-
extracted text
-
„Etnografia Polska", t. X L V : 2001, z. 1-2
P L ISSN 0071-1861
E U G E N I U S Z KŁOSEK
Katedra Etnologii Uniwersytetu Wrocławskiego, Wrocław
GÓRALE DWÓCH NARODÓW?
O W A R U N K A C H I KONSEKWENCJACH
POLSKO-SŁOWACKIEGO ROZBRATU WE WSIACH
BUKOWINY RUMUŃSKIEJ
Ż y j ą c a obecnie w rozproszeniu, w R u m u n i i , Polsce, Słowacji i Czechach,
społeczność p o t o m k ó w górali czadeckich stanowi szczególny przypadek z p u n k t u
widzenia relacji p o l s k o - s ł o w a c k i c h . Dzieje tej niewielkiej grupy odzwierciedlają
zawiłości s t o s u n k ó w etnicznych środkowej Europy w procesie k s z t a ł t o w a n i a się
nowoczesnych społeczeństw narodowych. Jak się o k a z a ł o , przede wszystkim
podczas w y d a r z e ń politycznych p o ł o w y X X w., górale ci „ p r z e s u n ę l i " polskos ł o w a c k i e pogranicze o k o ł o 800 k m . na w s c h ó d , z okolic Czadcy na B u k o w i n ę .
Wsie b ę d ą c e przedmiotem a r t y k u ł u p o ł o ż o n e są w p o ł u d n i o w e j części
Bukowiny, w g ó r s k i m masywie Obcina M a r e . Trzy osady: Pojana M i k u l i ,
N o w y Sołoniec i Piesza z a ł o ż o n e zostały „ n a surowym korzeniu" na p r z e ł o
mie lat trzydziestych i czterdziestych X I X w. przez górali, k t ó r z y opuściwszy
pod koniec X V I I I i na p o c z ą t k u X I X w . o k r ę g czadecki p r z y w ę d r o w a l i
na a u s t r i a c k ą B u k o w i n ę „ z a chlebem". K a ż d a z nich charakteryzuje się
i n n ą konfiguracją e t n i c z n ą . W Poj anie M i k u l i (rum. Poiana M i c u l u i ) do
1940 r. g ó r n ą część wsi zamieszkiwali Niemcy w y w o d z ą c y się z Lasu Cze
skiego, a n a s t ę p n i e R u m u n i , zwani w okolicy Refuziate (z r u m . w y g n a ń c y ) ,
p o c h o d z ą c y prawdopodobnie z Banatu, k t ó r z y po spaleniu wsi w 1944 r.
nigdy j u ż do niej nie powrócili. N a zgliszczach niemieckich i polskich d o m ó w
1
2
1
Chodzi tutaj o obszar inaczej zwany w polskiej tradycji Ziemią Czadecką, od znajdującego
się obecnie w granicach Słowacji miasta Czadcy, przez Słowaków określany mianem Horných
Kysúc, który położony jest w górnym dorzeczu rzeki Kisucy. W przeszłości kraina ta stanowiła
środowisko, do którego zbiegali chłopi pańszczyźniani ze śląskiej (austriackiej) i polskiej strony
Beskidów, spotykając się z osadnikami słowackimi z południa. Do połowy XVIII w. ukształ
towała się tam przejściowa, pograniczna strefa etniczna i kulturowa, dla której właściwe były
liczne elementy śląskie i małopolskie (żywieckie).
Zaprezentowane w tekście informacje są między innymi plonem badań terenowych autora
przeprowadzonych w latach 1995-2000 na Bukowinie rumuńskiej, finansowanych między innymi
przez Komitet Badań Naukowych w ramach projektu badawczego nr 1 H 0 2 E 024 14, których
wyniki częściowo opublikowano. Listę tych publikacji znaleźć można w innych opracowaniach
(np. Kłosek 2000), a także zamieszczona zostanie w przygotowywanej książce autora o świado
mości etnicznej i kulturze społeczności polskiej we wsiach Bukowiny rumuńskiej.
2
136
E U G E N I U S Z KŁOSEK
wraz z p o w r a c a j ą c y m i naszymi g ó r a l a m i zagospodarowali się inni R u m u n i ,
p o c h o d z ą c y z okolicznych osad. Dzieje tej wsi należały do najbardziej burz
liwych na Bukowinie. Dzisiaj mieszka w niej 110 rodzin góralskich ( o k o ł o
450 o s ó b ) , tyle samo R u m u n ó w oraz kilka skoligaconych z Polakami i R u m u
n a m i rodzin u k r a i ń s k i c h i niemieckich. Piesza (rum. Ple§a) od założenia
do dzisiaj zamieszkana jest przez samych P o l a k ó w . Żyje tutaj 65 rodzin
( o k o ł o 220 o s ó b ) . W N o w y m Sołońcu ( r u m . Solonemu N o u ) , gdzie mieszka
220 polskich rodzin ( o k o ł o 720 o s ó b ) , Polacy sąsiadują z U k r a i ń c a m i o b r z ą d
k u grekokatolickiego (53 rodziny - o k o ł o 200 o s ó b ) w przysiółku M a j d a n .
3
Obserwowany t u p o l s k o - s ł o w a c k i p o d z i a ł omawianej społeczności przebie
ga w d w u podstawowych płaszczyznach. J e d n ą z nich jest p r a k t y k a społeczna,
p r z y b i e r a j ą c a w przeszłości również f o r m ę k o n f l i k t u opartego na t o ż s a m o ś
ciowych dyferencjacjach. D r u g a odnosi się do p o r z ą d k u opisu tych zjawisk,
a więc rozmaitych p r ó b interpretacji n a r o d o w o ś c i górali, dokonywanych
z r ó ż n y c h pozycji ideologicznych. Interesujących w i a d o m o ś c i dostarczają r ó w
nież r ó ż n e dokumenty z przeszłości, k t ó r y c h t o n i zabarwienie o d d a ć m o ż e
notatka z listu księdza H e n r y k a Wochowskiego, opisująca działalność r u
m u ń s k i e g o księdza Eugeniu B r e a b á n u , proboszcza w Pojanie M i k u l i w latach
1930-1936: „ P o n i e w a ż parafian księdza B r e a b á n u « S l o w a k a m i » przezywają,
bo o r y g i n a l n ą polszczyzną m ó w i ą , p o s t a n o w i ł ich do Słowacji n a k ł o n i ć ,
przedstawiwszy prawdopodobnie stan ich j a k o przez nas P o l a k ó w g n ę b i o n y "
(Gotkiewicz 1970, s. 109). Ten sam ksiądz B r e a b á n u został scharakteryzowany
przez Jozefa J u r á š e k a (1997, s. 19) w broszurze o powrocie S ł o w a k ó w z Pojany M i k u l i do ojczyzny, j a k o „...Prvý, k t o upozornil, že v B u k o v i n ě žijú
Slováci. [...] B r e a b á n u sa najviac zaslúžil, že sme neostali napospas o d n á r o d neniu". Z odwrotnej perspektywy k o m e n t o w a ł rolę tego samego księdza k r o
nikarz z Nowego S o ł o ń c a ( K r o n i k a 1940, s. 10): „ C a ł a ta niezdrowa agitacja
nie wyszła z narodu pokrzywdzonego lub dla polskości podbitego ani nawet
od księdza słowackiego, ale od księdza R u m u n a - Brabana, k t ó r y j a k o swego
p o k r o j u idealista, zapalił się m y ś l ą odnalezienia nowego ludu zapomnianego
c h o ć nie pokrzywdzonego, bo by się sam u p o m n i a ł i krzywdy swej dochodził,
a t u dopiero trzeba było go b u d z i ć i przekonania m u obce wpajać, a co za t y m
idzie, z drugimi go p o r ó ż n i ć , j a k to w 1938 r. w Pojanie M i k u l i się s t a ł o " .
3
Pod koniec X I X w. wielu górali z Nowego Sołońca, Pieszy i Pojany Mikuli przeniosło się do
pobliskiej Paltynosy (rum. Páltinoasa). T a zamieszkana przed I I wojną światową głównie przez
Niemców wieś, jest dziś dużą osadą rumuńską, posiadającą dogodne warunki komunikacyjne.
Żyje w niej około 30 polskich rodzin i drugie tyle mieszanych z Rumunami i Niemcami, cztery
rodziny niemieckie i około 3 tys. Rumunów. Współczesne rodziny polskie w tej wsi stanowią efekt
skoligacenia górali z ludnością pochodzącą z Galicji, przybyłą tutaj głównie w okresie budowy
linii kolejowej łączącej Suczawę i Kaczykę z miastem Gura Humorului. Świadczą o tym między
innymi nazwiska i mowa jej mieszkańców. Między Nowym Sołońcem a Solką leży na wzgórzu
mała wieś Rak owiec (rum. Racova), w której mieszka 12 góralskich rodzin pochodzących z No
wego Sołońca. Oprócz tego Polacy na południowej Bukowinie zamieszkują w Kaczyce (Cacica),
Bulaju (Moara), Rudzie (Vic§ani) i Mihovenach. Nie jest to jednak ludność góralska i omawiany
tu problem jej bezpośrednio nie dotyczy.
137
GÓRALE DWÓCH NARODÓW?
