11d0529da17ff1b9bf017da5d254ddfd.pdf

Media

Part of Łódzcy Niemcy - frawgment pejzażu "ziemi obiecanej" / ETNOGRAFIA POLSKA 2011 t.55

extracted text
„Etnografia Polska”, t. LV, 2011, z. 1–2
PL ISSN 0071-1861

INGA B. KUŹMA
JOANNA SADOWSKA
Instytut Etnologii i Antropologii Kulturowej
Uniwersytet Łódzki

ŁÓDZCY NIEMCY – FRAGMENT PEJZAŻU „ZIEMI OBIECANEJ”.
PROBLEMY BADAWCZE1
KONTEKST BADAŃ

Materiały zaprezentowane w tekście pochodzą z badań, jakie prowadził zespół
etnologów2 w latach 2009–2010 w ramach tematu wskazanego w konkursie Urzędu
Miasta Łodzi. Był to temat „Społeczność żydowska i niemiecka w Łodzi po 1945 roku”.
Po rozstrzygnięciu konkursu, w grupie badawczej powołanej do realizacji tematu,
oprócz etnologów znalazły się także dwa inne zespoły – geografów oraz historyków
z niemcoznawcami.
Badania te były znaczące z kilku powodów. Jednym z nich jest wyraźne wskazanie przez poprzednie władze miasta obszarów godnych zainteresowania z ich
punktu widzenia. Była to władza jeszcze sprzed zmiany, kiedy na początku 2010 roku
mieszkańcy Łodzi odwołali w referendum ówczesnego prezydenta miasta – Jerzego
Kropiwnickiego, m.in. inicjatora współpracy z uczelniami wyższymi w mieście
i szeregu konkursów na badania zamawiane, skierowane także do nauk społecznych
i humanistycznych. Tematy proponowane w konkursach ukazywały, jak włodarze
miasta wyobrażali sobie wówczas nie tylko powinności i pożytek z naukowców działających na terenie miasta i regionu, lecz także czym jest miasto i na co warto zwrócić
w nim uwagę. Odrębną kwestią pozostaje zagadnienie rozwoju współpracy między
urzędnikami i naukowcami. Można wskazać na jedną podstawową korzyść – odnoszą
ją naukowcy, którzy czerpią z tej puli środki na realizację zamierzeń badawczych,
lecz władze wybierają taki model współegzystencji, w którym pełnią rolę wyłącznie
dysponenta funduszy. Nie wykorzystują raportów naukowych w swoich późniejszych
działaniach, mimo że prace odnoszą się do palących problemów miasta lub do białych
plam wskazanych przez specjalistów – zaakceptowanych przez urząd, który finansuje
te projekty ze środków publicznych.
Część materiałów z badań, jak i refleksji, wniosków i sformułowań, były przez nas użyte w: Kuźma
2010, Sadowska 2010.
2
Oprócz nas – autorek tego artykułu, także dr Beata Wasilewska-Klamka i mgr Agnieszka Iwaszkiewicz.
Pieczę nad grupą etnologiczną sprawował prof. Andrzej Lech (patrz Lech, Rykała, Radziszewska 2010).
1

98

INGA B. KUŹMA, JOANNA SADOWSKA

Tamten okres, wieńczący prezydencję Kropiwnickiego, naznaczony był przez
swoistą politykę pamięci. Jak pisał Sławomir Kapralski na temat związków między
pamięcią, przestrzenią i tożsamością, społeczności w różny sposób zachowują się
wobec swojego dziedzictwa i zarazem teraźniejszości: mogą wymyślać się na nowo
lub manipulować przestrzenią, by zmaterializować w niej swoje wyobrażenie o przeszłości i/lub o swojej teraźniejszości. Mogą ujawnić się także – jak określił autor
– „szperacze”, którzy drążą zastaną (bądź zaprojektowaną) rzeczywistość, poszukując
zatartych śladów innych tożsamości i pamięci, wypchniętych na margines „oficjalnej
symboliki” (Kapralski 2011, s. 55).
Polityka pamięci uprawiana w Łodzi do 2010 roku, dotyczyła przede wszystkim
historii najnowszej Żydów – głównie okresu, kiedy istniało Litzmannstadt Ghetto
i doszło do eksterminacji Żydów, a także czasu współżycia różnych grup narodowościowych i wyznaniowych w czasie przedwojennym. Jednak nie był to jedyny
obszar objęty działaniami łódzkiej polityki pamięci. Na pierwszy plan wysuwało
się – traktowane jako „naturalne” – dziedzictwo wielokulturowej Łodzi, gdzie za
mitotwórczy przewodnik po mieście można uznać „Ziemię obiecaną” Władysława
Reymonta. Przyglądając się interpretacjom, jakim jest ona poddawana w lokalnym
dyskursie publicznym (patrz np. Kielak 2003, s. 138–142), należałoby szukać w niej
mitu założycielskiego współczesnego obrazu Łodzi: miasta dialogu, wielokulturowego, będącego tyglem kultur. Prezentują go na zewnątrz i także na potrzeby mieszkańców, włodarze miasta i niektóre organizacje kulturalne czy NGO. W ten sposób
„czytany” jest „język” Łodzi (patrz Toporow 2000).
Kolejnym powodem, jaki wydaje się nam istotny i który wpłynął na przebieg
badań, była możliwość dotarcia do współczesnych mniejszości wskazanych w temacie
grantu, szczególnie do osób o korzeniach niemieckich wywodzących się z łódzkich
Niemców (ich rodziny osiedlały się w Łodzi od początku rozkwitu industrializacji,
włącznie z okresem powstawania pierwszych manufaktur, wcześniejszych od fabryk
sensu stricto). Należałoby jednak to zdanie potraktować jako podstawowe pytanie
problemowe, które można rozbić na kwestie szczegółowe. Pierwsza z nich brzmiałaby:
czy i jak istnieją w mieście potomkowie historycznej mniejszości – budowniczych
miasta? Określenie to brzmi patetycznie tylko z pozoru, ponieważ przekładając je na
konkret terenowy, pozostała w mieście architektura – industrialna i reprezentacyjna
– w dużej mierze składa się z materialnego dziedzictwa łódzkich Niemców. Druga
kwestia szczegółowa traktowałaby o tym, na ile udało się nam dotrzeć do potomków
Niemców łódzkich i z jakim efektem? Trzeci problem wiązałby się zaś ze stosunkiem mieszkańców Łodzi do tej grupy narodowej, a dokładniej: jaki kształt przybrała
pamięć i wiedza na ich temat w świadomości łodzian nie-Niemców?
Proponujemy zatem, aby artykuł potraktować – z jednej strony – jako raport
z terenu i szczególną diagnozę stanu kulturowego grupy łódzkich Niemców (także
w oczach innych mieszkańców miasta), a jest to grupa, która według interpretatorów
mitycznego genius loci Łodzi, silnie naznaczyła wyobrażenie o mieście. Zaś z drugiej strony – jako tekst wiążący się z metodologią badań. Uprzedzając, odpowiedzi
nie będą jasne i definitywne z wyjątkiem ostatniej kwestii dotyczącej stanu wiedzy

ŁÓDZCY NIEMCY – FRAGMENT PEJZAŻU „ZIEMI OBIECANEJ”

99

i świadomości łodzian na temat Niemców i ich potomków. Ze względu na zarysowaną
przez nas poniżej sytuację istniejącą w mieście, pozornie sprzyjającą budowaniu owej
wiedzy, konkluzja na temat stanu świadomości łodzian może jawić się jako paradoks.
Brak jasności będzie towarzyszył głównie próbie określenia sytuacji panującej w zbiorowości potomków mniejszości niemieckiej i względem prowadzenia badań, które są
uzależnione od środowiska, w jakim usiłuje się je wykonać. Jak pisze bowiem Viktor
W. Turner, „wszystko testowane jest na jego ja [badacza, antropologa], wszystkiego,
co obserwuje, uczy się na własnej skórze” (Turner 2011, s. 43).
Pragniemy w tym miejscu poczynić zastrzeżenie, że obecny czasami w naszej
wypowiedzi bardziej emocjonalny ton, choć generalnie powściągany, jest dodatkowym
„efektem dodanym” badań. Również i z tego powodu podtrzymujemy propozycję, by
na przedstawiany tekst patrzeć z punktu widzenia metodologii badań. Badania prowadziłyśmy we własnym mieście, na terenie pozornie znanym i pozornie oswojonym,
co w pewnym stopniu badania obaliły. Rzeczywistość odkrywana podczas naszych
działań wymykała się kliszom i autostereotypom na temat Łodzi, jakie funkcjonują
w mieście (na ten dyskurs – jako mieszkanki Łodzi – byłyśmy wystawione od lat
i także on nas ukształtował). Teren, wydobywany spod owych prawd popularnych,
dostarczał materiału – jak się nam wydawało – pomocnego np. w późniejszym urealnieniu pewnych działań czy komunikatów publicznych formułowanych przez włodarzy czy inne instytucje, jakie kształtują publiczny wizerunek miasta (także dla potrzeb
wewnętrznych). Jednak mimo tego, że badania miały wyraźny charakter zamówienia
publicznego, ten aspekt ich „użyteczności” nie został podjęty przez decydentów czy
innych. Drugim powodem rodzenia się w nas nie­których emocji związanych z procesem badawczym, była sytuacja panująca w samej grupie badanych, o czym dalej.
Z powodu powszechności tych niezbyt dobrych uczuć (identyfikowanych najczęściej jako frustracja), wkrótce przestałyśmy je „przeżywać”, a zaczęłyśmy z pełną
świadomością traktować jako integralny element sytuacji badawczej, w jakiej się
znalazłyśmy.
Frustracja pozornie może wydawać się uczuciem niepotrzebnym. W naszym
przypadku była wyrazem bardzo ciekawego problemu metodycznego, to znaczy: jak
prowadzić badania w zasadzie niemożliwe do odbycia. Powodem takiej diagnozy,
była – po pierwsze – hermetyczność środowiska wybranego do badań, które rozbite jest dodatkowo na dwie frakcje. Pierwsza z nich reprezentowana jest w zasadzie
przez jedną osobę, która mówi o grupie oraz o sobie samej używając liczby mnogiej
„my” (mając na myśli Niemieckie Towarzystwo Kulturalno-Społeczne, dalej jako
skrót: NTKS). Zatem: „my nie zgadzamy się na rozmowy i na spotkania”, „my uważamy, że są niepotrzebne, przyniosą szkody, to będzie kłamstwo”. Mimo wszystko,
niektórzy zgodzili się na wywiad. Były to osoby reprezentujące raczej drugą frakcję
lub kiedyś związane z organizacją, na której czele stoi przewodnicząca NTKS. Co
więcej, podział, jaki istnieje w środowisku potomków łódzkich Niemców, w oczach
obserwatora zewnętrznego może się wiązać z rozdziałem religijnym: część potomków jest ewangelikami reformowanymi (luteranami), a inna część – nie. Obie grupy
nie mają obecnie ze sobą wiele wspólnego, jak nam się wydaje: nie odkryłyśmy zbyt

100

INGA B. KUŹMA, JOANNA SADOWSKA

wielu ogniw, jakie by ich spajały, lecz być może z powodu braku kontaktu z większością nie-ewangelicką, nie znamy jakichś faktów. Różne wyznania są zatem raczej
pozornym powodem podziału lub braku kontaktu. Niewątpliwie, ze względu na
tradycje życia grupowego istniejące w parafii ewangelickiej, grupa wiernych o tym
samym pochodzeniu, prowadzi życie w mini-wspólnocie, gdzie regularnie się spotyka i wspiera się nawzajem. Takiego zaplecza kulturowego nie udało się nam odkryć
w przypadku nie-ewangelików, którzy być może swoją chęć czy potrzebę bycia w niemieckiej wspólnocie losu, realizują w zupełnie inny sposób i którym wystarcza prawdopodobnie bardziej doraźny kontakt – oparty o inne cele, jakie realizuje jednak
NTKS. Jednakże kwestia różnych wyznań w całej grupie jest dalekim echem polaryzacji i dyskusji z lat 1930., jakie miały miejsce w kościele ewangelickim w Łodzi
i dotyczyły wzmocnienia związków z kulturą niemiecką a wzmocnienia więzi z kulturą polską3. Ów wewnętrzny konflikt i ówczesne dyskusje rzucone na tło II wojny
światowej i drastycznej zmiany w kontaktach polsko-niemieckich w ogóle, do tej
pory naznaczają silnie stosunek wspólnoty luterańskiej do wszelkich badaczy, którzy
się nią interesują, szczególnie tym fragmentem historii lokalnej. Wyjaśniał to nam
śp. bp Mieczysław Cieślar – poprzedni opiekun duchowy i administracyjny parafii
ewangelickiej św. Mateusza. Spotkałyśmy się z nim, kiedy nie wyraził zgody, by członków niemieckojęzycznego koła biblijnego pytać o ich poczucie narodowej tożsamości.
Ostatecznie, po rozmowie, zatwierdził to pytanie. Swoje obiekcje tłumaczył w ten sposób, iż wśród jego parafian znajdują się, rzecz jasna, osoby o korzeniach niemieckich
i chcą one pielęgnować swoją duchowość posługując się w tym celu, raz na jakiś czas
– na terenie parafii, w ramach koła biblijnego – językiem niemieckim. Nie oznacza to
jednak, że w parafii istnieje podział na grupy narodowościowe lub – co mogłoby być
jeszcze gorsze dla życia tej wspólnoty i jej odbioru na zewnątrz – nie znaczy to także,
że parafia jest niemiecka. Parafia jest całością, a ze względu na przeszłość skupia dość
zróżnicowaną narodowościowo grupę. Kościół nie może jednak dopuścić do sytuacji,
by coś zantagonizowało wspólnotę, jak bywało już niegdyś i to w wyniku opisów
naukowych dotyczących przeszłości ewangelików łódzkich (kiedy zwracano uwagę
na wspomniany konflikt między grupą pro-polską i pro-niemiecką). W każdym razie,
reakcje części członków społeczności luteran łódzkich na zainteresowanie naukowe
i upublicznianie wiedzy na temat rzeczywistości przed- i powojennej ich kościoła,
cechowały się wycofaniem z kontaktu. Można zrozumieć te odczucia. Nie mają one
nic wspólnego z chęcią ukrycia czegoś czy z lękiem przed ujawieniem „prawdy”.
Wiążą się ze świadomością, jak łatwo budzą się „upiory” przeszłości wojennej i tuż
powojennej, gdzie najpierw ludność narodowości polskiej była terroryzowana przez
nazistów, a osoby pochodzenia niemieckiego nie były zagrożone głodem i wywózką,
następnie zaś to one stały się ofiarami zbiorowej i politycznej zemsty za nazizm,
Problem ten został wnikliwie opisany m.in. przez Bronisławę Kopczyńską-Jaworską po badaniach ewangelickiej mniejszości w Łodzi, prowadzonych wraz z Krzysztofem Woźniakiem w latach 1990.
(Kopczyńska-Jaworska, Woźniak 2002; szczególnie rozdział pt. „Ewangelicy – Polacy i ich organizacje”, s. 61–86).
3

ŁÓDZCY NIEMCY – FRAGMENT PEJZAŻU „ZIEMI OBIECANEJ”

101

wojnę i okupację. Jeśli można dokonać tak niebezpiecznego zabiegu, jak typologia
ofiar, to ci Niemcy i Niemki łódzcy4, którzy przetrwali okres powojenny i pozostali
w Polsce, nie odczuli społecznego, historycznego i politycznego przyzwolenia – aż do
czasów współczesnych (?) – by wypowiedzieć swój los. Jest to los ofiar, które płaciły
za nieswoje winy przez całe życie (będąc najczęściej w tej epoce kilku- i kilkunastoletnimi dziećmi), zatem przez wszystkie lata powojenne nie zostali uznani za ofiary.
Dziś wypowiadają traumę nie tylko własną, ale też cudzą – mówią w imieniu swoich
rodziców i dziadków, szczególnie matek i babek.
Do wzmocnienia odczuwanych przez nas odczuć przyczyniła się zatem wiedza
na temat tamtych prześladowań i ich skutków. Wcześniej docierały do nas – mieszkanek Łodzi – niezbyt szczegółowe wzmianki o powojennym obozie dla Niemców
(na łódzkiej Sikawie) oraz o egzekucjach i krzywdach, jakie wobec nich stosowali
dawni polscy sąsiedzi lub obcy. W tej sytuacji rodził się w nas szereg wątpliwości: jak
mówić o krzywdzie i prześladowaniu, gdy ktoś zgodził się je przed nami wypowiedzieć? Czy naprawdę ich głos będzie usłyszany? Co odbiorcy usłyszą w tym głosie?
Czy dlatego, że jest wypowiadany przez potomków Niemców (lecz łódzkich, więc
związanych silnie z tym miastem – ich Heimatem), nie będzie dalej zignorowany lub
odrzucony? Obawy się sprawdziły – historia z jednej strony tak bolesna, a z drugiej
– zmuszająca do przemyślenia na nowo sensu słów „oprawca” i „ofiara” ze względu
na lokalny kontekst, przeminęła bez echa na miejscowym forum. Lecz podnoszą się
głosy samych Niemców łódzkich, jak ostatnio wydane wspomnienia z okresu wojennego i powojennego autorstwa Beno Krolla i Anity Fritsche ze wstępem Krzysztofa
Woźniaka (Fritsche, Kroll 2010), gdzie szczegółowo opisana jest głównie gehenna
kobiet i ich dzieci na przykładzie jednej rodziny i jej znajomych.
Innym źródłem frustracji był powód kompletnie nieracjonalny. Było to poczucie, iż
badania przyszły za późno: osoby najbardziej zaangażowane w życie swoich grup oraz
wywodzące się w pierwszej linii z rodzin łódzkich Niemców albo już nie żyją albo mają
obecnie średnio siedemdziesiąt do osiemdziesięciu kilku lat i jest ich kilkanaścioro,
rozproszeni są także po okolicznych miejscowościach podłódzkich. Często nie wychodzą już z domu z powodu wieku i chorób, niektórzy z nich są nadal niemieckojęzyczni
(a nawet wyłącznie niemieckojęzyczni, jak znana nam – niestety tylko z opowieści
świadka, ponieważ sama nie wyraziła zgody na rozmowę – jedna z kobiet, mieszkająca
pod Łodzią). Towarzyszyła nam świadomość, iż ludzie ci odchodzą. Odchodzi także
w niepamięć specyficzna odmiana języka niemieckiego – „Lodz Deutsche”:
Ten Lodza Deutsche to ma takie naleciałości polskie, żydowskie ma w sobie [...]. Takie końcówki polskie
są. Jak był taki rzeźnik Sawicki na Zgierskiej, to po polsku się mówiło u Sawickiego, a Niemcy Wan
Sawickis. [...] Albo die serdelken, to serdelki, to jest polskie słowo. Die serdelken to jest takie łódzkie.
Albo die szpinken, szpinki, spinki. To takie przykłady. [...]
– Mówi Pani, że to taki kuchenny język?
– Ja to tak nazywam, to moje określenie [...] [wywiad z 20.02.2010 – archiwum autorek].
4
Dotarłyśmy przede wszystkim do historii życia Niemek, ponieważ to one zostały w mieście
z dziećmi, a ich mężowie, ojcowie i bracia ginęli na wojnie, potem w obozach pracy. Niemki również były
prześladowane, skazywane na roboty, niektóre nie wracały do domów – ginęły w warunkach obozowych.

