48365db01fea9d86827b1543a7f697c3.pdf
Media
Part of Konkurs "malowana chata" na Powiślu Dąbrowskim / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1977 t.31 z.2
- extracted text
-
Busko
(£)fóQf¿<9VA¿<i U A fayth u C K M * W e i i
4 Üola Jbj>*»**A*
Vi
40®
ł2®
43®
44® 4 5 0
M)
Otoño
31
KípiíHtto
15 JamlaxMm
4? Линеал
@3qbrowabrnowska
«
j&^gr>**^>-
4* J5«#í«tf«
Ш Ice*ta/***4 9 ^ ^
opr. Z F a e r T C - ^ y X
Л
I I . 1. Miejscowości na Powiślu Dąbrowskim, w których występuje zdobienie malarskie wnętrz.
Teresa
Komornicka-Rościszewska
KONKURS „MALOWANA CHATA" NA POWIŚLU DĄBROWSKIM
Dla wszystkich znawców i miłośników sztuki ludowej malo
wane chaty to Zalipie. O Zalipiu i jego malaturach ściennych
często się pisze i mówi, zalipiańskie malowanki są w Polsce sławne,
często reprodukowane, a nawet podrabiane. Może właśnie ta popopularność spowodowała, że etnografowie nie podejmują tego
tematu, że sławna ta wieś nie doczekała się do dziś żadnego
poważniejszego opracowania .
„Malowana Chata" to nazwa omawianego t u trzynastego
już konkursu. Tradycja konkursów starsza jest zresztą niż sama
nazwa, pierwszy konkurs na malowanie domów odbył się bowiem
na Powiślu Dąbrowskim w 1948 r. Następne, które miały miejsce
w 1952 г., a potem co dwa lata i wreszcie co roku, miały zasięg
terytorialny ograniczony tylko do Zalipia z przysiółkami i były
praktycznie zamknięte. Konkurs zakończony w czerwcu 1976 r.
został pomyślany jako nawiązanie do tamtego pierwszego. Łączy
je jednakowy zakres tematyczny i zasięg terytorialny. Tylko
nazwa i numer kolejny świadczą, że jest to rozwinięcie konkursu
dla Zalipia.
Obszerne sprawozdanie, opublikowane w „Polskiej Sztuce
Ludowej" po pierwszym konkursie, omawiało stan zachowania
zwyczaju zdobienia domów malowaniem po I I wojnie światowej .
Wyniki ostatniego konkursu wykazują istnienie nadal tego zwy
1
2
czaju na Powiślu Dąbrowskim, chociaż zaszły oczywiste zmiany
w stopniu i zasięgu jego występowania.
Sława zalipianek sprawiła, że prawie zapomniano, jak
szeroki był kiedyś zasięg malowanych domów. Malowanki, odkryte
na początku naszego stulecia, niemal przypadkiem, następnie
zebrane i opisane przez Władysława Hickla, były jeszcze wówczas
dość nową, ale bardzo rozpowszechnioną na Powiślu formą zdob
nictwa wnętrz . Badania terenowe przeprowadzone w 1948 r.
(przed pierwszym konkursem) również stwierdziły zasięg ich wy
stępowania wyznaczając jako granicę widły Wisły i Dunajca .
Zarówno Hickel w 1905 г., jak i Zdzisław Szewczyk w 1948 r.
przyznawali Zalipiu priorytet w ilości oraz poziomie artystycznym
malowanek ściennych, wymieniali jednak również inne ciekawe
ośrodki .
Trudno dziś stwierdzić, dlaczego tak się stało, że właśnie w
Zalipiu ostał się zwyczaj malowania domów, dlaczego właśnie
w tej miejscowości malowanie przybrało formy szczególnie wybu
jałe (np. pokrywanie polichromią wszystkich przedmiotów, wpro
wadzenie malatur do stroju).
W pierwszych latach powojennych było t u największe sku
pisko malarek. Po konkursie w 1948 r. najzdolniejsze z nich stwo
rzyły zespół, który nazwał się Związkiem Malarek „Wieś Tworzą.
3
4
5
95
2
ca". Zespól ten stanowił silną grupę, praktycznie zamkniętą,
choć nie kierującą się żadnymi normami prawnymi. Duszą i siłą
tego Związku była zmarła niedawno Felicja Curyłowa. Jako ma
larka w pełni artystycznego rozwoju, 'a przede wszystkim nie
spożyta działaczka,, doskonale rozumiała cel i potrzebę kontynuo
wania starych tradycji'. Umiała utrzymać sprawną i zwartą orga
nizację zespołu jako całości, uświadamiać innym cele działania,
zapewniając równocześnie powodzenie finansowo inicjatywom
podejmowanym przez Związek. Życzliwe zainteresowanie władz,
jakie zdobyły zalipianki dzięki swym talentom, dalo ich wsi tyle
(droga, szkoła, elektryfikacja i in.), że nawet mężczyźni przestali
narzekać na obarczanie ich tradycyjnie „babskimi" obowiązkami,
któro przestały wykonywać malująoe kobiety. Innym wsiom Po
wiśla brakowało takiej dalekowzroczności i dynamiki miejscowych
działaczy, toteż malarki spoza Zalipia rezygnowały powoli z udzia
łu w konkursach, organizowanych co kilka lat przez Ministerstwo
Kultury i Sztuki. W pierwszym konkursie, poprzedzonym bada
niami, wzięło udział około 70malarek z 28wsi. Następny, w 1952r.,
zorganizowany na zasadzie przeglądu kilkuset malowanek w Dą
browie Tarnowskiej, pokazywał już prace prawie wyłącznie zalipianok. Autorka sprawozdania z tego przeglądu-wystawy obli
cza, że malowanki z Zalipia stanowiły około 70% zebranego
materiału . Przeglądając opublikowaną wówczas w „Polskiej
Sztuce Ludowej" listę uczestników konkursu i znając powiązanie
rodzinne malarek, można zauważyć, że spoza kręgu zalipiańskiego
wymienione są tylko cztery malarki z Kłyża. Były to pierwsze
lata działalności owego niezbyt oficjalnego Związku, zwanego
początkowo Spółdzielnią, zgodnie z obyczajem tamtego okresu.
