-
extracted text
-
W świecie współczesnych mitów.
Mongolskie i syberyjskie opowieści o człowieku śniegu
Dionizjusz Czubala
„Dzikiego człowieka", „człowieka śniegu" nazywają
w Mongolii a ł m a s e m . M i t o ałmasie jest w tym kraju
powszechny. Większość moich rozmówców z całym prze
konaniem informowała, że żyje on w niedostępnych okoli
cach Mongolii.
O spotkaniu z ałmasem słyszeli wszyscy indagowani.
Wszyscy też mieli podobne wyobrażenie tej postaci. Ma to
więc być stwór ponad dwumetrowej wysokości, podobny do
człowieka, ale obficie owłosiony. Chodzi na dwóch nogach,
pozostawia na śniegu ślady wielkich, prawie półmetrowych
stóp. Ma nieprzeciętną siłę i bardzo intensywną woń. Boi się
wody. Żyje samotnie w górach i na ogół unika kontaktów
z ludźmi.
Mit o istnieniu ałmasów jest stary i mocno ugruntowany
w świadomości społecznej mieszkańców Mongolii. Obecnie
nastąpiło pewne jego ożywienie, być może pod wpływem
ogólnoświatowej fascynacji tajemniczą postacią górskiego
samotnika. Indagowani przeze mnie Mongołowie często
mówili o zagranicznych ekspedycjach „naukowych" po
szukujących w ich kraju ałmasa (lub śladów jego istnienia),
które składały obietnicę wysokich nagród za jego ujęcie.
Zdaniem pewnej grupy moich rozmówców temat ałmasa
jest w Mongolii zakazany. Zdaniem innych administracja
krajowa sprzyja poszukiwaniom, a koczownicy, czy też
myśliwi, którzy opowiadają o swoich spotkaniach z ałmasem
trafiają na łamy gazet, są kandydatami do wysokich, nie
wiadomo jednak przez kogo fundowanych, nagród.
Aktualizacji i uwiarygadniania starego podaniowego wąt
ku dokonuje się wprowadzając go w świat współczesnych
realiów i określając czas zdarzeń. Mówi się więc o spotkaniu
z ałmasem „za komunistów", że zawiadomiono o nim
„władze w Ułan Bator", że przepowiedział je dziewczynie
lama, w czasie prześladowań ukrywający swą profesję i żyją
cy jak zwykły koczownik pasąc stada. Dokładniej określa się
czas zdarzeń informując: „to było w 1965 roku", „to było
parę lat temu", to było „nie tak dawno temu", albo
określając w sposób pośredni: w Mongolii „są ludzie, którzy
takiego człowieka widzieli", „żyje taki człowiek, który go
widział", „widziałem zdjęcia tego chłopca (rzekomy syn
ałmasa - DC), on jest teraz dorosły" lub (o innych potom
kach ałmasa) „uczy się na lamę", „w naszym teatrze jest
artystą", „jest największym zapaśnikiem w naszym ajmaku", albo po prostu: „ten człowiek żyje". Próbą uwiarygod
nienia wątku jest przywołanie naukowego autorytetu mon
golskiego akademika, który potwierdzał istnienie ałmasów,
odwołanie się do książki na temat ałmasów, wzmianka
o skórze ałmasa znajdującej się w starym monastyrze na
pustyni Gobi.
Współczesne mity o ałmasie to relacje o uprowadzeniu (w
celu prokreacji) „kobiety" lub „dziewczyny" albo - gdy
„dziki człowiek był płci żeńskiej" - „Mongoła", „ucznia ze
szkoły łamów" lub „lamy". Dla przykładu:
„Ałmasy często żenią się z prostymi Mongołkami. Był taki
jeden wypadek - ja to słyszałam parę lat temu. Ałmas nie
mógł sobie znaleźć partnerki. Żeby mieć potomstwo, upat
rzył sobie pewną Mongołkę. On podkradł się pod jurtę
1
i porwał dziewczynę. Potem było śledztwo. Ona powiedziała,
jak to było, ale ona już była z dzieckiem.
- Pół yeti i pół człowiek?
- Tak, tak" (Podała Tuja).
Towarzyszący rozmowie i tłumaczący opowieść z języka
mongolskiego Monhjargal komentował w tym miejscu:
„To nie jest mit. W Mongolii są ludzie, którzy takiego
człowieka widzieli. Na pewno znacie mongolskiego akade
mika Raiczina? Biaben Raiczin? On obserwował ałmasa
i dopóki żył, głosił, że na świecie są ałmasy. Mongolia jest
ogromna, ale ludzi mało. Jest dużo wolnych terenów i miejs
ca dla ałmasów. Tak może być. Tak właśnie. Najczęściej
mówi się, że występuje w górach. W Nepalu mówią na
ałmasa „człowiek śniegu", u was yeti, a u nas ałmas, to
znaczy „dziki człowiek". (Podał Monhjargal).
Prawie identyczny wariant zanotowałem w Ułan Bator:
„Jeden ałmas porwał kobietę i miał z nią dziecko. Kobieta
była bez włosów na ciele, więc on ją tak długo lizał, aż cała
okryła się włosem, bo jego ślina powoduje porost włosów.
Kobieta wiele razy próbowała uciec, ale ałmas jej nie
pozwalał. W końcu wskoczyła do wody. A on się wody boi.
Biegł za nią z dzieckiem w rękach. Gdy zobaczył, że ona już
nie wróci złapał dziecko za nogi i rozerwał na dwoje.
Straszne. Tak to słyszałam". (Podała Nima).
Nieco odmienną wersję zapisałem od innej mojej rozmów
czyni:
„Był taki wypadek: Dziewczyna pasła owce i przejeżdżał
obok niej lama. Za komunistów lama był zwykłym koczow
nikiem i miał swoje stado. No ale ludzie wiedzieli, kto jest
lamą i zapraszali go do siebie. On nieraz daleko wędrował.
Ten wędrował z bardzo daleka i ona go nie znała. Stanął przy
niej i powiedział jej:
- Będziesz miała w swoim życiu takie zdarzenie, jakiego
nikt z nas nie przeżył. Tylko zachowaj odwagę. Nigdy jej nie
trać!
Lama pojechał, a ona nad tym myślała. Kiedy miała
szesnaście lat - u nas w takich latach dziewczyny wychodzą
zamąż - porwał ją ałmas. Zabrał ją w góry i bardzo pilnował.
Musiała z nim żyć. Zaszła z nim w ciążę. Urodziła dziecko.
Ale bez przerwy tęskniła za bliskimi. Ałmas był okropnie
silny, ale ani jej, ani dziecka nie krzywdził, tylko im nie
pozwalał uciec. Ona dwa razy była już tak blisko ludzi, że
widziała jurty, ale za każdym razem ich doganiał i zabierał
ponownie w góry. Kiedyś wyszła z dzieckiem i - nie wiadomo
dlaczego - nie poszedł za nimi. Tak więc doszli do ludzi.
