2eba5383e49db239c4df6034b8f7986e.pdf
Media
Part of Recenzje / LUD 1991 t.74
- extracted text
-
Lud, t. 74, 1991
IV. RECENZJE
L S. K o n,
ss 2':'0.
Riebi01wk
i
obszcziestwo,
IzdCltielstwo
"Nauka",
Moskwa
1988,
Praca r. S. Kona Dziecko i społeczeftstwo
stanowi próbę analizy teoretyczno-metodologicznej i historiograficznej
obecnego stanu "etnografii dzieciństwa". Autor
wykazał wicIe staranności w precyzowaniu problemów badawczych, które powinny się znaleźć w centrum zainteresowania uczonych.
Rozdział I poświęcony jest obrazowi dziecifJstwa w naukach historycznych.
W badaniach nad dziecuJstwem autor wyodrębnia
trzy grupy problemów: 1. Sytu,lcja dzieci w społcczeiJstwie, ich status socjalny, rodzaje działalności życiowej,
stost.:nki z dorosłymi, instytucje, metody wychowania i inne. 2. Symbolicme obraz.v dziecka w kulturze i świadomości masowej. 3. Właściwa kultura
dzieciństwa,
wewnętrzny świat dziecka, dziecięce zainteresowania,
folklor i inne.
Mimo trudności ustalenia dokładnego czasu "odkrycia dzieciństwa", uczeni są
zgodni, że w XVII i XVIII wieku pojawiło się wyraźne rozdzielenie świata dorosłych od świata dzieci. W średniowieczu nie było znaczącej granicy między obu
tymi światami. Gdy tylko dziecko mogło się obyć bez swojej matki czy niańki
zaliczane było do społeczeństwa dorosłych. Przełom w rozwoju etnografii dzieciństwa stanowią prace amerykańskiej
uczonej Margaret Mead. Dla niej głównym
przedmiotem badal'! był świat dzieciństwa. Prowadziła badania na Samoa, Bali,
na NO'Nej Gwinei, podczas których 7.ajęła się systematycmymi
badaniami rysunków
i gier dzieci.
Od lat trzydziestych
do sześćdziesiątych
etnografia
wychowania
wzbogaciła
się o cały szereg monografii traktujących
o plemionach polinezyjskich, zachodnioafrykarl,kich
i melanezyjskich. Do tej pory istnieje ogromna dysproporcja w regionalno-geograficznym
ujęciu wyników badawczych. Ludom Afryki, Oceanii i Indianom Ameryki Północnej poświęcono znacznie więcej badań niź plemionom Azji
oraz Ameryki Południowej i Srodkowej. Są to głównie prace dotyczące życia jednego ludu.
W historii badaó dzieciństwa w latach siedemdziesiątych
i osiemdziesiątych
wyodrębniły się dwa stanowiska.
Jedni autorzy rozpatrują
normatywny
obraz
dziecka i sposób jego wychowania jako obiektywizację norm społecznych dorosłych,
inni przeciwnie, upatrują w doświadczeniu dziecięcym klucz do zrozumienia społecznych zachow;:ul dorosłych. Mimo, źe posiadamy wiele informacji o dzieciach
i dzieciilstwie, czerpanych z nauk humanistycznych,
nie udało się do tej pory ich
uogólnić i stworzyć zadowalającej
teorii. Wiedza jak wiemy powstaje na styku
wielu dyscyplin naukowych więc współcześni badacze zajmujący
się etnografią
dzieciństwa sięgają do prac psychologów, pedagogów i socjologów. Pogłębia się
współpraca międzynarodowa.
W Belgii powstalo międzynarodowe
centrum histof)'CZl1ych bad,l1~ n:Jd rodziną, dzieciństwem, mężczyzną, kobietą, młodością, dojrza-
220
łością, starością od zamierzchłej przeszłości do czasów współczesnych. Etnografii
cyklu życiowego poświęcony był III Kongres Międzynarodowego
Towarzystwa Etnologii i Folklorystyki w Zurichu (1987 r.).
Charakterystyczną
cechą współczesnego
etapu rozwoju nauk o człowieku.
w tym poznania świata dzieciństwa, jest coraz bardziej wyraźne zrozumienie, że
idzie nie tylko o obiekt wychowania, socjalizacji i innych wpływów zewnętrznych
ale także o świadomy, aktywny podmiot działalności życiowej. Obok masowo stosowanych metod badawczych jak obserwacja i opis, niektórzy uczeni posługują się
eksperymentem.
L S. Kan uważa, że mimo metodologicznego rygoru, badania eksperymentalne
nie uwzględniają
ważniejszych
determinant
społecznych i kultu!"owych realnego procesu rozwoju.
Przechodząc
do omówienia współczesnych
wyników badań nad dzieci!'lstwem
z punldu widzenia etnografii autor dokoouje analizy kategorii i pojęć w naukach
o człowieku i społeczeństwie. W rozdziale II wy jaśnia pojęcia cyklu życiowego,
drogi życiowej, czasu życia (ang. life time, life span), stratyfikacji wiekowej i symbolizmu. Stwierdza, że nie wszystkie pojęcia są jednoznaczne, i że niezwykle trudno jest je klasyfikować.
W kolejnym rozdziale przedstawiony
został różnorodny,
normatywny
obraz
człowieka i jego wpływ na sposoby socjalizacji dzieci wśród ludów świata. Prace
nad tym zagadnieniem są jeszcze w stadium początkowym. Rodzaje potencjalnych
źródeł pozyskiwania materiałów badawczych ujmuje autor w następującej
klasyfikacji: 1. mitologia i teksty ludowe, 2. dane z ankiet socjologicznych, 3. wnioski
z bezpośrednich
obserwacji reprezentantów
różnych ludów i kultur, 4. rezultaty
testów psychologicznych i badań z zakresu psychologii emocji. Do kOtlca 1976 roku
opublikowano
zaledwie 10 prac zawierających
analizę treści ludowych lub mitologicznych; jeszcze rzadziej uczeni w swych pracach zajmują się zbadaniem z'Ni",zku pomiędzy tymi zmiennymi a specyfiką doświadczenia dziecięcego. Wiele miejsca
poświęcił Kon omówieniu problemów
efektywności
instytucji
i metod wychowania. Sformułował
pytania, które czekają na odpowiedż: jakie działania najlepiej przygotowują
ludzi do nowej nieznanej przyszłości, w jaki sposób ludzie
nauczeni działań w jednym środowisku mogą przygotować swoje dzieci do życia
i pracy w środowisku innym, jakie warunki społeczne ułatwiają lub hamuj;ł proces
przekazywania
doświadczeń z pokolenia na pokolenie? Nie są to wszystkie pytania.
Czwarty rozdział omawia złożone zagadnienia
socjalizacji
zróżnicowanej
ze
względu na płeć dziecka. Wyniki badań, jak stwierdza autor, zmuszają badacza
do dużej ostrożności w próbie teoretycznych uogólnień danych o naturze płci, niezależnie od tego czy jesteśmy przekonani o determinantach
biologicznych, czy też
nie.
W rozdziale ostatnim, poświęconym
etnografii
rodzicielstwa,
autor rozważa
takie problemy jak na przykład czy uznać rodzicielstwo za zjawisko tylko biologiczne, czy też za zjawisko socjokulturowe
i biosocjologiczne, na czym polega
specyfika funkcji ojcowskich i macierzyńskich,
jaki wpływ mają rodzice na s(}cjologizację swych dzieci.
W zakończeniu autor przypomina czytelnikowi cel jaki przyświecał m'l w przygotowywaniu
tej pracy, a mianowicie, wywołanie u badaczy głębokiej refleksji
nad złożonością problemów wychowawczych w podejmowaniu
koniecZi!1ych badafl
Na uwagę zasługuje bardzo obszerne bibliograficzne
opracowanie tematu.
Grażyna Leonowicz
221
Henryk
Z i m o ń SVD. Monoteizm
Jacka, Katowice 1989, ss. 291.
pierwotny.
Wydawnictwo
Księgarnia
św.
Zagadnienia powstania religii i jej pierwotnych form były w drugiej połowie
XIX wieku prżedmiotcm
żywych dyskusji etnologów i religioznawców.
Scierały
się dwa kierunki: ewolucjonistyczny
i młodszy od niego - kulturowohistoryczny;
ten ostatni stanowił w znacznej mierze reakcję na uproszczony i słabo udokumentowany schemat ewolucjonizmu. Kieru:nek kulturowohistoryczny
w etnologii i jego
zastosowanie, zwłaszcza w badaniach
nad pierwotnymi
formami
religii, rozpowszechnił jego współtwórca, ks. Wilhelm Schmidt SVD. Rozwijał on pogląd, znany
zresztą już wcześniej, na istnienie u ludów pierwotnych wiary w Istotę Najwyższą.
Prace Schmidta znane są głównie na obszarze języka niemieckiego, w Polsce
były przyswajane przez niektórych autorów, ale jedynie w sposób wybiórczy. Ani
teoria monoteizmu pierwotnego
Schmidta, której poświęcił on swą niemal całą
twórczość naukową, ani jej krytyka dotychczas nie doczekały się u nas systematycznego studium. Dopiero w roku 1989 ks. Henryk Zimoń SVD opublikował pracę
pt. "Monteizm pierwotny, teoria Wilhelma Schmidta i jej krytyka w wiedeńskiej
szkole etnologicznej". (Praca ta była poprzedzona skryptem autora, przeznaczonym
raczej dla studentów).
Książka składa się z dwu wyrażnie wyodrębniających
się części. W pierwszej
z nich, zatytułowanej
"Teoria monoteizmu pierwotnego Wilhelma Schmidta", autor,
opierając się na analizie twórczości naukowej Schmidta i innych autorów wiedeńskiej szkoły etnologicznej,
stara
się możliwie najpełniej
przedstawić
poglądy
Schmidta dotyczące metody kulturowohistorycznej
i teorii monoteizmu pierwotnego, w ich rozwoju i modyfikacji.
W drugiej części pracy, poświęconej krytyce teorii monoteizmu pierwotnego
w wiedeńskiej szkole etnologicznej, autor zmierza do ukazania w sposób syntetyczny zakresu i walorów merytorycznych
krytyki przedstawicieli
ośrodka wiedeńskiego, dotyczącej ogólnych
zasad etnologii kulturowohistorycznej
i tez teorii
monoteizmu pierwotnego.
Na podstawie zreferowanych
w swej pracy poglądów
Schmidta ks. Zimoń ustosunkowuje
się do dorobku naukowego Schmidta w świetle współczesnych badań i określa jego miejsce w historii etnologii i religioznawstwa. Należy zaUlaczyć, że autor interesuje
się problematyką
teorii monoteizmu
od dawna, czego wyrazem jest szereg opublikowanych
przez niego w latach 19741982 artykułów.
Praca Zimonia odznacza się rzadko spotykaną sumiennością. Autor opiera się
na możliwie najdokładniejszym
materiale naukowym. Warto tu przytoczyć, że na
291 stron składających
się na całość książki, właściwa treść zajmuje 237, natomiast 43 - to bibliografia i indeksy. W tekście U1ajduje się 585 przypisów przynoszących wiele szczegółowych informacji
i dokumentujących
wypowiedzi autora.
Wykaz źródeł obejmuje zarówno prace samego Schmidta (15 źródeł archiwalnych
z archiwum Instytutu Anthropos, 33 książki, 82 artykuły, 14 recenzjO, jak i przedstawicieli wiedeńskiej szkoły etnologicznej (221 pozycjO, opracowania (108 pozycji)
oraz literaturę pomocniczą (342 pozycje, w tym 31 Schmidta, nie zaliczone jednak
przez autora do literatury podstawowej).
Ta żmudna praca jest tym wartościowsza, że w okresie powojennym w Polsce
kierunek kulturowohistoryczny,podobnie
jak i w innych krajach socjalistycznych,
ńie był preferowany prze'z władze i spośród polskich uczelni humanistycznych
jedynie na KUL-u był rozwijany bez przeszkód, .zaś współczesna literatura
obcOjęzyczna nie zawsze była łatwo dostępna. W konsekwencji
większość etnologów
222
polskich ma braki w kształcerju,
pliny. Książka Henryka Zimonia
ważnej dla etnologa dziedzinie.
braki w pełnej znajomości historii swej dyscypozwala na uzupełnienie naszej wiedzy w tak
./anusz
Emmanuel T o d d, L'invention
Editions Seuil, Paris 1990, ss. 538.
de Z'Europe.
"Collection
l'Histoire
Karnacki
immediate",
Emmanuel Todd jest, bez wątpienia, jedną z ciekawszych postaci współczesnych nauk społecznych we Francji. Prace Todd'a z pogranicza etnologii, socjologii, demografii i historii, przyjmowane są z dużym zainteresowaniem, a ich ',v")'daniom towarzyszą nie tylko j,ntelektualne polemiki fachowców ale si~gaj<;ce ~i:Hszych kręgów, telewizyjne debaty.
W swojej ostatniej książce "Stworzenie Europy", Todd rozwija hipotez.ę przE'dstawioną we wcześniejszych pracach, zwłaszcza w "Trzeciej planecie", ..Dzieciństwie świata" i w .,Nowej Francji" l. Proponuje nowe i oryginalne spojrzenie na
dzieje i obecny kształt starego kontynentu - poprzez strukturę rodzinną. To rodzina, zdaniem Todd'a zasadniczo determinuje
społeczne, kulturowe i polityczne
zachowanie.
Kluczowym pojęciem jest dla autora "systeme familial". System rodzinny jest
grupą wartości definiujących stosunki między członkami tej samej rodziny. Podstawowe wartości determinujące
stosunki między rodzicami a dziećmi mog'1 być:
typu liberalnego lub autorytatywnego.
Wartości warunkujące stosunki mi!;dzy rodzeństwem są typu egalitarnego lub elitarnego. Kombinacja dwóch par w:ienn:;ch
dychotomicznych zezwala na cztery możliwości typologiczne ł.
1. Nuklearna
rodzina absolutna ("famille nucleaire absolue") jest rodzi~1!1yrn
systemem, w którym stosunki międzypokoleniowe S'l typu liberalnego, a stosu:,ki
między rodzeilstwem są typu elitarnego. Jest to rodzina dwu pokoleniowa (nuklearna), a jej charakter przejawia się poprzez silny indywidualizm jej członków oraz
nierówny status dzieci;
2. Nuklearna rodzina egalitarna ("famille nucleaire egalitaire") jest systemem
rodzlllnym zasadzonym na liberalnym typie stosunków rodzice i dzieci i na egalitarnym typie stosunków między braćmi;
3. Rodzina rodowa ("famille souche") charakteryzuje
się autorytatywnymi
stosunkami rodzice-dzieci i elitarnymi stosunkami między braćmi;
4. Rodzina wspólnotowa (,,famille communautaire"),
to system rodziny ze stosunkami międzypokoleniowymi
typu autorytatywnego
i egalitaryzmem stosunków
między d7iećmi.
Lokalne tradycje dziedziczenia (techniki podziału dóbr rodz.iców między dzieci)
stanowią dla autora najpewniejszy
wskaźnik
poziomu egalitaryzmu.
Charakter
wspólnoty gospodarcz.ej jest natomiast dokładnym wskaźnikiem autorytaryzmu. Typ
1 La Trolsleme
Planete.
Structures
familla1es
1983; L'Enfance
du monde. Structures
famlllales
"La Nouvelle
France", Le Sellil, Paris 1988.
I E. Todd,
UlntJentton
de l'Europe ... S. :19.
et system{,. Ideologlques,
Le SeulJ.
et detJeloppement,
Le SelllJ, Poris
Pali!!
1984;
223
autorytatywny
stosunków rodzice a dzieci pociąga za sobą międzypokoleniową
współzależność, która umacnia się po dorośnięciu dzieci. Klasycznym przykładem
jest tutaj rodzina trzypokoleniowa, w której rodzice i dzieci podlegają władzy patria,chy
rodu. Typ liberalny stosunków międzypokoleniowych
jest gwarantem
szybkiej i całkowitej emancypacji dojrzałych dzieci. Ich małżerlstwo jest równoznaczne "f. założeniem nowych jednostek domowych ("unites domestiques")·.
Jak wygląda cykl rozwoju jednostek domowych? W nuklearnej rodzinie absQlutnej dojrzałe dzieci zakładają własne, niezależne gospodarstwa. Dystrybucja rodzicielskiego majątku egzekwowana jest często przed śmiercią ojca, reszta poprzez
testament. Stosowanie testamentu wyraża ignorację zasady równości. W nuklearnej
rodzinie egalitarnej szybkie zakładanie nowych gospodarstw przez dorosłe dzieci
jest odbiciem zasady liberalnej, rygorystyczny podział majątku świadczy o ważności zasady równo:ici. Wielopokoleniowość rodziny rodowej kryje autorytaty"my
typ stosunków wewnątrzrodzinnych.
Pośród dorosłych synów, najstarszy (lub najmłodszy, lub vlrybrany przez dziadków, czy też rodziców) żeni się i reprodukuje
w obrębie starej wspólnoty gospodarczej. Reszta rodzeństwa zostaje na gospodarstwie wybierając hezżenność lub opuszcza dom zakładając nO'wą rodzinę, lub wybierając specyficzną karierę zawodowq (ksiądz, żołnierz ...). Pozostający na gospodarstwie syn dziedziczy ziemię i dom, zapewniając rodzinną ciągłość gospodarczej
jednostce. Przekazanie ziemi i domu wybranemu synowi wskazuje na nierówność
stosunk6w między dziećmi, bezżenność reszty pozostałych na gospodarstwie dzieci
zdradza seksualny elitaryzm systemu. Wszyscy synowie rodziny wspólnotowej mogą zakładać nowe rodz.iny w obrębie starej wspóLnoty gospodarczej, podlegając
jednocześnie autorytetowi ojca - patriarchy. Jego śmierć powoduje prędzej czy
póżniej rozpad pra-rodziny i ekspansję z chwilą reprodukcji wnuków. Wielopokoleniowość rodziny wspólnotowej wyraża zasadę autorytaryzmu,
a symetria dziedziczenia zdrad1.a głęboki egalitaryzm interpokoleniowy.
Emmanuel Todd w "Stworzeniu Europy", stosując metodę kartograficzną, analizuje Europę regionów. Uprzywilejowanym
terenem badań są dla autora środo''liska wiejskie. Rodzinne stosunki rodzin chłopskich są łatwe do uchwycenia poprzez materializujący
je stosunek do ziemi. Po drugie, rodzinne systemy społeczeństw chłopskich, ukształtowane między rzymskim podbojem Europy, a okresem
wielkich inwazji, wykal.ują dużą stabilność '.
Antropologicl.ny cokół Europy składa się z cl.terech wyżej przedstawionych
systemów rodzinnych. Upraszczając nieco wnioski Todda, centralnymi wartościami
świata łaciilskiego są wolność i równość. Kultury społeczeństw germańskich grawitują wokół idei autorytaryzmu
i nierówności. Wspólnota jest zasadniczym pojęciem dla Finów, części Portugalcl.yków i mieszkańców środkowych Włoch. Dewizą
Anglik6w, Holendrów, Norwegów i Duńczyków jest "wolność i tylko wolność" l.
Róż.nice pomiędzy systemami rodzinnymi oral. ich rozmieszczenie geograficzne
były i są źródłem kulturowej dynamiki, konfliktów i postępu starego kontynentu.
To właśnie systemy rodzinne ukształtowały
lokalne mentalności, regionalne kultury. Rodzina i kryjące się za nią międzyludzkie stosunki oraz wybory podstawowych wartości, uwarunkowały ideologiczną, a przede wszystkim religijną ewolucję Europy. "Moja definicja historycznej wspólnoty europejskiej nie jest gospo• Tamte, s. :SO.
• Tamte, s. 33-34.
• Tamte, s. 44~.
224
darcza ale religijna. Chodzi o zrozumienie poprzez rozwój kulturowy.
przemysłowy i ideologiczny, całości świata ukształtowanego
wokół biegunowości katolicyzm-protestantyzm"
a.
Paradoksem
jest, że odcinając się i podważając tezy Malxa Webera, Emmanuel
Todd rozwija i wzbogaca weberowską myśl7• Dla Todd'a zarówno chrystianizacja
i związana z nią alfabetyzacja
Europy, jak parę wieków później reformacja i wynikające z protestantyzmu
liberalizm, kapitalizm i społeczeństwo przemysłowe, są
zwrotnymi punktami
w dziejach kontynentu.
Północ Europy (strefa rodziny rodowej) schrystianizowana
przez Południe (strefa nuklearnej
rodziny egalitarnej)
między piątym, a jedenastym
stuleciem, odrzuca przez protestantyzm
kulturową
hegemonię świata śródziemnomorskiego.
Podział zachodniego chrześcijaństwa
przez
reformację
sankcjonuje
początek kulturowej
dominacji
Europy łacińskiej przez
Północ.
Współczesny kryzys rodziny rodowej, naturalnego
nośnika religijności, w której samowładny
ojciec rodu jest ziemskim, to jest społecznym, ucieleśnieniem
Boga, tłumaczy według Todd'a dzisiejszą dechrystianizację
Zachodu. Jej r€1:ultatem
jest rozwój od końca XiVIII wieku (Francja) metod antykoncepcyjnych
i postępująca denatalizacja Europy 8.
Dechrystianizacja
idzie też w parze z rozkwitem
ideologii. Cztery główne
-europejskie ideologie odpowiadają
czterem systemom rodzinnym 8. Ideologia republikańska
("Liberte, Egalite, Fraternite")
charakterystyczna
jest dla regionów
zdominowanych
przez' nuklearną
rodzinę, egalitaraą
(na przykład basen paryski
i Rewolucja Francuska).
Antropologiczną
opozycją dla powyższego systemu jest
rodzina rodowa. W jej strefie odrzuca się hasła wolnościowe i równościowe, typowe są dlań systemy polityczne autorytarne,
przekształcające
się w warunkach
ekstremalnych
w totalitarne
(nazizm). Regiony z przewagą nuklearnych
rodzin
absolutnych produkują indywidualistyczne
ideologie liberalne (na przykład Anglia).
Szczegółowy charakter
rodziny wspólnotowej w cywilizacji Zachodu tłumaczy postawy antyhumanistyczne
większości społeczeństw
Europy i Ameryki Północnej.
Komunistyczne
enklawy Europy Zachodniej
pokrywają
się z regiOO1anJ.i,niekoniecznie uprzemysłowionymi
("komunizm
bez robotników"),
z l?rzewagą rodzin
wspólnotowych, na przykład Środkowe Włochy. To właśnie te spośród społeczeństw
słowiańskich, które zdominowane są przez rOdzinę wspólnotową (na przykład Serbowie, Rosjanie) rozwinęły i narzuciły sąsiadom ideologię komunistyCZną ~o.
Emmanuel
Todd kończy swoją najnowszą pracę rozważaniami
nad kwestią
imigracji H. Masowe pojawienie się w Europie robotników obcokrajowców zasadniczo zmieniło oblicze miejskich populacji końca tego wieku. "Nowi EuropejczyiCY" są produktami
innych i obcych Europie systemów rodzinnych. "Obecność imigrantów odradza w Europie konflikt pomiędzy frapcuską, niemiecką a brytyjską
koncepcją narodowości. Dla kontynentu,. którY próbuje określić wspólne obywatelstwo, zagadnienie to jest podstawowym.
Od zdolności ludów europejskich do pokonania tysiącletnich
różnic, bardziej antropologicznych,
aniżeli politycznych, zależeć będzie kształt Europy, a być może jej rzeczywiste istnienie. Czy Europa bę• Tamże. s. 11.
f Tamże,
s. 125.
• "Alfabetyzacja
+ dechrystianizacja
451.
• Tamże, s. 193-200; 433-436.
Tamże, s. 338-347.
11 Tamże,
s. 493-498.
10
= regulacja
urodzin
(denetalizacja)",
Tamże.
s. 445-
225
dzie uniwersalistyczna?
Czy będzie szanowała prawo do bycia innym? Czy też
będzie etnocentryczną?
Europejczycy
nie mogą zdefiniować samych siebie bez
wspólnego i zgodnego zdefiniowania "Obcych" 11.
Wydana w maju 1990 roku książka Emmanuela Todd'a jest rezultatem siedmioletnich analiz danych statystycznych pochodzących ze wszystkich regionów Europy Zachodniej. Podkreślić należy, że Todd ogranicza swoje badanie do Europy
protestanckiej, katolicko-protestanckiej
i katolickiej, pomijając społeczności Europy
prawosławnej oraz muzułmańskich regionów bałkańskich. Brak wiarygodnych danych z okresu po drugiej wojnie światowej ze Wschodnich Niemiec, Polski, trzech
republik bałtyckich oraz Czechosłowacji i Węgier, nie pozwolił autorowi na rozszerzenie studium o tę część kontynentu. Pomimo tego lektura pracy Emmanuela
Todd'a jest ważna dla czytelnika polskiego, zainteresowanego
obecnym stanem
nauk społecznych we Francji. Smiałość i oryginalność tez autora oraz jego precyzyjny i sugestywny język sprawiają, że lektura "Stworzenia Europy" może być
pasjonującą przygodą intelektualną.
Jędrzej
Piotr C h m i e l e w s k i, Kultura
kowe, Warszawa 1988, ss. 407.
ewolucja,
Państwowe
Kośmicki
Wydawnictwo
Nau-
Ewolucjonizm kulturowy był bez wątpienia przełomowym kierunkiem w historii nauki o kulturze. Wiele problemów poruszanych przez ewolucjonistów
nie
straciło na ważności, a ewolucjonistyczny
dorobek w postaci różnych metod poznawania świata człowieka oraz pewnego zasobu pojęć ciągle na nowo definiowanych, jest stale obecny w naukowej refleksji nad kulturą, Trwałe zainteresowanie problematyką
dynamiki kultury, przyczynami
i mechanizmami
jej rozwoju
swój pełny wyraz znalazło we współczesnych koncepcjach ewolucjonistycznych
w neoewolucjonizmie.
Ilustracją
ciągłości myślenia o kulturze w kategoriach
ewolucjonistycznych
jest książka Piotra Chmielewskiego "Kultura i ewolucja" ukazująca historię idei
ewolucji a zarazem dzieje antropologii kulturowej i kształtowanie
się antropologicznego modelu nauki o kulturze. Praca ta jest bardzo rzetelną monografią ewolucjonizmu kulturowego. Czytelnik uzyskuje dzięki niej pełny obraz omawianego
kierunku. Proponowana
przez Chmielewskiego
próba ponownego krytycznego
odczytania koncepcji klasycznego i współczesnego ewolucjonizmu kulturowego jest
z wielu względów godna zainteresowania.
Przyjęcie ewolucjonistycznej
perspektywy
w badaniach
kultury
pociąga za
sobą określone konsekwencje
teoretyczne. Przejawiają
się one między innymi
w sposobie definiowania kultury, w sposobie jej rozumienia. Książka Chmielewskiego umożliwia nam przedstawienie
konsekwencji
teoretycznych,
wynikających
z przyjmowania
ewolucyjnego paradygmatu
w badaniu kultury, oraz udzielenie
odpowiedzi na pytanie o sensowność takiego podejścia do kultury.
Główny przedmiot zainteresowań Chmielewskiego stanowią współczesne teorie
ewolucjonistyczne powstałe na gruncie antropologii kulturowej, uznanej przez autora za "żródło koncepcji ewolucjonizmu
współczesnego" (s. 9). Analizując teorie
" Tamże,
S. 498.
15 Lud t. LXXIV
226
antropologii kulturowej autor jest niejako zmuszony do z\VT6cenia szczególnej u'':;ógi na pojawiające się w nich koncepcje kultury, kt6ra jest głównym przedmiotem
badania tej dziedziny nauki o człowieku. Pole badawcze antropologii kulturo',vcj,
według Chmielewskiego,
to szeroko rozumiana
kultura
ludzka:
"Kultura
jest
wszystkim tym, czego człowiek uczy się jako członek społeczeństwa. Widziana w
szerszej perspektywie - kultura odnosi się do gł6wnych behawioralnych
charakterystyk ludzkiego gatunku" (s. 14). Antropologia kulturowa jest więc tutaj traktowana jako uniwersalna,
globalna nauka o sferze ponadorganicznej"
(...) obejmuje
ona wszystkie antropologie z wyjątkiem tych, które w sposób bardziej bezpośredni
zainteresowane
są ludzką biologią i wzajemnym oddziaływaniem
czynnik6w biologicznych i kulturowych"
(s. 13). Swoje podejście badawcze Chmielewski określa
mianem "kontekstowego
ujmowania teorii", które "winno możliwie jak najpelrJej
charakteryzować
warunki doprowadzające
do powstania danej teorii, zdawać sprawę z założeń, jakie tkwią u jej podstaw" (s. 10). Prowadzone przez autora analizy teorii zmierzają do ujawnienia ich specyfiki i struktury,
czyli podstawowych
zalożeń, kategorii i preferowanych
na ich gruncie metod badawczych. Tak więc
analiza poszczeg6lnych koncepcji odbywa się na dwóch płaszczyznach: teoretycznej
(ujawnia się tutaj przesłanki
światopoglądowe,
założenia dotyczące pojmowania
kultury i ewolucji) i metodologicznej (przedstawienie procedur badawczych). Chmielewskiego interesuje
wzajemne oddziaływanie
aspektów teoretycznego
i metodologicznego danej teorii.
Analizę neoewolucjonizmu
Chmielewski
poprzedza rozważaniami
nad ewolucjo.nizmem klasycznym i kierunkami
powstałymi
jako jego negacja tj. dyfuzjonizmem, funkcjonalizmem,
koncepcjami
Boasa i jego uczni6w. Autor uzasadnia
taki układ swojej pracy pojawiającymi
się w ewolucjonizmie dwudziestowiecznymi zapożyczeniami z teorii poprzedzających go i mu współczesnych.
Wydaje się godnym podkreślenia
twierdzenie
Chmielewskiego,
że odrodzenie
ewolucyjnego
podejścia do kultury, wynikające
z chęci opisywania zjawisk kul~
turowych poprzez jak najogólniejsze
prawidłowości,
"stanowi konieczność rozwojową antropologii kulturowej"
(s. 303). Neoewolucjonizm
podejmował kolejną próbę teoretycznego opracowania problematyki
dynamiki kultury, szukał regularności
i praw, przyczyn i mechanizmów
oraz mierników rozwoju. Podobnie jak ewolucjoniści klasyczni, neoewolucjoniści
skoncentrowali
się na ciągłych i progresywnych zmianach kultury. Za główne źródło zmian uznawali przyczyny egzoger,ne
uwzględniając
jednak istnienie czynników wewnętrznych.
Kierunek rozwoju kultury interpretowali
odmiennie, nie miał on dla nich charakteru
jednoznacznie j'?dnoliniowego.
Klasyczny ewolucjonizm charakteryzowany
jest w omawianej pracy jako kierunek wewnętrznie
zróżnicowany, zasadniczo odmienny od ewolucjonizmu
bicIa':'
gicznego. Chmielewski dokonuje analizy teorii H. Spencera, E. B. Tylora, L. H.
Morgana, wskazując na istotne różnice między koncepcjami Spencera i pozostałych
dwóch autorów. Spencer "patrzył na społeczeństwo i jego historię przez pryzmat
swego systemu filozoficznego. Ewolucja społ2czna jest jedynie aspektem ewol:j~ji
uniwersum,
jest przejawem koniecznego roz'Nojll natury. Z kolei Tylor i l\;lo,g:m
postrzegali ewolucję przez pryzmat swoiście pojmowanej historii kultury" (s. H2).
Ewolucjonizm klasyczny, według Chmielewskiego, proponował model ewolucji jcdnoliniowej,
przedmiotem
jego zainteresowania
było raczej podobieństwo
kultur
(ich jednorodność)
niż ich zróżnicowanie.
Warto tutaj zwrócić u\',.'agę na istotns
wkład ewolucjonizmu
klasycznego
do myślenia o autonomii kuH:lry. Przeczucie
odrębności tej sfery ujawniło się przede wszystkim w teorii "przeżylków" i y: k:)fJ-
cepcji tradycji Tylora. Dostrzeżenie trwałości pewnych elementów kultury, zauv.ażenie niezależności tradycji od praw rozwoju oraz jej wpływ na człowieka wskclzywało wyraźnie na pewną autonomię istnienia kultury. Koncepcja autonomii zostab rozwinięta w teorii L. A. White'a, prekursora
współczesnego ewolucjonizmu.
Postulował on traktowanie
kultury jako zjawiska sui generis (postulat ten był
raczej metodologiczny niż ontologiczny) oraz powołanie "kulturologii"
jako wk",,:i··
wej nauki o kulturze.
Autor podejmuje
interpretację
szkół powstałych
jako reakcja na ewolucjonizm klasyczny, poszukując w nich problemów związanych z ewolucją, które WSk;lzują na kontynuację
myślenia o rzeczywistości w kategoriach
zmiany i rozwoju.
"Twierdzimy, że różne antyewolucjonistyczne
teorie zmienności kulturowej
zawierały (i zawierają) wiele elementów charakterystycznych
dla myślenia ewolucjonistycznego i że dychotomiczny podział tradycji myśli antropologicznej
jest daleko
idącym uproszczeniem. Co więcej uprawianie
antropologii w tej konwencji przyczynia się do jej segmentacji, z jednej strony, i utrwala teoretyczne podziały, tworząc wrażenie niemożliwości ich przezwyciężenia, z drugiej. Tym samym pomijane
są i eliminowane istotne problemy rozwoju kulturowego, a zatem istotne problemy
antropologii czy socjologii" (s. 235).
Odrzucenie założeń teoretycznych i. metodologicznych ewolucjonizrtlU przez teorie określane jako antyewolucjonistyczne
nie oznacza jeszcze, jak zauważa autor,
negacji faktu ewolucji, lecz rezygnację z jego teoretycznego
opracowania.
Taką
właśnie teorią był, według Chmielewskiego, funkcjonalizm
określMY mianem koncepcji aewolucjonistycznej.
Specyfika aewolucjonistycznego
podejścia funkcjonalistów polegała ,,(...) na innym rozłożeniu akcentów w badaniach problematyki
zmiany i porządku społecznego" (s. 260), na odrzuceniu ewolucyjnej
metody, badaniu
zjawisk w ich synchronicznym
aspekcie, zwróceniu uwagi na problematykę
porządku. Dostrzegając przemiany zachodzące w społeczeństwach
pierwotnych
fun!<"cjonaliści poszukiwali metody badania zmienności. "Zmieniający
się gwałtmvnie,
pełen konfliktów świat, ujmowany wycinkowo w teoriach funkcjonalnych,
powinien znaleźć swe odzwierciedlenie
w ogólnej koncepcji rozwoju. Stąd. w obrębie
podejścia funkcjonalnego
pojawiały
się coraz częściej próby poszukiwania
po"
wszechnik6w ewolucyjnych,
instytucjonalnych
zmian na poziomie makrospołecznym itp." (s. 262). Za teorie antyewolucjonistyczne
sensu stricto Chmielewski uw;,ża te, kt6re (jak na przykład dyfuzjonizm) próbują wyjaśnić problem rozwoju
w oparciu o nową teorię, przy użyciu innych metod badawczych. Dyfuzjoniści
kładli nacisk na problematykę
różnorodności,
odmienności kultur. Przyczyn rozwoju i zróżnicowania kultur ponukiwali
w czynnikach wobec niej zewnętrznych
(dyfuzja cech i mieszanie się kultur).
Na podstawie
przeprowadzonych
bada!'1
Chmielewski stwierdza, że odmienność języków jest główną przyczyną sprzeczności
teoretycznych pomil;dzy ant y- i aewolucjonizmem
a ewolucjonizmem.
Sprzeczność
ta jest według niego raczej pozorna, a analiza pojęć wewnętrznej
treści teorii
ujawnia ich komplementarność.
W kontekście problematyki
ewolucyjnej
autor "Kultury i ewolucji" interpretuje również teorię F. Boasa i koncepcje jego uczniów. Opisywanie tego nurtu
antropologii k,-,lturowej i jego stosunku do problematyki
ewolucji wykracza poza
ramy tej pracy, należy jednak zauważyć, że miał on duże znaczeni:? dla rozwoju
współczesnego ewolucjonizmu.
Kontynuując
rozważania
nad pracą Chmielewskiego
przeanalizujmy
ogólne
założenia \vspólezesnego ewolucjonizmu
zwracając uwagę na proponowane
przez
tę teoril; rozwinif;ci("' i uóo:Jwualenie
klasycznej koncepcji ewoh:cjj kultury. Kon-
228
cepcja ewolucji uniwersalnej
L. A. White'a i koncepcja ewolucji wieloliniowej
J. H. Stewarda zostały uznane przez ich kontynuatorów
za komplementarne.
Według M. Sahlins'a i E. Service'a, mówiąc o procesie ewolucji, należy uwzględnić
jego dwuaspektowość. Proces rozwoju ma wymiar konkretny (ewolucja adaptacyjna) i ogólny. Ewolucja konkretna odnosi się do zmian kultury (a raczej systemu
społeczno-kulturowego),
które wynikają z oddziaływania
środowiska. Kultura jest
traktowana
tutaj instrumentalnie,
jest narzędziem,
ciągle udoskonalającym
się.
umożliwiającym
coraz to lepsze wykorzystanie potencjału energetycznego. Kultura
to system adaptatywny,
jego rozwój jest skutkiem adaptacji do środowiska naturalnego oraz kontaktów między kulturami. (Zmiany wynikające z kontaktów międzykulturowych
mogą być przyrównane
do zmian, które są rezultatem
"współzawodnictwa"
międzygatunkowego
w świecie organicznym).
Taka interpretacja
ewolucji kultury jest, jak słusZlllie zauważa Chmielewski, zupełnie nieuzasadniona,
jest ona wynikiem nadużywania
biologicznego modelu doboru naturalnego. Wyjaśnienie specyfiki świata ponadorganicznego
w terminach i przy pomocy praw
objaśniających
sferę organiczną jest niedopuszczalne ze względu na różny poziom
ontyczny tych sfer, a co się z tym wiąże ich odrębną dynamikę i właściwości.
Kultura nie może być redukowana
do świata organicznego. Chmielewski uważa
także, że termin ewolucja opisuje tylko te zmiany, które mają charakter postęp()wy, są ukierunkowane
na coraz to większy wzrost stopnia złożoności systemu.
Zmianie ewolucyjnej na poziomie ewolucji konkretnej według współczesnych ewolucjonistów nie można przypisać cech immanentności
i nieuchronności. Wprowadzając prawo "dominacji kulturowej"
(każda zmiana ewolucyjna systemu może
być udaremniona
przez inny, silniejszy i bardziej rozwinięty system kulturowy),
neoewolucjoniści
próbują uwolnić swoją teorię od zarzutów stawianych ich poprzednikom.
Na gruncie omawianych tutaj koncepcji kultura jest rozumiana bardzo szeroko (ewolucjoniści często posługują się terminem "system społeczno-kulturowy"),
obejmuje ona zarówno kulturę w jej wąskim rozumieniu oraz cywilizację i sferę
społeczną. "W perspektywie
ewolucji konkretnej
kultura
traktowana
jest jako
otwarty adaptatywny
system, ale zarazem jest ona zintegrowaną całością. organizacją technologii, struktury społecznej i filozofii (...)" (s. 392). Upatrując w technologii i innych podsystemach kultury mechanizmów zmiany rozwojowej ewolucjoniści wskazują więc na wewnętrzne
mechanizmy
dynamiki kulturowej.
Teorię
ewolucji ogólnej można traktować jako uogólnienie koncepcji ewolucji konkretnej.