Słowacki „ w ą t e k " pojawił się w literaturze znacznie wcześniej. N a p o c z ą t k u
X X w . R a i m u n d Friedrich K a i n d l (1902), profesor Uniwersytetu w Czerniowcach, wystąpił z tezą, że górale mieszkający w trzech omawianych wsiach są
właściwie S ł o w a k a m i . U z a s a d n i a ł to faktem, iż p o c h o d z ą oni z okolic Czadcy,
z komitetu trenczyńskiego, k t ó r e to ziemie p o ł o ż o n e są na Słowacji. Dlatego też
do r o k u 1880 włącznie byli we wszystkich statystykach zapisywani j a k o Sło
wacy, a i c h m o w a , jego zdaniem, stała się p o l s k ą dopiero na Bukowinie p o d
wpływem szkoły i kościoła. W innej pracy ten sam autor (Kaindl 1908) urzędowy
zwyczaj pisania nazw miejscowości b u k o w i ń s k i c h p i s o w n i ą p o l s k ą określał
mianem n a d u ż y c i a . O n sam jednak i inni Niemcy stale dopuszczali się tego
„ n a d u ż y c i a " , j a k to z i n t e r p r e t o w a ł E m i l Biedrzycki (1973, s. 10), zdając sobie
widocznie sprawę, że jest to najodpowiedniejsza pisownia dla nazw pochodzenia
słowiańskiego i r u m u ń s k i e g o . Podobnie j a k K a i n d l , rolę, pozycję i w p ł y w y
polskiej szkoły na Bukowinie, t y m razem względem żywiołu niemieckiego,
z a a k c e n t o w a ł E . Prokopowitsch, d o c h o d z ą c do wniosku, że wysoka pozycja
j ę z y k a polskiego była t u nieuzasadniona, c h o ć w j ę z y k u tamtejszych N i e m c ó w
z a c h o w a ł o się wiele ś l a d ó w polskich . R ó w n i e ż w późniejszych opracowaniach
a u t o r ó w czeskich i słowackich, niemieckich i rumuńskich wykazywano, iż wsie te
zasiedlone zostały przez ludność słowacką a nie p o l s k ą . Wszyscy oni powtarzali
wersję o wynarodowieniu słowackich górali p o d w p ł y w e m polskich nauczycieli
i księży. P r z y k ł a d o w o Stanislav K l i m a (1925, s. 130) pisał, że „ s v o h o č a s u ich
tam bolo do tritisic, ale vplyvom poPskej školy a kostela sa p o p o u P š t i l i " ,
a r u m u ń s k i badacz I o n Nistor (1930, s. 37) stwierdzał: „ D a l e k o od swojego
kraju, Słowacji, i bez ż a d n y c h z n i m k o n t a k t ó w słowaccy koloniści z Nowego
Sołońca, Pieszy i Pojany M i k u l i ulegli wynarodowieniu na rzecz P o l a k ó w za
pośrednictwem szkoły i kościoła". W sprawie potrzeby z a k ł a d a n i a szkół słowac
kich, k t ó r a w y n i k a ł a z wynarodowienia b u k o w i ń s k i c h S ł o w a k ó w pod w p ł y w e m
polskich szkół i kościoła, R u d o l f U r b a n (1930, s. 154) p o s t u l o w a ł : „ V e P m i
p o t ř e b n é , aby tito krajania m a l i svoje vlastně školy, v k t ó r y c h by sa m o h l i
účinnejšie kulturně v z d ě l á v a t ' " . Z kolei niemiecki badacz Norbert Zimmer (1930,
s. 37) opisując przybycie na Bukowinę i życie niemieckich kolonistów, stwierdzał,
że polscy księża uważali k a ż d y katolicki kościół na Bukowinie za polski, a sam
katolicyzm za p o l s k ą wiarę: „ S o konnte es geschehen, das vielfach katolisch
gleich polnisch gezeit wurde, u n d m a n die katolische Kirchen i m Lande ais
polnische K i r c h e n bezeichnete". Ten sam autor pisząc o p o c z ą t k a c h Pojany
M i k u l i p o d a w a ł , że została ona z a ł o ż o n a j a k o osada n i e m i e c k o - s ł o w a c k a .
4
5
Rozpowszechniona w niemieckiej nauce teza o słowackiej n a r o d o w o ś c i
górali b u k o w i ń s k i c h została również przejęta przez administrację a u s t r i a c k ą
4
Autor ten pisał między innymi: „Był to ów prawnie nieuzasadniony wpływ polski na
bukowińskie szkolnictwo, wszak udział polski w ogólnej liczbie mieszkańców kraju był znikomo
mały... Ten wpływ trwał kilkadziesiąt lat i przyniósł ludności, przede wszystkim młodzieży szkol
nej, najcięższe szkody [...]" (Prokopowitsch 1929, s. 287).
Między innymi: Klima 1925; Medvecký 1920; Nistor 1930; Svetoň 1943; Urban 1930;
Zimmer 1930; Úradnik 1993.
5
138
EUGENIUSZ KŁOSEK
w B o ś n i . Jak podaje D u š a n D r l j a č a (1992, s. 40), w aktach korespondencji
administracji sarajewskiej do w ł a d z w Czerniowcach jest r ó w n i e ż m o w a
o osiedleniu się w Bośni stu rodzin „ s ł o w a c k i c h " z Bukowiny oraz dwudziestu
p r z e p ę d z o n y c h z Pojany M i k u l i i G l i t u , w ś r ó d k t ó r y c h było 13 rodzin niemiec
kich, 6 słowackich i jedna polska (por. Maciejewska 1995, s. 139-151). W y p o
w i e d ź najstarszego z p o t o m k ó w e m i g r a n t ó w z Bukowiny we wsi Celinowacz
w Bośni, udzielona p o d koniec lat siedemdziesiątych Drljacy, wskazuje na jego
zdecydowanie słowackie przekonania, a zarazem na ich odległe tradycje w r o
dzinie: „ J e d e n S ł o w a k z Trenciny przyszedł do G u r a H o m o r y . M i a ł d w a n a ś c i e
s y n ó w i jedne d z i w k ę . D w a n a ś c i e s y n ó w j a k się p o ż e n i ł o , to zaraz było trzy
naście c h a ł u p . N a Bukowinie się nie m ó w i ł o , gwaryło się, bo ich było m a ł o .
D o r n a Niemcy m ó w i ł y po niemiecku, a z naszym narodem to po s ł o w a c k u .
Tak! [...]. D o Bośni przyszły od s y n ó w syny. M ó j ojciec z Gura H o m o r a . O n
tam był S ł o w a k . D o Bośni przyszły z Bukowiny i Jurasiki, Papik, Buganie.
Wszyscy oni są Słowacy. M y se nigdy nie stali Polakami. Zawsze są Słowaki.
Wyznanie rzymskokatolickie, ale tutaj nas Bośniaki nazwały Polakami - Galicijani!" (Drljača 1992, s. 40). Odnotujmy również w t y m miejscu, że na wielu
mapach austriackich wieś Pojana M i k u l i dzieli się na dwie części: g ó r n ą
- „ D e u t s c h e r T e i l " i d o l n ą - „Slovakischer T e i l " .
Z drugiej strony polskość zajmującego t u nas osadnictwa wykazywali przede
wszystkim E m i l Biedrzycki (1973) i M a r i a n Gotkiewicz (1938a, 1938b, 1939,
1948, 1948/49, 1956, 1959, 1962, 1970). W odniesieniu do tezy K a i n d l a o spolsz
czeniu słowackich górali przez kościół i szkołę, Gotkiewicz przeciwstawił
fakt d ł u g o t r w a ł e g o b r a k u w tych wsiach polskich nauczycieli i polskiego
duchowieństwa oraz zachowania przez nich polskiej, czadeckiej gwary, co między
i n n y m i stwierdzał w 1893 r. ks. P u c h a ł a i zniemczały ks. Klemens Swoboda
w parafialnej kronice z G u r a H u m o r u l u i (za: Gotkiewicz 1970, s. 105).
„ D y s k u s j a " ta c h a r a k t e r y z o w a ł a się często swoistą p r z e w r o t n o ś c i ą . Przy
k ł a d o w o w stosunkowo niedawno opublikowanej książce V e n d e l í n a Ú r a d n i k a
wszystkie fakty i konteksty etniczne podawane jednoznacznie przez Gotkiewicza i Biedrzyckiego j a k o polskie, interpretowane są j a k o niewątpliwie słowac
kie. Słabiej zorientowany w omawianej problematyce czytelnik m ó g ł b y czuć
się nawet zbulwersowany... Po lekturze większości, z a r ó w n o polskich j a k i sło
wackich prac, odnosi się wrażenie, że obydwie strony u d o w o d n i ć p r a g n ą za
w s z e l k ą cenę swój w ł a s n y charakter etniczny b u k o w i ń s k i c h górali. O d w o ł u j ą
się przy t y m j a k b y do m i t u ich genetycznej polskości b ą d ź słowackości. Stan
t a k i nie sprzyja potrzebnej tutaj obiektywizacji.
P o l s k o - s ł o w a c k i „ d i a l o g " często n a w i ą z y w a ł do etnicznego oblicza Czade
ckiego, k t ó r e - j a k j u ż sygnalizowaliśmy wyżej - w y k a z y w a ł o wiele cech
właściwych dla etnicznego pogranicza, dając schronienie dla przybywającej t u
l u d n o ś c i z p ó ł n o c y i p o ł u d n i a . P o r ó w n u j ą c „ r a c j e " d w ó c h stron nie trudno
z a u w a ż y ć , że słowackie s p r o w a d z a j ą się głównie do ogólnych stwierdzeń
o etnicznym charakterze b u k o w i ń s k i c h górali, powielających tezę K a i n d l a ,
nodczas gdy polskie, obok j a k o ś c i o w o podobnych, odwołują się do j ę z y k a
GÓRALE DWÓCH NARODÓW?
139
i f o l k l o r u . P r z y k ł a d o w o , z analiz Gotkiewicza w y n i k a ł o , że pieśni, jakie n o t o
wano w Pojanie M i k u l i , N o w y m Sołońcu i Pieszy o d p o w i a d a ł y p i e ś n i o m
czadeckim, cieszyńskim i t y m ze Śląska Opolskiego. W e d ł u g tego badacza, i c h
język, czyli czadecka gwara, d o w o d z i ć by m ó g ł , że owo „spolszczenie" d o k o
n a ł o się jeszcze n a d K i s u c ą (por. Gotkiewicz 1948/49, passim).
Kwestia etnicznego charakteru górali stała się również przedmiotem k o
mentarza dziejopisa z Nowego Sołońca, k t ó r y a r g u m e n t o w a ł o d w o ł u j ą c się
t a k ż e do języka:
[...] Ludzie przychodzili i odchodzili. Nawet w metrykach jest tylko przypisek - „colonista"
- więcej nic. Ludzie ci przybyli bez dokumentów a przynajmniej słowackich. W żadnej z ksiąg
najmniejszej notatki aby Słowakami byli. Dla odróżnienia ich od Polaków przecież by się słowa
tego używało. Ksiądz Mazanek, od 1843 r. proboszcz ich, Czech z rodu, nigdzie ani jednym
słowem ich Słowakami nie nazywa. [...] Nawet prawdziwy Słowak, ksiądz Zoles w bliskiej Pojanie
Mikuli po polsku a nie po słowacku do nich mówił. Mówią dialektem, a tego się tu nie nauczyli.
Ten przynieśli ze sobą, tak jak Niemcy z Czeskiego Lasu swój deutschbóhmisch. Szkoła i księża
ich nie spolszczyli, bo szkoły były początkowo niemieckie. [...] Choćby i dziesięć szkół było, naród
między sobą i w domu mówi gwarą. Do Pana Boga zaś w modlitwach używa mowy poprawnej,
książkowej. W takiej też słyszy ewangelię i kazania niedzielne, ale te szkołą nie są, języka nie uczą.
