-
extracted text
-
Prof, dr hab. Roman Reinfuss
27 maja 1910-26 w r z e ś n i a 1998
Pożegnanie
Wystąpienie Wicedyrektora Instytutu Sztuki PAN, prof. dr. hab. Lecha Sokoła
Przypadł mi w udziale smutny zaszczyt ostatniego poże
gnania Profesora Romana Reinfussa w imieniu Dyrekcji
i Pracowników Instytutu Sztuki Polskiej Akademii Nauk,
w tym zwłaszcza w imieniu tych, którzy z Nim szczególnie
blisko współpracowali.
Profesor Reinfuss pracował w Instytucie Sztuki od chwili
jego powstania aż do momentu odejścia na emeryturę w roku
1980. Swoją ogromną pracą i talentem poważnie wzbogacił
dorobek Instytutu. Był redaktorem naczelnym „Polskiej Sztu
ki Ludowej" w latach 1948-52, kierował zespołem wykonują
cym unikalną i bezcenną pracę dokumentacyjną i badawczą,
był także długoletnim członkiem Rady Naukowej Instytutu,
duszą i inicjatorem wielu poważnych zamierzeń naukowych.
Jego droga życiowa była drogą pracy i pos'wiecenia dla ra
towania, dokumentowania i badania kultury i sztuki ludowej
i Jego zasług w tej mierze nie da się przecenić. Do odkrycia
i ukształtowania zainteresowań naukowych Profesor Reinfuss
dochodził stopniowo. Urodzony w Przeworsku 27 maja 1910
roku z ojca Franciszka, z zawodu prawnika, i matki Zofii
z Mnerków, do szkół uczęszczał w Tarnowie. Pierwszą jego
młodzieńczą pasją była chemia. Po zdaniu matury w 1931 ro
ku, Profesor Reinfuss podjął studia prawnicze w Uniwersyte
cie Jagiellońskim i w 1935 roku uzyskał tytuł magistra praw.
Ale już na pierwszym roku studiów prawniczych nawiązał
kontakt z Muzeum Etnograficznym dzieląc się z nim wynika
mi amatorskich badań etnograficznych prowadzonych do
rywczo w okolicach Gorlic. W rok później zaczął słuchać
wykładów prof. Kazimierza Moszyńskiego z zakresu etno
grafii Słowian i brał udział w pracach seminaryjnych. W la
tach 1932-35 jego zainteresowania etnograficzne ostatecznie
się krystalizują. Rzuca rozpoczętą w roku 1936 aplikaturę no
tarialną w Gorlicach, we wrześniu tegoż roku podejmuje pra
cę w Muzeum Etnograficznym w Krakowie i kontynuuje stu
dia u prof. Kazimierza Dobrowolskiego jako jego asystent.
Począwszy od roku 1931 ogłasza prace etnograficzne o coraz
bardziej naukowym charakterze, prezentuje swoje badania
także na zjeździe naukowym w 1938 roku.
W czasie okupacji niemieckiej na polecenie profesora Bo
browskiego i profesora Feliksa Kopery opiekuje się zbiorami
Muzeum. Według świadectwa przytoczonego przez profesora
Moszyńskiego, zasługi Profesora Reinfussa w ratowaniu
zbiorów były „wybitne", a jego przedsięwzięcia „narażały go
poważnie wobec władz okupacyjnych".
Po wyzwoleniu Profesor Reinfuss kończy studia etnogra
ficzne, uzyskuje magisterium z etnografii w roku 1945, dok
torat w roku następnym, habilituje się na podstawie pracy
Polskie druki ludowe na płótnie, profesorem nadzwyczajnym
zostaje w roku 1955, a profesorem zwyczajnym w 1971.
216
Profesor Reinfuss jest autorem kilkuset prac naukowych
odznaczających się dokumentacyjną solidnością, naukową
precyzją i odkrywczością. Spośród Jego najważniejszych
książek wymienić trzeba Garncarstwo ludowe (1955), Sztukę
ludową w Polsce (1960), Malarstwo ludowe (1962), Ludowe
kowalstwo artystyczne w Polsce (1983).