Ewolucja ogólna odnosi się do procesów rozwojowych kultury w ogóle, a nie poszczcgó1nych kultur, "to następstwo stadiów rozwoju czy poziomów integracji, to
ewolucy jna perspektywa, w której lokalna różnorodność zostaje podporządkowana
ogólniejszym wzorom denotującym postęp (...)" (s. 389). Badacze ewolucji ogólnej
zmierzają więc do ustalenia schematów powszechnego rozwoju. poprzez wyodrębnienie jego kolejnych stadiów i pewnej regularności w ich pojawianiu się. Nie
jest istotna tutaj historyczna ciągłość pojawiania się kolejnych poziomów. gdyż
mogą one być wyodrębniane
w kulturach nie powiązanych ze sobą (zasada "lokalnego braku ciągłości postępu" E. R. Service'a). Dla rozważań nad ogólną zmianą rozwojową ważny jest jej kierunek - wzrastająca
złożoność systemu kulturowego objawiająca się między innymi w skomplikowaniu struktury społecznej i jej
stop.rliu integracji. Głównym miernikiem postępu w omawianych koncepcjach jest
(tak jak u White'a) ilość ujarzmionej przez system energii. Wzrostowi energii wykorzystywanej
przez system kulturowy towarzyszą przekształcenia
wzajemnie powiązanych zmiennych takich jak: technika, organizacja, stopień integracji, ideolo-
229
gia, zdolności komunikacyjne
(ilość przekazywanej informacji). Jak słuswie zauważa Chmielewski, "postęp ewolucyjny staje się więc konstruktem wielowymiarowym,
charakteryzującym
się wzajemn:>'m uwarunkowaniem
wyodrębnionych
zmiennych"
(s. 396).
Warto również zwrócić uwagę na materializm
kulturowy współczesnego ewolucjonizmu, na poszukiwanie
determinant
rozwoju systemu kulturowego
wśród
"zmiennych techniczno-ekonomicznych"
oraz "techniczno-środowiskowych"
(s. 404).
Według Szackiego ewolucjonizm klasyczny był antyhistoryzmem
i orientacją
naturalistyczną.
Te same zarzuty, jak twierdzi Chmielewski, mogą być postawione
wobec współczesnego ewolucjonizmu. Czy jednak są to jedyne zastrzeżenia, jakie
mogą się pojawić przy analizowaniu
koncepcji neoewolucjonistycznych?
Wydaje
się, że nie. Dostrzega to również Chmielewski, zwracając uwagę na preferowanie
materialnych determinant w wyjaśnianiu rozwoju kultury.
Chmielewski w swojej pracy nie formułuje własnej koncepcji kultury przyjmując jej antropologiczne rozumienie. Takie podejście znacznie ogranicza wartości
poznawcze przeprowadzonej
analizy. Antropologiczne, szerokie rozumienie kultury
unieważnia zarzuty, które można by postawić współczesnemu
ewolucjonizmowi
przy odmiennym jej pojmowaniu.
Koncepcja kulturoznawcza,
oferująca
węższe
podejście do kultury, określa tę sferę bytu ponadorganicznego
jako strukturalną,
aksjosemiotyczną
(konstytuowaną
przez relacje między wartościami
i znakami),
względnie autonomiczną.
Perspektywa
kulturoznawcza
odróżnia kulturę od sfery
cywilizacyjnej i społecznej. Odnosząc założenia ne<lewolucjonizmu do tak definiowanej kultury dostrzec można dodatkowe wątpliwości,
jakie budzi ewolucjonistyczna teoria kultury. Pojawiające się zastrzeżenia to przede wszystkim:
1. instrumentalne
traktowanie kultury; kultura nie wydaje się być ciągle udoskonalającym się narzędziem adaptacji człowieka do środowiska;
2. kultura jest sferą charakteryzującą
się specyficzną, sobie właściwą dynamiką; jej rozwój, zmiany należałoby wyjaśniać w kategoriach właściwych tej sferze
oraz poszukiwać głównych przyczyn i mechanizmów jej ewolucji w samej kulturze
a nie tylko w jej heteronomiach
(cywilizacji, społeczeństwie,
środowisku naturalnym);
3. rozwój kultury, jej zmienność nie ulega wątpliwości; jednakże przypisywanie rozwojowi kultury cech kumulatywności,
charakterystyczne
dla ewolucjonizmu,
nie jest uzasadnione;
4. wątpliwa
także wydaje się być możliwość mierzenia,
określania
stopll1ia
rozwoju kultury i to nie tylko przez proponowane przez ewolucjonistów kryterium
energetyczne.
Renata Tańczuk
Wenancjusz
P a n e k, Twórczość ludowa jako przejaw psychicznych
człowieka, Państwowe Wydawnictwo Naukowe, Warszawa 1990, ss. 238.
potrzeb
Na rynku księgarskim pojawiła się książka W. Panka Twórczość ludowa jako
przejaw psychicznych potrzeb CZłowieka. Autor stawia sobie za cel charakterystykę
osobowości twórców ludowych oraz psychologicZll1ą analizę wytworów ich twórczości wraz z całym procesem tworzenia, na tle ich środowiska. Praca Panka
oparta jest nie tylko, na bogatej literaturze przedmiotu (etnograficznej, psycholo-
230
gicznej, filozoficznej, literaturoznawczej,
filozoficznej oraz estetycznej - w sumie
:316 pozycji bibliograficznych),
ale również na szeroko zakrojonych badaniach ten~f'cwych. Autor przeprowadził badania ze lag-osobową grupą twórców ludowych,
zamieszkujących
szeroko rozumiany region białostocki, obejmujący swym zasięgiem
trz.y województwa: białostockie, łomżyńskie i suwalskie. Książka składa się z czter2c;h części. Pierwsza część, "V której autor przedstawia "problemy teoretyczno-metoJologiczne", nie wnosi nic nowego do teorii sztuki ludowej. Znajdujemy w niej
znane teorie sztuki ludowej: J. Grabowskiego,
K. Piwockiego, T. Kuczyńskiej,
A. Jackowskiego, C. Zielińskiej. Autor przytacza dyskusje toczące się wokół definicji sztuki ludowej i zastanawia
się nad jej współczesnym rozumieniem. Sam
jednakże opowiada się za klasyczną już definicją K. Piwockiego. W tej części pracy
dokonuje także W. Panek przeglądu stanowisk dotYCZi1cych problemu "sztuka ludO\va-sztuka
narodowa". Porównuje stanowiska C. K. Norwida, Sto Witkiewicza,
Sto Wyspiańskiego oraz St. Bystronia i A. Kłoskowskiej. Dyskutowane są również
różne rozumienia pojęcia "tradycji", przy czym W. Panek opowiada się za selektywną definicją J. Burszty. Taki wybór definicji nie łączy się w spójną całość
z jego rozumieniem
stylu ludowego, który nie powinien ulegać przeobrażeniom,
a twórca ludowy winien odpowiadać stereotypowi dawnego twórcy ludowego.
Zdecydowanie ciekawsze i naukowo poznawcze są pozostałe trzy części pracy.
I tak w drugiej części W. Panek dokonuje zestawień statystycznych grupy respondentów ze względu na: wiek, płeć, rodzaj twórczości, wykształcenie, zawód, sytuację
materialną,
sposób spędzania wolnego czasu, system wartości, aktywność twórczą
i postrzeganie
samego siebie. I tak na przykład na sześćdziesięciu przebadanych
mężczyzn przypada aż 12 różnych rodzajów twórczości, z czego aż siedemnastu
(co stanowi 28,330/0) to rzeźbiarze i tyluż samo garncarzy. Wśród kobiet reprezentowanych jest 13 dziedzin twórczości, z czego 64 kobiety to tkaczki, co stanowi
71,13%.
Z analizy badanych respondentów
pod względem ich wieku wynika, że
najliczniej
reprezentowana
jest grupa pomiędzy 51 a 60 rokiem życia (31,67%)
a zaraz za nią znajduje się przedział wiekowy pomiędzy 60 a 70 rokiem życia
(24,330/0).
Wśród kobiet najliczniej reprezentowana
jest grupa w przedziale wiekowym 36-50 (33,33%) a następnie w przedziale 60-70 (24,44%).
Badając omawianą
grupę twórców ludowych pod względem wykształcenia
wyraźnie można zaobserwować przewagę, jaką, zaróWll10 u kobiet jak i mężczyzn, posiada wykształcenie
podstawowe. Drugie miejsce u mężczyzn zajmuje wykształcenie
średnie, li kobiet
natomiast niepełne podstawowe.
Autor zestawił również zawody wykonywane
przez twórców ludowych. Zdecydowana większość respondentów
to rolnicy i twórcy ludowi, pochodzący z wielodzietnych i wielopokoleniowych
rodzm. Oceniając sytuację materiaLną oraz sposoby spędzania wolnego czasu Autor konkluduje, że zdecydowana większość twórców ludowych spędza wolny czas przed telewizorem oglądając filmy oraz słuchając
radia i czytając gazety.
Twórcy ludowi Białostocczyzny
interesują
się również sztuką profesjonalną,
znają wiele nazwisk twórców z pokrewnych
sobie dziedzin. Niestety W. Panek
nie podaje tych nazwisk oraz nie zastanawia się nad ewentualnym wpływem sztuki
profesjonalnej
na sztukę twórców ludowych Białostocczyzny.
Autor poddał badaniu także system wartości twórców ludowych. Z analizy
zebranych materiałów wynika, że twórcy ludowi cenią sobie najbardziej
zdrowie,
na drugim miejscu znalazła się rodzina, następnie praca i szacunek. Kolejne miejsca zajęła miłość, przyjaźń i pieniądze.
W. Panek analizuje
też aktywność
twórczą. Artyści ludowi w wiekszości
231
swoje umicjc;tności zawdzięczają najbliższej
rodzinie (aż 54,670/0 badanych). Kolejne grupy tworzą: samoucy (23,33%), oraz twórcy, którzy sztuki tworzenia nauczyli się od innych twórców ludowych.
Następnie Autor podejmuje rozważania nad procesem twórczym i nad istotą
samego dzieła sztuki. Stara się wykazać, że zarówno proces twórczy jak i dzieło
sztuki są niezwykle istotne dla twórczości ludowej. Zastanawia
się również jacy
są twórcy ludowi i jak sami siebie postrzegają. W zdecydowanej większości nie
wyróżniają
się od swego środowiska "innością", tylko 19 twórców spośród 150
mo\'!i o samotności. Badani przede wszystkim eksponują pogodność usposobienia co według autora uwidacznia się w ich pracach. Uważają siebie za ludzi opanowanych, spokojnych, wesołych, ale są też wśród nich osoby wybuchowe i nerwowe.
'Twórcy ludowi badani przez Pa'l1ka postrzegają
siebie pozytywnie, mają pełne
zaL;fanie do siebie. Autor badał też czym najbardziej
denerwują
się twórcy. Na
pierwszym miejscu znalazło się pijar\stwo, które jest źle odbierane bardziej przez
kobiety niż mężczyzn. Na drugim miejscu znalazło się chuligaństwo i fałsz, kolejne miejsca zajmują: nieuczciwość, chciwość, zazdrość i obłuda.
Trzeci rozdział pracy jest niezwykle ciekawy dla etnografa. W. Panek przedstawił w nim próbę psychologicznej analizy osobowości twórców ludowych. Jako
:larzędzie badawcze posłużył mu "Inwentarz
Osobowości" H. J. Ejsnecka przetworzony przez W. Chojnowskiego.
Z analizy zebranych materiałów
wynika, że
neurotyzm wśród twórców ludowych wynosi 26,34 pk. i tym samym jest wyższy
od wszystkich grup zawodowych przebadanych
przez W. Chojnowskiego. Aż 56%
badanych ma wysoko neurotyczną osobowość a pozostałe 44% niską. Ekstrawertyzm jest reprezentowany
w 30,67~/o populacji badanych. Introwertyzm
natomiast
części2j występuje u kobiet niż u mężczyzn. W powyższej analizie brakuje mi odniesień i porównaj'! do innych grup zawodowych, porównanie
to uVITypukliłoby
ewentualną "inność" twórców ludowych.
Kolejnym bardzo ciekawym punktem pracy jest spojrzenie na dojrzałość społeczną i emocjonalną
twórców ludowych. Dojrzałość tę i stopień jej nasilenia
W. Panek badał przy pomocy "Testu Zdań Niedokończonych"
J. W. Curtisa. Analiza testu pokazała, że twórcy ludowi wykazują dużą troskę o jednostkę, szczęście
narodu, są patriotami.
Pesymiści to głównie mężczyźni i ilość ich jest znaczna
w badanej grupie (tutaj również brakuje
danych porówanwczych).
Twórcy ludowi charakteryzują
się ostrymi konfliktami
nerwicowymi,
przy czym wskaźnik
znerwicowania kobiet jest większy niż mężczyzn. Artyści ci są społecznie nieadekwatni (trudności w kontaktach
z innymi ludźmi, wykazują chęć odseparowania
się od otoczenia, są niezadowoleni z kontaktów z płcią odmienną, gnębi ich uczucie, że są osobami unikalnymi, posiadają nierealną ocenę sytuacji oraz nierealny
kontakt z rzeczywistością). Badanych twórców ludowych charakteryzuje
także antagonizm i podejrzliwość.
Minimalnie
zaznaCZOiJ1esą: zazdrość i brak poczucia
bezpieczeństwa. Twórcy ludowi przeżywają silnie konflikty i niezrozumienie wśród
najbliższych, są bardzo mocno związani z rodziną i jest ona im niezbędnie potrzebna do pracy twórczej.
Książkę kończy prezentacja
wybranych
twórców ludowych, w sumie jedenaście osób. Autor położył nacisk na ich dojrzałość emocjonalną i społeczną. Próbował ustalić cenione przez nich ideały oraz zajął się wzorami osobowymi badanych twórców, sytuacjami
wyjątkowymi
w ich życiu (szczególnie brane były
pod uwagę te sytuacje, które wywarły istotny wpływ na ich zainteresowania
pracą
twórczą, jej uprawianie i rozwój), a także poddał analizie system wartości preferowany przez badanych.
232
Praca W. Panka ukazuje twórcę ludowego nie poprzez jego wytwory (co jest
cechą charakterystyczną
w pracach etnograficznych) ale poprzez jego konstrukcję
psychiczną, jego konflikty, marzenia i "sny o przyszłości". Pozwala ona lepiej
pomać problemy, z którymi boryka się artysta ludowy oraz lepiej poznać jego
warsztat twórczy.
Katarzyna
Czesław D e p t u ł a, Galla Anonima
mit
i hermeneutyki
symboli
dziejopisarstwa
Wydawnictw KUL, Lublin 1990, ss. 411.
zOfii
genezy
Polski.
Golqb-Marcinia,l(
Studium
średniowiecznego,
wyd.
z historio-
Redakcja
Mit "początku" wyrażony w opowiadaniach
o Piaście i Siemowicie, Kraku
i Wandzie, Lechu, Czechu i Rusie stał się trwałym, z pewnością, dziedzictwem polskiej kultury, determinując
stosunek społeczeństwa polskiego do własnego kraju,
państwa i wspólnoty etniczno-językowej.
W kulturze Polaków na stałe zaistniał
nie tylko drogą wartości wnoszonych przez dziejopisarstwo, które motyw ów przejęło i rozwinęło w czasach baroku i renesansu, ale także przez literaturę piękną
i sztuki plastyczne bogato czerpiące z jego podstawowych zasobów.
Mit genezy Polski skodyfikowany
na piśmie w wiekach XII-XIV stał się
przedmiotem zainteresowania
badaczy wielu specjalności. Zagłębiając się w treści
wpisane w kronikę Galla AnOlIlima, kronikę Wincentego Kadłubka, kronikę polsko-śląską, kronikę Dzierzwy (bądź Mierzwy), Kronikę Wielkopolską, kronikę książąt polskich oraz zamykające tę serię dzieło Jana Długosza, badacze podejmowali
próby wydobycia z jego treści pierwiastka wiarygodnej tradycji historycznej o wydarzeniach przeszłości czasów przedpiastowskich.
Skutek tych zabiegów był na
ogół dalece wątpliwy. I oto pojawia się kolejna praca, której przemyślenia znacznie odbiegają od dotychczasowych ustaleń, praca o nowym zupełnie podejściu.
Mit "początku" Polski, jak powiada Czesław Deptuła, zrodził się, a w każdym
razie skrystalizował
"w kręgu elit socjalnych państwa polskiego, co oczywiście
nie wykłucza spożytkowania
i wchłonięcia przez opowieści elementów szeroko
pojętego folkloru" (s. 8). Pojęcia "mit" w omawianej pracy nie wiąże autor znaczeniowo z kwestią prawdy i fałszu relacji, wyjaśnia bowiem, iż ma tu na myśli
"szczególny sens oraz sposób oddziaływania opowieści, z którym łączy się pewna:
struktura formalna przekazu. Mityczne dziedzictwo początku nie daje się przedstawić w czysto dyskursywnym
wywodzie, stąd też opowieść genetyczna ujawnia
je odwołując się do specjalnego języka" (s. 10).
Prawdą jest, że termin "mit" budził w literaturze przedmiotu pewne wątpliwości i rozbieżności, co niewątpliwie związane było z jego znaczną "pojemnością".
Posługuje się wszak tym terminem filozofia, historia, religioznawstwo, antropologia kulturowa, socjologia, teoria literatury i psychologia. Każda z tych dyscyplin
formułowała
własny zakres pojęciowy tego terminu. Szczególnie jednak trudne
zadanie pojawiło się przed mediewistyką.
Czesław Deptuła chcąc zachować dystans wobec innych znaczeń terminu, relatywizuje
je do opowieści traktujących
o tym co zdarzyło się "na początku" dziejów pewnych instytucji i społeczności.
Twierdzi przy tym autor omawianej pracy, iż "przy swej niekwestionowanej funkcji poznawczej mit nie był prymitywną
nauką czy filozofią, wyrażoną w specyficznym języku obrazów i narracji o wydarzeniach. Zawierając w sobie pierwiastek uogólnienia obserwacji oraz pierwiastek
spekulacji teoretycznej pozostawał
233;
w swej istocie objawieniem"
(s. 36). SytuO\vało to, zdaniem Deptuły, opowieść
mityczną w sferze sacrum i w zasadniczy sposób decydowało o sile jej oddziaływania, przynosząc
rozstrzygnięcie
fundamentalnych
pytań poznawczych,
a więcspecyficzne "wyjaśnianie"
kosmicznego i kulturowo-społecznego
stanu rzeczy. Stanowił mit jednocześnie obrazową ekspresję zbiorowych pragnień,
nadziei i dążeń,
lęków, konfliktów
i frustracji.
Zauważa też autor więź mitu z rytuałem
uznając
ją za jedno z podstawowych
zagadnień dyskutowanych
w dziedzinie wiedzy o mitach. Zaznacza, że mit będąc swoistym "symbolem",
z pewrnością nie wiąże się
z "dogmatem",
bowiem opowieści mityczne ilustrowały
rzeczywistość
niezwykłą,.
przeżywaną w szczególny sposób. To jakby z definicji pociągnęło za sobą konieczność występowania
w narracji (ustnej bądź literackiej)
wydarzeil cudownych przekraczających
porządek zwyczajnego życia. Niewątpliwie
interesujące
są tu rozważania autora dotyczące relacji zachodzących
między mitem a podaniem.
Wprowadza do tych rozważań kategorię czasu i przestrzeni.
Podstawą teoretycznych
rozważań Czesława Deptuły jest oczywiście dzieło Galla.
To na jego podstawie
rodzą się nowe, dla nauki, wartości. Nie omirnął jednak
autor interpretacyjnych
dokonań powstałych
na gruncie Kroniki, wprowadzonych
do nauki polskiej przez Aleksandra
Briicknera,
Karola Potkańskiego,
czy Feliksa
Justyna
Gajslera. Jednak, jak sam przyznaje,
"szczególny dług" zaciągnął wobec
Andrzeja Feliksa Grabskiego
i Brygidy Kiirbis. Przypomina
też o pracach Kazimierza Slaskiego, Gerarda
Labudy,
Romana
Hecka i Henryka
Łowmiańskiego,
którego studium "Religia Słowian i jej upadek (VI-XII w.)" wykazuje
tendencję
do "pozytywistycznego"
zubożenia sensu opowieści, której przeciwstawia
się womawianej pracy. Natomiast w kategoriach
komplementarności
traktuje
Deptuła pracę
Jacka Baszkiewicza pt. "Podanie o Piaście i Popielu" bazującą na metodzie badawczej Georgesa Dumezila.
Nie poprzestaje na tym, jest to bowiem praca interdyscyplinarna.
Sięga w niej
autor po zdobycze różnych dziedzin nauki: religioznawstwa,
biblistyki,
semiotyki
kultury i antropologii kulturowej,
teorii literatury
i socjologii, bez kt6rych trudno
byłoby wyobrazić sobie kształt owej pracy.
Nie sposób om6wić tu całej, tak pedantycznie
napisanej pracy. Zaznaczyć jednak i podkreślić należy, iż właśnie metodologiczne
rozważania
Czesława Deptuły
prowadzone z punktu widzenia mediewisty, a dotyczące zasadności stosowania terminu "mit" i jego przydatności
w naukach humanistycznych,
wydaje się być bardzo użyteczne dla etnologa. Daje się bowiem zauważyć, że w latach
ostatnich
problem 6w w ludoznawstwie
jakby przygasł, bądź został zbagatelizowany.
Rozważania o micie, aczkolwiek
nie tylko one, sytuują ową pracę w rzędzie tych,
kt6rych znajomość wydaje się być niezbędną
w pracy każdego bodaj etnologa
chcącego pozostawać w kręgu wielkiej humanistyki.
Wojciech Łysiak
Marek L a t o s z e k [red.], Kaszubi. Monografia socjologiczna, wyd. Uniwersytet Warszawski,
WSP Rzeszów, Rzeszowski
Oddział Towarzystwa
Organizacji
i Kierownictwa, Rzesz6w 1990, ss. 378, 1 mapa.
Przedstawiana
książka składa się z sześciu rozdziałów napisanych
przez pięciu
autorów, wstępu oraz kr6tkiego podsumowania.
Przygotowana
została w ramach
Centralnego Programu Badań Podstawowych09.8.
;,Rozw6j regionalny,
rozw6j 10-
234
kalny, samorząd terytorialny",
a konkretnie tematu: "Socjologiczne problemy społeczności lokalnych" (4).. Za podmiot egzemplifikujący
społeczności lokalne obrano
Kasz'.1bów. Pracę poprzedza bardzo interesujący
wstęp Gerarda Labudy, znanego
histol-yka i znawcy problemów kaszubskich. Wprowadzając
w tematykę książki
G. Labuda podkreśla potrzebę badań nad Kaszubszczyzną określając Kaszubów,
za autorem IV rozdziału, B. Synakiem, jako regionalną społeczność etniczną, o silnym poczuciu tożsamości, która nadal ma jednak charakter etniczności tradycyjnej, wynikającej
z faktu urodzenia się w tej grupie genetycznej i pozostawania,
z racji zamieszkiwania,
jej członkiem. G. Labuda zwraca uwagę na historyczne
uwarunkowania
kształtowania
się tej grupy podkreślając też wagę, kontynuowanego we wszystkich prawie rozdziałach, problemu samookreślenia
jako najistotniejszego czynnika tożsamości Kaszubów. Uwypukla też rolę determinantów
biernych i czynnych (obiektywne cechy kulturowe, językowe oraz samoidentyfikacjaJ.
Kończąc wstęp G. Labuda wysuwa pewne wnioski praktyczne mające służyć utrzymywaniu się odrębności Kaszubów. Ma to być nauczanie w szkołach na terenie
Kaszub o odrębności Kaszubów i ich dorobku kulturowym, oraz scalenie administracyjne h.:dności kaszubskiej (obecnie jest rozbita na trzy województwa).
Przystępując
do charakterystyki
właściwych rozdziałów pracy pozwolę sobie
na parę uwag ogólnych. Tematyka pracy, we wszystkich rozdziałach, skupia się
na problemach charakteru
etniczności i tożsamości Kaszubów. Wszystkie analizy,
refleksje i opisy prowadzą do potwierdzenia
przyjętego założenia o charakterze
Kaszubów jako regionalnej
społeczności etnicznej, zaliczanej również do grupy
pogranicznej, czy autochtonicznej.
Potwierdzenia
szukano w samookreśleniu i samoidentyfikacji,
oraz czynnej znajomości dialektu kaszubskiego, przez większość
autorów nazywanego "mową kaszubską".
Przyjrzyjmy się teraz problematyce poszczególnych rozdziałów. Autorem I i II
rozdziału jest Marek Latoszek. Pierwszy, pt.: "Kaszubi - grupa etniczna o statusie
autochtonicznym",
jest wprowadzeniem.
Autor zajmuje się w nim relacją grupy
do zajmowanego terytorium,
zastanawiając
się, która z nazw, grupy czy terenu.
była wcześniejsza. Następnie, stawiając jako główny wyróżnik, język, na podstawie
stopnia znajomości, określa zasięg terytOTialny grupy. Zastanawia się też nad rolą
kresowości położenia Kaszubów i aspektem świadomości jako podstawowego identyfikatora grupowego.
Tegoż autora rozdział II: "Kaszubi - ich lokalizacja i liczebność w obrębie
obszaru dialektów kaszubskich i jego bezpiśrednim
sąsiedztwie", zawiera analizę
materiałów
empirycznych (ankietowych), dotyczących autoidentyfikacji
oraz stopnia znajomości "mowy kaszubskiej". Na podstawie tej analizy autor, sporządzając
mapę, próbuje określić zasięg kaszubszczyzny, jej centra i obszary peryferyjne.
Rozdział ten zawiera ponadto charakterystykę
procedury
badawczej.
Niepokój
budzi tu oparcie większości analiz o ankietę "pocztową", czyli rozsyłaną.
Następny (III) rozdział jest pióra Henryka Galusa i dotyczy Kulturowego pomostu między pokoleniami społeczności kaszubskiej. Tu problem ujęty jest diachronicznie, a autor omawia (na badanej próbie) przekaz tradycji kulturowych
i języka w poszczególnych generacjach. Pozwala mu to na stawianie wniosków
o trwałości poczucia odrębności Kaszubów. W rozdziale tym podjęto również próbę
analizy wpływu osadników przybyłych na teren Kaszub po 1945 roku i przebiegu
procesu integracji. W podrozdziale poświęconym Międzypokoleniowemu
przekazowi
kultury, a tożsamości etnicznej, obok języka, autor zwraca uwagę na rolę elementów kultury tradycyjnej
oraz świadomości etnicznej na poziom tożsamości.
Rozdział IV, Brunona Synaka, "Subiektywne aspekty tożsamości kulturowo-et-
235
nicznej ludności Kaszub", opiera się również na analizie samoidentyfikacji Kaszubów,
oraz roli Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego
w podtrzymywaniu
tożsamości oraz
budzeniu się, jak to określa, "nowej etniczności". Tekst i wnioski ilustrują
ciekawie dobrane wypowiedzi respondentów.
Rozdział V, napisany przez Janusza Iskierskiego,
nosi tytuł: "Problematyka
et:l;czna wybranych
społeczności
lokalnych
mikroregionu
puckiego:
tożsamość,
wi~ź, język". Poświęcony jest on również wiodącej w tym tomie problematyce
tożsamości i odrębności Kaszubów opartej na analizie wybranych
społeczności.
W określaniu
Kaszubów i nie-Kaszubów
posługuje się w interesujący
sposób
stereotypem. Zwraca też uwagę, że badając określenie składające się na stereotyp,
często przyjmujemy
optykę polanocentryczną,
co nie pomaga obiektywnej
ocenie.
I~teresujące uwagi dotyczą też współczesnego poczucia "polskości" i więzi z Polską
Kaszubów, o \viele silniejszych
niż np. Slązaków. Analizując
cechy tożsamości
Ka~zubów J. Iskierski podkreśla fakt pojavviającego się pluralizmu
kulturowego
i społecznego tej grupy. I on zwraca uwagę na działania i rolę Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego
w utrzymywaniu
tożsamości Kaszubów. Również u tego autora,
jako naczelny determinant
odrębności, występuje aspekt języka, a analizie deklaracji używania "mowy kaszubskiej"
i jej statusu, poświęca dużo uwagi.
Ostatni, VI rozdział, "Mieszkańcy miasta Helu", jest opracowaniem Olgierda Sochackiego. Autor zwraca uwagę na fakt zmniejszania
się kaszubskiej
ludności
Helu, opierajqc się na analizie danych statystycznych
i demograficznych.
Wskazuje również na trudności badań nad tożsamością w takim mieście jak Hel, gdzie
dużo jest przybyszów i to często tymczasowych, jak wojsko i wczasowicze. Rozdział ten ma charakter
wyraźnie informacyjny.
Pracę kończy posłowie M. Latoszk,l.
Przedstawione teksty można podzielić na trzy grupy: - uniwersalistyczną
zawierającą refleksje natury ogólnej, rozpatrującą
tożsamość i etnłczność jako kategorie badawcze, - historyczną - rozważającą Kaszubów w procesie przemian, konkretno-opisową
(również zawierającą szczegółowe tabele), analizy z badań nad
samoświadomością i sprawami języka, itp.
W pracy zwraca uwagę duża ilość powtórzeń. Często na przykład ten sam autor
wielokrotnie podejmuje problem roli "mowy kaszubskiej". Szczególnie wiele tych
powtórzeń jest w obu rozdziałach M. Latoszka. Wydaje się, że zrobienie z obu
jednego tekstu i skomasowanie omawianych zagadnień poprawiłoby przejrzystość
i konstrukcję.
Najbardziej
zwarty konstrukcyjnie
i jasny wydaje się rozdział
B. Synaka gdzie autor na wstępie jasno określił cel opracowania, scharakteryzował
warsztat badawczy. Nieco obaw budzą tablice w wielu rozdziałach, gdyż często
podstawa wyliczeń jest zbyt wątła. Wyciągane z tych małych liczb odsetki mogą
sugerować zbyt pochopne wnioski. Również opieranie daleko idących wniosków
o materiał z ankiet "pocztowych", mogących być przecież deklaracją a nie stanem
faktycznym, budzi zastrzeżenia. Wydaje się również, że na początku pracy winno
się znaleźć miejsce na uporządkowanie
używanych
określeń "język kaszubski",
,.mowa kaszubska", "dialekt", gdyż często są one stosowane zamiennie (odesłanie
do literatury językoznawczej nie wystarcza). Również sprecyzowaniu powinny ulec
pojęcia: "grupa etniczna", "grupa pograniczna", "grupa regionalna", "grupa autochtoniczna".
I na końcu uwaga dotycząca przygotowania
tekstu, zdecydowanie nie dopra,..
cowanego. W wielu przypisach są nieścisłości, wiele zapisów bibliograficznych
jest
niepełnych, nie mówiąc już o poprzekręcanych
nazwiskach i błędach w tekście .
.Jest to łyżka dziegciu w beczce miodu. A szkoda.
236
Przedstawiona
praca, acz nierówna, wnosi spory ładunek poznawczy do nieczęsto podejmowanej dotychczas problematyki grup pogranicza, a przemyślenia jej
autorów dotyczące tej problematyki, stanowią interesujący dorobek i powinny mobilizować do jej kontynuowania.
Anna
Andrzej S a k s o n, Mazurzy
znań 1990, ss. 342.
-
społeczność
pogranicza,
Instytut
Szyfer
Zachodni, Po-
Książka Andrzeja Saksona jest monografią etnicznej grupy Mazurów osiedlonej przed paru wiekami na terenie dzisiejszego terenu Mazur, a historycznie ziem
plemion pruskich. Sprowadzili ich tam Krzyżacy z Mazowsza w XIV-XVI wieku
i odtąd lud ten żył i rozwijał się w oderwaniu od Macierzy odcięty granicą polityczną. Losy tej grupy, związanej z dwoma państwowościami:
niemiecką i polską,
żyjącej zwartą polską grupą w kulturowym
i językowym otoczeniu niemczyzny,
poddaną twardym regułom niemieckiej administracji,
były typowe dla grup pogranicza i tak je potraktował w swych analizach autor.
Niezmiernie interesujący
wstęp do książki napisał znany socjolog Jan Szczepański. Podkreśla w nim ogromne walory dokumentalne pracy jak i emocjollalne
zaangażowanie
autora w podejmowaną
problematykę.
Uważa, że wartość dokumentu podkreśla obecna sytuacja tej grupy, zanikanie jej na terenie Mazur na Sk;ltek migracji na zachód, do Niemiec.
Pracę autor oparł na ogromnym materiale o różnej proweniencji. Do analizy
posłużyły bowiem bogate materiały z. jego badań empirycznych w terenie (autor
odwiedził prawie wszystkie rodziny mazurskie), źródła archiwalne i stworzone przez
innych badaczy (socjologiczne, etnograficzne), dotarł też do niedostępnych dotychczas archiwów PZPR dotyczącyc akcji weryfikacyjnych
i migracji. wreszcie
wyzyskał bogatą w przyczynki prasę, szczególnie miejscową i literaturę piękną. Ta
różnorodność
źródeł wypływa z kierunków zainteresowań.
A. Sakson, socjolog,
badaną problematykę sytuuje na pograniczu 3 dyscyplin: socjologii, historii i etnografii, sprawnie posługując się całym materiałem. Jan Szczepański podkreśla we
wstępie, między innymi, właśnie tę umiejętność
organizowania
warsztatu
naukowego.
Charakteryzując
sytuację Mazurów w ich historycznym i współczesnym wymiarze autor przyjmuje 3 teoretyczne płaszczyzny rozważań:
- teorii adaptacji społecznej,
- teorii dezintegracji społecznej,
- teorii trwania.
To podporządkowanie
teoriom społecznym ma odbicie w całej konstrukcji pracy gdzie główne rozdziały zawierają: rozdz. II. "Problem adaptacji społecznej Mazurów po 1945 r." (tu zmiany demograficzne, przemiany połoźenia materialnego
i zderzenia kultur), rozdz. III "Procesy dezintegracji społecznej" (kierunki uprzedzeń i wrogości, kierunek rozczarowania, kierunek podwójnej obcości po migracji,
wyjazdy i powroty), rozdz. IV "Współczesne przemiany społeczności mazurskiej.
Kierunek trwania".
Rozdziały zawierające analizę szczegółową poprzedza "Wstęp" zawierający implikacje teoretyczne traktowania
Mazurów jako grupy pogranicza etnicznego, ję-
237
zykowego i państwowego
oraz charakterystykę
źródeł i materiałów.
Rozdział I
to jakby wstęp historyczny ("Losy ludności mazurskiej do 1945 roku"), bez którego
nie można zrozumieć sytuacji współczesnej. Autor wskazuje tu zna znaczenie innego wyznania (Mazurzy są w swojej masie protestantami).
Zwraca też uwagę, że
cały ciąg dziejów Mazurów jest głęboko historycznie uwarunkowany.
Znajdujemy
tu również omówienie pojęcia pogranicza społecznego na Mazurach, problem mazurski w latach 1914-1933, losy Mazurów w III Rzeszy i II Rzeczypospolitej. Pracę
kończy "Podsumowanie" i bardzo bogata bibliografia tematu.
W toku analizy A. Sakson próbuje wskazać na pewne przyczyny i determinanty losu Mazurów skazanych
na "peryferyjność"
na skutek położenia w grupie
pogranicza i odcięcie granicą polityczną aż do końca II Wojny Swiatowej. Po
roku 1945, po powrocie w granice Polski, grupa ta znajduje się dalej, mówiąc delikatnie, w sytuacji niekorzystnej,
teraz dla odmiany traktowana
przez swoich
jako Niemcy. Tragicznej dyskryminacji
tej grupy i jej konsekwencjom poświęccme
jest w książce dużo miejsca. Autor opiera się tu na dokumentach
i własnych
badaniach terenowych. Problem ten przedstawiony
jest w tak pełny sposób po
raz pierwszy. Jest to tym cenniejsze, że zebrane relacje terenowe stanowią źródło
unikalne - większość z tych ludzi wyemigrowała
już na stałe z Polski.
Z interesujących
spraw drugoplanowych,
w próbie interpretacji
zachodzących
zmian w tej społeczności, autor zwraca uwagę na pokoleniowe różnice w traktowaniu problemu (i stopniu świadomości). Opiera się tu na teorii trwania. Podkreśla też wagę "zderzenia" kulturowego z osadnikami z różnych regionów Polski
po 1945 w procesie adaptacji i integracji, a szczególnie różnic cywilizacyjnych.
W pracy nie ustrzegł się też A. Sakson pewnych nieścisłości i niedomówień.
Pewne sprawy są również dyskusyjne.
Za najważniejszy wydaje mi się brak zwrócenia uwagi na Mazurów-katolików,
a takich było sporo np. w byłym powiecie ostródzkim i działdowskim. Podkreślając, bardzo słusznie, znaczenie różnic wyznaniowych tak historycznie w stosunku
do sąsiedniej Warmii jak i współcześnie do napływających
po 1945 r. osadników,
należało chociaż zwrócić uwagę na ten problem. Tym bardziej, że próby katolicyzacji Mazur ponawiane były od połowy XIX wieku.
Brak mi też omówienia koncepcji zasiedlania Ziem Odzyskanych przygotowanej w Radzie Naukowej do zagadnień Ziem Odzyskanych przez Kazimierza Dobrowolskiego. Była ona niezwykle interesująca
i wskazywała na wcześniejsze naukowe zainteresowania
problemami
Mazurów w Polsce. A. Sakson wymienia
tę
Radę i to w kontekście badań terenowych prowadzonych
na Mazurach w latach
1956-8 (s. 7).
Inną sprawą, przedstawioną nieprecyzyjnie, była sprawa zmiany nazwisk {s. 141).
Autor. już w rozdziale przedstawiającym
sytuację współczesną, pisze o zmianie
nazwisk niemieckich na brzmiące po polsku. Należałoby tu wspomnieć o sytuacji
odwrotnej po plebiscycie w 1920 roku Niemcy b. wielu Mazurom zmieniali'
nazwiska polskie na niemieckie, najczęściej je zresztą tłumacząc, tak jak i nazwy
miejscowości.
Nie zgadzam się też z sądem, powtórzonym za pracą L. Szwengrub, o zapominaniu języka polskiego przez migrujących
do Niemiec Mazurów. Przeczą temu
badania i relacje.
Nie ustrzegł się też A. Sakson szeregu pO\vtórzeń. Np. kwestię gospodarstw
spornych z osadnikami powtarza kilkakrotnie.
Ostatnia uwaga odnosi się do wstępu J. Szczepańskiego, a nie pracy A. Saksona. J. Szczepai1ski podkreślając
znaczenie różnic w poziomie cywilizacyjnym
233
w procesie adaptacji przenosi to również na r6żnice w kulturze duchowej i społecz.nej (s. X) Mazurów w stosunku do osndników. Prawda jest jednak tal{a że
właśnie elementy kultury duchowej i społecznej Mazurów zachowały wiele aTchaizmów i były w większości swych wątków polskie i zbieżne z wzorami w tym
zakresie grup osadniczych. I to podobieństwo,
a często tożsamość, były wlaśpje
"pomostem" w procesie integracji.
Książka Andrzeja Saksona, stanowiąca
bardzo bogato udokumentowaną
monografię tożsamości Mazurów likwiduje białe plamy z tego zakresu. Stanowi też
interesujący
przyczynek
do charakterystyki
stosunków
polsko-niemieckich,
tych
na szczeblu podstawowym. Wydaje się, że obecnie, w sytuacji budzenia się i artykułowania odrębności etnicznych i ruchów mniejszościowych
książka ta jest specjalnie aktualna.
Anna
Szyjer
/
Jacek
kańców
O l ę d z k i, MurzYnowo.
wioski
nadwiślańskiej
skiego, Warszawa
Znaki
XVIII-XX
1991, ss. 432, ilustracje,
istnienia
i tożsamości
w., Wydawnictwa
kulturalnej
Uniwersytetu
mwsz-
Warszaw-
plany.
Jest to książka interesująca,
ważna i niezwykła. Interesująca
dlatego, że' choć
napisana na podstawie materiałów
z jednej wsi, nie jest monografią wioskową
lecz propozycją zrozumienia
prawd szerszych. Także dlatego, że z niespotykan.)
w innych pracach determinacją,
prezentuje
procedurę badań terenowych opartą
na założeniu "dwupodmiotowości":
podmiotowości zarówno członków wybranej do
obserwacji społeczności jak i badacza, poznających sil; wzajemnie bez utraty swej
tożsamości. Jcest to książka ważna z tego przede wszystkim powodu, że mówi do
etnologów także o nich samych, wpisując do etosu grupy zobowiązania etyczne.
