2d217178007f89535d611e445f4f3dba.pdf
Media
Part of Żywotność obrzędów ludowych w Krakowie i na wsi podkrakowskiej / LUD 1977 t.61
- extracted text
-
Lud, t. 61, 1977
ZOFIA
CIEŚLA-REINFUSSOW A
ŻYWOTNOŚĆ OBRZĘDOW LUDOWYCH W KRAKOWIE
I NA WSI PODKRAKOWSKIEJ
Aby mówić o obecnej żywotności obrzędów i zwycza]ow w Krakowskiem, musimy znaleźć płaszczyznę odniesienia, która pozwoliłaby uwidocznić i ocenić zmiany, jakie w tej dziedzinie ludowej kultury zachodziły. Uważ.am, że najdogodniej będzie przyjąć za punkt wyjściowy początek drugiej połowy ubiegłego wieku. Z tego bowiem okresu posiadamy
stosunkowo pełną dokumentację zawartą w Krakowskiem Oskara Kolberga, uzupełnioną materiałami historycznymi, częściowo pamiętnikarskimi Ambrożego Grabowskiego, Władysława Anczyca, Kazimierza Girtlera I In.
W owych czasach, od których dzieli nas przeszło stulecie, zarówno
\\7 samym Krakowie,
jak i na wsi podkrakowskiej, obrzędy i zwyczaje
były jeszcze bardzo żywotne, ale już wówczas, o czym pisał Anczyc
w L 1862, dało się zauważyć, że pewne zwyczaje, niegdyś znane i obchodzone, zanikły całkowicie jak np. żakowskie dialogi mięsopustne 1.
Mówiąc o zwyczajach i obrzędach w Krakowskiem, należy zacząć od
samego Krakowa. Miał on pod tym względem bogatą tradycję, a wpływami swymi promieniował na wsie okoliczne. W wielu przykładach
źródłem były dawne zwyczaje i obrzędy żakowskie, które w spadku po
źakach przejęła w XIX wieku młodzież rzemieślnicza. Przybywała ona
często do miasta ze wsi. Po wyuczeniu się zawodu jakaś jej cz·ęŚćwracała z powrotem do miejsc rodzinnych. Tą więc drogą przenosiły się na
wieś charakterystyczne dawniej dla miast zwyczaje żakowskie. Doskonałym tego przykładem są podkrakowskie puchery czyli pucheroki względnie zocki z okoHc Wadowic.
Specjalne warunki złożyły się na to, że Kraków mógł dłużej niż inne
1
O. Kolberg, Krakowskie,
cz. I, Kraków
1871, s. 208.
Zywotność
obrzędów
ludowych
1;31
miasta zachować swe zwyczaje i obrzędy. Pozbawiony od dawna godności stolicy, łupiony w czasie szeregu kolejnych wojen, podupadł tak
pod względem materialnym, jak i kulturalnym. Z początkiem XIX w.
było to miasto biedne, otoczone wieńcem rozpadających się murów,
\v którym klasztor stał obok klasztoru, a prawie każdy z nich - dla
zjednania sobie wiernych - kultywował jakieś tradycje. Organizowano
jasełka, wystawiano w czasie Wielkanocy bogato przystrojone g,roby,
norbertanki patronowały lajkonikowi itp. Przeważającą część mieszkańcóv/ stanowili drobni rzemieślnicy i kupcy. Był to element konserwatywny, zachowujący zarówno wszelkie zwyczaje związane z życiem religijnvm, podtrzymywanym umiejętnie przez klasztory, jak i stare zwyczaje
mieszczańskie w rodzaju Bractwa Kurkowego, które wywodząc się z dawnego przysposobienia obronnego mieszczan, dotrwało do dnia dzisiejszego. Czasy Rzeczpospolitej Krakowskiej wpłynęły korzystnie na poprawę
bytu materialnego mieszkańców Krakowa, trwały jednak zbyt krótko,
aby przekształcić w sposób istotny zwyczaje i obrzędy. Wprawdzie policja krakowska ścigała czasem kolędników chodzących z szopką, ale jak wyjaśnia to w swych pamiętnikach A. Grabowski - szło tu przede
wszystkim o satyryczne teksty, ośmieszające osoby wysoko postawione
w hierarchii miniaturowej Rzeczpospolitej.
W II połowie ubiegłego wieku w okresie między Bożym Narodzeniem
a świętem Trzech Króli chodzono jeszcze po Krakowie z gwiazdą ale jak pisze Anczyc - około r. 1840 zwyczaj ten już ustawał 2. Zywa natomiast w pełni była szopka kukiełkowa. Obnosili ją po mieście "murarczycy", czyli rzemieślnicza młodzież pracująca w zawodzie murarskim.
Szopka krakowska posiadała już wówczas wspaniałą architekturę z gotyckimi wieżami, oklejana była kolorowymi papierami, co w sumie sta\'.:iało ją znacznie wyżej od białej, byle jak skleconej szopki warszawskiej 3.
Za czasów Anczyca w zespole kukiełek nie było już konfederata, klechy ani szlachcica 4, w ich miejsce weszły nowe postacie, jak np., kozak
i kozaczka, co może wiązać się z przemarszami wojsk rosyjskich idących
na pomoc Austrii w czasie powstania węgierskiego. Z okresu austriackiego pochodzą kukiełki przedstawiające sapera, policjanta, strażaka. Jak
zobaczymy dalej, aktualizowanie zestawu lalek szopkowych występuje
i w czasach dzisiejszych. Szopka krakowska, która swe najwspanialsze
lata rozwoju przechodziła na przełomie XIX i XX wieku, po I wojnie
światowej wyraźnie zaczęła w Krakowie upadać. Znikły wtedy z Rynku
Tamże,
Tamże,
4 Tamże.
2
3
s. 249.
s. 209.
s. 208.