102

INGA B. KUŹMA, JOANNA SADOWSKA

Z drugiej strony ów język powraca, ale już w momencie odejścia:
[...] taka E. Wylew, w szpitalu ląduje. Dzwoni do mnie sąsiadka – musi pani przyjść, bo E. tylko po
niemiecku mówi. Poszłam, a ona tylko po niemiecku pojedyncze słowa. W lutym miała wylew, w marcu
zmarła. Druga, W.M. też z wylewem, w X. w szpitalu, nawet czaszkę jej otwierali, ona jeszcze jest przy
zdrowych zmysłach, ale nieraz gada od rzeczy. Jest w domu opieki w Y. w tej chwili i też ni stąd ni
zowąd super zaczęła mówić po niemiecku w tym szpitalu. Córka mówi, że musi po niemiecku gadać,
a ja mówię, to niech Pani jej powie. Tak zaczęła mówić płynnie, że nawet gdy z nami była, tak nie
mówiła płynnie, jak w szpitalu, w tym łóżku. To jest tak zakorzenione, ta Mutterspreche, że nie można
tak wyrwać sobie. To jest uśpione, uśpione [wywiad z 20.02.2010 – archiwum autorek].

Nasuwa się oczywista konkluzja: pewien fragment dawnej Łodzi nieodwracalnie
odchodzi lub już odszedł, co wynika nie tylko z naturalnej zstępowalności pokoleń
i procesów asymilacyjnych coraz młodszych generacji, ale jest również skutkiem
polityki (w tym asymilacji wymuszonej). W założeniu miały to być badania pomocne
w konstruowaniu bardziej realnej polityki historycznej i kulturowej miasta oraz
regionu. Tak interpretowałyśmy zamiar władz miasta, lecz nie czułyśmy się ani adwokatkami (czy zakładniczkami) władz ani interesów grupy badanej, choć ujawniłyśmy
przestrzeń wypełnioną poczuciem krzywdy i rozgoryczenia. Czy jednak to na nas
spoczywa ciężar naprawy krzywd? Niejednokrotnie tak się czułyśmy. Stąd tak można
również odebrać prezentowany tekst – jako wpuszczenie w przestrzeń dyskursu nauki
szczególnej, jaką jest etnologia/antropologia, głosu odrzuconych. Poza tym przedstawiciele tej grupy sami wypowiadają swoją traumę, jak Kroll czy inni – publikujący na
łamach niemieckojęzycznych periodyków wydawanych w Niemczech przez ziomkostwo łódzkie, lecz z racji bariery językowej nie są one dostępne szerszemu odbiorcy
(oprócz publikacji Krolla). Teksty te mają charakter wewnątrzgrupowy. Opowieści
o losach byłych łodzian niemieckiego pochodzenia, obecnie osiadłych w Niemczech,
krążą w tej grupie i budują wyobrażenie o jej losie zbiorowym, dają sobie nawzajem
wsparcie. Z drugiej strony, przyczyniają się do hermetyzmu grupy.
Zatem badania – spóźnione i pozornie zakończone „sukcesem” (wywiadami)
– miały szansę zapełnić białą plamę na mapie pamięci Łodzi. Wiedza ta nie została
w naszym odczuciu zaabsorbowana. Dotknięcie pamięci złożonej z ran nadal niezabliźnionych, pokazało wagę publicznych gestów, które w przestrzeni społecznej
w sposób symboliczny spełniają funkcję zadośćuczynienia, uznania, przyznania racji,
zauważenia. W tym zaś przypadku, pamięć pozostaje nadal ukryta w sferze prywatnej, a przestrzeń nauki choć pomocna, wydaje się być za mało nośna, by dokonać
tego rodzaju symbolicznej rekompensaty. Rozmówcom zaś ciągle towarzyszy lęk
przed przeszłością.
Z ILU KULTUR SKŁADA SIĘ ŁÓDŹ? PRAKTYKA MITU WIELOKULTUROWEJ ŁODZI

Jest bardzo niewiele badań dotyczących aktualnej kondycji poszczególnych grup
wyznaniowych i narodowościowych w Łodzi (tradycyjnych mniejszości łódzkich).
Kompleksowa etnologiczna praca na ten temat pochodzi z 2002 roku i jest to efekt

ŁÓDZCY NIEMCY – FRAGMENT PEJZAŻU „ZIEMI OBIECANEJ”

103

prac badawczych, którymi kierowała Bronisława Kopczyńska-Jaworska. Grant ten
dotyczył społeczności łódzkich luteran (Kopczyńska-Jaworska, Woźniak 2002). Inne
badania – z ostatniego okresu – pochodzą z tego samego konkursu, co nasze działania: drugi temat, który był opracowywany równolegle z naszym, lecz przez innych
specjalistów, wiązał się z opisem pejzażu religijnego Łodzi. Obraz Łodzi wielokulturowej w znaczeniu miasta czterech kultur (co samo w sobie jest bardzo dyskusyjne5),
jest zatem pewną kliszą – obrazem zastygłym, rzadko podważanym czy dekonstruo­
wanym, a wywodzi się ze szczególnie odczytanej przeszłości. Najwięcej pracy temu
zagadnieniu poświęcają bowiem historycy lokalni.
W potocznej świadomości, nazwa Łódź wywołuje skojarzenia ze wspomnianymi
już: „tyglem kulturowym” czy „kultur”, „wielokulturowością”, „dialogiem międzykulturowym”. Odwołując się do sensu wielokulturowości (bardzo bogatego w znaczenia
i ustalenia, których nie będziemy tu jednak odtwarzać), skupimy się na jego funkcjonalnym wymiarze zaproponowanym przez Janusza Muchę (za: Czerniejewska 2008).
Wyodrębnił on trzy płaszczyzny postrzegania wielokulturowości: po pierwsze,
wielokulturowość faktyczną – empiryczną, po drugie – występującą w świadomości
społecznej oraz po trzecie – występującą w systemie ideologicznym, politycznym.
Wielokulturowość empiryczna występuje wówczas, gdy da się stwierdzić i zauważyć,
iż w społeczności żyją różne grupy, odmienne religijnie, etnicznie, językowo itp.
Druga, gdy ludzie żyjący w zróżnicowanej kulturowo społeczności, zauważają owe
różnice między sobą i uznają je za ważne. Może się to wiązać, jak podkreśla Izabela
Czerniejewska (2008, s. 20), z pozytywami i negatywami. Pozytywne strony odmienności wynikające z wielokulturowego sąsiedztwa, to postrzeganie go w kategoriach
korzyści, dialogu, uczenia się, wzbogacania się kulturowego itp.; zaś negatywne, to
konflikty, izolacja, gettoizacja, negatywna stereotypizacja itd. Trzecia płaszczyzna
wielokulturowości – ideologiczna (polityczna), „istnieje wówczas, gdy środowiska
opiniotwórcze uważają współistnienie wielu grup kulturowych za pozytywną wartość,
i gdy tworzą instytucje dbające o współistnienie tych grup. Ta trzecia płaszczyzna
bezpośrednio dotyczy edukacji wielokulturowej, tworzenia programów i projektów
sprzyjających rozwojowi wielokulturowości, uświadamiania sobie konsekwencji życia
w zróżnicowanym kulturowo społeczeństwie” (tamże).
Kiedy przeanalizujemy sytuację Łodzi z powyższej perspektywy teoretycznej
i weźmiemy pod uwagę obecność w mieście mniejszości uznawanych za tradycyjne
i pierwotne dla Łodzi (te rodem z „Ziemi obiecanej”), jesteśmy w stanie potwierdzić,
iż wielokulturowość występuje tu w pierwszym sensie – empirycznym. Można zatem
odnotować, iż w mieście występują mniejszości, także szczególnie interesująca nas
w tym tekście, czyli osoby o korzeniach niemieckich. Na tę konstatację w mniejszym
5
Np. dyskusja tocząca się na łamach „Kroniki Miasta Łodzi” w roku 2006 (nr 3) między intelektualistami łódzkimi, którą wywołała wystawa w Muzeum Historii Miasta Łodzi (obecnie: Muzeum Miasta
Łodzi), pod znamiennym tytułem „Triada łódzka. Trzy wielkie społeczności. Polacy – Niemcy – Żydzi”,
zatem bez Rosjan – wzbudzającej wielkie kontrowersje czwartej kultury łódzkiej. Dyskusja ta dotyczyła
właśnie obecności albo nieobecności i/lub jej rodzaju w mieście poszczególnych narodowości, szczególne
rosyjskiej (patrz Jaskulski 2006, s. 199–203; de Lazari 2006, s. 204–206).

104

INGA B. KUŹMA, JOANNA SADOWSKA

stopniu (lub wcale) składa się jednak obserwacja in situ członków grup mniejszościowych i ich aktywności kulturowej (polegająca np. na pielęgnowaniu własnych tradycji,
demonstrowaniu ich, uczeniu o nich). Świadomość istnienia „Innych” w większym
stopniu zbudowana jest na wiedzy wtórnej pochodzącej z drugiej ręki i dotyczy
głównie śladów materialnych, jakie pozostawiły po sobie wcześniejsze pokolenia
„Innych”. Jednym z praktyczniejszych skutków sąsiedztwa byłyby pewne naleciałości w mowie łodzian – pod warunkiem, iż są to mieszkańcy Łodzi od pokoleń.
Zjawiska te nie występują zgoła u osób napływowych, przybywających do miasta
od drugiej polowy XX wieku6, a zatem i ten ślad stracił już na aktualności. Obecnie,
aby powstała refleksja na temat efektów obcowania z „Innymi”, musi pojawić się
wiedza specjalistyczna – historyczna. Na przykład dzisiejsi potomkowie Niemców
w żaden sposób nie przypominają o sobie w przestrzeni publicznej. Ich działania
środowiskowe (bardzo dyskretne, ograniczone do kontaktów prywatnych, nakierowanych na wzajemną pomoc), nie wychodzą poza obręb siedziby Towarzystwa na
rogu ulic Targowej i Tylnej oraz niemieckojęzycznego koła biblijnego przy kościele
ewangelicko-augsburskim. W dodatku, jest to środowisko zróżnicowane nie tylko
wyznaniowo, lecz także podzielone towarzysko i zamknięte dla osób z zewnątrz.
Popularnym źródłem wiedzy potrzebnej do zlokalizowania i wskazania mniejszości, choćby tylko w postaci śladów po wcześniejszych pokoleniach, są dziś m.in.
liczne przewodniki po mieście, nazywane spacerownikami. Łódź, mimo starań,
nie uzyskuje nadal realnego statusu miasta turystycznego (przeczą temu sezonowe
statystyki), a owe drobiazgowe przewodniki znajdują chętnych odbiorców głownie
wśród mieszkańców (są to w zasadzie książki popularno-historyczne z bogatą warstwą dokumentacyjną i fotograficzną). Nazwa „spacerownik” pochodzi od formuły
zwiedzania miasta, wdrożonej przed kilku laty przez byłą dziennikarkę łódzkiej
Gazety Wyborczej – Joannę Podolską (od roku 2011 dyrektorkę Centrum Dialogu
w Łodzi). Zaproponowała wycieczki po mieście różnymi szlakami (w tym śladami
łódzkich Niemców) i nazwała je spacerami (uczestniczy w nich coraz więcej osób,
ostatnie wyprawy przyciągały około kilku setek), choć przewodnicy zrzeszeni np.
w miejscowym oddziale PTTK, od lat proponują piesze zwiedzanie miasta i okolic.
„Spacerowa” moda na Łódź wśród łodzian datuje się jednak od owego cyklu spot­
kań zaproponowanych przez eks-dziennikarkę. Wycieczkom towarzyszyły teksty problemowe w gazecie. Zatem edukacja na temat własnego miasta stała się, poniekąd,
sprawą publiczną, wręcz codzienną.
Druga płaszczyzna, pomagająca zdefiniować fenomen wielokulturowości, nie
jest już tak łatwa do stwierdzenia (obejmuje ona skutki dzielenia tej samej miejskiej przestrzeni przez różne grupy, zauważania się nawzajem, brania „Innych” pod
uwagę, co może przynieść efekty negatywne i pozytywne). Wraz z odejściem pokoleń
urodzonych przed II wojną światową definitywnie zanika pamięć o rzeczywistym
6
Na temat łódzkiej polszczyzny, przesyconej elementami wywodzącymi się z języka niemieckiego
czy jidysz, patrz: Bieńkowska, Cybulski, Mińska-Tytoń 2007; Habrajska 1988, s. 69–74; 1991, s. 167–172;
1992, s. 25–30.

ŁÓDZCY NIEMCY – FRAGMENT PEJZAŻU „ZIEMI OBIECANEJ”

105

współ­życiu w wielokulturowym mieście (w co wchodzi doświadczenie o realnych
formach więzi i przyjaźni, lecz także obcości, a wręcz wrogości we wzajemnych stosunkach grup narodowościowych i religijnych). Na podstawie wiedzy dotyczącej
tkanki miasta zapełnionego zabytkami powołanymi przez „Innych-Obcych” w przeszłości, niewiele da się wskazać realnych skutków, oprócz coraz głębszej wiedzy na
temat historii miasta. Zaś dostrzeżenie obecności nowych przybyszów w mieście,
reprezentujących także inne kulturowe światy, jak: Turcy, mieszkańcy Maghrebu,
Bliskiego Wschodu oraz Indii, Wietnamczycy, Chińczycy, Ormianie i mieszkańcy
Afryki (wymieniam tylko najliczniejsze obecnie grupy łódzkich „Innych”), nie jest
oczywiste. W ramach swoistego „eksperymentu”, lecz nie można go traktować jako
miarodajny, jedna z autorek prezentowanego tekstu (I. K.) przy okazji prelekcji adresowanej do szerokiej publiczności, zapytała grupkę osób złożoną z emeryta, matki
niemowlęcia i kilku młodych (do 30 roku życia), czy mogliby wskazać na mapie Łodzi
miejsca, gdzie spotykają nowych migrantów, jak i ślady (bądź „żywych”) przedstawicieli starych „obcych” kultur łódzkich. Przepytywana grupka była niewielka, ale
zróżnicowana wiekowo i życiowo, zatem w różny sposób aktywna, chodząca w inne
miejsca, mająca odmienne możliwości finansowe i gusta (w tym kulinarne, albowiem
cudzoziemcy zazwyczaj prowadzą większe bądź mniejsze punkty gastronomiczne)
itp. Wszyscy jednak mieli problem ze zlokalizowaniem zarówno miejsc zabytkowych
– poświęconych historycznym mniejszościom oraz ze wskazaniem więcej niż jednego
miejsca, gdzie natykają się na aktualnych „Obcych”. Podczas rozmowy, kiedy prowadząca podpowiadała takie miejsca i również działania związane czy nawiązujące do
którejś z grup – tradycyjnej czy nowej, przepytywani dopiero wtedy kiwali głowami
na znak potwierdzenia i przypominali sobie kolejne lokalizacje czy wydarzenia. Być
może traktują obecność wszelkich „Innych” – realnie istniejących tuż obok, jak i ślady
po przeszłych „Innych” – jako coś naturalnego, nad czym się nie zastanawiają. Być
może jest to dla nich oczywistość, lecz raczej obojętna, choć niestety w Łodzi mają
miejsce napady na czarnoskórych mieszkańców miasta, a także wyzywanie ortodoksyjnych Żydów, jeśli pojawią się w mieście poza obrębem Gminy; nie ma zaś
w żadnym lokalu wstępu wzbronionego dla którejś z grup narodowościowych czy
etnicznych, jak np. w Poznaniu i w Warszawie (co wiadomo z doniesień prasowych).
Odrębną kwestią – świadczącą o negatywnym wymiarze sąsiedztwa – pozostają
napisy na murach autorstwa kibiców drużyn ŁKS i RTS, wyzywające się wzajemnie
od „Żydów”, ponieważ słowo to w polskiej „gwarze” kibicowskiej jest obelgą.
Zatem stwierdzenie, co składa się na świadomość występowania różnych grup
obok siebie, jest dość trudne. Pojawia się więcej przesłanek wskazujących na negatywne skutki, jakie powstały na bazie świadomości, że „Inni” są obecni, nawet jeśli
żyją oni tylko w pamięci (coraz rzadziej) lub w wyobraźni (częściej, odnosi się to
zarówno do Żydów w Łodzi, jak i potomków Niemców).
Najsilniejsza jest trzecia płaszczyzna wielokulturowości, czyli działania firmowane
przez różne instytucje i władze, które z określonej wizji wielokulturowości tworzą
programy ideologiczne (zarazem wykorzystują do ich tworzenia rozmaite ideologie).
W skład tego nurtu wchodzą periodyki łódzkie – regularnie, z powodu różnych

