171fe632fe5c0c62d4017f8f18267b1d.pdf

Media

Part of Emocje jako przedmiot wiedzy i wiary / ETNOGRAFIA POLSKA 2001 t.45

extracted text
„Etnografia Polska", t. X L V : 2001, z. 1-2
PL ISSN 0071-1861

INGA KUŹMA
Katedra Etnologii, UŁ

EMOCJE JAKO PRZEDMIOT W I E D Z Y I W I A R Y *

Czy jest zasadne traktowanie emocji i u c z u ć j a k o pewnej kategorii antro­
pologicznej? Czy czasem nie jest to zawłaszczanie sobie o b s z a r ó w , k t ó r e były
dotychczas podległe naukom biologicznym i psychologicznym? Jak antro­
pologia m o g ł a b y b a d a ć ten problem? Przy pomocy jakich narzędzi, metod,
s p o s o b ó w opisu i interpretacji? Czy warto? Czy w antropologii jest w ogóle
miejsce na emocje?
Zdaniem Vincenta Crapanzano , aby stworzyć „ p r a w d z i w ą " (a przede
wszystkim pełniejszą niż dotychczas) p e r s p e k t y w ę etnologiczną, nasza nauka
powinna b a z o w a ć na szczególnym rodzaju doświadczenia. Nie p o w i n n i ś m y się
zatem o b a w i a ć - a potem wręcz d a w a ć temu wyraz - że podczas b a d a ń
terenowych d o z n a w a l i ś m y uczucia niepokoju, jakie m o ż e być r ó w n i e dobrze
w y w o ł y w a n e przez nasze lektury (w t y m antropologiczne). M o ż e ono w y w o ­
dzić się z naszych p r z e s ą d ó w kulturowych, w y p ł y w a ć z z a a n g a ż o w a n i a osobi­
stego i nawet naszej fantazji (Crapanzano 1994, s. 109-117). N a t a k ą perspek­
t y w ę - w e w n ę t r z n ą , p o d z i e l a n ą t y l k o przez badacza - n a k ł a d a się zawsze drugi
p u n k t widzenia. Jest nim zrozumienie, jakiego doznajemy podczas swoistego
rozdwajania się naszej naukowej i europejskiej j a ź n i ( K o ł a k o w s k i 1990,
s. 11-24), polegające na możliwości zdystansowania się do siebie. Owo roz­
dwojenie podwaja się j e d n a k ż e , na skutek czego nie t y l k o dysponujemy m o ż ­
liwością p r z y g l ą d a n i a się sobie samym, naszym w e w n ę t r z n y m przeżyciom, ale
też zaczynamy je widzieć w rozleglejszym planie kultury i społeczeństwa, ich
instytucji, r y t u a ł ó w , wierzeń, ceremonii, gestów i t p . N a tle tego, co zarazem
jest w stanie określać się przez swoją w ł a s n ą negację: przez N a t u r ę , Bezrozum,
przez I r r a c j o n a l n o ś ć . Oto największy paradygmat modernistycznej nauki:
K u l t u r a - W i e d z a - R o z u m - N a u k a a Natura-Wierzenia-Chaos-Emocje.
1

E m i l D u r k h e i m zauważył, posiłkując się wspomnianym powyżej para­
dygmatem, że rozum rozwija się progresywnie w trakcie wielkiego marszu

* Artykuł ten stanowi skróconą wersję referatu przygotowanego na seminarium doktoranckie
w Zakładzie Antropologii Kultury Katedry Etnologii Uniwersytetu Łódzkiego. Pracę doktorską
na temat kultury religijnej polskich katoliczek (w aspekcie kultu maryjnego i pielgrzymek) przy­
gotowuję pod kierunkiem Pani dr hab. Ewy Nowina-Sroczyńskiej. Ze względu na brak miejsca,
niektóre wątki pierwotnej wersji mojego wystąpienia musiały być tutaj jedynie zasygnalizowane.
Vincent Crapanzano - C U N Y Graduate Center, Nowy Jork.
1

86

INGA KUŽMA

cywilizacji, o d s e p a r o w u j ą c się o d sfery emocji (Crapanzano 1994, s. 110).
R o z u m „ c y w i l i z o w a n y " , czyli europejski, byłby zatem wyczyszczony z emocji,
k t ó r e „ o p ę t u j ą " jedynie „myślenie p r y m i t y w n e " (por. L é v y - B r u h l 1992).
A więc w „światłym marszu p o s t ę p u " z a b r a k ł o b y emocji i uczuciowości, one
- co najwyżej - towarzyszyły nam gdzieś u ciemnych p o c z ą t k ó w ewolucji, aby
wraz z jej biegiem z a g u b i ć się po drodze i oczywiście o d n a l e ź ć się, wraz
z odkryciem naszych „ o p ó ź n i o n y c h " ewolucyjnie z i o m k ó w - „ d z i k i c h " .
Koleje losu emocji w naukach społecznych i humanistycznych były roz­
maite . M o g ł y one przywieść n i e k t ó r y c h do wniosku, że emocje należy o k r e ś ­
lać w kategoriach uniwersalnych p o w s z e c h n i k ó w . Zatem m o g ł y b y ć one w y ­
w o ł a n e przez wiele r ó ż n y c h c z y n n i k ó w kulturowych, ale p o z o s t a ł y w swojej
istocie (psychofizjologicznej) podobne do siebie w k a ż d y m społeczeństwie.
P r ó b o w a n o d o k o n y w a ć r o z r ó ż n i e n i a na emocje elementarne (złość, strach,
smutek, niesmak, szczęście) i w t ó r n e (miłość, nostalgia) , a kryterium ich
e l e m e n t a r n o ś c i i w t ó r n o ś c i m i a ł o b y ć przede wszystkim śledzenie podobnych
ekspresji uczuciowych wraz z odpowiednią „ m i m i k ą " , t a k ż e w ś r ó d zwierząt. Nie
b r a k o w a ł o jednak studiów porównawczych i licznych eksperymentów z udziałem
ludzi p o c h o d z ą c y c h z różnych kultur. Najpowszechniejszym był test wizerunków,
na k t ó r y c h c z ł o n k o m określonej populacji przedstawiano twarze i rozmaite
sposoby w y r a ż a n i a ekspresji ludzi r ó ż n y c h ras, wieku i klasy. Zadaniem inter­
p r e t a t o r ó w było odgadywanie i nazywanie s t a n ó w emocjonalnych. O k a z y w a ł o
się, że rozbieżności w interpretacjach, p o m i m o zmaksymalizowania r ó ż n i c
w grupie badanej i modeli, były niewielkie, a wręcz szczątkowe. Tego t y p u
badania - p o w t ó r z ę za Crapanzano - „uniwersalistyczne", t o w a r z y s z ą często
s ą d o m a priori na. temat potrzeby emocjonalnej, „ w r o d z o n e j " i „ n i e z b ę d n e j " do
funkcjonowania (np. potrzeba miłości i bycia kochanym), j a k czyni to chociażby
socjopsychologia funkcjonalna czy n i e k t ó r e szkoły psychoterapeutyczne. Przy­
padek psychoterapii, a na pewno n i e k t ó r y c h jej metod i szkół, r ó w n i e ż jest
ciekawy z p u n k t u widzenia antropologicznego, bo i na jej gruncie z a o b s e r w o w a ć
m o ż n a w s p o m n i a n ą j u ż k l u c z o w ą d y c h o t o m i ę ( D r a y 1994, s. 35-50).
2

