9ce5826837cac3923ab6fe7f82f47ac7.pdf
Media
Part of Pamiętnik spotkań / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1975 t.29 z.1-2
- extracted text
-
Wojciech Siemion
PAMIĘTNIK SPOTKAŃ
...Zawsze się kłócę, że nie jestem żadnym kolekcjonerem.
Gdy pada słowo kolekcjoner, to od razu wyobrażamy sobie
człowieka, który systematycznie, zabezpieczając sobio
środki, możliwości, pomieszczenie — coś tam kolekcjonuje,
podczas gdy u mnie są to naprawdę przygody.
Nie dalej jak przedwczoraj przywiozłem nowe rzeźby.
Byłem w Ostrowcu Świętokrzyskim. Okazało się, że wieczór
mam wolny, więc mój opiekun — tamtejszy sympatyczny
kierownik Domu Kultury, Staś Pęksyk, powiedział —
jedziemy do Bałtowa. Pojechaliśmy przede wszystkim po to,
aby zwiedzić pięknie położony pałac Druckiego - Lubeckiego. A w tym pałacu jest internat Technikum Rolniczego,
170 osób. Jak zacząłem oglądać pałac — panie nauczycielki
zaraz przyszły: „...ale proszę Pana, młodzież tak by chciała
z Panem porozmawiać". Ja rozumiem, co to znaczy „ze mną
porozmawiać", będę musiał więc przedstawić jakiś program.
Przedstawiłem, a na zakończenie dzieciaki obok kwiatów
przyniosły mi jakąś rzeźbę. „Bo my wiemy, że Pan zbiera
ludową rzeźbę, więc ten Chrystus Frasobliwy... to jest
pana Mularczyka, który jest synem naszego magazyniera".
Na skutek tego zostałem właścicielem rzeźby (jako ekwi
walent za moje gadanie), no i oczywiście dyrektor mówi,
że musimy pójść do Józia Mularczyka, poszliśmy, mimo
że było późno. Miał pięć figur, bardzo ładnych, przygoto
wanych do wysyłki na konkurs PAX-u do Kiolc, nawet
chciałem którąś kupić, ale by już nie zdążył innej zrobić
na konkurs, więc tylko sobie pogadaliśmy, a potom wy
ciągnął dużą — bardzo piękną, zespołową figurę, taką ro
dzinę — ojciec, matka i małe dziecko wtopione jakby
w tę parę, wszyscy w ludowych strojach kieleckich, z dzban
kiem wyrzeźbionym w drzewie, a na płaszczu czy sukmanie
czytam, że to podarunek od jednego artysty dla drugiego
artysty. Tak mnie uczcił. No więc — przygoda. Wybierałem
się nawet odwiedzić tego Mularczyka i zobaczyć jak on robi,
bo widziałem kiedyś w Kielcach jego rzeźby, a tu stało się
jakoś tak, że kolekcja moja wzbogaciła się o dwie rzeźby
Mularczyka, mimo że nie wydałem na to pieniędzy.
Aleksander Jackowski. — Czy więc rzeźby, które t u
masz, są rezultatem jakichś konkretnych sytuacji, podróży,
kontaktów z ludźmi ?
79
Ze zbiorów Wojciecha Siemiona: i l . 2. Tadeusz Sobolewski, Zawidz Kościelny, pow. Sierpc. Kapliczka, wys. z ptaszkiem
65 cm.; i l . 3. Tadeusz Sobolewski, Zawidz Kościelny, pow. Sierpc. Adam Mickiewicz, rzeźba w drewnie, wys. 36 cm. II. 4.
Fragment mieszkania W. Siemiona.
80
I I . 5. Wojciech Socha, Jaślany, pow. Dębica. Kapliczka Relikwiarz
św. Wojciecha, wys. 54 cm. I I . 6. Józef Rozkocha, Ruda Kameralna,
pow. Brzesko. Frasobliwy, rzeźba ceramiczna, wypalana, podmalowana. I I . 7. Józef Mularczyk. Chrystus Frasobliwy, rzeźba w drewnie,
wys. 30 cm. I I . 8. Jan Karczewski. Wowro 1969, olej, wym. 61x46 cm.
8
81
I I . 9. Rzeźba Szczepana Muchy z Szal na tlo obrazu Krzysztofa Jackowskiego.
W.S. — Tak... oczywiście, że tak. Jest tylko parę dziel
na czterysta, które dostałem, albo przynieśli mi w poda
runku, ale generalnie można powiedzieć, że wszystko to
są mojo przygody.
A.J. — A więc są to jakby pamiątki, przywożone
z różnych miejsc, związane z różnymi wspomnieniami ?
W.S. — Tak, ja to nawet nazywam „mój pamiętnik"
tylko że nie zapisany, a taki osobisty pamiętnik kontaktów
z ludźmi. Wczoraj byłem w Bieżuniu u poety mazowieckiego
Stefana Gołębiowskiego, zaproszony tam na uroczystości
w miejscowym gimnazjum. Musiałem tam jechać przez
Zawidz, więc oczywiście wstąpiłem do Tadeusza Sobolew
skiego, który jest rolnikiem, a rzeźbić zaczął niedawno.