106

INGA B. KUŹMA, JOANNA SADOWSKA

rocznic i okazji lub bez nich – podejmujące wątek łódzkich „Innych” historycznych.
Są to takie tytuły, jak „Kronika Miasta Łodzi”, „Tygiel. Miesięcznik Kulturalny” oraz
nowsze „Arterie”. Do tego grona opiniotwórczego, edukacyjnego, jak i kulturotwórczego, należałoby zaliczyć rozmaite fora społecznościowe i strony miłośników Łodzi,
także regularne bądź efemeryczne imprezy i wydarzenia podejmowane przez różne
organizacje non profit, w tym firmowane przez władze miasta, szczególnie „Festiwal Dialogu Czterech Kultur” (upadły w 2010 roku, obecnie jego spadkobiercą jest
„Festiwal Dialogu”). Należałoby wspomnieć też o Instytucie Tolerancji – propagatorze
Dnia Tolerancji, kiedy to mieszkańcy w zrywie społecznikowskim zamalowują napisy
rasistowskie na łódzkich murach. Dołącza do tej grupy jeden z młodszych tworów,
jakim jest Centrum Dialogu, które zgodnie z założeniami ma się skupiać nie tylko
na historycznych mniejszościach, ale integrować wszystkie grupy narodowościowe,
etniczne itp., jakie żyją współcześnie w mieście.
Główną treścią działań większości oficjalnych gremiów, jest podtrzymywanie
wyobrażenia mitu wielokulturowej społeczności, która jest i była ufundowana na dialogu i tolerancji. Te słowa bowiem przewijają się najczęściej w nazewnictwie różnych
instytucji czy imprez zajmujących się łódzkim tyglem kulturowym. Rzecz jasna, nie
wszystkim kulturom poświęca się tyle samo uwagi, być może na kolejne dopiero nadejdzie czas. Otwartą kwestią pozostaje, na czym powinien być ufundowany zwrot ku
łódzkiej przeszłości i pamięci. Z punktu widzenia naszych niedawnych doświadczeń
badawczych, niektóre pamięci i tożsamości (ponownie przywołując Kapralskiego), nie
doczekały się jeszcze swoich „szperaczy” lub działają oni zbyt dyskretnie (jak np. my).
Wydaje się nam jednak, że wspomniany zwrot – biorąc pod uwagę łódzki kontekst
– mógłby być mocniej ufundowany na zrównoważeniu głosów i empatii.
(NIE)OBECNOŚĆ7 ŁÓDZKICH NIEMCÓW W PRZESTRZENI ŁODZI

Niemcy są obecni w Łodzi od czasu jej przemysłowego rozkwitu, czyli od okresu
najwcześniejszego – rękodzielniczego, manufakturowego i późniejszego – Łodzi
fabrycznej i fabrykanckiej. Część tej społeczności z biegiem czasu zasymilowała się,
a ci, którzy zachowali swoją odrębność, wrośli w tkankę miasta. Jednak zachowanie
przez nich pamięci o dorobku ogólnołódzkim, jak i rodzinnym, jest często trudne.
Główną cezurą była II wojna światowa, ale konsensus wypracowany dzięki długiemu
współżyciu międzygrupowemu kruszył się wcześniej. Obraz zgodnego współistnienia na jednej przestrzeni wielu różnych grup, jaki przebija z mitu o wielokulturowej
Łodzi, nie jest realistyczny, a idealistyczny. W momentach napięć, szansę na przetrwanie miały wyłącznie dobre relacje osobiste. Napięcia polsko-żydowsko-niemieckie
pojawiły się w okresie Wielkiego Kryzysu, a po wydarzeniach z 1933 roku wzrosły
także nastroje nacjonalistyczne wśród Niemców, w tym niektórych łódzkich (uaktyw7
Nawiązanie do tytułu i koncepcji zaproponowanej przez koleżankę z ekipy badawczej, piszącej
o (nie)pamięci w przypadku łódzkich Niemców (Iwaszkiewicz 2010, s. 102–125).

ŁÓDZCY NIEMCY – FRAGMENT PEJZAŻU „ZIEMI OBIECANEJ”

107

niły się partie sprzyjające tej ideologii). W 1936 roku zarysował się rozłam w łódzkim
kościele ewangelicko-augsburskim, o czym wspomniano8.
Na niektórych osobach niemieckiego pochodzenia dziedzictwo przeszłości ciąży,
głównie dlatego, iż utożsamiono ich z nazistowskim agresorem9. Trudno powiedzieć
obecnie, na ile szczerze część z tamtych osób, także podpisując volkslistę, utożsamiała
się z ideologią nazistowską, a na ile zachowywała się tak ze względów koniunkturalnych10. Istnieją także dowody, iż niektóre łódzkie Niemki – zasymilowane i uważające się za Polki, w okresie okupacji hitlerowskiej przyjmowały volkslistę specjalnie,
współpracując już z podziemiem polskim i realizując tym samym zalecenie konspiracyjne, aby łatwiej móc pomagać i zdobywać informacje. Była to „idealna” przykrywka (na podstawie rozmów z kustoszkami Muzeum Tradycji Niepodległościowych w Łodzi11). Z drugiej strony, zaliczenie ich do grupy wrogiej, wynikało z polityki
władz powojennych wobec osób pochodzenia niemieckiego, które nie ewakuowały się
po zakończeniu działań wojennych. Przed wkroczeniem wojsk radzieckich do Łodzi,
z miasta zdążyli uciec przede wszystkim przybysze z Niemiec (Niemcy z Rzeszy, np.
urzędnicy czy koloniści), zaś łódzka społeczność niemiecka w większości została.
Część z nich wierzyła, że skoro nie splamili się niczym złym w czasie wojny, a żyją
w rodzinnym mieście od pokoleń – zdołają przetrwać, zostaną obronieni. Bywało
jednak różnie. Dorosłych prześladowano, rozstrzeliwano, gwałcono kobiety, dzieci
spotykało często poniżenie12; byli wyniszczani głodem i ciężką pracą za darmo, szukali jedzenia na śmietnikach.
Do zaostrzenia nastrojów przyczyniła się także zmiana ustawodawstwa polskiego z 1937 roku,
dotycząca utrzymania szkół powszechnych dla mniejszości niemieckiej – miały być one finansowane
tylko na terenach dawnego zaboru pruskiego, które mniejszość niemiecka zamieszkiwała przed 1 sierpnia
1914 roku. Przepis ten godził w szkolnictwo niemieckie na terenie Łodzi. Jak ocenia sytuację historyk
łódzki Krzysztof Woźniak, wrogość i niechęć panujące w stosunkach polsko-niemieckich, trwające w drugiej połowie Dwudziestolecia międzywojennego, były silniejsze niż w 1918 roku (Woźniak 2005, s. 11–19).
9
W czasie okupacji, wyszedł np. przepis, na podstawie którego zostali wciągnięci na listę rezerwową
Wermachtu, do którego ich powoływano (od 1942 roku), w tym dzieci volksdeutschów.
10
Wybory takie były podyktowane różnymi motywacjami: od względów asymilacyjnych, kontaktów
z innymi nacjami w mieście (co wcale nie jest oczywiste: większość łodzian żyła obok siebie, a nie ze
sobą), poprzez ich prywatne poglądy polityczne, wykształcenie, obraz świata, przywiązanie do łódzkiej
„małej ojczyzny” itp.
11
Muzeum Tradycji Niepodległościowych w Łodzi mieści się w gmachu, który był więzieniem
w okresie zaborów dla więźniów politycznych. Podczas II wojny światowej służył jako więzienie przejś­
ciowe dla kobiet. Przebywały tam, zanim wysłano je do obozów koncentracyjnych, innych więzień
czy wykonano na nich wyrok śmierci. Więzienie utrzymało swój profil także po zakończeniu wojny
– począwszy od 1945 roku osadzano w nim więźniarki polityczne. W udostępnianej na wystawie księdze
ewidencyjnej z przełomu lat 1944 i 1945, ostatni wpis z grudnia 1944 roku dokonany ręką hitlerowskiego
pracownika służby więziennej, jest oddzielony zaledwie kilkoma pustymi linijkami od kolejnego zapisu
– już po polsku, datowanego na drugą połowę stycznia bądź początek lutego 1945 roku, odnotowującego
nową więźniarkę (bazuję na własnej pamięci – I. K.). Jedno i drugie mieści się na tej samej stronie (Armia
Czerwona wkroczyła do Łodzi 17 stycznia 1945 roku).
12
Po wojnie obowiązywał zakaz zatrudniania Niemców, traktowani byli jako darmowa siła robocza,
np. przyjmowani byli do pomocy w gospodarstwach rolnych. Wówczas wiele zależało od charakteru
i podejścia Polaków, u których się znajdowali.
8

108

INGA B. KUŹMA, JOANNA SADOWSKA

Oto opis świąt Bożego Narodzenia po wojnie, jakim zapamiętała go jedna z rozmówczyń będąca wówczas kilkuletnim dzieckiem:
[...] Opowiem wam takie zdarzenie: było to przed Bożym Narodzeniem. Mieszkałyśmy na strychu.
Zimno było. Była tylko koza, taki piec. No i babcia chodziła do lasu [...] i zawsze nazbierała drzewa
i na plecach nosiła. Ja z babcią chodziłam, bo coś tam w torbie nosiłam i babcia układała, żeby
trochę tego drzewa na zimę było. Nieraz gajowy przyszedł, to tam gałąź grubszą porąbał, babci dał.
Siedziałyśmy, a dużo palić nie można było, bo dużo tego nie miałyśmy. Tak siedziałyśmy i babcia
mówi do mojej mamy: „Co my teraz zrobimy? Nie ma nic, ani mąki, ani cukru, ani chleba. No nic
nie ma. Co my zrobimy?”. Mama mówi: „To może ja pożyczę gdzieś”. Poszła do jednej ciotki, poszła
do drugiej. To niby wszystkie takie przybrane ciotki. No i ta dała trochę cukru, ta dała trochę tego,
no i siedzimy. Co to będzie? No i jest Wigilia, a tu nie ma nic! Nawet kawałka chleba nie ma. Okno
zamarznięte. [...] Zimno, siedzimy, czekamy. No i moja mama mówi: „Boże, jeżeli jesteś w niebie, to
pomóż. Mnie to już nie pomagaj, temu dziecku pomóż”. Babcia mówi: „A co ty się modlisz? Jakby
Bóg tak naprawdę nas kochał, to by nam takiej krzywdy nie zrobił”. Mama mówi: „Nie mów tak!
Może akurat ten Bóg jest”. No i siedzimy, ciemno się zrobiło od razu. A myśmy tych lokatorów, co
tam mieszkali, nie znały. Tylko gospodarza. Gospodyni też pochodziła z Niemców. Od razu ktoś puka
do drzwi. Babcia mówi: „O, Jezus”. Myśmy się ciągle bały. [...] babcia uchyliła drzwi i ręka się wsunęła – w papier, w tapetę owinięta paczka – ta ręka tak wsunęła tę paczkę. Babcia już chciała wyjrzeć, w korytarzu ciemno. Tylko powiedziała: „Dziękuję” i zamknęła te drzwi. I było pół chleba, było
jabłko, było parę cukiereczków, był kawałek słoniny, ale taki duży. To była taka słonina nie do topienia, tylko do krojenia. [...] Parę orzeszków i taki kawałeczek ciasta drożdżowego. Moja mama mówi:
„Widzisz?”. Od razu nie były obie głodne. Wszystko mnie dawały. One nie chciały. One nie głodne,
nie. I od razu żeśmy ten chleb podzieliły. Te bochenki takie duże, [...] to było na pierwsze święto i na
drugie. I to ciasto, ja też powiedziałam, że nie będę jadła, jeżeli one nie zjedzą [wywiad z 13.02.2010
– archiwum autorek].

Mężczyźni najczęściej nie wracali z wojny, a jeśli udało im się powrócić, w 1945 roku
byli wywożeni do ZSRR13. Część z nich powracała o ile przeżyła w tamtejszych warunkach, lecz wówczas znów byli wywożeni na tereny niemieckie. W 1947 roku osoby
pochodzenia niemieckiego zostały pozbawione obywatelstwa polskiego i rozpoczęła
się akcja wysiedleńcza. Na początku wysyłano grupy złożone z kobiet, starców i dzieci,
silniejszych zatrzymywano i przeznaczono do pracy. Pierwsze punkty zborne były na
Śląsku. Wywózki te trwały do końca lat 1950. Osoby zakwalifikowane do wysiedlenia
przechodziły między innymi przez obóz na Sikawie w Łodzi (dzielnica Stoki). Był on
jednym z trzech największych w Polsce centralnej – działał od 1945 roku14. Później,
jeśli osoby o korzeniach niemieckich zdecydowały się pozostać w kraju, ukrywały
swoje pochodzenie. Zdarzało się, iż zmieniały nazwiska czy imiona. Obawiano się
kolejnych upokorzeń, np. w książeczce zdrowia z tamtego powojennego okresu, należącej do jednej z kobiet, wbita jest pieczątka „Niemiec”:
13
Nakaz ten objął mężczyzn w wieku od 16 do 60 lat. Kierowano ich na Syberię do obozów lub do
katorżniczej pracy, np. w kopalniach (Budziarek 2005, s. 97–101).
14
Tam, na jedne z najgorszych prześladowań, narażone były głównie kobiety. Najmłodsi, urodzeni
przed wojną czy w czasie wojny, czasami nie znali języka polskiego, ich akulturacja polska przebiegała
w takich przypadkach dość boleśnie; kiedy matki odsiadywały karę więzienia w obozach pracy rozproszonych po Polsce, dzieci pozostawały z dalszą rodziną lub narażone były na poniewierkę.

ŁÓDZCY NIEMCY – FRAGMENT PEJZAŻU „ZIEMI OBIECANEJ”

109

Miałam legitymację ubezpieczeniową mamy z 48 roku, gdzie jest taka duża pieczątka Niemiec. Kiedy się
z tym poszło do lekarza, to od niego zależało czy przyjmie [...] jak był jakiś ludzki, to przyjął [wywiad
z 20.02.2010 – archiwum autorek].

Jest to uogólniony opis losów zbiorowych łódzkich Niemców w epoce powojennej.
Części z nich udało się uniknąć drastycznych przejść. Jednak negatywne przeżycia
ciążące na rodzicach – szczególnie matkach – rzutowały w latach późniejszych na ich
dzieci. Niektóre osoby podczas naszych spotkań badawczych, choć nie chciały opowiadać swojej biografii, sygnalizowały pewne fakty i przeżycia, które można określić
jako wpisujące się w syndrom stresu potraumatycznego. Trauma okresu powojennego
dotycząca stosunków międzyludzkich, odbijała się na pokoleniu najmłodszym, była
niejako „odziedziczona”15. Władze polskie przed 1989 rokiem odmawiały tej grupie
praw, jakie przysługują mniejszościom narodowym, co zaczęło zmieniać się dopiero
od przełomu ustrojowego. W 1991 roku Polska zawarła traktat z Niemcami o dobrym
sąsiedztwie i współpracy, wcześniej podpisano dokument międzypaństwowy gwarantujący osobom pochodzenia niemieckiego mieszkającym na terenie Polski prawo do
pielęgnowania ich tożsamości kulturowej. Jednakże zorganizowany ruch mniejszości
niemieckiej zaczął się już w okresie powojennym – w 1957 roku zostało założone
w Wałbrzychu najstarsze stowarzyszenie mniejszości niemieckiej: Niemieckie Towarzystwo Społeczno-Kulturalne.
Jego łódzki oddział podlega ogólnopolskiej organizacji z siedzibą w Opolu16
i powstał oficjalnie w 1992 roku17. Został założony z inicjatywy grupy, która zawiązała
się specjalnie w tym celu. Jak pisał Mieczysław Gumola (2005, s. 176–177), już około
1989 roku kilka osób, niezależnie od siebie, wysyłało listy do Ambasady niemieckiej
w Warszawie, iż warto byłoby zawiązać organizację, która skupiałaby mniejszość
niemiecką w naszym mieście. Opis działalności tej grupy został już opublikowany
w innym miejscu (Kuźma 2010, s. 93–101).
W obecnej siedzibie Towarzystwa (zabytkowy dom Traugotta Grohmanna) odbywają się dyżury, zebrania, spotkania, organizowane są spotkania świąteczne (z okazji
świąt Bożego Narodzenia i Wielkiej Nocy). Po umówieniu się telefonicznym czy
faksem, można ustalić termin zwiedzania zabytku. Towarzystwo dysponuje własną
biblioteczką, także salą wykładową, gdzie mogą odbywać się lekcje języka niemieckiego. Kursy języka dla członków, szczególnie najmłodszych, miały miejsce kilka lat
15
Mechanizm jest ten sam, jak w przypadku zjawiska dzieci Holocaustu, lecz żadnej z tych traum
nie porównujemy ani nie zrównujemy. Bycie ofiarą jest niezależne od nacji, albowiem i prawa stojące
za byciem katem są uniwersalne: bazują na pewnych prawidłowościach psychologicznych, nie narodowych. Więcej o traumie w różnych badawczych kontekstach: Orwid 2006; 2009; Lis-Turlejska 1998;
2003 online (http://www.psychologia.edu.pl); LaCapra 2009 (zwłaszcza rozdział pt. „Studia nad traumą
– jej krytycy i powikłane losy”).
16
Jest to Związek Niemieckich Stowarzyszeń Społeczno-Kulturalnych w Polsce. Ma on charakter
tzw. parasolowy: skupia prawie wszystkie organizacje mniejszości niemieckiej w Polsce (Popieliński
2001–2002, s. 93–121).
17
Począwszy od tego akapitu, kolejne informacje na temat Towarzystwa łódzkiego pochodzą głównie
z dokumentacji przechowywanej przez Wydział Spraw Społecznych Urzędu Miasta Łodzi – w Zespole
do spraw Współpracy z Organizacjami Pozarządowymi działającymi na terenie miasta.