3

4

Typowe jest nastawienie wielu p s y c h o t e r a p e u t ó w , j a k o b y człowiek był
„ w o r k i e m " w y p e ł n i o n y m emocjami patologicznie z a r z ą d z a n y m i , k t ó r e trzeba
ponownie n a z w a ć , w y a r t y k u ł o w a ć i wypowiedzieć, aby ozdrowieć. A cisza
i milczenie, tak często przyjmowane przez p a c j e n t ó w j a k o t a k t y k a zachowa­
nia, szczególnie po przeżytej traumie (np. napad, gwałt), są odbierane przez
t e r a p e u t ó w j a k recesja szoku, poddawanie się szkodliwym przeżyciom, o d w r ó t
i chęć zapomnienia, k t ó r e później m o ż e o k a z a ć się destrukcyjne dla pokiere­
szowanej psychiki. Ciszą nikt się nie zajmuje: ani jej rolą, ani jej wymownym

2

M.in. szkoła kultury i osobowości (najwybitniejsze przedstawicielki to: Ruth Benedith
i Margaret Mead) oraz koncepcje Alfreda R. Radcliff-Browna.
Klasyfikacja stosowana np. przez psychologów amerykańskich, m.in. Paula Eckmana i in­
nych (Crapanzano 1994, s. 117).
Dominique Dray - Laboratoire d'Anthropologic Urbaine, Paryż.
3

4

EMOCJE JAKO PRZEDMIOT WIEDZY I WIARY

87

„milczeniem", jako swoistym marginesem, na którym toczy się życie tych, którzy
muszą nauczyć się istnieć ze świadomością towarzyszącego im strachu, k t ó r y
jest j u ż nie do zapomnienienia, a życie sprzed szoku - nie do odzyskania
(najwyżej do budowania go na nowo). K r y j e się za t y m p o w a ż n e zagadnie­
nie d o t y c z ą c e k o n t r o l i emocji, z a r z ą d z a n i a n i m i , a t y m samym koncepcja ich
r o l i i funkcji w życiu jednostek oraz całych zbiorowości.
M o ż n a to z a n a l i z o w a ć c h o ć b y tak, j a k p r o p o n u j ą to Cecilia G a l l o t t i oraz
Denis L a b o r d e . Zajęli się oni o d m i a n ą antropologii, k t ó r ą m o ż n a n a z w a ć ,
w w i e l k i m skrócie „ a n t r o p o l o g i ą h i s t o r y c z n ą " , posiłkowali się bowiem w ana­
lizach ź r ó d ł a m i historycznymi d o t y c z ą c y m i odległych epok.
G a l l o t t i s k o n c e n t r o w a ł a się na szczególnym zjawisku, j a k i m był teatr
X V I I - w i e c z n y i jego percepcja przez ówczesnych m o r a l i s t ó w . Teatr traktowa­
ny b y ł j a k o miejsce, gdzie dokonywano manipulacji emocjami, chociaż przed­
stawianie ich nie było samo w sobie złe, j a k o że uczuciom (tzn. ich „istocie")
przypisywano a m o r a l n o ś ć . D o p i e r o w y w o ł a n e przez nie najbardziej p o t ę p i a n e
uczucie p o ż ą d l i w o ś c i oraz zaznawane u t o ż s a m i e n i e się z bohaterami i ich
przeżyciami, czyniło je tak niebezpiecznymi. Poza t y m , pasja wczuwania się
i w s p ó ł p r z e ż y w a n i a m o g ł a s p o w o d o w a ć poddanie się siłom g w a ł t o w n y m , nie­
opanowanym i n i e o k i e ł z n a n y m . J a k ż e ł a t w o było w ten s p o s ó b w y m k n ą ć się
spod k o n t r o l i rozumu i pobudek tzw. wyższych i d a ć się o m a m i ć pozorom
f o r m - k u s z ą c y c h , a więc zgubnych. M o r a l i ś c i byli zatem bardziej zaintereso­
wani funkcjonowaniem owego teatralnego - aktorskiego - sposobu k o m u n i ­
kowania się, niż s a m ą treścią sztuk. Jak konstatuje G a l l o t t i , mniej uwagi
poświęcali p o s z c z e g ó l n y m uczuciom, a bardziej koncentrowali się na sposobie
d o ś w i a d c z a n y c h wspólnie u c z u ć . Teatr bowiem wyzwalał energię u c z u c i o w ą
poprzez c o ś , co było traktowane j a k o przeciwne m o r a l n o ś c i i j a k o takie
niepodatne na k s z t a ł t o w a n i e . Dlatego więc nie m ó g ł b y ć obiektem umoralniania ani ś r o d k i e m służącym takiemu celowi. Spektakl oraz cała f o r m u ł a
przedstawiania i grania, polegały przecież m . i n . na bardzo istotnym elemencie,
j a k i m było odzwierciedlanie na twarzy i w całym ciele pewnych s t a n ó w uczu­
ciowych. Owe stany psychologiczne w takiej sytuacji wykraczają j u ż przecież
poza czyjeś w n ę t r z e i „ z a g r a ż a j ą " emocjonalnie innym.
5

6

Uczuciowa empatia teatralna m i a ł a m i e ć te same korzenie, co empatia
w y r a s t a j ą c a na gruncie religijnych przeżyć. T a jednak różniła się zasadniczo
od tej pierwszej, „ u d a w a n e j " , manipulującej i niebezpiecznej. Religię trak­
towano w ł a ś n i e j a k o człon racjonalny, ś w i a d o m y i rozumowy. W t a k i m k o n ­
tekście religia, tradycyjnie uznawana za i r r a c j o n a l n ą lub - w najlepszym razie
- nie do k o ń c a p o j m o w a n ą i wyjaśnianą, przejęła na siebie ciężar odpowie­
dzialności za k o n t r o l ę z a c h o w a ń . W takim ujęciu j a w i ł a się raczej j a k o zbiór

5

Cecilia Gallotti, badaczka włoska pracująca na I U L M - Uniwersytet Literatury i Języków
Nowożytnych w Mediolanie. Denis Laborde - antropolog francuski związany z ośrodkiem pary­
skim Centre d'Ethnologie Francaise.
Także spod znaku jansenizmu.
6