Jak sam to określał, Jego zainteresowania naukowe szły
w dwóch kierunkach, obejmując całokształt kultury ludowej
mieszkańców Karpat i jej związków z krajami bałkańskimi
oraz problematykę ludowej sztuki plastycznej w Polsce
i w krajach sąsiadujących. Prowadził systematyczną doku
mentację sztuki ludowej na terenie całego kraju. Kierowany
przez niego zespół stworzył w Instytucie Sztuki unikalne ar
chiwum obejmujące kilkadziesiąt tysięcy pozycji i kilka
dziesiąt tysięcy fotografii. Jego pasje naukowe to zajęcia te
renowca i wykładowcy. Także pasja ratowania, zapisywania,
dokumentowania ginącej sztuki ludowej i kultury ludowej.
Według opinii jednego z profesjonalistów, Profesor Reinfuss
zrobił dla kultury ludowej równie wiele jak Kolberg dla fol
kloru. A przecież nie wyczerpuje to jego wielostronnej i nie
strudzonej działalności. Profesor Reinfuss budował także
podwaliny powojennej etnografii: w Uniwersytecie Wro
cławskim w latach 1946—49, w Uniwersytecie Marii CurieSkłodowskiej w Lublinie w okresie 1957-67, w Instytucie
Badań Sztuki Ludowej od roku 1947, a następnie Państwo
wym Instytucie Sztuki i Instytucie Sztuki PAN-u aż do roku
1980. Wykładał etnografię i sztukę ludową w Krakowskiej
Wyższej Szkole Nauk Społecznych (1945-48), w Akademii
Sztuk Pięknych w Krakowie (1948-63), w Uniwersytecie Ja
giellońskim (1951-80). Po przejściu na emeryturę nie za
przestał działalności naukowej, udzielał konsultacji, opieko
wał się bogatymi i różnorodnymi zbiorami zgromadzonymi
w Jego mieszkaniu.
Przez wiele lat działał w Polskim Towarzystwie Ludo
znawczym, zajmował się popularyzacją wiedzy etnograficz
nej i - o czym nie wolno zapomnieć - zasiadał w niezliczo
nych komitetach i zespołach oceniających, a Jego celem było
ratowanie autentyzmu i obrona szlachetności sztuki ludowej
w jej najróżniejszych przejawach. W uznaniu zasług otrzymał
Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski (1954) i Krzyż
Oficerski tegoż Orderu (1970).
W dziejach ukochanej dyscypliny naukowej, w dziejach
kultury polskiej pozostanie jako postać wybitna i znacząca.
Nie zapomną o Nim ludzie, których ukształtował, którym za
szczepił umiłowanie do rzetelnej pracy naukowej, których ba
dania zainspirował bądź wspomógł. Zaświadczy o Nim także
Jego dzieło.
Cześć Jego pamięci!
Nasz Profesor
26 września 1998 r. zmarł prof, dr Roman Reinfuss. Miał
88 lat. Był postacią znaną, cenioną i lubianą w wielu środo
wiskach. Mimo niesprzyjającej aury żegnały go setki ludzi,
a w pogrzebowym kondukcie zauważyć można było górali pod
halańskich, krakowiaków i Łemków w tradycyjnych strojach.
Wielokrotnie przedstawiono naukową sylwetkę Profeso
ra', omawiano rzeczowo i krytycznie jego wielokierunkowy
dorobek, osiągnięcia organizacyjne, dydaktyczne, redakcyj
ne, muzealne (zwłaszcza odnośnie skansenów) i popularyza
cyjne, działalność dla ochrony sztuki ludowej i folkloru. Te
raz warto wspomnieć jego charakterystyczne, a mniej znane
cechy osobiste, a przede wszystkim sposób pracy. Nieodpar
cie nasuwa się określenie tytan pracy, choć wyeksploatowa
ne, ale naprawdę do Niego przystaje. Stawiał bardzo wysokie
wymagania sobie samemu, pracował nader intensywnie praktycznie - bez przerwy. Ograniczał kontakty towarzyskie,
odsuwał rozrywki, z rzadka tylko wyrywał się w Beskidy,
pieszo lub na nartach. Dopiero w ostatnim okresie dzielił czas
na pisanie i uprawianie ogrodu, pielęgnowanie owocowych
drzew, zabawy z wnukami, które kochał nad wyraz. Traktując
swą pracę jako służbę nauce, podporządkowywał jej życie
swoje, a także swoich najbliższych.
