5e314fb55b1f07c3f0adeb25a6da0207.pdf
Media
Part of Ochrona ptaków i budowniczowie / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1994 t.48 z.3-4
- extracted text
-
Ochrona ptaków i budowniczowie
Adam Czyżewski
Prolegomena do współczesnych dziejów urbanistyki w Polsce.
1
Współczesna urbanistyka, jej świadectwa, projekty i wizje
zrodzone w ciągu ostatniego stulecia, są częścią wszechobec
nego, totalitarnego dziedzictwa odchodzącej epoki. To oczy
wiste. Powinowactwo architektury z ekologią, czy też raczej
- ekologiczną strategią zaklinania rzeczywistości, jest rza
dziej rozpoznawane, aczkolwiek wywodzi się z tej samej
rodziny utopii społecznych. To zastanawiające, że pisząc
o rozwiązaniach formalnych przyjętych w praktyce projek
towania architektoniczngo historycy architektury i urbanis
tyki nie dostrzegają ich ekologicznego (wśród innych - pozaestetycznych) rodowodu. Do tej pory wszystkie te formy
wizualizacji jak i słowne inkantacje - gotowe formuły
o magicznej mocy sprawczej, które język teorii i krytyki
architektonicznej zapożyczył z ekologicznego tezaurusa,
pozostawały w szarej strefie interpretacji, czekając być może
na „inne spojrzenie". Jakie to formuły, jaki świat integrują?
- pytania tak ogólne i z dużym ryzykiem błędu stawiane
wymagają naszym zdaniem ingerencji antropologa kultury.
Ab ovo. Termin ekologia wprowadzony w 1886 roku,
początkowo na określenie jednej, a następnie kilku spokrew
nionych dziedzin, z których każda obecnie dzieli się na szereg
subdyscyplin, pochodzi od greckiego oikos - dom, siedlisko
i logos - słowo, nauka. Związek etymologii tego słowa
z przedmiotem dyscypliny miał charakter metaforyczny aż
do połowy lat siedemdziesiątych, kiedy pojawił się termin
ekologia miasta i wiele terminów obocznych lub pochodnych
jak np. ekosystem miejski, ekologia urbanistyczna, urbiekologia, arkoekologia, ekologia środowiska miejsca zamieszka
nia .
Jako nauka zajmująca się ekosystemem miasta, skom
plikowanym układem przepływu energii i materii, który
utrzymuje w stanie dynamicznej równowagi biotyczne i abio1
:
•»• 'Xi • i>~X
11. 1. E. Howard, Garden City of To-morrow, London 1967; il. 2. R. Unwine, Mury miejskie w Hampstead Garden Suburb
71
Projekt ogrodzenia frontów działek w M. - O. Ząbki
Rrchitekt
Romuald Gutt.
C o 2 ' / m e t r a s ł u p e k b e t o n o w y ; na n i c h r o z p i ę t a s i a t k a d r u c i a n a o o t w o r a c h 5 0 j r n m . z ~ d r u t u " 4 j r u b . | 2 , 8 £ m m .
W y s o k o ś ć o g r o d z e n i a 1.40—1.50 m.; g ó r ą drut k o l c z a s t y . O d s t r o n y o g r o d u ż y w o p ł o t , k t ó r e g o z i e l e ń , p r z e
c h o d z ą c p r z e z s i a t k ę , tworzy w u l i c y p r a w i e j e d n o l i t y z i e l o n y s z p a l e r . O g r o d z e n i e to u z n a n o za e s t e t y c z n e ,
t r w a l e i tanie (za 1 m. b. 78 k o p . — s ł u p k i po rb. 2.50).
W i d o k i furtek p o d a n e są n i ż e j .
2
tyczne elementy środowiska miejskiego, ekologia miasta
miała swoją wielką poprzedniczkę w dziewiętnastowiecznej
higienie miasta. Wówczas, kiedy w całej Europie nie było
jeszcze urbanistów, w dzisiejszym rozumieniu tej profesji,
wielkie międzynarodowe kongresy i wystawy higieny zalicza
ły problemy stricte urbanistyczne do najważniejszych, które
wymagały pilnego rozwiązania, a powstające na początku
wieku pierwsze stowarzyszenia urbanistów często były afilio
wane przy zawodowych stowarzyszeniach higienicznych.
Udział higieny w formowaniu się współczesnej urbanistyki
przesądził o odrębności tej dyscypliny w stosunku do sztuki
projektowania miast minionych stuleci. Nigdy też wcześniej
nie obciążano urbanistyki tak wielką odpowiedzialnością za
proces fizycznego i duchowego doskonalenia człowieka
i całych społeczeństw. Nie będzie więc błędem, jeśli w tym
samym obszarze eugeniki społecznej, w tym samym ciągu
sukcesji, umieścimy ekologię miasta bezpośrednio po higie
nie miasta. Józef Polak, higienista, autor pierwszego pol
skiego podręcznika urbanistyki, był jednym z wybitniejszych
prekursorów proekologicznego stylu myślenia, którego pró
bkę tu przedstawiamy:
,,Najogólniejsze zadanie higieny miasta polega na zabez
pieczeniu żywiołów: powietrza, wody i gruntów od zanieczysz
czeń (...) ... zanieczyszczenia, czyli domieszki ciał obcych,
zmieniających prawidłowy skład żywiołów, a w tej liczbie
głównie domieszki stanowiące wytwory życia osobniczego
i społecznego ludności, wytwarzają się w miastach w tak
wielkiej ilości, że, bez zastosowania sztuki, przezwyciężają
szybko i stanowczo zdolność samooczyszczania się żywiołów,
i to stanowi główną różnicę między miastami a mało ludnymi
wsiami, na wielkich obszarach rozrzuconymi wśród nieskażo
nych dokoła żywiołów; wytwory życia ludzkiego, nieczystości
i odpadki z pojedynczych gospodarstw, dym z pojedynczego
komina gubią się w obszarach żywiołów: w gruncie, w wartkim
i obfitującym w wodę potoku, w powietrzu ciągle krążącym,
bez przerwy ulegają przemianom i zupełnemu
rozkładowi."
Pomijając archaiczny już nieco styl i terminologię tego
wykładu, definiuje on w zasadzie poprawnie zadania dzisiej
szej ekologii miasta: zachowanie równowagi ekosystemu,
a w przypadku zniszczenia biocenozy i utraty przez system
zdolności do samodzielnej regeneracji - tworzenie odpowie
dnich mechanizmów kompensacyjnych.
