0c782037602a14af29c400bf9e57b1b3.pdf

Media

Part of Film, czyli opowieść najprawdziwsza / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1972 t.26 z.1

extracted text
Aleksander Jackowski

FILM, CZYLI OPOWIEŚĆ NAJPRAWDZIWSZA
Nie doceniamy roli f i l m u w badaniach nad l u d o w ą
kulturą artystyczną, wciąż bowiem widzimy film, zwła­
szcza d o k u m e n t a l n y , j a k o f a k t j e d n o r a z o w y , j a k o p r z y ­
padkowego, nie zawsze p o ż ą d a n e g o towarzysza d ł u g i e g o
m e t r a ż u . Z r e s z t ą gdzie m o ż n a o k r e ś l o n y d o k u m e n t zo­
baczyć? Gdzie m o ż n a t a k z niego k o r z y s t a ć , j a k z k s i ą ż ­
k i czy m a t e r i a ł ó w n a u k o w y c h ? P r z e c i e ż n i e n a s p o r a ­
dycznych p r z e g l ą d a c h w r ó ż n y c h miastach kraju...
N i e w y t w o r z y l i ś m y jeszcze n a w y k u k o r z y s t a n i a z f i l ­
m u j a k o d o k u m e n t u , nie m a m y c z y t n i k ó w
filmowych
w bibliotekach, pracowniach muzealnych, a nawet I n ­
s t y t u t u S z t u k i . I n s t y t u c j e te nie m a j ą z r e s z t ą s w o i c h
specjalistycznych filmotek, s t ą d dotarcie do p o ż ą d a n e g o
t y t u ł u nie jest ł a t w e . M o ż n a jednak b y ć p e w n y m , że
w k r ó t c e s y t u a c j a z m i e n i s i ę r a d y k a l n i e za s p r a w ą n o ­
w y c h zdobyczy t e c h n i k i (videofony kasetowe) i u g r u n ­
towania się w ś w i a d o m o ś c i powszechnej roli f i l m u j a k o
dokumentu naukowego, a nawet pozycji badawczej. D l a ­
tego w y d a j e s i ę s ł u s z n e dostrzec na t y c h ł a m a c h f i l m
j a k o sojusznika. F i l m , k t ó r y niekiedy m ó w i w i ę c e j o sy­
tuacji k u l t u r o w e j niż a r t y k u ł , a w k a ż d y m razie m ó w i
i n a c z e j , o g ó l n i e j , s p r z ę g a j ą c ze s o b ą r ó ż n e f a k t y ,
na
pozór nieważne, a przecież tworzące klimat rzeczywi­
stości.
Artykuł
bowiem wyjaśnia,
informuje o pewnym
ciągu „ l i n i o w y m " faktów. Film, może b y ć „polifoniczny".
A r t y k u ł daje o c e n ę — f i l m s y t u a c j ę , z k t ó r e j w i d z s a m
w y c i ą g a w n i o s k i , c z a s e m b a r d z i e j n a w e t b o g a t e n i ż te,
jakie m o ż e z a i n s p i r o w a ć tekst pisany. A przy t y m f i l m
działa skrótem, kondensacją, każąc odbierać różne m y ­
śli, r ó ż n e aspekty z j a w i s k a j e d n o c z e ś n i e , t a k j a k
to s i ę d z i e j e w ż y c i u , p o d c z a s g d y a r t y k u ł , n a w e t r e ­
portaż, atakuje różne elementy rzeczywistości po kolei.
Nie przypadkiem p a d ł o t u słowo „reportaż". Bo
f i l m d o k u m e n t a l n y b y w a często najbliższy technice re­
p o r t a ż u i c h y b a j e s t to f o r m a j u ż w y s o c e u k s z t a ł t o w a ­
na, podczas g d y f i l m j a k o p r o p o z y c j a spojrzenia na p e ­
w n ą d z i e d z i n ę s z t u k i czy n a w e t n a c z ł o w i e k a - t w ó r c ę ,
nie
wypracował
jeszcze
koncepcji
równie
dojrzałej
i atrakcyjnej.

ł u b i ń s k i m i jego w y p r a w a c h w T a t r y . T w o r z y m y z su­
m y i n f o r m a c j i s w o j e w y o b r a ż e n i e , i m a g i n u j e m y sobie —
a l e co? n a i l e t r a f n i e ? C z y g d y b y i s t n i a ł
dokument
f i l m o w y , n i e w n i ó s ł b y o n feotrefctury, p o g ł ę b i e n i a o b r a z u ,
k t ó r y n a m s i ę j a w i , g d y sobie w y o b r a ż a m y
prze­
szłość?
Oczywiście: Marek Nowakowski, Dymny, Głowacki,
H i m m i l s b a c h — wszyscy oni dają dużo z aury folkloru
p r z e d m i e ś ć , bazaru R ó ż y c k i e g o czy odpustu. A l e nasi
w n u k o w i e b ę d ą m i e l i p e ł n i e j s z y o b r a z tego
odpustu
z f i l m ó w S k ó r z e w s k i e g o , H o f f m a n a czy G r a b o w s k i e g o ,
m i m o ż e l i t e r a t u r a m o ż e i m d a w a ć w i ę k s z e i i n n e sa­
tysfakcje
estetyczne.
S z a n u j m y w i ę c f i l m j a k o d o k u m e n t p o z n a w c z y , bo
n i c g o n i e z a s t ą p i . I t w i e r d z ę , w s z y s t k i e te f i l m y , p r z e ­
l a t u j ą c e d z i ś bez ł a d u i s k ł a d u p r z e z e k r a n y , d o p i e r o
za l a t i l e ś t a m s t a n ą s i ę n a p r a w d ę w a ż n e . B ę d ą n i e o c e ­
n i o n y m d o k u m e n t e m czasu m i n i o n e g o , t a k j a k j u ż t e r a z
t a k i m d o k u m e n t e m s ą s e k w e n c j e k r ę c o n e w czasie p o ­
wstania warszawskiego. A więc dwa postulaty:
1 — te f i l m y n i e p o w i n n y u l e c z n i s z c z e n i u , o d k s z t a ł ­
ceniu, z w ł a s z c z a barwa, k t ó r a w dokumentach, o jakie
n a m chodzi, gra r o l ę k a p i t a l n ą , a deformuje się prze­
r a ź l i w i e szybko. P r o b l e m k o n s e r w a c j i w y b r a n y c h f i l m ó w
i zabezpieczenia p r z e d zniszczeniem m a t e r i a ł ó w k r ę c o ­
n y c h do k r o n i k f i l m o w y c h , t e l e w i z y j n y c h — jest w i ę c
zadaniem wielkiej
wagi;
2 •— p o w i n n i ś m y szerzej w y k o r z y s t y w a ć f i l m w d z i a ­
łalności
filmowo-dokumentacyjnej. Podsuwać
tematy,
d b a ć o i c h r z e t e l n o ś ć i n f o r m a c y j n ą . Skoro nie m o ż e m y
sami k r ę c i ć w terenie, zadbajmy o to, aby s t w o r z y ć k a ­
talog p r o p o n o w a n y c h t e m a t ó w , k t ó r e n a l e ż a ł o b y suge­
rować filmowcom. I t y m w wytwórniach, i t y m z te­
l e w i z j i , i a m a t o r o m , k t ó r z y k r ę c ą p r z e c i e ż c o r a z lepsze
i ciekawsze
filmy.
Filmy, które
na

łamach

z ostatnich
1

pozycji .

omawiam, dotyczą

naszego

pisma.

lat i należą

W

tematyki

goszczącej

większości

pochodzą

do bardziej

reprezentatywnych

Pomijam w t y m przeglądzie tematy z Kroniki

N i e o g r a n i c z a m z r e s z t ą r o l i f i l m u do d o k u m e n t u ,
reportażu z rzeczywistości. M a m y filmy, które docierają
do i s t o t y z j a w i s k a k u l t u r o w e g o i w y j a ś n i a j ą j e t a k , j a k
nie czyni tego l i t e r a t u r a n a u k o w a . A dzieje s i ę to przez
selekcję faktów, które w i d z i a n e u r u c h a m i a j ą w na­
szej w y o b r a ź n i b o d ź c e a n a l o g i c z n e do t y c h , k t ó r e d z i a ­
łają w rzeczywistej sytuacji. F i l m przy t y m d a ć m o ż e
w i d z o w i obok treści poznawczych r ó w n i e ż i przeżycie
artystyczne.

Filmowej,

W r e s z c i e s p r a w a r o l i f i l m u j a k o d o k u m e n t u czasu
m i n i o n e g o . M a ł o o t y m m y ś l i m y , a rzecz j e s t w a ż n a ,
m o ż e i n a j w a ż n i e j s z a . F i l m dzieje s i ę n a naszych oczach,
rejestruje
zjawiska n a m współczesne. Nie doceniamy
j e d n a k tego, ż e d a j e n a m n a j p e ł n i e j s z y o b r a z o b r z ę d u ,
o b y c z a j u , z j a w i s k k u l t u r y . A l e za l a t k i l k a d z i e s i ą t , b a ,
kilkanaście, tylko film pokaże, jak wyglądały w pięć­
d z i e s i ą t y c h czy s z e ś ć d z i e s i ą t y c h l a t a c h p i e l g r z y m k i
do
K a l w a r i i Z e b r z y d o w s k i e j czy C z ę s t o c h o w y . J a k i e b y ł y
j a r m a r k i , odpusty, zabawy, j a k i b y ł rzeczywisty i c h k o ­
loryt. Proszę pomyśleć — m a m y m n ó s t w o przekazów p i ­
sanych, l i t e r a c k i c h np. o k o ń c u X I X w., c h o ć b y o Cha­

P i e r w s z ą g r u p ę s t a n o w i ą dokumenty, chciałoby się
p o w i e d z i e ć — d o k u m e n t y autentyczne, j a k o że b y w a j ą
r ó w n i e ż „ d o k u m e n t y " inscenizowane. D o k u m e n t w i e r n y ,
to t a k i , k t ó r y r e j e s t r u j e stan r z e c z y w i s t y , obraz k u l t u ­
ry, e l e m e n t ó w z a r ó w n o reliktowych, j a k nowych, w y ­
s t ę p u j ą c y c h w d a n y m czasie. J e s t p o d p a t r z e n i e m ż y c i a ,
wydarzenia — k t ó r e m a miejsce i k t ó r e r o z g r y w a się
n i e s p r o w o k o w a n e p r z e z e k i p ę f i l m o w ą , a w i ę c bez j e j
i n t e r w e n i u j ą c e g o u d z i a ł u . F i l m y takie — o d u ż e j randze
poznawczej, nieocenione
jako świadectwo
historyczne
p e w n y c h f o r m naszej o b y c z a j o w o ś c i i zarazem z r e a l i ­
zowane z d u ż ą k u l t u r ą a r t y s t y c z n ą , to przede wszyst-

1

filmy

telewizyjne

oraz

filmy

instytucje naukowe, D o m y K u l t u r y i

kręcone

przez

amatorów.