Nie do pojęcia wydaje się w jego biogramie okres paru
lat po zakończeniu wojny. W r. 1945 powrócił na stanowisko
kustosza w krakowskim Muezum Etnograficznym (gdzie
pracował do 1951 r.) i zakończył swoje etnograficzne studia
magisterium. W następnym roku napisał i obronił pracę dok
torską. Wtedy też zorganizował i przez dwa następne lata
pr, wadził Zakład Etnologiczny na Uniwersytecie Wrocław
skim, co wiązało się z uciążliwymi dojazdami przepełniony
mi pociągami do zrujnowanego i rozszabrowywanego je
szcze miasta. Oprócz zajęć dydaktycznych podjął tam wów
czas, mając jednego asystenta do pomocy, prace w trzech kie
runkach, a mianowicie badania terenowe nad ludnością osie
dlaną na wsi dolnośląskiej, sprawdzanie stanu tamtejszych
muzeów i ich zawartości pod kątem zbiorów kultury ludowej
oraz dokumentację zabytkowego budownictwa drewnianego.
Wykładał też w Krakowie, w Wyższej Szkole Nauk Społecz
nych (1946-48).
W tym samym 1946 r. powierzono doktorowi Reinfussowi
kierownictwo Sekcji Zdobnictwa w nowopowstałym Pań
stwowym Instytucie Badania Sztuki Ludowej. Już pod koniec
tegoż roku zaczął z tego tytułu intensywne badania terenowe
nad ludowym meblarstwem Krakowskiego i przyległej góral
szczyzny, a w pierwszym numerze „Polskiej Sztuki Ludowej"
1948 publikował wstępne wyniki tych prac. Wkrótce zakres
badań sekcji poszerzył się o budownictwo, a po wcieleniu
PIBSL do Państwowego Instytutu Sztuki (1949) objął wszyst
kie dziedziny ludowej sztuki plastycznej. Roman Reinfuss
precyzyjnie opracował i skalkulował dalekosiężny program
badawczy swojej placówki. Zdając sobie sprawę z tempa
przemian ówczesnej wsi i - co się z tym wiąże - kultury ludo
wej, postanowił działać szybko, dużymi zespołami terenow
ców równocześnie w wielu regionach kraju. Tą drogą podsta
wowa dokumentacja opisowa, rysunkowa i fotograficzna na
obszarze całego kraju miała powstać w ciągu kilku lat. Rów
nolegle, nie zaniedbując badań monograficznych postulował
poszerzoną penetrację źródeł historycznych, a nawet wykopa
liska archeologiczne w poszukiwaniu korzeni sztuki ludowej.
Wszystkie fotografie: Jan Świderski
217
Wizja ta została zweryfikowana przez rzeczywistość. Bra
kowało odpowiednio przygotowanej kadry badaczy, środków
transportu, a przede wszystkim niezbędnych na tak wielkie
przedsięwzięcie funduszy, trzeba było ograniczać zamierze
nia, do jednego obozu i kilku penetracji rocznie. Badania wy
kopaliskowe prowadzono tylko w dwóch miejscach. Wcze
śnie, bo już w r. 1963 zabrakło pieniędzy na zorganizowanie
kolejnego XIII obozu naukowo-badawczego, stale zmniejsza
ła się pula prac zleconych dla uczestników krótszych penetra
cji terenowych, zwanych wśród nas objazdami.
Profesor osobiście prowadził wszystkie obozy i większość
objazdów. Zwłaszcza przy tych okazjach mieliśmy możność
obserwować jego ogromne zaangażowanie i wysiłek. Podczas
obozów wyjeżdżał w teren z zespołem i przepisywał swoje
wywiady. Odbierał opracowane przez uczestników materiały,
skrupulatnie przeglądając każdy rysunek. Potem, zarywając
noce, planował trasy, czytał wywiady. Omawiał je potem
z autorami, wypominając niedopatrzenia i błędy, czasem od
syłał do powtórzenia rozmowy czy rysunku. Rygory, jakie
narzucał sobie, rozciągał na pracowników, stałych i doangażowanych. Dzień terenowy kończył się nieraz przy świetle
księżyca, a opracowanie materiałów, które należało oddawać
na bieżąco, przeciągało się do późnej nocy.
Profesor prowadził badania terenowe o każdej porze roku,
w każdych warunkach. Zdarzało się podczas objazdów, że
przesypiał noc w szoferce samochodu, gdy brakło miejsc
noclegowych dla wszystkich uczestników wyprawy, albo na
obłym wieku kufra, z głową wspartą na maszynie do szycia.
Wystarczyła mu nieraz na cały dzień kromka chleba z topio
nym serkiem i kubek herbaty.