Wspólny rodowód ekologii i urbanistyki to jednak nie
tylko dzieje kontaktów instytucjonalnych, świadectwa wspól
noty interesów i biogramy wpisane jednocześnie w historię
obu dyscyplin. Dwudziestowieczna urbanistyka związana
3
72
jest z refleksją ekologiczną w sposób wręcz organiczny, co
oznacza, że niemożliwe jest zbudowanie w jej obszarze
jakiegokolwiek dyskursu, który nie czerpałby ze wspólnego
obu dyscyplinom zasobu tekstów. Tę kruchą tezę postaramy
się udowodnić osadzając w intertekstualnym układzie od
niesień pewien niepozorny przekaz z epoki, wprost nawiązu
jący do interesującego nas tematu. Tekst, o którym mowa
- Ochrona ptaków i budowniczowie, ukazał się w 1912 roku
w dziale architektonicznym warszawskiego „Przeglądu Te
chnicznego", a jego tytuł zamyka w sobie całą treść przekazu
nie pozostawiając żadnych ukrytych sensów, podtekstów
i dwuznaczności. Jest prosty, jednoznaczny, naiwny. Posiada
wszelkie cechy komunikatu, który trudno interpretować nie
narażając się na zarzut nieuzasadnionej ekstrapolacji sensu.
W trakcie lektury zwrócimy uwagę na podkreślone i opat
rzone numeracją zdania. To miejsca szczególne - jeśli
dokonać w nich analitycznych cięć, ukaże nam się cała głębia
wirtualnej rzeczywistości, o ile tak w ogóle można nazwać
rzeczywistość kulturową.
..Wielkie znaczenie dla zmniejszenia się ptactwa ma bez
wątpienia wzrastający w danym kraju dobrobyt i wywołane
przezeń ulepszenie stosunków mieszkaniowych w mieście
i na wsi. Stare budowle i ogrody, dawne dziko rosnące
zarośla i krzaki oraz gęste żywopłoty ustępują nowoczesnym
założeniom miast i siedliskom wiejskim. Kanalizacje i wodo
ciągi przeprowadzane są pod ziemią [3]. W starych miastach
dostarczały ptactwu wystające piętra i okapy dachowe oraz
źle utrzymane budowle znakomitych warunków zagnież
dżania. Wylewanie ścieków wraz z ich nieczystościami na
otwarte przestrzenie dawało im pożywienie a szczególniej
jaskółkom dostarczało bogatego materiału budowlanego dla
gniazd [За]. Wszystko to w nowożytnych siedliskach ludz
kich odpadło i skutkiem tego utrudniły się znacznie warunki
życia dla ptaków. Aby zatem utrzymać ptactwo w pobliżu
naszych mieszkań, niezbędnym jest dać im coś wzamian
zaniklych i ograniczonych warunków życia. Do tego zaś
najbardziej są powołani budowniczowie.
W miastach bardzo trudno jest utrzymać ptactwo na
ulicach i płacach. Na przedmieściach natomiast i przy
zakładaniu miast-ogrodów można wiele zdziałać dla ochro
ny ptactwa [1]. Niektóre gminy będą zapewne wprost do tego
zmuszone wskutek rozplenienia się owadów, dla braku
owadożerczych ptaków. [...]
Przy projektowaniu nowych sieci ulic do niedawna kła
dziono główny nacisk na zakładanie parków i zielonych
przestrzeni; zwróćmy na to uwagę, że w tych okolicznoś-
ciach ptactwo nie zatrzyma się zbyt długo; stwórzmy im coś
wzamian dawniejszych gęstych żywopłotów, które w daw
nych ogrodach dawały im bezpieczne od kotów schronisko
[2]. Obok kosztownych do założenia i utrzymania kwiet
ników, zasadzajmy tuż przy dróżkach i płacach do zabaw
dziecięcych gęste zarośla, krzaki cierniowe, różane krzewy
itp. i dajmy im rosnąć dziko. Jeżeli nadto postarać się jeszcze
o odpowiednie płaszczyzny wodne i w zimie o zabezpieczone
miejsce pokarmu, to można się spodziewać, że ptactwo
prędzej znów pozostanie na miejscu, niż na pojedynczych, na
wysokich drzewach uwitych gniazdach, które są głównie
brane w posiadanie przez zuchwałych szpaków.
Również i przy projektowaniu planu domu i ogrodu należy
brać ptactwo więcej pod uwagę i postarać się o naturalną
możliwość zagnieżdżania domów, podwórz i ogrodów. Przy
ogradzaniu majątków powinno się wskrzesić dawne żywop
łoty na miejsce przejrzystych ogrodzeń [2a]. Jeżeli zatem
architekt przy budowie nowego domu więcej weźmie pod
uwagę ptactwo..., to wówczas nie będą się tak skarżyli
mieszkańcy na owady w ogrodzie i na komary, lecz będą się
znów mogli cieszyć wesołym i pożytecznym
światkiem
ptaków. "
Na marginesie tego tekstu warto podkreślić jego przenik
liwą zdolność antycypowania pewnych faktów przyrod
niczych, które niedawno dopiero doczekały się precyzyjnego,
naukowego opisu. Regres biologiczny zurbanizowanej bio
sfery wyraża się bowiem i w tym, że bogaty, zróżnicowany
pejzaż gatunkowy ustępuje ubogim, pustynnym konfigurac
jom, z silnie zredukowaną liczbą gatunków (zuchwali szpасу)
i krótkim łańcuchem pokarmowym (koty -ptaki - komary).
To jednak jest tylko margines. Poza tematem, który bez
trudu, własnymi słowami możemy streścić, rysują się związki
wymagające od uważnego czytelnika poszerzenia kompeten
cji tekstowej. Odnotujmy w semiologicznym żargonie, że
autor felietonu, architekt, tworzył ten dyskurs w 1912 roku,
bezwiednie posługując się „prefabrykatami sensu", które
w jego epoce krążyły we wspólnym dla jego środowiska
obiegu informacji. Przeto każde z wyróżnionych zadań może
się stać wirtualnym tekstem, każde istnieć może także
w obrębie własnego uniwersum dyskursu i każde może funk
cjonować, chociaż - nie musi, niezależnie, poza granicami
kompetencji tekstowej autora cytowanego felietonu. Po
wtórzmy za starymi mistrzami figury „nieskończonego re
gresu", że tekst zawsze odsyła do innego tekstu, a jeśli już
jego wymiar mimetyczny (funkcja reprezentacji) przecina się
z wymiarem intertekstualnym, to tylko po to, by poświad
czyć mirakularny charakter „rzeczywistości w ogóle". W ten
oto prosty i wygodny sposób moglibyśmy uwolnić nasze
rozważania od zarzutu nieuzasadnionej ekstrapolacji, gdyby
nie fakt, że przedstawienie własnej wersji dziejów współczes
nej urbanistyki będzie wymagało od nas wskazania powią
zań między trzema wyróżnionymi zdaniami, a zarazem
wirtualnymi tekstami. Dokonać tego można wyłącznie przez
arbitralne poszerzenie kompetencji tekstowej i odwołanie się
do t.zw. rzeczywistości kulturowej, tej „mirakularnej", tak
podejrzanej ontologicznie, że trudno znaleźć dla niej niepejoratywne określenie. Lecz z drugiej strony, jeśli już oddawać
się temu nudnemu zajęciu, jakim jest syntetyzowanie dzie
jów, to niech to przynajmniej będą dzieje cudowne.
4
PASSUS 1
Na przedmieściach natomiast i przy zakładaniu miast-ogrodów można wiele zdziałać dla ochrony ptactwa.