132
ZOFIA
CIESLA-REINFUSSOWA
kukiełkowe zespoły szopkarskie, zaprzestano je zapraszać do domów, jak
to było dawniej.
Szopka kukiełkowa cofnęła się na przedmieścia, gdzie przetrwała nawet ciężkie lata okupacji.
Przed I wojną światową w Bibliotece Krakowskiej wydana została
książeczka a szopce krakowskiej, opracowana przez prof. Stanisława
Estreichera pod pseudonimem Jana Krupskiego. Zawiera ona pełny tekst
przedstawienia szopkowego z różnymi wariantarr:.i oraz ilustracje; szopki
Leona Ezenekiera. Książka ta stała się po dzień dzisiejszy podręcznikiem
krakowskich szopkarzy. Z tych tekstów korzystał jeszcze po II wojnie
światowej Jan Malik oraz zasłużony szopkarz krakowski, Zdzisław Dudzik. Przedstawienia szopkowe, organizowane obecnie przez Muzeum Historyczne miasta Krakowa lub przez Teatr Ludowy, cieszą się stałym
powodzeniem i ogromną frekwencją publiczności. Oprócz szopek kuki.ełkowych w okresie Bożego Narodzenia, pierwotnie przed kościołem Mariackim, a później u stóp pomnika Mickiewicza na Rynku, sprzedawano
małe szopeczki o prostej konstrukcji, kupowane masowo dla dzieci. Wykonywane co roku w martwym sezonie przez rodziny murarskie, szopeczki te można było widzieć jeszcze w pierwszych latach po okupacii,
a dopiero zakaz administracyjny położył kres ich produkcji.
W okresie międzywojennym chodzili po Krakowie mali chłoIX.'.fkolędujący po domach. Nosili oni zazwyczaj małą szopkę, licho sklee,)ną,
którą z trudem można było uznać za rekwizyt obrzędowy. W 19:17 r.
staraniem dra Jerzego Dobrzyckiego, pełniącego wówczas funkcję kierownika Wydziału Kultury w Urzędzie Miasta Krakowa, zorganizf'J'.vano
pierwszy konkurs na najpiękniejszą szopkę krakowską. Celem konkursu
było podniesienie poziomu ,artystycznego tych obnoszonych przez młodzież szopek. Od tego czasu konkursy na najpiękniejszą szopkę krak':)'.\,ską odbywają się corocznie (z wyjątkiem lat okupacji) i stały się imprezą
ogromnie żywotną. W gronie szopkarzy, prócz tradycyjnych murarzy (ci
się już prawie zupełnie wykruszyli) występują przedstawiciele 'Wszystkich warstw społecznych i wszystkich kategorii wieku, od dzieci SZKolnych po BO-letnich starców. Doroczny konkurs szopek, mający miejsce
pod pomnikiem Mickiewicza, ściąga olbrzymi tłum widzów komentujących żywo wystawione szopki, typujących nagrody i wiodących spory
o to, które z szopek zasługują na pierwsze lokaty (ryc. 1). Pokonkursowa
wystawa szopek, organizowana przez Muzeum Historyczne Miasta Krakowa, cieszy się takim zainteresowaniem, że ilość zwiedzających w ciągu
jednego miesiąca przekracza zwykle całoroczną frekwencję tego Muzeum.
W ubiegłym wieku chodziły po Krakowie małe grupy kolędników,
wśród których znajdował się góral, diabeł i śmierć. Współcześni autorzy
nie wspominają ich zupełnie. Umieścił ich jednak na powierzchni ma1o-
ZJJwotność
oUrzędó~()
Ryc. 1. Konkurs
tudou:ych
szopek
v;anegc ;';afla piecowego Jan Oksitowicz,
majster
garncarski
działający
w Kra};:Jwie w latach 1830--18425.
B,;rdzo wesoło było w Krakowie
w Tłusty Czwartek,
przypadający
w ostatnim tygodniu karnawału.
W pierwszej
połowie XIX wieku w tym
dniu odlwwał sill tzw. comber, w czasie którego rozochocone
alkoholem
" .T. Eostysz,
LudOWe
1952,
Jan Oksitowicz,
garncarz
nr 6, s. 325, ryc. 17,
krakowski
i jego
dzielo.
"Polska
Sztuka
ZOFIA
CIESLA-REIN
FUSSOW A
krakowskie przekupki porywały siłą do tańca pochwyconych na ulicy
przechodniów. Podobnie obchodzone były zapusty, z tą jednak różnicą,
że odbywały się one na Placu Szczepańskim, gdzie stały kramy przekup€k, harcowały grupy chłopców poprzebieranych w guńki i kierpce, mających na głowie wysokie, stożkowe, ubrane papierowymi, kolorowymi
wstążeczkami tekturowe czapki. Towarzyszył im przebrany "dziad" ze
słomianym biczem w ręku. Biczem tym, unurzanym w błocie. okładał
przechodniów domagając się okupu.
Zarówno comber, jak opisana tu zabawa zapustna znalazły swój koniec w r. 1846 wraz z Rzeczpospolitą Krakowską, gdyż - jak pisze
Anczyc - policjanci rekrutowali się "z austriackich urlopników. którzy
nader surowo karcili wszelkie objawy pustoty i prześladowali dawne
zwyczaje" 6.
Ofiarą policyjnych zakazów padł również sam "Zapust" czyli "Mantuański książę", który w fantastycznym przebraniu chodził po domach
wygłaszając wierszowane oracje. Dłużej utrzymał się jeszcze u ,.ogrodników" na przedmieściach, gdzie w r. 1862 można było zobaczyć i wysłuchać Mantuańskiego księcia - Zapusta 7. Obecnie zwyczaj ten jest już
zupełnie zapomniany.