Curyłowa, z właściwą sobie przenikliwością, postarała się, aby
najlepsze młode malarki z Pilczy Żelichowskiej powiększyły grono
zalipianek, najczęściej przez odpowiednio skojarzone małżeństwa.
7
96
Curyłowa też była motorem i w istocie organizatorem wielu dal
szych konkursów, i stąd zamknięty charakter, ograniczenie się,
jedynie do Zalipia i najbliższych przysiółków. Skład zespołu
biorącego udział w konkursie przez ostatnich trzynaście lat zmie
nił się minimalnie. Pojawiły się wprawdzie na konkursach w osta
tnich trzech latach młode malarki, były to jednak zawsze miesz
kanki Zalipia. Jeden był tylko wyjątek — Danuta Szczebak,
z domu Lizak. Opuściła oną swą rodzinną wieś w 1971 r. i zamiesz
kała w ćwikowie, gdzie maluje i zgłasza co roku na konkurs swój
nowy dom. W Ćwikowie malują co prawda i inne kobiety, ale
tylko Szczebakowa z Zalipia uczestniczyła w konkursie.
Konkurs, nazwany „Malowana Chata", organizowany byl
w latach 1963—1975 oficjalnie przez Wydział Kultury Urzędu
Wojewódzkiego w Krakowie. Systematyczność w corocznym
powtarzaniu konkursów, a przede wszystkim uwagi fachowców,
powoływanych przez Wydział do Sądu Konkursowego, poważnie
się przyczyniły do utrzymania i rozwoju tradycji malarskich Za
lipia. Każdy rok przynosił nowe sukcesy, równocześnie zaś rosła
popularność i możliwość sprzedawania tej sztuki w różnych for
mach. Malowanie domów w Zalipiu stało się zajęciem przyno
szącym sławę i stałe dochody.
W 1975 roku, na skutek reorganizacji administracyjnej kraju,
zmieniły się dla Powiśla Dąbrowskiego władze wojewódzkie, rok
przedtem zmarła Felicja Curyłowa. Malarki zalipiańskie z niepokojem oczekiwały nadejścia terminu konkursu, niepewne, czy
w ogóle się odbędzie. Znaleźli się jednak organizatorzy: obok
Wojewódzkiego Wydziału Kultury w Tarnowie sprawami mery-1
torycznymi kolejnego konkursu zajęło się Muzeum Okręgowe 4
Tarnowie i cepeliowskie Spółdzieloze Zrzeszenie Wytwórców
Rękodzieła Ludowego i Artystycznego „Milenium" w Krakowie, |
od początku swego istnienia opiekujące się twórczością ludowł
:
97
na t y m terenie, umożliwiająco zalipiankom zbyt ich wyrobów
w kraju i za granicą.
Nowi organizatorzy znali historię powiślańskiogo malarstwa
i jego dawny szeroki zasięg. Pokusili się więc o próbę objęcia
na nowo takiego terenu jak w pierwszym powojennym konkursie.
Ryzyko wydawało się z początku duże, nie było bowiem pewne,
czy poza pamięcią tradycji malowania domów uda się jeszcze
cokolwiek w terenie znaleźć. Badania ponetracyjne podjęła grupa
w składzie: mgr Adam Bartosz (Muzeum Okręgowe w Tarnowie),
mgr Teresa Komornicka (Zrzeszenie „Milenium") oraz rysownik
i fotograf. Punktem wyjścia dla penetracji była mapa opracowana
w 1948 r. przez Zdzisława Szewczyka, a także jego osobiste
wskazówki.
Już pierwsza godzina penetracji przyniosła pozytywny rozultat, chociaż wydawał się on wtedy przypadkowy. Wiadomo
było, że izbę krakowską w Muzeum Etnograficznym w Krakowie
malowały niegdyś wraz z Felicją Curyłowa kobiety z Kłyża:
Rozalia Zaród i Holena Nawrocka. Te trzy malarki były również
laureatkami pierwszych nagród w 1948 r. i ich wspólny portret
zdobił pierwszą stronę publikacji o t y m konkursie w „Polskiej
Sztuce Ludowej" . Pomimo wieloletniej przerwy w konkursach,
jeszcze dziś nazwisko Rozalii Zaród kojarzą mieszkańcy Kłyża
z malowaniem i haftem. Pracuje ona bowiem nadal dla środowiska,
i już pierwszy napotkany w Kłyżu informator pokazał nam
w swoim domu wiszący w sieni „ d y w a n " haftowany przez Rozalię
Zaród (il. 4). Mimo podeszłego wieku, haftuje znakomicie, również
stroje. Zaproszenie do udziału w tegorocznym konkursie przyjęła
ona z wielką godnością i powagą, jednak widać było wzruszenie,
wywołane faktem, iż dawne sukcesy nie zostały zapomniane.
Nie była jednak pewna, czy zdrowie pozwoli jej na przygotowanie
domu do konkursu. Pokrywanie polichromią ścian zewnętrzych
a także pował wymaga bowiem nie tylko talentu, ale i sprawności
fizycznej. Rozalia Zaród dawała też do zrozumienia, że nie wie,
jak potraktuje „zapapranie" malaturami ścian młodsze pokolenie,
rządzące teraz w obejściu. Tu jednak rozmowa z zięciem, który
akurat parę godzin wcześniej wrócił „z Ameryki", rozwiązała
wszystkio problemy. Młodzi nie stawiali żadnych przeszkód,
przeciwnie — wręcz namawiali panią Rozalię, podając nie tylko
motywy materialne (nagroda, możliwość renty twórczej czy
innych świadczeń), ale i ambicjonalne. Dumni byli przede wszyst
kim z wyróżnienia, jakim było w ich oczach zaproszenie do kon
kursu po wielu latach przerwy. Zarodowa pomogła też w ustale
niu dalszego kierunku penetracji, podając nie tylko bliższe dane
8
0 adresach innych malarek z Kłyża, ale i zwracając uwagę na po
bliską wieś Gorzyce, z której sama pochodziła.