Komentarz:
Rok 1912. Symboliczna data narodzin współczesnej urba
nistyki na ziemiach polskich. Symboliczna, ponieważ główne
wydarzenia tego roku - Wystawa Architektury i Wnętrz
w Otoczeniu Ogrodowym w Krakowie , rozstrzygnięcie
konkursu na projekt parcelacji wzorcowego miasta-ogrodu
5
II. 3. R. Gutt. Projekt ogrodzenia, 1913; il. Ф-7.
St. D. Landau, Projekty ogrodzeń, 1912
73
6
Ząbki pod Warszawą , inauguracja prac nad projektem
,,Nowej Warszawy" pod Młocinami , Zjazd Higieniczny we
Włocławku - poprzedzone były kilkuletnią ożywioną dzia
łalnością warszawskich i krakowskich zwolenników idei
zawartych w słynnej książce Ebenezera Howarda Garden
Cities of Tomorrow (1898) . Wszystkie te wydarzenia wska
zywały jednocześnie na istotne przesunięcie, które dokonało
się w obszarze zainteresowań architektów. Nigdy wcześniej
przedmieście, ten niestabilny przedział przestrzeni miasta
i kategoria kulturowa obciążona ambiwalentną (w najlep
szym wypadku) charakterystyką, nie skupiało na sobie tak
wielkiej uwagi.
Właściwa historia ruchu na rzecz miast-ogrodów w Polsce
rozpoczęła się w 1907, kiedy przyszły „polski Howard",
lekarz-higienista Władysław Dobrzyński wrócił do War
szawy z Międzynarodowego Kongresu Higieny i Demografii
w Berlinie z mocnym postanowieniem doprowadzenia do
budowy pierwszego miasta-ogrodu w Polsce. W roku 1909
założył przy Warszawskim Towarzystwie Higienicznym
„Delegację do sprawy m i a s t - o g r o d ó w " ^ w roku następ
nym zorganizował Wystawę Miast-Ogrodów .Był również
jednym z tych, którzy w 1911 doprowadzili do głośnego
„Wiecu Budowlanego" poświęconego zagospodarowaniu
terenów podwarszawskich . W Krakowie w tym czasie, po
rozstrzygnięciu konkursu na zabudowę terenów podmiejs
kich za Salwatorem w 1908 , przeprowadzono konkurs na
plan regulacyjny „Wielkiego Krakowa" (1910) i rozpoczę
to przygotowania do Wystawy Architektury i Wnętrz w Oto
czeniu Ogrodowym, która doszła do skutku w 1912.
Rok 1912 zasługuje na symboliczne wyróżnienie z innego
jeszcze powodu. W sierpniu tego roku odwiedził Kraków
sam Howard, uczestnik odbywającego się tam V I I I Świato
wego Kongresu Esperantystów. Wizyta wywołała porusze
nie w miejscowym środowisku architektów, które od paru lat
żyło sprawami związanymi ze zniesieniem fortyfikacji i udos
tępnieniem terenów podmiejskich pod zabudowę. Wywołała
również konsternację. Kraków w dotychczasowym kształcie
(powszechnie i ostro krytykowanym przez zwolenników idei
miasta-ogrodu) bardzo spodobał się Howardowi, który
uznał, że jedynym skutecznym lekarstwem na różne bolączki
tego miasta może być uporządkowanie i zurbanizowanie
terenów pofortecznych. Nazwał przy tym Kraków miastem-ogrodem z naturalnego rozwoju oraz utrzymywał, że
miasto powinno się jak najdalej rozlewać przecząc, według
świadków wizyty ,podstawowym założeniom swojej teorii.
Dzisiaj po wielu latach można to ówczesne nieporozumienie
wyjaśnić . Howard wcale nie zamierzał odebrać miejskiego
7
8
9
10
11
12
13
14
15
16
17
74
r
charakteru ani istniejącym już miastom, ani nowo zakłada
nym miastom-ogrodom. To Raymond Unwin, właściwy
twórca współczesnej urbanistyki w Wielkiej Brytanii, określił
jako pożądany niski wskaźnik gęstości zaludnienia (właś
ciwy dzisiejszym suburbiom) oraz niewielki domek w ogród
ku jako idealny model zamieszkiwania (Town Planning in
Practice: An Introduction to the Art of Designing Cities and
Suburbs, London 1909). Założenia te zrealizował w praktyce
w pierwszym mieście-ogrodzie w Letchwarth (1903) i przed
mieściu ogrodowym Hampstead pod Londynem (1907).
Howard wyobrażał sobie idealne miasto inaczej [il. 1].
Określił wskaźnik gęstości zaludnienia na poziomie właś
ciwym zabudowie o charakterze miejskim (70-100 osób na
1 akr; podobną gęstość zaludnienia przewidywał plan Nowe
go Jorku z 1811 roku z dominującą zabudową dwu- i trzy
piętrową) . Szerokie ulice miasta-ogrodu ozdabiać miały
wielkomiejskie squares i crescents typowe dla londyńskiego
pejzażu. Green belt - wolny od zabudowy mieszkaniowej pas
terenów otaczających miasto - był w koncepcji Howarda
obszarem na wpół zurbanizowanym. Mieścić się tam miało
szereg instytucji publicznych, zagospodarowane tereny wy
poczynkowe, intensywne podmiejskie farmy, cmentarz itd.
Zatem bliższy idealnym założeniom miasta-ogrodu, przynaj
mniej w ogólnym zarysie i proporcjach planu „Wielkiego
Krakowa", który przedstawiono Howardowi, był z pewnoś
cią galicyjski Kraków, a nie pierwsza, wzorcowa realizacja
brytyjska w Letchworth .Przybysz z ogromnego Londynu,
spoglądający z krakowskich Plant w stronę wylotu ulicy
Wolskiej, z rozległymi Błoniami i dalekim Kopcem Kościu
szki, musiał dostrzec w tym. niewielkim mieście wzór ideal
nych proporcji, ideał bliski angielskim reformatorom i kooperatywistom: Williamowi Morrisowi i Johnowi Ruskinowi. Ten ostatni (cytuje go Howard w swoim dziele) twierdził,
że należy
...otoczyć miasto murami prawa tak, by nigdzie nie mogły
więcej powstawać zaniedbane i niezdrowe przedmieścia.
W mieście powinny być piękne, ożywione ulice, zewnątrz
miasta - swobodne przestrzennie, pas ozdobnych i owoco
wych ogrodów. Każdy mieszkaniec z każdego punktu miasta
niechaj ma możność w parę minut być na świeżym powietrzu,
używać rozkoszy wsi i wzrokiem ogarniać szerokie horyzon
ty.