M o ż e m n i e s p o t k a ć zarzut, że oceniam t u f i l m y
wstałe

w

różnym

czasie,

rabasz t a k

j u ż dziś

mi

nie

analizę

lecz

o

o

spojrzenie

gdyż filmy,
swego

nie t w o r z ą .

twórczości
na

o których

czasu.

I

że ani Makarczyński,

tak

To prawda,

ale

po­
Ka-

chodzi

tego

czy i n n e g o

reżysera,

całokształt

istniejącego

dorobku,

t u piszę, są przecież
je

ani

dokumentem

widzę.

11

k i m Karuzela
łowicka
Hoffmana
Studziannej
G r a b o w s k i e g o , Jarmark

i

Skórzewskiego,
Do
cudów
Hoffmana.

Karuzela
łowicka
daje obraz o d p u s t u B o ż e g o C i a ł a
w Ł o w i c z u . To nie j a k i ś a b s t r a k c y j n y obraz w e s e l ą c e g o
się l u d u , u ś m i e c h n i ę t e g o , w s t r o j a c h j a k spod igły, nie
r e k l a m o w y p l a k a t t u r y s t y c z n y , ale r e p o r t a ż d o k u m e n t u ­
j ą c y B o ż e C i a ł o w 1959 г., a w i ę c z k o b i e t a m i o d z i a ­
n y m i w l u d o w y strój, tyle że już w miejskich pantoflach,
z t o r e b k ą , no i na rowerze, a n a w e t motocyklu. Rea­
l i z a t o r z y p u n k t u j ą t o w s z y s t k o , co i s t o t n e j e s t d l a t e g o
w i d o w i s k a — t ł u m , stragany zalane
różnokolorowymi
gipsami, typy s p r z e d a w c ó w , k u p u j ą c y c h , zabawy i l i ­
muzyny turystów krajowych
i zagranicznych, zwabio­
n y c h s ł a w ą o d p u s t u . I o n i n a l e ż ą p r z e c i e ż do o b r a z u t e ­
go z j a w i s k a . A w s z y s t k o t o p o d a n e d o w c i p n i e , z d o ­
s k o n a ł y m w y c z u c i e m czasu, bez z n u ż e n i a w i d z a . Z r e s z t ą
tempo, r y t m f i l m u m a j ą t u znaczenie szczególne, szybki
m o n t a ż ujęć stwarza bowiem f i l m o w y ekwiwalent ka­
lejdoskopowej
zmienności
wrażeń,
jakich
doznajemy
w kolorowym zgiełku o d p u s t ó w i zabaw ludowych. D u ­
żą z a l e t ą f i l m u jest d o b r y kolor, szczególnie istotny
przy t y m temacie, dobra fotografia, p o d k ł a d d ź w i ę k o w y .
Do Studziannej
jest rzetelnie p r z y g o t o w a n y m repor­
t a ż e m z j a r m a r k u i odpustu. Realizator kładzie w i ę k s z y
nacisk na s z c z e g ó ł e t n o g r a f i c z n y , p o k a z u j e
zanikające
rzemiosła, ostatnie j u ż chyba pokolenie stolarzy, u m i e ­
jących tak toczyć kołowrotki. Grabowski, nazwisko nie­
docenione w ś r ó d
twórców
dokumentu, dał film
bez
zarzutu, ciekawy, p r a w d z i w y obraz w s p ó ł c z e s n e j k u l t u r y
r e g i o n u o p o c z y ń s k i e g o , bez
lukrowania „na
ludowo",
a za t o ze ś w i e t n y m w y d o b y c i e m f o l k l o r u j a r m a r c z n y c h
sprzedawców.
Jarmark
cudów
podejmuje temat podobny, mniej
e t n o g r a f i c z n i e , za t o ze z n a k o m i t y m n e r w e m r e p o r t a żysty. Hoffman
daje nie t y l e d o k u m e n t
konkretnego
j a r m a r k u czy o d p u s t u , co u o g ó l n i o n y w s w e j t y p o w o ś c i ,
a zarazem ś w i e t n i e podpatrzony ś w i a t s p r z e d a w c ó w - p s y -

chologów,

nad

umiejących

nim

jak

przykuć

hipnotyzer

uwagę

nad

widza,

tłumem.

F a s c y n u j ą c y s ą ci b e z i m i e n n i a k t o r z y — bo p r z e c i e ż
to jest w s p ó ł c z e s n a estrada l u d o w a , to jest w i d o w i s k o ,
które ma swych bohaterów, które trzyma w napięciu,
nie p o z w a l a o d e j ś ć , p ó k i o n i — s p r z e d a j ą c y m i k s t u r ę
p r z e c i w o d c i s k o m , p ł y n n a p o r o s t w ł o s ó w czy c u d o w n e
wynalazki u ł a t w i a j ą c e cerowanie skarpetek — póki o n i
nie u c z y n i ą w a m tej n i e z w y k ł e j ł a s k i i nie
pozwolą
s k o r z y s t a ć z nadzwyczajnej okazji. To jest inny, odcho­
dzący ś w i a t : a k t o r ó w , m i s t r z ó w swego rzemiosła, psy­
c h o l o g ó w , u m i e j ą c y c h g r a ć na i n s t y n k t a c h t ł u m u , p o ­
k o n a ć nieufność i s k ą p s t w o wiejskich gospodyń, prze­
ciwnie — d a ć i m z ł u d n ą c h w i l ę nadziei, że robią z ł o t y
interes.
ryzykują,

nie

m ę c z ą s i ę , chcesz — t o k u p u j e s z , n i e — t o n i e . A t u ,

Nasi

sprzedawcy

na

jarmarku

sprzedaje

głos, kiedy
pakowe

zrobić

medaliki,

z MHD

efektowną
za

ryzykuje,

sobie w s z y s t k o

lub

„ c o k t o da",

bo

nie

wie,

pauzę.
jest

rozdaje,

to na

GS

on

darmo,

dobroczyńcą,
pokryć

czy

mistrz,

potem

kiedy

Rzuca w
przez

uśmiecha

„groszami"

biedne

podnieść
tłum

chwil
się
za



al-

kilka
aby

łańcuszki,

dzieci.

Hoffman
u m i e p r z e k a z a ć ten c u d o w n y ś w i a t b ł y s ­
kotek, ludzkich n a m i ę t n o ś c i i wirtuozerii, folklor przed­
mieścia, j a r m a r k u , odpustu.
Dlaczego p i s z ę o t y m temacie. P o n i e w a ż jest to też
pewien
aspekt ludowej
kultury
artystycznej,
klimat
widowiska,
j a k i m poza w s z y s t k i m i n n y m jest j a r ­
m a r k czy o d p u s t . I j e s t t u t e a t r , a w k a ż d y m r a z i e
p e w n a jego p i e r w o t n a forma. Teatr, z k t ó r e g o wyrasta
i S i e m i o n , i Zielona
Gęś m i s t r z a I l d e f o n s a . T e a t r , w k t ó ­
r y m istnieje i scenariusz, i w y k o n a n i e , teatr u p r a w i a n y
z dnia na dzień, coraz to udoskonalany, j a k n u m e r y
w d a w n y c h t r u p a c h c y r k o w y c h , t r a d y c y j n e i stale w z b o ­
gacane w szczególe.

I I . 1. K a d r z f i l m u Karuzela

12

aktorów,

panujących

łowicka.

Myślę, że warto
takiego

sprzedawcy

codzień" i w

swojej

zrobić

bardziej

cudowności.

pogłębiony

Pokazać,

„ s z t u c e " . Co m ó w i

jaki

portret
jest

o swoich

tach? P o k a z a ć a k t o r s t w o tego h a n d l o w e g o

„na

klien­

procederu.

A l e w r ó ć m y do f i l m ó w . D o d o k u m e n t u ż y c i a s z t u k i
l u d o w e j w naszych dniach. T a k ą r z e t e l n ą , m ą d r z e p r z y ­
g o t o w a n ą relacją z Zalipia jest f i l m Witolda
Żukow­
skiego p o w s t a ł y p r z y w s p ó ł u d z i a l e d r Z o f i i S z y f e l b e j n
Kwiaty
z Zalipia.
F i l m pokazuje p i ę k n o m a l o w a n y c h
d o m ó w , j u ż tych nielicznych, ostatnich. Pokazuje, dzięki
czemu u d a ł o się z a c h o w a ć p r z y ż y c i u te n i e z w y k ł e m a ­
lowane zagrody, pokazuje rolę zapalonych artystek, t a ­
k i c h j a k C u r y ł o w a , i r o l ę o p i e k u n ó w tej s z t u k i , r o l ę
k o n k u r s ó w , bez k t ó r y c h d a w n o b y j u ż t r a d y c j a
za­
marła.
F i l m jest p i ę k n y i smutny, t a k j a k smutne
jest
poczucie n i e u c h r o n n o ś c i ś m i e r c i . . . M o ż e c h c i a ł b y m w i ­
d z i e ć w n i m p e ł n i e j z a s i ę g tego m a l o w a n i a , b o jest
w t y m coś urzekającego, że człowiek k w i a t a m i p i ę k n i e
z d o b i n i e t y l k o s w o j ą b i a ł ą i z b ę i ś c i a n y d o m u , ale
i s i o n k ę , o b o r ę , c h l e w , b u d ę psa. Ż e chce m i e ć t o s w o j e
p i ę k n o wszędzie dokoła (nasuwa się l u ź n e skojarzenie,
że k i e d y ś podniszczone d r z e w o r y t y ś w i ę t e
przenoszono
z izby do obory, p r z y p o m i n a stosunek do „ b y d e ł k a " , k t ó ­
r e m u legenda k a z a ł a m ó w i ć w noc wigilijną...).
Chciałbym ponadto zobaczyć, j a k „sztuka ludowa"
stała się ź r ó d ł e m utrzymania, j a k taż C u r y ł o w a z Z a l i ­
pia zdobi k r z y k l i w e i p r z e ł a d o w a n e o r n a m e n t y k ą gor­
sety, k t ó r e w y s y ł a do „ A m e r y k i " , j a k p r o d u k u j ą w e w s i