J~s:t to wreszcie książJq niezwykła dlatego, że nie ukrywa znaczenia doświadczeń
i osobowości badacza dla sposobu prezentowania
przez niego i rozumienia obserwowanej społeczności. Niezwykłość książki polega również na dobrym pisarstwie,
znakomicie wykorzystującym
także teksty zastane i wywolane, a jednocześnie sugestywnym. Siła przekonywania
autora jest tak wielka, ż~ got6w jestem traktować
wszelkie jego nie udowodnione supozycje a nawet potknięcia logiczne i faktograficzne jako świadomie zastawione pułapki - zamierzoną prowokację intelektualną.
Książka fascynuje ale jest zarazem niełatwa. Trudności w lekturze spowodowane są obecnością \V niej wielu wątków i upodobaniem do dygresji, prowadzr:niem narracji w językach różnych koncepcji teoretycznych
a także zmienianiem
języka pracy w zależności od realizowanego
w określonym jej fragmencie celu,
wykraczaniem
poza przyjęte granice terytorialne
i zacieraniem poziomów chrcnologicznych, wreszcie nieostrym definiowaniem
pojęć. Dlatego uzasadnionym zabiegiem będzie postawieni<! wobec pracy pytań podstawowych:
1. o jej przedmiot
i cele; 2. o źródła i sposób ich krytyki; 3. o założenia decydujące o wyborze materiałów i ich interpretacji.
Przedmiotem
pracy są wymienione
w tytule "znaki islnienia i tożsamości".
potraktowane
szeroko jako wszelkie manifestacje
kulturowe,
zdolne informow;;ć
o osobOwości badanych jednostek i charakterze grupy. Interesuj'lce a jednocześnie
dyskusyjne
jest przyjęcie rozdzielności między istnieniem i tożsamością i zhierarchizowanie tych dwóch stanów oraz uznanie tożsamości za stan niższy w stosunku
239
do istnienia (s. 17). Gdzie indziej (s. 314) dowiadujemy się, że obydwa te stany
są ',.vynikiem i prowadzą do dualizmu postaw. Swiadomość istnienia wyraża się,
w traktowanych jako nieimperatywne,
uczuciach ukontentowania
i życzliwości, natomiast poczucie tożsamości bliskie jest imperatywnym
uczuciom nieprzejedn:mia
i chęci posiadania. Dychotomia "istnienie-tożsamość",
jeszcze gdzie indziej (s. 3!l6)
traktowana
jest jako zainspirowana
dwudzielnym
rozdziałem wartości i postaw
na "być" i "mieć". Autorowi wolno jest poszukiwać inspiracji dla swoich poglądów, moim zdaniem jednakże zakres i treść obu tych par opozycyjnych są zdecydowanie różne. Podział zaproponowany
w pracy nie jest dla mnie przekonujący
przede wszystkim z powodu nie zadowalającego
określenia jego członów. Tożsamość nie jest czymś, co da się oddzielić od ludzkiego istnienia, jest jego aspektem
i nie może być mu przeciwstawiona. Potrzebę tożsamości, i szerzej problemy egzystencji ludzkiej, łatwiej zrozumieć, kiedy tożsamość potraktuje się nie jako rozdzielną i "niższą" a zarazem antagonistyczną
w stosunku do istnienia ale jako łączną
z nim i komplementarną.
Myśl o dualizmie istnienia i tożsamości jest zreszą
li J. Olędzkiego
nowa. Nie ma jej w artykule "Znaki istnienia" opublikowanym
w Polskiej Sztuce Ludowej w roku 1985 i uznawanym przez autora za wstępny
wykład tez książki. Również w samej pracy, skoncentrowanej
na zrozumieniu osobowości pełnych i całościowego charakteru kulturowego grupy, myśl ta tylko gdzieniegdzie ingeruje w prowadzone analizy.
Zrozumienie przede wszystkim, a dopiero póżniej wyjaśnianie,
jest podstawowym celem pracy. Autor szuka bliskiego kontaktu z przedmiotem badań. pragnie upodmiotowić twórców interesujących
go manifestacji
kulturovlych,
wnika
w indywidualne i zbiorowe sposoby myślenia i zachowania poznając ludzi, historię,
specyfikę miejsca. Konfrontuje posiadaną przez siebie wiedzę i własne doświadczenia z zaobserwowanymi zjawiskami i na tej podstawie wypowiada swój pogląd
na temat osobowości badanych jednostek i charakteru
społeczności - mieszkańców Murzynowa. Szerokość spojrzenia, umieszczenie każdego z zaobserwowanych
faktów w rozległej perspektywie
historycznej, geograficznej i intelektualnej,
pozwoliły jednocześnie uniknąć J. Olędzkiemu płycizn monografizmu. Zgadzam się
ze stwierdzeniem autora, czemu już dałem wyraz, że jego praca nie ma charakteru monografii wsi. Jest studium uniwersalnego
problemu skomplikowanych
relacji między warunkami i czasem bytowania a światem wartości.
Próba zrozumienia podstawowych
wartości kierujących
sposobem życia nie
jest jednakże jedynym celem pracy. J. Olędzki pragnie jednocześnie dać w IlleJ
wyraz swoim niepokojom i tęsknotom etycznym, zaprotestować
przeciwko wartościom wrogim ludziom, takim jak przemoc, pyszałkowatość,
brutalność, niepohamowana żądza posiadania, gnuśność czy kłamstwo i wesprzeć wartości pożądane:
życzliwość, stateczność, dbałość, prawdomówność. To właśnie celom normatywnym
ma służyć zaproponowany dualizm istnienia i tożsamości. Dyskurs etyczny, to pojawiający się, to niknący na stronicach rozprawy, choć dotyczy spraw uniwersalnych, odnosi się przede wszystkim do dwóch światów, których równorzędność
została w pracy zaproponowana: świata mieszkańców badanej wioski i innych społeczności wiejskich oraz świata badacza i środków etnografów, z którym badacz
się identyfikuje. Dyskurs ten dostrzega obecność sprzecznych z sobą wartości w postawach ludności chłopskiej, nie omija trudnych zagadnień, takich choćby jak stosunek człowieka do zwierząt i zabijania zwierząt, lecz przede wszystkim służy
jednak wyeksponowaniu
wartości pozytywnych, humanitarnych.
Badacz, rygo:-ystyczny wobec siebie' i próbujący równoważyć etyczną dwuznaczność ingerowania
w sprawy bad:lllcj społeczności otwarciem się ',.vobec nicj, nadmiernie
jednakże
"240
\
upraszcza postawy swoich naukowych poprzedników. Dostrzega w nich mianowlcle
jedynie "...chwalebne, a tym samym nie budzące zastrzeżeń etycznych ..." motywy
ucieczek w inną niż własną kulturę (s. 10). Na taką upraszczającą idealizację nie
pozwala choćby lektura dziennika B. Malinowskiego, ukazującego jego rozdarcie
między kulturami
a także "obcesowość" wobec wyspiarzy ("Mam poczucie własności: to właśnie ja ich opiszę, ja ich stworzę") oraz znajomość sformułowanego
przez Clifforda Geertza etycznego i epistemologicznego dylematu "Bycia tam, pisania tu". Czy należałoby zaproponować rozdzielanie w pracy tych dwóch celów
i porządków: poznawczego i normatywnego?
Sądzę, że nie. Ich połączenie nadaje
pracy szczególny wymiar i walor, ma także zbyt wielkie znaczenie dla autora,
choć może przydałaby się refleksja nad ich odrębnością. Także refleksja nad łatwością z jaką etnologowie angażują się w tworzenie mitów. Mit bohatera ludowego wyłaniającego
się w wyniku "fascynującej
ciągłości historycznej pojawiania
się postaci niezwykłych" (s. 431) na badanym przez J. Olędzkiego terenie przyjąłbym lepiej, gdyby został on przez etnologa zarejestrowany
anie
tworzony.
Zespół źródeł wykorzystanych
w pracy imponuje swoją różnorodnością i bogactwem. Są to przede wszystkim źródła wywołane i ujawnione przez samego
badacza w trakcie przebywania na terenie wioski i prowadzenia tam poszukiwań
etnograficznych
i historycznych. Interesująca
i dobrze opisana jest przyjęta przez
J. Olędzkiego procedura etnograficznych
badań terenowych, zakładająca obecność
w życiu wioski, określona jako zmodyfikowana forma badań uczestniczących i uzasadniona stworzeniem muzeum i pracowni plastycznej dla dzieci wiejskich oraz
podmiotowe traktowanie
poznawanych ludzi. W tym modelu badań wywiad. kwestionariuszowy schodzi na plan dalszy a rośnie znaczenie przypadku, zresztą wspieranego przez badacza, ułatwiającego
dotarcie do spontanicznych
zachowań· l wypowiedzi uczestników kontaktów. W ramach tak prowadzonych badań obsęrwator
staje się zarazem obserwowanym a informator - rozmówcą. Uderza wielka zdolność
wnikania w postawy obserwowanej
grupy ludzi i dramatyczny
wręcz wysiłek
zrozumienia czym jest murzynowski genius loci.
Poszukiwania
historyczne objęły gromadzenie archiwaliów, w tym wykorzystanie zespołu dokumentów parafialnych
i innych wybranych zespołów archiwalnych oraz rejestrację
wszelkich poza piśmiennych śladów przeszłości (mity, toponimia, materialne pozostałości przeszłości, w tym wgłębienia i inne znaki na murach kościoła). Ponadto autor korzysta z wyników badań terenowych w Murzynowie innych etnologów, którymi byli pracownicy i studenci Katedry Etnologii
i Antropologii Kulturowej UW oraz bogatego zestawu literatury, w tym literatury
pięknej docenianej ze względu na przedstawiony w niej "rozumiejący" obraz wsi.
Jakie przyjęto zasady krytyki i wstępnej interpretacji
źródłowej? W stosunku
do materiałów z etnograficznych badań terenowych kryterium wiarygodności żródła jest sposób jego uzyskania a także zgodność przekazywanych
informacji z wiedzą badacza. Rozpatrując
znaleziska historyczne, np. wymienione już wgłębienia
na murach kościoła, autor mniej jest zainteresowany jednoznacznym wyjaśnieniem
ich genezy i funkcji i zakwestionowaniem
interpretacji
dotychczasowych, lub udowodnieniem ich "prawdziwości" (nie jest pewny np., czy mit o pochodzeniu wioski
nie został wymyślony po to, aby zadowolić etnologów) a bardziej znalezieniem
dla nich miejsca w całościowej koncepcji. Zalecałbym ostrożność w takiej interpretacji źródeł pisanych z przeszłości, która opiera się na przekonaniu o niezmienności znaczenia terminów w nich użytych. Określenie "aktora" które pojawiło się
w pozwie Marianny Karskiej, dziedziczki Zarzeczewia, nie oznacza artystki (s. 93),
a nazwa terenowa "ogrody" i nazwa ludzi "ogrodnicy" nie dowodzi uprawy ziemi
241
sposobem kopieniaczym (s. 110). Stwierdzenie "We wsi mogło nie być pól" (s. 47)
dobrze, co prawda, służy tezie o zasadniczej .odrębności dziejów Murzynowa, jest
jednakże zbyt radykalne. We wsi mogło być mniej pól. Współczesnymi także oczami patrzy badacz na spisy inwentarza zawarte w XVIII-wiecznych
aktach sporządzonych w okolicach Murzynowa. Drobiazgowy charakter inwentarza zamieszczonego w pozwie Marianny Karskiej nie może być dowodem potwierdzającym
dbałość, jakoby "wszechmocną i wszechobecną w kulturze tych stron" (s. 93), gdyż
powtarza ujednolicone cechy aktu sądowego w ówczesnej Polsce, oczywiście wyrażającego,w
bardzo interesujący sposób, stosunek do ludzi i rzeczy. Wartościowy
natomiast i oryginalny jest w pracy sposób stawiania dokumentom XVIII i XIX-wiecznym, szczególnie zapisom w księgach parafialnych,
nowych pytań otwierających możliwość wniknięcia
w osobowość dawnych mieszkańców
Murzynowa,
a także w inne sprawy, np. strukturę
społeczno-zawodową
wsi. Autor dostrzegł
m.in. interesujący
fakt największego zróżnicowania
tej struktury
w początkach
XIX wieku.
Ostatnie pytanie postawione pracy dotyczy założeń kierujących wyborem za,.
gadnieil i materiałów i ich interpretacją.
Autor broni się przed zakwalifikowaniem
go do jakiejś określonej orientacji teoretycznej i uznaje za uzasadnione korzystanie
z różnych doświadczeń metodologicznych. Nie tylko składane przez autora deklaracje ale przede wszystkim treść pracy potwierdza przyjętą opcję i nadrzędność
celów pracy dla wyboru zagadnień i materiałów
i sposobu ich przedstawiania.
Długa lista zawartych w pracy studiów poświęconych poszczególnym zagadnieniom,
interesująco napisanych i posiadających autonomiczną wartość, dotyczących m.im.
o:l:naczania i wartościowania
przestrzeni, mitów o pochodzeniu mieszkańców wsi
i początkach kościoła, identyfikacyjnej
wartości wieku, stosunku do zwierząt itp.,
dostarcza przekonywającej
podstawy do wypowiadania
się na temat osobowości
mieszkańców wsi i charakteru
społeczności. J. Olędzki pragnie zrozumieć ludzi
przez nawiązanie z nimi jak najściślejszego
kontaktu, ułatwiającego
odczytanie
sensu zawartego w ich sposobie życia. Zarówno tak założony cel jaki niechę¢ do
podporządkowania
się określonym paradygmatom
metodologicznym
oraz umanie
roli przedmiotu badań w kształtowaniu metody, zbliża PQstępowanie J. Olędzkiego
do stanowiska hermeneutyki.
Warto w związku z tą konstatacją
zadać kolejne
pytanie o treści, które zdaniem autora kierują kształtowaniem
świata wartości
i wzorów zachowań ludzi,. i tym samym umożliwiają, jeśli są dostrzeżone, określenie istotnych .ich cech.
W rozważaniach J. Olędzkiego ;~jawnia się· zainteresowanie
dwoma rodzajami
tego rodzaju czynników. Pierwszy z nich związany jest z istniejącym porządkiem
w świecie wartości (wartOści narzucone kulturze, "niższe", humanitarne
i nie humanitarne, związane z istnieniem i tożsamością) natomiast drugi,równie
w pracy
ważny, a nawet częściej przywoływany, zakłada uwarunkowanie
osobowości i chao:
rakteru społeczności przez historycznie określony sposób. bytowania. Pierwszy zespół tłumaczy uniwersalne podstawy kultury i przerzuca pomost między światem
badanych i badaczy, drugi natomiast decyduje o pojawieniu się odrębności kulturowych. Ten ostatni właśnie wyjaśnia wyjątkowość mieszkańców Murzynowa, spo..,
łeczności o wyróżniającym się, zdaniem autora, poziomie intelektualnym
i emocjonalnym. Przyczyn tej odrębności i wyjątkowości należy szukać w specyfice miejsca
nad wielką rzeką, otwartego na świat, zmuszającego do podejmowania zajęć z trudem poddających się kontroli w ramach systemu pańszczyźnianego. Dawniej praktykowany sposób życia tylko do jakiegoś momentu warunkuje
cechy jednostek
i grupy i stąd wysiłek badacza skierowany został na tropienie śladów odrębności
16 Lud t. LXXIV
242
związanej z przeszłością i rozpływających
się we współczesności, w kt6rej znik,:ją
dawne r6żnice w bytowaniu, i Murzynowo staje się "zwykłą" wsią rolniczą.
Cennym uzupełnieniem
tekstu są ilustracje i plany o wielkiej wartości dokumentacyjnej
i artystycznej.
Spośród fotografii szczególnie podoba mi się martwa
natura z przyborami do golenia - tyle razy oglądany znak męskiej i domowej
codzienności, podniesiony do rangi symbolu pewnego okresu i stanu cywilizacyjnego.
W recenzji nie podejmuję dyskusji nad wszystkimi szczeg6łowymi kwestiami
zawartymi w pracy, które mogłyby być takiej dyskusji warte. Sprawy szczegółowe.
tu poruszone, miały służyć, w zamyśle recenzenta, przedstawieniu
problem6w og61nych, decydujących
o charakterze
pracy. Uważam, że teza o wyjątkowości Murzynowa została obroniona, mieszkańcy Murzynowa, jeśli zechcą, sięgną po wydobyte przez badacza rozumienie sensu i znaczenie ich życia a etnologia uzyskał"
interesującą
pracę, cenną zarówno ze względów poznawczych jak i etycznych.
Wartościo· •••
·ą również dlatego, że może stać się zaczynem tak bardzo potrzebnych
w środowisku dyskusji wywołanych choćby tym, że książkę tę czyta się n..'l przemian z przy jemnością i zadziwieniem.
Zbioniew
R6ża F i s z m a n - S z n a j d m a n,
ss. 213, ił. 79.
Mój Lublin,
Wydawnictwo
Jasietdcz
Lubelskie
1989.
Od kilku lat rośnie w Polsce zainteresowanie
kulturą żydowską. Ukazuje się
też coraz więcej pozycji opisujących dzieje i życie żydowskiej zbiorowości etnicznej, od niepamiętnych
czasów żyjącej na naszych ziemiach, żyjącej jednak obok.
Najwięcej wśród nich publikacji na temat tragicznych wydarzeń ostatniej wojny.
czasu, który przyniósł :r.agładę wielomilionowej
rzeszy Zyd6w polskich. To zrozumiałe, ale niekorzystne dla naszej wiedzy o innych, daleko mniej dramatyczn.ych.
szczęśliwszyeh, jeśli to określenie jest właściwe, okresach w dziejach tej zbiorowości.
Zydzi polscy od dawna tworząc znaczne skupiska w miastach i miasteczkach
na polskich ziemiach, wytworzyli
bogatą kulturę, bogate zwyczaje zarówno odświętne, jak i codzienne, mało znane, lub zupełnie nieznane polskiemu otoczeniu.
Niewiele śladów tej kultury udało się zdokumentować
dzi~ki pamiętnikom i opisom, dzięki ikonografii, niewiele pozostało materialnych
śladów tamtego świata.
Dlatego też każda publikacja, która od owej niewielkiej \viedzy o przes7.1ości Z)'dów polskich dokłada choćby cegielk~ jest cenna. Jeśli zaś dokłada więcej.
ranga jej wzrasta niepomiernie.
Chciałbym zwr6cić uwagę na wspomnienie Róży Fiszman-Sz'lajdman
zatytułowane "Mój Lublin". Ukazały się one najpierw w Izraelu w 1982 roku w j!;zyku
żydowskim (jidysz), obecnie prezentuje je Wydawnictwo Lubelskie, co jest posunięciem niezwykle celnym. Książka będzie, jak sądzę, bestselerem w tym mieście.
Autorka urodziła się \V Lublinie w 191:{ roku, uzyskała tam \liykształcenie
gimnazjalne,
należała do grona żydowskiej
młodzieży asymilującej
si~ poprzez
szkołę, brała żywy udział w ruchu lewicowym. Uniknęła łosu ogromnej większo;ci
swego otoczenia, gdyż w okresie wojny przebywała w Związku Radzieckim. Po
powrocie do kraju pracowała jako nauczycielka. potem byla dz.ienni kark,!. a \\" 1'0-
243
ku 1969 osiadła w Szwecji. Tam prncowała w Muzeum Etnograficznym
w Goeh:borg'l. Zmarła w 1985 r.
Jej w~;pomnienb to przedziwnie dokładny, jakby fotograficzny opis nie istniejącej już dziś żydowskiej dzielnicy Lublina. Kapitalnie
walory J'iiiążki ujmuje
izraelski krytyk Chaim Ze1cer pisząc, iż czytelnik "zaszokowany jest bogact-.vem
i precyzją niezliczonych obrazów: szerokich panoram i pojedynczych domów, szczególnie intymnymi kącikami w mieszkaniach i pełnymi gwaru targowiskami, ciemnymi zaułkami i jasnymi, ruchliwymi
ulicami, małymi groszowymi sklepikami
i wielkimi magazynami, biednymi warsztatami szewskimi i dużymi fabrykami. (...l
obrazy te przeplatane są opowiadaniami o pogromach i napadach, pożarach ; inPoych nleszczGściach, chorobach w ciasnocie zamieszkanych
domów i podwórzy.
Dużo nieszczęść i mało radości". Nic dodać, nic ująć.
Wspomaienia
Róży Fiszman-Szm\jdman
poza owym opisowym, "etnograficznym" walorem. poza niezwykle cennymi szczegółami codziennego życia, celnymi
obserwacjami
zdarzeń i zjawisk, których próżno szukać w innych publikacjach,
mają jeszcze inny wymiar, jakby głębszy. Polega on na tym, że są to wspomnienia
osoby niezwykle ambitnej, osoby pragnącej przekroczyć zaczarowany krąg żydowskiego getta - synonimu nędzy i - w znacznym stopniu - konserwatyzmu.
Są
to wspomnienia osoby, dla której wykształcenie
jest jedyną drogą w świat polskiej kultury i polskiego języka. Autorka nie należala do wyjątków, podobnych do
niej wśród młodzieży żydowskiej było więcej. Bez wątpienia okres międzywojenny, niezależnie od znanych konfliktów
i trudności, był okresem przyspieszonej
asymilacji części ludności żydowskiej, zwłaszcza młodzieży. Jak ciężka i czym
okupiona byla to drota, świadczy dobitnie wspomnienie
Róży Fiszman. Można
zadać pytanie dok'ld prowadził ten proces, bo o procesie można tu mówić. Pytanie
to nie jest jednak na miejscu, Holocaust odebrał mu wszelki sens.
Książka zawiera 79 zdjęć unikatowej wartości, dość miernie jednak reprodukowanych. Przedstawiają
one świat pamiętnikarki.
Są to zdjęcia jakby wynurzające się z przeszłości, wyblakłe,
nierealne.
Swiat, który przedstawiają
jednak
istniał, a nieliczne relucje, w rodzaju prezentowanej,
są tego potwierdzeniem.
Ryszard
Aleksu:Jder B l a c h o w s k i, Polska wycinanka
ne w Toruniu, Toru!'l 1936, ss. 158, il. 348.
ludowa,
Muzeum
Kantor
Etnograficz-
A. B1achowski w s',vej książce postawił sobie za cel danie pełnej monografii
współczesnej wycinanki ludowej w nawiązaniu jednak do przeszłości XIX-wiecznej
a więc do początków twórczości wycinankarskiej
na naszych ziemiach, gdyż jak
słusznie twierdzi, tylko takie ujęcie może dać pełne zrozumienie tej dziedziny
sztuki ludowej, żywotnej do dnia dzisiejszego, tkwiącej jednak mocno korzeniami
\V tradycji.
Praca skł<Jda się ze wstępu i siedmiu rozdziałów: 1. Geneza wycinanki
ludowej w Polsce. 2. Zródła inspiracji i formy wycinanek. 3. Wartości artystycznE>
wycinanki polskiej. 4. Główne regiony wycinankarstwa.
5. Twórczość indywidualna
i formy adaptowane. Książka A. Błachowskiego nie jest wkroczeniem na "ziemIę
niczyją". Istniały już wcześniej dwa opracowania
monograficzne
tego tematu -jedno niewielkie. ~;yntetycz.:le E. Frankowskiego
z 1924 roku i druga obszer,la
244
monografia J. Grabowskiego z roku 1955. Mógłby więc ktoś zapytać czy taka monografia jest jeszcze potrzebna. Odpowiedź na to pytanie daje autor we wstępie
a także w dalszych partiach pracy, z których to wypowiedzi wynika, że Właśnie
te opracowania, a nawet w przypadku Grabowskiego sama osoba autora stanowiły
dla niego podnietę do opracowania
tego zagadnienia
na nowo. Po pierwsze ponieważ od wydania książki Grabowskiego upłynęło już parędziesiąt lat a jak
powiedziano wyżej, Błachowski wychodzi od współczesności; po drugie nie
zgadza się on w pełni z ujęciami swych poprzedników, szczególnie w zakresie
regionalizacji wycinki i praca jego jest w pewnym sensie polemiką z nimi.
Autor, miał przez 30 lat do czynienia z bogatymi kolekcjami wycinanek,
zarówno dawnych (w zbiorach muzealnych), jak współczesnymi, przysyłanymi na
różne konkursy. Przeprowadzał też wywiady z twórcami wycinanek podczas badań
terenowych prowadzonych
przez niego nad różnymi dziedzinami sztuki ·ludowej.
Ciekawie przedstawia się rozdział poświęcony genezie wycinanki. Autor w sposób
wyważony rozważa przyczyny i czas jej powstania zbierając rozproszone w literaturze etnograficznej
informacje i hipotezy na ten temat. Zatrzymuje się dłużej
nad możliwościami oddziaływania
wycinanki żydowskiej "rajzelech", naklejanej przez Źydów na szybach podczas świąt paschalnych. Autor zgadza się z poglądem H. Olędzkiej, że Źydzi jako domokrążni handlarze, roznoszący po wsiach
między innymi kolorowy papier, mogli podsunąć kobietom wiejskim pomysł robienia z niego wycinanek. Przyznaje jednak również możliwość inspiracji staropolskich wycinanek z papieru wykonywanych
jako dekoracja pieczęci na aktach
prawnych, na co zwrócił uwagę T. Seweryn. Nie zgadza się natomiast z sugestią
E. Frankowskiego
o powstaniu wycinanek jako następstwa
tradycji malowania
ścian domów.
Rozdział drugi: "Źródłainspiracji
wycinanek"
został podzielony na podrozdziały: Archetypy ornamentów
i symboli plastycznych. Kultura materialna
wsi.
Przyroda. Sztuka dekoracyjna epoki. Autor słusznie określił owe źródła inspiracji.
Czytelnik odczuwa tq jednak pewien niedosyt. O ile podrozdział "Kultura materialna wsi", w którym idzie właściwie o możliwość oddziaływania innych dziedzin
sztuki na wycinankę (jest to zresztą w pewnej mierze polemika z twierdzeniami
Frankowskiego
o wpływie na ornament wycinanki
innego rodzaju zdobnictwa)
został potraktowany
wyczerpująco, podobnie jak podrozdział: Sztuka dekoracyjna
epoki", to rozdziały "Archetypy ornamentów ..." i "Przyroda" zostały przedstawione
zbyt skrótowo. Właściwie zostało tu tylko omówione "drzewko życia", którego symbolika jest szeroko omawiana w różnych opracowaniach, ale czy warstwy symbolicznej nie można by się też dopatrywać
w umieszczanych często na drzewku
v<.'Yobrażeniach ptaków (ptak-dusza) czy też często spotykanych
w wycinankach
postaciach kogutów? Kogut posiada bardzo rozbudowaną symbolikę w wierzeniach
i literaturze
ludowej. Zupełnie odrębną sprawą jest dołączona do tego rozdziału
funkcja wycinanek w magii i życiu religijnym. Autor wspomina tylko o sugestiach nięktórych badaczy takiej funkcji wycinanek, sam jednak neguje ją, podobnie, jak T. Seweryn widząc nawet w wycinankach
związanych z obrzędowością
(naklejanych
na gwiazdy kolędnicze), tylko element zdobniczy. Krytycznie odnosi
się też do jedynej, jaką znalazł, wzmianki o magicznej funkcji wycinanki podanej
przez M. Wawrzenieckiego z 1913 roku. Autor ten pisze, że przy życzeniach imieninowych solenizanta przywiązują powrósłem a na piersi przypinają mu wycinankę, by przyniosła szczęście i chroniła od uroku. Zbyt pobieżnie został też potraktowany podrozdział "Przyroda". Autor zbyt uogólnia sprawę twierdząc, że kryterium piękna przyrody była dla ludu wiejskiego głównie jej użyteczność a także
okazałość. Np. kłos "nie jest strojny, bo ma nikłe· kwiatki".
Tymczasem,
jak
twierdzi K .. Moszyński w swej "Kulturze ludowej Słowian" wrażliwość estetyczna:
ludu jest tak samo zróżnicO\vana, jak wśród inteligencji. Moszyński daje prz~'kłady~
zupełnie bezinteresownego
z<lchwytu zjawiskami przyrody (wprawdzie dotyczy to
Polesia, a nie ziem rdzennie polskich, nie wydaje się jednak, by miała tu istł,ieć
Jakaś istotna różnica); wcale przy tym niekoniecznie
zachwyt dotyczy kwiatów
dużych i barwnych. Szkoda, że autor dysponujący dużą liczbą materiałów terenowych, własnych, nie przytoczył wypowiedzi twórców i twórczyń obrazujących
ich
wrażliwość estetyczną, zarówno w dziedzinie percepcji otaczającego
świata. jak
w stosunku do samego zdobnictwa i własnej twórczości, jak np. czynił to w swy-ch
pracach M. Gładysz.
W rozdziale "Wartości artystyczne wycinanki" słusznie łączy autor ocenę estetyczną z funkcją zdobniczą wycinanki rozpatrując
to zagadnienie chronologicznie
na podstawie dawnych opisów zdobnictwa wnętrza. Najobszerniejszy rozdział "Główne regiony wycinankarstwa"
poprzedza obszerny wstęp, w którym autor polemizuje
z regionalizacją wycinanek przeprowadzoną
przez E. Frankowskiego
iJ.
Grabo\vskiego.W
dalszym toku wywodów w podrozdziale zatytułowanym:
"Pojęcie regionu i zagadnienie stylu regionalnego wycinanek" omawia własny pogląd na tę
sprawę. Załącza mapkę regionów wycinankarstwa
w Polsce. Błachowski zarzuca
Grabowskiemu,
że w swej klasyfikacji
wycinanek nie zawsze trzymał się form
najstarszych, ale niejednokrotnie
przyjmował za typowe wycinanki nadsyłane na
konkursy po 1945 roku. Błachowski wydziela regiony wycinankarstwa
opierając się
na szerszym podłożu historyczno-etnograficznym,
przy czym omawia tylko ie regiony, w których tradycja wycinankarstwa
żywa jest do dziś. Nawiązuje przy tym
do dawnych podziałów historycznych
tłumacząc niekiedy w jaki sposób oddzi<i~
ływały one na zróżnicowanie
kulturowe,
(Łowickie-Gąbi."J.skie), czy na większy
archaizm danego regionu. Np. region kołbielski położony w pobliżu Warszil\\"y
mało podlegał wpływom wielkiego miasta z powodu istnienia
na jego te'.·cnie
szeregu małych miasteczek zakładanych przez miejscową szlachtę i hamujących ruch
w stronę stolicy. Rzeczą bardzo cenną jest omówienie przez autora typów regio~
nalnych wycinanek i sprecyzowaniu
nazw regionów wycinankarskich
\V oparciu
o kryteria historyczne. Autor uważa. że byłoby niepowetowaną
stratą dla naszej
kultury artystycznej, gdyby wycinanki utraciły swój regionalny styl. Styl ten według autora zachowują tylko te wycinankarki czy wycinankarze, którzy pochodzą z regionów o tradycjach wycinankarskich
i uczyli się sztuki wycinania od miejscowych
mistrzów. Natomiast "mecenasi" sztuki ludowej nieraz przyznają miano regionalnych różnym tworom amatorskim nie mającym nic wspólnego ze stylem lokalnym.
W ramach tcgo regionalnego stylu mieści się twórczość indywidualna.
"Środowisko wiejskie", pisze autor "umiało docenić zdolności wyróżniających
się artystów
i artystek i często korzystało z ich pomocy. Środowisko to akceptowało wszystko.
co było ładnie, sprawnie i dekoracyjnie wycięte, chętnie przyjmowało nową modę
wymyśloną przez specjalistki. One to właściwie narzucały nowy styl, gdyż naśladowano je czerpiąc od nich wzory. "Uznane przez środowisko wiejskie formy
wycinanek powtarzane
w różnych wariantach
interpretacji
indywidualnej,
nabierały w krótkim czasie cech normy estetycznej".
Vol rozdziale tym zostaly też
szczegółowo omówione, w odniesieniu do każdego regionu, nazwy gwarowe wyci·panek z podaniem jaki typ wycinanki każda z nich oznacza. Na przykład bardzo
rozpowszechnion"3 w wielu regionach nazwa gwiazda często jest stosowana do 'Ą'Ycinanek o formie kolistej.
Ostatni rozdział: "Twórczość indywidualna
i formy adaptowane"
jest j"kby
246
uzupełnieniem tego co dotychczas powiedziano o inwencji i pasji twórczej wycinankarek i wycinankarzy.
Jest to kontynuacją
podziwu autora dla żywotności i niezmiennego artyzmu tej dziedziny twórczości. Jest to chyba istotnie jedna z nielicznych dziedzin sztuki ludowej, która tak pomyślnie trwa i rozwija się nadal,
dzięki opiece Cepelii, której rolę podkreślono w tym rozdziale. Autor pokazuje,
jak w ramach cech stylowych mieszczq się kompozycje indywidualne, jak np. las
Stanisławy Bakułowej z okolic Kadzidła na Kurpiach. Omawia tl?Ż sylwetkę i twórczosc Ignacego Dobrzyńskiego
z Garbowa-Miesiące
na Lubelszczyźnie,
który
wyszedł z lokalnej tradycji wycinankarstwa
a potem, pod wpływem zainteresowania jego twórczością przez przedstawicieli
inteligencji, dochodzi do własnej formy
wycinkami o cechach wybitnie indywidualnych,
tworZ;lc jednocześnie nowy styl,
na którym wzorują się niektórzy lubelscy twórcy współcześni. Wymienia też autor
szereg innych nazwisk twórczyń
i twórców
z różnych regionów działających
współcześnie i daje krótkie charakterystyki
ich twórczości. Książka została napisana stylem żywym i przystępnym. Stanowi cenne kompendium dla instruktorów
i opiekunów
sztuki ludowej a dla wszystkich interesujących
się kulturą ludową
cenne źródło wiedzy o powstaniu i rozwoju tej specyficznej dziedziny sztuki ludowej.
Teresa
Danuta
dycja
T Y l k o w a, Medycyna. ludowa
Biblioteka Etnografii
i współczesność,
Kanoicka
w kulturze wsi Karpat Polskich. TraPolskiej nr 42, Ossolineum, Wrocław
1989, ss. 130.
Dokumentacja
polskiej medycyny ludowej dotąd pozostaje, niestety, niepełna.
W tej sytuacji cenne są wszelkie rzetelne prace prezentujące tę dziedzinę kultury
w różnych regionach kraju. Takim opracowaniem
jest niewątpliwie
monografia
medycyny ludowej Polskich Karpat przygotowana
przez Danutę Tylkową. Praca
jest rezultatem wieloletnich badail autorki, prowadzonych w latach sześćdziesiątych,
siedemdziesiątych
i osiemdziesiątych
we wsiach Beskidu Sądeckiego, Śląskiego
i Zywieckiego. Wykorzystano również literaturę dotyczącą medycyny ludowej omawianych terenów, jak i - porównawczo - innych obszarów Polski. Na podkreślenie zasługuje rzetelne wykorzystanie
dostępnych
źródeł, zebranie rozmaitych
rozrzuconych prac przyczynkarskich.
Omawiane opracowanie dotyczy przede wszystkim tradycyjnego lecznictwa ludowego, z okresu od przełomu XIX i XX wieku poczynając, jednak autorka podjęła również próbę prześledzenia przeobrażeń medycyny ludowej i wykrycia ich
czynników sprawczych. Uzasadniając
wybór regionu badań wskazano na cechy
pozwalaj11ce traktować go jako stosunkowo izolowaną jednostkę geogr:lficzną. Karpaty charakteryzują
się m.in. odrębną, bogatą ilorel, co wpływa na szczególną na
iym terenie rolę fitoterapii ludowej.
Rozdział pierwszy książki poświęcony jest etiologii i diagnostyce ludowej.
Najwięcej mie,jsca zajmuje tutaj omówienie poglądów na przyczyny chorób, które
autorka nazywa "irracjonalnymi",
a które są "uwarunkowane
treściami wierzeniowo-magicznymi"
(s. 17). Podkreśla,
że przyczynowość naturalistyczna
nabiera
wię"~szego znaczenia dopiero w ostatnim czasie.
I~ozcizial drugi dotyczy form organizowania
pomocy medycznej. Zawiera dane
247
na ti'mat samoleczenia i leczenia w kręgu rodzinno-s<lsiedzkim, o ludO'.vych specjalistach ze szczególnym uwzględnieniem
wiejskich "składaczy kości" i zielarzy
oraz nieco informacji o korzystaniu z usług lekarzy profesjonalnych
(do okresu
powojennego).
Kolejny, najobszerniejszy
rozdział pracy omawia środki terapeutyczne.
Po
wstępnej części przedstawiającej
zabiegi profilaktyczne, które, jak stwierdza autorka. należały najczęściej do sfery magiczno-wierzeniowej,
poznajemy micjscowe leki
roślinnc wraz z ich zastosowaniami, leki pochodzenia zwierzęcego i ludzkiego oraz
mineralne. Dowi<ldujemy się równicż o innych sposobach leczniczych, takich jak
banki czy przystawianie pijawek. Oddzielny podrozdział poświqcony został elementom religijno-magicznym
w lecznictwie ludowym. Badania autorki wykazują, że
wiclt' przekonań i praktyk magicz.nych, np. wiara w uroki i zabiegi stosowane dla
ich odczyniania, trwa nadal na omawianym terenie.
Rozdział czwarty nosi tytuł "Klasyfikacja
chorób i zabiegi lecznicze". Autorka
wydzielila ogólnie choroby wieku dziecięcego i choroby wieku dojrzałego, omawiając w tych ramach poszczególne jednostki chorobowe, w większośCi - zgodnie
z uwagą poczynioną we wstępie rozdziału - według klasyfikacji przyjętej w naukach medycznych. Znah.zły tu jednak miejsce również pewne dolegliwości nie
mające ścisłych odpowiedników
w klasyfikacji
biomedycznej,
jak np. ostry ból
brzuch czyli "morzyska" (s. 81) czy też "morzysko" (s. 35, 63), podźwignięcie lub
ober'.vanie, bądź choroba opisowo określana przez informatorów:
"macicka się porusza" (s. 88); warto dodać, że ta choroba, polegająca
na wędrowaniu
macicy
w ciele kobiety albo mężczyzny, znana jest dobrze z literatury dotyczącej różnych
n~gionó'.v Polski i - szerzej - Słowiańszczyzny; patrz np, K. Moszyński, Kultura
ludowa Słowian). Dobrze, że owe interesujące
"ludowe jednostki chorobowe" pojawiają się w pracy, jednak zastosowanie schematu klasyfikacji biomedycznej powoduje duże trudności, wynikające z nieprzystawalności
różnych systemów wiedzy.
Można mieć np. wątpliwości, czy chorobę zwaną "wąsor", powstałą "po podźwigni~ciu czegoś ciężkiego lub po zawianiu czy przeziębieniu",
da się jednoznacznie
zidentyfikować jako zapalcnie korzonków nerwowych (s. 93). Z powyższych trudności zapewne wynika fakt, że interesująca
choroba "cymier", będąca według
informatorów wynikiem przepracowania
(w innym miejscu, na s. 63, opisana jako
cilo~oba powstała z zawiania), została omówiona przez autorkę w przypisie (s. 93).
Trudno było znaleźć dla niej odpowiednik
w klasyfikacji
naukowej.