Na początku X X wieku, u zarania współczesności w sztuce
planowania miast, zaczęto postrzegać miasto w całym skom
plikowanym układzie stosunków łączących je z otoczeniem
- jako swego rodzaju ekosystem. Uważano, że tylko wyraź
nie określone granice miasta i kres nadmiernego wzrostu
18
19
20
aglomeracji, może przywrócić ten ekosystem do stanu przedindustrialnej równowagi. Według Howarda, który od Ruskina i wielu innych przejął wizerunek idealnego miasta,
należało ograniczyć stan zaludnienia miasta-ogrodu do
liczby 32 tysięcy mieszkańców, a tereny podmiejskie, które
zazwyczaj są terenem łatwej i chaotycznej ekspansji budow
nictwa, wyłączyć spod zabudowy i oddać gminie na wyłączne
użytkowanie. Granice wzrostu, realnie zaznaczające się
dzięki temu w przestrzeni miasta i jego systemie prawno-finansowym, miały być rodzajem mechanizmu kompen
sującego brak naturalnej równowagi ekosystemu. W prak
tyce projektowania urbanistycznego funkcję tej bariery
pełniło przedmieście, zagospodarowane według wskazówek
Howarda. Czasem granicę traktowano bardzo dosłownie.
Raymond Unwin, na przykład, zaprojektował dla Hampstead Garden Suburb potężny mur z basztami oddzielający to
przedmieście od rozległego wrzosowiska [il. 2]. Czy był to
tylko pomysł formalny, fascynacja średniowieczną architek
turą miasta Rothenburg, przywieziona z podróży do Nie
miec, czy też, jak postaramy się udowodnić w kolejnych
komentarzach, przemożny wpływ higieny i tego, co w niej
oraz w ówczesnym myśleniu proekologicznym było najbar
dziej archaiczne, a dla całej kultury - rudymentalne.
PASSUS 2 i 2a
...stwórzmy im [ptakom] coś wzamian dawniejszych gęstych
żywopłotów, które w dawnych ogrodach dawały im bezpieczne
od kotów schronisko.
Przy ogradzaniu majątków powinno się wskrzesić dawne
żywopłoty na miejsce przejrzystych ogrodzeń...
Komentarz:
Przedmieścia i miasta-ogrody, z dużą ilością zieleni,
gęstymi zaroślami i żywopłotami, stanowiły idealne środowi
sko dla wielu ptasich populacji. Nie jedyny to jednak
dyskurs, w który można tę formację roślinną włączyć.
W stylu architektonicznym sztuki ogrodowej, którego głó
wni teoretycy i praktycy: Baille Scott, Edwin Lutyens byli
jednocześnie znanymi architektami miast i przedmieść ogro
dowych w Anglii, żywopłot pełnił ważną funkcję architek
toniczną - stanowił ogrodzenie lub pożądane uzupełnienie
ogrodzenia. Ogrodzenia przezroczyste: druciane siatki, par
kany z rzadko ustawionymi sztachetami nigdy nie funkc
jonowały samodzielnie, często natomiast stawiano pełne,
wysokie płoty lub ogrodzenia murowane [il. 8-12]. Nigdy też
wcześniej, ani później nie przywiązywano tak wielkiego
znaczenia do projektowania ogrodzeń podmiejskich posesji,
jak na przełomie wieków. Konkursy na projekty ogrodzeń
ogłaszane przez znaczące czasopisma artystyczne [il. 13, 14],
wzory ogrodzeń typowych opracowane dla miast-ogrodów
przez znakomitych architektów, były przejawem nie tylko
mody, lecz także pewnej ideologii, której źródła można
odnaleźć bez trudu w pismach teoretyków Arts and Crafts
Movement w Anglii. Bezpośrednio stamtąd lub poprzez
niemiecki Werkbund i w dużej mierze dzięki krakowskiemu
towarzystwu Polska Sztuka Stosowana przenikał do Polski
pogląd o konieczności zerwania z tendencjami „estety żujący
m i " w sztuce projektowania miast. Polscy krytycy byli
w pełni świadomi tej proweniencji.
Jak już William Marris w swym przykazaniu wymienia
- pisano w 1911 roku na łamach Przeglądu Technicznego
- oparkanienie wcale nie podrzędną pełni rolę. Cala siedziba
powinna być szczelnym a wysokim parkanem ogrodzona od
otoczenia, od zgiełku ulicy. Ogród, ta część integralna
domu, i, jak ten ostatni, nie powinien mieć również ścian
ażurowych, nawet w gęsto zabudowanych przedmieściach.
Spotykamy [w Anglii\ oparkanienie ogrodów wysokie
i szczelne w przeciwieństwie do naszych krat i siatek, które
robią z ogrodu coś tak obojętnego, że nie wiadomo dla kogo
jest właściwie przeznaczony. Mówi się nieraz, że od tego
ulica nabiera uroku, ale czy mniej zyska od dekoracyjnie
zbudowanych płotów, to - wątpliwe. Nam sę wciąż jeszcze
zdaje, że tylko przybytek wszelkich momentów estetycznych
tworzy piękno.
21
II. 8-12. Z. Kalinowski i Cz. Przybylski, Projekty osady ogrodowej i domów „Garden City" pod Warszawą, 1912
75
D£31Q Л ' Г О Р ГП'УП D D O O T ' ГСЛСС * П П D * О Л ТС
Ząbki nie mieli już wątpliwości, że posesja winna być
ogrodzona od drogi jednolitym, zielonym szpalerem żywo
płotu
[il. 3]. Jasne staje się również i to, że istotnym
przedmiotem ówczesnych polemik nie były normy estetycz
ne, lecz sposób artykułowania granicy w obrębie osady
ogrodowej i to, czy w ogóle ma być ona widoczna. Archite
kci, którzy decydowali się na pozytywną w tej sprawie
deklarację, ulegali również skłonnościom do pewnych roz
wiązań formalnych. Na rysunkach osady ogrodowej projek
tu Zdzisława Kalinowskiego i Czesława Przybylskiego
z 1908 r o k u , dostrzegamy wyraźnie nie tylko przestrzeń
pociętą murami i żywopłotami, ale i pewne cechy oryginalne
architektury tych niewielkich domostw, których ściany fron
towe tworzą wraz z murem jednolitą linię zabudowy obrzeżnej ulicy [il. 9-12]. Podobne rozwiązania odnajdziemy w ude
rzająco jednolitej architekturze ulicy Wieniawskiego [il. 17]
na Żoliborzu „urzędniczym". Czy była to li tylko zależność
formalna od wzorców stworzonych przez Heinricha Tessenowa [il. 15, 16], słynnego projektanta przedmieścia-ogrodu Hellerau pod Dreznem, czy też przede wszystkim
przemożna potrzeba ustrukturowania przestrzeni zgodnie
z regułami, które w 1898 roku skodyfikował Ebenezer
Howard? Bliższe jest nam to drugie wyjaśnienie.
Wizerunek osady ogrodowej, rysujący się wyraziście jak
parter barokowego ogrodu, poddawał się twórczej intuicji
ówczesnych krytyków sztuki ogrodniczej z łatwością wyni
kającą z wcześniejszego przyswojenia sobie przez nich reguł
stylu architektoniczego. Pisał w 1913 roku na łamach
„Ogrodnika" Stanisław Goliński:
Tak więc dom, ogród i ogrodzenie stanowią jednolicie
skomponowaną całość. Całość ta jednak nie może nie liczyć
się z sąsiednimi domami i ogrodami. Wielka linia kom
pozycji, obejmowanie rozległych przestrzeni, dobre wyzys
kanie okolicznych widoków, otaczającej natury, własności,
które cechowały planowanie ogrodów w dawnym Rzymie,
następnie we Włoszech Odrodzenia, później we Francji
i Anglii, powinnyby i dzisiaj stać się ideą przewodnią przy
projektowaniu współczesnego idealnego miasta, za jakie
uważać należy miast o- ogród.