Wróciła do domu. A jej syn wyrósł na największego zapaś
nika w ajmaku. Tylko - po ałmasie - jest dość mocno
owłosiony" (Podała kobieta około 40 lat).
Obok licznych wariantów opowieści o porwaniu kobiety,
liczne są też relacje o porwaniu mężczyzn:
„Jest taka opowieść o dzikim człowieku, ale ona też jest
prawdziwa: Był ałmas-kobieta. Nie wiadomo, z jakiego
powodu porwała jednego Mongoła. Może też nie miała
partnera? Uprowadziła go w góry. Chciała mieć z nim
dziecko. Jakiś czas żyli razem. Dziecko się urodziło i on
chciał wrócić do ludzi, ale go nie puściła.
2
53
\
Ałmasy nie lubią wody. Kiedy on to zauważył, uciekł od
niej. Wskoczył do rzeki i uciekał przez wodę. Ona szła obok
wody, ale bała się do niej wejść. Biegła tak za nim z dziec
kiem. Kiedy w końcu przeszedł wodę, tak się wściekła, że
urwała temu dziecku głowę. Widać taki dziki człowiek też
może kochać! To prawda. Tak się zdarzyło. Ten człowiek
żyje. On tam żył dziko, nawet mu włosy urosły na plecach.
Opowiadali, że miał już taką (pokazuje) grzywę" (Podała
Tuja).
0 uprowadzeniu ucznia ze szkoły łamów tak opowiadano:
„Żyła pewna rodzina w górach. Mieli syna, który uczył się
w szkole łamów. Kiedy raz jechał odwiedzić rodziców,
spotkał ałmasa. Była to ałmas-kobieta. No ale ogromna. On
przy niej był bardzo mały. Ałmaska porwała go w góry.
Poszła z nim bardzo, bardzo daleko i tam żyli razem. Po
czterech miesiącach ona zaszła w ciążę. Urodziła chłopczyka.
Jakiś czas żyli razem. Potem lama wrócił ze swoim synem do
ludzi. Widziałem zdjęcia tego chłopca. On jest już teraz
dorosły. Jest silny, zdrowy, no i obaj żyją normalnie" (Podał
Bilega).
1 opowieść o porwaniu starego lamy:
„Nie tak dawno temu było takie zdarzenie. Stary lama
- miał sześćdziesiąt lat - przez czterdzieści dni widywał
dużego ałmasa. Ałmas go obserwował, ale nic mu nie mówił.
Lama opowiadał ludziom, że widuje codziennie tego samego
ałmasa. Potem lama zniknął. Ludzie byli pewni, że go ten
ałmas zabił i gdzieś zawlókł. Wybuchła tam panika. Czas
płynął, ale już ani ałmasa, ani lamy nie spotkano więcej.
Okazało się, że ów ałmas był kobietą. Ona upatrzyła sobie
tego starego lamę i zabrała go w góry. Pewnie nie mogła
spotkać prawdziwego ałmasa, a przyszedł u niej czas na
dziecko, więc zabrała go ze sobą w bezpieczne miejsce i stała
się brzemienna. Stary lama wychowywał dziecko razem
z matką. Uczył je mówić. Opowiadał mu o Buddzie. Chło
piec szybko rósł. Jak był już samodzielny, ałmaska poszła
w góry, a oni obaj zeszli do ludzi i chłopak uczy się na lamę"
(Podała Nima).
Żartobliwy stosunek do opowieści o ałmie zdradzała
grupa studentów przysłuchujących się mojej rozmowie z ich
kolegą:
„Jeden Mongoł poszedł w góry i trafił na ałmasa-kobietę.
Ona go wzięła ze sobą i żyli razem.
- Po prostu pożenili się - dorzuca ktoś ze studentów,
grupa wybucha śmiechem.
- Kiedy wychodziła z pieczary, przywalała wyjście wiel
kim kamieniem tak, że on go nie mógł ruszyć.
- Żeby nie uciekł - ponownie śmieją się słuchacze.
- Tak, żeby nie uciekł! Oni chodzili zawsze razem.
Urodziło im się dziecko. Ale on w pewnym momencie uciekł
jednak ałmasce. U nas w górach są bardzo bystre rzeki.
Wskoczył w taką wodę i uciekł. Przecież on w każdy dzień
myślał o swojej żonie. Ona tam sama została w jurcie! Co tam
się u niej dzieje? Co ona myśli? Kiedy wrócił, to opowiadał,
jak tam żył. On tą ałmaskę chciał nauczyć mówić. Chciał
mięso piec na ogniu, ale ona ognia okropnie się bała i nie
pozwalała palić. Jak jej nie słuchał, to go biła. Wiele razy
mocno od niej oberwał" (Podał student).
Kilku współcześnie żyjącym Mongołom przypisuje się
pochodzenie od ałmasa. Mają to być lamowie, zapaśnicy
a także artyści, a więc - w jakimś sensie - ludzie wyjątkowi to
jest drugi motyw opowieści o ałmasach. I znów dla przy
kładu:
„W naszym teatrze - opowiadano mi w Ułan Bator - jest
wspaniały artysta. Od dziecka go podziwiam. On jest bardzo
sławny. On jest synem ahnaski. Jest wspaniale zbudowany,
zdrowy, silny. My dzieci zawsze chcieliśmy być tacy jak on.
Tyle jego ról pamiętam! Zawsze jest silnym bohaterem
i zawsze zwycięża. Ale o tym, że on jest synem ałmaski,
54
dopiero teraz wiemy, bo sam o tym napisał. Dotąd nie wolno
było takich rzeczy pisać. Rząd nie pozwalał o ałmasach pisać.
Komuniści mówili: takiego szumu nie wolno robić, to nie jest
potrzebne, to głupota" (Podał mężczyzna około 30 lat).
Trzeci rodzaj relacji to krótkie informacje niekiedy z ko
mentarzem, o spotkaniach ludzi z ałmasem. Na przykład:
„Jeden koczownik jechał przez góry ałtajskie - bo to było
na Ałtaju - nagle koń mu stanął i nie chciał dalej iść. U nas są
takie miejsca, gdzie zwierzęta stają i koń może trzy dni stać,
tak jakby spał. Sam się nie ruszy. Trzeba go wziąć i wyciąg
nąć z tego miejsca. Zszedł z konia i go pociągnął. Koń
postąpił naprzód, ale dalej nie chciał iść. Wtedy koczownik
spojrzał w bok i zobaczył, że leży tam coś wielkiego
i ciemnego. Pomyślał: może to czarna krowa? Podeszedł
i zobaczył, że to ałmas leży. Szybko uciekł od niego. Wsiadł
na konia i jak szalony jechał do domu. Tam zsiadł i stracił
przytomność. Dopiero za parę dni ludzie się dowiedzieli, że
spotkał ałmasa. Jak się to doniosło do władzy, to natych
miast zameldowano do Ułan Bator i władza przysłała swoich
przedstawicieli. Zaraz pytali, gdzie to było i kazali tam
jechać. On ich zaprowadził. Okazało się, że został tylko ślad.
