c a ł e j

poboż­

daniu w ł a s n y c h

ności z l e k k ą

interesów.

podszytą

wać, że Zbawicielowi
brał o n p a ń s k o ś c i

nieufnością,

musi pomalutku

podejrze­

dobrze się w niebie powodzi, że m o ż e

i z a p o m n i a ł o biedzie, k t ó r ą z o s t a w i ł za

podania,

się c z ł o w i e k i e m

krzyżu."
Syn

Boży

wcale

nie

miał

i cierpieć j a k człowiek. Trzeba

go

b y ł o dopiero s k ł o n i ć , ba, p o d e j ś ć , p r z e c h y t r z y ć , a b y d a ł się schwy­
tać i zabić. W t y m prawie
występuje

jako

pewnego

bluźnierczym
rodzaju

wyobrażeniu

przynęta,

która

dziewica

doprowadza

mysł

został wyrażony

z naiwną

bezpośredniością.

sobą.
ochoty

W takim nastroju mogło powstać wyobrażenie o mistycznym
Jak

ł y c h w N i e m c z e c h w ś r e d n i o w i e c z u w i e r s z y n i e s ł y c h a n y t e n po­

na­

przyjść na ś w i a t ?

jednorożca.

ochoty stać

dobrowolnie na

tajemniczego

j e d n o r o ż c a do tego, ż e zasypia w jej łonie. W j e d n y m z powsta­

Być m o ż e ó w Z b a w i c i e l j u ż za p i e r w s z y m r a z e m nie m i a ł

polowaniu na

Wedle

często w wierzeniach ludowych,

Sfa piersi matki zaśnięty
Ten, co przez świat niepojęty.
Pobożną myślą przejęty
Matczynym ionem objęty
Został jednoróg ujęty.

237

II.

Plastyozne
część

tej

19. W ł a d y s ł a w C h a j e c ,

przedstawienia

idei.

We

jednorożec

zostaje

Jednakże

przedstawienia
a

wszystkim

turyńskie

pozostawiają
pujący

go

kogo

w

w areszcie,

wyobrażają

trzynastowiecznych

tylko

rzeźbach

p r z e b i t y przez m y ś l i w e g o n a łonie dziewicy.

jednorożec,

wyraźniejsze

przeważnie

francuskioh

Chrystus

te

nie

wyjaśniają,

dziewica i m y ś l i w y .

swoj

polowania na
wymowie,

kogo

przede

z X V wieku

lecz k w e s t i ę ś m i e r c i



jednorożca

o t w a r t ą . M y ś l i w y m jest s a m B ó g Ojciec l u b z a s t ę ­
Archanioł

Gabriel.

Jednorożec

znalazł

schronienie

u dziewicy w »hortus conclusus«. Przed ogrodem Archanioł
brojony we włócznię

i wiodący

Zarówno jedną, jak i d r u g ą figurę
aresztowanym"

na s m y c z y p s y daje

na

uz­

trąbce

Chajec

nazywa

„Chrystusem

( i l . 1 9 ) . D l a o b u s p o r z ą d z a w ł a s n o r ę c z n i e i sta­

rannie łańcuch, z a m y k a n y niekiedy d o k ł a d n ą imitacją

wyobraża

Niemieckie, a

jednorożca

d r e w n o p o l i e h r o m . , w y m . 1 8 x 2 6 e m . 1971 r.

Nie warto by o t y m wspominać,
majsterkowiczów,
sztuczkach
dziwy

którzy

lubują

(np. „ G o l g o t a "

rzeźbiarz,

nie

g d y b y Chajec

się w t r u d n y c h do

w butelce). J e d n a k ż e

zajmuje

się

takimi

kłódki.
należał

do

wykonania

Chajec,

praw­

fidrygałkami,

rzeźbi

z jednego k l o c a całe sceny, n p . s t a j e n k ę b e t l e j e m s k ą ,

eliminując

w s z y s t k o , co n i e jest d l a niogo i s t o t n e . J e ż e l i u w a ż a , ż e w żaden
s p o s ó b nie m o ż o z r e z y g n o w a ć z obcego m a t e r i a ł u j a k o dodatku,
czyni

t o bez serca, a n a w e t w p r o s t n i o c h l u j n i o .

I t a k z jednego

t r a d y c y j n y s y g n a ł , że z w i e r z y n a jest osaczona. N i e jego

zadaniem

kawałka

jest u d e r z y ć . W t y m p r z e d s t a w i e n i u , o d p o w i a d a j ą c y m

Zwiasto­

w y k r o i ł c z e r w o n ą c h o r ą g i e w z w y c i ę s t w a dla swojego Z m a r t w y c h ­

w a n i u , j e d n o r o ż e c jest j u ż j a k b y

pokonany.

czerwonego

plastiku, który

wpadł

mu

kiedyś

w

ręce,

wstającego, strumień krwi wypływający z boku Ukrzyżowanogo,
chwytany

X

przez

anioła

do

kielicha oraz

czerwony

krawat

dla

swojego L e n i n a ; i p r z y b i ł j e bez s k r u p u ł ó w g w o ź d z i a m i — Chrys­
N i e w a ż n e , że w polskiej sztuce l u d o w e j m i s t y c z n e ł o w y
j e d n o r o ż c a nie s ą znane. W s p o m n i a ł e m o nich, p o n i e w a ż

dość rozpowszechniono w y o b r a ż e n i e — chociaż w s p o s ó b
w y i sięgający do ludowej p o d ś w i a d o m o ś c i

pragnienie

zmuszenia

nie chcącogo

nadejść

pozostania ? Czy

naprawdę

taka

pobożność

ludo­

Zbawiciela

p r z y b y c i a , a l b o , co n a j e d n o w y c h o d z i , c h c ą c o g o

odejść

nieco



cego g ł o w ę k u p a t r z ą o e m u — oraz d r u g ą f i g u r ę , nie
ikonografii

sztuki ludowej,
jednak

puszczalnie w więziennoj


nie na

tej

Chrystusa

występującą

siodzącego

k a m i e n i u , lecz n a

tradycji

zwracają­

w

pozycji

ziemi,

przy­

celi. J e d n ą n o g ę p o d k u r c z y ł ,

aby m ó c

w geście Chrystusa Frasobliwego — oprzeć na kolanie łokieć,

a na dłoni głowę, d r u g ą m a w y p r o s t o w a n ą i p r z y k u t ą do

238

k r a w a t do

brzucha.