Kłyż był zresztą jedyną wsią, gdzie pierwszą reakcją informa
torów nie było zdanie: „malowanie domów to w Zalipiu". Rów
nież nazwisko Heleny Nawrockiej jako malarki było mieszkańcom
Kłyża znane, chociaż obecnie niewiele już twórczo pracuje. Jej
reakcja na propozycję przystąpienia do konkursu była bardzo
żywiołowa. Niemal płakała wspominając dawne sukcesy i opowia
dając o czasach, kiedy malowała co roku nie tylko własny dom,
ale przede wszystkim upiększała domy sąsiadek za niewielkim
wynagrodzeniem. Mieszka ona obecnie w trudnych warunkach
1 zaledwie może podołać licznym obowiązkom gospodarskim
i rodzinnym, toteż jej udział w konkursie nie przyniósł spodzie
wanych wyników, chociaż wysiłek musiała podjąć ogromny.
Warunki mieszkaniowe wielu malarek, ich ograniczone mo
żliwości techniczne i finansowe, a czasem wieloletnia przerwa w
pracy twórczej, skłoniły organizatorów do niewielkich zmian
w regulaminie konkursu. Dopuszczono więc udział tych osób,
które zdobią swój dom nawet pojedynczo zastosowanymi, ale
tradycyjnymi formami zdobnictwa. Bardzo ciekawy, choć skraj
ny tego przykład — to udział w konkursie sędziwej (ur. 1894)
Wiktorii Sambor z Borusowej. Starowina, żyjąca w niesłychanie
prymitywnych warunkach, zapytana, czy pamięta, jak dawniej
malowano w Borusowej, wyciągnęła z bardzo zniszczonej skrzyni
dwa malowane przez siebie „papióry". Sposób wymalowania,
niewielka gama kolorystyczna złamanych barw, a przede wszys
t k i m kompozycja tych małych kartonów nawiązywały niewątpli
wie do starodawnych malowanek, znanych ze zbiorów Hickla
(por. i l 9, 10). Propozycja wymalowania większoj ilości takich kar
tonów, już nie mówiąc o polichromii ścian, spotkała się ze zdecy
dowanym sprzeciwem staruszki oraz mieszkającej z nią razem
trochę młodszej siostry. Jako przyczynę podawały horrendalną
wprost wartość malowanek, przeliczoną na... dniówki w pracach
polowych, które musiałyby zapłacić, zajmując się malowaniem.
Okazało się również, że nie posiadają środków na zakup potrzeb
nych materiałów ani możliwości ich zdobycia. W tej sytuacji
Muzeum Okręgowe w Tarnowie zakupiło „papióry" po dość wy
górowanych cenach, zastrzegając w zamian ozdobienie izby na
konkurs kilku podobnymi. Malowane ozdoby zawieszane były
zresztą w pośpiechu już w chwili przybycia Sądu Konkursowego,
i trudno się dziwić, ponieważ w tej ogromnie zaniedbanej i pry
mitywnej izbie musiałyby ulec szybkiemu zniszczeniu. Autorka
żądała zresztą natychmiastowego zakupienia wszystkich prac
po uzyskanych wcześniej — wysokich — cenach.
Malowanie „papiórów", „rogówek" (malowanka na kartonie
w kształcie rombu) czy „dywanów" to obecnie najczęściej spoty
kane ślady dawnej świetności powiślańskiego malarstwa. Wiele
kobiet odwiedzanych podczas penetracji miało w swoich domach
takie malowanki niedawno zrobione. Jedna z nich, Maria Misterka z Samocic, ubolewała, że nie może pokazać bardzo pięknego
„ d y w a n u " malowanego w zeszłym roku, bo mąż zimą wyciął z nie
go wkładki do gumiaków! Malarka ta nie wzięła zresztą udziału w
konkursie, widocznie brak szacunku domowników dla jej artys
tycznych talentów był nie do przezwyciężenia.
Silne tradycje zdobnictwa domów malaturami oraz ślady
tych umiejętności połączone z zupełnym brakiem ich właściwego
rozumienia, są zresztą bardzo charakterystyczne dla Samocic.
Ta rozległa wieś położona blisko Wisły jest stosunkowo najbar
dziej zurbanizowana. Tamtejszy ksiądz, ale nie miejscowy — jest
co prawda entuzjastą folkloru, ale nie bardzo rozumie potrzeby
utrzymania tradycji regionu, starając się równocześnie wprowa
dzać inne. Warto t u zacytować wypowiedź Wandy Wojtowicz,
wszechstronnie uzdolnionej malarki, hafciarki i kwiaciarki, która
nie wzięła zresztą udziału w konkursie z powodu ciężkiej choroby.
Opowiadała, że ksiądz ją posłał do Zalipia, żeby tam się uczyła
malować! Malarstwo w Zalipiu nie zaimponowało jej jednak, co
określiła dosadnie: „zalipionki sadzo takie róże jak kocio głowa
wielgie, a wszystkie jednakie". Jest jednak nadzieja, żo wyniki
tegorocznego konkursu, a przede wszystkim wyjaśnienia, których
udzielał Sąd Konkursowy, krytykując pracochłonne, wymyślne,
ale nieludowe ozdoby przygotowane w Samocicach, przyniosą
w przyszłości pożądane owoce.