Owszem, znajomość języka subponują, inaczej byłyby bez korzyści. Gdyby byli prawdziwymi
Słowakami i gwara ich słowacka, nie potrzeba by ich dopiero uczyć [...]. Każdy naród odcięty
od macierzy podlega wpływom otoczenia. Gwara naszych Górali przyniosła ze sobą mały procent
słowackiego, żyjąc zaś między Rumunami, Rusinami i Niemcami, przybrała z każdego języka po parę
słów i ten galimatias właśnie nazywają mową słowacką albo nawet dialektem polsko-słowackim,
skoro polskiego wyrugować się nie da. [...] Modlitwa najlepszym wskaźnikiem. „W meno otea"
(w imię ojca), „plod" (owoc), „telo" (ciało), „przéhana" (błogosławiona), „wezdejši" (powszedni),
„oroduj" (módl się) - tak się nigdy nie modlili nawet dziadkowie. Tego rodzaju słów i takiej
modlitwy trzeba ich teraz dopiero uczyć. „Winnikom" zamiast winowajcą nie uczyła ani babka
ani matka. Ten słowacki patriotyzm przeciw wszelkiej tradycji narzuca im się dopiero i dlatego, że
nienaturalny ale sztuczny, dużej nienawiści źródłem (Kromka 1940, s. 10-11).
W e w s p ó ł c z e s n y c h wersjach pochodzenia b u k o w i ń s k i c h górali, k o ł a c z ą
cych w ich zbiorowej ś w i a d o m o ś c i , dostrzec m o ż n a r ó ż n e warstwy inter
pretacyjne. N a j m ł o d s z a z nich, sięgająca p o c z ą t k ó w lat dziewięćdziesiątych,
prezentuje fragmentaryczne informacje o czadeckiej genezie, zasłyszane głów
nie przy okazji w y j a z d ó w na Festiwal „ B u k o w i ń s k i e Spotkania". Starsza i n
terpretacja m a swoje ź r ó d ł a w p o l s k o - s ł o w a c k i c h „ p r z e t a r g a c h " z k o ń c a okre
su m i ę d z y w o j e n n e g o , czasu I I wojny światowej i pierwszych lat powojennych,
gdzie odcisnęła się w p a m i ę c i badanych p o prostu Słowacja, czasem okolice
Trenczyna, a z drugiej strony Polska. Obydwie „ k o l e b k i " są przy t y m p o j m o
wane w s p o s ó b specyficzny, m g ł a w i c o w y , z m i t y c z n ą nieokreślonością co do
przestrzeni, czasu i proporcji. Najstarszymi autointerpretacjami genezy b u k o
w i ń s k i c h górali w y d a j ą się b y ć relacje o wywodzeniu się spod Sobotni G ó r y ,
s k ą d przez „ C z e c h o s ł o w a c j ę i U k r a i n ę " mieli p r z y b y ć ich przodkowie. D o tej
samej grupy zaliczyć by m o ż n a r ó w n i e ż takie, k t ó r e t ł u m a c z ą na p r z y k ł a d
p r z y c z y n ę ich przybycia do głuszy Obcina M a r e : Jakieś 300 lat temu przyszli.
Mieszkali na Rakowcu. Babka opowiadała, tam byl tracht, bo tam przyjeżdżali
furami do Solki i oni mieli bardzo ładne żeny i się bali o te żeny i przyszli tu, do
140
EUGENIUSZ KŁOSEK
Pojany, tam gdzie się świat kończy i tu karczowali (Kobieta [dalej - K ] , lat 60,
Tuszyn). W ś w i a d o m o ś c i historycznej współczesnych górali b u k o w i ń s k i c h nie
z a c h o w a ł y się w i a d o m o ś c i co do ich pochodzenia z Czadeckiego. Przypomnij
m y w t y m miejscu również, że przed I I w o j n ą ś w i a t o w ą i po jej z a k o ń c z e n i u
rozpowszechnione były w publikatorach wersje o ich pochodzeniu z Podhala,
Spiszą i Orawy (por. W i l l a u m e 1981, s. 72). Stosunkowo niedawno pojawiły
się nowe, mityczne relacje o ich wywodzeniu się spod Ślęży, gdzie mieli po
w r ó c i ć po wiekach tułaczki (por. Worcell 1972, s. 71).
Najbardziej obiektywne i efektywne zarazem w studiach etnogenetycznych
analizy j ę z y k o z n a w c z e w s k a z u j ą jednoznacznie na polskie pochodzenie gwary
trzech góralskich wsi b u k o w i ń s k i c h . M i ę d z y w o j e n n e opracowania Mieczy
sława M a ł e c k i e g o (1938) i Grigore N a n d r i § a (1936), j a k i powojenna praca
Eleny Deboveanu (1971) zwracają r ó w n o c z e ś n i e u w a g ę na wielkie z r ó ż n i c o
wanie gwarowe Czadeckiego, gdzie k a ż d a praktycznie wieś m ó w i ł a inaczej.
W e d ł u g M a ł e c k i e g o , m i e s z k a ń c y trzech omawianych wsi m ó w i ą g w a r ą czadec
k ą , z b l i ż o n ą najbardziej do gwary wsi Oszczadnica . Czas przybycia z Żywiec
czyzny w Czadeckie określił o n na X V I I wiek, szczególnie na jego p o c z ą t e k .
O procesie t y m pisał: „ N i e w ą t p l i w i e [...] skrzyżowały się t u dwa p r ą d y osad
nicze: jeden śląski idący przez Przełęcz J a b ł o n k o w s k ą , drugi nieco słabszy,
m a ł o p o l s k i przez Przełęcz Z w a r d o ń s k ą . Ze względu, że Czaca leżała na w a ż
n y m szlaku komunikacyjnym, należy przypuścić bardzo wczesne zaludnienie
tych o k o l i c " ( M a ł e c k i 1938, s. 70).
N a podstawie analizy m a t e r i a ł u j ę z y k o w e g o , zebranego w omawianych
wsiach w latach 1963-1967, Elena Deboveanu doszła do wniosku, iż badana
przez n i ą m o w a jest g w a r ą p o ł u d n i o w o ś l ą s k ą z nielicznymi i nieistotnymi dla
systemu ś l a d a m i w p ł y w ó w m a ł o p o l s k i c h . N a temat jej z r ó ż n i c o w a n i a badaczka
ta pisała: „ S p r a w ę różnic m i ę d z y g w a r ą m i e s z k a ń c ó w Pojany a ich s ą s i a d ó w
z Pieszy i S o ł o ń c a m o ż n a wyjaśnić t y m , że część jej m i e s z k a ń c ó w m o g ł a
p o c h o d z i ć z r ó ż n y c h wsi czadeckich. Zresztą gwara samej Oszczadnicy jest
w e w n ę t r z n i e niejednolita i wykazuje rezultaty s k r z y ż o w a n i a całego szeregu
izoglos" (Deboveanu 1971, s. I l l ) , a w sprawie słowackich w p ł y w ó w odnoto
wała: „ T r u d n o dziś ustalić, w jakiej mierze polscy przybysze z północnej strony
gór opanowali j ę z y k słowacki, j a k i był stopień ich bilingwizmu. O niewątpli
w y m jednak istnieniu tego zjawiska świadczą fakty j ę z y k o w e " (tamże, s. 112).
W z w i ą z k u z często p o d k r e ś l a n ą przez „ s t r o n ę s ł o w a c k ą " r o l ą j ę z y k a polskiego
w przemianie m o w y b u k o w i ń s k i c h górali, cytowana wyżej badaczka zauważyła:
6
Specjalne zagadnienie stanowi kontakt z polszczyzną literacką. Można się zawahać przed określeniem
jako bilingwizm stanu jednoczesnej znajomości gwary i języka literackiego. Jednak z punktu widzenia
struktury języka możemy używać tego terminu w znaczeniu sprecyzowanym przez U . Weinreicha,
ponieważ mieszkańcy badanych wsi, a zwłaszcza ci, którzy ukończyli polską szkołę za czasów
6
W czasie pobytu w tej wsi w 1998 r. zauważyłem między innymi, że jej mieszkańcy zorien
towawszy się, iż kontaktują się z Polakiem, przechodzą na gwarę, mówiąc „po oszczadnicku".
Łatwiej wówczas o lepsze zrozumienie.
GÓRALE DWÓCH NARODÓW?
141
Fot. E. Kłosek
Rye. 1. Dom w Pojanie Mikuli
austriackich, mogą posługiwać się językiem ogólnopolskim lub rodzajem „interdialektu" mniej lub
więcej do ogólnopolskiego zbliżonym. W świadomości mówiących istnieje bardzo silne poczucie
odrębności między systemem gwarowym a ogólnopolskim. Kiedy mówią z Polakami z innych wsi
(jak Kaczyka, Ruda, Bulaj), używają systemu mniej lub więcej ogólnopolskiego, czyli dokonują
czynności zwanej w cybernetyce i lingwistyce strukturalnej przełączeniem kodu (tamże, s. 120).
Zatem w p ł y w y j ę z y k a o g ó l n o p o l s k i e g o na s a m ą gwarę były w przeszłości
nikłe i trudno b y ł o b y t u m ó w i ć o ich interferencji. Obydwa kody istniały j a k b y
niezależnie o d siebie.
J ę z y k stanowi jednak tylko jedno z obiektywnych k r y t e r i ó w przynależności
etnicznej. O t o ż s a m o ś c i narodowej decyduje przede wszystkim o k r e ś l o n a świa
d o m o ś ć . Przejawiło się t o szczególnie w k o ń c u lat m i ę d z y w o j e n n y c h , kiedy
omawiane wsie stały się polem narodowych waśni, zwłaszcza Pojana M i k u l i .
T y m samym problem etniczny tej góralskiej enklawy p r z y b r a ł praktyczny
wymiar. Inspiracja przyszła z z e w n ą t r z . Sprzyjała temu o g ó l n a atmosfera
polityczna drugiej p o ł o w y lat trzydziestych. Wraz z usunięciem w r o k u szkol
n y m 1935/36 j ę z y k ó w mniejszościowych ze szkół p a ń s t w o w y c h , podpisano
c z e c h o s ł o w a c k o - r u m u ń s k ą u m o w ę o szkolnictwie, k t ó r a p o z w a l a ł a n a u c z a ć
j ę z y k a czeskiego i słowackiego w szkołach, gdy znajdzie się co najmniej
30 c h ę t n y c h k u temu dzieci ( N o w a k 2000, s. 210). Z perspektywy historycznej
Krzysztof N o w a k podkreślił, iż
[...] konfliktu tego nie można rozpatrywać [...] w oderwaniu od ówczesnych stosunków politycz
nych, od których nie udało się, niestety, uciec, nawet w dolinach i lasach Bukowiny. Okazuje się
bowiem, iż [...] spór „o dusze góralskie" tkwił jednak głęboko w dyplomatycznych meandrach
EUGENIUSZ KŁOSEK
142
ówczesnej sceny politycznej. Jednym z jego aspektów była czechosłowacka próba osłabienia
wpływów Polski na terenie związanej z nią sojuszem wojskowym Rumunii [...]. Praga liczyła też
na osłabienie kontaktów między Warszawą i Polakami z Zaolzia a politykami słowackimi z kręgu
ks. Hlinki, wrażliwymi na sprawy narodowościowe [...]. Wszystko więc wskazuje, iż omawiane
wydarzenia były inspirowane przez Pragę. [...] Sam zresztą spór bukowiński można też uznać za
swego rodzaju pochodną sporu o Czadeckie, Spisz, Orawę i Zaolzie (tamże, s. 218).