Okres wielkanocny był w Krakowie mniej bogat.\' w zwyczaje niż
okres świąt zimowych, ale i tu wspomnieć należy o kilku interesujących
zjawiskach, tym bardziej, że zachowały się one do dnia dzisiejszego. Pe'i\'nego rodzaju ciekawostką jest istnienie w Krakowie od czasów średni'Jwiecza Kościelnego Bractwa Dobrej Smierci, które dawniej zajmowało
się między innymi grzebaniem zmarłych podczas zarazy. Dziś opiekuje
się chorymi i spełnia posługi pogrzebowe. Członkowie bractwa, przyodziani w średniowieczne szaty, w kapturach z wyciętymi otworami na oczy,
biorą w każdy czwartek Wielkiego Postu udział w wieczornym nabożeństwie w kościele franciszkanów, kończącym się procesją ze świecami po
klasztornych krużgankach. Swoisty charakter i nastrój tego nabożeństwa
oraz procesji ściąga na nie tłumy krakowian, jak również poszukujących
egzotyki turystów.
Przed świętami wielkanocnymi pojawiają się w Krakowie sprzedawcy
palm, które zatraciły już swój dawny miejscowy styl na rzecz barwnych
kompozycji z farbowanych traw i suchych kwiatów. Sposób ułożenia ich
przypomina przedwojenne palmy wileńskie. Utrzymuje się nadal obchodzenie w Wielki Piątek i Wielką Sobotę kościołów, gdzie wystawiony
jest grób Chrystusa, jak również zwyczaj święcenia jadła.
6
7
O. Kolberg, op. cit., s. 265.
Tamże, s. 263-264.
Zywotność
obrzędów
ludowych
13;";
W drugim dniu Wielkanocy krakowianie tłumnie udają się na tzw.
Emaus, który odbywa się na Zwierzyńcu w pobliżu klasztoru norbertanek. Jest to rodzaj odpustu, z tym, że nie posiada on już obecnie charakteru religijnego. Niegdyś na Emausie sprzedawane były tradycyjne
zabawki przynoszone przez wytwórców lub handlarzy. Były tam drewniane siekierki, gliniane dzwonki, prymitywne zabawki rzeźbiońe z drewna,
przedstawiające krakowiaków, flisaków w czółnie oraz całe serie figurek
brodatych Żydów, w szatach modlitewnych, kiwających się na nogach
ze sprężynek. Obecnie na Emausie znikły tradycyjne drewniane zabawki,
zapanowały typowe odpustowe kramy z tandentnymi wyrobami produkcji fabrycznej, słodyczami, kolorowymi balonikami itd. Utrzymały się
jedynie nadal kiwające Żydki, cieszące się zawsze niesłabnącym powodzeniem u nabywców. W bieżącym roku, w celu podniesienia poziomu
emausowych pamiątek i przywrócenia dawnego charakteru, zrzeszenie
chałupników "Milenium" skłoniło kilku swoich członków do sprzedmNania na Emausie własnych wyrobów. Było więc nieco więcej niż zwykle
kiwających się w czasie modlitwy Żydków, pokazały się zabawki gliniane
w postaci gwizdających koników i kogucików. Specjalny sąd konkursowy powołany przez "Milenium" przyznawał nagrody dla sprzedawców
wyrobów tradycyjnych, jak również dla kramarzy, których stoiska wyróżniały się estetycznym wyglądem.
W trzecie święto Wielkanocy, dziś już zniesione, udają się krakowianie na rękawkę, odbywającą się w Podgórzu, na Krzemionkach, między
Kopcem Krakusa a romańskim kościółkiem św. Benedykta. Ręka\vka
posiada charakter odpustu z kramami, karuzelą, różnymi grami, strzelnicą itd. W ubiegłym wieku był zwyczaj, że ze stromego wzgórza Krzemionek zrzucano w dół bułki, cukierki, orzechy, które na dole \\Tśród
tumultu i bitki chwytały ubogie dzieci. W latach poprzedzających II wojnę światową próbowano wskrzesić ten zwyczaj, jednakże na apel prasowy zareagowało zaledwie kilka osób rzucających dzieciom cukierki
i pomarańcze.
Żywym do dziś zwyczajem w Krakowie jest obchód lajkonika, odbywający się w oktawę Bożego Ciała. Nie będę tu wdawała się szczegółowo
w historię tego zwyczaju, poprzestańmy na tym, że z przedmieścia Zvvlerzyniec, a ściślej z klasztoru norbertanek wyrusza korowód składający
się z Tatara harcującego na drewnianym konrku, chorążego powiewającego czerwoną chorągwią z żółtym krzyżem i paru członków asysty
oraz kapeli grającej charakterystyczną melodię towarzyszącą stale lajkonikowi. Pochód odbywał długą trasę od norbertanek do Rynku otoczony
tłumem widzów. Siedzący na koniku Tatarzyn rozpędzał gapiów waląc
na lewo i prawo buławą, a przychodziło mu to tym łatwiej, im więcej
odwiedzał po drodze restauracyj, gdzie traktowano go wódką. Orszak
136
ZOFIA
CIEŚLA-REINFUSSOW
A
lajkonika wkraczał na Rynek w momencie, kiedy kończyła się tam
olbrzymia procesja.
W przeszłości pochód lajkonika organizowali włóczkowie, czyli flisacy,
mieszkający na Zwierzyńcu. Przed I wojną światową zewnętrzne dekorum
lajkonika, a więc kostiumy i rekwizyty, musiały wyglądać dosyć nędznie,
skoro na zamówienie władz miejskich Stanisław Wyspiański zaprojektował dla całego zespołu nowe wspaniałe ubiory. Wykonano je na koszt
Miasta. Od tego czasu były przechowywane w Muzeum Historycznym
Miasta Krakowa, gdzie do dziś widzieć można pierwszy kostium lajkonika zrobiony według szkiców Wyspiańskiego.