Gdy drogi i plantacje
publiczne zwiążą prywatne ogródki takiego miasta, każdy
z nich wytworzy ,,gi ar din o s e с r e t o", ,,b o s с o" lub
„o r t o" stosowanie do upodobania właściciela, wspólnie
jednak tworzyć muszą jedną organicznie związaną i skom
ponowaną grupę. Jak w ogrodzie prywatnym dom byl
punktem centralnym, tak i w miastach czy w osadach-ogrodach znaleźć się winno to, co będzie ośrodkiem,
osią całości. Wjednym wypadku będzie to rynek [...] Czasem
będzie to kasyno, zakład kąpielowy... Tu kościół łub klasz
tor, tam znów pięknymi starymi drzewami wysadzona
droga, ówdzie pamiątkowa góra (kopiec) lub wielka rzeka
czy staw, będą takimi naturalnymi centrami, które posłużyć
mogą za punkt wyjścia dla kompozycji...
Zasada precyzyjnego limitowania przestrzeni, obowiązu
jąca na wszystkich poziomach struktury miasta-ogrodu, była
pochodną jego zewnętrznej granicy. Wnętrza urbanistyczne,
które już wkrótce pojawiły się w planach Letchworth Garden
City i Hampstead Garden Suburb, powtarzające w pomniej
szonej skali „zamkniętą" formę całego miasta, były wyni
kiem teoretycznych poszukiwań Barry Parkera stałego
współpracownika Raymonda Unwina [il. 8]. Odpowiadały
im w Polsce prace lwowskiego propagatora idei mias
ta-ogrodu, profesora pierwszej polskiej katedry urbanistyki
- Ignacego Drexlera ,a później, jako bezpośredni efekt tych
prac, różne wersje „okolnicy", zastosowane przez Oskara
Sosnowskiego w projekcie Miasta Ogrodu Czerniaków [il.
19, 20]. W warstwie ideologicznej „okolnica" nawiązywała
do znanej formy wczesnohistorycznego osadnictwa Zachod
niej Słowiańszczyzny.
25
26
Po ogłoszeniu wyników konkursu na projekt parcelacji
gruntu pod Salwatorem na krakowskim Zwierzyńcu (1908),
problem: grodzić szczelnie, czy - przejrzyście, stał się przed
miotem gwałtownej polemiki między Tadeuszem Niedziels
kim, autorem nagrodzonej pracy, a Jerzym Warchałowskim,
który formułował zarzuty w duchu antyestetyzującej ideo
logii, ganiąc projekt Niedzielskiego za...
wybitnie sztuczną matowniczość, wystawność i pewną prete
nsjonalność całego planu .
Podważając konwencję „malowniczości", Warchałowski
odwrócił perspektywę projektowania urbanistycznego, bio
rąc za punkt wyjścia już nie drogę, z której roztaczał się
malowniczy widok na podmiejską osadę, lecz - podmiejskie
domostwo, któremu całe jego urbanistyczne otoczenie winno
być podporządkowane zgodnie z ekonomicznymi, higienicz
nymi, a w końcu i estetycznymi potrzebami mieszkańców ... jednym z najmilszych i najkorzystniejszych rozwiązań
sytuacji domu na parceli południowej, mającej drogę od
północy, jest zwrócenie frontu domu do południa i za
mknięcie się od drogi murem, otaczającym
podwórko,
z wejściem do domu od ulicy przez izolowane od podwórka
przejście. W ten sposób dom zwrócony jest frontem do
południa, a od północy ma: podwórko, część gospodarczą
mieszkania i wejścia.
22
23
Warchałowskiego oburzył również warunek zawarty
w umowie między Towarzystwem Urzędników, które nabyło
tereny za Salwatorem, a władzami miejskimi Krakowa,
warunek nakazujący stawianie przezroczystych [ogrodzeń],
...aby okolicę zdobiły, protestował więc
...przeciwko przymusowi sztachetkowemu, w którym kryje
się najfalszywiejpojęty
ideal,,zdobienia" okolicy ogrodze
niem ..przezroczystym" i oburzająca tendencja, zmuszająca
ludzi do mieszkania od ulicy, na widoku. *
Cztery lata później, projektanci zabudowy Miasta Ogrodu
2
76
21
28
29
30
Jak ongiś konieczność obrony — pisał Sosnowski - tak
dziś potrzeba współdziałania na polu gospodarczym spowo
duje organizowanie się ludności w związki, kooperatywy
i obraz widomy tej solidarności lechickich naszych przodków
był dla mnie pobudką do poszukiwania rozwiązań zabudo
wania grupowego?
W istocie chodziło tu o znalezienie klarownej formy
rozgraniczenia poszczególnych wnętrz urbanistycznych na
niższym niż dzielnica poziomie organizacji przestrzeni mias
ta.
Błahy z pozoru problem „ogrodzenia" stał się w X X wieku
szczególnie czułym probierzem „prawości" poglądów w
dziedzinie planowania urbanistycznego. Nic więc dziwnego,
że kiedy w połowie lat dwudziestych architekci z nowej
awangardowej generacji przenieśli punkt ciężkości w projek
towaniu z „domu" na „mieszkanie", anachronizmem stał się
mur ogradzający giardino secreto i przycięty żywopłot, mimo
że w języku krytyki używano tych samych słów, którymi
posługiwali się o jedną dekadę wcześniej apologeci miast-ogrodów.
Im mniejsze ogródki, tym więcej trzeba ogrodzeń, w Sta
nach Zjednoczonych podobno wcale nie robią ogrodzeń, ale
czyż to u nas możliwe?, Ogrodzić, zresztą ażurowo, możnaby
całość, nie każdy poszczególny ogródek, (...) nie koniecznie
trzeba zakładać wykwintny park i sadzić delikatne rasowe
rośliny, można zamiast nich dać wytrzymałe, dzikie drzewa
i krzaki, wymagające raczej opieki leśnika niż ogrodnika '' .
Spostrzeżenia i rady znanego architekta tych czasów,
Barbary Brukalskiej mają dla nas wartość ważnej deklaracji
programowej, zwłaszcza że można ją uznać za przejaw troski
o równowagę miejskiego ekosystemu i dowód na trwałą
obecność myślenia proekologicznego w krytyce architek
tonicznej tego stulecia. Istniał wszak jeszcze inny sposób
oznaczania granic miejskiej ekumeny, pozostający w związ
ku z ekologiczną retoryką, a korzeniami sięgający X V I I I
stulecia i jeszcze głębiej w czas, lub raczej poza czas - o tym
w następnym komentarzu.