Zabiegi słowackiej
strony p r z y b i e r a ł y
r ó ż n e formy.
Koncentrowały
się
przede wszystkim na o d d z i a ł y w a n i a c h poprzez szkołę i kościół. Intensywna
b y ł a p r o s ł o w a c k a agitacja. Nawet w ś r o d o w i s k u katolickiego d u c h o w i e ń s t w a ,
r e k r u t u j ą c e g o się g ł ó w n i e z P o l a k ó w i N i e m c ó w , k t ó r z y do tej p o r y w s p ó ł
p r a c o w a l i w pełnej zgodzie, zaczęły się p o j a w i a ć
k o n f l i k t y j a k o pierwsze
s y m p t o m y odpowiedniej propagandy. Z d a r z a ł o się, szczególnie w miastach, że
niemieccy k s i ę ż a ostentacyjnie zaczęli się s e p a r o w a ć od polskich. W
Pojanie
M i k u l i , N o w y m S o ł o ń c u i Pieszy p o j a w i l i się księża i nauczyciele p r z e k o n u j ą c y
miejscowych o ich s ł o w a c k i m pochodzeniu, w z y w a j ą c y do „ n a r o d o w e g o prze
7
b u d z e n i a " . W j e d n y m ze swych listów ks. W o c h o w s k i d o n o s i ł :
W kościele podczas nabożeństw słowackich, odprawianych w Pojanie przez niemieckiego księdza
- administratora Kurta Benscha, lud nie chce w przeważnej swej liczbie inaczej jak tylko po
polsku śpiewać i po polsku się modlić, pomimo antypolskiej agitacji rumuńskiego i niemieckiego
księdza, którym w sukurs przychodzą nauki ks. Malca i ks. Mąkosa, często zaglądających do
Pojany z sąsiednich wiosek. Wprowadzony przez ks. Kurta Benscha nowy język, którego on sam
dobrze nie zna... dla ucha polskiego wprost niemożliwym się staje. [...] Czy dziwić się im, że do
kościoła powoli wstrętu nabierają i choć kler w wielkim poszanowaniu mają, za tę politykę
w kościele równocześnie znienawidzić muszą. T a rozterka w duszy prostego poczciwego chłopa
jest straszna (Gotkiewicz 1970, s. 109).
8
W Pojanie, dzięki d z i a ł a l n o ś c i nauczyciela K o v a l i k a , o p r ó c z uruchomie
nia słowackiej szkoły, p o w s t a ł s ł o w a c k i c h ó r kościelny i Stowarzyszenie K u l
turalne i m . T . G . M a s a r y k a ( N o w a k 2000, s. 210). F a k t y te opisał
również
cytowany wyżej k s i ą d z W o c h o w s k i z K a c z y k i , k t ó r y z a n o t o w a ł :
Obecnie jest w Pojanie agent, nauczyciel czeski, świetny agitator, u którego wszystkie środki są
godziwe: pijatyką, różańcami, cukierkami i chustami ich, tj. słabszych, kupuje. Pierwsze radio
7
Przybyły nauczyciel Kovalik w jednym z pomieszczeń szkoły w Pojanie utworzył „gminną
szkołę czechosłowacką" (dwuklasową) dla 55 dzieci, których rodzice deklarowali się jako Słowa
cy. Lekcje odbywały się w niej po słowacku z jedną godziną języka rumuńskiego w tygodniu.
Reszta pojańskich dzieci (72) uczęszczała do rumuńskich klas (Nowak 2000, s. 210).
Jak podaje Nowak, „[...] w instrukcjach przekazywanych Kovalikowi przez czechosłowackie
placówki konsularne zwracano uwagę na konieczność jego ostrożnego i taktownego postępowania
przy paraliżowaniu polskiej propagandy, co jednak nie zawsze mu się udawało. [...] Na skutek
ciągłego braku funduszy na przybory szkolne i odbiornik radiowy, o którego kupno apelował,
Kovalik popadł w długi. [...] Dzięki jego staraniom kilku dalszych pojańczyków wysłano na
stypendia do CSR i do ośrodków akademickich Rumunii oraz zainicjowano wymianę korespon
dencji między rodzinami o tych samych nazwiskach w Czadeckiem i w Pojanie. Działaniom tym
sprzyjał nowy proboszcz, Niemiec, ks. Kurt Bensch, który zezwolił na słowackie pieśni w koś
ciele" (Nowak 2000, s. 211).
8
143
GORALE DWÓCH NARODÓW?
u niego było, przy tym dobry to muzyk, śpiewa i pije, same dobre zalety i tym ich psuje. Z naszych
parafii próbuje i pleszan i Sołoniec pozyskać. I cały milion lei im na nowy kościół obiecuje, gdy
przystaną do niego. Pokusa wielka na obecnie ciężkie czasy, ale przecież Judaszami nasi górale nie
będą, a on też przyrzeczenia nie zrealizuje. Rząd, zdaje się, całej tej agitacji się nie sprzeciwia
pomimo protestu Polaków i posłów rumuńskich (Gotkiewicz 1970, s. 110).
Z kolei w l i p c u 1937 r. jeden z p o j a ń s k i c h gospodarzy o p o w i a d a ł Izabelli
K r o g u l s k i e j o p r z y b y c i u owego „ C z e c h a " , k t ó r y „ z a b r a ł dzieci do s ł o w a c k i c h
s z k ó ł i po s ł o w a c k u uczy". W s p o m n i a ł o n r ó w n i e ż o metodach agitacji: „ R o
dzicom obiecał, że w ł a s n y k o ś c i ó ł i t k a l n i ę postawi, uwierzyli i przepisali się na
słowiockie. A l e kiedy p o z n a j ą , że ich otumaniono i w b ł ą d w p r o w a d z o n o ,
w r ó c ą do nas".
Z relacji tej samej a u t o r k i w y n i k a , że s z k o ł a s ł o w a c k a
c h ę c a ł a dzieci i ich r o d z i c ó w do „ p r z e p i s a n i a s i ę " , r o z d a j ą c m i ę d z y
za
innymi
nowe k s i ą ż k i i zeszyty ( K r o g u l s k a 1937, s. 32-33).
Polscy liderzy, tak na Bukowinie, j a k i w kraju, zdawali sobie s p r a w ę ze
s ł o w a c k i c h i czeskich z a p a t r y w a ń na kwestię e t n i c z n ą b u k o w i ń s k i c h g ó r a l i , nie
p o d e j m u j ą c przez czas dłuższy ż a d n y c h d z i a ł a ń .
Kiedy jednak okazało się - jak to ujął Nowak - że inicjatywy Mąkosa oraz Kovalika stanowią
część zorganizowanej szerszej akcji, początkowe niedowierzanie i powątpiewanie Polaków ustąpiło
miejsca zdenerwowaniu przechodzącego w irytację. W ten sposób bowiem przybył Warszawie,
obok kwestii Zaolzia, Spiszą i Orawy, nowy problem w stosunkach polsko-czechosłowackich
w odniesieniu do zagadnień mniejszościowych, i to w zupełnie niespodziewanym miejscu. [...]
Sprawa Bukowiny dostała się do prasy [...], co wyraźnie świadczyło o sporym zaniepokojeniu
Warszawy. Zaktywizował się Związek Polaków z Rumunii w Polsce z Kazimierzem Grabowskim
na czele, domagając się interwencji władz oraz Światowego Związku Polaków z Zagranicy
- Światpolu (Nowak 2000, s. 211).
9
D o p r o w a d z i ł o to m i ę d z y i n n y m i do misji M a r i a n a Gotkiewicza na B u k o
10
w i n i e , p o k t ó r e j , j a k r ó w n i e ż u s i ł o w a n i a c h Grabowskiego i Ś w i a t p o l u , poja
wiły się konkretne d z i a ł a n i a strony polskiej.
9
Między innymi ukazał się artykuł: Rumunia. Akcja czechizacyjna wśród ludności polskiej
na Bukowinie, Sprawy Narodowościowe, 1937, nr 1-2, s. 153-155.
Przybył on do stolicy Bukowiny w połowie lipca 1937 r. Swoje spostrzeżenia zawarł w ob
szernym sprawozdaniu, w którym - według Nowaka - stwierdzał, że „[...] do czasu poczynań
księży Breabánu, Mąkosa i nauczyciela Kovalika [...] kwestia pochodzenia i przynależności górali,
ocenianych przez niego na 6 tys. osób, w ogóle nie istniała. Uważali się oni za Polaków, mimo iż
byli zwani Słowakami («Słowioki») oraz mieli świadomość pochodzenia z «mitycznego» Trenczyna na Słowacji. Sporo czasu poświęcił Gotkiewicz na rozmowy z ludźmi, zwłaszcza z tymi,
którzy pozostawili dzieci w rumuńskiej szkole. W takich wypadkach wskazywał na bezinteresow
ne przywiązanie do polskości. Apelował o zainteresowanie się tym problemem przez polską
dyplomację, czego wymagał autorytet Polski, gdyż «przykład działa i jest zarazliwy», i mógł
zagrozić także czadeckim emigrantom w Jugosławii i Ameryce Południowej. [...] Sugerował stwo
rzenie na Bukowinie 2-3 centrów nowej polskiej pracy kulturalno-oświatowej [...], fundowanie
stypendiów, zaproszenie górali na «Swieto Gór» w Polsce, zorganizowanie kolonii i kursów
letnich z Polski w Pojanie, wysyłanie na Bukowinę kalendarzy spisko-orawskich z artykułami na
temat związków czadecko-bukowińskich [...]" (Nowak 2000, s. 213).
1 0
144
E U G E N I U S Z KŁOSEK
S w o i s t ą „ a k c j ą r a t o w n i c z ą " stały się wycieczki polskich letników do Poja
ny M i k u l i , zorganizowane latem 1937, 1938 i 1939 r. (por. Krogulska 1937).