Km.:a lat przed II wojną światową miało miejsce wydarzenie, które
głęboko wstrząsnęło mieszkańcami Zwierzyńca. "Pod lajkonikiem" zaczął chodzić nie obywatel tej dzielnicy, ale o zgrozo, niejaki Andrasz,
mieszkający w starych fortach austriackich koło Bronowic. Głęboko
doiknięlo to szczególnie Zdzisława Dudzika, wybitnego szopkarza krako\\'skiego, miłośnika tradycji, a przede wszystkim 'zwierzynieckiego pah-ioty. który tak długo walczył z Andraszem, aż w imię honoru Zwierzyńca zajął jego miejsce "pod lajkonikiem".
Dzień obchodu lajkonika jest i obecnie ważnym wydarzeniem w dorocznych imprezach Krakowa. Na trasie przemarszu gromadzą się tłumy
publiczności żywo reagującej na harce Tatarzyna, który teraz mniej bije
i pije, a więcej tańczy.
Duże znaczenie w życiu Krakowa miały, a po części nadal mają do
dzis, odpusty. Należy tu wymienić głównie dwa: na św. Stanisława (8 V)
u paulinów na Skałce i na Zielone Świątki u kamedułów na Bielanach.
Odpust na Skałce gromadził w przeszłości ogromne rzesze pątników,
przyby\vających nawet z odległych wsi Kongresówki, dawał zatem ciekawy przegląd strojów ludowych. Dziś rola tego odpustu zwęziła sit: do
skromnego święta typu parafialnego, w czasie którego przed klasztorem
rozbija swoje kramy garstka przekupniów.
Natomiast odpust na Bielanach był przede wszystkim uciechą krakowian. Udawali się oni na Bielany różnymi środkami lokomocji: umajonymi chłopskimi furkami, platonami miejskich wozaków, wiślanymi statkam;. W pięknym lesie dębowym,u stóp klasztoru, czekały ich wielkie
atrakcje odpustowe zarówno typu gastronomicznego (ogórki z beczki
i kabanos), jak i rozrywkowego w postaci karuzel, huśtawek itp. Kilka
SCEn rodzajowych
mających miejsce na Bielanach utrwalił na swych
kernach nieoceniony zdun, Jan Oksitowicz 8. Odpust na Bielanach jest po
dzień dzisiejszy dla Krakowian tradycyjną okazją do odbycia tam wy-
" J. KostY05Z, op. cit., s. 324 i ryc.
21.
2ywotno.<ć
obrzędów
137
ludowych
ciec~ki i zwiedzenia kościoła, dostępnego dla kobiet jedynie w tych
dwóch dniach Zielonych Świąt.
Do tradycji związanych silnie z Krakowem należą wianki, które łączą
w sGi}ie pierwiastek sobótkowy z legendą o mitycznej królowej Wandzie.
Sobótkowe ognie rozpalano w dawnej Polsce nie tylko na pustkowiu, ale
~ na ulicach miast. W Krakowie palono sobótki na Błoniach i bliżej nad Rudawą. Tańczono z płonącymi głowniami, spiewano, ska··
kano nad ogniskiem, a dziewczęta puszczały wianki na Rudawie,
Wildze. Białuszc i Wiśle. Dopiero po wielkim pożarze Krakowa w r. 1850
wszystkie imprezy sobótkowe, ze względu na przepisy przeciwpożarowe,
przeniosły się nad Wisłę, pod kontrolę policji i straży pożarnej 9. Zmienił si(~ \vtedy charakter dawnego zwyczaju. Zaroiło się na Wiśle pod
\l:zgÓ!'zdn wawelskim od fantastycznie udekorowanych łodzi, na których
pal:.::1Osobótki, albo uformowane były żywe obrazy, mające najczęściej
za tlmat Wandę "co nie chciała Niemca", otoczoną orszakiem rusałek.
Całose"'uzupełniały ognie sztuczne w postaci rakiet, wodospadów, fontann
itd. W;anki w tej formie przetrwały do dnia dzisiejszego, są stale upiększaj,(- (ostatnio na wzór Zachodu) wprowadzono, "światło i dźwięk".
W noc świętojal1ską - kiedy odbywają się wianki - można prawie
"cal: Krakó'w" spotkać nad Wisłą.
Ja;{ wspomniałam na wstępie, zwyczaje i obrzędy obchodzone w KrakowiE były niejednokrotnie wzorem dla mieszkańców wsi. Widoczne jest
to przede: wsz)-'stkim w zwyczajach dorocznych, wykazujących na ogół
wiE;J:~zc!żywotność na wsi aniżeli w mieście. Przykładem jest szopka,
ktć;:-~: \'.'l: wsiach z okolic Krakowa zapożyczyła archi'tekturę od krakowsklej szopki miejskiej i podobnie jak ona posługuje się kukiełkami.
Wedh,g Anczyul, w ubiegłym stuleciu kukiełkowa szopka wiejska była
niema, obecnie przedstawieniu towarzyszy tradycyjny tekst. Z dawnego
zespJ1L, Jalek szereg postaci, niezrozumiałych już dziś, zostało wyeliminor,-a:',:,ch, :jak np. olejkarz, Madziar, a na ich miejsce weszły nowe,
typO\\T dla danej okolicy, np. górnik spod Wieliczki. Również pewne
sceny oywają aktualizowane. W jednej z szopek grana jest krótka scenka mit:;dzy producentem bimbru a milicjantem. Niekiedy komponowane
teksty szopki mają charakter satyryczny i stanowią narzędzie walki
() różr:', żywotne sprawy wsi. Przykładem może tu być szopka z Kryspinowa, organizowana przez miejscową straż pożarną, w której w końccwych piosenkach "dziadka" piętnuje się niewłaściwe zachowanie młodziezy w świetlicy, apeluje się do kierowców, żeby podwozili dzieci do
szkol:" i wytyka władzom gminnym, że nie mogą zdobyć się na wybudowaniE ustępu przy świetlicy. W nawiasie należy dodać, że to, o co się9
T. SewcrY'1. Tradycje
i zwyczaje
krakowskie,
Kraków
1961, s. 81, 85.