1
2
1
PASSUS 1 i 1 A
Kanalizacje i wodociągi przeprowadzane są pod ziemią.
Wylewanie ścieków wraz z ich nieczystościami na owarte
przestrzenie dawało im [ptakom] pożywienie a szczególniej
jaskółkom dostarczało bogatego materiału budowlanego dla
gniazd.
Komentarz:
Ten dosyć szczególny przypadek naruszenia homeostazy
ekosystemu, swoiste exemplum wykorzystane przez autora
felietonu z 1912 roku, było wyraźną aluzją do prac kanaliza
cyjnych, które w lewobrzeżnej części Warszawy rozpoczęto
po roku 1878, a w prawobrzeżnej części miasta kontynuowa
no właśnie po roku 1912. Zarówno autor pierwszego projek
tu William Lindley, jak i jego syn oraz kontynuator dzieła,
William Heerlein, odrzucili biologiczne metody oczyszczania
ścieków jako nie sprawdzone, nie podejmując nawet dyskusji
nad zagadnieniem utylizacji. Toteż zarzut marnotrawienia
znakomitego, naturalnego nawozu dla rolnictwa był najcięż
szym, jaki zwolennicy utylizacji odpadków (często archite
k c i ) stawiali systemowi tego prymitywnego, zubożającego
spłukiwania. Zdania były zresztą podzielone, a ponieważ
obszerniejszy zapis toczących się wówczas dyskusji był
przedmiotem oddzielnej publikacji, tu ograniczymy się do
najważniejszych głosów. Pewien standard mówienia o tych
wstydliwych sprawach wyznaczył sam Ebenezer Howard
powołując się (w formie motta do jednego z rozdziałów
Garden Cities of To-morrow) na znaną publicystyczną dygre
sję z Nędzników Wiktora Hugo, który wyłożył swoje przewi
dywania w sposób następujący:
33
34
II. 13, 14. Konkursowe projekty ogrodzeń wg „Studio", 1900; il. 15,
16. H. Tessenow, Projekty domu odźwiernego z Kościoła wiejs
kiego, 1903; il. 17. Ulica Wieniawskiego na Żoliborzu, Warszawa
Kiedy system drenów ze swoją podwójną funkcją zwraca
nia tego, co bierze, zastąpi ścieki - to prymitywne zubożają
ce spłukiwanie - wówczas w połączeniu ze zdobyczami nowej
77
J k_
18
4Lu
19
II. 18. B. Parker, Przykłady wnętrz urbanistycznych; il. 19. O. Sosnowski, „Okolnica w zastosowaniu do
zabudowania półzwartego", plan, „Architekt", 1924
ekonomii społecznej wydajność ziemi zostanie dziesięcio
krotnie pomnożona, a problem nędzy wydatnie złagodzony.
Żeby jednak właściwie oddać temperaturę toczącej się
dyskusji i odnieść ją do właściwego przedmiotu, owej
wspólnoty życiowej i organizacji żywej przyrody, w obrębie
której odbywa się krążenie materii i energii , czyli - bio
cenozy, przytoczymy następny ustęp z dzieła Hugo Wielkie miasto to olbrzymie szambo. Wykorzystanie
miasta do nawożenia pól to czysty interes. Jeżeli nasze złoto
jest nieczystością, to odwrotnie - nasze nieczystości są
zlotem. Co się robi z tym zlotem-nawozem? Wyrzuca się je
w otchłań. Wielkim nakładem kosztów wysyła się całe
flotylle okrętów, żeby zbierać na biegunie południowym
łajno petrełi i pingwinów, a mając pod ręką nieograniczone
źródło bogactwa, odprowadza się je do morza. Cały nawóz
ludzki i zwierzęcy, który świat marnotrawi, nie wrzucony do
wody, lecz zwrócony ziemi, wystarczyłby, aby wyżywić cały
świat. Te stosy śmieci na śmietnikach, wozy z nieczystoś
ciami trzęsące się nocą po ulicach, te ohydne beczki zarządu
miejskiego, cuchnące podziemne kanały biota ukryte pod
brukiem, czy wiecie, co to jest? To łąki w kwieciu, to zielona
trawa, macierzanka, tymianek i szałwia, to zwierzyna
i bydło, to wieczorny ryk sytych, wielkich wołów, to
pachnące siano, to złociste zboże, to chleb na waszym stole,
35
36
78
gorąca krew w waszych żyłach, to zdrowie, radość, życie.
Tak chce tajemniczy akt tworzenia, który jest przeob
rażaniem się na ziemi, a przeistoczeniem w niebie.
W tym długim łańcuchu pokarmowym, gdzieś pomiędzy
niebem a ziemią, powinno znaleźć się miejsce nie tylko dla
ptaków, których interesy powierzono w 1912 roku „budow
niczym", ale i dla mieszkańców nowoczesnych miast. Próby
sprostania temu wyzwaniu podejmowano z różnym skut
kiem w wielu miastach-ogrodach, zakładając kompostownie
odpadów organicznych i inne utylizacyjnie zorientowane
przedsięwzięcia. Również w publicystyce tego okresu krążo
no nieustannie w obszarach wyznaczonych przez Wiktora
Hugo. Dość stwierdzić, cytując słowa gdzie indziej już
wypowiedziane, że Józef Polak, wspomniany autor pierw
szego polskiego podręcznika urbanistyki, był projektantem
i inicjatorem budowy zakładu spalania śmieci w Warszawie
(1909) , Władysław Dobn:yński - „polski Howard", nie
strudzony apologeta angielskiego reformatora, rozpoczynał
publicystyczną karierę w 1900 roku od cyklu artykułów na
temat oczyszczania ulic Warszawy , natomiast Wojciech
Szukiewicz, autor pierwszego polskiego streszczenia i ko
mentarza do dzieła Howarda , redagujący ponadto w 1909
roku miesięcznik „Zdrowe Życie", poświęcony higienie,
którego łamy udostępniono „Delegacji przy Warszawskim
31
38
39
40
II. 20, 21. O. Sosnowski, „Okolnica dla 15 udziałowców" i plan założenia pałacowego, „Architekt", 1924
41
towarzystwie Higienicznym do sprawy miast-ogrodów" ,
opublikował w tym samym roku imponującą monografię
pod tytułem O kremacji, czyli paleniu cial po śmierci.
W wyniku długich i gruntownych rozważań doszedł w niej do
wniosku, który pozostaje w ścisłym, acz nieco szokującym
związku z problematyką ekologiczną:
Jeżeli zrozumiemy, że przy procesie spalania się ciała
ludzkiego wywiązuje się amoniak, który za pośrednictwem
deszczu dostaje się z atmosfery do ziemi i tutaj służy światu
roślinnemu za niezbędny pokarm, którego i dodany do ziemi
popiół ludzki w doskonałym stanie dostarcza, to zgodzimy
się na to, że kremacja jest faktycznie
najwłaściwszym
sposobem usuwania nieboszczyków połączonym z możliwie
najszybszym wróceniem ich do ogólnego obiegu materii.