Wilki zjadły całego ałmasa, nawet kości pogryzły. Nic nie
zostało. Bo on leżał martwy. Koczownik o tym nie wiedział
i uciekł. Bał się, aby go do pieczary nie powlókł. Potem
przyszły wilki i go zjadły" (Podał Czuka).
Lub:
„Na pustyni Gobi polowali zagraniczni myśliwi na kozły.
Prowadził ich świetny myśliwy. On zobaczył ałmasa i poka
zał go także tym ludziom. Razem widziało go kilka osób. To
było w 1965 roku. Takie było ostatnie, udowodnione
spotkanie z ałmasem. To wiem z książki. Jest książka
mongolska o ałmasach i tam to chyba wyczytałem. Teraz one
nie występują, ale nie ma wątpliwości, że te ałmasy u nas żyły.
Ludzie je spotykali. Bo przecież na Gobi w jednym starym
monastyrze jest do dziś skóra ałmasa. Jeszcze przed rewolu
cją go ubili. A może sam padł i lamowie go przechowywali"
(Podał intelektualista).
Zdarzali się rozmówcy, od których nie udało mi się
wyegzekwować wyrazistych legend o ałmasie. Ich informacje
świadczą jedynie, że temat jest im serdecznie bliski:
„Ludzie ciągle wątpią, czy są ałmasy, a przecież jest tyle
spotkań z ałmasami. Tylko że państwo nie chce posłać
ekspedycji w Ałtaj. Jak się o tym mówi, to odpowiadają: to są
głupstwa, to są mity i są ważniejsze rzeczy w Mongolii niż
ałmasy.
Ałmasy żyją wysoko w górach, tam ani koczownicy, ani
myśliwi nie docierają. Tam trzeba by specjalnej ekspedycji,
no ale rząd nie rozumie tego. Czasem tylko ktoś zobaczy go
z daleka, jak idzie po zboczu góry, albo jak ucieka. Bo on
raczej omija człowieka. Można go przez lornetkę oglądać"
(Podał technik medyczny).
Opowieści o ałmasie, takie jakich garść tu przytoczyłem,
stanowią wdzięczną podstawę do konfrontacji dwu rodza
jów mitologizacji: autentycznej ludowej, silnie osadzonej
w konkretnej kulturze narodowej z mitologizacją typową dla
masowych środków przekazu, dla których „człowiek śnie
gu" bywa zaledwie ciekawostką sezonową. Wymagałoby to
jednak większej bazy materiałowej.
*
* *
W Polsce mit „człowieka śniegu" nigdy nie był zbyt
popularny. Pojawiały się wprawdzie doniesienia o tym,
jakoby widzianym tu i tam, stworze, ale sami nie mieliśmy
i nie mamy terytoriów, gdzie by się on osiedlił lub bywał. Nie
mamy też rozpraw etnologów czy folklorystów o tym micie.
Inaczej przedstawia się sytuacja w Stanach Zjednoczonych
czy w Rosji.
Mój tekst drukowany w „Foaftale News" wywołał dwie
wypowiedzi amerykańskiego folklorysty Billa Ellisa o „dzi
kim człowieku". Pierwsza to nota od edytora, który infor
muje o tym, co na temat ałmasa zawierają angielskojęzyczne
publikacje.
Zainteresowania małpoludami w Stanach Zjednoczonych
i w Rosji - zdaniem Ellisa - zaczynają się w latach
sześćdziesiątych. O mongolskich ałmasach pisał kryptozoolog Ivan Т. Sanderson w książce: Abominable Snowmen:
Legend Come to Life (Śnieżny człowiek. Legenda która
odżyła). Autor podsumował kilka raportów z Mongolii. Były
wśród nich także opowieści o dziecku ałmaski, które zostało
l a m ą . T o s t a ć ta pojawi się też w następnej pracy z 1984 roku
Janet i Colin Bord The Evidence for Bigfoot and Other
Man-Beasts (Dowody istnienia człowieka o wielkich stopach
i innych małpoludów) a także w Jerome Clarka: Encyk
lopedia of Strange and Unexplained Physical Phenomena
(Encyklopedia dziwnych i niewytłumaczalnych zjawisk fizycz
nych).
Antonio Huneeus tłumaczy trzy popularne artykuły na
temat ałmasa w swoim podręczniku A Study Guide to UFOs,
Psychik. Paranormal Phenomena in the U.S.S.R..
Te ar
tykuły zostały streszczone także przez dra Maksa Oppen
heimera juniora w The Siberian Snowman.
Druga wypowiedź Billa Ellisa to The Ape-Mate Abduc
tion: A Survey. Autor twierdzi, że „Rosyjscy kryptozoolodzy przedkładają termin „almas" nad termin małpolud
i dlatego używają go w raportach, które pochodzą z gór
Kaukazu, Syberii i M o n g o l i i " . Wydaje mi się, że termin
„ałmas" to tylko jeden z terminów, jakie przewijają się
w rosyjskich publikacjach. Nie jest też chyba najpopularniej
szym spośród nich. W mojej wyprawie terenowej przez
Syberię (Ekaterinburg-Irkuck) latem 1993 roku oraz w pub
likacjach rosyjskich poznanych podczas tej podróży i póź
niej, zetknąłem się co najmniej z kilkunastoma różnymi
terminami na określenie tego stwora. Są to nazwy głównie
etniczne takie jak: „mieczenyj", „leszij", „jagmorti", „tungu", „zemlemer", „czuczunaa", „mirygdy", „kiltania", „arysa", „arynk", „teryk", „girkyczawylin", „rekkem", „dżulin", „łołgłyj" i inne.
3
5
6
1
&
9
10
Wątek porwania człowieka na partnera seksualnego przez
małpoluda, który zanotowałem w Mongolii, jest - twierdzi
Ellis - legendą migracyjną, której najstarsze egzemplarze,
jakie udało mu się wyśledzić, pochodzą z Europy Środkowej.
Wykazuje je w swej pracy Sleuthing in the Stacks Rudolph
Altrocchi. Twierdzi on również, że legenda ta wpłynęła na
powieść Edgara Rice Burroughsa Tarzan of the Apes napisa
ną w 1914 roku, w której Jane spotyka dzikiego Tarzana,
ratującego ją z rąk strasznego małpoluda Terkoza. W liście
do Altrocchiego autor powieści przyznał, że inspiracje
czerpał z przeczytanej historii żeglarza, którego okręt rozbił
się u wybrzeży Afryki. „W czasie przymusowego pobytu
w dżungli, małpa, która została oswojona, tak się w nim
zakochała, że, kiedy został uratowany przyszła za nim aż do
zatoki i tam rzuciła mu dziecko" . Altrocchi próbuje iść
tropami opowiadania Burroughsa. Wprawdzie nie dociera
do tej historii, ale znajduje inne wersje owego wątku. Jedną
poznał od pani E.R. Burnett z North Adams w Mas
sachusetts, której rodzina przechowuje ją od co najmniej stu
lat, a drugą - pochodzącą z manuskryptu perskiego z 1830
roku - opublikował Augustę Bricteux w Contes Persons .