14

m a l o w a n k i d l a C e p e l i i , t e m i ł e jeszcze, a l e w ł a ś c i w i e
już jakieś żałosne ślady dawnej i pięknej sztuki. Uwagi
te n i e o b n i ż a j ą j e d n a k w a r t o ś c i f i l m u , ł a d n i e z r o b i o n e ­
go, d o ś ć w i e r n e g o w k o l o r z e .
Inny film pokazujący współczesną rolę sztuki l u ­
d o w e j t o Świetlica
w Kcyni.
F i l m ogląda się z ochotą,
j e s t s y m p a t y c z n y , p o k a z u j e ś w i e t l i c ę w m i a s t e c z k u , ale
świetlicę j e d y n ą w swoim rodzaju. W i d z i m y t u razem
l u d z i starych i m ł o d z i e ż , dzieci. W s z y s t k o w atmosferze
„ o p o w i a d a ń b a b u n i " . W n u c z ę t a k o c h a j ą babcie i dziad­
k ó w , ci o c h o c z o p r z y w t ó r z e k a p e l i p o k a z u j ą
dawne
t a ń c e , u c z ą h a f t ó w , k o r o n e k — a m ł o d z i grzecznie u c z ą
się d a w n y c h technik, i gdy się tak patrzy, prawie u w i e ­
rzyć m o ż n a , że j u t r o ci młodzi p r z e j m ą w i e d z ę i upo­
dobania starych i sztuka l u d o w a w K c y n i nie zaginie.
N a eksport ł a d n y to obrazek, c h o ć w f a t a l n y m kolorze
z r o b i o n y . G o r z e j , g d y chce s i ę n a p o d s t a w i e t a k i e g o f i l ­
m u z d a ć s o b i e s p r a w ę , j a k to j e s t n a p r a w d ę .
Chodzi m i o to, ż e f i l m tego r o d z a j u m u s i b y ć j a ­
k i m ś dokumentem socjologicznym, dokumentem
wiary­
g o d n y m , p o k a z u j ą c y m z a s i ę g zjawiska, jego u w i k ł a n i e
w ż y c i e . P o d koniec f i l m u k a m e r a pokazuje j e d n a k obraz
miasteczka. N i e w i e l e t a m w p r a w d z i e w i d a ć , ale jest
miasto, a więc k i l k a , m o ż e k i l k a n a ś c i e tysięcy ludzi,
las m a s z t ó w a n t e n o w y c h na dachach... N o i p o f i l m i e
zaczynają n u r t o w a ć pytania: a jak to w y g l ą d a
napra­
w d ę ? C z y t a k j e s t c o d z i e n n i e , czy t y l k o p r z e d o b i e k t y w
k a m e r y sproszono t y c h w s z y s t k i c h m i ł y c h ludzi? K i m
s ą ? S t a ł y m i g o ś ć m i czy a k t o r a m i o d g r y w a j ą c y m i z g ó r y
napisany scenariusz?

25

7

W
że

poprzednio

mówi

do

wiedziałem,
dzieje

omawianym filmie

ekipy
że

to

realizatorów,
reportaż

niby zdjęte

ukrytą

sztuczność, niemożliwość
nak

filmowy.
kamerą,

tej

nie

czas
Tu

ukrywał,

jako

widz

wszystko

a przecież

się

czapki niewidki. Więc

pytanie — załóżmy, że n a p r a w d ę

świetlicy,

ale co t o z n a c z y w

jed­

tak

to

wygląda

skali miasteczka?

to m a rezonans s p o ł e c z n y , k u l t u r o w y ? O c z y w i ś c i e
tu

się

czuje

grali?
I

w

nikt

cały

o filmowym

jarzenie,

u s t a w i e n i u p r o b l e m u , przez

Jaki
myślę

skrót,

sko­

aluzję.

Chodzi m i o to, aby f i l m p o k a z y w a ł s y t u a c j ę rze­
c z y w i s t ą , a n i e m n i e j czy w i ę c e j u r o j o n ą . A K c y n i a j e s t
tematem, istnieje t u przecież w ś r ó d grupy miejscowych
dzit.łaczy w y j ą t k o w o g ł ę b o k i p a t r i o t y z m l o k a l n y , p r z y ­
w i ą z a n i e do m i e j s c o w e j , l u d o w e j t r a d y c j i . M a m y t u do
c z y n i e n i a z r e g i o n a l i z m e m ze w s z y s t k i m i p l u s a m i i m i ­
n u s a m i tego z j a w i s k a . I na t y m t l e t r z e b a
przecież
w i d z i e ć Świetlicę
w
Kcyni.
Twórca
mieć

filmu,

podobnie

jak

dziennikarz,

stosunek

do

zjawisk

też określony

powinien

artystycznych,

k t ó r e p o k a z u j e . W i e d z i e ć , co w a r t o p o p u l a r y z o w a ć i d l a ­
czego.

Bo przecież

dowe", jest
o

n i e w s z y s t k o , co n o s i e t y k i e t k ę

artystycznie

„ludowość"

miłośników

świeżej

bę,

obrazy,

ludu

hafty
ludową

jednak

16

jest

w

gdy

„lu­

chodzi

oczach

wszystko,

wielu
co

cenili wysoko d a w n ą

wycinanki,

te

jako wartość

przede

tycznie d o j r z a ł a
niej

czy

Niestety,

piękne

dlatego

zwłaszcza

że stworzyła

„lu­
rzeź­

je

dłoń

pracującego.

Sztukę
nimy

daty.

swojszczyzny,

dowe", tak j a k b y ś m y

dojrzałe,

wszystkim

i piękna.

Toteż

w

naszej

dlatego,

kulturze

że jest

musimy przykładać

s a m e k r y t e r i a co d o k a ż d e j

innej

ce­

artys­

sztuki. A

do
co

dopiero m ó w i ć , g d y chodzi o t w ó r c z o ś ć raczej
amator­
s k ą , j a k ą s ą r z e ź b y i w y c i n a n k i K l a r y P r i l l o w e j , osoby
dla K c y n i n i e z w y k l e z a s ł u ż o n e j . To, że uczy ona r z e ź b i ć
i w y c i n a ć g r u p ę dzieci, jest f a k t e m i nic strasznego się
przez to nie dzieje, zapewne m a to i swoje dobre strony.
A l e , n a m i ł y B ó g , j a k m o ż n a p o k a z y w a ć te d o ś ć n i e p o ­
radne figurki z gliny jako „sztukę l u d o w ą nieskażoną
w f o r m i e i t r e ś c i " ? (Czy z r e s z t ą w o g ó l e m o ż e c o ś t a ­
k i e g o d z i ś p o w s t a w a ć ? P r z e c i e ż t o b ę d ą a l b o k o p i e da­
w n y c h rzeczy, a l b o b ę d z i e to z n a c z y ł o , ż e z a c h o w a ł y się
jeszcze n i e z m i e n i o n e d a w n e w a r u n k i e g z y s t e n c j i , k u l ­
tury...) Z w ł a s z c z a , że a n i w y c i n a n k i , a n i f i g u r k i P r i l l o ­
wej nie są „ d a w n ą s z t u k ą l u d o w ą " . Owszem, t w o r z y
się na P a ł u k a c h pewna tradycja, k t ó r e j p u n k t e m w y j ś ­
c i a j e s t d z i a ł a l n o ś ć t w ó r c z a K l a r y P r i l l o w e j , ale n i e j e s t
t o p r z e c i e ż t r a d y c j a l u d o w a . . . T o t e ż j e s t p r o b l e m , ale
t r z e b a go d o s t r z e c i j a k o ś s i ę do n i e g o u s t o s u n k o w a ć .
Z k o l e i p r z e j d ź m y do g r u p y f i l m ó w , k t ó r e m a j ą a m ­
bicje d o k u m e n t a l n o - o ś w i a t o w e i pełnią p o d o b n ą
rolę,
j a k ekspozycja muzealna, k t ó r a pokazuje obraz z a m i e r z ­
c h ł e j p r z e s z ł o ś c i . T y l e , że nie są to r e k o n s t r u k c j e
archeologiczno-historyczne, a rodzaj d o k u m e n t u , o d t w a r z a ­
j ą c e g o w i d o w i s k o czy o b r z ę d z a c h o w a n y w p a m i ę c i s t a r ­
s z e g o p o k o l e n i a , a c z ę ś c i o w o n a w e t jeszcze ż y w y . S ą t o
wszystko inscenizacje
filmowe
n a d z o r o w a n e przez specjalistów-etnografów, którzy są też p r z e w a ż n i e
autora­
m i s c e n a r i u s z y . D o d a j m y t u jeszcze licentia
poética
rea­
lizatora, k t ó r y stara się o m o ż l i w i e d u ż ą
efektowność
u j ę ć , o m a l o w n i c z e t ł o — i j a s n e s i ę staje, ż e f i l m t a k i
nie jest o d t w o r z e n i e m k o n k r e t n e g o , ż y w e g o w i d o w i s k a
czy o b r z ę d u , a l e u ł a d z o n ą , n i e c o a b s t r a k c y j n ą j e g o w e r ­
sją sceniczną.
T e r ó ż n e „ w e s e l a " t a k s i ę b o w i e m m a j ą do a u t e n ­
tycznych wesel j a k rzeczywista izba w i e j s k a do u m o w -

II.

7, 8. K a d r y
Świetlica
w

z filmu
Kcyni.

8

nej i z b y - m a k i e t y z e t n o g r a f i c z n e g o
wesele

ma

obrzędowy,

swoje

cechy

wypełniony

typowe,
jednak

muzeum.

Prawdziwe

tradycyjny

scenariusz

zawsze nieco i n n ą

cią. Wesele, to z a r a z e m

i widowisko,

zania

gdzie

s i ę " , to

miejsce,

ujawniają

warstwienia społecznego,

różne

wzorce

spotykają

i

zachowań,

wsi, starzy

i

gdzie

i okazaja

konflikty,

się

treś­

do

„poka­

ślady

roz­

systemy

ocen,

się ludzie

z

miasta

młodzi.

A l e Wesele
na Kurpiach,
Wesele
Łowickie
czy We­
sele na Bukowinie
— to w i d o w i s k a inscenizowane, to
f o l k l o r t e a t r a l i z o w a n y , ż y c i e s p r o w a d z o n e do s t e r y l n e g o
schematu o b r z ę d u . O ileż bardziej bogate poznawczo jest
M a r i i D ą b r o w s k i e j Wesele
na wsi; o i l e ż w i ę c e j m ó w i
o l u d o w o - m l o d o p o l s k i e j k u l t u r z e Wesele
Wyspiańskiego,
tętniące
życiem,
konfliktami,
spięciami.
Przesadzam?
T y l k o t r o c h ę , z d a j ę sobie p r z e c i e ż s p r a w ę z t e g o , ż e w i ­
d o w i s k a o ś w i a t o w o - d y d a k t y c z n e na t e m a t f o l k l o r u m a j ą
s w ó j sens i w d z i ę c z n ą p u b l i c z n o ś ć , j a t y l k o t w i e r d z ę ,
ż e n i e m o g ą one z a s t ą p i ć a u t e n t y c z n e g o r e p o r t a ż u z „ ż y ­
w e g o " wesela, d o k u m e n t u kulturoznawczego, a nie t y l k o
tradycyj no-f olklorystycznego.
T a k i e g o a u t e n t y c z n e g o w e s e l a n i k t za nas n i e n a k r ę c i .
C h y b a , ż e p o c z e k a m y a ż f o l k l o r y ś c i za l a t k i l k a d z i e s i ą t
s p r ó b u j ą o d t w o r z y ć obraz dzisiejszych czasów... A w a r ­
to n a p r a w d ę . W e ź m y c h o c i a ż b y Podhale, to
zderzenie
kultur, współżycie form dawnych i nowych, relikty tra­
dycyjne i nowe nawarstwienia. Ot, c h o ć b y
niedawne
weselisko g ó r a l s k i e j c ó r y B i e r n a c i k ó w n e j z A n d r z e j e m
Z i e l i ń s k i m , t y m ze „ S k a l d ó w " . P o n a d 200 o s ó b , s ł a w n e
osobistości z f i l m u , estrady, i g ó r a l e . B i g - b i t i g ó r a l s k a
muzyka. Przecież to też jest folklor, fascynująca zbitka
różnych n a w a r s t w i e ń kultury, przegląd t y p ó w , sytuacji.
W filmie natomiast inscenizującym przeszłość
c h o d z i nas, n a i l e j e s t o n w i e r n y e t n o g r a f i c z n i e , co