Sądzę, że
wskazane byłoby odrębne omówienie tego rodzaju chorób, opisywanych
szeroko
w literaturze etnomedycznej
jako. "syndromy chorobowe zdeterminowane
kultu1'0'.'/0",
Hozdział piąty i ostatni prezentuje współczesne przemiany w lecz,nictwie ludowym wsi karpackich. Autorka przedstawiła zmiany w organizacji służby zdrowia
lid omawianYI~l terenie,
wskazuj;:lc na coraz większą dostępność placówek medycznych, zależną wszakże od lokalizacji poszczególnych wsi. Zwróciła również uwagę
n:" fakt trwania w świadomości mieszkańców wielu tradycyjnych
przekonań oraz
kontynuacji tradycyj!lych praktyk leczniczych. Ta część pracy pozostawia jednak
ni;,'~dosyt.Brak pog!ębionej analizy przeobrażeń tradycyjnej świadomości i praktyki
medycznej pod wpływem idei medycyny oficjalnej, środków masowego przekazu,
nie wspomniano a prawdopodobni::! i tu zachodzącym przenikaniu leczniczych nowinek tzw. "medycyny alternatywnej"
czy "komplementarnej".
We wstępie do pracy
auŁo:'ka wskazuje na różne kanały. którymi w przeszłości docierała do mieszkańców wsi wiedza medyczna, podaje też w rozdziale trzecim (s. 61) przykład recepcji
,lriC
"':sinch De;;kidu Śląsldego pod koniec XIX wieku metod wodolecznictwa pro-
248
pagowanych przez dr. S. Kneippa, za pośrednictwem
prasy regionalnej. Tego rodzaju procesy nie tylko nadal występują,
lecz także znacznie się nasiliły.
Inną usterką pracy jest przewijający
się przez całą książkę podział na "racjonalne" i "irracjonalne"
(etiologie, diagnozy, zabiegi profilaktyczne
i. lecznicze),
sprzeczny z wyrażoną we wstępie (s. 8) uwagą autorki o konieczności przyjęcia
założenia o racjonalności
działań. Konsekwentne
stosowanie takiego założenia prowadzi do traktowania
jako racjonalne wszelkich czynności prowadzących według
wiedzy podmiotów tych czynności do pożądanych rezultatów, niezależnie od tego.
jaka jest ocena tych rezultatów z perspektywy
innych systemów wiedzy. Tymczasem autorka dokonuje nieustannie
oceny poszczególnych treści medycyny ludowej jako racjonalnych
bądź irracjonalnych,
stosując perspektywę
nauki medycznej bądź wręcz perspektywę
"zdroworozsądkową"
(medycyna nie zaliczal<:.by
do etiologii racjonalnych
np. przekonania
o przeziębieniu jako przyczynie chorób
wątroby - s. 25; autorka po prostu generalnie potraktowała
"przeziębienie" jako
przyczynę racjonalną).
Na koniec wróćmy' jeszcze do wstępnych, ogólnych uwag autorki na temat
etnomedycyny
i antropologii medycznej. Pierwsze zdanie książki: ,,!lledycyna ludowa coraz częściej określana jako ctnomedycyna
jest działem antropologii medycznej zajmującej
się problemami
związanymi ze zdrowiem i chorobą społeczności wioskowych oraz ludności spoza tzw. zachodniego kręgu kulturowego" (s. 7)
zawiera poważny błąd polegający na przemieszaniu dwóch poziomów - przedmiotowego i teoretycznego.
Wynika on niewątpliwie
z występującego
w literaturze
przedmiotu
dwojakiego traktowania
terminu "etnomedycyna"
raz jako odpowiednika terminu "medycyna ludowa", kiedy indziej jako subdyscypliny etnologii
(albo - szczególnie w USA - antropologii medycznej), zajmującej się medycyną
ludową. Błędem jest jednak określenie medycyny ludowej jako działu antropologii
medycznej; może ona być jedynie przedmiotem badań tej (sub-) dyscypliny.
Podsumowując,
książkę D. Tylkowej można uznać za wartościową,
rzetelnie
przygotowaną
pozycję materiałową,
stanowiącą
ważny wkład do rejestracji
polskiej medycyny ludowej - tej dziedziny kultury, która nadal nie posiada pełnej
dokumentacji.
Pożytecznym uzupełnieniem
pracy jest obszerny aneks zawierający
zestaw wybranych 81 roślin leczniczych stosowanych przez mieszkańców polskich
Karpat, z podaniem ich nazw gwarowych i zastosowania.
Ponadto zamieszczono
kilkanaście receptur sporządzania
maści, mieszanek i syropów leczniczych.
Danuta
Studia
czesława
Wrocław
Penkala-Gawęclca
nad polszczyzną
kresową,
tom V, pod redakcją Janusza Riegera i Wia··
Werenicza (Prace Językoznawcze Komitetu Językoznawstwa
PAN, nr 112),
1990, ss. 222.
Po czteroletniej przerwie dotarł do czytelników piąty tom wspólnego, polsko-białoruskiego,
wydawnictwa
"Studia nad polszczyzną kresową". Składa się ono
niejako z dwóch części, rozprawy W. L. Werenicza "Polsko-biełorusskoje
jazykowoje wzaimodiejstwije
(na matieriale mazurskogo ostrownogo goroda w Polesie)",
zajmującej
134 strony druku oraz pięciu artykułów, z których dwa wyszły spod
pióra badaczy polskich, a trzy napisane zostały przez naukowców z grupy prof. Wf'renicza.
249PJiólca ."Polsko-bięłorusskoje
jazy!wwoje. wzaimodiejstwije ..." oparta została. na,
wszechstronnych badaniach języka używanego przez potomków osadników z Mazowsza, którzy na Polesiu znaleźli się z końcem XVIII i początkiem XIX wieku.
Mieszkańcy wsi Zamosze - leżącej okolo 50 km na wschód od Pińska w rejonie
Lunińca - mówią do dziś językiem polskim, szczególnie w domu i w rozmowach
z rodakami, choć coraz częściej słychać tam również dialekt poleski, a także języki
białoruski i rosyjski. Nie brak j2st w ich języku także słów pochodzenia ukraińskiego.
W pierwszej części pracy autor, z pomocą wytworzonej już literatury,
dokumentów zastanych, a po części i własnych obserwacji, dokonał charakterystyki
trzech głównych rodzajów polskich osiedli Polesia: a) szlacheckich z XV-XVII wieku, wywodzących się z litewskich i polskich nadail ziemi za zasługi wojenne,
b) osadników mazurskich, którzy przybyli tu zachęceni rozwojem leśnictwa i pokrewnych mu .zajęć oraz c) osadnictwa chłopów z różnych ziem polskich, nie mających tam szans na objęcie własnych gospodarstw (por. tab. na s. 22), Autor
dok<Jnuje również rozważań z punktu widzenia zagadnień socjologicznych, etnicznych i lingwistycznych skupiając się na chronologicznie drugiej, w dziejach emigracji polskiej na Polesie, grupie osadników'.
Część druga rozprawy W. Werenicza to konkretne już językowe, fonetyczno-morfologiczne rozważania o języku mieszka11ców Zamosza. Szczególną uwagę poświęcił autor. odchyleniom od dialektu mazowieckiego oraz zmianom zasad akcentowania. Niezwykle interesującym
zjawiskiem jest powstanie kilku nowych form
językowych, nie spotykanych ani w języku polskim, ani językach wschodniosłowiańskich. Kolejny rozdział poświęcony został leksyce, która zdaje się być najbardziej podatna na wpływy otoczenia i zmiany. Ich ilość świadczy także o intensywności kontaktów z zewnętrznym otoczeniem społecznym.
Ciekawym dla każdego językoznawcy zjawiskiem jest możliwość porównania
mowy mieszkańców Zamosza z mową ich krewnych i sąsiadów, którzy po 1945 roku
znaleźli się na. Dolnym Sląsku w Pietrowiczkach. Pomimo, iż badania wśród nich
prowadzone były w połowie lat sześćdziesiątych, a więc po stosunkowo krótkim
okresie przebywania w innym środowisku językowym, udało się ustalić tam już
wiele zmian językowych, tak leksykalnych, jak i morfologicznych 2.
Problematykę
języka polskiego na Ukrainie przedstawiła
w dwóch tekstach
Julia L. Jaworskaja. W pierwszym z nich - "Ostatki polskogo jazyka na Zytomirszczynie" scharakteryzowała
ona środowiska polskie z okolic dużej wsi Marianówki, położonej na południowy zachód od przedwojennej stolicy polskiego, sowieckiego okręgu autonomicznego w Dowbyszu, ówczesnym Marchlewsku 3. Autorka, w trakcie badań prowadzonych w roku 1984 odwiedziła, prócz wymienionych,
następujące miejscowości: Dorohań, Ziatyniec, Ożg6w Chutor, a także okolice Dowbysza. W dalszej części tomu J. Jaworskaja
prezentuje .też teksty pochodzące od
I Warto
w tym miejscu
przypomnieć
ustalenia
Oskara
Kolberga,
por. jego DiaIOl'UŚ Polesie, Warszawa
1968, s. 375-515.
'Więcej
informacji
na ten temat
odnaleźć
można
w tekście
Ob izmienienijach
1V leksike polskich
rcpatriantow
!z Potesia, prożywajuszczych
w Niżniej
SHczll, opublikowanym
w zbiorze [sSledowanija po pols/<omu jazyku, Moskwa 1969, s. 254-2,95.
, Na temat tego rejonu
w okresie
do II wojny światowej
pisa! ostatnio
Mikołaj
Iwanow,
zob. Polonta w ZWiqZku Socjaltstycznych
Republik
Radzieckich
(1921-1938), w: Liczba i rozmieszczenie
Polaków
w świeci.e, pod redakcją
W. \Vrzesińskiego,
W'rocław
1985, s. 201-256
lub Główne
kierunki
rozwojlt
Pololtii
w ZSHH w o/'resie międzywojennym,
w: "Przegląd
Polonijny"
1938, z. 3, s. 61-72.
250
polskich informatorów, w większości starszych kobiet. W języku ich wyraźne są
wpływy ukraińskiego i rosyjskiego.
Dane językowe zebrane przez autorkę mogą być materiałem naukowym użytym
również przez przedstawicieli innych dyscyplin. Dła przykładu zacytuję tu (w transkrypcji polszczyzny współczesnej), wypowiedź Feliksy Saulewicz z Marlan6wki
(s. 210):
"Jak uczono po polsku czytać i pisać.
Brali do domu człowieka takiego czy kobietę i uczyli po polsku czytać i pisać.
a szkoła była ruska. W Tartaku jeszcze do rewolucji była ruska szkoła. Tutaj
była kaplica, a w kaplicy była taka komnat'Jszka niewielka, to tam była szkoła.
Tam uczyli się, a potem już zbudowali tam szkołę. W domu nikt nie rozmawiał po
prostu w mieszkaniu, bo dzieci były małe. Uczyli modlić się i uczyli rozmawiać
wszystkich po polsku. To wam nikt tak dobrze nie rozpowie, jak Halusia (Helena
Saulewicz z tej samej wioski - M. B.). Dla niej już osiemdziesiąt cztery lata, a my
jeszcze młodzi".
Wśród tekstów zdobytych od informatorów Zl13jdują się między innymi piosenki: "W zielonym gaiku", "Wyszedł źuczek na słoneczko", "Pogodny wieczór
świętego Jana", czy "Tam na błoniu błyszczy kwiecie", a także bajki, choćby "Paweł i Gaweł". Z pewnością jednak dla socjologa lub etnografa bardziej interesujące
są \>lypowiedzi o historii i współczesności tego środowiska.
Po raz drugi w tym wydawnictwie - uprzednio w tomie In - podjęto także
problematykę
języka polskiego w Kazachstanie, tym razem Natalia E. Ananiewa
omówiła "Wariantnost' i sinonimija w nazwanijach czastiej tieła w polskich goworach Kazachstana". Autorka wykorzystała materiał zebrany w 1976 roku we wsiach
Oziornoje i Stiepnoje w rejonie kellerowskim
obwodu kokczetawskiego. Wśród
37 wymienionych informatorów
napotkać możemy tu takie nazv"iska jak: Grzybowski, Jabłoński, Jaroszyński, Waśkowski czy Z\voliński.
Dwa polskie teksty V tomu "Studiów nad polszczyzną kresową" to "Problematyka badawcza polsko-białorusko-litewskiego
pogranicza językowego" Elżbiety
Smułkowej i "Język polski na Litwie i Białorusi" Zofii Kurzowej. Sądząc z podtytułu i poprzedzającej go numeracji te:1 ostatni tekst będzie składał się z kilku
części.
Artykuł E. Smułkowej omawia dotychczasowe etapy badań nad tytułową problematyką oraz ich bezsprzeczne osiągnięcia. Mowa jest tu o badaniach nad gwarami Polski północno-wschodniej,
kontaktami
i wzajemnym
wpływem języków
polskiego i białoruskiego, a także relacjami zachodz<lcymi pomiędzy językami bałtyckimi i słowiaiJskimi.
W ostatnim, omawianym tu tekście, Z. Kurzowa prezentuje polszczyznę Michała Wołosewicza, współczesnego polskiego pisarza hldowego, urodzonego w 1925roku, mieszakjącego w nadgranicznych
z Litwa. białoruskich Bieniakoniach. Twórczość M. "Volosewicza jest w Polsce dość dobrze znana, a jego wiersze publikowane
były Vi wydawnictwach polskojęzycznych, które ukaz<\ły się na Litwie (w "Czerwonym Sztandarze", obecnie ukazującym się jako "Kurier Wil."!1ski") oraz w kraju,
choćby w zbiorku "Współczesna polska poezja Wileńszczyzny. Antologia" zredagow~Hlym przez J. Kajtocha i K. Woźniakowskiego, Warszawa 1986, s. 19-24.
Autorka analizuje język Wołosewicza na podstawie udostępnionych
jej, nie
publikowanych w większości wierszy i twierdzi, że jest to poeta tworzący w języku ogólnopolskim, gdzie niegdzie tylko wzbogaconym o elementy wywodzące się
z dialektów miejscowych. Widać także u niego nikły, choć nieunikniony niejako
wpływ języka rosyjskiego, a polszczyzna M. Wołosowicza, wywodz<]ca się z języka
251
warstwy chłopskiej, ewoluuje od dialektu regionalnego ku polszczyźnie ogólnej,
ni~ tyb jednak literackiej co "użytkowej".
~,iie ukrywam, iż kolejne tomy "Studiów nad polszczyzną kresową" biorę do
ręki z ogromnym zainteresowaniem.
Dzięki nim nasza niewielka bądź co bądź.
wiedza n:1 temat rodaków za wschodnią granicą została z pewnością ,,-,zbogacona.
Z c;lł:\ mocą należy stwierdzić, że losy i współczesność środowisk polskich, do
których dotarli jc;zykoznawcy, powinny być zbadane i opisan~ również przez
przC'dstawicieIi innych dyscyplin naukowych.
Można żywić nadzieję, iż wkrótce
do tego dojdzie. Język Polaków żyjących na kresach jest silnie zakorzeniony
w historii
tych obszarów, pozwoliłem wic;e sobie na koniec, tytułem przykładu,
z:lmidcić w tej recenzji jeden z wierszy "Iichała Wołosewicza, zaczerpnięty z wymienionego wyżej tomu (s. 23):
"Echo legendy"
':ywi ś'viadlwwic serio stwierdzić mogą.
Ze idąc nocą bolcienicką drogą,
Wpada się w otchłań tajemnic bez liku
Słychać szmer dziwny w zasępionym lesie,
Jakieś wołania, które wiatr wciąż niesie
Hen od Gaiku.
Wyjaśnię dalej z jakiej to przyczyny:
Ze głos poety, że jaśnie hrabiny
iWl'reszcz3.kówn,a ,a Puttkamerowa),
Ze wielka miłość, bolesne rozstanie ...
Zauroczona - na zapamiętanie Trwa ich rozmowa.
MiTos/awa
Zenon
J a s i ń ski.
Macy
leksykon
nadolziaitski,
BOTuta
Opole 1990, ss. 200.
\\' ostatnich latach dzięki działalności stosunkowo szerokiego JUZ grona badae7.:i .._, centrum tej działalności jest Opole, a kieruje nią, wkładając w to całą duszę Zenon Jasiński - wiedza o dziejach Zaolzia. o kulturze tego terenu, o uporczY"'-'Ymtrwaniu ludności zaolziańskiej przy polskości znacznie się poszerzyła. Wystarczy przypomnieć
wydane ostatnio dwie cenne prace: o c7.asopiśmiennictwie
w języku polskim na terenie Czechosłowacji 1 i o działalności kulturalno-oświatowej Polaków zza Olzy w okresie międzywojennym'.
Obie stanowią znakomite
syntezy, efekt wielu lat pracy. Podobnie wysoko ocenić należy "Mały leksykon
lladolziański", chof ten jest dopiero zwiastunem, oby jak najrychlej
wydanego,
leksykonu "dużego", który - w co nie ma powodu wątpić - w pełnym świetle
ukaże skalę dokonail zespołu zwanego tu umownie "opolskim". W rzeczywistości
stanowi:l go badacze z całej Polski, połączeni zainteresowaniami
pograniczem polsko-czesko-niemi~c;:im 8, a zwłaszcza jego istotnym fragmentem, Śląskiem Cieszyńs~i:n.
St. Z~hra(lnlk,
Czasol'L<rnieunictwo
w Języku
pOisi{im na terenie
Czechosłowacji
I'Hf.-1938, Opole 19&9.
• Z. JasińskI.
Działalność
kulturalno-oświatowa
Polaków
za Olzą 1920-1938, Opole
• Z. Jasit"ski,
.J. Korbel
(red.),
Zderzenia
l przenikanie
kultur
na pograniczach.
riaiy 'z l<QufNen,,!1 naullOwej
w Opolu, 19-20 październIka
198'7 r.. Opole 1989.
I
w
Ja-
t~~;,
1990.
J'vf..ate-
252
Na "Mały leksykon nadolziański"
złożyły się hasła tematycznie związane je-dynie z 'tą częścią Śląska Cieszyńskiego, obszarem przyznanym
Czechosłowacji
w 1920 roku, który u nas tradycyjnie nazywany jest Zaolziem. Stanowi to wyodrębnioną, skromną część pełnego opracowania, tzw. Leksykonu Polaków w Czechosłowacji, obejmującego całość problematyki, a znajdującego się wciąż na warsztacie. "Mały leksykon ..." nie posiada pełnego aparatu naukowego (brak bibliografii
przedmiotowej przy poszczególnych hasłach), przez co jest pozycją popularną, lecz
i tak niezwykle godną uwagi. Zanim bowiem doczekamy się pełnego i w pełni
naukowego wydania Leksykonu, "mały" spełniać będzie funkcję jego zwiastuna
i swoistej reklamy. Hasła w nim prezentowane, co warto dodać, drukowane już
były w pierwszej wersji na łamach miesięcznika "Opole" w latach 1986-1939.
Reakcja czytelników "Opola" była gorąca, dzięki nim uzupełniono wiele luk
w materiałach,
wiele kwestii sprecyzowano. To odwołanie się do czytelnika ma
dodatkowy sens, pozycja prezentowana adresowana jest - co wyraźnie podkreśla
Zenon Jasiński - przede wszystkim do mieszkańców Zaolzia. Pisze on czym ma
być w przyszłości "Leksykon Polaków w Czechosłowacji": "Jego celem nie jest
wzniecanie waśni narodowościowych
lecz ukazanie, że mieszkające tu grupy narodowe znajdowały warunki rozwoju a jedynym celem badań jest zgromadzenie
wiedzy o ludziach i ich działalności na tym terenie".
Zapewne, nigdy dość przypominania o konieczności obiektywizmu w bada"iach
naukowych, w tym wszakże wypadku podobne zastrzeżenia S'l - w moim przekonaniu zbędne. "Leksykon ..." będzie (\¥noszę tak po zapoznaniu się z jego
częścią, z "Małym leksykonem nadolziańskim")
znakomitym przykładem obiektywizmu. "Mały leksykon ..." nie zawiera ani cienia szowinizmu, nie eksponuje wcale
(a przecież byłoby co eksponować!) antypolskiej
działalności państwa czechoslowackiego, ezy czeskich środowisk nacjonalistycznych
w różnych okresach historycznych. Sądy i opinie, o ile w ogóle w nim występują, są niezwykle wyważoE",
tak wyważone, że podobnych należałoby sobie życzyć ze strony nauki czechosłowackiej.
A przecież zachowanie obiektywizmu nie było wcale łatwe; chodzi wszak o region, którego dzieje wypełniają waśnie etniczne, konflikty narodowe, tarcia religijne oraz - choć to już niezbyt modne określenie - walki klasowe. Teren zmieniający kilkakrotnie
przynależność
państwową,
fenomenalnie
zróżnicowany pod
niemal każdym względem, mimo swej stosunkowo niewielkiej powierzchni. teren
stanowiący zapalne ognisko i przedmiot wszelkich politycznych machinacji.
Publikacja omawiana zawiera 269 haseł różnej objętości, od lakonicznych do
bardzo obszernych, mających znamiona opracowań syntetycznych, np. hasło "Szkolnictwo polskie na Zaolziu". Dominują, co zrozumiałe, hasła biograficzne, są one
doskonałym wstępem do zrozumienia Zaolzia, jego dramatycznych
dziejów, które
odcisnęły piętno na każdej bez wyjątku biografii prezentowanej
w "Małym leksykonie ...". Niejeden działacz zaolziański kończył życie tragicznie, w kazamatach.
obozach koncentracyjnych,
pod kulami plutonów egzekucyjnych; czasem na zesłaniu, niekiedy na emigracji w obcych krajach. Co biografia, to dramat. Cóż, t;:ki
widać los pisany ludziom tej pięknej i tragicznej ziemi. A miała ona i ma s~·"ó\V
aktywnych na każdym polu, od polityki poczynając, na nauce kończąc. Zdumiewa
ilu wybitnych polityków, działaczy, wynalazc6w, badaczy, kapłanów (katolickich
i ewangelików) wydało Zaolzie; ilu artystów. A przecież prezentowane przez Zenona Jasiilskiego biografie stanowią tylko wybór, nie o każdym wybitniejszym
Zaolziaku możemy przeczytać w Leksykonie.
Są i inne hasła: organizacje, tytuły prasowe, miejscowości wraz z istniejącymi
253
w nIch polskimi placówkami kulturalnymi
itd.. itp. Niosą one wiedzę ogromną,
umiejętnie czytane potrafią powiedzieć bardzo wiele, więcej niż zwykłe hasło
encyklopedyczne;
układają się w syntetyczną panoramę problemów regionu, stanO''\'ią jego dzieje, dzieje zbiorowości polskiej poddawanej systematycznemu
procesowi wynarodawiania,
zbiorowości świadomie i z niemałą siłą wynarodawianiu
opierającej się. Także i w czasach najnowszych, wbrew pozorom i deklaracjom,
wcale nie mniej trudnych niż mi.nionedziesięciolecia.
"Mały leksykon nadolziański" winien trafić nie tylko do rąk każdego Polaka
na Zaolziu, winien trafić do rąk każdego Polaka w kraju. Nie trafi jednak, niestety, nakład tej pozycji jest bowiem żenująco mały, wynosi zaledwie 200 egzemplarzy (tak, to nie pomyłka, 200!). Należy żywić nadzieję, że mimo trudnej sytuacji ogólnej, dojdzie do masowego wydania Leksykonu i do rozprowadzenia
go
na Zaolziu. Polecamy tę sprawę Wspólnocie Polskiej, która ma szansę podobnymi
akcjami zatrzeć niemiłe wrażenie po swojej poprzedniczce,
Towarzystwie
"Polonia".
Rozprowadzenie
"Małego leksykonu zaolziańskiego"
na Zaolziu .jest używając dużego słowa, ale tu chyba właściwego - konieczne dla podtrzymania
polskiej świadomości mieszkańców tego regionu, mieszkańców, kt6rzy nie są co
kilka razy sugeruje Leksykon - wcale Polonią (ta tworzyła się w wyniku migracji), lecz P o l a k a m i mieszkającymi poza Polską w wyniku splotu wydarzeń historycznych.
Niezwykle interesujący, odznaczający się wysokim poziomem naukowym "Mały
leksykon nadolziański" stanowi cenną pozycję w dorobku ośrodka opolskiego, budzi także wielkie nadzieje i oczekiwania. Czekamy na "Leksykon Polaków w Czechosłowacji" z wielką niecierpliwością.
Ryszard
Mikołaj I w a n o w, Polacy w Związku
Radzieckim
w latach
dawnictwo Uniwersytetu' Wrocławskiego, Wrocław 1990, ss: 424
Kantor
1921-1939, Wy-
Praca' M. Iwanowa jest studium historycznym,
jedynym jak 'rlotąd i bardzo
potrzebnym opracowa;niem' dziejów dużej grupy Polaków, którzy p6' powstaniu
Związku' Radzieckiego' i po' wyznaczeniu w traktacie' ryskim jego granic zachodnich, znaleźli się w tym. państwie. Jest to jednocześnie' praca, która jako pierwsza
wykorzystuje nieznane dotąd materiały archiwalne a także bogate zasoby radzieckiej, W tym przede wszystkim' polsko-radzieckiej,
prasy. Obejmuje Polaków przede
wszystkim na Ukrainie i Białorusi, także w największych miastach Rosji, i tylko
bardzo ogólnie informuje o Polakach poza tymi terenami. Autor nie zdołał zgromadzić,z
czego zresztą nie robię zarzutu, gdyż wymagałoby to odrębnych poszukiwań, danych o grupach Polaków rozsianych po rozległych terenach azjatyckich
ZSRR, od Dalekiego Wschodu po Kaukaz. Nie daje m.in. analizy sytuacji Polaków
deportowanych
w połowie lat trzydziestych
z Ukrainy do Kazachstanu.
To właśnie zainteresowanie
kazachstańskimi
Polakami było przyczyną sięgnięcia po książkę M. Iwanowa. Etnologbadacz tej wyjątkowej
grupy Polaków,
boryka się bowiem nie tylko z brakiem współczesnych wiadomości ale i dotyczących ich historii. Niedostatecznie znane są najdawniejsze
dzieje Polaków na "dalszych Kresach" (używam tego terminu w znaczeniu przyjętym przez M. Iwanowa - ziemie, które należały do I Rzeczypospolitej 'a nie znalazły się w granicach
254
II Rzeczypospolitej), włącznie z XIX i początkami XX wieku. Przede wszystkim
jednak nie wiedzieliśmy o losach Polaków w ZSRR w okresie międzywojennym.
Choć książka M. Iwanowa nie dostarcza nam wiedzy o szczegółowych celach. rozmiarach i przebiegu masowej deportacji ludności z Ukrainy do Kazachst,mu pierwszej wielkiej zbrodni stalinowskiej
wobec Polaków - oraz tragicznych poezątkach bytowania polskich spiecpieriesielencow
w Azji, to jednak pozwala lei)icj
zrozumieć okoliczności tego wydarzenia. Otwiera drogę do dalszych badań. w których wykorzystane
być muszą zarówno relacje uczestników i Io1wiadków dr<Jrnatycznych losów Polaków jak i radzieckie dokumenty dotyczące tej sprawy.
Cel pracy, jakim było monograficzne przedstawienie dziejów Polaków \IT wyodrębnionym okresie historii ZSRR, przeplata się z innym celem, a mianowicie z próbą opracowania rozwoju i upadku idei i praktyki radzieckiej, polskiej autonomij
narodowej. Obydwa te cele nie są z sobą sprzeczne. Radziecka autonomia polska,
nazywana w pracy radzieckim eksperymentem
polonijnym, znana głównie dzię~:i
pelskirn rejonom narodowościowym Marchlewszczyżnie i Dieriyńszczyżnie, określił;]
losy Polaków w ZSRR nie tylko w okresie międzywojennym
ale i na dlugo
potem.
Wywarła
zresztą swój wplyw również
na sposób kształtowania
~:ystemu władzy w Polsce po roku 1945. Zetknięcie się idei i praktyki tej autonomij
z charakterem i potrzebami kulturowymi i politycznymi Polaków w ZSRH w okresie międzywojennym
stanowi bowiem najbardziej istotną sferę rzeczywistosci tego
okresu, klucz do zrozumienia całościowej sytuacji Polaków w obrębie totalitarywHl
radzieckiego. To właśnie polityka narodowościowa. z jej rozlicznymi wewnE~trzny:ni
i zewnętrznymi
uwarunkowaniami,
spowodowała mllło znany, chol' sygnalizowan~"
już w czasopiśmie "Sprawy Narodowościowe", fakt ściągnięcia w latach 1923-192'>
ponad 100 tysięcy Polaków (:{7.800 rodzin) z Rosji centralnej i Syberii i osiedier:i;;
ich na radzieckiej Ukrainie i Białorusi. To "eksperyment polonijny" doprowadzi) do
repolonizacji,
poprzez powrót do języka polskiego, tysięcy wynarodowionej
iucnoś ci polskiej. Wreszcie krach tego eksperymentu i jego od\vołanie wywołało bezprzykładne represje, które ułatwiły depolonizację "dalszych Kresów" i na dlugo
utrwaliły psychozę antypolską w ZSRR
Problematyka
narodowościowa,
tak silnie zaakcentowana
w książce lVI. IW'lnowa, powoduje dodatkowe zainteresowanie nią etnologa. Cenne są tam uwagi dotyczące etnicznego charakteru
Polaków w ZSRH i rodzaju występującej
wśród
nich świadomości narodowej. Autor przypomina o wiel()('tnicznej genezie Polonii
radzieckiej, w której składzie znalazły się również grupy genetycznie niepolskie:
ukraińskie, białoruskie LI nawet rosyjskie, nie wspominając już o tatarskich, ormia'Jskich czy żydo\vskich, przyjmujące w rozmaitych okresach katolicyzm i ulegające
polonizacji. Warto tu dodać, że jednocześnie dokonywały się odwrotne procesy rutenizacji czy białorutenizacji,
w których poważną rolę, jak tego chcą niekt6rzy
nasi historycy, odgrywał kościół unicki. Wieloetniczna geneza polskości kresov"ej
i skomplikowany,
wielekroć tragiczny charakter
stosunków narodowych powodowały, że nie zawsze cechy etniczne decydowały o samoidentyfikacji
narodowościowej. Autor słusznie zauważa, że identyfikacja
z polskością nie zawsze związana
była ze znajomością języka. Przypomina także, że nie zawsze znajdywała op;,rcie
we wzorach kultury ludowej, genetycznie polskich. Natomiast jej silną podstawq
była religia. Nie powiodły się, o czym pisze autor, poza nielicznymi wyjątkami.
próby rozpowszechnienia
wzorca Ukraińca i Białorusina rzymskich k:'ltolik6w.
Inną cechą polskiej świadomości narodowej na Kresach było przekonanie o pewnej wyższości kulturowej polskości, mającej historyczne oparcie w polskiej etnicznie i spolonizowanej szlachcie, szczególnie licznej szlachcie zagrodowej, przetrw,)lej
255
jako odrębna i dostrzegalna formacja społeczno-kulturowa
jeszcze do okresu międzywojennego. Charakter
Polaków jako etnoklasy , antagonizującej
wobec siehie
inne grupy etniczno-społeczne, nie uległ zapewne wówczas jeszcze w pamięci społecznej zatarciu, mimo podkreślanego przez M. Iwanowa braku lepszej pozycji majątkowej ludności polskiej.
Pogranicza i przemieszanie różnorodnych grup i kultur etnicznych, przy jednoczesnym skomplikowaniu się sytuacji narodowej w związku z polityczną dominacjq Rosjan po upadku państwa polskiego i intensyfikacją
procesów tworzenia
się narodu ukraińskiego i białoruskiego, sprawiły, że charakter i sposób wyrażania
polskiej świadomości nurodowej przybrały na Kresach szczególną postać. Ma rację
M. Iwanow, że świadomość ta nie zawsze nakazywała wyznaczanie ostrych granic
przynależności narodowej. Zmiana polskiej czy innych przynależności narodowych
lub ich niepewność, a również zjawisko braku świadomości narodowej, były na
kresach 'Al XIX ina początku XX wieku zjawiskiem stosunkowo częstym. Z drugiej strony pojawiło się, a czym także pisze M. Iwanow, ukrywanie swej narodowości przez licznych Polaków, związane z represjami narodowościowymi ze strony Rosji
a. póżniej Związku Radzieckiego. Mieliśmy więc do czynienia zarówno ze świadomością narodową nieostrą czy nieutrwaloną
jak i ukrywaną, ale obok tego niesłych.mie silną, odporną, reprezentującą
"prawdziwie
patriotyczne,
polskie postawy, które szczerości przekonań narodowościowych,
nowo objawionych duchem
polskości, graniczącym z fanatyzmem, zadziwiały nawet najbardziej
konsekwentnych przeciwników mlrodowej ksenofobii" (s. 42). Podstawą dla tak ukształtowanej.
postawy narodowej obok czynników etnicznych, takich jak język i religia, poczucie wartości a niekiedy wyższości kultury polskiej i poczucie krzywdy, był stosunek
do Polski jako ojczyzny i państwa i jej historii. W Związku Radzieckim w okresie międzywojennym próba przeciwstawienia
żyjących tam Polaków państwu polskiemu, początkowo odróżnianemu
od żyjącego w nim "ludu pracującego",
a w
okresie represji stalinowskich traktowanemu
jako zagrożenie w praktyce łącznie,
stanowiła podstawowy kierunek wychowania Polaków "radzieckich". Dlatego też
w naszych próbach zrozumienia Polaków z ZSRR musimy uwzględnić pozbawienie
ich możliwości doświadczenia państwa polskiego, zarówno międzywojennego
jak
i powojennego, i w związku z tym jego symboliczny a nie funkcjonalny
wymiar.
Winniśmy zrozumieć ponadto ambiwalentny
stosunek tych Polaków do Zw~zku
Radzieckiego jako z jednej strony organizatora represji a z drugiej miejsca egzystencji i radzieckości jako systemu polityczno-ideowego a nawet wzorca wspólnoty
polityczno-etnicz.nej przedstawia.nego jako najlepszy i wymuszanego.
Na koniec parę zaczerpniętych z pracy M. Iwanowa informacji a folkloryzmie
i ehwgrafii w życiu kulturalnym, szkolnictwie i nauce polskiej w ZSRR w okresie
międzywojennym. Zespoły pieśni i tańca, które się tam pojawiły, zapewne czerpały, w związku ze słabością miejscowej polskiej kultury ludowej, raczej z repertuaru narodowego. O oddaleniu od tej kultury ludo'ń'ej, ale przede wszystkim
o narastającej
podejrzliwości
i zbliżających się masowych represjach,
ś\viadczy
oskarżenie o antyradzieckość
i nacjonalizm nauczycieli szkoły polskiej w Odessie,
w której zespół szkolny wystąpił pod koniec lat trzydziestych w strojach krakowskich, uznanych za szlacheckie i potępionych. Po polsku wykładano etnografię
Słowian na II roku a ludową twórczość literacką na III roku Sekcji Polskiej Wydziału Mniejszości Narodowych Zachodu, Instytutu
Pedagogicznego im. Hercena
w Leningradzie - najdłużej pracującej placówce szkolnictwa wyższego przygotowującej nauczycieli szkół polskich. W Sektorze Polskim, przekształconym
w roku I ói33 w Instytut Polskiej Kultury Proletariackiej,
Akademii Nauk Białoruskiej
256
SRR, obok tzw. komisji (pracowni) historycznej oraz języka i literatury, pracowała
także komisja etnograficzna.
Książka M. Iwanowa pozwala zmniejszyć naszą niewiedzę o losach Polaków
"radzieckich" w szczególnie mało znanym okresie międzywojennym. Stanowi jednocześnie zapowiedź dalszych opracowań autora, nie-Polaka, który dobrze rozumie
skomplikowaną
rzeczywistość etniczną i narodową "dalszych" Kresów i istotę totalitaryzmu radzieckiego a zarazem zafascynowany jest zjawiskiem kresowej polskości. Dlatego szkoda, że książka ta wydana została niestarannie i w mikroskopijnym nakładzie 400 egzemplarzy.
Zbigniew
Lucjan
K o c i k, Polski farmer
w Ameryce.
Wisconsin w USA, Wrocław i in. 1990, ss. 224.
Studium
na
Jasiewicz
przykładzie
stanu
Z roku na rok wypełniają się luki w poznaniu dziejów i współczesnej sytuacji
Polonii na świecie. Do niedawna jedną z najmniej poznanych jej części była wiejska zbiorowość polonijna w ·stanach środkowego zachodu USA, powstała w połowie
XIX wieku i do dziś zachowująca, jak to wynikało z nielicznych materiałów o charakterze przyczynkarskim,
silną świadomość polskiego pochodzenia, mimo wyraźnego już zaniku rodzimego języka i polskiej tradycji. W ostatnich latach, nawet
na tle żywiołowo rozwijających się badań polonijnych, poznanie farmerskich zbiorowości polskiego pochodzenia w USA wyraźnie postąpiło naprzód. Prace W. Szulista t, interesująca praca magisterska D. Kolińskiego 2, dziś zbierającego materiały
do pracy doktorskiej, a przede wszystkim recenzowana monografia L. Kocika, pod
wieloma względami rewelacyjna, są tego widomym dowodem.
Studium L. Kocika to rezultat wielomiesięcznych, systematycznych badań przeprowadzonych
w Stanach Zjednoczonych, ale również pośrednio wynik poprzednich badań autora, jego zainteresowań
przemianami
współczesnych zbiorowości
chłopskiCh w kraju 8. Wypracowane przy tej okazji narzędzia badawcze ·zastosowane zostały z powodżeniem do analizyżbiorowości
farmerskiej
w· WISconsin.
L .. Kocik okazał się wytrawnym analitykiem, który potrafił do maksimumt.vyko·
rzYstać materiały zebrane podczas długich badań terenowych vi kraju i pota jego
granicami.
Praca składa się ze wstępu i siedmiu rozdziałów, w których ukazano, ·na tle
ogólnego procesu
emigracji ż· ziem polskich, wychodźstwo polskie, a zwłaszcza
jego odłam· osiedlający się w stanie Wisconsin. Krok po kroku śledzimy wraz
z autorem przeradzanie się tej grupy z "zamkniętego klanu" - zgodnie zokreśIe~
niem L; Kocika '- w zbiorowość integralnie związaną z życiem i gospodarką terenu. Dzieje farrrier6wpolskiego
pochodzenia w Wisconsin to w r6wnymstopniu
dzieje oswajania dziewiczego najczęściej obszaru, co dzieje asymilacji grupy o silnej odrębności do wielce· zróżnicowanego i znajdującego
się w fazie tworzenia
tamtejszego społeczeństwa: Społeczeństwo to tworzyło się z rozmaitych grup emi1 Zob. np. w. Szullst, Z przeszłości Kaszubów
w Poront£, WisconsIn, "Studia Polonijne",
t. 6, 1985.
'Zob. D. Kollńskl, zarys powstania I rozwoju osadpotsklch
w środkowym
Wisconsin,
USA, "Przegląd Polonijny", r. 14: 1988, .z. 1; tenże: Przemiany
obrzędu wesetnego w polonijnej
zbiorowości
powiatu Portage, Wisconsin, USA, tamże, r. 15: 1989,z. 2.
, Zob. L. Koclk. Rodzina chłopska w procesie modernizowanta
stę wsi potsktej, Kraków
1986.
257
grantów, wśród których najwyraźniej
dominowali Skandynawowie,
nie Anglosasi.
Jest to specyfika nie tylko Wisconsin, ale również np. Minnesoty. Przypomnijmy
sobie przy okazji powieści V. Moberga ukazujące osiedlanie się Szwedów na tych
terenach. Niewiele lat po nich przybyli tam chłopi polscy i stali się ich sąsiadami.
Nawiasem mówiąc L. Kocik interesując
się przede wszystkim procesem modernizacji gospodarki chłopskiej w rzeczywistości, jak sam pisze widzi ten proces jako
"inkorporację
określonych kategorii społecznych (tu polskich farmerów - R. K.)
w system społeczeństwa globalnego".