Prócz Altrocchiego na podobne warianty natrafił w Maine
Richard Dorson (drukował je w American Folklore i Folk
tales Told around the World), a także Leonard Roberts we
Wschodnim Kentucky.
11
12
13
Zdaniem Ellisa najwcześniejsza wersja tego wątku mogła
się pojawić w książce Francesco M . Guazzo Compendium
Maleficarum z 1608 roku. Opowieść Guazzo, którą przypi
suje kronikom, ma następującą postać:
14
Pewna kobieta za zbrodnie została deportowana na
bezludną wyspę. Tam została otoczona przez małpy. Najwększy małpiszon wziął ją delikatnie za rękę i zaprowadził do
jaskini, gdzie małpy przyniosły jej owoców, orzechów,
korzonków i zachęcił ją do jadła. Potem została przez niego
zniewolona. Urodziła dwoje dzieci i żyła tak parę lat. Bóg się
zlitował i przysłał statek. Żeglarze z niego przyjechali do
źródła po wodę w pobliżu jaskini. Małpiszona nie było.
Kobieta wybiegła rzuciła im się do stóp z prośbą, aby ją
wyrwali z tego zniewolenia. Żeglarze zgodzili się na to
i zabrali ją na statek. Wtedy małpiszon pojawił się na brzegu
i gestami wskazywał, że ona jest jego żoną. Kiedy zobaczył,
że szykują się do odpłynięcia, chwycił jedno z dzieci i groził,
że je utopi. Następnie uczynił to i pobiegł po drugie dziecko.
Utopił i to, a potem w ataku furii popłynął za statkiem, aż
został pokonany przez fale.
Król Lizbony skazał ją na całopalenie. Na prośbę pew
nych ludzi wyrok zamieniono jej na dożywocie.
Fabio Picasso publikuje wersję zanotowaną w Wenezueli
w 1735 roku przez opata Salvadora Gilija.
Dziki człowiek El Salvaje pokryty włosami od stóp do
głów porywał kobiety w dolinie Orinoko. Porwał jedną
kobietę i uniósł ją w sawannę. Wbrew woli, musiała dzielić
życie z dzikusem.
Żyła z dwojgiem dzieci w domu, który jej zrobił na szczycie
drzewa. Zobaczyła stamtąd łowców i przywołała ich, żeby ją
uratowali. On był bardzo agresywny i nie pozwalał jej
schodzić na ziemię.
Łowcy wrócili do wsi, zebrali ochotników i członków jej
rodziny i kiedy go nie było przy niej, zabrali ją. Dzikus,
wracając z dziećmi, spotkał grupę. Prosił, by wróciła do
niego. Kiedy jednak Hiszpanie wycelowali w niego strzelby,
rozdarł dzieci na kawałki i uciekł do lasu.
Historia ta była zapisywana kilka razy w centralnej
Ameryce. Sanderson przedrukowuje wersję z Gwatemali
(pojawiła się najpierw w 1915 ,Mark Sanborne usłyszał ją
od M a j ó w a ostatnio opublikował ją Meg Craig.
Bill Ellis pisze, że jeśli słuszny jest mój pogląd, iż legenda
0 ałmasie jest rzeczywiście długowiecznym dorobkiem Mon
gołów, to mogła ona przywędrować do Europy stamtąd:
1 „być może weszła do tradycji europejskiej wówczas, gdy
Hiszpania i Portugalia otwarły się na kontakty z Dalekim
Wschodem" . Amerykański folklorysta apeluje, aby zająć
się tym wątkiem aktywniej, bo wymaga on pilnie dalszych
badań.
15
16
17
18
17
*
*
*
Rosyjskie fascynacje hominidami zaczęły się w końcu lat
pięćdziesiątych i na początku sześćdziesiątych. Najpierw
prasa zasypała czytelników falą sensacyjnych komunikatów
0 odkryciu człowieka śniegu, o spotkaniach z nim, o jego
wyglądzie i działaniach. Jest to dla badacza legend i mitów
współczesnych nieco zaskakujące, bo działo się to w państwie
totalitarnym, w którym cenzorzy pilnie baczyli, jakie tematy
idą między ludzi i wiele artykułów światła druku nie mogło
ujrzeć. Motyw człowieka śniegu uznano widać za niegroźny
zarówno dla władzy, jak i dla „mas", bo był publikowany
bez przeszkód. Być może zadecydowała o tym nadzieja, że
oto pojawia się okazja, by uzupełnić brakujące ogniwo
w ciągu ewolucyjnym od zwierzęcia do człowieka myślącego
1 potwierdzić w ten sposób marksistowską koncepcję roz
woju człowieka, co miałoby dla ówczesnych decydentów
niebagatelne znaczenie ideologiczne i polityczne.
Nadzieja ta wprawdzie się nie ziściła, ale w swoim czasie
temat coraz bardziej wciągał uczonych radzieckich. Zaczęły
się pojawiać publikacje w czasopismach popularnonauko
wych i naukowych takich jak „Sowietskaja etnografia",
5 5
„Woprosy filozofii" czy „Doklady A N SSSR".
Siergiej Kłymow kandydat nauk biologicznych w ar
tykule: Sostoitsia li wstrecza? da.je przegląd tych wczesnych,
rosyjskich fascynacji mitem yeti i poszukiwaniem go przez
uczonych. Jego zdaniem wszystko zaczęło się w p o
c z ą t k a c h lat pięćdziesiątych od informacji, iż w Himala
jach znaleziono ślady „śnieżnego człowieka". Przyciągnęło
to uwagę społeczną i od początku wywoływało wielkie spory.
Sceptycy odrzucali, entuzjaści podtrzymywali wiarę w ist
nienie tajemniczej istoty. W 1958 roku w „Izwiestiach
wsiesojuznogo geograficzeskogo obszczestwa" została opu
blikowana pierwsza poważna analiza zebranych świadectw
dokonana przez S. Obruczewa, poważnego uczonego geo
grafa, członka-korespondenta Akademii Nauk SSSR. Wnet
aktywnie włączyli się do tej dyskusji (mit czy prawda)
profesorowie B. Porszniew, A . Maszkowcew, N . Ładygina-Kots, M . Niestruch. Z grupy tej na lidera badań wysunął
się B. Porszniew.
20
W styczniu 1958 roku po wysłuchaniu jego wykładu
Prezydium Akademii Nauk SSSR powołuje komisję do
badania „śnieżnego człowieka". Na jej czele staje S. Obruczew, zaś jego zastępcą zostaje B. Porszniew.
Komisja zaczęła gromadzić materiały, relacje, publikacje,
jakie napływały do gazet, instytutów i Akademii. W 1958
roku, ukazały się pierwsze książki zagraniczne tłumaczone
na rosyjski (C. Stojor, R. Izzard). W 1959 roku - po
rezygnacji S. Obruczewa z przewodnictwa Komisji oraz po
nieudanej ekspedycji w góry Pamiru - Komisja zakończyła
działalność. Zdążyła jednak opublikować cztery „Informacjonnyje Materiały".
