66feed54e155bc9efb700843eeaaf9de.pdf
Media
Part of Tłoki na Kurpiach / ETNOGRAFIA POLSKA 1967 t.11
- extracted text
-
ADAM
CHĘTNIK
TŁOKI NA KURPIACH
Od nestora etnografii
polskiej,
Adama Chętnika, doskonałego
znawcy
i zasłużonego badacza kultury
wsi Kurpiowskiej
Puszczy Zielonej
reda
kcja otrzymała uwagi
dotyczące tradycyjnej
pomocy
sąsiedzkiej we
wsiach kurpiowskich,
polegającej na wspólnej pracy dużych grup
lud
ności wsi. Praca ta nosi tradycyjną nazwę tłoki (tłuki). Zdając
sobie
sprawę z wartości nadesłanych materiałów jako źródła do
niedawnego
jeszcze, ale już zamykającego się rozdziału historii
wsi, drukujemy
je
w tej formie, w jakiej zostały nadesłane: jako encyklopedyczne
zestawie
nie różnych rodzajów prac, przy których jeszcze w ciągu ostatnich
kilku
dziesięciu lat występowała zwyczajowo
tłoka. Autor
omawia
również
prace zespołowe, które (jak sianokosy czy połów ryb) opierały się w ca
łości lub częściowo na odpłatności w naturze
lub gotówce. Nadesłane
materiały dotyczą 1 pol. XX w., w tym w największej mierze
okresu
sprzed I wojny światowej
[Red.].
Zwózka drzewa budulcowego
na własną chałupę zawsze
p r a w i e odbywała się za pomocą tłuki. Ponieważ przeciętnie na nową
chałupę zużywano ok. 60—70 kloców sosnowych, trzeba więc było na to
do 30 f u r m a n e k l u b sań podwójnych (z zajdami)
do zwózki. I l e czasu na
to potrzebowałby sam gospodarz, jadąc do lasu raz na dzień albo i d w a
razy na odległość 5—10 k m . N a j m n i e j miesiąc, a i l e b y się namęczył,
ile b y wozów napsuł, k o n i zajeździł — to lepiej nie mówić. P r z y tłoce
zjechało zawsze 20 do 30 f u r m a n e k i za j e d n y m zamachem albo obró
ciwszy jeszcze raz, p o z w o z i l i wszystko w ciągu jednego d n i a . A i na
w o z y łatwiej galdka (pień drzewa) włożyć w k i l k u i gdzieś pod górkę
pomóc n a przyprzążkę i p r z y jakiejś szkodzie sobie poradzić. Po zwózce
gospodarze, k r e w n i i sąsiedzi odprowadzą konie, dadzą i m o b r o k u , zapalą
f a j k i l u b papierosy, zjedzą olbiad s u t y z okrasiwem,
a czasem z p i w e m ,
wreszcie rozejdą się do domów, o t r z y m a w s z y szczere: „Panie Boże za
płać!"
204
ADAM
CHĘTNIK
Obróbka drzewa
budulcowego
też czasami o d b y w a się
za pomocą tłoki. A l e t u już schodzą się najbliżsi k r e w n i i sąsiedzi z piła
m i i t o p o r a m i . D r z e w o popiłują na odpowiednie proste s z t u k i , obcieszą
z grubszego wióra i poukładają na laguny do dalszej obróbki. Tracze
z piłami przychodzą już za pieniądze. Tłoki do obróbki są albo również
za obiad z podwieczorkiem, albo za wynagrodzenie, n p . w obciosanych
wiórkach na opał i t p . , czasami w zbożu czy ziemniakach i t p .
B u d o w a d o m u też d a w n i e j odbywała się n a tłokę. N a K u r p i a c h
w każdym d o m u są cieśle, toteż g d y się zeszło z narzędziami 8—10 męż
czyzn, t y l k o majster kierujący r o b o t a m i (o i l e n i m n i e był sam gospo
darz) pobierał zapłatę dzienną z u t r z y m a n i e m , reszta zaś otrzymywała
całkowite u t r z y m a n i e i podziękowanie. D o m (długi przeciętnie na 5—6
sążni polskich) stawiano w t e d y (zrąb) w ciągu 8—10 d n i . Reszta m a j
strów — stolarze, mularze, szklarze, przychodziła t y l k o za gotówkę.