Praca L. Kocika ma wyraźnie historyczno-socjologiczny
charakter, o czym zadecydowały względy poznawcze i dostępny materiał. Zgodnie ze slowami autora
studium "stanowi próbę socjologicznej analizy etapów pokonywania trudności związanych z wyzwaniem jakie przed kolejnymi generacjami
chłopskich emigrantów
z Polski staftowił ••nowy świat", procesu coraz pełniejszego
wchodzenia w ten
świat, oraz problemów związanych z aktualnym funkcjonowaniem
ich rodzin w społeczeństwie amerykańskim"
(s. 14). Oczywiście, byłoby rzeczą pożądaną, aby towarzyszył temu opis kultury badanej grupy (jej stylu życia, zwyczajów, obrzędowości), co uczyniłoby niektóre fragmenty pracy mniej zdawkowymi. Miejmy nadzieję,
źe lukę tę wypełnią badania wspomnianego już D. Kolińskiego.
L. Kocik jak najtrafniej
posłużył się w analizie asymilacji strukturalnej
opisywanej zbiorowości farmerskiej
kategorią modernizacji.
Teza, że wymóg modernizacji warsztatów produkcyjnych
(w tym przypadku farm) przyspiesza asymilację
strukturalną,
tylko z pozoru jest oczywista. Tak naprawdę, dopiero rzetelny material empiryczny, przytoczony przez autora, pozwala pełniej zrozumieć istotę proct.'su modernizacji
i jego dalekosiężne skutki, wykraczające
znacznie poza sferę
produkcji. Jasne i logiczne ujęcie relacji między procesami asymilacji i modernizacji, czemu poświęcony jest rozdział VII pracy, stanowi - w moim przekonaniu - liczący się wkład L. Kocika w rozwój polskich badań nad skomplikowanymi
zagadnieniami funkcjonowania
społeczeństw wieloetnicznych.
Farmerzy polskiego pochodzenia
w Wisconsin to zbiorowość znajdująca
się
od początku swojego istnienia w procesie przemian. Grupa ta zmieniała się i zmienia wraz z postępami asymilacji, wraz ze zmianami wsi amerykańskiej,
przeżywającej kolejne rewolucje agrarne, koniunktury
i kryzysy, meandry państwowej
polityki rolnej. Za wielką zaletę recenzowanej
pracy uważam jej wielowymiarowość oraz to, że jej autor potrafił ukazać polskiego farmera na szerokim tle historyczno-społecznym, nie gubiąc ludzkiego wymiaru jego egzystencji. Uważny i wnikliwy czytelnik znajdzie w pracy wiele aktualnego materiału do dyskusji o współczesnej kondycji polskiego rolnictwa, które chcąc dotrzymać kroku gwałtownym
przemianom rolnictwa światowego oraz nie zagubić się w burzy przemian targających Polską, szuka swojej drogi. Przykłady
amerykańskie
znaczone błędami
t ślepymi szlakami wydają się niezwykle interesujące.
Ryszard
Emil
O r z e c h o w s k i,
Teatr
polonijny
w Stanach
Zjednoczonych,
Kantor
Wrocław
1989, ss. 332, i1.
Nie sposób zaprzeczyć, że badania nad powstawaniem,
rozwojem i przemianami oraz nad kulturą zbiorowości polonijnych w świecie uległy w ostatnich latach wyraźnemu przyspieszeniu. Niemal każda na ten temat ukazująca się pozycja
17 Lud t. LXXIV
258
wydawnicza wypełnia jakąś poważną lukę, co zresztą poniekąd świadczy o d!ugoletnim zaniedbaniu problematyki. Szczególnie zasłużona w wypełnianiu luk jest
Biblioteka Polonijna, której 21 tom stanowi praca krakowskiego historyka teatru
Emila Orzechowskiego o dziejach teatru polonijnego w Ameryce; praca bez żadnej taryfy ulgowej pionierska, bogata w fakty i uogólnienia, godna wnikliwej uwagi
nie tylko badaczy Polonii.
Otrzymaliśmy dzieło nadzwyczaj bogate zarówno ze względu na zakres poruszanych zagadnień (a także ich rangę), jak i horyzont czasowy, który obejmuje.
Autor dokonawszy ogromnej kwerendy żródłowej podczas kilku dłuższych pobytów w USA, a sam proces gromadzenia rozproszonych materiałóv,,' i ich krytyka
wydają się przedsięwzięciem heroicznym, zrealizował dzieło niezmiernie ambi~ne:
objął całość dziejów sceny polskiej w Stanach Zjednoczonych, od momentu jej
narodzin w latach siedemdziesiątych XIX wieku, aż po współczesność. Poprzedników w tym dziele miał niewielu, temat właściwie leżał odłogiem. Sytuacja dla
badacza i komfortowa i ryzykowna, czego szerzej dowodzić nie trzeba.
Bogactwo omawianej książki, wielość podejmowanych
przez autora wątków,
w różnym zresztą zakresie i stopniu omawiania, skłania mnie do koncentracji na
pewnych tylko elementach całości, tych zwłaszcza, które mnie. jako badacza Polonii amerykańskiej szczególnie zajmują. Nie będę na przykład wnikał w kwestię,
czy autor bazujący na żródłach, mimo wszystkich jego zabiegów i starań, szczątkowych, właściwie zrekonstruował
dzieje teatru polonijnego, czy oddał sprawiedliwość wielkim postaciom ruchu teatralnego,czy
nie pominął liczących się o~Todków, zespołów itp. Bez wątpienia
w. przyszłości niejedna informacja
zawarta
w prezentowanej
pracy zostanie· uściślona, niejedna okaże się w świetle nowych
źródeł błędna. Nie zmieni to jednak faktu, o czym jestem przekonany, iż zaryso~
wany w dziele Orzechowskiego obraz roli teatru - amatorskiego, półzawodowego
i zawodowego - w życiu Polonii amerykańskiej
podany został trafnie, rzec7.Q;;'·o
i wielce sugestywnie.
Teatr polonijny był zjawiskiem
odmiennym
od krajowego
teatru zarówno
zawodowego, jak i amatorskiego. Oddajmy głos autorowi: ••...teatr, o którym piszemy - zauważa - uformowany został z jednej strony przez tradycję wyniesioną
ze Starego Kraju, z drugiej jednak na jego rozwój oddziałały mocno· specyficzne warunki amerykańskie,
które kształtowały nie tylko zasady działania sa~
mego teatru jako instytucji, ale i wpływały na zainteresowania publiczności, określały jej gusta i potrzeby. To właśnie publiczność ta, a był od niej byt teatru. polonijnego bez reszty uzależniony, decydowała o takim, a nie innym jego kształcie organizacyjnym
i artystycznym poziomie ... Artystyczne ambicje twórców scen
polonijnych, z reguły wzorowane na przykładach krajowego teatru zawodowego,
musiały w ostatecznym rozrachuku uwzględniać życzenia i możliwości percepcyjne
publiczności, której kulturalne potrzeby były skromne, a często rodziły się dopiero
lub ujawniały na emigracji".
Przyjrzyjmy się zatem owej publiczności, która stanowiła o specyfice te:,:ru
polonijnego, o jego zasadniczej odrębności każącej zaliczyć go do przejawów tzw.
kultury polonijnej, genetycznie ściśle z kulturą polską związanej (choćby p.r~ez
język przekazu), lecz przecież z nią nie tożsamej. Przypomnieć nale;:y, że gros owej
teatralnej publiczności (a także spora liczba wykonawców w trupach amatorskj~h)
to chłopi, emigranci z wielkiej fali wychodźst\'.'a wiejskiego końca XIX wieku
i początków wieku XX. Ich potrzeby kulturalne
są mało wyrafinowane. Sil to
często półanalfabeci i analfabeci znający jedynie lokalną gwarę. Owi wychorl;'cy
są w słabym stopniu, bądź nie są wcale wprowadzeni w dziedzictwo kultury narodowej. Część z nich przybywa jednak z terenu, gdzie uspolecznienie chłopów
jest już zaawansowane (Wielkopolska, Galicja Zachodnia), gdzie pierwociny te~:tru
amatorskiego na wsi, pomyślanego jako wstęp do wyższej kultury, ksztaltO\valy
gust, a zwłaszcza samą potrzebę teatru. Na gruncie amerykańskim
teatr amatorski,
można powiedzieć po prostu teatr ludowy, rozkwita w sposób nadzwyczajny, st.aje
się jedną z najbardziej ulubionych rozrywek, dla wielu rozrywką nader aktywną
Tworzące się polonijne zbiorowości, polonijne parafie i organizacje
wszelk i(~go
typU niemal od samego początku swego istnienia wyłaniały mniej lub bardziej
trwałe amatorskie zespoły, dając tym wyraz zrozumienia
dla roli i siły teatru
jako środka przekazu. Repertuar tych zespołów stanowiły przede wszystkim tzw.
dramaty ludowe. "Co przez "dramat ludowy" rozumiano... - pisze autor - tego
dokładnie nie wiemy; wydaje się, że w odróżnieniu od krajowego bohatera wiejskiego i wiejskiej problematyki, tu temat i charaktery nie miały decydującego znaczenia. Natomiast sztuka uznawana za ludową musiała być prosta, mieć wartk;1.
trzymającą w napięciu akcję, spory ładunek łatwego humoru, wyraziste postaci,
dydaktyczne przesłanie
(moralne lub patriotyczne),
nie wprowadzać
elementów
tragicznych, za to dużo folkloru - śpiewy i tańce w sztuce były jej dobrą reklamą.
"Janek z Ojcowa" zaczął już wtedy ewoluować w stron<; musicalową; skończyło
się niestety na popularności "Wesel polskich".
Oczywiście zasadne jest utyskiwanie na poziom owych amatorskich czy półzawodowych teatrów i ich repertuaru. Nie mogły być inne biorąc pod uwagę możliwości recepcyjne widzów. Ambitniejsze
próby, o których autor szeroko pis:·:e.
mip.ły na ogół żywot krótki i kończyły. się rozczarowanięm,
także finansowym.
Teatr polonijny w Stanach. Zjednoczonych istnieć mógł jedynie jako teatr Polonii
amerykańskiej,
to znaczy jako teatr dostosowany do masowego, prostego widza,
z jego mało wyrafinowanymi gustami.
Jakikolwiek
pod względem poziomu artystycznego
był ów teatr, spełniał
istotne funkcje, wśród których funkcja poznawcza, rozrywkowa, dydaktyczna i integracyjna wysuwają się na czoło. Nie ulega wątpliwości wielka rola teatru polonijnego jako nauczyciela języka polskiego. Dla mas emigrantów z trzech zaborów
mających jedynie gwarę, teatr był płaszczyzną integracji
językowej. Repertuar,
w znacznej mierze o tematyce historycznej i patriotycznej, stawał się płaszczyzną
integracji narodowej, czego nie można przeoczyć. Siłę oddziaływania
teatl'u doskonale rozumiał Kościół dbający, o ile tylko miał na to wpływ, a obecność w repertuarze wątków religijnych. W mniejszym zakresie poprzez teatr propagowały
swoje idee ugrupowania
polityczne, np. socjaliści. Nie można też zapominać, ~:e
dla wielu widzów teatr etnic2lny był jedyną, zatem nie alternatywną,
formą kontaktu z kulturą.
Oddziaływanie
teatru na Polonię amerykańską
z czasem zmalało. Przyczyn
było wiele, do najważniejszych
należą bez wątpienia:
słabnięcie fal emigracyjnych, rozpad getta etnicznego, słabnięcie polonijnej parafii, amerykanizacja
zbiorowości polonijnej (język ułatwiał uczestnictwo w kulturze amerykal1.skiej), czy
wreszcie - co ma związek z przyczyną poprzednią - pojawienie się konkurentów teatru: kina i telewizji. Dzieje teatru polonijnego w US.;'\. są już. jak się zdaje.
na :wwsze kart.} zamkniętą. "Teatr dawny - pisze E. Orzechowski - tworzony
przez pokolenie emigracji przełomu wieków musiał po latach prosperity cofnąć się do etapu doraźnie organizowanych
przedstawień, granych bardziej dla
przyjemności niż dla zarobku. Niezdolny był do zmiany swej estetyki, poza sporadycznymi przypadkami nie próbował przejść na język angielski".
Istotnie, teatr polonijny w Stanach Zjednoczonych to karta zamknięta, ale
jakże ważna. Jeśli często słus;:nie wykazuje się, że polski chłop-emigrant
w~;lśnie
w USA nabywał, czy rozwija! swoją narodową świadomość, to w procesie tym
260
teatr polonijny odegrał niebagatelną
rolę. Wziąwszy pod uwagę fakt reemigracji,
pośredni wpływ teatru polonijnego na polską wieś poprzez reemigrantów nie ulega wątpliwości i winien być brany pod uwagę. Praca E. Orzechowskiego
dostarcza na rzecz takiej tezy wielu argumentów.
Wysoko oceniając omawianą pracę nie mogę jednak nie zwrócić uwagi na
pewien błąd faktograficzny. Otóż pisze autor dwukrotnie (s. 213 i 286), że regionalna organizacja Zaborowian i Pojawian (powstała ona zresztą w 1917, a nie w 1916
roku) w Chicago jest naj starszą organizacją tego typu. Były od niej starsze, np.
Klub Parafii Luszowice (powstał w 1912 roku) czy Klub Miechowice Małe i Klub
Miechowice Wielkie (oba powstały w roku 1915). O działalności chicagowskich
klubów grupujących wychodźców z parafii Zaborów (istniały cztery takie kluby),
w której to działalności teatr amatorski odgrywał niepoślednią rolę oraz o kulisach niedoszłego wyjazdu Jędrzeja
Cierniaka znanego teoretyka i praktyka
teatru ludowego - do Chicago (o czym E. Orzechowski niezbyt precyzyjnie napomyka) piszę obszernie w znajdującym
się obecnie w druku 24 tomie Biblioteki Polonijnej.
RyszaTd
Barbara
Sam. Kuplety
KantaT
S z y d ł o w s k a - C e g lowa,
Wojciech C h o j n a c k i, Polski wujek
polskie w AmeTyce, Wydawnictwo Polonia, Warszawa 1989, ss. 287, i1.
Coraz wyrażniej
rozwijające
się w ostatnich latach badania polonijne, nie
obejmowały do niedawna pewnych zagadnień, w przekonaniu badaczy, być może
nawet interesujących,
ale marginalnych.
Na szczęście podobne poglądy i podejście
do niektórych przejawów dorobku zbiorowości polonijnych na świecie jest już dziś
rzadkie i mało popularne. Badania polonijne wzbogacają się znacznie, obejmują
coraz to nowe obszary i zjawiska. Badacze ostatnio przyjrzeli się uważniej na przykład kulturze polonijnej, a zwłaszcza polonijnemu
folklorowi. Rezultatem są nie
tylko, skromne jeszcze, analizy tych zjawisk, ale również pierwsze publikacje oryginalnych tekstów z popularnonaukowymi
komentarzami.
Jaskółką czyniącą, miejmy nadzieję, wiosnę w dziedzinie popularyzacji przejawów folkloru polonijnego, jest zbiór kupletów polonijnych, wydanych przez poznańskich badaczy: Barbarę Szydłowską-Ceglową
i Wojciecha Chojnacklego. Publikacja ta zasługuje, jak sądzę, na uwagę nie tylko badaczy polonijnych, ale także
etnografów i folklorystów.
"Terminem kuplet - pisze we wstępie Wojciech Chojnacki - oznacza się piosenkę kabaretowo-rewiową
o różnej treści - miłosnej oraz aktualnej politycznej,
społecznej i obyczajowej, utrzymaną przeważnie w lekkim, żartobliwym tonie, ale
także refleksyjną i satyryczną. Czasem może to być piosenka wtrącona do komedii,
wodewilu, operetki, nawiązująca do treści tych utworów".
Kuplety, dziś już zamarły gatunek literatury popularnej, cieszyły się wielkim
uznaniem
wśród Polonii amerykańskiej
pod koniec XIX wieku, a zwłaszcza
w pierwszych dekadach wieku XX. Ich szczególny rozwój w polonijnych zbiorowościach w Stanach Zjednoczonych, wiązał się z bujnym rozkwitem polonijnego
teatru, zarówno amatorskiego, jak i zawodowego. Upadek teatru stał się także końcem kupletu, choć wcześniej występował on również samoistnie, popularyzowany
przez druki ulotne, zamieszczany na łamach prasy polonijnej, prezentowany w polonijnym
radiu. Jednakże
kuplet osiągał największy
efekt na scenie, w wy-
261
konaniu popularnego aktora, będącego niekiedy również autorem tekstu. Związku
twórczości kupletowej z dziejami teatm polonijnego wyraźnie dowodzi W. Chojnacki
w szkicu otwierającym zbiór.
Z kolei B. Szydłowska-Ceglowa
w szkicu "Kuplety jako zwierciadło Pok.nii
amerykaiiskiej"
przekonuj'lco
udowadnia,
że "kuplety
odbijając
rzeczywi~,tość
polską w Ameryce były w istocie krzywym zwierciadłem stworzonym przez Polonię i dla potrzeb samej Polonii". Były one żywą t·eakcją na zjawiska obyczajowe
i polityczne, stanowiły rodzaj krytyki i komentarza zbiorowego. Ośmieszały i piętnowały bawiąc współczesnych, a dzisiejszym badaczom dostarczając informacji o życiu Polonii, o jej nastrojach, świadomości, o przemianach systemu wat·tości zbiorowości polonijnych,
o postępującej
amerykanizacji
wychodźców,
co wyraźnie
objawiło si~ w języku kupletów, naszpikowanym
kalkami językowymi, pełnym
amerykanizmów,
co zresztą potęgowało efekty komiczne. a formie i tworzywie
językowym kupletów pisze w odrębnym szkicu B. Szydłowska-Ceglowa,
widząc
w nich nawiązania do znanych w ustnej literaturze ludowej gatunków, jak pieśń
dziadowska, ballada itp. Niektóre kuplety stanowią trawestację
utworów literackich bądź ludowych. Adresowane do mas polonijnych, wywodzących się w ogromnej większości ze wsi, wykorzystywały znane ludowi motywy i formy. Choć .ich
autorzy są na ogół znani i wiemy o nich, że w większości mieli pochodzenie inteligenckie, to formy rozpowszechniania kupletów, ich treść, są zdecydowanie lud(Jwe.
Kuplet uznać należy za rodzaj ludo"vej twórczości polonijnej, rodzaj \vykształeony na gruncie amerykańskim, w pełni oryginalny, choć mający "korzenie" w Starym Kraju.
Dla badaczy amerykańskiej
Polonii kuplety zgromadzone w omawianej publikacji, a jest ich kilkaset bardzo tematycznie zróżnicowanych, stanowić mogą ciekawe źródło do poznania obyczajowości zbiorowości polonijnej, jej języka itp.~ dla
czytelnika nie mającego profesjonalnych
zainteresowań
są po prostu mniej lub
bardziej dowcipnymi tekstami, pełnymi aluzji humoreskami. Można zbiorowi wróżyć popularność, do czego przyczynią się zapewne nie tylko krótkie, rzeczowe, przystępnie napisane komentarze oraz uwagi B. Szydłowskiej-Ceglowej
i W. Chojnackiego, ale również atrakcyjna oprawa całości wykorzystująca ilustracje zaczerpnięte
z oryginalnych wydawnictw kuplet owych.
Ryszard
Kantor
Stanisław
Z a h r a d n i k, Czasopiśmiennictwo
w języku polskim
na terenach
w latach 1848-1938, Wyższa Szkoła Pedagogiczna
im. Powstańców
Sląskich w Opolu, Studia i Monografie nr 146, Opole 1989, ss. 256.
Czechoslowacji
Wszelkie bibliografie, a w tym i bibliografie czasopism, to efekt długoletniej
i niezwykle żmudnej pracy. Poszukiwania większych i mniejszych zbiorów czasopism, czasami pojedynczych egzemplarzy nawet, prowadzą niejednokrotnie
przez
wiele miejsc i granic. Nie inaczej jest też w przypadku książki S. Zahradnika,
któremu "w ciągu 25-letniego żmudnego szperania i szukania udało się skompletować około 140 tytułów interesujących
nas czasopism, co stanowi pod względem
ilości tytułów największy zbiór tego rodzaju w jednym miejscu w ogóle" (s. 11).
I choć granica, w sensie fizycznym, do przekroczenia jest tu tylko jedna, to niewątpliwie powstanie dzieła stało się możliwe jedynie dzięki uporowi i wytrwałości autora, mieszkającego w zaolziańskim Trzyńcu, a publikującego często w Dols-
21)2
kich
periodykach naukowych, np. "Śląskim Kwartalniku
Historycznym Sobótka",
Polonijnym".
Nie jest moim zamiarem krytyczne recenzowanie samej bibliografii, chciałbym
jed!1ak przybliżyć tutaj potencjalnemu czytelnikowi układ i zawartość całej książki,
w której spis czasopism (wraz z materiałem
ilustracyjnym)
zajmuje około 70%
miejsca.
Pracę rozpoczyna krótki wstęp uzasadniający czasowe i terytorialne rozmiary
bib.liografii, omawiający źródła i dotychczasowe opracowania tematu oraz miejsca
przechowywania
zbiorów czasopiśmienniczych
(większość z nich znajduje się na
terytorium Polski; co ciekawe, autor wykorzystał także prywatne zbiory rodaków
zza Olzy). Tutaj również odnaleźć możemy charakterystykę
warunków społecznych
i politycznych w jakich wydawano polskojęzyczną prasę w części Cieszyńskiego,
zmieniającego nader często przynależność państwową, od austro-węgierskiej,
poprzez polską, czeską, polską, niemiecką i raz jeszcze czeską.
W rozdziale pierwszym, o zaskakującym
tytule - podobnie jak tytuł samej
książki "Rozwój czasopiśmiennictwa
polskiego na terenach
Czechosłowacji
1848-1939" omawia autor okres - od 6 V 1848 roku kiedy to w Cieszynie pojawił
się pierwszy numer "Tygodnika Cieszyńskiego", przemianowany
trzy lata później
na wychodzącą do 1939 r. "Gwiazdkę Cieszyńską" - do października 1938 roku miesiąca, w którym Wojsko Polskie przyłączyło Zaolzie do Macierzy.
Kolejny, drugi rozdział, poświęcony "Tendencjom rozwojowym w ujęciu statystycznym", zawiera omówienie rozwoju ilościowego i trwałości prasy, jej nakładów, formatów i objętości. Wymienione są tu także ośrodki wydawnicze, drukarnie
oraz nazwiska najbardziej
zasłużonych redaktorów,
między innymi Pawła Stalmacha, ks. Franciszka Michejdy i Tadeusza Regera. W rozdziale tym autor zawarł
również typologię podziału czasopism. Składają się na nią pisma ogólnoinformac,vjne, specjalne, urzędowe i pisma jako dodatki samodzielne. Pierwsza z grup dzieli
się następnie na narodową, socjalistyczną, komunistyczną
i duchem obcą, druga
natomiast
na wyznaniową.
młodzieżowo-dziecięcą,
fachowo-gospodarczo-literacką
i kulturalno-oświatową.
W przypadku każdej niemal typologii, również i tej, istnieją jednakże luki i nieścisłości. Jest tak chociażby w przypadku "Przyjaciela Dziatek" (poz. 121), kwalifikującego
się jednocześnie do pism wyznaniowych i młodzieżowo-dziecięcych lub "Trybuny" (poz. 152), jednocześnie komunistycznej i duchem
obcej. Niejasne jest też dla mnie połączenie w jednej podgrupie pism fachowo-gospodarczo-literackich,
a wydzielenie kulturalno-oświatowych.
I tak. w tej
pierwszej grupie znalazły się łącznie: typowo gospodarczy "Informator" (poz. 46),
handlowo-reklamowa
"Konrada Ilustrowana Gazeta" (poz. 51) oraz przede wszystkim oświatowy "Miesięcznik' Pedagogiczny" (poz. 64).
Dużą zaletą książki S. Zahradnika jest bogaty materiał ilustracyjny. obejmujący 113 reprodukcji
winiet czasopism i 38 jednostronicowych
kopii pierwszych
stron gazet. Choć i tu nie może obyć się bez zastrzeżeń; pierwszym z nich jest
często niealfabetyczny
układ ilustracji, drugim-powtórzenia.
Przykładowo, "Dziennik Urzędowy Rady Narodowej Księstwa Cieszyńskiego" pokazano na s. 59 - winieta i s. 62 pierwsza strona, podobnie jest w wypadku "Dziennika ustaw
j rozporządzeń
dla Księstwa górnego i dolnego Śląska", można to sprawdzić na
s. 59 i 63. Na całość materiału ilustracyjnego
warto jednak zwrócić baczniejszą
uwagę i z tego względu, iż stanowi on swego rodzaju "wybór tekstów" i umożliwia
lekturę kilkunastu
interesujących
artykułów
(pomijam tu wielkość druku, gdyż
do jego zmniejszonych rozmiarów zdążyłem się już przez ostatnie kilkanaście lat
przyzwyczaić). Szczególnie warte polecenia pozycje to: "Dziennik Polski" z 22 VII
1938 roku (s. 56), wspomniany już "Dziennik Urzędowy ...", "Gazeta Kresowa z 18 l
b'ldź "Roczniku
263
1934 roku (s. 71)" "Głos robotniczy i ludowy" z 2 IV 1938 roku (s. 82), "Nasz Kraj"
z 26 V 1933 roku (s. 115), "Nasz Lud" z 19 II 1927 roku (s. 1l6)~ "Prawo Ludu"
z 7 V 1931 roku (s. 149) i "Tygodnik Cieszyński" z 6 V 1848 roku (s. 201).
Z tytułóv.i "ciekawostek"
wymienić chciałbym
cztery: "Gazetę Zydowską",
wydawaną po polsku i mającą "stać na straży interesów żydostwa polskiego" (s. 72),
"Nowiny Spisko-O rawskie", optujące za "przyłączeniem obszaru spisko-orawskiego
do Polski" (s. 124), "Pieśni Ludu Polskiego na Śląsku", nadbitkę z "Zarania Śląskiego", dość luźno mieszczącą się w kategorii czasopism (s. 135) i gazetkę "Tur",
..!edyne znane polskie pismo nielegalne w Czechosłowacji w okresie międzywojennym" (s. 199).
Zastanawia mnie również fakt, że większość z 22 tytułów prasowych, do których autor nie zdołał dotrzeć pochodzi z wcześniejszej, opublikowanej w 1960 roku,
bibliografii A. Pilcha. Czy nie byłoby tu zasadne podanie z jakich źródeł korzystał
ten autor?
Redaktorzy i korektorzy książki nie ustrzegli się kilku błędów drukarskich
i językowych.
Na zakończenie chciałbym przytoczyć jeszcze kilka uwag natury ogólniejszej.
Niewątpliwie najgłębs7.ą przyczyną tak bujnego rozwoju prasy polskiej na Zaolziu
(szczególnie widocznego w porównaniu z okresem nam współczesnym), był wymuszony, a przy tym dla strony polskiej wysoce krzywdzący podział terytorium
Śląska Cieszyńskiego po I wojnie światowej. Wystarczy przypomnieć, iż w listopadzie 1918 roku zawarto układ pomiędzy polską Cieszyńską Radą Narodową,
a czeskim Narodnim Vyborem, na którego mocy rozgraniczono
sporne obszary
nieomal zgodnie z zasadą etnicznego podziału ludności. I być może, gdyby nie
doszło do zbrojnego ataku ze strony Czechów, problem prasy polskiej na Zaolziu,
prasy wydawanej tym samym poza granicami II RzeCZYPospolitej wcale by nie
zaistniał. Jak pisze S. Zahradnik "sam fakt, że przeciwnicy Polaków pisali w języku polskim świadczy o tym, jakim językiem posługiwała się miejscowa ludność
na tym obszarze" (s. 22). Czy jednaki będziemy w stanie rozwiązać problem pozostałych wówczas 150 tysięcy rodaków na Zaolziu oraz ponad 50 tysięcy na Spiszu
i Orawie pokażą nadchodzące lata. Miejmy nadzieję, iż rozwiązanie tej kwestii
załagodzi wieloletni konflikt psujący nasze stosunki z południowymi sąsiadami Czechami i Słowakami - i pozwoli wszystkim wziąć równoprawny udział w budowie coraz bardziej przybliżającej się ku nam Nowej Europy.
Mirosław
Boruta
Tomasz S z a r o t a, Niemiecki Michel. Dzieje narodowego symbolu i autostereoPaństwowe Wydawnictwo Naukowe, Warszawa 1988, ss. 583. i1. 175.
typu,
Określenie "niemiecki Michel" ("der deutsche Michel") nie budzi współcześnie
tak w Polsce jak i pozostałych krajach europejskich,
poza Republiką Federalną
Niemiec, żadnych konkretnych skojarzeń. Zainteresowanie
książką znacznie wzrasta
dzięki podtytułowi, który wskazuje na tematykę i przedmiot zainteresowań
badawczych przedstawicieli szeregu dyscyplin humanistycznych,
zwłaszcza etnologów: zagadnienia symbolu i stereotypu.
Wiele społeczności narodowych posiada symbole wizualne stanowiące ich personifikacje narodowe w literaturze,
publicystyce i propagandzie
politycznej (np.
amerykański Wuj Sam czy francuska Marianna), jednak treści znaczeniowe jakie
264
WląZą się z postacią niemieckiego Michela jako symbolem wizualno-słownym
są
znacznie bogatsze. Przez kilka stuleci Michel - poczciwina w szlafmycy - stanowił uosobienie niemieckiej świadomości narodowej, ucieleśniał wyobrażenia Niemców na temat ich cech narodowych. Nadmienić trzeba, iż postać ta nie zdobyła
sobie nigdy popularności
międzynarodowej,
przypuszczalnie
ze względu na rozdźwięk pomiędzy takim właśnie autostereotypem
Niemca a doświadczeniami politycznymi
sąsiednich
narodów
z kontaktów
z państwem
niemieckim
w XIX
i XX wieku.
Książka została przygotowana w oparciu o bardzo oryginalne i zróżnicowane
materiały źródłowe. Podstawowe
źródło historyczne stanowiły karykatury
publikowane głównie w prasie satyrycznej - zamieszczone w tekście i opatrzone komentarzami wyjaśniającymi
- istotnie wzbogaciły tok narracji. Autor sięgnął także po materiał lingwistyczny zawarty w słownikach językowych, wszelkiego rodzaju utwory literackie, publicystykę,
druki okolicznościowe i inne.
W swoim rozumieniu stereotypów prof. Szarota powołuje się na stanowiĘlw
reprezentowane przez badacza problematyki charakteru narodowego, autora studiów
porównawczych
nad stereotypami
etnicznymi, Otto Klineberga i definiuje stereotypy jako " ...wyobrażenia o cechach własnego charakteru narodowego lub cechach
innych narodów (stąd autostereotypy
i heterostereotypy
narodowe)". Wypracowana
w latach czterdziestych i pięćdziesiątych koncepcja Klineberga opiera się między
innymi na założeniu, iż treści wyobrażeń stereotypowych
zawierają także informacje prawdziwe i tym samym odzwierciedlają
niektóre obiektywne cechy grupy
będącej przedmiotem osądów stereotypowych. Poszukiwanie "jqdra prawdy" i stopnia odchyleń treści tereotypów
od obiektywnej
rzeczywistości kulturowej
niezmiennie stanowi przedmiot zainteresowań
niektórych
socjologów narodu podejmujących zagadnienie tożsamości kulturowej.
Jednak
autor "Niemieckiego
Michela" nie wychodzi poza sferę deklaracji
i w swoich analizach nie odwołuje się bezpośrednio do założeń teorii Klineberga.
Niemniej przyjęta w książce koncepcja stereotypu nawiązuje do klasycznej, socjologicznej perspektywy badania wyobrażeń tego rodzaju. Przejawia się to między
innymi w akcentowaniu pragmatycznego wymiaru stereotypu i funkcji społeczno-politycznych realizowanych przez ten typ wyobrażeń. Prof. Szarota bada stereotypy
przede wszystkim jako narzędzia propagandy politycznej, z jednej strony wskazuje
na służebność symboli i stereotypów narodowych jako środków propagandowych
względem polityki i opinii publicznej, z drugie~ - na ich rołę w kształtowaniu
tychże sądów i opinii. Można tu mówić o pewnym sprzężeniu zwrotnym, niezwykle sprzyjającym
manipulacji
symbolem stereotypem
w walce propagandowej na łamach prasy lub innych środków masowego komunikowania.
Do najważniejszych
i naj szerzej zaprezentowanych
w książce wątków problemowych należy próba odtworzenia
historii niemieckiego
Michela, początkowo
jako zwrotu językowego, później jako symbolu słownego, wizualnego (od początku
XIX) wieku) i zarazem autostereotypu
narodowego Niemców. Zadziwia tu wielość
określeń przypisywanych Michelowi w kolejnych okresach historycznych, od chwili
pierwszego dotąd potwierdzonego zapisu tego zwrotu w roku 1542 do chwili obecnej, w zależności od kontekstu sytuacyjnego w jakim powiedzenie to zostało użyte.
Nasz bohater był przedstawiany
między innymi jako: łatwo poddający się manipulacjom prostaczek, bezwolny marzyciel, monoglota, filister, prowincjusz, wojownik, strażnik czystości rodzimego języka, sprawiedliwy
mocarz. Zdaniem Szaroty,
ta uderzająca
plastyczna
dwoistość postaci Michela wpłynęła
na atrakcyjność
i uniwersalny,
ponadczasowy charakter tego symbolu. Emanacja odczuwanej siły
265,
oraz demaskacja zadawnionych własnych kompleksów - połączenie się tych cech
w postaci Michela sprzyjało powszechnemu odczuwaniu "istoty niemieckości" przez
odbiorców stereotypu.
Na atrakcyjności Michela zaważył też niewątpliwie fakt kojarzenia tej postaci
z innymi symbolami: mitologiczną Germanią, Michałem Archaniołem z mieczem,
osobą Hansa Eliasa von Obentrauta - walecznego bohatera wojny trzydzestoletniej. Dzięki tym związkom Michel mógł uosabiać zarówno szerokie warstwy narodowe jak i później silne państwo niemieckie. Sprzyjało to także wykorzystywaniu
tego symbolu - stereotypu do propagowania nastrojów nacjonalistycznych
wśród
Niemców.
Szczególnie interesujący
materiał do refleksji stanowi zestawienie prz(~mian
w postrzeganiu symbolicznej postaci Michela na przestrzeni dziejów z zaprezentowanym przez autora współczesnym autostereotypem
Niemca rysującym się na bazie·
lektury niemicckich czasopism podejmujących dyskusje na temat "image" Niemca,.
wyników sondaży opinii publicznej, prac naukowych.
Należy też wspomnieć o innym ważnym zadaniu badawczym realizowanym
w omawianym studium, próbie wyjaśnienia
genezy określenia "der deutsche Michel". W celu udokumentowania
własnej hipotezy o XVI-wiecznym
rodowodzie
badanego zwrotu, autor przeprowadził wnikliwą analizę językoznawczą w oparciu
o materiały słownikowe. Przy okazji tych i innych dociekań językoznawczych
czytelnik może zapoznać się także z hipotetycznymi wyjaśnieniami
etymologii takich określeń jak: "Szwab", "michałek", francuskie "boche".
Misternie i bogato naszkicowany
autoportret
Niemca wymagał niejako konfrontacji z wyobrażeniami na temat Niemców żywionych przez sąsiadów: Polaków
i Francuzów. Wspomniany wcześniej brak popularności postaci Michela poza granicami Niemiec utrudniał realizację tego zadania. Stąd wynikała konieczność wykorzystania
w szerszym zakresie
informacji
zawartych
w dokumentach
osobistych, utworach literackich, pracach naukowych. I tak np. studium współpracownika Jana Stanisława Bystronia, Kurta Lucka (Mit o Niemcu w polskiej tradycji
ludowej i literaturze, 1937) stanowiło jedno, z ważniejszych źródeł do odtworzenia
stereotypowych wyobrażeń Polaków o Niemcach. Szkoda, że w tych rozważaniach
została pominięta cenna praca wspomnianego przed chwilą J. S. Bystronia (Megalomania narodowa.
Źródła-teorie-skutki,
1924). Przemyślenia
na temat polskiej
optyki "Micheli" zamyka prezentacja
wyników współczesnego
sondażu socjologicznego na temat stereotypu
Niemca wśród studentów
polskich. Także francuski wizerunek Niemca został nakreślony w oparciu o wyniki sondaży opinii publicznej, głównie nad zjawiskiem empatii.
Książka prof. Szaroty stanowi oryginalne i wartościowe studium poszerzające
naszą wiedzę o narodzie niemieckim i można ją uważać, zgodnie z zamierzeniem
autora, za udaną próbę zgłębienia pewnego wycinka dziejów ludzkiej mentalności
w ogóle. Mówiąc o oryginalności książki mam na myśli wielce obiecujące, nowatorskie wykorzystanie tak specyficznego materiału ikonograficznego jaki stanowią,
rysunki satyryczne do badań nad stereotypami. Na uwagę zasługuje także punkt
widzenia
prezentowany
przez historyka
wyrażający
się położeniem
akcentu
na relację symbol - stereotyp, symboliczny wymiar treści stereotypowych. Mimo
woli nasuwają się tu pewne analogie z postulatami etnologów - fenomenologów,
którzy proponują badanie stereotypów w oparciu o doświadczenia
i metody ze
studiów nad symbolem. Ale to już całkiem odrębny temat.
Jacek Schmidt
266
Emil
M i k a, Pieśni Drawskie, Kraków
1991, ss. 76
W 1934 roku ukazały się pierwszy raz "Pieśni Drawskie", autorstwa, tzn. zebrane i opracowane przez Emila Mikę, nauczyciela rodem z Lipnicy Wielkiej na
Orawie i na Orawie działającego. Emil Mika nazwany został kiedyś orawskim
Kolbergiem, co uwzględniając
wszelkie różnice - nie pozbawione było podstaw 1. Mika tak pisał we wstępie do wspomnianej publikacji: "Gdy podjąłem się
zbierania pieśni ludowych na Orawie (w Polsce), celem, który mi przyświecał, było
uchwycenie
niknącego echa pieśni ludowej i utrwalenie
tekstów niezliczonych
piosenek, a przede wszystkim ich melodyj. Pieśni te były już bowiem niknącym
echem, schodziły z pól i lasów do odosobnionych gdzieś chat, i wraz ze śmiercią
starych ludzi ginęły i giną ...".
Rzeczywiście, tradycyjne
pieśni ludowe regionu orawskiego nikły lUZ wyraźnie w okresie międzywojennym
i zapewne byłyby dziś tylko wspomnieniem, gdyby
nie Emil Mika właśnie. Opublikowany
przezeń zbiorek zawierał melodie i teksty
pieśni orawskich z całego obszaru "polskiego" Orawy, tj. z terenu przyłączonego
do Polski w 1920 roku (wiele wsi etnicznie polskich pozostało jednak po drugiej
stronie granicy). Materiał został starannie
uporządkowany,
opatrzony odpowiednimi komentarzami
w zakresie tempa melodii i spotkał się z życzliwą. oceną
Adolfa Chybińskiego i Kazimierza Nitscha, recenzentów pracy. Wydawcą był Związek Spisko-Orawski.
Zapowiadane dalsze części dzieła - część pierwsza zawierała
zaledwie niewielką ilość zbioru zgromadzonego
przez Mikę nie ukazały się
nigdy. Tomik z 1934 roku przedrukowano
jeszcze raz w roku 1957, co bez wątpienia świadczy o jego wartości.
Emil Mika nie był jednak tylko zbieraczem pieśni, był przede wszystkim ich
niezwykłym
miłośnikiem; upowszechniał
je w środowisku orawskim i poza nim.
Prowadzony przez Mikę zespół prezentował wysoki poziom, jeździł po kraju budząc zainteresowanie
folklorem polskich kresów południowych, inspirując kompozytorów chętnie wprowadzających
motywy orawskie do dzieł "elitarnych".
Chór
orawski i jego niezwykle muzycznie uzdolniony kierownik dali się poznać między
innymi na kolejnych "świętach gór" w Zakopanem, Sanoku, Wiśle i w Nowym
Sączu. Już w 1927 roku chór dokonał pierwszych nagrań dla Polskiego Radia,
nagrań
wielokrotnie
później odtwarzanych.