ob­
jest

w n i m p r a w d ą , a co d o p o w i e d z e n i e m l u b w t r ę t e m r e a ­
l i z a t o r ó w . W o l ę w i ę c Wesele
na Bukowinie
od
Wesela
Łowickiego,
p o n i e w a ż w p i e r w s z y m m a m jeszcze l u d z i ,
n a w y k ł y c h do n o s z e n i a g ó r a l s k i e g o s t r o j u , n i e j e d e n r a z
uczestniczących w p r a w d z i w y c h weseliskach, w Ł o w i c ­
k i m natomiast czuje się j u ż „ m u n d u r k i " , z e s p ó ł prze­
brany w stroje, takie lokalne „ M a z o w s z e " , o d g r y w a j ą c e
czyjś scenariusz.
T a m , g d z i e t r a d y c j a l u d o w y c h w e s e l i s k j e s t jeszcze
ż y w a , l u d z i e , z w ł a s z c z a starsze p o k o l e n i e , o d g r y w a j ą j e
z w i e l k i m z a p a ł e m , w r ę c z z a p a m i ę t a n i e m , j a k b y to się
d z i a ł o na serio. M o ż n a t o b y ł o o b s e r w o w a ć p r z e d r o ­
k i e m w K r a k o w s k i e m , gdzie inscenizowano z w i e l k ą
troską o wierność etnograficzną takie widowiska. Cie­
k a w jestem, na ile o b e c n o ś ć k a m e r usztywnia n a s t r ó j ,
p r z y w o ł u j e do r z e c z y w i s t o ś c i , j a k ą jest gra. W a r t o to
o b s e r w o w a ć . . . S ą d z ą c p o f i l m i e O tym jak dziadek
od
Jasinków
w górach
Tatrach
skarbów
szukał
g ó r a l e są
k a p i t a l n y m i , s a m o r o d n y m i a k t o r a m i . P r z e z c a ł y czas n i e
m o g ł e m u w i e r z y ć , ż e to w s z y s t k o dzieje się o k r o k od
reflektorów,
terkoczącej
kamery,
kabli,
realizatorów,
tak naturalny b y ł dziadek — S t a n i s ł a w Stopka-Jasinek.
Jeśli j u ż o t y m f i l m i e m o w a , to obok ś w i e t n y c h p o w i e ­
d z e ń i o b s e r w a c j i starego g a w ę d z i a r z a („Szczęście m u s i
b y ć zarobione j a k nie s i e k i e r k ą to nogami") i zabawnej
sytuacji w y j ś c i o w e j — szukanie zakopanego skarbu —
całość

okazała

zdjęcia, głos
„Wesela"

się

przydługa,

— doskonałe.
czy t e ż i n n e f i l m y

pekt ludowej kultury
Pasterska

opowieść

dokumentu i filmu
ki

z b y t r o z w l e k ł a . Z a to
i охл 9TOJ>J ^Efiaiwfíjass

( n p . Zapusty
Z.

Bochenka)

rejestrujące

jakiś

as­

Z. Raplewskiego

czy

stoją

s t a n o w i j a k b y poszerzenie p r o g r a m u

nograficznego

na

pograniczu

oświatowego, poglądowego. Film
działalności

ta­
et­

muzeum.

17

Są jednak i takie filmy, które
zytę w


muzeum

czy

nie

widz

idzie

niego.

Jest

to

0 sztuce,

filmu,

padkowego

na

do

wystawie,

muzeum,

najczęściej

ale

wręcz

zastępują

odwracając
ono

stosowana

przychodzi
formuła

sumę

do

filmu

k t ó r y m u s i n a j p i e r w z j e d n a ć sobie p r z y ­

przecież

widza,

zaintrygować

go,

wciągnąć

w t e m a t , z b l i ż y ć do p o k a z a n y c h d z i e ł i d a ć p e w n ą
stawową

wi­

sytuację

pod­

informacji.

O d czego z a l e ż y s u k c e s t a k i c h f i l m ó w
Od zdolności
p o z y s k a n i a w i d z a d l a t e m a t u (a w i ę c o d s t o p n i a a t r a k ­
cyjności o b i e k t ó w , k a d r ó w , z e s t a w i e ń , sposobu realizacji,
k o m e n t a r z a ) i od p r a w i d ł o w e j i n f o r m a c j i . Pierwsze —
jest t r u d n e , f i l m y o sztuce p r z e w a ż n i e są r o z w l e k ł e , n u d ­
ne, m ę c z ą c e , r ó w n i e s c h e m a t y c z n e j a k p i ł y k r a j o b r a z o w o - p r z y r o d n i c z e , z a c z y n a j ą c e się od s ł o ń c a , k t ó r e w s c h o ­
dzi (powoli, p o w o l i , p r z y w t ó r z e m u z y k i Czajkowskiego
czy N o s k o w s k i e g o ) , a k o ń c z y z a c h o d e m t e g o
słońca
1 westchnieniem ulgi widza. Drugi postulat — p r a w i d ­
ł o w e j i n f o r m a c j i — w zasadzie nie p o w i n i e n
stwarzać
problemów.
I w d o k u m e n c i e o sztuce „ w i e l k i e j " nie
s t w a r z a , g d y ż d o b r ą t r a d y c j ą naszej k i n e m a t o g r a f i i j e s t
p r z y c i ą g a n i e do w s p ó ł p r a c y w y b i t n y c h
specjalistów.
A j a k j e s t w f i l m a c h o sztuce l u d o w e j z t y m p o ­
s t u l a t e m ? O Kwiatach
z Zalipia
już mówiłem. Filmem
o ś w i ą t k a c h j e s t Frasobliwy.
N i e j e s t e m e n t u z j a s t ą tego
dzieła, p r z e s z k a d z a j ą m i w n i m ciągłe najazdy k a m e r ą ,
niewydobycie horyzontu pokazywanych rzeźb, zestawie­
n i e i c h b e z s e n s o w n e , n a zasadzie, ż e s ą i t a k i e , i t a k i e . . .
zestawienie, k t ó r e nic nie m ó w i , bo r z e ź b y s ą z r ó ż n e g o
czasu i w a r s z t a t u . Z e s t a w i e n i e n i e d o b r e o d s t r o n y f o r ­
malnej, p o n i e w a ż rzeźby w różnej skali wzajemnie się
„niszczą".
Film
zycją

jest

pomyślany

dobyć w pełni niezwykłej

18

ambitnie,

na

pewno

p o ż y t e c z n ą , c h o ć zarzucam m u , że nie
ekspresji ludowych

jest

po­

umiał

wy­

rzeźb,

nie

p o t r a f i ł n a r z u c i ć przekonania, że to j e d n a z najbardziej
oryginalnych i wybitnych
pozycji w naszym
dorobku
a r t y s t y c z n y m . K o m e n t a r z grzeszy p e w n ą e g z a l t a c j ą , n i e ­
p o t r z e b n ą , bo n i e d o b r ą p o e t y c k o ś c i ą ( „ R ę k a pradziada,
gdy nie s t a ł o jej siły, b y t r z y m a ć topór"...). T r u d n o m ó ­
w i ć p r z e c i e ż , ż e w t y c h r z e ź b a c h jest „ o b r a z s w o i c h cza­
s ó w " , bo to przesada. F i l m eksponuje zabytki z m u z e ó w
e t n o g r a f i c z n y c h w W a r s z a w i e i K r a k o w i e oraz z M u ­
zeum Miejskiego w Bochni (zbiory Fischera), obiekty rzer z y w i ś c i e n a l e ż ą c e do n a j l e p s z y c h . P i ę k n i e i p r a w d z i w i e
k o ń c z y się f i l m wierszem ludowego poety Dionizego M a ­
liszewskiego o F r a s o b l i w y m .
Nie z M a r y i się począł
lecz z c z u ł o ś c i l u d z k i e j
z bukowego drewna
z biedy i troski.

dłoni

Polski
Drzeworyt
Ludowy.
F i l m oparty o w y s t a w ę
z o r g a n i z o w a n ą przez M u z e u m Etnograficzne w K r a k o w i e
(1970 г.). E k s p o n a t y ś w i e t n e , d o s k o n a l e d o b r a n e i t o j e s t
n a j w i ę k s z a w a r t o ś ć f i l m u , c a ł a r e s z t a n i e s t e t y gorsza...
F i l m jest b o w i e m po p r o s t u n u d n y , o g l ą d a się go c i ę ż ­
ko, p i ę k n o d r z e w o r y t ó w nie d o c h o d z i do w i d z a , bo t e ż
trzeba je u p r z e d n i o z n a ć , aby s m a k o w a ć detale, p o k a ­
zane w n a d m i a r z e , t a k że w c i ą g ł y m k a d r o w a n i u g u b i
s i ę a r ć h i t e k t o n i k a c a ł o ś c i , a w i ę c t o , co j e s t w i e l k ą s i ł ą
tych dzieł.
Niestety w filmie w i d a ć t y l k o dobry smak realiza­
t o r ó w , gorzej z r z e t e l n o ś c i ą i n f o r m a c j i .
Pokazuje
się
w i ę c d r z e w o r y t y w sytuacji n i e p r a w d z i w e j , powieszone
na ś c i a n a c h o b o k o b r a z ó w na szkle, c h o ć p o p r z e d z a ł y
p r z e c i e ż e t a p o b r a z ó w ( w e s z ł y one w ł a ś n i e w m i e j s c e
d r z e w o r y t ó w z a s t ę p u j ą c je w i z e r u n k i e m bardziej b a r w ­
n y m , efektownym i t r w a ł y m ) . Później z n ó w w i d a ć drze­
w o r y t z a w i e s z o n y n a s k r z y n i l u d o w e j (!). P o co to? d l a
jakiego efektu?