Po rozwiązaniu się Komisji pewna grupa uczonych za
częła się gromadzić wokół Porszniewa. W końcu 1961 roku
ukazała się w USA monografia A . Sendersona, która
w następnym roku została przetłumaczona na rosyjski pt.
Otwratitielnyj śnieżny] czelowiek. Autor bardzo wysoko
ocenił badania rosyjskich uczonych.
W 1963 roku ukazała się monografia B. Porszniewa, ale
zaledwie w 180 egzemplarzach (autor wykupił cały nakład
i rozesłał przyjaciołom, uczonym miejscowym i zagranicz
nym). Książka opiera się na analizie bogatego materiału
zgromadzonego przez Komisję A N SSSR, a jej główna teza
sprowadza się do tego, że „śnieżny człowiek" nie jest
człowiekiem, a reliktowym hominidem.
Na przestrzeni dwudziestu pierwszych lat badań wyrosła
nowa grupa uczonych, która nadal pasjonuje się tym zagad
nieniem. Są to D . Bajanów, I . Burcew i A. Burcewa, W.
Puszkariew, A . Kozłów i inni.
Władymir Puszkariew jest geologiem. W różnych czaso
pismach pisze o spotkaniach na swej zawodowej drodze
z ludźmi, którzy mu opowiadali o tych dziwnych istotach.
W jednym z a r t y k u ł ó w , który tu streszczam, twierdzi, że
zapisał około pięćdziesięciu takich relacji. Pierwszą z nich
zanotował w roku 1972 pracując nad Peczorą. Było to stare
opowiadanie o dzikim, owłosionym olbrzymie zwanym tu
„j a g - m o r t e" (leśny człowiek). Jedne przekazy były
starodawnymi podaniami, inne zaskakiwały geologa współc
z
e
s
n
у
m
i
realiami. Iwanowicz Efimow Bułygin, weteran wojny ojczyź
nianej, mieszkaniec Ust-Cilma, opowiedział mu, że mając 15
lat brał udział w sianokosach nad rzeką Cilmą około 10
kilometrów od wsi. Sześcioro dzieci i dwoje dorosłych kopiło
siano 300 metrów od rzeki. Nagle na przeciwnym jej brzegu
zobaczyli dwie dziwne postacie. Jedna była mała czarna,
druga ogromnego wzrostu i siwawa. Podobne były do ludzi,
ale wszyscy wyczuli, że to nie ludzie. Stali i patrzyli nie
ruszając się. Postacie zaczęły biegać wokół wierzby. Siwawa
uciekała, a czarna ją goniła. Biegały bardzo szybko. Nie
miały na sobie żadnej odzieży. Po kilku minutach postacie
zniknęły. Ludzie pobiegli do domku leśnego i godzinę
21
56
milczeli. Potem uzbrojeni, w co kto miał, pojechali łódką na
drugi brzeg. Zobaczyli ślady małej i dużej postaci. Duża
miała stopy wielkości walonek. Palce wyraźnie odstawały.
Podobne przygody mieli też mieć inni wymienieni z na
zwiska i imienia informatorzy Puszkariewa w tych okolicach.
Kolejną opowieść usłyszał Puszkariew w roku 1975 nad
dolnym Obem w miejscowości Wasiakowo od swego prze
wodnika Łuki Wasilewicza Tynzianowa. W roku 60. szedł
Łuka wieczorem z Jaroskogorta do Wasiakowa z dwoma
psami. Psy zaczęły ujadać i pobiegły do przodu, wróciły do
niego, powtórzyły jeszcze raz atak, ale spłoszone cisnęły mu
się do nóg. Wtedy to z lasu wyłoniły się dwie postacie. Jedna
powyżej dwóch metrów, druga poniżej dwóch metrów. Łuka
przestraszył się tak jak i jego psy, gdyż oczy tych istot gorzały
ciemnoczerwonym blaskiem. Szły naprzeciw. Minęły Łukę
patrząc na niego. Były nagie, obrośnięte krótką sierścią,
miały długie ręce i specyficzne ruchy. Łuka nazywał je
„uten-ehti-agen". W tym rejonie każdy Chant zna takie
opowieści i albo sam miał spotkanie z „leśnym człowiekiem",
albo ktoś z jego bliskich go spotkał.
Inną historyjkę przekazała Puszkariewowi wiejska nau
czycielka Marfa Efimowna Sienkina, żona wielce zasłużone
go utrwalacza władzy rad. Będąc przejazdem u zaprzyjaź
nionego Chan ta słyszała nocne szczekanie psów. Powtórzyło
się ono i na drugą noc. Zaciekawionej tym gospodarz
szepnął, że to pewnie z e m 1 e m e r. Na jej prośbę, by go
zobaczyć, Chant wyprowadził ją o północy z czumy. Czekali
z godzinę. Świecił jasny księżyc. Zaczęło się psie ujadanie.
Pojawił się wielkich rozmiarów stwór z gorejącymi oczyma,
który zaczął obchodzić czumy. Takiego strasznego i wyso
kiego człowieka nigdy nie widziała. Psy rzuciły się na
olbrzyma ośmielone obecnością gospodarza. Schylił się,
chwycił jednego z nich i odrzucił na kilkanaście metrów. Pies
zaskowyczał tylko i ucichł. Postać szybko się oddaliła. Na
pytanie nauczycielki:
- Czyżby to był 1 e s z i j?
Chant przestraszył się i zapowiedział jej, by nigdy tego
słowa nie używała. Niech mówi raczej zemlemer. Jego
zdaniem stwór ten pojawia się co roku o tej porze.
Następnie Puszkariew prezentuje swoje zapisy o t u n g u
(tak bowiem nazywają człowieka śniegu Nency). Opierając
się o własne doświadczenia, pokazuje, że zasięg występowa
nia t u n g u jest szeroki od Obu do Jeniseja tak w tundrze,
jak i tajdze. W tym obszarze na dalekiej północy pojawia się
zawsze o tej samej porze, tj. gdy nastaje długa polarna noc,
a więc od jesieni. Wszystkie występujące tu grupy etniczne
wyróżniają tego stwora jako nieczłowieka. Charakteryzują
go mniej więcej podobnie. Wysoki, obrośnięty, ma gorejące
oczy, szybko biega (szybciej od jelenia), nie mówi, głośno
(przeraźliwie) gwiżdże, czasem wrzeszczy. To samotnik.
Wiedzie tajemnicze życie na odludziach. Człowieka omija.
Czasem jednak zbliża się do czumów, by ukraść dziewczynę,
zostawia wtedy na śniegu ślady wielkich stóp.
Charakterystyczne, że większość spotkań z dzikim czło
wiekiem miała miejsce, do lub we wczesnych latach sześć
dziesiątych. Potem się urwały i starzy Neńcy np. infor
mowali, że gdzieś się w ostatnich dziesiątkach lat podział i nie
jest widywany w ich rejonie.
Puszkariew pisze, że w Jakucji spotkał się z tymi samymi
opowieściami w roku 1974. Tam dzikiego człowieka nazywają „c z u с z u n a a". Ma się on pojawiać w górskich masy
wach na wschód od Leny.