Przesuwanie
budynków
postawionych n a inne miejsce
w całości l u b przenoszenie i przewózka rozebranych na kolonie o d b y w a
się przeważnie gromadnie p r z y pomocy sąsiadów. D o zestawienia b u d y n
k u z oznaczonych nacięciami kawałków b y w a angażowany majster-cieśla, czasami płatny. Przesuwanie w całości budynków (niemieszkalnych
np. obórki, chlewy) mających wspólną podwalinę o d b y w a się w t e d y , g d y
b u d y n e k trzeba usunąć na i n n y plac l u b d l a poszerzenia podwórza, czy
też obórki. B u d y n e k opróżniony wewnątrz podnoszą do góry drągami
(dugują), podsuwając pod p o d w a l i n y okrągłe wałki, t a k b y toczyły się
w k i e r u n k u pożądanym. D w u d z i e s t u nieraz mężczyzn, popychając b u d y
nek drągami od tyłu i z boków l u b drągami na zajazdkę, przepchną go
ostatecznie na miejsce pożądane, często o dziesiątki metrów d a l e j .
Zwożenie
k a m i e n i . Idzie t u o w i e l k i e głazy, które czasami
leżą n a polach l u b paśnikach. G d y głaz uradzono postawić gdzieś na
rozstajkach
jako przyszłą podstawę do krzyża żelaznego czy i n n e j f i g u r y
w i o s k o w e j , to w p r a c y t a k i e j poza głównym m a j s t r e m brała z w y k l e
udział cała wioska. W y b i e r a n o najmocniejsze d w a (czasami jeden) w o z y
z d y l a m i w poprzek, p r z y k a m i e n i u kopano głęboki rów, żeby łatwiej
było kamień wtoczyć na wepchnięty t a m wóz, a g d y kamień za pomocą
drągów i łańcuchów znalazł się n a wozie, k i l k a k o n i wyciągało wóz
z wgłębienia i ciągnęło p o w o l i do w s i . I n n i po drodze pomagali drągami,
żeby wóz się nie przechylił i żeby kamień się n i e stoczył. Poczęstunku za
taką pomoc n i e żądano.
P r z ę d z e n i e l n u w ciągu z i m y jest uciążliwe d l a jednej k o b i e t y .
Toteż g d y było potrzeba więcej przędzy do krosien, urządzały również
i k o b i e t y swego r o d z a j u tłoki, zebrawszy sąsiadki-prządki na w s z y s t k i e
w i e c z o r y t y g o d n i a . N i e k i e d y przędło i c h 5 do 10. Opowiadano sobie p r z y
tej p r a c y ciekawe opowieści, zagadki w i e j s k i e (zagodywki),
śpiewano
TŁOKI NA
KURPIACH
205
piosenki i t p . Był to początek późniejszych wieczornic.
Podobnie urządza
ły się k o b i e t y p r z y t a r c i u l n u na cierlicach (międlicach), robiąc to w g r o
madce, po k i l k a .
Folowanie
s u k n a spod k r o s i e n na d o m o w y użytek również
odbywało się p r z y pomocy tłoki. Z w y k l e r o b i l i to chłopcy, 8 do 10 po są
siedzku, w d o m u , gdzie był ręczny folus z o g r o m n y m smykiem do ciąga
nia i u b i j a n i a sukna, które polewano gorącą wodą. Folowanie o d b y w a się
w i e c z o r a m i przed d o m e m p r z y świetle l a m p padającym z wewnątrz przez
okna, najczęściej późną jesienią l u b na początku g r u d n i a . Po d w u l u b
k i l k u g o d z i n n e j p r a c y o t r z y m y w a n o wspólną kolację i nic więcej. N i e
k i e d y sukno do f o l o w a n i a dawano z k i l k u chat naraz. W t e d y ze wszyst
k i c h t y c h chat mężczyźni szli do pracy p r z y foluszu. T a k zostało do
ostatnich czasów.