ZOFIA
CIEŚLA-REINFUSSOW
A
Ryc. 2. "Herody"
starali strażacy drogą urzędowych
pism i podań, zostało mon~ntalnie
załatwione
dzięki dowcipnej, satyrycznej
piosence szopkowego dziadka.
Dużą żywotność wykazuje w Krakowskiem
tzw. "żywa szopka" albo
Herody (ryc. 2). Są to zespoły złożone z kilku do kilkunastu
osób: Heroda, marszałków,
Turka, ułana, anioła, diabła, śmierci, Żyda, turonia,
którzy w odpowiednich
przebraniach
chodząc po wsi odgr} wają po
chałupach urywek z opowieści biblijnej a Herodzie i rzezi niewiniątek,
kończącej
się śmiercią
króla, a następnie
wesołym
występem
Żyda
harcującego
z turoniem 10. W okolicach Krakowa,
Miechowa, Skawiny
zespoły takie, konkurujące
między sobą bogactwem kostiumów i umiejętnością odpowiedniej
interpretacji
(bardzo poza tym ujednoliconego
tekstu), chodzą po wsiach do dziś, podobnie jak w okolicach Myślenie,
Wieliczki i Bochni spotyka się zespołu grające pastorałkę.
Te grupy
kolędnicze
organizują
się spontanicznie
bez udziału jakiejkolwiek
instytucji.
Posługują
się, jeśli idzie o Herodów,
tekstami
zapisanymi
w zeszytach przekazywanych
przez dawnych kolędników,
zaś zespoły
chodzące z pastorałką korzystają
z kantyczek ks. Mioduszewskiego.
Tak
jedni, jak i drudzy,
są przez ludność wiejską
przyjmowani
chętnie
i nieźle wynagradzani,
skoro opłaci się im przygotowywać
\vspaniałe
10
O. Kolberg,
op. cit.,
s. 197.
Zywotność
obrzędów
ludowych
13~
kostiumy, których koszt w sumie wynosi często kilkanaście tysięcy
złotych. Są nawet wiejscy specjaliści zajmujący się wykonywaniem kolędniczych strojów, głównie bogatych nakryć głowy, jak korony Heroda,
hełmów marszałków, czaka ułańskiego czy czapki Turka. Ubiory te,
jakie znamy z okresu międzywojennego i czasów po okupacji, był,y"
jeszcze bardzo skromne. Zaczęły dopiero wzbogacać się w ciągu kilkunastu ostatnich lat.
Od pewnego czasu wiejskimi zespołami kolędniczymi zainteresował
się Wydział Kultury Urzędu Wojewódzkiego w Krakowie i za nim referaty kultury w byłych powiatach myślenickim, limanowskim i miechowskim, a także dyrekcja Teatru Dzieci Zagłębia w Będzinie. Organizowano dla różnego rodzaju kolędników konkursy z nagrodami, a najlepsze zespoły wysyłano na zimowy karnawał do Bukowiny Tatrzańskiej. Niektóre z zespołów kolędniczych dawały też przedstawienia
w Krakowie, cieszące się dużym i zasłużonym powodzeniem.
Obecna reorganizacja władz administracyjnych
osłabiła nieco tę
akcję, która bardzo przyczyniła się do podtrzymania tradycyjnych zwyczajów zimowych. Dzięki konkursom, posiadającym z reguły charakter
otwarty, ujawniły się pewne zwyczaje uważane dotąd za zapomniane,
jak np. chodzenie z kobyłką, gwiazdą, rajem, czy obchód, w którym
biorą udział Trzej Królowie. Tą drogą ,wydobyte zostały na światło
dzienne "draby noworoczne" w swych prymitywnych słomianych przebraniach, a także ludowe widowisko o świątobliwej królewnie Do,rocie.
Przy okazji konkursów ujawniło się dużo tzw. okolędowań, czyll
świeckich kolęd z życzeniami oraz melodii, które w znaczny sposób
wzbogacają materiały przekazane nam przez Kolberga i innych autorów.
W czasie "zapustów", zwanych też "kusymi dniami", w południowej
części Krakowskiego chodzi się "po drobsku", to znaczy chłopcy (v.ryjątkowo dziewczęta) poprzebierani w kożuchy odwrócone sierścią na
wierzch i przepasanych powrósłem, z twarzami umazanymi sadzą, biegają
po wsi wyłudzając od mieszkańców dutki. Wieczorem te "działające"
luzem "droby" zbierają się na wsPÓlną zabawę w gospod'zie. Współc:zesne stroje drobów, szczególnie te, które widzi się na wieczornej zabawie,
przypominają już raczej przebrania miejskiej młodzieży, np. w czasie
juwenaliów. Z zapisków Anczyca wiadomo, że w połowie XIX wieku,
w czasie ostatków, chodzili po wsi podkrakowskiej przebierańcy z kozą
czyli maszkarą podobną do turonia 11. Zwyczaj ten jednak został już
całkowicie zapomniany.
W okresie wielkanocnym bardzo interesująco przedstawiały się zwyczaje związane z Niedzielą Palmową. Zaginął wprawdzie zwyczaj prol
11
Tamże,
s. 263.