Ewenka, Tatiana Iliniczna Zacharowa opowiadała: W la
tach 20. ludzie spotkali czuczunaa zbierając jagody. On także
rwał jagody i obiema rękami pchał do ust. Kiedy zobaczył
ludzi, wstał. Był wysoki (powyżej dwóch metrów), bosy ale
odziany w jelenią skórę. Miał długie ręce, kosmate włosy na
głowie, małą głowę, pukiel włosów na czole, twarz większą
jak u człowieka. Uciekał bardzo szybko, wysoko pod
skakując po każdym trzecim kroku.
W Sajdy-Wierchojańskim rejonie autor spotkał mnóstwo
opowieści u jeleniowodów w górach. Według nich czuczunaa
jest bardzo straszny i bardzo groźny dla człowieka. Spot
kania z nim miały miejsce w minionym stuleciu i na początku
wieku. Zdarzały się jeszcze w latach 20-30., ale ustały
w latach 50. (tylko dwa spotkania). Jakuckie olbrzymy
umiały pływać i często kradły jelniowod om jedzenie. W Wierchojanie i nad rzeką Adycz mają ludzie spotykać często
szkielety tych wielkoludów.
Puszkariewa zastanawia to, że postać ta we wszystkich
rejonach Syberii, które penetrował, jest prawie identycznie
opisywana, a przecież ludy te dzieli nie tylko wielka odleg
łość, wielkie rzeki i pasma gór, ale i etniczne języki i kultura.
Dlaczego mimo tych barier wszędzie spotyka się to samo
przekonanie o istnieniu i ten sam obraz postaci śnieżnego
człowieka.
Aleksandra Byrcewa, pracownik muzealny (Państwowe
Muzeum Darwina) inżynier, pasjonująca się śnieżnym czło
wiekiem, opisuje w artykule Zolotoj śled na
Сzukotkie inny
niż Puszkariew rejon. Pisze ona, że w 1971 roku udała się na
Daleki Wschód na Czukotkę, gdzie prowadziła wywiady
z Czukczami i Łamutami.
Łamuty nazywają go m i г у g d у lub к i 11 a n j a. Kiedy
myśliwy upoluje jelenia, część musi zostawić, by przyjść po
nią na drugi dzień - opowiadał Byrcewej Diaczkow Semen
Gerasimowicz - ale na następny dzień mięsa już nie ma.
Widać tylko wielkie ślady i duże kroki. Mirygdy żywi się
surowym mięsem. Żre nie tak jak wilk, ale urywa kęsy
i podaje sobie ręką do mordy, kości odrzuca. Ludzie na niego
nie polują. Zimą nie występuje. Ludzi nie atakuje, żyje
w górach.
Milicjant miejscowy P. Morozów, Łamut, opowiadał jej,
że przed wybuchem drugiej wojny światowej w dolinie rzeki
Majny żył starzec ze swoją staruchą. Nocą, w grudniu ktoś
podchodził pod ich dom. Psy wściekle ujadały. Potem
stwierdzili, że ktoś zabrał im mnóstwo ryb. Zostały tylko
wielkie na łokieć ślady stóp na śniegu.
Na całej Czukotce stwór o nazwie mirygdy i kiltanja jest
znany. Nazywają go także: g i r k y c z a w y l i n , t e r y k ,
arynk, arysa, rekkem, d ż u l i n .
W obydwu artykułach i u Puszkariewa, i u Byrcewej
pojawia się refleksja nad możliwością migracji owych homi
nidów. Jeśli bowiem we wszystkich szczegółach opowieści
różnych ludów Dalekiej Północy na temat yeti są zbieżne, to
różnią się czasem występowania. U Jakutów i Czukczów
pojawia się wyłącznie latem. Na Peczorze i szczególnie na
Zauralu spotyka się go przez cały rok wyłączając najzimniej
sze dwa miesiące. Jeśli zatem przyjąć - pisze Puszkariew
- j a k o prawdziwe opowieści o leśnym człowieku, to możemy
mieć do czynienia z jego migracją.
Pewną prawidłowość widzi jeszcze Puszkariew i w tym, iż
wedle opowieści spisanych między grzbietem gór Ural
a rzeką Obem można wykreślić pewną periodyzację jego
występowania mianowicie w latach 1951-1953, w 1959-1962, i 1967-1968.
Byrcewa natomiast widzi migrację nie cykliczną w jednym
rejonie, a idącą w jednym kierunku. Powołuje się przy tym na
takie samo zdanie B. Porszniewa i jego pracę Sowremiennoje
sostojanije woprosa o reliktowych gominoidach. Zestawiając
dużą ilość relacji sądzi on mianowicie, że migracja ta idzie
w kierunku północno-wschodnim do Czukotki i cieśniny
Beringa.
Badacze szukają nowych dowodów na istnienie człowieka
gór, nie tylko spisując relacje o nim i fotografując jego ślady,
ale też odkrywając stare notatki i zapiski etnograficzno-historyczne.
22
23
24
25
Byrcewa na przykład przywołuje zapisy o tym stworze,
jakie zgromadził W. Bogoraz etnograf, folklorysta i historyk
na przełomie X I X i X X wieku w książce Czukczy. Pisze w niej
tak: „Czukcze opowiadają także o plemieniu wielkoludów,
którzy w odróżnieniu od kelet (postacie magiczne - DC) nie
napada na ludzi. Oni nazywają się ł o ł g ł у j (podkreślenie
DC). Bajki (skazki) o nich w dużej mierze podobne są do
takich samych opowieści eskimoskich. Jeden z rysunków
ilustrujących te skazki przedstawia wielkoluda o imieniu
'Morżowym miasom odietyj'. Ten wielkolud przyszedł zza
morza w rejon Kereków. On był tak ciężki, że wszędzie
zostawiał ślady. Jednego razu położył się spać na odkrytej
przestrzeni. Trzech ludzi go zobaczyło i ujęło, przywiązując
sznurami do kołków wbitych w ziemię. Potem ubili go
swoimi kopiami." Drugi czukocki rysunek przedstawia
dwóch wielkoludów pożerających ludzkie dziecko. Bogoraz
tłumaczy, że na podłużnym rysunku w górze pokazani są
rodzice, którzy z przerażeniem przyglądają się tej uczcie.
26
Inny historyk i etnograf G.W. Ksenofontow w Uranhaj
Sahalar pisze: „Czuczunaa - człowiek. Zajmuje się polowa
niem na dzikie renifery. Je surowe mięso. Mówią, że
z dzikiego jelenia w całości zdziera skórę, jak my zdzieramy
z pieśca. Tą skórę naciąga na siebie. Żyje podobno w norze,
podobnej jak niedźwiedzia. Ma głos wstrętny, chrapliwy,
ostry (protiwnyj, chripłyj, treskij). Gwizdem straszy ludzi
i jelenie. Ludzie widują go rzadko, najczęściej uciekającego...