Fenomenalna,
jeśli chodzi o skalę
zainteresowań
i osiągnięć, osobowość Emila Miki bez wątpienia
w decydujący
sposób oddziałała na wielu przedstawicieli
młodego pokolenia Orawian, ucząc ich
miłości do własnego folkloru, a takźe miłości do Polski.
Emil Mika przypłacił życiem swoje przywiązanie
do ojczyzny, której częścią
była jego ukochana Orawa. Jeszcze przed wybuchem wojny został komendantem
Tajnej Organizacji
Wojskowej na Orawie, powołanej w przewidywaniu
agresji
faszystowskich Niemiec i Słowacji; po wybuchu działań wojennych i zaanektowaniu Orawy przez Słowację zamieszkał w Krakowie. Wraz z żoną, Józefą z Machayów, działał na pierwszej linii konspiracji i wraz z nią oddał życie. w walce.
Emil Mika, porucznik Związku Walki Zbrojnej (później AK) zginął w Oświęcimiu
17 X 1941 r.
Towarzystwo Przyjaciół Orawy przypomina cenny zbiór Emila Miki w 50 rocznicę jego śmierci. Jest to głównie inicjatywa red. Leona Rydla, wielkiego miłośnika Orawy i muzykologa. Zbiór będzie cieszył się zapewne wielkim powodzeniem
1 Emil
S. 27-31.
Kowalczyk,
Emil
Mika
-
orawski
Kolberg,
"Literatura
Ludowa",
nr
l,
1976,
267
-z;arówno na Orawie, gdzie pamięć o wybitnym folkloryście, nauczycielu i patriocie nie słabnie i gdzie jego następcy, np. Emil Kowalczyk, wciąż z wielkim powodzeniem kultywujq wspaniałe tradycje orawskich zespołów pieśni i tańca, jak
i poza OraVi,l, w coraz szerszym gronie przyjaciół pięknej orawskiej ziemi. Przeżyła ona wiele cierpieil na trudnej drodze ku Macierzy i dziś również wiele
mUSl znieść. Tomik jest - co niezwykle ważne w czasach, gdy niejednokrotnie
prawda naukowa staje się obiektem przewrotnych machinacji - jasnym dowodem
polskości orawskiej gwary, orawskiego folkloru, dowodem ścisłego genetycznego
związku ludu orawskiego z Polską.
Ryszard
M. Je. S t a n k e w i c z,
Dumka, ss. 122, ilustr. 92.
Ukrajinśki
wytynanky,
Kijów
1986, wyd.
Kantor
Naukowa
"Ukrajinśki wytynanky", monografia wycinanki ukraińskiej, najobszerniejsza publikacja jaka się dotąd ukazała na ten temat, została napisana jako dysertacja
doktorska przez historyka sztuki, pracownika Instytutu
Sztuki, Folkloru i Etnografii Lwowskiego Oddziału Ukraińskiej
Akademii Nauk i Muzeum Etnografii
i Przemysłu Artystycznego istniejącym przy Instytucie. Publikacja
jest starannie
wydana na kredowym papierze, bogato ilustrowana
(92 fotografie wycinanek,
w tym 28 kolorowych), co w tego typu publikacjach
jest nie mniej ważne niż
tekst. Brak jednak danych z jakich zbiorów pochodzą publikowane
wycinanki.
We wstępie autor daje rzeteLny przegląd podstawowej literatury
przedmiotu.
Wśród polskich publikacji wymienia prace Frankowskiego, Seweryna, Grabowskiego. Błachowskiego. Nie umieścił jednak w swej książce osobnego spisu ważniejszej literatury z zakresu ludowego wycinankarstwa.
Poza obszerną literaturą Stankewicz wykorzystał nie publikowane materiały archiwalne, materiały z dawnych
i wsp6łczesnych, a także z własnych badań terenowych oraz przede wszystkim
gruntownie zanalizował kolekcje wycinanek ukraińskich
znajdujące się w nastę'pujących muzeach: Derżawnyj muzej etnohrafji
ta chudożnoho promysłu Lwiwskoho widdilenia IMFE im. M. T. Rylskoho AN URSR, Lwiwskyj muzej ukrajinśkoho mystectwa, Derżawnyj muzej ukrainśkoho
narodnoho dekoratywnoho
mystectwa, Muzej Instytutu mystectwoznawstwa,
etnohrafji i folkloru AN BSSR, Muzeum Etnograficzne w Krakowie 1. Autor zaznajomił się również z prywatnymi
kolekcjami wycinanek uraińskich.
Autor, jak sam pisze we wstępie, pragnie prześledzić powstanie i rozw6j
ukraińskich wycinanek, ich technikę i walory artystyczne, charakteryzuje
odmiany regionalne i główne ośrodki wycinankarskie, tw6rczość wybitnych wycinankarek
i wycinankarzy w przeszłości i obecnie, zarówno ludowych jak i profesjonalnych
oraz rolę wycinanek we wsp6łczesnym życiu kulturalnym
Ukrainy. Książka ta,
jak czytamy w przedmowie, jest przeznaczona dla szerokiego kręgu odbiorców,
a także dla naukowców, artystów, twórc6w ludowych, nauczycieli, studentów i uczniów szkół artystycznych.
Monografia prezentuje
procesy powstawania,
rozwoju
l W
Krakowskim Muzeum Etnograficznym znajduje się ponad 1200 wycinanek z dawnych powiatów: Borszczów, Czortków, Dobromi!, Drohobycz, Kałusz, Sambor, Tłumacz, a takż •• z dawnego powiatu Przemyśl I łemkowskich z okolic Dukli. Są tQ wycinanki z końca
XIX 1 z lat 20-30.XX wieku.
268
ukraiJ1skich wycinanek,
problemy
techniczno-formalne,
zagadnieniC! klasyfikacji
z punktu widzenia analizy formalnej, charakterystykę
odmian regionalnych. Rejestruje
zmiany jakie zachodzą we współczesnym wycinankarstwie
ukraińs}:im.
Wycinankarstwo
na Ukrainie jest bowiem nadal żywą gałęzią twórczości ludowej,
choć jest to twórczość, podobnie jak w Polsce, reanimowana dla potrzeb odbiorcy
miejskiego. Tworzą wycinankarze
ludowi, amatorzy i profesjonalni artyści nawi;łzujący do stylu ludowego, malarze, rzeźbiarze, w których wykonaniu wycin;:nka
jest samoistnym dziełem plastycznym.
Konstrukcja
książki przejrzysta i logiczna pozwala nie zagubić się w szczegółowych informacjach, mnogości nazwisk wycinankarzy i badaczy tej gałęzi twórczości ludowej. Bardzo przydatny byłby indeks nazwisk, którego brak dotkliwie
się odczuwa. Tekst poprzedzony przedmową i wstępem dzieli się na cztery główne
rozdziały, a te na podrozdziały. Oto tytuły rozdziałów: Z historii rozwoju ukrai,:lskich wycinanek, Kształtowanie
się walorów artystycznych
wycinanek z końcem
XIX wieku i na początku x..x: wieku, Tendencje nowatorskie w wycinkarst ..vie
w dobie władzy radzieckiej, Wnioski.
Stankewicz zapoznaje czytelnika z ważniejszymi
momentami
z hislo;'!i papierowych wycinanek, poczynając od wycinanek chińskich (VII-XII wiek), Jd
w XIII wieku \\rycinanki pojawiły się w Persji. W XV wieku przez Turcję przedostały się do Europy, początkowo do Republiki
Weneckiej, potem na teren
Węgier. Z końcem XVI wieku znalazły się w Niemczech, wykorzystywane
jako
ozdoby oprawnych książek. W XVIII-XIX wieku odnajdujemy je już we Francji,
Portugalii, Danii, Holandii, Szwecji, Szwajcarii. W połowie XIX wieku wycinanki
pojawiają się w Polsce, na Słowacji, Litwie, Białorusi, Rosji, na Ukrainie, Autor
zajmując się genezą techniki wycinankarstwa
wychodzi z założenia, iż sama technika wycinania polegająca na tworzeniu kompozycji dekoracyjnych
ze złoL.cmego
kilkakrotnie
materiału posiada odległe i rozległe tradycje. Dla ilustracji tej tezy
podaje przykłady wycinanek z różnych materiałów znanych zarówno z wykopalisk archeologicznych,
jak i wycinanek u współczesnych ludów pierwotnych, na
przykład ozdabianie jurt wycinankami
z kory brzozowej u Jakutów, aplikacje
ze skóry, wojłoku, futra stosowane do ozdoby odzieży przez Nanajów, Chant6w,
Mansów. Na Ukrainie aplikacje ze skóry i tkanin występowały w przeszłości na
całym jej terytorium. Szczególne bogactwo dało się zauważyć w zdobnictwie huculskich kożuchów i serdaków. Według autora nasuwa się nieodparcie analogia
między skórzanymi a papierowymi wycinankami, tak w zakresie techniki wykonania, jak i w ornamentyce.
Autor wspomina też o papierowych wycinankach
otaczających pieczątki na dokumentach
w okresie XVI-XIX wieku na Rusi Ki-,
jowskiej i Ukrainie. Ozdoby te wykonywali pisarze pochodzenia mieszczańskiego
i chłopskiego zatrudnieni w miejskich i wojskowych urzędach. W drugiej połowie
XIX wieku zwyczaj ten zaczął zanikać t. Jakkolwiek
zjawisko to odegrało niewątpliwie
interesującą
rolę w pojawieniu
się wycinanek
w chłopskich chałupach autor wyrażnie podkreśla fakt, iż nie chodzi tu o mechaniczne przeniesienie
ozdób z dokumentu czy stroju ludowego na ścianę. W papierowym zdobnictwie
chat istotną rolę, jak pisze Stankiewicz, odegrały malatury naścienne, na przykład na
Podolu papierowe ozdoby uzupełniły malowanki ścienne, a nawet z czasem zdominowały je. Może dlatego, że były prostsze i praktyczniejsze
niż malatury wymagające więcej żmudnej pracy. Na Podolu popularną ozdobą był namalowany
• Na to zjawisko zwrócił uwagę w Polsce Tadeusz Seweryn. Por. Polskie wyclnanld
XVI-XVIII
v.'leku, "Polska Sztuka Ludowa", r. 9, 1955, nr 2, s. 67-105.
papierowe
269
na papierze bukiet wycięty i nalepiony na ścianę. Sprzyjającym
momentem w
zdobnictwie wnętrza były też postępujące
zmiany w systemie ogrzewczym, powolny zanik kurnych chat. Łatwość utrzymania
chałupy w czystości zachęcała
do jej przystrojenia.
Istotną rolę w powstawaniu
wycinanek odegrały papiernie
produkujące
dobry gatunkowo papier, istniejące na Ukrainie już w drugiej połowie XIX wieku.
Najdawniejsze
ukraińskie wycinanki, które dotrwały do naszych czasów, pochodzą z Podkarpacia i zachodniego Podola. Natomiast w poznaniu i rozpropagowaniu wycinanek ważną rolę odegrały wystawy gospodarczoprzemysłowe
z końca
XIX i początku XX wieku. Po raz pierwszy wycinanki ukraińskie były ekspono .•.•.
a.ne na wystawie w Tarnopolu w 1887 roku, następnie na Krajowej Wystawie
Jubileuszowej w 1894 roku we Lwowie oraz na wystawie w Krakowie w 1902 roku.
Wycinanki z lwowskiej wystawy znalazły się potem w Muzeum Narodowym we
Lwowie. Na marginesie warto wspomnieć, iż po raz pierwszy termin "wytynanka"
pojawił się w publikacji: J. Swincicki, Ilustrowanyj
prowidnyk po Nacionalnomu
mU7.ejewi u· Lwowi, Zowka 1913, zastępując dotąd używane lokalne nazwy ludowe ja.k "stryhancy", "ziroczky", "kwity", "chrestyky", "kozaky" itp. W 1910 roku wycinanki zostały po raz pierwszy wyeksponowane na stałej wystawie Ukraińskiego Muzeum Narodowego. Z czasem, podobnie jak w Polsce, wycinanki zaczęły
wzbudzać
zainteresowamie
ukraińskich
ludoznawców,
artystów,
kolekcjonerów.
Pierwsze fachowe artykuły na ten temat zaczęły się ukazywać w latach 20. Największy rozkwit wycinanek przypada na lata 1880-1910. Chaty chłopskie są w tym
czas le masowo strojone barwnymi wycinankami. Z końcem XIX wieku można już
wskazać regionalne odmiany wycinanek, jak wycinanki z Podnieprza, Podola, Słobożanszczyzny, Podkarpacia.
Autor wyczerpująco
omawia główne regionalne
odmiany wycinanek, wielką
rozmaitość ich form, jak również lokalne odmiany. Nie byłoby sensu przytaczać
wszystkich odmian, ale może warto wiedzieć, że w wycinankach Podnieprza przeważają różnokolorowe kwietne kompozycje, wielkie rozety, gałązki, bukiety, wazony, co przypomina ludowe malowanki tamtych stron. Wycinanki podolskie są
mało kolorowe, za to charakteryzują
się wielką różnorodnością
or.namentalnych
motywów. Występują
tu gwiazdki, kółeczka, drzewka z ptaszkami
(szczególnie
charakterystyczne
są drzewka), wycinanki
sylwetowe tzw. lalki. Na wschodnim
Podolu wycinanki dużych rozmiarów między innymi gołębie, pawie uzupełniały
kwietne malatury ścienne, na zachodnim Podolu i częściowo Podkarpaciu
występowały wycinanki drobne, niektóre zwane "chrestyky", z nich komponowano tzw.
,.szpalery". Wycinanki Podkarpacia
charakteryzują
się motywami geometrycznymi
i roślinnymi, częste są tu sylwetki zwierząt i ptaków. Wzory niektórych wycinanek
wyraźnie nawiązują do bogatych geometrycznych
haftów, do dekoracyjnych
tkanin, kilimów. Wyraźna jest inspiracja haftem huculskim o przewadze koloru czarnego. Naturalnie wycinanki, ich formy, rozmiary, kolory zmieniały się, pojawiały
się nowe motywy, na przykład w latach 1920-30 na Podolu występowały wycinCinki przedstawiające
w rytmicznym układzie żeńskie sylwetki - lalki. Na podstawic obszernego materiału, głównie zbiorów lwowskich, autor pokusił się o omówieni:! głównych grup regionalnych,
a nawet ich odmian, żeby wymienić tylko
podolskie, okrągłe wycinanki - nalepianki lub wycinanki ozdabiane ornamentem
stempelkowym (ażurov"c kółeczka) na Podolu. Odmiany te powstawały pod wpływem wielu czynników: środowiskowych, technicznych i psychicznych.
Analizuj'lc wycinanki od strony formalnej, zarówno jednoosiowe jak i wieloo~iowe oraz tematyczne, Stankewicz wyróżnia i szczegółowo omawia motywy
270
geometryczne,
abstrakcyjne,
roślinne,
zwierzęce,
postacie
ludzkie,
tematyczne,
Wśr6d motyw6w roślinnych najbardziej zajmuje autora motyw drzewka - drzewa
życia w rozmaitych
wariantach
z postaciami
ludzkimi,
zwierzęcymi,
ptakami.
Drzewko przeradza się często w kwiaton lub bukiet. Motyw drzewka, jak przypomina autor, występuje
na przedmiotach
ozdobnych Rusi Kijowskiej
w XJXIII wieku. Wśród motywów zwierzęcych najczęściej pojawiają się ptaki, gł6wr,ie
kogut - symbol słońca. Drzewo życia, ptaki, konie, rozety to wszystko symbolj,:zne znaki mające zapewnić szczęście i powodzenie, Magiczna interpretacja
wycinanek, na przykład
niektóre motywy geometryczne
były z pewnością znakami
magicznymi, jest od dawna nieczytelna,
zarówno dla tw6rców jak i odbiorców.
Wycinanki były na og6ł w jakimś sensie dziełem zbiorowym, a ludowi twórcy
wycinanek pozostali anonimowi. Znane są jednak nazwiska wybitnych wycinapkarzy z lat 20. i 30., na przykład A. Biłokiń, W. M. Wowk, M. K. Mucha, 0, Otamaniuk, L Sawczuk. W tym czasie "-'Ycinanki są jeszcze popularne
na Podolu,
Podnieprzu, Podkarpaciu,
ale nie jest to już tak masowe zjawisko jak w końcu
XIX i na początku XX wieku. Pod wpływem miejskim pojawiają
się tzw .. .firanki", "-'Ycinanki naśladujące firanki tekstylne.
Autor omawia spos6b rozmieszczenia wycinanek w izbie. WycL'1anki umieszczone na ścianach, tragarzach, piecu, ikonach, "firanki" nad drzwiami były częścią
bogatego przystroju
izby. Wycinanki były komponowane
w rozmaity sposób, od
układ6w rytmicznych,
między innymi "pid szpalery", po układ swobodny. Na
Podkarpaciu
pasowe "-'Ycinanki przyklejano
dookoła ikon, pod pułapem, na tragarzach, Wprawdzie autor tak sugestywnie
i plastycznie
opisuje przystr6jchat.
Że łatwo to można sobie wyobrazić, ale mimo to bardzo brakuje fotografii pl"zedstawiającej
choć jedno typowe wnętrze z wycinankami.
Mogłoby to być zdjęcH'
z nie, tak dawnych jeszcze czas6w" bo jak autor stwierdził w rozmowie ze mIlą.
widział jeszcze w latach 70" przystrojone
wycinankami
izby chłopskie we wsiach
podkarpackich.
Poglądowy byłby rysunek przedstawiający
schemat rozmieszczenia
wycinanek
ina ścianie. Pozwoliłoby
to zorientować
się czytelnikowi,
zwłaszcw
nie znającemu reali6w wnętrza chałup ukraió.skich, jak funkcjonowały
voTycimmki
w izbie, w jaki sposób komponowały
się z pozostałymi ozdobami, ze sprzętami,
z całą architekturą
izby.
Postępująca
urbanizacja,
wpatrzenie
się na wzorce miejskie, spowodo'''I'<lły
zmiany w wyposażeniu
wnętrza i jego przystroju.
Wycinanki i malowanki nie
zniknęły jednak tak szybko jak inne wytwory ludowej twórczości. Przede wszystkim jednak zainteresowanie
twórców i odbiorców, głównie miejskich, skupi2ło
się na wycinankach
zwanych "malowok". I te właśnie obrazki - wycinanki utorowały sobie drogę na wysta"-'Y. Wycinanki nadal mają swoich entuzjastów
Z<]równo wśród twórców (wśród nich jest kilku wybitnych artyst6w), jak i odbiorców, w tym także kolekcjonerów. To sprzyja rozwojowi wycinankarstwa
na Ukrainie. Nowy etap rozwoju wycinankarstwa
przypada na lata 50. Pojawiają ~;ię \V \vycinankach już inne motywy, między innymi drobne listeczki, zmienia się koloryt.
W miejsce ciemnych barw pojawiają się jasnoczerwone
i gołąbkOWI'. Na Podolu
przeważają
dużego formatu
"-'Ycinanki "firanki",
"wstęgi", "ręczniki", "j)cmno" - naklejanki przedstawiające
rozmaite sceny z życia wsi a także o charakterze
politycznym. 'Wykonywane są też ramki wycinane nożem i wycinanki wykomme
kombinowanymi
technikami. W latach 60. wycinanki wchodzą w nOWel fazę, wyraźnie też wzrasta zainteresowanie
klienta miejskiego tą formą zdobJlicZ<l. Jo.<e;jwiększym powodzeniem cieszą się "firanki" i "ręcznIki". PojawiajC) się nowe tech-
271
nik i jak wycinanki reliefowe, wydzieranki.
I tu znani są mistrzowie, którzy
pracują w oparciu o lokalne tradycje: P. Grebluk, Je. Gryniuk, E. Kapustyńska
na Podkarpaciu,
,Tu. Mizik, L Namaga, G. Skrypka, W. Jaskilska na Podolu,
N. Biłokin, P. Głuszczenko, 1. Pyłypanko na Podnieprzu, A. O. Choronżuk i F. S.
Chmilecka z Wołynia, A. D. Kowbaszin na Zakarpaciu. Osobne miejsce zajmują
subtelne wycinanki z Petrykiwki nawiązujące do tamtejszego malarstwa, najczęściej
o baśniowej tematyce, przedstawiające fantastyczne kwiaty i ptaki.
Wśród wycinanek ukraińskich autor wyróżnia trzy grupy: związane z ludową
tradycją, tworzone przez mistrzów w tradycyjnych
ośrodkach wycinankarskich,
prace artystów-amatorów
i twórczość profesjonalnych artystów odbiegająca od ludowej tradycji. Artyści poszczególnych grup wycinankarskich
mają swój własny
zas6b środk6w technicznych, sw6j spos6b wyrażania idei artystycznej, rządzą się
własną estetyką. Dla autora najważniejsze wydają się prace mistrz6w ludowych,
spadkobierc6w lokalnych tradycji. Do naszych czas6w dotrwały na Podolu, Podkarpaciu, Podnieprzu tradycyjne techniki, formy, motywy, ornamenty. Według autora
najbardziej zgodne z tradycją są wycinanki z Podkarpacia.
Z kolei wycinanki
nobilitowane jako samodzielne dzieła plastyczne odbiegają od ludowego kanonu,
ich kompozycja wzbogacona o nowe motywy ulega rozbudowie i skomplikov.raniu
ornamentalnemu, powstają niekiedy całe obrazy utworzone techniką kolorowej wycinanki naklejanki. Na rozpropagowanie
wycinanek wielki wpływ mają wystawy \vycin11l1ek, środki masowego przekazu, prasa. \Vsp6łcześni mistrzowie preferują wycinanki tematyczne ilustrujące zdarzenia z życia, wsi, państwa. Zajęcia
z wycinankarstwa
odbywają się nie tylko w szkołach artystycznych
średniego
i \vyższego stopnia, ale i w szkołach podstawowych oraz w przedszkolach. Tradycja tego typu zajęć sięga lat 20. Stankewiczpracuje
obecnie (informacja
z 1989 roku - przyp. autora) nad podręcznikiem dla instytutów pedagogicznych
pt. "Osnowy dekoratywnoho
prykładnoho mystectwa" (podstawy sztuki stosowanej). Ornamentyka
zaczerpnięta z wycinanek znajduje szerokie zastosowanie we
wzornictwie przemysłowym,
sztuce dekoracyjnej,
pamiątkarstwie.
Do wybitnych
artystów-wycinankarzy,
którzy stworzyli nowy rodzaj wycinanki - pamiątki, należą ludowi artyści: M. P. Pawłowa, L. M. Procyk, O. W. Saluk i artyści profe~
sjonalni L. O. Mazur, L. P. Steblowska.
Stankewicz analizuje wycinanki przede wszystkim od strony formalno-artystycznej. Mniej autora interesuje,
choć nie całkiem go pomija, cały kontekst
kulturowy, realia etnograficzne. Nie stara się nawet, choćby pobieżnie, naszkicować
najbardziej charakterystyczne
cechy zdobnictwa wnętrza w poszczeg6lnych regionach etnograficznych. Eksponuje wycinanki jako zja',visko z dziedziny sztuki ludowej czy narodowej, zajmując się ich genezą, źr6dłem inspiracji, interpretacją
motywów, zagadnieniem estetyki ludowej. Pisze o wycinankach,
co warte jest
podkreślenia, z wielkim zaangażowaniem
emocjonalnym,
zauroczony ich urodą.
Stankewicz wyłączył zupełnie ze swych rozważań wycinankę żydowską, obficie
niegdyś występującą na omawianym terenie. Nie uważa zapewne, aby była ona
inspiracją dla ludowych wycinanek ukraińskich, z kt6rym to poglądem, jeśli chodzi o wycinankę polską, można się spotkać w literaturze
polskiej 3. W kw('stii
pochodzenia wycinanek ukraińskich Stankewicz zdecydowanie odcina się od tezy
Grabowskiego wyrażo;nej w najwiqkszej jego pracy na temat wycinanek polskich,
'por.
H. Olędzka,
lrG~. nr ~, s. lG2-J64.
Z uada>', nad
wycinanką
kurpiOwską,
"Polska
Sztuka
Ludowa"
r.
18,
'272
iż wycinanka ukraińska
powstała
pod wpływem
wycinanki
polskiej 4. Przede
wszystkim nie do przyjęcia jest według autora hipoteza Graoowskiego o rozszerzeniu się wycinanki podwarszawskiej
na całą Polskę i poza jej granice, w tym
także na zachodnią Ukrainę. Przypomnijmy
co na ten temat pisał Grabowski:
"Trudno jednak wyjaśnić, jak się stało, że wśród wycinanek ukraińskich spotykamy formy jakby czerpane bezpośrednio z Polski centralnej. Tak na przykład
pasy lalek i kogutków spod Borszczowa podobne bardzo do wycinanek kurpiowskich czy podwarszawskich
odznaczają się jedynie silniej zaznaczoną płaszczyzną.
Spotykamy tu również typowe drzewko z Polski centralnej w interpretacji
wycinankarki
spod Dobromila oraz zbliżoną do ośmioboku ze Swidra ukraińską
,gwiazdę szesnastopromienną
naklejoną na ciemne tło. Tylko ornamenty w postaci
kółek stempelkowych
małych i idealnie okrągłych, świadczą niezbicie, że mamy
tu do czynienia ze sztuką nie polską, lecz ukraińską... Przejście polskiej wycinanki
ludowej na sąsiednie tereny etniczne widzieliśmy na terenie białoruskim, w powiecie wołkowyskim. Prawdopodobnie
nie miało ono tam jednak tak szerokiego
charakteru
jak na zachodniej
Ukrainie" '. Stankewicz
zauważa naturalnie,
że
istnieją
wspólne rysy między wycinankami
białoruskimi,
litewskimi, polskimi,
'słowackimi, ukraińskimi
wynikające z sąsiedztwa kultur, ale sądzi, że nie są one
na tyle duże, aby można było mówić o naśladownictwie i zapożyczeniu. Stankewicz
jest zdania, podobnie jak większość etnografów polskich, iż analogiczne formy
i motywy mogły powstać na różnych terytoriach, niezależnie od siebie, co wynikło z podobnej kultury artystycznej, istoty materiału i narzędzi, a wreszcie z po'dobnych warunków
społeczno-gospodarczych.
Uważny czytelnik książki Graoow'sldego i Stankiewicza bez trudu bowiem zauważy pewne analogie form, na przykład między wczesną gwiazdą łowicką o promienistym
układzie dawnych motywów (Grabowski, ryc. 44) a kolistą wycinanką z chmelnickej obłasti z lat 30.
XX wieku. (Stankewicz, s. 61), między drzewkiem - lelują z Puszczy Białowieskiej (Grabowski, ryc. 47), a 'wycinanką "drzewo" z.e wsi Słobidka Richtiwska
rejon Kamieniec Podolski (Stankewicz, s. 60), między wycinanką J. Dobrzyńskiego
(Grabowski, tabI. 65) a wycinanką kolistą S. Batiuka ze wsi Jagilnica rejon Czortków z 1964 roku. Z kolei wycinanka.,kwitka"
ze wsi Markiwka w woj. winnickim
wykazuje ogromne podobieństwo formy do współcz.esnej wycinanki kurpiowskiej
z Kadzidła. Ewidentne są też podobieństwa wycinanek z zachodniego Podola do
wycinanek lubelskich. Czy wynikają one z określonych możliwości wycinankarskich podyktowanych
materiałem
i narzędziem? Zapewne nie tylko.
W polskiej literaturze spotkać się można z poglądem, iż nigdzie poza naszym
krajem, nie występowała taka rozmaitość form wycinankarskich.
Lektura książki
Stankewicza, a zwłaszcza ilustracje w niej zamieszczone świadczą o równie dużym
bogactwie form wycinanek ukraińskich.
Z tym większym więc zainteresowaniem
i estetycznym zadowoleniem czyta się książkę Stankewicza. Szkoda, że ta piękna
i cenna publikacja nie jest dostępna szerszemu ogółowi czytelników. W Polsce jest
praktycznie
niedostępna, a na Ukrainie dawno wyczerpana. Należy też żałować,
że nie jest zaopatrzona w przynajmniej
jedno streszczenie w języku zachodnim
i mapę regionów etnograficznych Ukrainy.
Anna
.J. Grabowski,
wycInanka ludowa, Warszawa
, tenże, op. cit., s. 111-1l2.
195:>.s. 11l-1l2.
Spis s
273
Mode ~
Tracht
Heute, Referate des
Niedersiichsisches
Regionale
internationalen
Freilichtmuseum,
Identitiit
Symposions
herausgegeben
Hist9rische
Kleidungsforschung
Cloppenburg
-
im Museumsdorf
von Helmut
Ottenjann,
Cloppen-
burg 198.5,ss. 76, il.
Jesienią 1985 roku ukazał się zbiór referatów z międzynarodowego
sympozjum,
które odbyło się wiosną tegoż roku w Kloppenburgu
(Dolna Saksonia). Sympozjum
poświęcone było modzie, strojom i ich specyfice regionalnej. Wzbudziło ono zainteresowanie wielu specjalistów z różnych dyscyplin. Dowodem tego są m.in. wydrukowane referaty (wzbogacone licznymi kolorowymi i czarno-białymi
ilustracjami). Ich autorzy reprezentują
mniej lub bardziej znane ośrodki oraz kierunki
i wyniki badań nad szeroko pojętą problematyką
związaną z badaniami
tekstyliów. odzieży, stroju i mody.
Organizatorom
sympozjum chodziło O szczegółowe rozeznanie w tej materii
i wzbogacenie doświadczeń ze względu na fakt podejmowania
własnych wieloletnich badań nad historią odzieży mieszczańskiej i wiejskiej na terenie Dolnej Saksonii z wykorzystaniem
wszystkich
dostępnych
materiałów
źródłowych.
Oprócz
wielu kwestii natury historycznej, genetycznej i społecznej zaplanowane
badania
mają także odpowiedzieć na pytania, kto wykonywał poszczeg6lne części odzieży
i przez kogo była ona noszona? Dalsze pytania dotyczą m.in. surowców, producentów, stroju jako specyfiki regionu i ich reliktowego występowania.
Badania nad dolnosaksoI'lską odzieżą i strojami podejmują dwa ośrodki: Museumsdorf Cloppenburg - Niedersachsisches
Freilichtsmuseum
- w rejonie między rzekami Ems i Wezerą oraz Seminar flir Volkskunde der Universitat GOttingen - w rejonie Wezery i Łaby.
W 1937 r. Wilhelm Pessler opublik()wał" mapę Dolnej Saks()nii, przedstawiając
na niej stan odzieży tradycyjnej
(z lat 1900-1910). Wyróżnił on trzy grupy: 1. Rejony żyweg() jeszcze stroju; 2. Rejony, gdzie występują tylko resztki dawnej odzieży i 3. Rejony, gdzie strój ludowy całkowici~ zamarł." Okazuje się,""że najwięce.j,
jest obszarów' pozbawionych stroju." Otaczają one skromne raczej połacie jego wyst~powania (Pessler, 1937). Poza pracami Pesslera (1922, 1923, 1937) znane są jeszcze
inne opracowania na ten temat (m.in.: Miiller-Braul,
1899; Lauffer, 1923). Znana
jest też ikonografia, starannie gromadzona przez Muzeum Wsi w. Kloppenburgu.
Prowadzi ono (na wzór ICOM-owskiej kartoteki Międzynarodowego
Komitetu dla
Muzealnych' Kolekcji KostiumQwych) specjalną dokumentację w formie kart, w których rejestruje
szczegółówe" opisy dotyczące' regionu, języka, sytuacji społeczno~
-kult~rowej; gospodarczej
itp.;' dalej opisysttoj6w
i eksponatów
muzealnych
z u~zględnieniem
odpowiednich fotografii, rysunków, krojów ~raz dane słóWw,-:
kowe (zob. Waffen und Kostiimkunde
24: 1982,"s." 119-151), Na te przedsięwzięcia
i zaplanowane na parę lat badania" oraz metody pracy zwracają uwagę pierwsze
referaty z omawianej" publikacji (.
W dalszej kolejności, zgodnie z programem sympozjum, zamięszczono projekt
badań na temat samodziałowych
tkanin norymberskich
w latach 1500-1650," te ch-
1 H.
Ottenjann,
Zur
Einfuhrung,
s. 5-12; W. BrUckner,
Kleidungsforsehung
aus der
Sieht der Volkskunde.
s. 13-22; G. Both,
Historisehe
Kleidungsforschung
in Niedersiichsen:
lm Weser-Ems-Cebiet
durch das Niedersiichslsche
Freillchtmuseum
Cloppenburg
Eln Projektberłcht.
s. 43-55; B. Feiler, Historische
Kleldengsforschung
in Niedersiichsen:
1m Weser-ELbe-Cebiet durch das Seminar fur Volkskunde de"' Un!versltiit
Cottingen.
18 Lud t. LXXIV
274
niki ich produkcji, kolorystyki, zastosowania i zapotrzebowania,
funkcji i nazw
oraz podobny projekt, traktujący
Hamburg jako centrum produkcji i eksportu
wyrobów związanych z odzieżą, zwłaszcza w XVII-XVIII wieku ł.
Zagadnienie historii i zmian odzieży oraz poszczególnych cZi~sci strojów w różnych regionach i okresach przedstawia szerszy zespół referatów (wśród nich tak;~('
autorów z innych krajów europejskich) '. Na szczególną uwagę z.'lsługują te opracowania, które uwzględniają
wszelkiego rodzaju uwarunkowania,
wpływające' Da
kształtowanie
się form, surowców, zdobnictwa i mody. Rozpatrywane
są one v"
świetle materiałów
muzealnych, źródeł l'lrchiwalnych lub uzyskanych w terenie.
Referatem wykorzystującym
różne rodzaje żródeł jest np. referat Heidi Muller.
"Weisse Weste -- Rote Roben" ł, zasługujący na odrębne potraktowanie
z uW:'lgi
na wystawę zorganizowaną
pod tym samym tytułem przez Staatlichc
Museen
Preussischer
Kulturbesitz
Berlin, Museum fiir Volkerkunde
und Museum fUr
Deutsche Volkskund i niezwykle interesując;ł publikację (Nixdorff, Miiller. 1983\
Omawiana publikacja obejmuje referaty dotyczące miejsca, jakie zajmuj,! badania nad odzieżą w nauce oraz w pracach i ekspozycji muzeałnej. Drugim nurt('m
są rezultaty z badań nad historią i zmianami odzieży i strojów z różnych rejo:~ów
Dolnej Saksonii, Górnej Frankonii, okolic Miinster, Sląska, ze Szwajcarii, Finlandii. Norwegii (i ich uwarunkowania)
oraz kwestie metod badawczych. Trzecia
grupa zagadnień koncentruje się na wpływie elementów społecznych, narodowych.
regionalnych,
ideologicznych i in. na kształtowanie
się form
typów odzieży
i strojów'.
Hu.T'Jara Bazielich
LITERATURA
Lau.ffer O.
19Z3 Niederdeut.che
Volk.kunde,
Leipzig.
MUller-Brauel
H.
1899 Niedcrslich.ische
Volkstrachten,
in Nleder'lichsen,
nr 4, R. 200-202, 213-214.
Nixdorf!
H., MOlier H.
1983 Weis.e
We.te
Rate Raben.
Von dem Farbordnungerl
des MIllelaiters
zum ind'!"duellen Farbgescllmack,
Berlin. Rec. B. Baz.lellch, "Etnografia
PolJika" t. XXXIII, 19b'\l.
z. l, s. 311-313.
% :I.
Zander-Seidel,
lo'orschullgen zu Te:rttllen (KostUm/Hau.tedUilienj
in .tacHlachcn l1au.'halten NtLTnbergs In deT Zeit von 1500 bis 1650: Art Materialen,
Hersteltungstechnlk,
lo'aTben.
Verwendung
una GebTauch, Funktionen,
Benennugen
(s. 67-71); G. :Iaacks, Hamt>UTr,r
aIs kleluungsgeschichtLiches
Zentrum
una Randgcblet
FOTsehlmgsjJroblcme unu Method" ••.
•. 13-103.
'G.
Schmitz,
K~eiuunr,r im Munsterland
1>on 1750-1870,s. 1I6-136; II. K~I>;er, SteckbTiele
aIs Quelle zur Erforschung
ues Wnd/ichen Klddungsvcrhaltens,
s. 81-(12; W. D. Konellknmp.
Bemerkungen
zum Wandel
des Kleidungsst!l'!R
In
elner
obeTfranklsehen
Land!7cmei.ncl~.
s. 104-115; M. Schindler,
Arbelt
an der TertiLsammlung
dc.' Osterrcielllseh.en
Museums
fiiT
Volkskunde am Bel'piel
der Sonderaustettung
Uber Erschelnungsformen
hlstorlseher
l{opfbe'll'"
kunge". s. 158-165; B. Lonnqvlst,
Volkst,aeht
aIs muscale
llIusl.on. eine Proiektl>erleht, s. ~7-42:
Ch. Burckhardt-5eebass,
Schwelzerische Tarchtcngraphlk
bis J8JO. Krltlsche
Anmerk1tnp<:n :u
threm QueHenuJert, s. 72-80; B. Buz.ieHch, Tradtt'tonelle
un,d geqenwGrttae
f'urmen lichLe::;i:iełH't
Trachtetl,
s. 137-141; A. Noss,
ErfahTlLngen
beim
Studtum
der nOTl.v(~~ftscl1.cn Volk!ltrat:flt~1l
unter fJesonde-rcr IJeriicksichtlgllng
von Fragen dcr Methode, s. 142-150.
• H. MUller, Wels.'c Westen Hotc Roben. Von. den FarborunUn!lel1 des M'lttc!n:ter,.
ZUm indlVl<llletlen
FariJgesehmack. Zll cine" All •• tcllung In Herlln, s. 151-157.
• Ch. Daxelmciller,
Natlonen,
Regtonen, Typen, Ideo!or/lcn,
Mentllliliiten
mul Argl1me~tatlonstechnlken
<ler akademischen
h1tn-derts, s. 23-36; R. W. Brednich,
Kleiderund
Trachtenl"rschltny
Ober dl.c Halle der T·racht. in
des 17 und
dcl' WerbunlJ.
18 JahTs. 1r,&-174.
275
Pessler W.
1922 Ntcderslichsischcn
1923
veutsche
1937 VO:kstulnsatlas
Hannover.
1, Nlc<Jers,khsen,
Weimar.
:\·tpt1crsiich:Wll.
Lieferung
3, Braunschweig,
Trachtenbuch,
VOlkskullsl,
V'JTI
Bd
Blat
Hi:
Volkst!"ftchif'n
UJJl ElOO-1910.
Ake
D a u n,
mOten, Stockholm
Billy E h n
191111,
ss. 361.
(red.l,
BlandsveTiye.
KultuTskillnader
och
kUUUT-
W ostatnich latach niewiele książek o tematyce etnologicznej dotyczących ,,'spółczesnego obrazu kulturowego (wielokulturowego) Szwecji cieszyło się taką popularności •• i uznaniem jak omawiana. Książka, której pomysłodawcami,
redaktorulni
i współautorami s'l prof. A. Daun i doc. B. Ehn z Instytutu Etnologii Uniwersytetu w Sztokholmie stala się cenną pozycją etnologii szwedzkiej i l'ezuJtatem badań
nad odrębnościami
kulturowymi
współczesnego społeczeństwa
szwedzkiego.
Książka jest antologią, która podejmuje ważną próbę ukazania i zasygna][zo\Vania - jak twierdz.) we wstępie A. Daun i B. Ehn -- "różnych spojrzeń na
iizwedzką społeczność imigrantów"
(s. 9). Artykuły
(ogółem 19) składające
się
na treść omawianej pozycji zostały napisane przez pracowników naukowych dwóch
wsp6łpracuj,!cych ze sobą instytucji tj. Nordiska Museet i Instytut Etnologii Uniwersytetu w Sztokholmie. Niektóre z nich prezentowane
były już w poprzednich
latach w periodykach etnologicznych i socjologicznych, inne zostały napisane specjalnie za namową redaktorów.