W Kannej, wsi położonej blisko Samocic, znaleziono w cza
sie penetracji jedyną prawdziwą „malowaną chatę". Dom Heleny
Cieślak był ozdobiony malaturami na ścianach wewnątrz i zew- i
nątrz, prawie tak jak nastawione na odwiedziny turystów domy
zalipianek. Fakt ten trudny był do wytłumaczenia, zwłaszcza że
tak odosobniony . Malarka twierdzi, że maluje tak co roku po
każdym bieleniu, na konkurs zresztą wymalowała później na
nowo prawie cały dom. Malarstwo jej przy zachowaniu tradycyj
nych form świadczy o jej artystycznej inwencji. Zastosowała na
przykład zupełnie nową technikę, naklejając na ścianie kompo
zycje z kwiatów wycinanych, a malowanych uprzednio na karto
nie. Kwiaty te niczym nie ustępują pod względem formy czy
wartości artystycznej polichromii bezpośrednio kładzionej na
ścianę, właściwie nawet trudno zauważyć różnicę. Technika ta
została uznana podczas konkursu za dopuszczalną, nie zmioniającą istoty malarskiej dekoracji ścian. Malarka pokazała zresztą
również znakomite malatury wykonane powszechnie przyjętym
sposobem. Szczególnie interesujący i świadczący o dużym związku
z tradycją jest jej sposób malowania powały w sieni; na każdej
desce kładzie inny, drobny wzór kwiatowy lub zgeometryzowany. Ten rodzaj kompozycji rzadko już można spotkać w Zali9
Ti. 5. Rozalia Zaród z Kłyża.
pin, gdzie mimo nieprzerwanej kontynuacji form tradycyjnych
malarki wolą szukać nowych rozwiązań, bardziej efektownych.
Większość domów odwiedzanych podczas penetracji nie
nosiła żadnych śladów artystycznych uzdolnień ich mieszkanek.
Wiele malarek wykazujących niegdyś duże zdolności porzuciło
zupełnie dawną twórczość. W niektórych silnych kiedyś ośrod
kach istnieje już tylko tradycja malowania domów. Np. w Zapasterniczu, Siewbodzinie, Woli Żelichowskiej i Pilczy Żelichowskiej
czy Oleśnie prawie każdy starszy mieszkaniec opowiada, że pamię
ta doskonale, jak matki malowały wiosną domy a zwłaszcza
piece, ale czynnych malarek nie ma tam już zupełnie. Nierzadko
zresztą w tych wsiach informatorzy kierowali nas do specjalistek
od gumowego walka czy szablonu, „artystycznie" i nowocześnie
zdobiących obecne Wnętrza domów w tych wsiach. Niestety
również Podlipie odpadło z udziału w tegorocznym konkursie,
pomimo że pierwszy konkurs w 1948 r. tam właśnie był zakończo
ny, a nie w Zalipiu. Mieszka tam obecnie kilka zdolnych malarek,
które jednak z różnych przyczyn nie chciały wrócić w t y m roku
do malowania. Były to jednak przyczyny obiektywne, życiowe,
a nie niechęć. Ze zdecydowaną niechęcią odmówiła natomiast
udziału w konkursie Maria Tabor z ćwikowa. Przebywała ona
wiele lat w Stanach Zjednoczonych i po powrocie zbudowała nową
willę, jak to na Powiślu nazywają „amerykę". Dla tej malarki
myśl, że ten piękny dom mogłaby ozdabiać takimi sposobami jak
niegdyś nędzną w jej pojęciu chałupę rodziców, była utożsamiona
z powrotom do prymitywu. Zaznana w młodości nędza kojarzyła
się jej tak silnie z uprawianym za kawałek chleba malowaniem
u innych, że wyraźnie wstydziła się swoich dawnych umiejętności.
Trudno natomiast zrozumieć, dlaczego poizuciły malowanie
domów tak zdolne malarki, jak np. w Kłyżu — Janina Łata (z
domu Mosio), rodzona siostra znanej twórczyni zalipiańskiej
Marii Wojtyto — czy w Gorzycach Władysława Owca (z domu
Bułat). Jeszcze teraz wydaje się pocztówki z reprodukcjami jej
malowanek. Żyła ona jednak w Gorzycach po zamążpójściu w
pewnym odosobnieniu, pozbawiona odpowiednich bodźców do
malowania. Twierdzi, że „ręka już jej nie słucha" i obawiała się
„wypaść gorzej niż zalipianki", toteż nie wzięła udziału w kon
kursie.
Inne malarki w Gorzycach, miejscowego pochodzenia, mimo
chętnego zgłoszenia się do konkursu, nie reprezentują poziomu
artystycznego, który mógłby być zachętą dla tej znakomitej
niegdyś malarki.
Janina Łata jest natomiast przykładem świadczącym o t y m ,
że we właściwym klimacie możliwy jest powrót do twórczości.
Zapewne wiele zdziałała zachęta siostry, z którą zaczynały w mło
dości malować w Pilczy Żelichowskiej, ale pomogło chyba także
bliskie sąsiedztwo znakomitej Rozalii Zaród. Janina Łata przy
stąpiła do udziału w konkursie. Wykonane przez nią malatury
we wnętrzu wykazywały jeszcze pewną nieporadność, ale poli
chromia zewnętrznych ścian stodoły, stajni i piwnicy przygoto
wana była znakomicie, świadcząc o indywidualności twórczej
autorki i zdolnościach kompozycyjnych. W czasie rozmów prowa
dzonych podczas penetracji trudno było przewidzieć tak doskona
łą realizację.