1·10
ZOFIA
CIESLA-REINFUSSOWA
CE:syjnego wprowadzania przed kościół jadącego na ośle aktora grającego Chrystusa wjeżdżającego do Jerozolimy. Warto tu jednak wspomniEĆ na marginesie, że w Tokarni, wsi leżącej na południe od Myślenic,
:;a pograniczu Krakowskiego i Góralszczyzny, włączona zostało do prow Niedzielę Palmową rzeźba, przedstawiająca naturalnej wielkości
Chrystusa siedzącego na ośle. Rzeźba umieszczona na podstawie z kółkdmi ciągniona jest w czasie procesji przez mężczyzn. Twórcą jej jest
:-n:ejscowy rzeźbiarz ludowy.
Powszechny jest do dziś zwyczaj święcenia palm, przy czym ich
"p,)sób wykonania i zdobienia jest bardzo różny. W części południowej,
JE,lo Myślenic i Lipnicy Murowanej, palmy przystrajane kwiatami i kolorowymi wstęgami dochodzą do wysokości 6-8 m, pod Krakowem
: \". części północnej Krakowskiego nie przekraczają one zwykle jednego
;-,]("tra.W skład palmy wchodzą zazwyczaj gałązki wikliny, suche trawy
: j{v,·iaty. W niektórych miejscowościach, położonych na południe od
Kr akowa, urządzane bywają w Niedzielę Palmową konkursy na naj9iękniejszą palmę, dla podtrzymania dawnej tradycji. I tak np. w wy:l;jenionej wyżej Tokarni co roku konkurs dla młodzieży urządza miejSJ'\VY
proboszcz, zaś w Lipnicy Murowanej Towarzystko Przyjaciół
Lpnicy. Jeszcze po zakończeniu ostatniej wojny widywało się w okolicach Krakowa palmy wielkanocne wetknięte w strzechę lub osadzone
r;ri kalenicy dachu, co miało zabezpieczać
od piorunów. Obecnie,
'.\" z\viązku ze zmianami w budownictwie, zwyczaj ten zaniknął, utrzyffi;;.je się natomiast wbijanie na polach krzyżyków z patyków rozebranej
palmy lub nawet całych palm.
Vi Niedzielę Palmową rano we wsiach podkrakowskich
biegają
'sspomniani poprzednio pucherocy. Są to chłopcy w wieku szkolnym,
:;,ajcicy na głowach wysokie spiczaste czapki, z twarzami umazanymi
sadzą lub tylko z namalowanymi wąsami, owinięci na krzyż słomianymi
l::;·wrósłami; w rękach dzierżą drewniane młotki na długich styliskach
: koszyki, do których zbierają ofiarowane im dary, przede wszystkim
5a~ka.
Pucheroki wygłaszają skandowane, bezsensowne oracje, wybijając
ro\\'nocześnie rytm uderzaniem młotka w podłogę. Zwyczaj chodzenia
..po pucherach" utrzymał się najlepiej w Zielonkach, gdzie w okresie
:11it:dzywojennym
działał w tym kierunku miejscowy kierownik szkoły.
Po okupacji zwyczaj był kontynuowany, sprzyjał temu w pewnej
:-nierze fakt, że na oglądanie pucherków przychodziła corocznie do
Zjelonek wycieczka z Krakowa organizowana przez PTTK.
Kilka lat temu Wydział Kultury Wojewódzkiej Rady Narodowej
\'" Krakowie urządził w Modlnicy konkurs dla pucheroków. Zgłosiło się
wó\vczas z kilku wsi ponad 100 chłopców. Konkurs ten, powtórzony
Zywotno.~ć
ob"zędow
ludowych
III
w roku bieżącym, dał bardzo słabe rezultaty, przybyło około 20 osób,
w tym 3czy 4 dziewczynki, które nigdy po pucherachdawniej
nie
chodziły. Znacznie gorzej wypadły również oracje, gdyż większość stających do konkursu nie umiała już skandować. Puchery są niewątpli\vie
zwyczajem ż,akowskim, przeniesionym w dawnych czasach z Krakowa na
wieś. Zasięg tego zwyczaju był rozległy, sięgał na zachodzie po okolice
Wadowic; jedynie nazwa była inna, gdyż nazywano ich tu zockami.
Dziś w Wadowickiem o zoc'kach pozostało już tylko wspomnienie.
W Wielki Czwartek na terenach położonych na południe od Krakowa palono "Judasza". "Judasz" była to kukła wykonana ze słomy, którą
po polach obnosili chłopcy :z uczernionymi sadzą twarzami. Spalan'ie
odbywało się nocą przy ognisku, dookoła którego chłopcy tańczyli z kukłą zanim ją wrzucono w ogień. Zwyczaj ten, dość powszechny jeszcze
w okresie międzywojennym, obecnie 'zachował się już tylko wyjątkowo,
np. w Rudniku koło Sułkowic. Pozostałością jego jest palenie ognisk po
polach, a w Drogini czuwanie przy nich przez całą noc.
W pierwszy dzień Wielkanocy w południowej części Krakowskiego
chodzą w słomianych przebraniach tzw. draby śmigustne, a w drugie
święto w okolicy Wieliczki chodzi tzw. Siuda-baba z grupą przebierańców. Wśród wrzasków i strzelania z bicza obchodzą oni wieś z wózeczkiem, na którym znajduje się ruchoma figurka tracza i rzeźba
przedstawiająca Chrystusa Zmartwychwstałego. Za czasów Kolberga
zwyczaj chodzenia z traczem miał zasięg znacznie szerszy, gdyż występował też ńa zachód od Krakowa w Prądniku 12. Obecnie utrzymuje si,~
on w kilku wsiach koło Wieliczki. Jest rzeczą ciekawą, że obchód Siuda-baby organizują instytucje w rodzaju Związku Młodzieży Wiejskiej
lub straży pożarnej. Za wygłaszane przy tym oracje i śpiewane pieśni
dostają jajka, które zbierane do dużego kosza sprzedaje się następnie
w spółdzielni, a uzyskany grosz przeznacza na cele społeczne, np. na
urządzenie świetlicy, kupno magnetofonu itp.