Podstawowa inwentaryzacja terenowa, prowadzona wła
snymi siłami placówki, z niedostateczną ilością pracowni
ków doangażowanych, rozciągnęła się na kilka dziesięciole
ci, i z chwilą przejścia Profesora na emeryturę (po 34 latach
kierownictwa) została zrealizowana mniej więcej w 75%. On
jednak, nie czekając na zakończenie tej akcji, systematycz
nie opracowywał kolejne gałęzie ludowej sztuki w postaci
cząstkowych bądź całościowych monografii. Przygotowywał
je żmudnie. Poza kwerendą literatury przedmiotu i rozpisy
waniem na tysiące fiszek materiałów zgromadzonych w ar
chiwum pracowni starał się zawsze zgłębić technologiczną
stronę tematu. Pracując nad rzemiosłami artystycznymi stu
diował podręczniki zawodowe, materiałoznawstwo, dysku
tował z rzemieślnikami i pilnie podglądał ich działania.
Wskutek tego mógłby z powodzeniem uzyskać tytuł mistrza
w rzemieśle stolarskim, kowalskim i paru innych. Notabene
próbował też swych sił i możliwości w rzeźbie i w malar
stwie na szkle, osiągając, zwłaszcza w drugiej dziedzinie, in
teresujące rezultaty.
Bibliografia prac Romana Reinfussa, zestawiona z okazji
jubileuszu jego 70-lecia urodzin i 50-lecia pracy naukowej,
obejmowała 268 pozycji , w tym 11 książek, ponad 100 arty
kułów naukowych, ponad 60 recenzji z publikacji i wystaw,
wiele artykułów popularno-naukowych. Poproszony przed
kilku miesiącami o ustawienie swego dorobku w hierarchii
ważności, najwyżej ocenił Polskie druki ludowe na płótnie
(1953), potem kolejno Meblarstwo ludowe w Polsce (1977)
i Ludowe kowalstwo artystyczne (1980).
Na emeryturze Profesor nie zmniejszył tempa pracy. Jego
bibliografia powiększyła się o ponad 120 nowych pozycji.
Ukazały się dwie jego nowe książki, Ludowa rzeźba kamien
na w Polsce (1989), monografia dziedziny dotychczas niemal
omijanej w badaniach i opracowaniach oraz Śladami Łem
2
218
ków. W tej drugiej zawarł, w popularnym ujęciu, swoje do
świadczenia i przemyślenia ze studiów nad kulturą Łemkowszczyzny. Problem tej grupy nurtował bowiem Profesora od
zarania jego etnograficznych zainteresowań i stał się swoistą
klamrą jego naukowego dorobku. Pierwsze jego artykuły
właśnie Łemków dotyczyły, a w roku bieżącym, staraniem
Muzeum Budownictwa Ludowego w Sanoku, wznowiona zo
stała jako samodzielna pozycja, wzbogacona obszernym ze
stawem zdjęć o historycznym znaczeniu, Jego praca doktor
ska Łemkowie jako grupa etnograficzna. We wstępie stwier
dził: „Jeżeli następne wydanie pracy naukowej ukazuje się
pół wieku po jej pierwszym wydaniu, a autor jeszcze żyje,
obowiązkiem jego jest ustosunkowanie się do niej i spojrzeć
na nią w świetle jego obecnych poglądów" i dalej zwięźle
skorygował swoje wcześniejsze ustalenia, zaznaczając na
końcu iż, mimo upływu lat i wielu dalszych badań „...stan
wiedzy o tradycyjnej kulturze ludności łemkowskiej nadal
pozostawia wiele do życzenia".