Zafrapowały mnie niektóre jego prace, miał tam na przy
kład całą kolekcję sławnych Polaków, zapewne na konkurs
ogłoszony przez Muzeum w Toruniu. Był więc tam ksiądz
Ściegienny w dwóch postaciach. Jeden z dłuższą brodą,
jeden z krótszą. A mnie ksiądz Ściegienny interesuje nawet
rodzinnie, bo przecież mój pradziadek chodził w oddziale
księdza Ściegiennego, a dziadek też biegał po Lubelszczyźnie
za tym powstańczym księdzem. Ale te powiązania były
ważne i czytelne tylko dla mnie... A powracając do kolekcji
sławnych Polaków — był tam i Adam Mickiewicz, co mnie
82
jako człowieka teatru musiało zainteresować specjalnie,
był Stefan Żeromski, Hugo Kołłątaj i ...„Kuria" Skłodowska.
Oczywiście kupiłem u Sobolewskiego parę rzeźb, ale mimo to
mogę o nim naopowiadać: jak chociażby teraz o tej kolekcji
sławnych Polaków, której nie mam, ale o której wiem.
A.J. — Masz u siebie dzieła wielu współczesnych
artystów polskich, w większości chyba przyjaciół i zna
jomych...
W.S.—Ano właśnie! Zaczęło się niewinnie, a potem
galeria zaczęła żyć własnym życiem i zaczęła wymagać.
Teraz przychodzą do mnie moi przyjaciele i mówią: Jak to?
Tego nie masz, to musisz mieć... my ci załatwimy... W kon
sekwencji doszedłem do wniosku, że należy się tym zająć
nieco poważniej i jeżeli ułoży się wszystko, jak zamierzam,
to chciałbym połowę swoich dni spędzić poza, Warszawą,
kupiłem nawet w niedalekiej odległości od Warszawy
dworek murowany i chcę tam prowadzić wiejską galerię
sztuki.
A.J. — Zarówno sztuki nowoczesnej, jak i ludowej?
W.S. — Oczywiście! Przecież tak jedna jak druga
powstaje w czasie mego życia, i jedna i druga mnie interesuje.
Przecież i w teatrze uprawiam jednocześnie repertuar
rozmaity — i Szekspira, i Moliera, i Redlińskiego czy Róże
wicza.
I I . 10. Rzeźba Wincentego Krajewskiego na tle obrazu Jacka Sienickiego.
A.J. — Szczególnie cenię w tej kolekcji właśnie to
łączenie ze sobą sztuki ludowej i sztuki nowoczesnej. Daw
niej, przed wojną, zbieractwo sztuki ludowej przeważnie
wypływało ze szczególnej miłości do chłopa, z tendencji
raczej ludomańskich, t u natomiast — zarówno świątki,
jak i współczesne obrazy są jakby na tych samych prawach.
W.S. — Oczywiście, bo przecież i to i to jest działaniem
w sztuce, a że jeden człowiek ma wykształcenie, a drugi
nie ma — czy to naprawdę jest w sztuce tak ważne ?
A.J. —• Kiedy zacząłeś zbierać rzeźbę ludową ?
W.S. — Chyba piętnaście lat temu, może trochę wcześ
niej...
A.J. — A ile ich jest teraz ?
W.S. — Nie mam pojęcia... naprawdę... ale będzie
co najmniej czterysta sztuk. Samych Frasobliwych będzie
przeszło pięćdziesiąt.
A.J. •— Prawie same rzeźby ?
W.S. — Tak, poza tym mam niewielką kolekcję ma
larstwa naiwnego. Chyba ze trzydzieści prac. Niektóre są
naprawdę interesujące. Na przykład Maria Korsakowa,
mam tu jej obraz jeszcze bardzo wczesny, ciekawy... No
i haftowane obrazy Łucji Mickiewicz owej. Jeden bardzo
duży i piękny powstał po mojej „Wieży malowanej", kilka
krotnie pokazywano go na różnych zagranicznych wysta
wach.
A.J. — Czy masz czas na sporządzanie dokumentacji
swoich zbiorów?
W.S. — Och, notatki mam bałaganiarskie i czytelne
tylko dla mnie.
A.J. — Więc pozostaje pamięć ?
W.S. — No tak, jeszcze mi się wydaje, że wszystko
pamiętam, ale pamięć bywa zawodne... (Siemion po kolei
zaczyna opisywać rzeźby stojące na ławie pod ścianą,
cieszy się, o każdym obiekcie mówi bez wahania, wylicza:
to Chajec, to Janik, a to stary Krajewski, Wierzchowski,
Skrętowicz, Lamęcki... Pokazuje rzeźby stojące oiasno
na pawlaczach, na półkach, pod ścianami).
A.J. — Ogromny zbiór! Nie wiem, czy poza Zimmererem
ma ktoś równie dużo rzeźb i to twórców, których zna,
o których może wiele opowiadać.