Autorzy elrtykułów wychodzq z założenia, że warunkiem pO:inania współczesnego i •.arazem skomplikowanego obrazu kultury imigrantów, wzajemnych uprzedzeń i niechęci, stronniczej oceny systemu wartości preferowanego
przez poszczególne grupy (grupa szwedzka z jednej strony i grupa imigrantów z drugiej) S'l
wspólne badania etnologiczne,
podejmowane
przez naukowców
imigrantów
i "rodzimych" pr7.edstawicieli. Taka też idea przyświecała w pr'ac)" nad omawianą
książką, która daje wyraz współczesnym kierunkom badań jakie podjęła grupa
młodych etnologów szwedzkich skupionych wokół tzw. ośrodka sztokholmskiego,
a którego "duchowym przywódcą" jest prof. A. Daun.
Po zapoznaniu się z tt'eścią książki można powiedzieć, iż jest ona śmiałym
i potrzebnym 7.apisem - oceną szwedzkiego systemu wartości (kultura. :r;astana
przez imigrantów) oraz imigracyjnego systemu kulturowego
(oceniana przez społeczność szwedzką). Ba<L.-miaetnologiczne skupiające się wokół tych tematów prowadzone s<\w Szwecji od lat siedemdziesiątych, a pierwszą obszerną pracą była ksiclżka
B. Ehna - "SotebrOdet" z roku 1975 traktująca o systemie kulturowym imigrcmtów z Jugosławii.
Autorzy pracy podzielili książkę na cztery zasadnicze rozdziały, z których
każdy ma swój tytuł. Rozdział pierwszy, zatytułowany
"Prolog" obejmuje dwa
artykuły, kolejno M. S7.abó - Vagen mot medborgarskap
(Droga do obywatelstwa),
s. 17-42, oraz B. Klein - Den gamla hembygden elIer vad har ha nt de svenska
folktraditionerna
i USA? (Stara okolica rodzinna albo co się stalo ze szwedzkimi
tradycjami ludowymi w USA 'I). s. 43-67. Autor pierwszego artykułu zajął się zagadnieniami teorii badatl nad kulturą imigrantów w Szwecji, ich miejscem w życiu
gospodarczym i społecznym w nowym środowisku. Omiawiając
złożoną sytuację
rodzin imigrantów podkreśla zjawisko tzw. kolizji kulturowej na jakie narażone
S:1 grupy i jednostki
wchodzące w stały kontakt z kulturą zastaną (szwedzka).
Kolizja kulturowa może jednak wpływać pozytywnie na poznawanie wzorów zachowań różnych grup imigracyjnych,
co z kolei podnosi wiedzę o "mozaice"
współczesnego społeczeństwa
szwedzkiego. W drugim artykule autorka zastanawia
się nad żywotnością szwedzkiej tradycji (muzyka, strój ludowy, midsommar) na
obszarze osadnictwa szwedzkiego w USA. Według B. Klein właśnie tradycja jest
tym przedmiotem
studiów nad imigracyjnym
stylem bycia, ii. ona decyduje o zawartości kulturowej następnego pokolenia. Studia nad tradycją i jej miejscem w życiu rodzinnym i grupowym podporządkowane
są badaniom polikultul"Owości współczesnego społeczeństwa USA.
Drugi rozdział omawianej pracy, zatytułowany został "Kulturarv"
(Dziedzictwo
kultury)
i obejmuje
5 artykułów
umieszczonych
w
następującej
kolejności:
K. O. Arnstberg - Kultur och kulturvariation
(Kultura i zmiana kultury), s. 71-87,
B. Ehn i K. O. Arnstberg - Det osynliga arvet (Ukryte dziedzictwo), s. 88-112,
A. Loutchko i C. Ericson - Att leva som ryss i Stockholm (Zyć jak Rosjanin
\v Sztokholmie),
s. 113-124, G. KiillstromAtt gora manaden
(Robić miesiąc),
s. 125-144, O. Ronstrom - Pa jakt efter jugos]averna (Gonitwa za Jugosłowianami),
s. 145-167.
Pierwszy artykuł inicjuje dyskusję nad pojęciem "kultura",
odnosząc się do
studiów etnicznych. Autor jest zdania, że wyjaśnianie
zjawisk rodzących się w relacjach międzyetnicznych
wymaga każdorazowo
zdefiniowania
pojęcia "kultura".
Pojęcie to zawiera
się według K. O. Arnstberga
we wspólnych regułach, wartościach i symbolach. Centralnymi
pojęciami w analizie zjawisk interetnicznych
są symbole, etnicity, tolerancja, zrozumienie i dopasowanie. Ten sam autor wspólnie
z B. Ehnem przedstawiają
na podstawie wywiadów z imigrantami
obraz ich codziennego życia w Szwecji. Opowiadania
imigrantów odnoszą się w dużym stopniu do sposobów wychowywania
dzieci, rodziny, szkoły, pracy i ról społecznych.
Tematem trzeciego artykułu jest grupa 2 tys. Rosjan zamieszkujących Sztokholm
i skupionych wokół Kościoła Ortodoksyjnego.
Autorzy zwracają uwagę, iż właśnie
kościół odgrywa istotną rolę w podtrzymywaniu
i rozwijaniu solidarności grupowej
tej społeczności.
Ciekawego materiału
dotyczącego trady"cyjnych form przestrzegania
zasad higieny i postaw obyczajowych sfery życia seksualnego rodzin imigrantów chiilskich
i wietnamskich
dostarczył artykuł" G. Kiillstrom.'
..
Teb. rozctzicllpracy zamyka artykuł O. Ronstrom omawiający znaczenie i symbolikę 'muzyki' oraz tańca' w kulturze imigrantów z Jugosławii. Autor zauważa, iż
w samym tylko oki"ęgusifokholmskim
działa 14 jugosłowiańskich
towarzystw kulturalnych' (właściwi(f; folkiciryslycznych) pleięghujących' tradycję muzyczną Serbów,
Bośniaków, Chorwatów."
"
Na treŚć 'trzeciego rozdziału, który autorzy żatytt.iłowaIi - Wyobrażenia (Forestallningar) składają się cztery artykuły, kolejno: B. af Klintberg -' Etnocentriska
siigner (Etnoćentryczne
podania), s. 171-lBl, M. Velure - Djiivla utlanrling (Cholerny cudzożiemiec), s. 182-205, G. Drakos' - Snal, kylig och flegmatisk (Skąpy,
oziębły i flegmatyczny)
s. 206-226 oraz B. Ehn Invandrares
stereotypier
om
svenskar (imigracyjne stereotypy o Szwedach), s. 227-240.
B. af Klintberg
prezentuje
materiał dotyczący obiegowych i stereotypowych
poglądów Szwedów na temat zwyczajów i obrzędów imigrantów zamieszkujących
dzisiejszą Szwecję (autor używa określenia "racjonalna Szwecja" - "det rationeIla
Sverige"). Wspomniany badacz zwraca uwagę, iż "generalizowanie"
obcej kultury
doprowadza
do powstawania
błędnych i krzywdzących
stereotypów kulturowych,
277
co w konsekwencji może przyczynić się do narastania
zjawiska etnocentryz:r.m
i ksenofobii.
Niejako kontynuacjil myśli B. af Klintberga stał się artykuł M. Velure, który
podejmuje próbę dyskusji nad funkcjonowaniem
zjawiska stereotypu kulturow(;go
i niechęci do obcokrajowców (i ich kultury) zawartych w obiegowych określeniach
i dowcipach. Autor zwraca uwagę" iż "szwedzkie" stereotypy dotyczące imigrantów zawierają się w określeniu tych ostatnich jako prymitywnych, głupich, naiwnych i biednych. M. Velure jest zdania, iż takie spojrzenie wiązać należy z faktem,
że większość przybywających
do Szwecji imigrantów
posiada gorszą sytuację
materialną, niższe wykształcenie i potrzeby standardu mieszkalnego w porównaniu z "rodowitymi Szwedami".
Inny autor, G. Drakos zastanawia się nad przykładami patrzenia imigrantów
na wzorce kulturowe i styl życia reprezentowany
przez Szwedów. Autor podejmu,ie próbę określenia części kultury szwedzkiej poprzez pryzmat pożyw ienia
i sposobów jego przyrządzania i spożywania. G. Drakos patrzy na szwedzką sfer'ę
życia towarzyskiego jako imigrant grecki, określając Szwedów jako "skąpych,
oziębłych i flegmatycznych", co znajduje także wyraz w tytule artykułu.
Ostatnim, .niejako kulminacyjnym
punktem tej części pracy, jest artykuł
B. Eh'~a; który przedstawia negatywne wyobrażenia o Szwedach, ich modelu zachowania i preferowanych
postawach. Wyobrażenia te egzystują w świadomości
imigr~ntów zamieszkujących
Szwecję. Na podstawie zebranego przez B. Ehna
materiału etnologicznego dowiadujemy się, iż w świadomości imigrantów Szwedzi
są wyn,iośli, zamknięci w sobie, niechętnie nastawieni do cudzoziemców, obojętni
i duchowo głusi.
Następny rozdział pracy zatytułowany
jest Skillnader
och moten (Hóżnice
i spOtkania). Na treść tego rozdziału składają się następujące artykuły: A. Sjogren - Forhallandet till barnen visar kulturskillnader
(Podejście do dzieci ukazuje
różnice kulturowe), s. 243-247, tej samej autorki Sanning och lOgn (Prawda
i kłamstwo), s. 248-255, Etniskt mote i Virsbo (Spotkanie etniczne w Virsbo),
s. 256-265, autorstwa A. Rosengren, następnie opracowanie A. Dauna, Carla-Erika
MatUara i E. Alanen - Finsk och svensk personlighet (Fińska i szwedzka osobowość), s. 266-294, B. Ehna - Strategi mot skillnader (Strategia względem różnic), s. 295-306, K. O. Arnstberg - Att samtala med manniskor med en annan
kulturell bakgrund (Hozmawiać z ludźmi o innym podłożu kulturowym), s. 307-321,
A. Dauna - Szwedzkość jako przeszkoda do spotkania kulturowego (Svenskhct
som hinder i kulturmotet), s. 322-347, który jest chyba najbardziej wartościowym
opracowaniem
omawianej
książki. Artykułem
zamykającym
książkę jest opracowanie B. Ehna Uppvaxt
i Blandsverige
(Dorastanie
pomiędzy Szwecją),
s. 348-361.
W dwóch pierwszych
artykułach
A. Sjogren porusza temat różnic kulturowych na podstawie wychowania
i sprawowania
władzy rodzicielskiej
nad
dziećmi. Autorka zastanawia się nad zagadnieniem "bikulturowej" osobowości dziecka wychowanego w rodzinach imigrantów i źyjącego w sporeczności szwedzkiej.
Trzech autorów tj. A. Daun, Carl - Eric MattIar i E. Alenen podejmujćł próbę odpowiedzi na pytanie: jaką osobowość posiadają Szwedzi i Finowie. Wspomniani badacze zwracają uwagę, i;i: badając osobowość skupić się trzeba na "d.ziedziczeniu i środowisku", które są stałymi składnikami
kultury. Autorzy oparli
się w swojej pracy na kwestionariuszu
osobowościowym zaproponowanym
przez
szwedzkich psychologów Cesarec - Marke.
Niewątpliwie jednym z najlepszych artykułów omawianej pracy, kt6ry pod-
278
sumowuje
dyskusję na temat wielokulturowości
dzisiejszej Szwecji i trudności
adaptacyjnych
imigrantów do szwedzkiej rzeczywistości jest przyczynek A. Dauna.
Autor dyskutuje i odpowiada na pytanie jak typowe dla Szwedów cechy charakteru
komplikują kontakt kulturowy z imigrantami.
SCldzę, że można powiedzieć, iż siłą zawartych
w książce artykułów
jest,
oprócz dokumentacji
naukowej, wywołanie refleksji u czytelnika nad złożonością
procesów kulturowych
zachodzących w dzisiejszej Szwecji. .Test to książka pożyteczna nie tylko dla etnologów zajmujących
się kulturą SzwecJi, ale i amatorów, dla których po zapoznaniu się z kilkoma chociażby artykułami.
kraj ten
przestanie być szczęśliwą krainą. I o to chyba chodziło autorom ksią:i.ki, którzy
skrupulatnie
wynotowali to, co w kontaktach ze Szwedami dziwi imigrantów i odwrotnie.
Waldema',
Elmira M j e d ż i t J W a, Marijskojc
120 kol. ił. i dwubarwne nlb. w tekście.
narodnoje
iskusstwo.
Kopcztlńsld
b.rn.w. 1985, ss. 270,
Niespełna pięć lat temu ukazała się w Związku Radzieckim interesująca i urozmaicona kolorowymi ilustracjami
publikacja
poświęcona sztuce ludowej Maryjców. Są to mieszkańcy środkowego Powołża, których stare plemiona nauka wiąże
z Czeremisami. Około I wieku n.e. zaczął wyodrębniać się język maryjski, zaliczany obecnie do finnougryjskiego
ze znaczną domieszką tureckiego.
Między IX
a XI \viekiem Maryjcy rozprzestrzenili
się na prawym i lewym brzegu Wołgi i od
tego czasu dzielą się na górnych (Ku ryk Marij) i dolnych łąkowych (Ołyk
Marij). W XI wieku granice północno-wschodniej
Rusi zaczęły przybliżać się do
tej grupy, przez co nasiliły się wzajemne ekonomiczno-handlowe
związki. Najazdy
tataro-mongolskie
w XIII wieku wstrzymały jednak rozwój rodzimej kultury na
następne wieki, gdyż ludność znalazła się pod ciężkim jarzmem ciemiężycieli, podlegając kazańskiemu
chanatowi. Obszar nizinny, pokryty gęstymi lasami i przez
to trudniej
dostępny, mniej ucierpiał ze strony najeźdźców. Według rosyjskich
letopisów górni Maryjcy w 1546 roku zwrócili się do cara, aby posłał wojska na
Kazall; pragnęli też należeć do rosyjskiego parlstwa. Toteż po pokonaniu Kazania
w 1552 roku do carskiej Rosji przyhjczono obydwie części Maryjców. W XVIXVIII wieku znaczna część dolnych Maryjców migruje na wschód, skutkiem czego
utworzyłL< się trzecia - wschodnia ich grupa, nawiązujqca korzeniami do starych
tradycji,
którymi wyróżniali się od sąsiednich Tatarów, Baszkirów, Udmurtów,
Rosjan. Z biegiem lat wspomniane grupy Maryjców rozdzieliły siG na jeszcze mniejsze jednostki społeczne, ale nie zatraciły ani swego języka, ani tradycyjnej kultury. Ich wierzenia roalazły odzwierciedlenie
w sztuce, zwłaszcza w ozdobach
metalowych, haftach, tkaninach, a wyrazem tego S<l motywy solarne, wyobrażenia
otaczaj'1cego świata i życia. Pod wpływem tureckojęzycznych
sqsiad0w ważne
miejsce wśród ozdób zajmują monety, uważane również za symbol slońca. Uzyskane z handlu pieniądze wykorzystywano
jako kobiecq biżuterię, która stanowiła
własność kobiet i mężczyżni nie mieli do niej prawa. Lecz w XIX. wieku urzędowe zakazy zabroniły wykorzystywania
w ten sposób monet, więc zaczęto zastępować je blaszkami, muszelkami, koralikami, bisiorem, które przywo~ili arabscy
i perscy kupcy. Używano ich do wykonania zausznic, napierśników,
naszyjników,
279
wijiorów, pasów i wielu innych metalowych ozdób, a także do naszywania na poszczególne części kobiecej odzieży, zwłaszcza na nakrycia głowy. Do tego właśnie
celu mqżatki i dziewczęta jeszcze do czasów współczesnych stosują różne elementy
i sposoby. Są to stroiki, taśmy, dwurożne podkładki, płócienne chusty o zróżnicowanej formie i nazwach.
Książka prezentuje liczne przykłady tych wyrobów i części odzieży, plecionki,
drewniane naczynia, podobnie jak wiele opracowań poświęconych sztuce ludowej
określonej grupy etnicznej. Największą jednak uwagę zwracają liczne charakterystyczne nakrycia głowy kobiecej i duże ich podobieństwo oraz zbieżność, nawet
w nazwach, ze znanymi formami występującymi
w tradycyjnym
stroju ludowym
lla terenie Bułgarii i Jugosławii. Rzecz ciekawa, że w tych krajach niektóre z nich
7.arzucono jeszcze w XIX wieku lecz pozostały jako eksponaty muzealne (np.
w Splicie, Saraj~wie, Skopje, Sofii).
Według starych wierzch we włosach skoncentrowane
są siły żywotne dlatego,
zwłaszcza u zamężnych kobiet, stanowiły one w niektórych rejonach tabu i odpowiednimi okryci<lmi chroniono je przed spojrzeniami nawet najbliższych i przed
wszelkiego rodzaju złymi mocami. Obroną przed nimi były dwurożne podkładki,
przypominające kształtem młody księżyc - miesiączek, posiadający czarowną moc
w fazie wzrostu, co szczególnie pomagało kobietom przy porodzie. nównież przewiązki ze wstążek i szarf n<l szubku głowy z opadającymi końcami, wyobrażające
rozskrzydlonego
ptaka. miały ochraniać
młodą kobietę od złych mocy. Takie
samo znaczenie, zgodnie z tradycją,
przypisywano
różnym
innym akcesoriom
o właściwościach magicznych, jak iglicom, szklanym paciorkom, monetom i blaszkom, nadto motywom haftów, aplikacjom itp. umieszcza.nym na nakryciach głowy.
W krajach bałkal'lskich, podobnie jak u Maryjców tymi nakryciami głowy były
7.arówno chustki w kształcie prostokąta, kwadratu, trójkąta, szala (Marijana Gusić,
Starin~ko zenska oglavlje u HrvaŁskoj narodnoj no.snji, Zagreb, bd. plansze Greta
Turkovićl, jak też długich płóciennych
haftowanych
pasów o nazwie "sokaj",
trójkątnie zeszytych na jednym końcu lub płóciennych czółkowych "poeulice", tj.
cwpcow. które uważa się za najstarsze, dawno zarzucone formy. U ;,\Taryjców taką
:;tarą formę, pojawiającą si~ w XIX wieku już tylko podczas obrzędów weselnych
stanowiła "szurka" wykonana z podwójnie złożonego płótna w kształcie długiego
pa3<l trójkątnie scłJodzącego się ku gór-ze, który cały zaszyty był czerwonym kumaczem, haftowany i ozdohiony monetami oraz bisiorem i muszelkami. Bardziej
zbliżony do "sokaja" hył jednak "szymaksz", noszony do dziś u dolnych Maryjców.
J~,g,) trójkątny stożkowaty koniec zakłada się na czubek głowy, przez co sterczy
ku górze, a szeroki haftowany płat opada na plecy. Głowę nakrywa jeszcze płóci~':illa trójkątna luh kwadratowa
i haftowana na brzegach chustka z frędzlami,
airo chwastami - "wujszowycz", zwiąZ<'1na pod brodą. W tym samym typie podwójnie zeszytego pasa płótna z długim trójkątnym i zahaftowanym zakończeniem
LJ wschodnich
Maryjców jest "szYl'laszówycz", noszony płasko na głowie, tzn. tak,
aoy dość dłur,i trójkątny koniec wystawał przed czoło, jak ptasi dziób, zaś pozostały
płat opadał na plecy. Całość, wyłączając część spoczywającą na ciemieniu, pokryta
je5~ gęstym geometrycznym
haftem, monetami, sznurkami z nanizanymi
paciorkami, kumaczem, a u dołu zwisa jeden
lub kilka rzęd6w frędzli. Jak "szymaksz"
P:'zypcmina macedoński
"sokai",
tak "szyńasz6wycz"
odpowiada
tamtejszemu
"Gbrusowi" (por. Angelina Krsteva, Makedonski narodni vezovi, Skopje 1975, s. 8487 i nlb. oraz SL E. Kostov, lVIakedonski ubrusi i sokai, Izvestia na narodnje
etnograf.6ki muzej, 1925, V, s. a-15). Odmien.nym typem była podłużna, około
dw6c,1 metrów długa, chusta "szarpan" lub "naszmak" z haftowanymi geometrycz-
280
nie brzegami. Wyszywano przewazme czerwoną, oranżową, różową wełną z czar"
nym albo granatowym
konturem i przyozdabiano
jeszcze monetami i perełkami.
Motywy haftów miały swoje nazwy i znaczenie, przez co można z nich było czvtać,
jak z książki. Nazwa ta zdaje się być bliska chorwackiej, serbskiej i macedońskiej płóciermej chustce "jasmak", co wskazuje na dwukierunkowe
wpływy tu"
reckie.
Pozostaje jeszcze sprawa rogatej "soroki", znanej z różnych wersji w wielu
rejonach
europejskiej
części ZSSR. Maryjcy przejęli jej formę i nazwę, lecz
wzbogacili swoimi haftami i tzw. dywanową techniką. Cechą charakterystyczną
tego nakrycia głowy jest płócienny prostokątny
haftowany naczółek stojący pio"
nowo z bocznymi taśmami do przewiązania
oraz z krótszym, bądź dłuższym prostokątnym płatem haftowanego geometrycznie płótna, opadającym na kark i plecy;
Podobne nakrycie głowy występowało w Bośni i Hercegowinie jeszcze w XIX wieku, lecz jego nazwa się nie zachowała. Haftowany naczółek wyodrębniał się tam
dywanowo naniesionymi
geometrycznymi
motywami, przypominającymi
nierzadko
kwadratową
twarz ludzką o wyrażnie zaznaczonych oczach i ustach. "Soroka"
Maryjców jest również pokryta dywanowym haftem z przewagą zoomorficznych,
zgeometryzowanych
drobnych motywów i przykryta kwadratową płócienną chustką
obszytą kumaczem i haftowaną
czerwonymi nićmi. Zasięg "soroki" południowo-wielkoruski,
nadbałtycki
i nadwołżański,
podobnie jak form bośniacko-hercegowińskich i macedońskich wskazuje na archaiczne, reliktowe pozostałości starosłowiańskiej
kultury. Fakt ten dostrzegał Kazimierz Moszyński i jego poprzednicy
(K. Moszyński, Kultura ludowa Słowian, 1929, cz. I, s. 393-402). Tak więc omówiona
pozycja nie tylko orientuje w jej interesującej
treści, ale również posłużyć może
dla wielokierunkowych
badań i celów porównawczych.
Barbara
Bazielich
Borys S t a w i s k i, Sztuka Azji Srodkowej.
Wydawnictwa Artystyczne
mowe, Warszawa 1988, ss. 324. (Przekład z rosyjskiego Ireny Dulewiczowej).
Fil·
Sztuka Azji Srodkowej dotycząca czasów przedmuzułmańskich
ukształtowała
się drogą wielu złożonych etapów historycznych.
W pierwszej fazie jej ewolucji
(VI-IV wiek p.n.e.) nie sposób dostrzec w zabytkach odrębnych cech typowych dla
ówczesnych najważniejszych
ośrodków cywilizacyjnych
i dopiero w "okresie imperiów" (I-IV wiek n.e.) ujawniają się one w formie zespołu regiOJlalnych kultur
artystycznych
wykazujących
znaczne różnice w porównaniu z sąsi~dnimi terytoriami. We wczesnym średniowieczu (V-VIII wiek) widzimy już dość pokaźne ujednolicenie poziomu i właściwości sztuki różnych regionów środkowoazjatyckiego
Międzyrzecza. Warto zaznaczyć, że interesujące
nas dzieła sztuki Azji Srodkowej
obejmują tylko cZGŚć znalezisk, gdyż archeolodzy odkryli tam również zrl<!czffie
wcześniejsze
zabytki sięgające nawet do najstarszej
epoki rozwoju cywiliz~cji
i kultury
człowiekowatych,
paleolitu. Te odległe dzieje toną jednak \V mrodm
i dlatego trudno coś powiedzieć o ewentualnej
ciągłości tradycji artystycznej.
Historia południowych
obszarów Azji Srodkowej jest bardziej przejrzysta, bo
wiąże się z powstaniem pierwszych plemion rolniczych, które daly POCZ'1leknajdawniejszym
kulturom Krety, Egiptu, Mezopotamii oraz Indii. Z"gadkowe i zu-
281
pełnie ni~znane pozostaje zagadnienie. wpływu sztuki sta.ożytnej
na rozwój artystycznej kultury Azji Środkowej w czasach muzułmańskich.
Zasługuje, ono na
baczniejszą uwagę i wymaga rozpoczęcia wielole,tnich systematycznych
badań.
Autor prezentowanej publikacji zajmuje się już od trzydziestu pięciu lat problemami arch';;;ologii, kultury i sztuki Azji Środkowej i mana
swym koncie nauko-,
wym sporo poważnych prac wydanych zarówno w Związku Radzieckim, jak i za
granicą. Do najważniejszych
należą następujące:
Mieżdu Pamirom
i Kaspijem.
Sriedniaja Azija w driewnosti, Moskliva 1966; K jugu ot Zeleznych worot, Moskwa
1977; Kuszanskaja
Baktrija: problemy istorji i kultury, Moskwa 1977; Kunst der
Kuschan, Leipzg 1979; Die Volker Mittelasiens im Lichte ihrer Kunstdenkmaler,
Bonn,1982.
Książka, którą obecnie oferuje czytelnikom składa się z czterech dość znacznie
poszerzonych rozdziałów. W pierwszym nakreślono rozwój sztuki w epoce achemenidzkiej (połowa VI - schyłek IV wieku p.n.e.), a w drugim po wyprawach
Aleksandra
Macedońskiego (koniec IV-I wieku p.n.e.). Rozdział trzeci obejm1..lje
osiągnięcia z czasów imperiów (I wiek p.n.e. - IV wiek n.e.), zaś czwarty zdobycze
wczesnego średniowiecza
(V-VIII wiek) ze szczególnym uwzględnieniem
Baktrii
(Tocharystanu), Merwu (dawna Margiana), Sogdiany i północno-wschodnich
obszarów Azji Środkowej.
Przy omawianiu
poszczególnych ośrodków koncentracji
zabytków autor nie
uwzględnił współczesnych jednostek administracyjnych
i politycznych, lecz oparł
się na takich antycznych
centrach historyczno-kulturowych,
jak Baktria, która
obejmowała południowe tereny nad Amu-Darią, wchodzące obecnie w skład republiki Uzbeckiej, Tadżyckiej i Turkmeńskiej
oraz północnego Afganistanu,
Segdiana położona w dorzeczu Zerawszanu
i Kasza-Darii,
Partia zajmujące
rejon gór Kopet-Dag, południowo-zachodnią
Turkmenię i północno-wschodni
kraniec Iranu, Chorezm, - leżący w dolnym biegu Amu-Darii, jak też w północnej
Turkmenii, w chorezmijskim obwodzie Uzbekistanu i częściowo w Karakałpackiej
Autonomicznej Republice oraz Fergana zlokalizowana
w Dolinie Fergańskiej,
której obszary zostały wchłonięte przez teraźniejsze republiki: Uzbecką, Tadżycką
i Kirgiską. Nie pominął też Margiany leżącej w dolnym biegu rzeki Murgab i ziemi
Saków rozlokowanej w północnych i wschodnich częściach Azji Środkowej (współczesna Republika Kazaska i Kirgiska oraz Pamir).
Należy przypomnieć,
że w latach trzydziestych
naszego wieku, sztuka Azji
Środkowej sprzed okresu muzułmańskiego
była bardzo mało znana, bo zajmowali
się nią tylko nieliczni uczeni. Obecnie, dzięki znacznemu rozszerzeniu
badań,
można zaobserwować znaczny postęp w tej dziedzinie.
Recenzowana książka została opracowana
fachowo i rzetelnie. Stanowi pozycję cenną i niezwykle interesującą.
Radziecki profesjonalista
nie rości sobie
pretensji do definitywnego
zobrazowania rozwoju sztuki Azji Środkowej poprzedzającej czasy mahometańskie,
gdyż jest to zadanie niezmiernie trudne i wymagające jeszcze wielu długoletnich
wysiłków. Nie możemy zapominać o tym, re
każdy rok przynosi nowe odkrycia i tym samym zmianę ocen i wniosków. Mimo
tych komplikacji
dostarczył nam sporo wartościowych
nowości uzyskanych
do
roku 1983, dzięki zakrojonym na sZ2roką skalę pracom wykopalisko'\vym, reko!1strukcji znalezionych zabytków i ich an~:l1izie.Ładny styl i jasność formułowania
myśli sprawiaj,!, że książkę czyta się z niesłabnącym
zainteresowaniem.
Na jej
stronach B. Sim,viski zdołał :l:gromadzić 14 barwnych i 19-1 czarno-białe ilustr;'lcjc_
Szkoda, że szczupłe r;\my wydawnicze spowodowały konieczność ograniczenia prezen~acji liczby 7.<lbyŁkó\vdo minim~:m.
28:1
Spis literatury
obejmuje 103 tytuły krajowe i zagraniczne wyselekcjonowane
trafnie i z wyczuciem.
W następnym
wydaniu tej ze wszech miar pożytecznej książki należałoby
uwzględnić jakąś dokładniejszą
mapę Azji Srodkowej
wraz z rozmieszc7.eniem
najważniejszych
wykopalisk.
Raman
Jadwiga
P s t r u s i ń s k a, Afghanistan
1989 in
Central Asian Survey Incidental Papers Series No.7,
Karczmarczuk
Sociolinguistic
Perspective.
London
ss. 80.
1990,
Jadwiga Pstrusińska jest iranistką. Przedmiotem jej specjalnych zainteresowań
jest język paszto a obok tego języka dari, najważniejszy
i spełniający rolę lingua
franca
język w Afganistanie. Szczególną cechą prac J. Pstrusii1skiej jest objęcie
nimi także zagadnień społeclillo-kulturowych:
społecznych kontekstów języka, wyznaczników i przejawów etniczności, wybranych dziedzin kultury tradycyjnej i ludowej. Rejestruje
także i analizuje zmiany społeczno-kulturowe
w wyniku przewrotu w Afganistanie
oraz związanych z nim wojny domowej i interwencji radzieckiej. Materiał do swoich studiów czerpie m.in. z pobytów i licznych podróży
do Afganistanu w latach 70., w tym badań terenowych, także w trudno dostępnym
Korytarzu
Wachańskim.
Jest cenionym uczestnikiem
i współorganizatorem
międzynarodowego środowiska afganologów, inicjatorem i redaktorem biuletynu Afghanica, wydawanego początkowo w Oksfordzie a obecnie w Krakowie.
Recenzowana książka Afghanistan
1989, ogłoszona w ramach serii rozpraw czasopisma "Central Asian Survey", publikowanego
przez Society for Central Asian
Studies, mogia zostać napisana dzięki przedstawionym
powyżej szerokim kompetencjom autorki zarówno w dziedzinie studiów lingwistycznych
jak i kulturowo-społecznych. Dotyczy interesującej
poznawczo i o wielkiej wadze społecznej kwestii struktury
językowej w polietIlicznym pailstwie i roli języka w procesie fun.kcjoIlO\\iania tego państwa oraz kształtowania
się wspóllloty jego mieszkaI'tców narodu, nacji, w znaczeniu wspólnoty polityczno-kulturowej
a nie etnicznej. Dramatyzmu zagadnieniom
badanym przez J. PstrusiI'tską, a jednocześnie znaczenia
dostarczanym
przez nią informacjom
i formułowanym
wnioskom, nadaje wojna,
nadal trwająca w Afganistanie, która zadecydować ma o suwerenności kraju i samodz:elnosci w wyborze drogi rozwojowej.
Wskazana wyżej problematyka pracy wymagała podjęcia dwóch przede wszystkim kierunków badań. Pierwszym z nich była próba odtworzenia sytuacji ję7.Ykowcj krajl.! przed przewrotem w roku 1978. Służy temu wykaz języków użytkowanych w Afganistanie, w którym poszczególne języki zakwalifikowane
zostały do
odpowiednich rodzin i grup, przedstawiono ich zróżnicowanie dialektologiczne oraz
-określono ich cechy społeczne, w tym głównie etniczne, a także demograficzne
i rozmieszczenie przestrzenne. Otrzymaliśmy instruktywną, najbardziej pełną spośród
do1<łd opublikowanych,
listę 45 języków (lub ich grup) Afganistanu i ich charakterystyld, przygotowane
na podstawie szerokiej i gruntownej
kwerendy w różnego rodzaju źródł"ch. uzupełnionej
i zweryfikowanej
na podstawie własnych
materiałów
autorki. Z listy tej dowiadujemy
się również o użytkownikach
języków, ich liczebności i w niektórych przypadkach o ich przynależności zawodowej
i środo\\·iskowej. Znamienne jest zróżnicowani~ w społecznych kontekstach i ro-
283
lach języków wskazane przez .T. Pstrusińską.
Lista potwierdza to, że poszczególne
języki powiązane były z grupami społecznymi o r6ilnym charakterze:
grupą etniczmł, wieloma grupami etnicznymi, grupami etniczno-zawodowymi,
grupami środolA iskowymi,
grupami
pokoleniowymi,
pełniły różne funkcje
i posiadały
różny
status: jt;zyka oficjalnego w par'1stwie, języka porozumienia interetnicznego,
języka
międzyśrodowiskowego,
etnicznego, lokalnego, religijnego, tajnego i zanikającego.
Intcresujące
jest tu m.in. przedstawienie
grupy język6w tajnych, występujących
pod różnymi nazwami: Ghorbati, Quazulagi, i\1agati, Jogi, Adurgari i in. Języki
te, o charakterze
argot, używane były przez różne i rozproszone grupy, prowadzące na ogół koczowniczy tryb życia, nie produkujące
żywności, endogamiczne
i o niskim statusie społecZIlym. Wśr6d nich odnotować warto grupę Hajdari po
raz pierwszy opisaną w wyniku prac Etnologicznej
Wyprawy Azjatyckiej
UAM
do Afganistanu w roku 1976.
Tak zarysowane tło językowe, które ma w zasadzie wymiar synchroniczny,
ukazuje bowiem .,unieruchomiony"
obraz językowy sprzed roku 1978, stanowi
dobrą podstawę do realizacji
głównego celu pracy, jakim było przedstawienie
sytuacji socjolingwistycznej
w terażniejszości
oznaczonej datą roku 1989. Tutaj
przyjęto już inny sposób postępowania
badawczego. Analiza ma charakter
diachroniczny, dynamiczny, autorka sięga po fakty z przeszłości a współczesną sytuację językowo-etniczno-polityczną
przedstawia
w nawiązaniu
do historycznego
procesu kształtowania
się fWlkcjonalnej
i ideologicznej
wspólnoty mieszkańców
Afganistanu
narodu w znaczeniu polityczno-kulturowym.
\Vskazuje na pierwotnie dominującą w amalgamacyjnym,
a póżniej również integracyjnym
działaniu
pai.stwa roll; języka dari zastępowango
stopniowo, w wyniku utrzymującej
się
politycznej hegemonii Pasztunów i artykułowania
przez nich aspiracji etnicznych,
przez j~zyk paszto. Nie zakończony do dzisiaj proces tworzenia afgańskiej wielo-etnicznej ..narodowości", oparty początkowo na języku perskim, przemianowanym
~e względ0w politycznych na dari, zmienił swój kierunek w wyniku pasztunizacji
kraju, zaakcentowanej
przez uznanie paszto w roku 1936 za język oficjalny. Badaczka najbardziej oczywiście zainteresowana
jest ostatnim okresem tego procesu,
lmjtliższym terainiej:-;zości, tragicznie zakłóconym przez wojnę domową i interwencję radzieck~1' A;:alizuje ten okres przy pomocy różnorodnych, trudno dostępnych
żr0deł. takich jak raporty o sytuacji w Afganistanie
i w obozach uchodżców,
audycji Hadia Kabul i oficjalnych publikacji DRA, relacji dziennikarskich,
wywiadów z uciekinierami
i mudżahedinami,
literatury a także materiałów własnych,
!.~romadzonych IV czasie pobytu w Afganistanie w roku 1979. Podkreśla głębokie
7.m;;ll1Yzwiązane z wojną IV społecznej i językowej rzeczywistości kraju w wyniku
zmian demograficwych
spowodowanych
śmiercią i ucieczką wielu milionów ludzi
oraz poEtyki ekonomicznej, etnicznej i językowej rządu w Kabulu a także pojaiwienie si~ możliwości rozbiorów czy zmiany granic Afganistanu.
Zauważa także
pel/me zmiany, które mogą odegrać pozytywną rolę w kształtowaniu
przyszłego
(lar'J~twa i narodu Afganistanu:
zmniejszenie
się poprzednich
różnic etnicznych,
j~zykowych i religijnych i. co za tym idzie, osłabienie dawnej segmentarnej
struktury spolecznej, oraz wzmocnienie poczucia posiadania wspólnej ojczyzny. Stwierdza znaCZI~e zmniejszenie się liczby Pasztunów w kraju i poważne ob~cnie ogranic~e!1ie roli języka paszto_
D,) interesujących
etnologów kwestii, obok wskazania
na powiązania
języka
z Je-go kontekstem
społecznym, należy dobre zarysowanie
kierunków
procesów
etniczllo-polity C7-.nych w Afganista.ni~. Autorka stwierdza, w wyniku ostatnich wyd,Ezeh, powj'ót do tego kierunku TGZWOjUetnicznego i n::lfodowego, który zwic1;:any
284
był z szerokim stosowaniem języka dari. Nie odpowiad3. j:>dnak na p,,·tanie jakim
był i jakim może być Afganistan z dominacją języka dari lub Afganistan z dominacją języka paszto. Oczywiście odpowiedź na takie pytanie musiałaby być zrelatywizowana w czasie i uzależniona również od warunków zewnętrznych. W pr:lcy
otrzymujemy
także szereg innych, szczegółowych już informacji. m.in. o współczesnym rozpowszechnieniu
się tajnego języka Zargari, użytkowanego przez handlarzy i młodzież, w tych dzielnicach Kabulu, w których pojawiło się wielu obcych,
np. w dzielnicy o nazwie Mikrorajon. Interesujące
jest także stwierdzenie pogłębiającego się obecnie dystansu językowego między starszym pokoleniem a młodzieżą·
Badania przeprowadzone
zostały w warunkach niezwykle trudnego dostl:~pu do
materiałów.
Współczesną rzeczywistość
społeczno-językową
Afganistanu
auto;-ka
rekonstruuje
i śledzi zachodzące w niej zmiany niekiedy na podstawie informacji
rejestrowanych
na gorąco, czasami jednostkowych.
Znamienne jest częste używanie, dla określenia tego rodzaju danych, przysłówka "reportedly". Charakter pracy
określił ponadto jej cel - analizę teraźniejszości i stworzenie punktu wyjścia do
prognozowania przyszłości socjolingwistycznej
Afganistanu. Cel ten kierował uwagę
badaczki raczej na wyjaśnianie
przyczyn oporu przeciwko powstałemu w wynilm
przewrotu rządowi kabulskiemu i popierającym
ten rząd interwentom
niż na zastanowienie się nad powodami, dlaczego do tego przewrotu doszlo, i w jaki sposób.
i dlaczego rząd ten potrafił zapewnić sobie współpracę części ludności.
Odnotowuję z zadowoleniem pojawienie się książki polskiego badacza, w której analiza socjolingwistycznej
teraźniejszości Afganistanu oparta została na dobrej
znajomości struktury
językowej kraju i mających w nim miejsce wydarzeń politycznych. Praca ta stanie się jednym z podstawowych źródeł wiedzy o Afganistanie z okresu wojny domowej i interwencji. Wskazuje ponadto na obszary współpracy językoznawców
z przedstawicielami
innych dyscyplin społecznych: et.nologami, socjologami, demografami i politologami.
Stephen C. P e 11 e t i e r e,
Westview Press, Boulder-London
The
Kurds.
An
Unstable
Zbigniew
Jasicn;ic;:;
Element
in
the
Gulf.
1984, ss. 220
Autor tej nieduźej objętościowo książki jest wykładowc') jednego z uni'Ncrsytetów amerykańskich.