P r o p a g a n d z i ś c i słowaccy dowiedziawszy się o mającej p r z y b y ć wycieczce roz
głaszali prawdopodobnie wieść o rzekomej zarazie w Pojanie M i k u l i (tamże,
s. 34). D u ż e znaczenie m i a ł o również oblicze społeczne letników. Było w ś r ó d
nich wielu nauczycieli, lekarzy, p r a w n i k ó w , dziennikarzy i innych przedstawi
cieli inteligencji. I c h o d d z i a ł y w a n i e w ś r ó d miejscowej ludności polegało przede
wszystkim na uatrakcyjnieniu wizerunku Polski i P o l a k ó w . Z inicjatywy „ p o l
skich p a n ó w " , j a k jeszcze do dziś w Pojanie ich się nazywa, zbudowano nowy,
o k a z a ł y D o m Polski i basen kąpielowy. W swych opowieściach goście kreo
w a l i mityczny dla górali obraz Polski. Nie była to, co prawda, wizja kraju
„ s z k l a n y c h d o m ó w " , ale pozytywnie waloryzowany świat wartości, opozycyj
nie skonfigurowany z r u m u ń s k ą rzeczywistością lat trzydziestych. N a treść
tego wizerunku o d d z i a ł y w a ł a również atmosfera konfrontacji n a r o d o w o ś c i o
wej. Przywieziono polskie książki. Radzono w sprawach gospodarskich, zdro
w o t n y c h i życiowych. K s z t a ł t o w a ł się stereotyp Polski i P o l a k ó w , k t ó r y d ł u g o
przechowa się w ś w i a d o m o ś c i m i e s z k a ń c ó w trzech góralskich wsi. Pod wpły
wem odwiedzających zmieniały się t a k ż e n i e k t ó r e elementy kulturowe wsi,
przede wszystkim Pojany M i k u l i , co z a u w a ż y ć m o ż n a było między innymi
w gospodarce i ubiorze. Niezależnie o d tego zawiązywały się osobiste więzi
m i ę d z y Polakami z kraju a g ó r a l a m i z b u k o w i ń s k i c h wsi. D l a oddania atmo
sfery tych przedsięwzięć przytoczmy opis pierwszej wycieczki, s p o r z ą d z o n y
przez Biedrzyckiego (1973, s. 201):
Wycieczka w liczbie niespełna 200 osób, przeważnie z Warszawy, spędziła w tej uroczej miejs
cowości górskiej kilka tygodni lipcowych i sierpniowych wśród uradowanej ludności, mieszkając
w ich schludnych domach, biorąc udział w pogadankach, zabawach i urządzając wycieczki wspól
nie z nimi. Dla gości z Polski ta wycieczka była rewelacją, a dla gospodarzy pokrzepieniem serc
- nie bez korzyści materialnych. Zawiązała się serdeczna przyjaźń między obu stronami, co
zachęciło do dwukrotnego powtórzenia tej imprezy w latach 1938 i 1939. Władze rumuńskie
odniosły się do wycieczki z pełną kurtuazją. Na dworcu w Czerniowcach goście z Polski byli
witani przez rodaków i Rumunów kwiatami i orkiestrą.
W marzeniach Grabowskiego, ze względu na walory klimatyczne, przy
szłość Pojany M i k u l i j a w i ł a się na w z ó r Zakopanego, j a k o miejscowości w y
poczynkowej. Uczestnicy wycieczek swoje ślady nie pozostawiali t y l k o w Po
janie M i k u l i , ale r ó w n i e ż w najbliższym sąsiedztwie. M i ę d z y innymi w N o w y m
S o ł o ń c u dzięki pomocy l e t n i k ó w r o z p o c z ę t o b u d o w ę nowego kościoła,
a w Solce z okazji przybycia wycieczki zorganizowano wielką manifestację na
cześć z a p r z y j a ź n i o n y c h n a r o d ó w (Figiel 1984, s. 211).
K o l e j n ą akcją było s k ł a d a n i e p o d a ń o p r z y w r ó c e n i e j ę z y k a polskiego
w s z k o ł a c h . U d a ł o się to u z y s k a ć do k o ń c a 1938 r. m i ę d z y i n n y m i w przypad
k u B a n i ł o w a , D a w i d e n - Z r ę b u , Dunawca, Kaczyki, Laurenki, Pieszy, Pojany
M i k u l i , Pietrowiec, Nowego Sołońca, S t o r o ż y ń c a i Tereblecza. I n n y m przy
k ł a d e m intensyfikacji k o n t a k t ó w z B u k o w i n ą stał się u d z i a ł 30 górali z R u m u
nii w „Święcie G ó r " w N o w y m Sączu ( N o w a k 2000, s. 217).
GÓRALE DWÓCH NARODÓW?
145
W a ż n y m , bo właściwie rozstrzygającym przedwojenny polsko-słowacki s p ó r
na Bukowinie, o k a z a ł się p o c z ą t e k 1938 г., kiedy włączył się do polskiej
„ k o n t r a g i t a c j i " Grzegorz Szymonowicz. U d a ł się on do Pojany M i k u l i , N o w e
go S o ł o ń c a i Pieszy w celu przeprowadzenia swoistego s o n d a ż u n a s t r o j ó w .
W y n i k a ł o z niego, że uboga l u d n o ś ć propolska nie poradzi sobie sama i k o
nieczna jest interwencja z z e w n ą t r z . Szczególnie g r o ź n ą pod względem dyferencjacji n a r o d o w o ś c i o w e j sytuację stwierdził w Pojanie M i k u l i (tamże, s. 214).
N a p o c z ą t k u marca 1938 r. pojawiła się w Pieszy w s p ó ł p r a c u j ą c a z K o v a l i kiem nauczycielka czeska, H i l d a Guderova, i z p o m o c ą ż a n d a r m ó w p o c z ę ł a
z a p i s y w a ć dzieci do szkoły czechosłowackiej. Z relacji konsula polskiego w y n i
ka, że nie chciały one do tej szkoły uczęszczać (tamże). Jak m i a ł o się niebawem
o k a z a ć , było to p r z y s ł o w i o w e „ d o l e w a n i e oliwy do ognia". Wydarzenia te
z a c h o w a ł y się w p a m i ę c i współczesnych: Nadeszło coś z piekła, że my som
Słowioki a nie Poliaki. Na Piesze przyszli agenty. Dwóch z Pojany, jeden
z Czechów. Przyszli na wioskę do szkoły. Matki przyleciały
do szkoły i wołały,
żeby dzieci uciekały, bo przyszły Czechy! ( K , lat 76, Pojana M i k u l i ) . K r o n i k a r z
z Nowego Sołońca również donosił w tej kwestii: „ N i e z d r o w a agitacja słowacka
i u nich [ t j . w Pieszy - przyp. E . K . ] ofiarę znalazła i to w osobie kościelnego,
k t ó r e g o jeden syn Polak, a drugi Słowakiem, ale nie z przekonania tylko dla
nauki, k t ó r ą gratis m i a ł p o b i e r a ć w gimnazjum w Aradzie. W rzeczywistości zaś
kosztuje d o s y ć , ale trudno się j u ż cofnąć. Jest przez to nie lubianym i z kościelnictwa go u s u n i ę t o . P r ó b o w a n o dzieci p o z y s k a ć chustkami krasnymi w szkole,
ale baby przeszkodziły i dzieci ze szkoły z a b r a ł y " ( K r o n i k a 1940, s. 24).
D e c y d u j ą c y m dniem o k a z a ł się 7 marca 1938 г., kiedy to p r z y b y ł a do
Pojany M i k u l i na inspekcję delegacja z ł o ż o n a z p r e f e k t ó w z Czerniowiec
i K i m p u l u n g u , rewizora szkolnego, przedstawicieli ż a n d a r m e r i i oraz Polskiego
Z w i ą z k u Szkolnego. Jak podaje wyżej cytowany historyk:
Teodorescu [prefekt czerniowiecki - przyp. E . K . ] oświadczył rumuńskiemu kierownikowi szkoły
Raducanu, sprzyjającemu Kovalikowi, że szkoły czechosłowackie w Pojanie i Pieszy funkcjonują
bezprawnie, gdyż ani Czechów, ani Słowaków we wsiach tych nie ma. [...] Sam Kovalik się nie
pojawił, gdyż leżał obłożnie chory (Polacy i Teodorescu sugerowali chorobę umyślną). Nakazano
mu do trzech dni opuścić terytorium Rumunii. [...] Podczas zebrania z rodzicami Teodorescu
zapytał, jakiej życzą sobie szkoły. Poza jedną osobą (według opinii Gudernowej, górali podają
cych się za Słowaków nie zawiadomiono na czas o zebraniu) wszyscy opowiedzieli się za szkołą
polską. Juraszek został zawieszony w swoich urzędowych czynnościach. Wzniesiono okrzyki na
cześć króla Rumunii i prezydenta R P Ignacego Mościckiego oraz odśpiewano hymny obu krajów.
[...] Po zajściach w Pojanie Kovalik zmarł. Polacy podali, iż popełnił samobójstwo, Czesi, że była
to choroba zakaźna. [...] Szkoła czechosłowacka miała być zamknięta na okres dwóch lat. W ra
portach polskich placówek w Rumunii nastąpiło uspokojenie a „Sprawy Narodowościowe"
ogłosiły koniec akcji czechizacyjnej na Bukowinie (Nowak 2000, s. 216).
11
Pewnemu uspokojeniu sprzyjała w e w n ę t r z n a sytuacja w Czechosłowacji,
komplikowana przez coraz mocniejsze pretensje N i e m c ó w sudeckich, przyłączenie
1 1
Chodzi tu o artykuł: Rumunia. Sprawy ludności polskiej. Likwidacja akcji czechizacyjnej
wśród ludności polskiej, Sprawy Narodowościowe, 1938, nr 1-2, s. 166-168.
146
EUGENIUSZ KŁOSEK
Zaolzia do Polski i przesunięcia graniczne na Spiszu, Orawie i w Czadeckiem.
Jak się w k r ó t c e m i a ł o o k a z a ć , opisane wyżej wydarzenia i śmierć K o v a l i k a nie
zakończyły k o n f l i k t u „ o dusze" górali bukowińskich. W Pojanie M i k u l i pojawili
się kolejni nauczyciele, którzy na pewno uczyli j u ż języka słowackiego . Sytuacja
taka p r z e t r w a ł a do 1944 r o k u (por. Ú r a d n i k 1993, s. 72).
R ó w n i e ż we współczesnych wypowiedziach m i e s z k a ń c ó w Pojany M i k u l i
znaleźć m o ż n a reminiscencje etnicznych p o d z i a ł ó w z przeszłości. Jeden ze
starszych gospodarzy w 1995 r. w s p o m i n a ł : Tutaj byli Poliaki i Słowiaki, po
połowie. Było nieporozumienie -jak się przyszło w kościele, to połowa miejsc była
polskich a połowa Słowiokow. Śpiewali pierwsze Słowioki po słowiacku, a potem
śpiewali Poliaki. Jeden drugiego wołowoł: „My som ważniejsze jako
Słowioki"
a drudzy: ,,A Poliaki lepsze!". Tu przyszły Rusy - Moskale a Niemce też były
niedaleko. Słowaki donieśli, że Poliaki trzymają z Rusami i wszyscy my zgorieli.