K r a j a n i e k a p u s t y n a zimę jest też pewnego rodzaju tłoką
kobiecą. Wykonujące tę czynność k o b i e t y (krajacki)
schodzą się ze s w y
m i o s t r y m i nożami do chaty, gdzie zamierzają krajać kapustę na zimę
do jednej l u b dwóch beczek, zależnie od wielkości r o d z i n y . K o b i e t jest
przeciętnie 6 — 8 . Obsiadają na stołkach okrągłą balię i trzymając w l e
w e j ręce główkę obraną z b r u d n y c h i r o b a c z y w y c h liści prawą ręką szatkują kapustę nożem bardzo z w i n n i e i równo. Wkrótce z główki zostaje
głąb, na który czekają dzieci j a k o na przysmak. Chłopcy d o m o w i ostrzą
noże l u b ubijają krajaną kapustę w beczkach w i e l k i m i u b i j a k a m i z drze
wa, specjalnie na t e n cel z r o b i o n y m i . U b i j a n i e k a p u s t y n o g a m i n i e jest
na K u r p i a c h w zwyczaju. W ciągu wieczora k o b i e t y Skraja nieraz k i l k a
k o p główek k a p u s t y . P o t e m otrzymują za to kolację, a n i e k i e d y chłopcy
przychodzą z muzyką i praca kończy się tańcami. N a następny wieczór
tłoka przenosi się d o i n n y c h sąsiadów.
T ł o k a ż n i w n a znana była t y l k o u większych gospodarzy r o l
nych, w leśniczówkach prowadzących gospodarstwa rolne, a n i e m a l do
ostatnich czasów n a gospodarstwach p r z y plebaniach. D a w n i e j dziesiątki
żniwacek (żniwiarek) z sierpami, a od niedawna kosiarzy z kosami sprzą
t a l i zboże, a n i e k i e d y i owiązali w ciągu jednego d n i a . O t r z y m y w a l i za
to obiad i podwieczorek oraz b r a l i udział w dożynkach, o i l e te były
wyprawiane.
S i a n o k o s y p r z y pomocy tłoki odbywały się podobnie j a k żniwa
t y l k o u posiadaczy większych łąk nadrzecznych, potrzebujących dziesię
c i u l u b więcej kośników n a dzień. N a d r u g i dzień, o ile praca była jeszcze
nie skończona, płacono już za nią. Po ścięciu t r a w y ta sama drużyna k o
siarzy przenosiła się na inną łąkę. W tłoce t a k i e j b r a l i udział przeważ
nie zainteresowani, mający t a k i e same łąki. O t r z y m y w a l i całkowite u t r z y
manie dzienne, a w razie potrzeby noclegi. P r a c o w a l i od świtu d o nocy.
206
ADAM
CHĘTNIK
T ł o k i w r y b o ł ó w s t w i e znane były d a w n i e j n a d r z e k a m i l u b
r y b n y m i j e z i o r a m i , szczególnie p r z y użyciu większych sieci, n p . n i e w o
dów. Zwoływał tłoki właściciel n i e w o d u , n p . raz na tydzień l u b co d w a
tygodnie w ciągu lata. Brał przeważnie l u d z i lubiących r y b a c t w o . Za
pracę dawał r y b y . Tłoki z i m o w e do łowienia r y b pod lodem przetrwały
do ostatnich czasów t a m , gdzie są dobre sieci, również n i e w o d y . Do rą
bania otworów, przesuwania l i n , ciągnięcia n i e w o d u , p i l n o w a n i a m a t n i
i t p . potrzeba o k . 5—6 l u d z i , znających się na r y b a c t w i e . Dobiera i c h so
bie właściciel sieci d w a l u b k i l k a razy w ciągu z i m y , daje za pracę r y b y
i rozgrzewkę. O i l e to jest dzierżawa wód r y b n y c h , dobiera stałych l u d z i
za zapłatą.
K o p a n i e s t u d z i e n jest ważną czynnością w wioskach i m i a
steczkach. D o niedawna, k i e d y nie było betonowych c e m b r o w i n , do w y
kopania s t u d n i kopano w i e l k i l e j o w a t y dół, nieraz do 10 i więcej metrów
głęboki, aż do w o d y bijącej z podziemnego źródła. Miejsce p r z e d t e m zna
lazł i wskazał różdżkarz, ceniony przez ludność. Po w y k o p a n i u dołu
zakładano c e m b r o w i n y z drzewa, na węgieł, j a k w domach, l u b z k a
m i e n i , po c z y m dół dokoła c e m b r o w i n y zasypywano. Robiono t o wszystko
p r z y pomocy tłoki, ale t y l k o z t e j części w i o s k i czy też d z i e l n i c y m i a
steczkowej, gdzie chciano mieć swoją Studnię.