Komentarz

napisany

wiera p o w a ż n e
worytów

z

błędy

ładnie,

kontrreformacją,

o kołtrynach,

cóż

rzeczowe, np.

twierdzi,

że

z

tego,

wiąże

skoro

rozwój

nieprawdziwie

drzeworyt ludowy

informuje
jest

ciem ś w i a t a i p r z e ż y ć l u d u ,

co j e s t o c z y w i s t y m

sem,

jako że w

od

tów

niemieckich,

w

naszym

odróżnieniu

drzeworycie
to

popularnych

francuskich
ślady

bowiem

w

czy

znikome,

jest

drzeworyt

o charakterze religijnym,

odbi­

nonsen­

drzewory­

rosyjskich

odbicia

za­

drze­

(łubok),

rzeczywistości

przytłaczającej



większości

podejmujący

wątki

ikonograficzne powszechnie w y s t ę p u j ą c e .
Szkoda, że w f i l m a c h o sztuce l u d o w e j nie w y k o ­
rzystuje się w i e d z y s p e c j a l i s t ó w , t a k j a k w
filmach
o sztuce „ u c z o n e j " .
Szklane
obrazki
— chodzi t u o w s p ó ł c z e s n e m a l a r ­
s t w o na s z k l e , i n s p i r o w a n e l u d o w y m . I z n ó w f i l m z b u ­
dowany na
doświadczeniach wystawy,
zorganizowanej
przez M u z e u m T a t r z a ń s k i e w Z a k o p a n e m . W i e l e
ład­
n y c h o b r a z k ó w , ale p r z y t y m t e m a c i e c h y b a n i e t y l k o
o to chodzi, nasuwa się b o w i e m p y t a n i e zasadnicze:
k t o i p o co t e o b r a z k i d z i ś m a l u j e ? F i l m o d p o w i e d z i n i e
daje, a szkoda... K o n t e k s t k u l t u r o w o - e k o n o m i c z n y w t a ­
k i m filmie w y d a j e się n i e z b ę d n y (choćby w k o m e n t a ­
rzu), inaczej g u b i się w ł a ś c i w a p e r s p e k t y w a , a p r z e c i e ż
odmienne b y ł y m o t y w y , dla k t ó r y c h m a l o w a l i KietliczRayski, Skoczylas, M i k l a s z e w s k i ,
Roj-Ciaptakowa
czy
Jachimiak.
Są z r e s z t ą w f i l m i e i i n n e miejsca niezbyt jasne,
t r o c h ę sztuczne. I n s c e n i z a c j a m a l o w a n i a w sali m u z e ­
alnej, a potem m a l o w a n i e w kostiumie g ó r a l s k i m . Prze­
cież n i k t w k o s t i u m i e p a r a d n y m nie m a l u j e , n a w e t S a l ­
vador Dali! A l e u t a r ł a się sztampa, j a k z r e k l a m o w y c h
turystycznych p l a k a t ó w , że w y c i n a n k a r k ę pokazuje się
w izbie, w c z ó ł k u na g ł o w i e , w p e ł n e j g a l i o d ś w i ę t n e g o
stroju, j a k b y to nie b y ł a praca, a ś w i ę t o — w i ę c f i l m
też pokazuje m a l o w a n i e na szkle j a k o c e r e m o n i ę f o l k l o ­
rystyczną. Owszem, tak się robi na pokaz dla t u r y s t ó w ,
w s k a n s e n a c h czy n a p o k a z a c h s z t u k i l u d o w e j , ale p o
co t o w
filmie?
Szkoda, że z d z i e ł a nie w y n i k a , j a k a jest perspek­
t y w a w s k r z e s z a n i a d z i ś t y c h s z k l a n y c h o b r a z k ó w , co s i ę
dalej dzieje z t y m i d z i e ć m i z H a r e n d y . U c z ą się m a l o ­
w a ć , b a r d z o t o p i ę k n i e — a l e co d a l e j ? M a l u j ą p o s z k o ­
le, czy n i e ? A j e ś l i t a k , t o „ d l a s i e b i e " czy n a s p r z e d a ż ?
Z n ó w t e m a t n i e w y k o r z y s t a n y , a p r z e c i e ż szkoda...
F i l m robi wrażenie, jakby najpierw trochę dość przy­
p a d k o w y c h o b r a z k ó w s f o t o g r a f o w a n o , a p o t e m do t e g o
d o r o b i o n o t e k s t y , b o j a k i n a c z e j w y t ł u m a c z y ć sobie b r a k
w tej p a n o r a m i e t a k i c h n a z w i s k , j a k G a ł e k i P ł o n k o wa, bardzo s ł a b e pokazanie J a c h i m i a k a . Niestety, w i n a
leży t u w s a m y m ujęciu tematu, w b r a k u ambitniejszej
koncepcji scenariusza.
O tym, że wiedza i postawienie p r o b l e m u nie m u s z ą
umniejszać atrakcyjności
filmu
świadczą
liczne
tego
p r z y k ł a d y . C h o ć b y Kolekcja
M a r i i K w i a t k o w s k i e j , opo­
wieść rzeczowa i ł a d n a o zbiorze p o w o z ó w w Ł a ń c u c i e
ze ś w i e t n ą m u z y k ą K i s i e l e w s k i e g o o r a z f a c h o w y m i a ż
e p a t u j ą c y m w s w e j o s o b i s t e j n u c i e (ale w t y m p r z y ­
padku doskonale pasującej)
komentarzem
Waldorffa,
c z y t a n y m przez niego samego. E f e k t d o s k o n a ł y . . .
A

z interesującej

jazdy,

dobry

i

przemyślanym
w y Drewno

nas

tutaj

t e m a t y k i •— Karczmy

rzetelny

film,

o

scenariuszu.

i beton,

dający

rię i obraz w s p ó ł c z e s n y
lu

fachowym

I

doskonały

w

atrakcyjnej

i za­

komentarzu,

film

problemo­

formie

histo­

budownictwa góralskiego w

sty­

podhalańskim.
Film

kusji

mądry,
o

potrzebny, liczący

budownictwie

głos
jako

w

dys­
doku­

Opowieść
najprawdziwsza
o herodach,
diabłach
i dzia­
dach żyjących
jeszcze
na świecie
jest dla mnie f i l m e m
z n a k o m i t y m , opowiada o Janie Dormanie, dyrektorze
T e a t r u Dzieci Z a g ł ę b i a w Będzinie, t w ó r c y i organiza­
torze d o r o c z n y c h p r z e g l ą d ó w z e s p o ł ó w h e r o d o w y c h na
scenie s w o j e g o t e a t r u , o p o s z u k i w a n i u p r z e z n i e g o a u ­
t e n t y c z n y c h jeszcze g r u p , o d t w a r z a j ą c y c h te w i d o w i s k a ;
p o k a z u j e z l u d o w e j t r a d y c j i w y r o s ł e z e s p o ł y na u l i c a c h
centrum Katowic, rozbawione, dokazujące, wciągające w
o g ó l n ą z a b a w ę statecznych obywateli miasta, a potem
o d g r y w a j ą c e s w o j e k w e s t i e n a scenie; p o k a z u j e b o h a t e ­
r ó w widowiska „po cywilnemu", przy kieliszku zasłużo­
nej s t r a w y po w y s t ę p i e , w garderobie.

z r o b i o n y bez

zarzutu,

Ale

nazwis­

więcej,

a przy t y m

ciekawy. No

znów

ale

cenny

M ó w i ł e m na p o c z ą t k u o f i l m a c h , k t ó r e nie t y l k o i l u ­
s t r u j ą p r o b l e m , ale w y j a ś n i a j ą go n a w e t l e p i e j , n i ż to
może uczynić literatura naukowa, ponieważ
posługują
się i n n y m i ś r o d k a m i . O filmach, k t ó r e są dziełami sztu­
k i s a m e w sobie, a p r z y t y m p o d s u w a j ą n a m t a k i e s y ­
tuacje, w k t ó r y c h rysuje się z ł o ż o n y , bogaty obraz zja­
wiska, tak że śledząc tok narracji sami
wyciągamy
wnioski,
zaczynamy
rozumieć
pobudki
emocjonalne,
a w i ę c t o , co j e s t t a k w a ż n e w t w ó r c z o ś c i a r t y s t y c z n e j ,
co s t a n o w i j e j e s e n c j ę . C h c ę t u m ó w i ć o t r z e c h f i l ­
mach: K i d a w y , Karabasza i Ł o m n i c k i e g o .

s p o t y k a m y się t u z

m e n t naszej k u l t u r y ,
tak,

się jako

regionalnym,

k i e m S t a n i s ł a w a Grabowskiego, realizatora, k t ó r y
zna
— j a k w i d a ć — p r o b l e m y k u l t u r y ludowej i jej prze­
m i a n y w s p ó ł c z e s n e , k t ó r y u m i e k o r z y s t a ć z p o m o c y spe­
cjalisty wysokiej klasy (film oparty jest na m a t e r i a ł a c h
n a u k o w y c h dra Tadeusza Chrzanowskiego). Bo nie w y ­
s t a r c z a z n a l e ź ć d o b r e g o k o n s u l t a n t a czy a u t o r a k o m e n ­
tarza, jeśli się nie u m i e w y k o r z y s t a ć jego wiedzy, jeśli
się s t a w i a go w s y t u a c j i p r z y m u s o w e j , pokazuje j u ż go­
t o w y i t r u d n y do u z u p e ł n i e n i a m a t e r i a ł .

rzecz c a ł a
że

wciąga

polega
w

na

t y m , że

film

daje

istotę

samego

faktu

kulturowego,

znacznie

19

j a k i m s ą w i d o w i s k a h e r o d o w e z d e r z o n e ze w s p ó ł c z e s n ą
cywilizacją, że ujawnia potrzebę gry, maski, kostiumu,
istotną potrzebę transformacji artystycznej
człowieka,
k t ó r y cały r o k jest niczym, s p r a c o w a n y m starcem, a te­
raz, w c i ą g u t y c h k i l k u d n i j e s t k r ó l e m ,
Herodem,
i d ź w i g a ze ś m i e r t e l n ą p o w a g ą b r z e m i ę s w e g o d o s t o j e ń ­
stwa, g o r z k ą ś w i a d o m o ś ć , że jest j u ż o s t a t n i m z „ d y n a ­
stii" wielkich Herodów.
Czy f i l m

jest

dokumentem?

pewno w i e r n y m przekazem

I tak i nie. M e

tego, j a k D o r m á n

je zespoły, j a k i e są, j a k g r a j ą
guje

się

środkami

jest

na

wyszuku­

n a scenie. K i d a w a p o s ł u ­

filmowymi,

tworzy

sytuacje,

które

mogłyby

b y ć , a nie t y l k o f i l m u j e

środkami

artystycznymi dokument

innego rodzaju,

ima-

ginowany

w

docierający

głęb­

pewnej

mierze,

ale

szych p o k ł a d ó w , u j a w n i a j ą c y
Dormanowi
twierdzi,
wych

że

film

nigdy

źródła

Kidawy
nie

nie

jeździ

przebierańców, Dormán

czy

będzie

Dormana

podoba

sam

s i ę z tego

Stwarza
do

zjawiska.

saniami

prawdziwszy. Bardzo
film

t o , co w i d z i .