110

INGA B. KUŹMA, JOANNA SADOWSKA

temu, obecnie owi najmłodsi wyrośli, stąd kursy zawieszono. NTKS prezentuje także
specjalną wystawę o historii osadnictwa niemieckiego na terenach Łodzi i okolic
(wystawę tę przywieźli do Łodzi swoim ziomkom Niemcy)18.
Działalność NTKS jest jednak ograniczona do niego samego. Wiadomości o nim
uzyskane zostały dzięki archiwum i bieżącej dokumentacji prowadzonej przez
Urząd Miasta Łodzi oraz dzięki powstałej w 1999 roku pracy magisterskiej, napisanej na etnologii (Jagiełło 1999). Nieco wiadomości uzyskałyśmy dzięki artykułowi
Mieczysława Gumoli w „Kronice Miasta Łodzi”(2005, s. 176–177). Trudno powiedzieć obecnie, z jakiego powodu należą do Towarzystwa dzisiejsi członkowie i jaki
mają stosunek do swojego narodowego dziedzictwa. Towarzystwo ustami swojej
przewodniczącej, nie zgodziło się bowiem na badania, odmówiło formalnego i nieformalnego kontaktu. Spośród jego aktualnych najaktywniejszych członków, udało
się spotkać praktycznie wyłącznie z przewodniczącą oraz nawiązać kontakt z jeszcze
jedną osobą, starającą się nam pomóc w dotarciu do innych, lecz ci nie zgodzili się
na udział w badaniu. Przewodnicząca zaś, w sposób dosłowny wypełnia decyzję podjętą przez Towarzystwo przed laty, by jednoosobowo reprezentować je na zewnątrz.
Kolejne osoby, poznane w odmiennych okolicznościach, a mające kiedyś kontakt
z NTKS, deklarowały, że choć uczestniczyły dawniej w jego spotkaniach, od pewnego
czasu nie angażują się w tę wspólnotę. Miały na to z pewnością wpływ także sprawy
wewnętrzne organizacji, najczęściej dotyczące wzajemnych stosunków. W przywołanym artykule Gumola pisze wprost, iż kontrowersje dotyczyły sposobu zarządzania
Towarzystwem. Mimo statutu, który wspomina o współpracy z rozmaitymi instytucjami (także polskimi), jak i o organizacji imprez popularyzatorskich o charakterze
masowym, nie ma żadnych śladów czy dowodów, iż Towarzystwo jest i było znane
na szerszym forum miasta. Świadczy o tym choćby brak notatek w prasie lokalnej
na temat jego działań. Z inicjatywami dotyczącymi popularyzacji wiedzy na temat
życia Niemców w czasach łódzkiej prosperity, a także odsłaniającymi kulisy stosunków polsko-niemieckich przed i po wojnie (jak Sikawa i prześladowania), występują
inne osoby i grupy, jak np. dziennikarze łódzcy, przewodnicy czy stowarzyszenia
zajmujące się historią lokalną. Nie zajmuje się tym Towarzystwo, dysponując nie tylko
pamięcią o historii swoich przodków, lecz także jednym z ważniejszych dla historii
Łodzi i tutejszych Niemców obiektem, jak dom Grohmannów.
Badania tej organizacji polegały na rejestrowaniu przez nas braków w danych
i znaków zapytania o stan dzisiejszy grupy, nie przypominały standartowych badań
zwieńczonych powodzeniem, tj. zgromadzeniem pozytywnej wiedzy.
Niemcy łódzcy, a dokładniej – kobiety pochodzenia niemieckiego – stały się podmiotem zainteresowania twórczyń projektu polsko-niemieckiego „Moja saska, moja polska siostra”. Był on realizowany we współpracy ze Stowarzyszeniem Edukacyjno-Kulturalnym „Venae Artis” przez widzewski Dom
Kultury „502” (w ramach roku polsko-niemieckiego 2005/2006). Projekt ów sfinansowało Ministerstwo
Spraw Zagranicznych Rzeczpospolitej Polskiej. Projekt mógł zaistnieć w szerszej świadomości odbiorców,
dzięki wystawie fotograficznej, a głównie dzięki filmowi o łodziankach z niemieckimi korzeniami.
W filmie tym pojawiły się też osoby w różny sposób zaangażowane w życie obecnej, małej społeczności
łódzkich Niemców.
18

ŁÓDZCY NIEMCY – FRAGMENT PEJZAŻU „ZIEMI OBIECANEJ”

111

O decyzji odmownej członków Towarzystwa, by nawiązać z nami kontakt, poinformowała nas przewodnicząca. Motywy nie zostały podane, chociaż jednym z nich
(prawdopodobnym, jak się wydaje) była pamięć o napięciach z okresu powojennego
aż do współczesności, kiedy stosunki między ludnością pochodzenia polskiego a niemieckiego nie były pokojowe, a do dziś są obarczone uprzedzeniami i lękami. Być
może zatem na niechęć do opowiadania o sprawach wewnętrznych Towarzystwa ma
wpływ pragnienie pozostania w spokoju, rozwijania swojej działalności w zaciszu
siedziby, we własnym gronie, bez poczucia wystawienia na obserwację.
Trudno przy tym skonstatować, na ile jest to grupa z demograficznym potencjałem, jako że starszych łódzkich Niemców, z którymi weszłyśmy w kontakt, ale gdzie
indziej, jest coraz mniej. Młodszych, ewentualnie pielęgnujących pamięć o swojej
przeszłości, nie poznałyśmy (oprócz jednej osoby).
NTKS deklaruje w swoich celach dbanie o dorobek całej lokalnej mniejszości
niemieckiej. Na terenie Łodzi istnieje jednak również inna grupa – jest to niemiecko­
języczne koło biblijne działające w parafii ewangelicko-augsburskiej przy kościele
pod wezwaniem św. Mateusza w Łodzi.
Koło skupia osoby pochodzenia niemieckiego, których rodzinnym kościołem był
właśnie ten kościół i to wyznanie. Trzeba zaznaczyć, że mniejszość niemiecka w Łodzi
była zróżnicowana wyznaniowo – oprócz ewangelików wchodzili do niej też katolicy.
Poza tym, ewangelikami byli i są ludzie, którzy nie mają korzeni niemieckich, zatem
utożsamienie kościoła ewangelicko-augsburskiego w Łodzi wyłącznie z mniejszoś­
cią niemiecką, byłoby zafałszowaniem zarazem historii tego kościoła w mieście, jak
i lokalnej historii Niemców łódzkich.
Grupa należąca do niemieckojęzycznego koła biblijnego zna język niemiecki
z domu – był to ich język domowy: Muttersprache (czy jak w przywołanej wcześniej
wypowiedzi jednej z rozmówczyń – być może w odmianie „Lodz Deutsche” – Mutter­
spreche). Określenie „język matczyny” nabiera głębszego sensu, jeśli przypomnimy
sobie koleje późno-wojenne i powojenne domów niemieckich w Łodzi, gdzie ostoją
rodziny była niemal wyłącznie matka i babka. Język niemiecki dla tej grupy jest mową
matki i językiem religii, językiem domowym i dzieciństwa – brutalnie przerwanego.
Posługiwanie się nim było tępione. Badani wspominali, że w szkole dzieci polskie
donosiły na nich nauczycielom, że mówią po niemiecku, co było piętnowane i zabraniane19. Podobnie jak w okresie tuż powojennym tępiono wszelkie ślady niemieckości
w Łodzi, nawet wyrastające z dziedzictwa lokalnego. Próbowano zdeprecjonować
używanie zwyczajowych nazw – choć przyrosły do różnych miejsc w Łodzi – jeśli
tylko ich brzmienie kojarzyło się z niemczyzną lub miały źródłosłów niemiecki (np.
potoczna łódzka nazwa Parku Źródliska powszechna przed wojną, to „Kwela”, od
niemieckiego „quell” – „źródło”). Wiązało się to z powszechniejszymi nastrojami
Jedna z rozmówczyń wspominała jednak: „Do czwartej klasy mieliśmy taką fajną panią, która
pochodziła z Wilna, więc do dzieci niemieckich inaczej podchodziła, może ją też stamtąd wypędzono
[...]. Tu wypędzeni, tam wypędzeni i to tak historia się powtarza” [wywiad z 20.02.2010 – archiwum autorek].
19

112

INGA B. KUŹMA, JOANNA SADOWSKA

powojennymi zacierania śladów po Niemcach. Badani pamiętali zatem jeszcze język
niemiecki, a podtrzymaniu jego znajomości pomaga, między innymi, pielęgnowanie
go w życiu religijnym na spotkaniach koła.
Jednak nie mogłyśmy uczestniczyć w spotkaniach koła – jego członkowie nie
zgodzili się. Uznali, że będą się zbyt krępować, aby czytać teksty religijne po niemiecku przy obcych słuchaczach, wstydząc się również swojej niemczyzny. Niektórzy
dbają o dodatkowy kontakt z językiem poprzez telewizję, prasę, lektury, także dzięki
podróżom do Niemiec, do rodziny.
Niemieckojęzyczne koło biblijne jest nieliczne – liczy około 15 osób, których wiek
można oszacować na 60–70 lat i ponad 80 lat. Na spotkaniach modlą się, odczytują fragmenty Pisma Świętego, śpiewają pieśni religijne – wszystko po niemiecku.
Spotkania odbywają się mniej więcej dwa razy w miesiącu. Przybywają na nie także
ewangelicy o korzeniach niemieckich z miejscowości podłódzkich. Opiekę duchowną
i duchową sprawują nad nimi księża z parafii, którzy asystują i prowadzą owe religijne
spotkania (oczywiście warunkiem jest, by znali język).
Grupa ta zawiązała się w tym samym niemal czasie, kiedy NTKS formalizowało
swoje początki, tj. na początku lat 1990. Początkowo spotykali się w mieszkaniu
prywatnym w centrum Łodzi, które należało do inicjatorki religijnych spotkań (nie
żyje od kilku lat). W pierwszym okresie działalności przychodziło tylko kilka osób.
Potem, stopniowo jedni przyciągali kolejnych chętnych i zainteresowanych. Spotkania odbywały się raz w tygodniu. Raz do roku ich inicjatorka starała się organizować
duże spotkanie i zapraszała wówczas na nie osoby z miejscowości pod Łodzią. W tym
samym czasie, przewodnicząca NTKS zapraszała seniorki z Koła na swoje spotkania.
Zatem oba te kręgi funkcjonowały równorzędnie i w pewien sposób dopełniały się,
jako że NTKS nie było i nie jest organizacją religijną.
Po śmierci założycielki Koła, grupa rozpierzchła się. Sytuacja taka trwała do
momentu, kiedy do Łodzi przyjechali Niemcy znani lokalnej społeczności i dowiedzieli się o zamierających spotkaniach religijnych. Namówili jedną z kobiet, by przejęła sprawy w swoje ręce, a o pomoc zwróciła się do lokalnego kościoła ewangelicko-augsburskiego (do którego należy). Tak uczyniła, zaś ówczesny biskup Kościoła
– śp. bp. Cieślar – zgodził się na użyczenie im schronienia i miejsca na terenie parafii.
Jednocześnie przestrzegał (np. w rozmowie z nami podczas badań), by nie identyfikować na podstawie tego faktu całego Kościoła z jakąś jedną grupą narodowościową,
dokładniej: niemiecką.
Jak widać po tej ogólnej charakterystyce, obraz życia wspólnotowego osób pochodzenia niemieckiego w Łodzi, jest skromny. Uderza nieobecność ludzi młodych.
Najmocniejsze więzy łączą osoby należące do koła biblijnego. Po badaniach można
z całkowitą pewnością to stwierdzić, albowiem o charakterze i sile więzi członków Towarzystwa nie mamy żadnej wiedzy. Koło jest zatem dla jego uczestników,
w pewnym sensie, domem. Łączą ich przeszłe koleje losu, wyznanie i język. Osoby
tworzące koło znalazły tam bezpieczną enklawę, by pamiętać o swoim dziedzictwie
(w sensie pozytywnym), a pielęgnowana tam pamięć ma charakter prywatny, rodzinny,
a wręcz intymny.

ŁÓDZCY NIEMCY – FRAGMENT PEJZAŻU „ZIEMI OBIECANEJ”

113

CZY (I JAK) ŁÓDZKA MNIEJSZOŚĆ NIEMIECKA JEST OBECNA
W ŚWIADOMOŚCI MIESZKAŃCÓW MIASTA?

Opisany we wstępie projekt konkursowy obejmował również badania mające na
celu stwierdzenie na ile żyjące w Łodzi lokalne społeczności mniejszościowe funkcjonują w świadomości mieszkańców miasta.
Jako, że artykuł nasz poświęcony jest wyłącznie tematyce dotyczącej mniejszości
niemieckiej, niniejsza jego część stanowi opis opinii i stanu wiedzy łodzian o życiu
i funkcjonowaniu w mieście członków tej społeczności, a także ukazuje na ile współczesny wizerunek mniejszości jest przesiąknięty stereotypowymi wyobrażeniami
o Niemcach zakorzenionymi w Polsce.
W czasie prowadzonych badań docelową grupę badawczą stanowili rodowici
łodzianie urodzeni pomiędzy 1945 a 1960 rokiem, nadal mieszkający na terenie
miasta. Tak ustawione widełki wieku pozwoliły wyodrębnić grupę osób urodzonych
już w badanym okresie, a jednocześnie na tyle wcześnie, by pamiętać czasy PRL-u
i umieć skonfrontować je z obecną sytuacją mniejszości w mieście.
Specjalnie na potrzeby tych badań została opracowana ankieta zawierająca
12 pytań otwartych umożliwiających poznanie opinii badanych na powyższy temat20.
Formuła pytania otwartego pozwoliła na swobodne wyrażanie przez nich myśli i formułowanie osobistych sądów dotyczących omawianych kwestii.
Rozdanych zostało sto ankiet, z czego wypełnionych powróciło osiemdziesiąt.
Pięćdziesiąt z nich wypełniły kobiety, a trzydzieści mężczyźni. Badani legitymują się
różnym stopniem wykształcenia od podstawowego (trzy osoby) poprzez zawodowe
(dziewięć osób), średnie (37 osób) i wyższe (31 osób). Wszyscy mieszkają w Łodzi,
w różnych dzielnicach miasta.
Dodatkowo rozdano jeszcze ankiety najmłodszej, dorosłej w momencie badania,
grupie rodowitych łodzian, którą stanowiły osoby z roczników 1989–1990.
Ich opinie w zderzeniu z wypowiedziami głównej grupy badanych, pozwoliły
na uchwycenie ewentualnych różnic pokoleniowych w zapatrywaniu się na kwestię
mniejszości niemieckiej na terenie Łodzi. Z pięćdziesięciu ankiet dostosowanych
dla młodszej grupy badanych, wypełnionych powróciło 46. Wypełniło je 27 kobiet
i 19 mężczyzn. Podobnie jak w głównej badanej grupie są to osoby o różnym stopniu
wykształcenia począwszy od podstawowego (pięć osób), poprzez zawodowe (cztery
osoby) i średnie (32 osoby) a skończywszy na osobach posiadających aktualnie status
studenta (w taki sposób zdefiniowało swoje wykształcenie pięć osób). Ankietowani,
tak jak w przypadku głównej grupy, zamieszkują różne dzielnice Łodzi.
Podstawową kwestią, niezbędną do opracowania poszczególnych zagadnień dających wyobrażenie o stanie wiedzy badanych łodzian na temat mniejszości niemieckiej, było ustalenie źródeł tej wiedzy.
Ankiety cytowane w pracy znajdują się w archiwum Instytutu Etnologii i Antropologii Kulturowej
UŁ. Oznakowanie [ankieta 45/60...] odnosi się do najstarszej wiekowo grupy badanych; oznaczenie
[ankieta 89/90...] – to ankiety wypełnione przez łódzką młodzież, zaś [ankieta LO...], odnosi się do tych,
które wypełniali uczniowie VIII LO.
20

114

INGA B. KUŹMA, JOANNA SADOWSKA

Na pytanie skąd czerpią informacje o Niemcach żyjących obecnie w Łodzi ankietowani z głównej grupy badawczej powoływali się na:
– wiadomości z szeroko rozumianych środków masowego przekazu typu: „prasa,
radio, telewizja” [ankieta 45/60/13], „Telewizja Łódź, internet” [ankieta 45/60/48],
„film...” [ankieta 45/60/28], „...czasopisma...” [ankieta 45/60/41], „...imprezy
kulturalne pokazywane w mediach” [ankieta 45/60/77],
– wiedzę książkową: „literatura” [ankieta 45/60/29], „literatura historyczna”
[ankieta 45/60/25], „książki” [ankieta 45/60/45], „przewodniki turystyczne doty­czące naszego miasta” [ankieta 45/60/34],
– przekaz międzypokoleniowy: „...opowiadania rodziców” [ankieta 45/60/72],
„przekazy rodzinne...” [ankieta 45/60/38],
– doświadczenia osobiste: „kontakty sąsiedzkie, wiedza z otoczenia” [ankieta
45/60/80], „kontakty bezpośrednie” [ankieta 45/60/69], „...kontakty osobiste”
[ankieta 45/60/36].
Wielu ankietowanych (16 osób) w ogóle nie udzieliło odpowiedzi na to pytanie bądź wręcz deklarowało „brak informacji” [np. ankieta 45/60/31] na omawiany
temat. „Nie interesuje mnie ten temat” [ankieta 45/60/15], „nie mam wiedzy” [ankieta
45/60/74], „nie interesuję się tą grupą. Nie znam żadnego Niemca” [ankieta 45/60/32]
to wielokrotnie powtarzające się odpowiedzi.
Inaczej ułożyły się wypowiedzi badanych z grupy wiekowej 1989–1990. Tutaj
jednym z głównych źródeł wiedzy, na które powołują się ankietowani jest „edukacja w szkole” [ankieta 89/90/5], „lekcje niemieckiego w liceum” [ankieta 89/90/6],
„historia w szkole” [ankieta 89/90/35], „podręczniki szkolne” [ankieta 89/90/43],
czyli ogólnie „wiedza szkolna” [ankieta 89/90/31]. Świadczy to niewątpliwie o zmianach, jakie zaszły w systemie edukacji, ale niestety – co będzie widoczne w dalszej
części artykułu – nie przekłada się na zwiększenie wiedzy młodych łodzian o obecnie
funkcjonujących na terenie miasta mniejszościach narodowych, w tym niemieckiej.
Inne pojawiające się tu źródła wiedzy to:
– szeroko rozumiane „media” [ankieta 89/90/12], wśród których króluje oczy­
wiś­cie „internet” [ankieta 89/90/2] oraz „telewizja i prasa” [ankieta 89/90/6].
– „filmy i książki” [ankieta 89/90/45] w tym te „...związane z II wojną światową”
[ankieta 89/90/30]
– wiedza zaczerpnięta z przekazu międzypokoleniowego – „wiedza rodziców”
[ankieta 89/90/44]
– „...znajomości z osobami pochodzenia niemieckiego” [ankieta 89/90/42].
Pierwszym poruszonym w ankiecie problemem dotyczącym bezpośrednio wiedzy
badanych o mniejszości niemieckiej w Łodzi, jest sprawa liczebności Niemców mieszkających obecnie w mieście. Kwestia ta okazała się sprawą bardzo trudną, i to zarówno
dla starszych, jak i młodszych ankietowanych, a ich stanowiska niezwykle rozbieżne.
W grupie wiekowej 1945–1960 najczęściej, bo aż 29 razy, padała odpowiedź „nie
wiem” [ankieta 45/60/1] lub „nie mam pojęcia” [ankieta 45/60/6]. Pozostałe odpowiedzi znacząco różnią się w ocenach, a proponowana liczebność Niemców oscyluje
od pięćdziesięciu osób [ankieta 45/60/51] po pięćdziesiąt tysięcy [ankieta 45/50/71].