88

INGA KUŽMA

pewnych r y t u a ł ó w , ceremonii, gestów i słów o szczególnym przeznaczeniu
i zadaniu, k t ó r e są medium regulującym wszelkie z a c h o d z ą c e w jednostce
poruszenia. Przeżycie religijne wywiera bowiem bardzo p o w a ż n y w p ł y w na
zachowanie się praktyczne człowieka, w przeciwieństwie do przeżyć niejako
„ p u s t y c h " , k t ó r e żywić m o ż e widz w teatrze.
Laborde (1994, s. 79-92) s k o n c e n t r o w a ł swoją u w a g ę na ź r ó d ł a c h d o t y c z ą ­
cych stosunku a u t o r y t e t ó w kościelnych do XVI-wiecznej m u z y k i . W e d ł u g
kleru, słuchanie jej powinno s p r o w a d z a ć się do w y w o ł y w a n i a w słuchaczach
p o b o ż n y c h u c z u ć . A b y m ó c ten cel zrealizować, K o ś c i ó ł w t a m t y m okresie
precyzyjnie określił dopuszczalny styl muzyczny. Jego zadaniem było przede
wszystkim służenie religii. Jest oczywiste, że o wiele łatwiej n a r z u c i ć jednostce
styl muzyczny, niż pewien reżim uczuciowy, ale w całej Europie, w r ó ż n y c h
epokach, p r ó b o w a n o to osiągnąć. I ż a d n a z dziedzin kultury i życia ludzkiego
- od religijnej przez p e d a g o g i c z n ą aż po współczesną p s y c h o t e r a p i ę - w za­
sadzie nigdy tego nie u n i k n ę ł a .
E m o c j o n a l n o ś ć i uczuciowość t o w a r z y s z ą k a ż d e m u naszemu p o s t ę p o w a ­
niu. Owszem, m o ż n a z a s t a n a w i a ć się, czy istnieje taki dyskurs b ą d ź s p o s ó b
działania, takie wypowiedzi i słowa, k t ó r e nie byłyby emocjonalne. Nie chodzi
jednak o n a d p o b u d l i w o ś ć e m o c j o n a l n ą , o histeryczność, c z u ł o s t k o w o ś ć b ą d ź
sentymentalizm, nawet o agresję i chamstwo, czy wszelkie inne uczucia byleby
w y r a ż a n e „ s p o n t a n i c z n i e " i „ i m p u l s y w n i e " . Problem dotyczy raczej k u l t u r o ­
wych o b o s t r z e ń , n a k a z ó w i z a k a z ó w regulujących pojawianie się o k r e ś l o n y c h
s t a n ó w , ich brak w takiej czy innej sytuacji, u takiej a nie innej osoby. M o ż n a
przyjąć założenie - zgodnie z t y m , jakie przyjęli implicite b ą d ź explicite prezen­
towani autorzy - że k a ż d a w y p o w i e d ź i k a ż d e działanie kulturowe jest n a ł a d o ­
wane wymiarem afektywnym, niesionym przez określony styl. A f e k t y w n o ś ć
m o ż e być maskowana, ignorowana lub pomijana przez pewne konwencje
dyskursu. M o ż e b y ć przedmiotem w y b o r u ś w i a d o m e g o lub n i e ś w i a d o m e g o ,
ale nawet to rozróżnienie nie powinno w p r o w a d z a ć nas w b ł ą d , j a k o b y emocje
nie były poddawane k o n t r o l i kulturowej ani nie były przez nią kierowane,
nawet pozornie „nie istniejąc" w danej konwencji.
M o ż n a wręcz m ó w i ć o swoistej dyskursywnej (mikro)polityce emocji. M o ż ­
na a n a l i z o w a ć ten obszar na poziomie jednostkowym, j a k i szerszym - interl o k u t o r s k i m (Crapanzano 1994, s. 115-117). W pierwszym przypadku b y ł a b y
m o w a o dyskursie w y s t ę p u j ą c y m w formie „ m o n o l o g u " , bo umieszczającym
emocje całkowicie w e w n ą t r z jednostki. Izolującym uczucia od ich kontekstu
społecznego i „ s k a z u j ą c y m " je niejako na życie w e w n ę t r z n e . Byłoby to wszyst­
k o , co dzieje się w psychice k a ż d e g o z nas, do czego - jak n i e k t ó r z y m n i e m a j ą
- antropologia nigdy nie będzie m i e ć d o s t ę p u . Byłby to t a k ż e obszar pewnej
swoistości uczuciowej, jej „ j a k o t a k o w o ś c i " , często po prostu mylonej z aspek­
tem fizjologicznym u c z u ć i rzeczywiście „ j a k o t a k i c h " zupełnie nie do ogar­
nięcia przez etnologię. N i e takie jest jej zadanie i rola, i faktycznie nie m y l m y
dyscyplin, ani nie p r ó b u j m y jeszcze bardziej poszerzyć interdyscyplinarności
naszej n a u k i (być m o ż e nawet jej n a c i ą g n ą ć ) . T a k a lokalizacja emocji - we

EMOCJE JAKO PRZEDMIOT WIEDZY I WIARY

89

w n ę t r z u człowieka, jest przecież t a k ż e o b c i ą ż o n a paradygmatycznie j a k o pew­
na wizja naszego indywidualizmu, oderwanego od z a b i e g ó w retorycznych,
k t ó r e z założenia spełniają się poza indywiduum, na poziomie jego k o n t a k t ó w
interlokutorskich - interpersonalnych.
W e ź m y p r z y k ł a d , cytowany przez Crapanzano (1994, s. 116), z życia k o ­
biet b e d u i ń s k i c h mieszkających w Egipcie. Podczas rozmowy, k t ó r a nieopatrz­
nie zaczyna p r z y p o m i n a ć p l o t k i o jednej z r o z m ó w c z y ń , m o ż e ona c h r o n i ć się
zmieniając g w a ł t o w n i e temat konwersacji i sam rejestr dyskursu. Często od­
śpiewuje m a ł y poemat, rodzaj pieśni, opisujący zazwyczaj to, czego normalnie,
podczas zwyczajnych, codziennych r o z m ó w , nie m o ż e swobodnie wyrazić.
W ten s p o s ó b kobiety m o g ą opowiedzieć o swojej - j a k ż e często odczuwanej
- słabości, żalu, poczuciu odizolowania i osamotnienia. K u l t u r o w o są one
zobligowane do w y r a ż e n i a n i e k t ó r y c h o d c z u ć i pewnych s t a n ó w samopoczucia
w formie literackiej, co bez w ą t p i e n i a w pewien s p o s ó b zmusza je do ob­
n a ż e n i a samych siebie oraz ujawnienia hierarchii w a r t o ś c i , j a k ą n a d a j ą swoje­
m u życiu intymnemu i uczuciowemu. Wszystko to w y ł a n i a się spoza zwycza­
jowej zasłony, opierającej się na potrzebie k o n t r o l i , będącej swoistą p o s t a w ą
s t o i c k ą i w y n i k a ze specyficznej estetyzacji sposobu bycia, obowiązującej j u ż
na i n n y m poziomie.
P o z o s t a j ą c w nurcie b a d a ń nad zachowaniem o k r e ś l o n y c h grup kulturo­
wych, k t ó r y m „ p r z y s t o i " (albo „nie przystoi") pewne zachowanie, przenieśmy
się do E u r o p y P o ł u d n i o w e j - do Grecji Egejskiej oraz na P ó ł w y s e p Iberyjski,
do Portugalii. T a m właśnie prowadzili swoje studia etnologiczne Vale de
A l m e i d a (1994, s. 21-34) oraz Papataxiarchis (1994, s. 9-20).
Vale de Almeida objął badaniami wioskę Alentejo na p o ł u d n i u Portugalii.
M ę ż c z y ź n i podlegają tam ścisłemu rygoryzmowi uczuciowemu, k t ó r y zabrania
w y r a ż a ć całą g a m ę emocji. Zabronione jest „ o b n a ż a n i e się", zwłaszcza gdy
chodzi o uczucia depresyjne, przypisane w t y m typie kultury kobietom.
W świecie k u l t u r y ś r ó d z i e m n o m o r s k i e j mężczyźni nie m o g ą swobodnie wyra­
żać u c z u ć , k t ó r e byłyby sprzeczne z obrazem siły i męskiej w y t r z y m a ł o ś c i .
Jednak istniejący w Alentejo obyczaj publicznego recytowania p o e m a t ó w
w miejscach tradycyjnych z g r o m a d z e ń mężczyzn świata p o ł u d n i o w e g o - ka­
wiarniach - pozwala na utworzenie swoistego wentyla bezpieczeństwa. Owe
teksty p o z w a l a j ą m ę ż c z y z n o m wyrazić uczucia „ k o b i e c e " : miłość, ból z p o w o ­
d u doznanej zdrady, strach przed śmiercią. W innych okolicznościach takie
„ o b n a ż e n i e s i ę " jest niedopuszczalne. Vale de Almeida stawia tezę, że przez
recytowanie tej poezji przed publicznością, w formie poematu - a więc p o d ­
danej pewnym restrykcjom stylistycznym i (dlatego być m o ż e ) predestyno­
wanej do przekazania u c z u ć zazwyczaj b ę d ą c y c h tabu - mężczyźni niejako
osłabiają granice, k t ó r e oddzielają m ę s k o ś ć od kobiecości.
7