W drugi dzień Wielkanocy, w tzw. "śmiguśny" lub "lany" poniedziałek, odbywało się także chodzenie po wsi i oblewanie wodą. Czasem
chłopcy przebierali się za "dziadów", składali mieszkańcom wiosek życzenia, a napotkanych, szczególnie dziewczęta, oblewali wodą. Niejednokrotnie zdarzało się, że wrzucali nawet je do, rzeki czy stawu. Dziewczęta wykupywały się od zimnej kąpieli, dając "dziadom" wódkę, ser
lub jajka. Koło Myślenie (Skomielna Czarna) gospodynie, wracające
z kościoła, były zadowolone, kiedy zostały oblane przez śmigustnych
dziadów, gdyż miało to im zapewniać mleczność posiadanych krów. Jeszcze dziś śmigus jest odbywany żywo i z pełnym zaangażowaniem. Stra12
Tamże,
s. 2fl5.
142
ZOFIA
CIESLA-REINFUSSOWA
cił on jednak SWO] magiczny charakter, a często wodę źródlaną zastępuje obecnie o wielu zapachach woda kolońska.
Ognie sobótkowe, jak wiadomo, palone są w Krakowskiem nie
w wigilię św. Jana, tylko w czasie Zielonych Świąt. Zwyczaj ten stosunkowo wcześnie zaczął zanikać, do czego prawdopodobnie przyczyniło
się też duchowieństwo zwalczające zwyczaj odczuwany jako święto pogańskie. Już w Krakowskiem Kolberga czytamy, że "obrzęd palenia
Sobótek w coraz większe popada zaniedbanie od strony granicy szląskiej.
Tam ponad Wisłą i Przemszą gdzieniegdzie tylko obchodzony bywa [...J.
W okręgu krakowskim i w pasie nadg.ranicznym Królestwa Kongresowego goreją te ognie po dziś dzień. Za Olkuszem, Miechowem i Szkalmierzem ku północy już ich nie widać. Na Powiślu atoli ciągną się aż
ku Połańcowi" 13.
Obecnie w czasie Zielonych Świąt w prawobrzeżnej części Krakowskiego również płoną ognie sobótkowe. Widać także ruchome świetlne
punkty - pochodnie chłopców obiegających pola. Utrzymuje się więc
zwyczaj palenia ognisk sobótkowych, zagubiła się natomiast już cała
treść folklorystyczna obrzędu, a szczególnie pieśni sobótkowe, których
zapomniane teksty i melodie można znaleźć li tylko w nieocenionych
dziełach Kolberga.
Radosnym akcentem kończącym żniwa były do·żynki. Z ostatniej
kępki żyta, pszenicy, jęczmienia czy owsa kobiety i dziewczęta wiły
wieniec. Miał on, zależnie od okolicy, różną formę. Niektóre posiadały
kształt kopulasty, inne znów były płaskie jak duże bochny okrągłego
chleba. Wszystkie jednak bywały przystrojone kwiatami i wstążkami.
Wieniec niosła przodownica, a towarzyszyli jej żeńcy, którzy grali i śpiewali różne obrzędo,we pieśni. Wieniec ofiarowywano gospodarzowi, który
rewanżował się żeńcom poczęstunkiem i zabawą z muzyką. Tańczono
przy tym i bawiono się do późna w noc.
Dziś dożynki utrzymują się nadal. Zmieniły one swój dawny charakter obrzędowy, a stały się "świętem 'Plonów", uroczystością nie tylko
ludową, ale ogólnopaństwową, połączoną z .zabawą.
O ile w mieście Krakowie zwyczaje i obrzędy rodzinne dziś już nie
przedstawiają się ciekawie z punktu widzenia zachowania tradycji,
o tyle wieś ma ich jeszcze sporo, choć nie wszystkie ujawniają się na
pierwszy rzut oka.
Obecnie chłopom powodzi się na ogół nieźle, a szczególnie wtedy,
gdy część członków jednej rodziny pracuje w mieście. Wesela wiejskie
odbywają się teraz hucznie, wystawnie, ale elementów tradycyjnych
pozostało niewiele. Skład orszaku ślubnego właściwie został zachowany,
13
Tamże,
s. 296.
Zywotność
obrzędów
ludowyC/l
143
prosi się starostt:, starościny, swaszki i qczywiście druhny i drużbów.
W czasie wesela śpiewa się daleko mniej niż niegdyś, i to śpiewają
przeważnie tylko starsi. Rzadko także zdarzają się czepiny, a jeśli już
mają miejsce, to nie w dawnej obrzędowej fmmie, lecz raczej nadaje
sit:: im charakter żartobliwy. Nie tańczy się tradycyjny'ch weselnych
tańców. Z dawnego obrzędu pozostało jedynie błogosławieństwo przed
wyjściem młodej pary do ślubu kościelnego i witanie ich chlebem i solą
po powrocie z kościoła.
Pomimo takiego stanu rzeczy, gdy parę lat temu zorganizowano
w byłym powiecie krakowskim konkurs na tradycyjne wesele, zgłosiło
się do niego dwadzieścia parę wsi, z których mniej więcej połowa potrafiła w sposób doskonały odtwo'rzyć dawny obrzęd weselny z najdokładniejszymi szczegółami. W bieżącym roku konkurs ten został powtórzony w skali całego województwa krakowskiego. Do konkursu przystąpiło 16 wsi.
Jest rzeczą charakterystyczną, że poszcz'ególne ad hoc zorganizowane
grupy weselne, wystawiając obrzęd weselny na scenie świetlicy wiejskiej, robiły różne błędy jeśli chodzi o zaaranżowanie izby tradycyjnE-j na scenie, rzadko natomiast myliły się czy potykały w sprawach
związanych z samym obrzędem. Wynikałoby z tego, że w pamięci
starszego pokolenia utrzymuje się w pełni obraz tradycyjnego obrzędu,
który mogą niemal bez przygotowania zademonstrować w formie adaptowanej na scenie.