blaszano t a b l i c z k i z w y t ł o c z o n y m i n a p i s a m i . U s t a l a j ą one
figury, a czasami o p a t r u j ą
Rzeźbiarzy
trudności

ją krótkim

nazwę

komentarzem.

i malarzy będących analfabetami

lub

mających

w c z y t a n i u i p i s a n i u c z ę s t o w y r ó ż n i a i n t e n s y w n y sto­

sunek do s ł o w a pisanego, z w ł a s z c z a d r u k o w a n e g o ; p r a g n ą
co p r z e d s t a w i a j ą ,

d a ć możliwie ścisłą n a z w ę . N a p r z y k ł a d

temu
pan

W i ś n i o s , u w a ż a n i e m a l k a ż d ą k s i ą ż k ę za c z a r o d z i e j s k ą l u b ś w i ę t ą

Chajec c z ę s t o r z e ź b i ł „ C h r y s t u s a p r z y s ł u p i e " wedle

„Frasobliwego",

do

obca'!

małopolskiej, Chrystusa przykutego do s ł u p a i żałośnie

w

k r w i do b o k u , a L e n i n o w i

I n n y c h a r a k t e r m a j ą w y k o n a n e przez Chajca d l a w i e l u rzeźb

do

gwałtowna,

n i e u b ł a g a n a i n i e p o z b a w i o n a pew-nego o k r u c i e ń s t w a b y ł a b y
spirytualności zupełnie

tusowi strumień

jaskra­

przedchrześcijańskiej.

Czy n a p r a w d ę nie z n a l a z ł o b y się w polskiej s p i r y t u a l n o ś c i
wej

na

wyrażają

słupa.

o b j a w i a j ą c ą t o , co d l a g ł u p c a pozostaje
czegoś wymyślonego,
rzyło
czarno

u k r y t e . N i e maluje nigdj

t y l k o t o , co w e d l e j e j p r z e k o n a n i a

się rzeczywiście.

Żywoty

świętych,

na

białym,

rozumie

malowaniu

zmienić

najmniejszego

spisano

w

d o s ł o w n i e ; nie o d w a ż y ł a b y
szczegółu.

Uważa

wyda

książkaoł
się przj

o b r a z y Zf

niegotowo, d o p ó k i joj syn nie wypisze u dołu w i e l k i m i

literami

co p r z e d s t a w i a j ą .

tabliczeł

T o samo odnosi się do blaszanych

w y k o n a n y c h p r z o z C h a j c a z w i e l k i m s t a r a n i e m i t r u d e m . N i e sf

one dodatkiem do rzeźby, lecz kropką nad „ i " . W odczuciu Chajca,
dopiero one czynią figurę dokumentem.
Podobnie ma się chyba sprawa z łańcuchami, które Chajec
wykonuje z największą dokładnością. Ich symbolika jest równie
prosta jak zdumiewająca. To sam Chajec zakuwa swojego Chrys­
tusa we własnoręcznie wykuty łańcuch. Zakucie to oznajmia:
nie dzieje się nam dobrzo; nie skończyła się Twoja męka, dopóki
nam powodzi się tak źle; musisz więc pozostać z nami jako cier­
piący wśród cierpiąoych; rozumiemy, że odpowiadałoby Ci wstą­
pienie na niebiosa i odsunięcie się od wszystkiego, ale nie uwol­
nimy Cię, nie zadowolimy się obietnicą przysłania nam na po­
ciechę Duoha Świętego, który i tak nie będzie do nas dopusz­
czony.
Podobna myśl zdaje się wyrażać opisany już „Upadek pod
krzyżem". Upadły Chrystus wyraża solidarność z nie mogącym
się podnieść biedakiem. Ale chodzi t u jeszcze o coś więcej — w kon­
templacji Chrystusa, którego przedstawił jako godnego pożało­
wania ziemskiego robaka, własna nędza nabiera dla Chajca sensu,
zostaje uświęcona i podniesiona do rangi naśladowania Chrystusa.
Lecz warunkiom tego, że Chajec może się podnieść ze swego upad­
ku, jest to, iż z taką stanowczością związał syna bożego z prochem
ziemi .
3

Wspomnijmy t u jeszcze o starej przydrożnej kapliczce
w Przytkowioach (Małopolska). Figura przedstawiająca Upadek
pod krzyżem, umieszczona jest w jak gdyby sklepionej niszy,
przypominającej loch. Chrystus i tak nie mogący już iść, został
dodatkowo zamknięty masywną kratą. Wyjaśnienie, iż stało się to
dla zabezpieczenia figury przed kradzieżą, jest nieprzekonujące.
Krata pochodzi z czasów, gdy kradzieże ludowych rzeźb jeszcze
nie weszły w modę. A może, gdy już o kradzieży mowa, krata ta
oznacza, że szary człowiek nie pozwoli na odebranie mu jego
biednego Chrystusa ? Rabunek taki grozi mu od czasów Konstan­
tyna. Również Pantokrator z Monreale jest jednym z wielu ukra­
dzionych ludowi i przerobionych Chrystusów.