Były dwie siostry, jedna Słowaczka a druga Polka. Albo matka Polka a ojciec
Słowiak. Albo bracia się pobili, bo jeden był za Polską a drugi za Słowacją. Po
wojnie przyszedł jeden delegat ze Słowacji i zachęcał, aby iść do Słowacji, że im
się tam będzie dobrze żyć i te Słowiaki poszły do Słowacji, a był też delegat polski
i część poszła do Polski ( M ę ż c z y z n a [dalej - M ] , lat 70, Pojana M i k u l i ) .
W wielu dzisiejszych relacjach dostrzec m o ż n a swoistą refleksję nad pew
n y m i przemianami z w i ą z a n y m i z o d m i e n n ą identyfikacją n a r o d o w o ś c i o w ą i jej
konsekwencjami: Przyszli nauczyciele i ksiądz - propaganda. Namawiali, żeby
się zapisać na Słowaków.
Ludzie się nawet w kościele kłócili, bo ci Słowacy
chcieli inaczej śpiewać. Jak piszą ze Słowacji, to lubią, a wtedy to nawet z nami
nie gwarili. Pisali jeden do drugiego, chodzą do Polski, starsi gwarią, a młodzi
to tylko po słowacku ( K , lat 70, Pojana M i k u l i ) ; Przychodzili Polacy z Polski,
Słowacy ze Słowacji, ich polityka rozłączyła wioskę na Polaków i Słowaków.
Jak się wcześniej wszyscy zgadzali, to później Polacy byli z Polakami, a Słowacy
ze Słowakami i już na zabawach nie było tak jak przedtem. Polacy zaczęli się
żenić z Polkami, a Słowaki ze Słowaczkami,
żeby nie stracić nacyji, ale trwało
to krótko. Tera nie ma różnicy, czy Słowak czy Polak. W rodzinie też nie ma
podziałów tak jak kiedyś. U nas takie pomieszane, że dzieci nie wiedzą, czy są
Słowaki czy Rumuny, czy inne, ale jest ważne, żeby być człowiekiem ( M . lat 45,
Pojana M i k u l i ) ; Dzieci się rozłączyły i po wojnie odeszli do Słowacji.
Kuzynka
na Słowacji. Pisze, że wolałaby tu w Pojanie zostać. Odwiedzają, po polsku
mówią ( K , lat 73, Pojana M i k u l i ) .
W e współczesnych interpretacjach p o l s k o - s ł o w a c k i e g o rozbratu sprzed p ó ł
w i e k u znaleźć m o ż n a t a k ż e relacje t y p u mitycznego, gdzie zaistniały k o n f l i k t
przedstawia się j a k o dysonans zakłócający tutejszy ł a d , r ó w n o w a g ę sił dobra
i zła. Usłyszeć zatem m o ż n a , że Polacy i Słowacy nienawidzili się i skarał ich
Pan Bóg wojną. Pierwszego maja podpalili wieś ( K , lat 44, Pojana M i k u l i ) .
12
1 2
Zgodnie z wnioskiem Nowaka, nowe szkolnictwo na Bukowinie było nie tyle słowackie, ile
raczej czeskie, o czym niejednokrotnie stwierdzali świadkowie, nawet na przekór oficjalnym
*--<un fNowak 2000, s. 219).
GÓRALE DWÓCH NARODÓW?
147
W innych wypowiedziach przewijają się między i n n y m i elementy właściwe
dla symbolicznej waloryzacji przestrzeni. Pojawia się tutaj „ m a g i c z n a g ó r a " ,
na której szczycie wszystko w y d a r z y ć się m o ż e (por. K o w a l s k i 1998,
s. 141-148), a przede wszystkim „dzieją s i ę " rzeczy dla tamtejszej społeczności
najważniejsze: Na Bobejce
była uroczystość
i przemawiał
słowacki
ksiądz
Makoš. Poszła cała wieś i tam się podzielili. Poszli razem a wracali już jako
Polacy i Słowacy.
W kościele ten ksiądz mówił wznosząc ręce do góry, że
Słowacy pójdą tam - do nieba i zniżając ręce do ziemi, że Polacy pójdą tam - do
piekła. Tak się zaczęło piekło. Na pastwiskach dzieci sobie śpiewały:
„Matko
Boska, matko polska, ratuj nas Polaków, a Słowaków, tych psich synów, wy
strzelać jak kozaków" ( K , lat 70, W ł ó k i ) .
13
O ideologicznych wyborach d e c y d o w a ł y często względy pragmatyczne: By
ła taka poetka. Ona wysłała do Czerniowiec, do Polskiego Związku
Szkolnego,
by jakieś tam utwory wydrukować w ich czasopiśmie. Redakcja to zwróciła i ją
to zezłościło i wtedy wysłała to do Petroszan, do Instytutu Słowackiego
i to
miało być znamię, że to mają być Słowacy... ( M , lat 75, D z i e r ż o n i ó w ) .
Sytuacja n a p i ę t y c h emocji etnicznych sprzyjała k o n f l i k t o m . M i e s z k a ń c y
Pojany o p o w i a d a j ą : Pół mszy było po słowacku, a pół po polsku. Jak zaczynali
śpiewać po słowacku, to Polacy wychodzili. Słowacy modlili się ,,priczi króle
stwo../', a Polacy wyśmiewali się ,,w rzici królestwo". Słowacy przychodzili do
Domu Polskiego i robili śmichy. Były bitki. Oni przychodzili w nocy i gnojem
smarowali okna. Raz tablicę ukradli ( M . lat 77, Pojana M i k u l i ) . Społeczność,
k t ó r a do niedawna s t a n o w i ł a j e d n o ś ć , gdzie n i k o m u nawet na m y ś l by nie
przyszły tego t y p u antagonizmy, szybko uległa p o d z i a ł o w i generującemu t o ż
s a m o ś c i o w e rozterki.
Z a s t a n a w i a j ą c y to fenomen, że p o d koniec okresu m i ę d z y w o j e n n e g o labilność ideologiczna omawianych górali była aż tak d u ż a . W e d ł u g r ó ż n y c h
s z a c u n k ó w , o k o ł o 4 0 % p o j a ń c z y k ó w poczęło identyfikować się ze S ł o w a k a m i .
Prawie więc p o ł o w a populacji w y b r a ł a i n n ą t o ż s a m o ś ć . Zachowali się j a k
t y p o w i ludzie pogranicza. Pogranicza, k t ó r e j a k b y z Czadeckiego przeniesiono
kilkaset k i l o m e t r ó w na w s c h ó d , na B u k o w i n ę , w zupełnie inne otoczenie.
W p o w y ż s z y m k o n t e k ś c i e tezę K a i n d l a o spolszczeniu górali przez szkołę
i kościół m o ż n a by nawet u z n a ć za właściwą. Natomiast jego twierdzenie
0 spolszczeniu S ł o w a k ó w jest n a d u ż y c i e m . Opuszczając na p r z e ł o m i e X V I I I
1 X I X w . Czadeckie l u d n o ś ć ta nie p o s i a d a ł a przecież u k s z t a ł t o w a n e j świa
d o m o ś c i narodowej w postaci, w jakiej pojmujemy j ą współcześnie. Jej ideo
logizacja n a s t ą p i ł a w X I X i X X w . na Bukowinie. A b y proces ten zaistniał,
m u s i a ł y b y ć spełnione pewne w a r u n k i . M u s i a ł istnieć pewien obiektywny p o
tencjał, odzwierciedlający się między innymi w j ę z y k u i b a g a ż u k u l t u r o w y m ,
t k w i ą c y w omawianej grupie, by m ó c o k r e ś l o n e w a r t o ś c i bez większych dy
s o n a n s ó w p r z y j m o w a ć . W a r t o ś c i , o jakich m o w a , m u s i a ł y b y ć r ó w n i e ż dla
1 3
Bobejka (rum. Bobeica) - najwyższa góra w masywie Obcina Mare w okolicy Pojany
Mikuli (1209 m.npmO-
148
E U G E N I U S Z KŁOSEK
naszych górali w pewnym sensie atrakcyjne, kojarzyć się z czymś p o z y t y w n y m ,
coś akceptowalnego dla nich oznaczać. K s z t a ł t o w a n i e pola semantycznego
„ p o l s k o ś c i " , tak samo zresztą j a k „ s ł o w a c k o ś c i " , w ś w i a d o m o ś c i m i e s z k a ń
c ó w omawianych wsi d o k o n a ć się m o g ł o w w y n i k u o d d z i a ł y w a ń c z y n n i k ó w
„ z e w n ę t r z n y c h " , o j a k i c h właśnie pisał K a i n d l .
M o ż n a założyć, że ludzie ci specyficznie, po swojemu, pojmowali s a m ą
n a r o d o w o ś ć i o g ó l n e wyznaczniki swojej etniczności. W sytuacji bycia mniej
szością i t o w małej grupie, p o t r z e b ę społecznej identyfikacji z a s p o k a j a ł a t u
p r z y n a l e ż n o ś ć do wyznaniowej grupy k a t o l i k ó w i o d r ó ż n i a n i e się na pod
stawie obiektywnych cech (jak np. język, u b i ó r , wyznanie, a t a k ż e w pewnych
przypadkach cechy antropologiczne) o d innych, czyli N i e m c ó w , R u m u n ó w ,
U k r a i ń c ó w , Ż y d ó w czy C y g a n ó w . D u ż ą rolę w samoidentyfikacji i postrze
ganiu „ o b c y c h " m u s i a ł odgrywa - j a k wszędzie - czynnik ekologiczny, ich
„ t u t e j s z o ś ć " , więź lokalna, poczucie związku z otaczającą ich przestrzenią
i z w i ą z a n y m i z n i ą w a r t o ś c i a m i . Wydaje się, że t o ż s a m o ś ć oparta na tych
kryteriach w y s t a r c z a ł a , j a k b y na drugim planie przechowując identyfikację
w kategoriach n a r o d o w o ś c i o w y c h . T a ostatnia c h a r a k t e r y z o w a ć się m u s i a ł a
niskim stopniem ideologizacji, b ę d ą c j a k b y „ p o w i e r z c h o w n ą " , s k i e r o w a n ą
bardziej na z e w n ą t r z niż do w e w n ą t r z . N i e ona była przecież najważniejsza.