T ł o k i k o ś c i e l n e przetrwały do ostatnich czasów p r z y r e m o n
tach i odbudowie kościołów, n a p r a w i e cmentarzy, s t a w i a n i u pamiątko
w y c h f i g u r , k a p l i c i t p . Roboty były bezpłatne, ze s w o i m posiłkiem cało
d z i e n n y m . D o p r a c y szła młodzież i starsi z łopatami l u b w o z a m i , k o
lejno z każdej w s i danej p a r a f i i , aż do ukończenia większych robót. K o
lejność wyznaczał sołtys bez stosowania p r z y m u s u . Po ostatniej w o j n i e
w zniszczonych parafiach rzemieślnicy r o b i l i masowe tłoki dobrowolne
p r z y odbudowie mniejszych kościołów na użytek tymczasowy.
T ł o k i g r o m a d z k i e po g m i n a c h i osadach m i e j s k i c h p r z e t r w a
ły j a k o szarwark z nakazu władzy m i e j s k i e j . Były jednak podobne tłoki
po wioskach bez żadnego nakazu, dobrowolne. Z n a m wieś, gdzie grzązkie
i kwaśne łąki sprowadzały choroby na bydło, nie dawały siana, były
p r a w i e bezwartościowe (ok. 1900 г.). Za namową p a r u oczytanych gospo
d a r z y cała wieś wzięła się d o p r a c y na przednówku, pokopano r o w y o d
pływowe, osuszono mokradła i w ciągu p a r u l a t p r a c y zbiorowej u p o
rządkowano całe łąki. Robiono d a r m o , z ochoty. Żywność zabierano z so
bą. Po k i l k u dziesiątkach l a t mieszkańcy w s i w s p o m i n a l i t y c h pionierów
k u l t u r y r o l n e j , którzy namówili ludność do w y k o n a n i a pięknego dzieła.
Podobnie r o b i o n o b r u k i , ścieki, budowano d o m y gromadzkie, mosty, n a
p r a w i a n o p r o m y na rzekach i t p . Ludność zwoziła z ochotą k a m ie nie ,
żwir, ponieważ rząd zaborczy o t o mało dbał.
TŁOKI NA
KURPIACH
207
T ł o k i p o d c z a s k l ę s k ż y w i o ł o w y c h połączone były z r a
t u n k i e m sąsiadów, całych osiedli i w ogóle w s z y s t k i c h , k t o potrzebował
r a t u n k u . A więc prace w i o s k o w e p r z y zasypanych śniegiem drogach, o d
k o p y w a n i u domów spod zasp śnieżnych, r a t u n k u w czasie pożarów (prze
mianowane z czasem na ochotnicze straże pożarne) i t p . Znałem wieś,
gdzie w i a t r y zachodnie zasypywały zabudowania, ogrody i pola miałkim
piachem l o t n y m . Idąc za dobrą radą gospodarze wspólnymi siłami w y k o
p a l i w i e l k i rów z wałem o c h r o n n y m , a groblę (wał) obłożyli darniną
i obsadzili wikliną. P i a s k i l o t n e przestały odtąd szkodzić wiosce.
Z w o ż e n i e z a b y t k ó w . Rzadko to się zdarzało, ale były w y p a d
k i , że trzeba było zwieźć jakiś p o m n i k przeszłości z k a m i e n i a czy d r z e
w a , coś, co łechtało m i l e miejscowy p a t r i o t y z m l u b szlachetne ambicje.
Po wytłumaczeniu ludności i s t o t y rzeczy, ta pomagała gromadnie. P r z y
z d e j m o w a n i u z woza p r z y w i e z i o n e j z puszczy o l b r z y m i e j barci do m u z e
u m w Nowogrodzie p o d Łomżą, p r z y ciężkiej i niebezpiecznej pracy, p o
magało „na o c h o t n i k a " 16 najbliższych sąsiadów przyszłego m u z e u m ,
którzy p r z y s z l i z o d p o w i e d n i m i narzędziami. O t r z y m a n y po pracy p o
częstunek (piwo i biały chleb) był d l a n i c h miłą niespodzianką.
T a k i c h przykładów było pewnie i więcej w czasach odległych, k i e d y
ludność sama nieraz musiała pamiętać o s w y c h biedach, k i e d y zresztą,
mieszkając w z w a r t y c h wioskach, mogła prędko się ze sobą porozumieć,
zebrać i wspólnie wzajemną pomoc obmyśleć.