8

7

Evthymos Papataxiarchis związany jest z Uniwersytetem Morza Egejskiego w Mitylénách,
a Miguel Vale de Almeida - z I S C T E w Lizbonie.
Nasuwa się od razu skojarzenie tego typu kultur z ethosem „macho".
8

90

INGA KUŽMA

Papataxiarchis r ó w n i e ż badal obszar, k t ó r y m o ż n a by n a z w a ć studiami nad
płcią k u l t u r o w ą (gender), a nie biologiczną. I również skupił u w a g ę na gender
m ę s k i m w Grecji Egejskiej. Mężczyźni spotykający się w kawiarniach i spędzają­
cy t a m czas poza p r a c ą , b u d u j ą w ten s p o s ó b p l a t f o r m ę do okazywania u c z u ć
r ó ż n y c h od p o c h o d z ą c y c h spoza w s p ó l n o t y męskiej, ale też polegających na
czymś i n n y m niż typowa m ę s k a żywotność, siła czy brawura. Badacz z a u w a ż a
także, że n i e b a g a t e l n ą rolę m o g ą o d g r y w a ć w s p ó l n o t y uczuciowe, k t ó r e rekom­
pensują niedostatek ś r o d k ó w ekonomicznych i materialnych danej grupy. Praca
na ziemiach Grecji Egejskiej jest niewdzięczna i ciężka, a brak dostatecznej ilości
ś r o d k ó w , tradycyjnie pozwalających na zawiązywanie i podtrzymywanie k o n ­
t a k t ó w stwarzających w a r u n k i dla szeroko rozumianej wymiany, musi b y ć do
pewnego stopnia (i b y ć m o ż e właśnie jest) z a s t ą p i o n y innego rodzaju w y m i a n ą .
W ł a ś n i e w y m i a n ą uczuciową, specyficzną, o d m i e n n ą treściowo o d p o z i o m u
codziennych z a c h o w a ń , nie m ó w i ą c o zachowaniach „ k o b i e c y c h " czy nawet
takich, k t ó r e - klasyfikowane j a k o typowo „ m ę s k i e " - m o g ą b y ć ujawniane
podczas pracy, ale nie poza nią. Wtedy rejestr dyskursu ulega zmianie i cechuje
się rodzajem faworyzowania siebie (poczuciem dumy, przyjaźni, honoru). Grec­
k i antropolog p o d k r e ś l a rolę emocji w konstruowaniu siebie. Istnieje wielość
koncepcji kulturowych d o t y c z ą c y c h k s z t a ł t o w a n i a się w e w n ę t r z n e g o poczucia
t o ż s a m o ś c i . Sposoby te, p o m a g a j ą c e b u d o w a ć swoje „ j a " , m o g ą się r ó ż n i c o w a ć
w zależności od kontekstu i kultury. Stają się technikami k o n s t y t u t y w n y m i dla
naszego „ j a " . M o ż n a je n a z w a ć pewnego rodzaju dyskursami i m o ż n a przyjąć
również, że dla k t ó r e g o ś dyskursu to właśnie emocje i uczucia b ę d ą czynnikami
decyzyjnymi, p o w o ł u j ą c y m i określony s p o s ó b bycia i m y ś l e n i a o sobie. Prowa­
dzić to m o ż e c h o c i a ż b y do afirmacji siebie, b ą d ź odwrotnie - p o t ę p i e n i a ,
„ c h o w a n i a s i ę " , wstydliwości, czy bierności jeśli tak właśnie k u l t u r a rozstrzyg­
nęła s p o s ó b p o s t ę p o w a n i a , m ó w i e n i a , gestykulacji i t p .
9

Błędem b y ł o b y sądzić, że emocje zależą od płci, czy od wieku, c h o ć b y
p a m i ę t a j ą c o podstawowym stereotypie d o t y c z ą c y m k o b i e c o ś c i w kulturach
k r ę g u chrześcijańskiego (sentymentalizm, opiekuńczość, ł a g o d n o ś ć , gadul­
stwo, ciekawość, brak pewności siebie, z d o l n o ś ć do zawierania k o m p r o m i s ó w ,
uległość). Obraz taki traci swój charakter „ u n i w e r s a l n y " , gdy p o r ó w n a się go
z portretem społecznym kobiet, k t ó r y u k s z t a ł t o w a n y jest na bazie innej tra­
dycji kulturowej i religijnej. Uczucia, ich rodzaj i typ - a w zasadzie r o ­
dzaj „ u m o w y " kulturowej i jej praktycznej realizacji w danej kulturze, k t ó r a
10

9

Istotna jest uwaga poczyniona przez greckiego badacza (Papataxiarchis 1994, s. 7-8), że
ktoś, kto jest związany z pewnym miejscem (kontekstem, okolicznościami, sytuacjami, rolami itp.)
wewnętrznie sam się doświadcza na pewien przypisany kulturowo sposób. Ale towarzyszy temu
także proces odwrotny, tzn. odbierając kogoś jako takiego czy innego, identyfikuje się go z pew­
nym ethosem, pewnym miejscem i określonym typem, także uczuciowym. Każda z takich cech
i stojących za nimi uczuć jest jednocześnie potwierdzana i przypisywana jednostce przez innych.
Jest to proces zachodzący równolegle z ich interioryzowaniem przez jednostkę.
„Kobiecość", oczywiście w sensie, jaki nadaje temu sformułowaniu i uogólnieniu kate­
goria gender.
1 0