I I . 20. Jarosław Furgała, O. Kolbe, techn. mieszana. 1974 r.

XI
Chajec zatrzymał swojego,,Chrystusa aresztowanego" w sta­
nie cierpienia; ludowe legendy o trwająoej wędrówce Zbawiciela
po ziemi ukazują go jako osobliwe połączenie wszechmocy i biedy.
Niekiedy wyrządzone Chrystusowi cierpienia i rany odmalowane
są ze szczególnym pietyzmem, z pedantyczną, jeżeli nie lubieżną
dokładnością. Czy nie kryje się za t y m wyobrażenie, iż męka
i krew Jezusa są naszym zbawieniem, lecz że ów Jezus chyba
jeszcze nie dość cierpiał, że dalej musi przelewać swą krew, póki
do naszego prawdziwego zbawienia tyle jeszoze brakuje ?

A gdy mnie na sąd rano prowadzili
Tam gdzie się sędzię byli zgromadzili
Świadki fałszywe kupili
B y mnie na śmierć potępili
Srodze osądzili.

A tam mnie w kącie jednym postawili
I oczy moje szmatą zasłonili
Twarz moją spollczkowali
Pięściami poszyjkowaii
Zbili i zdeptali.

Przy t y m trzeba uwzględnić jeszcze inną rzecz, ubogi lud
nie tylko żył w nędzy, nie tylko był lekceważony i eksploatowany,
ale nadto dręczony. Dyby były przeznaczone dla maluczkich, nie
dla dobrze urodzonych panów, zaś czarownice, które tak ochoczo
palono, najczęściej wywodziły się z niższych warstw. Gdy przy­
równywano krzywdę i nikczemność wyrządzoną Zbawicielowi
z krzywdą i nikczemnością odczutą czy to osobiście, czy jako kla­
sa na własnym ciele, znowu powstawała solidarność, zrównanie
biednego chudziny i boskiego męczennika. Jednocześnie dawano
też do zrozumienia panującym, iż uważa się ich nie tylko za
łupieżców biedoty, lecz i za morderców Boga.

Jedni żyłami wołowymi bili
Drudzy z morskiego ciernia rózgi mieli
Okrutnie mnie biczowali
Ciało me sztukami rwali
Srodze katowali.

Przedstawienia tego rodzaju często były w niemieckim i ni­
derlandzkim malarstwie tuż przed reformacją i trwały aż do wo­
jen chłopskich. Większość owych malarzy była zaangażowana
po stronie roformacji, a liczni z nich sympatyzowali otwarcie ze
zbuntowanymi chłopami. Po stłumieniu powstań chłopskich
obrazy te wyszły z mody w oficjalnej sztuce i jako „upadłe dobro
kulturalne" przeszły do kręgu kultury ludowej.

Tam ludzi cztery miliony było
Miłosiernego żadnego nie było
Który by mnie pożałował
W mojej męce poratował
Żadnego nie było.

Jedna z pieśni, śpiewana od końca 17. stulecia przez pielgrzy­
mów na drodze krzyżowej w Kalwarii Zebrzydowskiej, brzmi:

Trzeci łańcuszki żelaznymi bili
A tak mnie nimi okrutnie zranili
Bili mnie aże do kości
Nie było żadnej litości
Człowiecze dla ciebie.

Jedni mi biotem oczy zarzucali
Drudzy mnie bijąc, na twarz moją plwall
I nogami mnie deptali
Jfa obie strony szarpali
Srodze wyrządzili.

239

T a stara pieśń jest d o k ł a d n i e p a s u j ą c y m
obrazów

m a l o w a n y c h przez

Marię

Wiśnios

tekstem do

(ur. w

roku

wielu

g d y t r a d y c y j n y ś w i a t l u d o w y c h w y o b r a ż e ń z a c z ą ł z a n i k a ć i wie­

1912).

l u r z e ź b i a r z o m nie b y ł znany. A ż e b y s t w o r z y ć coś „ l u d o w e g o " ,

M i m o iż w i e l o k r o t n i e p r z e d s t a w i a ł a j u ż t e n t e m a t , s t a ł o p o w r a c a

muszą

do M ę k i P a ń s k i e j , do Chrystusa n a G ó r z e O l i w n e j , do

(co

Upadają­

oni albo tępo

nie daje

naśladować

żadnego

t o , co i n n i p r z e d

zadowolenia), albo z a n u r z y ć

nimi

robili

się w

sobie,

cego p o d k r z y ż e m , d o C h r y s t u s a s t a r a n n i e p r z y b i t e g o d o k r z y ż a ,

a b y w y c i ą g n ą ć z p o d ś w i a d o m o ś c i o b r a z y j a k b y l u d o w e . M o ż e się

a przede w s z y s t k i m do Chrystusa z p o b o ż n y m w p r o s t s a d y z m e m

w t e d y o k a z a ć , że ta p o d ś w i a d o m o ś ć sięga do okresu przedchrześ­

m ę c z o n e g o w izbie t o r t u r ( i l . 18). P a n i W i ś n i o s m a l u j e

cijańskiego i znalezione t a m w y o b r a ż e n i a w y w o d z ą

świętych

ze

szczególnym

zamiłowaniem

dla

ich

żywoty

męczeństwa.

rych

się z prasta­

mitów.