Przedstawione po wsiach w czasie trwania konkursu obrzędy weselne
cieszyły siC;dużym zainteresowaniem publiczności, która - pomimo iż
przeglądy wypadały w czasie gorących prac w polu - szczelnie wypełniała salę i żywo komentowała widowisko. Uczestnicy zaś wesela
nie potrzebowali wcielać się wabce
postacie, gdyż wystarczyło, aby
po prostu byli sobą. Wyniesienie tradycyjnego, realistycznie odtworzonego obrzędu weselnego na scenę podnosi jego rangę w oczach młodego
pokolenia. Zdarzało się nawet słyszeć wypowiedzi młodych osób, że
"gdy sam się będę żenił, to wesele zrobię na starą modę".
Jak wynika z przedstawionego przeglądu miejskich i wiejskich obrzędów, sporo ich wytraciło się na przestrzeni ostatniego stulecia, sporo
jednak przechowało się do dnia dzisiejszego. Niektóre z nich są jeszcze
żywy;-ni i praktykowanymi, jak np. Herody czy Siuda-baba, inn€ są już
przetworzone: mam tu na myśli krakolv,rskie miejskie !Szopkarstwo, które
zatraciło swą funkcję pierwotną teatrzyku kukiełkowego i zamieniło
się w czysto artystyczną działalność plastyczną, uprawianą na zasadzie
swoistego hobby przez pewną grupę miłośników tradycji krakowskich.
Utrzymujące się do dziś tradycje w postaci chodzenia po kolędzie,
palenia ogni sobótkowych czy zatykania palm wielkanocnych na polach,
III
ZOFIA
CIEŚLA-REINFUSSOWA
nie posiadają obecnie charakteru obrzędowego. Są to zwyczaje kultywowane na zasadzie przyzwyczajenia. Właściwa dzisiejsza ich funkcja
ogranicza się do roli dekoracji, upiększającej w pewnych okresach .szarzyznę codziennego bytowania, dająca niejednokrotnie okazję cz:'nn'2go
wyżycia się młodzieży, która wbrew przewidywaniom jest często motorem podejmowanych akcji. Znane są przypadki, że organizatorami czy
głównymi uczestnikami różnych imprez o charakterze jak najbardziej
tradycyjnym są młodzi ludzie dojeżdżający do pracy w mieście, a nawet
stale w mieście już przebywający, którzy wracają na wieś np, \V okresie, kiedy się chodzi z Herodami.
Folklorystyczne tradycje zanikły w procesie postępującej urbanizacji wsi między innymi i dlatego, że traktowano je na wsi jako praktyki
przynoszące ujmę, jako dowody zacofania kulturalnego. Dziś dzięki
opiece państwa, dzięki temu, że tradycyjne zwyczaje i obrzędy eksponowane są na festiwalach, w programach telewizyjnych i radiowych,
wieś wyzbywa się zastarzałych kompleksów. Zaczyna dostrzegać', iż t·),
czego się niesłusznie wstydzono, ma swoją wartość, jakkolwiek inną niż
w przeszłości, a mianowicie artystyczną. Dziś tradycyjne zwyczaje staią
się często zaczynem dla pracy kulturalnej na wsi. Zdarza się, że ze
spontanicznie zebranej grupy weselników, którzy zgłosili się na konkurs, powstał stały zespół ożywiający swą działalnością miejscow~' dom
kultury. Na przykładzie szopki z Kryspinowa widzimy, jak tradycja
przesiąka współczesnością i jak można z tego uzyskać cenny oręż w walce o poprawienie sytuacji na wsi.
Organizowanie wspólnych akcji daje młodzieży wiejskiej - i nie
tylko młodzieży - okazję wyżycia się artystycznego, Niejednokrotnie
stanowi pomost wzajemnego porozumienia między młodymi a stnrymi,
które często szwankuje w związku z powtarzającym się konfliktem pokoleń.
Patrząc z pewnym optymizmem na postępującą na wsi zmianę stosuku do swej własnej tradycji, musimy jednak mieć pełną świadomość tego, że to, co się tworzy obecnie na wsi w oparciu o przekazy
przeszłości, jest już czymś innym, niż było dawniej. Wykruszają się
stare treści wierzeniowe, a również i tradycyjna forma nie wytrzymuje
naporu nowych wzorów, które przenikaja na wieś znacznie łatwiej
niż to miało miejiSce w prze.szłości.
Wyczuwał to doskonale Władysław Anczyc, pisząc w r. 1862, a więc
przeszło 100 lat temu, w następujący sposób o szopce krakowskiej: "Wspomnienie to pragnę odświeżyć w waszej pamięci: piosnki i dialogi jasełek
chcę przechować przyszłym pokoleniom, które może ich nie ujrzą, bo
postęp, cywilizacja, jak strojowi, tak i dawnym zwyczajom narodów
niesie zagładę. Znikną z czasem bezpowrotnie jasełka, jak znikły dia-
Zywotnosć
obrzędów
(udowych
Hu
logi szkolne, jezuickie, mięsopustne i dominikańskie, o których dziś
tyle tylko wiemy, ile wieści przechowały nam o nich stare księgi" a.
Przewidywania Anczyca nie spełniły się jeszcze, nie można kwestionować jednak ich słuszności. Obecnie, g,dy kultura ludowa weszła na
drogę zasadniczych przemian, tym bardziej musimy zadbać o to, aby
zachowane do dziś resztki przekazane zostały następnym pokoleniom
w przez nas opracowanych księgach.
11
10 -
Tamże,
Lud,
tom
s, 208.
LXI