Pozostaniemy w obszarze empirii, twierdząc, że jedynym
celem wszystkich tych utylizacyjnych wynalazków było
zamknięcie przemian metabolicznych w granicach ekosys
temu miasta. Wprawdzie w latach dwudziestych granice te
przesunęły się, a nowa awangardowa doktryna zmusiła
planistów do zastosowania zsypów na śmieci i specjalnych
urządzeń do spalania odpadów, które instalowano w pod
ziemiach wielkich „jednostek mieszkaniowych", nie wywo
łało to jednak żadnej szczególnej zmiany w samym trybie
ustalania granicy ekosystemu. Zastąpiła ona jedynie granice
42
z początku X X wieku, zdefiniowane w przestrzeni prawno-finansowej miasta-ogrodu, jego strukturze demograficz
nej, strukturze wewnętrznych podziałów przestrzennych,
architektonicznych i wreszcie w systemie relacji miasta do
jego rolniczego otoczenia, gdzie granicą było zarządzane
wspólnie przez całą gminę przedmieście - green belt.
Powtórzmy więc jeszcze raz, że dzieje współczesnej urbani
styki od początków tego stulecia były zdeterminowane przez
ekologiczną strategię wyboru między równowagą opartą na
ścisłym rozgraniczeniu naturalnej i cywilizacyjnej sfery ludz
kiego bytowania, a równowagą wyrażającą się w harmonij
nym przenikaniu obu tych sfer w obrębie tej samej struktury
przestrzennej, starannie limitowanej i graduowanej wewnęt
rznymi podziałami. Ta strategia wyznaczyła dystans między
rozwiązaniami skrajnymi epoki - uniwersalnym wzorem
osiedla funkcjonalnego, kolportowanym przez międzynaro
dowe środowiska awangardy i znanym z wielu regionalnych
rozwiązań, idealnym projektem miasta-ogrodu.
Podsumowanie
Warto wreszcie przypomnieć, że w felietonie, który był
pretekstem dla tych rozważań, nie wspomniano słowem
o żadnej granicy, mimo, że był to „felieton ekologiczny dla
79
I
architektów", a w końcu kwestia granicy, jak próbowałem
udowodnić, aktualizuje się właśnie na przecięciu problema
tyki urbanistycznej i ekologicznej. Trudno podważyć prawo
mocność aktualizacji w obrębie każdego z tych wirtualnych
tekstów, lecz z drugiej strony, kojarzenie ich ze sobą tylko
dlatego, że tu i tam pojawia się kategoria „granicy", jest
w najwyższym stopniu podejrzane. Podejrzana jest mianowi
cie rutyna, z jaką antropolog kultury zwykł łączyć z sytuacją
„graniczną" wszystkie obiekty mieszczące się w kategorii
„nieczystego". Zapytany o zasadność tego nawyku, od
powie:
Każde dziecko stając się świadome swej osobowości
z konieczności staje przed pytaniem ,,Kim jestem?", ,,Gdzie
jest granica mnie samego?" Odchody ludzkiego ciała przed
stawiają szczególną trudność. ,,Czymójkal, mój mocz, moja
sperma, mój pot są częścią mnie samego, czy też nie? ...
otwory ciała ludzkiego tworzą przejścia i wszystkie odchody
są „rzeczami nie na miejscu", tak samo jak usuwane części
w okaleczeniu obrzędowym. Zrozumiale, iż mogą się one
stać przedmiotem tabu. Tak też się dzieje.*
Ten wywód otwiera drogę następnym analogiom. „Za
2.
tkanie odbytnicy", na przykład, inicjacyjny rytuał plemienia
C z a g a , k t ó r y ma udowodnić kobietom, że mężczyźni tego
plemienia po przejściu inicjacji nie oddają kału, jest struk
turalnym odpowiednikiem wcześniej wspomnianych projek
tów utylizacyjnych. W obu przypadkach chodziłoby więc
0 oczyszczające usunięcie odchodów przez całkowite spożyt
kowanie ich w granicach organizmu mężczyzny - w pierw
szym przypadku lub ekosystemu miasta - w przypadku
drugim. Jeśli jednak będzie potrzebna dodatkowa analogia,
zawsze można przypomnieć hipotezę na temat genezy wpro
wadzenia techniki użyźniania gleby nawozem naturalnym.
W tym wypadku odchody miałyby pełnić funkcję magicz
nego katalizatora procesów wegetacyjnych na neolitycznym
poletku i taką samą funkcję na rolniczym przedmieściu
(granicy) miasta-ogrodu.
Schematy interpretacyjne, o których tu mowa, mają wady
1 zalety; wady, jeśli interpretacja ogranicza się do samego
schematu; zalety zaś wtedy, gdy a priori lub intuicyjnie
przyjęty schemat pozwala rozwinąć oderwane i zestawione
ze sobą formuły w wirtualną, „cudownie" nieprzypadkową
rzeczywistość.
44
PRZYPISY
1
Artykuł jest pracą o charakterze syntezy. Zawiera dużo informacji,
których dokładne udkokumentowanie wymagałoby obszernych przepi
sów i rozbudowanego systemu odsyłaczy. Zrezygnowałem z tego świado
mie, a zainteresowanych odsyłam do nie opublikowanej rozprawy
doktorskiej: A. Czyżewski, Idea
miasta-ogrodu
w Polsce
w
latach
1899-1939, maszynopis, Biblioteka Instytutu Sztuki PAN w Warszawie.
2
Por.: T. Sumień, A. Wagner-Sumień, Ekologiczne
miasta,
osiedla,
3
J. Polak, Wykład
4
Wawel, Ochrona ptaków
higieny miast, Warszawa 1908, s. 79
i budowniczowie, „Przegląd Techniczny",
1912, nr 7, s. 86
R.P.,
Wystawa architektury i wnętrz w otoczeniu ogrodowym w Kra
kowie w R. 1912, „Architekt", 1912, z. 6-7, s. 61-65
6
Objaśnienia
..Ząbki"pod
do projektów
na parcelację
majętności
hr. A.
Ronikiera
Warszawą, „Przegląd Techniczny", 1912, nr 13, s. 178-184
7
W.
Dobrzyński, Krótki
zarys prac
Delegacji
miast-ogrodów,
„Zdrowie", 1912, z. 10, s. 737; por. też:
Młociny, Warszawa 1914, s.
do
sprawy
Miasto-ogród
14-15
8
Zjazd, poświęcony higienie miasta, odbył się 25-28 maja we
Włocławku. Sprawozdania ze zjazdu zamieszczono w 6 i 9 zeszycie
„Zdrowia" z 1912 roku.
" Pierwsze wydanie tej książki ukazało się w 1898 roku pod tytułem
Tomorrow: a Peaceful
Path to Real Reform.
Następne wydanie z 1902
roku, nieco zmienione, nosiło już tytuł Garden Cities of To-morrow i,
w postaci rozszerzonej o wstęp Frederica J. Osborna oraz obszerny szkic
Lewisa Mumforda The Garden City Idea and Modern
Planning,
było
parokrotnie wznawiane (w Anglii) po 1945 roku.