się,

Dormán

szukać

herodo­

chce n a k r ę c i ć

cieszę,

nie

ma



wiem,

Akcentując

tę postać

ciu człowieka,

o sztuce, k t ó r a

i rekom­
odchodzą­

cego

kreacji

na

swoją

trzebie sztuki i utajonej

nic

mnie

wać

j a k o w i d z a n i e o b c h o d z i , czy D o r m á n

jeździ

będzie

W

filmie

tylko z wewnętrznej

który

mówi

twórczą

wizję.

oczywiście

Wracając

s a n i a m i i czy p i j e po
ma

to swoje

do

filmu

ujęcie,

Kidawy,

imprezie z góralami.

uzasadnienie — jest

skrótem,

dużo.
Kidawa filmuje kapitalnie
cych

rozwrzeszczanych

dziewczyny,

wciągane

kłujących

wbrew własnej

2

sceny uliczne, r e a k c j ę l u ­
widłami

woli

w

dal

sobie

I

oto

osoby,

1

o

istocie

człowieka,

diabłach

o

wielkiej
o

o d tego,

czy

i

studiami,

czy

filmu,

o

którym

uznaniem

i

wdzięcznością,

wyrosła.

a nie u m i a ł e m

Muzykantach

amatorskiej,

o

mogę
z taką

Karabasza

istocie

przeżycia

amatora.

i dziadach

żyjących

po­

podporządko­

wiedzą

następnego

Mówię

o

niezależnie

potrzeby

twórczości

woli

Skowrońskiego,

jej mocy, zdolnej

najwyższym

wyrazić.

sztuki przez

o królach,

z

mimo

Mistrzu

p o n i e w a ż p o k a z a ł t o , co c h c i a ł e m

napotkane
zabawę.

w

podbudowana

problem

tylko

jasnością

najprawdziwsza

sztuka

jest

pomyślałem

całe życie

to

gonią­

ogólną

króla

Warneckiego

diabłów

przebierańców,

П . 1 1 . K a d r z f i l m u Opowieść

20

w

mówić

dzi na

zarazem

marzeniem

prawo

swoje

Kidawa mówi

p e n s a t ą , k t ó r a n a d a j e sens ż y c i u . I p a t r z ą c n a

wpływ

imprezy, pokazać

filmu,

0 świecie, k t ó r y się kończy, i o wielkiej roli sztuki w ż y ­

on

całej

ale

film

K i d a w a pokazuje to zakomicie na p r z y k ł a d z i e ostat­
niego Heroda, starca, k t ó r y w p r z y d ł u g i m ,
steranym
p ł a s z c z u k r ó l e w s k i m , ze s k r z y p e c z k a m i w r ę k u b ł ą d z i
po b r u z d a c h o ś n i e ż o n y c h p ó l , j a k K r ó l L i r , p e ł e n d u m ­
nej g o d n o ś c i w s w y m o s a m o t n i e n i u .

chcieć j a k o artysta, k t ó r y w y w a r ł przecież w i e l k i
kształt

lepszy,

choć

T u dygresja — p r o s z ę z w r ó c i ć u w a g ę , ile w o l n o prze­
bierańcowi. Może pocałować, klepnąć, uszczypnąć każdą
k o b i e t ę , od k t ó r e j po c y w i l n e m u d o s t a ł b y n i e c h y b n i e po
t w a r z y , a t u t y l k o o g ó l n a r a d o ś ć (to s a m o m o ż n a z a u ­
w a ż y ć n a K r u p ó w k a c h czy n a G u b a ł ó w c e , g d z i e „ n i e ­
d ź w i e d z i o w i " ulicznego fotografa na w i ę c e j się pozwala
n i ż k o m u k o l w i e k i n n e m u ) . B o p r z e b i e r a n i e c , to n i e „ c z ł o ­
w i e k " . O n j e s t n a i n n y c h p r a w a c h , n a l e ż y do i n n e j sfe­
ry. P o t ę ż n a jest w e w n ę t r z n a potrzeba gry w człowieku,
p o t r z e b a t e a t r u , j a k a t k w i w nas w s z y s t k i c h , w naszej
p o d ś w i a d o m o ś c i . T e a t r u j a k o sfery „ s a c r u m " , innego k o ­
deksu praw, w y z w o l e n i a z n o r m codzienności.

jeszcze

na

świecie.

И. 12. K a d r z f i l m u

Karabasz

pokazuje

właściwie

niewiele,

oto

zajezd­

nia, starzy t r a m w a j a r z e p o w o l i i d ą na p r ó b ę , n i o s ą
instrumenty.
udziela
wane

Ukryta

ostatnich

kamera

lary

na

nosie... I

film

relacjonuje

rów

przy

dyskusję

kopalni

poryso­

z a c z ą ł m a l o w a ć . Pokazuje — s p r o w o k o w a n ą przez realiza­

druciane

oku­

Skupie­

tora — s y t u a c j ę

konfliktową:

orkiestr, z uzdrowis­

I
ki

ogromnym, cyzelują
i

grają

Dziewiąta

ze

frazę,

śledzą

wzruszeniem

takim,

Beethovena.

to wszystko. I t u jest w ł a ś n i e cała w i e l k o ś ć

Karabasza,

że u m i a ł

mację

zmęczonych

stów,

i że czujemy w

sprawy, s z t u k ę

dostrzec

życiem

i pokazać

starych



sztu­

transfor­

robociarzy w

t y m graniu wzruszenie

arty­
wielkiej

— i że jest ona nie w tandetnej

me­

lodyjce, lecz w n i c h , w l u d z i a c h , a r t y s t a c h .
Gdyby Karabasz
wykonującą
stu

Haendla

czy Beethovena,

byłby

liczyłaby

Ale

Karabasz

chce

udowodnić,

nie pokazuje

muzyki,

że

znakomicie

ci

ludzie

wcale nam

prze­

k o n t r a s t m i ę d z y t y m , co m y

słyszy­

— o b i e k t y w n i e , a t y m co c z u j ą

oni —

grający.

t o w ł a ś n i e jest i s t o t ą , sensem i p i ę k n e m ,

w

powstawaniu

nie

grają,

skiego u p r a w i a n i a s z t u k i . Ś w i a d o m o ś ć
nia

(ponieważ

dzieła,

amator­

współuczestnicze­

satysfakcja

( p o z b a w i o n a jeszcze g o r y c z y , k t ó r ą

daje

aktu

twórczego

wiedza i

świa­

domość...).
F i l m Karabasza
t y k i , bez
Jan
larzu,

a

j e s t k r ó t k i , s k r o m n y , bez

Z

sympatią

rozumiałem
nie m o g l i

o własnym

sposobie

patrzyłem

„lu­

interpretacji świa­

z ocenami a m a t o r ó w

realistów.

na zdenerwowanego

jego racje, b y ł e m

malarza,

po jego stronie. Nie, o n i

się d o g a d a ć , W r ó b e l m a swój w ł a s n y ś w i a t —

tamci, też zresztą

dobrzy jako malarze (zwłaszcza

Sów­

ka i Gawlik, których obrazy w i d n i e j ą

w tie f i l m u ) , z b y t

silnie

w

tkwią

dostrzec

w

innej konwencji,

wartości

przez

nich

formie

mamy

więc

kowanego

artysty,

A

jest

Wróbel

malarskie,

systemu

ocen.

górnikiem,

argument

kolegów

budził

sztuce

Wróbla

od

przyjętego

prostej,

nieco

naiwnej

motyw

dramatu

kryty­

walczącego

o

racje.

do

salonowych

W

powtórzony
uparcie

aby

odmienne

rozmów

n a w y k ł y , więc odciąć się potrafił

swoje

dosadnie, c h o ć

refleksję

(„Przysroł

nie

czasem

mi!").

zrealizował

właściwie

reportaż

ornamen­

F i l m , d o b r y w k o l o r z e , p o k a z u j e o b r a z y W r ó b l a ze
z b i o r ó w M u z e u m w Z a b r z u . R e a k c j e samego m a l a r z a ,
to, co m ó w i o s o b i e i s w o j e j t w ó r c z o ś c i , c h o ć f o r m u ł o ­
w a n e w f e r w o r z e o s t r e j p o l e m i k i , o k r e ś l a go c h y b a c e l ­
niej, n i ż b y to m ó g ł u c z y n i ć niejeden komentarz. Ł o m ­
n i c k i niczego nie tuszuje, nie w m a w i a , ż e jego boha­
ter jest N i k i f o r e m , nie z a j m u j e r o l i a r b i t r a w t o c z ą c y m
się sporze — u c z c i w i e i z s y m p a t i ą p r z e d s t a w i a z a r ó w ­
no W r ó b l a , j a k i jego o p o n e n t ó w . F i l m m a dobre t e m ­
po, m o n t a ż , z d j ę c i a , jest ż y c z l i w y , c i e p ł y i p r a w d z i w y .

film.

Paweł

o górniku — ma­

kinematografii

słowa komentarza. M ą d r y , piękny
Łomnicki

można

się już tylko jakość wykonania).

ciwnie — akcentuje
A

dobrze

to po p r o ­

dość dobry koncert, czyli w ł a ś c i w i e ż a d e n

wówczas

my

pokazał orkiestrę amatorską

malarza, o k t ó r y m

p o w i e d z i e ć „ n a i w n y " , „ i n n y " , a w p e w n y m sensie i
ta w ostrej k o n f r o n t a c j i

dyrygenta

jest

muzyków

k o w y c h m u s z l i k o n c e r t o w y c h , w ł a ś c i w i e o k r o p n a , ale o n i
ruch

nie

twarze

tu i ówdzie

Melodia? taka z repertuaru d ę t y c h

j a k b y to b y ł a

Amato­

Wróbel

w i ę c o p o w i e ś c i ą o t w ó r c y , nie m ó w i , j a k i czemu W r ó b e l

dowy", malarza

każdy

Plastyków

Paweł

dyrygent

oto d y r y g e n t unosi p a ł e c z k ę .

z przejęciem

Klubie

próbę,

nie — i j u ż g r a j ą . D m ą w t r ą b y i t r ą b k i , f l e t y i o b o j e .

to g r a j ą

w

„Wieczorek".

pokazuje

wskazówek,

b r u z d a m i zmarszczek,

dęte

Muzykanci.

malarzach — amatorach,

ponieważ

Wróbel

należy

filmów

do

dosyć

o twórcach

licznych

w

naszej

ludowych, naiwnych,

„ i n n y c h " . S ł y s z y s i ę o s t a t n i o g ł o s y , ż e za d u ż o t y c h f i l -