Cechował Profesora silny lecz niełatwy charakter i ego
centryzm jedynaka. Bezwzględnie podporządkowywał wszy
stko planom swoim i swojej placówki, z którą właściwie się
utożsamiał. Przez niespełna pół wieku lokal pracowni mieścił
się w środku jego własnego mieszkania. Zaczęło się wpraw
dzie od archiwistki na połowie etatu, biurka, szafy na mate
riały, ale z czasem wzrastała liczba pracowników (do 5-6
osób), wzbogacało się archiwum, z którego korzystało do 200
osób rocznie. To swoiste współistnienie nie zapewniało ani
rodzinie Profesora, ani pracownikom nawet minimum kom
fortu, ale dla niego najważniejsza była możliwość wglądu
w archiwum, kiedy tylko potrzebował, w każdej chwili dnia,
czy nocy. Dlatego nie dopuszczał możliwości starania się
0 odrębny lokal dla placówki, dopóki nią kierował. Później
nie było na to szansy. Odsunął się wtedy dyskretnie od na
szych spraw, ale zachęcony zawsze chętnie pomagał, dysku
tował z nami plany, recenzował nasze teksty. Nas, pracowni
ków, traktował dosyć specyficznie, trochę jak feudal chłopów
pańszczyźnianych, trochę jak własne dzieci. Miałyśmy wiele
okazji oglądania go innym niż wszyscy, nierzadko w sytua
cjach bardzo prywatnych. Często zaskakiwał nas swymi reak
cjami, na sprawy błahe reagując wybuchami gniewu, czasem
niemal furii, a problemy trudne, zaskakujące rozwiązywał
z ogromnym spokojem i rozwagą. Z obawą zawiadomiłyśmy
Go o zamiarze likwidacji naszej pracowni, ale wiadomość tę
przyjął mężnie. O swoich uniesieniach natychmiast prawie
zapominał, wtedy można było porozmawiać o wszystkim,
pożartować. Byliśmy bardzo zżyci, zaprzyjaźnieni. Miał
ogromne poczucie humoru, pisał dla nas żartobliwe wierszy
ki i przyśpiewki okolicznościowe, potrafił bawić się i śmiać
z siebie samego, zwłaszcza, gdy oglądał swą postać w krzy
wym zwierciadle obozowego kabaretu czy teatrzyku kukieł
kowego.
Gdy ciężko, terminalnie zachorowała Jego Żona, opieko
wał się nią jak najtroskliwszy, całodobowy pielęgniarz. Był
tym bardzo przygnębiony i zmęczony, zasypiał niemal na sto
jąco. Wiązał sobie w tych czasach koniec sznurka dokoła dło
ni, drugi pociągała Pani Zofia, gdy potrzebowała pilnie po
mocy. Chyba wtedy wymarzył sobie rodzaj własnej śmierci
1 nań zasłużył. Zmarł tak jak chciał, nagle, w samotności,
w ulubionym ogródku na wsi, w pełnym słońcu babiego lata.
Dzień wcześniej w Krakowie, na sesji naukowej Polskiego
Towarzystwa Ludoznawczego z okazji 100-lecia jego kra
kowskiego oddziału przyjął podziękowania i kwiaty za wkład
w prace Towarzystwa, którego był honorowym członkiem.
Spotkał się wtedy z wieloma przyjaciółmi, znajomymi,
współpracownikami, dawnymi studentami. Pozostanie w ich
pamięci wizerunek starszego pana (bynajmniej nie starca),
godnego i zadbanego, pogodnie uśmiechniętego.
Dla nas, wieloletnich i najbliższych współpracowników
wraz z rozwiązaniem naszej miniaturowej pod koniec pla
cówki i - w rok później - odejściem Profesora skończyła się
jakaś epoka, a w każdym razie bardzo ważny okres naszego
życia.
Ewa Fryś-Pietraszkowa z Marią Czarnecką,
Alicją Małeta i Wandą Drabik
PRZYPISY
' Aleksander Jackowski. Roman Reinfuss i sztuka ludowa, ..Polska
Sztuka Ludowa" X X X I V . 1980. nr 3^1, s. 131-136: Jerzy Czajkowski.
Roman Rejnfuss (w 70. rocznicę urodzin i 50. rocznicę pracy naukowej).
„Acta Scansenologica" t. 1. Sanok 1980, s. 9-16; Aleksander Blachowski. Roman Reinfuss (w) Oskary Kolberga, pr. zbiór, pod red. M . Pokropka. Warszawa 1997. s. 202-203: Ewa Fryś-Pietraszkowa. Zum HO. Ge-
burstag von Dr. Roman Reinfuss, „Ethnologia Slovaca et Slavica" l .
X X I V - X X V . 1992-1993, s. 337-39; i in.
:
Zofia Cieśla-Reinfussowa, Bibliografia prac Romana
Reinfussa.
„Lud" LXIV, 1980. s. 53-66; to samo (uzupełnienie o jedną pozycje.)
„Acta Scansenologica" t. 1. Sanok 1980. s. 17-28
Z głębokim żalem żegnamy profesora Romana Reinfussa, redaktora naszego pi
sma w latach 1949-50, wieloletniego członka Kolegium Redakcyjnego, znakomi
tego etnografa, znawcę sztuki ludowej i przyjaciela twórców ludowych.
„Konteksty. Polska Sztuka Ludowa":
Aleksander Jackowski
Zbigniew Benedyktowicz
Sławomir Sikora
219