M o ż n a b y z a d a ć p y t a n i e — s k ą d się bierze t a k a ż ą d n ą k r w i reli­
g i j n o ś ć , ale w y d a j e m i s i ę , ż e b y ł o b y t o p y t a n i e

X I I

sformułowane

fałszywie.
Gdy

J e ś l i P a n t o k r a t o r zostaje
m o w a o sztuce l u d o w e j , m i m o w o l i roztacza się p r z e d

oczami gigantyczna
się przedstawienie

„Cepeliada",

„Mazowsza",

rapsodia

barw, nie

wzruszające

świątki

z p o w r o t e m s p r o w a d z o n y n a zie­

m i ę i , j a k g d y b y w karze za swe d ł u g i e p r z e b y w a n i e w

oddali,

kończące

znowu zmieniony na cierpiącego, to kryje

przemiłe

nionych, niezadowolenio m a l u c z k i c h , k t ó r z y podczas mistycznej

i

Chrystusiki. Ł a t w o uchodzi uwagi, że k u l t u r a l u d o w a — k u l t u r a

biesiady

zawsze z r e s z t ą w y k r a c z a j ą c a

czysto etnicznie p o j m o w a n y

Jest t o j e d n a k t y l k o j e d n a strona. O d w r o t n a s t r o n a tego samego

l u d — m a o g r o m n ą rozpiętość. R o z c i ą g a się ona o d n i e w i n n y c h

p r o c e s u n o s i c e c h y d z i a ł a n i a s a m e g o K o ś c i o ł a . K o ś c i ó ł zdaje się

ziemsko-rajskich

b y ć g o t o w y w y d a ć l u d o w i tego Chrystusa, k t ó r e g o m u

w

poza

o g r o d ó w p a n i B a r a ń s k i e j a ż do, t k w i ą c e j daleko

przedchrześcijańskiej

mentalności,

mistyki

krwawych

wysoko

postawionych, nigdy

odpowiada elitarnej i przede

chologii.
być

i

A l e t e ż do

„patologiczne",

Kościół

niedbale

i na

uboczu.

niegdyś

Ofiarowuje l u d o w i Chrystusa Boleśeiwego j a k o boskiego ekshibi­

P o g l ą d , iż wielkie o t c h ł a n i e o t w i e r a j ą się j e d y n i e w

ludzi,

przez

zabrał, sprawuje jednak n a d n i m w dalszym ciągu ścisłą kontrolę.

ofiar

w obrazach pani Wiśnios.

wykształconych

nakarmieni byli

się w t y m b u n t uciś­

zaś

podchodzić

z

wielką

który

uparcie

p o m i n a , co w y c i e r p i a ł

zwykłych

pokazuje

swe r a n y , nieustannie

i , wyliczając

wiernemu ludowi

przy­

wszystko

psy­

co d l a n i e g o z r o b i ł , p r ó b u j e g o z m u s i ć , a b y o k a z y w a ł t a k i e p o s ł u ­

muszą

s z e ń s t w o , p o k o r ę i o f i a r n o ś ć , j a k i e c e c h o w a ł y jego samego. Chrys­

ostrożnością.

t u s t e n s p e ł n i a w g r u n c i e rzeczy t ę s a m ą r o l ę co P a n t o k r a t o r . G d y

wszystkim niemądrej

przypuszczenia, że takie p r z y p a d k i
należy

cjonistę,

duszach

P a n i W i ś n i o s , p r z y całej swej p r o s t o c i e , m a w sobie c o ś r o z m a ­

P a n t o k r a t o r t r z y m a p r o s t y l u d z d a l a o d siebie i a u t o r y t a t y w n i e

r z o n e g o : j e s t o n a za p a n b r a t ze ś w i a t e m n a d z m y s ł o w y m i d u c h a ­

nakazuje m u trwanie na w y z n a c z o n y m miejscu, Chrystus Boleś-

mi zmarłych.

Zapewne

dlatego, a przede

swojego m a l a r s t w a (w jej okolicy

wszystkim z powodu

wieśniaczki nie m a l u j ą ) ,

spo­

c i w y brata się z m a l u c z k i m i — i zwiastuje i m to samo.

Jednakże

m i m o wszystko ó w Chrystus B o l e ś c i w y jest p o m y s ł e m

dwuznacz­

łeczność wiejska jej nie akceptuje. W m i n i o n y c h stuleciach b y ł a b y

nym.

z niej idealna czarownica, sprawia z r e s z t ą w r a ż e n i e j a k b y p o d ­

u r z ą d z o n y , n a t o m i a s t przez c i e r p i ą c e g o

ś w i a d o m i e w i e d z i a ł a o procesach c z a r o w n i c i z d a w a ł a sobie spra­

światem włada niesprawiedliwość — a ponieważ w t y m władaniu

w ę z tego, ż e w i n n y c h czasach p o t r a k t o w a n o b y j ą z t y m s a m y m

sam

rzeczowym

świetle.

i pedantycznym

okrucieństwem



jak Zbawiciela

Przez P a n t o k r a t o r a K o ś c i ó ł twierdzi, ż e ś w i a t jest

bierze

udział,

ukazuje

samego

dobrze

C h r y s t u s a p r z y z n a j e , iż

siebie

w

dość

wątpliwym

i m ę c z e n n i k ó w na jej obrazach.
Pierwotna

religijność

w

swej

mroczności,

X I I I

przypominającej

W y d a n e g o m u , ale t r z y m a n e g o dalej p o d k o n t r o l ą

świat b a ś n i braci G r i m m , przejawia się nie t y l k o w dziełach p a n i
Wiśnios. M a m w swoich zbiorach — aby wymienić

jeszcze

j e d e n p r z y k ł a d — Zamordowanie

Abla

przez

Ryszarda

zna

zdumiewająco

Sęka.