ŁÓDZCY NIEMCY – FRAGMENT PEJZAŻU „ZIEMI OBIECANEJ”

115

Jeśli chodzi o ankietowaną młodzież, odpowiedź „nie wiem” [ankieta 89/90/12]
padła tu tylko trzykrotnie, ale pozostałe propozycje też w większości znacznie rozmijają się ze stanem faktycznym, bowiem najczęściej szacowano liczbę Niemców
na „kilkuset” [ankieta 89/90/26] i „kilka tysięcy” [ankieta 89/90/29] aż po liczbę
„dziesięć tysięcy”, która padła czterokrotnie.
Liczby proponowane przez ankietowanych są tak różnorodne, że nie sposób tu
mówić o jakiejkolwiek prawidłowości. Przy czym badani nie powołują się na żadne
konkretne fakty, mogące uwiarygodnić posiadaną przez nich wiedzę, jest więc to
raczej oszacowanie czysto subiektywne.
Jedną z podstawowych dla prowadzonych badań kwestii, było dokonanie przez
ankietowanych oceny funkcjonowania mniejszości niemieckiej w Łodzi w czasach
Polski Ludowej i współcześnie, czyli po transformacji systemowej w 1989 roku. „Załamanie się ustroju politycznego PRL, a także przejęcie władzy przez opozycję [...] stworzyły sprzyjające warunki do generalnej modyfikacji polskiej polityki mniejszościowej.
Władze polskie definitywnie zrezygnowały wtedy z polityki asymilacji, stworzyły
ludności niepolskiej w granicach obowiązującego prawa możliwości kultywowania
swoich odrębności narodowych” (Chałupczak 1998, s. 288). Wszystko to spowodowało, że dość wyraźnie widać różnicę w sytuacji mniejszości w tych dwóch okresach.
Wielu ankietowanych z podstawowej, starszej grupy badawczej, nie miało jednak
jasno sprecyzowanego sądu na ten temat. Na pytanie czy sytuacja badanej grupy
zmieniła się po 1989 roku, odpowiadali oni „nie wiem” [45/60/73], „nie jestem
zorientowana” [ankieta 45/60/30], „nie umiem powiedzieć. Nie spotkałam się z ludnością niemiecką w Łodzi. Nic nie wiem na ten temat” [ankieta 45/60/70]. Tego typu
odpowiedzi było w sumie 24.
Znaczna część pozostałych odpowiedzi to przypadki, kiedy informatorzy twierdzą
po prostu, że sytuacja raczej się zmieniła, ponieważ:
czasy wojny zostały włożone głęboko do szuflady. Niemcy zrobili bardzo dużo w tej kwestii. Potrzebne
było uderzenie się w piersi, wyznanie win i czynienie dobra [ankieta 45/60/45].

lecz nie podają żadnych przykładów tych zmian [ankieta 45/60/54]. Bądź odwrotnie
– uważają, że się nie zmieniła, lecz także nie mają żadnych wiadomości na potwierdzenie tej tezy [ankieta 45/60/18]. Czasem nie wiadomo nawet czy nastąpiły zmiany
na lepsze czy wręcz przeciwnie [ankieta 45/60/29].
Jedynie w 17 ankietach znaleźć można bardziej rozbudowane wypowiedzi oceniające sytuację badanej grupy w obu okresach. Z wypowiedzi tych wynika, iż zdaniem ankietowanych, w okresie Polski Ludowej Niemcy byli „przedmiotem walki
ideologicznej i politycznej” [ankieta 1945/60/42] a „...propaganda straszyła wciąż
wizerunkiem rewizjonistów niemieckich i neonazistów” [ankieta 45/60/24], zaś
„niektóre środowiska wmawiały nam, że RFN będzie chciało wyregulować granicę”
[ankieta 45/60/9]. W ocenie tych badanych, na wizerunku Niemców zdecydowanie
negatywnie odbiły się kwestie związane z II wojną światową:
[...] część mniejszości niemieckiej w okresie wojny stanęła po stronie wojsk niemieckich, inwazyjnych
nazistów, tworząc liczne organizacje dywersyjne i bojowe. Mniejszość niemiecka dokonywała masowych

116

INGA B. KUŹMA, JOANNA SADOWSKA

mordów na Polakach [...] Między innymi z tych powodów mój stosunek do Niemców mieszkających
w Polsce jest obojętny, wręcz negatywny [ankieta 45/60/63].

Sytuacja po przemianach ustrojowych przyniosła zaś według nich:
[...] zmiany w stosunkach polsko-niemieckich na początku lat 1990. kiedy to [...] ujawniły się aspiracje
i dążenia ludności przyznającej się do niemieckiego pochodzenia i niemieckiej narodowości [ankieta
45/60/63].

Zmiany te polegały na:
– przyznaniu Niemcom statutu mniejszości narodowej: „w czasach PRL-u nie
dostrzegano wcale żadnej mniejszości [...] obecnie mniejszość niemiecka została
oficjalnie uznana, ma nawet swoich przedstawicieli w Sejmie RP” [ankieta
45/60/24],
– złagodzeniu wizerunku Niemca widzianego poprzez tragedię wojny: w okresie
Polski Ludowej „wszyscy pamiętali II wojnę światową i Niemiec zawsze kojarzył
się z wojną. Teraz jest – chyba lepiej” [ankieta 45/60/6],
– nowej sytuacji gospodarczej: w czasach Polski Ludowej Niemców „nie lubiano za
bogactwo i gospodarność. Dziś cenieni są za dobre zarządzanie, mądrą gospodarkę i oszczędność” [ankieta 45/60/77], „wygrali kilka procesów o odzyskanie
swoich majątków. Mają pieniądze, które tu inwestują” [ankieta 45/60/49], „pracują u nas, mają swoje biznesy” [ankieta 45/60/66].
Co zaś się tyczy wypowiedzi młodszej z badanych grup na powyższy temat, dominowała postawa niewiedzy o sytuacji mniejszości niemieckiej w Łodzi, zarówno
z okresu Polski Ludowej, jak i po przemianach ustrojowych.
Na pytanie o ewentualne zmiany, jakie mogłyby dotyczyć tej mniejszości i czy
w ogóle takie zaszły, większość ankietowanych nie potrafiła udzielić odpowiedzi
(standardowa była tu odpowiedź „nie wiem”, np. ankieta 89/90/4). Tylko dziesięć
osób odpowiedziało, że zmiany zaszły i były to zmiany na lepsze w stosunku do
sytuacji powojennej, kiedy to: „władza ludowa prześladowała ich jako element
groźny dla Polaków, ludzi, którzy wywołali wojnę” [ankieta 89/90/11], „tuż po wojnie ludzie ich nienawidzili” [ankieta 89/90/33], „nie byli zbyt lubiani i tolerowani”
[ankieta 89/90/37]. Jeden z ankietowanych wyraził pogląd, że „Niemcy w PRL byli
faworyzowani” a obecnie „nie wyróżniają się” [ankieta 89/90/25], jeden stwierdził,
iż w PRL-u „Niemcy wywyższali się nad Polakami i nie lubili ich. A teraz Niemcy
i Polacy są równi” [ankieta 89/9046], a inny lepszą sytuację Niemców w czasach
przed 1989 rokiem motywował dobrymi kontaktami PRL i NRD [ankieta 89/90/45].
Poza tymi trzema wypowiedziami reszta ankietowanych, która wyraziła jakiś
pogląd na tę sprawę, była zdania, że współcześnie sytuacja mniejszości niemieckiej
uległa poprawie „tak jak i innych mieszkańców Łodzi” [ankieta 89/90/28] oraz że
„teraz próbujemy dojść do porozumienia” [ankieta 89/90/33], że panuje „większa
tolerancja” [ankieta 89/90/30], a „starsze pokolenie nie ma takich uprzedzeń co kiedyś” [ankieta 89/90/39]. Nie podawano jednak żadnych konkretnych przykładów
poprawy sytuacji tej mniejszości poza ogólnikami, typu: „współcześnie Niemcy nie
są prześladowani w żaden sposób” [ankieta 89/90/10].

ŁÓDZCY NIEMCY – FRAGMENT PEJZAŻU „ZIEMI OBIECANEJ”

117

Kolejnym poruszonym w ankiecie zagadnieniem jest kwestia wyróżniania się
omawianej mniejszości na tle innych łodzian.
Wśród przedstawicieli starszej grupy badawczej zdecydowanie przeważa opinia, że Niemcy jako mniejszość narodowa niczym się nie wyróżniają. W ten sposób
ujęło sprawę aż 73 z 80 badanych (!). Pozostałych siedmiu postarało się wymienić pewne cechy obrazujące, w ich mniemaniu, Niemców i choć „różnice są trudne
do uchwycenia” – to jednak Niemcy wyróżniają się „lepszą, bardziej racjonalną,
organizacją pracy, unikaniem egzaltacji i wymuszoną konsekwencją działania”
[ankieta 45/60/22]. Jako cechy wyróżniające członków tej mniejszości wymieniane są również:
– posługiwanie się innym językiem [ankiety 45/60/55 i 59],
– „punktualność, przestrzeganie czasu i terminów. Niemcy nie lubią specjalnie
bliskości, utrzymują dystans na wyciągnięcie ręki [...], uważani są za pracowitych, ceniących prestiż i bogactwo, są ambitni i dokładni” [ankieta 45/60/63],
– głośne zachowanie: „może też zachowują się nieco głośniej, ale to nie reguła”
[ankieta 45/60/70],
– cechy charakteru: „są oszczędni i skryci” [ankieta 45/60/77].
W wypowiedziach tych wyraźnie widać nawiązania do stereotypowego obrazu
Niemca dobrze zorganizowanego i dobrze zarabiającego, postrzeganego „poprzez [...]
rzeczywistą bądź rzekomą skłonność do porządku” (Żyliński 2003, s. 334).
Ankietowana młodzież prawie w stu procentach uznała, iż Niemcy niczym się nie
wyróżniają. Wyjątek stanowią tu jedynie dwie wypowiedzi. Jeden z ankietowanych
stwierdził, że Niemcy wyróżniają się „twardym akcentem” [ankieta 89/90/15] a drugi,
iż wyróżniają ich „lepsze samochody” [ankieta 89/90/25].
Przechodząc do omówienia kwestii stosunków między łodzianami a mniejszością
niemiecką funkcjonującą na terenie miasta, należy omówić teraz opinię badanych
na temat ewentualnych postaw antyniemieckich demonstrowanych w Łodzi i scharakteryzować ich przyczynę.
Osiemnastu spośród ankietowanych ze starszej grupy wiekowej stwierdziło, że
łodzianie mają antyniemieckie uprzedzenia wywoływane przez „pamięć o wojnie
i zabijaniu” [ankieta 45/60/68] i:
[...] wspomnienia związane z czasem wojny i okupacji niemieckiej – kiedy to – Niemcy wyrządzili bardzo wiele okrutnych krzywd, które trudno zapomnieć a są one utrwalane przez opowieści rodzinne jak
np. pobili moją mamę lub zamordowali jej brata, wszystkie historie słyszane od ludzi, którzy przeżyli
wojnę ukazują ten naród jako bezmyślnych psychopatów. Do tego obrazu dołącza również znaczna
większość filmologii światowej co ciągle przypomina taki wizerunek [...] [ankieta 45/60/27].

Tego typu stanowisko przypisywane jest raczej osobom starszym, które
mają wiele powodów do uprzedzeń a są to głównie wojna, tragedia i krzywdy i w ogóle, a poza tym
Niemcy przed wojną to była klasa posiadająca a więc niekoniecznie kochana [ankieta 45/60/22],

ale siła przekazu międzypokoleniowego utrwala czasem obraz „Niemiec = nazista”
[ankieta 45/60/24] także i w młodszym pokoleniu.

118

INGA B. KUŹMA, JOANNA SADOWSKA

Wiele spośród zjawisk współczesności, wywiera jednak – zdaniem ankietowanych – bardzo korzystny wpływ na poprawę wizerunku tej mniejszości. Nastąpiło
„pojednanie Polsko-Niemieckie” [ankieta 45/60/78], Niemcy „obecnie kojarzą się
z dobrobytem” [ankieta 45/60/76], powstają „polsko-niemieckie firmy” [ankieta
45/60/51], „mamy wspólnego Papieża” [ankieta 45/60/49] i panuje „tolerancja”
[ankieta 45/60/66]. Ten obraz wyłania się z największej liczby, bo aż z 47, odpowiedzi.
Osoby te uważają, iż łodzianie nie mają antyniemieckich uprzedzeń, bo „Niemcy
byli w Łodzi od zawsze” [ankieta 45/60/69], a w chwili obecnej „jest ich mało. Niczym
się nie wyróżniają. Są zasymilowani” [ankieta 45/60/34].
Pozostali ankietowani nie mają jasno wyrobionego poglądu na tę sprawę, ponieważ „mniejszość niemiecka w Łodzi jest słabo widoczna i nie może wzbudzać ani
sympatii ani antypatii” [ankieta 45/60/63].
Wypowiedzi badanej młodzieży wahają się pomiędzy postrzeganiem łodzian jako
nie mających uprzedzeń antyniemieckich, ponieważ „nie spotkałam się ze złym traktowaniem Niemców przez łodzian” [ankieta 89/90/4], „nie zauważyłem takich zachowań” [ankieta 89/90/30], a sądem, że jak najbardziej tak, na co wpływ ma w dalszym
ciągu „uraza po II wojnie światowej” [ankieta 89/90/6]. Nieznacznie przeważają tu
wypowiedzi twierdzące, które źródeł antyniemieckiego nastawienia łodzian dopatrują
właśnie w „uwarunkowaniach historycznych” [ankieta 89/90/42], „wspólnej historii
obu państw” [ankieta 89/90/44], a przede wszystkim w „wydarzeniach, które miały
miejsce podczas wojny” [ankieta 89/90/16]. To właśnie II wojna światowa podawana
jest jako główna przyczyna niechęci do Niemców, przy czym zaznaczyć należy, iż większość ankietowanych szczególnie niechętne Niemcom postawy przypisuje starszemu
pokoleniu. Antyniemieccy są „głównie ludzie starsi pamiętający obozy niemieckiej
zagłady” [ankieta 89/90/24] i „wydarzenia z II wojny światowej” [ankieta 89/90/23].
Niestety „pokolenia wojenne wpajają następnym pokoleniom swoje spojrzenie na
narodowość niemiecką” [ankieta 89/90/21], co nieraz owocuje złym nastawieniem
do tej grupy i wśród młodszego pokolenia a niechęć do Niemców „wyrażana jest
w normalnych rozmowach” [ankieta 89/90/13], którą opisuje jedna z ankietowanych:
np. taka sytuacja: po wypadku smoleńskim byłam w sklepie i jakaś pani dyskutowała z inną panią,
że to na pewna wszystko wina Donalda Tuska, bo on ma niemieckie korzenie i wystarczy spojrzeć
w oczy [ankieta 89/90/2].

Dalej ankietowani pytani byli o osobisty stosunek do łódzkiej społeczności niemieckiej. W starszej grupie badanych, kilkukrotnie padły bardzo rozbudowane odpowiedzi zawierające refleksje na temat Niemców. Wyrażane są w nich sądy dwojakiego
rodzaju i wyróżnić można:
– stanowisko niechętne:
Jeśli chodzi o całość grupy niemieckiej nie przepadam za nimi. Jednostek nie znam więc odwołań
osobistych nie mam. Niechęć wynika z opowiadań dziadków i rodziców o wojnie [ankieta 45/60/68];
Po zastanowieniu się w skali od 1 do 10, 1 – niechęć, 10 – sympatia, to mój stosunek do Niemców to
około 3 – tylko dlatego, że są tam na pewno też jednostki pozytywne i nie chcę ich krzywdzić [ankieta
45/60/27].

ŁÓDZCY NIEMCY – FRAGMENT PEJZAŻU „ZIEMI OBIECANEJ”

119

Taka postawa bywa wiązana z wydarzeniami z okresu II wojny światowej, przy
czym ankietowani wyrażają raczej niechęć do Niemców jako narodu, który odpowiedzialny jest za okropieństwa wojny, niż do mniejszości niemieckiej jako takiej:
[...] nigdy Niemiec nie będzie Polakowi bratem. W okresie okupacji piętnowano mówienie po polsku,
polskie święta narodowe były bojkotowane. Część mniejszości niemieckiej w okresie wojny stanęła po
stronie wojsk niemieckich, inwazyjnych nazistów, tworząc liczne organizacje dywersyjne i bojowe.
Mniejszość niemiecka dokonywała masowych mordów na Polakach, tworzyła listy osób mających być
wysłanych do obozów koncentracyjnych itd. Między innymi mój stosunek do Niemców mieszkających
w Polsce jest obojętny, wręcz negatywny [ankieta 45/60/63];
Dziadek i wuj w Dachau, dwie ciotki w Ravensbrick [pisownia oryginalna] – to osobiście. 6 mln
Polaków, kraj w ruinie, zniszczony i ograbiony – to narodowo. Ja nie mam prawa ich kochać – za
mało mojego życia. Wiem, że to nie oni, że ich przodkowie, ale zawsze. Na przestrzeni 1000 lat naszej
znajomości dostali w łeb parę razy, ale ich zaborczość i agresywność oraz szczególne upodobanie naszej
ziemi ciągle się odradzało. Niemców za ich nacjonalizm, zaborczość, agresywność generalnie nie lubię
[...] [ankieta 45/60/22].