W.S. — No tak, zebrało się tego sporo, ale mam jeszcze
wiele luk w tej mojej „geografii". I przyznam się, że czasem
tak sobie układam moje podróże po kraju, aby właśnie
te luki wypełnić.
A.J. — Czy taka kolekcja nie zaczyna w końcu pod
porządkowywać sobie właściciela?
83
W.S. — Na szczęście mam swój zawód.
A.J. — A czy między hobby a twoim zawodem są
jakieś miejsca styczne? Myślę choćby o roli Frasobliwego
w „Historii o Chwalebnym Zmartwychwstaniu". Czy o roli
Jędrzeja Wowro w monodramie opartym na tekście
książki Tadeusza Seweryna.
W.S. — Na pewno! Ileż na przykład daje m i obserwacja
tych Frasobliwych. Przecudowna sprawa, jak każdy z nich
jest różny. Oglądasz rzeźby •— a podglądasz ludzi, pod
glądasz ich działalność — i oni cię wtedy jnteresują —
a nie Frasobliwiec — a jest to pouczające i piękne. A potem,
po obserwacji człowieka warto znów wrócić do samych
Frasobliwych.
Widzisz, te wszystkie dreptania za tymi ludźmi wyni
kają z tego, że jako człowiek działający w dziedzinie sztuki
nie dowierzam sam sobie. Ci ludzie zachwycają mnie nie
mniej niż ich rzeźby. Na przykład taki Ignacy Kamiński
spod Łęczycy, słowo ci daję, najpiękniejsze z tego co robi
jest — gdy mówi, opowiada.. To coś cudownego. Ta godność,
ten bogaty, jędrny język... to jest prawdziwy Piast!
A z kolei Chajec na odwrót, mówi źle, niewyraźnie,
ale jaką ma wyobraźnię! W rzeźbach — a mam kilka bardzo
dobrych — zastanawia mnie i ta fantastyczna wyobraźnia,
i zarazem realizm tych wyobrażeń.
A.J. — Masz na pewno w tej swojej kolekcji, bo przecież
co byś nie mówił jest to kolekcja, rzeczy, które lubisz
najbardziej, które oceniasz najwyżej w hierarchii artystycz
nej.
W.S. — Pewnie, do niektórych rzeźb — i właśnie lu
dzi — przywiązany jestem silniej niż do innych. Najbardziej
do Leona Kudły. Mam 6 jego rzeźb. Dziadek, którego często
odwiedzałem, pozwalał mi mówić do siebie „ojcze", pozwalał
pomagać w gospodarstwie, drzewka pobielić, pójść nad
rzekę, opowiadał mi o synu...
Ale hierarchii żadnej nie ustalam i nawet nie chciałbym.
A.J. — Rozumiem. Gromadzisz te rzeźby trochę tak,
jak inni slajdy, z wakacji.
W.S. — Oj tak! Właśnie tak. Zresztą tak samo jest
i z obrazami moich przyjaciół — plastyków. Przecież ten
obraz znaczy dla mnie znacznie więcej niż zobiektywizo
wany prostokąt płótna zamalowany farbami. Bo jeżeli
jest to czerwień Stefana Gierowskiego, to za tym ciągnie
od razu cały Stefan Gierowski. Jak mogę wartościować,
gdy t u stoi rzeźba Wowry, a poniżej wisi obrazek Jasia
Karczewskiego i jest napisane na nim „Wowro 69", figura
jest w stylu Karczewskiego, a jednocześnie wyciąga bez
radnie ręce, jakby chciała cię przytulić, taki człowiek
w dziwnej koronie pełnej ptaszków. Niewątpliwie obraz
ten „siedzi" we współczesności, w poszukiwaniach Jasia
Karczewskiego, a jednocześnie tak jest zadedykowany,
że jes* mój i tylko mój, a jednocześnie przysiągłbym
że w tych ptaszkach i orderach jest on piekielnie ludowy
A t u widzisz, przy obrazie Jacka Sienickiego stoi
Krajewski — i oni sobie nawzajem wcale nie przeszkadzają,
jest nawet coś, co ich w dziwny sposób łączy, te wyciągnięte
twarze, te brązy na twarzach...
Więc rozumiesz, dlaczego tego, co mam, nie chcę
wartościować i nie traktuję jako kolekcję. Bo kolekcjoner
szuka rzeczy, które chce mieć, a ja przeżywam przygody
i nigdy nie wiem, jaka to będzie przygoda. Opowiadałem
o tej wizycie w Technikum Rolniczym. Przecież ja nie
planowałem tej wizyty i nie ja sobie wybrałem tę rzeźbę
Mularczyka...
A.J.—Bardzo ładnie o t y m mówisz, i prawie gotów
jestem ci uwierzyć, zastanawia mnie tylko, że twój „przy
padek" ma tak dobry smak i tak znakomicie uzupełnia
twoją... kolekcję.
Fot.: J . Świderski
Id
I I . 11. Fragment zbiorów Wojciecha Siemiona.
w
,•1