Rzeźbiarz

a z opowiadań biblijnych

ten

Kaina,

figurę

dłuta

mało

scen,

nografii

chrześcijańskiej,

ujęcie: mord

runek Męża Boleśeiwego albo też »Imago
cierpiącego

znalazł

i A b e l p o d o b n i są do

tak

przyjść

siebie

przed n i m i b ł a g a j ą c e g o o życie A b l a — albo raczej, K a i n

mistyczne i w

się jako

iż b ł a g a n i e

widać

wyraźnie,

widzia­

nadludzkiej
Abla

oglądającego

jest

n a w e t nie powinno

A l e t e n przez K o ś c i ó ł u s t a l o n y dystans m i ę d z y
Chrystusem

ny z perspektywy klęczącego, przedstawia

że dla

Wize­

przedstawia

do g ł o w y , iż m o ż e m u b y ć p o d o b n y .

j a k bliźniacy, z t y m , że K a i n jest o wiele w i ę k s z y o d k l ę c z ą c e g o

miary mocarz. Z rzeźby

osobliwej postaci,

cierpiącemu w podobny sposób j a k Chrystus

iko­

z u p e ł n i e archaiczne, p r a t y p o w e

r y t u a l n y . Jego K a i n

w

Pietatis«

prawie niemożliwe u t o ż s a m i ć się z t a k i m Chrystusem. Biedakowi

i z ż y w o t ó w ś w i ę t y c h prawie nic nie

jest m u znane. N i e z n a j ą c t r a d y c y j n e g o u j ę c i a tego t e m a t u w

kościelną,

c i e r p i ą c e g o C h r y s t u s a l u d sobie p o m a l u t k u p r z y w ł a s z c z a ł .

choćby

i cierpiącym

l u d e m zostaje

czasie r e f o r m a c j i

przez

wyobrażenia

n y c h a r t y s t ó w . N a r y s u n k u z 1522 r o k u

jest

cierpiącym

zniesiony przez

ruchy

poszczegól­

przedstawił

starzejący

się D i i r e r samego siebie z b i c z e m i r ó z g ą w r ę c e j a k o c z ł o w i e k a

bezowocne, g d y ż K a i n ( w p r z e c i w i e ń s t w i e d o t e k s t u B i b l i i ) z ca­

dręczonego

ł y m spokojem, a nie w afekcie w z n i ó s ł n a d n i m swój miecz i jest

a u t o p o r t r e t o w i t y t u ł : Mąż

najwidoczniej przekonany, że zabicie A b l a jest jogo o b o w i ą z k i e m .

t a k i e u t o ż s a m i e n i a s i ę z z a s m u c o n y m C h r y s t u s e m n a l e ż ą w sztuce

Sąsiad

Sęka,

Bolesław

Suska, k t ó r y

konkurować

pod

względem

nieznajomości

szechnionych

i tradycyjnych religijnych

mógłby

śmiało

zuchwalstwie

W późniejszych

nione w polskiej sztuce l u d o w e j .

wydumał

ka

w

Podgrodziu, człowieka

nych m i podbródków,

duży

G d y o d w i e d z a m starego Buźnia-

posiadającego

największy

nowych

na, u dołu zaś, w znacznym odstępie, grupa ludzi

w y r z u t e m l u b z n o w u po p r o s t u smutnie i bezradnie

część obrazu p r z e d s t a w i a j ą c e g o

Suski nie m a

chcieliby poehwj'eić
na

załamywania

w chmurach Mis­

rąk z tęsknoty.

Świętą Rodzinę, uciekającą

z w y k ł y m ośle, ale j a k b y w

b y ć dolna

W n i e b o w s t ą p i e n i e , gdzie ucznio­

wie z r o z p a c z ą w y c i ą g a j ą ręce do z n i k a j ą c e g o
trza. U

wyciągająca

W z o r e m dla tej g r u p y m u s i a ł a

balonie. D o k ł a d n i e

nie

Frasobliwych, którzy

niezmierny podbródek.

Diirer

również,

o

właśnie

wego, k t ó r a

dla Diirera

małego

„zmartwiony

wieśniak"

Jezusa, g d y p r z y s z o d ł n a ś w i a t ; Ś w i ę t a R o d z i n a m u s i a ł a u c i e k a ć ,

konstrukcji

a P a n B ó g p o s t a n o w i ł w z i ą ć j ą d o siebie, do nieba. B o l e s ł a w Suska

i

byłoby

pomyśleć

nad

tymi

oskarżycielskim

Chrystusów

wystawiają
jest uformo­

ile m i w i a d o m o , jest

pierwszym,

z kołka,

jost t a k ż e
na

Wielki

który

faski

w y r a z e m m e l a n c h o l i i , siedzi

s a m y m szczycie w ą t ł e j
do

garnka — przebity od tyłu

masła,

i niepewnej

miski,

koszyka,

dzbanka

nadnaturalnej

wielkości

mieczem

( i l . 2 2 ) . R y s u n e k z n a j d u j e s i ę w p o c h o d z ą c e j z 1 5 2 5 r . Nauce
przykładami.

rynek na dzieła polskiej r z e ź b y ludowej o t w o r z y ł się w momencie,

240

z tych

światu, z

s k o j a r z y ł Frasobliwego z c h ł o p e m . W pozycji Chrystusa Frasobli­

tak

Warto

Każdy

grożąc

tałych.

objaśnił m i Suska s w o j ą p r a c ę : źli ludzie chcieli zgładzić

z Budzisk odtrąbił historię zbawienia.

zna­

w a n y n a p o d o b i e ń s t w o s w e g o t w ó r c y i k a ż d y r ó ż n i s i ę o d pozos­

Ci ludzie

t y m razem

ze

zawsze w i d z ę u niego d w ó c h a l b o trzech

kloc z dwiema scenami: w górnej części o d l a t u j ą c a Święta Rodzi­

ręce k u u l a t u j ą c y m .

stuleciach

uczonej do r z a d k o ś c i — ale a ż p o dziś d z i e ń s ą one rozpowszech­

z nim

jeszcze o s o b l i w s z ą i k o n o g r a f i c z n i e f i g u r ę . C h o d z i t u o d o ś ć

w pobożnym

Boleściwy.

rozpow­

najbardziej
wyobrażoń,

i melancholijnego, dając

rzenia

cyrklem

i poziomicą

Diirera

mie­

i jest i r o n i c z n y m piojektem

pomnika k u pamięci pokonania buntowniczych chłopów

(którycli

II.

tysiące właśnie w o w y m

21. J.

roku wymordowali

Lurka,

książęcy

Pocałunek

żołnierze).