Dla organizatorów konkursu zgłoszenia bez pokrycia w za
stanych malowankach były ryzykowne. Do chwili rozstrzygnięcia
99
konkursu nie było wiadomo, czy malarki na powno przygotują się
do niego, i jak. Niektóre nawet zdając sobie sprawę z togo, I
udział w konkursie może im przynieść różnorodne satysfakcje,!
nie zdecydowały się na ten wysiłek. Największym zaskoczoniem
dla organizatorów konkursu była ogromna praca, którą musiała
wykonać Genowefa Kochanek z Kosiarówki w Bolesławiu. Podczaii
penetracji w kwietniu 1976 r. nic nie świadczyło, że w domu tym
mieszka malarka, budynek był stary, zniszczony, wnętrza zagracone. Tymczasem uzyskała ona zasłużoną pierwszą nagrod(
w Konkursie. Nie tylko przygotowała pięknie dom, porządkują.!
go starannie, ale wymalowała masę „dywanów", ozdabiając nim
ściany, a przede wszystkim stworzyła bogatą kompozycję na su
ficie. Rozmach, z jakim malowała sufit, Wychodząc od centrum
k u rogom i pokrywając równocześnie całą powierzchnię, тЦ
równać się z kompozycjami czołowych malarek Zalipia.
Sąd konkursowy miał trudne zadanie. W konkursie wzięli
bowiem udział 60 osób z 12 wsi, w czym z Zalipia było 35 uczes
t n i k ó w . Zróżnicowany był też materiał konkursowy. Najlepsa
malarki Zalipia pokazały, jak co roku, szeroką skalę swych możli
wości, czyniąc to z dużą biegłością i wprawą. Jej brak nie prze
szkadzał zresztą innym malarkom, zwłaszcza z Kłyża, Niwel
czy Bolesławia w równie bogatym ozdobieniu domów-Równo
cześnie zaś trzeba było premiować niespotykane już prawie ш
Zalipiu stare techniki malarskie, jak pryskanie „prośnianką",
„packi" czy ozdabianie każdej deski powały innym ornamentem
Nieliczne nieporozumienia w postaci nieludowych ozdób czy haf
tów oraz malowania nowoczesnymi szablonami (Pawłów, Samo
cice) równoważne były ciekawymi formami zastępowania ma
larstwa ściennego przez inaczej zastosowane tradycyjne toclmit
zdobnicze. Wspomniana wyżej wycinanka Heleny Cieślak z Kai
10
I I . 6, 7. Wiktoria Sambor z Borusowej, gm. Gręboszów — najstarsza uczestniczka konkursu (ur. 1894 r.) i wykonane
przez nią „ząbki" — malowane na papierze.
10
100
11
nej, pięknie haftowane „ d y w a n y " Rozalii Zaród z Klyża czy
dekoracja bibułkowa Adeli Szczebakowej z Zalipia swym pozio
mem artystycznym zasługiwały na pewno na uznanie.
Zwłaszcza ciekawa była dekoracja kwiatowa Szczebakowej.
Mimo podeszłego wieku (77 lat) była ona jedyną zalipianką debiu
tującą w konkursie. Jest to prawdziwa mistrzyni tradyeyjnych
bibułkowych ozdób, zwłaszcza pająków, zbywanych dotychczas
sąsiadom oraz do cepeliowskiego handlu za pośrednictwem Zrze
szenia „Milenium". Ozdabiając na konkurs swoją izbę w nowym
domu córki, uczyniła to bardzo pomysłowo, wykazując świetne
opanowanie techniki i poczucia kompozacji, bardzo bliskie cha
rakterowi obecnego malarstwa w Zalipiu. Podobnie jak inne
zalipianki mające nowe domy, ozdabiała centrum powały dużym,
bogatym wieńoem, umieszczając w narożnikach mniejsze, płaskie
bukiety nawiązujące do formy bukietów drużbowskich. Górną
krawędź ścian obwiodła stonowaną w kolorze girlandą, a na ca
łej powierzchni ścian umieściła rytmicznie powtarzające się mniej
sze i większe bukiety. Wszystkie kompozycje na ścianach i suficie
były umocowane płasko, jedyną dekorację przestrzenną stanowiły
liczne i różnorodne w formie pająki wykonane z różnych materia
łów.
Malarki zalipiańskie nie bardzo wiedziały, jak ocenić taki
sposób zdobienia wnętrza. Z jednej strony wyrażały dezaproba
tę, którą wywołało zrezygnowanie z tradycyjnej techniki malar
skiej, z drugiej zaś strony inwencja i umiejętności Szczebakowej
budziły ich niekłamany podziw. Nie wiadomo, czy nie pod wpły
wem tej dekoracji, bliska sąsiadka Szczebakowej, Agata Szlosek
(matka Jana, jednego z niewielu malujących malarzy mężczyzn),
ozdobiła swoje wnętrze również kilkunastoma pająkami, ale nie
tak różnorodnymi w formie i materiale.
202
W Zalipiu przyjęły się już od kilku lat, i oceniane były po
zytywnie takie formy adaptacji tradycyjnego malarstwa, jak
malowane wycinanki ażurowe, malowanie farbami pigmentowymi
na płótnie czy malowanie ceramiki. Konkursy na malowanie na
płótnie oraz szkolenie w zakresie stosowania farb pigmentowych,
zorganizowane w 1973 r. przez Zrzeszenie „Milenium", dały
początek nie tylko wprowadzeniu malowanych „dywanów" i
obrusów płóciennych do handlu cepeliowskiego, ale spowodo
wały wprowadzenie ich do użytku własnego mieszkańców Zalipia,
Podobnie zapotrzebowanie handlu pobudziło niegdyś rozwój
ażurowych wycinanek. Malowanie ceramiki, również podykto
wane względami merkantylnymi, Wymaga jeszcze dopracowania
technologii.