91

EMOCJE JAKO PRZEDMIOT WIEDZY I WIARY

określa, co jest uczuciem, a co nie jest, co jest dopuszczalne, a co nie - w r ó w ­
n y m stopniu wpływają na obraz płci, czy grupy wiekowej, j a k i „ o b i e k t y w n e "
cechy biologiczne.
N i e przeceniając praw r z ą d z ą c y c h starzeniem się, czy potrzebami fizjo­
logicznym o b u płci, zacznijmy j e d n a k ż e d o c e n i a ć ich k u l t u r o w ą interpretację,
tak samo r z u t u j ą c ą na o d b i ó r i rozumienie przez nas genezy emocji, ich r o l i
i potrzeby zaspokojenia. Emocje n a l e ż a ł o b y t r a k t o w a ć nie tylko j a k o przed­
m i o t wiedzy „ w y s o k i e j " - od psychologicznej po etnologiczną - ale i j a k o
przedmiot swoistej wiary naukowej bazującej często na wiedzy potocznej,
codziennej. Dysponuje n i ą także naukowiec, nie m o g ą c y się często zdystan­
s o w a ć i u w o l n i ć (a w naszej dyscyplinie jest to szczególnie bolesne) od swoich
s t e r e o t y p ó w i p r z e ( d ) s ą d ó w , nie mających wiele w s p ó l n e g o z „ p r o f e s j o n a l n ą "
wiedzą. W nauce prawomocne staje się to, w co jesteśmy w stanie uwierzyć, że
jest takie jakie nam się zdaje na podstawie przyjętych założeń oraz t r y b u
dowodowego. T a k samo m a się w antropologii sprawa z emocjami, a j u ż
szczególnie rzuca się to w oczy, gdy zajmujemy się studiami nad religijnością.
Czy j u ż zawsze będzie nas dręczył kompleks sensualizmu? Przecież i on - tak
j a k emocje - uległ podobnemu zabiegowi technicznemu, co o b n a ż a j ą w swoich
analizach prezentowani wyżej etnolodzy. Crapanzano - opierając się na
Danielu Rosenbergu - twierdzi, że podczas interpretowania określonych danych
k u l t u r o w y c h i nazywania ich chociażby „ e m o c j ą " (albo „ s e n s u a l i z m e m " , albo
„przeżyciem głębi" itp.) umożliwia się i m taki rodzaj „egzystencji", j a k i wynika
z przypisanej i m nazwy obejmującej pewien zakres w y o b r a ż e ń . Nazywanie
czegoś, to ustalenie właściwego m u miejsca nie tylko w języku, ale i w zachowa­
n i u , k t ó r e interpretuje te w y o b r a ż e n i a . Wszelka „egzystencja" czy „rzeczywi­
s t o ś ć " byłyby według takiego ujęcia niczym innym, j a k pewnym konceptem
i n a s z ą n a u k o w ą k o n s t r u k c j ą , wyrastającą j a k ż e często z obszaru wiedzy
potocznej, a jeszcze częściej stającą się swoim w ł a s n y m banalnym u j ę c i e m .
11

1 1

Ów pogląd, stosujący na nazwanie tego typu zabiegu pojęcie faitiche, lansuje m.in. Bruno
Latour (naukowiec związany z CSI Ecole Nationale Supérieure des Mines w Paryżu) w swojej
koncepcji antropologii nauki - antropologii symetrycznej. Faitiche powstał w wyniku zastosowa­
nia świadomej gry językowej. Termin ten jest zbitką słów: fait - „fakt" oraz fetiche - „fetysz".
Z teorią tą zapoznałam się uczestnicząc w wykładach na temat etnologii religii prowadzonych
przez Panią Laurence Hérault z Universitě de Provence Aix-Marseille I w 1999r. Latour po­
sługuje się tym pojęciem, aby uzmysłowić nam, na czym polega proces swoistej sakralizacji, jakiej
ludzie świata cywilizacji euro-amerykańskiej poddają przedmioty nauki, których status i sposób
istnienia w naszej kulturze niewiele się różni od sposobu istnienia przedmiotów kultu w kulturach
nie-technologicznych. „Faityszyści" świata zachodniego, to ludzie wierzący w swoje własne złu­
dzenia co do natury obiektów, która jest produktem ich własnego świata i wyobraźni. Wytwarzają
swoje idole na bazie własnych fantazji, choć wierzą w ich obiektywizm. Fetysz tylko pozornie jest
niezależny. Żeby taki był, musi być jako taki utwierdzany w kulturze, czemu m.in. służy nauka.
Obwieszcza ona nam, że jesteśmy zdeterminowani przez klasę, wiek, płeć itp., które popychają nas
do określonych wierzeń i pewnego stylu życia. W istocie rzeczy, to my sami siebie popychamy do
wierzenia w takie „naukowe" konstatacje, albowiem przypisaliśmy nauce rolę uprawomocniającą
i wyodrębniliśmy ją spośród innych dziedzin naszego świata.

92

INGA KUŽMA

N a l e ż a ł o b y więc z a s t a n o w i ć się nad zakresem znaczeniowym „ e m o c j i "
i „ u c z u ć " , przyjętym przez cytowanych badaczy. C h o ć cały czas starają się
p o d ą ż a ć d r o g ą k o n c e p t u a l n ą i k o n s t r u k c j o n i s t y c z n ą , przyjmując, że o uczu­
ciach m o ż n a m ó w i ć j a k o pewnych kategoriach mentalnych, to jednak często
nie m o g ą u n i k n ą ć sprzeczności. Z jednej strony bowiem m a m y do czynienia
z założeniem, że właśnie ze względu na swoją n a t u r ę m e n t a l n ą (w sensie
kognitywistycznym) emocje są w stanie działać różnie w r ó ż n y c h kulturach
i r ó ż n i c o w a ć się w zależności od ich dziedzin, dzięki kulturowej interpretacji.
Byłyby więc czymś w rodzaju czystego impulsu, zdolnego do „wcielania s i ę "
w o k r e ś l o n e formy sterowane przez p r a k t y k ę k u l t u r o w ą (Papataxiarchis
1994). Emocje o tyle p o s i a d a j ą w ł a s n o ś ć k u l t u r o w ą , o ile znajduje się dla nich
k u l t u r o w ą f o r m ę ekspresji, k t ó r a potem w p ł y w a na kształt i przebieg pobudek
stricte psychicznych. Z drugiej strony jednak spotykamy o d m i e n n ą propo­
zycję, p o d k r e ś l a j ą c ą p i e r w o t n ą psychiczność emocji (Vale de A l m e i d a 1994)
i jej natężenie afektywne, d ą ż ą c e do zerwania uprzedniej h a r m o n i i m i ę d z y
funkcjami kognistycznymi a psychofizjologicznymi, co d a w a ć by m i a ł o n o w ą
j a k o ś ć na poziomie afektywno-psychicznym i s p o ł e c z n o - m e n t a l n y m . D o p i e r o
to w p ł y w a ł o b y na k u l t u r o w y wizerunek danej emocji.
Pojawia się t u problem, k t ó r y trudno będzie rozstrzygnąć. Być m o ż e auto­
rzy zdawali sobie z tego s p r a w ę , p o n i e w a ż definicje starające się o d d a ć spra­
wiedliwość swoistości tych s t a n ó w mentalnych wykazują słabość, c h c ą c utrzy­
m a ć i p o g o d z i ć wymiar czysto psychiczny z k u l t u r o w y m patrzeniem na emo­
cje. W i d a ć to w y r a ź n i e , gdy jest m o w a o ich w y r a ż a n i u i „ r e g l a m e n t a c j i "
kulturowej. J e d n o c z e ś n i e badacze zgodnie u t r z y m u j ą , że emocje są pewnego
rodzaju m i a r ą istniejących relacji m i ę d z y „ j a " a światem (Papataxiarchis
1994). P o d k r e ś l a j ą moment powstania i rodzenia się u c z u ć - kontekst interak­
cyjny, k t ó r y zazębia się z dyskursem m o n o l o g o w y m przebiegającym w e w n ą t r z
jednostki (Vale de A l m e i d a 1994). Zadaniem tego drugiego dyskursu (mono­
logowego) byłby opis d o ś w i a d c z e ń osobistych, co jest bardzo w a ż n y m instru­
mentem w interakcji, p o n i e w a ż włącza j ą w prezentację samego siebie i k o n ­
struuje znaczenie sytuacyjne rzeczywistości. I w t y m punkcie k o ł o zamyka się
- emocje nie m o g ą f u n k c j o n o w a ć poza k u l t u r ą i j e d n o s t k ą , zarazem kierując
n i m i , j a k i b ę d ą c przez nie sterowanymi.
Czy coś nowego do takiego rozumienia emocji dodaje ich analiza na
poziomie religijności?
Religia oraz uczucia wynikające z uczestnictwa w praktykach sakralnych
p o d l e g a j ą p r a w o m p o c h o d z ą c y m z d w ó c h r ó ż n y c h p o r z ą d k ó w : kulturowej
„ r e g l a m e n t a c j i " , r z ą d z e n i a uczuciami (w t y m ich „ z a w a r t o ś c i ą " ) , n a z w ą , eks­
presją, miejscem i uczestnikami k u l t u oraz z p o r z ą d k u sytuacyjnego - afektywnego, w e w n ę t r z n e g o , regulującego, ale i regulowanego przez pierwszy p o r z ą d e k .
T a k ą p o d w ó j n ą płaszczyznę współdziałania, i t y m samym m o ż e swoistą medialn o ś ć u c z u ć , p o d k r e ś l a w swojej pracy Elizabeth Claverie (1994, s. 60-75).
A u t o r k a nazywa te dwa p o r z ą d k i p o r z ą d k i e m d o w o d ó w i p o r z ą d k i e m wiary.
Badaczka stara się również p o z o s t a ć na gruncie modelu konceptualno-konstru-