Jako dziennikarz spędził sporo czasu z legendarnym przywódcą powstania Kurdów irackich, Mela Mustafa Barzanim. Poznaj p;-zy tej oka;~ji
czołowych polityków i działaczy kurdyjskich, mies7J{aj')cych na emigracji w USA,
Europie Zachodniej i w Iranie. Palletiere analizuje czynniki, jakie spoWOdOW;lły.
że Kurdowie przez stulecia skutecznie opierają się zarówno próbom eksterminacji
jak i asymilacji dokonywanym przez swoich potGżniejszyeh sąsiadów.
Już sam tytuł został przez autora dobrany przekornie. Pelletierc byn:!j.':1nicj
nie zgadza się z popularną opinią o destabilizaeyjnej
roli Kurdów w krajobrazie
bliskowschodnim
i ich trudnej
da przewidzenia
impulsywności.
Przyznaje n~tomiast, że przez wiele stuleci Kurdowie zajmowali kluczową pozycję ~;trategic2n:1
na granicach wielkich imperiów bliskowschodnich.
Nie tylko oni sarni wykorzystywali fakt zamieszkiwania
pogranicza. Także i ich sąsiedzi chętliie posługiwali
się Kurdami, by strzec swoich posiadłości, lub także prowadzić rG~ami kurdyjskich
285
władców plemiennych niewypowiedziane
wojny. Szczególnie Turcy od XVI wieku
przyczyniali się do utrwalania
takiej właśnie roli Kurdów. W konfrontacji ,z Safawidami państwo Osmanów odgrodziło się od posiadłości szachów perskich łańcuchem przychylnych sobie cmiratów kurdyjskich. Podobnie zresztą postępowali władcy irańscy. Zdaniem Pelleticre to Turcy przyczynili się już dawno do zmniejszania
ruchliwości pastcrskich plemion kurdyjskich,
pragnąc raczej zaprząc je w system
obrony granic.
Ale w ciągu XIX wieku zarówno Turcja jak i Iran przestały polegać na kurdyjskiej, plemiennej kawalerii i półniezależnych władcach feudalnych z pogranicza.
Likwidacja owych emiratów i konfederacji
plemiennych,
zainicjonawana
świadomie przez Osmanów i perskich Kadżarów powiodła się tylko połowicznie. Zniknęły
plemienne księstwa, lecz w ich miejsce zapanowało bezprawie, trwające przez całe
pokolenia. Gubernatorzy tureccy i perscy nie byli w stanie okiełznać wojowniczych
plemion kurdyjskich.
Pelletiere przytacza
jako przykład
plemię Hemawendów,
zw,me "wilkami Kurdystanu".
Jeszcze w drugiej połowie ubiegłego stulecia jego
wojownicy uzbrojeni głównie w białą broń potrafili się zapędzić w głąb Zakaukazia i wrócić do swoich wsi z bogatym łupem. Gdy wojska sułtana w pewnym
momencie zdolały otoczyć sporą część Hemawendów i siłą ich deportować aż do
Libii, wojownicy kurdyjscy
potrzebowali
następnie
jakoby zaledwie 6 miesięcy,
by spod Trypolisu zbrojnie przebić się na powrót do swojej ojczyzny.
Plemienną taktykę wojenną, uprawianą przez Kurdów, Pelletiere określa jako
najzupełniej logiczną i racjonalną, naturalnie iii ich sytuacji. Polegała ona na intensywnym wojowaniu tak długo, jak długo konflikt rozwijał się pomyślnie dla
oddziałów plemiennych.
W razie złego obrotu sprawy rzucano się do ucieczki,
a gdy i to nie pomagało - poddawano się, licząc, że prędzej czy później ze zwycięzcą da się dojść do porozumienia. Plemię starało się nie wojować daleko od
swoich siedzib. Mimo przysłowiowej kłótliwości wojownicy na wyprawach słuchali
wodza i zachowywali dyscyplinę.
O wiele więcej jednak uwagi poświęca autor omawianej książki taktyce mocarstw, które wykorzystywały
Kurdów do swoich celów. Jej naczelną zasa'dą była
tak zwana stabilizacja' ogólnej sytuacji politycznej w regionie. A więcutrzymywanie za wszelką cenę takich układów, które danemu mocarstwu
odpowIadały
z punktu widzenia wyłącżnie jego interesóW. Do utrzymywania
owej stabilizacji'
stale posługiwano się Kurdami tak długo, jak długo nie trzeba było ich porzucić
na rzecz ważniejszego partnera. Nieraz bowiem' to właśnie Kurdowie mieli owego
partnera ,nakłonić do uległości.
I tak właśnie owej stabilizacji wpływów rosyjskich w Anatolii i okiełznaniu
ormiańskich ambicji politycznych służyć miały organizowane
w drugiej połowie
wieku XIX przez sułtana oddziały kawalerii
kurdyjskiej,
zwane Hamidie. Ich
terrorystyczna
działalność była w gruncie rzeczy ,wkalkulowana
w i,nteres ~'pozorów dość wątpliwy. Te formacje bowiem stawa}y się zarazem narzędziem w ręku
niektórych ambitnych arystokratów
kurdyjskich. Po I wojnie światowej, w okresie
mandatu brytyjskiego nad Irakiem, Anglicy chętnie posługiwali się mniejszościami
lokalnymi, by neutralizować
ambicje zarównO arabskich polityków ż Bagdadu jak
i marzących O odzyskaniu regionu Mosulu i Kirkuku Turków. Lecz z chwilą zapewnienia sobie koncesji naftowych Wielka Brytania szybko zrezygnowała z popierania mniejszości zarówno kurdyjskiej
jak i nestorian
chrześcijańskich,
nie
chcąc "destabilizować"
politycznie tego regionu Swoją zdecydowaną interwencją.
Nie inaczej zresztą postąpiono Vv· sąsiednim Iranie, pozostawiając sprzymierzonych
'Z Brytyjczykami
Arabów z Chuzestanu.
286
Bardzo podobny przebieg zdaniem Pelletierc'a miała historia powstania i upadkt.:
kurdyjskiej
republiki w Mahabadzie, zorganizowanej
w północno-zachodnim
Iranie
pod skrzydłami
oddziałów radzieckich
tuż po zakończeniu
II wojny świato'ń·cj.
W gruncie rzeczy chodziło o wywarcie nacisku na Teheran, by nakłonić go do
korzystnych
układów naftowych z ZSRR. Stalin, uzyskav,'szy potrzebne mu koncesje, bez wahania
porzucił zbuntowanych
przeciwko szachowi Kurdów w:V!a,.
habadzie i Azerów w Tabrizie, mimo poprzednich
gestów i transportów
bro:li.
Przeważyła zasada stabilizacji.
Drastyc:lJTlym przykładem mocarstwowej
polityki obrony stabilizacji były dzieje
powstania Barzaniego w Iraku. Ruch powstańczy Kurdów był przez wiele lat potrzebny zarówno Amerykanom,
jak Izraelczykom i szachowi. by zmuszać do koncesji zmieniające
się rządy w Bagdudzie. Pelletiere
przypuszcz.a, że to właśnie
szach nakłonił zarówno Amerykanów jak i samego Brazaniego do postawienia Bagdadowi szczególnie nieprzejednanych
warunków,
by wygrać swój spór o S7.att
el-Arab z Irakijczykami.
Z chwilą okazania przez Bagdad uległości zarówno Teheran jak Waszyngton odmówiły Barzaniemu pomocy.
Dramatowi
powstań powojennych
poświęca autor najwięcej miejsca. Próbuje
bowiem także w sposób krytyczny
analizować postępowanie
strony kurdyjskiej.
I tak na przykład dowiadujemy
się o umiejętności
wykorzystania
przez władze
powstańcze setek napływających
z całego Iraku do ich obozu kurdyjskich specjalistów, wojskowych,
lekarzy, inżynierów.
Wskazuje na nadmierne
poleganie na
dostawach amerykańskich
i irar\skich. Dovwdzi, że gwałtowność d;:iałitń wojennych,
prowadzonych
przy użyciu najnowocześniejszych
broni schyłku lat 70. zml.:sza!a
ludność wiejską Kurdystanu
do masowej ucieczki, czego dawniej nie było. Powstailcy pozbawieni zostali zaplecza rolniczego. Analizując te omyłki i z,uJiccibar.i<l
powstailców, Pelletiere równocześnie powątpiewa w to, Cl.y miały one jalciś decydujący charakter w konflikcie.
Książka Pelletiere'a, mimo swych niewielkich rozmiarów, zawiera sporo informacji raczej nowych, chociaż o spn:!wach dość już odległych czasowo, jak na przykład nie zrealizowany
do końca plan wykorzenienia
kulturowego
Kurdów ira,:skich, \vzorowany na przepisach tureckich, w okresie międzywojermym.
Dziwne i na pozór dość niezrozumiałe
postępowanie
Amerykanów
wzglGdcm
kurd)' jskich szyickich powstańców w wojnie w Zatoce staje się o wiele bard?icj
czytelne po przeczytaniu studium Pelletiere'a, który wywody swoje kończy na trwającej pO<:iówczas wojnie Iraku z Iranem i próbach układów obu stron z Kurdami.
Leszk
Sana A 1- K h a y y a t, Shame and
Books, London 1990, ss. 232, bibliografia.
Honour.
Women
iTI
Modern
V:<ięgieL
Iraq,
Saqi'
Książkę arabskiej
socjolożki zatytułowaną
"Wstyd i honor" powinni przeczytać uważnie badacze zajmujący się rodziną oraz sytuacją kobiety w różnych kulturach świata. Naturalnie
najciekawszą
będzie dla etnologów interesujących
się
obszarami
islamu. Autorka
urodziła
się w Iraku. lecz stale mieszka obecnic
w Wielkiej
Brytanii.
Tam właśnie na Keele University
obroniła
swój doktorat.
Miejsce stałego
zamieszkania
Sany AI-Khayyat
koresponduje
z tematyką, jaką porusza w omawianej pracy. Po napisaniu swojej książki autorkę w jakim-
287
kolwiek kraju arabskim prawdopodobnie w najlepszym razie dotknąłbyostracyzm.
A być może i o wiele poważniejsze nieprzyjemności.
Sana AI-Khayyat omawia
bowiem bardzo drażliwą kwestię dla środowisk muzułmańskich: aktualną Syh12Cję
kobiet w wielkomiejskim społeczeństwie kraju arabskiego.
Wywody swoje autorka dokumentuje
fragmentami
wywiadów, przeprowadzonych z 50 mieszkaJlcami Bagdadu w roku 1982, a więc już w czasie wojny z Iranem. Wszystkie jej rozmówczynie były mężatkami, wywodzącymi się z trzech środowisk. Pierwsze z nich to sfera gospodyń domowych, :nie pracujących zawodowo
i nie posiadających żadnego wykształcenia. Autorka prowadziła z nimi wywiady
w ośrodku przymuso\\iego zwalczania analfabetyzmu,
gdzie kobiety te przychodzi-o
ły uczyć się czytać i pisać. Była to dla nich zresztą bardzo miła i nieoczekiwalD
dystrakcja w codziennej nudzie domowego kieratu. Drugą grupę stanowiły nauczycielki, z których część miała zaledwie wykształcenie
w zakresie szkoły podsta wowej, ale reszta ukończyła licea lub nawet studia półwyższe. Ostatnią grupą
informatorek było 14 kobiet wywodzących się z klas średnich, posiadających dyplomy ukończenia wyższych lub półwyższych studiów i zajmujących stanowiska w ministerstwach, na uniwersytecie, w placówkach badawczych, oraz w instytucjach
wymiaru sprawiedliwości.
Sana Al-Khayyat prowadziła swoje wywiady głównie wśród Arabek, chociaż
kilka jej rozmówczyń było Kurdyjkami. W tym przeważającym
liczebnie zespole
muzułmanek trafiło się także parę chrześcijanek irackich. Autorka ze zdziwieniem
stwierdziła, że ich wypowiedzi były pod względem obyczajowym najbardziej ortodoksyjne.
Socjolożka zadawała pytania dotyczące dziecióstwa, okresu dojrzewania i wreszcie życia małżeńskiego. Przyznaje, że w środowisku najprymitywniejszym
natrafiała zrazu na największe opory i obawy. lecz później to właśnie ta kategoria
kobiet udzielała odpowiedzi najszczerszych.
W pierwszym rozdziale Sana AI-Khayyat porusza sprawę mechanizmu konformistycznego wychowania dziewcząt muzułmańskich,
wywodzącego się z kompleksu pojęć honoru i wstydu. Pisze o zastosowaniu tej ideologii do dziewcząt i ich
sytuacji w rodzinie od najwcześniejszego
dzieciństwa. Przyzwyczajeni do patriarchalnych postaw społeczellstw Bliskiego Wschodu i ich przesadnej
waloryzacji
męskiego potomstwa, właściwie nie uświadamiamy
sobie presji psychologicznej,
w jakiej znajduje się tam dziecko płci żeńskiej. Dziecko na dobrą sprawę "odrzucone" od chwili narodzin. Autorka zajmuje się szczegółowo formami "tresury"
córek w różnych sytuacjach życiowych. Podkreśla zarazem, że tresura ta niewiele
ma wspólnego z poważnym przygotowaniem
dziecka do życia, gdyż pruderyjne
środowisko unika w rozmowach z dziewczynką jakichkolwiek
tematów "drażliW}'ch", a także wynikających z praw biologii.
Bardzo krytycznie ocenia również postawy rodziców vlobec edukacji córek.
Na przytoczonych przykładach
udowadnia, że dobór kierunku nauki i zawodu
wynika raczej z chęci zdobycia przez rodzinę największego prestiżu niż z racjonalnych przesłanek i zainteresowań
dziecka. Zresztą w ogóle, zarówno córki jak
i synowie, nie mogą liczyć ze strony dorosłych na objaśnienie otaczającej rzeczywistości. Wymaga się od nich ślepego posłuszeilstwa wobec starszych. Z tym, że
synom bardziej się pobłaża i zezwala na ich krnąbrne zachowanie, tłumacząc to
trudnym wiekiem dojrzewania. Córka na taką wyrozumiałość w rodzinie muzułmańskiej liczyć nie może. Naczelną zasadą wychowawczą jest bowiem dla niej
ślepy posłuch.
Drugi rozdział traktuje
o małżeństwie w jego tradycyjnej,
aranżowanej przez
rodziny postaci i o oczekiwaniach
dziewcząt w tym względzie. Autorka dosyć
stanowczo rozprawia się z poglądem, rozpowszechnianym
ostatnimi czasy, że teraz
także i w świecie islamu dochodzi nieraz do związków małżeńskich "z miłości".
Po przeanalizowaniu
50 wywiadów
dochodzi do wniosku, że wszystkie ożenki
zostały dobrane i przygotowane
przez rodziny młodych ludzi, wychodzące z założenia, iż na miłość przyjdzie czas póżniej.Rozdział
kończy się wypowiedziami
informatorek
wyjaśniających
motywy wyjścia za mąż. W obyczajowości narodów
bliskowschodnich
niezamęwa
kobieta powyżej, lat 30 jest społeczną anomalią.
Istnieje paniczny strach przed staropanieństwem,
rozbudowany w umysłach dziewcząt przez matki.
Trzeci z rozdziałów mówi o dwu, faktycznie izolowanych, światach w krajach
muzułmańskich
mężczyzn i kobiet, co szczególnie przejawia się w obyczajowości
życia seksualnego. AI-Khayyat zajmuje się zupełnym brakiem przygotowania córek
do tej sfery bytowania przez ich matki. Prezentuje typową retorykę na temat idei
spełniania obowiązku małżeńskiego przez kobietę zamężne), na której poprzestaje
nadal obowiązujący model wychowawczy Bliskiego Wschodu. Wreszcie podsumowuje opinie swoich informatorek
na temat życia uczuciowego w małżeństwie, którego jednak nie doświadczyły.
'
Z kolei w rozdziale czwartym AI-Khayyat rozważa ewentualność partnerskich
stosunków między mężem a żoną, tak często pokazywanych na filmach z Zachodu,
wyświetlanych
obecnie również i w Iraku. Tłumaczy zarazem, iż w społeczeństwie
muzułmańskim
nie ma nadal mowy o wydorośleniu i wyemancypowaniu
się spod
kurateli rodzinnej nawet męża; nie mówiąc już o tradycyjnie zdominowanej żonie.
Młody muzułmanin,
zawierając
małżeństwo, nadal spodziewa się, że będzie żył
w swoim rodzinnym otoczeniu i właściwie -niewiele się w jego życiu pod tym
względem zmieni. Okazuje się, że w tradycji rodzinnej Orientu nie ma miejsca na
stosunek partnerski
obu małżonków. Trwa nadal model pana i słUżącego.' Nawet
w codziennych formach zwracania' się do siebie brak powszechnie znanych w kulturach europejskich
zwrotów, takich' jak "proszę" i "dziękuję". Mąż wcale nie
ma ochoty na rozmowy z żoną o czymkolwiek innym niż o gospodarstwiedomowym . i o dzieciach. Nieraz nawet i takie kOnwersacje wprawiają" go .w irytację.
Jest właściwie' 'outsiderem
domowym, milczącym i dalekim. Zresztą najczęściej
znika 'z domu i dobrze, 'gdy przynajmniej' nie 'pije, chociaż niestety i ,.alkoholizm
pojawia się dziś w rodzinach 'muzułmańskiej
metropolii. Do, rzadkości natomiast
należy' wspólne wychodzenie męża z żoną. Zresztą nie zawsze indagowane in£or-'
matorki cenią sóbie takie o-kazje, czując się 'w nich skrępowane i spięte; Mnóstwo
drobnych rozrywek i form wypoczynku zrtanych współczes.nym kobietom' Zachodu
jest zdaniem AI-Khayyat nie do pomyślenia dla kobiety irackiej. Uprawianie sportów, chodzenie na baseny kąpielowe, uczęszczanie na kursy dokształcające" albo
nawet lektura w domu. W gruncie rzeczy kobiety z badanych środowiskhie
miałyby nawet na nie czasu. Zjawisko braku obyczaju konwersacji
męża z żOI¥\
powtarza się zresztą także w przytoczonym
przykładzie zaczerpniętym
z materiałów socjologii tureckiej. I tam również po trwającej przez wieki izolacji kobiet
miejskich w haremach po raz pierwsży obecne pokolenie mężczyzn i kobiet znalazło się razem w niewielkich nowoczesnych mieszkaniach. Jak na razie małżonkowie dopiero zaczynają się uczyć wzajemnej konwersacji. Rodzina męża z reguły
jest postrzegana przez żonę negatywnie. A i sam mąż uważany bywa przez kobietę za kogoś obcego, bo nie związanego z nią więzami krwi. Rozdział kończą
289
rozważania na temat roli kobiety w uroczystościach pogrzebowych, które w Iraku
mają w życiu rodzinnym duże znaczenie.
Dwa przedostatnie
rozdziały dotyczą codziennych problemów życiowych kobiet, które pracują zawodowo i zarazem prowadzą gospodarstwo domowe. Autorka
cytuje również wypowiedź z wielkomiejskiego
środowiska egipskiego, dowodząc,
ze szereg zjawisk społecznych znajduje swoje analogie i w innych krajach Orientu.
Dalej Sana AI-Khayyat daje nam krótki wgląd w realia życia bagdadzkiej gospodyni, mającej utrzymać iN czystości dość typowy dla tamtejszych klas średnich
do:;'! jednorodzinny, dwukondygnacyjny,
otoczony ogródkiem. Dodajmy, że winna
ona dbać o swoje domostwo w klimacie gorącym, pustynnym, obfitującym w burze pyłowe. Konieczność codziennego prania bielizny i suszenia jej na słońcu
utrudnia
obyczaj nie pozwalający
na wieszanie części garderoby
w ogrodzie.
Dyskrecja i dobre maniery nakazują suszenie ich na tarasowym dachu, otoczonym
wysokim murem. W gorących porach roku tutaj także się sypia, więc kobiety codzioo.nie wieczorem muszą wynosić z nadbudówki łóżka i pościel, a rano chować
je na powrót. Betonową i lastrikową posadzkę tarasu i wnętrz należy codziennie
zmywać. Wyposażenie gospodarstw wielkomiejskich w nowoczesny sprzęt na pozór
winno ułatwiać gospodyniom irackim życie. Do początków lat 80., przed upowszechnieniem się automatycznych
pralek, posługiwano się wielkimi, metalowymi
baliami piorąc ręcznie. Ale w roku 1982 kobieta iracka w zamożniejszym domu
w Bagdadzie dysponowała nie tylko kuchnią gazową, lecz także wielką lodówką
i zamrażarką, a nierzadko i kuchnią mikrofalową. Sprzęt się psuł i naprawy wymagały dodatkowych kosztów. Olbrzymie lodówki służyły powszechnie do przechowywania na zapas wielkich ilości potraw mięsnych. Albowiem tylko dwa razy
w miesiącu sklepy stolicy Iraku oferowały tailsze, subsydiowane
przez państwo
mięso importowane. Tradycja natomiast wymaga, by w domu było zawsze dużo
urozmaiconych potraw na wypadek nieoczekiwanego
przybycia gości. Wymyślna
kuchnia orientalna, którą tak zachwycają się całe pokolenia cudzoziemców, wymaga od gospodyń mnóstwa pracy i czasu. Niegdyś prowadzenie domów było' łatwiejsze w licznych rodzinach lub też dzięki angażowaniu stosunkowo taniej służby.
Ale koniunktura
naftowa lat 70. spowodowała powstanie wielu, znacznie lepiej
płatnych, stanowisk w sektorze publicznym, w dodatku cieszącym się wyższym
statusem społecznym. Dziś na angażowanie pomocy domowej mało kto może sobie
pozwolić, nawet w zamożnym Iraku. Tradycja natomiast nie pozwala mężczyznie
na pomoc żonie w domu i kobieta pozostawiona jest samej sobie, nawet wtedy,
gdy, jak mąż, pracuje zawodowo. Prowadzi to do stresów psychicznych, chorób
l przemęczenia
a nawet coraz cz.ęstszych zaburzeń nerwowych.
Ostatni, siódmy z kolei rozdział mówi o ewentualnym
usamodzielnianiu
się
kobiety muzułmańskiej
w wyniku owdowienia lub rozwodu. Także jednak i tu
tradycyjny model kulturowy stawia ją w sytuacji gorszej niż mężczyznę, zarówno
w życiu rodzinnym jak i publicznym.
W obszernym podsumowaniu Sana AI-Khayyat dowodzi, że obecny układ rodzinny kobiety Orientu łączy w sobie średniowieczne elementy teologii islamskiej
z obyczajowością beduińską. Nie przystaje on zupełnie do realiów, w jakich muszą
żyć dziś kobiety Bliskiego Wschodu. Ich sytuacja wynika między innymi z zakorzenionego modelu wychowania chłopców i dziewczynek. Autorka twierdzi, że główną
v.inę za złą sytuację kobiet w kulturach islamskich ponoszą one same. To przecież kobiety kształtują psychikę przyszłych pokole!'l. Powierzchowne
zabiegi mode~nizacyjne, podejmowanie
przez kobiety coraz to nowych zawodów i zdoby-
19 Lud t. LXXIV
290
wanie wykształcenia
jak narazie niewiele zmieniły. a co najwyżej odebrały płci
słabej dawne walory wspólnego, domowego życia rodzinnego. Ale powrót do dawnych układów jest niemożliwy, chociaż i obecna sytuacja również wydaje SIę
trudna do utrzymania.
Tu warto byłoby od siebie dodać, że kryzys domowego
życia rodzinnego może być także impulsem dla wielu ruchów fundamentalistycznych, które widz'ł rozwiązanie w galwanizowaniu
przeszłości. Autorka tej sprawy
jednak zupełnie nie dostrzega.
Niewielka objętościowo praca socjolożki irackiej burzy ugruntowane
w etnologicznej literaturze
naukowej stereotypy o rzekomych walorach sytuacji kobiety
we współczesnych społeczeństwach
muzułmańskich,
obiegowe poglądy na temat
rzekomej opieki, jaką kobietę otaczają islamskie struktury kulturowe. Jeżeli nawet
kiedyś tak było, to nowa rzeczywistość, jaką żyje Bliski Wschód, uniemożliwiła
kontynuowanie
dawnego modelu, szczególnie w miastach, które z kolei w tej
części świata z roku na rok stają się coraz ludniejszymi
metropoliami.
Coraz
więcej ludzi na Bliskim Wschodzie obiera właśnie taki styl życia.
Być może rozważania irackiej autorki zakwalifikowane
zostaną przez niektórych do hałaśliwie propagującej
hasła wyzwolenia kobiet literatury
feministycznej, kt6rej częścią jest dziś już także szereg prac typu etnograficznego i socjologicznego. W rzeczywistości jednak dokumentacja
wywodów Al-Khayyat i zebrane
przez nią realia życia rodzin w bliskowschodnich
metropoliach, widziane z perspektywy kobiet mieszkających VI arabskich miastach-kolosach,
zasługują na uważne przeczytańie i refleksję.
.Leszek
N. A. B u t i n o w,
skwa 1985, ss. 223.
Socyalnaja
oTganizacya
Polinezijccw,
Dzięgiel
wyd. "Nauka",
Mo-
Rekonstrukcja
form organizacji społecznej Polinezyjczyków
zamieszkujących
centralną i wschodnią Polinezję na przełomie XVIII i XIX wieku, czyli ,preed
rozpoczęciem się na tym obszarze procesu kolonizacji - oto najważniejsze zadanie, którego realizacji podjął się znany oceanista, N. A. Butinow. Hozważania rosyjskiego etnografa dotyczą czterech społeczności i grup wyspiarzy: Markizyjczyków (Archipelag Markizów), Polinezyjczyk6w z wyspy Mangia (południowe Wyspy
Cooka), Tahitian
(Archipelag
Towarzystwa),
mieszkańców Wyspy Wielkanocnej.
W części wprowadzającej
(rozdział I) autor prezentuje przyjęte w pracy rozumienie takich określeń jak: plemię, wspólnota heterogeniczna,
wielkorodzinne
gospodarstwo domowe, ród, mała rodzina, egzogamia, pokrewieństwo. Wyjaśnie"ie
znaczenia tych kluczowych pojęć zostało ukierunkowane
na podkreślenie ZarÓ'NrlO
uniwersalności
jak i specyfiki składowych części polinezyjskiej
organizacji społecznej. Zrozumienie zasad funkcjonowania
poszczególnych instytt!cji społecLnych
wyspiarzy nie byloby możliwe bez uwzględnienia znaczenia tak ist.otnych w badanej kulturze czynników jak: migracje, religia, duali=
społeczny w obrębie ka~,dej
wspólnoty plemiennej.
Buti.now, etnograf-marksista
kieruje swoją liwagQ na zagadnienie przechodzenia
Polinezyjczyków
z formacji wspólnoty rodowej do społeczności wczesnoklasowej,
a także problem nierówności społecznej jako l'fektu
takiego a nie innego podziału wytwarzanych
dóbr, form własności środków pro-
291
dukcji itd. Omawiany rozdział stanowi jakby klamrę spinającą pozostałe, autonomiczne części pracy -- opisy konkretnych lokalnych organizacji społecznych.
Charakterystyki
poszczególnych społeczności wyspiarkich zostały przygotowane
według podobnego schematu. Uwzględnia on następujące punkty: informacje wprowadzające (dane demograficzne, fizjo-geograficzne,
klimatyczne), etnogeneza, migracje zewnętrzne i wewnętrzne, skład plemienny, wojny plemienne, hierarchia
społeczna, nierówność społeczna, stosunki pokrewieństwa.
Książka Butinowa jest niewątpliwie publikacją naukową adresowaną do dość
wąskiego grona specjalistów. Swiadczą o tym zamieszczone w tekście szczegółowe
analizy krytyczne tekstów folklorystycznych, drobiazgowe wykazy wojen plemiennych, nazw terytoriów
plemiennych,
imion wodzów, tablice genealogiczne
itp.
Z tymi materiałami sąsiadują informacje ogólne, wprowadzające
w temat. Stanowią one zbędny balast dla książki.
Bibliografia obejmuje 295 pozycji, jednak autor sięga najczęściej po materbł
żródłowy zamieszczony w czterech monografiach "klasyków" etnologicznych badań
kultury polinezyjskiej: P. H. Bucka (Mangaian Society, 1934), A. Metraux (Ethnology of Easter Island, 1940), E. Handy'ego (The Native Cultures of the l\larquesas.
1923), D. M. Olivera (Ancient Tahitian Society, vol. 1-3, 1974).
Lektura książki Butinowa budzi mieszane uczucia u czytelnika lepiej zorientowanego w poruszanej tam problematyce.
Poszczególne rozdziały (na przykład
rozdział II) niewiele nowego wnoszą do dotychczasowej wiedzy o tamtejszej organizacji społecznej. Bez trudu można natrafić na obszerne fragmenty tekstu będące
tylko powtórzeniami informacji zawartych we wspomnianych
przed chwilą monografiach. Odnoszę wrażenie, że autor za wszelką cenę dążył do "całościowego"
przeds.tawienia analogicznych przemian we wszystkich ważniejszych punktach obszam historyczno-kulturowego
jaki stanowi Polinezja centralno-wschodnia.
Osłabia
to wartość pracy i zaciera jej istotne walory.
Pracy· rosyjskiego badacza nie można uważać za kompilację skrypt dla
studentów etnologii. Na specjalną uwagę zasługują rozważania Butinowa poświęcone wyspiarzom z Mangab (rozdział III) i Wyspy Wielkanocnej (rozdział IV). Wnikliwa analiza krytyczna mitów, podail i genealogii upoważniła autora do istotnej
reinterpretacji
zamieszczonych tam informacji. Butinow formułuje bardzo interesującą hipotezę .na temat ścisłych powiązań etnogenetycznych mieszkailców obydwu
wysp. Przedstawia także nową wersję dziejów osadnictwa na Mangaia i Wyspie
Wielkanocnej.
Dysponujący precyzyjnymi technikami datowania znalezisk, archeolodzy, uzyskali decydujący głos w badaniach nad pochodzeniem i przeszłością Polinezyjczyków. Etnologia historyczna została zepchnięta do roli dyscypliny pomocniczej o bardzo ograniczonych kompetencjach.
Niektóre wywody Butinowa przypominają,
że
postulat weryfikacji i reinterpretacji
zebranego przed laty materiału folklorystycznego pozostaje nadal aktualny. Być może znakomite rozprawy etnograficzno-folklorystyczne T. Barthela i K. Luomala z lat 50. nie były ostatnim słov,rem przedstawiCieli naszej dyscypliny w dyskusji o przeszłości wyspiarzy.
Tekst ksi;:żki uzupełniają:
mapy ilustrujące
rozmieszczenie terytoriów
plemiennych, tablice genealogiczne, wykazy wojen plemiennych, kopie zapisów z tabliczek rongo-rongo. Szkoda, że materiały te nie zostały uporządkowane
przez
wprowadzenie numeracji i indeksów. Zabrakło także informacji o źródłach, z których pochodzą poszczególne tablice i wykazy.
.Jacek
Schmidt
292
Czesław O 5 i e c k i SVD, Słotne
Warszawa 1986, 55. 351: Pod upalnym
Warszawa 1989, 55. 300.
dni na Flo'res, Akademia
niebem
Flores,
Akademia
Teologii Katolickiej,
Teologii Katolickiej,
Dwie książki ks. Czesława Osieckiego: Slotne dni na Flores oraz Pod upalnym
Flores stanowią całość, tak jak pora sucha i pora deszczowa tworzą na
tej wyspie jeden rok. Obie są pamiętnikiem misjonarza, pamiętnikiem jego codziennej pracy, w którym autor bez upiększeń opisuje swe przeżycia, przygody, przemy~lenia.
Osiecki znany jest z ciętego języka, hojnie szafuje złośliwymi nieraz uwagami, nie oszczędzając siebie, swych przełożonych, ba - nawet świętych, a ró\VInież tamtejszych wiernych. Ci ostatni stanowią jednak centralny problem w pracy
i w książkach autora. Osiecki żyje służbą dla nich, cieszy się ich radościami,
smuci troskami, a przede wszystkim - wadami. Jest bystrym obserwatorem, zna
swoich podopiecznych lepiej niż znają siebie oni sami, toteż charakteryzuje
ich
doskonale, ich życie opisuje tak, jak je widzi - dziel'l po dniu. Ma moŻll1ośćobserwowania ich na codzień i od święta, przez cały rok. I to właśnie jest największym etnograficznym
walorem obu książek. Napisane lekko - rozrzucone wśród
licznych uwag autora o blaskach i cieniach życia misjonarskiego,
o drobnyc;h
radościach spowodowanych udanym polowaniem (ks. Osiecki jest namiętnym myśliwym na turkawki), świetnymi lodami, z których słynie 5. Bonifacja, czy otrzymanym listem z kraju lub spotkaniem z dawno nie widzianym współbratem zakonnym - informacje o ludziach, którym ks. Osiecki posługuje, dają obraz życia
mieszkańców
wyspy. Obraz, który musi budzić zazdrość zawodowego etnografa
(a piszący te słowa sam prowadził badania na tejże Flores), gdyż nikt z nas nie
ma takiej możliwości zapoznania się z całością problematyki
miejscowej. Osiecki
zna te problemy, zna smutki i radości mieszkańców Flores, przychodzą do niego
ze swymi problemami - tak duchowymi, jak i tymi zwykłymi, gdy brakuje :pieniędzy na umieszczenie dziecka w szkole, c~ tei. gdy rodzina chce sprzedać dziewcZ)'nę obcemu mężczyźnie.
Oczywiście, ks. Osiecki nie ma ambicji pisania dzieła naukowego. W je~
pamiętnikach
najistotrliejsze są sprawy podopiecznych duszpasterza, jego przeżycia
osobiste. Problematyka
etnograficzna obecna jest niejako w tle książek. Niemniej
jednak jest ona obecna wszędzie: wszak życie misjonarza tylko wtedy ma sens,
gdy istnieje społeczność, wśród której pracuje.
Zakon werbistów,
do którego
ks. Osiecki należy, zwraca wielką uwagę na poznanie kultury ludów, wśród których pelni swą posługę. Prowadzi więc prace nie tylko misyjne sensu stricto, lecz
również badania nad etnografią, antropologią
i lingwistyką
tych ludów. Myślę,
że słusznie ten pozornie bezpretensjonalny
pamiętnik można uznać za dobrą pracę
etnograficzną.
niebem
Janusz Kamocki
Publikacje
Koła Zainteresowań
Kulturą
Ormian
Godną uwagi działalność edytorską prowadzi Koło Zainteresowań
Kulturą Ormian (KZKO) utworzone w 1981 r. przy warszawskim
oddziale PTL. Jest ona
:'::lsh:gą głównie pana Leona Ter-Oganiana
- spiritus movens większości przed-
293
sięwzięć Kola. Jest ona też pod każdym względem zależna tylko od stołecznego
KZKO. Dotychczas warszawscy entuzjaści Armenii wydali dziewięć publikacji dotYCZ'lcych historii i kultury Ormian na świeci", i w Polsce. Te wydawane w latach
osiemdziesiątych broszury są jakby kontynuacją
międzywojennych,
nader in1t'resujących wydawnictw armenologicznych,
z których najciekawszym
było lwov;skie
cz;:sopismo "Pos:aniec św, Grzegorza",
Pierwsza publikacja PZKO to Krzysztofa Stopki Poczqtki organizacji
Kof;ciola
Ormi~liskiego
na Rusi (1983). Praca ta zajmując się określonym w tytule problemem, pokazuje również genezę ormiai1skiego osadnictwa na ziemiach Rzeczypospolitej datującego się od wieku XII.
Hagap Krikor, ormiaftski pisarz z Francji, jest autorem zadziwiającego eseju
w formie powieści pod tytułem O-rmianie znani i nieznani
(1986). Francuski dziennikarz w expressie Marsylia-Paryż
spotyka mieszkającego we Francji Ormiani.rw..
Zawiqzuje się między nimi przyjaźń, także między ich rodzinami. Syn Ormianina
zakochuje się \V córce Francuza. Ta wątła fabuła jest pretekstem do przedstawienia słynnych Ormian, począwszy od Noego aż do czasów współczesnych, o których
bohaterowie rozmawiają podczas spotkm'!. Autor tropi swych wielkich rodaków
we wszystkich krajach i epokach. Do tej plejady zalicza nawet osobników o bardzo wątpliwym
pochodzeniu
ormiańskim.
Utwór Hagoga Krikora
jest pr;wde
wszystkim wyrazem etnicznej dumy.
Z kolei trzecia publikacja KZKO: Bogdan Gębarski, List do starego turecki.ego
znajomego (1987). Po raz pierwszy esej ten ukazał się w 1961 roku w "Kierunkach",
ponadto w tłumaczeniu .na ormiański i angielski. Gębarski napisał ten list z powodu nieprzeprowadzonej
w okresie międzywojennym
rozmowy z pewnym Turkiem, która dotyczyć miała ormianobójstwa
dokonanego przez Turków w latach
1915-1920.
Ponieważ ów Turek nie chciał wówczas o tym mówić, autor zwraca się
doń po ćwierćwieczu, by wyłuszczyć swój pogląd na tę tragiczną sprawę.
Niewielką w języku polskim literaturę Ila temat kultury ludów Kaukazu wzbogaca praca Roberta Bedrosjana, Dajekutiun.
Instytucja
rodziców
zastępczych
w rodach książęcych
i królewskich
w starożytnej
Armenii
(1987). Otóż dajekutiun
był
swoist.ym systemem wychowawczym rozpowszechnionym
na Kaukazie, w Armenii
obejmował synów książęcych. Tychże jako kilkuletnich chłopców wysyłano na dwory innych książąt, aby tam ich wychowano i wyedukowano. Powracali zaś w wieku około lat piętnastu i odtąd specyficzna więź łączyła ich z rodzinami, u których
w dzieciństwie gościli.
Warszawskie KZKO wydało wraz z "Michalineum" książkę Stanisława Gawlika, Zycie i działalność ks. abpa Józefa T. Teodorowicza,
(Kraków, Warszawa-Struga 1988). Jest to biografia ostatniego arcypasterza Archidiecezji Lwowskiej Obrządku Ormiańskiego, który rządy swe sprawował w latach 1902-1938,
przy tym wybitnego polityka polskiego, współtwórcy II Rzeczypospolitej. Rzecz została wydana
bardzo starannie, szczególnie budzi podziw zestaw barwnych ilustracji.
Koło pilnie ilustruje i zbiera wszelkie druki o tematyce ormiańskiej, stosunkowo liczne ostatnimi czasy. Wybór 7 takich artykułów z prasy popularnej, dokonany przez Jerzego Szokalskiego, pomieszczono w szóstej broszurze
KZKO:
Armenica
w prasie
polskiej
lat
1987-8
(1988).
Dwie prace pod tym samym tytułem: Ormianie
w Polsce (1988) zostały napiliane przez Krzysztofa Mojzesowicza i Andrzeja Ch odub ski ego. Opracowanie Mojzesowicza zawiera przede wszystkim wiadomości etnograficzne,
poza tym nieco
danych historycznych i dialektologicznych.
Chodubski zaś daje krótki i zwięzły
opis dziejów Ormian polskich.
294
Andrzej
ósmej publikacji KZKO: Gtówne ogniwa
XX wieku, (1989). Owe kontakty miały miejsce nie tylko na ziemiach południowo-wschodniej
Rzeczypospolitej, gdzie
ormiańscy przybysze mieszkali. Niejeden Polak znalazł się w Armenii. Szczególnie
w ubiegłym stuleciu stosunkowo wielu było tam polskich osadników i zesłańców.
Dla Ormian polskich miejscowością o wyjątkowym znaczeniu były Kuty. Tam
bONiem aż do międzywojnia
zachowało się najwięcej starodawnych
zwyczajów,
CI
nawet zachodnioormiański
dialekt. Toteż Wiadomość o Ormianach
w Kutach
(1989), którą napisał Zbigniew Kościów z pewnością zainteresuje etnografów.
kontaktów
Chodubski
jest też autorem
polsko-ormiańskich
do początku
Gr;:egorz
Pelczyński