Wycinanki malowane, wykonane z kalki technicznej lub
papieru pergaminowego, są obecnie powszechnie stosowane w
Zalipiu. Powstały one jako połączenie malowanek na papierach
i firanek ażurowych, zminiaturyzowanych dla potrzeb cepeliow
skiego handlu. Obecnie mimo ustania popytu w „Cepelii" na te
wycinanki są one w Zalipiu bardzo popularne, umieszczane nie
tylko na oknach i oszklonych drzwiach, ale i na ścianach. Wpływy
handlu cepeliowskiego widoczne są w zalipiańskich domach
również w innych dziedzinach. Obok skrzyń wskrzeszonych dla
handlu w latach sześćdziesiątych i ozdabianych malaturami
podobnymi do polichromii ściennych, również tradycyjny powiilański haft czerwono-czarny odtworzony współcześnie jest kon
tynuowany głównie dzięki stałemu popytowi. Wszystkie formy
adaptacji stworzyły zalipianki przy pomocy pracowników cepe
liowskiego skupu. W ostatnich kilku latach wprowadzono w
„Milenium" również pośrednictwo w nabywaniu usług ma
larskich zalipianek. „Milenium" było zresztą pierwszym klientem
(por. i l . 16).
П. 11 — 13. Felicja Janeczek, Niwki, gm. Gręboszów
i wykonane przez nią malowidła.
12
W samym Zalipiu od kilku już lat w konkursie uczestniczy
szkoła . Kierownictwo szkoły podstawowej, w osobach Marii
i Tadeusza Wnęków, przywiązując do tradycji regionalnych
wielką wagę, stworzyło silny i ciekawy ośrodek malarstwa dzie
cięcego. Próby takie podejmowano już wcześniej, dopiero jednak
w ostatnich latach można mówić o prawdziwych osiągnięciach
artystycznych i organizacyjnych szkoły . Komisja z satysfakcją
oglądała malatury na budynku szkoły wykonane przez młodzież.
Także i wśród tegorocznych laureatów konkursu wielu jest mło11
12
dych, którzy właśnie ze szkoły wynieśli zamiłowanie i umiejętność
malowania. Nierzadko są to dziewczęta czy chłopcy z domów,
gdzie nie malowano lub nie kontynuowano dawniejszych tradycji
malowania. Przyszłość pokaże, czy zachowają i będą chcieli roz
wijać pobudzone przez szkołę zdolności. Dobre nadzieje rokuje
np. Stanisława Stalica, dziewczyna siedemnastoletnia, która
Wzięła już udział w konkursie cztery razy. Zdobyła w t y m roku
pierwszą nagrodę. Wanda Wojtyto i Wanda Boduch (też siedem
nastolatki!), mające oparcie w malujących rodzinach, są laureatka-
„packami", które kiedyś podobno były początkiem malowania
we w n ę t r z a c h . Sądząc jednak po materiałaoh z penetracji w 1948
г., nie pokazała w tegorocznym konkursie pełni swoich możliwo
ści.
Te przykłady spontanicznego kontynuowania dawnych
sposobów zdobienia, podejmowane nawet wbrew opinii własnego
środowiska, przy zupełnym odosobnieniu twórców i braku zainte
resowania ze strony terenowych władz kulturalnych, świadczą
0 sile i żywotności tradycji. J u ż w czasie badań poprzedzających
konkurs mogli etnografowie zauważyć pewne ślady starych tra
dycyjnych technik, zarzuconych już w czasie rozwoju ściennych
malatur w Zalipiu. Dla starszych malarek, biorących po wielu
latach znowu udział w konkursie, charakterystyczne było bogate
zdobienie zewnętrznych ścian budynków, zwłaszcza gospodar
czych. Wpływało na to przekazanie rządów w domu młodszemu
pokoleniu, bo o ile synowa czy córka ma wnętrze urządzone
„nowocześnie" i po swojemu, to w budynkach gospodarczych
dekoracja zrealizowana przez stare kobiety w niczym nie narusza
„nowoczesności" domu. Jedna tylko z tej grupy, Rozalia Trela
z Niwek, wymalowała bogato wnętrze, uzyskując drugą nagrodę.
Mieszka ona jednak u siebie, w starym domu z pięknym piecem
starego typu. Piec był przecież tradycyjnie pokryty najbogatszy
m i malaturami i najczęściej odnawianymi, bo najbardziej się
brudził. Brak pieców o starej konstrukcji, z „czeluścią", „kapą"
13
1 „Wojtkiem" (słupek-podpórka „ k a p y " ) , pozwalających rozwinąć
ciekawsze kompozycje, nie przeszkadzał zresztą innym malarkom.
Podobnie jak od dawna stosują to zalipianki, tak i Rozalia Zaród
pokryła w całości polichromią „kaflowiec" W swojej izbie. Taka
adaptacja również świadczy korzystnie o inwencji malarki.
П. 14. Zdobienie bibułką izby, wyk. Adela Szczebakowa
z Zalipia. 1977 r.
mi drugich nagród. Szkoła wychowała również „konkurencję"
dawniej jedynemu malującemu w Zalipiu mężczyźnie, Janowi
Szloskowi. Bartłomiej Ruta czy Józef Rachmaciej są jeszcze
zbyt młodzi (16 lat), żeby można przewidywać, co pokażą w przy
szłości. Niestety powstanie nowej szkoły zbiorczej poza terenem
Zalipia wyrwie w najbliższym czasie dzieci szkolne ze starannie
stworzonego im klimatu tradycji, tak właściwego temu środowisku
i wpływającego na jego dalszy rozwój.
Omawiając wyniki tegorocznego konkursu, w którym ogółem
nagrodzono 67 na 60 uczestników, nie sposób pominąć świetnych
malarek z najbliższych Zalipiu wsi, a zwłaszcza Felicję Janeczek
z Niwek. Ta pogodna kobieta, która mimo kalectwa maluje od lat
młodości, od dłuższego czasu nie brała udziału w konkursie, mimo
żeNiwkisąprzysiółkiemZalipia.Wzruszająeebyło powitaniez nie
którymi członkami Sądu Konkursowego, znanymi jej sprzed lat.