– stanowisko pozytywne czy wręcz przepełnione sympatią:
Mój stosunek do Niemców jest pozytywny, bo jestem tolerancyjna a zresztą ile można nosić w sobie do
nich żal? [ankieta 45/60/29];
Darzę szacunkiem Polaków pochodzenia niemieckiego, którzy osiedlili się w Łodzi budując jej przemysł,
przyjmując stopniowo polski język, obyczaje, styl życia. Niektórzy narazili się nawet na prześladowania
ze strony okupantów hitlerowskich – nie widzę żadnego zagrożenia dla Polski ze strony ludzi określających siebie jako mniejszość niemiecka, uważam, że na równi z innymi mniejszościami mają prawo
do własnej tożsamości, kultury, języka itd. [ankieta 45/60/24];
Bardzo cenię Niemców za:
1. praworządność i uczciwość
2. organizację pracy i dyscyplinę
3. pracowitość
4. osiągnięcia naukowe i kulturalne
5. niesamowite bohaterstwo na polu bitwy [ankieta 45/60/45].

Dodać należy, iż wyżej przytoczone cytaty są najbardziej obszernymi wypowiedziami zawartymi w ankietach i dlatego zostały zamieszczone właściwie w całości.
Jeśli chodzi o resztę, bardziej lakonicznych wypowiedzi na ten temat, najczęściej
– aż 42 razy – zawierają one deklarację, że stosunek do mniejszości niemieckiej jest
„obojętny” [ankieta 45/60/6], ponieważ „najważniejszy jest człowiek a nie narodowość” [ankieta 45/60/15], „nie wyróżniam społeczności ze względu na narodowość”
[ankieta 45/60/2], bo Niemcy „nie przeszkadzają i nie pomagają” [ankieta 45/60/56]
i „nie znam Niemców mieszkających w Polsce i w Łodzi” [ankieta 45/60/25]. Padają
też odpowiedzi, jak te opisane wyżej, o zdecydowanie negatywnym zabarwieniu:
„nie lubię Niemców ani ich języka” [ankieta 45/60/5], ale jest ich stosunkowo niewiele (sześć). Duża zaś grupa badanych (32 osoby) deklarowała pozytywne nastawienie do tej mniejszości gdyż „żyjemy w tej samej Europie pod wspólnym niebem”
[ankieta 45/60/3], a Niemcy to „dobrzy gospodarze i ludzie [ankieta 45/60/38] i „nic
złego mnie od nich nie spotkało [ankieta 45/60/43].

120

INGA B. KUŹMA, JOANNA SADOWSKA

Co zaś się tyczy odpowiedzi młodzieży na ten temat, na szczególną uwagę zasługuje fakt, iż przeważa stanowisko oparte o obojętność w stosunku do tej grupy: „jak
do każdej innej mniejszości” [ankieta 89/90/2], bo „nie przeszkadzają mi mniej­
szości” [ankieta 89/90/10], i „nie jestem uprzedzona” [ankieta 89/90/33] a Niemcy
„to normalni ludzie” (!) [ankieta 89/90/35].
W odróżnieniu od starszej grupy, jedynie dwie osoby (!) z grupy młodych, zadeklarowały stosunek pozytywny „ponieważ nigdy nie miałam z nimi złych kontaktów” [ankieta 89/90/30] i „nie ma znaczenia dla mnie z jakiego kraju ktoś pochodzi” [ankieta 89/90/1]. Dodatkowo trzy wypowiedzi zawierały ocenę negatywną „ze
względu na historyczne stosunki polsko-niemieckie i negatywny bilans futbolowy
dla Polski w starciu z reprezentacją Niemiec” [ankieta 89/90/15], „[...] nieuzasadnioną [...] ogromną niechęć do ludzi tej narodowości” [ankieta 89/90/37] i „niechęć
do twardego i stanowczego języka tej narodowości” [ankieta 89/90/27]. Analizując
ten materiał nie sposób nie zauważyć, że w wielu przypadkach nadal aktualna pozostaje opinia Jana S. Bystronia, który w Megalomanii narodowej pisał: „Niemiec był
zawsze w Polsce kimś obcym [...] wobec tych ludzi wytwarza się w ciągu wieków
dość jednolita opinia ludności polskiej, częściowo do dziś dnia jeszcze się tradycyjnie
utrzymująca, mimo że stosunki polsko-niemieckie uległy istotnym zmianom. Opinia
ta jest niechętna, czasem wprost lekceważąca czy pogardliwa, w najlepszym razie
wyczekująco neutralna [...]” (1995, s. 167).
Stosunek do danej mniejszości może być powodowany osobistymi kontaktami
z jej członkami bądź brakiem tych kontaktów i co za tym idzie, nieznajomością całej
mniejszości. Zagadnienie to pokazuje także, na ile badani wyrażając sądy o łódzkich
Niemcach i pisząc o swoim stosunku do nich posługują się osobistymi doświadczeniami wynikłymi ze znajomości przedstawicieli tej grupy, a na ile pozostają w sferze
ogólnie funkcjonujących stereotypów.
Jak wynika z odpowiedzi ankietowanych, zarówno starsza jak i młodsza grupa
wiekowa, ma z łódzkimi Niemcami kontakty bardzo ograniczone i sporadyczne. Starsi
na osobiste kontakty powołali się ośmiokrotnie wspominając np:
w dzieciństwie miałam sąsiadów Niemców, ale tak zasymilowanych, że w ogóle nie funkcjonowali
w mojej świadomości jako Niemcy. Nazwisko mieli zresztą spolszczone [ankieta 45/60/44],

przyjaźń z dzieciństwa [ankieta 45/60/29] i sąsiadów z dzieciństwa [ankieta 45/60/44]
czy np. fakt, że „rodzice pomagali po wojnie Niemcom, którzy zostali w Łodzi”
[ankieta 45/60/36].
Jako miejsce kontaktu z Niemcami jeden z ankietowanych wymienił też „udział
w imprezach kulturalnych np. Festiwal Dialogu Czterech Kultur, koncerty u świętego
Mateusza” [ankieta 56/60/50]. Dwie osoby odwołały się do wakacyjnych zagranicznych znajomości z Niemcami [ankiety 45/60/30, 45/60/77], co absolutnie nie dotyczy
mniejszości niemieckiej w Łodzi.
Młodsi o osobistym kontakcie wspomnieli 12 razy, powołując się na sporadyczną
raczej znajomość typu „krótka rozmowa” [ankieta 89/90/16]. Trzy osoby odwołały

ŁÓDZCY NIEMCY – FRAGMENT PEJZAŻU „ZIEMI OBIECANEJ”

121

się do poza łódzkich kontaktów wakacyjnych typu „obozy językowe, wędrówki po
Europie” [ankieta 89/90/9] czy „wymianę młodzieży w szkole” [ankieta 89/90/44].
O wiedzy na temat łódzkiej mniejszości niemieckiej mogą dać wyobrażenie odpowiedzi na pytania o miejsca, obiekty bądź osoby związane z działalnością tej grupy
na terenie miasta i o obecność Niemców w ważnych dla Łodzi wydarzeniach.
Wyraźnie tutaj widać, że wiadomości ankietowanych są bardzo ograniczone.
Większość badanych ze starszej grupy wiekowej osadza Niemców w pejzażu współczesnej Łodzi poprzez wspomnienie Łodzi fabrykanckiej, Łodzi „niemieckich kamieniczników, kupców i rzemieślników” (Wojtkowiak 1997, s. 25). Zdecydowanie widać
odwołania do potęgi ekonomicznej tej mniejszości w czasach „Ziemi obiecanej”,
kiedy „Łódź była wielonarodową i wielowyznaniową metropolią, w której rytm życia
wyznaczała pogoń za zyskiem. Większość fabryk znajdowała się w rękach niemieckich i żydowskich” (Woźniak 2001, s. 15).
W odpowiedziach na to pytanie, przedstawiciele starszego pokolenia wymieniają zabytkowe pałace np. Herbsta [ankieta 45/60/39], jak również fabrykantów:
Scheiblera, Grohmanna i wielu innych. Nieliczne dłuższe wypowiedzi na ten temat
także nawiązują do XIX wiecznych zabytków lub samych postaci fabrykantów. Tak
więc obiekty kojarzone w Łodzi z Niemcami to np.: „Księży Młyn, królestwo fabrykanta tekstylnego Scheiblera. Biała Fabryka Geyera. Willa Kindermanna, Grand
Hotel, Wodny Rynek, Plac Zwycięstwa, Kaplica gotycka Scheiblera na cmentarzu
na Ogrodowej” [ankieta 45/60/3] czy „rezydencja Heinzla, pałac Biedermanna, pałac
Scheiblera, pałac Herbsta, dworek Geyera, willa Grohmana, willa Kindermanna”
[ankieta 45/60/39].
Osoby kojarzone z tą mniejszością to „np.: Scheiblerowie, którzy byli rodziną
przemysłowców branży włókienniczej” [ankieta 45/60/63].
Wielokrotnie też wymieniany jest „kościół ewangelicki św. Mateusza” [ankieta
45/60/39] i „cmentarz ewangelicki (Ogrodowa)” [ankieta 45/60/72], co z kolei wynika
ze skojarzenia Niemców z religią protestancką.
Jako jedyne zjawisko reprezentujące współczesną kulturę pojawia się w odpowiedziach Festiwal Dialogu Czterech Kultur [ankieta 45/60/50], a tylko jeden ankietowany wspomniał o działaniu w mieście „Towarzystwa Kulturalnego Mniejszości
Niemieckiej” [ankieta 45/60/77] bez podania jakichkolwiek bliższych informacji.
Ponadto ankietowani zwracają także uwagę na „banki niemieckie” [ankieta 45/60/9]
funkcjonujące w Łodzi.
Nie wymieniono ani jednej osoby związanej współcześnie ze środowiskiem łódzkich Niemców (!). Nic również nie wskazuje na to, że któryś z wymienianych obiektów łączony jest z obecną działalnością tej mniejszości.
Na szczególną uwagę zasługuje analiza tego zagadnienia w odniesieniu do młodszej grupy wiekowej ankietowanych łodzian. Otóż na 46 osób, które wypełniły
ankietę, aż 40 z nich, na pytanie czy potrafią wymienić miejsca, obiekty bądź osoby
związane z działalnością mniejszości niemieckiej na terenie Łodzi, odpowiedziało
„nie” [np. ankieta 89/90/3] lub nie udzieliło żadnej odpowiedzi [ankieta 89/90/4].
Jest to szczególnie szokujące zważywszy, iż większość tych młodych ludzi pytanych

122

INGA B. KUŹMA, JOANNA SADOWSKA

o źródło ich wiedzy o łódzkich Niemcach powoływało się na edukację szkolną
[np. ankieta 89/90/25]. Zdumiewające wydaje się, że osoba pytana o źródła wiedzy
na temat tej mniejszości powołuje się na wiedzę zaczerpniętą z „literatury, lekcji
historii, materiałów Muzeum Historii Miasta” [ankieta 89/90/21], a nie potrafi
skojarzyć Niemców łódzkich z niczym i nikim w Łodzi. Sześć osób, które udzieliły odpowiedzi na to pytanie, z działalnością Niemców w Łodzi kojarzy „kościoły”
[ankieta 89/90/16], „budowle – kamienice” [ankieta 89/90/31], „Festiwal Dialogu
Czterech Kultur” [ankieta 89/90/33], „Festiwal Dialogu Czterech Kultur. Poszczególne
pomniki i groby na cmentarzu przy Ogrodowej. Fabryki np. Księży Młyn, Geyera,
Pałac Grohmana” [ankieta 89/90/37], „Herbst – Pałac Herbsta, Księży Młyn. Obecnie
lofty” [ankieta 89/90/41], „cmentarz ewangelicki, Pałac Scheiblera, Fabryka Geyera,
Grohman, Heinzl, kościoły ewangelickie” [ankieta 89/90/45]. Taki niski poziom wiedzy ankietowanych o miejscach związanych z działalnością społeczności niemieckiej
w Łodzi wydaje się zdumiewający szczególnie w zestawieniu ze znacznie bogatszym
materiałem z ankiet starszego pokolenia – nieedukowanego w szkole na temat mniejszości narodowych w Polsce. Ten temat będzie jeszcze poruszony w dalszej części
artykułu dotyczącej edukacji.
Na pytanie o to, czy przedstawiciele łódzkiej mniejszości narodowej uczestniczą w ważnych dla miasta wydarzeniach, standardową odpowiedzią w obu grupach
wiekowych jest „nie wiem” [ankieta 45/60/20], „chyba nie” [89/90/4], „nie śledzę”
[89/90/26]. Czasem padają niczego niewyjaśniające odpowiedzi typu: „myślę, że tak,
jak wszyscy łodzianie: wybory, życie religijne, kulturalne, biznes” [ankieta 45/60/28],
„zapewne, ale nie wyróżniają się” [ankieta 89/90/27] czy „prawdopodobnie tak, ale
ja nie mam na ten temat dokładnej wiedzy” [ankieta 89/90/1]. Świadczy to o tym, iż
łódzka mniejszość niemiecka jest praktycznie niedostrzegalna przez ogół mieszkańców. Jeśli nawet ktoś z ankietowanych stara się powiązać Niemców z miejskimi uroczystościami czy imprezami różnego typu, w większości są to odpowiedzi powierzchowne
i raczej nie wynikają z faktycznej wiedzy na ten temat, a powstały w sferze skojarzeń.
Najczęstszym skojarzeniem jest tu oczywiście „Festiwal Dialogu Czterech Kultur” [np.
ankieta 45/60/51, czy 89/90/28] łączony dość powszechnie z mniejszościami, więc
wymieniany i przy tej okazji zarówno przez starszych jak i młodszych ankietowanych.
W żadnej ankiecie nie znalazły się jednak wzmianki świadczące o osobistym
uczestnictwie w imprezach związanych ze wspominanym festiwalem. Nikt nie wymienił również ani jednej imprezy kulturalnej odbywającej się w ramach festiwalu, która
dotyczyłaby niemieckiej kultury. Posługiwanie się nazwą Festiwal Dialogu Czterech
Kultur jest więc czysto fasadowe i łączone z mniejszością niemiecką jedynie na zasadzie
wiedzy, iż to właśnie kultura niemiecka jest jedną z czterech, których festiwal dotyczy.
Pięciu ankietowanych, w tym tylko jedna osoba z młodszej grupy wiekowej, napisało również, iż kojarzy uczestnictwo przedstawicieli mniejszości niemieckiej w „uroczystościach związanych z II wojną światową” [ankieta 89/90/30], z „65 rocznicą
likwidacji getta w Łodzi” [ankieta 45/60/35, ankieta 45/60/41], z „obchodami rocznicowymi” [ankieta 45/60/18] i z szeroko rozumianymi „uroczystościami religijnymi
i państwowymi” [ankieta 45/60/66]. Są to jak widać również odpowiedzi niewiele

ŁÓDZCY NIEMCY – FRAGMENT PEJZAŻU „ZIEMI OBIECANEJ”

123

mówiące i raczej nie stoi za nimi jakaś konkretna i dokładna wiedza ankietowanych,
a tylko odwołanie się do wiadomości zasłyszanych w mediach.
„Niemieccy rękodzielnicy zaczęli masowo osiedlać się w Łodzi w latach dwudziestych i trzydziestych XIX w.” (Kuczyński 2001, s. 7) i bezsprzecznie stanowili siłę,
która przyczyniła się do rozwoju miasta. Ta część historii omawianej mniejszości jest
w sposób najbardziej czytelny utrwalona w świadomości badanych łodzian i do tego
właśnie okresu sięgają oni najczęściej, pytani np. o miejsca kojarzone w Łodzi z mniejszością niemiecką, choć przecież ankieta dotyczy powojennej historii tej społeczności.
Odpowiedzi nawiązujące do tradycji „Ziemi obiecanej” jako jedyne zresztą dotyczą ściśle Niemców łódzkich, pozostałe bowiem wnioski i sądy badanych rozlewają się
na mniejszość niemiecką w Polsce w ogóle lub dotyczą nawet Niemców jako narodu.
Są to wypowiedzi typu:
nie mam nic do Niemców – tak długo jak długo pozostają w granicach swojego państwa i jak długo nie
roszczą pretensji do swojej własności pozostawionej w granicach naszego państwa [ankieta 45/60/49].

W cytatach takich jak: „bardzo cenię Niemców za: praworządność i uczciwość”
[ankieta 45/60/45], nie ma żadnych wskazówek, by móc odnieść ten sąd, w sposób
szczególny, do Niemców w Łodzi. Jako przykład może tu posłużyć również wypowiedź ankietowanej o mniejszości niemieckiej, odnosząca się w sposób zdecydowany
do stereotypowego wizerunku narodu niemieckiego:
Niemiecki ordnung (porządek), konsekwencja działania w końcu technika, technologia to rzeczy, które
dobrze żebyśmy sobie przyswoili. Organizacja pracy, wyzbycie się przesadnej egzaltacji byłoby korzystne.
Przejąć można by było parę osiągnięć kulturalnych (np. w muzyce czy pisarstwie) ale hymn, flagę i Wisłę
mamy swoje i niech tak zostanie [ankieta 45/60/22].

Podobnie rzecz ma się z trudnymi kwestiami dotyczącymi tego, jak II wojna światowa zaciążyła na łódzkich stosunkach Polaków z mniejszością niemiecką. Tu również
padają bardzo ogólnikowe i nie odnoszące się bezpośrednio do Łodzi stwierdzenia,
typu: „dużo ludzi starszych, pamiętających II wojnę światową oraz trudności powojenne miało o Niemcach negatywny osąd” [ankieta 45/60/46].
Jako wniosek końcowy nasuwa się twierdzenie, iż wiedza ankietowanych o powojennym życiu Niemców w Łodzi jest właściwie żadna. Łodzianie często w ogóle nie
dostrzegają tej społeczności. Polityka władz okresu Polski Ludowej, kiedy to „nieliczne
mniejszości narodowe [...] zostały prawie całkowicie wyparte ze świadomości społecznej, zapomniano, że obywatel polski może mieć inną niż polska narodowość i inny
język ojczysty” (Madajczyk 1998, s. 8), zadziałała na tym polu wyjątkowo skutecznie.
W ankietach bardzo niewiele można znaleźć wypowiedzi odnoszących się w sposób bezpośredni do Niemców łódzkich, a wiele pytań o sytuację tej mniejszości
w powojennej historii miasta, pozostało w ogóle bez odpowiedzi. Jako smutna refleksja końcowa posłużyć więc może następująca wypowiedź:
Na podstawie moich doświadczeń życia 54 lata w Łodzi, prowadząc dość bogate życie towarzyskie
i wykonując zawód, który ciągle powoduje poznawanie nowych ludzi i ich życia nasuwa się refleksja, iż
skoro nie poznałam ani jednego przedstawiciela w/w mniejszości legenda Łodzi jako miasta wielu kultur

124

INGA B. KUŹMA, JOANNA SADOWSKA

nie jest już aktualna. Nie słyszałam też nigdy, aby ktokolwiek z moich znajomych został zaproszony
na jakąkolwiek uroczystość czy obrzęd świętowany przez w/w mniejszość. Nie widzę więc aktualnie
aktywności w kierunku przenikania się kultur w naszym mieście. O mniejszości żydowskiej i jej oficjalnych formach działalności np. obchodzenie rocznic, wiem z mediów w związku z tym wnoszę, iż ta
mniejszość jest w naszym mieście i stara się kultywować swoje tradycje. Są to jednak tylko komunikaty
medialne – nic więcej. O istnieniu i aktywności mniejszości niemieckiej nie słyszałam w ogóle nic.
Wydaje mi się, iż aktualnie jedyna mniejszość widoczna na terenie Łodzi to Cyganie [ankieta 45/60/27].