Zasada primům vivere, deinde philosophari ł a t w o m o g ł a w t a k i s p o s ó b iden
tyfikującego się Polaka przedzierzgnąć w S ł o w a k a i odwrotnie. W konfron
tacji z intensywnym momentami o d d z i a ł y w a n i e m ideologicznym z z e w n ą t r z
ludzie ci czuli się niejednokrotnie zdezorientowani, zagubieni i niepewni, stając
wciąż przed dylematem: k i m jestem?
Z drugiej strony, atmosfera konfrontacji n a r o d o w o ś c i o w e j w p r o w a d z i ł a
w życie górali nowe w a r t o ś c i . Przyczyniła się na pewno do u ś w i a d o m i e n i a
sobie przez nich znaczenia identyfikacji w narodowych kategoriach. Aspekt
ten dostrzegł r ó w n i e ż k r o n i k a r z z Nowego Sołońca k o n k l u d u j ą c : „ C e n t r a l a
naszej Polonii - Czerniowce co prawda nie bardzo się o tych r o d a k ó w
troszczyły, agitacja ta nowa r o z b u d z i ł a dopiero narodowego ducha i p r z y d a ł o
się to zło na coś dobrego" i dalej - o d n o s z ą c się j u ż do sfery poza świa
d o m o ś c i o w e j - z a u w a ż a ł , że w w y n i k u słowacko-polskich p r z e t a r g ó w „ P o j a n a
M i k u l i i Piesza zyskały radio a Sołoniec nowy kościół, bo nigdy by się
w tych czasach i w tych warunkach na murowany kościół nie z d o b y ł "
( K r o n i k a 1940, s. 25).
Być m o ż e , iż p o l s k o - s ł o w a c k i e dylematy t o ż s a m o ś c i o w e m a j ą swe ź r ó d ł o
w swoistej p r z e w r o t n o ś c i e t n o n i m ó w . W sprawie ich mistyfikacyjnego poten
cjału Kazimierz Feleszko zauważył, że trudno jest dzisiaj jednoznacznie roz
s t r z y g n ą ć o przyczynach, dla k t ó r y c h po przybyciu górali z Czadeckiego na
B u k o w i n ę zostali oni określeni j a k o Słowacy. N i k t przecież nie b r a ł w t y m
względzie p o d u w a g ę j ę z y k a ich własnej t o ż s a m o ś c i etnicznej. P o d e j m u j ą c
p r ó b ę wyjaśnienia natury tego zjawiska, wspomniany wyżej badacz przytoczył
per analogiom liczne p r z y k ł a d y nazw nieadekwatnych i nawet absurdalnych,
c w a n y c h w r ó ż n y c h regionach i epokach poszczególnym etnosom, bez
GÓRALE DWÓCH NARODÓW?
149
u w z g l ę d n i a n i a rzeczywistej t o ż s a m o ś c i nazywanych, k t ó r e w y n i k a ł y często
z niewiedzy b ą d ź stanowiły akt manipulacji politycznej. Dzieje e t n o n i m ó w aż
roją się od tego t y p u „ z a p o ż y c z e ń " , p o c z ą w s z y od słowiańskich W e n e t ó w czy
szlacheckich S a r m a t ó w po wszelakich W o ł o c h ó w . W tej kategorii znaleźć
się m o g ą takie popularne określenia j a k „czeskie T a t r y " , nazywanie kiedyś
wszystkich obywateli ZSSR mianem Rosjan, k ł o p o t y z n a z w ą Macedonii,
określanie górali z Bukowiny w Bośni mianem H u c u ł ó w , czy wreszcie polskich
r e e m i g r a n t ó w z Bukowiny przezwiskiem R u m u n ó w (Feleszko 1995, s. 155-157).
P r z y p o m n i e ć t u trzeba t a k ż e częste nazywanie b u k o w i ń s k i c h S ł o w a k ó w przez
tamtejszych P o l a k ó w Czechami. Więcej, towarzyszy temu praktyczny brak
ś w i a d o m o ś c i znaczenia różnicy m i ę d z y t y m i dwoma etnonimami.
G ó r a l e z Pojany M i k u l i , Pieszy i Nowego S o ł o ń c a przez P o l a k ó w z Kaczyk i , Bulaju czy R u d y nazywani są S ł o w a k a m i . Kaczykanie, c h a r a k t e r y z u j ą c
swoich s ą s i a d ó w z p o ł o ż o n y c h wyżej wsi, z a u w a ż a j ą wiele r ó ż n i ą c y c h ich cech
kulturowych: „Slowaki" - oni po słowacku mówią. Teraz się spanoszyli, ale to
są Slowaki - „huzna", „kyrpce" - wyszyte mieli koszule, grube, tkane, parzenice
mieli, „kabaty" mieli, „zopaski".
To są wszystko słowackie wymowy. Sami
o sobie mówili, że są „Slowioki". Slowaki „gwarią", oni mówią „mocki", idą po
„ceście", „odbywają się..." ( K , lat 75, Kaczyka). R u m u n i również dla ich
oznaczenia używają nazwy Slovač. Podobnie czynili kiedyś Niemcy. R u m u n i
dzisiaj tak samo określają nawet R u s i n ó w z Nowego Sołońca, k t ó r e g o
wszyscy m i e s z k a ń c y są dla nich S ł o w a k a m i , a nawet m i e s z k a ń c ó w K a c z y k i .
Z drugiej strony, Rusini z M a j d a n u sołonieckich P o l a k ó w określają często
j a k o Mazure, rzadko używając nazwy Slovač ( M , lat 45, N o w y Sołoniec).
P o d o b n ą sytuację obserwowano w Paltynosie przed rokiem 1940, kiedy
mieszkali tam Niemcy. W ó w c z a s R u m u n i używali na oznaczenie paltynoskich
P o l a k ó w określenia Nieme (rum. Niemj), Niamc (rum. Neamf). W s p ó ł c z e ś n i
m i e s z k a ń c y tej wsi w s p o m i n a j ą , że [...] jak Niemcy wyszły, to na kościół
Rumuny mówiły „kościół niemiecki", „biserica nem¡easca". W Gura Humorului
też tak mówią ( K , lat 65, Paltynosa). Wskazuje to na fakt, iż współcześnie
określenie t y p u Slovač nie musi spełniać funkcji etnicznego identyfikatora,
a m o ż e w s k a z y w a ć na o k r e ś l o n ą „ t e r y t o r i a l n o ś ć " , o d n o s i ć się do konkret
nych determinant przestrzennych. Jego ekologiczny wymiar w y r a ź n i e łączy się
z etnicznym w Paltynosie, gdzie t y m samym mianem R u m u n i określają l u d
n o ś ć p o l s k ą , p o c h o d z ą c ą głównie z Nowego Sołońca i Pieszy. W s p ó ł c z e ś n i e
górale j a k b y p o s z u k u j ą c racjonalnego w y t ł u m a c z e n i a takiego ich nazywania
stwierdzają: Rumuny mówią, że my „Slováci", że ze Słowacji przyszli. Nie
poszli my po wojnie do Słowacji. Staszkowiany chyba z Czechów były, bo pra
dziadek modlił się po czesku, miał książeczkę taką ( K , lat 52, N o w y Sołoniec).
Coraz częściej n a z w ę Slovac R u m u n i stosują dla oznaczenia P o l a k ó w z K a
czyki, k t ó r z y swe korzenie m a j ą w Wieliczce i Bochni.
N a w i ą z u j ą c do omawianej p r z e w r o t n o ś c i e t n o n i m ó w , jeden z m i e s z k a ń c ó w
Pojany M i k u l i w 1998 r. powiedział, że Rus, Poliak, Hucuł i Lipowan to boły
wszyscy Słowioki. To my się nie złościli, że my som „Słowioki", bo to podobne
150
EUGENIUSZ KŁOSEK
Fot. E. Klosek
Ryc. 2. Wesele w Nowym Sołońcu. W drodze od pana młodego do panny młodej
jenzyki ( M , lat 77, Pojana M i k u l i ) . W 1917 r. nauczycielka z tej samej wsi,
Eugenia Mazurek, ułożyła wierszem c h a r a k t e r y s t y k ę p o j a ń s k i c h rodzin roz
p o c z y n a j ą c ą się o d słów:
Nazwa wioski Mikuli Pojana,
Bywa zawsze wychwalana.
Mieszka w niej szlachta słowacka,
Na samym szczycie ciotka Lehocka... (K, lat 74, Horná Štubňa).
Wszystko wskazuje więc na to, że j u ż dawno m i e s z k a ń c y omawianych wsi
sami siebie nazywali S ł o w a k a m i , nie zdając sobie sprawy z ideologicznych
konotacji tego faktu i późniejszych jego konsekwencji. Kwestia p o d z i a ł ó w
p o d j ę t a została przez zewnętrznych k o m e n t a t o r ó w , którzy, j a k przedstawiliśmy
wyżej, odpowiednio j ą zinterpretowali politycznie, kreując omawiany rozbrat.
R ó w n i e ż po z a k o ń c z e n i u I I wojny światowej ideologiczny podział, głównie
pojańskiej społeczności, o k a z a ł się aktualny, c h o ć stopniowo tracił swe znacze
nie. Po spaleniu tej górskiej wsi i po z a k o ń c z e n i u wojny, głównie w 1947 г.,
p o ł o w a jej m i e s z k a ń c ó w wyjechała do Polski i Słowacji (z Pieszy i Nowego
S o ł o ń c a w 1947 r. obok gremialnych w y j a z d ó w do Polski, do Słowacji w y -
GÓRALE DWÓCH NARODÓW?
151
j e c h a ł o t y l k o 11 rodzin: 4 z Pieszy i 7 z S o ł o ń c a ) . Podziały, j a k przed w o j n ą ,
przebiegały w rodzinach. Towarzyszyły temu szczególne emocje, odzywające się
dziś we wspomnieniach: Dziadek w Pojanie był Słowak, a babcia była Polka. Jo
strasznie plakala, bo jo nie chciała być Czeszkom. Jo bola z babkom. Dziadek
przynios mi książeczkę do modlenia po czesku. [...] To bolo dziwne, insze. Jak my
boli wypendzeni za czas wojny, jakie to bolo straszne, głodne, bójcie się Boga,
a tam jeszcze zaczeni śpiwać po czesku. Furt śpiwalipo czesku i tam w taki bidzie
bola spur a... ( K , lat 76, Pojana M i k u l i ) ; Trzy ciotki boły, siostry matki, dwie
boły Słowioczki, a moja matka boła Polka. W kościele przegrodzili ławki, zrobili
takie poręcze, żeby się nie kłuli Polacy i Słowacy. Koleżanka żony też pojechała
do Słowacji ale listy pisała po polsku. Jako strasznie im boło. Takie straszne
dureństwo zrobili, poszli do światu, niechali swoje gospodarstwa. W Słowacji
Słowioki się po polsku modlili ( M , lat 77, Pojana M i k u l i ) .