Uznanie członków Sądu dla jej prac było w pełni uzasadnione, po
nieważ dekorac j a budynków gospodarczych Felic j i Janeczek, a z wła szcza piwnicy, toprawdziwy dowód nie tylko zachowania tradycji,
ale i dużych zdolności oraz inwencji (il. 11—13). Spośród malarek
uczestniczących w tegorocznym konkursie ona jedna używała
w staroświecki sposób , ,prośnianki" (maczanej w farbie wiązki
prosa), którą odpowiednio manewrując, uzyskała koliste, orygi
nalne ornamenty wielobarwne, niegdyś bardzo charakterystyczne
dla terenu powiślańskiogo. Niestety, szacunek dla nowego domu
i fakt, że mieszka w „ameryce" siostrzeńca, spowodowały, że
dekorację wnętrza przygotowała już nie tak bogatą. Otrzymała
jednak za całość pierwszą nagrodę. Skłoniła także do udziału
w konkursie swoją siostrzenicę i niegdyś uczennicę, Marię Samel
W Kłyżu, której ładnie malowany dom zdobył trzecią nagrodę.
Józefa Rokita z Ćwikowa zastosowała również dawną techni
kę malowania. Ozdobiła ona zewnętrzne ściany swoich budynków
204
Uroczyste zakończenie Konkursu „Malowana Chata" odbyło
się w dniu 9 czerwca 1976 r. w lokalu Szkoły Podstawowej
w Zalipiu. Rozstrzygnięcie było poprzedzone dwudniowym oglą
daniem przez Sąd Konkursowy zgłoszonych domów. Uczestnikami
tej ważnej dla Zalipia uroczystości byli naturalnie wszyscy laure
aci. Zalipianki czuły się swobodnie, było to dla nich doroczne
święto, natomiast mieszkanki innych wsi czekały stremowane
przed budynkiem, aż do momentu rozpoczęcia uroczystości.
Przyznano 21 nagród pierwszych, 12 drugich, 10 trzecich i 14
czwartych. Zalipianki, oczekujące dla wszystkich swoich miejsc
w czołówce, czuły się trochę pokrzywdzone, ponieważ przy tak
dużej ilości uczestników znalazły się w różnych grupach. W czasie
dyskusji mówiono na temat poszerzenia zasięgu terytorialnego
konkursu i podkreślono konieczność dalszych działań w tym
kierunku.
Poznanie możliwości twórczych wszystkich uczestników
konkursu dało obok wzbogacenia dokumentacji na temat aktual
nego stanu tej dziedziny również szereg korzyści praktycznych —
przede wszystkim dla samych malarek. Będą one teraz otoczone
większą opieką władz i w pełni skorzystają z wszystkich przy
wilejów, należnych twórcom ludowym w Polsce, a dostępnych
dotychczas jedynie zalipiankom. Ponadto władze wojewódzkie,
przy współpracy merytorycznej prężnie działającego Muzeum
Okręgowego w Tarnowie, zamierzają udostępnić toren całego
Powiśla Dąbrowskiego dla turystyki, odpowiednio zorganizowa
nej. Ambitne plany konserwatora wojewódzkiego w Tarnowie
zmierzają do stworzenia w przyszłości żywych skansenówna całym
t y m terenie. Pierwszym krokiem w t y m kierunku ma być wyku
pienie i oddanie do zwiedzania domu po Felicji Curyłowej w Zali
piu, co odwleka się jednak z braku odpowiednich funduszów.
Dokumentacja konkursu stwarza również dodatkową bazę
dla współpracy nowych twórców ze skupem cepeliowskim. Prze
widując te możliwości, Zrzeszenie „Milenium" pokryło z Funduszu
Rozwoju Twórczości Ludowej połowę kosztów konkursu, umożli
wiając t y m samym jego rozszerzenie . „Milenium", obejmując
dotąd swą działalnością skup malowanek, haftów i pająków z Za
lipia, jest jednak nie tylko placówką handlową, lecz również mece
nasem, opiekunem twórczości ludowej; świadectwem tej strony
działalności Zrzeszenia jest właśnie udział w penetracjach tereno
wych, w organizacji i subwencjonowaniu konkursu. Jest to żresz14
tą inwestycja dalekowzroczna. Dla wielu z nich współpraca z
„Milenium" otwiera możliwość korzystania ze świadczeń Fundu
szu Rozwoju Twórczości Ludowej. Wiadomo przecież, że wspa
niały rozwój Zalipia uzależniony był w dużej mierze od bodźców
finansowych. Wolno więc sądzić, że zwiększenie opieki przyczyni
щ do ożywienia zamierających tradycji na Powiślu.
Organizatorzy, uwzględniając obserwacje zebrane w Czasie
przeprowadzania konkursu w 1976 roku, stoją na stanowisku,
iż przyszłe konkursy muszą być coroczne, otwarte i obejmować
obszar Powiśla, a nie tylko Zalipie. Niezbędne jest też prowadze
nie penetracji poprzedzających konkurs i podjęcie pogłębionych
badań nad historią i zasięgiem tradycji malowanych domów
na Powiślu Dąbrowskim.
Penetracje są zresztą w obecnej sytuacji ważną częścią kon
kursów, aktywizują teren, zapewniają uczestnictwo w konkursie,
prawidłową o nim informację.
W okresie przyspieszonych procesów urbanizacyjnych, do
cierających nawet do zapadłych i najbiedniejszych wiosek Powiśla
Dąbrowskiego, trzeba stworzyć właściwy klimat resztkom
tradycji, które jeszcze nie zaginęły. Odszukanie tych śladów,
zabezpieczenie oraz stworzenie warunków sprzyjających dalszemu
ich rozwojowi — to główne zadanie omawianego t u konkursu.
Najbliższa przyszłość pokaże, jak spełnił on swoją rolę. Sądzę,
że poza wszystkim innym pomógł on uświadomić wszystkim od
osobnionym malarkom, że wnoszą one trwały wkład do polskiej
kultury ludowej, że to, co robią, jest ważne i cenne.
W Y K A Z UCZESTNIKÓW KONKURSU
„MALOWANA CHATA" W 1976 R.