Judasza,

w

fragment.

sztuce ludowej.

N i e m o ż e jej s y m b o l i z o w a ć ż a d n a

maszkara,

Nad znaczeniem r y s u n k u snuto wiele d o m y s ł ó w . D z i ś p r z y j m u j e

ż a d n a paszcza piekielna. M o ż e j ą u j a w n i ć

się za p e w n i k , i ż D i i r e r ,

kto owej nicości s p o g l ą d a w oczy — Chrystus Frasobliwy. Stwa­

który

nie b y ł przyjacielem

rewolucji,
przez

rzając

chłopów niegodziwości

nimi

w ł a s n ą r o z p a c z . C h r y s t u s F r a s o b l i w y , B ó g bez B o g a , j e s t w a r u n ­

uszlachetnią, t u

postać

smutnego

chłopa,

ukazując

przezwyciężyć

lecz t u i d z i ś .
Te sprawy są mistyczne i równie

go w p o s t a w i e z g o d n e j z a r ó w n o z p o s ę p n y m a u t o p o r t r e t e m z r o ­
k u 1492, j a k i z j e g o M e l a n c h o l i ą , a t a k ż e z C h r y s t u s e m F r a s o b l i ­



wym Małej

przedstawiony przez

Kołacza

konkretne

i Lurkę.

Syn

znakiem

eucharystii, ciałem

Chrystusa

Boży są w y s t a w i e n i na t ę s a m ą p o k u s ę . Zatopieni w p o n u r y c h

cennym

darem,

komunii

rozmyślaniach o d a r e m n o ś c i wszelkich usiłowań, już nie

potrafią

ludzi, ich k o m u n i ą

się b r o n i ć p r z e d r o z p a c z ą . C h r y s t u s F r a s o b l i w y j e s t t o

Chrystus

należy

wydany melancholii i rozpaczy, pozostawiony śmierci,

opuszczo­

świeckich ? W

Pasji. O n i wszyscy —

chłop,

wielki artysta

i

ny przez O j c a i t y m s a m y m j a k b y bez B o g a . W t y m b e z g r a n i c z ­

składnikiem

ze ś w i a t e m

Jednakże

naga

nicość

nie

da

się

przedstawić

jest

Kołacza

zaś

obojgiem starych
figur

zasadzie nie w i d z ę

t u jakiejkolwiek

różnicy,

i t a m chodzi o chleb j a k o ż y w y p o k a r m , a zarazem chleb
Obie figury

człowiek.



chleb

spraw

z n a jeszcze, c z y j u ż m o ż e

się biedny, u d r ę ­

(ił. 14), u

między

j a k chleb

Lurki

(ił. 15). C z y j e d n a z t y c h

Chrystus a t e i s t y c z n y . W

tej sytuacji znajduje

U

do sztuki sakralnej, a druga odnosi się t y l k o do

n y m s m u t k u niebo przestaje d l a niego istnieć, jest t o w t y m ujęciu

czony

próbuje

k i e m boskiej g o d n o ś c i człowieka — i t o nie w dalekiej przyszłości,

zwycięstwa.
Diirer

F r a s o b l i w e g o , Chajec

tylko,

wyraził w s w y m szkicu p o m n i k a żal z p o w o d u doznanych
i gorzkio szyderstwo z takiego nad

Chrystusa

i pokazać ten

wskazują

na jednorodną

rzeczywistość,

nie zna p o d z i a ł u

k i e , doczesne i transcendentalne,

która

na sakralne

tu

życia.
nie

i świec­

naturalne i nadprzyrodzone.