Twarz jego jest czarna. Nie można w niej rozpoznać ani nosa,
ani oczu. Czuczunę widuje się tylko letnią porą. Zimą on się
nie pojawia."
„Jeżegodnik Tobolskogo Gubernskogo Muzeja" z 1907
roku w artykule Bierezowskoe czudo doniósł o niezwyczaj
nym zdarzeniu, jakie miało miejsce w tajdze w 1845 roku.
Informację swą oparł na zgłoszeniu dokonanym przez
urzędnika 16 grudnia 1845 roku do sądu ziemskiego w Bieriezowsku. Wynika z niego, że Fałalej Łykysow i Samojed
Obył zastrzelili dziwnego stwora: był podobny do człowieka,
wysokości trzech arszynów, gęsto obrośnięty czarną sierścią,
zamiast palców miał pazury. U nóg nie miał palców. Był
żeńskiego rodzaju.
Wieść o tym dotarła do gubernatora w Tobolsku, którego
urząd tym się zainteresował. Z przesłuchania Obyła wynika,
że w lesie natrafili na stwora, którego obskoczyły psy. Bronił
się przed nimi gołymi rękami. Fałalej podkradł się i strzelił.
Potwór padł na ziemię. Obejrzeli go, następnie rozcięli. Ciało
było ciemnawe a krew czarnawa (czernowata).
Władzom nie udało się dotrzeć do stwora, bo najpierw
miejscowi nie chcieli pokazać drogi, a kiedy w końcu dotarto
na polanę, nie było już żadnych śladów.
Folklorysta w odróżnieniu od kryptozoologa czy fortyst y traktuje opowieści o śnieżnym człowieku jako mity
współczesne. Nie odczuwa więc potrzeby szukania świadków
zdarzenia, sprawdzania i weryfikowania faktografii, prowa
dzenia eksperymentów na prawdomówność narratorów.
Wszystko to uznaje za całkowicie zbędne. Opowieści te są
bowiem - dla niego - tym samym typem folklorystycznej
fantazji, jak relacje o potworze w jeziorze, latających tale
rzach, kosmitach penetrujących ziemski glob, rybach spada
jących z nieba, żywej żabie odkrytej w bryle węgla, mamucie
żyjącym do dziś w tajdze, wężu w brzuchu, pająku we
wrzodzie, robakach w mózgu, skorpionie w yucce, czarnej
wołdze porywającej dzieci, prezydencie Kennedym żyjącym
w Polsce, Gagarinie nadal żyjącym w domu dla umysłowo
chorych, autostopowiczach znikających z samochodu,
wzgórzach przyciągających samochody itd. Katalog takich
wątków szybko się poszerza. W Stanach Zjednoczonych,
gdzie właściwie rozpoczęto nad nimi badania, dopracowano
się już ich licznych kolekcji. Największy zbiór, liczący pięć
tomów, wydał Jan Harold Brunwand. W Niemczech
27
28
2 9
30
5 7
trzytomową kolekcję wydał w ostatnim okresie Rolf Wil
helm Brednich , w Anglii po dwa tomy opublikowali
Rodney Dale i Paul Smith, słynny zbiór ogłosił w Szwecji
Bengt af Klintberg.
Folklorystyka od niedawna traktuje te teksty jako jeden
z gatunków prozy ludowej obok takich jak opowieść bio
graficzna, podanie, legenda, bajka czy mit. Badacze - dla
odróżnienia od „tradycyjnych" - bardzo silnie akcentują
„współczesność" i „aktualność" tych tekstów. Określa sieje
więc w języku angielskim jako „modern folk tale", „contemporary legend", „modern myth" czy „rumor legend".
Spora grupa folklorystów jest przekonana, że gatunek ten
zrodził się w naszych czasach, że generalnie do jego upo
wszechniania w świecie przyczyniają się massmedia, że o ich
powstawaniu decydują nowe warunki życia, jakich w prze
szłości nie znano. Z drugiej strony przybywa dowodów na to,
że niektóre wątki mają wielowiekową tradycję, ale dziś
otrzymały jakby nowe życie. Przykładem takiego wątku jest
właśnie śnieżny człowiek. Kiedy w latach pięćdziesiątych
świat został zelektryzowany komunikatami, iż w górach
Nepalu natrafiono na niezwykłego człekokształtnego stwo
31
32
33
ra, powszechnie przyjęto ten fakt za współczesne odkrycie
dokonane przez himalaistów. Penetracja starego folkloru
ludów centralnej Azji, a następnie Dalekiej Północy pokazu
ją tymczasem, że mamy do czynienia z tradycyjnym, być
może odwiecznym mitem wielu ludów. Dziś już wyraźnie
widać, że z tych regionów zaczęła się wtórna światowa
kariera wątku. Ma więc rację Bill Ellis, kiedy upomina się
0 większą aktywność w jego badaniu. Prześledzenie pierwot
nego zasięgu tych opowieści, dostarczy z pewnością ar
gumentów do dyskusji o naturze „nowego folkloru".
To, co tu przedstawiłem, jest rezultatem penetracji tereno
wych w Mongolii. Osobiście zgromadziłem jeszcze kilkadzie
siąt rosyjskich opowieści o śnieżnym człowieku przede
wszystkim podczas wyprawy folklorystycznej na Syberię
latem 1993 roku. Materiały te czekają na publikację. Od
dzielnym, na pewno trudnym zadaniem będzie ledwo tutaj
zasygnalizowana kwerenda po rosyjskich publikacjach i za
pisach archiwalnych. W sumie jednak cała ta praca - jeśli
nawet zostanie wykonana - przyniesie zaledwie geograficzne
1 historyczne uporządkowanie materiału. Na inne pytania
w oparciu o tą bazę, trzeba będzie dopiero odpowiadać.
PRZYPISY
1
Materiał mongolski pochodzi z mojej wyprawy folklorystycznej do
Mongolii zrealizowanej w 1991 roku, a w całości sponsorowanej przez
gdańskiego bisnesmana Jana Czubalę, któremu za to składam po
dziękowania. Zebrane przeze mnie materiały opublikowałem (w trzech
częściach) dzięki prof. Billowi Ellisowi z USA w kwartalniku Między
narodowego Towarzystwa Badania Legendy Współczesnej (Internatio
nal Society for Contemporary Legend Research) „Foaftale News". Zob.
D. Czubala, Mongolian Contemporary Legends: Field Research Report,
Port One, „Foaftale News", December 1992, No 28, s. 1-5; tenże,
Mongolian Contemporary Legends: Field Research Report, Part Two.
Political Rumors and Sensations, „Foaftale News", March 1993, No 29, s.
1-7; tenże, Mongolian Contemporary Legends: Field Research, Part
There. Legends about Almas, the Abominable Snowman, „Foaftale
News", November 1993, No 31, s. 1-4. Dwie dalsze części w druku.