MNIEJSZOŚĆ NIEMIECKA W EDUKACJI

W powyżej opisanej części badań dotyczącej młodego pokolenia łodzian i ich
wiadomości na temat mniejszości funkcjonujących na terenie miasta, szczególnie
uderzający wydaje się fakt, iż deklarowanie zdobywania wiedzy w procesie edukacji nie przekłada się na jej jakość. Mówiąc dokładniej, wiedza młodszej spośród
ankietowanych grup, nie jest wcale znacząco większa od tej, którą posiada pokolenie
nieedukowane w szkole na temat mniejszości. Był to powód do zgłębienia tej kwestii i przyjrzenia się bliżej, jak na tym polu działa system edukacji. Wydawać by się
przecież mogło, iż – szczególnie w Łodzi, w polskiej „Ziemi obiecanej” promowanej
jako miasto czterech kultur – nastawienie na edukację o mniejszościach powinno
być szczególnie pielęgnowane.
Jako miejsce do przeprowadzenia badań na ten temat (na potrzeby tego opracowania badania dotyczyć miały tylko łódzkiej mniejszości niemieckiej), wybrane
zostało jedno z łódzkich liceów – ze względu na swój profil i specyfikę nauczania.
Ankietę, którą wcześniej wypełniali losowo wybrani łodzianie urodzeni
w latach 1989–1990, rozdano także uczniom klas maturalnych VIII Liceum Ogólno­
kształcącego im. A. Asnyka w Łodzi. Szkoła ta została wybrana nie bez powodu,
gdyż od lat słynie ona z wysokiego poziomu nauczania języka niemieckiego. Już
w 1971 roku powstało tam Laboratorium Językowe i pierwsza klasa z rozszerzonym
programem nauczania języka niemieckiego, a od 1998 roku uruchomiono w szkole
ciąg klas dwujęzycznych z wykładowym językiem niemieckim. Dwujęzyczność uważa
się za jedną z innowacyjnych metod wykładania języka w szkołach. Polega ono na
nauczaniu poszczególnych przedmiotów równolegle w języku polskim i niemieckim21,
co daje znakomite i trwałe efekty, jeśli chodzi o swobodne posługiwanie się językiem
obcym. Uczniowie wypełnili w sumie 28 ankiet.
Założyć można było, iż tego typu placówka powinna kłaść większy, niż inne szkoły
nacisk, także na łódzkie aspekty kultury niemieckiej, jako, że „początki obecności
Niemców w Łodzi sięgają 1823 r. i wiążą się z rozpoczętą trzy lata wcześniej przez
rząd Królestwa Polskiego realizacją planu uprzemysłowienia kraju” (Woźniak 1999,
s. 9). Przez lata mieli przecież Niemcy w naszym mieście bardzo silną pozycję ekonomiczną współtworząc potęgę łódzkiego przemysłu czasów „Ziemi obiecanej”, ale
rozwijając również niemieckie szkolnictwo i organizując życie kulturalne. Tymczasem
21

Wiadomości dotyczące VIII LO można znaleźć na stronie szkoły www.8lolodz.eu/.

ŁÓDZCY NIEMCY – FRAGMENT PEJZAŻU „ZIEMI OBIECANEJ”

125

jak wynikło z rozmów z nauczycielami, w szkole uczy się o różnorodności kulturowej
poprzez np: organizowanie festiwalu różnych kultur, ale nie wyróżnia się w czasie jego
trwania kultury niemieckiej ani nie podkreśla lokalnych związków z tą kulturą. Szkoła
prowadzi również współpracę z różnymi miastami niemieckimi. Organizowane są
wycieczki do Niemiec i wymiana uczniów. Brak kontaktów z łódzką społecznością
niemiecką jest tłumaczony koniecznością realizowania programu, który nie zakłada
eksponowania lokalnych tradycji. Taki stan rzeczy może być również częściowo wynikiem chęci uniknięcia antyniemieckich skojarzeń22.
Oczywiście, potęga mniejszości niemieckiej w Łodzi to już zamierzchła przeszłość, ale mimo wszystko funkcjonuje ona w mieście po dziś dzień i można sądzić, iż
szkoła o tak bogatych tradycjach niemieckojęzycznych, będzie jednak uczulać swoich
uczniów także i na lokalne elementy tej kultury, np. poprzez nawiązanie kontaktów
z powstałym 23 maja 1992 roku NTKS w Łodzi, które liczyło sobie w momencie
założenia około 200 członków z Łodzi i regionu (zob. Wojtkowiak 1997, s. 31). Dodać
można jeszcze, iż w siedzibie NTKS zorganizowana jest ciekawa wystawa o początkach niemieckiego osadnictwa w Łodzi, którą można wykorzystać jako świetny element dydaktyczny pogłębiający wiedzę uczniów o początkach Łodzi przemysłowej
i wielkiej roli, jaką w powstaniu naszego miasta odegrali właśnie Niemcy.
Ciekawą propozycją na przybliżenie uczniom wiedzy o mniejszości niemieckiej w Łodzi mogłoby być też np. włączenie w program edukacji którejś z licznych
ofert turystycznych, gdy pod okiem fachowego przewodnika można odbyć trasę
„Śladami Niemców łódzkich”, czy inną wycieczkę – łączącą historię z teraźniejszością, proponowaną przez przewodników zrzeszonych w Grupie Fabricum Travel
Services, np. trasę pt. „Niemcy Łódzcy”. W jej ramach proponuje się zwiedzanie
Księżego Młyna z wizytą w NTKS, cmentarza ewangelickiego z kaplicą Scheiblera,
Białej Fabryki i kościoła ewangelickiego św. Mateusza23. Podobnych tras prowadzonych przez wykwalifikowanych przewodników znaleźć można więcej i co oczywiste, dotyczą one nie tylko Niemców, ale są pomyślane jako zwiedzanie Łodzi
śladami różnych kultur. Zaliczenie takiej trasy powinno w sposób bardzo atrakcyjny dla uczniów, przybliżyć im historię i współczesność omawianej mniejszości
na terenie naszego miasta. Nie byłoby wtedy problemu z odpowiedziami na proste przecież pytania zawarte w ankiecie np. o miejsca, osoby i instytucje kojarzone
z Niemcami w Łodzi. Pytanie to w większości przypadków pozostawało bez odpowiedzi (!), co wydaje się prawdziwą porażką edukacji w mieście szczycącym się
wielokulturową historią.
Informację tego typu uzyskałyśmy w czasie rozmowy z jedną z nauczycielek, która powoływała się
m.in. na trudne początki intensywnego nauczania języka niemieckiego w szkole, kiedy to w latach 1970.
ówczesny dyrektor musiał uzyskać specjalne pozwolenia na naukę tego języka ze względu na silne anytniemieckie nastroje. Ten zadawniony lęk o możliwość postawienia uczniów i nauczycieli na jednej szali
z volksdeustchami (!), tłumaczy być może niechętne stanowisko szkoły do nawiązywania bliższych
kontaktów z lokalną społecznością niemiecką.
23
Wiadomości o różnych propozycjach tras turystycznych w Łodzi, w tym dotyczących dziedzictwa
mniejszości narodowych, znaleźć można na stronie Wirtualna Łódź www.cityoflodz.pl.
22

126

INGA B. KUŹMA, JOANNA SADOWSKA

Na 28 ankiet uzyskanych w liceum, aż 25 uczniów na pytanie czy potrafią wymienić
miejsca, osoby, bądź instytucje kojarzące się w Łodzi z mniejszością niemiecką, odpowiedziało „nie” [np. ankieta LO12], „nie potrafię” [ankieta LO19], lub „nie znam”
takich miejsc [ankieta LO21]. Pozostałe trzy osoby w odpowiedzi umieściły: „Konsulat Republiki Federalnej Niemiec, VIII LO, Wydział Filologiczny UŁ” [ankieta LO2],
„Festiwal Dialogu Czterech Kultur, Instytut Goethego” [ankieta LO6], „VIII LO”
[ankieta LO20]. Szczególnie ciekawy i niezrozumiały wydaje się fakt, że w 2 ankietach, osoby nieposiadające żadnej wiedzy na ten temat, deklarowały jednak, iż wiedzę
o mniejszości niemieckiej czerpią z „osobistych relacji z ludźmi należącymi do tej
mniejszości” [ankieta LO5] i dzięki „znajomości wielu Niemców” [ankieta LO8].
W tym miejscu trzeba przypomnieć, co zresztą było już wielokrotnie podkreślane
w tekście, że wielu badanych młodych łodzian jako jedno z ważniejszych źródeł swej
wiedzy o mniejszościach, podaje edukację szkolną. W podobnym tonie wypowiedzieli się też ankietowani uczniowie pisząc, iż wiedzę daje im „szkoła” [ankieta LO2],
„internet” [ankieta LO11], i – na trzecim miejscu – „media” [ankieta LO16].
Uczniowie nie potrafili również właściwie ocenić jak licznie reprezentowana jest
w Łodzi opisywana społeczność (odpowiedzi wahały się od 100 [ankieta LO2] po
20 000 [ankieta LO10]), ani podać ważnych dla miasta wydarzeń, w których uczestniczą przedstawiciele tej mniejszości. Padającą najczęściej odpowiedzią, jest tradycyjne „nie wiem” [ankieta LO1], „nie mam pojęcia” [ankieta LO7]. Jedyne skojarzenia jakie pojawiły się w odniesieniu do uczestnictwa przedstawicieli społeczności
niemieckiej na forum miejskich – mniej lub bardziej oficjalnych – uroczystości,
to „Festiwal Dialogu Czterech Kultur” [ankieta LO9], który w swych wypowiedziach przywołały cztery osoby; w jednym przypadku wspomniano „Dni Łodzi”
[ankieta LO14], a w dwóch „obchody rocznic” [ankieta LO25] i „wydarzenia historyczne” [ankieta LO28]. Nasuwa się tutaj oczywisty wniosek, że organizowane przez
miasto uroczystości rocznicowe, kulturalne i inne, powinny być bardziej nakierowane
na młodzież i do niej adresowane w sposób szczególny. Być może włączenie uczniów
najstarszych klas liceów we współorganizację różnych wydarzeń z udziałem przedstawicieli mniejszości zamieszkujących nasze miasto, mogłoby się stać również receptą
na wielką ignorancję młodych ludzi w tym względzie?
Stosunkowo niewielką wiedzą uczniowie wykazali się również w dziedzinie dotyczącej historycznych przemian, jakie zaszły w Polsce po 1989 roku i ich ewentualnego
wpływu na sytuację mniejszości niemieckiej. Ocena życia Niemców łódzkich w czasach Polski Ludowej i współcześnie nastręczyła ankietowanym wielu problemów.
Wypowiedzi ich, jak zresztą innych grup ankietowanych, nie odnoszą się bezpośrednio do Niemców łódzkich, a raczej do ogółu mniejszości niemieckiej w Polsce.
Przeważały tu odpowiedzi świadczące o braku wiedzy na ten temat, typu „nie wiem”
[ankieta LO7], lub „nie wiem. Nie było mnie wtedy jeszcze na świecie” [ankieta LO8].
Ta druga odpowiedź, która w ankietach pojawiła się trzykrotnie, jest szczególnie
kuriozalna, gdyż pytanie nie dotyczyło przecież osobistych wrażeń badanych na temat
sytuacji Niemców łódzkich w Polsce Ludowej, a wiedzy (historycznej) na ten temat.
Wiedzy tego typu można nie posiadać, ale usprawiedliwianie tego stanu rzeczy fak-

ŁÓDZCY NIEMCY – FRAGMENT PEJZAŻU „ZIEMI OBIECANEJ”

127

tem, iż nie żyło się w danym okresie jest kompletnie nielogiczne. W ten sposób można
by usprawiedliwić brak wiedzy na temat wszystkich wydarzeń w dowolnie wybranych
epokach historycznych oprócz znanej sobie osobiście.
Siedmioro ankietowanych uznało, iż sytuacja badanej grupy uległa zmianie:
– jedna osoba stwierdziła, że w Polsce Ludowej panowała „większa swoboda”
[ankieta LO1],
– pozostałe osoby uznały, że zaszły zmiany na lepsze i „sytuacja poprawiła się jak
całej reszcie społeczeństwa” [ankieta LO4], że Niemcy „uzyskali różne prawa
np.: reprezentację w Sejmie” [ankieta LO5] i „mogą żyć jak normalni obywatele
Polski” [ankieta LO12], choć „Niemcy nadal nie są darzeni sympatią jednak
coraz mniej osób to okazuje i przyznaje się do tego” [ankieta LO3].
Nieco inaczej w stosunku do pozostałej badanej młodzieży układają się odpo­
wiedzi na pytanie o osobisty stosunek uczniów do mniejszości niemieckiej. Większość badanych zadeklarowała zdecydowanie pozytywne nastawienie. Tu podkreślić
należy pozytywną rolę szkoły i nauki języka niemieckiego, gdyż z wielu wypowiedzi
wynika budowanie sympatii do tej mniejszości poprzez zgłębianie tajników języka
i proces edukacji:
mój stosunek jest bardzo dobry – uczę się niemieckiego i mam wielu znajomych tej narodowości [ankieta LO9],
pozytywny – uczę się w klasie dwujęzycznej i każda styczność z tym językiem budzi we mnie sympatię
[ankieta LO21],
przyjazny ponieważ w szkole mam przyjaciół o niemieckim pochodzeniu oraz nauczycieli z Niemiec
[ankieta LO2],
dopóki nie robią nikomu krzywdy i przykrości mój stosunek jest pozytywny (to tyczy się również rodaków). Uważam również, że może nieść to korzyść np: przez poznanie innej kultury [ankieta LO12].

Warto przy tym zwrócić uwagę, iż większość wypowiedzi dotyczy sympatii do
Niemców w ogóle i nie ma w nich ustosunkowania się do Niemców łódzkich, nie
mniej jednak w przeciwieństwie do ankietowanych z grupy wiekowej 1989–1990,
gdzie w ocenach przeważała chłodna obojętność, tu znajomość języka mniejszości
przyczyniła się do zdecydowanego ocieplenia wizerunku tej grupy. Nikt spośród
ankietowanych nie pisał o niechęci do Niemców i – co ciekawe – kilku ankietowanych wypowiedziało się wprost o swoim nastawieniu do łódzkiej mniejszości niemieckiej, pisząc: „Nie mam sprecyzowanego stosunku, ponieważ mniejszość ta nie
jest widoczna w Łodzi” [ankieta LO23], „Nie mam styczności z tą mniejszością”
[ankieta LO25], „nie znam. Gdybym znała to byłby pozytywny” [ankieta LO14].
Wypowiedzi powyższe mogą więc być wskazówką, że nauka języka pozytywnie
wpływa na stosunek do konkretnego narodu i jego kultury. Sytuacja ta pozostawia
jednak niedosyt dotyczący niewykorzystania szansy edukacyjnej na przybliżenie
uczniom wiedzy na temat Niemców łódzkich. Jedna z ankietowanych napisała: „lubię
ludzi, którzy pochodzą z różnych krajów i lubię poznawać ich kulturę i zwyczaje”
[ankieta LO13]. Aż się prosi, by w mieście o wielokulturowych tradycjach, których
cząstki przetrwały po dziś dzień, tak skonstruować proces nauczania, aby te elementy młodzieży przybliżyć. I co najważniejsze, nie chodzi tu jedynie o pokazywanie

128

INGA B. KUŹMA, JOANNA SADOWSKA

tradycji łódzkich z czasów „Ziemi obiecanej”, a właśnie – nawiązując do wypowiedzi
uczennicy – o poznawanie współcześnie żyjących ludzi i ich kultury. Tymczasem
jednym z niewielu nawiązań do łódzkich tradycji, o jakich wspomnieli nauczyciele
z VIII LO, jest oglądanie przez uczniów klas dwujęzycznych niemieckojęzycznej
wersji filmu Andrzeja Wajdy „Ziemia obiecana”. Byłoby to wspaniałym początkiem
edukacji o Niemcach w Łodzi. Niestety brakuje kontynuacji i konsekwencji w przekazywaniu wiedzy o dalszych losach tej mniejszości, nie wspominając o pokazaniu
sytuacji współczesnej.
Ogólnie pozytywny stosunek ankietowanych uczniów do Niemców nie przeszkadza im dostrzegać, iż wielu łodzian ma antyniemieckie uprzedzenia. W tym punkcie wypowiedzi badanych nie różnią się od sądów młodzieży urodzonej w latach
1989–1990 opisanych wcześniej. Tutaj także osoby, które uważają, iż antyniemieckie
uprzedzenia w Łodzi funkcjonują „ze względu na przeszłość” [ankieta LO10], ich
źródeł upatrują głównie w historii – „II wojna światowa” [ankieta LO13]. Natomiast
pozostała część (mniej więcej połowa ankietowanych) uważa, że łodzianie nie mają
tego typu uprzedzeń [np. ankieta LO23].
*  *  *
Jak wykazały przeprowadzone badania mniejszość niemiecka żyjąca w mieście
jest dla młodych łodzian prawie całkowitą niewiadomą i to zarówno jeśli chodzi
o historię tej grupy, jak i czasy współczesne.
Oczywiście, sytuacja ta nie dotyczy jedynie uczniów VIII LO. Przy wyborze tej
szkoły do przeprowadzenia badań, kierowałyśmy się jedynie tym, że słynie ona
z powiązań z językiem i kulturą niemiecką. Opisane w poprzedniej części artykułu
ankiety przeprowadzone z łodzianami urodzonymi w latach 1989–1990 świadczą
o szerokiej skali tego problemu i niemocy (braku pomysłów?, braku świadomości
bądź nie dostrzegania takiej potrzeby oraz niedocenienia potencjału wśród nauczycieli?), wykazywanej w tej dziedzinie przez cały system edukacji młodzieży.
Co ciekawe, podczas przeglądania wiadomości w internecie, które mogłyby dotyczyć nawiązywania przez szkoły kontaktów z przedstawicielami obecnie działających
stowarzyszeń reprezentujących lokalne mniejszości narodowe, można natrafić na
kilka prób czynionych przez takie grupy w celu przybliżenia uczniom tej tematyki.
Na interesującym nas gruncie wymienić można np. informację, iż w roku 1989
w XXXV LO im. Króla S. Batorego gościła przewodnicząca łódzkiego NTKS – pani
Helena Milczarek-Weingartner24. Spotkanie zorganizowano w ramach działalności
Klubu Europejskiego. Jest tam na ten temat wprawdzie jedynie krótka wzmianka,
jednak świadczyć może ona o istniejących w szkole, przynajmniej potencjalnych
możliwościach, sprzyjających organizowaniu podobnych spotkań.
Ankiety wypełniane przez młodzież (zarówno tę z VIII LO, jak i wcześniej opisane
przypadki młodych urodzonych w latach 1989–1990), wykazują takie braki wiedzy
24

www.xxxlo.lodz.pl

ŁÓDZCY NIEMCY – FRAGMENT PEJZAŻU „ZIEMI OBIECANEJ”