242

c h ę t n i e o k r e ś l a ł a z a r ó w n o s o c j a l i s t ó w , j a k i k l e c h ó w j a k o ludzi
nio z n a j ą c y c h ojczyzny.
Z a s k a k u j ą c a jest p o p u l a r n o ś ć postaci ojca Kolbego w ś r ó d
p o l s k i c h r z e ź b i a r z y w okresie coraz w i ę k s z e g o regresu t r a d y c y j ­
nego k u l t u ś w i ę t y c h . W konkursie „ W i e l c y Polacy, ich życie
i d z i e ł a w r z e ź b i e l u d o w e j " , zorganizowanym przez M u z e u m E t n o ­
graficzne w T,oruniu w 1974 r., prac p r z e d s t a w i a j ą c y c h o. K o l ­
bego — b y ł o 72, podczas g d y K o ś c i u s z k ę r z e ź b i o n o 65 razy,
M i c k i e w i c z a — 42, C u r i e - S k ł o d o w s k ą — 34.
W a ż n i e j s z e j e d n a k od ilości r z e ź b jest t o , że p o s t a ć ojca
K o l b e g o jest, j a k się zdaje, bardzo bliska r z e ź b i a r z o m , dzięki
czemu p o t r a f i ą j ą p r z e d s t a w i ć w s p o s ó b osobisty i świeży. Ja­
r o s ł a w F u r g a ł a na p r z y k ł a d u m i e ś c i ł ojca K o l b e g o , o d m a w i a j ą ­
cego r ó ż a n i e c , w pewnego rodzaju klatce z d r u t u kolczastego,
s y m b o l i z u j ą c e j o b ó z a j e d n o c z e ś n i e p r z y p o m i n a j ą c e j taberna­
k u l u m ( i l . 20). U B o l e s ł a w a A d a m i a k a p o s t a ć K o l b e g o znajduje
się na tle w y o b r a ż a j ą c y m obozowe ogrodzenie, lecz r ó w n i e ż
p r z y p o m i n a j ą c y m s k r z y d ł a lub o t w a r t e d r z w i c z k i t a b e r n a k u l u m ,
( i l . 59, s. 223)
Te n i e m a l na c h y b i ł t r a f i ł w z i ę t e p r z y k ł a d y jasno u k a z u j ą ,
j a k ą n i e z w y k ł ą ż y w o t n o ś ć m a , w b r e w wszelkim przypuszczeniom,
s p i r y t u a l n o ś ć l u d o w a w Polsce. O ojcu K o l b e nio trzeba d ł u g o opo­
w i a d a ć , zasada jego c z y n u , jego ś w i ę t o ś c i jest r z e ź b i a r z o m bliska.
W m i ł o s i e r n y m o j c u K o l b e u c i e l e ś n i a się na nowo idea Chrystusa
Frasobliwego. J e d n o c z e ś n i e p r z y k ł a d ten w y r a ź n i e ilustruje t o ,
co c h c i a ł e m w t y c h r o z w a ż a n i a c h w y k a z a ć : s p i r y t u a l n o ś ć ludo­
w a nie jest p o b o ż n o ś c i ą s k i e r o w a n ą w y ł ą c z n i e k u n i e b u , lecz
s i ę g a do samego sedna h u m a n i s t y c z n e j k u l t u r y .
W obawie, czy nie p o s u n ą ł e m się za daleko w m o i c h do­
m y s ł a c h , o d w i e d z i ł e m z n ó w Chajca w sierpniu 1976 r. B y ł w nie­
dobrym nastroju, smutny i mało komunikatywny. Przygłuchł
jeszcze bardziej i n a r z e k a ł na zdrowie. N i e m i a ł ochoty na roz­
m o w y o Michale Archaniele, ale w s p o m n i a ł o Michelangelo i o
t y m , że j a k i ś w a r i a t u s i ł o w a ł z n i s z c z y ć jego P i e t ę . W k o ń c u
j e d n a k p o w i e d z i a ł , ż e c h ę t n i e pokazuje d i a b ł a j a k o „ o b r z y d l i ­
wego gada", bo „ d i a b e ł , k t ó r y się b u n t o w a ł przeciwko P a n u B o g u
nie z a s ł u g u j e na lepsze przedstawienie". Mówił dalej, że tego św.
M i c h a ł a , k t ó r y pokonuje d i a b ł a g o ł y m i r ę k a m i , sam w y m y ś l i ł .
M o ż n a t u w i e r z y ć Chajcowi na s ł o w o , skoro w i n n y c h w y p a d k a c h
bez w a h a n i a przyznaje się do tego, że t ę albo i n n ą r z e ź b ę w y k o ­
n a ł w e d ł u g w z o r u widzianego w kościele czy k s i ą ż c e . D o d a ł jesz­
cze, że nie wie, po co ś w . M i c h a ł o w i miecz i pancerz. „ P a n B ó g
jest wszechmocny, j a k on c i pomaga, to i t a k wszystko p o t r a f i s z " .
M a l a k o m u n i k a t y w n o ś ć Chajca m i a ł a tego dnia swojo po­
w o d y . S p o t k a ł e m się z n i m pierwszy raz po u k a z a n i u się a r t y k u ł u ,
w k t ó r y m a u t o r nie bardzo p a m i ę t a j ą c , co m u o p o w i a d a ł e m i nie
z a d a j ą c sobie t r u d u sprawdzenia, n a p i s a ł o niedawno z m a r ł y m
W ł a d y s ł a w i e Chajcu. M i m o m o i c h t ł u m a c z e ń , Chajec w dalszym
c i ą g u m i a ł w r a ż e n i e , że j a sam u w a ż a ł e m go w t e d y za z m a r ł e g o .
I jeszcze coś, o d w i e d z a j ą c y go razem ze m n ą m i ł o ś n i k chajcowej
s z t u k i koniecznie c h c i a ł k u p i ć j a k ą ś r z e ź b ę , a Chajec za skarby
ś w i a t a nie c h c i a ł m u niczego s p r z e d a ć , p r ó c z w y j ą t k o w o m a ł e j
f i g u r k i Frasobliwego. G n i e w a ł a go nawet sama r o z m o w a na te­
m a t s p r z e d a ż y . Coraz bardziej chce o n m i e ć swoje r z e ź b y d o k o ł a ,
a ż e b y m ó c p o k a z a ć coś g o ś c i o m , k t ó r z y go o d w i e d z a j ą . Z r e s z t ą
g o ś ć m i , o k t ó r y c h w t y m k o n t e k ś c i e najczęściej wspomina, są
p r z e w a ż n i e dzieci, k t ó r y m l u b i o p o w i a d a ć p r z y p o m o c y swych
r z e ź b święto i ziemskie historie.
W p r z e c i ą g u l a t naszej z n a j o m o ś c i Chajec bardzo się z m i e n i ł
p o d t y m w z g l ę d e m . K i l k a l a t t e m u r z e ź b y swoje c h ę t n i e sprzeda­
w a ł , a ceny, k t ó r e u s t a l i ł , b y ł y bardzo skromne. Cieszyło go po­
wodzenie jego r z e ź b . D w a l a t a t e m u pierwszy raz m i p o w i e d z i a ł :
„ S p r z e d a ć to idzie szybko, ale robienie t o t r w a " . I coraz t r u d n i e j
m u r z e ź b i ć , m a 72 l a t a — ale m ó w i , że m a 73 — i p r ó b u j e zatrzy­
m a ć p r z y sobie t o , co s t w o r z y ł , co jest k a w a ł k i e m jego ż y c i a .
Może dlatego w y d a ł o m i się, że n i e c h ę t n i e p a t r z y na gości, bo
n i e m a l zawsze coś c h c ą m u z a b r a ć . Coraz bardzioj się boi, żt w szystko m u się r o z p ł y n i e m i ę d z y p a l c a m i . Z a p y t a ł mnie w czasie na­
szej ostatniej r o z m o w y , czy j a t e ż m a m w r a ż e n i e , że czas biegnie
teraz o wiele szybciej n i ż przed w o j n ą . S t w i e r d z i ł , że lata, p o r y
r o k u , t y g o d n i e i d n i są coraz k r ó t s z e , a słońce ledwie wzojdzio
— zaraz zachodzi i r o b i się w i e c z ó r . Chajec b y ł p o g r ą ż o n y w swoich
problemach, w swoim s m u t k u . N i e m i a ł o m odwagi r o z m a w i a ć
z n i m o P a n t o k r a t o r z e . Z a u w a ż y ł e m t y l k o , że m i a ł zrobionych
p i ę ć n o w y c h , n o r m a l n y c h na pierwszy r z u t oka F r a s o b l i w y c h .
Dopiero gdy z b l i ż y ł e m się do n i c h , z a u w a ż y ł e m , że k a ż d y z nich
b y ł u w i ą z a n y na ł a ń c u c h u , p r z y m o c o w a n y do s ł u p a i z a m k n i ę t y
za p o m o c ą k ł ó d k i . D u m n i e p o t w i e r d z i ł Chajec, że ł a ń c u c h y i kłód­
k i własnoręcznie wykonuje.
2