21

doskonale p o k a z a ł p i ę k n ą t w a r z tego w i e l k i e g o r z e ź b i a ­
rza, j e g o p r a c ę , ale r z e ź b y s p r o w a d z i ł do r o l i f i g u r e k ,
s t a t y s t ó w w w i e l k i m p r z e d s t a w i e n i u , k t ó r e sam w y m y ś ­
l i ł . B a r d z o t o b y ł o ł a d n e , n a g r o d z o n e za g r a n i c ą , i n i c
dziwnego — K u d ł a jako typ w s p a n i a ł y , M a k a r c z y ń s k i ja­
k o r e ż y s e r b a r d z o s p r a w n y , ale p r a w d y t a m b y ł o n i e ­
w i e l e , a co g o r s z a z f i l m u w c a l e n i e w y n i k a ł o , ż e K u d ł a
b y ł najlepszym l u d o w y m i n a i w n y m r z e ź b i a r z e m ostat­
niego ć w i e r ć w i e c z a .
T e n sam r e ż y s e r d a ł natomiast d o s k o n a ł y p o r t r e t
O c i e p k i w Spotkaniu
z Teofilem
Ociepką.
F i l m bez z a ­
r z u t u , ś w i e t n i e p o m y ś l a n y , zaczyna się w tonacji czar­
n o - b i a ł e j . N a tle d y m ó w , z a p y l o n y c h h a ł d , jedzie na r o ­
w e r z e O c i e p k a . P r z y c h o d z i d o d o m u , b i e r z e p ę d z e l do
r ę k i — i zaczyna się orgia k o l o r ó w , b u j n y ś w i a t Ociepk o w y c h d ż u n g l i i d z i w ó w . Bez s ł o w a , ś r o d k a m i f i l m o ­
w y m i p o k a z a ł M a k a r c z y ń s k i s w o j ą wizję malarza Ociep­
ki.
Z filmów, jakie p o w s t a ł y ostatnio, w y r ó ż n i ł b y m M i ­
r o s ł a w y M a r c i n k i e w i c z Dziwni
artyści
po obu
stronach
Babiej
Góry.
Jest w t y m f i l m i e r z e t e l n o ś ć d o k u m e n t u
i c i e p ł y s t o s u n e k do d z i w n y c h a r t y s t ó w . J e d n y m b y ł
Heródek, rzeźbiarz najbardziej chyba p r y m i t y w n y , z upo­
rem ciosający klockowe anioły i święte figury, których
n i k t poza n i m nie c h c i a ł o g l ą d a ć . D r u g i — to
żyjąca
w Z a w o i Dorota L a m p a r t , ostatnia malarka
ludowa,
gorzka, zaszczuta i n a w i e d z o n a , o ś l a d a c h d a w n e j p i ę k ­
ności w twarzy.
M a r c i n k i e w i c z o w i e d o t a r l i do t y c h t w ó r c ó w w cza­
sie l e t n i e j w ę d r ó w k i p o k r a j u . M i e l i w ó w c z a s t y l k o a p a ­
rat fotograficzny. Za rok, gdy powrócili z k a m e r ą — He­
r ó d e k j u ż nie żył. A l e f i l m o n i m p o w s t a ł z t y c h w ł a ś ­
n i e m i g a w k o w y c h z d j ę ć i r z e ź b , ze ś l a d ó w j e g o ż y c i a ,
w o b e j ś c i u , izbie.

14
m ó w . M y ś l ę , ż e za d u ż o m o ż e b y ć t y l k o f i l m ó w s ł a b y c h ,
schematycznych, nic
nie
wnoszących. Sam
oglądając
z zawodowym przecież zaciekawieniem różne
sylwetki
t w ó r c ó w w t e l e w i z j i czy k i n i e — u m i e r a m c z ę s t o z n u ­
d ó w , bo i „ s z t u k a " sama nie zawsze w a r t a jest p o k a ­
z y w a n i a , i nic się w ł a ś c i w i e z f i l m u nie d o w i a d u j ę a n i
0 środowisku, ani o problemach twórczości. A j a k ż e czę­
sto c z u j ę f a ł s z , r e ż y s e r „ k u p u j e " bez z m r u ż e n i a o k a t o ,
co o p o w i a d a j ą d o m o r o ś l i a r t y ś c i , l u b s a m i c h s z m i n k u j e
na „ ł z a w o " l u b na „ f o l k l o r y s t y c z n i e " . Po p r o s t u ł a t w y
t e m a t , zawsze coś się da w y c i ą g n ą ć , a nie m a o b a w y , że
się k t o ś p o ł a p i e w p r y m i t y w i z m i e takiego r e p o r t a ż u k a ­
merą.
A l b o jeszcze g o r z e j — r o b i s i ę „ w e r n i s a ż " p o d j a b ł o ­
n i ą , p r z y w o z i a u t o b u s a m i t o w a r z y s t w o ze S p a t i f u
czy
Sarpu, d y s k u t u j e się obrazy ( o m a l że nie zapomniano
przy okazji o гЛ'оу-bohaterze tego spektaklu), p o t e m
wszyscy się r o z j e ż d ż a j ą zadowoleni, że b y ł o „ d r a c z n i e " ,
a d z i e w c z y n a - m a l a r k a zostaje z g o r y c z ą , z z a k ł ó c o n y m
ż y c i e m , z poczuciem, że coś dla niej bardzo w a ż n e g o
1 i n t y m n e g o z o s t a ł o w y s t a w i o n e na pokaz, s k r y t y k o w a ­
ne. A l e r e p o r t a ż „ w ś r o d o w i s k u " s i ę p o d o b a ł , b y ł z a ­
bawny, niecodzienny ( m ó w i ę o r e p o r t a ż u T V
Wernisaż
pod jabłonią
z r e a l i z o w a n y m przez E. Pacha).
Z „ l u d o w y m i " m o ż n a r o b i ć w s z y s t k o , n i k t s i ę za n i ­
m i nie ujmie. Zakres i n g e r e n c j i realizatora jest t u znacz­
nie w i ę k s z y niż p r z y f i l m o w a n i u a r t y s t y - p l a s t y k a . W y o ­
b r a ż a m sobie, j a k i b y s i ę p o d n i ó s ł s z u m , g d y b y r e ż y s e r
kręcąc film o Dunikowskim dowolnie pozestawiał różne
jego r z e ź b y w c y k l e w y m y ś l o n e przez siebie, z r o b i ł
z Brzemiennych
i Ew m a l o w n i c z e k o m p o z y c j e á l a
Miesz­
czanie w Calais.
A l e w Kantyczce
z drewna
Makarczyński rzeźby K u d ł y p o t r a k t o w a ł w ten w ł a ś n i e sposób,

22

15

23

Realizatorka eksponuje r z e ź b y na tle
strumienia,
u s t a w i o n e na k a m i e n i a c h , w zieleni. A j e d n a k t u m n i e
ten zabieg nie razi, bo H e r ć d e k r o b i ł f i g u r k i d l a siebie,
chciał, aby b y ł y w o k ó ł niego. „ W e s e l e j m i j a k na
nie
p a t r z ę " — m ó w i ł . T a k i e w i ę c u s y t u o w a n i e nie p o w o d u ­
j e f a ł s z u . M a u z a s a d n i e n i e n i e t y l k o estet3 czne, ale i r z e ­
czowe. H e r ó d e k m ó g ł j e t a k p o k a z y w a ć .

Brak
A

Na u w a g ę z a s ł u g u j ą p i ę k n e zdjęcia, znakomicie do•brany p o d k ł a d
muzyczny (Bach) s t w a r z a j ą c y
nastrój
szlachetnej p o w a g i — i w t y m n a s t r o j u odbiera się t y c h
nawiedzonych, kalekich ludzi — dziwnych i prawdziwych
a r t y s t ó w . Tekst t o w a r z y s z ą c y Jana B u j a k a ł a d n y i da­
j ą c y s p o r o i n f o r m a c j i . W o g ó l e f i l m w n o s i do naszej
wiedzy o t y c h artystach istotne elementy, pokazuje np.
drewutnię Herćdka, oklejoną zdjęciami z tygodników,
z w i e l k ą r e p r o d u k c j ą Trójcy
Rublowa... Dowiadujemy
się też, ż e H e r ó d e k r z e ź b y swe m a l o w a ł m . i n . w ł a s n ą
krwią....

twórców,

przecież

każdy

s ł a b e , k o l o r n i e d o b r y . F i l m bez
Hel-Enri.

Film

ka

(autora

Berlewiego. Hel-Enri

ważnie

kwiaty

mniej

już

dotrzeć

nieżyjącego.

na

A

czas

do

starego

rzeźbiarza,

p o s t a ć to p i ę k n a , j a k b y

Film

powstał

pp.

Berlewich

naszej

sztuki

i

Londynie).

w

Paryżu. Tęskni

wierzy

już

naiwnej

Hel-Enri
w

z

FSO,

postacie

twórca

sprawności

a

tryptyku,

ciekawych

nawet

to

linorytów,

wiedzy

nej,

zafascynowany

dawną

kończy

malarki

uroczych o b r a z ó w

czonej,

to

jednak

o

historią

film

rzy, że starczy jej

o sobie. W c i ą ż
sił i w z r o k u ,

na

Grecji,

po

stracie syna

przyjechać.
dotrwać

ryżu

bardzo uroczyście
dla

Dobrze,

naiwnego uroku
Przegląd

(wizyta
że


u

Prezydenta

Gordonowi

udało

nieprzeciętną

się

filmów

chcę zakończyć

sztuki ludowej,
Trzy



za

komponujący

lasem

zwłaszcza

zacho­
i

to

po

animowanych

trzy

ściślej

Stanisława

wycinanek

ł o w i c k i c h w y k l e j a n e k ( k o d r ) , t o Za
Władysława

współczesna,

Nehrebeckiego. K o d r a

borem
łowicka,

j e s t z a w s z e t e m a t y c z n a . Jest

szkle, a r t y s t k i

choć

czości, gdzie w y s t ę p u j ą

różne

artystycznej
na

ko­

modlitwa,

skie, e l e k t r y f i k a c j a

zabawa,

I I . 21. K a d r z f i l m u Za

borem,

za

lasem...

ilustracje

oczepiny,

to

twór­

z życia — jazda

zajęcia

gospodar­

w s i , s k u p ż y w c a , n a u k a w szkole i t d .

Nehrebecki idzie o k r o k

lor.

tańce

podpatrują­

świadomości

i znakomitym, rzadko spotykanym uwrażliwieniu

pozy­

a

jedyna dziedzina ludowej

wozem,

pełną

omówieniem

cji, k t ó r e p o w s t a ł y z inspiracji

cy k o n w e n c j ę

Pa­

malarkę.

ludowe, d r u g i — bardzo zabawny i ś w i e t n i e

nieu-

wie­
swego

Republiki,

postać

dużej

tematami

do

obok m a l o w a n y c h kafli

Leokadii

nie

Bardzo

niecodziennego jubileuszu. B ę d z i e on obchodzony w

z

wa­

temu

jeszcze m a l u j e ,

aby

Jeden

naiw­

Neuchátel

miesięcy

kiedyś

na

wysta­

kilka

Janika,

(wymyślił

na

Stuttgarcie,

do W a r s z a w y , ale
mogła

bazuje

później

mówiąc — wycinanki.
o

o wyobraźni

w

Warszawie,
i

Płonkowej,

sylwetka

dużej

Lada,

amator

technicznej

ł e k do c i e n i o w a n i a k ł a d z i o n e j f a r b y ) ,
z mitologii. F i l m

Jan

(a

widziałem

to, aby

chce z o b a c z y ć

stolicy

w

tokarz

sprzed k i l k u d z i e s i ę c i u lat...
Pozostałe

w

Pa­

(prze­
ujęte),

pobytu

obrazach w y s t a w i a n y c h

obrazy

ślicznie

sztuce.

wach

naszej

abstrakcyjnie

swej

dziś

przeniesiona

malarkę

urocza, m ą d r a ,

o

Nieoficjalni.

reżyserowi

bardziej

rocznego

czasie

im

jeszcze

czy

najlepsze

opowiada

potomności

się

reżysera,

najstarszą

w

etc).

dobrze, że u d a ł o

tempa.

zaczęła m a l o w a ć późno, w

p o k a z u j e m a t k ę i syna. H e l - E n r i

wać

I

potrzeb.

mechanofaktury) — Henry­

ryżu. F i l m pokazuje p i ę k n i e jej

wystawa

tryptyku

środo

innych

dokument tegoż

pokazuje

koncepcji

swo­

już

z

c h o w a n ą w Warszawie, m a t k ę jednego z t w ó r c ó w
awangardy

ostat­

jednego

tworzy

stereotypowo.