Zalipie
Zofia Bochenek ( I I I nagroda), Bronisława Boduch (I), Elżbieta
Boduch (II), Janina Boduch ( I I I ) , Wanda Boduch ( I I ) , Anna
Borek (II), Kazimiera Borek (I), Maria Chlastawa (I), Rozalia
Ciepiela (IV), Krystyna Curyło (IV), Janina Dymon (IV), Zofia
Dymon (II), Janina Jurek (I), Zofia Janeczek (I), Barbara
Kaezówka (II), Zofia Kaczówka ( I I ) , Janina Lizakowa (I),
Janina Lizakówna (I), Stefania Łączyńska (I), Zofia Majchrowska•Owca (I), Wanda Micek ( I I ) , Felicja Mosio (I), Maria Mosio (I),
Maria Owca (I), Janina Romańska (IV), Bartłomiej Ruta (IV),
Maria Ruta (IV), Maria Sierak (I), Stanisława Stalica (I), Anto
nina Szczebak ( I I I ) , Agata Szlosek ( I I I ) , Jan Szlosek (I), Monika
Szlosek (I), Maria Wojtyto (I), Wanda Wojtyto ( I I ) .
Samocice
Maria Miłoś (wyróżnienie), Zofia Miłoś (wyróżnienie), Anna
Święch (wyróżnienie), Emilia Wesołowska ( I I I ) .
Niwki
Stefania Dorosz ( I I ) , Felicja Janeczek (I), Janina Szczygieł
( I I I ) , Rozalia Trela ( I I ) , Maria Wnęk (IV).
I I . 15. Zdobienie „packami", wyk. Józefa Rokita, Ćwików, gm. Olojno, woj. tarnowskie. 1976 r.
205
16
17
И. 16, 17. Malowidła zalipianek w lokalu Zrzeszenia „Milenium" w Krakowie oraz w zalipiańskiej szkole
Kłyż
Bolesław (Kosiarówka)
Janina Łata ( I I I ) , Helena Nawrocka ( I I I ) , Maria Samel ( I I I ) ,
Genowefa Kochanek (I).
Rozalia Zaród (I).
Borusowa
Wiktoria Sambor (IV).
Kuzie
Agnieszka Raohmaciej (IV), Józef
Szlosek ( I I I ) .
Rachmaciej
( I I I ) , Adela
Kanna
H
e
l
e
n
a
C i e ś l a k
(
n
)
Ćwików
Otfinów
Józefa Rokita (IV), Danuta Szczebak (I).
Adela Królikowska ( I I ) .
Gorzyce
Pawłów
Stanisława Lupa (IV).
Maria Bednarz (IV), Władysława Sowa (IV).
PRZYPISY
1
Brak nie tylko obszernej monografii Zalipia, ale nawet
popularnych folderów. Informator Turystyczny Zalipie (WOIT
Kraków) był wydany przed kilkunastu laty w nakładzie 5.000
egz. i jest od dawna wyczerpany. Wojewódzki Wydział K u l t u r y
w Tarnowie przygotowuje obecnie folder Zalipie — malowana
wieś z tekstem Zdzisława Szewczyka i zdjęciami Jacka K u bieny.
Z. Szewczyk, Konkurs na malowanki dąbrowskie, „Pol.
Szt. lud.", R. I I , 1948, nr 11—12, s. 42—46.
W. Hickel, Malowanki ludowe na Powiślu
Dąbrowskim,
„ L u d " , t. 12, 1906, s. 113—121.
Z. Szewczyk, Zdobnictwo wnętrz na terenie Powiela Dqbrowskiego. Sprawozdanie z badań przeprowadzonych w 1948 r.
dla Ministerstwa Kultury i Sztuki, maszynopis.
Por. W. Hickel, op. cit., oraz Z. Szewczyk, Konkurs...
Rss, Felicja Curylowa (1903—1974),
„Pol. Szt. lud.",
R. 28, 1974, nr 4, s. 252—253.
Z. Cieśla-Reinfussowa, Wystawa sztuki ludowej w Dąbrowie
kolo Tarnowa, „Pol. Szt. lud.", R. 4, I960 nr 7—12, s. 151—155.
2
3
4
5
6
7
8
Zob. „Pol. Szt. lud.", R. 2, 1948, nr 11—12, s. 42.
Wg materiałów Aleksandra Ossowskiego, prowadzącego
badania z ramienia Państwowego Instytutu Badania Sztuki
Ludowej — w 1948 r. nie było w Kannej żadnych śladów malo
wania domów, natomiast we wsi Tonie naklejano na ścianach
pojedyncze bukiety, wycięte z „dywanów".
10 Zalipie (35 osób), Kuzie (3), Ćwików (2), Niwki (5), К
(4), Gorzyce (2), Samocice (4), Bolesław (1), Otfinów (1), Kan
(1), Pawłów (1), Borusowa (1). Por. mapa; por. wykaz uczestni
ków konkursu.
" Rozpoczęcie remontu budynku uniemożliwiło udział
w 1976 r.
K . Pietkiewicz, Les „malowanki" du Powiśle Dąbrows''
„Zeszyty Etnograficzne Muzeum K u l t u r y i Sztuki Ludowej"
t. 1, 1960. Pierwszy konkurs na malowanki dzieci odbył si
w 1965 r.
Piszą o t y m wszyscy cytowani wyżej autorzy.
Pozostałą część kosztów pokrył Wojewódzki Wydz'
K u l t u r y w Tarnowie.
9
1 2
1 3
1 4
Obiekty pochodzą ze zbiorów: W. Hickla — il. 9,10; Muzeum Okręgowego w Tarnowie — il. 7, 8
Орг.: Z. Szewczyk — il. 1. Fot.: W. Dudziak — II. 4, 6—8,13,15; A. Jackowski — il. 14; J . Kubiena — il. 1 (repr.), 16,17; M. Maślinski — il. 9,10; J . Świderskiil. 2, 3, 5, 11, 12