129

w interesującej nas dziedzinie, iż Urząd Miasta Łodzi jako pomysłodawca i zleceniodawca prowadzonych przez nas badań, powinien jednak wyciągnąć z nich wnioski.
Główny i podstawowy, jaki z nich wypływa to ten, iż skoro większość ankietowanych młodych ludzi jako źródło wiedzy o mniejszościach podaje szkołę [np. ankieta
LO1], a jednocześnie wiedza ta jest na tak niskim poziomie, to w systemie edukacji
popełnia się błąd. Tego typu braki w wiadomościach o mniejszościach narodowych
żyjących do dziś w mieście szczycącym się wielokulturowością, są nie do przyjęcia
i należałoby uruchomić różne środki (w tym finansowe), by przybliżyć tę tematykę
uczniom łódzkich szkół. Jednym ze sposobów – wydaje się, że dość dobrym na początek, by wypełnić edukacyjną lukę – byłoby włączenie do zajęć wspomnianych wyżej
wycieczek po Łodzi z uwzględnieniem tematyki mniejszości.
Własne doświadczenie dydaktyczne podpowiada nam również, iż bezpośredni
kontakt z przedstawicielami danej grupy mniejszościowej daje zdecydowanie lepsze
efekty, jeśli chodzi o przybliżenie młodzieży specyfiki grupy niż najciekawsze nawet
wykłady przygotowane w ramach prowadzonych zajęć.
Reasumując, wydawać by się mogło, iż w mieście, w którym chętnie przy różnych okazjach eksponuje się wielokulturową historię jego powstania i w którym
wielokulturowe tradycje do dziś kontynuowane są przez przedstawicieli żyjących
tu nadal mniejszości, wiedza młodzieży o jednej z nich będzie znacznie poważniejsza. Niewielkim przecież nakładem kosztów oraz pracy – a przede wszystkim
chęci i zaangażowania – można przybliżyć młodzieży w atrakcyjnej dla niej formie, historię poszczególnych lokalnych społeczności i na jej tle pokazać współczesny stan rzeczy.
Tymczasem zarówno ankietowani z rocznika 1989–1990, jak i uczniowie klas
maturalnych VIII LO, pytani o kwestie związane ze współczesnym funkcjonowaniem
w Łodzi mniejszości niemieckiej, są wręcz bezradni w swej niewiedzy. Co więcej,
jeśli chodzi o historię tej grupy w naszym mieście, np. na temat miejsc związanych
z jej działalnością, znacznie większą wiedzą wykazali się przedstawiciele starszego
pokolenia badanych, nieedukowani w szkołach na temat mniejszości.
Wyciągnąć należy także wnioski z faktu, że współczesna wielokulturowość
w Łodzi wielu młodym ankietowanym kojarzy się z niezawodnym w takich wypadkach hasłem „Festiwal Dialogu Czterech Kultur”. Szkoda tylko, że jest to puste hasło,
którym można się posłużyć w sytuacji braku innej możliwości odpowiedzi. Niestety,
jak wynika z prowadzonych badań, festiwal, który miał stać się łódzką platformą
międzykulturowego porozumienia i poznania „Innych”, zdecydowanie nie spełnił
stawianych mu oczekiwań. Od 2010 roku funkcjonuje on już, co prawda, w nowej
formule i pod nowym tytułem, nie ma to jednak znaczenia dla większości młodych
ankietowanych. Jest on jedynie nazwą, którą wypada wymienić przy okazji omawiania kwestii dotyczących łódzkich Niemców czy Żydów, ale nie wypełnia jej treść.
Ani jeden z ankietowanych łodzian nie powołał się na bezpośrednie doświadczenia
wynikłe z uczestnictwa w jakiejkolwiek imprezie proponowanej przez organizatorów
festiwalu od czasu jego powstania w 2002 roku, choć świadomość funkcjonowania
takiego festiwalu jest powszechna.

130

INGA B. KUŹMA, JOANNA SADOWSKA

Nawiązując do kwestii edukacyjnych omawianych w tej części artykułu, należałoby być może uczulić organizatorów nowej formuły festiwalu, na potrzeby młodego,
a nawet najmłodszego, odbiorcy. Poznawanie „Innych” poprzez ich kulturę i sztukę
jest chyba jednym z najlepszych i najatrakcyjniejszych dla młodzieży sposobów,
pomocnych w niwelowaniu postrzegania Niemców czy Żydów w kategoriach obcości.
Żyją oni przecież w Łodzi od pokoleń i to oni pierwsi podejmowali próby nawiązania
dialogu na gruncie różnych kultur.
Nasze diagnozy i zaproponowane rekomendacje, jak można rozwiązać niektóre
kontrowersyjne kwestie, np. w miejscowej edukacji czy dotyczące uaktualnienia mitu
Łodzi, otwierają nam drogę do wdrożenia w życie projektu antropologii stosowanej na
skalę lokalną. W zależności od powodzenia wdrożenia tej idei w życie, byłby to temat
na kolejny tekst. Oceniając zaś nasze dotychczasowe doświadczenia, mogłybyśmy
się podpisać pod opinią Marka Gawęckiego, że propozycje stawiane przez badaczy
znających teren, zgłębiających tematykę i proponujących racjonalne i realne rozwiązania problemów, w ocenie decydentów jawią się często jako coś, co komplikuje
„[...] planowane działania bądź [zaburza] apriorycznie przyjęty model rzeczywistości”,
stąd opinie naukowców są najczęściej ignorowane (Gawęcki 2004, s. 58). Mimo to,
podobnie jak Gawęcki, żywimy nadzieję, iż antropologię udaje się czasami zastosować, zatem jest ona – według jego sformułowania – „stosowalna” (tamże).
LITERATURA
B i e ń k o w s k a D a n u t a, C y b u l s k i M a r e k, M i ń s k a - T y t o ń E l ż b i e t a 2007, Słownik
dwudziestowiecznej Łodzi (konteksty historyczne, społeczne, kulturowe), Wydawnictwo Uniwersytetu Łódzkiego, Łódź.
B u d z i a r e k M a r e k 2005, Zło niekonieczne. Poza obiektywnym punktem widzenia, Kronika Miasta
Łodzi, nr 3, s. 97–101.
B y s t r o ń J a n S t a n i s ł a w 1995, Megalomania narodowa, Książka i Wiedza, Warszawa.
C h a ł u p c z a k H e n r y k, B r o w a r e k To m a s z 1998, Mniejszości narodowe w Polsce 1918–1995,
Wydawnictwo UMCS, Lublin.
C z e r n i e j e w s k a I z a b e l a 2008, Edukacja wielokulturowa w Polsce w perspektywie antropologii,
Praca doktorska IEiAK UAM, Poznań.
d e L a z a r i A n d r z e j 2006, „Triada” jest mitem. Do Pana Mirosława Jaskulskiego, Kronika Miasta
Łodzi, nr 3, s. 204–206.
F r i t s c h e A n i t a, K r o l l B e n o 2010, Tak było. Wspomnienia łódzkiego Volksdeutscha, Biblioteka
Tygla Kultury, Łódź.
G a w ę c k i M a r e k 2004, Kazachstańscy Polacy. Czy antropologia stosowana jest stosowana?, [w:]
Wschód w polskich badaniach etnologicznych i antropologicznych. Problematyka – badacze – znaczenie, Prace KNE PAN nr 12, red. Z. Jasiewicz, Biblioteka Telgte, Poznań, s. 53–58.
G u m o l a M i e c z y s ł a w 2005, Przywrócona tożsamość: Helena Milczarek-Weingärtner, Kronika
Miasta Łodzi, nr 3, s. 176–177.
H a b r a j s k a G r a ż y n a 1991, Stosunek łódzkiej młodzieży do zapożyczeń z języka niemieckiego,
[w:] Zagadnienia komunikacji językowej dzieci i młodzieży. Materiały z ogólnopolskiej konferencji
„Zróżnicowanie języka dzieci i młodzieży z uwzględnieniem czynników środowiskowych, kulturowych, regionalnych i etnicznych” Warszawa 21–22.10.1991 r., Instytut Języka Polskiego Uniwersytetu Warszawskiego, Warszawa, s. 167–172.

ŁÓDZCY NIEMCY – FRAGMENT PEJZAŻU „ZIEMI OBIECANEJ”

131

– 1992, Dziedzictwo stu lat kontaktów polsko-niemieckich w słownictwie łódzkim, Język i Kul  tura, t. 7, s. 25–30.
– 1998, Derywaty polskie od podstaw niemieckich w słownictwie włókienniczym, Rozprawy
   Komisji Językowej ŁTN, t. 34, s. 69–74.
Iw a s z k i e w i c z A g n i e s z k a 2010, W mojej (nie)pamięci... Opowieść o losach kobiet pochodzenia
niemieckiego w Łodzi, [w:] Społeczność żydowska i niemiecka w Łodzi po 1945 roku, red. A. Lech,
A. Rykała, K. Radziszewska, Wydawnictwo Uniwersytetu Łódzkiego, Łódź, s. 102–125.
J a g i e ł ł o M a ł g o r z a t a 1999, Funkcje założone i rzeczywiste Niemieckiego Towarzystwa Kulturalno-Społecznego w Łodzi, Łódź 1999 (Praca magisterska napisana pod kierunkiem prof.
dr hab. Andrzeja Lecha, Wydział Filozoficzno-historyczny, Uniwersytet Łódzki).
J a s k u l s k i M i r o s ł a w 2006, „Czwarta kultura” mocno naciągana. Do Pana Andrzeja de Lazari,
Kronika Miasta Łodzi, nr 3, s. 199–203.
K a p r a l s k i S ł a w o m i r 2011, Metropolitalne przestrzenie pamięci, [w:] Metropolie mniejszości,
mniejszości w metropoliach, red. B. Jałowiecki, E.A. Skuła, Wydawnictwo Naukowe Scholar, Warszawa, s. 48–74.
K i e l a k D o r o t a 2003, Żywioł kultur w prozie Reymonta, Tygiel Kultury. Miesięcznik, nr 1–2,
s. 138–142.
K o p c z y ń s k a - J a w o r s k a B r o n i s ł a w a, W o ź n i a k K r z y s z t o f 2002, Łódzcy luteranie.
Społeczność i jej organizacja, Łódzkie Studia Etnograficzne, t. 41, PTL, Łódź.
K u c z y ń s k i K r z y s z t o f 2001, Wstęp, [w:] Niemcy w dziejach Łodzi do 1945 roku. Zagadnienia
wybrane, red. K. Kuczyński, B. Ratecka, Wydawnictwo Uniwersytetu Łódzkiego, Łódź, s. 7–10.
K u ź m a I n g a 2010, Życie organizacyjne współczesnej łódzkiej społeczności niemieckiej, [w:] Społeczność żydowska i niemiecka w Łodzi po 1945 roku, red. A. Lech, A. Rykała, K. Radziszewska,
Wydawnictwo Uniwersytetu Łódzkiego, Łódź, s. 93–101.
L a C a p r a D o m i n i k 2009, Historia w okresie przejściowym. Doświadczenie, tożsamość, teoria krytyczna, TAiWPN Universitas, Kraków.
L i s - T u r l e j s k a M a j a 1998, Traumatyczny stres: Koncepcje i badania, Instytut Psychologii PAN,
Warszawa.
– 2003, Psychologiczne konsekwencje traumatycznego stresu – współczesne kierunki badań, Instytut
Psychologii Zdrowia, http://www.psychologia.edu.pl.
M a d a j c z y k P i o t r 1998, Wstęp, [w:] Mniejszości narodowe w Polsce. Państwo i społeczeństwo polskie a mniejszości narodowe w okresach przełomów politycznych (1944–1989), red. P. Madajczyk,
Instytut Studiów Politycznych PAN, Warszawa, s. 7–10.
O r w i d M a r i a 2006, Przeżyć... i co dalej?, Wydawnictwo Literackie, Warszawa.
– 2009, Trauma, Wydawnictwo Literackie, Warszawa.
P o p i e l i ń s k i P a w e ł 2001–2002, Niemcy polscy – obecna sytuacja społeczno-kulturalna mniejszości niemieckiej, Rocznik Polsko-Niemiecki, nr 10, s. 93–121.
S a d o w s k a J o a n n a 2010, Mniejszość niemiecka w Łodzi po 1945 r. w świadomości mieszkańców
miasta, [w:] Społeczność żydowska i niemiecka w Łodzi po 1945 roku, red. A. Lech, A. Rykała,
K. Radziszewska, Wydawnictwo Uniwersytetu Łódzkiego, Łódź, s. 126–138.
Społeczność... 2010, Społeczność żydowska i niemiecka w Łodzi po 1945 roku, red. A. Lech, A. Rykała,
K. Radziszewska, Wydawnictwo Uniwersytetu Łódzkiego, Łódź.
T o p o r o w W ł a d i m i r 2000, Miasto i mit, Słowo/obraz terytoria, Gdańsk.
T u r n e r W. V i c t o r 2011, Dewey, Dilthey i gra społeczna: szkic z zakresu antropologii doświadczenia, [w:] Antropologia doświadczenia, red. V.W. Turner, E.M. Bruner, WUJ, Kraków, s. 43–54.
W o j t k o w i a k S t e f a n 1997, Łódzkie narodowości, [w:] Łódź wielonarodowa i wielowyznaniowa
a idea tolerancji, red. A. Gałecki, Fundacja Ekumeniczna Tolerancja, Łódź, s. 12–41.
W o ź n i a k K r z y s z t o f 1999, Wstęp, [w:] Gdzie są Niemcy z tamtych lat – wspomnienia łódzkich
Niemców, red. K. Radziszewska, Wydawnictwo Literatura, Łódź s. 9–12.
– 2001, Niemieckie Osadnictwo w Łodzi, [w:] Niemieckimi śladami po „Ziemi Obiecanej”, red.
  K. Radziszewska, Wydawnictwo Literatura, Łódź, s. 13–15.

132

INGA B. KUŹMA, JOANNA SADOWSKA

– 2005, Wystawieni na ciężka próbę. Antagonizmy i zbliżenia, Kronika Miasta Łodzi, nr 3, s. 11–19.
Ż y l i ń s k i L e s z e k 2003, Typowo niemieckie? Wizerunek Niemców w oczach własnych i cudzych,
[w:] Polacy i Niemcy. Historia – kultura – polityka, red. A. Lawaty, H. Orłowski, Wydawnictwo
Poznańskie, Poznań, s. 328–336.

INGA KUŹMA
JOANNA SADOWSKA

THE GERMANS IN LODZ – FRAGMENTS OF “THE PROMISED LAND’S” LANDSCAPE.
THE RESEARCH PROBLEMS
Keywords: German minority, Lodz, Inhabitants of city, German-Polish relationship,
Education, Common knowledge, Memory policy
The article discusses the situation of the descendants of the Germans from Lodz, their lifestyle
and attitude to their own heritage and roots. It also shows how the Lodz authorities commemorate the
multi-ethnic past of the city, and what is the contemporary Lodzians’ level of knowledge of the German community living in the city nowadays. The materials and data used in the article were collected
in 2009–2010 in the course of the research sponsored by the Town Council of Lodz. In its first part,
the article focuses on the town’s memory policy and the inter-cultural relations, which have taken place
there over the years between Germans and other communities, as seen from the perspective of local
Germans. The second part of the article analyses how the local German community is perceived by the
Polish inhabitants of Lodz, and to what extent their image is influenced by stereotypical concepts of the
Germans in general. It seems that Lodz inhabitants’ knowledge on the post-war situation of German
minority in their city is very poor. It appeared that the majority of interlocutors did not express their
opinions on local Germans, but on the Germans in general. Direct questions about Lodz Germans
caused associations mainly connected with the times of “The Promised Land’’ – the period in history
when German settlers created and stood for the “Industrial Empire’’ in Lodz. Sadly, the Lodzians’ awareness of the contemporary German minority living in Lodz was marginal. What is interesting though,
both examined age groups: the older one (Lodzians born between 1945 and 1960) and the youngest
one (those born in 1989–1990) responded similarly. The lack of knowledge of the younger people who
indicated school as their source of information, alarmed the authors and pointed their attention to the
relation between this fact and the existing educational system. To conclude this part of research, it can
be stated that the school education in the town taking pride in its long-term multi-cultural tradition is
on very low level. It is definitely insufficient in terms of teaching the young generation both the history
and present life of all the ethnic minorities, in particular German one, living side by side with them.
Translated by Dorota Stępińska
Adres Autorek:
Dr Inga B. Kuźma
Dr Joanna Sadowska
Instytut Etnologii i Antropologii Kulturowej UŁ
ul. Pomorska 149/153, 90-236 Łódź
e-mail: inga.kuzma@uni.lodz.pl
e-mail: jsadowska@interia.eu

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.