EMOCJE JAKO PRZEDMIOT WIEDZY I WIARY

93

kcjonistycznego z istotnym zastrzeżeniem, że nie broniła się podczas przeprowa­
dzania b a d a ń przed osobistym z a a n g a ż o w a n i e m . Claverie z a j m o w a ł a się pielg­
r z y m k a m i organizowanymi do d w ó c h miejsc k u l t u i aktualnych objawień
maryjnych - do San Damiano (Włochy) oraz Medjugorje ( B o ś n i a - H e r c e g o wina). I n t e r e s o w a ł o j ą j a k to się dzieje, że niektórzy pielgrzymi, wracając
z pielgrzymki, oceniają j ą j a k o u d a n ą , a inni - j a k o „ s t r a c o n ą " , „ p r z e g r a n ą " .
J a k ą rolę w t y m wszystkim odgrywa p o s t a ć objawiającej się M a t k i Bożej?
P o s t a ć Najświętszej M a r i i Panny w ł ą c z o n a jest do r o z m ó w p i e l g r z y m ó w
na samym p o c z ą t k u ich spotkania, przed wyruszeniem w p o d r ó ż . Pielgrzymi
m ó w i ą o N M P : „ O n a " . Jak to „ O n a " s p o w o d o w a ł a ich o b e c n o ś ć tutaj, j a k
w k t ó r y m ś momencie w k r o c z y ł a w ich życie i , że to Jej zawdzięczają swoją
o b e c n o ś ć tutaj. W dalszym ciągu p o d r ó ż y następuje opowiadanie sobie na­
wzajem o owych szczególnych okolicznościach, k t ó r e stały się impulsem do
odbycia pielgrzymki, c h o ć , co znamienne, nie wyjaśnia się i nie nazywa wprost
np. zła, czy nieszczęścia, k t ó r e s p o t k a ł o ludzi lub jakie oni sami wyrządzili.
A więc nie podaje się w rozmowie z innymi pielgrzymami rzeczywistego p o w o ­
du, dla k t ó r e g o N M P i n t e r w e n i o w a ł a . Zachodzi t u sytuacja pewnego r o ­
dzaju p r z e k ł a d u z j ę z y k a biograficznego, ściśle subiektywnego i osobistego,
p o c h o d z ą c e g o z p o r z ą d k u wiary, na rodzaj metajęzyka. W a ż n e jest ustalenie
takiego p o ś r e d n i k a , k t ó r y byłby w stanie przekształcić d o ś w i a d c z a n e i przeży­
wane w e w n ę t r z n i e wydarzenie, w obiektywizującą i relatywizującą je „rzeczy­
w i s t o ś ć " w s p ó l n ą i „ o b i e k t y w n ą " . T a k ą rolę spełnia M a t k a Boska.
12

Zadaniem pielgrzymki jest spowodowanie dostrzeżenia zmiany, jaka zacho­
dzi w życiu i stąd ujmowanie jej j a k o „ u d a n e j " b ą d ź „ p r z e g r a n e j " . T o odczucie
na pewno m a związek z t y m , co dzieje się na miejscu objawień. D o t y k a m y t u
sfery w i d z e ń , doznawanych przez n i e k t ó r y c h pielgrzymów. Pojawia się wtedy
rodzaj konstatacji - racjonalizującej, c h o ć wynikającej ciągle z p o r z ą d k u wiary
- dokonywanej przez tych, k t ó r y c h „ ł a s k a " objawienia nie d o t k n ę ł a osobiście,
ale b y l i obecni w o k ó ł widzących, k t ó r z y w „rzeczywistym" i „ o b i e k t y w n y m "
czasie i miejscu doświadczyli tego fenomenu. Wiedzą, że o w i ekstatycy widzą
właśnie teraz Najświętszą M a r y j ę P a n n ę . Z a t ą konstatacją kryje się bezwzględ­
nie wiara, opierająca się przecież na absolutnej zgodzie, pewnym s k o ń c z o n y m
przyleganiu rzeczywistości przeżywanej wobec transcendencji. W i a r a poprzedza
przeświadczenie i nie potrzebuje testującej j ą demonstracji. K i e d y wierzący
m ó w i , że wierzy, nie znaczy to, że m u s i a ł b y ć do tego wcześniej w jakiś s p o s ó b
przekonywany. W i a r a rozwija się zatem na pograniczu relacji niepewności
- w niej oraz poprzez nią. Dlatego takie napięcie wywołuje doznanie objawienia
M a r i i albo zetknięcie się z t y m i , k t ó r z y J ą widzieli - zupełnie j a k b y n a s t ą p i ł o
zerwanie uprzednio akceptowanej relacji, p o n i e w a ż osoba obdarzana czcią
i k u l t e m przyjmuje p o s t a ć widzialną, „ o b i e k t y w n ą " i odchodzi od poprzedniej
kompetencji prywatnej, w e w n ę t r z n e j , wywodzącej się z p o r z ą d k u wiary.
1 2

Tak pisze o tym autorka, można więc domniemywać, że podczas swoich badań z takim
właśnie zachowaniem spotkała się osobiście.