3

I I . 22. A l b r e c h t D ü r e r . P r o j e k t p o m n i k a . 1525

r.

PRZYPISY
1

B y ć m o ż e nie z w r ó c i ł b y m t a k i e j u w a g i na Św.
Michała
Chajca, g d y b y m nie p o c h o d z i ł z k r a j u , w k t ó r y m w a r s t w a r z ą d z ą c a
w y k o r z y s t a ł a s z c z e g ó l n i e bezwstydnie A r c h a n i o ł a . Tendencja
zniemczenia Św. M i c h a ł a , p r z e k s z t a ł c e n i a go w g e r m a ń s k i e g o wo­
jownika i führera, w niebiańskiego Zygfryda, ma swoją tradycję.
G d y m i a n u j e się wojowniczego a n i o ł a p a t r o n e m n a r o d u , t o
w y m a g a się od niego, b y p r z e w o d z i ł w o j n o m p o d e j m o w a n y m przez
ó w n a r ó d . W t e d y a n i o ł zostaje ś w i ę t y m z n a k i e m f i r m o w y m dla
dośó b r u d n y c h i n t e r e s ó w .
Cesarz W i l h e l m I I w ł a s n o r ę c z n i e w y k o n a ł szkic, na k t ó r y m
Św. M i c h a ł z o g n i s t y m mieczom w z y w a n a r o d y E u r o p y — przed­
stawione j a k o g r u p a opancerzonych bab ( „ L u d y E u r o p y — b r o ń ­
cie waszych n a j ś w i ę t s z y c h d ó b r ! " ) — do w a l k i z n i e w i e r n y m i
b a r b a r z y ń c a m i ; p r z y c z y m cesarzowi szło po p r o s t u o i n t e r w e n c j ę
W Chinach.
W ( k a t o l i c k i m ) „ L e x i k o n fuer Theologie u n d K i r c h e " , k t ó ­
rego 10 t o m ó w u k a z a ł o się w l a t a c h 1930—1938, na ilustracjach
obok h a s ł a „ M i c h a ł " widnieje a r c h a n i o ł z u p e ł n i e p o d o b n y do
j a k i e g o ś w o d z a g e r m a ń s k i e g o , a w d o d a t k u , j a k to w ł a ś n i e w ó w ­
czas w e s z ł o w m o d ę , wznosi on p r a w ą d ł o ń w p o z d r o w i e n i u . I n n y
św. M i c h a ł , o f a l u j ą c y c h b l o n d w ł o s a c h , niósł p o l e g ł e g o ż o ł n i e r z a
przed t r o n b o ż y — z a ł a t w i a j ą c m u , j a k z tego jasno w y n i k a , prze­
p u s t k ę do r a j u bez k o l e j k i i s ą d u .
B y ł y t o ż e n u j ą c e p r ó b y przypochlebienia się ś w i e c k i m
w ł a d z o m , p r ó b y udowodnienia, że n i e m i e c k i k a t o l i c y z m jest
r ó w n i e narodowo n a s t a w i o n y j a k nazistowska k o n k u r e n c j a , k t ó r a

Kolekcja L . Zimmerera — il. 2, 4, 5—&, 10—16, 18—21; Muzeum Etnograficzne w Krakowie — il. 17
Fot.: W . K o g a l i ń s k i — ii. 1, 3 (repr.), 6, 10, 15, 16, 22 (repr.); J . Sobolewski — il. 7, 8, 12, 14, 21; .1. Świderski — il. 2, 4, 5, 9, 11, 13, 17—20

242

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.