Wątek „człowieka śniegu" wchodzi w zakres szerszego tematu moich
badań, a mianowicie ,,plotka-sensacja-legenda-mit współczesny". Piszę
o tym szerzej w innym miejscu. Zob. Earliest accounst of Contemporary
Legend in Russian: „Foaftale News", June 1990, No 9. s. 7-8; tenże, The
,,Black Volga"; Child Abduction Urban Legends in Poland and Russia w:
„Foaftale News", March 1991, No 21, s. 1-3; tenże, AIDS and
Aggression. Polish Legends about HIV-infected People, „Foaftale News",
September 1991, No 23, s. 1-5, tenże, The Death Car. Polish and Russian
Examples, „Foaftale News", March 1992, No 21, s. 2-4; tenże, Ze świata
legend współczesnych. Sensacje o AIDS (w.) Kultura polska. Współczes
ność wobec tradycji. Red. T. Kłak, Katowice 1992, s. 85-103; tenże,
W starych książkach. Drukowane i rękopiśmienne sensacje rosyjskie z XIX
wieku „Studia Bibliologiczne" red. A. Jarosz, t. 5. Katowice 1992, s.
207-210; tenże, ,,Życie po życiu", czyli o tych, którym legenda nie pozwala
umrzeć, (:) Kultura polska. Tradycja jako uniwersum kodów aksjologicz
nych. Red. E. Kosowska, Katowice 1992, s. 75-92; tenże, Najgłośniejszy
zbiór amerykańskich legend miejskich (recenzja), „Literatura Ludowa"
1993, nr 3, s. 88-91; tenże, Współczesne legendy miejskie, Katowice 1993
1 2
A. Bricteux, Contes Persons, Liege, Vaillant-Carmanne 1910, s. 270.
Cyt. za В. Ellis, The Ape-Mate..., s. 4
R. Dorson, American Folklore, Chicago, U. of Chicago Pr. 1959, s.
130-131; tenże, Folktales Told around the World, Chicago, U. of Chicago
Pr. 1975, s. 485-487; L. Roberts, South from Hellfer-Sartin, Lexington,
U. of Kentuky Pr. 1955, s. 162. Podaję za В. Ellis, The Ape-Mate..., s. 4
F.M. Guazzo, Compendium Maleficarum 1608, Trans. E.A. Ashwin, London, JohnRodker 1929. Podaję za В. Ellis, The Ape-Mates. 4
F. Picasso, More on the Mono Grande Mystery, „Strange Magazi
ne" 1992, No 9, s. 41. Podaję za В. Ellis, The Ape-Mate..., s. 4
Zob. I.T. Sanderson, Abominable..., s. 160-162
M . Sanborne, On the Train of the Duende and Sisimite of Belize,
„Strange Magazine" 1993, No 11, s. 55
M . Craig, Characters Caricatures in Belizean Folklore, Belize, Belize
UNESCO Commissin 1991, s. 31-32
B. Ellis, The Ape-Mate... s. 5
S. Kłymow, Sostoitsia li wstrecza?, „Technika Mołodieżi" 1979, Nr
6, s. 55-56
W. Puszkariew, Nowyje swiditielstwa, „Technika Molodiożi" 1978,
Nr 6, s. 48-52
Tamże s. 51
A. Byrcewa, Zolotoj sled na Czukotkie, „Technika Mołodieżi" 1978,
nr 6, s. 52-53.
W. Puszkariew, Nowyje swiditielstwa..., s. 52
A. Byrcewa, Zolotoj sled..., s. 53
Cyt. za A. Byrcewa, Zolotoj sled..., s. 53
Cyt. za W. Puszkariew, Nowyje swiditielstwa..., s. 51
Cyt. za W. Puszkariew, Nowyje swiditielstwa..., s. 49-50
O fortystach zob.: D. Czubala, Współczesne legendy miejskie..., s.
126-128
J.H. Brunvand, The Vanishing Hitchhiker, American Urban Legends
and Their Meanings, New York-London, Norton 1981; tenże, The
Choking Doberman and Other New Urban Legends, New York-London
Norton 1984; tenże, The Mexican Pet, More New Urban Legends and
Some Old Favorites, New York-London, Norton 1986; tenże, Curses!
Broiled Again. The Hottest Urban Legends Going, New York, Norton
1989; tenże, The Baby Train and Other Lusty Urban Legends, New York,
Norton 1993
R.W. Brednich, Die Spinne in der Yucca-Palme. Sagenhafte Geschichten von heute Verlag C.H. Beck Munchen 1990; tenże, Die Maus im
Jumbo-Jet. Neue sagehafte Geschichten von heute, Verlag C.H. Beck
Munchen 1991; tenże, Das Huhn mit dem Gipsbein: Neueste sagenhafte
Geschichte von heute, Munhen C.H. Beck 1993,
A.M. Dale, It,s True, It Happened to a Friend: A Collection of Urban
Legends, London, Duckworth 1984; tenże, The tumour in the Whale,
London, Duckworth 1978; P. Smith, The Book of Nasty Legends,
London, Routledge and Kegan Paul 1983; tenże, The Book of Natier
Legends, London, Routledge and Kegan Paul, 1986; B.af Klintberg,
Rattan i Pizzan: Folkssagner i var tid, Stockholm, Norstedst 1986. Toż
w języku niemieckim: Die Ratte in der Pizza und andere modernę Sagen
und Grofistadtmythen, Wolfgang Butt Verlag 1990
Zob. D. Czubala, Współczesne legendy miejskie..., s. 32-35
1 3
1 4
1 5
1 6
1 1
1 8
1 9
2 0
2 1
2 2
2 3
2 4
2 5
2 6
2 1
2 8
2 9
3 0
2
Wszystkie teksty zapisałem osobiście. Imiona mongolskie podałem
tu w skrócie, tak jak się je wymawia w codziennej praktyce. Wywiady
prowadziłem w języku rosyjskim, a w przypadku, gdy rozmówca nie znał
rosyjskiego, korzystałem z pomocy pracownika naukowego Uniwer
sytetu Pedagogicznego w Ułan Bator pana Monhjargal.
„Foaftale News", November 1993, No 31, s. 4
I.T. Sanderson, Abominable Snowmen: Legend Come to Life,
Philadelphia, Chilton 1961, s. 318-320
J. i B. Bord, The Evidence for Bigfoot and Other Man-Beasts,
Wellingborough, Aquarian Press 1984, s. 44-59
J. Clark, Encyclopedia of Strange and Unexplained Physical Pheno
mena, Detroit, Gale 1993, s. 5-6
A. Huneeus, A Study Guide to UFOs, Psychik. Paranormal Phenome
na in the U.S.S.R. New brunswick, NJ, Abelard Publications 1991, s.
85-94
M . Oppenheimer, The Siberian Snowman, „Strange Magazine"
1992, No 9, s. 42-43
B. Ellis, The Ape-Mate Abduction: A Survey, „Foaftale News"
November 1993, No 31, s. 4-5
B. Ellis, The Ape-Mate..., s. 4
R. Altrocchi, Sleuthing in the Stacks, Cambridge, MA, Harward U.
Pr. 1944, s. 95
3
4
5
6
7
8
9
1 0
1 1
58
3 1
3 2
3 3