94

INGA KUŽMA

I wtedy pielgrzymi p r z e c h o d z ą na pozycję w y n i k a j ą c ą z p o r z ą d k u dowo­
d ó w , albowiem pojawia się sytuacja antycypacji przyszłości, przy jednoczes­
nym pozostawaniu w sakralnym hic et nunc. Przyszłość to nieunikniona k o n ­
frontacja z t y m i , k t ó r z y w pielgrzymce nie brali udziału, k t ó r z y - b y ć m o ż e
- w ą t p i ą w p r a w d z i w o ś ć objawień, b ę d ą k r y t y k o w a ć , i r o n i z o w a ć i t p . D l a nich
p o n i e k ą d nabywa się w o d ę z uzdrawiającego ź r ó d ł a , kupuje p o b ł o g o s ł a w i o n e
świece, r o b i się zdjęcia okolicy w nadziei sfotografowania objawienia, albo
nagrywa na dyktafon przypadkowe dźwięki, również w nadziei, że o k a ż ą się
później, w trakcie odtwarzania, niesłyszalnym p o c z ą t k o w o przesłaniem. Po­
r z ą d e k d o w o d ó w traktowany jest przez pielgrzymów j a k o łącze ze światem
i nawet z n i m i samymi, j u ż po czasie entuzjazmu, po powrocie, po prze­
kroczeniu granicy. Powstaje w ten s p o s ó b m o ż l i w o ś ć stworzenia opisu prze­
znaczonego dla nieobecnych, k t ó r y u ł a t w i a pojęcie tego, co się działo. T w o ­
rzony jest więc „ k a n a ł " , zobligowany do „ m ó w i e n i a " , do „ o b j a w i e n i a " .
Przedmioty, k t ó r e pielgrzymi ze s o b ą p r z y w i o z ą b ę d ą m i a ł y w a r t o ś ć „ a t e s ­
tujących w i a r ę " . C a ł o ś ć tego d o ś w i a d c z e n i a - ich wiara, słowa oraz rzeczy,
p a m i ą t k i przywiezione z miejsc k u l t u , to p r ó b a z a a n g a ż o w a n i a całości ist­
nienia w zademonstrowanie efektów otrzymanej łaski. Otrzymanej nawet nie­
koniecznie b e z p o ś r e d n i o - j a k o widzenia, ale t a k ż e p o ś r e d n i o - dzięki samej
ich obecności w miejscu świętym i transformacji swojego życia. A l b o w i e m ,
p o m i m o że Najświętsza Panna odgrywa rolę aktora, to jest t a k ż e szczególnego
rodzaju o d n o ś n i k i e m . Nawet jeśli podczas objawień m ó w i , to generalnie nie
odpowiada (dosłownie to rozumiejąc) na skargi pielgrzymów, ich wyznania,
przeprosiny, kajanie się, żal i szczęście wypływające z poczucia oczyszczenia
i zawierzenia. D o c h o d z i do specyficznej religijnej sytuacji komunikacyjnej,
kiedy pielgrzymi „ s a m na sam" z N M P , przed Jej s t a t u ą , w modlitwie, nie
m o n o l o g u j ą (mimo, że N M P nie dialoguje z n i m i , ani nie interpretuje ich słów
„ n a g o r ą c o " ) . Zadaniem M a t k i Boskiej nie jest bowiem „ r o z w i ą z y w a n i e "
p r o b l e m ó w - w sensie literalnego i m zapobiegania, czy wyjaśniania - ale
wprowadzanie ludzi zjawiających się przed N i ą ze swymi problemami w od­
m i e n n ą przestrzeń, k t ó r a relatywizuje ich życie, n a d a j ą c m u inny wymiar.
W ł a ś n i e dlatego - j a k z a o b s e r w o w a ł a badaczka - j u ż odjeżdżając z miejsca
pielgrzymki, n i k t więcej nie wraca do opowieści o swoim życiu. „ D o k o n a ł o
się". T y m bardziej, że p o s t a ć N M P łączy w sobie cechy wskazujące na Jej
ziemskie pochodzenie i ziemski żywot, j a k i dotknięcie ł a s k ą wyróżniającą,
przemieniającą. M a t k a Boska jest bowiem k o b i e t ą , m a t k ą , bolejącą, żyjącą,
ale t a k ż e k i m ś u ś w i ę c o n y m - d o s t ą p i ł a zaśnięcia, a nie śmierci (według
d o k t r y n y K o ś c i o ł a katolickiego) i została potem wniebowzięta oraz u r o d z i ł a
przecież nie zwyczajne dziecko, ale C z ł o w i e k a - B o g a .
Sama wiara nie cofa się - i to na poziomie najczęściej z a u w a ż a n y m właśnie
podczas b a d a ń , uczestniczenia w danej sytuacji, a nie późniejszych r o z w a ż a ń
metodologicznych - przed racjonalizacją i nie waha się w s p ó ł d z i a ł a ć z wiedzą
o sobie samej, w k t ó r ą w y p o s a ż e n i są wierzący. D y s p o n u j ą oni z d o l n o ś c i a m i
krytycznymi. Claverie dochodzi do wniosku, że postawy p i e l g r z y m ó w oscylują

EMOCJE JAKO PRZEDMIOT WIEDZY I WIARY

95

bez ż a d n e j sprzeczności, czy groźby zerwania, p o m i ę d z y p o s t a w ą wierzącego
( p o r z ą d k i e m wiary-dyskursu emotywnego monologizującego), a p o s t a w ą ra­
c j o n a l n ą , k r y t y c z n ą , cechującą się zdystansowaniem do tego, co rzeczywiście
zachodzi ( p o r z ą d e k d o w o d ó w - d y s k u r s u emotywnego interlokutoryjnego).
Obiekt wiary przechodzi przez nieprzerwany ciąg konceptualizacji. Dlatego
Claverie decyduje się przyjąć p o s t a w ę z a a n g a ż o w a n i a , cechującą się nie­
stosowaniem podczas b a d a ń terminu „ w i e r z e n i a " , k t ó r y z założenia wprowa­
dza dystans i przenosi dziejące się wydarzenia na poziom wiedzy o nich.
„ U n a u k a w i a " je, w p r o w a d z a j ą c do obiegu wiedzy naukowej - apriorycznej
i arbitralnej w p o r ó w n a n i u z wiedzą „ t u b y l c z ą " - k t ó r a decyduje o t y m , co
jest w i e d z ą r a c j o n a l n ą albo irracjonalną, poznaniem albo d o ś w i a d c z a n i e m ,
r o z s ą d k i e m i k r y t y k ą albo emocjami i spontanicznością. P r a g n ę ł a przyjąć za
obiekt b a d a ń wszelkie m o ż l i w e do zaobserwowania i zrozumienia konfigura­
cje, k t ó r e d o t y c z y ć m o g ą istoty nadnaturalnej i świętej dla wierzących, j a k ą
jest Najświętsza Panna, p o s z u k u j ą c przy tym metod - najlepiej wypływających
z w n ę t r z a tego, co się dzieje - m o g ą c y c h najtrafniej opisać, j a k owe konfigura­
cje są konstytuowane, j a k o nich się m ó w i oraz j a k się je przeżywa. A u t o r k a
stwierdza, że emocje i uczucia były cały czas obecne podczas pielgrzymki. N i e
s p o s ó b b y ł o ich i g n o r o w a ć , zwłaszcza, gdy słyszała takie wyznanie, że naresz­
cie, dopiero tutaj, k t o ś m o ż e sobie p o p ł a k a ć . Jest jednak bardzo krytycznie
nastawiona do swoistej manipulacji w nazywaniu podobnych z a c h o w a ń i sy­
tuacji „religią e m o c j o n a l n ą " , j a k niektórzy badacze nader chętnie określiliby
wydarzenia takie j a k pielgrzymki, najczęściej po to, by stworzyć „ w y t r y c h "
pojęciowy, a m o ż e i po to, aby je z d e p r e c j o n o w a ć .
Pielgrzymi nie są cały czas pobudzeni, czy nadpobudliwi, nie histeryzują,
nie w p a d a j ą w ekstazę - poświadczają to, co się z n i m i dzieje na tzw. s p o s ó b
logiczny i krytyczny. Są zdolni do oceny i opisania swoich własnych przeżyć
i refleksji . By właśnie nie u p r a s z c z a ć , nie m o ż n a t r a k t o w a ć rozemocjonowanego sposobu bycia, j a k o takiego, z k t ó r e g o wyproszono rozum. W stanie
emocjonalnego poruszenia dochodzi raczej do współistnienia obu c z y n n i k ó w
- uczuciowych i krytycznych. Emocja nie zrywa całkowicie z t y m , co nazywa­
m y rozumem. Najwyżej dochodzi do przekroczenia pewnego, wcześniej zro­
z u m i a ł e g o sposobu istnienia i interpretowania, czego m o ż e jednak emocja nie
tyle jest p r z y c z y n ą , co skutkiem. Zatem m o ż n a by p o s t a w i ć hipotezę, że nie
t y l k o d o s z ł o do jakiejś szczególnej sytuacji - religijnej oczywiście - ale też
zaszło coś rzeczywiście. Czy w takim razie sacrum posiada n a t u r ę o b i e k t y w n ą ?
A l e t a k i wniosek byłby sprzeczny z przyjętą przez cytowanych a u t o r ó w k o n ­
cepcją (z czym zgadza się t a k ż e Claverie), k t ó r a odżegnuje się od jakiejkolwiek
opcji o korzeniach neokartezjańskich, j a k chociażby „ u m i a r k o w a n y konstruk­
t y w i z m " . Polega on na przyjęciu założenia o istnieniu pewnych pre-idei, k t ó r e
13