ś w i a t a , 9 9 - l e t n i ą obecnie H e l e n ę B e r l e w i , u r o d z o n ą i w y ­

z

świątkarza,

inny

każdy

Znacznie lepszy jest i n n y

Piłata, pokazuje Konstanty Gordon w

ludowego

problem, inne

I

to

Zdjęcia
Kwiaty

charakte­

nich

inny

nich, Józefa

Innego

filmie pełniejszej
trochę

z

świat.

tym

pokazanych

wisko,

r

F i l m zrealizowany jest bardzo t a k t o w n i e ,
pokazuje
artystów dziwnych,
nie z r o z u m i a n y c h przez otoczenie,
żyjących nawet — j a k Dorota L a m p a r t — w swoistej izo­
l a c j i s p o ł e c z n e j . F i l m j e s t o k o n k r e t n y c h l u d z i a c h , ale
i o czymś więcej, o potrzebie sztuki, o r ó ż n y c h jej ź r ó ­
dłach, o twórczości, która m a j ą c przymioty
„ludowej",
nie z o s t a ł a p r z e z ś r o d o w i s k o p r z y j ę t a i u z n a n a za s w o j ą .

mi jednak w

rystyki

dalej, o ż y w i a te

kodry,

a

robi

t o ze z n a k o m i t y m w y c z u c i e m s t y l u i p r z e d n i m p o c z u ­
ciem h u m o r u , F i l m toczy się w a r t k o , b r a w u r o w o , p r z y
skocznych d ź w i ę k a c h kapeli — ś w i e t n y w p o m y ś l e i rea­
lizacji. B e z b ł ę d n y stylistycznie.
P o m i n ą ł e m w t y m p r z e g l ą d z i e f i l m y , do k t ó r y c h n i e
u d a ł o m i się teraz d o t r z e ć , n i e k t ó r e — j a k p a m i ę t a m —
z a s ł u g i w a ł y na p e w n o na u w a g ę . A l e n a w e t z o m ó w i o ­

n y c h t u pozycji w y n i k a niezbicie, że f i l m s t a ł się po­
w a ż n y m naszym partnerem tak w dokumentacji,
jak
w popularyzacji twórczości ludowej i nieprofesjonalnej.
T o t e ż dobrze by b y ł o , g d y b y z n a l a z ł on n a l e ż n e miejsce
na ł a m a c h „ P o l s k i e j S z t u k i L u d o w e j " . M o ż e w i ę c ten
s z k i c d a p o c z ą t e k szerszej w y m i a n i e z d a ń n a t e m a t n a ­
szych f i l m ó w .

PRZYPISY
1

P r a g n ę n a t y m m i e j s c u p o d z i ę k o w a ć p . doc. Z b i g ­
niewowi Czeczott-GawraKowi, którego niewzruszona w i a ­
r a w to, ż e f i l m o s z t u c e j e s t n a j w a ż n i e j s z ą r z e c z ą n a
świecie, udzieliła się — c h o ć w części — i niżej podpisa­
nemu. Dzięki pomocy p. G a w r a k a m o g l i ś m y p r z e d y s k u ­
t o w a ć w zespole r e d a k c y j n y m o m a w i a n e t u f i l m y , a za
dostarczenie k o p i i i zorganizowanie p r z e g l ą d u
bardzo
dziękuję W y t w ó r n i F i l m ó w Dokumentalnych w Warsza­

w i e ( s e r d e c z n o ś ć p. R e k ł a j t i s a z a s ł u g u j e na t y m w i ę k ­
szy m ó j p o d z i w , ż e o g l ą d a ł e m m a t e r i a ł f i l m o w y w c z a ­
sie r e m o n t u , p o w o d u j ą c t y m d o d a t k o w e i n i e m a ł e
za­
mieszanie), W y t w ó r n i F i l m ó w O ś w i a t o w y c h w Ł o d z i oraz
Centrali F i l m ó w O ś w i a t o w y c h (Filmos) w Warszawie.
Na -szczególną
uwagę
zasługuje
praca
kamery,
dobre kadry, kompozycja k l a t k i , bogactwo odcieni bieli,
s z a r o ś c i i czerni; z a s ł u g a to Ryszarda Golca.
2

Kadry z fjlmów udostępniły: Wytwórnia Filmów Oświatowych w Łodzi — il. 2, 3, 5—10, 15, 16, 19, 20; Wytwórnia Filmów Doku­
mentalnych w Warszawie — il. 1, 4, 11-14, 17, 18; Studio Filmów Rysunkowych w Bielsku Białej — il. 21.

Zestmvienie
Tytuł filmu

omawianych

realizacja

scenariusz

S t a n i s ł a w Grabowski
W a c ł a w Biliński
S t a n i s ł a w Grabowski
S t a n i s ł a w Grabow­
ski
Mirosława Marcin­
3 D z i w n i a r t y ś c i po obu M i r o s ł a w a M a r c i n ­
kiewicz
stronach Babiej G ó r y kiewicz
Witold Żukowski
4 Frasobliwy
Halina Olędzka
Witold Żukowski
Jerzy H o f f m a n
Jerzy H o f f m a n
5 Jarmark cudów
6 K a n t y c z k a z drewna Tadeusz M a k a r c z y ń ­ Tadeusz M a k a r c z y ń ­
ski
ski
Edward Pałczyński
7 K a r c z m y i zajazdy
Edward Pałczyński
Jerzy H o f f m a n
8 Karuzela łowicka
Jerzy H o f f m a n
Edward Skórzewski Edward Skórzewski
1 Do Studziannej
2 Drewno i beton

Maria K w i a t k o w ­
ska
K o n s t a n t y Gordon
Zofia Szyfelbein
Witold Żukowski
K a z i m i e r z Karabasz

Maria

13 Nieoficjalni
14 O p o w i e ś ć
najpraw­
dziwsza o k r ó l a c h ,
d i a b ł a c h i dziadach
ż y j ą c y c h jeszcze na
świecie
15 O t y m j a k dziadek od
Jasinków w górach
T a t r a c h s k a r b ó w szu­
kał
16 P a w e ł W r ó b e l

K o n s t a n t y Gordon
Janusz K i d a w a

17 Polski d r z e w o r y t l u ­
dowy
18 Spotkanie z Teofilem
Ociepką
19 Szlane obrazki
20 Ś w i e t l i c a w K c y n i

Anna Micińska
Grzegorz D u b o w s k i
Tadeusz M a k a r c z y ń ­
ski
Grzegorz D u b o w s k i
Wanda Rollny

21 T r z y po t r z y
22 Wesele łowickie

Stefan J a n i k
Roman Woźniakow­
ski
Józef Pitorak,
Włodzimierz Boro­
wik
Jerzy Gabryelski
W ł a d y s ł a w Nehre­
becki

9

Kolekcja

10 K w i a t y H e l - E n r i
11 K w i a t y z Zalipia
12

Muzykanci

23 Wesele na
nie

Bukowi­

24 Wesele na K u r p i a c h
25 Za borem za lasem

26

filmóiv

Kwiatkowska

zdjęcia

produkcja,

rok

mi­
nut

taśma

Anatol Fidek
Janusz Czecz

WFO
WFO

Ł ó d ź , 1960
Ł ó d ź , 1964

15
14

kolor.
kolor.

Jerzy M r o ż e w s k i

WFO

Ł ó d ź , 1970

14

kolor.

Stanisław Śliskowski
Wacław Florkowski
Władysław Forbert

WFO

Ł ó d ź , 1968

8

cz-biały

W F D W - w a , 1966
W F D W - w a , 1958

8
12

cz-biały
kolor.

W F O Ł ó d ź , 1968
Zbigniew Sokalik
W F D W - w a , 1958
Stanisław Niedbalski
Antoni Staśkiewicz
A n d r z e j W r ó b l e w s k i W F D W - w a , 1967

12
9

cz-biały
kolor.

11

kolor.

K o n s t a n t y Gordon
Witold Żukowski

W i k t o r Prejs
Andrzej Walter

WFO
WFO

Ł ó d ź , 1967
Ł ó d ź , 1963

10
10

kolor.
kolor.

K a z i m i e r z Karabasz

WFD

W - w a , 1960

9

cz-biały

K o n s t a n t y Gordon
Janusz K i d a w a

Stanisław Niedbalski
W i k t o r Prejs
R y s z a r d Gole

W F O Ł ó d ź , 1967
W F D W - w a , 1969

12
14

kolor.
cz-biały

K r y s t y n a Procner

Irena K a m i e ń s k a

Leszek K r z y ż a ń s k i

W F D W w - a , 1969

21

cz-biały

Jan

Jan

Edward Bryła
Jerzy G o ś c i a k
Jerzy M r o ż e w s k i

W F D W - w a , 1971

11

kolor.

WFO

Ł ó d ź , 1970

20

kolor.

Jerzy

W F D W - w a , 1962

10

kolor.

W i k t o r Prejs
B o n a w e n t u r a Szredel
Jan Tkaczyk
Kazimierz Mucha

WFO
WFO

Ł ó d ź , 1970
Ł ó d ź , 1968

10
10

kolor.
kolor.

S M F W - w a , 1965
W F O Ł ó d ź , 1961

10
21

kolor.
kolor.

Antoni Staśkiewicz

W F D W - w a , 1958

14

kolor.

Jerzy Stefanowski

W F O Ł ó d ź , 1949/57
SFR,
1961
Bielsko-Biała.

26

cz-biały

10

kolor.

Łomnicki

Łomnicki

Grzegorz

Dubowski

Tadeusz M a k a r c z y ń ­
ski
Grzegorz D u b o w s k i
Wanda Rollny
Stefan J a n i k
Roman Woźniakow­
ski
Włodzimierz Boro­
wik
Jerzy Gabryelski
W ł a d y s ł a w Nehre­
becki

Chluski

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.