S p o ś r ó d 409 o s ó b przesiedlonych do Czechosłowacji na terenie Słowacji
p o z o s t a ł o 200, podczas gdy resztę osiedlono w Czechach ( J u r a š e k 1997, s. 10).
W licznych relacjach informatorzy podkreślali p o c z ą t k o w e trudności słowackich
przesiedleńców, dostrzegając r ó w n o c z e ś n i e przemiany w ich kulturze, oceniane
często j a k o cywilizacyjny awans, ale i j a k o o d s t ę p s t w a od miejscowej tradycji,
kojarzone z ,,obcymi" w p ł y w a m i : Moja siostra też jest w Czechach. Dom im
spalili, poszli z bidy. Nie poszli z dobra. Tam żyją sto razy lepi jak tu. Tam
fabrykow je. Kożdy se weszel do jakiśka pracy i zarobił. Jak priszla piyrszy roz do
mnie, to taka pani. Tyle dzieci a ona taka zebrana. Jak ech priszla tam, tak tam
bolo delikatne wszisko. Jo co ranią szla do kościoła, a tu zamknięte! Co to za
katoliki?! Dorna modlili się po polsku. W kościele na Wielkanoc bolo pare kobiet.
Na drugi dziyń, w drugie świento, bola ino jo sama. Miyndzy so bom gwarili.
Z dziećmi już troche po czesku, bo to poszło gdzieś do szkół. Na Wielkanoc piekli
paske, takiego baranka, ale jej nie święcili ( K , lat 76, Pojana M i k u l i ) .
P r z y g l ą d a j ą c się dzisiejszym wzajemnym stosunkom między Polakami
i S ł o w a k a m i z omawianych wsi, mieszkającymi w R u m u n i i , Polsce, Czechach
i Słowacji, z a u w a ż y ć m o ż n a , że wraz z u p ł y w e m czasu p o d z i a ł y ideologiczne
o d g r y w a j ą coraz mniejszą rolę, a ważniejsze o k a z u j ą się więzi rodzinne i l o k a l
ne. Oznacza t o j a k b y p o w r ó t do sytuacji sprzed o m ó w i o n y c h t u p o d z i a ł ó w
ideologicznych. T a k j a k dawniej, przed rozproszeniem, p o z o s t a w i a j ą c j a k b y
na drugim planie n a r o d o w o ś ć , wszyscy o n i czują się p o j a ń c z y k a m i , pleszanami
i s o ł o ń c z a n a m i , z w i ą z a n y m i w s p ó l n y m i dziejami i k u l t u r ą , i to wydaje się b y ć
dla nich najważniejsze.
LITERATURA
B i e d r z y c k i E . 1973, Historia Polaków na Bukowinie, Warszawa-Kraków.
D e b o v e a n u E . 1971, Polska gwara Górali bukowińskich w Rumunii, Wrocław-Warszawa-Kraków-Gdańsk.
D r l j a č a D . 1992, Tułaczka bośniackich Bukowińców w ostatnim pięćdziesięcioleciu, [w:] Buko
wina. Wspólnota kultur i języków, K . Feleszko, J. Molas (red.), Warszawa, s. 29-38.
152
EUGENIUSZ KŁOSEK
F e l e s z k o K . 1995, Die Sprachidentitát, oder: wer hat einige Bergdorfer der Bukowina besiedelt?, [w:] Bukowina. Blaski i cienie „Europy w miniaturze", K . Feleszko, J. Molas,
W. Strutyński (red.), Warszawa, s. 150-165.
F i g i e l S. 1984, Polskie osadnictwo na rumuńskiej Bukowinie - historia i dzień dzisiejszy,
Wierchy, nr 53, s. 203-218.
G o t k i e w i c z M . 1938a, O Polakach w okręgu czadeckim, Gronie, R. 1, nr 3, s. 104-120.
- 1938b, Szukamy krewnych na Bukowinie, Zaranie Śląskie, z. 5, s. 273-284.
- 1939, Polskie osadnictwo czadeckiego i Orawy, Katowice.
- 1948, Ślązacy wrócili z Bukowiny i Bośni na Dolny Śląsk, Ziemia, nr 1, s. 14-19.
- 1948/49, Pieśni śląskich górali przetrwały na Bukowinie i rozbrzmiewają dzisiaj na
Śląsku, Prace i Materiały Etnograficzne, t. VII, s. 348-363.
- 1956, Na tułaczych szlakach górali, Wierchy, t. 25, s. 89-100.
- 1959, Szlakami czadeckich górali, 7 Dni w Polsce, nr 17.
- 1962, O czadeckich repatriantach z Bukowiny, Etnografia Polska, t. VI, s. 93-133.
- 1970, Zamknięte kolisko, Zeszyty Raciborskie ,,Strzecha", nr 2, s. 94-125.
J u r a š e k J. 1997, 50 rokov od návrotu Slovákov z Poiana Micului do vlasti, Turčianske Teplice.
K a i n dl R . F . 1899, Die Polen, [w:] Die óstereichisch-ungarische Monarchie in Wort und Bild
(Bukowina), Wien.
- 1902, Das Ansiedlungswesen in der Bukowina seit der Besiezergreifung durch Óstereich
unter besonderer Berücksichtigung der Deutschen, Insbruck.
K l i m a S. 1925, Čechové a Slováci za hranicemi, Praha.
K ł o s e k E . 2000, O czadeckiej góralszczyźnie z południowej Bukowiny, [w:] Czadecka Ojcowiz
na, K . Nowak (red.), Lublin, s. 79-107.
K o w a l s k i P. 1998, Leksykon znaki świata. Omen, przesąd, znaczenie, Warszawa-Kraków.
K r o gul s k a I . 1937, Polacy na Bukowinie. Wrażenia i refleksje z wycieczki, Warszawa.
K r o n i k a N o w e g o S o ł o ń c a 1940, Manuskrypt w posiadaniu probostwa wsi Nowego Sołońca.
M a c i e j e w s k a J . M . 1995, Interferencje serbsko-chorwackie w gwarze Górali bukowińskich
w Jugosławii, [w:] Bukowina. Blaski i cienie ,,Eur opy w miniaturze", K . Feleszko, J. Molas,
W. Strutyński (red.), Warszawa, s. 139-151.
M a ł e c k i M . 1938, Język polski na południe od Karpat: Spisz, Orawa, Czadeckie, wyspy języko
we, Zakopane,.
M a ł e c k i M . , N a n d r i § G . 1936, Remarques sur les dialektes polonais eu Bucovine, Bulletin
de l'Academie Pol. Des Sciences et de Let tres, Krak ów, s. 16-22.
M e d v e c k ý К. 1920, Cirkevnépoměry katolických Slovákov v niekdajšom Uhorsku, Ružomberok.
N i stor I. 1930, Cehoslovacci si Románii, Bucure§ti.
N o w a k К. 2000, „O dusze" górali bukowińskich. Polsko-czechosłowacki konflikt na Bukowinie
po I wojnie światowej, [w:] O Bukowinie. Razem czy oddzielnie?, K . Feleszko (red.),
Piła-Warszawa, s. 207-221.
P r o k o p o w i t s c h E . 1929, Das Ende ostereichischen Herrschaft in der Bukowina, München.
S v e t o ň J. 1943, Slováci v europskom zahraničí, Bratislava.
Ú r a d n i k V. 1993, Slováci v Bikovine, Bratislava.
U r b a n R. 1930, Čechoslováci v Rumunsku, Praha.
W i l l a u m e M . 1981, Polacy w Rumunii, Lublin.
W o r c e l l H . 1972, Pojańczycy, [w:] Ziemia na nowo rozbudzona. Zbiór reportaży z Ziemi Dzierżoniowskiej, D. Sikorski (red.), Wrocław, s. 71-87.
Z i m mer N. 1930, Die deutschen Siedlungen in der Bukowina, Plauen i. V.
GÓRALE DWÓCH NARODÓW?
153
E U G E N I U S Z KŁOSEK
T H E H I G H L A N D E R S O F TWO NATIONS?
C I R C U M S T A N C E S A N D C O N S E Q U E N C E S O F T H E POLISH-SLOVAKIAN B R E A C H
I N T H E V I L L A G E S O F T H E R O M A N I A N BUCOVINA
Summary
The article concerns the community called the Chadca Highlanders who at present live
scattered in Romania, Poland, Slovakia and Czech Republic. They make a very remarkable case
from the point of view of Polish-Slovakian ethnic relationships. They, so to say, have "moved"
the Polish-Slovakian border about 800 km to the east, from Chadca to Bucovina in Romania. The
Polish-Slovakian breach can be noticed among the villagers of Poiana Miculi, Piesza and Nowy
Sołoniec (all in Romania) as well as among the scholars who strived to define their national
identity. If we read both Polish and Slovakian works on the subject we realize that each of the two
groups of the authors does his best to prove the Bucovina highlanders' nationality to be the same
as his own. Each of the parties refers to the myth of their genetic respectively Polish or Slovakian
nationality. That was obviously not conducive for objectivity required in scholarly work.
The ethnic configuration of the Chadca region, which that Polish-Slovakian "dialogue" often
referred to is typical for the borderland to which the settlers arrived both from the southern and
from the northern side.
Linguistic analyses prove that the dialect spoken in the highlanders' villages in Bucovina is
derived from Polish language. Language, however is only one of the objective criteria of ethnic
identity. Most important for that identity is consciousness, self-definition. National dissension started
in the mentioned villages in the late thirties of the twentieth century. In response to pro-Slovak
agitation groups of Polish intellectuals from Warsaw, Cracow and Poznań organized trips to the
village of Poiana Mikuli. Their aim was to present an attractive image of Poland and the Poles.
As a result of those political activities the people from Poiana Mikuli split into two, more or
less equal parts, one defining themselves as Poles, the other one as Slovaks. Such behaviour is
specific for the inhabitants of ethnic borderlands. In the article broader interpretation of this
phenomenon has been presented with reference to the statement of R . F . Kaindl saying about the
"polonization of the Slovak highlanders under the influence of school and Church". The commu
nity presented here conceived their national identity and its particular determinants in a very
peculiar way, the determinants being often related to external factors. Contemporary interpreta
tions of the Polish-Slovak conflict presented in the article are often of mythical character.
The author emphasizes, let us call it, perfidy of ethnic names including those of the Czechs
and Slovaks. The specific way in which the local people conceive them may lead to misunder
standing. This is one of the reasons why the interpretations of the social scientists and the views
of local people are still discordant.