1 0
M . M . Zweigbaum, Władysław
Dobrzyński,
Polski Słownik Bio
graficzny, t. 5, 1939, s. 275-276
1 1
W. Dobrzyński, Delegacja
do sprawy miast-ogrodów,
„Zdrowe
Życie", 1909, nr 3/4, s. 33
1 2
Wystawa miast-ogrodów,
1 3
Wł. Wr., Sprawozdanie z ..Budowlanego Wieczoru
„Zdrowie", 1910, z. 7, s. 545-548, 561
Dyskusyjnego",
„Przegląd Techniczny", 1911, nr 51, s. 659-660; por. też: Budowlany
Wieczór Dyskusyjny, „Wiadomości Budowlane", 1911, nr 12, 1912, nr 1,
2
1 4
J. Warchałowski, Konkurs
na parcelację
gruntu pod
Krakowem,
„Architekt", 1909, z. 1, s. 11
[wyniki konkursu na plan regulacji Wielkiego Krakowa], „Ar
chitekt", 1910, z. 6, 7, 8
1 5
16
Miasta-Ogrody,
„Architekt", 1912, z. 6/7, s. 82-83
1 7
Por. też: W. Ostrowski, Ebenezer Howard - pionier
współczesnej
urbanistyki, ..Studia i Materiały do Teorii Architektury", t. 9, 197], s.
727-134
E. Howard, Garden Cities of To-morrow, London 1967, s. 67; por.
też: L. Mumford, The Garden City Idea and Modern Planning [w:] E.
Howard, op. cit., s. 31-32
Już w 1913 roku, krytykując zbyt małą powierzchnię miasta-ogrodu
Ząbki, Witold Małkowski zauważył, że powierzchnia Letchworth od
powiadała mniej więcej powierzchni „Wielkiego Krakowa", lecz jej
podział między miasto właściwe i jego country belt był daleki od
idealnego i wyrażał się stosunkiem 1 do 2
Cyt. za: Howard, op. cit., s. 50. Tłumaczenie według: W. Dobrzyń
1 5
2 0
2 1
80
(Garden Cities), „Zdrowie", 1909, z. 5, s. 338
W. Tomaszewski, О ogrodach nowoczesnych, „Przegląd Technicz
ny", 1911, nr 20, s. 277
Tenże, W sprawie konkursu na parcelację
gruntu pod
Salwatorem,
„Architekt", 1909, z. 2, s. 74
Tamże, s. 74
2 4
2 5
Konkurs [na domy w Ząbkach],
„Wiadomości Budowlane", 1912, nr
10, s. 110. Wyróżnione w konkursie projekty zamieszczano w kolejnych
numerach „Wiadomości Budowlanych" z 1912 roku.
Być może ten sam projekt Zdzisława Kalinowskiego i Czesława
Przybylskiego, który zamieszczono w 1908 roku w „Przeglądzie Tech
nicznym", był eksponowany w czasie warszawskiej „Wystawy
Miast-Ogrodów" w 1910 roku w postaci modelu, rysunków i planów
podmiejskiej kolonii
2 7
2 8
robotniczej.
S. Goliński, Estetyka ogrodu, „Ogrodnik", 1913, nr 32, s. 522-523
B. Parker, Economy in Estate Development, „Journal of the Town
Planning Instytute", 1928, nr 8, s. 25-29
2 5
I . Drexler, О zakładaniu
ulic miejskich, „Przegląd Techniczny",
1913, nr 2, s. 23-24, nr 3, s. 35-36; por. też: Tenże, О
oszczędnym
projektowaniu sieci komunikacyjnej nowoczesnego miasta, „Dom Osiedle
Mieszkaniowe", 1931, nr 1, s. 6-15
3 0
O. Sosnowski, Projekt
pod Warszawą,
3 1
rozplanowania
miasta-ogrodu
Czerniaków
„Architektura i Budownictwo", 1926, z. 6, s. 8-11
Tenże, ,,Okolnica"
w zastosowaniu do zabudowania
półzwartego,
„Architekt", 1924, z. 2, s. 21
3 2
B. Brukalska, Na peryferiach
Warszawy,
„Dom Osiedle Miesz
kanie", 1929, nr 2, s. 10-11,'
3 3
[S. Adamczewski, J. Swiecianowski], Czy system
kanalizacji
dla M. Warszawy przez P. Lindleya
projektowanej
ma rację bytu?, „In
żynieria i Budownictwo", 1881, nr 54, s. 55: ...najpożądańszem
byłoby
umiejętne usunięcie odchodów i korzystne ich zużytkowanie.
Nad roz
wiązaniem tej kwestii od pewnego czasu pracuje dwóch znanych architek
tów naszych, pp. S. Ad. i Jul. S., a próby z ich przyrządem na małą skalę
wykonane dowiodły, iż podobne przedsiębiorstwo,
oprócz zapewnienia
sanitarnych korzyści, wcale dobrze procentować może. Obecnie autorowie
powyższej idei mają zamiar skonstruowanie aparatu na większą skalę, a po
uzyskaniu na takowy patentu zawiązać spółkę, której celem będzie
oczyszczanie miasta i zużytkowanie
jego odchodów do gospodarstw
rolnych.
A. Czyżewski, Trzewia Lewiatana. Ekologiczna utopia XIX wieku,
3 4
„Arche", 1991, nr 3, s. 42-46; por. też: Tenże, Odwrotna strona
Stanisława
i początku
życiorysu
Adamczewskiego - szkic biograficzny, [w.] Architektura
XX wieku, Warszawa 1991, s. 71-84
XIX
3 5
W. Hugo, Nędznicy, tłum. K. Byczewska, t. 4, s. 149; por. też:
Howard, op. cit., s. 58
T. Sumień, A. Wagner-Sumień, op. cit., s. 9
Hugo, op. cit., s. 147-148
3 6
3 7
1 8
ski, О miastach przyszłości
J. Warchałowski, op. cit., s. 11
2 3
2 6
budynki, Warszawa 1990
5
2 2
3 8
3 9
[zakład miejski do palenia odpadków], „Zdrowie", 1909, z. 4, s. 242
W. Dobrzyński, Co robimy, a co robić należy z odpadkami domo
wymi?, „Zdrowie", 1900, nr 19, s. 590-591
W. Szukiewicz, Miasto-Ogród, „Tygodnik Polski", 1899, nr 1, s.
4 0
2-3, nr 2, s. 21-22, nr 4, s. 61-62, nr 5, s. 82-83, nr 7, s. 122-123, nr 8, s.
142
4 1
Tenże, Do Czytelników,
4 2
Tenże, О kremacji, czyli paleniu cial po śmierci, Warszawa 1909, s. 7
„Zdrowe Życie", 1909, nr 1, s. 1-2
4 3
E. Leach, Kultura i komunikowanie, [w:] E. Leach, A. J. Greimas,
Rytuał i narracja, Warszawa 1989, s. 68-69
4 4
B. Bettelheim, Rany symboliczne. Rytuał inicjacji i zazdrość
Warszawa 1989, s. 252-256
męska,