1 3

Byłby to może najlepszy przykład na udowodnienie umowności i pozorności następującego
sądu o emocjach, który zakłada, że posiadają one całkowitą subiektywność, z czego miałaby
wynikać nieprzekraczalność granic poznania przeżyć kogoś innego.

96

INGA KUŽMA

stają się ź r ó d ł e m kolejnych idei i konstrukcji. W e d ł u g wzmiankowanych bada­
czy natomiast, nie m o ż e b y ć m o w y o jakichkolwiek emocjach „ p r e k u l t u r a l n y c h " p o p r z e d z a j ą c y c h uczucia „ k u l t u r a l n e " .
Trzeba p r z y p o m n i e ć również i to, że postulowane odejście od wszelkich
„ p r e - i z m ó w " zderza się z b r u t a l n ą p r a w d ą o niemożności całkowitego wyrugowa­
nia z p o g l ą d u na emocje ich r o d o w o d u stricte biologicznego i psychofizjo­
logicznego. T o rodzi sprzeczości w ujmowaniu i definiowaniu emocji, co j u ż też
zostało stwierdzone. K a ż d a jednak opcja ma swoje słabości, a to, że ma je t a k ż e
i ta, wcale nie musi o z n a c z a ć zaprzestania p o s z u k i w a ń idących wyznaczonym
przez n i ą torem. N i e m o ż n a t a k ż e z a p o m i n a ć o innym rodzaju b ł ę d ó w i to
najłatwiejszych do p o p e ł n i e n i a , bo wynikają one z charakteru naszego języka.
Otóż, jak z a u w a ż a Rosenberg (Crapanzano 1994, s. 113), nasze języki europejskie
są gramatycznie zorientowane na nominalizację. A l e kiedy badamy k u l t u r y
p o c h o d z ą c e z innego k r ę g u niż nasz, ryzykujemy tworzenie za p o ś r e d n i c t w e m
rodzimego języka zupełnie innych kategorii niż te, którymi operują nasi interloku­
torzy. Narzucamy zatem - t a k ż e j ę z y k o w o - n a s z ą psychologię i widzenie
ś w i a t a . N i e należy też mylić d y s k u r s u z wszelką leksykalnością, ani sprowa­
d z a ć emocji do k i l k u pojęć i wyrazów wypreparowanych z obcej nam kultury i jej
języka lub z którejś z licznych parole, należących choćby do naszej własnej langue.
Nie należy więc upraszczać, t w o r z ą c tematyczny i schematyczny słownik. Trzeba
mieć również na uwadze istotną różnicę między sposobem, w jaki mówi się
o emocjach, a sposobem, w jaki „mówią" same emocje.
14

15

LITERATURA
C l a v e r i e E . 1990, L a Vierge, le désordre, la critique. Les apparitions de la Vierge á l'áge de
la science, Terrain, nr 14, s. 60-75.
C r a p a n z a n o V. 1994, Reflexions sur une anthropologie des emotions, Terrain, nr 22, s. 109-117.
D r a y D. 1994, L'agression physique: «une peur» irrépalable, Terrain, nr 22, s. 35-50.
F a v r e t - S a a d a J. 1994, Weber, les emotions et la religion, Terrain, nr 22, s. 93-108.
G a l l ot ti С. 1994, Le voile d'honnéteté et la contagion des passions. L a querelle sur la moralitě
du theatre du X V I I siecle, Terrain, nr 22, s. 51-68.
K o ł a k o w s k i L . 1992, Szukanie barbarzyńcy. Złudzenia uniwersalizmu kulturowego, [w:] Cywiliza­
cja na ławie oskarżonych, Warszawa, s. 11-24.
L a b o r d e D. 1994, Des passions de Г ame aux discours de la musique, Terrain, nr 22, s. 79-92.
L a t our В. 1990, Quand les anges deviennent de bien mauvais messagers, Terrain, nr 14, s. 76-91.
P a p a t a x i a r c h i s E . 1994, Emotion et strategies d'au ton omie en Grece égéenne, Terrain, nr 22,
s. 5-20.
V a l e de A l m e i d a M . 1994, Emotions rimées. Poétique et politiqie des emotions dans le
village du sud de Portugal, Terrain, nr 22, s. 21-34.
е

1 4

Rosenberg postuluje przyjęcie takiej psychologii, która opierałaby się wszelkim ogranicze­
niom terminologicznym „stanów wewnętrznych".
Używanego przez badaczy w sensie, jaki nadał mu Michel Foucault (Crapanzano 1994,
s. 111-112). Jest nim to wszystko, o czym można powiedzieć. Sam proces mówienia o czymś,
konstruuje już przedmiot wypowiedzi.
1 5

EMOCJE JAKO PRZEDMIOT WIEDZY I WIARY

97

INGA KUŹMA
L E S EMOTIONS СОММЕ L'OBJET D ' U N E F O I E
E T D ' U N RAISON

Resume
L a question pricipale de Particle est, quelle position dans les sciences sociales occupent les
emotions et les sentiments, traites comme les categories trěs specifiques et uniques. Est-ce qu'il
y a bien fondé les placer á cóté de tel ordre comme Nature-Croyances-Chaos, qui est contradictoire á l'ordre seconde, venant de Culture-Science-Raison? L'auteur propose comme Pillustration
de ses reflexions, les analises ethnologiques presentees sur les pages des revues franchises. Ces
dissertations sont fondees sur la théorie cognitique et le constructivisme. Les anthropologue cites,
ont analisé dans le cadre des exemples données les domaines diverses, entre outre: l'histoire de la
musique de X V I siecle, les apparitions contemporaines de Ste Vierge á Medjugorje (Bosnie-Herzégovine) et á San Damiano (Italie) et aussi ils s'occupaient des études sur gender dans les
cultures méditerranéennes. Mais, c'est Paspect psychofísologique des emotions qui pose le plus
grand probléme dans le contexte théorique en question. Alors, comment l'accorder avec les regles
culturelles, qui gérent le discours émotionel tant spécifíque? Cependant, les sentiment obéissent
á la «politique» culturelle et les valeurs qui proviennent d'un reseau social, mais Panalise
anthropologique ne déchifrera jamais les mécanismes biologiques, qui aussi gouvernet les emo­
tions. Á Pethnologie ne reste que disséquer les actes et les expressions culturéis, qui jouent un role
d'un factuer tres important pour les toutes notres attitudes.
Traduction - Inga Kuźma

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.